IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Szosa

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3
AutorWiadomość
Gerard
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1105-gerard-trizgane http://vampireknight.forumpl.net/t3348-gerard#71804
Zarejestrował/a : 31/07/2013
Liczba postów : 355


PisanieTemat: Re: Szosa   Sob Gru 16, 2017 11:24 pm

Gerard postanowił wybrać się na małą wyprawę. Z racji tego, że od jakiegoś czasu stary dziad zaniedbał swoje treningi, uznał, że zacznie od przyjemnego biegania. Jakoś popadł w załamanie i depresję, zupełnie, jakby z jego winy zginęły tysiące ludzi. Miasto nieco się uspokoiło, odkąd Samuru został zmieniony w człowieka, a ślad po Testamencie po prostu zniknął. Sam Gerard miał wrażenie, że popadł w zapomnienie. Czuł się słabym łowcą. Podpadł na duchu, ponadto "starość" robiła swoje. Może i wyglądał na soczystą czterdziechę, ale czuł się podstarzałym dziadkiem. Czasami brakowało mu dreszczyku emocji, jaki wiązał się z życiem łowcy, ale też brakowało mu starej ekipy łowców. Nie ma się oszukiwać, ale z Namikaze sporo przeszedł i w sumie łączyła ich przyjaźń, co było rzadkością w tym okrutnym świecie łowców. Nikt nie chciał się do nikogo przywiązywać, bo nie znali swojej przyszłości. Była niewiadomą, a Gerard już stracił wielu przyjaciół i... członków rodziny.
Wybiegł zza zakrętu, który biegł wzdłuż drzew. Właściwie były tu same serpentyny drzew i ujrzeć na tym odludziu jakieś auto było równoznaczne z cudem. Tym samym Gerard nie spodziewał się, że na środku jezdni zastanie znaną kobietę w nieznanym aucie. Do jego uszu dobiegły siarczyste przekleństwa, jakie z siebie wyrzuciła. Kobieta pochylająca się nad maską auta, poszukująca, a raczej usiłująca znaleźć problem, przez który auto się po prostu rozkraczyło, był śmieszny. Nigdy nie wiedziały, gdzie co jest, więc równie dobrze mogły tego po prostu nie robić. Pewnie większość z nich nie potrafiłaby sama wymienić oleju. Gerard nigdy zresztą nie generalizował kobiet. Uważał je oczywiście za silne jednostki, szczególnie wtedy, gdy z własnej, nieprzymuszonej woli postanowiły wkroczyć w szeregi łowców. Uważał po prostu, że nie nadawały się na łowczynie, nie względu na to, że mogły być słabsze fizyczne, ale po prostu były takie delikatne i to one zasługiwały na bycie chronionymi.
Podbiegł do Esmeraldy, nie przestawał truchtać w miejscu, żeby nie wytracić ciepła organizmu. Nie chciał zamarznąć na śmierć w takim obskurnym miejscu. Po chwili Esme wsiadła do auta, wyraźnie zdenerwowana. Usiłowała przywołać auto do życia, ale rozrusznik zdecydowanie miał ją w dupie. Zapukał w szybkę od strony kierowcy i poczekał, aż ruda zareguje.
- Proponowałbym go zepchnąć na pobocze. A potem zadzwonić po lawetę.
Zasugerował. Nie wiedział przecież, że dziewczyna miała prawie rozładowany telefon. A sam łowca takowego nie miał przy sobie. Nie był z tej generacji, którzy nie wyobrażali sobie życia bez telefonu przy boku.
- Popchnę Cię. Tylko spuść ręczny.
Jakkolwiek by to nie zabrzmiało. Przecież w ustach Gerarda brzmiało to... bardzo normalnie, nikt nie dopatrzyłby się tutaj niczego zdrożnego. W między czasie deszcz ze śniegiem zaczął mocniej padać. Do rana jezdnia ta zostanie doszczętnie zasypana i kto wie, czy nie przypomną sobie o niej dopiero wówczas, gdy przyjdzie odwilż w przyszłym roku.
- Chyba nie będziesz miała czym wrócić do miasta...
Stwierdził w końcu i zaczął się zastanawiać, czy po prostu nie ugościć jej u siebie, gdyby oczywiście zechciała. Sądził, że wolałaby jedną z jego przytulnych sypialni dla gości niż spanie w aucie, w którym zamarznie. Nawet wino nie rozgrzałoby jej na długo.
- Możesz przeczekać u mnie do następnego dnia.
Gerard nigdy się nie narzucał. Byli po prostu w tym samym fachu, więc... to oczywiste, że chciał jej pomóc.

_________________
Powrót do góry Go down
Esmeralda
Moderator
Moderator
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1678-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t1704-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t2181-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/t3301-esmeralda#71193 http://vampireknight.forumpl.net/t2074-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/f31-posiadlosc-greenhall
Zarejestrował/a : 05/03/2015
Liczba postów : 1823


PisanieTemat: Re: Szosa   Nie Gru 17, 2017 12:30 am

Oświata przeszła wiele zmian ale pewne imiona na zawsze wyryły się na spiżowych tablicach siedziby. Wśród nich było miejsce dla każdego dowódcy, w tym i Gerarda. Lekarka zawsze podziwiała silniejszych od siebie. Osobiście nie potrafiła się przyznać do własnych słabości i wciąż zawzięcie pracowała nad swoimi umiejętnościami. Kiedy przybyła do Yokohamy to właśnie Gerard był tu dowódcą. Obecnie zniknął z pierwszej linii frontu, nie pojawiał się ani na zebraniach ani samym zamku. Był ostatnią osobą którą spodziewała się spotkać na takim zadupiu, bo kto normalny wybiera się na wycieczki o tej porze? Pogoda rzeczywiście nie rozpieszczała, ale najgorsza była ta przeklęta niemoc. Brak umiejętności ponownego uruchomienia auta oraz naładowania telefonu za pośrednictwem chociażby poziomu wkurwienia. Bo trzeba przyznać, że ruda nie należała do osób szczególnie uprzejmych i cierpliwych. Przez lata nauczyła się hamować mordercze zapędy, lecz w tej kwestii wciąż była jeszcze wielce daleka od ideału.
Zdziwiła się słysząc pukanie w szybę. Nie widziała nadchodzącej jednostki. Deszcz ze śniegiem zaś zręcznie ukrywały dźwięki kroków. W dłoni miała już broń palną – odbezpieczoną i wycelowaną w stronę skąd dobiegł dźwięk.
Wspaniale się prezentujesz Esme. Ktoś chce pomóc a ty wyciągasz broń. Brawo geniuszu.
Ale szyba w którą zapukał mężczyzna straciła już większość widoczności przez osiadający na niej szron. Zamiast tajemniczego wybawcy po drugiej stronie mógł się znajdować równie dobrze spragniony krwi wampir. Nie mogła otworzyć przymarzniętego okna, dlatego uchyliła drzwi chcąc sprawdzić z kim przyszło jej mieć do czynienia. Wokół nie było żadnych świateł więc już wcześniej wykluczyła możliwość nadjechania auta. Przecież polowała na jakiś samochód i co z tego, że wszyscy ją od tak po prostu mijali.
- Ty tutaj i w taką pogodę… -  Jednak nie każdy książę z bajki musi zjawić się na białym rumaku. Esmeralda schowała broń do wewnętrznej kieszeni płaszcza i wyszła z auta.
- Nawet nie wiesz jak się cieszę że Cię widzę. Musiałabym się chyba rozebrać na środku drogi by ktokolwiek z tutejszych wyraził zainteresowanie i pomógł. - potarła dłonie czując przenikający chłód. Deszcz ze śniegiem wciąż zacinał i bardzo szybko zamienił drogę w bezkresną breję.
- Chciałam, ale mój telefon również odmówił posłuszeństwa. - gdyby nie zapomniała go naładować problem byłby mniejszy. Chociaż czy ktokolwiek chciałby przyjechać w taką pogodę? W obecnym momencie musiałaby wezwać lawetę i jakiś pług żeby wyjechać z bagna jakie miało okazje się wytworzyć.
- Jasne. - powiedziała bez krzty cynizmu i zrobiła to co polecił jasnowłosy. Mogła sama zepchnąć auto na pobocze ale z doświadczenia wiedziała, że nie warto odmawiać mężczyźnie w takich sytuacjach. Chciał dobrze, a taki ruch mógł wpłynąć na jego „męską dumę”.
- To ja przestawię trójkąt. - oddaliła się na chwilę otrzepując znak z przylepionego śniegu. Część aut dodatkowo go ochlapała przez co połowicznie zaginął przez kiepskie warunki na drodze.
- Właściwie to nie jechałam do miasta. Wracałam do domu ale teraz nawet jakby odpalił to wątpię by leśne drogi były przejezdne. - musiałaby zostawić auto i przejść się jakieś dwa kilometry w środek lasu. Przez zaspy albo lodowe jeziora.
- Jeśli to nie będzie dla Ciebie kłopot to chętnie. Tylko mam ze sobą trochę sprzętu i nie chciałabym go tutaj zostawiać. - otworzyła tylne drzwi wyciągając napakowany po brzegi plecach i torbę. Obładowała się i zamknęła samochód.
- Możemy ruszać. To daleko stąd? - zapytała. Ciekawiło ją jak mieszka starszy łowca o którym ostatnio słyszała bodajże od Louisy.

z/t x2

_________________
Powrót do góry Go down
Joffrey

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3437-joffrey-emilio-hagen http://vampireknight.forumpl.net/t3477-joffrey http://vampireknight.forumpl.net/t3476-relacje-joffrey-a http://vampireknight.forumpl.net/t3539-joffrey http://vampireknight.forumpl.net/t3463-joffrey http://vampireknight.forumpl.net/t3480-apartament-joffrey-a#75060
Zarejestrował/a : 06/08/2017
Liczba postów : 386


PisanieTemat: Re: Szosa   Wto Lut 06, 2018 10:25 pm

Nie rozumiał tego co się działo z Fabio. Z jednej strony nie miał nic przeciwko temu, że trochę mu się przybrało. Więcej ciałka do kochania i te sprawy.. ale z drugiej nie rozumiał czemu tak nagle przytył i jadł za dwóch, a może trzech? Joffrey był rzecz jasna przeszczęśliwy, ale nie zmieniało to faktu, że nawet taki głupek jak on wiedział, że coś jest nie tak.
Jak jednak wampir chciał rozwiązać ten problem? Upijając się do nieprzytomności, tłumacząc wcześniej narzeczonemu, że musi gdzieś pilnie wyjść. Joffrey już nie wyglądał tak dobrze jak zazwyczaj. Potargane włosy, sińce pod oczami, które były podkrążone i wybrudzony czarny dres pumy. Na pewno wielu mogłoby go nie poznać, a poza tym było ciemno.
Rzecz jasna w łapsku trzymał na wpół wypitą wódkę, a jego chwiejny krok sugerował, że jest naprawdę w kiepskim stanie. Przewrócił oczami i spojrzał w niebo, które wydawało mu się go pochłaniać.
Zakręcił się i wywrócił, trafiając do jakiegoś rowu. Na jego twarzy znalazło się trochę ziemi, która z resztą wpadła mu do oka.
- Kuurełaa. - Wysapał niemrawo, wsadzając sobie palce do oka (te wsadzanie palców to chyba rodzinne) i spojrzał znad rowu, starając się w miarę ogarnąć. Niestety jego stan nie pozwalał mu na to, więc wymacał tylko telefon, który miał w kieszeni i nagle sobie o czymś przypomniał.
Co z Pi? Chłopak dalej jest u niego? Na śmierć o nim zapomniał, że nawet pijakowi się przykro zrobiło. Patrzył z otępieniem w ekran telefonu, aby po chwili wysłać ciężko zrozumiałego sms'a. Przez chwilę zastanawiał się czy nie zadzwonić do Fabio, który na pewno się martwił.
Siła ciężkości sprawiła jednak, że się położył i zamknął oczy. Nawet nie zwracał uwagi na przejeżdżające auta, które również go nie widziały. W końcu Kurosz smacznie leżał sobie w rowie i tulił do brzucha butelkę wódki.
Wydawać się mogło, że jak najbardziej pasuje mu to miejsce i nie przeszkadzała mu wizja spędzenia tutaj nocy. Po czasie wampir otworzył jedno czerwone oko, dostrzegając jasny błysk. Wojna? Zakrył łeb i skulił się, mamrocząc coś pod nosem.
Oczywiście nic z takich rzeczy się nie działo, a jedynie światła aut dawały takie wrażenie. Wódka wdawać się mogła super karabinem, więc nie miał się o co martwić. Jebnął głową o ziemię, ucinając sobie krótką drzemkę.
Krótką, bo ktoś musiał mu ją przerwać.

_________________

I want your drama
The touch of your hand
I want your leather studded kiss in the sand
I want your love
Love love love


Voice J.


Joff & Fab (wiadomo kto w zielonym he)
Powrót do góry Go down
Pi

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3583-karta-postaci-pi#77493 http://vampireknight.forumpl.net/t3613-pi http://vampireknight.forumpl.net/t3642-pi#79026
Zarejestrował/a : 18/08/2015
Liczba postów : 58


PisanieTemat: Re: Szosa   Sro Lut 07, 2018 6:24 pm

Trochę się nie widzieli, ale Mysza nie próżnował. Pod nieobecność Pana nie tylko doszedł do ładu ze swoją higieną osobistą (tuż po małej, ale ważnej wyprawie na zamek Kuroszów), ale i zaklimatyzował się w apartamencie wampira. Za łóżko obrał kanapę, nauczył się sprawniej obsługiwać elektroniką niż przedtem, a nawet oswoił się z internetem na tyle, że mógł wyszukać kilku wskazówek. Dawno nie miał możliwości kontaktowania się ze światem w żaden sposób, a cenne informacje zdobywał jedynie bezpośrednio u źródła. Spisał najważniejsze numery telefonów do komórki, którą wręczył mu Joffrey, naładował baterię, wziął powerbanka, termos z ciepłą krwią w folii oraz gruby szal do plecaka. Obawiał się, że poszukiwania jego właściciela będą trudne i żmudne.
Wgrał też aplikację w telefonie, gdzie odznaczał ulice, na których już był. Częściowo przemieszczał się na nogach, jeszcze nie nabrał ufności do korzystania z komunikacji. Gdzie zaś się dało - brał miejskie rowery na monety i przemierzał na dwóch kołach kolejne kilometry. Aż wreszcie zahamował z małym ślizgiem od świeżej pokrywy śnieżnej na poboczu. Po trzech godzinach od SMSa Hagena udało się go wreszcie namierzyć. Zeskoczył gwałtownie z roweru i zszedł na dół rowu do Czarnowłosego. Z przejęciem zaczął zgarniać śnieg z jego sylwetki.
-Panie, już jestem... -wyszeptał, a drżące ręce jeszcze szybciej starały się pozbyć warstwy białego puchu z jego oblicza, które lekko objął w palcach, aby przyjrzeć się jego wyrazowi twarzy- ...zaraz Cię stąd wyciągnę.
Nabrał większej krzepy i uniósł niemal nad swoją głową posturę wyższego mężczyzny, żeby wydostać go ze śmierdzącego rowu. Albo to Joffrey upił się za dużo i doszczętnie wchłonął zapachem alkoholu. Opatulił mu szyję i głowę szalem, żeby nieco pozbyć się wilgoci od śniegu. Powinien był zabrać jakieś ubranie na zapas, ale liczył się czas. Poza tym zaraz zadzwoni po taksówkę, tylko upewni się, czy aby jego Pan jest przytomny. Lepiej by był, uniknąłby Pi problemu ze wciągnięciem swego właściciela do pojazdu. No i ogólnie, powinien coś rzec dla spokoju drżącej z troski Myszy.
Przerzucił jego ramię przez swój bark i powolutku zmuszał go do stawiania kroków po poboczu. Wolną ręką odprowadzał rower na przystanek, na którym tutaj się zjawił.
-Jeszcze kawałeczek, dasz radę. Ze wszystkim dasz radę, cokolwiek Cię trapi.
Próbował pocieszyć, choć rozmowa z pijakami to najczęściej rozmowa do ściany. Najważniejsze, by jako-tako współpracował. Potem tylko wezwie taksówkę i w domu postara się go postawić na nogi.

_________________

#66ff99 = kolor dialogu
Shiro and Pi:
 
Powrót do góry Go down
Joffrey

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3437-joffrey-emilio-hagen http://vampireknight.forumpl.net/t3477-joffrey http://vampireknight.forumpl.net/t3476-relacje-joffrey-a http://vampireknight.forumpl.net/t3539-joffrey http://vampireknight.forumpl.net/t3463-joffrey http://vampireknight.forumpl.net/t3480-apartament-joffrey-a#75060
Zarejestrował/a : 06/08/2017
Liczba postów : 386


PisanieTemat: Re: Szosa   Sro Lut 07, 2018 10:21 pm

Dobrze, że Pi nie próżnował. Hagen na pewno byłby dumny z jego ''osiągnięć'' ale nie czas i miejsce na nie. Właściciel wampira leżał w ohydnym rowie i próbował się zdrzemnąć. Światła aut bardzo go denerwowały, a gdy zajęty był wyklinaniem do nich, nadeszła wiadomość od Pi. Nie odczytał jej, gubiąc telefon pośród śniegu.
Minęło naprawdę sporo czasu, a Joffrey nie poruszył się nawet na milimetr. Zaczął go zasypywać śnieg. Przynajmniej nie czuł bijącego od niego chłodu, być może jako człowiek mógłby nie żyć!
Podczas drzemki widział wiele znajomych twarzy. Wśród nich pojawiła się nawet matka, która kiwała na niego paluchem. Przecież był dorosły, mógł robić co chciał!
Ze snu wyrwało go jednak jakieś sapanie. Ktoś go obmacywał? Czyżby padł ofiarą jakiegoś napalonego zboczeńca? Otworzył rozwścieczone, czerwone oczy i skierował je na twarz wampira, powstrzymując się od wyzwysik.
- Pi? Chłopie jak ja Cię dawno nie widziałem! - Mówił nieco głośniej niż było to konieczne, ale co najważniejsze, normalnie. Gdy poczuł palce na sobie, drgnął i omal wypuścił cenną wódkę, którą na nowo przycisnął do klatki piersiowej.
- ALEŻ NIE MA TAKIEJ POTRZEBY. - Bo przecież Joffrey nie mógł wrócić w takim stanie do domu. Fabio zrobiłby mu taką awanturę, że w głowie by się nie mieściło. Pozostanie w tym miejscu na noc nie wydawało się takie złe, w końcu nikomu nie zagrażał.
Nie opierał się jednak gdy sługa próbował go wyciągnąć, jakoś dał radę. Gdy szalik opatulił jego szyję, zaczął się szamotać. Myślał, że atakuje go przeogromny dusiciel boa. Przy okazji sługa miał zadzwonić po taksówkę, lecz wampir wyrwał mu telefon z rąk i wyrzucił do rowu.
Nie minęła chwila, gdy zaczął się w niego tępo wpatrywać. Jaka taksówka chciałaby ich zabrać?
Otworzył butelkę wódki i zaczął ją zerować. O ile Pi mu nie przerwie, wypije wszystko. Alkohol nie może się zmarnować! Wywalił szkło, ledwo stojąc. W końcu jednak chłopak przerzucił jego ramię przez swój bark i zaczął prowadzić do przodu. Kuroszowi nie za bardzo to się spodobało. Syknął coś pod nosem i zerknął na jego bladą mordkę.
- Oczywiście, że dam. Jestem niezniszczalny! - Wrzasnął mu do ucha, a następnie zatoczył się i upadł. Nawet bidny Pi mógł polecieć, Joffrey za lekki nie był. Kurosz przekręcił się na bok, a jego wzrok skupił się na rowerze.
- Przyjechałeś nim? - Oczy błysnęły złowrogo i nawet nie minęła chwila gdy wstał i wsiadł na niego.
Chyba nie muszę tłumaczyć, że Joffrey zaczął odjeżdżać rowerem prosto przed siebie, kołysząc się na wszystkie strony. Akurat naprzeciw nich jechało rozpędzone auto, w które Kurosz chciał koniecznie wjechać.
ACH TE ŻYCIE NA KRAWĘDZI.

_________________

I want your drama
The touch of your hand
I want your leather studded kiss in the sand
I want your love
Love love love


Voice J.


Joff & Fab (wiadomo kto w zielonym he)
Powrót do góry Go down
Pi

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3583-karta-postaci-pi#77493 http://vampireknight.forumpl.net/t3613-pi http://vampireknight.forumpl.net/t3642-pi#79026
Zarejestrował/a : 18/08/2015
Liczba postów : 58


PisanieTemat: Re: Szosa   Czw Lut 08, 2018 7:32 pm

Wszystko działo się na opak. Bunt o to, że nie idzie. Boa dusiciel z szalika. Chwiejny krok trzęsący sługą na lewo i prawo. Jeszcze pozbawił Myszy telefonu! Bo co? Bo aż tak bardzo nie chciał wracać? Spanikowany sługa próbował wyjść z twarzą i nie dać plamy. Wszak jak Hagen wytrzeźwieje, to przypomni sobie przebieg akcji ratunkowej i gromy spadną oczywiście na Pi. Był tego pewien.
-Joff! Co robisz?! -nawet zaczął mówić per Ty do swego przełożonego; w międzyczasie pochylił się, by poszukać wzrokiem telefonu, który został mu wytrącony z rąk- Dobrze, dobrze, nie wezmę taksówki. Pójdziemy pieszo, tylko znajdę...
Ha, chciałby iść pieszo. Najpierw zatoczyli się wspólnie do rowu, z którego już musiał wyciągać ich obu naraz. Szlachetny był stosunkowo za duży i za silny, czego nie hamował nijak. Ponadto oczy jego Pana rozbłysły od genialnego planu, jaki zakwitł w jego pięknej łepetynie. Ledwie wygrzebał towarzystwo z drugiego rowu, swoją komórkę z zaspy, gdy stracił na ułamek sekundy wzrok z właściciela i z roweru. A ta kombinacja sama w sobie zrobiła się niezwykle niebezpieczna. Oczy Pi powiększyły się do spodków, aż omal nie wyleciały z oczodołów. Właśnie był świadkiem szarżowania slalomem w wykonaniu pijanego, rozochoconego Joffreya, za którym pobiegł ile miał sił w nogach. Że też spuścił z niego wzrok i pozwolił na swawolę z rowerem! Gdyby jeszcze jechał poboczem, ale nie! Wtargnął na środek jezdni, i to jeszcze nie na swój pas. Znad przeciwka samochód wpadł w poślizg nie mogąc wcześniej zlokalizować wariata na drodze. Pi musiał działać bardzo szybko i bez większego namysłu wskoczył pod koła, aby zepchnąć Pana z rowerem z drogi. Pisk opon, huk i dudnięcie. Pełnokrwistemu poza otarciami nic nie powinno być, lecz młodzieniec został potrącony na tyle mocno, że wykonał fikołka w powietrzu i padł dwadzieścia metrów dalej na asfalt. Niesiony adrenaliną i powinnością ratowania swego Pana nie wylegiwał się za długo. Podźwignął się jak najszybciej mógł i pokuśtykał koślawo do nicponia, któremu będzie musiał matkować, dopóki nie wytrzeźwieje. W oczach Myszy pojawiły się iskry wilgoci, które przetarł nieporadnie skrwawioną ręką. Czuł się bezradny wobec upitego, ale nie składał broni. Gdy znalazł się przy nim, mocniej szarpnął za ramię Kurosza, by postawić go na nogi już porzucając w niepamięć powyginany rower. Samochód z kierowcą wylądował w rowie, ale chyba nic mu nie było. Zresztą tym akurat najmniej się martwił. Ciężkie westchnienie wyrwało się z piersi młodego. Wiedział, że będą mieć przechlapane, jak nie dadzą dyla. Marzyło mu się położyć na kanapie, a przede wszystkim dać do spania Wampira, któremu zawdzięczał życie. Czy aby na pewno?
"Nie mogę narzekać... mogłem trafić gorzej... mogłem trafić gorzej... zabrać stąd Pana... zabrać stąd Pana" -myślał i wzbudzał pokłady determinacji, by dopiąć swego. Tym razem nie będzie prosić, a zrobi to, co powinien był uczynić na początku. Postraszyć Fabiem. To powinno zadziałać, tak uważał zdesperowany Pi.
-Panie... musimy wrócić do miasta, zanim zjawi się policja... spowodowaliśmy wypadek, a jak znajdą Pana w tym stanie... chyba nie chcesz, by panicz Fabio wyciągał Cię z celi?
Serio nie powinni się tu długo zatrzymywać. Tym razem postanowił wziąć Joffreya na ręce, tak jak przenosi pan młody swoją pannę młodą przez próg. Nie dbał o to, jak będą go postrzegali inni, miał serdecznie dość wpakowywania się w tarapaty. Jego moc na połowiczne znieczulenie organizmu długo nie pociągnie, a w tym czasie muszą znaleźć się już w mieszkaniu. Może tym razem będzie Kurosz współpracować?

_________________

#66ff99 = kolor dialogu
Shiro and Pi:
 
Powrót do góry Go down
Joffrey

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3437-joffrey-emilio-hagen http://vampireknight.forumpl.net/t3477-joffrey http://vampireknight.forumpl.net/t3476-relacje-joffrey-a http://vampireknight.forumpl.net/t3539-joffrey http://vampireknight.forumpl.net/t3463-joffrey http://vampireknight.forumpl.net/t3480-apartament-joffrey-a#75060
Zarejestrował/a : 06/08/2017
Liczba postów : 386


PisanieTemat: Re: Szosa   Pon Lut 12, 2018 5:54 pm

On nie wiadomo czy tak przypomni. W końcu nie dość, że ledwo szedł to jeszcze spał na mrozie przez kilka godzin,a jego umysł wciąż pozostawał w stanie nietrzeźwości. Pi nie musiał się raczej o nic martwić, najważniejsze że jakimś cudem go odnalazł.
Nawet nie zwrócił uwagi, że sługa mówi do niego po imieniu. Popatrzył się na niego tępo, przechylając głowę w lewą stronę. Przecież nic straszliwego się nie działo, czego tak wrzeszczał?
- MOGĘ ROBIĆ CO CHCE. - Krzyknął, śmiejąc się głupkowato. Właściwie teraz czuł się jak pan życia i śmierci.
Mysz chciała dobrze. Zatroszczyła się o pijanego wampira i poszła szukać telefonu, szkoda jednak że nie zauważyła tej złej miny Emilio, który już nie mógł się doczekać aż dosiądzie nowego rumaka.
Kurosz jak najbardziej pragnął zderzenia z samochodem, chwiejąc się na każdą stronę. Cud, że w ogóle dawał radę pedałować. Samochód znad przeciwka prawdopodobnie go nie widział, w końcu było ciemno i mgliście. W ostatniej chwili obrócił się, aby wystawić jęzor do biednego Pi, którego oczy stały się wielkimi spodkami ufo. Jeszcze auto z przeciwka wpadło w poślizg co tylko pokomplikowało sprawę. Mysz niczym bohater zjawił się i wypierdolił nic niewinnego Joffreya do rowu, aby sam wpaść pod samochód. Kurosz otworzył szerzej oczy, gdy usłyszał głośny trzask. Leniwie podniósł głowę, nie do końca rozumiejąc co się właściwie wydarzyło. Widok latającego Pi nieźle go przeraził, bo przecież nie wyobrażał sobie życia bez niej! Co on wtedy pocznie?!
- JAK PAN JEŹDZI, MYSZ MI POTRĄCIŁEŚ KUTASIE. - Wrzasnął do kierowcy, który za pewne i tak nic nie słyszał. Znajdował się w rowie, ale nikt nie wychodził z pojazdu. W tym momencie poczuł mocne szarpnięcie. Chłopak żył? Patrzył na niego w szoku i objął go rękoma, dając mu fajnego przytulasa.
- Zwariowałeś?! Nie rób tak więcej! - I ciekawe kto to mówił. Pan puścił sługę i lęgnął się z powrotem na śnieg, aby przez chwilę głęboko pooddychać. To było straszne! Już chciał być posłuszny, jednak słowa wampira tylko go denerwowały. Wstał chwiejnie i spojrzał na niego spode łba, obnażając kły.
- ŻE NIBY TO MOJA WINA? Tamten chuj jeździć nie umie. Kto mu dał prawo jazdy! - Krzyczał i potrącając barkiem Pi, zaczął iść do samochodu znajdującego się w rowie. Zatrzymał się jednak gdy usłyszał słowo ''Fabio''. Nie. On nie może się o tym dowiedzieć! Odwrócił się napięcie do chłopaka i chwycił go ręką za kark, pochylając nieco.
- Więc trzeba zadbać aby nie było policji. - Syknął ponuro i puścił sługę, aby z napięciem odwrócić się i iść do auta. Chyba ktoś tu miał bardzo przesrane. W końcu Kurosz sądził, że to nie jego wina iż wydarzył się ten wypadek. Biedny Pi nie dość, że był ranny to jeszcze musiał go jakoś powstrzymać. Chyba, że pozwoli na samosąd. Hagen chwiał się gdy zbliżał się do celu i uderzył o maskę auta, nie widząc jednak dokładnie kierowcy.
- Ty głupia pipo, chodź się bić! - Załatwmy to jak mężczyźni. Joffrey raz jeszcze obrócił się za sługą, który wyglądał dosyć marnie. Kierowca zapłaci za to swoją krwią!

_________________

I want your drama
The touch of your hand
I want your leather studded kiss in the sand
I want your love
Love love love


Voice J.


Joff & Fab (wiadomo kto w zielonym he)
Powrót do góry Go down
Pi

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3583-karta-postaci-pi#77493 http://vampireknight.forumpl.net/t3613-pi http://vampireknight.forumpl.net/t3642-pi#79026
Zarejestrował/a : 18/08/2015
Liczba postów : 58


PisanieTemat: Re: Szosa   Pon Lut 12, 2018 6:46 pm

W zasadzie ciężko postawić było się słudze swemu Panu. Ale okoliczności wydawały się Myszy na tyle poważne, że trzeba było postawić na swoim. Tylko jak tu wygrać, skoro rozsądne argumenty szły w piach, a próby doprowadzenia do mieszkania spełzły na niczym. Joffreyowi zamarzyło się rumakowanie, na które nie było mocnych. Jedyne, co mógł zrobić, by jego Mistrz nie zderzył się z samochodem, to ten skok desperata. Łudził się po cichu, że nie mając roweru Szlachetnemu odechce się już przebywania na świeżym powietrzu i wrócą do mieszkanka. Niestety nic takiego się nie zanosiło. A słowa Pi nie poprawiły sytuacji. Dosłownie dostał opiernicz, że zwalał winę katastrofy lądowej na Krwiopijcę! I pójdzie obić mordę kierowcy! Gdyby nie okoliczności, to było miłe, że Wybawca wstawił się za sługą. Nie mniej młodzieńcowi wcale nie zależało na konfrontacji zwykłego człowieka z pijanym Nieśmiertelnym. Wiadomo przecież, jaki byłby wynik tej potyczki. Więc jak tylko usłyszał i dostrzegł, jaki był plan Joffreya na uniknięcie policji, Złotooki przeraził się nie na żarty.
-O nie.
Cicho jęknął, a jego oczy już mocno błyszczały od łez. Bezsilność pożerała wręcz od środka Pi, który jeszcze próbował pochwycić za rękaw Joffreya i go zatrzymać, który z wielką butą i przypływem adrenaliny chciał rozprawić się z kierowcą. Niestety Szlachetny był tak silny, że wręcz sprawił, iż uczepiony nadgarstka młody wampir był włóczony przez kilka metrów jak szmaciana lalka. Szurał kolanami o asfalt, aż nie wytrzymał i puścił ramię Mistrza padłszy na twarz bez asekuracji. Czemu nie ochronił się dłońmi przed upadkiem? Chyba pojawiały się pierwsze efekty uboczne po zderzeniu się z pojazdem. Brakowało mu sił, lecz wiedział, że nie może zemdleć. Musi zabrać stąd Hagena! Przez moment nie mógł podźwignąć się na obolałe kończyny. Dopiero, kiedy ujrzał przy pojeździe w rowie wściekłego Szlachetnego, zmobilizował się i z trudem wstał na obdarte ze skóry nogi, aby poczłapać w tamtym kierunku.
-Proszę Mistrzu... zostaw go... -błagalnym tonem odezwał się poobijany sługa, któremu zaplątały się nogi, lecz upadł na kolana dopiero przy nogach swego Pana- ...wracajmy... błagam...
Ujął trzęsącymi się rękoma łydki Joffreya i zadarł głowę, by utkwić półprzytomne spojrzenie we swojego Mastera. Mysza był u kresów sił, przez co czuł się okrutnie. Przecież musiał odprowadzić Czarnowłosego wampira do domu! Nie może dopuścić do rozlewu krwi! Wtedy na bank będą mieć problemy, a Fabio będzie bardzo rozgniewany na sługę, że nie upilnował! Ale... ale on się tak starał, jak mógł!

_________________

#66ff99 = kolor dialogu
Shiro and Pi:
 
Powrót do góry Go down
Joffrey

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3437-joffrey-emilio-hagen http://vampireknight.forumpl.net/t3477-joffrey http://vampireknight.forumpl.net/t3476-relacje-joffrey-a http://vampireknight.forumpl.net/t3539-joffrey http://vampireknight.forumpl.net/t3463-joffrey http://vampireknight.forumpl.net/t3480-apartament-joffrey-a#75060
Zarejestrował/a : 06/08/2017
Liczba postów : 386


PisanieTemat: Re: Szosa   Pon Lut 12, 2018 7:46 pm

Plus był taki, że był pijany. Hagen zachowywał się jak rozwydrzone dziecko albo jak typowy Seba, który chce komuś wpierdolić. Nic nie było w stanie go powstrzymać, wampir wydawał się być całkiem pewien swoich planów i nawet błagania sługi na niego nie podziałały. Przestał już przejmować się stanem Myszy, która chyba czuł się coraz gorzej. W końcu nawet dla wampira zderzenie z samochodem było szkodliwe i choć nie było to takie zagrożenie jak dla człowieka, ciało to ciało.
Kruczowłosy poczuł dreszcz na swoich plecach, gdy szedł w stronę samochodu. Wyczuł zapach krwi i obrócił się za Pi, aby następnie kiwnąć głową i kontynuować swoje postanowienie. W końcu najważniejsze było pokazanie marnej, ludzkiej istocie kto tu rządzi. Wampiry zawsze będą nad nimi, czy tego chcieli czy nie.
Pochwycenie za rękaw nie poskutkowało. Joffrey nie zatrzymał się ani na chwilę, nawet kiedy ciągnął ze sobą chłopaka. Znajdując się przed autem, wystarczyło tylko wybić przednią szybę i ma człowieka na tacy. Zamachnął się, lecz w tle usłyszał błaganie sługi, który po chwili padł na jego kolana. Objął jego łydki, przez co wampir zmuszony został na niego spojrzeć. Z czerwonych oczu zaczęła ulatywać wściekłość, choć jego oblicze wciąż było poważne. Nie wiadomo czy był to moment trzeźwienia, czy też po prostu stwierdził, że Pi ma rację. Rozluźnił pięści i pochylił się, głaskając sługę lekko po czuprynie.
- Przecież Ty nie dasz rady wrócić. - Te słowa były pewne, wypowiedziane szyderczo.  Kurosz widział jak sługa się telepie, a jego wzrok staje się coraz mętny. Może była to wina jakiegoś urazu. Pomocy nie potrzebował już Hagen, a Pi. Tylko jak mieli wrócić do domu?
W tym momencie z auta wyszedł zdezorientowany facet, który chyba musiał mocno przyrżnąć głową o drzwi samochodu, gdyż po boku widoczna była krew. Joffrey otworzył usta, czując nagłe uczucie pragnienia. Zacisnął szczękę, siłując się przez chwilę z samym sobą. Mężczyzna nie miał pojęcia co się działo i nim zdołał zadać pytanie, Hagen bezceremonialnie wgryzł się w jego szyję. Krew zaczęła spływać mu po podbródku i gardle, a ludzkie ciało przestało się szarpać. Zemdlał.
Rzucił kierowcę tuż obok klęczącego Pi i kiwnął stanowczo głową. Chyba nie musiał mu mówić co należy zrobić, przynajmniej w jego mniemaniu. Ciężko jednak stwierdzić było czy chodziło o posilenie się czy zakończenie żywota ludzkiej istoty.
Emilio nawet nie zcierał krwi. Wyglądał przez to jeszcze upiorniej i mniej przyjaźnie. Ręce wsadził do kieszeni, a łeb był nieco zadarty. Spojrzenie wybiegało daleko w dal i nie do końca można było stwierdzić, co mu teraz chodziło po głowie.

_________________

I want your drama
The touch of your hand
I want your leather studded kiss in the sand
I want your love
Love love love


Voice J.


Joff & Fab (wiadomo kto w zielonym he)
Powrót do góry Go down
Pi

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3583-karta-postaci-pi#77493 http://vampireknight.forumpl.net/t3613-pi http://vampireknight.forumpl.net/t3642-pi#79026
Zarejestrował/a : 18/08/2015
Liczba postów : 58


PisanieTemat: Re: Szosa   Sob Lut 17, 2018 5:14 pm

Nie, to nie tak miało wyglądać! Wiadomo, że po SMSie dało się wywnioskować, że będzie krucho z odwiezieniem Pana do domu, ale nie przypuszczał, że będą wplątani w wypadek samochodowy! I w ogóle... od kiedy sądził, że miał wpływ na los? Naiwna Mysza.
Kiedy ściskał łydki Mistrza, ten przez ułamek sekundy wykazywał cechy przypisywane osobom trzeźwym. Nawet dodał otuchy słudze, któremu pociekła łza z oka z nadmiaru emocji, i spłynęła za ubrudzony kołnierz. Niestety swoje trzy grosze wtrącił kierowca. Jakby został w pojeździe, może doczekałby szczęśliwie karetki pogotowia, a tak to tylko wytrącił z równowagi Joffreya! I w dodatku skusił posoką, która wypływała z jego ubitego łba. Złote oczy Pi wpatrywały się ze strachem na swego Władcę, który tylko na moment wahał się przed konsumpcją z szyi mężczyzny. Jak tylko wbił mocno kły w jego ciało, spojrzenie chłopaka nasączyło się czerwienią. Zatrząsł się i aż objął się rękoma opatulając mocno ramiona ze spuszczoną głową. Gdyby podczas zderzenia z samochodem nie upadł na plecy, to uratowałby z plecaka woreczek z krwią, ale tak to nic z niego nie zostało. Musiał więc jakoś znieść to, że nieopodal znajdowało się źródło posoki mogące zagoić część jego ran. Poza tym nie miał śmiałości, by przerwać Panu i prosić o łyczek bordowej substancji.
Łyczek, a nie całego, nieprzytomnego mężczyznę! Właśnie taki prezent i porozumiewawcze spojrzenie otrzymał od Hagena. Człowiek u jego kolan miał bardzo nikły puls. Słyszał go w uszach, dudnił i drażnił. Ostrożnie pochylił się nad nieprzytomnym i wgryzł się w to samo miejsce co Joffrey. Jeden łyk i od razu poczuł ulgę. Ale... może jeszcze jeden nie zaszkodzi? Tak, upił jeszcze kolejny odczuwając pierwsze efekty leczniczej działalności. Tętno umierało, a Pi wahał się coraz mniej, bo bardzo mu zasmakowała świeżutka krew. Dawno takiej nie otrzymał od nikogo, nawet ta z worków nie miała w sobie tej nutki surowości...
Skończyło się na trzech łykach, przy czym ten ostatni był największy i nie był pewny, czy uśmiercił w ten sposób poszkodowanego w wypadku samochodowym czy nie. Nie umiał rozpoznać, czy przyczynił się do śmierci czy jeszcze zostawił tego kogoś na skraju życia. Młodzieniec był rozdygotany, choć zdołał wreszcie podźwignąć się z klęczek i podejść bliżej Joffreya. Z zupełnie innym nastawieniem niż przybył na miejsce zdarzenia. Skruszony, pokonany, złamany.
-C... co... c-co teraz... mój Panie?
Wydukał z siebie wolno wpatrując się ostrożnie w oblicze Szlachetnego. W to zamyślone, zagadkowe oblicze, które jakimś cudem wprawiało Myszę o poczucie wyższości jego Pana nad innymi wampirami.

_________________

#66ff99 = kolor dialogu
Shiro and Pi:
 
Powrót do góry Go down
Cornelius Weidenhards
Łowca Z-ca
Łowca Z-ca
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1356-cornelius-weidenhards#25749 http://vampireknight.forumpl.net/t1381-cornelius-weidenhards http://vampireknight.forumpl.net/t3133-relacje-corneliusa http://vampireknight.forumpl.net/t2261-cornelius http://vampireknight.forumpl.net/t2097-corn http://vampireknight.forumpl.net/t1399p25-apartament-corneliusa-weidenhards-netara#42843
Zarejestrował/a : 22/03/2014
Liczba postów : 1248


PisanieTemat: Re: Szosa   Sob Lut 17, 2018 7:56 pm

Opuścił swoje gniazdo tego wieczora w jakim celu? Choć początkowo miał iść patrolować budynku do rozbiórki, to dzięki elektronice otrzymał wiadomość dotycząca wampirzycy, której ryj niebawem ujrzy. Za nic nie był zadowolony z tego faktu, był osobą, która woli pracować w terenie niżeli na biurkiem. było to nudne... Wręcz chujowe. Mus to mus. Wpakował się do samochodu, po czym skierował się w kierunku miasteczka łowieckiego. Pierwsze przecznice, korek uliczny zniechęcał, mimo to gdy ominął centrum, droga była coraz mniej zakorkowana, a jazda sprawiała przyjemność.  Jakaś tam wampirzyca mogła sobie poczekać, a Corneliusa jazda nie! Musiał się rozluźnić, a dłuższy objazd nadawał się do tego idealnie. Miasto było już za nim, a on pędził w swoim samochodziku, czujący się jak stary pierdziel co jedzie swoim fiatem na 3 kołach.
Przyjemność jazdy szybko została mu odebrana. Poza miastem nie dość, że było ciemno w chuj, co mimo wszystko ułatwiało jazdę, w każdym razie Corneliusowi się lepiej w nocy jeździło, no ale nie to było kurewstwem tej nocy, a mgła! Mgła która nie pozwalała na rozbicie pełnej prędkości, bowiem chu wie czy zaraz jakaś sarna nie wyskoczy, albo jakiś inny kutas, proszący o podwózkę.
W oddali niewiele widział dlatego od razu światła przełączył na długie, jednak w pewnym momencie na jego horyzoncie ujrzał jakąś sylwetkę. No tak, nie było krawężnika, to skurwiel mógł wyjść na środek drogi, bo czemu nie? Nie zwolnił jednak, a skierował się ku istocie, koło której pojawiła się kolejna, a dalej.
Kurwa mać...
Warknął w myślach wściekły, po czym raczej zmuszony prawem, zacisnął na pedał hamulca, który nawet jeżeli opóźniony to ocalił dupę Joffa. Dlaczego się zatrzymał? Mimo mgły, gdy tylko dojeżdżał do wampirów, ujrzał samochód w rowie. Nie gasił silnika, zostawiając samochód na światłach, by czasem nikt mu nagle w dupę nie zajebał. Poza tym na takim zadupiu światło cenne było. Sięgnął do podłokietnika, po czym zgarnął pistolet, umieszczając go za pasem. Otworzył drzwi, a następnie wyszedł z pojazdu.
- Kutasie na następny raz użyj trójkąta, jak chcesz by cie ktoś zauważył...
Zaczął oschle, jak i z gardłowym pomrukiem oczywiście niezadowolenia. Zamknął drzwi, patrząc na głównie Joffa, który stał jak pizda czekająca na klienta... A co z tym drugim? Zaraz się okaże!

_________________


Fragment Treningu Corna
Byłem częścią ciemności... O której nie mieliście pojęcia.
Poszukiwania
***
Powrót do góry Go down
Joffrey

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3437-joffrey-emilio-hagen http://vampireknight.forumpl.net/t3477-joffrey http://vampireknight.forumpl.net/t3476-relacje-joffrey-a http://vampireknight.forumpl.net/t3539-joffrey http://vampireknight.forumpl.net/t3463-joffrey http://vampireknight.forumpl.net/t3480-apartament-joffrey-a#75060
Zarejestrował/a : 06/08/2017
Liczba postów : 386


PisanieTemat: Re: Szosa   Sob Lut 17, 2018 8:36 pm

Krew go pobudziła, ale nie wytrzeźwiał przez nią tak jak chciał. Wciąż kręciło mu się we łbie, a do tego jeszcze język zaczął się bardziej plątać. Mimo to dzielnie się trzymał i zerkał od czasu do czasu na Pi, który klęczał przed nim przez cały czas. Jeszcze ktoś pomyśli, że mu loda robił he.
Na szczęście potem przestało tak wyglądać, gdyż Kurosz zajął się swoim jedzonkiem, które po chwili podrzucił słudze. Ledwo dychało, ale wciąż. Emilio z przekrzywionym łbem wpatrywał się w niższego wampira, który robił to tak ostrożnie. Żenada.
- Weź się wgryź porządnie. - Syknął i już miał zacząć go uczyć jak to się robi (( ͡° ͜ʖ ͡°)) , ale w pewnym momencie jakieś ostre światło walnęło mu po oczach. Zdegustowany, obrócił się i wyszedł na drogę, machając rękoma. Co za palant!
- Świeć mocniej kurwa! - Wrzasnął, lecz nieznajomy nie mógł tego usłyszeć, skoro nawet ledwo go widział. Mężczyzna obrócił się w stronę swojego sługi, ciągnął go za szmaty i zmusił do wstania. Zaatakowany koleś z wypadku wciąż był nieprzytomny, ale jeszcze żył. Pi go nie zabił.
- Nie możemy zostawić żadnych świadków, zrozumiano? - Syknął, a jego czerwone oczy zaświeciły złowrogo. Nie spodziewał się jednak, że z auta wysiądzie łowca. Rzecz jasna wciąż nie miał o tym najmniejszego pojęcia, więc śmiale postąpił parę kroków do przodu i spojrzał na trzymany przez niego pistolet. Krew się w nim gotowała, ale nie wiadomo czy ze złości czy winny był alkohol.
- Nie mam ochoty na żadne trójkąty zboku! - Krzyknął, oczywiście kompletnie nie rozumiejąc tego co mówi Corn. Joff przebywał w swoim świecie, ale czego innego można było się spodziewać po takim głupku.
Jego oczy świeciły się ze złości, a broda razem z szyją były splamione jeszcze świeżą krwią. Fabio go zajebie jak się dowie co wyprawia. Dlatego wampir musi się postarać, aby się o tym nie dowiedział. Miłość miała swoją cenę.
- Ta broń Ci nie pomoże człowieku. - Syknął, mrużąc rozwścieczone ślepia. Nie spuszczał z niego wrogiego spojrzenia i wcale nie miał zamiaru ustąpić. Pi miał do wyboru kilka rzeczy. Zwołać pomoc, uspokoić Joffreya, uspokoić Corna albo zwiać. Trochę tego było, ale żaden z nich chyba nie był pewien, czy obędzie się bez jatki.  
Znowu podszedł kilka kroków, przyglądając się mężczyźnie. Dziwnie wyglądał. Szare długie włosy skojarzyły mu się trochę z Hiro, lecz.. coś było nie tak w jego posturze. Mimo to Hagenowi nawet nie przeszło przez myśl, że ma do czynienia z najtytańszym tytanem łowców.
- I czego tak kurwa stoisz jak prostytutka na trasie? Zawróć. - Doda jeszcze bezczelnie, zaciskając zębiska. Rzecz jasna nie pozwoliłby mu zawrócić. Posłużyłby się Pi jako kamieniem, a dalej jakoś by to było.
Zaczynamy przedstawienie!

_________________

I want your drama
The touch of your hand
I want your leather studded kiss in the sand
I want your love
Love love love


Voice J.


Joff & Fab (wiadomo kto w zielonym he)
Powrót do góry Go down
Pi

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3583-karta-postaci-pi#77493 http://vampireknight.forumpl.net/t3613-pi http://vampireknight.forumpl.net/t3642-pi#79026
Zarejestrował/a : 18/08/2015
Liczba postów : 58


PisanieTemat: Re: Szosa   Sob Lut 17, 2018 9:06 pm

Faktycznie wyszedł z wprawy, jeśli chodzi o spijanie krwi prosto od dawców, ale żeby aż zdenerwować tym Kurosza? Może dlatego ten trzeci łyk był porządniejszy, bowiem dostał mobilizację do mocniejszego wgryzienia się w otrzymany posiłek. Wolałby naprawdę oszczędzić tego człowieka, lecz wola jego Pana była jego, więc... nie powinien był sprzeciwiać się.
Chyba, że ktoś jest pijany, to trzeba dopisywać do każdej umowy zawieranej z Krwiopijcami.
Wszystko wymykało się całkowicie spod kontroli. Jeszcze jedna osoba przybyła swoim oślepiającym gały samochodem i namieszała w głowie wkurzonego Mistrza. O ile Joffrey nie zrozumiał o co chodziło z trójkątem, o tyle sługa owszem i próbował to wyjaśnić:
-Tamten mówił o znaku na drodze...
Zapiszczał pewnie za cicho, bowiem został zignorowany, ale nie na tyle, żeby o nim zapomnieć. Młodzieniec nie miał za wielkiego wyboru, kiedy został pociągnięty za fraki wgłąb o wiele groźniejszej akcji. Jako, że nie został zauważony przez nieznajomego, mógł nieco chłodniej ocenić sytuację. I osobę. Ten ktoś niby pachniał człowiekiem, lecz coś niepokojącego biło od jego aury. A jak przyjrzał się orężu, jaki dzierżył w rękach nowo przybyły jegomość, oczy Myszy zrobiły się większe niż zwykle, ze strachu rzecz jasna.
-T-to chyba nie jest zwykła broń, Panie.
Niewiele ten komentarz wniósł, rozgorzała "dyskusja", która oznaczała nic innego jak zaproszenie do mordobicia. Mimo wszystko nie opuści swego Mistrza, nawet jak jego działania nie były adekwatne do sytuacji. Ale przecież sam charakter Hagena nie pozwoliłby na pozostawienie obcego samemu sobie. Czy pijany czy trzeźwy nie uciekłby od możliwej naparzanki. Niestety przybyły Szarowłosy nie przypominał zwykłego człowieka. I pewnie o tym się przekonają na własnej skórze, jeśli będą tak stać jak kołki, na niemal celowniku nieznajomego.
Wystąpił przed swego Pana i choć był od niego niższy, stał pierwszy na linii ognia, żeby go ochronić. Rozłożył też ręce na bok pokazując, że jest bezbronny. No i cały we swojej krwi po zderzeniu z samochodem. Te na ustach zdołał chyłkiem przetrzeć nadgarstkiem jeszcze przy ofierze, co i tak na pewno nie zeszło całkiem z jego ust.
-Możemy to załatwić na spokojnie... nie utrudniajcie sobie życia...
Próbował jakoś przemówić do dwóch typów, zarówno to Corna jak i do Emilio. Tylko co on może zdziałać...

_________________

#66ff99 = kolor dialogu
Shiro and Pi:
 
Powrót do góry Go down
Cornelius Weidenhards
Łowca Z-ca
Łowca Z-ca
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1356-cornelius-weidenhards#25749 http://vampireknight.forumpl.net/t1381-cornelius-weidenhards http://vampireknight.forumpl.net/t3133-relacje-corneliusa http://vampireknight.forumpl.net/t2261-cornelius http://vampireknight.forumpl.net/t2097-corn http://vampireknight.forumpl.net/t1399p25-apartament-corneliusa-weidenhards-netara#42843
Zarejestrował/a : 22/03/2014
Liczba postów : 1248


PisanieTemat: Re: Szosa   Sro Lut 21, 2018 9:56 am

Ojej wypadek się zdarzają, lecz na pewno nie przez przypadek. Nie wierzył w nie, poza tym już po samym wyjściu z samochodu zauważył z kim ma do czynienia. Wystarczyło spojrzeć na ryj Joffa. Umazany krwią i te czerwone ślepia, to wystarczyło dla Corneliusa. Zamknął drzwi, patrząc na typka, który najwidoczniej nie prowadził tego samochodu z rowu. Był zbyt tępy, skoro nie rozumiał co łowca do niego mówił. Drugi z wampirów okazał się być bardziej kumaty, jak i nie był prowokatorem. To jednak nie ratowało sytuacji, właściciel z każdym kolejnym tekstem ino bardziej się kompromitował. Uroki pijaków.
- Zawrzyj się
Stwierdził z politowaniem do tumana, który nadal miał spokój dzięki działaniom Pi. Dla Łowcy to właśnie ten drugi wydawał się być bardziej kompetentny od swojego swojego Pana. W sprawie rywala, nie wydawało mu się by jednak był chętny do walki, co innego Joff, czy też Cornelius. Kolejna gadka tylko utwierdziła łowce w przekonaniu iż Pi jest bardziej ogarnięty. Zastanawiać się jedynie, dlaczego jego panem jest taki tuman. A ostatnie słowa... Jeżeli miały sprowokować to jednak dało to odwrotny efekt. Alkohol zeszmaci każdego bez wyjątku, a chłopak był czystym dowodem. Pi postanowił osłonić Joffa, żywa tarcza... W oczach łowcy już widniały kurwiki, które wyrażało jego chłód, jak i dezaprobatę, a gdyby był wampirem można było by rzec że i głód.
- Odsuń się dzieciaku... Później sobie pozbierasz swojego Pana, łopatką.
Burknął do Pi i póki co nic nie robił, a obserwował ich. Już niemal było pewne że do walki dojdzie z jakim skutkiem? To się okaże. Pi miał czas na ucieczkę, to nie jego ryj zamierzał Cornelius obić. Niech korzysta z okazji, jednak czy Joff mu pozwoli patrząc na to iż żywe tarcze nigdy nie wychodząc z mody?
- Chodź psie i dowiedz swej racji, co do mej broni...
Sprawa z pijakami była na ogół prosta. W większości przypadkach wystarczyła odpowiednia sugestia. Jego broń wydała z siebie odgłos charakteryzował jej odbezpieczeniu. Nie zamierzał biegać za chłopakiem, który w oczach łowcy był mocny w mordzie, ino. Dał mu możliwość zaatakowania, niech się wykaże chłopaczyna. Wiedząc jednak iż coraz więcej wampirów atakuje swoimi mocami, bo nie mają nic więcej do zaoferowania, aktywował artefakt odbicia, który czekał na odpowiedni moment.

_________________


Fragment Treningu Corna
Byłem częścią ciemności... O której nie mieliście pojęcia.
Poszukiwania
***
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Szosa   

Powrót do góry Go down
 
Szosa
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Vampire Knight :: Poza Miastem :: WIOSKA-
Skocz do: