IndeksSzukajRejestracjaZaloguj

Share
 

 Jama przylochowa [Podziemia]

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Jisai

Jisai

http://vampireknight.forumpl.net/t4133-jisai#90625
Zarejestrował/a : 19/03/2019
Liczba postów : 45


Jama przylochowa [Podziemia] Empty
PisanieTemat: Jama przylochowa [Podziemia]   Jama przylochowa [Podziemia] EmptySob Wrz 21, 2019 5:13 pm

Klitka przywięzienna z prywatnym węzłem sanitarnym i jeszcze mniejszą izdebką metr na metr. Pokój stanowił zbitek salonu, aneksu kuchennego, gabinetu chirurgii precyzyjnej i sypialni. Pomieszczenie było sterylne, ale bardzo skromne.
Dokładny opis jak znajdę wenę.

Ostatecznie nici z rozmowy. Głowy Rodu akurat miały znakomitszego (co nie było takie trudne) gościa, z którym omawiano prywatne sprawy. Zapowiedział jednak, że będzie chciał prosić o spotkanie w sprawie zniszczeń korytarza na jednym z kondygnacji. Nie podając szczegółów służbie Barabala wrócił z powrotem do lochów, gdzie musiał wpaść w wir pracy tak szybko, jak tylko został dostrzeżony przez pozostałych pracowników.
Od momentu zjawienia się w lochach po rozłące z Herą minęły trzy doby. Naprostował już pierwszego dnia uchybienia kolegów, wniósł autorskie poprawki do diety więźniów, przebadał kilka osób o znamionach tyfusu i przemielił na proszek około półtora kilo szpiku kostnego. Wydawało się, że wpływ Kuroszki na Jisaiu nie zostawił żadnego piętna, które przeszkodziłoby mu w idealnym wręcz zarządzaniu lochami, ale przyłapywał się na kilkusekundowych wspominkach. Z różnych momentów. Oczywiście maskował to w taki sposób, że nikt, nawet najwierniejszy Filip nie zauważył różnicy, wszak był profesjonalistą w swoim fachu.
Ale kiedy przychodził moment względnego spokoju, gdzie mógłby de facto odpocząć, nie mógł usiedzieć w jednym miejscu. Zdawało się, że popadł w jeszcze większy pracoholizm, byleby nie myśleć o czymś poza robotą. Dopiero wtedy, gdy nawet nadprogramowe zadania zostały wykonane, zdecydował się wrócić do swojego pokoju i zamykając za sobą drzwi zajmować się kośćmi, które czekały na stole operacyjnym. Piłując świeże kości dobierał się do ich wnętrza, wpierw sprzętami chirurgicznymi, a później już własnymi zębami dobierał się do szpiku. Zajadał się nimi w zupełnej ciszy, od czasu do czasu sprawdzając telefon z wiadomościami systemowymi. Nic. Cisza. Został tylko on i myśli. Myśli o Niej. Skrzywił minę i przejechał długimi pazurami po blacie ze zgrzytem. To tak smakuje porażka? Czy tęsknota? Eh, nie zniesie tego. Może to wina tego, że nie spał już którąś dobę z rzędu? Czas na sen.
Udał się do niepozornych, drewnianych drzwi. Po jej otwarciu była tam malutka izdebka mająca metr na metr na dwa i pół w górę. Przy suficie była mocno utwierdzona belka, do której doskoczył i zawisnął do góry nogami. Stopami zahaczył się tak, że nawet kołysząc się na boki nie stracił równowagi i nie spadł głową na podłogę. Skrzyżował ręce na torsie, rozczapirzył palce z pazurami i zmrużywszy powieki zapadł w głęboki sen. Miał jednak przy sobie komórkę, więc w razie natarczywych połączeń byłby gotów do pobudki.

_________________
~steelblue

O wartości potwora świadczy to, na ile jest straszny.
Powrót do góry Go down
Hera

Hera

http://vampireknight.forumpl.net/t770-hera#5093 http://vampireknight.forumpl.net/t1331-hera#24885 http://vampireknight.forumpl.net/t2113-hera-kuroiashita#44374 http://vampireknight.forumpl.net/t2086-hera
Zarejestrował/a : 21/11/2012
Liczba postów : 197


Jama przylochowa [Podziemia] Empty
PisanieTemat: Re: Jama przylochowa [Podziemia]   Jama przylochowa [Podziemia] EmptySob Paź 05, 2019 5:11 pm

Te trzy dni były dla Hery istną mordęgą. Spędziła je samotnie, w zimnej sypialni, do której po tej dziwacznej wymianie esemesów nawet na moment nie zawitał Angelo – choćby i po to, by zabrać swoje rzeczy i dać jej jasno znać, że to definitywny koniec ich związku.
Jego ubrania, kosmetyki i przeróżne rupiecie nadal poniewierały się po pomieszczeniu, męcząc tylko Herę swoim zapachem. Brakowało jej bliskości ukochanego, jego krwi, dotyku i trujących pocałunków.
Nie miała zresztą pojęcia, czy ciągle mogła go nazywać ukochanym – a bała się pisać do niego po raz drugi.
Najdroższy bliźniak też miał ją gdzieś i Hera nie wiedziała, czy pozostał w zamku, czy gdzieś się wyniósł. Miała nadzieję, że mimo wszystko nadal krążył w okolicy, w końcu jego choroba… No, to byłoby naprawdę nierozsądne, gdyby wybył w świat w tym stanie.
W zasadzie myśl o bracie, który gdzieś tam w okolicy mógł właśnie krztusić się własną brudną krwią i rzygać swoimi flakami, wreszcie otrzeźwiła ją po trzech dniach i pozwoliła na wyjście z pokoju. Hera przez ten czas tylko płakała, krzyczała, czasami w nerwach zniszczyła jakieś ubranie Angela, które parę minut wcześniej tuliła do piersi na łóżku. Głównie jednak próbowała spać – niespokojnie, z częstymi przerwami i jeszcze częstszymi koszmarami.
Nic jednak w tym czasie nie zjadła, wypiła jedynie trochę wody, przez co znowu była osłabiona.
Ale to nie w tej kwestii postanowiła uderzyć do swojej ofiary. Miała całkiem inną wymówkę.
Choroba Gabriela.
Wybrała Jisaia, bo jako jedyny był w ostatnim czasie wobec niej życzliwy, zaspokajał zresztą jej chore pragnienie uwagi. Skoro rodzina miała ją gdzieś, Hera musiała szukać pocieszenia u kogoś innego, nawet jeśli nie chciała głośno tego przyznać. W głębi duszy chciała z kimś pogadać i po prostu szukała pretekstu.
A oficjalnie – Jisai w jej oczach był medykiem, który mógł wyleczyć Gaba. I całą rodzinę.
O dziwo, wysłała dilerowi wcześniej esemesa. Krótkiego, suchego, zapowiadającego jej przyjście. A zaraz po tym ruszyła w stronę lochów. Na dole zgromiła Filipa wzrokiem i rozkazała prowadzić się do Jisaia. Z uniesioną głową szła przez całe podziemia za sługą, nie rozglądając się na boki. Obecnie w ogóle nie była zainteresowana ludzką krwią. Fakt, jej organizm domagał się jedzenia, ale psychika ani trochę.
Hera po prostu straciła jakikolwiek apetyt.
Przed pokojem Jisaia odegnała w końcu Filipa. Ten zdążył tylko zapukać do drzwi, krzyknąć coś o przybyciu Kuroszki, po czym wziął nogi za pas.
Cóż, skoro Jisai usłyszał, że wampirzyca już przybyła, to chyba nie ma sensu czekać, czyż nie?
Pchnęła drzwi i bezpardonowo weszła do środka.
Jisai – zaczęła oschle, bez względu na to, czy stał już niedaleko, czy nadal w swojej małej klitce. – Przyszłam się dowiedzieć, jak mój dziadek zareagował na zebraniu.
Nie miała pojęcia, że Jisai ostatecznie się tam nie zjawił. Stanęła na środku pomieszczenia i wzięła się pod boki. Matko, jak można mieszkać w czymś tak małym?
A oprócz tego – pamiętasz, mam nadzieję, mojego brata? – chciała przejść od razu do sedna i porozmawiać o chorobie Kuroszy.

_________________


Jama przylochowa [Podziemia] Sumish10


#ef1414
Powrót do góry Go down
Jisai

Jisai

http://vampireknight.forumpl.net/t4133-jisai#90625
Zarejestrował/a : 19/03/2019
Liczba postów : 45


Jama przylochowa [Podziemia] Empty
PisanieTemat: Re: Jama przylochowa [Podziemia]   Jama przylochowa [Podziemia] EmptyNie Paź 06, 2019 7:05 pm

Wiele działo się po jednej i po drugiej stronie życiorysu wampirów, ale to przeżycia Hery mogły odmienić przyszłość zamku. To między innymi od jej kaprysów mógł zmienić się światopogląd całego zamku, lecz jeszcze czuwały Głowy Rodu, aby impulsywność nie wpłynęła negatywnie na politykę całego rodu. Wiadomo, dziewczyna nie chciałaby źle, nie mniej zranione serce, a tym bardziej duma potrafi doprowadzić do szału.
Zraniona duma to przekleństwo Kuroiashity, włącznie z chorobą zżerającą ich członków od środka.
Jisai nie zignorował SMSa, po podjęciu wiadomości zaczął wybudzać się na dobre. Nim wyszedł z klitki Filip nie powstrzymał na tyle długo Hery, aby ta nie musiała czekać na Selekcjonera Trupów. Zdążyła wejść do jego prywatnego zakątka i żądać wyjaśnień. Nie czekała zbyt długo, aby ujrzeć w przejściu do ciasnej izdebki wyprostowaną sylwetkę mutanta w ubraniu roboczym. To jest biały fartuch przytroczony do ciemnej marynarki i spodni. Jego twarz nie zdradzała ani radości na widok Pięknej Muzy ani przygnębienia związanego z formą ich ostatniego rozstania. Zamknął za sobą drzwi i podszedł bliżej niespodziewanego gościa.
- Nie było żadnego spotkania, Hera-san.
Białe źrenice czujnie tkwiły w zmęczonym, lecz niezmiernie prześlicznym obliczu Długowłosej. Wykonał jeszcze jeden krok i zaraz pospieszył nieco flegmatyczną wypowiedź, aby uzupełnić o wyjaśnienia.
- Zdołałem jedynie zgłosić potrzebę złożenia wizyty, ale Państwo mają poważniejsze spotkania w priorytecie. Mam zostać powiadomiony, kiedy mam wstawić się na rozmowę. Będziesz musiała zjawić się razem ze mną, jako świadek zdarzenia.
Nie czarujmy się, nie będzie lekko, choć sprawa została odroczona w czasie. Były najwyraźniej ważniejsze interesy do załatwienia niżeli dewastacja budynku. To dobrze i źle. Dobrze dla Jisaia, źle, że jednak coś większego czyhało na ród. Nie został wtajemniczony we szczegóły, nie zabiegał o to. Koncentrował się na sprawach stricte związanych z zaopatrzeniem zamku. Polityka sięgała u niego do producentów i wytwórców różnych dóbr luksusowych, aby dostać jak największe upusty.
Z drugim tematem Kuroszka wypaliła jak z petardy. Znaczy się wspominała już o problemie, lecz nie sądził, że będzie ponownie przywołany do tablicy w tej sprawie. Skinął głową twierdząco.
- Trudno zapomnieć. O co dokładnie chciałaś zapytać?
Przechylił odrobinę głowę na bok i nie zdjął dość przenikliwego spojrzenia z gościa. Nie żeby specjalnie wwiercał dwa białe ostrza w jej czarne źrenice, ale tak wyszło. Jisai wolał znać konkrety niżeli zmuszać się do domyśleń. Na pewno nie po pobudce.
- A właśnie, jak tam dolne kończyny? Wszystko w porządku?
Dodał mimochodem spuszczając wzrok z twarzyczki rozmówczyni na jej nóżki. Wydawały się zdrowe, choć ogólna aparycja damy dawała do myślenia. Oby i ją nie dopadła choroba rodu.

_________________
~steelblue

O wartości potwora świadczy to, na ile jest straszny.
Powrót do góry Go down
Hera

Hera

http://vampireknight.forumpl.net/t770-hera#5093 http://vampireknight.forumpl.net/t1331-hera#24885 http://vampireknight.forumpl.net/t2113-hera-kuroiashita#44374 http://vampireknight.forumpl.net/t2086-hera
Zarejestrował/a : 21/11/2012
Liczba postów : 197


Jama przylochowa [Podziemia] Empty
PisanieTemat: Re: Jama przylochowa [Podziemia]   Jama przylochowa [Podziemia] EmptySob Paź 12, 2019 8:18 pm

Hera wiele by dała, aby dziadek i reszta starszyzny rodu usłuchali jej kaprysów, ale do tego było jeszcze daleko. Może gdyby udało jej się wpłynąć na wynalezienie lekarstwa na tę przeklętą chorobę… brat i reszta przestaliby nią wreszcie pomiatać?
Ale swoją dumę, skądinąd mocno zranioną, musiała na razie schować do kieszeni. Naprawdę zależało jej na wyleczeniu Gaba. Jego i reszty. Mogliby, co prawda, być chociaż odrobinę, kutwa, wdzięczni za jej zmartwienia, ale w końcu to Kurosze – trudno spodziewać się po nich pozytywnych uczuć.
Nieprzerwanie wierciła wzrokiem Jisaia, odkąd ten tylko pojawił się w małej klitce na widoku. Dlaczego ktoś tak porządny postanowił służyć w zamku? Co jej kopnięta rodzinka mu zaoferowała, że był wierny?
Może Ringo czy Hiro litościwie zgodzili się go zabić, gdy tylko skolopendra w pełni przejmie kontrolę nad jego ciałem? Gdyby Hera była na miejscu dilera, z pewnością błagałaby kogoś bliskiego o taką śmierć. Nigdy nie chciałaby stracić kontroli na wieczność nad swoim ciałem. Czy to ludzkim, czy owadzim.
Zmarszczyła brwi od razu, gdy Jisai poinformował ją o swojej niesubordynacji, i już miała żądać wyjaśnień, ale na szczęście wampir był szybszy.
Z kim się spotykają? To miała być luźna kolacja rodzinna. Kto im przeszkodził? – niemal warknęła, bo fakt, że znowu coś poszło nie po jej myśli, podziałał na jej nerwy. – Tak czy siak muszę się widzieć z dziadkiem. Z ojcem też. Z pewnością ich powiadomię, gdy wreszcie znajdę ochotę na to spotkanie.
Jisaia może i mogli powiadamiać esemesem o spotkaniu, ale Hera, jako wnuczka i córka głów rodu, szczęśliwie mogła do nich chodzić, kiedy tylko chciała.
A przynajmniej tak sądziła.
Potrzebowała mówić z Barabalem i Testamentem o ich sytuacji w rodzinie, która ją niezwykle zamartwiała od czasu jej powrotu, miała zamiar zrobić to podczas kolacji… ale oczywiście wszystko musiało się zepsuć.
Może jutro będzie lepszy dzień.
Oboje nie spuszczali z siebie wzroku. Hera przenikliwie lustrowała jego blade tęczówki, całkiem inne od swoich, i nie odezwała się ani słowem, nawet gdy Jisai odpowiedział na jej pytanie. Znowu naszła ją ochota na to, aby się z nim podroczyć, aby coś poudawać, aby wyzwolić w nim nieodpowiednie instynkty, aby na za dużo mu pozwolić. Jasna cholera, co się z nią działo? Aż tak łaknęła czyjejś uwagi?
Nogi mają się świetnie, dziękuję – mruknęła w końcu, gdy spuścił spojrzenie. Dla zobrazowania zrobiła kilka kroków w jego stronę: z gracją, leciutko. Jej pantofelki zastukały po posadzce. – A jeśli chodzi o Gaba… – Stanęła przed Jisaiem i znowu rozejrzała się po pomieszczeniu, szukając czegoś wygodnego, aby usiąść. Łóżko? Kanapa? Fotel? Cokolwiek?... – Na ile orientujesz się w chorobie mojego rodu? Nie wiem, czy cię informowano, ale mój bliźniak na nią zapadł. – Podążyła w stronę jakiegoś krzesła, wskazując na niego palcem i patrząc pytająco na Jisaia. Nie żeby potrzebowała jego zgody, ale przez profesję dilera nie była pewna, które meble są czyste, a które wybabrane kij wie czym i przemyte. – Chcę mu pomóc. Trzeba go wyleczyć. Jego, ojca i resztę. I powstrzymać ją w dalszych pokoleniach. Potrzebuję twojej pomocy, Jisai. Czy mógłbyś zbadać Gaba?

_________________


Jama przylochowa [Podziemia] Sumish10


#ef1414
Powrót do góry Go down
Jisai

Jisai

http://vampireknight.forumpl.net/t4133-jisai#90625
Zarejestrował/a : 19/03/2019
Liczba postów : 45


Jama przylochowa [Podziemia] Empty
PisanieTemat: Re: Jama przylochowa [Podziemia]   Jama przylochowa [Podziemia] EmptySro Paź 16, 2019 7:28 pm

Zginąć z rąk kogoś znanego to niewątpliwy zaszczyt, ale czy o to zabiegał Jisai służąc w zamku? Po prostu nie znał innego bezpiecznego dla siebie domu. Tu miał wszystko, czego potrzebował do powoli chylącego się ku upadkowi życia mutanta. Diler nie mógł żądać niczego więcej.
Aż do momentu poznania Hery.
Była jedyną kobietą, która zostawiła w nim zadrę, a drugą, którą nie zapomni na długo. Pierwszą była Urszula, ale o niej później.
Kuroszka nie była zadowolona, a jej niezadowolenie mogło równać się wybuchowi złości, stąd pospieszył z wyjaśnieniami. I tak nie mógł ugasić ognia wydostającego się ze zranionej dumy damy. Dobrze, że nie zechciała zwalić winę na Jisaia. Już nawet dał się przekonać Pięknej i poszedł tam, a to było wyzwanie dla Selekcjonera Trupów!
- Wiem jedynie tyle, że gościem jest ktoś z rodziny waszego rodu. Nie zdradzono mi szczegółów.
Właściwie to do tej pory nie interesowało go, kto był przyczyną opóźnienia się rozmowy z głową rodu. Cieszył się w duchu, że nie musiał spowiadać się przed Panami Zamku i mógł wrócić do nadrabiania zaległości. Nie uciekał od odpowiedzialności, ale od jej formy. Zdecydowanie wolałby zostawić raport i mieć spokój aż do werdyktu.
Hera nie podzielała tego zdania, była poruszona i zła, że nie udało się przeprowadzić spotkania. Przynajmniej tyle, że ma możliwość nacisku, więc prędzej czy później jej prośba zostanie spełniona, a Jisai... zostanie przepytany na dziesiątą stronę. Uuuugh, serio, czy to konieczne? Przyznaje się do szkód, wpłaci należne pieniądze (o ile będzie mógł), a w razie czego opuści zamek. Już pal licho, byleby było po wszystkim i bez widzenia w cztery oczy.
Co do nóżek, zagoiły się i były gładkie... znaczy zdrowe!
- To dobrze.
Mógł jedynie tyle z siebie wydusić, kiedy Hera kokieteryjnie przebierała nogami jak u modelki. Kusiła, lecz tym razem białe źrenice okolone błękitnymi tęczówkami nie zdradzały niczego. Wszak:
- nie przystoi;
- ma narzeczonego;
- jest z wyższych sfer;
- jest zbyt idealna jak dla niego;
- jest jego pracodawczynią i tym podobne.
Musiał zachować się jak lekarz, oczekiwała od niego też lekarskiej rady. Żeby jednak nie zbrudzić jej szałowej kreacji pospieszył się z rozwiązania swojego czystego fartucha i narzuceniem na krzesło. Był najwygodniejszym meblem do siedzenia. Fotelu nie posiadał, a co dopiero kanapy. Ze względu na jego specyficzny kręgosłup nie mógł za długo leżeć nawet na plecach w trumnie.
Do rzeczy.
- Nie jestem informowany o dokładnych danych personalnych chorych, chyba że jest moim pacjentem. Najwięcej o chorobie rodu wie Hiro-sensei, ale też mam dostęp do pewnych danych, które badam we własnym zakresie innymi metodami.
Rzeczywiście prowadził niezależne badania, które mogłyby wesprzeć układ odpornościowy na złowieszcze działanie genu. Zajmował się układem limfatycznym wskazanych przypadków, ale i tak jedynie z nadsyłanych próbek, a nie z własnego pobierania tkanek. Chorzy pacjenci byli wiecznie zajęci doczesnymi sprawami.
Brat bliźniak też zapadł na tą chorobę? Coś niesłychanego. Musiał bardzo zaniedbać swoje zdrowie, skoro pozwolił organizmowi na jego zubożenie i degradację. Niestety oznaczało to również, że i Hera jest narażona na powikłania, a zaniechanie u Kuroszki byłoby najgorszym scenariuszem dla Jisaia. No i dla całej rodziny rzecz jasna.
- Jeśli byłby chętny, to nie widzę przeciwwskazań. Jeśli miałbym go za każdym razem usypiać i przykuwać pasami do łóżka, żeby nie uciekł, to nie za bardzo. Przede wszystkim musi być wola pacjenta, bez niej nic nie zrobię. Choroba, na którą cierpią twoi bliscy, jest genetyczna. Także i ty jesteś narażona na negatywne skutki czystej krwi. Powinnaś już teraz stosować profilaktykę, póki nie jest za późno. Wolałabyś nie przeżywać na własnej skórze wszystkich objawów choroby. Musiałabyś na pewno przekonać brata, aby pił więcej krwi niż tyle, ile z wyrwanego serca. Tylko odpowiednia dawka krwi do spożycia hamuje rozrost schorzeń i dolegliwości choroby. Jeśli stadium jest już poważne, czyli pluje własną krwią, powinien dziennie pić dwa litry.
Tak, tu miał świeżo w pamięci najlepiej uchowaną więźniarkę Urszulę. Grzeczna, ułożona, posłuszna, jadła przyzwoicie, zero chorób i schorzeń. Przy tym taka piękna. Zwykły człowiek, a miała anielską urodę. Miała być przeznaczona dla niego, kiedy będzie mieć bardzo, ale to bardzo zły dzień. Ostatecznie ofiarował własną lodóweczkę Gabrielowi, który potraktował ją jak każdą inną. Nie dostrzegł dbałości o zdrowie posiłku, mimo że przebywała w lochach. Ot wyrwał serce, a pół ofiarował. W tamtym momencie i jego serce zostało w pewien sposób rozdarte.
A jak z Herą? Już zasmakował jej bliskości, jej paluszków, jej cieplejszego spojrzenia, a to wszystko miało być dla kogoś innego.

_________________
~steelblue

O wartości potwora świadczy to, na ile jest straszny.
Powrót do góry Go down
Sponsored content




Jama przylochowa [Podziemia] Empty
PisanieTemat: Re: Jama przylochowa [Podziemia]   Jama przylochowa [Podziemia] Empty

Powrót do góry Go down
 
Jama przylochowa [Podziemia]
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Vampire Knight :: Stary Zamek :: POSIADŁOŚĆ I TEREN WOKÓŁ ZAMKU :: PODZIEMIA-
Skocz do: