IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Dróżka w lesie

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next
AutorWiadomość
Zack

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1131-zack#16764
Zarejestrował/a : 21/08/2013
Liczba postów : 127


PisanieTemat: Re: Dróżka w lesie   Pon Kwi 28, 2014 9:03 am

A Zack jak ostatni kretyn chciał dogonić Louise, aczkolwiek ta bezczelnie wsiadła do autobusu i odjechała. Przeklął siarczyście, mając chęć machnąć na to ręką i po prostu wrócić do domu... i na pewno stałoby się tak, gdyby autobus którym jechała siostra się nie zepsuł. Dobiegł do niego szybko, widząc jak dziewczyna opuszcza pojazd, lecz nadal nie zwracała uwagi na brata. Wziął głębszy wdech, podbiegając do niej. Zamierzała czekać na tym prawie pustkowiu na kolejny samochód? Zack dosłownie padł na jedno kolano, dyszcząc głośno. Na szczęście szybko się pozbierał, wszak ma dobrą kondycję. Zbliżył się do siostry bardziej.
- Co Ty u licha... wyprawiasz? - Obnażył kły, podchodząc jeszcze bliżej. Dosłownie miał ją na wyciągnięcie ręki. Przetarł nerwowo kark. Wampir zaś daje o sobie znać, lecz Zack z ciężkim trudem odparował jego atak.
- Jest mi ciężko, Louiso! Wampir budzi we mnie coś, przed czym walczę. - Zaczął, unosząc dłoń, żeby zgarnąć włosy z buzi siostry. Taka zła, smutna. Przełknął nerwowo ślinę, cofając rękę.
- Nie chcę Cię już bardziej ranić. - Usiadł obok stojącej torby Louisy. Jemu ziemia nie przeszkadzała. Wziął kilka wdechów i już był bardziej spokojny. Jednak co na to wszystko dziewczyna? Zna swojego brata, który i tak złamał się do aż tak ogromnej wylewności.

_________________
Powrót do góry Go down
Louisa
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t522-louisa#612 http://vampireknight.forumpl.net/t592-louisa#811 http://vampireknight.forumpl.net/t3331-ofiara-losu-luska#71592
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 401


PisanieTemat: Re: Dróżka w lesie   Pon Kwi 28, 2014 2:31 pm

Louisa nie słyszała krzyków brata, który ją nawoływał. Autobus buczał i huczał, więc wszystko zostało zagłuszone. Wsiadła, nie oglądając się za siebie. Przez okno także nie wyglądała, więc nie zauważyła, biegnącego za autobusem brata. Dopiero gdy wysiadła, a autobus odjechał na dobre, dostrzegła ciemną postać, która coś wykrzykiwała. Spięła się. Nie rozpoznawała jeszcze ani figury brata, ani jego głosu. Był za daleko dla jej ludzkich zmysłów. Wyjęła cichaczem broń i odbezpieczyła ją. Wiedziała, że w razie potrzeby miała jeszcze dwie buteleczki wody święconej. Tak, wiedziała, że to wampir. Biegł zbyt szybko, poza tym miała w życiu takie szczęście, że zawsze musi spotkać wampira.
Dopiero gdy się znacznie zbliżyła, rozpoznała głos i sylwetkę brata, który ją nawoływał. Schowała szybko broń, by jej nie zauważył, ale pozostała spięta.
- Czekam na autobus, który zabierze mnie do miasta. Zaczęła się szkoła.
Odpowiedziała szybko i pewnie. Nie spojrzała na niego. Zacisnęła wargi i spojrzała gdzieś przed siebie, w las, namierzając jakieś drzewo. Przyglądała mu się, jakby chciała sprawić, by podeszło bliżej.
Nie przejęła się obnażonymi kłami brata. Widać było, że jest wściekły, a wampir zaraz się w nim obudzi. Jak na złość, była jedyną, żywą osobą w promieniu dziesięciu kilometrów.
- W Twoim pokoju to nie był wampir, tylko Ty. On tylko napędza Twój gniew i emocje.
Odrzekła, spoglądając na niego wreszcie. Drgnęła, gdy uniósł ku niej dłoń, ale nie cofnęła się. Nie okaże mu strachu. Zresztą, nie bała się własnego brata.
- Dlatego wolisz znów zniknąć, uciec, zostawić mnie? Zwal winę na wampira i ucieknij. Jak wszyscy.
Odwróciła się znów od niego i ponownie zerknęła w stronę lasu. Nie przeszkadzało jej, że Zack usiadł obok niej.
- Nie siedź na ziemi, bo się przeziębisz.
Nim dotarły do niej słowa, było za późno. Już mu podawała bluzę, by na niej usiadł. Cóż, przyzwyczaiła się do tego, że Zack jest człowiekiem, a człowiek przeziębiłby się od zimnej ziemi.

_________________


Kot Louisy.

@
Powrót do góry Go down
Zack

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1131-zack#16764
Zarejestrował/a : 21/08/2013
Liczba postów : 127


PisanieTemat: Re: Dróżka w lesie   Sro Kwi 30, 2014 7:54 pm

No tak, Louisa się obraziła. Na to oczywiście czekał najbardziej! Nie mogła zrozumieć brata? Sama była wampirem, wiedziała jak ma ogromny wpływ na życie, a tym bardziej na charakter jaki jest Zack. Westchnął głośno, patrząc na siostrę ze znużeniem.
- W nocy chcesz wracać do szkoły? A jak zaś jakiś wampir Cię napadnie? Ty lubisz się pakować w kłopoty, co? - Warknął ostro, stojąc nad postacią dziewczyny. Niemal jak jakiś nauczyciel, który przyłapał ucznia na spaniu podczas zajęć. Skrzyżował ręce, robiąc swoją tradycyjną groźną minę.
- Oczywiście bo Ty o wszystkim wiesz. - Wysyczał przez zaciśnięte zęby, mając chęć wziąć pod pache Louise oraz jej tobołki i wrócić następnie do domu, chociażby piechotą. Daleko przecież aż tak nie mieli. Jednak jeszcze nie w tej chwili. Zack dosłownie wściekł się na jej słowa.
- Teraz to Ty ucieczkasz, a nie ja! Masz w tej chwili wrócić do domu bo inaczej zabiorę Cię tam siłą! - Co za groza, którą oczywiście zamierzał spełnić. Pierw musiał trochę usiąść. Za bardzo się rozzłościł. A zaczął przecież tak ładnie!
- Nie chcę. - Odwarknął na podanie bluzy. Nie zamierzał tutaj siedzieć. Wstał gwałtownie, sięgnął po Louise i zapewne jej torbę - o ile nie chciała się bronić. Tak czy siak Zack zamierzał zabrać ją do domu. Niech się nie wygłupia.

_________________
Powrót do góry Go down
Louisa
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t522-louisa#612 http://vampireknight.forumpl.net/t592-louisa#811 http://vampireknight.forumpl.net/t3331-ofiara-losu-luska#71592
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 401


PisanieTemat: Re: Dróżka w lesie   Czw Maj 01, 2014 12:06 pm

A czego się spodziewał? Że Louisa będzie potulna i nie poczuje się zraniona? Była tylko człowiekiem, miała swoje uczucie, poczuła się znów przez niego zraniona i naprawdę miała już dość. Chciała jak najszybciej wrócić do szkoły, byle być daleko od domu. Nawet ojciec układał sobie od nowa życie, a Louisa ciągle miała najgorzej. Jasne, Zack był teraz wampirem, na rękach miał krew, ale ojciec jemu chciał pomóc. Starał się zdobyć dla niego krew, nie groził, że go zabije. A co miała powiedzieć Louisa? Chciał ją zabić własny ojciec, który nawet nie kiwnął palcem, by jej pomóc! To Zack, wbrew pozorom, zawsze miał lepiej. Był oczkiem w głowie Gerarda.
- Wampiry atakują mnie nawet w biały dzień. W mieście. W szkole. W Oświacie. Kłopoty mi zawsze towarzyszą.
Wzruszyła ramionami, jakby stwierdzała fakt, że planety krążą wokół Słońca. Przywykła już do tego, że ciągle coś się dzieje. Ba, raz omal nie została zgwałcona przez szlachetnego! Czyste szaleństwo, nieprawdaż?
- Nie. Ty przynajmniej masz dokąd wracać, ja nie.
Nie przejęła się, że brat syczał na nią przez zęby. Już naprawdę nic ją nie zdziwi. Nawet to, że mógłby ją zadusić gołymi rękoma.
- Nie zamierzam tam wracać. Owszem, uciekam. Zabronisz mi? Ty mogłeś, a ja nie?
Teraz i ona straciła panowanie nad swoimi emocjami. Nie chciała z nim nigdzie wracać. Zabrała też bluzę, jakiej nie przyjął i wzruszyła ramionami. Prosić się nie będzie.
Drgnęła, gdy wstał tak gwałtownie. W ogóle nie spodziewała się tego, że wampir sięgnie i po nią. Starała się wyszarpnąć z jego uścisku.
- Nie wracam do domu. Ojciec jest zajęty, Ty masz wampiryzm na głowie, a ja mam naukę.
Koniec dyskusji. W dodatku w ich domu mieszkał jeszcze seryjny morderca, od której zaznała więcej bólu i cierpienia, niż ktokolwiek mógłby przypuszczać.

_________________


Kot Louisy.

@
Powrót do góry Go down
Zack

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1131-zack#16764
Zarejestrował/a : 21/08/2013
Liczba postów : 127


PisanieTemat: Re: Dróżka w lesie   Sob Maj 03, 2014 1:18 pm

To ma pretensję do brata, że ojciec poświęcił mu uwagę dla pomocy? Też miał jak ona żyć bez żadnych możliwości na odwampirzenie? Mordować? Poza tym Gerard był świadkiem zwampirzenia, a przy Louisy nie. Mało tego... panem Zacka jest ktoś gorszy niż Ringo. Ale tak bywa kiedy egoizm wchodzi w damski tyłek i zapomina, że chłopak także swoje przeżył, narażał życie zza młody, kiedy Louisa bawiła się niczego nieświadoma lalkami.
- Może pora wysmarować się czosnkowymi perfumami? - Wcale nie śmieszny żart, ale Zack właśnie tak uważa. Louisa roztacza w około siebie słabą energię, nawet on wyczuwa pragnienie zaatakowania jej, ale dzięki silnej woli walczy z wewnętrznym wampirem.
- O czym Ty pieprzysz?! Masz dom, ojca i mnie! Robisz z siebie wiecznie ofiarę. - Kolejne syki pełne irytacji. Zack dosłownie ociekał wściekłością, a wampirza bestia szalała, łaknąca dosłowne krwi Louisy. Na ona się niby obraziła?
- No to droga wolna! Zobaczymy czy taka ofiara, za jaką się uważasz, da sobie radę. - Także ma dosyć awantury. Jeszcze chwila, a straci nad sobą całkowitą kontrolę. Już zresztą zapomniał języka w ustach. Powinna wracać, ale skoro tak stawia na swoim - niech idzie.
Nie, nie szarpał się z nią długo. Cofnął ręce, trzymając na wysokości klatki piersiowej, jakby się poddawał. Nic na siłę. W porządku, Zack się podporządkuje. Lecz następne słowa wyprowadziły go z ludzkiej równowagi, żeby załapać się na tą wampirzą.
- Ty... Ty po prostu lubisz, kiedy świat obraca się wokół Ciebie, nigdy odwrotnie. Myślisz, że wampiryzm jest z mojego wyboru?! Że chętnie odpuszczam sobie inne obowiązki, bo jak to ujęłaś... Mam wampiryzm na głowie?! - Warknął, zaś obnażając kły. Aż wreszcie warkot stał się nieludzki, oczy zalał szkarłat, a mocno naprężone ciało natarło na siedzącą dziewczynę. Człowieczeństwo zakrył gniew wampira. Nie zdołał opanować się i jeśli nie podejmie żadnych kroków ku obronie, Zack rozszarpie ją na strzępy.

_________________
Powrót do góry Go down
Louisa
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t522-louisa#612 http://vampireknight.forumpl.net/t592-louisa#811 http://vampireknight.forumpl.net/t3331-ofiara-losu-luska#71592
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 401


PisanieTemat: Re: Dróżka w lesie   Czw Maj 08, 2014 8:31 pm

Nie, nie miała pretensji do brata o to, że ojciec wolał pomóc synowi. Zawsze był faworyzowany. Louisie było przykro, szczególnie, że w końcu została sama. Pierw odeszła matka, później ojciec, a na koniec brat. Musiała sobie jakoś radzić. Gdyby nie Yuki, która okazała jej serce, Gerard w końcu by ją zabił. Louisa nie wiedziała czy gorszy czy nie. Ale cieszyła się, że Ringo jednak jej nie zgwałcił. I to dzięki Jamesowi. Brakowało jej mężczyzny, ale co mogła poradzić? Powinna do niego napisać. Chciała wiedzieć czy u niego wszystko w porządku. A co jeśli nie będzie chciał z nią być? Przecież dziewczyna nie powinna zabiegać o mężczyzna ale on o kobietę.
Nie skomentowała jego dowcipu. Spojrzała jedynie nieco krzywo.
- Nie musisz mnie obrażać, Zack. Nie jestem ideałem. Jesteśmy tylko ludźmi i należy mi się coś od życia. Nawet Ty mnie zostawiłeś, więc o co Ci chodzi?
Zmarszczyła brwi, przyglądając mu się. Sama już stała i zaczęła się cofać. Wyczuwała, że wampir jakoś się zmienił i nabrał ochoty ją zaatakować. Cały się trząsł i było widać, że nawet był głodny. Jego następne słowa były naprawdę bolesne. Chciała wreszcie pogodzić się z bratem, ale coś im się nie udawało. A w tej chwili poczuła się tak, jakby brat zdzielił jej przez głowę obuchem. Nie potrafiła powstrzymać swoich łez. Była dziewczyną, a takie ostre słowa od Zacka doprowadziły ją do łez. Stała tak bezsilna i patrzyła na niego. Nawet nie wiedziała, co mu powiedzieć. Nie pamiętała już, kiedy spędzali wspólnie czas, gdy po prostu dobrze się bawili i potrafili sobie ufać.
Zalała ją kolejna fala ostrych słów ze strony brata. W niej także gniew się budził. Zack także myślał o sobie!
- Skąd mogę wiedzieć, jak ze mną nie rozmawiasz?! Znalazłam Cię ledwo żywego! Zajęłam się Tobą, zajęłam się Tobą i z tego powodu jestem samolubna? Świetnie! Ja Cię przynajmniej nie zostawiłam, gdy mnie potrzebowałeś!
Może i powiedziała za dużo, ale co z tego? Otarła pospiesznie ściekające łzy i cofnęła się od brata, gdy usłyszała jego warkot. I to spojrzenie, naprawdę miał ochotę ją rozszarpać. Była tylko człowiekiem, w dodatku Zack był jej bratem i nie mogłaby go skrzywdzić. Do broni i tak nie miałaby jak sięgnąć, skoro ta leżała sobie wygodnie w torbie razem z buteleczkami z wodą święconą. Może wreszcie nauczy się, żeby mieć broń bardziej przy sobie. Nie zdążyła zareagować. Zack rzucił się na nią, nim zdążyła zareagować. Chyba ostatnio za bardzo zaniedbała swoje treningi... W końcu skupiła się na medycynie, zapominając o ćwiczeniach. Już po chwili Zack ją powalił i leżała na łopatkach, nieco się potłukła. Jeśli jeszcze jej nie ugryzł, to usiłowała jakoś się przed nim uchronić. Naparła na jego klatkę piersiową, odpychając go. Głową uciekała przed jego szczękami.
- Przestań Zack, nim zaczniesz żałować!
Powiedziała poważnie, może nieco panicznie. Zaczęła się z nim siłować, choć jeśli Zack użyje całej swojej wampirzej siły, faktycznie ją rozszarpie.

_________________


Kot Louisy.

@
Powrót do góry Go down
Zack

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1131-zack#16764
Zarejestrował/a : 21/08/2013
Liczba postów : 127


PisanieTemat: Re: Dróżka w lesie   Nie Maj 11, 2014 11:47 am

Dlaczego Louisa uważa, że to w stu procentach musi zabiegać mężczyzna o kobietę? To już tym bardziej podchodzi pod feministyczne myślenie. W dodatku taki James - facet po ciężkim doświadczeniu jaki niedawno przeszedł, Louisa nadal uważa, że na za nią biegać? Dobrze, że nie powiedziała tego na głos! Zack mógłby powiedzieć jej co nieco do rozumu. No ale na szczęście do tego nie doszło.
Nie skomentował jej słów. Był zbyt zły, żeby ochłonąć, a dodatkowe słowa mogły doprowadzić do gorszej tragedii. Lepiej zamknąć ryjek. Ale z drugiej strony jak to uczynić? Louisa nadal go denerwowała. Zaciskał pięści, a wampir już wyrywał się ze środka. Widok łez także nie działał dobrze.
- Nie pomyślałaś, że chciałem się usamodzielnić?
Uciekł parę chwil później po śmierci matki. Naprawdę to przeżył, a Louisa nie była przecież sama! Ojciec, ciotki, wujkowie. Zack nie chciał kisić się w domu gdzie zginęła matka, a zabranie Louisy ze sobą zraniłoby ojca oraz stałaby się zbędnym balastem. Zresztą, o czym tutaj gadać... Chłopak rzucił się na nią powalając, acz w porę się opanował. Wstał ostrożnie z siostry, siadając tuż obok niej na ziemi. Oni nigdy nie znajdą wspólnego języka. Rozmasował bark, jakby miało pomóc drżącemu ciału.
- Poczekam z Tobą na ten autobus i dalej zrobisz co zechcesz. - skoro tego chciała, niech jedzie. Nie ma prawa jej zatrzymywać, ona także potrzebowała samotnej ucieczki. Aż zapewne do momentu ich wylotu do Włoch - o ile taki zaistnieje.

_________________
Powrót do góry Go down
Louisa
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t522-louisa#612 http://vampireknight.forumpl.net/t592-louisa#811 http://vampireknight.forumpl.net/t3331-ofiara-losu-luska#71592
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 401


PisanieTemat: Re: Dróżka w lesie   Wto Maj 13, 2014 8:04 am

To jak myślała i co robiła dziewczyna, nie powinno chyba interesować jej brata. Miał przecież swoje życie, a skoro nie mogli się ze sobą dogadać od śmierci mamy, nie było żadnego powodu, by zwracał jej uwagę, że myśli jak prawdziwa feministka. Może nią była? Może już nacierpiała się swoje ze strony mężczyzn i miała dość? Ale przecież Zack nie pomyśli o tym. Wolał z góry założyć, że siostra jest zła i podła, myśląca wyłącznie o sobie. Niech i tak będzie. Dziewczyna nie zmieni na siłę sposobu myślenia Zacka.
- Nie pomyślałeś, że byłam wciąż dzieckiem i nie rozumiałam? Nie pomyślałeś, że potrzebowałam brata. Dlaczego to ja zawsze mam o wszystkich myśleć, będąc zaledwie dzieckiem?
Wzruszyła ramionami. Ona i Zack już chyba nigdy się nie porozumieją. Urwał im się kontakt w dniu, kiedy mama umarła. Najwyraźniej tylko ona potrafiła sprawić, że rodzeństwo o siebie dbało i nie wymagało za to niczego więcej. Najważniejsze było szczęście jednego z nich, nie ważne za jaką cenę. Teraz dorośli, a Louisa nie potrafiła wybaczyć bratu, że ją zostawił. Bo chciał się usamodzielnić? Jasne, ona była dzieckiem i potrzebowała brata. Jednak dała sobie radę. Dorosła samodzielnie, bo ojciec był zajęty pracą i ciągłymi podróżami. Siedziała sama w domu, zastanawiając się, co się dzieje z bratem. Nigdy nie dał znaku życia. Nigdy się nie odezwał. Dosłownie zniknął, jakby nigdy nie istniał. Gdyby stwierdził, że byłaby balastem dla jego nowego życia, pewnie poczułaby się jeszcze gorzej. W życiu nie przypuszczała, że brat jej po prostu nie potrzebował i była dla niego zbędnym, niepotrzebnym balastem.
- Odkąd opuściłeś dom, nie odezwałeś się ani razu. Nie dziw się, że doszłam do wniosku, że ode mnie uciekłeś i że mnie nie kochałeś.
Nie zamierzała już nic więcej powiedzieć. Brat pewnie i tak był wściekły, na dodatek musiał uważać, że była delikatna i płaczliwa. Trudno. Nie zamierzała przejmować się jego słowami. Stał się inny i obcy, odkąd opuścił rodzinny dom.
- Dziękuję.
I tyle. Usiadła ponownie na torbie, a Zack najwyraźniej pozbierał się po ataku na siostrę. Wątpiła czy Zack poleci do Włoch. Musiałby przecież widywać się z Louisą, ze swoim balastem i utrapieniem. Zawsze mogła znaleźć jakąś wymówkę, żeby nie lecieć do Włoch. Może znajdzie sobie jakieś zajęcie w szpitalu? Niedługo zaczną się egzaminy na studia, a Louisa z chęcią poszłaby na uniwersytet medyczny. Niedługa ma urodziny i stanie się pełnoletnia w Japonii. Wtedy będzie mogła się uwolnić z rodzinnego domu raz na zawsze. Skoro Zack mógł, to Louisa także.

_________________


Kot Louisy.

@
Powrót do góry Go down
Zack

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1131-zack#16764
Zarejestrował/a : 21/08/2013
Liczba postów : 127


PisanieTemat: Re: Dróżka w lesie   Pią Maj 23, 2014 1:57 pm

Nie ma co się już kłócić. Zack żałował swoich decyzji jakie podjął w przeszłości i to przez słowa siostry. Ale tego nie da się już cofnąć. Dlatego nie odezwał się. Nie było po co. Westchnął jedynie, pocierając dłońmi twarz. Było mu żal siostry, która tak wszystko przeżywała ale nie umiał nic powiedzieć. Za dużo zbędnych słów wyszło z jego usta, aczkolwiek z drugiej strony był zły na nią iż nadal nie potrafiła tego zrozumieć, mimo bycia dorosłą kobietą.
- Kocham Cię nadal. - Westchnął, mając cichy ton głosu. Spuścił wzrok, nie potrafiąc już się odezwać. I zapewne Louisa odjechała by do szkoły gdyby nie informacja otrzymana na telefon Zacka, że powinni wracać do domu i pakować się do podróży. Zatem rodzeństwo musiało wrócić do domu, po czym spakować manatki i udać się do celu. Razem oczywiście. Ale jak to wszystko będzie wyglądać, to dopiero się okaże.

zt x2

_________________
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Dróżka w lesie   Sro Lip 30, 2014 7:56 pm

Cóż na nieszczęście swoje i Gerard'a, Delorie wylądowała w ciemnym lesie, a nie w mieście, gdzie pierwotnie miała być zawieziona. Spuścić ją na chwilę z oka i dzieją się nieszczęścia, powaga. Ruda zawyła żałośnie, rozkładając bezradnie ręce, kiedy zdała sobie sprawę z faktu, że autentycznie znajduje się w ciemnej dupie. Kusząc los i zganiając do siebie dziwadła. W końcu, który psychol nie pokusiłby się rzucić na młodą, atrakcyjną dziewczynę? Do tego zgubioną w lesie, gdzieś mniej więcej w połowie drogi do samego jego środka? Ponad to jest środek lata, piegowata przyodziała na siebie jedynie kusą, szarą kieckę, cienką koszulę w kratę i buty. Bo po cóż jej więcej? Nie zdawała sobie przecież sprawy, że wyląduje w lesie! Była święcie przekonana, że bezpiecznie wróci do centrum! Tymczasem jednak perfidny taksówkarz wywiózł ją tylko poza wieś, pozostawiając na pastwę losu. Kopnęła zirytowana pierwszy lepszy kamień, klnąc pod nosem i na swojego przyszłego męża i na starego zgreda, któremu nie chciało się pracować.
- Kurwa mać. - bąknęła, przecierając dłońmi twarz. Na zwieńczenie jakże przemiłej sytuacji, Delorie wylądowała w cholernym lesie o niezbyt ciekawej porze. Wszak zaczęło się już robić ciemno, a ona sterczała tu bez latarki, bez zapalniczki i z telefonem, który nie łapał zasięgu. Zawyła raz jeszcze w akcie desperacji kucając na ziemi, by schować głowę między kolanami. Tak! Pozycja bezpieczna, może nikt jej nie zauważy przez całą noc. Cholera wie kto postanowi się tu przypałętać - a znając pieprzone szczęście piegowatej, ktoś przylezie na pewno. I to z pewnością nie będzie miły gość. No bo po co? Niech cierpi ~
- Durny Ger, durna praca, pierdolony dom na zadupiu. - mamrotała pod nosem, namiętnie wlepiając złote tęczówki w drogę wydeptaną przez ludzi.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Dróżka w lesie   Sro Lip 30, 2014 8:25 pm

Czerwono czarno oki także nie wiedział, że wyląduje w lesie. Naćpany bankier przejął umysł szalonego wampira i właściwie bez powodu zawędrował na zalesione tereny i ze strachu przed grozą panującą w lesie, umknął w ciemności umysłu, dając głos prawowitemu właścicielowi ciała. Pojawił się Ryon.
Ruszył przed siebie, uważnie przyglądając się każdemu potężnemu drzewu, dotykając z taką ostrożnością, jakby sam owy dotyk miał zadać mu ogromny ból! I idąc tak właściwie bez celu, usłyszał głos dobiegający z oddali. Dla wampira nie było niczym trudnym wychwycić ich treść, a także bezszelestne podejście do rudowłosej. Ryon znalazł się niebezpiecznie blisko ludzkiej dziewczyny, delektując się jej zapachem. Zaszedł ją od tyłu, kładąc dłonie na łopatkach, pochylając się nad nią tak, że mogła ujrzeć jego twarz do góry nogami. W ciemności ciężko będzie dostrzec rysy twarzy, ale czerwone tęczówki owszem, były aż nadto widoczne. W dodatku otoczone białkami zamalowanymi na czarno.
- Dlaczego tak przeklinasz? Stało się coś? Chcesz o tym pogadać? - odezwał się nagle, dotykając teraz jej policzka, jeśli oczywiście nadal była w takiej przygarbionej pozycji. Wampir na razie nie knuł niczego złego wobec niej, choć nigdy nie wiadomo kiedy uderzy w niego dokuczliwy, wampirzy głód na krew.
- I dlaczego jesteś tutaj sama? - dodał, mrużące niebezpiecznie oczy, uśmiechając się przy tym naprawdę złośliwie. Bardzo chciał dotknąć jej włosów, poczuć ciało i możliwe, że nagle zapragnie krwi. Ale to wszystko w swoim czasie. Na razie małolata może okrutnie się przestraszyć towarzysza w czerni, który nadszedł znikąd.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Dróżka w lesie   Sro Lip 30, 2014 8:55 pm

Nie mówiłam!? Nie mówiłam!? Delka zawsze kogoś do siebie przyciągnie. Nie ważne, gdzie by była, nie ważne jak daleko by zaszła, jak ciemno i beznadziejnie by tam było, ktoś zawsze, ale to zawsze się za nią przypałęta. Westchnęła, przymykając na chwilę złote tęczówki. Tak o, jakby starała się obmyślić logiczny plan, jednocześnie chcąc jeszcze ukoić swoje i tak nadszarpnięte już nerwy. Co do Ryon'a, nie przestraszyła się go tak bardzo, jak chłopak mógł się spodziewać. Powód? Widok olbrzymiego gada w sypialni narzeczonego wystarczająco zdołał przerazić Rudą. Facet z czerwonymi tęczówkami i białkami zafarbowanymi na czarno nie był w stanie zmusić jej do ucieczki. Przynajmniej nie w tej sytuacji, kiedy zwiewanie w głąb lasu nie miało najmniejszego sensu. Przynajmniej póki co. Piegowata po raz koleiny w swoim życiu nie zdaje sobie sprawy z tego w jak bardzo beznadziejnej sytuacji się znalazła. Wzdrygnęła się lekko, momentalnie spinając całe swoje ciało. Przerażająco zimne dłonie znajdujące się na wysokości jej łopatek przyprawiły ją o dreszcze. Właściwie czuła się teraz, jakby ktoś potraktował ją wiadrem zimnej wody. Jest w końcu lato, upał - ona jest cała rozgrzana, a tu nagle dwie 'lodówki' na plecach. Jęknęła cicho, pospiesznie unosząc głowę. Otworzyła w między czasie oczy, zawieszając je na buzi wampira. Pisnęła, uchylając delikatnie usteczka. Jak, kiedy? Czemu w ogóle go nie słyszała? To przez jej beznadziejną paplaninę? Zagryzła dolną wargę, przez dłużą chwilę zwyczajnie milcząc. Mimo to była na tyle dzielna, że nawet przez moment nie spuściła z buzi chłopaka wzroku. Okazał się zadziwiająco przystojny. O gustach się nie dyskutuje! Także cicho. Był zupełnie inny niż wszyscy. Chociaż Delka nie była w stanie dojrzeć w pełni jego twarzy, na jakiś czas zwyczajnie ją przytkało. Wina jego 'uroku'.    
- A Ty co? Specjalista w dziedzinie pomagania zagubionym dziewczynką w środku lasu? - burknęła, nie zmieniając swojej - dziwnej bądź co bądź - pozycji. Zmrużyła delikatnie oczy, nie protestując nawet słówkiem, kiedy dotknął jej policzka. Była w szoku, serio. Poważnym szoku. Nawet Gerard nie ośmielał się na takie zachowania w stosunku do niej. Mimo, że uważał się za jej narzeczonego. Nie spędzają ze sobą jednak wiele czasu. Widują się przelotnie, zamieniając przy tym zaledwie kilka zdań. A ten tu tak po prostu, zwyczajnie ... OCH! DEL ZABRAKŁO JĘZYKA W GĘBIE, SRSLY!
- Szukam szczęścia. I nie jestem sama, nie widzisz? Są ze mną jeszcze moje buty. No i w ostateczności Ty. - syknęła, delikatnie go od siebie odsuwając. Chciała wstać, gdyby go od siebie nie 'odepchnęła', nie mogłaby się wyprostować. Logiczne, prawda? Zmarszczyła brwi na jego uśmieszek, prychając pod nosem niczym kotka. Delorie idiotko w co ty się pchasz, wiesz? Jak zawsze nie ...
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Dróżka w lesie   Sob Sie 02, 2014 9:31 am

Ryon akurat nie zdawał sobie sprawy z tego jak bardzo może podobać się kobietom. Ale czy one szalały za wytatuowanymi i wykolczykowanymi typami rodem z gotyckich dzielnic? Właściwie Ryon takim typem jest, a Del? Delorie ma w sobie urok, który wyraźnie przyciągnął wampira na tyle blisko, że aż musiał jej dotknąć. Musnął nawet jej płomienne włosy. Ognista!
- Coś w tym rodzaju. - oświadczył, nadal opierając się dłońmi o ciało cieplej dziewczyny. Ostatni raz pociągnął nosem przy jej głowie, delektując się zapachem świeżej ktwi. Aż go zmroziło od stóp aż po głowę. Pragnął jej, naprawdę pragnął i chciał zgarnąć tylko dla siebie. Zresztą nie wiedział też, że wpadł w oko owej smutnej damie. Właściwie co ona tutaj robiła? Nie pojmie tego, póki nie wyjaśni. Zresztą nikt nie wie jak szalony Poziom E to przyjmie.
Po odpowiedzi, spojrzał od razu na jej nogi. Czyli ma niezwykłe buty? Uśmiechnął się dziwacznie, wskazując palcem na stopę Rudej.
- Są czarodziejskie? Mogę je przymierzyć? - zaśmiał się krótko, nie mając żadnych "ale" gdy odsunęła go. Chciała wstać? Proszę bardzo, lecz od Ryona za szybko się nie pozbędzie. Chciał jej krwi.
- I tak, jestem ja. Dobre spostrzeżenie. Jestem Ryon. - przedstawił się w miarę grzecznie, wyciągając pewnie dłoń do dziewczyny. Czy widząc dokładniej wampira nie przestraszy się? Choć ten uważał, że nie powinna. Wszakże najgorzej nie wygląda, poza tym mógłby naprawdę długo jej towarzyszyć. A nie wygląda ona na szczęśliwą.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Dróżka w lesie   Sob Sie 02, 2014 7:15 pm

Wyjdźmy z założenia, że większość osób ma w sobie, to coś, co przyciągnie do nich innych. Nawet jeżeli miałaby, to być niewielka grupka osób. Ryon jest specyficzny, oryginalny na swój własny sposób. To dlatego Ruda zwróciła na niego znacznie większą uwagę niż na resztę nudnego społeczeństwa, która na ogół nie wyróżnia się z tłumu niczym szczególnym. Ot, Delorie lubi dziwnych ludzi. Wytatuowanych z koczykami nie tylko na buzi i w uszach. Po prostu takich, którzy mają własny styl, własne podejście do wszystkiego i w żadnym wypadku nie opierają się na zdaniu innych. Żyją własnym życiem, ubierając się tak jak chcą, bawiąc się tak jak chcą i dziarając się tak jak chcą. Bo kto im może zabronić? Są niezależni, wyzwoleni - kuszą, choć sami o tym niewiedzą. Kuszą tym, że mogą wszystko. Przynajmniej tak wydaje się piegowatej, która uwięziona na krótkiej, niewidzialnej smyczy ogranicza się do niewielkich imprez, spotkań z koleżankami i gadek szmatek z przypadkowymi ludźmi w sklepie niedaleko domu. Przez ojca, który wpakował ją w małżeństwo Del ma okropne wrażenia, że nie może już nic. Nie ma jednak żalu do Gerard'a. Pogodziła się z sytuacją w której się znalazła. Zdążyła nawet przywyknąć do obecności łowcy. Spędzają ze sobą jednak niewiele czasu. Głównie dlatego młódce czasem ciężko jest się przełamać, by chociażby dotknąć swojego narzeczonego. Nie wie jak zacząć, nie wie jak on zareaguje. Obecny tutaj Ryon wydawał się bardzo śmiały. Sam do niej podszedł, zagadał - jest zupełnym przeciwieństwem Ger'a. Nie znaczy, to jednak, że łowca momentalnie stał się dla niej gorszy. Co to, to nie. A w życiu!
- Poważnie? Miło wiedzieć, że mam ze sobą terapeutę. Przynajmniej nie oszaleję na tym cholernym pustkowiu w totalnej ciemnicy. - palnęła, jakże 'zadowolona'. Mozolnie skierowała złote tęczówki na swoją stopę, którą zresztą sam wskazał wampir. Uniosła głupkowato brew do góry, zaraz perfidnie wskazując palcem jego buty. Coś za coś, słoneczko.
- Co ty? Chcesz żebym stała T U T A J na bosaka? Ty daj mi swoje buty, wtedy ja dam Ci przymierzyć moje buty. Tylko uważaj - gryzą są niemiłe i wiecznie marudzą. - nie, żeby zebrało jej się na kiepskie żarty. Po prostu Delorie stara się rozładować swoje nadszarpnięte przez Testament'a nerwy. W końcu nie na co dzień widuje się olbrzymiego węża! Ma prawo pieprzyć teraz od rzeczy. Jest jeszcze w szoku. Zresztą dostała na dokładkę chadzającego po lesie, pseudo terapeutę.
- Delorie. - mruknęła, delikatnie ściskając dłoń, którą wyciągną w jej kierunku. Potrząsnęła nią kilka razy, zaraz cofając rękę, by swobodnie opuścić ją wzdłuż swojego niezwykle zgrabnego ciała. Uśmiechnęła się głupkowata, przeskakując z nogi na nogę. Podgryzła nawet delikatnie wargę w końcu po raz kolejny zerkając prosto w czerwone oczęta wampira.
- Słuchaj miło mi Cię poznać i w ogóle, ale wiesz ... Byłoby jeszcze fajniej, gdybyś wskazał mi drogę do miasta. Przecież nie spędzimy tu całej nocy, prawda? - palnęła, pokładając w osobie Ryon'a całą swoją nadzieję. Niepotrzebnie zresztą. Del powinna już dawno zwiewać, a nie gadać o dupie marynie z chłopakiem o niezwykle zimnych dłoniach. Wzdrygnęła się, jakby ją co najmniej olśniło. W bajki o przewlekłym problemie z krążeniem krwi już dawno przestała wierzyć.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Dróżka w lesie   Wto Sie 05, 2014 8:05 am

Naprawdę uważała, że Ryon jest szczególny? Możliwe, wszakże nie codziennie spotyka się takiego typa ale to i tak, że zdobył już na początku jakieś uznanie od całkiem obcej osoby, można uznać za jakiś sukces. Ryon zwrócił na nią uwagę bo jest smacznym człowiekiem. Rude włosy, piegowata chuda twarzyczka. I ten słodki zapach al'a cukierka. Gerard powinien sobie w twarz pluć, że wypuścił taką młódkę samą w las! Ale spokojnie, Ryon odpowiednio się nią zajmie. Nie będzie musiała się zamykać na świat, pozostanie wolna! Tak, wolna jak ptak z połamanymi skrzydłami, czekającego aż jakiś drapieżnik pochwyci je w swoje szpony i zada kojącą śmierć. Ryon jest tym drapieżnikiem.
- No nie, nie oszalejesz. Nie pozwolę Ci na to, bo przecież jaki byłby ze mnie badziewny rycerz na karym koniu i w szarej zbroi. - niby się uśmiechnął, ale bardziej przypominał głupkowaty wyraz twarzy. Delorie naprawdę trafiła na szaleńca! Co zresztą idzie zauważyć po jego mowie i zachowaniu. Poza tym i ona wydawała się nieco mniej ogarnięta. Czyżby wyczuwał jakiś niewytłumaczalny szok? Co jaw tak przeraziło? No bo na pewno nie szalony poziom E. Wszakże rozmawiała z nim, nie uciekała i nie piszczała o pomoc nieistniejące byty w lesie. Skoro wskazała na jego obuwie, mówiąc o zamianie, pokręcił szybko głową.
- One są specjalne! Naprawdę! Poniosą mnie wszędzie! Są jak siedmiomilowe buty... znasz tą bajkę? - popukał ją delikatnie w ramię, przechylając łeb na bok i zbliżając się niebezpiecznie twarzą do jej twarzy. Oczywiście owy ruch wykonał tuż ich wspólnym przedstawieniu się. Ale po chwili wyprostował się, pozostawiając na krótki czas Delorie w spokoju. A skoro chciała żeby zaprowadził ją do miasta, zgodził się. Chwycił ją mocnym uściskiem za dłoń, ciągnąc za sobą. Szli gdzie? Ha, w głąb lasu. Ale spokojnie, Ryon wie co robi, zna przecież drogi do czarodziejskiego miasta gdzie jest dużo świateł i śmiesznych ludzi.
- Pokażę Ci drogę do miasta, póki Oni nie chcą się wtrącić. - odezwał się nieco ponuro, marszcząc brawie niewidoczne brwi. Odnośnie słowa Oni chodziło tutaj o inne osobowości zamieszkałe w umyśle Ryona. One z całą pewnością inaczej mogłyby podejść do sytuacji Delorie i na pewno nie kierowaliby się naturalnymi potrzebami wampira.
- Skąd się tutaj wzięłaś? - spytał żeby ubić cisze, która aż mu huczała boleśnie w głowie, powodując tym samym silną migrenę. Zresztą już niedługo, już niedługo zaspokoi swój krwiożerczy głód.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Dróżka w lesie   Pią Sie 08, 2014 1:36 pm

- Przestań bawić się w bohatera! Na Twoje cykliwe gatki o marnych rycerzach też nie polecę. Po prostu mnie stąd z a b i e r z. Poważnie, tyle mi do szczęścia wystarczy! Jak będziesz chciał będę Cię nawet za to wielbić. O mój Ty terapeuto, czerwonooki zbawco pośrodku ciemnego zadupia. - palnęła, mierząc go przez chwilę krytycznym spojrzeniem, jakoby jego czarny humor w żadnym wypadku na nią nie podziałał. Durnowaty uśmieszek jegomościa też nie dał jej zbyt wiele do myślenia. W ogóle nie zwróciła na niego większej uwagi. Właściwie sama przywołała na swoją mordkę idiotyczny półuśmiech, namolnie wlepiając złote tęczówki w sylwetkę swojego rozmówcy. Trafił swój na swojego. Przynajmniej teoretycznie, wszak gdyby Ruda była normalna nie rozmawiałaby z Ryon'em na ciemnej, leśnej ścieżce. Wszystkim wampir raczej wydawałby się niebezpieczny, dla niej po prostu facet jest inny. Dziwny, specyficzny. Czasami mało bystry. Nie przeszkadza jej to jednak. Przynajmniej na razie. Ot, póty czuje się przy nim bezpieczna, to nie będzie wyciągała pochopnych wniosków. Już lepiej być udupionym z kimś niż samemu, co nie? Delka zrobiła głupią minę na słowa swojego towarzysza, zaraz z pseudo przejęciem łapiąc się za policzki. Ma specjalne buty!? Siedmiomilowe!? Kurwa, kozak! Piegowata właśnie po tym tekście przestała wierzyć w jakąkolwiek możliwość opuszczenia buszu. Przynajmniej z kolegą obok!
- Co ty gadasz? Skąd je wytrzasnąłeś? Wcisnęła Ci je baba na bazarze? - pisnęła z pełnym, jakże mało prawdziwym przejęciem. Puknął ją w ramię? Ona puknęła go w czoło, kiedy tylko zbliżył nieco swoją twarz do jej. Uniemożliwiła mu tym samym posunięcie się dalej. Ot co, chłopaczyna winien wiedzieć, że przestrzeni osobistej dziewczyn się nie narusza. Nawet jeżeli się nie znają, myhm. Jęknęła zaskoczona, kiedy złapał ją za rękę i zaczął ciągnąć w tylko sobie znanym kierunku. Zmarszczyła zabawnie nos, dłuższą chwilę posłusznie dreptając za poziomem E. Właściwie niczym wierny pies za panem, heuheu.
- Jacy oni? - warknęła, zapierając się na piętach, by nie iść dalej. O nienie. Jeżeli chciał sprowadzić kumpli i ją pobić, zrobić sobie z niej kolację albo co gorsza odbyć na niej masowy gwałt, to podziękuje. Wyrwie się i zacznie spieprzać ile sił w chudych nogach.
- Spadłam z nieba. - burknęła, zaraz milknąc. Tak, towarzystwo Ryon'a przestało ją bawić. W sumie już wszystko przestało ją bawić. Delka myślała teraz tylko o jednym - jak uciec, żeby jej nie złapał, o.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Dróżka w lesie   Pią Sie 15, 2014 9:40 am

Nie musi być taka nieśmiała. Ryon i tak uważał się za wybawiciela piegowatej damy, zresztą i ona niebawem będzie tak uważała. Już dziwny wampir się o to postara.
A kto normalny rozmawia z kimś takim jak Ryon? Bezkarny poziom E, niebezpieczny i niezbyt zdrowy umysłowo, choć może jakby trafiła na inną osobowość byłoby całkiem znośnie? A tak? Ruda nie ma pojęcia czego się spodziewać po osobniku wampirzej rasy. Zresztą widząc jej ślady na szyi musiała być kiedyś ugryziona.
- Tak! Dostałem je od babki z bazaru. Byłaś tam? - wieszczka! Ryon aż potarł łapy, rozkoszując się takim zbiegiem okoliczności. Choć co prawda ich spotkanie w przeszłości nigdy nie miało miejsca. Zatkał usta dłonią jak tylko puknęła go w czoło. Z całą pewnością mogliby się dogadać. Ruda po silnym przeżyciu ujrzenia wielkiego gada, Ryon wijący się wewnątrz siebie na widok piegowatej piękności. Dosłownie jakby miała na czole wypisane "Zjedz mnie".
- No Oni, Oni. Walczą o kontrolę nad MOIM ciałem. - wskazał palcem na głowę, jakby owa wojna działa się właśnie wewnątrz jej. Ścisnął mocniej dłoń dziewczyny, jakby przeczuwał chęć ucieczki. Nie ma bata, nie z Ryonem te numery. Odwrócił się do niej.
- Tak myślałem. - skinął głową, no i jak nasza panna zdoła uniknąć ciosu w głowę w celu ogłoszenia, gratulujemy zręczności al'a wampira. Ryon zamierzał ją porwać i po prostu wykorzystać.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Dróżka w lesie   Pią Sie 15, 2014 4:01 pm

Delka rozdziawiła szeroko usteczka na wzmiankę o innych, próbujących przejęć kontrolę nad ciałem i umysłem Ryon'a. Ba! Ruda automatycznie zbladła, cicho pojękując kiedy tylko zacisnął mocniej dłoń na jej kruchej ręce. Cóż, piegowata należy do niezwykle delikatnych osóbek! Próg bólu jest u niej naprawdę niewielki. Jak była mała darła się nawet na widok strzykawki. Nie, żeby bała się pobierania krwi i samego widoku czerwonej cieczy, nienie. Bała się jedynie niewielkiego bólu wywołanego przez wkłucie się igły wprost do żyły. A tak? Hulaj dusza!
- Puszczaj mnie. Puszczaj mnie, mówię poważnie. Dam sobie radę bez Ciebie. - wymamrotała, wręcz instynktownie wbijając mu długie paznokcie w rękę, którą ją od dłuższego czasu trzymał. Ot, zrobiła to zupełnie nieumyślnie, chciała się po prostu wyrwać! Przynajmniej spróbować uciec. Z wampirem jednak nie ma szans. Delorie dostała prosto w swoją rudą łepetynę, bezwiednie osuwając się w ramiona Ryon'a. Co dalej? A cholera go wie! Piegowata zupełnie przestała kontaktować, ba! Była jak zwykły worek ziemniaków ~

[ztx2]
Powrót do góry Go down
Yuki
Yuki
Yuki
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t164-yuki http://vampireknight.forumpl.net/t214-yuki
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 920


PisanieTemat: Re: Dróżka w lesie   Sro Paź 12, 2016 6:47 pm

Yuki zmierzała do posiadłości, choć tam nie mieszkała, ale miała tam jeszcze całe mnóstwo swoich rzeczy, które chętnie weźmie, albo przynajmniej niektóre z nich. Dawno jej nie było i przydałoby się przetrzepać swoje rzeczy, a tak poza tym szukała jakiejś wymówki, dla której w ogóle mogłaby pójść do starego domu. Nie wiedziała nawet czy kogoś tam zastanie, ale dobrze znane jej mury napawały ją optymizmem, w tym niezbyt przyjemnym świecie i pomimo faktu, jak wiele miała na głowie. Będzie musiała wreszcie wziąć się w garść i kilka spraw pozałatwiać, a nazbierało się tego. Rill, Yv, Gebriel, Azel... pewnie znalazłoby się i jeszcze więcej, ale wampirzyca nawet nie chciała się dalej w to zagłębiać.
Szła wolno doskonale dobrze znaną jej ścieżką. Dlaczego wreszcie nie przerzuci się na samochód, zamiast chodzić pieszo kilka kilometrów? Po prostu uwielbiała te spacery, to po pierwsze, a po drugie nic jej nie goniło, a przejście się działało na nią orzeźwiająco i dzięki temu wracała do równowagi. Tego jej było trzeba i dzięki temu mogła też myśleć trzeźwiej i bardziej logicznie, a to zdecydowanie będzie korzystniejsze zarówno dla niej, jak i dla wszystkiego innego.
Blondwłosa, drobna wampirzyca niż można byłoby po niej przypuszczać, jednak siła fizyczna a psychiczna to co innego. W tej drugiej sferze niestety czasem zawodziła, choć lata doświadczeń nieco ją podbudowały. Pewnym krokiem szła przed siebie.

_________________
* * * * * * * *
Powrót do góry Go down
OP Garruch
Mistrz Gry (MG)
Mistrz Gry (MG)
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1166-garruch http://vampireknight.forumpl.net/t2942-czarna-vip-lista http://vampireknight.forumpl.net/t3003-garruch#63208 http://vampireknight.forumpl.net/t3321-op-garruch#71567
Zarejestrował/a : 17/09/2013
Liczba postów : 974


PisanieTemat: Re: Dróżka w lesie   Sro Paź 12, 2016 7:33 pm

Zaszczute zwierzęta często moją tak, że gryzą. Tak samo i było w tym przypadku. Przegonione wampiry ze slumsów szukały innego schronienia przynajmniej na tą noc, aby rankiem powrócić do slumsów. Wiedziały doskonale, że łowcy którzy zapuszczali się na ich tereny znikali wraz z bladym świtem, a ten dawał im chwilę, aby się wycofać. Było też coraz więcej wampirów, które nie wiadomo czemu, ale ich również nękały. Nic dziwnego, że zaczynały atakować dosłownie co popadnie.
I tak oto zawędrowały aż do lasu, gdzie na wielu hektarach nikt ich nie powinien szukać. Było ich dziesięciu, każdy siedział na innym drzewie i oczekiwał poranka. Liście na drzewach zapewniały im odpowiednią ochronę przed wzrokiem, a zapach lasu maskował również ich nieprzyjemny zapach.
Samotna i zadumana podróżnicza nie mogła się spodziewać gwałtownej reakcji wampirów, które po jednym syku zeskoczyły z drzew i groźnie sycząc zaczynały się zbliżać.
Yuki miała oczywiście chwilę na ocenę sytuacji. Jeśli miała jakąś broń to należało jej teraz użyć, ponieważ zaprawieni w atakach grupowych- wypierdki z najniższej krwi wampirów planowały ją atakować raz po raz. Czterema wręcz atakami na raz.
Na domiar złego na dróżce za Yuki pojawił się jakiś wielgachny kot, który obserwował wszystko z obojętnością...
A może to wszystko było tylko złym snem?

_________________

What a timely coincidance! I'm Dying for a little drop of blood...
Płaszcz, który obecnie nosi Garruch
Powrót do góry Go down
Yuki
Yuki
Yuki
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t164-yuki http://vampireknight.forumpl.net/t214-yuki
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 920


PisanieTemat: Re: Dróżka w lesie   Sro Paź 12, 2016 7:54 pm

Szła tą drogą tyle razy, kto by się spodziewał, że ktoś będzie chciał ją zaatakować? Do tego stado wściekłych wampirów? Ona w życiu by się tego nie spodziewała, choć w swoim życiu miewała już podobne sytuacje, choć taka jak ta, po raz pierwszy. Może i byli przepędzeni przez łowców i wściekli, ale czy odważyliby się atakować wampirzycę szlachetnej krwi? Przecież to było samobójstwo i nie chodzi nawet o to, czy mogłaby ich zabić czy nie, ale sam fakt podniesienia ręki na kogoś jej krwi było przecież surowo karane przez Radę Wampirów. Oni chyba jednak o tym nie słyszeli.
Yuki zatrzymała się raptownie, gdy została otoczona. Nie miała ze sobą żadnej broni, nie licząc swoich własnych nieco zardzewiałych mocy.
- Zostawcie mnie, nie macie prawa mnie atakować!
Jeżeli to nie poskutkowało, to jedynie co jej zostało to się bronić. Całą swoją mocą używając do tego zarówno fizycznej siły, jak i swoich wrodzonych mocy odrzucając jednego za drugim. Mieli jednak sporą przewagę liczebną, Yuki nie była tak zaprawiona w walce, a do tego miała niezbyt odpowiedni do tego ubiór. Sukienka średnio nadawała się do walki, ale kobieta niezbyt się tym przejmowała.
Dlaczego akurat teraz? Yuki nie wiedziała jak mogło do tego dojść.

_________________
* * * * * * * *
Powrót do góry Go down
OP Garruch
Mistrz Gry (MG)
Mistrz Gry (MG)
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1166-garruch http://vampireknight.forumpl.net/t2942-czarna-vip-lista http://vampireknight.forumpl.net/t3003-garruch#63208 http://vampireknight.forumpl.net/t3321-op-garruch#71567
Zarejestrował/a : 17/09/2013
Liczba postów : 974


PisanieTemat: Re: Dróżka w lesie   Sro Paź 12, 2016 8:08 pm

Zaszczute zwierze nie myśli o niczym innym niż o swojej obronie. Być może krew D by posłuchała jej słów, ale nie wiecznie głodne wampiry krwi E, którym było wszystko jedno co- byleby zeżreć. Rada wampirów? A czy ktokolwiek z rady stawał naprzeciw całej gromadzie wypędzonych ze swojego leża? To musiały być jakieś niedobitki z czasów panowania Samuru, kiedy to po zachodzie słońca trzeba było zamknąć drzwi i się modlić, aby żaden wampir nie wybrał sobie lokum człowieka... Tak oto właśnie powstawały takie wampiry... Potem zbierały się w kupy i jakoś koczowały wspólnie. Łowcy w końcu musieli się za nich wziąć i takie są tego efekty.
Władza nad wodą? Ciężko było stworzyć coś z niczego, jednak udało się na tyle, aby pierwszych dwóch przeciwników po prostu zmyć, przewrócić ich. Telekineza... Odrzucenie jednego przeciwnika na drugiego... Uf, pierwsza fala jakoś odparta, ale chwilę później zaatakowała kolejna czwórka, a zaraz za nimi kolejna dwójka.
Oni również nie mięli broni, jednak nie potrzebowali. Byli jak bestie, którym wystarczyły kły.
Wampirza siła i szybkość uporały się z kolejną czwórką, aby ich odrzucić... wstali tamci z pierwszej fali i dołączyli. Dwóch kolejnych już się rzuciło...
W efekcie takiej walki sukienka zaczynała się rwać, zaczepiana co jakiś czas przez wyhodowane pazury krwi E. Jeden tak bardzo szarpnął, że szwy zaprotestowały...
Nie minęła dłuższa chwila, a któremuś w końcu się udało wskoczyć kobiecie na plecy i się ich uczepić-uczepić nie tylko rękami i nogami, ale również wbić w odsłonięte ramię swoje kły....
A kot z daleka patrzył na to wszystko bez większego ruchu. Dopiero po tym jak na jej plecy skoczył wampir, kot ruszył też na kobietę...
Świetnie, prawda? Skalny kot jednak ryknął i nie próbował zaatakować kobiety, lecz wampiry...
Chwilę za kotem znalazł się i wielkolud, który trzymał już broń w ręku i jego powolny krok zmienił się w bieg, kiedy zauważył kto jest celem ataku tych wymoczków...

_________________

What a timely coincidance! I'm Dying for a little drop of blood...
Płaszcz, który obecnie nosi Garruch
Powrót do góry Go down
Yuki
Yuki
Yuki
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t164-yuki http://vampireknight.forumpl.net/t214-yuki
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 920


PisanieTemat: Re: Dróżka w lesie   Czw Paź 13, 2016 4:13 pm

Yuki walczyła na tyle, na ile mogła, ale pomimo swojego poziomu krwi, nie miałaby szans z tak dużą grupą przeciwników, do tego uzbrojonych i wściekłych ja stado dzikich zwierząt. Innymi słowy Yuki była w tym momencie zbyt ucywilizowana, do tego kompletnie nieprzygotowana. Atakowała raz za razem, ale po początkowych sukcesach została niemal przygnieciona liczebność oraz wściekłością ataków, których w końcu nie mogła odparować, a przynajmniej nie wszystkich. Niestety każde pojedyncze udane uderzenie sprawiało, że wystawiała się na kolejne i z każdą chwilą było tego coraz więcej, aż w końcu praktycznie w ogóle nie miała się już jak bronić.
Opadła na siemię przygnieciona ciężarem ciała, a potem krzyknęła, gdy czyjeś zęby wbiły się w jej ciało. Krew szlachetna była bardzo cenna, a oni zamierzali ją chłeptać jak podrzędny napitek.
Poczuła zapach własnej krwi, która z niej upływała zdecydowanie zbyt szybko. Wampir chyba nie tylko wbił się w nią kłami, ale całkiem nieźle ją poharatał. Każda kolejna rana była przez nią silnie odczuwana. Krzyknęła, próbując się wyrwać z uścisków, nawet pomimo ran i tego, że z każdą chwilą pojawiały się nowe, ja każdym skrawku jej ciała. Czy tam żałośnie miała skończyć? Wampira szlachetnej krwi niełatwo zabić, ale teraz nie miała już pewności czy to przeżyje...

_________________
* * * * * * * *
Powrót do góry Go down
OP Garruch
Mistrz Gry (MG)
Mistrz Gry (MG)
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1166-garruch http://vampireknight.forumpl.net/t2942-czarna-vip-lista http://vampireknight.forumpl.net/t3003-garruch#63208 http://vampireknight.forumpl.net/t3321-op-garruch#71567
Zarejestrował/a : 17/09/2013
Liczba postów : 974


PisanieTemat: Re: Dróżka w lesie   Czw Paź 13, 2016 7:47 pm

Koniec? Nie... To nawet jeszcze nie był początek końca.
Garruch był już blisko, wykorzystując wszystkie swoje atuty, aby dotrzeć na miejsce jak najszybciej. Tośka ryknęła i powaliła swoją siłą dwóch i dopadła jeszcze trzeciego, który próbował uciekać. Po prostu poodgryzała im karki! Cóż za silny i mądry kot.
Co z resztą? Pierwszego Garruch oczywiście zdjął z Yuki, ale nie wyrwał jego kłów z jej ciała, a po prostu wbił mu rękojeść w głowę, aby pod wpływem szoku rozwarł szczęki i po prostu zamienił się w pył.
Stojąc w rozkroku nad ranną, od razu musiał uniknąć śmiałego ataku ze strony kolejnego... I skoczyło się na tym, że skoczył wprost w łapy Garrucha, który puścił broń i bez większego trudu złapał delikwenta w locie za gardło, a potem rzucił nim o ziemię, telekinezą powodując, iż łańcuch z broni zaczepił go i zabił.
Pozostało pięciu... którzy uciekli jak to zwykle mieli w zwyczaju. Garruch zamiast ich gonić, po prostu 'zszedł' znad rannej i przy niej uklęknął. Bał się chociażby ją dotknąć, wyciągając ręce jakby tego chciał, jednak się powstrzymał. Przecież to wampirzyca. A nic lepiej nie stawia na nogi wampira jak krew człowieka. Gabriel prędzej by sczezł, niż tanio oddałby swoją krew.
Teraz było inaczej. Lewa rękawica szybko spadała na ziemi, a wielka łapa powoli dotknęła blond włosów. Chciał jej pomóc się obrócić na plecy. Może i będzie bolało... ale wieczorna trawa ukoi choć trochę piekący ból.
-A teraz żadnych pytań. Po prostu pij...
Garruch wyciągnął sztylet i przeciągnął sobie przy nadgarstku ostrzem, uwalniając zapach niezbyt przyjemnej krwi mieszaniny ludzkiej i wampirzej. Przyłożył też rękę do ust kobietym, aby wymuszony krwotok spływał jej do ust... Chociażby tego nie lubiła, to wypije choć trochę, aby procesy samoregeneracji przynajmniej zamknęły jej rany...
A smak jego krwi? Był jak wytrawne wino w porównaniu do półsłodkiego smaku krwi zwykłego człowieka.

_________________

What a timely coincidance! I'm Dying for a little drop of blood...
Płaszcz, który obecnie nosi Garruch
Powrót do góry Go down
Yuki
Yuki
Yuki
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t164-yuki http://vampireknight.forumpl.net/t214-yuki
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 920


PisanieTemat: Re: Dróżka w lesie   Czw Paź 13, 2016 8:14 pm

Nie spodziewała się tego, że w tej głuszy lasu ktoś przyjdzie jej z pomocą. W sumie samego ataku również się nie spodziewała, więc właściwie wszystko było możliwe. Siły ją opuszczały, ból ogłuszał, a ciepła ciecz lejąca się po jej plecach świadczyła o tym, jak szybko traci krew. Próbowała się rzecz jasna bronić, chciała zrzucić napastników, ale robiła to na oślep i zdecydowanie desperacko. Nie szło jej najlepiej i pewnie skończyłoby się to kiepsko, gdyby nie nagły ratunek. Yuki była zbyt skoncentrowana na tym, by walczyć o przetrwanie, by zorientować się w tym, kto właśnie odpędzał jej napastników.
Słyszała krzyki, potem coś mocniej na nią naparło, krzyknęła, czując ostre kły, a potem ciężar zelżał. Opadła na ziemię ciężko dysząc, ale zaraz zacisnęła zęby, podobnie jak pięści, starając się stłumić ból, który ją rozrywał. Przymknęła oczy, ale po chwili je otworzył, gdy poczuła czyjś dotyk. Nie był to żaden z napastników i minęła chwila, nim zorientowała się z kim ma właściwie do czynienia. To ją jednak mocno zdziwiło. Gabriel był w tym momencie ostatnią osobą, od której spodziewałaby się pomocy.
Spojrzała na mężczyznę szeroko otwartymi oczami, w których mógł dostrzec zarówno zdziwienie jak i strach. Chciała coś powiedzieć, ale ponownie zacisnęła usta, czując ból w rozerwanym ramieniu, jak i pozostałych częściach ciała, które zostały poranione.
Zaraz potem poczuła zapach krwi. Krwi Gabriela. Otwarła oczy ponownie zaskoczona, a jej zdziwienie wzrosło jeszcze bardziej, gdy mężczyzna przyłożył zranione przedramię do jej ust. Chciała odsunąć twarz, ale nie pozwolił jej na to, siłą rzeczy więc zaczęła pić te łyki krwi, najpierw niechętnie, potem już bardziej łapczywie, choć nie nachalnie. Czuła że siły jej wracają, a rany się goją, przynajmniej częściowo. Niestety, żeby w pełni się wyleczyć będzie potrzebowała czegoś więcej niż kilku łyków krwi łowcy.
W końcu mając nieco więcej sił odtrąciła jego rękę i postarała się usiąść. Syknęła czując pieczenie, ale nie było to nic tragicznego. Szybko się zagoi.
- Co ty... co ty tu robisz? - w końcu zadała pytanie, choć jej głos brzmiał dość słabo i był cichszy niż zazwyczaj.
Łowca ten był naprawdę ostatnią osoba, której mogłaby się spodziewać, szczególnie po ich ostatnim spotkaniu, w którym niestety go zraniła.

_________________
* * * * * * * *
Powrót do góry Go down
 
Dróżka w lesie
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next
 Similar topics
-
» Tajemnicze miejsce w Zakazanym Lesie
» Dróżka w lesie
» Opuszczony ludzki Dom, głęboko w lesie. [+18!]
» Dom w lesie
» Opuszczony domek na drzewie

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Vampire Knight :: Poza Miastem :: Lasy-
Skocz do: