IndeksSzukajRejestracjaZaloguj

Share
 

 Straszne Historie

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Hiro
RadaWampirów
RadaWampirów
Hiro

http://vampireknight.forumpl.net/t1726-hiro-krwawy#36454 http://vampireknight.forumpl.net/t2667-hiro#56882 http://vampireknight.forumpl.net/t3269-hiro
Zarejestrował/a : 28/03/2015
Liczba postów : 544


Straszne Historie Empty
PisanieTemat: Straszne Historie   Straszne Historie EmptyCzw Paź 31, 2019 6:03 pm

Straszne Historie FIq3KU6
Chcesz postraszyć innych swoją twórczością? Masz w głowie genialny plan na rozpisanie przerażającej historii która powoduje, że czytelnik zaczyna się bać pójścia w nocy do toalety?
To masz świetną okazję! Ten oto Konkurs umożliwi Ci nie tylko wspaniałą okazję do wykazania się dla super nagrody, ale także popisania się swoimi umiejętnościami do straszenia innych.

Pokaż na co Cię stać i poczuj Ducha Halloween!



Zasady:

- Historia ma być treściwa oraz straszna. Nie trzeba się też okrutnie rozpisywać na potężny esej, ale też nie dawać krótkiego 5 zdaniowego posta.
- Należy utrzymać się w klimacie Halloween, więc duchy, potwory, zombie etc muszą być.
- Napisane historie nie wysyłamy na PW, tylko najlepiej jakby pojawiły się w tym temacie.
- Można śmiało wykorzystywać cudze postaci do historyjki. To tylko zabawa!


Każda praca będzie nagrodzona, ale to jedną jedyną i najlepszą administracja wyróżni specjalną nagrodą!

Chętni mają czas do 10 listopada
Powrót do góry Go down
OP Garruch
Mistrz Gry (MG)
Mistrz Gry (MG)
OP Garruch

http://vampireknight.forumpl.net/t1166-garruch http://vampireknight.forumpl.net/t2942-czarna-vip-lista http://vampireknight.forumpl.net/t3003-garruch#63208 http://vampireknight.forumpl.net/t3321-op-garruch#71567
Zarejestrował/a : 17/09/2013
Liczba postów : 1176


Straszne Historie Empty
PisanieTemat: Re: Straszne Historie   Straszne Historie EmptyPią Lis 01, 2019 5:19 pm

(część 1)
Już było po 17 i niebo zaczynało robić się coraz ciemniejsze...
-Nie wiem, skoro dziecko nie zostało znalezione w aucie tej jej siostry, ani nigdzie w okolicy, to może zabrał je jakiś wampir? Nie była by to nowość...
Policjanci dotarli ledwie do połowy zbocza, a już jednemu z nich brakowało tchu przez nadwagę. Jego partner wyprzedzał go o dobre dziesięć metrów. Oboje brnęli przez wysokie zaspy śniegu i wymachiwali rękoma, żeby nie stracić równowagi w wysokim po kolana śniegu.
-Tylko po co je porwał?- wydyszał z tyłu gruby
-Pewnie zamierza go po prostu wpierdolić. Krwi z takiego dziecka raczej za dużo nie ma... No bo co innego? Na sługę nie, bo to przecież ledwie chodzi i mówi... a co za wampir wychowywałby człowieka u siebie?
Doszli do linii drzew na szczycie wzniesienia. Chudszy przystanął i nasłuchiwał. Był niemal pewny, że słyszy odgłosy płaczącego dziecka i to nie dalej niż jakieś sto metrów od nich, ale sapanie i kroki kolegi z tyłu zagłuszały wszystko. Chwilę później dołączył do niego grubszy policjant i również przystanął nie bardzo wiedząc czemu stoją.
Wtedy był już pewien tego płaczu, który był rozedrgany i histeryczny. To z pewnością nie był dźwięk żadnego zwierzęcia!
-Halo! Mały! Słyszysz nas!?- zakrzyknął chudy policjant
-Może lepiej nie reklamujmy się tak bardzo, co?- Wydyszał gruby próbując wypatrzeć coś przed sobą, ale niestety las był zdecydowanie zbyt nieregularny i miał zbyt dużo krzaków
-Skoro dzieciak żyje to może zostało tu zostawione. Nic nam nie grozi.
-Hmmm... dobrze, że przynajmniej ty jesteś o tym przekonany.
Płacz zdawał się dochodzić z polany na której jakiś czas temu znaleziono ślady bardzo bestialskiego kłusownika, który zostawiał resztki po wypatroszeniu i głowy zwierząt.
Gruby policjant oglądnął się za siebie nie widząc radiowozu, ale spróbował nadać wiadomość.
-Centrala, nie wiem czy mnie słyszysz, ale chyba znaleźliśmy dziecko. Jesteśmy w lesie południowym... Idziemy na południowy wschód w stronę jezior.
W tym samym czasie płacz pchnął chudszego policjanta na przód w stronę polany. Przeciskał się przez ciernie i splątane gałęzie, aż w końcu wyszedł na otwarty teren. Głaz po środku polany był pokryty śniegiem, ale dziecka nie było nigdzie widać. Spojrzał w niebo, rozciągające się nad czubkami sosen. Było zdecydowanie zbyt błękitne jak na taką późną porę.
Drugi z nich dołączył chwilę później, wyciągając sobie cierń z rozerwanego rękawa.
-Szkurwa... Nic tu nie ma. I płacz ucichł.
Miał rację, las znów ogarnęła cisza. Chudy policjant przeszedł się na drugi koniec polany i nie zauważył żadnych śladów świadczących o kogoś obecności. Zdecydował się znów krzyknąć:
-Hej, mały! Słyszysz mnie!? Zawołaj, jeśli mnie słyszysz!
Cisza. Słychać było tylko wiatr i stukanie gałęzi.
-Może to wampir, albo duchy? Może jedno i drugie? Wampiry umieją chyba przywołać takie rzeczy jak duchy i nakazać im wydawać jakieś dźwięki... Coś takiego jak brzuchomówstwo, co myślisz?
Chudy jednak nie słuchał-Hej, mały! Odezwij się!-uparcie nawoływał-Jesteśmy z policji! Gdzie jesteś?!
Żadnej odpowiedzi.
-Lepiej wracajmy do radiowozu- mruknął detektyw.
-Mały!
Gruby chwycił kolegę za ramię.
-Chodź, to mi się wcale nie podoba.
-Przecież go słyszeliśmy! On tu gdzieś musi być!
-Wiem, że go słyszeliśmy. Mówiłem Ci, że wampiry potrafią robić takie cuda. Uwierzysz, że dzień to noc, albo twój zmarły dziadek mówi do ciebie z szafy.

Chudy nie ruszył się z miejsca, nasłuchując. Czuł, że ogarnia go rozpacz i wściekłość. Przypuszczał, że jego partner ma rację i wampiry byłyby w stanie do takich rzeczy, zżerało go jednak poczucie winy. Nie mógł znieść myśli, że był tak blisko poszukiwanego dzieciaka i miał stąd po prostu odejść.
-Na prawdę, stary, chodźmy stąd- Gruby klepnął ramię kolegi i obrócił się w stronę z której przybyli
-No dobra...odparł i pozwolił grubemu prowadzić się przez polanę. Gdy dotarli do drzew, usłyszał głośny szelest, a po nim szybkie kroki. Odwrócili się oboje. Znów rozległ się szelest i trzask łamanych gałązek.
Spomiędzy drzew wyszedł ogromny podpalany wilk. Miał żółte błyszczące oczy. Między zębami drgał szary język, z pyska unosiła się para. Stał jakieś trzydzieści metrów od nich, wbijając wzrok w policjantów.
-O cholera...-wymamrotał gruby powoli sięgając pod kurtkę po broń.
Chudy ponownie usłyszał trzask gałęzi, dochodzący z prawej strony. Pojawił się drugi wilk, po nim kolejny i jeszcze jeden. Wyszły spomiędzy drzew i stanęły w kręgu. Wyglądały jak duchy na jakimś upiornym sabacie. Chudy policjant stwierdził, że jest ich dobry tuzin.
-Kurwa! Zrobiło się niefajnie...-Gruby już sięgnął prawie po broń, ale im więcej wilków zauważał, tym wyciągał ją coraz wolniej.
-To wilki atakują ludzi?
-Skąd kurwa mać mam wiedzieć? Zaciągnęły nas w pułapkę. Słyszałeś, żeby wilki wciągały ludzi w pułapki? Wycofujemy się między drzewa!-
Gruby wreszcie chwycił za broń i poczuł się nieco pewniej. Zrobił krok w lewo, po nim drugi, drugi policjant uczynił podobnie. Kiedy doszli do drzewa, gruby odepchnął powoli gałąź, która pękła z głośnym trzaskiem. Podpalony wilk zrobił trzy kroki do przodu. Reszta zwierząt również podeszła bliżej.
-Jezu...-Jęknął chudy
-idziemy--ponaglił gruby z bronią w pogotowiu. Powoli też odbezpieczył broń.
Chudy ewidentnie był zbyt przerażony, żeby wyciągnąć broń-Chyba są tylko zaciekawione. Przecież gdyby chciały nas zaatakować to już dawno by nas dopadły, prawda?
-Mnie nie pytaj. Nie znam się kurwa na wilkach. Może tylko bawią się nami...? Wyciągniesz tą broń czy nie?- Dopiero teraz chudy o niej pomyślał i powoli po nią sięgnął,a w tym czasie gruby gadał dalej.
-Coś Ci powiem. Nie wycofujemy się. Po prostu odwracamy się plecami i idziemy tak szybko jak się da. Nie mogą wiedzieć, że się ich boimy.
Gruby się rozejrzał. Wilki były wszędzie, wpatrywały się w nich żółtymi ślepiami. Z ich pysków zwisały długie stróżki śliny.
-Więc chodźmy!-zakomenderował chudy, obrócił się i ruszył jako pierwszy wyszarpując wreszcie broń od pasa. Po chwili oddalili się od polany tak szybko jak tylko pozwalały im na to ciernie. Wilki natychmiast zaczęły iść za nimi...
(część 2)
Z obu storn między srebrnymi pniami brzóz płynęły szare, podłużne sylwetki. Przypominały wręcz senny koszmar!
Gruby policjant o imieniu Ted oglądnął się za ramię.
-Są tuż za nami, Hans!- wysapał-Ten wielki czarno-brązowy bydlak lada chwila capnie mnie za kostkę
-To kurwa strzelaj do niego!
-Chudy policjant nie oglądał się za siebie, choć z trudem panował nad lękiem. Wiedział, że strach jest wyczuwalny, zwłaszcza dla zwierząt. Tak samo było z psami- jeśli czuły strach ludzi to potrafiły ich zaatakować. Hans wiedział też, że konie potrafiły wpaść w szał kiedy wyczuwały 'zapach' ludzkiego strachu, to samo bydło, które potrafiło zniszczyć zagrody...
-Kurwa! A jak to je rozjuszy?- Ted cofnął rękę z bronią jakby chciał pogrozić wilkowi za sobą, ale nic więcej na tą chwilę nie zrobił. Zdecydowanie bardziej skupiał się na ucieczce przez duże zaspy śniegu
-Ruszaj się!-popędził chudy grubego
Zaczęli iść jeszcze szybciej, jak na marszobiegu. Wilki trzymały się nich, robiąc coraz większe susy w ich stronę. Hans zerknął w lewo i zobaczył, że jeden z nich staje na zadnich łapach i zaczyna biec jak człowiek! Wtedy już nie wytrzymał- stracił resztki opanowania,oddał dwa strzały w stronę tego co widział i rzucił się naprzód biegiem. Huk strzałów poniósł się daleko...
-Kurwa, Hans!-krzyknął Ted-Coś ty zrobił, na litość boską!
Hansa ogarnął strach. Chciał jak najszybciej uciec, ale wilki biegły tuż za nim. Słyszał stukot ich pazurów, uderzających o gałęzie i śnieg. Ted nadal krzyczał i zaczął nawet strzelać, ale Hans wiedział co się stanie jak się zatrzyma i odwróci do partnera!
-HANS!-krzyknął Ted.
Hans spojrzał przed siebie na drogę przed nim i przez ułamek sekundy stwierdził, że to własnie w tym miejscu jego partner próbował wezwać pomoc przez radio i poczuł, że kosmate cielsko opada na niego, warcząc. Było ciężkie i pachniało łojem. Poczuł, jak w jego prawy policzek wbijają się pazury. Przecięły skórę tuż pod okiem, odrywając ciało od kości.
Wrzasnął i uniósł rękę z bronią, ale... broń najwyraźniej wyleciała mu z ręki kiedy lądował na ziemi i próbował nie wylądować twarzą w śniegu. Nie wiedział już, czy na prawdę krzyczy. Wilk oderwał policzek i rzucił go na bok niczym zakrwawioną szmatę. W nos Hansa wbiły się rzędy ostrych kłów. Trzask pękającej kości przypominał dźwięk kolejnego strzału, ale znacznie bardziej wstrząsnął policjantem do głębi. Nie mógł oddychać, nie mógł już nawet krzyczeć. Wciąż słyszał wołającego go Teda, lecz nie mógł już mu pomóc. Wilki targały jego ubranie, zdzierały spodnie, kurtkę, kamizelka policyjna też nie miała szans z ich kłami!
Szare bestie wyrwały ciało z jego ud, mięso odchodziło z trzaskiem od kości. Ból...
Ból był tak okropny, że chciał już umrzeć. Po chwili wilki przebiły się przez ubranie i dotarły pazurami do jego brzucha rozdzierając skórę i mięśnie. Czuł to wszystko. Czuł jak gryzą jego żebra i desperacko próbował się wić ze straszliwego bólu. Z pełnym przerażenia niedowierzaniem patrzył jak jeden z wilków wywleka jego wnętrzności na śnieg... Wyglądały jak żółtoszkarłatne węże. Wszędzie widział krew swoją i pewnie Teda. Grubas nawet już nie krzyczał, więc Hans uznał, że miał to szczęście i już zakończył żywot.
Chudy opuścił głowę na śnieg.
Niebo było na prawdę dziwnie jasne jak na tą godzinę...
Wiedział, że i on nie żyje, albo zaraz umrze. Wilki rozszarpią go na kawałki, rozerwą na sztuki, pozostaną po nim tylko drgające szczątki- szczątki Hansa Brown, ojca dwójki dzieci i kochającego męża. Pewnie rodzina nigdy nie dowie się co mu się stało... pewnie po prostu dostaną informację, że zaginął, a on zginie tu, na plecach w środku lasu w rodzinnym mieście, wydając ostatnie tchnienie pełne krwawych baniek.
-Chyba powinienem się pomodlić...
-Po co?-Zapytał jakiś męski głos.
-Bo umieram. Powinienem przynajmniej odmówić "Ojcze nasz"
-Nie umierasz. Jeszcze trochę pożyjesz...
Hans zmusił się, żeby otworzyć oczy. Było znacznie ciemniej, niż to sobie przypominał, ale nad nim ziały w półmroku wielkie drzewa. Ile czasu minęło?
-Nie umierasz- powtórzył głos w jego głowie. Hans zmusił się do uniesienia głowy ze śniegu i spojrzał na siebie. Jego ubranie było... całe, ale jego szyja była strasznie odrętwiała... Czuł w ustach posmak krwi... dziwne, ale ten smak był. Przyjemny. Podniósł się z ziemi, ale zatoczył się na bok i o mało znów nie upadł. Było strasznie ciemno... a jednak widział piętnaście metrów od siebie Teda, który też się podnosił i otrzepywał rękawy. Hans z daleka widział, że Ted jest w podobnym stanie co on sam... ale jednak wyczuł też zapach krwi i dojrzał również ranę na szyi u Teda...

_________________
Straszne Historie 53957_s
VAMPIREKNIGHT IS A PERFECTLY BALANCED GAME WITH NO EXPLOITS
Płaszcz, który obecnie nosi Garruch


Ostatnio zmieniony przez OP Garruch dnia Pią Lis 01, 2019 8:26 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Samael

Samael

http://vampireknight.forumpl.net/t3142-samael#66400 http://vampireknight.forumpl.net/t3143-samael#66402 http://vampireknight.forumpl.net/t3740-samael#82374 http://vampireknight.forumpl.net/t3341-samael#71656 http://vampireknight.forumpl.net/t2756-opis-zamczyska-rodu-dracula
Zarejestrował/a : 14/01/2017
Liczba postów : 638


Straszne Historie Empty
PisanieTemat: Re: Straszne Historie   Straszne Historie EmptyPią Lis 01, 2019 7:20 pm

To było dawno temu, jednak do tej pory na wspomnienie tamtych wydarzeń po moim kręgosłupie przechodzi lodowaty dreszcz. Wciąż mam przed oczami tę istotę...
Na imię mi Henry i kiedy to wszystko się zaczęło miałem osiem lat. Byłem normalnym, zwyczajnym dzieckiem. Grałem z kolegami w piłkę, chodziłem do szkoły, uczyłem się. Moje życie jednak uległo potwornej zmianie a noce zmieniły w bezsenny koszmar.

Pierwszy raz kiedy to zobaczyłem... cóż, nie pamiętam kiedy było to dokładnie. Przypominam sobie tylko, że była to najprawdopodobniej sobota gdyż nazajutrz nie musiałem iść do szkoły. Nie byłem jednym z tych dzieci, które bały się spać samemu przy zgaszonym świetle. Rodzice zawsze gasili światło i po powiedzeniu 'dobranoc' zamykali drzwi pozostawiając mnie samego w ciemnym i cichym pokoju. Nigdy się nie bałem. Aż do tamtej nocy. Pamiętam, że długo nie mogłem zasnąć i wierciłem się z jednego boku na drugi kiedy to przykuło moją uwagę. Szafa, która stała nieopodal mojego łóżka była niedomknięta. Drzwi były lekko uchylone. Mama musiała szukać tam czegoś i zapomniała ich zamknąć. Nie to jednak tak przyciągnęło moje spojrzenie. Tam, wewnątrz, w ciemnym wnętrzu szafy błyszczały dwa punkciki. Niby wypolerowane, gładkie szkło, odbijały nikłe światło docierające od okien. Moje serce zaczęło bić tak głośno, że mogłem je bez problemu usłyszeć. Coś tam było i patrzyło się prosto na mnie. Zakryłem się kołdrą po czubek głowy i leżałem tak przerażony. Nie było mowy o tym bym mógł zasnąć, za bardzo się bałem. Chciałem krzyknąć lub iść po tatę jednak nie byłem w stanie się ruszyć. To spojrzenie... paraliżowało mnie. Nie wiem ile czasu minęło jednak przy pierwszych promieniach słońca zasnąłem ze zmęczenia.

Obudziła mnie mama wołając na śniadanie. Była 9 rano. Zawsze dawała mi pospać trochę dłużej w weekendy. Uśmiech z jej twarzy znikł gdy tylko mnie zobaczyła. Byłem blady, rozczochrany, miałem podkrążone i zaczerwienione oczy. Przytuliła mnie troskliwie i zapytała dlaczego się nie wyspałem. Bałem się jej opowiedzieć. Myślałem, że mi nie uwierzy, że nazwie to tylko wybrykami dziecięcej wyobraźni.
Już po śniadaniu, umyciu się i ubraniu w dzienne ciuchy wszedłem ostrożnie do swojego pokoju. Wyglądał zupełnie normalnie. Wszystko było na swoich miejscach, zabawki, konsola i nie zaścielone łóżko. Odnalazłem jednak szczegół, który sprawił, że oblał mnie zimny pot a gardło wyschło zupełnie jakbym przełknął garść piachu. Szafa była zamknięta... Nie myśląc za wiele sięgnąłem po drewniany miecz jaki kiedyś wystrugał dla mnie tata w swoim warsztacie i puknąłem nim w drzwi mebla. Cisza. Odetchnąłem głęboko i zapukałem jeszcze raz co dało taki sam efekt. Zebrałem całą odwagę jaką w sobie miałem i postanowiłem otworzyć drzwi. Ściskając swoją prowizoryczną broń otworzyłem je gwałtownie i zastałem... pustkę. Były tam tylko wszystkie te rzeczy jakie moi rodzice tu składowali. Jakiś materac, koc, trochę ubrań, stary odkurzacz. Ale nie było już pary, odbijających światło niczym czarne szkło, oczu. Do pokoju wszedł tata i zaśmiał się szczerze widząc, że trzymam zabawkowy miecz.
- Polujesz już na smoka rycerzu? Nie pościeliłeś jeszcze łóżka. Pamiętaj, że dziś jedziemy do wesołego miasteczka.
- Pamiętam tato – odpowiedziałem mu starając się nie dać po sobie poznać jak bardzo się bałem.

Tamtego dnia byliśmy w wesołym miasteczku. Zapomniałem o wszystkim, o szafie, tajemniczych oczach i strachu. Było wspaniale. Z tatą jeździliśmy na diabelskim młynie i gokartach a z mamą na karuzeli. Obiad zjedliśmy w jakiejś knajpce pod gołym niebem. Czułem się szczęśliwy i beztroski. Aż wróciliśmy do domu... Im bliżej było pory spania tym bardziej byłem przybity. Rodzice myśleli, że jestem zmęczony po dniu pełnym wrażeń więc jak gdyby nigdy nic zjedliśmy kolację i udaliśmy się do łóżek.

Przechodząc przez swój pokój zerknąłem na szafę. Była zamknięta, taka jaką zostawiłem ją przed wyjściem do parku rozrywki. Nieco uspokojony położyłem się i zakopałem w pościel. Mama przyszła powiedzieć mi dobranoc i zgasić światło. Mówiłem sobie w myślach, że to był tylko wytwór mojej wyobraźni albo mi się to przyśniło i nie ma się czego bać. W końcu mam już osiem lat a trzęsę się ze strachu przed wyimaginowanym potworem z szafy! Tak się uspokajając, powoli zmierzałem do krainy snów kiedy usłyszałem ten dźwięk. To było jak pojedyncze drapnięcie pazurami o drewno. Zlokalizowanie tego dźwięku nie było trudne. Zamarłem z przerażenia kiedy przez niewielką szczelinę w pościeli widziałem jak to otwiera od środka drzwi szafy. Ta dłoń... z pewnością nie mogła należeć do żadnego człowieka. Była niewyobrażalnie chuda a palce długie, patykowate, zakończone ostrymi, spiczastymi paznokciami. Była niezdrowo blada, niemal mogłem dostrzec kości przez jej skórę. Ręka schowała się do szafy kiedy tylko rozchyliła odpowiednio jej drzwi. Błysnęły. Te przerażające ślepia znów wpatrywały się we mnie bez jednego nawet mrugnięcia.

To trwało tygodniami. Nie mogłem spać, odsypiałem noce gdziekolwiek byle choć na chwilę zmrużyć oko. Zdarzało mi się nawet zasypiać na lekcjach. Opuściłem się w nauce, nie grałem już w piłkę. Byłem ciągle zmęczony i zaspany. Apatyczny.
Próbowałem już wszystkiego, zastawiać szafę innymi meblami, spać przy zapalonym świetle, prosiłem nawet kilkukrotnie rodziców o to bym mógł spać z nimi jednak za każdym razem mówili, że jestem już na to za duży. W końcu jednak poważnie się zaniepokoili moim stanem, zabrali do psychologa po tym jak im wszystko opowiedziałem. Lekarz twierdził, że to normalne dziecięce lęki przed wyimaginowanymi potworami lub też coś w rodzaju wymyślonego przyjaciela. Ja jednak wiedziałem, że to jest tam naprawdę i cholernie się tego bałem.

Po powrocie do domu z poradni tata przestawił szafę z mojego pokoju do salonu i nawet nie wiecie jak bardzo mi z tego powodu ulżyło. To mogła być pierwsza noc od wielu tygodni kiedy będę mógł w spokoju zasnąć nie będąc obserwowanym przez tajemniczą istotę.

Otulony w kołdrę i wreszcie spokojny wkroczyłem do krainy snów. Nie pamiętam co mi się śniło jednak późno w nocy obudził mnie dziwny odgłos na zewnętrznym parapecie. Łóżko miałem tuż pod oknem więc często słyszałem jak lądują tam ptaki. Tym razem dźwięk był nieco inny. Głośniejszy, cięższy. Poczułem jak bicie mojego serca przyspiesza. Powoli, bardzo powoli uniosłem głowę. Do tej pory żałuję, że to zrobiłem... To co zobaczyłem wyryło piętno na moim umyśle. Myślę, że od tamtej pory rozumiem co to jest prawdziwy strach. Realny, rzeczywisty, oblepiający umysł paskudnym, lodowatym ślimaczym śluzem, który paraliżuje członki i nie pozwala nawet krzyczeć. Strach, który powoduje, że wątpisz w zdrowość swoich własnych zmysłów i zastanawiasz się jak chora wyobraźnia mogłaby stworzyć taką potworność.
To było bezwłose i przerażająco chude. Można było policzyć temu wszystkie kości prześwitujące przez trupio bladą skórę. Kończyny tego stwora były potwornie długie wszystkie zakończone patykowatymi, szponiastymi palcami. To coś miało również ogon, brzydki, szczurzy, wijący się na parapecie niczym wąż i zwisający poza jego krawędź gdzieś w ciemną noc. Ale najgorsza z tego wszystkiego była głowa... Pochylona w stronę szyby, kształtem przypominała ludzką jednak nie posiadała uszu. Miast nosa tylko dwie pionowe szpary a usta były zwykłą, kreską bez żadnych warg. Te wielkie, potwornie duże czarne oczy wpatrywały się we mnie. Udało mi się krzyknąć na co istota zareagowała ucieczką w mrok. Do pokoju wpadli rodzice, zapalili światło...
Po tym wydarzeniu zawsze już spałem z zasuniętymi na sam dół roletami. Co jakiś czas słyszałem groźne skrobanie o ściany w pobliżu mojego okna jednak już nigdy pazury tego czegoś nie zastukały o mój parapet. Nigdy więcej też nie czaiło się w żadnej z moich szaf czy też w innych z mebli.

Teraz, kiedy już znacie moją historię z pewnością będziecie w stanie zrozumieć jakiś strach wzbudziły we mnie słowa mojej 7letniej córeczki. Nie będąc pewnym czy dobrze usłyszałem poprosiłem ją by powtórzyła.
- Tatusiu, jakiś potwór w nocy siedzi w mojej szafie i się na mnie patrzy... - wtuliła się we mnie będąc naprawdę przestraszona. Krew odpłynęła mi z twarzy a lodowaty dreszcz przeszedł wzdłuż kręgosłupa...

_________________


On the horizon I stand,
Watching the fallen men,
Victims of hatred, greed and desire,
In retrospect I feel no anger,
Only a urge for something higher,
So many have fallen due to my ambitions,
So many have fallen in the name of narcissism,
No men are free to disagree,
Without facing their mortality!


Powrót do góry Go down
Sponsored content




Straszne Historie Empty
PisanieTemat: Re: Straszne Historie   Straszne Historie Empty

Powrót do góry Go down
 
Straszne Historie
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Vampire Knight :: Informacje :: KONKURSY-
Skocz do: