IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Ambitny tytuł.

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Gabriel
Gabriel
Gabriel
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t815-gabriel#5085 http://vampireknight.forumpl.net/t1186-gabriel#19652 http://vampireknight.forumpl.net/t3479-gabriel#75036 http://vampireknight.forumpl.net/t2102-gabriel#44102
Zarejestrował/a : 07/12/2012
Liczba postów : 486


PisanieTemat: Ambitny tytuł.   Wto Sie 28, 2018 12:43 pm

- Nie rozwalaj się tak na tym łóżku. I weź te buty od mojej pościeli.
- Nie majacz, tylko daj mi te farby. - Gabriel gwałtownie machnął ręką, jakby odpędzał wyjątkowo nieznośną i natrętną muchę latającą wokół niego. Nie zważając na protesty kolegi opadł na jego łóżko, kładąc nogi na kołdrze. Zgiął jedną nogę, a ręce splótł za głową.
- Chwila, gdzieś je tutaj położyłem.
- Nie mam całej nocy. Rusz się, Jason.
- Marudzisz jak stara baba. Chwila - mruknął wampir, przeszukując szuflady w biurku. - Masz.
Czarnowłosy w ostatnim momencie złapał pudełko farb. Gdyby nie wampirzy refleks to z pewnością dostałby w nos.
- Będę się już zwijał - powiedział, wstając. Zerknął na zegarek. Pozostało pół godziny do wschodu słońca.
Niedobrze.
- Też za chwilę wychodzę.
- Nara - powiedział, wychodząc z pokoju kumpla. Musiał się teraz spieszyć, jeśli chciał zdążyć do swojego domu przed pierwszymi promieniami słońca. Jeszcze parę minut temu był pewny, że zna drogę do wyjścia z budynku, ale coraz bardziej wątpił w swoją intuicję. Albo ta zakichana szkoła miała kilkanaście drzwi z napisem "składzik na miotły", albo była jednym wielkim labiryntem. Spojrzał za okno, wbijając wzrok w jaśniejące niebo. Świetnie, zapowiadało się na to, że ten dzień spędzi w Akademii, próbując wtopić się w jakąś grupę uczniów.
Niedługo uczniowie z klasy dziennej powinni się obudzić i iść na zajęcia, uch.
- No nie wierzę, piętnaście minut szukam, a tych jebanych drzwi nie widać - warknął, opierając się o ścianę. - To jakiś kiepski żart - westchnął.
A mógł wybić okno i wyjść przez nie.
Szkoda, że wcześniej na to nie wpadł.

_________________


How could you live with all of my weakness?
All of the times I ran pushing you away.
All I do is hurt you I never deserved you.
Never aware of all I’ve put you through.
Then I remember you said you’d never leave.
Do you remember you said you’d never leave?
Powrót do góry Go down
Naissankari

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2823-naissankari-asmodey http://vampireknight.forumpl.net/t3292-pokoj-shiro-i-naissankariego
Zarejestrował/a : 24/08/2016
Liczba postów : 177


PisanieTemat: Re: Ambitny tytuł.   Sro Sie 29, 2018 8:42 am

To będzie tylko chwilowa wyprawa.
Stawię się w bibliotece na pięć minut i momentalnie z niej wyjdę, przecież nie mam szczególnie co robić, po prostu chcę wypożyczyć konkretną książkę. Jasne.
Chyba ci wali na łeb, młody! — schylił się, unikając w ostatniej chwili lecącej w jego kierunku pięści. Cóż, niewątpliwie miał szczęście, że wampir któremu parę minut wcześniej przypadkowo wlazł w drogę, postanowił po prostu mu przywalić, zamiast używać swoich mocy. Chociaż nadal uważał, że nie zrobił nic złego.
Dobra, siedział pod ścianą, w ostatniej chwili wyciągając nogi, gdy przechodzący obok niego wampir mijał jego ławkę. I może faktycznie potem wstał, by mu pomóc i podał mu rękę, ale w ostatniej chwili coś go zaswędziało, więc podrapał się po karku, a koleś stracił równowagę i zarył twarzą w ziemię. Ale czy to jego wina do cholery, że obrócił się w momencie gdy ten się podnosił i przywalił mu z kolana w nos?
Mówiłem, że to przypadek — próbował się wytłumaczyć z ciężkim westchnięciem. Odchylił się po raz kolejny, zaraz podcinając wampirowi nogę. W złą stronę.
No i chuj. Dlatego nigdy nie bijesz się z innymi, Naiss. Jesteś w tym gorszy niż twoja babcia na wózku.
Nie żeby miał babcię na wózku.
Tak czy siak, jego 'ofiara' wywaliła się na niego dość efektownie, przez co uderzyli o ziemię z głośnym grzmotnięciem, aż mu nieznacznie zawirowało we łbie. Niecałe siedem i pół sekundy później, łokieć jego nie-przyjaciela wylądował na kości policzkowej Naissankariego. Z taką rotacją, że zdążył nawet rozciąć sobie przy tym wargę.
No dalej, przecież byłeś taki cwany!
Podniósł gwałtownie nogę do góry, by się podnieść, gdy poczuł pod butem coś miękkiego. Bardzo miękkiego.
Jego przeciwnik momentalnie wydał z siebie dziwnie zduszony dźwięk zabarwiony jakimś jękiem i przewalił się ciężko na bok.
Och.
Ja tylko chciałem wstać — wytłumaczył się ostrożnie, otrzymując w odpowiedzi mordercze spojrzenie. Dobra, chyba czas się zwinąć — To ja już pójdę, miło było poznać, ystävä.
WRACAJ TU! NIECH CIĘ--- — nie dosłyszał reszty zdania. Właściwie to był już pół szkoły dalej. Co jak co, ale znikanie miał opanowane do perfekcji. Häivä sunął powoli obok niego, nic sobie nie robiąc z ponurego wzroku Naissankariego.
Mógłbyś jakoś pomóc, wytłumaczyć, co nie. Nie no pewnie. Przecież nie mówisz. Po co. Teraz mamy przerąbane — niestety wyglądało na to, że słowa chłopaka nie robiły na marze żadnego wrażenia. Właściwie to miała go głęboko w dupie.
Westchnął krótko i otarł wargę z krwi, podnosząc wzrok do góry. Rana na ustach zaczęła się już powoli zasklepiać, choć opuchlizna zapewne miała się jeszcze jakiś czas utrzymać. Podobnie jak piękny siniak na rozciętym policzku. Co on do diabła, nosił jakieś ćwiekowane obroże na łokciach? Serio.
Myślisz, że przede mną zwiejesz?! — co za uparty gnojek. Wyrwał ponownie do przodu, by ponownie zwiększyć odległość pomiędzy nimi. Pech chciał, że ktoś taki jak Naiss miał po prostu talent do ładowania się w kłopoty. Nic dziwnego że gdy tylko odwrócił się w tył, by zobaczyć czy oprawca dał mu jednak święty spokój, nie zauważył że wbiega wprost w stojącego pod ścianą chłopaka. Dzięki bogu. Gdyby był kobietą, jak nic Asmodey już leżałby pozbawiony przytomności. Tymczasem przyrżnął w niego jak mini-czołg i syknął cicho czując jak jego kość policzkowa zderza się ze szczęką Gabriela.
Szlag. Zagapiłem się — zdążył nawet zaryć ręką w ścianę, przez co niektóre palce (oprócz zdartej do kości skóry) wyglądały na dziwnie przykurczone. Cofnął się o krok i wyciągnął nieznacznie palce ze stawów, nastawiając w odpowiedni sposób, zaraz rozprostowując. No, teraz dobrze.
Nienawidzę bójek.

_________________

Powrót do góry Go down
Gabriel
Gabriel
Gabriel
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t815-gabriel#5085 http://vampireknight.forumpl.net/t1186-gabriel#19652 http://vampireknight.forumpl.net/t3479-gabriel#75036 http://vampireknight.forumpl.net/t2102-gabriel#44102
Zarejestrował/a : 07/12/2012
Liczba postów : 486


PisanieTemat: Re: Ambitny tytuł.   Nie Wrz 16, 2018 11:29 pm

 TRACH.
 Nim gadzie oczy zdążyły zauważyć biegnącego chłopaka, szczęka Gabriela boleśnie odczuła nieuwagę nieznajomego. Był prawie pewny, że usłyszał cichy trzask łamanych kości. Ostrzegawczy warkot przetoczył się przez gardło wampira, gdy palce chwyciły za bolące miejsce. Opuszkami palców delikatnie przejechał po szczęce; na szczęście nic nie wskazywało na mniej lub bardziej poważne uszkodzenia.
 - Ty - wysyczał przez zaciśnięte zęby, szybkim ruchem łapiąc ofiarę losu za szyję. Typ powinien chociaż przeprosić za swoje zachowanie. Jego zagapienie się mogło przynieść dla niego opłakane skutki. A może chodziło mu o to, aby wkurzyć kolejnego wampira? - Pojebało cię? - Palce mocniej zacisnęły się na gardle Naissa, jakby chciały przebić cienką warstwę skóry.
 Biedak trafił z deszczu pod rynnę.
 Ciemna czerwień zalała oczy Gabriela. Cholera, ten dzień zapowiadał się beznadziejnie. Najpierw wschód słońca zatrzymał go w szkole, a potem jakiś idiota poddał próbie twardość jego kości. To brzmiało jak jakiś bardzo nieśmieszny żart.
 - Chwila, możesz się mi przydać. Z której jesteś klasy? Nocnej? Dziennej? - Przekrzywił głowę z prawo, przyglądając się swojej nowej zdobyczy. Blizny jasno świadczyły o tym, że miał przed sobą kogoś, kto prawdopodobnie niejednokrotnie służył losowi jako obiekt wpadek i nieszczęść. - Prowadź do swojego pokoju - zażądał. Perspektywa chodzenia po szkolnych korytarzach aż do zmroku nie napawała zbyt wielką radością, dlatego skoro plan B sam się pojawił, nie zamierzał przepuścić takiej okazji.
 - C-c-co wy robicie? - piskliwy głos młodej uczennicy przypomniał czarnowłosemu gdzie się znajduje - w miejscu, w którym aż roiło się od ludzi nieświadomych istnienia istot lepszych od nich. - Bójki są zabronione. Puść go, bo zawołam nauczyciela!
 Trajkotanie upierdliwej nastolatki jedynie podnosiło poziom irytacji. Odruchowo puścił nieznajomego, zostawiając po sobie czerwony ślad. Usta już otwierały się, żeby mało subtelnie kazać dziewczynie zająć się własnymi problemami, póki nie dzieliła ich z nieuważnym frajerem, ale nim zdążył wypowiedzieć pierwszą sylabę, nieznajoma podskoczyła w miejscu, gdy po dokładniejszym przyjrzeniu się Gabrielowi dostrzegła parę lśniących czerwienią oczu. Ruszyła biegiem, jakby w jednej chwili ktoś wystrzelił sygnał sygnalizujący start na zawodach.
 - O cholera, chyba przez ciebie będziemy mieli problemy. Rusz się. Może zdążymy do twojego pokoju, zanim tamta kogoś zawiadomi. - Położył dłoń na prawym ramieniu Keitaro bynajmniej nie w przyjacielskim geście. Delikatny nacisk palców był niemym ostrzeżeniem.
 Nie próbuj żadnych sztuczek.

_________________


How could you live with all of my weakness?
All of the times I ran pushing you away.
All I do is hurt you I never deserved you.
Never aware of all I’ve put you through.
Then I remember you said you’d never leave.
Do you remember you said you’d never leave?
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Ambitny tytuł.   

Powrót do góry Go down
 
Ambitny tytuł.
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Vampire Knight :: Informacje :: Kącik Graczy :: RETROSPEKCJE-
Skocz do: