IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Kamienna przystań wśród lasu

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Jyuu

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2346-jyuu#49510 http://vampireknight.forumpl.net/t3643-jyuu#79028
Zarejestrował/a : 03/01/2016
Liczba postów : 76


PisanieTemat: Kamienna przystań wśród lasu   Nie Sty 07, 2018 11:46 am

Spoiler:
 

Bardzo maleńka budowla głęboko ukryta w lesie i często przeoczana przez przechodniów lub grzybiarzy. Zbudowana z kamieni i drewna, okryta gontem przypomina zabudowaną altankę niżeli dom. A tym może stać się dla jednego z wielu wędrowców.
Dobry kamuflaż i solidna konstrukcja doskonale sprawdza się w leśno-górskich warunkach. Nieopodal płynie strumyk, z którego można zaczerpnąć świeżutkiej wody.

Wymiary wewnątrz budynku: 5 x 5 x 2,5 metra.

Obecnie zamieszkany przez: Jyuu.

_________________

DarkOrange - Dialog
Powrót do góry Go down
Jyuu

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2346-jyuu#49510 http://vampireknight.forumpl.net/t3643-jyuu#79028
Zarejestrował/a : 03/01/2016
Liczba postów : 76


PisanieTemat: Re: Kamienna przystań wśród lasu   Nie Sty 07, 2018 1:02 pm

...wraz z Nourhem przybył z plaży...

...dzikiej plaży, która zaszła im obu, i jeszcze jednej wampirzycy za skórę. To miejsce wydawało się być zapomniane nawet przez czas. Zupełnie odosobnione, teraz przykryte warstwą śniegu i trudne do wypatrzenia przez kogoś, kto nie wie, czego szukać. Kamienna budowla przytulona niemal do wielkiego drzewa skrywała się w zaspie. Klucz do niej spoczywał w kieszeni Jyuu, który musiał na moment odstawić na ziemię kolegę, by móc otworzyć ciężkie, drewniane drzwi. Okucia żelazne w zawiasach, oknach i zamku wskazywały na to, że albo budowa pochodzi z dawnych lat, albo ktoś mocno przyłożył się do jej konstrukcji. Tak czy inaczej zaprosił do środka Wilka, zamykając za nim drzwi.
Przez moment nic nie dało się dostrzec - ludzkim okiem. Ciemności rozjaśniła dopiera lampka oliwna, którą Młodziak postawił na podłodze i próbował rozpalić ogień w "kozie". Kociołek najlepsze lata miał za sobą, lecz spełniał funkcję, bowiem jeszcze trochę i ocieplił wnętrze. Bardzo ubogie wyposażenie mogło się rzucać aż zanadto w oczy: wyleżały materac, drewniana beczka zamiast wanny, kilka słoików z sokiem w szafeczce, kilka zeszytów w kącie, wspomniana lampka oliwna, trzy wyniszczone kubki, dwa talerze, miotła w kącie, wiaderko na wodę, jakieś drewniane patyczki, jakieś ubrania ułożone schludnie w kącie na zmianę, jeden znoszony koc. W zasadzie to było wszystko. Niby był tu porządek, lecz bieda aż piszczała. Nie przeszkadzało to jednak wampirowi, skoro podzielił się swym zakątkiem z rannym kolegą, którego usadowił na wspomnianej mato-materacu.
-Przyniosę wodę.
Powiedział cicho, po czym zabrał wiaderko i udał się do strumienia. Wrócił niebawem z naczyniem wypełnionym po brzegi, który posadził na rozgrzanej kozie. Musi się nieco nagrzać ciecz, żeby przemyć nią ranę. Bo tak, zamierzał pozbyć się osobiście kła z nogi Szlachetnego. Przygotował też czyste szmatki jako bandaże. Potargał je na wstęgi i układał obok, a później podał Nourhowi drewnianą łyżkę, a po co? Żeby w razie czego wsadzić do ust, aby nie przegryźć sobie języka. Zwłaszcza jak Białowłosy miał potężne uzębienie jak na wampira.
Oj, może zaboleć. Czy Wilkowaty aż tak zaufa młodzieńcowi?
Chłopak dosięgnął ostrza, które wypłukał starannie w wodzie i znieruchomiał nad nogą z narzędziem w ręku. Widział, jak lekarz coś podobnego robił pacjentowi, no ale tamten miał jednak doświadczenie i porządne narzędzia. Brzytwa mogła pokiereszować nogę Wilka, ale będzie starał się jak najmniej ingerować w kończynę. Planował nią podważyć kła, a wydłubać palcami jak pęsetą. Przełknął ślinę, zakasał rękawy i przystąpił do dzieła.
Szczerze to niewiele pamiętał, jak to zrobił. Było sporo krwi, aczkolwiek nie uszkodził dodatkowo żadnego nerwu czy ścięgna. Trzęsące się ręce ujawniły się dopiero po wyjęciu stałego, obcego ciała, ale już było po wszystkim. Zakrył czym prędzej ranę czystym płótnem, a Jyuu próbował uspokoić się. Jego oczy znów lśniły intensywnym szkarłatem, a zęby wyszły wyraźnie poza linią dziąseł. Zaciskał dłońmi sączącą się ranę, lecz z upływem sekund po raz trzeci użył leczącej mocy na Nourhie. Do młodego nie docierały żadne słowa, i w zasadzie uzasadnienie pojawiło się minutę później, gdy Blondyn zasłabł i straciwszy przytomność padł na nogi Wilka jak długi. Dobrze, że nie ważył za wiele, tyle co nic, więc nie pogruchotał nóg Szlachetnego.
Dosłownie dał z siebie wszystko, by ratować zdrowie Wilka. Nawet jak tamten doradził mu wcześniej oszczędzania sił... Bladooki cieszył się w duchu, że nie jest bezużyteczny. Że mógł komuś naprawdę pomóc. To było coś silniejszego niż własne słabości.

_________________

DarkOrange - Dialog
Powrót do góry Go down
Nourh Noutiatir

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2227-nourh-noutiatir#47962
Zarejestrował/a : 19/10/2015
Liczba postów : 382


PisanieTemat: Re: Kamienna przystań wśród lasu   Pon Sty 08, 2018 3:41 am

W trakcie jeszcze naszych rozmów w lesie, machnąłem ręką przecząco na jego słowa o twardości. Za takiego aż się nie uważałem i zamierzałem o tym wyraźnie dać znać.
- Jeśli sytuacja na to pozwala, zwykle jestem tym co natychmiast ucieknie by konfliktu uniknąć. Po części więc mogę dla wielu być uważany wręcz za tchórzliwego, niż za twardego.
Oczywiście tak jak wszystko inne, jest to wyłącznie kwestia jak się to spostrzega. Ktoś inny mógłby powiedzieć delikatnie, że jestem zwyczajnie ostrożny. Od kogoś innego, że może nie mieć to nic związku. Albo zwyczajnie będą takim i nie innym tchórze, jak kto woli! Na resztę jego wypowiedzi po postu potaknąłem głową, nie wypowiadałem się aż nadto i zwracałem uwagę na jego w miarę ożywione emocje. Najlepszy fakt był taki, że przejął się zapomnianym kłem bardziej, niż Ja sam. Miałem jakby nie patrzeć ciągle go pod uwagę, ale nie uważałem go za aż tak wielki problem prócz tego, że jest to dość niedogodne.
Co by nie było, aż takiej inicjatywy blondyna się nie spodziewałem. Nie miałem żadnych protestów, prócz faktu że byłem wyraźnie zaskoczony. Objąłem na wszelki wypadek mój nowy transport lotniczy i liczyłem że tylko nie strace przytomności na jakiś moment. Pomimo jednak takich moich obaw, z wielkim zainteresowaniem przyglądałem się otoczeniu. Choć byłem dość wiekowym nieumarlakiem, latanie na różne sposoby zawsze było dla mnie w jakiś sposób ekscytujące. Pomimo panującej radości z wpajającego się wiatru we włosach w dość solidnej sile, zwracałem nieco uwagę czy też mój sam towarzysz nie opadnie z sił. Wszak muszę pamiętać, że sam również ostatecznie nie wyglądał w dobrej kondycji. Lądowanie więc dwóch słabiaków mogłoby się zakończyć dość ciekawie i... Nieprzyjemnie.
Zostałem odstawiony i mogłem podziwiać dalsze perspektywy natury. Altanka jako podstawowy schron, który może być wręcz idealnym miejscem w trakcie podróży? Intrygujące, zwłaszcza że chyba bardzo się tutaj udomowił. Bezczelnie rozejrzałem się swoimi zwierzęcymi ślepiami po pomieszczeniu, zwracając uwagę na liczne skromne udogodnienia. W sumie spodziewałem się, że prędzej dostarczy mnie w jakieś miejsce, gdzie ktoś może w prosty sposób zaradzić, od co jakaś znajoma dobra osoba. A jednak ku mojego zaskoczeniu, chce się za wszystko zabrać osobiście. Nie zabronię mu! Gdy na ten moment ruszył po wodę, Ja leniwie ułożyłem się na mato-materacu i ułożyłem ręce za głowę. Na tyle leniwie się poczułem, że na chwilę miałem swój sen jawie, do póki nie wrócił i nie ocknąłem się równie szybko. Tak, zasypianie w ledwie parę sekund to mój talent wrodzony.
Gdy chciał mi podać łyżkę, machnąłem ręką przecząco, oznajmiając że nie jest mi to potrzebne. Pomimo, że to Ja byłem operowanym, moja mina bardziej sugerowała praktykanta, który tak naprawdę przygląda się tylko z boku, mając swój lekki głód wiedzy. Gdy zaczął bawić się z psim kłem, tylko nieco syknąłem i skrzywiłem wyraz twarzy, by po chwili na powrót ciekawsko się przyglądać. W końcu już przy psach pokazałem, że ból już od wieków jest mi czymś znanym, wystarczy tylko sobie to przypomnieć.

- Nie, czeka...
I za późno. Użył swojej mocy, choć myślałem że na coś takiego może odbyć się bez. Pomimo tego i tak byłem zaskoczony gdy padł nieprzytomny. Szybko usadowiłem na miękkim materiale na którym siedziałem. Nawet jeśli użył na mnie swojej zdolności to i tak wykorzystałem materiał niczym dobry prowizoryczny bandaż. Z wrodzoną wprawą związałem sobie tak jak należy fachowo to wykonać. Jeśli dalej jego stan był niezmienny, usiadłem po turecku i ułożyłem jego głowę na swoim kolanie, oraz pozwoliłem sobie zakryć go kocem. Jako, że jestem leniwcem perfekcyjnym, mógłbym w takiej siedzącej postawie sam zasnąć i ocknąć się dopiero gdy poczuje, że ciężar z kolana znikł. Nie wiedziałem jak mogę mu pomóc i jak powinienem zareagować na coś takiego. U mnie na osłabienie do nieprzytomności, zwyczajnie pomaga dłuuuuga drzemka. Jak jest więc u blondyna? Może z czasem się dowiem...

_________________
Aktualny Wakacyjny Ubiór: Kiedy inni ubierają się na kolorowo, Nourh jednak wolał pozostać czarno-białą istotą na plażach. Całe ciało jest oczywiście klasycznie spowite bandażami, aż bo samą szyje. Chodzi boso i ma na sobie czarne bojówki, a do tego czarny rozpięty płaszcz, wszyscy mogą mieć aż dziw, że nie wychodzi z niego pieczony wilk.

Bang!
Powrót do góry Go down
Jyuu

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2346-jyuu#49510 http://vampireknight.forumpl.net/t3643-jyuu#79028
Zarejestrował/a : 03/01/2016
Liczba postów : 76


PisanieTemat: Re: Kamienna przystań wśród lasu   Pon Sty 08, 2018 6:30 pm

Nawet jeśli uważał, że jest tchórzliwym, to tego nie dowiódł podczas starcia ze zdziczałymi psami. Jakby nie jego odwaga, siedziałby wtedy z Jyuu na drzewie, albo przynajmniej starałby się wspiąć. On zaś stanął między dziewczyną a zwierzyną, co wymagało silnego charakteru. Może to był akurat ten wyjątek od reguły, nie mniej nie uważał Nourha za tchórza. Niech mówi co chce.
No i tak znaleźli się niebawem w małym azylu. Oczywiście, bardziej wskazane były dogodniejsze warunki, gdzie Białowłosy zregenerowałby w pełni siły. Jyuu zabrałby go do kogoś, kto zna się lepiej na fachu lekarskim, lecz nie miał żadnej takiej zaufanej osoby, która umiałaby w ten sposób pomóc. W zasadzie poznał bliżej bardzo mało istot, mniej niż na palcach jednej ręki - już wraz z Wilkiem. Wolał więc już zająć się wbitym zębem osobiście, nawet jeśli znów będzie musiał opierać się zapachowi i widokowi przepysznej krwi. Chudzielec uczynił tyle, co mógł, nawet nie zabandażował rany, którą jedynie lekko podgoił mocą, bowiem stracił przytomność z braku sił. I to nie na moment, więc Nourh użyczył swego kolana za poduszkę na dłużej niż kilka chwil. Blondyn zasnął twardo, niemal nieruchomo, ale spokojnie. Od czasu do czasu wtulał się bezwiednie policzkiem do płótna stroju wiekowej Hybrydy, jakby kojarzyło mu się to z czymś przyjemnym. Jyuu wyglądał dość niewinnie w tym położeniu - opatulony kocem, z łagodnym bladym obliczem, taki kruchy. Biały Wilk musiał więc skorzystać ze swoich umiejętności perfekcyjnego lenia i zasnąć na siedząco, jeśli nie chciał zsunąć z siebie głowy Blondyna.
Dopiero po pięciu godzinach mógł poczuć na sobie wzrok przebudzonego i lekkie szurnięcie, które związane było z obrotem głowy Młodziaka na kolanie Opiekuna. Ten pierwszy spoglądał nieco niepewnie na Ogoniastego, zarazem zastanawiał się, co powinien zrobić w tej - dla niego - niezręcznej sytuacji. Oczywiście, że zarumienił się, czyjkolwiek dotyk, a już na pewno wtulanie się w kogoś, było dla Jyuu dużym przeżyciem. Jakoś zawstydził się swojego położenia i tego, że zmusił poniekąd Nourha do przyjęcia takiej pozycji na sen. Marny z niego gospodarz.
Ale jeszcze nie wykokosił się spod koca, ani nie uciekał głową z kolana Białowłosego. Wlepił tylko bladobłękitne oczy w Wilka i chłonął jego spokojny wizerunek. Dalej nie mógł wyzbyć się wypieków na policzkach, ni odezwać się słowem.

_________________

DarkOrange - Dialog
Powrót do góry Go down
Nourh Noutiatir

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2227-nourh-noutiatir#47962
Zarejestrował/a : 19/10/2015
Liczba postów : 382


PisanieTemat: Re: Kamienna przystań wśród lasu   Pią Sty 12, 2018 3:26 am

Nocne mary, nocne mary. Które po jakimś czasie stały się kompletnym snem, gdzie mogłem spokojnie być w świecie gdzie byłem swoim panem, a zarazem i tak dawałem swobodę w samowolnej projekcji. Wszak nie byłoby żadnej radości gdyby wszystko było tak, jakbym sobie zażyczył niczym reżyser na filmie. Nie myślałem, w ogóle nie wracałem wtedy myślami do tego co było teraz, ingerowałem w nowy świat, a w takim świecie czas płynie znacznie inaczej i wydaje się spędzać w nim więcej niż to możliwe w prawdziwym materialnym świecie. Kto by pomyślał, że nawet uda mi się długo robić swoje wędrówki. Obudziłem się, ale nie otworzyłem jeszcze oczu, za nim to się stało, wyraźnie niuchnąłem swoim wrażliwym nosem. Przypomniał mi w ciągu najbliższych sekund, gdzie w ogóle się znajduje. Gdy już tylko wszystko sobie oswoił, powoli i spokojnie otworzyłem swoje złote ślepia. Tak, wszystko szło sprawnie. Pozwoliłem sobie znowu na rozejrzeniu się po skromnej altance, by dopiero po kilku, a może nawet niemalże kilkudziesięciu sekund spojrzeć na zarumienionego blondyna. Podniosłem wyraźnie brwi swoim leniwym i zarazem spokojnym wyrazem twarzy.
- Wszystko dobrze, Władco Kruków?
Imiona czy nazwiska zbyt mnie nie zadowalają, dlatego lubuje się w nadawaniu różnych ciekawych mian. Od co ta pasuje do niego idealnie, przynajmniej w sferze mojej pamięci, bo właśnie tak będę go teraz kojarzył, nawet jak mi zabroni tak mówić i się tego posłucham, to w mojej głowie już tak pozostanie.
- Jeśli tak jest dobrze, jeszcze może tak zostać. Sam przesypiam dwukrotnie więcej niż ludzki mieszkaniec.
Fakt tylko taki, że już wcześniej nadrobiłem nieco normy, a te 5 godzin nieco zniwelowało nagły wymęczający mnie wcześniej wysiłek, jakim była obrona własna jak i pobliskich osób. Mój głos był równie leniwy i przeciągły, nawet wolną ręką przetarłem swoje ślepia a moje uszy ledwie widocznie zastrzygły. Ogon bardzo powolnie przejeżdżał po powierzchni szerokie łuki.

_________________
Aktualny Wakacyjny Ubiór: Kiedy inni ubierają się na kolorowo, Nourh jednak wolał pozostać czarno-białą istotą na plażach. Całe ciało jest oczywiście klasycznie spowite bandażami, aż bo samą szyje. Chodzi boso i ma na sobie czarne bojówki, a do tego czarny rozpięty płaszcz, wszyscy mogą mieć aż dziw, że nie wychodzi z niego pieczony wilk.

Bang!
Powrót do góry Go down
Jyuu

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2346-jyuu#49510 http://vampireknight.forumpl.net/t3643-jyuu#79028
Zarejestrował/a : 03/01/2016
Liczba postów : 76


PisanieTemat: Re: Kamienna przystań wśród lasu   Sob Sty 13, 2018 6:28 pm

Senne marzenia mają to do siebie, że często są wyolbrzymione, albo bardzo łatwo można się w nich zatracić bez pamięci. Fikcja nie jest życiem, więc Jyuu nie powinien spać za długo, by móc czerpać z życia jak najwięcej się da. Może dlatego nie zdecydował się na kontynuowanie snu? Tak czy inaczej na pytanie Białowłosego uśmiechnął się leciutko. Nie był żadnym Władcą Kruków, choć miano brzmiało bardzo dostojnie, i spodobało mu się. Zatem Władca przetarł nadgarstkiem zaspane oczy i powiedział cicho:
-Ch-chyba tak... Boski Wilku.
Próbował wymyślić równie dobre imię dla Nourha, lecz najwyraźniej brakowało mu odpowiedniego słownictwa, by lepiej i interesująco określić rozmówcę. Jeszcze moment leżał nieruchomo, ale spoglądał na Uszatego i chłonął jego wizerunek. Oczy i uszy otwarte na jakikolwiek bodziec. Na stwierdzenie o pozycji młodzika, Jyuu nieco oprzytomniał. Miał wrażenie, że nie wypada tak wykorzystywać usługę Wilka dla własnych wygód.
-Jest dobrze, ale... -podźwignął się ostrożnie do siadu po turecku przed swoim gościem nie odrywając spojrzenia od jego złotych ślepi- ...na tę chwilę wystarczy.
Stwierdził wciąż szepcząc, jakby obawiał się być za głośno. Robił to ze względu na Nourha, bo wyglądał tak, jakby chciał sobie jeszcze uciąć drzemkę. Nie będzie go obciążać balastem, zresztą Blondyn wydawał się być wypoczętym. Skręcił głowę do tyłu, jakby chciał się czegoś upewnić, po czym ponownie spojrzał na swojego miłego towarzysza i zaczął nieśmiało:
-Niestety nie mam herbaty. Gdybyś czegoś potrzebował innego, to powiedz. Nigdy dotąd nie przyjmowałem gości...
Uciekł wzrokiem na bok powoli uspokajając wypieki na bladej twarzy. Zmrużył połowicznie powieki i podpełzł na czworakach do torby, z której wyciągnął notes i w milczeniu zasiadł do pisania. Oh a było co notować! Całe zdarzenie na plaży, poznanie dwóch, w zasadzie trzech wampirów, zaprowadzenie jednego z nich do siebie, operacja na nodze z kłem...właśnie, gdzie jest ząb? Rzucił kątem oka na miejsce zabiegu i dosięgnął ręką kła, którego obrys uwiecznił na stronicy przykładając go do kartki i przejeżdżając długopisem dookoła. Robił zapiski, aż w pewnym momencie zatrzymał się i nad czymś myślał intensywnie. Wreszcie uniósł wzrok znad liter i utkwił w Wilku. Może nie powinien był o to pytać, ale musiał uściślić w zeszycie wszystko co trzeba z jak najlepszą wiernością.
-Jak się zapisuje Twoje imię? N-O-R-F?
Postukał kilka razy długopisem w jednym miejscu w oczekiwaniu. Jeśli milczenie trwałoby zbyt długo, dodałby coś na wyjaśnienie:
-To tylko tak dla siebie, nikomu nie powiem bez Twojej zgody.

_________________

DarkOrange - Dialog
Powrót do góry Go down
Nourh Noutiatir

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2227-nourh-noutiatir#47962
Zarejestrował/a : 19/10/2015
Liczba postów : 382


PisanieTemat: Re: Kamienna przystań wśród lasu   Sro Sty 17, 2018 10:24 pm

Jak zwykle starałem się by życzliwy uśmiech nie schodził, choć bardzo mieszał się z moim leniwym wyrazem twarzy. Poruszyłem niemrawo swoimi barkami i pewniej się wyprostowałem. Zamrugałem kilka razy z podniesionymi brwiami gdy zapodał swoją wersje.
- Boski... To brzmi całkiem... Całkiem dziwnie. Skoro mamy mieć mnie za jakieś bóstwo, pasowałoby Boży, albo zwyczajnie Szlachetny. Zresztą, nieistotne. Samo określenie wilka doznaje dość dużo.
Podzieliłem się swoimi spostrzeżeniami co do nazywania mnie. W sumie nie chciałbym by zostało mu nazywanie mnie Boskim, coś czuje że jakby ktoś inny słyszał, uznał że przymuszam go do zwiększania mojego ego. A to oczywiście ewidentnie niepotrzebne, moje ego już jest dość rozpieszczane na różne możliwe sposoby, po co jeszcze takie mocne słowa? Co nie zmienia faktu, że mój ogon nieco bardziej się pobudził, szorując intensywniej powierzchnie.
- Na leniuchowanie zawsze znajdę się chwile, choć u mnie często przeciągane.
Wyraziłem się jasno, w sumie nawet mój leniwy głos wydawał się najpewniej wyraźnie głośny porównaniu z jego mową. Czemu tak robi? Może po śnie czuje się wyraźnie wyciszony? No bo przecież nie ma żadnych sąsiadów których mógłby obudzić czy przeszkodzić w czynnościach. Przynajmniej tak mi się wydaje... Nawet przez chwile nieco się ciekawsko rozejrzałem, jakbym miał kogoś niespodziewanego wyłapać wzrokiem, co oczywiście szybko zakończyłem.
- Spokojnie, moje zapotrzebowanie na herbatę zaspokoję w wielu innych miejscach. Mam tendencje do pojawia się gdzie tylko mnie dziwnie poniesie.
Machnąłem ręką pokrzepiająco, a potem tylko śledziłem wzrokiem jego poczynania. Mrugałem i zastanawiałem się cóż tam wypisuje. Chce mi coś potajemnie przekazać? Dopiero po chwili jego pytanie rozwiało mojego możliwe wątpliwości. Cicho parsknąłem, zakrywając się piąstką i wystawiłem w jego kierunku dłoń.
- Zapisze swoje pełne miano, jeśli tego chcesz zrobię to bez zerkania na zawartość.
Nawet o nic go nie podejrzewałem, więc tylko nieco pochyliłem w bok głowę, gdy słyszałem jego dziwne tłumaczenie się. Ogon nie przestawał zdradzać pozytywnych emocji, choć ewentualny kurz czy drobiny ziemi już dawno zebrał.

_________________
Aktualny Wakacyjny Ubiór: Kiedy inni ubierają się na kolorowo, Nourh jednak wolał pozostać czarno-białą istotą na plażach. Całe ciało jest oczywiście klasycznie spowite bandażami, aż bo samą szyje. Chodzi boso i ma na sobie czarne bojówki, a do tego czarny rozpięty płaszcz, wszyscy mogą mieć aż dziw, że nie wychodzi z niego pieczony wilk.

Bang!
Powrót do góry Go down
Jyuu

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2346-jyuu#49510 http://vampireknight.forumpl.net/t3643-jyuu#79028
Zarejestrował/a : 03/01/2016
Liczba postów : 76


PisanieTemat: Re: Kamienna przystań wśród lasu   Sob Sty 20, 2018 1:04 pm

-Przepraszam, nie chciałem Cię urazić tym słowem "Boskim"... -rzeczywiście nie miał wyczucia, albo wiedzy, kiedy używać jakich określeń, a tu wyraźnie Northowi nie spodobało; określenie "dziwne" nakierowało młodzieńca na tą drogę dedukcji, żeby czym prędzej zmienić miano- Samym Wilkiem nie można Cię tytułować, bo nie jesteś zwykłym wilkiem. W takim razie "Szlachetny Wilk" może być?
Zapytał nieśmiało i ostrożnie, jakby obawiał się powtórzenia błędu z "Boskim Wilkiem". Wtedy też oznajmił, że drzemka dla Jyuu się skończyła, a potem dowiedział się, że Uszaty mógłby spać i spać. W sumie skoro może wypoczywać tak długo i mu to pomaga, to czemu miałby na siłę wstawać na nogi? Zwłaszcza, że gospodarzowi to było na rękę. Niespecjalnie chciało mu się wychodzić z altankowej kanciapy, gdy na zewnątrz było już dość dużo śniegu. Chyba, że po drewno, ale to najwyżej później. I skoro nie musiał częstować Złotookiego herbatą, zaproponował:
-W takim razie możesz tu zostać na wypoczynek, jak długo zechcesz. O ile nie przygnębia Cię taki mały... mały... -umknęło mu słowo, na co wyraźnie się zmieszał; westchnął cicho na dodanie otuch, po czym dokończył inaczej- ...mały dom.
Wiedział, że to miejsce nie jest pokojem, lecz nie umiał dokładnie nazwać zakątka, który odkrył jakiś miesiąc temu. Może poprawi go Szlachetny? A jak nie, to zostanie domem i tyle. W każdym razie jego sacrum. Do tej pory mieszkał sobie tu sam, dlatego musiał przywyknąć do obecności Długowłosego.
Który jakby nie spojrzeć szybko zadomowił się w tym ciasnym, nie najczystszym kącie. Tuman kurzu zdzierany przez radosny ogon właściciela zdradzał, że młodzieniec nie za dokładnie utrzymywał porządek. Wilk był na tyle rozluźniony i swój w obcym domostwie, że ciekawość przewyższyła maniery i sam chciał zanotować swoje imię w notesie chłopca. Zresztą jakby tak spojrzeć, to ciekawość zawsze towarzyszyła Nourhowi. Na równi z poczciwym lenistwem, które akurat pasowało do Białowłosego jak ulał. I dodawało mu to uroku jakimś dziwnym sposobem.
Tak czy inaczej reakcja Szlachetnego Wampira wprawiła młodzika w osłupienie i lęk. W pierwszym odruchu cofnął więc zeszyt ku sobie.
-T-to znaczy... -mocno przestraszył się i speszył się jednocześnie, o czym świadczyły dodatkowo wyłupiaste oczy i rumieńce, ale i jego smutno brzmiące, odrobinę jąkające słowa- ...t-tam n-nie ma nic, co C-Cię zainteresuje... w-w sensie uhm... j-jakby to p-powiedzieć...
Mocniej przytrzymał palcami zeszyt ku sobie. Jego skryta natura i stronienie od ludzi powodowały, że Jyuu nie potrafił swobodnie się wysławiać. Próbował to przełamać przebywając z Nourhem, biorąc go do siebie, i nawet wydawało się, że powoli oswoił się z Białowłosym. Nie mniej zawartość tego i innych zeszytów pochowanych po kątach najwyraźniej były piętą Achillesową chłopaka, skoro bronił do nich dostępu, jednocześnie będąc zmuszonym do wykonywania w nich notatek.
Może to był czas na pozbycie się części tajemnicy, jaką w sobie kryje Blondyn? Nourh wydawał się być na tyle wyrozumiały, że może nie wyśmieje wampira? Wreszcie rozluźnił palce na okładce notesu, który przekazał ostrożnie do rąk Długowłosego. Przy tym Jyuu utkwił przygnębiony wzrok na Wilku i powiedział tak:
-Mama kazała mi zapisywać wszystko, co dostrzegam. Twierdziła też, iż niektóre wspomnienia będą u mnie znikać, dlatego staram się zapisywać jak najwięcej. I żebym o tym nikomu nie mówił, a najlepiej z nikim się nie zadawał. Dla bezpieczeństwa, bo mówiła, że za bardzo różnię się od wszystkich, którzy mają półtora roku.
Teraz Uszaty mógł po części zrozumieć, dlaczego tak bardzo Bladooki przeżył śmierć matki. Mentalność tak młodego osobnika była wyposażona w różne emocje, których niekiedy nie umiał określić słowami czy jego zasobem wiedzy. Co prawda i tak znał więcej określeń niż dzieci, wysławiał się też całkiem, choć zazwyczaj skromnie, by nie wyszły na jaw jego braki. Siedział po turecku ze spuszczoną głową przed gościem. Może pomylił się? Bo przecież złamał obietnicę mamy, powiedział towarzyszowi o sobie za dużo. Czyżby już pierwszym błędem było odgonienie zawziętych kruków od Wilka? Nie wydawało mu się, że znajomość ze Szlachetnym Ogoniastym była czymś złym, ale czy aby na pewno?
No i okazało się, że Władca Kruków mógłby być co najwyżej Władcą Pisklaków.

_________________

DarkOrange - Dialog
Powrót do góry Go down
Nourh Noutiatir

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2227-nourh-noutiatir#47962
Zarejestrował/a : 19/10/2015
Liczba postów : 382


PisanieTemat: Re: Kamienna przystań wśród lasu   Nie Sty 21, 2018 6:12 am

- Tutaj nie chodzi o urażenie, nic takiego. Zresztą, nie tak łatwo urazić wilka a zwłaszcza dobrymi chęciami.
Ach te nieporozumienia. Przecież nie muszę się zaraz na wszystko gniewać, a przecież mój ogon sam potwierdza, że moje emocje wcale nie są tak naruszone. No ale, czy inni patrząc mi na ogon? Może też myślą, że nie powinni na niego spoglądać tak jak kobiecie w... Zresztą, gorszych dywagacji nie mogłem mieć?
- Ach, więc muszę być tytułowany przez Władce Kruków. Szlachetny brzmi jakże dumnie, przy tym więc zostańmy.
Uśmiechnąłem się z nieco komicznym zawadiackim uśmiechem, po czym wzruszyłem ramionami i miałem ochotę z tej sytuacji mianowania się, zwyczajnie pośmiać. Zresztą po cóż teraz spać skoro mam osobę do konwersacje, a siedząc tak mogę zwyczajnie wypoczywać i cieszyć się towarzystwem? Nie sam sen jest do tego potrzebny, choć działa najlepiej. Siedząc tak po turecku i nie mając już kogo gościć na nogach, chwyciłem się za własne kolana i przeciągnąłem swój tułów do tyłu. Tym sposobem nieco popatrzyłem uważniej na sufit, na który wcześniej nie zwracałem zwyczajnie uwagi, no bo w sumie po co?
- Mówisz do osoby, która wielokrotnie przysypuje na drzewach, dachach, łąkach, wnękach w skamienieniach. Trochę tolerancji, wyobraźni, swobody i naprawdę wiele miejsc może stać się idealnym do wypoczywania. Ach, jak wiele istot tego nie docenia, a przecież otaczająca natura zawsze potrafi dobrze koić, choć nie każdy znosi mrozy, ale nieumarłych gdzie by to miało tak bardzo przeszkadzać?
Wydałem odpowiedź z jednoczesnym swoim wywodem, a w trakcie mojego przeciągnięcia się omal nie upadłem w pełni plecami na podłoże. Co w sumie nie byłoby takie złe, bo i poleżeć mogę bezczelnie w trakcie prowadzonych rozmów. Jednak poprawiłem się i wyprostowany popatrzyłem na zeszyt który tak nalegał. Zerknąłem na własne ręce z podniesionymi brwiami, a dopiero potem na samego blondyna. Jak miałem już chwycić notes, mój ogon zadrżał dwa razy jak i same uszy zastrzygły. Stało się to w momencie padnięcia słów "mama", oraz "półtora roku". Miałem moment zawahania, w końcu Ja pomimo swojego swobodnego podejścia mam swoje dylematy. Choć Ja rozwiewam bardzo łatwo.
- Mama.
vPadło jedno słowo i nic więcej, jakby to miało mi samemu coś wyjaśnić, ponieważ po chwili uśmiechnąłem się jakby sam do siebie. Nieważne czy to dotyczyło coś głębiej samego blondyna czy coś nawiązywałem do siebie. Zaraz po tym odebrałem zeszyt i zwróciłem uwagę na jego charakter pisma, choć z grzeczności nie próbowałem zrozumieć to co jest tam napisane a tylko wyłapać przerwę w której mogę podać swoje pełne miano. W pełni podałem pełne Nourh Noutiatir bez żadnych ceregieli. Z pewnością moje różniło się na tle jego, w końcu dalej pisałem zaciągniętym starym stylem i może być dla niego nieco nieczytelne. Mierzwiłem brwi patrząc na jego notes, powinienem napisać inaczej? Napisać na nowo? Chwila walki ze sobą i podałem mu z głupim wyrazem twarzy.[/font][/size]
- Jeśli ciężko jest przeczytać, spróbuje przy następnej próbie bardziej skopiować twój styl pisania.
Podrapałem się po tyle głowy gdy tylko oswobodzi moją rękę od jego notesu. Tym sposobem na moment zignorowałem resztę jego słów. Było to oczywiście specjalnie moim zamiarem i nie zamierzałem tego zlewać do końca. Moje pismo i zakłopotanie się z tym u mnie może być idealne do załagodzenia atmosfery, by dopiero teraz uderzyć dalej.
- Półtora? To dość zdumiewające jak tak patrzę na Ciebie. Będę teraz bardzo bezczelny w swoich stwierdzeniach. Świat powinien być dla Ciebie zapewne dość wielki, nieznany. Kiedy dla mnie zwyczajnie ten świat jest za mały. Kiedy liczyłem sobie pierwsze mijające wieki, znajdywałem jeszcze skrawki świata gdzie chciałem się udać, gdzie mogę poznać coś nowego i emocjonującego ponad wszystko inne do tej pory. Teraz ta entuzjastyczna część mnie umarła już dawno, nie mam motywacji tak włóczykijić jak to w sobie pielęgnowałem. Ale za to nadal ciesze się wszystkim co mnie spotyka i zadziwiam się tym, jak świat niesamowicie umyka mi między palcami, niczym piasek rozbitej klepsydry.
Tak, miałem sporo co opowiadać. Mógłbym niczym ludzki starzec przed gromadką dzieci opowiadać o swoich wyniosłych przygodach i to co za moich czasów było. Nie radzę sobie tak z płynącym nurtem, ale czy blondyn jest w stanie mnie zrozumieć? Cóż, ostatecznie aż tak bardzo nie musi, bo nie to jest moim głównym celem w tej wypowiedzi. Warto by po prostu wiedział, że każdy tak jak Ja może mieć swoje inne problemy i jego nie są wcale takie złe w obliczu innych. A może źle do tego podchodzę? Nie wiem, poruszyłem niemrawo kącikiem ust i uśmiechnąłem się życzliwie.

_________________
Aktualny Wakacyjny Ubiór: Kiedy inni ubierają się na kolorowo, Nourh jednak wolał pozostać czarno-białą istotą na plażach. Całe ciało jest oczywiście klasycznie spowite bandażami, aż bo samą szyje. Chodzi boso i ma na sobie czarne bojówki, a do tego czarny rozpięty płaszcz, wszyscy mogą mieć aż dziw, że nie wychodzi z niego pieczony wilk.

Bang!
Powrót do góry Go down
Jyuu

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2346-jyuu#49510 http://vampireknight.forumpl.net/t3643-jyuu#79028
Zarejestrował/a : 03/01/2016
Liczba postów : 76


PisanieTemat: Re: Kamienna przystań wśród lasu   Wto Sty 23, 2018 7:40 pm

Całe szczęście, że nie był urażony! Jeszcze tego brakowało! Odetchnął cicho z ulgą, miał naprawdę cierpliwego i takiego, który wyrozumiały dla niego. W dodatku przyjął miano Szlachetnego Wilka nad wyraz dobrze. Nic tylko się cieszyć, co w duchu odczuwał młody, początkujący gospodarz. Nawet metraż nie wadził, no po prostu częściej przyjmować takich zacnych gości! Ale coś przeczuwał, że wyjątkowo poszczęściło się Młodziakowi, dlatego tym bardziej Ogoniasty zaczynał w oczach wampirka stawać się kimś ważnym. I to jak! Nie dlatego, że w jego żyłach płynęła szlachetna krew, ale dlatego, iż swoją pozytywną osobowością oczarował chuderlaka. Tym bardziej przyglądał mu się pilnie i słuchał co miał do powiedzenia.
Gorzej w drugą stronę. Jak mógł zaciekawić gościa, by jego czas nie poszedł na zmarnowanie? Może chociaż nie kręcąc z wywodami i będąc szczerym? Może stąd też zdobył się na odwagę, by zdradzić coś o sobie? Przy okazji chcąc zapisać poprawnie miano swego rozmówcy. No, ale jako, że Jyuu źle to ostatnie wychodziło, Wilk wykonał autograf, na który nieco marudził. Niepotrzebnie, zupełnie.
-N-nie trzeba, chyba odczytam... Nourh Nou... tia... Noutia... Noutiatir?
Zapytał pod koniec dukania, czy dobrze rozszyfrował miano towarzysza. Miał rzeczywiście inny charakter pisma, bardzo wypracowany i indywidualny. Mimo wszystko czytelne i przez swój osobisty styl wyraźnie odznaczał się w zeszycie. Pismo Jyuu przypominało to pisane przez dzieci z podstawówki, gdzie niektóre litery musiały być przesadnie edukacyjne. Winne temu były czytanki z trenowaniem szlakowej czcionki, które uzupełniał najpierw z mamą, a potem samodzielnie. Do dziś jeszcze ćwiczył pisownię, co mogło być widoczne w trakcie wertowanie kartek. No a potem zaczęły się schody. Co ciekawe Szlachetny Wilk podszedł chłopaka z takiej strony, że Bladooki nieco zdziwił się, że mówił coś, co na pierwszy rzut oka nijak się miało z tym, co powiedział przedtem. To wina braku doświadczenia w inteligentnych rozmowach. Mama zawsze zwracała się wprost, bez przekręcania, bez owijania w bawełnę. Tu musiał więc sam zorientować się, że wypowiedź Złotookiego ma drugie dno.
-Czyli... doświadczyłeś wszystkiego, a mimo to dalej jesteś ciekaw świata?
Znów mógł paść dziwny wydźwięk w powyższym stwierdzeniu, lecz swobodna rozmowa dla Blondyna była czymś zupełnie nowym. Przy tym próbował zrozumieć jak uczeń nauczyciela, czy dobrze podąża za jego tokiem rozumowania. Przygryzł nieco dolną wargę, próbując rozgryźć dość trudne zagadnienie, bo dla niego nieznane, jak większość świata. Co chciał mu Białowłosy przez to powiedzieć? Poniekąd podzielił się swoim problemem egzystencjalnym, tak jak przedtem Jyuu. Dwie skrajności wiekowe inaczej odbierały bodźce z otaczającego ich świata. I rozmawiają sobie jak na równi, choć młodziak ewidentnie nie czuł się swój wiedząc, że Uszaty dysponuje ogromną wiedzą. A on nie, kierował się bardziej skojarzeniami.
-Dlatego potrafisz docenić, mimo upływających lat... czy nawet wieków... piękno świata, bo ono zmienia się?
Nie wiedział, czy dobrze interpretuje Szlachetnego. Już samo to, że Nourh żyje tak długo, przerastało jego wyobrażenia i mocno onieśmielało. A co dopiero próba dedukcji czy wychwytania ukrytego sensu w wypowiedziach. Ale przynajmniej odważył się spróbować, to też się liczy.
I nawet spróbował sam pytać, póki może, o wiele bardziej doświadczonego kolegę. O cokolwiek właściwie. Ale nie wiedzieć czemu chciał znać odpowiedź na pytanie:
-Gdybyś mógł przeżyć jeszcze raz daną chwilę... to jaką?
Poprawił się w kręgosłupie i spojrzał na Wilka uważnie. Wśród tylu lat było w czym wybierać, i zapewne to też będzie dla Nourha problem. Tak jak uciekająca frajda z podróżowania po świecie, które zna się niemal jak własną kieszeń. Ale cóż, ciekawski spotkał ciekawskiego. Jeszcze niejedno wyniknie z rozmowy, takie miał Blondyn przeczucie.

_________________

DarkOrange - Dialog
Powrót do góry Go down
Nourh Noutiatir

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2227-nourh-noutiatir#47962
Zarejestrował/a : 19/10/2015
Liczba postów : 382


PisanieTemat: Re: Kamienna przystań wśród lasu   Wto Sty 30, 2018 2:59 am

Wykrzywiłem lekko wyraz twarzy w obawie, że moje pismo rzeczywiście może stwarzać problem. Ale jednak nazwisko rodowego podał bez najmniejszych utrudnień. No dobra, jakieś malutkie tam były, ale tak małe że aż niewidoczne. Potaknąłem więc entuzjastycznie. Nie miałem w tej materii więcej do dodania. Jego notatek nie miałem czelności czytać, jak również nie mam zamiaru o to wypytywać. Jeśli znajomość utrzyma się na dłużej niż to jedno spotkanie jak to u większości poznanych bywa, to może z czasem poczuje że będzie na to idealny czas.
- Jestem bardziej ciekawe tego, jak się on dalej kreuje, rozwija.
Nie myślałem jak odbierać może świat jego półtora-letni umysł. Wydawało mi się wręcz coś takiego niemożliwe. Jak to się stało, że pojął tak wiele rzeczy w tak krótkim życiu? Skoro półtora roku tak dużo w nim zmieniło, co dadzą mu kolejne lata? Może przerosnąć wiele umysłów świata. To może być niesamowite o ile wytrwa ten cały bieg. Aż jestem ciekawe co się stanie, gdy spotkam go za kolejne półtora roku. Ile zmieni się w jego rozumowaniu gdy przeżyje drugie tyle swojego życia?
- Z pewnością doceniam, jednak nie o to chodzi. Niektórzy ludzi w swoim krótkim życiu mogą okazać znacznie więcej niż byłbym w stanie kiedykolwiek. Jednak trzeba odnaleźć coś w swoim długim losie, bo życie bez celu jest zaprawdę bardzo ciężkie.
Na ten moment końcowym słów nieco posmutniałem, co mógł poinformować ogon, gdy zamiast kołysać się, zwyczajnie opadł. Nie było to jednak zbyt długie, krótki ruch uszami zasygnalizował moje ocknięcie się i wszystko wróciło do mojej w miarę wesołej normy.
- Nie miałbym takiej. Moje senne mary często przejawiały stare dzieje, teraz są tylko fragmentami, które się wmieszają w nie. Nawet jeśli wiedziałbym, że mogę zmienić jakiś bieg swoich wydarzeń, nie wybrałbym żadnego. Choć wiele z nich było dla ujmą. Ale wszystko musi przeć do przodu i kształtować się pomimo błędów.
Wzruszył ramionami na ten moment i po chwili zahuśtałem się do tyłu. Upadłem na podłoże plecami i oglądałem w ten sposób sufit. Jednak z tej pozycji skręciłem głowę w kierunku blondyna.
- W starych czasach często w swoich snach wracałem do towarzyszki z którą spędziłem największy czas mojego życia. Można powiedzieć, że żyłem wtedy pełni młodością. Oczywiście jakby patrzeć na przestrzeni mojego wiekowego życia. W końcu dla niemalże nieśmiertelnych, świat płynie innym tempem. Przynajmniej tak zawsze sądziłem i nieraz było to błędem.
I znowu dałem wywód długiej opowiastki. Może czas bym zadał należyte pytanie? Przecież nie mogę wiecznie zadowalać swoimi słowami, a nie dawać swojej ciekawości na zewnątrz. Ale co by tutaj zadać dla takiego intrygującego młodzieńca? O mam! Choć... Czy dostane na to satysfakcjonującą odpowiedź?
- Jakie miałeś do tej pory kontakty z innymi? Zwłaszcza z samymi ludźmi?

_________________
Aktualny Wakacyjny Ubiór: Kiedy inni ubierają się na kolorowo, Nourh jednak wolał pozostać czarno-białą istotą na plażach. Całe ciało jest oczywiście klasycznie spowite bandażami, aż bo samą szyje. Chodzi boso i ma na sobie czarne bojówki, a do tego czarny rozpięty płaszcz, wszyscy mogą mieć aż dziw, że nie wychodzi z niego pieczony wilk.

Bang!
Powrót do góry Go down
Jyuu

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2346-jyuu#49510 http://vampireknight.forumpl.net/t3643-jyuu#79028
Zarejestrował/a : 03/01/2016
Liczba postów : 76


PisanieTemat: Re: Kamienna przystań wśród lasu   Sob Lut 03, 2018 6:05 pm

To bardzo miłe ze strony Wilka, iż powstrzymał swoją naturę i nie zaglądał do notatek bez wyraźnego pozwolenia właściciela zeszytu. Był silniejszy, zwinniejszy, więc bez problemu mógł przywłaszczyć nawet ów zlepek papieru, ale zachował się z goła inaczej. Odetchnął Jyuu z ulgą chowając zeszyt gdzieś za sobą, póki co nie będzie mu potrzebny. Postara się zapamiętać jak najwięcej z rozmowy z Uszatym, a dopiero później dokonać zapisków. Oby nie pominął niczego istotnego.
Dla gościa intrygującym był świat pod tym względem, że nawet z biegiem lat żywo interesował się jego istotą. Tym, iż może oczekiwać po świecie zmian, które go zaskoczą. W ogóle odnosił Młodzik wrażenie, że Szlachetny lubił niespodziewane bodźce. Jak są pozytywne, to tym bardziej.
-Masz taki cel w życiu, Nourh?
No ba, przecież stąpał po ziemi, znaczy się wylegiwał. Ale żył i był. Tym sposobem odniósł się do drugiej wypowiedzi towarzysza, na którego spoglądał uważnie i próbował wyciągnąć jak najwięcej cennych uwag i rad. Opowiadania, choć długie i dla niewprawionego słuchacza trudniejsze do przeanalizowania na żywo, wciągnęły Bladookiego z kucykiem i słuchał jak zaczarowany. Jakby czytał księgę mądrości z prawdziwych faktów! Nie zamierzał Nourh szukać chwili, która przeminęła - ani, żeby jej wymazywać, ani żeby przeżyć raz jeszcze. Wolał tworzyć nowe, a jedynie wspominać te, które zapadły mu w pamięci lub sercu. Nawet jeśli Wilkowi było już odróżnić prawdę od fikcyjnych mar. Chuderlak przytakiwał głową, choć jego zamyślone spojrzenie sugerowało, iż próbował wyobrazić sobie bycie na miejscu Ogoniastego. Nie byłby pewny czy nie próbowałby zmienić przeszłości, albo tak poprowadzić przyszłość, by natchniony złym doświadczeniem ominąć przeszkodę. Tak go zrozumiał.
Z zamyślenia wyrwał go Białowłosy, który zdecydował się skierować pytanie do gospodarza. W zasadzie dwa, ale dotyczyły tego samego. Z grzeczności postarał się odpowiedzieć jak najprecyzyjniej.
-Z innymi? -powtórzył niepewnie za Wilkiem, po czym zaczął ostrożnie wyliczać na palcach u jednej ręki- Poznałem Shiro, przesympatycznego wampira z kocimi uszami i ogonem. Pomógł mi jednej nocy w mroźnej zimie wykarmić wszystkie bezpańskie psy i koty w Yokohamie. Potem dał mi jeden nocleg w swoim przytulnym pokoiku. Shiro ma także starszego brata Haku, który dbał o niego jak oka w głowie. Z początku nie ufał mi, ale okazał się być równie przyjacielski. I jeszcze taką starszą panią, która daje mi słoiczki ze sokami za drobne przysługi. A dzisiaj oczywiście poznałem Ciebie i Twoją koleżankę...
Skończył odliczanie i pokazał dłoń Uszatemu. Czyli wyszło suma sumarum pięć osób. Nie za wiele prawdę powiedziawszy. Sam Jyuu był tego świadomy, dlatego poprawił siad po turecku, dodał kawałek drewna do kozła na opał i skwitował tak:
-Tak naprawdę to... Wiele osób, które widziałem, nie były tak miłe jak Ty, czy bracia czy starsza pani. Niektóre krzywdziły innych. Ludzie czy wampiry... boję się ich. Dlatego podglądam ich dzieje tylko z daleka, albo z ukrycia.
Może to dlatego chodził przedtem młodziak w pelerynie, żeby być mniej widocznym dla innych? Nieważne, teraz będzie musiał skołować inną, bo tamtą potargał na opatrunek dla Nourha. A właśnie...
-Rana mniej boli?
Zapytał z zatroskaniem w głosie, choć nawet przy operacji Wilk cechował się niezwykłym spokojem. Czyżby Blondyn zaczął się przywiązywać do Ogoniastego? Na tę myśl nieco wzdrygnął się. Nie powinien związywać się w żaden sposób z innymi, choć przez to sens życia mógłby mu uciec. Ale nie chce po raz drugi przeżyć czyjejś śmierci, nawet jak Białowłosemu daleko było do umierania. Jakaś wewnętrzna obawa rosła z chwili na chwilę, aż wreszcie skrzywił trochę usta i zmrużył połowicznie powieki.
-Wspomniałeś o towarzyszce życia... czy ona...?
Nie potrafił być tak bardzo dyskretny, a przynajmniej nie w każdych okolicznościach. Tu prawdopodobnie nie miał wpojonych zasad, by nie wspominać o zmarłych. Podejrzewał, że skoro Nourh podróżuje sam, to rozstali się w smutny sposób. Jak Jyuu i jego mama.

_________________

DarkOrange - Dialog
Powrót do góry Go down
Nourh Noutiatir

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2227-nourh-noutiatir#47962
Zarejestrował/a : 19/10/2015
Liczba postów : 382


PisanieTemat: Re: Kamienna przystań wśród lasu   Wto Lut 06, 2018 3:14 am

Konfrontowanie się pytaniami to bardzo dobry sposób na znajomość. Okazuje się w ten sposób dużo zainteresowania do drugiej osoby, pod warunkiem że są dość trafne. Jeszcze lepiej gdy odpowiedzi doprowadzają do rozwinięcia tych pytań. Idzie to ciągle w przód i taka rozmowa robi się niezwykle intrygująca. Nie zawsze wychodzi z tego należycie ułożona układanka, ale przynajmniej widać już na tych puzzlach barwy, które chce należycie interpretować. Co prawda, ciężko o dobrego słuchacza który tylko pokazywałby jak bardzo chce więcej wiedzieć. Nie dlatego, że chce jakąś to wykorzystać, a zwyczajnie jest porwany zainteresowaniem, niczym dziecko opowiadanymi opowieściami przez dorosłego.
- Sądzę, że nadal się czymś kieruje, ale nie mógłbym tego nazwać życiowym celem. Jest to tak jakby... Bardziej złożone? To jedno z tych trudnych pytań, na które nie potrafię należycie odpowiedzieć. Nawet tak wiekowej istocie jak Ja, może coś takiego się trafić.
W końcu są to pytania czysto filozoficzne. Przynajmniej Ja to tak odbieram, a jak sam blondyn? Zostaje mi tylko zgadywać, choć mam wrażenie że moje strzelanie byłoby już znacznie celniejsze. Gdy powtórzył pytająco jednym słowem, tylko potaknąłem entuzjastycznie i wysłuchałem jego wypowiedzi. Dźwignąłem się z powrotem do pozycji siedzącej i raz jeszcze potaknąłem.
- Nie brzmi jak osoby, które mógłbym znać. I jeśli to tylko tyle, to rzeczywiście jeszcze cały świat przed tobą do poznania. Jeśli tylko nadejdzie się więcej śmiałości do jego roztropnego odkrywania.
W tych słowach miała być dla niego ukryta zachęta. Wszak ukrywanie się przed innymi nie daje za bardzo rozwoju. Dla jego młodego wieku poznawanie innych jest dość istotne, zwłaszcza że rozwija się w tak szybkim tempie. Chyba, że cierpi na taką amnezje bądź hipnozę, że tylko mu się wydaje, że tak krótko żyje. Ale, to rozważanie idzie już nieco za daleko.
- Nie jestem żadnym świętoszkiem. Przede mną było sporo decyzji i niektóre z nich nie kończyły się dobrze dla innych. To jaki obecnie się przedstawiam, to wpływ tych wszystkich lat i wydarzeń jakie napotkałem. Pewne trudności, zwłaszcza traumatyczne są czasem potrzebne by wyszło z nas coś dobrego, chcąc nie chcąc.
Uśmiechnąłem się w trakcie tej wypowiedzi nieco głupkowato. Tym razem mogłem zepsuć dobre wrażenie. Mogłem nadać mu nieco obaw, więc teraz zaczęło mi się tlić w głowie, czy dobrze zrobiłem? Musze obserwować jego reakcje i pomyśleć czy nie powinienem teraz znacznie załagodzić po takich wypowiedziach ode mnie. Gdy zapytał o ranie, uśmiechnąłem się tylko bez słów i poruszyłem nieco żwawo nogą. Wyglądało to trochę komicznie, ponieważ wygiąłem się do tyłu, opierając się rękoma. Uniosłem nogę do góry i sam się jej przyjrzałem, nawet jeśli chciał tą nogę trzymać. Potem usiadłem na tą samą pozycje jakby niby nic.
- Nie wiem czy towarzyszka życia to w sumie dość dobre stwierdzenie. Wszystko chyba zależy od punktu widzenia. Ale wracając, chyba niedosłyszałem pytania?
Przy ostatnich słowach zastrzygłem uszami. Doskonale wiem, że nic dalej nie mówił, słuch mam nadzwyczaj dobry. Moja wypowiedź miała go zachęcić do śmiałego dokończenia pytania, tak bym miał pewność jak mam mu odpowiedzieć. Oczywiście mogę domyślić się o co mu chodzi, ale czy nie lepiej być pewnym i zarazem usłyszeć to w pełni od niego?

_________________
Aktualny Wakacyjny Ubiór: Kiedy inni ubierają się na kolorowo, Nourh jednak wolał pozostać czarno-białą istotą na plażach. Całe ciało jest oczywiście klasycznie spowite bandażami, aż bo samą szyje. Chodzi boso i ma na sobie czarne bojówki, a do tego czarny rozpięty płaszcz, wszyscy mogą mieć aż dziw, że nie wychodzi z niego pieczony wilk.

Bang!
Powrót do góry Go down
Jyuu

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2346-jyuu#49510 http://vampireknight.forumpl.net/t3643-jyuu#79028
Zarejestrował/a : 03/01/2016
Liczba postów : 76


PisanieTemat: Re: Kamienna przystań wśród lasu   Wto Lut 06, 2018 8:36 pm

Pozwolił gościowi wygadać się swobodnie, sam przez ten czas stał się bardzo wiernym słuchaczem. Biernym, gdyż milczał, lecz nie uronił ani jednego słowa. Takie przynajmniej miał wrażenie. Emocje wzburzały się i kłębiły, zamieniały się miejscami. Nie miał jednak zamiaru ukazywać ich za dużo, bo wahania nastroju nie są czymś akceptowalnym w normalnym świecie. Poza tym nie chciał wybijać z rytmu towarzysza, którego z wielką ochotą wysłuchiwał, a z jeszcze większą pragnął zrozumieć. W całości, nie tylko fragmenty. Z pewnością tak szybko nie uwolni pana Noutiatira, chyba że oficjalnie wyzna wolę rozejścia się w różne strony.
Na ostatnie pytanie, na które definitywnie nie padła odpowiedź z braku doprecyzowania, Młodzieniec przez moment milczał. Ale lekkie uniesienie kącika ust i ocieplenie się aury chłopaka spowodowane zostało tym, że chyba udało mu się dostrzec żart Ogoniastego, choć ten wiele razy wplątywał zabawne stwierdzenia w swoich opowiadaniach.
-Niemożliwe... zaczynasz się ze mną droczyć, Nourh.
Uśmiechnął się lekko, a w bladym spojrzeniu Jyuu pojawiły się iskierki ekscytacji. To, co dla Wilka mogło zdawać się filozoficznie, a swoje słowa uważał za swobodne, dla młodzieńca mogły być inspirację. Wszak nie miał nikogo, od kogo mógłby czerpać wzorce, a nauka jedynie na swoich przeżyciach, których nie posiadał za wiele, nie wystarczyła. Rzeczywiście nie może ciągle izolować się od reszty istot, jednak jeszcze nie nadszedł jego czas.
Postara się to wyjaśnić Białowłosemu wszystko po kolei, jak najlepiej potrafi. Chociażby dla poskromienia jego ciekawości.
-Nie poznam świata tak dobrze jak Ty czy inni, nawet gdybym się odważył -stwierdził po słowach kolegi, do którego przysiadł się obok na mato-materacu- albo poznam go lepiej dopiero nieco później. Może w przyszłości inaczej będę przyswajać informacje niż teraz. Obecnie jestem na etapie przypisywania nazw rzeczom czy zjawiskom, których nie znam. Najlepiej, jeśli określenia pokrywają się z tymi przyjętymi przez ogół. Na przykład zdziwiłem się, że na skrzydlate stworzenia dzienne mówi się "ptaki". Ja im wcześniej dałem inne miano - "lotniki". To akurat było podobne, lecz niezupełnie. Z innymi nazwami bywa różnie. Jest jeszcze wiele nienazwanych albo nieznanych mi rzeczy, które dla innych są oczywiste. Jak ten gest, który pokazałeś na plaży.
Ostrożnie wyciągnął dłoń ku głowie Nourha i przejeżdżał nieco sztywnie ręką między jego puchatymi uszami. Uczenie się przez naśladowanie to jedna z form edukacji, których nie mógł ograniczyć.
-"Głaskanie", tak? -uśmiechnął się lekko, bowiem był niemal pewny, że dobrze zapamiętał ów czynność; zaraz cofnął rękę i dodał wciąż wpatrując się w rozmówcę- Chciałbym poznać lepiej świat, ale i ja muszę być gotów, żeby świat zechciał mnie poznać i zrozumieć. Żeby uniknąć nieporozumień i bólu.
Sięgnął obiema dłońmi w tył głowy, by poprawić sobie kucyka, który omal nie ześlizgnął się z włosów podczas mówienia. Zdawało się, że przesiąknął gadulstwem od Wilka, ale to chyba dobrze, bo mogą się o sobie dowiedzieć więcej. Byleby uważać, żeby nie powiedzieć za dużo, czyż nie?
-I tak jak powiedziałeś, muszę jeszcze wiedzieć, jakie są granice roztropności. Niekoniecznie powinienem był pytać o Twoją znajomą z dawnych lat. Albo ciekawić się, czemu nosisz bandaże pod ubraniem. Nie znam wszystkich... jak to się nazywało...
Dał szybkiego nura do notatek, a po znalezieniu odpowiadającej sentencji dodał jak najszybciej potrafił:
-...konsekwencji. Muszę je poznać, najlepiej mając za przykład innych, by samemu móc zaobserwować na przyszłość jeszcze więcej przykładów. I tak dalej. Zwłaszcza jak powiedziałeś, że nie jesteś zawsze taki dobry jak chociażby tu i teraz. Niespecjalnie zależy mi, by poznać Cię od innej strony...
Zamknął zeszyt i odłożył go na bok, gdyby uleciało mu z głowy kolejne słowo. Uff rozgadał się, aż zaschło mu w gardle. Pora na soczek! Wydobył jakiś z kąta i upił sporą zawartość, by ponownie klapnąć obok Ogoniastego. Przez kilkanaście sekund wpatrywał się uważnie we Szlachetnego i nic nie mówił. Co chodziło Blondynowi po głowie? Długo nie kisił w sobie tajemnicy.
-Miałeś kiedyś ucznia?

_________________

DarkOrange - Dialog
Powrót do góry Go down
Nourh Noutiatir

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2227-nourh-noutiatir#47962
Zarejestrował/a : 19/10/2015
Liczba postów : 382


PisanieTemat: Re: Kamienna przystań wśród lasu   Pią Lut 23, 2018 9:30 am

Gdy poruszył słowa o droczeniu, poszerzyłem oczy, otworzyłem szerzej usta. W taki sposób odegrałem duże zaskoczenie przez najbliższe parę sekund. Po chwili to wszystko zmieniło się w głęboki śmiech i poklepywanie wolną ręką własnego ramienia. W pozycji siedzącej dałem ręce do tyłu na których nieco się uparłem. Zaczerpnąłem powietrza, dla dobrego dalszego odegrania i popatrzyłem uśmiechnięty na mojego rozmówce.
- Zaczynasz łapać ciekawe podejścia, jeszcze trochę a tak się wyrobisz, że ledwie będę mógł odgrywać się w tej walce słów.
Na słowa o odwadze machnąłem głową na boki. Zamierzałem dać tutaj tylko krótki słowny sprzeciw za nim wykaże się swoim pięknym gadulstwem.
- Tutaj nie mogę się zgodzić, ale tylko z mojej perspektywy.
Dalej nie czułem się w żaden sposób zaskoczony, jego rozwój jest i tak anormalnie nazbyt prędki. Coś takiego nawet zdaje mi się bardzo oczywiste w jego przypadku. Potrzebuje jeszcze sporo czasu by wszystko należycie odebrać i przyswoić.
- Nie musisz wszystkiego odrazu wiedzieć. Tak naprawdę każdy powinien mieć etap w życiu, kiedy wszystko się poznaje, kiedy różne rzeczy odbiera się inaczej. W dorosłym wieku zbyt wiele osób przybiera tą samą barwę świata, co powoduje smutną monotonnie i brak wybicia się. A jak się wtedy z takimi bawić w gry słowne? Poznawaj świat, odbieraj go tak jak widzisz, tak jak go rozumiesz, a potem dowiaduj się jakie jest inne spojrzenie, bo warto je znać. Wtedy masz porównanie, czy to nie jest wspaniałe uczucie gdy masz co odkrywać? Gdy jest tyle nowości, których nie sposób jeszcze dla Ciebie nazwać i robisz to po swojemu?
W tym momencie popatrzyłem do góry nieco smętnie, gdybym był skłonny do ronienia łez, to pewnie byłby ten moment. Dlaczego tak mocno mnie to poruszyło? Zamierzam mu to oczywiście powiedzieć. Wymusiłem teraz już nieco swój uśmiech, ale potem już się utrwalił jako naturalny, Ja szybko wracam do siebie.
- Od wieków nie mam tej przyjemności. Świat jest mi znany, a jeśli jego rozwój wprowadził jakąś nowość, tak szybko zdaje sobie sprawę czym jest w tym biegu świata, że nie odczuje niczego więcej. Powiedziałbym, że urodziłem się podróżnikiem, odkrywcą i wszystkim czym można nazwać nietypowego awanturnika. Ale te czasy zaginęły, tak jak sierściowata panna.
Ha i on chce mnie przegadać? Chyba nakręcam się bardziej niż jestem w stanie to zauważyć. Tylko czy nie gubie się w swoich toku słów? Myśli idą w wiele kierunków i mógłbym zgubić kontekst, a przecież powinienem podejść nieco luźnej do jego młodego umysłu.
Niechlujne pogłaskanie po głowie, oj jak niechlujne! Już miałem zamknąć ślepia, już miałem ułożyć wygodnie swoje uszka. Za nim miał okazje zabrać rękę, chwyciłem jego swoimi palcami. Rozluźniłem jego rękę, pokierowałem tak jak powinien przyjemnie gładzić z szczególnym użyciem własnych palców. A zahaczanie o zwierzęce uszy takich istot jak Ja, to wręcz niemal priorytet dla takich wygodnych istot jak Ja.

- Być może na drodze będą osoby, które będę potrzebowały takiego gestu, czasami działa to niemal jak pocieszenie dla młodych zapłakanych istotek. Warto byś wiedział jak warto się za to zabrać.
Puściłem jego rękę i tylko cicho wymsknęły mi się miłe pośmiechiwania. Jest ze mnie w ogóle dobry nauczyciel? Czy Ja przypadkiem nie za bardzo sobie drwię w swoich wypowiedziach? Nie robię w sumie tego z powodu bycia wrednym, po prostu mam jakieś dziwne usposobienie na swoje gierki. Co by nie było na ten moment popatrzyłem na niego poważniej.
- Musisz więc wiedzieć jedno. Jakbyś się nie przygotował, nie ma szans byś uniknął każdego nieporozumienia i bólu. Musisz więc nastawić się, że będziesz konfrontował się z trudnościami, ich nie da się uniknąć i przed nimi ukryć. Choć przed wieloma problemami można próbować uciec i to często nie bywa złe. Ludzie lubią mawiać, że lepiej być gotowym na najgorsze.
Tym razem nie za bardzo napawam go optymizmem. Ale w sumie łatwo mogę teraz wejść na lepszy tor rozmów, zdmuchując pewne jego wątpliwości.
- U wielu osób rzeczywiście trzeba uważać z tym co się mówi i zważać na swoją dociekliwość. Lecz Ja akurat nie mam nic przeciwko. Bandaże są bardziej z błahych powodów niż myślisz, a moja znajoma spędziła więcej ze mną czasu niż jakikolwiek żywy. Kilka dni to za mało bym mógł dobrze streścić przygody jakie miałem, więc jak chcesz coś wiedzieć, pytaj. Potrzebuje tylko precyzyjniejszych określeń, bym wiedział co dokładniej mam mówić. Nie pamiętam kiedy miałem okazje mówić komuś o niej. Może zrobiłoby mi to lepiej bardziej niż myślę?
Pogładziłem się po bródce w zamyśleniu, po czym uważnie na niego popatrzyłem.
- Być może nie będziesz miał już okazji poznać mnie z innej strony. A przynajmniej nie inaczej niż przez opowieści.
Na zakończenie całości wróciłem do swojego uśmiechu i zamierzałem go pogłaskać, w końcu przybliżył się to nie było to takie trudne. Dlatego też wyprostowałem się bez opierania, bym nie stracił równowagi w trakcie wczepiania się palcami w jego blond włosy.
- Uczeń? Nie nazwałbym ich tak. Miałem podopiecznych, choć przeważnie były to młode dziewuszki, które zgubiły się w pewnych aspektach i nie mogły poradzić sobie tak dobrze jak Ty.
Ciekawe czy jak się o tym dowie to się nieco zawiedzie? Może pyta o to bo chciałby zostać kimś w rodzaju mojego ucznia? Przyznam że gdybym miał większą werwę, to nawet nie byłoby to takie złe. Ale chyba ostatecznie nie byłby to dobry pomysł, póki co jednak zaczekam co powie mi więcej.

_________________
Aktualny Wakacyjny Ubiór: Kiedy inni ubierają się na kolorowo, Nourh jednak wolał pozostać czarno-białą istotą na plażach. Całe ciało jest oczywiście klasycznie spowite bandażami, aż bo samą szyje. Chodzi boso i ma na sobie czarne bojówki, a do tego czarny rozpięty płaszcz, wszyscy mogą mieć aż dziw, że nie wychodzi z niego pieczony wilk.

Bang!
Powrót do góry Go down
Jyuu

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2346-jyuu#49510 http://vampireknight.forumpl.net/t3643-jyuu#79028
Zarejestrował/a : 03/01/2016
Liczba postów : 76


PisanieTemat: Re: Kamienna przystań wśród lasu   Nie Lut 25, 2018 2:39 pm

-I znów się droczysz, nieładnie, haha!
Kiedy by miał przegonić Nourha w walce na słowa, skoro ewidentnie to Wilk wiódł prym? Zresztą był w wyśmienitej formie do rozmów, dzielenia się radami, spostrzeżeniami, i w żartach. Ale im więcej słów używał w batalii słownej z młodym, chłonnym umysłem, tym Jyuu mógł więcej rzeczy przyswoić już przy samej rozmowie. A że był bardzo młodym tworem, przypominał plastelinę, którą modelowały sprawne palce Nieśmiertelnego w lepszą bryłę niż kulkę. Nadawał istnieniu chłopca kształt, i to, że poświęcał mu sporo czasu świadczyło, że zależy mu w jakimś stopniu na rozwoju wampira.
Potem zaczęła się bardzo ważna lekcja, której przysłuchiwał się uważnie i całkowicie skupił się na przekazie. Nie przerywał, nie tylko rozważał słowa, ale przyglądał się nastrojowi Wilka. Dostrzegł ten moment, w którym zrobiło mu się przykro, choć nie umiał tego nazwać odpowiednio. Wyjawił, czym różniło się postrzegania świata przez młodzika, a czym kogoś, kto żył baaardzo wiele lat. Rzeczywiście nastrój zrobił się odrobinę smętny, ale to dobrze. To też kształtuje. Gdyby były same pozytywne emocje, nie dałoby się odkryć zła. Tu umieściłby nawet śmierć matki - bolesna, ale jakże pouczająca. Bo dzięki temu wiedział, że śmierć jest czymś złym. Tak zapatrzył się i zasłuchał w słowa Hybrydy, że nic nie powiedział. Można rzec, że zatkało go, choć po zamyślonym spojrzeniu młodzieńca cało się odczytać, że Blondyn intensywnie przetrawiał podane mądrości.
No ale Wilk nie skończył na samych radach. Widząc, jak nieporadnie działał z głaskaniem Jyuu, zdecydował się go tego nauczyć. Jak należy. Mocno zdumiał się, gdy na jego nadgarstku zacisnęła się dłoń Nourha. Dostrzegał różnice między tym, co zademonstrował sam, a co zostało poprawione. Właściwie wszystko, ale to też mobilizujące.
-Dziękuję. Naprawdę.
Wiele dla niego znaczyło możliwość doskonalenia się, nawet w błahych sprawach. Poprawne wykonanie gestu głaskania przyniesie zamierzony skutek, a nie będzie jedynie niechlujnym obijaniem o głowę. Oto chodziło też Jyuu w wypowiedzi o nieporozumieniach, choć rzeczywiście - od pewnych rzeczy nie będzie mógł się wymigać. Ale jeśli są proste czyny do poprawienia, trzeba od razu brać się za korygowanie. Nie mniej znów, głaskanie w wykonaniu Nourha dla innych będzie zbyt delikatne, i chyba cały w tym urok świata. Jest tak różnorodny, jak mieszkańcy zamieszkujący glob. Każdy ma swoje preferencje, które mogą prowadzić do konfliktów.
Jeszcze raz spróbował, tym razem sam, wpleść szczupłe palce we włosy Szlachetnego Wilka i subtelnie przejeżdżać nimi po głowie. Nie zapominał o delikatnym pieszczeniu w okolicach uszu, które również zostało zademonstrowane. Jyuu uśmiechnął się odrobinkę, lubił robić postępy, które były dobre i widoczne.
Ale, ale! Przecież rozmowa miała przynosić korzyści obu stronom, więc jak wyłapał, że Ogoniasty miałby chęć na opowiedzeniu o swojej towarzyszce, ośmielił się powiedzieć:
-Nourh. Jeśli jesteś gotów, to powiedz. Kim była ta tajemnicza, sierściowata znajoma? Jak ją poznałeś? Skoro wywarła na Tobie tak silne wrażenie, że aż o niej śnisz, była dla Ciebie bardzo bliska, prawda? Myślisz, że spotkasz jeszcze kogoś takiego jak ona?
To ostatnie pytanie miało wybrzmieć jak dodanie otuch, choć nie do końca wiedział, czy taki był wydźwięk w ostateczności. Nawet ostrożnie sięgnął po dłoń Białowłosego i uścisnął, jakby podejrzewając, że to będzie trudne wyzwanie dla towarzysza. A skąd o tym wiedział? Skoro od tak dawna nie rozmawiał o niej z nikim, mogło to być niezbyt komfortowe. Ale przecież młodziak nie chciał na siłę unieszczęśliwiać Długowłosego, dlatego gdy padły słowa o tym, że nie zdoła wszystkiego opowiedzieć nawet w przeciągu kilku dni, Jyuu powiedział tak:
-Jak będziesz mieć ochotę, to chętnie wysłucham innych opowieści. I raczej na jednej się nie skończy.
Oh, znów został obdarowany tym miłym gestem! Mimowolnie grymas uśmiechu poszerzył się i pojawiły się leciutkie rumieńce. Jako wampir nie miał wielu naczyń krwionośnych na policzkach, by wywołać wypieki jak u ludzi. Na tyle to go zrelaksowało, że podsunął się bliżej i oparł się pewnie o bok Wilka wtulając się. A że był chucherkiem na ciele, Białowłosy w ogóle nie poczuł jego ciężaru. To tak, jakby wlepiło się w niego piórko. Młodziak nieco podkulił pod siebie nogi i z tej perspektywy zadał pytanie o tym, czy był kiedyś dla kogoś nauczycielem. Choć rzeczywiście, brakowało sprecyzowania, co trzeba było nadrobić.
-Same dziewczyny powiadasz... -przekręcił na bok głowę, ale dalej nie odrywał się od boku wampira; jak go tak głaskał po głowie, zrobiło mu się tak lekko i przyjemnie- ...skoro twierdzisz, że lepiej sobie radzę od tamtych osób, to musiałeś mieć sporo do roboty. Mimo wszystko... zrobiłbyś wyjątek i przyjąłbyś mnie, jako swojego podopiecznego?
Utkwił bladoniebieskie spojrzenie w Ogoniastym, które zdradzało coś na wzór ekscytacji zmieszanej z dużą dawką niepewności. Wierzył, że pod okiem takiego nauczyciela nie tylko dowiedziałby się o życiu i egzystowaniu między ludźmi czy wampirami, ale także wyszedłby na tym dobrze emocjonalnie, duchowo. Ale cokolwiek powie Nourh, uszanuje jego decyzję. Nie ma nic gorszego jak robienie czegoś z przymusu, choć skoro zapytał, to znaczyło, że Jyuu widziałby go idealnie w tejże roli.
Wciąż nie puszczał jego ręki.

_________________

DarkOrange - Dialog
Powrót do góry Go down
Nourh Noutiatir

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2227-nourh-noutiatir#47962
Zarejestrował/a : 19/10/2015
Liczba postów : 382


PisanieTemat: Re: Kamienna przystań wśród lasu   Pią Mar 02, 2018 1:43 pm

Na jego wytknięcie tylko wykonałem zawadiacki uśmieszek. Tutaj raczej nie potrzeba było żadnych słów. W sumie ważne żeby miał z rozmowy dużo zabawy, bo w takich potyczkach właśnie o to chodzi. Niekoniecznie ktoś musi tutaj wygrywać, choć wielu stara się iść w tym kierunku, no bo kto by nie chciał zwycięstwa po swojej stronie? Zostaje mi tylko zgadywać jak to wszystko układa sobie w głowie i liczyć, że wyciągane wnioski będą dla niego w przyszłości bardzo przydatne. Jego słowa miały potwierdzać wbrew moim obawą, że będzie brał z tego garściami, więc nie mogło tutaj stać się inaczej, szczerze się uśmiechnąłem. Zresztą, dla niego pewnie w tej rozmowie przeważnie się tylko uśmiecham, tylko na różne sposoby. Ale co poradzę, sięgam z tego co pozytywne ile tylko mogę! Oczywiście dla mnie mój sposób głaskania jest najlepszy, więc przedstawiając swój uznaje, że przedstawiam najlepszą jego formę. Oczywiście, mogę się mylić i też ktoś może mieć inne upodobania. Ale co poradzić jak widzę tutaj swój pryzmat wygody? Dlatego gdy spróbował naśladować moje łagodne, ale dokładnie pieszczochy, przymknąłem na ten czas oczy i przechylałem głowę w kierunku rozpieszczanego ucha. Ogon na ten czas ożywił mi się bardziej niż miał w zwyczaju. Gdy zadał pytanie, otworzyłem szerzej oczy, potaknąłem na jego pytanie i krząknąłem.
- Wyrwałem się z domu rodzinnego by tak jak moje starsze rodzeństwo zażyć przygód, poznania świata. Wtryniałem swoją ciekawość w różne miejsca i z różnych egoistycznych pobudek. Mówi się jednak, że w pojedynkę ciężko radzić sobie z wszystkimi trudami. I w jakiś sposób los spowodował, że trafiłem na drugą osobę, która miała istnie podobne podejście, choć przedstawiała kompletnie innego. Zimnokrwisty wampir i ciepłokrwisty wilkołak. Dziwnym trafem się okazało, że nierozłącznie spędzaliśmy cały szereg przygód, najlepszy okres młodości przedłużający się o zbyt długą ilość lat. Wspierając się w każdych możliwych trudnościach. Byliśmy wtedy nierozłączni, niczym rodzina która miała tylko siebie.
Mówiłem to pochłaniając się wspomnieniom. Czasami patrzyłem na rozmówce, a czasem pochłonięty nie zauważyłem kiedy obserwowałem sufit nad nim. Machnąłem głową na boki i przypatrzyłem się blondynowi na powrót z większą powagą.
- Nie muszę mówić jak bardzo niemożliwe jest poznanie drugiej takiej osoby. Ale to nie jest jedyny fakt. Dla mnie każda taka osoba jest w swój sposób wyjątkowa, w tym również sam Władca Kruków. Być może stąd też moje upodobanie do nadawania takich uroczych nazw?
Kolejne moje wyjaśnienia idące dość daleko do przodu. Ach, nigdy nie lubiłem jak widać prosto odpowiadać, ale ta cecha bardzo mi pasuje i jak widać, mojemu rozmówcy równie bardzo się upodobało. A może po prostu się przyzwyczaił i zaczął wyciągać z tego pozytywne elementy? No cóż, chyba ostatecznie i tak wychodzi na jedno? No, prawie.
- O tak, jestem chodzącą biblioteką z zbiorami opowieści.
Potaknąłem jakby dumnie sam do siebie. Po co mam ukrywać ten fakt? Trafione wręcz idealnie. Słowa o dziewczynach spowodował, że machnąłem głową na boki.
- Żadne same, przeważnie. Albo taka moja słabość, albo to zwyczajny zbieg okoliczności.
Jak mu już pozwoliłem dokończyć, zamknąłem oczy i na chwile tak pozostałem w ciszy. Zostawiłem tak długie sekundy by w końcu bez żadnego wyrazu gdzieś obserwować ścianki altanki.
- Nie czuje bym był czymś lepszym niż napomnianą biblioteką. Zwłaszcza, że mój los staje się coraz bardziej niepewny. Tak jakby się przeczuwało że długa kręta droga przez którą się przechodziło, w końcu się urywa. Wzniesiesz skrzydła i bez nauczyciela, coś czuje że dalej niż możesz to podejrzewać.

_________________
Aktualny Wakacyjny Ubiór: Kiedy inni ubierają się na kolorowo, Nourh jednak wolał pozostać czarno-białą istotą na plażach. Całe ciało jest oczywiście klasycznie spowite bandażami, aż bo samą szyje. Chodzi boso i ma na sobie czarne bojówki, a do tego czarny rozpięty płaszcz, wszyscy mogą mieć aż dziw, że nie wychodzi z niego pieczony wilk.

Bang!
Powrót do góry Go down
Jyuu

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2346-jyuu#49510 http://vampireknight.forumpl.net/t3643-jyuu#79028
Zarejestrował/a : 03/01/2016
Liczba postów : 76


PisanieTemat: Re: Kamienna przystań wśród lasu   Czw Mar 08, 2018 7:17 pm

Odłączenie się od rodziny, by szukać przygód i zaspokajać ciekawość. Nietypowy argument na rozłąkę z najbliższymi, choć w przypadku Szlachetnego bardzo możliwy scenariusz. Od samego początku znajomości interesował się otoczeniem, jak i chudzielcem, choć sam był żywą legendą z mnóstwem przygód na karku. Odważnie i samotnie przemierzał świat, aż do momentu spotkania właśnie tej kobiety, która umiliła mu życie w podróży i stała się nieodzownym kompanem. Wywarła na nim spore wrażenie, skoro dla niej zmienił poniekąd styl życia z samotnego. Zresztą w jego słowach i gestach dało się wyczuć silną więź. Opowiadał dodatkowo tak żywo i barwnie, potwierdzało to tezę, że chwile spędzone u jej boku były wartymi do wspominania. Bo przeżyć już ich nie zdoła, i na pewno nie z tą istotą.
Wsłuchany nie przerywał, do pewnego momentu, aż zdumiał się i mrugnął kilka razy oczyma. Rety, Ogoniasty wprowadzał go w kompleksy, przecież nie był kimś zacnym...
-Oj Nourh... -tutaj już nie wytrzymał i postanowił drapać do upadłego swojego towarzysza między uszkami, tak jak pokazywał przedtem- ...nie jest godne porównywać jakiegoś Władcę Kruków do tamtej osoby, z którą podróżowałeś i przeżywałeś przez wiele lat przygody. Cieszę się, że miałeś okazję ją poznać, choć z tej perspektywy rzeczywiście trudno będzie znaleźć kogoś podobnego do niej. Nie wszyscy mają to szczęście móc dzielić się pasją i czasem z bratnią duszą.
Mówiąc to na twarzy miał lekkie wypieki ze zawstydzenia, bowiem naprawdę nie przypuszczał, że padnie jakiekolwiek podobieństwo do najlepszej przyjaciółki (albo kogoś bliższego). Blondyn może i miał nieco inne poglądy na świat, lecz był zbyt młodym tworem, by móc równać się z kimś, kogo Białowłosy trzymał w sercu aż do dnia dzisiejszego. Oby tylko wspominki wyszły Ogoniastemu na dobre, ponieważ oczekiwał nie tylko opowieści, lecz przede wszystkim ulgi ze strony Hybrydy. Może to była jedna jedyna szansa w perspektywie kolejnych dni, tygodni czy nawet miesięcy do wyżalenia się bez żadnych konsekwencji?
Nie przerywając delikatnego miziania (mheheh teraz to wnet oczaruje Wilka, by został przy nim jak najdłużej!) po uszkach, które lekko trącał szczupłymi palcami po koniuszkach sierści, uniósł patrzałki na jego złote ślepia i powiedział szczerze:
-Ja też mogę powiedzieć już dzisiaj, że w przyszłości nie znajdę takiego drugiego, Szlachetnego Wilka jak Ty. I chyba nawet lepiej... zajmiesz w mej pamięci szczególne miejsce.
Tak jak u niego znajoma z dawnych lat. Miało to swój urok, nawet jeśli rozłąka niemiłosiernie przypominała, że o lepsze czasy będzie ciężko. O ile w ogóle nadejdą. Nie mniej dla tak młodego bytu nie było do pojęcia, iż życie mogło go kiedyś znużyć, znudzić, stać się monotonne.
Niestety nie nakłonił Długowłosego (jakoś specjalnie nie podawał argumentów za), by został jego mentorem. Już w samych słowach Wilka kryła się odpowiedź. Baaardzo nie spodobała mu się metafora o urywającej się drodze, dlatego przez chwilę spuścił wzrok zmieszany. Takie porównanie przynosiło złe skojarzenia. Szkoda, że Jyuu nie byłby w stanie w jakiś sposób załatać luki w tejże krętej drodze, albo nałożyć nowy asfalt, by ścieżka trwała w najlepsze jeszcze długo, długo.
-Cóż... możliwe... ale obiecaj, że kiedyś mnie odwiedzisz. Nie chcę, by to spotkanie było jedynym. Chyba... chyba zacząłem się przywiązywać do Ciebie.
Bąknął ostatnie zdanie z lekkim drżeniem w głosie. No co, wzruszył się. Nie lubił pożegnań, a skoro Nourh nie planował wziąć go pod opiekę, w dodatku nie wyrzekł się podróżniczej duszy, to niebawem wyruszy dalej w świat. Nie mniej nie może narzucać się wbrew woli, ich znajomość naprzykrzałaby się Wilkowi, a młodzieniec do tego nie dążył. Wręcz przeciwnie. Może... może i on kiedyś stęskni się na tyle, że pokieruje swoje strudzone ciało w kierunku kamiennej przystani?
Westchnął cicho i postanowił zmienić temat, by nie zrobiło się zbyt ckliwie.
-Możesz zdradzić, jakimi mocami potrafisz się posługiwać? Moje umiejętności już poznałeś. No, większość.
Uśmiechnął się bladziutko i zmrużył przy tym oczy. Chyba chciał w ten sposób uchronić Nourha przed dostrzeżeniem łez, ale stary z niego wyga, to zapewne wiedział, co ten mały nicpoń wyrabia.

_________________

DarkOrange - Dialog
Powrót do góry Go down
Nourh Noutiatir

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2227-nourh-noutiatir#47962
Zarejestrował/a : 19/10/2015
Liczba postów : 382


PisanieTemat: Re: Kamienna przystań wśród lasu   Czw Mar 08, 2018 11:49 pm

Ach, nie dość że jest dobrym słuchaczem to jeszcze wyjdzie z niego dobry drapacz, a może nawet zrobię z niego masażystę i w ogóle wielofunkcyjną pralkę? Haha! Musi mi zaprawdę odpowiadać ten rodzaj rozmów, skoro skłonny jestem aż do tak przesadnych żartów w swoim bystrym łbie.
- Nie próbuje nic porównywać, nie próbuje szukać nikogo podobnego. Skalowanie kogoś innymi wzorcami to jakiś sposób postrzegania, jednak Ja wolę uznawać, że każdy z którym choć trochę spędzę na rozmowie dłużej, jest kimś kompletnie innym. Więc wtedy z założenia nie jest potrzebny nikt podobny, bo nie szukasz podobieństw, tylko możliwych wyjątkowości. Nie sądzisz, że lepiej jest spotkać osoby takie, kim jeszcze dla Ciebie nie były?
Nie żeby to było w ogóle dla mnie możliwe. W pewnym momencie się zakłamuje, jestem w sobie zapewniony, że miałem znajomości już każdego rodzaju. Ale jednak pomimo tego próbuje i tak uznawać, że każda osoba jest kimś odmiennym. Inni uznają, że błądzę, jednak wszystko zależy od perspektywy, która mi samemu odpowiada i to raczej jest najważniejsze. Nie wszystko jednak z tego będę mu mówił, bo przecież go już kompletnie zagubię! Jest też jedna rzecz... W pewnej części chyba się wzajemnie nie zrozumieliśmy, ale to już nie takie istotne jakby się wydawało.
- Choć nie u każdego się to zdaje, Ja mam zasadę by się do niczego nie przywiązywać, choć raz czy dwa w jakiś sposób mi to wyszło. Ale chyba nie aż tak jak niektórzy potrafią.
Zrobiłem nieco błogi uśmieszek od przyjemnych pieszczot i po chwili pacnąłem go zawadiacko po główce bokiem płaskiej dłoni. Chciałem w taki sposób nieco przerwać nazbyt ciepłe słowa.
- Ważne byś znalazł wiele innych osób, które dadzą Ci całkiem nowe doświadczenia i mam nadzieje, że jak najbardziej pozytywne. Nigdy nie można zostawać przy jednym, zawsze trzeba dalej unieść wzrok. Świat jest w końcu bardzo otwartym miejscem.
Ha, metafor więcej i więcej. Aż w końcu można od nurkowania w nich kompletnie się zagubić. Ale taki mój sposób. Kiedy wydaje się, że już skręca się na prostą, to Ja dalej wpycham na zagmatwane dróżki.
- Nie chce i nie mogę za bardzo nic obiecać. Ale coś czuje, że jak będziesz tego potrzebował, to może jeszcze nie jeden raz mnie złapiesz. W końcu jesteś Władcą Kruków, czyż nie?
Uśmiechnąłem się na zakończenie tej wypowiedzi po czym wzruszyłem wyraźnie ramionami. To jest dość trudne i raczej nie czuje bym chciał odpowiadać dość prosto, ale wszystko zależy jak bardzo będzie potrafił w tym nalegać. Ale nie wydaje się kimś o wielkiej determinacji, więc chyba tego nie muszę się obawiać.
- Moje moce w pewien sposób zmieniały swoje kierunki. To możliwe kiedy mija tak wiele lat, jednak na aktualnym etapie, nie chcą się one wyjawić i trochę już tak trwa. Jestem bezbronny niczym zwykły człowiek, tyle że z bogatym doświadczeniem.

_________________
Aktualny Wakacyjny Ubiór: Kiedy inni ubierają się na kolorowo, Nourh jednak wolał pozostać czarno-białą istotą na plażach. Całe ciało jest oczywiście klasycznie spowite bandażami, aż bo samą szyje. Chodzi boso i ma na sobie czarne bojówki, a do tego czarny rozpięty płaszcz, wszyscy mogą mieć aż dziw, że nie wychodzi z niego pieczony wilk.

Bang!
Powrót do góry Go down
Jyuu

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2346-jyuu#49510 http://vampireknight.forumpl.net/t3643-jyuu#79028
Zarejestrował/a : 03/01/2016
Liczba postów : 76


PisanieTemat: Re: Kamienna przystań wśród lasu   Sro Mar 14, 2018 9:15 pm

Do zaprogramowania Jyuu jak pralki jeszcze trochę, ale starał się jak mógł łapać jak najwięcej informacji i przydatnych sztuczek. Głaskanie mogło w przyszłości pomóc zacieśnić więzi z kimś, kogo lubi, bowiem daje to bardzo dobre rezultaty. Szkoda, że niektórzy mają powołanie do wędrówek, do bycia podróżnikiem, nie mniej choć na chwilę zatrzyma u siebie Niestrudzonego Szlachetnego. Nie przekreślał styl bycia tworzącej się relacji między Nourhem a Jyuu, co to to nie. Będzie więcej wyzwań do ponownego wytropienia Białowłosego wśród wiru przygody, nawet gdy drogi zaczynały się urywać kawałek po kawałku.
Wilk musiał mieć zatem silny charakter, skoro nie jest aż tak...  sentymentalny? Nie wiedział, czy to dobre określenie, jednak ...nieprzywiązywanie się, czy nieoswajanie się z innymi z jednej strony nosiło znamię samotności, z drugiej - nie nosiło się balastu zmartwień o inną osobę. Albo nie w takiej skali. I fakt, nie warto porównywać innych jedną miarą, jest wiele płaszczyzn, w których można się wykazać lub stracić w oczach.
Długowłosy nie chciał i nie mógł obiecać ponownego spotkania się, co wprawiło o wiele więcej niepokoju niż powinno. Blondyn wsłuchany nie ośmielał się wtrącać we słowa starszego kolegi. I tak już powiedział dużo więcej niż leżało to w jego naturze. Pierwszy raz, i być może nie ostatni, może trafi znów na osobę, z którą podzieli się wrażeniami. Ze Szlachetnym rozmawiało mu się bardzo swobodnie, lecz szczerze to musiał odsapnąć od dłuższych wypowiedzi. I to nie dlatego, że rozmowa była nudna, wręcz przeciwnie! Chłopakowi brakowało sił na argumentowanie swojego punktu widzenia, ale w myślach analizował wszystko, co rzekł Ogoniasty. Czy to na poważnie, czy to z przymrużeniem oka.
-Owszem.
Wreszcie przełamał się i odniósł się w ten sposób do chęci szukania Wilka, gdy ich drogi rozejdą się na dłuższy czas. Ha! Gdyby był prawdziwym Władcą, właśnie wtedy posłałby kruka-szpiega, który donosiłby mu, co robi Nourh. Oh, o ile byłby spokojniejszy!
Dość fantazji, dowiedział się bowiem, że Krwiopijca ma kłopoty z mocami. Są najwyraźniej niestabilne, skoro sam ich właściciel nie jest w stanie okiełznać umiejętności. Z drugiej strony może przez te setki lat uzbierał w sobie tyle siły astralnej, że po jej uwolnieniu zniszczyłby Ziemię? Nie, to nie to.
-Ojej... -zasmucił go fakt, że Nourh nie za bardzo wiedział, jak wykrzesać z siebie umiejętności, by w razie problemów móc się bronić -...cóż... nie jesteś aż tak zupełnie bezbronny. Sam powiedziałeś o doświadczeniu, jakie posiadasz.
Szczupły młodzieniec wreszcie wstał z maty i spoglądając z góry na swojego niezwykłego gościa miał zamyśloną minę. Blade tęczówki niby patrzyły się na Uszatego, lecz myśli wędrowały wokół problemu towarzysza. Chudy palec wystukiwał rytm na kościstym policzku, aż wreszcie odezwał się nieco tajemniczo, lecz bardzo spokojnie.
-Gdybyś chciał, może mógłbym pomóc w odkryciu mocy. Mam bowiem jeszcze jedną zdolność, ale... nie wiem czy zadziała w tym przypadku...
Bardzo pragnął wesprzeć przyjaciela, w jakiś sposób odwdzięczyć się za przelaną wiedzę, za mile spędzony czas, za wszystko. Okazuje się, że Władca Kruków ma gołębie serce.

_________________

DarkOrange - Dialog
Powrót do góry Go down
Nourh Noutiatir

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2227-nourh-noutiatir#47962
Zarejestrował/a : 19/10/2015
Liczba postów : 382


PisanieTemat: Re: Kamienna przystań wśród lasu   Sob Mar 24, 2018 9:05 pm

Zmęczył się? Miał nieco dość? A może uznał, że lepiej zostawić tą kwestie, którą podaje bez zmian? Ale nawet brak dodatkowych pytań? Może to oznaczać wiele rzeczy, ale nie wolno mi uciekać od pozytywnego myślenia. W końcu jakby nie było, młody blondyn okazuje już na wstępie łatwość w przywiązywaniu się i to, że nieco znaczę w jego krótkim życiu. Kiedy jego długość życia się rozciągnie, wiem że będę już tylko postrzegany jako przystanek, jaki miał w wczesnym rozwoju. Mam tylko nadzieje, że ten przystanek dużo mu pomoże by właśnie rozwinąć te krucze skrzydła. Yosh! Uśmiechnąłem się ciepło i potaknąłem wielokrotnie z pełnym usilnym entuzjazmem. Tak, na jego jedno potwierdzające słowo. No bo czemu by niby nie?
- Tak, z brakiem skromności. To dzięki niemu jeszcze doskonale omijam niebezpieczeństwa, w innym wypadku nie wiem czy droga nie zakończyłaby się znacznie wcześniej niż mógłbym początkowo podejrzewać.
Popatrzyłem do góry, na młodzieńca gdy tylko się podniósł z maty. Zamknąłem na chwile oczy gdy zadał swoją propozycje. Odwróciłem głowę i popatrzyłem w jakiejś puste miejsce altanki, ale starałem się dalej mieć uśmiech na sobie.
- Kto wie, być może w jakiś sposób rzeczywiście masz coś co by mi pomogło. Ale... Nie ma pewnej podstawy ważnej dla każdego krwiopijca, a której nie spełniam od lat.
Położyłem się i ręce ułożyłem za głowę, chwile popatrzyłem na sufit i skręciłem głowę w kierunku blondyna. Zrobiłem tajemniczy uśmiech a po chwili uśmiechnąłem się swoimi wilczymi kłami, jednak nie był to sympatyczny uśmieszek, wyglądał tym razem dość wrednie. Nietypowo jak na mnie.
- Jest nią ludzka krew.
I tajemnica została wyrzucona na jaw. Tak, moim problemem jest głodówka. Tak prosta do stępienia, ale w moim przypadku jest jakże trudna. Co teraz zrobi? Co mi powie? Może on będzie dla mnie jakimś rozwiązaniem? Ale czy Ja go z pewnością szukam? Czy nie okaże się, że stwierdzi jak bardzo sam idę na własne zatracenie?

_________________
Aktualny Wakacyjny Ubiór: Kiedy inni ubierają się na kolorowo, Nourh jednak wolał pozostać czarno-białą istotą na plażach. Całe ciało jest oczywiście klasycznie spowite bandażami, aż bo samą szyje. Chodzi boso i ma na sobie czarne bojówki, a do tego czarny rozpięty płaszcz, wszyscy mogą mieć aż dziw, że nie wychodzi z niego pieczony wilk.

Bang!
Powrót do góry Go down
Jyuu

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2346-jyuu#49510 http://vampireknight.forumpl.net/t3643-jyuu#79028
Zarejestrował/a : 03/01/2016
Liczba postów : 76


PisanieTemat: Re: Kamienna przystań wśród lasu   Nie Mar 25, 2018 11:26 am

Odrobinkę po prostu zmęczył się długą konwersacją, bo choć bogata w atrakcje i rady, to nie przywykł do oswajania tylu informacji w tak krótkim czasie. Przynajmniej w formie rozmowy, mimo to starał się jak mógł wycisnąć jak najwięcej się dało z rozmowy ze Szlachetnym. Nie uważał go za przystanek, a za solidną stację, bazę, do której będzie wracać i regenerować swój światopogląd posilając się mocno zakorzenionymi wspomnieniami. Oby tylko pamięć nie pokrzyżowała planów. Nie zamierzał oddać w niepamięć tak znakomitego gościa z ogromnym dorobkiem życiowym. Przy słowach Wilka też nie miał pewności, czy uda się drugi raz spotkać go w takiej lub lepszej formie. Powinien był Jyuu zastanowić się, dlaczego prognozy Białowłosego są tak ponure i poszukać przyczyny, by wesprzeć druha.
Wilk nie był do końca skory do współpracy. Owszem, zgodził się na to, by Blondyn spróbował wydobyć z niego ukryte zdolności, lecz bez solidnej podstawy nie będzie to takie proste. Zresztą Władca Kruków mógłby jedynie na sobie odtworzyć jego moce, nie na Wilku. Przez moment więc milczał, gdy Nourh wylegując się jakby nigdy nic na mato-materacu obnażył wraz z białymi kłami swój mało przyjazny uśmiech i tajemnicę. Jak można od kilku lat nie pić krwi? Odsunął więc na dalszy plan chęć wydobycia z niego umiejętności, a skoncentrował się na czymś, co rzutowało na całym żywocie Długowiecznego. W przeciwieństwie do Wilka młody nie podzielał wymuszonego entuzjazmu, czy tam wrednej minki. Nie ukrywał, że sekret Nourha przygnębił anorektyka. Mimo to starał się zachować zdrowy rozsądek, gdy emocje zaczynały wypełzać na wierzch.
-Musiałeś dokonać tego trudnego wyboru z konkretnego powodu.
Stał wyprostowany, a dłonie opuścił wzdłuż linii ciała. Blade spojrzenie skierował centralnie w złote tęczówki Wampira, który zrzekając się posiłku skazywał się na wiele niebezpieczeństw. Zaczął lepiej rozumieć powód, dlaczego Nourh ciągle mówił o swoim schyłku. Jeśli nie spożywa się jedzenia, organizm słabnie, i najwyraźniej moce nie są te same lub zanikają. Chłopak był młody, i choć swoją dietę również opierał na sokach malinowych, to poczuł napływ sił, gdy tylko zlizał posokę z ran Wilka i Clarie. Czy postąpił źle nie mogąc oprzeć się pokusie? A co z Wilkiem? Co zabrania mu spożywania krwi ludzkiej? Nie rozumiał jego postępowania. Przecież miał wszelakie predyspozycje do polowania. Kły, pazury, doświadczenie, siłę może przez głodówkę słabszą, lecz wilki to drapieżniki. Na pewno znalazłby sposobność. To musiało być coś, czego albo Jyuu nie osiągnął, albo nie był tego świadomy. Chudzielec nie mógł pojąć takiego postępowania, więc rzucił odrobinę pretensjonalne spojrzenie na kompana.
-Co jest ważniejsze od Twojego przetrwania, że zrzekasz się pokarmu?
Zapytał wprost, nieco nacechowując w pytaniu swoją negatywną opinię co do głodowania. Póki nie pozna zdania Wilka, póty nie zechce go poprzeć. Toż to smutne, gdy ktoś, kogo polubił, wykańcza się przez własne postępowanie. Czy rzeczywiście głodówka nie miała sensu?

_________________

DarkOrange - Dialog
Powrót do góry Go down
Nourh Noutiatir

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2227-nourh-noutiatir#47962
Zarejestrował/a : 19/10/2015
Liczba postów : 382


PisanieTemat: Re: Kamienna przystań wśród lasu   Nie Mar 25, 2018 4:47 pm

Zwykle wolę unikać pesymistycznych tematów. Jednak w tak wielu poważnych rozmowach, gdzie porusza się wiele spraw o moralności, chyba ciężko tego unikać. Mógłbym oczywiście usilnie się tego pozbyć, zadbać o władze nad konwersacją. Ale to nie było coś prostego i kto wie czy nie zepsułbym tego jeszcze bardziej. A może w jakiś sposób chce by czasem coś tak trudnego i mało przyjemnego, było poruszane? Powinienem bardziej myśleć o dobru raczkującego młodzieńca. Oby to wszystko nie poszło złą drogą.
- Dokonywanie wyborów to bardzo ważna rzecz. Najlepiej wybierać takie, z którymi czujemy się najlepiej i wiemy, że to będzie jedna z opcji, której będziemy najmniej żałować. Ale niestety w momencie jej podejmowania, nie jesteśmy pewni wszystkiego tego, co może zajść.
Dźwignąłem się się w końcu z lekkim trudem. Powolnie i ślamazarnie wyprostowałem się na własnych nogach. Dzięki temu, że teraz stałem przed moim rozmówcą i nie musiał męczyć szyi, patrząc na mnie z góry.
- Wielu ludzi nie jest świadomych innych istot, którzy mogą być do nich w pewnej części podobni. Nie jestem więc za napadaniem ich i dokonywania konsumpcji wbrew ich woli. A niestety moja krew nie bardzo przyjmuje inne środki zapobiegawcze. Kto wie, może to już kwestia dosyć starego ciała? Bywały wampiry które nie konsumowały nawet przez wiek, ale najczęściej wtedy oddawały się długiemu snu, wtedy to działa kompletnie inaczej.
To raczej nie wyjaśnia mu na tyle ile mogłoby mu się podobać. No ale jeśli chce w to brnąć, to przecież mogę liczyć, że będzie podawał konkretniejsze pytania. Czas jednak nieco załagodzić sprawę. Złapałem go za ramiona i uśmiechnąłem się z powrotem łagodnie.
- Mam wiele wieków, poradzę sobie w sposób który jest dla mnie dobry. Wierz mi, że specjalnie siebie nie krzywdzę i nie musisz ze mnie brać przykładu.

_________________
Aktualny Wakacyjny Ubiór: Kiedy inni ubierają się na kolorowo, Nourh jednak wolał pozostać czarno-białą istotą na plażach. Całe ciało jest oczywiście klasycznie spowite bandażami, aż bo samą szyje. Chodzi boso i ma na sobie czarne bojówki, a do tego czarny rozpięty płaszcz, wszyscy mogą mieć aż dziw, że nie wychodzi z niego pieczony wilk.

Bang!
Powrót do góry Go down
Jyuu

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2346-jyuu#49510 http://vampireknight.forumpl.net/t3643-jyuu#79028
Zarejestrował/a : 03/01/2016
Liczba postów : 76


PisanieTemat: Re: Kamienna przystań wśród lasu   Nie Mar 25, 2018 5:29 pm

Młody umysł chłonął wszelakie informacje. Czy to te pouczające, czy zabawne, czy nasączone kłamstewkami czy cała prawdą. Nic dziwnego, iż gdy napotyka przeszkodę w postaci niewiedzy, chce uzupełnić braki w rozumowaniu. Z punktu praktycznego odcinanie się od pokarmu było samobójstwem, dlatego nie wierzył, że kryła się za tym błaha sprawa, jak zapalenie dziąsła czy chwilowa niestrawność żołądkowa. To musiało pokrywać się z psychiką, i nie pomylił się. Treść jednak zdumiewała i trudno było pojąć jej zawiłość. Sprzeciwiając się konsumpcji krwi nie narażał ludzi, ale nie utrzymywał dobrej kondycji. Wilk aż w pewnym momencie wstał, by to teraz on spojrzał z góry na anorektyka, który lekko skrzywił usta. Jego słowa były ciężkie, nacechowaną takim wyższym altruizmem, bo kierował go nie tylko wobec wampirów, ale i wobec ludzi. W zasadzie Jyuu też nie starał się nikogo krzywdzić z tej rasy, za przykład tu była babuleńka od różnych przetworów i soków z malin. Oh, będzie kiedyś musiał ją odwiedzić i pomóc w porządkach domowych.
Ale wracając, młodzieniec miał pytania, i to trochę. Czy zostaną udzielone na nie odpowiedzi, nie miał pewności. I tak wyjaśnienia Wilka wiły się dość mocno w jego zwojach w mózgu.
-Uważasz więc, że spijanie krwi ludzkiej jest czymś złym? Nawet jeśli dzięki niej możesz obudzić moce, którym pomożesz innym istotom? Nawet jeśli to ona trzyma wampiry przy życiu?
Czy zatem krwiopijcy są kimś złym? Nigdy nie zastanawiał się, czy będąc istotą nocy nie zaliczał się do wrogiej naturze frakcji. Ale nie miał wpływu na to, kim się urodził. Może gdyby usilne życzenie ku gwieździe wysyłała ludzka kobieta, a nie Długowieczna, może wtedy przyszedłby na świat jako śmiertelnik... lecz jeśli już jest wampirem, to nie mógł postępować inaczej niż przypisują mu instynkty. A jednak i Jyuu nie pił krwi tak często jak wiele innych wampirów. Oszukiwał zmysły gęstym sokiem malinowym, by... no właśnie. Dlaczego? Żeby nie ranić innych, jednak los młodzieńca różnił się od Nourha. Wilk był w stu procentach wielką postacią. Stać byłoby go na rarytas bez większych strat moralnych, jako zasługi dla długiej historii Ziemi. A Blondyn? Niczego nie osiągnął, nikt go nie zapamięta na tyle, by kradzież krwi przeszła mu płazem. Twierdził, że trzymały go kwestie moralne wobec nieświadomych ludzi, których nie chciał napadać. W sumie to było logiczne dla kogoś o dobrych zamiarach, ale jak pociągało to za sobą torturę? Warto było? Wybory to chyba najgorsza rzecz w życiu, ale chyba także jedyny moment, w którym przejmujesz na moment ster nad swoją egzystencją.
Wtedy też poczuł na swoich ramionach dłonie Szlachetnego, który najwyraźniej pocieszał go. Chuderlak westchnął cicho długo milcząc ze spuszczoną głową. Ponieważ był niższy od Szlachetnego oparł czoło o jego tors próbując coś wymyślić. Snem wszak Białowłosy nie zaspokoi głodu, ani herbatą. Nie zregeneruje sił po ataku dzikiej sfory. Tym bardziej nie odkryje swoich mocy. Wreszcie oderwał głowę od Sensei'a i zadarł ją ku górze, by utkwić na nowo oczy w Nourh'ie.
-A gdybyś spróbował wampirzej krwi? Na przykład mojej?
Nie odrywał spojrzenia od Wilka, które było zdeterminowane jak jego właściciel. Nie przypuszczał, że zdoła się z kimkolwiek tak mocno oswoić, by chcieć ofiarowywać nawet swoją posokę. Skoro deklarował swoją pomoc, to nie byłoby spijanie krwi wbrew woli, wręcz za namową. Trzymał się blisko Uszatego licząc, iż ten chociaż zrozumie motywy Jyuu. Naprawdę nie chciał stracić przyjaciela tylko dlatego, że sam odsuwa od ust pokarm.

_________________

DarkOrange - Dialog
Powrót do góry Go down
Nourh Noutiatir

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2227-nourh-noutiatir#47962
Zarejestrował/a : 19/10/2015
Liczba postów : 382


PisanieTemat: Re: Kamienna przystań wśród lasu   Nie Mar 25, 2018 6:53 pm

To wszystko jednak było trudniejsze. Pytania zadał dość ogólne niż tylko na mój temat. Trzeba było więc zarzucić czymś znacznie szerszym i głębszym. Nie czuje się by inni mieli się na mnie wzorować, choć Ja czuje swoją własną racje, ale tylko odnośnie do mnie samego. Kwestia jest też taka, że za długo siedzimy w jednym miejscu, a nawet moje słabe ciało potrzebuje trochę ruchu. Więc za nim cokolwiek kontynuowałem, zarzuciłem propozycje w trakcie.
- Może czas wyjść? Jesteśmy wypoczęci i może tym razem los będzie przychylniejszy o brak niebezpiecznych zwierząt. Lubię zmieniać swoje otoczenie, a tutaj siedzimy już trochę za długo. Poprawi to panującą atmosferę.
Skoro już udało mi się zarzucić dobrym jak dla mnie pomysłem. Zabrałem ręce i poprawiłem swoje ubranie na sobie. Wyciągnąłem nieco bandaży i poprawiłem tam gdzie mogłyby być braki. Popatrzyłem entuzjastycznie na niego, jakby nieco wigoru wróciło na powrót.
- Zbierz się, jesteś gotowy do takiego spontanicznego wyjścia? Takie typowe włóczenie się? W końcu nie ostatecznie nie zmuszam, pamiętaj.
No ale nie mogę ignorować też kierowanych pytań. Po prostu będzie teraz o czym mówić w trakcie zbierania się do wyjścia, lub właśnie w momencie wychodzenia. Nie chciałbym by to miejsce okazało się przybytkiem depresyjnym.
- Dla zwyczajnych krwiopijców jest wiele innych środków. Normalni ludzie nie muszą z powodu naszego głodu mieć nieprzyjemności. No i... Nie jestem jakimś też wspaniałym dobroczyńcą. Ja po prostu żyje na swoją ugodową prawidłową moralność. I czuje, że jest w tym pewien mój własny egoizm.
W jakich by przygotowaniach nie był blondyn, pogłaszcze go po główce skromnie i na nowo się uśmiechnąłem.
- Mogłoby nie skończyć się pozytywnie. Jakbym miał zaryzykować, to wampirza krew musiałaby być najwyższej próby. A tacy raczej nie godzą się na gryzienie byle komu.
Jeśli będzie oczywiście potrzebował jakiejś pomocy, czegoś potrzebował a będzie to przy mnie, podam mu. W końcu nie stałbym jak kołek. A jak tylko będzie okazja wyjść, poszukam wzrokiem księżyca.

_________________
Aktualny Wakacyjny Ubiór: Kiedy inni ubierają się na kolorowo, Nourh jednak wolał pozostać czarno-białą istotą na plażach. Całe ciało jest oczywiście klasycznie spowite bandażami, aż bo samą szyje. Chodzi boso i ma na sobie czarne bojówki, a do tego czarny rozpięty płaszcz, wszyscy mogą mieć aż dziw, że nie wychodzi z niego pieczony wilk.

Bang!
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Kamienna przystań wśród lasu   

Powrót do góry Go down
 
Kamienna przystań wśród lasu
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next
 Similar topics
-
» Obrzeża lasu
» Nabrzeże/przystań/keja.
» Droga obok lasu
» Strumyk w środku lasu
» Południowa część lasu

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Vampire Knight :: Poza Miastem :: GÓRY-
Skocz do: