IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Placyk

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Hachiko
Hachiko
Hachiko
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t171-krwawa-dama http://vampireknight.forumpl.net/t588-leadris#788 http://vampireknight.forumpl.net/t3334-krwawa-dama#71600
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 928


PisanieTemat: Placyk   Wto Paź 23, 2012 8:27 pm

Tuż przy placu zabaw, gdzie to rośnie kilka okazałych drzew widnieje huśtawka przywieszona linkami do jednej z gałęzi kasztanowca. Często odwiedzane miejsce. Najlepiej przychodzić tu nocą ponieważ ma się stąd piękny widok na oczko wodne znajdujące się w centrum parku.
Powrót do góry Go down
Sophie

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t566-sophie http://vampireknight.forumpl.net/t650-komorka-sophie
Zarejestrował/a : 23/10/2012
Liczba postów : 399


PisanieTemat: Re: Placyk   Czw Cze 27, 2013 8:07 pm

Kij wie, co przyprowadziło tu Kanapę. Prawdopodobnie biedaczka nie miała gdzie się podziać, a oglądanie mordy jakiegokolwiek faceta, choćby i samego męża, brała aktualnie za rzecz absolutnie najgorszą jaka w ogóle mogłaby się jej przytrafić. Dlatego na szczęście pseudo udanego burmistrza udała się do parku, szwendając się po nim bez chociażby najmniejszego celu. Śmiało można ją teraz określić jako istny wrak człowieka. Ot, za długo nie jest na haju. Teraz mamy tego efekty. Blondi wlecze się jakby - co najmniej - nie miała ani krzty siły w swoich chudziutkich kończynach, robiąc przy tym miny tak wymowne, tak zmęczone, jakby nie miała dla siebie czasu od paru cholernych dni. A to wszystko za sprawą prochów, trawy, alkoholu i Kyu, który perfidnie urwał z nią jakikolwiek kontakt po ich małym wyskoku. Serio, jak wampirzyca go gdzieś spotka, to utnie mu jaja i przybije gwoźdźmi do starego, pomarszczonego czoła. Niech ma za karę, zboczeniec jeden. Przynajmniej nauczy się że Sofy bez słowa się nie zostawia. To, że ona tak postępuje, to już inna sprawa. Taki ma panna charakter, ale jemu nie wybaczy. Nigdy. Chyba, że znowu pójdą się pieprzyć, yolo. W końcu kłamać nie będziemy, zacny przyjaciel naszej 'słodkiej' szlachetnej jest w te klocki naprawdę dobry. Trudno się jednak temu dziwić. W swoim łóżku - i nie tylko - obracał już niezliczone ilości kobiet, że po prostu musiał się po taki stażu wyrobić, o.
W każdym bądź razie, kiedy Sophie dotarła na mały plac tuż obok placu zabaw, gdzie spotkała się ostatnio z Ringo, opadła bezsilnie na pobliską huśtawkę, wlepiając niebieskie tęczówki w ściemniające się powoli niebo. Rozprostowała z wolna nogi, wyjmując z torby blanta, którego bezceremonialnie rozpaliła, zaciągając się nim kilka raz z rządu dla zwykłego rozluźnienia.
Powrót do góry Go down
Hachiko
Hachiko
Hachiko
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t171-krwawa-dama http://vampireknight.forumpl.net/t588-leadris#788 http://vampireknight.forumpl.net/t3334-krwawa-dama#71600
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 928


PisanieTemat: Re: Placyk   Czw Cze 27, 2013 9:14 pm

Wampirzyca niczym torpeda opuściła swoje gniazdko, udając się ponownie na żer. Nie miała pojęcia, dlaczego ostatnio zwiększył się wampirzycy apetyt na krew. Może to i lepiej, w końcu była drapieżnikiem, a nie jakimś pieskiem do przytulania, który nawet nie warknie na swojego pana, bo będzie się bał, iż ten wypierdoli go z domu. Musiała się jakoś wyżyć. Z Testamentem ostatnio nie szło jej za dobrze, najwyraźniej zniszczyła mu życie, ale nie zamierzała teraz w to wnikać. Pragnęła krwi. Wyłączyła w sobie wszystko. Uczucia, potrzeby, troski, a przede wszystkim sumienie, którego chyba i tak nie posiadała. Pozostawiła jedynie zwierzęcy instynkt, a ten pragnął jedynie jednego. Krwi. Krwi i zabijania. Dewizą wampirzycy było życie na granicy, uwielbiała to uczucie. Inni musieli się naćpać albo nachlać, a wampirzycy do szczęścia i do odczuwania owego uniesienia czy ekstazy, wystarczało morze krwi, którą na ogół przelewała. To nic, że dobierała się jedynie do kilku sztuk ludzkich, dla niej to było niczym morze krwi, w którym mogła się skąpać. Niestety, ciężko było ostatnio z dziewiczą krwią. Jeszcze kilkanaście dekad temu mogła brać długie kąpiele w takowej krwi, a teraz... normalnie deficyt!
Wampirzyca wreszcie dotarła do miasta i swe kroki skierowała w stronę parku. Tutaj też zawsze coś się dzieje. Nie ukrywała swojego wampiryzmu. Ostre, lśniące w delikatnym blasku księżyca kły, wystające spomiędzy pełnych, kuszących, rozchylonych warg. Krągłe kształty, uwydatnione przez stroje jakie nosiła. Nie można oczywiście zapomnieć o pewnym siebie, seksownym chodzie. Poruszała się niemalże całym ciałem, delikatnie kołysząc jakby na wietrze. Czuła się wspaniale i już wyczuła swoją ofiarę. Niemalże do niej podpłynęła, od tyłu, dłonią zasłaniając wargi, żeby nie wydała z siebie żadnego dźwięku. Szybko, bez ceregieli i żadnej delikatności wbiła kły w ciało, wysysając krew. Czuła jak życiodajna energia upływa z mężczyzny i trafia do Rudej. O tak. Wpół żywe truchło zostawiła na ziemi, rzucając nim jak pet na chodnik, niczym GANGSTER (prawa autorskie chyba nie obowiązują?) i ruszyła dalej w swoją drogę. Miała w nosie, że ktoś znajdzie truchło albo że łowcy się nią zainteresują. Tęskniła za nimi, szczególnie za Norbertem! Normalnie, aż łezka w oku się kręci.
Pozostawiła resztki krwi na wargach i brodzie, która powoli spływała z twarzy wampirzycy, a drobne kropelki skapywały na ziemię.
Kto by się spodziewał, że w końcu wyczuje taki rarytas jak szlachetny wampir! Normalnie miała ochotę zakosztować takiej krwi, wbić swoje kły, zatopić je w szlachetnej skórze. Jak Ruda nie znosiła tych istot. Nastroszyła się niczym kocica i warknęła sobie pod nosem, oblizując wreszcie zachłannie wargi z resztek krwi. A chuj z tym, że to szlachetny i może mieć przesrane! Później będzie się tym martwić... Spojrzała na drobną postać Sophie jak na ofiarę. Ach, chwila! Czyż to przypadkiem nie była ta żonka Samuru? A tym samym Hachiko była jej teściową!
- Ej, Ty! Jesteś żoną Sama, nie?
Spytała mało kulturalnie, acz bardzo zaczepnie, spoglądając z góry na wampirzycę.

_________________
Zwiększenie mocy żywiołu o 25 %

Powrót do góry Go down
Sophie

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t566-sophie http://vampireknight.forumpl.net/t650-komorka-sophie
Zarejestrował/a : 23/10/2012
Liczba postów : 399


PisanieTemat: Re: Placyk   Czw Cze 27, 2013 9:37 pm

Kanapa zupełnie nieświadoma faktu, że zacna Hachiko chce zrobić sobie z niej ucztę na dzisiejszy wieczór, siedziała w idealnym, błogim stanie na huśtawce z odchyloną do tyłu głową i oczami, które jakby nieco zamglone, wlepiała w ciemnie niebo. Delikatny uśmiech błądził na jej twarzy z kolei dłoń w której dzielnie dzierżyła jeszcze niespalonego do końca blanta, raz po raz wędrowała w kierunku jej buzi. Wiadomo w jakim celu! Sophie nie byłaby w stanie zmarnować tak dobrego towaru, którego jest zresztą właścicielką! Szkoda tylko, że nie ma się nim z kim podzielić. Co jak co w tak smętny i nudny wieczór, towarzystwo by się jej przydało. Choćby samej Agnes, która również - jak na złość - postanowiła przestać się do niej odzywać, prawdopodobnie idąc w ślady swojego cholernego brata. Czas aby blondynka znalazła sobie nowych 'przyjaciół', bo na tych, tak jakby, nieźle się obecnie przejechała. Kto by pomyślał, serio. Niemniej, by nie pieprzyć o głupotach, przejdźmy do obecnych wydarzeń. Szlachetna owszem, wyczuła, że zbliża się w ów miejsce zupełnie obca jej postać. Zdawała sobie również sprawę z tego, że jest to czystokrwisty wampir, jednak - jak to przystało na wiecznie wyluzowaną Sophie - zupełnie się tym nie przejęła. Ot, po prostu nadal siedziała jak worek na huśtawce, sprawiając wrażenie nieobecnej. Dopiero, kiedy rudowłosa, cycata panna stanęła tuż przed nią, zadając bezpośrednie pytanie, Kanapa przeniosła na nią wzrok, uchylając z wrażenia gębę. Jakie Hachi ma balony! Ona chce je pomacać, naprawdę, bez kitu. Blondyna aż wystawiła w ich kierunku łapska, świecąc gałami niczym latarkami. Efekty uboczne jarania i przebywania z Ringo, pis joł.
- Mamcia? - pierdolnęła, uświadamiając sobie, że to przecież żona Testamenta! Kto by pomyślał, że przyjdzie im się spotkać w takich okolicznościach! W każdym razie dziewczyna niechętnie cofnęła ręce od postaci teściowej, spoglądając przelotnie na twarzyczkę rudowłosej piękności. Nadęła zabawnie poliki, chwilkę później zaciągając się skrętem.
- A gdzie nasz kochany Gad? - rzuciła, zakładając nogę na nogę.
Powrót do góry Go down
Hachiko
Hachiko
Hachiko
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t171-krwawa-dama http://vampireknight.forumpl.net/t588-leadris#788 http://vampireknight.forumpl.net/t3334-krwawa-dama#71600
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 928


PisanieTemat: Re: Placyk   Pią Cze 28, 2013 1:52 pm

Hachiko jeszcze sama nie wiedziała, co zamierzała zrobić z Sophie. Może jeśli nie będzie nudną osóbką, to nie skonsumuje jej? Jakoś nie bała się gniewu Samuru, przecież jakby nie patrzeć także była jego rodziną. W sumie szlachetny mógłby sobie popatrzeć na zżarty pojedynek obu dam, który odbyłby się w błocie albo kisielu. Ciekawe czy by się podniecił? Zresztą, Hachiko w to nie wnikała. Sama ostatnio pod względem seksualnym została zaspokojona i było to również w błocie.
Najwyraźniej Sophie doskonale bawiła się sama ze sobą i swoim nieodłącznym towarzyszem, blantem. Hachiko nie przepadała za takimi ludzkimi truciznami. Może kilkanaście dekad temu z chęcią by podpierdoliła blanta szlachetnej, ale teraz, jako starej, poważnej matronie po prostu nie wypadało. Na samą myśl poprawił jej się humorek. A co, gdyby tak zająć miejsce Gabrielli? Ta podła żmija znęcała się nad biednym Testamentem, więc byłby święty spokój, sama Hachiko nadawałaby się o wiele bardziej na gospodynię Zamczyska. Przede wszystkim wstawiłaby Ringo do kąta, za karę! I zmusiłaby Samuru do częstszych odpoczynków od pracy, bo przecież jego żona miała wyjebane na swojego jakże samolubnego, skurwiałego synka. Tak, Ruda wiedziała wszystko, o wszystkich.
Wampirzyca zmarszczyła nosek, czując nieprzyjemny zapach zielska, unoszący się w powietrzu. Nie komentowała tego. Każdy miał przecież coś, co uwielbiał. Sophie blanty, Hachiko krew. I obie były szczęśliwe. Nawet Ruda była już naćpana, co prawda krwią, ale zawsze coś. Endorfiny się zwiększyły.
Hachiko podeszła bezszelestnie bliżej szlachetnej, jednakże wciąż spoglądała na nią swoimi chłodnymi, zielonymi tęczówkami. Oblizała wargi, kiedy ta bezczelnie złapała ją za piersi. Lubieżny uśmieszek wystąpił na pełne wargi Rudej.
- Doprawdy, jesteś wyuzdana.
Ot, skomentowała stając jeszcze bliżej szlachetnej. Bawiła się? Kto wie. W końcu po wampirzycy można było spodziewać się wszystkiego, szczególnie kiedy wciąz była głodna! Kochany Gad? Spojrzała na blondyneczkę krzywo. No tak, Ruda poczuła zazdrość! Czyżby ta mała flądra chciała czegoś o Testamenta?
- A co to ja jestem GPS Testamenta?
Warknęła, nachylając się ku szlachetnej. Spojrzała na blanta, którego Sophie dzielnie dzierżyła w dłoni, niczym Lancelot swój... miecz.
- Daj się skosztować.
No masz ci! Wampirzyca "pytała" o zgodę na wypicie paru kropelek szlachetnej, młodziutkiej krwi.

_________________
Zwiększenie mocy żywiołu o 25 %

Powrót do góry Go down
Sophie

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t566-sophie http://vampireknight.forumpl.net/t650-komorka-sophie
Zarejestrował/a : 23/10/2012
Liczba postów : 399


PisanieTemat: Re: Placyk   Pią Cze 28, 2013 7:45 pm

O patrz! Coś je łączy! Ani Sophie, ani Hachiko nie boją się gniewu Sam'a, co istotnie winno być błędem, wszak chłopaczyna mógłby je jeszcze ze złości roztopić. Coby jednak nie było, znacząco naruszają tym jego dumę i nad wyraz przerośnięte ego. Poza tym, Kanapa powinna być szczęśliwa, że nie jest w końcu jedyną osobą, która nie boi się w jakikolwiek sposób postawić burmistrzowi. Ot, ostatnio zaczynała brać siebie za idiotkę. Kogo by nie spotkała, to wszyscy uciekali, bo wiedzieli, że jest nieznośną żoną perfidnego synalka opasłego Testamenta, który prawdopodobnie zniszczy wszystko, co tylko stanie mu na drodze, a przecież taka rozlazła Sofa stawia mu się za każdym, dosłownie każdym razem, ba! Puszcza mu przy tym jeszcze niezłe wiązanki, jakby jechała co najmniej po żulu, a nie mężu. Ale to tam, nie ważne. Są po prostu pojebani i nikt nie zrozumie relacji jaka ich łączy. Zresztą Hachiko w tej kwestii też nie jest lepsza od naszego zacnego mebla! Wykłóca się ze swoim wybrankiem równie często, co blondyna z burmistrzem.
A i owszem, Kanapa całkiem nieźle bawi się w swoim własnym towarzystwie. Narzeka na nudę, zdarzy się jej. Nie będę kłamać, każdy na nią marudzi od czasu do czasu. Niemniej blant daje jej tyle szczęścia, ile obecność drugiej osoby, więc - jeśli się już skuje - ma całkiem niezły ubaw, siedząc nawet samej, o. Ruda na miejscu Gabrielli? Mogłoby być ciekawie, choć szlachetna nie ma absolutnie żadnego 'ale' do matki teścia. Ona toleruje ją, Sophie również znosi jej obecność. Nie rzucają się sobie do gardeł. Tak właściwe jest to tylko zwykła, platoniczna znajomość obu panien, które zamienią ze sobą ze dwa słowa, kiedy przypadkiem wpadną na siebie gdzieś w zamku bądź na jakiejś rodzinnej uroczystości, a tak? Ot, po prostu jest i nic więcej. No i Elliot lubi swoją prababkę, więc wampirzyca nie ma zbyt wiele do gadania.
Sophie zaciągnęła się po raz ostatni blantem, wyrzucając niedopałek gdzieś przed siebie. Umieszczając chwilkę późnej dłonie na piersiach teściowej. Zacisnęła je na nich delikatnie, nadal siedząc z lekko uchylonymi wargami. Może Sofa powinna zrobić sobie operację plastyczną? Nie to, żeby nabawiła się przy rudej kompleksów, aczkolwiek zawsze fajniej mieć o jeden rozmiar większy biust! Będzie miała czym się bawić, hehe. Zaśmiała się cicho na słowa kobiety, cofając z wolna ręce.
- Nie czuje się z tym źle. - mruknęła, podgryzając delikatnie dolną wargę. Nie denerwowała się kiedy Hachi raz po raz podchodziła bliżej. Nawet nie drgnęła. Również nic sobie nie robiła z jej krzywego spojrzenia. Siedziała totalnie wyluzowana, wlepiając w nią jedynie swoje niebieskie oczęta.  
- Co jak co, jemu taki paten by się przydał. - palnęła, unosząc delikatnie brew do góry, kiedy wampirzyca nachyliła się centralnie nad nią, mając w ten sposób twarz prawie że przy mordce Kanapy. Co śmieszniejsze, na zadane przez nią chwilkę później pytanie miała ochotę zwyczajnie się roześmiać! Jednak nie zrobiła tego, zagryzła jedynie wargi w wąską linie, zastanawiając się nad czymś. W sumie, tak swoją drogą, czemu by tego nie zrobić? Samur był jedyną osobą, która kiedykolwiek ją ugryzła. Tylko dla tego, że Kanapa oddawanie krwi brała i bierze nadal za dość osobistą sprawę, acz teraz nagle ją coś natchnęło. Zachichotała, odchylając głowę nieco na bok.
- Dostanę coś w zamian? - wymamrotała, dla zwykłej zabawy przejeżdżając wskazującym palcem po swojej smukłej szyj.

[zt]


Ostatnio zmieniony przez Sophie dnia Sro Lip 17, 2013 2:41 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Hachiko
Hachiko
Hachiko
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t171-krwawa-dama http://vampireknight.forumpl.net/t588-leadris#788 http://vampireknight.forumpl.net/t3334-krwawa-dama#71600
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 928


PisanieTemat: Re: Placyk   Sob Cze 29, 2013 1:52 pm

Żadna z nich przecież nie zaprzeczała nagiemu faktowi, że Samuru potrafi skopać leżącego. Ruda znała gniewa szlachetnego, już przekonała się nie raz przez te kilka, długich lat na co go stać. Ale czy wampirzyce muszą właściwie o burmistrzu rozmawiać? Jeszcze gdyby było im za to płacone, oczywiście w żywym, ludzkim towarze, to Ruda mogłaby godzinami paplać jak największa plotkara na świecie, ale tak, jakoś nie miała najmniejszej na to ochoty. Po prostu z natury nie była ciekawską osóbką, ona wiedziała zawsze wszystko o wszystkich. Wystarczyło dobry zmysł do obserwacji. Na przykład znała swojego męża na tyle, żeby wychwycić, co w danej chwili robił, albo cóż takiego przed swoją wspaniałą małżonką ukrywa. Hachiko miała także niezłego nosa do zdrad. Nie ważne czy Testament prześpi się z jakąś ladacznicą czy też będzie szwendał się jakimś kurwiszonem, bo była pół naga, a gołymi cycami na wierzchu, wampirzyca zawsze wyczuje, co przeskrobał wampir. I szybko z niego wyciąga nagą, brutalną prawdę, a wampir staje się potulny jak baranek. Chyba, że nie powiedział całej prawdy, to wówczas robi się nieziemsko agresywny i warczy pod nosem jak odkurzacz. Po tym można powiedzieć, że kłamie bądź mówi nie pełną prawdę, co też podchodzi przecież pod kłamstwo. Kobiet nie da się uciszyć, one zawsze wiedzą najlepiej.
To prawda, że ostatnimi czasy wampirzyca coraz częściej kłóciła się z mężem. Ale to dlatego, iż ten był na tyle leniwy, że odmówił wspólnego wyjścia na randkę! Hachiko naprawdę miała ochotę gdzieś wyskoczyć, zrobić gdzieś jakiś mały rozpierdol, sprawić, żeby ktoś o niej zapamiętał. Nie mogła zrozumieć, gdzie podział się ten wampir, którego poznała jakieś dwadzieścia lat temu. Zaszył się pewnie gdzieś w podświadomości Kanibala i nie chce wyleźć za wszelką cenę. A Ruda już nie miała pojęcia co uczynić, żeby wampir znów uwierzył w siebie. Stracił swoją pewność siebie, a co za tym idzie, przestało mu zależeć na czymkolwiek.
Gabriela nie tolerowała nikogo. Skoro nie potrafiła zaakceptować własnego syna, to tym bardziej obcych, jakimi była Hachiko czy Sophie. Zresztą Ruda i ta Stara Matrona od samego początku darły ze sobą koty, a nienawiść między nimi rosła i nadal rośnie, stając się nieobliczalną. Zresztą, Hachiko nie zamierzała postawić nigdy więcej nogi w Zamku, a to przez Ringo. Doprawdy, stary zbok nie umiał trzymać swoich łap przy sobie. Powinna mu je ujebać przy samej dupie, gdyby nie strach jaki wówczas odczuwała.
I bardzo dobrze, że nie czuła się źle ze swoją zbereźnością. Hachiko musiała przyznać, że sama nie była lepsza będąc przy boku Sarkena, aczkolwiek tamto było co innego. Robił co chciał, często wbrew woli Rudej. Najwyraźniej Sophie była tak narajana, że nie robiła sobie niczego ze spojrzenia czy samej gestykulacji wampirzycy. A co za tym idzie, stawała się łatwiejszym celem.
- Doskonale wiem, co robi. Opuszcza mnie w środku dnia, bez słowa, udaje się na polowania. Wpierdala ludzkie zwłoki do takiego stanu, że później rzyga po krzakach, by następnie wpierdolić jakąś sarnę, na zagrychę. A potem już norma. Wraca do mnie na kolanach, z psim spojrzeniem, cały w ranach, bo jakiś łowca znów dorwał mu się do dupska. A ta sierota nie umie nawet uwierzyć w swoje własne możliwości, tylko tula pod siebie ogon. Czasami mam ochotę skopać mu dupsko tak, żeby się wreszcie opamiętał!
Wreszcie się wyładowała! Oczywiście wampirzycy chodziło o nic innego, jak o fakt, że wampir stracił wiarę w swoją siłę, a przecież jego wagę można by wykorzystać w czasie walki.
Westchnęła wreszcie, nachylając się do szlachetnej. Ruda zamilkła na dłuższą chwilę, marszcząc brwi, jakby zastanawiała się nad czymś. No tak, szlachetna zadała przecież bardzo ciekawe pytanie. Wreszcie wypuściła powietrze i odpowiedziała.
- Nic.
Wzruszyła ramionami, nie oddalając się, a wciąż wisząc nad wampirzycą. Dodatkowo dłonie zacisnęła na poręczach huśtawki. Odpowiedziała jej szczerze, bo w sumie co mogłaby mieć z tego, że odda krew swojej zajebistej teściowej?
Wampirzyca wyglądała, jakby przestała kontaktować. No nic, wyglądało na to, że będzie musiała poszukać sobie innej ofiary. A może uwiesi się na Hiro? Tak, to nie byłby zły pomysł. Wzruszyła ramionami, cofnęła się od szlachetnej i w wampirzym tempie ruszyła w swoją stronę, udając się w mrok.

[zt]

_________________
Zwiększenie mocy żywiołu o 25 %

Powrót do góry Go down
Louisa
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t522-louisa#612 http://vampireknight.forumpl.net/t592-louisa#811 http://vampireknight.forumpl.net/t3331-ofiara-losu-luska#71592
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 403


PisanieTemat: Re: Placyk   Czw Wrz 19, 2013 2:11 pm

Louisa siedząc w autobusie zastanawiała się nad tym, co powiedział brat, co sama powiedziała, jak się zachowała. Nie wzięła jego słów na poważnie. Raczej wątpiła, by naprawdę odważył się skopać dupę Jamesowi tylko dlatego, że się pocałowali. A jednak, myliła się. Nie znała go. A raczej znała tego nastoletniego Zacka, który był bardziej otwarty na wszystkich i nie czynił wcześniej takich zakazów. Może dlatego, że dziewczyna nie była zbytnio zainteresowana płcią przeciwną. Oprócz własnego brata.To nie był już ten sam młodzieniec, którego niegdyś obdarzała większym uczuciem niż siostra powinna kochać brata. Wszystko się zmienia i nic już nie będzie takie, jak niegdyś. Louisa także nie pozwoli sobie, by ktoś ją ograniczał czy sterował życiem. Wystarczająco zasmakowała tego poniżenia ze strony wampirów czy własnego, dawnego pana, nie chciała powtórki.
Autobus nagle się zatrzymał, a kierowca oznajmił awarię. Gorzej być już nie mogło. Nie dość, że zbliżał się już wieczór, to jeszcze musiała wysiąść na tym samym przystanku, co zimą, gdy została później zmieniona w wampira. Historia zatacza koło. Z duszą na ramieniu wysiadła z pojazdu. Początkowo chciała poczekać na przystanku na kolejny autobus, który miał być dopiero za jakieś trzy godziny. Zaklęła pod nosem. Nie będzie tutaj sterczeć nocą, niemalże zapraszając wampiry na żer. Jedną drogą okazał się być park, bo po drugiej stronie był postój taksówek. Tam zamierzała jakąś złapać i dojechać do Akademii. Miała przy sobie pieniądze, może nie było ich nie wiadomo ile, ale na taką trasę powinno starczyć. Przecież kartą kredytową płacić nie będzie. Ruszyła zatem szybszym krokiem przez opustoszały park. Serce waliło jej w piersi ze strachu. Dłoń kurczowo zacisnęła na broni, wciśniętą w spodnie. Miała złe przeczucia, co do tego spacerku przez park. Mało było pasażerów w busie, wszyscy i tak wysiedli przed awarią, więc czuła dyskomfort w tej całej, dziwnej sytuacji.

_________________


Kot Louisy.

@
Powrót do góry Go down
Samuru
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1717-samuru#36236 http://vampireknight.forumpl.net/t501-samuru http://vampireknight.forumpl.net/t3537-samuru#76535
Zarejestrował/a : 28/03/2013
Liczba postów : 1051


PisanieTemat: Re: Placyk   Czw Wrz 19, 2013 5:34 pm

Cisza jaka zapadła w parku, mogła zwiastować potężną burzę. Jednak tym razem nie należy odbierać tego tak dosłownie, bowiem burza przybrała kształt wysokiego wampira. Czarny ubiór rozlewał się na tle ciemnych zakamarków, natomiast smoliste włosy, opadające luźno na ramiona, zasłaniały białe lico potwora, więc żeby go wypatrzyć w mroku, trzeba mieć koci wzork. Poruszał się on bezszelestnie, żadne listki, ułamane gałązki nie łamały się pod jego ciężarem, niemal jakby sunął się nad ziemią. Oczywiście to tylko złudna iluzja, wampir po prostu miał szybko, delikatny chód. Jako drapieżnik doskonały musiał wyrobić wiele cech i umiejętności.
Upatrzył sobie młodą dziewczynę. Wyglądała na góra dziewiętnaście, dwadzieścia lat. Szlachetny tysiące miał takich ofiar na swoim koncie i kto wie, może ona będzie tą kolejną? Słodki zapach strachu, niewinności... smutku i tęsknoty. Coś miała na sumieniu? Chciałby tak bardzo się dowiedzieć co takiego.
W końcu opuścił mrok i zrównał swój krok z jej, szedł niemal z nią ramię w ramię. Czarne jak otchłań tęczówki zerkały na drobną postać ciemno włosej.
- Czemu jesteś taka smutna?
Spytał niskim głosem i był to niemal szept. Nachylił się odrobinę aby mogła go usłyszeć. Barabal uśmiechał się, uśmiechał naprawdę łagodnie. Jakby przed sobą miał kolejne, swoje wampirzyce dziecko. Jeśli nie zatrzymała... on również. Jeśli zaczęła biec... on także.
Powrót do góry Go down
Louisa
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t522-louisa#612 http://vampireknight.forumpl.net/t592-louisa#811 http://vampireknight.forumpl.net/t3331-ofiara-losu-luska#71592
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 403


PisanieTemat: Re: Placyk   Czw Wrz 19, 2013 6:18 pm

Wampir podążał po parku tak szybko, cicho, że wampirzyca nie zwracała na niego w ogóle uwagi. Nie zdawała sobie sprawy, że ktoś namierzył ją sobie na ofiarę dzisiejszego wieczora. Słońce jeszcze widniało na horyzoncie, ale tonęło już za drzewami, a Louisa wpatrywała się w tę wielką gwiazdę z przestrachem, jakby już nigdy więcej miała nie wejść na niebo. Bała się wędrować jedynie pod osłoną gwiazd i księżyca, to w żaden sposób nie powstrzyma krwiożerczych wampirów. Aż wreszcie słońce zaszło, jasność z minuty na minuty ustępowała, aż wreszcie nastał czas dla wampirów. Przełknęła ślinę, czując niewygodną gulę w gardle. Zaczęła kasłać, omal nie dławiąc się własną śliną! Chodzący pech! Dziewczyna naprawdę miała wielkiego pecha, jakby urodziła się typowo pod różową gwiazdą Justina Biebera.
Nagle usłyszała jakiś szmer, odwróciła się gwałtownie, w tym samym momencie, gdy wampir nachylił się ku niej, by wyszeptać słowa. Włosy zatańczyły wokół jej głowy, poruszone gwałtownym ruchem, muskając przy tym twarz wampira.
Spojrzała na niego i zatonęła w jego czarnych oczach, niczym otchłań. Zadrżała słysząc ten niski, głęboki, niemalże uwodzicielsko przerażającym głosem. Przez chwilę nie wiedziała, co powiedzieć, jakby zapomniała język w buzi. Zatrzepotała rzęsami i po kilkunastu, długich sekundach, zdała sobie sprawę, że posiada głos w gardle.
– N…nie jestem smutna.
Czuła jak serce zaczyna bić dwa razy szybciej. Wiedziała, że miała do czynienia z wampirem. Zacisnęła mocniej dłoń na broni, starając się nie myśleć o tym, jak ją wyciąga i strzela prosto w jego czoło. Cofnęła się, dygnęła lekko, na pożegnanie i ruszyła dalej w swoją stronę, żeby uciec od wampira. Miała nadzieję, że zostawi ją w spokoju. Ale nie zapowiadało się na to. Wyglądał tajemniczo i niebezpiecznie. A ostatnimi czasy, dziewczyna chciała unikać wszelkiego zagrożenia. Przyspieszyła kroku, mając nadzieję, że wampir znudzi się nią.

_________________


Kot Louisy.

@
Powrót do góry Go down
Samuru
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1717-samuru#36236 http://vampireknight.forumpl.net/t501-samuru http://vampireknight.forumpl.net/t3537-samuru#76535
Zarejestrował/a : 28/03/2013
Liczba postów : 1051


PisanieTemat: Re: Placyk   Pią Wrz 20, 2013 6:18 am

Dziewczyna wyraźnie się przestraszyła. Lecz nie ma co się dziwić, Barabal zaczepił ją niespodziewanie i z zaskoczenia! A to, przywołało na jego twarzy mocniejszy, subtelniejszy uśmieszek. Strach u innych kocha najbardziej. I skoro ona była potencjalnym rozsiewaczem przerażenia, Brutus od tak jej nie zostawi. O nie. Będzie żywił się emocjami małolaty dopóki się nie znudzi.
- Wiem, kiedy ktoś jest smutny, wisienko. Nie oszukasz.
Kolejny głęboki głos. Nie odpuści tak łatwo, a jeśli zechce go zabić... to będzie jej najgłubszy czyn w historii życia, bo... Barabal zabić łatwo się nie da.
Kiedy ta ruszyła w dalszą drogę, szlachetny podążył za nią. Zaś tuż obok niej, zaś zrównał swój krok z jej. Diaboliczny wzrok nie opuszczał postaci śmiertelniczki.
- Dawno temu późną jesienią poznałem małą dziewczynkę. Porzucona przez swoich rodziców w mrocznym lesie, blisko mojego starego domu. Prawdopodobnie wiedzieli gdzie ją zostawiają...
Zaczął mówić, tak. Brutus uwielbia opowiadać, byle komu i nieważne czy ta osoba będzie go słuchać. Choć rzadko kto miał odwagę lekceważyć wampira. Kontynuował.
- Dziewczynka siedziała na twardej skale, ukryta między brzózkami. Płakała. Mówiła o miłości do swoich rodziców, o tym że jej zimno i strasznie się boi. Wysłuchałem tą straszną opowieść w takim samym bólu, co ona czuła.
Przerwał, aby stanąć przed Louisą. Czarne ślepia wyrażały dziwną rozpacz. Mogła nawet przypuszczać, że za chwilę wampir się rozpłacze... Oczywiście tak się nie stało.
- Zabrałem ją ze sobą. Mówiłem, że może stać się przepięknym ptakiem i to dzięki mnie. Odleci tam gdzie chce, żyjąc wolnością i swobodą. Zapomni o smutku, o potworności rodziców. Zaprowadziłem ją nad urwisko... Za moją namową skoczyła sama. Widziałem, jak rozbija się o skały. Jej maleńka główka rozbiła się o kamień, ręce i nogi przy upadku wykrzywiły się w nienaturalny sposób. Cała we krwi... Sina, bez życia. Jej dusza odleciała, tak, jak jej obiecałem.
Skończył jakże prostą historię, nie odrywając uwagi. Sama mogła się mu przyjrzeć... Rysy co Kanibal i Samuru. No może, bardziej... dorosłe, poważniejsze?
- Też chcesz być ptakiem?
No i padło najważniejsze pytania. Barabal nie odpuści, o nie. Jak rzep psiego ogona.
Powrót do góry Go down
Louisa
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t522-louisa#612 http://vampireknight.forumpl.net/t592-louisa#811 http://vampireknight.forumpl.net/t3331-ofiara-losu-luska#71592
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 403


PisanieTemat: Re: Placyk   Pią Wrz 20, 2013 4:29 pm

A kto by się nie przestraszył kogoś, kto tak gwałtownie pojawi się za twoimi plecami. Nie wiadomo czego się spodziewać. Równie dobrze zamordowania na miejscu w celu rabunku albo po prostu gwałtu, a znała doskonale swojego pecha do takich osobników. Zresztą po samej twarzy rozpoznawała już Testamenta, tylko o wiele potężniejszego, poważniejszego, szczuplejszego. To tak, jakby widziała jego udoskonaloną kopię. Przełknęła jeszcze raz ślinę, zdradzając drżenie swego ciała. Nie znosiła tego uczucia, ale nie potrafiła zapanować nad strachem. W głowie dziewczyny już się pojawiły przerażające do szpiku kości obrazy, jak ją będzie mordował, na jakie sposoby. Chyba każdy, jaki przeczytała w różnych horrorach, filmach obejrzanych w telewizji albo tym, co sama przeżyła, ukazało się w podświadomości.
– A zatem… nie chcę Panu wyjawiać, dlaczego jestem smutna.
Starała się być grzeczna, by czasem nie obrazić wampira. Nie wyglądał na marny poziom E czy D, zdawał się być staroświecki, co już świadczył o tym styl ubioru, a także akcent. Sposób, w jaki odnosił się do niej, jako kobiety, także był odmienny od tego, z jakimi do tej pory miała okazję się spotkać.
Przeklęła siarczyście w duszy, kiedy wampir ruszył za nią. Ciekawe kiedy zamierzał ją zabić? Pierw ją pognębi, zacznie torturować i dopiero wówczas ją zabije? Wolała o tym nie myśleć i jak najdłużej walczyć o swoje życie. Może czarnowłosy szybko się znudzi ofiarą.
Chcąc nie chcąc, musiała wysłuchać jego opowieści. Nie zwolniła kroku ani nie przyspieszyła, na nic by się to nie zdało, a jedynie ona sama zmęczyłaby się szybkim chodem. Choć dzięki treningom, miała niezłą kondycję. Nie przeszkadzała w opowiadaniu dziwnej i zawiłej opowieści, o dość dramatycznym zakończeniu. Gdy je usłyszała, stanęła gwałtownie i spojrzała na niego z żarem w oczach.
– Zatem, uważa się pan za wybawcę ciała dziewczynki?
Słowa brzmiały niemalże jak zarzut. Nie rozumiała jaką radość wampiry mogły czerpać w zabijaniu dzieci! I raczej wiedzieć nie chciała, patrząc na tego zwyrodnialca. Aż wstrząs przeszedł ją od karku w dół kręgosłupa. Zimny impuls, poruszający do życia każdą komórkę.
– Nie, nie chcę być ptakiem. Świetnie się czuję, będąc człowiekiem. Wie pan, jakie to uczucie? Być człowiekiem? Mieć bijące, żywe, kochające serce, posiadać uczucia i dążyć do własnych celów, przez życie?
Nie irytowała się, a jedynie prowadziła tę dziwną konwersację, typowo psychologiczną, w naturze co by było gdyby.

_________________


Kot Louisy.

@
Powrót do góry Go down
Samuru
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1717-samuru#36236 http://vampireknight.forumpl.net/t501-samuru http://vampireknight.forumpl.net/t3537-samuru#76535
Zarejestrował/a : 28/03/2013
Liczba postów : 1051


PisanieTemat: Re: Placyk   Sob Wrz 21, 2013 7:29 am

Barabal jak na razie nie miał powodów, żeby pozbawić życia tej małej, ciepłej dziewczynki. Wpatrywał się w nią głodnym wzrokiem, ale nie oznaczało, że ją zaatakuje. Owszem, ma powody do strachu, to normalne, w końcu spotkała wampira jakiego nie zna i w dodatku podobny jest do jej opracowców. Jednak on się od nich mimo wszystko różni. To wampir z klasą, nie gnębi ofiar od razu... Zaczyna robić to powoli, wzbudzając zaufanie, rozmawiając godzinami... Narzuca nieświadomiej ofiary swoje poglądy, obserwuje jak powoli się męczy. W końcu zagubiona sama w sobie, przychodzi po śmierci do Barabala. I nie ma co więcej zdradzać, ten wampir jest naprawdę przerażający, o czym Louisa może się dowiedzieć w najbliższych dniach... wszak już Brutus ułożył plan co do jej osoby, mianowicie mianuje ją swoją oblubienicą. Nie musiała się zgadzać, jej zdanie nie wchodzi w grę.
- Jesteś taka słodka.
Rzekł wampir lekko rozbawionym tonem. Nie zdradzi powodu swojego smutku? Wielka szkoda, choć on wiedział, że to tylko kwestia czasu. Ta mała przyjdzie do niego sama żeby się wyspowiadać... bo szlachetny jest naprawdę dobrym słuchaczem. No i w dodatku szarmancki, wychowany i nie rzuca się do gardeł każdemu napotkanemu osobnikowi. Zatem Louisa nie musiała się od tak obawiać o swoje życie, bo nie zapowiada się na żadne krzywdy... na razie.
Nie odpuścił jej. Szedł obok niej, opowiadając swoją na pozór prostą historię, lecz z jakże paskudnym zakończeniem. Dziewczyna jak widać wzięła ją bardzo do siebie, biorąc odwagę na komentarz. Ten jej wzrok... mina... Czyżby żałowała życia samotnego dziecka?
- Oczywiście, młoda damo. Ta dziewczynka umarłaby tragiczną śmiercią. Wyobrażasz sobie co to znaczy dla dziecka powolna, samotna śmierć w mroku, w nieznanych sobie terenach?
Nie unosił się gniewem. Mówił spokojnie, bez cienia gniewu. Uśmieszek jaki ozdobił jego białą twarz, zabijał powagę słów.
- Uratowałem ją przed najgorszym.Ale co człowiek może wiedzieć? Potraficie być gorzej samolubni od nie jednego... wampira.
Westchnął cicho, zerkając na dziewczynę jak na małe, nierozumne dziecko. Na szczęście nie zraziło to wampira, przecież wie, że każdy jego rozmówca na początku ma swoje zdanie. I o dziwo rozmowa trwała dalej, a Louisa wpatrywała się zapewne w Barabala. Bardzo dobrze.
- Jestem nieumarły, niby skąd mam wiedzieć jak bije serce w moim ciele? Wiem jakie to uczucie mając w dłoniach serce, jak ono świeżo wyjęte, bije ostatnim życiem. I oczywiście dzięki mojej sile, wiem jak bije ta krwawa pompa w innych ciałach.
Ostatnie słowa tajemnicze, a ten błysk w oku? Niepokojacy. Nie zdradził już nic więcej, za to ukłonił się nisko, przyjmując teatralną pozę, jego czarne ślepia uniósł się na twarz śmiertelnej.
- Barabal Brutus Kuroiaishita. Dawna Głowa rodu, zapomniany przez wszystkich.
Jaka kultura, no proszę państwo. Wyprostował ciało, czekając aż dziewczyna odwzajemni mu się swoim imieniem. Wszak nie wypada się nie przedstawić. Toć to oznaka braku wychowania, choć on sam pominął kwestię uczuć.
Powrót do góry Go down
Louisa
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t522-louisa#612 http://vampireknight.forumpl.net/t592-louisa#811 http://vampireknight.forumpl.net/t3331-ofiara-losu-luska#71592
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 403


PisanieTemat: Re: Placyk   Sob Wrz 21, 2013 1:30 pm

To wampiry potrzebują powodu, by zaatakować potencjalną ofiarę? A to nowość! Przynajmniej dla Louisy, bo zawsze uważała, a przynajmniej odkąd spotkała wampiry, że nie potrzebują żadnego powodu, by zaatakować. Robią to nawet wówczas, gdy nie są głodni, dla zwykłej zabawy albo rozrywki, by rozświetlić swój nudny wieczór. Ludziom wystarczy dobry film i miłe towarzystwo, ale wampiry wolą pastwić się nad swoją ofiarą, zadając ból.
Nie wiedziała czy on się różnił czy też nie. Nie znała wysokiego wampira, ale już samo patrzenie na niego sprawiało, że naprawdę się bała. Miał w sobie coś przerażającego albo także i podniecającego, zachęcającego do zatrzymania się choć na chwilę i wymienienia z im kilku słów. Louisa miała na to ochotę, właśnie spotkała na swojej starszego wampira, który na pewno nie jedno widział i z chęcią posłuchałaby o minionych czasach, ale… póki co strach zwyciężał.
Louisa nie bardzo wiedziała czym jest oblubienica dla wampira. Nie chciała zostać znowuż niczyją służką, ale znając jej pecha, nie będzie miała większego wyboru. W dodatku to szlachetny. Kiwnie palcem i dziewczyna zmieni się ponownie w krwiopijcę. Nie chciała przechodzić ponownie przez ten koszmar. Jej poprzedni stwórca zostawił ją samą, na pastwę swojego wampiryzmu, z którym nie wiedziała jak sobie radzić. Jednak taka pomoc i wskazanie odpowiedniej ścieżki jest bardzo potrzebna dla nowego wampira.
– Proszę tak nie mówić. To… peszy.
Odchrząknęła. Czuła się dziwnie, słysząc takie słowa z ust wampira, który najchętniej to by ją zjadł. Dlatego wolała, żeby wampir darował sobie takie określenia, bo nie chciała poczuć do niego żadnej sympatii.
Louisa nigdy nie opowiadała nikomu o swoich problemach. Nie chciała zrzucać ich komuś na głowę, wiedząc, że każdy ma swoje mniejsze i większe zmartwienia. Zatem nie dowie się niczego o smutkach dziewczyny.
Oczywiście, że wzięła ją do siebie! Miała uczucia i było jej żal biednego dziecka, które skończyło w tak dramatyczny sposób. Biedne, naiwne dziecko. Gdyby trafiła na człowieka, zapewne mogłaby dalej żyć, cieszyć się młodością, dorosłością, a potem starością ze swoimi bliskimi. Wampir ją tego pozbawił.
– Nie umarłaby. Wystarczyłoby, gdyby pan ją ze sobą wziął. Może szukali ją rodzice? Nie może pan wiedzieć, że rodzice porzucili dziecko. Każda matka kocha swoje dziecko. Wystarczyło dać jej trochę ciepła, jedzenia i uczucia, a na pewno byłaby bardziej wdzięczna.
Obstawiała przy swoim uparcie. I zdania raczej nie zmieni. Wampiry to potwory, nie miały żadnych skrupułów w zabiciu naiwnego, jakże łatwowiernego dziecka.
– A co wampir może wiedzieć? Nie rozumiecie ludzi, tak jak my was. Zabił pan dziecko, przyglądał się pan temu i jeszcze opowiada o tym, jakby był bohaterem!
Napuszyła się, nie mogąc uwierzyć w taką bezwzględność ze strony krwiopijcy. Brzydziła się nim. Zawsze gdy jest jakakolwiek szansa, pomagała. Ale to przecież bestia, bez uczuć. A jedyne jakim nim sterowały, to głód. Nawet powieka jej nie drgnęła, gdy szlachetny wypowiedział słowo wampiry. Zatem mógł się domyśleć, że dziewczyna miała świadomość istnienia tych stworzeń.
– Opowiada pan o tym, jakby zachwycał się zachodem słońca, a nie zamordowaniem człowieka. Dlaczego to sprawia Wam taką przyjemność? Bawienie się ludzkim życiem, na ogół niewinnych istot.
Drgnęła dostrzegając ten dziwny błysk. Zupełnie jakby zaraz miał się na nią rzucić z obnażonymi kłami, bo uraziła jego wielką, wampirze dumę! Ale jakie było jej zdziwienie, gdy ukłonił się przed nią, przedstawiając się. Tak jak myślała. Kuroiaishita. Jaką miała ochotę rozszarpać mu gardło, ale nie mogła. Nie zdążyłaby o tym dokładnie pomyśleć, a już miałby ją w swych szponach.
– Louisa Francesska Michiru Trizgane. Córka głowy rodu.
Skoro on się przedstawił swoim pełnym imieniem I tytułem, nie zamierzała być gorsza. Ha! Ciekawe czy znał jej ród! Już wiedziała, że Trizgane i Kuroiaishita to zwaśnione rody od wieków… Ten Barabal na pewno to wykorzysta. W sumie miał ciekawe, niespotykane, przerażające na swój sposób, imię.

_________________


Kot Louisy.

@
Powrót do góry Go down
Samuru
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1717-samuru#36236 http://vampireknight.forumpl.net/t501-samuru http://vampireknight.forumpl.net/t3537-samuru#76535
Zarejestrował/a : 28/03/2013
Liczba postów : 1051


PisanieTemat: Re: Placyk   Nie Wrz 22, 2013 6:53 am

Ależ naiwna osóbka z tej młodej dziewczyny. Nie dość, że się peszyła, to jeszcze wierzyła w dobroć ludzkości. Najwidoczniej mało wie o własnym gatunku. Ale czy właśnie człowiek jest najgorszym typem na ziemi? Owszem. A Louisa o tym nie miała zielonego pojęcia. Barabal patrzył na nią z politowaniem, nawet krótko się roześmiał... ta mała gdyby mogła, rozpłakała by się ze strachu i kto wie czy tak się nie stanie. Przecież wszystko przed nią.
- Nie przyzwyczajona do komplementów?
Zagadnął, unosząc jedną brew. Mimo wszystko podziwiał ją. Bała się, a nie uciekała. Szalone z niej dziewczę, naprawdę. Może gdyby lepiej poznać to dziecko, pokazać że wampiry jednak nie są takimi krwawymi bestiami... że mają swoje życie, problemy.. no może trochę różniły się od ludzkich . Ale czy to będzie rozsądne wprowadzać do zamku człowieka? Pewnie nie! Ale co się nie robi dla zabawy i chwili zapomnienia? Brutus już postanowił.
- Ty naprawdę wierzysz w dobroć ludzkości.
Stwierdził smutnie, wzdychając naprawdę ciężko. Dziewczyna chyba nie miała pojęcia, jak jej świat i bez wampirów jest okrutny.
- To dziecko samo mówiło o zostawieniu przez mamę i tatę. Myślisz, że paroletnie maluchy mają czelność oklamywać tych, którzy się martwią? I jak widzisz życie ludzkiego dziecka wśród wiecznie spragnionych krwi wampirów? Jej przeznaczeniem było umrzeć, śmierć wybrała młode istnienie i ja pomogłem, czyniąc szybką, bezbolesną, a jakże piękną utratę życia. Dziecko zmarło szczęśliwe.
Zapewne zaś zacznie go gnoić i upierać się przy szczęściu dziecka. Jak widać nie rozumie wampira.
- Śmierć zadana przeze mnie była najbardziej humanitarna z pośród wszystkich co mogło ją czekać samotną w lesie pełną dzikich stworzeń i niewyjaśnionych zjawisk. Zastanów się nad tym.
Dokończył, oczekując zrozumienia. Wszak dla Barabala był to czysty akt heroizmu, a ta najzwyczajniej w świecie nie widzi świata inaczej, niż w sztucznych, zakłamanych kolorach, zapominając, a nawet świadomie unikając prawdziwej brzydoty.
- Dlaczego mówisz Wam? Nie mogę wypowiadać się za wszystkich innych. Każdy ma swoje zdanie na temat śmierci... i jeśli chcesz wiedzieć...
Przerwał aby podejść do dziewczyny, chcąc się ku niej nachylić. Tak, żeby mogła widzieć jego czarne ślepia. Te puste, bezdenne gałki oczne.
- Żeby posiłek miał smak, trzeba pierw go odpowiednio doprawić i przyrządzić.
A to pojmie? Brutus sądził, że dręczenie ofiar dodaje im smaku, ot co.
- Poza tym śmierć ludzka jest naprawdę piękna. Po wampirach zostaje proch, po człowieku... ciało. Możesz nadal na nie patrzeć, widzieć jak umarło.
Zakończył swój wywód. Prostując się. Wcisnął łapy do kieszeni spodni choć nadal nie spuszczał z niej oka. A jej zdziwienie po przedstawieniu się miało wytłumaczenie.
- Trizgane. No, no... Stary łowiecki ród. Jak się miewa Gerard?
Zdziwi ją kolejny fakt, że wampirzysko zna jej ojca? Zapewne. Uśmiechnął się lekko, mrużąc ślepia.
Powrót do góry Go down
Louisa
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t522-louisa#612 http://vampireknight.forumpl.net/t592-louisa#811 http://vampireknight.forumpl.net/t3331-ofiara-losu-luska#71592
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 403


PisanieTemat: Re: Placyk   Nie Wrz 22, 2013 4:47 pm

Wampir mógł nazwać to naiwnością, ale dziewczyna wierzyła w swoje racje. Wiedziała, że ludzie z natury nie są źli. Ludzie zabijali zwierzęta nie tylko w ramach konsumpcji, ale także z powodu łupów takich jak kości, skóra, tłuszcz czy mięso, często łamiąc przy tym prawo. Ale wampiry nie były lepsze, jeśli za takie się uważały. Mordowały ludzi dla zabawy, zdobyczy, zdobycia terytorium, jako rozrywka. Niczym nie były lepsze od ludzie i równie samolubne. Jeśli posądzały ludzkość o prowadzenie wyniszczających wojen, to czy wampiry nie robiły dokładnie tego samego między swoimi rodami? Ludzie i wampiry niczym się od siebie nie różniły, oprócz tego, że krwiopijcy byli silniejsi i długowieczni. Jednak brak zrozumienia obu stron, brak chęci dotarcia do siebie, prowadzi właśnie do takich niesmaków.
– Czy to źle? Nie jestem przynajmniej zapatrzoną w siebie młodą kobietą.
Odpowiedziała cicho, jakby niepewna własnych słów, co jednak mogło się wydawać jedynie złudzeniem. Nie dbała o to, co wampir sobie o niej pomyśli, nie broni mu przecież skreślić się z góry tylko dlatego, że miała odmienne zdanie, co do jego zdania odnośnie zachowania wobec małego dziecka.
– Czy to źle? Jestem zmęczona ciągłymi wojnami.
Posłała wampirowi smutny, blady uśmiech. To prawda, że świat bez wampirów był okrutny, ale z nimi łatwiej nie było. Odpowiadali za połowę przestępstw czy rytualnych mordów na świecie, był to fakt nie do podważenia.
– Dzieci nie potrafią kłamać. Są szczere. To najszczersze istoty, jakie kiedykolwiek mogą istnieć. Kłamstwa uczy ich dopiero życie, nie sądzi pan?
Spytała, pozostając wciąż poważna. Nie spoglądała w oczy wampira, zupełnie jakby się czegoś obawiała. Zresztą nie miała pojęcia, jakie moce posiadał. Niektórzy krwiopijcy potrzebowali kontaktu wzrokowego, by uaktywnić moce na ofierze.
– Ja zawsze widzę wyjście z trudnej sytuacji. Śmierć, to ostateczność. Mógł pan podrzucić dziecko pod klasztor albo kościół…
Wciąż obstawiała przy swoim i tak łatwo nie zrezygnuje ze swojego punktu widzenia. Będzie go bronić tak długo, jak zdoła. Była uparta i czyż Barabal nie mógł tego odebrać jako zaletę? Dzisiejsi ludzie, a przynajmniej większa ich część, kierowała się jedynie własnym dobrem lub dążeniem do bogactwa. Louisa tego nie potrzebowała. Chciała nieść pomoc innym, temu została medykiem.
– Oczywiście, że tak! Jednak… wybrał pan możliwie najłatwiejsze rozwiązanie, by nie kłopotać się ludzkim stworzeniem. Zostałam medykiem, by pomagać potrzebującym. Do niedawna sądziłam, że jedynie dla ludzi, teraz… skora byłabym pomóc nawet wampirowi.
Nawet przypomniała jej się sytuacja z Totoro, kiedy oddała mu swoją krew, by go wzmocnić, żeby mógł wrócić do domu w środku dnia. Ale nie, Barabal pewnie wciąż będzie ją uważał za nic niewartego, słabego, małego człowieczka.
– Dlatego torturujecie ofiary? Nawet ludzie nie są tacy brutalni, gdy zabijają zwierzęta, by je skonsumować. Zdecydowanie jestem także przeciwna rytualnym ubojom. Zwierzęta cierpią i nie zasługują na tak straszliwą śmierć.
Wzruszyła ramionami, zmieniając temat rozmowy bardzo płynnie. Przechodziła z jednego tematu do drugiego, by nie oceniać pewnych zachowań starszego wampira. Jeszcze się chłop zezłości i ją ujebie na wstępie.
– A zatem, w świetle dzisiejszej nauki, można uznać, że wampiry są chore psychicznie.
Twarda teoria, żadnych pytań czy hipotez. Czy Barabal ją obali? Całkiem możliwe i pewnie znów poda jakiś dziwny argument na obronę swej rasy!
– Jeszcze żyje.
Odpowiedziała krótko i niejasno, odnośnie pytania szlachetnego. A kiedy wcześniej się ku niej nachylił, nie odsunęła się, ale także nie spoglądała mu w oczy. Unikała wszelkich sztuczek uchwycenia jej wzroku, nie mogła mu przecież ufać.
- Mam go pozdrowić?
Zakpiła sobie. Doskonale wiedziała, jak wampiry i łowcy się nie znoszą.

_________________


Kot Louisy.

@
Powrót do góry Go down
Samuru
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1717-samuru#36236 http://vampireknight.forumpl.net/t501-samuru http://vampireknight.forumpl.net/t3537-samuru#76535
Zarejestrował/a : 28/03/2013
Liczba postów : 1051


PisanieTemat: Re: Placyk   Sro Wrz 25, 2013 11:02 am

Barabal już stracił ochotę na wszelkie rozmowy. Spoglądał na dziewczynę ponurym wzrokiem, choć nadal się uśmiechał. Louisa jak widać, za wszelką cenę chciała bronić swoje zdanie odnoszące się do losu dziecka... jakie już nie żyło.
- Po co biadolić nad czymś co już nie powróci?
Spytał, choć było to retoryczne. Szlachetny westchnął i nie wyglądał na kogoś, kto ma zamiar kontynuować ową bezowocowną rozmowę. I to ludzkie myślenie. Ta mała chyba naprawdę chciałaby zmienić świat na piękny i kolorowych. To może niech umrze i trafi do nieba?
- Jeśli dla Ciebie gotowanie skorupiaków żywcem nie jest znęcaniem się...
Na zakończenie wzruszył ramionami, odwracając się na pięcie. Stał teraz tyłem do Louisy. Na jej podsumowanie, jedynie na chwilę spojrzał z nad ramienia.
- Myśl jak chcesz.
Finito. Koniec rozmowy. Barabal najchętniej wróciłby do domu, gdzie mógłby spocząć w swojej trumnie. Jego rzeczy z całą pewnością dotarły już do zamku. No i oczywiście słudzy. Dwa wampiry, dawni ludzie... wierni słudzy Brutusa.
- Tak, tak... pozdrów.
Odrzekł na kpinę chłodnym wzrokiem, wyciągać przy okazji telefon z kieszeni. Napisał wiadomość do jednego z podwładnych, żeby wpadło po jego ciało do parku. Powinni wyczuć swojego pana. Schował telefon z powrotem do kieszeni, odwracając się w stronę dziewczyny.
- A teraz idziemy spać.
I po tych jakże tajemniczych słowach cialo Barabala nagle upadło, a Louisa mogła poczuć nieznaną siłę jaka wbiła się w jej ciało i... kompletna pustka. Ciemność... Może śniła? Kto wie? Ale najgorszy jest fakt taki, że ciało Louisy stało. Trzymała się na nogach, a na jej ślicznej buzi pokazał się uśmiech, naprawdę paskudny uśmieszek. To Barabal był w ciele młodej Trizgane. I właśnie wtedy nadjechał samochód... czarny mercedes najnowszej klasy. Kiedy wysiadł z niego wysoki wampir o jasnych włosach, Brutus w ciele dziewczyny odezwał się tym słodkim dziewczęcym głosem.
- Zabierzcie moje ciało do samochodu. Wracamy do zamku.
I po tych słowach, do jasno włosego dołączył łysy wampir. Ostrożnie podnieśli ciało pana, układając je na tylnym siedzeniu. Zapieli pasami, po czym wypuścili Louise. Usadowił się obok... i wykonał naprawdę paskudny czyn. Skaleczył dłoń pojemnika, którą przyłożył do ust do swojego ciała obok. Te odruchowo przyssało się do rany, nie kalecząc kłami. Podświadome karmienie, nie ma nic lepszego!

zt wszyscy
Powrót do góry Go down
Arielle Marmouget

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2303-arielle#48565 http://vampireknight.forumpl.net/t2607-arielkowe#55527 http://vampireknight.forumpl.net/t2457-syrenkowe-relacje http://vampireknight.forumpl.net/t2315-arielka#48832 http://vampireknight.forumpl.net/t2315-arielka#48832
Zarejestrował/a : 02/11/2015
Liczba postów : 115


PisanieTemat: Re: Placyk   Sro Cze 08, 2016 7:37 pm

- Ależ Księżniczko, tak nie można Panienka nie powinna przebywać poza murami pałacu samotnie i to w takich miejscach. Panienki Ojciec się zezłości.
Szczebiotała przerażona dama do towarzystwa. Arielle spojrzała niewinnie na przestraszone dziewczę i przechyliła nieco głowę przyglądając się jej bacznie.
- Ale ja chce tutaj być i koniec. Nikt nie będzie mi mówił co mam robić. Nie jestem już dzieckiem.
Dodała wzruszając ramionami i czmychnęła między huśtawkami prosto nad oczko wodne. Przykucnęła na czworaka wpatrując się w taflę wody by po chwili zmienić pozycję na nieco wygodniejszą czyli leżąc na brzuchu i podpierając brodę o wewnętrzną część dłoni.
- Hildziu słodziutka przyniesiesz mi ciasteczka. Bardzo proszę...
Przekrzywiła głowę wyszczerzając się nieco w szerokim uśmiechu tym samym ukazując swoje kiełki. Kobieta wzdychając ciężko skinęła głową po czym pognała przed siebie w poszukiwaniu ciasteczek, które to tak uwielbiała jej Pani. Natomiast Arielle nie miała zamiaru czekać jak grzeczne dziecko. Ona miała inne plany i inne zamiary. Skierowała się powoli przed siebie, powoli nie śpiesząc się oceniając i oglądając okolice.
Powrót do góry Go down
Nourh Noutiatir

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2227-nourh-noutiatir#47962
Zarejestrował/a : 19/10/2015
Liczba postów : 275


PisanieTemat: Re: Placyk   Sro Cze 08, 2016 9:27 pm

Ostatnie nastawienie organizmu na większą ilość snu nie było chyba zbyt dobrą opcją, acz dość wygodną i leniwą. Przetraciłem czasami nieco dni, gdy tak skupiałem się wyłącznie na przewracaniem się na różne boki w koronie drzewa czy innych miejsc blisko natury. Jak dla mnie park należy do takich miejsc tylko w połowie i jest znacznie bardziej zaludnione. No ale akurat dałem ubrania do pralni, a to było najbliższe wygodne miejsce, a nie chciałem się przed jej końcem oddalać. Teraz gdy już ubrania odebrałem i pachną aż przesadnie ogrodem, bo jak widać taki płyn zastosowano, park miał być już tylko przejściem. Może biblioteka? Może jakaś restauracja i flegmatyczne popijanie herbaty? Albo po prostu olać wszystko jak się da i wspiąć się w góry?
Co by za plany i pomysły nie były, faktem jest że osóbka u której korzystałem wiele dni temu z gościny, akurat przechadzała się tutaj swobodnie. Akurat była noc to było tutaj w miarę pustawo, ale kto wie czy ktoś się zaraz też nie przejdzie, w końcu dopiero co zamykali pralnie. Stanąłem na ten moment i pomachałem do niej. Pozna mnie? Zauważy?

_________________
Aktualny Halloweenowy Ubiór: Motyw: Przerąbany Japoński Lisi Demon z 9 ogonami (Kitsune), który jednocześnie jest przebrany za egzorcystę, który posiada liczne talizmany do odpędzania. Pofarbowane na złoty kolor włosy, oraz wystające 9 ogonów, które poruszają się z każdym krokiem. Ma na sobie tradycyjne japońskie ubranie świątynne w ciemnych barwach i chodzi w japońskich tradycyjnych getach (obuwie). Do tego wszystkiego ma przy sobie maskę lisiego demona, żeby co mniej domyślnych zasugerować bardziej kim jest.

Bang!
Powrót do góry Go down
Arielle Marmouget

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2303-arielle#48565 http://vampireknight.forumpl.net/t2607-arielkowe#55527 http://vampireknight.forumpl.net/t2457-syrenkowe-relacje http://vampireknight.forumpl.net/t2315-arielka#48832 http://vampireknight.forumpl.net/t2315-arielka#48832
Zarejestrował/a : 02/11/2015
Liczba postów : 115


PisanieTemat: Re: Placyk   Sob Cze 11, 2016 9:28 pm

Spacerując nie zauważyła nawet jak zbliżał się w jej stronę Nourh. Dla niej obecnie liczyła się chwila swobody. Nie chciała wracać do domu, ale niestety niebawem będzie musiała w końcu jak za długo jej nie będzie to będą ogromne problemy. Rozejrzała się dookoła i dopiero wtedy dostrzegła jak do niej zamachał. Na jego widok wyszczerzyła swoje lwie kiełki i rzuciła się biegiem w jego stronę wpadając prosto w jego ramiona.
- Nie wierzę, że Cię tutaj widzę! Co tutaj robisz. Sądziłam, że jesteś bardzo zajęty.
Dodała z szerokim uśmiecham na ustach i musnęła jego policzek.
- Może się przejdziemy. Co Ty na to.
Zerknęła nań obserwując czy faktycznie za nią ruszy czy może jednak nie.Nigdy w końcu nie wiadomo jak zareaguje.
Powrót do góry Go down
Nourh Noutiatir

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2227-nourh-noutiatir#47962
Zarejestrował/a : 19/10/2015
Liczba postów : 275


PisanieTemat: Re: Placyk   Sro Cze 15, 2016 5:59 pm

Machając nie spodziewałem się takiego ataku entuzjazmu. Ależ ej! Czy Ja przypadkiem przez cały czas nie starałem trzymać się na dystans ze względów na jej moc i mojej ostrożności? Wydawało mi się, że to rozumiała i akceptowała a tu bęc. Pomimo wszystkiego ruszyła we mnie, a Ja zamurowany taką reakcją, nawet nie odskoczyłem, ani nie skorzystałem z własnej mocy!... W sumie jakbym w ogóle mógł. Mój brak kompletnej formy tylko wpakuje mnie w większe problemy, ale ona tego nie wie, prawda? W sumie mało co wie, tak jak Ja sam o niej.
- Ja, Nourh? Zajęty? Jestem znany z swojego lenistwa, a nie braku czasu.
Po tym oznajmieniu pokazał się kolejny entuzjazm. Przejść się... A tak bardzo nic mi się nie chce! W sumie to robię sobie tylko wymówki jak się tylko da, ale taka moja kwintesencja. Jeszcze za nią nie ruszyłem, patrzyłem za nią pytająco i zastanawiałem się co ze sobą zrobić. Może rzeczywiście mam iść za nią? No ale... Tak po prostu?

_________________
Aktualny Halloweenowy Ubiór: Motyw: Przerąbany Japoński Lisi Demon z 9 ogonami (Kitsune), który jednocześnie jest przebrany za egzorcystę, który posiada liczne talizmany do odpędzania. Pofarbowane na złoty kolor włosy, oraz wystające 9 ogonów, które poruszają się z każdym krokiem. Ma na sobie tradycyjne japońskie ubranie świątynne w ciemnych barwach i chodzi w japońskich tradycyjnych getach (obuwie). Do tego wszystkiego ma przy sobie maskę lisiego demona, żeby co mniej domyślnych zasugerować bardziej kim jest.

Bang!
Powrót do góry Go down
Nourh Noutiatir

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2227-nourh-noutiatir#47962
Zarejestrował/a : 19/10/2015
Liczba postów : 275


PisanieTemat: Re: Placyk   Pią Cze 24, 2016 9:56 pm

Cóż, uznałem że nie będę dziś zarażał swoim lenistwem, rudej panienki. Poklepałem Ją w ramie i wskazałem jej palcem że idę w kolejną ulicę. Nie widziałem by miała coś przeciwko, więc tak jak wydałem swój gest, tak odszedłem i pożegnalnie machnąłem jej ręką. Cóż, było zaprawdę ciemno i szkoda tą noc stracić.

(zt)

_________________
Aktualny Halloweenowy Ubiór: Motyw: Przerąbany Japoński Lisi Demon z 9 ogonami (Kitsune), który jednocześnie jest przebrany za egzorcystę, który posiada liczne talizmany do odpędzania. Pofarbowane na złoty kolor włosy, oraz wystające 9 ogonów, które poruszają się z każdym krokiem. Ma na sobie tradycyjne japońskie ubranie świątynne w ciemnych barwach i chodzi w japońskich tradycyjnych getach (obuwie). Do tego wszystkiego ma przy sobie maskę lisiego demona, żeby co mniej domyślnych zasugerować bardziej kim jest.

Bang!
Powrót do góry Go down
Reiji
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2266-ayato-reiji-hana http://vampireknight.forumpl.net/t2270-ayato-reiji-hana#47852 http://vampireknight.forumpl.net/t2424-reiji http://vampireknight.forumpl.net/t2271-ayato-reiji-hana http://vampireknight.forumpl.net/f114-dom-hana
Zarejestrował/a : 22/10/2015
Liczba postów : 124


PisanieTemat: Re: Placyk   Pon Sie 22, 2016 4:35 pm

A co z Reiji'm... Właściwie, to nic ciekawego. Po prostu zajmował się sobą przez ten cały czas, jak i własnymi zajęciami... Chociażby projektowaniem broni. Oczywiście, gdy mu się to jeszcze chciało. Jasnowłosy nie należał do osób, które były pracowite - innymi słowami, po prostu w większości przypadków dopadał go leń.
Westchnął cicho, pocierając policzek. Coś wzięło go, by nagle opuścić dom i przejść się na spacer. Chyba po prostu zachciało mi się zażyć świeżego powietrza, zanim ktoś przypomniałby sobie o mojej skromnej obecności - podsumował to wszystko w swoich myślach. - Męczące. Sama myśl o zrobieniu czegoś mnie demotywuje.
Szedł jeszcze przez chwilę, zanim usiadł na huśtawce. Jego złote oczy obejrzały najbliższą okolicę. Był już wieczór, słońce zachodziło, więc Ayato zdawał sobie sprawę, że istniała większa szansa, że napotkałby wampira... Któremu mogłoby się wydawać, że samotny człowiek to bardzo dobry posiłek, warty skosztowania.
Upierdliwość - z jego ust wyrwało się kolejne westchnienie. Przynajmniej nie widzę, by ktoś teraz miałby się mnie uczepić - pocieszył się tą myślą. Nie robił nic ciekawego teraz, po prostu siedział na owej huśtawce, delikatnie odpychając się nogami, by sprawić ją w ruch.
Powrót do góry Go down
Trevor

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2781-alucard http://vampireknight.forumpl.net/t3204-kontakty-trevora#68197
Zarejestrował/a : 16/08/2016
Liczba postów : 98


PisanieTemat: Re: Placyk   Wto Sie 23, 2016 11:12 am

Wieczna tułaczka prowadząca donikąd. Rok, a za nim kolejny i tak bez przerwy. Świat się zgorszył zamiast polepszać, jednak nie ma co się dziwić. Trza jedynie próbować ogarnąć ten cały śmietnik, gdzie wszyscy są siebie warci. Wampiry, Ludzie w obu rasach są Anioły i Demony, niszczące innych. Chodząc tyle lat po tej ziemi tylko utwierdził się w przekonaniu, że Gabriel miał racje. Zawsze prawie ją miał. Tyle mu zawdzięcza... Mimo to iż dał mu wiele, nie był wstanie aby móc przejąć jego nazwisko. Oczywiście tak było kiedyś. Teraz niemalże z dumą podpisuje się jego nazwiskiem. No ale mniejsza o to.
Przybył tu z tydzień temu i dopełnił z ojcem umowy zawartej przed laty. To był dobry tydzień, dlatego trza ruszyć dalej do swoich obowiązków pilnując ludzi, obserwując ich. Szedł dalej początkowo zaglądając do slumsów. Wiedział że tam będzie musiał głębiej pozaglądać, ale ruszył dalej, by zwiedzić miasto. A raczej jego zakamarki.
Wylądował w dzielnicy mieszkalnej, a potem już po chwili był w parku. Ach ta sprawność wampirów. Można było to śmiało nazwać patrolem, bo gdzie się nie pojawił Trevor tam obejrzał się czy nic nie dzieje się złego człowiekowi z rąk wampira. Nienawidził tych ścierw, choć sam nim był to dzięki pracy potrafił wykorzystać swoje umiejętności przeciw pijawką.
Metaliczny dźwięk okutych butów było już z dala słychać. Nie trza było długo czekać by zobaczyć sylwetkę wampira, który zwęszył chłopaka siedzącego na ławce. Spojrzał w jego kierunku, patrząc chwile na niego.
-To niezbyt odpowiednia pora na odwiedzanie takich miejsc.

_________________

No wiec.... Eee...
Powrót do góry Go down
Reiji
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2266-ayato-reiji-hana http://vampireknight.forumpl.net/t2270-ayato-reiji-hana#47852 http://vampireknight.forumpl.net/t2424-reiji http://vampireknight.forumpl.net/t2271-ayato-reiji-hana http://vampireknight.forumpl.net/f114-dom-hana
Zarejestrował/a : 22/10/2015
Liczba postów : 124


PisanieTemat: Re: Placyk   Wto Sie 23, 2016 12:01 pm

Dobra, zdecydowanie pomyliłem się - pomyślał Reiji w chwili, gdy usłyszał, że ktoś się tutaj zbliżał. Ciężko było nie zignorować taki hałas, jakie wydawały buty przybysza... I na dodatek, podchodził akurat do niego? Aż podniósł głowę, by skupić na nim swoje złote tęczówki i przekrzywił nieco głowę. Nie wiedział, z kim aktualnie mógłby mieć do czynienia, ale no... Dobra, chodzi o to, że nieznajomy przed nim był mu zupełnie obcym człowiekiem. O ile nim jeszcze by był...
Przeciągnął się lekko, wyglądając zarazem na osobnika, który kompletnie nie zdawał sobie sprawy, że coś mogłoby być nie tak.
- Dlaczego nie? - zwrócił się do niego jasnowłosy. - Nie jest aż tak późno.
Po tych słowach wzruszył lekko ramionami, jakby to było mu właściwie obojętne, czy tutaj był, czy nie. Każda ucieczka od obowiązków była dobra! Ale z drugiej strony... Czy nieznajomy nie mógłby być zaliczany do niebezpiecznych osób?
Patrzył na niego ze spokojem, czekając na jakąś reakcję.
- Hm... Właściwie, to również dotyczy się i ciebie - zauważył, wypowiadając te słowa międzyczasie. To, czy złotooki zorientował się, że ma przed sobą przedstawiciela innej rasy, czy też nie pozostawiamy na potem. Teraz trzeba zobaczyć, co zrobić z tym fantem, że jest tutaj ktoś inny.
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Placyk   

Powrót do góry Go down
 
Placyk
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next
 Similar topics
-
» Placyk food trucków

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Vampire Knight :: Yokohama :: DZIELNICA MIESZKALNA (ZACHÓD) :: PARK-
Skocz do: