IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Jadalnia [Parter]

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3  Next
AutorWiadomość
Go??
Gość



PisanieTemat: Jadalnia [Parter]   Wto Paź 23, 2012 7:54 pm

Duże bez okien pomieszczenie wykonane w takim stylu w jakim jest reszta zamku. Ciemno grafitowe ściany i czarna kamienna podłoga. Jednak na środku jest rozłożony długi prostokątny bordowy dywan, a na nim zaś stoi 8 metrowy solidny, dębowy stół. Oczywiście są i też krzesła. Wszystko jest starannie wykonane i bardzo drogie.. Właściciel nie żałował swoich pieniędzy na umeblowanie jadalni.
Pomieszczenie rozświetlają wiszące na ścianach kinkiety. Istna królewska, mroczna jadalnia.
Wejście znajduje się tuż na przeciwko kuchni.
Powrót do góry Go down
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Jadalnia [Parter]   Czw Gru 20, 2012 9:35 pm

Imprezę czas zacząć!

Służki z zamku wszystko ładnie przygotowały. Wyśmienite potrawy, świeża krew. odpowiedni wystrój nawet! Wszystko w kolorach czerni i czerwieni, a jadalnię oświetlał wielki żyrandol. Innymi słowy mają idealny klimat na rodzinne spotkanie.
Szlachetny znalazł się w Zamku, od razu udając do celu. Na miejscu zastał Succubus i Stellę, to one zajęły się przystrajaniem miejsca. Oczywiście skinął im głową w podzięce i rozkazał przyjmować gości. Liczy, że wszystko pójdzie szybko, spokojnie i bez żadnych awantur. Nie po to pił przed spotkaniem, by swój wymuszony dobry humor zmienić na nerwicę! Przecież będzie Sophie, prawda? Ostatnio nie dogadywali się za dobrze, ba, mężulek zrobił sobie z niej zabawkę do dymania! Ot, zwykła potrzeba. Nie zasiadał jeszcze na swoim honorowym krześle, jako Głowa rodu! Kręcił się po jadalni, czekając na resztę świty.
Po krótkim czasie zjawiła się Gabriella. Piękna, długa czerwona suknia. Śmiało odsłaniała dekolt, który ozdobiła drogą kolią ze szkarłatnymi diamentami. Włosy miała upięte w kok, jedynie kosymi luźno opadały na jej ramiona.
- Cierpliwości. Niedługo się wszyscy zjawią i będziesz mieć wszystko z głowy.
Chciała uspokoić wnuka. Jego niby chłodna mina umiejętnie skrywała nerwy. O tak, chciał już mieć kolację za sobą i znaleźć się w zaciszu gabinetu w Ratuszu. Ale jak na razie... Popatrzył jak babka zasiada na krześle blisko jego miejsca. I dobrze, niech ta stara kwoka będzie jak najbliżej, jakby co, to rzuci się na nią. A tak... Czekamy na jaśnie państwo!
Powrót do góry Go down
Elliot

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t278-elliot-kuroiaishita#313
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 614


PisanieTemat: Re: Jadalnia [Parter]   Czw Gru 20, 2012 9:49 pm

O tak, imprezę czas zacząć! Normalnie Don't stop the party!, jak u Pitbull'a, więc 90% kicz i 0% hair!
Kiedy Elliot był w centrum handlowym stwierdził, że nie ma nic ciekawego, co można byłoby sprezentować jego ciekawej rodzince. Zresztą nie wiedział po co w ogóle myślał, aby kupić prezent. Nigdy sobie nie kupowali prezentów na święta, bo nawet ich nie obchodzili, nie? Tak, więc kupił tylko coś matce - wiedział, jak ta lubiła takie niespodzianki. No i może dla jeszcze jednej osoby, ale czy można nazwać prezentem to się okaże.
Zajechał pod hotel, w którym urzędowała Elaine czarnym samochodem, po to aby po chwili zabrać ją w stronę cmentarza. Jakże miły widok, nieprawdaż? Wspomniał jej, że przyjęcie będzie w zamku, ale nie dodał iż na cmentarzu. Ta, jak to nastolatka kij wie, czy nie wyobrażała sobie, jakiegoś zamku, jak w tych wszystkich bajkach z księżniczkami. Aż go cofnęło na wyobrażenie sobie roszpunki, więc myślał, że i Elaine spodoba się gotycka budowla, jaka ukazała się przed nimi, kiedy ten jechał obok płoty otaczającego cmentarz, aż zajechał pod główną bramę, gdzie zaparkował samochód. Wyszedł ściągając z siebie kurtkę, którą wrzucił do auta. I tak nie nosił jej, aby było mu ciepło, bo jak wiemy wampiry nie odczuwają czegoś takiego, jak zimno. Ubrał, bo mu się podobała i uj!
Kiedy i Elaine poprawiła się i te szmery bajery skierował się z nią w stronę drzwi do których nie pukał tylko wszedł, jak do siebie. Bo czemu miałby zachowywać się, jak gość, toż od wielu lat spędzał tutaj czas, więc i czuł się, jak jeden z mieszkańców tego zamczyska! Pomińmy fakt, że z dziadkiem widział się parę razy na oczy i to tylko chwilowo, ekhem~
Wszedł do jadalni skąd dało się wyczuć zapach potraw oraz krwi. No i także jego ojca z babcią, ha! Poklepał Elaine po ramieniu, bo ta mogła zacząć się stresować i jeszcze by ją zatkało, czy coś.
Wszedł do pomieszczenia patrząc na swojego ojca. No, jak dwie krople wody! Na ten wieczór Elliot nałożył soczewki gadzie, przez co nie było absolutnie niczego coby sprawiło, że Ell różnił się od Samura.
- No cześć - powiedział kładąc dłoń na plecach Lucrezi, aby zaprowadzić ją koło Samura.
- Elaine, mój ojciec Samuru, Ojcze to jest Elaine, moja narzeczona - powiedział z nutką drwiny w głosie. Wyglądało to, jakby przedstawić miał swoją wybrankę serca, a to w sumie Sam wciągnął go w to małżeństwo, pf. Pochyli się do ojca i szepnął mu do ucha tak, aby nikt nie słyszał:
- Sam mi ją wybrałeś, więc jak coś pretensje miej tylko do siebie. Nawet nie wiem za co mi to zrobiłeś, btw - bąknął i odsunął się od Głowy Rodu. Nie to, że miał coś do Elaine. Polubił ją nawet. Po prostu nadal nie pojmował czemu jego ojciec go zaręczył. To po co matka wpadła na ten pomysł to wiedział, ale co Samur miał z tym wspólnego? Kij wie~
Spojrzał na Gabi i uśmiechnął się szeroko.
- Cześć babciu! - palnął znów ironicznie, bo rozbawiała go cała ta sytuacja i podszedł, a by objąć na chwilę wampirzycę. Następnie zajął miejsce koło niej, wskazując głową, aby brunetka dosiadła się obok niego. Patrzył teraz na nią zaciekawiony, aby zbadać jej reakcję.

_________________
Artefakt: Złoty sygnet na środkowym palcu lewej dłoni z wyrytym smokiem na jego wierzchu. Po wewnętrznej stronie pierścienia, jest wyryte imię 'Elliot'. Kiedy zastuka się w pierścień, jego moc się uaktywnia przywołując wilka - większego i sprawniejszego od typowego zwierzaka tego gatunku. Trwa 8 postów, z jednym/dwoma odpoczynku.
***

Rozłóż przede mną księgę zaklęć i wróżb
Okutą w obwolutę twoich ramion i ud
I czaruj we mnie, na ołtarz duszę złóż
I w dusznym kącie, rzuć na mnie urok swój


ElliotxYvelin
ElliotxChizuru
Powrót do góry Go down
Sophie

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t566-sophie http://vampireknight.forumpl.net/t650-komorka-sophie
Zarejestrował/a : 23/10/2012
Liczba postów : 396


PisanieTemat: Re: Jadalnia [Parter]   Czw Gru 20, 2012 10:18 pm

Sophie wcale nie jest gorsza od szanownego burmistrza! Na przyjęcie jechała równie niechętnie, co i on, ba! Nie grzeszyła również trzeźwością, chociaż nie była jeszcze schlana na tyle, żeby wlec się po podłodze. Ot, musiała - no po prostu musiała, cóż poradzić - strzelić sobie kilka porządniejszych kolejek, żeby znieść przez kilka godzin widok męża. Potem znowu będzie mogła się ulotnić, o! W przeciągu kilku dni naprawdę polubiła święty spokój, serio. Pomieszkując sobie u Nadiry, przynajmniej nikt nad nią nie stał i nie zabraniał jej pić albo nikt nie darł na nią bez powodu buźki. Żyć nie umierać, po prostu. Właściwie - tak swoją drogą - kto wpadł na tak durny pomysł, żeby organizować wigilie, rodzinne spotkanie czy cokolwiek, to jest, hm? Skoro i szlachetny takich 'zabaw' nie lubi i ona, zapewne Testament i reszta świty też, to po jaką cholerę nooo? Wszyscy się będą jedynie męczyć. Ewentualnie schleją się w trzy dupy, zaczną rzucać krzesłami, zastawą i wszystkim innym i zamiast pseudo miłego spotkania wyjdzie z tego jedna wielka burda do której trzeba będzie doliczyć koszty zniszczonych rzeczy. Całkowity bezsens, przynajmniej w mniemaniu Sophie.
Niemniej, kiedy szlachetna zajechała pod Zamek teścia, nieśpiesznie wygramoliła się z auta, ba! Nim w ogóle z niego wyszła, zdążyła sobie zapalić, ot na rozluźnienie. Zresztą jej się nigdy, nigdzie nie śpieszy, co raczej wszyscy powinni wiedzieć. Temu też w między czasie zdążyła usta przejechać czerwoną szminką, poprawić nieco fryzurę i po wmawiać sobie, że 'wszystko będzie dobrze, nawet jak nie będzie, o' Ach, zapomniałam jeszcze dodać, że sprawdziła czy w kieszeni płaszcza ma prochy. Tak na wszelki wypadek! Ot, jakby ją poniosło albo gdy nerwy wezmą nad nią górę, to weźmie sobie kilka i będzie czill ~ Blondynka westchnęła cicho, jakby od niechcenia, po czym - kiedy już wytoczyła się z tego samochodu i załączyła w nim alarm - skierowała się niechętnie w stronę wejścia, wchodząc do budynku niczym do siebie. Znaczy no, nie pierdolnęła drzwiami jak to miała w zwyczaju, ale nie bawiła się w zbędne pukanie i tego typu zabawy, bo i po co? Jeszcze by musiała stać i czekać, aż ktoś łaskawie postanowi jej otworzyć, a ona jest przecież taka niecierpliwa. No nie dogodzisz jej. W każdym razie, kiedy przekroczyła już próg, wręcz automatycznie zdjęła z siebie płaszcz, podając go jednej ze służek, która odwiesiła go w należyte miejsce, sama zaś skierowała się w stronę jadalni. Z pewnością do obecnych już w zamczysku gości, dobiegł cichy, rytmiczny stukot jej czerwonych, wysokich obcasów, który z każdym jej krokiem stawał się coraz głośniejszy, aż w końcu wampirzyca znalazła się w przeogromnej jadalni. Przejechała mozolnie wzrokiem po zebranych w pomieszczeniu osobach, zatrzymując niebieskie tęczówki na postaci syna, by chwilkę później przenieść spojrzenie na biedną Elaine. Uśmiechnęła się jakby ironicznie, wyrażając - poniekąd - swoje niezadowolenie całą tą sytuacją. Tak, tak wróciłaby już najchętniej do apartamentu w centrum miasta albo na wieś do siostry, byleby się zbytnio nie przemęczać.
Szlachetna przeczesała dłonią długie, gęste blond włosy, zaraz zaczesując je na jedno ramie. Skinęła wszystkim głową, mamrocząc ciche 'dobry', choć zabrzmiało to mniej więcej tak, jakby miała ochotę wszystkich pozabijać, po czym podeszła do swojego zacnego mężusia, syna, jego narzeczonej oraz Gabrielli. Ustawiła się jakoś tak obok Sam'a, żaby twarzą być skierowaną w stronę Elliot'a. Przechyliła głowę na bok, podgryzając niewinnie dolną wargę.
- Mówiłam, że jest ładna! - burknęła jak gdyby nigdy nic, zaraz poświęcając całą swoją uwagę Elaine. Ba! Sophie nie ograniczała się dosłownie w niczym! No w końcu jest nieco wcięta! Temu też bez żadnego skrępowania wlepiała w nią swoje natrętne wręcz upierdliwe spojrzenie.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Jadalnia [Parter]   Czw Gru 20, 2012 11:01 pm

W supermarketach, jak to o tej porze roku, panował istny szał zakupów, co w najmniejszym stopniu nie przeszkadzało Elaine. Zwinnie i szybko lawirowała między tłumami, niejednokrotnie pomagając sobie łokciami, czy twardymi podeszwami swoich ciężkich butów. Gotówka, którą ojciec zostawił jej na pożegnanie topniała w zastraszającym tempie, ale mała nie zwracała na to uwagi. Ot, kupowała wszystko, co wpadło jej w ręce, a potem oczywiście zarzucała narzeczonego toną toreb i reklamówek. Ofc, nie miał wyboru jak tylko je nosić, bo inaczej Eli urządzała głośne sceny, a jak wiemy - Ell nie lubił znajdować się w centrum uwagi, zwłaszcza z takich powodów.
Po zakupach ogarnęli się trochę, przebrali - ba! - Elaine znów założyła sukienkę, co zdarzało się jej zazwyczaj stosunkowo rzadko. Ale ostatecznie można się poświęcić, skoro już miała poznać zacną familię narzeczonego.
Nie ukrywam, że była zaciekawiona tym, jak też prezentuje się lokum dziadka Ella. Z tego podekscytowania buzia się jej nie zamykała, więc przez całą drogę paplała o zupełnych głupotach. Dopiero, kiedy zauważyła, iż zbliżają się do cmentarza, przymknęła się i niemal przykleiła nosem do szyby.
Czy spodobał jej się zamek? No, kuźwa, bejb, marry me?! Do kogokolwiek nie została ta myśl skierowana, jasno dowodziła, iż zamek niemalże przeszedł najśmielsze oczekiwania szlachcianki. Oczywiście, że nie spodziewała się, iż dziadek Elliota zamieszkiwał wróżkowy pałac, ale po prawdzie bała się, że jego zamczysko będzie jedynie kiepską podróbką gotyckich budowli. Tymczasem ten tu stał pewnie na cmentarzu już kilka dobrych setek lat i gdyby nie fakt, że kiedy już weszli Ell pewnie co chwilę zerkał, czy za nim podążała, już teraz urwałaby mu się i wyruszyła na zwiedzanie tego gmachu.
- Paskudnie wyglądasz w tych soczewkach - wytknęła jeszcze chłopakowi, gdy zmierzali korytarzami w stronę pomieszczenia, skąd dochodził wyraźny zapach jedzenia. Ot, zwyczajnie wolała jego naturalny kolor tęczówek, te były jakieś dziwne.
Także, weszli w końcu do jadalni, która także przypadła czarnowłosej do gustu i tak, rozglądając się na prawo i lewo, szła krok w krok z narzeczonym, ku postaci jego ojca. Kiedy tylko skierowała na burmistrza oczy, wydała dziwny dźwięk, który przypominał to kaszel, to kichnięcie, a w rzeczywistości był próbą zamaskowania śmiechu. No, masz! Dopiero co powiedziała Ellowi, że w gadzich soczewkach wygląda p a s k u d n i e, a tu stoi przed nią jego kopia o takich właśnie oczach! Skinęła wampirowi głową.
- Ach, moja babcia tyle dobrego o panu mówiła! Zrobił pan na niej wyborne wrażenie - odezwała się uprzejmie, acz zupełnie nieszczerze i nawet nie bardzo próbowała to ukryć. Zresztą, miała gdzieś, co kobieta mówiła jej o burmistrzu, skoro sama dostała okazję zapoznania się z nim.
Przyglądała się przez chwilę, jak Ell wita się ze swoją babcią, ale zaraz jej uwagę zwróciła kolejna postać, która wtoczyła się do sali. Przez chwilę Elaine zastanawiała się, czy nie kojarzy skądś tej blondyny, aż wreszcie dotarło do niej, że to jest właśnie rodzicielka szlachetnego. W pierwszej chwili nie poznała, wszak rozpoznawała ją głównie po muzyce, którą tamta tworzyła.
- O, mama - palnęła, wpatrując się w nią bez zażenowania. - Pani jest jego matką, nie? Mogę do pani mówić mamo? - I zaraz przysunęła się nieco do wampirzycy, której ten pomysł niechybnie nie przypadł do gustu. Przynajmniej takie reakcji Eli się spodziewała.
- To w końcu mama załatwiła wszystko z moją babcią i to mamie zawdzięczamy to, że wkrótce będziemy rodziną. Miło mamę wreszcie poznać - zwróciła się z powagą do przyszłej teściowej, nieco bezczelnie akcentując kilka razy to samo słowo. Ale cóż, była fanką twórczości Sofy, co nie oznacza, że nie miała jej za złe tego i owego. Wszak połowicznie to ona odpowiadała za przedwczesne zaręczyny szlachcianki! Jeśli nie było dalszych komentarzy, obdarzyła jeszcze Sophie lekkim uśmiechem (bo ostatecznie aż tak zła wcale nie była) i dołączyła do Ella, który gdzieś tam już sobie zasiadł.
Hej, i w ogóle czy ona była jedyną osobą, która cieszyła się z tego przyjęcia? Bo co niby miałoby ją przygnębiać - było jedzenie, picie, jeszcze więcej picia i bisty zamek. Żyć, nie umierać.
Powrót do góry Go down
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Jadalnia [Parter]   Pią Gru 21, 2012 7:26 pm

Czas mętnie płynął. Niebawem szlachetny wykopie dziure, chodząc tam i z powrotem. Niecierpliwił się, denerwował, nie mogąc skierować się na honorowy fotel. Szlachetny chłodnym okiem popatrzył na babkę, która w spokoju czekała na gości. Uwielbiała ładować się na każdą imprezę, bal etc. A nawet na takie prywatne spotkanie rodziny burmistrza. Do tej pory nie znał charakteru spotkania i znać nie chciał. Przerażający jest fakt iż nie było reszty świty Zamkowej. Będzie sam? Gabrycha jedynie siedzi bo pierdoły ją ominą, a on? On musi jako ojciec, mąż, teściu... Siedzieć tutaj i udawać bistego burmistrza? O nie! Nie zamierza grać kimś kim wcale nie jest, ba, postara się aby było ciekawie! Bo przecież pierw zacznie się od rozmów Jak się żyje razem młodej parce? Czy Elaine jest wykształcona? Itd. Aż skrzywił się, zagryzając wargę. Nie, nie miał nic do tej młodej szlachetnej, po prostu nie lubił takich kolacji, które mogą zakończyć się nerwami.
Przejechał dłonią po włosach, zatrzymując się obok swojego fotela. Wtem ktoś otworzył drzwi do jadalni. Pojawiła się para wampirów. Elaine i Elliot. No proszę, gnojek założył sobie soczewki gada! Jak śmiał?! Zmrużył prawdziwe wężowe oczy, przyglądając się synowi z uwagą. Zaraz przeniósł wzrok na wampirzycę. Więc to ona tak wygląda? Niezła, niezła. Czarne kudły, blada cera. Przechylił głowę na bok. Uśmiechnął się na jej "miłe" słowa, nie komentując ich. Niech sama na własnej skórze przekona się z kim ma do czynienia. Niestety nie obyło się bez komentarza Elliota.
- Dziękuj matce.
Odwzajemnił się jadowitym uśmieszkiem, odprowadzając wzrokiem wampiry, jak zmierzają ku stołowi. Oczywiście Ell przywitał z Gabriellą, która chwilowo żadnych uwag nie miała. Póki co, nic się nie działo. Do momentu wejścia Sophie. Ładnie. Nieco podpita. I dobrze. Zakładał, że nie miała ochoty oglądać jego osoby, ale co z tego. Nie witał jej buziakami, tulasami. Niczym zbędnym. Wszystko co zrujnowałoby jego reputację.
Ładna Elaine? Oczywiście. Panienka prześliczna, tylko czemu Ell się buntuje? Phew, miał w nosie powody.
- Gdzie masz ukryte prochy?
Syknął do uszka żonki, by zaraz zająć swoje miejsce. Szlachetny chrząknął, rozglądając się po jadali. Ta, ojciec burmistrza w innym zamku nie czuł by się lepiej, to samo tyczy się samego Samura.
Powrót do góry Go down
Elliot

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t278-elliot-kuroiaishita#313
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 614


PisanieTemat: Re: Jadalnia [Parter]   Sob Gru 22, 2012 2:39 pm

Gdy ojciec odpowiedział brunetowi, ten tylko prychnął pod nosem już nic nie mówiąc. Durne wytłumaczenie. Od kiedy Samuru się słuchał pomysłów Kanapy, hm?
No i nadeszła ona! We własnej osobie - Sophie Kuroiaishita! Elliot obdarzył znudzonym spojrzeniem swoją rodzicielkę, która weszła do jadalni udając, że umie chodzić, a tak na prawdę i tak i tak - się zataczała. Patrzył, jak spokojnym krokiem podchodzi do reszty rodziny, w ogóle nie zwracając uwagi na Sam'a. Ell znał ich na tyle dobrze - w końcu są to jego rodzice! - że od razu załapał, że coś jest między nimi nie tak. Ale czy go to jakoś obchodziło? Nie specjalnie~ Wcześniej może chciałby coś z tym zrobić, ale teraz.. jakoś mu to zwisało. Byli na tyle dorośli, że sami powinni radzić sobie z problemami, które są między nimi. Po za tym.. wpakowali Elliota w ślub! Nie ma zamiaru być dla nich teraz milusi. Samur i tak nie lubił, gdy ktoś jest zbyt pomocny, milusi i w ogóle, prawda? No to niech ma takiego syna jakiego chciał - ignoranta, lenia i w ogóle, o!
Nagle wlepiła swoje zaciekawione tęczówki w Elaine, odzywając się bardzo inteligentnie. Wywrócił oczami. Co prawda to prawda - Eli była prześliczna! Ale Elliot nie miał zamiaru na razie jej tego mówić. Już dość mówiła w jego stronę odzywek, jakby miała duże ego. Miała ku temu powody, jednak... Ell to Ell i już.
Zerknął z ukosa na brunetkę, aby zobaczyć jej reakcję i.. zaskoczyła go! Nie spodziewał się, że wśród tylu nieznanych jej wampirów - a to dopiero początek rodzinki! - będzie się zachowywała tak swobodnie, bez krępacji mówić co myśli i w ogóle. Spojrzał następnie na blondynkę, aby zobaczyć czy matce przypadkiem nie spodoba się reakcja Lucrezi w stronę pianistki. W końcu jego matka to człek - tudzież wampir - o słabych nerwach. Szczególnie jeśli była podpita! No i jeszcze prochy ma.. kto wie, czy jakiś nie wciągnęła, a takim ludziom też się może agresja włączyć.
Zapowiada się ciekawa impreza nie ma co. Chłopak złapał kielich z krwią i wziął łyka nie bardzo wiedząc co powiedzieć. Wiało nudą i ogólnym niezadowoleniem reszty gości. No oprócz Elaine. Miała rację - dużo żarcia, krwi i w ogóle, więc co Ci tak marudzą. Nikt im nie każe rozmawiać ze wszystkimi.
- Gdzie Testament z żoną i ich dzieciaki? - zapytał zmieniając temat. Nie poznał jeszcze swojego kuzynostwa oraz Hachiko, w końcu miałby okazję. Zobaczyć te dwa małe diablątka to na pewno będzie ciekawe przeżycie. Banshee też by mogła wpaść! Słyszał, że dobra dupa, hyhy.

_________________
Artefakt: Złoty sygnet na środkowym palcu lewej dłoni z wyrytym smokiem na jego wierzchu. Po wewnętrznej stronie pierścienia, jest wyryte imię 'Elliot'. Kiedy zastuka się w pierścień, jego moc się uaktywnia przywołując wilka - większego i sprawniejszego od typowego zwierzaka tego gatunku. Trwa 8 postów, z jednym/dwoma odpoczynku.
***

Rozłóż przede mną księgę zaklęć i wróżb
Okutą w obwolutę twoich ramion i ud
I czaruj we mnie, na ołtarz duszę złóż
I w dusznym kącie, rzuć na mnie urok swój


ElliotxYvelin
ElliotxChizuru
Powrót do góry Go down
Sophie

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t566-sophie http://vampireknight.forumpl.net/t650-komorka-sophie
Zarejestrował/a : 23/10/2012
Liczba postów : 396


PisanieTemat: Re: Jadalnia [Parter]   Sob Gru 22, 2012 5:35 pm

Słabo, spotkanie zaczęło się naprawdę w chuj słabo. Sophie jest wcięta, co oznacza, że łatwo ją zirytować, a mała, przeurocza narzeczona jej jedynego syna postanowiła wyżej srać niż dupę ma, co - jak pewnie wszyscy zdążyli się już domyślić - zdenerwowało blond wampirzycę, która na każde kolejne słowo młodej Elaine, mrużyła jedynie coraz bardziej niebieskie tęczówki, aż w końcu na jej buźkę wpełzł mały, acz idealnie widoczny, paskudny uśmieszek. To takie zabawne, że ledwo należąca do ich rodziny młódka już w pewien sposób postanowiła się tutaj panoszyć. Ponad to Elliot, który na ogół bywa bardziej gadatliwy teraz zwyczajnie zgrywał nie wiadomo kogo, chowając się pod maską. Tak to przynajmniej odebrała szlachetna, która patrzyła na to wszystko z niemałym politowaniem. Jacy wszyscy tutaj są fałszywi i niezadowoleni z życia! Prócz słodkiej Elaine, ofc. W każdym razie Blanca splotła chude ręce na wysokości klatki piersiowej, spoglądając na Czarnulkę.
- Jego matką? A skąd. To podrzutek. - burknęła, spoglądając na syna z dołu, mniej więcej tak, jakby upewniała się czy aby na pewno mówi prawdę, ba! Po krótkiej chwili nawet upewniła się w swoich przekonaniach! Zaledwie kilka dni temu wampir był jeszcze 'zwyczajnym' chłopcem zdolnym do powiedzenia 'Kocham Cie mamo' teraz stała przed nią jakaś parszywa podróbka jej słodkiego jedynaka. Do tego tak przeokropnie sztuczna, że chciało się płakać. Jako matka, Sophie ma zwyczajnie prawo oceniać zachowanie syna w tak krótkiej chwili, zresztą tak jak on i ona za go nie od dziś. Ten prawdziwy Elliot jest zupełni inny niż chłopak prezentujący się ze swoją narzeczoną.
- Nie możesz mówić do mnie mamo, kochanie. - dodała jeszcze, by w pełni odpowiedzieć na jej pytanie. Co prawda, to prawda szlachetna jakoś nigdy nie lubiła tego, gdy ktoś zwracał się do niej per mamo. Nawet Elliot'owi kazała kiedyś zwracać się do siebie Sophie. Chociaż on jak to on zawsze robił, co tylko chciał i słowo 'mama' prześladuje ją odkąd chłopczyna zaczął tylko mówić. Z drugiej strony wampirzyca swego czasu chciałby mieć córeczkę, a Elaine nadawałaby się na tą posadkę bez dwóch zdań. Ładna, mądra, pewna siebie ... Sofa z chęcią ją przygarnie i wtedy pozwoli jej mówić do siebie 'mamciu'. Bez kitu.
- Ciesz się Paróweczko, że nie trafił Ci się przynajmniej stary pedofil, który przeleciałby Cię przy pierwszej lepszej okazji. On ... - przerwała, by wskazać chudym paluchem na syna.
- Jest przynajmniej czasami fajny. - rzuciła, kończą w ten sposób rozmowę z nastolatką. Nie to, że Sophie już zdążyła znielubić Elaine, po prostu dziewczyna wyprowadziła ją z równowagi, a jak to Elliot wspomniał - Pijana Kanapa szybko wpada w szał. Także prochy pewnie zaraz pójdą w ruch, bo jeszcze chwila i rozpierdoli komuś wazon na głowie. Niemniej, aby nie wyszło na to, że jest doszczętnie paskudna dla swojej przyszłej synowej, poklepała ją przelotnie po czarnym czerepie, odwzajemniając jej uśmiech. Prędzej czy później i tak będą musiały się ze sobą dogadać noooo.
W każdym razie, dała młodym spokój, gdy tylko przyczepił się do niej Sam. Warknęła coś pod nosem, słysząc jego standardowe pytanie. Ło la Boga, na pewno mu powie. Już leci! Prędzej wyspowiada się Gabrysi i zacznie z nią wciągać coś pod stołem niżeli powie mu gdzie schowała prochy. Także wzruszyła niedbale ramionami, spoglądając na burmistrza kątem oka.
- Jaaa? Nie podejrzewaj mnie o takie rzeczy. - palnęła, udając że całkowicie nie wie o co chodzi. Odprowadziła go jeszcze wzrokiem do stołu, po czym - gdy już wszyscy zajęli się sobą - westchnęła w duchu i sięgnęła dłonią po szklankę wypełnioną whisky. Tak, tak trzeba się rozluźnić! Jak się upije bardziej, to włączy jej się opcja 'kocham wszystkich' i będzie okeeeej.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Jadalnia [Parter]   Sob Gru 22, 2012 6:39 pm

Słabo, nie słabo, Elaine nie zamierzała się płaszczyć przed rodziną narzeczonego, tylko po to, by ją polubili. Szczerze, nieco mało ją to obchodziło, przynajmniej na razie, póki ta sprawa z zaręczynami była bardzo świeża. Nie czuła się w żadnym obowiązku zachowywać inaczej niż zwykle, bo jakieś dwie wampirzyce postanowiły połączyć ich rodziny. Cóż, nie jej sprawa - jeśli im zależało, niech się teraz męczą z Eli. Poza tym, Ell wyraźnie powiedział jej przed wyjściem, że jego rodzina zachowuje się chłodno, okrutnie i p r o s t a c k o (to określenie najlepiej zapamiętała, ofc). Nie znając ich zupełnie, a wnioskując jedynie z tego lakonicznego opisu, doszła do logicznego wniosku, że nic ich nie urazi.
A zresztą, nikt jej nie zarzuci, że nie była uprzejma, nawet jeśli trochę bezpośrednia! Z uwagą wysłuchała odpowiedzi przyszłej teściowej, chociaż gdyby była chamska, zwyczajnie by ją olała. Tymczasem nie przerywała, stała spokojnie z rękoma splecionymi za plecami i ledwie widocznym uśmiechem na twarzy, kołysząc się delikatnie. Niestety, nawet tu nie potrafiła ustać w bezruchu dłużej niż kilka sekund.
- Ojej, to strasznie szkoda - zmartwiła się szczerze, bo już planowała z mamy przerzucić się na mamusię i matulę. Nie żeby chciała od razu zrazić blondwłosą szlachetną do swojej zacnej persony. Zwyczajnie, kiedy dojrzała przed sobą osobę, będącą połowicznie odpowiedzialną za nieszczęście, które Elisię dotknęło, nie potrafiła się opanować przed drobnymi uszczypliwościami. Bo co, nikt się chyba nie spodziewał, że będzie z wdzięczności skakała wokół Sofy i całowała po rączkach? Była wkurzona, a przynajmniej lekko zirytowana, ot co.
- Więc wolałabym, żeby nie mówiła pani do mnie kochanie. To zarezerwowane dla mam. - I znowu ten grzeczny, neutralny ton, któremu naprawdę nie można było wiele zarzucić. Może tylko lekkie rozbawienie całą sytuacją malowało się w jasnych tęczówkach Elaine, ale te zaraz przeniosła na postać Elliota. Jakoś nie przypominał matki, przynajmniej na tyle, na ile mogła na razie ocenić. Tylko z oczu, ale zakrywał je przecież soczewkami z zupełnie nie wiadomych powodów. A czy faktycznie zachowywał się bardziej milcząco i sztucznie niż zwykle? Nie jej to oceniać, doprawdy. W ogóle go niemal nie znała, acz dziś nadarzała się znakomita okazja, by to nadrobić i zaznajomić się z resztą jego familii.
Na kolejne słowa Sophie ponownie na nią spojrzała. No dobra, dobra, przecież nie skarżyła się na narzeczonego, c'nie? Już to sobie z Ellem ładnie wyjaśnili, że głównie dobijał ich sam ślub. Oczywiście, że oboje mogli skończyć gorzej, więc nie było co aż tak przeżywać. Tyle, że Eli... po prostu buntowała się przeciwko działaniom swojej babci, tyle. Kobieta od zawsze na siłę starała się ją zmieniać, a na koniec, gdy nie mogła wymyślić już innego sposobu, wepchnęła ją w związek, licząc, że wnuczka się wyciszy i wydorośleje. Pech, że na kandydata wybrała młodzika, któremu nie w głowie było jeszcze dorosłe życie, cokolwiek by ono nie znaczyło.
Parsknęła cichym śmiechem, bo wypowiedź Sop dokładnie pokrywała się z jej wyobrażeniami.
- Spodziewałam się starego, zboczonego pryka - przyznała, kiwając lekko głową. - Ale przecież nie narzekam. Ma pani fajnego syna. Teściowo. - Pozwoliła się poklepać po głowie (zawsze lubiła, jak ją ktoś głaskał) i odmaszerowała do stołu. Fakt, znowu dość wyraźnie zaakcentowała jedno słowo, noale jakoś się musiała do Sophie zwracać, a mówienie per pani było takie męczące. Kiedyś się tam pewnie dogadają. Na swój sposób, w niektórych kwestiach były chyba nawet podobne. Zresztą to matka Ella (teoretycznie) wybrała mu narzeczoną i gdyby nie to, zawsze mogła trafić gorzej z synową, na przykład na jakąś okropną blondynę...
Przysiadła się do Elliota, a na jej twarzy wciąż pozostawał pogodny wyraz. Zupełnie nie zwracała uwagi na tą przytłaczającą atmosferę ogólnego niezadowolenia. Pierwsze koty za płoty, jak to mówią. Przebrną przez to całe zapoznawanie się i może zacznie się coś dziać. Wszak po tym, co Ell mówił o swojej rodzinie, Elaine nie wątpiła, że potrafią się bawić w ten, czy inny sposób.
Powrót do góry Go down
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Jadalnia [Parter]   Nie Gru 23, 2012 6:01 pm

Z góry napiszę, że mój post esejem nie będzie z powodu upierdliwej choroby. Dlatego pominę kilka wątków.
Sophie z całą pewnością ukrywała prochy. Ta wampirzyca nigdy nie wpada na spotkanie z pustymi łapami. A może by ją przeszukać? Zrobi w ten sposób wstyd nie tylko jej ale i Elliotowi, prezentując się w tak paskudny sposób. Choć z drugiej strony nie chciało mu się tego robić, szlachetny wolałby iść do pracy niż przesiadywać tutaj.
Nie wsłuchiwał się w żadne rozmowy, gapił się jedynie na Gabrielle, która na spokojnie piła sobie krew z kielicha. Westchnął cicho niemal leżąc na ławie. Ci sobie paplają, a Samuś zasypia, nie lubi takich spotkań, woli te odnośnie interesów. Jeśli ktoś coś do niego rzekł, nie zwrócił uwagi. Zaraz jednak sięgnął po kielich z krwią, widząc buźki gości przy stole. Zacnie, doprawdy. Aż chyba zaraz stąd wyjdzie.
Gdzie ojciec i jego familia? Popatrzył na syna jak za przeproszeniem na idiotę. Co to on, telepata?
- Nie mam pojęcia. Zresztą, mój ojciec mógłby odstawić niezły koncert gdyby znalazł się w tym gronie i z bachorami, znaczy się z tym moim nowym rodzeństwem.
Rzekł chłodno, przenosząc wzrok na Sophie -tą trzeźwą inaczej, następnie na pogodną Elaine. Aż parsknął śmiechem.
- Nasza mała księżniczka nie wie w co się pakuje.
Z hukiem odstawił kielich, zacierając łapy. Ależ miał ubaw z tej fałszywości, doprawdy. Właściwie czemu wieje nudą? Bo nikt nic nie robi!
- Dobra robota, Elliocie. Wykorzystamy twoją narzeczoną do satanistycznego rytuału. Będzie krwawą ofiarą.
Jaki poważny był przy tym kłamstwie, raz jeszcze zerknął na ciemnowłosą, posyłając jej jadowity uśmiech.
Powrót do góry Go down
Elliot

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t278-elliot-kuroiaishita#313
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 614


PisanieTemat: Re: Jadalnia [Parter]   Nie Gru 23, 2012 9:52 pm

PODRZUTEK?! Ja Ci dam podrzutka! Jeszcze będziesz co chciała, pf. Elliot tylko ziewnął na słowa matki, przeczesując leniwie włosy.
- No oczywiście, że podrzutek, no a co żeście myśleli - bąknął znudzonym tonem i znów wziął łyka krwi. A gdzie wóda, ja się pytam! Elliot też za długo na sucho tutaj nie wyrobi, że tak powiem. Wszakże, jak już wszyscy zdążyli zauważyć należy do rodziny pijaków, tacy muszą pić all day, all night. Tak, więc wstał, aby udać się na moment do kuchni i wyciągnąć schłodzoną wódkę z zamrażalki. Wrócił do jadalni polewając wszystkim po kielichach, no bo nie będzie taki próżny, aby wszystko dla siebie zachować. W międzyczasie cały czas słuchał wymianę zdań między Sophie, a Lucrezią, ale nie przerywał im. No, bo po co? Tylko dlatego, że uznał iż nie będzie wcinał się w nieswoje dyskusje ta - tj. rodzicielka czarnucha - uznaje go za jakiegoś sztucznego? Dobre sobie. To, że przyszedł tutaj z Elaine nie ma nic do rzeczy. Prawda jest inna. Elliot był dzisiaj wyjątkowo cichy z powodu Sam'a. Chciał pokazać ojcu, że nie jest jakaś głupią paplą i ciotą. A, że jego ojciec pewnie i tak i tak myśli w ten sposób o brunecie, to Ell postanowił nic nie mówić. Może chodź trochę załapie u szlachetnego szacunku. No i też musi pokazać, że jest godny, aby w przyszłości przejąć obowiązki ojca. Tak, więc to wszystko wina Samcia, o! Hyhy.
W każdym razie... Ell wypił kielicha nie biorąc przy tym popity. Trochę się podszkolił po ostatniej imprezie. Ale i tak napił się zaraz krwi, aby ukoić głód, który jako tako się w nim zwiększał. Znów dawno nie polował, a picie krwi z woreczka nie zaspokaja jego, aż tak bardzo, jak wgryzienie się w ciepłe ciałko jakiejś ofiary.
Spojrzał na ojca dopiero, gdy gadzina mu odpowiedziała łaskawie na pytanie. Zmrużył oczy. No tak. W tej rodzinie nikt nic nie wie i nikt nikim się nie interesuje. Chłopak chciał już coś mruknąć, ale jego ojciec podjął dość ciekawy temat. Nastolatek spojrzał na czarownicę, ciekaw jej reakcji na tą dość poważną propozycję głowy rodu. Wiedział, że ojciec blefuje, bo nie miał powodu, aby robić sobie z Elaine ofiary, jednak stwierdził, że może przeciągnąć ten 'żarcik'.
- Wiem ojcze. A myślisz, że po co cała ta kolacja? - powiedział, znów skierowując spojrzenie na rodziciela i uśmiechając się podle, jak ojciec. Następnie wstał i przerzucił sobie Eli na ramię.
- W którym pomieszczeniu namalowaliście pentagram z krwi dziewic, które do was wysłałem? - zapytał wciąż mając poważną minę oraz spojrzenie. Zaraz zerknął na Sophie.
- Wzięłaś ten scyzoryk, który tak doskonale przecina skórę wampira? - dodał w stronę matki, mocniej łapiąc Lukierka, gdyby ta miała zamiar mu się wyrwać. Po chwili klepnął ją jeszcze w dupę i zaczął się śmiać, puszczając dziewczynę na ziemi.
- Taki tam żarcik - dorzucił na koniec patrząc się wielce rozbawiony w oczy szlachetnej, która stojąc na równych nogach była taka malutka!

_________________
Artefakt: Złoty sygnet na środkowym palcu lewej dłoni z wyrytym smokiem na jego wierzchu. Po wewnętrznej stronie pierścienia, jest wyryte imię 'Elliot'. Kiedy zastuka się w pierścień, jego moc się uaktywnia przywołując wilka - większego i sprawniejszego od typowego zwierzaka tego gatunku. Trwa 8 postów, z jednym/dwoma odpoczynku.
***

Rozłóż przede mną księgę zaklęć i wróżb
Okutą w obwolutę twoich ramion i ud
I czaruj we mnie, na ołtarz duszę złóż
I w dusznym kącie, rzuć na mnie urok swój


ElliotxYvelin
ElliotxChizuru
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Jadalnia [Parter]   Wto Gru 25, 2012 10:01 pm

Wódka, wódka, Ell, czytasz mi w myślach! Elaine też już trochę zaschło w gardle, mimo że wcale nie tak dawno spiła się w klubie i mieszkaniu szlachetnego. Najwyraźniej weszło jej w nawyk, wszak impreza od razu robi się weselsza, kiedy świat zaczyna ci wirować przed oczyma. Zatem odkąd weszli na salę, dyskretnie rozglądała się za jakimkolwiek alkoholem, zwłaszcza, że woń unosząca się wokół wstawionej Kanapy narobiła jej jedynie smaka.
W każdym razie, siedząc już przy stole, porwała w łapki kielich, który jej przemiły narzeczony napełnił wódką. Upiła łyk, potem drugi, czując znajome ciepło w przełyku. Popita? Może po następnym kieliszku, bo mimo młodego wieku, jeśli szło o picie, wcale nie była słabą zawodniczką. No, chyba, że chodziło o jej głowę, niestety...
Wsłuchała się w bardzo lakoniczną, a jednocześnie nieco chłodną rozmowę ojca z synem. Zmrużyła oczy, starając się przypomnieć sobie, czy Ell nie wspominał czasem czegoś o swoich relacjach z burmistrzem. Niestety, przez większość ich ostatniego spotkania była najzwyczajniej w świecie pijana, więc pamiętała zaledwie niektóre urywki. Uznała, że z czasem dowie się pewnie, jakie stosunki panują w tej rodzinie, na razie jednak bardziej zainteresował Elaine fakt, że miało się zjawić więcej gości. I dobrze! W okresie świątecznym w jej rodzinnej rezydencji zawsze kręcił się spory tłum, toteż mała zupełnie nie była przyzwyczajona do ucztowania w piątkę przy tak ogromnym stole. Poza tym, była cholernie ciekawska, chciała poznać więcej członków familii Ella, do której niedługo sama będzie należała.
Elliot nic ojcu nie odpowiedział, więc czarnula straciła zainteresowanie i upiła kolejny łyk. Wtem jednak padła dość nieoczekiwana propozycja ze strony burmistrza i Eli lekko się zakrztusiła. A to ci dopiero, naprawdę zaczynało się robić ciekawie!
Klasnęła w dłonie, wlepiając szafirowe tęczówki w postać burmistrza.
- To interesujący pomysł, signore! Zrobimy to tu? - spytała, ogarniając wzrokiem stół, a następnie telekinezą rozsuwając talerze i wszystko inne na boki, tak by przed nią powstała niewielka pusta przestrzeń. - Powinnam się zachowywać w jakiś szczególny sposób? - ponownie wpatrzyła się w Samura, tym razem pytająco. Po tej reakcji niejeden mógłby zacząć się zastanawiać, czy aby u Elisi wszystko okej z głową. Ale wiadomo, okej nigdy nie było, chciała się bawić, więc była gotowa ciągnąć ten żart - pewnie nawet, gdyby nie okazał się żartem. Ot, zawsze jakieś urozmaicenie.
Nic jednak dalej nie zdążyła zrobić, bo Ell przerzucił ją sobie przez ramię niczym worek kartofli. Zamachała bezradnie kończynami, wydając z siebie kilka niezadowolonym pomruków i jęków. Nie było najmniejszej szansy, żeby się mu wyrwała, a w takich sytuacjach czuła się nieznośnie bezsilna. No, bo dlaczego wszyscy musieli być więksi i silniejsi od niej...?
Zwisała więc biedna, starając się znaleźć taką pozycję, by przynajmniej widzieć cokolwiek. Jej długie pukle spływały swobodnie po plecach Elliota, gdy Eli ostatecznie znieruchomiała, jedynie słuchając dalszych propozycji.
- Dziewice... Ell, chcę dziewice... Umiem rysować fajne pentagramy... Ja mam taki scyzoryk, ja... - mamrotała, jakby już była lekko wstawiona. Ale w sumie zawsze tak gadała, więc nie ma się co dziwić. Nim się zorientowała, stała ponownie na ziemi, unosząc głowę, by móc zerknąć narzeczonemu w oczy. Doprawdy, chyba będzie musiała zainwestować w buty na sporych koturnach, bo to z czasem zrobi się męczące...
- Nie to nie - burknęła, niby obrażona tym, jak to Ell psuje zabawę. Ale kiedy ponownie zajęła miejsce przy stole, raz jeszcze zerknęła na niego z dołu, tym razem z lekkim uśmiechem na buźce. Rozbawiła ją ta cała sytuacja, ot co.
Powrót do góry Go down
Elliot

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t278-elliot-kuroiaishita#313
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 614


PisanieTemat: Re: Jadalnia [Parter]   Sro Gru 26, 2012 10:19 pm

[Jako, że Sophie sama mówiła, aby ją pominąć, bo jest u rodziny, a Sam chory i na razie go nie będzie, to napiszę teraz ja c;]

Elliot patrzył na Elaine, podczas całej tej szopki. Młoda wampirzyca wydawała się uradowana faktem, że może zostać podana w ofierze. Przez chwilę zastanowił się, czy ta nie ma czegoś z głową. Z całą pewnością ma, bo ta jej dziecinna radość nie była ironiczna, czy udawana. Zwłaszcza, że gdy Ell postawił ją na ziemi, ona wydawała się niezadowolona z tego faktu. Aż pokręcił głową. Jednak jest chora psychicznie, eh. Ewentualnie wiedziała, że blefują. Ale i tak nic z tym nie robiła, trolololol.
- Em.. to czekając na resztę gości, oprowadzę Elaine, jako tako. Gdzie łazienka, sypialnia - jakby miał być ewentualne zgon - i takie tam - bąknął niby od niechcenia po czym złapał wampirzycę za łokieć i wyprowadził z jadalni na krótki czas, ofc. Wszakże wigilia, wciąż trwa!
Skierował się do pobliskiej komnaty, aby pogadać z młodą wampirzycą sam na sam, a później znowu dołączą do jadalni, o.

zt x2

[To tak, dopóki Samuru i Sophie nie wrócą na fab c;]

_________________
Artefakt: Złoty sygnet na środkowym palcu lewej dłoni z wyrytym smokiem na jego wierzchu. Po wewnętrznej stronie pierścienia, jest wyryte imię 'Elliot'. Kiedy zastuka się w pierścień, jego moc się uaktywnia przywołując wilka - większego i sprawniejszego od typowego zwierzaka tego gatunku. Trwa 8 postów, z jednym/dwoma odpoczynku.
***

Rozłóż przede mną księgę zaklęć i wróżb
Okutą w obwolutę twoich ramion i ud
I czaruj we mnie, na ołtarz duszę złóż
I w dusznym kącie, rzuć na mnie urok swój


ElliotxYvelin
ElliotxChizuru
Powrót do góry Go down
Sophie

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t566-sophie http://vampireknight.forumpl.net/t650-komorka-sophie
Zarejestrował/a : 23/10/2012
Liczba postów : 396


PisanieTemat: Re: Jadalnia [Parter]   Pią Gru 28, 2012 9:32 pm

Jak to przystało na blondynkę, Sophie w którymś momencie zwyczajnie się zacięła i na tym cała jej zabawa w 'rodzinny obiad' się skończyła. Ot, szlachcianka usiadła sobie przy stole - obok niewzruszonej niczym Gabrysi - męcząc się z butelką whisky, którą napoczęła, gdy Samur, Elliot i Elaine zajęli się sobą. Sens słów każdego z nich w ogóle do niej nie docierał. Dopiero gdy synalek oświadczył, że idzie oprowadzić swoją narzeczoną jako tako po zamku, blondynka oderwała się od picia. Zmrużyła zaszklone od alkoholu tęczówki, kiwając im głową, po czym przeniosła spojrzenie na swojego męża - uwaga - z niemałym zacieszem na mordzie. Wyglądała tak, jakby między nimi dosłownie n i c się nie stało! Ba, wybuchnęła nawet cichym, acz melodyjnym śmiechem prosto w jego buźkę. Ofc, zrobiła to naumyślnie. W końcu dziewczyna doskonale wie, że jej kochany Gad nienawidzi takich spotkań i najchętniej uchlałby się teraz w trzy dupy albo poszedł do pracy, ale nie, musi siedzieć, koniec kropka. Heheszki, mieć taką żonę, to przejebane do końca. Nic nie upierze, nie uprasuje czasem jedynie dokarmi. Ogólnie mało przydatna. Chociaż ładna, a ładne dłużej trzyma się w domu, trololol. Wracając jednak do tematu, wampirzyca zatrzepotała niewinnie rzęsami, dalej wpatrując się w postać burmistrza co najmniej jak w święty obrazek - pomińmy fakt, że niebieskie tęczówki pannicy wyglądały teraz jak wypolerowane pięciozłotówki ~
- Samuś, Samuś, Samuś. - wymamrotała, kiwając się na krześle. Tak, tak Sofa już wcale nie udaje, że jest trzeźwa. O dziwo, zaczęła się nawet całkiem dobrze bawić, gdy tak sama rozpracowała sobie całą butelkę alkoholu. Bo po cóż się dzielić, c'nie? Takie tam, WSZYSTKO MOJE. Niemniej, niziutka blondynka dźwignęła się w końcu z siedzenia i wesołym krokiem podeszła do burmistrza, wieszając mu się na ręce.
- Chodźmy stąd. No chodźmy. - mruknęła zachowując się niczym pięcioletnie dziecko, by chwilkę później zwyczajnie wytargać z jadalni swojego męża, buhaha.

[ztx2]

_________________
SOPHIE AND SAMURU
Powrót do góry Go down
Havoc

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1040-havoc#13290
Zarejestrował/a : 28/05/2013
Liczba postów : 77


PisanieTemat: Re: Jadalnia [Parter]   Czw Paź 10, 2013 12:42 pm

Początkowo nawet myślała, że się zgubiła i nie trafi nawet do zamku. Zwłaszcza, gdy biegła i biegła a nawet nie widziała niczego znajomego. Nie mniej nie minęła godzina, jak dziewczyna w "czerni" stanęła przed bramą. Jej oczy były całe czerwone od łez, a ubranie już nie tylko ubrudzone od krwi. Z nie pewnością strażnicy ją wpuścili, gdyż nie jeden z nich kazałby się jej pozbyć. Nie mogli jednak tego zrobić, bo przecież nie była ich własnością a ich Pana. Nie było jednak mowy o ukaraniu jej po tym, jak przebiegając obok strażnika, czy też po prostu jednego z nowych ludzi bo tego nie wiedziała, no ale wracając gdy przebiegła wpadła na niego. Nie znała go niestety ani on zapewne jej. Szybko się podniosła, lecz nie było jej dane uciec bo złapał ja za ramię.
- Kim ty jesteś? I kto cię tu wpuścił?! Pewnie kolejna bezdomna
Warknął wampir i zaczął ją gdzieś ciągnąć, lecz ta zgrabnie a może i przez czysty przypadek mu się wyrwała. Nie miał jednak zamiaru odpuścić jej tego, bo gdy ta wbiegła do zamku ten ruszył za nią. Szybkim susem, a raczej tak szybko jak potrafiła schowała się w jadalni. Nie było tu nic innego, a raczej nie było nigdzie miejsca gdzie by się mogła schować, a więc wbiła pod stół. W umyśle rodziła się nadzieja, że może jej nie znajdzie. Jednak jak to mówią, nadzieja matką głupich i nic z jej planu. Natychmiast po wbiegnięciu do jadalni, schylił się pod stół i zaczął ją wyciągać.
- Puść mnie! On.. on jak się dowie to..
Nie zdołała dokończyć bo ją wyciągnął i dostała od niego dość mocnego liścia. Szybko złapała się za miejsce i się skuliła, lecz ten nie zamierzał ją zostawić, bo zaczął ją szarpać by ta wstała. A ona? Jak to Hav jedyne co robiła to tam była, zawsze tak się działo gdy się czegoś bała.

_________________
Powrót do góry Go down
Samuru

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1717-samuru#36236 http://vampireknight.forumpl.net/t501-samuru
Zarejestrował/a : 28/03/2013
Liczba postów : 1021


PisanieTemat: Re: Jadalnia [Parter]   Czw Paź 10, 2013 1:26 pm

Niestety w tym zamku kręcą się przeróżne osoby. Stało się tutaj tak tłoczno... niemal jak na targu. Samuru sprowadził paru szarych, żołnierz z mafii. Uzbroił zamek w straże. Nieźle sukinkot się rządził, ale czy właśnie nie był on od zapewnienia bezpieczeństwa rodziny? Dokładnie, Samuru to Głowa rodu Kuroiaishita. On rządzi wszystkimi. Włącznie z tą panią, jaka to nadchodziła po usłyszeniu hałasu. Ktoś kogoś gonił? Krzyki... piski... Musiała sprawdzić! Jej siła ciekawości i wciskania nosa we wszystkie sprawy były na równi z kocią ciekawością.
Po wstąpieniu do jadalni, nastał ją dosyć interesujący widok. Ciemno włosy wampir, podchodzący prawdopodobnie od Samuru, szarpał jakąś małolatę. Oczywiście Gabriella nie poczuła się do odpowiedzialności pomocy, raczej swojego nowego pomysłu.
- Zostaw ją... Ty... jak Ci na imię?
Odezwała się Gabriela, krzyżując ręce pod biustem. Wampir atakujący dziewczynę szybko wypuścił ofiarę, skinął głową na oddanie szacunku i nie podnosił wcale łba. Widok pięknej kobiety w czerwonej sukience nie tylko onieśmielał, ale i wzbudzał respekt przed potęga. Wszak to sama Gabriela Kuroiaishita. Domowa suka.
- N-nazywam się Donatello Muslo, pani. I już wychodzę.
Następnie szybko opuścił pomieszanie, nie chcąc czasem wydłużyć czasu szlachetnej, jaka to przegoniła go jak muchę. Poprawiła swoje luźno rozpoczyna czarne włosy i spojrzała na umazaną wampirzycę.
- Jakim prawem chodzisz po tym zamku? Należysz do kogoś?
Spytała chłodnym tonem, badając swoim żółtym wzrokiem postać młodej. Gówniara chyba dawno wody nie widziała.
Powrót do góry Go down
Havoc

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1040-havoc#13290
Zarejestrował/a : 28/05/2013
Liczba postów : 77


PisanieTemat: Re: Jadalnia [Parter]   Czw Paź 10, 2013 2:05 pm

Na poczatku myslala ze to kolejna osoba ktora cos jek bedzie chciala zrobic, więc nawet nie reagowała dalej na to co bedzie sie z nia dzialo, w końcu nawet nie bylo jej pan w tym miejscu. Nie było nikogo kto by ja chciał obronić. W tym miejscu było jedynie zło i cierpienie. A Hav? Ona już dość dobrze znała te odczucia i nie chciała tego znow zaznać. Nagle jednak okazuje sie, że wampirzyca przegania go. Czy moze i ona pracowala dla jej pana? A może sama chciała sie jej pozbyc. Na szczęście kolejne jej słowa sugerowaly cos innego.
- Ha...Havoc, tak na mnie mówia. Szukam mojego Pana. Jest taki duży i zje tego pana - chodziło jej o tego co ja szarpał oczywiscie, a co do tego iż dawno sie nie myła to prawda. Dla niej coś takiego jak kąpiel czy inne pospolite czynnosci ludzkie były nie naturalne, bo nikt jej tego nie uczył.Tess był specyficznym panem i nir zajmował sie takimi głupotami jak nauka jej.
- Widziała go może pani?? Bo ja....
Nie skończyła bo nawet jej nir znała i moze by doniosła na nią o tym co zrobiła za klubem, a ona...ona tylko sie broniła...
- Ja nie chciałam
Padła na kolana i popatrzyła na swoje dłonie, które były całe w krwi jej ofiar. By po chwili całkowicie sie załamać. Nawet nie starała się opanować z płaczem czy drganiem dłoni....

_________________
Powrót do góry Go down
Samuru

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1717-samuru#36236 http://vampireknight.forumpl.net/t501-samuru
Zarejestrował/a : 28/03/2013
Liczba postów : 1021


PisanieTemat: Re: Jadalnia [Parter]   Pią Paź 11, 2013 2:47 pm

Na razie Gabriella nie miała złych zamiarów wobec dziewczyny... tej małej, rudej dzikuski. Aż się skrzywiła, kiedy to rzekła swoje imię. Havoc... nie typowe. A co do jej pana, oczywiście wiedziała k kogo chodzi... Testament. Ten jej wyrośnięty synalek jest z łatwością rozpoznawalny... Mniejsza o to.
- No w tym pokoju akurat go nie ma... Jak i w całym zamku.
Stwierdziła chłodno, rozglądając się po jadalni. Nawet i dobrze, że nie ma. Przynajmniej jej nie przeszkadzi, wszak ta szlachetna lubiła zabawiać się służbą, zwłaszcza damską... przecież to z nich można robić piękne księżniczki, a później pełne nadziei na lepsze życie... porzucać na bruk.
- Dziecko, on nawet by się Tobą nie zajął. Sam jest jeszcze jak dziecko i wymaga nie lada opieki.
Zaczęła, podchodząc bliżej do wampirzycy. Wyciągnęła ku niej dłoń, chcąc delikatnie pogłaskać po policzku... Jeśli nie pozwoliła, cóż. Ta tylko wzruszy ramionami. Kontynuowała.
- Spokojnie, mała. To co zrobiłaś, już dawno leży w przeszłości. Dlatego proponuje Ci na poprawę humoru... kąpiel w wielkiej wannie i przebranie się w najpiękniejsze sukienki. Uczynię Cię damą...
Po tych słowach, nachyliła się do ucha Havoc, kończąc swoją wypowiedź słowami Jeśli tylko masz na to ochotę.
Co uczyni? To już tylko zależy od tej małej, od nikogo więcej. Ot co.
Powrót do góry Go down
Havoc

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1040-havoc#13290
Zarejestrował/a : 28/05/2013
Liczba postów : 77


PisanieTemat: Re: Jadalnia [Parter]   Sob Paź 12, 2013 8:05 am

Nie było go tutaj nawet? Nie mogła sobie wyobrazić innego miejsca, gdzie mógłby przebywać jej Pan. I co teraz? Jak ma przeprosić za to co zrobiła i powiedzieć, ze nie chciała. Nie mogła nad sobą zapanować, tak strasznie się bała. Zapewne, gdyby nie obecność kobiety, której nawet nie znała to ta już by dawno leżała na ziemi skulona w kokon i zanosząca się płaczem. Nie mniej jednak, nie spodziewała się tego co jej zaproponowała. A może raczej zaintrygowało ją to co ona powiedziała na początku? "To co zrobiłaś, już dawno leży w przeszłości", a co jeśli nie? A co jeśli łowcy już po nią idą? Kto ją obroni skoro nie ma tutaj jej pana? A Hav, Hav nie da sobie rady z nim. Nie potrafiła walczyć, nawet nie potrafiła uaktywnić swojej mocy, a co dopiero pokonać łowców. Była beznadziejnym przypadkiem wampira, a raczej karykaturą tego czym powinna być. Nie mniej jednak pozwoliła się dotknąć kobiecie, bo nie zdawało się by chciała jej zrobić krzywdę. No przynajmniej tak to dla niej wyglądało, nie wie przecież co się znajduje w głowie Kobiety.
- Suknie? Ale ja.. ja nic nie mam.
Powiedziała smutno, nie mniej jednak jeśli ona sądzi inaczej to Hav nie będzie wyciągała z niej tego pomysłu. Co prawda Testament nigdy nic jej nie dawał, to dlaczego ona miałaby być inna?
- Tylko to brudne ubranie, ale.. ale jest zniszczone już.
Dokończyła pokazując jej rozdarcia. Bo co do plam Krwi to raczej sama mogła je zobaczyć i nie trzeba było jej pokazywać tego. Nie myliła się jednak z umyciem się. Nie pamiętała w sumie kiedy ostatni raz to robiła, oraz kiedy robiła to w ciepłej wodzie i za pomocą jakichkolwiek kosmetyków do kąpieli.

_________________
Powrót do góry Go down
Samuru

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1717-samuru#36236 http://vampireknight.forumpl.net/t501-samuru
Zarejestrował/a : 28/03/2013
Liczba postów : 1021


PisanieTemat: Re: Jadalnia [Parter]   Sob Paź 12, 2013 11:58 am

Jacy niby łowcy za nią idą? Gabriela uśmiała by się, jakby usłyszała te obawy. Naprawdę, rozkoszne dziecko z tej wampirzycy. No ale do rzeczy... Gabrycha już uknuła swój podły plan, wzbudzając pierw zaufanie tej małej, a później praca nad jej osobą.
- Ale ja mam mnóstwo ubrań, a jeśli nie będziesz chciała, zawsze możemy udać się do sklepu.
I co? Przekona się? Szlachetna uśmiechała się przyjaźnie, lecz jad nadal pozostał. Ta żmija lubi się zabawić cudzym kosztem, serio.
- Dlatego trzeba mieć nowe ubranie. To co... chcesz żebym Ci pomogła?
Ostatnia szansa. Jeśli się nie zgodzi, szlachetna zostawi tą dziewczynę samą na pastwę świty zamkowej. Wszak tutaj różne podłe istoty przebywały. A jak się zgodzi, pójdą do łazienki i tam Gabrycha uczyni z niej cud miód i orzeszki, hoho.
Powrót do góry Go down
Havoc

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1040-havoc#13290
Zarejestrował/a : 28/05/2013
Liczba postów : 77


PisanieTemat: Re: Jadalnia [Parter]   Nie Paź 13, 2013 11:33 am

Nie zbyt jeszcze jej ufała, lecz to nie tak iż nie miała zamiaru z nią pójść, czy coś takiego. O nie, nie oczywiście skoro jej ktoś coś tak miłego proponuje, to czemu by miała z tego nie skorzystać? No więc nie musiała się obawiać o to, że Hav jej odmówi. Nie znała bowiem jeszcze planów szlachetnej może to dlatego?
- No do..dobrze, więc możemy iść.
Odpowiedziała z lekkim lecz sztucznym uśmiechem. Nadal jej celem było odnalezienie jej pana, lecz nie mogła chodzić przecież w takim stroju. No i zdawało się, że zaczyna być już głodna, a sygnalizował to jej brzuch. Jednak nie okazała odwagi by poprosić o coś do jedzenia.
- Mam nadzieje, że nie robię pani kłopotów. Mój pan nie byłby z tego zadowolony.
Raczej nikt by z tego nie był zadowolony, a ona nie miała ochoty skończyć jako posiłek, oczywiście jeśli by jej wydał taki rozkaz, to kto wie jakby postąpiła. Jak sama nieraz twierdzi, a nawet słyszy jest nic nie wartym bytem na tym świecie.
No nic, gdy jednak się już zgodziła nie pozostało nic innego jak pójść za dziewczyną. I w ten sposób obie opuściły owe miejsce.

z/t x2

_________________
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Jadalnia [Parter]   Nie Lis 17, 2013 1:28 pm

Wszystko idealnie potoczyło się po myśli Lotte. Dziewczyna w końcu doprowadziła nieposłusznego sługę do zamku. Uległ jej, ustąpił, a wszystko za sprawą jednej groźby. Czyżby, aż tak bardzo lękał się Hiro? Nie jest to po prawdzie jej sprawa, aczkolwiek to bardzo pomocna wiadomość. Kiedy lisi wampir nie będzie chciał się jej słuchać z pewnością małolata będzie powoływać się na swojego 'słodkiego' Włocha. W końcu po co się przemęczać i wykłócać z biednym Akumu, który z pewnością po kilku takich potyczkach wyszedłby z wielkimi ubytkami w psychice, jak można się skutecznie dogadać za pomocą jego stwórcy? Nie ucierp przynajmniej przy tym ani on, ani ona. Lilibeth myśli bardzo logicznie, trzeba jej to przyznać, poza tym jest skrupulatne lenistwo zbyt często nie pozwala jej stanąć do walki. W każdym razie, kiedy tylko wampirzyca wraz z hybrydą opuściła park, zatrzymała pierwszą lepszą taksówkę, następnie ładując do niej swoje cztery litery wraz z podległym sobie Akumu.
- Grzeczny. - mruknęła ni stąd ni zowąd, zatapiając w jego włosach ponownie rękę. Tym razem delikatnie, drapiąc go przelotnie za uchem. Nagroda się należy! W końcu sam z siebie postanowił wybrać się z nią do zamku, mimo początkowej niechęci. Uśmiechnęła się nikle, mierzwiąc mu lekko jasne pukle. Lubi go. Serio. Na swój chory sposób naprawdę lubi Akumu. Mimo jego nieposłuszeństwa i niechęci jaką ją darzy, ona naprawdę w jakimś tam stopniu postanowiła się na niego otworzyć. Mimo, że jej zachowanie względem niego wcale nie jest najlepsze, raczej karygodne. Nie zmieni tego jednak, Lily już taka po prostu jest. Cofnęła niechętnie dłoń, wyglądając za okno pojazdu. Byli już na miejscu. Tym razem małolata złapała sługę za nadgarstek, wyciągając go z samochodu. Zapłaciła kierowcy za transport, następnie kierując się w stronę zamku. Pewnie przekroczyła jego próg, kierując się w szybkim tempie do jadali.
- Siadaj. - rzuciła cicho, wskazując niedbale na jedno z wolnych krzeseł w jadalni. Tutaj Akumu już jej podskoczyć niestety nie mógł. Lilibeth zewsząd wyczuwała zapachy swoich bliskich. Jeden krzyk i na pewno ktoś zjawiłby się w tym pomieszczeniu.
Powrót do góry Go down
Akumu

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1152-akumu#17876
Zarejestrował/a : 08/09/2013
Liczba postów : 200


PisanieTemat: Re: Jadalnia [Parter]   Nie Lis 17, 2013 3:15 pm

Niestety musiał ulec dziewczynie. Nie bardzo chciał podpadać Hiro, osobie która jest odpowiedzialna za jego istnienie. To tak jakby syn buntował się przeciwko ojcu. Lotte może tego nie rozumieć, bo nie znam relacji między nim, a Włochem. W każdym bądź razie razem wracali do zamku. Pierw musiał wejść do taksówki, w której o dziwo zachowywał się grzecznie. Siedział blisko drzwiczek i gdyby mógł, wszedłby w nie. Najwidoczniej został skazany na dotyk wampirzycy... swojej pani. Nic, a nic nie wyczuwał w pieszczocie przyjemność. Kątem oka obserwował ponuro oblicze Lotte. Za jakie grzechy ma służyć temu dziecko? Jakby odkrył w sobie swoją dawną siłę, nie pozwoliłby na takie potraktowanie. No ale niestety... Akumu nie pamiętał zbyt wiele odnośnie swojego charakteru i godności. I dlatego jak nadaży się okazja - spróbuje uciec albo odkryć swoje prawdziwe wnętrze. Choć geny zwierza także dużo mogą zrobić. Wszak jeśli straci nad sobą kontrolę lub poczuje się zbyt zirytowany, może zaatakować.
Dalej już wiadomo. Znaleźli się w domu. W pomieszczeniu w którym jeszcze nigdy wcześniej nie był. Rozglądał się po nim zaciekawiony, choć niestety nie mógł za długo oglądać, rozkaz Lotte zagrzmił niczym piorun. Oczywiście usiadł. Oparł łapy o blat stołu, patrząc na nie. Nie chciał zerkać na wampirzycę. Po zaledwie kilku chwilach miał jej serdecznie dosyć. I skoro miała być taka skarżepytą, to tym bardziej nie chciał się narażać. Nerwowo przebierał palcami, a czasem jeździł pazurami po blacie, nie robiąc śladów rzecz jasna.

_________________
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Jadalnia [Parter]   Nie Lis 17, 2013 3:38 pm

Ależ proszę, niech Akumu ucieka. Lotte bardzo chętnie pobawi się z nim w kotka i myszkę. Przynajmniej zajmie się czymś przez jakiś czas, nie będzie się nudzić. Dla Lilibeth, to tylko zwykłe urozmaicenie życia, natomiast dla lisa ciągłe ucieczki, to ściąganie na siebie nie tylko samych kar wymyślonych przez dziewczynę, ale także ogólną niechęć i złość do jego osoby nastolatki. Przecież jej względna sympatia, którą obdarzyła swojego pupila nie musi trwać wiecznie. Każda jego ucieczka, każdy jego bunt albo będzie działał mu na korzyść albo będzie tylko odpychał od niego Lily, która z czasem stanie się gorsza niż dotychczas. A szczerze nie radzę. Doprowadzenie małolaty do białej gorączki równa się z generalnym rozpierdolem, nienawiścią i właściwie śmiercią na miejscu. Akumu powinien się cieszyć, że Lotte jeszcze ani razu w stosunku do niego nie uniosła głosu, ani go nie zbiła.
W każdym razie Lilbeth usiadła na krześle obok, wbijając w postać wampira żółtoczerwone tęczówki. Zmarszczyła zabawnie brwi, początkowo nie zwracając zupełnie uwagi na jego nerwowe ruch. Ot, jeżdżenie pazurami po blacie jakby zupełnie jej nie zainteresowało. Uporczywie wlepiała swoje ślepia w jego, jakby czegoś próbowała się w nich doszukać.
- Kto pozwolił opuścić Ci zamek? - musiała wiedzieć, kto jeszcze prócz jej i Hiro zadaje się z Akumu. Dziewczyna jest samolubna, nie lubi kiedy ktoś interesuje się jej podwładnymi. Właściwie nie lubi kiedy ktoś interesuje się czymkolwiek, co należy do niej, więc po prostu musi - musi i koniec - wiedzieć z kim ostatnio spędzał sporo czasu lis.
- Zresztą, jeżeli oczywiście chcesz, możemy pójść na drobny układ. Wiesz, co to, prawda? - zapytała nadal nie spuszczając z niego wzroku.
Powrót do góry Go down
Akumu

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1152-akumu#17876
Zarejestrował/a : 08/09/2013
Liczba postów : 200


PisanieTemat: Re: Jadalnia [Parter]   Sro Lis 20, 2013 1:31 pm

Niestety Akumu żyjących u boku tej dziewczyny, może nie mieć łatwo. Stworzenie żyjące w pełnym stresie, w dodatku z usuniętą pamięcią... nie wyniknie to nic dobrego. Czy Lotte w ogóle zdaje sobie z tego sprawę? Najwyraźniej nie. I ciekawe jakby Hiro się zachował, gdyby dowiedział się, że jego nowy twór ma źle w swoim nowym życiu. W dodatku Lilibeth to córka Gabrieli... której na szczęście lisek nie znał.
Oczywiście trzeba się spodziewać buntów i wszelkich krzyków, czy ucieczek. Ba, on nawet jesy ją skłonny zaatakować! Choć znając życie może oberwać za samo obnażenie kłów. Kiepska sytuacja się szykuje.
Siedział przy stole, nie mogąc powstrzymać nerwowych odruchów. Czy ta dziewczyna w ogóle ma jakąkolwiek litość w sobie? Poza tym uciekał od niej wzrokiem, nie chciał mieć z nią żadnego kontaktu. Czy ona naprawdę tego nie widziała?
- Nikt. - Odpowiedział cicho, nie okazując żadnych chęci dalszej rozmowy. Mogła by sobie odpuścić takiego sługi. Poszukać innego pechowca ze skłonnościami masochistycznymi? Byłby taki ktoś radosny, będąc u boku takiej osoby jak Lotte.
I co właściwie od niego chciała? Układ? Jaki układ? Nawet nie znał tego słowa. Choć w jej ustach i tak brzmiało to niepokojoco.
- Co to jest Drobny układ? - Spytał niepewnie, przenosząc wreszcie na nią swoje fiołkowy wzrok. Oby nic strasznego i bolesnego, inaczej może być kiepsko.

_________________
Powrót do góry Go down
 
Jadalnia [Parter]
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 3Idź do strony : 1, 2, 3  Next
 Similar topics
-
» Łazienka I - parter
» Jadalnia
» [P2] Jadalnia - Zebranie Kolczatki
» Jadalnia w zamku Bestii
» Jadalnia

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Vampire Knight :: Stary Zamek :: POSIADŁOŚĆ I TEREN WOKÓŁ ZAMKU :: PARTER I PIERWSZE PIĘTRO-
Skocz do: