IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Torwar

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Hachiko

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t171-krwawa-dama http://vampireknight.forumpl.net/t588-leadris#788 http://vampireknight.forumpl.net/t3334-krwawa-dama#71600
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 917


PisanieTemat: Torwar   Wto Paź 23, 2012 8:09 pm

Jeden z większych typu obiekt w mieście, a jedyny z kolei w dzielnicy zachodniej. Torwar jak torwar; wielofunkcyjny. Jednego dnia robi za salę koncertową, innego za miejsce na mecz hokejowy, a jeszcze bardziej innego za halę na targi ślubne, ale zdecydowanie częściej służy jako zwykłe lodowisko, które prosperuje najowocniej w chłodne, zimowe dni. Wykwalifikowani trenerzy tylko czekają na osóbki nie umiejące radzić sobie na lodzie. Wracając jednak do samego przeznaczenia budowli, jest ona również miejscem różnorakich treningów; czy to łyżwiarstwa, koszykówki lub siatkówki. Torwar posiada na dodatek bogate, szerokie zaplecze, a sama konstrukcja z zewnątrz wygląda niezwykle nowocześnie i reprezentacyjnie.
Powrót do góry Go down
Kyubi
Casanova
Casanova
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t473-casanova http://vampireknight.forumpl.net/t621-kyubi
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 843


PisanieTemat: Re: Torwar   Nie Lis 18, 2012 7:27 pm

Kyubi postanowił wybrać się na lodowisko, wcześniej informując o tymże wypadzie Elaine. Przecież miał się z nią wreszcie spotkać i uzgodnić wszystkie papiery. W sumie była to już kwestia podpisania papierków, cała reszta została już dawno ustalona. Kyubi sam nie wiedział czy nadawał się na ojca, co prawda już nim był, ale miał na pieńku z córką. A teraz jeszcze Elaine... gdzie na dobrą sprawę, gdyby nie on, to pewnie musiałaby mieszkać sama. Wiedział jedynie o planowanym małżeństwie dziewczyny. Nie znał szczegółów, ale będzie musiał zostać w to "wtajemniczony", bo przecież sprawa przechodziła w jego ręce. Dalej to on będzie już musiał podejmować oficjalnie decyzje, oczywiście wcześniej ustalone z Elaine. Nie była jego prawdziwą córką, więc nie zamierzał wpierdalać się w jej życie. Da jedynie nazwisko, które i tak zmieni za niedługi czas, a potem będzie mogła wyfrunąć do nowego gniazdka. Ciekawe kim okaże się być owy szczęściarz. Kyubi normalnie spierdoli się z krzesła, kiedy się dowie, że to syn Sophie. Ach, właśnie. Ciekawe, co u tej wampirzycy. Ostatnio jak ją widział na balu nie wyglądała za zbyt szczęśliwą, ale cóż poradzić? Małżeństwo to jednak nie zawsze dobrze dokonany wybór. Lepiej się w to nie pchać, jeśli nie ma takiej potrzeby. Po co się na siłę unieszczęśliwiać? No właśnie. Wampir zdecydowanie nie rozumiał na co potworom, takim jak krwiopijcy jakieś związki i uczucia. Przecież to jedynie burzy ład i porządek, jaki mają z góry ustalony w swojej podświadomości.
Wampir zajechał pod torwar swoim mustangiem, parkując tuż za znakiem zakazującym postoju i zatrzymania. Dostanie mandat? A chuj z tym. Wyrzuci albo spali. Nie interesowały go takie ludzkie i przyziemne kary. Z samochodu wziął teczkę z potrzebnymi papierami i skierował się od razu w stronę wejścia. Co prawda już od dawna lodowisko powinno być zamknięte, ale któż nie zrobi dla tek sławnej gwiazdy wyjątku? Szczególnie, że im za to zapłacił. Wszedł więc do środka, minąwszy się z jakimiś szczupłymi, przez co mało kobiecymi, tancerkami, które właśnie skończyły na dziś swój trening. Nie interesował się anoreksjami. On wolał prawdziwe kobiety, takie, które jest za co pomacać. Zajął więc jakieś miejsce na ławce i czekał na Elaine. Czemu akurat takie miejsce, a nie jakaś kawiarnia? Bowiem w takim miejscu nie nabawi się bólu głowy, od natłoku myśli wszystkich ludzi. Od, taka jego zasrana przypadłość Casanovy.

_________________
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Torwar   Nie Lis 25, 2012 6:08 pm

Po rozstaniu z Elliotem Eli udała się prosto do hotelu. Chciała mieć z głowy mało przyjemne spotkanie z babcią, ostatnie w jej całej egzystencji, jak się spodziewała. Kobieta długo, cierpliwie tłumaczyła wnuczce, dlaczego to odsyła ją do Japonii, dlaczego Lucrezia nie może wrócić z nią do rodzinnej posiadłości na Sycylii i wreszcie czemu Scarlatti oddają małą rodzinie jej matki. Czarnulka wyłapywała piąte przez dziesiąte słowo, nawet nie udając, iż rzeczywiście słucha starej wampirzycy. Nie miała najmniejszej ochoty o tym rozmawiać, ani myśleć. Chociaż tego nie okazywała, zawiodła się na rodzicach - była zła na matkę, która umarła i przez którą wszystko się sypało oraz wściekła na ojca, bo jakim prawem po prostu z niej zrezygnował? Całą swoją drobną osobą dawała do zrozumienia światu, że ma to gdzieś, ale w głębi ducha miała nadzieję, że tym razem, z kuzynem od strony matki, trafi lepiej. Na samym końcu markiza Scarlatti wyjawiła wnuczce nazwisko jej narzeczonego (które rzeczonej wnuczce kompletnie nic nie mówiło), obwieściła, iż umówiła ją na spotkanie z przyszłym opiekunem i zwyczajnie odjechała na lotnisko. Pokój hotelowy miała wynajęty jeszcze na parę dni, ale Elaine wiedziała, że więcej tu nie wróci.
Przebrała się szybko - ba! - nawet założyła sukienkę, co w jej przypadku nie zdarzało się bardzo często. Wyszła z hotelu, zamówiła taksówkę (och, błogosławiony dzień, w którym wreszcie wolno jej będzie zrobić prawo jazdy!) i po jakichś dwudziestu minutach dotarła do Torwaru. Dziwne miejsce jak na załatwianie adopcji, nie powiem, ale tym bardziej spodobało się Eli. W przewrotny sposób upewniło ją w przekonaniu, że jej opiekun nie jest sztywnym urzędasem w odprasowanych skarpetkach, który nosa nie wyściubia poza swoje biuro. Bo, szczerze? Nie wiedziała o Kyubim nic, kompletnie, nulla, zero. Wcześniej jej to nie interesowało, a teraz uznała, że wszystkiego dowie się już od niego.
Po drodze wyssała z taksówkarza trochę pozytywnych emocji, więc była całkiem optymistycznie nastawiona do całej sprawy. Podążyła w podskokach w stronę głównego wejścia, przez które przemknęła bez żadnych problemów.
A więc, Kyu chciał uciec od natłoku ludzkich myśli? Dość zrozumiałe, szkoda tylko, że przy wejściu dziewczyny na lodowisko, mógł zostać zbombardowany Elisiowymi wyobrażeniami, spostrzeżeniami, planami, obawami, radościami, smutkami, wątpliwościami i wszelkimi dziwnymi pomysłami, które przychodziły jej do głowy z nieprawdopodobną szybkością. Przykład? No, okej, weźmy tylko to, co pierwsze pomyślała, gdy stojąc w wejściu ujrzała sporą halę.
    Wow, jakie lodowisko!...
    Wielkie!
    Nie, w sumie widziałam większe...
    Ciekawe, jak się na tym jeździ... Mam nadzieję, że stara zapakowała mi łyżwy... Chociaż w butach też mogłoby być fajnie!
    Może by tak spróbować... Nie, nie, potem! Choć wygląda tak zachęcająco...
    NIE!!! Później!
    A ciekawe jak by wyglądało Jezioro Łabędzie na lodzie... W sumie dawno nie oglądałam. Wszystkie kasety pewnie zostały w domu.
    Bo tu na pewno nie mają odtwarzacza wideo, to takie staroświeckie... Tak, babciu, lepiej spójrz na siebie. Dałobyś się już zakopać, stare próchno!
    Ale mogłabym tu sama zagrać Odettę!
    Hm, hm, może uda mi się w tym mieście zapisać na balet... Ale nie, ważniejsze lekcje muzyki. Czy ten Kyubi pozwoli? Czy on w ogóle wie jak ś m i e r t e l n i e ważna jest muzyka?!
    Ale zaraz, o czym to ja... Coś chyba miałam... Kyubi... Kyubi... Ach!

Uprzytomniwszy sobie, po co i do kogo tu właściwie przyszła, Elaine przerwała swój wyjątkowo intensywny myślowy monolog (oczywiście należy tu dodać, że obok myśli pojawiały się także przeróżne wyobrażenia, skojarzenia, etc.), który swoją drogą trwał zaledwie parę sekund.
Na raz zaczęła obracać głowę na wszystkie strony, a gdy jej bystre spojrzenie wychwyciło pojedynczą, fioletowowłosą postać siedzącą nieco dalej, Lukierek podążył w tamtym kierunku, na przełaj - przeskakując zwinnie po siedzeniach, oparciach, czy co tam mieli. Tym sposobem szybko stanęła u boku Kyubiego.
- Jestem, psze pana... sir, signor, taaatoo - zaanonsowała się, wbijając w Kyu niemal natarczywe spojrzenie. Ostatnie słowo zabrzmiało śmiesznie w jej ustach, ale nie ma się co dziwić, czuła się nieco dziwnie wypowiadając je. Wszak wciąż miała biologicznego ojca, a i nie wiedziała, jak jej przyszły opiekun będzie chciał, by się doń zwracała.
Powrót do góry Go down
Kyubi
Casanova
Casanova
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t473-casanova http://vampireknight.forumpl.net/t621-kyubi
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 843


PisanieTemat: Re: Torwar   Nie Lis 25, 2012 6:48 pm

Ach, z tymi babkami to tak właśnie bywa. Dobrze, że Kyubi nie musiał się z nią spotkać. Nie miał ochoty ruchać takiego drętwego próchna, choć sam do młodych nie należy, to jednak wciąż na wiele go stać! W chlani z dnia na dzień jest coraz lepszy. W seksie także, jeszcze nie spotkał kobiety, która skończyłaby z nim jako nie zaspokojona dama. Choć zawsze wołały o więcej i wampir nie wiedział czy to dlatego, że było im tak zajebiście dobrze, czy też dlatego, że wciąż czuły się za mało dopieszczone jego bistą męskością. Więc on podziękowałby z góry na spotkanie się trzeciego stopnia z babcią Elaine. Chyba, że mimo kilkuset setek na karku, wciąż wyglądałaby na góra dwadzieścia lat! Starszym kobietom to on nie przepadał zaglądać w majtki. Wiadomo, co się tam ujrzy?
Zamiast tego odbył przezajebistą rozmowę z ojcem dziewczyny, która to niemało zdziwiła Kyubiego. Niby z jakiej racji mężczyzna pochodzący ze szlachetnego rodu chciał się pozbyć swojej jedynej córki i to w łapy takiego zboczeńca, jakim był ten oto nasz Casanova. Przecież jeszcze zaciążyłby naszą śliczną dziewczynkę. Swoją drogą, wampir miał niezłego czuja do dziewic! Wyczuwał je węchem, tak jakoś specyficznie pachniały. A że takich w swoim łożu wiele ugościł, to umiał już je wyczuć, muahaha!
Oprócz posiadania swojej córki, z którą urwał mu się kontakt, musiał wziąć odpowiedzialność za kolejną damę. Ciekawe jak wiele kłopotów mu przysporzy. W sumie to nigdy wcześniej o niej nie słyszał. Może i byli w jakimś stopniu spokrewnieni, to jednak nigdy nie przyszło mu do głowy, aby zajmować się dziećmi swojej dalszej rodziny. Ale skoro dostał taką propozycję... to jako głowa rodu nie mógł przecież odmówić. Musiał dbać o to pieprzone kontakty. Choć wolałby mieć święty spokój, żyć jak mu się podoba i pierdolić po kątach wszystko, co się da. Taki był. Istny demon seksu, a nie tam jakiś niedorobiony wampir.
Jej opiekun miałby być sztywny?! Przecież to basista byłego zespołu LM.C! Każdy go rozpoznawał już! Był znany nie tylko w Japonii, ale także i na świecie. Poza tym, zapowiada drugi powrót zespołu. Dopiero się zacznie. To będzie wyjebane w kosmos. Znowu laski będą się pchać do łóżka. Ach i przestanie już cierpieć z powodu braku seksu od dobrego tygodnia! Karygodne!
Wreszcie wyczuł myśli dziewczyny. Oho, już się domyślał, co za nastolatkę ujrzy przed sobą. Ciekawe czy wielbiła Zmierzch tak jak chrześcijanie biblię? To się jeszcze okaże w praniu, ale póki co, miało ochotę zamknąć jej myśli w różowej, szklanej kuli i nie pozwolić im, aby kiedykolwiek wyszły na światło dzienne.
I ona zastanawiała się czy Kyubi wie jak ważna jest muzyka? On miał dwie, najważniejsze kochanki. Gitarę basową i wódkę. A jeśli traktował gitarę jak najważniejszą rzecz na świecie, to co się dziwić, że znał się na muzyce? Miał niezłe kontakty, wierzcie mi. Ha! Przespał się nawet z Angeliną Jolie. Taka niby oznaka seksapilu. Była łatwiejsza niż sądził, ale cóż poradzić...
Tato? Ach, szkoda, że jeszcze nie rzuciła mu się w ramiona z teatralnym westchnięciem.
- Ta, mi też miło. Tu są papiery. Podpisz je szybko i możemy iść się zabawić. Zadek mi przez Ciebie zmarzł! Ile można czekać! Jestem za stary na takie numery.
Spojrzał na szlachetną i podał jej papiery, wstając ze swojego miejsca. Przeczesał długachne włosy, również długimi palcami, do tyłu i spojrzał na puste lodowisko.
- Umiesz jeździć?
Spytał obojętnym tonem, kiwając głową w stroną tego olbrzymiego lodowiska. Skoro chciała się na nim przejechać i skoro tutaj już są, to wyobraźcie sobie, że Kyubi spełni jej zachciankę. Zajebiście, nie?

_________________
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Torwar   Pon Lis 26, 2012 3:01 pm

Nie no, lepiej żeby Kyubi nie spotykał się nigdy z babcią Elaine. Nie dość, że kobieta wyglądała na nieco ponad dwadzieścia lat (co już najwyraźniej dyskwalifikowało ją w oczach czystokrwistego), to na domiar złego była cholerną konserwatystką, sztywną jak kij od szczotki. Sama z własnej woli pewnie nigdy by się do Kyu nie zbliżyła, a skoro znała jego reputację, pewnie nawet nie dotknęłaby go bez białych rękawiczek. Jeszcze się czymś zarazi, biedna babunia. Nie trzeba chyba dodawać, iż Ezia nie miała z babką najlepszych kontaktów - ba - czarnowłosa miała tej nadętej szlachetnej serdecznie dość i pod tym kątem z zadowoleniem przyjęła zmianę, jaką będzie mieszkanie z Japonii z kim innym.
A co do ojca Elaine - ten pewnie był w takim stanie, że nie przejmował się, co Kyu zrobi jego córce. Ot, temu wampirowi trochę się ostatnio pomieszało w głowie, czy to po śmierci żony, czy z innych przyczyn, i chociaż Eli nad tym ubolewała, nie zamierzała się ze starym kłócić. Już taka była, że chociaż ciężko ją sobie podporządkować, to woli rodziny zwykle się nie sprzeciwiała. Tak samo było przecież z wyborem narzeczonego - ojciec z matką chcieli wydać Lucrezię za mąż, to ta nawet słówka sprzeciwu nie pisnęła, mając to najzwyczajniej w świecie gdzieś. Wszak żaden ustawiany ślub nie musi oznaczać rezygnacji z dotychczasowego trybu życia, c'nie?
Tak więc, przez kilka sekund po przywitaniu się, taksowała wampira spojrzeniem, jakby z jego twarzy chciała wyczytać, jak im się będzie razem żyło przez najbliższe kilka lat. W ogóle nie wiedziała z kim ma do czynienia, basista, czy nie basista, gdy zespół zyskiwał popularność ona była jeszcze małym grzdylem zakochanym w Czarnoksiężniku z Oz. Poza tym, nigdy nie przepadała za j-rockiem, czy co oni tam grali. Aczkolwiek, kiedy tylko Eli się dowie, iż zespół Kyubiego zamierza się reaktywować, będzie dosłownie wniebowzięta. Przecież który młody muzyk nie chciałby mieć kontaktów w branży? A że Elisia bardzo poważnie podchodziła do wyboru swojej ścieżki kariery, już teraz zastanawiała się co zrobić, by podbić przemysł muzyczny.
- No, wybacz pan, panie starszy, korki były - burknęła pod nosem, choć była wyraźnie usatysfakcjonowana, że nie czekają ich żadne długie formalności. Zabawić się? W to jej graj! Jeszcze gdyby przy okazji mogła się napić krwi i wódki (którą już pomimo swojego młodego wieku to zdeprawowane stworzenie trochę za bardzo lubiło), to byłaby biba na całego. Można powiedzieć, że postawa jej nowego opiekuna momentalnie przypadła ślicznej szlachciance do gustu. Była w tym wieku, że przeciw wszystkiemu się buntowała, a Kyu zdawał się tym typem faceta, który raczej nie będzie się jej czepiał o byle co. Miała tylko nosić jego nazwisko i zapewne pomieszkiwać w jego domu. Szczerze wątpiła, by zamierzał się nią jakoś szczególnie interesować, chociaż kto wie, jak rozwiną się ich relacje. A nuż stworzą prawdziwą rodzinę! Mhm, oczywiście.
Chwyciła w łapki papiery i nawet na nie nie zerkając, podpisała dość zamaszyście w wyznaczonym miejscu. Właściwie, jej podpis rozciągnął się prawie na pół strony, ale taka już była - jeśli coś robić, to tylko z rozmachem. Oddała Kyubiemu dokumenty, a że głowy do takich spraw nie miała żadnej, pozostawało liczyć, że na tym kończą się adopcyjne procedury. Wepchnęła dłonie do kieszeni żółtego swetra i zakołysała się na niskich obcasach butów. Na jej drobnej, elfiej twarzyczce ukazał się nieco złośliwy uśmiech.
- Umiem i założę się, że lepiej od ciebie - rzuciła bez namysłu, unosząc lekko brew i spoglądając w górę, w dwukolorowe tęczówki wampira, a jej wzrok i myśli mówiły jedno: Wanna try me, old man?. Nie to, że naprawdę tak sądziła, to wątpliwe, by była w tym lepsza od krwiopijcy, który od ponad pół tysiąclecia stąpa po ziemi, ale chciała się po prostu zabawić. A rywalizacja była najprostszym sposobem, nawet gdyby miała przegrać.
Powrót do góry Go down
Kyubi
Casanova
Casanova
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t473-casanova http://vampireknight.forumpl.net/t621-kyubi
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 843


PisanieTemat: Re: Torwar   Pon Lis 26, 2012 7:09 pm

Kobiety na ogół nie wyglądały na takie, jakie w rzeczywistości były. Nosiły się pięknie, ale tak naprawdę to uroda się liczyła, ale to, jakimi kurwami i zołzami potrafiły być. Nie dość, że potrafiła zdradzić to jeszcze wsadzić nóż w plecy, bo raz nie dostała to, czego chciała. Takie właśnie były kobiety. Więc jakim cudem można traktować je jak księżniczki? Nie rozumiały facetów, a oni nie rozumieli kobiet, zmieniających zdanie co pięć sekund. Kyubiemu ledwo przychodziło nad nimi nadążać, a przecież potrafił czytać im w myślach. Tym bardziej nie chciał spotykać się z taką samolubną despotką, która nie potrafiła się zabawić. Może zazdrościła innym, temu eksponowała jeszcze bardziej swoją wyższość nad innymi. Cóż, nie doczekanie, bowiem tak się składało, że od tej chwili straciła osobę, której mogła rozkazywać. Nasza słodka Eliane trafiła w łapy prawdziwego demona.
Jak widać miała dość ciekawie w życiu, skoro zamiast cieszyć się swoją wolnością i w sumie dzieciństwem już wpadła w nałóg alkoholowy. Kyubi nie zamierzał nakładać jej jakichś drastycznych zakazów, w końcu dziewczyna była szlachetną wampirzycą, alkohol nie zaszkodzi jej w żadnym razie. Nie chciał jednak, aby przyniosła sobie, rodowi czy nawet już jego nazwisku hańby. Wiadomo, że na pijane i młode wampirzyce właśnie w taki krzywy sposób spoglądano. A skoro miała wyjść za mąż, to tym bardziej musiała się postarać, aby nie zhańbić rodu. Ale oczywiście nikt nie bronił się jej bawić! Przecież to Kyubi, przy nim nigdy nie ma nudy, a i tak zawsze się kończy potężnym kacem, kiedy zacznie się z nim pić. Coś na ten temat wiedziała Sophie, choć ostatnio zabrali się i za ćpanie. To się nazywa zhańbienie dobrego imienia rodu! Zabawa na całego. Seks, dragi i rock&roll! Tak wyglądała najlepsza zabawa dla wampira. Może nawet z lodowiska przeniosą się na inne, ciekawsze tereny. Ważne, żeby się najebać! Cóż za zaszczytny cel, kopnie ich dzisiejszej nocy. Ciekawe czy skończą w łóżku, ha!
Nie wiedziała kim on do chuja był?! Nie wiedziała, ale wciąż chciała wykorzystać kontakty, jakie miał?! A takiego wała, niech się dmucha, a nie wściubia nos, gdzie nie powinna. Poza tym, Kyubi nie znosił mieć konkurencji, taki z niego samolub jebany. No, chyba, że dziewczyna by się bardzo ładnie postarała i pokazała mu swoje obszerne talenty... muzyczne oczywiście, to wtedy by sobie wszystko przemyślał na spokojnie. Czy ją wpuścić do tego zajebistego świata czy też. A z łatwością mógł zniszczyć komuś życie, muahaha!
- A myślałem, że takie księżniczki jak Ty podróżują na miotle.
Stwierdził, odwzajemniając taksujące spojrzenie dzierlatki. Ach, była taka młoda i delikatna. Aż z chęcią położyłby na niej swoje łapki. Szlag by. Czemu on wolał ciut dojrzalsze kobiety?
Podpisała wreszcie dokumenty, więc wampir odebrał je od szlachetnej i położył z powrotem na ławce. Mają formalności już z głowy, teraz czas na długo wyczekiwaną zabawę. Hulaj duszo pókiś młoda!
- Witaj w rodzinie, Elaine Campbell.
Oficjalne przywitanie i inne sranie po ścianie, zbędne dyrdymały starego dziadka.
To czy jakoś szczególniej się nią zainteresuje, zależało już od niej samej. Jeśli zasłuży, to wampir naprawdę będzie w stanie się nią porządnie zaopiekować. Nie wyglądał na takiego, to fakt. Przecież był Casanovą i musiał zbudować swoją zajebistą opinię wśród płci pięknej. Mimo wszystko, potrafił odwdzięczyć się, kiedy ktoś na to zasłuż. Coś za coś, moi mili.
Lepiej od niego? Uśmiechnął się wrednie i lekko skłonił w jej stronę, oczywiście teatralnie. Uśmiech nie schodził mu z twarzy i z chęcią przyjął jej małą zabawę w rywalizowanie.
- Damy mają pierwszeństwo.
Wskazał dziewczynie dwie pary łyżew, które wcześniej zostały przygotowane. Sam zaraz zajął się ich zakładaniem i poczekał aż Elaine założy swoją parę i wtoczy się wreszcie na lód. Wampir ruszył tuż za nią, podając jej dłoń. Czyż nie przyjemniej "tańczyć" na lodzie wspólnie?
Jeśli podała mu dłoń, zaraz objął małą czarnulkę w pasie i poprowadził ich wzdłuż lodowiska. Przecież najpierw trzeba się porządnie rozgrzać, a nóż nasz aniołeczek dozna kontuzji?

_________________
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Torwar   Pon Lis 26, 2012 10:29 pm

Oj, oj, nieładnie tak nadawać na wszystkie panie! Przecież istniały wyjątki i nawet jeśli Kyu nie natrafił jeszcze na odpowiednią kobietę, nie znaczy, że każda jedna oszukiwała, zdradzała, czy wykorzystywała mężczyzn do swoich samolubnych celów. Obecna tu Elisia, na przykład, była zupełnie inna. No, bardzo też młoda i tak dalej, kto wie, w jakim kierunku rozwinie się jej charakter, ale pod tym jednym kątem nic nie powinno się zmienić - otóż, dziewczę, nie skażone jeszcze sceptycyzmem świata i Kyubiego, wierzyło, że kiedyś znajdzie swoją wielką miłość. I będą razem na wieki i zamieszkają w domku na kurzej łapce na szczycie szklanej góry! Dobra, tu już mnie ponosi, ale ogólnie wiadomo o co chodzi. Nie planowała wcale zakochiwać się specjalnie szybko, ot, lepiej sobie życia poużywać wcześniej, ale kiedy to już nastąpi to z pewnością nie wepchnie nikomu noża w plecy. A przynajmniej nie planowała.
Właściwie Eli miała naturę na tyle złożoną, że z jednej strony nadal cieszyła się dzieciństwem i mimo swoich piętnastu wiosenek wciąż przejawiała zachowania godne siedmiolatki - a z drugiej już teraz zaczynała żyć bardzo intensywnie, nie stroniąc od wszelkiego rodzaju zabaw i używek. W jej przypadku były to zaledwie eksperymenty, toteż czystokrwisty nie powinien się martwić, że mała przyniesie wstyd jemu czy rodzinie, nie w najbliższym czasie. Po prostu zdarzało się jej wymykać czasem z rezydencji i poszaleć trochę na mieście, w końcu była nastolatką.
Ale właściwie, do tej pory rodzina surowo zakazywała jej podobnych wybryków. Co będzie, jeśli w swoim nowym opiekunie Lukierek znajdzie też kompana do chlania po kątach? Wow, aż strach się bać, co z tego skrzata wyrośnie.
- Tylko, gdy sytuacja tego wymaga - żachnęła się na wzmiance o miotle. Nie żeby kiedyś tego nie próbowała... Swoją drogą, Kyu wyjątkowo z tą miotłą utrafił. Może w myślach Ezii pozostały jeszcze wspomnienia tego, jak całkiem niedawno tworzyła tajemnicze mikstury w jaskini czarownicy? Mówiłam, z jednej strony buntująca się nastolatka, a z drugiej jeszcze niemal dziecko, siedem światów dosłownie!
Ale jak to w ogóle może być, że Kyubi nie podzieli się blaskiem swej nieśmiertelnej chwały i sławy ze swoją nową córunią? Przecież ona była taka grzeczna i będzie go tak strasznie kochała za jakąś pomoc! Niby jej rodzina ze strony ojca siedziała w przemyśle muzycznym, jednak korzystać z ich kontaktów byłoby co najmniej uwłaczające. Nie, nie, do nich się nie zwróci, najwyżej osiągnie wszystko sama. Choć o ile łatwiej byłoby, gdyby ktoś jej dopomógł... W zamian Elaine gotowa zamienić się we wzorową córę, w końcu wspomniałam już chyba, że rodzina zawsze była dla niej ważna i tylko osoby spokrewnione z nią potrafiły sobie to czarnowłose diablątko jakoś podporządkować.
W każdym razie, formalności zakończone, a szlachcianka z aprobatą pokiwała głową na dźwięk swojego nowego miana. Podobało jej się. Żadnych udziwnień, żadnych Lucrezii, których nie znosiła. I wreszcie nic w tym imieniu i nazwisku nie kojarzyło się z dawną rodziną, do której, przynajmniej oficjalnie, przestała należeć.
- Dzięki, tatku - rzuciła odruchowo, w końcu ten nadal nie powiedział jej, jak powinna się do niego zwracać. Ale w sumie, czy to nie wszystko jedno? Ważniejsze, że od nudnych spraw przeszli wreszcie do zabawy. Czarnulka pisnęła wesoło i zaraz pobieżyła zakładać swoje łyżwy, które, na całe szczęście, okazały się wyjątkowo malutkie. Coraz bardziej podobała jej się perspektywa mieszkania z Kyubim, zwłaszcza jeśli porównała go do babci, która niemal od pół roku, to jest od śmierci matki Eli, sprawowała nad wnuczką opiekę. Chyba nie trzeba mówić, że dla małej był to istny koszmar. Czuła się jak tresowany pudel i wyrywała się z domu, kiedy tylko mogła.
Wyskoczyła na lód jak ta rakieta, bo coś za długo się nie ruszała, a że przejawiało się u niej daleko posunięte ADHD, zwykle wszędzie jej było pełno. Od niechcenia zaczęła wirować dookoła własnej osi szybciej i szybciej, a jej długie, ciemne loki fruwały wokół jej drobnej postaci. Ni z tego, ni z owego, Lucrezia roześmiała się głośno, a dźwięk ten, wyjątkowo uroczy, rozszedł się echem po sporej hali. Zza kurtyny włosów dojrzała dłoń Kyubiego, którą zaraz chwyciła wykonując kilka ostatnich piruetów. W głowie się jej nieco kręciło, ale było to uczucie tak przewrotnie dla niej przyjemne, że chyba nie sposób się dziwić jej pociągowi do alkoholu.
Na chwilę się uspokoiła, gdy tak sobie jeździli wzdłuż lodowej tafli. Ale to, że ciało Eli zwolniło, nie oznaczało, iż jej umysł przestał pracować na pełnych obrotach. Miała setki tysięcy pytań, spostrzeżeń, sugestii i życzeń. O, na przykład, jak fajnie byłoby tak zawirować w powietrzu, gdyby Kyubi ją podniósł jak w tym filmie, Dirty Dancing!
- To gdzie właściwie mieszkamy? - wypaliła wreszcie, bo ta kwestia też bardzo ją interesowała. Powiedz, że w zamku, powiedz, że w zamku, zaklinała go w duchu. Albo w dworze jak z powieści gotyckiej!
Powrót do góry Go down
Kyubi
Casanova
Casanova
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t473-casanova http://vampireknight.forumpl.net/t621-kyubi
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 843


PisanieTemat: Re: Torwar   Wto Lis 27, 2012 6:45 pm

Nieładnie nastawiać się tak na wszystkie panie? Przecież on miał ich więcej, niż dziewczyna mogła sobie to wyobrazić. Spotykał się niemalże z każdego rodzaju kobietą, a przecież każda z osobna charakteryzowała się inną zmysłowością, drapieżnością czy też temperamentem. A już po tym można poznać, jaka naprawdę jest kobieta. Kyubi po wiekach doświadczeniach potrafił rozpoznać na pierwszy rzut oka, która czego oczekują, jaka jest z charakteru i kiedy zacznie stawiać na swoim, robiąc się samolubną istotą. Każdy był poniekąd samolubny. Nawet jeśli spotkał już kobietę, której gotowy byłby poświęcić swoją karierę jako Casanova, nie potrafiła tego dostrzec. Zaślepiona w swoim statusie krwi, wolała nie wdawać się w zbyt poważny związek. Cóż poradzić. Takie są kobiety. To im należy dogadzać, spełniać zachcianki, a kiedy przychodzi chwila zaspokojenia swojego mężczyzny (co zdarza się raz na sto lat, bo ból głowy itp.) to już zaczynają się wielkie awantury, bo przecież one nie są zabawkami do ruchania. Więc poniekąd w ten sposób zgadzają się zdrady, prawda? Ach, jeden wielki bajzel. Najlepiej być samemu przez całe życie i jedynie od czasu do czasu wdać się w jakiś przelotny romans, coś zaliczyć, czasem się zabawić, poflirtować. Tak jest najlepiej, nawet jeśli czasem ciągnie do czegoś bardziej stałego.
Widać całkiem ładne plany miała na tę swoją miłość. Jeśli sądziła, że jest to takie idealne jak w książkach czy filmach, to bardzo się myliła. Powinna zejść już teraz na ziemię, bo później cios rzeczywistości może być tak bolesny, że gwałtownie zwali ją na nogi. Nic nie jest idealne, a już na pewno nie uczucia, jakimi można darzyć drugą osobę. Choć to jak zrobi było już jej prywatną sprawą. Wampir nie zamierzał wtrącać się w jej miłosne czy prywatne życie, do momentu póki nie będzie chciała go sobie zniszczyć. Wiadoma sprawa. Jeśli nie przegnie, będzie miała wolność, a jeśli przegnie, to Kyubi pokaże jej, ze potrafi być gorszy niż jej babunia. Wiadomo, że z tymi starszymi to nie ma co zaczynać.
Tylko kiedy sytuacja tego wymagała? Swoją drogą, w co ona była ubrana? Wyglądała jak siedem nieszczęść! Spojrzał na nią krzywo, nie mógł się przecież powstrzymać przed uszczypliwością. Kto się czubi ten się lubi, nie?
- Wyglądasz, jakbyś miała na sobie tanią, oczojebną firankę.
Może po tym wszystkim udadzą się na zakupy, żeby przepuścić trochę kasy, jaką wampir ostatnio zarobił? Kobiety chyba lubiły, kiedy mogły potruć facetom dupę o jakiś łaszek, który dostaną za darmo. Choć jeśli zacznie marudzić, że wygląda w tym grubo, to chyba ją tam zostawi i wyjdzie wkurwiony. Nie był zbyt cierpliwy. Chyba, że chodzi o dziewice i seks...
Jeśli chciała się do niego zwracać tatko, tatusiu, tato i Szatan raczy wiedzieć jak jeszcze, to już była sprawa dziewczyny. Przecież nie zabroni mu tego, a już zdążył przywyknąć do ojcostwa. Fakt, faktem to zbyt dobrym ojcem to on nie był.
Przyglądał się uważnie jak Elaine zaczęła kręcić się wokół własnej osi, wyczyniając jakieś skomplikowane piruety w szalonym trybie, szalonego naukowca. Uśmiechnął się wrednie, widać miała iskrę. Aż szkoda patrzeć, że niedługo musi wyjść za mąż. To ją zmarnuje w tak młodym wieku. Ale cóż się dziwić, skoro należała do szlachetnego rodu... a oni nie mogli wiązać się z nikim innym jak ze szlachetnymi. Kyubi już coś o tym wiedział.
Gdy już się uspokoiła, Kyubi pozwolił sobie na przyspieszenie tempa, okręcenie partnerki i puszczenie jej wolno, aby mogła sobie powirować samotnie na lodzie. A co zrobił nasz Casanova? Skoro chciała skok jak w Dirty Dancing, to dostanie to. Odwrócił się zaraz w jej stronę i spojrzał zachęcająco na twarz szlachetnej.
- Pokaż co potrafisz, skoroś się tak wychwalała.
Gdzie będą mieszkać? Cóż, miał rezydencje we Włoszech, a dokładniej mówiąc to w Wenecji. Dość urocze miejsce. A w Japonii to mieszkał ostatnio w Enklawie, chociaż do niego nie należy. Stara historia.
- Może zamku to nie mam, ale za to rezydencje w Wenecji. Obecnie zamieszkuje w centrum miasta, mam swój apartament. A czasami korzystam z rezydencji starej... znajomej.
Ta, jak wspominałem, dość stara ta historia. Dzięki tej osobie, stanął trzeźwiej na nogi.
Kiedy dziewczyna wreszcie ruszyła w jego stronę, szykując się do skoku, wampir przygotował się, aby ją "odebrać" i unieść do góry, jadąc tyłem. Następnie wyrzuciłby ją w powietrze, by ponownie złapać i stworzyć jakąś seksiastą figurę, o jakiej zawsze marzyły małe dziewczynki. A potem postanowił sam sobie pojeździć, więc wsadził łapy w kieszenie skórzanych spodni i zaczął się idealnie poruszać po lodzie. Taa, jazdy z Firanką na coś zdały. Przecież była mistrzynią olimpijską, nie? Może daleko mu do jakiegoś mistrza, to jednak szło mu całkiem dobrze.
- Jeszcze jakieś zachcianki? Decyduj póki mam dzień dobroci.
Zapytał się cicho, przecież drzeć się nie musiał, Elaine na pewno usłyszy.

_________________
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Torwar   Sro Lis 28, 2012 2:17 pm

Plany na miłość miała rzeczywiście nietuzinkowe, a jedyną przeszkodą, która mogła jej w tym zawadzać, było zaplanowane dla niej małżeństwo. Wiadomo, że szło tylko sprawy polityczne, połączenie dwóch rodów i tym podobne brednie. A mimo to już nie raz babcia przykazywała Elaine, by ta po ślubie się zmieniła, zachowywała godnie, spokojnie, z szacunkiem odnosiła się do męża. No chyba nie, serio... Przecież tak naprawdę Eli jeszcze dobrze nie pożyła. Nie wybawiła się, nie wyszalała! Jakim cudem ta jej burzliwa natura miała dać się zamknąć w klatce i ujarzmić, dlatego tylko, że jakieś stare wampiry, które gdzieś mają ją i jej dobro, tak postanowiły? Ale też Ezia zawsze żyła chwilą, nie martwiąc się zupełnie o przyszłość, więc chwilowo sprawa małżeństwa zupełnie nie zaprzątała jej czarnej główki. W końcu miała jeszcze kilka lat, przed pełnoletnością za mąż nie wyjdzie.
Nie powstrzymała się i parsknęła śmiechem, gdy Kyubi skomentował jej dzisiejszy strój. Ile to walk odbyło się jeszcze we Włoszech o tę głupią sukienkę, jak bardzo babka nalegała, by Elaine miała w swojej szafie coś porządnego, coś dziewczęcego! Przecież jej skórzane kurtki, króciutkie szorty i wyświechtane trampki nie nadawały się do ludzi
- Ojej - jęknęła z udawanym rozczarowaniem. Spuściła głowę i krytycznym spojrzeniem otaksowała własny strój. - A tak długo się szykowałam, żeby ci się spodobać. - Westchnęła głęboko, przy okazji zdmuchując niesforne, kruczoczarne kosmyki, które wpadały jej do oczu. Następnie szafirowym wzrokiem zjechała Kyu z góry na dół, by ostatecznie rozchmurzyć się wyraźnie.
- Ale lepsze to niż przyciasnawe lateksowe gacie, które uwydatniają nie to co powinny, c’nie? - odgryzła się i zachichotała niczym złośliwy chochlik.
O tak, tak, chętnie wybrałaby się na zakupy! Ubóstwiała mieć nowe rzeczy, wszystko, ubrania, dodatki, buty, książki, płyty, instrumenty i multum bezcelowych, ale za to ładnych przedmiotów, które spodobały się jej na wystawach. W jej rezydencji we Włoszech cały jeden pokój przeznaczyli na graty Eli, których z każdym rokiem tylko przybywały. No, ale prawie niczego jej tam nie odmawiali, więc nic też dziwnego, iż elfik był rozpieszczony do granic.
Jeszcze nie wiedziała, jak się do niego zwracać, prawdę mówiąc. Pewnie w końcu wykmini, że najprościej będzie po imieniu, ot. Ale fakt, że odruchowo zwróciła się do niego tatku świadczył chyba o tym, iż gdzieś w głębi duszy Elisia potrzebowała kogoś, kogo mogłaby nazywać ojcem, rodziną, kto by ją jakoś wspierał. Bo mimo tego, iż całemu światu była gotowa udowodnić, jak to się w ogóle nie przejmuje, miała dopiero piętnaście lat, a już straciła obojga rodziców.
Jeszcze nie zdążyła ogarnąć, że Kyu potrafił czytać w myślach, ale wszystko w swoim czasie. Zwłaszcza, że ledwie wyobraziła sobie, co chciałaby zrobić, ten zaraz ją do tego zachęcił. Znaczy, chyba, nie powiedział nic wprost, a byłoby mało komfortowo, gdyby Eli rozpędziła się, skoczyła w górę, a Kyubi odjechał w przeciwnym kierunku. Ale co tam, była gotowa podjąć to ryzyko. Odjechała kawałek od niego, poruszając się tyłem, z dłońmi splecionymi za plecami. Zanim jednak dane jej było wykonać wieki skok tysiąclecia, wampir odpowiedział na jej pytanie, tym samym utwierdzając małą w przekonaniu, że potrafił zaglądać do jej umysłu. A dla tak ciekawskiej istoty ta moc byłaby spełnieniem marzeń. Farciarz!
- A będę miała duży pokój? A jest tam fortepian? A masz jakieś zwierzęta? - pytała tak szybko, że nim jeszcze zdążyła skończyć jedno zdanie, już zaczynała następne.
Tymczasem nadszedł jednak wyczekiwany moment, kiedy to szlachcianka na pełnym speedzie ruszyła w stronę Kyubiego, a gdy ten ją uniósł, zapiszczała wesoło, wymachując przez chwilę wszystkimi kończynami. Zaraz jednak uspokoiła się i przyjęła pełną gracji pozę godną prawdziwej łyżwiarki, mimo, że cała jej twarzyczka się śmiała. No, bomba! Prawie jakby latała!
Gdy znalazła się ponownie na ziemi, znów miała w sobie tyle energii, że miast dostosować się do spokojnego tempa czystokrwistego, ruszyła na podbój lodowiska i nagle wszędzie jej było pełno. Tu tyłem, tu przodem, tam podskok, czy piruet. Nie wszystkie te figury były idealne, nie była przecież profesjonalistką. Ale wystarczały, by utrzymać dobry humor Eli, a to najważniejsze.
Zaraz, zaraz, czy Kyu zagadnął ją o zachcianki? Ludzie, ten dzień stawał się lepszy i lepszy.
- Skoro już pytasz... - zaczęła, jakby nie planowała sobie tego wszystkiego zażyczyć, nawet gdyby pytanie nigdy nie padło. Podjechała do wampira, zrównując z nim tempo i wsunęła łapkę gdzieś pod jego łokieć, tym samym obejmując za ramię. Na twarzy czarnulki odmalował się uroczy uśmiech, a nawet w jednym z jej policzku ukazał się dołek.
- Nobonobo... ja zawsze chciałam mieć konia, takiego ślicznego, czarnego! I czerwonego Fendera Stratocaster. I pierwsze wydanie Wichrowych Wzgórz i wielki gramofon, i do niego cały stos płyt winylowych, i zamek z lodu, który nigdy się nie roztopi, i własny żaglowiec z drewnianym kadłubem, i..., i..., i...
Kontynuowała w ten sposób przez dłuższą chwilę, chyba, że, oczywiście, Kyubi jej przerwał.
Powrót do góry Go down
Kyubi
Casanova
Casanova
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t473-casanova http://vampireknight.forumpl.net/t621-kyubi
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 843


PisanieTemat: Re: Torwar   Sro Lis 28, 2012 7:50 pm

W sumie owe małżeństwo nie do końca mogłoby się okazać takim fiaskiem. Jak wiadomo, ta cała, śmieszna miłość, pojawia się nagle. Kto wie, czy zatem nie zakocha się w swoim narzeczonym. Kyubiemu było obojętne z kim ona musi się chajtać. Osobiście jedynie doradziłby jej, aby poczekała z tą całą przezabawną wolą babci - srabci, jeszcze przez kilka dobrych lat. A na pewno do czasu, póki w świecie ludzi nie osiągnie pełnoletności. W sumie chyba nikt nie kazał jej się już dzisiaj chajać i brać za takie poważne sprawy. Poza tym, jak w wieku nastu lat można nagle spoważnieć i to tylko dlatego, że ma się jakiegoś gagatka u swojego boku, który sam ledwo co wyrósł z pieluch? Dlatego też nie rozumiał, jak można było zeswatać tak młode istoty, które nie znają nawet smaku życia! Rozumiał, że szlachetnych jest mało na świecie i takie tam inne pierdolenie, ale ona była dzieckiem. Nie ważne czy wampir czy człowiek, była za młoda na takie drastyczne i poważne rzeczy jak małżeństwa, z racji pieprzonych kontraktów politycznych. Znał to doskonale, przecież sam pochodzi ze szlachetnego rodu. Ba, nawet był głową tego rodu, mimo, że miał zaledwie czystą krew. Poza tym, już on sobie porozmawia o tym porządnie z Sophie. Nie ma co przyspieszać ich ślubu, póki młodzi dobrze się nie poznają. Chyba, że Elaine już chciała prać dzieciom skarpeteczki.
Właściwie to Kyubi wolałby ją zobaczyć w tych krótkich szortach, jakiejś zwyczajnej koszulce w kratę i wyświechtanych trampkach. Bo obecnie to wyglądała jak lukrowany sos na jakimś torcie ślubnym. Czyli jak firanka. Sukienki? Nie musiała ich nosić, jeśli nie lubiła. Ale to, co miała obecnie na sobie sprawiało, że wampirowi robiło się niedobrze. Zbyt słodko, ot co.
- Następnym razem tak się nie staraj. Lepiej byś wyglądała w jakichś szortach, a nie tej lukrowanej kiecce.
Skrytykował ją, nie mając wcale niczego złego na myśli. Wreszcie mogła ubierać się jak chciała, a nie jak chciała tego babcia bo szlachetna. Już Kyubi nauczy ją żyć przez te kilka lat, kiedy będzie pod jego opieką.
Spojrzał na swoje spodnie, po jej krytyce, zmarszczył brwi i przybrał taką minę, jakby zastanawiał się, który kabel od bomby przeciąć. Niebieski czy czerwony?
- Sugerujesz, że mam je zdjąć?
Złośliwy błysk zawitał w jego kolorowych tęczówkach, które były naturalne. Nie musiał nosić żadnych soczewek. To było dobre dla ludzkich mięczaków.
Czyli jak każda kobieta, musiała nawarstwiać jakieś zbędne bzdety, których nie wyrzuci na śmietnik, bo jej szkoda, ale których nie używa, bo są całkowicie nieprzydatne. Ta cała płeć piękna to już chyba miała od zarania dziejów nie równo pod sufitem, ale to była kwestia przyzwyczajenia. Zapewne Kyubi nie pozwoli jej zagracić sobie mieszkania. Będzie chciała je kupić? To niech wynajmie sobie jakiś garaż w slumsach i tam trzyma te rupiecie. Ojciec chyba dał jej jakieś pieniądze, nie?
Na dobrą sprawę, to wampira aż korciło, aby w momencie skoku dziewczyny, odsunąć się, odjechać i udać, że o niczym nie wiedział. Ale z drugiej strony, po co miałby marnować tę śliczną twarzyczkę? Chyba nie chciała się całować z lodem... A jeśli chciała... to Kyubi mógłby jej pomóc, ale troszkę ineczej... Ot, taki zbok z niego. Ba, macał czternastolatkę!
- Tak. Będę miał tam zwierzę. Ciebie. Wystarczający problem.
Odciął się ponownie. Cóż, po prostu taki był. Czasami wredny, czasami nie. W zależności od tego jak mu się prowadziło konwersację z kimś. Ale dość tego pieprzenia o farmazonach. Wampir uniósł dziewczynę do góry, kreśląc jakieś dziwne ósemki dla zwykłej zabawy, kiedy to partnerka zaczęła się wierzgać, kopać, by wreszcie uspokoić. Potem opadła z gracją na lód, sunąc dalej w swoim własnym rytmie.
Zaraz zalała go falą swoich marzeń, pragnień, zachcianek i innych dupereli. Zamek z LODU?! Skąd on jej go kurwa wytrzaśnie? On to nie pieprzona fabryka lodu, więc niech mu da święty spokój. Po krótkiej chwili przerwał jej monolog, zjeżdżając z lodowiska wyraźnie już poirytowany. Nie za dużo chciała? Nie był jakimś pierdolonym rokefelerem (no dobra, był, ale nie musi o tym wiedzieć).
- Wiesz, myślałem bardziej o jakichś lodach w przydrożnej budce, na trasie.
Usiadł sobie na ławce, zdejmując łyżwy. On już się najeździł i miał dość. Teraz z chęcią wypiłby ze trzy połówki, wyrwał jakąś lasencję i zaliczył ją w samochodzie, bo miał już silną potrzebę, o!
Podszedł do barierki oddzielającej ławki od lodowiska i przyglądał się młodej dziewczynie, która wyrażała swoje ADHD w sposób dość przyjemny.

_________________
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Torwar   Czw Lis 29, 2012 10:56 am

Dokładnie! W ten sposób myślała Eli - nie da się spoważnieć w ciągu kilku chwil i to tylko dlatego, że ktoś tego od ciebie oczekuje. Przecież stara ją zna, wie, że z niej ciężki przypadek, zatem gdyby nie chciała, żeby mała przynosiła rodzinie wstyd, powinna ją była zostawić w spokoju, a nie zmuszać do małżeństwa. Poza tym, z chwilą podpisania dokumentów adopcyjnych przestała traktować babcię, jako swoją krewną, toteż automatycznie (swoim zdaniem) nie musiała jej być dłużej posłuszną. Wyjdzie za mąż, okej, właściwie rodzice tego chcieli, ale będzie się zachowywała, jak chce. Chyba, że Kyubi będzie miał zastrzeżenia, ofc. Teraz bowiem na niego kierowała się uwaga szlachcianki i to jego miała się słuchać, jako najbliższego w tej chwili członka rodziny.
Także, nie zamierzała się zbyt szybko wydawać za jakiegoś nieznanego wampa, zwłaszcza, jeżeli Kyu nie wymagał, by oba rody połączyły się jak najszybciej. Ciekawe czy on w ogóle wiedział, z kim Ezia ma w planach się chajtać? Choć strzelałaby, że jeszcze nie - kandydatów było kilku, a wszystkie formalności zostały załatwione zaledwie wczoraj. Nawet sama zainteresowana dowiedziała się dziś, parę minut przed spotkaniem zna lodowisku. Ale może to dlatego, że ostatecznie aż tak zainteresowana nie była...
Koszula w kratę i szorty? Toż o niczym innym nie marzyła, by się teraz w nie przebrać. Kiedyś pewnie minie jej ta faza na nienawiść do sukienek, spódniczek i innych tego typu rzeczy - w końcu była kobietą, a te zazwyczaj lubiły się ładnie ubierać, przynajmniej od czasu do czasu. Ale to nie szybko, biorąc pod uwagę, że ten jej okres burzy i naporu zaczął się stosunkowo niedawno.
- Sir, yes, sir - Wyprostowała się jak struna i zasalutowała z wielce poważną miną. Chyba nigdy do żadnego nakazu, czy sugestii rodziców nie zastosowała się tak chętnie. Nareszcie trafiła na kogoś, kto najwyraźniej nie będzie jej chciał na siłę zmieniać i ustawiać wedle swojej woli.
Na odpowiedź wampira miała ochotę się roześmiać, ale powstrzymała się. Ot, skojarzyło się jej, jak stara odpowiedziałaby na tego typu słowa i postanowiła to wykorzystać.
- Na Boga, n i e! - wykrzyknęła dramatycznie, idealnie naśladując przy tym styl swojej babci. Złapała się za serce i wpatrzyła w wampira na poły przerażonym, na poły niezadowolonym spojrzeniem. W jej umyśle pojawił się obraz marchesy Scarlatti, robiącej dokładnie to samo, za każdym razem, gdy Eli coś nabroiła. Po dziesiątym razie stało się to dla małej śmieszna, po setnym - cholernie irytujące. Dobrze było teraz ponabijać się ze staruszki, zwłaszcza, że nie ryzykowała jej wielogodzinnych kazań moralnych.
- Toż to dopiero uwydatniłoby nie to, co trzeba! - pokręciła jeszcze głową, zaciskając wargi w wąską linią i ostentacyjnie odwróciła wzrok, jakby nie mogła dłużej na niego patrzeć. Ha, dokładnie w taki sposób babcia zawsze kończyła! Trzeba przyznać, że Lukierek wyrastał na całkiem wyborną aktorkę.
O tak, musiała zbierać te wszystkie graty. Kij z tym, że większości nie użyła chociaż raz w życiu, że większość wędrowała do specjalnego pokoju tuż po kupieniu. Ale kiedy coś jej się spodobało, odstawiała takie dantejskie sceny w sklepie, w domu, wszędzie, że dopóki tego nie dostała, rodzina nie miała życia. A była uparta, więc jej fochy potrafiły się ciągnąć całymi tygodniami. Na szczęście, Kyubi przez jakiś czas nie będzie musiał się tym martwić, bo faktycznie, dostała od ojca trochę kasy. Miała też pewną sumę na koncie, która rokrocznie się powiększała, ale ta stanie się jej własnością dopiero w dniu osiemnastych urodzin. Ach, co to będzie za dzień... Takiej imprezy nie zapomni całe miasto.
Naburmuszyła się, gdy ze wszystkich jej pytań, Kyu wybrał tylko jedno i w dodatku nie udzielił zadowalającej odpowiedzi. Wydęła policzki, zmarszczyła brwi i przez chwilę jeździła sobie w błogiej ciszy. Ten stan nie mógł jednak trwać długo, bo czarnulka zaraz zawołała z drugiego końca lodowiska, jakby istniała w ogóle potrzeba, by krzyczeć:
- A masz jakieś inne zwierzątka? - Aż dziw, że wcześniej nie przyszło jej to do głowy. Przecież taki Casanova mógł mieć całą gromadkę dzieciaków. Nie znała go jeszcze na tyle, by wiedzieć, iż nie jest on specjalnie rodzinnym typem.
Nie dane jej było dojść nawet do połowy swojej listy zachcianek, gdy Kyubi olał ją i zjechał z tafli. Westchnęła głęboko. Najwyraźniej tak łatwo nie będzie. Jeszcze przez chwilę kręciła się tu i tam, próbowała przeróżnych podskoków i innych bardziej lub mniej skomplikowanych figur. Na wzmiankę wampira o lodach, skrzywiła się, wydając z siebie mało przyjemny odgłos, jakby właśnie zwracała śniadanie. Jeśli szło o jedzenie, brzydziła się wszystkim co słodkie. O, chociaż to Japonia, tu wszystkiego można się spodziewać - może mają lody o smaku tabasco, albo smażonego bekonu?
Podjechała do barierki oddzielającej lód od trybun i oparła się o nią dłońmi. Zerknęła na Kyu z lekkim uśmiechem.
- A może pójdziemy się... - Napić, naćpać? Przecież tego nie mogła mu powiedzieć. Lepiej nie przeciągać struny, nawet jeśli wydawał się taki liberalny. - ...pobawić gdzieś indziej?
Ot, chciała z nim jeszcze pospędzać czas, dowiedzieć się czegokolwiek, poza tym, zaczynała lubić jego sarkastyczne poczucie humoru i wredne docinki. Oczywiście, jeśli nie miał więcej czasu, też nic się nie stanie, będzie go sporo w przyszłości. Niech jej tylko pokaże, gdzie mieszkają, coby się mała nie szlajała po mieście jak ten żul.
Powrót do góry Go down
Kyubi
Casanova
Casanova
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t473-casanova http://vampireknight.forumpl.net/t621-kyubi
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 843


PisanieTemat: Re: Torwar   Czw Lis 29, 2012 8:36 pm

Na dobrą sprawę Elaine zawsze mogła się dogadać z Kyubim. Mimo, że był już starszym panem, nikt jak on nie rozumiał czym jest młodość. Temu nie zamierzał zabierać młodości tej ślicznej damie. Niech sobie żyje jak chce, a większe sprawy jak małżeństwo, sprawy rodowe, polityczne itp. przedyskutuje ze swoim nowym ojcem. Dojdą wtedy do kompromisu i wszyscy będą szczęśliwi. Kyubi także, bo dziewczyna wydawała się być bardziej rozsądna niż jego własna córka.
No właśnie Kyubi jeszcze nie miał pojęcia z kim ma się połączyć jego nowa córka. Sophie pewnie doznałaby szoku, że Kyubi zaadoptował jej przyszłą synową. Patrzcie państwo, normalnie szok dla narodu. Szlachetna aż z tego wszystkie zaciągnie Kyubiego na jakąś imprezę i znów się najebią, a po wszystkim wyjdą na ulice i zaczną na siebie wrzucać wulgaryzmy na cały głos, by żadnego mieszkanieca miasta nie opuściło jakże piękny przymiotnik. Bo właśnie tak się składa, że Kyubi znał doskonale swoją Sophie i chyba cudem się do niej nie przystawiał! Naprawdę, wypadałoby mu wręczyć nobla pokoju czy inny duperel, który Elaine mogłaby sobie dorzucić do reszty składziku z niepotrzebnymi rupieciami.
Nawet jeśli na razie miała pieniądze od swojego biologicznego ojca, to pewnie w jej szybkim tempie wydawania na pierdoły, skończą się pieniądze. Tylko, że jeśli sądziła, ze Kyubi będzie jej sponsorem, kupując wszystko czego sobie zażyczy, to się pomyliła. Był skąpy, wredny i składał każdy grosik od wieków, dzięki czemu ma sporo kasy w kieszeni.
Spojrzał z obojętnością na jej nędzną grę aktorską. Chciała nabrać Casanovę, speca od kobiecej taktyki, uwodzenia, gier i innych sztucznych łamane na fałszywe sposoby, aby nabrać mężczyznę? Cóż, mógł ją napaść kolejny zawód. On tak łatwo się nie da. Był za głupi, aby dać się złapać w sidła kobiety, ha!
Dziewczyna chyba strzeliła na niego focha, bo odpłynęła od wampira na drugą stronę tafli lodowej, jeżdżąc we własnym towarzystwie. Inne zwierzątka? Zwolnił na chwilę i zamyślił się. Ta, ciekawe co u Yukyuko. Milczała. Nawet jeśli była wampirem, potrafiła w dość zaskakująco szybkim tempie wpierdolić się w kłopoty.
- Ano, mam.
Będzie chciała wiedzieć coś więcej, to zapyta. Nie będzie chciała, to nie dowie się. Wampir nie przepadał za opowieściami o swoim życiu. Był trochę zamknięty w sobie. Poza tym, nie pamiętał całego swojego życia. Ot, taka złośliwość losu.
Lody o smaku bekonu? Kto by zjadł takie lody? Chociaż Kyubiemu ostatnio zasmakowały lody o smaku gumy orbit dla dzieci. Taki słodkawo kwaśny posmaczek. Ciekawe, bo Japońce naprawdę sporo potrafią wymyślić. Przecież pracują jak te mrówki faraonki!
Podjechała zaraz do trybun i posłała w stronę wampira uśmiech. Ta, ten kobiecy uśmiech. Pewnie jeszcze nie wiedziała, ale niedługo tym uśmiechem zacznie dla zabawy łamać czyjeś serca. Oby tylko kiedyś ktoś jej nie złamał, też dla zabawy.
- Ta. Najebałbym się.
Walić prosto z mostu! Tak, to była jego mocna strona. Tylko, żeby on się najebał, to musiał już naprawdę sporo, bardzo sporo wypić i jeszcze doprawić się dodatkowymi dopalaczami jak amfa.
Wskoczył w swoje wyjebiste glany, wystawił łokieć dla panny spóźnialskiej, która jeszcze pewnie męczyła się z zdejmowaniem łyżew i w taki sposób opuścili torwar, udając się do samochodu wampira, który zaparkował w miejscu, gdzie stał zakaz zatrzymywania! A tam co? Za wycieraczką leżała mała karteczka, którą podniósł, przeczytał, podarł i wyjebał.
- Wsiadaj. Chyba, że wolisz z tyłu, na specjalnym siedzeniu dla dzieci?
I nim zdążyła mu odpowiedź, zajął miejsce za kierownicą, czekając aż owa dama zajmie miejsce pasażera. Następnie wsadził kluczyk do stacyjki, wcisnął sprzęgło, gaz i dali nogę stąd jak najdalej. Zapiął pasy? A na chuj mu pasy? To dobre dla mięczaków, phew.

[zt x2]

_________________
Powrót do góry Go down
Elyse

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1266-elyse
Zarejestrował/a : 12/11/2013
Liczba postów : 494


PisanieTemat: Re: Torwar   Pon Gru 16, 2013 3:57 pm

Vivien rzeczywiście miała znakomity pomysł, gdzie rodzinka może udać się dalej. O tej porze roku nie trudno o znalezienie lodowiska. A to.. było chyba największym w mieście.
Elyse nie raz widziała w filmach, czy olimpiadzie lodowisko, ale sama nigdy na nim nie była. Nie czuła takiej potrzeby, a i też nikt do tej pory na to nie wpadł. Tak, więc jakie jej wielkie było zdziwienie, że to właśnie tutaj Czerwona postanowiła zawitać.
Drobna dziewczyna o filigranowej budowie ciała, podeszła powoli do poręczy otaczającej lód. Wszędzie migały ozdobne świąteczne lampki oraz ludzie w kolorowych kurtkach, czy też zabawnych czapkach. Dało się wyczuć zbliżający klimat świąt. To co dzieci lubią najbardziej! Zabawa, śnieżki, lepienie bałwana, ubieranie choinki. No i prezenty! Chociaż Elys do nich nigdy nie przywiązywała dużej wagi.
Odwróciła się w stronę rodziców z uśmiechem na twarzy, ale też błyskiem strachu w swoich dużych oczach. Przeczesała nerwowym włosem splątane kosmyki włosów i znów skierowała wzrok na ludzi sunących łyżwami po oszlifowanej powierzchni.
- Ale.. ja... nie wiem, jak się jeździ - wymamrotała swoje obawy, z niepewnością zerkając na swoje chude nogi. Nigdy nie wydawała się zwinna, więc czemu teraz miałaby sunąć po lodzie, jak zawodowa gwiazda?
Niemniej jednak podeszła do kasy oraz wypożyczalni wraz z rodzicami, aby oczywiście zakupić godzinny bilet i wybrać odpowiednie do ich rozmiaru łyżwy. Usiadła na ławce siłując się z ich zawiązaniem, bo to nie lada wyzwanie! Kiedy poradziła sobie z jedną nogą, poczekała chwilę nim zajęła się drugą. Wiązać buty, a łyżwy to dwie różne sprawy! Te drugie trzeba dobrze zacisnąć, aby noga w nich nie latała, a tym bardziej aby nie wyleciały gdzieś w kosmos, gdyby szlachetna się rozpędziła. Taka łyżwa mogłaby wyrządzić sporą krzywdę. Szczególnie dobrze naostrzona, a taką właśnie dostała. Nikt nie wypożyczyłby tępej pary. Chociaż w tej chwili taka byłaby najlepsza do nauki jazdy.

_________________

Can we pretend that airplanes in the night sky are like shooting stars
I could really use a wish right now, a wish right now, a wish right now


Elyse x Gabriel
Powrót do góry Go down
Ethan
Ethan
Ethan
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1240-ethan
Zarejestrował/a : 04/11/2013
Liczba postów : 151


PisanieTemat: Re: Torwar   Wto Gru 17, 2013 3:37 pm

Znakomity, z pewnością. Vivien chyba naprawdę w zamyśle miała chęć skompromitowania Ethana, prawda? Nie będzie nic śmieszniejszego, od Szlachetnego wampira, któremu plączą się nogi na lodowisku, bądź który zalicza upadek za upadkiem szorując brodą po parkiecie. O tak, śmiechu warte. Zapewne wampirzyca wyposażyła się też w kamerę, bo naprawdę nie uwierzyłby gdyby powiedziała, że jej intencje są stuprocentowo czyste. Za dobrze ją znał. Przecież nie byłoby problemem ruszyć na podbój ogromnych japońskich targów świątecznych, gdzie królują światełka, smakołyki i atrakcje, tylko koniecznie teraz pokazać Elyse lodowisko i nauczyć ją jeździć. Nie byli też przecież przygotowani - ich stroje z pewnością nadawały się na wybieg, ale już niekoniecznie na lodowisko. Cwana bestia. Trzeba będzie się odegrać w najbliższym czasie. Na przykład w konkursie rzucania błotem, albo pogoni za świniakiem!
Oczywiście zaraz po tym gdy Vivien zrozumie, że nie tak łatwo jest pogrążyć Ethana. Kochana, ten wampir ma prawie dziewięćset lat na karku, spokojna Twoja rozczochrana. Nie raz, nie dwa i nawet nie trzy był na łyżwach i uwierzcie - wychodzi mu to naprawdę dobrze. Żeby to Vivien nie poczuła się skompromitowana, kiedy jej drogi małżonek będzie wykonywał wokół niej zgrabne piruety i podskoki, których pozazdrości mu sam Brian Boitano!
Wybrał łyżwy, oczywiście nie omieszkając wspomnieć, że to nie jest najlepszy pomysł, że nie są odpowiednio ubrani, że Elyse nie umie jeździć i może się przewrócić. A niech Vivien myśli, że Ethan po prostu nie chce jeździć, bo nie potrafi. Dobrze, że Czerwonowłosa jeszcze sporo rzeczy o swoim mężu nie wie, dzięki czemu może ją zaskakiwać różnymi rzeczami o które by nawet go nie podejrzewała. Takie życie jest nawet zabawniejsze. Nie mogła powiedzieć, że Ethan ją nudzi i jest aż za mało rozrywkowy, a z pewnością nie to, że jej w ogóle nie zaskakuje.
- Nie martw się, Kruszyno. Mamusia z pewnością ma po swojej siostrze ogrooomny talent do łyżwiarstwa i zaprezentuje nam kilka sztuczek. Prawda, kochanie? - zapytał milutko wampirzycę, poprawiając jeszcze na wszelki wypadek sznurówki Elysi. On, wiadomo, zawiąże mocniej, a nie chciałby żeby mała zwichnęła kostkę czy coś. Nawet nie z własnej ciapowatości, a bo ktoś na nią wpadnie. Na lodowisku różnie to bywa. Kupił również w sklepie tuż obok parę grubych rękawiczek ze skóry, w jej rozmiarze, bo te co miała za sobą wydawały mu się zbyt cienkie, a wizja córki rozcinającej sobie rękę o lód nie była zbyt przyjemna. Samemu upewnił się, że swoje łyżwy ma założone prawidłowo i przywdział jeszcze rękawiczki, mając na uwadze to, czy Vivien również założyła swoje. Kilka razy rozciął sobie łapy o lód i uczestniczyło w tym incydencie sporo krwi, więc nie chciał, aby przydarzyło się to którejś z jego kobiet.
Kiedy wszyscy byli już gotowi, zdjął czarną osłonkę ze swoich łyżew odkładając je na ławeczkę, samemu stając ostrożnie na lodzie i trzymając się barierki. Wyciągnął rękę do Elyse, żeby pomóc jej podejść i żeby również mocno się złapała.

_________________
Powrót do góry Go down
Vivien

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1264-vivien#22418 http://vampireknight.forumpl.net/t1378-vivien http://vampireknight.forumpl.net/t2192-znajomosci-vivien http://vampireknight.forumpl.net/t3330-vivien
Zarejestrował/a : 04/11/2013
Liczba postów : 320


PisanieTemat: Re: Torwar   Sro Gru 25, 2013 6:07 pm

Skompromitowania? A skąd! Jak jej szanowny mąż mógł pomyśleć, że jego ukochana małżonka pomyślała właśnie o tym, wybierając miejski torwar jako następny cel ich "podróży"? Toż kierowała nią wyłącznie... ciekawość, as always. Nigdy nie widziała Ethana na lodzie, choć (oczywiście) domyślała się, iż mając tyle lat na karku co on, musiał mieć z łyżwami styczność nie raz i nie dwa. Niemniej, nie byłaby sobą, gdyby nie wykorzystała sposobności, aby przekonać się o tym na własne oczy! No i ponadto nauczy również jazdy na łyżwach Elyse, której (miała nadzieję) ta się spodoba. W końcu jej najbliższą ciotką była światowej sławy łyżwiarka, po której "odziedziczyła" też trzecie imię. Wszystko to zobowiązywało! A jeśli o różowowłosej była mowa, Vivien już od jakiegoś czasu myślała, aby zadzwonić do siostry, zapytać czy jakoś daje sobie radę w świecie. Jak to Firenze, nigdy nie miała czasu na nic, ani tym bardziej głowy do pamiętania o obowiązkach, choć to ona była ponoć starsza i odpowiedzialniejsza... Ten kto wymyślił to stwierdzenie ewidentnie był niedoświadczony przez los. Mniejsza.
Nim udali się na lodowisko, Czerwona wyciągnęła z torby w bagażniku... parę jasnych, poprzecieranych gdzieniegdzie artystycznie rurek, które szybko i sprawnie włożyła na siebie w samochodzie. Przecież nie będzie jeździć po lodzie w (nieco) niewygodnej, ołówkowej spódnicy, czyż nie? Kobieta zaradna musiała być przygotowana na każdą okoliczność, dlatego zadowolona ze swojej przezorności, udała się z Ethanem i Elyse na lodowisko. Podczas wyboru łyżew dla siebie, odpowiadała cierpliwie i niewzruszenie na każde marudzenie wampira, nawet na niego nie spoglądając. Nie musiała, bowiem wiedziała, że spotkałaby się z tym znanym wzrokiem zbitego psa, ciężkimi wzdychnięciami i krzywieniem się, jak gdyby właśnie zjadł co najmniej cytrynę, jak nie dwie. Zawiązała porządnie łyżwy, włożyła rękawiczki, zerknąwszy na Ethana spod nieco przymrużonych oczu, kiedy napomknął o jej umiejętnościach łyżwiarskich.
- Oczywiście, że tak, mamy to we krwi. - odparła równie słodko co jej mąż. Jak dobrze, że i on nie wiedział o niej wszystkiego. Choć nie mogła powiedzieć, że była na lodzie tak dobra jak Firenze, nie oznaczało to, że w ogóle nie miała z nim styczności. Oczywiście, za żadne skarby nie wykonałaby potrójnego axela, jednak Firana pokazała jej parę innych sztuczek, wartych uwagi. Zresztą, wszystko wyjdzie w praniu.
Weszła na lodowisko ostatnia, asekurując z tyłu małą wampirzycę, stawiającą swoje pierwsze kroki na lodzie. Ckliwe uczucie. Przytrzymywała się barierki przez chwilę, aby utrzymać równowagę, aż w końcu pomknęła przed siebie, zatrzymując się w pewnym momencie i wracając do Etha i Elysi. Uśmiechnęła się do dziewczynki szeroko, wyciągając do niej śmiało ręce.
- Chodź, nie bój się. Trzymaj się mnie mocno i suń gładko po lodzie. Tata pokaże ci jak to się robi. - powiedziała, uśmiechając na sam koniec do Ethana jeszcze szerzej z błyskiem zadowolenia w oczach. Skoro był taki hop do przodu, miał teraz iście wymarzoną okazję do zaprezentowania swoich piorunujących umiejętności łyżwiarskich, czyż nie? Ha! Proszę bardzo, skarbie! - posłała mu całusa, skupiając w końcu uwagę z powrotem na Elyse. Zaczęła powoli jechać tyłem, uważając aby wampirzyca nie straciła równowagi, od czasu do czasu dając jej wskazówki dotyczące jazdy. Gdy zaś Eth rozpoczął swój mały pokaz (bo przecież nie miał innego wyjścia, prawda?), przystanęła, trzymając Elyse cały czas za rękę i obserwując mężowskie pląsy z ciekawością.

_________________
Powrót do góry Go down
Elyse

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1266-elyse
Zarejestrował/a : 12/11/2013
Liczba postów : 494


PisanieTemat: Re: Torwar   Sro Gru 25, 2013 6:32 pm

Dziewczynka zerkała na ojca, który jak zwykle musiał pomarudzić. Bądź, co bądź miał rację. Łyżwy bywają niebezpieczne, gdy ktoś nie umie na nich jeździć. Jak dobrze, że cała trójka jest wampirami! Nie groźne nim zadrapania, bo jakiekolwiek się nie zrobią, to wiadomo iż ich gojenie zajmie o wiele mniej czasu, niż u ludzi. Chociaż ten fakt dość znany Elysi, nie przekonywał jej zbytnio do wejścia w podskokach na tor lodowiska. Patrzyła co rusz na kręcących się w kółko klientach torwaru, z nie małym zachwytem. Na pewno lata praktyk doprowadziły do tego, że te wszystkie salta nie są im obce. Ale i tak Firenze by im dopiekła. W końcu kto wygrał ostatnią olimpiadę zimową na lodzie, jak nie siostra Viv? Otóż to. Od razu siedmiolatka pożałowała, że nie namówiła ciotki by pokazała małej parę trików. Ale nie ma co się dziwić, bo różowa dawno u nich nie była. Była dość nieogarniętą wampirzycą, w wiecznym ruchu. Ciężko ją dorwał na jeden dzień, a co dopiero parę. Elys westchnęła i nic więcej nie dodawała póki co.
Spojrzała na ojca, który oczywiście musiał poprawić jej łyżwy. Ta jego nadopiekuńczość, była kochana. Jednak Czerwoną nie pocieszał fakt, że sama tak to zawiązała, że mogłaby skręcić sobie nogę. Spojrzała na jasne figurówki i ściągnęła z nich czarny plastik, aby potem wstać na papier, który był przy ławkach, aby nie zarysować normalnej posadzki. Posłusznie wzięła od Czarnowłosego rękawiczki i spojrzała na mamę. Dopiero teraz zauważyła, że Vivien zmieniła spodnie. Kto by pomyślał, że i to nosi w spodniach? Elyse nie była na tyle sprytna, więc musiała zostać w spódniczce, ale tyle dobrego że miała na sobie grube, bawełniane rajstopy. A i rodzice za pewne postarają się o to, by młoda szlachetna nie padła na kolana, ot co.
- Czekaj tatusiu~! - powiedziała głośno Czerwona, aby przekrzyczeć grającą w budynku muzykę i dogoniła ojca, aby przy wejściu na lód, móc się go złapać. Pierwsze kroki były niepewne, ale szybkie przez co dziewczynka straciła na chwilę równowagę. Pochyliła się do przodu i do tyłu, ale ostatecznie stanęła prosto, z szeroko rozstawionymi nogami. Spojrzała z nieśmiałym uśmiechem na tatę i odwróciła głowę, aby zobaczyć co z mamą. Domyślała się, że Viv jazda może wychodzić najlepiej. W końcu "mają to we krwi", jak sama czysta oznajmiła. Swoją drogą, jak dobrze że Elyse nie załapała, że krew Firenze była zupełnie inna od Vivien, bo wtedy mieliby sporo do omówienia...
Patrzyła na mamę z zaciekawieniem, gdy ta na chwilę pozostawiła rodzinę samopas. Widać, że lubiła śmigać po lodzie, przez co i Elysia poczuła się pewnie. Serio - już miała wyfrunąć za matką, ale ta wróciła do niej z wyciągniętymi rękoma.
Siedmiolatka zaczęła przesuwać nogi po lodzie by zbliżyć się do rodzicielki i ją przytulić, gdy miała ją na wyciągnięcie palców. Przyjemny zapach perfum modelki przylgnął do Elyse. Mała odsunęła się od matki z drobnym śmiechem i odwróciła się do Etha.
- Zrób piruet tato, zrób piruet! - zachęcała ojca z miną kota ze shreka. No chyba jej teraz nie odmówi co? Czerwona wciąż patrzą z nadzieją na ojca, znów spróbowała się poruszyć na lodzie.

_________________

Can we pretend that airplanes in the night sky are like shooting stars
I could really use a wish right now, a wish right now, a wish right now


Elyse x Gabriel
Powrót do góry Go down
Ethan
Ethan
Ethan
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1240-ethan
Zarejestrował/a : 04/11/2013
Liczba postów : 151


PisanieTemat: Re: Torwar   Pią Gru 27, 2013 6:42 pm

Czy on marudził? Nie, skądże i nie mam pojęcia, czemu wmawia mu się takie nieładne rzeczy. To najbardziej naturalny stan Ethana, który marudzeniu do pięt nie dorasta. Oj, jak Ethan naprawdę zaczyna marudzić, to się wszystkim wszystkiego odechciewa. Zwłaszcza, że wtedy ciężko go powstrzymać, a jak się rozkręci to broń boże znaleźć się w polu rażenia jego wszechobecnego niezadowolenia, bądź co gorsza - być osobą, na którą zaczął narzekać! W głębi duszy mam nadzieję, iż Elyse nie odziedziczyła po nim tej cechy, bo inaczej gdy wejdzie w okres buntowniczej nastolatki - mają przechlapane.
A co do spotkania z Firenze - czy są świadome, że to zakrawa o cud nad Wisłą? Naprawdę, ta roztrzepana część Vivien jest zazwyczaj niedostępna. A jeżeli już okaże się, że tą dostępność jednak posiada w najbliższym czasie - zapewne zwyczajnie zapomni i po spotkaniu. A ty sobie wampirze czekaj i czekaj w nieskończoność. Jak dobrze przynajmniej, że tej nieskończoności to mają dobry kawałek, to i nic im się nie stanie jak zobaczą się z Firaną dopiero po dziesięciu latach. Zresztą, jemu nie było do niej jakoś specjalnie tęskno.
Oczywiście zdawał sobie sprawę z tego, iż Vivien doskonale będzie sobie radziła na lodzie. Bo i czemu nie? Wiadomo, że gdzieś obie musiały się tego nauczyć. A, że jak to bliźniaczki, jak jednej przychodziło coś z łatwością to i drugiej powinno.
Ethan pomógł Elyse znaleźć się na lodzie i gdy już był pewny, że trzyma się pewnie barierki, dopiero ją puścił, samemu zapoznając się ze śliskością lodu i ostrością łyżew. Przyglądał się przy tym jak jego droga małżonka popisuje się przed ich córeczką, zastanawiając się, czy nie ziewnąć teatralnie. Przyszło mu jednak do głowy, że mógł mieć potem nieźle przerąbane, więc zrezygnował z tego pomysłu. Wolał spać jednak na małżeńskim łożu, niż na tym w pokoju gościnnym bądź na kanapie w salonie. A co, jeżeli w hotelowym pokoju będzie tylko jedno łóżko? Lepiej nie ryzykować. Nie mógł się jednak powstrzymać od krótkiego zaklaskania. A niech ma, że ją podziwia.
- Nie chcę cię kochanie zawstydzać - burknął mściwie. Gdy jednak usłyszał doping Elysi uznał, że nie ma w sumie żadnego wyboru. Przecież nie chciał zawieść małej w żaden sposób.
Ruszył więc przed siebie, wykonując w czterech okrążeniach lodowiska kilka co fajniejszych sztuczek z tego filmiku. Gdy skończył, wrócił ponownie do swoich pań, wyciągając zachęcająco do małej rękę. Eth złapie małą z jednej strony, Vivien z drugiej i może zrobią w taki sposób ze dwa okrążenia, by mała oswoiła się dobrze z lodem i szybszą jazdą. I oczywiście powinny teraz zaklaskać, podziwiając jego niesamowitość na lodzie, z którym nie miał styczności od jakichś stu pięćdziesięciu lat. A co by było, gdyby się porządnie rozkręcił? Jeszcze z telewizji by przyjechali!
Gdy już, już Elysia miała złapać go za rękę usłyszał telefon. Wyciągnął go z kieszeni, wzdychając głęboko, gdyż dzwonił numer służbowy. I, oczywiście, dzwonił Lucas, informując o pewnym problemie, który zaistniał w rezydencji, a który Ethan w trybie natychmiastowym miał załatwić. No i oczywiście przypomniał o górze papierów do podpisania... Spojrzał przepraszająco na Vivien i Elyse, które oczywiście nadal wpatrywały się w niego z zachwytem w oczach po akrobacjach, które przed chwilą odstawił (to chyba naturalne, prawda?) i oznajmił, że niestety ale musi się tym wszystkim zająć. W spokoju usiąść za biurkiem, na wideokonferencji omówić problem z Adrienem i zarządcami, a potem zająć się tymi papierzyskami. Cóż, takie jest życie głowy rodziny.
Udali się więc do auta, Ethan wysadził obie panie tam, gdzie sobie zażyczyły, a sam wybrał się do ich nowego domu, gdyż zadbał o to, by biuro było ukończone najszybciej w razie czego.

z/t x3

_________________
Powrót do góry Go down
 
Torwar
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Vampire Knight :: Yokohama :: DZIELNICA MIESZKALNA (ZACHÓD)-
Skocz do: