IndeksSzukajRejestracjaZaloguj

Share
 

 Taras [czwarte piętro]

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4
AutorWiadomość
Dastan
Dastan
Dastan
Dastan

http://vampireknight.forumpl.net/t502-dastan
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 505


Taras [czwarte piętro] - Page 4 Empty
PisanieTemat: Re: Taras [czwarte piętro]   Taras [czwarte piętro] - Page 4 EmptyPią Sie 29, 2014 11:07 am

Dastan skinął powoli głową na jej słowa. Gdyby tylko Yuki usłyszała te słowa, przewróciłaby się, złapała za głowę i zaczęła histeryzować. Była wręcz przekonana, że małe wampiry nie powinny pić jeszcze krwi. Pamiętał jej zdziwienie, gdy Dastan po raz pierwszy zrobił użytek z kłów na jednej ze służących matki. Była wręcz wściekła, aczkolwiek nie pamiętał jej dalszej reakcji. Sam zaś był zdania Ringo. Im wcześniej zacznie pić krew, tym będzie silniejsza i będzie miała mniejsze problemy z okiełznaniem wampirzego głodu, jaki targał chociażby Dastanem. Szlachetny miał naprawdę spore problemy z opanowaniem swojej żądzy.
– Pewnie Yuki… to znaczy, Twoja matka, nie była z tego powodu zbyt zadowolona, co? Ba, była przeciwna, jeśli się nie mylę?
Zapytał siostrę, a na jego ustach pojawił się drwiący uśmiech. Wszystko, co tylko dotyczyło Yuki naprawdę go już nie dziwiło. Dastan naprawdę podzielał zdanie zarówno Ringo jak i Rillianne. Dla wampira nigdy nie jest za wcześnie na krew. Blondas został od niej odstawiony przez matkę, musiał karmić się na krwi z woreczków i teraz widać, do czego to doprowadziło. Zapach czy widok krwi sprawia, że zupełnie wariuje i zmienia się w bestię godną poziomy E. Przestaje myśleć, a jego jedynym celem jest rozerwanie ofiary, by dobrać się w jak najszybszym tempie do jak największej ilości ciepłej posoki.
Nawet Dastan poczuł tę niezrozumiałą więź, jaka połączyła go z Rillianne. Była to potrzeba otoczenia ją opieką przed każdym, kto będzie chciał wyrządzić jej krzywdę, nawet nieświadomie. Przede wszystkim zaś chciał ją uchronić przed Yuki, jej nastrojami, problemami, wiecznym niezadowoleniem. Szlachetna rzadko kiedy miała czas dla dzieci, bo wiecznie skupiała się na swoich problemach. Teraz głównym problemem był Ringo. Nie wiadomo z jakich przyczyn szlachetna pozostaje żoną tego tyrana, skoro było jej tak źle w tym związku. Nie wiadomo dlaczego się męczyła i pozwalała, żeby Ringo traktował ją w taki sposób. Dla Rillianne? Kiedy ona wcale nie oczekiwała od matki takiego durnego poświęcenia, które jeszcze się na niej odbije. Wystarczy, że Dastan otoczył swoimi nietoperzymi skrzydłami siostrę. Wątpił także, aby Ringo był zdolny do zrobienia krzywdy tej uroczej istotki. Podsumowując – Dastan również zamierzał stawać za siostrą murem, a w razie potrzeby trzepnąć nią porządnie, gdyby zamierzała zrobić jakąś życiową głupotę.
Gdy tylko usiadł, Dastan wyciągnął w jej stronę rękę zachęcając, by podeszła bliżej. Poza tym chwycił ją mocniej za dłoń tak, aby mu się nie wyrwała. Nie wiedział dlaczego, ale był wręcz pewny, że i tak nie będzie chciała od niego uciec. Rozchylił nieco wargi, a jego kły wysunęły się powoli. Były nieco większe niż te, jakie posiadała Yuki czy Naizen, czy też rzesza innych wampirów. Jednak nie były tak wielkie jak kły Testamenta. Były na pewno ostre i nieco lśniły. Pociągnął w ich stronę rączkę wampirzycy, by mogła ich dotknąć, ale tak, żeby się nie „skaleczyła”. Nie wiedział, jakby zareagował, czując i smakując jej krew. Przede wszystkim była dzieckiem, a krew dzieci miała specyficzny, kuszący smak. Możliwe że zapragnąłby więcej niż tylko tych kilka kropelek, nim skóra Rill by się odnowiła.
Przejechał chłodnym językiem po opuszku jej palca, by zaraz zastąpić język ostrym kłem. Nie przebił się jednak przez jej skórę… Wreszcie puścił jej dłoń.
– Nie jesteś inne dzieci. Jesteś tylko Ty, wyjątkowa, jedyna w swoim rodzaju. Nie porównuj się do innych, gdy jesteś znacznie lepsza od nich. Pamiętaj kim jesteś. Wampirem szlachetnej krwi. Musimy przypomnieć innym, słabszym wampirom, że należy się nam odpowiedni szacunek.
Wzruszył ramionami, jakby rozmawiali o pogodzie, nie o prawach natury każdego wampira krwi szlachetnej.
– Ale i tak uważam, że te spodenki są zbyt krótkie, dla takiej małej panny, jak Ty.
Mruknął, nie zwracając uwagi na jej speszenie. Wciąż obstawiał przy swoim. Spodenki pokazywały zbyt wiele, a miała zaledwie pięć lat! Powinna się bardziej odpowiednio ubierać.
Szybko zerknął na swoją pieszczochę na prawej dłoni, a jego wargi wykrzywił lekki grymas, który zapewne można określić mianem „uśmiechu”.
– Nic za darmo, Rilli. Co byś mogła mi dać w zamian za to?
Dastan był chciwy i chciał w zamian coś za tę błyskotkę. Nie mógł przecież wołać od niej pieniędzy, ale za to zażądał wymiany. Co była gotowa poświęcić za przedmiot, który należał do jej brata?
Powrót do góry Go down
Rillianne

Rillianne

http://vampireknight.forumpl.net/t1412-rillianne#27490
Zarejestrował/a : 23/03/2014
Liczba postów : 335


Taras [czwarte piętro] - Page 4 Empty
PisanieTemat: Re: Taras [czwarte piętro]   Taras [czwarte piętro] - Page 4 EmptyPią Sie 29, 2014 2:18 pm

Rill bardzo dobrze pamięta dzień w którym po raz pierwszy dopuszczono ją do krwi. Była wtedy drobną, niewinną dziewczynką wyglądającą zaledwie na niespełna czteroletnie dziecko. Wpadła wtedy do komnaty rodziców niczym burza, warcząc i piszcząc na przemian jakoby miało jej to jakoś pomóc. Była głodna - jednak nie tak, jak zawsze. Gardło piekło ją jak nigdy w życiu, a żaden ze znanych jej dotychczas sposobów nie był w stanie ugasić jej chorego pragnienia. Co gorsza z chwili na chwilę rosło ono w górę, niemiłosiernie dręcząc młodą wampirzycę. Na domiar wszystkiego zaczęła odczuwać zupełnie niezrozumiały dla siebie ból. Ból z którym nigdy nie miała styczności, który w jednym momencie doprowadzał ją do irracjonalnej złości i szaleństwa. Ringo kiedy tylko dostrzegł swoją najmłodszą pociechę natychmiast zrozumiał o co chodzi i z czym mają do czynienia. Dopadł do małej i szybko przeszedł do sedna sprawy. Młódki nie trzeba było dwa razy zachęcać, ani tym bardziej ponaglać czy zmuszać. I mimo, że miała wtedy po raz pierwszy styczność z krwią, którą zdobyła sama, zachłannie wbijając drobne kiełki w skórę ojca - poszło jej niezwykle dobrze. Przyszło jej to naturalnie.  Nie wahała się nawet przez chwilę. Ot, ogarnęła ją tak dobrze znana wszystkim wampirom żądza na widok kusząco spływającej, czerwonej cieczy po szyj starszego wampira. Co na to wszystko Yuki? Zapewne cierpiała, kiedy młódka postanowiła kierować się zasadami tatka. Cierpiała pewnie również w chwili w której Ringo 'pieszczotliwie' skomentował wyczyn swojej córki. W końcu która matka pokroju Yuki chciałaby usłyszeć, że jej słodka pociecha rośnie na bezwzględną morderczynię? Nie skomentowała tego jednak! Siedziała cicho, pozostawiając Rill wybór - albo krew z woreczka albo krew od ojca. Nie mogła czepiać się kiedy dziewczyna wybrała opcję drugą.
- Mama wolała, żebym wypiła krew z woreczka. Nie odezwała się jednak, kiedy ugryzłam tatę. Po prostu siedziała. - mruknęła w odpowiedzi, wracając na chwilę myślami do tego bądź, co bądź przełomowego w jej życiu dnia. Zawiesiła się nieprzytomnie zerkając przed siebie, by otrząsnąć się w momencie w którym Dastan złapał ją mocno za wiotką rączkę i przyciągną ku sobie. Uniosła nieznacznie brew ku górze w niemym szoku, uchylając bezwiednie pełne, malinowe usteczka. Zerknęła przelotnie w tęczówki starszego brata, następnie kierując wzrok na długie, ostre kły blondyna. Wyrwało jej się krótkie och na widok tak pokaźnego uzębienia, po czym samoistnie przysunęła się jeszcze bliżej, wspinając na palce, by mieć jeszcze lepszy widok. Odsunęła się jednak pośpiesznie, kiedy poczuła na swoim palcu język. Pisnęła, wyrywając delikatnie rączkę. Przez przypadek zahaczyła o jednej z jego kłów, rozcinając delikatną skórę na opuszku. Uleciało kilka kropel krwi? Dla Rill nie był to problem. W końcu nie ma pojęcia o przypadłości Dast'a. No bo niby skąd? Zarumieniła się, podgryzając wargę.  
- Skoro ty też jesteś wyjątkowy, to dlaczego nie mieszkasz z nami? Dlaczego nie możemy ujawnić się innym!? Ludziom? - palnęła, do tej pory nie rozumiejąc dlaczego Yuki tak uparcie dąży do tego, by Rillianna trzymała swoją naturę w tajemnicy przed ludźmi. Skoro jest lepsza dlaczego ma siedzieć cicho?
- Mam je zdjąć? - pisnęła, nadal jednak uważając, że jej zwykłe, krótkie spodenki przystosowane do pory roku dla dzieci w jej wieku, nie są jakąś tragedią. I zdecydowanie nie się zbyt krótkie, o!
- Oddam Ci mojego pluszaka! A może chcesz buziaka? Chcesz, chcesz, chcesz? - jeżeli chodzi o buziaka, to cóż - musimy zawieść blondyna. Chodzi tu o zwykłego cmoka w polik, natomiast pluszak Rill nie należy do zbyt urodziwych. Przynajmniej dla innych, bo dla niej jest cud, miód i orzeszki jak leży taki połatany, pozszywany z oderwanym guzikiem i naderwany, króliczym uszkiem.

_________________
Taras [czwarte piętro] - Page 4 TJw3nFg
Powrót do góry Go down
Dastan
Dastan
Dastan
Dastan

http://vampireknight.forumpl.net/t502-dastan
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 505


Taras [czwarte piętro] - Page 4 Empty
PisanieTemat: Re: Taras [czwarte piętro]   Taras [czwarte piętro] - Page 4 EmptyNie Sie 31, 2014 1:18 pm

Chyba każdy wampir pamięta dzień, w którym po raz pierwszy zakosztował krwi. To było niemalże równie ważne, co pierwsze kroki ludzkiego dziecka, na co rodzice cieszyli się jak para niedorozwiniętych kretynów, wiwatując i ściskając mocno dziecko w swoich ramionach. Tak samo ucztują, gdy ich smarkacz zrobi pierwszą kupę do sedesu… Zupełnie, jakby co najmniej dostało Nobla! Może za kilka lat pierwsze kupki znajdą się w księdze Guinnessa?
Dastan nie pamiętał, aby kiedykolwiek ruszył z matką na polowanie. Raz udał się z ojcem, nauczył go nawet, jak należy zatrzeć po sobie ślady. Gdyby to matka miała go wychować całkowicie, Dastan zdechłby z głodu po trzech dniach, odkąd ktokolwiek zostawiłby go pod jej opieką.
– Krew z worka nie jest odpowiednia dla rozwijających się wampirów. W ogóle nie jest dobra! Jest chłodna i nieprzyjemna. Nijak ma się do ciepłej krwi prosto z żyły.
Wyraził swoją opinię na ten temat. Właściwie to Dastan nie podzielał w tej kwestii zdania swoich rodziców. Oboje byli za tym, by nie atakować ludzi. Natomiast blondas był święcie przekonany, że ludzie istnieli po to, by wampir się na nich żywiły! Nie widział innego powodu zresztą.
Najwyraźniej wprawił ją w oszołomienie na widok swoich kłów, ale początkowo poddała się temu wszystkiemu bez sprzeciwów. Była nawet na tyle zaciekawiona, że podeszła bliżej i wspięła się na paluszki, by mieć lepszy widok. A blondas miał świetną okazję, by jej zasmakować… Dlatego wprawił w ruch swój język, delikatnie, pieszczotliwie, przejeżdżając po paluszku opuszkiem języka. Ten gest wyraźnie ją speszył, bo cofnęła rączkę. Nie bronił jej tego, puścił nadgarstek Rillianne, jednakże zraniła się o jego kła. Kilka kropel dziecięcej, niewinnej krwi skapnęło na jego wargi. Oczy szlachetnego zalśniły karmazynem i nie spuszczał z niej swego spojrzenia. Poza tym zamarł i nie poruszył się nawet na milimetr. Wreszcie wysunął język i przejechał nim po dolnej wardze, powolutku zlizując jej krew. Gdy tylko poczuł jej smak wiedział, że zapragnął więcej. Znacznie więc niż te parę kropel i te myśli wyraźnie go niepokoiły. Nie tylko chodziło jej smak, który, musiał przyznać, był doprawdy wyborny.
– Jak widzisz, moje kły są ostre.
Odezwał się wreszcie, a jego oczy pozostawały groźne i nieodgadnione. Wciąż świeciły się na karmazynowo. Wciąż czuł zapach krwi siostry. Wciąż ją widział. I wciąż czuł jej smak w ustach. Przejechał powoli palcem wskazującym po wargach, jakby chciał sprawdzić, czy nie ma na nich więcej tej pysznej krwi. Ach, jakże się rozczarował!
– Nie mogę mieszkać z Wami, bo nie należę do Twojej rodziny. Jesteśmy rodzeństwem przyrodnim, mamy tylko te same matki, ale różnych ojców.
Powiedział po krótkiej chwili namysłu. Miał nadzieję, że zrozumie to. Nie mógł przecież od tak zostawić Naizena i zamieszkać sobie w zamczysku Testamenta! W życiu o tym nawet nie pomyślał. Ale teraz, patrząc na Rilliannę, wiedział, że byłaby jedyną osobą, która mogłaby doprowadzić do pogodzenia dwóch rodów – jako żona Dastana. Wampir szybko odrzucił tę myśl od siebie. Musi znaleźć inny pomysł, by pojednać rody.
– Nie możemy się przed nimi ujawić, bo wprowadzimy niepotrzebny chaos. W tej chwili sterujemy ich życiem z ukrycia i nawet o tym nie wiedzą. Poza tym mamy tajemniczą naturę i nie przywykliśmy do tego, aby się obnażać. Zresztą ludzie nie są warci naszej uwagi. To przed innymi wampirami powinniśmy ujawniać naszą siłę i władzę.
Wyjaśnił, choć nie miał pewności, czy takie małe dziecko jak Rillianne to pojmie.
Dastan omal nie uderzył się otwartą dłonią w czoło, słysząc jej słowa. Doprawdy, była przezabawna, a jednak nie miał najmniejszej ochoty oglądać dziecka w bieliźnie.
– Nie. Ale możesz założyć dłuższe spodnie. Albo spódniczkę.
Tak, tak właśnie powinna zrobić. Zakryć te swoje nóżki i koniec dyskusji!
– Nie chcę pluszaka. Wolę buziaka.
Zasępił się, burcząc. Doskonale wiedział o czym mówiła. Naprawdę, bez przesady! Nie róbmy z biednego Dastana zboczeńca, który chce dobrać się do majtek pięcioletniego dziecka!
I jeśli dostał swoją "zapłatę" w postaci buziaka w policzek, zdjął swoją kolczastą pieszczochę i wręczył ją Rilliannie.

_________________
Taras [czwarte piętro] - Page 4 9qqaX9w
Powrót do góry Go down
Rillianne

Rillianne

http://vampireknight.forumpl.net/t1412-rillianne#27490
Zarejestrował/a : 23/03/2014
Liczba postów : 335


Taras [czwarte piętro] - Page 4 Empty
PisanieTemat: Re: Taras [czwarte piętro]   Taras [czwarte piętro] - Page 4 EmptySro Wrz 03, 2014 7:18 pm

- A Ty? Kiedy ugryzłeś kogoś po raz pierwszy? Jakie w ogóle masz moce? - dodała jeszcze z zupełnie innej beczki. Jakby skakała z tematu do tematu, chcąc w jak najkrótszym czacie zdobyć, jak najwięcej informacji o swoim starszym braciszku. Zresztą dziewczynka prawie każdą napotkaną w zamku osobę, wypytuje o jej zdolności. Jest ciekawa umiejętności innych. Jak trudne, zawiłe i potężne one są albo słabe i zupełnie bezużyteczne jeżeli ktoś nie potrafi w pełni wykorzystać ich potencjału. Rillka w swój prosty, dziecinny sposób ocenia i kalkuluje siłę rodziny. Zachowuje jednak tą wiedzę dla siebie. Wie do kogo może podskoczyć, a do kogo już nie. Zdaje sobie również sprawę z tego, że jeżeli bardzo się postara może być jedną z najbardziej przydatnych broni klanu. I ze względu na najwyższy status krwi, i ze względu na moce, którymi została obdarzona, a fakt faktem mogą one stać się przydatne w wielu przypadkach. Poza tym Julie mając za ojca Ringo nie wyobraża sobie, aby mogła być bezsilna, zagubiona, cicha. Już teraz wie, że chce być potężną, pewną siebie wampirzycą, którą będzie się szanować i cenić. Nie chce być wywłoką, nie chce być taka jak Ci, którymi ojciec tak skutecznie gardzi. Ot, młódka chce skupić na sobie jego uwagę, wręcz chorobliwie pragnie, żeby ją docenił. Chce również tego, aby wiedział, że wychował swoją najmłodszą pociechę na porządną członkinię rodu. Zresztą teraz, kiedy poznała Dastan'a dostrzegła w nim swego rodzaju przeciwnika. Rillianne jest stuprocentowo pewna, że gdy tylko podrośnie będzie chciała mierzyć się z blondynem. Nie po to, by pokazać kto jest lepszy bądź kto tu rządzi. To ją po prostu nie interesuje. Będzie wdawała się z nim w lekkie potyczki, bo jest świadoma, że zdoła od niego nauczyć się wiele. Podszkoli się, czerpiąc przy okazji czystą przyjemność i ubaw ze wspólnego spędzania ze sobą czasu. Ponad to będzie miała lepsze wymówki, by częściej i gęściej widywać się z wampirem! Heuhheu.      
Choć początkowo uzębienie szlachetnego wprawiło ją w niemałe oszołomienie w którym bądź, co bądź tliła się niepozorna nutka zazdrości - no bo przecież Rillka też chce takie kły, żeby straszyć nimi na lewo i prawo uporczywych gapiów! - gdy tylko chłopak przejechał opuszkiem języka po drobnym paluszku, zwyczajnie spanikowała. W końcu ma dopiero pięć lat i na taki gest w stosunku do niej nie zdobył się jeszcze nikt! Nie żeby maiła jakieś dwuznaczne skojarzenia, a skąd! Po prostu była to dla niej dziwna, mało komfortowa sytuacja. Nie wiedziała jak ma się zachować, co powiedzieć, zrobić, więc w afekcie wycofała pośpiesznie łapkę. Zderzyła się z zupełnie nowym dla siebie doświadczeniem, na swój sposób pouczającym. Przynajmniej wie, że następnym razem, kiedy wepchnie do buzi brata palucha zostanie on 'zaatakowany' przez jego język. No i nie będzie w takim pośpiechu wycofywała łapska, uważając by niepotrzebnie nie naciąć sobie delikatnej, zimnej skóry. Jasnowłosa w każdym razie zerknęła hardo na Dast'a w momencie w którym piwne tęczówki zalśniły karmazynem. Uformowała usteczka w literę 'O', zaraz cicho chichocząc, niczym mały, nieznośny chochlik.  
- Jesteś głodny? - mruknęła, wskazując palcem wprost na jego oczęta. Jeżeli jest, to Julie będzie miała idealną okazję, by w końcu zaciągnąć kogoś do lochów. Lubi tam przebywać. Może to nieco dziwne jak na dziecko w jej wieku, ale z drugiej strony jest potomkinią wampirzej rodziny, a u ich rasy nie jest to już raczej jakiś wielkim fenomen sprzecznym z naturą. No, a poza tym, kto nie chciałby szwendać się po obskurnych korytarzach lochów, czując wokół świeży zapach ludzkiej krwi? No kto?
- Moje też są ostre. - naburmuszyła się, ostatecznie bezwstydnie pakując się bratu na kolana. Ha! Co się będzie, nie? Przecież jej nie zrzuci. Nawet jeżeli zerkał na nią groźnym, nieodgadnionym wzrokiem Rillka zupełnie się nie bała. Nie czuła by przy Dastim groziło jej jakiekolwiek niebezpieczeństwo, nawet jeżeli nie umie panować nad swoim głodem o czym ofc. nie wie. Jest zupełnie oślepiona jego jestestwem, odejmując mu każdą wadę, jaką w ogóle mógłby mieć. Jest tylko niewinnym dzieckiem, chorobliwie do niego lgnącym. Czuje się przy nim dobrze, nie jest w końcu sama. Nie musi przebywać tylko z Yuki bądź Ringo. Ma kogoś w rodzaju kolegi, mimo że dzieli ich spora różnica wieku. Jednakże kiedy podrośnie i dalej będzie mogła mu ufać, to jemu będzie mówiła te rzeczy, których nigdy w życiu nie powie rodzicom.
- Papcio nie pozwoli Ci mieszkać ze mną? Nie chce być tu s a m a. - palnęła, wytaczając przeciwko blondynowi ciężką artylerie - mianowicie przybrała minę pięciolatki, która dosłownie za minutę wybuchnie gromkim płaczem, przepełnionym żalem oraz niewytłumaczalnym logicznie smutkiem. Co zrobisz? Nic nie zrobisz. Z małej Rillianny rośnie dobra aktorka! Jej mały móżdżek choć przyjmuje do wiadomości informację jakie przekazał jej Dastan, to jednak uporczywie doszukuje się jakiegokolwiek rozwiązania, które pozwoliłoby zamieszkać mu z nią. Pamiętajmy, że jest jeszcze dzieckiem. Dzieckiem zamkniętym w zamku, które nie chce zostać pozostawione samo sobie. Obecność matki oraz ojca już jej nie wystarcza. Jest ciekawa świata, chce poznać innych ludzi, inne ciekawostki. Dastan będąc tutaj, sprawiłby, że miałaby do tego wszystkiego otwartą drogę. A Rill z pewnością za parę lat godnie, by mu się odwdzięczyła. Plus - mała już teraz ubzdurała sobie że Dasti jest jej bojem, więc heloł, wszystkie laski wara od jej blondasa z którym teraz ochoczo będzie hasała po mieście za łapkę i wpierniczała ciasteczka z macka jak każda krejzi para z trzeciej klasy podstawówki, hyhy.
- Nie mam spódniczek do kolan. - jęknęła, jakby szczerze zawiedziona. Złapała się za policzki, przez chwilę namolnie wpatrując się w buzię braciszka. Może jej uszyje? Taką fajną, różową! Wszyscy wierzymy w zdolności Dast'a, powaga!
Wolał buziaka? Proszę bardzo! Rillianna uniosła się nieco na kolanach brata, by sięgnąć pełnymi usteczkami twarzy wampira. Delikatnie musnęła wargami skórę na policzku starszego, zaraz skupiając cała swoją uwagę na bransolecie, którą od niego otrzymała. Wróciła do swojej poprzedniej pozy, dotykając, macając i obracając we wszystkie strony pieszczochę. W końcu wcisnęła ją sobie na nadgarstek, wyciągając przed siebie rękę z za dużą ozdobą, przyglądając się jej nieco sceptycznie. Odchyliła główkę do tyłu, spoglądając na brata.
- Mogę ją wziąć? - materialistka!? MOŻE. Chociaż w tym przypadku chce mieć po prostu jakąkolwiek pamiątkę po blondynie, bo zdaje sobie sprawę z tego, że opuści ją prędzej czy później ~

_________________
Taras [czwarte piętro] - Page 4 TJw3nFg
Powrót do góry Go down
Dastan
Dastan
Dastan
Dastan

http://vampireknight.forumpl.net/t502-dastan
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 505


Taras [czwarte piętro] - Page 4 Empty
PisanieTemat: Re: Taras [czwarte piętro]   Taras [czwarte piętro] - Page 4 EmptyPią Wrz 05, 2014 9:39 am

– Byłem nieco młodszy od Ciebie, gdy po raz pierwszy kogoś ugryzłem. Napadłem służącą Yuki w zamku ojca. Pamiętam jedynie, że po prostu się na nią rzuciłem i wbiłem kły w żyły. Nie odczuwałem głodu, po prostu… chciałem to zrobić. Wiesz, taki impuls. Potrzeba, chęć skosztowania krwi. Yuki była przerażona.
Wyjaśnił jej od razu wszystko, co by zaraz nie musiała się pytać kogo ugryzł i w jakich okolicznościach. Wampiry mają naprawdę doskonałą pamięć, pamiętają naprawdę wszystko odkąd zaczynają robić większy użytek z własnego mózgu. Co do drugiej części jej pytania… blondas zastanawiał się przez chwilę. Nic jednak nie powiedział. Nachylił się nieco ku niej, opierając łokcie o kolana, a jedną z dłoni skierował ku małej wampirzycy. Skupił się na przepływanie kuli ognia, która zajaśniała, unosząc się nad jego ręką. Przy pomocy telekinezy uformował ów kulkę w motyla, który wdzięcznie zatrzepotał skrzydłami i wzniósł się, fruwając wokół Rillianne, by po chwili wzbić się pod sufit. Wampir zamknął i zacisnął dłoń, a motyl zniknął. Na podłogę posypały się jedynie niegroźne, ciemnopomarańczowe iskierki. W taki sposób zakończył swój mały, ale za to widowiskowy pokaz. Nie chciał przed nią ujawniać swoich wszystkich mocy. Byłby głupi, gdyby to zrobił. Uznał jednak, że ogień jest nieszkodliwą mocą do pokazu, a fakt korzystania z telekinezy był na tyle ukryty, że pięcioletnie dziecko na pewno tego nie sklasyfikuje. Zresztą nie widział w niej żadnego wroga. Była rodziną, należała do szlachetnego rodu, a wampiry szlachetnokrwiste należy i powinno się szanować za samo ich szlachetne pochodzenie. Tym bardziej nie odczuwał żadnej zazdrości. Nie o dziecko i nie o… kobietę, którą kiedyś na pewno się stanie. Wampir po prostu miał pewien uraz do płci przeciwnej i głęboko się w nim to zakorzeniło. A tym samym posiadał spory kompleks siostry – chciał ją chronić za każdą cenę, należała tylko do niego i nikt nie miał prawa położyć na niej ręki. To samo dotyczyło Yvelin, a przynajmniej niegdyś, gdy jeszcze byli… zaręczeni. Nie mógł ścierpieć jej zdrady. Na szczęście ta przeklęta kobieta zniknęła z jego życia. Tym samym znów musiał pilnować Aimi, by zbytnio nie wdawała się w kontakty i różnie stosunki z Elliotem. Mówił całkiem poważnie, że zamknie ją w wieży i nie wypuści.
Pytanie o głód zaskoczyło go, ale nie dał tego po sobie poznać. Nie był to głód, a raczej chęć napicia się krwi, prosto z żył. Zresztą jej krew wyraźnie „pobudzała” zmysły Dastana i po prostu pragnął zatopić w niej swoje kły. Musiał jednak poskromić swoją ochotę
– Nie. Mam tylko ochotę na krew.
Odpowiedział zgodnie z prawdą. Właściwie to przy niej nawet nie musiał udawać, że po prostu pragnął krwi dla niej samej, a nie z głodu. Nie wiedział, że zadała mu takie pytanie, bo sama wręcz paliła się do tego, by znaleźć się w lochach i „zapolować” na jakiegoś człowieka, który był przetrzymywany w danej chwili. A Dastan nie miałby nic przeciwko. Wiedział jednak, że raczej żadna krew nie zastąpi tej, którą zasmakował od Rillianne.
Skrzywił się, gdy wskoczyła mu na kolana. Nie przepadał za wszelkim dotykaniem, nie lubił, gdy ktoś to robił bez uprzedzenia. Co prawda nie zrzucił jej, ale szybko usadowił ją obok siebie, odzyskując swoją wolność.
– Ringo za mną nie przepada. Poza tym, to nie jego zamek i nie może o tym decydować.
Czyżby nie wiedziała, kto jest prawowitym właścicielem tego Zamku? Zresztą nie ważne, bowiem zarówno z Testamentem jak i z Ringo miał na pieńku i wątpił, aby ci dwaj panowie chcieli co noc widywać kogoś z rodu Shiroyama.
– Nasze rody się nienawidzą. A wszystko zaczęło się od naszych przywódców, mojego ojca i Samuru.
Wzruszył ramionami, jakby to cokolwiek miało wyjaśnić pięcioletniemu dziecku. Kto wie, czy w przyszłości nie będą musieli stanąć po przeciwnej barykadzie. Gdyby jednak do tego doszło, na pewno nie podniósłby na Rillianne ręki. Jej mina i nieme prośby nie działały na niego. Był odporny na uroki dzieci i dziewcząt, więc taki numer raczej się z nim nie powiedzie.
– Ale mogę Cię odwiedzać i gdzieś zabierać. Co Ty na to?
Yuki na pewno nie będzie miała nic przeciwko, ale co z samym Ringo? Jeśli uzna, że Dastan zamierza porwać mu córkę nie będzie to zbyt optymistyczne podejście. Przede wszystkim Dastan dążył do pojednania tych dwóch rodów, o czym starszy szlachetny pewnie się domyśla, więc wszelkie porwania nie wchodzą w grę. Zresztą i tak za daleko by nie uciekli.
– Reeety. Twoi rodzice naprawdę nie umieją ubrać dziecka. Powinnaś mieć same takie spódniczki, a nie latać z gołym tyłkiem po zamku!
Wściekł się i to ostro przez co podniósł nawet głos i łypnął na nią spode łba, jakby to Rillianne była winna za swoich rodziców. Naprawdę nikt nie wyjaśnił dziecku, że takie ubieranie się jest równoznaczne z zielonym światłem dla zboczeńców?!
W każdym razie dostał wreszcie swojego zasłużonego buziaka w policzka i pomógł jej założyć swoją pieszczochę na mały nadgarstek. Zapiął ją na ostatnią dziurkę, ale ta i tak była o wiele za duża i co za tym idzie za luźna. Jeśli przechyli łapkę w dół, pieszczocha zsunie się.
– Tak, ale jest za duża. Będziesz ją mogła nosić, jak nieco urośniesz. A na razie kupimy Ci mniejszą.
Oczywiście, gdyby chcieli opuścić Zamek, pewnie trzeba by powiadomić Yuki, Ringo albo kogoś ze służby.

_________________
Taras [czwarte piętro] - Page 4 9qqaX9w
Powrót do góry Go down
Rillianne

Rillianne

http://vampireknight.forumpl.net/t1412-rillianne#27490
Zarejestrował/a : 23/03/2014
Liczba postów : 335


Taras [czwarte piętro] - Page 4 Empty
PisanieTemat: Re: Taras [czwarte piętro]   Taras [czwarte piętro] - Page 4 EmptySro Wrz 10, 2014 5:42 pm

Rillianna wciągnęła z głośnym świstem powietrze do płuc, na widok ognistej kuli, która pojawiła się nad dłonią brata. Pisnęła podekscytowana, nie odrywając dwukolorowych tęczówek od dzieła blondyna, ba! Kiedy tylko kula przybrała postać motyla wzbijającego się w powietrze, Julie oniemiała wyciągając jedynie rączkę w kierunku tworu Dastan'a. Obróciła się w okół własnej osi, podążając tym samym za latającym stworzeniem, aż w końcu przystanęła, znowuż znajdując się twarzą w twarz z wampirem. Zdezorientowana rozejrzała się pośpiesznie po pokoju, jakby szukała swojej zguby, po czym uniosła nieznacznie główkę do góry, namierzając motyla tuż nad obszernym sufitem. Z jej usteczek wyrwało się krótkie, wesołe 'wow' na widok całego przedstawienia, co więcej - gdy tylko na ziemie posypały się drobne iskierki, szlachetna roześmiała się promiennie obdarzając starszego brata niezwykle przyjemnym, melodyjnym dla ucha głosem. Klasnęła kilka razy w rączki, jakby gratulowała w ten sposób wampirowi pokazu, samej jednak powstrzymując się od ujawnienia swojej zdolności. Choć bardzo by chciała! W końcu ma nieco inne podejście do ujawniania swoich umiejętności niż brat, bo jest jeszcze nieznośnym, małym dzieckiem - dzieckiem które lubi się chwalić i popisywać przy okazji, o. Poza tym, dostała odgórny zakaz używania mocy. Przynajmniej dopóty nie nauczy się w miarę nad nią panować.
- Moją krew? - palnęła bez namysłu, akcentując znacząco pierwsze słowo w swoim krótkim pytaniu. Jak to przystało na pięciolatkę jest bardzo bezpośrednia, co zrobisz? Nic nie zrobisz. Taki urok małolatów. Mówią co chcą, kiedy chcą i nie zwracają przy tym uwagi na sytuacje, miejsce, ani tym bardziej ludzi w okół. Są zbyt szczerz i zbyt bezpośredni. W każdym razie mówi się trudno, nie? Niemniej, wracając do obecnej chwili, Rillka namolnie spoglądała na blondyna, w końcu wyciągając w jego kierunku rękę. Nie miała nic przeciwko, aby napił się jej krwi. Nie odbiera tego jeszcze jak dorosłe wampiry, nie jest to dla niej intymna sytuacja. Może nieco dziwna, z pewnością nowa. Na swój sposób krępująca, ale też ciekawa i niecodzienna. Chciała, żeby to zrobił. Mimo młodego wieku, naprawdę chciała. Chciała wiedzieć jak czują się inni, kiedy pozwalają bliskim zatopić w swojej skórze ostre kły. Bała się? A skąd, brała nad nią górę dziecinna ciekawość. Uśmiechnęła się nikle, prawie samymi kącikami ust, czekając na jakąkolwiek reakcję brata po jej dość śmiałej, niemej propozycji.
- WIELKI TESIU NA PEWNO SIĘ ZGODZI! - pisnęła, wcale nie wierząc w swoje słowa. Nie to, żeby coś miała do wielkoluda, aczkolwiek wszyscy wiemy jaki Gad jest i wszyscy wiemy też o tym, że niechętnie przyjmuje nowe mordy pod swój dach. I tak z pewnością przytłacza go już obecność rodziny, która tak nagle zwaliła mu się na głowę po wielu latach nieobecności. Gdyby Rillka przypałętała się do niego błagając o to, by Dastan mógł z nimi zamieszkać, prędzej by ją zjadł niż w ogóle wysłuchał. W końcu tak kocha wpierniczać małe, słodkie dzieci. No, a poza tym jest jeszcze kwestia istniejącego spięcia pomiędzy Dastim, a Testament'em - o nim jednak młódka nie ma zielonego pojęcia.
- Naprawdę? Och, nie może być tak źle, skoro pozwalają Ci tu przebywać. - burknęła, przekładając wszystko na swoją dziecięcą, prostą logikę. Zresztą na swój sposób powiedziała prawdę! Gdyby faktycznie ich rody od dawna darzyły się samą nienawiścią, w tym zamku nie pojawiłaby się nawet jedna noga z rodziny Dastan'a. Tym czasem on tu zwyczajnie sobie siedzi i z nią rozmawia, nie będąc przy tym przez nikogo obserwowanym ani dręczonym czy napastowanym. Nie miał też żadnych problemów z wejściem do budowali. Fakt, że przyjechał on z Yuki i że jest ona jego matką nie ma tutaj większego znaczenia. Wpuścili go, bo chcieli - Yu w niczym tu nie pomogła, mimo że jest nawet żoną Ringo. Bądźmy szczerzy - nikt nie traktuje jej tutaj jak prawdziwego członka rodziny. Spoglądają na nią głównie w obawie, by ponownie nie próbowała wywieść swojej najmłodszej pociechy z kraju.
- Ba, że chcę! Nie będę się przynajmniej nudzić. - mruknęła zadowolona, zerkając na siedzącego obok wampira. Poklepała go nawet w podzięce po kolanie, po czym cicho zachichotała cofając nieznacznie drobną rączkę. Ringo jak to Ringo pewnie będzie marudził, kiedy Dasti będzie chciał wyciągnąć małą na miasto. Przeboleje to jednak, zagryzie zęby i puści młódkę, bo to kochany tatko, natomiast Yuki po awanturach z własnym synem też raczej nie będzie mu się przeciwstawiać i psuć mu humoru, tylko ubierze odpowiednio Rilliannę i zgodzi się na ich mały spacer.
- Nie mam gołego tyłka! - jęknęła, będąc już tak zamieszaną, że zabrała się za rozpinanie swoich spodni, by się ich pozbyć i nie dręczyć już więcej ich widokiem blondyna. Jeżeli wampir ją powstrzyma, to cóż - Julie ostatecznie pozostanie w swoich jeansowych, krótkich spodenkach jeżeli nie - ukarze światu swoje biste, różowe majteczki w jeszcze bardziej biste brokatowe gwiazdeczki. Ach te małe, niczego nieświadome siostrzyczki, nie?
- Są mniejsze? Poważnie!? Kupisz mi!? - podjarała się! No bez kitu! Jakby mogła, to zaczęłaby po chłopaku ze szczęścia skakać.

_________________
Taras [czwarte piętro] - Page 4 TJw3nFg
Powrót do góry Go down
Dastan
Dastan
Dastan
Dastan

http://vampireknight.forumpl.net/t502-dastan
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 505


Taras [czwarte piętro] - Page 4 Empty
PisanieTemat: Re: Taras [czwarte piętro]   Taras [czwarte piętro] - Page 4 EmptySob Wrz 27, 2014 12:38 pm

Najwyraźniej przedstawienie, jakie Dastan odstawił dla swojej młodszej siostry okazało się idealnym trafem w dziesiątkę. Dziewczynka była wręcz zachwycona popisowym numerem blondasa. Może powinien pracować jako cyrkowiec? Ciekawe ile by mu płacili za takie sztuczki. Chociaż posiadanie wampira w artystycznej grupie cyrkowej nieraz może być niewygodne. Tak, wampir idealnie nadawałby się do występowania w obcisłym trykocie, bardzo barwnym i wzorzystym. Byle oczywiście nie był różowy, inaczej zakończy swoją nową przygodę szybciej niż ktokolwiek mógłby przypuszczać.
– Podobało się?
Pytanie było dość głupie, bowiem po samej reakcji jasnowłosej był wręcz przekonany, że pokaz bardzo przypadł jej do gustu. Może kiedyś jeszcze wymyśli jakąś sztuczkę i pokaże jej kolejne? Nawet jeśli będzie już dorosłą panną nic nie stało przecież na przeszkodzie, by wciąż uraczał ją taki drobnymi oszustwami wizualnymi. Przecież w każdym znajdowała się cząstka dziecka. Poza tym mogliby to traktować jako pewien rytuał powtarzany co jakiś czas od dzieciństwa Rillianne. Weszłoby im to wówczas w krwioobieg i nikt nie byłby tym zadziwiony.
– Może też chcesz pochwalić się swoimi zdolnościami?
Zachęcił ją, jakby czytał w jej myślach! Cóż, nie miał jednak takiej zdolności, nie mógł się zatem przekonać, co kryło się w jej główce. Znał jednak na tyle dzieci, by wiedzieć, że chciały się popisać i swoimi umiejętnościami. Nie zamierzał jej zmuszać. Wszystko zależało od samej dziewczynki.
Pytanie dziewczynki wywołało lekko drwiący uśmiech u wampira. Najwyraźniej szybko kojarzyła fakty. Udał, że długo się zastanawia nad odpowiedzią i potarł palcem wskazującym swoje usta.
– Nie przeczę. Jest iście wyborna.
Dostała wreszcie odpowiedź, na którą pewnie czekała. Ale to, czy ją usatysfakcjonowała, to nie miał pojęcia. Zerknął na jej dłoń, jaką wyciągnęła w stronę brata. Dostrzegł pod cienką skórą fioletowe, miarowo pulsujące żyłki. Dla wampira nie było to wcale trudne zadanie. Były przecież drapieżnikami, żywiącymi się krwią, musiały zatem radzić sobie w trudnych warunkach w odszukaniu najwartościowszych żył – aorty. W tej chwili był nieco rozdarty: wypić krew siostry, czy odsunąć jej rękę. Wciąż była przecież dzieckiem, aczkolwiek w tej chwili jakby o tym zapomniał. Sięgnął szybko po jej delikatną rączkę i pociągnął nieco w swoją stronę tak, że ponownie wylądowała na jego kolanach. Tym razem jednak nie miał nic przeciwko temu. Zaczął powoli unosić jej nadgarstek do warg, dając dziewczynce czas na cofnięcie dłoni, gdyby w ostatniej chwili się rozmyśliła. Jeśli nie rozmyśliła się, wysunął swoje ostre kły i przebił bardzo delikatnie skórę, żeby dostać się do krwi. Zrobił to prawie bezboleśnie, mogła poczuć jedynie ukłucie, jakby ktoś wbijał jej igłę, ale nic więcej. Gdy zrobił dwa małe, płytkie otworki, wyciągnął kły i nacisnął delikatnie miejsca wokół rany tak, że krew napłynęła prosto w jego wargi. Od razu wessał krew, smakując ją. Wypił zaledwie parę łyków, a gdy skończył wylizał dokładnie dwa wgłębienia. Po chwili nie będzie żadnego śladu po jego kłach.
– Pozwalają mi tutaj przychodzić, bo dla nich pracuję, a Yuki jest żoną Twojego ojca.
Wyjaśnił jej powód swojego pobytu w tym zamczysku. Dastanowi nikt nie ufał, a przynajmniej nie w pełni. A to dlatego, że pochodził z rodu Shiroyama i to się po prostu nie zmieni. Może tylko i wyłącznie poprzez ślub, który połączyłby oba te rody, tym samym zmuszając do jakiegoś porozumienia. Jednak nie poruszał tego tematu przy dziecku. I tak mogłaby nie zrozumieć. I to nie dlatego, że nie jest inteligentna. Momentami nawet blondas nie bardzo rozumiał tego bałaganu.
Zgodził się także kupić dla niej mniejszą bransoletkę z kolcami. Przynajmniej będzie mogła ją nosić pewniej ze świadomością, że nie zsunie się z wąskiego i wątłego nadgarstka.
– Napij się teraz mojej krwi. To nas połączy. Będziemy sobie bliżsi niż teraz.
Wysunął swój nadgarstek w stronę wampirzycy, oferując jej swoją krew. Nie zawahał się. Skoro w jego żyłach płynęła jej smakowita krew, która zaspokoiła jego głód, to mógł się zrewanżować tym samym. Poza tym naprawdę staną się sobie bliżsi.
- Musi to pozostać między nami. Wiesz, mamy już sekret.
Puścił jej perskie oko, udowadniając ich małą konspirację!

_________________
Taras [czwarte piętro] - Page 4 9qqaX9w
Powrót do góry Go down
Yuki
Yuki
Yuki
Yuki

http://vampireknight.forumpl.net/t164-yuki http://vampireknight.forumpl.net/t214-yuki
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 951


Taras [czwarte piętro] - Page 4 Empty
PisanieTemat: Re: Taras [czwarte piętro]   Taras [czwarte piętro] - Page 4 EmptySob Wrz 27, 2014 3:24 pm

Yuki została odwieziona przez syna do zamku. Nie odzywali się do siebie przez całą drogę, a sama wampirzyca nie chciała wywoływać niepotrzebnych kłótni. Nie układało się między nimi jak zwykle, choć nie byli do siebie wrogo nastawieni. Jedynie żale jakie wobec siebie odczuwali sprawiały, że nie mogli dojść do porozumienia. Może kiedyś to się zmieni. Na razie jednak było jak było i trzeba to jakoś przetrwać, a póki Dastan jeszcze nie udawał, że w ogóle matki nie, póty było dobrze i szansa na lepsze relacje w przyszłości. Teraz mimo wszystko dobrze nie było, a gdy tylko dojechali na miejsce rozdzielili się. Yuki chciała iść do razu do Rill, ale miała na głowie jeszcze parę spraw do załatwienia i nim skierowała swoje kroki do córki, poszła gdzie indziej, zostawiając syna samego, a ten mógł pójść gdzie chciał. Jak się domyślała, poszedł właśnie do Rill, swojej młodszej siostry. I dobrze, tego przecież chciała, nie zamierzała przecież oddzielać córki od swojego rodzeństwa. Chwila sam na sam dobrze im zrobi, będą mieli szanse na poznanie się i zaprzyjaźnienie.
Między Yuki i Dastanem mogły być spięcia, ale dla niej ważniejsze było, aby jej dzieci trzymały się razem, w końcu co jak co, ale mają siebie, niezależnie od tego, że są tylko przyrodnim rodzeństwem. Mimo wszystko są rodzeństwem i dobrze, by się dogadywali. Dała więc czas dzieciom na poznanie się, a sama jakiś czas spędziła w komnacie, gdzie się odświeżyła i przebrała. Ringo nie było nigdzie w pobliżu i nie wiadomo, kiedy wróci. Głębiej się nad tym nie zastanawiała i gdy już była gotowa skierowała się na taras, gdzie wyczuwała dwójkę wampirów. Mimowolnie się uśmiechnęła, bo nie było dla niej nic lepszego, niż dwoje dogadujących się dzieci. Dastan w prawdzie był już dorosły, ale dla matki dziecko zawsze pozostanie dzieckiem.
- Wróciłam skarbie. Jak się dogadujecie?
Nie mogła się spodziewać, że zdążą już potworzyć jakieś konspiracje, ani tym bardziej, że będą kosztować własnej krwi. Dla wampirów kosztowanie swojej krwi jest bardzo ważną, niemal intymną sprawą, a przynajmniej było tak kiedyś. Sporo się pozmieniało, ale Yuki, pomimo dość młodego wieku była chyba dość staroświecka.
- Mam nadzieje, że Dastan przypadł ci do gustu. Chciałaś spotkać się z bratem, to proszę bardzo, brat do ciebie przyszedł i sam również chciał cie poznać. - uśmiechnęła się do córki.
Opuściła zamek na trochę i już zdążyła się stęsknić za małą. Nie przepadała za tym, by zostawiać ją tak długo samą, bo choć w prawdzie było tu sporo służby oraz innych członków rodziny, to jednak byli to mimo wszystko Kuroiaishita, a Yuki wolała mieć osobiście pieczę nad córką.

_________________
* * * * * * * *
Powrót do góry Go down
Rillianne

Rillianne

http://vampireknight.forumpl.net/t1412-rillianne#27490
Zarejestrował/a : 23/03/2014
Liczba postów : 335


Taras [czwarte piętro] - Page 4 Empty
PisanieTemat: Re: Taras [czwarte piętro]   Taras [czwarte piętro] - Page 4 EmptyPon Wrz 29, 2014 6:24 pm

- Tak, tak. - zamachała śmiesznie rękoma przed twarzą wampira, jakby na potwierdzenie swoich słów, po czym złapała go za dłonie, bacznie przyglądając się im z każdej możliwej strony. Dwukolorowe tęczówki pięciolatki uważnie szukały jakichkolwiek śladów bądź pozostałości po spektaklu brata. Westchnęła smętnie nieco ociężale, przejeżdżając z rezygnacją palcem po wewnętrznej stronie ręki blondasa. Cmoknęła niezadowolona, spoglądając na syna Yuki spod kurtyny czarnych, długich jak na dziecko, rzęs. Chciała więcej - już, teraz, od dzisiaj na zawsze. Wymagające bydle, wiem. Przyjęła jednak podarek od Dastan'a w postaci ognistego motyla jako coś przeznaczonego tylko i wyłącznie dla niej. I wręcz chciała, by tak pozostało już na wieki. Dlatego tak uparcie doszukiwała się w nim jakiejś jego cząstki. Tak, jest egoistką, choć nie zdaje sobie z tego sprawy, ba! Nie zna blondyna jeszcze zbyt dobrze i zbyt długo, ale nawet teraz jest skłonna zatrzymać go w posiadłości, otaczając przy okazji dziecinną, siostrzaną miłością. Ufa mu i widzi w nim kogoś więcej niż tylko brata. W przeciąg paru chwil zdołała mianować go jeszcze przyjacielem, różową wróżką od długich spodni i czarodziejem w jednym.
- Nie mogę! - burknęła, kręcąc stanowczo głową. Chciałaby! Naprawdę! Ale mimo wszystko nie może. Po pierwsze - nad swoją mocą jeszcze zupełnie nie panuje, po drugie - nie chciałaby, aby Dastan cierpiał. Natomiast innej swojej zdolności nie ma nawet jak mu zademonstrować, skoro w okolicy ani widu ani słychu po zdechłym zwierzęciu. Nie wiedziała czy ktoś z rodziny w ogóle wie o umiejętności jaką w sobie odkryła. Poza tą, która przebudziła się w niej podczas wycieczki do Zoo, Rillianna posiada jeszcze jedną, polegającą na przywracaniu do życia wszelakich stworzeń poczynając od kotów, piesków kończąc na rybkach i niewinnych ptaszkach.  
- Smakuje Ci? - dążyła dalej, chcąc zaspokoić w ten sposób swoją dziecinną ciekawość.
Nie wystraszyła się, kiedy chłopak złapał ją za rękę, tym samym wciągając ją na swoje kolana bez żadnego 'ale'. Nachalnie spoglądała wprost w duże, piwne tęczówki Dastan'a, nawet przez chwilę nie zaprzątając swojej jasnej główki myślami typu 'co by było gdyby?' albo 'czy w ogóle tak można?'. Bo przecież gdyby nie było można, nikt by się nie gryzł, skoro się gryzą, to może uraczyć starszego brata odrobiną własnej krwi. Zresztą skoro sama tego chciała, to zrobiłaby to prędzej czy później, o. Niemniej, gdy wampir przebił kłami jej bladą, delikatną skórę na wysokości nadgarstka, cicho syknęła, mrużąc nieznacznie oczy. Niby proces sam w sobie nie był dla niej szczególnie bolesny, ale powodował lekki dyskomfort. Jak to przy pierwszym razie (heheh) Nie marudziła jednak, była twarda, ba! Nie warknęła nawet w momencie, w którym jej niebieskie oko przybrało barwę czystego szkarłatu, natomiast drugie pozostawało bez zmian. Ot, taka drobna wada do której idzie się przyzwyczaić. Oblizała jedynie usta, w całkowitym skupieniu przyglądając się czynom brata. Właściwie nie odrywała od niego świdrującego wzroku do momentu, w którym nie zniknęły z jej ręki drobne, płytkie ranki. Po całej tej sytuacji czuła się dość dziwnie. Targały nią różne emocje, które co rusz potęgował przy okazji nieznaczny ubytek krwi. Nie była przygotowana na to, że po dobrowolnym poczęstunku, sama będzie odczuwała jakikolwiek głód. Tym czasem jednak jej organizm, wręcz automatycznie chciał odzyskać, to co sama oddała. Przygryzła wargę, milcząc przez dłuższą chwilę. Z drugiej jednak strony była zadowolona z tego, że to właśnie Dastan ugryzł ją jako pierwszy i pojęła, że właściwie tylko jemu będzie skłonna oddawać ją ot tak. Właściwie, tak ostatecznie, w ogóle nie rozumiała swoich poplątanych wniosków i domysłów, odrywając się od własnego świata w chwili, w której wampir pozwolił, by tym razem to ona ugryzła jego.  
No, a jak to u dzieci w takich przypadkach bywa - nie trzeba było jej nawet zachęcać. Pośpiesznie ujęła rękę szlachetnego w niewielkie dłonie, wiercąc się nieznacznie na jego kolanach, by przysunąć się nieco bliżej jego umięśnionej klatki piersiowej. Nie patyczkowała się tak jak on. Ostre, całkiem spore jak na pięciolatkę kiełki, bezceremonialnie wbiła w skórę Dast'a torując sobie tym samym bezpośredni dostęp do jego krwi. Wypiła tyle, ile potrzebowała. Z pewnością jednak nie wpłynęło to kondycję i stan starszego. W końcu młódka nie potrzebuje zbyt dużo, by zaspokoić swoje wampirze żądze. Ponad to sama nie straciła zbyt wiele, więc no - wszystko jest jasne. No i, co najważniejsze jej brutalne podejście też z pewnością nie poruszyło chłopaka. Jest starszy, silniejszy i takie ugryzienie, jakim poczęstowała go jego młodsza siostra, jak dla niego nie powinno należeć do jakoś wybitnie bolesnych.
Oblizała niezdarnie małe usteczka, łapiąc przy okazji blondyna za policzki. Uśmiała się, doprawdy.
- To będzie mój pierwszy sekret! - powiedziała dumnie, zaraz zerkając w kierunku drzwi, w których pojawiła się matka. Uśmiechnęła się promiennie na widok kobiety, uradowaną miną zachęcając Yuki do tego, by usiadła nieopodal. Sama natomiast obdarowała Dastan'a wielkim, przepełnionym true miłością tulasem uroczej siostrzyczki, demonstrując w ten sposób mamie, jak świetnie się dogadują. Pogłaskała go nawet po blond czerepie. Niczym małe bobo, hehe!
- KOCHAM DASTAN'A! - wypaliła prosto z mostu, wyniośle unosząc główkę ku górze.

_________________
Taras [czwarte piętro] - Page 4 TJw3nFg
Powrót do góry Go down
Dastan
Dastan
Dastan
Dastan

http://vampireknight.forumpl.net/t502-dastan
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 505


Taras [czwarte piętro] - Page 4 Empty
PisanieTemat: Re: Taras [czwarte piętro]   Taras [czwarte piętro] - Page 4 EmptySob Paź 04, 2014 10:31 am

– Dlaczego nie możesz? Nie odkryłaś jeszcze swoich mocy?
Nieznacznie uniósł brwi, nie kryjąc swojego zdumienia. Wiedział, że z wampirzymi pomiotami różnie bywa, ale gdy ma się tak silnego rodzica, moce bardzo szybko się aktywują. Tyle że jest pewien szkopuł – nie potrafią sobie poradzić ze swoimi mocami. Po prostu wymykają im się spod kontroli. A jak wiadomo, dzieci na ogół w ogóle nie potrafią kontrolować swoich zdolności nadnaturalnych.
– Albo ich nie kontrolujesz i wymykają Ci się?
Tak, to było bardziej prawdopodobne. Dastan do dzisiaj miał problem z żywiołem ognia, który samoczynnie się aktywuje za każdym razem, gdy wampira trafia szewska pasja… Za każdym razem, gdy się złości, denerwuje, ktoś działa mu na nerwy, ogień pojawia się samoczynnie, osiada na czymś i dochodzi do… pożaru. Mimo, że miał na karku ponad dwie dekady wciąż nie potrafił okiełznać swojej mocy. Ba, mało tego! Nie odkrył jeszcze swojej ostatniej mocy.
– A czy Tobie kiedykolwiek nie smakowała krew?
Odpowiedział pytaniem i to nie wprost. Dziewczynka na pewno nie takiej odpowiedzi się spodziewała. Ale nie zamierzał jej tłumaczyć, że krew szlachetna ma wielosmakowy bukiet i w dodatku, nie ma co ukrywać, jest najlepsza. Sama kiedyś się o tym przekona i zda sobie sprawę z prawdziwego znaczenia odpowiedzi starszego brata. Ale musi być cierpliwa i po prostu dorosnąć.
Blondasowi nie przeszkadzało świdrujące spojrzenie dziewczynki. Swoje miał zamknięte, ale i tak czuł podskórnie, że wpatrują się w niego dwukolorowe oczy. Oderwał się wreszcie od delikatnej dłoni, oblizując a namaszczeniem wargi. Był to odruch, ponieważ nie uronił ani jednej kropelki, zatem wargi miał czyste. Dastan nie znosił oddawać swojej krwi. Wiedział jednak, że naruszyłby pewną konwencję, gdyby nie odwzajemnił się tym samym. Zresztą raz nie zawsze, mógł ją oddać dobrowolnie dzisiejszego wieczora. Nie wiadomo, kiedy powtórzy się następny raz.
Szybko chwyciła jego dłoń i „brutalnie” wbiła w niego swoje małe, wciąż rozwijające się kiełki. Nie odczuł bólu ani dyskomfortu. Poczuł jedynie ukłucie i nic więcej. Była jeszcze za mała, by zrobić mu świadomie bądź nieświadomie jakąkolwiek krzywdę. Nie przerywał jej przez kilka pierwszych łyków. Objął ją nawet delikatnie, gdy nieco się do niego przytuliła. Ale w końcu zabrał swoją rękę, odrywając ją o małych usteczek. Jak już zostało wcześniej wspomniane, Dastan nie znosił, gdy ktoś pił jego krew. I nie chodziło tutaj o osłabienie wampira. Po prostu nie trawił, gdy był dotykany.
– I zapewne nasz nieostatni sekret.
Zapewnił ją, puszczając jej perskie oko. Pomógł jej zejść ze swoich kolan i właśnie w tym momencie pojawiła się Yuki. Właściwie to jej zapach wyczuwał od samego początku, jako że kręciła się gdzieś po Zamku. Jednak stracił nieco na czujności podczas picia krwi Rillianne i tak się zabsorbował zapachem jej posoki, że nie wyczuł, iż matka się zbliża.
Nie odpowiedział na pytanie Yuki. Uznał, że było ono skierowane do Rillianne, a wolał się przecież nie wtrącać w relacje matka-córka. Przy drugiej wypowiedzi także się nie odzywał. I te słowa były przecież kierowane do jasnowłosej. Dastan dał się przytulić siostrze, choć wyraźnie się spiął. Naprawdę nie przepadał za dotykaniem. Aczkolwiek automatycznie pogłaskał siostrę po czubku głowy.
– Będę się chyba zbierać, Rillianno. Jesteś już pod opieką matki.
Wątpił, żeby jego relacje z Yuki uległy zmianie. A przynajmniej nie w tej chwili. Nie chciał im także przeszkadzać i czuł się w tej chwili jak intruz, którym nie chciał być.
– Pamiętaj o naszym wyjściu.
Przypomniał jej, że mają wspólnie wyjść, jeśli tylko Dastanowi uda się wyciągnąć pozwolenie od Ringo. Przecież pięciolatka nie może spędzić całego dzieciństwa w murach Zamku! Dastan spędził i można z łatwością stwierdzić, że źle się to na nim odbiło.

_________________
Taras [czwarte piętro] - Page 4 9qqaX9w
Powrót do góry Go down
Yuki
Yuki
Yuki
Yuki

http://vampireknight.forumpl.net/t164-yuki http://vampireknight.forumpl.net/t214-yuki
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 951


Taras [czwarte piętro] - Page 4 Empty
PisanieTemat: Re: Taras [czwarte piętro]   Taras [czwarte piętro] - Page 4 EmptyPon Paź 06, 2014 8:34 am

Miała szczerą nadzieje, że jej dzieci się dogadają. Może kiedyś uda jej się pogodzić z synem, ale nie miała pojęcia jakie tornado musiałby nastąpić, by do tego doszło. Dzieci to jednak co innego, najlepiej byłoby, gdyby się dogadywały, bo co jak co, ale z rodzeństwem powinno się mieć dobry kontakt. To bardzo ważne, a przynajmniej Yuki uznawała to za bardzo istotne. Zresztą, jej mężem był Ringo. Co by było, gdyby nagle Rill odkryła jaki naprawdę jest jej ojciec? Gdyby ujrzała na własne oczy, jak robi on krzywdę jej matce? Do tej pory udawało się to im ukrywać, a i ostatnio ich relacje nieco zelżały, ale gdyby doszło do czegoś podobnego, dobrze by było, gdyby Rill miała kogoś, do kogo mogłaby się zwrócić w problemach i wątpliwościach, zwłaszcza, gdyby nie było możliwości pójścia do matki. W tym wypadku rodzeństwo to najlepsza opcja.
Nie wiedziała co robią dzieci, choć coś wyczuwała. Nie odczuwała za to zagrożenia, więc specjalnie się nie przejmowała. Dała im czas sam na sam, by mogli się poznać i może zaprzyjaźnić, choć patrząc na ich różnicę wieku mogłoby to być ciężkie. Rill jednak była bardzo otwartą dziewczynką, lgnęła do innych, co było z jednej strony dobre, z drugiej zaś mogło stanowić kłopoty.
Uśmiechnęła się szczerze widząc, że Dast i Rill od razu odnaleźli wspólny język, a po chwili zaśmiała się słysząc wykrzyczane wyznanie Rill.
- To dobrze skarbie. - odpowiedziała, gdy już się opanowała. - Dastan może tu przychodzić kiedy chce, więc nie będzie problemu z odwiedzinami. Może nawet kiedyś wpadniemy wspólnie do zamku i odwiedzimy kilka osób.
Wyciągnęła rękę, by pogłaskać małą po głowie. Rill była bardzo żywiołowa, zupełnie odmienna od swojej matki, przynajmniej w tym względzie.
- Dastan, nie musisz wychodzić, nikt cię nie wygania. Miło, że chciałeś odwiedzić siostrę. Rill ostatnio nieco się nudziło i naprawdę bardzo chciała cie poznać. - uśmiechnęła się lekko.
Miała tylko nadzieje, że Ringo nie będzie jej robił żadnych problemów ani wyrzutów. Chciała powoli otwierać Rill na wszystko co było poza zamkiem, dlatego zaczęła zabierać ją na spacery i w ogóle. Na szczęście Ringo chciał, by Rill widziała ich jako zwyczajną kochającą się rodzinę, dlatego nie odcinał jej od matki, im jednak Rill będzie starsza, tym sytuacja może zacząć ulegać zmianie.
- Jeżeli chciałbyś gdzieś zabrać Rill, to masz moją zgodę, ale ostateczna decyzja należy do Ringo. - powiedziała to z lekkim westchnieniem.
No cóż, wiele by chciała, ale niewiele mogła. Ringo ją kontrolował i musiała uważać na wszystko, by mu się przypadkiem nie narazić, bo potem odczuwałaby bardzo bolesne konsekwencje. Ale nie był to temat na rozmowę szczególnie przy Rill, która tak uwielbiała ojca.

_________________
* * * * * * * *
Powrót do góry Go down
Rillianne

Rillianne

http://vampireknight.forumpl.net/t1412-rillianne#27490
Zarejestrował/a : 23/03/2014
Liczba postów : 335


Taras [czwarte piętro] - Page 4 Empty
PisanieTemat: Re: Taras [czwarte piętro]   Taras [czwarte piętro] - Page 4 EmptyWto Paź 07, 2014 5:54 pm

- Odkryłam! - burknęła oburzona, łypiąc na Dastan'a spode łba. Jak jej wielki, kochany, mądry brat mógł pomyśleć, że jego młodsza, bista siostrzyczka nie odkryła swoich zdolności? No jak!? Przecież urodziła się jako szlachetnokrwista, tak samo jak on! Prychnęła zabawnie, wymownie odwracając główkę w drugą stronę, ba! Na znak swojego wielkiego focha, który nastał z chwilą obecną, splotła ze sobą łapki na wysokości klatki piersiowej ani razu - przez całe, długie dwie minuty - nie spoglądając w kierunku blondyna. Niech ma za karę, zły jeden, o.
- Boje się. Boje się jednej z nich. - wybełkotała cichutko, namiętnie obserwując czubki swoich czarnych, lakierowanych sztybletów, jakoby to właśnie one stały się teraz centrum jej dziecinnego zainteresowania. Zarumieniła się nawet! Niczym soczysty pomidorek, dlatego też pośpiesznie opuściła łepetynę w dół, zasłaniając w ten sposób długimi, jasnymi puklami, zaczerwienione poliki. Nadgryzła delikatnie dolną wargę, kręcąc prawą nóżką małe kółka. Słodka nie? Nic tylko głaskać i ściskać takiego szkraba dwadzieścia cztery na siedem. W każdym razie, tłumacząc nieco słowa młódki, zdradzę, że Rillianna lęka się używania jednej ze swoich mocy głównie dlatego, że odkryła ją zbyt wcześnie. Zdecydowanie, zbyt wcześnie. Umiejętność dziewczynki jest na tyle groźna i niebezpieczna, że odbija się nawet na niej samej. Co wcale przyjemne nie jest. Do tego widok trupa wprawił ją w takie zamieszanie, że przez dłuższy czas nie była w stanie stwierdzić czy było jej przykro, czy nie. Ot, wpadała ze skrajności w skrajność, wściekając się przy okazji, że nie umie doprowadzić się do ładu. Co gorsza, Rillka zupełnie nie panuje nad mocą, którą została obdarzona, więc teraz, gdyby miała zademonstrować ją blondynowi, prędzej zrobiłaby to na służce niż na nim, drżąc o jego życie. Bo skoro powaliła rosłego chłopa, to i Dastan'owi mogłoby się coś stać. A tego za żadnego skarby nie chce. W końcu go loffcia, nie?
Nie odpowiedziała na pytanie chłopaka. Zmarszczyła jedynie gniewnie brwi, skupiając się nad sensem zdania. 'Czy jej kiedyś nie smakowała krew?' Owszem! Nigdy nie mogła przemóc się do krwi z woreczka. Jaka by ona nie była, po jej wypiciu, Rillianna zawsze pragnęła więcej. Ot, łaknęła świeżej posoki, najlepiej z tej górnej półki. Jest wybredna, potrafi gardzić wszystkim tym, co tylko jej nie podchodzi. Przepada za krwią, która ma słodkawy posmak, inne na swój dziwny, chory sposób znacząco ją odpychają. Mimo to i tak jest w stanie je wypić. Dupa, wychodzi na to, że wszystko jest dobre, tyle że każdy ma swoje specyficzne gusta i niekiedy bardziej woli takie, które zwyczajnie podrażnią jego zmysły. Phef, za dużo mądrości i plątaniny, fujka.
Zamruczała rozkosznie, kiedy tylko poczuła, że Dastan delikatnie ją obejmuje. Nieświadomie jeszcze mocniej wbiła kiełki w skórę chłopaka, zaraz z cichym jęknięciem wypuszczając z drobnych łapek, rękę starszego. Dwukolorowe, nieco przymglone tęczówki skierowała wprost w oczęta brata, zaraz obdarzając go delikatnym, przyjemnym dla oka uśmieszkiem małej dziewczynki.
- Nie mogę ich zdradzić nowe tacie, ani mamie? - zapytała, jeszcze nieco zdezorientowana. Skorzystała niezdarnie z pomocy chłopaka, gładko lądując na zimnej posadce. Później, jak już zresztą wiemy, na tarasie pojawił się Yuki, co Rillka przyjęła z pełnym entuzjazmem. Natomiast fakt, że Dasti cały się spina na skutek jej dotyku, puściła mimochodem. Ona lubi takie gierki i takie tulasy, także sorry brat. KWESTIA PRZYZWYCZAJENIA.
- Nie! - pisnęła przerażona, prawie że natychmiastowo odwracając buźkę w stronę wampira. Ni stąd, ni zowąd jej zachowanie uległo diametralnej zmianie. Z zadziornej, ciekawskiej dziewczynki, zamieniła się w przerażoną pięciolatkę, która za nic w świecie nie chce pozostać w zamku bez starszego brata. Jęknęła, w akcie bezradności łapiąc szlachetnokrwistego za nadgarstek.  
- Mamo, mamo powiedz Dastan'owi żeby z nami został. - tak, błagań ciąg dalszy. Nawet teatralnie pociągnęła kilka razy noskiem, tym razem uczepiając się wszystkimi swoimi kończynami nogi brata. Objęła jego szkitę niczym koala swój eukaliptus. Co się będzie, najwyżej powisi na nim tak z pół nocy, hehe.
- Spotkałam się z dziadkiem! - palnęła nagle, informując mamę o spotkaniu z jej ojcem. No a poza tym, powiedziała to głównie po to, bo myślała, że zaciekawi tym nie tylko swoją opiekunkę, ale także samego Dastan'a. Co spowoduje, że z nimi zostanie!

_________________
Taras [czwarte piętro] - Page 4 TJw3nFg
Powrót do góry Go down
Yuki
Yuki
Yuki
Yuki

http://vampireknight.forumpl.net/t164-yuki http://vampireknight.forumpl.net/t214-yuki
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 951


Taras [czwarte piętro] - Page 4 Empty
PisanieTemat: Re: Taras [czwarte piętro]   Taras [czwarte piętro] - Page 4 EmptyPon Paź 20, 2014 5:16 pm

Nie chciała zatrzymywać syna na siłę, tym bardziej, że doskonale widziała, iż ten nie czuje się zbyt komfortowo w towarzystwie matki. Co mogła zrobić? Nie może mu się przecież narzucać, będzie musiała uszanować jego decyzje, bo innej rady nie ma. Spojrzała na syna przelotnie, jednocześnie sięgając ręką do głowy Rill, by ją potarmosić po włosach. Uśmiechnęła się lekko, ni to do niego, ni to do córki, a może do ich obojga.
- Rill, kochanie, nie bądź taka natarczywa. Nie mogę zatrzymać Dastana wbrew jego woli, ale nie wątpię, że wpadnie on w odwiedziny jeszcze nie jeden raz, prawda Dast?
Nie pamiętała kiedy Rill ostatnim razem była aż tak bardzo podekscytowana. Owszem, była istnym żywym srebrem. Nie potrafiła usiedzieć w jednym miejscu, chyba że była naprawdę zmęczona, albo akurat planowała okupować kolana któregoś z rodziców, wtedy to nic by jej nie ruszyło. Widać jednak, że spotkanie z przyrodnim bratem było bardzo dobrym pomysłem i miała nadzieje, że oboje będą się dogadywać i w ogóle, że będą mieli ze sobą dobry kontakt. Yuki wiedziała, że nie zawsze będzie miała możliwość pilnowania i wpływania na córkę, ale może gdyby Dastan czasem miał na nią oko, to dobrze by wpłynęło na jej rozwój, a już z pewnością jak sądziła towarzystwo Dasta byłoby zdecydowanie lepsze od Ringo. Co by nie było, zawsze będzie stała po stronie syna, nawet jeżeli nie mają najlepszych stosunków i w wielu kwestiach mają odmienne zdania. To się zdarza.
Yuki wyciągnęła ręce w stronę córki, łapiąc ją i tym samym uwalniając Dastana z objęć narwanej kilkulatki.
- Możesz wpadać kiedy chcesz, Ringo nie powinien mieć nic przeciwko.
Choć istniała możliwość, że jednak będzie kręcił nosem, ale przecież nie może zabronić mu odwiedzić siostry i chociażby matki, nawet jeżeli matka i syn nie są na najlepszej stopie. Skinęła głową synowi na pożegnanie i nic nie powiedziała. Niestety
- Dziadek? Przyjechał? Nic mi o tym nie wiadomo. Co robiliście?
To ją ciekawiło. Marius nie powiadomił jej o przyjeździe, nie wiedziała, że ten znajduje się w mieście. Czyżby obawiał się, że ta odmówi mu spotkania z wnuczką? A to ciekawe co też porabiał z Rill i w ogóle jak przebiegło spotkanie. Miała też nadzieje, że więcej nie będzie tak robił i zamiast dowiadywać się z trzeciej ręki wolałaby wiedzieć to od niego.


Dastan z/t

_________________
* * * * * * * *
Powrót do góry Go down
Rillianne

Rillianne

http://vampireknight.forumpl.net/t1412-rillianne#27490
Zarejestrował/a : 23/03/2014
Liczba postów : 335


Taras [czwarte piętro] - Page 4 Empty
PisanieTemat: Re: Taras [czwarte piętro]   Taras [czwarte piętro] - Page 4 EmptyWto Paź 28, 2014 11:47 am

Rillka otworzyła szeroko oczy, czując delikatną dłoń matki na swoich długich, jasnych puklach. Z przerażeniem, tak rzadko u niej dostrzeganym, zerknęła na matkę przy okazji bezradnie rozkładając małe rączki. Jakby sens słów starszej wampirzycy w ogóle do niej nie docierał. Była głucha na wypowiedzi blondynki, nie chciała żeby Dastan ni stąd ni zowąd po prostu zbierał się do wyjścia. Nie chciała uwierzyć, że szlachcianka nie ma takiej mocy, by powstrzymać własnego syna. Zwieść go od pomysłu opuszczenia pięciolatki! Jęknęła przerażona, prawie że ze łzami w oczach tupiąc nóżką przed postacią mamy. Załkała cicho, prawie niesłyszalnie, wlepiając zaszklone, dwukolorowe tęczówki w oczy Yuki.
- Ale jak to? Jak to nie możesz? - wypaliła, niespecjalnie protestując, kiedy wampirzyca porwała ją na ręce. Cóż, uwolniła w ten sposób Dast'a od jej niepojętych nakładów miłości, aczkolwiek biedaczek może cieszyć się tylko dzisiaj. Małolata za karę będzie wisiała na nieszczęsnym blondynie za każdym razem, gdy się spotkają, robiąc mu w ten sposób zwyczajnie na złość. Cóż, Rillianna w końcu zorientuje się że jej starszy braciszek nieszczególnie przepada za dotykiem, co sprytnie i upierdliwie będzie wykorzystywała przeciw niemu, ba! Gówniara będzie mu wypominała do końca życia, to że postanowił ją tak szybko opuścić akurat tego dnia. Dziewczęta tak już ponoć mają, o!
- Dziadek zabrał mnie do domu w lesie! I bawił się ze mną w ogrodzie. - mruknęła, przypominając sobie jakieś szczególne sytuacje ze spotkania z ojcem Yuki. Niemniej jednak chyba najbardziej z tego wszystkiego kojarzyła jednie sztywną postawę wampira oraz fakt, że wyciągnął ją z krzaków, w których swoją drogą zanurkowała za biedronką.

_________________
Taras [czwarte piętro] - Page 4 TJw3nFg
Powrót do góry Go down
Yuki
Yuki
Yuki
Yuki

http://vampireknight.forumpl.net/t164-yuki http://vampireknight.forumpl.net/t214-yuki
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 951


Taras [czwarte piętro] - Page 4 Empty
PisanieTemat: Re: Taras [czwarte piętro]   Taras [czwarte piętro] - Page 4 EmptySob Lis 01, 2014 8:32 pm

Nie sądziła, że Rill aż tak mocno przywiąże się do nowo poznanego brata. Jej reakcje były bardzo emocjonalne, niczego nie ukrywała. Yuki żałowała, że między nią a Dastanem nie jest za dobrze, może wtedy ich wzajemne, ogólne relacje rodzinne nie byłyby najgorsze. Nie mogła zatrzymywać, ani powstrzymywać syna, wiedziała, że to nic nie da, wiedziała, że cokolwiek by powiedziała mogłoby się to obrócić przeciwko niej, nawet pomimo najlepszych intencji, dlatego wolała pójść mu na rękę. Zobaczy się, co z tego wszystkiego wyjdzie. Pogłaskała córkę, spoglądając na jej niezadowoloną twarzyczkę. Westchnęła na widok pokazu złości z jej strony.
- Dastan jest dorosły słonko, pewnie ma mnóstwo obowiązków, nie może z tobą przebywać ciągle.
Nieustannie gładziła głowę córki mając nadzieje, że zaraz małej przejdzie ten objaw buntu. Poczuła też lekkie ukłucie, zdając sobie sprawę, że z biegiem czasu ona sama, jako matka zacznie zajmować coraz odleglejsze miejsce w sercu córki, miała tylko nadzieje, że nigdy nie dojdzie do podobnych konfliktów jak w przypadku Dastana. Może kiedyś pogodzi się z synem. Był na nią zły, był zawiedziony, miał do niej mnóstwo pretensji i nie chciał jej wybaczyć, to ją bolało. Cieszył ją jednak fakt, że nie unikał jej za wszelką cenę i nie prezentował tak otwarcie swojej postawy wszem i wobec. Nie wyrzekł się jej, choć przy każdej okazji w pewien sposób, mniej lub bardziej otwarty pokazywał co o niej myśli. To bolesne dla chyba każdej matki.
Posadziła Rill na swoich kolanach i przytuliła małą. Było jej trochę ciężko z powodu konfliktu z synem, ale bliskość córki sporo jej pomagała.
- Zabrał cię tak po prostu? - westchnęła i pokręciła głową, jak tylko uda jej się skontaktować z ojcem, to z pewnością wybuchnie awantura. - Dobrze spędziłaś czas? Mam nadzieje, że dziadek nie zanudzał cię zbytnio.
Wiedziała jaki potrafił być, doskonale pamiętała swoje dzieciństwo, jego surowość, nieprzystępność i strasznie zamkniętą osobowość.
Po jakimś czasie wraz z córką opuściły taras.

z/t

_________________
* * * * * * * *


Ostatnio zmieniony przez Yuki dnia Wto Gru 30, 2014 8:03 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Rillianne

Rillianne

http://vampireknight.forumpl.net/t1412-rillianne#27490
Zarejestrował/a : 23/03/2014
Liczba postów : 335


Taras [czwarte piętro] - Page 4 Empty
PisanieTemat: Re: Taras [czwarte piętro]   Taras [czwarte piętro] - Page 4 EmptyWto Lis 11, 2014 12:24 pm

Rillianna nie poruszyła już więcej tematu brata. Choć wcale nie wyglądała na zadowoloną takim obrotem spraw, pozwoliła, by to matka znalazła się teraz w epicentrum jej zainteresowania, a nie Dastan, który postanowił ją opuścić. Przestała tupać nóżką, jej buźka momentalnie ukryła rozpacz, która mościła się jeszcze chwilę temu chociażby w samych dwukolorowych tęczówkach dziewczynki. Pozostało tylko zwykłe niezadowolenie, typowy dla podlotków w jej wieku grymas. Prychnęła cicho, marszcząc niedbale małe brewki, kiedy Yuki nieprzerwanie głaskała ją po jasnej główce. Matka, jak to matka doskonale wiedziała, jak podejść wybredną Rill. Wampirzyca choć uparta i stanowcza, niezmiennie od samego urodzenia jest łasa na drobne czułości. Mruknęła cicho, przybliżając się bliżej kobiety, jakby w ten sposób chciała od niej wyłudzić koleją porcję głaskania. Robiła się w takich chwilach niezwykle potulna, wręcz niewinna jak na rodzinę w której przyszło jej się wychowywać. Mimowolnie wtuliła się w Yuki, niedbale przymykając duże oczęta. Ziewnęła, nie siląc się na to, by chociażby samym wierzchem dłoni zasłonić pełne usteczka. W domu jest, nikt jej za to przecież nie zbeszta.
- Przyjechał do zamku. - burknęła na początek, smętnie zawijając na palec długie kosmyki zadbanych, jasnych włosów. Robiła się senna, dlatego też i jej odpowiedzi nie były jakoś szczególnie konkretne. Przymknęła na moment oczy, jakby myślała nad tym, co właściwie chciała powiedzieć.
- Był trochę sztywny. - wymamrotała, nie śpiesząc się, by zerknąć na mamę. Schowała buźkę w zagłębieniu jej szyj, nadal nie otwierając oczu. Pomilczała chwilę, po czym bezczelnie zasnęła na kolanach Yuki, unikając w ten sposób opowieści o wypadzie razem z dziadkiem do posiadłości rodzicielki. Także ten, czy to właśnie blondynka zaniosła ją do pokoju, by mogła odpocząć czy to może zawołała kogoś ze służby, aby umieścił młódkę w komnacie, Rillianna zwyczajnie opuściła taras.

[zt]

_________________
Taras [czwarte piętro] - Page 4 TJw3nFg
Powrót do góry Go down
Sponsored content




Taras [czwarte piętro] - Page 4 Empty
PisanieTemat: Re: Taras [czwarte piętro]   Taras [czwarte piętro] - Page 4 Empty

Powrót do góry Go down
 
Taras [czwarte piętro]
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 4 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Vampire Knight :: Stary Zamek :: POSIADŁOŚĆ I TEREN WOKÓŁ ZAMKU :: DRUGIE PIĘTRO I NAJWYŻSZE-
Skocz do: