IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Dróżka w lesie

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4
AutorWiadomość
Yvelin
Mistrz Gry (MG)
Mistrz Gry (MG)
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t633-yvelin-shiroyama http://vampireknight.forumpl.net/t1148-yvelin#17606 http://vampireknight.forumpl.net/t2137-yvelin http://vampireknight.forumpl.net/t2096-yvelin http://vampireknight.forumpl.net/f79-posiadlosc-sharp
Zarejestrował/a : 28/10/2012
Liczba postów : 537


PisanieTemat: Re: Dróżka w lesie   Pon Cze 05, 2017 7:32 am

Od ich ostatniego spotkania minęło kilka lat, przez ten czas obje sporo przeszli, a każde kolejne doświadczenie pozostawia po sobie ślad, na ciele, na psychice. Każdy się zmienia, chociaż trochę i może w przeciwieństwie do Samaela, Yvelin niewiele się zmieniła z wyglądu, to jakaś wewenętrzna przemiana w niej nastąpiła. Nie było to nic dużego, raczej takie subtelne niuanse.
Rzuciłaby mu się w ramiona, jeszcze jakieś dwa miesiące temu, przed tym zanim odzyskała wymazany fragment pamięci. Wtedy pomyliła jego ojca z nim i gdyby nie była tak wycieńczona zachowałaby się jak zakochana nastolatka. Była jednak w dość nieciekawym stanie, na tyle poważnym, że Kain nakarmił ją swoją krwią, co wcale nie było dla niej ratunkiem, a dobiciem jej. Tyle lat spędziła w błogiej nieświadomości, tyle czasu sądziła, że Samael zniknął z dnia na dzień z nieznanego jej powodu. Głowa rodu Asmodey najpierw lata temu usnęła jej pamięć, aby teraz przypomnieć jaki grzech popełniła i to w jeden z najgorszych możliwych sposobów. Nie zwracając jej własnych wspomnień, a pokazując to co Omitsu pamiętała. Było to jak chory film, w który z początku nie chciała wierzyć...
Jego osoba, za którą tak bardzo tęskniła przez te wszystkie lata, teraz wcale nie wywoływała u niej przyjemnych odczuć. Była do niego nastawiona negatywnie. Z tyłu głowy cichy głosik jej podpowiadał, że Sam, będzie się mścić. To z jej powody trafił do celi, zakuty w łańcuchy. I nie miała najmniejszego zamiaru udawać, że o tym nie wie.
- Trochę się pozmieniało... Kotku.- Rzuciła w odpowiedzi, swoje spojrzenie wciąż wbijała w jego twarz. Miała ogromną ochotę się na niego rzucić, ciało wciąż reagowało tak samo na jego osobę, wciąż ją do niego ciągnęło. Stała jednak dzielnie, wytrzymując to okrutne napięcie, które między nimi narosło.
Och nie, na pewno nie miała na myśli to, że będą go w nieskończoność więzić, aż tak naiwna niebyła. Nie sądziła jednak, że wróci do Japonii, w końcu nigdy nie przepadał z Yokohamą. Już prędzej się spodziewała, że wpadną na siebie w jednej z europejskich stolic. W końcu ona jako malarka często podróżowała i odwiedzała stare śmiecie, gdzie mili tą przyjemność się spotykać przed swoim romansem. Chociaż widok Kaina zwiastował nieszczęście.
W towarzystwie wampira przestała być rozsądna, dała mu się dotknąć, przez chwilę rozkoszowała się nawet tą miła pieszczotą. Pozwoliła aby jego zimne palce sunęły po jej policzku, mijając drobną blizną, która sprezentował jej jeden z łowców.
Wiedziała, że ta miła pieszczota nie będzie trwać wiecznie.. To nie było w jego stylu.. Mimo wszystko brutalność miał w sobie, tego nigdy się nie wyprze, a nawet pewnie by nie chciał. Czuła bardzo wyraźnie jak z sekundy na sekunde zaciska szpony mocniej, jej włosy się naprężały drażniąc cebulki. Coraz większy dyskomfort i ból sprawiły że rozchyliła usta w niemym jęknięciu. Co tylko ułatwiło mu sprawdzę z brutalnym i krwawym pocałunkiem. Yvelin lubiła takie zabawy, chociaż nie miała już od dawna kompana do takich pieszczot. Jej obecny mąż, Elliot, był raczej typem namietno-romantycznego kochanka. Za to Sam, to zupełnie inna bajka. Gryzł ją, ale nie została mu dłużna, czy mu się to podobało czy nie, jej kły też poszły w ruch i mimochodem zahaczały o jego wargi i język rozcinając cienką skórę w tym makabrycznym i brutalnym pocałunku. Dłońmi odruchowo objęła go wokół szyi wzbijając w nią długie i ostre paznokcie. Samael zawsze rozbudzał w niej żądzę pierwotne, to co miała w sobie najdzikszego, ale ukrytego przez spojrzeniami.  Zatraciła się w tej małej makabrze, chociaż ból zaczynał już przekraczać tą granicę przyjemności i rzeczywiście stawało się to coraz bardziej niewygodne. W tym wszystkim nie zwróciła uwagi na to, że ciemnowłosy sięgnął po nóż, nie miała więc okazji aby się cofnąć i zorientować w sytuacji. Była skazana na jego łaskę i nie łaskę. Ech, głupiutka blondyna, trzeba było uciekać, kiedy był na to odpowiedni moment.

_________________
Powrót do góry Go down
Samael

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3142-samael#66400 http://vampireknight.forumpl.net/t3143-samael#66402 http://vampireknight.forumpl.net/t2756-opis-zamczyska-rodu-dracula
Zarejestrował/a : 14/01/2017
Liczba postów : 188


PisanieTemat: Re: Dróżka w lesie   Pon Cze 05, 2017 2:14 pm

To interesujące, że stary smok najpierw pozbawił blondynkę wspomnień z tej feralnej nocy kiedy przespała się z Omitsu a następnie, po latach zdecydował się je przywrócić. I to z całkowicie różnej perspektywy, tak by mogła to wszystko widzieć jako obserwator. By mogła patrzeć na samą siebie podczas tego lesbijskiego, brzemiennego w skutkach uniesienia i dowiedzieć się również co naprawdę stało się z jej niedoszłym mężem. Pani Asmodey prawie przypłaciła zdradę męża życiem niemal będąc pożartą żywcem przez swojego syna. Uratowało ją tylko posiadanie siostry bliźniaczki. Biedna Nami. Został po niej tylko but i strzępek ubrań. Ale tego już Yvelin nie mogła wiedzieć. Tak czy inaczej pytanie pozostaje to samo: Czy działania Kaina były perfidne i wykalkulowane by zadać blondynce maksymalnie dużo cierpienia? Jest to jak najbardziej w jego stylu. Psychiczne znęcanie się nad wrogiem to jedna z jego ulubionych metod działania. Na dodatek wiedząc już, że Samael znów jest na wolności, nie raczył poinformować o tym jego byłej narzeczonej. Może wtedy byłaby nieco ostrożniejsza bo oczywistym było, że ten zwyrodnialec prędzej czy później zacznie na nią polowanie.
- Widzę, że przynajmniej jedno się nie zmieniło. Nadal nie posiadasz instynktu samozachowawczego. - na jego bladej twarzy zagościł paskudny uśmiech, obnażający potężne kły - Pędzisz na spotkanie przeznaczenia jak ćma do ognia.
Oj tak, z ogniem miał od jakiegoś czasu sporo wspólnego i chętnie jej to pokaże, choćby przypalając jej to zgrabne ciałko do żywego mięsa. Nie zawaha się użyć wszelkich metod by sprawić jej cierpienie, wykorzysta wszystko co tylko wiedział na jej temat. A nieco wiedział, miała wszak zostać jego żoną.
Nie zdziwiło gdy blondynka zaczęła odpowiadać na jego pocałunek, zawsze była nienormalna i ciągnęło ją do wszelkich chorych zabaw sado-maso. Tym razem jednak ból był poza kontrolą, nie sprawiał przyjemności a realne, fizyczne cierpienie. Kiedy kończył zadręczać jej usta omal nie odgryzł jej dolnej wargi tak mocno wbijając w nią kły i ciągnąc ją w swoją stronę. Krew mieli wszędzie, na brodach, szyjach i klatkach piersiowych. Mieszały się tworząc jedyną i niepowtarzalną mieszankę smaku i aromatu. Wtem do akcji wkroczyła zimna stal.
Wlepiał w nią swoje błyszczące szkarłatne ślepia, beznamiętne i lodowate w swym wyrazie, kiedy po jej kręgosłupie sunęło zagłębione w ciele ostrze. Rozcinało marynarkę, rwało koszulkę a co najważniejsze zostawiało za sobą długi, głęboki szlak lejącej się, gorącej czerwieni.
Krąg smoczego ognia otoczył ich gdy ze wściekłym rykiem potężne płomienie po prostu wystrzeliły w niebo. Gorąc nie do zniesienia i oślepiająca jasność oznaczały, że niebezpieczeństwo jest tuż tuż, ledwie metry od nich. Trzask ginącego drewna, tumany rozpalonych do czerwoności iskier, rozpętywało się pandemonium ognia.
- Skoro mam Cię z powrotem... Nie pozwolę by teraz coś lub ktoś stanął między nami. - zaśmiał się upiornie, szarpiąc ją za włosy, które trzymał od dłuższego czasu, zmuszając ją tym samym do mocnego zadarcia głowy ku górze. Patrzył jej prosto w oczy a w jego nienawistnym spojrzeniu odbijał się pożar - Cieszysz się, prawda skarbie?
Ostrze noża przynajmniej na trzy centymetry wbiły się w ciało kobiety, w okolicach krzyża, zmuszając ją by wygięła się w łuk i przylgnęła do swego oprawcy - Myślę, że powinienem Cię podpisać, wiesz? Tak abyś zawsze pamiętała do kogo należysz a ten, któremu będziesz chciała nadstawić tyłka zastanowił się dziesięć razy zanim z niego skorzysta.
Pastwił się chwilę nad nią po czym jego długie zębiska zatopiły się w delikatnej szyi. Siła uścisku szczęk połączona z pokaźnym rozmiarem uzębienia sprawiły, że nie tylko odcinał jej skutecznie dopływ powietrza, ale naprawdę niewiele brakowało do tego by jej kark pękł niczym sucha gałązka. Szczęściem w nieszczęściu było, że nie chciał jej zabić. To byłoby zbyt proste. I cierpiała by zdecydowanie za krótko.
Powrót do góry Go down
Yvelin
Mistrz Gry (MG)
Mistrz Gry (MG)
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t633-yvelin-shiroyama http://vampireknight.forumpl.net/t1148-yvelin#17606 http://vampireknight.forumpl.net/t2137-yvelin http://vampireknight.forumpl.net/t2096-yvelin http://vampireknight.forumpl.net/f79-posiadlosc-sharp
Zarejestrował/a : 28/10/2012
Liczba postów : 537


PisanieTemat: Re: Dróżka w lesie   Wto Cze 06, 2017 7:35 pm

To była bardzo w stylu Kaina i blondi mogłaby się założyć o wszystko co ma, że było to zrobione z premedytacją. Siedząc przez jakiś czas w lochach oświaty nasłuchała się opowieści o tym rodzie. Sama też co nieco wiedziała, a jak się wszystko złożyło w jedną całość, to miało się raczej dość klarowny obraz rodu Asmodeyów.
Jakby wiedziała, że jej niedoszły mąż wrócił, lepiej przygotowałby się na ich spotkanie, byłaby też bardziej czuja. Zwłaszcza w tej okolicy, bowiem upiorne zamczysko sąsiadowało z rezydencją Sharp. Ostatnio wizyty w tym przeklętym dworze przynoszą jej ogromnego pecha. Normalnie nigdy więcej!
Atmosfera zrobiła się dosłownie gorąca. Nie dość, że jego bliskość działa na nią dość mocno, to do tego roztaczający się wokół nich zapach krwi i teraz jeszcze te płomienie w akompaniamencie przeszywającego ją bólu. Zawsze lubiła brutalność, tym razem jednak ból wymykał się spod kontroli. Nie był on przyjemnym urozmaiceniem igraszek. Był to ten sam rodzaj cierpienia, który zafundował jej Dastan. Musi sobie na przyszłość zapamiętać, żeby się nigdy więcej do facetów nie zbliżać, a tym bardziej nie łamać im serc, przynosi to więcej szkody niż jest to warte. Im niżej znajdowało ostrze na jej plecach, tym bardziej przylegała ciałem do swojego oprawcy. Nóż na tyle głęboko zatapiał się w jej ciele, że aż ją parzyło. Na jej zazwyczaj pogodnym licu, teraz malował się grymas potwornego bólu. Palce wbijała w jego szyję, paznokcie raniły skórę i powoli przybierały gorącą barwę szkarłatu. Kocie oczy, które tak uparcie w niego wlepiała pierwszy raz przy nim przepełnione były cierpieniem.
- Już do Ciebie nie należę.- Syknęła przez zaciśnięte zęby. O tak, nie posiadała instynktu samozachowawczego i wiedzy na temat swojej przynależności. Nie miała pojęcia, że jej ukochana mamusia zawierając umowę z Kainem, podpisała pakt z samym diabłem. Tylko zamiast oddać duszę, oddala swoją pierworodną. Nie wiedziała, że jej ślub z Elliotem jest poważnym naruszeniem umowy i chyba nie chciała o tym wiedzieć. Ta błoga nieświadomość jest lepsza.
Zadarła głowę zgodnie z jego widzi mi się, zresztą nie miała innego wyjścia. Sytuacja w której się znalazła nie pozostawiała zbyt dużego wyboru, albo on albo płomienie, aż chciałoby się rzec ognia piekielnego. To już zdecydowanie wolała jego. Generalnie wampiry nie przepadały za tym, jak coś je podpiekało, ona to już tym bardziej. Im wyższa temperatura otoczenia tym trudniej było jej funkcjonować, do tego spora utrata krwi i niestety była na jego łasce. Kiedy tylko zanurzył kły w jej szyi, warknęła z bólu, ten akt był brutalny i nie miał nic wspólnego z jakąkolwiek pieszczotą. Odruchowo starała się odepchnąć, ale to tylko sprawiło jeszcze więcej szkody. Mogła tylko coraz mocniej i głębiej wbijać w jego ciało swoje szpony i co najwyżej bić wolną dłonią, zaciśniętą w pięść jego ramię, albo szarpać go za włosy. Była w potrzasku i nie miała jak się stąd ruszyć.
- Nie jestem i nie będę Twoja.- Warczała walcząc z nim, bólem i bezsilnością. O nie, ale się nie podda, a przynajmniej nie tak łatwo. Dobra, raz się żyje, miała zbyt dużo do stracenia, aby nie zaryzykować. No właśnie nie miała gwarancji, że się uda, nie w stu procentach i pewnie nie na tak długo jakby sobie tego życzyła, w końcu była dość mocno osłabiona. Korzystając z tej ich bliskość, z tego, że go dotyka postanowiła wypróbować na ile w tej sytuacji jej moc paraliżu ma jakiekolwiek zastosowanie, może chociaż uda się jej wyswobodzić z uścisku. I jak będzie miała chociaż trochę szczęścia i starczy jej siły, może przy pomocny jeszcze jednej z mocy, właśnie tej, która w każdą letnią, gorącą noc przynosi jej ukojenie, przedostanie się przez ten cholerny ogień, albo i nie. Albo padnie z wycieńczenia u jego stóp. Nie będzie jednak potulna i grzeczna, chce ją zawlec do zamczyska czy gdziekolwiek indziej, musi to zrobić siłą i koniec kropka.

_________________
Powrót do góry Go down
Samael

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3142-samael#66400 http://vampireknight.forumpl.net/t3143-samael#66402 http://vampireknight.forumpl.net/t2756-opis-zamczyska-rodu-dracula
Zarejestrował/a : 14/01/2017
Liczba postów : 188


PisanieTemat: Re: Dróżka w lesie   Wto Cze 06, 2017 9:35 pm

Ta rodzina już taka była. Dumna, mściwa i pamiętliwa aż do granic absurdu. Kiedy podpadało się komukolwiek z nich należało być świadomym, że nigdy tego nie zapomni. Zemści się, za rok, dwa, dziesięć. Nawet sto lat. Ale prędzej czy później weźmie rewanż i to z dużą nawiązką. Ale kim Yvelin była by oceniać kogokolwiek z Asmodeyów? Czy to Kaina czy też jego potomka? Mogła tego nie zauważać, ale w swoim okrucieństwie i wyrachowaniu nie ustępowała zbyt wiele wampirom spod znaku smoka. Ile serc złamała? Ilu facetów doprowadziła do załamania, wściekłego gniewu i frustracji? Samael nie był jedynym na jej koncie, lista była długa. Urocza blondyneczka była większą manipulatorką i intrygantką niż chciałaby to przyznać sama przed sobą. Niemożliwe bowiem było by ktoś postępował w identyczny sposób, osiągając dokładnie taki sam efekt i robił to nieświadomie.
- Mylisz się. Należysz do mnie czy to Ci się podoba czy nie. - pomimo kobiecych paznokci orzących skórę na jego karku i ramieniu uśmiechnął się szeroko. Nie to, że go nie bolało. Oczywiście, że czuł jak rozrywa mu skórę. Problem polegał na tym, że jeszcze sprawiało mu to masochistyczną przyjemność - Może wyleciało Ci to z głowy, ale wiąże Cię ze mną pewna umowa. I nie ważne jest z kim rżniesz się odkąd mnie wjebano do klatki. Ważne jest, że wróciłem i biorę sobie to co moje. - warknął głośno wgryzając się w jej drobną szyję. Pił jej szlachetną krew żarłocznie, łapczywie czerpiąc łyk za łykiem, niemal bez opamiętania. Mogła odnieść wrażenie, że chce wysuszyć ją do cna. Krew tej kategorii zawsze smakowała wybornie a na dodatek, akurat ta specyficzna, zawsze cholernie mu smakowała i działała bardzo pobudzająco. Paradoksalnie dobrze się stało, że nie przeleciał prawniczki ojca. Dzięki temu natknął się na dużo bardziej łakomy kąsek, nawet jeśli zdobycie go kosztować go będzie więcej wysiłku. Bo wyglądało na to, że dziewczyna nie podda mu się bez walki.
Próbowała się szarpać. Głupie. Cholernie głupie, biorąc pod uwagę, że wgryziony był w jej gardło. Efekt mógł być tylko jeden, więcej bólu i potworne rany szarpane. Mimo to doceniał jej wysiłki. Gdyby tak po prostu padła na ziemię i poddała się jego woli nie odczuwałby żadnej satysfakcji ze schwytania jej. Bo taki miał zamiar, czego zdążyła się już chyba domyślić. Nie tylko po jego dotychczasowym zachowaniu, ale również z dość dobrej znajomości jego charakteru. Choć wiele rzeczy uległo zmianie, niektóre rzeczy nie zmieniają się w ogóle. Lubił się pastwić.
- Nikt Cię kurwa nie pytał o zdanie! - nie wytrzymał w końcu tego ciągłego "nie", "nie będę", "nie jestem". Ile się można produkować?! Brał co chciał i tyle, nikogo nie pytał czy można. A jej tym bardziej. Była tylko kruchą blondynką, która znalazła się w niewłaściwym miejscu o niewłaściwym czasie. Przynajmniej teraz. Bo mimo wszystko nie można rzec, że nie zasłużyła sobie na karę.
Pewność siebie i brawura Samaela musiała prędzej czy później doprowadzić do tego, że zostanie potraktowany jakąś mocą czy ukrytą bronią. Taki już był i choćby nie wiem ile razy mu się to zdarzało, nadal będzie twierdził, że jest niepowstrzymanym, chodzącym terminatorem. Gdyby w tej chwili zobaczyli go jego instruktorzy i nauczyciele z pewnością dostałby niezły opierdol za danie się zrobić jak dziecko. Sparaliżowała go!
Sytuacja wydawała się nieciekawa. Ale! Nadal okrążały ich smocze płomienie. Na dodatek, sparaliżowała go całkowicie pozostawiając na jakiś czas w pozycji w jakiej się znajdował. Czyli nadal ściskał w garści jej włosy oraz przystawiał końcówkę ostrego jak brzytwa noża do dolnej partii pleców. Wydostanie się z tego powinno przysporzyć jej nieco problemów. Miała tylko szczęście, że przestał już wgryzać się w jej szyję. Inaczej miałaby jeszcze bardziej przejebane.
- Ty... - wystękał przez zaciśnięte zębiska. Możliwe, że nie włożyła w użycie mocy całej swej siły lub po prostu była już zbyt słaba by sparaliżować go w stu procentach. Patrzył na nią nienawistnie, choć o dziwo nie próbował spotkać się z jej spojrzeniem. Raczej błądził po jej ciele. Jakby czegoś szukał, wypatrywał.
- Nie będzie... Ci już potrzebny. - wycedził i pomimo zesztywnienia twarzy wykrzywił gębę w paskudnym uśmiechu satysfakcji.
Dziewczyna mogła poczuć jak jej złoty pierścionek zaręczynowy zaczyna zaciskać się na palcu z potworną siłą. Metal wyginał się pod wpływem niewidzialnej siły a jej zgrabny paluszek... cóż, był miażdżony. Jeżeli wampir zaraz tego nie przerwie to w takim tempie kość po prostu trzaśnie a kto wie? Może i odcięty zostanie cały palec. Tak czy inaczej jego można było jeszcze ocalić, obrączki już nie.

_________________


On the horizon I stand,
Watching the fallen men,
Victims of hatred, greed and desire,
In retrospect I feel no anger,
Only a urge for something higher,
So many have fallen due to my ambitions,
So many have fallen in the name of narcissism,
No men are free to disagree,
Without facing their mortality!


Powrót do góry Go down
Yvelin
Mistrz Gry (MG)
Mistrz Gry (MG)
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t633-yvelin-shiroyama http://vampireknight.forumpl.net/t1148-yvelin#17606 http://vampireknight.forumpl.net/t2137-yvelin http://vampireknight.forumpl.net/t2096-yvelin http://vampireknight.forumpl.net/f79-posiadlosc-sharp
Zarejestrował/a : 28/10/2012
Liczba postów : 537


PisanieTemat: Re: Dróżka w lesie   Wto Cze 06, 2017 11:19 pm

Tak, nie chciała się przyznać do tego, że była okrutna i wyrachowana, nie chciała dopuścić do siebie tej myśli, że manipuluje każdym kto stanie jej na drodze, że wykorzystuje i rzuca, łamie serca, a później jeszcze ma czelność temu komuś spojrzeć w twarz. Prawda jest taka, że ukrywa swoje prawdziwe ja, za śliczną buźką, burzą blond włosów i niewinnym uśmiechem. A jak trzeba to jeszcze będzie zgrywać biedną i pokrzywdzoną. To chyba najgorszy typ laski na jaką można trafić. Chociaż chwila, zaraz, dla Samaela wręcz idealna partia. Tylko, że to całe zamieszanie z jej wspomnieniami, pomieszało jej w głowie. To, że z początku myślała, że Sam ja po prostu porzucił bez słowa, tak nagle, sprawiło, że przez te lata błogiej nieświadomości miała do niego ogromny żal i to właśnie jej serce pękło. Długo to przeżywała i zbierała się, aby niedawno dowiedzieć się, że to ona mu je złamała. I wcale nie powinna beczeć w poduszkę jak nikt nie patrzył. Nie dziwne, że teraz ma do nich stosunek jaki ma, nie będzie mu się rzucać na szyję, tak jak jego ojcu, kiedy zebrał ją miesiąc temu z drogi w stanie agonalnym.
- Chciałbyś... - Nie miała siły się już produkować i zaprzeczać, chociaż pewnie jeszcze nie raz mu to powie, albo wykrzyczy. Była naprawdę wycieńczona i kiedy przestał się w nią wgryzać jak w świeżą sztukę mięsa, odetchnęła z ulgą. Jej sytuacja się jakoś bardzo nie poprawiła, ale zaraz się zbierze i jakoś wyswobodzi się z jego uścisku. Uda się jej, wyszła z kąpieli w wodzie święconej, przetrwała obdzieranie ze skóry, po którym gdzieniegdzie na jej zgrabnym ciałku pozostały blizny, udało się jej przetrwać zakopanie żywcem to i uda się jej teraz. Diabli złego nie biorą, a że była zimną suką to tym bardziej przetrwa. Wydostanie się z jego objęcia nie będzie należało do przyjemnych rzeczy, nie żeby tak bardzo ceniła sobie jego uścisk, po prostu nóż wbity przy kręgosłupie to ciężka sprawa. Najpierw postanowiła uwolnić włosy, z początku gorączkowo próbowała rozplątać je spomiędzy jego palców, ale kiedy zorientowała się, że nie wiele jej to da, zaczęła je wyszarpywać z jego uścisku. Tak poświeciła je, a co ona będzie, kiedyś odrośnie, bo część urwała i były tym miejscy znacznie krótsze, a część niestety wyrwała. Zacisnęła mocno zęby i pomimo ogromnego bólu udało się. I właśnie wtedy kiedy kiedy dłonią majstrowała przy włosach musiał dostrzec pierścionek zaręczynowy, którego nigdy nie doczekała się od niego. Szybko zorientowała się, że dzieje się coś niedobrego. Czuła i widziała jak pierścionek zaczyna miażdżyć jej palca. Przeklęła z bólu bardzo szpetnie, do oczy napłynęły jej łzy, bolało ją dosłownie wszystko, już sama nie wiedziała co bardziej. I aby chociaż na sekundę uwolnić się od kolejnej dawki bólu, zrobiła pierwszą rzecz jaka przyszła do blond głowy, a mianowicie, uderzyła go otwartą dłonią w twarz. Tak sprzedała mu liścia, to powinno go chociaż na chwilę zdezorientować. Jeżeli się udało, spojrzała tylko na palec, zmarszczyła brwi w grymasie bezsilności. Palec był cały nabrzmiały, czerwony, a wokół zaciśniętego i zgniecionego złota zbierała się krew, skóra została przecięta, a kość na pewno pękła. Nie próbowała zdejmować pierścionka, nie miała jak, prędzej urwałaby sobie razem z nim palec, ale to przecież było jej najmniejsze zmartwienie. Czekała ją znacznie gorsza sprawa, a mianowicie nóż w plecach, a czasu coraz mniej, nie wiedziała, że zdąży, a może już za sekundę Sam odzyska władzę? Jeżeli miała jeszcze chwilę, objęła go wokół szyi, wciągnęła brzuch tak mocno jak tylko mogła i maksymalnie przylegając do niego starała się przesunąć. Ostrze rzeczywiście teraz było nieco mniej wbite w nią, ale nie oznaczało to, że bez szwanku uda się jej uwolnić. Jeżeli chciała przesunąć się w bok, musiała się nieźle nagimnastykować. Przejście blokowała ręka Samaela, która jeszcze chwilę temu mocno trzymała ją za włosy. Wobec tego, dziewczę musiało obniżyć się trochę. Ostrze sunęło po świeżej ranie, dodatkowo ją drażniąc i rozszarpując jej krawędzie. Ból był ogromy, Yvi nie zamierzała się jednak poddawać, ale i powstrzymywać przez krzykiem. Więc kiedy rozgrzany metal robił nowe, ślady na jej ciele darła się, jak wojownik na polu walki, jak Ci wszyscy wielcy faceci i waleczne babki na filmach w trakcie bitwy. Poraniła sobie plecy i to do tego stopnia, że jeżeli przeżyje całe to piekło, to blizny z nią pozostaną. Cudowna pamiątka. Ledwo stała na nogach, jeżeli udało się jej wyswobodzić z tego objęcia, może zrobiła mały krok, może dwa. Słaniała się na nogach, a tymczasem paraliż już pewno przestał działać.
- Pierdol się Sam.- Jeszcze chwila i... no właśnie co?

_________________
Powrót do góry Go down
Samael

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3142-samael#66400 http://vampireknight.forumpl.net/t3143-samael#66402 http://vampireknight.forumpl.net/t2756-opis-zamczyska-rodu-dracula
Zarejestrował/a : 14/01/2017
Liczba postów : 188


PisanieTemat: Re: Dróżka w lesie   Sro Cze 07, 2017 3:46 pm

Yvelin zalana krwią, widok jak z obrazka. Trochę jak za dawnych lat kiedy byli jeszcze szczęśliwą (chyba) parką jebniętych młodych wampirów lubujących się w krwawych perwersjach i różnych sado-maso sprawach. Problem polegał na tym, że dzisiejszej nocy jej były narzeczony postanowił zabawić się z nią nieco brutalniej niż zwykle to czynił. Powody takiej zmiany znane są wszem i wobec, nie warto więc się w nie zagłębiać. Istotny był fakt, że ona nie miała zupełnie nic na swoją obronę a on nie znał takiego pojęcia jak litość czy wybaczanie. Musiał pewnie wagarować kiedy omawiane były w szkole. Na odpuszczenie jej nie miała co liczyć i pewnie doskonale zdawała sobie z tego sprawę. Któż mógł znać go lepiej od niedoszłej żony?
- Chcesz uciec? Dokąd? - roześmiał się głośno a płomienie ryczące w okół nich nadały jego twarzy demonicznego poblasku - Nie ważne gdzie się ukryjesz i tak Cię znajdę. Znajdę i sprowadzę do roli potulnej suki, która nie kiwnie nawet palcem bez mojej zgody. - poruszył głową na boki, strzelając swym karkiem i rozluźniając sparaliżowane jeszcze przed chwilą mięśnie. Poruszał też energicznie palcami lewej ręki, w końcu zaczął przeciągać się jak ogromny, drapieżny kocur tuż przed radosną zabawą z żywym posiłkiem, który nie ma najmniejszych szans mu się przeciwstawić. Miała najwyraźniej zbyt mało energii by unieruchomić go na dłużej niż kilka chwil. Niestety cały czas jaki zyskała poświęciła na wyswobodzenie się z jego morderczego uścisku - A Ty... - ten jeden krok, który zrobił w jej stronę powinien zniweczyć wszelkie jej nadzieje na to, że jednak jej się udało - Będziesz mnie kochała i nienawidziła. I każdej nocy przed snem prosiła Boga by tym razem skończyło się tylko na gwałcie i pobiciu. Ale nikt Cie nie usłyszy. Będę tylko ja i mój kaprys, od którego zależało będzie Twoje żałosne życie.
Czy ona właśnie kazała mu się pierdolić? Nic bardziej mylnego. Jeżeli ktoś będzie dzisiaj mocno pierdolony to z całą pewnością nie on. Tak czy inaczej nie odpowiedział, dość się już nagadał. Najwyraźniej miała problem ze zrozumieniem podstawowych pojęć i zaakceptowaniem swojego losu, który sama na siebie sprowadziła lata temu. A mogła być grzeczna...
Odwinął jej w twarz. Z rozmachem, na odlew, wewnętrzną stroną dłoni. Biorąc pod uwagę jego siłę oraz jej obecną kondycję, możliwe, że musiał w ostatniej chwili złapać ją za włosy i mocno przytrzymać by nie wyrżnęła buźką prosto w pożar. Nie czekając na reakcję uderzył ją raz jeszcze, kompletnie bez wyczucia więc prawdopodobnie pozbawił ją tym samym przytomności. Lub zamroczył na tyle, by stała się w jego rękach bezwolną laleczką.
Wygasił płomienie i wyciągnął ją poza krąg żarzących się węgli pozostałych po drewnie i ściółce leśnej. Krok dalej, po prostu rzucił ją jak worek na ziemię i trzymając za nadgarstek najzwyczajniej w świecie powlókł za sobą do samochodu. Wszak to tylko kilkadziesiąt metrów.

[z/t +Yvelin]
Powrót do góry Go down
Taka

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2191-taka#45739
Zarejestrował/a : 18/10/2015
Liczba postów : 77


PisanieTemat: Re: Dróżka w lesie   Sro Lis 01, 2017 6:15 pm

Zarówno wiele, jak i niewiele działo się w życiu Taki po nieudanej akcji w "Pijaczku".
Nieprzytomny wiele tygodni był pod opieką jednej z Łowczyń - Esmeraldy. Jej łagodne spojrzenie i burza rudych włosów inaczej spoglądała na sparzonego do trzeciego stopnia wampira niż inni. Leżał nieruchomo i przywiązany pasami nie mógł drgnąć z łóżka szpitalnego. Dziwna maść, jaką nakładała na poparzenia, przyniosła połowiczny sukces. Blada blizna w postaci plamy na połowie twarzy była ledwie widoczna dla jasno-szaro skórego krwiopijcy, a co najważniejsze nie dokuczała w żaden sposób. Najgorszej sprawa miała się z wiedzą o Samuru, jego Pana, który został dokądś zabrany. Rozdzieliły się ich ścieżki, zwłaszcza jak był przykuty do łóżka i udawał nieprzytomnego.
Wreszcie wykorzystał okazję, gdy Esmeralda zostawiła na czatach mniej ogarniętego Łowcę, który bagatelizował nieruchomego pacjenta. Nie powinien. Gdy stróż przychodził do sali z kubeczkiem kawy i siadał obok Taki, co prawda przyglądał się jego funkcjom i reakcjom, lecz zaraz zanurzył się w komórce i nie zwracał uwagi na poczynania osobnika. O dziwo z każdym łykiem kawy coraz mocniej opadały strażnikowi powieki, i o ironio im więcej łyków spożywał, tym robił się jeszcze bardziej senny. Aż przysnął na warcie. To wystarczyło, by Taka zwinął się z łóżka, a pod pierzyną ulokować popiół imitujący spopielenie wampira od skonania. Moc psychokinezy wzmocniła się po traumatycznym zdarzeniu z baru, zatem nieco pewniejszy siebie dał dyla ze szpitala.
Świeżo powróciwszy do żywych mógł odnaleźć Samuru, lecz nie wiedział od czego zacząć. Węszyć w szpitalu nie zamierzał - jeszcze zostałby namierzony i wtrącony do celi. Tym razem z lepiej wyszkolonym strażnikiem. Zatem musiał wpierw znaleźć sposobność na dowiedzenie się prawdy. Albo po prostu ponownie żyć na własny rachunek. Póki nie wzmocni się, nie ma co wychylać się.
Droga w lesie ciągnęła się kilometrami. Oczywiście nie szedł asfaltem, tylko jakoś dziesięć metrów w bok, lasem. Wędrował bezszelestnie. Smukła sylwetka wampira mogła wydawać się cieniem rzucającym przez nocne zwierzę. Za takowym także się rozglądał, wszak dawno nie miał nic pożywnego w pysku. Karmiony tabletkami z krwią w rozcieńczonej wodzie jako kroplówka nie nabrał ani masy, ani nie zaspokoił głodu.
Coś usłyszał. Dźwięk z daleka. Niepodobny do leśnych odgłosów, metaliczny, basowy. Wkrótce też zdołał dostrzec jaśniejący punkt wśród lasu. Tak, to mogła być szansa na jedzenie. Schylił się po kamień i wyczekiwał momentu, gdy pojazd mechaniczny zbliży się na tyle, aby go uszkodzić. Zaczaił się za drzewem i czekał. Ktoś poruszał się bardzo szybko, lecz po jednym torze. Wreszcie cisnął kamieniem tak mocno i precyzyjnie, że uderzył w obudowę motoru kryjącą silnik. To powinno spowolnić, albo zatrzymać pojazd. Jeśli sztuka się powiedzie, zakradnie się bliżej i przez moment poobserwuje osobnika, którego zechce upolować. Nie mógł forsować się za bardzo, pierwszy prawdziwy posiłek musiał zregenerować jego siły w pełni. Dlatego musi mieć pewność, że po pierwsze nie zostanie namierzony, po drugie zaatakuje znienacka.

_________________

white - dialog
Strój na halloween:
 
Powrót do góry Go down
Cocoro
Cocoro
Cocoro
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2230-cynthia-cocoro-patel http://vampireknight.forumpl.net/t2275-cocoro#62038 http://vampireknight.forumpl.net/t2276-cocoro#47983 http://vampireknight.forumpl.net/t2235-cocoro
Zarejestrował/a : 06/11/2015
Liczba postów : 854


PisanieTemat: Re: Dróżka w lesie   Sro Lis 01, 2017 6:35 pm

A ta po naprawie motocyklu po ostatniej stłuczce postanowiła poczuć znów wiatr we włosach, cudowną adrenalinę i napierający na nią wiatr. To było coś co kochała, bardziej od swoich włosów, a to musiała być już ogromna miłość. Naprawdę. Drogi leśne były najlepszym torem wyścigowym Cynthii. Gładkie i puste, kto by chciał w nocy zanosić się na taki obszar. Tylko i wyłącznie ona! Siejąca postrach wśród kierowców i wampirów.. Dobra, koniec tego przechwalania się.
Coś uderzyło w kadłub jej motocyklu. Reakcja była natychmiastowa, opony aż zapiszczały od nagłego zahamowania. Podczas manewru przekręciła kierownicę, robiąc obrót, tak, jakby miała teraz jechać w przeciwną stronę. Przeklnęła pod nosem kilka razy, ściągając czarny kask. Osoba atakująca jej cacko mogła teraz zauważyć, jak spod czarnego, matowego kasku wydobywa się burza lśniąco jasnoniebieskich włosów. Jej ciało zdobiła czarna, skórzana kurtka, pod tym przypadkowa szara, przylegająca do ciała bluzka. Spodnie, jakieś czarne, matowe rurki i najzwyklejsze trampki. Jednakże schodząc z maszyny, nawet nie rozejrzała się wokół. Szybkość i adrenalina totalnie przyćmiły jej już stary, ale wciąż szalony umysł. W ogóle nie podejrzewała co mogłoby kryć się za gęstym lasem, kilka metrów dalej. Przecież Yamaha w tym momencie była najważniejsza. Przykucnęła przy dwukołowcu, by przejechać ręką po wgniecionym metalu. - Niech to szlag. - Wypełzło z jej ust kilka słów, wiedziała, że nie było sensu teraz otwierać wnętrzności maszyny. Zaczęła dziwnie dymić, co nie do końca przekonywało Cynthię. Wyciągnęła telefon, obracając się na pięcie, by zlokalizować coś, co ją zaatakowało. Wstukując pin i drepcząc wokół zepsutego motoru podniosła kamień, którym ją zaatakowano. Teraz zaczęła dopiero podejrzewać co się stało. Był zbyt ciężki, żeby mógł unieść go wiatr. Zwierzę by nie trafiło z taką siłą. - No dalej! Pokaż się! - Uniosła ręce na boki, a brodę uniosła do góry, jak gdyby krzyczała do Boga. Głos miała pewny siebie, słowa echem odbijały się między liśćmi drzew. Zachowanie jej ciała mówiło, że się nie boi, postawa była prosta, gotowa do walki. Kto miał czelność naruszyć jej spokój?

_________________


Powrót do góry Go down
Taka

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2191-taka#45739
Zarejestrował/a : 18/10/2015
Liczba postów : 77


PisanieTemat: Re: Dróżka w lesie   Sro Lis 01, 2017 8:26 pm

Ksa, nie na taką ofiarę czekał. Gdy tylko istota zatrzymała swój pojazd, do nozdrzy Taki dotarł specyficzny zapach. Wampir jak nic. Krew z krwiopijcy nie jest tak pożywna jak ludzka, w dodatku pobratymczymi mogła dysponować mocą, która dyskwalifikowałaby nieznajomą z roli ofiary. Prawdopodobieństwo takiego zbiegu okoliczności było bardzo wysokie. Śmieć z ukrycia obserwował, jak kobieta w obcisłym kostiumie pozbawiła się hełmu na głowie skrywającego przedtem fale jasnoniebieskich kosmyków. Swój wehikuł traktowała bardzo poważnie, a nawet krzyknęła wściekła na widok wgniecionej obudowy. Pewna siebie wampirzyca kazała sprawcy wyjść z kryjówki, na co oczywiście Taka nie przystał. Gorzej, jak sama zacznie szukać między drzewami zuchwalca. Czyli nie dość, że nie uzupełni sobie energii, to jeszcze nadwyręży posiadane moce, aby nie dać się zabić. Piękna pierwsza noc wolności, nieprawdaż?
Na pewno musiał zyskać przewagę, a skoro nie zdołał rozszyfrować umiejętności nieznajomej oprócz jazdy na motocyklu, postanowił improwizować. Jakiego uczucia nie lubią wampiry? Głodu? Zbyt ryzykowne, jeszcze bardziej potencjalna przeciwniczka chciałaby rozszarpać na strzępy Białowłosego. Czego jeszcze? Bezwładu ciała, tak zwanego paraliżu? Jeśli zdolności wampirzycy nie dotyczyłyby fizycznego kontaktu czy dyspozycyjności organizmu, nic nie wskórałby takim zagraniem. Ból głowy aż do migreny? Tak jak z głodem, zbyt śmiałe posunięcie grożące kontratakiem. Zacznie więc od niedowładu nóg, żeby powalić nieznajomą na ziemię. Jak to uczynił? Rozjaśniły mu się ślepia na czystą biel. Rozproszył dzięki psychokinezie pierwiastki budujące więzadła w kolanach i je osłabił na tyle, by dziewczyna upadła. Białowłosy sam niestety nie czuł się najlepiej po ataku, obraz na dwie sekundy rozmarzał się, a krew ciurkiem spłynęła z ust. Szybko przetarł ubytek językiem i zbliżył się na tyle w stronę motocyklu z jej właścicielką, aby dało się dostrzec jego wątłą jak patyk sylwetkę i uważne, stalowe spojrzenie. Białe jak mleko włosy kontrastowały ze zupełnie czarnym ubiorem. Wargi skrywały ostre, nieco krzywe kły, nie tylko te od wampirzych cech. Kobieta na pewno będzie wkurzona, zatem był czujny na każdy jej ruch. Ten możliwy do przewidzenia.

Ooc: Psychokineza, 1/3 post

_________________

white - dialog
Strój na halloween:
 
Powrót do góry Go down
Cocoro
Cocoro
Cocoro
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2230-cynthia-cocoro-patel http://vampireknight.forumpl.net/t2275-cocoro#62038 http://vampireknight.forumpl.net/t2276-cocoro#47983 http://vampireknight.forumpl.net/t2235-cocoro
Zarejestrował/a : 06/11/2015
Liczba postów : 854


PisanieTemat: Re: Dróżka w lesie   Sro Lis 01, 2017 8:46 pm

Atakujący był cwany, ale tchórzliwy jak fretka. Chował głowę w piachu, nie chcąc się pokazać. Noc w środku lasu, idealny czas i miejsce by zaatakować, pożywić się, rzucić coś na ruszt. Ale nie pójdzie mu tak łatwo, nie z Coco. Nie z jej zagrywką. Robiła dokładnie tak samo, obrazy wcześniejszych ataków przesuwały się w jej głowie niczym odpalony filmik na rzutniku. Coś pięknego. Obróciła się jeszcze kilka razy w okół szukając węchem sowjej ofiary, swojego napastnika, swojego przeciwnika. Kogoś kto miał czelność naruszyć jej pojazd i jej spokój, kogoś kto nadszarpnął jej nerwy. Chwilę jeszcze ustała na nogach, ale później zaczęło się dziać coś zupełnie dla niej nowego, bowiem.. W życiu nie poczuła psychokinezy na sobie. Tak to się nazywało? Coś o tym słyszała, ale nie do końca uważała na lekcjach by wiedzieć jak na to działać. W końcu jej buntowniczość ma też.. Minusy, o dziwo.
Upadła na zimny asfalt, nabluzgała pod nosem, przedziwne uczucie.. Właściwie brak czucia w nogach był czymś nie do zniesienia. Nogi to podstawa! Jak ma teraz zaatakować?! Po chwili jej lamentów samej do siebie usłyszała szelest i kroki. Spojrzała przed siebie odgarniając dmuchnięciem niebieską grzywę, która spadła na jej oczy. Uniosła brew do góry a jeden kącik ust uniósł się ku górze, jak zauważyła postać, która miała czelność ją zaatakować. Ich równie przebiegłe jak i poważne spojrzenia w końcu się spotkały. Jej, nienaturalnie niebieskie oczy i jego stalowe prawie białe tęczówki przeszywały głowy przeciwników na wylot. Ta znowu jednak opuściła głowę. Po kilku sekundach znów uniosła ją. Ale cóż mógł dostrzec Taka? Brak tęczówek, źrenic.. Jej spojrzenie było puste, a z ust wydobywał się nienaturalny głos. - Nie szkoda Ci marnować własnego zdrowia? - Wydobyło się pierwsze pytanie, a tonacja głosu i jego głębokie echo było tak nienaturalne, że mógł mieć wrażenie, że mówi prosto w jego umyśle. Jednakże tak nie było. Ishtar jeszcze na ten moment odpadała, musiała zaatakować inaczej. Przede wszystkim musiała się bronić, nie wiedziała na co jeszcze go stać. Na ten moment wymyśliła tylko jedno. Korzystając ze swojej mocy i tego, że jej ręce były oparte na asfalcie, posłała dwie, mocne i szybkie strużki prądu prosto na jego ciało. Ominąć? Owszem, aczkolwiek wszyscy wiemy jak szybki jest prąd. W sekundę małe błyskawice sięgnęły jego stóp i jeśli tego nie ominie sparaliżuje jego ciało na tyle, by je osłabić i by ten upadł, tak nisko jak ona. Oczy po mrugnięciu zmieniły się na jaskrawoczerwone, Ishtar się uspokoiła, wiedząc, że przeciwnik może dostać. Cynthia jeszcze nad nią nie panuje. Byleby tylko trafić i jesteśmy w domu.

Moc: Elektryczność, 1/3

_________________


Powrót do góry Go down
Taka

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2191-taka#45739
Zarejestrował/a : 18/10/2015
Liczba postów : 77


PisanieTemat: Re: Dróżka w lesie   Sro Lis 01, 2017 9:21 pm

Cwane lisy się spotkały: jeden biały, drugi błękitny. Jeden duży, drugi mały. Jeden wędrowiec, drugi motorzysta. Jeden niemy, drugi mowa. Jeden brzydki, drugi piękny. Oba lisy - indywidualisty. Oba węsząc się wzajemnie próbowały zastraszyć się, ugryźć, wprowadzić w kozi róg.
Sztuczka z chwilową zmianą struktury więzadeł przyniosła skutek pożądany, aczkolwiek musiał liczyć się ze złością i agresją wampirzycy. Nie była mu długo dłużna. Wpierw zanik tęczówek na rzecz samych bielm, później dziwny głos w głowie kołatał się na lewo i prawo, dudnił echem. Nie zmienił wyrazu szarej twarzy, choć tego typu magia miała to do siebie, że lubiła wprowadzać chaos w umysłach. W tejże samej chwili, przy motocyklu, pojawił się Przewodnik z kubełkiem popcornu. Jemu walka zawsze kojarzyć się będzie z filmem pełnometrażowym i górą żarcia do zjedzenia. Taka nie zwracał na niego uwagi, nie mógł go dekoncentrować, zwłaszcza w momencie wypuszczenia piorunów z rąk. Pierwszy piorun ominął cudem, lecz drugi zawładnął nim trafiając celnie. Jakie jednak mogło być zdziwienie kobiety, gdy nieznajomy nie upadł jak ona na ziemię, ale po kilku mocniejszych szarpnięciach anorektycznej sylwetki wyzbył się efektu paraliżu i kroczył dalej. Zbyt wiele tortur wymyślano na jego cielsku, więc jego organizm uodpornił się na wiele czynników zewnętrznych zagrażających normalnemu funkcjonowaniu.
Patrząc się bacznie na wampirzycę niezmiennym spojrzeniem sprawił, by jej krew w okolicach mózgu miała temperaturę poniżej zera, i to grubo. Tak oto mężczyzna stanął nad kobietą i z cieknącą krwią z ust koloru czerni kucnął przy niej. Gdyby zaczęła wymachiwać rękoma, pochwyciłby za nadgarstki i przygwoździł jej ciało do ziemi siadając na jej brzuchu dla ustabilizowania. Jakby próbowała razić go prądem, nie zareagowałby jakoś specjalnie, najwyraźniej był bardzo zdeterminowany do wgryzienia się w jej szyję. Jeśli nic nie stanęłoby mu na drodze, tak właśnie uczyniłby, chociaż nie wyssałby z niej wiele posoki. Bardzo drażniłyby go ujrzane fragmenty z przeszłości kobiety, a z tym zawsze trzeba się liczyć gryząc wampira. Dlatego też zostawiłby niewiastę na ziemi, a próbowałby uruchomić motor i go zwędzić.

Ooc: Psychokineza, 2/3 post

_________________

white - dialog
Strój na halloween:
 
Powrót do góry Go down
Cocoro
Cocoro
Cocoro
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2230-cynthia-cocoro-patel http://vampireknight.forumpl.net/t2275-cocoro#62038 http://vampireknight.forumpl.net/t2276-cocoro#47983 http://vampireknight.forumpl.net/t2235-cocoro
Zarejestrował/a : 06/11/2015
Liczba postów : 854


PisanieTemat: Re: Dróżka w lesie   Czw Lis 02, 2017 4:42 pm

Jakie wręcz zdziwienie ukazało się na jej twarzy, kiedy mężczyzna zaczął tylko drgać, kiedy drugi piorun go trafił. Napewno gdyby trafiły oba, upadłby i płakał jak potrącone pies przez auto. Jej niedopatrzenie, jej niedoskonałość, jej nadmierna agresja doprowadziła do braku koncentracji, mogła umrzeć? Oczywiście, że mogła! Ale w sercu Cynthii zaczął panować strach, strach i dziwne uczucie pustki. Jak gdyby czuła już śmierć i widziała małe swiatełko w czarnym długim korytarzu. Jednak jej zabójcze myśli nie trwały długo, z każdym kolejnym jego krokiem w kierunku jej ciała opamiętywała się. Liczyły się skeundy, jakiś dobry plan. Przez te emocje nawet nie dostrzegła, że ktoś wpadł do nich, pooglądać, zobaczyć jej upadek. Ich wzrok nie odrywał się od siebie, jak gdyby niewidczona więź totalnie ich splotła. Tfu, zero romantyzmu, tym bardziej, że dziwne uczucie zaczęło rozkwitać w jej ciele. Niewiedza na temat tej mocy totalnie ją niszczy, zabija i upokarza. Tymbardziej, że białowłosy był niższej krwii, był jej tak bliski, ze względu ludzkich korzeni, a jednak tak daleki, przez jego atak.
W jednym momencie jego wzrok był zabójczy. Coco zaczęła czuć drgawki na całym ciele, najpierw gęsią skórkę. Sekundy a nie czuła już mięśni. Język totalnie jej się plątał, a oczy znowu stały się totalnie białe. Padła, ale nie do końca. Znów odezwał się ten głos, a oczy znów były pochłonięte bielą. Jej włosy rozwiała dziwna aura, chaotycznie roztrzepując je do tyłu. Krzyknęła mu prosto w twarz, ta istota która siedziała głęboko w niej, ona tak szybko nie umrze. Ale nie miała ciała, Ishtar nie miała się czym posługiwać, jednak jej agresja doprowadziła do tego, że mogła tylko jeszcze wykrzyczeć kilka słów w starożytnym języku. Nie trwało to długo, po sekundzie lub dwóch wypowiadania nieznanych jej słów ciało Cynthii zupełnie straciło na czuciu. Jej głowa upadła, srogo uderzając o asfalt, jej skrępowane dłonie leżały w bezruchu, tak samo jak i reszta ciała. Czuła się pogrążona.
Nie dała jednak za wygraną. Ona, czy Ishtar, jeden kij. Jak ten wgryzł się w nią, demon, lub bogini miłość i wojny zadbała by nawet kilka łyków posoki był przerażający. Z każdą kroplą w jego umyślę pojawiały się to coraz gorsze morderstwa demona, krzyki, ogień, odgłosy bitew. Zaraz później miłość, namiętność, erotyzm i rozlew krwi. To coś było okropne, a białowłosy mógł już żałować, wizje bowiem nie były przyjemne. Ale co dalej?

_________________


Powrót do góry Go down
Taka

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2191-taka#45739
Zarejestrował/a : 18/10/2015
Liczba postów : 77


PisanieTemat: Re: Dróżka w lesie   Czw Lis 02, 2017 6:44 pm

Cholerne sztuczki wampirzycy! A mógł iść przed siebie, gdy już wiedział, że zamiast człowieka zaatakował kogoś silniejszego z jego rasy. To nieee... skusił się i mimo dosięgnięcia szyi kobiety, nie mógł za wiele upić płynów. Teraz z trudem mógł skupić się na rzeczywistości. Jakieś dziwne wizje nawiedziły go po spożyciu posoki Błękitnowłosej i nie odpuszczały nawet minutę po oderwaniu kłów. Musiał bronić twierdzy zwaną poronionym umysłem, bo tylko dzięki niemu mógł stosować Psychokinezę. Chociaż postura nie zmieniła się, wyraz twarzy Taki owszem. Mdliło go najbardziej przy scenach erotycznych, najwyraźniej gdzieś podświadomie odzywały się wspomnienia człowieka. Jego nieudanej, wielkiej miłości do suki, która wybrała bogacza i doprawiała mu rogi od ponad roku. Wampir nie pamiętał nic z życia ludzkiego, lecz ten wstręt do miłości ożył na nowo. Przy tym obrazy wielkich, krwawych bitew demona to bajka dla dzieci. Pewnie właścicielka mocy podejrzewała, że to mordercze wojny doprowadzały agresora do skrętu kiszek.
Tak jak i Cynthia, tak i on musiał ochłonąć, ogarnąć. Wreszcie mógł utkwić stalowe spojrzenie w leżącej na asfalcie niewieście. Warto dodać, że ciągle siedział na niej, gdy próbował dojść do siebie. Co powinien zrobić z tą kąśliwą żmiją? Nie marzyło mu się ponowne skosztowanie krwi z jej żył, nie po tym, co mu zrobiła. Nie mógł puścić jej płazem tego zachowania, nawet jeśli broniła się przed atakiem Białowłosego. Jak jej nie zabije, ona zrobi to za niego i wobec niego. Wtedy też wgniótł mocniej kobietę w asfalt, który zrobił się plastyczny za jej plecami i w który wtapiała się jak gorący nóż w masło. Niestety jego moc sięgnęła limitów, o czym świadczyła cieknąca stróżka krwi spływająca z jego ust, a której kropla zwilżyła wargi Cynthii. Zlizał ubytki i wstał prędko na nogi. Musiał wiać albo zabić krwiopijczynię. Dlaczego wahał się z tą drugą opcją? Czy przypominała mu kogoś? Odrzucił tę krępującą swobodę działania myśl i zabrał się za motor. Wyglądało na to, że szybko maszyna nie odpali, kamień wgniótł się za mocno w bebechy. A propo... Za sobą usłyszał szelest. Jakieś zwierzę czaiło się nieopodal, a wielce niepocieszony Taka był głodny. Zew pożywnej krwi zawładnął ciałem mężczyzny w czerni i kazał mu biec za zwierzyną. Pozostawił zarówno dziewczynę, jak i jej motor na pastwę losu, a pobiegł za tropem. Jakieś dwie minuty później z dalsza słychać było ostatni ryk jelenia. Jak można się było domyślić, Białowłosy dorwał zwierzę i zabrał się szybko za konsumpcję. Nie tylko posoki, ale i mięsa, łącznie ze skórą i kośćmi. Jadł łapczywie i prędko, byleby całą ofiarę ulokować w żołądku. Gołymi rękoma i zębiskami rozrywał porcje na mniejsze, w oka mgnieniu już nie było połowy zdobyczy.

Ooc: Psychokineza, 3/3, od następnego postu odpoczynek.

_________________

white - dialog
Strój na halloween:
 
Powrót do góry Go down
Cocoro
Cocoro
Cocoro
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2230-cynthia-cocoro-patel http://vampireknight.forumpl.net/t2275-cocoro#62038 http://vampireknight.forumpl.net/t2276-cocoro#47983 http://vampireknight.forumpl.net/t2235-cocoro
Zarejestrował/a : 06/11/2015
Liczba postów : 854


PisanieTemat: Re: Dróżka w lesie   Czw Lis 02, 2017 8:22 pm

Przedziwaczne wizje podziałały. Chłopak zdecydowanie już nie napierał na nią jak wcześniej. Ba, nawet na chwilę dał sobie spokój. Jego moc ustępowała a ona odzyskiwała czucie, mimo, że nie dawała po sobie tego znać. Nie wydawałoby się, żeby ten miał zamiar wstać. Czuła jego ciężar cały czas na swoim brzuchu. Dalej miała zamknięte oczy, nerw po nerwie czuła spowortem swoje nogi, a mózg powoli zaczął ogarniać i poprawnie funkcjonować. Na szczęście.
Jednak tej zabawy nie było końca. Białowłosy zrobił coś z asfaltem, w które jeszcze zimne ciało Cynthii zaczęło się wtapiać. He, nawet śmieszne, coraz bliżej bram piekła, miał zamiar kontynować pchanie, aż jądro ziemi i szatan jej nie dopadną? Na szczęśćie nie. Coś wilogtnego spadło na jej wargi, nie uniosła jednak powiek. Poczuła jednak jego twarz blisko swojej i coś śliskiego na delikatnym mięśniu jej twarzy. Phy, całkiem romantycznie jak na takiego zwyrola. Ku jej zaskoczeniu, po całym incydencie ten wstał na nogi i pobiegł w głąb lasu. Cynthia nie czując już jego obecności próbowała wstać. Raz, drugi, trzeci. Dupa blada. Z każdą próbą materiał jej kurtki i spodni rozrywał się coraz bardziej. Raz kozie śmierć. Będzie później płakać. Pociągnęła ciałem po raz ostatni i wstała tułowiem. Zdjęła od razu strzępki kurtki, a żeby obciachu nie było. Czas na nogi, będzie paradować z gołym tyłkiem? No nieźle. Tego jeszcze nie grali. I tak oto odbiła się dłońmi od drogi i stanęła na równe nogi. Spojrzała się za siebie dumna swojego popisu, tak, cały tył spodni w ulicy. Westchnęła ciężko. Aczkolwiek nie to było teraz jej największym zmartwieniem. Resztę spodni rónież zrzuciła z siebie, nawet się specjalnie nie trzymały już na tyłku. I tak oto paradowała na środku ulicy w długawej, lecz nie do końca przykrywającej jej pośladków bluzce, butach.. No i właściwie tyle.
Krótkim atakiem spłoszyła młodzieńca, który w spokoju sobie oglądał cały ten kabaret i zaszła w stronę lasu, tam gdzie uciekł Białowłosy. Nie uciekł daleko, znalazła go szybko po zapachu dziczyzny. Oparła się bokiem ciała o drzewo, kilka metrów za jego plecami. Skrzyżowała ręce na piersi i przez chwilę oglądała jak ten pożywia się zwierzęciem. - Czyżby moja krew nie była na tyle jadalna, żeby rzucać się na bezbronne zwierzę z lasu? - Spytała swoim ironicznym głosem. Nie przejmowała się ubiorem, jedynie trochę drgała, wciąż było jej zimno, plus mieliśmy już listopad, to trochę szalone. - Heeej, już tak nie milcz, nie gryzę. - Dopowiedziała jeszcze, chichocząc pod nosem. Miała go jak na talerzu, jednakże chciała dowiedzieć się, dlaczego odpuścił, co zobaczył, że tak się odsunął. Czysta ciekawość, a doprowadziła Cynthię do tego, że sama pakowała się w kłopoty. Przecież nie wiedziała, czy zaraz się ponownie nie rzuci na jej wątłe jeszcze ciało.
Pośle jeszcze w jego stronę małą wiązkę energi, by zwrócić na siebie jego uwagę. Piorun był słaby, miał jedynie wywołać delikatne dreszcze na jego palcach, czy plecach. Mogłaby uciekać. Co za idiotka.

Moc: Elektryczność, 3/3

_________________


Powrót do góry Go down
Taka

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2191-taka#45739
Zarejestrował/a : 18/10/2015
Liczba postów : 77


PisanieTemat: Re: Dróżka w lesie   Pią Lis 03, 2017 6:21 pm

Posilał się jeszcze trochę w samotności, jakby na chwilę zapominając o pierwszej zdobyczy tej nocy. Miał gdzieś w tyle głowy wiadomość, że powinien ją pozbawić przytomności albo życia, nim ruszy za kolejnym, zdrowszym posiłkiem. Dlaczego tego nie zrobił?
Chyba nie dlatego, by być śledzonym. Krwiopijczyni nie odpuszczała, jak tylko zdołała się uwolnić od roztopionego asfaltu, dała w długą za młodzieńcem. Ośmieliła się nawet mu przerwać jedzenie swoim dziwnym pytaniem. W tej chwili mniejsza o pytanie. Nienawidził, gdy ktoś zakłócał jego prywatność bez zapowiedzi. To śmieszne, bo wpierw sam sprowokował kobietę niszcząc jej sprzęt, a potem ingerując w jej organizm. Nie mniej nie było w działaniach Taki logiki, nie ma co jej doszukiwać na siłę. Porażony prądem nie mógł skupić się na dalszym spożywaniu. Właścicielka wiązki elektrycznej domagała się atencji, co we zwykłych okolicznościach dziwiło, ale przecież żaden z nich nie był normalny. Nie za bardzo mając ochotę przerywać niemal skończony posiłek (została tylko czaszka z przesadnym porożem), a zmuszony do jako-takiego posłuchu, podniósł się na szczupłych nogach i skręcił z wolna łbem. Włosy i twarz tonęły w zakrwawionym posoką Cynthii i jelenia barwach. I tak nie umywał się ten widok do morderstw i masakr demona ukazanych przez Ishtar. Ani w jednym procencie.
Stalowe tęczówki utkwił wyraźnie we spojrzeniu wampirzycy wyższej klasy.
-Czego chcesz...
Mocno chropowaty, głęboki, obojętny w tonacji głos wydobył się z gardła mężczyzny, który zlizał ostatnie krople posoki z warg. Odrobina ciepła i energii z krwi kopytnego od razu reprezentowały zupełnie inną jakość posiłku niż rozcieńczone tabletki z krwią w szpitalu.
Skupić się jednak należało na towarzyszce, nie mniej dokładniejsze przyjrzenie się częściowo roznegliżowanej, urodziwej kobiecie - de facto sam do tego się przyczynił - spowodowało, że Taka oderwał wzrok od nieznajomej. Białowłosy stronił od istot, w tym od wampirów, ale ta była inna. Szalona, odważna, piękna. Raczej nie przywiązywał uwagi do tychże cech drugiego osobnika, dbał tylko o siebie. W zasadzie... dlaczego jeszcze stał w miejscu? Co było w tej kobiecie, że nie ruszył się ani o krok? Wbrew resztkom rozsądku nawet odpowiedział jej niewiele, jednak jak na standardy milczącego wampira o dwa słowa za dużo.
Dziwna sprawa.

_________________

white - dialog
Strój na halloween:
 
Powrót do góry Go down
Cocoro
Cocoro
Cocoro
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2230-cynthia-cocoro-patel http://vampireknight.forumpl.net/t2275-cocoro#62038 http://vampireknight.forumpl.net/t2276-cocoro#47983 http://vampireknight.forumpl.net/t2235-cocoro
Zarejestrował/a : 06/11/2015
Liczba postów : 854


PisanieTemat: Re: Dróżka w lesie   Pon Lis 06, 2017 10:40 pm

Stała tak półnago przed białowłosym i oczekiwała aż ten skończy wieczerzyć. Jakby ona miałaby tak dzisiaj skończyć. Aż pomachała głową na boki z uśmiechem na twarzy, myśląc jak piękne ma jelitka od środka. Zapewne śliczne! Ale wracając. Chłopczyna niedokońca był zadowolony z jej obecności, Cynthia zdecydowanie przeszkadzała mu, ale czemu ona nie powędrowała na ruszt? Pytania same wchodziły na język, a odpowiedzi raczej od niego nie dostanie. Wampir nie był zbyt rozmowny. Z góry już wiedziała, że na kawę to on jej nie zaprosi. Ani ubiór jej na to nie pozwalał, ani tym bardziej ona. Chłopak może nie tyle co przeraził się jej demonem spoczywającym w środku, co po prostu go.. Obrzydziło? Zniesmaczyło? Krwi C szybko nie dostanie, a jednak odpuścił. Gdzie w tym był sens? Też się głeboko zastanawiała, a wypadła ze swojego lamentu dopiero kiedy ten powoli zaczął obracać głowę w jej stronę.
Nie wyglądał smacznie, krew jelenia połączona z jej.. - Hej! To poroże nie może się zmarnować! Sprzedamy i będziemy mieć hajsik! - Podbiegła do jelenia cała w skowronkach i oderwała głowkę z porożem i pokazała mu ją w pełnej okazałości. Zapewne ten nie będzie zadowolony, była zdecydowanie za blisko niego. Ale nie ma co się poddawać. Obróciła głowę w swoją stronę by obejrzec ją jeszcze z kilku stron. - Strzał w dziesiątkę, Biały. - Dodała jeszcze, tak właściwie zarobiła trochę zaskórniaków, chodząc z domku leśnego do domku i proponując poroża za pieniądze. Nie zawsze byli zadowoleni leśniczy, wtedy trza było wiać. Proste.
Aczkolwiek oboje wiedzieli, że to nie o poroże chodzi. Cynthia po kilku sekundach opadła z szczęśliwej aury, a jej ręce od razy upadły, kiedy przypomniało się jej, jakie pytanie nasuwa się jej na język. Zdenerwowana i pełna emocji, rzuciła kością o drzewo, z takim impetem że biedny jeleń stracił dla niej głowę, dosłownie. Spojrzała na niego, z dołu, bo był wyższy, dla niej już norma, dało się przyzwyczaić i tak jest wyżej niż kiedyś. - Czemu dałeś mi spokój, co się stało jak wypiłeś moją krew? - Jej głos był bardzo obojętny, pusty, ale chciała się dowiedzieć. - Co jest ze mną nie tak, co we mnie siedzi?! - Kierując do niego kolejne słowa, rozpłakała się jak małe dziecko, opierając głowę o jego ciało, bardziej szczegółowo to klatkę piersiową. Cicho szlochała, domagając się odpowiedzi, to było nagłe, zacisnęła dłonie na jego koszulce. Jeśli jej ten nie odepchnie sama po dobrych kilku minutach odsunie się i resztkami rzeczy, której zostało na jej ciele powyciera się z łez i rozmazanego tuszu. Nie była zagubiona, ale Ishtar przyszła tak nagle i jest tak cicho w jej ciele. To przerażające, kiedy wiesz, że coś w tobie jest, a nie możesz tego odkryć. Cynthia czuje uczucie sytości, ale nie wie czym się najadła, dyskomfort czuje za każdym razem kiedy demon się zdenerwuje. Taka był jedyną odpowiedzią.

_________________


Powrót do góry Go down
Taka

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2191-taka#45739
Zarejestrował/a : 18/10/2015
Liczba postów : 77


PisanieTemat: Re: Dróżka w lesie   Sro Lis 08, 2017 8:09 pm

Trzeba przyznać, że jak na kobietę o niebanalnych umiejętnościach, ma również ogromne wahania nastroju. Od oziębłej, zdeterminowanej damy, przez żądną przygód i pomysłową dziewczynę, do rozpłakanego dzieciaka. Być może miało to związek z tym, co w niej siedziało i nie opuszczało jej ciała dobrowolnie. Gdy miał styczność z ledwie cząstką Ishtar, wszystko albo pływało we krwi i mordzie, albo w spermie i ekstazie. Niebieskowłosa zdawała się nie rozumieć, że nie wszystkim pasują ów wizje podczas spożywania krwi. Posoka sama w sobie słodka, lecz była nośnikiem czegoś demonicznego, co nie odpowiadało Tace.
Gdy tak bezpośredniej wampirzycy nie spotkał dotąd w swoim wcieleniu, bo z reguły unikał żywych istot. Jedynie trzymał się tych, których chciał zjeść, albo w jakiś sposób przynieśli mu ulgę w egzystencji. Czyli jakby nie spojrzeć - egoistycznie. Ani trochę nie sprzyjała mu bliskość Krwiopijczyni, która zamiast zająć się zdewastowanym, obecnie porzuconym motorem, zdecydowała uprzykrzyć posiłek Białowłosemu. No i co? Wzięła poroże z jego zwierza i z energią w głosie opowiedziała, że zamierza sprzedać cacko. W sumie dobry sposób na kasę. Nawet ujęła go w rozliczeniach, skoro mówiła "my". Uniósł nieznacznie brwi nie wiedząc co rzec na plan koleżanki. Wyszło na to, że dobrze na tym wyszedł, ponieważ zaraz czaszka została roztrzaskana o niewinne drzewo i rozsypała się niemal w proch. Chudzielec stał w miejscu jak kołek, chociaż po tym rzucie głową jelenia zaczął cofać się wgłąb lasu. Mimo to nieznajoma usidliła go nie tylko trzymając go za koszulę, lecz krępującymi pytaniami.
No bo co miał powiedzieć? Że przestraszył się roznegliżowanych kobiet? Widok bestii masakrujących istoty i topiąc ich we flakach nie wzbudził w nim żadnych reakcji, tylko te erotyczne. Co by sobie pomyślała wampirzyca? Zaczęłaby się z niego śmiać, wytykać palcami...
...a właściwie dlaczego zależało mu na dobrej opinii w jej oczach? Coraz bardziej to dziwne.
Odchrząknął siarczyście, gdy poczuł więcej wilgoci od łez na ubraniu i jedną ręką pochwycił dziewczynę za żuchwę i zmusił do oderwania się od jego ciała. Stanowczo była za blisko, zwłaszcza z golizną na plecach i udach.
-Nie rycz.
Nie trzeba było być mistrzem dedukcji, aby zauważyć, że Taka nie należał do gaduł, ani tym bardziej do osób, które podnosiły na duchu. Chociaż w tym "nie rycz" można było ujrzeć coś więcej niż samolubną zachciankę. Znowu nie płakała tak głośno, by bolały uszy czy coś. Utkwił w niej stalowe oczy starając się jakoś wybrnąć z sytuacji. Coś przeczuwał, że gdyby zechciał uciec, to i tak dorwałaby go po to, by powiedział, co w niej mu się nie spodobało przy piciu krwi. Tak, to do tej szalonej kobiety podobne.
No to co? Powiedzieć, co ujrzał? Ale jak?
-Widziałem demonicę i jej "dzieła".
Puścił jej twarz i skrzyżował ręce na torsie, do którego przedtem, nie wiedzieć dlaczego, przylgnęła nieznajoma. A co teraz powinien zrobić? Nie czuł się komfortowo będąc tak blisko dziewczyny, którą kto wie jakie licho opętało. Wycofał się trzymając dystans nie mniejszy niż dwa metry od rozmówczyni. Jakby skracała odległość, Taka nadrabiałby to swoim oddalaniem się. Nie wiedzieć czemu dodał jeszcze:
-Krew sama w sobie dobra.
Po co to dodał? No cóż, komplement górnych lotów to to nie był.

_________________

white - dialog
Strój na halloween:
 
Powrót do góry Go down
Cocoro
Cocoro
Cocoro
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2230-cynthia-cocoro-patel http://vampireknight.forumpl.net/t2275-cocoro#62038 http://vampireknight.forumpl.net/t2276-cocoro#47983 http://vampireknight.forumpl.net/t2235-cocoro
Zarejestrował/a : 06/11/2015
Liczba postów : 854


PisanieTemat: Re: Dróżka w lesie   Wto Lis 14, 2017 6:34 pm

Nic dziwnego że białowłosy chciał uciec. Wahania nastrojów nie są rzeczą, na który każdy by miło spoglądał i miał zamiar to słuchać. Pewnie dawno zniknąłby za konarami drzew, czerpiąc pożytek z tego, że ejst szczupły i zwinny, ale niebieskowłosa zwinnie i chytrze złapała go za czarną koszulkę, by młodzieńca zatrzymać. Jeszcze nie skończyła. Od niej przede wszystkim się nie ucieka. Im bardziej chciał by odeszła, ona bardziej chciała się zbliżyć. Dziwne co? Ale prawdziwe! I lada moment miał dowiedzieć się tego na własnej skórze.
Pierwszą barierę powoli uginała, prała w nią pięściami, zaczęła pękać. Gruby mur wyniszczał się przez jej gadatliwość i upartość, on wymawiał pierwsze słowa, pierwsze zdania, a ich odległość między nimi, ta psychiczna pomniejszała się, z milimetra na milimetr, on tego mógł nie zauważyć, przeoczyć, a ona doskonale wiedziała jak to wykorzystać. Chłopak coraz bardziej zaczął przejmować się jej reakcjami, opinią, cudownie!
Płacz i szloch nie pomagały jej jednak w zbliżeniu się do niego. Mokra koszulka ni była czymś co najwyraźniej lubił. Czując palce na swojej brodzie, uniosła zaszklone oczy do góry. Jednak nie działo się to co zwykle na romantycznych filmach, nie było pięknego pocałunku w towarzystwie lekkich płatków śniegu i nie było pięknego "Żyli długo i szczęśliwie". Marzenia, Coco, marzenia. Zamiast tego, odsunął ją od siebie. Zabolało jak plaskacz z otwartej dłoni. Aż zadrżała, krzyżując dłonie i pocierając ramiona z zimna. Dalej jej jednak nie puścił, zmuszał by patrzała w jego stalowe tęczówki. Tak jak chciał robiła. Łzy leciały to z coraz mniejszą częstotliwością, aż przestały. Demonicę? Powtórzyła sobie kilka razy to słowo w myślach. Jakiś demon ją opętał? Wampira? Który z góry sam jest sobie sądzony jako demon? Była jakimś wybrykiem natury? A poza tym, jakie dzieła? Dlaczego ona tego nie widziała? Już miała pytać jakie dzieła, jak natychmiast poczuła spowortem zimno na jej twarzy. Puścił ją i zaczął się znacznie oddalać. Zimno coraz bardziej kuło ją w biodra, ręce, policzki, nos. Ale jeszcze chwila rozmowy, on za dużo wiedział.
Podchodziłą lichymi krokami w jego stronę, zaś ten też się odsuwał, i toszybciej niż ona przybliżała. Zaczęło to być nudne, a ona jednak nie miała sił, na żadne skoki czy rzuty. Mogli tak iść dłuższą chwilę, najpierw oparła się o jedno drzewo, później o drugie, nogi odmawiały podsłuszeństwa, potykała się, ocierała o zeschnięte kory drzew. Ale przeszkadzała mu. On jej nie chciał. A ona musiała się ratować przed wyziębieniem.
Stało się, idealny moment do jego ucieczki. Wycięczona wampirzyca potknęła się o wyrastający konar z ziemi i upadła na nagie kolana. Spojrzała na niego po raz ostatni i zwinęła się w kłębek. Mówiąc jakby do siebie, wypowiedziała kilka słów. - Skoro była taka dobra, to spróbuj jej jeszcze raz, dotknij mnie, daj mi trochę ciepła. - Cicho i skrępowanie, zęby uderzały o siebie, a usta były spierzchnięte. Zawsze buzująca i gorąca krew w jej ciele była teraz zimna, wolno przepływała, robiła się sina, bardziej blada niż zwykle. Ale on nie miał powodów by jej pomóc. Co więc zrobi?

_________________


Powrót do góry Go down
Taka

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2191-taka#45739
Zarejestrował/a : 18/10/2015
Liczba postów : 77


PisanieTemat: Re: Dróżka w lesie   Sro Lis 15, 2017 6:17 pm

Nie potrafił odnaleźć się w sytuacji. Czy wampirzycy przypadkiem nie odbiło, by lgnąć do swego wcześniejszego prześladowcy? Teraz to ona prześladowała Takę i nie pozwalała mu odejść w spokoju. Czy to w taki sposób odwdzięczała się za zniszczony pojazd i spicie posoki? Co jej odbiło? Oprócz opętania przez demonicę rzecz jasna. Chociaż okazało się, że właścicielka była zdumiona tym, że posiadała w sobie upiora. Najwyraźniej wizje dosięgały osób, które miał kontakt z jej krwią lub mocą, co nie wpływało samo w sobie na Niebieskowłosą. Jej zachowanie już oda samego początku odbiegało od normy, ale żeby prosić o skosztowanie jej posoki? W dodatku chciała jego bliskości? Dotyku? Ciepła?
Chłodna kalkulacja jak odsłonięte uda Cynthii podpowiadała Białowłosemu, by skorzystał z okazji i rzeczywiście upił trochę jej krwi. Ktoś jednak zrobiłby coś innego. Przewodnik od dłuższego czasu nie odrywał spojrzeniu od napalonej kobiety, którą Taka nie chciał brać. Nie odzywał się, chociaż spoglądał maślanymi oczkami na anorektyka. Ten drugi zmarszczył brwi i zignorował poczynania Przewodnika, by podejść ostrożnie do zwiniętej w kłębek dziewczyny i kucnąć przy niej. Wyrżnęły mu się w międzyczasie kły, które raz jeszcze zatopił w jej alabastrowej szyjce. Białe włosy spłynęły mu z głowa i otoczyły sylwetkę wampirzycy, lecz dosłownie po trzech łykach mężczyźnie coś się stało. Odsunął się gwałtownie i z sykiem od Cynthii zakrywając twarz jedną ręką. Wyglądało na to, że znów dał się naiwnie nabrać na łatwy kąsek. Raz jeszcze widział rzeczy, które go denerwowały, wręcz wkurzały. Tylko tym razem nie doszedł tak szybko do siebie jak za pierwszym razem i siedział chwilę na tyłku na ziemi trzymając się wciąż łapą za głowę. Nie mógł wyrzucić z głowy scen erotycznych, które uprawiała Ishtar ze swoimi ofiarami czy kochankami - już nie wnikał.
Rozjuszony poderwał się wreszcie na równe nogi i zostawił za sobą źródło chaosu w jego łbie. Po co się jej słuchał?! Po co jeszcze raz upił jej krew?! Jego szczupła sylwetka zniknęła szybko wśród drzew i zapowiadało się, że porzucił roznegliżowaną, przemarzniętą kobietę na pastwę losu. Nie była mu przecież potrzebna do przetrwania, posokę z niej upił i to dużo, mógł iść dalej przed siebie prawda?
Chyba nie do końca, bowiem Taka słyszał w swoich uszach wesoły śmiech Przewodnika, który był przeszczęśliwy, bo wracali do opętanej Ślicznotki. Po jakiś na oko piętnastu minutach. Białowłosy nie podzielał ani trochę humoru swej urojonej wyobraźni i podjechał naprawionym motorem pod nos byłej właścicielki sprzętu. Postanowił wziąć dziewczynę do jakiegoś najbliższego hotelu, ale nie z odruchu serca, tylko w zamian za zawłaszczenie wehikułu. Oczywiście jej tego teraz nie powie, bo w sumie nie wiedział, czy Niebieskowłosa jest przytomna. Posadowił ją tak na motorze i przywiązał do siebie, by nie spadła podczas jazdy. Jak zwykle w milczeniu docisnął gaz i ruszyli przez las w stronę cywilizacji.
Przewodnik musiał przejść się piechotą, bo zabrakło dla niego miejsca na motorze.

z tematu z Cocoro - hotel

_________________

white - dialog
Strój na halloween:
 
Powrót do góry Go down
 
Dróżka w lesie
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 4 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4
 Similar topics
-
» Tajemnicze miejsce w Zakazanym Lesie
» Dróżka w lesie
» Opuszczony ludzki Dom, głęboko w lesie. [+18!]
» Dom w lesie
» Opuszczony domek na drzewie

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Vampire Knight :: Poza Miastem :: Lasy-
Skocz do: