IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Szosa

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next
AutorWiadomość
Ozyrys

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2794-budowa-ozyrys#59711 http://vampireknight.forumpl.net/t2816-ozyrys http://vampireknight.forumpl.net/t2795-ozyrys-settan http://vampireknight.forumpl.net/t3008-ozyrys#63460 http://vampireknight.forumpl.net/t2998-ozyrys#63135 http://vampireknight.forumpl.net/f154-rezydencja-vi-reichs
Zarejestrował/a : 04/09/2015
Liczba postów : 124


PisanieTemat: Re: Szosa   Czw Paź 20, 2016 4:42 pm

Ozyrys wyjechał z posiadłości z dziwnego powodu jak zadzwonił że mają się spotkać akurat na szosie. Nie miał głowy tam pojechać ale jak mus to mus. Wszedł do samochodu i odpalił go i wyjechał szybko podziemnego garażu i brama była otwarta w którą wyjechał. Spokojnym westchnieniem jechał dając po gazie. Przyspieszył wtedy można wyczuć normę obrotów silnika. Ozyrys jechał niczym wariat pewnie ale ostrożnie żeby nie zrobić żadnego wypadku, ponieważ nie chce zginąć. Jak los zechce to będzie gorzej. Zaczynał zastanawiać po jakiego grzyba o takiej porze wyrwał go przecież rozmawiał z młodszym bratem. Gdy rozglądał się po terenie zauważył coś z daleka jakby coś nie tak dzieje na szosie. Jechał próbując tam dojechać jednakże jego kumpel będzie musiał poczekać  na gadaninę i było można słychać piski opon wchodząc do akcji bo najwyraźniej ktoś potrzebował pomocy w tej chwili. Zauważył dwie osoby nie mógł na razie określić kim byli ale nie było wesoło tak naprawdę wręcz wysiadł z pojazdu. Zaobserwował sytuację dokładnie, że wampiry zaczynały w grupie okrążać ofiarę czyżby człowieka? czy wampira? to wszystko jedno miał kłopoty, ale druga osoba posiadała poważniejsze oraz samochód, który pewnie należał do kierowcy. Ozyrys nie był zadowolony z owej sytuacji dlatego aura u wampira włączała się w tej sytuacji idąc w kierunku zagrożenia. Zdawał sobie sprawę, że może oberwać od wampirów dlatego starał się żeby tak nie było. To już wszystko zależy od akcji i losu.

/za zgodą MG Shiro/
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Szosa   Czw Paź 20, 2016 11:08 pm

Wędrówka o tej porze mogła wydawać się głupim pomysłem, zwłaszcza dla młodych dziewczyn w wieku Lucienne. Na szczęście dziewiętnastolatka nie należała do przeciętnych uczennic, była wampirzycą i posiadała swoje sposoby na poradzenie sobie z potencjalnym złodziejem torebki. Jednak kto niby miałby kręcić się po szosie? Zawsze było to spokojne miejsce, w którym szło odetchnąć po ciężkim dniu. Choć dzisiaj małolata się nie napracowała, postanowiła wybrać się na przechadzkę tylko w jedną stronę. Szła przed siebie nie zważając na pokonywane metry. Nie musiała się tym przejmować, w każdej chwili mogła wrócić na tyle szybko, by Ozyrys nie wykrył jej zniknięcia. Ale czy i takie podchody były konieczne? Oczywiście, że nie. Ich relacje nie były typowe, obiecała mu posłuszeństwo, ale nie została zniewolona. Miała dług wdzięczności do spłacenia. Nawet wampiry nie mogą czuć się bezpieczne, gdyby nie mężczyzna, miałaby spore problemy.
Szlachetna przystanęła, widzę znajomy model samochodu na drodze. Przyjrzała się uważnie widząc kroczącą postać. Podeszła do niego śmiało, rozpoznając sylwetkę swojego pana.
- Ozyrys? - zapytała.
Zaskoczył ją jego widok, jak sam fakt, dlaczego tutaj przystanął. Choć była wampirem najwyższej krwi, popełniła niesamowitą gafę nie zwracając najmniejszej uwagi na otoczenie. Niedaleko nich miała miejsce nieprzyjemna scena, gdzie niższej krwi wampiry postanowiły zaczepić człowieka. Człowieka? Ciężko było to stwierdzić, tak samo jak krew napastników. Jedyne na czym mogła się opierać Lucienne to ich zachowanie. Spojrzała na swojego pana w milczeniu. Wiedziała, że jest osobą, która pomaga innym, więc wmieszanie się do sprawy było już tylko kwestią czasu.

/Za zgodą MG/
Powrót do góry Go down
Shiro Fuyuki
Admin
Admin
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1865-shiro-fuyuki#39065 http://vampireknight.forumpl.net/t1920-shiro-fuyuki#41130 http://vampireknight.forumpl.net/t2244-shiro-fuyuki http://vampireknight.forumpl.net/t2057-shiro-fuyuki http://vampireknight.forumpl.net/t3292-pokoj-shiro-i-naissankariego#70977
Zarejestrował/a : 31/05/2015
Liczba postów : 1227


PisanieTemat: Re: Szosa   Pią Paź 21, 2016 8:56 pm

No i sytuacja nie wygląda na tyle dobrze, by uznać, że wszystko jest "okej". I Riecon, i Rusek mieli swoje problemy, a do tego całego zamieszania przypałętała się tutaj jeszcze dwójka wampirów wyższej krwi...
Blondyn, lekko mówiąc, mógł całkowicie zapomnieć o pomocy ze strony wampirów. Wychodziło na to, że brakowało im ciut empatii, więc koniec końców, mógł właśnie pokazać na co go stać, jak i ujawnić wojowniczą duszę. Jednakże... Niestety, ale napastnikom kompletnie się to nie spodobało.
Na szczęście lub też nie, pierwszego zawodnika udało się na pewien czas wyautować. Uderzony w skroń krwiopijca udał bezwładnie na ziemię. Takie coś było stanowczo za mało, by go pozbawić życia, ale na teraz wystarczy... Albo i nie.
Widząc, co stało się z osobnikiem, pozostała dwójka niemalże równocześnie warknęła, zdenerwowana, i rzuciła się na niego, nie dając mu odpowiedniego czasu na reakcję. Mężczyzna upadł mocno na ziemię. Jeden z wampirów ugryzł go w lewą nogę, nie dbając o żadne szczegóły i pozory, po czym zaczął powoli pić jego krew. Drugi zaś wgryzł się w prawę ramię, powtarzając to samo co poprzednik. Co teraz? Bo wychodziło na to, że nawet obecność innych nie odstraszała ich.
Gdy nieopodal Rusek robił za obiadek dla poziomu E, rozgrywała się inna akcja, wydająca się być wyrwaną z innej bajki. Trójka wampirów, których nie przejął los nieszczęśnika i nieprzytomna kobieta jako dodatek...
Riecon... Cóż, najważniejsze są chęci. Szlachetny miał dość sporego pecha - najpierw samochód, potem to; nieszczęście w postaci braku zasięgu. Więc zero z rozmowy z bratem. Za to ból głowy się nasilił, lecz swędzenie zaczęło ustępować. Ciemnowłosy mógł śmiało wyczuć dwójkę intruzów... Dla trzecich osób to właśnie przybyła parka!
I to, że nagle coś zaczęło mu w głowie szeptać, że owa dwójka jest świetnym materiałem na posiłek. Pyszna, słodka, wampirza krew... Zawierająca w sobie mnóstwo sił, które mógłby wykorzystać w późniejszej sytuacji. Tak, szaleństwo w postaci pragnienia mogło dopaść nawet i szlachetnego... A może to również działanie... Pewnej istotki?
Sam wampir mógł zarejestrować, że również coś jest nie tak z jego zmysłem węchu, jakby ten robił się coraz gorszy. Lecz czy warto się tym przejmować, skoro chciało się krwi? I jeszcze ten ból głowy...
Pozostała dwójka wampirów mogła odczuć nieprzyjemny dreszcz na plecach, a intuicja zaczęła im podpowiadać, że wybranie się tutaj to wcale nie był dobry pomysł...


Kolejność taka co wcześnie

_________________

~ We are the Warriors that built this town from dust. ~  
Ekwipunek: Sześciocentymetrowy kolec. Osoba, która zostanie nim ukłuta - nawet lekko - momentalnie zasypia na dwa posty. Działanie jednorazowe.

Halloween:
 
Powrót do góry Go down
Артём

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2949-topic#62530 http://vampireknight.forumpl.net/t2951-topic#62564
Zarejestrował/a : 12/10/2016
Liczba postów : 9


PisanieTemat: Re: Szosa   Pią Paź 21, 2016 11:50 pm

Jebnął typa i go zdjął. Proste, nie? Jeszcze tylko musi to samo zrobić z pozostałymi dwoma jegomościami i będzie mógł z powrotem wrócić do spożywania alkoholu. Jak za starych, dobrych czasów! Szkoda tylko że nie zdawał sobie sprawy z tego, iż walczy z wampirami. W ogóle jeszcze nie spotkał wampirów ani o nich nie słyszał. Bo gdzie? W Rosji? No cmon, tam wampiry brzydzą się kąsać ludzi bo wraz z ich krwią pochłaniają tony alkoholu. Po prostu upijają się! Trochę śmieszne, nie?
No ale wracamy do akcji! Rusek walnął o ziemię plecami - na całe szczęście upojenie alkoholowe zniwelowało ból. Ale cóż to? Nim zdążył się ogarnąć, jeden z tych kretynów ugryzł go w nogę!
- Szljucha - stęknął na wpół zdziwiony, a n wpół wkurwiony. Zaraz drugi wgryzł mu się w ramię. O chuj z nimi chodzi, że tak nieładnie zapytam? Czemu oni gryzą? Co to za dziwolągi? Jeszcze go zarażą jakimś świństwem, skurwiele. No tego już za wiele!
Artyom podniósł lewą rękę (jako że był leworęczny, ha!) w której trzymał pałkę i - najzwyczajniej w świecie - z całej siły jebnął pana, który pomylił jego nogę z gryzakiem prosto w potylicę. Auć? No trudno, ciekawe czy go zaciukał. Teraz w sumie nie będzie sie tym martwił, bo jakaś lipa straszna wyszła. W ogóle co sie dzieje tutaj do cholery? Następnie trzeba było się zająć tym co się mu w ramię wgryzł. Co za debil w ogóle. Łeb miał idealnie ustawiony tak, że Artyom niewiele myśląc drugą stroną pałki - utwardzaną rękojeścią - zapierdzielił z całej siły prosto w skroń pijawki. - Prawaliwaj! - czyli po prostu bardzo szybko, wręcz natychmiastowo się odsuń. Można użyć brzydszych słów, ale każdy wie o co chodzi!
Powrót do góry Go down
Riecon

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1936-riecon#41275 http://vampireknight.forumpl.net/t2134-riecon#44469
Zarejestrował/a : 17/07/2015
Liczba postów : 283


PisanieTemat: Re: Szosa   Nie Paź 23, 2016 10:45 am

Było ciężko, było do kitu. Łeb bolał, jakby był na kacu i najgorsze, że nie mógł ni z tym zrobić. Ból jak na razie był jeszcze znośny, a swędzenie nosa? Szlachetny miał wrażenie, ze po jakimś czasie nieco złagodniało. Próbował zadzwonić... No tak... Las... Daleko od jakichkolwiek łączeń, które mogły by umożliwić połączenie z kimkolwiek. Był niezadowolony, ale nadal jego zachowanie było nienagannie spokojne. Schował telefon, poprawiając balast na swoim ramieniu, którym była wampirzyca. Mógł ją zostawić, tym bardziej że go zaatakowała, ale nie... Potrącił ją i chciał się dowiedzieć więcej z jej ataku na nim. Ciekawiły go motywy... Czy był nim fakt, że została potrącona przez niego, czy chodziło tu o coś kompletnie innego... Tego właśnie chciał się dowiedzieć... No ale na to przyjdzie czas...
Po chwili jednak do ich towarzystwa dotarły kolejne dwie osoby, które zostały obdarowane przez szlachetnego monotonnym spojrzeniem, nie wzruszonym. Zerknął także na walczącego pijaka o zdrowie, po czym wrócił wzrokiem na pozostałą dwójkę. Zmrużył oczy kiedy zerknął na Ozyrysa.
-Pomóż człowiekowi...
Mruknął cicho, nie musząc głośniej mówić, wiedząc że i tak usłyszy. Był słabszej krwi, węch pozwolił mu jeszcze na wyczucie tego. Był niżej od niego... Więc na słowa Riecona, szlachetnego powinien, lecz nie musiał pomóc człowiekowi. Jeśli nie... To w takim razie po co się zatrzymał? By popatrzyć?
Dlaczego sam nie postanowił pomóc człowiekowi? Odpowiedz jest prosta... Ból głowy, szepty, kobieta a ramieniu, nie pozwalało to mu się rozdwoić. Już po chwili wszystko się zaczęło, a Riecon zaś miał problem, jeszcze większy. Do tego węch robił się coraz słabszy. Szlachetny pokręcił głową, chcąc odgonić od siebie szepty, które nawiedziły jego głowę. Ewidentnie coś się działo ze szlachetnym, który zerknął na kobietę wiszącą na jego ramieniu. Ukazał swoje kły, zaciskając dłoń na plecach kobiety.
Wampirza krew... W sumie na jego ramieniu też była, dlatego też już po chwili czarnowłosy zdjął ze swojego barku kobietę i nie czekając niepotrzebnie, wgryzł się w rej ramie niezbyt delikatnie. Wykonał może kilka łyków, po czym domknął szczękę, tym samym mizdrząc, jak i odgryzając kawałek jej ramienia. Puścił kobietę, która zsunie się na asfalt, lecz było mu mało, dlatego nic dziwnego, że jego spojrzenie ulokowało się na pozostałych wampirach. Nie chciał się z nimi cackać, chciał ich zjeść... A ból głowy na pewno nie odganiał go od tych chęci...
Obrał na cel kobietę. Była wyższej krwi, byli równi, bez wątpienia miała pyszną krew, w każdym bądź razie, tak mu podpowiadał głos z jego głowy. Oblizał swoje usta z krwi, po czym mgła zaczęła się rozprzestrzeniać od niego, do pięciu metrów, jednak w tej chwili zniknął z miejsca, a wampirzym krokiem, pojawił się za wampirzycą, która bez wątpienia zobaczy wokół siebie kłęby, dymu, mgły, która była tak gęsta, że utrudniała widoczność nawet wampirowi. Oczywiście mgła miała na celu ją uśpić, a im więcej mgły, tym szybciej ją chwyci...
A Riecon co? Wiedząc gdzie jego ofiara, w chwili kiedy się pojawił za kobietą, zechce złapać ją pod szyją i odchylając jej głowę, zechce się wgryźć w jej szyje, zakleszczając ją w swoim objęciu.

_________________

Album Riecona z Cocoro:

Powrót do góry Go down
Ozyrys

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2794-budowa-ozyrys#59711 http://vampireknight.forumpl.net/t2816-ozyrys http://vampireknight.forumpl.net/t2795-ozyrys-settan http://vampireknight.forumpl.net/t3008-ozyrys#63460 http://vampireknight.forumpl.net/t2998-ozyrys#63135 http://vampireknight.forumpl.net/f154-rezydencja-vi-reichs
Zarejestrował/a : 04/09/2015
Liczba postów : 124


PisanieTemat: Re: Szosa   Nie Paź 23, 2016 3:59 pm

Ozyrys spoglądając na sytuację nie zmienił swego postępowania ale zauważył, że chyba człowiek miał problemy z wampirami E ale najwidoczniej daje sobie radę więc olał go totalnie. Musiał wpierw uporać się ze szlachetnym, który był bliżej od tamtej zgrai. Oczywiście sytuacja dla Ozyrysa robi się nieciekawa wręcz nieprzyjemna, ponieważ odczuł dreszcz na plecach zastanawiając, że faktycznie mógł nie jechać w dzisiejszym dniu na tą durną szosę ale no cóż nie da rady cofnąć decyzji bo nie może. Usłyszał wtedy kobietę odwrócił się w jej kierunku:
- Lucienne, co Ty tutaj robisz.. miałaś... - rzekł stanowczo do niej. Dobra jednak jest nas dwójka w tej sytuacji. Mierzną swoją grzywkę dotykając lewą ręką. Zbliżył się co nie co do niej, obserwując czarnowłosego bywając czujny na każdy jego ruch. Nie mógł pozwolić na błąd w obronie lub ataku ale nie był sam na szczęście, ponieważ była przy nim Lucienne. Spokojnie westchnął spoglądając na dalsze jego zachowanie. Ozyrys spojrzał się błękitnymi oczami na Riecona zauważył, że próbował pewnie zadzwonić po kogoś ale niestety sygnału nie było bo sam jak jechał samochodem wiedział dlatego to nic dziwnego, że są zdani na los. Oczy młodzieńcowi na razie ustały od świecenia się. Poczuł spojrzenie jego więc odwzajemnił tym samym, jednakże obnażył białymi kiełkami z lekkim grymasem na twarzy. Spokojnie odpowiedział do Lu:
- Uważaj i bądź czujna moja droga - rzekł krótko i dumnie. Wyczuł jego wzrok na sobie i odparł:
- Człowiek, sobie daje radę, więc nie muszę - odparł do niego, dając mu doskonale do zrozumienia, że nie pójdzie na pomoc człowiekowi. Ozyrys miał inny motyw tak naprawdę, niż ratowanie człowieka. Niestety nie ma czasu do zamysłu i wybierać dlatego stał cały czas obok szlachetnej. Gdy czysto -krwisty spojrzał się na reakcję szlachetnego robiło co nie co nieciekawie czyli to był sygnał, że trzeba uważać i przygotować się na ewentualną obronę siebie i Lu. Atmosfera zaczyna się niestety jakby komplikować ale nie aż tak, żeby nie wyjść z tego. Widział cały czas szlachetnego który dziwnie zachowuje się. Wampir cały czas był czujny widząc jak opuszczał ciało tamtej kobiety na asfalt po wypiciu krwi. Nie wiedział co czuł tak naprawdę Riecon w tym momencie. Zauważył reakcję która była skierowana na kobietę, ale widział kłęby dymu co jemu się to cholernie nie spodobało dlatego uaktywnił podczas zdenerwowania okazując zmianę koloru na fioletowe z ognikiem i wtedy ruszył zakrywając usta jedną ręką tak żeby nie poczuć tego. Ruszył szybko wywołując moc iluzji gdzie uwolniły się dwa klony identyczne ruszając w stronę Lucienne, która ma z tyłu wampira bo wcześniej mógł jednak nie zauważyć bo był w takim momencie że dwa klony zaczynały robić proste ataki co Settan i potem wziął rękę wampirzycy przyciągając do siebie gdy był obok niej wciąż zamierzając ją zmylić szlachetnego i porwać Lu chcąc oddalić się w bezpieczną odległość od niego.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Szosa   Nie Paź 23, 2016 5:04 pm

Nie czuła się zbyt dobrze z powodu przyłapania, ale przecież nie mogła cały czas siedzieć w posiadłości, a już tym bardziej udać, że jej tutaj nie było. I tak miała zamiar za chwilę wracać. W każdym bądź razie tak planowała, nie wiedziała jednak, że za chwilę zostanie wmieszana w coś większego.
- Przepraszam - zwróciła się do Ozyrysa z wyraźną skruchą w głosie. - Miałam ochotę na mały spacer, to wszystko.
Dziewczyna nic więcej nie powiedziała, w milczeniu przyglądając się tragedii, odgrywanej na jej oczach. Czekała na ruch swego pana. Gdyby nie on, ruszyłaby bez namysłu z zamiarem pomocy. Czystokrwisty był jednak inteligentniejszy od niej, z wieloletnim doświadczeniem. Zamiast bezmyślnie wykonywać ruch, wolał rozejrzeć się w terenie. Dopiero przy głębszych oględzinach Lucienne zdołała GO dostrzec. Szlachetny. Czyżby był stwórcą tych trzech wampirów? Serce dziewiętnastolatki przyśpieszyło, z poddenerwowaniem przyglądała się oddalonej postaci wampira. Poczuła nieprzyjemny dreszcz, który przebiegł po jej plecach. Miała co do niego złe przeczucia, chciała stąd uciec, jednak powstrzymał ją głos białowłosego.
- Dobrze - odparła krótko, kiwając głową na znak, że zrozumiała.
Nie zamierzała go tu zostawiać, nawet jeżeli nie przepadała za walką. Dla bliskich była gotowa poświęcić swoje życie, a Ozyrys się do nich zaliczał. Ponadto miała u niego dług wdzięczności, najwyższy czas było go spłacić. Los dał jej idealną okazję do tego, ale czy na pewno? Naprzeciw nich stanął szlachetny, wampir najwyższej krwi. Owszem, ona też nim była, jednakże to nie dawało dziewczynie poczucia bezpieczeństwa. Nie wiedziała jakimi mocami dysponował, nie znała go.
Blondynka poruszyła się, stając jak najbliżej swego pana. Miała co do tego bardzo złe przeczucia. Dlaczego ciemnowłosy sam nie pomógł człowiekowi, skoro tak bardzo mu na tym zależało? Ponadto nie wydał Ozowi prośby, a ROZKAZ. Kimkolwiek był, nie należał do miłych. Próbował wykorzystać swe wysokie urodzenie, aby... Właśnie, aby co? Rozdzielić ich?
Zaciśnięta ręka dziewczyny pomknęła do jej piersi, czekając ze zniecierpliwieniem na ruch nieznajomego. Zaatakuje? Odejdzie? Spodziewała się najgorszego, przecież widzieli jego przemienionych i to nie krwi D, a najgorsze bestie z możliwych. Stojący przed nimi szlachetny zaliczał się do prawdziwych potworów. Dziewiętnastolatka nie przepadała za osobami takimi jak on, nadużywał otrzymanego daru, dla swoich własnych pobudek.
Lucienne nie traciła czujności, z szybko bijącym sercem przyglądała się poczynaniom Riecona. Przełknęła głośno ślinę, widząc jak zatapia swe kły w karku nieznanej kobiety. Była gotowa do walki, jednak za wszelką cenę chciała tego uniknąć. Modliła się w duchu, aby jej chore przypuszczenia nie stały się prawdą. Niestety stało się, szlachetny ruszył w ich kierunku, obierając sobie za cel najsłabszą ofiarę. Dodatkowo ukazał im już swoją pierwszą zdolność, wytwarzając wokół siebie mgłę. Miała cel ochronny? Była jedynie złudzeniem? Podpuchą mającą ukazać prawdziwe zdolności nieśmiertelnych, płosząc ich? Działała na zmysły? Nie chciała poznawać jej właściwości na własnej skórze. Spojrzała w kierunku Ozyrysa, szukając u niego odpowiedzi. Białowłosy zasłonił nozdrza, starając się tego nie wdychać. TRUCIZNA? Szlachetna postąpiła tak jak czystokrwisty, starając się nie wprowadzać mocy nieznajomego do płuc. Miała jednak poważniejszy problem w postaci wampira najwyższej krwi za swoimi plecami. Przymknęła swoje oczy, szykując się do działania. Jeżeli ten zbliży się na odpowiednią odległość, Lu dotknie jego uda i użyje "Szkodliwego dotyku" w celu uszkodzenia mięśni jego nogi. Pozwoliła mu się do siebie zbliżyć, bo miała plan. W przypadku niechybnego ukąszenia użyłaby Tarczy, aby uniemożliwić mu wgryzienie się w swoje ciało. Zazwyczaj przejmowała się wszystkimi, w tej sytuacji jednak nie. Szlachetny był zły, dlatego nie interesowało ją czy siła odbicia wybije mu szczękę czy nie. Dodatkowo po udanym uszkodzeniu mięśnia (lub gdy atak się nie uda bo jakimś cudem spudłuje), przeniesie się do Ozyrysa i razem z nim, wykona kolejną teleportację jak najdalej od mgły. Jeżeli jednak poczynania jej towarzysza dojdą do skutku, a Riecon nie zdoła się do niej dostatecznie zbliżyć, Lu złapana za rękę przeniesie się wraz ze swym panem na bezpieczną odległość, dodatkowo obserwując szlachetnego, którego podpali, gdy ten postanowi zaatakować.
Powrót do góry Go down
Shiro Fuyuki
Admin
Admin
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1865-shiro-fuyuki#39065 http://vampireknight.forumpl.net/t1920-shiro-fuyuki#41130 http://vampireknight.forumpl.net/t2244-shiro-fuyuki http://vampireknight.forumpl.net/t2057-shiro-fuyuki http://vampireknight.forumpl.net/t3292-pokoj-shiro-i-naissankariego#70977
Zarejestrował/a : 31/05/2015
Liczba postów : 1227


PisanieTemat: Re: Szosa   Sro Paź 26, 2016 9:38 pm

Ou... Rzeczywiście, tutaj się działo sporo, wystarczająco... By uznać, że to nie jest jakiś zwyczajny dzień. Widocznie los tak chciał, by ta czwórka miała umilony czas...
Zacznijmy od Ruska. Sytuacja niezbyt przyjemna - trzy wampiry kontra jeden człowiek. Wręcz wydaje się, że jest bardzo beznadziejnie, ale... Czy to go właściwie zniechęciło do dalszego działania? Gdzie, skąd! Co oczywiście nie podobało się krwiopijcom.
Skosztowana, świeża krew, sprawiła, że czuli się jeszcze bardziej nakręceni na to, by dobrać się do większej ilości. Alkohol? To problem na później, tutaj wszystko krążyło wokół tej słodkiej cieczy. Krew, krew i jeszcze raz krew!
Utrata krwi spowodowała fakt, że człowiek mógł odczuć osłabienie... Nawet jeśli tłumi to alkohol. Bądź co bądź to sprawiło, że jego cios nie był tak silny, jakby chciał, ale wystarczająco mocny, by dał jakieś efekty. Do tego w pakiecie dochodził fakt, że wkurzył oba wampiry. Jakoś się to trochę nie układało, prawda?
Ale aż tak źle nie było. Słowo. Wampir, który gryzł jego ramię, zdecydowanie oberwał mocniej, lecz nie wystarczająco, by go zabić, chociażby ogłuszyć. Lecz to sprawiło, że odczepił się w końcu od jego ran i warknął, będąc zdenerwowany przez jego zachowanie. Szkarłatne ślepia wpatrywały się w człowieczka... Po czym wyrwał mu pałkę z rąk i odrzucił ją kilkanaście metrów dalej.
Drugi zaś również odczepił się od jego nogi i oblizał usta, zachowując się tak, jakby uderzenie niespecjalnie zrobiło na nim wrażenie. Za to szturchnął swojego towarzysza i pokazał mu bandę wampirów, jakby dopiero teraz zauważyli ich obecność. Rusek mógł poczuć na sobie wzrok tej dwójki, która... Po prostu rzuciła się na niego i zaczęła go obszukiwać w poszukiwaniu jakiś cennych, przydatnych rzeczy!

Aptem - krwawienie z ran zadanych przez wampiry, osłabienie i ból (stłumiony przez alkohol)
________________________
A może skupmy się teraz na samych wampirach? Co my tutaj mamy... Pech, los... Cokolwiek nie byłoby, z pewnością przy tej trójce pojawiła się jakaś siła wyższa. Szkoda, że naprawdę nie zdecydowali się tamtemu pomóc... Cóż.
Riecon mógł śmiało poczuć się lepiej po napiciu się krwi biednej, nieprzytomnej kobiety, lecz to nie sprawiło, że żądza krwi zniknęła całkowicie. Mógł za to odczuć przypływ sił, spowodowany niedawnym posiłkiem. Jeśli umiał rozróżniać krew po smaku, mógł ocenić, że istotka miała czystą niższą krew (C).
Mgła nie była atakiem, który mogła się spodziewać ta dwójka... O ile Ozyrys nie odczuł jej skutków, o tyle szlachetna wampirzyca o imieniu Lucienne, nie miała tyle częścią - zanim się zorientowała, że czegoś takiego nie powinno się wdychać, część owej umiejętności już dostała się jej do płuc. Osłabienie, powoli, ale skutecznie będzie wnikać na jej ciało.
Zanim jednak doszedł Ozyrys, akcja pomiędzy Rieconem i Lucienne będzie się działa, niemożliwie szybko dla ludzkich oczów, ale... Co to dla wampira? Nieważne. Bądź co bądź, skupmy się na tym.
Osłabienie, jak i początkowe zdezorientowanie się w sytuacji u jedynej kobiety w tym miejscu spowodowało, że użycie pierwszej z mocy nie podziałało kompletnie. Jednakże i szlachetny nie miał tyle szczęścia - druga z umiejętności się aktywowała, powstrzymując go tym samym od ugryzienia młodej. Za to doszedł ból szczęki, spowodowany zderzeniem z jej umiejętnością, ale...! To właśnie sprawiło, że zaczął się powoli wybudzać, a żądza krwi wyparowywała z jego umysłu. I tak, to sprawiło też, że nie mógł jej objąć.
A co z Ozyrysem? A to, że doszedł do miejsca, gdzie wampirzyca przebywała, ale... Nie mógł jej wyciągnąć. Dlaczego? Bo aktywowana przez nią moc sprawiła, że i on doznał z tego powodu obrażeń, a próba złapania jej z pewnością nie należała do najdelikatniejszych rzeczy. Więc z tym nie mógł więcej zrobić. Klony również teraz niczego nie wniosły.
To również wyjaśnia, dlaczego Lucienne nie mogła się teleportować. Gdzie miałaby, skoro wampir, do którego chciałaby się przenieść, znajdował się praktycznie przy niej? Co do ostatniej mocy... To teraz zależy, co właściwie zrobi napastnik, prawda?
A on... Riecon... Cóż, miał własne problemy. Pomimo tego, że upłynęła żądza, działanie tamtej kobiety odbiło się na nim mocno. Ha... Dobrze ci tak - nagle w swoich myślach, mógł usłyszeć cichy głosik. - Dobrze ci tak... Przeklęty wampirze... Zapomniałeś o mnie... Więc i ty... - nastała długa cisza, podczas której nasilił się ból głowy. - ZAPŁACISZ ZA TO - trzy ostatnie słowa wręcz zostały wykrzyknięte w jego umyśle, a cierpienie spowodowane nasilającym się wcześniej wspomnianym odczuciem zniknęło - Riecon zemdlał.
Jeśli owa dwójka uważała, że to koniec, mogła się śmiało pomylić - przez całą tą akcję nazbierało się jeszcze więcej wampirów poziomu E, które nie czekając na zaproszenie, zaatakowały Ozyrysa i Lucienne.


Podsumowanie dla wampirów - moce + aktualny status
Lucienne:
 
Riecon:
 

Ozyrys:
 


_________________

~ We are the Warriors that built this town from dust. ~  
Ekwipunek: Sześciocentymetrowy kolec. Osoba, która zostanie nim ukłuta - nawet lekko - momentalnie zasypia na dwa posty. Działanie jednorazowe.

Halloween:
 
Powrót do góry Go down
Артём

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2949-topic#62530 http://vampireknight.forumpl.net/t2951-topic#62564
Zarejestrował/a : 12/10/2016
Liczba postów : 9


PisanieTemat: Re: Szosa   Czw Paź 27, 2016 9:09 pm

Ruska nic nie zniechęcało do dalszego działania. Kiedy się nawalił, był niczym maszyna która prze do przodu nie ważne co się dzieje. W końcu trzeba było się tłuc z jakimiś bucami, którzy nie wiedzieć czemu gryźli go. Ciekawe czy coś od niego złapią. Nie no dżołk, aż takim brudasem nie jest, nie? No ale pijak! Wątrobę to na bank ma ładnie załatwioną, to nie powinno nikogo za bardzo dziwić. Jego krew pewnie smakowała paskudnie, jako że zażywał wszystkie środki odurzające jakie tylko wpadły mu w łapy. No ale pijawką to nie przeszkadzało, w końcu głodny pies to i gówno zeżre. Brzydkie porównanie? E tam, takie troche od dupy strony, lelel.
O tak, czuł osłabienie i to zdecydowanie. Teraz przez odurzenie alkoholowe przebiło się to dosyć wyraźnie, a Artyomowi zakręciło się w głowie nie na żarty. Z tego wszystkie zdążył jeszcze narzygać na głowę wampira, który był do tej pory wszczepiony w jego ramię. Ups. No co, zemdliło go. W sumie to dziwne, że po oberwaniu w łeb taką pałą on jeszcze był przytomny. Do tego te czerwone oczy... To jakieś zwierzaki normalnie, będzie musiał się zbadać na obecność wścieklizny. Szkoda tylko, że nie miał ubezpieczenia. No ale może coś wymyśli, ukradnie coś i pójdzie prywatnie. W końcu tamta fura jeszcze tam stała, a w środku może i coś się znajdzie do podjebania.
Krew mu leciała z ran, czuł się słabo i było mu niedobrze. No to ładnie go jakieś pedały załatwiły. Zamiast go obić to go pogryźli. Pojebani ludzie w tej Japonii jacyś. No kto by pomyślał! Rusek leżał na wpół przytomny i mamrotał coś pod nosem. Szarpnął się lekko jak go zaczęli przeszukiwać, ale zaraz dał spokój bo poczuł, że nie ma siły. Co mogli znaleźć? Papierosy, plastikową zapalniczkę, bletki... do tego portfel, w którym były jakieś drobne - wróć - jakieś grosze coby na gumy do żucia ledwo starczyło. No i samarka z trawką w kieszeni kurtki. Tego to chyba nie zabiorą, nie? Te pedały pewnie nawet nie wiedzą co to takiego, a rusek chętnie by sobie zapalił po takiej akcji. No ale jeszcze nie teraz. Teraz nie miał za bardzo siły nawet skręcić sobie. To przykre co z nim zrobili, a jeszcze bardziej że przeklęte wampirzyska mu nie pomogły! No ale czego mógł się spodziewać, był tylko nędznym pijaczyną.
Powrót do góry Go down
Riecon

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1936-riecon#41275 http://vampireknight.forumpl.net/t2134-riecon#44469
Zarejestrował/a : 17/07/2015
Liczba postów : 283


PisanieTemat: Re: Szosa   Pią Paź 28, 2016 2:24 pm

Riecon w głębi nie wiedział co się z nim dzieje. Czul że ktoś go atakował umysłowo, ale i zmuszał do czegoś co w naturalnej sytuacji było by wręcz dziwnym dla Riecona. Teraz nie było lepiej. Czuł się jak więzień w swoim ciele, zmuszony do posłuszeństwa, jednak komu, czemu? Żądzy krwi? Napastnikowi? Póki co nie było czasu aby nad tym rozmyślać, żądza krwi była o wiele mocniejsza.
Zmuszony, skuszony do ataku, zrobił to, obierając na początek potraconą przez niego kobietę. Zdołał jej zasmakować, co też bez wątpienia się skończy dla niego brudnym ubraniem. Następna była wampirzyca krwi szlachetnej, jednak to okazało się o wiele trudniejsze, niż mogło by się wydawać.
Dotarł do niej i zdołał zaatakować ja swoją mocą  skutecznie osłabiając, jednak nie na tyle by ta stała się bezbronna. Nie liczyło się dla niego to, że ta potrafi się bronić, liczyła się jej krew, którą już po chwili chciał pozyskać z jej szyi. Już się do niej przymierzał, już był blisko, dotknął! Ale zaraz... Już po chwili poczuł ból w okolicach szczęki, co nieco go obudziło, niczym kubeł gorącej wody.To co robił Ozyrys na obecną chwile, było ignorowane, Riecon chciał krwi a nie wiadomości o tym co robi mężczyzna i jego klony...
Syknął cicho czując ból, jak i zmrużył oczy, puszczając kobietę, pozwalając jej się odsunąć, nie ważne, czy zaś poczuje ból czy nie, skoro miał chwile świadomości chciał to wykorzystać, by zaś nie zaatakować.
-Odsuńcie się ...ode mnie, nim zrobię... wam krzywdę...
Wybełkotał z bólem, bo jednak szczęka nie dawała o sobie zapomnieć. Chciał jednak ich ostrzec, może też uchronić, jednak przed czym? Przed ponownym atakiem z jego strony, bądź też atakiem innych. Pierwsza teza jednak po chwili poszła w las, kiedy Riecon zaczął zwyczajnie słabnąć, atakowany przez czyiś głos w swojej głowie. Nie rozumiał komu by wyrządził krzywdę, jednak było mu dane by zrobić cokolwiek...
Niezależnie czy kobieta nadal była obok, czy też nie, Riecon już po chwili osunie się ku ziemi, tracąc kontakt z rzeczywistością, tak znienacka. Jeśli Luc była obok Riecona na tyle blisko, to poczuje nawet że ten wpada na nią, po czym bezwładnie na ziemie.

***

Nie wiedział co się działo podczas jego snu, jednak w końcu zacznie się wybudzać lekko poruszając swoje zdrętwiałe ciało, czując przy tym niezbyt przyjemne uczucie. Jeszcze był zbyt przyćmiony, by móc się do końca zorientować co się ostatnio wydarzyło, jak i jeszcze nie zorientował się o tym, że jego węch nie współpracował z nim wcale. Zechce się choćby trochę podnieść i rozejrzeć po otoczeniu, lecz co ujrzy?

_________________

Album Riecona z Cocoro:

Powrót do góry Go down
Ozyrys

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2794-budowa-ozyrys#59711 http://vampireknight.forumpl.net/t2816-ozyrys http://vampireknight.forumpl.net/t2795-ozyrys-settan http://vampireknight.forumpl.net/t3008-ozyrys#63460 http://vampireknight.forumpl.net/t2998-ozyrys#63135 http://vampireknight.forumpl.net/f154-rezydencja-vi-reichs
Zarejestrował/a : 04/09/2015
Liczba postów : 124


PisanieTemat: Re: Szosa   Czw Lis 03, 2016 7:46 pm

Dzień mijał niestety niespokojnie jak zawsze dlatego musiał zdać sobie sprawę, że wpakował się w nie lada kłopoty i bieg wydarzeń szedł jak animacja graficzna. Westchnął wampir widząc ową sytuację tak naprawdę dlatego zaczynał obserwować sytuację w dodatku klony nie zdały się na nic na razie, ponieważ poczuł, że oberwał za równo jej mocy i poczuł ból ręki. W dodatku jeszcze poczuł osłabienie przez dym, który jeszcze oddziałuje mniej niż na Lucienne. Szybko złapał rękę od tego jednakże, syknął z bólu obserwując wydarzenie. Oczywiście nie zapomniał o wygłodniałych wampirach E, które biegną w stronę jego i Lucienne. Na razie był bezradny chwilowo ale zastanawiał się szybko jak odciągnąć te beznadziejne wampiry, które kierują wciąż w ich stronę. Zdawał sobie sprawę, że może zostać z nimi sam na sam. Westchnął cicho i poirytowany dlatego z zamyślenia usłyszał słowa od Riecona. Młodzieniec podszedł próbując Lucienne ale sobie przypomniał, że nadal tarcza u niej działa, więc jednak zajechał działań dotykania jej, bo jeszcze chce mieć zdrową kończynę.
- Dobrze - odparł spokojnym tonem w jego stronę. Widział w pewnym momencie, że on zaczynał słabnąć Riecon przy Ozyrysie osuwał się przy ziemi. Ozyrys w tym momencie wkurwił się na tyle, że wampiry E zaczynały biec jak oszalałe. Wampir przez dany moment był zdany na siebie tak naprawdę, ale klony nadal były w akcji jednakże, stały nie robiąc żadnych ruchów. Kątem oka spojrzał się na prawie przebudzonego szlachetnego na ziemi. Settan nie panikował przy takiej sytuacji jednakże, zastanawiał się nad obroną przed tymi bestiami. Następnie zagadał szlachetnego z kulturą:
- Wszystko w porządku? Najwyraźniej mamy niestety nieciekawą sytuację, ponieważ wampiry E zaczynają nas atakować i trzeba wymyśleć strategiczny plan na nich.. - rzekł krótko i poważnym tonem. Młodzieniec nie miał ochoty na zabawy ze stadem wampirów, w dodatku mgła opadła dlatego wtedy próbował bronić wampirzycę przed nimi. Z gniewu włączyła się aura lekko otaczająca ciało i były widoczne fioletowe oczy z ognikiem dając znać, że jest gotowy na bieg wydarzeń. Możliwe, że szlachetny uzna za zbędną możliwość jednakże musiał wykonać dany ruch w obronie Lucienne. Przed chwilą pomyślał, że jeśli tarcza u Lucienne dalej działa, może odbić od siebie wampiry E, aby była bezpieczna.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Szosa   Sro Lis 09, 2016 11:37 pm

Może wydawało się to egoistyczne, że nieśmiertelni nie pomogli człowiekowi w potrzebie, ale w chwili obecnej mieli własne problemy w postaci szlachetnego. Z resztą mężczyzna to rusek! Bardziej niż o niego, winni się martwić o poziom E, który nieświadomy zagrożenia, ruszył prost w łapy pijaczyny. Raczej nie trzeba tłumaczyć, jakim cudotwórcą potrafi być pijak ze wschodu, a może raczej w przypadku Japonii - z zachodu.
Cały przebieg walki trwał błyskawicznie, dziewczyna z ledwością nadążała za akcją, gdyż nie przywykła do potyczek. Kontratak niestety się nie powiódł, co skończyło się syknięciem nieśmiertelnej. Skórcz mięśni w lewej ręce był odczuwalny, jednak nie na tyle, aby uniemożliwić jej dalsze działanie. Użycie tarczy powiodło się, dzięki czemu przeciwnik zranił samego siebie, odzyskując trzeźwość umysłu. Słowa wypowiedziane przez niego mocno zaskoczyły dziewczynę, która odsunęła się od Riecona dla własnego bezpieczeństwa. Kiedy zaczął się osuwać, wampirzyca miała wielką ochotę pochwycić go, jednakże przerwała działania, bojąc się, że jej moc na niego zadziała, a lepiej byłoby, gdyby upadł na ziemię niż się odbił.
Choć jeden problem był już z głowy, pojawił się drugi. Wampiry poziomu E zaczęły pojawiać się znikąd. Zazwyczaj unikały łączenia się w grupy więc albo byli specyficznym gangiem, albo za całą tą sytuacją stał inny szlachetny.
- Tak, skurcz już minął - odparła, rozmasowując sobie rękę. - Jestem jednak nieco osłabiona. Na szczęście moja moc jeszcze trochę potrwa, więc nie musisz się o mnie za bardzo martwić.
Rozejrzała się uważnie wokół, obserwując przybyszów. Wciąż czuła emocje związane z walką, a teraz miało być jeszcze gorzej. Mimo wszystko liczyła na pomoc ze strony swojego pana. Oczywiście i ona nie zamierzała pozostawać bierną.
- Mogę spróbować odgrodzić ich od nas ogniem - dodała.
Specjalnie dała nacisk na słowo "spróbować", gdyż nie wiedziała czy uda jej się tego dokonać.
Powrót do góry Go down
Shiro Fuyuki
Admin
Admin
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1865-shiro-fuyuki#39065 http://vampireknight.forumpl.net/t1920-shiro-fuyuki#41130 http://vampireknight.forumpl.net/t2244-shiro-fuyuki http://vampireknight.forumpl.net/t2057-shiro-fuyuki http://vampireknight.forumpl.net/t3292-pokoj-shiro-i-naissankariego#70977
Zarejestrował/a : 31/05/2015
Liczba postów : 1227


PisanieTemat: Re: Szosa   Czw Lis 10, 2016 10:05 am

Wampiry nie przejmowały się ani stanem, ani innymi kwestiami dotyczącymi człowieka. Krew to krew, prawda? Im nic więcej nie było potrzebne do przeżycia, nawet jeśli ta ciecz smakowała paskudnie przez różne substancje krążące w żyłach mężczyzny. Ich sytuacja życiowa nie pozwalała na wybrzydzanie w tym kierunku.
Rusek został pogryziony, obszukany i pożegnał się ze wszystkimi rzeczami, jakie posiadał. No dobra, prawie wszystkimi, nie licząc torebeczki z trawką, którą atakujący po prostu uznali za bezwartościową dla nich, po czym... Zostawili go w spokoju. Ba, nawet ten wampir, który miał na sobie wymiociny (fuj) jasnowłosego, nie zwrócił na to zbytniej uwagi, po prostu strzepując to z siebie.
I cała ta banda zniknęła z tego miejsca, jak gdyby nic.
Aptem:
 

***
Sytuacja tutaj była... Może dziwna? Może i niebezpieczna. Pozostaje jedynie zgadywanie, ale... Zdecydowanie się tutaj COŚ działo.
Riecon, po przebudzeniu się, mógł ujrzeć leżącego mężczyznę, ofiarę wampirów poziomu E, jak i śpiącą dwójkę wampirów, potraktowanych jego mocą. Stan szlachetnego poprawiał się, ból głowy ustępował, żądza krwi już nie wpływała na jego psychikę, ale...! Mógł zauważyć już, że zmysł węchu coś się popsuł. Dlaczego? Chociażby dlatego, że jeśli skupi swoje ślepia na człowieku, mógł zobaczyć na jego ubraniach krew, której jednak... Nie czuł.
Nagle w jego umyśle rozległ się cichy chichot. Zapłacisz mi za to, przeklęty wampirze. Poczujesz na swojej skórze dokładnie to, co ja czułam przez ciebie... Będziesz cierpieć nie tylko ty, ale i... Najbliżsi twojemu sercu... - głos w jego głowie stopniowo cichnął, a mężczyzna mógł sobie dopiero teraz uświadomić, że jego ofiara zniknęła stąd.
Lucienne i Ozyrys natomiast nie wiedzieli, co się z nimi dzieje. Osłabienie przemieniło się w senność i spowodowało, że nie mieli szans, aby obronić się przed atakiem wampirów. Miłych snów! Można tylko się zastanawiać, czy czasem to nie będzie wieczny sen...
O, jednak nie. Po przebudzeniu się, byli cali i zdrowi, ale...! O ile przez moc szlachetnej... A raczej dzięki niej, była prawie że "nietykalna", nie ucierpiała. Co innego, Ozyrys, który pożegnał się z CAŁYM swoim ekwipunkiem.

Podsumowanie:
Lucienne:
 

Riecon:
 

Ozyrys:
 

Lucienne i Ozyrys mogą się obudzić pod koniec swojego postu. To tyle z mojej strony, dziękuję za udział.


_________________

~ We are the Warriors that built this town from dust. ~  
Ekwipunek: Sześciocentymetrowy kolec. Osoba, która zostanie nim ukłuta - nawet lekko - momentalnie zasypia na dwa posty. Działanie jednorazowe.

Halloween:
 
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Szosa   Czw Lis 10, 2016 12:41 pm

Stan dziewczyny znacznie się pogorszył. Przemęczenie stało się na tyle uciążliwe, że młoda wampirzyca zasnęła, tracąc kontakt z rzeczywistością. Wiedziała o swojej obecnej sytuacji, jednakże moc szlachetnego była znacznie potężniejsza od krążącej w jej żyłach adrenaliny. Taki sen mógł okazać się zgubny dla nieśmiertelnych. W przypadku tak bezbronnej ofiary, nawet nieprzeszkolony człowiek mógłby zabić wampira krwi szlachetnej. Na całe szczęście wciąż znajdowała się pod działaniem swej mocy, która skutecznie uchroniła ją przed napastnikami. Ale co z jej panem? Czyżby nie miał tyle szczęścia? Pozbawiona świadomości, leżała tak przez dłuższy czas nie wiedząc o niczym, co działo się wokół niej. Banda złodziejaszków ograbiła wszystkich tu obecnych. Tylko Lucienne się upiekło. Dar otrzymany przy narodzinach, uchronił ją przed grabieżą. Wyglądało na to, że miał więcej zastosowań niż mogłaby przypuszczać.
Wciąż oszołomiona obecnym zdarzeniem, otworzyła oczy, wybudzając się ze snu. Los okazał się łaskawy dla niej i jej pana. Obydwoje przeżyli. Dziewczyna widziała, że jest cały. Wybudzał się powoli z działania mocy nieśmiertelnego. Szlachetna powstała powoli i podeszła do białowłosego.
- Przepraszam - odezwała się głosem pełnym skruchy.
Znowu nie potrafiła go uchronić i po raz kolejny to ona potrzebowała pomocy. Choć była krwi szlachetnej, nie miała w sobie wystarczająco dużo siły, aby wygrać potyczkę. Po części była to zasługa wychowania. Matka nieśmiertelnej wpajała córce niechęć do przemocy. Z tego też względu Lucienne nie skupiała się na prawidłowym zastosowaniu swych ofensywnych mocy.
- Pójdę już - dodała. - Zobaczymy się w domu.
Dziewczyna ostatni raz spojrzała na Riecona, którego oskarżyła o wszelkie nieprzyjemności, choć jak się później okazało, sam padł ofiarą nieprzyjemnej szajki.
- Przepraszam, źle cię oceniłam - zwróciła się do niego łagodnie.
Owszem, nie siedział w jej myślach, więc nie wiedział kim z początku był w oczach nastolatki. Mimo wszystko dziewczyna i tak musiała go za to przeprosić. Nie czekając już dłużej użyła teleportacji, aby trafić do rezydencji.

To ja się zmywam, z/t
Powrót do góry Go down
Cocoro
Cocoro
Cocoro
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2230-cynthia-cocoro-patel http://vampireknight.forumpl.net/t2275-cocoro#62038 http://vampireknight.forumpl.net/t2276-cocoro#47983 http://vampireknight.forumpl.net/t2235-cocoro
Zarejestrował/a : 06/11/2015
Liczba postów : 971


PisanieTemat: Re: Szosa   Pią Lis 11, 2016 12:57 pm

Jej węch był zbyt czuły. Zmęczenie i tak dawało się we znaki, dziewczyna szukała swojego ojca, nie wiedząc co się dzieje. Miliony telefonów, setki smsów, nic, jakby zniknął. Krew? Dziewczyna dokładnie znała ten zapach, jakaś napaść? Biegła między drzewami, nikt nie mógł być w stanie jej doścignąć, nie z tymi nogami, nie z tą prędkością, więc nie martwiła się o Trev'a. Był silny ale za wolny. Czuła, że była bliska celu. Ale co tu się odpierdalało? Dziewczyna wyleciała na ulicę. Stanęła niczym wryta. Wszyscy.. Spali. Auto jej ojca było wykraksowane gdzieś przy drzewie. Kątem oka zauważyła jeszcze jakąś bandę uciekających wampirów. Ale to nie było ważne, jej ojciec leżał, uśpiony, na zimnym asfalcie. Dziewczyna nie wiedziała co ma zrobić. Dlatego też, kierując się głównie emocjami olała resztę wampirów i zabrała swojego ojca na ręce. Nigdy by się nie spodziewała, że teraz z nowym ciałem może to być tak łatwe i przyjemne, był jak piórko na jej nosie. Opatuliła jego ciało dodatkowo długim ogonem, by jego kończyny nie żyły swoim życiem kiedy Ci będą wracali do domu, i to wcale nie będzie wolny marsz. Zanim ta jednak odeszła, warknęła na blondynę, która przepraszała jej ojca. - Nie myśl, że Cię ślicznotko nie znajdę. - Dodała zanim ta odeszła, wbijając wzrok w jej oczy. Nie miała teraz ochoty na żadne zabawy, nie wiedziała w jakim stanie jest Riecon, a to w tym momencie było dla niej najważniejsze. Zacisnęła długie pazury na ciele mężczyzny i jeszcze raz rozejrzała się wokół całego zdarzenia. - Na nas czas, ojcze. - Szepnęła, czule i delikatnie, aczkolwiek nie spoglądając na niego, wiedziała, że się przebudzał, ale to nie jego czas na ojcowanie teraz.
Ruszyła w stronę jego zamku, jej bieg był wolniejszy, aczkolwiek dalej sprawny. Wiedziała, że samochód będzie trzeba odholować, aczkolwiek tym zajmą się jego służby. Teraz wiedziała, że musi zaprowadzić go do OnQuela. Taka była jej decyzja, i koniec.

z/t [Cocoro, Riecon]

_________________


Powrót do góry Go down
Ozyrys

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2794-budowa-ozyrys#59711 http://vampireknight.forumpl.net/t2816-ozyrys http://vampireknight.forumpl.net/t2795-ozyrys-settan http://vampireknight.forumpl.net/t3008-ozyrys#63460 http://vampireknight.forumpl.net/t2998-ozyrys#63135 http://vampireknight.forumpl.net/f154-rezydencja-vi-reichs
Zarejestrował/a : 04/09/2015
Liczba postów : 124


PisanieTemat: Re: Szosa   Czw Lis 17, 2016 3:27 pm

Ozyrys zaczynał przebudzać powoli na tyle, żeby ruszać palcami na asfalcie. Nie kontaktował na razie za dobrze jednakże po kilku minutach wstawał z ziemi. Usiadł na chwilę na jednym kolanie łapiąc za głowę i odpowiedział:
- Boshe, co tutaj do cholery się działo - odparł lekko w szoku. Gdy odwrócił powoli głowę nikogo już nie było. Najwyraźniej wszyscy wybili z tego miejsca, a on jak kretyn leżał jeden dzień. O dziwo nikt nie przejeżdżał wtedy tą drogą. Wampir zauważył swój samochód zaparkowany tam gdzie był więc nie było na razie tak źle. Chcąc w końcu wstać, dokonał tego ale został okradziony z kluczyków i wszystkiego co dało radę. Niestety nie miał jak wrócić samochodem dlatego musiał przekląć w duchu i wyszło na zewnątrz:
- Kurwa mać - odparł wściekle do siebie. Mógł zostawić w samochodzie kluczyki jaki on był kretynem dlatego warknął znowu do siebie. No cóż na drugi raz tego błędu nie popełni dlatego szedł jednakże czuł ból w ręce po tamtej mocy Lucienne. Dotarł do samochodu piechotą powoli usiadł w końcu za kierownicą szukając czegoś podobnego do kluczy żeby włączyć zrąbany mechanizm. Po chwili przypomniało mu się, że ma przycisk w samochodzie specjalny gdy nadejdzie trudny kres zgubienia kluczy. Włączył przełącznik i usłyszał dźwięk silnika.
- W końcu kur... - odparł krótko wściekle. Zamknął drzwi energicznie. Rękoma powoli zaczynał obracać kierownicę skręcając do siebie i skręcił energicznie ale przedtem sprawdził czy ktoś nie jedzie więc było pusto patrząc na lusterko. Gdy obrócił samochód wyjął telefon komórkowy drugi służbowy gdzie miał zapasowe numery telefonów ludzi i rodziny wtedy zadzwonił do kumpla, że nie ma powodu czekania na szosie bo miał wypadek poważny i jedzie do posiadłości chcąc jakoś tam dostać. Wyjechał agresywnie jak dym z tyłu szedł. Wyjechał z szosu jak wariat i powoli zwalniał na gazie.

z.t
Powrót do góry Go down
Lyuu

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2267-lyuu#47813
Zarejestrował/a : 22/11/2015
Liczba postów : 59


PisanieTemat: Re: Szosa   Sob Gru 09, 2017 6:36 pm

Ile to czasu minęło od rozstania z Cocoro? Choć rozstali się - najdelikatniej mówiąc - w niezgodzie, to wciąż o niej myślał. Czy na pewno dobrze postępował? Miał wrażenie, że była dla niego przeznaczona, ale pozwolił jej odejść z kimś, kto pomieszał jej w głowie. Sam też zawinił dając się omotać Eirin. Potem nie rozpoznał Cocoro, gdy spotkali się po raz ostatni. Później dla zabicia resztek nieokiełznanego uczucia nie próbował jej odnaleźć. Popełnił też błąd, że odszedł od swego pana Reijiego, któremu zostawił list pożegnalny. Niewiele tam było, ale w literach tkwiła pewność, że nie spotkają się w tym świecie. Czyżby planował zemstę z możliwością braku odwrotu?
W ustach trzymał niedopałka, ręce schował do kieszeni i szedł za intuicją. Cocoro na pewno nie żyła w mieście, a przynajmniej nie w jego centrum. Wszak nawet miejsce ich pierwszego spotkania wskazywało na to, że woli bardziej ustronne zakątki. Próbował kilka razy przykuć możliwą uwagę występami w tańcu z ogniami, lecz nie widział jej ani razu. Być może wraz z wyglądem i zachowaniem zmieniły się jej gusta i upodobania. Stąd decyzja, by iść poza miasto. By tam szukać jej tropu i tego gnojka, który odmienił jej żywot. W jego mniemaniu na gorszy.
Szedł krok za krokiem, przez nikogo niezaczepiany, zamyślony, ale i zdeterminowany. W pewnym momencie szosa rozjeżdżała się na dwa kierunki. Lewo lub prawo. Klasyczne skrzyżowanie dające niewielką szansę na wybranie dobrej opcji.
-Jak zwykle pod górkę.
Mruknął do siebie i wypuścił z niewoli warg peta, żeby sięgnąć po kolejnego papierosa. Po wyzwoleniu z niego żaru, wciągnięciu nikotyny i uwolnieniu dymu z przekrzywionych ust wreszcie zdecydował się wybrać mniej użytkową drogę. Zakładał, iż im bardziej będzie zbaczać z głównych tras, tym szybciej natrafi na trop Cocoro. Nie spiesząc się skręcił w prawo i szedł poboczem błotnistej, coraz węższej i nierównej ścieżki.

_________________

OrangeRed - kolor dialogu
Powrót do góry Go down
Aoi

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3514-aoi#75969 http://vampireknight.forumpl.net/t2481-aoi#52430 http://vampireknight.forumpl.net/t2529-aoi http://vampireknight.forumpl.net/t2085-aoi
Zarejestrował/a : 23/08/2015
Liczba postów : 261


PisanieTemat: Re: Szosa   Sob Gru 09, 2017 10:57 pm

Mam dość...
Krok za krokiem. Powoli, starając się coraz to bardziej oddalić od tamtego przeklętego miejsca. Miejsca pełnego bólu, głodu i ciemności.
Mam dość...
Żołądek stanowczo domagał się nowej dostawy krwi, jednak ciało powoli odmawiało posłuszeństwa. Jedynie determinacja i zarazem strach przed tamtym miejscem, sprawiała, że zmuszał się do postawienia jeszcze jednego kroku. Jeszcze. Jeszcze raz. Aż... Aż do właściwie czego? Dlaczego właściwie się starał? Nie lepiej paść i rozwiać się w pył? Przestać cierpieć?
Chyba jedynie towarzysząca mu wilczyca, sprawiała, że jeszcze się nie zabił. Jedyna istota, na której mu zależało...
Przełknął ślinę, czując zarazem nieprzyjemną suchość w gardle. Rany na ciele poznikały, ale pozostawała nienaturalna chudość, wymieszana z bladą skórą. Niemalże było widać mu żyły. Pomimo powoli spadającego śniegu, wampir miał na sobie dość cienkie ubrania, w złym stanie. Potargane, brudne, na dodatek znajdowała się na nich zaschnięta krew - jego... I jego przeciwników z przed kilku... A może i już kilkunastu dni? Rozczochrane, długie włosy... Na dodatek mrużył ciągle ślepia, nieprzyzwyczajony do światła dziennego. Przynajmniej już nie miał na sobie kajdan, ani łańcuchów. Ich pozbycie się kosztowało go dodatkową, a zarazem cenną energię, potrzebną do przeżycia...
Jednakże przebywanie w takich warunkach wyostrzyło jego zmysły. Dlatego też zdołał wyczuć znajdującego się jakiś kawałek dalej samotnego wampira. Krew. I to nie człowiek. Krew... Poczuł, jak kły mimowolnie się wysuwają, raniąc jego dziąsła. Zacisnął dłonie w pięści. Moralność... Nie... Przeżycie. Krew. Potrzebuję jej. Innej szansy nie będzie...
Spojrzał na wilczycę, przykucnął przy niej, po czym wyszeptał jej do ucha parę słów. Potem odsunął się, pozwalając jej ruszyć przed siebie...
Lyuu niedługo potem mógł usłyszeć bieg, a potem jak ktoś wskakuje mu na plecy, z zamiarem przewrócenia. Tak. Wilczyca planowała go powalić na ziemię, by potem za pomocą lodu uziemić go. Międzyczasie czarnowłosy dotarł na miejsce, patrząc na nieznajomego z głodem w oczach.
Tylko... Czy właściwie wszystko pójdzie jakby się chciało?
Powrót do góry Go down
Lyuu

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2267-lyuu#47813
Zarejestrował/a : 22/11/2015
Liczba postów : 59


PisanieTemat: Re: Szosa   Nie Gru 10, 2017 11:06 am

Snułby się tak noga za nogą przed siebie, gdyby nie coś, co zaszeleściło w krzakach. W pierwszej chwili pomyślał naiwnie, że może to jakaś płochliwa zwierzyna, którą mógłby wszamać na przekąskę. Nawet uśmiechnął się półgębkiem pod nosem, każda kapka posoki na wzmocnienie się przyda. Ale to, co ostatecznie wyskoczyło z zarośli, wpierw zdumiało, a potem przestraszyło, bo wielki wilk mknął na wampira. O nie, nie, nie! Nie będzie przystawką dla zwierzęcia! Tylko czemu to coś pod łapami zostawiało lodowe ślady? Znieruchomiał i to wystarczyło, by futrzak go dopadł.
-'Ki diabeł?!
Warknął, gdy Wilczyca przyciskała go do ziemi lodowatymi łapami. Niestety, trafiła kosa na kamień, bowiem ciało Lyuu aż zawrzało, gdy wokół jego ciała wzniosła się ognista powłoka. Czerwonowłosy starał się przetoczyć pod cielskiem wilka, by wstać na równe nogi i dostrzec za sobą wampira. Tak, musieli działać wspólnie i w porozumieniu. Długowłosy wyglądał jak siedem nieszczęść, ale to nie usprawiedliwiało tego, aby atakować z zaskoczenia samotnika. Może i udało mu się odeprzeć pierwszy atak, ale rozpuszczony lód wsiąknął w jego ubrania, a Złotooki źle tolerował wilgoć. Wkurzył się, to rzecz jasna, a że miał wojowniczą duszę...
-Doigraliście się.
Podkasał rękawy do łokci, jakby chciał sprawić manto, ale w zamian tego rozpaliły się jego ręce od dłoni i oblekły przedramiona żywym płomieniem. Jego złote oczy przeistoczyły się w gorące żary wwiercające się w sylwetkę szczupłego, wynędzniałego wampira o najbardziej prymitywnej potrzebie na przetrwanie. Aż za dobrze znał ten wzrok. Były tylko dwie opcje: dać lub nie dać się zjeść.
Wysunął jedną dłoń na wilczycę, drugą na wampira i posłał po jednej ognistej kuli w stronę wygłodniałych istot. Jeśli uda im się podpalić tyłki, to może zrezygnują z buntowniczego mężczyzny i znajdą prostszy do upolowania posiłek? Ani krewny ani futrzak nie zrobią z niego przekąski! Miał zbyt ważną misję do wypełnienia, aby w połowie trasy do dawnej ukochanej polec na zasiekach z niespodziewanej strony. Wątpił, aby natrafił na straż zbzikowanej parki.
A propo pary, ci dwaj tworzą zgrany duet - gdyby im się powiodło, krwiopijca pozbyłby się z ofiary posoki, a zwierzak wszamałby mięcho.

_________________

OrangeRed - kolor dialogu
Powrót do góry Go down
Aoi

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3514-aoi#75969 http://vampireknight.forumpl.net/t2481-aoi#52430 http://vampireknight.forumpl.net/t2529-aoi http://vampireknight.forumpl.net/t2085-aoi
Zarejestrował/a : 23/08/2015
Liczba postów : 261


PisanieTemat: Re: Szosa   Nie Gru 10, 2017 8:38 pm

Nie spodziewał się tego, że... Trafił na wampira z ognistą mocą. Jego źrenice nieco rozszerzyły się, widząc, jak lód Wilczycy zaczynał zanikać z jego ciała. Serio? Jakiego można mieć pecha, skoro tak? Raczej nie można było zaliczyć do szczęścia faktu, że jego niedoszła ofiara posiadała przeciwstawną moc co do owej dwójki.
Kira odskoczyła od niego, jednak nie spuszczała z niego swojego spojrzenia. Wydawało się, iż czekała na odpowiedni moment do ataku. Jednakże... Najwyraźniej wampir nie zamierzał im pobłażać. Jedynie fakt, że dało się zauważyć początek użycia jego mocy, owa dwójka mogłaby być niezdolna do uniku. A przynajmniej czarnowłosy, bo mimo wszystko jego towarzyszka miała aktualnie o wiele więcej sił. Ale zdołał zrobić ruch w bok.
Szkoda tylko, że z rozpędu zaliczył potknięcie i nagle upadł jak długi na ziemię. Na dodatek teren nie był aż tak równy, a on znajdował się nieco wyżej - więc przejechał i parę metrów, zanim się zatrzymał. Przełknął ślinę, krzywiąc się i zarazem stając na nogi. Cholera. Miał wrażenie, że wyglądał teraz tak żałośnie, jak się czuł. Nieco się zachwiał.
Co przez ten czas robił przeciwnik? Cóż, jeśli zdecydował się ruszyć na Aoi'ego, gdy podnosił się na obie nogi, zostałby ponownie zaatakowany przez wilczycę. Z drugiej strony, póki co nie ruszałaby się.
- Cholera... Wszystko mnie boli - i co zrobić? Nie umiał walczyć wręcz... Ba, nawet nie miał na to sił. Na dodatek ogień i to działający na odległość... Aoi czuł się na przegranej pozycji.
- Więc co? Dobijesz mnie? - warknął, niezadowolony z tego wszystkiego. Jeśli Lyuu go zignoruje... Cóż, niekoniecznie musiało się to dla niego dobrze skończyć. Młodszy był po prostu... Zdesperowany. I głodny.
Powrót do góry Go down
Lyuu

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2267-lyuu#47813
Zarejestrował/a : 22/11/2015
Liczba postów : 59


PisanieTemat: Re: Szosa   Nie Gru 10, 2017 9:13 pm

Tak to czasem bywa, że trafi się na kogoś, kto akurat jest największym wrogiem. Żywioł ognia zdecydowanie gryzł mocno lód, choć i ten w nadmiarze dałby popalić płomieniom. Inna sprawa, że użytkownik mocy mrozu był bardzo osłabiony i podatny na agresywne zaczepki. Przy tym na tyle wygłodniały, że plątały mu się nogi pod nogami, chociaż w porę uniknął podpalenia. No, byłaby szkoda, gdyby spalił tak długie i w miarę zadbane włosy nieznajomego wampira.
Nie zaatakował po raz drugi, nie po czymś takim. Widział wielką chrapkę na wyżerkę, lecz z niemal niezmęczonym Lyuu nie miał szans, jeśli nie wymyśli podstępu. Może to wszystko miało być zasłoną dymną? Hm... nie, raczej nie. Przekrzywił odrobinę głowę nad czymś się zastanawiając, po czym westchnął cicho. Z ciepłych ust wydobył się mały obłoczek pary wodnej.
Yare, yare, mam za miękkie serce - pomyślał sobie spoglądając uważnie na roztrzęsionego niepowodzeniem oponenta i jego wilka. Czy wilczycę, nie wnikał w anatomię zwierzęcia. Ich umysły musiały ze sobą idealnie współpracować, skoro trzymali się razem, a zwierzę ewidentnie broniło swego wampirzego towarzysza. Albo był wywołany magią lodu, nie znał tego typu umiejętności. Ostatecznie po usłyszeniu propozycji o dobiciu odrobinę spoważniał i rzekł tak:
-Jeśli nie rzucisz się na mnie z lodem i z kłami, to mogę uznać tamto za incydent niewarty odnotowania. To samo tyczy się Twojego pupila.
Mimo wszystko nie zależało mu na śmierci kogoś, kto po prostu był głodny i tracił resztki logicznego myślenia z tego powodu. Zbyt dobrze znał ten stan umysłu. Lyuu stał teraz od nich w odległości dwóch metrów mając jedną rękę przy ustach, bowiem odpalił kolejnego papierosa. To już trzeci w przeciągu piętnastu minut, ale ten typ tak ma.
Ostrożnie sięgnął ręką do kieszeni i wydobył z niej coś innego niż papieros. Rudzielec również zmienił nieco ton rozmowy, a w palcach trzymał coś, co mogłoby poprawić odrobinkę żywot pechowca.
-Widziałeś może kobietę w niebieskich włosach z kolesiem, który ma poszerzony brzytwą uśmiech? Może podzielisz się wiedzą za przekąskę?
Zapytał kusząc w otwartej teraz dłoni sztucznym specyfikiem, który może nie był prawdziwą posoką. Dosłownie jedną tabletką w saszetce, bo drugą zostawił dla siebie. Coś czuł, że czekała go długa droga, lepiej mieć zapas na drogę w nieznane. A że zrobiło mu się przykro na widok szczupłego, nietuzinkowo wyglądającego młodzieńca, to już inna sprawa. Mimo wszystko zachowywał czujność, tak więc nie spuszczał ich z powoli gasnących żarem oczu.

_________________

OrangeRed - kolor dialogu
Powrót do góry Go down
Aoi

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3514-aoi#75969 http://vampireknight.forumpl.net/t2481-aoi#52430 http://vampireknight.forumpl.net/t2529-aoi http://vampireknight.forumpl.net/t2085-aoi
Zarejestrował/a : 23/08/2015
Liczba postów : 261


PisanieTemat: Re: Szosa   Wto Gru 12, 2017 12:28 am

Lekkim zaskoczeniem był fakt, że nie chciał się na nim zemścić. Po tym wszystkim co przeszedł, miał wrażenie, że za każdy niepożądany ruch będzie karany w jak najbardziej brutalny sposób. Ba, nawet odruchowo podniósł dłonie, sięgając nimi do szyi, w miejsce, gdzie znajdowała się ta obręcz... Ta paskudna rzecz, która raziła go prądem... Przejechał paznokciami po szyi, zostawiając krwawy ślad i warknął cicho. Pomimo braku przedmiotu, nie umiał się wyzbyć wrażenia, że zaraz zostanie potraktowany dawką elektryczności.
Czerwone ślepia nie puszczały wzroku z wampira, a cała jego postawa wskazywała na to, że nie ufał mu ani trochę. Nawet pomimo okazania łaski. Już zapomniał, jak wygląda okazywana wobec kogoś dobroć. Zapomniał to... Jak i wiele innych rzeczy.
Jednakże był jednego pewny. Jeśli nie odszedł i nie zdecydował się go zabić, miał jeszcze szansę na napicie się jego krwi.
- Hę? - przekrzywił nieco głowę, nadal nie wierząc w to, co słyszał. - Więc... - zdecydowanie to brzmiało na łaskę. Aż dziwne. Może... Moze to tylko zagrywka? By dorwać się do niego, lecz najpierw kupić jego zaufanie?
Wilczyca poszła naokoło, by niedługo potem stanąć obok Aoi'ego i szturchać go swoim pyskiem. Uniósł dłoń i położył ją na jej łbie, głaszcząc ją delikatnie.
- Nie. Jesteś pierwszą osobą, którą widzę na powierzchni.. Od dość dawna - powiedział mu, patrząc z nieskrywanym zaciekawieniem, lecz zarazem z nieufnością na to, co pokazywał.
- Co to? - Trucizna? Nie wyglądało to zbyt smakowicie. I prawdę mówiąc, czy takie coś sprawi, że ponownie zdoła powstać na nogi? Czy może podrażni gardło i zwiększy apetyt? - Wygląda jak folia. Przekąska to folia?
Szkarłatne ślepia były skupione na twarzy rudowłosego. Przekrzywił on głowę, nie spuszczając z niego wzroku ciągle...
- Ne... A może dasz mi swoją krew? Co ty na to? Prosiłbym... - zaproponował mu. Tak. Nie zamierzał się poddawać... Ale przybrał inną taktykę. Najpierw to, a jeśli nie zadziała... I możliwe, że spojrzy mu prosto w oczy, chcąc odmówić...
Wtedy użyje swojej mocy - Uroku... Lecz... Jak to właściwie wszystko się potoczy?
Powrót do góry Go down
Lyuu

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2267-lyuu#47813
Zarejestrował/a : 22/11/2015
Liczba postów : 59


PisanieTemat: Re: Szosa   Wto Gru 12, 2017 7:20 pm

Nie spotkał nikogo od dawna? A cóż to? Czyżby miał okazję poznać zbiega? Albo niewolnika, który w jakiś sposób zyskał wolność? Wyglądał na zupełnie wyobcowanego, pełnego nieufności i wrogości. Albo ze stresu, albo z takiego traktowania go. Stale drapał się po szyi jakby zerwał niedawno obrożę swego Pana. To tylko przypuszczenia, choć gorący mężczyzna współczuł sytuacji, w jakiej się znalazła chłopina.
-Nie folia, a to, co ma w środku. Tabletka ze sztuczną krwią. Syntetyk, ale bezpieczny w stosowaniu. Co prawda nie działa na wszystkie wampiry, lecz na sporą większość. Mi pomaga w chwilach kryzysu.
Wytłumaczył spokojnie, choć propozycja nieznajomego wybiła go z toku leniwego rozumowania. Prawie stracił czujność. Pogładził się palcami po brodzie i stukając pod koniec nimi jakiś pospolity rytm odezwał się tak:
-Widzę, że sporo przeszedłeś. Ale niestety, nie mogę dać Ci mojej krwi. Tak się składa, że muszę być w dobrej formie. No i wiesz... nie mam pewności, że oderwałbyś się prędko kłami ode mnie.
Mówiąc to przyglądał się z powagą na młodzieńca, a jego papieros wypalił się w zastraszającym tempie do popiołu. Już nie powinien tak stać nad wampirem, którego nie znał, powinien iść w swoją drogę. Podrzucił mu wspomnianą tabletkę, bo jakby nie spojrzeć dał mu wskazówkę. Że na tym zadupiu nikogo nie spotka. Czyli wyprawa w te strony nie była przemyślana. Westchnął cicho pakując ręce do kieszeni i odwracając się na pięcie.
-Trzym się, młody.
Rzucił na odchodnym i powoli oddalał się od Czarnowłosego. Choć z każdym krokiem jakby zwalniał, aż stanął w miejscu. Może... nie powinien zostawiać na pastwę losu młodzieńca z jego pupilem? Ale co mógłby dla niego zrobić? Dać krew? Przecież to szaleństwo! To tak jakby karmić mięsem z ręki wygłodniałego tygrysa. Lub jeszcze gorzej. Za duże ryzyko, z którego nie miałby sam Lyuu żadnego pożytku. Jakby tylko nieznany chłopak miał więcej sił, to mogliby razem coś upolować. Lecz ten nawet potyka się o swoje nogi. Nie, nic z tego.
Było bardzo blisko, niewiele brakło. Jeśli to ma pocieszyć Aoi'ego.

z tematu

_________________

OrangeRed - kolor dialogu
Powrót do góry Go down
Aoi

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3514-aoi#75969 http://vampireknight.forumpl.net/t2481-aoi#52430 http://vampireknight.forumpl.net/t2529-aoi http://vampireknight.forumpl.net/t2085-aoi
Zarejestrował/a : 23/08/2015
Liczba postów : 261


PisanieTemat: Re: Szosa   Sro Gru 13, 2017 9:53 pm

Po wysłuchaniu jego wyjaśnień dotyczących folii, zrobił się jeszcze bardziej nieufny. Brzmi... Brzmi jak coś typowo łowieckiego. Nie potrafił się wyzbyć tego sposobu myślenia. Jednak nie odważył się spytać o nic powiązanego z tą tematyką... Dlatego też musiał pozostać w niewiedzy, czy mu się to podobało, czy nie.
- Mhm - mruknął jedynie tyle. Nie wierzył w to, że coś takiego sprawi, że poczuje się lepiej. Dlatego też przekrzywił głowę na lewą stronę, rozważając to, co usłyszał. To chyba teoretycznie powinno oszukać organizm... Mimo wszystko potrzebował krwi. Wampirzej krwi. Bez niej... Cóż, jego czas śmierci nieubłaganie się zbliżał.
Na jego twarzy odmalował się zawód wymieszany z niezadowoleniem, gdy usłyszał odmowę.
- Jesteś ode mnie teraz silniejszy, mógłbyś mnie z łatwością oderwać - burknął jeszcze. No dobra, na ten moment wolałby by nie przypominał sobie o tym, że pewnie by skończyło się tak jak sądził... Wypiciem jego całej krwi. Potrzebował jej jak najwięcej.
Na myśl o słodkiej posoce, która mogłaby wypełnić jego gardło, skrzywił się i dotknął gardła. Wyczuł pomiędzy palcami spływającą krew. Moją regenerację juz szlag bierze... Znów nie chcą się goić rany.
Skończyło się to wszystko na tym, że dostał tabletkę krwi, zamiast prawdziwą. Na dodatek jego niedoszła ofiara odeszła od tak... A on? Nie mógł nic z tym zrobić. Nie zaryzykował posłanie Kiry samej.
Cholera. Moje moce są bezużyteczne. Nie mogłem nawet go zatrzymać. Pogłaskał jeszcze wilczycę po łbie.
- Chodźmy lepiej stąd - przełknął gorycz i drżącymi dłońmi rozpakował saszetkę. Wziął tabletkę i momentalnie ją połknął. - Ohydna. Nie zastąpi mi krwi - mruknął jeszcze. Ruszył powoli przed siebie.

z/t
Powrót do góry Go down
Esmeralda
Moderator
Moderator
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1678-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t1704-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t2181-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/t3301-esmeralda#71193 http://vampireknight.forumpl.net/t2074-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/f31-posiadlosc-greenhall
Zarejestrował/a : 05/03/2015
Liczba postów : 1823


PisanieTemat: Re: Szosa   Pią Gru 15, 2017 5:01 pm

Już od jakiegoś czasu zamiast jeździć jak dotąd bocznymi uliczkami, lekarka wybierała  częściej uczęszczane drogi bądź takie gdzie bliżej jest do cywilizacji. Może to ostatnie sytuacje tak znacząco wpłynęły na tą zmianę. Nie, to zupełnie nie było w jej stylu, ale dzięki zmianie przyzwyczajeń była w stanie uchronić się przed niektórymi, często niemiłymi zdarzeniami. Jak więc uchronić się przed wizytą u największego dupka w całym wszechświecie? Bez krzty skromności i wdzięczności? Czasem za bardzo patrzyła przez pryzmat swoich obowiązków, ale tak trzeba. Tłumaczenie było tak samo płytkie jak rodzony brat jej ostatniej pacjentki. Wbrew pozorów cieszyła się, że zdążyła minąć okolice apartamentowca. Szybkie zakupy wpakowała na tylne siedzenie pożyczonego auta. Tuż obok plecaka medycznego, który dla bezpieczeństwa  umiejscowiony był w dziecięcym foteliku i dodatkowo zapięty pasami. A co. Szkoda próbek i szkła jeśli przez przypadek przyszłoby nagle zahamować. Esmeralda nie była mistrzem kierownicy, gdyż preferencje do szybkiej jazdy i łamania prawa już dawno zdjęły ją z piedestału. Ponieważ było już późno, chciała jak najszybciej dotrzeć do domu. Padający za oknem śnieg z deszczem znacząco utrudniał widoczność, ale nawigacja wiernie prowadziła ją w kierunku domu. Do momentu aż wjechała na szosę. Radio grające w tle zaczęło trzeszczeć, ale najgorsze było to, co zdarzyło się za chwilę. Kiedy rudowłosa zmieniła bieg by nieco przyśpieszyć, silnik zaburczał i zgasł. Na środku szosy!
Lekarka zaklęła pod nosem i kilkakrotnie przekręciła kluczyk w stacyjce.
- Co za dziadostwo. Więcej nie wynajmę tego samochodu! - uderzyła dłońmi w kierownicę, przyciskając omyłkowo klakson. Nie miała może szczęścia w miłości i kartach, ale jeśli chodzi o stawianie czoła dziwnym przygodom, to była w tym bezkonkurencyjnie najlepsza.
- Świetnie, zajebiście. Dobrze, że kupiłam zapałki, przynajmniej nie zamarznę na środku drogi. - w starym samochodzie miała zestaw narzędzi na wypadek takiej potrzeby. Nie, żeby potrafiła naprawić samochód, lecz zwykle jedno czy dwa stuknięcia w losowe miejsce uruchamiały zbuntowaną maszynę.
Teraz również trzeba było sobie poradzić. Telefon był prawie na wyładowaniu, ale może uda się zadzwonić chociażby po lawetę. Z drugiej strony skąd wziąć numer na takie przyjemności bez internetu? A firma wypożyczająca wóz? Biuro było już zamknięte, dlatego próba kontaktu zapewne spełzłaby na niczym.
- Dobra, idziemy z tym koksem. - niechętnie wygramoliła się z auta i otworzyła bagażnik. Nie działały nawet światła dlatego ustawienie się na awaryjne było niemożliwe. Jednak trójkąt w dłoń i hajda.
Po otworzeniu maski okazało się, że jednak mechanik z niej żaden. Nie pomogły stukania i pukania. Modlitwy, prośby i groźby. Podejrzewała akumulator, ale skąd teraz weźmie kable? Kiedy daleko na horyzoncie pojawił się samochód, Esmeralda zaczęła machać starając się zwrócić uwagę kierowcy. Niestety nikt ( a w ciągu pół godziny przejechała zawrotna ilość 3 aut) się nawet się nie zatrzymał.
- Przeklęte żółtki! Przyjdziesz kiedyś do mnie na konsultację to przysięgam… Kto im daje prawo jazdy, przecież ledwo ich widać zza kierownicy. Niech to szlag. - Zamknęła maskę i wsiadła do auta. Jeśli ktoś będzie jechał zrobi ostatnią próbę a potem… potem postara się zadzwonić po jakąś pomoc. O ile znów nie straci zasięgu. W najgorszym wypadku czeka ją noc z uroczym widokiem za oknem, a wino które sobie kupiła na kolacje otworzy zębami i wypije na rozgrzanie. O!

_________________
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Szosa   

Powrót do góry Go down
 
Szosa
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Vampire Knight :: Poza Miastem :: WIOSKA-
Skocz do: