IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Salon [Parter]

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4 ... 9, 10, 11  Next
AutorWiadomość
Ringo
Ringo
Ringo
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2163-ringo-k#44890
Zarejestrował/a : 28/03/2013
Liczba postów : 503


PisanieTemat: Re: Salon [Parter]   Sro Cze 26, 2013 3:19 pm

Więc jak widać, oba wampiry zraziły się nieco do osoby Ringo, choć w przypadku Sahala nie było tak źle, bo szlachetny zrobił mu tylko na złość, krzycząc. Yuki z kolei, wylądowała w paszczy głodnego wampira i to wbrew jej woli, no i oczywiście nie zachowywał się przy niej grzecznie. Dopiero jak Hiro dowiedział się o ślubie przyjaciela, nieco go "podszkolił" w manierach. No ale z dwojga złego, to pierwszy Sahal przekonał się do jednookiego, a Yuki czeka naprawdę długa oraz ciężka droga jako żona... bo dzieciom zwykle jest łatwiej.
Niestety nie było o czym rozmawiać, szlachetny także zdawał sobie z tego sprawę. I nie chodzi tu o kwestię wieku, a raczej o odmienność. Yuki to spokojna kobieta, Ringo można śmiało określić potworem. Chociaż miło by było jakby szlachetna chciała przełamać swój strach i dać szaleńcowi szansę.
O zgrozo, przecież nie zostawi malca samego! Zabierze go nawet ze sobą jeśli będzie chciał, bo ta cała podróż poślubna nie będzie miała charakteru zaciśnięcia związku małżeńskiego, a odpoczynku od wszystkich. Yuki na pewno będzie spędzała czas po swojemu, a szlachetny również znajdzie sobie rozrywkę godną siebie. Tyle seksownych eskimosek chodzi po ziemiach Alaski! Ringo prześpi się z każdą jaką napotka i zaspokoi swoją męską potrzebę na kilka... dni. Poklepał jedynie chłopca po głowie, nie ciągnąc już dalej tego tematu. No ale zaraz się zaczęło... Sahal wybuchł płaczem bo Yuki go nie lubi i brzydko na niego patrzy. No narodzie, złapał się za głowę i z małą wrogością spojrzał na szlachetną.
- Bądź tak łaskawa i nie patrz na tego malca w taki sposób. On nie rozumie wielu rzeczy i to nie jest jego wina. Najlepiej nie zwracaj na nogi uwagi. - Wiedział, że ze strony szlachetnej nie grozi mu nic, ale też niech ona uważa, bo Ringo też czasem może coś źle odebrać jak Sahal, hoh... ale on akurat się nie rozpłacze. No ale spokój, zaraz dostarczono krew. Ringo duszkiem wypił swoją porcję z kielicha, odstawiając naczynie na stolik. Ponownie wypełnił go czerwoną cieczą, a pustą folię odrzucił na bok.
Widząc co chłopak wyczynia z kielichem, uśmiechnął się mimowolnie. Serio, taka niewiedza dzieci jest naprawdę urocza, a zwłaszcza przy Sahalu. Na stłuczenie naczynia nie przejął się specjalnie.
- Zostaw to, bo się pokaleczysz. - Rzekł łagodnie do chłopca i poklepał miejsce obok siebie. Niech spocznie, a głupi kielich pójdzie do śmieci. Zresztą już wie, jak napoi syna przed jego snem. No i oczywiście odezwała się Yuki.
- A co to zmieni jakbym powiedział? - Odpowiedział z obojętnością w głosie, biorąc swój kielich. Co jak co, ta krew z worków jest niczym w porównaniu z tą co ma sam stary Ringo. Rozciął on swój nadgarstek pazurem i pozwolił aby stróżka ciemnej krwi spłynęła do kielicha. Tak minimalna utrata krwi nie zaszkodzi staruchowi, a Sahalowi pomoże w rozwoju.
- Sam dowiedziałem się o nim nie dawno i jakoś nie było okazji, poza tym mam więcej dzieci niż może Ci się to wydawać. - Zadowolona? Ringo zakończył napełnianie kielicha i chwycił go za nóżkę, podając następnie wampirkowi. Przystawił mu do ust brzeg naczynia i w znanym im tylko języku, wyjaśnił szybko i zrozumiale co ma z tym fantem uczynić. Tak więc Sahal może wypić śmiało. Niech się uczy.

_________________
THEME RINGO

Powrót do góry Go down
Yuki
Yuki
Yuki
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t164-yuki http://vampireknight.forumpl.net/t214-yuki
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 922


PisanieTemat: Re: Salon [Parter]   Sro Cze 26, 2013 4:48 pm

No to zaczynały się schody. I to bardzo strome. Właściwie, to można uznać, że cała ta sprawa zaczynała się coraz bardziej komplikować, a wszystko przez wzgląd na chłopca, który był strasznie rozhisteryzowany. Nie oceniała go, nie próbowała zrozumieć dlaczego taki był, bo wiedziała, że sprawa zapewne jest bardziej skomplikowana niż można by przypuszczać. Z pewnością jednak nie chciała być niczyim wrogiem, a już na pewno nie patrzyła na chłopaka z wrogością, jak to określił "jak mamusia". Oczy Yuki zrobiły się wielkie jak spodki, zupełnie tego nie rozumiała. Kochała dzieci i ani myślała którekolwiek skrzywdzić. Tym bardziej słowa Ringo zraniły ją bardzo dotkliwie, gdyż wcale nie miała niczego złego na myśli, a na chłopca spoglądała z troską.
Zacisnęła mocniej usta. Nie znosiła takiego traktowania, tym bardziej, że nie zrobiła i nie zamierzała zrobić nic złego. Teraz jedynie nad czym się zastanawiała, to czy nie lepiej byłoby opuścić zamek, by nie denerwować dziecka jeszcze bardziej. Do tego starała się zachować spokój, widząc jak chłopiec jest wrażliwy i jak gwałtownie reaguje na wszystko. Nic nie mówiła, nawet gdy wspomniał o licznych innych dzieciach, które posiada. I rzeczywiście, to by nic nie zmieniło, a Yuki czuła się już wystarczająco dotknięta, że nie widziała tu dla siebie miejsca ani chwili dłużej.
Wypiła jeszcze trochę krwi i odstawiła puchar na stolik, a po chwili wstała, poprawiając sukienkę i zakładając torebkę na ramię. Było jej smutno.
- To ja już pójdę... wrócę pieszo, nie trzeba się fatygować i mnie odwozić.
Uśmiechnęła się smutno, ale nie patrząc już ani na męża, ani na jego syna ominęła ich i opuściła salon, by skierować swoje kroki do wyjścia i tak jak mówiła, tak też zamierzała zrobić, czyli zrobi sobie spacer do lasu i choć zajmie jej to sporo czasu, z pewnością będzie to odpowiednia pora na przemyślenia i uspokojenie. Ringo dotknął ją do żywego i już wiedziała, że ich "związek" będzie raczej drogą przez mękę.

z/t

_________________
* * * * * * * *
Powrót do góry Go down
Sahal

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1050-sahal#13771
Zarejestrował/a : 06/06/2013
Liczba postów : 172


PisanieTemat: Re: Salon [Parter]   Sro Cze 26, 2013 6:07 pm

Sahal nie miał pojęcia, że zyskał nową mamę, którą okazała się być Yuki. Zapewne za jakiś czas dotrze do niego wszystko, teraz jednak nie wiele rozumiał i stąd takie, a nie inne zachowanie. Zresztą szlachetna nie przejmowała się istnieniem Sahala. Może to i lepiej? Wampirek nie będzie musiał się bać wampirzycy, choć obecnie trząsł portkami na samą myśl o jasnowłosej i smutnookiej. Tak, tak mu się teraz skojarzyła. Ze smutnymi oczami. Przez chwilę spoglądał na nią z rozdzwonionymi usteczkami, wtykając charakterystycznie paluszka w usteczka.
Sahal już by uknuł jak tu zrobić psikusa tatusiowi. Oczywiście według niego nie byłoby to psikus, a chęć dania Ringo o wiele ciekawszych rzeczy do torby, którą pakowały służki. Swojego czasu wampirek przyglądał się ich pracy, patrząc jak pakują gacie i inne śmieszne rzeczy papcia do torby podróżnej. Sahal już wiedział, co zrobić. Otworzy torbę (nauczył się tego poprzez obserwacje wampirzyc, kiedy zamykał ją po skończeniu pakowania), wysypie rzeczy tatusia, robiąc piękny bałagan na jego podłodze, ot tak dla niepoznaki, po czym zapakuje mu swoje majteczki ze Spidermanem i Supermenem! Wciśnie kilka czystych kartek papieru, kilka ołówków i sam wejdzie do środka! Ringo na pewno będzie szczęśliwy, kiedy dotrze już na Alaskę i znajdzie zamiast swoich rzeczy, swojego psotnego synka, który postanowił spakować Ringo swoje majteczki na przebranie! Na pewno będzie wyglądał bardzo seksownie w rozmiarze dziecięcym M! Cóż malca interesowało, że materiał mógł uwierać w Interes? No właśnie, on nie miał głowy do Interesu! Hah, taki suchar.
Sahal stał przed tatusiem ze skruszoną minką. Bał się, że stary wampir znów uniesie się krzykiem i skarci wampirzątko za to, że nieumyślnie stłukł szkło. Nie zrobił tego specjalnie, był to jedynie zwykły wypadek. Jak widać nastroje chłopca szybko ulegały zmianie, bowiem już zapomniał o jakimś zagrożeniu ze strony jasnowłosej. Choć Sahal wciąż był smutny, kiedy przypomniał sobie o mamusi. To była bardzo zła kobieta! Nie lubił jej!
Sahal nie tykał szkła tak jak go uprzedził ojciec. Był bardzo posłuszny w stosunku do białowłosego. Odczuwał pewien respekt. Kiedy jednooki poklepał miejsce obok siebie, chłopiec popędził na kanapę, zajmując niczym mały hrabia miejsce obok niego! Rozsiadł się wygodnie, niepozornie przytulając główkę do ramienia ojca. Na widok krwi własnego ojca, ściekającego do szklanego kielicha, chłopiec aż zapiszczał z radości. Sam zapach przyprawiał go o miłe drętwienie każdego członka ciała. No, prawie każdego Członka ciała. Hah, kolejne suchar.
Wampirek zajął się zatem piciem krwi. Pucharek sam w sobie był na tyle ciężki, że chłopczyk postawił go sobie między nogami na kanapie, po czym zanurzył łepek do środka. Gorzej jak mu głowa utknie! I tak się właśnie stało. Utknął w pucharku, po zlizaniu naczynia do ostatniej kropelki! Nawet nie zorientował się kiedy wampirzyca ich opuściła. Ten przecież wpadł w panikę, bo nie mógł pozbyć się pucharka z głowy. Nie płakał, tak jak tatuś go nauczył. Postukał go jedynie w ramię i wskazał na swoją utkniętą mordkę. Możliwe, iż swoje robiło zmęczenie. W każdym razie Ringo pomógł chłopcu wyswobodzić się, po czym oboje udali się do jednej z komnat, na spoczynek.

[zt x2]
Powrót do góry Go down
Alexandrine

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1092-alexandrine-levittoux http://vampireknight.forumpl.net/t1103-alexandrine#15710
Zarejestrował/a : 27/07/2013
Liczba postów : 185


PisanieTemat: Re: Salon [Parter]   Wto Sie 27, 2013 5:22 pm

Kolejny dzień i kolejna wyprawa Alexandrine poza mury Akademii Cross. Tym razem zadbała o to by nagle telefon jej się nie rozładował. Znowu musiała by pójść prosić o pomoc do nieznanego miejsca i nagle by się okazało, że ktoś ponownie chciałby ją wykorzystać do złego. Postanowiła trzymać z dala od posiadłości, w której już zawitała. Raz zdecydowanie wystarczy. Teraz tylko zastanawiała się co się dzieje z jej przyjaciółką, napisała do niej wiadomość, otrzymała odpowiedź i dalej nic. Trochę się zmartwiła, dlatego chciała znowu myśleć pozytywnie i mieć nadzieję, że po prostu ma mały problem z chłopakiem. Och.. gdyby Alex musiała się martwić o takie rzeczy, ale i tak jej świat kolorowy w miarę. Kto wie ogóle gdzie może teraz być. Alex już miała inne plany na dzisiejszy dzień. Tylko co może robić w dzielnicy slumsów? Taka dziewczyna chyba nie powinna się kręcić w takim miejscu, no ale tutaj mieszka osóbka, którą ma się zająć. Nie musiała znać adresu, miejsce to było po prostu rozpoznawalne. Miała nawet pozwolenie by tutaj wejść. Wspaniale czyż nie?
Przyszła pod stary zamek, nie pewnie zapukała i wpuściła ją służka o imieniu Succubus, która zaprowadziła Alex do salonu. Kiedy weszła do środka pierwsza myśl jaka przeszła przez jej głowę to "Nie jest tu zbyt kolorowo" Tak ciemno, Alex nie chętnie przebywa w takich miejscach są takie smutne i nie wydają się zbyt przyjazne, no ale mus to mus. Skoro już przyszła to chyba nie powinna wyjść, bo salon jej się nie spodobał, kto wie jak wygląda pozostała część tego zamku. Tak nie wypada. Usiadła na sofie, trzymając torebeczkę na kolanach i czekała, aż ktoś do niej przyjdzie. Nie czuła się zbyt dobrze sama w takim pomieszczeniu. Przynajmniej jej ubranie idealnie się komponowało do wystroju. Nagle dostała kolejną wiadomość na telefon, musiała ją odebrać, w końcu coś się stało jej przyjaciółce. Kiedy przeczytała sms'a była zszokowana, co powinna zrobić? Obejrzała się dookoła i zaczęła odpisywać, gdy kończyła schowała telefon i odetchnęła.
Powrót do góry Go down
Sahal

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1050-sahal#13771
Zarejestrował/a : 06/06/2013
Liczba postów : 172


PisanieTemat: Re: Salon [Parter]   Sro Sie 28, 2013 6:00 pm

Sahal opuścił laboratorium już całkowicie zdrowy. Szczepionka podziałała niemalże od razu zaczęła działać, a chłopiec zapadł w sen. Poznał swoją siostrę, choć nie wiedział czy się cieszyć czy też nie. Wiadomo, co sobie uknuła w tej białowłosej łepetynie? A co, jeśli będzie chciała zrobić krzywdę biednemu wampirowi, który nic nikomu nie zrobił. A przynajmniej jeszcze nic. Co z niego wyrośnie, to jeszcze nikt nie wie, póki co wciąż zachowywał się jak dwulatek może trzylatek, a nie na swoje ponad pięć lat.
Opuścił laboratorium, wyraźnie zasmucony, bowiem ojciec nie chciał nawet pożegnać się z synem, był tak zaoferowany ciałem swojej córki. Chłopcu wyraźnie się to nie podobało i na pewno zrobić w odpowiednim czasie porządną awanturę ojcu i ponownie się na niego obrazi! Naprawdę, Ringo często bywał bardzo samolubny i myślał wyłącznie o zaspokojeniu własnych potrzeb, podczas gdy Sahal czuje się odrzucany.
Kiedy wyruszył na zwiedzanie zamku, dorwał się do jakiegoś kawałka drewnianego kija, którego od razu użył jako miecz. Gdzieś po drodze wygrzebał także linę, którą okręcił niczym lasso, jednak nie miał takich umiejętności jak zaganiacze bydła i okręcił linę wokół własnego ciała. Skrępował sobie jedynie ruchy, więc chciał pomóc sobie swoim nowym, jakże ostrym mieczem. I znów pogorszył sprawę! Tym razem uderzył się w pacynkę i nos, który od razu się zaczerwienił od uderzenia.
Wpadł oburzony do salonu, kierując się w sumie za jakimś słodkim zapachem. I spotkał wzrokiem jakąś jasnowłosą damę! Och! Przystanął gwałtownie, wpatrując się w jej osobę niczym posąg, nie drgnęła mu nawet powieka, nie uniosły się nawet ramiona w prowizorycznym wdechu. Absolutnie go wcięło. Na karmelowe policzki wystąpiły delikatne rumieńce, a wargi chłopca drgnęły w rozbrajającym, rozkosznym uśmiechu niewinnego dziecka. Podrapał się po głowie, wyraźnie zakłopotany i nie wiedział, co powiedzieć! Zresztą, cokolwiek by nie powiedział, to pewnie i tak owa piękność ludzka nie zrozumie jego słów.
Ciekawe czy wiedziała, że znalazła się w gnieździe wampirów…
– Wybranka!
Krzyknął po japońsku. Gdyby mógł uniósłby paluszek i pokazał na Alexandrinne, ale sam się zaplątał przecież w linie. Zaczął tupać, skakać i wymachiwać zamaszyście łapkami, by pozbyć się liny. Przewrócił się wreszcie z tego wszystkiego i zaczął tarzać po podłodze, wręcz się po niej turlając. Nie wiedział, że ta pani przyszła tutaj by się z nim nie tylko bawić, ale także uczyć japońskiego.
– Wybranka! Wybranka! Wybranka!
Oczywiście chodziło mu o nowe słowo jakie poznał od ojca „wybranka serca”.
Powrót do góry Go down
Alexandrine

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1092-alexandrine-levittoux http://vampireknight.forumpl.net/t1103-alexandrine#15710
Zarejestrował/a : 27/07/2013
Liczba postów : 185


PisanieTemat: Re: Salon [Parter]   Sro Sie 28, 2013 7:08 pm

Alex otrzymała kolejna wiadomość od Isabelli, odetchnęła z ulgą gdy przeczytała esemes'a. No przynajmniej ma pewność, że nie stało jej się nic takiego i przeżyła. W końcu tylko o tym teraz myślała Alex. Zaczęła powoli odpisywać, ale nie planowała takiego zakończenia, miała napisać, że właśnie jest w zamku zamieszkanym przez wampiry i będzie zajmować się jednym z nich. naprawdę nie wie jak zareagowałaby jej przyjaciółka, mówi jej wszystko, ale teraz boi się przyznać, w końcu nie dawno sama została zaatakowana przez krwiopijcę. Chociaż mogłaby się domyśleć, że coś jest nie tak. Nie użyła nawet jednej, prostej emotikonki, a u niej to jest w końcu codzienność gdy komunikuje się z kimś za pomocą wiadomości. Nagle usłyszała głos dziecka w salonie. Wampirem nie jest i nie mogła by go po prostu wyczuć, a była za bardzo wpatrzona w mały ekranik telefonu, dopiero ten krzyk ją od niego oderwał. Odwróciła się i zobaczyła kilkuletniego chłopczyka, który widocznie nie miał co robić skoro się tak związał, bo kto dorosły zrobiłby coś takiego? Przecież wiadomo, że mógłby zrobić sobie krzywdę. Nie patrząc na ekran, ale na zwykłe wyczucie i pamięć nacisnęła na klawisz "Wyślij" Zamknęła klapkę telefonu i szybko schowała do torebeczki. W końcu trzeba pomóc chłopaczkowi. Odłożyła torebkę i wstała z kanapy by pomóc biednemu dziecku. Tylko dlaczego cały czas wykrzykiwał słowo "wybranka"?. W każdym razie Alex chciała zatrzymać turlającego się chłopca, uwolnić z tej liny i pomóc mu wstać o ile ten, nie będzie się więcej wiercił i pozwoli sobie pomóc, jeszcze sobie krzywdę zrobi.
-Witaj, pomogę Ci dobrze? - powiedziała słodkim głosem kucając przy nim i mając nadzieję, że faktycznie będzie mogła go przywrócić do normalnego stanu. Czyżby to właśnie nim miała się zajmować? Jest całkiem uroczym chłopcem i musi pokazać, że będzie cierpliwa i nie zrobi mu krzywdy zajmując się nim. Opieka nad wampirem zdarza się bardzo rzadko, zwłaszcza jeśli ma to robić zwykły człowiek.
Powrót do góry Go down
Sahal

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1050-sahal#13771
Zarejestrował/a : 06/06/2013
Liczba postów : 172


PisanieTemat: Re: Salon [Parter]   Czw Sie 29, 2013 4:16 pm

Ale Sahalowi daleko było do dorosłego wampira. Na pewno szybciej dorastał i dojrzewał niż ludzkie dziecko, choć patrząc tak na niego ciężko nazwać to dorastaniem. Zachowywał się dziecinnie, nie rozumiał wielu rzeczy, nie umiał usiedzieć w jednym miejscu bez ruchu, ciągle coś psocił, choć najczęściej całkowicie nieświadomie. Tutaj po raz pierwszy czuł się wolny, nikt na niego nie krzyczał, kiedy coś psocił, nikt nie podniósł na niego ręki i nie uderzył. Gdy mieszkał jeszcze z matką, ciągle się na nim wyżywała, jakby był największą zarazą na świecie, jakby przysparzał jedynie samych zmartwień. Czuł się bardzo smutno i był niepotrzebny. Jednak teraz, mieszkając z ojcem, czuł się wreszcie kochany. Ciekawe czy to uczucie minie, gdy chłopiec dorośnie. Wiadomo, jako dorosły będzie spędzał mniej czasu z ojcem, bo jeszcze ktoś uzna go za mało męskiego. Ale przecież w jego żyłach płynęła krew gwałciciela, nie wspominając już o tym, że był dziedzicem wszystkich genów zła z tego rodu. Nie wiadomo co z niego wyrośnie za kilka lat.
Spojrzał na dziewczynę, która bawiła się czymś dziwnym. Nie znał się na nowoczesnej elektronice. Ba, jak pierwszy raz ujrzał na oczy telewizor to się omal nie popłakał z powodu ujrzenia tylu kolorów i ludzi śmiesznie malutkich. Początkowo myślał, że ktoś ich tam zamknął, więc zaatakował wielką puszkę kijem, nawalając w nią z całych sił. Wiadomo, cienki telewizor nie miał żadnych szans z kijem, więc padł, a ludzie zniknęli wraz z nim. Wampir naprawdę wpadł w dołek! Zabił niewinnych ludzi, tyle krwi się przez niego zmarnowało! Dopiero służka mu wytłumaczyła, że nie ma tam żadnych żywych ani martwych ludzi, są tam tylko obrazy, coś podobnego do zdjęcia jakie chłopiec nosił przy sobie. Jakoś tam zrozumiał, ale wciąż było to dla niego niczym magia.
Wampirek zatem leżał na podłodze, wpatrując się swoimi wielkimi, stalowymi tęczówkami w postać dziewczyny. Nie rozumiał za grosz, co do niego mówi, ale jeśli pomogła mu wstać na nóżki to się nie poruszył. Grzecznie i potulnie czekał aż go wyswobodzi ze sznura i wyjmie jego miecz.
– Bajka? Zabawa?
Wypowiadał pojeczyncze słowa po japońsku. Był skory do zabawy, ale także i nauki, jeśli dziewczyna by to zaproponowała. Chłopiec szybko przyswajał nowe rzeczy. Bystre dziecko, jasność umysłu odziedziczył po ojcu. Ciekawe co zaś miał po matce? Wolał nie wiedzieć, nie znosił tej kobiety.
– Będzie… moja… wybranka?
Wskazał na siebie, potem na dziewczynę i posłał jej rozbrajający uśmiech, po czym zaklaskał radośnie w rączki.
Powrót do góry Go down
Alexandrine

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1092-alexandrine-levittoux http://vampireknight.forumpl.net/t1103-alexandrine#15710
Zarejestrował/a : 27/07/2013
Liczba postów : 185


PisanieTemat: Re: Salon [Parter]   Czw Sie 29, 2013 4:36 pm

Alexandrine nie miała zbyt udanego dzieciństwa z jednej strony dobre usposobienie matki, która chciała by była po prostu jak zwykle dziecko, natomiast z drugiej silna ręka ojca wojskowego, który karał przy każdej nadarzającej się okazji. Dlatego była cicha i spokojna by nie mieć kłopotów, często nazywana szarą myszką przez swoich rówieśników. Mogła się swobodnie bawić tylko w towarzystwie matki. Czy chciała by zmienić swoją przeszłość, ojca czy miejsce zamieszkania? W ogóle jej to nie przyszło do głowy, cieszy się, że ma takie życie. Jako dziecko miała nadzieję, że kiedyś będzie lepiej i tak jest, a teraz? Nie ma zielonego pojęcia co chciałaby ze sobą zrobić gdy skończy szkołę. Gdy wyprowadziła się wraz z mamą dopiero zaczęła korzystać z życia i teraz jest właśnie taka. Czasami trochę dziecinna, beztroska, ale za tym uśmiechem ukrywa swoją przeszłość i niektóre uczucia z jakimi musi się uporać jej duszyczka. Dlatego czasem musi się na chwilkę zamknąć w pokoju i posiedzieć sama, nie lubi się żalić innym. Nawet swojej mamie czy najlepszej przyjaciółce, przecież nawet nie wie, że ma się zajmować małym wampirkiem i nawet trochę go uczyć.
Gdy go uwolniła, zdała sobie sprawę, że nie zna zbyt dobrze japońskiego. Określając na oko jego wiek stwierdziła, że takie dziecko powinno dużo mówić Wybranka? Dziewczyna lekko się zarumieniła, w końcu znała znaczenie tego słowa, ale usłyszeć coś takiego z ust dziecka. Po prostu się uśmiechnęła, był dzieckiem i takie rzeczy są normalne. Pogłaskała go po główce
-Dobrze niech będzie - oczywiście teraz mówiła to tak, jakby to była dla niej po prostu zabawa. Czy sam w ogóle wiedział co to dokładnie znaczy?
-Zabawa, tak? Co chciałbyś robić, a może chciałbyś się trochę pouczyć? - mówiła z uśmiechem do chłopczyka. Był naprawdę uroczy, ale słyszała to, nauka japońskiego by mu się przydała. sama musiała się go uczyć, a teraz mówi praktycznie perfekcyjnie. Po kilku latach już chyba nie zdoła mówić z tym francuskim akcentem. Oczywiście jeśli chłopczyk wolałby się bawić, to nie będzie miała nic przeciwko.
-Na imię mi Alex, a Ty jakie masz imię? - użyła proste sformułowania do przedstawienia się, tak w końcu karzą się uczyć w szkołach. W praktyce wszystko jest skracane.
Powrót do góry Go down
Sahal

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1050-sahal#13771
Zarejestrował/a : 06/06/2013
Liczba postów : 172


PisanieTemat: Re: Salon [Parter]   Pią Sie 30, 2013 5:03 pm

Najwyraźniej nawet u ludzi brakowało instynktu opieki nad własnym potomstwem. Sahal jakoś nie widział go u swojej matki, a przecież wampiry się zarzekają, że są jak zwierzęta, zaś one nie zostawiają swojego potomstwa na pastwę losu. Nie raz chłopiec to zaobserwował w Afryce, gdy je śledził. Lubił to robić, mógł się naprawdę sporo dowiedzieć o życiu i to od zwierząt. Jakby nie patrzeć to one go wychowały, gdy matka zajęta była wpatrywaniem się w lusterko. Najulubieńszym zwierzęciem, jeśli chodzi o te zamieszkujące afrykańskie tereny, to chyba słoń, dopiero potem wskakiwały dzikie koty. Sahal nie bał się przebywania wśród tych istot. Wyczuwały drapieżnika, silnego, w dodatku był szczenięciem, dzięki czemu mógł się czuć bezpiecznie w ich otoczeniu. Może na jego widok uciekały gazele, wyczuwając zagrożenie. Wbrew pozorom były naprawdę szybkimi zwierzętami i bardzo czujnymi. Chłopiec nauczył się szanować wszelkie zwierzęta, uznając, że są o wiele bardziej godne jego uwagi, niż własna matka.
Zresztą wampir wyróżniał się niecodzienną urodą. Karmelowa cera, odziedziczona po matce murzynce, połączona z białą karnacją ojca. Można powiedzieć, że wyrośnie na naprawdę ślicznego młodzieńca. I jeszcze te roześmiane, wesołe oczy, okryte czarnymi, długimi rzęsami. Wyglądał bardziej jak anioł, delikatne stworzenie, wyrzeźbione ręką samego Boga. Nie wyglądał na kogoś, kto mógłby zaatakować człowieka. A zrobił to przecież. Kilka razy.
Chłopiec w ogóle nie znał japońskiego! No dobrze, kojarzył parę słów, Ringo usiadł z nim parę razy nad tym skomplikowanym językiem, nauczył kilku znaków z hiragany, uczył go także wymawiać poszczególne określenia przedmiotów, rzeczy czy budynków, jakie mijali gdy gdzieś razem wychodzili. Jednak to było za mało, żeby wampirek przyswoił sobie już tak trudny język. Wciąż posługiwał się afrykańskim dialektem, który był już na wyginięciu.
Chwila, czy ona właśnie zgodziła się, by być jego wybranką? Jak miło! Sahal wiedział, co znaczy to słowo, Ringo mu wyjaśnił. Trzeba darzyć się specjalnym uczuciem i uczynić z tej kobiety swoją żoną! Sahal od razu rzucił się w ramiona Alex. Nie, nie po to by położyć swoje dziecięce rączki na jej piersiach, chyba że przez całkowity przypadek, ale po to by po prostu się do niej przytulić. Łapki położył na łopatkach dziewczyny, a głowę wtulił w jej splot słoneczny. I poczuł to wreszcie. Ten słodki, przyjemny zapach. Zapach kobiety. Pachniała tak świeżo, taką przepyszną wolnością, wyczuwał także dobrze mu znane zapachy z jego krainy.
Nie zrozumiał jej pytania, nie znał żadnego słowa, jakie wypowiedziała, za to jego brzmiały już w ojczystym języku, którego na pewno nie mogła znać.
– Ładnie pachnieees. Jak wolnooooość i świeze kfiaty.
Przytknął ucho do ciała dziewczyny, wsłuchując się w spokojne, monotonne bicie jej serca. To go uspokajało, koiło, ten dźwięk był niczym muzyka relaksująca. Dopiero kiedy zaczęła się przedstawiać, chłopiec oderwał się od dziewczyny, spojrzał w błękitne oczy i uśmiechnął się, ukazując swoje lśniące ząbki. Podrapał się po głowie i usiadł na podłodze przed Alex.
– Alex, Sahal!
Wskazał pierw na nią rączką, potem na siebie, tym samym mogła poznać jego imię.
– Zabawa, zabawa! Chowany!
Kolejne słowa, jakie wypowiedział po japońsku, najwyraźniej robił postępy. Ba, nawet zechciał powtórzyć po Alex to, w jaki sposób się przedstawiła.
– Na imie miiii Sahal! Sahal! A Ty jakie, jakie?
I dalej nie pamiętał co powiedziała, ale starał to sobie przypomnieć, w między czasie zerwał się z podłogi i popędził w stronę kanapy, za którą się schował.
– Szuuukaj!
Zakrzyczał radośnie. Normalnie Alex umęczy się przy takiej ilości energii zalęgającym w tym niepozornie małym ciałku Sahala.
Powrót do góry Go down
Alexandrine

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1092-alexandrine-levittoux http://vampireknight.forumpl.net/t1103-alexandrine#15710
Zarejestrował/a : 27/07/2013
Liczba postów : 185


PisanieTemat: Re: Salon [Parter]   Sob Sie 31, 2013 9:35 am

Alex nie raz po śmierci ojca zastanawiała się skąd to jego agresywne zachowanie, nigdy nie pytała o to matki. Jeszcze przywołałaby złe wspomnienia, a tego naprawdę nie chciała. We własnych myślach rozważała różne powody, może jej dziadek, którego znała tylko ze zdjęć i kilku słów był taki sam? Ludzi chce się wspominać jak najlepiej i może słyszała tylko te dobre historie o nim. Kto wie, ale lepiej zostawić to w spokoju. Dziewczyna cieszy się przynajmniej, że instynkt rodzicielski w tej rodzinie posiada chociaż jej matka, która mieszka a drugim końcu kraju. Mają ze sobą kontakt tylko telefoniczny i kiedy ma wakacje, wtedy jest okazja by nadrobić cały rok nieobecności. Teraz przynajmniej ma szanse na samodzielne życie, jako takie bo przecież mieszka w szkolnym akademiku i nie wie jeszcze co to rachunki czy inne dziwne płace na rzecz państwa. Jednak podjęła się zadania opieki nad dzieckiem, nigdy jeszcze tego nie robiła, ale kiedyś sama była dzieckiem i teraz też czasem się tak zachowuje to może nie będzie tak źle. Problemem będzie dogadanie się z małym wampirkiem, który jak widać nie zna zbyt dobrze japońskiego. Zastanawiało ją skąd pochodzi, patrząc na karnację zapewne z okolic strefy zwrotnikowej. Jak dorośnie pewnie będzie ładnym nastolatkiem, a potem przystojnym mężczyzną.
Nagle została przytulona! Tego się ani trochę nie spodziewała, chłopczyk na chwilę do niej przywarł, Alex objęła go delikatnie by wiedział, że w jej towarzystwie może być bezpieczny i że nie jest złą osobą. Zaciekawiło ją to co powiedział wyraźnie zadowolony, jego ojczysty język? Może kiedyś jej to przetłumaczy.
-Sahal, ładnie - skomentowała krótko jego imię gdy się przedstawił. Ohh! Zabawa w chowanego jak ona dawno tego niego robiła, ostatni raz bawiła się w to jak miała chyba z dziesięć lat. Najlepsza zabawa jest w ciągu nocy gdy prawie nic nie widać, można nawet po trawie się czołgać. Chłopczyk uciekł szybko, no ale nie wybrał sobie odpowiedniej kryjówki, jak to dzieci. Wstała i zaczęła się rozglądać, jakby grać, że szuka chłopca.
-Gdzieś ty mógł się schować? - mówiła powoli i zaczęła się zbliżać do kanapy, obeszła ją, ale stanęła tyłem do Sahala. Odwróciła się bum! - Tu Cię mam! - krzyknęła pochylając się nad nim i pokazując białe ząbki. Równocześnie usłyszała sygnał wiadomości z telefonu, ale postanowiła go na chwilę zignorować.
Powrót do góry Go down
Sahal

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1050-sahal#13771
Zarejestrował/a : 06/06/2013
Liczba postów : 172


PisanieTemat: Re: Salon [Parter]   Sob Sie 31, 2013 1:05 pm

Na zachowanie ojca dziewczyny mogło coś wpłynąć, jak w przypadku matki Sahala. Swoją nienawiść do ojca chłopca przełożyła na syna. Był owocem gwałtu, więc chciała w ten sposób zemścić się na swoim oprawcy. Ale cóż to dało, oprócz tego, że najbardziej ucierpiało niewinne dziecko, a żal i gniew jego matki w ogóle się nie zmniejszyły. A przecież Ringo dopóki nie wiedział o istnieniu chłopca, nie zwracał na niego uwagi, więc nie wiadomo dlaczego Maharet użyła Sahala do zemsty na tym mężczyźnie. Powinna go odnaleźć i spuścić mu łomot, a nie wyżywać się i karcić. Chłopiec nie utrzymywał żadnego kontaktu z matką. Nie wiedział przecież, gdzie dokładnie mieszkał. Matka któregoś wieczora złapała go za rękę i zaprowadziła do swojego samochodu, brudnego, głodnego, w podartych ubraniach i siłą zaciągnęła na obskurne lotnisko. Tam wsadziła do pierwszego, lepszego samolotu do Japonii i mogła już zapomnieć o dziecku. Powiesiła mu jeszcze na szyi adres zamku, w razie gdyby się zgubił, ktoś mógł go tam zaprowadzić. Ba, z dobroci swojego braku serca, wręczyła mu jeszcze jedyne zdjęcie Ringo jakie posiadała i pozbyła się dziecka z własnego życia. Musiała być z tego dumna i wrócić wreszcie do poprzedniego, beztroskiego życia. Nie przejmowała się tym, gdyby ktoś zamordował biedne dziecko, to już nie było jej zmartwienie.
Ale teraz chłopiec swoje szczęśliwe dni spędzał w tym zamku, toczony służkami, ojcem i nową opiekunką.
Wampirek świetnie się czuł, przytulając do siebie żywe, ciepłe, ludzkie ciało tak pięknie pachnące. Była naprawdę uroczą ludzką istotą. Sahal powoli rozumiał dlaczego jego ojciec tak bardzo lubił kobiety. Delikatne, mięknie, zadbane, pachnące. Można śmiało powiedzieć, że były ideałem piękna, jego definicją. Chłopiec ze smutkiem oderwał się od Alex, nie mógł przecież całego wieczora spędzić na przytulaniu się do niej. Ruszył zatem na chowanie się pod kanapą. Przez cały czas, gdy go szukała, chichotał. Przecież znalazł sobie taką fajną kryjówkę, gdzie na pewno go nie znajdzie! W salonie praktycznie była noc. Ponuro, ciemno, oświetlony jedynie kilkoma świeczkami, tworzył świetny nastrój do gry w chowanego. Kiedy znalazła chłopca, roześmiał się, ale zabawa już mu się znudziła. Podszedł do stoliczka przy kanapie i zrzucił na podłogę jakieś książeczki z japońskimi znakami. Tak, lubił je rysować, miał przy tym niezłą zabawę, szczególnie to „kalifrowanie” jak to mawiał. Poklepał miejsce obok siebie i zaczął przerzucać kartki. Jego wzrok powędrował na nie dużą komodę, na której stały jakieś pojedyncze książki oraz skrzypce. Wskazał na nie.
– Umieeeesz graź?
Starał się powiedzieć te słowa po japońsku, choć może przekręcił coś? Najwyżej Alex go poprawi, ale chłopiec już sięgał po skrzypce. Najwyżej tatuś go skrzyczy, jeśli to zniszczy. Sięgnął po smyczek i przyjrzał mu się. Nie miał pojęcia do czego to służy, ale ładnie wyglądało!
Powrót do góry Go down
Alexandrine

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1092-alexandrine-levittoux http://vampireknight.forumpl.net/t1103-alexandrine#15710
Zarejestrował/a : 27/07/2013
Liczba postów : 185


PisanieTemat: Re: Salon [Parter]   Sob Sie 31, 2013 3:41 pm

Dla kobiety gwałt to traumatyczne przeżycie, nigdy się nie zapomni czegoś takiego. Może przestać wspominać, ale zawsze posiada taką igłę w sercu, która co jakiś czas je ukłuje. Jednak posiadanie dziecka przez taki czyn, niewiele matek decyduje się urodzić, ba! Nawet nim opiekować. Każdego dnia przypomina o tych strasznych chwilach i zawsze będzie źle kojarzone oraz nie kochane. Może z czasem, a początek... można nie wytrzymać i traktować taką istotę jak śmiecia by w pewnym momencie pozbyć się, oddać do domu dziecka. Sahal widocznie miał szczęście, ojciec gwałciciel co prawda, ale jednak zaakceptował synka. Teraz się tylko zastanowić jak będzie postępował Ringo w obecności Alex, przecież powinni mieć okazję do spotkania. Bo co to za ojciec, który zostawia dziecko pod opiekę komuś kogo dobrze nie zna?
Ludzka istota. Dziewczyna każdego dnia chce dobrze wyglądać być zadbana i czysta, no i ładnie pachnieć. Jednak unika perfum o zapachu owoców lub intensywnych kwiatów, kiedyś pszczółka za nią latała pół dnia i musiała się jakoś odganiać, tak by nie zostać przypadkiem użądlona. Boli, już raz się o tym przekonała i wystarczy jej na całe życie. Kto wie ile jeszcze potrwa kilka, kilkanaście lat? Może znajdzie męża urodzi dziecko, wychowa je i się zestarzeje. Alex jeszcze nie myśli, aż tak w przeszłość, w końcu to odpowiedzialność mieć własna dziecko! Może z czasem dojrzeje. Nie wie czy mogła by żyć tyle czasu co wampiry.
Obserwowała zachowanie chłopca, no skoro chciał by usiadła obok niech będzie. Sięgnęła po jedną z książeczek. Japoński. Już się trochę uczy, chciała ją przeglądnąć by zobaczyć jaką ma zawartość. Zapewne same podstawy. Następnie wskazał na coś, Alex spojrzała w owym kierunku i zobaczyła skrzypce.
-Nie umiem grać - odpowiedziała patrząc na instrument przy okazji zaznaczając wyraźniej słowo "grać" by je zapamiętał i na przyszłość dobrze wymawiał. Kiedy chłopiec chwycił za skrzypce i smyczek trochę się przestraszyła, jeszcze mógłby je jakoś uszkodzić. Dziewczyna podeszła do niego i przejechała lekko palcami po strunach skrzypiec. Jeśli nie miał nic przeciwko wzięła od niego smyczek i zrobiła z nim to samo co z palcami pokazując, że do tego właśnie służy.
Powrót do góry Go down
Sahal

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1050-sahal#13771
Zarejestrował/a : 06/06/2013
Liczba postów : 172


PisanieTemat: Re: Salon [Parter]   Pon Wrz 02, 2013 9:21 pm

Zapewne traumatyczne i bardzo bolesne przeżycie, ale na pewno nie było to winą Sahala. Nie uczynił ani jednej rzeczy, by matka go znienawidziła. To przecież nie on ją zgwałcił, nie skrzywdził jej. Ba, zawsze starał się spełniać każde życzenie matki, by była zadowolona i mogła go wreszcie pokochać. Najwyraźniej wampirek nie był wystarczająco dobry dla Maharet i ciągle popełniał błędy, skoro się na nim wyżywała. Zresztą nigdy mu nie zdradziła w jakich okolicznościach się narodził. Chłopiec pewnie i tak nie zrozumiałby znaczenia gwałtu. Jeśli tak bardzo nienawidziła syna już od chwili poczęcia, mogła go po prostu oddać. Ktoś lepiej by się nim zajął i może podarował coś, czego od zawsze pragnął. Miłości. Nie chciał bogactwa, pięknych strojów, wiedzy. Do szczęścia wystarczyłaby mu miłość.
Owszem miał szczęście, że Ringo go zaakceptował, jednak nim trafił do własnego ojca, naprawdę sporo przeszedł. Jednak nie zraził się do niczego. Nawet do kobiet, gdzie to od niej z nich zaznał sporego nieszczęścia. Wciąż się uśmiechał, był radosny, uwielbiał się bawić, zupełnie jakby już nie pamiętał, co przeżył w niedalekiej przeszłości. Jakby jego umysł wyprał się tego i pogrzebał gdzieś głęboko.
Może Sahal głębiej zainteresuje się zapachem? Mógłby tworzyć perfumy dla kobiet, chociażby takich jak Alex. Ciekawe jakby się w tym czuł? Ach, przyszłość otwierała dla niego wiele drzwi, mógł przecież robić, co mu się żywnie podoba.
Dziewczyna usiadła obok niego tak jak sobie tego Sahal zażyczył. I owszem, książeczki były do nauki podstawowej, ale wiedza Sahala była jeszcze mniejsza. Przed nim jeszcze spora część nauki, jeśli nie najtrudniejsza. Jednak długo przy tym nie posiedział, bo jego uwagę przyciągnęło już coś innego. Nie powinna przejmować się tym, że zniszczy skrzypce. Weźmie całą winę na siebie, bo przecież nie chciałby, żeby coś się stało jego nowej opiekunce. Przywiązał się do niej, choć znał zaledwie kilka minut?
Zasmucił się, gdy stwierdziła, że nie umie grać. I co on biedak pocznie?! Tak bardzo chciał posłuchać jak ktoś gra, bo przecież sam nie umiał się za to wziąć odpowiednio.
–Skoooooda.
I zbił wargi w smutną podkówkę, patrząc co dziewczyna robi ze smyczkiem i skrzypcami. Kiedy skończyła pokaz, odebrał od niej instrument i przyłożył tak jak pokazywała. I nic! Żadnego dźwięku. Może przyłożył nie z tej strony co trzeba? Spojrzał na smyczek i przyłożył do strun od strony drewienka. I wciąż nic! Co tu zrobić? Z powrotem obrócił od strony właściwiej, przyłożył mocno do strun i przesunął smyczek. Udało się! Choć dźwięk jaki instrument wydał nie należał do zbyt czystych, to nie był także zbyt bolesny dla uszu. Pociągnął jeszcze raz i jeszcze i następne kilka, dotykając strun coraz delikatniej, jakby chciał wydać odpowiednio czysty dźwięk. Ciekawe jak szybko znudzi mu się to zajęcie. Choć póki co, wyglądało na to, że mu się nawet spodobało. Nie trzymał za struny, po prostu przeciągał po nich smyczkiem, aż wreszcie udało mu się zagrać czysty, bez fałszu dźwięk. Rozpromienił się i spojrzał na Alex sprawdzając czy ona także to słyszała.
– Słyszałaś, słyszałaś, słyszałaś?
Zakrzyknął klaszcząc w dłonie. Był wyraźnie rozanielony.
Powrót do góry Go down
Alexandrine

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1092-alexandrine-levittoux http://vampireknight.forumpl.net/t1103-alexandrine#15710
Zarejestrował/a : 27/07/2013
Liczba postów : 185


PisanieTemat: Re: Salon [Parter]   Czw Wrz 05, 2013 4:44 pm

Perfumy dla kobiet? Alex nawet chętnie by się zgłosiła do zostania testerką, uwielbia ładne zapachy. W sumie to wszystko co jest związane z ładnymi widokami, osobami, zapachami i ubraniami. No w sumie jak większość dziewczyn, ale zwraca też uwagę na to w co człowiek nie ingerował lub to co było właśnie przez niego stworzone i wymagało dużo wysiłku, dla niej coś takiego jest sztuką, a nie narysowanie dwóch kresek i dwa miliony jak nic. Ktoś musiałby jej wyjaśnić skąd się bierze coś takiego. Skoro takie rzeczy są dziełami to równie dobrze całe społeczeństwo jest artystami, zwłaszcza będąc dzieckiem. Gdyby tak umiała czytać w myślach artysty, to może by zrozumiała tą wizję kresek i pryskaniu farbą z pędzla.
Podstawy japońskiego, korzystała nawet z podobnych. Wie dobrze, że to trudny język i nie będzie łatwo, ale skoro dała sobie radę to może będzie wiedziała jak powinna podchodzić do przyszłej nauki Sahala.
-Oj nie smuć się - powiedziała z żalem z oczach i dotknęła kącika jego ust by lekko je unieść. Nie lubiła patrzeć jak ludzie są smutni do tego dzieci potrafią to perfidnie wykorzystać, kiedy chcą coś słodkiego,a rodzić uparty nie kupi. Oj.. ile to razy sama korzystała ze smutnej buźki bądź maślanych oczek. Obserwowała poczynania chłopczyka ze smyczkiem, może podejmie się kiedyś nauki na tym instrumencie lub innym. Alex uwielbia ich słuchać.. zwłaszcza fortepian. Jako dziecko nie wiele rzeczy ją interesowało, wręcz odpychała od siebie. teraz nawet trochę żałuje, jakiś czas temu spodobał jej się nawet saksofon.
-Brawo! - powiedziała z uśmiechem i klasnęła kilka razy w dłonie. Zaczęła myśleć, że Sahal z każdą minutą jest co raz bardziej uroczy.
Powrót do góry Go down
Sahal

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1050-sahal#13771
Zarejestrował/a : 06/06/2013
Liczba postów : 172


PisanieTemat: Re: Salon [Parter]   Nie Wrz 08, 2013 7:45 pm

Zapewne nie tylko dla kobiet, ale od tego by zaczął. W końcu to one mają najsubtelniejszy zmysł, co do wyboru odpowiednich perfum. Zawsze trafiają idealnie, wybierając tak kuszący zapach, że już często to wystarcza by zachęcić płeć przeciwną do wykonania pierwszego kroku. Acz wiadomo, w dzisiejszych czasach mężczyźni czekali aż to kobieta ich uwiedzie, najczęściej pchając łapę pod ich majtki albo staniki. Póki co Sahal nie przejawiał takiego zainteresowania, bardziej zastanawiał się jaki dobrać kij na miecz do walki ze złem, utkniętym w telewizorze. Choć w sumie ostatnio dopatrywał się we wszystkim zła i bronił nawet wannę. Pamiętał jeszcze jak zaatakował to ustrojstwo, nie do końca wiedząc co to jest. Wielkie, hałasujące, z wodą w środku, która nie brała się z żadnej rzeki. Sahal zawsze kąpał się w brudnej rzece i był do tego przyzwyczajony, więc przeżył nie małe zdziwienie, dowiadując się, że można brać kąpiel w czystej, przejrzystej wodzie! I to w taki wielkim naczyniu!
Wampirek spojrzał na delikatne dłonie dziewczyny, które spoczęły na jego wargach, zachęcając do uśmiechu. Nie opierał się, a w jego oczach zaraz zajaśniało. Chwycił zaraz tę dłoń i zaczął ją dokładnie oglądać z miną znawcy sztuki. Przekładał jej dłoń z jednej ręki do drugiej, wodząc po niej opuszkami dziecięcych paluszków. Była ciepła w dotyku, tak rozkosznie cieplutka, że aż przytknął ją sobie do warg, chcąc posmakować tego ciepła. Czuł także jej zapach. Zapach skóry, słońca i dorosłości. Wyczuwał także nutkę słodyczy, ale to była zapewne krew. Pulsowała pod jego palcami, jakby zachęcając do tego, by zapić kły w wąski nadgarstek.
Sahal zaczął później grać na skrzypcach, wyraźnie zabsorbowany tym, że udało mu się wreszcie wydać jakiś czysty dźwięk. Wiadomo, gra na instrumencie o nazwie skrzypce, do łatwych nie należała. Było to czasochłonne, ale jakże przyjemne. Ku zaskoczeniu samego Sahala, gra go wciągnęła i trwało to około godziny, może nawet troszkę więcej. Szczególnie, że miał słuchaczkę. Może i jego starania nie zawsze były czyste, a na pewno więcej było w tym fałszu, niż czystych dźwięków, to jednak praktyka czyni mistrza. Im więcej i częściej będzie ćwiczył, tym lepiej będzie grał. Kto wie, może kiedyś Alex tak się spodoba jego gra, że wręcz się zauroczy w jego dłoniach i talencie muzycznym?
Kiedy skończył grać, wrócili do nauki języka. Sahal szybko przyswajał wiedzę, o ile dziewczyna była cierpliwa i pokazywała daną rzecz na obrazku, bowiem chłopiec wciąż w większej części posługiwał się swoim ojczystym językiem. Wspólny czas z nową opiekunką minął szybko i chłopcu było aż smutno się rozstawać z nią, jednak musiała wreszcie opuścić Zamek. A gdyby tak Sahal zamknął ją u siebie, schował i nie dopuścił, by znów zniknęła?
Odprowadził ją do wyjścia zamczyska, kurczowo trzymając jej kobiecą, pięknie pachnącą, subtelną dłoń.

[zt x2]
Powrót do góry Go down
Samuru

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1717-samuru#36236 http://vampireknight.forumpl.net/t501-samuru
Zarejestrował/a : 28/03/2013
Liczba postów : 1022


PisanieTemat: Re: Salon [Parter]   Sob Wrz 28, 2013 7:43 am

Pod zamek pojechał samochód, brama była o dziwo otwarta, więc nie musieli czekać aż ktoś ich wpuści. Pojazd opuścili pierw słudzy, po czym zajęli się ciałem szlachetnego, a on sam w ciele Louisy skierował się w stronę wrót zamku... niestety po zapachu jaki się rozniósł od obcych mu wampirów, odstraszył Barabala.
- Szukamy innego wyjścia, bez sensu stykać się z obcymi.
Rzucił w rozkazie do wampirów, jacy to we dwóch nieśli ostrożnie ciało pana. Oczywiście, udało im się wejści do zamku, bocznym wejściem. Następnie kierując się szczęściem odnaleźli salon. Ciało szlachetnego wylądowało na kanapie... słudzy mogli rozejrzeć się po zamku i poznać się z resztą służby, temu też Louisa i Barabal zostali sami. Brutus w nie swoim ciele podszedł do kanapy, kładąc dłonie na policzkach sennego ciała. Rana jaką jej zrobił na dłoni, została wyleczona - jeden ze służących miał moc leczenia. Ale żeby przestraszyć Lu, założono na jej nadgarstku spory opatrunek. I w sumie koniec zabawy... Dziewczyna nagle upadła na kolana, zatrzymując się na brzegu kanapy, natomiast ciało Barabala gwałtownie się podniosło do siadu. Łapał powietrzę tak łapczywie, jakby niedawno się topił. Po chwili dopiero się uspokoił. Natomiast co do Louisy? Mogła czuć się sennie z lekkim bólem głowy, no i delikatnym szokiem, w końcu niedawno użyto moc na jej osobie. I to nie byle jaką! Barabal przejął ciało dziewczyny! Niesamowite, co? Przejechał dłonią po włosach, zatrzymując się na karku, jaki natychmiast zaczął masować. W ustach czuł nadal krew swojej nowej koleżanki. Zapewne się mocno przestraszy... park, urwanie filmu i nagle jest w zamku. Czary Mary!
Powrót do góry Go down
Louisa
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t522-louisa#612 http://vampireknight.forumpl.net/t592-louisa#811 http://vampireknight.forumpl.net/t3331-ofiara-losu-luska#71592
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 401


PisanieTemat: Re: Salon [Parter]   Sob Wrz 28, 2013 4:56 pm

Louisa dostrzegła zdenerwowanie i zirytowanie na twarzy, ale zbytnio się nie przeraziła. Nie wiedziała czemu, nie powinna mu przecież ufać, w sumie nie ufała. Uznała, że jej nie zaatakuje i nie zrobi krzywdy. Ale złość szlachetnokriwstego wampira wciąż rosła, aż w pewnym momencie i Louisa poczuła strach i nagle… zemdlała. Nie wiedziała, że wampir miał moc przejęcia ciała drugiej istoty. Nic nie czuła, nie wiedziała, co się z nią dzieje. Jej dusza gdzieś dryfowała, a przynajmniej takie miała wrażenie. Czuła się zagubiona, nie mogła odnaleźć swojego ciała i wpadła w panikę. Otaczała ją ciemność, czując przerażenie, naprawdę nie mogła wrócić do ciała! A co jeśli tak już pozostanie i będzie się tułać?
Nie miała zielonego pojęcia, co się działo z jej ciałem. Zapewne gdyby mogła, powstrzymałaby wampira przed ugryzieniem. Ale czy miałaby dostatecznie dużo sił, by faktycznie to małe zadanie się powiodło? Bardzo wątpliwe, ale nie chciała z taką łatwością oddawać własnej krwi wampirowi, który z taką łatwością potrafi zabić człowieka.
Wreszcie wróciła do ciała, zapominając o wszystkim. Organizm uznał najwyraźniej, że było to zwykłe osłabienie, może omdlenie, dosłownie urwał jej się film i czuła się słabo. Jakby… miała anemię. Kręciło jej się w głowie, która na dodatek pulsowała tępym bólem. Nie znosiła takiego bólu, nie mogła się na niczym skupić, była dosłownie rozstrojona.
Przebudziła się, unosząc zbolałą głowę. Uniosła rękę, chcąc rozmasować sobie kark, gdy dostrzegła opatrunek na nadgarstku. Wstała gwałtownie na równe nogi, wytykając palucha w stronę Barabala.
– Ty… Ty! Ugryzłeś mnie! Jak mogłeś!
Krzyknęła na wampira. Poprzez gwałtowne wstanie, zakręciło jej się w głowie, potknęła się i upadła na kolana, wpatrując nienawistnym wzrokiem na Barabala. Zaraz zdjęła opatrunek, chcąc ujrzeć ranę na skórze, lecz niczego nie dostrzegła. Zmarszczyła brwi.
– Co mi zrobiłeś? Nie pamiętam niczego… rozmawialiśmy i nagle… zalała mnie ciemność, a teraz jestem… gdzie w ogóle mnie pan zabrał?!
Cała trzęsła się z nerwów, rozglądając się w rozpaczy po pomieszczeniu. Salon wyglądał jak jakiś arystokratyczny zamek. Zamek Testamenta. Raz już tutaj była, jako więzień, teraz było tak samo.
– Uwolnij mnie.
Zażądała, nie mając sił nawet wstać.

_________________


Kot Louisy.

@
Powrót do góry Go down
Samuru

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1717-samuru#36236 http://vampireknight.forumpl.net/t501-samuru
Zarejestrował/a : 28/03/2013
Liczba postów : 1022


PisanieTemat: Re: Salon [Parter]   Nie Wrz 29, 2013 10:02 am

Nigdy nie wnikał w los dusz jego ofiar. Mogły nawet zaginąć, Barabala takowy fakt nie interesował. W sumie mógł przyczynić się do zagubienia duszy pojemnika... przecież był zdolny do zamordowania ciała w jakim przebywał i w tej kwestii ta zdolność była najstraszniejsza. I Louisa powinna się cieszyć, że wróciła... Brutus zawsze mógł pozbawić ją marnego życia i to w takim sposób, jaki by tylko sobie wymarzył.
Na jej krzyki skrzywił się jedynie, jakby głos drażnił jego uszy. I oczywiście tak było, sam czuł zmęczenie po użyciu mocy, a tu taki hałas.
- Bądź cicho.
Burknął oschle, zerkając kątem oka na dziewczynę. Kiedy ta odsłoniła swój opatrunek, uśmiechnął się lekko. Mogła się zdziwić, co? I niby z jakiej racji na tłumaczyć co zrobił?
- Tajemnica. A znajdziesz się w moim domu.
Odrzekł w odpowiedzi, kładąc się z powrotem na kanapie. Założył ręce za głowę, no i oczywiście zaś musiał słuchać pisków nastolatki.
- Nie po to sprowadzałem Cię tutaj, żeby za chwilę uwolnić. Zastanów się...
Stwierdził wrednie, zamykając za chwilę oczy. Nie obawiał się tej małej, w każdej chwili zdolny do zadania jej krzywdy.
- Byłaś już tutaj kiedyś?
Zagadnął bez cienia ciekawości. Takie bezczynne leżenie i zmęczenie przez moc, powodowało senność w wampirze. Chyba wiadomo w kogo wrodził się kanibal jeśli chodzi o spanie... w swojego zacnego i uroczego tatusia.
Powrót do góry Go down
Louisa
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t522-louisa#612 http://vampireknight.forumpl.net/t592-louisa#811 http://vampireknight.forumpl.net/t3331-ofiara-losu-luska#71592
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 401


PisanieTemat: Re: Salon [Parter]   Pon Wrz 30, 2013 8:55 am

Jasne, że nie wnikał z los dusz ofiary. Cóż go to obchodziło? Louisa sądziła, że spotkała na swojej drodze odmiennego wampira, który mimo wszystko nie skreśla ludzkiego życia. Jak bardzo się pomyliła. Trafiła chyba jeszcze gorzej, niż jakby miała ponownie spojrzeć w twarz Testamentowi. Jakby nie patrzeć, jakoś się dogadywali i nie musiała się martwić, że wampir zmieni ją w krwiopijcę. Louisa ostatnimi czasy miała bardzo dużą siłę woli do życia, ale mogło się to okazać za mało, gdy w grę wchodziła tak potężna moc, jaką posiadał Barabal. Powinna się cieszyć? Jak nawet nie wiedziała, że już znalazła się na łasce wampira. Zresztą, i tak nie zamierzała okazywać mu żadnego szacunku czy wdzięczności.
– Nie będę cicho!
Krzyknęła jeszcze głośniej, zaczynając hałasować. Była naprawdę bardzo głośna, tupała, szurała, wrzeszczała, aż wreszcie doczłapała do drzwi, w które zaczęła uderzać pięściami, by narobić jeszcze więcej hałasu. Nie zamierzała ułatwiać tego wampirowi, wręcz przeciwnie. Chciała go rozzłościć i doprowadzić do jeszcze większego bólu głowy. Będzie złośliwa, tak samo jak stary szlachetny.
Najwyraźniej wampir nic sobie z tego nie robił, ponownie kładąc się na kanapie. Nie przestawała zatem hałasować, uderzając w drzwi teraz i nogami. Wiedziała, że nikt jej pomoże, ale przecież nie w tym rzecz! Chciała kogoś powiadomić, ale nie narażając drugiej osoby. Z Zackiem była pokłócona, więc nie chciała zawracać mu głowy. James także zbyt szczęśliwy nie był w stosunku do całej tej sytuacji. A ojciec? Pewnie zajęty w oświacie. Znów była sama, zdana na pastwę tego przeklętego szlachetnego. Nie zamierzała pokazać mu swojej słabości albo tego, że się bała. Nie da mu takiej satysfakcji. Z coraz większą siłą nawalała w drzwi, żeby wciąż przeszkadzać w odpoczynku Barabalowi.
– Zmuszę Cię albo do wypuszczenia mojej osoby, z tego przeklętego domu. Albo do zabicia. A wtedy znów będziesz prowadził swój marny, smutny i samotny żywot!
Dosłownie wydarła się na niego, spoglądając ze złością w jego stronę. Czuła się taka bezsilna i nawet nie chciała myśleć o tym, co może jej zrobić. Na pytanie nie odpowiedziała, co go to obchodziło? Nie zamierzała z nim rozmawiać.
– Nie dam Ci zasnąć.
Stwierdziła, dostrzegając przymknięte oczy Barabala. Zostawiła w spokoju drzwi, wstała chwiejnie na nogi i podeszła do kanapy, stając za szlachetnym. Nachyliła się i zaczęła drzeć mu się w ucho, ile sił w płucach.

_________________


Kot Louisy.

@
Powrót do góry Go down
Samuru

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1717-samuru#36236 http://vampireknight.forumpl.net/t501-samuru
Zarejestrował/a : 28/03/2013
Liczba postów : 1022


PisanieTemat: Re: Salon [Parter]   Pon Wrz 30, 2013 4:11 pm

Owszem, Barabal mógł być straszniejszy od samego Kanibal, wszak to nie tylko jego ojciec ale sam już jego wygląd, podejście do świata i zamiłowanie do strachu, już tworzyło z niego okropne straszydło. A Louisa tak lekkomyślnie z nim zadzierała. Czyżby znudziło się jej życie? Tylko cholera ma szczęście, ma ogromne szczęście, że jednak nie widział sensu śmierci tejże młodej osoby. W końcu zaciągnął ją aż do zamku, a wcześniej mógł zabić, serio... nawet bez wychodzenia w ciało, miał szansę zamordować z zimną krwią to delikatne dziewczę.
- Jesteś naprawdę niewychowanym dzieckiem, powinnaś ponieść karę.
Stwierdził sucho, zerkając ponuro na postać dziewczyny. Mimo swoich słów, nie wprowadził ich w życie. Jedynie ciężko westchnął... żałując że nie posiada czegoś takiego jak zatyczki do uszu, albo jakiejś taśmy klejącej i grubego sznura dla skrępowania nastolatki. Odwrócił się nawet do niej tyłkiem, kiedy ta poczłapała pod drzwi waląc w nie. W porządku, to jeszcze jej wybaczy.
- Kto Ci powiedział, że czuje się samotnie? W tym zamku mieszka moja rodzina... żona, dzieci, wnuki i tak dalej. I Cię nie wypuszczę, zapomini.
Odpowiedział obojętnie, powstrzymując ziewanie. Już mówienie stanowiło dla niego spory wysiłek... temu też jak tylko świadomość skierowała się na drogę snu, nie usłyszał postanowienia Louisy. Za to jej krzyk prosto nad jego uchem, rozbudził aż nadto. Momentalnie odwrócił się w stronę dziewczyny, wbijając w nią swoje czarne jak węgiel oczy i błyskawicznym ruchem chwycił ją za kark. Przyciągając do siebie. Mogła ujrzeć jego obnażone kły, lecz zamiast wbicia się w jej szyję, trafił prosto na usta. Innymi słowy, ukarał ją pocałunkiem. Nie był on natarczywy, brutalny... Nic z tych rzeczy... ofiarował jej wampirzą namiętność i dziką zachłanność... Jeśli wcześniej się z kimś całowała, to teraz mogła poczuć się o wiele, wiele lepiej niż z tamtą osobą, wszak Barabal to kochanek doskonały i mógł ubić nie jednego na łopatki, jeśli chodzi o pocałunki. Jeżeli próbowała się wyrwać - bezskutecznie. Brutus trzymał bardzo mocno jej twarz obiema rękoma. I kiedy przerwał, wypuścił, nie wręcz, odepchnął ją od siebie. Oblizując powoli usta.
- Będziesz moją oblubienicą, naznaczyłem Cię.
Zadowolona? Barabal rechotał diabolicznie pod nosem, czując iż tej pannie się to nie spodoba. W końcu stanie się zabawką najgorszego Kuroiaishity jaki to mógł pojawić się w tym rodzie.
Powrót do góry Go down
Louisa
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t522-louisa#612 http://vampireknight.forumpl.net/t592-louisa#811 http://vampireknight.forumpl.net/t3331-ofiara-losu-luska#71592
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 401


PisanieTemat: Re: Salon [Parter]   Pon Wrz 30, 2013 10:00 pm

Louisa nie chciałaby mieć do czynienia z żadnym z rodu Kuroiaishita. Nie ukrywała swojej niechęci do nich, brzydziła się nimi, ale przede wszystkim obawiała. Spotkała już chyba każdego wampira z tego rodu, każdego najpotężniejszego. Musiała mieć co do nich pecha, ciągle trafiała na co nowego członka tej przeklętej rodziny. Tak szybko się rozmnażali? Chyba przez pączkowanie!
Nie zadzierała, broniła się jak tylko musiała i była w stanie. Nie odda się tak łatwo we władanie tego paskudnego wampira! Za żadne skarby, może sobie pomarzyć. Może i wampir myślał, że dziewczyna była marną istotą, nie zasługującą na życie, ale ona pragnęła żyć! Rozpaczliwie! Nie chciała umierać, była jeszcze za młoda, nie znała życia i nie wiedziała, jakie ono jest.
– Co pan może o mnie wiedzieć?! Uważa mnie pan za nic nie wartego człowieka, służącego do zabawy! Mam uczucia, czuję i jestem żywą istotą!
Bulwersowała się i zaczynała rządzić. Ale miała to gdzieś, póki istniała jakakolwiek szansa na to, że przetrwa i wampir się nad nią zlituje, nie zabijając.
– Nie jestem pańską zabawką, nie życzę sobie żadnych kar.
Warunek! W jej oczach mógł dostrzec powagę i zaciętość. Jednak przy takich słowach musiała być albo głupia, albo odważna.
– To tylko nazwy. Czy naprawdę są rodziną? Mimo, że gdzieś są w tym zamku, to czuje pan ich bliskość?
Co z tego, że była tu jakaś rodzina, skoro mimo tego odczuwał samotność? Czy na pewno można ten ród nazwać rodziną?
Już po chwili krzyczała mu do ucha, nie dając mu zasnąć. Przeraziła się tego spojrzenia czarnych źrenic, ale nie dała po sobie poznać. Na chwilę umilkła, nie wiedząc co zrobić czy powiedzieć, aż wreszcie zdołała wypowiedzieć na niego ponownie nakrzyczeć. Barabal złapał ją szybko za kark, by złączyć ich wargi w pocałunku. Dosłownie ją to zaskoczyło i sparaliżowało tak, że nie była w stanie odwzajemnić tego pocałunku. Nie zamknęła oczu, wpatrywała się w twarz szlachetnego nie kryjąc swego zdumienia i zażenowania. Pocałunek był delikatny i namiętny, rozchyliła delikatnie wargi, pozwalając wampirowi na dalszą penetrację. To było przyjemne, ale nagle przypomniała sobie z kim na do czynienia i dosłownie wymierzyła mu cios w policzek. Z całej, ludzkiej siły.
– Nie dotykaj mnie, zboczeńcu! Oblubienicą? Za dużo Draculi się naczytałeś! Nie będę nią! Wypuść mnie stąd!
Wciąż się wydzierała, uderzając swoimi piąstkami w jego ramiona i tors.

_________________


Kot Louisy.

@
Powrót do góry Go down
Samuru

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1717-samuru#36236 http://vampireknight.forumpl.net/t501-samuru
Zarejestrował/a : 28/03/2013
Liczba postów : 1022


PisanieTemat: Re: Salon [Parter]   Czw Paź 03, 2013 10:57 am

Za bardzo panikuje. Barabal nie zmierzał jej zabijać, przecież mógłby to uczynić już w parku, co nie? No ale tak to jest kiedy się bywa za bardzo wrażliwym człowiekiem. I w sumie jak ma zareagować na jej płacz? Czystym, szerokim uśmiechem. Jeszcze zdąży zmienić zdanie i sama zapragnie wracać do Brutusa... on mimo wszystko różnił się od Ringo, Kanibala, czy nawet samego Samuru.
- A czy ja powiedziałem, że jesteś moją zabawką? Nie, sama się uważasz za taką.
Odparł spokojnym tonem, zamykając oczy. Ta dziewczyna naprawdę widzi wszytko w czarnych barwach, nie umie dotrzec zabawy, tylko swoją biedę. Wielka z niej ofiara losu, naprawdę.
- Dlaczego tak bardo pragniesz wiedzieć co czuję do mojej rodziny? Czyżbyś martwiła się o mnie? To naprawdę miłe.
Odrzekł cicho, mając nutę oczarowania. Obdarzył ją nawet zmęczonym, choć tajemniczym spojrzeniem, jakby chciał aby wpadła w jego czeluści i nie potrafiła się uwolnić. Po prostu był czarujący.
- Jestem bardzo z nimi zżyty, droga Louiso. Nie opłakuj mojego wiecznego wampirzego życia, bo tylko się w tym zatracisz i stracisz mnóstwo cennego czasu.
Dodał na uspokojenie, nie odrywając oczu, no oczywiście do czasu chęci spoczynku. Wtedy zaczął cyrki. Odwrócił się, dziewczyna hałasowała, aż wreszcie zakończyło się na pocałunku, który najwidoczniej spodobał się dziewczynie, skoro przyjęła jego język do środka. Choć późniejszym cios w policzek ostudził wampira, lecz mimo to uśmiechał się nadal.
- To raczej autor Draculi naczytał się za dużo o mnie.
Roześmiał się chłodno, nie odpuszczając. Złapał za drobne ręce Louisy, wyciągając ją na kanapę. Teraz wylądowała tak, że leżała tuż pod wampirem. Pochylił się nad nią, składając delikatne pocałunki na jej szyi. Wreszcie przestał, zatrzymując się tuż nad uchem małolaty.
- Pozwól abym został przy tobie, wisienko, a pokażę Ci świat, jaki nie jesteś sobie w stanie wyobrazić.
Uparty koleś, choć dobrze robił swoje czyny. Sprawnie rozpoczął pieszczotę uszka - jeździł uchem po małżowinie, zahaczał czasem kłami, aż nakierował się wargami w słodkie usta dziewicy.
Powrót do góry Go down
Louisa
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t522-louisa#612 http://vampireknight.forumpl.net/t592-louisa#811 http://vampireknight.forumpl.net/t3331-ofiara-losu-luska#71592
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 401


PisanieTemat: Re: Salon [Parter]   Czw Paź 03, 2013 6:57 pm

Dziewczyna nie wiedziała, gdzie i jak ten wampir chciał ją zabić. Bo i skąd wiedzieć mogła takie rzeczy? Może uznał park za miejsce zbyt niebezpieczne do takiego czynu. Trafiłby na jakiegoś świadka, a przecież miał przyjemność poznania ojca dziewczyny. Nie wiedziała, że szlachetny nie obawiał się nikogo, nie znała jego mocy, siły i zdolności. Może tym lepiej, bo znać zbytnio nie chciała. Louisie nie podobał się ten złośliwy uśmiech szlachetnego.
– Przyprowadziłeś mnie tutaj bez mojej wiedzy i zgody, w dodatku nieprzytomną. Zmuszasz do bycia Twoją oblubienicą, cokolwiek to znaczy, zapewne się mną karmiłeś. A teraz, uśmiechasz się złośliwie. Stroisz sobie ze mnie żarty.
Wyjaśniła mu już cicho i spokojnie swój punkt wiedzenia. Wampir był silniejszy, miał nad nią pewną władzę, nie postrzegał takich rzeczy jak ona. Porwał ją i zniewolił, choć uważał, że nic złego nie uczynił. Pewnie za kilka dni zachęci ją do rzucenia się w przepaść albo sam wymyśli dla niej jakieś tortury.
– Wiem jacy oni są. Znam Twoją rodzinę i głęboko wierzę, że nie uważasz ich za takich.
Czy martwiła się o szlachetnego? Bynajmniej! Martwiła się o siebie. Jeśli faktycznie rodzina miała go w poważaniu, to Louisa widziała dla siebie jakieś szanse na przeżycie. Wystarczy przecież, że dotrzyma mu towarzystwa. Wypuściłby ją, prawda? Wpatrywała się w jego mroczne, tajemnicze oczy, początkowo będąc oczarowana. Zupełnie jakby chwyciła tę rękę, którą do niej wyciągnął, by wciągnąć ją w swą otchłań. Po chwili dopiero się otrząsnęła, mrugając parę razy powiekami, jakby chciała coś od siebie odsunąć.
Napuszyła się, słysząc jego uwagę i prychnęła. Skoro tak, nie zamierzała się nim w ogóle przejmować, podążając za jego radą! Sam tego chciał. Skoro był zżyty z tymi mordercami, zboczeńcami, gwałcicielami, sadystami, to proszę bardzo, niech sobie żyje z tymi wariatami! Ale Louisa nie chciała przebywać w tym Zamku, wiedząc, że znów może się natknąć na Ringo, który tym razem by ją pewnie zgwałcił. Albo Kanibala, który by ją zjadł.
– Zatem gdy spotkam w tym chorym zamku Testamenta, pozwolisz mu mnie zjeść? Albo Ringo! Pozwolisz mu mnie zgwałcić? Świetnie! Popieprzona, zżyta rodzina! Jeden gwałci, oddaje ofiarę drugiemu, ten zje, oddaje ofiarę trzeciemu, który udaje księcia z bajki.
Och, jak ładnie opisała Barabala, nazywając go księciem z bajki. Póki co wydawał jej się barankiem, spokojny i delikatny, choć to wampir, na pewno stwarzał pozory, by przyciągać ku sobie ofiary.
Pisnęła, kiedy złapały ją chłodne, niczym śmierć, ramiona wampira. Już siedziała na jego kolanach, by znaleźć się po chwili pod nim. Wygięła się w łuk, chcąc uniknąć wszelkiego kontaktu z nim. Zadrżała, czując na swojej łabędziej szyi jego pocałunki. Pocałunki śmierci. Zacisnęła mocno powieki, nie wiedząc co robić. Protestować? Phew, co by to dało? Szarpać także się nie mogła, bo zrobi sobie większą krzywdę niż jemu. Czując wargi na swojej szyi, myślała tylko o jednym. Ugryzie ją. Wówczas spotka ją albo śmierć, albo ponowna przemiana w krwiopijcę. Tym razem wybrałaby śmierć.
– Nie rób mi krzywdy…
Wyjęczała cicho, gdy wodził wciąż pocałunkami ku szyi, aż dotarł do ucha, szepcząc doń. Była tak zamroczona, że kilku słów nie zrozumiała. Jęknęła czując tę nową dla niej pieszczotę ucha. Poruszyła się pod ciałem wampira, dotykając swoimi małymi piersiami jego klatkę piersiową. Dłonie położyła na jego ramionach i zaczęła go od siebie odpychać, gdy ponownie złączył ich wargi w pocałunku. Czuła go, między swoimi nogami. Zaczęła uciekać przed jego ustami, odchylając głowę na boki, nie chciała mu ulec, nie mogła sobie na to pozwolić. Z jednej strony, była w wieku, gdzie niemalże jej ciało krzyczało, by poznać parę aspektów z życia erotycznego. Była przecież białą kartką, na której wampir mógł wyczyniać dowolne rzeczy, kształtując ją według własnego upodobania. A z drugiej strony, wiedziała, że gdy już mu się znudzi, porzuci ją jak zabawkę w kąt, zapominając o niej. Nie była przecież jedyną taką ofiarą w życiu Barabala. Natomiast ona, po raz pierwszy w swoim dziewiczym życiu przeżywała takie pieszczoty.
– To krępujące… przestań.
Cichy, delikatny głosik wydobył się z jej gardła. Spojrzała na niego swoimi karmelowymi oczami, spod długich rzęs, czując jak rumieniec wypływa na jej policzki.

_________________


Kot Louisy.

@
Powrót do góry Go down
Samuru

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1717-samuru#36236 http://vampireknight.forumpl.net/t501-samuru
Zarejestrował/a : 28/03/2013
Liczba postów : 1022


PisanieTemat: Re: Salon [Parter]   Sob Paź 05, 2013 6:19 pm

Niech krzyczy ile chce. Szlachetny uśmiechnął się jedynie na jej krzyki. Taka z niej słodka, delikatna duszyczka i właściwe zapragnął więcej dla niej uczynić, niżeli tylko podle wykorzystać i śmiać się z cierpienia porawanej. Temu też potraktował ją tak za karę, a nie inaczej... a przecież mógł naprawdę poważnie skrzywdzić i ta pragnęła by wręcz żeby ponownie całował, niż zadawał świadomy ból.
Cóż za drżenie pod jego ciałem. I jak przestać tu taką całować? Nie dało się, nie dało i nie potrafił powstrzymać. Składał pocałunki nadal wzbudzając w niej zapewne mieszane uczucia, bo jak wiadomo... ciężko powstrzymać zupełnie nowe doznania, toć to nieskażona innym członkiem samiczka, a rzadko o takie panny w tych czasach, serio. No i właściwie... takie czyste zwykle dawały ładniejszy zapach.
- Nie zrobię, bądź spokojna.
Raz jeszcze szepnął, aby później zacząć bawić się jej uchem. A czując jej biust pod sobą, jeszcze bardziej wzmocnił ową pieszczotę. Nie dała rady go odepchnąć, był zbyt silny. Nawet mogła poczuć że ciało wampira jest tak twarde, twarde niemal jak skała. Nie miała ochoty skryć się w jego potężnych ramionach? Miała ogromną szansę!
- Okrągła, pachnąca, soczysta wisienka.Powinienem Cię zjeść.
W przerwie pocałunku, cicho wypowiedział te słowa, po czym ponownie wbił się wargami w jej usta, jeżdżąc czasem po nich językiem.
I miał przestać? Barabal zaśmiał się cicho, całując tym razem zarumienione policzki. Wierzyła, że przestanie? Nic z tych rzeczy! Wsunął swoje zimne łapy pod górne odzienie dziewczyny, delikatnie pieszcząc jej brzuch. Zero krzywdy.
- Będziesz się dobrze bawić u mojego boku, Twoje życie stanie się o wiele ciekawsze niż dotychczas.
Kolejne kojące słowa, obiecanki i kuszenie niczym Szatan z Raju. Może Barabalem sam jest Szatanem? I to jego ludzie się od zawsze bali, biorąc za biblijnego Pana Piekieł? Kto wie... wszak Brutus jest naprawdę bardzo stary.
Powrót do góry Go down
Louisa
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t522-louisa#612 http://vampireknight.forumpl.net/t592-louisa#811 http://vampireknight.forumpl.net/t3331-ofiara-losu-luska#71592
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 401


PisanieTemat: Re: Salon [Parter]   Pon Paź 07, 2013 7:55 pm

To prawda, była bardzo delikatną duszyczką, płochliwą i przerażoną. Na świecie było wiele takich osób i choć Louisa przyciągała do siebie same kłopoty, nigdy się nie użalała. Nie chciała, żeby ktoś się nad nią litował, a już tym bardziej nie chciała, dorzucać komuś swoich własnych zmartwień. Nigdy nie znosiła siadać naprzeciwko kogoś i mówić do tej osoby godzinami o swoich problemach, przeczuciach czy innych, niesympatycznych rzeczach. Na pewno nie otworzy się przed jakimkolwiek wampirem, i to szlachetnym z rodu Kuroiaishita!
Wciąż się wiła pod jego ciałem, niekoniecznie z doznawanej w tej chwili przyjemnością. Musiałaby skłamać, gdyby powiedziała, że to, co teraz odczuwa nie jest przyjemne, w końcu Barabal miał na karku półtora tysiąclecia doświadczenia seksualnego. Jednak bardziej górował w niej strach, który powinien wygrać nad przyjemnością. Nie pozwoliła sobie na zatracenie. Nie znała takiego uczucia, jakie znał szlachetny, więc tym lepiej szło jej odrzucenie wszelkich pieszczot.
– Na jakiej podstawie mam Ci uwierzyć?
Spytała, odwróciwszy od niego wzrok. Wciąż trwała przy swoim, uznając wampira za złego, niepoważnego i bawiącego się kosztem biednej nastolatki. Normalnie, zalała ją kolejna fala rumieńców. Taka była, delikatna, słaba i bardzo płaczliwa, choć nie okazuje słabości innym. Może stara się być silna i udowodnić to nawet przed samą sobą?
Odpychanie wampira nic nie dało, kiedy zaczął bawić się uchem. Jęknęła, na wpół z doznawanej przyjemności, a wpół irytacji, że nie dał się zrzucić. I owszem, czuła jego twardość. Gdyby go uderzyła, złamanie ręki gwarantowane, była przecież taka krucha w porównaniu z rosłym krwiopijcą!
Pisnęła zawzięcie, gdy ten znów złączył ich wargi w pocałunku. Dosłownie na chwilę się poddała, by wampir myślał, że wreszcie mu uległa i w najmniej oczekiwanym momencie, przegryzła jego język aż do krwi, zachłystując się nieuważnie jego krwią. Czuła jego dłoń nurkuję pod tunikę, więc trzepnęła go po łapie.
– Wy, wampiry, nie myślicie o niczym innym, jak o jedzeniu. A, i czasem, zdarza się Wam pomyśleć o seksie. Nie jesteś za stary na bzykanie małolaty?
No tak, teraz dała świetny popis bystrości umysłu, a wampirowi na pewno przeszły chęci na amory. Zarzuciła mu przecież niezdolność do uprawiania zacnej miłości! Dziewczyna wymsknęła się spomiędzy ramion wampira, wychodząc górą. Przez przypadek, nieświadomie, zahaczyła brzegiem spodni, przy brzuchu, o brodę Barabala. W taki sposób wyswobodziła się spod jego łap, pazurów i męskości.
– Nie jestem łatwa, wypraszam sobie. Chcesz mnie? To mnie zdobądź! Byle nie siłą, bo to nudne, dla Ciebie. Ile kobiet brałeś siłą?
Pytanie retoryczne, by sobie coś uświadomił. Miała w nosie, ile kobiet przed nią wykorzystał. Sam rozpoczął tę grę, więc Louisa ją będzie kontynuowała. Już szlachetny ją sobie zapamięta, na wieki wieków!
Stanęła przed nim, na wprost kanapy, opierając dłonie na biodrach. Jej wyraz twarzy był zacięty i całkowicie poważny. Ona wcale nie żartowała! W dodatku, żeby było śmieszniej, ZAŁOŻYŁA PAS CNOTY, KTÓRY DOSTAŁA OD BRATA. I jak to zniesie biedny Barabal? Nici z bzykanka.

_________________


Kot Louisy.

@
Powrót do góry Go down
 
Salon [Parter]
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 11Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4 ... 9, 10, 11  Next
 Similar topics
-
» Pokój Dzienny - Salon II - Parter
» Mały salon
» Główny Salon
» Salon z kuchnią
» Łazienka I - parter

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Vampire Knight :: Stary Zamek :: POSIADŁOŚĆ I TEREN WOKÓŁ ZAMKU :: PARTER I PIERWSZE PIĘTRO-
Skocz do: