IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Staw

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10  Next
AutorWiadomość
Hachiko

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t171-krwawa-dama http://vampireknight.forumpl.net/t588-leadris#788 http://vampireknight.forumpl.net/t3334-krwawa-dama#71600
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 917


PisanieTemat: Staw   Wto Paź 23, 2012 8:32 pm

Małe miejsce, które parkiem nie można nazwać, a małym, przytulnym miejscem, gdzie rosną dwie wielkie płaczące wierzby, pod którymi siadając można być w ogóle niezauważonym przez innych. Tuż przed nimi znajduje się niewielki staw, na którym pływają kaczki, łabędzie i inne wodne ptactwo, nie wolno zapomnieć o małych rybach. Jest też mały mostek, ale raczej pęknie pod każdym ciężarem topiąc tego kto na nim stanie. Staw jest nieco zarośnięty, ale nie widać w nim śmieci.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Staw   Czw Lis 22, 2012 10:03 pm

Park, staw, wierzby, trawa... i wiele innych rzeczy. To można podziwiać długo, dawać się ponieść urokowi tego miejsca. Wyciszone, odosobnione. Istna oaza spokoju, w której może zagościć dosłownie każdy, aby jedynie popatrzeć, myśleć, odpocząć. Jesień najwyraźniej nie sprzyjała temu miejscu, z drzew opadły liście, robiąc dość smutne zamieszanie. Lekki chłód bił od stawu, a opodal niego przechadzało się jasnowłose dziewczę. Co jakiś czas pokasływała i pozbywała się uporczywego kataru z nosa. Ta zła, jesienna mantra robiła również niezły rozgardiasz w organizmie Cassie osłabiając go dodatkowo. Nie było to na korzyść dziewczynie, ale cóż poradzić. Na niektóre rzeczy człowiek nie ma wpływu. Ziewnęła przeciągle. Coraz częściej senność dawała się jej we znaki, ale zarazem spokojny sen nie mógł przyjść. Wory pojawiły się pod oczami, jednak nie wyglądała jak kompletny cień człowieka. Wciąż zachowała naturalne dla siebie proporcje i nie była nadmiernie słaba. Po prostu jak niewyspane dziecko przed szkołą, o. Przydałoby się jej jedynie ciepłe łóżko i kilkanaście godzin błogiej ciszy. Prawdziwej, bez szumu w uszach i nieustających myślach, przez które mogła jedynie leżeć i wlepiać wzrok w białą ścianę. Kucnęła przy brzegu stawu uważając, aby do niego nie wpaść. Nie byłoby to pewnie przyjemnym doświadczeniem, skutki również byłby niemiłe. Wpatrywała się w zielonawą toń, na której o tej porze roku nie pojawiały się ptaki, tak smutną i samotną. Zupełnie jak Cassidifikation. Ale jej to nie przeszkadzało. Miała kilka obiektów chorej miłości, brata i Noname. Doskonały dowód na to, że najłatwiej być samemu sobie przyjacielem. Dogryzającym, wrednym, zupełnie innym niż idealny. W tym momencie starała się ją zagłuszyć, nie przeszkadzać sobie jej głosem. W nadzwyczajnym skupieniu obserwowała staw, w którym nie działo się nic nadzwyczajnego. Jedynie zimny wiatr poruszał tu i tam trzciną. Zmarszczyła drobny nos. Wyglądała na osobę, którą dręczy odwieczny ból istnienia. W gruncie rzeczy tak było. Nie czekała na cud, wystarczy jej własna obecność. Co prawda jakaś dobra dusza mogłaby się pojawić i spotkać z nieobliczalnym charakterem Cassie, czego nikomu nie życzę. Cóż, bywa.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Staw   Czw Lis 22, 2012 10:22 pm

Dzisiejsza pogoda nie rozpieszczała, szczególnie osoby mające ochotę na spacer. Frankowi jednak to nie przeszkadzało. Mógłby nawet wyjść w samych bokserkach na śnieg byleby oderwać się na chwilę od papierkowej roboty i różnych formalności związanych z firmą oraz załatwianiem sobie apartamentu w mieście. Chłopak pochodzi z lodowatej Rosji więc komu jak komu, ale jemu nie wypada narzekać na pogodę. Jako, że nie znał jeszcze miasta to fakt, iż znalazł się w tym parku był zupełnym przypadkiem. Jednakże miejsce to jest warte uwagi. Cisza oraz spokój, czyli wszystko czego pragnie dusza po pracowitym dniu.
Frank po chwili wyciągnął z kieszeni od marynarki małych rozmiarów butelkę w której znajdowała się powszechnie znana i lubiana w jego rodzimym kraju wódka. Wziął jednego porządnego łyka i schował butelkę z powrotem. Taki sposób odstresowania się był w jego mniemaniu najlepszy i najszybszy. Oczywiście nie był alkoholikiem ani nic z tych rzeczy. Po kilkunastu minutach młodzieniec zobaczył damską sylwetkę. Nigdzie się nie spieszył a że nie znał tu nikogo to postanowił podejść. Wyglądała na dość młodą ale wygląd to tylko pozory. Rok na Syberii nauczył Franka, że zawsze trzeba być ostrożnym.
-Cześć. Mam na imię Frank, mogę zająć chwilę ? Jestem nowy w mieście i chciałbym zadać kilka pytań.
Powiedział z rosyjskim akcentem patrząc na dziewczynę. Chłopak nie miał problemów w kontaktach z innymi ludźmi.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Staw   Czw Lis 22, 2012 10:40 pm

Dziwnie jej było po raz pierwszy zamieszkiwać inne miejsce niż hotelowe apartamenty. To wszystko było dla niej takie inne, obce. Zupełnie nie potrafiła przywyknąć do życia szkolnym rytmem. Zresztą czemu się dziwić skoro do tej pory jedynym jej kontaktem z nauką byli przyjezdne guwernantki. Ale cóż począć. Zwykle też miała większą swobodę niż tutaj, dusiła się w czterech ścianach, a głosy rozmów irytowały ją niezmiernie. Nic wiec dziwnego, że pomimo chłodu postanowiła wyjść z Akademika łamiąc tym samym szkolny regulamin. Póki jednak jej nikt nie przyłapie nie będzie sobie tym zawracać głowy.
Nie znała okolicy, tak więc nie szła w żadne konkretne miejsce. Dała się całkowicie prowadzić własnym nogom nie zadając im pytań. Tak było dobrze. Cisza spokój. Sama nawet nie wiedziała kiedy znalazła się w zupełnie innej części miasta, a przed sobą widziała tylko coś co przypuszczalnie można było nazwać parkiem. To tu na chwilkę przystanęła i wykonała szybki telefon do ojca. Oczywiście ten jak zawsze nie miał dla mniej czasu. Eh norma i po co ona stara się na siłę utrzymać z nim kontakt?
Ponownie ruszyła przed siebie pogrążona we własnych myślach. Dopiero czyjś głos dochodzący z bliska wyrwał ją z chwilowego otępienia. I tym razem wygrała jej wrodzona ciekawość i czarnowłose dziewczę zbliżyło się do postaci stojących nad jeziorem. Oby im tylko nie przeszkodziła w czymś ważnym. Raczej nie miała ochoty robić sobie wrogów tuż po przybyciu do miasta.
-Witajcie- zaczęła miła podchodząc do nich bliżej - Jestem Delie i również jestem nowa w mieście. I niestety chyba się zgubiłam. Jesteście może uczniami akademii? - zapytała przyjaznym tonem spoglądając na nich. Na oko dziewczyna wydawała się być w jej wieku, jej towarzysz zaś zdecydowanie miał o kilka lat więcej. Jednak czy tak było na prawdę nie mogła być pewna, w końcu pozory często mylą.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Staw   Pią Lis 23, 2012 2:53 pm

Nie przeszkadzało jej przeziębienie. Nawet ta okropna szara pogoda, która byłaby w stanie odebrać cały zapał nawet największemu optymiście. Myśli biegały jej w mózgu z prędkością szybszą niż światło, niemal uderzając w czaszkę. Bolało. Bardzo. Taki schizofreniczny natłok myśli, a każda o czym innym. Chwyciła się za głowę, niemal boleśnie ciągnąc za włosy i drażniąc skórę. Chciała po prostu wyjść ze swojego ciała, aby móc być bez żadnych trosk. Egzystować w spokoju. W jej głowie trwała wojna, istna bitwa. Wszystko kazało jej skoczyć do jeziora, reszta powiesić się. Prymitywne instynkty.
Dudum dudum
Taki dźwięk roznosił się w jej uszach, czuła niemalże bicie serca w swojej głowie. Inaczej, bicie serc milionów, spotęgowane. Ale nie było to urocze, jak akcje charytatywne o pieskach, którym należy "podarować swoje serce". To zagłuszało, dodatkowo przyczyniała się do tego szumiąca w uszach krew. Mimo wszelkich oporów, słyszała kroki. Odwróciła się gwałtownie. Chłopak. Wyglądał tak... zimno, jak osoba przystosowana do trudnych klimatów, taka z Rosji. Kh. Cassie chciałaby skądś pochodzić. Ale cóż poradzić, była nikim z nikąd. Dosłownie. Wyostrzone, pajęcze zmysły wyczuły woń wódki. Bleh. Pokręciła z niesmakiem głową.
"Cześć jestem Frank"? Po co się odzywać do obcych osób? To jak plamy. Są zepchnięte obok siebie, a każda innego koloru. Nie dane jest im się łączyć, jeśli ich kolor nie jest podobny. Wbiła niczym kolec swój wzrok w nieznajomego. Przerażający widok. Same białka wpatrujące się w człowieka są w stanie zmrozić krew w żyłach.
- Wiem o tym mieście jedynie tyle, że trzeba w nim działać na własną rękę - bum. Psychopatyczny uśmiech. Możecie już uciekać legiony, Cassie wypadł nóż z kieszeni. Podniosła go pospiesznie i ponownie schowała do kieszeni, ostrzem skierowany w stronę nogi. Nieprzyjemnie kuło, ale ten ból dawał pewne ukojenie. Możliwe, że był to objaw masochizmu. Wyciągnęła jakąś kulkę papieru z kieszeni kurtki i zaczęła ją nerwowo ugniatać.
- Stres, stres, stres. To cię wyżera od środka, mam rację? - odezwał się głos w tej małej, blond głowie. To była prawda. Kochała Noname, była jej jedyną przyjaciółką. Chociaż w jej mniemaniu definicja przyjaźni znacznie odbiegała od normy.
- To prawda. Będziesz widzieć jak umrę. Ale nie spieszy mi się - okej. Obłąkana dziewczynka bez oczu, pół pająk, gniecie kartkę i gada do siebie. Naprawdę mroczna sceneria. A ile ludzi - tyle byłoby odruchów na to zachowanie. A najbardziej trafnym określeniem Cassidifikation byłoby "Depresja depresją depresję pogania". Kolejna osoba, tym razem dziewczyna. Ładna, również się zgubiła. Ale chyba oboje, i Frank i Delie znaleźli złą osobę do zapytania o drogę. Mogłaby odpowiedzieć. Niestety, mimo, że znała wszystkie dróżki i bezdroża, to wszystko się jej mieszało. Jeden głos w głowie mówił, że prawidłowa droga jest tam, drugi zaś kierował ją w inną stronę. Poza tym... to dziewczę było nieobliczalne. Nikt, kto ją zna nie chciałby mieć takiego przewodnika, który może z własnych rąk sprowadzić śmierć.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Staw   Pią Lis 23, 2012 4:06 pm

Chłopak obserwował każdy ruch nieznajomej. Jej zachowanie oraz oczy nie były naturalne ale co mu do tego. Nie takie rzeczy na tym świecie pełnym odmienności się widziało. Po sytuacji kiedy z kieszeni wypadł jej nóż, Frank wiedział, że nie ma co liczyć na normalną rozmowę o pogodzie oraz polityce. W jej białych oczach oraz wyrazie twarzy można było zobaczyć cierpienie. Aż przechodził lekki dreszcz. Na sto procent była wampirem, hmm całkiem interesująca sytuacja ponieważ Rosjanin był całkiem nowy w mieście i szukał kogoś do pomocy. Chociaż pomoc to złe określenie... szukał ludzi aby powoli i mozolnie realizować swój plan położenia zimnych łap na wszystkim co ważniejsze w tym mieście. Tak, można to nazwać wykorzystaniem lub posłużeniem się drugą osobą. Jak się nie uda to trudno, będzie próbował dalej z innymi ciekawymi wampirami czy ludźmi. Chłopak dobrze wiedział, że dziewczyna jest w błędzie. Na własną rękę nigdy daleko się nie dojdzie. Trzeba mieć dobry plan oraz ludzi do jego realizacji. Na początek wypadałoby zrobić w mieście małe zamieszanie swoją osobą. Może zabicie kogoś istotnego ? Albo nawiązanie kontaktów z wpływowymi wampirami.
-Hmm, niekoniecznie. A jeśli Ci powiem, że możemy pomóc sobie nawzajem ?
Zapytał swoim rosyjskim akcentem. Jego ton był spokojny. Jak zawsze opanowany Frank myślał już krok do przodu. Następnie usłyszał jak młoda mówi sama do siebie. Czyżby wymyślony przyjaciel, albo jakieś obce głosy ? Bo jakież może być inne wytłumaczenie konwersacji z własną osobą? Młodzieniec po chwili obrócił się i ujrzał kolejną młodo wyglądającą dziewczynę pytającą o drogę.
-Witam, ja niestety nie. Z drugiej strony trochę o niej słyszałem. Jestem tu nowy tak jak Ty. Jest w niej coś godnego uwagi ?
Zapytał ciekaw owej placówki jednocześnie spoglądając na rozmówczynie. Ta wyglądała na spokojną, miłą i ułożoną dziewczynę. Jednakże do czego mogła się przydać ? Nie wyglądała na taką co ma wpływy, ale to okaże się z czasem. Wiadome było tylko jej człowieczeństwo i to, że wyglądała całkiem smakowicie.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Staw   Pią Lis 23, 2012 4:37 pm

To było na prawdę dziwne towarzystwo. W pierwszej chwili nie zwróciła na to uwagi, lecz teraz... Cóż ciężko było nie zwrócić uwago na "dziwaczność" drobnej dziewczyny. Te oczy były przerażające serio. Zresztą jak by tu się do końca nie przestraszyć, gdy widziało się same białka, a eteryczność wampirzycy dodatkowo to podkreślała. Cudnie. Instynktownie cofnęła się o krok. Chyba nikt jej tego za złe nie będzie miał prawda?
Szybko skupiła się na mężczyźnie. Od razu zauważyła, że nie jest taki jak wszyscy. Tylko czym ta inność była nie miała pojęcia. Na prawdę świetnie. Pierwsze spotkanie "miejscowych" i już trafia na oryginalne elementy.
-Jeszcze nie wiem. Tak na prawdę to moja pierwsza szkoła w ogóle. Do tej pory uczyłam się w domu. Ojciec sporo podróżował... - powiedziała pospiesznie rozluźniając się nieco. Kurcze nie będzie przecież panikować rozmawiając z dwójką nieznajomych. Zwłaszcza, że Frank wydawał się być na swój sposób sympatyczny. Sprawiał wrażenie osoby, która wie do czego dąży, może nawet i robi to po trupach, ale zachowuje przy tym ogładę. Lubiła takie osoby. Przynajmniej potrafiły zachować klasę w każdej sytuacji.
Co do tego czy ma wpływy. Cóż, ona może nie ale jej ojciec już tak. Chociaż o tym mężczyzna nie miał jak wiedzieć. Wyglądała smakowicie? Ciekawe. Może jednak jej o tym teraz nie mówmy. Owszem wiedziała o istnieniu wampirzej społeczności, ale jak na razie nigdy żaden z nich nie zasugerował jej zostania przekąską. Chyba na krótki czas straciłaby wiele ze swojego opanowania.
Znowu spojrzała na wampirzycę. Ta wyglądała na nieco pogrążoną w swoim własnym świecie. Trochę to Delie uspokoiło, gdzie raczej powinno wywołać z goła inne odczucia. Przecież zwykle osoby mające "swój świat i swoje zabawki" były nieprzewidywalne. No ale póki tamta nie zwraca na niej jakiejś szczególnej uwagi powinna być bezpieczna prawda?
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Staw   Pią Lis 23, 2012 7:28 pm

Cierpiała. Cierpiała w środku, chociaż nawet gdyby Bóg do niej przemówił, nie wmówiłby jej tego nikt, czy łagodną perswazją, czy pod groźbą - nawet zabójstwa. Była normalna. W swojej krainie pełnej krwi, w którym ludzie którzy byli źli, ginęli z jej rąk bez żadnych konsekwencji. Póki co, nie starała się odłamu tej świadomości wprowadzić w realne życie. Ale... czym było realne życie? Granica między zmyślonym światem a tym prawdziwym, z żywymi ludźmi i prawdziwymi uczuciami zacierała się. Wszystko było wepchnięte z jeden, wielki worek, którym co rusz ktoś uderzał w ścianę, aby temu i temu zepsuć wszystko, do czego dążył. To była prawda. Gdyby jakiś olbrzym owym workiem nie trzepnął w ścianę dziesięć lat temu, to Cassie byłaby kochanym, dobrym i rozpieszczonym do bólu dzieckiem. Ale nie. Wszystko jest w martwych rękach ślepego losu.
Gdyby Cassidifikation znała zamiary Franka, mogłaby o nich napisać książkę śmiejąc się. To nie było takie proste, a mimo sprytu, dziewczę nie miało wtyk i nie dawało się wykorzystać mimo swej nadnaturalnej naiwności. To, w co wierzy i co chce zrobić nie odgrywało znaczącej roli w obliczu tego, co jej nakazują głosy w głowie. Od tego była uzależniona. Na myśl jej wspomnień robiło jej się niedobrze, a o nakazach drugiej osobowości wiedziała wiele. Cassie była masochistką, więc Noname działała wbrew jej woli, aby ją upokorzyć, zniszczyć, upodlić. Notabene ona sama sobie to nakazywała wmawiając niesłusznie, że spełnia wolę drugiej osoby. Urocze, piękne życie schizofrenika. A więc... Rosjanin chciał dotrzeć do celu za pomocą innych ludzi? Ha, za dużo ufności. Każdy może go zdradzić, nawet najbliższy przyjaciel, nie mówiąc już o obcej osobie. Tak, trzeba mieć wyczucie, a lepiej polegać jedynie na sobie. Oczywiście nie mówię tu o takich ewenementach jak Cassidifikation.
- Pomożesz? Niby jak? Od razu cię uprzedzę, że nie przyjmuję zapłat i wizytówek do psychiatry - parsknęła. Nawet nie wiedziała, jakich informacji potrzebuje Frank. Tyle, co ona wiedziała on na pewno również zauważył. Mianowicie to, że są nad stawem, w parku, w dzielnicy mieszkalnej. Serio, nie trzeba było być szczególnie błyskotliwym. Więc... na jednej placówce znalazła się "miła, spokojna i ułożona dziewczyna", pół pająk z psychozą i tajemniczy Rosjanin. Party Hard. A na dodatek żadne nie może pomóc drugiemu. Co za pech! A może nietrafny zbieg okoliczności.
Zlustrowała dziewczynę od stóp do głów, niemal wiercąc w niej dziurę swoim przerażającym spojrzeniem. Po chwili skierowała spojrzenie na swoje kolano wbijając uporczywie paznokieć. Zmarszczyła drobny nos, na którym była niewielka ilość piegów. Delie za wcześnie oceniła Cassie. Po tak nieobliczalnej osobie nie można się niczego spodziewać. Miała pomieszane uczucia, zachowania i sposób ich okazywania. Niedobrze.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Staw   Pią Lis 23, 2012 8:21 pm

Chłopak spojrzał na staw i zamyślił się na chwilę. Gdyby nie towarzystwo dwóch kobiet to jego dłoń pewnie sięgałaby teraz po butelkę wódki do kieszeni. W każdym razie trzeba jak najszybciej poznać miasto i jego tajemnice. W prawdzie dobrym lokalem też by nie pogardził. Lecz najprawdopodobniej oby dwie nie będą potrafiły mu takowego polecić. Skoro mowa o zaufaniu to Frank nie darzył nim nikogo. Rok na Syberii nauczył go, że człowiek czy wampir zdolny jest do wszystkiego. Nawet wobec swoich przyjaciół czy rodziny. Ale chyba każdy mądry i nie pragnący rychłej śmierci osobnik kieruje się taką zasadą. Przynajmniej w jego rodzimych stronach...
-Mam firmę, szukam osób z potencjałem i zdolnościami. Nie oszukujmy się, nie czujesz się najlepiej wśród tych wszystkich ludzi. Mogę zapewnić Ci coś odpowiedniego, czym zajmiesz swoje myśli i obierzesz cel. Myślę, że to pomoże Ci z tym z czym próbujesz się uporać.
Powiedział w charakterystyczny dla siebie sposób. Więcej nie mógł jej powiedzieć bo po co ? Im ktoś mniej wie tym lepiej śpi. W szczegóły najlepiej wprowadzać kogoś powoli. Tak samo jak z zamaczaniem się w zimniej wodzie.
-Do tematu psychiatry wrócimy w swoim czasie..-
Dodał zaśmiewając się pod nosem. No co ? Frank jest z Rosji, gdzie poczucie humoru o wiele ułatwia życie i dostosowanie się do otoczenia. Następnie wzrok chłopaka powędrował na przedstawicielkę rasy ludzkiej.
-Rozumiem, a więc również nie znasz miasta i okolic. Szkoda. Jesteś tu z decyzji ojca młoda damo?-
Zapytał. Faktycznie musiała uczyć się w domu. Gdyby podróżowała z ojcem pewnie nie zgubiła by się tak łatwo. W razie ściemniania się będzie musiał ją odprowadzić, albo zamówić jej taksówkę. W końcu to jego obowiązek jako gentlemana. Skoro na pierwszym spacerze po mieście spotkał wampirzycę to Delie równie dobrze może spotkać jeszcze kilku przedstawicieli tej rasy. Nie koniecznie tak miłych.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Staw   Pią Lis 23, 2012 9:03 pm

Poczuła dreszcz, gdy Cass tak wwiercała w nią spojrzenie. Nie, to nie było normalne. Momentalnie znowu zaczynała czuć się niepewnie. Kurcze, to głupie! Przecież żadna z nich nie wykonała żadnego ruchu, by czymś się sobie narazić, a Delie zwyczajnie zaczynała mieć lekkie obawy o swoje bezpieczeństwo. Panikara. Zdecydowanie aura okolicy źle na nią wpływała i zaczynała mieć paranoję. Mimo to wzięła głębszy wdech i starała się uspokoić.
Była ciekawska to też było oczywistym, że musiała choć troch przysłuchiwać się rozmowie. Kto by tak nie robił? Mimo wszystko zachowywała się na tyle porządnie, iż taktownie udawała, że ich rozmowa średnio ją interesuje. Mimo wszystko już wyłapała z niej kilka szczegółów. Pierwszy oczywisty fakt, że mężczyzna był ze wschodu, tego akcentu nie dało się z niczym pomylić. Co więcej otworzył firmę, która na pierwszy rzut oka miała być zwykłą placówką. Jednak Delie czuła w tym drugie dno. No bo po co komu w zwykłej formie osoby nietuźnikowe o niezwykłych zdolnościach. Na dodatek mówił o wszystkim w sposób tak tajemniczy i nie jasny, że było pewne, że to nie będzie normalne miejsce. Coś szykował, tyle że nie miała pojęcia co. A może miała zbyt wybujałą wyobraźnie i chciał po prostu pomóc tej dziewczynie? Zresztą to nie jej sprawa, więc tym razem powinna powstrzymać się od wciskania nosa nie tam gdzie trzeba.
-Nie do końca. Ojciec jest dyplomatą, a ja miałam już dość jeżdżenia za nim z miejsca w miejsce. Przybycie tutaj było więc wygodne dla nas obojga. A Akademię polecił mi przyjaciel Papy, który również tutaj uczęszczał tyle że do klasy nocnej. Pomyślałam więc, że może wreszcie nadeszła pora, by zobaczyć jak to jest mieć choć trochę normalne życie- wyjaśniła spokojnie z lekkim uśmiechem na ustach. Taka prawda, gdyby nie on i jego opowieść o szkole nigdy by nie przybyła do tej placówki. Gestem dłoni odgarnęła czarne kosmyki opadające jej na twarz i zgrabnie zaczepiła je za uchem. Nie musiał jej zamawiać taksówki, da sobie radę. ale w sumie na spacer by nie narzekała. Przynajmniej dotarcie do celu zajęłoby jej więcej czasu, a to oznacza krótsze przebywanie w hałaśliwym akademiku.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Staw   Sob Lis 24, 2012 3:19 pm

Wszystko w jej głowie na przemian wybuchało i płonęło. Miała ochotę się ugodzić nożem, aby przestać czuć. Zagryzła mocno wargę ukazując kieł, w którym płynął pajęczy jad. Cienka skóra wargi przebiła się, a po brodzie jasnowłosej spłynęła krew pomieszana z żółtawą cieczą. Otarła to szybko wierzchem dłoni, ale usta zostawiła w spokoju. Niech ma bolesny ślad, ranę. Cierpienie pozwoli jej przestać myśleć i wyłączyć się z całego bożego świata.
"Ma firmę dla osób z potencjałem i zdolnościami"? Haha. Czyli nie dla Cassie. Nie dla schizofrenika z psychozą. Czy naprawdę praca załatwiłaby wszystko i czy ona - wariatka, byłaby do niej zdolna? Naprawdę? Nie. To nie było możliwe. Ale w tym momencie władała nią nieznana siła. Co za nierozumny i tępy typ!
- Czy ja ci wyglądam na osobę znudzoną, która musi się czymś zająć, do kurwy nędzy? Znasz mnie od kilku minut i mi mówisz, że ja się źle czuję przy ludziach. Przecież nie znasz mojej sytuacji. Zgadujesz czy robisz z siebie idiotę? - aż jej się policzki zaczerwieniły z nerwów. Oddech stał się ciężki, a świat wirował, wirował i wirował. - Z CZYM PRÓBUJĘ SIĘ UPORAĆ?! - niech pomyślę. Z tym, że jestem pół pająkiem, z tym, że zwariowałam, z tym, że jestem chora psychicznie choć ci tego nie powiem, bo sobie wciskam, że tak nie jest. - Nie mam celu do obrania. A na pewno nie w firmie prowadzonej przez hipokrytę.
Na tym koniec. Cassie spuściła głowę tak, że wystrzępione, długie, jasne włosy opadły jej na twarz jeszcze umazaną na brodzie krwią. Serio Frank myślał, że Casidifikation sprzeda swoją pomoc, której tak naprawdę nie miała jak zaoferować, za papierkową robotę. Bądźmy szczerzy. Ona nie może pracować. A zwłaszcza przy zajęciu wymagającym skupienia. Przecież ona nie nie chce zająć myśli, tylko nie może! Czy tego naprawdę po niej nie widać?
Nie chciała wiedzieć niczego o firmie Franka, zwłaszcza, że ciepłe posady w niej Rosjanin sprzedawał za pomoc w odnalezieniu się w mieście. Albo robota musiała być niezwykle żmudna, albo nie miał pracowników. Źle trafił. Robotnik-Cassie przyniósłby więcej szkód niż korzyści. Wybuchnęła gwałtownym, donośnym śmiechem podobnym do hieny. Po chwili łzy zaczęły spływać po jej policzkach właściwie to - bez powodu. Uderzyła swoją ręką o pobliski kamień. Na bladej skórze usianej całą siecią żyłek pojawił się w mig ciemny siniak. Ale nie czuła bólu. Zbyt dużo adrenaliny. Ręce jej drżały gdy przeniosła wzrok na uczennicę. Normalne życie? Inne niż bogate, z tatą dyplomatą w ciągłych podróżach? Jasnowłosa chętnie by się z nią zamieniła. Żyła w jednym wielkim kłamstwie. Jej imię nie było prawdziwe, nazwisko, była nikim. A jednak czarnowłosa uciekała z akademika. Cassie też, ale to był inny przypadek. Skoro dziewczę tak bardzo chciało normalnego życia, to je ma. Jako uczennica w prawdziwej szkole. I sobie idzie nad staw, gdzie normalnego życia w towarzystwie obłąkanej dziewczynki i podejrzanego Rosjanina nie można prowadzić. Takiemu to nigdy się nie dogodzi.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Staw   Sob Lis 24, 2012 4:06 pm

Chłopak spojrzał na nią ale już w inny sposób. Jeśli chce robić z siebie męczenniczkę to jej sprawa, nie będzie się mieszał ani przeszkadzał. Nie rozumiał takich ludzi. Nie wiedział co ją trapi i przez co przeszła lecz pewne jest, że na tym świecie nie tylko ona potrafiła opowiedzieć wzruszającą historię po której nie jeden by się popłakał jeżeli chodzi o nieciekawą przeszłość. Przekonał się o tym na Syberii, gdzie widział najbrutalniejsze możliwe sceny.
-Wyglądasz na taka co potrzebuje pomocy. Nie trzeba Cię znać aby do tego dojść. Nie chcesz jej to w porządku.
Odpowiedział. Bo któż normalny okaleczał by sam siebie i zachowywał w sposób tak dalece odbiegający od norm w międzyludzkich kontaktach. Drugą sprawą było też to, że nie uśmiechnęła się ani razu. Jego bystre oko zauważyło również nietypową ciecz po skaleczeniu. Studiował medycynę i nie było to normalne. Nawet u wampirów, czym owa postać była ? Nie miał pojęcia ponieważ nigdy z takim czymś się nie spotkał. Usta to nie narządy wewnętrzne aby mogła wypływać z nich taka ciecz. Ciekawe.
Następnie wysłuchał Delie przerzucając na nią wzrok. Hm, klasy dzienne i nocne. To musiał być podział na ludzi oraz wampiry. Coraz bardziej interesowała go owa akademia, w klasach nocnych musiało aż roić się od krwiopijców. Może tam powinien się rozejrzeć ?
-Rozumiem. Chociaż normalne życie w tym miejscu to może być ciężka sprawa.-
Powiedział z szerokim uśmiechem kątem oka spoglądając a tym samym wskazując na Cass. Trzeba było wprowadzić trochę humoru w atmosferę bo nie było zbyt pogodnie. Nie był na żadnym spotkaniu biznesowym więc mógł ukazać trochę prawdziwego siebie. Nikt się chyba nie obrazi.
-a Tobie jak na imię ?-
Zapytał wampirzycy. Frank powoli też musiał myśleć o jakimś szpitalu gdzie mógłby pobierać krew. Przecież to nie w jego stylu chodzić po ciemnych zaułkach i atakować ludzi.
Załóżmy też, że na dworze zaczynało się powoli ściemniać.

Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Staw   Sob Lis 24, 2012 4:20 pm

To był niewątpliwie ciekawy wybuch. Już dawno nie widziała tak silnych hmm emocji u kogoś. Ale na dobrą sprawę miała racje. Ten mężczyzna nic o niej nie wiedział a wyciągnął bardzo daleko idące wnioski. Chociaż Delie poniekąd zrobiła to samo. Też założyła niektóre rzeczy sugerując się wyglądem. Hipokrytka.
Ten wybuch chyba powinien ją przestraszyć zwłaszcza, że jeszcze przed chwilą czuła się bardzo niepewnie, a spojrzenie bez źrenic wywoływało u niej chęć ucieczki. Tak więc czy teraz nie powinna po prostu uskoczyć i schować się za wampirem? W końcu była zwykłym człowiekiem pozbawionym jakichkolwiek mocy czy broni. Nie miała by szans, więc szukanie u kogoś ochrony powinno być pierwszym odruchem. Mimo to, Delie zachowała się zupełnie inaczej. Całe napięcie ją opuściło, a wyraz twarzy złagodniał. Zaczęła przeszukiwać torebkę i po chwili wyciągnęła z niej paczkę chusteczek, którą skierowała w kierunku dziewczyny.
-Proszę, będzie skuteczniejsza niż rękaw. W ogóle wszystko w porządku?- odpowiedział jakby kontakt z wampirem jej zupełnie nie przeszkadzał. No bo nie oszukujmy się, zauważyła kieł. Zwykłe zęby nie byłoby w stanie aż tak okaleczyć wargi. Co prawda ten żółty płyn wcale jej się nie podobał, ale chyba nie chciała wiedzieć co to dokładnie było.
-Jak na razie jest. Jest tam za głośno, zbyt tłoczno. Nie przywykłam do takiego natężenia ludzi. Pewnie niedługo przestanie mi to przeszkadzać, ale póki co nie czuję się za bardzo na miejscu. Jak coś będę zwiewać i łazić po parkach. Kto wie, może tutaj znowu spotkam jakieś ciekawe osoby co?- uśmiechnęła się zaczepnie odsłaniając przy tym rząd białych ząbków. Fakt przyda się rozluźnienie atmosfery, albo przynajmniej zejście na tematy znacznie weselsze. Chyba wszystkim wyszłoby to na zdrowie.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Staw   Nie Lis 25, 2012 1:02 pm

Męczenniczkę? Na świecie, w którym panuje chciwość i obłuda każdy jest męczennikiem. Sęk w tym, że nie każdy może się przyznać do tej próżnej niewoli, która nie jest tak oczywista, jak mogłoby się wydawać. Wzruszać mogą słodkie króliczki, pieski i kotki. Traumy nigdy nie wzruszają, jedynie wzbudzają politowanie lub obrzydzenie. Nic w tych uczuciach nie było proste. Politowanie kierowało na osobę żałowaną słabości i dobijało, nawet jeśli nie zamierzało. Obrzydzenie było zrozumiałe, aczkolwiek są rzeczy gorsze od rozlewu krwi i brutalnych scen. Prawdziwa brutalność tkwi w krzywdach psychicznych, których musi doznać i oprawca, i ofiara. Ten ból był najbardziej brutalny, mocniejszy niż śmierć, niż cokolwiek. Głębszy niż kute rany, ciemniejszy niż depresyjne głębiny. Ale - "Głowa do góry", jak to rzekł pewien kat.
Przekrzywiła lekko głowę. Spojrzała z ukosa na mężczyznę. Jego słowa były bardzo ekscentryczne i dziwne. Cassie doskonale w nich czuła wyzerowany poziom ogłady w sytuacji i chociażby najmniejszego wczucia się w nią.
To tylko puste, bezdenne słowa. Nie ma głupich.
- Jesteś taki bystry - sarknęła - A jednak jeszcze nie doszedłeś do tego, że niektórym osobom nie da się pomóc. Albo... inaczej. Nie masz absolutnego pojęcia o tym JAK pomagać. Jeden schemat, pod tytułem "Dam jej pracę i wszystko będzie po sprawie" nie zawsze zadziała - zmarszczyła brwi.
Takie... głupiutkie to to. Jednak trzeba znać osobę aby stwierdzić, czy trzeba jej pomóc i jak jej pomóc. Tyle problemów ile ludzi, niektóre są do siebie zbliżone, ale każdy jest inny, ma inne dno. Skoro Frank widział problemy i umiał je ocenić i zaoferować pomoc po minucie, musiał również wiedzieć, że Cassie z miejsca odmówi. Nie była jeszcze dojrzała, tak jak i wiele czynników wnikało na jej zachowanie, momentami niekontrolowane. Ale najbardziej ją zezłościł sposób, w jaki mężczyzna wypowiadał te słowa. To nie była pomoc. To było wyzyskiwanie, dążenie po trupach do celu. Niestety, dziewczę nie posłuży mu jako obiekt, dzięki któremu coś osiągnie. Niezależnie od tego, do czego dążył. Mogła to być bzdura. Ale i tak będzie sobie z nią radził sam.
Nie każdy się musi uśmiechać. I nie jest to objawem choroby psychicznej czy desperackiego poszukiwania pomocy w obcych osobach. A Cassie się uśmiechnęła już podczas tej rozmowy. A raczej wyszczerzyła w psychicznym uśmiechu. Przynajmniej w czymś na kształt uśmiechu. Spojrzała na Delie. Chusteczka. Bez zastanowienia chwyciła ją, wytarła usta, po czym ją zgniotła i schowała do kieszeni. O tak. Rozmaitej maści przedmioty można było znaleźć w kieszonkach jasnowłosej. Pytanie dziewczyny wybiło ją nieco z rytmu.
- Czy wszystko w porządku? Jakiej odpowiedzi oczekujesz? - jakby obiektywnie spojrzeć, to każdy po tym pytaniu wybiera pomiędzy dwoma opcjami. Skłamać lub zwierzyć się. Nigdy nic nie jest w zupełnym porządku, o Cassie nie mówiąc. Większość ludzi nie zaprząta sobie głowy zbędnym rozckliwianiem się i odpowiada krótkim, aczkolwiek taktownym "Tak". Ale nie Cassidifikation. Wolała puścić to pytanie mimo uszu, nie wiedziała jak na to odpowiedzieć.
Nieśmieszny żart. Przynajmniej w oczach jasnowłosej. Zwęziła oczy spoglądając kątem oka na Franka. Ba! Ona odebrała to jako atak. Niestety, nie w pełni poprawnie funkcjonujący mózg dziewczęcia odbierał różne bodźce zewnętrzne nieprawidłowo. Zacisnęła nerwowo paznokcie na kolanie i odwróciła wzrok. W sumie, jakby się nad tym zastanowić, dla nikogo nie było wiadomym, w którą stronę Cassie patrzy w danym momencie. Nie widać było źrenic zmieniających położenie, ale dla jasności mogę napisać, że wzrok swój odwróciła.
- Jestem Cassidifikation - rzekła głosem niemal wypranym z emocji. Dość szybko zmieniła intonację. Niedawno była gotowa pobić... i przy tym połamać sobie ręce na kościach mężczyzny, a teraz traktuje wszystko z chłodną obojętnością. Pewnie niebawem ukaże się kolejny ton jasnowłosej. Atmosfera się rozluźniała pomiędzy Frankiem a Delie. Natomiast Cassie wciąż siedziała spięta. Nie w jej naturze byłoby po prostu wesoło rozmawiać o pogodzie.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Staw   Nie Lis 25, 2012 3:32 pm

Myśli Franka znów tonęły w tym niewielkim stawie, niemalże nie zwracał uwagi na to jak Delie pomaga wampirzycy. Zastanawiał się już nad tym co przyniesie jutro i czy na pewno postępuje właściwie. Nie miał pojęcia jaki kolejny krok wykonałby jego ojciec na którym młodzieniec tak bardzo się wzorował. Czy ten byłby z niego chociaż trochę dumny ? W końcu stara się z całych sił aby firma ojca nie liczyła się tylko w Rosji ale i w Europie. Z przemyśleń wybiły go słowa Cass. Spojrzał na nią i przez chwilę nic nie mówił. Faktycznie miała rację, danie pracy czy zajęcia tu nie pomoże. Chłopak zbyt mocno przyzwyczaił się do obyczajów z Rosji gdzie wszystko było prostsze a pieniądz rozwiązywał każdy problem. W tym mieście trzeba będzie zmienić taktykę i nieco bardziej się wysilić. Czy nie wiedział jak pomóc dziewczynie ? Hmm, mimo iż była bardzo specyficzna to może i by mu się to udało. Najpierw zdobyłby jej zaufanie i sprawił, że się przed nim otworzy, następnie postarałby się jej pokazać jakieś dobro i że ten świat nie jest taki zły. Co byłoby pewnie najcięższe w tym zadaniu. Z drugiej strony w mieście może byłby wampir ze zdolnością usuwania wspomnień. Albo jakiś eliksir. Było dużo sposobów na pomoc dziewczynie, jednak każdy z nich byłby czasochłonny i nie wiadomo czy skuteczny. Po za tym nie wiadomo czy Cass by mu się do czegoś przydała. Po takim czymś pewnie nie chciałaby już paprać się w brudnej i brutalnej robocie. No i oczywiście czy chłopak byłby tak bezwzględny żeby ją potem wykorzystać ? Niestety strata czasu to coś na co Frank nie mógł sobie pozwolić na starcie.
-Masz zupełną rację. Nie wiem jak Ci pomóc, ale jeżeli Ty sama będziesz tego chciała to znajdziesz rozwiązanie.-
Powiedział spokojnie. Chodziło mu oczywiście o chęć pomocy sobie samej. Dziewczyna nie wyglądała na taką co robi wszystko w tym kierunku. No ale Frank jej nie znał i nie będzie oceniał.
-Kto Ci takie dał ?
Zapytał w prost po tym jak dziewczyna zdradziła swe imię. Może problem tkwił już w starszym pokoleniu. Któż o zdrowych zmysłach nazwałby tak dziecko ?
-Każdy jest na swój sposób ciekawy.-
Powiedział w kierunku Delie. Odważna była z skoro jeszcze nie zabrała się do ucieczki. To też sprawiało, że Frank już na swój sposób ją szanował. Nie traktował ludzi i wampirów jako pożywienia i myśliwych. Spotkał wielu interesujących przedstawicieli rasy ludzkiej, którzy mu pomogli.
-Zgłodniałem...-
Oznajmił spoglądając na Delie i uśmiechnął szeroko się tak aby było widać jego kły. Był ciekawy czy znów zachowa zimną krew czy w końcu spanikuje. Na domiar tego przejechał po wardze językiem jakby zaraz miał zabierać się za zjedzenie dziewczyny. Tak na serio to musiał w końcu albo wracać do domu albo odszukać ten szpital.

Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Staw   Nie Lis 25, 2012 3:56 pm

Jakiej odpowiedzi się spodziewała? Sama nie wiedziała. Bo przecież cokolwiek by jej dziewczyna nie odpowiedziała nie miało by większego znaczenia. No bo dajmy na to czy Delie mogłaby coś zrobić na stwierdzenie, że nie wszystko jest takie jak być powinno? No właśnie nie bardzo. Więc po co to wszystko? Może po prostu chciała się upewnić, że dziewczynie nic nie dolega mimo, że i tak nie byłaby w stanie pomóc? A może chodziło tylko o to, by jakoś zareagować? Kto to wie.
-Chyba szczerej, choć to i tak niczego nie zmienia. Po prostu widzę, że nie wszystko jest takie jakbyś chciała. Mimo to nie jestem w żaden sposób zdolna ci pomóc, więc to pytanie chyba było bez sensu- mruknęła zaplatając ręce na pasku od torby przewieszonej przez ramię.
Nigdy nie myślała, że nawiązywanie relacji może być trudne. Do tej pory wszystko przychodziło jej z łatwością, każdy był dla niej miły i odpowiadał na każde jej pytanie. Wychodzi jednak na to, że albo chcieli się jej przypodobać, albo już sama nie wiedziała o co chodzi. A może sama już tylko komplikowała sobie spojrzenie na świat tylko dlatego, że coś nie szło po jej myśli? Tak zdecydowanie próbuje się doszukać głębszego dna tam gdzie go nie ma.
-Tak jak wy?- odparła zaczepnie spoglądając na Franka. Zabawnie jak w zależności od tego z kim rozmawiała zmieniała ton i sposób mówienia. W stosunku do Cass była raczej ostrożna, może nawet delikatna. Zaś jeśli chodzi o mężczyznę okazywała znacznie więcej hmm wesołości czy psoty?
A potem wszystko prysło. A to tylko za sprawą tego jednego słowa. Delie spojrzała na niego niemal niedowierzająco. Przy okazji wiedziała już, czemu Frank wydawał się jej tak inny. Też był wampirem. No pięknie. Jest sama otoczona przez tą dwójkę. Cudnie. No i stało się to wreszcie. Ktoś w sposób może nie do końca bezpośredni zasugerował, że mogłaby być przekąską. A przynajmniej ona tak to odebrała. Wspaniale. Mimo to powstrzymała się od paniki. Przecież sobie poradzi prawda? Uśmiechnęła się do niego uroczo przekrzywiając głowę do boku.
-Taak? No to może coś eto przegryź? Albo weź te wasze pastylki z krwi czy co to tam jest. Znajomi ojca zawsze mieli je przy sobie. Jak coś mogę ci nawet wody użyczyć- zatrzepotała rzęsami zgrywając dalej słodką idiotkę. Zaraz jednak zaczęła się śmiać jakby w ten sposób do końca chciała się rozluźnić czy uspokoić.
-A tak serio to nie strasz tak, przez chwilę myślałam, że na prawdę zamierzasz sobie ze mnie obiad zrobić. Wybacz ale jak na razie nie mam ochoty stać się potrawką wampira, może i wiem o waszym istnieniu ale nie chce się namacalnie przekonywać o tym jak ostre są te wasze kły.- Bujda! Bardzo chętnie hmm sprawdziłaby chociaż jakie są w dotyku czy jak to jest czuć je na skórze, ale póki co czuła się wciąż zbyt niepewnie wśród wampirów by tego próbować.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Staw   Czw Lis 29, 2012 3:00 pm

-- Dobra mi się nie chce czekać kolejnego tygodnia ; )

Po chwili zadzwonił telefon chłopaka a ten go odebrał. Okazało się, że musi iść do miasta załatwić kilka rzeczy.
-Przepraszam ale na mnie już czas. Do widzenia dziewczyny.
Powiedział uśmiechając się po czym zniknął z horyzontu.


z.t
Powrót do góry Go down
Caro
Caro
Caro
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t836-caroline-louise-roux#5546 http://vampireknight.forumpl.net/t1161-caroline-telefon#18207 http://vampireknight.forumpl.net/t3169-cleo-aka-pax-aka-caro#66850
Zarejestrował/a : 14/12/2012
Liczba postów : 112


PisanieTemat: Re: Staw   Sob Gru 22, 2012 9:51 pm

Może to był jednak błąd by wyjść na jakieś zakupy, nie... nie w żadnym stopniu nie była zakupoholiczką. Jednak kiedy dopada nuda, brak inicjatywy ze strony świata a ludzi się jeszcze nie zna - to zakupy zawsze są jakimś wyjściem z opresji.
Nie spodziewała się jednak, że chodzenie po galerii tyle jej zajmie, strata poczucia czasu w jej wypadku nie jest zbyt dobra. Nie chodzi tutaj o wiarę w wampiry, potwory, ona najzwyczajniej w to nie wierzy. Bardziej obawiała się ludzi niż "ludzkiej imaginacji", to oni tworzyli i byli potworami... A jej strach przed wieczornymi utarczkami z pijanymi kretynami nie było dobra perspektywą na przyszłość. Chcąc uniknąć spotkań z nietypowymi osobnikami starała się przemieszczać mocno uczęstrzanymi miejscami. Opatuliła się cieplej wsadziła słuchawki w uszy by się nie rzucać w oczy. Ruszyła pierw główną a następnie z tłumem... Koniec końców wylądowała w parku. Na początku było tu bajkowo i przestała się martwić o jej nieobeznanie w nowym mieście. Spacerowała po ośnieżonym parku co raz bardziej oddalając się od znanej jej drogi do szkoły.
Gdy bajeczny śnieżny obraz zaczął pustoszeć Caro niechętnie przyjęła do siebie fakt, że kompletnie się zgubiła. Jak wcześniej chłód jej nie doskwierać a śnieg wydawał się imponujący, teraz to nawet wiatr wydawał się niepokojąco złowieszczy. Skóra, stopy, całe ciało zaczęło domagać się ciepła a ona była w kropce.
Wyjęła słuchawki z uszy rozglądając się za żywą duszą nie wiedząc czy to jej pomoże czy nie.
-Huh...

_________________


Sam napisał:
[19:30:28] Samael : Żodyn we internetach nie wie że Caro pudlem. Żodyn ;o

Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Staw   Sob Gru 22, 2012 10:34 pm

Niska temperatura panująca na zewnątrz winna działać odstraszająco na wszystkich, którzy planowali w ogóle wyjść poza cztery ściany swych pokoi. W takich okolicznościach lepiej jest siedzieć w domu, przy gorącej herbacie, grając w gry komputerowe lub gadając ze znajomymi. Po co bowiem narażać się na odmrożenia, glebę spowodowaną śliską wierzchnią, skoro można przebywać w ciepłym pomieszczeniu i się relaksować? "Ale przecież masa ludzi wychodzi na zewnątrz", pomyślicie. Niestety tylko dlatego, żeby zrobić zakupy, a w sklepach jest zwykle wystarczająco ciepło, żeby trudy zimy jakoś znieść. Tylko jednostki wybitne postanawiają spędzić czas na świeżym powietrzu. Dlaczego?
- Drużyna hardcore'u walczy do oporu. - takimi słowami motywował się Kouga, gdy odziany w swój cudny płaszcz wyszedł poza mury Akademii Cross.
Nie mógł usiedzieć w miejscu. Głównie dlatego, że zdecydowana większość wolała przebywać w bardziej ciepłym miejscu, niż poza nim. Białowłosy mógł zostać w Akademii, żeby zając się zagadywaniem do przypadkowo napotkanych dziewcząt. Czy to jednak takie trudne? Jakiekolwiek skomplikowanie miało samo zagadanie. Czemu więc nie uczynić sprawy nieco trudniejszą, szukając sobie partnerki do konwersacji i uczynieniem celem zboczonych fantazji na zewnątrz, gdzie po prostu ciężko jest usiedzieć?
Motywacja była silnikiem, który nie tylko napędzał osobę Lorda, co tworzyła wrażenie ciepła. Wystarczyło posmarować dłonie i twarz kremem, żeby nie obawiać się wyschnięciem skóry. Do tego ciepły ciuch i voila - można mieć w głębokim poważaniu zimny klimat i wybrać się na "polowanie" w plenerze. Nie ma to jak dawać znać o swojej oryginalności.
Poza ubiorem i sentencją Kouga miał jeszcze jeden "rozgrzewacz" oraz motywator - uśmiech na twarzy, wskazujący na jego dobry humor. Zimno - co z tego? Bohater cieszył się, że ma szanse dorwać jakąś urodziwą niewiastę, zagadać do niej, może wymienić numery telefonu. Jak się postara i nie zacznie gadać w zbyt zbereźny sposób, to może coś z tego będzie. Po przybyciu do Akademii miał już kilka spotkać z pannicami, w czym większość wypadła jak najbardziej pozytywnie. Czemu ma się bać kolejnych znajomości?
Okazja się przytrafiła. Pewna nieznajoma blondyna postanowiła spędzać czas przy stawie. Wydawała się być dość osamotniona, co od razu nakazało Lordowi zmianę tego stanu rzeczy. Nim jednak przeszedł do czynu, rozejrzał się z nieco zdziwioną miną. Ta przybrała chwilę później zażenowany wyraz.
- "Skąd się tutaj wziąłem?" - przeszło przez myśl białowłosego, na co westchnął.
Najwidoczniej był tak zmotywowany do wyjścia na zewnątrz, że nawet nie zważał na otoczenie do tej chwili. Pewnie minął dziesiątki okazji do pogadanki, zanim się opamiętał. Lepiej późno, niż wcale.
Chwila refleksji była już za chłopczyną. Uśmiechnął się ponownie i zbliżył do nieznajomej, zachodząc z tyłu. Położył prawicę na ewym ramieniu blondyny, by następnie stanąć tuż obok niej.
- Coś się stało? - zapytał, spoglądając na lico dziewczyny.
Najwidoczniej była to obecnie jedyna metoda, jaką chciał zastosować do rozpoczęcia rozmowy. Jeśli nieznajoma była zajęta, to pewnie Lorda spławi. Jeśli była typową "Królową Śniegu", to pewnie też to zrobi. Istniała jednak szansa, że będzie współpracować, a kogoś chętnego do właśnie czegoś takiego bohater szukał. Będzie miał dzisiaj szczęście?
Powrót do góry Go down
Caro
Caro
Caro
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t836-caroline-louise-roux#5546 http://vampireknight.forumpl.net/t1161-caroline-telefon#18207 http://vampireknight.forumpl.net/t3169-cleo-aka-pax-aka-caro#66850
Zarejestrował/a : 14/12/2012
Liczba postów : 112


PisanieTemat: Re: Staw   Sob Gru 22, 2012 10:54 pm

Caro miała już ruszyć w nieznaną jej drogę kiedy na horyzoncie pojawił się iście przerażający twór. Z daleka oczywiście, bo z bliska nie przypominał pijanego rosłego faceta chcącego zrobić jej krzywdę a nawet przystojnego rówieśnika. Co nie znaczy, że nie spuściła go z oczu, a tym bardziej z niechętnej miny. Ręce mocno wciśnięte w głębokie kieszenie kurtki zacisnęły się mocniej mimowolnie gdy chłopak podszedł bliżej i raczył położyć dłoń na jej ramieniu. Automatycznie odsunęła się od niego, i tak dla bezpieczeństwa prychnęła niezadowolona.
Wydawał się sympatyczny, wesoły, młody.... napawany ciepłem którego ona się wyzbyła już dawno temu wchodząc do parku nie pilnując drogi. I choć żałowała swojej reakcji jej bardziej logiczne "ja" obliczało dystans od stawu do ulicy, ilość sił, stopień ośnieżenia i wytrzymałość.
-Nie całkiem. - mruknęła niechętnie, a jej zielone oczy błądziły po jego twarzy szukając chociaż jednej zmarszczki która mogłaby zdradzić jego niecny plan. Nie miała pojęcia czy mu ufać, czy rzucić mu się na szyję dziękując że uratował jej ciało od przemiany w sopel. Wzrokiem powiodła po jego ubraniu, długi płaszcz wyglądał jak urwany z matrixa, lecz ciuchy pod niem... zwłaszcza spodnie przypominały te z Crossa. Dawało to do myslenia.
Koniec końców na jej twarzy zagościł rumieniec, a mimika się rozluźniła do niemal zrozpaczonej. - Doobra... Zgubiłam się. - zaskomliła żałośnie.
Tragiczna sytuacja, zmarznięty nos, ochota na ciepłą herbatę i nadzieja na towarzystwo wygrały z przypuszczeniami nagłego gwałtu przez młodego chłopaka.
Spuściła twarz nieco zażenowana swoja marną siłą walki i uległym stylem bycia. Nim podniosła wzrok ponownie na chłopaka przeklęła samą siebie w duchu.
- Zgubiłam się... - powtórzyła z większym naciskiem i determinacją - Jeśli wyprowadzisz mnie z tej dziury, obiecuje że zacznę wierzyć w książęta na koniach !

Desperacja.

_________________


Sam napisał:
[19:30:28] Samael : Żodyn we internetach nie wie że Caro pudlem. Żodyn ;o

Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Staw   Sob Gru 22, 2012 11:41 pm

Początek nie był zbyt obiecujący. Jeśli bowiem nieznajoma reaguje na dotyk białowłosego jak dotyk rozgrzanego do czerwoności pręta, to szansa na stworzenie jakichś pozytywnych relacji była dość marna. Bohater przez sekundę nie opuszczał dłoń, robiąc zdziwioną minę i mrugając kilkakrotnie na zachowanie blondynki. Wtedy spojrzał na prawicę, jak gdyby szukając na niej jakichś kolców czy czegokolwiek, co mogłoby zmusić dziewczę do takiej, a nie innej reakcji, którą zaprezentowała. W końcu opuścił rękę.
- "Wtopa na start. Niedobrze." - przeszło przez myśl bohatera.
Nabrał powietrza do płuc, przyglądając się nieznajomej. Chyba będzie musiał zmienić nieco taktykę, jeśli chciał z tego spotkania wyciągnąć coś dobrego. Przyszedł z dobrym nastawieniem i humorem. Tak dobrym, że nawet nie pomyślał o rozpoczęciu rozmowy w jakiś mniej "bezpośredni" sposób. Niby nie zrobił nic złego. Nie złapał jej za tyłek, czy niespodziewanie objął, co mogłoby rzeczywiście źle o nim mówić. Szkoda. Miał nadzieję, że wszystko pójdzie wręcz automatycznie. Okazało się, że będzie musiał trochę kontrolować pracą mózgu, zamiast pozwolić mu na samowolkę z nadzieją, że wszystko pójdzie dobrze.
Widząc, że blondynka spogląda na jego lico, Lord uśmiechnął się ponownie. Musiał robić dobre wrażenie. Jeśli nie dotykiem przekaże nieznajomej pozytywne nastawienie, to postara się to zrobić mową ciała.
- Oj, wybacz. - stwierdził, podnosząc prawą dłoń i drapiąc się w tył głowy - Nie chciałem Ci zrobić krzywdy.
Uśmiech na twarzy i jak najbardziej szczera gadka. Co miał jeszcze zrobić, żeby dziewczyna nie zaczęła uważać go za kij-wie-kogo? Byleby to nie była jakaś księżniczka, przy której trzeba paść na kolana i prosić o wybaczenie. Lord nie przyszedł się płaszczyć i błagać o pozytywne relacje. Chciał utworzyć takowe jako ktoś na poziomie nieznajomej. Ona była człowiekiem, on też - czemu ktoś miałby być niby "wyżej"?
Kolejna reakcja rozmówczyni była równie zaskakująca, co pierwsza. Spotkała się też z tą samą zmianą wyrazu twarzy chłopaka. Już się obawiał, że natrafił na typowy przykład panny z wiecznie włączoną sukotarczą, gdy tutaj taka zmiana.
Nie komentował. Ponownie się uśmiechnął. Może mu się przesłyszało? Możliwe, jednak widok nieco posmutniałem blondynki to nie mógł być obraz stworzony przez wyobraźnię. Raczej u Soutou nie była na tyle rozwinięta, żeby mogła nakładać się na obrazy w rzeczywistości. Postanowił odczekać na jakąś bardziej konkretną reakcję czy wypowiedź, żeby nie zrobić kolejnego błędu. Wolał wyjść zaraz na zero, niżeli być bardziej na minusie.
Zamarł w bezruchu na kolejne słowa nieznajomej, które jednoznacznie dały do zrozumienia, że poprzednie "przesłyszenie" było jak najbardziej prawdziwe. Wniosek był tylko jeden:
- "Ekstremalne Tsundere!" - pomyślał bohater, który w duchu był mocno zszokowany, czego efektem było jego chwilowy paraliż.
Westchnął z uśmiechem, chowając prawą dłoń do kieszeni. Zamknął lewe oko, patrząc na nieznajomą.
- Nie musisz wierzyć w jakichś księżulków. Ważne, żebyś zaczęła wierzyć w ludzi, którzy chcą Cię poznać, zamiast zrobić krzywdę. - powiedział łagodnym tonem głosu.
Nie mógł zmienić swojego nastawienia tylko dlatego, że nagle dziewczyna zmieniła swoje, do tego tak diametralnie. Dalej chciał pozytywnie oddziaływać przez uśmiech na twarzy i szczere wypowiedzi.
- Wyglądam Ci na kogoś, kto chciałby Ci zrobić coś złego? - zapytał, licząc na szczerą odpowiedź.
Jakoś nie wierzył, że wyglądał na jakiegoś antagonistę. Miał już okazję poznać kilka dziewcząt, które źle nie przyjmowały jego obecności, ani nie obawiały się rozmowy. Nieznajoma mogła jednak mieć jakieś złe przeżycia, które nagle zaczęła kojarzyć z bohaterem. Choć skoro chciała od niego pomocy, to może nagle jej się te dziwne skojarzenia...poprawiły?
- Soutou Kouga. Miło poznać. - przedstawił się, otwierając wcześniej zamknięte oko i uśmiechając się szerzej.
Rozejrzał się naokoło, by następnie ponownie spojrzeć na nieznajomą.
- To nie jest dziura. To całkiem ładne miejsce. - stwierdził - Zapomnij przez chwilę, że się zgubiłaś i się rozejrzyj. Mając mnie u boku, nawet będąc w praktyce zgubioną możesz być pewna, że w końcu znajdziesz drogę do domu. Mogę Ci to zagwarantować.
Trochę niepotrzebnie nazwał się "kimś, kto zawsze znajdzie drogę wyjścia". Jeszcze blondyna to źle zinterpretuje i będzie kicha. Znowu.
Powrót do góry Go down
Caro
Caro
Caro
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t836-caroline-louise-roux#5546 http://vampireknight.forumpl.net/t1161-caroline-telefon#18207 http://vampireknight.forumpl.net/t3169-cleo-aka-pax-aka-caro#66850
Zarejestrował/a : 14/12/2012
Liczba postów : 112


PisanieTemat: Re: Staw   Nie Gru 23, 2012 12:05 am

Może i nie chciał, ale zwróćmy uwagę że ona była dziewczyną, zagubioną dziewczyną w mieście którego nie znała. Może część jej rówieśniczek ubiera się kuso w taką wypizdówe - używając potocznego słownictwa - i leci do najbliższego klubu by tam nawalić się i wylądować z jakimś brudasem w toalecie to ona raczej zaliczała się do tej części która woli przytulić się do psa, pójść ze znajomymi na piwo lub zakopać się w łóżku na całą zimę ewentualnie spacerować z chłopakiem po dworze. Caroline jednak nikogo nie znała, psa zostawiła w pokoju, a pubów jeszcze rządnych nie spotkała, a widok kogoś kto na pierwszy rzut oka wygląda jak urwany z filmu, na pewno nie będzie napawało specjalnym entuzjazmem.
Przemilczała jego przeprosiny, odprężając się.
Na resztę jego słów kiwnęła głową rozglądając po zasypanym śniegiem świecie.
-Czy wyglądasz? Gdyby dodać ci nóż, gdybyś skrzywił prawy kącik ust w dól i nabrał bardziej napalonego wyrazu twarzy to... Tak. - zamilkła na chwile przechylając głowę na bok - ... chociaż zwracając uwagę iż jest ciemno zimno i nikogo prócz nas tu nie ma, to i bez rekwizytów wyglądasz niepokojąco. Cóż... można się przestraszyć - wyszczerzyła wesoło zęby chcąc uciec jak najdalej od tematu jej wcześniejszego zachowania - chociaż nie czuła się specjalnie winna.
-Masz racje jest tu przyjemnie, jednak... -wzruszyła ramionami zwracając się ku niemu całą posturą- było by znaczniej przyjemniej gdybym nie była sama i znała to miejsce. Zresztą przez to "ładne miejsce" zgubiłam się. - gdyby była w parku koło domu, albo ogrodzie babci na pewno by się nie zgubiła, ba sama by o 12 w nocy wyszła na spacer z Spiderem. Tam nic nie było straszne. Nawet dźwięki i cienie.
Nie zdążyła się jeszcze przyzwyczaić do tej decyzji.
- Ah... miło mi poznać jestem Caroline Roux.
Zmusiła się i wyciągnęła ku niemu dłoń, zmarzniętą i bladą od ciągłego zaciskania palców. - Skoro twierdzisz, że wszystko wiesz i uważasz się za wszystko wiedzącego to musisz być księciem z bajki. - ściągnęła brwi, unosząc delikatnie jeden kącik do góry.
- Tylko pytanie gdzie twój koń?

_________________


Sam napisał:
[19:30:28] Samael : Żodyn we internetach nie wie że Caro pudlem. Żodyn ;o

Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Staw   Nie Gru 23, 2012 12:40 am

Jednak okazało się, że mimo lat starań Matka Natura nie mogła sprawić, by wygląd zewnętrzny bohatera wielce wyróżniał się od tego, jakim cechuje typowych mężczyzn. W efekcie był więc jednostką o takim wyglądzie, który mógł posiadać typowy gwałciciel, chcący dopaść nic niespodziewającą się dziewuszkę i zrobić z nią kilka nieładnych rzeczy. Słysząc, że nowa znajoma własnie za kogoś takiego uważała Lorda, ten zrobił pokerową minę i przymrużył oczy.
- Więc nie stawiaj oporów, sama się rozbierz i miej nadzieję, że masz dzisiaj bezpieczny dzień. - odrzekł beznamiętnie.
Pomiędzy gwałcicielami a zboczeńcami, przynajmniej według bohatera, istniała pewna znaczna różnica. Ci pierwsi to typowe bestie, którym się po prostu za bardzo chce parzyć do tego stopnia, że na siłę szukają sobie partnerek. Zboczeniec natomiast to ktoś, kto za bardzo fascynuje się pięknem kobiecego ciała, co - z niewiadomych przyczyn - jest źle przez posiadaczki takowego odbierane. Czy białowłosy robi coś złego, wyobrażając sobie napotkanie niewiasty w o wiele bardziej skąpych strojach, jeśli nie w samej bieliźnie? Przecież on tylko specjalnie sobie je rozbierał, żeby móc podziwiać więcej ich odsłoniętej skóry! Wiadomo więc, dlaczego mógł się nieco obrazić, skoro blondyna mogła uważać go za gwałciciela, gdyby dokonał nieznacznych zmian w swoim wyglądzie. Zbyt nieznacznych.
Podrapał się w tył głowy prawą dłonią, wzdychając. W sumie dostał, czego chciał. Dość luźnej rozmowy z przypadkowo napotkaną dziewczyną. Może był zawiedziony faktem, że mógłby się dla niej wydawać niebezpieczny, jednak jeszcze przed nim nie uciekła. To mu wystarczyło. Teraz tylko starać się sprawić, że nie ma w nim ani jednej cechy - psychicznej ani fizycznej - przez którą mógł być postrzegany jako "organizujący seks-niespodziankę". Może być jednak ciężko.
- Jedną rzecz masz więc załatwioną. - stwierdził z uśmiechem, stojąc w pozycji akimbo - Nie jesteś już sama. Teraz możesz w spokoju się z tym miejscem zapoznać i polubić. Odszukanie drogi zostaw mnie. Mam czas. Możesz się oswajać jak długo Ci się podoba.
Nie było jednak tak źle. Żeby już luźno żartować z nową koleżanką, to był zaprawdę dobry znak. Na sprośne myśli z jej udziałem przyjdzie jeszcze czas. Na razie Kouga miał zbyt dobry humor, żeby myśleć o zboczonych rzeczach, zamiast tego chcąc jak najlepiej poznać Caroline. Wydawać by się mogło, że to nie będzie duży problem. Dziewczyna wydawała się być dość sympatyczną i otwartą osobą. Byleby znowu nie zaczęła uważać Lorda za gwałciciela, bo wtedy może pojawić się niepotrzebna bariera niepozwalająca rozkwitnąć tej znajomości, która nie miała jeszcze silnych fundamentów.
Po ostatniej wypowiedzi blondyny Kouga zastanawiał się nad odpowiedzią. Mógł zachować skromność i po prostu powiedzieć, że był tylko człowiekiem, który nie ma prawa wiedzieć wszystkiego. Opamiętał się jednak. Rozmawiał z kobietą, a sam był mężczyzną. Musiał więc odpowiedzieć po męsku.
- Zamiast "księciem" wolę być "lordem". Po co mi koń z czterema kopytami, skoro wystarczą mi moje własne, dwie nogi? - uśmiechnął się przy tej odpowiedzi zadziornie.
Teraz mógł ponownie wejść w tryb "udawanego gwałciciela", robiąc minę bez wyrazu.
- My tu gadu-gadu, a Ty dalej w ubraniu...
Chyba miał nadzieję, że takie żartowanie tylko polepszy relacje z Caroline. Oby się nie zdziwił, jak dziewczyna zacznie brać to na poważnie.
Powrót do góry Go down
Caro
Caro
Caro
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t836-caroline-louise-roux#5546 http://vampireknight.forumpl.net/t1161-caroline-telefon#18207 http://vampireknight.forumpl.net/t3169-cleo-aka-pax-aka-caro#66850
Zarejestrował/a : 14/12/2012
Liczba postów : 112


PisanieTemat: Re: Staw   Nie Gru 23, 2012 1:01 am

Założyła ręce na piersiach robiąc na w pół rozbawioną, na w pół zażenowaną minę, przewróciła oczami a następnie pozwalając sobie na więcej uderzyła go w ramię.
- Pff... nie książę ale zwykły nastolatek.- machnęła głową poprawiając sobie grzywkę. Powinno ją to urazić, powinna się napuszyć... Zapewne by tak zrobiła gdyby nie fakt, że spotkała kolejną osobę która może przejdzie do historii jako dobry znajomy, albo chociaż kolega. Znała już jego imię, mieli dobry kontakt, a ona łaknęła więcej więc, foszki odstawmy na bok i ubierzmy się w zbereźne żarciki - nie mogła tego zepsuć.
- Zresztą na pierwszej randce się nie rozbieram. Na pierwszej randce...- zamilkła rozglądając się dookoła, a następnie przybrała figlarny uśmieszek.- Na pierwszej randce to mnie się rozbiera i czci.
Cofnęła się o krok od niego i wykręciła półobrotu na prawej nodze. Miał racje, teraz mogła pozwolić sobie na więcej swobody. Bo to taka magia, gdy się ma kogoś przy sobie robi się w duchu cieplej i raźniej... Więcej odwagi. Śnieg na nowo wydawał się posypany brokatem, iskrzył w świetle pojawiającego się księżyca. Obsypany śniegiem lud zapraszał do wejścia na niego. Zresztą gdzieniegdzie staw wyglądał już na użytkowany przez ludzi. Wyślizgane pole znajdowało się od niech nie całe 10 metrów. Tafla teraz odbijała blask księżyca wołając nastolatkę do siebie. Że też wcześniej tego nie zauważyła
-Tak rzeczywiście teraz jest znaczniej przyjemniej. - odparła, po czym nie patrząc na niego... Bo przecież sam zdeklarował się do pilnowania niej, ruszyła w stronę zejścia na lód.
- A więc Lordzie? Pokaż na co Cię stać... Skoro zaoferowałeś swoją pomoc i towarzystwo. - bała się, że przez zbytnie spoufalanie i wykorzystywanie chłopaka może szybko stracić tę znajomość. Jednak nie potrafiła, nie brać całej ręki kiedy wyciągało się ku niej sam palec.
Weszła na lód niepewnie, z kroku na krok nieco odważniej, starając się nie oddalać od brzegu. Gdy upewniła się, że gdy stanie lód się nie zadnienie odwróciła się do towarzysza.
-My tu gadu gadu, tobie prędko do rozbierania... a to przecie dopiero po randce. - wystawiła jęzor na wierzch po czym zawirowała w miejscu, tracąc na chwilę równowagę. Żałował, że nie ma tu Spidera. On pewnie pierwszy by był na lodzie, jak i pod lodem wariując w śniegu... By potem ona mogła wydać fortunę na jego weterynarza. - To jak, ścigamy się?

_________________


Sam napisał:
[19:30:28] Samael : Żodyn we internetach nie wie że Caro pudlem. Żodyn ;o

Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Staw   Nie Gru 23, 2012 7:27 pm

Wyszczerzył żeby w zadziornym uśmiechu. Szczerze powiedziawszy wolał być uznawany za normalnego nastolatka, niżeli za jakiegoś księcia. Miał złe skojarzenia z takimi "synami królów", którzy stereotypowo byli zadufani w sobie i mieli zdanie innych głęboko gdzieś. Białowłosy po prostu za bardzo dawał znać o swojej typowo samczej pewności siebie, która w żaden sposób nie przeszkadzała mu w wysłuchaniu i zrozumieniu innych. Może nie był do końca skromny, jednak na pewno nie był kimś wyżej lub niżej od innych. Czy to blond włosa dziewoja, czy rudy koleś - stawiał ich na równi z sobą. Po prostu miał do każdego nieco inne podejście, głównie zależne od płci.
- Keh! Nazywaj mnie jak chcesz. - stwierdzi, stając w lekkim rozkroku.
Chyba główny problem został rozwiązany. Zachowanie Caroline nie tyle się diametralnie zmieniło od tego początkowego, co widocznie utrzymywało swój, oczywiście jak najbardziej pozytywny, poziom. Można było więc uznać, że Kouga będzie miał wręcz trudności, żeby ponownie stać się potencjalnym gwałcicielem w oczach swojej nowej znajomej. Z takim nastawieniem może zacząć robić to, co wychodziło mu najlepiej - gadać co mu ślina na język przyniesie, byleby zgodnie z tematem.
Randka? Białowłosemu jakoś to spotkanie nie za bardzo na takową wyglądało. Jeśli jednak Caroline tak to odbierała, to wypadałoby jej oczekiwań nie zawieść. Choć to zadanie może być dość trudne dla Lorda, skoro dla utrzymania "tradycji" winien wyzbyć jej teraz ubrań...jeśli ta nie żartowała.
- Będę Cię podziwiał w ubraniu, żebym nie miał nic na sumieniu, jakbyś zamarzła na śmierć. - stwierdził, krzyżując ręce na klatce piersiowej - Wyobraź sobie, że nie każda dziewczyna ma tyle szczęścia, by skorzystać z takiego przywileju.
Jeśli jakimś cudem blondyna rzeczywiście mówiła prawdę w sprawie tych jej pierwszych randek, to właśnie Kouga miał zamiar zaburzyć jej przyzwyczajenia. Nie tylko miał zamiar nie tykać jej odzienia, ale również nie miał zamiaru ustawiać jej na jakimś piedestale. Chyba, że udowodni bohaterowi swoją wyższość nad nim, chociażby przez zamianę wody w wino czy latanie bez skrzydeł. Bez tego będzie traktowana jak zwykłe Homo Sapiens.
Spokojnym krokiem ruszył za swoją rozmówczynią. Rzeczywiście miał zamiar jej pilnować, żeby przypadkiem nie wyszedł na frajera rzucającego słowa na wiatr. Lord chciał budować u wszystkich zaufanie do swojej osoby, zamiast kreować z siebie kłamcę idealnego. To nie wypada, szczególnie w rozmowie z damą.
Kouga miał jednak wątpliwości co do zabawy na lodzie. Wypad na lodowisko? Nie ma sprawy! Ale liczyć na to, że zamarznięty staw jest na tyle wytrzymały, żeby człowiek mógł się na nim ślizgać? To ruletka. Na pierwszy rzut oka wydawało się, że Caroline miała dość pewny grunt pod stopami. Może za śliski, jednak pewny. Wszystko się może zmienić, jak przez nikłe działanie tarcia podłoża zacne cztery litery dziewczyny z impetem uderzą o lód, którego wiązania cząsteczkowe zaczną się rozrywać. Efektem będzie dość nieprzyjemna i naprawdę niebezpieczna sytuacja. Lepiej dmuchać na zimne.
- Za dużo gadasz o tym rozbieraniu. Zaczynasz wydawać się być naturystką. - rzekł, wzdychając z uśmiechem.
Początkowo chciał zastosować określenie "ekshibicjonistką", jednak się powstrzymał. Sam nie wiedział czemu, skoro i tak zaczęli już luźno gadać z nutką perwersji.
- Jak mi dasz świadectwo tego, że na tym lodzie jest bezpiecznie. - stwierdził, drapiąc się w tył głowy lewą dłonią - Wolę zabawę w bardziej kontrolowanych warunkach.
Nudny? Mógł się teraz taki wydawać. Rozsądny? Jak najbardziej. Mimo usilnych starań mógł teraz sobie nieco stracić punktów w oczach swojej znajomej, byleby zmniejszyć szansę zaistnienia jakichś niebezpiecznych okoliczności. Był przecież jej opiekunem na chwilę obecną!
Powrót do góry Go down
 
Staw
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 10Idź do strony : 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10  Next
 Similar topics
-
» Pomost, na północnym krańcu jeziora
» Gabinet Pielęgniarski
» Staw
» Stary Staw

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Vampire Knight :: Yokohama :: DZIELNICA MIESZKALNA (ZACHÓD) :: PARK-
Skocz do: