IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Dawno, dawno temu...

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
Vivien

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1264-vivien#22418 http://vampireknight.forumpl.net/t1378-vivien http://vampireknight.forumpl.net/t2192-znajomosci-vivien http://vampireknight.forumpl.net/t3330-vivien
Zarejestrował/a : 04/11/2013
Liczba postów : 364


PisanieTemat: Re: Dawno, dawno temu...   Sro Paź 11, 2017 8:58 pm

Ten wieczór miał być jednym z wielu spokojnych, dość monotonnych chwil w jej życiu. Nie podejrzewała, że zostanie zaatakowana tak szybko. Czuła na swojej skórze każdy zawistny wzrok za to, że ośmielała się rozmawiać i przebywać tak często z Ethanem. Podświadomie wiedziała, że któregoś razu jej bańka ochronna pryśnie i ktoś zdecyduje się wymierzyć jej sprawiedliwość. Los chciał, że wypadło to właśnie tego wieczoru, a wściekłe uczennice klasy nocnej mord miały wypisany na prześlicznych twarzach. Czy zwykły człowiek miał szansę z dwójką silnych, podjudzonych wampirów? Najmniejszych. Szczęście w nieszczęściu, stało się to niedaleko budynku szkoły, w której nocni mieli właśnie zajęcia. Gdy więc Vivien w myślach żegnała się już powoli z życiem, w jednej chwili pojawił się Szlachetny, rozprawiając z uczennicami niemalże na dobre. Ostatkami sił powstrzymała go, przekonując problemami jakie mógł na siebie sprowadzić i... Tłumacząc, że to nie wina dziewczyn. Cóż, możliwe że faktycznie była zbyt dobra, bo poza wściekłością, kierowała nimi zazdrość i rozgoryczenie, które rozpoznała niemalże od razu. Skrzywdzone kobiety były zdolne prawie do wszystkiego. Nawet do zabójstwa potencjalnej przeszkody...
Przyglądała się dość apatycznie poczynaniom poddenerwowanego nadal wampira, walczącego ze znalezieniem igły w apteczce. Ona sama wyglądała jak sto nieszczęść, zebrane w jednej różowowłosej kupce. Bolało ją praktycznie wszystko, a siniakom i zadrapaniom nie było końca, nie mówiąc o tej dużej ranie na nodze, z której obficie płynęła krew. Wbiła paznokcie w tapicerkę, kiedy Eth szył jej ranę. Dość ciekawe było jednak to, że ból zmieniał swój stopień, tak jakby wampir próbował go kontrolować.
- Umiesz... Kontrolować ból? - zapytała słabo, uśmiechając przy tym blado. Nie powinna była w ogóle narzekać (czego też nie czyniła), bo dzięki niemu przeżyła całe zajście. Ten aspekt był jednak, pomimo wszystkiego, naprawdę interesujący.
- Eth... Właściwie, gdzie my... jedziemy? - zapytała, odwracając wolno głowę w stronę okna. Nawet nie spostrzegła, gdy nagle zrobiło się zupełnie ciemno, więc zza szyby nie widziała praktycznie nic poza mijanymi szybko światłami. Oblizała rankę na dolnej wardze, z której sączyła się wolno krew. Ethan mówił, że jej posoka była inna od zwykłej, lecz Viv nie rozumiała tego ani trochę. Smakowała tak samo metalicznie jak zawsze, powiedziałaby nawet, że była niesmaczna...
- Nie będziesz miał przez to... wszystko kłopotów? - dopytywała, syknąwszy nagle cicho. Nie wiedziała ile trwała podróż, lecz w końcu dotarli do celu, o czym poinformował ich szofer. Nie mogąc stać o własnych siłach, została zabrana przez Ethana na rękach, który skierował się do środka hotelu. Szybka wymiana zdań i oboje znaleźli się pod drzwiami wynajmowanego pokoju, do którego weszli z pomocą hotel boya.

_________________
Powrót do góry Go down
Ethan
Ethan
Ethan
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1240-ethan
Zarejestrował/a : 04/11/2013
Liczba postów : 206


PisanieTemat: Re: Dawno, dawno temu...   Sro Paź 11, 2017 9:32 pm

Szczerze mówiąc: zdecydowanie bardziej spodziewałby się, że zaatakują ją uczennice klasy Dziennej, niż Nocnej. Atakowanie dużo słabszego człowieka, w dodatku we dwie, było tak bardzo hańbiące, że aż słów brak. Cały czas zaciskał zęby ze wściekłości gdy tylko o tym myślał. Co za głupie idiotki. Co je opętało? Myślały, że jak pozbędą się Vivien to co; wybierze między nimi? Chryste, co za pokrętny i debilny sposób myślenia. Jeszcze przez długi czas będzie spędzało mu to sen z powiek.
- Umiem - odwarknął tylko, skupiony na czynności, którą wykonywał. Było mu tak trudno nie zwracać uwagi na to, że jego palce całe oblepione były jej krwią. Krew była na jej ubraniach, na jego... bardzo go to dezorientowało. Na żadną posokę nigdy tak nie reagował - w końcu przecież był chirurgiem. Co z nią jest nie tak? Dlaczego akurat jej krew tak na niego działa? Przecież to absurdalne.
Skończył szyć i rozerwał nić zębami, pochylając się mocno nad jej nogą. Mimo, że prowizorka - efekt był bardzo zadowalający. Wystarczy.
- Do hotelu. W szkole nie jesteś bezpieczna - odpowiedział, gdy przystanęli. Zapłacił sowicie szoferowi i nakazał mu dowieść resztę rzeczy z ich akademików. Za odpowiednią sumę ludzie są w stanie zrobić wszystko. Wysiadł pierwszy, a potem właściwie wyciągnął kobietę z limuzyny i trzymając dalej na rękach ruszył w stronę recepcji.
- O to się nie martw - w końcu jakie niby problemy może mieć? To one ją zaatakowały. Co więcej - i tak nie miał najmniejszej ochoty uczęszczać do tej szkoły. Prędzej czy później sam by odszedł; teraz miał po prostu dodatkowy bodziec.
Nakazał boy'owi wziąć apteczkę, gdy ten ruszył za nimi. Ethan musiał opatrzeć resztę jej ran i przede wszystkim obmyć ją z tej krwi i ziemi. Weszli do pokoju - pracownik hotelu pierwszy, otwierając im drzwi, a potem Ethan wciąż niosąc Vivien. Posadził ją na łóżku, zapłacił obsłudze za milczenie, a potem gdy ten już wyszedł - powrócił do niej, klęknął i bezceremonialnie zaczął ją rozbierać.
- Mam nadzieję, że nie jesteś zbyt wstydliwa - zakpił. Nawet gdyby protestowała to i tak zamierzał to zrobić. I nie musiałby wcale używać do tego siły. Gdy Vivien pozostała już w samej bieliźnie (a jeśli miała coś przeciwko, to paraliżem wybił jej to z głowy) poszedł do łazienki, by nalać wody do dość sporej wanny.

_________________
Powrót do góry Go down
Vivien

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1264-vivien#22418 http://vampireknight.forumpl.net/t1378-vivien http://vampireknight.forumpl.net/t2192-znajomosci-vivien http://vampireknight.forumpl.net/t3330-vivien
Zarejestrował/a : 04/11/2013
Liczba postów : 364


PisanieTemat: Re: Dawno, dawno temu...   Sro Paź 11, 2017 10:29 pm

Przymknęła oczy, wtulona w ramiona Ethana, nie mając nawet zamiaru oponować przed zabraniem jej do hotelu. Nie uważała tego za zbyt trafny pomysł, bo przecież wystarczyłby jej prosty gabinet pielęgniarski w szkole (oczywiście...), jednak teraz nie miała sił, aby cokolwiek więcej powiedzieć, a co dopiero spierać się z rosłym mężczyzną. Zresztą, bądźmy szczerzy - i tak nic by swoim przekonywaniem, że nic jej nie jest nie wskórała. Silniejszy miał tu ostateczne prawo głosu.
Kołysana niemal do snu w rękach wampira, otworzyła oczy dopiero wtedy, gdy boy zaprowadził ich pod pokój. Była tym wszystkim zmęczona i przede wszystkim niesamowicie obolała, lecz próbowała ze wszystkich sił zachować resztki świadomości. Przetarła nadal drżącymi dłońmi twarz, a potem potargane, różowe włosy. Kąpiel faktycznie była jej potrzebna w trybie bardzo pilnym, a następnie... Tylko sen, jako lekarstwo na wszystko. Zamrugała trochę nieprzytomnie, gdy Ethan wrócił i zaczął ją po prostu rozbierać.
- Jakby to powiedziały... Te wszystkie wstydliwe Japonki? Baka hentai. - zachichotała, przyglądając się biernie jak zdejmuje z niej kolejne partie ubrań. Mimo wszystko, głupie serce zaczęło bić jej szybciej, za co przeklinała siebie w myślach. Dobrze, że nie widziała tego delikatnego rumieńca zawstydzenia na swoich polikach... To nic nie znaczyło... Uspokój się, głupia. Gdy więc siedziała już w samej bieliźnie, a wampir poszedł nalać wody do wanny, ściągnęła z łóżka miękki koc, którym owinęła się szczelnie. Zabrudzi go, no trudno. Wstała bardzo chwiejnie i jeszcze chwiejniej doszła do progu drzwi od łazienki, opierając o nie całym ciężarem ciała.
- Niepotrzebnie... Zawracasz sobie mną głowę, Eth. Ja sobie poradzę... Serio. - patrzcie na nią: dzielną, silną, niezależną, która już opadała z sił, sunąc wolno po framudze drzwi na podłogę. Ona sobie przecież poradzi! Nie chciała sprawiać tylu kłopotów, zwłaszcza Ethanowi, który na pewno miał wiele swoich spraw na głowie.
- Chyba głupiego... Opuściło w końcu szczęście. - zażartowała. Przez tyle lat większe nieszczęścia cudem Boskim się jej imały, a przecież była na nie narażona na każdym kroku. Ba, przez lekkomyślne ucieczki z domu mogła zginąć szybciej niż teraz ze względu na swoją niewiedzę o istnieniu wampirów. I tak cud, że przeżyła. Miała u Ethana naprawdę ogromny dług wdzięczności.

_________________
Powrót do góry Go down
Ethan
Ethan
Ethan
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1240-ethan
Zarejestrował/a : 04/11/2013
Liczba postów : 206


PisanieTemat: Re: Dawno, dawno temu...   Czw Paź 12, 2017 7:09 pm

Zabrałby ją do gabinetu, a potem co? Puścił? Niech sobie idzie z powrotem do akademika, narażona na jeszcze bardziej rozsierdzone wampirzyce? A może miałby jej wynająć ochronę; albo jeszcze lepiej - samemu za nią łazić? Przecież to definitywnie odpadało. Jeśli Vivien chce, to po dojściu do siebie odejdzie i zapisze się do jakiejś innej szkoły. Do tamtej nie powinna już nigdy więcej wracać. Chyba, że naprawdę była głupia, w co wątpił. Teraz po prostu nie myślała logicznie. Inaczej sama wpadłaby na to, z jakiego powodu ją stamtąd wywiózł.
- Tak, to wszystko było zaplanowaną akcją, bo chciałem zobaczyć cię nagą. A mogły celować wyżej - oznajmił, gdy skończył ją już rozbierać. Mogły zranić Vivien w pierś czy coś. Przynajmniej on miałby z tego nieco uciechy.
Ethan usłyszał przyśpieszone bicie jej serca i spojrzał na nią ze zdziwieniem. Będzie miała zawał czy coś? Nie, niemożliwe. Czyżby aż tak na nią działał? Też nie sądził - nie zachowywała się tak, jak te wszystkie rozochocone fanki. I te myślenie pozostało mu jeszcze przez dłuuuugi czas - zawsze był pewny, że po prostu są ze sobą blisko, a nie ma między nimi miłości. Do czasu, kiedy mu ją w końcu po dłuższym czasie wyznała. Dopiero wtedy przestraszył się, że cierpiąca Vivien odejdzie, a jemu przyjdzie żyć bez niej. Ale to już inna historia.
Nalał wodę do wanny, dodał do niej odrobinę jakiegoś płynu z asortymentu hotelowego i odwrócił się wtedy do kobiety, która doczłapała się tu niepotrzebnie.
- Jasne. A jak zrobię test palców, to mi powiesz, że widzisz siedem - ściągnął z siebie koszulę, by odsłonić tors. Zamierzał ją umyć, także ściekająca z rąk woda zapewne uczyniłaby go mokrym, także bezsensu jest pozostawanie w niej. Od razu potem zbliżył się do Viv, zsunął z niej koc i delikatnie zaniósł do wanny. Posadził ją na specjalnym wgłębieniu i wrócił się do pokoju po apteczkę.
 Widzę że wszystko w porządku, skoro dowcipy się ciebie trzymają - powiedział kiedy wrócił do łazienki. Zabrał się za mycie jej ciała, opatrując od razu to, co potrzebowało szczególnego zaangażowania. Uspokoił też już emocje, więc starał się, by całość jego działania pozostała dla niej bezbolesna. Ranę na nodze dokładnie zabandażował i uważał, by jej już nie zmoczyć. Wyglądała dobrze. Jeśli nie będzie się wysilać to nie powinna się otworzyć.
- Gdybyś była taka jak ja, to dałbym ci swojej krwi. Jutro noga byłaby praktycznie całkowicie zagojona - stwierdził z żalem, gąbką obmywając teraz resztę jej ciała, która była cała i zdrowa. Starał się robić to jak najdelikatniej, ściskając często gąbkę, by spłynęła po niej woda. Nie chciał by zmarzła. Jednocześnie omijał też wszystkie te miejsca, przez których dotykanie mogłaby poczuć się skrępowana. Taki z niego szarmancki obywatel.

_________________
Powrót do góry Go down
Vivien

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1264-vivien#22418 http://vampireknight.forumpl.net/t1378-vivien http://vampireknight.forumpl.net/t2192-znajomosci-vivien http://vampireknight.forumpl.net/t3330-vivien
Zarejestrował/a : 04/11/2013
Liczba postów : 364


PisanieTemat: Re: Dawno, dawno temu...   Czw Paź 12, 2017 8:46 pm

- Wiedziałam od razu! - zawołała, usilnie broniąc się przed zakryciem rękami chociaż piersi w staniku. Może nie była aż tak wstydliwa, jak miał to na myśli Ethan, jednak nadal pozostawała skromną dziewczyną, która nigdy nie rozbierała się przed jakimkolwiek facetem. No, z wyjątkiem lekarza, ale skąd mogła wiedzieć, że wampir nim był?! Poza tym, nawet jeśli by wiedziała, i tak nie byłby przez nią postrzegany tylko jako taki, to chyba dość zrozumiałe, prawda? Gdy więc spostrzegła jego zaskoczony wzrok, kiedy niechybnie usłyszał przyspieszone bicie jej serca (kto by go teraz nie usłyszał, srsly), zamachała dłonią niedbale.
- To nic, nic mi nie jest. Po prostu... Jestem jeszcze trochę zdenerwowana tamtym wypadkiem. - palnęła pierwsze, co przyszło jej do głowy. Całkiem przekonujący był to powód, przyznajcie sami! Nie przyznawała się sama przed sobą, że zadurzyła się w wampirze, a co dopiero, gdyby miała nagle powiedzieć to jemu. Śmiech na sali! Wolała pozostać w takiej relacji, w jakiej żyli obecnie, niezobowiązującej do niczego, a całkiem... bliskiej. Póki co. Dopiero później zrozumiała, że zależy jej na mężczyźnie bardziej niż normalnie, choć to wydarzenie miało miejsce o wiele później.
Przyglądała się jak wampir ściąga koszulę i zmarszczyła delikatnie czoło. Nie, to niemożliwe by poza tym wszystkim co dla niej zrobił, miał zamiar jeszcze ją umyć, prawda? Prawda?! Wciągnęła szybko powietrze, gdy ten znów wziął ją na ręce i posadził w wannie pełnej wody, sięgając po myjkę. Nie była przecież na tyle niedołężna, by nie potrafić umyć się samodzielnie! Niepotrzebnie zadawał sobie tyle trudu. Właściwie, dlaczego to wszystko robił? W normalnych warunkach uratowanie osoby trzeciej było już wystarczającym przejawem heroizmu. Opatrywanie ran, wynajmowanie pokoju hotelowego, a następnie umycie(!) ofiary napaści było już w pakiecie all inclusive, którego nigdy wcześniej nie zaznała.
- Lepsze to od histerycznego płaczu, co nie? - przymknęła oczy, gdy ciepła woda otulała ją co chwilę. Jego troska była zadziwiająca. - Wiesz... Jestem ogromnie wdzięczna, że mi pomagasz... Że mnie uratowałeś. Pewnie do końca życia ci tego nie wynagrodzę. Wcale nie musiałeś... - dukała niepewnie, aż w końcu... ucałowała Ethana w kącik ust, krótko choć czule. - Dziękuję ci. - obdarzyła go ciepłym, delikatnym uśmiechem, a gdy poczuła, że zaraz spali totalnego buraka ze wstydu, szybko sięgnęła po szampon do włosów, szorując je następnie energicznie. Nastawiła ucha słysząc o ciekawej fizjonomii wampirów. To krew naprawdę miała właściwości podobne do panaceum?
- Picie krwi wampira samemu nim będąc nie zakrawa trochę o kanibalizm? - zapytała, zerkając kątem oka na mężczyznę. Spłukała pianę z włosów, wylewając na rękę drugą partię szamponu. Na jednym razie mycia się nie skończy. - Jeśli jesteś, hm, najważniejszym wampirem w całej waszej hierarchii to znaczy, że od zawsze nim byłeś? I jak w ogóle wygląda ta hierarchia? Macie poddanych, inni są jacyś gorsi, brzydsi? I jak to jest, że gdybym była taka jak ty to jutro miałabym zdrową nogę? Przecież to tylko krew, zwykły posiłek, prawda? Nam, ludziom, od zjedzenia ziemniaków nie prostują się połamane palce. - grad pytań, i weź tu na wszystkie odpowiedz! Ba, a przecież miała ich w zapasie jeszcze całe mnóstwo!

_________________
Powrót do góry Go down
Ethan
Ethan
Ethan
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1240-ethan
Zarejestrował/a : 04/11/2013
Liczba postów : 206


PisanieTemat: Re: Dawno, dawno temu...   Czw Paź 12, 2017 9:37 pm

Dżizys, czyżbyśmy mieli tu dziewicę? Co za szok! No, może nie do końca zważywszy na fakt, iż sto lat temu bez obrączki trzymało się tylko za rączki, noale... zawsze jednak pozostaje ten element zaskoczenia. Teraz dziewicy ze świecą szukać. Pewnie dlatego wszystkie smoki wyginęły.
I czy nie powiedział jej wcześniej, że lekarzem faktycznie jest? Chyba nie każdy potrafi założyć profesjonalne szwy z domowej apteczki. Możliwe jednak, że ten fakt jej po prostu umknął gdzieś po drodze, bo kiedy jej się do tego przyznał to przecież wciąż miała go za człowieka. Musiała to po prostu wyprzeć ze świadomości.
- Rozumiem. Masz do tego prawo - przyjął jej tłumaczenie za rzecz pewną i nie wrócił już do tego myślami. Nie widział takiego powodu. Do tej pory zadurzające się w nim kobiety robiły to w tak oczywisty sposób, iż naprawdę nie zauważał żadnych znaków na niebie i ziemi, by w Vivien cokolwiek kiełkowało. Może właśnie dlatego pokochali się na tak długie lata - nie było to oparte na chwilowym pociągu czy wybuchu namiętności, a na twardych filarach wzajemnej bliskości i czasie. Patrzaj, jak romantycznie piszę. Rewelacja po prostu.
Właśnie - dlaczego to robił? Bo jest mięski? Bo jest przystojny? Inteligentny filantrop? Ekhem, tak poważnie: czuł się odpowiedzialny za obecną sytuację. Gdyby jej nie pocałował i nadal trzymał na dystans, to być może inne dziewuszyska uważałyby ją za jedną z nich. Po prostu nieco odważniejszą, skoro z nim rozmawia. Ale kiedy Ethan wyraźnie dał im do zrozumienia, że między nimi coś jest, a resztę scenariuszu sobie same dopisały... no to stało się to o właśnie. Dlatego tak jej pomagał. W dodatku po prostu sądził, iż skoro postanowił pozwolić jej się do siebie zbliżyć, to owa odpowiedzialność za nią działa i na tym froncie. Kiedy emocjonalnie się z kimś wiązał to brał go pod opiekę - chcianą lub nie. W końcu miał młodszego brata, którym się opiekował po śmierci matki. Weszło mu w krew.
- Nieco - potwierdził. Wciąż był zdziwiony, iż kobieta tak dobrze się trzyma. Wszakże jeszcze przed godziną wisiało nad nią ryzyko niechybnej śmierci w męczarniach, a tu rzuca żartami na prawo i lewo. Może tak reagowała na stres? - Musiałem. Gdyby nie ja to do kompletnie niczego by nie doszło - przypomniał jej. Prawda, nieco zdejmował z niego brzemię fakt, że decyzję o kontaktach z nim ona podjęła całkowicie świadomie. Ostrzegał ją przecież nie tylko o zagrożeniu płynącym od niego - inni uczniowie też wyraźnie dawali znak, że tą znajomością nie są zachwyceni. Co za absurd.
Uśmiechnął się do niej nieco, typowo dla niego unosząc jeden kącik ust do góry. Miły gest z tym pocałunkiem. Standardowo pacjenci nie mieli tego w pakiecie - co najwyżej jakaś żwawa staruszka chwyciła go za tyłek jako pokrętne podziękowanie. Brrr.
- Nie, niby dlaczego? To przecież jedyna forma mojego pożywienia jeśli mam ochotę na powiew świeżości, a nie zimne worki - wzruszył ramionami. No, wystarczy. Z resztą sama sobie poradzi. Pomoże jej tylko wyjść gdy już skończy, bo jeszcze niezdara nogę złamie próbując samej sobie poradzić. Gipsu i szyny niestety przy sobie nie nosił.
- Szlachetni się rodzą. Jest pięć typów krwi wampirzej - opłukał dłonie z piany i wstał po ręcznik. - Najwyższa jest Szlachetna. Jesteśmy najsilniejsi i posiadamy najwięcej... umiejętności. Niżej jest krew Czysta B, potem A, następnie D, czyli dawniej ludzie, zmienieni przez Szlachetnych. Najniższa jest E. E nie otrzymała krwi od stwórcy, więc jest... dzika - wytarł ręce. Wytłumaczył to chyba najprościej jak się da. Oczywiście, jest to bardziej skomplikowane, ale tą rozmowę zostawi na później.
- Nasza krew jest inna niż wasza, Vivien. Moje rany goją się kilkukrotnie szybciej niż twoje - odpowiedział. Nie przeszkadzały mu te pytania. Wydawały się w sumie bardzo naturalne - ona wszakże nie ma pojęcia o prawach rządzących jego światem.
- Potrzebujesz się... hm, umyć dokładniej? Mam wyjść? - zapytał. Mógłby po prostu przygotować jej szlafrok, żeby nie paradowała nago. Nim jednak zdążyła odpowiedzieć cokolwiek, Ethan usłyszał pukanie do drzwi. Wyszedł z łazienki i otworzył. Szofer przywiózł w końcu ich walizki i teraz wampir wniósł je do sypialni. Tak w ogóle - dostali jedno łóżko. Jakoś będą musieli się pomieścić.

_________________
Powrót do góry Go down
Vivien

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1264-vivien#22418 http://vampireknight.forumpl.net/t1378-vivien http://vampireknight.forumpl.net/t2192-znajomosci-vivien http://vampireknight.forumpl.net/t3330-vivien
Zarejestrował/a : 04/11/2013
Liczba postów : 364


PisanieTemat: Re: Dawno, dawno temu...   Wto Lis 28, 2017 9:24 pm

Iż gdyż ponieważ bardzo prawdopodobnym jest to, że Ethan faktycznie mógł powiedzieć Vivien o swoim zawodzie już przy pierwszym ich spotkaniu... Ale szanowna autorka tego posta o tym zapomniała (sic!). Prosimy o zignorowanie tego małego, maluteńkiego szczególiku i udanie się do wyjść awaryjnych, znajdujących się na końcu tej sali, dziękuję.
Odetchnęła z ulgą, gdy wampir nie drążył jej tłumaczeń. Spaliłaby się ze wstydu i przez rok nie wychodziłaby z szafy, gdyby mężczyzna pokminił się, że coś jednak jest na rzeczy i że to nie zwykły szok powodował łomotanie jej serca. Szczerze mówiąc, do tej pory chyba nigdy nie udało jej się obdarzyć głębszą sympatią jakiegoś faceta. Jasne, miała wcześniej chłopaków, całkiem sporo nawet, ale były to szczenięce miłostki, warte tyle co nic. Była zbyt narwana, by myśleć o jakichś stałych związkach. Przecież to ograniczało wolność! Trzeba było takiej osobie poświęcać czas, chodzić z nią na randki, być w ciągłym kontakcie... Okropność! Przez cały nastoletni czas nie dla niej były takie dyrdymały, aż tu nagle coś zaczęło się w niej dziać i bynajmniej nie była to zwykła niestrawność (choć bardzo chciała, by nią była). Odganiała jednak te myśli w najciemniejszy zakamarek swojego umysłu i, cóż, starała się być wciąż taka sama jak zawsze. I trzeba było przyznać, nawet nieźle jej to wychodziło, prawda?
- No tak, wiem, ale pijesz krew kogoś swojego rodzaju, takiego jak ty. Rozumiem picie krwi z człowieka, choć nadal brzmi to przeokropnie przerażająco, bo to inna rasa, gatunek, cokolwiek, ale z wampira? Nie jest to przez was jakoś gorzej odbierane, nie wytykacie się potem palca... Auauauauau! - przetarła szybko oko wodą, do którego dostała się piania z szamponu. W przypadku ludzi takie zachowanie nazywało się prosto - kanibalizm, choć co ona mogła porównywać? Była tylko prostym człowiekiem, a jak się powoli okazywało, świat wampirów był o wiele bardziej skomplikowany niż mogłaby sądzić. Wszakże, ile ona o nich wiedziała? Odpowiem za was - nic, a właściwie nic zgodnego z prawdą, gdyż wszystkie książki jakie przeczytała okazywały się zwykłą bujdą, a przynajmniej w 90%. Kiepsko, oj kiepsko.
Przysłuchiwała się jego wyjaśnieniom, próbując wszystko spamiętać. I oto był kolejny przykład fikcji w książkach o wampirach! Kto by pomyślał, że jest ich aż 5 rodzajów? Chryste Panie!
- A więc kontrola bólu nie jest jedyną twoją umiejętnością? - zapytała, wypłukując ostatecznie pianę z włosów i wykręcając je, aby obciekły z wody. - W takim razie ile ich masz? Dziedziczysz je od swoich przodków, są przypadkowe, czy musisz się ich jakoś nauczyć? I czy to znaczy, że tylko ty, jako najwyższy ze wszystkich, możesz zmieniać ludzi? Dlatego mówisz o piciu wampirzej krwi? - miała naprawdę cały zapas pytań, tak wielki, że nie potrafiła się zdecydować o co ma zapytać w pierwszej kolejności. Byłaby skłonna zadać mu je wszystkie nawet teraz, siedząc półnaga w wannie, ale ten zamiar przerwało jej nagłe pukanie do drzwi. Ciesz się, Ethan, szofer uratował ci skórę, a przynajmniej na razie. Zamrugała więc szybko, powracając myślami do chwili obecnej i spojrzała na siebie, obraz nędzy i rozpaczy. Zdjęła ostrożnie bieliznę, kończąc kąpiel, po czym jeszcze ostrożniej wyszła z wanny, postękując od czasu do czasu pod nosem. Owinęła się szczelnie czystym, suchym ręcznikiem, zawijając na głowie turban i powoli wyszła z łazienki, przyglądając przyniesionym walizkom. Zacisnęła usta, marszcząc delikatnie czoło.
- Ethan... I co teraz? - zapytała, zatrzymując na nim wzrok. Nie wiedziała co wampir miał w zanadrzu, a widok nie tylko jej bagaży, ale i jego nieco dziewczynę zaskoczył. Czując jak nogi znów zaczęły się pod nią uginać, oparła się o szafkę, przyciskając ręcznik do piersi. - I przede wszystkim... Mogę dostać jakiś szlafrok?

_________________
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Dawno, dawno temu...   

Powrót do góry Go down
 
Dawno, dawno temu...
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2
 Similar topics
-
» Wcale nie tak dawno temu, pewien hipochondryk, który akurat nie udawał...

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Vampire Knight :: Informacje :: Kącik Graczy :: RETROSPEKCJE-
Skocz do: