IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Prom.

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Hachiko
Hachiko
Hachiko
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t171-krwawa-dama http://vampireknight.forumpl.net/t588-leadris#788 http://vampireknight.forumpl.net/t3334-krwawa-dama#71600
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 928


PisanieTemat: Prom.   Wto Paź 23, 2012 7:59 pm

Zaniedbany, niemalże opuszczony port, do którego wciąż cumują statki. Uwaga, są to na ogół statki towarowe, żadko przewożą osoby, chociaż i to się zdaża, jeśli oczywiście zapłaci się sporo pieniędzy za przewóz.
Powrót do góry Go down
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Prom.   Pon Mar 04, 2013 7:52 pm

Ucieczka z apartamentowca szybko zleciała. Kanibal w swojej prawdziwej, wampirzej postaci mógł wreszcie nadrobić straty w łowach i właśnie w tym tkwi szczegół - Olbrzym nie mógł opanować żądzy. Zapanowała nad nim całkowicie! Wyjątkowo głodny i rozjuszony. Szukał byle jakiej ofiary, w którą mógły zatopić swoje zębiska i pożreć. Prom idealnie się do tego nadawał. Często znajdował tutaj nieszczęśników wartych uwagi oraz paszczy bestii.
Wlókł swoje cielsko ku przystani, węsząc niczym pies. Jak na razie nie znalazł nic zjadalnego. Żadnej żywej duszy. Wściekłość rosła w niebezpiecznym tempie, aż obroża dawała o sobie znać choć nic a nic nie pomogła. Furia wampira istniała jak tylko docierał fakt o braku ofiar do jego zwierzęcego umysłu. Prąd nie był w stanie opanować tego osobnika. Chwytał za ustrojstwo na gardzielu, walcząc o zerwnie go, w dodatku porażenie jeszcze bardziej szkodziło umysłowi potwora, mimo iż ciało także cierpiało. Jak to się skończy? Tego on nie zgadnie, nie jest w stani racjonalnie myśleć. Jak widać przemiana w wampira otworzyła wrota całkowitemu szaleństwu.
Szedł nadal przed siebi dysząc z przeklętego głodu i złoście. Gorzej będzie kiedy nikogo nie znajdzie na swojej drodze.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Prom.   Pon Mar 04, 2013 8:36 pm

Szła wolno. Nie czuła się za dobrze, bo choć bardzo się starała, głód zaczynał jej doskwierać i nawet tabletki jej nie pomagały. Powiedziała sobie, że jak tylko bardzo się zaprze to da radę, problem polegał na tym, że im bardziej chciała mieć nad sobą kontrolę, tym więcej o tym myślała, a co za tym idzie, trudniej było jej się skupić i tym trudniej było jej zachować nad sobą panowanie. Żądza krwi niestety dawała o sobie znać, krwi dawno nie piła, to tylko zaczynała być coraz bardziej podrażniona, a to nie wróżyło dobrze na przyszłość i prędzej czy później kogoś zaatakuje.
Opuściła akademię, gdyż nie mogła już dłużej wytrzymać. Była zdenerwowana, we wściekłości wyrzuciła resztkę tabletek krwi. Przeklęty Samuru urządził cudnie. Wampirzyca szła ulicami, ale że zapach ludzi ją drażnił wybierała mniej ludne miejsca i w ten sposób, przemykając się bokiem dotarła aż do portu w pobliżu promów. Były tu pustki, a San szła wolno, lekko chwiejnie. Oczy żarzyły jej się czerwono i wyraźnie widoczny był u niej głód krwi. W pewnym momencie przystanęła zaczynając się rozglądać. Mimowolnie jej nos zaczął węszyć. Coś wyłapała, ale nie wiedziała co to jest. Znajome, bardzo znajome... Nieważne, szła dalej, kręcąc się po wąskich ścieżkach, aż doszła do samego brzegu...
Idąc tak, w pewnym momencie znów przystanęła. Dlaczego? Powód był prosty - jej oczom ukazał się nie kto inny jak Testament. spojrzała na niego czerwonymi tęczówkami. Jeszcze była świadoma wszystkiego, to nie było jak wtedy - nie była ogłupiała i pozbawiona wolnej woli. Wiedziała gdzie jest, ale czuła potworny ból, który palił jej gardło. Zawarczała głucho, zakaszlała, odpluła, ale ból nie mijał.
- Ty...
Poznała Tessa, a przynajmniej poznawała go jak przez mgłę. Kiedy ostatnim razem go wiedziała, to wspólnie zrobili niezłą rzeź w domu dziecka. Jak będzie teraz? Tess nie wyglądał najlepiej, a i San cierpiała katusze, ponownie przechodząc przez to samo. Miała dość.
Powrót do góry Go down
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Prom.   Pon Mar 04, 2013 9:31 pm

Nie przestawał szukać. Instynkt wciąż podpowiadał o pozostaniu, że tutaj napcha swój brzuch. Nie może przecież nie posłuchać tych rad. Oblizał się z widoczną zachłannością, by przy tym przystanąć. Rozejrzał się nerwowo po promie i przeczucie go nie zmyliło. Na widoku pojawiła się postać. Wampir poziomu E. Bestia nie rozpoznawała osób, stawał się wręcz niebezpieczny dla otoczenia. Dlatego w Santii nie poznał nikogo. Prychnął, otwierając szerzej ślepia. Przemiana w wampira odbudowała utracony wzrokowy narząd i także rozbudziła prawdziwego potwora.
Postać także była głodna, a wskazywały na to ślepia koloru szkarłatu. Kanibal w przeciwieństwie od niej nie miał takich źrenic - miały normalny, żółty kolor. Tylko właśnie nie pokazywały opanowajia jedynie dzikość i żądzę krwi. Wpatrywał się w nią swoją pełną złością. Obnarzył zaślinione zębiska i zamruczał wrogo do swojej małej ofiary. Ruszył na nią. Wielkie cielsko potwora ruszyło ku Santii. Ta niewinna osóbka stanie się jego małym początkiem.
A co do obroży? Raniła bestie okrutnie lecz głód był o wiele silniejszy. Nic go nie powstrzyma. Nic! I ciężko nawet stwierdzić czy jedna ofiara mu wystarczy na zaspokojenie ogromnego apetytu.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Prom.   Wto Mar 05, 2013 9:28 am

Nie spodziewała się, że zastanie tu innego drapieżnika, który tak jak ona, a może nawet bardziej niż ona, będzie chciał dopaść jakąś ofiarę. No cóż, natrafili na siebie ponownie, choć San kojarzyła tego wampira ledwo-ledwo. To trochę tak, jakby próbować sobie przypomnieć zdarzenia z poprzedniej nocy będąc na totalnym kacu. Jednak nie o to chodzi teraz, gdyż, gdy spotykają sie w jednym miejscu dwaj drapieżnicy, nic dobrego z tego wyjść nie może. I tak właśnie miało być w tym momencie.
Czerwone oczy wampirzycy otwarły się szeroko, widząc co zamierza zrobić wielkolud. Stała chwilę, ale gdy ten naglę ruszył w jej stronę, wiedziała już, instynktownie czuła, że powinna zacząć uciekać. Tu już nie chodziło o rządzę krwi, wszystko teraz obracało się wokół woli przetrwania, a o ile bez wahania rzuciłaby się na jakiegoś człowieka, w tym wypadku niestety sprawa wyglądała inaczej. San widząc szarżującego na nią wampira warknęła wściekle i odwróciła się gwałtownie, lekko zataczając. Zamierzała uciec z tego miejsca i to jak najszybciej.
Biegła, skręcając ledwo udało jej się utrzymać równowagę, przy okazji uderzyła bokiem z jakiś budynek, odbiła się od niego i biegła dalej. Nie myślała o niczym, nie planowała, nie zastanawiała się, po prostu biegła, nawet nie patrząc gdzie biegnie, nawet nie zastanawiając się nad tym, że tuż za nią pędzi Testament. To był instynkt, czysty, niczym niezmącony instynkt.
Powrót do góry Go down
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Prom.   Wto Mar 05, 2013 10:51 am

O tak. Dwa stworzenia łaknące krwi biedaków spotykają się na niemal opuszczonym promie. Ale które z nich okaże się drapieżnikiem szczytowym w łańcuchu pokarmowym? Z całą pewnością dowiemy się dzisiaj.
Kanibal nie przestanie ścigać swojej ofiary aż do utraty tchu. Głód oraz adrenalina dodawały mu większej siły, a okrtutne pieszczenie elektrycznością nie tylko okaleczało olbrzyma, także wpędzało go w gorszy szał. Jeżeli bezbronna i zagubiona we własnym bolesnym świecie Santia wpadnie w łapy wygłodniałego potwora, nie ujdzie z życiem. Zginie w brutalny choć szybki sposób mianowicie zostanie rozerwana na strzępy. Jednakże zamieni się ona w proch po śmierci i napastnik się nie naje, dlatego też istnieje opcja iż stwór rozprawi się z nią powoli. Piers wypije krew by następnie wchłonąć najważniejsze członki jej ciała. I ucieczka na nic się nie przyda ofierze. Bowiem ruszył za nią w pogoń i dzięki swojemu wzrostowi górował wiele nad San: tworzył wielkie kroki dzięki czemu przyspieszał.
Nie odrywał oczu od dziewczyny. Dyszcząc, sapiąc i ciężko stąpając doganiał ofiarę. Jak tylko ta wpadła na przeszkodę, ten skorzystał z tego i przyspieszył wyczerpując ostatczne cząstki siły napędzanej adrenaliną. Wyciągnął wielkie łapy i chwycił biedulę z głowę, zmuszając ją do gwałtownego zahamowania. Jeśli nie wyrwie mu się jakimś nadzwyczajnym cudem, powali ją na podłoże i przygniecie nogą. A wtedy biada jej życiu, biada. Stwór za grosz litości dla niej nie znajdzie.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Prom.   Wto Mar 05, 2013 12:41 pm

Sapała głośno, wręcz charczała, starając się uciec kanibalowi, który ją ścigał. W prawdzie nie myślała niczym i nad niczym się nie zastanawiała, ale upierdliwe piszczenie zza jej pleców świadczyło o niestającym pościgu. Nie, nie zamierzała tak po prostu dać się zabić, była w niej jeszcze zbyt wielka wola walki i śmierć przez pożarcie nie była najlepszą opcją. Swoją drogą zamienienie się w proch i całkowite zniknięcie, pozostawiać po sobie tylko niewielką kupkę pyłu, nie było czymś czego pragnęła i chciała. Miała nadzieje jeszcze powrócić kiedyś do formy ludzkiej, bo skoro raz już jej się udało, wręcz miała niewyobrażalne szczęście, to dlaczego teraz nie miałaby dać rady? Musiała tylko jakoś załatwić to z Samuru... ale teraz? Biegła przed siebie jak dzikie zwierze, którym w zasadzie właśnie była.
Była za to przerażona. Potwornie przerażona. Instynkt samozachowawczy tutaj działał, starała się uciec. Ale jak widać nie bardzo jej sie to udało, a właściwie miałaby większe szanse gdyby nie musiała się obijać o budynki, bo niestety port z promami była bardzo ciasno ułożony i w momencie, gdy uderzyła w jeden z budynków, Testament ją dopadł, co doskonale wyczuła, gdy pochwycił ją za głowę. Krzyknęła przeraźliwie , natychmiastowo chcąc się wyrwać z uścisku. Nie myślała co robi, ona po prostu działał i to ostro działała. Wierzgała, wyrywała się, krzyczała. Jej dłonie zakończone ostrymi pazurami drapały skórę wampira i nie hamowała sie w tym. Instynkt był silniejszy i o subtelnościach nie było tu mowy.
Gryzienie, kopanie, drapanie, warczenie, wręcz ryczenie. To nie było zachowanie ludzkie, tak tylko zachowuje się zwierze. Albo człowiek obłąkany. Straciła kontrole nad swoimi ruchami, chciała się wyrwać, uciec, nie ważne jakim kosztem. Choćby miała mi pazurami do samych kości sie dobrać, wyrwie się. Białowłosa dziewczyna walczyła jak tylko mogła.
Powrót do góry Go down
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Prom.   Wto Mar 05, 2013 2:48 pm

Złapana! Wampir powalił swoją upatrzoną ofiarę i natychmiastowo przygniótł ciężką nogą. Dziewczyna walczyła dzielnie ale co to jej da? Ból jeszcze bardziej rozjuszył potwora, w dodatku Santia mogła poczuć lekkie mrowienie prądem bowiem elektryczność z obroży przeszła i na nią. Kanibal tracił powoli czucie w łapach ale to nie przeszkodziło w dalszej walce o przetrwanie.
Chwycił ją za te dłonie, które zadawały rany. Noga jaka przytrzymywała wampirzycę, przeniosła się na jej twarz. Pod tak wielkim naporem mógł zmiażdżyć nos oraz jak samą całą buźkę dziewczyny. Kończyny górne poziomu E nie miały lepiej: kanibal wykręcał je i szarpał. Używał do tego swojej brutalnej siły i wcale bym się nie zdziwił gdyby wyrwał jej ręce ze stawów a potem od reszty ciała. Ta bestia potrafi wyrwać łańcuchy ze ściany, zatem oderwanie rąk nie stanowi trudnego zadania.
Nikt nie mógł pomóc uczennicy akademi. W pobliżu nie było nikogo, są całkiem sami. Oczywiście idzie to na korzyść głodnego potwora - nikt mu nie przeszkadzał, śmiało poddawał się woim pragnieniom. A myśl iż niebawem pożre tą małą napawały go silnym dreszczem. Dziewczyna chyba nie uzyska szansy na odnalezienie sprawcy przemiany w wampira i powrotu do normalnego życia.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Prom.   Wto Mar 05, 2013 3:04 pm

Szarpała się i darła jak opętana. Nie ma się zresztą co dziwić, skoro napadł na nią wielki typ z mordem w ręce. Nie tak to miało wyglądać, zupełnie nie tak! San przyszła na polowanie, gdyż męczyło ją to od dłuższego czasu, a im dłużej powstrzymywała się od picia krwi tym było gorzej, teraz postanowiła wreszcie zapolować i co? Z drapieżnika, stała się ofiarą, czego zupełnie nie przewidziała. Nie, to nie może się stać. Dziewczyna ani na chwile nie zamierzała być bierna, o nie, nie da się tak po prostu zabić, Tess nie będzie miał z nią łatwo, już ona się o to postara.
Santia wierciła się, kręciła, warczała i drapała, choć ten ją przygniatał, co doskonale odczuwała, do tego jeszcze te kopanie prądem! Nieważne jednak, gdyż w takich momentach wiele drobnych aspektów nie ma żadnego znaczenia dla ogółu, a wampirzyca w obecnej sytuacji nie przejmowała się takimi szczegółami. Adrenalina robiła swoje, San nie zważając na potworny ból walczyła jak mogła by tylko uwolnić się z jego uścisku. Gdy noga wampira wylądowała na jej twarzy starała, z jej gardła wydobył się zduszony krzyk, starając się jednocześnie wyrwać gdzieś bokiem, czuła też potworny ból w rekach, które były przez niego wykręcane.
Wydarła się na całe gardło nie zważając absolutnie na nic. W sumie to nie była teraz zdolna do niczego prócz wydawania z siebie niezrozumiałych dźwięków, które z ludzką mową nie miały nic wspólnego. Ból w rekach był potworny, tak potworny, że na moment ją zaćmiło, a przed oczami pojawiły jej się ciemne plamy, mimo tego wszystkiego nadal walczyła, uparcie i natarczywie, choć żadnych szans już na przeżycie nie miała. Śmierć dosłownie stanęła jej przed oczami, ale on uparcie starała się ją od siebie oddalić. Choć jej ręce w sumie do niczego się nie nadawały, ona sama nie przestała się wiercić i kręcić. Ból, cierpienie, strach, bliskość śmierci, sprawia, że robi się rzeczy pozornie niemożliwe, a San właśnie teraz była o krok od utraty życia, a to powodowało, że jeszcze zacieklej walczyła. Miała jeszcze nogi przecież, choć w tej sytuacji mogła nimi jedynie wierzgać, próbując zrzucić z siebie ciężar wampira, który ją przygniatał.
Powrót do góry Go down
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Prom.   Wto Mar 05, 2013 6:10 pm

Trafiła na silniejszego i dlatego polegnie. Wampir nie odpuści sobie takiej wspaniałej przekąski i zaspokojeniu apetytu. Santia polegnie na promie gdyż padnie jako ofiara arcy drapieżcy. Mhahaha! Ale na poważnie...
Kanibal ze zwierzęcą niecierpliwością szarpał się z kończynami wampirzycy. Wydawał z siebie warkoty i sapał ze złości. Ona nie umrze od wyrwania rąk, choć cierpi okrutnie. I jej krzyki nic nie pomogą. Nie dość, że nie ma tutaj nikogo prócz nich oraz trzymał nogę na jej twarzy i krzyk miała nieco przytłumiony.
Wreszcie do jego uszu dotarł ten trzask. Kości miała pęknięte! A następnie z górki. Santii ręce zostały oderwane. Stwór odrzucił je na boki, następnie podniósł stopę z głowy młodej. Pewnie była na pograniczu utraty przytomności. Trudno. Pochylił się by złapać ją za włosy i unieść ku górze na wysokość swojej wrednej gęby. Co dalej? Zatopił zębiska w szyję ofiary i zaczął spijać krew. Osłabienie to podstawa, jak i uspokojenia pragnienia krwi. Zapewne kolejnym czynem będzie pożeranie ciała, przecież od początku o to besti chodziło.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Prom.   Wto Mar 05, 2013 6:56 pm

Wyrwanie rąk było potwornym cierpieniem. Jedyną właściwą reakcją na tę chwilę były spazmatyczne ruchy, drgawki, a także okrzyk bólu, który był zduszony przez nogę wampira. Dni Santii były definitywnie policzone, wiedziała o tym dobrze, choć za nic w świecie nie chciała dopuścić tej myśli do świadomości. Była juz na skraju wytrzymałości, a wyrwanie rąk było jakby przełomem. Dziewczyna po krótkiej chwili męczarni i gorączkowych próbach uwolnienia zmęczona już była walką. Czuła zapach własnej krwi i to ją denerwowało. Była głodna, jej oczy żarzyły się na czerwono, choć ich blask powoli zaczynał gasnąć.
Gdy wampir pociągnął ją za włosy ku górze, krzyknęła przeraźliwie, ale nic nie mogła zrobić, ledwo już była w stanie utrzymać się w przytomności, a bez rąk i tak nie mogła nic zrobić. Jedynie na co było ją jeszcze stać, to wierzganie nogami, ale w tym wypadku na niewiele się to może zdać, tym bardziej, że Tess postanowił przejść już do sedna sprawy i bez zbędnych ceregieli postanowił wreszcie dobrać się do jej szyi. Ponownie krzyknęła i szarpnęła się na tyle na ile mogła. Krzyczała, wierzgała... była przerażona po prostu przerażona. To nie mieściło jej się w głowie po prostu... nie tak miało to wyglądać...
Słabła. Z każdą chwilą coraz bardziej słabła. Nie mogła nic zrobić, absolutnie nic. W końcu przestała się ruszać. Ból zlał się w jedno ze wszystkim. Coraz gorzej widziała, wszystko było rozmazane i kompletnie bez wyrazu. Jęczała głucho i co jakiś czas podrygiwała, ale to już była końcówka. Nie mogła nic zrobić, nie mogła się obronić... Była zbyt słaba...
Powrót do góry Go down
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Prom.   Sro Mar 06, 2013 11:23 am

Już nic nie mogła zrobić. Stwór pozbawiał ją każdej szansy na uwolnienie i ocalenie życia, a jak utraciła ręce to tym bardziej skreśliło ją z ostatniej nadzieji. Wierzganie zapewne zmęczyło ją bardziej niżeli pomogło i besti takie ruchy nie przeszkadzał bo z każdym łykiem traciła siłe, więc i ciosy stawały się nikłe.
Nie upił z niej wszystkiego. Instynkt nakazał mu przestać gdyż może uśmiercić dziewczynę i nici z ciałka. Wyciągnął zatem kły, przyjrzał się bladej ofierze i by bardziej ogłuszyć, nakierował jej głowę na najbliższą ścianę budynku. Uderzenie było miażdżące. I tak dwa razy jeszcze uderzał swoją ofiarą o ścianę. Aż tynk opadał.
Kiedy skończył, puścił ją na podłogę by dokończyć dzieła. Usiadł przy tym ledwo żyjącym ciele ba, niemal dopadł z dziką zachłannością od razu chwytając za ubranie wampirzycy. Rozrywał je szybko i widok miękkiego ciała od razu nakazał na zatopienie w nich zębisk. Trafił na brzuch ofiary i taki zwyczaj miał. Wampir nie umrze od pożarcia mu wątroby... Pazurami rwał Santie, pochłaniał, łykał nie raz w całości. Tu nie było mowy o kulturze, o subtelności. Kanibal jak zwierzę: pożerał swoją żywą ofiarę. Mruczał i sapał. Brudził resztkami krwi... Oderwał jej stopę, wydłubał oczy, odgryzł język, nos! Wszystko zjadał... Dopiero na samym końcu dorwał się do serca i mózgu. I dodam fakt, że do tej właśnie chwili Santia była żywa. Umierała w męczarniach, tucząc swojego napastnika. Ostatnie kosteczki zliyzywał do czysta. Nawet nie zostało nic, co mogło by się stać prochem. I może Santia zaszczyci nas ostatnim postem?

W każdym bądź razie potwór uciekł w dalszy teren.

z/t


Ostatnio zmieniony przez Testament dnia Sro Mar 06, 2013 8:39 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Prom.   Sro Mar 06, 2013 5:58 pm

Co ja tu mam dużo pisać? Santia nie była już w stanie absolutnie nic zrobić. Jej los był przesądzony - miała skończyć pożarta przez kanibalistycznego wampira. I tak też miało się stać. Cierpiała okropne męki, przynajmniej z początku, gdyż z czasem nie miała już sił ani na krzyki, ani na próby oswobodzenia, a po tym jak ją trzepnął o ścianę, to jakichkolwiek protestach już nie było w ogóle mowy. Jako wampir mogła wytrzymać wiele, ale wiadomo, wszystko ma swoje granice. Po pewnym czasie więc już zupełnie nie reagowała, tracąc przytomność, co było nawet znacznie lepszym rozwiązaniem, gdyż przynajmniej umarła nie wiedząc już o niczym. W taki o to sposób odeszła Satnia Marone, młoda dziewczyna, która zupełnie nie miała szczęścia w życiu, dwukrotnie stała się wampirem, a jej największe obawy ziściły się, choć w nieco innej formie niż mogłaby kiedykolwiek przypuszczać.

Tyle w tym temacie. Santia umarła przez... pożarcie. Okrutna śmierć.
Powrót do góry Go down
Abaddon
Abaddon
Abaddon
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2514-abaddon#53521 http://vampireknight.forumpl.net/t2545-abaddon#53898
Zarejestrował/a : 22/04/2016
Liczba postów : 108


PisanieTemat: Re: Prom.   Sob Kwi 23, 2016 3:13 pm

Przybycie do portu prywatnym jachtem zeszło dość szybko. Przy tak dobrej pogodzie, nie było żadnych problemów z transportem. Pokładowi statku okazali się nader życzliwi dla swojego gościa i robili wiele aby jak najlepiej cały rejs przetrwał. Jako wampir lubujący się w nocy, starali się też nie wybudzać go ze snu za dnia. Ale właściwie czemu starali się tak bardzo? Bowiem Abaddon dobrze ich opłacił, a bogatsi klienci są przeważnie najlepiej traktowani. Jednak nie znali jego prawdziwej zapłaty.

Jach dobił do brzegu, lecz coś było nie w porządku... Na pokładzie była kompletna cisza. Nikt nie wychodził. Nie rozległ się żaden hałas poza delikatnym szumem wody i dzwonienia informującego o pojawieniu się statku. Skoro był to opuszczony port, też nikt bardzo nie interesował się nowym nabytkiem, dość drogo wyglądającym. Jeśli Seiyushi już dotarła, będzie miała widok na szarą łódź i odczucie aury, która wcale nie zdradzała jako przyjazna. Wręcz przeciwnie - dało wyczuć się śmierć.
Po niekrótkim czasie, pojawiła się wreszcie osoba jaka wyszła z kadłuba jachtu. Nikt inni, jak sam Abaddon. Trzymał w dłoni jedną czarną walizkę którą ciągnął za sobą po drewnianym pokładzie i podszedł do maleńkiego wyjścia zamykanego szczelnymi drzwiczkami. Nie musiał mieć schodów by zejść, użył swojej mocy by z nóg uczynić cztery, długie macki i dzięki nim przedostać się na suchy ląd. Walizkę postawił obok i dopiero teraz mógł wziąć głęboki wdech. Yokohama! Nowy punkt jego misji oraz działań! Rada wreszcie odezwała się, chcąc skorzystać z usług dość podłego osobnika. Ale co z tego wyjdzie? To się okaże.
Powrót do góry Go down
Seiyushi

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1864-seiyushi-hayamiri#39048
Zarejestrował/a : 28/05/2015
Liczba postów : 180


PisanieTemat: Re: Prom.   Sob Kwi 23, 2016 3:41 pm

Kiedy dostała sms'a o przybyciu starego znajomego uśmiechnęła się bezczelnie do wyświetlacza telefonu. Kazać mu czekać aż do końca zmiany czy urwać się na godzinkę aby załatwić mu transport do apartamentu. Aż ją korciło żeby biedaczek trochę pooddychał nadmorską bryzą.
- ohh.. twój luby ? - zaśmiał się bezczelnie drugi barman wieszając się na ramieniu blondyneczki.
- stary znajomy.. będę za godzinę.. góra dwie.. - skomentowała jedynie dziewczyna wyswabadzając się z uścisku kolegi z pracy. Sięgnęła po kurtkę spod lady i narzuciła ją na siebie.
- mhm.. albo wcale.. czas tak szybko leci jak się ma o czym.. wspominać.. - dodał nieco głośniej do wychodzącej przez tylne drzwi wampirzycy. Wsiadła do swojego Dodge Challenger'a i po zapięciu pasów odpaliła silnik i ruszyła z piskiem opon.

****

Nie całe pół godziny i już stała na parkingu zaraz przy dokach wypatrując szarą łajbę. Oczywiście pojawiła się nawet o czasie i od razu kiedy zacumowała, oparta o maskę samochodu wampirzyca wyczuła w powietrzu zapach krwi.
- mhm.. to kolacje mamy z głowy.. - zaśmiała się wrednie krzyżując rączki pod piersiami dostrzegła idącego w jej stronę delikwenta. Kiedy doszedł do autka uśmiechnęła się dość jadowicie.
- załoga cię podkurwiła czy po prostu się nudziłeś.. jak zawsze ? - zachichotała zadowolona przechylając główkę w bok. Ametystowe oczka się zaświeciły nie ukrywając fascynacji.
- ile to.. ? Ze sto lat żeśmy się nie widzieli.. a ty się wcale nie zmieniłeś Don.. - puściła mu oczko. Ubrana była w czarną obcisłą sukieneczkę z dekoltem i czarne botki do tego. Na sobie miała czarną skórzaną kurtkę rozpiętą oczywiście, w końcu noc była dość ciepła.
Powrót do góry Go down
Abaddon
Abaddon
Abaddon
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2514-abaddon#53521 http://vampireknight.forumpl.net/t2545-abaddon#53898
Zarejestrował/a : 22/04/2016
Liczba postów : 108


PisanieTemat: Re: Prom.   Sob Kwi 23, 2016 4:06 pm

Uśmiechnął się na widok swojej dawnej znajomej, acz nie był to przyjazny uśmiech. Oblicze Dona wydawało się bardziej przebiegłe, niżeli spokojne czy życzliwie nastawione do życia. Postawił obok samochodu walizkę, gdy tylko dotarł.
- Chcieli ode mnie więcej pieniędzy, uznałem że zapłacę im na swój sposób.
Odpowiedział na pytanie zaciekawionej wampirzycy. Niestety, Abad zabił niewinnych ludzi których zgubiła własna chciwość. Ale czy aby na pewno wampir pozostawił ich żywych skoro wiedzieli, że ów jegomość właśnie przybył do Yokohamy?
- Ty także trzymasz się swojego stylu, Seiyushi. Ale to dobrze, że z biegiem wampirzych lat nie musimy się martwić o zmiany na gorsze.
Zauważył wampir, nie mogąc oderwać czerwonych ślep od postaci kobiety. Dawna znajoma. Jedna z nielicznych do której Ab nie miał silnych skłonności aby ją skrzywdzić. Lecz jeśli nadejdzie pragnienie... Oby nie była w zasięgu jego ręki.
- Smak krwi tych zapracowanych ludzi nie był zbyt wyborny... Lecz za to przystroiłem ich pokój sterowniczy. Gdy ktoś zechce odwiedzić jacht i trafi na te pomieszczenie, spotka go przecudne dzieło z jelit starego kapitana. Idealnie komponują się ze sterami!
Musiał się pochwalić swoim nowym dziełem, wszak Aba miał dziwne pragnienia wyzwolenia z siebie krwawego artysty, a zwłaszcza gdy był w transie. Spojrzał na samochód, oczekując aż dziewczyna otworzy bagażnik i on będzie mógł włożyć swój bagaż. Wtedy mogą jechać do niej.

_________________


Theme 1Theme 2
Powrót do góry Go down
Seiyushi

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1864-seiyushi-hayamiri#39048
Zarejestrował/a : 28/05/2015
Liczba postów : 180


PisanieTemat: Re: Prom.   Sob Kwi 23, 2016 4:24 pm

Uśmieszek nie schodził z jej twarzy gdy tak słuchała jego wypowiedzi.
- banda chciwych łajdaków.. nigdy im nie dogodzisz.. nie ważne ile wytrzepiesz zielonych z portfela.. chodź z drugiej strony to zadziwiające jak często wystarczy sypnąć przysłowiowym groszem aby dostać więcej niż by się w rzeczywistości chciało.. - skomentowała kręcąc główką na boki. Odgarnęła kosmyk jasnych blond włosków z oczek.
- jakiś ty słodki.. komplement z twoich ust jest zawsze na wagę złota.. nigdy nie wiadomo kiedy się trafi kolejny.. - zaśmiała się żartobliwie i wyjęła z kieszeni kurtki kluczyki. Wcisnęła guziczek pilota i bagażnik sam się otworzył.
- pakuj się do środka.. tyłek sobie odmrażam na masce.. - mruknęła wystawiając mu język i odkleiła się od samochodu wchodząc do środka. Siadając za kółkiem zapięła pasy i odpaliła silnik obserwując w lusterku każdy ruch wampira. Kiedy wsiadł do środka ruszyła z miejsca kierując się w stronę apartamentu.
- jak miło że się odezwałeś.. biorąc pod uwagę że większość twojej rodzinki jest ulokowana w Yokohamie.. to cud że mnie jeszcze pamiętasz.. - zachichotała nie spuszczając wzroku z drogi.
Powrót do góry Go down
Abaddon
Abaddon
Abaddon
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2514-abaddon#53521 http://vampireknight.forumpl.net/t2545-abaddon#53898
Zarejestrował/a : 22/04/2016
Liczba postów : 108


PisanieTemat: Re: Prom.   Sob Kwi 23, 2016 4:51 pm

Przytaknął na słowa znajomej, także zauważając iż ludzie to strasznie łapczywe stworzenia. Ne żeby wampiry były lepsze... Lecz jaka z obu ras jest idealna?
- Dlatego bardzo łatwo nimi manipulować.
On sam pewny siebie skrzyżował ręce na klatce piersiowej, nie spuszczając z oczu wampirzycy. Może byli znajomymi, lecz ona sama w każdej chwili mogła zaatakować. Chociażby dla zabawy? Abaddon obecnie nie miał chęć zabawić się w kotka i myszkę ze znajomą. Wolał odpocząć po podróży, który niestety była dość męcząca.
Nie skomentował słów odnośnie komplementów. Niech najlepiej zapamięta tą chwilę, chociaż Abowi zdarzało się częściej mówić do istot obdarzonych pięknem wiele trafnych określeń. Sei miała w sobie coś, co wampira przyciągało. I chyba dlatego nadal stała o własnych siłach.
- Mam nadzieję, że masz mieszkanie niedaleko. Mam dość środków transportu. Chciałbym porządnie wypocząć.
Może zabrzmiał zbyt władczo, ale taki właśnie jest. Mimo uśmiechniętej mimiki, dobrego humoru nadal pozostanie sobą.
- Wolę aby większość obecnej tutaj rodziny nie wiedziała o moim przybyciu, chociaż przez jakiś czas.
Odparł dość chłodno, gdy tylko władował się do środka samochodu. Barabal zapewne już zacierał łapy do swojego bratanka. Ale Samuru? Ten głośny smarkacz? Na samą myśl Ab gotował się, ze taki gówniarz ma posadę Głowy Rodu!
- Jedźmy już.
Warknął nagle wampir, mrużąc ślepia. Oblizał usta odruchowo, czując jeszcze na nich smak krwi. Nie, oni naprawdę nie smakowali dobrze.

z/t x2

_________________


Theme 1Theme 2
Powrót do góry Go down
Iselin

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3419-iselin-saetern#73595 http://vampireknight.forumpl.net/t3421-iselin-saetern
Zarejestrował/a : 26/07/2017
Liczba postów : 37


PisanieTemat: Re: Prom.   Pią Lip 28, 2017 11:44 pm

Świadomość, że przywiązała się do kogoś wbrew swojej woli, nieustannie działała jej na nerwy. Głównie dlatego, że nie potrafiła zrozumieć źródła wytworzenia się tak dziwnej relacji. Nie cierpiała Zarena całym sercem, a z drugiej strony często łapała się na tęsknotą za jego towarzystwem. Nawet jeśli ich wymiany zdań nie były zbyt przyjemnie, to i tak w jakiś sposób zdążyła się do tego przyzwyczaić. Stało się to nieodłącznym elementem jej życia od momentu, w którym przestała być człowiekiem.
A teraz właśnie potrzebowała spotkania. Ostatnio widywali się trochę rzadziej przez pracę Iselin. Zaczęła mieć więcej pacjentów, a więc musiała się nimi zająć. Niestety było to dla niej chwilami ważniejsze niż cokolwiek innego. Teraz chciała nadrobić cały ten czas rozłąki, a najbardziej w jej stylu były niezapowiedziane wizyty. Nie musiała się kontaktować ze swoim stwórcą, aby wiedzieć gdzie jest. Instynkt doskonale prowadził ją między uliczkami, aż w końcu dotarła do portu. Od razu domyśliła się czego może tutaj szukać. Na jej czerwonych ustach pojawił się złośliwy uśmieszek.
W okolicy kręciło się trochę podejrzanych osób, dlatego też postanowiła użyć mocy i stać się niewidzialną. Zachęciło ją do tego również ujrzenie znajomej sylwetki. Cierpliwie wyczekała kilku minut, aż cel zostanie praktycznie sam, po czym podbiegła do niego bezszelestnie i uwiesiła mu się na plecach. Dopiero wtedy stając się znów widoczną.
- Zaaaren. Tęskniłeś za mną? - wymruczała mu koło ucha, stając dodatkowo na palcach. Uśmiechała się wrednie i dopiero po chwili go puściła, przesuwając dłońmi wzdłuż jego pleców, mimowolnie przygryzając dolną wargę. - Co tutaj robiłeś? - spytała zaraz, chowając ręce do tylnych kieszeni obcisłych spodni. Tylko w myślach mogła przyznać, że sama jego obecność w pobliżu sprawiała, że była jakaś taka spokojniejsza.

_________________
☽ ✰ ☾
Powrót do góry Go down
Zaren

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3378-zaren#72368 http://vampireknight.forumpl.net/t3395-zaren#73081 http://vampireknight.forumpl.net/t3396-zaren#73082
Zarejestrował/a : 01/07/2017
Liczba postów : 99


PisanieTemat: Re: Prom.   Sob Lip 29, 2017 2:29 pm

Nie przywiązywał aż tak dużej uwagi do liczby przemienionych, chociaż powinien, bo Iselin była jedyną służką, której jeszcze nie ubił z irytacji samym istnieniem, może to też było na swój sposób przywiązanie, bądź to, że bardziej lubił się nad nią znęcać psychicznie i fizycznie niż świadomość, że jej życie należało tylko do niego, kto wie? Wampir przybył tutaj jakiś czas temu załatwiając swoje interesy, spotykał się z pozostałymi kapitanami Bratvy w tym mieście, mieli do ustalenia jak najszybsze rozprzestrzenienie konfliktu pomiędzy wampirami a oświatą łowiecką, a także ogólne wyjebanie w powietrze ratusza, ale to już plany, które jej nie dotyczą, bo nie była przystosowana do takich zadań. Oczywiście, ze już od jakiegoś czasu wyczuwał jej obecność, w końcu mogła być wyczuta przez wampiry wyższej krwi, ale traktował to jako zwykłe złudzenie, dlatego gdy tylko grupa się rozeszła w cztery strony świata to Zaren trzymał rękę bardzo blisko swojej broni palnej, którą miał schowaną za paskiem spodni na tyłku. Gdy wampirzyca uwiesiła się na jego plecach to westchnął tylko przeciągle i ruszył gwałtownie ramionami, żeby spadła na równe nogi, albo jeszcze lepiej na plecy, czy ona zapomniała, że on tego nie lubił?. Zaren odwrócił się do niej gdy ta stała i się szczerzyła, co do chuja, czeka na jakiś medal? Zmarszczył czoło i popatrzył na nią nienawistnym spojrzeniem, wręcz bijącym w oczy wrogością.
-Co do chuja, długo tak za mną łazisz? Czego chcesz tym razem, pieniędzy, znowu Cię ktoś pobił, czy masz jakiś interes? - założył ramiona na klatkę piersiową krzyżując je i westchnął głęboko, jeszcze nie zrobiła nic złego na tyle, by jej wyrządzić krzywdę, ale, że była kobietą tego rodzaju, że się raczej nie słuchała to dojdziemy do tego szybciej niż Ci się mogło wydawać. Zaren zrobił krok do przodu, kładąc rękę na szyi swojej służki, później przejechał po niej do karku, by wsunąc łapę pod jej włosy i mocno zacisnął palce, wręcz sprawiając nie mały dyskomfort.
-Tęskniłem, nikt tak uroczo nie krwawi jak Ty, moja mała zabaweczko, a kto to był. To byli dorośli, a z tego co pamiętam, nie jesteś dopuszczona do stołu dla dorosłych, więc porzuć ten temat. - wyszczerzył swoje białe perłowe kły w zawadiackim, trochę wrednym uśmiechu, świdrując ją oczyma na wylot, czyżby rodził mu się jakiś plan? Przywiązać ją do dna oceanu, zostawić na tydzień, a później wrócić? Oj, dopiero zaczynamy naszą małą zabawę, zobaczysz, jeszcze będzie ją polecać swoim znajomym.

_________________

For hands of gold are always cold..
Powrót do góry Go down
Iselin

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3419-iselin-saetern#73595 http://vampireknight.forumpl.net/t3421-iselin-saetern
Zarejestrował/a : 26/07/2017
Liczba postów : 37


PisanieTemat: Re: Prom.   Nie Lip 30, 2017 2:18 pm

Przez te wszystkie lata zdążyła rozgryźć Zarena i przyzwyczaić się do jego poczucia wyższości nad innymi. Może to przez tą szlachetną krew, a może taki już po prostu był. Wiedziała też, że traktuje ją jak jedną ze swoich zabaweczek. Doskonale było to widać po tym, jak traktował Norweżkę. Niemniej dla niej nie oznaczało to, że musi być mu w stu procentach uległa. Charakter i podejście do życia definitywnie na to nie pozwalały, a jej Pan musiał się z tym niestety uporać. Oczywiście na swój niedelikatny sposób.
Przeczuwała, że to niespodziewane przywitanie wcale takie nie będzie. W końcu jej obecność dla mężczyzny była do wyczucia. Jednakże zwykłe podejście i przywitanie się było zbyt nudne. Stąd to całe podkradanie się i zaatakowanie wampira od tyłu. Na szczęście nie udało mu się jej zrzucić, bo sama odsunęła się w porę. Jego wrogie spojrzenie nie robiło na niej większego wrażenia. Mogłaby śmiało rzec, że to chleb powszedni.
- Dlaczego od razu sądzisz, że czegoś od Ciebie chcę? Przywitałbyś się najpierw ze mną ładnie. - skrzywiła się w niezadowoleniu, bo gdzieś tam w środku liczyła na coś milszego niż "czego chcesz". Patrzyła na niego ze spokojem w oczach, a gdy poczuła jego dłoń, odpowiedziała cichym westchnięciem, które na koniec przerodziło się w zbolały jęk. Nie pierwszy raz została tak złapana za włosy, ale to nie oznaczało, że uodporniła się na nieprzyjemne uczucie, które temu towarzyszyło. W odwecie wyciągnęła jedną rękę i chwyciła go za szczękę, wbijając w tę męską twarzyczkę swoje długie paznokcie. Przyciągnęła ją do siebie i skradła krótki pocałunek, a kiedy miała już zwolnić uścisk, ugryzła dodatkowo Zarena w dolną wargę, nie dbając o to czy przypadkiem go nie zraniła.
- Znowu masz zamiar sprawdzać jak szybko goją się na mnie rany? - rzuciła ironicznie, zaraz potem przewracając lekceważąco oczami. Faktycznie nie zamierzała drążyć dalej tematu, bo po co. Te nielegalne interesy jej nie dotyczyły, więc nie musiała znać szczegółów. Iselin bawiło jedynie czasem to, że traktował ją wtedy jak małe dziecko, które jeszcze nie rozumie co dzieje się na świecie.
Złapała go w końcu za nadgarstek, przechylając odrobinę głowę, chcąc zmniejszyć dyskomfort. Ten uśmiech również sprawiał, że wampirzyca odczuwała lekki niepokój. To nie tak, że się bała tego osobnika. Zwyczajnie nie miała pojęcia na co powinna się nastawić.
- Możesz już puścić? - spytała, marszcząc delikatnie swoje czoło i odrobinę mocniej zaciskając palce na jego ręce. Przecież szarpanie się z nim było zupełnie nieskuteczne.

_________________
☽ ✰ ☾
Powrót do góry Go down
Zaren

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3378-zaren#72368 http://vampireknight.forumpl.net/t3395-zaren#73081 http://vampireknight.forumpl.net/t3396-zaren#73082
Zarejestrował/a : 01/07/2017
Liczba postów : 99


PisanieTemat: Re: Prom.   Nie Lip 30, 2017 4:50 pm

Zamierzał się uporać na swój bardzo niedelikatny sposób, bo dziewczyna przez te wszystkie lata chyba zapomniała o najważniejszej zasadzie jaka miedzy nimi istniała. On sobie ją dotykał jak mu się podobało, ale gdy on to zrobi, to mogła się pożegnać z łapami, zamierzał jej połamać obie ręce? Może, chociaż najpierw wróćmy do samego początku. Wampir instynktownie odsunął się gdy zbliżyła do niego swoją twarz, wiec jedynie była w stanie musnąć dolną wargę, ale fakt, że chciała ją przygryźć sprawiło to, że został szarpnięty, a z jego ust polała się czerwona jucha, na dodatek była cholernie dobra, nie? Oj, nie masz pojęcia jak to rozwścieczyło młodego Kuroiaishite, w tym momencie zacisnął łapę na jej gardle jeszcze mocniej, zbliżył się do niej całym swoim ciałem i postawił jedną nogę za nią, a dokładnie za jej nogami, by w razie przechylenia, wypierdoliła się na plecy. Z odpowiednim naciskiem na jej klatkę piersiową całym swoim ciałem, dodatkowo trzymając ją za tą smukłą i długą szyję popchnął ją do przodu, co sprawiło za pewne, że chciała zrobić krok w tył, prawda? No, a tam już napotka małą przeszkodę, którą była jego noga i poleci do tyłu, czy wampir da sobie spokój? O nie, nie, on dopiero rozpoczynał swoją małą zabawę, chyba będzie musiał jej wbić to do głowy na swój sposób. Gdy jego służka zaryje tym swoim tyłeczkiem i plecami o ziemię, wtedy automatycznie podeprze się kolanami po jej bokach, sięgnie po broń zza paska z tyłu i przystawi jej do głowy! Wampir nie wampir, rozjebanie komuś mózgu zabije i najtwardszego krwiopijce, co Ty na to?
-Nie mogę, dopiero zaczynam. Zapomniałaś, że nie można mnie dotykać? Ja decyduje kiedy i gdzie, nie Ty. - uśmiech na jego twarzy się nawet poszerzył, można było stwierdzić, że był w swoim żywiole, widocznie lubił gnębić mniejsze od siebie dziewczynki. Nachylił się do niej cały czas przystawiając jej lufę do czoła, jeszcze trochę i zostanie Hinduską, z czerwonym śladem na swoim bladym czole. Oczywiście nachylił się na tyle, by oddzielała ich lufa broni, palec trzymał na spuście gotowy w każdej chwili wystrzelić.
-Czemu ja Cię jeszcze nie zabiłem, Iselin? - oblizał językiem swoje wystające kły, które były dosyć widoczne przez jego lekko rozchylone usta. Jego wzrok nie sygnalizował nic dobrego, to była jedna z tych chwil w której powinna po prostu uciekać, ale nie było jak, nawet jak się stanie niewidzialna, to wampir był dużo od niej cięższy i na dodatek zaparty kolanami, siedząc jej na brzuchu/podbrzuszu.
Powrót do góry Go down
Iselin

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3419-iselin-saetern#73595 http://vampireknight.forumpl.net/t3421-iselin-saetern
Zarejestrował/a : 26/07/2017
Liczba postów : 37


PisanieTemat: Re: Prom.   Nie Lip 30, 2017 5:36 pm

Oczywiście, że mogła przewidzieć jaka będzie jego reakcja na tę chwilę frywolności. Ale dlaczego miałaby się tym przejmować? Nie pierwszy i nie ostatni raz wystawi swój los na pokuszenie, a i tak skutek będzie dla niej jasny. Przeciętny człowiek czy wampir o zdrowych zmysłach uciekłby, gdyby był w zasięgu ręki Zarena. Kobieta jednak mimo ryzyka lekceważyła zagrożenie i prowokowała do najgorszego. Kto wie jak to może potoczyć się dalej i na ile pozwoli jej cierpliwość tego brutalnego osobnika.
W jednej chwili wylądowała na twardej ziemi i jakoś nieszczególnie próbowała tego uniknąć. Spotkanie z podłożem nie należało do najprzyjemniejszych, ale miała powód do niewielkiego tryumfu. Oblizała koniuszkiem języka wargi, na których oprócz czerwonej szminki znalazło się parę kropel szkarłatnej cieczy. Tyle w zupełności jej wystarczyło, aby wiedzieć, że chce tego więcej. I zapewne w przyszłości o to powalczy.
Na widok spluwy przyłożonej do własnej głowy powinno zacząć chociaż odrobinę panikować lub obawiać się śmierci. Niestety to nie było podobne do Saetern. Byłoby to dla niej oznaką słabości lub tchórzostwa, a przecież nie tego nauczył ją niezrównoważony psychicznie brat. Westchnęła i przymknęła powieki, ręce mając swobodnie położone obok swojej głowy. Na jej twarzy chwilę później pojawił się delikatny uśmiech.
- Nie mogłam się powstrzymać. - odpowiedziała na swoje usprawiedliwienie, mając gdzieś czy takie wystarczy, żeby udobruchać ego wampira. Dopiero pytanie, które zadał później, trochę namąciło jej w głowie. Mogła mu zaserwować szczerość, jak zwykle, ale obawiała się, że tym razem może być zbyt dotkliwa i śmierć nadejdzie szybciej, niż mogłaby się tego spodziewać. Może nawet przyniosłoby to jej ulgę, której pragnie od dłuższego czasu. Dziesięć lat tkwi w cierpieniu, którego kompletnie nic nie tłumi, ale czy ma to sens? Czy nie jest to tylko ucieczką od problemu?
- Wydaje mi się, że jeszcze nie wymyśliłeś wyjątkowo kreatywnego sposobu na to. Odstrzelenie mnie jest przecież cholernie nudne, prawda? Jaka z tego frajda? - rzuciła w końcu, lustrując spojrzeniem całą jego sylwetkę. Wolała na razie unikać gwałtownych ruchów, skoro ten trzymał palec na spuście. Mógł przecież odruchowo go nacisnąć, gdyby Hilde przypadkiem chciała odebrać mu broń.

_________________
☽ ✰ ☾
Powrót do góry Go down
Zaren

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3378-zaren#72368 http://vampireknight.forumpl.net/t3395-zaren#73081 http://vampireknight.forumpl.net/t3396-zaren#73082
Zarejestrował/a : 01/07/2017
Liczba postów : 99


PisanieTemat: Re: Prom.   Nie Lip 30, 2017 7:39 pm

Któregoś piękna dnia lub równie pięknej nocy jego cierpliwość puści ostatnią granicę i dziewczyna straci swoje cenne życie, nie można go prowokować w nieskończoność, każdy miał jakiś limit wytrzymałości, a to, że pozwalała sobie na wyjątkowo dużo tylko go bardziej drażniło, ale na chwilę obecną jej nie odstrzeli, rzeczywiście miała trochę racji, było to cholernie nudne. Wampir miał tutaj zamiar pobawić się swoją kreatywnością, co by jej tu zrobić, lubiła pływać? Może, wolała ogień? Może jeszcze co innego? W sumie, znał ją tyle czasu, a nie wymyślił jeszcze jak ją w odpowiedni sposób i artystycznie ubić, no cóż w takim razie przeżyje, czyż to nie fajne?
Wampir siedział na niej przygniatając ją swoim cielskiem, aż tłusty nie był, dla drobnej kobiety na pewno był to jakiś wysiłek, żeby go trzymać na swoim brzuchu, na dodatek jeszcze nie zważał w żaden sposób, żeby być delikatny czy coś, wręcz przeciwnie. Zabrał lufę z jej czoła sunąc nią po policzku norweżki, aż przy jej wrednym uśmiechu wcisnął nią w jej usta, jak nie rozdziabi ust, to pewnie jej wyjebie zęby, więc lepiej by tym razem nie dla jego uciechy, a jej bezpieczeństwa i ładnych prostych ząbków, była posłuszna.
-Wiem, że to nie Twój kaliber, Colt 9mm Ci nie wystarczy. - zaśmiał się cicho i wyciągnął broń z jej buźki i wsunął sobie znowu za pasek, ręką przesuwając po jej policzku az do podbródka, który ujął mocno w swoją dłoń i zmusił ją by na niego popatrzyła i się do niej uśmiechnął. Patrząc na nią chwile jak uroczo kuliła się pod jego ciężarem, ale wolała wredne podejście przypomniał sobie czemu jej jeszcze nie zabił, nie była nudna, to jej trzeba przyznać.
Wampir powoli dźwignął się na kolanach dając jej odetchnąć w końcu i nie minęło długo nim stanął na równe nogi podając jej rękę by mogła się na niej wesprzeć.
-Zostawię to na inny dzień, wymyśle coś lepszego. - gdy się na nim wesprze to pociągnie ją do góry by sobie wstała i westchnie głęboko spoglądając na morze, niczym pierdolony romantyk z filmu z Hugh Grantem w roli głównej, jednak szybko się odwrócił ku swojej służce.
-A tak na serio, czego chcesz, nie wierzę, że się stęskniłaś, albo się po prostu nudziłaś. - skrzyżował łapy na swojej klatce piersiowej, spoglądając na nią dość przenikliwie, jakby próbował się doszukać podstępu, z nią to zawsze cholera wie.

_________________

For hands of gold are always cold..
Powrót do góry Go down
Iselin

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3419-iselin-saetern#73595 http://vampireknight.forumpl.net/t3421-iselin-saetern
Zarejestrował/a : 26/07/2017
Liczba postów : 37


PisanieTemat: Re: Prom.   Nie Lip 30, 2017 9:11 pm

To naprawdę zabawne, że tak niewiele wystarczyło aby wybić komuś zabójstwo z głowy, niemniej też brakowało aby wampir się go dopuścił. Iselin wielokrotnie przeklinała swój los, bo ze wszystkich szlachetnokrwistych musiała trafić akurat na takiego dupka. Już chyba wolałaby żyć jako porzucony sługus, którego nie ciągnie do swojego stwórcy. Zapewne wtedy wszystko byłoby o wiele łatwiejsze. Nie musiałaby trzymać języka za zębami, by przypadkiem nie stanąć komuś za mocno na odcisk.
Zaren nie był aż tak ciężki, żeby Iselin nie mogła pod nim wytrzymać. Może po kilku godzinach stałoby się to męczące, jednak na chwilę obecną znosiła to bez problemu. Ulgę natomiast poczuła już wtedy, gdy mężczyzna przestał celować w jej czoło. To, że lufa chwilę później znalazła się między jej wargami, było zupełnie inną kwestią. Nie opierała się przed tym i cierpliwie wyczekała momentu, w którym to broń wreszcie wraca na swoje miejsce.
- Wiem, że chciałbyś włożyć tam coś innego. - odgryzła się, zabierając ręce do siebie, bo w końcu mogła to zrobić bez narażania swojego życia. Spojrzała prosto na niego, skoro to na niej wymusił i z jego oczu próbowała wyczytać, co mu chodzi po głowie. Gdy Zaren nareszcie wstał, mogłaby powiedzieć, że może odetchnąć pełną parą, gdyby nie fakt, że przecież nie musi tak naprawdę oddychać. Dlatego skończyło się na tym, że skorzystała z pomocy i wstała na równe nogi, otrzepując się następnie z ziemi.
- Masz na to całe wieki. - mruknęła, a potem sięgnęła do jednej z wewnętrznych kieszeni kurtki i wyciągnęła z niej paczkę fajek, wkładając papierosa do ust. Odpaliła go swoją srebrną zapalniczką zippo i wyciągnęła opakowanie w kierunku bruneta. Chyba nie musiała mówić po co.
- Zaniedbałam Cię trochę ostatnio. Chcę to nadrobić i mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko. - powiedziała, chowając paczkę i zapalniczkę z powrotem do kieszeni, po tym jak jej towarzysz się poczęstował lub nie. - Bo zazwyczaj nie narzekasz. Liczę też, że zjemy razem kolację. Narobiłeś mi apetytu. - dodała, nie ukrywając aluzji. Smak jego krwi wyjątkowo pobudził zmysły Norweżki i jeszcze trochę, a będzie chodziła z czerwonymi gałami dopóki porządnie się nie posili.

_________________
☽ ✰ ☾
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Prom.   

Powrót do góry Go down
 
Prom.
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next
 Similar topics
-
» Prom.

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Vampire Knight :: Yokohama :: DZIELNICA PORTOWA (WSCHÓD)-
Skocz do: