IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Kanciapa przemytników

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Hachiko
Hachiko
Hachiko
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t171-krwawa-dama http://vampireknight.forumpl.net/t588-leadris#788 http://vampireknight.forumpl.net/t3334-krwawa-dama#71600
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 928


PisanieTemat: Kanciapa przemytników   Wto Paź 23, 2012 8:06 pm

Rozpadająca się kanciapa z powybijanymi oknami nie nadająca się prawie do użytku. Właśnie że względu na jej stan nikt tu nie zagląda, a ci co to robią dobrze wiedzą że to tutaj przemytnicy broni oferują broń może nie najlepszej jakości, ale dostępną w o wiele łatwiejszy sposób niż normalnymi ścieżkami.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Kanciapa przemytników   Czw Sty 24, 2013 8:18 pm

Dosyć ciekawe miejsce nutelcia sobie wybrał na mały odpoczynek, ale cóż dziwnego w dziwne miejsca ciągnie. A po za tym chciał odpocząć gdzieś, gdzie moze zapomnieć o całej tej robocie, którą miał dzięki wpakowaniu się w to z klubem. Oczywiście była to wielka szansa, bo będzie miał darmową reklamę dla własnego biznesu, a więc nie miał co narzekać, ale nigdy by nie pomyślał iż jest to tyle papierkowej roboty, no i na dodatek wszystkie te telefony, podczas których musiał być miły i uprzejmy bo inaczej nic nie wypali. Oczywiście tam gdzie to nie podziałało działały inne sposoby, takie jak wymuszenia czy też groźby, a w najgorszym wypadku sam składał wizytę danej osobie co nie kończyło się zbyt miło, ale dzięki temu dostawał to co chciał i tyle. Westchnął cicho po czym wszedł do małej kanciapy, która aktualnie była pusta, bo jak widać nawet przemytnicy maja wolne, ale to dobrze się składało bo mógł odpocząć sobie w spokoju, a co za tym idzie nie musiałby pozbywać się osób które ten odpoczynek chciałby mu przerwać. Kątem oka zauważył jakąś stara i rozwalającą się kanapę na której usadził swój zadek, a następnie sięgnął po telefon który wyłączył, bo na dzisiaj wszystko miał załatwione a nie chciał żadnych zbędnych rozmów. Pogrzebał w kieszeni i wyciągnął pół tabliczki czekolady oraz lizaka, a na jego twarzy pojawił się grymas niezadowolenia, bo zapomniał uzupełnić podręczny zapas słodyczy, ale na jakiś czas powinno to starczyć, czyli coś koło dwóch godzin. Szybko wsunął resztę czekolady po czym papierek rzucił gdzieś w kąt i zaczął mocować się z papierkiem od lizaka. Naprawdę nienawidził otwierać lizaków, bo zawsze musiał się bawić z tym papierkiem. Gdyby on je robił, to zawinąłby je w coś co nie wymaga kombinowania, tylko daje szybki dostęp do upragnionego słodycza. Wreszcie udało mu sie go odpakować i wpakował go do buziaczka, po czym zaczął go ciamkać by nie pozbyć się go zbyt szybko. Rozejrzał się dookoła w poszukiwaniu czegoś, co mogłoby mu dać ciekawe zajęcie, ale nie było w pobliżu nic takiego, nawet jakiejś porzuconej broni czy coś. Zostało więc siedzieć w ciszy i spokoju.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Kanciapa przemytników   Czw Sty 24, 2013 8:47 pm

Kolejne zadanie od "Doktora" skierowało dziewczynę w te okolice. Przez jakiś czas towarzyszyło jej dwóch łowców, obserwujących poczynania i postępy dziewczyny w jej tzw. pracy, jednakże wkrótce młode dziewczę, zajęte pościgiem wampira poziomu E, zniknęło im z oczu. Oboje odgrywali w tym spotkaniu jednocześnie po dwie role: drapieżnika i ofiary - bowiem każde z nich postrzegało drugie jako potencjalną zdobycz lub , w przypadku Mei, po prostu cel do wykonania zadania. Przemieszczający się szybko wampir, przystanął właśnie w tym miejscu, w dzielnicy portowej, akurat przed kanciapą przemytników...kto wie, może sądził, iż będzie miał dodatkowe szczęście spotkać tu innych ludzi, którzy staną się jego obiadem? Nie ważne...zostawiając przemyślenia i wracając do rzeczy...
- Panienko, co powiesz na obiad w moim towarzystwie? - bestia z obłędem w oczach oblizała zakrwawione usta (zapewne poprzednim, nieszczęsnym posiłkiem), patrząc z pożądaniem na osóbke drobnej budowy, jaką niewątpliwie była ciemnowłosa - Wyglądasz smakowicie! - wrzasnął z ekscytacją, rzucając się w tym samym momencie w kierunku stojącej naprzeciw niemu Mei. Ta z kolei nie wydawała się być wzruszona jego szałem, bo kwestią przyzwyczajenia było patrzenie na coś takiego ze spokojem. Gdy zatem zdegenerowana bestia miała się na nią "zwalić", nagle ciało wampira zostało przebite na wylot przez pokaźnych rozmiarów, srebrne ostrze. Przy tym, wokół rany widać było przez chwilę te charakterystyczne błyski, które zwiastowały, iż oręż należy do broni anty-wampirzych, a ostrze było jednocześnie niczym innym, jak zmienionym ramieniem ciemnowłosej. Zaraz po tym, przedstawiciel poziomu E zmienił się w nicość, jego ciało rozsypało się zaraz po ranie, jaką dziewczyna mu zadała. Podczas całej tej akcji zdawała się nie myśleć o niczym...właściwie tak było. Starała się zupełnie czyścić umysł podczas misji, bowiem nie pozwalano jej robić w nim miejsca na wizje inne, niż te dotyczące jej celu. Ostatnio jednak zaczęła się zastanawiać nad swoim istnieniem i sensem tego co robi...w tajemnicy przez przełożonym rzecz jasna.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Kanciapa przemytników   Pią Sty 25, 2013 11:07 am

No i jednak nie dane będzie mu posiedzieć w spokoju, ale na szczęście wydarzenie które ów spokój przerwało, nie było takie nudne a więc można tutaj wybaczyć. Siedział sobie spokojnie wcinając swego lizaka, kiedy usłyszał jakiś ruch przed kanciapą, a nie mając nic ciekawszego do roboty wstał, po czy, ruszył się do okna. No i tak oto mógł ujrzeć wampira poziomu E, który zapewne polował na swą ofiarę, lecz tej nie mógł dostrzec ponieważ zasłaniał mu widok. Mruknął cicho niezadowolony i ruszył się w kierunku drzwi wejściowych do kanciapy, lecz dotarł do nich w momencie, w którym ostrze przebiło wampira na wylot i uniósł brwi lekko zaskoczony, bo nagle to łowca stał się zwierzyną, ale jeśli jest to zwykła broń to szybko los może się zmienić. Jednak po chwili dostrzegł iż jest to broń łowcy i syknął tylko niezadowolony, bo może się tutaj zrobić nieprzyjemnie, jeśli łowca postanowi załatwić jeszcze jednego wampira, albo coś w tym stylu. No ale tak łatwo się nie da, a więc lepiej niech ten ktoś przygotuje się na dosyć krwawy opór. Kiedy jednak wampir się rozsypał zauważył iż nie musi przejmować się walką, bowiem łowcą który tutaj był Mei, a miał z nią tymczasowy rozejm. Cóż innym razem zapewne rzuciłby się teraz na nią z celem przebicia jej serca, po czym rozkawałkowałby jej ciało i rozrzucił je po okolicy z lubością, ale jak rozejm to rozejm. Zapewne ona wykonałaby teraz swój rozkaz złapania go i zaprowadzenia do tego, kto chciał przerobić go na królika doświadczalnego, ale jak widać i ona pomimo prania mózgu jakie musieli jej robić nie była całkiem posłuszna, skoro zawierała rozejm z celem swej misi. No ale obiecał jej pomoc w zamian za ten rozejm oraz doprowadzenie go do tego, kto chciał bawić się w eksperymenty na nim. Czy uda się jej pomóc nie wiedział, ale miał nadzieję iż ona zrobi swoje, bo bardzo chciałby porozmawiać sobie z tamtym doktorkiem sam na sam. Uśmiechnął się do siebie na samą myśl co by wtedy zrobił, ale nie czas na marzenia. Zaczął klaskać z lekkim uznaniem zbliżając się do Mei, ale mimo wszystko był ostrożny bo nigdy nie wiadomo kiedy mogła złamać ten rozejm.
-Rany Mei aleś ty niedelikatna. No i na dodatek ta twoja broń...zawsze mnie ciarki przechodzą jak to widzę.
Zatrząsł sie niby przestraszony, ale widać było uśmiech na jego ustach. Cóż gdy pierwszy raz zobaczył jej broń nieźle się zdziwił, bo mimo wszystko zamiana ciała w broń to coś nowego, ale musiał przyznać iż podobało mu się to. Dawało to wiele możliwości na ciekawe zabijanie no i nie ukrywał iż coś takiego by mu się przydało, a jeszcze bardziej ktoś z taką umiejętnością. Dobrze go wyszkolić i miałby bardzo ciekawą zabaweczkę w łapkach. Powoli przeszedł za Mei z zamiarem oparcia brody o jej ramię, ale pomysł szybko nie wypalił bo przypomniał sobie iż była nieco wyższa od niego, więc po prostu oparł się o jej plecy.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Kanciapa przemytników   Pią Sty 25, 2013 4:33 pm

Gdy wampir poziomu E obrócił się w nicość za sprawą jej ostrza, dziewczyna dojrzała wychodzącego z kanciapy, znanego jej już wampira czystej krwi, z którym w rzeczy samej weszła w pewien układ. Dlaczego tak właśnie się stało? Sprawa jest sama w sobie dosyć dziwna...Po n-tym razie kiedy to Mei dokonała na kolejnym "nieszczęsnym" (jeśli można tak powiedzieć) wampirze egzekucji z rozkazu, w jej wyczyszczonym ze wszystkich buntowniczych wizji, i podatnym na ciągłe pranie, umyśle zrodziła się jednak refleksja nad faktycznym sensem zadań, które musiała powtarzać każdego dnia. Przełomem było zapewne wykonane przez nią morderstwo dwójki czystokrwistych wampirów - matki i jej synka. Oboje właściwie nie byli niczemu winni, ale dla łowców, którzy bawili się w eksperymenty, najwyraźniej mąż ów wampirzycy, a zarazem ojciec dziecka, stanowił jakąś tajemniczą przeszkodę. Kto wie, może ten wampir zamieszał się w ich interesy, dlatego tajemnicza, łowiecka grupa musiała wyeliminować najpierw bliskich dla zastraszenia, a potem załatwić jego samego.
Cóż, chyba w każdym takie wydarzenie wzbudziłoby wątpliwości...w Mei - i owszem. Rzecz jasna nie zarzuciła wykonywania swej "pracy", bowiem nie była i nie jest nadal pewna czy powątpiewanie w niej zbudzone jest faktycznie zasadne. Ale wracając do głównego pytania...Jak poznała Nutty'ego? Tak się składa, że ten krwiopijca też był wplątany w interesy szajki, a raczej miał być, ale coś im nie wyszło. Tych dwoje natknęło się na siebie, gdy dziewczyna miała doprowadzić do laboratorium wyznaczonych przedstawicieli tejże rasy, jednak w przypadku obecnego tu chłopaka, po raz pierwszy nie wykonała zadania...a przynajmniej wykonanie go odwlekało się w czasie, po wymianie zdań między nimi. Tak też powstał sojusz, dosyć luźny, niepewny ale zawsze.
- Nie uczono mnie bycia delikatną... - powiedziała spokojnym, neutralnym tonem, gdy komentarz chłopaka do niej dotarł. Gdy oparł się o jej plecy, dopowiadając wzmiankę o reakcji na widok broni, ona spojrzała na swe ramię, które wciąż stanowiło wielkie ostrze.
- To nadal moje zadanie. - rzuciła, a ręka ponownie wróciła do ludzkiej formy.
- Niedługo zjawią się łowcy, którzy wszędzie ze mną chodzą, więc nie jest to zapewne najlepszym pomysłem, żeby widzieli jak rozmawiamy. Nadal jesteś na liście... - dodała, nie chcąc żeby ten układ zbyt wcześnie się posypał. Sama nie była jeszcze przekonana, czy postępuje w sposób właściwy, w końcu dla niej tym co "właściwe" były przede wszystkim polecenia z góry, a nie jej własne myślenie.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Kanciapa przemytników   Pią Sty 25, 2013 5:05 pm

Cóż w sumie dobrze iż tak się stało, bo mimo wszystko ich walki były dosyć zacięte, a on mimo bycia wampirem czystej krwi, nie był aż tak potężny, a więc w każdej chwili przez jeden mały błąd mógł zginąć, ale to samo tyczyło się Mei, bo mimo iż mogła zabijać czysto krwistych silniejszych niż on, to również i ona odnosiła poważne obrażenia podczas każdej walki z nim. Na samo wspomnienie uśmiechnął się zadowolony, bo mimo iż mógł wtedy stracić życie, miał z tego wiele zabawy, a sama myśl o upuszczaniu krwi przeciwnika w jakiś wymyślny sposób, powodował przyjemny dreszczyk emocji zwłaszcza iż w każdym momencie ów przeciwnik mógł zginąć. Skoro wzbudziło to w niej wątpliwości to bardzo dobrze, bo mimo wszystko nie była bezmyślną marionetką, tylko istotom o wolnej woli która sama powinna decydować za siebie, ale niestety jak widać życie nie dla każdego jest takie miłe i straciła tą możliwość, którą musiał w pewien sposób jej przywrócić jak widać, bo skoro powstrzymała się od wykonania rozkazu na nim, to znaczyło iż miała jeszcze na tyle własnej woli by działać sama. Cóż i lepiej by odwlekało się to dalej, bo inaczej wszystko powróci do dawnego stanu, ale jej to raczej nie zrobi różnicy, bo dalej była sterowaną marionetką, której raczej nie zainteresuje to co z nim zrobią czy coś, ale jego już tak. A po za tym gdyby ją zabił przez zerwanie rozejmu, to kto doprowadziłby go do tych, którzy nasłali na niego Mei? Wiele razy próbował sam coś wywęszyć, ale trop zbyt szybko się urywał, lub jego informatorzy mieli przykre wypadki czy coś, a to oznaczało iż to dziewczę było jedynym wyjściem by uzyskać co chciał. W sumie gdyby chciał złamać rozejm mógłby to zrobić teraz, bo skoro stała do niego tyłem, wystarczyło zrobić cukrowy szpikulec i wbić go w serce dziewczyny, ale musiał zwalczyć ta wielką pokusę. Słysząc co powiedziała westchnał tylko, bo jak widać sama nie umiała się nauczyć niektórych rzeczy, a ci co ją wysyłają raczej nie wpoją jej delikatności, bo zepsułoby to ich obraz broni idealnej, która zrobi wszystko co się jej rozkaże.
-Powinnaś sama się tego nauczyć. Albo znaleźć kogoś kto ci w tym pomoże, bo ja do delikatnych nie należę. Powinnaś czasem robić to co chcesz i uczyć się czego chcesz, a nie ślepo słuchać tych którzy cię używają.
Cóż sam jej w pewnym stopniu używał ale to mniejsza z tym. On to robił na małą skalę i tylko dla zemsty, a oni robili to na skalę masową i to zapewne w niezbyt szlachetnych celach. Kiedy jej ręka wróciła do normalnej formy poczuł lekką ulgę, bo mimo wszystko lepiej widzieć iż nie była w tym momencie uzbrojona. Słysząc co powiedziała o łowcach skrzywił się lekko, bo jak widać mimo iż była bronią, to musieli wysyłać tresowane pieski by jej pilnowali. Zapewne zająłby się nimi od razu, ale Mei mogłaby chcieć im pomóc, lub też wezwaliby pomoc a to oznaczało problem, zwłaszcza iż mimo wszystko musiałby walczyć sam przeciwko dwóm łowcą.
-To miło, że się troszczysz. Szkoda, że wszędzie wysyłają za tobą te pieski. Jeśli chcesz dalej porozmawiać, chodź za mną. Najwyżej pomyślą, że cię zgubili. I tak najważniejsze zapewne jest to, żebyś wykonała zadanie.
Odbił się lekko od jej pleców, lecz nim to zrobił jego łapki powędrowały na jej pośladki które lekko klepnął, po czym skierował swe kroki spowrotem do kanciapy, ale nie spodziewał się by Mei ruszyła za nim.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Kanciapa przemytników   Pią Sty 25, 2013 5:41 pm

Wykładu na temat tego, co powinna czy nie powinna robić, wysłuchała w milczeniu, patrząc na morze, będące w tej chwili wyjątkowo spokojne. Jej światopogląd ograniczał się niestety w większości do słów "laboratorium", "rozkaz" i "wyeliminować cel", nie było tam miejsca na zastanowienie, czy laboratorium to nie więzienie, czy ma bezmyślnie słuchać każdego rozkazu, albo czy "cel" zasługuje na to, by zakończyć swą egzystencję na tym świecie. Nie tego ją uczono, wszak nie wychowywano jej jak dziecka, od pierwszej chwili kiedy wpadła w ręce tejże organizacji, była traktowana jak kolejny numer eksperymentu.
- Czego chcę... - powtórzyła w myślach słowa, które zasłyszała od zielonowłosego. Nigdy nie słyszała takich słów od przełożonych, ani nawet czegoś co mogłoby sprawiać wrażenie pokrewnego stwierdzenia. Wszystko co do niej mówiono, opierało się na konkretnych poleceniach np. "Twój cel to...", pomijając rzecz jasna tłumaczenia, dlaczego właściwie ta osoba jest jej celem, po co to wszystko i czemu akurat ona musi to robić. Takie zwroty nie istniały w jej życiu, toteż nie wiedziała jak w tym momencie mogłaby się do ów wypowiedzi ustosunkować.
- Nie rozumiem tego. - podsumowała krótko jego wywód, a następnie jej uwagę zwróciło inne słowo, którego miał okazję użyć jej towarzysz: troszczyć się - to też była dla niej zupełna zagadka, uczucie którego, zresztą jak wielu innych, nie raczyła doświadczyć.
- Ty i wszyscy inni z zewnątrz, czasem mówicie w jakimś dziwnym dialekcie, którego nie mogę rozszyfrować. Ale weszłam w ten układ głównie po to, żeby dowiedzieć się czegokolwiek. - skomentowała. Nie zdążyła natomiast odpowiedzieć nic na wzmiankę o "psach" bowiem wampir odbiwszy się od niej, klepnął ją w miejsce, dla każdej kobiety bądź co bądź intymne. I choć właściwie nie uczono jej niczego o zakazie dotykania w niektóych obszarach ludzkiego ciała, to jednak jej naturalny instynkt zareagował na ten impuls niemalże natychmiast i obracając się na pięcie, wyciągnęła ramię ponownie zmienione w pokaźne ostrze tak, że wylądowało tuż przed szyją wampira. Sama nawet trochę się tą reakcją zdziwiła, więc opuściła po chwili ramię, wracające znów do pierwotnego kształtu.
- Ograniczmy trochę ten kontakt, bo najwyraźniej reaguje na coś takiego automatycznie. W obecnej sytuacji ta współpraca jest wymogiem, więc lepiej, żeby nie skończyła się nie w porę. - odrzekła, a następnie powędrowała za chłopakiem do kanciapy, zachowując bezpieczną odległość, rozejrzawszy się uprzednio, by stwierdzić że nie pojawił się w okolicy żaden z łowców.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Kanciapa przemytników   Pią Sty 25, 2013 7:16 pm

Zawsze można ją wychować na nowo, tylko musiałaby tego chcieć to po pierwsze, po drugie trzeba by pozbyć się tych którzy jej rozkazywali, a ostatnie co można zrobić to znaleźć kogoś kto nauczy ją wszystkiego z czego ją wyparli, bo on raczej się do tego nie nadaje. Prędzej robiłby z niej taką swoją morderczą maskotkę a nie normalnego człowieka, a tego raczej nie chciała bo tak czy tak byłaby od kogoś zależna a nie o to tutaj chodizło. Cóż nie dziwił sie iż nie wiedziała co na to odpowiedzieć lub jak się do tego odnieść, ale to tylko i wyłącznie przez to iż nigdy nie myślała o tym co ona chce. Może powinien jej wytłumaczyć o co w tym chodziło, dzięki czemu miałaby trochę więcej wolnej woli, lub też sama by podejmowała niektóre decyzje dzięki temu. Słysząc co powiedziała tylko się uśmiechnął do siebie a słysząc o dialekcie zaśmiał się rozbawiony,b o to oczywiste iż słowa których znaczenia nie znała będą dla niej całkowicie obce i niezrozumiałe, ale nie było się co dziwić. Nie spodziewał się jednak, ze zareaguje na to klepnięcie w pośladki, bo skoro była posłuszną maszyną to takie coś nie powinno zrobić na niej wrażenia, ale skoro zareagowała to dobrze, bo to oznacza iż miała zakodowane normalne kobiece odruchy, które nakazywały jej zrobić coś z kimś, kto narusza jej przestrzeń osobistą, a raczej dotyka miejsca których nie powinien bez jej zgody. Widząc jednak broń przystawioną do szyj nastąpił odruch, którym było formowanie małego szpikulca z cukru w dłoni, lecz widząc iż przemieniła spowrotem rękę zaniechał tego procesu,a szpikulec pozostanie mu do zjedzenia jako lizak i tyle. Słysząc co powiedziała tylko pokiwał głową rozbawiony, bo jak widać reagowała na kontakt cielesny i bardzo go ciekawiło, co by było gdyby nagle postanowił ją pocałować czy coś takiego, ale lepiej nie sprawdzać bo jeszcze skończy z dziurą w brzuchu czy coś takiego, a był on zbyt cenny dla niego by go stracić. Kiedy tylko weszła za nim spowrotem usiadł na kanapie i spojrzał na Mei, po czym wskazał miejsce obok siebie, bo przecież nie musi cały czas stać.
-Co do wcześniejszego. Mówiąc, że musisz robić co chcesz, miałem na myśli to, że możesz sama zdecydować, czy chcesz kogoś zabić czy też nie, czy chcesz być zakochana czy nie. Sama o tym decyduj.
Cóż raczej tego nie zrozumie, ale przynajmniej starał się jej to wytłumaczyć, a więc nikt nie powie, że nie chciał jej zmieniać czy coś.
-W końcu zrozumiesz o co nam chodzi. Po prostu znajdź kogoś, kto pomorze ci to zrozumieć. A to, ze zareagowałaś na klepnięcie w pośladki, oznacza, że masz na tyle wolnej woli by ci się to nie podobało.
Uśmiechnął się lekko ale wiedział już, że musi się od tego powstrzymać, bo następnym razem Mei może nie zatrzymać ręki i znowu zaczną się krwawe walki.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Kanciapa przemytników   Sob Sty 26, 2013 7:41 pm

Weszła za nim do pomieszczenia, ale nie usiadła, woląc jednak postać w mniej ryzykownej odległości, bo przecież kto wie, gdyby była za blisko jeszcze wszystko skończyłoby się walką. Nic niestety nie jest w życiu pewne, a zwłaszcza jeśli chodzi o jej kontakty z wampirami, które zazwyczaj były bogate w niespodziewane obroty wydarzeń. Musiała być czujna przez cały czas, nawet jeżeli w tym wypadku miała z chłopakiem jaki taki układ.
Rzeczywiście, jego wyjaśnienie było dla niej dość mgliste, zupełnie tak, jakby słuchała wypowiedzi w obcym języku, z której to rozumiała jedynie kilka słów. Aczkolwiek mogła wyczytać z owego zdania połowiczny sens, w każdym razie była odrobinę bliżej zrozumienia słowa "chcieć". Niemniej jednak inne słowo było dla niej kompletnie obce, niezrozumiałe i dziwne, mianowicie "zakochana".
- Najwyraźniej daleko mi jeszcze do zrozumienia "normalnego", twoim zdaniem życia, skoro sprawia mi problem rozgryzanie twoich wyjaśnień. - dodała spoglądając przez sekundę za okno, by na wszelki wypadek mieć oko na okolicę i na to, czy pojawi się w niej dwójka znajomych łowców. Zwróciła ponownie oczy ku zielonowłosemu - Moje ciało samo zareagowało...automatycznie. Ja nie czułam niczego specjalnego, więc niestety nie potrafię odpowiedzieć dlaczego właściwie użyłam wtedy... - nawet nie wiedziała jak mogłaby określić swoje zdolności, a raczej to czym nafaszerowali jej ciało w laboratorium. Moc? Mutacja? Jakiś wirus który pustoszył jej organizm i sprawiał, że robi to co robi? Trudno było to jakkolwiek nazwać.
- Miałam zapytać o inne słowo, ale chyba lepiej na razie odstąpić od tłumaczenia wyrazów obcych. Jeśli chodzi o sprawę sprowadzenia przeze mnie kilku wampirów, to jeszcze nie udało mi się ustalić po co właściwie Doktor ich potrzebuje. I zapewne dopóki nie wrócę do siedziby, nie będę miała takiej możliwości...ci dwoje którzy za mną chodzą nie mieli nic wspólnego z eksperymentami, jak powiedziałeś, to tylko "psy". - jej ton i wyraz twarzy nadal były neutralne. Cóż, chyba nie potrafiła się jeszcze uśmiechnąć, choćby miał być to uśmiech ironiczny...zdaje się, że po prostu takich mimicznych gierek jeszcze nie znała.
- Choć ja właściwie mam taką samą rolę...więc zbytnio się nie różnimy. - dodała, krzyżując ręce na klatce piersiowej, dając sobie chwilę na ciche westchnięcie, ni to ze zmęczenia, ni z jakiejś tam irytacji, tak po prostu. Jej charakter nadal stał w tym bezbarwnym polu, niemniej jednak posuwała się do przodu, nawet jeżeli tylko odrobinę.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Kanciapa przemytników   Nie Sty 27, 2013 5:27 pm

Widząc iż nie zamierza usiąść nie zmuszał jej do tego i tylko wzruszył ramionami, bo skoro nie chciała to nie, ale może to i dobrze, bo bądź co bądź była dziewczyną, a przy jego nieco zbyt pobudliwych i lepkich rączkach, mogłoby się to zakończyć jakimś macaniem czy coś, a to z kolei spowodowałby reakcję jak wcześniej, albo nawet wbicie mu owej broni w jakaś część ciała, a nie chciał by to nastąpiło bo jego ciało było cenne, a po za tym zerwałby ten rozejm który był opłacalny. Bo gdyby nie on, to teraz zamiast spokojnie rozmawiać mogliby być w trakcie walki, albo musiałby cały czas myśleć o tym, że może być zaatakowany przez Mei. Cóż skoro była nieco bliżej by zrozumieć słowo "chcieć" to bardzo dobrze, bo jak widać w czymś jej mógł pomóc, a dzięki temu podejmie nieco samodzielnych decyzji, a być może jedna z nich będzie wystawienie mu tego, kto chciał zająć się jego cudnym ciałem podczas jakiś walniętych eksperymentów. Byłby to wspaniały prezent za który hojnie by się odpłacił, ale nie ma marzyć. Sporo czasu minie nim podejmie taką decyzję, o ile w ogóle postanowi to zrobić i pozna dokładne znaczenie słowa 'chcieć". Słysząc co powiedziała zaśmiał się tylko rozbawiony, bo jeśli o takie rzeczy chodizło była niczym bezradne dziecko, które nie może zrozumieć tego co działo się dookoła niej, no i trzeba przyznać iż było to nawet urocze, tylko gdyby nie ta jej obojętność i brak jakichkolwiek uczuć podczas rozmowy, to można by uznać iż jest naprawdę urocza. A co do zakochania to raczej sam jej tego nie wyjaśni, bowiem nie wiedział jakie to było uczucie gdyż nigdy nie był zakochany, a komuś takiemu trudno jest wytłumaczyć coś o czym nie ma pojęcia. Kiedy znowu sie odezwała tylko wzruszył ramionami, bo nie dziwił się czemu tak zareagowała i tyle. Mimo wyprania umysłu ciągle była kobietą, a wiec nic dziwnego iż tak zareagowała, bo żadna kobieta nie lubi kiedy facet maca sobie ją od tak.
-Zrobiłaś tak dlatego, że jesteś kobietą, a żadna kobieta nie lubi jak facet maca ją bez pozwolenia. Gdyby ktoś cię pocałował czy coś to twoje ciało też zareaguje na to automatycznie, ale nie zawsze będzie to ta sama reakcja.
Słysząc co mówi zaciekawiło go o jakie słowo jej chodizło, ale skoro nie chciała o tym mówić to trudno nie będzie nalegał na to, bo w każdym momencie sama może do tego wrócić i tyle. Westchnał tylko cicho, bo skoro nic nie ustaliła to był w martwym punkcie, ponieważ nic z tym zrobić nie może no i na dodatek nie dopadnie tego całego doktorka o którym mówiła. Cóż podejrzewał iż tamci mogą nie mieć nic wspólnego z eksperymentami, bo ich jedynym zadaniem było pewnie pilnowanie jej czy coś takiego. Kiedy jednak wspomniała o tym jak nazwał tamtą dwójkę chciał coś powiedzieć, ale gdy tylko sama prawie nazwała się psem zmarszczył brwi niezadowolony, no i co tu mówić lekko wkurzony. Moze nie nazwała się psem ani nic takiego, ale porównała swą rolę do roli tamtych dwóch, a więc jednocześnie przyjęła to określenie którego użył również do siebie, a nienawidził kiedy ktoś się tak nazywał. Nie ważne czy człowiek czy wampir, nikt nie ma prawa tak osobie mówić, ponieważ każdy miał swoją godność. Wstał powoli i podszedł do Mei po czym spojrzał jej w oczy z lekki gniewem w oczach, co raczej u niego niespotykane.
-Nie porównuj się do nich, a przynajmniej nie w mojej obecności. Masz swoją dumę i godność której nikt nie powinien ci odbierać, a zwłaszcza ty sama.
Cóż raczej to niespotykane, by tak martwił się o innych a zwłaszcza ludzi i to na dodatek łowców, ale jak widać i on ma jakaś miłą stronę.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Kanciapa przemytników   Pon Sty 28, 2013 11:33 am

Ciało zareaguje automatycznie kiedy coś podobnego się wydarzy? Jakoś dziwnie było słyszeć, że w jakimś aspekcie reaguje "normalnie", chyba po raz pierwszy się z takim komentarzem spotkała. To akurat dość zrozumiałe, wszak nic w jej życiu nie było normalne, a w każdym razie nie pamięta czasów sprzed laboratorium, kiedy najprawdopodobniej wiodła ludzkie życie, chociażby przez te kilka krótkich lat. Swoją drogą po nakładaniu jej do głowy przez łowców, wygodnej dla nich wiedzy, dziewczyna kompletnie zapomniała o czymś takim jak ludzkie życie, a "rodzina", "rodzice" i inne tego typu określenia, stały się dla niej niemalże słowami obcymi, bo choć wiedziała jakie jest ich znaczenie, to jednak nie rozumiała zupełnie jaką wartość ze sobą noszą.
- Mówisz w na prawdę dziwny sposób...i dziwne rzeczy. I to, zdaniem ludzi i wampirów jest normalne? Najwyraźniej daleko mi do waszych gatunków. - to było nawet zabawne, gdy mówiła tak, jakby na prawdę była z zupełnie innego gatunku...ani ludzkiego, ani wampirzego. Nowa istota? Poza bojową właściwością jej ciała, przecież nadal była fizycznie człowiekiem, choć psychicznie bliżej jej było może faktycznie do androida. W tej chwili mogła jedynie słuchać jak ktoś tłumaczy jej realia świata i normy, które są znane wszystkim...bowiem dla niej zwykłość, stanowiły zasady nie będące jednak dla reszty na porządku dziennym.
Zaraz po jej komentarzu na temat bycia "psem", Nutty stanął przed nią, patrząc jej w oczy z niezadowoloną miną, wyraził swoją opinię na ten temat. Czy aż tak go rozwścieczyła tym komentarzem? Cóż, dla niej było to stwierdzenie w większości prawdziwe, biorąc pod uwagę okoliczności...no ale dziewczyna rzecz jasna nie włączała w to kwestii dumy, godności i tym podobnych z prostej przyczyny, po prostu nie znała takich "prawd". Ona i ci dwaj łowcy robili to samo, wykonywali rozkazy, chodzili na misje kiedy im powiedziano, robili to czego od nich wymagano, zabijali tych, którzy zostali wskazani, bez uczuć, bez wahania - więc według niej nie było różnicy.
- Robimy dokładnie to samo, nie dostrzegam zbytniej różnicy. Godność i duma to znów jakieś dziwnie brzmiące, obce słowa...raczej nie wystarczy ich wyjaśnić zwięźle. Mamy na to za mało czasu. - może gdyby się przy tym uśmiechnęła, może gdyby pokazała jakikolwiek gest, mimikę, faktycznie mogłaby uchodzić za uroczą. No ale niestety, na ten moment taki epitet do niej nie pasował.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Kanciapa przemytników   Pon Sty 28, 2013 6:13 pm

A no na pewne rzeczy ciało reaguje automatycznie, nie ważne czy jesteś po praniu mózgu czy nie, bowiem niektóre rzeczy ciało zapamięta samo, lub też odruchy jak ten w jej wykonaniu będą głęboko zakodowane i nie tak łatwo jest się ich pozbyć. Cóż zapewne nie będzie uważała iż zachowuje się normalnie czy coś, ale były to przejawy takiego zachowania, ale wiadomo iż każdy uważa co innego za normalne, no a w jego przypadku pojęcie normalności było ostro skrzywione, a więc raczej nie powinien o niej mówić. Cóż dla niego słowa rodzina i rodzice też były praktycznie słowami obcymi, bo ze swoim ojcem kontaktu nie utrzymywał i nie chciał go znać, a więc można uznać iż w tym wypadku słowo rodzic jest obce, tak samo jak rodzina bo jakoś z żadnym kuzynem czy coś kontaktu nie utrzymywał. Wiadomo iż nie jest to to samo co w jej wypadku, ale można uznać iż było to nieco zbliżone. Słysząc co powiedziała na temat normalności zaśmiał się rozbawiony, bo naprawdę brzmiało to tak jakby była zupełnie innym gatunkiem, a nie cżłowiekiem. Zapewne po tym co jej zrobili nikt nie uzna jej za normalnego człowieka, ale mimo wszystko taka była, bo każdy inny łowca mógł skończyć na jej miejscu.
-Może mówię dziwnie, a może nie. W sumie ja nie powinienem mówić o normalności. A co do gatunku, to nie ważne co z tobą zrobili, nadal jesteś człowiekiem.
Cóż realia świata mógł jej wytłumaczyć doskonale, ale co do norm to nie ma co na to liczyć,b o raczej opowiadałby o swoich normach, a nie o tych ogólnie przyjętych przez ludzi, które powinny się jej tyczyć. Powinna znaleźć kogoś kto ją tego nauczy i postara się ją uczłowieczyć, ale będzie to trudne, bo ona sama musiałby tego chcieć,a nie od tak sie na to zgodzić bo nie będzie wiadomo, czy robi to z własnej woli czy też nie. A no owszem rozzłościła go tym komentarzem i to dosyć mocno, ale na szczęście nie przekroczyła granicy, bo wtedy w sumie nawet on sam nie wiedział co by się mogło stać. Ale najważniejsze, że pokazał to przed nią a nie kimś innym, bo ona nie miała tego jak wykorzystać ani nic, a gdyby było to podczas robienia interesów czy coś takiego, to zaraz byłoby to obrócone przeciw niemu. Kiedy się uspokoił wrócił spowrotem na kanapę i spojrzał na Mei, która zapewne nie zrozumie tego uniesienia. Przede wszystkim nie zrozumie pojęć o których jej mówił, czyli w sumie całej istoty jego wypowiedzi. Słysząc co powiedziała westchnał tylko cicho, bo rzeczywiście nie było zbytnio czasu na to, by wyjaśniać jej kolejne pojęcia, ale może kiedyś nadarzy się taka okazja.
-Może i robicie to samo, ale jest różnica. Ty robisz to dla tego, że zrobiono z ciebie maszynę do zabijania, która ma słuchać rozkazów i nie może nic powiedzieć. Oni sami zdecydowali o tym, że będą komuś wiernie służyć, mimo iż mogą odmówić wykonania rozkazu. Dlatego oni sa niczym bezmyślne psy a ty nie.
Zapewne i tego nie zrozumie ale cóż miał poradzić. Wyjął z buzi patyczek po lizaku, który przez chwilę obracał w palcach, po czym wyrzucił go gdzieś w kąt.
-Co do ustalania. Ja również nie ustaliłem, kim mogliby być twoi rodzice oraz czy żyją. no i dla czego akurat ciebie wzięło do tych eksperymentów. Ten twój doktorek dba o to, żebym nie doszedł do prawdy.
Niestety za każdym razem kiedy mógł wpaść na jakiś trop, ten szybko się urywał, lub osoba która mu pomagała, nagle ginęła zanim przekazała informację.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Kanciapa przemytników   Sro Sty 30, 2013 10:43 pm

Patrzyła przez wybite częściowo okno, słuchając wbrew pozorom uważnie, tego co mówił Nutty. Godna podziwu było jego przekonanie, iż dziewczyna wciąż pozostała istotą ludzką...cóż, faktycznie nią była, nawet jeżeli trochę zmodyfikowaną. Swoją drogą jego zdenerwowanie rzeczywiście zwróciło uwagę ciemnowłosej, aczkolwiek przejawiło się u niej jedynie lekkim przekrzywieniem głowy, w miarę jak obserwowała powrót wampira na kanapę.
- Zapewne widzimy to nieco inaczej, ponieważ nasze światy się różną, a także to jak je postrzegamy. Mój świat od zawsze był związany z laboratorium, nie pamiętam żeby kiedyś było inaczej...choć po ostatnich wydarzeniach, wizja ingerencji w moje wspomnienia zaczyna być realna. - mimo, iż miała rzeczywiście świadomość prawdopodobnego prania mózgu, to cóż, jednak nastawienia i toku myślenia kreowanego specjalnie przez lata, nie da się zmienić w przeciągu pięciu minut. O wszystkich, prawdziwych bądź co bądź, eksperymentach na niej przeprowadzanych i traktowaniu niczym broń bez duszy, mówiła tak, jakby w ogóle nie dotyczyło to jej osoby, jakby obserwowała taką sytuację z dystansu i po prostu zdawała z niej relację. Rzecz jasna nie robiła tego specjalnie, taka w tej chwili była jej natura, wszystko widziała zza szklanej ściany...cały realny świat, który dla niej zdawał się być wyłącznie kruchą iluzją.
- Minie trochę czasu, zanim będę mogła zacząć akceptować inne teorie. - dodała, spoglądając znów na zielonowłosego, zaciągając jednocześnie kosmyk włosów za ucho. Wokół jej nadgarstka można było dostrzec cienką bliznę, kolejny ze śladów po operacji, których miała na ciele o wiele więcej, a wszystkie podobnie cienkie i starannie wykonane - dowód na to, że każdy zabieg był wykonywany w sposób wyjątkowo precyzyjny. Niemniej jednak nie zmieniało to faktu, iż blizna to blizna...to wciąż ślad po nacięciu. Cóż, jej ludzkie ciało przed wszczepieniem artefaktu, musiało być odpowiednio przygotowane do późniejszych zmian strukturalnych, zatem magię łowców należało połączyć z eksperymentalną medycyną, by uzyskać zamierzony efekt.
- Wszystkie wskazówki nagle znikają...spotkałam się z tym samym. Potrzeba na to czasu, a ja muszę wrócić do siedziby i spotkać doktora lub kogoś z całej grupy, może wtedy czegokolwiek się dowiem. Niestety po powrocie, nie wiem kiedy znów zostanę wypuszczona na zewnątrz. To zależy czy nie uśpią mnie na pewien czas...to też zwykła procedura. - rzekła do wampira. Fakt, nie raz już tak było, że wprowadzali ją w śpiączkę farmakologiczną, nawet na kilka miesięcy, a w owym czasie robili kolejne modyfikacje, to umysłu to ciała...zależy co akurat ich wymagało.
Po chwili usłyszała z zewnątrz coraz to głośniejsze rozmowy, rozpoznając głosy dwóch łowców - jej towarzyszy. A zauważywszy prochy uprzednio zabitego przez nią wampira, zaczęli się rozglądać w poszukiwaniu "broni".
- Siódemka! Mamy rozkaz żeby wracać! - zawołał jeden z nich, będąc pewny, że dziewczyna jest gdzieś w pobliżu, zakładając że szuka innego wampira, wszak wielu ich się tu ostatnio kręci, zwłaszcza tych, którzy chcą się ukryć. Odstąpiwszy od okna, rzekła do Nutty'ego:
- Na mnie już czas, długo nie będą czekać zanim zaczną zaglądać do budynków. Kiedy będę miała kolejną misję, być może znów się na siebie natkniemy. W inny sposób nie mogę się z tobą kontaktować...w końcu nasze role mogą się zmienić do następnego spotkania. - po czym wyszła jakimś bocznym wyjściem, aby łowcy myśleli, że była za budynkiem. Kiedy do nich podeszła, na ich pytania o wykonanie zadania skinęła głową i cała trójka udała się w swoją stronę.

zt
//wybacz że dopiero teraz, ale sesja jest bezlitosna, kiedyś trzeba zacząć trzeba kuć//
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Kanciapa przemytników   Sob Lut 02, 2013 6:57 am

No może i nie przepadał za ludźmi i łowcami, przez co powinien upierać się przy jej zdaniu, ale jak widać nawet i on potrafił nieco zaskoczyć, ale tylko dla tego, że dziewczyna była poddawana eksperymentom, które zmieniły jej ciało, ale mimo wszystko nadal była człowiekiem a nie wampirem czy coś. Słysząc co powiedziała tylko lekko się uśmiechnął, bo zapewne to było głównym powodem różnicy poglądów, ale kiedy wspomniała o ingerencji pokiwał tylko głową, bo jak widać chciała jakiś zmian, mimo iż nie mówiła tego wprost i sama nie była tego do końca pewna. Bo gdyby to nastąpiło, to cały świat jaki do tej pory znała, uległby znacznej zmianie, a na dodatek odkryłaby, że nie musi słuchać niczyich rozkazów, a to mogłoby być trudne po tylu latach. Ale zważywszy na to, że zrobili jej pranie mózgu, to nie powinno być tak źle jeśli dobrze wszystko zrobić.
-Zapewne tak, ale mimo różnicy światów, żyjemy w tym samym miejscu. Zawsze możesz zmienić to, z czym związany jest twój świat.
A no mimo świadomości prania mózgu nie da się tego tak szybko zmienić, a jeśli tylko zobaczą iż chce z tym coś zrobić, to szybko wykonają ponowne pranie mózgu, no i znowu będzie to samo co wcześniej, lub zamienią ją w jeszcze bardziej posłuszną maszynkę, bo wiadomo iż buntu jej "twórcy" na pewno nie zniosą. Kiedy powiedziała iż musi się zbierać pokiwał tylko głową, a na wzmiankę o zmianie ról tylko się uśmiechnął, bo spodziewał się czegoś takiego, jeśli odkryją, że nie załatwiła sprawy związanej z nim.
-Mogą. A kiedy to nastąpi, nie wiadomo co się stanie.
Jeśli wypiorą jej mózg skutecznie, to znowu zaczną się krwawe walki, których mu nieco brakowało, ale straci wtedy jedyne źródło które może go doprowadzić do sedna tej sprawy. Kiedy zniknęła posiedział jeszcze chwile, po czym sam zebrał się do domu.

[zt]
Powrót do góry Go down
Lucinda

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1342-lucinda-dumberville#25297
Zarejestrował/a : 03/03/2014
Liczba postów : 262


PisanieTemat: Re: Kanciapa przemytników   Sro Maj 21, 2014 3:46 pm

To miał być najzwyklejszy w świecie spacer. Lucinda chciała tylko się przejść po mieście, ale skończyło się na tym, że zbłądziła. Tak naprawdę chciała iść na małe zakupy, co jak widać nie wyszło dziewczynie, bo w tej okolicy to raczej sklepów nie znajdzie.
Na dworze było już ciemno, a ona nie wiedziała gdzie dokładnie się znajduje. Spróbowałaby wrócić jakoś na jedną z głównych ulic, ale niestety zaczął padać deszcz, a ona nie miała przy sobie parasolki. Chcąc uchronić się przed deszczem schowała się w kanciapie przemytników, która po prostu była najblizej.
Miejsce to nie opływało w luksusy, ale szczerze mówiąc specjalnie jej to nie przeszkadzało. W końcu nie liczyła na to, że taka szopa w środku będzie wyglądała jak wnętrze jakiegoś hotelu. Liczyła jedynie na to, że deszcz szybko minie i będzie mogła wtedy opuścić to miejsce. Niestety w kanciapie było ciemno, a ona była tylko ludzką dziewczyną z ludzkim wzrokiem, więc nie było mowy o jakimkolwiek rozglądaniu się.
Usiadła sobie na zimnym betonie i oparła się o ścianę. Nie miała nic innego do roboty jak tylko czekać, aż przestanie padać.
O drogę powrotną będzie się martwiła potem.
Powrót do góry Go down
Charles

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1401-it-s-charles#27099
Zarejestrował/a : 30/04/2014
Liczba postów : 115


PisanieTemat: Re: Kanciapa przemytników   Sro Maj 21, 2014 4:35 pm

Jak to się mówi, Lucinda po prostu wybrała sobie złe miejsce, w złym czasie. Czasem takie rzeczy przytrafiają się każdemu, że znajdzie się w nieodpowiednich okolicznościach. Ta stara, rozlatująca się, jednak z odpowiednią ilością miejsca szopa miała być miejscem załatwienia interesów poprzez mafie, a także inwestorów i ich przedstawicieli. Zbiorą się tu niedługo najgorsze męty tego miasta, a także jedni z najważniejszych wampirów i ludzi, którzy nie boją sie poświęcić ludzkie życie w imię jakiegoś zysku, to będzie niezbyt przyjemny widok, ale do tego dojdziemy. Charles dostając telefon w swoim biurze kierował się do tego miejsca wraz ze swoją "sekretarką" która na codzień była jego ochroniarzem poza biurem, była naprawdę dobra w tym co robi, ale do tego też jeszcze dojdziemy. Skupiając się na teraźniejszości. Chwile potem jak dziewczyna znalazła się w szopie mogła usłyszeć podjeżdzającą cieżarówkę, która zatrzymuje się praktycznie przed samym wejściem, następnie stukanie o ziemie nóg dwojga osobników, z których jeden trzymał w rękach AK 47 a drugi zwyczajnie otwierał ciężarówke. Kolejnym krokiem były ich głosy, po tym jak kierowca zdecydował się zatrzymać pojazd.
Wszyscy wysiadać. - Krzyknął jeden z nich, co prawda nikt tego nie rozumiał ,ale imigranci gdy zobaczyli wycelowaną w nich broń, posłusznie wysiedli z tyłu ciężarówki i zaczęli wchodzić do pomieszczenia. Związani, różnej rasy ludzie to co mogła zobaczyć ludzka dziewczyna na początku. Potem jeden z mafiozów pędzących ich jak bydło zawitał do tego miejsca, od razu rzuciła mu się w oczy Lucinda, na co tylko uśmiechnął się, odsłaniając swoje żółte paskudne zęby.
Mamy gościa Sasha! - zawołał do drugiego, zaraz potem zjawił się pokaźny facet mierzący około 2 metry, wielki jak trzydrzwiowa szafa typ z ak 47 w rękach, które wycelował w Lucinde. W tym momencie pod szopę zajechało zajebiste Porshe prowadzone przez piękną Rosjankę... Następnym co dało się usłyszec, było otwieranie i trzaśnięcie obojgiem drzwi. Charles wysiadając z samochodu, nie wchodził od razu do szopy, po prostu zaciągnął się powietrzem, taaak.. wyczuwał bardzo dużo ludzi, co wywołało na jego twarzy, bardzo ironiczny uśmieszek. Było tam około 15 imigrantów, z czego nie wiem może dwóch mogło mówić po japońsku.Wszyscy byli ustawieni pod jedną ścianą i klęczeli na kolanach ze związanymi rękoma. Jeden z nich ze łzami w oczach spojrzał najpierw na dziewczyne, która była tu w nieodpowiednim czasie, a potem na jednego ze swoich opawców.
Błagam! Mam rodzinę w Ameryce, przechwyciliście zły kontener, ja chce tylko tam dojechać, ja nic nie wiem.. błagam. - skomlał niczym pies prosząc o litość. Kumpel Sashy zareagował bardzo szybko, nie przejmował się w ogóle Lucindą, twierdził że i tak tego nie dożyje, ona miała być następna. Sięgnął za pasek wyciągjąc glocka i wypalił mu trzy strzały między oczy, strzał z tak bliska spowodował rozbryzganie się jego mózgu na tylnej ścianie! Mrau, piękny widok.
Tym co usłyszal Charles były strzały, ani trochę mu się to niepodobało, zawarczał ze złości i ruszył do środka, aby powstrzymać dalszą masakrę, byli mu potrzebni ŻYWI, co wiązało się z nielada zarobkiem. Katarina grzecznie poszła za nim, trzymając odbezpieczoną broń w ręku.
Powrót do góry Go down
Lucinda

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1342-lucinda-dumberville#25297
Zarejestrował/a : 03/03/2014
Liczba postów : 262


PisanieTemat: Re: Kanciapa przemytników   Sro Maj 21, 2014 5:12 pm

Lucinda miała to "szczęście" i już kilka razy w swoim krótkim życiu była w złym miejscu o złym czasie, jednak teraz to chyba nie uda jej się wyjść z tego cało. Kiedy usłyszała ciężarówkę nie przypuszczała, że jej "zawartość" przybyła właśnie do tej opuszczonej, jak dla niej kanciapy.
Zaczęła żałować, że wyszła dzisiaj z domu i coś jej się zdawało, że nie wróci już tam żywa. Przełknęła ślinę i miała cichą nadzieję, że nikt jej nie zobaczy, ale niestety okazało się inaczej. Bała się to za mało powiedziane. Była przerażona jak nigdy, do tego jeden z mężczyzn w nią wycelował. Czy to tak przyjdzie jej zginąć? Czy naprawdę zakończy swoje życie w jakiejś szopie zastrzelona wraz z innymi ludźmi? No o tym nie chciała się przekonywać, co nie powinno dziwić.
Słysząc strzał krzyknęła, po czym szybko zasłoniła swoje usta. Widząc tą plamę na ścianie, która była mieszanką krwi i mózgu zrobiło jej się tak niedobrze, że aż zebrało jej się na wymioty.
Nie chciała umierać w taki sposób jak chwilę temu ten niczemu winny człowiek. Całkowicie inaczej wyobrażała sobie swoją własną śmierć.
Ze strachem i łzami w oczach spojrzała na mężczyznę, który wszedł do środka. Prawdopodobnie był on szefem tego wszystkiego, chociaż ręki za to nie da sobie uciąć.
Powrót do góry Go down
Charles

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1401-it-s-charles#27099
Zarejestrował/a : 30/04/2014
Liczba postów : 115


PisanieTemat: Re: Kanciapa przemytników   Sro Maj 21, 2014 5:28 pm

No skoro to było jej szczeście to kimże był Charles, żeby się z nią kłócić w tym momencie. Wparował do tego miejsca, z uniesionym całym złotym Desert Eaglem, taka broń musiała kosztować fortune, jednak dla niego miało to małe znaczenia, bardzo lubił obnosić się ze swoimi świecidełkami. Z początku był wycelowany w Sashe, jednak jeśli zobaczył, że nie ma realnego zagrożenia, zabezpieczył go, podobnie zrobiła kobieta która z nim tu przyszła. Schował broń zaplątując ręce na klatce piersiowej i westchnął głęboko.
-Vladimir, której części zdania, że są mi potrzebni żywi nie rozumiesz? - nie zwracał zupełnie uwagi na Sashe i dziewczyne do której mierzył w tym momencie.
-Katarina, daj walizkę, jednak wyciągnij dwieście pięcdziesiąt tysięcy i półóż na ziemi. - powiedział bardzo pewnie spoglądając na dwóch facetów, a gdy Katarina otworzyła walizkę z 500 tysiącami dolarów amerykańskich, wyciągnęła pare plików związanych banknotów położyła przed Charlesem. Ten tylko sięgnął do kieszeni wyciągając zapalniczkę którą odpalił i rzucił prosto w pieniądze. Właśnie poszło się palić niemała fortuna dla kogoś.
-Jeden taki dupek jest warty sto tysięcy, jako że zawiodłeś mnie i nie umiesz trzymać rąk w kieszeniach, tracisz połowe zapłaty. - Siegnął po telefon po czym wykręcił pewien numer mówiąc tylko szybko niezrozumiałe słowa po Rosyjsku i schował go z powrotem, tym samym kończąc rozmowe. -Ślicznotko, zabierz ich stąd. -wskazał na imigrantów, którzy zgodnie z zaleceniami kobiety udali się na zewnątrz czekając na transport, który był już w drodze. Charles został sam tutaj z dwoma pewnie nieźle wkurwionymi rosjanami, że połowa ich wypłaty właśnie płonie pod ich stopami, no i nie można zapominać o dziewczynie, która była tutaj przypadkowo.
-Kim Ty do cholery jesteś, dlaczego tutaj jesteś? Wyglądasz na miejscową. - skomentował. Jego ton był chłodny, był taki jakby nie okazywał w ogóle strachu czy jakichkolwiek uczuć, mimo, że był w sytuacji w której inni by się posrali w gacie. Dwóch mafiozów patrzyło na wampira z zawiścią, chyba coś planowali.

_________________
I dont think no one's home, I better find You first before you find the phone.
Powrót do góry Go down
Lucinda

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1342-lucinda-dumberville#25297
Zarejestrował/a : 03/03/2014
Liczba postów : 262


PisanieTemat: Re: Kanciapa przemytników   Sro Maj 21, 2014 5:49 pm

Czarnowłosa dziewczyna tylko obserwowała co się dzieje. Bała się mrugać oczami, a co dopiero wykonać jakiś ruch lub spróbować uciec. Śledziła wzrokiem Charlesa, który trzymał w dłoni złotą broń. Zaczęła zachodzić w głowę, kto normalny wydałby niemałą sumkę pieniędzy na jakąś tam złotą zabaweczkę, która posiadała funkcję zabijania przy okazji. Przynajmniej nabrała pewności, że to właśnie ten typ ze złotą zabaweczką jest szefem.
Na szczęście obyło się bez strzelaniny, co ją nieco uspokoiło, jednak nie zmienia to faktu, że dziewczyna nadal bała się mrugnąć. Jedyne co ją stresowało jeszcze, to fakt, że nadal jest na celowniku i w każdej chwili może pożegnać się ze swoim życiem. Lucinda nie miała innego wyboru jak tylko siedzieć tam gdzie siedziała i przysłuchiwać się całej tej rozmowie i obserwować zaistniałą sytuację. W momencie, kiedy Charles puszczał z dymem kilka pliczków banknotów była w szoku. Pomińmy już fakt, że nigdy nie widziała na oczy takiej ilości dolarów. Zaczęła się zastanawiać, czy co niektórzy z obecnych nie mają czasami za dużo kasy i chyba wiadomo o kogo jej chodziło. Oczywiście wszelkie uwagi pozostawiała tylko i wyłącznie dla siebie. Nie była na tyle głupia by komentować to na głos.
W kanciapie zostały już tylko cztery osoby po tym, jak Katarina wyszła z grupką imigrantów. Co teraz będzie? Będą załatwiać sprawy 'po męsku'? Jeśli ktoś czuje taką potrzebę, to proszę bardzo, ale Lucinda wolałaby zrezygnować z tej 'przyjemności' obserwowania tego. Nadal nie pozbierała się po widoku kawałków mózgu na ścianie i całego obrazu brutalnego morderstwa.
- J-ja? - Spojrzała na wampira ze strachem w oczach - Ja.. ja tylko chciałam się schować przed deszczem. - Tylko tyle albo i nawet aż tyle udało jej się wykrztusić. Podczas wypowiedzi głos jej drżał i na dodatek uciekał przez co odpowiedź mogła być niezrozumiała. Niestety strach robi swoje.
Powrót do góry Go down
Charles

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1401-it-s-charles#27099
Zarejestrował/a : 30/04/2014
Liczba postów : 115


PisanieTemat: Re: Kanciapa przemytników   Sro Maj 21, 2014 6:23 pm

Charles może wyglądał na zimnokrwistego drania, no i chyba rzeczywiście takim był jeśli chodziło o dobro jego interesów, taki wampir jak on nie mógł sobie pozwolić na jakąś porażką w interesach, to byłoby zbyt bolesne dla jego dumy i jego opinii którą tak długo budował. Kto normalny? Taki ktoś kto mógłby palić pieniędzmi w kominku, żeby się ogrzać. Kiedy zbliżył się do Lucindy nagle usłyszał przeładowaną broń, a w tym momencie uśmiechnął się tylko do ludzkiej dziewczyny po czym odwrócił się do dwóch Rosjan, którzy przyszli tutaj dokonać wymiany. Sasha, cały czas mierzył w dziewczynę, ale Vladimir stwierdził, że wcale mu się to niepodoba.|
-Wydaje Ci się skurwielu, że możesz nas wychujać?! - Wściekły rosjanin sięgnął po broń i wystrzelił prosto w brzuch Charlesa, kula wręcz przebiła go na wylot, w momencie warknął z bólu. Sięgnął do kieszeni rozcinając sobie dłoń z której zaczęła kapać krew na podłogę.
-Ostatni błąd marionetko... - W momencie kiedy jego rana się otworzyła, jego oczy zmieniły kolor na czysty szkarłat, odwrócił się do niego wyciągając ręce. Złapał go w swoją moc, okrutną i brutalną moc opartą na telekinezie. Lucy nie mogła zauważyć jak zadziałała moc Charlesa jednak Vladimir w momencie zaciśnięcia pięści przez wampira padł na ziemie wrzeszcząc okrutnie, nie mógł się poruszać, wszystkie kości były połamane, były zwyczajnie nie do użytku, teraz jedyną łaską jaką mógł mu okazać to po prostu strzelić mu w łeb. Wielki Sasha widząc to wypuścił broń i zwyczajnie zaczał uciekać z miejsca zdarzenia, ale kiedy tylko opuścił to miejsce, na zewnątrz było słychać kolejne dwa strzały, a wielkolud padł na ziemie z broni Katariny, która już defacto ładowała ludzi do kolejnej ciężarówki. Podszedł do człowieka, po czym znów sięgając po broń wymierzył mu w głowę z odległości paru centymetrów i zwyczajnie kalibrem Desert eagla rozwalił mu łeb. Następnie odwrócił się do Lucindy z brudną od krwi twarzą, wręcz ściekała po nim, a on jedynie się oblizał zabiezpieczająć broń. Trzymał się za brzuch, w miejsce w którym kula przeszła go na wylot, bolało jak cholera, ale to za mało, żeby zabić wampira.
-Ty... musimy porozmawiac.... - robił wyraźne odstępy, naprawdę go to bolało.

_________________
I dont think no one's home, I better find You first before you find the phone.
Powrót do góry Go down
Lucinda

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1342-lucinda-dumberville#25297
Zarejestrował/a : 03/03/2014
Liczba postów : 262


PisanieTemat: Re: Kanciapa przemytników   Sro Maj 21, 2014 6:51 pm

Nie wiedziała czy Charles jest osobą, która chce jej coś zrobić czy nie. Wiedziała tylko tyle, że w tej chwili nadal jest na celowniku, a w jej stronę idzie pan szef mafii, czy kim on tam sobie jest, który prawdopodobnie ma kasy tyle, że chyba ocaliłby połowę afrykańskiej ludności od śmierci.
Niestety Lucida nie znała języka rosyjskiego na tyle, by zrozumieć co tam Vladimir wykrzykuje. Jej znajomość tego języka zaczynała się na "Dzień dobry" i kończyła na "Do widzenia". Nie rozumiała, ale za to widziała, że Rosjanin jest lekko mówiąc wkurzony i do tego sięga po broń. Nie chciała patrzeć na kolejne mordy, albo inne wnętrzności na ścianach, więc zamknęła swoje błękitne oczy i zasłoniła na dodatek dłońmi.
Usłyszała strzał. Bała się, ale uchyliła swoje oczy. Zobaczyła Charlesa, który oberwał. Odruchowo zatkała usta dłonią. Co teraz będzie? Czy Rosjanie właśnie załatwili Wujka Dobre Finanse? Tak myślała, ale widząc to przedstawienie, albo raczej jego efekty dotarło do niej, że Charles nie jest człowiekiem. Nasz kochany Wujek to kolejny wampir na drodze Lucindy. Już zaczęła się zastanawiać nad tym, czy większość populacji tego miasto to wampiry, bo nie pamięta kiedy ostatnio spotkała jakiegoś człowieka. Drugi Rosjanin dokonał swojego żywota również, ale na szczęście na jej oczach.
Potrafiła znieść wiele, ale to co widziała dzisiaj... przerosło ją. Po prostu to wszystko co widziała było ponad jej nerwy. Jej dłonie drżały, a ona zaczęło lekko się kołysać w przód i w tył mamrocząc coś pod nosem.
Niestety była zmuszona zobaczyć jeszcze jedno zabójstwo. Tym razem to Charles pociągnął za spust. Nie rozumiała tego jak ludzie mogą zabijać, jak mogą to robić z tak zimną krwią. Skoro była mowa o Charlesie. Widziała jak wampir krwawi, zdawała sobie sprawę z tego, że musi cierpieć, ale ona nic nie może zrobić. Nawet gdyby chciała.
- A-ale ja nic nie wiem... - patrzyła na niego ale odsunęła się w tył.
Była teraz w kanciapie z dwoma trupami i wampirem. No lepiej sobie tego wymarzyć nie mogła.
Powrót do góry Go down
Charles

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1401-it-s-charles#27099
Zarejestrował/a : 30/04/2014
Liczba postów : 115


PisanieTemat: Re: Kanciapa przemytników   Sro Maj 21, 2014 7:04 pm

Wpatrywał się w Lucinde tak przez chwile tymi krwisto czerwonymi oczami, az wróciły do normalnego stanu. Następnie usłyszał odjeżdzającą ciężarówke, a jego uszą nie towarzyszył warkot silnika, a jedynie "Ka Ching" z każdym odjeżdzającym imigrantem, który zostanie sprzedany do niewolniczej pracy. Właściwie niewolnictwo było zakazane, ale pracowanie za minimalną płace w dodatku na czarno będąc dymanym przez wielkie korporacje, można było nazwać niewolnictwem czyż nie? Załatwić go? Nie ma opcji, miał za dużo do załatwienia, ta rana będzie się goić przez najbliższą godzine, także zostanie tutaj z dziewczyną, którą właśnie spotkał, usiadł przy niej na podłodze, rzadko się tak zachowywał, w końcu był dżentelmenem, a że poznał małolatkę w tak nieprzyjemnych okolicznościach, to już nie była jego sprawa, ale mogła mu chyba podziękować za uratowanie jej skóry. Mimo, że była uczennicą, już miała pewnie niezłe grzechy na sumieniu prawda? Drażnił go jej zapach, wyczuwał innego wampira, a tego nie lubił, jeśli będzie chciała to zamaskować, będzie musiała się dużo bardziej postarać.
-Właśnie o tym mówie... Wiesz kim jestem? - spoglądnął na nią, mówiąc całkiem przyjemnym tonem głosem, gdyby nie raz na jakiś czas grymas bólu na jego twarzy. Sięgnął do marynarki po czym wyciągnął papierośnice w stronę uczennicy, spoglądając pytająco. Jeśli się poczęstowała prawdziwym cygarem, wartym więcej niż jej cała garderoba, a pewnie i cały obecny dobytek, to wziął i sobie, po czym rozpalił w zależności od tego czy wzięła. Jeśli nie, to sam sobie go zapalił, a potem schował ją do kieszeni z powrotem.
--Jesteś młoda, masz słodki zapach, musisz być człowiekiem. Jednak wiem, że to co mówie, wcale nie jest Ci obce, bo śmierdzisz z daleka, jakąś niższą pokraką. - skomentował to wszystko po czym spoglądał w jej oczy, bardzo głęboko.
-Właśnie o to się rozchodzi... Jesteś przerażona, ale jaką mam gwarancję, że potrafisz dochować tajemnicy. Nie ukrywam swojej twarzy, widziałaś co zrobiłem, widziałaś, że Ci ludzie będą sprzedani teraz w niewole...Jestem zbyt szanowany w wysokich kręgach, żeby pozwolić sobie na taką wpadkę. - Uniósł broń przystawiając sobie do głowy, po czym ustami zrobił tylko "Puff" było to nieme, odłożył broń przyglądając się, jak dziewczyna zamierza się wywinąć z tej sytuacji. Oczywiście mógłby skasować jej pamięc, ale wtedy nie byłoby żadnej zabawy.

_________________
I dont think no one's home, I better find You first before you find the phone.
Powrót do góry Go down
Lucinda

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1342-lucinda-dumberville#25297
Zarejestrował/a : 03/03/2014
Liczba postów : 262


PisanieTemat: Re: Kanciapa przemytników   Sro Maj 21, 2014 7:44 pm

To co działo się parę chwil temu, na pewno wyryje się w jej pamięci wielkimi literami. W końcu była świadkiem dwóch morderstw i na dodatek nielegalnego interesu, jakim był handel żywym towarem. No powodów by się jej pozbyć nieco było. Nikt raczej nie zachowałby jej przy życiu w takiej sytuacji.
Usłyszała jedynie odjeżdżającą ciężarówkę pełną imigrantów. Było jej ich żal, chociaż cieszyła się, że sama nie skończyła w środku pojazdu.
Kiedy Charles usiadł obok niej nie wiedziała czy jest on bezpiecznym typem, ale nie odsunęła się od niego. Uznała, że to byłoby nieco niegrzeczne z jej strony odsuwać się od rannej osoby, która jakby nie spojrzeć uratowała jej życie.
Kim on jest? Biedna wiedziała tylko tyle, że jest dzianym wampirem. Nic więcej.
- Nie wiem kim pan jest... - Powiedziała cicho i spuściła wzrok. Może gdzieś go widziała, ale prawda jest taka, że czarnowłosa nie ma pamięci do twarzy. Spoglądała dyskretnie na niego. Mimo, iż wiedziała, że Wujek Dobre Finanse wyliże się z tego, to i tak się nieco martwiła... w końcu widziała go rannego.
Cygaro? Ona nawet papierosa w ustach nie miała, a co dopiero cygaro. Pokręciła jedynie głową. Nie interesowało ją to, jak smakuje coś takiego.
Była zdziwiona tym wywodem wampira. Zdawała sobie sprawę z tego, że mają oni lepiej rozwinięte zmysły niż ludzie, ale nadal ją to zaskakiwało.
- Ma Pan rację, ale skąd Pan wie, że ktoś inny...? - Spojrzała na niego pytająco. Ona sama sobie nie zdawała sprawy z tego, że może pachnąć Meli albo Psycho. Była tylko człowiekiem i było to dla niej niewyczuwalne. Poczuła się bardzo niepewnie, kiedy wampir spoglądał w jej oczy. Nigdy nie lubiła utrzymywać kontaktu wzrokowego z osobą z którą rozmawiała, wiec po chwili patrzyła już gdzieś indziej.
Jeśli chodzi o milczenie Lucindy Charles nie miał żadnej gwarancji. Co prawda nie zamierzała wyjść na miasto i ogłosić wszem i wobec czego to świadkiem była, o nie. Ona to by chciała o tym wszystkim zapomnieć, jak najszybciej na dodatek.
- Nie mam zamiaru o tym nikomu wspominać... a nawet jeślibym chciała, to nie mam komu. - Spojrzała na poczynania wampira i zrozumiała, że jeśli wypaplałaby komukolwiek dzisiejsze zajście, to dostanie taką ładną kulkę w łeb i Wujaszek też wtedy zrobi "Puff".
Powrót do góry Go down
Charles

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1401-it-s-charles#27099
Zarejestrował/a : 30/04/2014
Liczba postów : 115


PisanieTemat: Re: Kanciapa przemytników   Sro Maj 21, 2014 8:25 pm

Oczywiście, że nie mógł jej zostawić przy życiu, wcale nie zamierzał jednak jej zabijać, miał znacznie lepszy plan. Tylko czy mała przestraszona Lucinda się na to zdobędzie? Cóż nie ma wyjścia. Wypuścił parę dymków z cygara cały czas na nią spoglądając z uśmiechem po czym westchnął głęboko.
-Nie wierzę Ci mała istotko... - poswstał z siadu krzywiąc się lekko i podparł się ściany po czym podał jej ręke aby wstała razem z nim, mam nadzieję że posłucha jego gestu, bo to wiązało się z posłuszeństwem. Nie będzie jej brał za służke, nie jest mu potrzebna, zresztą i tak była zarezerwowana, dla kogoś kto potrzebuje większej opieki niż on. On miał Katarine, to mu wystarczy dożywotnio.
-Tym już sobie nie zawracaj swojej małej ślicznej główki. Żyje wystarczająco długo, żeby rozpoznać zapach wampira. - uśmiechnął się delikatnie po czym rozejrzał się dookoła, może sceneria nie była odpowiednia dla damy, ale tak to już bywało, jeśli chciało się znaleźć w takim miejscu.
-Złoże Ci propozycje nie do odrzucenia.. - Niczym ojciec chrzestny! - W tym momencie jesteś współwinna temu wszystkiemu, mam swoje sposoby, jednak nie mam w planach Cię krzywdzić,a tym bardziej znęcać się nad Tobą psychicznie. Mam uczciwą ofertę, mianowicie będziesz dla mnie pracować, a to, że czuć od Ciebie smród wampira, znaczy, że je znasz... spotykasz,a nie widać, żeby któryś zrobił Ci krzywde, ufają Ci.. - obszedł ją dookoła po czym skinął sam do siebie głową.
-Umiesz pisać prawda? Opiszesz mi wszystkie wampiry, jakiej do tej pory spotkałaś, na kartce papieru, ze wszystkimi szczegółami które zapamiętałaś, a Cię nie zabije, albo nie pochowam żywcem. - Cały czas się uśmiechał, a jego ton był cały czas przyjazny, nie groził jej, on zwyczajnie stwierdzał fakty. Zawołał Katarine do siebie, kiedy kobieta przyszła zbadała dokładnie wzrokiem dziewczynkę i uśmiechnęła się do wampira.
-Charles... Ona jest taka słodka, mogę ją zatrzymać? - wpatrywała swoje błękitne, piękne oczy w postać dziewczyny.
-Dorobiłaś się dziecka Katarina, będziesz jej pilnować, ale też masz dopilnować by robiła to właśnie co jej zaproponowałem. Rozumiesz? - Wampirzyca skinęła głową podekscytowana po czym stanęła równie blisko Lucindy masując jej malutkie ramiona, teraz była tylko jej chwila na podjęcie decyzji, ale z tą decyzją wiązało się, że będzie musiała wydać swoje koleżanki, udostępnić o nich informacje, a także o Psycholku, każdy zapamiętany szczegół się liczył, nie radziłbym kłamać.

_________________
I dont think no one's home, I better find You first before you find the phone.
Powrót do góry Go down
Lucinda

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1342-lucinda-dumberville#25297
Zarejestrował/a : 03/03/2014
Liczba postów : 262


PisanieTemat: Re: Kanciapa przemytników   Sro Maj 21, 2014 8:54 pm

Ty zostaw biedną Lucindę w spokoju! Nie widzisz ile to biedne dziewczę się nacierpiało przez swoje "szczęście", które chyba losowi pomyliło się z czymś innym. Charles jak widać nie obdarzył Lucindy swoim zaufaniem - dziękujemy panu bardzo!
Zaczęła zastanawiać się nad tym jak się pozbyć zapachu innego wampira. Najwidoczniej kąpiel, perfumy, czy inne takie nie załatwiają sprawy.
- A jak się pozbyć zapachu kogoś innego? - Nie odpuści mu dopóki się nie dowie. Rzadko kiedy coś ją interesuje, a jeśli się tak zdarzy, to chce już wiedzieć coś więcej.
Spoglądała na wampira jak o wstał, by po chwili lekko chwycić jego dłoń i podnieść się. Propozycja nie do odrzucenia powiadasz? W takim razie Lucinda już zaczęła zakładać, że usłyszy zaraz plan jakiegoś lewego interesu i będzie musiała wziąć w nim udział. Po wysłuchaniu jego jakże i wspaniałej oferty stwierdziła, że wiele się nie myliła. Zastanawiała się tylko nad tym, czemu jest współwinna. Przecież ona była tylko przypadkową osobą, która znalazła się w złym miejscu, o złym czasie. Pierwszy raz widziała tych wszystkich ludzi, włącznie z Wujaszkiem, którego imienia nawet nie znała. Jednak to nie był czas na rozmyślania. Musiała podjąć decyzję, która wcale nie była taka łatwa, jakby mogło się wydawać. Dziewczyna nigdy nie lubiła mówić o swoich znajomych, a teraz będzie musiała opisać każdego wampira z osobna? Czy to ma być jakieś śmieszne przesłuchanie? Poza tym... po co Wujkowi Dobre Finanse takie informacje?
Chcąc tego czy też nie postanowiła się zgodzić. Propozycja nie do odrzucenia, to propozycja nie do odrzucenia.
- Do-dobrze... zrobię to, proszę Pana. - Odpowiedziała, podejmując tym samym ostateczną decyzję.
Teraz nie ma już odwrotu i będzie musiała wykonać zadanie, które zgodziła się wykonać.
W milczeniu spoglądała na przybyłą kobietę. Musiała przyznać sama przed sobą, że Katarina jest bardzo piękna. Zastanawiała się, czy ona też jest wampirem.
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Kanciapa przemytników   

Powrót do góry Go down
 
Kanciapa przemytników
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Vampire Knight :: Yokohama :: DZIELNICA PORTOWA (WSCHÓD)-
Skocz do: