IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Boczna uliczka

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4
AutorWiadomość
Joshua

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2116-joshua-cohen#44381 http://vampireknight.forumpl.net/t2121-ignis-joshua-cohen#44400 http://vampireknight.forumpl.net/t2122-ignis-joshua-cohen
Zarejestrował/a : 10/09/2015
Liczba postów : 159


PisanieTemat: Re: Boczna uliczka   Pon Mar 06, 2017 11:26 pm

Zamrugał oczami, po czym skinął nieco głową, tym samym akceptując jego wyjaśnienie dotyczące tej kwestii. Właściwie, nawet nie pomyślał, że może powinien wziąć je pod uwagę i rozważyć wszystko za i przeciw...
Ale w sumie po co? Nikt normalnie nie myśli nad takimi sprawami.
- No okej - odezwał się jedynie tyle w tym temacie, zarazem wzruszając ramionami.
Ah, ale wychodziło na to, że jednak to jeszcze nie był koniec tej jakże ciekawej rozmowy... A raczej po prostu spotkania. Dlatego też jasnowłosy uniósł lekko brwi na słowa nieznajomego.
- Nie, nie posiadam zapalniczki - odezwał się natomiast Ignis. - A co do centrum... Droga nie jest trudna - dodał jeszcze od siebie, biorąc nieco głębszy wdech. - Wystarczy dojść do głównej ulicy, po czym kierować się prosto... Az zobaczy się światła.
Swoją wypowiedź podsumował wzruszeniem ramionami, jakby to miał znaczyć, że nie miał nic więcej do dodania w tej kwestii... Co w sumie było prawdą. Raczej nie bardzo mu się chciało robić za cudzego przewodnika, co nie powinno dziwić, skoro nie znał tego osobnika.
Powrót do góry Go down
Osu
Osu
Osu
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3084-shiba-ortega#65336 http://vampireknight.forumpl.net/t3088-shiba#65364
Zarejestrował/a : 03/12/2016
Liczba postów : 106


PisanieTemat: Re: Boczna uliczka   Sro Mar 08, 2017 4:54 pm

Zapalniczka to tylko pretekst do nawiązania jakiejkolwiek konwersacji. Osu doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że przedmiot jego chwilowego pożądania znajduje się na dnie kieszeni płaszcza po prawej stronie.
Rozmowa ma to do siebie, że jej sens wynika z chęci do konwersacji po obu stronach. Jeśli ktoś jedynie mruczy niewyraźnie pod nosem to prędzej czy później i druga strona zostaje zniechęcona tak jak teraz. Ortega nie należał do facetów, którzy na siłę szukają przyjaciół. Nigdy nie miał problemów z nawiązywaniem kontaktów zarówno z płcią żeńską jak i męską ale tym razem trafił na kogoś „zbyt młodego” i niekoniecznie zainteresowanego czymkolwiek. Płakał to on nie będzie, co to, to nie.
-Dzięki stary. Trzymaj się.
Wampir kiwnął głową na pożegnanie i zgodnie z zaleceniami młodego chłopaka powędrował w stronę głównej ulicy. Ciekawe co byłoby gdyby nie napotkał wcześniej na swej drodze prostytutki, którą wykorzystał do granic możliwości w przewrotnym tego słowa znaczeniu. Cóż, chłopcze, masz szczęście.
zt
Powrót do góry Go down
Joshua

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2116-joshua-cohen#44381 http://vampireknight.forumpl.net/t2121-ignis-joshua-cohen#44400 http://vampireknight.forumpl.net/t2122-ignis-joshua-cohen
Zarejestrował/a : 10/09/2015
Liczba postów : 159


PisanieTemat: Re: Boczna uliczka   Wto Mar 14, 2017 11:54 pm

Nie ma również co wiele dodać ze strony Ignisa... Który niestety, ale tym razem nie miał "dnia na zaprzyjaźnianie się", co też zapewne zniechęciło nieznajomego do prowadzenia dalszej rozmowy.
Cóż, dlatego też nie dodał nic więcej od siebie. Po prostu skinął głową na pożegnanie, będąc zupełnie nieświadomym tego, że właśnie ominęło go spore nieszczęście. Cóż... Lepiej o niektórych sprawach nie wiedzieć, prawda?
Więc... Niestety, ale będzie krótko! Bo to koniec w tym temacie, jasnowłosy uczeń zdecydował się opuścić to miejsce - już kierując się w stronę Akademii.

z/t
Powrót do góry Go down
Pi

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3583-karta-postaci-pi#77493
Zarejestrował/a : 18/08/2015
Liczba postów : 40


PisanieTemat: Re: Boczna uliczka   Wto Lis 28, 2017 6:22 pm

Tereny w tychże okolicach są jak najbardziej barwne w dziwne osobistości. Zarówno tubylcy, jak i śmiałkowie, którzy decydują się przekraczać granice normalności i zanurzyć się w odmętach brudu, ubóstwa, szaleństwa, zakazanych rozrywek i niebezpiecznych używek. Bywały oczywiście takie istoty, które umiały odnaleźć się w chaosie i nawet na tym zarabiać niemałe pieniądze.
Był sobie pewien osobnik, który w jednej z bocznych uliczek rozbił swoje stanowisko. Sprzedawał wszystko - od śmieci, starych gratów, jakiś kabli, fatałaszków, czystego spiritusu po bardziej nietypowe przedmioty jak srebrne nożyki, haki dla sado-maso, pejcze, kolczugi przy modnym obuwiu. Widniało też stanowisko z tabletkami z krwi po dacie ważności, kroplówki skradzione ze szpitala, strzykawki, prochy, papierosy. Jednym zdaniem: wszystko za cztery dolce.
Sprzedawca nie był sam. Na łańcuchach przytroczone miał dwa wampiry, które mogły przestraszyć niejednego śmiałka. Stanowiły swego rodzaju ochronę przed kradzieżą. I tak, był również handlarzem niewolników, których przetrzymywał w piwnicy jednej z obskurnych kamienic. Właściciel kramu zaczytał się w lekturze z gołymi babami i zdawał się być oderwany od rzeczywistości. Może dlatego, że potencjalnych klientów nie było wielu, nie wszystkich było stać na wystawione fanty. W zasadzie nielicznym.

_________________
Mr Jingles

#66ff99 = kolor dialogu
Powrót do góry Go down
Joffrey

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3437-joffrey-emilio-hagen http://vampireknight.forumpl.net/t3477-joffrey http://vampireknight.forumpl.net/t3476-relacje-joffrey-a http://vampireknight.forumpl.net/t3539-joffrey http://vampireknight.forumpl.net/t3463-joffrey http://vampireknight.forumpl.net/t3480-apartament-joffrey-a#75060
Zarejestrował/a : 06/08/2017
Liczba postów : 285


PisanieTemat: Re: Boczna uliczka   Wto Lis 28, 2017 6:53 pm

Po dosyć burzliwym rozstaniu się w domu Nessuno, Joffrey postanowił przejść się na nieco bardziej opuszczone odmęty. Ciemne ulice i dziwni ludzie, handlujący czym popadnie. Czy tak wygląda bieda czy nie, Joffrey zjawił się tutaj z czystej ciekawości. Poza tym po przebudzeniu nie czuł się najlepiej. Musiał poprawić sobie jakoś humor.
Ale spokojnie, nie zamierzał zabawiać się z jakąś prostytutką. Kruczowłosy wampir odpalił papierosa i zaciągnął się nim, zatrzymując się przy stoisku z dwoma niewolnikami na łańcuchach. Przez chwilę im się przyglądał, wypuszczając dym z bladej gęby. Policja raczej tu nie zaglądała, więc też nie mieli się o co martwić. Handel żywym towarem był tym czego szukał. Całkiem sprawnie mu poszło, ale czy uda mu się znaleźć odpowiedniego.. służącego?
Emilio trochę się rozmarzył. Zapomniał, że w tych czasach zasady się zmieniły i wszystko funkcjonuje kompletnie inaczej. Wciąż jednak istnieli ludzie, którzy chcieli jakoś zarobić i nieważne czyim kosztem. Niemało jest zboczeńców, szukających małych chłopców bądź dziewczynek do zabawy. Ale Joffrey nie zamierzał się bawić w pedofila.
Musiał mieć kogoś, kto będzie jego uszami i oczami.
Kurosz odchrząknął znacząco, zwracając tym uwagę zaczytanego mężczyzny. Obojętne oczy pozostały lekko zmrużone, coś słaby ten wybór. Może jednak miał do pokazania więcej, ale nie tutaj?
- Szukam czegoś ciekawego. To wszystko co masz do pokazania? - Mruknął nieco gburowato, przenosząc wzrok na dwóch zakutych niewolników. Hagen nie chciał mieć kogoś takiego, potrzebował osoby wyglądającej niewinnie, najlepiej nie rzucającej się zbytnio w oczy. Ciężko jednak będzie znaleźć kogoś takiego w tej zapchlonej dzielnicy, w której niektórzy spoglądali na niego z obawą bądź zazdrością.
- I spieszy mi się trochę. - Dodał, unosząc czoło ku górze. Miał bardzo dużo spraw na głowie i nie mógł sobie pozwolić na marnowanie czasu. Poza tym musiał wykorzystać fakt, że jeszcze nie wszyscy wiedzieli o tym kim był. A więc?

_________________

I want your drama
The touch of your hand
I want your leather studded kiss in the sand
I want your love
Love love love


Voice J.


Joff & Fab (wiadomo kto w zielonym he)
Powrót do góry Go down
Pi

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3583-karta-postaci-pi#77493
Zarejestrował/a : 18/08/2015
Liczba postów : 40


PisanieTemat: Re: Boczna uliczka   Wto Lis 28, 2017 7:38 pm

Nudy na pudy, nawet babki nie jarały go tak jak zwykle. Coś musiało być na rzeczy i tak rzeczywiście się stało. W jego jakże skromne progi kramu zawitał ktoś, kto nie wywodził się ze slumsów. I bardzo dobrze, nie będzie zawracać mu głowę o pierdoły.
"Nada się na handel" - skinął łbem znad czytadła i porzucił dotychczasowe zajęcie, bo wywęszył interes w powietrzu. Rzadko widuje się tu tak schludnie ubrane, rzeczowe osoby. Nie uniósł się jednak euforią, wszak klient nie miał za wiele czasu.
-Nie mogłeś trafić lepiej. Jestem największą szychą tego kurwidołka, i zaoferować mogę bardzo wiele. Wystarczy zainwestować dobrą sumkę.
Wstał wreszcie z krzesła, które po dokładniejszych oględzinach okazał się być wykonany z ludzkiej skóry. Być może świadczyło to o tym, że sprzedawca radził sobie z nadmiarem nieposłusznego towaru. Nachylił się do jednego ze sługusów na łańcuchach i przydeptał mu nogą głowę szepcząc mu coś złowrogo, ale to jego własność - mógł robić z tym, co chciał. Wydobył z kieszeni pęk kluczy, zaprosił i wziął ze sobą mężczyznę, który szukał więcej towaru. Tak, to dało się wyczytać z jego wyrazu twarzy, gdy przyglądał się poddanym na łańcuchach. Zatem ominie drogą elektronikę i przejdzie do wspomnianej piwnicy z żywą zawartością.
Albo połowicznie żywą, bowiem w większości zgromadził w lochach wampiry.
Bawiąc się w Pana i Władcę tychże zniewolonych istot, poprowadził korytarzem długim na prawie kilometr swojego zacnego gościa omawiając pokrótce, jakie czekają go atrakcje.
-Cela pierwsza: cudzoziemcy. Cela druga: śliczne damy. Cela trzecia: oprychy. Cela czwarta: służący. Cela piąta: fachowcy. Cela szósta: dzikusy. I ekskluzywna cela siódma: lodóweczki.
Lodóweczki w ludzkiej postaci, czyli niewolił tu także ludzi. W większości dzieci i młodzież, bo ten towar najlepiej na siebie zarabiał, znaczy się na właściciela. Przy każdej celi mógł Emilio spędzić tyle czasu, ile chciał. Musiał jedynie nie przekraczać wyznaczonej kostką brukową linii, by nie dosięgnęły go łapy bardziej narwanych osobników, albo tych lamentujących o wolność. Gdy było za głośno, sprzedawca nie baczył się kto dokładnie zakłócał spokój i karał całą celę elektrowstrząsami. Przecież potencjalny kupiec musiał się skoncentrować i dokonać odpowiedniego wyboru.
Wszyscy musieli stanąć w jednej linii na baczność, aby Krwiopijca Z Zewnątrz mógł wiarygodnie ocenić jakość towaru. Ponadto każdy z nich miał nadany numer w postaci tabliczek, które przechodziły z rąk do rąk po wykupieniu i obstawieniu świeżym nabytkiem.
-Gdyby interesował Cię jakiś niewolnik, przeczytaj jego numer, a znajdę na niego papiery. I rzecz jasna nie przyjmuję zwrotów.
Wyszczerzył się uprzejmie w kierunku młodego Kurosza i opierając się plecami o ścianę nie zdejmował wzroku z wampira. Może nie zaliczał się do tych, którzy przychodzą po to, aby bawić się w bohaterów i uwalniać wszystkich, lecz zachowywał czujność. Kilku takich śmiałków zasila obecnie dział dzikusów, ponieważ nie warto zadzierać ze sprzedawcą i jego mocami.

_________________
Mr Jingles

#66ff99 = kolor dialogu
Powrót do góry Go down
Joffrey

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3437-joffrey-emilio-hagen http://vampireknight.forumpl.net/t3477-joffrey http://vampireknight.forumpl.net/t3476-relacje-joffrey-a http://vampireknight.forumpl.net/t3539-joffrey http://vampireknight.forumpl.net/t3463-joffrey http://vampireknight.forumpl.net/t3480-apartament-joffrey-a#75060
Zarejestrował/a : 06/08/2017
Liczba postów : 285


PisanieTemat: Re: Boczna uliczka   Sro Lis 29, 2017 2:00 pm

Joffrey zmierzył handlarza, lecz nie zachowywał się w sposób nieuprzejmy. W końcu wampir rzadko odwiedzał takie miejsca i zazwyczaj niczego nie potrzebował. Rzecz jasna mu się nie spieszyło, ale wolał uniknąć niepotrzebnej paplaniny. Męczyły go dłuższe wyjścia, jednak teraz miało być kompletnie inaczej.  
- Z tym akurat nie będzie problemu. - Uśmiechnął się lekko. Rodzina Kuroiashita do biednych nie należała i w dodatku wampir nie miał problemu po sięgnięcie odrobiny gotówki. I tak wydawali na głupoty. Hagen obejrzał się za siebie. Czy jego bracia zdawali sobie sprawę z jego istnienia? Raczej nie. Barabal jakoś nieszczególnie się nim chwalił, lecz nie można było odpowiadać za niego.
Mężczyzna powolnie skierował się za handlarzem, obrzucając obojętnym wzrokiem krzesło. Raz jeszcze zerknął na zaczepionego więźnia, po czym razem z facetem udali się do budynku w którym trzymał interesujący go towar. Nie wiedział czy zdawał sobie sprawę z istnienia wampirów, ale gdy przyglądał się więźniom domyślił się iż tak. Ciekawe czy w Joffreyu również dostrzegł pijawkę, ale w sumie jakoś specjalnie trudne to nie było.
Długi korytarz, ogromny wybór.. tego szukał. Jednak czy znajdzie odpowiednią personę? Nie wiedział, ale też nic nie obstawiał. Po prostu szedł i patrzył przed siebie.
- Spory wybór. - Odparł po usłyszanych słowach i bez zbytniego przyglądania się, minął trzy pierwsze cele. Nie szukał cudzoziemców, ładnych kobiet czy oprychów. Nie musiał więc na nich patrzeć. Zatrzymał się nieco dłużej przy celi ze służącymi, przyglądając się każdemu z ciekawością. Oczywiście nie przekraczał linii, choć i tak niczego się nie obawiał. Niech tylko go ktoś dotknie to połamie ręce.
Dumnym krokiem przeszedł na celę z fachowcami, ale tym razem takowych nie potrzebował. Cela z dzikusami wydawała się mu zbędna, a to jednak tam się zatrzymał i stał. Oszalałe wampiry, istne marginesy społeczne.. a wśród nich mysz. Joffrey parsknął, choć coś ewidentnie było nie tak. Nie ruszała się, nie uciekała, po prostu obserwowała. Krwiste oczy Kurosza pozostały lekko zmrużone, nachylił się nieco i pokręcił głową, zwracając się do handlarza.
- Co z tym gryzoniem? - Mruknął. Nie trzeba było być nie wiadomo kim aby odkryć, że nie była to najzwyklejsza mysz. Dzikusy by ją rozszarpały. Kurosz sprawiał wrażenie zainteresowanego, lecz po usłyszeniu odpowiedzi skierował się do klatki z lodóweczkami. Patrzył na brudne dzieci i młodzież, które wyglądały dosyć nędznie.
- Ile za nie wszystkie? - Zapytał, prostując się nieco. Chyba handlarz miał niezwykłe szczęście, gdyż z pewnością mało który kupiec pytał się o kupno całej celi. Ciężko jednak było stwierdzić jakie intencje ma wampir, który obrócił się aby skierować swój wzrok na mysz.

_________________

I want your drama
The touch of your hand
I want your leather studded kiss in the sand
I want your love
Love love love


Voice J.


Joff & Fab (wiadomo kto w zielonym he)
Powrót do góry Go down
Pi

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3583-karta-postaci-pi#77493
Zarejestrował/a : 18/08/2015
Liczba postów : 40


PisanieTemat: Re: Boczna uliczka   Sro Lis 29, 2017 6:26 pm

Nie wiedział, jak długo siedział w jednej celi z pomyleńcami, ale póki tkwił w mysiej skórce i nie rzucał się w oczy, miał spokój. Najbardziej obawiał się wampira z kocimi uszami, który czasem go dostrzegał i wtedy chcąc nie chcąc bawił się z nim w kotka i myszkę. Ratunek znajdował w nogawce innego współwięźnia i czekał, aż kotowaty stracił zainteresowanie i porzucał poszukiwania uciekiniera. Nie było tu nikogo, z kim mógłby wymienić nawet zdanie. Ewidentnie widział się w innym, bardziej ucywilizowanym dziale. Przemiana w mysz jednak zakwalifikowała go tu. Wiele klientów swojego obecnego Pana przyglądało się osobnikom z cel służących, fachowców, a nawet opryszków od brudnej roboty. Tutejsze wampiry często między sobą zagryzały się na śmierć.
Dlatego pojawienie się czarnowłosego mężczyzny o dumnej sylwetce mogła być jego szansą na zmianę życia. Ile razy sobie wmawiał, że jego malutka postać zdoła przykuć uwagę interesanta? Chyba z kilka dziesiątek razy. Nikt go nie zauważał wśród zbieraniny szalonych krwiopijców. Przecież byli o wiele więksi i robili wokół siebie sporo chaosu. Kto dostrzegłby kogoś takiego jak on?
I właśnie wtedy skrzyżowały się ich spojrzenia. Jego szkarłatne, lekko drwiące z zaistniałego odkrycia i oczka myszki, czarne jak węgliki. Pi siedział grzecznie i nie spuszczał ślepiątek z rosłego, dobrze zbudowanego mężczyzny. Czy on go właśnie zauważył? Nawet zapytał o niego.

Za to sprzedawca dość szybko zinterpretował pytanie petenta jako chęć zakupu chyba najmniejszego wampira w swojej kolekcji. Śpieszył więc z wyjaśnieniami:
-To jeden z tych tak zwanych Zmiennokształtnych. Taka mysz mogłaby się idealnie nadać na prezent, zwłaszcza że święta za pasem.
Próbował rzucić pomysł na zakup przedświąteczny, lecz gdy przeszli dalej do ostatniej celi, wtedy dopiero zaświeciły się kupcowi oczy ze szczęścia. Jegomość znikąd, a miał gest i forsę, by kupić cały magazyn lodówek? Wydobył z kieszeni nowoczesny smartfon i zaczął w nim zliczać, ile sprzedałby całe towarzystwo nędznych ludzi. Liczył i liczył, aż wyskoczyła mu spora sumka. Wszak miał tam blisko dwieście osób gnieżdżących się w lochu. Aż japa nie mogła przestać się uśmiechać.
-Z reguły przeliczam lodówki na sztukę, ale przy hurcie policzę za litr. Mamy więc 432 litry krwi A, 312 litrów krwi B, 218 litrów krwi 0 i 124 litrów krwi AB. Krew AB za litr wychodzi po 50$, krew 0 33$, krew A 27$ i krew B 18$. Czyli w sumie wychodzi 30674$, jak załatwi Pan transport na własną rękę zejdę do trzydziestu tysięcy. A za tak udane zakupy, Myszo-wampira z klatką na niego daję gratis. To, co? Wystawić fakturę?
Zapytał wprost, a jeśli transakcja się powiedzie - umówią się co do szczegółów transportu i wydania lodówek. A jak miałby kupiec wydobyć jedną mysz wśród rozszalałych krwiopijców z celi dzikusów? Wystarczyłoby wpuścić do celi środek usypiający przez otwory wentylacyjne tak malutkie, że nawet mysz się tam nie wcisnęła. Niebawem więc wszyscy posnęliby, a cela straciłaby jednego lokatora, który powędrowałby do klatki i do rąk własnych nowego właściciela. Wszystko jednak zależało od Emilio i od tego, czy oferta przypadłaby mu do gustu.

_________________
Mr Jingles

#66ff99 = kolor dialogu
Powrót do góry Go down
Joffrey

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3437-joffrey-emilio-hagen http://vampireknight.forumpl.net/t3477-joffrey http://vampireknight.forumpl.net/t3476-relacje-joffrey-a http://vampireknight.forumpl.net/t3539-joffrey http://vampireknight.forumpl.net/t3463-joffrey http://vampireknight.forumpl.net/t3480-apartament-joffrey-a#75060
Zarejestrował/a : 06/08/2017
Liczba postów : 285


PisanieTemat: Re: Boczna uliczka   Sro Lis 29, 2017 7:52 pm

Mysz przykuła jego uwagę pomimo iż była najmniej dostrzegalnym szczegółem. Ktoś o takiej mocy mógł spokojnie szpiegować i dostawać się w miejsca, w które sam Joffrey by się nie pchał. Gorzej jak padnie ofiarą jakiegoś kotowatego, ale to chyba nie jego problem. W końcu miał go dostać za darmo, jak kupi wszystkie worki z krwią.
Skrzyżował ręce na klatce piersiowej gdy słuchał o Pi. W sumie Fabio lubi zwierzaki, a taka mysz z pewnością mogłaby się nadać. Poza tym miałaby Fioletowego na oku, przez co Kurosz nie musiałby się zamartwiać gdzie jego big love się szwęda. W dodatku mógłby spełniać rolę służącego, przecież nie wiadomo jak trudne to nie jest. Hagen tak myślał i myślał, nie odzywając się, skierował się do lodówki. Mysz mogła dostrzec jakby się rozmyślił, ale nic bardziej mylnego. Po prostu teraz zainteresowały go te brudne dzieciaki. Wiele z nich patrzyło na niego ze strachem, bo przecież taki facet w takim miejscu nie wróżył niczego dobrego.
Dostrzegł jak kupiec niemal skacze z radości, wyciągając nowoczesny telefon i przeliczając wszystkich ludzi zgromadzonych w jednym miejscu. Gęba nie przestawała mu się cieszyć, ale w sumie co się dziwić. Dostanie tyle kasy, że będzie mógł pojechać na niejedne zajebiste wakacje. Pytanie jednak czy Joffrey ich wszystkich weźmie.
Wampir miał dziwne upodobania, ale zakup tylu ludzi wydawał mu się zbędny. W końcu na co mu sama młodzież i dzieciaki, która została skazana na taki los? Czy naprawdę chciał się bawić w anioła stróża? Kurosz powolnie pokręcił łbem. Wybory, wybory..
- Proszę chwilę poczekać. - Mruknął, odchodząc kawałek na bok i wyciągając swój super telefon, zaczął dzwonić na jakiś dziwny numer. Po ledwo słyszalnej rozmowie, udało się wywnioskować iż prawdopodobnie załatwił jakiś transport. Kilkadziesiąt autobusów miało pojawić się na nieopodal znajdującym się dosyć sporym parkingu. Szybko poszło. Emilio powrócił powolnie do handlarza, uśmiechając się nikle.
- Transport załatwiony. Można wystawiać fakturę, biorę wszystkich. I bardzo dziękuję za myszkę w gratisie. - Jakiż on miły! Chyba miał dobry humor, zwłaszcza że na jego bladej twarzy zagościł drobny uśmiech. Skierował wzrok na mysz, nie mając pojęcia jak wygląda ta wampirza postać w ludzkiej skórze. Oby nie był to jakiś przerośnięty typek z gębą patelni.
- Mam nadzieję, że mi wszyscy nie pouciekają jak tylko ich pan wypuści.. - Stwierdził. Oj no nie przemyślał tak wielkiego zakupy! Chyba powinien to leczyć, a poza tym.. Fabio nie może się dowiedzieć. Problem w tym, że autokary miały zawieźć tych wszystkich ludzi pod sam dom Nessuno.
Obserwował w milczeniu proces wyciągania myszy z rozszalałych dzikusów. Gdy trafiła do klatki i została wręczona do nowego właściciela, Joffrey uśmiechnął się do niej i uniósł jej ''domek'' do swojej twarzy.
- Bądź grzeczna myszko, a Cię wypuszczę z tej klatki jeszcze przed wyjściem stąd. - Stwierdził. W końcu musiał ją jakoś wyszkolić, a przede wszystkim dowiedzieć się jak wygląda jej humanoidalna postać.
Zapłaci przy użyciu konta, do którego otrzymał dostęp. W sumie nie wiadomo co, gdzie i jak, ale były na nim fundusze, które miały zostać przeznaczone na zakup tych wszystkich ludzi. Wampir nawet uściśnie brudną dłoń handlarza i skieruje się w stronę wyjścia. Chyba to wszystko trochę potrwa, ale przecież WCALE mu się nie spieszyło. Wtedy też, gdy opuszczą to miejsce wampir wyciągnie mysz z klatki i trzymając ją w ręce, zerknął w stronę wielkiego parkingu.
Co za dzień.

_________________

I want your drama
The touch of your hand
I want your leather studded kiss in the sand
I want your love
Love love love


Voice J.


Joff & Fab (wiadomo kto w zielonym he)
Powrót do góry Go down
Pi

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3583-karta-postaci-pi#77493
Zarejestrował/a : 18/08/2015
Liczba postów : 40


PisanieTemat: Re: Boczna uliczka   Sro Lis 29, 2017 8:53 pm

Patrzyli się na siebie nawzajem. Jeden myślał o drugim. Młodzieniec w mysiej skórce nawet robił sobie powoli nadzieję i pozwolił sobie na rozmyślania, z kim mógł mieć do czynienia. Przystojne męskie rysy twarzy wprawiłyby w omdlenie z zachwytu niejedną kobietę lub mężczyznę. Wyglądał też na kogoś, dla kogo pieniądze same się rodzą, stąd ubiór nosił schludny, który podkreślał jego szlacheckie pochodzenie. Nie miał pojęcia, co sobie układał w głowie patrząc się na niższego w hierarchii i położeniu Pi, ale to nawet pasowało do niego. Tajemniczość. Przekręcił nieco główkę na bok nie odrywając ocząt od potencjalnego kupca, jakby próbując chociaż dać do zrozumienia, że chętnie wyrwałby się z tego miejsca i zamieszkał u jego boku.
Nie znał swojego przeznaczenia, lecz ten jegomość sprawiał wrażenie takiego osobnika, który długo nie usiądzie w jednym miejscu. A więc nie będzie się nudzić towarzysząc komuś takiemu. Tylko... ich krótki kontakt wzrokowy został przerwany przez dwa słowa kluczowe "cela: lodówki". No tak, co sobie mysz myślała...? Jak miałby być bardziej pożyteczny od niemal dwustu osób, których los był wielce prawdopodobny i adekwatny z ich określeniem? Mimo wszystko trwał w miejscu, w milczeniu, by nie przykuć uwagi Kotołaka.

Zatem wszystko ustalone, zaklepane i przybite transakcją. Udaną dla obu stron. Przelane pieniądze na konto handlarza rozpromieniły go na dobre i udobruchały w każdy możliwy sposób. Nawet jeśli chodziło o transport lodówek. Wszak w normalnych okolicznościach nie musiałby martwić się o już nie swój nabytek, lecz patrzył przyszłościowo - pan Emilio mógł przecież jeszcze kiedyś wrócić po więcej. Czyli jeszcze więcej kasy wpadnie w jego łapy!
-Zaradzimy coś na to, proszę się nie martwić.
Kupiec wyciągnął przed siebie ręce i przeciągnął je ze strzelaniem w kościach. Dawno nie stosował tej sztuczki, ale jako szlachetny miał kilka asów w rękawie. Pytanie: dlaczego żył w ten sposób, a nie w pałacach? Pewnie był jednym ze zdrajców któregoś z zacnych rodów, lecz jego rysy twarzy były tak pospolite, że trudno byłoby je przypisać komukolwiek.
Wracając, po prostu zahipnotyzował cały ludzki towar i kazał mu podążać do autobusów, a potem słuchać się trzech następnych poleceń wydanych przez Joffreya. Potem czar hipnozy miał minąć, a krew ustabilizować się na swoim normalnym odczynie. Uścisnęli sobie ręce na koniec transakcji i tyle było widać handlarza z budką, którą dość sprawnie zwinął ze sługusami.
----
Pi zachowywał się grzecznie i stosował się do poleceń nowego właściciela jego godności. Swoimi oczkami próbował zarejestrować wszystko, co się dało, bo ciekawość robiła swoje. Transport tylu ludzi musiało sprawić nie lada wyzwanie, a jednak wszystko się udało. Ponadto nie przypuszczał, że dostanie wyciągnięty na wolność, a na pewno nie w ten sposób. Nie narzekał na to, że był zaledwie bonusem do wielkich zakupów nowego Pana. Wszak jegomość nawet wypuścił go z klatki i trzymał w ręce maciupką mysz. Zajmowała około ćwiartkę powierzchni wewnętrznej dłoni (bez palców) wampira. Zwierzątko nie uciekało, naprężyło wręcz kręgosłupik, by noskiem wyniuchać bliżej oblicze swego Wybawcy. Ogonek cieńszy od nitki makaronu nieco spływał między palcami Emilio, i mógł łaskotać, gdy nieco nim majdał. Czarne oczka wpatrywały się w Szlachetnego, a do jego uszu dotarł nieśmiały, bardzo cichy głosik.
-Panie, czy mam ujawnić się w prawdziwej postaci? Czy zostać w tej?
Zapytał przysuwając przednimi łapkami końcówkę ogona ku sobie i paluszkami miętosić ogonek nieco nerwowo. Przecież mógł sobie nie życzyć, by słyszeć jego głos. Nie chciał podpaść swemu Panu w żaden sposób.

_________________
Mr Jingles

#66ff99 = kolor dialogu
Powrót do góry Go down
Joffrey

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3437-joffrey-emilio-hagen http://vampireknight.forumpl.net/t3477-joffrey http://vampireknight.forumpl.net/t3476-relacje-joffrey-a http://vampireknight.forumpl.net/t3539-joffrey http://vampireknight.forumpl.net/t3463-joffrey http://vampireknight.forumpl.net/t3480-apartament-joffrey-a#75060
Zarejestrował/a : 06/08/2017
Liczba postów : 285


PisanieTemat: Re: Boczna uliczka   Czw Lis 30, 2017 11:22 am

Joffrey rzecz jasna nie spodziewał się tego, że jego uwagę przykuje mysz. W zasadzie kupił ją w ciemno, nie mając pojęcia jak wygląda ów wampir. Nawet w sumie nie wiedział czy była to kobieta czy mężczyzna. Patrzył na nią z ciekawością, wciąż się zastanawiając.
Kto by pomyślał, że Kurosz mógłby w każdej chwili zabić tych ludzi. Co prawda zamierzał to zrobić gdy tylko zaczną uciekać, lecz też sam nie wiedział czy warto byłoby sobie brudzić łapska. Z jednej strony tyle krwi..
Otrząsnął się. Pieniądze przelane, więźniowie zahipnotyzowani. Zaskoczył go fakt, iż handlarz nie był byle jaką pijawką. Za pewne ukrywał się, bo przecież nie wykonywał swojej pracy z miłości. Joffrey jednak nie szczególnie był zainteresowany z kim właściwie miał do czynienia. Uścisnęli sobie dłonie, można więc wracać do domu.
Ludzie podążyli do wynajętych autokarów. Emilio będąc na dworze i trzymając mysz w ręce sprawiał wrażenie zadowolonego. Sądził iż gryzoń zacznie uciekać, ale tak się nie stało. Gdy się odezwał, spojrzał na niego z nikłym uśmiechem. Chwycił go za ogon, unosząc nieco ku górze. Może nie było to za przyjemne, ale przecież żadna większa krzywda nikomu się nie działa.
- Jeszcze nie teraz. - Mruknął, z powrotem układając maleństwo na zimnej dłoni. Powędrował w stronę parkingu, gdzie wędrowały wszystkie wykupione dzieciaki. Chyba się cieszyły.
Wampir dumnie stał i czekał aż wszyscy wejdą i zajmą swoje miejsca. Trochę to trwało, nawet pomimo użycia hipnozy. Nie narzekał jednak, po czym opuścił darmowe stworzonko na ziemię.
- Pokaż mi się. - Krótkie polecenie. Czerwone oczy z ciekawością wpatrywały się w Pi, który miał okazję pochwalić się tym jak naprawdę wygląda. Niezależnie od wszystkiego i tak był skazany na swojego nowego Pana, który na chwilę obecną wydawał się być całkiem w porządku. Jak już mówiłem, Joffrey pomimo należenia do ogromnej, nieco chorej rodziny nie był do końca ześwirowany. Może nie będzie tak źle?
- Masz jakieś imię? - Trochę głupie pytanie, ale więźniowie zazwyczaj przedstawiali się swoimi pseudonimami. W sumie nie czuł potrzeby nazywania go w jakiś szczególne sposób, niech się dzieciak pocieszy tym iż mógł sobie wybrać imię jakie tylko zapragnął. Autokary zaczęły powoli odjeżdżać w stronę domu Nessuno, a obydwa wampiry póki co stały na zimnym powietrzu. Były Hagen musiał zająć się swoim nowym sługą.

_________________

I want your drama
The touch of your hand
I want your leather studded kiss in the sand
I want your love
Love love love


Voice J.


Joff & Fab (wiadomo kto w zielonym he)
Powrót do góry Go down
Pi

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3583-karta-postaci-pi#77493
Zarejestrował/a : 18/08/2015
Liczba postów : 40


PisanieTemat: Re: Boczna uliczka   Czw Lis 30, 2017 8:13 pm

Przez chwilę spoglądali razem, jak ludzie pakują się do autokarów i wyglądali bardziej na wycieczkę szkolną z dziećmi z ubogich rodzin niżeli na przyszły posiłek. Ale mysz w głównej mierze ślepkami wpatrywała się w Panu. Jego duża dłoń z tej perspektywy była miękkim siedziskiem, lecz nie na długo. Zgrabnie przez palce przepuścił ogon Zmiennokształtnego i chwycił go tak, że zwisał niczym opos z gałęzi. Przez moment więc widział świat do góry nogami, a potem wygiął prężny kręgosłupek tak, że obraz wrócił do normy. Tamta chwila mogła przypominać scenę z Króla Lwa, gdy Skaza bawił się ze złapaną myszą, taki szczególik.
Dostał polecenie, by jeszcze nie ujawniać swojej postaci, więc zamilknął i posłusznie dał się znów pochwycić w rękę. Wszystkie lodówki udały się do środka pojazdów, a oni zostali sami. Gdy Właściciel upewnił się, że byli tylko oni, nagle spuścił gryzonia z wysokiego pułapu na ziemię i po lekkim otrzepaniu futerka usłyszał kolejny rozkaz. No dobra, dawno nie opuszczał futerkowego świata, dlatego musi się skoncentrować. W jego przypadku transformacja przebiegała błyskawicznie, tylko trzeba było dobrze rozpocząć. Cofnął się jakiś metr, by nie wyrosnąć tuż przed nosem dawnego Hagena, a w bezpiecznej odległości. Łapkami oczyścił sobie pyszczek, bo miał wrażenie, że był cały w kurzu od tych lochów. Czasu na dokładną pielęgnację nie było, zatem trzeba przejść do rzeczy.
To do dzieła. Pi nieco więcej łyknął powietrza w płuca i cicho kichnął. Wtedy pojawił się prędko gęsty, czarny dym, który rozrósł się mniej więcej do metr osiemdziesiąt. Wampir był o dziesięć centymetrów niższy niż kłębek dymu, ale zawsze była ta nadwyżka. W każdym razie gdy czarna mgła o konsystencji mleka rozwiała się, oczom Joffreya pokazał się młodzieniec. Z wyglądu nie wyróżniał się niczym niezwykłym. Ot złote patrzałki, ciemnobrązowe włosy, nieco ciemniejsza niż u wampirów cera. Natomiast jego zielony ubiór przypominający kostium robotnika rzucałby się w oczy, gdyby nie warstwa porządnego brudu. Zresztą odsłonięte części skóry sługi także co do czystości pozostawiały sporo do życzenia. Przyjął poważną minę, bo w zasadzie nie wiedział, na ile może sobie pozwolić nawet w tej kwestii. Jego poprzedni Pan nie lubił widzieć u nikogo uśmiechu, dlatego dostawał za to sromotne baty, gdy niechcący powędrował kącik ust ku górze. Teraz był o wiele ostrożniejszy.
-Pi. Tylko takie pamiętam, proszę Pana.
Odpowiedział na pytanie i stał na baczność. Nie uciekał wzrokiem od Kurosza, ale nie wwiercał się również ciekawskim spojrzeniem w niego. Musiał poznać granice, których nie może przekraczać. Na razie nie odzywał się, trochę się bał zaczynać jakąś dyskusję, nawet o pogodzie. Nie przywykł do swobodnych rozmów. Miał co prawda wielką ochotę uchylić rąbka tajemnicy, by dowiedzieć się czegoś o Panu. Jak miał się do niego zwracać? Gdzie zamieszkają? Jakie powierzy zadanie Pi? A może... czy widział w nim tylko cudaczne zwierzątko, czy kogoś więcej? Póki nie zademonstrował niczego w humanoidalnej postaci, trudno będzie przekonać do siebie Właściciela, że w tej formie też jest użyteczny.

_________________
Mr Jingles

#66ff99 = kolor dialogu
Powrót do góry Go down
Joffrey

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3437-joffrey-emilio-hagen http://vampireknight.forumpl.net/t3477-joffrey http://vampireknight.forumpl.net/t3476-relacje-joffrey-a http://vampireknight.forumpl.net/t3539-joffrey http://vampireknight.forumpl.net/t3463-joffrey http://vampireknight.forumpl.net/t3480-apartament-joffrey-a#75060
Zarejestrował/a : 06/08/2017
Liczba postów : 285


PisanieTemat: Re: Boczna uliczka   Nie Gru 03, 2017 5:37 pm

Ludzie byli zahipnotyzowani, więc nie robili żadnego problemu. Joffrey przeciągnął się i zajął się myszą. Na szczęście nie chciał się bawić w Skazę i nie spróbował jej pozreć, bo przecież zamierzał uczynić z Pi swojego oddanego sługę. Martwy mu się nie przyda.
Spoglądał jak chłopak dokonuje przemiany. Lekko się uśmiechnął widząc obraz młodzieńca o miodowych oczach i ciemnobrązowych włosach. Delikatnej budowy, spokojny i nawet miły wyraz twarzy. Idealnie. Wampir podszedł do niego, mierząc go uważnie. Zielony strój był brudny jak sama skóra sługi. Chyba trzeba się nim zająć. Joffrey obejrzał się za siebie po czym raz jeszcze przyjrzał wampirowi. Pi? Niech mu będzie.
- Dobra Pi. Najpierw kupimy Ci jakieś porządne ubranie, a potem zabiorę Cię do siebie gdzie będziesz mógł w spokoju ogarnąć, a przede wszystkim wykąpać. Potem powiem Ci co i jak. - Całkiem miły facet z tego Emilio, prawda? Niech jednak pozory nie mylą. To że na pierwsze spotkanie był taki wcale nie oznacza, iż zawsze tak będzie. Hagen miał swoje rogi i prędzej czy później się ukażą. Biedny młodzieniec nie mógł o tym wiedzieć. Raczej.
Niższej klasy wampir mógł się czuć całkiem dobrze. Kurosz ani nie krzyczał ani nie bił, a nawet zdał się na uśmiech. Miła odmiana.
- Chodź. - Krótkie polecenie. Kruczowłosy powędrował pewnym krokiem przed siebie. Po czasie wyszli z ponurej ulicy i znaleźli się w bardziej przyjaznym miejscu. Wampir wszedł do pierwszego lepszego sklepu z ubraniami, zatrzymując się.
- Wybierz sobie co zechcesz. - Sapnął, idąc w stronę kanapy i siadając na niej. Jedna noga założona na drugą, ręce złożone i głowa oparta na podwyższeniu. Nieważne ile czasu spędzi i co wybierze, wampir kupi mu wszystko. Mógł równie dobrze mierzyć ubrania i pokazywać swojemu Panowi albo po prostu brać rzeczy ''na oko'' żeby całość krócej trwała. Joffrey go nie poganiał, w sumie nawet się nie odzywał. Czasem otwierał oczy i na niego patrzył. Nawet nie powiedział mu jak się nazywa, więc jak tylko chłopak znajdzie się bliżej, zacznie do niego mówić.
- Jestem Joffrey Kuroiashita. Żeby nam się fajnie razem żyło musisz mi być całkowicie posłuszny, zwracać się na per Pan i nie plątać pod nogami. To że teraz jestem miły nie oznacza, że zawsze taki będę. Zrozumiano? - Na razie łagodnie się przedstawił i od razu wspomniał o tym, że nie zawsze będzie tak milutko. Nie chciał też zbyt dużo opowiadać w sklepie bo ludzie będą się dziwnie patrzeć. Pomimo iż miał ich całkowicie gdzieś, wolał nie zwracać na sobie niepotrzebnej uwagi.

_________________

I want your drama
The touch of your hand
I want your leather studded kiss in the sand
I want your love
Love love love


Voice J.


Joff & Fab (wiadomo kto w zielonym he)
Powrót do góry Go down
Pi

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3583-karta-postaci-pi#77493
Zarejestrował/a : 18/08/2015
Liczba postów : 40


PisanieTemat: Re: Boczna uliczka   Nie Gru 03, 2017 6:20 pm

Nie mógł oprzeć się pokusie i wodził wzrokiem za mężczyzną, który zwrócił na niego uwagę i wykupił go z lochów, a teraz przyglądał się odmienionej myszce. Pi nie wykonywał żadnych gwałtownych ruchów, tylko złote tęczówki otaczały sylwetkę Kurosza. Nie przypuszczał, by ktokolwiek, kto zostanie jego Właścicielem, obdarzy go uśmiechem bez cienia ironii. Nawet obiecał mu pomóc w ogólnym doprowadzeniu się do stanu czystości, łącznie z ubraniami, które nie wyglądały atrakcyjnie jak na sługę eleganckiego, szlachetnego Krwiopijcy. Wydawał się mówić prawdę, zatem skinął nieśmiało głową, że zrozumiał. Jakby nie spojrzeć, bardzo, bardzo miła odmiana od tego, co pamiętał, a co przeżył na własnej skórze.
Niby to dopiero jedna godzina znajomości, lecz miał dość pozytywne nastawienie co do swojego Pana, za którym momentalnie ruszył, gdy padła odpowiednia komenda. Szli w ciszy nie tak długo, bowiem przed ich oczyma pojawił się sklep odzieżowy, i to nie taki lumpeks, czy kop-ciuszek, ale ze znanymi markami. Znaczy Pi znał te marki z ubrań swojego poprzedniego Właściciela, o swoich własnych mógł tylko pomarzyć. Dlatego polecenie Pana Joffreya - bo tak przedstawił się jego Szef - z początku wydawało mu się absurdalne. Jeszcze zrozumiałby, aby dobrać ciuchy pod gust Pana, ale że miał prawo wybrać coś dla siebie?
-Dziękuję, proszę Pana.
Skłonił się w pasie i czym prędzej rzucił się w wir zakupowy. Dosłownie myszkował między wieszakami, by wybrać już swój rozmiar bez przymierzania i odwieszać na specjalny drąg podstawiony przez obsługę, która wyczuła spore zakupy z kieszeni jednego z członków rodu Kuroiashity. Zatem starał się nie zanudzić swego Pana zbyt długim oczekiwaniem, a gdy już uzbierał wszystkie niezbędne mu ciuchy, przystanął przed obliczem Emilio i zaprezentował zbiór. W zamian dowiedział się także, z kim miał do czynienia. Joffrey Kuroiashita? Z tego starego jak świat rodu? Kto by o nich nie słyszał! Troszkę zmiękły mu nogi w kolanach, ale stał dzielnie. Jakby nie spojrzeć, nie przypuszczał, że trafi do kogoś z tejże rodziny na służbę. Oczywiście nie wiedział, czy to dobrze czy źle, ale po tymczasowym zachowaniu Czarnowłosego powinien być spokojny. Ponadto uważny.
-Tak, proszę Pana.
Przyjął do wiadomości wszystkie podane informacje. Tym bardziej tą podkreśloną, iż jego Pan może mieć inny humor niż prezentuje podczas pierwszego spotkania. To normalne, że na początku stara się pokazać zarówno Władca jak i Poddany z jak najlepszej strony.
W ostatecznym rozrachunku wybrał: dwie pary spodni eleganckich, trzy pary roboczych, w podobnych proporcjach górną część garderoby, jedną kurtkę, dwie bluzy z kapturem, dwie pary eleganckich czarnych butów, dwa sportowe, wiadomo że bieliznę także. Do tego dopasował dwa paski i dwie opaski pod włosy. O ile ciuchy na poważne okazje były w klasycznych czarnych kolorach, a koszule białe, to ze sportowymi wdziankami zdecydował się na swój ulubiony kolor zielony. Pytanie, czy wszystko spodoba się Panu Joffreyowi. Jeśli byłoby czegoś za mało, albo nie tak, wymieni lub doda według instrukcji. Nigdy przedtem nie dawano mu wyboru, w co może się ubrać. Dlatego właściciel nabytku mógł zauważyć, jak miodowe oczy są ożywione, zafascynowane sklepem i jego zawartością. Nawet oblicze miał pogodne.
Gdy wszystkie zakupy związane z garderobą sługi były opłacone i zapakowane, od razu pochwycił reklamówki za uszy i był gotów na dalsze polecenia. Nawet dźwigając zakupy zdawał się tryskać euforią, że mógł je wykonać na koszt Pana!

_________________
Mr Jingles

#66ff99 = kolor dialogu
Powrót do góry Go down
Joffrey

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3437-joffrey-emilio-hagen http://vampireknight.forumpl.net/t3477-joffrey http://vampireknight.forumpl.net/t3476-relacje-joffrey-a http://vampireknight.forumpl.net/t3539-joffrey http://vampireknight.forumpl.net/t3463-joffrey http://vampireknight.forumpl.net/t3480-apartament-joffrey-a#75060
Zarejestrował/a : 06/08/2017
Liczba postów : 285


PisanieTemat: Re: Boczna uliczka   Czw Gru 07, 2017 2:28 pm

Nie przeszkadzał mu ten ciągły wzrok służącego. W końcu co się dziwić, skoro taka osobistość jak Joffrey zapragnęła go mieć. Kuroiashita był do tego przyzwyczajony, nawet pomimo życia w ukryciu. Nie spieszył się podczas spaceru, rozkoszując się zapachami nocy. W sumie coś by przekąsił, ale o to będą się raczej później martwić. Póki co trzeba było zająć się sługą, który wyglądał jak siedem nieszczęść.
Gdy znaleźli się w markowym sklepie wiadomo, że wampir zajął kanapę. Jakoś nie chciało mu się szukać czegoś dla siebie, ale ostatecznie wstał i leniwie przesuwał ręką po wieszakach, gdzie znajdowały się męskie koszule. Wybrał taką w odcieniu turkusu, która od razu wpadła mu w oko. Mierzyć jednak mu się nie chciało, więc ze znudzeniem powrócił na siedzisko i czekał, aż chłopak ogarnie swoje sprawy. Widać było, że się cieszył. W końcu mało który niewolnik był tak dobrze traktowany, ale zaznaczmy, że byli ze sobą od ponad godziny. Jak będzie się to miało na następne lata?
Kiedy zaprezentował mu to co wybrał, Joffrey pokiwał głową. Póki co nie zamierzał mu dyktować w co miał się ubierać, sam sobie świetnie poradził. Z wieszakiem powędrowali w stronę kasy, gdzie kobieta patrzyła na nich z szerokim uśmiechem. Takich kilentów to każdy lubi.
Wampir zapłacił, Pi wziął wszystkie torebki i tak oto wyszli ze sklepu. Emilio jednak przystanął, zwracając wzrok ku sklepowi zoologicznemu. Uśmiechnął się lekko, powracając oczami do bruneta.
- Poczekaj tu ładnie. - Mruknął, po czym skierował swoje kroki w stronę ów sklepu. Czegoś potrzebował, a kupienie tego zajmie tylko chwilkę. Myszka długo czekać nie musiała, gdyż po upływie kilku minut mogła dostrzec swojego pana, który wędrował radośnie, trzymając w rękach obrożę jak i smycz w kolorze czerni. Hagen bez żadnego ''ale'' założył mu ją na szyję, przyczepił pstryczek i lekko pociągnął.
- Tak na wszelki wypadek. - Mrugnął do niego, kierując się wzdłuż ulicy. Wielu ludzi patrzyło na nich z zaskoczeniem, ale jakoś niespecjalnie się przejmowali. Przecież nikomu krzywda się nie działa, póki co. Wampir zamierzał iść teraz w stronę apartamentu, który wynajmował. Musiał się zastanowić gdzie w ogóle będzie spał jego służący. Liczył iż nie będzie mu próbował poderżnąć gardła w nocy, ale przecież tak miło wyglądał. Czy taki chłopaczek byłby do tego zdolny?
- Opowiedź mi coś o sobie. - Dało się słyszeć po krótkim czasie. Nieważne czy Pi szedł za nim, na równi czy przed wampirem i tak mógł wyczuwać zaciśniętą na szyi obrożę. Smycz trzymał Joffrey, bawiąc się jej końcówką. Czy go to bolało czy też nie, jakoś się nie przejmował. To nic takiego.

_________________

I want your drama
The touch of your hand
I want your leather studded kiss in the sand
I want your love
Love love love


Voice J.


Joff & Fab (wiadomo kto w zielonym he)
Powrót do góry Go down
Pi

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3583-karta-postaci-pi#77493
Zarejestrował/a : 18/08/2015
Liczba postów : 40


PisanieTemat: Re: Boczna uliczka   Pią Gru 08, 2017 6:24 pm

Nie miałby nic przeciwko chodzić częściej na zakupy, dla swego Pana przede wszystkim. Mógł nauczyć się większej ogłady wśród innych, bowiem nie przywykł do przebywania wśród wolnych ludzi. Ale oczywiście wszystko będzie zależało od Właściciela Pi, który pokazywał się z dobrej strony. Pozwolił zachować upatrzone ubrania służącemu i zabrać do swojego nowego domu. Nie lochu, a domu. Nawet jeśli miałby tkwić w klatce dla myszy, to przynajmniej bez obecności kotowatych istot. A przynajmniej miał taką nadzieję.
A propo zwierząt, zatrzymali się przy sklepie zoologicznym, gdzie miał czekać przed wejściem. Skinął wolno głową, że zostanie na zewnątrz i powiódł tylko wzrokiem za Emilio. Hm, czyżby chciał kupić coś do wspomnianej klatki? Jakieś kółko do biegania? Może świeże trociny? Jakąś karmę? Przy witrynie zauważył wyprzedaż kociąt, na których widok cofnął się raptownie do tyłu i zadrżał. Nawet najmniejsze i najbardziej nieporadne z kotów będą go straszyć. Brr aż miał gęsią skórkę.
Niebawem dowiedział się, dlaczego entuzjazm jego Pana pojawił się nagle na jego poważnym obliczu. Kupił mu obrożę i smycz, jak dla psa. Czy narzekał? Nie, chociaż nie był pewny, jak się w czymś takim poruszać. Ale Joffrey wnet go nauczył, żeby nie odstawał za bardzo w tyle, bo go przydusi. Nie szedł pierwszy, choć powinien dla bezpieczeństwa swego nowego Żywiciela, nie mniej po pierwsze nie wiedział dokąd mają iść, a po drugie - był dość mocno zmieszany ów obrożą. Doświadczył na sobie również kilkanaście par ciekawskich oczu, co dla kogoś, kto odwykł od przebywania poza murami, było kłopotliwe i przytłaczające. Posłusznie wciąż szedł we wskazanym kierunku, tym razem próbując nie patrzeć się dookoła, gdy poczuje na sobie czyjś wzrok. Niemiłe uczucie.
Wtedy też usłyszał polecenie od Kurosza, aby nie szli w milczeniu, tylko by niewolnik o sobie coś powiedział. Pi spuścił wzrok na chodnik, po którym człapał w dalszym ciągu przywiązany smyczą do Pana.
-Etto... -zająknął się cicho, próbując zebrać myśli w jedną, logiczną całość- ...podobno mam 150 lat, niestety pamięcią sięgam jedynie rok wstecz. Potrafię gotować, sprzątać, naprawiać drobne usterki mechaniczne i plewić w ogródku.
Jeśli to było za mało, jeszcze mniej śmielej dodał:
-Umiem... umiem także wykonywać akrobacje gimnastyczne.
I chyba tyle mogłoby ewentualnie ciekawić jego Pana. Przynajmniej tyle przychodziło do jego głowy, gdy raz po raz był szarpany, by nie zwalniał tempa chodu. Miodowe oczy utkwiły wreszcie w Czarnowłosym i mniej pewny swego losu dał się prowadzić do nowego zakątka. Entuzjazm nieco siadł, lecz ta sprawa ze smyczą wybiła go z pozytywnego myślenia. Wiadomo, że Emilio chciał upewnić się, że Pi mu nie czmychnie, nie mniej ten chłopak nie potrafił żyć na wolności. Nie znał jej. Prędzej czy później znów wpadłby w czyjeś ręce albo przepadł na zawsze. Zatem nie musiał się obawiać jego zniknięcia. Przynajmniej na ten moment.

z tematu x2 - apartament Joffreya

_________________
Mr Jingles

#66ff99 = kolor dialogu
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Boczna uliczka   

Powrót do góry Go down
 
Boczna uliczka
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 4 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4
 Similar topics
-
» Boczna uliczka
» Boczna uliczka
» Boczna Głównej
» Nawa boczna

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Vampire Knight :: Yokohama :: SLUMSY (POŁUDNIE) :: BLOKI DO ROZBIÓRKI-
Skocz do: