IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Wodospad

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Next
AutorWiadomość
Myou



Zarejestrował/a : 07/04/2013
Liczba postów : 60


PisanieTemat: Re: Wodospad   Wto Lip 22, 2014 1:13 pm

Wzruszył ramionami, odsunął się nieco od Banshee. Wyjął kolejnego papierosa i go rozpalił. Jak tak dalej pójdzie, to dostanie raka w ciągu tygodnia.
- Nie wiem - rzekł szczerze. - Naprawdę nie mam pojęcia, czy po tych wszystkich latach, gdy od ciebie uciekałem, wciąż mam ochotę na ryzykowanie własnym szczęściem.
Westchnął głęboko, nie przestając patrzeć na jej zielone oczka.
- Wiem, że długo ze mną nie wytrzymasz, poznasz kogoś lepszego. Po co miałbym ryzykować? I po co ty miałabyś ryzykować? Wampiry nie dochowują wierności, jesteście jeszcze bardziej impulsywnymi istotami od nas.
Wstał, strzepał z dżinsów trawę i ziemię.
- Nie każę ci na mnie czekać - szepnął, powoli kierując się w stronę miasta. - I nie każę ci teraz za mną biec, ale na chwilę obecną nie wiem, czy warto zaryzykować tym, co zbudowałem bez ciebie. Przekonaj mnie, gdy będziesz chciała.
Odwrócił się na pięcie.
- Póki co, żegnaj - rzucił odchodząc.

[zt]

_________________
When I thought that I fought this war alone,
You were there by my side on the frontline.
When I thought that I fought without a cause,
You gave me a reason to try.


Powrót do góry Go down
Dastan
Dastan
Dastan
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t502-dastan
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 505


PisanieTemat: Re: Wodospad   Pon Lis 23, 2015 3:29 pm

Chyba nie spodziewała się tego, że Dastan po kilku spotkaniach otworzy się na wampirzycę w jakikolwiek sposób i zabierze ją na przechadzkę po zamku? A może liczyła na to, że zabierze ją w nieco ustronniejsze miejsce – do jego sypialni? Wampir pilnie strzegł swojej prywatności. Dastan w ogóle miał problemy z zaufaniem do innych i trzymał się na uboczu, omijając szerokim łukiem wszelkie skupiska. Wolał samotność i bardzo sobie ją cenił. Najwyraźniej Nadia przeliczyła się, o ile, oczywiście, liczyła na cokolwiek.
Był w końcu u siebie, to dlaczego miałby się czuć inaczej, niż pan i władca na włościach? Nikt przecież siłą wampirzycy tutaj nie przetrzymywał i mogła opuścić ten przybytek w każdej chwili, kiedy tylko zapragnie lub poczuje się urażona nietowarzyskim zachowaniem i charakterem wampira.
Nie był rozpieszczony, ale Nadia wiedzieć tego nie mogła. Najwyraźniej znów oceniała po pozorach i ewidentnie wierzyła w to, co Dastan pozwalał jej dostrzec. Nie zamierzał wpływać na jej poglądy na tę sytuację. Był jaki był i dla mało znanej szlachetnokrwistej wampirzycy nie zamierzał się zmieniać o sto osiemdziesiąt procent. Zresztą czemu, skoro nie zrobił tego nawet dla tych, których kochał? Nie licząc matki, do niej nie miał żadnych cieplejszych uczuć, wiadomo dlaczego. W tych murach ociekających złotem nie miał słodkiego i prostego życia, jak to się mogło wydawać pani redaktor, która otrzymała wszystko od tatusia. Nie był znudzony światem; był jedynie znudzony codziennymi czynnościami, które przestały nieść ze sobą coś nowego. Na co mu kolejna, nudna kąpiel w towarzystwie nagiej partnerki? Chciał zrobić coś szalonego, na co nigdy by się nie zdobył, chroniąc swoją dumę. Cóż, najwyraźniej Nadia preferowała sztywnych nudziarzy i pantoflarzy, którzy siedzieli grzecznie w domu, pili alkohol, palili cygara i ostro rżnęli swoje partnerki, by je seksualnie zadowolić.
– Ani razu nie powiedziałem, że Cię znam. Ty również mnie nie znasz.
Skończył palić i zgasił niedopałek, wrzucając go do szklaneczki, na której dnie było jeszcze nieco alkoholu.
– Unikam skupisk, chyba, że jestem głodny i chcę zapolować.
Powinna to już zauważyć, chyba że nie bardzo ją to interesowało, co Dastana w sumie by nie zdziwiło. Kobieta, która interesuje się facetem i obserwuje go? Wolne żarty…
– Są. Wyżej w górach. Mogę Cię tam zabrać.
Skoro chciała ujrzeć wodospad, to go zobaczy. Kiedyś tam, ale chyba nie tym razem, bowiem Nadia miała swoje sprawy do załatwienia. Dastan wstał z fotela i opuścił zamek w stroju „rajskim”. Choć czy to nie ironia? Wampir udający się nad rajski wodospad, w „rajskim” stroju? Tak bardzo grzeszne i wyklęte istoty przez Boga lub innego stwórcę, w którego ludzie wierzą.
Poruszał się szybko i zwinnie, jak to z wampirami bywa. Noc tworzyła specyficzny klimat – mgła opadała na drzewa i chyliła się ku ziemi, nadając pewien mistycyzm. Mogli się czuć tak jakby uciekali przed seryjnym mordercą, choć to raczej oni mogliby być uważani za morderców, niż ofiary… Wreszcie dotarł na obrzeża lasu. Dastan wpadł na polanę jak dziki zwierz, przykucając, żeby się rozejrzeć po polanie. Nie było tutaj żywej duszy – nawet zwierzyny… Zatem znów mieli przebywać sam na sam. Po lewej stronie był wodospad. Cała polanka znajduje się w dolinie i otoczona jest wysokimi szczytami górskimi… Oczywiście sporo było jezior, także w lasach czy w dolinie otaczającej tereny wioski. Dastan zbliżył się do małego oczka wodnego przy sikającej wodzie ze szczelin górskich i położył się na chłodnej, martwiejącej już trawie. Zamknął oczy, by dosłownie rozkoszować się ciszą i naturą, jaka ich otaczała... Nagle usłyszał szelest liści i stukot łamiącej się gałęzi.


Ostatnio zmieniony przez Dastan dnia Nie Lis 29, 2015 4:08 pm, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Rillianne

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1412-rillianne#27490
Zarejestrował/a : 23/03/2014
Liczba postów : 325


PisanieTemat: Re: Wodospad   Pon Lis 23, 2015 9:36 pm

Młoda długo kręciła się zarówno po mieście jak i jego okolicach. Już od dawna nie można było znaleźć jej w murach Zamczyska. Nie miała kontaktu z Yuki, ani tym bardziej z Ringo. 'Kłótnia', która miała miejsce szmat czasu temu, odbiła się na niej na tyle, że nie myśląc zbyt wiele, Rillianna zdecydowała się na pobyt w Akademii. Spakowała swoje manatki i bez słowa wyniosła się z domostwa, by zacząć uczęszczać na zajęcia i zamieszkać w księżycowym akademiku. Nie wpasowała się jednak w tamtejsze towarzystwo. Za swoją koleżankę uważała jedynie dziewczynę z którą przyszło jej dzielić pokój. Nic poza tym. Wolała pozostać w pewnym odosobnieniu. Często czuła się lepsza od innych. Jest to z pewnością wynik nauk Dastan'a, który od zawsze powtarzał jej, że jako szlachetnokrwista ma prawo górować nad innymi. Należy jej się odpowiedni szacunek. W dzisiejszych czasach nie warto się go jednak spodziewać od małolatów będących z nią na roku. Julie niebywale drażni głupota i niewiedza większości uczniów. Dlatego trzyma się od nich z dala, mając u swego boku jedynie Natalie.
Niemniej, opuszczając kilka zupełnie zbędnych zajęć, Rill wymknęła się ze szkoły i właściwie od kilku dni szlajała się tam, gdzie poniosły ją nogi. Zwiedziła miasto, by następnie przenieść się w okolice wioski i gór. Ślepo dreptała przed siebie. Jakby błądziła. Teoretycznie na samym początku tak właśnie było. Dziewczyna zupełnie nie zna tych okolic, jednak gdy którejś nocy na niebo wstąpił czerwony księżyc, ten fakt jakby przestał ją obchodzić. Ni z gruchy ni z pietruchy zaczął panować nad nią głód. Dziki, wręcz nie do zniesienia. Szesnastolatka rzucała się na wszystko. Żądza jaka nią zawładnęła nie odpuszczała nawet na chwilę. Choć z drugiej strony, gdyby ktoś ją właściwie podszedł, zrobiłaby się potulna niczym baranek. ZUPEŁNIE JAK BABA Z OKRESEM, a to tylko wina czerwonego księżyca. Pożalsiębożesrlsy.
Podążała za wonią. Nie rozpoznała w niej zapachu brata. Ona biegła jak zdziczała, ba! Betonowa ściana by jej teraz nie zatrzymała. Klapy na oczy i do przodu. Jedzenie tak bardzo. Jak ćpun na głodzie. Nie bawiła się w skradanie, pewnie słyszeli ją z kilometra. Łamała gałęzie, odrzucała na bok kępy liści i świeciła na lewo i prawa swoją przerażająco czerwoną tęczówką. Wpadła na polankę. Przystanęła tylko na moment. Ogarnęła wzrokiem obszar na jakim się znalazła i dopiero w tej chwili zrozumiała, że musi trochę zwolnić, by nie wystraszyć ofiary. Ofiary z którą notabene z pewnością teraz nie dałaby sobie rady. No halo! Przed sobą ma dorosłego wampira, krwi szlachetnej. Gdzie ona do niego, lol? ALE KTO BY SIĘ TYM TERAZ PRZEJMOWAŁ!? NA PEWNO NIE RILL.
Przykucnęła z wolna, nadgryzając dolną wargę swoimi ostrymi kłami. Obserwowała go. Choć obecnie nie miało to sensu, bo z pewnością Dast już dawno zdał sobie sprawę, że ONA TU JEST.

_________________
Powrót do góry Go down
Dastan
Dastan
Dastan
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t502-dastan
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 505


PisanieTemat: Re: Wodospad   Czw Lis 26, 2015 12:48 pm

Dastan nie wiedział, że małolata postanowiła uciec z domu. Nie miał prawa wtrącać się w jej życie, a już tym bardziej wkraczać w kompetencje Ringo. Wiadomo, że w przypadku Yuki z kompetencjami bywa przeróżnie, raz gorzej raz jeszcze gorzej. Ale na pewno nie pozwoliłby Rillianne na taką samotność. Przeniosła się przecież do Akademii i tam zamieszkała. Nie uważał, aby była to odpowiednia szkoła dla tej wampirzycy. Talent dziewczyny niszczał, a sama szkoła przestała nieść ze sobą wszelkie wartości. Poza tym popadała w hipokryzję, skoro uważała siebie za lepszą od ludzi, do czego doprowadził blondas, a szkoła przecież skandowała pokój między rasami. Ciężko do tego zmierzać, jeśli same wampiry nie mają takich samych aspiracji. Rillianne powinna trafić do renomowanej, prywatnej szkoły i Ringo powinien o tym pomyśleć. W tej Akademii Rilli będzie się czuła jedynie jak ktoś inny, wyobcowana, samotna, na wyższym poziomie od pozostałych uczniów. Powinna obracać się w towarzystwie sobie podobnym, a nie z plebsem się zaprzyjaźniać. A już na pewno nie z ludźmi. Owszem, byli wspaniali… jako jedzenie.
Dastan całkowicie nie spodziewał się tego, że w tak cichym i spokojnym miejscu spotka swoją głośną siostrę. Miał nadzieję, że uda mu się wreszcie odpocząć i po prostu odizolować się od całego świata. Wyczuł ją, kiedy skradała się, a raczej biegła na załamanie karku przed siebie, bo owładnął nią szał krwi. Cóż, Dastan nie był wcale od niej lepszy… Kiedy czuł krew, dosłownie dostawał szału i rzucał się na ofiarę, by dorwać się do krwi, która znajdowała się pod małą przeszkodą w postaci skóry. Rozrywał ją ostrymi kłami i spijał tę słodycz.
W dodatku słyszał wyraźnie głośne poruszanie się Rilli. Wdeptywała w gałęzie, łamała je, odrzucała gałęzie będące jeszcze na drzewie. Ale Dastan nie poruszył się nawet na centymetr. Nie dał także po sobie poznać, że wyczuł obecność wampirzycy. Udawał, jakby jej tutaj w ogóle nie było. Udawał, że pogrążył się w letargu. Jego twarz wydawała się łagodna jak u niemowlaka. Klatka piersiowa nie unosiła się. W końcu nie musiał udawać ludzkich odruchów życiowych. Wyglądał… jak martwy. Czerwone promienie księżyca w pełni spływały na nagie ciało wampira, podkreślając jego martwotę. Pozwalał się obserwować wampirzycy. Czuł na sobie jej pilne spojrzenie. I czekał. Czekał… aż się rzuci.

_________________
Powrót do góry Go down
Rillianne

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1412-rillianne#27490
Zarejestrował/a : 23/03/2014
Liczba postów : 325


PisanieTemat: Re: Wodospad   Pią Lis 27, 2015 4:16 pm

Nie skradała się. Świadomie dawała znać obecnemu na polanie krwiopijcy o tym, że nieugięcie zbliża się z każdą sekundą. Totalnie nie kryła swojej obecności. Szał jaki nią zawładną, zupełnie jej na to nie pozwalał, więc czemu Dastan leżał jak gdyby nigdy nic? Spokojny, niewzruszony? Jakby wypoczywał nie zdając sobie sprawy z obecności szesnastoletniej Rillianny. Wampirzyca nieco zdezorientowana wlepiała swoje spojrzenie w ułożonego na polance chłopaka. Nie zważała na jego nagość. Była zupełnie ślepa na ten 'drobny' szczegół. Jej dwukolorowe tęczówki wierciły dziury w umięśnionym ciele brata. Nie rozpoznała go. Nadala był jej obcy. Już dawno powinna wyczuć, że to on. Tym czasem księżyc mamił ją, podsycał jej głód i nie pozwalał logicznie myśleć. Ostatnie parę godzin Rillianny kręciło się tylko i wyłącznie wokół czerwonej posoki, którą notabene zdobywała raz łatwiej, raz trudniej. I nadal nie miała dość. Chciała więcej. Ujawniła się w niej prawdziwa natura jej rasy. Stała się dzika. Niczym zwierze, które poluje na inne po to by przetrwać. Zabrakło u niej jakiejkolwiek ogłady, rozsądku. Liczyło się jedno - krew, którą obecnie miała na wyciągniecie ręki.
W końcu ruszyła. Najpierw podniosła się delikatnie z ziemi, po czym nieco pochylona ruszyła przed siebie. Biegła ile tylko sił w nogach, by dać jak najmniej czasu Dastan'owi na reakcję. Choć szczerze wątpiła, aby wampir nie wiedział, że obserwuje go już od dłuższej chwili. Pewnie, gdy tylko na niego ruszyła, ten szybko pozbierał się z polanki.
Jednak biegła. Nie rezygnowała! Nieugięcie chciała się dostać do swojego celu. Także, gdy się już przy nim znalazła, bezceremonialnie usiadła na nim okrakiem, rączki natomiast zaciskając na jego szyj. Chciała się dostać do krwi. Już, teraz natychmiast. I jeżeli udało jej się faktycznie usiąść na Dastanie, bez dwóch zdań delikatnie się nad nim nachyliła i wbiła kły w jego szyję. Jeżeli natomiast plan nie wypalił, to żadna z tych rzeczy nie miała miejsca.

_________________
Powrót do góry Go down
Nadia
Nadia
Nadia
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1620-nadia-morita#33585 http://vampireknight.forumpl.net/t1627-nadia#33681 http://vampireknight.forumpl.net/t3767-nadia#82860
Zarejestrował/a : 29/10/2014
Liczba postów : 697


PisanieTemat: Re: Wodospad   Nie Lis 29, 2015 10:03 am

Wyjście z zamku było przeprowadzone sprawnie ale bez szaleńczego pośpiechu. Ten, zaczął się dopiero po przekroczeniu murów potężnej budowli. Chociaż wampiry są przystosowane do szybkiego poruszania się to i tak nie robią tego często. Przynajmniej takie pokroju Nadi-wygodne wampiry. Istotnie, czasy dzikich polowań popadły w niepamięć i chociaż człowiek uważał się zawsze za najwspanialszego myśliwego to nie przypuszczał, że nie jest ostatnim ogniwem w łańcuchu pokarmowym. Bo zawsze stał za nim ktoś, o kogo istnieniu nie miał pojęcia, cień, nieustannie tropiący jego każdy krok.
Las iglasty, w niektórych miejscach gęsty i zbity a w innych rzadki, przepuszczający swobodnie czerwone promienie ogromnego księżyca na rozległym niebie. Gnając najszybciej jak mogła i tak była zawsze jeden krok za Dastanem. Kamienie, ściółka, śliskie gałęzie-to wszystko było jedną wielką przeszkodą do pokonania w szybkim tempie jaki nadał mężczyzna. Choć nie obeszło się bez pobrudzeń i szybko gojących się ran, to Nadia z największą gracją wpadła na polanę zarzucając do tyłu zmierzwione włosy.
No nieźle, Ty wiesz ile ja mam lat?
Mając dodać "gówniarzu" ugryzła się w język. Co prawda była ciut starsza ale wcale nie dawała za wygraną. Lekki żart na rozruszanie strun głosowych przeszedł bez dalszego echa.  Ocierając o koszule wilgotne od kory i liści drzew, jakie muskała po drodze, dłonie, zadarła wysoko głowę. Dastan rozłożył się na polanie czerpiąc widoczną przyjemność z wykonywanego lenistwa. Kobieta przyjrzała się dokładnie wodospadowi, który szumiał na tyle głośno, że było go słychać dobry kilometr dalej. Poza tym ta polana pokryta rosą. Pojedyncze źdźbła trawy delikatnie łaskotały nagie stopy blondynki przyprawiając ją o subtelne dreszcze. Pięknie tu. Oddaliła się o kilkanaście metrów dalej pozostawiając towarzysza samego. Interesował ją potok spadający z dużą prędkością w dół, ze stromych skał. Stojąc nieopodal tafli wody usłyszała szelest, hałas wydobywający się z lasu. Momentalnie zwróciła się przodem do nadchodzącej niewiadomej, która bardzo szybko wypadła na rozległą polanę. Rillanne-bo tak zwał się "nieznajomy zwierz" niemal natychmiast przylgnęła do swego brata nie zauważając najwyraźniej jeszcze jednego wampira. I dobrze... Nad bez zastanowienia opuściła to miejsce. Jak zawsze niezauważalnie, bo kto zwraca uwagę na czarnego kruka przemierzającego las w środku nocy? To normalne...
z/t

_________________

Powrót do góry Go down
Dastan
Dastan
Dastan
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t502-dastan
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 505


PisanieTemat: Re: Wodospad   Pią Gru 04, 2015 12:15 pm

Dastan wyczuwał ją. Czuł zapach wampirzycy, słyszał kroki… Nie starała się stąpać cicho, co zdradzało jej obecność. Nie powinna tak głośno kroczyć, bo spłoszy każdą ofiarę, jaką by sobie upatrzyła. Miała takiego potężnego i upiornego ojca, a nie nauczył jej nawet polować? Jak miała przetrwać w tym potwornym świecie, skoro nie opanowała tak podstawowej i potrzebnej umiejętności, jak polowanie. Przecież w tej chwili „polowała” na wampira szlachetnokrwistego, nie dostrzegając w nim swego brata. A gdyby tak nieumiejętnie rzuciła się na innego, silniejszego wampira, który nie spoglądałby na cały akt tak swobodnie jak Dastan? W takim starciu nie miałaby przecież żadnych szans! Była dopiero nastolatką, bez żadnego doświadczenia w walce! Była zdana na pastwę losu w takich chwilach… Przez większą część swego życia była zamknięta w Zamku, odizolowana od świata zewnętrznego. Nie można powiedzieć, aby Ringo chciał źle dla swojej córki, jednak… cóż, nie było to dobre rozwiązanie. To wcale nie pomoże dziewczynie, kiedy będzie zamknięta. Nie została wyposażona w żadne umiejętności, przydatne w dorosłym, wampirzym życiu. Ringo chyba nie wyobrażał sobie, że Rillianne będzie wiecznie zamknięta w Zamczysku? Mogła się zbuntować i opuścić rodziców. Nie dziwił się, jeśli chciałaby opuścić Yuki… nie była idealną i odpowiednią matką…
Dobrze przeczuwała, że wampir wyczuł jej obecność. Nie reagował. Leżał nieruchomo z premedytacją, udając, że daje się zaskoczyć i zaatakować. Już po chwili wskoczyła na niego jak na ogiera i zacisnęła swoje szponiaste dłonie na jego szyi, jakby chciała go przydusić. Rilli już po chwili nachylała się nad nim i wbiła kły w jego szyję, by dostać się do krwi. Wampir otworzył oczy i spojrzał na pochyloną nad nim głowę krwistymi źrenicami. Odchylił głowę i jęknął coś niewyraźnie. Uniósł dłoń i zaczął ją delikatnie głaskać po głowie.
– Słyszałem Cię już jak byłaś w lesie… Jesteś za głośna i zdradzasz swoje położenie. Każdą ofiarę przepłoszysz.
Kiedy zaczęła przesadzać z krwią, bo nie mogłaby się sama oderwać od jego krwi, odsunął ją delikatnie, ale stanowczo. Chyba że sama wiedziała, w którym momencie powinna się oderwać. W każdym razie po chwili znalazła się już pod nim. Wampir przygniótł ją swoim ciężarem. Jeśli zaczęła się szamotać, to będzie starał się przykuć jej nadgarstki do ziemi nad głową…
Nachylił się nad nią, jak Rill przed chwilą nad nim. Za pomocą telekinezy odsłonił nieco jej szyję i nachylił ku niej…
Trzeba przyznać, że było to silne erotycznie...

_________________
Powrót do góry Go down
Rillianne

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1412-rillianne#27490
Zarejestrował/a : 23/03/2014
Liczba postów : 325


PisanieTemat: Re: Wodospad   Sob Gru 12, 2015 2:03 pm

Rillianna nigdy nie była z ojcem na polowaniu. Ringo na takie wypady zabierał tylko i wyłącznie Sahal'a. Był jego oczkiem w głowie. Poświęcał mu zdecydowanie najwięcej uwagi ze wszystkich swoich dzieci. Faworyzował go, co chcąc nie chcąc znacząco odbiło się na Rill. Dziewczyna musiała radzić sobie zupełnie sama, ewentualnie czerpać nauki od kogoś z ponurego zamczyska, skoro nie mogła liczyć ani na własnego tatka, ani tym bardziej na potulną matkę, zażywającą jedynie tabletki krwi. Początkowo Rillianna wędrowała do lochów, ale takie posiłki nie wymagały od niej żadnego wysiłku. Wpuszczano ją do celi, zaspakajała swój głód, po czym wracała na salony nie musząc faszerować się jakąś chemią w postaci tabletek. W chwili w której całkowicie urwał jej się kontakt z rodzicami i opuściła przy tym dom w którym żyła od zawsze, musiała nauczyć się działać sama. Jej pierwsze polowania były zupełnie niezdarne. Choć potrafiła dopaść swój cel, to zajmowało jej to naprawdę sporo czasu. Z czasem nabrała jednak wprawy. Zrobiła się dyskretna, cwana i chytra. Osaczała swoją ofiarę. Polowała tak jak zdołała się nauczyć. Tak jak podpowiadał jej to wrodzony instynkt. Cicho, szybko i celnie. Wbrew pozorom Julie potrafi się skradać. Niezwykle cichutko, często nawet prawie że niedosłyszalnie dla samych krwiopijców. Stawała się przez to niezauważalna. I gdyby nie biegła teraz na łeb na szyję, a skradała się jak mała, zwinna kotka, to Dastan zapewne jej obecność mógłby wyczuć jedynie po samym zapachu. Słodkim, przyciągającym zapachu wyróżniającym ją z tłum. Prawie uzależniającym. Dzisiaj jednak mamił ją księżyc. Ogłupiał wręcz, doprowadzał do granic wytrzymałości. Młódka nie wiedziała, co się z nią dzieje. Przeskakiwała ze skrajności w skrajność. Krwista tarcza widniejąca na czarnym niebie wpływa na nią niezwykle silnie. Nie potrafiła się jej oprzeć. Dlatego nie myślała co robi, nie poznała Dast'a i tym bardziej nie przejmowała się faktem, że słychać ją z kilometra.
Trwało to zaledwie chwilę. Rillianne wskoczyła na brata, zacisnęła zimne dłonie na jego szyj, po czym nachyliła się nad nim, boleśnie przebijając kłami jego skórę. Nie jest teraz małą dziewczynką z małymi kiełkami. Ma pokaźne uzębienie po ojcu. Dast z pewnością musiał to poczuć. Jeden łyk, drugi łyk, trzeci ... Przyssała się jak wredna pijawka, odrywając się od szyj swojej 'ofiary', kiedy poczuła, że chłopak delikatnie acz stanowczo ją od siebie odsuwa. Jęknęła z dosłyszalną nutką zawodu, spoglądając w szkarłatne tęczówki brata. Rozchyliła niemo wargi, orientując się kogo dopadła. Nie tak miało być. Przecież on nie daje się gryźć, więc czemu? Przerwała swoje niezbyt mądre rozkminy, kiedy znalazła się pod nim. POD NIM? CZEMU POD NIM? PRZECIEŻ ON JEST NAGI! Zacisnęła dłonie w pięści, szarpiąc rękoma, które notabene wampir uwięził w szczelnym uścisku łapiąc ją za oba nadgarstki.
Wygięła się w lekki łuk, odchylając nieznacznie głowę do tyłu, kiedy na nad nią zawisł. Spłonęła przy tym soczystym rumieńcem.
- DASTANIE CZEMU BIEGASZ NAGO? TAK NIE WOLNO, TAK NIE ŁADNIE. JA NIE PATRZE. - wypaliła na jednym tchu, zamykając pośpiesznie oczy. Wiecie, bo Rilli to zupełnie niewykształcona w tych sprawach. Pornola w życiu nie widziała. Niby wie skąd się biorą dzieci, bo Pani Telewizja powie wszystko, ale żeby tak coś o skesie, związkach czy cokolwiek, to NIC. Zero, totalne dno. Gdzie ona się uchowała no nie? Już wam mówię - na starym cmentarzu w średniowiecznym zamku mając za ojca Ringo z obsesją bronienia jej cnoty i wiedzy na takie tematy. Kto by pomyślał, że w tych czasach znajdzie się jeszcze, aż tak nieuświadomiona nastolatka.
W każdym razie szesnastolatka podgryzła niewinnie wargę, uchylając niby przypadkiem jedną powiekę tak tyci, tyci do góry.
- Przepraszam. - burknęła jeszcze. Pod nosem, gdzieś tak pod sam koniec. Nie chciała napaść Dastan'a, tak wyszło i tyle.

_________________
Powrót do góry Go down
Dastan
Dastan
Dastan
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t502-dastan
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 505


PisanieTemat: Re: Wodospad   Pon Gru 21, 2015 7:13 pm

Dastan był parę razy ze swoim ojcem na polowaniu. Były bardzo pouczające, szczególnie, że nie zabronił mu zabijać ludzi. Jednak prosił swego syna o to, aby zacierać po sobie ślady oraz o w miarę humanitarną śmierć dla ofiar. Ale czy jakakolwiek śmierć może być humanitarna? Zabójstwo to zabójstwo, nie może być łagodniejsze. I faktycznie, kilka takich wypadów z ojcem i Dastan nauczył się odpowiedniego podchodzenie do ofiary, żeby nie zostać wykrytym, zobaczonym, wyczutym. Nauczył się także szybkiego zabijania, którego, jak wiadomo, nie stosuje. Do dziś miał przecież problemy z własną żądzą krwi. Kiedy tylko ją czuł, głód się nasilał, miał ochotę rozerwać ofierze szyję, wychłeptać krew i patrzeć jak kona w męczarniach, by zaraz dorwać się do następnej ofiary, a potem do jeszcze następnej i jeszcze jednej i jeszcze… I tak bez końca, aż pękłby w końcu albo zacząłby rzygać ludzką krwią. Lub wampirzą…
Mogła przyjść przecież do Dastana. Poprosić brata, aby nauczył ją polować. Poprosić, aby w ogóle poszedł z nią na polowanie. Wcześniej wiele czasu spędzali razem. Szczególnie, kiedy oboje zamykali ją w zamku i dosłownie odseparowali od świata. Według nich nadal była małą, niewinną dziewczynką. Z pozoru faktycznie wydawała się taka: drobna, o urodzie małego aniołka, filigranowa, piszcząca, gdy coś ją onieśmielało; jednak czasami budził się w niej mały demonek. A już na pewno w tych momentach, kiedy spędzała czas ze swoim bratem. Dastan poczuwał się do odpowiedzialności za tę małą istotę, gdy tylko napatoczy się na jego ścieżkę, którą podążał. Tak jak w tej chwili…
Dał się „zaskoczyć”. Po prostu pozwolił wampirzycy naskoczyć na siebie, zapolować na szlachetnego wampira, by poczuła się pewniejsza siebie, by mogła się poszczycić tym faktem. Był przecież od niej silniejszy, potrafił władać swymi mocami sprawniej, bo od lat już się nimi posługiwał.
Wampirzyca wisiała nad nim, zaciskając swoje marmurowe paluszki na swojej szyi. Po chwili poczuł ostre kły, przebijające skórę. Nie wydał z siebie ani jednego dźwięku – upajał się tym doznaniem, tą krótką pieszczotą. Zresztą długo nie trwało to intymne zjednoczenie, ponieważ odsunął od siebie Rilli i szybko ją zdominował. Docisnął ją mocniej do podłoża ziemi, aby nie wyrwała się z jego stalowego uścisku.
– Nie podobam Ci się? Przecież to Ty mnie zaatakowałaś, Rilli. Powinnaś liczyć się z konsekwencjami.
Sam nie wiedział, dlaczego pozwolił się ukąsić młodszej siostrze. Kaprys? Chyba tylko tak można to wytłumaczyć. Nie pozwalał na to przecież nikomu; ani Amelie, ani tym bardziej Yvelin, która także była przecież jego siostrą. Teraz wampir zawisł nad jej szyją. Tuż nad tą małą, fioletową, pulsującą życiem żyłką, przenikającą przez środek porcelanowej skóry wampirzątka. Nieskazitelnej skóry. Wysunął język spomiędzy warg i polizał szyję Rilli. Kiedy burknęła pod nosem swoje „przepraszam”, wampir nagryzł jej skórę. Zrobił to niebywale delikatnie i zaczął spajać czerwone kropelki dziewiczej krwi. Była niebotycznie słodka, uzależniająca… Miał ochotę zagłębić się w nią mocniej, stać się jednością, zlizać z niej calutką krew wraz z innymi płynami… W końcu jednak opamiętał się. Odsunął się od szyi wampirzycy i puścił nadgarstki Rillianne. Intymna chwila prysnęła momentalnie, a wampir znów stał się niedostępny i chłodny jak grecki posąg.
– Co Ty w ogóle robisz tutaj, w tym lesie, w górach sama? Znowu postanowiłaś zrobić sobie eskapadę bez wiedzy rodzicieli?
Spytał ironicznie. Na jego wargach wciąż iskrzyła się krew Rilli. Czuł ją. Wszędzie poznałby ten delikatny zapach, kojarzący mu się z… beztroską. Nie zlizywał jej. Zostawił sobie. Na później? Przeczesał dłońmi złociste włosy i usiadł obok wampirzycy w ogóle nie wstydząc się swej nagości.
W końcu zebrali się oboje...

zt x2


Ostatnio zmieniony przez Dastan dnia Sob Mar 05, 2016 12:47 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Rillianne

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1412-rillianne#27490
Zarejestrował/a : 23/03/2014
Liczba postów : 325


PisanieTemat: Re: Wodospad   Sro Gru 30, 2015 2:41 pm

Owszem, mogła przyjść do Dastan'a. Poprosić go, żeby poszedł z nią na polowanie, nauczył ją odpowiednio postępować z ofiarą. Mogła męczyć go, aby wyuczył ją jak być cicho, jak nie dać się wykryć przez kogokolwiek, jak postąpić aby nie pozostawić żadnych śladów. Rill doskonale wiedziała o tym, że może do niego przyjść. Że jakikolwiek problem będzie ją męczył znajdzie mniejsze bądź większe oparcie w swoim starszym bracie. W końcu połączyła ich dość niezwykła, a przy tym bardzo silna więź, więc czemu nie przyszła? Czemu nie postąpiła w najbardziej racjonalny sposób? Wampirzyca wycofała się nieco, jakby zamknęła się w sobie w chwili, w której opuściła rodziców i ponure zamczysko Testament'a. Zrobiła to z własnego wyboru. Sama z siebie wyniosła się do akademii. Wstydziła się przyznać przed Dastanem, że nadal nie była na polowaniu, że nadal nie idzie jej to najlepiej. Zawsze chciała być w jego oczach najlepsza. Pokazać jaka jest silna, sprytna i zabójcza. Nie chciała pokazywać swoich słabości. Kryła je choć miała o nich pełną świadomość. Po prostu Julie nieugięcie od kilku lat chce stanąć na równi z bratem. Chce być silna, potężna - chce dojść do tego bez jego pomocy. Chce udowodnić i sobie i jemu, że sama też sobie jakoś poradzi. Przecież jest tylko nastolatką, to naturalne, że w swoich pochopnych wyborach popełnia masę błędów. Każdy uczy się na błędach, jej też to nie ominie.
Czy poczuła się pewniejsza siebie? Raczej nie, wiedziała w końcu, że szlachetnokrwisty zwyczajnie jej na to pozwolił. Dał się zaatakować. Nie dała jednak tego po sobie poznać. Miała w tej chwili masę innych problemów i targających nią emocji. To, że Dast jej na to pozwolił, puściła teraz mimochodem. Chociaż z jednej strony czuła się z tego powodu niezwykle zadowolona. Jako jedyna dotyka brata bez żadnych konsekwencji, jako jedyna bezkarnie spija z niego krew. Czuła się wyróżniona. Niezwykle ważna dla Dastan'a. Przynajmniej takie odnosiła wrażenie. Wrażenie, które mogłoby pozostać przy niej na zawsze.
Dociśnięta do ziemi na chwilę straciła odwagę. Szarpnęła się lekko, później nieco mocniej, by ostatecznie poczuć jak Dast mocno chwyta ją za nadgarstki. Zmarszczyła niepewnie brwi. Jakby zaskoczona, by później znowu spłonąć typowym, dziewiczym rumieńcem na pytanie brata.
- Nie podobam Ci się? - wymamrotała tuż za nim. PODOBA, ALE PRZECIEŻ NIE MUSI O TYM WIEDZIEĆ, NIE? Tak samo jak nie musi wiedzieć o tym, że Rill ogłosiła go swoim mężem w wieku pięciu lat. Trochę psycho, ale co tam.
- Jestem Twoją siostrą. Nie mi to oceniać. - czy wybrnęła z sytuacji? Kto wie, kto wie. Czy liczyła się z konsekwencjami? Raczej nie, biorąc pod uwagę, że napadła na niego nie zwracając uwagi zupełnie na nic.
Zawstydzona poruszyła się nieznacznie pod ciałem brata, nie wiedząc właściwie jak zareagować na jego poczynania. Polizał ją po szyj! Na jej skórze pojawiła się delikatna, gęsia skóra, która stała się wyraźniejsza, kiedy wampir delikatnie ją podgryzł. Spomiędzy warg małolaty wyrwał się cichy jęk. Bardzo nieśmiały, zawstydzający dla Rill. Dlatego natychmiast zacisnęła usta w wąską linie, udając że nic się nie stało. Pozwoliła mu skosztować własnej krwi. Właściwie zrobiła to z wielką ochotą! Była to dla Rill nowa, aczkolwiek przyjemna sytuacja. Przymknęła delikatnie powieki, ostatecznie nawet całkowicie się rozluźniając.
Ale koniec końców wszystko prysło jak bańka mydlana. Dast zrobił się zimny i niedostępny jak zawsze, pozostawiając biedną Rill powaloną na łopatki. Nie śpieszyło jej się podnieść z ziemi, więc leżała tak jeszcze dłuższą chwilę.
- Nie mam z nimi kontaktu Dast. Już od dłuższego czasu zresztą. Mieszkam w akademii. - rzuciła niewzruszona, jedynie otwierając oczy by spojrzeć w niebo. No bo przecież nie na Dastan'a, bo on jest nagi no heloł.
- A Ty co tu robisz? Jeszcze nagi! Jak tak można! Mnie się czepiasz jak chodzę w krótkich spódniczkach. - burknęła obrażona, nadal nie zmieniając swojego położenia.

_________________
Powrót do góry Go down
Ysabelle

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2446-ysabella-vanderloth#51208
Zarejestrował/a : 09/02/2016
Liczba postów : 41


PisanieTemat: Re: Wodospad   Sob Cze 25, 2016 8:46 pm

- Panienko...czy może przygotować posiłek.
Odezwała się służka wystraszonym głosikiem spoglądając wystraszonym wzrokiem na dziewczynę spoglądającą w przepaść wodospadu. Słysząc głos kobiety odwróciła się odruchowo i przymrużyła nieco oczy. Młoda mulatka, o cerze nawet jeszcze nie przekwitniętej słaniała się ze strachu ale dzielnie starała się sprostać zadaniu, mimo że plecy miała skatowane do takiego stopnia, że każdy ruch sprawiał jej ból. Ysabelle mimo tego, że była już dorosłą wampirzycą starała się wszystko trzymać w ryzach. Spojrzała na kobietę i machnęła jej dłonią by odeszła.
- Wracaj do domu. Chcę zostać sama.
Odezwała się chłodno i zdecydowanie. Służka jakby na życzenie pognała jak na skrzydłach w przeciwległą stronę wodospadu. Samotna Ys nadal wpatrywała się w przestrzeń. W blasku błękitu wody i zielni otocznia nadal słyszała krzyki, płacze oraz widziała ogień...przymknęła powieki na chwilę rozkoszując się zapachem otoczenia. Dopiero po chwili przeniosła wzrok na zbliżającą się postać. Nie była głucha ani ślepa wiedziała też, że to nie jest człowiek, nie czuła od niego strachu, skąd znowu. Śmiertelnicy to takie parszywe ścierwa, które z daleka można wyczuć. Natomiast ten tutaj...wydawał się być jej tak znany, a zarazem...nie, na pewno nie. Zapach choć dawno wywietrzały to jednak nie mógłby być on...chyba, że posiadał zdolności, których ona nie posiadała. Tego jak na razie nie wiedziała. Stała w milczeniu czekając na to co miało nastąpić.
Powrót do góry Go down
Lucjusz
...
...
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1440-lucjusz http://vampireknight.forumpl.net/t1469-lucjusz#29984 http://vampireknight.forumpl.net/t2130-relacje-lucjusza http://vampireknight.forumpl.net/t2273-lucjusz http://vampireknight.forumpl.net/t2067-lucjusz http://vampireknight.forumpl.net/t1447p400-apartament-lucjusza#45737
Zarejestrował/a : 17/05/2014
Liczba postów : 672


PisanieTemat: Re: Wodospad   Nie Cze 26, 2016 11:36 am

Nastały ciężkie czasy dla Lucjusza, któremu niezbyt wszystko szło jak chciał sam wampir. On stary cap, a wszystko się mu pierdoli. Co za żenada, szlag jasny wampira trafia. Gdzie do chuja jest Kojiro... Nie umiał go znaleść, albo szukali się nawzajem i chuj z tego wychodził. Podarunek, dla niego chuj strzelił. No kurwa! Wybrał się jednak na spacer musiał ochłonął po całej aferze w sklepie, a nie chciało mu się bawić, patrząc na to iż wiedział że będzie nudno. Do tego centrum miasta, zjazd szarych i innych władz nie widział mu się. Wolał się wycofać i skierować się za miasto, bo w sumie tak niekiedy fajne rzeczy się dzieją. Do tego gdzie jest Elaiza... Czy zapomniała o swoich obowiązkach... Co za dziewucha, jeszcze ją kiedyś złapię i niech ją lepiej bóg strzeże.
Wracając jednak do wycieczki, Lucjusz podążając ścieżkami nawet nie wiedział że skierował się w stronę wodospadu. Domyślił się tego w chwili, kiedy słyszał charakterystyczny dla wodospadów szum wody. Nie zraził się jednak, bo czemu miałby nie iść. To tylko wycieczka. Ale chwila...
Zeszył kogoś. Na początku człowieka, potem wampirzyce . W sumie był głodny, dlatego idąc w stronę wodospadu, nic dziwnego, że widząc kobietę odesłaną przez Ys, pozwoli jej przejść, jednak po chwili zajdzie, by móc ją zaatakować, nie dając jej szans na żadną ucieczkę. Był zbyt spragniony by się szarpać z kobietą, dlatego została zakleszczona w objęciach wampira, który z przyjemnością wgryzie się w jej szyje o ile nie zostanie odciągnięty. Oby jednak wampirzycy to do głowy nie przyszło, bo może się to i dla niej nieciekawie skończyć, choć doskonale znał jej zapach.
Przypadek? Nie sądzę...
Jeśli nie zostanie odciągnięty wypije tylko tyle, by załagodzić pierwszą fale głodu, wiec nie zabije laski a oderwie się od niej i zabierze jej wspomnienia o całym akcie, pozwalając iść dalej. Dopiero potem oblizując usta spojrzy na wampirzyce.
-Pewnie Twoja, bo ma Twój zapach...
Odparł pewny swego patrząc czy kobieta odeszła po czym zechce podejść do wodospadu, by nieco zmoczyć swoje ręce, którymi przetrze twarz.

_________________


Powrót do góry Go down
Ysabelle

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2446-ysabella-vanderloth#51208
Zarejestrował/a : 09/02/2016
Liczba postów : 41


PisanieTemat: Re: Wodospad   Nie Cze 26, 2016 12:39 pm

Stała w milczeniu wpatrując się całą scenę. Gdyby nie przerwał na pewno by doskoczyła do niego. Jednak dla niej ludzie to tylko ludzie nic wielkiego godnego tego, by ich jakoś chronić. Zawsze mogła zastąpić starą służkę na nową. Choć nie uśmiechało się jej to. Mimo to jednak nie przerwała swej obserwacji. Gdy wampir się oderwał od kobiety i ta ruszyła przed siebie jakby nigdy nic uniosła nieco wzrok na wampira. O dziwo były jej do kogoś podobne. Jednak nie brała tego dosadnie. Dla niej życie toczy się dalej a przeszłość to przeszłość od nic wielkiego.
- Tak moja. A Ty, naruszyłeś moją własność. Wiesz, że to bardzo nieładne z Twojej strony. Wszak, starszym się ustępuje ale...no proszę Cię, przecież nie wyglądasz mi...Jak Ci na imię Panie tajemniczy...na jakiegoś zniedołężniałego staruszka.
Uśmiechnęła się chłodno.
- Wybaczam ten nietakt.
Uśmiechnęła się niewinnie po czym zrobiła krok do przodu.
- Więc, skoro posiliłeś się drogi nieznajomy na mojej służce rozumiem, że miałeś ku temu odpowiedni powód.
Dodała siadając sobie na przygotowanym posłaniu. Na kocu leżały jedyne pamiątki z ich domu. Lucjusz powinien doskonale pamiętać ów porcelanę oraz złoto jakie miała we włosach. Pamiątki jakie pozostały po jego dawnym życiu, po ich dawnym życiu.
Powrót do góry Go down
Lucjusz
...
...
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1440-lucjusz http://vampireknight.forumpl.net/t1469-lucjusz#29984 http://vampireknight.forumpl.net/t2130-relacje-lucjusza http://vampireknight.forumpl.net/t2273-lucjusz http://vampireknight.forumpl.net/t2067-lucjusz http://vampireknight.forumpl.net/t1447p400-apartament-lucjusza#45737
Zarejestrował/a : 17/05/2014
Liczba postów : 672


PisanieTemat: Re: Wodospad   Nie Cze 26, 2016 3:54 pm

-A wiesz co mnie obchodzi kultura... Ludzie a tym bardziej pachołki są po to by je wpierdalać, koniec dyskusji. Do tego gówniarzu, nie będziesz mnie uczył etyki, no chyba że chcesz jednak stracić łeb. Możesz próbować.
Odparł z chłodem kiedy przepłukał swoją twarz, jak i zdołał nieco zamoczyć swój czarny łeb. E tam... nie jest z cukru, to się nie roztopi. Co do wieku, to już był trochę stary, bowiem nie miał na karku wieku czy dwa, a więcej.
-Czy ty chcesz mi powiedzieć, że jestem za stary by komuś zrobić krzywdę...? Oj grabisz sobie Dziewko... Zresztą czym jest wiek dla mnie... Niczym, a jeśli Ci życie miłe, to radze Ci mnie nie prowokować...Nie mam imienia.
Skarcił ją chłodnym tonem głosu, po czym usiadł na jednym z kamieni przy wodospadzie, by zapalić. Dawno tego nie robił, więc był na głodzie tytoniowym. Wyjął paczkę fajek i za pomocą zapalniczki benzynowej zapalił jednego papierosa. Tak tak. fajki ciężki nałóg, Lucek wie o tym doskonale.
-Jeśli konkretny powód to dla ciebie załagodzenie głodu, to spoko
Odparł z kpiną, bo był głodny więc się posilił, czy to jakiś odpowiedni powód do tego. Nie wiem. Niech dziewczyna sama oceni. Zaciągając się dymem z papierosa spojrzał na błyskotki dziewczyny głównie na  porcelanę i złoto, bowiem miał z nimi do czynienia. Az uniósł brew i zaciągając się ponownie spojrzał na dziewczynę
-Proszę proszę... Kogo moje brzydkie oczy widzą... O ironio losu...
Czyżby ją rozpoznał, a może pomylił z ją jeszcze z kimś innym? Jak myślisz Ysabella?

_________________


Powrót do góry Go down
Ysabelle

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2446-ysabella-vanderloth#51208
Zarejestrował/a : 09/02/2016
Liczba postów : 41


PisanieTemat: Re: Wodospad   Nie Cze 26, 2016 4:06 pm

Uśmiechnęła się z kpiną wymalowaną na twarzy. Wampir sobie zaczynał ostro pogrywać, jednak nie była mu na równi w końcu nie żyła dostatecznie długo by mu w tym dorównać prawda. Spojrzała nań gdy się ogarniał i parsknęła pod nosem.
- To nadal za mało. Cudzej własności się nie tyka...no ale masz rację, co taki szczeniak jak ja może wiedzieć prawda. Oj powiem Ci, że wiele dziadku.
Parsknęła pod nosem wkładając sobie do ust winogrono moczone w krwi. W końcu mogła sobie pozwolić a co tam. Spojrzała na niego gdy nagle jego ton stał się nad to znajomy. Ale nie...musiała sobie cholernie wpajać w głowie, że to możliwe. W końcu jak to tak...wiedziała, że jej rodzina nie żyje. Ojciec, matka rodzeństwo. Pamiętała tylko, że ojciec kazał wyprowadzić niani jej osóbkę z pałacu a sam od tak pozostał by walczyć. Była przekonana, że zginęli wszyscy w końcu tak powtarzano jej o tym co miało miejsce. Do tego widziała spalony pałacyk. Wiele ją kosztowało by odzyskać to co kiedyś było jej domem a raczej to co z niego pozostało.
- Nie rozumiem, kogo masz na myśli.
Rozejrzała się dookoła by upewnić się czy ktoś jest czy może wampir zdziczał.
- Niema tutaj nikogo więc nie rozumiem...możesz jaśniej.
Zapytała zerkając na niego kątem oka.
Powrót do góry Go down
Lucjusz
...
...
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1440-lucjusz http://vampireknight.forumpl.net/t1469-lucjusz#29984 http://vampireknight.forumpl.net/t2130-relacje-lucjusza http://vampireknight.forumpl.net/t2273-lucjusz http://vampireknight.forumpl.net/t2067-lucjusz http://vampireknight.forumpl.net/t1447p400-apartament-lucjusza#45737
Zarejestrował/a : 17/05/2014
Liczba postów : 672


PisanieTemat: Re: Wodospad   Nie Cze 26, 2016 4:59 pm

-Twoja wiedza zapewne to mały gram tego co ja wiem... Ale przyjmijmy że masz racje... Wiele szczeniaków teraz się wywyższa jeśli chodzi o wiedzę.. A jak dochodzi co do czego, to chuja wiedzą. Oj dzieci dzieci...
Mruknął kręcąc głową patrząc na dziewczynę po chwili już nieco uważniej, ale niezadowolony, bowiem nie chciał się jej pokazywać. Dała sobie rade będąc samą, przez tyle lat. Wieść że jej rodzina jednak żyje może ją wytrącić z równowagi, do tego miała pamiętać, ze jej ojciec poświecił swoje życie, dla ratowania swojej pociechy, a tutaj co... Nie zamierzał się jednak jej tłumaczyć, może go złapali i uwięzili, dlatego nie mógł pojawić się prędzej, a może coś innego, wszystko jest możliwe.
-I dobrze, że nie wiesz.
Odparł i pokręcił głową patrząc na ów dwa przedmioty, które wzbudziły w nim burze myśli. Czy to jednak możliwe, by on kiedy myślał, ze wszystko mu zabrano, tak na prawdę ma córkę i do tego przed sobą, jak i piękną również jak jej matka? Zaciągnął się p oraz kolejny.
-podoba mi się Twoja porcelana, pokażesz mi ja na chwileczkę?
Nie wyglądał na osobę, która interesuje się takimi naczyniami, w ogóle żadnymi, ale mimo to, chciał zobaczyć, bo od spodu miały specjalne symbole, które matka dziergała na naczyniach, które sama wykonała. Chciał wiec je zobaczyć właśnie dla tych symboli.

_________________


Powrót do góry Go down
Ysabelle

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2446-ysabella-vanderloth#51208
Zarejestrował/a : 09/02/2016
Liczba postów : 41


PisanieTemat: Re: Wodospad   Nie Cze 26, 2016 5:46 pm

Nie odezwała się bo i po co miała w jakiś sposób z nim dyskutować, ona szara myszka sama bez swojej "ochrony" mogła nieźle sobie zaszkodzić, ale no lepiej niekiedy przemilczeć niż dać się zabić prawda. W końcu nie wiedziała też, z kim ma do czynienia. Kim był dla niej ów wampir. Nie przyszło jej do głowy, że może być jej ojcem...choć nie kryjąc gdzieś jak przez mgłę wspomnienia zaczęły przebijać.
- Naprawdę...porcelana...
Dodała ale po chwili podała mu jedyną pamiątkę jaka pozostała. Spojrzała na niego podejrzliwie.
- Zbij, a zajebie.
Ostrzegła nie żartując. Była cholernie niewyparzona to raz, dwa jej język nie był tak odpowiednio wypiłowany jak powinien dając wiele do myślenia. Spojrzała na wampira z ostrzeżeniem, u pasa miała przypięty sztylecik, który dostała właśnie od niego. A na karku medalion jedyna pamiątka rodzinna, która otwierała się tylko na odrobinę jej krwi. Spojrzała na wampira przyglądając się mu w milczeniu.
Powrót do góry Go down
Lucjusz
...
...
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1440-lucjusz http://vampireknight.forumpl.net/t1469-lucjusz#29984 http://vampireknight.forumpl.net/t2130-relacje-lucjusza http://vampireknight.forumpl.net/t2273-lucjusz http://vampireknight.forumpl.net/t2067-lucjusz http://vampireknight.forumpl.net/t1447p400-apartament-lucjusza#45737
Zarejestrował/a : 17/05/2014
Liczba postów : 672


PisanieTemat: Re: Wodospad   Nie Cze 26, 2016 6:24 pm

Lucjusz już miał pierwsze przebłyski wspomnienie, bowiem zbyt dobrze zapamiętała swoje dziecko, którego zapach nic a nic się nie zmienił. Może i Ys miała problem z rozpoznaniem zapachu ojca, bowiem była młoda, do tego wypadek miał miejsce tak dawno. Mogło jej się zapomnieć, lecz Lucjusz pamiętał jej zapach.
-Jest piękna, tak dobrze mi znana.
Pochwalił ją i wziął naczynie do rąk, po czym od razu je obrócił patrząc na dno z uśmiechem. Przejechał po wzorze ręką, czując jego wypukłość. Były one własnoręcznie wykonane przez matkę wampirzycy.
-Nie dasz mi rady dziewczynko.
Mruknął na jej ostrzeżenie i już po chwili spojrzy na jej osobę oddając jej naczynie z uśmiechem. Widząc jej sztylet mógł być niemal pewny z kim ma do czynienia dlatego nic dziwnego, ze po chwili odezwie się do niej ponownie.
-Miło cię widzieć Ysabell
Mruknął do niej zaciągając się ponownie dymem

_________________


Powrót do góry Go down
Ysabelle

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2446-ysabella-vanderloth#51208
Zarejestrował/a : 09/02/2016
Liczba postów : 41


PisanieTemat: Re: Wodospad   Nie Cze 26, 2016 6:43 pm

Próbowała sobie przypomnieć choć odrobinę, skąd zna ten zapach...gdzie mogła go widzieć, spotkać bo nawet do głowy jej nie przyszło,że od tak przed nią stoi jej własny biologiczny ojciec, toż przekonane dziewczę było,że ten jest trupem w pełni znaczeniu tego słowa. Jego wypowiedziane słowa odnośnie piękna porcelany bo wątpiła by mówił o niej, no ale...gdyby jednak..ech no dobra, dość rozczulania się. Spojrzała na wampira bez słowa dopiero gdy oddał jej porcelanę w dłonie uśmiechnęła się lekko.
- Dziękuję. Owszem piękna i jedyna pamiątka po moich rodzicach.
Wyjaśniła jednak zaraz uniosła wzrok na wampira przekrzywiając nieco głowę i przyglądając się mu nieufnie.
- Skąd znasz moje imię. Nie mów tylko, że jestem Ci coś dłużna...
Wycedziła chłodno niemal wstając w mgnieniu oka. Spoglądając na wampira zastanawiała się ile ma szans w razie potrzeby na ucieczkę. Jednak bez porcelany ani rusz...to jedyna pamiątka jaką miała. Już chciała się odezwać coś powiedzieć, gdy nagle wspomnienie twarzy ojca wróciło tak nagle, jak uderzenie batem. Spojrzała na niego wielkimi oczyma jak spodki talerza po czym zrobiła krok w tył. Przymknęła powieki by na powrót je otworzyć. Spojrzała jeszcze raz na niego ale nie odezwała się ani słowem. Była ciekawa czy powie jej kim jest, czy może jednak coś wymyśli innego.
Powrót do góry Go down
Lucjusz
...
...
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1440-lucjusz http://vampireknight.forumpl.net/t1469-lucjusz#29984 http://vampireknight.forumpl.net/t2130-relacje-lucjusza http://vampireknight.forumpl.net/t2273-lucjusz http://vampireknight.forumpl.net/t2067-lucjusz http://vampireknight.forumpl.net/t1447p400-apartament-lucjusza#45737
Zarejestrował/a : 17/05/2014
Liczba postów : 672


PisanieTemat: Re: Wodospad   Nie Cze 26, 2016 6:57 pm

-Wytworzona jest z najcenniejszego materiału, jak i własnoręcznie. Widać to po dokładnych zakończeniach. Osoba która usiała ją stworzyć, musiała być doświadczona w tworzeniu naczyń.
Mruknął do niej niczym ekspert, jednak nie wyglądał na takiego, bo nim nie był. Wiedział jednak doskonale ze matka wampirzycy lubiła robić naczynia, jak i miała odpowiednią wiedzę, do tworzenia ich. No ale wracając do dziewczyny i do porcelany. Oddał jej naczynie i wysłuchał jej.
-Jesteś zatem sierotą. Może stad wynika Twój ostrzejszy charakterek.
Odparł i wyrzucił peta do wody, który przez prą wodny, zabrał go w siną dal. Miłej mu drogi. Słysząc jak warknęła do niego o imię zmrużył oczy. ów zachowanie potwierdziło słowa Lucjusza o ostrzejszym charakterku. Spojrzał na nią uważnie i widząc jej reakcje nadal siedział nie wzruszony. No jak miał na to zareagować? Wskoczyć w wodospad? Westchnął ino po czym rzekł.
-Znam Twoje imię, ponieważ Ci je nadałem.
Odparł zerkając na nią nadal siedząc na kamieniu, słowami jednocześnie potwierdzając to kim jest. Bowiem też nie kłamał co do wyboru imienia. Przeczesał swoje włosy, które były jeszcze wilgotne.
-Myślałem, ze nie żyjesz.
odparł, choć równie dobrze córka mogła by do niego to powiedzieć, jednak on sam nie mogąc znaleść dziecka, również miał myśli że łowcy ja dopadli skoro od pożaru ich kontakt zerwał się.

_________________


Powrót do góry Go down
Ysabelle

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2446-ysabella-vanderloth#51208
Zarejestrował/a : 09/02/2016
Liczba postów : 41


PisanieTemat: Re: Wodospad   Nie Cze 26, 2016 7:16 pm

No i stało się..to czego nie spodziewała się zostało właśnie powiedziane. Uniosła tylko na niego wzrok wlepiając je w niego niczym w malowany obrazek i przełknęła ślinę.
- Piękne przywitanie córki. Brawo Ojcze. Postarałeś się.
Parsknęła cicho jednak zaraz potem poczuła jak coś w niej się gotuje. Zachowywał się jakby tak musiało być. Czyżby w ogóle mu nie zależało na niej. Czyżby nie szukał swego dziecka...ale zaraz, tak w końcu miał prawo myśleć, że dorwali ją łowcy bo w końcu sam kazał odprowadzić ją w obce ręce. Była szczeniarą jeszcze, ale pamięta to jak dziś. Teraz wszystkie wspomnienia wróciły z dnia pożaru...z chwili gdy zostali zaatakowani.
- Mój charakter jak widzisz, nie ubiega daleko od Twego. Nadal jesteś takim samym draniem jak wtedy...nic się nie zmieniłeś.
Uśmiechnęła się kącikiem ust i lekko zrobiła krok w jego stronę.
- Żyję jak widać. Dzięki Tobie. Chociaż...powinnam się była wkurwić na Ciebie teraz bo nie szukałeś mnie. Masz kurwa wtyki wszędzie, a nie kiwnąłeś nawet zasranym palcem by mnie odszukać...
Wycedziła chłodno kucając nieco przed nim. Czy była zła...nie skąd. Ona była spokojna jak nigdy. W końcu czym się tutaj stresować...lata samotnego wychowania, ucieczki przed łowcami...brawo Ty.
Powrót do góry Go down
Lucjusz
...
...
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1440-lucjusz http://vampireknight.forumpl.net/t1469-lucjusz#29984 http://vampireknight.forumpl.net/t2130-relacje-lucjusza http://vampireknight.forumpl.net/t2273-lucjusz http://vampireknight.forumpl.net/t2067-lucjusz http://vampireknight.forumpl.net/t1447p400-apartament-lucjusza#45737
Zarejestrował/a : 17/05/2014
Liczba postów : 672


PisanieTemat: Re: Wodospad   Nie Cze 26, 2016 7:34 pm

Ona się gotowała, a co on miał myśleć, kiedy ta pewnie już po widoku spalonej posiadłości myślała że nie ma czego szukać, więc nie szukała. A on był i szukał jej. Nie porzucił jej wcale. To ze nie potrafił jej znaleść to już inna sprawa. Ys jak widać od razu go oceniła, nie mając zamiaru wysłuchiwać tego co się z ojcem działo. Nawet nie spytała tylko od razu oceniła. Kobiety.Jednak nie odbił do niej piłeczki, bo również mógł powiedzieć że ta go nie szukała, nawet jeśli widziała pożar. Przecież zawsze jest szansa na ucieczkę.
-Tak. Nadal jestem tym samy draniem, który swój ból i niezadowolenie wywala na innych. Jeśli się zmieniłem to tylko na gorsze, bowiem nic nie zaleczy mych ran.
Odparł niezbyt jasno, bo skąd dziewczyna mogła wiedzieć co przeżył jej ojciec kiedy walczył o życie, przy napadzie na ich dom przez łowców. Westchnął ciężko na jej słowa. Miała prawo go oceniać? Nie. Ale mimo to Lucjusz nie skomentował jej słów, bowiem mogła tak myśleć, skoro nie wiedziała co się działo z Lucjuszem.
-Chcesz to się wkurwiaj i oceniaj mnie dalej skoro wiesz że jestem takim chujem, ze nawet miałbym wyjebane na swoje dziecko.
Odparł tylko tyle dając córce możliwość myślenia o nim jak chce, bowiem nie zamierzał się tłumaczyć, nie chciał jej litości bowiem ona nie zwróci lat, jak i życia jego partnerce, a jej matce, a do tego nie zwróci mu spokoju ducha jak i nie wymaże wyrzutów sumienia.
-Wieść jednak że żyjesz i radzisz sobie całkiem dobrze raduje mnie niezmiernie. W końcu myślałem, ze nie żyjesz, nie miałem nadziei, a jednak żyjesz.
Uśmiechnął się z ulgą, bo któż by się nie cieszył z faktu iż jego rzekomo martwe dziecko, jednak żyje.
-Podejdź do mnie

_________________


Powrót do góry Go down
Ysabelle

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2446-ysabella-vanderloth#51208
Zarejestrował/a : 09/02/2016
Liczba postów : 41


PisanieTemat: Re: Wodospad   Nie Cze 26, 2016 7:51 pm

Słuchała go, i coraz bardziej przestała mieć złe wspomnienia z czasów dzieciństwa a chwila radości odbiła się na niej jak małe dziecko na widok słodyczy, na którą polowało tyle czasu. Gdy w końcu skończył mówić spojrzała na niego z powagą wymalowaną na twarzy i po prostu rzuciła się mu w ramiona.
- Skończ tato pierdolić tylko mnie przytul dobrze.
Dodała na jego słowa wtulając się w niego jak dziecko spragnione bliskości rodzica. W prawdzie z Ys tak było. Samotność doskwierała jej z dnia na dzień, do tego śmiertelnicy unikali jej jak ognia starając się nie wchodzić jej w paradę.
Powrót do góry Go down
Lucjusz
...
...
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1440-lucjusz http://vampireknight.forumpl.net/t1469-lucjusz#29984 http://vampireknight.forumpl.net/t2130-relacje-lucjusza http://vampireknight.forumpl.net/t2273-lucjusz http://vampireknight.forumpl.net/t2067-lucjusz http://vampireknight.forumpl.net/t1447p400-apartament-lucjusza#45737
Zarejestrował/a : 17/05/2014
Liczba postów : 672


PisanieTemat: Re: Wodospad   Nie Cze 26, 2016 8:03 pm

NIe wiedział jak mogła zareagować jego córka na to iż ojciec nagle wkroczył do jej życia. Pewnie miała wiele pytań. Dlaczego teraz się pojawił, dlaczego nie prędzej. Czy jej szukał czy olał, a może ułożył sobie życie inaczej, na nowo, zapominając o rodzinę o ranach. Lucjusz nie zdziwiłby się, jak by wampirzyca zamiast chcieć się z nim przywitać, to by zwyczajnie strzeliła go w pysk ze staniem, ze skoro i tak nie był w jej życiu, kiedy go potrzebowała, to teraz może spierdalać dalej. Jednak ta postanowiła podejść, a raczej rzucić się an starszego. Ten nawet się nie zachwiał przy tym, a objął woje dziecko i nawet wstał, móc ją bardziej przygarnąć do siebie. Zakleszczył ją w swoim uścisku również mocnym co i delikatnym jednocześnie, bowiem mimo bycia chujem, zimnym draniem, to nie zależało mu na krzywdzie swojej córki.
-Nawet w moich myślach nie sądziłem, ze kiedyś zaś poczuje Twój zapach tak blisko, że będę mógł cię dotknąć, ujrzeć na oczy. Szkoda tylko, ze Twoja matka nie może być tutaj razem z nami.
Odparł bo mimo wysiłku tamtej nie zdołał ocalić swojej partnerki, co mocno odbiło się na nim, bowiem obwiniał siebie za to, ze nie uratował jej, że nie zrobił czegoś by pomóc. Miał zwyczajnie wyrzuty. Mając ją nadal w swoim uścisku oprze swoją brodę o jej głowę, przykładając dłoń do jej policzka, by przygarnąć jej głowę do swojego torsu.

_________________


Powrót do góry Go down
Ysabelle

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2446-ysabella-vanderloth#51208
Zarejestrował/a : 09/02/2016
Liczba postów : 41


PisanieTemat: Re: Wodospad   Nie Cze 26, 2016 8:20 pm

Miała gdzieś w sobie setki..nie tysiące...a nawet miliony pytań ale niestety nie było to takie proste jakby się chciało. Chciała pytać, dowiedzieć się o wiele więcej jednak niestety nie miała takiej możliwości. Nie wiedziała jak nawet zacząć ten temat. Ona sama czuła wewnętrzną bijatykę myśli i cierpienia. Chciała dużo, a w gruncie rzeczy wychodziło fiasko..nic, zero wielkie zero. Spojrzała na Ojca uśmiechając się lekko i pokręciła nieco głową.
- Czyli nie udało się jej ocalić...ale mam ją, cały czas przy sobie. Ciebie też miałam.
Dodała i lekko kłem przebiła swoją skórę na palcu uwalniając tym samym zapach jej krwi. Czysty, nieskalany niemal nektar. Upuściła kroplę na medalion, który otworzył się by ukazać lico wampirzycy niemal odbitej w twarzy Ys choć z innymi rysami w końcu młódka nie była bliźniaczką swej matki, oraz wampira który obecnie obejmował ją czule do siebie. Gdy jego dłoń spoczęła na jej policzku poczuła to co kiedyś...w dzieciństwie. Bezpieczeństwo i spokój. Tylko co teraz...w końcu odnaleźli siebie i mieliby od tak się rozstać...spojrzała na ojca z niepokojem na twarzy.
- Tylko co teraz. Co będzie dalej.
Spojrzała na niego zaraz nie oddalając się ani na milimetr
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Wodospad   

Powrót do góry Go down
 
Wodospad
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 8Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Next
 Similar topics
-
» Niewielki wodospad leśny
» Wodospad Słodkości
» Wodospad Tysiąca Szeptów

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Vampire Knight :: Poza Miastem :: GÓRY-
Skocz do: