IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Główna droga

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next
AutorWiadomość
Grigorij
Łowca (D)
Łowca (D)
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1683-vladislau-darkhawk#35268 http://vampireknight.forumpl.net/t3416-vladislau-darkhawk#73540
Zarejestrował/a : 18/02/2015
Liczba postów : 642


PisanieTemat: Re: Główna droga   Sro Lip 05, 2017 1:14 pm

W czasie gdy Esmeralda i Ringo szamotali się w walce o przetrwanie Suiren podszedł do młodszego wampira by odebrać swoją własność. Dastan nie bronił się szczególnie. Wprawdzie usiłował poruszyć kończynami o czym informowały konwulsyjne ruchy jego mięśni, lecz miał z tym widoczny problem. Gdy miecz został wyciągnięty z jego ciała krew zaczęła sączyć się z nowej otwartej rany,a  Dastan mógł poczuć własną krew w ustach. Najgorszy był fakt, że miał problemy z najprostszym ruchem. Ewidentnie nie nadawał się do walki.
W tym samym czasie łowczyni ze Staruchem wymieniali się ciosami. Ręce wampira zaczynały powoli przypominać kończyny dobrze umięśnionego emo, tak wiele było na nich sznytów wywołanych  precyzyjnymi cięciami kobiety. Nie zdołała ranić kolejny raz twarzy swojego przeciwnika ze względu na zasięg jego ramion jednakże dzięki zażartej obronie i on nie miał lekko. W pewnym momencie zaczął walić na odlew nie bacząc na zatapiające się w nim ostrza przez co Esmeralda otrzymała kilka ciosów wywołujących ogromny ból. Dostała raz w ramię. Raz w pierś. Raz pięść niemal otarła się o policzek. Będą krwiaki. Na szczęście dla Esmeraldy Ringo wcześniej użył swojej mocy i nie był w stanie wywołać wystarczającej zmiany terenu by jej zaszkodzić. Tymczasem ona sama miała w sobie dość mocy by skorzystać z Magii Krwi. Posoka zaczęła opuszczać Ringo gwałtownie wywołując kolejne nieprzyjemne wrażenia. Krew wydobywała się z ran, z nosa i z ust. Wydawała się nawet forsować skórę by skraplać się na jego ciele. Szybko zaczynała też twardnieć ograniczając ruchy wampira. Normalny człowiek czy wampir pewnie nie mógłby się poruszyć, lecz Staruch swoje przeżył i należał do szlachetnych. Dlatego wciąż starał się trafić kobietę choć jego szybkość i gracja nie byłyby aktualnie w stanie dorównać otyłemu harleyowcowi. Wykorzystała to płomiennowłosa łowczyni podnosząc swój pistolet by władować resztę amunicji w na wpół nieruchomy cel. Efekt był do przewidzenia. Ringo mógł poczuć niesamowity ból w okolicach osierdzia, gardzieli i strefy erogennej po czym widział już jedynie mroczki przed oczami i czuł tylko zapach krwi.


Dastan: Dastan, poddałeś walkę walkowerem poprzez zaniechanie. W efekcie swoich działań masz uszkodzony kręg kręgosłupa. Jest to tylko naruszenie, które wampirza regeneracja będzie w stanie naprawić z pomocą chirurgii. Ponadto straciłeś sporo krwi i masz rozcięte płuco, więc imitacja oddychania nie będzie możliwa. Mówienie też jest z tego powodu problematyczne.

Esmeralda: Wychodzisz z walki zwycięsko choć trzeba przyznać, że koszty były ogromne. Rany wywołane uprzednio przez stalowe liście na nowo otworzyły się przez gwałtowne ruchy. Dostałaś też kilkukrotnie od Ringo i, choć o tym nie wiesz, powinnaś się cieszyć z faktu, że nie udało mu się chociaż dotknąć gołego ciała. Gdy Twoja magia spętała wampira nie zamierzałaś dać mu się zastanowić co się dzieje. Podniosłaś pistolet i wpakowałaś wszystkie pozostałe kule w newralgiczne miejsca na ciele byle zabić lub chociaż wyłączyć z gry. W końcu Ci się udało. Szamotał się po prawdzie, a z jego gardzieli wydobywał się ryk wściekłości. W końcu jednak zaczął tracić animusz. Widziałaś w jego oczach, że wola wciąż w nim była. To ciało odmawiało posłuszeństwa po tym co mu zafundowałaś. Jesteś osłabiona i ranna. Miejsca, które trafił Staruch promienieją bólem i możesz być pewna, że długo nosić będziesz pamiątki po tym spotkaniu. W dodatku masz lekkie zaburzenia widzenia, a w ustach czujesz metaliczny posmak.

Ringo: Bardzo chciałeś dorwać tę kobietę. Jej krew wywoływała niezdrowe podniecenie. Jej osoba była cenna dla Hiro. Jej ciało kusiło wzbudzając pożądanie. W dodatku była człowiekiem. Nic dziwnego, że nie chciałeś jej odpuścić. Przegrana nie wchodziła w grę. Nie przejmowałeś się nawet jej ostrzami, które cięły Twoją skórę głęboko i precyzyjnie. Starałeś się trafić ją w twarz, ale ta cholerna łowczyni wiła się niczym jakaś baletnica skrzyżowana z tancerką egzotyczną. Dobrze by się prezentowała na łańcuchu w sypialni. Miałeś misterny plan by straciła równowagę. Wtedy faktycznie mógłbyś w pełni skorzystać z brutalnej siły by wręcz zdewastować jej ciało tylko po to by uzyskać dostęp do jej krwi. Niestety znowu za szybko chciałeś użyć mocy ziemi zapominając, że niedawno z jej pomocą rozbiłeś auto niewiasty. Tę nieuwagę wykorzystała Eseralda nie dając Ci możliwości zrewidowania poglądów. Krew zaczęła opuszczać Twoje ciało wywołując niemały dyskomfort. Twardniejące ciernie oplatające kończyny ograniczały Twe ruchy i gdyby nie ogromna siła jaką dysponujesz z pewnością zupełnie by Cię unieruchomiły. Niestety kobieta, choć obolała, zachowała swoją ogólną sprawność. Podniosła wytrącony jej wcześniej pistolet i załadowała Ci dość ołowiu by powalić niedźwiedzia. Straciłeś dech i mowę. Z gardzieli dobył się ryk. Postąpiłeś jeden krok na przód, lecz zwyczajnie nie miałeś już sił. Obraz się rozmył. Nastała ciemność wypełniona zapachem krwi.

Suiren: Okazało się, że dostałeś najłatwiejszą robotę. Podszedłeś do blondyna i wyciągnąłeś swą broń celowo pogłębiając ranę. Jego prawa ręka podskoczyła do góry, a lewa noga drgnęła. Zacharczał coś i zobaczyć mogłeś pianę ze śliny i krwi wyciekającą z jego ust. Raczej do niczego się nie nadawał na tę chwilę i zdawał się nie stwarzać zagrożenia. Paradoksalnie byleś  tej chwili w najlepszym stanie. Gdy się obejrzałeś mogłeś ujrzeć jak Ringo uderza Esmeraldę z ogromną siłą po czym ona zaserwowała mu podobną atrakcję co ostatnim razem Tobie. Aż skóra może ścierpnąć. Już po chwili było po wszystkim. Sama kobieta nieznacznie się chwiała. musiała być wycieńczona tą całą ucieczką i walką. Wszak wcześniej musiała sobie poradzić jeszcze z Tobą.




WALKA ZAKOŃCZONA - BĘDĘ WAS OBSERWOWAĆ
Możliwość wyjścia z tematu tylko za pozwoleniem MG.
Powrót do góry Go down
Esmeralda
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1678-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t1704-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t2181-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/t3301-esmeralda#71193 http://vampireknight.forumpl.net/t2074-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/f31-posiadlosc-greenhall
Zarejestrował/a : 05/03/2015
Liczba postów : 1671


PisanieTemat: Re: Główna droga   Czw Lip 13, 2017 3:00 pm

Po wszelkich nieudanych próbach ucieczki nadszedł czas walki. Nierównej, być może nawet nie do końca uczciwej przez wzgląd na ogólny stan łowczyni. Zapach krwi nie działał jednak na jej korzyść i nawet najbardziej opanowany wampir mógł stracić głowę dla mamiącej i słodkiej posoki. Prawdę mówiąc Esmeralda nie chciała tej walki. Jasno sprecyzowany cel nie uwzględniał bijatyk na śmierć i życie w momencie gdy nie są one konieczne, ale słowo się rzekło. I samochód… wybuchł. Tak, to właśnie los nieszczęsnego auta tak poruszył kobietę. Czy wierzyła w swoje siły? Do końca! Bo jeśli ona w siebie nie uwierzy, to czy zrobi to ktoś inny? W przepisie na zwycięstwo nie liczyła się sama siła, a odpowiednia taktyka, odwaga i umiejętności. Według rudowłosej nie trzeba było być Goliatem by stoczyć skuteczną w efekcie walkę. I tak było tym razem. Od zawsze podziwiała szlachetnych za ich niesamowitą manierę godną samej arystokracji. Wiele słyszała o Ringo i pomimo obaw, musiała się przed nim bronić. W tej potyczce daleko było do zabaw i niezobowiązujących sparingów. Jeśli przegra, zostanie przyprowadzona przed oblicze Hiro. W najlepszym przypadku rozprawi się z nią od razu, w najgorszym zaś… Jaki może być los łowczyni, która w swym uporze nie ugnie się choćby przypalano ją żywym ogniem? Dlatego musiała zrobić wszystko by nie polec. Nie stać jak ten kołek w płocie, MYŚLEĆ i starać się przewidzieć ruch swego wroga. Czuła jak powoli traci siły, ciało zaś za chwilę odmówi posłuszeństwa.
Nie dam Ci tej satysfakcji.
Mógł ją pokonać, mógł pomiatać, ale na pewno nie złamałby jej woli walki. Miała nad nim przewagę, bo dzięki kartotece łowieckiej znała większą część umiejętności wampira. Magia. To dzięki niej udało się unieruchomić mężczyznę, by później… wpakować w jego ciało amunicję antywampirzą. Ringo padł, Esmeralda zaś chwilę po tym. Trzymając w ręce broń leżała przez chwilę na plecach, próbując pozbierać własne myśli. Zapach krwi wciąż unosił się w powietrzu stwarzając zaproszenie dla kolejnych dzieci nocy. Usiadła, wykrzywiając twarz w grymasie bólu.
- Szlag by to wszystko. - wypluła krew, która nagromadziła się w jej ustach i powoli wstała. Dastan i Ringo chwilowo nie stanowili zagrożenia, ale był jeszcze uwolniony Suiren i problem wiążący się z przetransportowaniem wampirów do Oświaty. Nie weźmie ich przecież na plecy, choć jeśli nie będzie innego wyboru… Zawsze istniała możliwość większego okaleczenia wampirów i szybką wycieczkę w celu wezwania pomocy. Telefon? Rozejrzała się po polu bitwy, choć szczerze wątpiła, że znajdzie tam coś przydatnego. W końcu wszystko co miała pozostało w środku. Lina, sprzęt medyczny, nawet torebka z dokumentami.
Cholera… dokumenty. Wyrobienie nowych potrwa wieczność…
Przeklinała w myślach, odkrywając kolejne kłody na drodze do względnej normalności. Szybko odszukała wzrokiem Suirena, mając nadzieję, że jeszcze nie uciekł na drugi koniec Yokohamy. Wampir nie musiał jej pomagać, ale widać nawet potencjalny morderca dzieci miał w sobie jakieś pokłady miłosierdzia.
- Potrzebuję jakiegoś telefonu albo sprawnego samochodu. Może jest gdzieś w pobliżu jakiś otwarty punkt gastronomiczny. Pomożesz mi? - Esmeralda nie chciała oddalać się od miejsca zdarzeń, a wchodzenie do cudzego domu zdawało się być dość… niestosowne. Prawda, jednym kopniakiem mogła otworzyć chyboczące się na lewo i prawo drzwi w slumsach, ale jak po tym spojrzałaby sobie w twarz? Musiały istnieć inne możliwości. Może jakiś bar nieopodal? Stojący w niedalekiej oddali odpalony samochód? Koleś rozmawiający przez komórkę, albo dzieciaki wracające po nocy z imprezy. Wyskakując do nich w TYM stanie zafundowałaby im niezapomnianą noc rodem z amerykańskiego horroru. A wampir, mógł przecież zrobić coś szybko i niemal niezauważenie. Bez krzywdzenia i straszenia innych. Pod warunkiem, że żywe zainteresowanie nocnej braci nie odstraszyło wszystkich ludzi i nie doprowadziło do tymczasowego zamknięcia wszystkich barów w okolicy.
- Musimy iść nim zlecą się inni. - złapała Ringo za nogę i pociągnęła go jakiś metr, dopóki ponownie nie zaczęło jej się kręcić w głowie. Cóż, utracona posoka nie działa na jej korzyść, przez co traciła ostatki racjonalnego myślenia.


_________________
Powrót do góry Go down
Suiren

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2666-suiren#56870 http://vampireknight.forumpl.net/t2669-suiren#56894 http://vampireknight.forumpl.net/t3216-tradycyjny-dom#68513
Zarejestrował/a : 25/06/2016
Liczba postów : 39


PisanieTemat: Re: Główna droga   Pią Lip 14, 2017 12:37 pm

Skoro Dastan się już nie ruszał, jak i tamten drugi Sui mógł odetchnąć. Wytarł zakrwawioną katanę o ubranie nieprzytomnego blondyna. Szkoda by broń była brudna od posoki niehonorowego wampira, natomiast co do samej Esmeraldy - Pomogę Ci, pod warunkiem, że nie będziesz mnie później poszukiwać ani też Twoi znajomi z Oświaty. - coś za coś, Sui nie ufa mimo wszystko ludziom, zwlasza tej kobiecie. Poza tym chciał żyć swoim życiem, wrocic do brata i nadal polować na dzieci.
Esmeralda nie mogła tego zabronić, w końcu nie spłonęla w samochodzie, a mógł ją zostawić i byłby spokój - Jeśli tego nie przyrzekniesz, musisz radzić sobie sama. - oświadczył pp krótkim czasie, wciskając katane z powrotem w pochwe. Był już gotowy zdziałać, pomóc lub odejść nie odwracając się, ale to już wszystko zależało od umęczonej kobiety.
Jej wola. Sui to wolny wampir, nie zniewolony. Jeśli tego nie uszanuje, przykro bardzo wampirowi. Co do punktu w którym mogłaby załapać o pomoc albo udać się Sui? Zapewne były to mieszkania ludzi, więc byłaby szansa coś zdziałać. Wampir stał, patrząc na kobietę i to jak stara się samodzielnie ogarnąć sytuację.

_________________

color=#eb0165 color=#0BAEF5
Powrót do góry Go down
Esmeralda
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1678-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t1704-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t2181-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/t3301-esmeralda#71193 http://vampireknight.forumpl.net/t2074-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/f31-posiadlosc-greenhall
Zarejestrował/a : 05/03/2015
Liczba postów : 1671


PisanieTemat: Re: Główna droga   Pią Lip 14, 2017 3:56 pm

Rola Suirena w tej walce była znacząca. W końcu to dzięki niemu nie wylądowała w jakimś brudnym wampirzym łożu. Pomógł jej, choć nie musiał. Przeciwstawił się innemu wampirowi, co według każdego kodeksu było zdradą. Zbrodnią wobec swojego gatunku. Bo kto przyjmuje stronę łowcy, w dodatku poszukiwanego listem gończym? Rada wiele zapłaciłaby za jej głowę, ale czy ciemnowłosy wampir zdawał sobie z tego sprawę? Z drugiej strony to przez niego już od początku jej szanse były nierówne. Dopuścił się zbrodni, a teraz… tak po prostu miała go wypuścić? A co jeśli wróci do mieszkania Hideo, bądź też zaatakuje inne dziecko? Jaką miała gwarancję i czy jej własne osobiste sumienie mogło na to pozwolić.
Wiesz, że on zaatakuje Esmi. Wiesz to… A wtedy… to będzie TWOJA wina, bo gnoja wypuściłaś.
Układ był prosty i na swój sposób rozumiała chęć zabezpieczenia ze strony wampira. Po tym co zastała w domu nie mogła mu zaufać. Musiała mieć go na oku i dopilnować, by już nigdy nie powtórzył podobnego skoku. Uratowali siebie wzajemnie. Ruda mogła go przecież dobić, lub też nie zgodzić się na zdjęcie kajdanek. Fakt, że byłaby to oznaka kompletnej głupoty, niemniej czy wkurzona kobieta potrafi racjonalnie myśleć? Zależy która i w jakich konkretnie okolicznościach!
- Popełniłeś przestępstwo i dla takich jak ty zostały stworzone specjalne zasady postępowania. Jaką mam gwarancję, że po mojej obietnicy nie wrócisz do tamtego domu bądź też nie zaatakujesz innego dziecka? - w wypadku współpracy Suirena czekało przesłuchanie, pouczenie i prawdopodobne wypuszczenie na wolność. Większość wampirów Yokohamy posiadała swoje kartoteki, więc dlaczego w tym wypadku sytuacja miałaby wyglądać inaczej.
- Zgodzę się jeśli dasz mi słowo, że takie ataki więcej się nie powtórzą. W innym wypadku radzę Ci uciekać nim do Ciebie wstanę. I nie żartuję. Mam dziś cholernie kiepski humor. - pomoże, czy nie? Esmeralda spodziewała się, że Suiren zacznie uciekać, a wtedy na odchodne przestrzeli mu nogę. Jeśli mają cierpieć, to razem! Oczywiście dopuszczała myśl, że krwiopijca zechce ją oszukać i pozornie się zgodzi. Wtedy jednak nie znajdzie się miejsca na tej ziemi w którym ona by go nie znalazła, a wówczas... biada mu.

_________________
Powrót do góry Go down
Grigorij
Łowca (D)
Łowca (D)
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1683-vladislau-darkhawk#35268 http://vampireknight.forumpl.net/t3416-vladislau-darkhawk#73540
Zarejestrował/a : 18/02/2015
Liczba postów : 642


PisanieTemat: Re: Główna droga   Czw Lip 20, 2017 1:40 pm

Łowczyni z wampirem radośnie sobie dywagowali podczas gdy inni łowcy zatrzymywali pochód wampirów. Komórka Esmeraldy przestała dawać jakikolwiek sygnał i ona sama nie mogła się z nikim skontaktować. Jak na złość po zwycięskiej walce musiała liczyć na pomoc wampira albo porzucić pokonanych by uratować siebie. Wiecznie czeka nie mogła. Ze względu na przedłużające się walki i brak odpowiedzi od Esmeraldy Vlad postanowił poszukać jej samodzielnie z pomocą raportów od pozostałych łowców. Nieocenioną pomocą miał być też Kres, który świetnie znał zapach płomiennowłosej łowczyni zarówno naturalny jak i zmieniony przez medykamenty. Przyjechali na teren objęty po części walkami i wysiedli. By złapać trop trzeba było poruszać się pieszo. Ogromny pies ufarbowany na czarno zaczął weszyć i nasłuchiwać by złapać trop. Nie pomagał mu zapach prochu i krwi jednakże posoka Esmeraldy była na tyle charakterystyczna, iż po kilku minutach był w stanie wskazać kierunek. Ruszyli. Towarzyszyła im młoda łowczyni. Vlad chciał by uczestniczyła w akcji ze względu na jej wykształcenie. Białowłosy potrafił udzielać pierwszej pomocy, nie był jednak medykiem. Sam Vlad miał standardowy już dla niego kombinezon bojowy stworzony przez Śrubę. Oczywiście jak zwykle podczas akcji na plecach miał przewieszony granatnik, przy boku pistolet, a na głowie spoczywał hełm. Kombinezon chronił wszystkie partie ciała, a sztywne elementy łączone były magnetycznymi klamrami z rzepami. Biegł za psem w milczeniu przystając gdy stawał kres by na nowo zacząć węszyć. Skrywana twarz pozbawiona była jakiegokolwiek wyrazu choć wewnątrz niepokoił się o Esmeraldę. Wiedział, że jest matką jego dziecka nawet jeśli dobrze tego nie pamiętał. Nie chciał by coś jej się stało. Mimo tego wewnętrznego niepokoju jego ciało pracowało idealnie. Równe tętno. Równy oddech. Spokój. Był przyzwyczajony do forsownych marszy.
Powrót do góry Go down
Lyalli
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3382-lyallinette-cabalerro http://vampireknight.forumpl.net/t3389-lyallinette-cabalerro#72832
Zarejestrował/a : 02/07/2017
Liczba postów : 61


PisanieTemat: Re: Główna droga   Czw Lip 20, 2017 4:26 pm

Kobieta nie miała wiele czasu, aby przygotować się do niespodziewanej misji. Po tym, jak opuścili Akademię, Dowódca poprosił ją o towarzystwo w poszukiwaniach Esmeraldy.
Lya nie znała tej osobistości, chociaż słyszała plotki, między innymi dlatego właśnie chciała spotkać się z Grigorijem.
Potrzebowała pracy, ale także nowego Mentora. Skończyła tylko chirurgię podstawową, szukała inspiracji, aby wybrać jakąś specjalizację...
Zatem myśl, że coś mogło jej grozić niezbyt się szarookiej spodobała. W Oświacie na szybko przebrała się w swój typowy strój do walki. Skórzane spodnie, buty z wysoką do łydek cholerwą i metalowymi okuciami na czubkach. Czarny top bokserka, skórzana kamizela i takież same długie do ramion rękawice, idealnie dopasowane do dłoni, będące drugą skórą, a nie utrudnieniem. Długi płaszcz z rozszczepionymi połami oraz szerokim kapturem. Skóra była wzmacniania strategicznie na wnętrzu dłoni, łokciach, kolanach i tyłku oraz na piersi. Nie mając czasu na porządne upięcie gęsto skręconych ciemno kasztanowych włosów, zebrała je w gruby węzeł, w który wsunęła swoje dwie długie metalowe szpile po dziesięć centymetrów każda. Do kabur na biodrach przypięła swoje dwa cienie i po dwa magazynki. W talii opasał ją koralowy bicz oraz szafranowa szarfa. W cholewach ukryte noże do rzucania, w kieszeniach na biodrach i przy piersi shurikeny. Na plecach czarna krótka włócznia.
Swojego karabinu nie brała.
Twarz przesłoniła szybkim czarnym malunkiem kruka, skrzydła zachodziły za łuki brwiowe i kości jarzmowe oraz skronie, kończyły się po bokach żuchwy, ogon kończył się na nosie. Odsłonięte było tylko czoło oraz pełne usta i broda.
Mimo to zasunęła kaptur, żałując, że nie może przebarwić swoich włosów na inny kolor, zdała się więc na farbę do włosów z puszki, pokrywając pukle niewielką warstwą czarnego spreju, to musiało wystarczyć.
Zatrzymała spojrzenie na maleńkim flakoniku olejku jaśminowego. Odkorkowała go i powąchała, jednak tym razem nie naniosła go na skronie, zrobi to po powrocie.
Sięgnęła po plecak z medykamentami i różną pomocą. Był to raczej podstawowy zestaw, bandaże, igła, nici, strzykawki, ampułki z lekami przeciwbólowymi, rozkurczającymi, podnoszącymi lub obniżającymi ciśnienie, znieczulającymi oraz dwie ampułki adrenaliny. Skalpel, nożyczki, środki dezynfekujące, szczypce i gaziki.
Szczelnie zapakowane nie zabierało wiele miejsca. Narzuciła plecak i wyszła.
Dotarcie do slamsów zabrało całkiem sporo czasu, w którym Lya oddawała się kontemplacji mijanych ulic, zapamiętując najważniejsze okolice, czasem zimne szare oczy spoczywały na psie ufarbowanym na czarno, czasem - znacznie rzadziej - zerkała na profil Dowódcy, jej mimika jednak nie wyrażała niczego, a twarz skrywał cień kaptura.
Gdy wysiedli, kobieta trzymała się jakieś dwa, do trzech metrów za Grigorijem, pozwalała prowadzić jemu i psu, sama na nie wiele się zda w tej chwili. Nie wiedziała, czego szukać.
Podążała więc za nimi, stapając bezszelestnie w swoich miękkich butach. Wyostrzyła wszystkie zmysły, nasłuchując dźwięków okolicy, oczyma śledząc każdy cień, każde okno, zaułek czy dach, dłonie trzymając blisko kabur. Nigdy nie wiadomo, kiedy będzie trzeba stanąć do walki, a ona nienawidziła niespodzianek.
Zacisnęła pełne wargi w wąską linię, zerkając na prosto trzymające się plecy mężczyzny, odnosząc niejasne odczucie, że jest zaniepokojony, chociaż odległy, przytłumiony oddech był miarowy, a krok pewny.
Nie zawsze potrafiła odgadywać podobne niuanse, bo i nie wszystkie emocje czy uczucia były dla niej klarowne, przypominało to nieco błądzenie podczas szarówki, gdy kontury są niewyraźne.

_________________
Powrót do góry Go down
Esmeralda
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1678-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t1704-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t2181-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/t3301-esmeralda#71193 http://vampireknight.forumpl.net/t2074-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/f31-posiadlosc-greenhall
Zarejestrował/a : 05/03/2015
Liczba postów : 1671


PisanieTemat: Re: Główna droga   Czw Lip 20, 2017 9:05 pm

Czas mijał i wbrew oczekiwaniom Esmeraldy, nie zjawił się w pobliżu nikt kto mógłby pomóc. Wampir stawał okoniem i lada chwilę zwieje gdzie pieprz rośnie. Tak, tylko się po nim pokurzy. Już próbując nawiązać z nim dialog wiedziała, że zostanie z tym wszystkim sama. Suiren nie był jej nic winien i chociaż w oczach łowczyni był przestępcą, mógł przecież uciec. Lekarka nie miała sił by go zatrzymać. Pobiec za nim i  ponownie spróbować swoich sił w walce? Znała możliwości wampira i kolejnych zdradliwych igiełek po prostu by nie przeżyła.
Odruchowo spojrzała na zniszczone ubranie i krew jaka zgromadziła tworząc niemałą kałużę. W takich chwilach żałowała, że nie posiada mocy wigoru, dzięki której wyszłaby z tej walki niczym młoda boginka.
Esmeralda nie uwierzyła Suirenowi w zapewnienia, że nie skrzywdzi więcej osoby niewinnej, ale co zrobić jeśli odsiecz miała ją w dalekim poważaniu? Przynajmniej w odczuciu rudowłosej.
- Dowiem się jeśli coś spsocisz, pamiętaj. - odprowadziła go wzrokiem, kiedy zaniepokojony postanowił wykonać taktyczny odwrót. Ciekawe jak wiele warte jest jego słowo i czy jeszcze tego samego dnia nie rzuci się przypadkowego przechodnia. Poza dwoma nieprzytomnymi wampirami w uliczce nie było już żywej duszy.
- Jasna cholera… - westchnęła, ocierając z twarzy krew. Czuła zawroty głowy, a wzrok powoli zaczynał jej płatać figle. Słabła, ale to przecież nie powód by zostawić dwa niebezpieczne wampiry na terenie slumsów.
- Kurwa. - skrzywiła się kiedy z kolejnego zranienia popłynęła solidna strużka posoki. Za pierwszym razem rany zasklepiły się, ale ograniczona ilość sił i ponowne zranienie uniemożliwiło ponowną regenerację. Była w końcu głodna, spragniona i zdenerwowana jak nigdy dotąd. Wciąż wewnętrznie opłakiwała stratę auta, telefonu i reszty ekwipunku. W portfelu poza dokumentami miała zdjęcie Ally, a teraz wszystko trafił jasny szlag.
W końcu wstała by ogarnąć tą jakże kiepską sytuację.
Dwa wampiry. Zero kajdanek łowieckich, żadnej liny, telefonu, brak sił…
Schowała broń i zdjęła buty, gdyż i tak w tym stanie trudno jest utrzymać się na szpilkach. Zarówno Ringo jak i Dastan wciąż pozostawali nieprzytomni, ale jak długo? Rany krwiopijców jeszcze nie poddały się procesowi regeneracji, zatem mogła mieć godzinę, może trochę mniej. Musiało wystarczyć.
- Dobra Panowie, zabieram Was na wycieczkę. - w normalnych warunkach była w stanie nosić ciężary dochodzące do prawie stu kilogramów. Teraz? Nie miała wyboru jak zabić wampiry, bądź też spróbować przetransportować je do miasteczka łowców. Zabójstwo Kuroiashity nie obyłoby się bez echa, dlatego mimo wszystko musiała spróbować ich przenieść. Przez chwilę rozważała czy nie wziąć jednego z nich na plecy, lecz wizja prysła z chwilą, kiedy przypomniała sobie o obecności powbijanych w ciało ostrzy. Pozostało więc ciągnięcie ich za nogi przez pół miasta, bo tak czy siak innej opcji nie było. Nie wejdzie w tym stanie do cudzego domu. Wszak jakby nie patrzeć to były slumsy, więc w tym stanie i za taki czyn mogłaby jeszcze obskoczyć niezły wpierdziel. Szkoda czasu, nerwów i zachodu. Potykając się co chwila ciągnęła wampiry przez ulicę, znacząc ją przy okazji krwią – swoją i wampirów. Nie obejdzie się bez ekipy sprzątającej, ale nim to nastanie musi dojść do miejsca gdzie znajdują się łowcy. Zanim ponownie wpakuje się w jakieś kłopoty...

Suiren zt

_________________
Powrót do góry Go down
Grigorij
Łowca (D)
Łowca (D)
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1683-vladislau-darkhawk#35268 http://vampireknight.forumpl.net/t3416-vladislau-darkhawk#73540
Zarejestrował/a : 18/02/2015
Liczba postów : 642


PisanieTemat: Re: Główna droga   Pią Lip 21, 2017 12:03 am

Ulicami slumsów przemieszczała się postać Esmeraldy zostawiając za sobą krwawy ślad. Niezbyt roztropnie, lecz lepszego wyjścia nie miała. Stawiając krok za krokiem po jakimś czasie mogła usłyszeć cichy dźwięk, jakby wahadła? Ledwo rozpoczynał się poranek, a ona była wykończona. Dlatego nie mogła być raczej w stanie zobaczyć źródła tego dźwięku jakim był dron Navena wysłany na zwiad. Tymczasem Kres złapał silny trop. W pewnym momencie przestał się zatrzymywać bo wiedział dobrze w jakim kierunku powinien zmierzać. W końcu dotarli do zgliszcz samochodu i krwawego śladu coraz lepiej widocznego w porannych promieniach słonecznych. W oddali widać było Esmeraldę bo jak daleko mogła przecież odejść w tym stanie? I to ciągnąc za sobą dwa okazałe wampiry. Kres pobiegł w jej kierunku, a Vlad skierował spojrzenie wizjerów hełmu na Lyalli.
- Idź z nim. Jej potrzebny jest przede wszystkim medyk sądząc po tym co tu zaszło. Zaraz dołączę. – rzekł rozglądając się po okolicy. Oceniał szansę na istnienie świadków zajścia. Nawet jeśli ktoś spał w okolicy eksplozja z pewnością by go obudziła. Potrzebni będą czyściciele. Vlad włączył komunikator by wydać kilka poleceń. Ktoś musiał to wszystko posprzątać i wysłać informację do burmistrza miasta. Jego ludzie nie natknęli się jak na razie na Szarych, ale pewnie Ci też nie mieli łatwej nocy. Niemniej konieczne będzie załatwienie porządnej ekipy do sprzątania śladów. Przykucnął przy dopalających się zgliszczach. Lubiła ten samochód. Jego zniszczenie musiał być dla niej ciosem. To wszystko zajęło mu może kilka minut po czym ruszył w stronę kobiet i psa. Sam Kres uprzednio z pewnością podbiegł do Esmeraldy. Obiegł ją wokół wykonując trzy radosne szczeknięcia po czym podszedł by zatrzymać kobietę i wesprzeć ją na sobie. Vladislau podejdzie natomiast po tych kilku minutach i zatrzyma wzrok na nieprzytomnych wampirach.
- Pięknie kurwa. Pięknie. – podsumował cały ten widok. Nie był pewien czy ma być dumny z niej, że zdołała pokonać dwóch szlachetnych czy też wściekły, iż niespecjalnie rozumie sentencję nie daj się zabić. Bo śmierci była bliska w starciu z nimi. Większość łowców rozpoznałaby Ringo, tym bardziej Vlad. Wiedział, że z nim nie ma żartów.
- Cieszę się, że żyjesz. Porozmawiamy na spokojnie po wszystkim. – rzekł do płomiennnowłosej po czym strzelił na wszelki wypadek po razie oba wampiry by mieć pewność, że ich brak przytomności się utrzyma. Następnie wezwał transport, który był nieopodal.
Powrót do góry Go down
Lyalli
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3382-lyallinette-cabalerro http://vampireknight.forumpl.net/t3389-lyallinette-cabalerro#72832
Zarejestrował/a : 02/07/2017
Liczba postów : 61


PisanieTemat: Re: Główna droga   Pią Lip 21, 2017 1:56 pm

Szare oczy kobiety lustrowały otoczenie. Nie bardzo wiedziała, czego się spodziewać, chociaż po tej części "miasta" raczej nie wiele dobrego.
Przebywała w tym miejscu swego czasu całkiem często, zwłaszcza gdy śledziła wampiry, które były do odstrzału podczas swojej próby.
Zmarszczyła nos, kiedy nagle dostrzegła ślady krwi, które pochwycił pies, zapach posoki był nieprzyjemny, drażniący - nigdy nie potrafiła go zdzierżyć, co było czysta ironią losu, zważywszy na to, jaki zawód wybrała.
Spojrzała na Dowódcę i skinęła szybko, sztywno głową, przypominało to dosyć ptasi gest, a potem bez oglądania się za siebie, szybkim krokiem ruszyła za psem, który szedł po śladach, niczym po sznurku do kłębka.
Oddychała równo, miarowo, zerkając na cienie w zaułkach, nie była głupia, zachowywała czujność w razie, gdyby jednak coś mogło czaić się w mrokach tego miejsca.
Wnioskując po śladach osoba, którą śledzili była ranna, taszczyła również coś po ziemi, dwa ciała, wnioskując po tym, jak te ślady wyglądały, również krwawiły.
Wątpiła, aby to byli ludzie, zbyt ciemna krew mówiła sama za siebie.
W końcu dostrzegła rudowłosą kobietę, wokół której dreptał uradowany pies.
Rzuciła jej szybkie spojrzenie, unosząc nieco dłonie. Skąd mogła wiedzieć, co tej kobiecie przyjdzie do głowy, gdy zobaczy ją wynurzającą się zza zakrętu? Mogła być w szoku.
-Jestem wsparciem, pani - mruknęła swym obojętnym, chłodnym głosem, a potem podeszła do niej, rzucając niechętne spojrzenie spod cienia kaptura na dwójkę... wampirów.
Wykrzywiła wargi z obrzydzeniem.
Nie poświęciła im wiele uwagi, skupiając się na Esmeradzie.
- Pozwól, pani, że zabezpieczę rany. Widzę, że straciłaś sporo krwi, zaraz się tym zajmę. Rzetelniejszą opiekę dostaniesz na miejscu, gdzie będzie bezpieczniej - powiedziała spokojnie, odsuwając kaptur, odsłaniając maźnięte czarną farbą w spreju włosy, upięte dwoma szpilami.
Zdjęła prędko plecak, każąc kobiecie usiąść.
Obejrzała miejsca, gdzie wbijały się ostrza.
-Wyciągnę je w placówce, teraz po prostu je unieruchomię - mruknęła, wyjmując opakowanie gazy sterylnej, a potem sprawnie zaczęła zabezpieczać każdą z ran, wokół układając gazę, aby ostrza się nie przemieściły. Założyła opatrunki.
Chwilę szperała w ampułkach, nabrała nieco przejrzystego płynu do strzykawki.
- Pomoże na ból - dodała, odsłaniając zgięcie ramienia, gdzie wbiła się delikatnie.
Przy całej swojej pracy ledwie muskała palcami skórę kobiety, pracowała jednak metodycznie, szybko, ale bez zdenerwowania.
- Straciłaś wiele krwi, pani, podam ci sól fizjologiczną - uzupełniła, wyciągając pół litrowy worek z solami fizjologicznymi, przytwierdziła rurkę. Następnie naniosła płyn dezynfekujący na wacik, przetarła grzbiet dłoni kobiety, wyjęła wenflon i wkuła się, zabezpieczając go plastrami, a potem dopięła do niego kroplówkę, unosząc ją lekko, a płyn ustawiając na średnie kapanie.
Drugą ręką zebrała wszystkie rzeczy, wepchnęła do plecaka i zarzuciła go na ramię, a potem wyciągnęła sztywno rękę do Esmeraldy, chcąc pomóc jej wstać.
W tej chwili właśnie dotarł do nich Dowódca.
- Ma wiele ran kłutych, są w nich jakieś ostrza, zabezpieczyłam je, aby się nie przemieściły, nie wyjmę ich, nie wiedząc jak daleko tkwią. Straciła wiele krwi, trzeba jej przetoczyć co najmniej jedną jednostkę, póki co podałam jej sól fizjologiczną, aby ją nawodnić. Tutaj nie jestem w stanie odpowiednio się nią zająć. Muszę ją prześwietlić, oczyścić rany i pewnie zszyć, nie wiem, czy nie ma urazów wewnętrznych, nie wygląda jednak na to, aby jakieś kości były złamane, ale głowy za to nie dam - złożyła szybki raport tym swoim beznamiętnym głosem, jedną ręką otaczając talię kobiety.
Podtrzymywała ją silnym ramieniem, bez zbędnych czułości, wręcz przeciwnie, wydawało się, że kontakt fizyczny nie jest dla niej pożądanym, jednak z jej twarzy nie dało się wiele wyczytać. Była po prostu spokojna.

_________________
Powrót do góry Go down
Esmeralda
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1678-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t1704-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t2181-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/t3301-esmeralda#71193 http://vampireknight.forumpl.net/t2074-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/f31-posiadlosc-greenhall
Zarejestrował/a : 05/03/2015
Liczba postów : 1671


PisanieTemat: Re: Główna droga   Pią Lip 21, 2017 6:18 pm

Słońce budziło do życia nowy dzień pozostawiając jedynie wspomnienie po wczorajszej rzezi na ulicach slumsów. Wampiry kończyły żer przed pojawieniem się promieni, a to dawało choć minimalną szansę, że znów nie zostanie zatrzymana. Perspektywa napotkania kolejnych głodnych wampirów nie napawała łowczyni przyjemnością, jednak jeśli będzie trzeba to podejmie wyzwanie. Sama nie była pewna, czy te wszystkie dochodzące do niej dźwięki nie były tylko wytworem bogatej wyobraźni. Zatrzymała się słysząc wahadło i puszczając nogi wampirów, dobyła broni. Skoro poszukiwała jej rada wampirów, Esmeralda brała pod uwagę wszystkie możliwości. Nasłuchiwała więc, a kiedy zauważyła przemieszczający się dron… natychmiast do niego wycelowała. Nie wiedziała, że sprzęt należy do łowcy Navena. Prawdę mówiąc w tym stanie nie myślała zbyt wiele, gdyż jedyną wolą była ta dotycząca samego przetrwania. Wystrzeliła łącznie trzy razy by mieć pewność, że upierdliwa maszyna zostanie zniszczona nim zdoła zniknąć z pola widzenia. Dopiero po kilku minutach usłyszała jakieś kroki. Ktoś… coś biegło? Lekarka wzięła głęboki oddech i odwróciła się celując z broni w źródło dźwięku.
- Kres? - zmrużyła oczy widząc jak zwierz zbliża się i zaczyna merdać ogonem. Znała tego psa a to oznaczało, że dowódca musiał być gdzieś w pobliżu. No pięknie. Wspaniale. Wyobrażała sobie tyradę dotyczącą bezpieczeństwa i zachowania w sytuacjach kryzysowych. Za chwilę zjedzie ją od góry do dołu sprawiając, że z pewnej siebie kobiety na chwilę znów będzie tylko maleńką dziewczynką, która za zbitą szybę dostanie karę w postaci manta i konfiskaty kieszonkowego na najbliższe miesiące. W gruncie rzeczy cieszyła się jednak że Vladislau się zjawi. We dwójkę doniosą wampiry do Oświaty, a przy dużych zasobach szczęścia przejdzie mu nawet złość nim zdołają dotrzeć do bramy głównej.
- Piesku, gdzie jest Twój Pan? – jeśli to było tylko kiepskie przywidzenie, to najwyższy czas na leczenie psychozy. Dopiero gdy przytuliła się do psa, doszło do niej że to najprawdziwsza i nie zmącona niczym prawda. Ale gdzie był wobec tego Vlad? Lekarka podrapała psa za uchem i wstała, a wtedy dostrzegła wyłaniającą się z uliczki postać. Obcą i zakapturzoną osobę. Skąd mogła wiedzieć, że to nowa łowczyni i do tego medyk?
- Ani kroku bo przestrzelę Ci łeb. - wycelowała do Lyalli, a jej spojrzenie mówiło że wcale nie żartuje.
- Ściągnął Cię zapach krwi? Bufet zamknięty. - mimo ogólnego stanu gdzieś tam ruszał mały trybik pytający dlaczego pies nie atakuje tej potencjalnej pijawki. Spojrzała na Kresa i ponownie wróciła wzrokiem w stronę nowo przybyłej.
Wsparcie? Tak, świetnie. Pewnie zawodowe wsparcie w przechodzeniu na drugą stronę. Nie, dziękuję. Kwiatki lubię wąchać w ogrodzie. Swoim. I to nie od spodu. Psia krew. Jasna cholera…
Miała zamiar coś powiedzieć, być może przestraszyć dziewczynę, jednak pojawił się dowódca. Zatem to prawda. Przybył z nią.
- Przepraszam, myślałam że jesteś jedną z nich. - opuściła broń i szybko schowała ją z powrotem do kabury. Dziewczyna mówiła i zachowywała się jak lekarz, co wzbudziło w rudowłosej dość mieszane uczucia. Nie mówiła tego głośno, lecz nigdy nie widziała siebie w roli pacjenta. Od tej strony nie lubiła szpitali, medykamentów i zastrzyków. Bała się lekarzy i od zawsze jeśli tylko była w stanie leczyła się sama.
- Spokojnie, czuję się bardzo dobrze. Dziękuję. - odmówiła wszystkich medycznych działań począwszy od unieruchomienia, skończywszy na podaniu lekarstw. Bez przesady, przecież mogła chodzić. Ba. Spokojnie weźmie jednego wampira o ile Vlad będzie tak miły i weźmie na plecy drugiego.
- Świetnie. Stawię się w Oświacie by zdać raport. Odwieziecie mnie do domu? Tam szybciej dojdę do siebie. - bez lekarzy, bez sal medycznych, jedynie w otoczeniu swoich roślin i specjalnie przygotowanego laboratorium. Później nawet podziękuje dowódcy i dziewczynie za pomoc, ale teraz… teraz po prostu musiała odpocząć nim nie pochłonie jej ciemność.

_________________
Powrót do góry Go down
Grigorij
Łowca (D)
Łowca (D)
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1683-vladislau-darkhawk#35268 http://vampireknight.forumpl.net/t3416-vladislau-darkhawk#73540
Zarejestrował/a : 18/02/2015
Liczba postów : 642


PisanieTemat: Re: Główna droga   Pią Lip 21, 2017 8:04 pm

Kres nie miał zamiaru atakować Lyalli z wiadomych wszystkim przyczyn. Przekrzywił jednak łeb gdy spojrzał na przybyłą łowczynię po czym do niej także radośnie szczeknął. W porównaniu z właścicielem pies bywał wręcz duszą towarzystwa. No i on uwielbiał głaskanie i tulenie. I był puchaty. Vlad mógł mieć co najwyżej włochate myśli. Z nimi jednak za często się nie wychylał. Gdy zbliżył się do Esmeraldy widział jej stan. Nie trzeba mieć doświadczenia medycznego by wiedzieć, że kobieta jest na granicy wytrzymałości fizycznej. Mimo to jej duma i wrodzony upór nie pozwolił jej przyjąć pomocy.
- в дом? В заднице! – odparł Vladislau wbijając w Esmeraldę czerwone ślepia wizjerów. Postąpił krok do przodu i podparł boki. Nie miał zamiaru odstawiać jej do domu. Nie pozwoliłby jej teraz nieść siatki z zakupami. Co tu mówić o dźwiganiu wampira! Za chwilę przyjedzie transport i miał zamiar mieć tutaj dwójkę karnych i zdatnych do użytku łowców, a nie wkurwioną młodą lekarkę i uparty krwawy ochłap.
- Jedziesz do Oświaty. I dasz się opatrzeć choćbym miał użyć siły. Pozwól sobie pomóc.  – rzekł stanowczo. Choć rosyjska sentencja nacechowana była agresją tak po japońsku znowu mówił już bez jakiegokolwiek wyrazu. Widać było, że umiał panować nad emocjami ponieważ uspokoił się błyskawicznie. Być może jego sekretem jest to, iż jest wiecznie wkurwiony? Bardzo możliwe biorąc pod uwagę, że wszyscy łowcy zachowywali się niekiedy jak małe dzieci. Ten nie chce igieł. Tamten szpitala. I każdy z nich nie wysiedzi 10 minut w Sali szpitalnej jeśli tylko będzie przytomny. Co gorsza Esme pod tym względem nie była lepsza mimo, że sama rugała za to innych. Na krótką chwilę Vlad zwrócił się do młodej łowczyni.
- Nie przejmuj się Lyalli. Ona tak zawsze. Lubi mieć swoje zdanie.  – stwierdził krótko. Kres jeszcze dwukrotnie obiegł Esme wokoło po czym podbiegł ku nowej znajomej i wywiesił jęzor tylko po to by zaraz usiąść z kolei przy Vladzie.  Ten natomiast jeszcze nie skończył. Ponownie jego wzrok skierował się ku płomiennowłosej. Tym razem by wygłosić prawdziwą reprymendę.
- Nie po to postawiłem niemal pół Oświaty na nogi byś teraz się wykrwawiła. Poza tym pomyśl jakie by to było żałosne gdybyś zwyciężyła ze szlachetnym i padła później przez własną lekkomyślność. Transport jest w drodze. Daj się sobą zająć zanim przyjadą. To rozkaz.  – stwierdził kładąc duży nacisk na ostatnie słowa. To była kwestia nie podlegająca dyskusji i jeśli Esmeralda zachowała choć trochę przytomności umysłu będzie o tym wiedziała.
Powrót do góry Go down
Lyalli
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3382-lyallinette-cabalerro http://vampireknight.forumpl.net/t3389-lyallinette-cabalerro#72832
Zarejestrował/a : 02/07/2017
Liczba postów : 61


PisanieTemat: Re: Główna droga   Pią Lip 21, 2017 8:19 pm

Lyalli przytomnie zachowała ostrożność wychodząc z zaułka.
Dobrze wiedziała, że ludzie ranni, w szoku, potrafią nie od razu rozróżniać przyjaciół od wrogów. Czy też sojuszników.
A sądząc po śladach, jakie mijali, walka była zacięta i mogli im się zrzucić na łby inne przydupasy dwójki, którą ranna kobieta targała.
W sumie, gdy tylko dostrzegła w jakim jest stanie, odczuła coś w rodzaju dumy i może zdumienia. Dziw, że kobieta nie padła po kilku metrach z wycieńczenia.
Odczekała cierpliwie z kamienną twarzą wybuch płomiennowłosej, w ogóle się nie odzywając. Nie było sensu wdawać się w pyskówkę na samym początku.
Jedynie pełne malinowe wargi kobiety drgnęły niejednoznacznie, gdy wsłuchiwała się w jej oskarżenia, a potem rzuciła zdegustowane spojrzenie na dwa wampiry.
Doprawdy, jak można mieć taką czelność i porównywać ją do NICH?
Odetchnęła powoli przez nos, palcami naciskając jego grzbiet, aby nie dać się sprowokować, kiedy niska uparta kobieta nie chciała przyjąć jej pomocy.
Kiedy pies zbliżył się, spojrzała na niego, jakby z zamyśleniem. Wydawało się, że chce musnąć opuszkami palców jego grzywę, jednak to uczucie szybko minęło.
Do akcji wkroczył Dowódca i rozsądnie pozwoliła mu mówić, jednak nie byłaby sobą, gdyby nie dorzuciła swoich trzech szczypt do uwag:
- Jesteś medykiem, pani, czyż nie? Zatem doskonale wiesz, że udzielę ci pomoc, czy ci się to podoba, czy nie, chyba że nie zdajesz sobie sprawy, z czym się wiąże wstrząs hipowolemiczny? Już teraz jesteś blada, a twoje ciśnienie krwi jest słabsze i zamiast taszczyć dwa ciała, będziemy trzy, pani - zmrużyła lekko powieki, a jej zimne szare oczy patrzyły z uwagą na kobietę.
Odczekała tylko kilka uderzeń serca, a potem niezależnie od tego, co kobieta sobie myślała, zajęła się nią szybko, tak jak zamierzała to uczynić chwilę wcześniej. Zabezpieczenie ostrzy i zatamowanie krwawienia, coś przeciwbólowego oraz kroplówka nawadniająca.
Sięgnęła do pasa, gdzie wisiała manierka z wodą.
- Napij się, pani i zechciej przyjąć moje ramię, przyjęcie pomocy nie jest oznaką słabości, a mądrości - kąciki warg drgnęły w mglistym półuśmiechu.
Powrót do góry Go down
Esmeralda
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1678-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t1704-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t2181-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/t3301-esmeralda#71193 http://vampireknight.forumpl.net/t2074-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/f31-posiadlosc-greenhall
Zarejestrował/a : 05/03/2015
Liczba postów : 1671


PisanieTemat: Re: Główna droga   Pią Lip 21, 2017 9:45 pm

Doskonale wiedziała w jakim jest stanie, ale nie był to powód żeby się nad sobą użalać. Rany częściowo się zasklepiły, a że zewsząd sterczały igły było tylko małym wypadkiem przy pracy. Oczywiście że nie chciała by Vlad oglądał ją w takim stanie. Mogła dokładnie przewidzieć jego niezadowolenie jak również każde słowo jakie wypowie. I  gadkę o rozkazie również. Zawsze tego używał gdy chciał aby wykonała coś bez marudzenia.
- Принесите вампир. Я пойду домой. Без благодати.* - odpowiedziała, kierując się bardziej złośliwością niżeli rozsądkiem. Jak on mógł tak do niej powiedzieć? I to przy jakiejś… łowczyni! To że prędko znalazł sobie zastępstwo szczególnie jej nie zaskoczyło. Myślał o swoich ludziach, dlatego sprowadzenie kolejnych medyków było dość przyszłościową inwestycją. Serio? Nie mógł powiedzieć grzeczniej? Albo na osobności.
Pieprzony Rosjanin.
- Wiem co jest dla mnie dobre. Zbierajmy się stąd nim moja krew zwabi tu ¾ Yokohamskich wampirów. - westchnęła dając za wygraną. Szef rzadko kiedy żartował, a gdy już wbił sobie coś do łba to ciężko mu ten pomysł wyperswadować.
- Wyślij kogoś do domu Hideo... Tam jest moja krew, oni... nie są tam bezpieczni - Nie była pewna czy łowca przyjmie sobie jej radę do serca i zatuszuje zapach. Nie mogła wrócić by to sprawdzić. Prawdę mówiąc wiedziała, że Vlad uziemi ją w Oświacie, dlatego lepiej wspomnieć o przyjacielu niż mieć na sumieniu jego wraz z całą rodziną łowcy. W pewnym momencie Esme poczuła silny ból głowy, a tańczące w oczach ciemne plamki jakby wezbrały na sile. Ale nie da po sobie poznać. Niech nie myślą, że mają rację!
- Nie brałam nic. Ścigają mnie. Muszę… iść… stąd. Szybko. - powoli jej zdania zaczęły tracić pełną składność. Czy jednak Vlad mógł cokolwiek z tego zrozumieć? Wiedział że chodzi o zapach krwi, o radę która wydała nakaz schwytania rudowłosej? Prędzej czy później się dowie, ale nim to nastanie musieli dotrzeć do oświaty.
- Nie mamy na to… czasu. - słowa Lyalli miały sens, jednakże pozostawanie w miejscu będącym sercem bitewnych działań było co najmniej nierozsądne. Z tymi igłami w ciele była w stanie wyjść z domu Hideo, wsiąść do samochodu, POJECHAĆ i jeszcze stoczyć walkę z dwoma innymi wampirami. Wystarczy jej sił by dotrzeć do Oświaty i tam ewentualnie oddać się w ręce medyków.
- Pół...Oświaty? - wyraźnie prosiła o maksymalnie dwóch snajperów, więc po co fatygował większość braci? - Niepotrzebnie bo… czuję się wspaniale. Nic mi nie jest. - jeśli dobra próba kłamstwa wystarczyła by wykpić się z oddania w ręce obcego lekarza to musiała spróbować. Kimże właściwie była ta cała Lyalli…
- Dziękuję. - szepnęła przyjmując manierkę z wodą. Potrzebowała wampirzej krwi, ale woda w tym wypadku również była zbawienna. Po upiciu kilku łyków oddała dziewczynie wodę.
- Proszę, chodźmy. - nadal wzbraniała się przed opatrzeniem, bo przecież nie było takiej potrzeby. Większość igieł wrosła w ciało, a status niepokornego pacjenta nie utrzyma się przecież sam.



*Weź wampiry. Pójdę do domu pieszo. Bez łaski.

_________________
Powrót do góry Go down
Shiro Fuyuki
Admin
Admin
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1865-shiro-fuyuki#39065 http://vampireknight.forumpl.net/t1920-shiro-fuyuki#41130 http://vampireknight.forumpl.net/t2244-shiro-fuyuki http://vampireknight.forumpl.net/t2057-shiro-fuyuki http://vampireknight.forumpl.net/t3292-pokoj-shiro-i-naissankariego#70977
Zarejestrował/a : 31/05/2015
Liczba postów : 1089


PisanieTemat: Re: Główna droga   Pią Lip 21, 2017 10:42 pm

Po nietypowej akcji z mężczyzną o dziwnych umiejętnościach, Shiro, zamiast wrócić do akademika, trafił do miasta... A dokładnie tutaj. Slumsy. W sumie, to właściwie miał być skrót do szkoły, ale zamiar zmienił się w momencie, gdy wyczuł słodkawy zapach ludzkiej krwi... Dość intensywny, zarazem sprawiający, że rudowłosy nie potrafił się skupić na czymś innym. Zapragnął poznać jej źródło...
A może i spróbować czegoś, co pachnie aż tak miło?
Nie było ciężko dostać się na tą drogę, lecz... Co się tu stało? Zarejestrował mniejszą obecność ludzi. Za to więcej zniszczeń. I wampiry...? Też zaciekawione tą wonią? Pozostawało zgadywanie. Zamrugał ślepiami, zatrzymując się jakieś trzydzieści metrów dalej, jednak nie stojąc na widoku. Był za jednym z budynków. Zapach jest bardzo intensywny, a widzę tam trzy osoby. To chyba do tej kobiety należy. Nie rozumiem. Czemu mam ochotę tak bardzo to spróbować?
Zmysłami również i wyczuł obecność zwierzęcia, co sprawiło, że po jego plecach przeszedł dreszcz. Tss. Nie podoba mi się to. Za dużo ich. Próbować uśpić? Zakraść się? Śledzić? Nie potrafił wymyślić teraz czegoś sensownego, czuł, że jego uwaga była rozpraszana przez ten zapach.
Mi się wydaje czy jest ona bardziej świeża? Krwawi? - ostrożnie wychylił się zza kryjówki. - Nie mogę tutaj zostać. Jeśli ja ich czuję, to ktoś może i mnie wyczuć. Jednak nie uciekł. Czuł się zupełnie jakby to wołało go. Przyciągało. I zarazem coraz bardziej skutecznie rozpraszało wszelakie myśli dotyczące ucieczki z tego miejsca, zanim będzie za późno.
Uciekł między budynki, by go nie widzieli bezpośrednio, ale tak, by potem znaleźć się po ich lewej stronie, w jednej z uliczek. Nie ruszył jeszcze na nich. Brakowało mu pomysłu na atak, a bezpośredniość... Cóż. Póki jeszcze pozostały ostatni racjonalnego myślenia, nie zrobił tego. Nie. Nie. Trzeba było poczekać na dobry moment...
Przynajmniej na teraz.
Przygryzł dolną wargę. Oczywiście, jeśli zostałby zauważony albo coś sprowokowałoby go do wyjścia, wyszedłby. I pewnie zaatakowałby Esmeraldę.

_________________

~ We are the Warriors that built this town from dust. ~  
Ekwipunek: Sześciocentymetrowy kolec. Osoba, która zostanie nim ukłuta - nawet lekko - momentalnie zasypia na dwa posty. Działanie jednorazowe.
Powrót do góry Go down
Ringo
Ringo
Ringo
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2163-ringo-k#44890
Zarejestrował/a : 28/03/2013
Liczba postów : 503


PisanieTemat: Re: Główna droga   Nie Lip 23, 2017 2:11 pm

Esmeralda ścigana! Te słowa już dawno padły z ust większości wampirów mieszkających w Zamku. Tylko nie liczne stały na boku i słuchały tych wszystkich oszczerstw wymierzonych w łowców oraz popełnione przez nich przestępstwa. Istna fala nienawiści, chęci mordu i najważniejsze to żywego ciała Esmeraldy, ta kobieta była najgorszą jednostką z Oświaty a zaraz po niej dowódca. Ale odnośnie tych stojących na boku, te wampiry wolały obserwować a wśród nich był Barabal. To on w ciszy opuścił też zamek, chcąc sprawdzić źródło delikatnie unoszącego się zapachu krwi. Wściekłe nocne mary zbyt zdenerwowane by wyczuć, nie zwróciły nawet uwagi na byłego głowę rodu oraz mącący w głowie zapach.
Kruczoczarny stwór kierował się przez cmentarz, przez ponure slamsy mijając po drodze zdziczałe wampiry. Istna burza spowodowana jedną kobietą, ileż wojen i rozlanej krwi.
- No to się porobiło.
Rzucił pod nosem, by za chwilę uśmiechnąć się. Lecz czy bezpiecznie zbliżać się w okolice gdzie prócz zapachu krwi człowieka, pojawiła się też szlachetnego?
Jakiś stary pijaczyna stojący przy murku popijał właśnie kilka łuków z brudnej butelki. Wampir w czerni podszedł do mężczyzny na co ten tylko skinął głową. Chciał już zagadać, lecz niestety nie zdążył. Ciało starucha opadło na chodnik, natomiast pijak złapał się za głowę. Czy był sobą? W żadnym wypadku. Wyprostował się, butelkę wyrzucił a na brudnej twarzy pojawił się iście diaboliczny uśmieszek. Spojrzał na nieprzytomne ciało szlachetnego Barabala po czym pochylił się się nad nim i zaciągnął za ręce w stronę porzuconej sterty kartonów. Tam złożono ciało aby bezpiecznie przeczytało powrót swojego pana.
Obdarty pijak ruszył w stronę łowców oraz tych dwóch pechowców. Wyszedł zza zakrętu chwiejnym krokiem.
- Panie, panie z psem. Poratuj pan paroma monetami bo w gardziołku suszy i na bułki słodkie bom głodny.
Zaczął głosem nieswoim, idąc dalej. Brudna kurtka, zniszczone spodnie i mocno przetłuszczone włosy. Kto by pomyślał, że elegancki Barabal zechce wejść w ciało takiego brudasa? Najlepsza kryjówka.
Kroczył, by wreszcie zatrzymać się blisko ludzi. Wzrok utkwiła w leżącym Ringo, który to począł już coś pomrukiwać pod nosem. Poruszył się? Dłoń zadrżała, warga rozerwana uniosła się i z gardziela wydobył charkot z bulgotem przez krew. Wszak ciało podziurawione kulami.

_________________
THEME RINGO

Powrót do góry Go down
Grigorij
Łowca (D)
Łowca (D)
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1683-vladislau-darkhawk#35268 http://vampireknight.forumpl.net/t3416-vladislau-darkhawk#73540
Zarejestrował/a : 18/02/2015
Liczba postów : 642


PisanieTemat: Re: Główna droga   Nie Lip 23, 2017 6:58 pm

Dojście do Esmeraldy było dość kłopotliwe. Vladislau nie miał zamiaru bawić się w uprzejmości i owijać w bawełnę. Esmeralda sama odrzuciła rozkaz i prosiła się o reprymendę, którą białowłosy chciał zostawić na lepszy moment.
- Gdybyś wiedziała to tego wszystkiego by nie było. - odparł jedynie na jej słowa. Niespecjalnie wiedziała co dla niej najlepsze skoro jest teraz gdzie jest i to w takim stanie. Nie pchałaby się też w związek z Leyasu, ale w tej materii Vlad miał w sobie na tyle uprzejmości, że się nie wypowiadał.
Esmeralda powoli miękła, lecz nadal stawała okoniem. bo czemu miałaby nie stawać.
- Jak mówiłem to rozkaz. Opatrzymy Cię i jedziesz z nami. - stwierdził kategorycznie. W tym czasie Kres zainteresował się jednym z niedalekich cieni. Pośród tak różnych zapachów niewiele zwróciłoby jego uwagę. Jednakże coś co przypominało kota, a kotem nie było... To było coś. Zastrzygł uszami i postąpił kilka kroków do przodu węsząc. Po chwili szczeknął głucho trzy razy. Vladislau natychmiast obrócił się w kierunku psa po czym skierował swój front w miejsce wskazywane przez czworonoga. Wyciągnął pistolet.
- Kto tam jest? Wyjdź tak żebym Cię widział. Inaczej zabiję. - zakrzyknął. Pies coś wyczuł, a Vlad mu ufał. Nie zamierzał zresztą ryzykować mając pod kuratelą Esmeraldę i dwa nieprzytomne wampiry. Wtem przyszedł jakiś obszczymur zignorowany przez psie nozdrza. Wszak śmierdział alkoholem i niczym więcej, a wokół rozpościerały się gorsze wonie. Kotołak natomiast to zapach niezwykły do którego pies nie nawykł.
- Idź precz staruszku. - odparł bez krzty emocji w stronę człowieka, lecz kątem oka wciąż obserwował tereny wskazane przez Kresa. Transport wkrótce przybędzie, ale jak interesanci będą pojawiać się w tym tempie..
Powrót do góry Go down
Lyalli
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3382-lyallinette-cabalerro http://vampireknight.forumpl.net/t3389-lyallinette-cabalerro#72832
Zarejestrował/a : 02/07/2017
Liczba postów : 61


PisanieTemat: Re: Główna droga   Nie Lip 23, 2017 7:13 pm

Lyalli kończyła się święta cierpliwość, a ci, którzy ją znali - a więc nieliczni - dobrze wiedzieli, czym to się przeważnie kończyło.
Kobieta od zawsze magazynowała w sobie ogromne pokłady agresji, które częściowo katalizowała poprzez mordercze treningi, modlitwy i medytacje, jednak dzisiejszego dnia, zbliżał się wieczór i nie mogło przystąpić do swoich rytuałów.
Miała tutaj dwa nieprzytomne wampiry, jeden wydawał się przebudzać pomimo tego, że Dowódca wpakował w niego kolejne kulki, upartą małą osóbkę, której duma doprowadzi ją przed skraj grobu, do czego doprowadzić nie mogła, gdyż czuła, iż Dowódca za nic by jej tego nie wybaczył. Dalej zaś, pomalowany na czarno pies Grigorija wyczuł coś niepokojąco kilka metrów dalej i jeszcze napatoczył się, nie wiadomo skąd, oberwaniec nie pamiętający Boga.
Westchnęła cicho, patrząc z zimnym uporem na rudowłosą. Zastanawiała się, mimochodem, czy ten krwisty kolor jest naturalny, czy farbowany. Stawiała na to drugie, nigdy nie widziała tak czerwonych włosów pochodzących z natury.
Jednak... całe życie się uczyła.
Dostrzegła nagłe osłabienie kobiety, nie rozumiała, co gmerają po sobie w języku, który brzmiał z rosyjska, ale nigdy nie miała głowy, aby go przyswoić. Chociaż afrykański, hiszpański, angielski i portugalski były dla niej chlebem powszednim.
- Esmeraldo - zaczęła, zmieniając ton na bardziej poważny i stanowczy. - Zachowujesz się w sposób, który nie przystoi dorosłemu. wierzę, że jesteś kobieta silną i niezależną, ale w tej chwili jesteś bliska zapaści. Im bardziej odwlekasz to, co mam zrobić, tym bardziej szkodzisz sobie i nam. Zaciśnij zęby, schowaj dumę do kieszeni i pozwól mi pomóc, do jasnej czeluści Piekieł! - ostatnie słowa wysyczała przez niemal zaciśnięte szczęki.
- W razie niespodzianek wolałabym nie martwić się o to, czy jeszcze dychasz. Pani. - zakończyła.
W razie, gdyby kobieta w końcu ZGODZIŁA SIĘ udzielić sobie pomocy, zrobiłaby to, co zamierzała wcześniej.
Jeżeli nadal byłaby niechętna, ZROBIŁABY to tak, czy siak, jako, że Esmeralda była osłabiona, wystarczyłoby odrobinę siły, chociaż wolałaby tego uniknąć.
Jeżeli jednak to nie pomoże...
Zwróciłaby się przodem do nadchodzącego żula, przesłaniając Esmeraldę. Ręce miałaby w pogotowiu przy pistoletach, zerkałaby też ku zaułkowi, nasłuchując uważnie, chociaż jej słuch nie był tak czuły, jak wampirzy.
W każdym bądź razie była nastawiona na zagrożenie i gotowa bronić rannej kobiety.

_________________
Powrót do góry Go down
Esmeralda
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1678-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t1704-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t2181-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/t3301-esmeralda#71193 http://vampireknight.forumpl.net/t2074-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/f31-posiadlosc-greenhall
Zarejestrował/a : 05/03/2015
Liczba postów : 1671


PisanieTemat: Re: Główna droga   Nie Lip 23, 2017 8:31 pm

Zachowanie Esmeraldy nie wzięło się z samej chęci przekory. Jako medyk znajdujący się na polu walki od zawsze ściągała na siebie strzały by ku zaskoczeniu wrogów odbić je mocą artefaktu. Tym razem nie miała ze sobą amuletu, a jej jedyną niezawodną bronią była nadzwyczajna wola walki. Zdawała sobie sprawę z zagrożenia jakie niósł zapach krwi, dlatego jak najszybciej chciała opuścić ten teren. To tylko kwestia czasu gdy zlecą się wampiry. Dlaczego nie chcieli słuchać?! Przecież miała siły by wstać i stąd odejść – z wampirem na plecach lub też bez niego. Nie była dzieckiem, a jednak ton głosu młodej lekarki zdawał się godzić w czuły punkt Czerwonowłosej. Nie prosiła o pomoc, nie chciała jej. Bała się obcych lekarzy, a dziewczynę o kasztanowych włosach widziała pierwszy raz w swoim życiu. Kim była i czego naprawdę chciała? Esmeralda zmierzyła sojuszniczkę spojrzeniem, jakby w ten sposób chciała zgłębić wszelkie tajemnice kryjące się w sylwetce. I w oczach, bo to one były przecież zwierciadłem duszy.
Oddychaj…
Spokojnie.
Jakaś… siksa mówi Ci co masz robić. Kto to jest do cholery?
Nie teraz.
Wdech i wydech…

- Rób co musisz, ale nie podawaj mi żadnych leków. - stwierdziła, gdyż dalsze opory mogły być źle zrozumiane przez samego dowódcę. Nie znosiła tego tonu i akcentowania słów na rozkazy, ale cóż począć. Skóra lekarki była jeszcze bledsza niż zwykle, usta zamiast naturalnej barwy były lekko sine. A włosy? Barwa nad którą zastanawiała się Lyalli była tylko w połowie naturalną, gdyż ten kolor Esmeralda zawdzięczała magii krwi która działała jak najlepszy w świecie barwnik. Im wyższy kolor „mocy” tym bardziej krwisty odcień. Obecnie włosy oddawały łagodną czerwień, nie zaś wino bądź krew.
- Gdybym nie wiedziała jednej nocy straciłbyś Hideo i jego rodzinę. Wybacz że jestem w takim stanie, ale życie dziecka jest dla mnie warte każdej ceny. - powiedziała po rosyjsku, choć prawdę mówiąc wiedziała, że nie przekona dowódcy do swoich racji. Był dobrym szefem, ale tylko rodzic  jest w stanie zrozumieć wagę i istotę problemu. Łowczynię wciąż dręczył fakt, że mężczyzna zabrał ze sobą zupełnie obcego medyka bez wyjaśnień kimże jest ta dziewczyna i dlaczego nie wziął Carlosa, Samuela lub kogokolwiek innego z Oświaty. Chwilowo pominęła fakt że bezczelność młodej medyczki idealnie pasowała do jej zespołu. O tym pomyśli później, o ile tylko nadarzy się okazja i odpowiednia chęć. Teraz mieli inny problem, bo właśnie zaczęły zlatywać się wampiry. No proszę, kto by pomyślał, że zapach krwi zwabi ich tak szybko.
Kierując się odruchem Esmeralda wyciągnęła broń i trzymając ją w gotowości czekała na ruch krwiopijcy. Szczerze wątpiła, że był to tylko zbłąkany zwierz bądź całkowicie niezainteresowany tematem turysta. Czarę dziwnych zdarzeń dopełniło pojawienie się żula, który dziwnym trafem nie przeraził się zapachu krwi  połączonego z widokiem dwóch nieprzytomnych wampirów i palącego się jeszcze auta. Zastanawiające było zachowanie młodej medyczki. Czy ona próbowała ochronić Czerwonowłosą? Nie, nie mogła pozwolić by dziewczynie cokolwiek się stało.
Wahając się tylko przez moment, lekarka zmieniła cel mierząc teraz w pijaczka. Wszak Kres doskonale poradzi sobie z jakimś kotem przybłędą. Czyż nie?

_________________
Powrót do góry Go down
Shiro Fuyuki
Admin
Admin
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1865-shiro-fuyuki#39065 http://vampireknight.forumpl.net/t1920-shiro-fuyuki#41130 http://vampireknight.forumpl.net/t2244-shiro-fuyuki http://vampireknight.forumpl.net/t2057-shiro-fuyuki http://vampireknight.forumpl.net/t3292-pokoj-shiro-i-naissankariego#70977
Zarejestrował/a : 31/05/2015
Liczba postów : 1089


PisanieTemat: Re: Główna droga   Nie Lip 23, 2017 9:30 pm

Tss... Nie spodziewał się, że zostanie tak szybko wyczuty. Ale przez kogo? Ludzie nie mieli takich wyostrzonych zmysłów, wampiry były pokonane... Chwila. Chyba, że to przez... - uniósł palec wskazującej lewej ręki, polizał go i sprawdził kierunek wiatru. Tss. Serio? Głupia sprawa, która zarazem sprawiała, że nie wiedział co teraz. Wycofać się? Zignorować? Posłuchać się?
Najbardziej logicznym rozwiązaniem byłoby to pierwsze, lecz z drugiej strony, wyczuwalna, kusząca woń krwi sprawiała, że nie zrobił nawet kroku w tył. Nie umiał się teraz wycofać. Co to, to nie.
Zupełnie, jakby ta woń spętała jego wolną wolę.
Przełknął ślinę, ostrożnie wychylając się stamtąd. Pomyślmy. Można by rzeczywiście udać, że ten durny futrzak nie wyczuł mnie, tylko wydawało mu się to - jakoś nie miał dobrego zdania o owym psie. Może kwestia samych genów? Albo tego, że został wyczuty. - I w sumie, kto to jest? - wyczuł i dostrzegł nieznajomego, który miał sporo odwagi, że zdecydował się aż tak blisko podejść. Brak instynktu samozachowawczego? - Nie rozumiem. Ale dobra, to tylko człowiek. Nikt więcej - nie skupiał się na tym, czy mogły się tu pojawić jakieś inne wampiry.
Poprawił kaptur na głowie, tak, by zakryć swoje uszy i oczy dla postronnych osób, po czym zdecydowanym krokiem wyszedł ze swojej kryjówki.
- Tss - nie zbliżył się do niego, jedynie wyszedł, jednocześnie stając tak, by mieć manewr do działania, ucieczki lub obrony, tak, by chociażby budynek nie przeszkodził mu w działaniu. Stukał niecierpliwie prawą nogą w ziemię, skupiając lśniące szkarłatem ślepia raz na nieznajomym człowieku, jego dziwnemu pupilowi - teraz zauważył dokładnie go - raz na kobietę o rudych włosach... To jej krew. Chcę ją spróbować. Chociaż trochę. Jak może smakować coś o tak niesamowitym zapachu? Nie zamierzał odpuścić, jedynie przeskoczył wzrokiem na pozostałych. Sami ludzie i durny futrzak - dalej nie skakał z radości na widok Kresa. - Uzbrojony. Groził mi śmiercią. Myśl, Shiro. Nie brzmiało to jak słowa jakiegoś naiwniaka. Na dodatek dwójka nieprzytomnych wampirów... To ci cali łowcy? Nieciekawie - pomimo młodego wieku, zdołał już ich spotkać. - Cholera. Nie mogę zaatakować ich teraz, gdy już się wystawiłem na widoku. Muszę znaleźć dobrą okazję.
Zmrużył ślepia i warknął cicho. Potrzebuję czegoś, co odwróci ich uwagę. Czegokolwiek. Uśmiechnął się. Nie ma co się wahać. Jeśli będę czekać, stracę szansę na cokolwiek. Nie myślał już nad tym, że to co chciał zrobić, było złe i nie powinien. Ba. Może w normalniejszych okolicznościach zachowywałby się lepiej?
A co jest najlepsze do wywoływania zamieszania? Jeden z żywiołów. I zamierzał go użyć.
Tak, przy zwykłym człowieku, tym biednym staruszku, który chciał tylko trochę pieniędzy.
Prawdę mówiąc, te przemyślenia trwały zaledwie kilkanaście sekund, zanim rudowłosy kotołak przystąpił do działania. Zaczął od ognia. Miał on na celu zablokowanie im części ruchów - w tym przypadku stworzył krąg dookoła nich, mający jakieś 20 metrów średnicy, a potem przekierował same płomienie w ten sposób, by ruszyły wprost na ludzi - sam ogień leciał w postaci 10 kul o średnicy 30 centymetrów, kierując się wprost na nich, jednak nie celował w konkretne miejsca, cele były losowo. Nie, nie wykonywał żadnych gestów przy tym. Za to, jeśli to rozproszy ich albo sprawi, że zechcą zaatakować, ruszy się z miejsca, by móc zaatakować/obronić się. W zależności od sytuacji. Usypianie zamierzał pozostawić na mężczyznę, który sprawił, że musiał wyjść z kryjówki, lub tego złego psa. Bo to chyba pies, nie? Jednak go nie użyje, skoro odległość nie wynosiła tyle, by moc idealnie zadziałała.
Co właściwie dalej? Cóż. Ruszy się z wampirzą prędkością, by znaleźć się za dziewczynami, a samą Esmeraldę, chwycić za rękę i pociągnąć ku sobie, zahaczając swoimi pazurami tak, by podrapać ją do krwi. Ba. Jeśli będzie mógł, to ogłuszy ją za pomocą ciosu w żołądek. Jeśli nie, to puści i odskoczy na około 5 metrów. Słodka krew... Jeśli podrapie ją, trochę krwi zostanie na jego palcach i pazurach, nie? Jeśli tak... To chętnie spróbuje ją chociaż w ten sposób...
Bo o to w tym wszystkim chodziło.


*Szafirowy ogień - użycie, 1 post

_________________

~ We are the Warriors that built this town from dust. ~  
Ekwipunek: Sześciocentymetrowy kolec. Osoba, która zostanie nim ukłuta - nawet lekko - momentalnie zasypia na dwa posty. Działanie jednorazowe.
Powrót do góry Go down
Ringo
Ringo
Ringo
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2163-ringo-k#44890
Zarejestrował/a : 28/03/2013
Liczba postów : 503


PisanieTemat: Re: Główna droga   Pon Lip 24, 2017 7:19 am

Czemu tak odpychali spragnionego alkoholu staruszka? Jęknął coś niezrozumiałego pod nosem, zataczając się raz i drugi. Rozejrzał się, a kiedu wzrok utkwił na tych wszystkich broniach to aż z wrażenia czknął.
- Tu chyba jakaś wojna była! Panie... z bronią! Pies. Jak ci... Pancerni! Szarik!
Kolejne uderzenie czkawki i pijacki śmiech. Barabal nie obawiał się, wejście w środek tak wielkiego wydarzenia dla szwagra było po prostu nieuniknione. Pokonanie Jednookiego stanowiła naprawdę potężne wyzwanie.
- My czterej pancerni... Hyk! Rudy i nasz pies!
Ale jak grać to dalej, mimo bury jaka miała się rozegrać. Im więcej widzi, tym samym więcej wie. A widok zakrawionego oraz powalonego Ringo nie zapomni przez wiele, wiele lat.
Co do samego Starucha. Ruszył się zaś, i znowu. Tymczasem zaatakował kot? Jakaś cholerna hybryda od Hiro musiała wpaść w szał, bo skoro kocie zapachy... Od kiedy wampiry pachną jak koty? Żul zatoczył się i machnął przy tym ręką jakby chciał złapać równowagę, a jeśli ogień dotrze to upadnie na tyłek.
- A ja tylko chciałem monetę, ludzie. Nie podpalajcie!
Czy ten złowrogi kotek wiedziałco czyni? Barabal w duchu się śmiał z tak bezmyślnego posunięcia, wszak sam szlachetny nie pakowałby się w łowieckie łapy.
Gorąc, swąd i łaknienie. Stary Łamacz kości wybudzał się i w nastroju to on nie był. Zapewne obudził się w dobrym momencie, skoro powstanie zamieszanie. Trochę kiepsko, że było tutaj więcej ludzi niż wcześniej. I ten ogień. Chwycił się za postrzelone miejsce, czując jak krew wciąż się sączy. Wyczuwał już namacalne jej braki, wyczuwał też swoją niezdobytą ofiarę. Ogromnie głodny stwór z całą pewnością nie pochwali, że jakiś inny kotek próbuje dobrać się do Niej. Jeśli nie zostanie powstrzymamy, jeśli nic się nie stanie to bestia wstanie. Chwiejnie, bo chwiejnie ale stoi. Z pyska skapywała posoka, ciało okrutnie bolało lecz znajdzje siłę by w razie czego zaatakować Shiro gdyby ten faktycznie zdecydował się na bliski atak. Uderzenie telekinezą w pędzącego rudego miałoby odrzucić kilka metrów dalej. Nawet nie wyczuł obecności Barabala który to obecnie szukał pieniążków w kieszeni kurtki.

_________________
THEME RINGO

Powrót do góry Go down
Grigorij
Łowca (D)
Łowca (D)
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1683-vladislau-darkhawk#35268 http://vampireknight.forumpl.net/t3416-vladislau-darkhawk#73540
Zarejestrował/a : 18/02/2015
Liczba postów : 642


PisanieTemat: Re: Główna droga   Sro Lip 26, 2017 9:14 pm

Na słowa Esmeraldy o cenie dziecka nie powiedział nic. Ze względu na hełm nie była w stanie także wyczytać czegokolwiek z mimiki jego twarzy. Czy raczej z oczu bo nie od dziś wiadomo, że posągi miewały więcej ekspresji aniżeli mięśnie twarzowe Vlada. Esmeralda mogła zastanawiać się ile chciała czemu Vladislau nie wziął nikogo z jej personelu choć odpowiedź z jego punktu widzenia była prosta. Ze względu na zamieszki w mieście i ilość aktywowanych łowców uznał, że najlepszy personel przyda się w Oświacie. Poza tym bez specjalistycznego sprzętu w przypadku ciężkich obrażeń nawet najlepiej wykwalifikowany lekarz nic nie poradzi. Natomiast Lyalli potrzebowała się sprawdzić. Musiała też kiedyś poznać swoją potencjalną nauczycielkę. I gdyby coś poszło nie tak stracą jednego świetnego medyka i jednego początkującego, a nie dwóch z ogromnym doświadczeniem. Dla Vlada to była prosta kalkulacja. Jako dowódca musiał myśleć o całym organizmie Oświaty, a nie tylko o sobie czy potrzebach Esme. Staruszek nie odpuścił nie mając najwidoczniej instynktu samozachowawczego.
- Wypierdalaj. - warknął do staruszka, który zaczął pieprzyć trzy po trzy. W tym czasie wyszedł on. Zakapturzony jegomość, który z pewnością był inny od ludzi. Być może to jakiś specyficzny typ wampira. Kres pewien był jedynie, że to nie człowiek o czym dał do zrozumienia już wcześniej specjalnie ustalonym szczeknięciem. Vlad zagwizdał i w tym momencie pies podbiegł w kierunku zabudowań najwyraźniej starając się odejść od miejsca zdarzenia. Wtem powstały płomienie, dziwne dość bo błękitne. W naturze niebieski ogień był tak gorący, że z łatwością mógł topić niektóre metale. Vladislau nie miał pojęcia, że barwa wynika jedynie z wampirzej mocy i nie oznacza faktycznego poziomu zagrożenia. Widząc, że ogniste pociski lecą we wszystkich ludzi i Lyalli Stara się osłaniać Esme on z kolei dopadł do kobiet by przyjąć ogień na klatę. Był wytrzymały nawet jak na łowcę i jako jedyny miał pancerz bojowy częściowo chroniący przed niesprzyjającym środowiskiem. Poza tym on mógł się zregenerować w ciągu chwili jeśli tylko miał dostęp do krwi, a tej było pod dostatkiem. Nie chciał by się marnowała dlatego uruchomił zdolność wampiryzmu by wchłonąć rozbryzganą po okolicy posokę, która opuściła organizmy Dastana, Ringo i Esme. Była poza ich ciałami, więc im się nie przyda. Jego natomiast przyjemna krwista mgiełka zasili dając zwyżkowej energii. Jeśli zostanie zraniony na tyle by czuć coś więcej niż dyskomfort(co jest mało prawdopodobne, lecz możliwe) to skorzysta wtedy z mocy Wampiryzmu. W innym przypadku to Wigor wykorzysta aby zwiększyć swoją siłę i wytrzymałość. Skupiając się na bezpośrednim zagrożeniu nie zauważył jeszcze, że Ringo wstał i jego poziom wkurwienia był na tyle wysoki, że utrzymywał się przez jakiś czas na nogach. Ledwo, ale jednak! Niezależnie od tego czy Shiro dostanie telekinezą czy nie Vladislau zacznie do niego strzelać z pistoletu nie żałując amunicji. W dodatku nie zamierzał stać w miejscu. Postępowałby krok po kroku na przód by zmniejszyć dystans. Liczył, że będzie mógł dla tego osobnika ręcznie wytłumaczyć czemu nie zaczepia się wpienionego łowcy.
W przypadku gdyby telekineza nie zadziałała strzeliłby zaledwie kilka razy by w momencie gdy Shiro musiał go mijać skoczyć celem przerwania kociej szarży korzystając ze swojej znacznej, nawet bez Wigoru, siły. Gdyby doszło do zwarcia wykonałby jeden solidny cios ręką dzierżącą pistolet po czym przyjąłby pozycję bojową na lekko ugiętych kolanach.


Użyta magia:
Wigor
lub
Wampiryzm
Powrót do góry Go down
Dorian
Mistrz Gry (MG)
Mistrz Gry (MG)
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1800-zul-fiqar#37899 http://vampireknight.forumpl.net/t1830-jackie-estacado#
Zarejestrował/a : 09/04/2015
Liczba postów : 311


PisanieTemat: Re: Główna droga   Czw Lip 27, 2017 6:51 pm

Do Wiadomości:
 
Tak więc staliście sobie w małym heksagonie. Alkoholik żul, alkoholik po prostu (bo rusek), półżywa ruda, półżywy (czyli chyba ćwierćżywy) wampir, prawdziwy demon mroku i zniszczenia w postaci kota i potwornie niemiła i marudna lekarka. Wyglądaliście jak afterparty na Kabatach w trakcie juwenaliów, nawet ognisko było.
Na podejście majaczącego wariata wszyscy łowcy zaczęli trochę jakby panikować. W sumie japoński bezdomny znający czterech pancernych mógł wywołać pewną podejrzliwość, ale najwidoczniej ilość obcokrajowców przyzwyczaiła ich wszystkich do światowego obycia.
Tak czy inaczej walka zaczęła się dość szybko, kilka słów trochę przekminiania sprawy i zaraz wszyscy rzucili się na wszystkich w tym dziwnym tańcu w płomieniach wśród poległych i słabych.
Pierwszy ruszył chyba najbardziej kompetentny i najświeższy na polu bitwy Kot, który otoczył wszystkich pięknym błękitnym płomieniem oświetlając cały teren tak mocno, że aż nieprzyjemnie było patrzeć za długo w jedną stronę. Zaraz zaczął swoją szarżę jak bohater pewnego shounena z ninja w roli głównej sprawiając, że wszędzie zaczęły lecieć kule ognia. Może gdyby nie biegł albo myślał o czymś więcej prócz słodka krew Esme byłby w stanie dokonać prawdziwego armageddonu, ale z drugiej strony wtedy nie porwałby się na taką akcję.
Płomienne kule ryczały w powietrzu rozbijając się tuż nieopodal Lyalli i Esme, połowa z nich przeleciała tuż nad nimi albo rozbiła się pod nogami tworząc tylko małe obłoki dymu. Jedna jakimś zwykłym niefartem trzasnęła w pysk psiaka Griga sprawiając, że ten zatrząsnął się, a woń palonej sierści dodała się do ogólnego odoru prochu, krwi i przypadkowego żula stojącego obok i patrzącego na wszystko jak na film o superhero na żywo.
Sam Vlad zebrał za to pozostałe kule, które może nie były tak gorące jak się spodziewał, jednak moc wampira i kilka niefortunnych trafień w głowę i kule sprawiły, że poczułeś żar. Udało ci się wchłonąć trochę krwi i regenerować na bieżąco, ale płomień i tak pozostawił swoje piętno.
W tym czasie Ringo wstał z jękiem bólu i chlapiąc krwią na lewo i na prawo. Rany miał paskudne i wyglądał jakby skończył orgię na morzu czerwonym (if u know what i mean), ale jednak czysta krew robiła nadgodziny, by regenerować na bieżąco wszystko i wypchnąć z siebie toksyczny metal.
Lyalli i Esmeralda w centrum kociokwiku zobaczyły tylko jak Vlad bohatersko zbiera razy, które powinny osmalić im twarz i pozbawić włosów, a tę sytuację idealnie wykorzystał Shiro wpadając im na plecy i próbując wyrwać od nich Esme. Można jednak powiedzieć, że trafił jak biały heteroseksualny mężczyzna w koszulce Trumpa w środek protestujących antifowców – dosłownie wszyscy rzucili się, by go od niej odpędzić.
Lya złapała go za przedramię sprawiając, że zamiast rozerwać dłoń rudej jedynie pozbawił ją trochę kudłów. Vlad szybko złapał za gnata i opamiętując się zaskakująco szybko obrócił w stronę kociego demona. Łowcy jednak przeliczyli się jeśli myśleli, że zdejmą go i będą mieli do czynienia tylko z menelem i rannym Ringo. Wampir wystrzelił jak z procy lecąc około 15 metrów do tyłu.
Rusek jednak postanowił strzelić kilka razy, jednak ciężko było zobaczyć czy znikający za śmietnikiem kot dostał srogo czy nie. Na pewno nie umarł, bo płomienie wokół nich ciągle trawiły chodnik i jezdnię. Kilka kroków w jego stronę sprawiło, że teraz Vlad i Lya byli obróceni plecami do Ringo, a łowcy mieli dwa głodne po obu stronach.
A osoba którą ochraniali? Widać było, że pobladła bardziej i jest trochę przymroczona tym co się dzieje. Nie poprawiło się jej, a w tym stanie znaczy to tyle co – pogarsza się.

Dimidż:
Vlad - trochę przypieczony po wierzchu, ale bez problemu
Shiro – Zarył w beton i trochę bolą plecki, dwie kule otarły się o jego ramię i udo, ale nie jest to aż tak warte zachodu. Ukryty przed wzrokiem
Esme – Trochę ci gorzej, ale w sumie to bez zmian
Lya – Nic a nic, Grzesiu pomógł :3
Ringo – Ból i krwawienie, ale w sumie bez zmian
Pies – Cholera wie, ale po powarkiwaniu słychać, że żyje. Trochę to przysmażyło i to tyle
Żul – znalazł w kieszeni kilka monet i banknotów, może się teraz cieszyć z bogactwa

Inicjatywa:
Grześ (i pies), Ringu (i żul), Esme, Lya, Shiro

Do tego:
Shiruś w zależności od tego co będzie robić może próbować być sneaky i część posta, gdzie siedzi za śmietnikiem i knuje wysłać tylko mi na GG czy tam PW (PW czytam raz na pół roku więc nie polecam)
Powrót do góry Go down
Grigorij
Łowca (D)
Łowca (D)
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1683-vladislau-darkhawk#35268 http://vampireknight.forumpl.net/t3416-vladislau-darkhawk#73540
Zarejestrował/a : 18/02/2015
Liczba postów : 642


PisanieTemat: Re: Główna droga   Pią Lip 28, 2017 8:41 pm

Wszystko działo się dość szybko. Atak kotołaka. Żałosne okrzyki żebraka. Przebudzenie Ringo. Minęła zaledwie chwila i wydarzyło się tak wiele, że trudno było określić co właściwie się stało. Widząc jak kotołak wystrzelił niczym z procy Vlad obrócił głowę i ujrzał stojącego Ringo. Był w złym stanie jak i Esmeralda. Każde użycie mocy z pewnością kosztowało go wiele sił witalnych i mógł cokolwiek czynić jedynie dzięki żelaznej woli.
- Ringo Kuroiashita. – rozpoznał go gdyż kartotekę łowiecką znał jak paciorek. Nie zamierzał mu grozić bo to co najwyżej rozjuszyłoby wampira. Jedynie beznamiętnie go upomniał. Schował pistolet w specjalnej kaburze i przerzucił granatnik z pleców do rąk. Żarty się skończyły.
- Lyalli, chroń Esmedaldę. Esmeraldo, chroń Lyalli. Ja muszę wyrzucić śmieci. – wydał polecenie zarówno dla medyczki jak i dla młodej łowczyni obdarzając szczególnie tę drugą osobę sporym zaufaniem skoro pozostawił ją z tak niebezpiecznym osobnikiem. Z drugiej strony wiedział, iż Ringo jest osłabiony i sama Esmeralda nie będzie bierna w przypadku nagłego zagrożenia. Poza tym niespecjalnie Vlad wiedział co ma myśleć o tym wampirze skoro przed chwilą niejako ochronił łowczynię. Co miał pod kopułą trudno było określić.
Sam Vladislau nie miał czasu się szczególnie nad tą kwestią rozckliwiać i przemyślenia te trwały mgnienie oka. On sam natomiast odbezpieczył granatnik i krocząc uważnie w kierunku gdzie zniknął Shiro wystrzeli jeden z pocisków.
- Lubisz ogień skurwysynu? – zapytał nie podnosząc głosu. Nie słychać też było jakichkolwiek emocji czy akcentu. Powiedział to zupełnie bezwiednie nie bacząc czy wampir to usłyszy czy też nie. Mało to go zresztą obchodziło. W każdym razie gdy wypowiadał słowo ogień strzelił celując w pokrywę śmietnika. Liczył, że zdoła dla wampira zaprezentować napalmowy deszcz. W skrócie nie obchodziło go czy napastnika zabije czy weźmie w jasyr. Liczyło się wyeliminowanie największego potencjalnego zagrożenia.
Tymczasem Kres otrząsnął się po płomieniach, które go zaatakował kilkakrotnie przy tym przeturliwając się po ziemi by przygasić tlące się delikatnie futro. Następnie skierował swe kroki ku zabudowaniom. Dostał rozkaz ukrycia, więc nawet jeśli napotka kotołaka pozornie go zignoruje.
Powrót do góry Go down
Ringo
Ringo
Ringo
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2163-ringo-k#44890
Zarejestrował/a : 28/03/2013
Liczba postów : 503


PisanieTemat: Re: Główna droga   Nie Lip 30, 2017 8:29 am

Czego przeważnie nie znoszą wampiry o wysokiej dumie? Wtrącania się w nieswoje sprawy. Takim typem okazał się Shiro który miał ogromną ochotę na przejęcie jego wroga i na nieswoim polu walki. Jakiś mały rudy kocurek miałby zgarnąć jego zdobycz bez zbędnych dodatkowych walk. Też coś. Szlachetny był rozjuszony nie tylko przez jawną przegraną z kobietą w pierwszej rundzie, lecz też z powodu pojawienia się kolejnego wampira. O jednego za dużo, ot co. Dlatego też zdecydował się na ruch w stronę pobratymca niż łowców. Z nimi rozprawi się później.
Obcy krwiopijca wylądował kilka metrów dalej co dało przewagę stworowi. Nawet wcześniejsze upomnienie nie powstrzymało go przed czynami. Obejrzał się w stronę Vlada dokładnie słysząc jego polecenia skierowane do koleżanek po fachu. Ringo w obecnym stanie nie był ogromnie wielkim zagrożeniem dla kobiet. Ale jak wcześniej wspomniałem, wampir pierw musi pozbyć się rudzielca co by przeszkadzał jedynie.
Nie krępował się ruszyć z miejsca chociaż krwawił niemiłosiernie, ból powodował że też i w głowie pojawiło się pulsowanie. Jedyne ślepie zalane wcześniej krwią wyłapywało w miarę dobrze obraz. Najważniejsze, że nadal mógł się poruszać a wściekłość dodawała dodatkowych cząstek adrenaliny.
Skoro łowca zechciał wręcz wysadzić kotka za użyciem granatnika nie miał pewności czy ten nie czmychnie przed pociskiem. Temu szlachetny nie odepchnie go telekinezą, tylko przytrzyma. Ciężka siła mająca przygwoździć rudego do podłoża aby czasem nie zdołał uciec. Lepiej go przysmażyć niż dalej się zabawiać w głupie walki mające osłabić jeszcze bardziej rannego.

Żul spanikował to raz, to dwa. Lecz znalezienie monet w kieszeni dało większą radość niż otrzymanie szczęścia od losu iż ocalał z istnego deszczu płomienia. Jakby był zwyczajnym człowiekiem wpadłby w całkowitą panikę i uciekł, a tak? Wciąż trwał. Czy to już nie było podejrzane?
Gdy łowca wraz z Ringo zajmowali się słabszym młodzieńcem, żul nie omieszkał przebrnąć bezpiecznie do kobiet. Chociaż odrobinę tak by mogły go słyszeć.
- Byłoby lepiej, gdyby panie całkowicie usunęły się z pola walki. Jest tu zbyt gorąco, a to nie służy cerze.
Głos żula był tak czysty, bez żadnych dodatkowych ochrypnięć spowodowanym nadmiernym użyciem alkoholu. Nawet jeśli płomienie wdzierały się na ubranie, jeśli czuł swąd i krew. Wciąż trwał. Zapewne sam też zaraz wróci do swojego ciała, by opuścić bitwę. Wszak już wystarczająco się dowiedział. W sumie ciekawe jak obie kobiety zareagują na nędzarza o opitej mordzie, tyle że ze złowieszczym błyskiem w przekrwionym, prawym oku.
Pora zwołać zebranie rodu.

* Ringo - drugi raz użycie telekinezy

_________________
THEME RINGO

Powrót do góry Go down
Esmeralda
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1678-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t1704-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t2181-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/t3301-esmeralda#71193 http://vampireknight.forumpl.net/t2074-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/f31-posiadlosc-greenhall
Zarejestrował/a : 05/03/2015
Liczba postów : 1671


PisanieTemat: Re: Główna droga   Nie Lip 30, 2017 1:28 pm

Historia lubi się powtarzać – mawiają. Kto by pomyślał, że w przeciągu zaledwie dwudziestu czterech godzin życia Czerwonowłosej przyjdzie jej stoczyć walkę z trzema wampirami. Co więcej, ten imponujący licznik jeszcze nie przestał jeszcze wybijać i jak na złość zlatywali się nowi krwiopijcy.
Wampir-kot? Proszę bardzo! Żul szukający łatwego zarobku? Trochę niepokojące, niemniej i taki się znalazł. A Ringo? Cóż, to już drugi raz kiedy wstawia się za nią. Czy to nie podpada już pod ironię?
Kobieta nie bardzo wiedziała jak ma spojrzeć na tą dziwną sytuację. W około niej wciąż się coś działo i co gorsza nie była to nawet ukryta kamera. Strzał, przebudzenie się Ringo i rozkazy dowódcy… Może to wszystko było snem, a jeśli nie to trzeba przyznać, że jej życie było naprawdę bardzo popieprzone.
- Świetnie, kurwa. A mówiłam chodźmy. - szepnęła pod nosem widząc jak szef oddaje się już w pełni swojej walce. Kiedy Vladislau wyciągał granatnik kończyły się wszystkie żarty i zabawy. Biedny głupi wampir, do tego zapewne przyszły denat. Lekarka nie wstawała, bo zwyczajnie nie chciała marnować na to energii. Może gdyby nie Lyalii przy boku i Ringo obudzony jej zdaniem nieco za wcześnie, Esmeralda upiłaby trochę krwi i tym oto sposobem znów byłaby piękna, silna i młoda. A tak? Trzeba oszczędzać. Nie zmienia to faktu, że nie wypuściła z dłoni broni palnej i jeśli dostrzeże zagrożenie (w postaci biegnącego na nie koto-wampira czy też pana żula) po prostu będzie strzelać.

_________________
Powrót do góry Go down
 
Główna droga
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 5 z 6Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next
 Similar topics
-
» Droga do Hogsmeade
» Droga obok lasu
» Droga Królewska
» Droga z Magnolii do Shirotsume
» Główna droga

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Vampire Knight :: Yokohama :: SLUMSY (POŁUDNIE) :: BLOKI DO ROZBIÓRKI-
Skocz do: