IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Chatka

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next
AutorWiadomość
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Chatka   Wto Paź 28, 2014 1:12 pm

- Słuchaj, skacze ze szczęścia. Właściwie płaczę z radochy, że Twój uroczy kolega potraktował mnie inaczej niż wszystkie inne. Szkoda tylko, że włączył do całego tego teatrzyku swoją niewyżytą dziwkę, która najwyraźniej lubi bić dziewczęta z główki i macać rude panienki. Bo przecież są K***a takie podniecające, co nie? - warknęła przez zaciśnięte zęby, odpychając pośpiesznie rękę wampira. Zrobiła to niezgrabnie, nie fatygując się nawet, by użyć do tego gestu nieco więcej niezbędnej siły. Jakby jakakolwiek walka na ten moment, stała się dla niej zupełnie bezsensowna. Właściwie nic w tym dziwnego - piegowata dostała z bańki prosto w nos, Ryon zdołał się na niej jeszcze pożywić w dość brutalny sposób, a na koniec zaserwował jej jeszcze spotkanie z facetem, który stracił w wypadku żonę oraz dzieci. No naprawdę, ma powody do wdzięczności! Powinna go może wyściskać i wycałować? Szczególnie, że jeszcze chwilę temu pchał łapska tam, gdzie zdecydowanie nie powinien? Nie ufa mu. Brzydzi się go, ba! Ona go nienawidzi. Doprowadził jej i tak kruchą już po spotkaniu z wampirem psychikę do totalnego rozłamu. Jęknęła żałośnie, niezmiennie trwając w jednej pozycji na niewygodnym łóżku znajdującym się w chatce. Wykrzywiła się w lekkim grymasie, wycierając brudną od własnej krwi dłoń w pogiętą, krótką sukienkę.
- Nie no, co Ty. Mogę tu zamieszkać. - odparła, niespecjalnie przebierając w słowach. Co za durne pytanie! Oczywiście, że chce uciec! Czy ona wygląda na zadowoloną z faktu, że ma spędzić tu z nim jeszcze kilka godzin, dni, tygodni? Nie, so wnioski nasuwają się raczej same. Nie chce tu być, tym bardziej z psychicznym Ryon'em dręczącym ją zarówno fizycznie jak i psychicznie, o.
I tu, jakby z nieba, w chatce pojawił się ktoś jeszcze. Delorie pisnęła nieco zdezorientowana, kierując złote tęczówki najpierw na lecące drzwi, dopiero później na stojącego w progu mężczyznę. Uniosła nieco zszokowana brew, chwilowo zupełnie nie ogarniając zaistniałej sytuacji. Pogubiła się dziewczyna, biedna no.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Chatka   Wto Paź 28, 2014 6:16 pm

Ale przecież to nie obecna jaźń wyrządziła jej te wszystkie krzywdy! Teraz chciał pomóc, wyprowadzić ją z tego domku i przede wszystkim zwrócić wolność! A ta tak bezczelnie pyskowała. Mężczyzna westchnął głośno, zaś przeczesując wygoloną stronę głowy. Nie podobała mu się wcale ta fryzura... w ogóle najchętniej doprowadził by owe ciało do porządku. Pierw pozbył się kolczyków! Bo może właśnie przez taki wygląd nikt nie chciał ufać. W każdym razie dziewczyna była chętna na ucieczkę, co na to nasz ojciec rodziny uśmiechnął się troskliwie. Wybaczy wszystkie jej błędy, w końcu tyle przeszła.
- Bedziesz jeszcze mi wdzięczna. Postaram się utrzymać Ryona w cieniu jak najdłużej. - miał już wstać, kiedy wstąpił, a raczej włamał się do opuszczonej chatki ktoś całkiem obcy. Ryon momentalnie wstał, odwracając się w stronę przybysza. Jaźń diametralnie uległa zmianie.
- Ty starcze... - syknął wampir, obnażając kły. I nawet jeśli Delorie chciała wstać, usiąść, cokolwiek... będzie to utrudnione bowiem wampir złapał ją szybko, przystawiając pazury do gardła. Do tych małych punktów pozostawionych po swoich długich klach.
- Zabiję ją, jeśli stąd nie wyjdziesz. - dodał bardziej złowrogo, zaciskując mocniej palce. Jeden niewłaściwy ruch, a Delorie skończy z poderżniętym gardłem. Chciał tego łowca, chciał?
Powrót do góry Go down
Gerard
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1105-gerard-trizgane http://vampireknight.forumpl.net/t3348-gerard#71804
Zarejestrował/a : 31/07/2013
Liczba postów : 318


PisanieTemat: Re: Chatka   Wto Paź 28, 2014 9:39 pm

Helsing nie spodziewał się takiego miłego powitania! Ludzka samica wyglądała naprawdę pysznie. Szkoda, że nie była starsza o jakieś pięćdziesiąt lat… ale pewnie nie przepadała za uprawianiem nekrofilii, co nie? A szkoda, bo staruszek mógłby pokazać, że ma jeszcze nieco pary w swoich lędźwiach. W końcu im kot starszy, tym ogon twardszy! Antoni wydawał się bardzo zadowolony, nawet banan wykwitł mu na ryju, jakby się cieszył na widok czyjegoś nieszczęścia.
Gdy młody chłopak wypowiedział magiczne słowo „starcze”, Helsing odwrócił się za siebie, wyraźnie rozglądając się w poszukiwaniu osoby, o jakiej mowa.
- Starcze! Ha! Dobre sobie! Starcze! O rety! Spojrzyj w lustro za kilkadziesiąt lat, jeśliś taki śmiałek, a ujrzysz wówczas me odbicie!
Zaśmiewał się jeszcze, gdy z kopa zamykał za sobą drzwi. Dodać należy, że ich nie wywarzył, a jedynie „kulturalnie otworzył” odrzwia. Helsing nie spoważniał nawet wówczas, gdy dostrzegł kły. Ba! Ucieszył się tym bardziej! Zrobił ze trzy przysiady i przy ostatnim położył swoją walizeczkę na podłodze. Otworzył ją, ale jeszcze nic nie wyciągał. Zerknął na wampira i posłał mu szczeniacki uśmieszek szaleństwa.
- Śmiało! Zarżnij ją jak świnkę! Wytnę jej nerki i sprzedam Chinolom!
Znów się zaśmiał i szybko drapnął w łapsko z walizki buteleczkę z wodą święconą, po czym kopnął walizkę tak, żeby Ryon mógł ujrzeć jej zawartość.
- Zostaw tę dzierlateczkę w spokoju. Gdybyś chciał ją zarżnąć, już dawno byś to zrobił. Widzę przecież ślady Twoich kłów na jej skórze oraz krople krwi na tym kusym wdzianku. Rety, prędzej bym chciał ją zgwałcić niż zabić, za ten strój!
Spoko, spoko, staruszkowi jeszcze maszt nie powstał. Rano nie łyknął viagry…
Jeśli wampir nie puści Delorie, łowca wykona szybki rzut w stronę wampira z buteleczkę, którą odkręcił. Zawartość wylałaby się na wampira, a wówczas dziewczyna mogłaby skorzystać z szansy ucieczki, jaką Helsing jej dał.


Ostatnio zmieniony przez Gerard dnia Sob Lis 01, 2014 1:24 pm, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Chatka   Wto Paź 28, 2014 10:07 pm

- Postawię Panu ołtarzyk z wdzięczności. Charlotta jest pewnie dumna z faktu, że pozwala Pan Ryon'owi krzywdzić małolaty. - syknęła, nieco mniej sarkastycznie niż zamierzała. A może faktycznie ta część chłopaka jest zupełnie inna? Może wcale nie zamierza jej pożreć, zgwałcić i pobić w jednym? Chce jej jedynie pomóc, wyprowadzić z chałupy i przy okazji utrzymać w ryzach niebezpiecznego wampira poziomu E, który z pewnością dawałby mu wtedy nieźle popalić w ich wspólnej, zawiłej podświadomości? Nie potrafiła mu jednak zaufać. Niby jak? Po tym, co jej sprezentował? A w życiu. Piegowata stała się nieufna, zimna i arogancka po swoim pierwszym spotkaniu z wampirem twarzą w twarz, teraz kiedy przyszło jej skrzyżować swoje poplątane drogi z Ryon'em, jedynie jeszcze bardziej wycofała się mrok. Jest to dla niej traumatyczne przejście, rozdrapujące przy okazji stare rany. Po raz kolejny przyszło jej się zmierzyć z krwiopijcą, niekoniecznie przyjaźnie nastawionym do otoczenia. Lupiej wpieprzyć rudą pod nogi tyrana niż sprezentować jej potulne i pocieszne dziecko nocy, co nie?
Pisnęła, łapiąc pośpiesznie rękoma dłoń chłopaka. Ona nie chce jeszcze umierać! Poważnie! Ma dwójkę nieswoich dzieci, które musi 'odchować'! I niedoszłego męża, ciężko chorego, powinna siedzieć przy nim, a nie słuchać jakiejś cykliwej gadki szmatki świrniętych facetów. Zacisnęła mocno palce na ręce Ryon'a, wbijając mu w skórę zadbane, długie paznokcie. Nie dość, że utrudniał jej dostęp do powietrza, to jeszcze zahaczał pazurami o dwie, małe ranki, które po sobie zostawił. Co bądź, co bądź sprawiało małolacie ból. Cholerny psychopata! A ponoć pomóc jej chciał, zwyrodnialec jeden!
Zresztą, co im się tak wszystkim na gwałt zebrało? Jak nie jeden, to drugi! Ruda z przerażenia skrzyżowała mocno chude nóżki, bezradnie siłując się z wampirem, który z pewnością nie zwracał pewnie zbyt dużej uwagi na jej ruchy. Wszak albo dobrał się do walizy albo powalił w końcu piegowatą na podłogę, bo czy chciał czy nie zwyczajnie musiał uniknąć lecącej w jego kierunku buteleczki z wodą święconą. Także, zakładając, że Ryon puścił dziewuchę, ta nie bacząc na nic, ani tym bardziej na nikogo, zawaliła powolną dzidę przed siebie i tyle by po niej było, o. Chyba, że chłoptaś nie puścił jej nawet na chwilę, wtedy właściwie, nie widząc żadnego innego wyjścia, Delka zostanie z nim.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Chatka   Sob Lis 01, 2014 3:50 pm

Dumna? Jego córka nie żyła! Zginęła razem z żoną w wypadku, a biedny samotny ojciec pewnego wieczora kompletnie pijany zatoczył się w ciemny zaułek w którym na jego szczęście przesiadywał Ryon! Zaatakowany, obrabowany z krwi i pary drobnych, odczytano również jego wspomnienia jakie przeobraziły się w kolejną jaźń biednego chłopaka. No i takie tam, gadki szmatki.
Dlatego biedaczysko w ciele Ryona niemal załkało, co także spowodowało że jego siła bytu na zewnątrz zmalała.
- Ona nie żyje. - zaskomlił mężczyzna, spuszczając głowę. I właśnie niebawem wparował Łowca! Ryon powrócił, łapiąc małolatę na zakładniczkę. Ostre szpony mocniej skaleczyły dwie ranki. A czarno czerwone oczyska wbijały się w postać łowcy z nieopisaną nienawiścią, jak i strachem. W dodatku ten dziwaczny mężczyzna się uśmiechał, przez co i wampir z dzikością wyszczerzył swoje usta. Przycisnął mocniej do siebie Delorie, gdy ta wbiła swoje długie paznokcie w jego skórę.
- Zabiję! Zabiję! Patrz! - ryknął, chcąc podciąć gardło rudej, gdy jego uwagę przykuła walizkę, acz lekko nabił skórę i tak. Jednakże krzyk starca oraz rzut buteleczką bardziej zadziałały. Ryon nie zdążył uskoczyć przed wodą, która po części splamiła jego twarz. Delorie oczywiście została odrzucona na bok. Wampir zatoczył się do tyłu, łapiąc za płonącą bólem twarz od wody święconej.
- Wypruję Ci flaki! Zatłukę jak psa! - wrzeszczał, upadając bowiem przewrócił się o stary stolik. Woda dostała się do oka Ryona i po prostu powaliła na łopatki bólem. Zresztą jeśli Helsing nic nie zrobi, poziom E na oślep zacznie atakować.
Powrót do góry Go down
Gerard
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1105-gerard-trizgane http://vampireknight.forumpl.net/t3348-gerard#71804
Zarejestrował/a : 31/07/2013
Liczba postów : 318


PisanieTemat: Re: Chatka   Sob Lis 08, 2014 10:49 am

Anthony nie był łowcą. A raczej niezupełnie. Był emerytowanym łowcą. Nawet za młodu bardziej zajmował się badaniami i różnymi eksperymentami nad nocnymi stworzeniami, niż rzekomymi walkami. Kiedy go potrzebowano, głównie w przypadku ludzi przemienionych w wampiry, pojawiał się, cierpliwie tłumaczył, że nic nie da się zrobić, by zabić potwora, ale pozostawić człowieka przy życiu. Poświęcił wiele lat na to, aby oddzielić wampira od człowieka i ani razu mu się to nie powiodło. Bywał blisko, wiedział, że jeden z najstarszych łowców, Kaien, znał starą magię, która pozwalała zdjąć urok. Jednak tylko z wampirów, które nie wypiły krwi swojego Stwórcy.
– Zabijaj. Interesujesz mnie Ty, nie ona.
Wiedział, że wampiry to próżne istoty i lubią, kiedy cała uwaga skupia się na nich, a nie na ludziach. Helsing na przełomie wieków doskonale poznał psychikę tych ciekawych istot. Oczywiście Antony wiedział, że nie mógł dopuścić do śmierci tej niewinnej niewiasty, która najwyraźniej znalazła się w nieodpowiednim czasie i miejscu.
Zawartość buteleczki rozlała się na twarzy wampira i poparzyła go. O to chodziło. Wampir stracił, tymczasowo, zainteresowanie ludzką dziewczyną, więc Antony sięgnął z walizki srebrny sztylet i podszedł do parki. Chwycił dziewczynę za nadgarstek, pomagając jej wstać, jeśli z powodu pchnięcia wampira upadła.
- Uciekaj stąd jak najdalej, dobrze? Najlepiej wróć do domu i nie opuszczaj go późną nocą. – Poradził jej i pchnął nieco w stronę wyjścia. Sam zaś stanął między dziewczyną a wampirem, skupiając się teraz wyłącznie na nocnym stworzeniu. Helsing unikał ataków na oślep. Skoro atakował na oślep, nie były one celne. Skorzystał z rozsierżenia wampira i zaszedł go od tyłu, by ciąć ostrym sztyletem w tułów. Czy się uda? Czy wampir wyczuje człowieka i uniknie ciosu?

_________________
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Chatka   Pon Lis 17, 2014 10:32 am

Dawny naukowiec miałby niezłego królika do badań, jeśli uda oczywiście się go schwytać, acz trzeba przyznać, że jest na dobrej drodze. Co to za walka zagubionego poziomu E z doświadczonym pogromcą wampirów? Ryon nie ma najmniejszych szans w starciu, może owszem zranić, ale na pewno nie pokonać. Zrwszta już oberwał, przez co puścił dziewczynę, a ta za namową starca uciekła. Lecz co z tego?! Mocno poparzona twarz dawała we znaki, a wściekłość spowodowana bólem nakręciła do ślepej, z góry przesądzonej walki. Atakował bez sensu łowcę, a ten skutecznie unikał każdego ataku. Warknął nieludzko, mając zaatakować raz jeszcze gdy poczuł kolejny ból, tym razem o wiele bardziej męczący. Wampir padł na kolana, łapiąc się krwawiącej rany. Poziom E może osłabić znacznie taka utrata krwi, w dodatku Ryon już miał dosyć. Wstał chwiejnie, chcąc udać się do wyjścia z chatki i po prostu dać nogę za pas. Ale czy mu się to uda? Helsing jest zbyt silny i możliwe, że młody poziom E może nie dać rady, w dodatku jego ruch był zbyt wolny, a krwawiąca rana, poparzenia... już w ogóle utrudnieniły jakiekolwiek, logiczne myślenie. Najwidoczniej był na straconej pozycji.
Powrót do góry Go down
Gerard
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1105-gerard-trizgane http://vampireknight.forumpl.net/t3348-gerard#71804
Zarejestrował/a : 31/07/2013
Liczba postów : 318


PisanieTemat: Re: Chatka   Pon Lis 17, 2014 1:29 pm

I Helsing będzie miał świetnego potentata na doświadczenia. Jeszcze nie wiedział, że jego badania znacznie się poszerzą, dzięki ciekawemu przypadkowi Ryona. Ciekawe tylko, kiedy pojawi się kolejna osobowość! Dzięki temu łowca, badacz, naukowiec, czy szalony naukowiec (jak kto woli go nazywać) będzie mógł zagłębić się w tym. Poznać tajniki wampirzego umysłu oraz działa. Może dobierze się do mózgu? Mózg wampira był bardzo ciekawym organem. Podobnym do ludzkiego, ale wykorzystywał znacznie więcej możliwości, szybciej przyswaja naukę, lepiej i precyzyjniej reaguje na bodźce zewnętrzne. Może dzięki jego chorym badaniom uda się udoskonalić ludzki mózg i stworzyć nadczłowieka? Do tego jednak potrzebował przeprowadzić eksperymenty także na człowieku. A z tym będzie znaczniej gorzej. Dlatego na razie skupi się na tym wampirze, a później może poprosi o jakiegoś więźnia skazanego na śmierć i na nim będzie pracował!
Młoda dziewczyna uciekła. Miał z głowy i nie musiał się już niczym przejmować. Teraz mógł w pełni zająć się tą nierówną walką i przetransportować wampira do Oświaty w górach. Jak on to zrobi? Cóż… to się niedługo okaże! Udało mu się dźgnąć w nieprzyjemny sposób poziom E. Stracił swoją czujność i wylądował teraz w niedogodnej pozycji.
- Dokąd się wybierasz, przyjemniaczku? Nie chcesz się pobawić w Czerwonego kapturka? Wybebeszę Cię i zapełnię kamieniami, hahaha!
Stanął mu na drodze. Było mu jednak żal tej istoty. Został zmieniony w wampira z nie własnej woli, a jego pan zostawił go na pastwę losu. Na pastwę łowców, którzy szybko go sprzątną. Bądź innych wampirów, które z głodu go wykończą.
- Nie chciałbyś stać się człowiekiem?
Kto wie, może jego eksperymenty przywrócą dawne człowieczeństwo tej nocnej istocie? Tylko, cóż, nikt nie mówi, że będzie żywym człowiekiem…

_________________
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Chatka   Wto Lis 18, 2014 9:55 am

Najwyraźniej Ryon nie mógł zdawać sobie sprawy z powagi sytuacji, jaka go napotkała, że ten uczciwie wyglądający starzec tak naprawdę jest maniakalnym naukowcem, który poświęci tysiące istnień na rzecz nauki. A taki poziom E jak biedny Ryon ma być jednym z tych istnień, ale o tym niebawem.
Panna uciekła, także i wampir musiał. Ranny i zdekoncentrowany bólem, nawet nie zauważył kiedy Helsinh zastawił swoją rosłą osobą drogę. Wampir momentalnie się zatrzymał, unosząc zdziczałe i zdezorientowane spojrzenie na jego uśmiechniętą twarz, a słowa jakie wyrzucił z ust, nic a nic nie wróżyły niczego dobrego. Ryon z nieludzkim wrzaskiem, rzucił się na mężczyznę, zamierzając okaleczyć jego twarz pazurami oraz wbić się kłami w szyję. Tylko tak bliski atak pozostał, który po prostu był śmieszny. Ale co ma zrobić? Tak czy siak zostanie złapany, skoro łowca wypuszczać nie zamierzał. Przymaniej chociaż raz nie podkuli ogona. Co do pytania, Ryon nie odpowiedział, skoro i tak chory umysł został przejęty przes prymitywną naturę poziomu E. Może jak się uspokoi, dopiero zacznie... coś mówić, o ile oczywiście będzie w stanie
Powrót do góry Go down
Gerard
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1105-gerard-trizgane http://vampireknight.forumpl.net/t3348-gerard#71804
Zarejestrował/a : 31/07/2013
Liczba postów : 318


PisanieTemat: Re: Chatka   Pią Lis 21, 2014 2:48 pm

Antony wyglądał jak uczciwy staruszek?! Był zarośnięty, bo od kilku(nastu) dni(tygodni) się nie golił. Nie miał po prostu na to czasu. Zresztą w jego wykonaniu mogłoby to naprawdę kiepsko wyglądać. Był człowiekiem starej daty (naprawdę starej…) i wciąż golił się brzytwą. A gdyby tak mu się ręka omsknęła i poderżnąłby sobie gardło?! W takim podeszłym wieku różnie bywa. Można się zamyślić, dłoń dostanie drgawek, można się zagapić na coś (głównie na młode i jędrne panienki). Jego twarz także zdradzała wiek (może nie ten prawdziwy…), bowiem była pomarszczona jak zasuszona cytryna. A gdy się ją spróbuje, wykrzywia ryja we wszystkie strony. Bez cukru nie podchodź…
Antony nie ukrywał zdumienia. Czyżby szał aż tak zawładnął tym wampirem, że słowa do niego nie docierały? To bardzo niedobrze! Nie potrzebował takiego wampira. Był bezużyteczny. Potrzebował pupila w każdym tego słowa znaczeniu. Zamierzał go karmić, głaskać, dać poczucie bezpieczeństwa, poczekać aż połączy ich więź sympatii, aż wampir się przyzwyczai i wreszcie uzależni od swojego opiekuna. Dopiero wówczas zamierzał uruchomić tę piekielną machinę – eksperymenty. Ryon musiał przy tym współpracować! Potrzebował jego relacji. Przeróżnych! Musieli ze sobą rozmawiać po każdym, jak i przed każdym, eksperymencie. A tak? Był bezużyteczny…
Antony zrobił krok w bok, odwracając się profilem do wampira w momencie, gdy ten się rzucił na łowcę. Złapał go szybko za nadgarstek, chcąc unieruchomić wierzgającego się wampira.
- Przykro mi, wampirze. Ale nie potrzebuję wampira, który nie potrafi prowadzić konwersacji. Opętany szałem…
Westchnął. Było mu naprawdę przykro, bo już zdążył polubić tę nocną istotkę! Już widział w nim swojego psiaka, z którym wychodziłby na spacer. Wolną dłonią sięgnął do kieszeni, gdzie miał ukryte kajdanki. Oczywiście starał się unikać wszelkich ataków wampira. Jeśli udało mu się wówczas złapać za nadgarstek wampira, to teraz zamierzał go skuć kajdankami. Nie były to te cacuszka blokujące moce. Chciał po prostu jakoś unieruchomić tego wampirka, a potem… zabić. Skoro okazał się nieprzydatny.

_________________
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Chatka   Nie Lis 23, 2014 8:26 pm

Ale i tak wyglądał jak staruszek! Nie ważne czy agresywnie lub mniej, dla Ryona był brodatym starcem, który najwidoczniej ma jeszcze mocną parę w łapach. Aż strach pomyśleć co by było jakby złapał tak wampira... złamanie karku, kręgosłupa itp itd murowane. Ryon co prawda już odczuwał strach, wszakże jak trafia się ktoś silniejszy, wampirek przestaje szarżować, no ale furia okazała się na tyle silna, że nie mógł jej powstrzymać, no i oczywiście dochodziło do tego jeszcze chęć przetrwania. Niech się więc nie dziwi, że ranny wampir wpada we wściekłość gdy grozi jakieś niebezpieczeństwo. W dodatku nie miał pojęcia o planach starca, jakże perfidnych planach. Czy on się nie domyśla, że ten dziki chłopak może mimo wszystko mieć rodzinę? Rodziców... rodzeństwo. Co z tego, że na niego lali wodę, pozbyli się chorego kłopotu, ale mimo wszystko ich miał.
Złapanie za nadgarstek gdy próbował zaatakować równa się z przegraną. Ryon wydał z siebie nieludzki dźwięk, przypominając bardziej skomlenie psa albo czegoś podobnego. Obrzucił starca naprawdę nieporadnym ale i także rozgorączkowanym spojrzeniem, żeby wbić pazury drugą ręką w dłoń łowcy i właśnie wtedy miał szansę zakuć go w kajdanki. Ryon się szarpnął lecz był już na tyle zmęczony, że się poddał. Opadł bezsilnie, spuszczając także wzrok.
- Puść mnie. - odezwał się cicho i głosem tak spokojnym, że mógł lekko zaniepokoić. Ryon najwidoczniej się skulił w swojej ciemnej jamie przed strasznym losem, przepuszczając Dziecko. Co na to nasz starszy medyk? Nadal będzie chciał zabić zagubionego we własnych myślach wampira?
Powrót do góry Go down
Gerard
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1105-gerard-trizgane http://vampireknight.forumpl.net/t3348-gerard#71804
Zarejestrował/a : 31/07/2013
Liczba postów : 318


PisanieTemat: Re: Chatka   Sro Lis 26, 2014 6:44 pm

Skręcenie karku czy złamanie kręgosłupa nie zabiłoby wampira, ale na pewno sprawiłoby mu sporo bólu i dyskomfortu. Dłużej by się także regenerował po takim „zabiegu”. Antony z natury nie przepadał za krzywdzeniem innych istot. Szczególnie tych, które niegdyś były ludźmi. To nie była ich wina, że spotkało ich takie przekleństwo! Chociaż nie pozostawał nigdy obojętny na ich występki i mordy. Czy Ryon już wcześniej kogoś pozbawił życia? Nie miał pojęcia. Zamierzał jednak ukrócić życie temu biednemu wampirowi, żeby więcej nie musiał się męczyć ze swoim głodem!
Ryon miał inne zdanie na temat wampiryzmu – wampiry były pozbawione dążenia do przetrwania. One po postu mordowały, bo taka była ich natura. Żył już cztery wieki i u każdego wampira zaobserwował to samo zachowanie. Chęć zabawy ofiarą, by zwiększyć swoją przyjemność, jaką czerpały z karmienia się.
Rodzina? Cóż za rodzina, skoro się go pozbyli, by nie mieć problemu?! Gdyby się nim przejmowali, martwili jego stanem zdrowia, tym jak sobie radzi jako wampir, to faktycznie można by ich nazwać rodziną. A tak? Phew! Było to śmieszne. Antony już dawno pozostał bez rodziny. Nigdy nie miał żony. Prowadził zbyt niebezpieczne życie, żeby pozwolić sobie na dzieci. Mógłby je narazić na niebezpieczeństwo. Poza tym z natury był podróżnikiem i nie nadawał się do życia w jednym miejscu.
Antony rzucił jakimś greckim rumuńskim przekleństwem, gdy wampir wbił swoje pazury w jego rękę. Nie był przecież odporny na ból. Był zwyczajnym człowiekiem… no, jasne, nie do końca takim zwyczajnym. Mimo wszystko skorzystał z tego i zakuł go w swe kajdanki. Wyszarpnął swą dłoń z pazur upadłej istoty. W skórze były paskudne, głębokie rany, które krwawiły. Musiał tę ranę później opatrzyć, ale przecież od tego nie umrze.
- Dlaczego miałbym Cię puścić? Jesteś mordercą. Polujesz na ludzi, jak na zwierzynę. Nie chcesz nawet odzyskać swojego człowieczeństwa. Nie widzę dla Ciebie żadnej szansy, jeśli wpatrujesz się w swoje wewnętrzne demony. Opuść je i chodź ze mną, wampirze! Zrobię, co w mojej mocy, by przywrócić Ci Twe człowieczeństwo.
Obiecywał, ale nie wiedział nawet, czy mu się to uda. Wampir nie musiał przecież o tym wiedzieć. Właściwie to obdarzył go na swój sposób sympatią. Mógł go przecież z łatwością zabić/
- Więc jak? Chcesz pójść ze mną?
Spytał, chowając swoją rękę do kieszeni, żeby nie rozbudzić wampira zapachem krwi. Van Helsing jednak zmienił zdanie i postanowił zostawić wampira samego sobie.

zt
Powrót do góry Go down
Tatyana
Tatyana
Tatyana
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2387-prace-budowlane#50109
Zarejestrował/a : 08/08/2014
Liczba postów : 1330


PisanieTemat: Re: Chatka   Nie Lip 26, 2015 1:34 am

Zdążyli ledwo przed świtem. Promienie goniły ich, depcząc po piętach, poganiając i przypominając o upływającym czasie. W pewnej chwili chcieli nawet porzucić Amy i pozostawić ją na łaskę świtu. Po krótkim namyśle postanowili jednak ją zabrać. Kryjówka znajdowała się niedaleko, więc powinni donieść drugą zabawkę. Udało się. Wszyscy dotarli cało bez jakiegokolwiek uszczerbku na zdrowiu, happy end.
Przeszukano wampirzyce i zabrano im znalezione rzeczy – schowane się one pod łóżkiem, jednak wasze postacie nie mają o tym pojęcia. Pozostały na nich jedynie ubrania, choć i to nie do końca było prawdą. Buty wylądowały pod ścianą. Dziewczyny przywiązano się do siebie tak, aby stykały plecami. Nie miały szans się odwiązać albo przerwać lin. Jakby tego było mało, skuto je dodatkowo kajdankami, które blokowały moc. Chcąc mieć pewność, że te nie ruszą się ani na krok, linę przywiązano do wielkiego, ciężkiego łóżka. Teraz wampirzyce były bardziej bezbronne niż małe dziecko w środku ciemnego lasu bez żadnego drogowskazu.
- Niedługo powinny się wybudzić.
Działanie mocy słabło z każdą sekundą. Do waszych uszów zaczęły docierać szumy i ciche szepty. Co mówione? Nie wiadomo. Rozmowa była na tyle cicha i niewyraźna, że ciężko coś z niej wywnioskować. Porywacze specjalnie nie chcieli ujawniać swoich zamiarów, żeby nie psuć dobrej zabawy dla gości. Niestety nie ugoszczą oni lampką szampana i wykwintnym poczęstunkiem. Co prawda mieli zamiar zorganizować sobie małą ucztę, ale z pewnością Amy i Anna będą pełniły w niej dość nieprzyjemną rolę.
Ciemność. Jedyne światło biło od palącej się świecy. W podziemiach nie było okna, więc trudno określić, ile minęło czasu.
Swąd spalenizny. Jakby ktoś niedawno przypalił mięso. Zapach nie przypominał niczego przyjemnego, ale też nie był na tyle okropny, aby zawartość żołądka podchodziła do gardła.
Kroki. Ktoś przemierzał pokój, chodząc od jednego końca do drugiego.
Cichy chichot. Co było takie śmieszne? Dziewczyną na pewno nie było do śmiechu. Chyba, że uważały za szczyt dobrego żartu porwanie i pozbawienie wolności?
Chris podszedł do uwięzionych, sprawdzając czy te się się wybudziły. W powietrzu napięcie było wręcz namacalne. W sam raz do smarowania na kanapek. Złapał za podbródek Anny, zmuszając ją do uniesienia głowy. Nadal była nieprzytomna? A może udawała?
- Która z was lubi zabawy z prądem?


Info:
 

_________________


I can hear your whispers in my mind.
I’ve become what you cannot embrace.


Teoretycznie mnie nie ma, bo życie jest złe i gdy próbuję je ogarnąć, to dowala mi nowe sprawy. Ale praktycznie będę bywać na forum i jako tako pisać posty, jednak na pewno nie regularnie. Pardon.
Powrót do góry Go down
Amy

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1932-amy-brown#41197
Zarejestrował/a : 12/07/2015
Liczba postów : 26


PisanieTemat: Re: Chatka   Nie Lip 26, 2015 1:26 pm

Przytłumione, niewyraźne szepty rozmowy były pierwszym dźwiękiem, który dotarł do uszu wybudzonej dziewczyny. Roznoszący się po pomieszczeniu swąd, podrażniał wrażliwe nozdrza szesnastolatki, sprawiając że twarz wampirzycy wykrzywiła się w grymasie niezadowolenia. Jednakże to nie sam zapach był dla niej najgorszy. Potężny ból głowy rozsadzał jej czaszkę, przez co skupienie się na otoczeniu należało dla porwanej do niezwykle trudnych czynności. Amy miała wrażenie, że ktoś gwałtownie wyrwał ją z głębokiego snu, co bardzo nie przypadło jej do gustu. Do tego wszystkiego dochodził potężny pożar w gardle, którego zdołała nabawić się już w lesie. Z miłą chęcią zatopiłaby zęby w ciele Simran, kontynuując to, co zaczęła wcześniej. Otworzyła usta czując niedawno poznany zapach, czyżby niebieskowłosa wampirzyca tu była? Źródło znajomej woni znajdowało się niebywale blisko. Aromat słodkiej krwi nie należał jednak do wyżej wymienionej uczennicy, a samej pani prefekt.
Wciąż ospała Amy, poruszyła się lekko chcąc wstać z miejsca i ruszyć w kierunku Anny, ale sznur uniemożliwił jej jakiekolwiek działanie. Dopiero teraz zdała sobie sprawę w jakiej sytuacji się znalazła. Podniosła ostrożnie wciąż ciężkie powieki, by rozejrzeć się po ciemnym pomieszczeniu. Spojrzenie wygłodniałego poziomu E zatrzymało się na jedynym źródle światła. W milczeniu przyglądała się jasnemu płomieniowi świecy, próbując dociec tego, co tak naprawdę stało się podczas nieszczęsnego polowania. W głowie miała prawdziwą pustkę. Nawet sam przebieg potyczki był jedynie zamglonym wspomnieniem. Cała masa niejasności, dużo pytań i zero odpowiedzi, to wszystko, co Amy miała w tej chwili ze sobą, nie licząc podartego, gimnazjalnego mundurka i szarej, przydługawej bluzy. Mimo tego, że nie posiadała zbyt wiele, straciła wszystko. Nie tylko ulubiony grzebyczek dziewczyny zniknął z jej kieszeni, porywacze mięli też czelność zabrać i buty. Na całe szczęście jedną swoją zgubę dojrzała tuż pod ścianą, ale co stało się z tak cennym dla niej przedmiotem? Na samą myśl o tym, że ktoś obcy miał czelność go dotykać, szesnastolatka poczuła napływający gniew, który zniknął równie szybko, jak się pojawił.
Nadal senna wampirzyca przymknęła oczy i oparła się o plecy Anny. Choć moc porywacza przestawała działać, przemęczenie wciąż jej towarzyszyło, skutecznie pozbawiając dziewczynę jakichkolwiek chęci, by spróbować ucieczki. Na tę chwilę nie była w stanie nic zrobić. Mogła jedynie siedzieć i wysłuchiwać szaleńczej paplaniny chłopaków. Nie miała siły, aby stawiać jakikolwiek opór, a potworny ból głowy nie ułatwiał już i tak trudnego zadania. Śmiech? Amy w przeciwieństwie do rozbawionej paczki nie miała powodów do radości. Z miłą chęcią wyrwałaby się z tego więzienia i zajęła bandą wesołków, gdyby tylko nie była związana… Wszystko wskazywało na to, że byli dobrze przygotowani do porwania. Kryjówka, sznur, kajdanki blokujące moce… Wyglądało to dość niewiarygodnie jak na zwyczajny przypadek, jednak i takie rzeczy się zdarzały.
Porwana oddychała niezwykle spokojnie jak na sytuację w jakiej się znalazła. Nawet kroki zbliżającego się porywacza nie przyśpieszyły jej spokojnego pulsu. Sytuacja w jakiej znalazły się obie dziewczyny była piekielnie zła, to prawda, ale nie należała do beznadziejnych przypadków. Mogły się stąd wydostać, ale warunek był jeden – musiały współpracować. Na pozór idealny plan miał kilka luk, czyżby naprawdę byli nieprzygotowani? Na tę chwilę Amy nie mogła jednak nic zrobić, zmuszona była by grzecznie siedzieć i czekać na katów. W końcu do pomieszczenia wkroczył jeden z nich, który całą swoją uwagę skupił na Annie. Nie, szesnastolatka nie zaczęła kombinować jak się wydostać z tego bagna. Prawdę mówiąc bez pomocy prefekta nie była w stanie nic zdziałać, co było jej bardzo nie w smak.
- Satoshi… - wyszeptała imię jednego ze swoich gwałcicieli, gdy usłyszała głos przybyłego.
Sam fakt, że porywaczem okazał się chłopak tylko bardziej mógł zrazić białowłosą do płci przeciwnej. Już i tak wzdychająca wcześniej do szkolnych przystojniaków szesnastolatka, przestała zwracać na nich najmniejszą uwagę. Co będzie następne? Niepohamowana rządza zabijania każdego mężczyzny, który pojawi się w jej obecności? Być może, ale na tę chwilę stan psychiczny poziomu E nie uległ żadnej zmianie. Jak wcześniej nienawidziła świata, tak i teraz za nim nie przepada. Prawdziwym problemem była jednak sama współpraca. Czy wampirzyca zdoła zaufać Annie i z wzajemnością? Jeżeli przez cały czas będą patrzyć na siebie podejrzliwie, nigdy się stąd nie wydostaną. W chwili obecnej Amy zastanawiała już tylko jedna rzecz, czy prefekt również zauważył ich szansę na wolność.

_________________
Amy'ssongs

~ I give to you all that you gave to me! ~
Artefakt (jednorazowy):
Tabletka, która przemienia w wilka. Działanie trwa trzy posty.
Powrót do góry Go down
Anna Hale
Prefekt Akademii Cross AnnaHale
Prefekt Akademii Cross AnnaHale
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1339-anna-hale#25245 http://vampireknight.forumpl.net/t1400-anna-hale
Zarejestrował/a : 27/02/2014
Liczba postów : 439


PisanieTemat: Re: Chatka   Pon Lip 27, 2015 3:41 pm

Przez całą drogę była niemal dwa razy cięższa, bo bezwładne ciało gdzieś tyle waży. Jest je ciężej utrzymać bo się leje z każdej strony, ale dla wampirów to żaden problem, bynajmniej z wagą, bo Anna nie była ciężką kobietą. Nie budziła się przez dłuższy czas, ale porywacze mogli zauważyć, że wampirzyca raz do czasu drgnęła ciałem, jednak nic poza tym...
Że też jeden z nich chciał zemsty na prefekcie... Nie Anny wina, że wyleciał ze szkoły. Jak by się zachowywał jak należy, to by pewnie nie było żadnego problemu, wiec niech sobie cierpi. Anna na pewno nie będzie żałowała tego, że za jej pomocą zakończył prędzej edukacje...
W końcu nastał czas na pobudkę. Wampirzyca nie wykonywała gwałtownych ruchów, nic w tym stylo. Przechyliła jednak nieco głowę, nadal mając zamknięte oczy. próbowała wstać, ale poczuła, że ręce są zablokowane... O co? W tym momencie zaczęła lekko sunąć palcami i napotkała blokadę, którą był sznur, jak i kajdanki. Co pewnie będzie niezauważone przez oprawców, bo Amy, jak i Anna miały schowane ręce, prawda? Westchnęła obracając głowę z powrotem. Robiła to powoli, więc mogło to dać wrażenie, że ta jeszcze śpi, tylko szuka lepszej pozycji. Bolała ją dość głowa, bo już kolejna umiejętność snu została na niej użyta, to to było męczone. Bynajmniej dla wampirzycy.
Siedziała tak pewnie dłuższą chwile, kiedy poczuła dotyk?? Uchyliła jedno oko i widząc już nieco lepiej spojrzała na swój podbródek, a raczej spróbowała spojrzeć co go trzyma. Widząc dłoń, zaczęła sunąć spojrzeniem, po ręce by spojrzeć porywaczowi w twarz. Widząc twarz oprawcy, choć niezbyt dobrze, bo widziała jeszcze przez mgiełkę, spowodowaną snem westchnęła w widzialną ulgą.
-To tylko Ty... . - Odparła cicho, ale nie ze strachu, jak przez to, ze była pewna, że usłyszy. Po tych słowach szarpnęła lekko głową by wyszarpać brodę z jego dłoni. Wtedy poczuła, jak ktoś się o nią opiera, bardziej. Na początku myślała, że to ściana. Zerknęła kątem oka, ale tylko na chwile, po czym się uśmiechnęła, jak halloweenowa dynia.
Patrzyła na chłopaka z tym samym uśmiechem, czyżby z niego jednocześnie kpiła i nie wyczuwała tak na prawdę w jakiej sytuacji się znajduje? Wiedziała co się mniej więcej dzieje, ale tak kpiła z niego. Przypomniała sobie jego pytanie
-Rób sobie co chcesz szczurzy pomiocie, może będzie ci... Przyjemniej, a może będziesz miał kisiel w gaciach, kiedy Twoja ofiara nie ma się jak obronić. Akurat takie zagrania Ci pasują w innych poległbyś... Pokaż jaki jesteś męski... I ci klakierzy... - Rzekła bez żadnego oporu wiedząc że nie jest sam, bo słyszała przedtem czyjeś szepty. podczas wypowiadania słów nadal badała sznur, lekko muskając palcami i dłonie Amy.
Była lekko zaniepokojona, bo jednak nie wiedziała gdzie się znajduje, ale nie bała się chłopaka, bo go znała. A koto już raz się go pozbyła to i drugi raz da, nawet jeśli jest teraz w kiepskiej sytuacji.

_________________
vivere nolit, qui mori non vult
Anka otrzymała fiolkę z substancją, która po wypiciu, tworzy wokół osoby - która wypiła zawartość - cieńką otoczkę, przez co postać staje się niewidzialna na dwa posty - ubrania także. Artefakt jest jednorazowy. Należy wypić całość, żeby działał.

I can see every tear you've cried
like an ocean in your eyes
All the pain and the scars have left you cold
I can see all the fears you face
through a storm that never goes away
Don't believe all the lies that you've been told

I'll be right here now
to hold you when the sky falls down
I will always
be the One who took your place
When the rain falls
I won't let go
I'll be right here

Powrót do góry Go down
Tatyana
Tatyana
Tatyana
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2387-prace-budowlane#50109
Zarejestrował/a : 08/08/2014
Liczba postów : 1330


PisanieTemat: Re: Chatka   Wto Lip 28, 2015 7:34 pm

Obudziły się. Wreszcie. Ile można czekać? Wampir zaśmiał się chicho, słysząc Anne. O co jej chodziło? Zacmokał i pokiwał niezadowolony głową. Trafiła się pyskata panienka. Z takimi było najwięcej zabawy. Groziły, pluły na prawo i lewo, a potem podkulały ogon. Każdego można złamać, to tylko kwestia czasu i podejścia. Prychnął urywaniem śmiechem. Doprawdy? Myślała, że przestraszy się jakieś wywłoki, która dała się podejść.
- Słuchaj, ja cię, wywłoko, widzę pierwszy raz. Mój kumpel ma jakieś „ale” do ciebie – prychnął.
Przytrzymał mocniej dziewczynę, kiedy ta chciała się oswobodzić. Warknął cicho. Myślała, że jakąś beznadziejną gadką sprawi, że ten przyzna jej rację i puści wolno? Zmrużył ślepia, obnażając kły. Nikt go nie uczył, że powinien mieć szacunek do wampira o wyższej krwi, a takim była Anna. Wróć, ona teraz nie była dla niego nikim lepszym. Zwykła zabawka, którą porzucą, jak tylko się znudzi.
- Słuchaj. - Rozległ się cichy trzask. Zaraz potem prefekt mogła poczuć pieczenie na lewym policzku. Chris wyładował swoją frustrację na niewinnej ofierze. - Kisiel w gaciach to będziesz miała ty, gdy twój stary znajomy odda cię w łapy naszego przyjaciela. Wtedy będziesz inaczej śpiewała i piszczała.
Ponurą twarz porywacza na chwilę niewielki uśmiech. Zniknął równie szybko co się pojawił. Oblizał łakomie wargi.
- Chris, nie rusz. Mi ją zostawiasz. Idź do kuchni po Jamesa.
Chłopak westchnął. Liczył, że jakoś podwędzi kilka kropel krwi od dziewczyn. Niestety zapowiadało się na to, że kolejny raz dostanie prawie wysuszone ofiary, z których będzie mógł jedynie zrobić pieczone mięso, ble. Wyszedł z pokoju, mamrocząc coś pod nosem. W pokoju zostały dwie osoby. Jeden siedział przy drzwiach. Nie dawał w ogóle o sobie znać, więc Amy i Anne mogły poznać tylko po zapachu, że z romantycznego trójkąta nic nie będzie. Choć i z tym mogą mieć problem, bo w pomieszczeniu mieszały się różne wonie – mniej lub bardziej intensywne.
- Anna, jak dobrze cię widzieć. Podoba ci się nasza kryjówka? Od dawna przyprowadzamy tutaj takich uroczych gości.
Chłodny ton głosu przeszył czaszkę dziewczyny. Wampir jednak nie był na tyle zainteresowany nią, aby do niej podejść i zaszczycić ją swoim widokiem. Wybrał towarzystwo Amy. Kucnął przed nią. Dwa smakowite kąski. Prawa dłoń powędrowała do jej włosów. Nawinął mały kosmyk pukli na palec wskazujący i pociągnął lekko.
- Głodna? Pewnie tak. Wy, poziomy E, ciągle jesteście nienajedzone. Śmierć jest dla was wybawieniem. Psujecie wampirom reputację – powiedział, przyglądając się ciągle twarzy Amy. Nie spuścił z niej okna nawet na moment. - Zamiast cię zabijać, mogę zapewnić jedzenie. Chcesz? Jestem pewny, że nie pogardzić krwią – spokojny głos po raz kolejny wypełnił pokój.
Eijiro – tak się właśnie nazywa twój wróg, Anna – wstał, przeciągając się. Sięgnął po świecę i podszedł z nią do Artenraich. Skoro przywitał się z tamtą, mógł poświęcić nieco czasu tej, która niegdyś przyczyniła się do wywalenia go z szkoły i nasłania na niego łowców. To zdarzenie miało też swoje plusy. Zamiast zostać upolowanym przez obrońców ludzkości, zamienił syna jego z nich. Uprowadzone miały przyjemność już się z nim zapoznać. Uroczy, nieprawdaż?
- Masz jakieś pomysły? Twoja koleżanka zapewne zechce się napić. Czemu się nie podzielisz z nią krwią? Przecież lubisz się dzielić – zakpił.
Zbliżył świecę do ramienia Anny. Płomienie delikatnie musnęły odzież. Niedługo materiał się zapali chyba, że prefekt jakoś do tego nie dopuści. Może spróbuje przemówić do Eijira? Lewą ręką sięgnął do kieszeni i wyciągnął mały scyzoryk.
- Wołałeś mnie? - rozległ się donośny głos.
Wampir nawet nie drgnął. Warknął tylko cicho, pokazując swoje niezadowolenie.
- Co tak długo? Przyniosłeś sól?
- Przez Chrisa, znowu się stawiał – ziewnął, podchodząc do szlachetnego. - Mam, mam. I nawet przyniosłem wodę święconą i czosnek.
Podał pudełko koledze i oddalił się nieco. Nie przekroczył progu. Wolał zostać, gdyby znowu był potrzebny. Nie będzie cały czas chodził.
- Zatroszczymy się o twoją znajomą – syknął.
Cofnął świecę. Brakowało niewiele do stworzenia żywej pochodni Na to przyjdzie jeszcze czas. Poczochrał Artenraich po głowie. Ten gest mógłby wydawać się miły, gdyby nie zaistniała sytuacja. Jednym płynnym ruchem naciął płytko szyję wampirzycy. Spokojnie, taka rana ją nie zabije, a jedynie ubrudzi krwią i zada piekący ból. Pierwsze krople krwi utworzyły szlak, zatrzymując się na materiale bluzki.
- Ile chcesz tej krwi? - zwrócił się do Amy.


Info:
 

_________________


I can hear your whispers in my mind.
I’ve become what you cannot embrace.


Teoretycznie mnie nie ma, bo życie jest złe i gdy próbuję je ogarnąć, to dowala mi nowe sprawy. Ale praktycznie będę bywać na forum i jako tako pisać posty, jednak na pewno nie regularnie. Pardon.


Ostatnio zmieniony przez Keiko dnia Nie Sie 16, 2015 1:10 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Anna Hale
Prefekt Akademii Cross AnnaHale
Prefekt Akademii Cross AnnaHale
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1339-anna-hale#25245 http://vampireknight.forumpl.net/t1400-anna-hale
Zarejestrował/a : 27/02/2014
Liczba postów : 439


PisanieTemat: Re: Chatka   Wto Lip 28, 2015 8:36 pm

NIe była żadną wywłoką, za jaką wampiry ja brały. Miała nadał mgiełkę przed oczami, czyżby to ona zrobiła ją w konia? A może i zapach wampira, którego już znała przyczynił się do takiej żałosnej pomyłki Anny? Mozę... Słysząc śmiech wampira zacisnęła mocno oczy, by w końcu pozbyć się pieprzonej mgiełki. Uchyliła oczy i widzieć lepiej, ale jednak nie do końca powtórzyła czynność. Nie chciała zaś palnąć jakiegoś bzdury. Warknęła słysząc jego słowa.
-Zamknij mordę i nurkuj śmieciu.- Skoro ten ją wyzywa od wywłok, to czemu ta nie może od śmieci. Pewnie wyglądało to jak kłótni dzieci, ale pewnie z czasem, sytuacja będzie gorsza. Zapewne dla porywanych. Po chwili poczuła, jak ją policzek piecze, przez co syknęła i uniosła kącik ust. nie uśmiechając się, a raczej chcąc jakoś poruczyć policzkiem i odreagować na pieczenie. Po chwili przestała to robić i zaczęła słuchać co nieznajomy do niej mówi. Zaśmiała się słysząc, to, Jedak cicho pod nosem, spuszczając głowę.
-Chyba sobie żartujesz... Mam się bać już. Krzyczeć "Prosze zostawcie mnie, nikomu nie powiem."? - Zapytała z kpiną i zaśmiała się głośno, ale po chwili uspokoiła się, patrząc na mężczyznę przed nią. -Jesteście żałości. Zawołacie tu nie wiem kogo i co? Pobijecie mnie, ośmieszycie, zranicie... Mam związane ręce, więc co ja mogę tylko się temu poddać nic więcej. Jak tam chcecie, ale prosić na pewno nie będę. - Odparła monotonnym głosem i spojrzała w stronę, gdzie usłyszała kolejny głos. Nic nie mówiła, co nie oznaczało, ze się bała. Nic z tych rzeczy. Nie odpowiedziała na jego słowa, kiedy mówił o kryjówce, ale patrzyła na niego uważnie bez emocji na twarzy. Widząc jak ją omija, kątem oka spojrzała co wyczynia i słuchała co mówi, ale sama też milczała. Co mogło być dziwne.
Widząc jak podchodzi wzięła głęboki oddech. Zamknęła oczy spokojnie, nawet kiedy zobaczyła świeczkę. Czując ciepło, nie zareagowała wcale, więc pewnie jej ubranie zacznie płonąć. Czyżby jej nie zależało na życiu czy coś? Nie w tym rzecz. Skierowała po chwili głowę i spojrzała na świeczkę, niezbyt zadowolona, ale nadal milczała i jeśli świeczka paliła się normalnym ogniem to zdmuchnie ją, no ale jeśli nie to zaprzestanie już na pierwszej próbie gaszenia ognia. Co do ubrani może były nieco zwęglone, ale czy na tyle by zacząć płonąć?
Spojrzała po chwili w stronę drzwi słysząc kolejny głos. Westchnęła cicho bez śmiechu, ale bez emocji na twarzy. Wysłuchała ich co miedzy sobą mówili. Słysząc co zostało przyniesione, zaśmiała się w duchu.
Dziecinada...Pomyślała z kpiną zwłaszcza gdy poczuła jak czochra jej włosy. Syknęła cicho, czując kolejne zranienie, po czym jeśli będzie mogła podkuli nogi i to na kolanach ułoży swoją brodę jednocześnie chowając nieco swoją szyje i nadal bawiąc się sznurami. Chyba, że nogi miała jakoś zablokowane, to nie miała jak ich podkulić.
Jedną zaciekawiającą rzeczą było to, ze wampirzyca nagle zamówiła. Nie pyskowała, nie odpowiadała na pytania, czyżby coś knuła, a może poddała się? Kto wie co może siedzieć w wampirzycy głowie. Ale były uczeń powinien ją popamiętać właśnie z jej dziwnego opanowania, jak i ciszy.
Oczywiście była nieco zaniepokojona faktem, że nie może się bronić, ale patrząc na jej wyraz twarzy czy też twarz, miała na to wyjebane, albo po prostu miała plan i czekała na odpowiedni moment, by go zrealizować. Niby nie mają zbytnio jak się poruszać, czy uwolnić, ale na pewno? Wystarczy kilka prostych ruchów... i oczywiście czas.

_________________
vivere nolit, qui mori non vult
Anka otrzymała fiolkę z substancją, która po wypiciu, tworzy wokół osoby - która wypiła zawartość - cieńką otoczkę, przez co postać staje się niewidzialna na dwa posty - ubrania także. Artefakt jest jednorazowy. Należy wypić całość, żeby działał.

I can see every tear you've cried
like an ocean in your eyes
All the pain and the scars have left you cold
I can see all the fears you face
through a storm that never goes away
Don't believe all the lies that you've been told

I'll be right here now
to hold you when the sky falls down
I will always
be the One who took your place
When the rain falls
I won't let go
I'll be right here

Powrót do góry Go down
Amy

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1932-amy-brown#41197
Zarejestrował/a : 12/07/2015
Liczba postów : 26


PisanieTemat: Re: Chatka   Sro Lip 29, 2015 12:30 pm

Dziewczyna siedziała niezwykle spokojnie, czując jak ból rozrywa jej skronie. Migrena nie ustępowała, a niezaspokojone wcześniej pragnienie z każdą chwilą rosło na sile. Pozbawiona energii do jakiegokolwiek działania, nie wychylała się tak jak Anna i posłusznie czekała na przypływ energii. W chwili obecnej nie mogła nic zrobić, efekt uboczny po zdolności porywacza skutecznie uniemożliwił szesnastolatce stawianie oporu, zabierając wampirzycy chęci do czegokolwiek, co nie byłoby krwią. Każdy, nawet najdrobniejszy ruch, wbijał w jej czaszkę dodatkowy pakiet gwoździ, dlatego starała się jak najmniej wiercić. Nie miała nawet sił do pyskowania, choć z miłą chęcią zrównałaby z błotem tą wesołą gromadkę.
Mieszanka różnych woni, zwłaszcza silny zapach spalenizny, uniemożliwił poziomowi E określenie liczby porywaczy. Jedynie pracujące, wampirze serca mogły zdradzić Amy ile osób przebywa w tym ponurym pomieszczeniu, choć w tym stanie było to dla niej niezwykle trudne do określenia. Wszystkie dźwięki zlewały się w jeden wielki harmider, z którego ciężko szło cokolwiek wyłapać. Podobnie czuła się, kiedy konająca osuwała się po lodowatej ścianie budynku. Na całe szczęście tym razem miała znacznie więcej energii, co utwierdziło ją w przekonaniu, że wciąż żyje. Zyskała nowe życie, którego nie zamierzała zmarnować. Była gotowa o nie walczyć, gdy tylko odzyska to, co zabrała jej zdolność nieznajomego chłopaka.
Przez panujący w pokoju bałagan dźwięków i pulsujący ból głowy, nie usłyszała zbliżającego się niebezpieczeństwa. Jeden z porywaczy postanowił zwrócić na nią swoją uwagę. Ostrożnie otworzyła oczy, wyraźnie czując czyjąś obecność w pobliżu. Jej wzrok natrafił na spojrzenie przybyłego. Była niezmiernie spokojna, kiedy przykucnął, jak gdyby to nie on ją porwał. Prawdziwy koszmar zaczął się w momencie, gdy jego szczupłe palce spoczęły na białych kosmykach włosów wampirzycy. Serce szesnastolatki przyśpieszyło, pogarszając tym samym samopoczucie Amy. Oddech skrępowanej stał się nierówny, co wskazywało na silny stres. Same zwężone źrenice zdradzały przeraźliwy lęk, wywołany dotykiem nieznajomego, który przywołał przykre i znienawidzone wspomnienia, będące ostatnimi chwilami z jej ludzkiego życia. Znów czuła na swojej skórze dłonie „przyjaciół”, wyraźnie słyszała te przeraźliwe śmiechy, towarzyszące dźwiękom drącego się materiału. Nie zamierzała drugi raz przez to przechodzić. Już miała zamiar wydać z siebie ostrzegawcze warknięcie, ale porywacz pozostawił ją i postanowił skupić się na Annie.
Wciąż przerażona Amy pozostała sama z cieniami swej przeszłości, które w chwili obecnej były jej największym koszmarem. Wszelkie próby uspokojenia tętna, nie przynosiły żadnych rezultatów. Nawet wymuszone obrazy pozbawionych życia gwałcicieli, niewiele pomogły. Przed oczami miała tylko jedną scenę, chwilę kiedy osoby, którym ufała bezgranicznie ją krzywdziły. Choć nie chciała do tego wracać, nieświadomy fobii dziewczyny chłopak, wywołał u niej przeraźliwy lęk. Ta Amy działała jednak znacznie inaczej od swojej ludzkiej poprzedniczki. Nie była osobą, która zacznie się kulić i błagać o litość, a stanie do otwartej walki. Życiowe doświadczenie pokazało wampirzycy, że płacz nic nie znaczy dla napastników, tylko bardziej ich nakręca. Jeżeli będzie prosić, zostanie skrzywdzona, jeśli jednak zacznie się bronić, szanse na pozostanie nietkniętym wzrosną. Walką nic nie straci, może jedynie zyskać, dlatego jest ona korzystniejszym wyborem w tak beznadziejnej sytuacji.
Na całe szczęście obraz cierpienia zniknął równie gwałtownie, co się pojawił. Była to sprawka tego samego osobnika, który wywołał u porwanej nieokiełznaną falę paniki. Pomimo mieszaniny różnych woni, ten charakterystyczny, słodkawy zapach wyłapała niezwykle dobrze. Krew, świeża posoka spływała z naciętej przez Eijiro rany na szyi prefekta. Świadomość po raz kolejny uleciała z wygłodniałego poziomu E, ustępując miejscu dzikiej i nieokiełznanej bestii. Razem z nimi zniknął strach, pozostawiając na miejscu gotową do kolejnego morderstwa wampirzycę. Z gardła skrępowanej wydobyły się pełne podniecenia pomruki, w końcu jedzenie było niezwykle blisko. Szarpnęła się mocno, pociągając w swoją stronę Annę. Tak być nie może, nigdy jej nie sięgnie jak będzie przy niej związana. Tym razem to ona musnęła dłonie starszej wampirzycy, tylko co jej po tym skoro nie ma dostępu do krwi! W chwili obecnej nie odpowiedziała nawet na pytanie szlachetnego, choć całym swoim zachowaniem, jak i wściekle czerwonym spojrzeniem, dała wszystkim obecnym do zrozumienia, że całkiem sporo.

_________________
Amy'ssongs

~ I give to you all that you gave to me! ~
Artefakt (jednorazowy):
Tabletka, która przemienia w wilka. Działanie trwa trzy posty.
Powrót do góry Go down
Tatyana
Tatyana
Tatyana
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2387-prace-budowlane#50109
Zarejestrował/a : 08/08/2014
Liczba postów : 1330


PisanieTemat: Re: Chatka   Nie Sie 02, 2015 2:45 am

- Im bardziej będziesz udawała twardą, tym bardziej masz przejebane. Zdajesz sobie z tego sprawę? - prychnął.
Więcej zabawy jest z tępieniem takich osób jak Anna. Pyskatych i pewnych siebie. Ileż radości dostarcza złamanie takiego kogoś. Nikt nie ma stalowej psychiki, każdy ma jakieś granice wytrzymałości. Słaby punkt. Trzeba go znaleźć, a potem wykorzystać w odpowiedni sposób. Mają czas. Mogą się zabawiać nawet przez kilka dni, jeśli zajdzie taka potrzeba. Tutaj przecież nikt ich nie nakryje! Wspaniała kryjówka.
- Ten żałosny poziom E chce jeść – westchnął.
Jako dobry i przykładny gospodarz ma za zadanie, nakarmić dziewczynę. Ją traktował z większym szacunkiem niż prefekt mimo że była ustawiona o wiele niżej w hierarchii.  Później pomyśli, co dokładnie z nią zrobić. Tyle pomysłów świtało w głowie, a jednak nie był do końca pewny, który byłby najlepszy. Oczywiście dla samej Amy żaden pewnie nie przyniósłby nic dobrego.
- Nacieszcie się wolnością – zaśmiał się.
Po tych słowach złapał za sznur, aby w parę sekund go odwiązać. Dziewczyny były wolne, jednak nadal miały skrępowane dłonie kajdankami, które blokowały moc. Ich siła była zbyt mała, aby mogły je zniszczyć. Ręce były z tyłu, choć to nie stanowiło jakieś wielkiej przeszkody. Wystarczy pomyśleć, żeby dać je do przodu, co i tak może okazać się mało przydatne.
- Dalej, poczwaro, czujesz jej krew? Jest cała dla ciebie. Pij z niej ile chcesz.
Pstyk.
Całe pomieszczenie rozświetliło nikłe światło, wydobywające się z małej, pokrytej kurzem, wiszącej na suficie, żarówki. Światło wystarczało, aby chłopcy mogli spokojnie przyglądać się przedstawieniu, które ma się niebawem rozegrać. Szlachetny stanął między swoimi przyjaciółmi, czyli naprzeciwko drzwi, gdzieś dwa kroki przed nimi. Dla pewności zamknął je i przekręcił zamek, aby niewolnice jakimś sposobem ich nie ominęły i nie zwiały. Co prawda nie wydostaną się one od razu na zewnątrz budynku, ale wtedy na pewno będzie trudniej nad nimi zapanować.


Wybaczcie, że post nie porywa długością. To chyba najpóźniejsza pora, o jakiej piszę, co ma wpływ na długość. Łóżko wzywa, nah.

Info:
 

_________________


I can hear your whispers in my mind.
I’ve become what you cannot embrace.


Teoretycznie mnie nie ma, bo życie jest złe i gdy próbuję je ogarnąć, to dowala mi nowe sprawy. Ale praktycznie będę bywać na forum i jako tako pisać posty, jednak na pewno nie regularnie. Pardon.


Ostatnio zmieniony przez Keiko dnia Nie Sie 02, 2015 4:26 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Amy

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1932-amy-brown#41197
Zarejestrował/a : 12/07/2015
Liczba postów : 26


PisanieTemat: Re: Chatka   Nie Sie 02, 2015 4:17 pm

Słodkawa woń krwi starszej wampirzycy uderzała w nozdrza skrępowanej Amy, potęgując pożar w gardle wygłodniałej nieśmiertelnej. Oczy porwanej żarzyły się wściekłą czerwienią, dając wszystkim do zrozumienia jak bardzo silne jest jej pragnienie. Delikatne i z pozoru niewinne usteczka szesnastolatki otworzyły się powoli, by po chwili ukazać swą zabójczą broń, jaką było ostre uzębienie. Kolejny głośny pomruk wydobywający się z jej gardła, skutecznie podkreślił zniecierpliwienie nastolatki. Gdzie było to obiecane jedzenie? Znajdowało się niezwykle blisko, to prawda, ale nic poziomowi E po nim, skoro nie może do niego podejść. Sytuacja przypominała akcję w lesie, kiedy to Reina używając swej mocy, nie pozwoliła zbliżyć się wygłodniałej bestii do siebie.
Kolejne szarpnięcie, tym razem silniejsze od poprzedniego. Zniecierpliwienie uprowadzonej rosło w siłę, zupełnie jak niepohamowane pragnienie. Już teraz chciała wgryźć się w miękką skórę Anny, aby móc dostać się do delikatnych żył, które rozprowadzały po ciele słodkawą woń, od której Amy stała się uzależniona. Dla niej krew znaczyła znacznie więcej niż dla zwykłych wampirów. W przeciwieństwie do wyżej postawionych, którzy potrafią walczyć ze swoim dzikim instynktem, dla poziomu E ciepła posoka była niczym narkotyk dla ćpuna. Skrępowana dziewczyna miała zamiar zrobić wszystko, aby tylko dostać się do swojej kochanej używki. W końcu czas obiadu się rozpoczął. Krępujące ją sznury opadły na podłogę, a sama dziewczyna była już wolna.
Stanęła prosto, opuszczając głowę. Długa, biała krzywka zasłoniła wygłodniałe spojrzenie fioletowookiej wampirzycy. Warga poziomu E po raz kolejny uniosła się do góry, ukazując rząd śnieżnobiałych zębów. Całemu zajściu towarzyszyło długie warknięcie, jednakże dziewczyna nie atakowała. Do jej ogłupionego przez rządzę móżdżku dotarł jeden przykry fakt. Tamten chłopak ją dotknął, przywołując falę naprawdę złych wspomnień. Jego ohydny dotyk sprawił, że ciało Amy lekko zadrżało. Napięła swoje mięśnie szykując się do ataku na szlachetnokrwistego, wyraźnie lekceważąc uwodzicielski zapach krwi czystokrwistej, co dla poziomu E było prawie niewykonalne! Kontrola szesnastolatki nie trwała jednak długo. Cała silna wola jaką reprezentowała chwilę temu, uleciała pozostawiając dzikiego potwora, który w głowie miał już tylko jedno pragnienie.
Celem białowłosej stał się nie kto inny jak pani prefekt. Nie myśląc zbyt wiele rzuciła się na zakutą kajdankami dziewczynę, jednakże przystanęła zdając sobie sprawę, że i jej ręce są skrępowane, co całe polowanie czyniło potwornie niewygodnym. Szarpnęła z całej siły, chcąc pozbyć się drażniącej ją bransoletki. Stal nie puściła, rozdrażniając jedynie tą drobną osóbkę. Wydała z siebie pełen wściekłości krzyk i rozpoczęła walkę z kajdankami. Pomimo wielu sił jakie wkładała w próbę wyzwolenia, prezent od porywaczy nie chciał ustąpić. Był skutecznie Amyodporny. Dziewczynie nie przyszło nawet do głowy, by przełożyć sobie ręce przez nogi. Chciała to rozerwać i koniec! Głupia istotka miała zamiar pozbyć się problemu siłą. Co najciekawsze same kajdanki wydawały jej się znacznie lepszym celem niż świeża posoka. Był to doskonały dowód na to, że silniejsza od pragnienia jest już jedynie wściekłość nastolatki. Kolejny wrzask miał dać upust negatywnym emocją, jakie kumulowały się w tym młodym ciele. Niestety w żaden sposób nie przyniosło jej to ukojenia. Wściekłość rosła z każdą nieudaną próbą oswobodzenia. Czy ta chora pamiątka zechce zsunąć się z tych drobnych łapek? Raczej nie. Najwyraźniej drażnienie poziomu E było dla niej cholernie zabawne, bo nie zamierzała ustępować i twardo stała przy swoim.

Kei, który z nich ma ksywę "James"? Bo ja już się gubię z tymi porywaczami ;(

_________________
Amy'ssongs

~ I give to you all that you gave to me! ~
Artefakt (jednorazowy):
Tabletka, która przemienia w wilka. Działanie trwa trzy posty.
Powrót do góry Go down
Tatyana
Tatyana
Tatyana
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2387-prace-budowlane#50109
Zarejestrował/a : 08/08/2014
Liczba postów : 1330


PisanieTemat: Re: Chatka   Nie Sie 02, 2015 4:24 pm

¬ Notka: racja, wymsknęło mi się to imię. Dobrze mi się wydawało, że zapomniałam o czymś. To ten trzeci, edytuję post.

_________________


I can hear your whispers in my mind.
I’ve become what you cannot embrace.


Teoretycznie mnie nie ma, bo życie jest złe i gdy próbuję je ogarnąć, to dowala mi nowe sprawy. Ale praktycznie będę bywać na forum i jako tako pisać posty, jednak na pewno nie regularnie. Pardon.
Powrót do góry Go down
Anna Hale
Prefekt Akademii Cross AnnaHale
Prefekt Akademii Cross AnnaHale
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1339-anna-hale#25245 http://vampireknight.forumpl.net/t1400-anna-hale
Zarejestrował/a : 27/02/2014
Liczba postów : 439


PisanieTemat: Re: Chatka   Pon Sie 10, 2015 5:37 pm

-Pałuj się i  zamknij mordę. Gadaniem to Ty mi nic nie zrobisz. Rób co masz robić, a jak nie to spierdalaj. A raczej spierdalajcie. - Odparła monotonnym głosem, jak i znudzonym. Co oni ja chcą gadaniem zamęczyć? To to akurat może im się uda... Kto wie...  
Siedząc tak dłużej nic nie mówiąc, poczuła szarpniecie Amy, które niezbyt wiele zadziałało, bo Anna będąc w takiej pozycji zaparła się rękami, przez co tylko lekko odczuła szarpniecie. Nie skomentowała jednak tego, bo nie miała na to ochoty. Była to istna żenada ze strony porywaczy, no ale cóż...  
Słysząc ich słowa, jak i wiedząc, że ma za sobą wampirzyce, która zapewne zaatakuje, jeśli będzie miała okazje zacisnęła zęby bo nie chciała mimo wszystko poczuć ich w sobie... Ale to nie Anna miała przekichane, a cała Amy którą targało pragnienie i chęć mordu. Bo bywa i tak i co zrobisz? Nic nie zrobisz.
Kiedy zauważyła że ich ręce nie są splątane już przez sznur uśmiechnęła się lekko, po czym położyła się na ziemi na boku, tuż po tym jak Amy wstała i szybkim ruchem przełożyła ręce przez nogi, by mieć je z przodu. Wtedy szybkim też ruchem wstała i spojrzała na wampirzyce, która już leciała na nią... Warknęła czekając aby była wystarczająco blisko, po czym wykona szybki wykop w szczękę wampirzycy. Tak mocny wykop spowoduje, że Amy szczęka ulegnie uszkodzeniu, jak i kark, który może się nawet złamać, jednak to nie zabije dziewczyny. Amy może nawet stracić przytomność. Chciała ją zatrzymać i tyle. Wykop oczywiście powinę się udać, gdyż Amy była nieco zapewne pochylona, mając ręce skute z tyłu, jak i była zbyt zajęta pragnieniem. Przed uniknięciem wykopu może ją ocalić jakaś mała pomoc od porywaczy. Co będzie się działo dalej będzie zależało od Mg.

_________________
vivere nolit, qui mori non vult
Anka otrzymała fiolkę z substancją, która po wypiciu, tworzy wokół osoby - która wypiła zawartość - cieńką otoczkę, przez co postać staje się niewidzialna na dwa posty - ubrania także. Artefakt jest jednorazowy. Należy wypić całość, żeby działał.

I can see every tear you've cried
like an ocean in your eyes
All the pain and the scars have left you cold
I can see all the fears you face
through a storm that never goes away
Don't believe all the lies that you've been told

I'll be right here now
to hold you when the sky falls down
I will always
be the One who took your place
When the rain falls
I won't let go
I'll be right here

Powrót do góry Go down
Tatyana
Tatyana
Tatyana
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2387-prace-budowlane#50109
Zarejestrował/a : 08/08/2014
Liczba postów : 1330


PisanieTemat: Re: Chatka   Nie Sie 16, 2015 1:02 am

Podeszwa buta Eijiro zgrabnie wylądowała na twarzy Anne. Dziewczyna miała wątpliwy zaszczyt, aby bliżej przypatrzyć się numerowi obuwia. Zderzenie się z przedmiotem było dość odczuwalne, jednak nos wampirzycy pozostał na swoim miejscu. Przynajmniej jeszcze może się cieszyć nienagannym wyglądem. Chłopak bardzo nie lubił, kiedy ktoś będący w czarnej przestrzeni – jeśli chodzi o sytuację – bezsensownie pyskował. Wampirzycy nie zależało na życiu, czy po protu liczyła, że tamci nic nie zrobią? Nie jest bezpiecznie, uważać swoich przeciwników za kogoś niegroźnego, tym bardziej kiedy zostało się już w pierwszym starciu przez nich pokonanym. Stopa zsunęła się po twarzy ofiary i uderzyła cicho o ziemię.
- Masz za długi język, że tak nim mielisz? Może ci skrócić o połowę?
Chłopcy parsknęli urywanym śmiechem, widząc, co wyczynia level E. Czy na nich naprawdę nie można polegać? Szlachetny warknął, zniecierpliwiony. Oczekiwał czegoś więcej, a zamiast przedstawienia dostał widok Amy, która siłowała się z kajdankami. Doprawdy. Kłopotliwe. Obserwował zakładniczki, więc dokładnie widział, jak Hale próbuje unieszkodliwić swoją koleżankę. Hola, nie tak do przodu. Eijiro machnął ręką, jakby odganiał jakieś bardzo denerwującego insekta. Tym samym Anna odleciała do tyłu, uderzając o ścianę. Są też dobre wiadomości. Rana cięta na szyi zdążyła się już zagoić, nie pozostawiając blizny. Jednak krew zabrudziła ubranie i zapewne drażni swoim kuszącym zapachem zebranych w pokoju.
Uderzenie spowodowało zawroty i silne bóle głowy. Także kręgosłup daje o sobie znać i sygnalizuje, że nie wszystko jest dobrze. Spokojnie, nie został uszkodzony. Jedynie siła uderzenia, działa negatywnie – silne uczucie bólu. Teraz wampirzyca na pewno nie będzie w stanie się w pełni skoncentrować. Pole widzenia przez pięć sekund zasłoniła czarna mgła. Niestety zamiast pokazać Amy, gdzie jest jej miejsce, prefekt została sama potraktowana w niezbyt miły sposób.
Eijiro podszedł bliżej, przyglądając się Amy. Co z nią zrobić? Na pewno nikt nie uwolni jej z kajdan, ale też nie mogą pozwolić, żeby ta cały czas z nimi walczyła. To przecież nie da upragnionego efektu.
- Nie czujesz tej krwi? Chcesz jej. Ja to wiem. Nie zaprzepaść tej szansy – zimny ton szatyna jasno wskazywał, że nie zamierza on długo czekać na decyzję. Chcąc pomóc dziewczynie w dokonaniu właściwego wyboru, użył telekinezy i przybliżył ją do Anny. Obie dziewczyny znajdowały się nie więcej niż trzy metry od siebie.
- James, pomóż paniom się zabawić. Wieje nudą, a to przecież niedopuszczalne, aby goście cierpieli na brak rozrywki.
Wampir posłusznie posłuchał przyjaciela. Czerwone oczy zaiskrzyły się, a na twarzy pojawi się delikatny kpiący uśmieszek. Wokół dziewczyn pojawił się ogień, zagradzając im drogę do wyjścia i porywaczy. Zostały okrążone przez płomienie. Średnica pułapki wynosiła siedem metrów. Jeśli któraś z nich kiedykolwiek marzyła o tym, aby stać się głównym daniem, przypieczonym na ognisku, właśnie miała szansę to spełnić.
- Wolisz zaatakować czy spalić się żywcem?


Użycie mocy:
Eijiro - telekineza 1/3;
James - pirokineza 1/3.

Podsumowanie:
 

Dodatkowe info:
 

Do Anny:
 

_________________


I can hear your whispers in my mind.
I’ve become what you cannot embrace.


Teoretycznie mnie nie ma, bo życie jest złe i gdy próbuję je ogarnąć, to dowala mi nowe sprawy. Ale praktycznie będę bywać na forum i jako tako pisać posty, jednak na pewno nie regularnie. Pardon.
Powrót do góry Go down
Anna Hale
Prefekt Akademii Cross AnnaHale
Prefekt Akademii Cross AnnaHale
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1339-anna-hale#25245 http://vampireknight.forumpl.net/t1400-anna-hale
Zarejestrował/a : 27/02/2014
Liczba postów : 439


PisanieTemat: Re: Chatka   Wto Sie 18, 2015 3:58 pm

Syknęła cicho czując czyjegoś buta na swojej twarzy, ale już tego nie skomentowała. Nie chciała jednak by jej piękna twarz została tknięta. Wszystko zniesie, ale z umiarem, tytanem nie była i jak każdy wampir miała granice, a była tylko wampirzycą krwi C. Czekała jak na razie, aż z jej twarzy zniknie but. Co do pierwszego starcia... Była ona zaskoczona i zresztą, jak miała uniknąć snu? Stało się i już.
-He he he... Co tam o połowę... Dawaj cały, co się będziesz rozpieszczał...- Zaśmiała się cicho pod nosem. Jednak zaś szybko się uspokoiła i spojrzała na swojego oprawcę z chłodem zbierając się z ziemi.
Próbując zatrzymać Amy, poczuła nagle szarpniecie, bo chyba tak zwiastuje się  telekineza, po czym mocne uderzenie. Jąkła cicho, a jej ciał samoczynnie wygięło się w lekki łuk, z powodu bólu kręgosłupa. Zamknęła oczy, zaciskając je mocno... Mało tego nawet lekko zadrżała z bólu, składając się na ziemi, by usiąść pod ścianą i oprzeć się bolącymi plecami o nią. Jak ona się cieszyła, że miała ręce z przodu... Pewnie gdyby miała je z tyłu, to by nie tylko kręgosłup ucierpiał.
-Zostawcie dziewczynę. Niczym nie zawiniła poza wciskaniem się nie do swoich spraw. To sprawa pomiędzy nami a nie nią... - Odparła dość poważnie patrząc na oba wampiry i zmrużyła ponownie oczy, kręcąc głowa widząc, ze ma problemy ze wzrokiem. Jednak później się potoczyło wszystko nieco szybciej. Nie wstawała i nie miała zamiaru.
Spoglądała na dziewczynę, która zapewne zaatakuje, po czym ujrzała ogień. Iluzja? Prawdziwy ogień? Już nie wiedziała zbytnio, czy ma do czynienia z czymś psychicznym, czy nie i to i to było okropne. Zadrżała lekko widząc ogień i głośno przełknęła ślinę.
-Proszę nie...- Jękła cicho patrząc ze strachem na ogień, który zabronił im drogę do ucieczki. Czy wampirom udało się złamać wampirzyce, skoro prędzej jakoś normalnie reagowała na ogień ze świeczki? Mało prawdopodobne, jednak tamten, to nic  z porównaniu z tym. Z innej beczki mogło ona też i doskonale grać, kto wie...  
-Eijiro...- Zawołała cicho swojego wroga, ale nie patrzyła na niego. - Przestań... Zrobię wszystko, ale zabierz ogień...- krzyknęła spanikowanym głosem, który niemal kipił strachem. Co do Amy, to będzie bardzie patrzyła na to co będzie robiła wampirzyca i oczywiście nie pozwoli się ugryźć...

_________________
vivere nolit, qui mori non vult
Anka otrzymała fiolkę z substancją, która po wypiciu, tworzy wokół osoby - która wypiła zawartość - cieńką otoczkę, przez co postać staje się niewidzialna na dwa posty - ubrania także. Artefakt jest jednorazowy. Należy wypić całość, żeby działał.

I can see every tear you've cried
like an ocean in your eyes
All the pain and the scars have left you cold
I can see all the fears you face
through a storm that never goes away
Don't believe all the lies that you've been told

I'll be right here now
to hold you when the sky falls down
I will always
be the One who took your place
When the rain falls
I won't let go
I'll be right here

Powrót do góry Go down
Amy

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1932-amy-brown#41197
Zarejestrował/a : 12/07/2015
Liczba postów : 26


PisanieTemat: Re: Chatka   Czw Sie 20, 2015 11:42 am

Szykowna biżuteria otrzymana od porywaczy nie chciała ustąpić naporowi siły. Pomimo dużego trudu jaki włożyła w rozerwanie kajdan, jej wysiłek się nie opłacił. Stal nadal pobrzękiwała głośno, przy gwałtownym ruchu rąk i nic nie wskazywało na to, że w najbliższym czasie ucichnie. Gdzie podziała się ta nadludzka siła Amy? Odeszła w zapomnienie, chcąc pozbyć się hańby, jaką przyniosło pokonanie przez kawałek metalu. Mimo wszystko wampirzyca nie zrezygnowała z próby rozerwania kajdan, dalej wojowała z tym cudeńkiem należącym do łowców. Nie miała zielonego pojęcia, że ten mały prezent został wykonany specjalnie dla nieśmiertelnych jej pokroju.
Bycie nieszkodliwą najwyraźniej nie przypadło do gustu znajdującym się w pomieszczeniu osobom, bo dość szybko postanowiono przerwać zabawę i to w dość brutalny sposób. Poziom E nawet nie zauważył zbliżającego się niebezpieczeństwa w postaci buta pani prefekt. Na całe szczęście z pomocą przybyli porywacze, co raczej byłoby nieziemsko zadziwiającym zdarzeniem dla porwanej, ale jak można się domyślić, nie zwróciła na to najmniejszej uwagi. Po ciężkiej próbie przymuszania Amy do zauważenia swojej towarzyszki niedoli, w końcu się im udało. Kuszący zapach krwi sprawił, że zapomniała o krępujących ją kajdankach. Nawet wysokie, zabójcze płomienie nie zaprzątały głowy nieśmiertelnej. Liczył się jedynie ten przyjemny zapach wampirze posoki.
Tym razem intelekt dopisał szesnastolatce, która zamiast siłować się dalej z kajdanami, postanowiła przełożyć je przez nogi, by mieć lepsze pole do manewru i ułatwić sobie polowanie. Kiedy ta dość prosta i przydatna czynność została wykonana, Amy postanowiła skupić się na swoim prawdziwym celu. Trzaskające za plecami nieśmiertelnej płomienie, w tej chwili wydawały się dla niej zbawienne. Ofiara w postaci obolałej Anny, nie miała dokąd uciec. Obie były w śmiertelnym potrzasku. Na twarzy poziomu E pojawił się szaleńczy uśmieszek, zwiastujący nadejście nieuniknionego – walki na śmierć i życie. Z gardła polującej wydobył się cichy pomruk zdradzający narastające podniecenie. Pożar w gardle znów przejął władzę nad ciałem nastolatki, która nie potrafiła poskromić swoich zwierzęcych instynktów. Chęć polowania zagórowała. Szkarłatne oczy zamigotały, odbijając gorące języki ognia. Białowłosa wysunęła swoje uzębienie. Przez pewien czas obserwowała swoją przyszłą zdobycz, nie wykonując żadnego ruchu. Nie trwało to jednak wiecznie. W końcu przerwała panujący w ognistym kręgu spokój i zaatakowała. Zamiar wampirzycy był prosty, postanowiła przygwoździć Annę do ściany jak i podłoża. Nie lubiła pić z martwych osób, dlatego też nie zamierzała łamać jej karku, a wgryźć się w ukrwioną szyję. Krew na ubraniu nieśmiertelnej ją wołała. Znów była niezwykle blisko zaspokojenia swojego pragnienia. Tym razem nie zamierzała odpuszczać od tak, dostała okazję od losu, by móc zatopić w niej swoje kły. Dlaczego miałaby z tego nie skorzystać? Kolejnej szansy może już nie otrzymać, więc trzeba było wykorzystać tę tutaj.

_________________
Amy'ssongs

~ I give to you all that you gave to me! ~
Artefakt (jednorazowy):
Tabletka, która przemienia w wilka. Działanie trwa trzy posty.
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Chatka   

Powrót do góry Go down
 
Chatka
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next
 Similar topics
-
» Chatka Gajowego
» Chatka nad jeziorem
» Chatka maga
» Chatka Świąteczna
» Chata szalonego szamana

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Vampire Knight :: Poza Miastem :: Lasy-
Skocz do: