IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Dawno, dawno temu...

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Ethan
Ethan
Ethan
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1240-ethan
Zarejestrował/a : 04/11/2013
Liczba postów : 200


PisanieTemat: Dawno, dawno temu...   Pią Wrz 29, 2017 11:23 am

Wrócił do apartamentu akurat w momencie, w którym Mattheo przyjechał z resztą jego rzeczy, których ze względów organizacyjnych nie mógł zabrać ze sobą wcześniej. Pomógł jemu i służącemu we wniesieniu walizek. Nie zamierzał rozpakowywać wszystkiego, gdyż przypuszczał, że kupi sobie tu jakiś mały domek. Teraz planował gdzieś w pobliżu gór. Nie przepadał za mieszkaniami - stąd ta decyzja. Apartament choć jest apartamentem to wciąż pozostaje tylko miejscem, w którym mieszka cała masa osób, wobec których Ethan nie czuł się zbyt komfortowo. Zdecydowanie bardziej wolał ciszę.
Pożegnał się z mężczyzną, który zamierzał teraz wracać do Francji, a sam zabrał się za pobieżne przeglądanie zawartości kufrów i walizek po szybkim prysznicu i przebraniu się w dresowe spodnie i koszulkę. Gdy otworzył trzeci z kolei kufer przekrzywił głowę ze zdumieniem. W tej powinny być same książki, a zamiast tego Mattheo uraczył je towarzystwem dwóch albumów oprawionych w skórę. Wampir zmarszczył brwi z niezadowoleniem. Cholerny sługa miesza się w nie swoje sprawy.
Zamknął kufer ze złością i wrócił do reszty. Co potrzebował mieć pod ręką - wyciągnął i ułożył na miejsce, a resztę rzeczy upchnął w garderobie układając jedną walizkę na drugą. No, i z głowy. Pozostały mu w zasadzie same książki, jednak obecność dwóch albumów sprawiała mu pewien dyskomfort, gdyż wiązała się ze wspomnieniami, których aktualnie nie chciał przywoływać. Nie powinien. Jest teraz z Vivien w separacji. To nie jest dobry moment na nostalgię. Właściwie - według Ethana żaden moment na nostalgię nie jest dobry.
Mimo twardemu postanowieniu i omijaniu ich wzrokiem przez cały dzień, gdy tylko zaczął zapadać wieczór, zapalił lampkę nocną i wyciągnął oba albumy z kufra. Położył je na łóżku i otworzył na pierwszej stronie. Widać, że albumy od dawna nie były otwierane, a zdjęcia niesamowicie wyblakły. Te pierwsze były jeszcze czarno-białe. Przyjrzał się pierwszemu, na którym widniał razem z Vivien w ogólnym tle, gdzieś między innymi uczniami. Przymknął oczy. Jak oni w ogóle się poznali?




Ponad 100 lat temu, Japonia
Park.



Przyjechał tu tylko i wyłącznie dlatego, że został poproszony o bycie Przewodniczącym nocnej klasy, w eksperymentalnej szkole jeszcze przed Kaienem, który to dopiero stworzył placówkę idealną. Ta miała masę niedociągnięć - nie było takiej restrykcji w odwiedzaniu wzajemnym uczniów i nie raz wampiry stykały się z ludźmi w ogólnoszkolnych miejscach. Uczniowie dziennej klasy bywali nie raz atakowani, a ówczesny dyrektor starał się wszystko tuszować w nieudolny sposób. Nie dziwne więc było to, że mało kto o tej szkole słyszał i nie obrał jej za wzór. Nie było czego.
Ze względu na to Ethan był cholernie niezadowolony z faktu, że wuj kazał mu wziąć w czymś takim udział z nieokreślonych powodów. Gdyby choć usłyszał jakieś logiczne wytłumaczenie. A gdzieżby! W tamtych czasach jeszcze nikt z niczego mu się nietłumaczył, gdyż był dopiero dziedzicem i za jakieś 20/30 lat miał objąć władzę nad rodem. Jeszcze wtedy nie mógł się tego doczekać.
Po rozpakowaniu wyszedł na zewnątrz, kiedy słońce zaczęło zachodzić. Udał się do parku, a stamtąd na aleję, gdzie przysiadł na ławce i przymknął oczy. Za jakieś 3 godziny miały rozpocząć się zajęcia, które według niego były farsą i nie miał najmniejszej ochoty się na nie udawać. Cholera, był za stary na to, by bawić się w trzymanie pieczy nad krnąbrnymi wampirami. Miał rownież nieodparte wrażenie, że został ściągnięty tu dlatego, iż złośliwy wuj z wielkim entuzjazmem odpowiedział na prośbę głupiego dyrektora, wysłaną do Szlachetnych rodów. Eth aż zacisnął zęby ze złości. Fakt, Adalbert nigdy nie przepadał za swoim bratankiem, ale żeby pozbyć się go w tak paskudny sposób? Sam przecież mógł się ulotnić na dłuższy czas, aczkolwiek zapewne nie sprawiłby tym wujowi tak chorej satysfakcji. No nic, teraz już jest za późno. Pobędzie tu tyle, ile jest to konieczne, nim dyrektor znajdzie kogoś na jego zastępstwo. Sądził jednak, iż będzie to okrutna strata czasu, a nie lubił go marnować w tak bezsensowny sposób.

_________________
Powrót do góry Go down
Vivien

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1264-vivien#22418 http://vampireknight.forumpl.net/t1378-vivien http://vampireknight.forumpl.net/t2192-znajomosci-vivien http://vampireknight.forumpl.net/t3330-vivien
Zarejestrował/a : 04/11/2013
Liczba postów : 354


PisanieTemat: Re: Dawno, dawno temu...   Pią Wrz 29, 2017 9:42 pm

Dawno, dawno temu, gdy życie było prostsze, spokojniejsze i wolne od jakichkolwiek zobowiązań... Żyła sobie pewna roztrzepana dziewczyna, która wyjechała po kryjomu z domu, nie mówiąc nic rodzicom o swoich szalonych planach. Miała zamiar zapisać się do pewnej szkoły o bardzo niepochlebnych opiniach, która na dodatek była oddalona od jej rodzimego kraju o jakieś 13 godzin lotu samolotem! No, 13 godzin w obecnych czasach, zaś lata temu, kiedy rozgrywa się ta akcja, kto wie ile czasu mogła zająć podróż z... Budapesztu do Japonii.
Oto Vivien Németh - córka prostych Węgrów, odchodzących od zmysłów z każdą kolejną ucieczką ich jedynego, pokręconego dziecka. Ludzkiego dziecka. To dziecko właśnie ukończyło osiemnaście lat i sądząc, że jest już za siebie wystarczająco odpowiedzialne, wyruszyło samotnie do wymarzonej (poniekąd) szkoły. Tak naprawdę chodziło wyłącznie o zrobienie rodzicielom na złość, choć do tego wniosku nasza delikwentka doszła laaaata później, gdy ostatecznie ich straciła.
Tak czy owak, dotarła do Kraju Kwitnącej Wiśni, zaś jej podniecenie sięgało zenitu. Śniła o zwiedzaniu świata od maleńkości i właśnie teraz, powoli spełniała to niespełnione dotąd marzenie. Przygotowana należycie, bo znająca podstawy(!) japońskiego, trafiła do szkoły z internatem, ciekawa (a jakże) powodów tak niepochlebnych opinii o placówce. Szkoła to szkoła, pewnie często się leją i robią z tego afery. Albo może tu kogoś zabili?! Tak, miała zamiar zgłębić tę tajemnicę, jak najprawdziwszy Sherlock Holmes!
Któregoś razu, jak co dzień po zajęciach, wyszła na spacer z nosem wciśniętym w stronice książki. Umówmy się, empetrójek w tamtych czasach jeszcze nie było, a telewizory dopiero raczkowały, dlatego jedną z nielicznych rozrywek uczniów było albo chlańsko, albo hazard, albo czytanie książek. Dzisiejszego dnia postawiła na tą trzecią możliwość, nieco zrezygnowana faktem, że jej "śledztwo" idzie tak marnie. W zasadzie... Nie szło wcale. Szła więc przed siebie, nie patrząc pod nogi praktycznie wcale, zasłaniając sobie pół twarzy dość grubym tomiszczem jakiegoś kryminału. I wszystko byłoby całkowicie normalne... Gdyby nagle nie potknęła się o wystające COŚ. Wrzasnęła, upuściła książkę, i gruchnęła na ziemię jak długa, nie ruszając się przez parę sekund. Umarła.
Nic bardziej mylnego! Powoli podniosła się z brudnego chodnika, kląc jak szewc po węgiersku i zatrzymała wściekłe spojrzenie na nogach jakiegoś ktosia, który nagle je wystawił, żeby się o nie zabiła! No jak nic!
- Nie masz gdzie wyciągać tych swoich długich nóg?! Mało masz miejsca, czy co?! Jak żeś się taki wielki urodził to siedź w do... - przerwała nagle, gdy spostrzegła kogo w sumie obraża. Nie to, że go znała czy coś, absolutnie... Jednak już tydzień wcześniej plotkowało się o tajemniczym, nowym Przewodniczącym Nocnej Klasy, który lada dzień miał się zjawić w szkole. Znała większość uczniów tamtej klasy, przynajmniej z widzenia, a ten jegomość był jej całkowicie obcy. No i umówmy się, był przystojny, okej? Otworzyła szerzej duże oczy w kolorze bezchmurnego nieba i zgarnęła z twarzy włosy o kolorycie gumy balonowej(!). Tak, były różowe, moi drodzy. - Znaczy, ja... Ja-a nie widziałam, że tu siedzisz, nie chciałam, bo wiesz, szłam i zagłębiłam się w książce i w sumie to się trochę zamyśliłam, ale to nie znaczy, że chodzę tak cały czas, przepraszam, gniewasz się? - słowotok. Norma. Próbowała wstać, ale ból kostki znów sprowadził ją do parteru. - Głupia noga... - mruknęła pod nosem, rozmasowując bolącą część. Jak pech to pech!

_________________
Powrót do góry Go down
Ethan
Ethan
Ethan
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1240-ethan
Zarejestrował/a : 04/11/2013
Liczba postów : 200


PisanieTemat: Re: Dawno, dawno temu...   Sob Wrz 30, 2017 4:52 pm

Gdyby Ethan mógł znać rozterki tej różowowłosej, bardzo młodej kobiety; to najprawdopodobniej w tymże właśnie momencie byłby gdzieś na drugiej półkuli, a udałby się tam w niesamowitym pośpiechu. I w podskokach. Ale niestety - owej umiejętności z przykrością muszę stwierdzić iż nie posiada, także wpadł jak śliwka w kompot w zasadzkę, która bardzo sprytna Vivien (w końcu uważała się za detektywa(nie, ja wcale się nie śmieję!)) na niego przygotowała. Czy on, biedny, starszy, dobrotliwy wampir mógłby w jakikolwiek sposób temu zapobiec? Odpowiedź brzmi: nie. Nie mógł. Jej ciapowatość sprowadziła na niego rychłą zgubę, a on nic nie mógł na to poradzić. Usidliła go niecnie, a w późniejszym czasie wykorzystała seksualnie, ale o tym później. Czy to była prawda? No jasne, że tak! Przecież wystarczy spojrzeć na jego łagodną, poczciwą twarz, by zauważyć wspaniały charakter jak nieoszlifowany diament. Zawsze dobry. Zawsze miły, opanowany, gotowy pomóc bliźnim i wspomóc ich uczynkiem czy dobrym słowem. Prawdziwy filantrop.
- Szlag - zaklął, otwierając oczy. Właśnie zupełnym przypadkiem uciął sobie dość przyjemną drzemkę, z której został wytrącony w bardzo brutalny sposób - kopnięciem w kostkę. Przynajmniej z jego strony tak to wyglądało. Ale kiedy wyprostował się, a potem zerknął w dół to zauważył kłębisko czegoś, co ma kolor gumy do żucia, a wokół tego porozrzucane były przeszczepy w postaci rąk i nóg. Patrzył ze zdumieniem jak kłębowisko unosi się, a potem zaczyna na niego psioczyć. No tego jeszcze w tym kinie nie grali. Co prawda wpadła w tak ogromny słowotok, że połowy tego co mówi, jego jeszcze ospały mózg nie zarejestrował. A kiedy zaczęła go przepraszać to już totalnie odpadł. Czy ona przypadkiem przed chwilą nie była wściekła? Co jest? Wtf? Czy zaraz nie rzuci się na niego z pięściami? Czy to jest dobry moment, by wziąć nogi za pas? Czy nie powinien zapuścić brodę albo wąs? Ot, dylematy.
- Pokaż - westchnął, a potem łagodnie aczkolwiek stanowczo usadził ją na ławce. Jej poprzedni wybuch różnorodnych emocji pominął znaczącym milczeniem. I tak zresztą niezbyt pamiętał co mówiła. Taka wybiórcza amnezja przyda mu się w dalszym życiu z nią.
Zsunął jej buta, wymacał stopę i kostkę porządnie palcami.
- Będzie konieczna amputacja - stwierdził poważnie, i klepnął ją otwartą dłonią prosto w bolące miejsce, a potem rzucił jej buta do rąk. Stłuczona. Nic poważnego, ból za chwilę minie.
- Dłoń ci krwawi - oznajmił jeszcze. Nie tyle co to zauważył, a po prostu poczuł. No chyba, że ma okres, Tampon Tea i te sprawy (- Ędwardzie, czy zrobić ci herbaty? - zapytała Bella machając tamponem). Chyba zaraził się od niej potokiem dziwnych myśli. Masz ci los.

_________________
Powrót do góry Go down
Vivien

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1264-vivien#22418 http://vampireknight.forumpl.net/t1378-vivien http://vampireknight.forumpl.net/t2192-znajomosci-vivien http://vampireknight.forumpl.net/t3330-vivien
Zarejestrował/a : 04/11/2013
Liczba postów : 354


PisanieTemat: Re: Dawno, dawno temu...   Sob Wrz 30, 2017 7:58 pm

Proszę nie przesadzać! Dzięki tej pogodzie ducha i roztrzepaniu, Eth zakochał się w Vivien po same uszy (hehehe). I nikt nie zaprzeczy, bo to sama prawda! Trzeba jednak przyznać, że gdy była jeszcze człowiekiem, a potem świeżo upieczonym wampirem, patrzyła na świat wyłącznie przez różowe okulary - zawsze radosna, zawsze za dużo gadająca, zawsze z masą szalonych pomysłów w głowie. Cieszyła się życiem, bo i co innego mogły robić nastolatki w jej wieku? Zdarzało jej się wpadać przez to w kłopoty, choć te (o dziwo) jakoś się jej imały. Nawet, gdy dowiedziała się o istnieniu wampirów, te nie czyhały na jej życie, ani nie rzucały od razu do gardła po krew! Zawsze powtarzała, że głupi ma szczęście - może faktycznie coś w tym stwierdzeniu było?
Wciągnęła cicho powietrze nosem, gdy facet zamiast na nią nawrzeszczeć, że jest ostatnią niedojdą i jak w ogóle łazi, podniósł ją i posadził delikatnie na ławce. Wyciągnęła ku niemu bolącą kostkę i wpatrywała się z uwagą co wyprawia. No i poza tym... UKLĘKNĄŁ PRZED NIĄ! Czy to były już oświadczyny?! Zrobiła na nim tak piorunujące wrażenie? No kurna, NIE DZIWIŁA SIĘ TEMU WCALE! Kto by nie chciał się z nią ożenić, helloł?!
- Coooo?! - zawyła, gdy stwierdził, że trzeba będzie amputować jej biedną nogę. I tak mocno ją uderzył! Cham i prostak! - O nieee, a tak ją lubiłam! Nie dasz rady jej naprawić? Co ja zrobię bez drugiej nogi!? Napraw mi ją, zapłacę ci milionami monet! A w ogóle to twoja wina! Należy mi się odszkodowanie za uszczerbek na zdrowiu! - trajkotała, gromiąc go pod koniec poważnym spojrzeniem, choć już po chwili wyszczerzyła się do mężczyzny szeroko i promiennie. Założyła delikatnie buta z powrotem na stopę, zerkając zaskoczona na skaleczoną dłoń. Zwykłe zadrapanie, nic poważnego. W końcu jakoś musiała zamortyzować upadek.
- Och, faktycznie. - stwierdziła bez emocji, wyciągając z kieszeni spódnicy chusteczkę, w którą wytarła świeżą krew. - Trudno, chyba od tego nie umrę, co? - zaśmiała się, przyglądając jegomościowi badawczo, zupełnie się z tym już nie kryjąc. Mogło to nawet nieco zakrawać o nieuprzejmość... Ale kto by się tym przejmował, nie?
- Jesteś nowym uczniem akademii? Dawno przyjechałeś? A może się zgubiłeś, dlatego spałeś na ławce?! - pytała ciekawa, nie spuszczając z niego badawczych oczu. Dostrzeże nawet minimalne drgnięcie powieki, serio, więc lepiej nie kłamać!

_________________
Powrót do góry Go down
Ethan
Ethan
Ethan
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1240-ethan
Zarejestrował/a : 04/11/2013
Liczba postów : 200


PisanieTemat: Re: Dawno, dawno temu...   Sob Wrz 30, 2017 8:35 pm

Nie no, jasne, pewnie, oczywiście masz rację, jak zwykle, nie mogę się więc nie zgodzić. Przy okazji zamienił się w potulnego baranka, spędzającego każdą wolną chwilę z żoną i córką. Przecież to jasne. Tak było, nie kłamię i nie ma co się sprzeczać. Nie ma zresztą ku temu żadnych wątpliwości. Wzorowy mąż, ojciec i tak dalej i tak dalej. A tak poza tym - kłopoty się jej nie imały bo wtedy sama była jednym wielkim kłopotem, ot co. I nie ma co zaprzeczać. Jej roztrzepanie fakt, polubił, ale nic więcej, a jak mu się oświadczyła to łaskawie się zgodził, hłe hłe. To nic, że nieco zaginam rzeczywistość - po prostu mam kiepską pamięć do szczegółów, ale z pewnością usiedliła go niecnymi sztuczkami. A biedaczysko nie miał innego wyjścia, i bądźmy szczerzy - jakby jej nie przygarnął to kto by to zrobił? A że jak już wcześniej było wspominane, że Ethan to prawdziwy filantrop, no to wszystko jest wiadome. Koniec i kropka. Żadnych sprzeciwów!
Tak, tak, już się oświadcza i biegnie w te pędy do najbliższego Terpiłowskiego po pierścionek i obrączki na zaś, ehe. Rezerwuj księdza! Albo egzorcystę ewentualnie. Tak, zdecydowanie przydałby się jej egzorcysta.
- Kupisz sobie nową na jakimś chińskim bazarze - no bo Alliexpres jeszcze nie istniało - będziesz mogła sama wybrać materiał. Wysoki połysk czy mat, do wyboru - odpowiedział jej, gdy wstawał. Przysiadł z powrotem na ławce, mając ogromną nadzieję, że ludzka istota sobie wreszcie pójdzie, a on jeszcze chwilę odpocznie i ruszy się przebrać. Płonne jednak były to nadzieje, niestety. Mała nie miała zamiaru się stąd ruszać. Może spodziewała się, że walnie jej amputacje tu, na miejscu? I zresztą, czy ona w to naprawdę uwierzyła?!
- No nie wiem, tu na chodniku jest pełno tężca, a od niego się umiera - no dobrze, musi przyznać, że straszenie jej jest dość zabawne. I oczywiście jest to wierutną bzdurą, gdyż tężeć jest beztlenowcem i nie przeżyłby na powietrzu.
Przyglądał się beznamiętnie jak Vivien wyciera dłoń chusteczką. Już w tamtych czasach umiał doskonale panować nad głodem, a w dodatku jest Szlachetnym wampirem, więc ugryzienie człowieka byłoby jednoznaczne. Jednak mimo tego wszystkiego musiał przyznać, iż zapach jej krwi był niesamowicie pociągający i takim pozostał dla niego już zawsze. Bardziej niż zwykle. Po jej przemianie w wampira była jeszcze smaczniejsza. Gdy zaś zwiększył jej krew, to nie wiedział czy mógłby się powstrzymać kiedy krwawiła. Było to bardzo trudne, choć pernamentny ban na gryzienie jej był dość irytujący. To nie była jego wina, okej?
Podniósł na nią wzrok gdy znów zalała go potokiem słów. Musiał się mocno wysilać by to wszystko zapamiętać.
- Nowym przewodniczącym nocnej klasy. Niedawno. Nie zgubiłem - rozejrzał się. A może jednak? Fakt, jego zmysł orientacji nie należał do wybitnych, ale bez przesady. Chyba znajdzie drogę powrotną, tak? I czy w ogóle ona spodziewała się odpowiedzi na te wszystkie pytania, czy lubiła tak sobie kogoś przepytać na prawo i lewo?
- Zawsze tyle mówisz? - zapytał więc, gdyż ta odpowiedź niezmiernie go ciekawiła. Może uderzyła się w głowę, czy coś. Nie można przecież tego z całą stanowczością wykluczyć. A z tego co widzi - jest to bardzo prawdopodobne.

_________________
Powrót do góry Go down
Vivien

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1264-vivien#22418 http://vampireknight.forumpl.net/t1378-vivien http://vampireknight.forumpl.net/t2192-znajomosci-vivien http://vampireknight.forumpl.net/t3330-vivien
Zarejestrował/a : 04/11/2013
Liczba postów : 354


PisanieTemat: Re: Dawno, dawno temu...   Sob Wrz 30, 2017 9:45 pm

Ekhm. Tak, jasne. Wzorowym. Elyse na pewno coś może na ten temat powiedzieć! Noale dobra, dobra, dość o tym, bo do ich ślubu było jeszcze duuuuuużo czasu i wiele przez ten czas się zmieniało. Łącznie z nimi samymi.
Nie uwierzyła! Ok, może tak troszeczkę w pierwszym odruchu, ALE POTEM JUŻ NIE! Kto by zresztą chciał amputować komuś nogę po zwykłym upadku, spowodowanym przez jakieś chude, długi witki zamiast nóg? Przecież szybciej by mu je podeptała niż się przez nie zabiła! Jego jęk wyraźnie zasugerował, że go to zabolało mocniej niż powinno, biedaczek. Powinien więcej mleka pić, zdecydowanie! Albo magnezu. Ostatnio magnez był dobry na wszystko; pewnie za niedługo zacznie być też panaceum na potencję... Ale ja nadal nie o tym!
Wydęła zabawnie poliki, kiedy zaczął jej coś ględzić o teksturze amputowanej nogi. To nadal jej nie satysfakcjonowało!
- Ale ja chcę swoją nogę! - stwierdziła tonem godnym naburmuszonego dziecka. Przekręciła nagle głowę w bok, niczym zaciekawiony czymś szczeniak - Tak w ogóle, skąd wiesz jaki mają tam wybór? Przyznaj się, że sam masz amputowaną którąś nogę! - szepnęła konspiracyjnym tonem, uśmiechając się jak najlepszy powiernik największych tajemnic, któremu wszystko można powiedzieć. I co za naiwniactwo z jego strony, że myślał, iż Vivi tak po prostu podziękuje i sobie pójdzie po tym wszystkim co razem przeszli! Pomijamy oczywiście, że w sumie nic nie przeszli, ale liczy się sam fakt! Siedziała więc i wpatrywała się w niego jak w bardzo ciekawy obrazek, a na wzmiankę o tężcu zrobiła wielkie oczy.
- Nie kłam! Jestem kiepska z bioli, ale to brzmi jak wierutna bujda! - tak, wiedziała co mówi, jak zawsze! Gdy przyznał, że istotnie jest nowym przewodniczącym, uśmiechnęła się szeroko, tak po prostu. Ha! Czyli miała rację i nadaje się na detektywa! Juhu! Zamrugała szybko na pytanie mężczyzny. Och, faktycznie...
- Nooo, zdarza mi się. - odpowiedziała trochę zawstydzona, zakładając szybko różowe włosy za ucho. - Ludzie różnie na to reagują. Niektórzy mają do mnie o to pretensje, bo mówią, że nie słyszą własnych myśli czy coś. Tobie też to przeszkadza? Bo wiesz, mogę przestać, tylko powiedz. - zapytała niepewnie, bo przecież nie chciała wypaść źle w oczach nowego przewodniczącego. Choć może już było na to za późno?
Kątem oka dostrzegła jak parę tutejszych klas zaczyna się schodzić do parku, wyraźnie czymś podniecona. Za nimi szedł wysoki mężczyzna w kapeluszu ze sporą aparaturą oraz stelażem na wysokich, chudych nóżkach, położonym na ramieniu. Ach, no tak!
- Lubisz zdjęcia? - zapytała nagle ni z gruchy ni z pietruchy, przenosząc baaardzo powoli spojrzenie z powrotem na mężczyznę. Hehe.

_________________
Powrót do góry Go down
Ethan
Ethan
Ethan
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1240-ethan
Zarejestrował/a : 04/11/2013
Liczba postów : 200


PisanieTemat: Re: Dawno, dawno temu...   Nie Paź 01, 2017 11:08 am

Oj, dajmy temu spokój. Elyse ma ile? 25 lat? Toż to nic jeśli chodzi o wampirze życie. Pozostałe setki może spędzić u tatusia na kolankach jeśli chce (co jest wątpliwe - byłoby to zbyt dziwne), czy tam na innych placach zabaw i wesołych miasteczkach. Szkoda, że jest już zbyt duża na kucyka.
Fakt. Byli małżeństwem sporo lat, jeśli uwzględnić niestałość związkową wampirów. Mało kiedy zdarza się, żeby dwójka przedstawicieli ich rasy związała się ze sobą na dłużej niż 100 czy 200 lat. Ciekawe, czy jest tego jakaś zależność. Może ktoś powinien przeprowadzić nad tym jakieś badania? To z pewnością byłoby interesujące. Może wampiry mogą być ze sobą mniej więcej tyle, co ludzie, z tym że ludzi dzieli śmierć, a ich cokolwiek innego. No, ale rozwodu jeszcze nie było, także może pobiją jakiś rekord. Jeszcze.
Magnez jest też dobry na syndrom niespokojnych nóg, jakby się kto pytał. Brzmi zabawnie, ale zabawne nie jest jak się tego doświadcza, brrr. Łazisz po łóżku jak na zawodach chodziarskich, ale znów zbaczam z tematu! Widzisz? To jest jednak zaraźliwe!
- No to już nie mój problem - nie no, dobra, na dłuższą metę jednak było to dość nużące. Czuł się zmęczony jej gadaniną. Trzeba zaraz się ulotnić pod byle pretekstem, a on w sumie go miał. I to nawet dobry. Przecież się nie może spóźnić na pierwsze zajęcia, nie? No właśnie.
Uniósł brwi ze zdziwienia kiedy zasugerowała mu, że sam ma amputowaną nogę. Co?
- Nie, jestem lekarzem - odpowiedział lekko podirytowanym tonem. No dobra, będzie tego. Wstał, mając zamiar oddalić się w pośpiechu. I nie, bardzo mi przykro, ale Vivi definitywnie nie brzmiała jak ktoś, komu mógłby powierzyć jakąkolwiek tajemnicę. Nie, nie i jeszcze raz nie. I tak mu chyba zostało aż do małżeństwa. Zaskakujące, ale nigdy nie opowiadał nikomu o sobie zbyt wiele. Nawet przy własnym bracie miał ku temu opory. Może i dlatego zaczęli się od siebie oddalać?
Nic nie powiedział na jej wzmiankę o tężcu. Trzeba pamiętać, że w tamtych czasach Ethan był bardzo małomówny, szybko się irytował, masę rzeczy zbywał milczeniem i często po prostu odchodził gdy miał już dość. Taki był to typ.
- A potrafisz? - zapytał z wyraźnym powątpiewaniem. Nie sądził, by umiała zdobyć się na milczenie trwające dłużej niż trzydzieści sekund. Nierealne. Wybuchłaby z nadmiaru niewypowiedzianych słów, które kłębiły jej się w głowie.
Powiódł wzrokiem za dziewczęciem i zauważył fotografa, mającego zamiar uwiecznić jakąś klasę na pamiątkę. Nie. Nie, nie ma mowy. Aż poczuł jak pod tą różową główką kłębi jej się pomysł zaciągnięcia go do koleżanek, by pochwalić się, że jako pierwsza poznała przewodniczącego czy coś w tym stylu.
- Nie. Nie namówisz mnie - zapowiedział twardo, zakładając ręce na klatce piersiowej. Nie ma takiej opcji. Prawda?

_________________
Powrót do góry Go down
Vivien

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1264-vivien#22418 http://vampireknight.forumpl.net/t1378-vivien http://vampireknight.forumpl.net/t2192-znajomosci-vivien http://vampireknight.forumpl.net/t3330-vivien
Zarejestrował/a : 04/11/2013
Liczba postów : 354


PisanieTemat: Re: Dawno, dawno temu...   Nie Paź 01, 2017 2:34 pm

Zupełnie zbyła fakt jego podirytowanego tonu. Widocznie ten typ tak miał, zresztą, wyglądał na takiego co się łatwo czymś wnerwia. Czemu więc nie dała mu spokoju? Cóż, widocznie to było przeznaczenie i jakoś nie umiała po prostu odejść w pośpiechu po tej katastrofalnej wtopie. No i wydał się jej w jakiś sposób ciekawy, choć usilnie starał się ją od siebie odgonić. Nie ma to tamto, nie da się tak łatwo zniechęcić! Ta cierpliwość i determinacja została jej w dużej części do dzisiaj, choć po przekroczeniu pewnej niewidzialnej granicy, słabła, ustępując miejsca obojętności.
Zamrugała zaskoczona, gdy przyznał bez ogródek, że jest lekarzem.
- Lekarzem w tak młodym wieku? - spytała szczerze zdumiona. Przypomnijmy: nasza młodziutka Vivien nie miała bladego pojęcia o istnieniu wampirów, a Ethan w ówczesnym czasie wyglądał nieco młodziej niż teraz. Poza tym, został zapisany (z własnej woli lub wbrew) do szkoły średniej, więc stwierdzenie, że w wieku "osiemnastu" czy "dziewiętnastu" lat był lekarzem było co najmniej dziwne dla niewtajemniczonego człowieka. Może stroił sobie z niej żarty tylko po to, żeby się odczepiła? Albo był jednym z tych genialnych dzieci, które w bardzo młodym wieku posiadały inteligencję dorosłego człowieka?
A fakt nieotwierania się przed nią przemilczę, choć w głównej mierze to było powodem wszystkich ich późniejszych kłótni i kryzysów, łącznie z tym ostatecznym. Noale! Sam wybrał taką drogę.
- Pewnie, że potrafię! To w sumie nic trudnego. - stwierdziła pewna siebie, nie zrażając się zupełnie do nowopoznanego gościa. I wcale nie miała zamiaru się nim chwalić przed koleżankami! Był przystojny, ok, ale Viv nie była aż tak durna, aby wrzeszczeć jak jakaś niemądra blondi, że poznała nowego przewodniczącego. Mimo jej gadulstwa i roztrzepania, umiała zachować się GODNIE. Chodziło jej o sam fakt posiadania zdjęcia, co w tamtych czasach było nie lada luksusem. Miła pamiątka, prawda?
- Oj, przestań! Te zdjęcia to całkiem fajna rzecz. - machnęła ręką. Jaki uparty! Jak na zawołanie, Vivi nagle usłyszała głos jednej znajomej, która ją dostrzegła, co, umówmy się, nie było zbyt trudne z takim kolorem włosów.
- Viiiiivieeeeen! Chodź do nas, załapiesz się! - Viv pomachała jej radośnie, po czym wstała, wygładziła szybko spódniczkę, zgarnęła książkę z ziemi i spojrzała na mężczyznę.
- Teraz to już nie masz wyjścia. - oznajmiła i złapała go szybko za rękę, ciągnąc w stronę grupy uczniów. A ból nogi? Jaki ból nogi?!
Stanęła więc w przednim rzędzie, zaś Ethana fotograf umieścił tuż za jej plecami. Nim zrobiono im zdjęcie, Różowa odwróciła się do niego i obdarzyła wesołym uśmiechem.
- Tak w ogóle, miło mi cię poznać, panie przewodniczący.

    Cięcie!

_________________
Powrót do góry Go down
Ethan
Ethan
Ethan
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1240-ethan
Zarejestrował/a : 04/11/2013
Liczba postów : 200


PisanieTemat: Re: Dawno, dawno temu...   Nie Paź 01, 2017 7:14 pm

Przejechał dłonią po zdjęciu wyciągniętym z koszulki. Nie było tego widać, ale doskonale pamiętał jak zabawny był wtedy kolor włosów Vivien. Nie dało się przejść wobec nich obojętnie. Oh, i jaka ona była irytująca! I chyba właśnie to go do niej przyciągnęło. Wygadana, bezproblemowa, entuzjastyczna, optymistyczna - jego kompletne przeciwieństwo. W pewnym momencie zaczął zauważać, że staje się zdecydowanie bardziej ponury, kiedy nie miał jej obok. Potrafiła go nawet rozbawić co rzadko komu się udawało, a gadatliwością odganiała kiepskie myśli (bo nie dało się przy niej myśleć, bądźmy szczerzy), co stawało się uzależniające. Szkoda, że to zgubili. To uzupełnianie się nawzajem i po prostu radość ze wspólnego bycia. No nic, było minęło.
Odłożył zdjęcie do albumu, a potem nalał sobie krwi z zapasów, które zamówił. Z pełną szklanką wrócił do sypialni i usiadł ponownie, zamierzając nadal oglądać zdjęcia. Niektórych kompletnie nie kojarzył. Przyjrzał się temu, które przedstawiało ich stojących wśród półek z książkami, a na ich twarzach widniało zaskoczenie. Tak, to pamiętał. Dziewczyna ze szkolnej gazetki przyłapała ich na rozmowie, a że był to kolejny raz gdy widziano ich razem - wszyscy zaczęli plotkować.
Jakby nie mięli lepszych rzeczy do roboty.




Ponad 100 lat temu, Japonia
Biblioteka.



W końcu zajęcia się skończyły. To były jego piąte i miał ich już szczerze po dziurki w nosie. Młode wampiry niby się go słuchały, ale kiedy przychodziło co do czego, to napotykał ich flirtujących z ludźmi, albo przymierzających się do czegoś znacznie gorszego. Irytujące. Uczniowie dziennych klas za to nie mieli ku temu nic przeciwko, sami się wręcz o to prosząc przejawiając niezdrową fascynację wampirami. Co za okropne miejsce. Czuł, jakby był tu za karę. Lekcje niczego nowego nie mogły go nauczyć, a niańczenie innych było stratą czasu. Nie zamierzał pozostawać tu zbyt długo. Wytrzyma jeszcze ze 2 tygodnie, a potem powie, że rezygnuje. To wystarczająca ilość czasu by dyrektor znalazł kogoś na jego miejsce. Przecież od początku dał jasno do zrozumienia, że nie jest to zajęcie odpowiednie dla niego. Nie miał cierpliwości, karał nieadekwatnie, oczekiwał od wszystkich, że będą zachowywać się tak jak i on. No nierealne.
Po zajęciach zamierzał wybrać się do biblioteki jak co dzień. To chyba jedyna dobra rzecz w tej szkole. Mieli całkiem spory zbiór interesujących ksiąg i stwierdził, że ich przeczytanie to jedyna dobra rzecz, którą stąd wyniesie. Wszedł więc po cichu, by nie zauważyły go uczennice i wybrał dwie z wcześniej upatrzonych ksiąg. Zasiadł na krześle przy stoliku w najdalszej i najbardziej osłoniętej części biblioteki i zabrał się za lekturę. Jednak... jak to w tamtych czasach często z nim bywało - w pewnym momencie po prostu przysnął z głową na książce. W sumie tak też można. Drzemka regeneracyjna i już nie musiał siedzieć z bandą młodziaków w akademiku. Same plusy. Wróci tam dopiero na kolejne zajęcia.

_________________
Powrót do góry Go down
Vivien

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1264-vivien#22418 http://vampireknight.forumpl.net/t1378-vivien http://vampireknight.forumpl.net/t2192-znajomosci-vivien http://vampireknight.forumpl.net/t3330-vivien
Zarejestrował/a : 04/11/2013
Liczba postów : 354


PisanieTemat: Re: Dawno, dawno temu...   Nie Paź 01, 2017 7:59 pm

- Viv, idziesz dziś z nami na dancing? Będzie ten przystojny chłopak z klasy A, słyszałam jak o tym mówił kolegom! - trajkotała podekscytowana koleżanka Różowej, idąc z nią wzdłuż szkolnego korytarza. Lekcje właśnie się skończyły, więc wszyscy rozchodzili się po akademikach, aby jakoś zorganizować sobie resztę dnia. Vivien natomiast nie miała konkretnych planów. Na baletach była w sumie... wczoraj i do dzisiaj bolała ją jeszcze głowa. Kac morderca nie ma serca, a na zajęcia przecież trzeba chodzić! Skrzywiła się więc na samo wspomnienie alkoholu i pokręciła przecząco głową.
- Nie, tym razem pasuję. Może jutro się wybiorę, jak tylko dojdę do siebie. - odparła przepraszającym tonem i pożegnała się z dziewczyną. Vivi natomiast udała się do żeńskiego akademika, aby rzucić książki i w końcu się odświeżyć. Głowa nadal ćmiła ją nieprzyjemnie, dlatego łyknęła paracetamol i wyszła z pokoju, zgarniając przeczytane już lektury. Chyba nawet naliczyła jej się kara za przetrzymanie, upsik. Zeszła szybko do biblioteki, w sumie biegnąc (bo szkoda marnować czas na za wolne chodzenie!) i niczym burza wparowała do środka, trzaskając drzwiami. Przez przypadek, serio...
- Czyś ty oszalała, przebrzydła dziewucho?! Nie wiesz, że w bibliotece panuje absolutny nakaz C-I-S-Z-Y?! Wiesz w ogóle co to jest?! - doszedł ją wściekły, jadowity syk bibliotekarki, która znała już naszą Vivien bardzo dobrze i ani trochę za nią nie przepadała. Ciekawe dlaczego, hmpf!
- Ojej, nie chciałam, to ja może...
- MASZ MI SIĘ TU WIĘCEJ NIE POKAZYWAĆ NA OCZY! ODDAWAJ TE KSIĄŻKI I WYNOCHA STĄD! - krzyknęła(!) starucha, idąc w stronę Różowowłosej. Ta, przerażona nie lada, zrobiła wielkie oczy, przycisnęła książki do piersi... I z piskiem myszy uciekła wgłąb wielkiej biblioteki! Jeszcze przez jakiś czas słyszała echo psioczącej na nią kobiety, ale widocznie dała za wygraną, uznając, że gonienie szybszej i młodszej dziewczyny jest bezcelowe. Uff. Vivien odetchnęła głęboko, chowając się za jednym z regałów, czując jak serce próbuje wyrwać się jej z piersi.
- Co za babsztyl, Jezu... - mruknęła pod nosem, rozglądając dookoła gdzie to ją (strach) nogi poniosły. Ok, ogarniała gdzie jest, mniej więcej, aż tu nagle... Zobaczyła kogoś znajomego! Ba, i ten ktoś spał w najlepsze! W BIBLIOTECE! Podeszła więc cichutko i pochyliła nad śpiącym jegomościem.
- Jakby zobaczyła cię bibliotekarka to byś dostał burę jak sto pięćdziesiąt, panie przewodniczący! Co za przykład pan dajesz reszcie uczniów?! - odezwała się dość głośno, żeby go wybudzić, uśmiechając od ucha do ucha, rozbawiona. I to nie ją przed chwilą chciała gonić ta stara wiedźma, nie no, skąd, co wy...

_________________
Powrót do góry Go down
Ethan
Ethan
Ethan
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1240-ethan
Zarejestrował/a : 04/11/2013
Liczba postów : 200


PisanieTemat: Re: Dawno, dawno temu...   Pon Paź 02, 2017 7:10 pm

Zbudziło go głośne trzaśnięcie drzwi. Nie podnosząc głowy przybliżył nadgarstek do twarzy, by zerknąć na godzinę, którą wskazywał zegarek. Cholera, spał zaledwie 20 minut. No żeby nawet w bibliotece nie mieć ani chwili spokoju to już naprawdę totalne przegięcie. Gdzie kultura, gdzie godność i uczciwość człowieka? W tych czasach nie ma co na to liczyć. Ehhh... średniowiecze było takie fajne. Co prawda śmierdzące, ale poza miastem jaki spokój i błoga cisza. Dobrze, że biedny Ethan nie wie jeszcze, jak świat będzie wyglądał za 100 lat. Załamałby się kompletnie. Juź teraz przecież uważał, że jest kiepsko.
Ziewnął i znów przymknął oczy. Może uda mu się złapać jeszcze chwilę snu nim ruszy do akademika, gdy usłyszał głos, który skądś kojarzył. Kiedy zaś uświadomił sobie skąd - było już niestety za późno. Dojrzała go. Może jak padnie i będzie udawał martwego, to odejdzie? Nie, nie sądził by taka drobnostka mogła ją zniechęcić! Co tam jakaś śmierć w obliczu tego, ile ona ma do powiedzenia? Nic jej nie powstrzyma! Nawet zawzięta bibliotekarka nie miała szans z Różowowłosą. Powinna zostać jakąś dziennikarką, czy coś w tym stylu. Żadna ofiara wypadku nie oprze się jej gadulstwu. Szczerze mówiąc - nie spotkał jeszcze nikogo podobnego.
Uniósł się więc na łokciach gdy odezwała się do niego, gdyż dłuższe spanie nie miało najmniejszego sensu. Viv wyniucha potencjalnego słuchacza na kilometr.
-  Niektórzy mają u niej specjalne względy - poinformował ją. Nocna klasa właściwie wszędzie takowe posiadała. Bibliotekarka to jego najmniejszy problem. -  I ja godzinę temu wyszedłem z długich zajęć. A ty? - zapytał jeszcze, tonem w stylu "śmierdzisz wódką, jak możesz mnie pouczać?", ze wzrokiem pełnym nagany. Czy ona jest już pełnoletnia? Nawet prysznic nie potrafiłby zakryć tej intensywnej woni przetrawionego alkoholu. Na szczęście nie on musiał się przejmować dzienną klasą, więc przeszedłby obojętnie nad padłym pijanym ludzkim nastolatkiem. A ludzie potrafią być czasem gorsi od nich w tych sprawach.
-  I w ogóle masz ty imię, czy mam nazywać cię Guma balonowa? - przypomniał sobie, że nawet nie wiedział co odpowiedzieć, gdy ktoś go zapyta przed czym się ukrywa. Musi to koniecznie zapisać. Co prawda niezbyt mu się to przyda na przyszłość, bo za niedługi czas sam zacznie szukać jej towarzystwa.
Zamknął książkę i przeciągnął się mocno. O spaniu nie było już mowy, gdyż dziewczyna porządnie go rozbudziła, jednakże bardzo chętnie wrzuciłby coś na ząb. Dziewczę wciąż pachniało apetycznie, mimo woni wietrzejącego alkoholu, raczej już nie wyczuwalnego dla ludzi. Szkoda, że jest człowiekiem. To dość spora przeszkoda. Nie zamierzał tworzyć sobie żadnych sług.

_________________
Powrót do góry Go down
Vivien

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1264-vivien#22418 http://vampireknight.forumpl.net/t1378-vivien http://vampireknight.forumpl.net/t2192-znajomosci-vivien http://vampireknight.forumpl.net/t3330-vivien
Zarejestrował/a : 04/11/2013
Liczba postów : 354


PisanieTemat: Re: Dawno, dawno temu...   Wto Paź 03, 2017 7:44 pm

NIE MA CZASU NA SPANIE! Jak to mówią? "Nie spać, zwiedzać, zaaaaa...". No. Dokończcie sobie sami ~
Odsunęła się nieznacznie, gdy mężczyzna zaczął się podnosić i przyciskając cały czas książki do piersi, przyglądała się przewodniczącemu uważnie. Zastanawiało ją, dlaczego wygląda cały czas na takiego wiecznie znudzonego, wręcz zmęczonego życiem? W dodatku w tak młodym wieku! Przecież świat był cudowny! Można było tyle zrobić, tyle zwiedzić, tylu nowych ludzi poznać i porozmawiać! To źle rokowało na jego przyszłość, oj źle. Będzie jeszcze bardziej gburowaty niż obecnie aż w końcu skiśnie z tego gburstwa kompletnie i zostanie kiszonką! Taką jak kapusta! No mówię wam, tak będzie, serio. Znaczy, Vivien tak uważała, oczywiście.
- Ja właśnie skończyłam zajęcia! - oznajmiła pewnym siebie tonem, nadymając naburmuszona poliki, prawie jak chomik. Co to miało być, uważał że się obija czy jak? Jeszcze czego! Co prawda, wczoraj trochę popiła (i ogólnie balowała jak się patrzy), ale całkiem nieźle radziła sobie w nauce. Nikt przynajmniej na nią pod tym względem nie narzekał. - Chciałam oddać książki, które już przeczytałam, ale tamta stara franca mnie pogoniła... Jakby jeszcze miała powód! Trzasnęło mi się drzwiami przez przypadek, bo nie wyhamowałam, każdemu się zdarza... Ludzie się spieszą, życie to ciągła gonitwa! - zawyrokowała, odsuwając krzesło i przysiadając się do mężczyzny bez pytania, a co! Został ostatecznie skazany na jej gadulstwo.
W całym tym zamieszaniu nie zauważyła, że za jednym z regałów zaczęły się kłębić młodsze uczennice, obserwujące Ethana po kryjomu, jak typowe stalkerki. Burczały pod nosem święcie oburzone taką bezczelnością ze strony Vivien, że ot tak przysiadła się i rozmawiała(!) z ich obiektem westchnień, jak gdyby w ogóle nie zdawała sobie sprawy z tego kim jest. Cóż, prawda była taka, że totalnie ją to nie obchodziło. Zaczynała lubić jego gburowate towarzystwo, tak po prostu, bez całej tej otoczki tajemniczego przewodniczącego, przed którym trzeba się rumienić, kiedy tylko na ciebie spojrzy. Zresztą, kitranie się i wzdychanie do niego po kątach było głupie i wyjątkowo babskie.
- Och, zapomniałam! Jestem Vivien. Vivien Németh. A ciebie jak mam nazywać, panie przewodniczący? Tylko nie mów "panie przewodniczący", bo to zdecydowanie za długie. - zastrzegła, uśmiechając się następnie wesoło. Odwróciła nagle głowę w kierunku dziewcząt, kiedy jedna z nich przez przypadek upuściła książkę. Pisnęły przerażone i uciekły. Ale czy wszystkie? - Teraz rozumiem! Fanki nie dają ci spać po nocach, dlatego odsypiasz w bibliotece? - zapytała, powracając do niego wzrokiem. To by wszystko wyjaśniało, a zwłaszcza jego wory pod oczami!

_________________
Powrót do góry Go down
Ethan
Ethan
Ethan
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1240-ethan
Zarejestrował/a : 04/11/2013
Liczba postów : 200


PisanieTemat: Re: Dawno, dawno temu...   Sro Paź 04, 2017 7:52 pm

Dżizys, nie, tylko nie TO! Serio to oglądasz?!
Ma zdecydowane i pełne prawo wyglądać na znudzonego, zmęczonego i co tylko tam jeszcze wpadnie jej do głowy! Ethan liczył sobie w tamtym momencie ponad 700 lat, także kto jak nie on ma do tego prawo, he? Co prawda Guma balonowa nie może o tym wiedzieć, więc może sądzić, że to taki stary-maleńki. Się jeszcze kobita zdziwi kiedy za jakiś czas ją poinformuje.
- Ah tak? No to gratulacje, że taka wczorajsza dałaś radę[/i] - pochwalił ironicznie, przewracając znacząco oczami. Potargał wiecznie i tak już potargane włosy i ziewnął szeroko. A tak było miło, tak cicho, nawet jak jakieś rozemocjonowane fanki go widziały, to nie podchodziły na tyle blisko by mu przeszkadzać. Vivien widać nie posiada żadnych, zbędnych w jej mniemaniu oporów.
- Ale tobie pewnie częściej niż zwykle? - zapytał, unosząc jedną brew. Vivien wydała mu się taką osobą, przy której ciągle coś się dzieje, a przypadki chodzą po ludziach, a po niej najbardziej. Wiecie, taki typ, który musi być w ciągłym kręgu zainteresowania, bo inaczej umiera z nudów. Bardzo orzeźwiające zważywszy na fakt, że Eth obracał się w towarzystwie takich samych starych tetryków jakim i on był. Znaczy, póki co bardziej irytujące, ale do wszystkiego idzie z czasem przywyknąć. I oh, dosiadła się. Czyli zamierza go trochę pomęczyć.
Zerknął w miejsce, w którym kłębiły się młode uczennice i westchnął. To tu standard. Zaczynał się przyzwyczajać do tego ogona. Niedługo może zaczną się rzucać z pazurami na każdego, kto do niego zagada - wtedy dopiero miałby święty spokój.
- Może być panie Ethanie, jak wolisz - odwrócił twarz w stronę gumy balonowej. Jak te jej włosy przyciągały wzrok! No normalnie jakby zamontowała sobie tabliczkę "hej, patrz na mnie!". Ciekawe czy to tak naturalnie, czy nakłada sobie jakieś wynalazki współczesnej kosmetyki? A jak tak - to czy nie dostanie od tego raka?
- Chciałbym. Niestety jednak noce spędzam sam - odparł beznamiętnie, a potem nie mogąc się już powstrzymać chwycił kosmyk jej włosów i zbliżył go do twarzy by się przyjrzeć. Na szczęście miała długie włosy, a on się nieco przysunął, więc nie rąbnęła głową o blat. Przejechał po nich palcami, by sprawdzić, czy nie ma na nie nic nałożone.
- One tak same z siebie? - mruknął pod nosem, nie odrywając od nich wzroku. Doprawdy, bardzo niezwykłe. Pachniała bardzo smakowicie, a jej włosy jeśli naturalne to były wyjątkowe. Dziwny z niej człowiek.

_________________
Powrót do góry Go down
Vivien

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1264-vivien#22418 http://vampireknight.forumpl.net/t1378-vivien http://vampireknight.forumpl.net/t2192-znajomosci-vivien http://vampireknight.forumpl.net/t3330-vivien
Zarejestrował/a : 04/11/2013
Liczba postów : 354


PisanieTemat: Re: Dawno, dawno temu...   Sro Paź 04, 2017 8:45 pm

Właściwie... Z czego to jest? XD
Ano, bardzo "stary-maleńki" był z niego osobnik, bo kogoś takiego jak on Vivien jeszcze w życiu nie widziała. Nawet zrzędliwi staruszkowie w sklepie na rogu o 7 rano tacy nie byli! Choć z drugiej strony, dla wszystkich innych dziewcząt i zawistnych chłopaków, takie zachowanie ze strony Ethana mogło być odbierane jako próba zgrywania bad boya. I nawet jeśli nie było to umyślne, działało jak cholera. Wystarczyło spojrzeć na te uciekające zza regału fanki! Gdyby mogły, patrzyłyby na mężczyznę dniami i nocami, nawet wtedy, gdy obdarzałby je pogardliwym spojrzeniem. Zesikałyby się pewnie ze szczęścia i tak!
Zamrugała szybko zszokowana, machinalnie zasłaniając usta dłonią. Jezus Maria, jechało jej nadal alkoholem z buzi?! Przecież po wczorajszych baletach już ze 3 razy brała prysznic i myła włosy, nie mówiąc o zmianie ubrań! I niby dlaczego nikt inny tego nie wyczuł poza nim? Rozmawiała już chyba z setką ludzi (no, około) i nikt nie dał po sobie poznać, że cokolwiek podejrzewa. Miał jakiś nadnaturalnie dobry węch czy jak? A może ją wczoraj widział?
- A ty niby skąd wiesz, że wczorajsza? Śledzisz mnie? - skontrowała, nie mając zamiaru się przyznawać. Jeszcze czego! Była już pełnoletnia od dobrych paru miesięcy, ale nie miała zamiaru chwalić się komukolwiek z tego, że piła, zwłaszcza jakiemuś uczniowi. Wystarczyło, że widział to klub, o.
- Wcale nie! Ona się po prostu na mnie uwzięła! Przecież jak niosę stos książek wyższy ode mnie to całkiem naturalne, że w którymś momencie mogą mi spaść, bez powodu. Pomocy to nie zaoferuje, ale jak już się coś stanie to od razu, że zrobiłam to specjalnie! - poskarżyła się, wzdychając głęboko. Ciężkie życie ucznia, wiecznie rzucane kłody pod nogi i nic poza tym! I jak tu nie popaść w deprechę?! Ale spokojnie, Vivien to nie grozi. Nie było o tym nawet mowy!
- Hohoho, "panie Ethan", jak oficjalnie. Ile ty masz lat, że już chcesz, by "panem" cię tytułowano, co? - spytała trochę przekornie, podążając wzrokiem za jego ręką. Spięła się trochę, tak odrobinę, kiedy zaczął bawić się jej włosami, choć nie wyszarpnęła się. Wzruszyła wątłymi ramionami na jego pytanie. - Odkąd pamiętam mam taki kolor. Nie wiem czy to normalne, pewnie nie, ale niespecjalnie mi przeszkadzają. Pewnie zaczną, kiedy będę mieć już z 60 lat, ale póki co nie narzekam. - uśmiechnęła się delikatnie, przyglądając kosmykowi, który Ethan obracał w palcach. Za swoimi plecami znów usłyszała szmer, jednak inny od tego, który robiły tamte uciekinierki sprzed pięciu minut. Czy tylko jej się wydawało, że dźwięk bardzo przypominał ten od wymienianej kliszy w aparacie...?

_________________
Powrót do góry Go down
Ethan
Ethan
Ethan
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1240-ethan
Zarejestrował/a : 04/11/2013
Liczba postów : 200


PisanieTemat: Re: Dawno, dawno temu...   Czw Paź 05, 2017 10:41 am

No wiesz, z tego programu propagującego rozwiązłość i alkoholizm wśród młodzieży!
Tak, jego cały image był skrzętnie zaplanowany, wypacynkowany i w ogóle myślał o tym przez lata, ehe. A tak serio - może kobiety po prostu lubią takich starych-młodych? Może kojarzy im się to z ustatkowanym mężczyzną, któremu obce jest latanie z koleżkami po barach czy cuś. Kto wie. Za nimi nikt nie nadąży.
Oprócz niego wątpliwe byłoby, żeby ktokolwiek wyczuł ten zapach. Noale, Ethan jest wampirem, czego młoda nie mogła nawet podejrzewać. Ej, między nimi tak w ogóle jest taka różnica wieku, że to chyba zahacza o pedofilię, co? A z jej strony o jakąś nekrofilię... dziwne mają te fetysze.
- Nie muszę. W ogóle w japonii można pić od 21 roku życia, wiesz? - uświadomił ją uprzejmie, coby była świadoma jak ogromny błąd rzutujący na jej dalsze życie popełniła! Jak rzutujący? Cholera wie. Ale na pewno jakiś wpływ będzie to miało.
Uniósł wysoko brwi, w wyrazie szczerego zdumienia, gdy zaczęła mu się tłumaczyć. Nie no, jasne, bibliotekarka powinna rzucić wszystko w diabły i lecieć w stronę Vivien by jej uprzejmie służyć pomocą! W końcu radzenie sobie samodzielnie z drzwiami jest tak niesamowicie wyczerpujące, nie?
- Sporo - odpowiedział beznamiętnie, by uciąć temat wieku. Jeszcze nie sądził, że zwiąże się z Vivien na tyle, by jej to wyjawić. Póki co była dla niego tylko człowieczkiem umilającym mu czas.
Gdy tłumaczyła mu istnienie tak niesamowitego koloru włosów, usłyszał dźwięk wymienianej kliszy. Spojrzał w stronę regału, gdzie jakaś uczennica właśnie ustawiała aparat, by cyknąć im zdjęcie. W momencie gdy miała nacisnąć spust migawki, Ethan puścił kosmyk włosów Viv i chwycił ją za koszulę od mundurka, by ją do siebie przyciągnąć. Zrobił to na tyle szybko, że pewnie nie zdążyłaby zaprotestować nawet przy wyjątkowo sprawnym refleksie. Złożył na jej wargach krótki pocałunek, trwający akurat tyle, by złapał się na zdjęciu.
Kiedy już był pewien, że uwieczniono ich po wszeczasy, odsunął się i uśmiechnął do niej pierwszy raz.
- Teraz będziesz sławna - poinformował. Może w końcu fanki dadzą mu spokój.




         Cięcie.




Przyglądał się przez krótką chwilę zdjęciu, na którym całuje zaskoczoną Vivien. Od tamtej pory biedna nie miała spokoju. Tak bywa.
Z następnych etapów ich znajomości nie było zdjęć, gdyż spotykali się raczej w akademikach. Do kolejnego zaś ustawili się już świadomie. Pamiętał, jak bardzo zaszokowana była tego dnia jego przyszła żona. Nie ma się co dziwić.
Zaburzył jej cały światopogląd.



Ponad 100 lat temu, Japonia.
Park.


Przekazał jej informację przez jakąś znajomą z akademika. Chciał się spotkać z Viv w tym samym miejscu, w którym się poznali. Byli ze sobą już na tyle blisko, że cała szkoła uważała ich za parę (co nie było prawdą) jednak Guma balonowa kręciła się przy nim już na tyle często, że praktycznie codziennie miała kontakt z wampirami. A to nie było bezpieczne. Gdy ją upominał to nie potrafił wytłumaczyć dlaczego nie chce, by do niego przychodziła. Niestety polubił już na tyle jej obecność, że nie chciał by przestała. Po prostu powinna bardziej uważać. A jak inaczej dać jej  to do zrozumienia, niż wyjawiając całą prawdę? I tak długo z tym zwlekał.
Usiadł więc na ławce i czekał aż się pojawi.

_________________
Powrót do góry Go down
Vivien

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1264-vivien#22418 http://vampireknight.forumpl.net/t1378-vivien http://vampireknight.forumpl.net/t2192-znajomosci-vivien http://vampireknight.forumpl.net/t3330-vivien
Zarejestrował/a : 04/11/2013
Liczba postów : 354


PisanieTemat: Re: Dawno, dawno temu...   Czw Paź 05, 2017 5:28 pm

Wiadomość od Ethana o spotkaniu dotarła do niej lotem błyskawicy. Posłaniec zapukał niechętnie i burcząc pod nosem, że "Przewodniczący chce się z tobą widzieć" zniknął tak szybko, jak się pojawił. Przez tamten pamiętny, hm, incydent, praktycznie cała żeńska część szkoły patrzyła na nią spod byka, nawet uczennice nocnych klas. Cóż, nie było to dla Vivien większym problemem, bo w sumie co obchodzili ją inni, lecz ogólna niechęć szczególnie odciskała na niej piętno na wszelkich apelach, zabawach czy zajęciach grupowych. Przecież nikomu nic nie zrobiła! No, może odebrała szansę równą praktycznie zeru na zaprzyjaźnienie się z Ethem, ale to już nie była jej wina! Nie przegadasz jednak zawistnych ludzi, po prostu nie było o tym mowy. Trzymała się więc z ledwie paroma koleżankami i na przekór wszystkim, nadal widywała z przewodniczącym, z którym spędzała naprawdę miły i coraz bardziej regularny czas. Chciała go widywać, opowiadać o rzeczach mało dla niego ważnych, które kwitowałby uniesieniem brwi albo ironicznym uśmieszkiem. Czy to było naprawdę tak straszne i zakazane?
Gdy otrzymała więc wiadomość, czym prędzej przebrała się z mundurka w jakieś codzienne ubranie, przeczesała szybko włosy i wybiegła z akademika w stronę parku. Gdzieniegdzie odprowadzały ją zgryźliwe komentarze uczennic, stojące na korytarzach, które zupełnie ignorowała. Po jakichś paru minutach dość szybkiego chodu (dobra, biegu), dotarła na miejsce, od razu rozpoznając siedzącego na ławce mężczyznę. Zaszła go więc po cichutku od tyłu i korzystając z efektu zaskoczenia (no oczywiście, że tak), wychynęła nagle zza ramienia Ethana, szczerząc szeroko.
- Witam, panie przewodniczący. Ponoć chciał się pan ze mną widzieć. - i bez pytania, usiadła na ławce obok Etha, przyglądając się mu cały czas. - Ale posłańca wybrałeś, no naprawę! Gdyby mogła to najchętniej wydłubałaby mi oczy za to, że żyję. Nie mogłeś znaleźć Cass? Przynajmniej ona nie ma problemu z tym, że się z tobą widuję. - skrzywiła się na moment, odwracając wzrok. Nigdy nie skarżyła się mężczyźnie z tego, że uczniowie patrzyli na nią krzywo, a jeśli już się zdarzyło, szybko zmieniała temat lub machała lekceważąco ręką. Nie lubiła się uskarżać ani tym bardziej zanudzać tym innych. Reflektując się więc szybko, uśmiechnęła się pogodnie, przekrzywiając z zaciekawieniem głowę.
- To jak, stało się coś? Wyglądasz jakby się stało. Poza tym, gdybym cię nie znała, pomyślałabym, że chcesz mi się oświadczyć! "Spotkajmy się w parku tam, gdzie się poznaliśmy". Co za romantyzm! - zaśmiała się, zakładając włosy za ucho. Przez ten, ekhm, szybki CHÓD, jej piękne, ułożone parę minut wcześniej kosmyki wyglądały jakby dopiero co wstała z łóżka. Czy ktoś ma przy sobie lusterko?

_________________
Powrót do góry Go down
Ethan
Ethan
Ethan
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1240-ethan
Zarejestrował/a : 04/11/2013
Liczba postów : 200


PisanieTemat: Re: Dawno, dawno temu...   Czw Paź 05, 2017 8:28 pm

Ethan raczej nie zdawał sobie sprawy z tego, iż Vivien będzie zmagała się z aż takimi konsekwencjami jego uczynku. To był tylko pocałunek, no nie? Nawrzeszczał już nawet parę razy na jakieś uczennice, na inne warknął nieprzyjemnie, gdy widział jakim podłym spojrzeniem odprowadzają Viv. Lekka przesada. Chyba nie spodziewały się, że będzie snuł się z kąta w kąt samotnie, czekając aż jakieś rozhisteryzowane, szalone macice zbiorą się na odwagę by z nim porozmawiać. Wkurzało go to i szczerze mówiąc miał znów ochotę stąd wyjechać, o czym nie myślał przez jakiś czas. Może nawet zabrałby ze sobą Gumę balonową? W jakiś dziwny i nieznany mu sposób przywiązał się do niej. Nie miłościowo czy coś, nie, na to przyszedł czas później. Po prostu polubił spędzać z nią czas, co rzadko mu się zdarzało - mało było osób, które tolerował tak długo. Dlatego nie podobało mu się to jak była traktowana i starał się ukrócić nieprzyjemne sytuacje. No ale przecież nie towarzyszył jej non-stop.
Wyczuł że idzie od razu, gdy wyszła z akademika. Czekał spokojnie czytając książkę, którą zabrał ze sobą z Francji. Nie była jakaś niesamowicie fascynująca; albo on miał wyjątkowy problem ze skupieniem się. No cóż. Nie zdarzyło się jeszcze nigdy, by postanowił wyjawić człowiekowi kim jest. Nie jadał ludzkiej krwi bezpośrednio z dystrybutora, gdyż nie chciał tworzyć nowych wampirów. Zadowalał się woreczkami lub krwią wampirzą. Z tego względu nie miał pojęcia, jak dziewczyna zareaguje.
- Była za daleko. Nie chciało mi się za nią biegać - odparł ponuro. Miał dziś wyjątkowo zły humor. Młode wampiry dały mu w kość, a poza tym uważał, że Vivien postanowi wziąć nogi za pas gdy dowie się prawdy. Musiałby jej wtedy wymazać pamięć, czego zdecydowanie nie miał ochoty robić. I Ethan doskonale wiedział w jaki sposób Viv jest traktowana, choć nie rozmawiali na ten temat. Zwykle dawał upust emocjom kiedy nie było jej w pobliżu.
Uniósł głowę i spojrzał rozmówczyni w oczy. Ucieknie czy nie ucieknie?
- Cóż, widzisz... chcę cię o czymś poinformować. Bardzo często kręcisz się w moim akademiku, co do czego już nie raz cię upominałem, Vivien. Tam nie jest bezpiecznie dla kogoś takiego jak ty. Nie bez powodu nasze zajęcia są oddzielne od waszych - mówił powoli, z namysłem, akcentując mocno niektóre słowa. - Nie jesteśmy... tacy jak ty czy twoi znajomi. I nie chodzi tu wcale o zasobność portfela - dodał, nie spuszczając wzroku z jej twarzy.
Ucieknie czy nie ucieknie? W sumie już i tak za późno. Nie powinien w ogóle zaczynać tej znajomości, za co w dalszym ciągu często się ganił. Ona jest tylko człowiekiem. Umrze zanim on zacznie wyglądać na starszego. Nie chciał też niszczyć jej życia dla własnego widzimisię, bo teraz jest mu fajnie, a być może za jakiś czas uświadomi sobie, że była tylko zabawką umilającą mu czas. I co wtedy? Porzuci ją jak stary but, który nie jest mu już potrzebny i zostawi samą w świecie pełnym krwi i przemocy? Brzmi banalnie, ale świat Ethana właśnie tak wyglądał.
- My nie jesteśmy ludźmi, Vivien - zakończył, przejeżdżając palcami po włosach. Może brzmiało to niewiarygodnie, jednak z jego tonu i poważnej twarzy nie da się wyczytać kpiny czy dowcipu. Widać było, że martwi go to, jak ona może zareagować na tę rewelację. Przywiązał się do niej zbyt mocno, w zbyt krótkim czasie. W dodatku coraz gorzej panował nad sobą jeśli chodzi o jej krew - zapach był coraz bardziej kuszący. Na tyle, że gdy zostawali sami ciężko było mu się opanować.
- Nie powinniśmy dłużej się widywać - zakończył. Nie chciał jej skrzywdzić. Wyjątkowy altruizm z jego strony, jak widać.

_________________
Powrót do góry Go down
Vivien

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1264-vivien#22418 http://vampireknight.forumpl.net/t1378-vivien http://vampireknight.forumpl.net/t2192-znajomosci-vivien http://vampireknight.forumpl.net/t3330-vivien
Zarejestrował/a : 04/11/2013
Liczba postów : 354


PisanieTemat: Re: Dawno, dawno temu...   Czw Paź 05, 2017 10:20 pm

Wyczuła od razu, że mężczyzna jest nie w humorze, dlatego nie skomentowała jego ponurej odpowiedzi. W pewnym stopniu była przyzwyczajona do tego, że Ethan po prostu taki już był, lecz teraz jego brak humoru był inny od tego "codziennego". Przyglądała mu się więc w milczeniu, analizując każdy najdrobniejszy szczegół, każdą zmianę mimiki rozmówcy. Coś go ewidentnie gryzło i bynajmniej nie była to pchła, a jeśli już to chyba wielkości głowy. Co najmniej! Nigdy nie widziała Etha aż tak czymś przejętego. Może faktycznie chciał się jej oświadczyć?!
Hehe. Na pewno nie. O czym ty myślisz, Vivien?
Zmarszczyła mimowolnie brwi na wzmiankę o akademiku. Przecież przychodziła tam tylko po to, aby się z nim zobaczyć. Nie przesiadywała z uczniami klasy nocnej w pokojach po kryjomu, nie zaczepiała ich dla zabawy, a jeśli już, pytała tylko o Ethana, najczęściej gdzie jest. Czyżby zaczynało dręczyć go jej towarzystwo do tego stopnia, że chciał się od niej odczepić, ale tak naprawdę-naprawdę, ostatecznie i definitywnie? Z każdym słowem nie rozumiała go coraz bardziej. O czym on mówił?
- Handlujecie bronią po lekcjach, skoro jesteście tacy niebezpieczni? - zachichotała krótko, może trochę nerwowo. Nie wiedziała co ma na to odpowiedzieć, a jego grobowy ton i ciężka atmosfera zaczynała osiadać i na jej ramionach. Gdy jednak stwierdził nagle, że nocne klasy nie są ludźmi, otworzyła szeroko oczy ze zdumienia. Żarty sobie z niej stroił czy jak? A kim innym mieli by być? Tym całym UFO, o którym coraz więcej mówiono? Co to właściwie było UFO?!
- To niby kim? Jak na moje oko wyglądasz całkiem jak człowiek. Masz oczy, uszy, nogi i ręce. No, pokaż łapę, zobaczymy czy prawdziwa! - sięgnęła szybko po rękę Ethana, łapiąc ją w drobne dłonie. Zamarła na moment, gdy poczuła lodowaty chłód pod palcami, a przy jego nadgarstku... żadnego pulsu. Dobra, to było już dziwne. Zimne dłonie mogła jeszcze zwalić na karb BARDZO złego krążenia, co też dotychczas robiła, ale to drugie? - Czy mi się wydaje, czy powinieneś nie żyć? Nie wyczuwam pulsu. - oznajmiła sztywno, analizując szybko wszystkie fakty w głowie. Czytała kiedyś książkę o mitycznych stworzeniach: bladych, zimnych i lubiących ciemności, pijących... ludzką krew. Zacisnęła usta w wąską linię, wpatrując się w palce przystawione do nadgarstka Ethana. No, dawaj, poczuj coś, cokolwiek...
Nic się nie działo.
- Pokaż. - zażądała nagle, podnosząc głowę i wbijając poważne spojrzenie w twarz mężczyzny. Nie było w nim (o dziwo) strachu, tylko upór. A co miał pokazać? Cóż, cokolwiek chciał (hehehe). Ostatnie stwierdzenie mężczyzny zbyła na razie milczeniem. Na razie.

_________________
Powrót do góry Go down
Ethan
Ethan
Ethan
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1240-ethan
Zarejestrował/a : 04/11/2013
Liczba postów : 200


PisanieTemat: Re: Dawno, dawno temu...   Pią Paź 06, 2017 11:42 am

Mimo wszystko - chodziło o sam fakt tego, że się tam kręci. Póki co żaden z wampirów się na nią nie czaił przez wzgląd na Przewodniczącego. Ale co będzie wtedy, kiedy jednak któryś z młodziaków postanowi ją wykorzystać, a jego nie będzie w pobliżu? Nie bez powodu obowiązuje tam zakaz pojawiania się uczniów Dziennych klas. Tylko ze względu na niego była tam wpuszczana, co spotykało się z ogólnym niezadowoleniem nie tylko ochroniarzy, ale również samego Etha. Do tej pory jednak nie mógł w żaden logiczny sposób wyjaśnić jej czemu ma go nie odwiedzać. Więc na to przyzwalał, aczkolwiek mocno niechętnie. Do wczoraj, kiedy to jeden z wampirów zwrócił się do niego mówiąc, że przyjaciółeczka Ethana wyjątkowo pachnie. Więcej nie był już w stanie powiedzieć, zapewniam, jednak zmusiło to szlachetnego do podjęcia odpowiednich kroków. Wszakże nie tylko tamten wampir mógł tak sądzić, a po prostu jako jedyny zdobył się na ten bunt, by spróbować Ethanowi dopiec. To nie mogło się więcej powtórzyć. Nie chciał jej tam już widzieć.
- Handlowanie bronią byłoby twoim najmniejszym problemem - warknął odruchowo na jej żart. Zaraz potem jednak zreflektował się i westchnął. Przecież to nie jest jej wina. Nie mogła wiedzieć czemu jest tak rozdrażniony i z jakiego to powodu. Gdyby wiedziała z pewnością zachowywałaby się inaczej.
Przyglądał się jak Vivien próbuje bezskutecznie wyczuć jego puls i jak zmienia się wtedy jej twarz. Przestał również odruchowo poruszać klatką piersiową w takt niepotrzebnego mu przecież oddechu.
- Żyję. Teoretycznie. Od 1134 roku - odpowiedział cicho. Nie spuszczał wzroku z jej twarzy do momentu, w którym kazała mu udowodnić w jakiś sposób kim naprawdę jest. Nie dziwił się wcale, że mimo braku tak oczywistej rzeczy jak puls ona wciąż nie wierzyła. Kompletnie się nie dziwił.
Splótł jej palce ze swoimi i uniósł dłoń Vivien do ust, pierwszy raz biorąc wdech. Ten zapach... Kłem zahaczył o skórę na jej wnętrzu nadgarstka, sprawiając przy okazji by nie czuła bólu. Rozciął ją delikatnie, a gdy krew zaczęła lecieć słabym ciurkiem - spojrzał jej prosto w oczy. Granatowe zawsze tęczówki zalśniły intensywnie szkarłatnym blaskiem.
- Twoja krew... jest inna niż zwykła. Z ledwością się powstrzymuję - oznajmił, wciąż mówiąc wyjątkowo cicho. Jednak teraz w jego tonie można było wyczuć pewną tęsknotę za tym, by zasmakować w jej długiej, jasnej szyi i zatracić się w krwi. Myślał o tym wyjątkowo często. W jej obecności tylko poruszał klatką piersiową, nie oddychając. Nie mógł.
Przejechał językiem po jej nadgarstku, spijając posokę, trzymając w tak mocnym uścisku że nie mogłaby się wyrwać nawet gdyby chciała. Drugą ręką przysunął ją mocniej do siebie, obejmując w talii.
- Nie jesteś bezpieczna. Ani tam, ani przy mnie - zbliżył twarz do jej szyi, chłonąc zapach, czując jak krew tętni pod cieńką ochroną skóry. Walczył ze sobą mocniej niż kiedykolwiek, jednak póki co przegrywał. Bardzo. Nie możesz - powtarzał sobie, jednak bezskutecznie. Nie zatopił w niej jeszcze kłów, choć był wyjątkowo blisko tego. Powinna uciec. Musi to zrobić. Puści ją, jeśli ta zacznie się wyrywać. Taką przynajmniej miał nadzieję.

_________________
Powrót do góry Go down
Vivien

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1264-vivien#22418 http://vampireknight.forumpl.net/t1378-vivien http://vampireknight.forumpl.net/t2192-znajomosci-vivien http://vampireknight.forumpl.net/t3330-vivien
Zarejestrował/a : 04/11/2013
Liczba postów : 354


PisanieTemat: Re: Dawno, dawno temu...   Pią Paź 06, 2017 9:06 pm

Zagryzła wargę na przytyk Ethana, bawiąc się nerwowo końcówkami różowych włosów. Ok, tamtym niewinnym i dość nieudanym żarcikiem chciała rozluźnić atmosferę, choć osiągnęła skutek zupełnie odwrotny od zamierzonego. Nie wiedziała o co tak naprawdę chodziło mężczyźnie, ale widać było, że waży słowa z największym namysłem. Nigdy nie widziała go w tak złym nastroju, dlatego tym bardziej denerwowała się każdym wypowiedzianym przez nią niefortunnie słowem. Mogłaby jeszcze niechcący pogorszyć sytuację... Czegokolwiek dotyczyła.
Wciągnęła nagle powietrze nosem zatrwożona, kiedy usłyszała rok urodzenia mężczyzny. Wlepiła w niego oczy niczym pięciozłotówki, czekając na jakikolwiek znak, że żartuje. Naprawdę, cokolwiek. Przyjęłaby nawet z ulgą obelgę, że jest ostatnią kretynką, iż uwierzyła w takie brednie. Ethan pozostawał jednak tak samo poważny jak na początku i nic nie wskazywało na to, że zmieni zdanie.
- Więc ty... - urwała, nie wiedząc nawet co chce dokładnie powiedzieć. Przecież to był czysty absurd. To niemożliwe, aby istniał jeszcze ktoś poza ludźmi, Bóg na pewno nie zrobiłby czegoś takiego! A może Eth jednak żartował? Albo wyjątkowo mocno walnął się w głowę, spadając z dywanu na podłogę? W tempie ekspresowym zaczęła uświadamiać sobie coraz więcej niuansów, które wcześniej kompletnie ignorowała lub tłumaczyła jakimiś durnymi powodami. To dlatego uczniowie nocnej klasy mieli zajęcia tylko wieczorami. Dlatego nikt nigdy nie widział ich za dnia. Dlatego tak często z niewytłumaczonych nigdy powodów znikali uczniowie klas dziennych... Dlatego niektórzy nocni przyglądali się jej jak wygłodniałe wilki. To wszystko... zaczynało mieć sens. Zupełnie nielogiczny i jak na biedną, ludzką wyobraźnię, abstrakcyjny, ale jednak sens.
Przyglądała się w milczeniu jak Eth przykłada jej nadgarstek do ust i zupełnie bezboleśnie(!) nacina go kłem(!!), aby na końcu obdarzyć ją spojrzeniem szkarłatnych(!!!) tęczówek. Jak zahipnotyzowana nie odrywała od niego wzroku, nie wiedząc czy bardziej jest tym wszystkim zszokowana czy przerażona, a może nawet nieco... zaintrygowana. Jej cały światopogląd runął jak domek z kart. Po świecie chodziły jeszcze jakieś inne stworzenia niż tylko ludzie! O Boże, czy Ty tam na górze jesteś?!
Otworzyła usta, ale nie wydobył się z nich absolutnie żaden dźwięk. Spił krew z jej nadgarstka, jakby to była najzupełniej normalna rzecz pod słońcem. Chryste na niebie. Spięła się mimowolnie, gdy Ethan przysunął ją do siebie, trzymając w żelaznym uścisku. Serce biło jej jak oszalałe nie tylko z czystego przerażenia, ale i skrępowania tak nagłą bliskością. O czym ty właściwie myślisz, idiotko?! Podniecasz się tym, że cię obejmuje, kiedy właśnie próbuje wbić ci się kłami w tętnicę?!?! Zaczęła delikatnie drżeć, ale nie potrafiła się wyszarpnąć sama z siebie. Czuła jakby przywarła tyłkiem do tej cholernej ławki na dobre, kompletnie sparaliżowana. Z jej gardła wyrwał się cichy, bliżej niezidentyfikowany dźwięk, co chyba miało być jakąś formą sprzeciwu. Cóż, nie wyszło.
Zrób coś. NATYCHMIAST!
- Ethan, PRZESTAŃ! - udało jej się w końcu przemówić głośno i dobitnie, zaciskając mocno powieki. Tylko tyle (i aż tyle) mogła zrobić. Zawsze coś... prawda?

_________________
Powrót do góry Go down
Ethan
Ethan
Ethan
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1240-ethan
Zarejestrował/a : 04/11/2013
Liczba postów : 200


PisanieTemat: Re: Dawno, dawno temu...   Pią Paź 06, 2017 9:42 pm

Vivien chyba pierwszy raz odkąd się poznali zabrakło słów. Stąd łatwo dało się zauważyć, że jest w przeogromnym szoku, tak jak się spodziewał. Kolejny słowotok byłby dla niego takim zaskoczeniem, że zastanawiałby się, czy z jej psychiką jest wszystko w porządku. A tak - zdrowa, naturalna reakcja, reset mózgu: te sprawy. Choć chyba jednak wolałby, żeby mówiła cokolwiek. Póki co serce biło jej jak przerażonej łani, która zauważa że jest obserwowana. Przez chwilę chyba miała nadzieję, że stroi sobie z niej żarty, że zaraz wyśmieje jej łatwowiernośc, jednak cała reszta jego zachowania zdawała się tylko podkreślać jego słowa. Ciężko nie uwierzyć komuś, kto właśnie delektuje się smakiem krwi z twojego nadgarstka, prawda? I nie dziwne powinno teraz dla niej być to, że od samego początku coś w nim ją przyciągało. Tak właśnie miało być. Dlatego są tak idealni - ofiara ma się chcieć sama rzucić w ich ramiona i odsłaniać szyję z podnieceniem. Tak byli stworzeni. Może jednak więc nie powinien jej nic mówić? Trzeba było odrzucić ją w jakiś podły sposób tak, by nigdy więcej się do niego nie zbliżała. Tak, powinien to zrobić.
Ale nie potrafił.
Ethan był niesamowicie bliski zatopienia w niej kłów. Czuł się teraz jak młody wampir, dopiero uczący się panowania nad głodem, co było wprost absurdalne zważywszy na jego wiek. W normalnej sytuacji nigdy by do tego nie dopuścił. Mógł przyglądać się jak z człowieka tryska krew i nawet nie pomyślałby aby jej skosztować. Ale ona... najprawdopodobniej tylko na niego działała w ten przedziwny sposób. Nie wiedział od czego jest to zależne. Pierwszy raz spotkał się z tym, by jakakolwiek osoba - czy to wampir, czy człowiek - tak na niego działała. Ucałował wgłębienie pod uchem Vivien, skupiając się mocno na dźwięku, który wydawało jej rozszalałe serce. Nie możesz - powtórzył, jednak głos był coraz cichszy. I zrobiłby to, gdyby nie Vivien, która wytrąciła go z tego transu. Otworzył szeroko oczy zdumiony i natychmiast się od niej odsunął.
- Przepraszam. Naprawdę - odwrócił głowę by nie patrzeć jej teraz w oczy i przejechał dłonią po włosach. - Boże, Vivien, gdybym to zrobił stałabyś się jedną z nas! - wykrzyknął i jeszcze bardziej zwiększył dystans. Widać było, że nie wie co ze sobą zrobić. Jej krew wciąż go kusiła, jednak teraz postanowił twardo, że więcej nie dopuści do takiej sytuacji.
- Dlatego mówiłem, że masz trzymać się od nas z daleka. Odejdź - przełknął ślinę. - Odejdź i już nigdy więcej się do mnie nie zbliżaj - powtórzył teraz już mocniejszym i bardziej stanowczym głosem. Wciąż czuł smak krwi w ustach, co definitywnie nie ułatwiało sprawy. Wcześniej uważał, że powinien ją tylko w ten sposób ostrzec. Teraz zrozumiał, że to on jest dla niej większym zagrożeniem niż ktokolwiek inny. Każde spotkanie z nią wzmagało głód do tego stopnia, iż wyczerpał już wszelkie swoje zapasy krwi w woreczkach. Dwa razy skorzystał z szyi młodych wampirzyc. Nie da dłużej rady tego ciągnąć.

_________________
Powrót do góry Go down
Vivien

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1264-vivien#22418 http://vampireknight.forumpl.net/t1378-vivien http://vampireknight.forumpl.net/t2192-znajomosci-vivien http://vampireknight.forumpl.net/t3330-vivien
Zarejestrował/a : 04/11/2013
Liczba postów : 354


PisanieTemat: Re: Dawno, dawno temu...   Pią Paź 06, 2017 10:40 pm

Szczerze mówiąc, również wolałaby cokolwiek powiedzieć, przegadać cały szok i strach, trajkotać o głupotach, że wiedziała od samego początku, że taka była sprytna. Ale nie potrafiła. Jej mózg wyłączył tę część odpowiedzialną za bezmyślne mówienie tylko po to, żeby mówić i skupił się na obecnej sytuacji. Może nawet już zagrożeniu? Nie chciała, aby tak wyszło, ale czy było to zależne od niej? Raczej nie bardzo. Siedziała więc z rozdziawioną buzią, próbując wydobyć z siebie choćby pół słowa, ale nic jej z tego nie wychodziło. Aż do momentu krzyku.
Otworzyła wolno oczy, wbijając paznokcie w swoje uda. Nadal nie wiedziała co ma powiedzieć, oddychając teraz płytko, aby uspokoić rozszalałe serce. Gdy jednak mężczyzna nakazał jej odejść i nigdy więcej się do niego nie zbliżać, wbiła przerażone spojrzenie w jego plecy.
- C-Co? Chyba żartujesz! - zawołała z uporem łamanym jeszcze odrobiną wcześniejszego szoku. - Ja... Jeszcze dokładnie nie rozumiem co się właściwie wydarzyło, ale... Nie każ mi się od siebie odsuwać, Ethan. Chcę... Chcę nadal z tobą rozmawiać i wkurzać się, kiedy nabijasz się z moich durnych pomysłów. Ja... Lubię cię, nie przeszkadza mi, że jesteś skończonym gburem, a jeśli będziesz znowu chciał... zrobić to, walnę cię kijem przez głowę, żebyś się opamiętał albo wybiję kły, ja naprawdę potrafię, serio! Mogę zademonstrować! - słowotok znowu powraca, hura. Wyciągnęła niepewnie rękę w jego stronę i delikatnie złapała za poły koszuli. Nie wiedziała od czego jest to zależne, ale naprawdę lubiła go jako osobę, choć przecież ze wszystkich sił starał się ją od siebie odepchnąć. Czy nie tak przecież reagował na początku ich znajomości? Jakakolwiek inna, normalna dziewczyna przywaliłaby mu z liścia za każde wredne przytyki, jakie ona słyszała na porządku dziennym. Nie obchodził ją też jego status ani pozycja - liczył się tylko sam fakt rozmowy z nim, nawet jeśli to ona trajkotała przez 3/4 czasu.
- Naucz mnie jak mam wyczuć zagrożenie, jak mogę się bronić, ale nie każ mi... nam urywać tak po prostu kontaktu. Przecież nie spotykasz się ze mną tylko dlatego, że chcesz się mną pożywić... Ja to wiem. - zacisnęła nieco mocniej dłoń na jego koszuli, choć po tym wszystkim powinna była uciec, gdzie pieprz rośnie. Głupi rozsądku, śpisz, prawda?

_________________
Powrót do góry Go down
Ethan
Ethan
Ethan
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1240-ethan
Zarejestrował/a : 04/11/2013
Liczba postów : 200


PisanieTemat: Re: Dawno, dawno temu...   Sob Paź 07, 2017 10:45 am

Rozbawiła go. Niezmiernie! Naprawdę. Na tyle, że Ethan po prostu zaczął się śmiać. Złapał się za brzuch i nie mógł przestać, dopóki nie poczuł, że schodzi z niego całe to napięcie. Mogło to z pewnością wyglądać... niecodziennie. W końcu śmiejący się Szlachetny to niezwykły widok. W końcu odwrócił się w jej stronę, a na jego twarzy wciąż widniało rozbawienie.
- Zademonstrować? Vivien, gdybym chciał to nie mogłabyś ruszyć nawet palcem dopóki bym nie skończył, albo zadałbym ci tak potężny ból, że zemdlałabyś. Mógłbym podnieść cię jedną ręką razem z tą ławką i rzucić gdzieś w dal. Nie dałabyś rady mnie powstrzymać. Nie ma na to szans - otarł wyimaginowaną łzę z kąciku oka. - Jestem najwyższej krwi w naszej hierarchi. Inne wampiry miałby ze mną problem, a co dopiero ty - spojrzał znacząco na jej delikatne dłonie i chude ramiona. Była bardzo naiwna sądząc, że mogłaby zrobić mu jakąkolwiek krzywdę. Nawet metalowym prętem, uderzając z całej siły. Bez najmniejszego problemu odebrałby go jej.
Przyglądał się jej twarzy, gdy kazała nauczyć się bronić przed nim. Była dziwną istotą. Za cenę ryzykowania własnym życiem chce wciąż go widywać. Zakochała się czy co? Przecież to nielogiczne i po prostu bezsensowne tak bardzo, że aż brakło słów.
- Nie sądzę by istniał dostępny tobie sposób obrony przede mną - odpowiedział. W końcu broń antywampirza dopiero raczkowała - a w dodatku nie była dostępna dla zwykłych ludzi, którzy chcą po prostu zabawiać się z wampirami. Odczepił więc jej palce od swojej koszuli, wciąż nie oddychając. Jej zraniony nadgarstek co prawda już nie krwawił, jednak pokusa nadal była zbyt silna. Pogłaskał kciukiem wierzch dłoni Vivien, splatając ponownie ich palce. Chciał ją nieco uspokoić.
- Jesteś cholernie niemądra, wiesz o tym? - zapytał, a w jego głosie znów pojawiło się rozbawienie. Jeśli tak właśnie wybrała to w porządku. Jej sprawa. Na chama nie będzie ją przed nią i jej wyborami bronił, prawda? Nie jest w końcu jej mężem, ojcem, ani nikim takim by dyktować co mogła, a czego nie mogła zrobić. A w dodatku była już dorosła - mogła sama za siebie decydować. Toretycznie.

_________________
Powrót do góry Go down
Vivien

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1264-vivien#22418 http://vampireknight.forumpl.net/t1378-vivien http://vampireknight.forumpl.net/t2192-znajomosci-vivien http://vampireknight.forumpl.net/t3330-vivien
Zarejestrował/a : 04/11/2013
Liczba postów : 354


PisanieTemat: Re: Dawno, dawno temu...   Wto Paź 10, 2017 9:01 pm

Zdrętwiała słysząc śmiech wampira. Tego się ani trochę nie spodziewała, serio. Była raczej przygotowana na jakiś wybuch złości albo warknięcie, żeby się nie wydurniała i nie plotła głupot, bo to nic nie da, bo to nadal niebezpieczne, a ten... Zaczął się chichrać, jakby opowiedziała coś naprawdę śmiesznego. Cóż, może faktycznie powiedziała? Każdy normalny człowiek posłuchałby rady swojego, hm, oprawcy tudzież źródła niebezpieczeństwa, i w wielkim pośpiechu spieprzył na Karaiby, jak najdalej stąd ("(...)Jak najdalej chcę biec, byle jak najdaleeeej!" Kto pamięta ten hit?!). A Vivien? Uznała, że poradzi sobie z wampirem i nadal chciała przebywać w jego towarzystwie! Szczyt heroizmu, jakżeby inaczej!
Nie - to był szczyt głupoty. Nie miała absolutnie żadnej pewności, że któregoś pięknego razu niewinne spotkanie nie skończy się jej nagłą śmiercią. Sytuacja sprzed ledwie chwili dała już jasny obraz tego, że ani trochę nie jest bezpieczna, jak bardzo nie byłaby przez Ethana lubiana. Chciała jednak z nim przebywać, bo naprawdę go polubiła. Czy się zakochała? Nie, choć jej ówczesny stan można by określić jako nastoletnie zadurzenie. Nie rozumiała podekscytowania na jego widok i szybszego bicia serca, kiedy zanadto się zbliżał. Tyle dobrze, że nie zapominała języka w gębie, bo wtedy sama siebie palnęłaby w łeb za tak babskie zachowanie, które przecież potępiała...
- Och, jesteś wampirzą szychą? Kopnął mnie więc niemały zaszczyt. - zażartowała. Nie dość, że wampir to jeszcze najmocniejszy ze wszystkich... Lepiej trafić nie mogłaś, Viv, ty głupia dziewucho. Westchnęła ciężko, samej próbując się uspokoić.
- Wiem. Mama ciągle mi powtarzała, że pakuję się w same kłopoty, bo jestem zbyt narwana i lekkomyślna. Przecież to nie była prawda... - burknęła, odwracając wzrok. Nie wiedziała czy postąpiła teraz właściwie, ale czuła, że tak właśnie miało być. Jej życie miało się odmienić, od zawsze to wiedziała, dlatego tak często uciekała z domu, szukając bodźca, wskazówki, który mógłby ją poprowadzić na tę właściwą jej drogę.
- No chyba, że naprawdę nie chcesz mnie widywać to wtedy... Wtedy to zrozumiem i uszanuję i obiecuję, że nie będę cię więcej nękać i zbliżać się do akademika nocnych. Nie przejdzie mi to nawet przez myśl, żeby kogoś nie zwabić, słowo! Bo wiesz, nie chciałabym się narzucać czy coś, zresztą, możesz mieć inne plany, jakiś wyjazd, zniknięcie, inną dziewczynę... Czy twój wiek oznacza, że mam się znów zwracać do ciebie na per "pan"? - trajkotała, przyglądając Ethanowi badawczo. Jeżeli on miał ponad 700 lat to ona jest święty turecki... Jak mógł wyglądać tak młodo?! Przecież wszyscy dawali mu niewiele ponad dwudziestkę!
Nawet się nie obejrzeli, a zaczął zapadać wieczór. Lampy powoli rozjarzały się nikłym blaskiem, a na malowniczym moście niedaleko naszej dwójki milusińskich stanęła młoda para, szykująca się do wspólnej fotografii na tle zachodzącego słońca. Urokliwie, prawda?

_________________
Powrót do góry Go down
Ethan
Ethan
Ethan
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1240-ethan
Zarejestrował/a : 04/11/2013
Liczba postów : 200


PisanieTemat: Re: Dawno, dawno temu...   Sro Paź 11, 2017 8:04 pm

Heroizmu? Nie, nie, nie kochana - nazywajmy rzeczy po imieniu! To naprawdę czyste szaleństwo. Nic innego. Definitywnie. Dał jej szansę uciec, żyć dalej w spokoju, będąc po prostu ostrożną. Nie zdecydowała się na to. Więc cóż, robi to na własną odpowiedzialność.
- Czyż nie? - potwierdził. Przecież nie został tu wysłany kompletnie bez powodu. Trudno byłoby o to, by wampiry słuchały się kogoś, kto jest takiej samej krwi co i oni. A tak Ethan miał szacun już na starcie. Na resztę sam zapracował.
Wysłuchał jej nowego monologu już bez oznak rozbawienia. Przewrócił nawet znacząco oczami, gdy wspomniała coś o dziewczynie (jak to infantylnie brzmi) i pokręcił głową w geście bezradności, kiedy zapytała czy ma mówić mu na "pan".
- Pan jest wyjątkowo nieadekwatne. Wątpię, byś spotkała kiedykolwiek tak wiekowego pana. Nie drażnij się już - skarcił ją. Nie czas na żarty przecież. Fakt, przez chwilę było mu wyjątkowo do śmiechu, ale teraz wróciła chłodna kalkulacja. Cóż, to nawet dobrze, że podjęła taką a nie inną decyzję. Chciał ją mieć koło siebie, bo tak było mu dobrze. Tylko kiedy była nieświadoma to było to zbyt niebezpieczne. Teraz będzie wiedziała, iż musi być wyjątkowo ostrożna.
Spojrzał w stronę fotografującej się pary. Wstał z ławki i chwycił dziewczynę za rękę.
- Musimy kupić sobie aparat, a nie tak się wszystkim wtrążalać na zdjęcia - oznajmił, ciągnąc ją w ich stronę.




Cięcie.



Japonia, ponad 100 lat temu.
Limuzyna.




- To musiało w końcu się stać - powiedział, rozcinając nożyczkami materiał spodni, które miała na sobie Vivien. Odsłonił jej udo i skrzywił się lekko.
- Będę to musiał zszyć - poinformował. Trzymał na kolanach dużą apteczkę, a szofer wiózł ich do hotelu, z którego zdecydują co robić dalej. Ethan zabrał się za grzebanie w przyborach. Odnalazł małą buteleczkę spirytusu, wygiętą igłę, nici chirurgiczne i gazę z bandażem. Nic więcej w sumie nie będzie mu potrzebne. W hotelu ją umyją.
- Nie spodziewałem się, że one mogą być tak zawistne - wylał nieco spirytusu na jej nogę, by odkazić ranę. Resztą stłuczeń i siniaków zajmie się później, bo tylko ta tak obficie krwawiła.
Vivien została podle zaatakowana przez dwie uczennice klasy nocnej, wieczorem między alejkami. Ethan dowiedział się o tym gdy wyczuł zapach jej krwi. Zerwał się z klasy, by znaleźć się przy niej już po minucie. Chyba jeszcze nigdy tak szybko nie biegł. Podświadomie czuł, że To była jego wina. Parokrotnie raczył się krwią tamtych dziewcząt - musiały wyobrazić sobie niewiadomo co, a Vivien obrały za powód swych niepowodzeń. Skrzywdziłby je za karę dużo dotkliwiej, gdyby ta go nie powstrzymała. Był wściekły. Cała nocna klasa wiedziona zapachem wyglądała przez okno, a on szalał ze wściekłości. Wampirzyce chciały ją zabić, to pewne. Gdyby tego nie poczuł... nie powinna go była zatrzymywać. Za dobra z niej osoba. Takie zbyt szybko giną.
Zacisnął mocniej zęby, i wbił igłę w jej skórę, starając się uśmierzyć swą umiejętnością jej ból, co pewnie średnio wychodziło. Za dużo złości, rezygnacji i pożądania jej krwi kłębiło się w nim. Ale bez obaw - da radę. Chyba.

_________________
Powrót do góry Go down
 
Dawno, dawno temu...
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next
 Similar topics
-
» Wcale nie tak dawno temu, pewien hipochondryk, który akurat nie udawał...

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Vampire Knight :: Informacje :: Kącik Graczy :: RETROSPEKCJE-
Skocz do: