IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share
 

 Dzika żydowka i rybia ofiara, czyli Romans w obozie <3=

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Fergal
Prefekt
Prefekt
Fergal

http://vampireknight.forumpl.net/t1888-fergal#40176 http://vampireknight.forumpl.net/t3750-fergal http://vampireknight.forumpl.net/t3672-fergal#79795 http://vampireknight.forumpl.net/t3641-fergal#79025
Zarejestrował/a : 25/06/2015
Liczba postów : 655


Dzika żydowka i rybia ofiara, czyli Romans w obozie <3= Empty
PisanieTemat: Dzika żydowka i rybia ofiara, czyli Romans w obozie <3=   Dzika żydowka i rybia ofiara, czyli Romans w obozie <3= EmptyPon Lip 01, 2019 7:00 pm

Sroga zima dała w kość ludziom z małej miejscowości znajdującej się pod Warszawą.  Mieszkańcy siedzieli w swoich niewielkich domkach i ogrzewali się przy paleniskach, nie mając nawet pojęcia jak ich z pozoru bezpieczne życie zostanie przerwane. A wszystko za sprawą wojny, która rozegrała się i zniszczyła miejską sielankę, odbierając ludziom cały ich dobytek, rodziny i przede wszystkim wolność. Wśród niszczycieli znaleźli się Oni; podopieczni jednego z łowców, biorącego czynny udział w wojnie, a głównie w obozach. To jego jednostek świadomi obawiali się najbardziej.
Kilku z nich odłączyło się od grupy i udali się do wyżej wspomnianej wioski. Na czele czteroosobowej drużyny stał wysoki, postawny mężczyzna o smolistych włosach i rekinim uśmiechu. Nosił on dumnie czarny mundur SS, mając również świadomość jaki strach wzbudzali wśród ludzi, którzy starali się ukryć przed zmierzającymi ku nich potworom.
- Mamy wyłapać jak najwięcej pacjentów dla doktorów, a skoro ta wioska wygląda na najmniej naruszoną, możliwe że znajdziemy tutaj wiele dobrych obiektów.
Odezwie się niższy mundurowy o szatynowej czuprynie. Szedł po prawej stronie Rekina, który jednak raczej nie wyglądał na zainteresowanego łapaniem jeńców. Dlatego mniejszym stopniem wampir skinął głową i zamilkł. Czasami się dziwił, czemu taki ktoś jak Fergal miał trzymać większą część podopiecznych Bereta w ryzach. Może z powodu swojej siły i determinacji? Ba, umiał zapanować nad tłumem, pokazać kto rządzi ale z powodu swojej agresywnej natury nie raz psuł plany wyższych. Ale nadal namiętnie piastował swoje stanowisko. Chociażby teraz, Rekin węszył, szukał. Raz zatrzymywał się przy jednym z domków. Zniszczył starą, drewnianą furtkę i dotarł do drzwi, aby wyłamać je z ciężkiego, wojskowego buta. Wywlekł starszą kobietę na zewnątrz, kazał się jej rozebrać i rozłożyć brzuchem do ziemi. Następnie wyciągnął pistolet i po prostu strzelił w jej głowę. Właściwie czemu tak zrobił? Niższy stopniem dostrzegł kogoś w oknie; drobna osoba, zapewne nastolatka widziała śmierć swojej babki. Przerażona dziewczyna raczej nie mogła nic zrobić, jedynie patrzeć na umierającą bliską jej osobę oraz ujrzeć twarz oprawcy; wykrzywiona wściekłością twarz, oblizująca ostre zębiska. Czerwone ślepia wpatrywały się właśnie w tą mokrą od łez buzię i już wiedział, że dziewka nie pożyje długo. Rekin tam wrócił.
Tylko on jej nie wyciągnął na dwór. Słyszeli krzyki, zapewne też młoda próbowała uciec. Nic z tego, z szybkością wampira nie miała się co równać.
- Ej, Fergal! Mamy żydów łapać, a nie zabijać! Beret będzie wściekły!
Rozległ się głos, a chwilę po zza pleców Młodzika wyszło jego źródło; Blondynka w mundurze. Kobieta o ostrych rysach i niebieskim, przeszywającym spojrzeniu. Kolejna, która wzbudzała strach. Nie miała żadnych obaw przed wejściem do domu i zastaniem rozszarpanej dziewczyny. Nie czuła kompletnie nic kiedy ludzka głowa została odgryziona, a ciało pogryzione oraz wybrakowane w wielu miejscach. Nie miała żadnych przeciwwskazań żeby wywlec Rekina z domu, chociaż ten wcale nie okazywał zadowolenia. Przeklinał, darł się ale wreszcie ruszył przodem.
- Czasami i dowodzących trzeba ruszyć. Nie musisz się bać, jesteśmy jedną drużyną!
Mundurowa zaśmiała się i poklepała młodego po ramieniu. Poszli dalej. Czasami wyciągnęli kogoś z domu, związali i czwartemu z drużyny kazali zgromadzić pojmanych w ciasną grupkę. Miał ich pilnować, do momentu zaprzestania poszukiwań. Tak, już prawie przeczesali większą część, ale właśnie to TEN dom w którym mieszkała Manuela przykuł najbardziej Rekinią uwagę.
- Sprawdzę tutaj!
Powiedział i nie czekając, skierował się do domu. Nie musiał wyciągać broni, wszak sam nią był. Nie pukał, po prostu wszedł, wyłamując zamek mocnym pchnięciem. Był przygotowany na to, że mieszkańcy domu mogli się pochować, modląc się aby Niemieccy tyrani ich nie znaleźli. Owszem, tak mogłoby być przy ludzkich jednostkach, ale nie przy wampirzych, zwłaszcza przy Fergalu. Węch ma bardzo dobry, słuch również. Dlatego więc bez problemu znalazł kobietę w podeszłym wieku - matka Manueli - ukryta w komórce na przetwory. Tuliła do siebie niskiego chłopczyka, który z przerażeniem wpatrywał się w zakrwawioną twarz Kata. Byli zgubieni.

_________________
mowa japońska || mowa niemiecka || mowa polska

Dzika żydowka i rybia ofiara, czyli Romans w obozie <3= DhL3upP

卐Laurka卐
THEME||VOICE


Ostatnio zmieniony przez Fergal dnia Wto Lip 02, 2019 11:05 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Manuela
Manuela
Manuela
Manuela

http://vampireknight.forumpl.net/t4162-manuela#91509 http://vampireknight.forumpl.net/t4173-manuela http://vampireknight.forumpl.net/t4161-manuela
Zarejestrował/a : 28/06/2019
Liczba postów : 53


Dzika żydowka i rybia ofiara, czyli Romans w obozie <3= Empty
PisanieTemat: Re: Dzika żydowka i rybia ofiara, czyli Romans w obozie <3=   Dzika żydowka i rybia ofiara, czyli Romans w obozie <3= EmptyPon Lip 01, 2019 8:25 pm

Sąsiedzi z wioski obok, w większości Polacy, nie zdążyli nikogo ostrzec.
Albo nie chcieli.
Nikt więc nie spodziewał się, że tego zimnego wieczoru nadjedzie do ich małej, żydowskiej wsi piekło – i że pochłonie niemal wszystkich tu obecnych.
Ktokolwiek wydał parę ostałych się rodzin Niemcom, z pewnością nieźle mu się to opłaciło. Choć domków z Żydami pozostało niewiele i znajdowały się całkowicie na uboczu, to jednak niemal każda z familii była wielodzietna – idealnie nadawali się więc na obławę nazistów. Mogli robić za dobry transport.
Tego wieczora Manuela siedziała przy kominku z młodszą siostrą, Esterą, i młodszym bratem, Joachimem, i czytała im tradycyjne, hebrajskie bajki – o Żydach sefardyjskich żyjących na Wschodzie, czyli o mądrym Abrahamie ibn Ezrie, o Żydach aszkenazyjnych ze środkowej Europe, na czele z rabim Lōwem, który stworzył golema, o potężnych władcach żyjących ongiś w Ziemi Świętej, jak o mądrym rabinie Iszmaelu i jego wróżbicie, a także o samym proroku Eliaszu – jak ukarał bogacza i jak wędrował przez odległe krainy.
Czytała o mądrej oślicy, o głupim ośle, o lewiatanie i lisie, o samym Kłamstwie, które szukało towarzystwa – i miała wrażenie, że ta piękna chwila nigdy się nie skończy, tylko będzie trwać i trwać, i trwać, a ogień będzie wesoło buchał z kominka, oświetlał stronice ich książki i grzał zziębnięte, gołe stópki małej Estery i małego Joachima.
Manuela miała teraz ledwo ponad dwadzieścia lat – była niezwykle atrakcyjną, młodą damą, jak nieraz mówili o niej sąsiedzi, o bujnych kasztanowych włosach i łagodnym spojrzeniu, od którego miękło serce. Wiodła szczęśliwe, choć ubogie życie przy całej rodzinie. Miała narzeczonego, dobrego Jakuba, który wyjechał nawet na studia do Warszawy, i zaplanowane życie.
Sama chciała się uczyć.
Wojna jeszcze nie zdążyła niczego zepsuć. Nie w ich okolicy.
W tym momencie, w izbie obok, ojciec Manueli, Józef, wraz ze swoim pierworodnym synem, dorosłym Natanem, przerzucał z werwą drewno, z kolei w niewielkiej kuchni matka Rebeka, tuląc do piersi małego szkraba, czyli zaledwie kilkuletniego Zachariasza, szykowała kolację wraz z Szawłem, drugim synem w kolejności.
Zaraz mieli siadać do modlitwy i wspólnego, acz skromnego posiłku. Nikt z rodziny Sojków nie spodziewał się jednak, że zasłany stół na zawsze pozostanie pusty i żaden biesiadnik nie będzie miał już okazji, aby przy nim usiąść.
Pierwszą osobą, która zauważyła, że coś jest nie tak, była mała Esterka.
Mańcia, tam ktoś idzie. Do domku Miriam – zwróciła uwagę sennym tonem, zapadając się bardziej w ramionach siostry.
Manuela, jeszcze bez żadnych podejrzeń, spojrzała w okno. Było już dość ciemno, więc musiała wytężyć wzrok, aby dojrzeć przybyszów.
Kiedy jednak usłyszała silnik samochodu, pobladła.
Matulu! – krzyknęła cicho, natychmiast zrywając się z miejsca. W kuchni upuściła jeszcze książkę z bajkami. Estera i Joachim spojrzeli na nią ze zdziwieniem. – Matulu... to Niemcy!
Patrzyła na matkę ze strachem, z bijącym sercem i niemym przerażeniem na ustach. Zaraz po jej słowach pojawili się też ojciec i Natan.
Nim zdążyli coś powiedzieć, zza okna padł strzał.
Dzieci przy kominku zaczęły krzyczeć i wpadły do reszty rodziny. Estera przytuliła się do uda starszej siostry, z kolei Joachim wczepił się w maminą spódnicę. Manuela musiała ich uciszać, aby więcej nie mówiły – oboje mieli ledwo po dwanaście lat i byli uroczymi, małymi bliźniakami.
Józefie – matka Manueli wypuściła z ręki miskę z ryżem, aby obiema objąć swoją słodką, najmniejsza pociechę. – Józefie, boże, przecież... przecież Starzyńscy... oni mieli... ostrzec... – mówiła nerwowo, ledwo wymawiając słowa, i tuliła do piersi Zachariasza.
Ojciec jednak zachował zimną krew
Mańka! Schowaj bliźniaki! Rebeko, do komórki. No już, już, nie guzdraj się, zostaw to, nie zdążysz... – Popchnął nerwowo żonę, gdy ta próbowała zbierać ślady po kolacji.
Nie było szans, aby ukryć przed Niemcami całą rodzinę. Naszykowane jedzenie, ogień w kominku, świeżo ścięte drewno – ojciec wiedział, że ktoś z nich dzisiaj zginie lub pójdzie na wywózkę.
Za wszelką cenę nie mógł jednak dopuścić, aby były to jego ukochane, najmłodsze dzieci.
Natan, Szaweł – spojrzał z niewyobrażalnym bólem na najstarszych synów i powiedział cicho: – my... zostajemy...
Tatulku... co ty... – zdążyła tylko zaprotestować Manuela, biorąc na ręce Esterę, i jednocześnie tuląc Joachima.
Ojciec uciszył ją gniewnym spojrzeniem i uniesioną ręką nakazał jej wleźć pod stół, pod ukrytą klapę na podłodze, do specjalnie przygotowanego składziku.
Manuela wiedziała, że nie mieli czasu – natychmiast wykonała więc polecenie. Najpierw pomogła zejść dzieciakom, a potem sama spuściła się w dół. Kątem oka zobaczyła, że matula z Zachariaszem schowali się w komórce na przetwory.
W środku było mało miejsca, tak że ledwo kisili się we trójkę i prawie nie mogli oddychać. Mimo tego Manuela położyła obie dłonie na ustach rodzeństwa, a sama zagryzła mocno wargi.
Byleby tylko nie krzyknąć.
Choćby nie wiadomo, co się działo.
Nie dać im znać o swojej obecności.
Manuela wiedziała, że ojciec najbardziej stawiał na przetrwanie jej, Estery i Joachima. Jeśli Niemcy odkryją ojca z synami, z pewnością zaczną szukać matki.
Kolejnych dzieci niekoniecznie.
Chciała jeszcze wyjść, wyskoczyć tak szybko, jak tylko dała radę, i zabrać matce małego Zachariasza, aby przynajmniej jeszcze jego uratować... ale w tym momencie ojciec postawił na klapie stół.
Manuela usłyszała przyspieszone kroki braci i ojca. A potem ciszę.
Wpatrywała się w szczeliny podłogi, z bijącym sercem, potem na czole i ze łzami w oczach. Zacisnęła mocniej palce na ustach rodzeństwa, nie zwracając uwagi na to, że może im sprawić ból.
Najpierw usłyszała, jak gruchnęły drwi. Później czyjeś mocne kroki.
Z dołu w końcu dojrzała czarne, szwabskie buty. Zamknęła drżące oczy i zaczęła modlić się w duchu.
Błagała Boga, aby ten mężczyzna nikogo nie znalazł, aby odpuścił, aby okazał miłosierdzie, aby...
Krzyk jej matki i płacz małego Zachariasza jednak skutecznie ją przekonał, że Bóg nie słuchał.
Mała Esterka również zaczęła płakać pod dłonią Manueli – ta natychmiast zaczęła ją uciszać.
Cii!... Cicho, cicho, cicho, mała, błagam, cicho... – szeptała jej do ucha i zaczęła tulić jej głowę.
Sama zagryzła swoją wargę tak mocno, że aż poczuła krew. Przełknęła metaliczny posmak, nieświadoma, że ten mały fakt mógł sprowadzić na nich zgubę.
Nagle usłyszała krzyki ojca i braci, a potem ich szybki bieg. Najwyraźniej próbowali zaatakować oprawcę siekierami.
To dlatego poszli do izby obok.
Manuela wciągnęła głęboko powietrze, czekając na rozwój wydarzeń.
A Esterka szlochała jeszcze głośniej, drżała jeszcze bardziej, jeszcze głośniej szczękała zębami... aż Manuela miała wrażenie, że trzęsła całym jej ciałem.
Kiedy usłyszała, jak ktoś nastąpił na książkę porzuconą obok klapy, wiedziała, że oni też byli zgubieni.

_________________


Dzika żydowka i rybia ofiara, czyli Romans w obozie <3= Youre_11

Japoński: #993300
Polski: #009900
Rosyjski: #cc0033
Jidysz XD: #0033cc


Bracia Schlecht SZLETH.
Jak ja ich, kurwa, nienawidzę.
Powrót do góry Go down
Fergal
Prefekt
Prefekt
Fergal

http://vampireknight.forumpl.net/t1888-fergal#40176 http://vampireknight.forumpl.net/t3750-fergal http://vampireknight.forumpl.net/t3672-fergal#79795 http://vampireknight.forumpl.net/t3641-fergal#79025
Zarejestrował/a : 25/06/2015
Liczba postów : 655


Dzika żydowka i rybia ofiara, czyli Romans w obozie <3= Empty
PisanieTemat: Re: Dzika żydowka i rybia ofiara, czyli Romans w obozie <3=   Dzika żydowka i rybia ofiara, czyli Romans w obozie <3= EmptyPon Lip 01, 2019 10:12 pm

Niestety życie nie jest bajką. W każdej chwili może dojść do tragedii i nigdzie nie można było dostrzec dobrego zakończenia, zwłaszcza dla tej rodziny. Ich szczęście kończyło się tego wieczora, a wszystko przez wtargnięcie niechcianych obcych. Niemiecki wampir właśnie wdarł się do ich domu i wcale nie zamierzał napić się z nimi herbaty. Jego cel był jeden: Pozbyć się ich wszystkich. Co do jednej, zasmarkanej ludzkiej istoty. Począwszy od tej trójki. Mężczyzna i dwóch młodych chłopaków, prawdopodobnie synowie. Ale czy to Rekinowi robiło jakąkolwiek różnicę? Nie.
- Wynocha stąd! Zostaw ich!
Krzyknął ojciec podczas natarcia na intruza. Jego synowie ruszyli wraz z nim. Jedyne bronie; siekiery trzymane kurczowo w dłoniach, które mimo wszystko drżały. Nie chodziło już o ich śmierć, bali się o matkę, o najmłodszych. Że im się coś stanie, że jako mężczyźni - obrońcy rodziny - nie podołają.
Fergal również nie czekał. Kiedy biegli w jego stronę, dostrzegł że młodszy brał już zamach. To go zgubiło. Skierował się w jego stronę, aby zrobić unik i już zadziwić swoich wrogów niezbyt ludzką szybkością. Chwycił za rękę chłopaka, wykręcił i pchnął go z ogromną siłą na drugiego z braci. Upadli. Rozległ się wrzask ojca, który za wszelką cenę chciał wszystkich obronić. Niestety. Siekiera nie wygra z bronią palną; Niemiec wymierzył w jego głowę i strzelił. Prosto w głowę. Na ten widok matka zaczęła krzyczeć, bracia siedzieli i wpatrywali się w ciało martwego ojca. Został zabity za to, że starał się ich bronić. A Rekin? Skierował się teraz do nich. Po drodze sięgnął po leżącą siekierę. Co mogli oni zrobić? Starszy wstał, trzymał w dłoniach swoją broń i mierzył w Rekina.
- Uciekajcie stąd. Bracie, matko. Uciekajcie!
Nie był w stanie powstrzymać szlochu, ale i tak stał twarzą w twarz z oprawcą, dodatkowo chroniąc swoim ciałem młodszego brata. Matka jednak nie słuchała; pchnęła młodszego synka w stronę wyjścia z komórki, a sama sięgnęła po kilka słoików z przetworami. Dziecko zamiast jednak iść do wyjścia, stało. Gapiło się to na matkę, to na braci i oprawcę. Płakało tak głośno, tak żałośnie. Nie potrafiło nic samo zdziałać. Mogło tylko patrzeć jak matka zaczyna rzucać w Rekina słoikami, starając się trafić w jego głowę. Wrzeszczała przy tym z rozpaczy, bo widziała co właśnie stwór uczynił; kiedy najstarszy z braci chciał zaatakować, wampir znowu wygrał. Przechwycenie, szybkie uderzenie z główki prosto w jego nos. Rozległo się chrupnięcie, wypadło kilka zębów. A siekiera? Wylądowała w głowie drugiego. Więc nic dziwnego, że kobieta widząca śmierć swoich dzieci wpada w furię. Błędne jednak posunięcie. Oberwał, w ramię, w drugie. Mundur został brudny od śliwkowych powideł, a Niemiec jakże tego zapachu nie lubił. No i bolało. Kiedy zabrakło "naboi", stała jak słup soli. Strach ją sparaliżował, strach przed rzędem zębisk, czerwonymi ślepiami.
- Ty nie jesteś człowiekiem.
Powiedziała cicho. Jak niewiele trzeba żeby doprowadzić człowieka do załamania nerwowego, do upadku. Niemniej pragnęła, żeby jej pozostałe pociechy były całe, żeby mogły przeżyć.
- Mnie zabij, ale im daj żyć.
Poprosiła, błagała już na kolanach. Fergal rozchylił lekko usta, jakby właśnie chciał coś powiedzieć. Cóż, nic z tych rzeczy. Chwycona za włosy kobieta, szarpnięta i złapana w szpony stwora, stała się jego posiłkiem. Nie zabijał jej, osłabił poprzez wgryzienie się w jej szyję i wypicia tyle krwi, aby nie mogła ustać na nogach. Zatem i ona upadła, twarzą do miejsca na którym leżała zdeptana książka. Nie mogła ochronić synka, który próbował się ukryć w szafce kuchennej. Wszak i do niego bestia dopadła. Tylko tym razem jemu życia nie darował; chłopiec zakończył żywot w paszczy. Łamał jego kark, przegryzał się przez miękkie ciało i oddzielał głowę od. Dosłownie została odgryziona. Upadła ona z łoskotem, a szeroko otwarte oczy wciąż zdradzały brak zrozumienia dla całej sytuacji. Bowiem co może mały chłopiec zrozumieć w bestialskich mordzie chorych żołnierzy?
Lecz najgorsze jeszcze było w tym, że ślepia wyłapały wejście do schronu pod podłogą. Ostatni raz wgryzł się w ciało, po czym odrzucił je i podszedł do klapy. Oczywiście kopnął leżącą obok książkę, po czym otworzył wejście. Bron została wymierzona w stronę znajdujących się tam osób:
- Wyłazić kurwa bo i was pozabijam, żydowskie śmiecie!
Wydarł się, odbezpieczając również broń. Nie omieszka się ich wybić co do jednego.

_________________
mowa japońska || mowa niemiecka || mowa polska

Dzika żydowka i rybia ofiara, czyli Romans w obozie <3= DhL3upP

卐Laurka卐
THEME||VOICE
Powrót do góry Go down
Manuela
Manuela
Manuela
Manuela

http://vampireknight.forumpl.net/t4162-manuela#91509 http://vampireknight.forumpl.net/t4173-manuela http://vampireknight.forumpl.net/t4161-manuela
Zarejestrował/a : 28/06/2019
Liczba postów : 53


Dzika żydowka i rybia ofiara, czyli Romans w obozie <3= Empty
PisanieTemat: Re: Dzika żydowka i rybia ofiara, czyli Romans w obozie <3=   Dzika żydowka i rybia ofiara, czyli Romans w obozie <3= EmptyPon Lip 01, 2019 10:53 pm

Już po pierwszych słowach ojca, które usłyszała z dołu, Manuela poczuła na swoich policzkach gęste łzy. Przełknęła je bezgłośnie i tylko z niemym bólem wpatrywała się z dołu w kuchnię. Nie widziała niemal nic oprócz przelatujących cieni.
Jeszcze nikt nie walczył w okolicy stołu.
Musiała być silna, musiała wytrzymać, musiała ochronić Esterkę i Joachima, choćby nie wiadomo co...
Usłyszała bitkę i szamotaninę. Zacisnęła kurczowo palce na ustach maluchów. Czuła, że po jej dłoniach płynęły ich łzy.
Musiała to przetrwać.
Nie było innej opcji.
Kiedy usłyszała strzał, ledwo powstrzymała swój własny krzyk. Zagryzła jeszcze mocniej wargi, czując więcej krwi na języku, i trzęsła się coraz bardziej.
Boże, Boże, on właśnie kogoś zabił.
Jej ojca albo któregoś z braci, albo...
Załkała cicho, chowając głowę w ramiona. O dziwo, na jej rodzeństwo wystrzał podziałał odwrotnie – oboje zamarli w przerażeniu, sparaliżowani, nie mogąc złapać oddechu, a co dopiero się ruszyć.
Czy w ogóle rozumieli, co właśnie się działo?
Matka krzyczała, mały Zachariasz płakał, Natan coś jeszcze mówił, chyba próbował walczyć.
Gdzie ojciec? Co z Szawłem? Który z nich zginął?
Esterka próbowała coś powiedzieć przez spocone palce Manueli, ale siostra jej na to nie pozwoliła.
Po dalszych odgłosach nie mogła rozpoznać, co się działo. Było jakieś chrupnięcie, strasznie głośne, jakby ktoś... wbił siekierę... w...
I tłukły się słoiki, strasznie dużo słoików, aż maleńkie odłamki oraz przetwory spłynęły na głowę Manueli i bliźniaków przez szczeliny.
Mama coś powiedziała – po polsku, cichutko...
A Manuela nie była w stanie usłyszeć co! Och, Boże, co tam się działo?...
Niedługo po tym nastała cisza, ale chwilowa, krótka, zaraz po tym jakiś nieprzyjemny, niezrozumiały odgłos, jakby siorbanie, i...
Na podłogę upadło ciało matko. Manuela zobaczyła z dołu jej zamknięte oczy, a na czoło Esterki skapnęła krew.
Szybko przytuliła głowy malców do swojej piersi, aby nie musieli na to patrzeć, a sama z szeroko otwartymi oczami wpatrywała się w ciało matki. Nie widziała szczegółów.
Czy mama nie żyła? Czy była nieprzytomna?
Co z małym Zachim?...
Ból rozdzierał jej teraz duszę, przez co nie docierały do niej dalsze odgłosy – chrupaniny, mlaskania i gryzienia. Mózg je rejestrował, pewnie potem sobie nawet o nich przypomni, ale teraz...
Liczyła się mama...
Nagłe podniesienie się klapy wyrwało Manuelę z odrętwienia. Spojrzała z przerażeniem na człowieka, który okazał się jej najgorszym koszmarem.
Wysoki, postawny, ciemnowłosy. Czarny, zabrudzony mundur.
I spojrzenie pełne nienawiści.
Trzymając teraz dłonie na ramionach bliźniaków, zaczęła wychodzić. Ze schowku nie było innego wyjścia – nie mieli jak uciec. Estera i Joachim drżeli w jej objęciu, prowadzeni przez swoją ostatnią opokę.
Gdy się wygramoliła, od razu schowała za sobą dzieci i trzęsąc się jak osika, rozejrzała ukradkiem po chacie.
Zamknęła z bólem oczy, bo nie była w stanie wytrzymać tego widoku. Otworzyła dopiero po chwili i utkwiła spojrzenie w książce z bajkami.
Esti, Joachim, nie patrzcie, schowajcie się za mną... – rozkazała w jidysz, po czym przełknęła ślinę.
Raz, dwa, trzy, cztery... cztery ciała. Czy wszyscy martwi?... Czy tylko... Natan i tata?
Gdzie Zachariasz? Z tyłu? Za nią? Nie mogła się teraz odwrócić.
Podniosła swoje szare, przepełnione łzami oczy na oprawcę, ale jednocześnie skuliła się cała w sobie. I tak teraz stała – chroniąc jej ostatnie ukochane szkraby na tym świecie własną piersią, tworząc jedyną, kruchą barierę pomiędzy życiem bliźniąt a śmiercią z rąk Niemca i odważając się spojrzeć prosto na jego straszną, nieludzką twarz.
Była brudna od krwi w okolicy ust.
Czy matka błagała o przebaczenie? Czy coś wskórała?
To już wszyscy – powiedziała w końcu po polsku, przełykając jeszcze płacz. – Wszyscy. Nie ma nas więcej. Niech pan się zlituje Błagam. Ja... my wszystko zrobimy...
Nawet jeśli nic – Manuela też będzie błagać.
Byleby chronić rodzinę.

_________________


Dzika żydowka i rybia ofiara, czyli Romans w obozie <3= Youre_11

Japoński: #993300
Polski: #009900
Rosyjski: #cc0033
Jidysz XD: #0033cc


Bracia Schlecht SZLETH.
Jak ja ich, kurwa, nienawidzę.
Powrót do góry Go down
Fergal
Prefekt
Prefekt
Fergal

http://vampireknight.forumpl.net/t1888-fergal#40176 http://vampireknight.forumpl.net/t3750-fergal http://vampireknight.forumpl.net/t3672-fergal#79795 http://vampireknight.forumpl.net/t3641-fergal#79025
Zarejestrował/a : 25/06/2015
Liczba postów : 655


Dzika żydowka i rybia ofiara, czyli Romans w obozie <3= Empty
PisanieTemat: Re: Dzika żydowka i rybia ofiara, czyli Romans w obozie <3=   Dzika żydowka i rybia ofiara, czyli Romans w obozie <3= EmptySro Lip 03, 2019 9:17 pm

Nikt żydami się nie przejmował, zwłaszcza niemieccy ochotnicy, kaci, a głównie Rekin. Przecież był sprawcą wymordowania części jej rodziny. A teraz bez cienia emocji, obserwował pozostałych ocalałych. To oni mieli zostać zabrani z domu, wyprowadzeni i wywiezieni do obozu, znajdującego się kilkadziesiąt kilometrów stąd. Ale ta młoda dziwka, ta starsza siostra miała stać się w najbliższej przyszłości zabawką niewyżytego stwora. Nie przesuwał się, tylko obserwował jak opuszczają swój mały schron. Bez możliwości ucieczki lub obrony, to byli zwykli ludzie. Niewinni, bezbronni. Ale czy Fergal zwracał w jakikolwiek sposób uwagę? Nic z tych rzeczy. Był nawet gotowy uczynić im krzywdę, tak samo obrzydliwą, jak pozostałym. Po chwili dopiero wytarł ręką zakrwawioną brodę i spojrzał na bliźniaków, które za wszelką cenę Manuela starała się ochronić. Zapewne też i za cenę swojego życia.
- Nie mów do mnie w swoim świńskim języku!
Ryknął na nią, nie zwracając uwagi na błagania. Miał gdzieś, że nie znała Niemieckiego. Po tonie głosu mogła zrozumieć, żeby się zamknęła.
- I owszem, zrobicie wszystko. Macie kurwa wyjść z tej zawszonej speluny! MIGIEM! Bo inaczej przestrzelę łeb tej małej dziwce.
Znowu ryknął, podchodząc żeby stanąć tuż przed Manuelą. Sięgnie po broń, aby wycelować w ukrywającą się dziewczynkę.
Jak tylko się ruszą, Fergal powróci do konającego brata i matki. Bez trudu chwycił ich za ramiona, po czym wyciągnie ich na zewnątrz. Nie podnosił ciał, ciągnął je niczym bezużyteczne wory. Właściwie żydzi tym dla niego byli; bezużytecznymi śmieciami.
- Fergal! Widzę, że wreszcie kogoś złapałeś!
Zawołała mundurowa, idąc do zebranej piątki; dwoje leżało w śniegu, trójka stała zapewne tam, gdzie Rekin ich ustawił. Tuż przy bracie oraz matce.
- Byli inni?
Spytała, kierując się do wejścia domu. Niemiec odprowadził ją jedynie wzrokiem, nie odpowiadając. Jego pochmurna mina sposępniała jeszcze bardziej. Kiedy wampirzyca wyszła, spojrzała tylko na niego.
- Ale dzieciaka to mogłeś zabrać, a nie odgryzać mu głowę!
Specjalnie powiedziała po Polsku, aby pozostali mogli usłyszeć. Jak widać mundurowa również nie okazywała współczucia. Wyszkoleni zabójcy. Nic poza tym.
- Skończ zawracać mi tyłek i ściągnij transport.
Syknie wreszcie Rekin do towarzyszki, a ta salutując, oddali się aby wskazać drogę stojącemu nieopodal wozowi. Trochę minie nim podjadą, więc miał trochę czasu.
- Skończy się wasze pasożytnicze życie, ścierwojady. Wylądujecie tam, gdzie powinniście już dawno. W PIECU! Zacznę od tych brudnych smarkaczy. TAK O WAS MÓWIĘ, PATAŁACHY!
Mimo braku uśmiechu, tylko na wiecznym wkurwie, Niemiec musiał czerpać z grożenia im wielką radość. Nie omieszkał też, znowu wycelować broń w bliźniaków. Nawet ją odbezpieczył, ale nim cokolwiek zrobił, za jego nogę chwyciła drobna dłoń kobiety. Matka.
- Nie moje dzieci.
Wyszeptała i chociaż bezsilnie, ściskała palce na bucie. Fergal skrzywił się z obrzydzenia i strzelił w kolano kobiety. Rozległ się krzyk, który został zagłuszony warkotem silnika, zwiastującego przyjazd ciężarówki. Miała ona dotrzeć na miejsce z którego już nigdy nie mieli się wydostać. Chyba, że drogą lotną.

_________________
mowa japońska || mowa niemiecka || mowa polska

Dzika żydowka i rybia ofiara, czyli Romans w obozie <3= DhL3upP

卐Laurka卐
THEME||VOICE
Powrót do góry Go down
Manuela
Manuela
Manuela
Manuela

http://vampireknight.forumpl.net/t4162-manuela#91509 http://vampireknight.forumpl.net/t4173-manuela http://vampireknight.forumpl.net/t4161-manuela
Zarejestrował/a : 28/06/2019
Liczba postów : 53


Dzika żydowka i rybia ofiara, czyli Romans w obozie <3= Empty
PisanieTemat: Re: Dzika żydowka i rybia ofiara, czyli Romans w obozie <3=   Dzika żydowka i rybia ofiara, czyli Romans w obozie <3= EmptySro Lip 03, 2019 11:45 pm

Szwab coś do niej ryknął po niemiecku, ale nie zrozumiała. Nigdy nie uczyła się tego języka, nie musiała.
Jeszcze nie musiała – ale na razie o tym nie wiedziała.
Zacisnęła wąsko usta i spuściła wzrok: na jego czarne, wysokie buty i na ten piękny ciemny mundur, który wzbudzał w niej takie przerażenie. Za plecami trzymała kurczowo Esterkę i Joachima, próbując zasłonić obojga własnym ciałem.
Tylko ona mogła ich ochronić. Mamy i taty już nie było.
Wbiła mocno palce w ramiona bliźniaków, gdy niemiecki kat stanął tuż obok i wymierzył broń w Esterkę.
Boże, nie.
Tylko nie ona, nie Joachim.
Manuela, nawet niewiele myśląc, przesunęła się tak, że pistolet zahaczył o jej piersi i teraz był wymierzony wprost w jej serce.
Jeden drobny ruch palca tego człowieka dzielił ją od śmierci – ale nie byłaby w stanie znieść zabicia bliźniaków na jej oczach, nie w momencie, gdy wokół leżały zwłoki całej jej rodziny, której nawet nie mogła teraz opłakać.
Wychodzimy. Proszę. Nie krzywdź jej – szepnęła, naciskając własnym ciałem na pistolet i patrząc załzawionymi oczami na oprawcę.
Wiedziała, że nie wzbudzi w nim litości, zorientowała się już po tym, jak nie udało się to matce, a jego wrzask ją w tym utwierdził – ale nie mogła przestać błagać.
Jeżeli chodziło o rodzinę, to jej psychika ignorowała jakiekolwiek racjonalne bodźce i po prostu próbowała wszystkiego, co choć w najmniejszym stopniu mgło chronić krewnych.
Esti, Joachim. Za mną. Nie rozglądajcie się. Nie rozglądajcie, mówię! – szepnęła ostrym tonem, już po polsku, do rodzeństwa i podążyła ku drzwiom, ciągnąc mocno za sobą rodzeństwo.
Wiedziała, że bliźniaki widziały truchła ojca i Natana, a także nieprzytomnych Szawła i matkę. Sama Manuela poczuła, jak nastąpiła na kałużę krwi – zrobiło jej się natychmiast słabo, ale wytrzymała i brnęła ciągle przed siebie. Do drzwi, do tych upiornych, drewnianych drzwi swojego ukochanego, skromnego domu, których już nigdy w życiu nie zobaczy i które oddzielały ją od piekła czekającego na zewnątrz.
Napotkała martwy i cierpiętniczy wzrok ojca.
Napotkała martwy i krwisty wzrok Natana.
Ale Szaweł i matka nie patrzyli na nią jak trupy – oni ciągle żyli. A więc jednak!
Co z Zachariaszem? Czy był gdzieś z tyłu?
W przejściu spotkała niemiecką kobietę. Natychmiast zeszła jej z drogi, a następnie przeszła przez próg, prowadząc za sobą łkające rodzeństwo. Czepiała się ich ciał tak mocno, że aż czuła skurcze dłoni.
I wtedy to usłyszała – słowa szwabskiej kobiety, po polsku, o jej małym braciszku.
Odwróciła się gwałtownie w głąb. Dopiero wtedy ujrzała małą, krwawą miazgę, która kiedyś była Zachim.
Jej mózg nie mógł zrozumieć, co Niemiec zrobił chłopcu. Człowiek nie potrafił przecież odgryźć nikomu głowy, to oczywiste, że nie, to musiała być jakaś broń...
Uderzyły w nią nagle odgłosy chrupania i mlaskania, które usłyszała w piwnicy, i prawie upadła w śnieg przez mdłości, które ją dopadły, ale opanowała się w sekundzie, gdy zobaczyła, że Joachim sam zaczął wymiotować– nawet nie zauważyła, kiedy bliźniaki spojrzały w głąb domu.
Idziemy – rozkazała z rozdzierającym sercem i podążyła w stronę nadjeżdżającego, dużego wozu.
Już się nie oglądała – wiedziała, że nie mogła, że by ją za to ukarali, że co gorsza ukaraliby Esterę albo Joachima. A ona, Manuela, musiała być dla nich teraz twarda: aby przeżyli to piekło, aby nie skończyli jak ojciec czy Natan...
Opłacze ich śmierć później – gdy Niemców nie będzie już w pobliżu.
Estera się zatrzymała, krzycząc, że chce do mamy, i wyrywając się Manueli. Siostra nie zdążyła jej złapać: mała pobiegła w stronę domu, a tam czekał na nią ich oprawca.
Wycelował w Esterę broń, ale zamiast w małą – strzelił matce w nogę.
Boże.
Manuela podbiegła i mocno uchwyciła Esterę. Brutalnie, wiedząc, że nie mogła jej już pozwolić na żadną ucieczkę, pociągnęła ją znów w stronę bryczki. Spojrzała na matkę tylko przelotnie, ale po jej współczujących oczach wiedziała, że ta rozumie.
Wsiadła do wozu, popędzana przez jednego z Niemców, usadziła obok siebie Joachima, Esterę na kolana – po czym ponownie zasłoniła im oczy. Wszystkie ruchy wykonywała automatycznie, spokojnie, zdecydowanie: jej instynkt przetrwania podpowiadał jej, że tak właśnie trzeba.
Zaczęła cichutko, pod nosem, nucić żydowską piosenkę, aby tylko Estera i Joachim to usłyszeli. Próbowała zagłuszyć tym samym krzyki matki, którą jeden z Niemców właśnie ciągnął do wozu.
Po chwili tuż obok nich zostali rzuceni mama i Szaweł. A następnie zamknięto drzwi – i nastała ciemność.
Manuela nie zdążyła nawet po raz ostatni spojrzeć na swój dom, w którym zostały ciała ojca, Natana i Zachariasza.
Nikt ich nigdy nie pogrzebie.
Matka jakoś doczołgała się obok, głaskała Szawła, który był chyba nieprzytomny, a drugą dłonią złapała dłoń Manueli i dłonie bliźniaków, które znajdowały się tuż obok.
Teraz przeżyli – ale co będzie w miejscu, do którego Niemcy ich wiozą?
Dla Manueli ta podróż trwała wiecznie – nie miała pojęcia, jak daleko jechali. Gdy jednak w końcu dotarli, pierwszą osobą, która otworzyła drzwi i spojrzała na nich nienawistnym spojrzeniem, był ten wysoki, dobrze zbudowany i śmiertelnie groźny Niemiec o smolistych włosach. Niemiec, który będzie jej przekleństwem do końca życia.
Manuela, nawet nie czekając, aż coś powie, zaczęła wstawać. Tuliła do siebie śpiącą Esterę.
Idziemy – powiedziała, tak samo jak w domu, gdy celował w jej siostrę, ale tym razem – o dziwo – o wiele mocniejszym tonem.

_________________


Dzika żydowka i rybia ofiara, czyli Romans w obozie <3= Youre_11

Japoński: #993300
Polski: #009900
Rosyjski: #cc0033
Jidysz XD: #0033cc


Bracia Schlecht SZLETH.
Jak ja ich, kurwa, nienawidzę.
Powrót do góry Go down
Fergal
Prefekt
Prefekt
Fergal

http://vampireknight.forumpl.net/t1888-fergal#40176 http://vampireknight.forumpl.net/t3750-fergal http://vampireknight.forumpl.net/t3672-fergal#79795 http://vampireknight.forumpl.net/t3641-fergal#79025
Zarejestrował/a : 25/06/2015
Liczba postów : 655


Dzika żydowka i rybia ofiara, czyli Romans w obozie <3= Empty
PisanieTemat: Re: Dzika żydowka i rybia ofiara, czyli Romans w obozie <3=   Dzika żydowka i rybia ofiara, czyli Romans w obozie <3= EmptyPią Lip 05, 2019 7:55 pm

W Rekinie nie pojawiła się ani odrobina litości, nawet wtedy kiedy Manuela ze łzami w oczach błagała go o darowanie im życia. Jeśli nie miałby misji porwania niewolników, ta rodzinka już dawno zostałaby wybita co do jednego. Zadawanie bólu, mordowanie, było czymś więcej, niż tylko podłością wymierzoną w żydowskich ludzi. Czerpał z tego chorą satysfakcję, poza tym jeden człowiek tego chciał. Nie chodziło już o Hitlera, tylko o Bereta. To ten łowca kazał wybijać oraz porywać ludzi swoim wampirzym podwładnym, więc Rekin nie śmiał protestować. Właściwie nie wiedział, że może. Dla niego odbieranie życia było czymś normalnym, codziennym.
- Obrzydliwi ludzie.
Warknie w złości, widząc jak dzieciak zwymiotował. Niemka pokręciła głową, ale nie uczyniła nic. Wszak i ona nie zamierzała kwapić się do pomocy kobiecie ani dzieciakom.
Jedynie Rekin tracił cierpliwość, kiedy pozostałości rodziny żydowskiej wlekli się. Dopiero groźba postrzeleniem popędziła ich, tak samo jak okaleczenie matki. A śmiała Esterka pragnąca utulić matkę? Wycelował w nią, lecz nie strzelił. Manuela zdołała ochronić córkę, tak jak wcześniej, kiedy stanęła przed lufą gotowa oddać swoje życie.
Ta suka co raz bardziej go wkurwiała.
- Jeszcze raz któreś z was zgubi drogę, przysięgam że zerwę twarz temu gówniarzowi.
Syknie do żydówki, wskazując na jej młodszego brata. Lepiej niech weźmie słowa do serca, Rekin nie żartował.
Kiedy podjechał samochód, wszyscy ruszyli w jego stronę. Niemiec nie wsiadł do pojazdu, póki ostatni żyd nie został załadowany. Dopiero potem mógł swobodnie usiąść na siedzeniu pasażera i czekać, aż dotrą do jednego z obozów śmierci.

Ciężarówka zatrzymała się po przekroczeniu bramy. Drzwiczki zostały otworzone, po czym z środka wyłonił się Ferg. Zeskoczył na ziemię i skierował się na tyły wozu. Po otwarciu sporych drzwi, strażnicy towarzyszący od razu podnieśli karabiny, mierząc w więźniów.
- Wychodzić, szybko!
Krzyknął jeden z nich, czekając aż wszyscy zebrani zaczną wychodzić. Niemiec stał i obserwował, a dokładnie oczekiwał na Manuele. Czy i w tym momencie pokaże swoją hardość? Zmrużył ślepia jak tylko ujrzał jej twarz. W niej naprawdę tkwiło coś, co irytowała potwora do takiego stopnia, że odczuwał silną potrzebę zniszczenia jej, sponiewierania i zamordowania z zimną krwią.
- Wy dwa, zabrać od niej dzieciaki! Wysłać do administracji i wpisać w rejestr. Mają znaleźć się na najcięższych robotach! Kopanie dołów i wywożenie ziemi w taczkach! Ogolić głowy, na łyso!
Rzucił poleceniem, do dwóch wolno stojących żołnierzy. Ci zasalutowali i podeszli do Manueli, aby wyrwać od niej bliźniaków. Kiedy żydówka zacznie protestować, Fergal podejdzie i uderzy ją kolbą broni. Uderzy tak mocno aby upadła. Dopiero po tym nadejdzie grad kopniaków w głowę, w brzuch, w klatkę piersiową.
- Dziwka! Jeszcze raz spojrzysz na mnie krzywo, a wyłupię ci gały! Wstawaj! Idziemy się przejść!
Ryknie, następnie szarpnie nią za włosy. Pozostali żydzi mogli tylko patrzeć jak podły wampir ciągnie biedaczkę w stronę kwater dla żołnierzy.
- Co on chce zrobić?
Szepnie jeden ze strażników do drugiego, na co ten wzruszy ramionami z niewiedzy. Mogli się jedynie domyślać...

- Nauczę cię posłuszeństwa, śmieciu.
Warknie złowrogo, pchając dziewczynę w stronę jednego z pokoi. Zwykły pokój z łóżkiem, szafką i biurkiem. Mogła upaść na podłogę, lecz nie szkodzi. Niemiec zamknął za sobą drzwi na klucz, żeby chwilę po rozpiąć mundur i ściągnąć go. Dyszał. Powstrzymywał się i walczył z tym, co chciało wyrwać się na zewnątrz. Jak widać pożarcie sporej ilości ludzkiego mięsa, krwi i wkurwienie nieźle zadziałało na męskość wampira. Chciał i w taki sposób się uspokoić, a przede wszystkim zniszczyć Manuele. Jeśli ta zacznie się cofać, ten zareaguje instynktownie; rzuci się na ludzką dziewoję, nie ściągając nawet z siebie ubrań. Nie zdążył, wykręcił ją tak, żeby wylądowała brzuchem do podłogi. Otarł się nabrzmiałym kroczem o jej pośladki, a jedną rękę boleśnie wykręcił. Zębiska wbiły się mocno w ramię, prawdopodobnie powodując pęknięcie kości. Drugą ręką musiał się opierać, aby nie stracić równowagi. Znowu głośno oddychał; chrapliwie, gardłowo. Nawet z boku karku pod szpiczastymi uszami pokazały się skrzela. A rekinia ślina wymieszana z krwią paskudziła ubranie ofiary. Wreszcie pochwyci ją za głowę i przyciśnie do podłoża, tak by jej tyły były wypięte. Zacznie protestować? Chwyci ją za włosy i parę razy uderzy i podłogę. Chociaż za którymś razem zaś uniesie jej głowę, ale tylko po to, by oblizać jej policzek lodowatym jęzorem.

_________________
mowa japońska || mowa niemiecka || mowa polska

Dzika żydowka i rybia ofiara, czyli Romans w obozie <3= DhL3upP

卐Laurka卐
THEME||VOICE
Powrót do góry Go down
Manuela
Manuela
Manuela
Manuela

http://vampireknight.forumpl.net/t4162-manuela#91509 http://vampireknight.forumpl.net/t4173-manuela http://vampireknight.forumpl.net/t4161-manuela
Zarejestrował/a : 28/06/2019
Liczba postów : 53


Dzika żydowka i rybia ofiara, czyli Romans w obozie <3= Empty
PisanieTemat: Re: Dzika żydowka i rybia ofiara, czyli Romans w obozie <3=   Dzika żydowka i rybia ofiara, czyli Romans w obozie <3= EmptyPią Lip 05, 2019 10:57 pm

Przez całą drogę próbowała uspokoić bliźniaków i ranną matkę – ta szlochała i stękała nie tyle z bólu fizycznego co przez widok, jaki musiała znieść, gdy Niemcy zaczęli ich wywozić: zabicie męża, zabicie najstarszego syna i rozszarpanie na kawałki najmłodszej pociechy.
Podczas podróży opowiedziała cichutko rodzinie, co jeden z Niemców zrobił jej i Zachiemu, ale Manuela nie mogła uwierzyć. Zaciskała tylko wąsko wargi i zatykała uszy bliźniakom, aby nie musieli tego słuchać.
Takie rzeczy nie istnieją. Matula musiała zwariować.
Tylko w jaki inny sposób Niemiec zrobiłby coś takiego z ciałem Zachiego?...
Sama Manuel nadal była w takim szoku i adrenalinie, że jej emocje jeszcze nie wzięły nad nią w górę. Zawsze reagowała w kryzysowych sytuacjach z opóźnieniem. Gdy już dojadą, gdy ich ulokują, gdy to wszystko się skończy – wtedy dopiero pozwoli sobie coś poczuć.
Szaweł ocknął się dopiero, gdy dojeżdżali na miejsce. Manuela miała zamiar pomóc wyjść jemu i matce, najpierw jednak chciała wynieść bliźniaki. W wozie było ciasno i duszno, bała się, że ktoś mógłby zgnieść je po drodze.
W drzwiach od razu spotkała nienawistne i pełne wściekłości spojrzenie nazisty. Dopiero teraz zobaczyła, że z jego uszami i skórą było coś nie tak – faktycznie wyglądał niczym potwór. A złowrogie, zwierzęce ślepia tylko wzmacniały to wrażenie.
Zeskoczyła z bliźniakami po schodkach i już miała wracać po mamę i brata, gdy nagle czarnowłosy Niemiec krzyknął coś po niemiecku, patrząc na nią. Manuela rozejrzała się zdezorientowana, kiedy dwóch Niemców podeszło i próbowało wyrwać jej Esti i Joachimka.
Nie! Stójcie! Co robicie! Zostawcie! To moje rodzeństwo! – zaczęła od razu protestować, ciągnąc dzieciaki za ręce i tuląc do siebie.
Nie pozwoli.
Skrzywdzić.
Tej dwójki.
Spodziewała się, że dostanie za sprzeciwianie się, ale nie wiedziała, że przywali jej on. Zawyła, gdy poczuła mocne uderzenie w brzuch, i upadła. Instynktownie nakryła rękami głowę i skuliła się cała, ale Niemiec i tak kopał jej ciało, aż czuła, jak wszystkie wnętrzności robiły koziołka. Zakaszlała, nie mogąc złapać tchu. Z tyłu słyszała wrzaski bliźniaków, matki i Szawła, ale inni Niemcy skutecznie ich odciągnęli.
Mamo!... Esti!... Nie podchodźcie! – krzyknęła jeszcze tylko w jidysz, gdy złapała oddech pomiędzy kopniakami.
I ten język chyba przelał czarę goryczy, bo Niemiec brutalnie wczepił swoje łapsko w jej włosy i zaczął gdzieś ciągnąć. Manuela zaryła ciałem o śnieg i twardą ziemię. Przez kilkanaście metrów nie dała rady sama wstać z powodu bólu, ale mężczyzna się tym nie przejmował.
Przez łzy zobaczyła jeszcze, że ktoś odciągnął jej rodzeństwo od matki i zabrał w sobie znanym kierunku.
Gdzie oni ich zabierają? Gdzie on zabiera ją? Czego on chce?
Co Manuela mu zrobiła, przecież była grzeczna, cicha, słuchała się, póki… póki… nie próbowali zabrać bliźniaków…
Sapnęła głośno, gdy w końcu wrzucił ją do jakiegoś pomieszczenia. Wylądowała na podłodze, przydzwoniła o nią mocno całym ciałem, że aż zawirowało jej w głowie.
Zaczęła kaszleć i rzęzić z bólu, po czym uniosła twarz.
Co to za pokój? To ma być jej? Ma tu mieszkać? Ale… sama? Nie, to niemożliwe, to jej nie grało.
Zaczęła się słabo podnosić, ale w momencie, gdy już chwytała się ramy łóżka i prawie była na kolanach, Niemiec przygwoździł ją swoim ciałem. Nawet nie zauważyła, kiedy zdjął mundur.
Przycisnął krocze do jej pośladków i w jednym momencie zrozumiała, co ją czeka.
Nie! – wrzasnęła głośno, próbując się natychmiast wyrwać. Jej psychika zignorowała rany, jakie dotychczas Manuela miała. Dziewczyna przezwyciężyłaby każdy ból, byleby tylko zapobiec temu, co chciał zrobić Niemiec. – Nie! Zostaw! Błagam! Nie rób mi tego, nie! Będę posłuszna, obiecuję, tylko nie…!
Głos ugrzązł jej w gardle, bo poczuła na ramieniu tak niewyobrażalny ból, że aż ją sparaliżował. Boże, ten facet ją ugryzł, ugryzł, tak jak mówiła mama! Czy… te potwory faktycznie istnieją?
Czym ty jesteś! Przecież byłam grzeczna, robiłam, co kazałeś!
Krzyczała i płakała bez opamiętania, ale nadal wierzgała się pod jego ciężarem i opierała. Mimo że nie była w stanie użyć jednej ręki, drugą na oślep próbowała go od siebie odepchnąć. Jego uścisk był żelazny, ale nie dawała za wygraną.
Nie.
Boże, przecież ona nie… on nie mógł jej teraz… Przecież Manuela miała Jakuba, kochali się, mieli wziąć latem ślub…
Oboje obiecali sobie, że poczekają do tego czasu, że nie chcą się spieszyć – Manuela była dziewicą, była przeznaczona Jakubowi, a nie… nie… nie Niemcowi… To nie miało być tak, jej pierwszy raz nie może być taki
Dlaczego ona? Dlaczego postanowił zgwałcić akurat ją? Czym zawiniła?
Jej protesty zaowocowały tylko tym, że kilka razy przygrzmocił jej czołem o podłogę. Nie miała już nawet siły krzyczeć. Zaczęła tylko ciężko oddychać i przełykać krew oraz łzy. Spróbowała odsunąć od Niemca swoje ciało, ale jej rozpaczliwe ruchy bioder chyba jeszcze bardziej go podjudziły, bo podciągnął jej tułów i przygniótł sobą tak, że znowu czuła na pośladkach jego twardą męskość.
Dzwoniło jej w uszach, czuła, jak gdzieś z rany na głowie po czole, policzku i brodzie ciekła jej krew – a zaraz po tym coś zimnego i oślizgłego przejechało po jej cerze.
Niemiec polizał jej twarz, jednocześnie delektując się posoką.
Boże.
Jęknęła z obrzydzeniem, maksymalnie odchylając twarz.
Proszę… – załkała cichutko. – Ja… nigdy… ja nikogo… nie miałam… Przestań…
Wyciągnęła zdrową rękę przed siebie, w stronę łóżka, i spróbowała się jeszcze wyczołgać spod Niemca. Jej pośladki i uda znowu otarły się o jego ciało, aż Manuela zagryzła wargi. Poczuła uporczywe pulsowanie z jego krocza.
Złapała się ramy i podciągnęła tak mocno, jak tylko dała radę – byleby tylko jakoś się spod Niemca wydostać.

_________________


Dzika żydowka i rybia ofiara, czyli Romans w obozie <3= Youre_11

Japoński: #993300
Polski: #009900
Rosyjski: #cc0033
Jidysz XD: #0033cc


Bracia Schlecht SZLETH.
Jak ja ich, kurwa, nienawidzę.
Powrót do góry Go down
Fergal
Prefekt
Prefekt
Fergal

http://vampireknight.forumpl.net/t1888-fergal#40176 http://vampireknight.forumpl.net/t3750-fergal http://vampireknight.forumpl.net/t3672-fergal#79795 http://vampireknight.forumpl.net/t3641-fergal#79025
Zarejestrował/a : 25/06/2015
Liczba postów : 655


Dzika żydowka i rybia ofiara, czyli Romans w obozie <3= Empty
PisanieTemat: Re: Dzika żydowka i rybia ofiara, czyli Romans w obozie <3=   Dzika żydowka i rybia ofiara, czyli Romans w obozie <3= EmptyCzw Lip 11, 2019 6:13 pm

Horror Manueli dopiero miał się zacząć. Odebrano jej rodzinę, sponiewierano, a dodatkowo groziło jej odebranie największego kobiecego skarbu. Dziewictwa. Rekin nie zamierzał się litować nad żydówką, właściwie czynił jej krzywdę z zimną krwią i odczuwalną premedytacją. Zapewne po wszystkim zostanie rzucona do pozostałych obozowiczów.
Ciągle błagała. Płakała i prosiła. Niemiec nie przestawał. Wciąż napierał, gryzł i obmacywał. Nie mogła w żaden sposób powstrzymać oprawcy, który co raz bardziej nakręcał się do wykorzystania.
Kiedy jej policzek został obrzydliwie oblizany, przeszedł do ponownego zaatakowania; tym razem wgryzł się w jej szyję. A kiedy próbowała uciec, podnieść się, wampir chwycił ją mocniej. Objął ramionami i przyciągnął do siebie. Lecz nie zakończyło się na tym. Fergal podwinął jej spódnicę, poszarpał majtki.
Spoiler:
 

_________________
mowa japońska || mowa niemiecka || mowa polska

Dzika żydowka i rybia ofiara, czyli Romans w obozie <3= DhL3upP

卐Laurka卐
THEME||VOICE
Powrót do góry Go down
Manuela
Manuela
Manuela
Manuela

http://vampireknight.forumpl.net/t4162-manuela#91509 http://vampireknight.forumpl.net/t4173-manuela http://vampireknight.forumpl.net/t4161-manuela
Zarejestrował/a : 28/06/2019
Liczba postów : 53


Dzika żydowka i rybia ofiara, czyli Romans w obozie <3= Empty
PisanieTemat: Re: Dzika żydowka i rybia ofiara, czyli Romans w obozie <3=   Dzika żydowka i rybia ofiara, czyli Romans w obozie <3= EmptyPią Lip 12, 2019 5:57 pm

Spoiler:
 
Łkając, naciągnęła więc tylko dolną część garderoby trzęsącą się, zdrową ręką i spróbowała się podnieść za zakrwawionych, obdartych kolanach.
Nie dała rady. Jej kobiecość pulsowała takim bólem,że każdy ruch był dla niej niewyobrażalnym cierpieniem. Bolało ją zresztą wszystko – nogi z okaleczeniami, pogryzione szyja i kark, złamana kość w barku i generalnie całe ręce, brzuch, piersi czy biodra. Paliła ją skóra przez dotyk Fergala, czuła też, że za parę godzin niemal wszędzie pojawią się siniaki.
Ale nic z tego nie równało się z upokorzeniem i potwornością, jakie zaserwował jej Fergal podczas niemal zwierzęcego, sadystycznego gwałtu. Po poranionych udach spływała jej krew wymieszana ze jego spermą – Manuela bała się spojrzeć w dół, na swoje podbrzusze, bo i bez tego wiedziała, że jej intymność była całkowicie zrujnowana.
Nawet w najgorszych koszmarach nie przypuszczała, że ktoś może być aż tak bestialski.
Wsparła się jakoś zdrową ręką i podniosła do pozycji półsiedzącej, ale dalej nie mogła wstać. Fergal całkowicie ją zniszczył, zarówno cieleśnie, jak i mentalnie. W głowie jej huczało i nie mogła zebrać myśli, bo ciągle pytała samej siebie rozpaczliwie, dlaczego spotkało to właśnie ją, i ciągle czuła na sobie dotyk i zapach Niemca, a także słyszała jego przyspieszony, podniecony oddech przy swoim uchu.
W odstępie kilku godzin straciła przez niego połowę rodziny, nadzieję na przyszłość i swoją kobiecość – gdyby nie fakt, że gdzieś tam za drzwiami, wśród tych obskurnych baraków, żyli jeszcze mama, Esterka, Joachim i Szaweł... pewnie miałaby już gdzieś własne życie.
Ale musiała przetrwać ten horror – dla nich. Dlatego jeszcze raz spróbowała wstać.
Spojrzała na niego wzrokiem pełnym cierpienia, przez potargane włosy, przez krew i łzy, które spływały jej po twarzy, i schwyciła się mocno łóżka. Podźwignęła się, ale od razu sapnęła z nagłej dawki bólu, który aż odebrał jej na moment oddech, i upadła.
Nie było najmniejszych szans, aby sama poszła.
Co z moją rodziną? – zapytała cicho, zachrypniętym głosem.
Niemiec chyba się nie spodziewał, że po tym, co jej zrobił, ośmieli się odezwać i spytać o krewnych, ale cóż – nic innego dla Manueli nie miało już znaczenia.

_________________


Dzika żydowka i rybia ofiara, czyli Romans w obozie <3= Youre_11

Japoński: #993300
Polski: #009900
Rosyjski: #cc0033
Jidysz XD: #0033cc


Bracia Schlecht SZLETH.
Jak ja ich, kurwa, nienawidzę.
Powrót do góry Go down
Fergal
Prefekt
Prefekt
Fergal

http://vampireknight.forumpl.net/t1888-fergal#40176 http://vampireknight.forumpl.net/t3750-fergal http://vampireknight.forumpl.net/t3672-fergal#79795 http://vampireknight.forumpl.net/t3641-fergal#79025
Zarejestrował/a : 25/06/2015
Liczba postów : 655


Dzika żydowka i rybia ofiara, czyli Romans w obozie <3= Empty
PisanieTemat: Re: Dzika żydowka i rybia ofiara, czyli Romans w obozie <3=   Dzika żydowka i rybia ofiara, czyli Romans w obozie <3= EmptyNie Lip 21, 2019 2:35 pm

Z całą pewnością potrzebowała lekarza. Dół kobiety był bardzo poraniony, nie zdziwi się nawet, kiedy Manuela nie będzie mogła swobodnie poruszać się przez jakiś czas. Ale czy w środku Rekina chociaż na moment zatlił się płomyk litości? Nie. Po wampirze spłynęło jak po kaczce, tylko ponaglał ją i czekał aż założy swoje podarte szmaty na siebie. Przecież nie będzie świecić cyckami i waginą wśród pozostałych.
I jeszcze te wszystkie widoczne rany; szarpane, rozerwane. Wszystko dzięki rekinim zębiskom. Miała ogromne szczęście, że przeżyła. Powinna więc być mu wdzięczna.
- Dziękuj mi lepiej, głupia suko, że możesz jeszcze sapać.
Syknie, obserwując jak usilnie stara się przyodziać. Już zaczynał się denerwować, tracił na cierpliwości i finalnie podszedł do niej, aby przywalić pięścią w głowę.
- No ruszaj się! Nie mam całego dnia!
Wydarł się, mając jeszcze większa ochotę ją stłuc. I prawie by do tego doszło, gdyby Manuela nie zapytała o rodzinę. No proszę, mimo własnego dramatu martwi się o pozostałych. Czy ona naprawdę chciała zginąć? Rekin może gwałcić ją bez końca, a ta dosłownie prosiła się o kolejne zdominowanie.
- Będą gryźć własne cielska z głodu, jeśli nie ruszysz tej swojej dupy! KURWA!
Znowu krzyk i kolejny cios, który został wycelowany prosto w jej klatkę piersiową. Jeśli znowu spróbuje wstać, wampir bez skrupułów po raz kolejny ją uderzy. Pochyli się, aby pochwycić ją pod ramiona. Wywlókł jak wór z pokoju i rzucił na podłogę, tuż pod drzwi na przeciwko. Manuela mogła uderzyć o nie, na skutek czego wybudziła poruszenie mieszkanki pokoju.
- Tylko nie ja.
Odezwał się cichy głos zza drzwi i Mańka była w stanie go usłyszeć. Rekin niestety też. Odsunie ciało żydówki na bok, po czym otworzy z hukiem drzwi. Siedząca w środku kobieta była ruda, mająca na oko około dwudziestu pięciu lat. Mizerna, lecz zadbana. Czysta, w białej sukience. Wycofała się pod samą ścianę, jak tylko Fergal do niej dopadł.
- Pierdolone polskie krowy! Jak wy mnie wkurwiacie. Powinnyście zostać wszystkie wyrżnięte.CO DO JEDNEJ SZMATY!
Kolejny raz nie oszczędzał na sile głosu. Kolejna też została też wywleczona poza pokój i porzucona tuż obok osłabionej Manueli. Wydobył broń z paska i wymierzył w rudą.
- Życie tej dziwki może ocalić twoją rodzinę. Więc? Mam rozwalić jej łeb?
Po zapytaniu, odbezpieczył broń. Ruda zadrżała na sam charakterystyczny temu strzelający dźwięk. Załkała, kręcąc głową. Nawet nie próbowała odgonić broni, jak tylko Rekin przystawił do jej skroni. Niezależnie od tego co Manuela wybierze, Niemiec i tak strzelił. Zrobił to tak, żeby kawałki mózgu, czaszki i krew spadło na ciało biednej żydówki. Głośny huk rozszedł się po całym korytarzu, zapewne powodując kolejny strach. Niemniej mieszkanki kwater wiedziały, że prędzej czy później umrą i nie koniecznie z łap potwornego Rekina.
Schował broń na miejsce, po czym zwrócił się do Mańki.
- Wstawaj. Trafisz do lekarza i wracasz do roboty... NA BUDOWĘ!
Warknie i wymierzy jej kopniaka w nogę. Nie znosił czekać, a przecież on sam musiał dokończyć robotę i wreszcie udać się na spoczynek. Kiedy tylko Mańka wstanie, zaś szarpnie ją za ramię i wywlecze na zewnątrz. W zimno, w śnieg. Ci którzy ich mijali, a byli to głównie Niemieccy funkcjonariusze oraz żołnierze, śmiali się. Wytykali żydówkę i klaskali Rekinowi. Ten nie reagował, szedł z kamienną miną. Nawet nie okazał cienia emocji, kiedy przeszli paręnaście metrów do budynku; jednopiętrowy, ceglany. To w nim znajdował się punkt medyczny i jasnowłosa lekarka. Bliska czterdziestki, ostre rysy twarzy i sępim nosie. Nie wyglądała zbyt przyjaźnie, ale głos miała wyjątkowo ciepły.
- Witaj, Fergalu. Potrzebujesz czegoś? Wyglądasz dość mizernie. Dobrze sypiasz? Jadłeś coś porządnego ostatnio?
Sporo życzliwości wkładała w słowa. Jednak kiedy Niemiec jej zaprzeczył i wskazał za chwilę na żydówkę, kobieta... Cóż... Zmieniła się diametralnie; zmarszczyła brwi, przestała się uśmiechać. Bez słowa wskazała dłonią na kozetkę.
- Nim jednak ją tam położysz, rozściel folię. Nie chcę, żeby ubrudziła łóżko. Chociaż i tak to później odkażę. Nie wiadomo co to ma w sobie.
Skrzywi się, wstając z krzesła. Musiała przyszykować kilka rzeczy w celach opatrunkowych. Niemiec zrobił tak, jak chciała lekarka. Manuela została znowu obnażona i porzucona na kozetce owiniętą folią. Niemka podeszła do niej, nakazując wcześniej położyć się. Co gorsza, nie wyrzucała Niemca z gabinetu.
- Fergalu, mniemam że to ty obcowałeś z tą kobietą? Aż dziwne, że przeżyła. Inne twoje partnerki przeważnie umierały.
Zaśmiała się, podczas oglądania ran. Miała ich sporo oraz te zakrwawione uda. Wrednie klepnęła kobietę w jedno z nich.
- Weź skończ się z nią bawić i ogarnij ją. Musi iść zostać poddana rejestracji aby wreszcie iść do roboty oraz na coś się przydać.
Burknie wampir, krzyżując ręce na klacie. Lekarka wyszczerzyła się i zasalutowała. Wiedziała, że Niemiec nie miał nic złego na myśli, nawet jeśli źle zabrzmiał. Oczywiście chodziło o pierwszą część zdania, wszak zawsze wolał wszystkich sprowadzać do porządku. Zatem... Manuela na siłę miała rozłożone nogi i na żywca była myta wrzątkiem; polewana, przecierana szmatką która szybko stawała się brudna od krwi.

_________________
mowa japońska || mowa niemiecka || mowa polska

Dzika żydowka i rybia ofiara, czyli Romans w obozie <3= DhL3upP

卐Laurka卐
THEME||VOICE
Powrót do góry Go down
Manuela
Manuela
Manuela
Manuela

http://vampireknight.forumpl.net/t4162-manuela#91509 http://vampireknight.forumpl.net/t4173-manuela http://vampireknight.forumpl.net/t4161-manuela
Zarejestrował/a : 28/06/2019
Liczba postów : 53


Dzika żydowka i rybia ofiara, czyli Romans w obozie <3= Empty
PisanieTemat: Re: Dzika żydowka i rybia ofiara, czyli Romans w obozie <3=   Dzika żydowka i rybia ofiara, czyli Romans w obozie <3= EmptyNie Lip 21, 2019 8:25 pm

Od razu skuliła się w strachu, gdy ruszył w jej stronę, i spróbowała zasłonić twarz zdrową ręką, ale i tak dostała w głowę. Syknęła z bólu, świat zawirował jej przed oczami, a słowa kata docierały do niej gdzieś z oddali. Nie była w stanie otworzyć ust, więc nic nie powiedziała – poczuła za to na ustach jeszcze więcej krwi, widocznie Niemiec naruszył wcześniejszą ranę.
Czym on w ogóle był? Dlaczego pił ludzką posokę i jadł ludzkie mięso? Dlaczego… był tak zbudowany?
Od kiedy takie potwory istniały?
Oberwała w pierś i przez kilkanaście sekund nie mogła złapać powietrza. Gdy w końcu jej się to udało, kat poderwał ją w górę, ale już po chwili rzucił na podłogę w korytarzu. Manueli dźwięczało w głowie i ledwo kontaktowała, ale nowy, kobiecy głos i tak do niej dotarł. Odwróciła słabo twarz w stronę dziewczyny, którą Fergal wytaszczył z pokoju.
Co to był za budynek? Jakiś obozowy burdel dla żołnierzy?
Manuela chciała coś powiedzieć do dziewczyny, ale nie zdążyła, bo Niemiec wycelował w nią pistolet. Sojka cofnęła się, patrząc na bidulkę z przerażeniem.
Kim była? Czy przeszła przez to samo? Ją też Niemiec gwałcił? Jak długo przeżyła?
N… nie… ja… nie zabijaj jej… nie krzywdź… – wydukała w bólu, ale nawet nie zdążyła dokończyć, bo rozległ się strzał, a na ciele Manueli wylądowały strzępki mózgu dziewoi.
Śliczne, wychudzone ciało opadło na podłogę bez życia, a Sojka zastygła w miejscu, czując w ustach już nie tylko swoją krew, ale i krew biedaczki. Nie krzyknęła – bała się, że jej wrzask sprowadzi na nią drugi strzał.
Naprawdę spróbowała wstać, gdy jej rozkazał, ale teraz posłuszeństwa odmówiło całe drżące ciało, a dodatkowy kopniak nie pomógł – Manuela zagryzła mocno zęby, bo fala bólu rozeszła się też po udach. Niemiec sam musiał ją podźwignąć i zaprowadzić do kolejnego pomieszczenia.
O jakiej budowie on mówił? Przecież Manuela nie byłaby w stanie tak pracować, nie przy tych ranach. Była tylko słabą kobietą, nigdy nie miała do czynienia z żadnymi pracami fizycznymi, nie było więc szans, żeby podołała w obozie…
Ale tym, co bardziej ją martwiła, była jej rodzina. W drodze do lekarza rozglądała się wokół, próbując dojrzeć jakąkolwiek znajomą twarz. Bezskutecznie – mijali głównie rozbawionych Niemców, którymi jednak Manuela się nie przejmowała.
Dokąd trafili mama, Esterka i bracia?
Czy w ogóle ich kiedyś zobaczy? A Jakuba? Czy chociaż jemu uda się uniknąć obozu?
W punkcie medycznym nie rozumiała, o czym rozmawiali Niemiec z lekarką. Stała tylko milcząco za swoim katem, próbując nie denerwować go samym swoim istnieniem
Nawet nie protestowała, gdy lekarka zdarła z niej ubranie, a następnie gestem rozkazała się położyć. Zasłaniając się zdrową ręką, dokuśtykała jakoś na kozetkę. Zostawiła za sobą plamy krwi i dopiero teraz spojrzała na swoje podbrzusze.
Dobrze, że już siedziała, bo inaczej pewnie padłaby jak długa przez to, co Niemiec zrobił jej delikatnej kobiecości. Nie dało się dostrzec niemal niczego spod warstwy krwi i śladów po gwałcie.
Zacisnęła rękę na kawałku folii, kiedy lekarka upokarzająco klepnęła jej udo i wrednie przyglądała się jej poranionemu ciału. Manueli było wstyd, zwłaszcza że przy tym wszystkim był jej oprawca, ale nie miała nawet czym się zasłonić. Przełknęła więc to poniżenie, modląc się tylko w duchu, aby ten koszmar wreszcie się skończył.
Wrzasnęła, gdy poczuła wrzątek na swoich ranach, i automatycznie wierzgnęła do przodu, ale lekarka siłą położyła ją z powrotem. Manuela jednak nie była w stanie kontrolować swoich mięśni ani krzyków, więc ostatecznie Fergal musiał podejść z tyłu i po prostu trzymać jej tułów, aby się nie wyrywała. Dziewczyna nawet tego nie czuła, była skupiona tylko na swoich ranach – kiedy lekarka po raz któryś wylała na jej intymność wrzątek, głos jej ugrzązł w gardle, a ona sama poczuła, jak mdleje z bólu.
Ocknęła się po krótkim czasie – blondynka akurat zajmowała jej pogryzionym i złamanym barkiem, przez co Manuelę czekała kolejna dawka bólu. Lekarka ani trochę nie zwracała uwagi na jej krzyki, płacz i cierpienie, tylko niewzruszenie wykonywała swoją robotę. Szczęście w nieszczęściu, opatrunki były naprawdę porządne i Sojka wreszcie zaczynała czuć delikatną ulgę.
Nadal piekł ją niemal każdy skrawek ciała, zwłaszcza w okolicy ud i podbrzusza, ale przynajmniej nie ciekła już znikąd krew. Manuela zaczynała wreszcie jako tako kontaktować i mogła przynajmniej na moment skupić na czymś myśli.
Czy fakt, że kobieta tak zajęła się jej ranami, świadczył o tym, że chcą, aby Manuela dłużej żyła? Przecież mogli porzucić ją w tym stanie i zostawić na śmierć – czy naprawdę sądzą, że przyda się aż tak na budowie?
A może zrobią z nią coś gorszego? Sojce stanął przed oczami obraz kobiety, którą rozstrzelał Niemiec. To oczywiste, do czego służyło wcześniej jej ciało.
Gdy kobieta wreszcie skończyła, rzuciła Manueli jeszcze jakąś pożal-się-Boże-sukienkę, która wyglądała jak zwykła szmata. Sojka ją na siebie narzuciła, po czym Niemiec ponaglił ją wrzaskiem, aby się ruszyła. Manuela ledwo się podniosła, ale w końcu jej się udało, przy kolejnej fali bólu. Z wirami w głowie podążyła za swoim katem, który i tak brutalnie chwycił ją za ramię oraz zaczął ciągnąć w zniecierpliwieniu.
Zaprowadził ją chyba do rejestracji. Manuela już z daleka widziała rząd biednych, przestraszonych ludzi, w większości Żydów. Nigdzie jednak nie było twarzy matki albo jej rodzeństwa.
Gdzie wysłano moją rodzinę? – zapytała w strachu, gdy Niemiec w końcu dotaszczył ją na miejsce. – Czy będę pracować z nimi?
Spojrzała jeszcze w prawo, na odchodzących ludzi w głąb obozu, i aż zaschło jej w gardle. Stanęła jak wryta.
W oddali dostrzegła swojego Jakuba. Odwrócony tyłem, szedł ze spuszczoną głową, wraz z innymi krzepkimi Żydami, prowadzony przez Niemców.
Pewnie wysłali go na jakieś ciężkie roboty.
Manuela przełknęła nerwowo ślinę, ale szybko odwróciła wzrok. Gdyby go teraz zawołała, Niemiec na pewno rozstrzelałby go na miejscu. Nie mogła dopuścić do tego, aby zabił także jej narzeczonego.
Niech chociaż on przeżyje.
Widok Jakuba dodał jej jednak sił, nawet jeśli oznaczał, że ukochany również przejdzie przez piekło. Dlatego Manuela ośmieliła się teraz spojrzeć prosto w oczy Niemca, czekając, czy powie cokolwiek o jej rodzinie.

_________________


Dzika żydowka i rybia ofiara, czyli Romans w obozie <3= Youre_11

Japoński: #993300
Polski: #009900
Rosyjski: #cc0033
Jidysz XD: #0033cc


Bracia Schlecht SZLETH.
Jak ja ich, kurwa, nienawidzę.
Powrót do góry Go down
Fergal
Prefekt
Prefekt
Fergal

http://vampireknight.forumpl.net/t1888-fergal#40176 http://vampireknight.forumpl.net/t3750-fergal http://vampireknight.forumpl.net/t3672-fergal#79795 http://vampireknight.forumpl.net/t3641-fergal#79025
Zarejestrował/a : 25/06/2015
Liczba postów : 655


Dzika żydowka i rybia ofiara, czyli Romans w obozie <3= Empty
PisanieTemat: Re: Dzika żydowka i rybia ofiara, czyli Romans w obozie <3=   Dzika żydowka i rybia ofiara, czyli Romans w obozie <3= EmptySob Lip 27, 2019 5:21 pm

Manuela miała zginąć w tym obozie, lecz nim do tego dojdzie, Rekin musiał się zabawić. Kosztem jej delikatnego ciała, skruszonego umysłu i całej jej przeklętej, żydowskiej rodzinki. Wcześniejsi poznali czym jest piekło oraz śmierć, więc przyjdzie pora i na pozostałych. A przynajmniej tak myślał Rekin. Nie wiedział, że w przyszłości sprawy nabiorą ogromnego obrotu i wszystko trafi szlag; koniec wojny, zlikwidowanie obozów i przede wszystkim Niemiec otworzy oczy. Nim jednak to się wydarzy, cała historia musi zostać odtworzona.
Dziewczyna została opatrzona powierzchownie, jak widać lekarka miała za zadanie tylko utrzymać ją przy życiu i ogarnąć, nic poza tym. Wciąż mogła czuć ból ciała, wszak żadnych przeciwbólowych nie otrzymała. Poza tym Niemiec zaś ją szarpał i traktował jak nic nie znaczące popychadło.
- Już dawno zdechli.
Warknie w odpowiedzi i wiadomo też, że kłamał. Natomiast Manuela mogła o tym nie wiedzieć, chodziło tylko o to, aby ją uciszyć. Już miał dość jej gadania odnośnie rodziny.
Miała ogromne szczęście że Fergal nie zauważył jak wpatruje się w jednego mężczyznę. Inaczej skończyłoby się to dla nich tragicznie, a przynajmniej dla niego. Niemiec nie miał żadnych oporów przed pozbawienie życia człowieka, a tym bardziej na zniszczenie rodziny. Już pokazał co potrafi dużo wcześniej.
Wepchnął dziewczynę do pomieszczenia, w którym znajdowali się już inni pojmani. Kobiety, dzieci, mężczyźni. Wszyscy nadzy, brudni i zakrwawieni. Pojedynczo funkcjonariusze prowadzili ich do małego gabinetu w którym nadawano im numer; wytatuowane cyfry na lewym ramieniu. Nie oszczędzano nawet włosów. Golono głowy nawet kobietom. Tylko niektóre miały szczęście i zostawały zabierane do kwater w których miały służyć jako dziwki.
- Ma zostać wysłana do robót. Wywóz cegieł, ziemi i kopanie dołów. Tylko zostawcie jej włosy, ta suka niebawem zostanie przeniesiona do bloku dla kurw.
Zdecydował wampir, po tym jak wprowadził Manuele do gabinetu. Siedzący tam w podeszłym wieku mężczyzna w niemieckim mundurze SS uśmiechnął się podle i skinął głową. To on właśnie wytatuował na ręku numery, mające odebrać Manueli tożsamość. Stała się niczym więcej niż tylko jedną z wielu oznaczonych. Przedmiotem, śmieciem. Usadowiona na krześle, ujrzała jak człowiek do niej podchodzi i chwyci mocno za lewe ramię. Następnie wbije igłę w celu rozpoczęcia wykonania tatuażu.
- Jak masz na imię i nazwisko, młoda damo?
Spyta, nie odrywając oczu od swojej pracy. Fergal stojąc przy nich, szturchnął dziewczynę. W końcu mogła nie zrozumieć co mówi drugi Niemiec.
- Głupia, pyta jak masz na imię.
Warknie ostro, nie przejmując się że mogło ją zaboleć. Miała być grzeczna. Drugi mężczyzna roześmiał się.
- Bez znaczenia kim jest. Ten pomiot i tak prędzej czy później skończy w rowie.
Chrząknie, spoglądając na wampira. Ten wykrzywi się, obnażając zębiska. Niby uśmiech, niemniej nic pozytywnego. Upiorne zębiska odbierały wszystko co pozytywne.
- Albo w twoim korycie, Fergal.
Rozbrzmiał kolejny głos, a wraz z nim pokazał się w drzwiach wysoki mężczyzna. Szatyn w mundurze, przystojna twarz z widocznymi kilkoma piegami. Przenikliwe, chociaż dość ciepłe spojrzenie jak na kolejnego niemieckiego kata. Fergal na jego widok warknął coś pod nosem, marszcząc brwi. Był wyraźnie niezadowolony z obecności nowego gościa. Andre - takie było jego imię. Szlachetny wampir który prowadził za rączkę małą dziewczynkę. Rude włosy, zniszczona sukienka w kratkę na której były wyraźne ślady krwi. Jej okrągła buzia wilgotna od łez, była brudna i już nosiła ślady nieszczęścia jakie ją spotkało. Chociaż była już spokojna, to i tak w jej pięcioletnim serduszku utkwił cierń traumy. Na pewno straciła wszystkich.
- Prezent dla ciebie. Kiedy z nią skończysz, wróć do naszych kwater. Czeka na ciebie Beleth. Nie jest zadowolony z tego, że mordujesz żydów. Są potrzebni do badań, do pracy a ty robisz z nich wyżerkę i zabawki.
Zwróci się do Rekina, wręczając drobną rączkę w jego łapę. Ten z wyraźną wściekłością wyrwie dzieciaka, że aż ta krzyknie i upadnie na kolana. Andre cofnie się.
- Idź już.
Poleci, przepuszczając tym samym Fergala w drzwiach. Zwyrodniały Niemiec z dziewczynką wyjdą, a Andre zostanie. Manuela również była wolna; wykonano tatuaż, wręczono jej pasiasty strój. Szlachetny dłonią wskaże wyjście i w przeciwieństwie do Rekina, nie szarpał nią, grzecznie poczekał aż pozbiera się i wreszcie opuści gabinet. Trafi do jednej z grup która liczyła kilku mężczyzn, parę kobiet i dzieciaki. Zawędrowali oni z budynku administracyjnego na budowę. Dotarcie zajęło im aż półgodziny drogi, co gorsza mieli pracować na dworze. Zimno, mróz, nieludzkie warunki do pracy. Mańka i tak dostała w rękę łopatę oraz taczkę, a obsługiwał ją gruby żyd. Ten jeden który przybył tutaj z więzienia w celu pilnowania porządku oraz karania słabszych.
- Widzisz tą stertę gruzu? Masz to pozbierać na taczkę i wywieźć. O tam.
Grubym paluchem wskazał sporą górę gruzu, znajdującą się jakieś dziesięć minut drogi stąd. Zapowiadało się źle, naprawdę źle, bo przecież jeśli zacznie Manuela się ociągać, zostanie zaatakowana przez psy. Już jeden z SSmanów obserwował ją, a stojący obok niego duży owczarek niemiecki łapczywie się oblizywał.

_________________
mowa japońska || mowa niemiecka || mowa polska

Dzika żydowka i rybia ofiara, czyli Romans w obozie <3= DhL3upP

卐Laurka卐
THEME||VOICE
Powrót do góry Go down
Manuela
Manuela
Manuela
Manuela

http://vampireknight.forumpl.net/t4162-manuela#91509 http://vampireknight.forumpl.net/t4173-manuela http://vampireknight.forumpl.net/t4161-manuela
Zarejestrował/a : 28/06/2019
Liczba postów : 53


Dzika żydowka i rybia ofiara, czyli Romans w obozie <3= Empty
PisanieTemat: Re: Dzika żydowka i rybia ofiara, czyli Romans w obozie <3=   Dzika żydowka i rybia ofiara, czyli Romans w obozie <3= EmptySob Lip 27, 2019 9:34 pm

Zdechli?
Podążała za nim słabo, o bolała. Bardziej to on ją ciągnął, niż ona szła o własnych siłach.
Zdechli?
To słowo sprawiło, że nawet przestała czuć uporczywy, fizyczny ból – o wiele gorsza była świadomość, że może nie mieć już nikogo. Ani mamy, ani Esterki, ani Joachima, ani Szawła.
Czy naprawdę ktoś zdążył ich zabić, gdy Niemiec pokazywał jej, czym jest piekło?
Łzy napłynęły jej do oczu, ale przełknęła ślinę i powstrzymała się od płaczu. Wystarczyło zaledwie kilka godzin, aby ten Kat pokazał jej, że ma być cicha i mu posłuszna. Złamał ją w ciągu jednego dnia. Prawie.
Bo widok narzeczonego znowu dodał jej nadziei – a gdy jeszcze później odkryje, że rodzina jednak żyje… może Rekin zobaczy w jej oczach wolę życia.
Ale na razie pozostawała w przeświadczeniu, że wszyscy jej bliscy zdechli.
W rejestracji oczywiście rozglądała się na wszystkie strony, ale nadaremno. Nikogo nie rozpoznała. Ze strachem obserwowała, jak więźniowie dostawali po kolei wytatuowany numer, jak każdemu golono głowę, odbierano wszystko, co przy sobie miał, dawano wstrętny pasiak… i posyłano dalej, w stronę bólu i cierpienia.
Jej kat zaczął rozmowę po niemiecku, gdy już była w gabinecie. Stała obok niego cicho, tak jak przy pielęgniarce, ze splecionymi dłońmi i przerażonym wzrokiem. Siedzący tu Niemiec lustrował ją z góry na dół, marszcząc brwi, ale i nie okazując zdziwienia.
Chyba dobrze znał Rekina i domyślał się, co zrobił kobiecie.
Siedzący Niemiec szarpnął ją za lewę ramię i bezpardonowo wbił igłę. Manuela syknęła, ale ból nie był straszny w porównaniu z tym, co już przeszła.
20 196.
Od teraz tyle znaczyła. Była liczbą.
Dwadzieścia tysięcy sto dziewięćdziesiąt sześć. Och, ile więźniarek było tu już przed nią…
Niemiec coś powiedział w swoim języku, jej kat ze zniecierpliwieniem ją szturchnął i powtórzył łaskawie po polsku.
Manuela… Manuela Sojka – wydusiła i podniosła wzrok, patrząc na Rekina.
Kim dokładnie on był? Jak się nazywał? Dlaczego tak bardzo się na niej uwziął?
Drugi nazista nie przejął się zbytnio jej odpowiedzią, bo tylko dokończył robotę i wrócił za biurko, coś tam mówiąc po swojemu.
Cholera. Manuela będzie musiała nauczyć się chociaż podstaw tego języka.
Wzdrygnęła się, gdy nadszedł trzeci Niemiec, i spojrzała w tamtą stronę. Zadrżała, kiedy zobaczyła, że prowadził ze sobą małą dziewczynkę.
Ile to dziecko mogło mieć lat? Było w wieku Esterki i Joachima? Czy może nawet młodsze?
Manuela przygryzła wargę na myśl, jakie potworności mogły spotkać tę małą w obozie. Modliła się w duchu, żeby tylko żaden z Niemców nie lubował w dzieciach.
Ona jakoś przejdzie przez to piekło – ale takie maluchy były przecież jeszcze bardziej bezbronne. Takie kruche i bezsilne.
Niemal w ogóle nie zwracała uwagi na Niemca, który trzymał dziewczynkę. Zbyt się bała – Rekin już pokazał jej męską brutalność i Manuela nie chciała przekonywać się o niej po raz drugi. Skupiała całą swoją uwagę na biednej, zapłakanej dziewuszce. Zacisnęła szczękę, gdy dostrzegła ślady krwi na jej sukience.
Czy ktoś ją już skrzywdził? Czy to była jej krew? Oby nie.
Chciała zaprotestować, gdy dziecko zostało przekazane Katowi, prawie podniosła się z krzesła i coś powiedziała, ale napotkała wzrok swojego oprawcy.
Jeszcze się spotkamy i cię dopadnę.
Tyle zdołała zrozumieć.
Dlatego opadła w milczeniu z powrotem, patrząc tylko na plecy małej. Boże, żeby on nie krzywdził chociaż jej. Żeby jej nie bił. Żeby nie zmuszał jej do pracy. Przecież to tylko dziecko!...
Bez słowa wepchnięto jej pasiak do ręki. Musiała się w niego przebrać tu i teraz – zrobiła to z niemałym wstydem, chociaż jednocześnie ze zdumieniem zauważyła, że nikt nie ściął jej długich, pięknych włosów.
Co to oznaczało?
Ta dziewczyna, którą zabił Rekin, też miała swoje włosy. Manueli zrobiło się słabo na myśl, że miałaby tam wrócić, ale grzecznie podążyła za Niemcem, który teraz ją przejął. O dziwo, nie wykazał się wobec niej agresją. Manuela i tak mu nie ufała i tylko posłusznie za nim dreptała.
Szczęśliwie, nie zaprowadził ją do burdelu.
Dołączyła do grupy, w której wszyscy milczeli, i Manuela nie miała zamiaru przerywać tego stanu. Sama była zbyt zdruzgotana, aby cokolwiek mówić, zresztą mróz i śnieg jej doskwierały. Przez cały czas trzęsła się i szczękała zębami.
Na miejscu żydowski kapo wcisnął jej łopatę i kazał pracować. Manuela ledwo nawet umiała trzymać narzędzie, a co dopiero mówić o ciężkiej pracy – ale posłusznie zaczęła wykonywać polecenie. Robiła to wolno, słabo, jednak szczekające psy i wściekły wzrok nazisty nie pozwalały jej przestać.
Tak minęło jej parę dni – codziennie czekały ją długi apel, poranna wyprawa w mrozie, wielogodzinna praca, od której bolało ją całe ciało (nadal zresztą niewyleczone), wyzwiska, kolejne kopniaki i uderzenia, ciągnięcia za włosy i stany bliskie omdleniu. Zdążyła już schudnąć i kości powoli zaczynały jej wystawać.
Ale co ją dziwiło – żaden z Niemców nie katował jej do nieprzytomności, mimo że niejednego więźnia tak urządzili. Parę razy widziała, jak naziści szeptali, patrzyli na nią i śmiali się, pogwizdując. Domyśliła się, że chodziło o jej włosy. Jedna więźniarka, która znała niemiecki, zresztą jej to szepnęła, gdy już były w barakach w obozie.
Dostała maleńki skrawek do spania, obok kobiet, które na początku zazdrościły jej włosów i patrzyły na nią z pogardą, ale chyba szybko zorientowały się, co fryzura może dla Manueli oznaczać w przyszłości – i całkowicie milczały w tym temacie. Nie chciały z nią o tym rozmawiać
Dziewczyna dowiedziała się przynajmniej, jak nazywał się jej oprawca i większość Niemców z grupy, która sprawowała tutaj władzę.
Fergal Schlecht.
To nazwisko będzie ją prześladować do końca życia.
Nie udało jej się jednak znaleźć nikogo z rodziny. To dołowało ją każdego dnia, ale nie przestawała pytać – wszystkich więźniów, którzy tylko mogli cokolwiek wiedzieć. Chciała się przynajmniej upewnić, że nie żyją. To byłaby okropna wiadomość, ale Manuela musiała znać prawdę.
Właściwie gdyby nie fakt, że ujrzała wtedy w dali Jakuba, pewnie już by się poddała i pozwoliła się zabić na robotach. Ale musiała zrobić wszystko, żeby go spotkać. Zwłaszcza że Fergal od tamtego fatalnego, pierwszego dnia ani razu się przy niej nie pojawił. Manuela myślała, że może już o niej zapomniał.
Do czasu – chyba szóstego czy siódmego poranka, kiedy miała iść na apel, a potem do pracy, zobaczyła w oddali jego smoliste włosy. Zastygła w bezruchu, tuż przy baraku, który był teraz jej domem.
Niemiec szedł w jej stronę. I znowu miał ten nienawistny wyraz twarzy. Aż cofnęła się parę kroków w strachu.
Boże, oby jednak nie chodziło o mnie. Błagam.

_________________


Dzika żydowka i rybia ofiara, czyli Romans w obozie <3= Youre_11

Japoński: #993300
Polski: #009900
Rosyjski: #cc0033
Jidysz XD: #0033cc


Bracia Schlecht SZLETH.
Jak ja ich, kurwa, nienawidzę.
Powrót do góry Go down
Fergal
Prefekt
Prefekt
Fergal

http://vampireknight.forumpl.net/t1888-fergal#40176 http://vampireknight.forumpl.net/t3750-fergal http://vampireknight.forumpl.net/t3672-fergal#79795 http://vampireknight.forumpl.net/t3641-fergal#79025
Zarejestrował/a : 25/06/2015
Liczba postów : 655


Dzika żydowka i rybia ofiara, czyli Romans w obozie <3= Empty
PisanieTemat: Re: Dzika żydowka i rybia ofiara, czyli Romans w obozie <3=   Dzika żydowka i rybia ofiara, czyli Romans w obozie <3= EmptyNie Lip 28, 2019 10:22 pm

Od feralnego dnia zarejestrowania jako numer, Manuela przestała być sobą. Niemcy odebrali jej rodzinę, życie i tożsamość. Teraz miała tutaj umrzeć z przepracowania, z głodu albo któregoś pięknego dnia zabije ją Fergal albo jakiś inny niewyżyty kat. A tutaj takich było od groma. Tylko czy Rekin do tego dopuści? Upatrzył ją sobie, więc całą pewnością nie pozwoli aby to ktoś inny odebrał jej cenne życie.
Nawet wtedy, kiedy wychodził z gabinetu administracyjnego, był wściekły że Andre z nią został. Z całą pewnością to on już chciał ją wchłonąć, przy okazji odbierając człowieczeństwo. Do cholery, nawet nie miał pojęcia jak bardzo się nie pomylił.
Rączka dziewczynki ucierpiała przez gniew wampira; poczuła jak zaciska na niej swoje palce i powoduje pęknięcie kości. Rozległ się dziecięcy krzyk, płacz i wylew niemieckich przekleństw skierowanych w małą osóbkę. Jakby to ona była wszystkiemu winna.
Cała droga do kwatery była wypełniona piskiem dziewczynki i złością Fergala. Póki nie spotkał Beletha. Łowcy odpowiedzialnego za sprowadzenie wampirzych katów do obozu, w tym właśnie jego.
- Zabierzcie małą.
Skierował się do stojących w pobliżu ssmanów, po czym skinął głową na Fergala i otworzył drzwi prowadzące do budynku.
- A my mamy do pogadania.
Dokończy. Wampir w milczeniu jako pierwszy wszedł do środka, a łowca tuż za nim.

Życie Manueli w obozie nie było ani trochę usłane różami. Zmuszana do pracy, bita, opluwana. Otrzymywała tak jak inni minimalne racje żywnościowe w postaci namoczonego chleba z wodą. Dostała nawet swoją drewnianą miskę, którą była zmuszona strzec jak oka w głowie bo drugiej w zapasie nie otrzyma. Lecz jej życie w którymś momencie miało się zmienić. Na lepsze? To się okaże, najgorszy z katów już dla niej coś uszykował. Miał czas, w końcu łowca kazał mu siedzieć w zamknięciu przez te kilka dni i przemyśleć swoje zachowanie. Bycie nieposłusznym było czymś, czego Beleth nienawidził.
Dlatego właśnie teraz wraz z rozpoczęciem dnia, Niemiec wreszcie został wypuszczony i od razu po ogarnięciu się, udał na plac w celu znalezienia Sojki.
Znalazł ją. Już stała w tej swojej brudnej pasiastej piżamie i rozczochranych włosach. Czuł już narastającą wściekłość, wszak to przez jej familię siedział w pokoju. Pieprzona żydówka. Nie szkodzi, ze apel się zaczął. Rekin i tak przemieścił się między więźniami, taranując ich czy wywracając. Ktoś po niemiecku coś krzyknął, Rekin odwzajemnił ale rykiem.
- TA KURWA MA IŚĆ ZE MNĄ!
Wystarczyło żeby uciszyć ludzkiego strażnika. Oni woleli nie mieszać się w sprawy wampirów, poza tym wstawienie się za żydówką. Nie, tak być nie mogło. Niech sobie lepiej Rekin weźmie dziewuchę, którą zaś potraktował jak szmacianą lalkę. I znowu tam szli. Do znajomych kwater; tam gdzie była zgwałcona i zamordowano kobietę. Do tego zimnego budynku. Kaźni dla kobiet i ich godności.
- Chcesz się zobaczyć ze swoją matką?
Spyta, aczkolwiek szczęki miał zaciśnięte. Wepchnie ją do pokoju. Do tego samego w którym ją wykorzystał.
- I z tymi bachorami? Jak im tam było? Ścierwa?!
Bez zmian. Krzyczał, wyżywał się jakby to ona miała być wszystkiemu winna. Nie miała prawa też uciekać, za próbę odpowiedzi uderzy ją z otwartej w dłoni w twarz. Chwyci za fraki i przyciągnie ku sobie.
- Esterka. Twoja malutka siostrzyczka. Jest w tym budynku i właśnie zajmuje się nią najgrubszy i najbardziej perfidny z ludzkich Niemców.
Po co zdradził tą najgorszą rzecz? Dla wprowadzenia planu w życie. Nim jednak podejmie najważniejszy krok, musi trochę minąć. Chociażby jeszcze zabawić się jej kosztem. Obejmie ją; mocno, wręcz tak jakby chciał złamać kręgosłup. Wgryzie się boleśnie w kobiece ramię, kolejny raz rozwalając je. Poprzednie rany jeszcze się nie zagoiły, a brudny bandaż już dawno spadł.
Co było gorzej słuchać? Kiedy Rekin pije łapczywie krew czy ten dziecięcy krzyk i płacz. Tak, Esterka była w pokoju obok. Potworność działa się tuż za ścianą, a starsza siostra nie była w stanie nic uczynić.

_________________
mowa japońska || mowa niemiecka || mowa polska

Dzika żydowka i rybia ofiara, czyli Romans w obozie <3= DhL3upP

卐Laurka卐
THEME||VOICE
Powrót do góry Go down
Manuela
Manuela
Manuela
Manuela

http://vampireknight.forumpl.net/t4162-manuela#91509 http://vampireknight.forumpl.net/t4173-manuela http://vampireknight.forumpl.net/t4161-manuela
Zarejestrował/a : 28/06/2019
Liczba postów : 53


Dzika żydowka i rybia ofiara, czyli Romans w obozie <3= Empty
PisanieTemat: Re: Dzika żydowka i rybia ofiara, czyli Romans w obozie <3=   Dzika żydowka i rybia ofiara, czyli Romans w obozie <3= EmptyPon Lip 29, 2019 2:51 pm

Ze strachem patrzyła, jak Fergal zmierza w jej stronę. Nawet nie próbowała uciekać – wiedziała, że to nie ma sensu. Stała jak posąg, czekając tylko, aż jej najgorszy koszmar znajdzie się tuż obok.
Nie miała pojęcia, czym zawiniła, że Rekin znowu się do niej fatygował. Podejrzewała, że niczym. Błagała w myślach, aby tym razem nie skończyło się tak jak ostatnio. Aby jej nie zgwałcił, aby nie rzucił się na nią jak jakieś zwierzę, aby nie przygwoździł jej do żadnej podłogi i nie zostawił potem ledwo żywej.
Już wiedziała, że nie ma prawa odzywać się niepytana, dlatego nie protestowała, gdy nią szarpnął i zaczął ciągnąć przed siebie. W połowie drogi zorientowała się, że znowu idą do tego samego miejsca, i prawie omdlała ze strachu, ale hardo stawiała nadal nogę za nogą. Objęła się rękami w pasie, a wszystkie jej niezagojone rany zabolały ponownie. Poczuła przeszywający ból w podbrzuszu – Boże, tak bardzo nie chciała znowu przez to przechodzić! Miliard razy bardziej wolała wyczerpującą robotę na taczkach!
Gdy wepchnął ją do pokoju i wrzasnął coś o matce, a następnie o rodzeństwie, spojrzała na niego zdezorientowana, nic nie rozumiejąc.
Przecież nie pozwoliłby jej chyba zobaczyć się w końcu z rodziną, prawda? Przecież był chodzącym złem – o co chodziło?
Zaczęła skubać palce, zagryzając wargi.
Z matką? Powiesz mi, gdzie są? Wiesz, co… – zaczęła, bo myślała, że mogła się jednak odezwać.
Błąd.
Dostała z liścia. Prawie się wywróciła, ale Rekin od razu schwycił ją za pasiak i przyciągnął do siebie. Znowu poczuła jego zapach, jego oddech przy swojej skórze, słyszała ten wściekły ton tuż przy swoich uszach. Chciała się z obrzydzeniem spróbować wyrwać, ale wtedy powiedział te słowa o Esterce.
Zamarła, nie dowierzając. Nawet nie protestowała, gdy znów zaczął dobierać się do jej ramienia i gdy ją objął.
Żartował sobie? Kłamał? Przecież nie, to niemożliwe, Esti miała dopiero…
I wtedy to usłyszała.
Najpierw dziecięcy, zagłuszony płacz, a potem rozdzierający serce krzyk. Manuela nie miała wątpliwości, kto właśnie przechodził przez piekło ścianę obok – Fergal nie kłamał.
Zaledwie parę metrów dalej, za cienkim murem, za tynkiem i warstwą farby, jakiś Szwab bawił się jej małą, ledwo kilkunastoletnią siostrzyczką. Wrzeszczał na nią. Bił ją. Dotykał jej. Rozdzierał jej małe ubranko i niszczył jej nagie, delikatne ciało.
A Fergal w tym samym momencie wgryzał się w jej kruche i obolałe ramię, aby boleśnie spijać krew. Ale to było dla Manueli niczym.
NIE! – zaprotestowała głośno w swoim języku. – NIE, NA BOGA! ESTI! ESTI, BŁAGAM, ESTI, JESTEM TU, MALEŃKA, TRZYMAJ SIĘ! To jeszcze dziecko! Małe, bezbronne dziecko, wy potwory! – krzyczała już po polsku do Fergala, wyrywając się i szamocząc.
Mógł rozorać jej całkiem ramię, mógł przegryźć jej całą rękę, mógł trzymać ją w bolesnym, żelaznym uścisku – dla Manueli nie miało to teraz znaczenia. Jej ciało, zdrowie i życie się nie liczyły. Zrezygnowałaby teraz ze wszystkiego, byleby za ścianą nikt nie krzywdził jej siostry. Zrobiłaby wszystko.
To dziecko… jak możecie… – zaszlochała jeszcze, już ciszej, gdy próby wyrwania się spełzły na niczym.
Próbowała sięgać w stronę, gdzie znajdowała się Esterka. Jeżeli Fergal jej na to pozwoli, to wysunie spod jego ramion przynajmniej jedną rękę, tę zdrową, i spróbuje dotknąć nią ściany. A następnie zacznie w nią uderzać – tak mocno, jak tylko da radę.
Zrób ze mną, co chcesz – błagała Rekina. – Co tylko chcesz. Będę posłuszna. Całkiem posłuszna. Tylko proszę, nie ona… Przecież… przecież ona ma ledwo…
Łzy napłynęły jej do ust, przez co musiała przerwać. Przełknęła je i jeszcze próbowała szarpać ciałem w stronę ściany, zza której teraz nastała z kolei cisza.
Po paru sekundach powietrze przeszył jednak tak okropny, dziewczęcy wrzask, że był chyba słyszany w całym budynku. Manuela krzyknęła zaraz po tym i wierzgnęła się tak mocno w stronę siostry, że przypadkowo uderzyła Niemca łokciem w żebra – nawet jeśli słabo, to i tak mógł się zdenerwować.
Tuż po dziewczęcej rozpaczy Manuela i Fergal mogli usłyszeć niski, ale głośny, sapiący ton mężczyzny – Manuela nie rozumiała, co krzyczał w swoim języku, ale wiedziała, że działo się najgorsze: ten obrzydliwy typ właśnie gwałcił jej siostrę.
Esti… – szepnęła, zamykając z bólu oczy.
Ledwo parę dni temu cierpiała tak jak ona, w tym pokoju, w którym teraz była, ale mimo bólu, jakiego wtedy doświadczyła, nawet nie potrafiła sobie wyobrazić, co mogło czuć dziecko, które jeszcze dojrzewało. Dlaczego to się stało? Dlaczego ktoś krzywdził w tak okropny sposób małą dziewczynkę?...
Wcześniej, przy barakach, błagała w myślach, aby Rekin jej znowu nie wykorzystywał. Ale teraz oddałaby własne ciało ponownie – Fergalowi albo komukolwiek innemu – i to nie raz, nieskończoną ilość razy, byleby tylko jej siostra nie musiała przez to przechodzić. Pozwoliłaby zrobić ze sobą wszystko, byleby tylko Esterka mogła pozostać niewinna i szczęśliwa. Mogłaby nawet błagać Fergala, aby ją wziął, aby ją gryzł, aby robił jej wszystkie inne potworne rzeczy, jeśli tylko to oszczędziłoby jej siostrę.
Ale było już za późno.
Wreszcie poczuła też własny ból, który Niemiec serwował jej w tym momencie i który promieniował na całe uszkodzone ramię. Nie miała jednak sił zajmować się swoim cierpieniem – sapnęła więc tylko cicho, gdy Fergal wreszcie wyrwał zębiska z jej ciała, ale pusty wzrok nadal miała utkwiony w ścianie, zza której dochodziły okropne odgłosy.
Nie sądziła, że Niemiec jest w stanie zniszczyć ją jeszcze bardziej – nigdy w życiu się jednak tak nie pomyliła.

_________________


Dzika żydowka i rybia ofiara, czyli Romans w obozie <3= Youre_11

Japoński: #993300
Polski: #009900
Rosyjski: #cc0033
Jidysz XD: #0033cc


Bracia Schlecht SZLETH.
Jak ja ich, kurwa, nienawidzę.
Powrót do góry Go down
Fergal
Prefekt
Prefekt
Fergal

http://vampireknight.forumpl.net/t1888-fergal#40176 http://vampireknight.forumpl.net/t3750-fergal http://vampireknight.forumpl.net/t3672-fergal#79795 http://vampireknight.forumpl.net/t3641-fergal#79025
Zarejestrował/a : 25/06/2015
Liczba postów : 655


Dzika żydowka i rybia ofiara, czyli Romans w obozie <3= Empty
PisanieTemat: Re: Dzika żydowka i rybia ofiara, czyli Romans w obozie <3=   Dzika żydowka i rybia ofiara, czyli Romans w obozie <3= EmptyWto Lip 30, 2019 3:52 pm

Kiedy dziecko krzyczało, Rekin przyspieszał i wzmacniał uścisk. Aż pazury wbijały się w plecy kobiety, jakby chciał wycisnąć z niej więcej krwi. Kilkudniowa głodówka dała we znaki wampirowi i teraz musiał nadrobić wszystkie braki. Chociaż właściwie najchętniej pożarłby niewiastę włącznie z jej żydowskimi kostkami. Zapewne jej siostrę spotkałby podobny los, ale wcześniej odciągnąłby od niej zwyrodniałego politycznego miejsca. Kto by przypuszczał, że jakaś polityczna szycha chciała odwiedzić obóz i przy okazji się zabawić.
Manuela musiała wszystkiego słuchać, była wręcz skazana na niemoc w obronie swojej bliskiej małej siostrzyczki. Mogła tylko słuchać jej płaczu i krzyków. Uparcie przywoływała matkę, której nie było nawet w budynku.
Podczas próby uderzania w ścianę, Fergal powstrzymał ją poprzez pochwycenie jej ręki. Nie wykręcał, tylko ją trzymał. Nie zdziała ona nic, tylko pogorszy sprawę. Nie żeby Niemiec odczuwał współczucie, po prostu on również nie chciał słuchać tego, co działo się w pokoju obok. Ale był zbyt pochłonięty pożeraniem krwi, że nie potrafił cokolwiek zrobić. Uderzeniem w bok rozzłościła go, jednak nie uczynił nic. Warknął jedynie w ostrzeżeniu aby przestała, przecież i tak nic nie zrobi. Ester mogła krzyczeć do woli, obrzydliwy Niemiec mógł sapać nad jej małym ciałkiem bez przerwy. I tak nie była w stanie pomóc.
Nawet kiedy stanowczo przerwał posiłek, odgłosy wciąż były słyszalne, nawet jeśli straciły one na głośności. Wypuścił z rąk żydówkę, samemu wpatrując się w pustą ścianę za którą odgrywał się prawdziwy koszmar kilkuletniego dziecka. Wreszcie Rekin zdecydował się podnieść i wyjść z pokoju, co jak co, ale i jemu nie w smak było słuchanie tego obrzydliwego aktu. Zaczął uderzać pięściami w drzwi, aż wreszcie opasły mężczyzna postanowił otworzyć drzwi. Stanął w nich średniego wzrostu, łysiejący człowiek blisko czterdziestki. Zapinał właśnie guzik od spodni i poprawiał pasek.
- Czego chcesz? Przecież już prawie skończyłem!
Zaczął się tłumaczyć, jak tylko wampir przesunął go i wszedł do środka. Człowiekowi nie podobało się to, że ktoś mu przerwał. Jak tak można?
- Wasz obozowy szef mi pozwolił. Mam pozwolenie! Zaraz... Zaraz do niego pójdziemy i będziesz się tłumaczyć!
Krzyczał, wskazując palcem na leżącą w rogu łóżka przy ścianę drobną dziewczynkę. Jej ubranko było podarte, pełno było krwi. Rekin wciąż nie odczuwał współczucia. Głośno przełknął ślinę, lecz nie skierował swojej złości na dziecku tylko na opasłym polityku; chwycił go za ubranie i pchnął najmocniej w stronę drzwi jak tylko się dało. Cielsko człowieka upadło z głośnym hukiem na ścianę. Osunął się, łkając i krzycząc.
- Potwory! Ten przeklęty człowiek was tutaj sprowadził! Demony! Będziecie smażyć się w piekle!
Obejmował się ramionami, patrząc jak wampir idzie w jego stronę. Nie miał żadnych szans z potworną siłą nieludzkiego mundurowego, który raz jeszcze wyciągnął do niego łapy i skierował na siłę w stronę drzwi. Oczywiście całe zajście zostało przerwane przez przybycie niemieckich strażników, którzy znajdowali się piętro wyżej. Musieli oni natychmiast przerwać bójkę. W całym tym zdarzeniu zapomniano o Manueli oraz Esterce; ta druga ostrożnie zeszła z łóżka, pokuśtykała w stronę otwartych drzwi i udała się do pomieszczenia. Widok umęczonej zakrwawionej siostry wzbudził w małej płacz. Nie umiała powstrzymać głośnego jęku, który już został usłyszany przez Rekina. Nie oderwał się jednak od uderzania pięścią w twarz zboczeńca, nawet strażnicy od razu nie mogli powstrzymać wampira przed brutalnym aktem przemocy. Ludzka twarz przypominała miazgę; nos spłaszczony, wybite zęby i podbite oczy. Zapewne oberwie za napaść na politycznego gościa, lecz ten gość z całą pewnością również uzyska łatkę zwyrodnialca.
Niemiec nie wrócił do żydówki i jej siostrzyczki. Zostały one same w pokoju. Właściwie czemu po nie nie wrócił? Bowiem Fergal musiał wyjść z budynku aby trafić do swoich budynku administracyjnego i ponownie tłumaczyć się ze swoich czynów. Łowca z całą pewnością nie będzie zadowolony z poczynań swojego podopiecznego, którego uważał za jednego z lepszych katów. A tu jak na złość; nie słuchał się.
Dziewczyny miały więc szansę skorzystać z nieuwagi, rozejrzeć się. Chociaż stan dziewczynki za bardzo na to nie pozwalał; skubała ona zniszczoną sukienkę, nie zwracając już uwagi na krew widoczną na jej chudych udach. Dziecko schudło strasznie; już nie była tą samą radosną osóbką. Była takim samym wrakiem jak wszyscy inni tutaj.
- Czy my tu umrzemy? Tak jak tata i nasz braciszek?
Spytała cicho, pociągając noskiem. Już zdążyła zrozumieć co ich tutaj tak naprawdę czeka.

_________________
mowa japońska || mowa niemiecka || mowa polska

Dzika żydowka i rybia ofiara, czyli Romans w obozie <3= DhL3upP

卐Laurka卐
THEME||VOICE
Powrót do góry Go down
Manuela
Manuela
Manuela
Manuela

http://vampireknight.forumpl.net/t4162-manuela#91509 http://vampireknight.forumpl.net/t4173-manuela http://vampireknight.forumpl.net/t4161-manuela
Zarejestrował/a : 28/06/2019
Liczba postów : 53


Dzika żydowka i rybia ofiara, czyli Romans w obozie <3= Empty
PisanieTemat: Re: Dzika żydowka i rybia ofiara, czyli Romans w obozie <3=   Dzika żydowka i rybia ofiara, czyli Romans w obozie <3= EmptyWto Lip 30, 2019 11:13 pm

Fergal mógł jej teraz robić mnóstwo ran – i na plecach, i na ramieniu, i wszędzie, gdzie popadnie. Nawet jeżeli Manuela czuła ból, to nic dla niej nie znaczył. W obliczu cierpienia jej małej, ukochanej siostrzyczki był niczym.
Sądziła, że po tym, co Rekin ostatnio jej zrobił, nie da się już wspiąć wyżej w hierarchii zwyrodnienia i sadyzmu, ale jak widać, nie miała racji. W najgorszych snach by nie przypuszczała, że strażnicy czy szychy obozowe będą gwałcić dzieci – kobiet mieli przecież pod dostatkiem.
Patrzyła z nieopisanym cierpieniem na tę białą ścianę, która pewnie była świadkiem niezliczonej liczby gwałtów oraz słyszała niezliczoną liczbę krzyków, i wściekała się na siebie, że nie była w stanie zrobić nic, aby obronić małą. Esterka wciąż wrzeszczała, płakała, wołała mamę, Niemiec wciąż sapał, a każdy ich odgłos rozdzierał serce Manueli na nowo.
Kiedy Fergal ją w końcu puścił, upadła na kolana i od razu przyczołgała się do ściany, jakby jej obecność zaledwie metr bliżej Esterki mogła jakkolwiek pomóc. Dotknęła jej dłońmi, oparła o nią głowę i szlochała, powtarzając imię siostry. Spodziewała się, że Rekin zaraz ją poderwie, rzuci na podłogę i rozerwie ubrania – albo co gorsza że weźmie ją przy tej ścianie, tak aby siostry mogły nawzajem słyszeć swoje krzyki.
O dziwo, Rekin w milczeniu opuścił pokój, zostawiając ją samą. Manuelę to zdziwiło, ale nie podążyła za nim – trwała uparcie przy tej ścianie, obok miejsca, gdzie – jak jej się zdawało – Niemiec gwałcił jej siostrę.
Chciał tylko krwi? O nic więcej nie chodziło? Nie będzie jej znowu... krzywdził?
Normalnie byłaby przeszczęśliwa, że nie czeka ją dzisiaj gwałt, ale koszmar, jaki spotkał Esterkę, wyprał ją ze wszystkich pozytywnych emocji. Dałaby się pociąć na żywca, byleby cofnąć czas i uchronić siostrę.
Zamarła, gdy usłyszała, że Rekin dobijał się do pokoju obok, a już kompletnie zszokował ją fakt, że jej oprawca... postanowił uniemożliwić drugiemu Niemcowi dalsze wykorzystywanie Esterki.
O co tu chodziło, na Boga?!
Słuchała, jak ten drugi krzyczał coś po niemiecku, jak został wyniesiony z pokoju, a następnie jak Rekin zaczął go okładać pięściami. Dopiero wtedy przysunęła się bliżej drzwi i wyjrzała za nie, ale nie była w stanie dojrzeć całego zdarzenia. Wszystko słyszała za to perfekcyjnie.
Objęła się za krwawiące ramię i już miała wstać, ale zobaczyła w przejściu swoją siostrzyczkę.
Małą, zakrwawioną, zapłakaną biedaczkę – jej ubranko było całe podarte i poplamione, włosy miała potargane, twarzyczkę całą czerwoną zarówno od łez, jak i uderzeń kata.
Co najgorsze – po jej chudziutkich udach ciekła krew. Manuela zakryła swoje usta, aby nikt na zewnątrz nie usłyszał jej płaczu.
Niestety – Esterka jęknęła na jej widok. Starsza natychmiast do niej podbiegła, objęła ją zdrową ręką i przytuliła do swojego ciała. Próbowała szeptać jej do uchu jakieś pocieszające frazesy w stylu: Już dobrze, już nikt cię nie skrzywdzi, wszystko się ułoży, aby tylko mała przestała płakać – mimo że sama nie wierzyła w to, co mówiła.
Nie umrzemy, Esti, kochanie, nie pozwolę na to. Cii. Nie pozwolę. On cię już nie dotknie – szeptała nadal małej i głaskała uspokajająco jej małą główkę.
Nie chciała kontynuować wątku ojca i braci. Nie mogła – bo dobrze wiedziała, że żadne pocieszenia nie zdałyby egzaminu.
Sama się domyślała, jaki będzie jej koniec w obozie. Albo umrze podczas robót z wymęczenia, albo któryś z Niemców, najpewniej Fergal, zakatuje ją na śmierć podczas gwałtu. Już nie miała złudzeń – ale do teraz ciągle tkwiła w niej iskierka nadziei, że chociaż małej uda się przeżyć. Że nie potraktują tak dziecka.
O matce, Szawle i Jakubie wolała nie myśleć – niczego tak nie pragnęła jak ich przetrwania, ale bała się, że mogli już wyzionąć ducha. Zwłaszcza osłabiona i niezdolna do ciężkiej pracy matula.
Manuela w pewnym momencie zorientowała się, że coś było nie w porządku – na zewnątrz zrobiło się za cicho.
Fergal i inni Niemcy sobie poszli, zostawiając tę dwójkę przy otwartych drzwiach.
Pułapka? Czy szansa?
Manuela była w obozie mniej niż tydzień. Mimo że już zaznała tej rzeczywistości, to nie znała jeszcze wszystkiego – nie wiedziała, że w takiej sytuacji dla własnego dobra powinno się zostać w miejscu i się nie ruszać.
Złapała Esterkę za rękę. Chciała ją podnieść i nieść, ale jej ramię odmawiało współpracy. Mała ledwo za nią człapała, ale i sama Manuela nie była w stanie szybko się posuwać.
Co mogłaby zrobić, aby uchronić małą? Gdzie ją zaprowadzić?
Nie mogła w takim stanie iść przez obóz. Strażnicy na pewno zwróciliby na nie uwagę i ukarali za wyjście bez pozwolenia. Kobiety nie mogły wychodzić z tych pomieszczeń bez wyraźnego rozkazu – były tu w jednym celu i nie pozwalano im robić nic innego.
Musiała więc zostać z Esterką tutaj, w budynku. Czy udałoby się ją gdzieś schować? Potem, po powrocie Niemca, mogłaby skłamać, że mała sama gdzieś uciekła, a Manuela nie widziała gdzie...
To nie był dobry plan i Sojka o tym wiedziała – ale albo to, albo czekanie, aż kaci wrócą i ponownie się nimi zajmą.
Esti, wychodzimy stąd, ale musisz być bardzo cicho – szepnęła do siostry i pogładziła ją po obolałym policzku.
Ta kiwnęła główką, chociaż chyba niewiele rozumiała, powtórzyła pod nosem parę razy Mania, Mania, po czym wreszcie umilkła.
Manuela powoli wyjrzała na korytarz. Pustka, żadnego Niemca. Ostrożnie wyszła na zewnątrz, starając się jak najciszej stąpać. Mimo że obie były drobne, podłoga i tak skrzypiała.
Znała tylko drzwi wyjściowe i te jedne, za którymi znajdowała się inna dziewczyna, zabita przez Fergala. Podeszła do nich – usłyszała ciche męskie pojękiwanie. Już zastąpiono poprzednią kobietę.
Wzdrygnęła się i ze strachem wycofała. Ciągnąc za sobą małą, która nadal pochlipywała, podchodziła pod każde drzwi i nasłuchiwała.
Na Boga, niech Esterka powstrzyma łzy! Manuela wiedziała, że wszystko ją bolało, była wystraszona i nic nie rozumiała, ale teraz... teraz musiała po prostu być cichutko. Położyła dłoń na buzi małej, a palec drugiej ręki umieściła na swoich ustach.
Spod paru drzwi nic nie usłyszała, ale były zamknięte. W końcu jedne okazały się otwarte. Zajrzała do środka – ciemno i ponuro, jednak chyba nikogo nie było. Promienie słoneczne przedzierały się tylko w jednym miejscu zza grubej zasłony, i padały na fragment podłogi. Natychmiast tu weszła i pociągnęła Esterkę. Pokój był większy i zagracony, w przeciwieństwie do pozostałych, ale Manuela nie miała teraz czasu się dokładnie rozglądać. Weszła w głąb, szukając jakiejś kryjówki.
Wejdź tutaj – nakazała szeptem siostrze, prowadząc ją do niewielkiej szafy z niedomykającymi się drzwiczkami. Pomogła jej umęczonemu ciałku się podnieść i wejść do środka. – Musisz być naprawdę cichutko, rozumiesz?
Chciała wejść tam z nią, ale zamarła, dotykając mokrej od krwi skóry siostry. Uświadomiła sobie, że na pewno zostawiły za sobą ślady posoki.
W takim wypadku Niemiec znajdzie je raz dwa.
Rozpaczliwie wepchnęła więc małą dalej, ucałowała ją w główkę i z bólem serca się podniosła.
Posłuchaj, musisz tutaj zostać sama, ja nie mogę z tobą, i skryć się przed... przed nimi. Patrz na słońce, które pada przez zasłonę. Jeśli będzie już całkiem ciemno i nie usłyszysz nic zza okna, wtedy możesz stąd wyjść. Spróbuj wtedy wybiec z budynku i uciec z powrotem do miejsca, w którym byłaś. Wcześniej, zanim cię tu przyprowadził. Gdzie byłaś? – zapytała jeszcze z roztargnieniem, głaszcząc siostrę po włosach.
W baraku z innymi dziećmi... on... zabrał mnie...
Trafisz tam sama? – przerwała jej Manuela, bo nie była w stanie słuchać dalej.
Esterka kiwnęła głową. Zaczęła znowu płakać i prosiła siostrę, aby ta została, jednak starsza musiała iść. Po ponownym pożegnaniu wymsknęła się cicho z pokoju i rozejrzała na korytarzu. Dostrzegła na podłodze ślady krwi – zaczęła je rozpaczliwie przecierać fragmentem ubrania, które akurat było czyste.
Jeżeli nikt jej tego nie przerwie, przetrze wszystkie ślady, powróci do pokoju, do którego wcześniej wepchnął ją Fergal, i tam ukucnie ponownie przy ścianie, z bijącym ze strachu sercem i łzami w oczach. A jeśli przerwie... cóż, byleby tylko nie był to Rekin – bo każdemu innemu strażnikowi pokornie odpowie, że to właśnie on kazał jej sprzątać. Kij, że nie dał jej żadnej ścierki – to właśnie byłoby w jego stylu.
Chyba że do budynku wpadnie znowu Fergal – wtedy była stracona.

_________________


Dzika żydowka i rybia ofiara, czyli Romans w obozie <3= Youre_11

Japoński: #993300
Polski: #009900
Rosyjski: #cc0033
Jidysz XD: #0033cc


Bracia Schlecht SZLETH.
Jak ja ich, kurwa, nienawidzę.
Powrót do góry Go down
Fergal
Prefekt
Prefekt
Fergal

http://vampireknight.forumpl.net/t1888-fergal#40176 http://vampireknight.forumpl.net/t3750-fergal http://vampireknight.forumpl.net/t3672-fergal#79795 http://vampireknight.forumpl.net/t3641-fergal#79025
Zarejestrował/a : 25/06/2015
Liczba postów : 655


Dzika żydowka i rybia ofiara, czyli Romans w obozie <3= Empty
PisanieTemat: Re: Dzika żydowka i rybia ofiara, czyli Romans w obozie <3=   Dzika żydowka i rybia ofiara, czyli Romans w obozie <3= EmptyNie Sie 04, 2019 10:39 am

Wielu się zastanawiało dlaczego dochodziło do tak obrzydliwych przestępstw na terenie obozu. Bowiem nie wszyscy byli aż tak zepsuci do szpiku kości, żeby krzywdzić w taki sposób dziecięce pociechy. Ale jak widać zdarzały się wyjątki od reguły i pod byle pretekstem, dobierali się do dzieciaków. Czasami bez wiedzy, czasami wiedzieli. Rekin akurat nie miał pojęcia, że w kwaterach ma miejsce tak perfidny czyn do którego on nawet nie byłby wstanie wykonać.
Esterka stała się ofiarą gwałtu przez tłustego Niemca, ale szczęście w nieszczęściu Niemiecki Rekin nie miał ochoty tego dalej słuchać ani tym bardziej mieć świadomość, co dzieje się w pokoju obok. Może dostanie naganę albo nawet i pochwałę. Nieważne. Pragnął to powstrzymać, tak też więc uczynił.
Manuela przez moment była wolna, korzystając z nadanej szansy przez los na wyciągnięcie siostry z problemów. Ale czy na pewno jest chociażby cień szansy na ucieczkę? Obóz jest strzeżony, ogrodzony drutami będącymi pod wysokim napięciem. Stąd teoretycznie nie ma ucieczki.
Dziecko naprawdę nie miało siły uciekać, wlokła się za starszą siostrą wciąż pochlipując i co jakiś czas potykając się. Brudziła podłogę krwią, która spływała z jej nóg prosto na nagie stopy.
- Chcę do mamy!
Pisnęła cicho, kiedy Manuela wciągnęła je do ciemnego pokoju. Bała się okrutnie. Nie mogła powstrzymać płaczu, mimo że siostra zabroniła. Drżała na całym ciele, wycierała piąstkami umoczoną od łez i krwi buzię.
- Wrócisz po mnie, Maniu?
Dziecięca rączka chwyciła jej włosy i obracała między palcami. Nie chciała żeby ją zostawiała. Nie wiedziała przecież czy ktoś tutaj przyjdzie albo znowu ją porwie i skrzywdzi.
Skinęła główką jednak po usłyszeniu planu. Ma z powrotem udać się do baraku gdzie przebywały dzieci. Wie jak ma tam dotrzeć, przecież podczas drogi do kwater rozglądała się. Zapamiętała mniej więcej drogę ale czy... Na pewno się uda? Uderzyła rączką w przymknięte drzwi od szafy, czując jak płacz znowu zaczyna atakować. Siostra naprawdę ją tutaj zostawiła. Samą, bezradną. Nie miała pretensji, po prostu nie chciała zostać sama i żeby Manuela przeżyła.
Nikt nie przychodził. Przybysze zajmujący się swoimi ofiarami wciąż nie interesowali się sytuacją jaka miała miejsce na korytarzu. Tu wciąż było słychać czyjeś krzyki. Ale gdy powoli zaczynało się ściemniać, część powychodziła z pokoi aby wrócić na posterunek ewentualnie na tereny pracy, jak również przybyli kolejni strażnicy.
- Jaki miała numer? Pamiętasz?
Odezwał się jeden męski głos, którego kroki rozchodziły się po korytarzu. Drugi towarzyszący mu też mężczyzna, co chwila ciągnął za klamki od drzwi, aby sprawdzić czy są pozamykane.
- Mam zapisane.
Burknie podczas wertowania kartek z zapisami w których to pokojach znajdują się oznaczone kobiety. Manuela Sojka. To jej poszukiwali.
- O tu!
Powie nagle, wskazując palcem na drzwi. Jeden z nich podszedł i pociągnął za klamkę... Ustąpiły. Spojrzeli po sobie i szybko weszli do środka. Nieco oniemieli widząc, że kobieta wciąż tu siedzi. Nim jednak ją wywlekli, sprawdzili numer wytatuowany na jej ramieniu.
- Idziesz z nami, cukierku.
Manuela mogła się troszkę zdziwić, że osobnik który właśnie ją wyciągał z pokoju mówi po Polsku. Jak widać i rodacy wybrali sobie ciepłe posadki na obozach. Zapewne byli więźniami.
- Masz wyjątkowego pecha: idziesz do rekiniej kwatery.
Dorzuci z tonem pełnego satysfakcji. Jak widać sprawiało mu wielką radość krzywdzenie swojej rodaczki. Drugi natomiast zajął się pozostałymi pokojami. A co z Esterką? Dziewczynka jeszcze siedziała w środku w szafie. Biedaczka zasnęła.

Znowu na dworze. Zimowe wieczory były bardzo zimne, dokuczliwe i wciąż też zmuszano ludzi do pracy. Oświetlone tereny pełne wychodzonych, przemarzniętych ludzi. Niegdyś silni, wytrwali, teraz cienie samych siebie. Jakiś Niemiec nieopodal właśnie przerzucał wychodzone zwłoki na tyły małej ciężarówki. Zaczyna się. Palenie zwłok... Już dało się czuć swąd palonych włosów, ubrań, skóry.
- Smród potworny, ale naszych nieludzkich gości to podnieca. Nawet nie wiesz, mała, co dzieje się w ich kwaterach. Zresztą, sama niedługo się przekonasz.
Wolał ją przygotować, aczkolwiek patrząc na jej stan... Raczej nie zrobi na niej wielkiego wrażenia. Poza tym i tak nie miała wyjścia niż pójść tam. Do Rekina.
Budynek mieszkalny należący do wampirów był dwupiętrowy. Brązowa cegła, solidne stalowe drzwi wejściowe i w szerokie okna. Niektóre okratowane, jakby obawiano się że coś może z nich wyskoczyć. Wszystko było celowe, wszak okiełznanie pijawek było nie lada wyczynem, a ludzi od tego było niewielu. Na czele z nich stał łowca Bereth. Mężczyzna, który sprowadził swoich podopiecznych aby pomagali w pilnowaniu oraz katowali obozowiczów. Będąc Niemcem i to o dość okrutnych poglądach, nie obchodziło go o przybyciu Sojki na tereny kwater. Skoro Fergal tego chciał, musiał mieć powód. Ale jaki?
Ktoś głośno się śmiał, ktoś krzyczał i grała muzyka. Wampiry bawiły się wyśmienicie, co znaczyło że poziom ich rozpieszczenia naprawdę był wysoki. Mogły robić co chciały, dlatego też właśnie Manuela została skierowana pod pokaźne, drewniane drzwi. Strażnik uśmiechnął się do niej i zapukał do drzwi, po czym otworzył je.
- Mam... Mam tak jak tego chciałeś.
Drżący ton człowieka zdradzał, że się bał. Nie wiedział bowiem co odbije wampirowi siedzącego za wielkim, dębowym biurkiem. Nie wykonywał żadnej papierkowej roboty, nic z tych rzeczy. Cały blat biurka był zawalony butelkami po alkoholu, jak również po tej z krwią. Część z nich była już opróżniona do dna albo do połowy. Rekin też nie był tutaj sam. Obok na kanapie siedział Andre. Sączył on powoli krew z kieliszka, delektując się cichą muzyką pochodzącego z tuby gramofonu. Na przeciwko na drewnianym krześle pod biblioteczką, bujał się wampir z dość dzikim wyrazem twarzy. Oblizywał on niechlujnie pazury z krwi. Unzi - bo tak się nazywał, nawet na chwilę nie spojrzał na przybyłych.
Natomiast powracając do Rekina. Zerwał się gwałtownie z fotela i ręką zrzucił na podłogę część butelek. Rozległ się spory hałas pękającego szkła, a później uderzenie otwartą ręką o drewno.
- Daj mi ją tutaj. I WYNOŚ SIĘ, PIERDOLONY POLACZKU!
Wydarł się, kolejny raz uderzając ręką o blat. Człowiek zrozumiał, skinął posłusznie głową i zaprowadził Sojkę tam, gdzie wskazał Fergal. Wolał się stąd zmyć, nim będzie za późno. Gdy są pijani, tym bardziej nie można przewidzieć co zrobią.
Żydówka nie miała raczej nic do gadania, kiedy wampirzysko pchnęło ją na łopatki na mebel. Utorował sobie miejsce między jej nogami, jednak nie za blisko tylko po to, aby móc usiąść w fotelu, który przybliżył do biurka. Oparł łeb na jej klatce piersiowej, ręce trzymał po obu stronach jej ciała.
- Drap mnie za uchem. Chcę spać i nie połamać ci dzisiaj rąk.
Prośba nietypowa, ba nawet jego ton głosu zrobił się spokojniejszy, lekko senny. Zmiana dotarła też do Unziego, który zaczął się śmiać. Wytknął palcem Rekina i przechylił się jeszcze bardziej na krześle, ryzykując upadkiem.
- Romantyk się znalazł! Romantyk! Ożenisz się z nią?
Zaskrzeczał wrednie, lecz nie dane będzie mu dalej się śmiać. Andre również zaczął mówić:
- Wprowadzisz swój plan w życie?
Spyta po polsku, aby Mańka mogła go też zrozumieć. Niech wie, że Potworny Niemiec coś knuje.
- Tak. Za moment.
Odburknie w odpowiedzi, podniesie się i spojrzy na twarz kobiety. Cała historia jej krótkiego życia była już na niej wypisana; cierpienie, ból, ale też ta wola walki, która niezmiernie go denerwowała.
- Utnę te twoje skrzydełka, ptaszku. Jak również nóżki, wydłubię oczy, ale jeszcze wcześniej popatrzysz jak ginie twoja rodzina. Zniszczę cię dosłownie.
Mówiąc, wychylił się, aby mogła go słyszeć. Wyraźnie. A żeby jeszcze bardziej ją dobić:
- Wiem też o Jakubie, dziwko. Jego zabiję szybciej, bo taka kurwa jak ty nie może posiadać rodziny. Pasożyty nie mogą się rozmnażać ani tym bardziej kochać.
Na zakończenie jakże pocieszającej wypowiedzi, ugryzie ją mocno w ucho, a rękę włoży między jej nogi. Znowu zaczął zabawiać się kobiecością, wpychając głęboko palce zakończone ostrymi pazurami.

_________________
mowa japońska || mowa niemiecka || mowa polska

Dzika żydowka i rybia ofiara, czyli Romans w obozie <3= DhL3upP

卐Laurka卐
THEME||VOICE
Powrót do góry Go down
Manuela
Manuela
Manuela
Manuela

http://vampireknight.forumpl.net/t4162-manuela#91509 http://vampireknight.forumpl.net/t4173-manuela http://vampireknight.forumpl.net/t4161-manuela
Zarejestrował/a : 28/06/2019
Liczba postów : 53


Dzika żydowka i rybia ofiara, czyli Romans w obozie <3= Empty
PisanieTemat: Re: Dzika żydowka i rybia ofiara, czyli Romans w obozie <3=   Dzika żydowka i rybia ofiara, czyli Romans w obozie <3= EmptyNie Sie 04, 2019 9:27 pm

Manuela naprawdę chciałaby wtedy zostać ze swoją siostrzyczką, przynajmniej powierzchownie opatrzyć jej rany i wyprowadzić pod wieczór, gdy jako dziecku będzie jej łatwiej umknąć przed patrolami i powrócić do swojego mieszkania.
Ale musiała przede wszystkim myśleć o jej obecnym bezpieczeństwie, a ono było zagrożone, jeśli Rekin znajdzie tu ślady krwi i dotrze do małej. Albo jeżeli nie znajdzie Manueli i zacznie węszyć.
Starsza Sojka nie była głupia – wiedziała, że jej kilkugodzinne schowanie się w szafie nie uchroni jej przed Niemcem, a wręcz pogorszy sytuację. Dlatego po wytarciu krwi wróciła grzecznie do tego pokoju, który już zawsze będzie ją nawiedzał w sennych koszmarach, i tam próbowała się uspokoić, opatrując ponownie ranę na ramieniu. Użyła do tego celu fragmentu prześcieradła z łóżka – natychmiast zabarwiło się na czerwono, ale Manueli przynajmniej udało się zatamować krwotok. I tak czekała, bojąc się nawet głośniej oddychać i nasłuchując, czy Fergal nie wraca albo czy Esterka nie opuściła kryjówki. Szczęśliwie na biurku stała jakaś karafka z wodą, więc przynajmniej miała co pić. Pomyślała ze zgrozą o Esterce, ale bała się do niej iść.
Czekała długo, aż nawet powoli zbierała się w sobie, aby jednak pomóc siostrze wyjść. Sama przecież w teorii też już dawno powinna być w swoim baraku – na pewno zauważyli jej całodniową nieobecność przy robotach. Czy ktoś ją za to ukaże? Pewnie tak. Ale i tak lepsze to niż Fergal.
Ktoś jednak przyszedł. Już z zewnątrz słyszała głosy. Spojrzała ze strachem na przybyszów, ale odetchnęła z ulgą, gdy zobaczyła, że to nie Niemcy. Chociaż – tak naprawdę nie miała się z czego cieszyć, co zaraz oznajmił jej… jeden z kapo? Chyba był więźniem, prawda?
Nie, błagam – pobladła i aż musieli ją ciągnąć, bo sama ledwo włóczyła nogami – tylko nie do niego, proszę!
Mężczyźni jednak byli nieugięci. Wyprowadzili ją z budynku. W korytarzu Manuela rzuciła jeszcze po raz ostatni wzrokiem na drzwi, za którymi chowała się Esterka.
Czy była bezpieczna?
Czy nikt jej nie skrzywdził? Manuela usłyszałaby, gdyby tak było, prawda?
Boże, czy uda jej się bezpiecznie wrócić do swojej kwatery?
I czy jeszcze kiedykolwiek się zobaczą?...
Tuż po wyjściu z budynku mężczyźni zaczęli prowadzić ją w stronę kwatery Rekina. Po drodze jeszcze minęli się z małą grupą Polaków, którzy po rutynowych, całodniowych pracach zostali wysłani do wysprzątania pomieszczeń. Manuela nie zwróciła na nich uwagi, zbyt przerażona nadchodzącym terrorem, było zresztą już ciemno, a oni szli w oddali – nie wiedziała więc, że był wśród nich Jakub.


Jakub Abramowicz, dwudziestoparolatek o łagodnym usposobieniu, był jeszcze niedawno w miarę szczęśliwym, uczącym się młodzieńcem – a od niemal roku jednocześnie narzeczonym Manueli. Podczas wojny zmienił nazwisko, zdobył nowe papiery i wyjechał od rodziny oraz swojej ukochanej do Warszawy, aby udawać Polaka… ale na nic się to zdało. I tak go wywęszyli, złapali i przewieźli do obozu. Nie zdążył nawet pożegnać się z rodzicami czy ze swoją Manią – był bezradny.
Na miejscu przydzielili go do ciężkich robót fizycznych. Przez pierwsze dni radził sobie okropnie, ciągle opadał z sił i myślał, że lada dzień któryś ze strażników zabije go za opieszałość, póki nie dowiedział się, że jego Mania wylądowała w tym samym obozie. Zupełnie przez przypadek – jego współtowarzysze z kwatery opowiadali o ślicznotkach, które czasami udawało im się przelotem zobaczyć i które miał tego pecha, że skończyły jako obozowe dziwki dla esesmanów. Jeden z nich opisał Manię niemal słowo w słowo – Jakub wyciągnął od niego resztę i tak dowiedział się, że ona tu była.
Serce mu pękło, zwłaszcza gdy wyobrażał sobie, co ci wszyscy obrzydliwi Niemcy musieli robić z jej kruchym ciałem, ale przynajmniej zyskał wolę do życia. I od tego momentu uparcie szukał sposobu, aby dostać się do burdelu. Udało mu się wreszcie pewnego wieczora, gdy jeden z Niemców rozkazał mu tam iść i sprzątać.
Zaglądał do każdego pokoju, w którym akurat nie było mężczyzn, ale nigdzie nie znalazł Mani. Nie słyszał też jej krzyku ani płaczu. Udając, że sprząta podłogę, wszedł w końcu do ostatniego, zagraconego pokoju. Zaświecił w nim światło i rozejrzał się dookoła.
Mania? – usłyszał zaspany głos. Z szafy wyłoniła się zapłakana, zakrwawiona i z pewnością niewiele rozumiejąca twarzyczka. – Mania, to ty?
Jakub stanął jak wryty, kiedy rozpoznał Esterkę, ale szybko do niej podbiegł i pomógł jej wyjść.
Esti, to ja, Kuba. Kuba od Mani! Co ty tu robisz, mała, gdzie twoja siostra? – pytał w przejęciu, przyglądając się małej i przełykając ślinę.
Widział, że ktoś ją skrzywdził, ale nie potrafił o to zapytać.
Kuba! – ucieszyła się mała i rzuciła mu na szyję. – Mania kazała mi tu czekać, aż będzie ciemno, i uciekać! Przysłała cię?
Jakub pokręcił smutno głową, ale słuchał jeszcze, jak Esterka w przejęciu opowiada, że miała stąd wyjść, gdy już się ściemni. Zasnęła, ze zmęczenia i odniesionych ran.
Po cichu pomógł jej wyjść, dopytując jeszcze dokładnie o Manię. Rozejrzał się ukradkiem, ale wyglądało na to, że żaden z Niemców akurat się nie przyglądał. Z bijącym sercem ruszył więc z małą, lamentując tylko w duchu przez potworności, o jakich mała mówiła.
Gdyby tylko wiedział, że w oddali, w ciemności, przyglądał mu się wampir o zielonych włosach i morderczym spojrzeniu i że należał on do grupy Fergala, może byłby ostrożniejszy i puścił małą sam. A tak? Krieg widział, że jedno duże żydowskie ścierwo uciekło właśnie z małym, w dodatku tym spokrewnionym z Manuelą, nowym oczkiem w głowie Fergala.
Będzie musiał o tym opowiedzieć Rekinowi – ale nie w tym momencie. Na razie pełnił jeszcze wartę.


Manuela tymczasem brnęła przez śnieg, szczękając z zimna i obejmując się rękami. Starała się nie rozglądać – widok zwłok nadal był dla niej okropny i nie mogła go znieść. To samo ten potworny zapach spalonego ciała. Zerknęła tylko kątem oka na Polaka, gdy ten, chyba z niemałą satysfakcją, mówił, co ją czeka. Oj, wiedziała – nawet jeśli jeszcze nie wszystko, to przynajmniej się domyślała.
Ze strachem słuchała tej muzyki, śmiechów i krzyków, bała się patrzeć na każdego mijanego Niemca, którego napotykali, bo wiedziała, kto zaczął ich otaczać – potwory żywiące się ludzkim mięsem i krwią.
Umrze tu dziś? Fergal zagryzie ją na śmierć w ramach zemsty za Esterkę? Czy dowiedział się o małej? Czy i ją tu przyprowadzi?
Boże, oby nie.
Stała przed drzwiami jak sierota, nie chcąc wejść do środka. Strażnik musiał ją wepchnąć i zaciągnąć przed Fergala.
Zrobiło jej się słabo, gdy znowu go ujrzała. Sądząc po tym, co znajdowało się w pomieszczeniu, najpewniej był pijany – i jak zwykle wkurzony.
Z boku siedział jeszcze ten jeden, w miarę miły, który pierwszego dnia zaprowadził ją do robót, a po drugiej stronie kolejny. Jego Manuela nie znała, ale wzdrygnęła się, widząc, co zlizywał ze swoich pazurów.
Czy już kogoś tu zabili?
Spojrzała w końcu zlęknionymi oczami na Fergala, który zepchnął butelki z biurka i łaskawie zrobił jej miejsce. Przełknęła ślinę, widząc twardy blat, ale nie zdążyła nic zrobić – Rekin wrzasnął na Polaka w swoim języku, a następnie dorwał ją w swoje łapska i rzucił plecami o biurko.
Ponownie miał zamiar jej pokazać, kto tu rządził.
Och, Boże, co ona mu zrobiła? Dlaczego uwziął się akurat na niej? Dlaczego tamten jeden raz mu nie wystarczył? Przecież… była tylko zwykłą Żydówką…
Oparła się o biurko dłońmi i nieco uniosła tułów, aby chociaż trochę widzieć swojego oprawcę, ale zaraz po tym poczuła jego głowę na swoich piersiach. Sparaliżowało ją na moment, póki nie usłyszała jego rozkazu.
Spojrzała niepewnie na pozostałą dwójkę wampirów, ale Andre tylko wzruszył ramionami, a drugi nadal był zajęty krwią, zresztą zaśmiał się po niemiecku. Sięgnęła więc zdrową, drżącą ręką za to dziwaczne, zwierzęce ucho, i delikatnie zaczęła muskać skórę głowy Fergala.
Co to, do cholery, miało być? Schlał się i miał zamiar tak usnąć? Podobne pieszczoty go uspokajały?
Jeśli tak było, Manuela może jednak potrafiłaby go jakoś udobruchać?
Pokrwawioną ręką opierała się o biurko, a zdrową nie przestawała drapać swojego kata. Nie chciała go denerwować, więc grzecznie wypełniała polecenie – nawet gdy Andre zaczął z Fergalem rozmowę po polsku.
Jaki plan? Popatrzyła na drugiego wampira. Ten tylko nieznacznie pokręcił głową i spuścił oczy. Manueli szybciej zabiło serce ze strachu.
Kiedy powróciła spojrzeniem do Fergala, napotkała jego dziki, zimny wzrok. Rekin podniósł się i jego ciało zaczęło nad nią górować, więc sama zabrała rękę. Cofnęła się tułowiem o paręnaście centymetrów, słuchając, jak jej groził.
Dlaczego? – wyszeptała drżącymi wargami. – Oni nic nie zrobili. Oszczędź ich. Zrobię wszystko, tylko ich zostaw.
Nadal się nie nauczyła, że błagania nic nie dadzą w przypadku Fergala – i uparcie to robiła. Bo naprawdę nie miała innego wyjścia. Nie wiedziała, jak mogłaby wpłynąć na Niemca, aby zostawił jej rodzinę. Nawet nie rozumiała, co zrobiła nie tak, że się na niej uwziął.
Wiadomość o Jakubie tylko ją dobiła. Manuela zagryzła usta, nie chcąc po sobie nic pokazać. Nikomu nic nie mówiła! Jakim cudem? Nie byli małżeństwem, oficjalnie nikt nie wiedział o ich narzeczeństwie, jak więc…
To oznaczało, że Jakub się komuś wygadał. Czyli musiał wiedzieć, że Manuela tutaj była.
Krzyknęła, gdy poczuła jego zębiska na swoim uchu, a zaraz po tym coś o wiele gorszego w swojej intymności. Zaczęła szlochać – ostre pazury Rekina drapały jej nadal niewyleczone wnętrze, powodowały nowe rany i tępy, okropny ból.
Zagryzła wargi, aby nie wrzeszczeć bardziej, a zdrową dłonią sięgnęła gdzieś ponad głowę – trafiła na jedną z butelek z alkoholem.
Nie chciała przechodzić przez to ponownie. Nie chciała znowu być zgwałcona, nie chciała czuć na sobie jego ciała, nie chciała jego zębisk na swojej skórze. Nie po tym, gdy kazał jej słuchać, jak wykorzystywano jej siostrę.
Zajmował się jej uchem, słyszała tuż przy sobie jego pijany, głośny oddech. Przygryzła wargę jeszcze mocniej – po czym schwyciła szybko szyjkę butelki i wycelowała nią w głowę Fergala. Jeśli ten nic nie zrobi, roztrzaska mu szkło na czuprynie – obojętnie, czy powodując ranę, czy nie.
Zacisnęła też uda na jego ręce, aby zmusić go do zabrania ręki.
Już mnie miałeś! – wyspała przez łzy. – Na co ci więcej! Już… już nie musisz po raz drugi… pokazywać mi, że masz tu władzę!…

_________________


Dzika żydowka i rybia ofiara, czyli Romans w obozie <3= Youre_11

Japoński: #993300
Polski: #009900
Rosyjski: #cc0033
Jidysz XD: #0033cc


Bracia Schlecht SZLETH.
Jak ja ich, kurwa, nienawidzę.


Ostatnio zmieniony przez Manuela dnia Wto Sie 06, 2019 12:02 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Fergal
Prefekt
Prefekt
Fergal

http://vampireknight.forumpl.net/t1888-fergal#40176 http://vampireknight.forumpl.net/t3750-fergal http://vampireknight.forumpl.net/t3672-fergal#79795 http://vampireknight.forumpl.net/t3641-fergal#79025
Zarejestrował/a : 25/06/2015
Liczba postów : 655


Dzika żydowka i rybia ofiara, czyli Romans w obozie <3= Empty
PisanieTemat: Re: Dzika żydowka i rybia ofiara, czyli Romans w obozie <3=   Dzika żydowka i rybia ofiara, czyli Romans w obozie <3= EmptyPon Sie 05, 2019 9:11 pm

Wzajemna pomoc między więźniami istniała i jeśli zostali oni na tym przyłapywani, często byli uśmiercani. I tym właśnie o to sposobem na Jakuba spadł wyrok śmierci, a wszystko przez to że pomógł Esterce, że oderwał się od pracy i przede wszystkim został widziany przez Kriega. Wampira który był urodzonym służbistą. Pełnił swoją rolę wzorowo, a doniesienia były czymś dla niego na porządku dziennym. Z podłym uśmiechem powrócił do swojej pracy, czekając tylko aż jego czas pracy się zakończy. A to zdarzy się już niebawem.

Manuela mogła tylko domyślać się, jaki horror tak naprawdę ją czeka. Pozostała jej tylko modlitwa oraz nadzieja, że jednak Rekin sobie odpuści albo zaś coś wyskoczy, co powstrzyma jego bestialskie działania. A przecież on już siedział za biurkiem, czekał na nią i niecierpliwił się, że wciąż jej nie widział. Nie można nazwać tego zauroczeniem, ta kobieta zwyczajnie w świecie go irytowała. Jej siła, jej pragnienie przetrwania oraz to, że była zdolna napyskować czy podnieść rękę. O czym zresztą sam się przekona... A kiedy została wreszcie przyprowadzona, nawet alkohol nie powstrzymał go przed reakcją, właściwie jeszcze ją podsycił. Przegonił polskich kapo, rzucił rozkazem i już miał Sojkę blisko siebie. Była jego, tylko i wyłącznie. Nikt nie miał prawa jej dotknąć bez jego zgody.
Bardzo dobrze też, że bez słowa wykonała jego dość niecodzienny rozkaz. Jak widać pijany Niemiec zaczynał mieć nieco zmienne samopoczucie; robił się senny, skory do pieszczot. Jednak słowa Andre szybko sprowadziły na niego wiadro zimnej wody. Na nowo powrócił kat.
- Zrobisz wszystko?
Syknie prosto do jej ucha, które chwilę po mocno ugryzł. Znowu zostawił po sobie bolesny ślad, a kobieta jeszcze dobrze nie wyzdrowiała. Co z tego? Tutaj ludzie umierali przez choroby, przez głód, przez infekcje. Dla Niemca była ona niczym innym, niż pieprzonym workiem treningowym.
- Przecież ty już robisz to, co chcę. Widzisz? Nie opierasz mi się, szmato.
Znowuż zasyczy, okaleczając teraz jej kobiecość. Pchał łapę, obmacywał i łapał. Krzyk nic nie zdziała, błagania ani tym bardziej płacz. Nie spodziewał się jednak tego, że znowu zechce sprowadzić na siebie gniew Niemca. Andre ani Unzi nie zdołali zareagować, kiedy w ręku Manueli pojawiła się ciężka butelka alkoholu. Wylądowała ona na głowie Rekina, a ten z rykiem odsunął się, łapiąc za mokry czerep. Czuł nie tylko rozlany alkohol, ale też i swoją krew. Wściekł się. Andre od razu odstawił swój kieliszek, ruszając w ich stronę. Drugi wampir znalazł się przed biurkiem, aby chwycić szaloną żydówkę, która jeszcze miała czelność pyskować. Zrzucił ją na podłogę, dosłownie ratując jej życie, bowiem Rekin nie zdążył wycelować w nią zaciśniętymi ze sobą rękoma. Atakował od góry, tak jakby chciał wbić Manuele w biurko. Ale zamiast tego złamał tylko mebel na dwie części. Runęło wszystko z głośnym hukiem, a wraz z nim donośny ryk Niemca.
- ZABIJĘ CIĘ! SŁYSZYSZ?! ZAKATUJĘ JAK PSA! TY KURWO! JA KRWAWIĘ!
Darł się, nie ogarniając na ten moment, że kobieta zwyczajnie w świecie go nie zrozumie. Ale po tonie głosu, mogła już śmiało wywnioskować o tym co miał jej do przekazania. Aż prawie pianę z pomiędzy zębisk toczył. Andre mimo trudności z utrzymaniem go, nie chciał dopuścić do rozlewu krwi.
- Fergal, opanuj się. Nie ma sensu rozlewać krwi w gabinecie ani sobie grabić u szefostwa. Ona i tak zostanie ukarana.
Starał się przemówić do rozsądku pijanego Rekina. Ten przez moment próbował wyrwać się z łap szlachetnego, ale w pewnym momencie jakby uspokoił się. Niemniej wciąż był wściekły, wszak wlepiał nienawistny wzrok w leżącą Manuelę, która była trzymana przez Unziego. Wampir się uśmiechał, co znaczyło że musiał mieć niezły ubaw.
Andre cofnął ręce, skoro Schlecht się nie rzucał już. Drżał jednak z wściekłości, a dało się zauważyć po tym jak ściągał z głowy resztki szkła z butelki. Cóż, nie trwało to długo. Niemiec znowu się rzucił, a szatyn nie zdążył go powstrzymać. Przebiegł przez zniszczone szkła, dopadł do Manueli, a Unzi zamiast ogarnąć sytuację cofnął się z uniesionymi rękoma ku górze.
- Cholera, Unzi! Odciągnij go od niej!
Krzyknie do niego, ale ten zamiast działać, rozłożył ramiona. Szalony wampir miał dobrą uciechę przez widok wkurzonego Rekina, który za użyciem siły otworzył żydówką drzwi. Wyłamał je z framugą, a ciało kobiety poleciało wraz z drzwiami. Znowu niszczył otoczenie. Znowu oberwie. Ale co z tego? To... To COŚ podniosło na niego rękę, a teraz on się zemści. Sojka nie miała chwili na pozbieranie się, cielsko stwora już dawno na niej usiadło i okładało pięściami. Darł się na nią po niemiecku; przeklinał, wyzywał i charczał dziko. Zero ludzkiego zachowania.
Czy żyła? Czy już ją skatował na śmierć? Tego Niemiec się nie dowie, bo jego wampirzy koledzy zaś zainterweniowali, odciągając go od pobitej żydówki. Twarz kobiety była zmasakrowana; cała we krwi, rozbity nos, łuk brwiowy. Może nawet straciła zęby.
Przez całe zamieszanie zjawili się inni. Dwa słabszej krwi wampiry. Młodziki. W głowie popisywanie się, próba katowania ale obecny widok jak zastali na korytarzu, wzbudził i w nich opadnięcie szczęk. Andre pokierował wszystkimi: Manuelę mieli zabrać na blok medyczny dla więźniów, oni z kolei zaciągnęli Fergala do jego kwatery sypialnianej. Ciężko szło, bowiem Rekin się strasznie szarpał, dopiero po dłuższej chwili odpuścił i grzecznie powrócił tam, gdzie mu nakazano.
- Dałeś popis kolejny raz, Fergal. Dorwiesz ją jutro, jak wytrzeźwiejesz. Wiesz jaki jest plan. Nie zniszcz go, bo Beleth w końcu cię odeśle i nici z zabawy.
Przypomniał Niemcowi, nim ten poszedł spać. Co jak co, ale Andre znowu miał rację. Kolejny raz kiedy kobieta powinna zawdzięczać mu życie. Ale czy aby na pewno tak do końca?

- Hej Ty! 22464! Macie ją ogarnąć!
Krzyknie młody kat, upuszczający pobitą Sojkę na podłogę. Znaleźli się oni w bloku poświęconym dla rannych więźniów. Pracowali w nim również wytypowani więźniowie i głównie kobiety. Młoda, dojrzała wiekiem kobieta. Zapewne była głową pielęgniarką w całym tym pseudo ośrodku.
- Szybko. Nataszo, Natalio. Przenieście ją na łóżko. Trzeba opatrzyć jej rany.
Nie czekała na oklaski, od razu przeszła do działań. Nie miały aż tylu leków żeby pomóc, ale też nie mogły dopuścić do tego, aby Manuela zmarła. Kiedy wylądowała na łóżku, zaczęto zajmować się jej ranami. Widziała wszystko, nawet to, że miała okaleczone miejsce intymne. Usta zaciskała w wąską linię aby nie pisnąć obelgą, nie przy tych dwóch nieludzkich gestapo. Gapili się oni z dziką satysfakcją na umęczoną Sojkę. Co było w tym zabawnego? Że prawie umarł człowiek? No tak, przecież w oczach nazistów oni nie byli ludźmi, tylko nic nie znaczącymi robalami.
- Powiesz mi jak masz na imię, skarbie?
Szepnęła, podczas gdy pochylała się i zmywała krew z jej twarzy. Była ciekawa kim jest jej pacjentka, ta która zdołała przeżyć spotkanie z Rekinem. Wiedziała, że to jego sprawka, wszak już miała styczność z tymi szarpanymi ranami nie raz. Niektóre nawet umierały. Oby tylko ta dziewczyna okazała się silna, jest za młoda. Dwie kobiety, a właściwie dziewczyny bo nie miały one nawet po trzydzieści lat, zwracały się do niej Beato. Więc jeśli Manuela kontaktowała, poznała imię osoby, która doprowadzi do tego, że spotka się z swoją matką.
- Ej, ale szybciej! Ona ma jutro wrócić do pracy!
Odezwał się jeden z Niemców, który już chyba tracił na cierpliwości. Beata z nienawiścią na nich spojrzała, ale nie była w stanie uczynić kompletnie nic. Starała się jak mogła, aby pobita przeżyła. Chciała też jej coś później pokazać... A dokładniej to, drugą salę... Salę w której leżało parę kobiet; ofiary zwierzęcego Schlechta.

_________________
mowa japońska || mowa niemiecka || mowa polska

Dzika żydowka i rybia ofiara, czyli Romans w obozie <3= DhL3upP

卐Laurka卐
THEME||VOICE
Powrót do góry Go down
Manuela
Manuela
Manuela
Manuela

http://vampireknight.forumpl.net/t4162-manuela#91509 http://vampireknight.forumpl.net/t4173-manuela http://vampireknight.forumpl.net/t4161-manuela
Zarejestrował/a : 28/06/2019
Liczba postów : 53


Dzika żydowka i rybia ofiara, czyli Romans w obozie <3= Empty
PisanieTemat: Re: Dzika żydowka i rybia ofiara, czyli Romans w obozie <3=   Dzika żydowka i rybia ofiara, czyli Romans w obozie <3= EmptyWto Sie 06, 2019 12:12 am

Nie potrafiła racjonalnie wyjaśnić, dlaczego to zrobiła – w końcu zaledwie sekundy wcześniej Fergal wycharczał tuż przy jej uchu, że ma się nie opierać, że on właśnie tego chce.
Gdyby zacisnęła szczękę i przetrwała jakoś ból, który powodował palcami w jej kobiecości, może skończyłoby się na brutalnym gwałcie, w akompaniamencie spokojnej muzyki z gramofonu i śmiechów jednego z potworów. Może nawet dałaby radę po tym wieczorze jako tako się poruszać – przejść chociaż parę kroków i w nadziei czekać na jakiekolwiek informacje o Esterce.
A tak? Na co jej był ten protest? Ból może i był okropny, pewnie nadszedłby jeszcze gorszy, gdyby Rekin znowu opuścił spodnie, ale… ale jakoś by to przetrwała.
Tu nie chodziło tylko o to, co robił z jej ciałem. Chodziło o to, jak groził jej rodzinie. Jak opowiedział, że zabije Jakuba. Jak zakpił z ich miłości.
Jak z premedytacją przyprowadził ją przed ścianę, za którą cierpiała Esterka.
Gdyby tylko używał sobie na jej ciele, całkiem by uległa. Ale nie mogła znieść myśli, że brał ją ktoś, kto zabił połowę jej rodziny i to samo miał zamiar uczynić z resztą.
Dlatego schwyciła za tę nieszczęsną butelkę.
Tego, co się działo dalej, praktycznie nie pamiętała. Jej umysł zarejestrował tylko ogromny wybuch wściekłości u Fergala, któryś z wampirów zrzucił ją na podłogę, następnie usłyszała potworny huk, gdy stół pękł na dwie części, chyba pod wpływem siły jej kata, głośny, niemiecki wrzask, który było słychać pewnie w całym obozie, a potem…
Widziała tylko jego dzikie, pełne furii i zwierzęce spojrzenie. Nawet się nie spostrzegła, kiedy poprzedni wampir ją puścił, a Fergal dorwał w swoje łapska. To działo się szybko, zdecydowanie zbyt szybko – była tylko człowiekiem, zwykłą Żydówką, nie dała rady zrozumieć wszystkiego. Poczuła na całym swoim ciele tak ogromny ból, że nie była w stanie nawet krzyknąć – i dopiero wtedy zauważyła, że gruchnęła o ścianę.
Nie zdążyła nawet złapać tchu, bo od razu poczuła na sobie ciężar oprawcy.
A potem uderzenie.
Jedno, drugie, trzecie, dziesiąte, kilkunaste.
Zemdlała, zanim dwójka wampirów go od niej odciągnęła. Jej organizm odmówił posłuszeństwa – pozostała bezwładna, nieświadoma, cała we własnej krwi.
Och, Boże, o ile mniej by wycierpiała, gdyby w tamtym momencie Fergal po prostu zakatował ją na śmierć…


Ocknęła się, gdy przeniesiono ją do skrzydła szpitalnego. Nie była w stanie otworzyć oczu – jej twarz była cała we krwi. Czuła na ustach jej smak, w bolących, poranionych nozdrzach jej zapach, a na całej skórze jedną wielką gęstą maskę zrobioną z posoki.
Całemu ciału doskwierał tępy ból przez uderzenie o ścianę, nadal piekła ją też intymność, ale w tym momencie Manuela przede wszystkim chciała zrozumieć, co się działo. Huczało jej w głowie, nie była w stanie zebrać myśli. Nie umarła?
Usłyszała jakieś krzyki, ktoś kogoś pospieszał.
A więc jednak żyła? Nadal tkwiła w tym koszmarze?
Gdzieś z oddali dobiegł ją ciepły kobiecy głos – jak masz na imię, skarbie?
Och, tak bardzo przypominał jej maminy ton! Może… jednak umarła…
Manuela… – udało jej się wystękać zakrwawionymi ustami. Usłyszała jeszcze imię pielęgniarki – Beata, czyli jednak nie mama!... – Gdzie Esterka? – spytała jeszcze jak w transie, po omacku chwytając ją za dłoń, po czym znowu straciła przytomność.


Kiedy się ponownie obudziła, była w stanie otworzyć oczy. To znaczy – połowiczne.
Jedno było tak opuchnięte, że próba poruszenia powieką zbyt jej doskwierała. Drugie jakoś uchyliła. Wszędzie wokół było ciemno. Noc?
Beata? – wycharczała w końcu, kiedy przypomniała sobie imię pielęgniarki.
Bała się potwornie, że gdy była nieprzytomna, zdążyli na nowo ją przenieść do Rekina. Że on skądś zaraz wyjdzie. Że zaśmieje się jej w twarz i powie, że jej bliscy nie żyją i została tylko ona.
Jestem, Mania – usłyszała glos, po czym zobaczyła kobietę w średnim wieku, o mysich włosach i łagodnej twarzy. – Jestem, już dobrze. Będziesz żyć, mała.
Kobieta nachyliła się nad Manuelą i pogłaskała ją ostrożnie po włosach. Gdzieś w tle było słychać kobiece jęki bólu, ale pielęgniarka nie zwracała na to uwagi. Manuela ujęła ją słabo za dłoń i rozpłakała się – na tyle, na ile pozwalały jej rany.
On, on… O Boże, on powiedział, że ich wszystkich… zabije – szeptała przez łzy, po czym spróbowała unieść ciało. Beata przytrzymała delikatnie jej tułów, pokręciła głową, po czym nachyliła się tak, aby tylko Manuela ją słyszała:
Musisz leżeć i odpoczywać, kochanie. Przetoczyłam ci… ich krew. Wampirów. Ona cię uzdrowi. Ale musisz być cierpliwa – położyła palec na popękanych ustach Manueli, gdy ta chciała się odezwać – inaczej byś zginęła. Miałaś wewnętrzny krwotok. Odpoczywaj… póki możesz. Później do ciebie przyjdę.
Póki może? Co to miało oznaczać? Czy Fergal znowu ją dopadnie, gdy ta wyzdrowieje? Manuela miała się przekonać dopiero po jakimś czasie.


W szpitalu spędziła kilka, o ile nie kilkanaście dni. Beata miała rację – wampirza krew, skądkolwiek kobieta ją miała, działała i czyniła cuda. Regeneracja nie działała co prawda tak szybko jak u krwiopijców, ale… Manuela mogła zacząć swobodnie się poruszać. Opuchlizna z jej twarzy zeszła, została tylko przecięta w dwóch miejscach i zaczerwieniona warga, małe rozcięcie na brwi i delikatne zaczerwienienie na policzku po jednym z siniaków.
Jej ramię wreszcie się zagoiło – co prawda została brzydka blizna po zębiskach Rekina, ale to nic. Manuela mogła ruszać barkiem!
I co więcej – przez te dni nawet rany w jej kobiecości się zasklepiły. Sojka nie czuła już bólu podczas siadania, jej delikatne części intymne wreszcie były niemal takie jak sprzed obozu – nienaruszone.
W czasie tych kilku dni Beata pokazała jej pozostałe dziewczyny, którymi zajmował się Rekin – trwale pokaleczone, niektóre bez kończyn lub palców, inne z nadgryzioną twarzą czy ramieniem. Te brzydsze były całkiem zmasakrowane, jakby Fergal karał je za brak urody. Ładniejsze przynajmniej miały jeszcze twarze, których nikt nie przerobił na miazgę.
Manuela patrzyła na nie tylko przez chwilę. Nie wytrzymała i szybko wyszła – bała się, że też tak skończy. Miała cholerne szczęście, że Beata akurat jej pomogła.
Dlaczego ją wybrała? O co chodziło?
Dowiedziała się, gdy pielęgniarka pod naciskiem strażników musiała puścić ją znowu do roboty.
Twoja mama tu była. Wcześniej. Mówiła o tobie – szepnęła, gdy ją ściskała. Wcisnęła jej do dłoni maleńki skrawek papieru. – To numer baraku. Ona… była pobita, ale żyje. Szukałam też Esterki. Jest w obozie. Ale nie idź do niej. To za daleko, jej barak jest strzeżony.
Manuela niemal popłakała się na te wiadomości i tylko przytuliła mocno Beatę. Schowała karteczkę głęboko do dłoni, po czym odeszła powolnym, bolesnym krokiem..


Pracowało jej się jeszcze gorzej niż poprzednio, nikt nie dawał jej luzu przez to, że leżała w szpitalu – ale wolała to niż Fergala. Nie miała pojęcia, co stało się z Niemcem. Czy wiedział, że przeżyła?
Oby nie. Chociaż Manuela wątpiła, żeby tego nie sprawdził. Na pewno nie odpuści jej po tym, co zrobiła.
Jednego wieczora, bo bardzo skromnej kolacji, gdy czuła się już na tyle dobrze, że mogła sobie pozwolić na dłuższy spacer, i gdy wraz ze współwięźniami dostała parę godzin wolnego, poszła szukać matki.
Obóz był ogromny. Manuela nie mogła też chodzić, gdzie chciała, ale w ramach czasu wolnego wolno jej było odwiedzać inne osoby – o ile tylko nie były strzeżone. Nie miała jednak pojęcia, gdzie znajdował się barak matuli. Miała jedynie numer i nic więcej. Było już ciemno, więc niewiele widziała – musiała podchodzić do każdego z budynku, aby go sprawdzić.
Przy jednym z nich poczuła szarpnięcie za ramię – ktoś szybko zaciągnął ją za barak i przycisnął do ściany. Manuela spodziewała się najgorszego i już miała wrzasnąć, gdy nagle poczuła na talii delikatne dłonie, a na ustach słaby pocałunek.
Jakub? – spytała w szoku, gdy oderwał się od jej warg. Rozejrzała się w przestrachu, aby upewnić się, że nikt ich nie widział. – Boże, Kuba, ty… ty żyjesz! – krzyknęła szeptem i zarzuciła mu dłonie na szyję. Do oczu od razu napłynęły jej łzy.
Stał tuż przed nią – jej kochany, łagodny Kuba, niegdyś o bujnej, wiecznie nieuczesanej czuprynie, sporej posturze, zadziornym uśmiechu i bystrych oczach. Teraz nie miał włosów, całkowicie zmizerniał, schudł tak jak ona, przynajmniej kilka kilo, a na wyniszczonej od pracy twarzy gościł tylko lekki uśmiech. Ale patrzył na nią z tą samą miłością co kiedyś.
Nie mogła się powstrzymać i sama go ucałowała.
Pewnie, że żyję, Mania! Cały czas cię szukałem! – Dotknął palcami jej poranionych ust i spytał ze zmartwieniem: – Co się stało? Ja… słyszałem, co… ci zrobili… W końcu… twoje piękne włosy. Zostawili je… – Zacisnął wąsko usta, mając na myśli burdel.
Biedaczek, pewnie myślał, że skończyła jak obozowa dziwka i więźniowie albo strażnicy się nią zabawiali. Nie.
Było o wiele gorzej – skończyła jako zabawka Fergala. O tym, że miała stać się dziwką Rekina na długi czas, jeszcze nie wiedziała. Nawet lepiej, bo przynajmniej mogła przez moment cieszyć się z obecności Jakuba.
Nadal jednak rozglądała się nerwowo – więźniowie nie powinni tak się do siebie tulić na widoku. Pogładziła Kubę po policzku, nie obejmując go już ramionami. On jednak nadal trzymał ją w uścisku.
Ja… to nic, to nic. To za niesubordynację – powiedziała, ale szybko zmieniła temat: – Szukam mamy, Kuba. Podobno tu jest. Tata… Natan i Zachi… oni… nie żyją – Spuściła głowę, a z oczu pociekły jej łzy. Jakub przytulił jej twarz do swojej klatki piersiowej. – Ale Mama, Esterka… one tak. Są jeszcze Joachim i Szaweł, ale… nie wiem… Nie wiem gdzie… – łkała cicho i pociągała nosem. Jakaś jej część zaczęła liczyć na to, że teraz, kiedy Kuba ją odnalazł, już będzie dobrze, że on ją obroni, że nikt jej już nie skrzywdzi…
Nawet zaczął jej opowiadać, jak znalazł Esterkę i jak bezpiecznie odprowadził ją do baraku. Zapłakaną, zakrwawioną bidulkę, która przeżyła najgorszy z możliwych koszmarów. Głaskał włosy Manueli i opowiadał, jak mała trafiła z powrotem do siebie, jak nikt jej już nie skrzywdził… aż nawet wywołał na twarzy swojej narzeczonej uśmiech.
Sojka nawet w najgorszych snach nie mogła przypuszczać, że to był dopiero początek terroru, jaki szykował jej Niemiec. I że miało być tylko gorzej.

_________________


Dzika żydowka i rybia ofiara, czyli Romans w obozie <3= Youre_11

Japoński: #993300
Polski: #009900
Rosyjski: #cc0033
Jidysz XD: #0033cc


Bracia Schlecht SZLETH.
Jak ja ich, kurwa, nienawidzę.
Powrót do góry Go down
Fergal
Prefekt
Prefekt
Fergal

http://vampireknight.forumpl.net/t1888-fergal#40176 http://vampireknight.forumpl.net/t3750-fergal http://vampireknight.forumpl.net/t3672-fergal#79795 http://vampireknight.forumpl.net/t3641-fergal#79025
Zarejestrował/a : 25/06/2015
Liczba postów : 655


Dzika żydowka i rybia ofiara, czyli Romans w obozie <3= Empty
PisanieTemat: Re: Dzika żydowka i rybia ofiara, czyli Romans w obozie <3=   Dzika żydowka i rybia ofiara, czyli Romans w obozie <3= EmptySro Sie 07, 2019 10:28 pm

Podczas gdy Manuela dochodziła do siebie w szpitalu, u Rekina też działo się sporo. Musiał ogarnąć zniszczenia które pozostawił za sobą. Oczywiście nie ubrudził niczym rąk, całą pracę wykonali więźniowie. Obserwował ich, siedząc na kanapie wewnątrz swojej kwatery. Dwójka dorosłych chłopaków właśnie wstawiała nową framugę. Przez wzrok Niemca pracowało im się ciężej, w końcu czuli się obserwowani i wiedzieli, że każdy ich ruch może zakończyć się biciem. A ten tutaj był wyjątkowo agresywny dla biednych robotników. W dodatku jeden z nich był bratem Manueli Szaweł. Chłopak pamiętał twarz oprawcy, który wymordował prawie całą jego rodzinę. Dlatego też kurczowo ściskał każde narzędzie z trudem powstrzymując napaść na paskudnego potwora.
- Nie obijać się. Szybciej! Nie mam czasu aby cały dzień z wami siedzieć!
Warknie wampir, uderzając pięścią o siedzisko kanapy. Drugi mężczyzna musiał znać Niemiecki, bo kiwnął głową do Szawła i powiedział cicho, aby przestał się ociągać. Chłopak przełknął nerwowo ślinę, starając się nie skierować wzroku na Niemca. Ileż on by dał, aby teraz dorwać się do niego i zatłuc Rekina. A co do samego tłuczenia...
- Podasz mi młotek?
Skieruje się do kolegi, a ten powoli zerwie się aby podać narzędzie leżące blisko niego. Nie spodziewał się tego, że Fergal postanowił im potowarzyszyć i zmotywować do szybciej pracy. Zamiast młotka, została użyta głowa Szawła. Wampir chwycił za jej tył i zaczął uderzać jego czołem o wystający gwóźdź. Znowu pojawiła się krew, znowu wszystko się psuło. Drugi więzień cofnął się, nie mając odwagi niczego zrobić.
- Skoro nie masz młotka, użyj łba, tępaku!
Darł się, co znaczyło że już stracił na cierpliwości. A może po prostu wiedział też, że jest bratem tej odważnej suki i dlatego zamierzał go zniszczyć? Przecież nie raz obiecał, że zabije jej rodzinę, co znaczy że nie może rzucać słów na wiatr.
Szaweł miałby z głowy miazgę, gdyby nie obecność kolejnej osoby. Beret. Łowca powstrzymał Fergala szybko; chwycił go za nadgarstek, powstrzymując przed dalszymi ciosami.
- Który to już więzień, Fergal? Przez twoje wybryki wszystkich ich stracimy. Nie można bić bez powodu. Chyba nie chcesz, żeby twoja kwatera była nienaprawiona?
Nie musiał mówić tych słów, wampir i tak posłusznie puścił głowę Szawła, a ten od razu upadł na kolana. Żył, ledwo co, ale żył. Z ran sączyła się krew. Beleth skierował wzrok w jego stronę, ale nie kwapił się do pomocy. Tylko nakazał im ogarnięcie krwi i powrót do pracy. Miało to być gotowe dzisiaj. Rozkazał innym wampirom pilnować pracy, natomiast on z Fergalem skierowali się do opuszczenia budynku.
- Wiem, że masz pozwolenie na zabawę, ale tez musisz wypełniać swoje obowiązki. Więźniowie się ciebie boją, lecz też niektórzy niemieccy funkcjonariusze również mają mieszanie co do waszego pobytu w obozach. Nie chcę was zabierać stąd, a zwłaszcza ciebie. Niszczenie mienia tym bardziej nie pomaga.
Mówił spokojnie łowca podczas gdy obydwoje szli już przez podwórze. Schlecht posłusznie szedł obok, nie odzywając się. Głowę miał lekko spuszczoną, co znaczyło, że przyjmował reprymendę. Ale na ile miało uspokojenie się trwać? Nim się rozdzielili, Bereth pocieszył podopiecznego poklepaniem po ramieniu.
- Czyli co? Widzimy się za kilka dni na selekcji? Pomożesz mi ogarnąć spokój i wynieść kilka sztuk więziennych do badań.
Weselszy ton od razu wzbudził w Niemcu odwagę aby spojrzeć na twarz pogromcy. Na tą bladą, uśmiechniętą i ozdobioną raną przechodząca przez pół jego twarzy. I te szwy. Beret również nie wyglądał na kogoś, kto chętnie pomoże. Również był katem, ale tym gorszym, wszak pracował jako obozowy lekarz.
Ale nie tylko dlatego Fergal okazywał mu szacunek, wszak ten człowiek też go wychowywał. Miał zostać zwyrodniałym żołnierzem, więc został.
Rozeszli się w swoje strony, niemniej Rekin wcale nie czuł się zadowolony. W końcu był tak blisko od zabicia brata Manueli, ba, już widział w głowie jej minę, kiedy dowiaduje się od niego osobiście, że umarł.

Czas selekcji nadszedł. Podczas gdy Manuela spotkała się z Jakubem, Niemiec urządził sobie rozmowę z Kriegiem. Dowiedział się wiele odnośnie Jakuba czy żydówki, która dochodziła do siebie w obozowym oddziale medycznym dla więźniów. Czy był szczęśliwy? A skąd. Na wieść o narzeczonym, wampir wpadł we wściekłość. Zacisnął mocno szczęki, jak i dłonie w pięści. Już wiedział, że jak tylko ją dopadnie oraz tego jej kochasia, połamie im kości. Dosłownie.
A już niedługo nadarzy się ku temu okazja, bo już padł rozkaz zbierania ludzi. Mieli wywlec kilku więźniów, głównie mężczyzn. W tym dzieci.
Kreig z Fergalem od razu ruszyli w poszukiwaniach. Nie działali razem, rozdzielili się. Poza tym Fergal nie działał tak jak on; skubaniec przecież zaczął węszyć za Nią.
Znalazł ją. Stała przy barakach... Szczęśliwa, zakochana i pragnąca się rozpłakać. Już w powietrzu czuł woń słonych łez oraz przykrości, które z dnia na dzień ją spotykały. I ten jej Jakub. Kim on w ogóle był? Na pewno śmieciem, którego trzeba zabić.
- HEJ WY! Co to za opieprzanie się?!
Ryknie wampir, gdy tylko znajdzie się w ich pobliżu. Manuela znowu zobaczyła Rekina w upiornym, czarnym ssmańskim mundurze. Trzymał on w ręku drewnianą pałkę. Wiadomo do czego zostanie za chwilę użyta - szybki zamach i uderzenie w kolana Jakuba. Mężczyzna upadnie, a chwilę po noga Niemca wyląduje na jego głowie. Twarz wgniótł mu dosłownie w ziemię.
- Nie słyszałeś, śmieciu?! Masz się stawić na przy budynku medycznym!
Wydarł się na niego, dociskając mocniej. Jeśli Manuela się ruszyła, wampir wymierzy w nią pałką i zakaże ruszania się.
- Planujecie ucieczkę? A może macie ochotę zostać rozstrzelani?!
Zagrozi po czym chwyci za ramiona Jakuba. Człowiek zaczął się szarpać, ale cios w brzuch szybko sprowadził go na ziemię. Spojrzał smutnie na Manuele. Nie był w stanie nawet nic powiedzieć, ale samo spojrzenie mówiło jak bardzo ją kocha i żeby się nie martwiła. Jakby Rekin umiał czytać w myślach, Jakub z całą pewnością zostałby teraz zamordowany.
Co do samej żydówki, nie zostawił jej. Również chwycona za ramię i pchnięta do przodu, żeby szła tuż obok swojego kochasia. Nie pozwolił im na złapanie się za ręce ani nawet za chwyt pod ramię. Uderzał w ich plecy pałą aby pogonić. Wreszcie dotrą do miejsca zgromadzenia. Manuelę nie pchnął w stronę grupy mężczyzn, zatrzymała się tuż obok Fergala. Kuba natomiast znalazł się wśród kilkunastu mężczyzn. Dorośli, młodzież, dzieci. Pokazał się nawet Szaweł i Joachim. Chłopiec nie widział siostry, kurczowo trzymał się Szawła, który również nie wyglądał najlepiej. Rozbita głowa i zmęczony wyraz twarzy. Tak młody człowiek, a już tyle przeszedł.
Zaczęło się. Głośny gwizd, szczekanie psów. Kilku wyszło z budynku, w tym Beleth i kilku innych niemieckich lekarzy. Zaczęli oni przechodzić obok ludzi i sprawdzać kto się nada. Wybrani szli na bok, wśród nich znalazł się Szaweł, Jakub ale bez Joachima. Chłopiec zaczął krzyczeć, ale jakiś strażnik z wilczurem szybko sprowadził go do porządku poprzez poszczucie.
Manuela była ponownie świadkiem krzywd swoich najbliższych, widziała jak zabierają do budynku Jakuba oraz Szawła, że prawdopodobnie będą konać w męczarniach albo im się poszczęści i przeżyją. Jak biją jej młodszego brata i nie może nic z tym zrobić, bo Rekin trzymał ją mocno. Ale gdy spojrzy właśnie na twarz oprawcy, dostrzeże uśmiech. Stwór cieszył się na widok głównego lekarza, tego pieprzonego łowcy wampirów. Sama jego obecność wzbudzała w Rekinie dobry humor, sprowadzała to, że miał ochotę jeszcze bardziej być odpowiedzialny dla swoich obowiązków. I to, że miał zgodę na pewny plan. Jego mały eksperyment.
- I co? Dalej mi nie wierzysz, że jestem w stanie zniszczyć wszystkich kogo kochasz? Dalej będziesz się zgrywać?
Warknie, zerkając na żydówkę. Chociaż z drugiej strony... Chwyci ją zaś za włosy, unosząc.
- A może masz ochotę na spotkanie ze swoim braciszkiem? Bo dzisiaj... Widzisz... Na obiad dostanę dzieciaka i prawdopodobnie, będzie to twój brat.
Puści ją, następnie podejdzie do strażnika z psem. Niewybrani zaczęli wracać do baraków oraz do prac, natomiast Joachim został. Skulony mały chłopiec, zasłaniający rączkami głowę. Wilczur gryzł go po rękach, szarpał za pasiaka. Płakał głośno, błagał o przestanie. Oczywiście pies przestał go gryźć, kiedy wampir nakazał atak. Drugi Niemiec zgodził się, więc musiał zabrać psa. Więc co teraz? Schlecht pociągnął za sobą obolałego chłopczyka, który na widok siostry zapłakał głośniej. Chciał do niej podbiec, właściwie dał mu szanse, jak i jej. Ale kiedy było już blisko, kiedy prawie wpadli w swoje ramiona, Fergal złapał młodego w swoje szpony, odciągnął i bez słowa wgryzł się w chudą rękę, tam gdzie pies pozostawił po sobie ślady zębów. Dało się słyszeć odgłos łamanej kości u rączki, wszak nie omieszkał użyć sporej siły, a krzepę w szczękach miał dużą. Dziecko zapiszczało, jednak nie mogło uczynić nic w swojej obronie. Bowiem druga ręka chwyciła go za głowę i wygięła ciało ku dołowi. Znowu coś chrupnęło, rozległ się płacz. Wampir musiał nieco przykucnąć aby wygodnie pożerać młodego żywcem. A Manuela? Niech z nim rozmawia, dostała szansę. Niech korzysta póki może. Poza tym nie byli tu sami - inni niemieccy strażnicy przyglądali się całej akcji. Owszem, słyszeli że ci kaci napadają ludzi, ale pierwszy raz byli świadkami pożywiania się jednego z nich. Zwierzęca zapalczywość, dzikość i nieokiełznany głód towarzyszył obecnie Rekinowi, który zrywał beztłuszczowe mięso z ciała dziecka.

_________________
mowa japońska || mowa niemiecka || mowa polska

Dzika żydowka i rybia ofiara, czyli Romans w obozie <3= DhL3upP

卐Laurka卐
THEME||VOICE
Powrót do góry Go down
Manuela
Manuela
Manuela
Manuela

http://vampireknight.forumpl.net/t4162-manuela#91509 http://vampireknight.forumpl.net/t4173-manuela http://vampireknight.forumpl.net/t4161-manuela
Zarejestrował/a : 28/06/2019
Liczba postów : 53


Dzika żydowka i rybia ofiara, czyli Romans w obozie <3= Empty
PisanieTemat: Re: Dzika żydowka i rybia ofiara, czyli Romans w obozie <3=   Dzika żydowka i rybia ofiara, czyli Romans w obozie <3= EmptyCzw Sie 08, 2019 4:56 pm

Manuela czuła, że jej spotkanie z Jakubem musi się źle skończyć. To byłoby zbyt piękne, zbyt cukierkowe i nierealne, gdyby nikt z Niemców ich nie zauważył, nie zainteresował się i nie przerwał krótkiego, miłosnego powitania. Manuela miała przecież nadal długie włosy – wyróżniała się w tłumie. Co prawda kapo i Niemcy nadzorujący ją na budowie wiedzieli, że choć jeszcze nie trafiła do burdelu, nie można było też nic robić z jej włosami – bo zakazał tego sam Rekin – ale…
Ale kiedy szła przez obóz w poszukiwaniu rodziny, niejeden więzień za nią gwizdnął, a strażnik się obejrzał. Sądzili pewnie, że udało jej się wymsknąć z burdelu i iść na przechadzkę – dobre sobie. Bała się, że ktoś może zechce ją w końcu zaciągnąć do jednego z baraków, ale na szczęście znalazł ją Jakub.
Tylko że właśnie – choć znikli za ścianą, i tak zwracali na siebie uwagę. Nic więc dziwnego, że Fergal ich tak szybko znalazł. Nawet gdyby nie posiadał nadludzkich zmysłów, pewnie i tak wytropiłby ich raz dwa. A skoro jeszcze miał wampirze węch i słuch…
Usłyszała jego wrzask i od razu całą ją zmroziło. Krzyczał na nią już tyle razy, że wystarczyło jedno słowo, aby zaczęła się bać.
A gdy jeszcze ujrzała ten jego upiorny czarny mundur, nawet wieczorem kontrastujący z białym śniegiem w otoczeniu, wiedziała, że dzisiejsza noc skończy się bardzo źle. Cała drżała na samą myśl o tym, jak ten potwór będzie chciał zemścić się na niej za nieszczęsną butelkę.
Od razu odepchnęła od siebie Jakuba, jakby jeszcze łudząc się, że Fergal wcale się nie zorientuje, kim dla siebie byli. Ale już za późno – jej narzeczony dostał z pałki w nogi upadł tuż przed nią.
Nie było nawet sensu wyjaśniać, że więźniowie mieli czas wolny i że ani ona, ani on nie robili nic złego. Manuela zacisnęła wąsko usta, kiedy głowa Jakuba została wgnieciona w ziemię, i zrobiła krok w przód, ale tuż przed nią natychmiast wylądowała broń oprawcy.
Nie, nie uciekamy – zapewniła. Serce biło jej jak oszalałe – nie śmiałaby się teraz sprzeciwić Fergalowi. – On… my tylko rozmawialiśmy, proszę, nie bierz go…!
Jak zwykle – Rekin nawet nie zwrócił uwagi na jej prośby. Wymieniła tylko z Jakubem pełne cierpienia i bólu spojrzenia i zaraz oboje szli już tuż przed Fergalem w tylko jemu znaną stronę.
Zastanawiała się, czy by nie udawać, że Jakub to tylko randomowy więzień, że go nie zna, że to jakieś jednorazowe spotkanie… może wtedy Fergal by odpuścił i krzywdzenie go nie sprawiłoby mu przyjemności?
Ale szybko porzuciła tę myśl. Mówił jej w końcu, że wie o Kubie, że go zabije – Rekin z niewiadomego powodu był na nią tak cięty, że najpewniej dogłębnie sprawdził, kim był jej narzeczony. Gdyby więc teraz zaczęła kłamać, pewnie Kuba oberwałby jeszcze bardziej.
Nie mogła dotknąć Jakuba, kiedy Fergal pędził ich w ciemności przed siebie, zerkała tylko na niego od czasu do czasu zza włosów, przerażona, że może właśnie widzi go ostatni raz.
Fergal w końcu nie cofnie się przed niczym, aby ją całą zniszczyć, nawet jeżeli nadal tego nie rozumiała.
Już z daleka słyszała ujadanie psów, gwizdy i krzyki. Zwolniła zatrwożona i instynktownie chciała złapać Jakuba za rękę.
Widziała raz, jak rozjuszone, głodne psy nazistów rozszarpały człowieka, tu, w obozie – ta śmierć była wyjątkowo okrutna, bolesna i powolna. W życiu nie chciałaby tak skończyć. Ale co gorsza, nie chciałaby, aby skończyła tak któraś z najdroższych jej osób.
Zdążyła jeszcze wymienić ostatnie spojrzenia z Jakubem, po czym Rekin złapał ją za ramię i przytrzymał w miejscu. Jakubowi kazał iść dalej.
Pokornie stanęła, bo nie chciała rozjuszać Niemca, ale kiedy zobaczyła, kto jeszcze stał w szeregu…
NIE! Joachim! Szaweł! – krzyknęła mimowolnie i wyrwała do przodu, ale żelazne dłonie Fergala mocno ją trzymały.
Bracia spojrzeli na nią, młodszy nawet chciał biec do siostry, ale starszy był rozsądniejszy. Wiedział, że jeżeli puści Joachima, ten od razu zostanie zabity. Trzymał więc go, patrząc ze zrozumieniem na Manuelę – domyślał się po jej włosach, co się z nią działo. Cieszył się jednak, że żyła, nie miał wcześniej o niej, Esterce i mamie żadnych wieści.
Ale przeraził go jeden fakt – że tuż za nią stał najgorszy z katów, ten, który zabił mu ojca i braci, ten który parę dni temu prawie rozwalił mu głowę, ten, który w całym obozie uchodził za najgorszego z najgorszych.
Zacisnął mocno szczękę – jeśli ten Rekin tylko by tknął jego siostrę, Szaweł chyba by nie wytrzymał i sam się na niego rzucił, bez względu na to, czy sprowadziłby na siebie wyrok. Po śmierci Natana i ojca czuł się odpowiedzialny za rodzinę, zwłaszcza gdy wiedział, że przynajmniej Joachim i Mania żyli.
I pojawił się jeszcze Jakub – wieloletni przyjaciel, który pokochał z wzajemnością jego siostrę. Spojrzał na niego kątem oka, przełknął ślinę, po czym niepostrzeżenie wskazał wzrokiem na Manię i Rekina.
Jeżeli dzisiaj obaj przeżyją, będą musieli zrobić wszystko, aby wydostać siostrę spod łapsk Fergala. Jakub odpowiedział mu niemal niedostrzegalnym skinięciem głowy – właśnie zawarli niemy pakt.
Nie wiedzieli tylko, że – paradoksalnie – to przez życie i uporczywą miłość Mańki do najbliższych cała rodzina miała skończyć w grobie.
Mania! Mania! Ja chcę do Mani!! – krzyczał do siostry Joachim. Manuela była dla niego i Esterki niemal jak druga matka – bardzo chciał teraz do niej wybiec i przytulić się do jej zmizerniałego ciała. Szaweł jednak był niewzruszony. Musiał powstrzymać emocje.
Niemiec wbił pazury w jej ramię, gdy chciała odpowiedzieć bratu, przez co syknęła. Odwróciła się jednak w jego stronę i spojrzała mu w twarz. Znowu – ze strachem, bólem i błaganiem. Wiedziała, że jej ukochani znajdowali się w tym szeregu z jego rozkazu. A ten z kolei padł ze względu na nią.
Szaweł i… i Kuba… oni pracują, dużo pracują, nie każ ich zabijać. Są przydatni, użyteczni… – mówiła szybko. – A Joachim… przecież… to tylko dziecko… – Głos jej się załamał, gdy przypomniała sobie, że Esterka też była tylko dzieckiem.
Wrzasnęła po raz drugi i znów próbowała się wyszarpać, gdy jej braciszka dopadł pies. Inni Niemcy śmiali się albo gwizdali na ten widok, odprowadzani więźniowie oglądali się ze strachem i ulgą, że to nie na nich rzuciło się zwierzę, Jakub i Szaweł nawet zaczęli protestować, ale szybko zostali uderzeni i wywleczeni dalej, a Manueli znowu pękało serce. Że nie dała rady ochronić kolejnej osoby ze swojej rodziny, że może tylko stać i patrzeć, i słuchać i że Rekin ponownie triumfuje.
Zabij mnie za to, co ostatnio zrobiłam, tylko, błagam, pozwól mu żyć – wyjęczała przez łzy, gdy uniósł jej głowę i spojrzał na jej umęczoną twarz. Schwyciła go błagalnie dłońmi za rękę, którą wplótł w jej włosy. – On nic nie zrobił. Nie zasłużył. Przecież to o mnie ci chodzi – mówiła szybko, krztusząc się od płaczu.
Znowu – na nic błagania. Nieważne jak rozpaczliwie Manuela prosiła Fergala, ten i tak miał to gdzieś. Jeżeli z kolei by się sprzeciwiła, tak jak ostatnio, skończyła jeszcze gorzej, niemal na granicy śmierci.
Nie pozostało jej więc nic innego niż patrzenie, jak Fergal zagryza jej brata niczym kawałek martwego mięsa.
Na początku sama zaczęła biec w stronę Joachimka, nawet wiele nie myśląc. Chciała go chociaż przytulić, pogłaskać po włosach, dotknąć ostatni raz, ucałować w czoło – ale nic z tego nie wyszło. Niemiec schwycił go brutalnie, pociągnął w tył, po czym jego zwierzęce szczęki wylądowały na chudej ręce chłopca.
Pod Manuelą ugięły się nogi i upadła w zimny śnieg, niemal natychmiast przemaczając cienkie ubranie. Z ręki Joachima trysnęło jeszcze więcej krwi, jedna struga prawie nawet dosięgnęła siostry, i biały śnieg zabarwił się na krwistoczerwony. Kobieta kurczowo złapała się za własny bark, na którym miała bliznę, i sama teraz cierpiała katusze na równi z własnym bratem.
Doskonale wiedziała, jaki ból musiał odczuwać.
NIE RÓB MU TEGO! ON JEST NIEWINNY! Dlaczego musisz krzywdzić dziecko! Nawet nie ma jak się bronić! – krzyczała przez łzy, w ogóle nie zwracając uwagi na Niemców wokół. Liczyło się tylko powykręcane, wydające ostatnie tchnienia życia i zakrwawione ciałko jej brata. Niemiec wygiął je tak, że Joachim przypominał teraz jakiegoś gumowego manekina z czerwonym, lejącym się nadzieniem.
Mały spojrzał na nią po raz ostatni, gdy Rekin łamał mu kości, odrywał płaty skóry i przeżuwał fragmenty mięśni, po czym jego oczy zaszły mgłą i po chwili stały się puste. Na ustach dziecka pozostał tylko niemy krzyk, którego przez ból nie był nawet w stanie wydać.
Nie! Joachim!…
Manuela chciała do nich podbiec, nie bacząc na konsekwencje, ale usłyszała głośne szczekanie psa. Jeden z Niemców nie był w stanie utrzymać głodnego, wielkiego wilczura, który wyrwał mu się z rąk. Pies przeleciał obok Manueli, ujadając, przewrócił ją z powrotem na śnieg, po czym – wiedziony zapachem mięsa – doskoczył do krwi na śniegu oraz szmat i miazgi, jaka pozostały po ciele chłopca, gdy Fergal skończył już swoją ucztę.
Sojka zawyła w śnieg z rozpaczy, a kiedy chciała unieść głowę, zobaczyła tuż przed sobą te smoliste i wysokie buty, i czarne spodnie od munduru.
Fergal sam poderwał ją za włosy i zmusił do wstania. Zobaczyła w kącikach jego ust krew, którą jeszcze z satysfakcją oblizywał.
Znowu zaczął ją gdzieś ciągnąc. Dokąd tym razem? Manuela nawet nie patrzyła – dopadła ją pustka, tak jak w momencie, gdy słuchała gwałtu na Esterce, i tylko przełykała jeszcze cicho łzy, które płynęły jej po policzkach.

_________________


Dzika żydowka i rybia ofiara, czyli Romans w obozie <3= Youre_11

Japoński: #993300
Polski: #009900
Rosyjski: #cc0033
Jidysz XD: #0033cc


Bracia Schlecht SZLETH.
Jak ja ich, kurwa, nienawidzę.
Powrót do góry Go down
Fergal
Prefekt
Prefekt
Fergal

http://vampireknight.forumpl.net/t1888-fergal#40176 http://vampireknight.forumpl.net/t3750-fergal http://vampireknight.forumpl.net/t3672-fergal#79795 http://vampireknight.forumpl.net/t3641-fergal#79025
Zarejestrował/a : 25/06/2015
Liczba postów : 655


Dzika żydowka i rybia ofiara, czyli Romans w obozie <3= Empty
PisanieTemat: Re: Dzika żydowka i rybia ofiara, czyli Romans w obozie <3=   Dzika żydowka i rybia ofiara, czyli Romans w obozie <3= EmptySob Sie 10, 2019 9:33 pm

Brata oraz ukochanego nie ocali. Niemieccy lekarze wybrali ich na obiekty doświadczalne, a wiadomo jak mogli skończyć. Nieważne że byli robotni, po prostu zostali niefortunnie wybrani. Teraz może jedynie modlić się o ich życie, jak i pozostałych członków rodziny. Nie mówiąc już o Joachimie. Dla chłopca był to ostatni okrutny rozdział w jego krótkim życiu.
Mogła chcieć wiele. Mogła błagać i płakać. Lamentować, krzyczeć, wierzgać. Mogła robić wszystko, ale Rekina od decyzji i tak nie odsunie. Wampir już nie tylko robił jej na złość, niszczył ale też przede wszystkim był wygłodzony, co udowodniło pożarcie żywcem małego chłopca. Im głośniej Manuela płakała, tym bardziej Rekin był nakręcony. Pozostali Niemcy oglądali chore przedstawienie, ba niektórzy nawet widzieli pierwszy raz odżywiającego się wampira. Cały ten horror jeszcze się nie skończył, nawet po tym kiedy skończył. Na psa nawet nie spojrzał kiedy skończył. Tam były tylko pozostałości po dziecku, jednak jakiś esesman odciągnął psa. Natomiast sam Fergal ponownie powrócił do swojej "ulubionej" zabawki, kolejny raz szarpiąc jej mizerne ciało.
Prosto do bloków mieszkalnych wampirów. Tam kolejny raz miała stać się jego kochanką i kolejny raz miała doświadczyć koszmaru. Kiedy wreszcie ta kobieta strzeli sobie w głowę? Może stwór do tego właśnie chciał doprowadzić?
- Jak będziesz grzeczna, pozwolę na widzenie się twoje i matki.
Burknie podczas gdy szli w stronę budynku. Wampir wydawał się być nieco ospały, jak widać posiłek z chłopca sprowadził na niego senność. Co możliwe, że było na plus dla Manueli. Może tym razem Fergal nie będzie aż taki brutalny?
Nic z tych rzeczy. Jak tylko przeszli znowu przez próg drzwi budynku i udali się do tej samej kwatery w której została prawie kolejny raz zgwałcona. Biurko zostało wymienione, drzwi naprawione. Ani śladu po zniszczeniach jakie narobił Rekin.
- Ruszaj się.
Rozkaże, wpychając dziewkę do środka pomieszczenia. Później nakierował ją na kolejne drzwi, prowadzące do sypialni. Pomieszczenie z wystarczającą ilością miejsca; weszło duże łóżko, szafa, komoda.
O tyle dobrze, że byli sami. Ani śladu po Andre czy szalonym Unzi. Lecz z drugiej strony jeśli znowu wpadnie w szał, nikt jej nie ocali.
Zedrze z niej pozostałości po marnej odzieży, ponownie obnażając jej nagie ciało. Nie była już tak bujna jak dawniej. Głód, osłabienie odebrał jej kuszące ciało i stała się karykaturą samej siebie. Co prawda wyglądała lepiej od innych obozowiczów, to jednak wciąż była brzydsza. Ile ona musiała się nie myć? Skrzywił się na samą myśl, lecz zwierzęcość domagała się kobiety. Nie rzucał jej na łóżko, miała stać i patrzeć jak Niemiec ściąga z siebie mundur, jak rozpina koszulę i dumnie prezentuje swoje dobrze zbudowane oraz odżywione ciało. Dwa światy; osłabiony i schorowany człowiek kontra silny, zdrowy wampir. Nie miała żadnych szans w tym starciu, nie kiedy kolejny raz została uderzona w brzuch i skulona miała wylądować na łóżku. Od razu przy niej się znalazł, ocierając kroczem o pośladki. Miała leżeć na boku, skulona. Więc łatwiej było dobrać się do chudego ramienia które lekko podgryzał. Powoli, stopniowo aż wreszcie się wgryzł. Kolejny raz pokazał kto rządzi. Każdy jej niewłaściwy ruch był karany mocniejszym zaciskiem szczęk oraz gardłowym warknięciem. Zaczynał.
Spoiler:
 
- Fergal? Jesteś tutaj? Mam dla ciebie krople które chciałeś!
Zabrzmi nagle męski głos zza drzwi sypialni. Niemiec mimo że słyszał i tak nie przerywał, właściwie przyspieszył ruchy. Co gorsza zaczął powoli się przemieniać: znowu widoczne skrzela, ciało jakby odrobinę większe, cięższe. Z łokci widoczne dwie, szare i zakrzywione płetwy oraz tą większą, która wyrastała z pomiędzy łopatek. Rekinie szczęki również stały się większe, mocniejsze. Mogła odczuć, wszak Fergal wgryzł się w jej szyję.
- Gdzie ona jest?
Teraz kobiecy głos. Dobrze znajomy Manueli. Mianowicie głos matki. Jak widać kobiecie również obiecano, ze po wyjściu z lecznicy i ciężkiej pracy, uzyska szansę na widzenie się z córką. Towarzyszący jej mężczyzna zaśmiał się, a co raz głośniejszy śmiech zwiastował, że znajdowali się blisko pokoju w którym obecnie Manuela była gwałcona.
- Myślę, że jest tutaj. Proszę wejść.
Mówiąc otworzył drzwi i wpuścił kobietę do środka. Widok jaki zastała sprowadził na nią szok, a później krzyk. Z początku nie poznała swojej córki, która była wykorzystywana przez kogoś, a raczej przez coś, co tylko z pozoru przypominało człowieka.
- Mój Boże! Co wy! Złaź, złaź słyszysz? Zostaw moją Manię!
Krzyczała, ale ten drugi ją powstrzymał. Tak. Typowy aryjski lekarz; blond włosy, niebieskie oczy i czarny mundur. W końcu nie lubił poruszać się po obozie po cywilnemu.
- Hej, spokojnie! Przecież jej się nic nie dzieje! Twoja córka własnie pomaga naszemu Rekinowi ulżyć sobie, a ty w zamian za to dostaniesz leki dla siebie i swojej małej córki. Przecież trzeba wyleczyć tą przeklętą chorobę którą się zaraziła, co nie? Dlatego masz stać i patrzeć. To twoja zapłata.
Delikatnie zaznaczy, jednak na tym się nie skończyło. Chwycił starsza kobietę za głowę i nakierował na cały akt przemocy. W pewnym momencie jednak się skończyło i Rekin pozostawił Sojkę w spokoju. Matka nie mogła oderwać oczu od umęczonej, nagiej i pogryzionej córki. Nie zwróciła nawet na chwilę uwagi na Niemca, poprawiającego spodnie ani też na to, kiedy wyminął ich i podszedł do biurka na którym leżały dostarczone krople.
- Zostaw je same.
Warknie, przy okazji odkręcając zakrętkę od butelki. Lekarz skinął głową i pchnął matkę do środka. Kobiety zostały same, ale drzwi nie były zamknięte. Niech nie myślą o prywatności, nie powinny jej mieć.
- Nie powinieneś zjadać tych żydów. Widzisz jak ci szkodzą.
Skomentuje blondyn, widząc jak Rekin pochłania pół zawartości buteleczki. Krople na żołądek mające zniwelować ból po chorych ofiarach. Ale innego prowiantu dostać nie mogli, musieli nacieszyć się brudnymi ludźmi. Niemniej nie ma co narzekać, stwory tak jak ludzie nie chorowały na śmiertelne choroby, tylko tak jak Fergal musieli znosić niestrawność. Zasiadł na krześle przed biurkiem, postukując buteleczką o jego blat. Człowiek czekał, nie ośmielił się włączyć nawet gramofonu bo jak zauważył, Schlecht chciał chyba podsłuchać rozmowę matki i córki. No i co było dziwne, stwór nie palił się tak wielką agresją jak wcześniej. Jak widać ziółka ludzkie pomagają.
A co działo się u żydówek? Matka nie mogła znieść cierpienia córki, musiała do niej podejść, przytulić.
- Więźniowie z męskiego bloku planują... zamach... Ale nie znam dokładnej daty, ja nie wiem nawet jaki teraz mamy dzień. Ale może to nasza jedyna szansa, Maniu. Może stąd uciekniemy... Ty, ja i nasza słodka Esterka. I... Joachim, Szaweł. Wszyscy.
Starała się mówić cicho, głaszcząc włosy Manueli. Nie chciała aby osobnicy z pokoju obok je usłyszeli.[/i]

_________________
mowa japońska || mowa niemiecka || mowa polska

Dzika żydowka i rybia ofiara, czyli Romans w obozie <3= DhL3upP

卐Laurka卐
THEME||VOICE
Powrót do góry Go down
Sponsored content




Dzika żydowka i rybia ofiara, czyli Romans w obozie <3= Empty
PisanieTemat: Re: Dzika żydowka i rybia ofiara, czyli Romans w obozie <3=   Dzika żydowka i rybia ofiara, czyli Romans w obozie <3= Empty

Powrót do góry Go down
 
Dzika żydowka i rybia ofiara, czyli Romans w obozie <3=
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Vampire Knight :: Informacje :: Kącik Graczy :: RETROSPEKCJE-
Skocz do: