IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Wodospad

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Next
AutorWiadomość
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Wodospad   Pon Lut 25, 2013 4:39 pm

Zapiszczała ostatkiem sił kiedy wampir wbił się w na jeszcze bardziej kłami. Potem już tylko zatracała się w ciemności coraz, to bardziej, aż straciła kontakt z rzeczywistością, a jej serce poczęło co raz to wolniej bić.
Kiedy Vergil zsunął się z niej i zapytała Angel nie odpowiedziała pozbawiona siły leżała jak przedmiot na śniegu cała zakrwawiona, a z jej szyi wypływała krew w małej ilości, gdyż większa cześć została wypita.
Sama dziewczyna powoli zaczynała widzieć jak z ciemności powoli zaczynają jej wyrastać skrzydełka, a mały punkt którym była jasność ciągnie ją w swoim kierunku i coraz, to bardziej powiększa się.
Powrót do góry Go down
Vergil

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t886-vergil-startess#7238
Zarejestrował/a : 15/01/2013
Liczba postów : 343


PisanieTemat: Re: Wodospad   Pon Lut 25, 2013 5:06 pm

Vergil złapał się za głowę. Czemu to wszystko musiało jego spotkać. Uratował ja tylko po to by zabić? Nie, to nie powinno się tak dziać.
Szybko podbiegł do kobiety i sprawdził jej puls. Jeszcze zyła. Zignorował słaby już zew krwi na widok czerwonej cieczy jaka spływała jej po nagim ciele. Szybko rozerwał sobie bluzkę i zrobił jej opatrunek na ciele by krew nie wyciekała.
Sam nie wiedział co ma robić. Nie miał telefonu do Yuki, a sam nie był lekarzem. On nie potrafił zmieniać w wampiry więc to wyjście też odpada. Zresztą, telefon pewnie się zepsuł. Na razie przyciągnął ją jak najbliżej do ognia i skoncentrował się na tym by krew jej nie uciekała z żył. Miał nadzieję że Angel wyjdzie z tego.
Powrót do góry Go down
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Wodospad   Pon Lut 25, 2013 5:34 pm

Leżała, a w pewnej chwili światło zniknęło jej z oczu, a ladne skrzydełka szlag jasny trafił. No pięknie nawet, to jej teraz zabrali.
Angel przespała leżąc jak kłoda jakoś 30-50 minut.
Kiedy zobaczyła dzidka, który nawrzucała jej, ze jakim cudem teraz się poddaje zabita przez wampira powoli zaczynała odczuwać ciepło jak i ból w okolicach szyi, a tak przynajmniej jej się zdawało. Zmarszczyła brwi i otworzyła usta, z których uleciał niezrozumiały szept.
Ale przynajmniej żyła.
Powrót do góry Go down
Vergil

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t886-vergil-startess#7238
Zarejestrował/a : 15/01/2013
Liczba postów : 343


PisanieTemat: Re: Wodospad   Pon Lut 25, 2013 8:19 pm

Krwawienie ustało. Vergil odgarnął włosy ze spoconego czoła i jeszcze raz sprawdził jej oddech. Był płytki ale stabilny. Miał nadzieję że będzie z nią wszystko w porządku. Miał nadzieję że dziewczyna mu to wybaczy chociaż cholera wie. On sam by nie wiedział czy by wybacz.
Teraz musiał tylko czekać. Przykrył ją jej rzeczami które tez wyschły przy ognisku i i czekał.

_________________
Powrót do góry Go down
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Wodospad   Pon Lut 25, 2013 8:54 pm

Minęła jeszcze kilkanaście minut zanim dziewczyna powoli zaczęła cokolwiek kontaktować. Otworzyła powoli oczy. Zamrugała nimi kilkakrotnie i złapała się za szyję. Bolała jak diabli.
Jej niebieskie przygasłe oczy skierowały się na wampira. Nieco w nich żalu było, niezrozumienia, gniewu i zmieszania.
–Vergill….smakowało? –spytała poczym odkaszlnęła kilka razy, a jaj głos by zachrypnięty i pozbawiony energii.
Ręką dziewczyna na wszelki wypadek chciała dosięgnąć broni ale nie czuła jej pod dłonią.
Powrót do góry Go down
Vergil

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t886-vergil-startess#7238
Zarejestrował/a : 15/01/2013
Liczba postów : 343


PisanieTemat: Re: Wodospad   Wto Lut 26, 2013 4:40 pm

Vergil odetchnął z ulgą gdy ta otworzyła oczy. Cieszył się że nic się jej nie stało. Sam nie wiedział co by wtedy zrobił ze sobą.
Na jej pytanie spuścił wzrok. Jakby nie patrzeć smakowało mu. Krew była słodsza od tych tabletek, ale źle się po tym czuje. Prawdopodobnie nazywają to poczuciem winy, mimo iż nie mógł się kontrolować.
- Ja... przepraszam. - jęknął - Nie chciałem tego. W wodzie zgubiłem tabletki, nie mogłem się bez nich kontrolować. Bardzo przepraszam.
Nie wiedział co mógłby jeszcze powiedzieć, co zrobić. Poczucie winy gryzło go strasznie. Powinien ją odprowadzić do miasta, ale czy będzie chciała się z nim zadawać. Jeśli mu każe to on odejdzie.

_________________
Powrót do góry Go down
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Wodospad   Wto Lut 26, 2013 5:19 pm

Prychnęła cicho kiedy wampir spuścił głowę. Czyli smakowała.
–Vergill…. Jak chcesz krwi to poproś… –odkaszlnęła i spojrzał na niego.
Jak był głodny mógł uprzedzić ale dziewczyna z pewnością nie pozwoliła by mu na to by pozbawił ją krwi w takiej ilości i doprowadził do takiego stanu.
–Aha, ale pomożesz mi nie? –spytała i powoli podniosła się ale w głowie zakręciło jej się. Więc położyła się na ziemi

Powrót do góry Go down
Vergil

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t886-vergil-startess#7238
Zarejestrował/a : 15/01/2013
Liczba postów : 343


PisanieTemat: Re: Wodospad   Wto Lut 26, 2013 8:58 pm

- Przepraszam - wybąkał ponownie. - Nie mogę tego kontrolować. Oczywiście ze pomogę.
Czuł się strasznie źle. Bolało go w sercu, jednakże musiał sie s
kupić by teraz jak najlepiej jej zadośćuczynić swą zbrodnię. Był jej to winien.
Podszedł do niej i pomógł podnieść się do pozycji siedzącej. Powoli starał się pomóc jej ubrać i ignorować jej kobiece kształty.
- Dasz radę iść? Gdzie mam cię odprowadzić? - spytał gdy była już ubrana.

_________________
Powrót do góry Go down
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Wodospad   Wto Lut 26, 2013 9:21 pm

–Nie gniewam się. -westchnęła.
Kiedy wampir pomógł jej wstać uśmiechnęła się lekko. Pomoc przy ubraniu się też jej była niezbędna. Po kilku minutach była gotowa do ruszenia. Chwyciła jeszcze swoja broń i spojrzała na chłopaka.
– Powoli może dam radę. – uśmiechnęła się i lekko poklepała chłopak po ramieniu.
– Potrzebujesz krwi, tak? –spojrzała na niego westchnęła
Powrót do góry Go down
Vergil

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t886-vergil-startess#7238
Zarejestrował/a : 15/01/2013
Liczba postów : 343


PisanieTemat: Re: Wodospad   Wto Lut 26, 2013 9:41 pm

- gdy nie mam tabletek... - wyznał szczerze. - Miałem je, ale wpadły do jeziora.
Przy tych słowach westchnął i wskazał na jezioro. Nie miał zamiaru ich wyławiać. Po prostu pójdzie do Yuki po następne.
- gdzie mam cię odprowadzić? - Spytał Angel gdy ta była gotów do drogi.
Był wszak jej coś winien.

_________________
Powrót do góry Go down
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Wodospad   Wto Lut 26, 2013 10:08 pm

Pokiwała głową rozumiejąc go.
Potem powiedziała, gdzie chłopak ma ją odprowadzić. Przy drzwiach jej mieszkania pożegnali się jak i wymienili numerami telefonów. Angel zaś poszla do swojego pokoju i poczeła odpoczywać by doprowadzić się do stanu sprzed wypadku.

zt x2
Powrót do góry Go down
Myou



Zarejestrował/a : 07/04/2013
Liczba postów : 60


PisanieTemat: Re: Wodospad   Pon Lip 14, 2014 9:24 pm

Wyciągnął z kieszeni papierosa i zadarłszy głowę do góry, wsadził go sobie do ust. Delikatny wiatr rozwiał jego długie włosy, światło księżyca oraz gwiazd refleksami odbiło się od przezroczystych okularów. Jak dawno go tutaj nie było. Ileż czasu spędził poza granicami kraju, jakże się zmienił przez ten okres. Choć nie myślał tak o sobie, z pewnością stał się innym człowiekiem. O ile był człowiekiem. Ciekawiło go, jak wiele pozostało w nim z tego sadomasochistycznego wampirzego sługi. Być może nic?
Odetchnął głęboko, gdy tylko rozpalił papierosa. Zaciągnął się siwym, drapiącym w gardło dymem i podszedł bliżej brzegu. Wbił wzrok w próg skalny, z którego z hukiem spadały tysiące litrów wody. A może dziesiątki lub setki... Nie zastanawiał się nad tym. Teraz wspominał sobie Dragonette, która go zostawiła. Tak po prostu. Powinien o nią walczyć, ale paradoksalnie to właśnie ona i ich rozstanie zadecydowały o wyjeździe. Myou poprawił długie włosy i chwycił papierosa prawą dłonią, lewą zaciskając na pasku torby wrzynającym się w ramię. Zamyślił się.

_________________
When I thought that I fought this war alone,
You were there by my side on the frontline.
When I thought that I fought without a cause,
You gave me a reason to try.


Powrót do góry Go down
Banshee

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t99-banshee-sachiko-fumikana#161 http://vampireknight.forumpl.net/t106-banshee
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 587


PisanieTemat: Re: Wodospad   Pon Lip 14, 2014 10:20 pm

Jak się okazuje to więcej osób ma powody do zadumy i zamyślenia. Zwłaszcza, że i w życiu Banshee się popieprzyło. Jednak nie bardzo się tym przejmuje, albo tak to wygląda. Jak jest, to już inna sprawa, w każdym razie pozostawiona sama sobie wyszła zaszaleć na miasto. Niestety nie udało się jej znaleźć smacznego kąska do przegryzienia i rozczarowana musiała kontynuować swoją wędrówkę. Tak szczerze zwątpiła, że znajdzie kogoś kto jej wyjątkowo smacznie będzie pachnieć, zła chciała już wracać do swojej nory, ekhem apartamentu. Skusiła się jednak na drogą bardzo na około. I był to strzał w dziesiątkę! Droga przez lasy i góry okazała się najlepszym pomysłem jaki zrealizowała w ciągu ostatnich miesięcy. Bowiem wyczuła bardzo kuszący zapach, aż oczka zalśniły jej szkarłatem. Oblizała się lubieżnie i podążyła za zapachem. Coś kojarzyła, ale nie mogła go do nikogo dopasować. Nie zajmowała się długo zagadką nieco znajomej woni, oddała się tej słodyczy, aż na jej drodze ukazał się pewien mężczyzna. Nie zwróciła większej uwagi na jego wygląd, nie przyglądała się, chciała tylko zatopić kły w jego skórze. Właściwie to już czuła jego smak. Coraz bliżej i bliżej, aż stanęła tuż obok niego.
- Witaj, smaczny kąsku.
Szepnęła bardziej do siebie niż do niego, ale bez trudu mógł zrozumieć co mówiła.
Powrót do góry Go down
Myou



Zarejestrował/a : 07/04/2013
Liczba postów : 60


PisanieTemat: Re: Wodospad   Pon Lip 14, 2014 10:36 pm

Wciąż się zastanawiał, jak powinien zareagować w razie spotkania Dragonette lub kogokolwiek innego, kogo znał i kto mógł go rozpoznać. Miał dwa wyjścia: emocjonalne oraz wyrachowane. Mógł zawsze wykrzyczeć swojej ofierze w twarz, że to ona go zmusiła do odejścia i porzucenia starej osobowości. Bo przecież w takich chwilach ból staje się najlepszym przyjacielem, z czasem człowiek nie ma ochoty czuć niczego poza cierpieniem. Wyrachowane zachowanie dotyczyłoby ukrywania złości, udawania, że nic się nie stało i wszystko jest w jak najlepszym porządku. Myou nienawidził nawet swojego imienia. Czuł obrzydzenie do wszystkiego, co było powiązane z jego dawnym życiem. Gdyby mógł, osobiście wyrwałby każdą starą tkankę, odparował każdą kroplę krwi, które pamiętają starego-młodego Myou. Ale nie mógł. Był skazany na życie przepełnione obrzydzeniem do samego siebie. Zacisnął zęby, nacinając przy tym cienki papierek otaczający watę służącą za filtr.
Nie wiedział, że jest obserwowany. Nie miał zielonego pojęcia o tym, że ku niemu zbliża się nieśmiertelna istota spragniona krwi. Czarnowłosy dalej spoglądał na pianę pod wodospadem, pozwalając sobie na ostatnie chwile masochizmu. Bo przecież pragnął zakończyć stare życie i rozpocząć nowe. Potrzebował katharsis, czegoś, co zabiłoby w nim wszelkie uczucia. Jakże chciałby stać się wampirem, pstryknąć palcami i odrzucić wszelkie emocje. Ale nie mógł. Drgnął, gdy usłyszał obok siebie głos. Kątem oka dostrzegł znajomą sylwetkę. Nic się nie zmieniła. I nigdy go tak nie nazywała. Podejrzewał, że Banshee nie ma zielonego pojęcia z kim rozmawia. To było bardzo prawdopodobne, zważywszy na fizyczną metamorfozę dawnego sługi. W dodatku zabawiał się z tyloma wampirzycami, że ich zapach wciąż musiał go otaczać. Pamiętał, że jedna z francuskich nieśmiertelnych pachniała bzem. A może czymś innym.
Nil admirari, pomyślał, zgniatając papierosa w dłoni. Nil admirari.
Wyrzucił dopalony filtr i westchnął. Nie miał zamiaru kontynuować tej zabawy. Mógł udawać, że nie wie o istnieniu wampirów, ale po co? W tym mieście było ich tyle, że zaczął podejrzewać nawet panie sprzątające biura. Bezdomnych. Wszystkich.
- Dobry wieczór - rzucił pozornie obojętnie, choć w jego gardle pojawiła się wielka gula.
Chciał ją nienawidzić. Tak bardzo tego chciał, ale nie mógł. Utracił umiejętność zmuszania się do nienawiści. Lub logicznego myślenia. Obydwoje siebie porzucili, a teraz przyszła do niego. I albo wiedziała kim jest, przy czym pogrywała z nim, albo naprawdę zamierzała go ukąsić. Zacisnął pięść, zaskrzypiały skórzane rękawiczki. Był gotowy umrzeć. Nie da się jej ugryźć jak kiedyś.

_________________
When I thought that I fought this war alone,
You were there by my side on the frontline.
When I thought that I fought without a cause,
You gave me a reason to try.


Powrót do góry Go down
Banshee

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t99-banshee-sachiko-fumikana#161 http://vampireknight.forumpl.net/t106-banshee
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 587


PisanieTemat: Re: Wodospad   Pon Lip 14, 2014 10:59 pm

Tak na dobrą sprawę reakcji mogłoby być jeszcze więcej, ale czy warto się aż tak rozdrabniać? Może rzeczywiście wybór między dwoma w zupełności wystarczy i tak już człowiek, istota o dziwo żyjąca miała wiele zmartwień na głowie. Banshee się nie zastanawiała jak zareaguje, przyjęła raczej do świadomości, że da się ponieść chwili. W tym przypadku pech chciał i stado wampirzyc, że zapach Myou nie był zbyt wyraźny, mieszał się z innym, był zmieniony i nie mogła go poznać, zresztą nie tylko to uległo zmianie. Jego wygląd, oczywiście miał coś z dawnego M. ciężko się do końca pozbyć pewnych rysów, ale nie przyglądała się dokładnie. Po prostu chciała już go zjeść. Jego spokój ostudził jej zapędy, zatrzymała się w pół kroku i spojrzała mężczyźnie w oczy, bił od nich dziwny blask. Czyżby ją skądś znał? Miał z nią kiedyś do czynienia? Zapamiętałaby przecież jego zapach... naiwna wampirzyca, która w ogóle się nie zmieniła mimo iż życie ostatnio jej nie oszczędzało, zresztą na jej własne życie. Jednak to bajka na inny wieczór. Jasne włosy fruwały sobie wokół głowy wampirzycy przy mocniejszych uderzeniach wiatru. Nie odpuści sobie przecież tak teraz kolacji, tylko dla tego, że człowiek znalazł w sobie nieco kultury i przywitał się grzecznie zamiast drzeć wniebogłosy, że atakuje go dziwna kreatura, gwałcicielka czy coś w ten deseń. Wyraźnie usłyszała jak rękawiczki zaskrzypiały w trakcie zaciskania dłoni. Pokiwała na to jedynie głową.
- Ładnie to tak się od razu bojowo nastawiać?
Wykrzywiła usta w złośliwym uśmiechu.
- Możemy zrobić tak, ja sobie nieco z Ciebie pojem, ale dam Ci żyć. Wystarczy, że nie będziesz przeciągać tego co i tak nieuniknione Kochanie.
O proszę jaka milutka i jeszcze takich pieszczotliwych określeń używa. Zrobiła w jego kierunku jeszcze może ze dwa małe kroczki. Niewiele brakowało aby sięgnęła do jego ręki, nogi, szyi i zatopiła swoje ostre kły.
Powrót do góry Go down
Myou



Zarejestrował/a : 07/04/2013
Liczba postów : 60


PisanieTemat: Re: Wodospad   Pon Lip 14, 2014 11:19 pm

Westchnął głęboko. Perspektywa bycia zjedzonym przez wampirzycę bynajmniej mu nie odpowiadała. Nie takiego powitania się spodziewał; na dobrą sprawę nie spodziewał się jakiegokolwiek powitania. Myou, wciąż nie zmieniając poważnego, nieco obojętnego wyrazu twarzy, obrócił głowę w stronę wampirzycy i zamrugał kilka razy. Przechodził przez to wiele razy, ale zawsze odczuwał pewien lęk. To tak jak ze skakaniem ze spadochronem. Można to robić wiele setek razy, ale zawsze istnieje prawdopodobieństwo, że spadochron nie zadziała. I choćby człowiek bardzo tego pragnął, nie wyłączy obszaru mózgu, który odpowiada za wysyłanie ostrzeżeń. Nawet tych najbardziej abstrakcyjnych.
- A ja myślę, że sobie odpuścisz - powiedział ponuro, z radością odczuwając jak gula w jego gardle maleje. - Jakby rodzina Kuroiashita nie sprawiała już dostatecznie dużo problemów.
Jego wąskie, blade usta wykrzywiły się nieznacznie; taki grymas miał zapewne być uśmiechem. Myou wyciągnął z torby skalpel i nieco zmysłowym ruchem chwycił rękawiczkę wargami, po czym zacisnął na niej swoje białe, równe zęby. Powolutku, nieśpiesznie zaczął ściągać odzienie lewej dłoni, mamrocząc przy tym:
- Jesteście przezabawnymi istotami. Tyle lat spędzacie w ukryciu, aż nagle pojawia się ktoś z przerostem ego i sprowadza łowców na wasz ślad. - rękawiczka wylądowała na ciemnozielonym trawniku. - Przesadzacie z manifestowaniem swojej obecności. Ludzie może nie są otwarci na wasze istnienie, ale to tylko kwestia czasu...
Złożył palec środkowy oraz wskazujący razem, po czym naciął je skalpelem. Ciemna, gęsta krew kapnęła na trawnik. Myou tak się skupił na tym fakcie, że zdawało mu się, jak słyszy szelest trawy uginającej się pod ciężarem jednej kropli. Oczywiście było to fizycznie niemożliwe, przynajmniej z jego strony, tym bardziej że za jego plecami szumiał wodospad. Wystawił lewą rękę przed siebie tak, jakby coś ślubował. Między palcami wskazującym oraz środkowym znajdował się pionowo skalpel, stanowiąc raczej nijakie zagrożenie dla wampirzycy. Musiałaby być geniuszem, by się zranić.
- Pij - zakomenderował. - Ale z daleka od rany, już mam dosyć infekcji.
Uśmiechnął się szerzej, w sposób niemalże dominujący. Jakby czuł swoją wyższość nad Banshee, jakby to on teraz dyktował warunki. W tymże grymasie pojawiło się wiele życzliwej złośliwości; zupełnie jak w przypadku wyższego brata, gdy zabiera siostrze lalkę i unosi tak wysoko, by ta nie mogła jej dosięgnąć. Przełożył torbę na prawe ramię i schował do niej dłoń. Złośliwe, nieco uwodzicielskie spojrzenie zmieszane z uśmiechem nie znikało z jego twarzy.

_________________
When I thought that I fought this war alone,
You were there by my side on the frontline.
When I thought that I fought without a cause,
You gave me a reason to try.


Powrót do góry Go down
Banshee

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t99-banshee-sachiko-fumikana#161 http://vampireknight.forumpl.net/t106-banshee
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 587


PisanieTemat: Re: Wodospad   Wto Lip 15, 2014 8:27 am

Jakby rzuciła mu się naszyje byłoby to zbyt dziwne i nie w jej stylu, choć po chwili namysłu, może jednak bardzo w jej stylu, ale jakby cofnąć się kilka lat wstecz. Zmieniła się, nie była już taka słodka i miła jak dawniej, choć zawsze stwarzała pozory nieco poważniejszej i groźniejszej niż była. Miała do tego mężczyzny duży sentyment, a mimo to nie umiała go poznać. Jej ego wzrosło na tyle, że widziała tylko czubek własnego nosa. Nie świadczyło to o niej zbyt dobrze, chyba wyrównywała swój poziom do rodzinki. Wyszczerzyła na niego kły jak rozwścieczony pies.
- Nie mam nic wspólnego z tym rodem.
Cóż z tego, że jakieś najmniejsze powiązania miała, taki mini mini, jednak nie płynęła w niej ta sama krew, była z innego ojca. Choć mężczyzna, który ją spłodził wcale nie był lepszy od tego z którym związana była jej matka.
Zaczęła się denerwować, ostatnio zrobiła się taka nad wrażliwa. Miała ochotę zetrzeć z jego twarzy ten uśmieszek. Wstrzymała się jednak widząc ostrze w dłoni mężczyzny. Zająknęła się jakby chciała coś powiedzieć, jednak nic sensownego nie wypłynęło z jej ust. Zmarszczyła jedynie brwi i starała się wyrzucić z głowy przeświadczenie, że ten gość jest jej bardzo znajomy. Pojawiły się tłumaczenia, że nie tylko Myou może mieć takie hobby i skalpel i jakby się tak dłużej zastanowić podobną budowę ciała i ten zapach! Wiedziała, że coś jest narzeczy. Obserwowała go cały czas pozostając czujną.
- Wiesz tak jest znacznie zabawniej.
Wzruszyła obojętnie ramionami, w zwyczaju miała usuwać pamięć swoim ofiarom, albo wysysać je do cna, nie demonstrowała swojej inności przed tłumami, jak to niektórzy czynią. Prawdą jest jednak to, że przyrost ego i siła sprowadziła na wampiry łowców.
- Większość z nas się jakoś tym nie specjalnie przejmuje, może też powinieneś spróbować mieć to gdzieś...
Chciała coś do rzucić, aczkolwiek jej cała uwaga skupiła się teraz na ranie. Wampirzycę ścisnęło w żołądku, była jak zahipnotyzowana, zapomniała już jakie to uczucie pić z człowieka, długi czas żywiła się tabletkami bo tak chciał Isao. Totalna głupota, posłuchała go, a teraz miała wrażenie, że rozszarpie mężczyznę na strzępy aby dobrać się do każdej kropelki jego krwi. Coś ją przed tym na szczęście powstrzymywało. Te jej śliczne oczka przybrały kolor głębokiej czerwieni, pulsowały wraz z tętnem M. Kiedy tylko padło polecenie nie wahała się, chwyciła jego rękę i zerknęła mu raz jeszcze w oczy. Nie odezwała się ani słowem, wyraźnie poczuła nad sobą jego dominację, choć kiedyś było zupełnie odwrotnie. Przesunęła językiem po jego nadgarstku i wgryzła się w niego, nie starając się o jakąkolwiek delikatność. Nie znosiła kiedy ktoś stawał ponad nią. Więc piła i piła, dopóki jej nikt nie powstrzymał. Rozkoszowała się smakiem, zapachem, uczuciem spełnienia, ale i nieoczekiwanego pożądania, chciała go więcej i więcej. Jak narkotyku, pieprzone uzależnienie odżyło w niej na nowo.
Powrót do góry Go down
Myou



Zarejestrował/a : 07/04/2013
Liczba postów : 60


PisanieTemat: Re: Wodospad   Wto Lip 15, 2014 9:10 am

Jęknął cichutko, jakby nie patrzeć uczucie rozrywanych tkanek nie należało do najprzyjemniejszych. W łóżku to było co innego, skupiał się na przyjemności, a nie bólu. Tutaj było inaczej, koniec końców Banshee nie zajęła jego ciała czymś innym. Nie, aby chodziło mu to po głowie, jednak pewne wspomnienia wróciły. Jak wtedy, w parku lub w jego domu. Zawsze dostawał kosza. I to były pierwsze kroki do tego, aby na kilka lat opuścić Japonię. Nie był w stanie znaleźć drugiej takiej wampirzycy, wszystkie inne były... jakby to miał nazwać... zbyt proste w obsłudze. Daj kroplę krwi, a mogły zrobić dla ciebie wszystko. Oczywiście pod warunkiem, że odpowiednio się je zdominuje i uświadomi, iż krew umarlaka na pewno nie będzie tyle warta co istoty żywej. Myou często zabawiał się w wampirzego psychologa, ale przy Banshee to było zbędne. Nie potrafił ot tak jej wykorzystać, wątpił, aby to się udało, jednak nie miał zamiaru tracić więcej krwi niż to było konieczne; koniec końców musiała przestać. Przez jego sprytną główkę przemknęła szybka myśl. Uśmiechnął się jeszcze szerzej. Skalpel w jego lewej dłoni obrócił się prawie o sto osiemdziesiąt stopni, jakby miał zamiar przebić piękną główkę wampirzycy. Korzystając z tego, spróbował wyrwać swoją rękę.
- Pamiętaj, że nie ma czegoś takiego jak nieśmiertelny wampir - wycedził spokojnie. - Bez bodźców ze świata zewnętrznego przeżyjecie sporo, ale mózgu lub serca nie zregenerujecie... a przynajmniej nie od razu.
Szarpnął za dłoń, warknął z bólu, gdy twarde i ostre niczym brzytwa kły Banshee jeszcze bardziej rozerwały jego nadgarstek. Zaklął głośno, prawa ręka niczym błyskawica wyciągnęła z torby jałowy opatrunek i przykleiła go do rany. Równie szybko obwiązała całą rękę bandażem od nadgarstka aż do połowy drogi przed łokciem.
- Pewne rzeczy się nie zmieniają - skwitował, schylając się po rękawiczkę. - Możecie żyć ponad tysiąc lat, ale bez krwi daleko nie zajdziecie. A gdy tylko ją poczujecie, zaczniecie zachowywać się niczym narkomani czujący ulubiony drag albo dzieci, które po długim poście mają dostać czekoladę.
Odwrócił się bokiem do Banshee, spojrzał na wodospad. Nieco zwiesił głowę, doprowadzając długie, zadbane włosy w kolorze kruczych piór do stworzenia kurtyny dookoła jego twarzy. Pomiędzy kosmykami zajaśniał jego uśmiech.
- W pewnym sensie... współczuję wam.

_________________
When I thought that I fought this war alone,
You were there by my side on the frontline.
When I thought that I fought without a cause,
You gave me a reason to try.


Powrót do góry Go down
Banshee

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t99-banshee-sachiko-fumikana#161 http://vampireknight.forumpl.net/t106-banshee
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 587


PisanieTemat: Re: Wodospad   Wto Lip 15, 2014 7:25 pm

W innej sytuacji obojgu byłoby znacznie przyjemniej. Los jednak chciał aby to spotkanie było całkowicie przypadkowe, przepełnione niespodziankami i brutalnością. Nie do końca sobie kobitka zdawała sprawę, że była jednym z powodów opuszczenia kraju, raczej wmawiała sobie, że nie była nikim szczególnych w życiu Myou. Choć mogła wiele rzeczy zobaczyć i poczuć sącząc jego krew. Zawsze wolała blokować napływające obrazy i utwierdzać się w tym, że jest to czysty układ, który obojgu sprawia przyjemność, ale nic więcej. Tak było przecież łatwiej. Do tego nigdy nie była łatwa w obsłudze, każdy miał z nią problemy, szczerze mówiąc i czasem ona miała dość swojego charakterku, który z roku na rok coraz bardziej się wyostrzał. Była pokręcona i potrafiła zrobić coś całkiem odwrotnie do swoich zamiarów tylko aby kogoś wkurzyć, udowodnić swoją rację i wyższość. Nie było na nią dobrego sposobu, trzeba improwizować, bo niestety, ale nie da się wykorzystać za kropelkę krwi, tylko dlatego, że jest głodna. Jak nie ten to inny, mało w tym mieście ludzi? No raczej nie, jest w czym przebierać. Tylko problem kiedy pożąda się tej konkretnej krwi, nawet zapasy posoki zebranej w różnych miejscach na świecie, dokładnie dobranej do gustów i preferencji nie są wstanie zaspokoić łaknienia. Banshee miała sporą kolekcję, ale z jakiegoś powodu nic jej nie smakował to jak mężczyzna, który właśnie starał się wyrwać rękę z uścisku szczęk wampirzycy. Nie chciała dać za wygraną, mocniej zacisnęła kły, ale koniec końców i tak odpuściła, nie chciała go zabić, a przynajmniej jeszcze nie teraz. Pragnienia miała różne, może i gdzieś tam plątał się obrazek z martwym facetem.
- Doskonale o tym wiem, a wręcz się z tego ciesze.
Wyszeptała po czym oblizała wargi zbierając z nich kropelki krwi, była w pełni świadoma, że i ją czeka kiedyś śmierć, może nie jak człowieka tak szybko, ale kiedyś z pewnością. O dziwo dopuszczała to do świadomości, wielu krwiopijców o tym zapominało. Dała mu zrobić co musiał ze swoją ręką, nie przeszkadzała mu w tym, no proszę jaka miła z niej wampirzyca.
- Czyś trzeba się żywić, wy bez jedzenia też długo nie pociągniecie. Hodujecie, polujecie i zjadacie zwierzęta, zdawać by się mogło, że jesteście na końcu łańcucha pokarmowego, ale niestety jest zupełnie inaczej.
Dla niej była to całkiem naturalna rzecz, urodziła się będąc wampirem, nie przeszła przemiany nie mogła wiedzieć jak to jest być człowiekiem i nawet nie chciała wiedzieć. Było to dla niej zbyt przerażające.
– Tak szczerze, wszystko zależy od psychiki, stopnia głodu i czyjej krwi aktualnie pragniemy. Może jest to nasza wielka wada, ale przynajmniej nie uzależniamy się od innych używek jak ludzie. Potraficie być uzależnieni od rzeczy bez których można, a nawet powinno się żyć.
Prychnęła cichym śmiechem, świat i stworzenia na nim były śmieszne i tyczyło się to ludzi tak samo jak wampirów. Każda z tych ras miała swoje słabość, w końcu nie ma ideałów choć mało które dziecię mroku się umie do tego przyznać.
- Tak? Ja tam myślę, że nie ma czego, ale to Twoje zdanie.
Nie czuła się ani trochę pokrzywdzona z bycia tym kim jest, wręcz przeciwnie było jej bardzo dobrze. Zerknęła raz jeszcze w stronę dawnego sługi i klapnęła sobie swoim wciąż młodym tyłkiem na trawę, zaczęła się wpatrywać podobnie jak on w wodospad. Wydawało się, że czegoś wypatruje, prawda była taka, że zdawała się w ogóle nie widzieć wody, była zamyślona i nieco odcięła się od rzeczywistości.
- Nie sądziłam, że Cię jeszcze kiedyś spotkam, raczej obstawiałam, że nasze drogi się więcej nie skrzyżują. Ale, skoro jest inaczej musisz wiedzieć, że i tym razem łatwo Ci nie odpuszczę. Podniosła rękę do góry, chciała złapać jego dłoń i pociągnąć go w dół, aby nalazł się na tym samym poziomie co ona. To spotkanie przecież nie musi się kończyć smutnym pożegnaniem, odtrąceniem, sytuacja życiowa w jakiej znalazła się wampirzyca była znacznie odmienna od tej kiedy widzieli się po raz ostatni. Pytaniem było tylko czy jej towarzysz jest na tyle odważy aby zaryzykować.
Powrót do góry Go down
Myou



Zarejestrował/a : 07/04/2013
Liczba postów : 60


PisanieTemat: Re: Wodospad   Wto Lip 15, 2014 8:13 pm

Pozwolił Banshee na pociągnięcie go w dół. Spojrzał w jej oczy, ale w jego spojrzeniu nie było już tego pożądania co kiedyś. Nie było w nim nienawiści, może tylko żal. Gdyby płytko rozdrapać ranę, to Myou miałby rację, ale tutaj nie dało się tego zrobić. Trzeba było kopać mocniej i głębiej, sięgnąć do istoty problemu. I tutaj pojawiał się argument, który oddawał zwycięstwo Banshee. Ona miała Isao. Męża, chłopaka, kochanka... Kimkolwiek był, pojawił się wcześniej od czarnowłosego byłego sługi i miał prawo do tej kobiety. Kimże był Myou, by wtrącać się do ich związku? Nie, nie może tego zrobić po raz kolejny. Perspektywa walki z Isao zwisała mu zwiędłym kalafiorem, nie bał się go ani trochę, w swoim życiu widział dużo starsze i potężniejsze wampiry, przy których Banshee, Isao, a nawet Testament wychodzili na rozwydrzone, małe dzieci, którym wciąż trzeba było zmieniać pieluchy. Rzecz jasna nie lekceważył jakiegokolwiek zagrożenie, to było jak z oglądaniem płonącej budy dla psa, gdy już kiedyś oglądało się cały kraj stojący w płomieniach. Robiło wrażenie, ale gdzieś w głowie pojawiała się myśl, że to nie to samo. Coś mniejszego. W każdym razie, Myou nie lekceważył Banshee.
Ileż to razy wmawiał sobie, że kiedy spotka Banshee, zachowa zimną krew, zignoruje ją i po prostu odejdzie. Zrobiłby tak, gdyby minęli się na ulicy lub w drzwiach budynku, ale nie kiedy ta złapała go za rękę i pociągnęła w dół. Serce zaczęło walić jak oszalałe, chłopak słyszał szum własnej krwi. Wyczuwał delikatny zapach wampirzycy, nie wiedział jednak czy to woń jej skóry, czy może krwi, perfum, mydła... A może to trawa? Może to zapach czystej wody? A może znowu mózg płatał mu figle i skończy się na tym, że do niczego nie dojdzie, a on znowu narobi sobie nadziei? Ostatecznie ucieknie od wampirzycy i zmieni tożsamość? Może odda się pod protektorat innego wampira?
- Panienko - westchnął.
Jakby nagle przytomniejąc, spuścił głowę, przestając patrzeć w oczy dziewczyny. Uśmiechnął się łagodnie, niemalże z zażenowaniem. Zapomniał o piekącej ranie, przestał zdawać sobie sprawę z obietnic złożonych przed samym sobą. Na ułamek sekundy, niczym w słabych filmach, jego oczy zasnuła mgła wspomnień. Hotelowy pokój, Myou z nieco dłuższymi włosami i zaniedbanym zarostem, patrzący w lustro i pijący prosto z butelki jakąś tanią whisky. Myou na festiwalu w Wenecji, stojący gdzieś z boku, trzymający papierosa w prawej dłoni, a materiałową maskę w lewej. Myou podpisujący umowę, zamieniający otrzymaną w spadku po rodzicach rezydencję w sierociniec oraz mały przytułek dla bezdomnych. Czy... to było jego katharsis? Wtedy uważał, że oczyścił swoją duszę, teraz będzie wolny. Nic bardziej mylnego. Gdyby stanął w miejscu, wszystko byłoby w porządku, ale problemy były niczym kula ziemska; jeśli będzie się uciekało odpowiednio długo, okrągły kształt planety sprawi, że w końcu trafi się do tego samego miejsca.
Banshee mogła dostrzec, co chciał zrobić. Przytulić się lub po prostu poczuć jej dotyk. Zobaczyć uśmiech. Ale Myou wyprostował się, wyciągnął papierosa i zapalił go.
- Nie wiem po co wróciłem - syknął, wdychając spore ilości dymu. - I nie wiem dlaczego.

_________________
When I thought that I fought this war alone,
You were there by my side on the frontline.
When I thought that I fought without a cause,
You gave me a reason to try.


Powrót do góry Go down
Banshee

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t99-banshee-sachiko-fumikana#161 http://vampireknight.forumpl.net/t106-banshee
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 587


PisanieTemat: Re: Wodospad   Sro Lip 16, 2014 9:44 pm

Poczuła ulgę i zadowolenie, kiedy mężczyzna nie odwrócił się do niej plecami i nie poszedł swoją drogą, tylko został choć może wcale tego nie chciał. Każde z nich miało inne plany co do takiego spotkania, oboje chcieli inaczej to rozegrać, udać może, że się wcale nie znają. Okazało się jednak, że rozmyślanie i planowanie to jedno, a prawdziwe życie to drugie. Bo można sobie na tysiące sposobów wymyślać co się powie, jak przebiegnie rozmowa, ale to zawsze i tak będzie wyglądać inaczej. Więc zamiast minąć się gdzieś na ulicy siedzieli razem na trawie i gapili się leniwie w wodospad. Chyba nie umieli znieść zbyt długiego spoglądania sobie w oczy.
Rzecz jasna zauważył, że przez chwilę Myou miał ochotę wykonać w jej stronę jakiś miły gest, ale zawahał się i zmienił swoje plany. Był zimny, obojętny co nie ostudziło wcale zapału wampirzycy. Stwierdziła, że długo czekała na swobodę i pełne prawo ryzykowania w każdej dziedzinie życia. Powoli przechyliła się w stronę towarzysza i oparła głowę o jego ramię. Nie było to zbyt nachalne, a nawet jeśli to ryzyk fizyk. Najwyżej poczuje smak gorzkiego odrzucenia.
– Może masz tu jeszcze coś do dokończenia.
Ani jedno, ani drugie nie będzie wstanie się uwolnić z tej pogmatwanej znajomość dopóki nie wyjaśnią sobie paru spraw i nie pozwolą odejść. W przeciwnym razie zawsze będzie ich coś trzymać, i nie da się od tego po prostu uciec, pytanie tylko czy na pewno tego chcą. Uniosła głowę zerkając na profil mężczyzny, przez chwilę się wahała jakby była jakąś zawstydzoną nastolatką, ale postanowiła więc to zrobi. Ujęła brodę Myou w palce i zmusiła go aby odwrócił się choć trochę w jej stronę, kiedy to chcąc nie chcąc uczynił, być może walczył z jej dłonią, ale wampirzyca nie dawała za wygraną.
- Tęskniłam za Tobą.
Dłoń z brody przeniosła na papierosa i wyjęła go z ust mężczyzny. Zdecydowanie zbędny gadżet.
Wyciągnęła się w jego stronę i musnęła jego wargi swoimi, a nawet na chwilę zastygła tak w bezruchu czekając na jego reakcję. Papieros powoli wygasał trzymany między paluszkami Banshee.
Powrót do góry Go down
Myou



Zarejestrował/a : 07/04/2013
Liczba postów : 60


PisanieTemat: Re: Wodospad   Czw Lip 17, 2014 2:14 pm

Nie mógł się nie oprzeć uczuciu przyjemności rozlewającemu się po całym ciele. Zamknął więc oczy i złożył usta do kolejnych pocałunków, lecz po pewnym czasie powoli oderwał się od Banshee. Popatrzył na nią, mruknął niewyraźnie:
- A Isao?
Wyprostował się, znowu poczuł jak w jego gardle rośnie potężna gula, która prawie sparaliżowała jego struny głosowe. Wziął głęboki wdech, popatrzył na taflę wzburzonej wody. Nie wiedział, czy ma to powiedzieć, czy nie. Ludzie często nie dostrzegali swojego złego postępowania, uważali że nieważne co zrobią, postąpią prawidłowo. Myou kiedyś był skłonny powiedzieć Banshee, że jest dla niego całym życiem i po prostu ją kocha. Teraz była dla niego tym, czym jest zauroczenie lub pierwsza miłość. Nie przetrwała, została pokonana przez czas współpracujący z odmiennymi charakterami kochanków. Może kiedyś wrócą do tego, co było, ale czarnowłosy nie miał dłużej zamiaru biegać za wampirzycą. Postanowił, że teraz przyszła pora na jego szczeniackie podchody. Kiedyś to Banshee rozgrzewała go do czerwoności, a potem zostawiała, tłumacząc się załatwianiem jakichś spraw. Oczywiście Myou nie był głupi i wiedział, że ona wraca do Isao. Za każdym razem liczył się z tym, że po kilku chwilach od trzaśnięcia drzwiami chłopaka dziewczyna będzie obejmować swojego oficjalnego partnera. Całować, mówić mu czułe słówka, prawdopodobnie wyląduje z nim w łóżku. Na wspomnienie tamtych chwil czuł, jak ogarnia go gniew. Powinien o tym zapomnieć, to było wiele lat temu, ale nie potrafił. W końcu "uczucie" Myou w znacznym stopniu wpłynęło na jego nową osobowość.
- Nie będę po raz kolejny twoją zabawką - powiedział łamliwym głosem, z premedytacją unikając jej wzroku.
Z pewnością bał się, że jeśli ta znowu go obejmie lub spojrzy mu w oczy, zrezygnuje z tego, co miał powiedzieć. Doskonale widział, że musi to z siebie wyrzucić. Chrząknął.
- Nie będę po raz kolejny człowiekiem, z którego można spuszczać krew, zabawiać się nim, a potem iść do Isao. A jeśli wciąż łączy was tak wiele, to myślę że wiesz jak to się skończy. Jestem mężczyzną, nawet jeśli nie mam dwóch metrów w klatce piersiowej, i znam swoją wartość. Bo bycie mężczyzną to pokazywanie siły bez potrzeby eksponowania mięśni, to pokazania, że ma się jaja, nie zdejmując przy tym spodni.
Spojrzał ostrym wzrokiem na wampirzycę.
- A twoja tęsknota jest niczym więcej jak pragnieniem nieznanego, bo twoje zabawki szybko ci się nudzą. Tęsknisz za nieprzewidywalnością, a nie rutyną gryzienia mnie. Przykro mi, Banshee.
Ponownie chrząknął, dotarło do niego, że wypowiedział jej imię. Słowo, które przez tak długi czas zawierało w sobie całe piękno świata. Teraz... było niczym stara fotografia. Można obejrzeć, rozczulić się nad nią, ale ona przedstawiała przeszłość. Coś, co odeszło.
- Poza tym, zostanę wampirem - szepnął bardziej do siebie, lecz wciąż wyraźnie. - Przeznaczenie godne Draculi. I będę równie żałosną istotą co wy wszyscy.
Kątem oka spojrzał na Banshee, spojrzeniem w którym był ból.
- Po to, by nic nie czuć.

_________________
When I thought that I fought this war alone,
You were there by my side on the frontline.
When I thought that I fought without a cause,
You gave me a reason to try.


Powrót do góry Go down
Banshee

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t99-banshee-sachiko-fumikana#161 http://vampireknight.forumpl.net/t106-banshee
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 587


PisanieTemat: Re: Wodospad   Czw Lip 17, 2014 5:07 pm

Z początku wydawało się, że unikną trudnych rozmów i sytuacji, zwłaszcza, że mężczyzna wydawał się chcieć jej ust wiąż tak samo mocno jak przed laty. Jak bardzo się pomyliła młoda wampirzyca, była zbyt pewna swego.
- Isao? Nie wiem, dawno go nie widziałam.
O tak, było to już dawno temu i nie zapowiadałoby się, miało coś zmienić. Zerwał zabrał dziecko i wyjechał do rodziny do Stanów. Czy było jej żal? O dziwno nie, może z samego początku i z powodu dziecka. Teraz jak tak o tym myśli uważa, że jest lepiej. Była zbyt niestabilna emocjonalnie i się do tak poważnej roli nie nadawała. Nic w swoim życiu nie traktowała poważnie, ale oczywiście uświadomiła to sobie dopiero po latach, i po tych wszystkich rozstaniach, stratach i ucieczkach. Nie miała swojego miejsca w którym czuła się bezpiecznie i do którego chciała wracać. Sądziła, że taki jej los, ale nie to był jej wybór, nieco podświadomy, ale sama sobie tego życzyła. Każdy jej grzeszek był tylko potwierdzeniem, że słowa Myou były pełne racji. Tęskniła za nieznanym, nieprzewidzianym. Nie chciała żyć w rutynie i ciągle powtarzać każdego dnia od nowa, zawsze tak samo. Chciała żyć w niepewności, i to właśnie w tych czasach kiedy każdy chce mieć stabilną i określoną sytuację. Na przekór wszystkiemu i wszystkim chciała budzić się z dziennego snu i wiedzieć, że na jej drodze może się dziś wszystko wydarzyć. Pragnęła poczucia wolności, mieć otwartą drogę i po prostu iść przed siebie.
- Za każdym razem pozwalałeś na to.
Wyprostowała się i spojrzała na trawę pod swoimi stopami, wyglądała jak skruszona dziewczynka.
- Nie ma już niczego między nami.
Miał rację, zawsze wracała do blondyna, ale i tym przypadku czara się przelała. Robiła wiele rzeczy, które później niosły za sobą konsekwencje. Była teraz w sytuacji kiedy za wszystko odpłacała, zresztą bardzo słusznie.
- Nie będę się tłumaczyć, nie będę Ciebie też do niczego zmuszać. Robiłam wiele różnych i niewłaściwych rzeczy w życiu. Jednych żałuje, innych nie. I już nic na to nie poradzę, że przeżyłam swoje życie tak, a nie inaczej.
Uniosła głowę, wpatrywała się w przestrzeń. Nie lubiła się zastanawiać nas swoim życiem. Zawsze uważała, że przecież tak łatwo można wszystko zostawić za sobą i zacząć od nowa. Otóż, nie. Było to trudne, a sama ucieczka nic nie daje.
- Zrobisz jak uważasz, tylko żeby nie okazało się to zła decyzją. Nie ma tak, że staniesz się nagle nieczuły, a skoro tego chcesz możesz taki być pozostając człowiekiem.
Obróciła się w jego kierunku.
- Niejednokrotnie spotkałam ludzi bardziej zimnych od trupów.
Nic nie poradzi na jego decyzję, jego życie robi z nim co chce. Byle świadomie, niektóre rzeczy są nieodwracalne. Podniosła się i stanęła nad nim. W pierwszej chwili chciała odejść, znów uciec i trzasnąć drzwiami, z drugiej uświadomiła sobie, że wcale nie musi tego więcej robić.
- Od dawna jesteś wolny, przynajmniej ode mnie, nie mam prawa Ci niczego narzucać.
Dłonią sięgnęła do jego smolistych włosów, palce zanurzyły się między kosmykami muskając delikatnie skórę...
Powrót do góry Go down
Myou



Zarejestrował/a : 07/04/2013
Liczba postów : 60


PisanieTemat: Re: Wodospad   Czw Lip 17, 2014 6:05 pm

Przez tak długi czas był samotny. Otaczał się ludźmi i wampirami, jednym płacił, inni sami chcieli obok niego być. Były miesiące, gdy imprezował i nie dopuszczał do kaca, były też takie, podczas trwania których oddawał się służbie ludzkości. Chwile, gdy chude, poznaczone bliznami po ukąszeniach dłonie chwytały za utensylia lekarskie i ocalały życia. Wtedy czuł, że żyje, zdawał sobie sprawę z własnego powołania. Kilka lat temu był obiecującym lekarzem, absolwentem prestiżowych szkół medycznych ukończonych w rekordowym czasie. Mógł pracować za naprawdę ciężkie pieniądze, rozbudowywać rodzinną posiadłość, założyć rodzinę, przekazać amulet synowi lub córce.
Nie zrobił tego.
Dlaczego? Myou wyraźnie nie miał pojęcia, dlaczego postąpił w taki, a nie inny sposób. Posiadłość oddał potrzebującym, leczył samego siebie, pieniądze w banku leżały i gniły. Nie miał na co ich wydawać; oczywiście w przenośni, bo realnie pieniądze wydają się bez przerwy, jednak przy ich ilości posiadanej przez Myou nie stanowiło to wielkiej różnicy. Właśnie zdał sobie sprawę, że jest nikim. Nikim i niczym, porażką życiową.
Ból, bycie odrzuconym przez ukochaną osobę. Żal co do podjętych decyzji. Poniesienie porażki życiowej.
Złapał się za głowę.
Tysiące słów przemknęły przez jego umysł. Ból, samotność, cierpienie, żal, choroba, porażka, nieudacznik, depresja, kretyn, tchórz, ucieczka.
Poczuł chłodne, delikatne palce.
Ona.
Uniósł głowę.
Niczym w piosence, która utknęła mu w pamięci. Gdyby miasto płonęło, nie zrobiłby nic poza obserwacją opadającego popiołu. Szarych płatków zdmuchiwanych przez wiatr niczym marzenia zniszczone brakiem samozaparcia. Są, ale ich nie ma. Jeszcze ona. Ta wampirzyca o perłowych, białych włosach. Zielone lub szkarłatne tęczówki, pełne usta, idealna figura. Uosobienie piękna. Czy wytrzymają ból? Jak długo będą skrywać to, co czują? A może... ona nic nie czuje? Myou drgnął, gdy zdał sobie z tego sprawę. Minęły lata. Nic nie czuje. Ona nic nie czuje.
- Nie narzucono mi czegokolwiek - szepnął. - Bo po co? Dość rzadko byłem oczkiem w czyjejkolwiek głowie. I nie mów, że to się zmieni. Nie okłamuj mnie po raz kolejny, nie twierdź, że nie wrócisz do Isao. Obydwoje wiemy, jak to się skończy, Banshee. Wiemy, że się zejdziecie. Bo wampiry mają to do siebie, prawda? Zawsze na siebie traficie. Jesteście sobie przeznaczeni. A ja?
Upuścił dłonie, które przez cały ten czas ściskały kruczoczarne kosmyki.
- Jestem - przełknął ślinę, jakby miał powiedzieć coś ohydnego, coś czego nie chciał wymówić, jakby to miało potwierdzić jego najgorsze obawy. - Jestem człowiekiem. I umrę, jeśli mnie nie przemienią. A wtedy będziesz sama. Albo zostawisz mnie, nim umrę.
Nie chciał potwierdzenia, nie chciał zaprzeczenia. On chciał... pewności. Mimo że bardzo się jej bał. Myou odetchnął płytko. Wlepił wzrok gdzieś przed siebie. Czuł, że mur oddzielający go od Banshee powoli się kruszy. Bał się tego.

_________________
When I thought that I fought this war alone,
You were there by my side on the frontline.
When I thought that I fought without a cause,
You gave me a reason to try.


Powrót do góry Go down
Banshee

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t99-banshee-sachiko-fumikana#161 http://vampireknight.forumpl.net/t106-banshee
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 587


PisanieTemat: Re: Wodospad   Czw Lip 17, 2014 8:13 pm

Najgorsze jest to, że mimo iż otacza nas tłum i tak można być najsamotniejszą osobą na świecie. Wszystko to co robiła Banshee przez ten czas było puste i bez większego znaczenia, nie miało to większego wpływu na jej życie. Nie wnosiło nic, a nic. Taka pusta egzystencja. Podobno wampirom co jakiś czas zdarzają się takie bezproduktywne lata.
- Masz rację, nie mogę Ci niczego obiecać, życie jest zbyt poplątane, zbyt pełne niespodzianek na jakiekolwiek obietnice.
Wiedziała to nawet ona, zwłaszcza, że w planach miała kilka wieków egzystencji i bardzo powolne starzenie się.
- Nie jesteśmy sobie przeznaczeni, byliśmy związani zaledwie parę lat. Cóż to jest przy tym jak długo potrafimy żyć. Dla ludzi to dużo, dla nas to jak dzień. Byłam związana również z innym wampirami, ale o niczym to nie świadczy.
Kiedy była jeszcze młodsza i głupia sądziła, że spotkała kogoś na wieczność, skończyło się to równie szybko co zaczęło, choć było pełne pasji, namiętności, wspólnego zrozumienia. Nic nie jest gwarancją, że będzie tak już zawsze. Nie przestała gładzić jego włosów, pieścić jego skóry.
- Jeżeli chcesz być wampirem nic nie stoi na przeszkodzie. Tylko musisz być tego pewny i nie oczekiwać cudów. To trudne i brutalne życie w mroku. Musiałbyś pożegnać się ze światem ze światłem słonecznym.
Które podobno jest bardzo przyjemne. Ban nie miała pojęcia jak to jest, urodziła się wampirem, co doceniała z całego swojego martwego serca, choć ciekawiło ją to jakie to uczucie doświadczyć ciepła promieni słońca... Swoich uczuć nie była wstanie określić, była zmieszana i nieco przerażona. Nie planowała tego spotkania w najbliższym czasie, nie była przygotowana. Nagle kucnęła i objęła jego twarz obiema dłońmi, zwróciła w swoją stronę i spojrzała głęboko w oczy.
- Powiedź tylko czy dalej tego chcesz.
Czy dalej chciał mieć ją obok, czy chciał czuć jej ciało, czy pragnął budzić się obok kogoś kto jest martwy aż do zmroku. W końcu to on mógł ją kiedyś i nagle zostawić. Życie lubiło płatać takie figle.
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Wodospad   

Powrót do góry Go down
 
Wodospad
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 8Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Next
 Similar topics
-
» Niewielki wodospad leśny
» Wodospad Słodkości
» Wodospad Tysiąca Szeptów

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Vampire Knight :: Poza Miastem :: GÓRY-
Skocz do: