IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Stary Szpital

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6
AutorWiadomość
Esmeralda
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1678-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t1704-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t2181-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/t3301-esmeralda#71193 http://vampireknight.forumpl.net/t2074-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/f31-posiadlosc-greenhall
Zarejestrował/a : 05/03/2015
Liczba postów : 1707


PisanieTemat: Re: Stary Szpital   Czw Cze 30, 2016 5:19 pm

Wyglądało na to, że wampirzyca nie chce zabić łowcy od razu. Wszak szybka śmierć byłaby aktem miłosierdzia w stosunku do mordercy i czy wymierzona w taki sposób przyniosłaby Nadii ulgę? Raven skrył się przed serią strzałów nie myśląc wiele nad konsekwencjami tej „gorszej” alternatywy. Znajdował się w małym potrzasku. Odcięty poniekąd od drogi ucieczki i skazany na bezpośrednią walkę z wampirzycą. A może o to właśnie chodziło? Zbliżyć się i zaatakować. Nadia nie miała jednak ochoty wdawać się w dalsze rozmówki, a próby ewentualnego zbliżenia ograniczyła do kolejnych strzałów.

Nadia – Twój cel skrył się za materacem, lecz nie zamierzałaś mu odpuścić. Ponieważ łowca nie był widoczny zza materaca strzelałaś na czuja, wyliczając kąt tak żeby przypadkiem nie trafić od razu w łeb. Pierwsza i kolejna kula trafiła dokładnie w miejsce które sobie upatrzyłaś. Przy następnych Twój wzrok zaczął płatać figle, a ty poczułaś lekkie zawroty głowy. Kolejne kule wbiły się różne części materaca, a jedna nawet w ścianę nad nim powodując obsypanie tynku.
Przez nieoczekiwane zawroty głowy miałaś problem ze skupieniem, przez co broń którą chciałaś podnieść mocą telekinezy stawiała opory nim znalazła się w zasięgu ręki. Coś najwyraźniej jest nie tak. Twoja mistrzowska celność pogarsza się z minuty na minutę, podobnie jak ogólne samopoczucie.

Nadia – zawroty głowy, lekko zaburzone widzenie.

Raven – schowałeś się przed wampirzycą obmyślając plan dalszego działania, gdy Twoja tarcza nagle uznała, że nie jest przystosowana do przyjęcia serii strzałów. Usłyszałeś huk pistoletu i dokładnie poczułeś kule wbijające się Twoje ciało – pierwsza w okolicy wyrostka robaczkowego, druga godząca w prawe przedramię . Ból momentalnie rozszedł się po Twoim ciele nawet mimo faktu, że byłeś wręcz naszprycowany prochami. W pewnej chwili strzały wampirzycy stały się mniej zdecydowane, a na głowę poleciały Ci resztki tynku, gdyż najwyraźniej trafiła w ścianę.

Rav – rana postrzałowa po prawej stronie brzucha (kula utkwiła w środku) krwawi i daje nieprzyjemne uczucie bólu, który de facto trochę Cię rozbudził od tych prochów. Kula w przedramieniu przeszła na wylot i na Twoje szczęście nie złamała żadnej kości. Krwawi i ogranicza możliwości korzystania z prawej ręki.

Kolejność: Rav → Nadia

Na post Rava czekam do 5.07. Po tym czasie w przypadku braku odpisu kolejka Ravena przepada i wkracza Nadia.

_________________
Powrót do góry Go down
Nadia
Nadia
Nadia
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1620-nadia-morita#33585 http://vampireknight.forumpl.net/t1627-nadia#33681
Zarejestrował/a : 29/10/2014
Liczba postów : 586


PisanieTemat: Re: Stary Szpital   Pią Lip 08, 2016 8:22 pm

Kilka a może nawet kilkanaście strzałów miało załatwić sprawę i zakończyć ten cyrk. Tymczasem coś jednak poszło nie tak jak powinno. Pierwsze dwie kulki bez problemu przeszyły materac tam gdzie miały to uczynić. Dalej było już tylko gorzej i jakoś tak dziwnie, niedobrze? Obraz, czyli to co widziała wampirzyca zaczął zamieniać się w stop klatki zupełnie tak jakby ktoś zatrzymywał pauzą film, który był rzeczywistością. Nawet przysunięcie broni okazało się dużym wyzwaniem. Na tyle trudnym, że musiała zsunąć się po ścianie dotykając jej plecami. Dopiero wtedy sięgnęła po pistolet. Wcześniej sprawna i szybka Nadia zamieniła się w nieco ślamazarną i niezorientowaną pannicę.
Trwając tak pod tą ścianę oparła wierzchnią część dłoni o własne czoło. Już wiedziała jak czuje się człowiek z mdłościami, pewnie to wygląda podobnie. Nie była nawet wstanie powiązać swojego stanu z zadrapaniem, którego doznała przed chwilą. Może to jakieś opary, coś się ulatnia w tym starym budynku?
Żyjesz Ty tam? Wyjdź i miejmy to z głowy.
Wycelowała piąte przez dziesiąte w materac ale absolutnie nie wystrzeliła. Zrobiła to bardziej dla obrony niż z zamiarem ataku. Tak źle i dziwnie to jeszcze nigdy się nie czuła. Nawet wtedy gdy pierwszy raz w swym życiu przeholowała z alkoholem. Co to za cholerstwo? Trzymając w obu dłoniach klamki złapała większy oddech mając zgubną nadzieję, że to coś pomoże ale nie, cały czas było tak samo ujowo.
Aristov, jesteś tchórzem, pieprzonym tchórzem, słyszysz?
Sytuacja była patowa i w sumie bez wyjść. Szlachetna nie miała najmniejszego zamiaru zmniejszać odległości pomiędzy nią i wrogiem, a on najwidoczniej zamelinował się w tej dziurze na stałe. Co teraz? Może spróbować by obalić to stare łóżko? Nic nie zaszkodzi spróbować bo przecież nie ma nic do stracenia. Tak jak powinna, skupiła bardzo ograniczoną uwagę na sporej rzeczy i próbowała ją od góry szarpnąć telekinezą. Jeśli nie wyjdzie, trudno, posiedzimy sobie tutaj…

_________________
Powrót do góry Go down
Raven
Ojciec Roku
Ojciec Roku
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t80-raven http://vampireknight.forumpl.net/t82-raven-vladimir-aristov
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 551


PisanieTemat: Re: Stary Szpital   Pon Lip 11, 2016 8:24 pm

Kilka, a nawet kilkanaście strzałów, jak to pięknie ujęłaś, rzeczywiście miało zakończyć sprawę. Dlaczego? Nieważne, jak był naszpyrcowany to nawet taka ilość dragów przy utracie krwi nie działała zbyt optymistycznie, Kruk po prostu tracił siły i dobrze o tym wiedział, mów co chcecie, ale był swego rodzaju szczurem to fakt, z wielką chęcią przeżycia, nieważne komu będzie musiał wpakować kosę w plecy by przeżyć, panie i panowie.. Aristov Vladimir! Prochy jedynie utrzymywały go teraz w przytomności, więc zdołał się podnieść na równe nogi, oczywiście uwzględniając, że w momencie kiedy to zrobi, nie zostanie nafaszerowany magazynkiem tej jej pistoleciku, bo to trochę smutna perspektywa. Podniósł rękę, w której znajdowała się jego jedyna broń, była to ta jego piękna rękawica, a więc koniec tej zabawy, powoli ją odpiął i rzucił na ziemię, ale zrobił to zanim Nadia stwierdziła, że zacznie napierdalać łóżkiem po ścianach, był na przegranej pozycji i dobrze o tym wiedział, a więc co teraz? Chwytamy się ostatniej deski ratunku? Na jego twarzy był ten wredny, lecz trochę jednak przerażony uśmiech, zawsze tak miał w nerwowych sytuacjach.. patrząc na niego to cholera wie czy opowie Ci żart o martwych dziwkach, czy rzuci się na Ciebie za mateczkę Rosję. Nie odzywał się już więcej, bo po co? Musiał oszczędzać każdą resztkę siły jaka mu pozostała, a krew spływała po jego zajebistym ubranku za milion baksów. Rozstawił ramiona i wcale nie zamierzał podchodzić bliżej, dał jej po prostu sygnał, kończ waść, wstydu oszczędź. Walka była skończona w momencie, kiedy on przypominał szwajcarski ser, trucizna widocznie nie była na tyle skuteczna by powalić wampirzyce, zmusić do zrobienia sobie krzywdy, ale cóż.. spróbować zawsze można było. Opuścił łeb w dół, a jego grzywa niczym narkotykowego księcia opadła mu na pysk, maskując jego złote ślepia, zostawiając sam ten, jeden.. niepewny uśmiech, ale facet się chwiał na nogach.. czy to gra, czy naprawdę było po nim? Chyba tylko jeden sposób żeby się przekonać, przekazuje Ci pałeczkę, hue.

_________________
"With the gleam in his eye, his middle finger to the sky,
Crooked smile on his face, he doesn't think he can die"
Powrót do góry Go down
Esmeralda
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1678-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t1704-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t2181-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/t3301-esmeralda#71193 http://vampireknight.forumpl.net/t2074-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/f31-posiadlosc-greenhall
Zarejestrował/a : 05/03/2015
Liczba postów : 1707


PisanieTemat: Re: Stary Szpital   Pon Lip 11, 2016 9:39 pm

Przychodząc na teren opuszczonego szpitala, z pewnością żadne z nich nie spodziewało się podobnego obrotu sprawy. Stary, niemal sypiący się budynek nie stanowił idealnego miejsca do walki, lecz wizja dawnych porachunków okazała się silniejsza nad wszystko inne. Raven odrzucił rękawicę, wiedząc już, że w obecnym stanie nie nadaje się do dłuższej walki. Po co skazywać się na dalsze baty i to czym… starym wyrem? Come on…


Starcie wygrywa Nadia. Raven ze względu na znaczny ubytek krwi, nie może kontynuować dalszej misji pod tytułem "wkurwianie pani wampirzycy".

Raven - zachowuje względną przytomność i próg bólu wyższy niż u typowego Kowalskiego (ze względu na wciąż obecne w organizmie narkotyki). Rany wciąż krwawią, powodując lekkie zawroty głowy i dekoncentrację.

Nadia – trucizna wciąż jest obecna w Twoim organizmie, powodując lekkie zaburzenie widzenia oraz zawroty głowy.

Jeśli chodzi o Twoje auto, to znalazło koneserów z pośród żuliańskiej świty, która z radością przytuliła koła i lusterka luksusowego samochodu. Aktualnie Twój środek lokomocji jest ogołocony i stoi "na cegłach" ... tak na wypadek gdybyś chciała już wracać.

W przypadku dalszego postępu waszej fabuły pozostaję do dyspozycji ~
Powrót do góry Go down
Nadia
Nadia
Nadia
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1620-nadia-morita#33585 http://vampireknight.forumpl.net/t1627-nadia#33681
Zarejestrował/a : 29/10/2014
Liczba postów : 586


PisanieTemat: Re: Stary Szpital   Pon Lip 11, 2016 10:33 pm

Raven powinien się cieszyć, że przez to gówno blondyna miała znaczne problemy ze skupieniem uwagi. Gdyby nie to, właśnie w momencie wstawania niemal oberwał z nogi łóżka. Prawie, bo tylko drgnęło, nieznacznie ale jednak zawsze coś.  
O proszę. Szacun.
Odepchnęła się od ściany i podniosła do pionu. Nie, że jakoś szybko i zwinnie. Było to raczej powolne i bez gracji. Chyba oboje wyglądali jak para z oddziału typu geriatria. Nic tylko podstawić im wózki inwalidzkie. Może mały wyścig do końca korytarza? A tak całkiem serio to pomimo PRZEDŁUŻAJĄCEJ się walki ciągle pamiętała po co chciała dojechać akurat tego typa. Zbierając ostatek sił zrobiła dwa w miarę proste kroki do przodu zmniejszając tym razem odległość między sobą a tym tutaj dziurawym Rosjaninem.
I co powiesz szmato? Może przepraszam czy coś w tym stylu?
Zamiar był jeden. Dorwać się do jego tętnicy i chlać tak długo aż osunie się na ziemie bez wyczuwalnego tętna. Pomimo wyraźnego zmęczenia materiału bliska perspektywa zemsty zmieszała w tęczówkach szlachetnej dwa kolory. Brązowe do tej pory oczy zaczęły stawać się coraz bardziej czerwone ale czy to w ogóle widać w tak ciemnym pomieszczeniu jak to? Nawet jeśli nie to był wyraźny sygnał. Miała teraz ochotę na jedno i na pewno nie było to to o czym myślałam Rav. Chciała, pragnęła jego ludzkiej krwi. Teraz tak, jak niczego, nigdy wcześniej. Jeszcze nigdy nie miała zamiaru, odwagi, ochoty na przemienienie ludzkiej istoty. Aristov możesz być dumny. Masz z nią pierwszy raz. Szkoda tylko, że tak dla Ciebie chujowy. Brak doświadczenia w tych sprawach może okazać się mało przyjemny. Na kimś się trzeba uczyć, prawda?
Chwiejnym krokiem podeszła naprawdę blisko. Celowała cały czas w środek jego czoła przygryzając przy tym dolną wargę. Wyglądało to o tyle zabawnie, że nie mogła zachować powagi o którą tak początkowo walczyła. Mam Cię. Przyskoczyła oddając jednocześnie ostatni strzał. Szansa na chybienie była zerowa a łowca oberwał w lewe płuco. Chwilę później oparł się o ścianę i ześliznął w dół bez świadomości. (oszczędzam Ci przytomności :c). Wampirzyca niczym wstawiony kociak podeszła bliżej i usiadła okrakiem na udach delikwenta. Delikatnie chwyciła w dłonie jego buźkę i uniosła ją nieco wyżej. Oczy miał zamknięte, krwawił dość mocno a przez to cudownie pachniał. Niespiesznie polepszyła sobie dostęp do jego szyi rozdzierając nieco cokolwiek w co był ubrany. Za mamę. Szepnęła mu do ucha niczym najczulsza kochanka i bez zawahania zatopiła w szyi swoje długie, ostre kły. Zagryzła tętnice na tyle mocno, że zęby wyszły drugą stroną co spowodowało, że część krwi spływała jej do gardła a część powodowała pewnie jakiś wewnętrzny wylew. Coś jak siniak tylko znacznie większy. Nie mogą powstrzymać dzikiego pragnienia piła coraz więcej i szybciej. Przed oczami przelatywały jej obrazy, najpierw niewyraźne, zamazane a później coraz ostrzejsze, więcej i więcej. Tętno mężczyzny stawało się coraz słabsze, a ona nadal nie widziała tego, co miała zobaczyć. Z każda sekundą rosło jej przerażenie a jego szanse na przeżycie malały. W końcu cofnęła się zakrywając zakrwawioną twarz dłonią. Co ja zrobiłam. Jej ogromne oczy nerwowo śledziły twarz blondyna, taką jasną, niemal bez życia. Zrobiło jej się niedobrze. Całkiem inaczej niż wcześniej. Była spanikowana, wyczerpana i… naćpana? Teraz nie myślała racjonalnie. Tak szybko jak było to możliwe wstała i podążyła do wyjścia zostawiając człowieka w trakcie przemiany. Nie zabiła go, nie wykasowała pamięci. Popełniła błąd, być może fatalny. Wybiegając przed budynek z mocno bijącym sercem zauważyła coś czego najmniej mogła się spodziewać. Jej auto nie miało kół bo ktoś je kurwa ukradł. Jakby mało jej było problemów. W amoku i całkowitej nieświadomości zaczęła iść przed siebie szybkim krokiem. Nawet nie wiedziała czy dom jest w tamtym kierunku. Rada mnie ukarze. Co ja zrobiłam. Bredziła pod nosem mając świadomość, że właśnie zemściła się na niewinnym człowieku.
Naćpana Ravem Nadia daje z/t!

_________________
Powrót do góry Go down
Grigorij
Łowca (D)
Łowca (D)
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1683-vladislau-darkhawk#35268 http://vampireknight.forumpl.net/t3416-vladislau-darkhawk#73540
Zarejestrował/a : 18/02/2015
Liczba postów : 675


PisanieTemat: Re: Stary Szpital   Sro Sie 03, 2016 8:09 pm

Nadia odeszła, a wraz z nią... Nadzieja na stanie przetrwanie? Tak... Zaćpany w chuj Aristov pozostał sam jeden jak palec w tym wątpliwym miejscu. Krwi w ciele miał niewiele, a to co w nim pozostało było skażone przez prochy uniemożliwiając mu nazbyt szybkie odzyskanie przytomności. Co gorsza wampirzyca ugryzła go. I nie dała własnej krwi. Każdy łowca wie co się dzieje w takim przypadku. O ile ma świadomość, że walczy z wampirem krwi szlachetnej. Minęło kilkanaście minut czy kilka godzin? Nie ważne. Po bliżej nieokreślonym czasie Raven został zbudzony. Nie... Nie przez człowieka, wampira czy zwierzę. Obudził go głód jakiego dotąd nie doznał. Pożądanie. Pragnienie. Te rzezy były niczym wobec głodu, który poczuł. Wyostrzone zmysły z początku zostały niemal porażone zalewającymi je bodźcami. Dobre kilka minut zajęło przyzwyczajenie się do zapachu zatęchłego starego szpitala. Nozdrza Aristova wyczuć mogły pośród wielu zapachów jeden jedyny, który jawił się niczym wybawienie. Prawdziwy bukiet. Szwedzki stół wręcz. Najwidoczniej gdzieś w szpitalu znajdowało się potencjalne jedzenie dla naszego konwertyty. W sam raz dla pozbawionego krwi wampira kategorii najniższej z możliwych...
Powrót do góry Go down
Raven
Ojciec Roku
Ojciec Roku
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t80-raven http://vampireknight.forumpl.net/t82-raven-vladimir-aristov
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 551


PisanieTemat: Re: Stary Szpital   Czw Sie 04, 2016 9:13 pm

W końcu było dane mu się obudzić, ale nie był to zwykły zjazd po narkotykach, o nie.. To było dużo gorsze, gorsze niż nawet najgorszy zjeb jaki sobie można wyobrazić. Aristov może nie należał do najbystrzejszych łowców, ale z pewnością był kurwa dobrym, kurewsko dobrym łowcą, więc bardzo dobrze wiedział co mu się stało. Pamiętał, że ona zanurzyła w nim swoje kły, a on padł na ziemie, przytulając drewnianą, brudną posadzkę. Kiedy się ocknął pierwsze co poczuł to zapach, swój... śmierdział to raz, ale... przecież prysznic brał nie tak dawno, zaschnięta krew na posadzce, zachnięta krew wszędzie, cholera to go drażniło i to jeszcze jak, co teraz? Spojrzał w panice na swoje ciało, wszystko było na miejscu, ale właśnie ugryzł się w wargę, jakoś wcześniej nie nauczył się żyć z tak "pełnym" uzębieniem, co do chuja Pomyślał. Przesunął rękę na swoje usta i palcem wymacał kły, oż cholera, a na dodatek ten głód.. Głos w jego głowie, zmyślony ale zawsze, mówił zabij... pożyw się, bo zdechniesz, zwariujesz.. Co lepsze, zostać mordercą czy zwariować? Nie mógł się oprzeć, od razu poszukał swoich zabawek, z racji tego, że Nadia wcale ich nie zabrała, a tylko odrzuciła na bok i wyleciał z pomieszczenia, mimo, że ciężko było mu się poruszać, działał jak w amoku. Poruszał się wyjątkowo dobrze jak na swój stan, dlaczego? Był teraz nocnym stworzeniem i podkradnięcie do swojej ofiary nie było takie trudne, zwłaszcza, że jako człowiek był całkiem zwinny, więc co teraz? Był bestią.. Swoją ofiarę, którą śledził po zapachu złapał od tyłu jak rasowy gwałciciel i przystawił bransolete z ociekającym trucizną ostrzem pod gardło, chwila... moment, złapał ofiarę za usta by nie krzyczała, przesunął ostrze pod jej gardło.. "Rozetnij je... wypij wszystko Aristov... musisz" - głos w jego głowie krzyczał, a on? Ruszył szybko ręką, ale zabierając ostrze z przed ofiary i wbił sobie w udo, dlaczego? Chuj wie, był dobrym człowiekiem... mimo, że popierdolonym, nie zabije bezbronnej ofiary. Trucizna działała paraliżująco na wampiry, wywoływała halucynacje, jak tak dalej pójdzie to zostanie "widmem" tego szpitala, aż zjawi się łowca. Wrzasnął gdy ostrze wbiło się w jego nogę, a następnie zaniósł się śmiechem, a potem jego źrenice stały się bardzo szerokie, cienie zaczynały się poruszać on upadł na ziemię wiercąc się w dwie strony, co z ofiarą? Chyba raczej uciekła, miał ostrze na gardle więc chyba nie oglądał się do tyłu... Błagam, niech to będzie żywy świadek.. Kruk potrzebował pomocy.

_________________
"With the gleam in his eye, his middle finger to the sky,
Crooked smile on his face, he doesn't think he can die"
Powrót do góry Go down
Grigorij
Łowca (D)
Łowca (D)
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1683-vladislau-darkhawk#35268 http://vampireknight.forumpl.net/t3416-vladislau-darkhawk#73540
Zarejestrował/a : 18/02/2015
Liczba postów : 675


PisanieTemat: Re: Stary Szpital   Pon Sie 08, 2016 7:36 am

Nikt nie spodziewał się podobnego przebiegu sytuacji. Nawet sam Raven. Lata spędzone w Oświacie najwyraźniej nie poszły na marne gdyż  niegdysiejszy łowca ostatnim zrywem człowieczeństwa miast poderżnąć gardło ofierze ugodził sam siebie. Skoro miało się broń antywampirzą czemu wykorzystać ją na człowieku? To samo pytanie zadał sobie posiadacz owej broni i uznał, ze lepiej będzie zranić jedynego wampira w okolicy - siebie.
Woń krwi i potu przestały stać na pierwszym miejscu. Pojawiły się halucynacje, których Raven jak nikt inny spodziewał się. W końcu trująca mieszanka była jego osobistym dziełem z czego był dumny. Przez głód oraz radosne kubistyczne wizje jakich doznawał Aristov nie był w stanie zidentyfikować swojej potencjalnej ofiary... a raczej ofiar. Zakradł się do człowieka ubranego w strój typowo paramilitarny, ostatniego z trzech którzy powoli przeczesywali teren szpitala.
-
To chyba on. - padły słowa jednego z ludzi. Wszak upadający niczym wór kartofli wampir nie mógł pozostać niezauważonym. Z tonu głosu osoba przytomna mogła jednak wywnioskować, że człowiek ten przestraszony nie jest.
-
Nie wyjęcie on. To z pewnością łowca. Musi być silny skoro nie skusił się na pożywienie po tym co mu się stało. - odpowiedział drugi. Jego głos był mocny, niemal basowy, a jednak przyjemny dla ucha.
-
Miło, że sam się do nas pofatygował. Co z nim zrobić? - zapytał znużonym głosem kolejny osobnik. To był ten człowiek, którego Vladimir z początku chciał potraktować niczym jadłodajnię.
-
Jak to co? Przecież nie zabić. Skuć, ogłuszyć i do wozu. Pan Emmanuel chce go żywego i zdrowego. Dlatego przystojniak ma być nie uszkodzony. - polecenie było jasne toteż Raven już sekundę po nim stracił przytomność. Chloroform to cudowne narzędzie, szczególnie wobec wampirów. Dzięki ich regeneracji nie niesie żadnego ryzyka w przeciwieństwie do użycia na ludziach.
-
Nic tu po nas. Ibrahim, sprawdź czy na górze nie zostało nic co mogłoby należeć do niego. Będziemy czekać na Ciebie na dole. - jeden z mężczyzn na te słowa zasalutował i udał się w kierunku schodów, po których najprawdopodobniej zszedł do nich Vladimir. Natomiast nasza gwiazda wieczoru została skuta kajdankami i rozbrojona po czym zabrana do wozu.
Ludzie, którzy przyszli po Aristova mieli symbol kruka na kombinezonach. Podobnie jak ich furgon. Ujrzenie tego jednak nie było dane Ravenowi. Wkrótce potem opuścili wspólnie teren. Wychodzi na to, że nasz łowca- wampir wyśpi się dziś za wszystkie czasy. Pytanie tylko... Co na to wszystko powie Natasha?

< Raven + Czarne Kruki z / t >

[/color]
Powrót do góry Go down
Trevor

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2781-alucard http://vampireknight.forumpl.net/t3204-kontakty-trevora#68197
Zarejestrował/a : 16/08/2016
Liczba postów : 96


PisanieTemat: Re: Stary Szpital   Nie Paź 16, 2016 4:01 pm

„Cierpliwy do czasu dozna przykrości,
ale później radość dla niego zakwitnie.”

Takie słowa często dudniły w uszach wampira, co jednocześnie mogło się by wydawać dziwne. Wampir, stary, bez skrupułów, a mimo to nie raz nawiedzały go słowa z Biblii. Trevor od lat już nie należał do osób wierzących, a tym bardziej praktykujących, mimo to psychika nie pozwala o sobie zapomnieć. Przeczytana wiele razy biblia, doskonale wyryła w umyśle wampira, słowa, które czasem go stawiają do piony, a czasem... Namawiają do buntu.
Czy tak będzie cały czas, do końca? Był pełen grzechu, lecz nauki ojca, wpadły mu już w nawyk. Czasem nawet do kościoła idzie. Nie po to by się pomodlić, a po to by posiedzieć, nawet całą noc, przy czyszczeniu swojej zbroi. Czasem miewał nadzieje, że spotka kogoś ważnego, a czasem łaknął spokoju i ciszy, czego w kościele nie brakowało.
Odkąd się tutaj pojawił, miał szanse na spotkanie z Ojcem, który polecił mu zostać, zapewniając o tym że nie będzie tu trwał bezczynnie. Miał racje. Ilekroć przechodził przez te tereny, nie brakowało na nim wyniszczonych wampirów, które same nie wiedziały co miały ze sobą zrobić. Przybywał tu głównie dla polowań, jednak nie było dnia, kiedy to wampiry zamieszkałe te tereny, próbowały go niejednokrotnie powalić na ziemie co kończyło się dla nich klęską.
I w tym przypadku, nawet jeśli był wampirem, to po przybyciu na miejsce, zerknął na wyniszczony szpital, który z każdym rokiem miewał coraz więcej dziur w konstrukcji. Ciekawe kiedy wszystko runie. Wracając... Kiedy tylko się pojawił, doskonale wyczuwał obecność innych, tych którzy dzielili się głównie na dwie grupy. Te, które były gotowe zaatakować, ale i te, które chowały się w cieniu, widząc kogoś nieznajomego.
Nie zamierzał pierwszy atakować, poczekał, a nie musiał długo, bo w chwili kiedy pojawił się przed budynkiem zauważył czy to w oknach na parterze, czy na piętrze, ciekawskie oczy, które widząc możliwość skosztowania wyższej krwi, tylko czyhały na moment w którym zaatakują.
Trevor czekając również na odpowiedni moment, znowu w swojej głowie usłyszał słowa, które zaatakowały go nie tak dawno:

„Cierpliwy do czasu dozna przykrości,
ale później radość dla niego zakwitnie.”

_________________

No wiec.... Eee...
Powrót do góry Go down
Cocoro
Cocoro
Cocoro
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2230-cynthia-cocoro-patel http://vampireknight.forumpl.net/t2275-cocoro#62038 http://vampireknight.forumpl.net/t2276-cocoro#47983 http://vampireknight.forumpl.net/t2235-cocoro
Zarejestrował/a : 06/11/2015
Liczba postów : 840


PisanieTemat: Re: Stary Szpital   Nie Paź 16, 2016 4:48 pm

I ona zawitała w zrujnowanym, starym szpitalu. Po co? A żeby znów, silniejsza i zwinniejsza mogła posycić się krwią małych wampirków poziomu E, które nie miały nic do powiedzenia. Jej ciało potrzebowało tego, więcej, więcej, więcej jedzenia! Więcej krwi, skóry, mięsa, to był jak niezaspokojony głód, który trwał i trwał, nie było temu końca, wielkie możliwości, wielka zapłata, czy ktoś o tym cokolwiek wiedział?
Zaniuchała swoim nosem, pociągając nim. Mimo, że w już pustych pomieszczeniach cuchnęło wampirzą krwią, czuła, czuła ten zapach, o którym tak dawno miała zapomnieć. Miała już go nigdy nie spotkać. Dlaczego tu był. Spojrzała przez puste okno i dojrzała, daleko jego białe, długie włosy, a jego zapach był jeszcze bardziej do rozpoznania niż wcześniej. Nie miała już żadnych wątpliwości, to był on. Jej oczy zapaliły się krwistą czerwienią, usta zachichotały a ręka odsunęła kawałek materiału by dojrzeć jeszcze raz bliznę, która widniała od dobrych dziesiątek lat.
Przykucnęła na betonie, które swego czasu zdobiło okno. Zrobiła typowy słowiański przykuc i zawinęła ogon wokół swojego brzucha. Skoczyła, nic się nie męcząc, naprawdę wysoko, by ciężko wylądować na ziemi jakieś kilka metrów od niego. Stali teraz na wprost siebie. Oblizała jeszcze długie pazury ze świeżej, cuchnącej, słabej krwi. Puściła wolno ogon, który zawił się niczym wąż po niezbyt ozdobnej ziemi. Spojrzała na niego i uśmiechnęła się szyderczo. - Ile to lat minęło.. - Zaczęła krzyżując ręce na piersi. Czy się bała? Nigdy nie lekceważyła przeciwnika, tyle można powiedzieć. - "Strzeż się wroga.. Bo nie wiesz kiedy uderzy ponownie.." - Zacytowała, by teraz czekając w spokoju na jego reakcję. Ciekawe czy pamiętał. Białe włosy, niska, porcelanowa księżniczka, niczym nie przypominającą teraz niebieskowłosą jaszczurkę z długim ogonem. Gdzie ten anioł, który zmienił się w demona?

_________________
Powrót do góry Go down
Trevor

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2781-alucard http://vampireknight.forumpl.net/t3204-kontakty-trevora#68197
Zarejestrował/a : 16/08/2016
Liczba postów : 96


PisanieTemat: Re: Stary Szpital   Nie Paź 16, 2016 5:32 pm

Czy spodziewał się takiej metamorfozy dziewczyny, którą dość nieciekawie, jednocześnie łagodnie potraktował przed laty? Niezbyt, ale nie w jego interesie było zaglądanie, jak się miewają jego ofiary z przed lat. Dopóki nie tykała ludzi, nie miała do czynienia z łowcami, nie miała do czynienia z wampirem, który bez wątpienia zdradzał swoją rasę. Nie żałował tego i nigdy nie będzie.
Zapach który był mu dziwnie znany, nie był ignorowany, jednakże nie robił nic w tym kierunku, by zobaczyć któż czyha w budynku, który był na przeciw niego. Skora ta wylazła na murek, który należał do konstrukcji okna, nic dziwnego, że ten ruch został wychwycony przez wzrok wampira.
Nie musiał robić nic, a zwierze samo zeskoczyło, pojawiając się przed Trevorem. Nie miał wątpliwości z kim ma do czynienia, jak i utwierdził się iż zmieniła się diametralnie.
Oczekiwała jakieś reakcji od Trevora na jej widok? Jeśli tak to niestety się zawiodła, bo wampirowi nie towarzyszył żaden bodziec zewnętrzny, który by wyrażał zaskoczenie, zdziwienie, czy zaintrygowanie. Nie było żadnej reakcji, zerkał na nią bez jakichkolwiek emocji, na pewno nie ciepłych. Takim go pewnie zapamiętała... Zimny, niewzruszony dupek, stanowiący problem dla niejednego typka, który chciałby skrzywdzić człowieka.
-Kogo moje brzydkie lico widzi...
Również zaczął po swojemu, nie zwracając się bezpośrednio do jaszczurki. ułożył dłonie wygodnie wzdłuż ciała, na których były nałożone stalowe rękawice, to za pomocą nich zostawił pamiątkę Cocoro.
Nadal stał jak slup soli, przyglądając się temu, jak bardzo dziewczyna się zmieniła. Wyższa, z ogonem, niebieskie włosy. Aż trudno było uwierzyć, ze to ona, a jednak. uniósł rękę lekko do góry, wykonując gest ręki, który miał na celu skłonienia kobiety do obrotu. Chciał jej się poprzyglądać póki co...
Co jeśli tego nie zrobi? Dopadnie ją uczucie, jakby coś ją obejmowało, po czym ciało wyzbędzie się spod siły grawitacji, a nawet lekko się uniesie, po czym bez woli kobiety, obróci się tyłem do Trevora, który zmusił ją mocą do tego. Potem puści, obserwując nadal.

_________________

No wiec.... Eee...
Powrót do góry Go down
Cocoro
Cocoro
Cocoro
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2230-cynthia-cocoro-patel http://vampireknight.forumpl.net/t2275-cocoro#62038 http://vampireknight.forumpl.net/t2276-cocoro#47983 http://vampireknight.forumpl.net/t2235-cocoro
Zarejestrował/a : 06/11/2015
Liczba postów : 840


PisanieTemat: Re: Stary Szpital   Nie Paź 16, 2016 5:50 pm

No tak, doskonale przypomniała sobie ten nic nie znaczący wyraz twarzy, zimny, chłodny, aczkolwiek nic nie mówiący. Zero złości czy nienawiści. Nawet nie spodziewała się jakiś przytulasów, biegów do siebie w zwolnionym tempie, czy pocałunków i sztucznego "Boże jak za tobą tęskniłem.". Nic bardziej mylnego. Sama Cynthia była pozbawiona większości uczuć, których po prostu nie rozumiała. Niewidzialna maska, uśmiech, intryga, ironia, czy jesteś coś bardziej wkurwiającego?
Co jednak czuła do mężczyzny? O zdarzeniu dawno zapomniała, a bliznę uznaje jako ładny dodatek do jej nie do końca porcelanowego ciałka. Jej chirurg dużo zmienił, ale części swojej historii nie chciała zmieniać. Była jak książka, z której można było wczytać te setki przeżytych lat. - Już nie bądź taki skromny. Kiedyś byłeś brzydszy. - Odpowiedziała, nie był to akt nienawiści, czysta ironia. Nie miała w zwyczaju oceniać kogokolwiek po wyglądzie, niski czy wielki, krzywa morda czy ładna, bylaby nie sprawiał większego zagrożenia i miał dobrą krew. Materialistka.
Że niby miała się obrócić ta? Westchnęła ciężko. Przecież to nie był pokaz mody, taki obrót przecież kosztuje tyle energii. Ale no cóż, wzruszyła ramionami i obracała się powoli, stanęła na chwilkę tyłem do niego. Trzasnęła ogonem niczym bicz o ziemię, kostnym ostrzem malując na ziemi ten sam krzyż co miała na klatce piersiowej. Obróciła się do niego znów przodem. - Dobra modelka na pokaz co? Zdradź mi swe imię, projektancie. - Naprawdę czuła się jak na pokazie mody. Po co szarpać rany przeszłości, jeszcze nie przyzwyczaiła się do nowego ciała, umiejętności i możliwości. Nie chciała po raz kolejny przegrać, duma nie pozwalała. Skrzyżowała znów ręce na klatce, uniosła jeden kącik ust do góry i sykneła niczym wąż.

_________________
Powrót do góry Go down
Trevor

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2781-alucard http://vampireknight.forumpl.net/t3204-kontakty-trevora#68197
Zarejestrował/a : 16/08/2016
Liczba postów : 96


PisanieTemat: Re: Stary Szpital   Nie Paź 16, 2016 7:46 pm

Różnie to bywało z istotami, jedne na widok wampirzycy w takim stanie pewnie wolały by się oddalić inne by się napaliły by się jej przyjrzeć, móc dotknąć, pogadać itp, a Trevor co? Nic. Był niewzruszony jej wyglądem. Tak samo jak i on, to i wampirzyca była taka sama w zachowaniu, tylko że bardziej wygadana. Jej komentarz puścił w niepamięć, nie widząc potrzeby do komentowania go. Nie interesowała go ta dziewczyna pod żadnym pretekstem. Dopóki nie raniła ludzi, mogła żyć w spokoju, ze wszystkimi koniczynami.
Zajął się przypatrywaniem jej, a ta bez większego marudzenia zrobiła to co chciał Trevor. Ba... Nawet dała mu pokaz z bicza, za który złapał, za koniec, nawet jeśli był ostry. Nawet jeśli Kobieta stała za daleko, to nie problem było podejść do niej. Co do uderzenia w ziemie, to też nie problem było skłonić się go ogona.
Chwyt był pewny i na pewno byle jakie szarpnięcie, nie spowoduje że Trevor go puści. Poza tym nawet jak był ostry, to był nieszkodliwy dla wampira, który miał rękawice, również zakończone ostrymi szponami, które na pewno nie wypuszczą ogona. Po co go złapał, aby móc się przyjrzeć z bliska, mając tą nadal neutralna twarz, chyba że chłodną, jak kto woli.
-Modelka? Chyba jako dziwactwo w cyrku.
Obrazi się, nie obrazi, a czy wampira to obchodzi. Tej do modelki było daleko. pociągnął lekko jej ogon, ale nie na tyle, by wampirzyca była zmuszona do cofnięcia się nawet o krok. Zwyczajnie zapoznawał się z ogonem.
-Ten kto pyta mnie o imię, sam powinien się przedstawić.
Odparł cicho, lecz jego gruby ton głosu, pozwalał go zrozumieć doskonale. Chciała poznać jego imię? Dawniej się nie przedstawił, bo nie widział powodu, teraz również nie.
-Coś to za ogon sobie dorobiła... Przydatne chociaż?
Miła odmiana, bo zadał jej pytanie, jednak ton głosy nadal nie wyrażał nic cieplejszego. Może i umiała nim strzelać, niczym z bicza, ale to chyba nie wszystko, co?

_________________

No wiec.... Eee...
Powrót do góry Go down
Cocoro
Cocoro
Cocoro
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2230-cynthia-cocoro-patel http://vampireknight.forumpl.net/t2275-cocoro#62038 http://vampireknight.forumpl.net/t2276-cocoro#47983 http://vampireknight.forumpl.net/t2235-cocoro
Zarejestrował/a : 06/11/2015
Liczba postów : 840


PisanieTemat: Re: Stary Szpital   Nie Paź 16, 2016 8:12 pm

Poczuła uchwyt na swoim ogonie. Pierwsza reakcja? Gwałtownie obróciła głową, by morderczo na niego spojrzeć. Uspokoiła się, gdy nie czuła żadnego kolejnego ruchu. Macnąć? Naprawdę? Nawet ona by o tym nie pomyślała. Nie dotykała go jeszcze w taki sposób, jest przydatny a o to tu chodzi, prawda? - Cyrki to przeszłość. Te czasy minęły. - O tak, dokładnie pamiętała. Teraz? Teraz te dziwne miejsca, pełna klaunów i ludzi robiących z siebie idiotów umarły. Puff, nie ma, nic, null. Szczególnie tutaj we wschodnich rejonach. Zwykła też nie obrażać się na docinki, to nie to samo dziecko co kiedyś, które tupało nóżką, kiedy coś się nie spodobało. Znała swoją wartość i tego się trzymała. Czyny nie słowa.
W sumie miał rację. Ona właściwie też się wtedy nie przedstawiła. Nie było czasu, ochoty, potrzeby, ale czy teraz też była? Nie miała w zwyczaju ukrywać swojego imienia. - Mówili Cocoro. - Czasy kiedy jeszcze nie była półzwierzęciem, tylko małym latającym gównem w czerwonej sukience. - Aczkolwiek wolę Cynthia. - Dodała, odwracając się, mimo, iż ten trzymał jej ogon. Był długi, więc żaden problem było go złapać, liczyła się z tym. Nie dawał żadnych złych znaków. Każdy jego najmniejszy ruch w jej stronę czuła przez to pieprzone pole. To dlatego tak dziwacznie mrowiło, kiedy jego łapa zbliżała się do ogona. Musiała jeszcze poćwiczyć, zdecydowanie. Podeszla na tyle blisko, by złapać swój ogon tuż obok jego metalowej łapy. - Wystarczająco przydatne, żeby nie być małym gówniakiem jak kiedyś. - Odpowiedziała mu leniwie podnosząc wzrok do góry. Dalej był większy, masywniejszy i silniejszy. Czuła każdy ruch jego mięśnia, nawet najmniejsze mrowienie, mimo iż nawet go nie dotykała. To na początku było naprawdę uciążliwe. - Co to za pomysł, żeby przybyć do Japonii? - Spytała luźno, dalej trzymając swój ogon jedną ręką, a drugą położyła na jego rękawicy. Czuła się nieswojo, sensory buzowały, za blisko. Za blisko..

_________________
Powrót do góry Go down
Trevor

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2781-alucard http://vampireknight.forumpl.net/t3204-kontakty-trevora#68197
Zarejestrował/a : 16/08/2016
Liczba postów : 96


PisanieTemat: Re: Stary Szpital   Nie Paź 16, 2016 8:50 pm

Mogła sobie reagować, a mocny uchwyt a tylko się wzmógł. Guzik go obchodziło to co myśli dziewczyna na temat macania ogona. Musiał się upewnić jaki jest. Stalowy, gumowy i takie tam. Póki co nie widział powodu by robić coś więcej, skoro dopiero poznawał ogon. Może niebawem coś mu innego wpadnie do głowy... Ale to potem...
-Nie. Te czasu wciąż trwają.
Poprawił ją, bo nawet jeśli uważała cyrki za coś co już nie było tak sławne jak dawniej, to się niestety myliła, bowiem co kraj to obyczaj. Widocznie ta nie przemierzyła całego świata, by móc wiedzieć co się w poszczególnych państwach dzieje. I słusznie... Czasem dobrze nie wiedzieć za dużo.
Dziewczyna przedstawiła się wampirowi, który był w trakcie macania jej ogona, poznawania jego struktury. Może i ogon był przydatny, jednak Trevor gdyby miał możliwość taką jak Cocoro, nigdy by się nie zgodził. Coś co pozornie wygląda w porządku i jest nienaturalne, musi mieć swoje minusy, a tych z czasem będzie przybywać. To tylko kwestia czasu.
-Alucard
Ona nie dość że przedstawiła dwa swoje imiona, to jeszcze wyraziła swoją opinie na temat ich. Wampir natomiast podał jedno, dodatku fałszywe, ale posługiwał się nim? Posługiwał. Ta czuła każde drgnienie, ruch mężczyzny? Wkurzało ją, mrowiło? To Ciekawa by była jej reakcja, na mocny grzmot, wstrząs, bądź mocny rzut nią samą... Dobrze było by to sprawdzić...
Dziewczyna mogła się poruszać, długi ogon umożliwiał jej to. Podeszła do wampira, który spojrzał na nią, z chłodem, czyli bez zmian. Jej odpowiedz było dość ogólną ale Trevor nie zamierzał ją prosić o więcej informacji.
-Nadal jesteś małym gównem wobec mnie.
Nie skłamał. Cocoro może obrosła w siły i nieco ją wyciągało, ale nadal była mała i zapewne nadal siłą nie dorównywała wampirowi, który długo pracował na taką posturę. Wysoki, szeroki w barach byk. który nawet za pomocą barka mógłby wyrządzić wiele krzywdy, nie mówiąc już o rękach, sile i mocach... Co do czucia drgania jego mięśni... Te miejsca odkryte, może i mogła odczuć, ale te które pod metalową skorupą, były ciężkie do wychwycenia, patrząc na to, że wampir mało się ruszał. Mniejsza... Zadała mu pytanie, a on zerknął na ogon, który był trzymany zarówno przez niego jak i jego właścicielkę.
-Obietnica
Tyle musiało jej wystarczyć, choć te słowo za wiele jej nie powie, jednak czy chciała znać konkrety. Lepiej nie... Zerknął na rękę, która pojawiła się na jego rękawicy, kierując spojrzenie na ogon. Pociągnął nim perfidnie, głównie do siebie, choć to chyba nie za wiele da, skoro laska stała obok, ale nie o to chodziło. A o co? Tylko stary wampir o tym wiedział.
Cocoro już po chwili jednak mogła poczuć, jak przedramię łowcy obejmuje. jej ramiona i przyciąga do siebie. Teraz będzie mogła poczuć jeszcze dokładniej drgania mięśni Trevora, który osaczył ja ramieniem ciasno.
-Co tak pilnujesz swojego ogona... Obawiasz się że go zniszczę?
Zapytał cicho, nie unosząc niepotrzebnie głosu, wiedząc doskonale że ta go usłyszy, zwłaszcza jeśli pytanie wypowiedział prawie że do jej ucha. Nie wiedział co planuje dziewczyna, ale póki co nie miała powodów do tego... Chyba ze chce je dostać...

_________________

No wiec.... Eee...
Powrót do góry Go down
Cocoro
Cocoro
Cocoro
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2230-cynthia-cocoro-patel http://vampireknight.forumpl.net/t2275-cocoro#62038 http://vampireknight.forumpl.net/t2276-cocoro#47983 http://vampireknight.forumpl.net/t2235-cocoro
Zarejestrował/a : 06/11/2015
Liczba postów : 840


PisanieTemat: Re: Stary Szpital   Nie Paź 16, 2016 9:19 pm

Alucard.. Podejrzewała, że to mogła być fałszywka, czemu tak szybko miałby jej zaufać. Nigdy nie umiała zrozumieć osób, które kryły się pod przykrywkami, przezwiskami, ich dane i tak zostaną kiedyś prędzej czy później odnalezione. Ale w porządku, jak chciał tak było. Odparła tylko krótkie. - Miło mi Cię poznać. - Uśmiechnęła się swoim typowym ironicznym uśmieszkiem i wypuściła kpiąco powietrze. Przecież znają się od dawien dawna, jego problem, że zapomniał o tak cudownej i wkurwiającej wampirzycy.
Tu nie chodzi o to, jak mocno by walnęła. Tu chodzi o to, że przewidziałaby twój ruch zanim poruszyłbyś ręką. Kluczem jest dobre wykorzystanie tego. Cynthia na ten moment była przewrażliwiona nową umiejętnością. Zaczyna szybko łapać, ale to dalej nie to, co może. Możliwości są ogromne, wykonanie jeszcze nieco złe.
-Zdaje sobie z tego sprawę. Ale pomyśl jakby wyglądała kobieta z takim wzrostem jak ty. - Zachichotała, obracając całe zdeptanie jej mienia w żart. Czy nie dorastała siłą do tego wielkoluda? Fakt, był wielki i masywny, ale to nie te same mięśnie i kości. Aczkolwiek nie chciała tego sprawdzać, nie miała nastroju, siły, ani ochoty do walk, jeszcze się nie najadła.
Przytaknęła na jego krótką odpowiedź. Obietnica, to obietnica. Niczym te z przedszkola na maly paluszek. Najwyraźniej, coś, albo ktoś go tu przytargało. Nie chciała w to więcej wnikać, najwuraźniej nie był skory do rozmowy. Odpowiadanie krótkimi, nic nie znaczącymi odpowiedzami to oni oboje mieli we krwi. Wkrótce i tak się dowie, była uparta jak osioł, co mógł już wiedzieć po tym, jak wielce chciała się mu sprzeciwiać będąc jeszcze malutką księżniczką.
Ręka, plecy, uścisk, co się działo. Sensory buzowały, odczucia, drgawki, Cynthia uspokój się, powtarzała w myślach. Skąd jego nagłe przytulenie, kiedy jeszcze lata temu chciał ją zabić, a przynajmniej skrzywdzić, a może to ona to już źle odbierała? Nie wiedziała już nic i tylko pusto wpatrywała się w jego tors, do którego została przygwożdżona silną i ciężką ręką. Wdech, wydech, po kilkunastu sekundach emocje opadły a jego słowa dosłownie wpadły do jej uszu. Ciepły oddech, niski ton. Ogon, zniszczyć, to nowe cacko? - A ty czemu chowasz penisa w gaciach? - Odpowiedziała ironicznie. Zaczęła posuwać gładkim ogonem, który był pokryty ludzką skórą. W stronę, by nie wyjechać nim z jego ręki, tylko by zacząć jeździć nim po jego ramieniu, plecach, karku, nie uszkadzając nic ostrzem, nie taki był zamiar. - A ty co taki ciekawski? - Spytała tak samo cicho i tak samo bezuczuciowo.

_________________
Powrót do góry Go down
Trevor

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2781-alucard http://vampireknight.forumpl.net/t3204-kontakty-trevora#68197
Zarejestrował/a : 16/08/2016
Liczba postów : 96


PisanieTemat: Re: Stary Szpital   Wto Paź 18, 2016 6:50 pm

/// Sory co do mocy, musiałbym bardziej rozeznać się w temacie, bo twoje słowa z Cb, są całkiem sprzeczne z tym co napisałaś w poście, przez to i ja zabłądziłem.///

Krył się bo miał powód, został o to także poproszony. Jego prawdziwe dane... Oczywiście były znane, jednak bardzo mała liczba osób znała go. Już za czasów dziecka, został złapany, przyjął nie swoje nazwisko, jednak teraz z biegiem lat... Było ono czymś o wiele ważniejszym, przez co nie zamierzał nikomu go zdradzać. Chwalenie się nie było jego mocną stroną, zwłaszcza kiedy chciało się chronić innych, lub też siebie ukryć...
Alucard... To również jego imię, które sam sobie przypisał, ale mimo wszystko był rozpoznawalny bardziej pod tym imieniem, niż jego prawdziwym. Była to jednak tarcza, tego co kryło się w środku wampira, a wiedza jaką posiadał w niepowołanych rekach, mogła by wywołać chaos.  Nie ważne...
Jeśli miałby zapamiętać każdą swoją ofiarę, którą skarcił i potraktował w łagodny sposób, to by mu pamięci brakło. Ważne że wiedział która ofiara jest przed nim, choć początkowo musiał chwile pomyśleć, ale wiedział co utwierdzało w przekonaniu, ze nie zapominał.
Pomijając fakt, tej dziwnej umiejętności kobiety, która była niezidentyfikowana przez Trevora, bo skąd miał wiedzieć? Może innym razem.
-Cóż to by było ciekawe doświadczenie, co jednak nie zmienia, że jesteś małym gównem
Spotkać taką kobietę, było możliwe, ale Cocoro miała racje, to by było komiczne, lecz to nie wszystko. Wampirzyca w oczach nadal była gównem, tylko że bardziej dziwacznym niż dawniej, jednak czy wyeliminował jej możliwość bycia jego rywalem? Absolutnie.  
Czy on ją przytulał? Niekoniecznie.. Osaczył ją ramieniem, głównie po to by ją przyciągnąć do siebie, zakleszczając w swoim uścisku, niczym wąż dusiciel, który przygarnia, jak najbliżej swoją ofiarę, by potem ją udusić i pożreć.
-Chowam, bo tak są spodnie zaprojektowane, poza tym nie porównuj Ogona do mojego penisa, to kompletnie inne organy.
Odparł do niej przez ten cały czas uważnie ją obserwując. Zerknął krótko za ogonem, który po nim pełznął, jednak nie obawiał się zranienia, ręce, jak i bark były dobrze okryte, tak... Nawet na plecach miał trochę ciężaru, który jednocześnie okrywał jego górne części, jak i podtrzymywał rękawice, które są zaczepione do tej części zbroi.
-Miła odmiana? Wolałabyś bym coś ci zrobił? Bądź grzeczna, bo następnym razem nie potraktuje Cię tak delikatnie
Ostrzegł ją srogim głosem, który nie zmieniał tonu. Zerknął na nią uważnie, po czym zmrużył oczy zjechał wzrokiem na jej szyje, nie wiele mu do niej brakowało, nim jednak cokolwiek zrobił mruknął zaś do dziewczyny.
-Przybyłem tu coś zjeść, a że wpadłaś mi pierwsza w łapy, stój grzecznie a może nie będzie tak źle...
Jak zareaguje? A czy to ważne? Trevor był głodny, nawet jeśli nie było po nim tego widać, dlatego też już po chwili zatopi zęby w ciele wampirzycy, zakleszczając ją jeszcze bardziej, odbierając jej możliwość na mocniejszy ruch, czy też szarpnięcie. Jeśli postąpiła zgodnie ze słowami, jej szyja nie zastanie w większy sposób naruszona. Chciał się napić, nie ujebać się jak świnia. Cały akt jednak nie będzie trwał długo, niech się cieszy że nie domknął do końca szczęki, a puścił jej szyje, podnosząc łeb. Ile wypił? Nie aż tyle, by ta mu odpłynęła. krew jednak będzie na jego twarzy, ustach, po brodzie, a nawet na jego szyi.
O dziwo nie wykazał się brutalnością i rozmachem, widocznie zależało mu tylko na załagodzeniu głodu, jak i na zasmakowaniu tego stwora.
-Ciekawi mnie Twoja historia Cynthio... Jak z rozrabiającej, małej dziewuchy stała się taka istotka, jaką teraz reprezentujesz?
Był to ciekawy temat, jednak jeśli nic się nie dowie, to jakoś to przełknie. Mało kiedy jednak się widuje takie osoby.

_________________

No wiec.... Eee...
Powrót do góry Go down
Cocoro
Cocoro
Cocoro
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2230-cynthia-cocoro-patel http://vampireknight.forumpl.net/t2275-cocoro#62038 http://vampireknight.forumpl.net/t2276-cocoro#47983 http://vampireknight.forumpl.net/t2235-cocoro
Zarejestrował/a : 06/11/2015
Liczba postów : 840


PisanieTemat: Re: Stary Szpital   Czw Paź 20, 2016 5:45 pm

||Wybacz, ja też mogłam się pierdolnąć, bo to coś całkiem nowego. Dopytam autora, a póki co olejmy to. Lov ya||
- To, że ja tak siebie nazywam, nie znaczy, że ty możesz. - Mała, pyskata, typowa Cocoro. Nic więcej nie zrobiła, tylko prychnęła pod nosem. Od razu wyobrazilą sobie, jakby wyglądała z niższym wzrostem z  nowymi kończynami. Słodziutka jaszczurka. Wrr.. Zachichotała, zmiany humoru niczym w kalejdoskopie, sekunda za sekundą inaczej, coraz szybciej, nie dało się tego opanować.
Czy przytulenie, czy osaczenie ramieniem, była na ten moment znieruchomiona. Żeby się wymigać z tego na pewno musiałaby użyć nieco siły, sam też Alucard był dość napakowany, ale dalej nie zdawała sobie sprawy jak mocne są jej rozwinięte mięśnie i kości i napewno nie będzie sprawdzała tego na białowłosym. Dlatego tylko położyła dłonie z wysuniętymi pazurami na jego klatce i czekała. - Mój ogon jest wystarczająco czuły jak Twoje przyrodzenie. Wyobraź sobie pociągnięcie. - Zachichotała, by potem cichutko zakasłać pod nosem. Byłoby to naprawdę ciekawe doświadczenie. Czuła na skórze ogona jego uzbrojenie, ciężko byłoby tam się przedostać swoim przenośnym skalpelem. Dokładnie lustrowała jego całą zbroję. Nie chciała wiedzieć jak był postrzegany w normalnym towarzystwie. O ile się w ogóle w takim obracał. Wyglądał jak.. Z jakiejś gry, był tak podobny do jednego człowieka, którego bardzo dobrze sobie zapamiętała..  Nie ważne. - Bądź miły. Inaczej nie potraktuję Cię tak delikatnie jak ostatnim razem. - Z tego co pamięta, nawet nie wiedziała jak się używa mocy, jej prąd mógłby go co najwyżej wtedy pogilgotać. Ona zaś mówiła słodkim i dość kpiącym tonem, jak w sumie nigdy, zawsze starała się brzmieć surowo ale kobieco, tu odpalała się inna jej część. Czyżby nasz Alucard był głodny? Wpatrywał się w jej białą szyjkę i nawet wielce się z tym nie ukrywał. Jej kącik ust uniósł się przy poklepać go delikatnie dłonią po torsie. Odchyliła mu nawet głowę, by mógł spokojnie napić się jej krwi. Nie padnie, przecież przed chwilą pozjadała kilka słabych wampirów, bezdomnych, zwierząt.. Głód był czasem nie do zniesienia. Jeśli miałby przesadzić i czułaby, że ten pije niczym ze szklanki, bez żadnych pohamowań, odepchnęłaby go. Miłym zaskoczeniem był jednam fakt, że ten nie chciał posilić się za dużo, najwyraźniej tylko dla "smaku". - Ciekawość to pierwszy stopień do piekła. - Odpowiedziała szybko, by jednak próbować się wyswobodzić, od niego zależało, czy dalej będzie w jego uścisku. - Wiesz, dojrzewanie te sprawy. - Zakpiła, przecież ogon nie wyrasta tak o sobie. Ale miała kryć wampira, który jej to zrobił, nie mogła tak o o tym odpowiedzieć. - Jak i ty, mam swoje tajemnice. - Dopowiedziała jeszcze, właściwie i tak nie miała się z czego tłumaczyć. Na pewno nie przed nim. - Poza tym, rozrabiam jeszcze bardziej niż kiedyś. - Zachichotała.

_________________
Powrót do góry Go down
Trevor

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2781-alucard http://vampireknight.forumpl.net/t3204-kontakty-trevora#68197
Zarejestrował/a : 16/08/2016
Liczba postów : 96


PisanieTemat: Re: Stary Szpital   Wto Paź 25, 2016 3:03 pm

-Będę Cię nazywał jak mi się podoba.
Nie musiał nawet podnosić głosu, był on chłodny mimo tego, nie wyrażający nic jak nutę znudzenia. Cocoro starała się jak mogła, a mimo to nadal była małym gównem w oczach Trevora. Mogła być jednak pewna, że gdyby nie taka sytuacja, a powtórzył by się incydent co sprzed lat, to skończyła by o wiele gorzej.
-Nie wydaje i się...
Co jest bardziej czulsze, ogon, jego męskość. Dziewczyna mogła sobie pomyśleć co chciała, niezbyt zależało na tym wampirowi, który miał odmienne zdanie. Miał do niego prawo, a jak by nie miał, to by i tak je wyraził.
Wyglądał jak wyglądał, niczym wyrwany z innej epoki i wstawiony w teraźniejszość. Co do towarzystwa to czy to było teraz ważne? Absolutnie... Dlatego na tym wypada zachować przemyślenia. Czy on jednak przypominał kogoś? Pewnie tak, istot na tej ziemi jest od groma i niektóre są wyjątkowo podobne, choć kompletnie niepokrewne, nieznajome sobie.
-Będę grzeczny w chwili kiedy zamienię w pył wszelkie ścierwo tego świata...Tak mówił o wampirach, jednak czy jakoś sobie je dzielił? Bez wątpienia, wystarczy spojrzeć na to jak się teraz zachowuje, a w chwili kiedy spotkał Cocoro jak próbuje zaatakować człowieka. Rożnica diametralna...
-Jesteś tylko małym gównem... Dodatku z ogonem
Zakpił z niej nieco, komentując jej słowa. Mniejsza o to! Zajął się zapychaniem czymś swojego żołądka, który pewnie wytrzymał by jeszcze z jakiś czas, no ale po co miał czekać, jak już miał w łapach jedzenie. Co racja niemal najniższej krwi, no ale jak to się mówi... Od czegoś trza zacząć... Podczas picia jej krwi, bezczelnie próbował coś wyczytać z jej wspomnień, jednocześnie też jedząc. Mógłby ją osłabić, no ale co to za zabawa by była? Żadna... Wracając do wspomnień. Jeśli wyczytałby z nich coś ciekawego, to mimo wszystko nie komentował by tego, nawet gdyby ujrzał Garucha. Gdyby jednak pił dalej, to Cocoro mogłaby zapomnieć o odepchnięciu go, no chyba że chciał by skończyć połapana, a może i gorzej...
Kiedy zasmakował nieco krwi wampirzycy, mógł ją puścić co też zrobił. Ciekawość to pierwszy stopień do piekła... Rozbawiły go te słowa, lecz wampirzyca nie ujrzy nic poza lekkim uniesieniem kącika ust.
-Bylem tam i wysłali mnie zaś tu.
Ironia, może coś głębszego, przy takiej osobie jak Trevor nie wiadomo było do końca, jak odbierać jego słowa, które potrafiły być niejednoznaczne.
Nie skomentował jej słów na temat dojrzewania. Jej żałosne kłamstwo, ironia... Co za dziewczyna chyba nikt jej pokory nie nauczył... Spojrzał na budynek przed nimi mimo wszystko.
-Czym byłby świat bez tajemnic... Mieszkasz tu? Zmieniło się coś w ostatnim czasie?
Zapytał choć spotkali się dawno to jednak wampir był tutaj jeszcze kilka razy. I wracał widocznie miał po co.

_________________

No wiec.... Eee...
Powrót do góry Go down
Cocoro
Cocoro
Cocoro
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2230-cynthia-cocoro-patel http://vampireknight.forumpl.net/t2275-cocoro#62038 http://vampireknight.forumpl.net/t2276-cocoro#47983 http://vampireknight.forumpl.net/t2235-cocoro
Zarejestrował/a : 06/11/2015
Liczba postów : 840


PisanieTemat: Re: Stary Szpital   Wto Lis 01, 2016 9:33 am

- Przestań się dąsać, nie mam zamiaru powtarzać Ci, niczym małemu dziecku jak trzeba się zachowywać względem innych. Przeszłość nic nie znaczy. - Surowszy ton, mocniejsza postawa, spojrzenie spod byka, bo w sumie inaczej przy nim się nie dało. Nie lubiła takich zagrywek, wyzywania, nawet od małych gówien, co było naprawdę irytujące. Nawet nie zdawał sobie sprawy ile złości jeszcze się w niej kryje, tej nieodkrytej, tej nigdy nie pokazanej.
Dyskusję na temat ogona i jego przyrodzenia postanowiła zakończyć na jego słowach, kiwając leniwie głową na boki, był taki głupi w niektórych sprawach, że aż jej było przykro. Wyrwany zupełnie z innej epoki, jakby nie wiedział co szykuje dla niego teraźniejszość, z dnia na dzień poznając to coraz dziwniejsze osoby, ciężko połapać się skąd nastolatka ma dwumetrowy ogon i dziesięciocentrymetrowe pazury, które są nie do schowania. Ta zaś tylko mogła sięgać wspomnieniami, przez całe 700 lat mogła poznać dziesiątki takich jak on, szczególnie w czasach, kiedy to ona była jeszcze człowiekiem. Dlatego też machnęła na to w myślach ręką. Może będzie jej kiedyś dane poznać go bardziej, chociaż czując od niego ten chłód, tę gburowatość.. Była podobna, a jednak zupełnie inna, wnerwiało ją wszystko, a ten ze stoickim spokojem wszystko przyjmował. Dla Coco nie było nic bardziej wkurwiającego niż wieczny spokój. - Nie chcę Cię martwić, ale sam też jesteś ścierwem. Skoro już o tym mówimy. - Powiedziała całkowicie bez uczuć, wgapiając się w jego niespokojne, czerwone oczy. Sama też się za takowego uważała, jeśli dobrze zinterpretowała jego słowa oczywiście, jeśli mówił o dzieciach nocy. Długo nie potrafiła pogodzić się z losem wampira, ale jakoś trzeba żyć, dalej, mimo sprzeciwności losu, czy też spotkania przed laty z nim, dlaczego wtedy z nią nie skończył, właśnie.. - Dlaczego wtedy ze mną nie skończyłeś, tak blisko serca.. - Spytała spokojnie, odkrywając dekolt i część klatki piersiowej z materiału, ukazując mu bliznę, którą on sam stworzył, zdobiąc jej nieskalane wtedy ciało. Nie było w tym zachowaniu ani grama seksualności, miała szczerze gdzieś czy zobaczy jej pierś czy nie, on zapewne tak samo.
Znów obraza, znów to małe gówno, jedno zdanie, które rozpętało burzę w jej głowie. Poirytowana już nie miała zamiaru tego komentować, nic przez tą skorupę mięśni i tłuszczu nie przechodziło, nic. O niczym też nie myślała, kiedy ten wbił się w jej szyję, bardziej doświadczona wiedziała, co mogłoby się stać, gdyby zaczęła myśleć o wszystkich najważniejszych osobach. Oczywiście, wspomnień nie da się wymazać. O ile to wszystko dało się nazwać wspomnieniem. Cokolwiek wyczytał, czy nie, nie komentował tego. I dobrze, zbędnych słów już padło tutaj za dużo.
Po kolejnych jej słowach, jego kącik ust zadrżał lecąc leciutko do góry, to on potrafi? On potrafi się uśmiechać? To się teraz zdziwiła, zaskocz mnie bardziej, Trev, dopowiedziała sobie w myślach. - Nic dziwnego, też bym Cię tam nie chciała. - Bo w sumie jej też nie chcieli, tyle razy jedną nogą w zaświatach a jednak cały czas na ziemi, tutaj, by żyć i zabijać wampiry, które były łatwym celem. Nie rozumiała swojej misji, przecież każdy jakąś miał, ona zapewne też. Odsunęła się od niego na kilka kroków, kiedy ten jej pozwolił odejść. Poprawiła już bluzkę oraz resztę garderoby, właściwie, biała bluzka była już do wyrzucenia, upaprana z krwi, która się zapewne nie dopierze. Ale to nie było w jego interesie, więc nawet nie zwróciła na to zbytnio uwagi.
- Nie mieszkam w takich miejscach. Poluję tutaj, by móc się pożywić, to ciało, ta siła potrzebuje o wiele więcej krwi niż wcześniej, dalej jestem głodna, a zjadłam już tyle ciał... - Obróciła się by spojrzeć na budynek, wypatrując już kolejnych ofiar, a jej sokoli wzrok tylko ułatwiał sprawę. - A ty. - Odwróciła łebek w jego stronę, jednak nie wykrzywiając niezgrabnie szyi. Spojrzała na niego leniwie, zza ramienia. - Co Cię tu sprowadza.


Wybacz, że mi trochę zeszło, ale choroba, jelitówa. Mniejsza.

_________________
Powrót do góry Go down
Trevor

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2781-alucard http://vampireknight.forumpl.net/t3204-kontakty-trevora#68197
Zarejestrował/a : 16/08/2016
Liczba postów : 96


PisanieTemat: Re: Stary Szpital   Czw Lis 03, 2016 6:14 pm

-Przeszłość nic nie znaczy. Te stwierdzenie jest względne Cynthio...
Ona próbowała mu matkować, czy ona uważała się za Matkę Polkę, która pozjadała wszystkie rozumy, lecz swojego nie ma? Można i tak. Przemądrzała dziewczynki zazwyczaj nieciekawie kończą, no ale póki co ta sprawa to kompletnie inna sprawa.
Był z innej epoki i był rzekomo głupi? Jeśli osoba, która mająca ogon porównuje go do organu rozrodczego mężczyzny, jak i określa ich ich wrażliwość, nie mając jednego z organów, no to o czym tu jest mowa? Skąd ma wiedzę na temat wrażliwości męskiego penisa? Sama go nie ma, więc najwyżej wie z obserwacji, a to niestety nie oznacza, że każdy facet reaguje tak samo, no ale lala wie wszystko...
-Jestem nim, lecz ja w porównaniu do ciebie, taki się urodziłem. potrafię jednak doskonale używać swoich umiejętności, by zamieniać w proch takich jak Ty.
Cocoro mogła się domyślać, że osoby o mocnym charakterze, jak i psychice będzie ciężko wytrącić z równowagi, ciężej wkurwić, a w większości przypadkach ci doskonale wiedzieli, że ich spokój wkurwia ich rywali itp. dlatego też często to wykorzystywali, np taki Trevor...
Padło ku niemu kolejne pytanie, a wampir musiał chwile się zastanowić, bo w sumie nie rozmyślał nad tym, dlaczego ja wtedy oszczędził.
-Zrobiłem to co uważałem za słuszne.
Ale odpowiedz... Tak ogólna, że prawie nic nie wniosła do rozmowy, no ale chyba też o to Trevorowi chodziło, który już po chwili wkuł się w kobietę. Oczywiście widział jak odsłania bliznę, którą sam zrobił, jednak ta miała racje. Zauważył, przyjął do wiadomości, a widok piersi wampirzycy nie zrobił na nim wrażenia. To co wyczytał z kobiety wspomnień, to jego i tyle.
-A jednak znalazł się taki co przyjął mnie pod skrzydła...
Jeśli chciał wzbudzać ciekawość, chciał zachęcać do rozmowy itp, to takie zagadanie na pewno pomoże, a jeżeli nie chciał, to chyba czerpał przyjemność ze wzbudzania w innych ciekawości, po czym ją nie zaspokajał. Epickie zagranie. Pozwolił jej odejść, samemu poprawiając się, lekki wstrząśnieniem ramion, poprawiając tym samym układ rękawic na rękach.
-Żywisz się wampirami, ludźmi? Skąd te siły bierze to ciało?
Jeśli była głodna wampirów, to zapewne dali by razem z Trevorem dojść do porozumienia, no  ale póki co nic nie wiadomo. Sam Trevor również rozejrzał się po budynku i bez wątpienia dało się słyszeć czyjeś szmery, zdradzając czyjąś obecność.
-Jestem łowcą... Usuwam co zbędne na tej ziemi...
Choć nie mógł być łowcą, to jego ojciec uświadomił go, że może nim śmiało się nazywać, poza tym posiada nazwisko łowieckie, a nie zamierzał splamić jego dobrego imienia... Po chwili zez słowa skieruje się w stronę budynku, przyglądając się temu miejscu, był tu pierwszy raz od tak dawna...

***

Czy to ważne co robił dalej? Posłuchał trochę kobiety, co miała do powiedzenia, choć i tak była dla niego dzieckiem. Nie uważała go za łowce, jednak on sam, był nim. Był lepszy niż niejeden debil z oświaty, którego z łatwością by rozniósł w pył. Bądź co bądź, obejrzał cyrk co zrobiła Cocoro, kiedy poszła sobie na polowanie, na jej oznajmienie o kolejnym spotkaniu ino zerknął na nią, samemu po chwili bez słowa kierując się w swoim kierunku.

z/t

_________________

No wiec.... Eee...


Ostatnio zmieniony przez Trevor dnia Nie Lis 20, 2016 4:51 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Cocoro
Cocoro
Cocoro
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2230-cynthia-cocoro-patel http://vampireknight.forumpl.net/t2275-cocoro#62038 http://vampireknight.forumpl.net/t2276-cocoro#47983 http://vampireknight.forumpl.net/t2235-cocoro
Zarejestrował/a : 06/11/2015
Liczba postów : 840


PisanieTemat: Re: Stary Szpital   Nie Lis 06, 2016 6:03 pm

-Jak tam sobie uważasz, władco życia. - Prychnęła, dyskusja z nim naprawdę była męcząca. Jego bezuczuciowość była czymś co najbardziej irytowało Cocoro. Tu był jej słaby puknt, jak od niedawna dość rzadko wyprowadzało ją to z równowagi, to wróciło to z podwojoną siłą. Aczkolwiek, Cynthia jak Cynthia, póki co nie dawała po sobie tego poznać. Wiedziała, że zapewne zaraz odejdą, każdy w swoją stronę, a ta, będzie mogła się wyżyć na ciałach nieistotnych poziomów E.
-Powinieneś się cieszyć, gdyby nie to, że mój ojciec mnie porzucił, do naszego pierwszego spotkania by nie doszło. - Tak, była porzucona, szukała przez setki lat, czegoś co znalazła dopiero niedawno, siły i chęci do życia. A to, że akurat wtedy trafiła na niego to był dziwny i smutny zbieg okoliczności, zapewne pod okiem Riecon'a, dojrzałaby szybciej, byłaby silniejsza i lepiej umiałaby wykorzystywać swoje moce.. Którymi kiedyś go tylko gilgotała. Teraz, była bardziej pewna siebie, ale czy wystarczająco by zmierzać się z krwią B? Nie do końca, wiedziała, że mogłaby narobić problemów, ale Trevor był doświadczony, wystarczająco. Sama uciekła od niego, również ogonem, jeżdząc i wijąc nim po ziemi, niczym wąż.
-Ludzka krew nadaje się tylko do spłukania w kiblu. - Po prostu jej nienawidziła i na jej zapach, przechodziły ją dreszcze, wymioty, ból głowy i tym podobne. Odpowiedź była w takim razie prosta, nieprawdaż? - Nie pozostawiam ani grama krwi w wampirzym ciele, zjadając go również praktycznie całego. - Zaczęła wpatrywać się w swoje pazuro - palce. Tak, ani to nie były pazury, ani palce, niczym jej dłoń była teraz po prostu kolcami, długimi i ostrymi niczym brzytwa. Nie było to ani estetyczne, ale bardzo pomocne. Sama też nieco poruszyła uchem, czując przechodzące ją fale po ciele. - Czyżbym czuła kolację? - Zamknęła oczy i zachichotała sama do siebie, oblizując już usta, długim jęzorem.
-Doskonale wiesz, że nie możesz nim być. - Odpowiedziała wyraźnie rozbawiona. Otworzyła oczy i spojrzała na niego spod byka. Stała spokojnie jak ten minął ją, idąc w stronę budynku przepełnionego ponownie demonami. Kiedy ten melancholijnie myślał i rozpamiętywał te miejsce, dziewczyna ruszyła w stare mury. Myknęła koło niego z nadwampirzą szybkością i wzbiła się w górę by wskoczyć do budynku. A co działo się w nim? Białowłosy mógł usłyszeć tylko jej psychiczny, dziewczęcy śmiech w akompaniamencie przerażających krzyków. Nie minęła minuta, a dziewczyna wróciła, tym razem normalną drogą. Jej usta były zakrwawione, kostne zakończenie ogona również, a ręce poplamione do samego łokcia. Zaś w długich pazurach trzymała, martwe, aczkolwiek jeszcze pełne krwi serce wampira. Rzuciła nim w niego, jak była na odległość może 10 metrów. Jej nowa siła, tylko sprawiła, że w sekundę organ pojawił się przy jego ciele, od niego zależy czy złapie, czy też nie. Sama też miała zamiar się już zbierać, najedzona chciała odwiedzić ojca, w końcu nie dostała odpowiedzi na smsa, dlatego wiedziała, że coś musiało się dziać. Ten pewnie będzie zadowolony, w końcu upierdliwe małe gówno sobie pójdzie, jeszcze do tego dostarczając mu jedzenie. Czy zje czy nie, miała to szczerze gdzieś, myśli o ojcu były nieznośne i nie do wytrzymania, czy coś się mogło stać? - Jeszcze się spotkamy. - Puściła mu oczko i zasalutowała. W mig jej nie było, znikła gdzieś w krzakach, za ulicą, za drzewami, gdziekolwiek. Nowa szybkość i zwinność sprawiły, że ten mógł usłyszeć tylko świst jej ogona.

z/t

_________________
Powrót do góry Go down
 
Stary Szpital
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 6 z 6Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6
 Similar topics
-
» Stary dąb
» Opuszczony domek na drzewie
» Recepcja
» Stary Cmentarz
» Stary farmer farmę... A nie to nie ta piosenka.

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Vampire Knight :: Yokohama :: SLUMSY (POŁUDNIE) :: BLOKI DO ROZBIÓRKI-
Skocz do: