IndeksSzukajRejestracjaZaloguj

Share
 

 Kapitänseigentum, 1940

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Fynn

Fynn

http://vampireknight.forumpl.net/t4215-fynn-sieben#92388
Zarejestrował/a : 11/08/2019
Liczba postów : 33


Kapitänseigentum, 1940 Empty
PisanieTemat: Kapitänseigentum, 1940   Kapitänseigentum, 1940 EmptyNie Sie 11, 2019 3:56 pm

Miejsce: Posesja Kapitana Beleth'a niedaleko obozu w Polsce
Rok: 1940
Pora roku: wczesna jesień.

Aah, to był ciężki i owocny w trupy dzień! Nie ma to jak zabijanko wszystkimi, dozwolonymi chwytami na obozowiczach! Niestety pokończyły się jednostki do wybicia tego dnia, więc musiał z Fergalem iść na wymuszoną przerwę, aż nie przybędzie nowa dostawa Żydów do odsiewu. Fynn wracał jako pierwszy, dzisiaj dostał mniej ludzi od Rekina, ale to nic. Odbije sobie to jutro. Tych dwóch panów doszli do takiej perfekcji, że pobijali między sobą rekordy, które z perspektywy laika były chore: kto ile osób zabije/wykatuje na śmierć. Dla nich był to dzień jak co dzień, i chyba dobrze się bawili. Na pewno Fynn, który uśmiechnięty wychodził z ostatniej rzezi.
Starszy wampir szedł z rękoma pełnymi krwi w kieszeniach w przyciasnym mundurze (specjalnie taki wybrał) i co jakiś czas przyglądał się, jak sprzątane są trupy do krematoriów. Całe szczęście, że krew z ofiar przed spopieleniem ciał była z nich wydobywana i przelewana do hermetycznych beczek. Wampirów pracujących w obozie było sporo, tak więc nawet taki zapas nie starczał na długo. Na szczęście nie jego w tym głowa, by dostać dzisiejszą "pensję".
Między obozem a posesją kapitana Beleth'a dzieliło kilka kilometrów polskich łąk nietkniętych nazistowską kosą. Zamiast skorzystać z transportu zdecydował iść pieszo. Czasami udawało mu się w ten sposób udaremnić kilku więźniom ucieczkę z obozu zabijając na miejscu spotkania i odnosząc do centrali tylko ich numerki na oskalpowanej skórze. Dzisiaj nie było ani upalnie, ani deszczowo, więc dla zdrowia i urody przebiegł ten dystans w krótkim czasie. Mimo całego dnia pracy miał jak zwykle mnóstwo energii.
Zameldował swoją wizytę, toteż nie powinno być zdziwienia, kiedy właściciel domu ujrzy w małym salonie sylwetkę rosłego Niemca w przyciasnym mundurze. Stał przy biurku z papierami, które przeglądał z lekko znużoną miną. Pewnie jakieś raporty i inne ćmoje boje, ale przy okazji wygrzebał ulotkę z panienkami z pobliskiego burdelu. Ha! Oni mogą mieć panienki za darmo z obozu! Ktoś miał tupet dołączać do listów taką reklamę! W każdym razie był póki co sam, być może Rekin czy właściciel posesji niebawem dołączą. A jak nie, to zostawi kolejny numerek z rączki samozwańczego uciekiniera z wczorajszego dnia, ale niepokoiły go powtarzające się próby zwiania z obozu.
Powrót do góry Go down
Fergal
Prefekt
Prefekt
Fergal

http://vampireknight.forumpl.net/t1888-fergal#40176 http://vampireknight.forumpl.net/t3750-fergal http://vampireknight.forumpl.net/t3672-fergal#79795 http://vampireknight.forumpl.net/t3641-fergal#79025
Zarejestrował/a : 25/06/2015
Liczba postów : 780


Kapitänseigentum, 1940 Empty
PisanieTemat: Re: Kapitänseigentum, 1940   Kapitänseigentum, 1940 EmptyNie Sie 11, 2019 4:58 pm

Nie mogli zabijać wszystkich od razu. Mieli oni ginąć powoli, pracować, być królikami doświadczalnymi. Co prawda wampirom nie przeszkadzało mordowanie niewinnych więźniów. Właściwie sprawiało im to wielką radość, zwłaszcza gdy mogli sobie na nich użyć; zaspokajanie głodu, seks, przemoc. Wszystko co tylko w głowie się zrodziło. Niemniej wampiry wychowywane przez Bereta miały już zakodowane w głowie zadawanie bólu, chociażby w przypadku Rekina. Fynn natomiast nie był od początku przy łowcy, jednak i tak kierował swoim życiem, tak jak chciał tego Beleth. Wystarczy że już raz wpadnie się w jego szpony i koniec wolności.
Stwory nie mogły jednak narzekać na swój los. Miały swobodne życie, karmione regularnie, odpoczywały i miały prawo do spędzania wolnego czasu tak jak chciały. Jedynie miały być lojalne oraz posłuszne. Fergal śmiało mógł nazywać się dobrym wyborem do naśladowania, lecz z pewnymi wyjątkami; czasami łamał regulamin, chociażby poprzez zniszczenia naniesione w obozie. A to wszystko przez impulsywność. Tej nie dało się w nim udobruchać.
Dlatego nic innego niż korzystać i bawić się w kata. Ludzie dosłownie kulili ogony na widok przechadzającego się Rekina w czarnym mundurze. Tak, tego od zawsze chciał.
Ale nie raz trzeba odsapnąć. Powrócił do zajętej na czas trwania obozu posesji, bo przecież nie zawsze musieli tam tkwić. Nie byli więźniami.
- Coś nowego?
Zagada, jak tylko dołączy do Fynna. Zapewne już wcześniej wyczuł, że Schlecht nadchodził. Podejdzie bliżej, aby sięgnąć po wszystkie raporty. Musiał je przejrzeć, chociaż najlepiej ogarniał je sam Bereth i jego ludzcy współpracownicy.
- Ciągle chcą uciekać. Pieprzone robale. Jakby nie można ich było wszystkich zagazować.
Burknie wyraźnie zły, po czym odda papiery wampirowi. Sam natomiast ściągnął mundur i rzucił go na oparcie kanapy, na którą chwilę po zasiadł. Pozostał w samej koszuli, spodniach i oficerskich butach. Ewidentnie był zmęczony, ale też nieco zirytowany obecnością drugiego. Myślał, ze pierwszy przyjdzie, ogarnie papiery. Jak widać Fynn był pierwszy.
- Dorwałeś kogoś znowu?
Przyjrzy się białowłosemu z uwagą, mrużąc ślepia. To nie tak, że go nie lubił. Niemiec tolerował go, rozmawiał ale nie traktował jak najbliższego kumpla. Po prostu był... bratem. Zresztą, zazdrościł nawet trochę. Beleth traktował go znacznie bardziej poważnie, jakby to fan obcisłych strojów był rangą wyżej. Co z tego, że był starszy? Że jego sylwetka znacznie wysportowana i węższa? Zacisnął mocno szczęki, skrzyżował ramiona na klacie i dumał nad sensem.

_________________
mowa japońska || mowa niemiecka || mowa polska

Kapitänseigentum, 1940 DhL3upP

卐Laurka卐
THEME||VOICE
Powrót do góry Go down
Fynn

Fynn

http://vampireknight.forumpl.net/t4215-fynn-sieben#92388
Zarejestrował/a : 11/08/2019
Liczba postów : 33


Kapitänseigentum, 1940 Empty
PisanieTemat: Re: Kapitänseigentum, 1940   Kapitänseigentum, 1940 EmptyNie Sie 11, 2019 8:07 pm

Cóż, gdyby ich zapał do mordu miał zostać zaspokojony, to obozy pracy nie miałyby sensu. Co przyjeżdżałby transport, to wracałby z trupami. Eh niektórzy ludzie mieli naprawdę kiepskie myślenie. Po co to trzymać i jeszcze żywić ochłapami.
Nienawidził zajmować się papierkową robotą. Będąc przez wiele lat w izolacji w ogóle zaniechał edukacji na tymże poziomie, nie mniej dla chcącego nic trudnego. Wolał, aby ekipa Beleth'a znająca się na pismach prześledziła raporty. On, Fergal i inni będą jedynie pośrednio wpływać na liczby i to w zupełności wystarczy.
O Rekinie mowa. Oberwało się Fynnowi spojrzeniu spode łba, na co zareagował swoim typowym zadziornym uśmiechem. Poznał go na tyle, żeby wiedzieć, że to standardowy urok Schlechta. Na swój sposób urocze.
- Ogłaszają się panienki z burdelu, a tak to mnóstwo danych o transporcie z soboty. Wiózł Żydów ze wschodniej Polski.
Nie przestając się krzywić, choć już nie z radości suszył ząbki, gdy zostały mu podane papiery. Rzucił okiem raz jeszcze na te same dane, które śledził kompan. Wyjął bowiem kartę dotyczącą zbiegów, a było ich od cholery. Każdy promil więźniów, które daje dyla (a przynajmniej próbuje) zaszczepia w innych wiarę o ucieczce i tylko mają więcej roboty, aby pozbierać pluskwy w jedno miejsce.
- A idź. Zagazować to za mało. Już prędzej odkręcić im łebki, jedno po drugim. Albo chociaż wyrwać narządy, by nie rozmnażały się jak króliki.
Mówił to nie odrywając wzroku od listy numerków, po czym wyjął swój skalpelik i śledził listę. Na moment wyłączył się z dyskusji, bowiem coś mu tu nie pasowało. Wodził wzrokiem od lewej do prawej strony.
- 7...5...3...
Mamrotał pod nosem, gdy w tym czasie kolega pozwolił sobie zrezygnować z górnej części garderoby. Fynn jeszcze raz sprawdzał ciągi liczb, aż znalazł to, co chciał i rzekł ironicznie-wesoło:
- Bingo!
Zupełnie jakby grał w grę ze swoim losem, który wyrwał z ciała uciekiniera. Dopiero wtedy uniósł wzrok na Fergala i podszedł bliżej dwa razy wymachując wytatuowaną skórą. Może kolega rozwiąże zagadkę?
- Wczoraj uciekła jedna pluskwa 753241. Według numeru przybyła ostatnim transportem. Raptem dwa dni i już zwiała? To niemożliwe. Coś nam umknęło?
W przeciwieństwie do Rekina zazdrość przekuwał w podniesione ambicje, a Fergal był znanym postrachem wśród nie tylko przetrzymywanych pcheł, ale i pracowników niższej rangi, którzy często wywodzili się z tamtych warstw społecznych. Bojąc się o własne życie współpracowali z Nazistami, lecz i między nimi byli zdrajcy. Oj z takimi to Schlecht nie cackał się długo. Zresztą Fynn też nie pozwoliłby na coś takiego, ale wolał być postawiony od razu w gotowej sytuacji. Zabić czy nie zabić. Knucie czy to podwójny agent czy kontrola jakości straży to nie jego brocha.
Na moment zatrzymał się wzrokiem na bracie, wyraźnie wbił wzrok w koszulę. No nie musiał się krępować przy Siwym! Sieben i tak lubił eksponować swe mięśnie, to i Fergal powinien wrzucić na luz.
- Co powiesz na piwo? - zagadnął z zupełnie innej beczki - Niemieckie, nie te polskie szczyny.
Czy to nie dobra chwila na moment relaksu? Już przywołał do siebie kamerdynera, lecz z zamówieniem poczekał na decyzję Fergala. Od tego zależy, ile weźmie sztuk na głowę. Beleth nie pogniewa się, prawda?

_________________
Języki: japoński, niemiecki, inny
Kapitänseigentum, 1940 FQY5wIQ
Powrót do góry Go down
Fergal
Prefekt
Prefekt
Fergal

http://vampireknight.forumpl.net/t1888-fergal#40176 http://vampireknight.forumpl.net/t3750-fergal http://vampireknight.forumpl.net/t3672-fergal#79795 http://vampireknight.forumpl.net/t3641-fergal#79025
Zarejestrował/a : 25/06/2015
Liczba postów : 780


Kapitänseigentum, 1940 Empty
PisanieTemat: Re: Kapitänseigentum, 1940   Kapitänseigentum, 1940 EmptyNie Sie 11, 2019 8:52 pm

A kto lubił zajmować się papierami? Rekin też nie znosił, aczkolwiek chciał się popisać przed Beretem. Zresztą, jak większość zamieszkałych tutaj wampirów. Może też dlatego niechcący wyżył się na Fynnie, który tak naprawdę w niczym nie zawinił.
- Panienki z burdelu? Pogrzało ich? Mamy za dużo do roboty, nie ma czasu na balowanie.
Warknie, zerkając na ulotkę. Doprawdy. Też nie mają godności pakować ogłoszeń między ważne papiery. Poza tym w obozie już dorwał się do jednej żydówki, wystarczała mu na ten moment.
Na uśmiech kompana, fuknął tylko. Schlecht w przeciwieństwie do niego nie suszył zębów, właściwie uśmiech był u niego tak rzadki, że zapewne każdy wesoły grymas spowodowałby zakwasy mięśni twarzy.
- To z narządami nawet ciekawe. Chociaż lekarze już dążą do zaniechania rozmnażania robali.
Z jak wielką pogardą wypowiadał się o więźniach. Żydzi, Słowacy, Polacy, Węgrzy... Wszystko szło do jednego wora. Dla Fergala byli oni tylko i wyłącznie źródłem żarcia oraz wyżycia się. Ze znużeniem przyglądał się wampirowi zajętego swoją chwilową pracą. Co znowu ogarniał? Warknął gardłowo kiedy nagle się odezwał i podszedł.
- Do cholery! Niby jak?! Przegryzła kolczaste druty? Przecież są one pod napięciem! A może...
Teraz i on się głośno zastanawiał, nie ukrywając złości. Nie raz wampiry bywały karcone za brak organizacji czy za złe wykonanie rozkazu. Co jeśli to było na ich warcie? Ludzcy esesmani działali inaczej niż wampiry; nie mieli aż takiego rygoru.
- Może udało się jej zwiać jakąś furgonetką, która opuszczała obóz? Powinni przeszukać okolice w których zatrzymywały się ostatnie transportery. Albo... Mógłbym sam poszukać, gdybym dosiedział się kto to.
Dodał, patrząc na brata. Ciekawe czy on zechce być aż tak wyrywny jeśli przyjdzie do odszukania uciekiniera. Rekin chętnie podjąłby się zadania, wszak z jego nosem jest łatwo tropić. Z nerwów aż zagryzł końcówkę pazura u kciuka. Nie znosił takich sytuacji, czuł się zawiódł połowę Rzeszy.
I jeszcze Fynn chciał pić? Fergal zgromił go spojrzeniem.
- Uciekł śmieć, który może rozpowiedzieć co się dzieje w obozie, a ty chcesz pić?!
Ryknie, uderzając otwartą dłonią o podłokietnik kanapy. Był ewidentnie wściekły, nie chciał pić kiedy groziła im kara za niedopilnowanie porządku.
- Sprawdź czy aby na pewno były to dwa dni i czy któryś z nas nie był na warcie.
Powie już nieco spokojniej, natomiast na kamerdynera który był więźniem, łypnie złowrogo. Mężczyzna spuści łysą głowę, nie mając odwagi spojrzeć na niemieckie potwory. Czuł się naprawdę źle, wszak w każdej chwili mógł stracić życie.

_________________
mowa japońska || mowa niemiecka || mowa polska

Kapitänseigentum, 1940 DhL3upP

卐Laurka卐
THEME||VOICE
Powrót do góry Go down
Fynn

Fynn

http://vampireknight.forumpl.net/t4215-fynn-sieben#92388
Zarejestrował/a : 11/08/2019
Liczba postów : 33


Kapitänseigentum, 1940 Empty
PisanieTemat: Re: Kapitänseigentum, 1940   Kapitänseigentum, 1940 EmptyNie Sie 11, 2019 9:31 pm

Czyli podobnie myśleli. Panienki z obozu czy spoza jeden pies, czy jedna sucz. W każdym razie zostawił świstek, gdyby Beleth potrzebował dla kogoś z ludzkich pracowników. Człowiek nie był odporny na choroby, które często przenosili więźniowie. Może to nie miała być rozrywka dla wampirów?
- Ano prawda...
Kątem oka sprawdzał reakcję kolegi, ale dopiero ożywili się, gdy padła sprawa uciekiniera z dnia wczorajszego. Fynn nie spodziewał się, że tak poruszy do żywego Rekina. Poniekąd miał rację, że trzeba przyjrzeć się sprawie od dupy strony, czyli od furgonetek z dostawą. Napięcie w drutach płynęło wartko i śmiertelnie dla osób, które próbowały przeciąć siatkę. Przypilnowanie warty wydawało się być czymś tak podstawowym, że zaniechanie tego czynnika mogłoby ściągnąć mnóstwo kłopotów. Na to wszystko skinął głową, lecz uniósł wysoko brwi, kiedy wkurzenie brata przerodziło się w gniew z małego nieporozumienia.
- Fergal, posłuchaj...
Tamten nakręcił się jak pozytywka, przy tym Siwy dostał opiernicz i wytykanie, że to nie pora na piwo. Jak nie teraz, to kiedy?
- No daj mi dojść do... ehh...
Zrezygnowany spojrzał na Schlechta i dał mu dopowiedzieć coś, czego Rekin nie musiał mówić, gdyby pozwolił Fynnowi doprecyzować i poprawić myślenie brata. Zbieg został pochwycony łamane przez zabity, ale chodziło o tajemnicę, jak w ogóle do tego doszło. Zaraz to zresztą postara się wyjaśnić, tylko musiał poczekać, aż gniew Rekina opadnie wraz z jego siedziskiem na kanapie. Serio powinien był się napić!
Wreszcie gdy kolega skończył snucie teorii, że zbieg powie całemu światu o tym, co działo się w obozie... Sieben nie wytrzymał i zaczął się śmiać do rozpuku. Zgiął się w pół i starał się pozbierać, ale ta anegdota może za szybko trafić między szeregi Nazistów. Jak to Rekin bał się, że jeden robaczek wyda na światło dzienne misternie knutą sieć powiązań związanymi z obozami śmierci.
- F-Fe...Fergal, czasem to mnie rozśmieszasz nawet nie zdając sobie z tego sprawy -próbował powstrzymać kolejny wybuch śmiechu, z trudem ale udało się- Skąd miałbym ten numer, gdyby nie ze zdarcia ze skóry więźnia? Nie pogrzało mnie na tyle, by zapamiętywać numerki.
Jeden wścieklica, drugi rozbawiony do rozpuku. Nic dziwnego, że można było nie wiedzieć, kogo rozkazy wykonywać, a kogo nie. Ostatecznie ten wesołek spoważniał na tyle, by odprawić kamerdynera z kwitkiem. Ważne, że wracał o własnych siłach i nogach. Mógł skończyć jak uciekinier, którego dorwał Sieben, a o którym właśnie mówiono.
Otarł palcem łezkę, jaka zakręciła się w rubinowym oku Siwego i odchrząknął zdobywając się na grzeczność.
- Ale zgoda, sprawdzę to, o co tak ładnie prosiłeś. Wiem tyle, że reszta jego jestestwa powinna być jeszcze w obozie. Chyba, że chcesz sam rzucić na to okiem?
Aż Fynn był zgrzany na maksa i musiał również pozbyć się górnej części munduru. Pozostawił na oparciu fotela i westchnął nie mogąc przestać układać ust w podkowę. Jak to dobrze, że trafił na istną komedię dnia. NIE! Tygodnia! A może nawet i miesiąca?
- Oj Ferdziu, Ferdziu... czekaj, czekaj, jak to powiedziałeś? "Uciekł śmieć, który może rozpowiedzieć co się dzieje w obozie..." Haha! A to było dobre. Hi-hi!
Krążył sobie teraz od okna do sofy, żeby przestać się rechotać pod nosem. Szkoda, że z piwka nici, może mógłby dziabnąć sobie kamerdynera? Nah, jakby trafił nie na tą krew co trzeba, popsułby sobie koniec dnia, który tak cudnie zwieńczyły bolączki Rekina.

_________________
Języki: japoński, niemiecki, inny
Kapitänseigentum, 1940 FQY5wIQ
Powrót do góry Go down
Fergal
Prefekt
Prefekt
Fergal

http://vampireknight.forumpl.net/t1888-fergal#40176 http://vampireknight.forumpl.net/t3750-fergal http://vampireknight.forumpl.net/t3672-fergal#79795 http://vampireknight.forumpl.net/t3641-fergal#79025
Zarejestrował/a : 25/06/2015
Liczba postów : 780


Kapitänseigentum, 1940 Empty
PisanieTemat: Re: Kapitänseigentum, 1940   Kapitänseigentum, 1940 EmptyNie Sie 11, 2019 10:42 pm

Rekin był zbyt nabuzowany nerwami aby wysłuchać do końca i przede wszystkim zrozumieć przekaz w postaci uciętego kawałka skóry. Przeraził go poniekąd fakt, że jeśli ktoś uciekł z obozu i to na ich zmianie, Beleth zechce z nimi poważniej porozmawiać niż dotychczas, a zwłaszcza z Fergalem. Wszak to on już napsuł krwi łowcy. Cóż i napsuje jeszcze więcej, po tym jak Fynn rozzłości Niemca do czerwoności.
- Nie ma mowy! Trzeba to ogarnąć! Natychmiast!
Kolejny raz się wydarł, nie słuchając. Jak widać jeszcze bardziej został sprowokowany bo przecież Sieben nie chciał sprawdzić tych pieprzonych raportów. Rekin aż sam wstał z widocznym wkurwem i podszedł do papierów, po czym wrócił na kanapę. Nerwowo przeglądał papiery, wyzywał i przeklinał. Nie obeszło się też bez zwierzęcych warkotów. Ale tajfun miał dopiero nadejść, po tym jak Fynn zaczął się śmiać. Nagły wybuch śmiechu, a później słowa. Czyli zamiast od razu rzucić szczegółami, umęczył rekini mózg? Niemiec zacisnął palce na dokumentach, gniotąc je. Wściekł się momentalnie, patrząc teraz morderczo na brata. Milczał co nie zwiastowało niczego dobrego. Nawet wtedy, kiedy Fynn postanowił się uspokoić i wreszcie samemu ogarnąć raporty z dni w których odważny więzień uciekł. Nie dość, że Fergal zaliczył wpadkę, to jeszcze ten miał czelność go wyśmiać.
I ten cytat. Schlecht nie wytrzymał, co raz głośniej oddychał, sapał... Szybko poruszała się klatka piersiowa, ramiona lekko unosiły się i opadały. Aż wreszcie wystrzelił z kanapy, łapiąc Fynna za fraki. Uderzył jego plecami o ścianę, przez co ta lekko zadrżała. Może nawet jakaś dziura w niej zostanie?
- KURWA! CZY MOŻESZ PRZESTAĆ CIESZYĆ RYJA?! TRZEBA BYŁO MÓWIĆ JAŚNIEJ, A NIE WACHLOWAĆ MI KAWAŁKIEM SKÓRY PRZED TWARZĄ!
Znowu się darł. Kolejny raz zdzierał gardło, mając ogromną ochotę zagryźć brata. Ba, nawet już pięść zacisnął aby mu przyłożyć jeśli więcej coś powie.
- To wcale nie było zabawne! Jeśli wyjdzie i tak, że nie dopilnowaliśmy więźniów, możemy mieć karę! Nie chcę znowu podpaść!
Dorzuci chociaż głos był już odrobinę cichszy. Puści brata, lecz nadal stał blisko niego, tak jakby czekał na jego nieodpowiedni ruch. Wszak naprawdę był gotowy mu przylać, jeśli na to zasłuży. Niemniej zapominał się, że Fynn także ma parę w łapie. Ale co zrobić? Fergal do cieniasów nie należy, nie czuje respektu do nikogo poza samym Beretem.
I nie, na chwilę żadne piwo nie pomoże. Niemiecki żarłacz był zbyt wściekły na zabawy.

_________________
mowa japońska || mowa niemiecka || mowa polska

Kapitänseigentum, 1940 DhL3upP

卐Laurka卐
THEME||VOICE


Ostatnio zmieniony przez Fergal dnia Pon Sie 12, 2019 5:34 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Fynn

Fynn

http://vampireknight.forumpl.net/t4215-fynn-sieben#92388
Zarejestrował/a : 11/08/2019
Liczba postów : 33


Kapitänseigentum, 1940 Empty
PisanieTemat: Re: Kapitänseigentum, 1940   Kapitänseigentum, 1940 EmptyPon Sie 12, 2019 4:51 pm

Nabuzowany Rekin to zagrożenie nawet dla brata, który nie przygotował się na ewentualny atak Fergala. Czarnowłosy wziął bardzo do siebie słowa Siwego, gdy ten wyśmiał jego słowa, aczkolwiek bijatyka w salonie Kapitana? Nie, nie, to nie mogło skończyć się dobrze. Zbyt roześmiany Sieben rozsierdził Kata do granic wytrzymałości, aż poczuł to na własnej skórze.
Nie wiedzieć w jak krótkim ułamku czasu został pochwycony za ubranie i przyciśnięty do ściany. Plerami Fynna wyrąbał wgłębienie na kilka centymetrów, aż uniósł się kurz. Gdyby ściany zbudowane zostały jedynie z kartono-gipsu, to poleciałby zapewne do drugiego pomieszczenia. Kurz zmieszany z cementem ubrudził ubiór Siwego, ale także starł uśmiech z twarzy wesołka. Ze zgrzytem opadającego tynku i skruszonego muru oderwał się od ściany i skłonił głowę w kręgach szyjnych, które zgrzytały bardzo wyraźnie. Widząc, że Czarnowłosy dalej wydziera się pchnął go ręką na fotel, który Schlecht miał za sobą. Albo złapie równowagę i nie wygrzmoci się albo zachwieje i poleci z meblem na podłogę. Jakikolwiek byłby rezultat, Fynn nie da sobą pomiatać, a na pewno nie kimś, z kim miał współpracować. Przejechał szybko dłonią po zakurzonych włosach strzepując kawałki murów z fryzury.
- Uspokój się wreszcie, dobra? - warknął czyściutko po niemiecku i mówił dalej - Myślisz, że nie wiem, co nam grozi? Jeśli zadziałamy szybko, sprawa zostanie tylko między nami i Kapitanem, rozumiesz? Te wszy nie mogą ani uciekać, ani nas skłóc-...!
Nie dokończył zdania, gdy rozległo się dzwonienie. Jako, że Sieben był wyprowadzony z równowagi dość gwałtownie rzucił się po słuchawkę
- HALLO?! -podniósł głos, lecz w mig ostygł w tonie do lodowca z Grenlandii- Tak... przy telefonie. Yhym... yhym... doprawdy? Taaak... jasne, przekażę. Uznajmy, że spłaciłeś swój dług... No tak. Nie mam czasu na pogaduszki. Do potem.
Pojawił się malutki postęp w śledztwie dotyczący nieszczęsnego uciekiniera. Zdecydował się jeszcze raz powziąć myśl o współpracy z agresywnym Rekinem, nawet jakby mieli zaraz rzucić się do gardeł. Najważniejsze, aby zakończyć eskapady za obóz. Tak jak słusznie wykrzyczał przedtem Fergal - nikt nie może dowiedzieć się, w jaką grę grają Naziści. Odłożył twardo słuchawkę i przekręcił się w stronę Szpiczastouchego.
- Wiadomo, z którego baraku wypełzła gnida. Z C-39.
To był barak, w którym na tę chwilę mieszkała znana Schlechtowi Żydówka, ale Fynn nie wiedział o tym. Ile to ludzkich larw lęgło się za kolczastymi ogrodzeniami, to aż nie warto było zaprzątać sobie głowy o szczegóły. Wysyłać do roboty? To wysyłać. Karmić byle czym i mizernie? To karmić. Dawać naukowcom żydowskie szczury do laboratoriów? Dawać. I wreszcie najlepsza część pracy dla Fynna - unicestwić marne egzystencje? TAK!
Jaką ochotę miał dać w mordę Fergalowi, to nawet nie wiecie, lecz swój gniew skieruje w prawidłową stronę. To wszystko przez te pierdolone pluskwy! Już uknuł plan, równie skuteczny co wyrwanie narządów płciowych.
- Warto ukarać wylęgarnię dziesiątkując ją po wieczornym apelu, a wcześniej pokazując im rozczłonkowane ciało uciekiniera. To raczej da im do myślenia. Co ty na to, kamracie?
Spojrzał surowo na towarzysza. Zimny wkurw tlił się we szkarłatnych ślepiach Niemca, którego źrenice zwęziły się do malutkich kreseczek. A niech tylko Rekin podskoczy znów, to tym razem oberwie z pięści w lewy policzek. Może nie był na co dzień tak przerażający w aparycji jak Schlecht, lecz tym razem miarka przebrała się. Sieben nałożył czapkę gestapowca na czuprynę i zaczął pospiesznie zbierać rozproszone papiery ze stolika, aby ułożyć je jakoś po kolei. Niech zajmą się nimi spece Beleth'a, Siwy będzie musiał dać wpierdol najbliższej osobie, którą napotka, a która nie będzie bratem. Najpierw jednak trzymał go Rekin, musiał odpowiedzieć czy poprze pomysł Fynna czy poczeka na oficjalne rozkazy Kapitana.

_________________
Języki: japoński, niemiecki, inny
Kapitänseigentum, 1940 FQY5wIQ
Powrót do góry Go down
Fergal
Prefekt
Prefekt
Fergal

http://vampireknight.forumpl.net/t1888-fergal#40176 http://vampireknight.forumpl.net/t3750-fergal http://vampireknight.forumpl.net/t3672-fergal#79795 http://vampireknight.forumpl.net/t3641-fergal#79025
Zarejestrował/a : 25/06/2015
Liczba postów : 780


Kapitänseigentum, 1940 Empty
PisanieTemat: Re: Kapitänseigentum, 1940   Kapitänseigentum, 1940 EmptyPon Sie 12, 2019 7:30 pm

Fynn jeszcze nie przegiął wystarczająco, żeby Rekin go zaatakował. Ale mało brakowało, aby rozwścieczony młody wampir dopadł do gardła starszego. Aż charczał głośno, obnażając ostre jak brzytwa rekinie zębiska. Szkarłatny wzrok przeszywał na wskroś kompana. Naprawdę jakby mógł pożarłby go w mgnieniu oka... Jako rekin.
Powstrzymany jednak przed kolejnym krokiem, przez popchnięcie. Niemiec nie spodziewał się, więc o mało co nie stracił równowagi. W porę chwycił się fotela. Zdenerwował się, lecz już nie atakował.
- Cały czas o tym mówię!
Syknie przez zaciśnięte zębiska. Wtem zadzwonił telefon. Niemiec wyprostował się, kurczowo wciąż trzymając się fotela. Przysłuchiwał się rozmowie z zaciekawieniem. Mrużył ślepia, milczał. Może chodziło o zbiega? Owszem, wszak późniejsze słowa Fynna potwierdziły domysły Rekina.
Od razu zerwał się, już chwytał za mundur. Nie mogą tak ważnej sprawy odłożyć.
- ]Idziemy tam od razu! Trzeba ich ogarnąć!
Jak zwykle w gorącej wodzie kąpany. Wściekłość zawsze może rozładować za pomocą znęcania się nad więźniami. Właściwie zawsze chodził zdenerwowany, więc ludzie z nim nie mieli łatwo, zwłaszcza w takich chwilach.
Zakładał mundur, kiedy Siwy przedstawił swój plan. I o dziwo Sieben był surowy. Nie, względem Fergala nie raz bywał stanowczy. Tylko zdziczały Niemiec nie raz się zapominał i pomijał coś takiego jak szacunek do starszego.
- Czemu wieczorny? Nie mogą zorganizować go teraz?! Przecież mają dostać nauczkę! Niech wyciągną ich teraz! Walić to! Przerwać ich pracę i rozstrzelać każdego! Albo do gazu z nimi!
Znowu się darł, chociaż pomysł Fynna miał ręce i nogi, to Niemiec i tak swoje. Jeśli Siwy zdecyduje się skarcić Czarnego pięścią, ten zapewne nie omieszka chwycić fotel i cisnąć nim w wampira. Co jak co, nie pozwoli sobie aby ktoś inny naruszał jego ciało. Zapewne prędzej czy później między nimi dojdzie do bójki. Póki co był wściekły na cały świat.
- Osobiście ich rozstrzelam! Pokażę ci jak to robi specjalista!
Pełen dumy wampir. Nie po to szkolił się na strzelca, uczył wojaczki i jak wykonywać egzekucje. Poza tym uwielbiał znęcać się nad ludźmi, głównie więźniami.
- To kiedy idziemy? Teraz? Na pewno się niebawem zacznie!
Znowu wyskoczy i nie czekając, uda się w stronę wyjścia z saloniku. Po drodze zapinał szczelnie mundur i z dumnie podniesioną głową szedł przed siebie. O karabinie oraz pałce nie zapomniał, wszak wypada zabawić się kosztem biednych ludzi. Jaki horror ich czeka kiedy wampiry znowu wyjdą na żer? Jeżeli Flynn dołączy do Fergala, udadzą się razem poza dom, a później do starego niemieckiego mercedesa. Jakoś nie miał ochoty iść pieszo. Poza tym czas ich poganiał. A skoro wieczór zbliżał się powolnymi krokami, wypadałoby też ogarnąć co działo się na terenach obozu. Niemniej właściciel domostwa nie będzie zadowolony, że krwiożercze monstra robią sobie co chcą, przecież już się zameldowali o powrocie do domu. A tu klops.

_________________
mowa japońska || mowa niemiecka || mowa polska

Kapitänseigentum, 1940 DhL3upP

卐Laurka卐
THEME||VOICE
Powrót do góry Go down
Fynn

Fynn

http://vampireknight.forumpl.net/t4215-fynn-sieben#92388
Zarejestrował/a : 11/08/2019
Liczba postów : 33


Kapitänseigentum, 1940 Empty
PisanieTemat: Re: Kapitänseigentum, 1940   Kapitänseigentum, 1940 EmptyPon Sie 12, 2019 8:10 pm

No, no, od ostatniego czasu Szpiczastouchy przypakował i nie dał się przewrócić. Jeszcze dwa miesiące temu Fynn nie miał z tym żadnych problemów, gdy dochodziło między nimi do braterskiej spiny. A teraz proszę. Najważniejsze, że wreszcie udało im się znaleźć wspólny język, w którym rolę główną odgrywały robale z obozu. Zmiażdżyć, zniszczyć, zabić. Miał również spore podjaranie sprawą, że już niebawem zemszczą się za psucie im opinii o nienagannych Katach, jednak wybuchowy entuzjazm Fergala trochę przeczył założeniu o sekrecie. Gdyby mieli zupełnie zielone światło, wtedy przystałby całkowicie na zwiększenie tempa egzekucji. Tu jednak musieli działać bardziej ostrożnie, a przynajmniej do momentu kulminacji.
- Ogarnąć to musisz się sam, kurwa mać -adrenalina dawała o sobie znać, a to w przypadku Siebena może skończyć się podobnie do wybuchu Rekina- Żeby zdjąć wcześniej roboli na apel, musielibyśmy podać powód całemu sztabowi. Trochę dyskrecji, do jasnej ciasnej!
Mówić do niego w napływie agresji to jak gadać do ściany. I jemu udzielał się nastrój Rekina, więc nie pogadają sobie zbyt długo. Obaj nakręcali się wzajemnie i podnosili ciśnienie, ale jakoś zebrali się w troki, żeby przyłożyć niewolonym ludzikom. Zakładali mundury, czapki, buty i w międzyczasie Schlecht napalił się na sposób egzekucji. Przytaknął dość szybko, bo przy gazowaniu zginęłoby więcej osób i nikt nie dostałby nauczki. A tak to pozostali świadkowie masakry będą przesączeni strachem do ósmego pokolenia. Przynajmniej miał taką nadzieję. Zresztą znów trzeba byłoby powiadamiać służby więzienne o przydzieleniu komór gazowych, a to mogłoby przykuć uwagę kolegów z branży. Po co aż tak komplikować? Strzały z naboi były idealne.
- Niech ci będzie. Strzelanina to twoja brocha.
Już w głowie wymyślał aranżację, żeby przystroić zwłokami zbiega mury na apel. aczkolwiek nie zapomniał o swoim upuście złości. Nie przywalił z pięści Rekina, ale napotkanego więźnia już tak. Wystarczył jeden kopniak, aby wypruć z niego flaki i pozbawić żywota. Jedynym przewinieniem ofiary było pojawienie się w złym czasie w złym miejscu. Zabrał i jego zwłoki do zwiększenia propagandy anty-ucieczkowej, a gdy mijał patrol oznajmił, że zabił za publiczne znieważenie narodu niemieckiego. Nikt nie zamierzał dociekać, póki co.

Nastał wieczór. Ściana jednego z budynków wyglądała jak wycieczka po anatomii człowieka, gdzie każdy człon, narząd czy kość był wydzielony i przybity do muru. Zostawił jedynie głowę w całości, aby pluskwy z C-39 mogli rozpoznać w nim swego ziomka. Nikt nie bił brawa, lecz wystarczyło spojrzeć na przerażone twarze, aby uznać kompozycję za udaną. Niestety Fynn tupał nogą niecierpliwiąc się, tłumy wykończonych więźniów kłębiła się w zastraszająco wolnym tempie. Poza tym czekał na tak pięknie reklamowaną strzelaninę w wykonaniu Schlechta. Podziwiał, że tak młody wampir w mig pojął tajniki broni palnej. Wreszcie mógł przyjrzeć się jego pracy z boku i być może przyswoić nowe triki. Praktyki na strzelnicy to nie to samo jak strzelanie do żywych celów, których pociski rozkosznie rozrywają ciała. I rozbryzg krwi, ah.
Ukręciłby łeb komuś jeszcze.

_________________
Języki: japoński, niemiecki, inny
Kapitänseigentum, 1940 FQY5wIQ
Powrót do góry Go down
Fergal
Prefekt
Prefekt
Fergal

http://vampireknight.forumpl.net/t1888-fergal#40176 http://vampireknight.forumpl.net/t3750-fergal http://vampireknight.forumpl.net/t3672-fergal#79795 http://vampireknight.forumpl.net/t3641-fergal#79025
Zarejestrował/a : 25/06/2015
Liczba postów : 780


Kapitänseigentum, 1940 Empty
PisanieTemat: Re: Kapitänseigentum, 1940   Kapitänseigentum, 1940 EmptyCzw Sie 15, 2019 8:33 pm

Fynn miał o tyle gorzej, że jego rekini kompan był od niego o wiele młodszy. W końcu wampir miał ponad dwadzieścia lat, a dla śmiertelnego to niemalże jak dorastające dziecko. Przepełniony hormonami, gniewem i pragnieniem wykazania się, kładło klapki na jego rekinich ślepiach. Zapominał się, zapominał też o zasadach jakie nałożył im Beleth. Po zameldowaniu powrotu mieli już nie opuszczać posesji, tylko ogarnąć się, zjeść i pójść grzecznie spać. Niestety, Fergal jak tylko dowiedział się o sprawie z ucieczką, chciał jak najszybciej załatwić sprawę, ukarać resztę i znowu pokazać się według niego od najlepszej strony. Nawet Fynn nie byłby go w stanie powstrzymać, zresztą sam widział jak z Rekinem się współpracuje.
- Walić to! Wykurzymy ich!
Koniec rozmowy. Niemiec za wszelką cenę chciał dopaść do niewinnych ludzi i dać im nauczkę raz na zawsze. Zamordować, skatować i dorwać się do ich ciał. Przecież nikt nie mówił o podjadaniu żydów przed spoczynkiem.

Wreszcie. Udało się wcześniej wyciągnąć truchło z bloków, którzy osłabieni szli na miejsce spotkania. Po chudych twarzach łatwo można było rozpoznać strach, niepewność. Ludzie nie mieli pojęcia kto teraz zostanie wybrany do odstrzału. Przecież kiedy dochodziło do selekcji, nigdy nie działo się dobrze. I teraz też tak miało być.
Stali w szeregach. Zgarbieni, brudni, chorzy. Zapewne gdyby ktoś teraz rzucił im ochłapy jedzenia na ziemię, większość z nich rzuciłaby się bez opamiętania. Ale nic z tych rzeczy. Dzisiaj część z nich miała zostać skazana na śmierć za ucieczkę jednego z nich. A dokładniej to próbę.
Stało dwóch ludzkich esesmanów i dwóch wampirzych katów; Fergal oraz Fynn. Z czego ten pierwszy z ledwością stał w miejscu. Prawie przeskakiwał z nogi na nogę, dyszał głośno, obnażając złowrogo zębiska co chwila. Więźniowie się go bali. Niektórzy starali się nie patrzeć w stronę nieludzkiego osobnika, lecz ci co widzieli... Jeszcze bardziej kulili się w sobie.
- Co cztery odlicz!
Krzyknął jeden z esesmanów po polsku. Wśród ludzi nastąpiło zamieszanie, zaczęli liczyć, niektórzy zmieniali swoje miejsca. Wreszcie któryś z Niemców strzelił ku górze, sprowadzając w ten sposób porządek. Powtórzył polecenie i wreszcie osiągnął sukces. Po odliczeniu czwórki miały wyjść do przodu.
- Z powodu próby ucieczki jednego z was, zostajecie skazani na rozstrzelanie! Ci którzy zginą niech staną się przestrogą dla pozostałych!
Ostro oświadczył Niemiec po czym ruszyli w stronę pozostałych więźniów, ganiając ich z powrotem do bloków. Tylko czwórki zostały. Stali. Przerażeni, zlęknieni i modlący się. Sami mężczyźni. Niegdyś rośli, odważni a teraz cienie i płaczący jak dzieci, zwłaszcza po tym jak lufa karabinu została przystawiona do jednego z nich. Padło kilka strzałów w głowę, później w ciało. Fergal zabijał jednego po drugim, później jednak zrezygnował z broni i wreszcie rzucił się do gardła. Trafił akurat na nastolatka; aorta szyjna została przecięta przez rekinie zębiska. Gęsta fontanna krwi ochlapała mundur i twarz potwora, który bezlitośnie wgryzał się w ciało młodego człowieka. Reszta miała stać, patrzeć jak umierają. Pokaz rzezi czas zacząć.

_________________
mowa japońska || mowa niemiecka || mowa polska

Kapitänseigentum, 1940 DhL3upP

卐Laurka卐
THEME||VOICE
Powrót do góry Go down
Fynn

Fynn

http://vampireknight.forumpl.net/t4215-fynn-sieben#92388
Zarejestrował/a : 11/08/2019
Liczba postów : 33


Kapitänseigentum, 1940 Empty
PisanieTemat: Re: Kapitänseigentum, 1940   Kapitänseigentum, 1940 EmptyNie Sie 18, 2019 5:02 pm

Kiedyś też był tak wybuchowy i agresywny, choć nie miał takiej szansy na wykazanie się jak Fergal. Wiedział, jak można rozszaleć ciało i umysł, gdy coś poszło nie tak lub chciało wykazać się we stu procentach. Tutaj też chodziło o znieważenie ich urzędu jako katów, złamanie przepisów przez byle pędraki, no i pokazanie Fynn'owi, że choć jest młodszy to dorasta i dorównuje, jak nie przerasta swoją żądzą do siania mordoru.
Nie za bardzo interesował się przeszłością Schlechta, w zasadzie nie było mu to do niczego potrzebne. Mieli dogadywać się i robić swoje. Sieben nie był wybitnym psychologiem, by wygrzebywać jakieś fakty, które mogły wpłynąć na brak ogarnięcia się młodzieńca. Wykonywał swoje zadania wręcz wzorowo, lecz nadmiar agresji i silniejszy głód uruchamiał w nim mechanizm trudny do kontrolowania. A na pewno już przez Białowłosego.
Powinien przewidzieć, że to co ustalili minie się z prawdą. Zamiast o normalnej porze apel zwołano o dwie godziny wcześniej, czyli skrócono czas pracy niewolników. No trudno, to jeszcze dało się odkręcić i wyjaśnić, że był to szczególny wypadek, bo chodziło o nadanie ostrzeżenia. Dla niektórych śmiertelnego. Druga część umowy również uległa zmianie, gdy ludzki nazista wydawał rozkazy. Jak to co czwarty, do licha?! Miało być mniej osób! W takim tempie ubijania nie zostaną uzupełnione braki robotnicze, bo następny transport przewidywano w następnym tygodniu. Jeszcze da się odratować patową sytuację. Kombinował w głowie plan podczas surowego mierzenia wzrokiem przyprowadzanych niewolników, którzy mieli przystępować do rozstrzelania. Pobieżne wymyślił, że wyrówna się robalami z innych baraków każąc im przenieść się do mocno ubitego siedliska. Ale dostał wkurwa, gdy zamiast rozstrzelania w ruch poszły kły i zdzieranie ze skóry na żywca. Potwór rozszalał się do tego stopnia, że nie mógł ciągnąć tej farsy. Gdyby chodziło o mniejszą grupkę, to jeszcze, ale za dużo było "ALE", miał po dziurki w nosie niesubordynacji młokosa, któremu trzeba było pokazać miejsce w szeregu.
- Dosyć!
Krzyknął, choć wiedział, że słowa nie dotrą do Rekina. Nie przejmując się rzeźnią dookoła podbiegł w trzech susłach do zezwierzęconego nazisty i odciągnął od kolejnej ofiary chwytając za długie ucho. Ha, niczym jak belfer swego niepokornego ucznia. Jeśli będzie próbować wyrywać się, uderzy z pięści w nerkę, aby puścił resztę zwłok. Zapach krwi zaczynał podsycać adrenalinę Siebena, który musiał również drugą ręką wycofać nieokiełznanego brata z podwórza apelu.
Reszta SSmanów nie wiedziała co czynić, właśnie jeden z katów odciągał drugiego od dalszej masakry. Fynn czując na sobie coraz więcej spojrzeń ludzkich odpowiedników żołnierzy Rzeszy warknął donośnie:
- Co się tak gapicie?! Reszcie dać sto batów i wtrącić do baraków, raz, raz!
Lepiej, aby wykonali polecenie, bo inaczej będzie musiał temperować także tamte jednostki. Całe szczęście mieli niższe rangi od Rubinookiego i posłuchali poleceń. Szarpiąc się z młokosem musiał mu co jakiś czas dawać do zrozumienia, że ma się uspokoić, co akurat przekuwał w przemoc. Nie jakąś dotkliwą, jednak taką, która miała choć na moment ogłuszyć Fergala od dalszej rzezi.
Nie takie były ustalenia! Owszem, mógł siebie udupić, ale wciągnął i drugiego Niemca w to bagno! Ostatni raz poszedł mu na rękę, na samowolkę. Niby to on zaszczepił pomysł o zemście, lecz nie tak to miało się skończyć.
- Wracamy do Kapitana.
Oznajmił wpakowując siebie i nieogarniętego młokosa do furgonetki jadącej do kwatery Beleth'a. Nie odzywał się do tamtego przez całą drogę, ale uważnie obserwował, aby nie wywinął jakiegoś numeru.

_________________
Języki: japoński, niemiecki, inny
Kapitänseigentum, 1940 FQY5wIQ
Powrót do góry Go down
Fergal
Prefekt
Prefekt
Fergal

http://vampireknight.forumpl.net/t1888-fergal#40176 http://vampireknight.forumpl.net/t3750-fergal http://vampireknight.forumpl.net/t3672-fergal#79795 http://vampireknight.forumpl.net/t3641-fergal#79025
Zarejestrował/a : 25/06/2015
Liczba postów : 780


Kapitänseigentum, 1940 Empty
PisanieTemat: Re: Kapitänseigentum, 1940   Kapitänseigentum, 1940 EmptyPią Sie 30, 2019 8:22 pm

Zaślepiony własnymi ambicjami pokazania się od jak najlepszej i sadystycznej strony, zapominał o najważniejszym. O zasadach ustalonych przez Beletha. Owszem, mieli karać oraz katować swoje więzienne ofiary. Jednak mieli też się odpowiednio zachowywać, Fergal czasami... Nie, zbyt często wpadał w szał i zapominał się. Odczuli na tym więźniowie; padali jeden po drugim i już nie od kul, tylko od zębisk wampira. Rozrywani, rozszarpywani na szczątki nie mieli jak się nawet wybronić. Zrobił się dość spory szum, ludzie panikowali, upadali. Nawet strażnicy przyglądali się całej akcji i tylko Fynn zdołał powstrzymać Rekina przed dalsza rzezią. Ludzie nie byli w stanie.
- Zostaw mnie! Jeszcze nie skończyłem!
Warknął w złości, nim drugi Niemiec do niego dopadł. Pociągnięcie za ucho było cholernie bolesne. Wrażliwe uszy Fergala odczuwały niemal podwojnie. Uderzył Fynna w rękę, z zamiarem uwolnienia się. Od razu chwycił za obolałe ucho. Z dziką nienawiścią spojrzał na kolegę po fachu. Jednak cios kolejny, który padł nieco przychamował Schlechta. Pieprzona moc.
Zgarbił się odrobinę, biorąc szybsze wdechy. Nie zwracał uwagi, że z ust spływała krew ofiar. Że poplamił kolejny mundur.
I kiedy znowu przyszło zetknąć się z Fynnem, Rekin nie omieszkał go ugryźć w rękę, jak ten zechciał znowu go dotknąć. Musiał się nieźle z młodzikiem naszarpać, nim wrócili do pojazdu a później do domu. Koniec z przyspieszonym apelem. Schlecht mógł jedynie oglądać się za siebie i patrzeć jak strażnicy mają wielką frajdę w zadawaniu reszcie bólu.
- Pogrzało cię do reszty?! Wiesz jak mnie przedstawiłeś w oczach tych larw?!
Wydarł się, podczas powrotu furgonetką. Rekin ewidentnie był wściekły. Przecież nic wielkiego nie zrobił, pokazał swoją siłę oraz zawziętość.
- Jeszcze się doigrasz.
Zagroził i wreszcie postanowił przez całą drogę milczeć. Dopiero gdy już dotarli na posesję, opuścił samochód i od razu udał się do domu. Tam już czekał na nich Beleth. Biała koszula, czarne spodnie. I niezbyt zadowolona mina.
- Mniemam, że bawiliście się wybornie.
Odezwał się po niemiecku mężczyzna, stojący na środku holu. Schlecht lekko spuścił głowę, nie patrząc na łowcę. Teraz było mu głupio.
- To był... Był ostatni raz.
Obiecanki cacanki. Fergal przecież później też da popis, ale przy łowcy musiał być pokorny. Beret zmarszczył brwi i spojrzał teraz na Fynna.
- Skąd wam nagle wziął się wcześniejszy apel? Mimo, że są to nic nie warte szuje, to jednak mamy ustalone zasady. Czekam na wyjaśnienia.
Jak widać pierw zaczepił o odpowiedzi starszego wiekiem wampira. Poniekąd to on przejął pałeczkę nad pokazaniem Fergalowi co i jak. Najwidoczniej nie radził sobie z rekinią bestią. Zapomniał jak to jest?

_________________
mowa japońska || mowa niemiecka || mowa polska

Kapitänseigentum, 1940 DhL3upP

卐Laurka卐
THEME||VOICE
Powrót do góry Go down
Fynn

Fynn

http://vampireknight.forumpl.net/t4215-fynn-sieben#92388
Zarejestrował/a : 11/08/2019
Liczba postów : 33


Kapitänseigentum, 1940 Empty
PisanieTemat: Re: Kapitänseigentum, 1940   Kapitänseigentum, 1940 EmptyNie Wrz 01, 2019 6:41 pm

Cholerne rekinie zębiska! Niemal odgryzł nimi rękę Siebena, który starał się odciągnąć ogarniętego szałem i głodem mordu Niemca, a na pewno nieogarniętego w rozkazach. Nie było łatwo przyprowadzić go do porządku, aż musiał uderzyć go w nerkę, by choć na moment przestał wyrywać się i kąsać jak szalony. Wkurzony do granic możliwości, lecz jeszcze bardziej więziony przez układ z Kapitanem nie roztrzaskał pustego łba Czarnowłosego o najbliższy mur, tylko odciągnął od masakry, jaką za sobą pozostawił. Porozrzucane kończyny, oderwane głowy, wykrzywione członki, wywalone bebechy... ktokolwiek przeżył z ludzi ten widok, na pewno nie odzyska już zdrowia psychicznego. Pozostali naziści mogli powyżywać się na reszcie ku ogromnemu buntowi tego diabła wcielonego, którego jakoś wreszcie upakował do furgonetki. Jemu też nie było łatwo opuścić plac pełen pachnących krwią truposzy, lecz miał już dość przejebane u Beleth'a, a to było silniejsze niż instynkty.
Nigdy więcej nie chciał trafić za kratki, w których siedział czterysta lat.
Siedząc na tylnym siedzeniu z "kolegą" podwinął rękaw ubrudzonego posoką munduru i rzucił okiem na paskudną ranę. Chyba tylko dzięki adrenalinie i elastycznemu ciału udało mu się zaciągnąć Schlechta do wozu, bo ręka dosłownie zwisała na kilku strzępach skóry. Co za nieokrzesaniec z tego młodzika! Prawie że odgryzł mu rękę! Całe szczęście, że mógł zregenerować nawet tak głębokie rany, ale bez dodatkowej krwi będzie to trwało zdecydowanie dłużej niż jeden dzień. A nie zapowiadało się, aby dostał premię za wczesny apel.
Już przed przyjazdem na posesję posiadłości zawłaszczoną przez nazistów Fynn próbował upakować tyle wściekłości, ile mógł, aby nie wypaść na rozmowie jak Fergal przy więźniach. Nie było to proste zadanie, zwłaszcza słysząc jeszcze pogróżki. Prychnął tylko pod nosem dalej nie odzywając się do nerwusa i weszli do budynku. W salonie czekał na nich nie kto inny, jak Głównodowodzący. Nie mógł nie uśmiechnąć się na widok łowcy, który dał mu prawdziwą wolność. Był dla niego kimś więcej niż Przełożonym.
- Siema, Kapitanie!
Posłał czarujący uśmiech, aczkolwiek szybko zrzedła mu mina widząc, że Beleth już wiedział o wszystkim. Albo o prawie wszystkim. Pięknie. Wspaniale. Czego miał się spodziewać? Że najbardziej obeznany w zarządzaniu obozem nie dowie się o wybryku katów, który kosztował sporo istnień życia? Niby myślał, jak odpowie na możliwe pytania, ale jak przyszło co do czego... pustka w głowie. Musiał po prostu powiedzieć jak było. I tak dowie się wszystkiego, całej prawdy, więc nie było sensu kręcić. Zresztą z powodu przeszłości nie umiał inaczej z Kapitanem jak rozmawiać szczerze.
- Sprawa miała wyglądać trochę inaczej -przekręcił kark tak, aż strzeliło mu w kręgach, po czym wyprostował się i mówił dalej nie racząc odnieść się do słów Rekina, na którego cholernie się wnerwił zimnym wkurwem- Wszystko przez zbiega, na którego natknąłem się na spacerze. Przy Fergalu sprawdziłem, że był to robal z ostatniego transportu. Nie mogliśmy dopuścić, aby reszta pluskiew miała chociażby przebłysk geniuszu, aby spróbować uciec jak ta pierwsza. Dlatego ustaliliśmy, że na wieczornym apelu wydamy specjalne ogłoszenie. Ale ktoś nie wie, kiedy są wieczorne apele...
Rzucił surowym wzrokiem na Rekina, którego obarczył za złamanie ustaleń. Aczkolwiek i tak były one umówione tylko między nimi, bez udziału Kapitana. To tak jakby niesubordynacja. Zaraz zdjął rubinowe ślepia z krnąbrnego wampira i znów rzekł w stronę Dowódcy z wyraźnie poważnym obliczem, choć w środku palił się zimny ogień. Beleth znał już te kurwiki w ślepiach Fynna na tyle, by wiedzieć, że sobie poużywa na kimś lub czymś, aby wyładować złość. Oby skończyło się na czymś.
- ...i ktoś nie rozróżnia rozrywania ciała więźniów od swoich współpracowników. Wyprzedzając pytanie - tak, doszło do czegoś więcej niż rozstrzelania co dziesiątego osadzonego. Ledwo powstrzymałem Fergala przed rozszarpaniem całego baraku C-39, z którego była ta zbiegła gnida.
Ah, ta nieszczęsna ręka bolała jak nieszczęście. Gdyby mógł, to pozwoliłby sobie zdjąć mundur (górę), by dorwać się do swojej dotkliwie poranionej ręki. Ale nie, ze względu na rangę rozmowy nie mógł tego zrobić, choć rękaw tonął we krwi. Beleth nie wiedział jeszcze, że ręka Siebena nosiła wyraźne ślady zębisk kompana. Jakby Kapitan dowiedział się, że Fynn nie umiał pohamować kogoś młodszego od siebie kolegi, mógłby zostać zdegradowany albo oddelegowany do lochów. Nie mniej nie ukrywał zakrwawionej ręki, nie mógł mieć tajemnic przed Przełożonym.

_________________
Języki: japoński, niemiecki, inny
Kapitänseigentum, 1940 FQY5wIQ
Powrót do góry Go down
Fergal
Prefekt
Prefekt
Fergal

http://vampireknight.forumpl.net/t1888-fergal#40176 http://vampireknight.forumpl.net/t3750-fergal http://vampireknight.forumpl.net/t3672-fergal#79795 http://vampireknight.forumpl.net/t3641-fergal#79025
Zarejestrował/a : 25/06/2015
Liczba postów : 780


Kapitänseigentum, 1940 Empty
PisanieTemat: Re: Kapitänseigentum, 1940   Kapitänseigentum, 1940 EmptyNie Wrz 15, 2019 11:08 am

Niech się cieszy, że Fergal nie postanowił dobrać się do jego szyi. Aczkolwiek ręka też nieźle ucierpiała. Po co więc szarpał Rekinem i uderzył go? Zapomniał, że Niemiec gryzie? Więc teraz niech cierpi.
Wpakowany do samochodu, a później wściekły zawieziony do posesji. Fergal nie chciał spotkać się twarzą w twarz z Beretem. Wiedział jak będzie niezadowolony za brak posłuszeństwa oraz dyscypliny. Obawiał się też kary jaką mógł otrzymać. A to wszystko przez Fynna.
Niemiec nie raz wrogo na niego spoglądał, warczał gardłowo. Ale już przestał fukać, kiedy znaleźli się poza samochodem, a wewnątrz domu, w holu, czekał na nich łowca. Schlecht od razu poczuł skręt kiszek. W tym momencie nie był tak odważny co poprzednio, wszak czuł na sobie karcące spojrzenie Opiekuna.
Dobrze, że Fynn przejął pałeczkę tłumaczenia się. Beret właściwie spoglądał teraz w jego stronę, słuchając co ma do powiedzenia starszym wiekiem wampir.
Czyli ktoś uciekł? Chcieli więc ostrzec resztę poprzez zamordowanie uciekiniera. Dobry pomysł, pouczający, ale sprawy wyszły z pod kontroli. I również wzrok Łowcy przekierował się na drżącego ze złości Rekina. Milczał jak grób, aczkolwiek po minie mógł wywnioskować że miał ogromną chęć wybuchnąć złością. Nic dziwnego, przecież Fynn mówił o nim; zwalał na niego winę, zarzucając że wymordował prawie cały blok. Bo do licha miał rację.
- Cóż, dobrze że ogarnąłeś sytuację w dobrym momencie i nie dopuściłeś do dalszej, niepotrzebnej rzezi. Więźniów nie można wpędzić w panikę bo zrobi się za duży szum.
Odpowiedział Fynnowi, wiedząc jak bliski i on jest utraty kontroli nad sobą. Nic dziwnego, zamiast spełniać się służbowo, niańczył Fergala. Ale nic dziwnego, to w rodzeństwie normalne; starszy pilnuje młodszego aby nie narobił głupot.
- Nie pisz o tym wydarzeniu w raporcie, sam ogarnę sytuację. Niech ci wyżej myślą, że doszło do buntu i rozlew krwi był nieunikniony.
Doda, pocierając dwoma palcami lekko zarośniętą brodę. Oczywiście zauważył też brzydką ranę na ręku, którą to tak usilnie chciał zakryć wampir. Znowu skarcił Fergala spojrzeniem.
- Opatrz pierw rękę i niech służba przygotuje posiłek. Musisz wypocząć. A ty Fergal; marsz do swojego pokoju, przebrać się i umyć. Jesteś cały we krwi i resztkach więźniów. Widzimy się nazajutrz w celu kontynuowania naszej rozmowy o dyscyplinie.
Nie było sensu teraz dawać długą reprymendę widząc w jakim stanie są wampiry. Na pewno doszłoby do bójki między nimi; bo Fynn już ustać nie mógł, jak i Fergal. Bez słowa ten drugi skinął głową i udał się w swoją stronę. Musiał przecież pozbyć się brudnego munduru, ogarnąć się i wypocząć. Zjadł dużo, co też skutkowało zmęczeniem. Jeżeli jednak zatrzyma go drugi wampir, nie omieszka się na niego wydrzeć, ale jeśli tak się nie stanie, Niemiec dotrze do siebie, trzaśnie wściekłe drzwiami i dopiero tam ukoi swoje nerwy. Pierw musiał jednak sprowadzić polską więźniarkę, pracującą jako służąca. Kiedy przybyła, miała nakazane przygotowanie kąpieli w dość dużej, żeliwnej wannie, a Rekin w między czasie straszył ją swoimi zębiskami; niby nic wielkiego, ale kobieta nie chciała oglądać rekinich zębów, które starannie były czyszczone. Niemiec mimo że widział ją w odbiciu lustra, nic z tym faktem nie robił.
Beleth natomiast wrócił do siebie. Teraz naprawdę nie miał ochoty na udzielenie kar podopiecznym. Natomiast co do Fynna, jak tylko skieruje się na swoją ścieżkę ku wypoczynkowi, zaczepi go kolejna drobna osoba; nastolatka. Kolejna młoda żydówka, której długie włosy ocalały.
- Mam panu pomóc przy ranie.
Zagadnęła cicho, patrząc dużymi bursztynowymi oczami na jego wysoką postać. Przełknęła cicho ślinę, starając się usilnie też powstrzymać drżenie rąk. Bała się go okropnie.

_________________
mowa japońska || mowa niemiecka || mowa polska

Kapitänseigentum, 1940 DhL3upP

卐Laurka卐
THEME||VOICE
Powrót do góry Go down
Fynn

Fynn

http://vampireknight.forumpl.net/t4215-fynn-sieben#92388
Zarejestrował/a : 11/08/2019
Liczba postów : 33


Kapitänseigentum, 1940 Empty
PisanieTemat: Re: Kapitänseigentum, 1940   Kapitänseigentum, 1940 EmptyNie Wrz 15, 2019 2:04 pm

Wszyscy wiedzą, że nie można przełamywać pewnych granic, ale jak się znajdzie takich dwóch narwańców, z czego jeden ma na drugie, trzecie i czwarte imię Czysty Testosteron to nie przepuszczą okazji. Fergal i Fynn byli jednak świadomi, przynajmniej siedząc w furgonetce, że popełnili błąd dając upust złości. Różnice między katami były dwie: doświadczenie i stopień wstrzymania nerwów na wodzy. Owszem, Sieben też chętnie pozabijałby gnidy dla samej zasady, lecz zdołał znaleźć w sobie hamulec. Najsilniejszym bodźcem był sam Kapitan. Nawet samego A.H. nie obawiał się tak, jak Beletha.
Dlatego przebieg rozmowy mógł być różny. Zdarzało się zwykłe upomnienie, uprzykrzenia, ale i w sytuacjach kryzysowych nawet przemoc. Nie mniej Kapitan miał w sobie to coś, że nie musiał siłowo rozwiązywać konfliktów, aby wampiry były mu posłuszne. Znał wiele tajników, o których Fynn nawet nie dociekał, ale między innymi dlatego dał się zabrać z lochów i pracować niestrudzenie, oddanie właśnie Łowcy. Dla Srebrnowłosego sam fakt, że nie upilnował Rekina było ciosem w policzek. Stracił na reputacji, w oczach Kapitana zapewne też. A zależało mu na utrzymaniu wysokiej hierarchii w tej niemieckiej maszynie zagłady, chociażby ze względu na wieki poniżania.
Stał przed Dowódcą i w skupieniu (tyle ile mógł z racji rosnącego pokładu gniewu) słuchał jego słów. Może nie dostał bezpośrednio ochrzanu, być może po to, aby nie umniejszać roli Siebena w opiece nad Schlechtem, ale wiedział doskonale, że nie mógł być zachwycony. Całe więc szczęście, że nie musiał mieć głodówki, a nawet Łowca polecił jemu i Rekinowi ogarnięcie się. Kurwiki w oczach odrobinę zbladły, lecz nie było żadnego powodu do dumy. Następnym razem swoje pomysły powinien przedyskutować z Belethem, aby mieć faktyczny szacunek w obozie. Kto zaufa samowolce Siebena? Z drugiej strony mógł trochę odsapnąć od krewkiego młodzika, który miał wracać do siebie. To też ulży Niemcowi, choć wiedział, że będą razem dalej pracować, więc będzie musiał znaleźć jakiś kompromis, aby Schlecht nie zdradził go za to, że wyjawił szczegóły zajścia z rekinim szałem.
I wreszcie po trzecie - nie musiał zajmować się raportem. Tak, nienawidził papierkowej roboty.
Zasalutował po nazistowsku z okrzykiem dając znać, że wszystko zrozumiał i niezwłocznie udał się w swoją stronę ciężko stawiając kroki. Dopiero po kilkunastu krokach rzucił spojrzeniem za siebie, czy Fergal nie chciał mu wbić sztyletu w plecy czy znów swoich przeogromnych kłów, a później udał się w stronę swojej skromnej, lecz wystarczającej dla Fynna kwatery. Nie miał ogromnych wymagań bytowych, jakiś plus z pobytu w lochach.
Jeszcze z dwadzieścia kroków i mógłby przebrać się u siebie w czyste ciuchy, gdyby nie czyjś głos za sobą. Odwrócił głowę powoli i utkwił zimne, rubinowe spojrzenie w młodej kobiecie. Tak, drżała ze strachu, działało to na Niemca jak płachta na byka. Pewne granice samokontroli zostały przekroczone, stąd rzucił oschle odwracając się przy tym na pięcie.
- Byle szybko.
Zdrową rękę uformował w pięść i uderzył drzwi tuż obok, aby otworzyły się z hukiem. Skinieniem głowy kazał wejść żydówce jako pierwszej, bynajmniej ze sztuką savoir-vivre. Lepiej mieć potencjalne zagrożenie przed niż za sobą. Dowie się o tym sama sanitariuszka.
- Siadaj -rozkazał głosem nieznoszącym sprzeciwu zimniejszym od stali- Bez żadnych sztuczek, zrozumiano?
Zajął drugie krzesło i położył obficie krwawiącą rękę na blacie stołu. Rozmiar ugryzienia był tak wielki, że rana nie zasklepiła się mimo wyższej krwi. W dodatku po wstępnych oczyszczeniach rany zauważył białe coś wbite w kości. Nie patyczkując się i nie rozczulając bardziej nad swoim stanem sięgnął palcami do rany i jak obcęgami wyciągnął pokaźny kieł.
- Cholerne mleczaki.
Mruknął i rzuciwszy dwa-trzy surowe spojrzenia na zęba schował go do kieszeni. Odda właścicielowi, jak nadarzy się okazja. Oby nie szybko, na razie miał dość spoglądania na jego rekinią mordę pełną mordu. Aż samemu zachciewa się poszaleć mimo zakazów.
Do żydówki nie odzywał się podczas obmywania rany i zawijania bandaży średniej czystości. Trudno o czyste płótna w obozie, ale i tak nie powinna wdać się infekcja. Zwłaszcza jak kobieta polała wcześniej wodę utlenioną na gazik i dokładnie, drżącymi palcami przecierała po oberwanym mięsie. Przyglądał się jej podpierając drugą dłonią głowę i jakby ze znużeniem. Pozory. Lustrował ją i pilnie spoglądał, aby nie wydobyła żadnej trucizny czy coś. Od tego byłby wściekły, w zasadzie już jest bardzo zły, lecz lepiej było nie przeciągać struny.
Wydawało się, że wszystko dobiegło końca. Paskudną ranę okrył bandaż, nie było zbędnego płaczu czy błagania o oszczędzenia jej życia. Była cicho i o to chodziło. Najwyraźniej miała silnie rozwinięty instynkt przetrwania, ale nie mogła wszystkiego przewidzieć.
- Czekaj, czekaj, gdzie uciekasz? -zawołał Fynn zagradzając dostęp do wyjścia swoim dwumetrowym cielskiem i szczerząc kły szyderczo- Co? Nie chcesz wynagrodzenia? Chyba należy się za tak profesjonalnie założony opatrunek. Jak uważasz? A może uważasz, że kat nie ma jak odwdzięczyć się za pomoc?
Strącił jej z ręki medykamenty i szmaty do oczyszczania rany, a potem chwycił ręką za jej szyję i przycisnął z impetem do ściany. Jedną ręką skrępował jej ręce, a drugą zakrył usta i nachylił się ku niej. Chciał jej krwi? Chyba nie do końca w postaci posiłku.
Spoiler:
 

_________________
Języki: japoński, niemiecki, inny
Kapitänseigentum, 1940 FQY5wIQ
Powrót do góry Go down
Fergal
Prefekt
Prefekt
Fergal

http://vampireknight.forumpl.net/t1888-fergal#40176 http://vampireknight.forumpl.net/t3750-fergal http://vampireknight.forumpl.net/t3672-fergal#79795 http://vampireknight.forumpl.net/t3641-fergal#79025
Zarejestrował/a : 25/06/2015
Liczba postów : 780


Kapitänseigentum, 1940 Empty
PisanieTemat: Re: Kapitänseigentum, 1940   Kapitänseigentum, 1940 EmptyWto Wrz 17, 2019 11:59 am

I wampiry mogłyby mieć swoje Piekło, jeśli zdenerwowałyby wystarczająco Beletha. Nie raz dawał im w kość samymi kazaniami, dochodziło też do kar cielesnych. Nie były one przesadne, ale godne zapamiętania. Niemiec nie lękał się ich tak bardzo, bardziej dotknęło go, że Łowca mógłby się na nim zawieść. A chciał być najlepszy, wzorowy i niedościgniony. Jak widać nie udawało się mu za każdym razem, a wszystko z winy wulkanicznego temperamentu. Czyli już taki jest? Taki się urodził, a Beleth umiejętnie cechę wykorzystał? Może tylko snuć, rozmyślać i starać się naprawić swoje błędy. Chociaż wściekły był na Fynna, to jednak nie zaatakował go, kiedy nie było potrzeby. Poza tym wciąż ten przeklęty typ był hierarchią wyżej w Rodzinie, dlatego jego nienawistny wzrok przeszywał go co chwila. Jeszcze trochę, a będzie niżej. Schlecht już się o to postara.
Chociaż obecnie musiał się nieco rozluźnić, obmyć się z krwi ofiar i przede wszystkim porządnie wypocząć. Przed nim kolejne kazanie oraz dzień pracy, zapewne jednak bez kary się nie obejdzie. Zanurzył się głębiej w dość sporej wannie, mrużąc ślepia. Chyba nie ma nic lepszego od wody, wszak rekiny nie mogą bez niej żyć. Przegonił nawet służkę, w celu ogarnięcia jeszcze większego błogiego stanu. Oczywiście dane mu to nie będzie; tego krzyku nie dało się nie usłyszeć.

Nim jednak doszło do strasznego incydentu, więźniarka zajmująca się raną Siebena nie spodziewała się ataku z jego strony. Znała historie o nieobliczalności wampirów, lecz nie znała ich tak dokładniej aby poszczególne dopasować do odpowiednich wampirów. Nie wiedziała w jakie szpony wpadła.
Nie komentowała rany widniejącej na ramieniu. Znała się na pomocy medycznej, wszak była z zawodu pielęgniarką. Niby ocaliło jej życie, ale nadal i tak była celem esesmanów.
Nieludzkie ugryzienie, jakby dzikie zwierzę rzuciło się na Fynna. Cóż, korciło coś powiedzieć, ale strach trzymał się nadal oraz podtrzymywanie rozkazu o szybkości. Starannie przeprowadzony mały zabieg; opatrzona rana, oczyszczona i wreszcie zawinięta bandażem. Powoli zaczęła sprzątać po sobie, wkładając pozostałe przedmioty to drewnianej apteczki, po czym chciała już opuścić pomieszczenie. Ale cóż to? Czemu właśnie rosły Niemiec zagrodził jej przejście?
- Przepraszam, ale muszę wracać do pracy.
Zaprotestowała cicho z nieukrywanym strachem w głowie. Nie chciała paść ofiarą tych potworów. Nie kiedy ma szanse przeżyć jako pomoc przy chorych i zobaczyć się z rodziną, która została w mieście z którego ją zabrano. W dodatku za spóźnienie mogły czekać ją baty.
I właściwie wolała je, niż to, co za chwilę miała otrzymać w ramach wdzięczności za okazaną pomoc. Podskoczyła aż, kiedy wszystkie rzeczy zostały przez niego strącone. Upadły z głośnym łoskotem, a dziewka nie miała nawet szansy się wycofać. Krzyknęła głośno kiedy Fynn przygwoździł ją do ściany. Z przerażeniem oraz zaskoczeniem wpatrywała się w jego bladą, wyszczerzoną twarz. Widok zębisk przeraził ją najmocniej.
- Nieludzie...
Załkała, z trudem przełykając ślinę, wszak trzymał ją mocno za szyję. Zaczęła już nawet tracić powietrze, które w tym momencie było tak niezbędne. Niemniej spróbowała go ugryźć, podczas zakrywania jej ust. Niestety, ale był to wielki błąd. W ramach zemsty dziewczyna została brutalnie zgwałcona. Właściwie przebił się przez nią, przebił dosłownie przez macicę, rujnując jej organy wewnętrzne. Więźniarka zaczęła się dławić, z ust ściekała krew i ślina. Drżenie ciała sugerowało o nadchodzących spazmach. Umierała w prawdziwej agonii. Charczące jęki wydobywające się z ust, białka wywrócone ku górze. Przebijał się przez wszystko, przez co umierała z wykrwawienia. To nie był zwyczajny gwałt, tylko podła egzekucja.
Fynn gwałcił konającą, aż wreszcie zmarła. Zapewne trwałoby to dłużej, ale siadło dziewczyny serce. Ból, strach, żal. Już nigdy nie ujrzy swoją rodzinę.

- Beleth nie wspominał nic o gwałcie!
Usłyszy Fynn znajomy głos. To Fergal stał w drzwiach. Już przebrany w czyste, świeże ubranie i z miną tak wrednie triumfującą, że naprawdę mógł wkurzyć. Nim Niemiec tutaj wszedł, postał trochę przed drzwiami aby posłuchać. Stęki kobiety wcale nie pochodziły od przyjemnego aktu, była mordowana. Wtem właśnie postanowił wejść, aby przyłapać kolegę po fachu i zepsuć mu upojną chwilę z więźniarką.
- Przebiłeś jej bebechy? Ty i ta twoja pierdolona moc.
Przyjrzy się krwawiącej kobiecie. Jej woń mąciła i jego zmysły. Cholerny Fynn. Tak czy inaczej, Schlecht zamknie drzwi, pozostawiając go samego. Przecież Łowca się wścieknie że zabił służącą i to medyka. Kobieta nie raz zastępowała go podczas opatrywania drobnych ran u podopiecznych. Oczywiście Fergal wrócił do siebie. Odpoczynek nakazano, więc wykonać go musiał.

_________________
mowa japońska || mowa niemiecka || mowa polska

Kapitänseigentum, 1940 DhL3upP

卐Laurka卐
THEME||VOICE
Powrót do góry Go down
Fynn

Fynn

http://vampireknight.forumpl.net/t4215-fynn-sieben#92388
Zarejestrował/a : 11/08/2019
Liczba postów : 33


Kapitänseigentum, 1940 Empty
PisanieTemat: Re: Kapitänseigentum, 1940   Kapitänseigentum, 1940 EmptyWto Wrz 17, 2019 6:13 pm

Fynn był tak nabuzowany negatywną energią, że znalazł - zdawałoby się - idealne ujście. Skąd mógł wiedzieć, że to rozwiązanie będzie jednorazowe na Żydówce? Przesadził odrobinę, ale musiał wyrzucić z siebie trochę ciężaru. Samo zabijanie nie było nieznośne (wręcz popadł w straszny nałóg jako kat pod tym względem), ale jeśli chodziło o dostosowywanie się do zasad, to już tak. Gdyby mógł zupełnie działać po swojemu, oklepałby Fergala, by znał swoje miejsce. Rzucać się ze zmutowanymi szczękami na starszego kolegę... To niedorzeczne.
Dziwne, że właśnie o tym rozmyślał torturując kobietę swym orężem, lecz przecież to tylko robak na każde skinienie, prawda? W pewnym sensie powinna być mu wdzięczna za tak wielkie wyróżnienie. Szkoda tylko, że nie zdoła podziękować. Ostatnie zachłyśnięcie krwią zwiastowało koniec jednostronnej przyjemności. Inaczej: sposobu na rozładowanie, bo przyjemnie to miałby wtedy, gdyby mógł przelecieć jakąś wysokiej klasy wampirzycę, która chciałaby jeszcze i jeszcze Siebena w sobie.
Już zsuwał z siebie, właściwie z metrowego członka, zwłoki, kiedy do jego uszu dobiegł głos Rekina. Zastał go nagiego od pasa w dół, zakrwawionego posoką medyczki, z jej zwłokami u stóp. I ta mina. Osłupienie w mig przerodził się we wkurwienie, do tego stopnia że słusznie uczynił zostawiając Fynna w pokoju. Jeśli chciał mieć spokój, mógł w ogóle nie zaglądać do pomieszczenia, ale chciał koniecznie zdegradować kolegę. Taki argument mógł przemówić do rozsądku Beletha, nie mniej Białowłosy nie dopuści do tego.
Fergal nie zdążył wrócić do siebie, bo ktoś mu przeszkodził. Gdy tylko pierwsze sygnały w tyle głowy Czarnowłosego zaczęły go niepokoić, to poczuł na kostce mocny chwyt. To Sieben chwycić go za jego nogę wydłużoną ręka kata. Dalej paradował bez spodni. Jak to się stało, że znalazł się tuż za Rekinem? Na meganerwie wybiegł z poprzedniego miejsca zbrodni, by zatłuc gnojka, który myślał, że poszantażuje się z pobratymcem. Miał solidne podstawy, by wybić to Schlechtowi z głowy. Jak podetnie mu nogi, to powinien stracić równowagę, a przynajmniej wybić z tropu. Tak jak to uczynił przyłapując Niemca na gwałcie.
Fynn. Był. Hiper-ultra-mega-giga-alfa-Wkurwiony.
Drugą pięść posłał w podbródek Rekina, żeby oszołomić go na tyle, by skrócić dystans. Szaleńczy uśmiech i jeszcze bardziej wariackie spojrzenie utkwił w Fergalu, który chyba mógł dostrzec dokładnie zamiary zboczeńca. Ale jak powie się to na głos, to uniknie się niepotrzebnych nieporozumień, prawda?
- Ciebie też przerżnę, moje dziecko.
Rzekł oblizując bordowe wargi z krwi poprzedniej ofiary. Rubinowe spojrzenie mogło w tym momencie doskonale zahipnotyzować słabego człowieka, a Rekinowi jedynie przyprawić o ciarki. Jeśli będzie mieć jeszcze przewagę, zechce sprowadzić młodego do parteru i przed aktem poużywać sobie mięśni, by zrobić sobie z niego worek treningowy. Nie wolno zaniedbywać kondycji!

_________________
Języki: japoński, niemiecki, inny
Kapitänseigentum, 1940 FQY5wIQ
Powrót do góry Go down
Fergal
Prefekt
Prefekt
Fergal

http://vampireknight.forumpl.net/t1888-fergal#40176 http://vampireknight.forumpl.net/t3750-fergal http://vampireknight.forumpl.net/t3672-fergal#79795 http://vampireknight.forumpl.net/t3641-fergal#79025
Zarejestrował/a : 25/06/2015
Liczba postów : 780


Kapitänseigentum, 1940 Empty
PisanieTemat: Re: Kapitänseigentum, 1940   Kapitänseigentum, 1940 EmptyNie Wrz 29, 2019 4:30 pm

Służka nie przetrwała dość dziwnego gwałtu. Przebite wnętrzności były ostatnią rzeczą jaką chciałaby napotkać i niestety, też odebrano jej życie. Miała po prostu pecha, że czyniąc coś dobrego, musiała zapłacić i tak największą cenę. Poświęciła życie dla jakiegoś obskurnego potwora, głodnego jej ciała oraz zaspokojenia swoich prymitywnych pragnień. Takie życie więźniarek już było. Niby te pracujące wewnątrz budynku miały mieć lepiej... Miały... Ale wszystko było złudna nadzieją na lepsze życie.
Poza tym kto by przypuszczał, że ów Fynn zechce zaatakować również i pobratymca? Tylko wielka szkoda, że Rekin do słabych nie należy. Mimo że wiekiem nie dorównywał, to w umiejętnościach walki owszem. Od dziecka szkolony do walk, do zadawania bólu. Beleth wiedział co robi, biorąc na wychowanie wampira o rekiniej aparycji.
- Jesteś obrzydliwy.
Rzucił na odchodne, po czym udał się z planem odnoszącym się powiadomienia Łowcy o złamaniu regulaminu posesji. Mordowanie wbrew woli? Nie żeby Rekin nie raz dopuszczał się do naruszenia zasad, to jednak mimo wszystko chciał się przypodobać. A nuż dostanie lżejszą karę? W końcu zabił żydów na terenie obozu, a nie na posesji jak Fynn.
Cóż, nie spodziewał się jednak tego, że zostanie zaatakowany.
Powalony w ułamku sekundy, zdążył jedynie oprzeć się rękoma aby uchronić twarz przed zderzeniem z podłogą. Przed drugim ciosem zdołał się uchronić, poprzez odsunięcie się od podłogi na wyprostowanych rękach. Cóż, a ten tekst. Na co on był potrzebny? Naprawdę chciał się bić z Rekinem? Nie żeby Fynn nie miał szans, po prostu Fergal uważał się za potężnego.
- PIERDOL SWÓJ RYJ, ZWYROLU!
Wydrze się do niego, w tym samym momencie wymierzając w niego solidną porcję wody. Fala wystrzeliła niczym gejzer, prosto w postać obnażonego Niemca. Miała ona na celu wbicia go w ścianę oraz ostudzenia dziwnego zapału.
- Za takie zapędy mogą cię spalić z innym ścierwem! Ogarnij się, kretynie!
Dorzuci nerwowo, wstając z podłogi. Niech Fynn nie myśli, że cokolwiek zrobi, nie na innym wampirze, nie na bracie i przede wszystkim na drugim mężczyźnie. Tacy byli tępieni. Ale jeśli Fynn chciał dalszej walki, to proszę bardzo, Schlecht był w pełnej gotowości kontratakować. Nawet już w przypływie złości, były widoczne skrzela na karku. Obserwował uważnie szalonego wampira, licząc że jednak pójdzie po rozum do głowy. Poza tym Beleth też nie lubił bojek na posesji, a już są jej ślady chociażby poprzez śladowe ilości wody lub naruszenie ścian.

Użycie mocy: Władza nad wodą - 1 post

_________________
mowa japońska || mowa niemiecka || mowa polska

Kapitänseigentum, 1940 DhL3upP

卐Laurka卐
THEME||VOICE
Powrót do góry Go down
Fynn

Fynn

http://vampireknight.forumpl.net/t4215-fynn-sieben#92388
Zarejestrował/a : 11/08/2019
Liczba postów : 33


Kapitänseigentum, 1940 Empty
PisanieTemat: Re: Kapitänseigentum, 1940   Kapitänseigentum, 1940 EmptyNie Paź 06, 2019 9:47 am

A tam dziewka - to Fynn miał przejebane. Nie mógł zadowolić swoich zachcianek, na kogokolwiek by padło i tak nie przetrwałby tej próby. I dziwić się, że Fynn był ciągle spięty, nawet jeśli oblicze zazwyczaj miał spokojne, a wręcz wrednie uśmiechnięte. Lecz nie dzisiaj, bo jego kompan mordowych voyage'y przyłapał go w jednoznacznej sytuacji. Zabił żydówkę? Zabił. Chciał tego? Niekoniecznie, choć to już nie pierwszy raz, kiedy nie mógł w pełni rozwinąć swoich atutów. Powinien domyślić się, że tak to się skończy.
Przeżyłby mniejszy szok, gdyby to ktoś podrzędny, jakiś ludzki żołnierz nakrył go na brutalnie zakończonym akcie. Ale nie Fergal. Jedyną osobą, która mogłaby być gorsza to sam Kapitan, lecz młodzik właśnie był powodem, dla którego chciał wyładować frustrację. I oto wpadł w błędne koło, gdyż znów dał się ponieść i lecieć na waleta po Rekina.
Nie skończy się ich dzień na spokojnym rozejściu się do swoich pokoi.
Z dziką furią rzucił się na wampira, choć jego zakrwawiony pyton raczej nie wciśnie się dziś między pośladkami Schlechta. Szpiczastouchy był na tyle przytomny, aby nie atakować bezpośrednio z pięści agresywnego, zboczonego kolegi. Srebrnowłosy znalazł się zdecydowanie za blisko upragnionego celu, by uniknąć mocy Rekina. Posłał Siebena na ścianę mocnym strumieniem wody, mającym zadziałać na zasadzie zimnego prysznica. Przez chwilę wydawało się, że to zadziałało. Wbity w mokrą ścianę krwiopijca miał spuszczoną głowę i nie ruszał się z miejsca. Krew dziewki i spermy spływała na podłogę tworząc niezdrową mieszankę w formie kałuży. Wydawać się mogło, że Rekin opanował sytuację, choć mógł nie odzywać się. Dało to z goła efekt odwrotny od zamierzonego.
Ciało Srebrnowłosego zadrżało, uwydatniły się żyły na szyi i twarzy. Po uniesieniu głowy dało się zauważyć, że źrenice Fynna praktycznie zniknęły tonąc w rubinowym blasku. Fergal dawno nie miał okazji widzieć brata w takiej kondycji psychicznej. Najwyraźniej nazbierało się tyle negatywnych emocji, że musiał dać sobie upust. Jakikolwiek, na kimkolwiek. A skoro nie mógł ruchać zwłok, to przejdzie do rękoczynów. Nawet na swoim pobratymcu.
- NIE BĘDZIESZ MNIE POUCZAĆ, GÓWNIARZU!
Ryknął i nie zważając na zasady ruszył spod ściany w pełnej furii, by dopaść Rekina. Już nie chodziło nawet o przelecenie, co o zobaczenie jego krwi. Jego strachu w oczach. Cokolwiek, co usatysfakcjonowało Srebrnowłosego. Ręka, która została uprzednio opatrzona przez sanitariuszkę, zaczęła na nowo krwawić, gdy miała kontakt z ciałem oponenta. Przez ten gniew zupełnie zapomniał, że nie był w pełni sprawny. Najważniejsze, żeby dopaść młodzika i dać mu takie manto, aby już nigdy więcej nie zachciało mu się wgryzać w ciało Fynna ani podważać jego kompetencji. Choć zważywszy na obecną sytuację trudno określić Siebena tym rozsądniejszym.

_________________
Języki: japoński, niemiecki, inny
Kapitänseigentum, 1940 FQY5wIQ
Powrót do góry Go down
Fergal
Prefekt
Prefekt
Fergal

http://vampireknight.forumpl.net/t1888-fergal#40176 http://vampireknight.forumpl.net/t3750-fergal http://vampireknight.forumpl.net/t3672-fergal#79795 http://vampireknight.forumpl.net/t3641-fergal#79025
Zarejestrował/a : 25/06/2015
Liczba postów : 780


Kapitänseigentum, 1940 Empty
PisanieTemat: Re: Kapitänseigentum, 1940   Kapitänseigentum, 1940 EmptyCzw Paź 31, 2019 7:27 pm

W ślepiach Rekina strach nie zagości. Nie zamierzał dać się pobić starszemu wampirowi, ba, nawet jeśli był wyższy rangą. Dla niego liczyła się duma oraz niechęć upokorzenia, za które zabiłby Fynna w najbliższym czasie. Mimo wszystko obaj panowie byli uparci oraz chętni do bitki, nie bacząc na zniszczenia do których mogą się przyczynić. Dwa okrutne charaktery, niewyżyte i krwiożercze. Mało brakło aby doszło do makabrycznej szarpaniny... Czemu? Bo ktoś nadchodził sprowokowany hałasami.
Kiedy Fynn odleciał na ścianę, Niemiec liczył że ten się uspokoi, coby nie walczyć dalej. Ale niestety, stało się inaczej. Starszy Niemiec nie omieszkał bojować dalej, tylko pełny wściekłości nadal zamierzał dać nauczkę Rekinowi. Nawet miał czelność się wydrzeć, na co Fergal zareagował od razu.
- PIERDOL SIĘ, ZWYROLU! OGARNIJ PAŁĘ I SPADAJ DO SIEBIE!
Wydarł się, przyjmując od razu pozycję do odparowania ataku. Nie zamierzał sie płaszczyć, nie był z tych. Od obu wampirów biła męskość, nawet jeśli jeden był o wiele starszy. jak tylko Sieben znalazł się bliżej, poleciała w jego stronę kolejny strumień wody. Tym razem miał wylądować na samym końcu korytarza i to w miejscu obok drzwi, które otworzyły się z hałasem. Przez prób przeszedł niezadowolony Beleth: zmarszczone brwi, grymas złości i karcące spojrzenie.
- Co wy wyprawiacie? Mało wam kłopotów?!
Krzyknął, patrząc na obnażonego Fynna. Aż się skrzywił, dając tym samym do zrozumienia aby się ogarnął. Następnie skierował wzrok na Fergala. Nie, ta dwójka za dużo sobie pozwala.
- Natychmiast idziecie ze mną.
Kiwnął głową w stronę wyjścia. Wiadomo gdzie trafią, to gabinetu Beletha. Naprawdę zaszli mu głęboko za skórę. Schlecht warknął coś pod nosem, patrząc wściekły na Fynna. To była jego wina. Nie musiał skakać od razu z pięściami i nie prowokować młodzika. Oczywiście udał się posłusznie za człowiekiem.
Jak tylko dotrą przez kolejne stopnie, a później dłuższym korytarzem do pokaźnych drzwi, przejdą przez nie. Łowca od razu nakaże im stanąć na baczność.
- Który zaczął?! Proszę mi to wyjaśnić!
Pora na przesłuchanie. Oczywiście spojrzał na Fynna, wszak to on jest starszy, zatem ma pierwszeństwo. Rekin póki co, drżał ze złości i pragnienia rozsmarowania starszego. Nie zasługiwał na karę, toć on zaczął.

_________________
mowa japońska || mowa niemiecka || mowa polska

Kapitänseigentum, 1940 DhL3upP

卐Laurka卐
THEME||VOICE
Powrót do góry Go down
Sponsored content




Kapitänseigentum, 1940 Empty
PisanieTemat: Re: Kapitänseigentum, 1940   Kapitänseigentum, 1940 Empty

Powrót do góry Go down
 
Kapitänseigentum, 1940
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Vampire Knight :: Informacje :: Kącik Graczy :: RETROSPEKCJE-
Skocz do: