IndeksSzukajRejestracjaZaloguj

Share
 

 Komnata Gościnna [Pierwsze piętro]

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4
AutorWiadomość
Fabio
Fabio
Fabio
Fabio

http://vampireknight.forumpl.net/t1420-fabio-nessuno#27966 http://vampireknight.forumpl.net/t1486-fabio http://vampireknight.forumpl.net/t2118-landrynkowe-znajomosci http://vampireknight.forumpl.net/t2287-fabio http://vampireknight.forumpl.net/t2066-fabio http://vampireknight.forumpl.net/f131-dom-na-uboczu
Zarejestrował/a : 23/05/2014
Liczba postów : 3180


Komnata Gościnna [Pierwsze piętro] - Page 4 Empty
PisanieTemat: Re: Komnata Gościnna [Pierwsze piętro]   Komnata Gościnna [Pierwsze piętro] - Page 4 EmptyPon Gru 11, 2017 9:16 pm

Obrzydzało, owszem. Robiło się niedobrze, że Xin potrafi dokonać tak okrutnego aktu wobec kogoś, kogo niby szanował. A co jeśli on był taki od początku? Planował tylko zadać krzywdę Fioletowemu? A cała ta szopka z miłością wielką miała być nieprawdziwa oraz nieszczera? Fabio już przestał myśleć o czymkolwiek, pragnął jedynie tego aby ten koszmar dobiegł końca. Już chyba wolał zginąć...  Tak, oddać się w ramiona Śmierci niż cierpieć.
Przecież cały stosunek wydawał się jakby nie miał końca... Zresztą co to za chora radość z obcowania z kimś, kto ewidentnie już konał. Fabio nie ma mocnego organizmu, a Xin o tym doskonale wiedział.
Zbyt delikatne oraz kruche ciało miało paść z wycieńczenia. Serce te które szalało ze strachu, biło już nieco słabiej a każda utrata krwi nie służyła dobrze.
Ale jeszcze żył.
Gdy przerwał, zapragnął się skulić. Uciec, oddalić się. Nie patrzeć za siebie ani na Wilka. Czemuż to miał przeżywać właśnie od niego?
Odwrócił głowę, nie, nie mógł patrzeć. Czuł się źle, wręcz niedobrze. Brało go na wymioty. Jeszcze ten czelność miał go dotykać! Muskać! Niedawno zadawał ból, a teraz niby przyjemność... Nie, nawet głaskanie było niczym zrywanie skóry. W dodatku cały dół ciała piekielnie dawał we znaki. Pociągnął nosem, chcąc się odsunąć jak tylko ten znalazł się jeszcze bliżej. Lizanie, dotykanie.
Naprawdę wampirek zasłużył na to wszystko? Biedny nie mógł nawet zaprotestować.
Przełknął ślinkę wymieszaną z krwią. Czuł, że ma wybitego kła. Że jedno pociągnięcie, a wyleci on z dziąseł. Chociaż najgorsze było to, że Amiko przytulał, mówił do ucha a Fabio aż nosiło od mdłości. Zaś się udławił, chcąc odsunąć, pokazać jak bardzo go nie chce. Zaś szarpnął dłonią, chociażby miał wyłamać kciuki ze stawów. Byleby ten go już nie dotykał.
Lecz teraz miało być inaczej.
Zjeść?
Pokręcił głową przecząc, teraz bał się gorzej. Niby chciał umrzeć, ale nie... nie w taki sposób! Nie zjedzony! Zaś zaniósł się płaczem, jak tylko ciało Wilka zaczęło się rozrastać. Za co? Za co musiało tak się dziać. Komuś wyrządził krzywdę? Ktoś cierpi?
Wampirek już nie wiedział jak ma błagać, prosić. Nie mógł mówić, tylko piszczeć, wyrywać się.
Nie spodziewał się takiego zakończenia.
Powrót do góry Go down
Xin

Xin

http://vampireknight.forumpl.net/t2023-xin-amiko#43253 http://vampireknight.forumpl.net/t2119-relacje-xin-amiko http://vampireknight.forumpl.net/t3551-xin#76995 http://vampireknight.forumpl.net/t2055-xin-amiko http://vampireknight.forumpl.net/t3603-maly-dom
Zarejestrował/a : 17/08/2015
Liczba postów : 431


Komnata Gościnna [Pierwsze piętro] - Page 4 Empty
PisanieTemat: Re: Komnata Gościnna [Pierwsze piętro]   Komnata Gościnna [Pierwsze piętro] - Page 4 EmptyWto Gru 12, 2017 6:45 pm

Nie, od samego początku nie był taki okrutny. A jeśli objawiał zaczątki brutalnych zagrywek, to nie celowo. Wszak jako człowiek ujawniał o wiele bardziej romantyczną duszę, o wiele bardziej taktowne sposoby rozpieszczania i uwielbiania Fabia. Nawet uwalniał śpiewem to, co tkwiło w sercu i należało tylko do Księcia. Całe jestestwo, choć często krnąbrne, darzyło najszczerszymi, największymi uczuciami wobec Malca. Nie był godny nazywać się jego kochankiem, choć starał się dorównywać jego dobroci i miłości. Tylko Długowłosy sprawiał, że Xin się radował, że pragnął żyć. Tylko dla niego dawał się rozpieszczać i przytulać. Nikomu więcej serca nie otworzył.
Niestety Wilk nie przetrwał wielkiej próby z własnym ja. Z tym wiecznie głodnym, agresywnym, cierpkim i strasznie samotnym. Zatem będąc teraz z Fabiem oszalał na jego punkcie i pragnął mieć go jak swoją zdobycz. Bardzo blisko. Nie mógł się powstrzymać, jakby wszystkie wodze fantazji, nawet te najbardziej krwawe, zostały puszczone samopas. Móc go dotykać, móc go łaskotać lepkim językiem, móc go mieć. Tak dawno nie czuł się spełniony, choć to tylko złudzenie, skoro Ukochany go znienawidził i brzydził się go. Wił się jak piskorz próbując się wykaraskać z tarapatów, w które wpadł nie ze swojej winy, a z krwawej zachcianki Wilkołaka. Jego masywne ciało właśnie stało w rozkroku nad niewolnikiem. Niczym kat. Psi łeb z pokaźnymi zębiskami wpatrywał się w pojmanego jak w jedzenie. Na nic łzy i łkania Maleństwa. Na nic jego niema rozpacz. Testosteron uderzył do łba tak bardzo, że koszmar zaczynał się na nowo dla kochanego Fabia.
Xin przywarł boleśnie łapami obdarzonymi w kilkucentymetrowe pazury swojego towarzysza zabaw. Niemal wybił mu w ten sposób ramiona ze stawów. Siła, gwałtowność, dzikość otumaniła Czarnego na dobre. Bez ostrzeżenia zniżył prędko łeb i rozwierając szeroko szczęki wgryzł się solidnie w bark wampirka. Na tyle mocno, że oderwał mu kawał mięśni ze skórą aż do białej kości. Dorwanym kąskiem ciała bawił się jakby wcinał smakołyk, bardzo słodki. Rozmemlał je w pysku po wszystkich zakątkach, aby wycisnąć jak najwięcej esencji. Wampirze geny Amiko przyssały się do utworzonej, paskudnej rany i upijał kolejne łyki ostrymi kłami. Ale to nie koniec. Najgorsze miało nadejść.
Spoiler:
 

_________________

Wilczek:
 

Wilk aka Czarna Bestia:
 
Powrót do góry Go down
Fabio
Fabio
Fabio
Fabio

http://vampireknight.forumpl.net/t1420-fabio-nessuno#27966 http://vampireknight.forumpl.net/t1486-fabio http://vampireknight.forumpl.net/t2118-landrynkowe-znajomosci http://vampireknight.forumpl.net/t2287-fabio http://vampireknight.forumpl.net/t2066-fabio http://vampireknight.forumpl.net/f131-dom-na-uboczu
Zarejestrował/a : 23/05/2014
Liczba postów : 3180


Komnata Gościnna [Pierwsze piętro] - Page 4 Empty
PisanieTemat: Re: Komnata Gościnna [Pierwsze piętro]   Komnata Gościnna [Pierwsze piętro] - Page 4 EmptySob Gru 16, 2017 9:58 am

Ile Fioletowy musi znosić upokorzeń od strony dawnej miłości? Ma zostać pożartym? Zbrukanym na śmierć? A może wszystko na raz?
Nie, Fabio już miał wystarczająco dość.
Miał potężny dowód jaką osobą stał się Amiko. Może lepiej by było jakby pozostał człowiekiem? Nie byłby bestią? Ale przecież umierał! I to na oczach wampirka! Więc co miał zrobić? Tylko pomóc. A teraz uzyskał wielką szansę otrzymania nagrody za dobre serce, szkoda tylko że może przypłacić to własnym życiem.
Xin nie dawał za wygraną, sprawiał ból i zabijał kogoś, kto tak szczerze życzył mu szczęścia mimo iż zraniony pozostał mocno. Teraz jednak miało się to zmienić.
Nikt nie przychodził na pomoc. Bał się, że zamek jest opustoszały i że nie ma nikogo kto by się interesował. Więc jeśli był to zamek należący do Kuroiashita, zatem byli oni przyzwyczajeni do tego typu rozrywek. Chociaż może jakby Fioletowy krzyczał o pomoc, przybyłby ktoś? Nie, krzyk za wiele odbierze siły. Zwłaszcza gdy Wilk pożerał dosłownie swoją ofiarę. Pierw skrzywdził barki, nadrywając kawał skóry przez co rozległ się niepowstrzymany pisk. Nic przyjemnego być tak torturowanym przez chore zachcianki.
A nienawiść rosła.
I razem z nią wola przetrwania.
- M... Mam dla... kogo ży... ć. - bardziej sobie powiedział, chcąc dodać odwagi, otuchy mimo bólu. W pewnym momencie jednak stało się wszystko obojętne, ból zelżał, właściwie znikł. Pojawiały się mroczki przed oczami, a z ust wydobyło się ciche tchnienie. Ktoś trzeci powiedziałby, ze Nessuno zaczyna konać i brakowało sekund by zgasł całkowicie.
Tak by było, gdyby nie wbicie się po raz kolejny w tył. Cały koszmar przyprowadził Fioletowego z powrotem, powalając go potężną dawką bólu. Czemu wytrzymywał? Na skraju wyczerpania, wymęczenia i śmierci powinien już dawno wpaść w jej szpony. Nadal jednak trwał.
Pragnienie życia nie dawało za wygraną, a adrenalina dała siłę. Fabio wykorzystał moment skupienia się na gwałcącej czynności, aczkolwiek w między czasie otrzymywał dodatkowe obrażenia. Najgorszym było wyłamanie żebra, ale dzięki temu wyszarpanie się z jednej uwięzi było prostsze. Otarcie skóry, właściwie to zerwanie jej, wyłamanie kciuka. Poza tym drobna rączka wszędzie się przeciśnie.
Jedna ręka wolna!
Nie zaczął nią wymachiwać, nakierował się od razu w ślepie Wilka, z zamiarem okaleczenia go. Skoro on potrafił, nie był zdolny zabić wampirka, to ten nie zamierzał pozostać bierny. Jeśli się powiedzie, uzyska szansę na przywołanie rybiego ogona. Wtedy uda się wyswobodzić ze szura krępującego nogi. Emocje szalały, więc posługa dodatkiem życiowym była prostsza. Tylko miał nadzieję, nadzieję że się uda. Bolesne było uzyskanie płetwy, lecz w porównaniu z tym co uzyskał tutaj, okazywało się niczym. Ważne, że już nic go nie krępowało, poza rannym ramieniem. Nie mógł nim ruszać, co przeraziło ale nie zniechęciło.
Xin zaatakuje?
Nessuno zechce przyłożyć mu ogonem, a wiadomo że rybie są umięśnione oraz sporo ważą. Byleby nie dać się dotknąć, dotyk wilka był zbyt obleśny oraz motywujący do tego, by nie pozwolić sobie na dalsze pomiatanie. Właściwie co do płetwy rybiej - krwawiła. Na skutek obrażeń wampirzego ciała. Obolały, ciężki lecz sprawniejszy bardziej niż nogi.
Widzenie wampirka dwoiło się, w głowie huczało jakby doznał w niej potężnego wybuchu zimnych ogni. Krwawił cały czas, regeneracja nie działała. Stracił za dużo krwi - W... Wynoś się... Prz... Przepadnij, potworze. - opadnie na łóżko zapewne, chcąc nabrać nowych sił. Na darmo to wszystko? To się dopiero okaże.
Ale jedno było pewne.
Miał dość, a ten osobnik... Amiko? Raczej już kolejnej szansy nie uzyska.
Powrót do góry Go down
Xin

Xin

http://vampireknight.forumpl.net/t2023-xin-amiko#43253 http://vampireknight.forumpl.net/t2119-relacje-xin-amiko http://vampireknight.forumpl.net/t3551-xin#76995 http://vampireknight.forumpl.net/t2055-xin-amiko http://vampireknight.forumpl.net/t3603-maly-dom
Zarejestrował/a : 17/08/2015
Liczba postów : 431


Komnata Gościnna [Pierwsze piętro] - Page 4 Empty
PisanieTemat: Re: Komnata Gościnna [Pierwsze piętro]   Komnata Gościnna [Pierwsze piętro] - Page 4 EmptySob Gru 16, 2017 7:10 pm

Czyli wychodzi na to, że gdyby Xin umarł jako człowiek, Fabio teraz nie zaznałby cierpienia. Najwyraźniej każdy czyn niósł za sobą konsekwencje. Lecz skąd mógł Syren wiedzieć, że tak bardzo rozbestwi się jego dawna, już nieodwzajemniana w żaden sposób, Miłość?
Miłość która dosłownie raniła. Nawet psychicznie, bo jak tu wyjść z tego bez uszczerbku, gdy zdziera się na żywca skórę, zjada ciało, wyłamuje żebro i palce, gwałci bez opamiętania? Amok Wilka zdawał się być tak głęboki, że jeszcze chwila i zagryzłby konającego Długowłosego na śmierć, albo pożarł jak drapieżnik ofiarę. Tu już nic a nic nie miało w sobie ani trochę namiastki erotyzmu, nawet tego wyuzdanego czy sadystycznego. Zachłanność Amiko sprawiła, że jego niewolnik słabł. Zdawać się mogło, że zrezygnował, że dawał z sobą robić co zechce.
Błąd.
Adrenalina to jeden z tych hormonów, która jest błogosławieństwem i czymś pożądanym dla każdej istoty. Gdyby nie ona, nie byłoby zwycięstw, heroicznych czynów, przezwyciężania zła, chęci doskonalenia się. Można rzec, że wraz z krwią wydzierała się z ciała maltretowanego również właśnie epinefryna dodająca sił i motywująca do rzeczy niemożliwych. To dzięki niej udało się wyswobodzić z więzi, a nawet okaleczyć Wilkołaka, który po oberwaniu w oko odchylił się ku tyłowi z potężnym rykiem. Z zamkniętego silnie powiekami ślepia ciekła posoka. W tym czasie udało się także Syrence przyzwać swój ogon, który naszpikowany mięśniami nie był łatwym obiektem do opanowania. Wyślizgiwał się z łap, unikał kłapnięć kłów, aż wreszcie raz przywalił w łeb Xina. Nie otumaniło go to na długo, wkurzył się jeszcze bardziej, o ile to możliwe. Nie mogąc pochwycić bezpośrednio swego Zbiega, próbował go zmusić do pozostania na miejscu przez powalenie na niego szafy, która spadła na łóżko. Jak i to nie pomagało, wreszcie przy jednym, celnym skoku całym cielskiem przygniótł ogon Nieszczęśnika i za karę za bunt pochwycił Fabia za stworzony ogon unosząc go do góry nogami. Potem pokręcił nim jak młociarz swoim przyborem sportowym i chciał nim cisnąć w ścianę do pozbawienia go przytomności...
Sapiący, wnerwiony, przecierający raz po raz zakrwawione oko monstrum nie chciało dać za wygraną. Nie pozwoli uciec Przekąsce. Już nawet przestała w nim Bestia widzieć dawny obiekt westchnień, jedynie mięso do zjedzenia. Tak bardzo zatraciła się w swej naturze, że odcięła się zupełnie od wspomnień, które mogłyby w jakikolwiek sposób ocalić Księcia z jej łap i kłów. Napompowany wyssaną krwią Futrzak miał dużo energii, lecz widzenie na jedno ślepie utrudniało utrzymanie wyprostowanej sylwetki i musiał zniżać się do chodu na czworakach. To i wiele innych, pomniejszych czynników wpływało na to, że nie do końca wyszło tak jak chciał.
...bowiem zamiast cisnąć Syrenem o ścianę, akurat pech chciał, że Długowłosy znalazł się poza pomieszczeniem. Został przerzucony przez jedyne, wąskie okno w pokoju i prawdopodobnie wylądował z niemałym hukiem na dole. Lecz póki Xina ogarniał gniew za urażenie oka, nie zanotował braku celności myśląc, że ciało ofiary leży nieprzytomne na podłodze. Eh taka drobnostka...
Dopiero po opanowaniu krwotoku z rannego oka zdał sobie sprawę, że ofiary nie było w pomieszczeniu. Oj nawet nie wiecie w jak ogromny wpadł szał. Wiadomo, iż był na siebie wściekły za nieupilnowanie Fabia, za to że tuż po jego wyswobodzeniu się z więzów nie podjął próby ponownego związania. Wskoczył natychmiast na okno i nerwowo rozglądał się po okolicy. Nie widział jej, czuł tylko lekką woń krwi. Jego krwi. Podjął trop, ale ze względu na rosnące opady śniegu będzie Wilkowi trudniej odnaleźć Uciekiniera. Niemożliwe, że sam zwiał z zamku, ktoś musiał mu pomóc. Tym bardziej jedno czynne ślepie jarzyło się wściekłością i tym bardziej gnał jak szalony w stronę lasu. Musiał to zrobić, inaczej będzie za późno i znów przepadnie mu Syrena na zawsze.
Zew natury zagłuszył wszystko, co mogłoby być ludzkie.

z tematu

_________________

Wilczek:
 

Wilk aka Czarna Bestia:
 
Powrót do góry Go down
Joffrey

Joffrey

http://vampireknight.forumpl.net/t3437-joffrey-emilio-hagen http://vampireknight.forumpl.net/t3477-joffrey http://vampireknight.forumpl.net/t3476-relacje-joffrey-a http://vampireknight.forumpl.net/t3539-joffrey http://vampireknight.forumpl.net/t3463-joffrey http://vampireknight.forumpl.net/t3480-apartament-joffrey-a#75060
Zarejestrował/a : 06/08/2017
Liczba postów : 828


Komnata Gościnna [Pierwsze piętro] - Page 4 Empty
PisanieTemat: Re: Komnata Gościnna [Pierwsze piętro]   Komnata Gościnna [Pierwsze piętro] - Page 4 EmptyNie Gru 17, 2017 9:44 pm

W oddali można było usłyszeć wesołe nucenie. W końcu Joffrey po udanych zakupach uznał, że najlepiej będzie się przejść do rodzinnego zamku. Nie wszyscy jego krewni mogli go kojarzyć, ale przynajmniej część z nich znał. Dobrze będzie udowodnić im, że jednak żyje i ma się całkiem dobrze. Co prawda nie wiedział czego mógł się po nich spodziewać, zwłaszcza iż ich ród był.. wyjątkowo wyjątkowy. Albo przywitają go rękoma albo nożami czy coś w tym stylu. Nieważne. Obecnie Joffrey szedł z rękoma włożonymi w ciemny płaszcz i choć nie odczuwał tak zimna jak kiedyś, wolał się zbyt nie wyróżniać. Co prawda wampiry musiały wciąż się ukrywać, czego nie do końca Emilio pochwalał.
Co by się stało, gdyby ludzie byli świadomi otaczającego ich świata?
Będąc na dworze, spojrzał na zamek z uśmiechem. Ciekaw był kogo tam zastanie, zwłaszcza iż ktoś musiał tu być. Mysz została w domu, mając czas na ogarnięcie się. Przecież nie chciał iść do rodziny z gryzoniem w kieszeni. Nie dzisiaj.
Miał jednak nadzieje, że nic nie zwinie z jego mieszkania. W końcu i tak go znajdzie, a lepiej jest nie narażać się na gniew przebudzonego wampira.
Nie wiedział jednak co ma myśleć o Fabio. Wampir strzelił focha i nie odzywał się do kruczowłosego. Najwidoczniej nie potrafił zaakceptować tego kim był i wolał odejść, szkoda jednak, że tak bez słowa. Joffrey nie żywił urazy, uznając sprawę za zamkniętą. Przecież nawet nie bło mowy o żadnym związku, więc tym bardziej.
Niby takie proste, ale jednak coś w serduchu go gryzło. Kurosz najwidoczniej był zdolny do uczuć do których nie do końca się przyznawał. To taka słabość, być od kogoś zależnym.
Nie spodziewał się jednak tego co dane będzie mu ujrzeć, ba, nawet poczuć. Zapach krwi był jak najbardziej zrozumiały, przecież to siedziba groźnych wampirów. Czemu jednak zapach posoki nie wydawał się być taki obcy? Nerwowo się rozejrzał, ale niczego nie dostrzegł. Przez to wszystko nawet się dziwnie czuł, nieświadom spadającego z nieba syrena. Nie wyczuł zagrożenia i tak oto Fabio wyleciał przez okno.. wprost na Joffreya. Złapał go z zaskoczeniem, ale i tak upadł.
Nie spodziewał się, że Fioletowy zostanie ciśnięty w jego ramiona z taką siłą.
Czemu jednak był w takiej formie? I jak od wyglądał? Nowiutkie ubranko Kurosza zostało splamione krwią, ale teraz nie będzie o to krzyczał. Nessuno znajdował się w tak okropnym stanie, że wampira zamurowało.
- Fabio? - Rzucił tępo wpatrując się w wymęczoną twarz. Był w  szoku. Nie spodziewał się go tutaj, co robił w zamku? Dlaczego został tak brutalnie poturbowany?
Wystarczyła chwila, aby móc przyjrzeć się jego obrażeniom. Było gorzej niż mu się z początku wydawało.
Poraniony przez szkło, musiał wylecieć którymś oknem. Wszędzie ślady zadrapań, ale nie to najbardziej go przeraziło. Ktoś próbował go pożreć o czym świadczyły braki skóry, a nawet wpierdzielony bark razem z żebrem. Kurosz nie zamierzał dłużej leżeć, szybko zabrał wampira gdzieś w las, jednak wciąż znajdowali się na terenach posiadłości. Nie miał czasu aby go targać do centrum. Pomocy potrzebował teraz.
Z tych całych nerwów Joffrey nawet źle wbił się w swój nadgarstek. Zrobił to za agresywnie, odrywając kawałek skóry. Syknął, patrząc na ledwie przytomnego wampira. Jego krew.. Ten zapach. Oczy kruczowłosego zaświeciły złowrogo, lecz zdołał się opanować i cisnął swoją rękę w usta Fabio. Oby chociaż trochę to pomogło, ale i tak potrzebowali innej pomocy. Może powinni udać się do Hiro? Z pewnością coś zaradzi, przecież Nessuno był jego dobrym.. kumplem czy jakoś tak. W każdym bądź razie Hagen zaczął czuć okropną wściekłość.
- Kto? - Jedno słowo wypowiedziane z jadem i przez zaciśnięte usta. Pijawka widać była bardzo wściekła, ale co się dziwić. Ktoś chciał zrobić z Nessuno omleta i go wpierdzielić.
Te święta już takie szalone, że wampiry z rybim ogonem chce się przerobić na karpia?[/color]

_________________
Komnata Gościnna [Pierwsze piętro] - Page 4 RmBgozL
I want your drama
The touch of your hand
I want your leather studded kiss in the sand
I want your love
Love love love


Voice J.


Joff & Fab (wiadomo kto w zielonym he)
Powrót do góry Go down
Fabio
Fabio
Fabio
Fabio

http://vampireknight.forumpl.net/t1420-fabio-nessuno#27966 http://vampireknight.forumpl.net/t1486-fabio http://vampireknight.forumpl.net/t2118-landrynkowe-znajomosci http://vampireknight.forumpl.net/t2287-fabio http://vampireknight.forumpl.net/t2066-fabio http://vampireknight.forumpl.net/f131-dom-na-uboczu
Zarejestrował/a : 23/05/2014
Liczba postów : 3180


Komnata Gościnna [Pierwsze piętro] - Page 4 Empty
PisanieTemat: Re: Komnata Gościnna [Pierwsze piętro]   Komnata Gościnna [Pierwsze piętro] - Page 4 EmptyNie Gru 17, 2017 10:52 pm

To co się działo w komnacie tuż przed wywaleniem, Fabio już raczej wyłapywał. Kontaktował słabo, a powalenie szafy która spadła prosto na niego, dobiła całkowicie. Urwany pisk, ciało opadło bezwładnie. Nie dość, że był i tak mocno okaleczony, to jeszcze doznał takiego wstrząsu. Nasuwało się jedno pytanie.
Dlaczego?
Fioletowy do tej chwili nie potrafił zrozumieć swojego położenia, ani tym bardziej tak brutalnego potraktowania. Chociaż może właśnie taki był plan. Narobić nadziei, odejść, wrócić i zgładzić. Xin trafił w paskudnym momencie, bo przecież Nessuno na nowo chciał ułożyć sobie życie z kimś, kto zasługiwał na tak skomplikowane uczucie, w końcu u wampirów to także wygląda nieco... inaczej niż u ludzi. Ale jednak, dał szansę na nowo sobie. Hagen miał stać się tą osobą przy której chciał być.
Oby tylko nie zostało to zniszczone tym wyskokiem od strony Wilka. Kolejnego ciosu od losu by nie przetrwał.
Następny atak został skierowany w stronę ściany, lecz wydarzył się cud skoro Xin nie trafił w ścianę, tylko w okno uwalniając w ten sposób wampirka ze swoich szpon. Kosztem ogromnym, bo rozbite szkło przyniosło dodatkowe obrażenia.
Leciał... Teraz już wszystko jedno było wampirkowi jak spadnie, co przez to się wydarzy i co złamie. Właściwie mogło stać się wszystko, skoro i tak był w kiepskim stanie. Nie spodziewał się, że właśnie tak zakończy swój żywot. Szkoda, bo przecież strzelił fochem nim opuścił dom, nie zdążył nawet napisać do Emilio, że to nie na niego był zły tylko na mrocznego pierda. Zapewne ten myśli iż już zerwał ich nić powiązania. Tak, tego nie powiedział. W sumie lecąc myślał co by było, jakby nie wyszedł z domu.
A może właśnie tak miało być? Ochronił bliskie osoby, biorąc całość na siebie.
Zbliżał się do ziemi.
Nie był jednak przygotowany na to, że wyląduje na... kimś. A dokładniej to wbije się w czyjeś ramiona, powalając nieszczęśnika. Nessuno widział jak przez mgłę... rozmazany obraz, niewyraźna twarz. Tylko ten zapach, głos... mogły należeć do jednej osoby.
- Joffrey? - wymiana imion. Ważne, że nawzajem się pamiętali! Cóż... Mimo śladów krwi na twarzy, na ustach... był widoczny uśmiech. Chyba jednak ten Los aż tak bardzo nie nienawidzi niższego. Emilio nie czekał, tylko od razu oddalił się od miejsca wylądowania, przenosząc ich w głąb gęstego ogrodu, co już bardziej przypominał las z powodu potężnie wyrośniętych drzew. Heroiczne ze strony czarnowłosego, że od razu zasięgnął po swoją krew. Rozerwany nadgarstek podstawił pod nos Fioletowego. Z początku nie reagował, dopiero po wpłynięciu kilku kropel do ust, poruszyło odrobinę wampirem. Drobna, jeszcze w miarę zdrowa ręka uniosła się z widocznym wysiłkiem. Joffrey mógł sam poczuć jak siła niższego jest mierna. Opierał jedynie dłoń, jakoś chcąc przytrzymać. Braki krwi muszą zostać uzupełnione aby regeneracja ruszyła oraz sam mógł odrobinę chociaż skorzystać z mocy, chociaż dla przeżycia.
Kiedy zakończy picie, Joff zapewne cofnie swoje ramię. Nawet dostrzeże, że rany chociaż te drobniejsze, zaczęły się powoli zmniejszać. No i oprzytomniał dzięki silniej, przebudzonej krwi - Ja... Nie byłem zły na... Ciebie. - tak, to dobry moment by powiedzieć. Dostrzegł wymalowaną wściekłość na twarzy Kurosza. Dlatego też wyciągnął dłoń, chcąc dotknąć bladego policzka - Za... zabierz mnie do... domu. Proszę. - nie miał sił mówić. Otrzymana krew wchłaniała się szybko, a ciało wciąż było słabe. Tak bywa, jak się jest najsłabszym w miocie. Dla wygody Fabio zmusił się, by wycofać rybi ogon. Dwie mocno okaleczone nogi, zawisły bezwładnie, jak zresztą sama postać wampirka.
Powrót do góry Go down
Joffrey

Joffrey

http://vampireknight.forumpl.net/t3437-joffrey-emilio-hagen http://vampireknight.forumpl.net/t3477-joffrey http://vampireknight.forumpl.net/t3476-relacje-joffrey-a http://vampireknight.forumpl.net/t3539-joffrey http://vampireknight.forumpl.net/t3463-joffrey http://vampireknight.forumpl.net/t3480-apartament-joffrey-a#75060
Zarejestrował/a : 06/08/2017
Liczba postów : 828


Komnata Gościnna [Pierwsze piętro] - Page 4 Empty
PisanieTemat: Re: Komnata Gościnna [Pierwsze piętro]   Komnata Gościnna [Pierwsze piętro] - Page 4 EmptyPon Gru 18, 2017 10:16 am

Dobrze, że już nie był taki słaby jak wcześniej. Uderzenie o ziemię było ledwie odczuwalne, ale wszystko w jego głowie buzowało. Nie taką rybkę chciał otrzymać na święta.
Fabio Nessuno wyglądał jak siedem nieszczęść i Kurosz nie za bardzo wiedział z jakiego powodu. Przecież ich rody żyły w zgodzie.. chyba jakiś bratanek musiał się zapędzić i zranić Fioletwego. Typ będzie miał pecha, bo Joffrey nie zamierzał odpuścić.
Fochy strzela, ale on nigdy nie odpuszcza.
Rozpoznał go, dobrze. Jakieś tam resztki świadomości zostały. Co dalej? Czy powinien poszukać pomocy w zamku? A może najpierw dowiedzieć się co zaszło? Gdyby Emilio był taki nieczuły, to z pewnością by tak zrobił. Widok jednak Fioletowego w takim stanie nie pozwolił mu na nic innego jak na opiekę nad nim. Nie zostawi go tak.
Ciemny mrok lasu wydawał się być dobrym schronieniem. Wampir jeszcze się ugryzł, dając kochankowi swojej krwi. Nie za bardzo lubił to robić, ale w tym momencie nie miało to żadnego znaczenia.
Przytrzymywał rękę, czując słabiutką siłę Fiołka. Tak bardzo chciał wiedzieć co się stało. Cud, że jeszcze nie klnął.
Brakowało mu Syrenki, ale przecież nie będzie się za nią uganiał! Rozumiał, że potrzebował trochę spokoju i przemyślenia wszystkiego, ale na jaką cholerę udał się do rodzinnego zamku? Potem jednak niższy wampir wyjaśnił mu, że nie był na niego zły.
Joffrey uniósł brew ku górze.
Nie odzywał się jednak, będąc zbyt bardzo przerażony jego stanem. W dodatku pojawiła się złość, którą ciężko było powstrzymać.
- A propo Twojego domu to.. ee.. Dobra, sam zobaczysz. - Burknął, przypominając sobie po paru setkach ludzi, a właściwie młodzieży i dzieciaków które wykupił od handlarza niewolników. Najlepiej będzie wysłać ich do Akademii Cross, Przewodniczący na pewno się ucieszy ze świeżego mięska.
Joffrey spojrzał w stronę wybitego okna, mrużąc czerwone ślepia.
To nigdy nie powinno się zdarzyć, później się tym zajmie.
Uniósł ostrożnie wampira, czując jego dłoń na swoim policzku. Brakowało mu tego dotyku i choć wszelkie oznaki miłości to słabość, teraz były mu potrzebne. Nikt nie chce zwariować.
- Znajdę tego kto to uczynił i przyniosę Ci jego łeb. - Cóż za rycerz z niego, szkoda tylko iż nie miał pojęcia z kim będzie dane mu się mierzyć. Xin to bestia na którą trzeba uważać.
Ale wiadomo jak lubimy polowania.
- Spokojnie, zaraz będziemy w domu. - Zamruczał, na moment przytykając głowę do czoła wampirka. W co on się wpakował.. chyba naprawdę będzie musiał załatwić mu jakąś straż, kogoś kto go ochroni gdy Hagena nie będzie w pobliżu. Staruch miał przecież kilka spraw do załatwienia.
Nie chcąc dłużej męczyć Nessuno, z szybkością w jakiej latały statki kosmiczne z gwiezdnych wojen udał się do jego posiadłości. Czas sobie wszystko wyjaśnić.

z/t x2

_________________
Komnata Gościnna [Pierwsze piętro] - Page 4 RmBgozL
I want your drama
The touch of your hand
I want your leather studded kiss in the sand
I want your love
Love love love


Voice J.


Joff & Fab (wiadomo kto w zielonym he)
Powrót do góry Go down
Pi

Pi

http://vampireknight.forumpl.net/t3583-karta-postaci-pi#77493 http://vampireknight.forumpl.net/t3613-pi http://vampireknight.forumpl.net/t3642-pi#79026
Zarejestrował/a : 18/08/2015
Liczba postów : 115


Komnata Gościnna [Pierwsze piętro] - Page 4 Empty
PisanieTemat: Re: Komnata Gościnna [Pierwsze piętro]   Komnata Gościnna [Pierwsze piętro] - Page 4 EmptyCzw Gru 21, 2017 6:39 pm

Kierując się treścią SMSa od Joffreya, czyli swego Pana, wpierw musiał znaleźć zamek, o którym była mowa. Szczerze to nigdy nie miał okazji zapuszczać się w te rejony Yokohamy i poniekąd bał się przechodzić przez ciemne lasy samemu. Ale polecenie to polecenie, starał się jak mógł odnaleźć zbitą drogę do posiadłości i iść nią jak po kłębku do końca. Sam adres niewiele mu mówił, więc posiłkował się opisem i wreszcie trafił na szlak. Gdy nad koronami drzew widniała wieża zamkowa, zdecydował się przybrać postać myszy i brnąc przez zaspy śnieżne, później przecisnąć się pod bramą w poszukiwaniu okna z rozbitą szybą. Trochę podreptał na łapkach okrążając posiadłość i zadzierając łebek ku dachowi. Aż wreszcie dostrzegł wspomnianą okiennicę i zabrał się do wspinaczki. Pazurki były ostre i długie, więc mógł uczepić się porowatego muru i wspinać się jak alpinista. Tylko bez zabezpieczenia. Targał nim nieco lodowaty wiatr, lecz jakoś wspiął się na parapet i przekroczył przez rozbitą szybę do środka.
Jeszcze został na parapecie, gdyż przyjrzał się drobinkom krwi na szkle. Pachniały jak krew szlachetna, całkiem słodko, choć też miały woń rybną. Dziwna kombinacja, zważywszy, że odnalazł zdartą łuskę, prawdopodobnie z rybiego ogona. Ale ten ogon musiał być duży, skoro łuska przekraczała normalne wymiary. Zszedł z parapetu już na ludzkich nogach i cicho rozglądał się po pokoju. Najwyraźniej nikt jeszcze nie zdążył posprzątać, bałagan jak po tornadzie panował w całej sypialni. Rozwalone łóżko, latające pierze i znów krew. Tym razem wszędzie - na łóżku, podłodze, materacu i poduszkach. Wszystko należało do tego jednego osobnika, którego krew zbadał przy oknie. Ostrożnie stawiał kroki, by nie tuszować czy zacierać śladów i sprawdzał uważnie każdy kąt. W powietrzu też unosiło się coś dziwnego, co przypominało w zapachu zawilgnięte lochy. Zaczął skrupulatnie spisywać w SMSie, którego wysłał niebawem do swego Pana, a gdy wszystkie spostrzeżenia zostały spisane, wysłał wiadomość. Nie pozostało chłopakowi nic innego jak znów przebrać się w mysie ciuszki i schować się, by nie zostać nakrytym. Być może jego kroki zostały przez kogoś usłyszane, a wolałby nie być złapanym na tym... miejscu zbrodni.

_________________

#66ff99 = kolor dialogu
Shiro and Pi:
 
Powrót do góry Go down
Joffrey

Joffrey

http://vampireknight.forumpl.net/t3437-joffrey-emilio-hagen http://vampireknight.forumpl.net/t3477-joffrey http://vampireknight.forumpl.net/t3476-relacje-joffrey-a http://vampireknight.forumpl.net/t3539-joffrey http://vampireknight.forumpl.net/t3463-joffrey http://vampireknight.forumpl.net/t3480-apartament-joffrey-a#75060
Zarejestrował/a : 06/08/2017
Liczba postów : 828


Komnata Gościnna [Pierwsze piętro] - Page 4 Empty
PisanieTemat: Re: Komnata Gościnna [Pierwsze piętro]   Komnata Gościnna [Pierwsze piętro] - Page 4 EmptyCzw Gru 21, 2017 8:51 pm

Gniew, który towarzyszył mu podczas całego biegu był nie do zniesienia. Ktoś odważył się skrzywdzić Fabio.. i to w najokrutniejszy sposób. Kruczowłosy miał ochotę się na czymś wyżyć, a najlepiej złapać kogoś, kto zaczął pojawiać się w jego umyśle. Podczas balu Nessuno został zaatakowany przez wampira, który później przeobraził się w wielkie psisko. Chyba nie trzeba było się długo zastanawiać, że prawdopodobnie była to ta sama osoba.
Emilio syknął, a kiedy zjawił się na terenach zamku, nawet nie próbował się zachowywać cicho. Gdy tylko dostrzegł okno z rozbitą szybą, zaczął się wspinać. Dobrze, że był silny. Nie potrwało to więc długo i znalazł się na miejscu zbrodni. Nawet nie wiedział gdzie miał kierować wzrok. Zapach krwi go odurzył i choć karmił się w domu Nessuno i tak na chwilę go to zamroczyło. Stał jak słup soli, patrząc na krew to na łóżko.
- Kurwa mać, niech ja tylko go dopadnę.. - Warknął. Wiadomo było, czyja to robota! Smród tego psiska, które odważyło się tknąć Fioletowego. Aż niedobrze Joffreyowi się zrobiło na samą myśl.
Postąpił krok do przodu, przyglądając się czarnej sierści. Fabio jeszcze wtedy go powstrzymywał. Gdyby zabił przerośnięte bydle wtedy, nie byłoby problemu. A teraz co?
Po plecach wampira przeszedł nieprzyjemny dreszcz. Rozgniewany, uderzył w szafę, gdzie sprytnie ukrył się Pi. Kurosz o tym nie wiedział i w momencie trzaśnięcia o drewno, wiele odłamków pospadało na ziemię.
Czuł się tak źle jak nigdy i nie wiedział co miał z tym zrobić. W jego oczach pojawiły się nawet łzy! Lecz żądnej nie uronił. Szkliste oczy nie były smutne, ale tak wściekłe, że dobrze iż tu kogo nie było.
Oprócz biednej myszki.
- Pi? - Rzucił ochryple, szukając go wzrokiem. Nie miał pojęcia czy znajdował się w tym pokoju czy też poszedł szukać innych tropów. Kruczowłosy znowu poczuł obrzydzenie. Co robił w tym zamku? Został do niego zaciągnięty? A może chciał porozmawiać z wilkiem, którego imienia Joffrey nie znał. Nawet nie wiedział gdzie szukać, a tym bardziej u kogo szukać pomocy.
Szlachetne wampiry polujące na bestię? To dopiero wyzywanie!

_________________
Komnata Gościnna [Pierwsze piętro] - Page 4 RmBgozL
I want your drama
The touch of your hand
I want your leather studded kiss in the sand
I want your love
Love love love


Voice J.


Joff & Fab (wiadomo kto w zielonym he)
Powrót do góry Go down
Pi

Pi

http://vampireknight.forumpl.net/t3583-karta-postaci-pi#77493 http://vampireknight.forumpl.net/t3613-pi http://vampireknight.forumpl.net/t3642-pi#79026
Zarejestrował/a : 18/08/2015
Liczba postów : 115


Komnata Gościnna [Pierwsze piętro] - Page 4 Empty
PisanieTemat: Re: Komnata Gościnna [Pierwsze piętro]   Komnata Gościnna [Pierwsze piętro] - Page 4 EmptyCzw Gru 21, 2017 9:10 pm

Szafa, tak pomyślał, że będzie dobrym schronem. Ktokolwiek by tu wszedł, zaaferowałby się połamany łóżkiem, swądem krwi, ogólnym bałaganem, a nie solidną szafą, która też trochę ucierpiała. Wcześniej i za chwilę. No to siedział sobie grzecznie oczekując swego Właściciela i dla rozgrzewki biegał sobie za ogonkiem, żeby go złapać. Co jakiś czas przestawał dreptać i nasłuchiwał. Niebawem usłyszał, jak ktoś wspinał się do góry. To Emilio czy sprawca? Na wszelki wypadek nie wyściubie ryjka z ukrycia, dopóki nie dowie się, czy teren jest czysty.
I tu zaczęły się schody. O wiele gorsze dla Czarnowłosego, który rozumiał już całość, albo znakomitą większość układanki z tym bajzlem powiązaną. Kipiała od niego złość, najwyraźniej musiał znać ofiarę zdarzenia i jej mocno współczuć, albo i znać tego, który zrobił ofierze krzywdę. Na tyle był rozjuszony, że począł okładać niczemu winną szafę, która rozsypywała się w drzazgi. Pi musiał więc wpierw unikać rozrywanych sklejek ze szlachetnego drewna, a potem zwiać z pułapki. W ostatniej chwili wystrzelił jak z procy ze szczeliny spod drzwi do mebla i umknął przed zgnieceniem. Nawet udało mu się być świadkiem tego, że w oczach Pana ujrzał łzy. Szczere, niewylane. Zwierzątko spuściło pyszczek trochę będąc na siebie zły, że tak... sucho przedstawił fakty, które mogły zranić do żywego jego Właściciela. Gdyby dobrał ostrożniej słowa, może byłby spokojniejszy? E nie, to od tego widowiska wpadł w furię.
Wtedy też Kruczowłosy zdecydował się przyzwać do siebie sługę, który przytuptał z metr i przystanął przed butami Szlachetnego.
-Tak, Panie?
Zapiszczał pod stopami zakurzony gryzoń, który jakimś cudem uniknął lecących na niego ułamanych desek. A tam deski, to nic z tym, co przeżywał wewnątrz Joffrey. Choć mógł jedynie się domyślać, nigdy nie zdarzyło mu się przywiązywać do kogoś tak bardzo, by odczuwać więź i jedność. Najwyraźniej Kurosz utożsamiał się w jakiś sposób z poszkodowanym i zamierzał coś z tym zrobić. Nie bez powodu kazał Pi wybadać teren.

_________________

#66ff99 = kolor dialogu
Shiro and Pi:
 
Powrót do góry Go down
Joffrey

Joffrey

http://vampireknight.forumpl.net/t3437-joffrey-emilio-hagen http://vampireknight.forumpl.net/t3477-joffrey http://vampireknight.forumpl.net/t3476-relacje-joffrey-a http://vampireknight.forumpl.net/t3539-joffrey http://vampireknight.forumpl.net/t3463-joffrey http://vampireknight.forumpl.net/t3480-apartament-joffrey-a#75060
Zarejestrował/a : 06/08/2017
Liczba postów : 828


Komnata Gościnna [Pierwsze piętro] - Page 4 Empty
PisanieTemat: Re: Komnata Gościnna [Pierwsze piętro]   Komnata Gościnna [Pierwsze piętro] - Page 4 EmptyCzw Gru 21, 2017 9:50 pm

Złość, bezradność i natychmiastowa chęć zemsty. To wszystko było takie nagłe dla biednego Joffreya, który ledwo co miał dobry humor. Teraz to wszystko prysnęło, zostało zniszczone na części z których utworzenie całości będzie problemem. Krwawiło i serce Emilio. Za to, że pozwolił na coś takiego. Powinien był chronić słabszego wampira, być przy nim w każdym momencie. Nagle teraz zdał sobie sprawę, jak ważny był dla niego Fioletowy?
Otrząsnął się, czując chłód.
To nie powinno się nigdy wydarzyć.
Nieświadom tego, że prawie zabił swojego sługę, patrzył jak mysz wystrzeliła z szafy. Pochwycił jednak gryzonia, patrząc w złote oczy z powagą. Spisał się, to nie jego wina.. ale czy to obchodziło rozwścieczonego wampira? Czerwone oczy były lekko zmrużone. Dostrzec można było, że nic dobrego w środku Kurosza się nie działo. Musiał się jakoś wyładować i choć wiedział, że tego nie zapomni.. ktoś musiał czuć ten ból.
- Przemień się w człowieka. - Nakazał oschle i gdy tylko chłopak to uczni, wampir pochwyci go za barki i uderzy o ścinę. Mało przyjemne powitanie, prawda?
- Nic by mu się nie stało, gdybym poszedł za nim. - Warknął i choć mogło być to niezrozumiałe dla Pi, Hagena to nie obchodziło. Nessuno został skrzywdzony, a go przy nim nie było. Brudne pisko osiągnęło swój cel.. ale niech nie myśli, że będzie mogło sobie tak swobodnie biegać!
Uścisk na barkach nieco zelżał, choć gniew nie ustąpił ani na moment.
- Gdybym Cię wtedy nie zobaczył.. z pewnością zdążyłbym na czas. Mogłem go ochronić. - Głos pełen żalu, bo przecież nie ma to jak zwalić winę na kogoś innego. Złotooki niczym nie zawinił, lecz to on zaczął obrywać. Gdzie sprawiedliwość na tym świecie?
Czy ona kiedykolwiek istniała?
- Ktoś mi wbił nóż w plecy. - Zakończył, aby pochwycić sługę za szyję i unieść do góry. Patrzył na niego wrogo i choć zdawał sobie sprawę, że nie był niczemu winien, nie przestawał. Rzucił nim o brudną ziemię, kopiąc go jeszcze w brzuch gdy leżał. Chyba zbyt bardzo to wszystko przeżywał i uciekał do przemocy. Ukucnął przy Pi, który leżał na brzuchu. Pochwycił za brązowe włosy i pociągnął w swoją stronę, zmuszając go do naprężenia szyi. Bez żadnego ostrzeżenia, zatopił w nim swoje kły z lewej strony. Nie omieszkał również nie przyjrzeć się wybranym wspomnieniom z życia swojego sługi. Przecież tak mało o nim wiedział.
Nie można było jednak doszukać się tutaj żadnej troski czy ciekawości. Musiał się czymś zająć, aby nie myśleć o tym co spotkało Fioletowego. To zbyt bolało.

_________________
Komnata Gościnna [Pierwsze piętro] - Page 4 RmBgozL
I want your drama
The touch of your hand
I want your leather studded kiss in the sand
I want your love
Love love love


Voice J.


Joff & Fab (wiadomo kto w zielonym he)
Powrót do góry Go down
Pi

Pi

http://vampireknight.forumpl.net/t3583-karta-postaci-pi#77493 http://vampireknight.forumpl.net/t3613-pi http://vampireknight.forumpl.net/t3642-pi#79026
Zarejestrował/a : 18/08/2015
Liczba postów : 115


Komnata Gościnna [Pierwsze piętro] - Page 4 Empty
PisanieTemat: Re: Komnata Gościnna [Pierwsze piętro]   Komnata Gościnna [Pierwsze piętro] - Page 4 EmptyPią Gru 22, 2017 1:00 pm

Ooh... szczerze to wystarczyło jedno spojrzenie w ślepia Pana, by wiedzieć, że komuś się oberwie. Na razie to Pi był pod ręką, i choć ze swojej naiwności nie przewidywał, że to jego dosięgnie gniew Właściciela, starał się nie robić żadnych dodatkowych problemów i spełnić każde życzenie Kurosza natychmiast.
Zgodnie więc z poleceniem w trakcie zeskakiwania z ręki Szlachetnego przeistoczył się w człowieka i stanął na baczność. Eh, i po co brał kąpiel, skoro znów jest brudny? No trudno... nie o to powinien się martwić na tą chwilę. Tylko o swoje życie. Jak tylko odzyskał ludzkie kształty, został gwałtownie przyciśnięty do ściany, a palce i paznokcie Emilio wbijały się w jego barki. W pierwszym odruchu Pi jęknął głucho, choć nie powinien być za głośno, żeby nie ściągnąć osoby z zewnątrz. Z przerażeniem w oczach patrzył się na to co wyrabiał jego Pan, na to co mówił. Wylewał swój żal, lecz młodzieniec nie znał kontekstu, to nawet gdyby mógł przemówić, nie doradziłby nic. Podejrzewał jedynie, że chodziło o ofiarę tego zajścia. Wtedy też przesączyły się kolejne jadowite słowa, że to Pi był pośrednią przyczyną katuszy kogoś ważnego dla Joffreya. Spuścił głowę wielce zasmucony. Naprawdę to przez niego? Że gdyby nie został wykupiony, a w zasadzie dołożony w gratisie do lodówek, to mógłby zapobiec temu nieszczęściu, co tu miało miejsce? Niepotrzebnie, lecz odczuwał wyrzuty sumienia. Wykrztusił z siebie nieśmiało, szczerze choć cicho z trwogi przed kolejnymi czynami Pana:
-Prze-przepraszam...
Chyba to za mało, by uciec przed przeznaczeniem. Nawet nie został wysłuchany, w swojej goryczy i porywczości Właściciel myszy uniósł ją wysoko za szyję, a ten nieco wierzgał nogami próbując złapać grunt pod nogami i jakoś wyswobodzić się z uścisku. Nie dawał rady. Kurosz był zdecydowanie silniejszy i brutalniejszy, bo nawet cisnął wampirem w paskudną podłogę i uderzył silnie w brzuch. Z ust wykrztusił trochę krwi i śliny, może też soków żołądkowych, na pewno nie mając szans, by wstać z uświnionego parkietu. Złote oczy Pi przybrały postać szkarłatu, gdy tylko został podniesiony jak szmaciana lalka, a kły Joffreya przebiły tętnicę. Na nic zaciskanie rąk na torsie Szlachetnego, by go puścił. Niebawem przyszpilone dłonie do koszuli opadły, a młodzieniec odpływał.
A wraz z nimi pływały wspomnienia.
[...] Pi służył ostatnio u wampira, który lubował się w młodzieńcach, i to o wiele młodszych od niego. Jego poprzedni Pan to ten, który grubo przekroczył tysiączkę i zdawać się mogło, że przy przepychu, jaki go otaczał i wśród pochlebców przeżyje minimum kolejne tysiąc lat. Złotooki na szczęście nigdy nie padł ofiarą zwyrodnialca, bowiem zawsze miał na tyle sił, by w decydującym momencie czmychnąć w postaci myszy do dziury czy pod łóżko.[...]
[...]Kiedyś też zasilał kadrę służących w bogatym domostwie. O ile ze strony Państwa nie działa mu się krzywda, o tyle inne wampiry mściły się na nim okrutnie. Zatruwały mu posiłek, wkładano gwoździe do trumny. Najgorsze jednak było szczucie kotem, którego piekielnie się bał, nawet w ludzkiej skórze. Ostatecznie przestał tam pracować, gdy wrobiono go w otrucie małżonki głowy rodu i skazano na śmierć przez spuszczenie krwi i spalenie. I od tego okrutnego czynu udało mu się zbiec.[...]
[...]Na niebie dostrzegł chyba z miliard gwiazd! Wszystkie konstelacje były jak na wyciągnięcie ręki! Ah, będzie potem ukarany, ale za ten widok... warto było. Próbował palcem połączyć kropki na granatowym niebie tak, by wrysować kontury gryzonia. Jak tak wytężył wzrok, dostrzegł coś niezwykłego. Coś, co nie było jedynie pojedynczym punktem, a jakby rozmazanym obiektem. To coś miało jakby swój ogonek, i postanowił nazwać go Pi - łudząc się, że pierwszy zaobserwował zjawisko.[...]
[...]Chyba już trzecią dobę nie mógł się stąd ruszyć. Ani tym bardziej myśleć. Z potrzaskanej głowy lała się strumieniami posoka, która brudziła buty kogoś, kto go szturchał kijem. Tego osobnika Joffrey znał - był nim handlarz lodówek. A potem ciemność, ciemność...[...]

Pi robił się coraz bledszy, a migrena, która opanowała jego mózg, zagłuszyła resztę, urwanych, niespójnych wspomnień. Nawet rubinowy blask oczu sługi gasł stopniowo, brązowowłosy stawał się zupełnie bezsilny. Jak zresztą prawie zawsze w swoim życiu. Głowa była całkowicie odchylona ku tyłowi i zwisała wraz z włosami, podatna na wolę Pana. Jak i zresztą całe jego młodzieńcze ciało.

_________________

#66ff99 = kolor dialogu
Shiro and Pi:
 
Powrót do góry Go down
Joffrey

Joffrey

http://vampireknight.forumpl.net/t3437-joffrey-emilio-hagen http://vampireknight.forumpl.net/t3477-joffrey http://vampireknight.forumpl.net/t3476-relacje-joffrey-a http://vampireknight.forumpl.net/t3539-joffrey http://vampireknight.forumpl.net/t3463-joffrey http://vampireknight.forumpl.net/t3480-apartament-joffrey-a#75060
Zarejestrował/a : 06/08/2017
Liczba postów : 828


Komnata Gościnna [Pierwsze piętro] - Page 4 Empty
PisanieTemat: Re: Komnata Gościnna [Pierwsze piętro]   Komnata Gościnna [Pierwsze piętro] - Page 4 EmptyPią Gru 22, 2017 3:24 pm

Był tak wściekły, nie potrafił się powstrzymać. Nie życzył źle swojemu nowemu słudze i nawet nie zamierzał go krzywdzić, ale w takim wypadku musiał się na kimś wyżyć. Złość przyćmiła zdrowy rozsądek, znajdując ujście w biednej myszce, która nic złego nie zrobiła. Patrzył na niego z wrogością, jakby to on był wszystkiemu winien. Przed chwilą zwalił na niego całą winę, ale nie była to prawda. Na niektóre rzeczy po prostu nie ma się wpływu, lecz z jakiś względów Joffrey sądził, że mógł uratować Nessuno. I tak oto powstała mieszanka wybuchowa.
Pochwycenie go za barki i usłyszenie smutnego ''przepraszam'' ani trochę nie pomogły. W Kuroszu nie można było dostrzec grama litości, wampir z którym miał wcześniej do czynienia gdzieś przepadł i nie wiadomo kiedy wróci. Nawet chorą przyjemność był dla niego widok kiedy ofiara wierzgała nogami i próbowała coś zrobić z wielką siłą Pana, który nie spuszczał z niego krwistych ślepi. Kiedy cisnął nim o brudną podłogę i jeszcze skopał, wciąż wydawał się być nieporuszony. Pi musiał mieć naprawdę wielkiego pecha, ale takie rzeczy się po prostu działy. Co się działo w zamku, lepiej niech zostanie w zamku. O ile mysz to wszystko jakoś przetrwa.
Brutalne wgryzienie się w tętnicę sługi zaowocowało kilkoma wspomnieniami, niezbyt przyjemnymi. Pierwsze dotyczyło pewnej służby u jakiegoś starucha, którego rajcowali mali chłopcy. Joffrey aż drgnął, z tego co jednak zobaczył to nic Pi się nie stało. Drugi to kolejna służba, lecz u bardziej ogarniętych person. Niestety inni nie dawali mu spokoju i zamęczali chłopaka, który dał się potem wrobić w morderstwo. Udało mu się jednak zbiec.
Następna historia dotyczyła niesamowitego widoku wielu gwiazd i choć Joffrey nie widział w tym nic zaskakującego, co innego myślał ten który to wszystko przeżył. Po wszystkim został ukarany, lecz i tak nie żałował ów widoku.
Ostatnie wspomnienie było bardziej znajome, bo zawierało gębę handlarza. Hagen dopiero po chwili zdał sobie sprawę jak dużo krwi upił, nie chciał przecież nieść omdlałego chłopaka z powrotem, toteż oderwał się od jego szyi i tylko obejrzał przez swój bark. Ktoś mógł ich usłyszeć, ale teraz nie było to istotne. Usiadł po turecku na brudnej ziemi i ułożył sobie głowę sługi na kolanach.
- Ciii, będzie dobrze. - Uciszać go przecież nie mógł, jednak w głosie dało się usłyszeć jaką troskę. Czyżby wampir się opamiętał i było mu teraz głupio z tego powodu? Zbliżył swój nadgarstek do ust i lekko nadgryzł, od razu kierując go na usta ledwo przytomnego chłopaka. Niech zna łaskę Pana, który przecież nie cierpiał dzielić się swoją krwią. Niechcąc jednak zaniedbać swojego sługi już pierwszego dnia, pogłaskał go po włosach i nawet zdał się na uśmiech.
- Dobrze się spisałeś. - Kolejny, niezwykle miły ton? Niepodobne do kruczowłosego, który przypominał bardziej jakiegoś psychopatę z rozdzwonieniem jaźni. Jeżeli Pi tylko się ocknie i poczuje nieco lepiej, wampir wstanie, gdyż dostrzegł telefon Fabio. Chwycił go i sprawdził ostatnie wiadomości bądź połączenia, które pochodziły od niejakiego Castasa. Czyż nie był to mężczyzna poznany w jego domu?
Joffrey zapisał numer, przypominając sobie jak tamten zadeklarował mu pomoc w polowaniu. Tego wielkiego psiska nie można było lekceważyć, Emilio już raz prawie został przez niego pożarty. Odrzucenie pomocy wydawało mu się głupie, ale przecież musi mieć stuprocentową pewność, że za tym wszystkim stoi właśnie on.
Schował telefon do kieszeni i obrócił się w stronę swojego długi, który chyba raz jeszcze marzył o prysznicu.
- Nikomu ani słowa. - Mruknął, obrzucając go badawczym spojrzeniem. Musiał przecież ocenić jak bardzo mu krzywdy narobił i czy nie potrzebował jakiejś dodatkowej pomocy. Chłodny wzrok skierował na łóżko, na którym za pewne doszło do aktu.
Znowu zrobiło mu się niedobrze.

_________________
Komnata Gościnna [Pierwsze piętro] - Page 4 RmBgozL
I want your drama
The touch of your hand
I want your leather studded kiss in the sand
I want your love
Love love love


Voice J.


Joff & Fab (wiadomo kto w zielonym he)
Powrót do góry Go down
Pi

Pi

http://vampireknight.forumpl.net/t3583-karta-postaci-pi#77493 http://vampireknight.forumpl.net/t3613-pi http://vampireknight.forumpl.net/t3642-pi#79026
Zarejestrował/a : 18/08/2015
Liczba postów : 115


Komnata Gościnna [Pierwsze piętro] - Page 4 Empty
PisanieTemat: Re: Komnata Gościnna [Pierwsze piętro]   Komnata Gościnna [Pierwsze piętro] - Page 4 EmptyPią Gru 22, 2017 6:41 pm

Pojedyncze krople skapywały na jego lekko otwarte usta ułożone w niemym bólu. Z początku chłopak nie reagował na zapach, na zetknięcie się posoki z jego wargami. Czyżby kompletnie stracił przytomność? Nie, po prostu był bardzo przerażony, zmęczony, no i zbity przez tę samą osobę, która chciała go przywrócić do żywych. Stąd w pierwszym odruchu nie przyjął krwi. Lecz prócz niej usłyszał uspokajające słowa owleczone w miłym tonie. Wtedy chłopak zdecydował upić życiodajne soki niemrawo mlaskając i łykając dar życia dla krwiopijcy. Czucie w palcach u rąk wracało, tak jak i był w stanie odrobinę wyżej podnieść głowę, choć ta leżała na kolanach swego Pana. Ostrożnie zlizał zimnym językiem powstałą ranę, lecz nie odważył się na przyssanie kłami do otwartych żył. Za bardzo się bał.
Ostrożnie podźwignął się do siadu i choć z początku musiał mieć jeszcze przez moment spuszczoną głowę - dochodził do siebie. W tym czasie Kurosz sprawdzał telefon najwyraźniej martwiąc się dalej nad tym, co tu zaszło. Wstrząśnięty Pi jedynie wodził niepewnie wzrokiem za Właścicielem, który patrząc na obraz zniszczeń znieruchomiał na nowo i wciąż przeżywał katusze. Zaraz i sługa podniósł się na nogi i opierając się o ścianę za plecami próbował dojść już całkiem do siebie. Migreny szybko się nie pozbędzie, ale gorący prysznic na pewno się przyda do zmycia z siebie brudu. I znów będzie musiał dać swoje ulubione wdzianko do prania, bądź wyprać ręcznie. Musiał się oczyścić z tego ohydnego sosu, co walał się po całej podłodze i meblach. Czuł się tak, jakby ociekało to wszystko z niego, jakby przesiąkł tą breją. Bleh.
Nagle poczuł na sobie wzrok Czarnowłosego, na co stanął na baczność. Miał przemilczeć co tu zaszło? W sensie między dwoma nieznanymi istotami, czy między Joffreyem i Pi? I tak w obu wariantach dotrzyma słowa.
-Nikomu ani słowa.
Powtórzył grzecznie za swoim Panem i podszedł bliżej. Jego Pan wciąż nie mógł pogodzić się z tym, że nie było go w tym trudnym momencie. Pewnie dopiero będzie spokojny, gdy oprawca dostanie za swoje. Złotooki nie mógł za bardzo myśleć, głowa go bolała, i szczerze zrobiłby dużo, by już nie być w tym paskudnym miejscu. Zarówno dla znajomego Kurosza, jak i dla niego, to miejsce przyciąga przemoc i to w nadmiarze.

_________________

#66ff99 = kolor dialogu
Shiro and Pi:
 
Powrót do góry Go down
Joffrey

Joffrey

http://vampireknight.forumpl.net/t3437-joffrey-emilio-hagen http://vampireknight.forumpl.net/t3477-joffrey http://vampireknight.forumpl.net/t3476-relacje-joffrey-a http://vampireknight.forumpl.net/t3539-joffrey http://vampireknight.forumpl.net/t3463-joffrey http://vampireknight.forumpl.net/t3480-apartament-joffrey-a#75060
Zarejestrował/a : 06/08/2017
Liczba postów : 828


Komnata Gościnna [Pierwsze piętro] - Page 4 Empty
PisanieTemat: Re: Komnata Gościnna [Pierwsze piętro]   Komnata Gościnna [Pierwsze piętro] - Page 4 EmptyPią Gru 22, 2017 8:02 pm

Za jakie grzechy to Pi musiał zostać rzucony o tak brudną podłogę. Prawie że robił za mopa, na szczęście Joffrey w jakimś momencie się opamiętał i zaniechał swoje czyny. Śmierć sługi nic by mu nie przyniosła, a poza tym byłaby to wielka strata. Umiejętności jego mogły się przydać. Hagen nauczy go jeszcze jak być dobrym szpiegiem i będzie idealnie.
O ile biedaczek dotrwa.
Nawet jeśli nie chciałby przyjąć krwi wampira, ten siłą zmusiłby go do posilenia się. Nie może mu zemdleć, niech nie myśli że będzie go niósł. Mało co go w sumie interesowało co się z nim stanie, ale niech już będzie odpowiedzialny. Pi był dobry, szkoda, że natrafił na kogoś takiego jak Emilio.
Zlizywał krew językiem przez co mężczyzna się lekko uśmiechnął. Zaczęło go to wręcz łaskotać, przez co cofnął rękę. Tyle mu wystarczy. Kruczowłosy w końcu zostawił nieszczęśnika, skupiając się na telefonie Fabio. Nie chciał przeglądać innych wiadomości prócz tych ostatnich od Castasa, gdy jego wzrok przykuł napis ''Lucas''. Ten dziwny czarny pierd był chyba ziomalkiem Nessuno. Wejrzał w ich rozmowę i zaczął się.. śmiać. W końcu Fabio pisał o ich pierwszej randce, o tym że ktoś go w końcu pokocha i polepszy mu się humor. Pojawił się też tekst o smutnej dupie, ale to już nie było takie zabawne. W końcu nie wiadomo czy aby na pewno Lucas wolał małe dzieci!
Po schowaniu telefonu do kieszeni, wrócił z powrotem do swojego sługi i przyjrzał mu się. Widział ten strach, ale Hagen go ostrzegał. Nie zawsze będzie tak łatwo.
Ciężko stwierdzić o co mogło mu chodzić, ale tak czy siak miał o tym nikomu nie mówić. Wampir i tak będzie pilonwał swojego sługi, który powinien na dobre zadomowić się w kieszeni jego ciemnego płaszcza.
Znowu dopadło go przygnębienie, lecz nie na długo. Obecność Pi pomogła. I tak był dziw, że chłopak nie zareagował nie wiadomo jak na pobicie. Uczynił mu krzywdę, a ten dalej na niego patrzył jak wierne psisko. Chyba jednak zrezygnuje z kupna kota..
- Wracaj z powrotem do formy. Jeszcze nie wracamy do domu. - Wyznał, czekając aż Pi stanie się z powrotem nieszkodliwym gryzoniem i jak gdyby nigdy nic, pochwyci w swoje blade rączki i wsadzi do ciemnej kieszeni. Będzie musiał uważać aby go nie zgnieść, gdy będzie chował dłonie. Długo tutaj nie zabawili, bowiem wampir wyskoczył z okna i opuścił rodzinny zamek, który i tak był o dziwo pusty.

z/t x2

_________________
Komnata Gościnna [Pierwsze piętro] - Page 4 RmBgozL
I want your drama
The touch of your hand
I want your leather studded kiss in the sand
I want your love
Love love love


Voice J.


Joff & Fab (wiadomo kto w zielonym he)
Powrót do góry Go down
Hera

Hera

http://vampireknight.forumpl.net/t770-hera#5093 http://vampireknight.forumpl.net/t1331-hera#24885 http://vampireknight.forumpl.net/t2113-hera-kuroiashita#44374 http://vampireknight.forumpl.net/t2086-hera
Zarejestrował/a : 21/11/2012
Liczba postów : 237


Komnata Gościnna [Pierwsze piętro] - Page 4 Empty
PisanieTemat: Re: Komnata Gościnna [Pierwsze piętro]   Komnata Gościnna [Pierwsze piętro] - Page 4 EmptySro Mar 25, 2020 8:21 pm

Su dobrze wiedziała, gdzie znajduje się posiadłość państwa Asmodeyów. Był to w końcu jeden z ważniejszych rodów w okolicy (oczywiście, zaraz za Kuroiashitami). Nie miała jednak zamiaru transportować tam Zgona, póki nie dostała wyraźnych rozkazów.
Miesiąc to krótko. Sądziłam, że twoja znajomość z paniczem trwa nieco dłużej – skomentowała nieprzyjemnie, ponownie nabierając do hycla dystansu. Dla wampira miesiąc był niczym mrugnięcie oka. Ale to przynajmniej wyjaśniało, dlaczego Su nie kojarzyła Zgona: był zbyt świeżym kolegą, aby zdecydowała się zwrócić na niego uwagę.
Była za to zadowolona z jego zachowania w trakcie tej małej operacji. Nie szarpał się, nie wrzeszczał, nie próbował uderzyć Su. Wampirzyca nawet się uśmiechnęła i dumnie poklepała go po ramieniu.
Chyba lubisz ból, co? – skwitowała krótko, ale nawet nie czekała na odpowiedź. Zajęła się rozmową z panem Barabalem.
W myślach szybko przekalkulowała, który pokój gościnny będzie akurat wolny, po czym poleciła Zgonowi się zbierać.
Ale jemu, co zrozumiałe, przyszło to ze sporą trudnością.
Su niepewnie obserwowała pierwsze próby podźwignięcia się do pionu, ale gdy zdała sobie sprawę, że przyniosą więcej szkód niż pożytku, podeszła do wampira i objęła jego tułów, jednocześnie pozwalając mu zarzucić na siebie jedną z rąk – a raczej protez, bo dzięki bliższemu kontaktowi upewniła się, co dokładnie składało się na ciało krwiopijcy.
Nie odezwała się jednak na ten temat słowem. Schwyciła tylko mocniej Zgona, gdy ten prawie upadł. Mruknięciem przywitała nachalniejszy dotyk, ale się nie zdenerwowała. Miała w sobie na tyle empatii, aby mu nic nie wyrzucać.
Nie szkodzi, to normalne. Zaprowadzę cię do pokoju.
Przejęła na siebie niemal cały jego ciężar i tak szybko, jak tylko mogła, podążyła w stronę pokoju. Po drodze spotkała kilka służek, którym nakazała donieść krwi oraz bandażów do przyszłej sypialni Zgona.
Z transportem wampira poradziła sobie sama – była w końcu zdrowa i najedzona, przeniesienie czyjegoś rozlatującego się ciała wcale nie nadwyrężało bardzo sił.
W sypialni ułożyła go od razu w łóżku. Na stoliku obok czekała już ludzka krew w dwóch wysokich szklankach i bandaże.
Jeżeli Zgon nie protestował, Su pomogła mu jeszcze opatrzyć większe rany, a następnie podała mu kołdrę, żeby się okrył. Mógł poczuć się iście po królewsku – w końcu nawet pomieszczenia gościnne w zamku były eleganckie.
Wypij krew, a następnie idź spać. Pan Barabal zabronił ci opuszczać zamek, jednak nie jesteś więźniem. Możesz swobodnie poruszać się po tym piętrze, jeśli już poczujesz się lepiej – na razie jednak proszę, żebyś został w pokoju – radziła mu chłodno, mierząc go wzrokiem i stojąc wyprostowana tuż przy drzwiach. – Gdy wydobrzejesz, ktoś z rodu najpewniej zatroszczy się o twój powrót do rodu państwa Asmodeyów… albo do Golgoty. – Druga opcja wydawała jej się bardziej prawdopodobna. W końcu Zgon musiał zdać raport. – My tymczasem skupimy się na poszukiwaniach panicza Chunky’ego. Nalegam, abyś na ten moment się tym nie interesował.
I zaraz po tym wyszła. Nie zamknęła drzwi na klucz, niemniej Zgon mógł wyczuć, że co paręnaście minut jacyś służący kręcili się obok – ot, aby upewnić się, czy wampir na pewno siedzi w środku. Chyba więc najbezpieczniej będzie pójść spać?
Cóż, Zgon miał teraz sporo czasu na sen i przemyślenia w samotności – a tymczasem Su po kilkunastu godzinach miała się dowiedzieć, że panicz Chunky wreszcie powrócił… i jest w zamku.

Zt.

_________________


Komnata Gościnna [Pierwsze piętro] - Page 4 Sumish10


#ef1414


Ostatnio zmieniony przez Hera dnia Pią Kwi 03, 2020 10:26 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zgon
Abaddon
Abaddon
Zgon

http://vampireknight.forumpl.net/t4264-zgon#93502 http://vampireknight.forumpl.net/t4267-zgon#93590 http://vampireknight.forumpl.net/t4270-zgon#93630 http://vampireknight.forumpl.net/t4269-zgon#93629
Zarejestrował/a : 29/09/2019
Liczba postów : 51


Komnata Gościnna [Pierwsze piętro] - Page 4 Empty
PisanieTemat: Re: Komnata Gościnna [Pierwsze piętro]   Komnata Gościnna [Pierwsze piętro] - Page 4 EmptyNie Mar 29, 2020 7:09 pm

Owszem, ród Asmodey jest jednym z tych większych rodów, i owszem, że jeden miesiąc znajomości dla wampirów (nawet w sumie dla ludzi) to bardzo krótki okres w całym życiu. Mrugnięcie okiem. Właściwie nie można przez tak krótki czas poznać kogokolwiek na tyle dobrze, aby móc wyrobić o nim dozgonną opinię. Podejrzliwość służącej była słuszna, bowiem Zgon dopiero podczas odpoczynku zda sobie sprawę ze stopnia znajomości swego kompana. Teraz za bardzo był zdenerwowany i skupiony na odnalezieniu panicza, aby myśleć w jaśniejszych barwach.
Nie odzywał się wiele, nie było takiej potrzeby. Su i tak miała inne sprawy na głowie, w tym przejęcie sytuacji i rozdysponowanie wampirów do odpowiednich zadań. Pan Barabal okazał się na tyle uprzejmy, że Zgon mógł odpocząć, nawet jeśli umysł nie chciał relaksu. Służąca cierpliwie znosiła i nosiła mężczyznę, aż posadowiła go na skraju łóżku. Tam potulnie znów dał się nakarmić krwią ze szklanki, choć już coraz mniej kontaktował. O mały włos, a zostawiłby głowę na ręce służącej, która podtrzymywała podbródek do lepszego spłynięcia posoki. Teoretycznie powinien iść spać, takie dostał nawet przykazanie, lecz lęk o hycla i troska o szczęśliwy powrót było silniejsze od snu. Do tego stopnia, że nim służąca zostawiła Zgona samego na sam z myślami, zdołał jeszcze wyrzec zbyt oczywiste słowa:
- Proszę mu pomóc.
Drzwi zamknęły się, a kadłubek został sam. Skrył się pod pościelą i zadarł głowę ku baldachimowi nad sobą. Barwa szkarłatu dobrze koiła nerwy wampira, któremu powoli przymykały się powieki. Coraz bardziej... i bardziej... Aż wreszcie zasnął i przez kilka godzin służba sprawdzająca porządek miała spokój.
Widział go. W ustach miał kawałek ludzkiego ciała z długim, blond włosem. Uśmiech od ucha do ucha, ofiara nieżywa. Przywołał go do siebie zamaszystym ruchem ręki, aby dołączył. Skrzywienie, niedowierzanie malowało się na twarzy hycla o blond włosach. Pocisk w brzuchu. Świst kul. Złota rękawica uniesiona w geście triumfu. Krzyk i uciekające kończyny wystrzelone ku niebu. Upadek. Krew. Złość. Niemoc. Owady, cała chmara...
... ocknął się zlany potem leżąc na zimnej posadzce. Znów mieszała mu się przeszłość z teraźniejszością zalewając sny koszmarami. Powolutku podźwignął się na łokciach, a później siadł na tyłku odchylając głowę ku tyłowi. Nie może spać. Musi czuwać. Rzucił okiem na ranę. Goiła się, lecz wypełzły z niej, spod bandaży kolejne robale. Usiadł po turecku i oddał się medytacji starając się zbalansować ciało i umysł. Nie, to jeszcze nie ten czas, a już słyszał za drzwiami poruszenie. Chyba trochę za bardzo hałasował, kiedy nie mając rąk obijał ostrza o posadzki, żeby podeprzeć się przy wstawaniu. Kiedy weszła służba, zastała Zgona stojącego o jednej nodze (jedna proteza rozsypała się podczas upadku z łóżka), który patrzył się prosto na przybyszy. Niby beznamiętnie, lecz z determinacją.
- Wiadomo, co z paniczem Chunky?
Nie mógł nie myśleć o koledze, który wyrwał go na pierwszą prawdziwą misję. Z którym najlepiej dogadywał się ze wszystkich hycli. Służba nie dała odpowiedzi, jedynie przekazali wiadomość z góry.
-Jesteś wzywany do Golgoty. Masz zabrać ze sobą worek na zwłoki. Przetransportujemy cię taksówką.
Gdyby nie maska, Zgon zmarszczyłby w tej chwili brwi. Jaki worek na zwłoki? Czy... czy to oznacza, że nie udało się odzyskać Chunky'ego? Ale wampiry w razie śmierci rozsypują się w pył... prawda? Hycel stał jak wryty, a służba próbowała go pogonić do działania. Niestety hycel nie mógł postawić samodzielnie kroków, więc wzięto go za fraki do taksówki. Nie zapomnieli o worku, którego nie wsadzili do bagażnika, a obok Zgona. Chyba nie byli świadomi, że przedmiot ten był czynnikiem wpływający na stan zdrowia hycla.

Z tematu - Golgota

_________________
▬▬|═══════ﺤ 

Spoiler:
 
Powrót do góry Go down
Sponsored content




Komnata Gościnna [Pierwsze piętro] - Page 4 Empty
PisanieTemat: Re: Komnata Gościnna [Pierwsze piętro]   Komnata Gościnna [Pierwsze piętro] - Page 4 Empty

Powrót do góry Go down
 
Komnata Gościnna [Pierwsze piętro]
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 4 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Vampire Knight :: Stary Zamek :: POSIADŁOŚĆ I TEREN WOKÓŁ ZAMKU :: PARTER I PIERWSZE PIĘTRO-
Skocz do: