IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Park osiedlowy

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, ... 9, 10, 11  Next
AutorWiadomość
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Park osiedlowy   Sro Gru 05, 2012 8:27 pm

Oczywista sprawa! Zawsze musi coś się dziać, aby było ciekawiej. Kanibal nie wyrabiał przez zwierzęce potrzeby, wręcz łaknął krwi, łakną mięcha i łaknął zadawania cierpienie wszystkim w okół. Ale Yuki tego nie pojmie, jest na to zbyt dobra i opanowana. Typowa wychowana wampirzyca z dobrej rodziny o bardzo surowych zasadach. Kto wie czy i dlatego potwór nie chciał z nią rozmawiać, przecież... Czym się pochwali? No właśnie. Opowiadać o rodzinie nie lubił, w jego głowie głownie krążyły etapy przetrwania niż koleżeńskie pogaduszki. Choć może przynajmniej w tej chwili, co innego jakby był nażarty, wtedy świat nabiera barw i wszystko jest takie ładne oraz ciekawe.
W parku nikogo chwilowo nie było. Byli jedynymi osobnikami, jacy się tutaj znaleźli. Stwór postarał się przysnąć, chcąc możliwie przespać najgorsze chwile ataków. Lecz na próżno, ssało go już w środku, a ruchliwy język poruszał się po wargach łakomie. Zerknął kątem oka na szlachetną. gdy ją zaatakuje, spotka go pech, bowiem atakować szlachetnego to jak kręcić bat na cielsko. Czemuż to takie mają oni prawa? Czym się różnią od czystej krwi? Bestii smakowały ciałka szlachetnych, dla niego bez różnicy, kto jaki jest. Niczym ta prawdziwa śmierć,- on nie patrzy na status ofiary.
Nie miała za ciekawego życia. Została sam, skąd on to znał. Samotność nie bywa przyjemna, zwłaszcza gdy nadchodzą chwile, kiedy naprawdę trzeba oprzeć się na drugiej istotce. Jednakże nie odzywał się nic, jedynie patrzył na kobietę wzrokiem dosyć zmęczonym. Oplótł łapy na brzuchu, zaś mrużąc oczy.
Yuki sobie siedziała na samym brzegu, ach, przecież ten jak siądzie to w taki sposób, że zajmie sporo miejsca. Samolub, i tyle. Co poradzić, nawet dla Hachiko taki bywa.
Czy jest w porządku? Skądże! Jakby siedziała w jego skórze, ciekawe co by robiła. Miał chęć rozszarpać żywą istotę, i nie ważne kim ona miała by być. Dosłownie pragnął poczuć w ustach ciepłą lub zimną posokę. I co? Jakiś ruch? Kroki? W oddali dostrzegł młodą kobietę. Najprawdopodobniej wracała z pracy. Japończycy mają to w sobie, że potrafią całymi dniami i nocami pracować. Biedna z niej osóbka, stwór wyprostował się na ławce, wlepiając w nią wzrok. O nie, nie zmęczony. Tym razem był nieźle ożywiony, a górne wargi obnażały te zębiska. Wreszcie czas pozbierać ciało z drewnianego mebla. Ruszył do niej szybkim krokiem, co nas to nieznajoma? Rozpoznała mordercę - nie raz widziała go w telewizji czy w internecie. Krótki jęk, przerażenie w oczach i zaczęła uciekać. Darła się ile wlezie, choć w parku nie było ludzi. Gorzej będzie, jak jednak ich ktoś usłyszy. Przykładowo... Policja? Mniejsza o to, stwór okazał się szybszy od człowieka, więc złapanie jej za długie czarne włosy nie stanowiło żadnego problemu. Zatrzymał ją na siłę, powalając do tzw. parteru. Obejrzał się na Yuki nie odzywając się nic, jedynie w minie potwora był dostrzegalny triumf. Niech uczy się od mistrza.
Powrót do góry Go down
Yuki
Yuki
Yuki
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t164-yuki http://vampireknight.forumpl.net/t214-yuki
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 926


PisanieTemat: Re: Park osiedlowy   Sro Gru 05, 2012 8:48 pm

Naprawdę nie wiedziała o czym mogłaby z nim rozmawiać. Milczenie jest złotem, ale z drugiej strony, zbyt długie, może zacząć być kłopotliwe, choć to też wszystko zależy od wielu czynników. Poniekąd wolała by Tess się odzywał. Z bardzo prostej przyczyny zresztą - przynajmniej wiedziałaby co i jak, a gdy tak milczy, nie wiedziała co się z nim dzieje. Co myśli, czy coś planuje, w jakim się stanie obecnie znajduje. A do głowy mu wchodzić nie chciała. Byłoby to zbyt niegrzeczne, choć może pomogłoby jej to w zrozumieniu wielu spraw. Na chwilę obecną nie chciała jednak ryzykować, nie chciała by jej relacje z kanibalem ponownie się pogorszyły, bo na razie były w miarę poprawne. Yuki umiała się wynieść ponad swoje krzywdy.
Cisza jaka panowała wokół, była nieco przytłaczająca. Jedynie od czasu do czasu, można było usłyszeć szum samochodów z ulicy, był on jednak mocno przytłumiony, odległy, bardzo nierealny. Noc była rozświetlana jedynie przez słabe światło lamp, które rzucały na park grę cieni. Dla zwykłego człowieka taka cisza, półmrok, brak ludzi wokół, mogło być czymś przytłaczającym. Ale dla niech nie bardzo. Choć to wszystko zależy. Siedziała na brzegu ławki lekko niepewnie. Nie ma się zresztą co dziwić. Była tu sam na sam z niebezpiecznym, nie będącym w stanie panować nad sobą wampirem, a fakt, iż była krwi szlachetnej wcale niczego nie zmieniało. Zresztą już parę razy doznała od niego krzywd, więc wiedziała czego można się po nim spodziewać.
Nie wiedziała jak może mu pomóc, a jak sądziła, zapewnienie go o chęci pomocy, okazanie czegoś w rodzaju czułości czy żalu nic nie da. Byłoby to zresztą ryzykowne posunięcie. Na chwile jej myśli zawędrowały do jej domu, gdzie nie było nikogo prócz służby. Nie chciało jej się tam wracać. Zaraz jednak otrząsnęła się z zamyśleń, gdy tylko usłyszała czyjeś kroki, a także zwróciła uwagę na zachowanie Testamenta.
- Nie rób tego.
Szepnęła cicho, wiedząc już co się kroi. Zerknęła na wampira lekko przestraszona jego widokiem, gdyż obnażył on kły i zaraz zerwał się z ławki. Ona sama również to zrobiła, ale nie wiedziała co dalej. Kobieta, którą sobie obrał zaczęła krzyczeć i biec, ale to na nic. Wielkolud szybko ją dopadł przewalając na ziemie. Yuki nie mogła tak tego zostawić.
Podbiegła szybko do obojga i przyklęknęła przy wampirze.
- Testament, nie rób tego! Opanuj się. Proszę. A jeżeli już, to przynajmniej jej nie zabijaj!
Były małe szanse na to, by jej posłuchał, ale miała nadzieje, że jeżeli jej nie posłucha w kwestii wypuszczenia kobiety, to może przynajmniej jej nie zabije. Yuki mogłaby się potem tym zająć. Wyleczyć jej rany, wykasować pamięć. Testamentowi, nie były teraz potrzebne kolejne trupy, jego sytuacja i tak była kiepska.
Spoglądała na niego uważnie, szeroko otwartymi oczami, w których szklił się przestrach, ale i smutek. W razie czego, może go nawet próbować powstrzymać, jeżeli będzie taka potrzeba, a użycie telekinezy i rozdzielenie wampira ze swoją ofiarą, nie powinno być aż takie trudne, choć oczywiście zdawała sobie sprawę z konsekwencji jakie może to nieść ze sobą. Dlatego wolała by do tego nie doszło.

_________________
* * * * * * * *
Powrót do góry Go down
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Park osiedlowy   Sro Gru 05, 2012 9:58 pm

Cisza zawsze bywa przytłaczająca. Niemożna nic powiedzieć, bo jest strach że możesz palnąć coś, co się nie spodoba drugiej osobie. Choć jak pisałem w przypadku Teśka - on milczał bo tak naprawdę, nie chciało mu się rozmawiać. Wolałby coś zjeść, tak jak zawsze. Cóż, pominiemy co nieco wątków, przechodząc do zapłakanej kobiety na ziemi, bestia siedziała na niej, obnażając szyję. Ona walczyła, drapała, darła się i wierzgała nogami. Stwór denerwował się, a obroża zaś dała o sobie znać. Widoczne błyski prądu mogły wpaść w oko szlachetnej, nie... Nie tak dosłownie! Mogła je po prost zauważyć.
Ryknął zły, uderzając w twarz ofiarę. Wtem odezwała się szlachetna. Rzucił na niż wzrok pełen pretensji! Jak ona śmie mu przerywać?! Zawarczał na nią, dając do zrozumienia że podejście nie jest najlepszym pomysłem. A jak zabierze mu ofiarę? Chyba nie chciała mieć na szyi zaślinionego pyska kanibala. Poza tym umysł otępiał przez żądzę, jednak co było tam w środku? Bardzo, bardzo głęboko w nim? Strach. Obawa przed tym, że zgłupieje na zawsze i już nie wróci do rozumu.
Zatem opanowanie nie było możliwe. Stwór zebrał się, odciągając ofiarę od szlachetnej. Nie odrywał od niej oczu, jakby niedługo Yuki właśnie miała wstać i zabrać mu przekąskę. Ciągle pokazywał kły, ciągle dominowały w nim żądzę. Teraz widzi, jak szybko potrafi stracić nad sobą panowanie i zanim jednakże to się wydarzy, zachowanie potwora diametralnie potrafi się zmienić. Czasem szuka pomocy, czasem nie daje siły i głód zwycięża.
Niech nie stara się zabierać mu kobiety, ona i tak nie przeżyje samego wyssania krwi. Ten w takim stanie, rzadko zostawia ofiary przy życiu. Lecz zrobi to, co będzie uważała za stosowne. Niech tylko potem nie gnębi, niech nie zrzuca winy na Kanibala. Bo przecież nie atakował jej na początku ich spotkania, po prostu jego słaba wola nie przezwyciężyła siły natury potwora, którym zresztą był, jest i pozostanie. Taki los już on ma - do dupy. Naprawdę. Jeśli ta go nie powstrzymała, zatopi kły w swojej ofierze, szarpiąc jak kawałkiem mięcha. Innymi słowy wypije z niej krew, a potem zje.
Powrót do góry Go down
Hachiko

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t171-krwawa-dama http://vampireknight.forumpl.net/t588-leadris#788 http://vampireknight.forumpl.net/t3334-krwawa-dama#71600
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 923


PisanieTemat: Re: Park osiedlowy   Czw Gru 06, 2012 5:39 pm

Hachiko opuściła swoje włości, udając się na małą przejażdżkę krajoznawczą, która, miała przynajmniej taką cichą nadzieję, że czymś zaowocuje. Może znów trafi na tę tajemniczą, czarnowłosą wampirzycę, z którą tak dobrze bawiła się w Smyku? Nie narzekałaby, gdyby ponownie udałoby im się spotkać. Obie szalone, niezrównoważone psychicznie, z zapędami sadystycznymi, aby wyrządzić komuś krzywdę i patrzeć jak umiera ten ktoś w cierpieniach. Choć pewnie nic nie pobije ludzkiego jednorożca i jego ujeżdżania.
Wampirzyca pędziła niczym błyskawica na swoim motorze w stronę miasta. Nie rozglądała się na boki, nie wyczuwała także niczyjej obecności, choć tak szybko mknęła, że nic dziwnego, jeśliby nie wychwyciła ludzkich czy wampirzych zapachów. Włosy rozwiewane na boki, wyglądały jak przemieszczający się w powietrzu ogień. Zresztą sama wampirzyca była dość ognista, jeśli wicie o co mi chodzi.
Zatrzymała się w slumsach, w swoim ulubionym miejscu polowań, parkując gdzieś między starymi, zrujnowanymi blokami, w których mieszkali jacyś biedacy. Zostawiła tam motor, zabierając ze sobą kluczyki i ruszyła na "patrol". Czuła się swobodnie, poza tym zbliżała się jej ulubiona pora roku, więc tym bardziej czuła się pewnie.
Mijała właśnie jakiś park osiedlowy, gdy wyczuła dwa znajome zapachy, z czego jeden był jej najbliższy. I jeszcze krew. Ludzka, słodka, cudnie pachnąca krew. Na moment źrenice wampirzycy zalśniły intensywniej, ale było to chwilowe. Bez namysły ruszyła w tamtą stronę, a jej oczom ukazał się Kanibal pochylony nad ludzką dziewczyną, a na jej twarzy odciśnięta wielka łapa wampira. Wciąż jeszcze się wierzgała pod cielskiem Testamenta. Zaraz też spojrzała na Yuki, która kucnęła przy nim, jakby chcąc go uspokoić. Nawet jeśli widziała jedynie plecy męża, dostrzegła, że coś było z nim nie w porządku. Zresztą już w Enklawie dziwnie się zachowywał. Milczący, szybko się denerwował i wpadał w szał. To było niepokojące. I jeśli pozwoli mu się na zabicie tej kobiety, to tylko sprawi, że wszystko poleci w tę złą stronę, jak domino. Wystarczy, że raz zabije, a potem już wpadnie w jeszcze gorszy stan, z którego może już nigdy nie wyjść. Ruda nigdy mu nie broniła polować, ba, zawsze świetnie się z nim bawiła na wspólnych polowaniach, lecz nie tym razem. Trzeba było go jakoś uspokoić, choć pewnie odbierze to jako atak na niego samego. Trudno, najwyżej uzna ją za samolubną, ale później może wpadnie mu do głowy, że zrobiła to dla jego dobra.
Szybko do nich podeszła, nie ukrywając swojej obecności. Tak, niech bestia ją wyczuje. A od wampirzycy bił chłód i powaga.
- Odsuń się Yuki, nim Cię zaatakuje. Wpadł w szał.
Obeszła ich dookoła tak, aby wampir mógł ją dostrzec. Nie, nie widział w niej teraz swojej kobiety, a jedynie kolejną ofiarę. Widziała w jego oczach, że niby z tym walczył, ale coś mu nie wychodziło.
Pazurem przecięła sobie nadgarstek, stając przy wampirze na wciągnięcie ręki. Krople krwi pociekły na ziemię, formując się w cieniutkie nitki, którymi będzie się stała opleść cielsko wampira, aby odciągnąć go od ofiary. To jedyny sposób, aby go uspokoić, a tym samym nie zranić. Powinna chyba zacząć nosić przy sobie jakieś środki na uspokojenie tej bestii, w takich chwilach byłoby to bardzo przydatne. Ale cóż, musi sobie poradzić bez tego. Najwyżej później porozmawia w tej sprawie z Hiro.

_________________
Zwiększenie mocy żywiołu o 25 %

Powrót do góry Go down
Yuki
Yuki
Yuki
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t164-yuki http://vampireknight.forumpl.net/t214-yuki
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 926


PisanieTemat: Re: Park osiedlowy   Czw Gru 06, 2012 8:03 pm

Chciała mu tylko pomóc, kierowała się wyłącznie dobrą wolą i troską o tego wampira, który miał problem i nie potrafił sobie z nim poradzić. oczywiście robiła to po swojemu, a że mimo wszystko czuła obawę w stosunku do Testamenta, to raczej obchodziła się z nim dość ostrożnie. Początkowo chciała wybadać sprawę, rozeznać się w tym co mu konkretnie jest, co mu może pomóc, w jaką stronę mogłaby się udać. Ale niestety nic to nie dało i wampirzyca doszła do wniosku, że po prostu trzeba być w jego obecności ostrożnym i w żaden sposób nie okazywać mu tego, że uważa sie go za kogoś gorszego. To by było chyba najgorsze możliwe rozwiązanie, a jeżeli chodzi o leczenie czegokolwiek, zawsze rozpoczyna się od... akceptacji.
Tego mu trzeba było. Akceptacji. A z tym przecież jest ciężko, w ogóle znaleźć kogokolwiek, kto jest w stanie zaakceptować nas takimi jakimi jesteśmy. I to nie w części, w połowie, ale w całości. Gdy więc głód wziął w nim górę, gdy rzucił się w pogoń za kobietą, złapał ją i przygwoździł do ziemi, nie potraktowała tego jako przejaw zwykłej brutalności, a jako napad, który nie dawał mu spokoju i któremu musiał dać upust. Dlatego też od razu do niego podeszła, nie po to by mu wyrwać ofiarę, bo przecież człowiek nie był jej od niczego potrzebny. Chciała tylko uchronić Testamnenta przed samym sobą i przed tą błędną spiralą w jaką zaczynał się wtłaczać. To mogło być dla niego groźne. Nawet bardzo. Jego zachowanie mówiło samo za siebie. Był teraz we własnym świecie, kierował się prostym instynktem. Musiała chcąc nie chcąc, przyjąć podobną postawę.
- Tess... nie chce ci zabrać twojej ofiary... chce ci pomóc...
Powiedziała cicho, skupiając na nim wzrok. On odsunął się, patrzyła na nią jakby zaraz i ją miał zaatakować. Nie wiedziała jak mogłaby do niego przemówić, by jej słowa do niego dotarły. Przede wszystkim trzeba było jednak zachować spokój i opanowanie, dlatego też mówiła do niego cicho, spokojnie, z troską. Chciała powiedzieć coś jeszcze, ale pojawiła Hachiko. Yuki odwróciła w jej stronę głowę i wyprostowała się.
- Na pewno da radę się opanować. Musi tylko mocno tego chcieć.
Powiedziała to pewnie. Przecież Tess nie wydawał się być kimś słabym, Yuki wierzyła więc, że ma on na tyle sił, by być w stanie, choć w minimalnym stopniu opanować swoje żądze. A przecież nie oczekiwała od niego cudów. Wystarczyły małe kroczki, choćby same przejawy dobrej woli.
Ponownie skierowała wzrok w stronę Testamenta, spoglądając na niego uważnie.

_________________
* * * * * * * *
Powrót do góry Go down
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Park osiedlowy   Czw Gru 06, 2012 8:27 pm

Brawo dla jasnowłosej! Jest co raz bliżej poznania Kanibala i jak powinno się do niego podchodzić.Ten nigdy nie mógł przebywać z kimś, kto bezczelnie okazuje mu swoją wyższość nad jego osobą lub też kiedy się nim pomiata. Yuki pokazała, że potrafi z nim przebywać, rozmawiać, a nawet postawiła mu kremówkę! A jak się rzecze Przez żołądek do serca. Oczywiście bez zazdrości, Hachiko.
Niestety wampir stracił panowanie nad sobą, mimo iż obroża działała w niewyobrażalnym stopniu. Raziła ciało, co przez to, ten dostawał jeszcze większego zdenerwowania. Ból rozbudzał adrenalinę, a strach przed samym sobą również dokładał wiele od siebie. Co gorsza, sama osoba szlachetnej wpędzała go w irytację, a kiedy dotarła Hachiko, całkowicie jego umysł podsunął mu myśl zapędzenia w kozi róg. Dwie na jednego? A wijąca się kobieta? Dławiła od łez i łkała o pomoc. Nie chciała umierać, choć sama waga wampira nieźle ją przydusiła.
Dyszał głośno, nie czując się najlepiej. Prąd z obroży niedługo go powali, chociaż przynajmniej przestanie się rzucać. Ale jak na razie musiały znosić szaleństwo Kanibala.
Nie rozumiał żadnych słów, nie rozpoznawał już nikogo. Każda osoba jaka się nawinie, stanie się potencjalną ofiarą lub zagrożeniem. A wiadomo iż szał nie tylko jest okazem niekontrolowanego, jest także przerażeniem.
W dodatku Ruda zaczęła krążyć, by niedługo rozciąć sobie nadgarstek. Tak, to był ten cios. Zapach krwi uderzył momentalnie w potwora, który to nie zawahał się zaatakować własną żonę. I skoro stała dosyć blisko niego, rzucił się w jej stronę, chcąc poorać pazurami po udach czy po podbrzuszu. Jeśli zdąży umknąć, nie zostanie draśnięta, a jak nie... Co nieco ją okaleczy. Jednakże skoro nie zaatakował jej ręki, nitki musiały być nadal. Bestyjka niestety nie jest w stanie dostrzec takiego szczegółu, więc pewnie Hachiko zdobędzie go w swoje krwawe sidła. Co do kobiety... Zyskała chwilowo wolność, więc jak najszybciej pozbierała się by móc uciec. Oczywiście nie wyglądało to zbyt perfekcyjnie. Trzęsła się jak galareta, zbierając swoje rzeczy z ziemi. Robiła to szybko i niesprawnie. Wlepiała swój pełen obaw wzrok w postać oprawcy, który walczył z nitkami wampirzycy. Tak się sponiewierać przed oczyma Hachiko i Yuki. Ostra sprawa... Torba na łeb i zmiana tożsamości.
Powrót do góry Go down
Hachiko

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t171-krwawa-dama http://vampireknight.forumpl.net/t588-leadris#788 http://vampireknight.forumpl.net/t3334-krwawa-dama#71600
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 923


PisanieTemat: Re: Park osiedlowy   Czw Gru 06, 2012 9:05 pm

Wiadomo, całkowita akceptacja jest ważną rzeczą, ale jakże trudną. Wiele osób, a w tym i wampirów, uważało Kanibala za kogoś gorszego od siebie, za wynaturzenie, istotę bezrozumną, nie posiadającą żadnych uczuć, a kierującą się jedynie zwierzęcym, niepohamowanym instynktem. Nawet nie wiedzieli, jak bardzo się mylili. Hachiko zdążyła poznać już na tyle swojego męża, aby wiedzieć, że wpadał szał właśnie z powodu braku akceptacji, zrozumienia i strachu, ponieważ ciągle zapędzany był w kozi róg. Rudej nie przeszkadzało to, jaki był Testament. Był wampirem. Drapieżnikiem. Wyróżniał się z tłumu i miał swój własny charakter. A dla niej potrafił być niewyobrażalnie, całkiem innym stworzeniem. Zresztą, każdy wampir miał swoje "odchyły", a wampirzyca akceptowała męża w pełni. Temu tym razem chciała mu pomóc. Nie mogła patrzeć jak cierpi, a wiedziała, a raczej domyślała się, jak bardzo musiał cierpieć. Każdy taki napad bardzo wiele go kosztował. Nie tylko nerwów, co było widoczne już w działaniu obroży, ale także sam fakt, że może więcej nie powrócić do swojej normalności.
Hachiko wcale nie chciała go ranić, stresować, ani zaganiać w kozi róg. Musiała działać szybko nim całkowicie wampir zwariuje. W tej chwili nie liczył się fakt, że wampir jej nie rozpoznał, że widział w niej jedynie swoją nową ofiarę. Stawała ponad tym wszystkim, wiedząc, że nie zaatakowałby jej, gdyby nie wpadł w ten stan. Poza tym, musiała mu pomóc.
Yuki wierzy, że słowami doprowadzi go do normalności? Do niego nic nie docierało. Był w swoim świecie, a wszystkie zmysły nakierowane były na krew i mięso, które chciał, wręcz musiał pochłonąć, bo inaczej wszystko zacznie go boleć, a co za tym idzie, zacznie szaleć z bólu, a potem popieści go obroża.
- Do niego nic nie dociera w tym stanie! Masz jakieś środki na uspokojenie? Psychotropy? Cokolwiek! Byle nie przez strzykawkę. Nawet jej nie wyjmuj.
Odezwała się do szlachetnej, w tym samym momencie, kiedy wampir zamachnął się na Rudą swoją wielką, szponiastą łapą. Wampirzyca zrobiła unik, ale pazury mimo wszystko ją trafiły. W udo. Krew spłynęła na ziemię, tuż pod ryjek wampira. Teraz będą mieli jeszcze gorzej, ponieważ jego zmysły zaczną zaraz szaleć. Na ból wampirzyca nie zwracała uwagi, bo przecież go uwielbiała, jednak utrata krwi niedługo się w niej odezwie. Dobre chociaż tyle, że rana zacznie się jakoś goić.
Poruszyła niespokojnie palcami w taki sposób, aby nitki oplotły ciało wampira. Chciała go jedynie unieruchomić, żeby nie zrobił sobie większej siły i dać Yuki możliwość podania tego środka, jeśli takowy posiadała. Powinna mieć coś, przecież była medykiem.
Jeśli złapała wampira w swoją moc, "kazała" mu usiąść na ziemi, tak, aby się nie poruszał. Będzie ciężko, bo nie dość, że był sporych rozmiarów, to wampirzyca jeszcze krwawiła...
- Testamencie, nie bój się. Nie chcę Ci zrobić krzywdy.
Wciąż trzymając go mocą, podeszła do niego bliżej i pogłaskała po jego policzku, jakby chciała uspokoić nerwy wampira (o ile wcześniej udało się go "złapać"). Najgorsza była ta piekielna obroża...

_________________
Zwiększenie mocy żywiołu o 25 %

Powrót do góry Go down
Yuki
Yuki
Yuki
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t164-yuki http://vampireknight.forumpl.net/t214-yuki
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 926


PisanieTemat: Re: Park osiedlowy   Pią Gru 07, 2012 8:26 am

Jak widać nic nie było w stanie od niego dotrzeć. Było to smutne, ale i bardzo niepokojące, bo tym samym Testament stawał się kimś, kto stanowi prawdziwe, ogólne zagrożenie. W tym wypadku Yuki czuła się bezsilna i w sumie nie wiedziała co ma o tym myśleć. Takich osobników jak Testament raczej nie było, nie licząc oszalałych poziomów E, ale przecież wampir poziomem E nie był, a jak zawsze sądziła, każdy wampir potrafi w jakiś sposób nad sobą panować. Chyba, że tego nie chce. Albo jak w przypadku Testamenta, dręczy go jakaś ciężka do określenia choroba, w końcu nawet wampiry chorują, choć inaczej niż ludzie.
Patrzyła na wampira z troską, ale on był we własnym świecie. Chyba nic już do niego nie docierało, choć Yuki starała mu się przemówić do rozumu, mając nadzieje, że jeżeli nawet jej nie bardzo rozumie, to choć niewielka część jej słów dotrze do jego umysłu. Niestety nie było to możliwe i szybko się zorientowała w sprawie, a sytuacja nie była zbyt wesoła. Ba! Była tragiczna. Na szczęście pojawiła się Hachiko. Yuki nie wiedziała czy poradziłaby sobie z kanibalem sama. Nie. On wiedziała, że poległaby przy próbie uspokojenia wielkoluda. Także cieszyła się z pojawienia wampirzycy, która najwyraźniej wiedziała co robić. Blondynka poczuła wyraźną ulgę w tym momencie, choć doskonale wiedziała, że to jeszcze nie koniec.
Hachi zaatakowała wielkoluda i to dość skutecznie. Puszczona przez niego ofiara, zaczęła się pospiesznie, niezgrabnie zbierać. Yuki nie dziwiła się temu, w końcu uderzenie jakim ją uraczył Testament musiało ja mocno zamroczyć. Yuki musiała działać szybko, nim wymknie się to spod kontroli. Znalazła się więc koło kobiety, która musiała być mocno przerażona. Nie, nie chciała jej atakować. Przytrzymała ją i szybko wymazała wspomnienia z tego zdarzenia, a także kazała uciekać i to jak najszybciej. Było to przede wszystkim dla dobra Testamenta, na które prawdopodobnie złożyłaby donos i ten miałby jeszcze większe kłopoty. W tym też momencie, usłyszała głos Rudej, więc odwróciła się w jej stronę. Ominęła ją szamotanina, ale nieważne.
Szybko podeszła do kobiety, grzebią w torebce. Zawsze nosiła ze sobą różne środki, tak na wszelki wypadek, choć oczywiście, nie mogła mieć tego zbyt wiele, z wiadomych przyczyn. Miała przy sobie niewielką apteczkę, a nie wielką aptekę. W pierwszym momencie chciała wyciągnąć strzykawkę, bo jakąś znalazła, ale szybko zostawiła ją w spokoju. Szukała tabletek i... znalazła. Spojrzała na pudełko. To były te same tabletki, które brała niegdyś ona sama, w momencie swojego załamania psychicznego. Było to dawno, ale cóż. Nie były to zwyczajne tabletki, tylko te specjalnie zrobione przez nią, czyli z dość silną dawką uspokajającą. Nie wiedziała tylko czy podziała to na Testamenta, był sporych rozmiarów, a pozostałych tabletek nie było wiele.
- Weź wszystkie. Więcej nie mam.
Podchodząc bliżej podała jej niewielkie pudełeczko gdzie grzechotało kilka tabletek. Sama końcówka. Było tego niewiele, ale gdyby podać je wszystkie na raz, powinno zadziałać. Nie wiedziała tylko jak zmusi wampira do ich połknięcia. Strzykawka byłaby prostszym rozwiązaniem, ale skoro Hachiko zastrzegła, że tak być nie może, to nie naciskała. Patrzyła z obawą na uziemionego Testamenta i jego ranną żonę. Jak będzie po wszystkim, najwyżej jej pomoże wyleczyć rany, ale priorytetem był w tej chwili kanibal.

_________________
* * * * * * * *
Powrót do góry Go down
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Park osiedlowy   Pią Gru 07, 2012 9:38 am

Takie życie. Kanibal niestety już miał takie zapędy i potrzeby, a nawet uzależnił się od pokarmu, co także dodaje nerwów. Biedaczysko od zawsze męczyło się z głodem, a że dawniej nikt mu nie pomagał lub nauczyć nad tym panować, tak już zostało. Więc jeśli by chciał wolności od tak drastycznych napadów, nie mógłby robić tego sam i najlepiej aby dostał specjalną pomoc. Teraz musi znosić poniżania oraz skreślanie z góry, choć jest takie nieprzyjemności są usprawiedliwione samym morderczym zachowaniem kanibala. Innymi słowy, jest bardzo trudnym przypadkiem do zwalczenia, plus ta choroba. Yuki dobrze odgadła, bestia także choruje i niestety nie jest ona uleczalna. Jedynie można ją zatrzymać na określony czas. No ale wracając do fabuły.
Hachiko została draśnięta, wtedy stwór wyczuł większą ilość krwi, a ryk temu towarzyszący nie tylko był przepełniony cierpieniem, lecz i zdenerwowaniem. Zapach było niczym uderzenie. Obroża tak wzmocniła siłę elektryczności, że nie był w stanie tego powstrzymać. Wypluł sporą ilość krwi, nie mając nawet jak uciec od nitek Rudej. Udało się jej unieruchomić męża, bo ten po prostu padł przez dużą dawkę prądu. Ledwo dychał, niestety. Prąd źle wpływa także i na organizm Olbrzyma, bowiem na porażenie narażone jest serce i mózg. I kto wie, czy serce kanibala nie zostało mocno porażone. Widać to było, kiedy ten z ledwością złapał się za klatkę piersiową. W dodatku Hachiko bez cienia strachu podeszła do niego by pogłaskać, no narodzie. Stwór spojrzał na nią tak bezradnie i bezsilnie.
Powrót do góry Go down
Hachiko

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t171-krwawa-dama http://vampireknight.forumpl.net/t588-leadris#788 http://vampireknight.forumpl.net/t3334-krwawa-dama#71600
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 923


PisanieTemat: Re: Park osiedlowy   Pią Gru 07, 2012 10:00 am

Gdyby Kanibal wciąż był sam z Yuki, pewnie byłoby gorzej dla wampira, którego nikt by nie powstrzymał. Yuki miała prawo nie wiedzieć, co robić. Nie znała go i nie wiedziała, jak silne ataki mógł mieć. A jego choroby nie da się wyleczyć, można ją jedynie osłabić lub wstrzymać. Przynajmniej tyle wiedziała od Hiro, o czym dowiedziała się kilkanaście lat temu w Rosji.
Środki dożylne są o wiele lepsze i szybciej działają, to byłoby dobre dla kanibala, ale niestety, ten pomysł odpada. Nie chciały go przecież niepotrzebnie straszyć i dodawać mu kolejnych strachów, a co za tym idzie, większe porażenie prądem. Hachiko widziała, że już dostatecznie się męczył i cierpiał. I niestety, przez tę obrożę będzie jeszcze gorzej, ale z drugiej strony, jak widać, poniekąd ukoiła jego zapędy i szał.
Krew, jaka pociekła z uda wampirzycy rozjuszyła bestię jeszcze bardziej, ale nie było teraz czasu na tamowanie krwi. Zapach i tak zdążył już dotrzeć do wampira, więc nic na to nie poradzą. Udało się go pochwycić, więc padł na ziemię. W sumie Ruda się cieszyła, że akurat trafiła jej się taka moc. Przydawała jej się właśnie w takich chwilach, kiedy wampir wpadał w szał i był to jedyny sposób na zatrzymanie go.
Widziała jak przez jego ciało przechodzą dawki elektryczności. Zapewne moc Yuki przydałaby się bardziej wampirowi niż jej. Hachiko sobie poradzi, nie przeszkadzał jej ból, a wyższa krew sprawi, że rana zagoi się znacznie szybciej.
Wampirzyca skinęła głową na słowa blondynki i przyjęła od niej pudełeczko z tabletkami. Nie ważne, że było ich mało, w tej chwili dobra była każda ilość, dlatego od razu wyjęła wszystkie tabletki. Poruszyła nitkami w taki sposób, aby zmusić wampira do otworzenia paszczy. Wiedziała, że tabletki mógł wypluć i nic na to nie poradzi, bo nie sterowała jego narządami wewnętrznymi. Musiała mu je podać ze swoją krwią. Pazurem przejechała po wewnętrznej stronie dłoni, w której trzymała tabletki. Pojawiły się krople krwi, które nasączyły tabletki, dzięki czemu wampir ich wypluje. A że był w szale... na pewno nie pozna, że był to podstęp. Zatem wepchnęła mu tabletki do ust, pozwalając także, aby napił się jej krwi. Mógł więc spokojnie wbić w nią swoje kły i spić krew. To poniekąd pomoże mu się uspokoić, połknąć tabletki i jakoś zaleczyć porażone serce. A przynajmniej miała taką nadzieję.
- To powinno mu pomóc...
Po chwili oderwała od niego swoją dłoń, aby nie wyssał za dużo krwi, bowiem nie będzie w stanie dłużej go trzymać mocą. A musiała to robić, póki wampir się nie uspokoi. I tak była już słabsza, więc nie wytrzyma tak długo jak zawsze, kiedy ćwiczyła używania tej mocy.

_________________
Zwiększenie mocy żywiołu o 25 %

Powrót do góry Go down
Yuki
Yuki
Yuki
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t164-yuki http://vampireknight.forumpl.net/t214-yuki
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 926


PisanieTemat: Re: Park osiedlowy   Pią Gru 07, 2012 3:09 pm

Byłą lekko poddenerwowana, ale nie ma się co dziwić. Stan w jakim obecnie znajdował się Testament mógłby przerazić każdego. Wokół roznosiła się woń krwi, w sumie, były to dwa różne zapachy. Niedoszłej ofiary i Hachiko, która starała się jak tylko mogła, by kanibal nie uwolnił z jej więzów, a utrzymanie takiego byka jak on wymagało nie lada wysiłku. ona potrafiła tylko stać i się temu przyglądać, choć przecież miała też moc telekinezy, a co za tym idzie, sama również w jakiś sposób mogłaby podjąć się unieruchomienia wampira. Nie zrobiła tego jednak, bo nie była do tego zdolna. Czuła strach? Oczywiście, choć były to bardzo skomplikowane uczucia. Bała się o siebie, o Hachi i o Tessa również. Nie wątpiła w to, że on sam w tym momencie cierpi i to dość okrutnie. Dostrzegała obrożę i to co ona robiła wampirowi. To było naprawdę okropne.
Szamotanina nie miała końca, a Yuki coraz bardziej się denerwowała. Podała jedynie tabletki kobiecie, która postanowiła podstępem wtłoczyć je do żołądka kanibala. Podeszła nieco bliżej, gdy Testament padł na ziemie. Było jej strasznie żal tego wampira. Wyglądał okropnie. Zastanawiało ją, skąd się wzięła ta obroża na jego szyi, dlaczego go kopie prądem i przede wszystkim dlaczego on, mimo cierpienia nie uspokaja się, bo tak być powinno. Tyle pytań cisnęło jej się na usta, ale żadnego z nich nie mogła zadać. A przynajmniej nie teraz. Mieli inne priorytety.
- Ostrożnie Hachi.
Przykucnęła przy nich, patrząc z troską na wampira. Miała szczerą nadzieje, że się uda, że połknie tabletki, a przede wszystkim, że one podziałają. Były to tabletki przez nią zrobione, miały silną dawkę uspakajającą, choć oczywiście była ona obliczona na jej masę ciała. Testament był od niej ponad dwa razy większy i nie była pewna, czy trze, a nawet cztery tabletki naraz podziałają. Teoretycznie powinny, ale nigdy nie wiadomo. Nie było innej rady jak czekać, a w razie czego Yuki zadziałała swoją mocą, przygniatając mężczyznę do ziemi. Było to oczywiście asekuracyjne, gdyż nigdy nie wiadomo.

_________________
* * * * * * * *
Powrót do góry Go down
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Park osiedlowy   Pią Gru 07, 2012 6:39 pm

Łolaboga, ale się narobiło. Wszyscy płaszczą za Kanibalem, który potrafi wpierdzielić całą skrzynię niemowlaczków jak ciasteczka, a to głównie z powodu głodu oraz chorego gustu. No ale, to mojej osobiste odczucia, choć oczywiście nasza bestyjka także ma okrutne problemy z samym sobą oraz chorobami, jakie atakują biedulkę od niemal urodzenia. Nie ukrywam iż przydałby mu się solidny odwyk odnośnie odżywiania. Jednak do rzeczy, nie ma co się zbytnio już o problemach Wać pana Kanibala rozpisywać, każdy wie jak ciężko ma on w życiu, dochodzi do tego potężny brak zrozumienia oraz wyciągnięcia do niego ręki. I temu wszystko teraz tak wygląda...
Oczywiście, że udało się Hachi podstępem wpakować prochy do wampira, tylko pytanie. Kiedy zaczną działać i na ile będą one mocne? Oblizał się ostrożnie, w dodatku czując pod nosem jej rękę. Skoro miał szansę napić się krwi, zrobił to bez oporów. Tylko czy ona przewidziała jak on to zrobi? Z początku wszystko ładnie, estetycznie jak na brutala, lecz co potem się działo... Zaś zaczął pochłaniać rękę ukochanej. Robił to tak szybko, że aż dotarł do zgięcia kończyny. Mogła poczuć jego seksowny przełyk. Stwór zawisł na niej, jak ryba na haku, a ślepia wyrażały jeden wielki Głód. No proszę was, czy one nie wiedzą, że jego kwasy trawienne niemal w sekundach trawią pokarm? Temu słodkości jakie kupiła mu Yuki nie zostały na długo, zatem bestyjka pozostaje z pustym brzuchem, co przez to także dochodzi do takich sytuacji jak ta. Piękne słowa istnieją: Głodny wampir, to wampir zły, a w przypadku kanibala, wściekły do potęgi nieskończonej. Lecz na pewno, na pewno Yuki przygniecie go swoją telekinezą, ale czy ona wie jakie ograniczenia wagowe ma jej własna moc? No bo tak, wiecie... Kanibalek jest ostro powyżej setki.
Powrót do góry Go down
Hachiko

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t171-krwawa-dama http://vampireknight.forumpl.net/t588-leadris#788 http://vampireknight.forumpl.net/t3334-krwawa-dama#71600
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 923


PisanieTemat: Re: Park osiedlowy   Pią Gru 07, 2012 7:14 pm

Hachiko nie była poddenerwowana, ani nie bała się w taki sposób swojego męża, w jaki bała się Yuki. Ona nie widziała w nim mordercy, który chciał ją teraz zjeść. Widziała jedynie jak bardzo się męczył, temu wolała podać mu jak najszybciej tabletki. Musiała zachować spokój, inaczej wampir wyczuje moment zawahania, a to będzie dla niego sygnał, że może spokojnie zaatakować nie tylko Hachiko, ale także i Yuki, a potem wpadnie w szał i będzie łatwym celem dla łowców. Choć zapewne nie omieszka i tak zaatakować wampirzyc. Obecnie każdy dla niego był potencjalną ofiarą, ale Ruda nie zamierzała tak łatwo się poddawać.
Rana na nodze przestała już krwawić, a więc dobre było chociaż tyle, że nie straci już więcej krwi ani sił, więc jakoś może da radę. Co prawda słabła z każdą chwilą, bo ciężko było utrzymać wampira w bezruchu. Był wielki i silny i w dodatku nie panował nad sobą, więc mógł stracić kontrolę nad swoimi mocami.
Miała być ostrożna? Obecnie liczyło się to, aby Kanibal nie zrobił sobie jakiejś krzywdy, więc podanie tabletek w taki sposób było jedynym, możliwym rozwiązaniem.
- Nic mi nie zrobi.
Powiedziała to bardziej do Yuki, niż do siebie. Może była zbyt naiwna, ale wierzyła, że mąż raczej jej nie pożre. Co prawda zaatakował ją w taki sposób może ze trzy razy, z czego dwa sama go do tego zachęciła. Była wariatką i uwielbiała ból...
Wbił zatem kły w jej skórę, by spić krew. Ale kiedy zaczął pożerać jej dłoń, wyszarpnęła ją z paszczy męża. Kolejna rana, jaką jej zadał nieświadomie. Między kłami wampira mogła zostać tkanka skórna, którą sobie zerwała, chcąc się wyswobodzić z uścisku wampira.
Warknęła, czując, że moc, którą go trzymała powoli zanika. Nitki puszczały jego ciało, uwalniając je powoli ze swojego działania. Na ciało wampira opadły krople krwi wampirzycy, które jeszcze przed chwilą były cienkimi nitkami. Ale to nie był jeszcze koniec walki. Nie chciała rozwścieczyć wampira, ale jeśli ten się na nią rzucił, czują wreszcie upragnioną wolność, zamierzała uderzyć go mocno w potylicę w łokcia, aby go trochę zamroczyło.

_________________
Zwiększenie mocy żywiołu o 25 %

Powrót do góry Go down
Yuki
Yuki
Yuki
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t164-yuki http://vampireknight.forumpl.net/t214-yuki
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 926


PisanieTemat: Re: Park osiedlowy   Pią Gru 07, 2012 7:46 pm

Sytuacja nie przedstawiała się najlepiej. Najlepsze w tej sytuacji było chyba to, że park był pusty i jedynymi "spacerowiczami" byli oni troje. Świadków im nie było trzeba, a zaatakowana kobieta nie mogła pamiętać przykrego zdarzenia. Nie wiedziała ile mają czasu, czy tabletki zadziałają, ile potrwa nim zaczną działać, czy to wystarczy. Musieli spróbować, bo w innym wypadku nie będą mogli nic zrobić z Testamentem jak tylko liczyć na to, by ich nie pozabijał. Obie kobiety podjęły się więc dość ryzykownego zadania, ale jak widać żadna z nich nie zamierzała odpuścić w tej sprawie i planowały uspokoić wampira.
Hachiko wiele ryzykowała, tym bardziej, że wampir był wyraźnie zdenerwowany, wręcz w szale. Jedynie moc Rudej go trzymała i to z ogromnym trudem. Yuki również się w to włączyła, chcąc nieco ją wspomóc, przynajmniej na tyle, na ile jest w stanie. Nie była zbyt silna, ale i przecież nie chodziło o to, by trzymać go w nieskończoność, a raczej o to, by przeczekać aż jego szał minie. Yuki wzdrygnęła się widząc jak zaatakował Hachi, wgryzając się w jej rękę. Sama zagryzła wargę, ale nie ruszyła się w miejsca. Wierzyła w to, że wampirzyca wiedziała co robi. Zresztą, jeżeli mieli osiągnąć swój cel, to należało zaryzykować i nawet ponieść jakieś rany.
Skinęła jej głową, ale nie była co do tego przekonana. Testament obecnie chyba nie miałby względów na to kogo atakuje. Gówno by go to obchodziło, więc obie kobiety były zagrożone. Blondynka splotła dłonie, a po chwili można było zauważyć, jak mocniej je zaciska. Utrzymanie Testamenta za pomocą telekinezy, uziemienie go wymagało sporo wysiłku, był sporym mężczyzną i to było na jej niekorzyść. Tym trudniej jej było, że wyraźnie Hachi słabła i jej moc powoli przestawała trzymać kanibala.
- Trzymam go Hachi... jeszcze...
Mówił z trudem, co świadczyło o jej sporym wysiłku. Długo tak nie pociągnie, dlatego liczyła też, że tabletki szybko zaczną działać. Poza tym, obroża, która na niego działa, również mocno go osłabiła, więc w gruncie rzeczy nie był on w pełni sił, co mogło poniekąd być na ich korzyść. Jak bardzo, tego wiedzieć nie mogła. Niestety nie było tu nic pewnego. Blondynka przyklęknęła na jedno kolano, przykładając obie dłonie do ziemi. Wzrok wlepiła w wampira, chcąc wiedzieć jak będzie się zmieniał jego stan. Włosy opadły jej na twarz, ograniczając jej widoczność, ale nie przejęła się tym, będąc całkowicie skupioną na kontroli mocy. Długo tak nie wytrzyma.

_________________
* * * * * * * *
Powrót do góry Go down
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Park osiedlowy   Pią Gru 07, 2012 8:18 pm

Dobra, dobra. Już nie ma co ciągnąć Tesławskich napadów szału. Obroża wystarczająco go osłabiła, tak samo i tabletki zaczęły działać. Co prawda, nie będzie super skutków po nich, lecz lepsze mniejsze działanie niż nic. Bestyjka uspokoiła się znacznie, choć nie znaczy iż całkiem mu przeszło. Nadal miał na coś chęć, a kiedy Hachiko odebrała mu łapkę, którą rzekomo miał niedawno zjeść, mina diametralnie przybrała kształt podkówki. Organizm oraz on sam miał wszystkiego dosyć, dodajmy też do tego telekinezę Yuki. Już nie musiała się aż tak wysilać, stwór zaś padł równo na ziemię. Więc tak szybko to on jednak nie wstanie (chyba, że ktoś go do tego zmusi, a wtedy wracamy do punktu wyjścia).
Przełknął to, co pozostało mu w paszczy po wampirzycy, zamykając gadzie oczy. O tak, chwila spokoju ma nadejść. Głośne westchnięcie zwiastował zbliżający się sen. Zawsze po tak sporym ataku wampirzysko wpadało w drzemkę, wtedy umysł wracał do równowagi i mógł na spokojnie funkcjonować (o ile po przebudzeniu dostanie coś do skonsumowania). Temu też moje miłe panie, wampirek wreszcie zostawi was w spokoju. A co z nim zrobicie, zostawiam wam, hehe!
Powrót do góry Go down
Hachiko

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t171-krwawa-dama http://vampireknight.forumpl.net/t588-leadris#788 http://vampireknight.forumpl.net/t3334-krwawa-dama#71600
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 923


PisanieTemat: Re: Park osiedlowy   Pią Gru 07, 2012 8:50 pm

Hachiko nie zwracała uwagi na świadków. Gdyby takowi byli, to albo by im wykasowała wspomnienia, albo zwyczajnie w świecie się na nich posiliła. Kanibal i tak pewnie nagrabił sobie za dużo u łowców, więc takowi byli zbędni. Nie można zapominać, że ludzie bywają czasami tak przerażeni, że w wyniku tego strachu bali się zgłosić taki dziwny napad policji.
Wampirzyca opadała szybko z sił, ale cóż poradzić. Sama wybrała sobie na męża Kanibala, który od czasu do czasu lubił dobrać się do żonki. Oczywiście chodziło o jej krew i mięsa. Wszak wampirze było najlepsze, zresztą był kanibalem, jadał swoją rasę, ludzie to jedynie dodatek do jego wyjątkowej diety.
Spojrzała na szlachetną spomiędzy swoich długich, zabrudzonych krwią, rudych kosmyków, które opadły na twarz wampirzycy.
- Nie przesadź. Nie chcę mu robić krzywdy.
Ostrzegła wampirzycę, ale i tak była wdzięczna za pomoc. Zapewne gdyby nie to... wampir wciąż by się męczył, a sama Yuki na pewnie nie wiedziałaby, co robić. Wreszcie wampir zawył, ziewnął i ułożył się na ziemi, powoli zapadając w swoją drzemkę. Tak, Testament miał więcej ze zwierza niż z wampira, ale jak widać czasami miało to większe plusy, niż z początku można było przypuszczać.
Hachiko spojrzała na dłoń, obficie krwawiącą. No pięknie, drugi raz zdarł jej skórę aż do mięsa. Paskudny widok, ale jakoś nie robiła z tego większego kłopotu.
- Pójdę po motor. Przewiesimy go przez niego i jakoś dojdziemy do posiadłości. Zapewne skusisz się na szklaneczkę krwi.
Wręcz jej rozkazała, aby ta napiła się krwi. Zużyła także sporo sił, a sama Ruda nie znosiła mieć u kogoś dług wdzięczności. Nie czekając zatem na odpowiedź wampirzycy, udała się w miejsce, gdzie zaparkowała swoją maszynę. Kulała, ale była to wina zranionego uda.
"Przyprowadziła" więc motor i przy pomocy Yuki przewiesiły cielsko wampira. We dwie dały sobie rady. Były silne, w końcu były wampirzycami, a co dwie głowy to nie jedna. I kiedy wampir został zapakowany na pokład, ruszyły we dwie prowadząc motor, w stronę posiadłości.

[zt wszyscy]

_________________
Zwiększenie mocy żywiołu o 25 %

Powrót do góry Go down
Irasuto

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t587-irasuto-kanashimi http://vampireknight.forumpl.net/t894-irasuto#7504 http://vampireknight.forumpl.net/t3355-iras#71904
Zarejestrował/a : 25/10/2012
Liczba postów : 57


PisanieTemat: Re: Park osiedlowy   Pią Sty 25, 2013 6:03 pm

Pozostawiając auto na najbliższym miejscu parkingowym po uprzednim opłaceniu parkomatu itp. Irasuto ruszył w głąb parku. Korony wszechobecnych drzew poruszały się łagodnie pod wpływem delikatnego wiatru, z rękoma w kieszeni, powolnym tępem spacerował po najbliższej świątyni spokoju. Wczoraj dał upust żalu skumulowanego w jego najgłębszym zakamarku wnętrza, między innymi właśnie dlatego nienawidził pić, ciężko wtedy nad sobą zapanować a to było dla Irasuto jedną z najbardziej dla niego istotnych rzeczy. Gdzieś w głębi parku odnalazł odosobnioną ławeczkę, z dala od rozwydrzonej chałastry meneli, dzieci, i ich rodziców, wszyscy dziś tu przyszli by zakłócać te chwile Irasuto. Ból głowy z każdą chwilą ustępował coraz bardziej aż zniknął niemal całkowicie, zbierając rozpierzchłe myśli Irasuto sięgnął do kieszeni wszystej od wewnątrz kurtki. Wyciągając papierosa popatrzył na niego przez chwilę swym niezmiennym wyrazem twarzy, sceny z rezydencji Kazama znów stanęły mu przed oczyma, i Utakata... nie zapalając papierosa chwycił go lekko między zęby. Czując lekko miętowy zmieszany z tytoniem zapach nadal trzymał papierosa w ustach, nie palił i nie zamierzał, nie tolerował nałogów, a przynajmniej nie w swoim życiu, wszystko co rozpraszało myśli, dekoncentrowało było zbędne. Właściwie co on teraz zrobi? cały czas gdzieś zmierza, wszyscy dookoła myślą że doskonale wie dokąd, ale tak naprwdę widział jedynie cel, ale jak go uzyskać? Miał od tak wyjść naprzeciw rzeszom wampirów i po prostu zacząć strzelać w nadziei że zanim zginie zabierze ze sobą ich jak najwięcej? miał teraz EXCALIBUR'a więc to było proste, ale nie w jego stylu, jak na razie miał wiele czasu na przemyślenia, i ogrom środków które mógł poświęcić by ruszyć tą machinę.
Powrót do góry Go down
Louisa
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t522-louisa#612 http://vampireknight.forumpl.net/t592-louisa#811 http://vampireknight.forumpl.net/t3331-ofiara-losu-luska#71592
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 403


PisanieTemat: Re: Park osiedlowy   Pią Sty 25, 2013 7:11 pm

Louisa opuściła rezydencje udając się na przystanek, na którym miała poczekać na autobus, który zawiezie ją do wioski, do miasteczka, aby mogła kupić jakieś jedzenie. Była zima, a na tym zadupiu, na którym mieszkała, ciężko o jakieś przydrożne, małe sklepiki. W sumie nie wiedziała jak jest z nimi w wiosce, ale warto zobaczyć, najwyżej później przejedzie się do miasta i tam pochodzi po centrum, po sklepach, aby kupić tylko te najpotrzebniejsze rzeczy.
Dziewczynie przyszło marznąć na przystanku z dobre piętnaście minut, nim autobus wreszcie raczył przyjechać, spóźniony, a to wina zasp, korków i kiepskich warunkach na drogach. Odśnieżanie szło ciężko, bowiem ciągle sypał świeży śnieg.
Nawet nie spojrzała do jakiego autobusu wsiadła. Zajęła jedno z wielu, wolnych miejsc i błądziła sobie myślami po bezdrożach swojego umysłu. Dosłownie była w innym świecie, nim dostrzegła, że autobus zmierzał w inną stronę niż do wioski. Jechał w stronę miasta! A najbliższy przystanek był na jakimś zadupiu. Westchnęła zrezygnowana. No nic, będzie musiała udać się prosto do miasta. Przecież nie wysiądzie na środku bezludzia, w środku zimy, w te wielkie zaspy, bo jeszcze żywcem zamarznie i nikt jej nie znajdzie!
Do miasta dojechała w jakieś dwie godziny. Autobus ciągnął się niemiłosiernie wolno i w dodatku jeszcze te uciążliwe korki... Dostała szału i wysiadła na pierwszym, lepszym przystanku w mieście. A gdzie to było? Przy parku! Stąd droga była już prosta i przyjemna. Dzień był naprawdę cudowny, mimo że zimny, to spomiędzy chmur dostrzec można było przebłyski słońca. Oj tak! Tęskniła za wiosną! Nie mogła się już doczekać, aby znów poczuć te przyjemne, ciepłe promienie słoneczne.
Spacerowała sobie tak po cichym parku, nie spotykając ani jednej, żywej duszy. Gdy nagle dostrzegła zarys jakiejś postury siedzącej na ławce. Że temu człowiekowi nie jest zimno! A może... może to nie był człowiek. Ta myśl przebiegła przez umysł Louisy i automatycznie dotknęła broni, sprawdzając czy ona tam jeszcze jest. Kiedy zbliżyła się bardziej, rozpoznała go, a przynajmniej tak jej się wydawało.
- Irasuto?
Zapytała niepewnie, stanąwszy kilka kroków przed nim.

_________________


Kot Louisy.

@
Powrót do góry Go down
Irasuto

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t587-irasuto-kanashimi http://vampireknight.forumpl.net/t894-irasuto#7504 http://vampireknight.forumpl.net/t3355-iras#71904
Zarejestrował/a : 25/10/2012
Liczba postów : 57


PisanieTemat: Re: Park osiedlowy   Pią Sty 25, 2013 8:57 pm

Faktycznie, było zimno (jak to w zimie) ale na Irasuto nie robiło to wielkiego wrażenia, może nawet lubił ten orzeźwiający chłód, duszący gorąc, lato sprawiało że zdecydowanie czuł się lepiej w chłodnym klimacie. Było to dość dziwne, w końcu został wychwany, pracował w klimacie dość upalnym, może dlatego Irasuto nigdy nie tęsknił za domem czy za Monaco, a może po prostu nie potrafił się przywiązać, tak jak do wszystkiego w swoim życiu. Czy pamiętał o tych którzy zgineli? tylko śmierć bliskich sprawiała że stawali się mu drodzy, każdy człowiek, nawet Irasuto ma swoje wady, a ta była jedną z większych. Słysząc zbliżające się kroki Irasuto był pewien że to zwykły przechodzień który nie bacząc na gęstwinę w którą się zapuszczał parł uparcie na przód. Kroki stawiane przez zbliżającą się osobę świadczyły o kobiecej naturze, nigdy by nie przypuszczał że zbliżająca się kobieta to Louisa. Siedział z wspartymi na kolanach łokciami, gdy usłyszał znajomy głos wypowiadający jego imię, powoli nie zmieniając wyrazu twarzy zwrócił głowę w stronę dziewczyny. Sądził że już się nie spotkają, zniknął od tak, po prostu odszedł wtedy gdy być może potrzebowała go najbardziej. Miał dobrą pamięć, tamta noc gdy znalazł ją w slumsach, ale przecież nie zostawił jej samej, był przy niej ten... Łowca. Wielokrotnie Irasuto zastanawiał się nad tym czy właściwie postąpił, w końcu uznał że nigdy go nie potrzebowała, zawsze postrzegał ją za nieporadną choć był świadom faktu iż nie jest do końca tym za kogo ją bierze, dotarło to do niego gdy odjeżdżał z akademii Cross, może to sprawiło że poczuł chęć odejścia bez porzegnania, to nie w jego stylu. - Tak, witaj Louiso. - Odwracając po chwili głowę starał się zachowywać niezmienny dystans, spoglądając chłodno w dal analizował wewnątrz jej rysy, niewiele się zmieniła.
Powrót do góry Go down
Louisa
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t522-louisa#612 http://vampireknight.forumpl.net/t592-louisa#811 http://vampireknight.forumpl.net/t3331-ofiara-losu-luska#71592
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 403


PisanieTemat: Re: Park osiedlowy   Pią Sty 25, 2013 9:21 pm

Niektórym zimno przeszkadzało, Louisa także za nim nie przepadała. Przyzwyczaiła się do ciepłych mórz, które zawsze odwiedzała z bratem w czasie lata. Ojciec ich wysyłał, kiedy robiło się nieciekawie we francuskiej Oświacie, dbał o ich bezpieczeństwo i wysyłał do Hiszpanii, Portugalii, Tunezji... W sumie gdziekolwiek Louisa chciała pojechać czy też polecieć, tam też się znajdowała. Mogli sobie pozwolić na takie luksusy, ich status majątkowy to niskich nie należał. Jednak kiedy dziewczyna wracała z tych pięknych, egzotycznych wakacji do szarej rzeczywistości, znów zajmując się tajemniczymi ranami ojca i brata. Wówczas nie miała pojęcia z kim walczyli, a teraz... a teraz żałowała, że w ogóle dowiedziała się o wampirach. Pewnie nie przeżyłaby tego wszystkiego. Pewnie nie walczyłaby kilka razy z Testamentem. Nie musiałaby się martwić czy przeżyje do następnego dnia, jeśli nie zadowoli swojego pana. Nie musiała się bać, że ją zgwałcą czy zabiją. Była beztroska. Teraz było inaczej, jednak wszelkie obawy i strach ukrywała w sobie. Nie znosiła dzielić się nimi, okazywać ich. Nie chciała, by ktoś pomyślał, że użala się nad sobą. Mimo wszelkich złych momentów, na jej wargach zawsze pojawiał się uśmiech. W sumie i tak nigdy nie miała zbyt wielu znajomych, więc nie miała większej potrzeby obdarowania kogoś swoimi zmartwieniami. Może faktycznie czułaby się jakoś lepiej, ale zdecydowanie bardziej wolała kogoś wspierać.
Nawet jeśli był łowca, Louisa nigdy nie ukrywała, że polubiła Irasuto. W sumie zawsze wyczuwała ten chłód bijący od chłopaka i jak teraz dostrzegła, wcale się to u niego nie zmieniło. Lekki uśmiech pojawił się na wargach dziewczyny. Trochę czasu minęło od ich ostatniego spotkania. Na dobrą sprawę zawdzięczała mu życie i nie spłaciła jeszcze tego długu.
- Miło Cię widzieć.
Nie usiadła, wciąż stała w swoim miejscu, kilka kroków od niego, spoglądając to na niego, to na drzewa za nim. Ot, nie wiedziała co zrobić ze spojrzeniem. Dłonie wsadziła w kieszenie czarnego płaszczyka. Zrobiło jej się zimniej, więc może choć w ten sposób jakoś je rozgrzeje.
- Zniknąłeś tak nagle, bez pożegnania. Jakby znienacka.
Zaśmiała się. Takie zachowanie było przecież do niego bardzo podobne. Ot, cały Irasuto. Nawet teraz zachowywał ten swój znany dystans, jakby chciał odepchnąć od siebie wszystkich.

_________________


Kot Louisy.

@
Powrót do góry Go down
Irasuto

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t587-irasuto-kanashimi http://vampireknight.forumpl.net/t894-irasuto#7504 http://vampireknight.forumpl.net/t3355-iras#71904
Zarejestrował/a : 25/10/2012
Liczba postów : 57


PisanieTemat: Re: Park osiedlowy   Pią Sty 25, 2013 10:07 pm

Najwidoczniej Louisa wielokrotnie o tym myślała skoro od tak na starcie z wielu możliwych zdań wybrała właśnie to, dlaczego zniknął? po prostu, musiał wracać. Owszem była dla niego ważna, i zawsze żałował tego że to okazał, tamte wydarzenia.. to niecałe dwa lata, miał dobrą pamięć, ale zbyt żadko przywoływał niechciane wspomniania by pamiętać je dość szczegółowo. Co się wydarzyło gdy odzyskała przytomność wtedy w pokoju? czy on jej prawie wyznał słabość? czy okazał swój jedyny słaby punkt? tyle lat i właśnie dltego nikt nie mógł się do niego zbliżyć, zbyt bliska zażyłość to słabość, żałował, choć wiedział żę dziewczyna nie mogłaby postąpić po jego myśli, teraz z perspektywy czasu był zadowolony z tego faktu. Nigdy więcej nie popełnił tego błędu, jeśli można to tak nazwać, ten pobyt w akademii... to najgorsze kilka miesięcy w jego życiu, choć wiele razy myślał że nie może doświadczyć większego bólu niż ten którego doświadczał tak wiele razy. Ciekawe czy ich spotkanie to rzeczywiście przypadek, naturalnie ufał jej choć nikomu nie ufał na 100% ale w końcu należała do Oświaty.. nie zdradził się z tą myślą, nigdy nie zdradzał tego co myśli. Śnieg padał coraz gęściej toteż jasne było że Louisie robi się coraz zimniej, pewnie będzie chciała pogadać, powspominać, choc to ostatnie było by błędem, lepiej nie wspominać czegoś za czym się nie tęskni, w każdym razie niedługo będą musieli się przenieść jeśli nie chcą by zasypał ich śnieg. - Po śmirci Asoke nie było powodu dalszego przebywania w akademii. - Wyskoczył tylko po kefir i jajka a tu zapowiadało się że wróci conajmniej na kolację, cóż Taro i Shozo to stare wygi, pewnie mają coś zbunkrowanego na czarną godzinę, np. kolejną skrzynkę piwska, pomysłowość braci Aburame nigdy nie przestawała Irasuto zaskakiwać.
Powrót do góry Go down
Louisa
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t522-louisa#612 http://vampireknight.forumpl.net/t592-louisa#811 http://vampireknight.forumpl.net/t3331-ofiara-losu-luska#71592
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 403


PisanieTemat: Re: Park osiedlowy   Sob Sty 26, 2013 10:16 am

Louisa częściej myślała o kimś, niż o sobie, więc wcale nie zaprzeczała, że wspominała o Irasuto. Spodziewała się, że raczej nigdy by się z nią nie pożegnał, gdyby musiał odejść. Ot, taki zamknięty w sobie, nie dopuszczający nikogo do siebie. Louisa doskonale zdawała sobie z tego sprawę, temu wolała nie zaczynać wspominek. Po co niepotrzebnie zaprzątać mu głowę, skoro i tak dziewczyna była dla niego jedynie słabym wspomnieniem z tych kilku miesięcy jako współlokatorzy. Była zatem niechcianym wspomnieniem, które Irasuto wolał wydrzeć z umysłu. W sumie nic dziwnego, dziewczyna przywykła już do tego, że każdy wcześniej czy później wolałby się trzymać od niej z dala. Choć pewnie wieść, że jego pobyt w Akademii to najgorszy okres w jego życiu, nie pocieszyłby jej, choć pewnie nie pokazałaby niczego po sobie. No cóż, zdarza się. Nie da się nikogo zmusić do tego, aby się kogoś polubiło.
Wciąż stała, czując jak śnieg powoli ich zasypuje. Płatki wirowały spokojnie ku ziemi, opadając na chodnik czy nagie drzewa.
Na jego słowa spojrzała na chłopaka, po czym cofnęła się ze dwa kroki. Skoro nie miał po co zostawać w Akademii, to Louisa lepiej sobie pójdzie. Jego czas na pewno był cenny.
- Lepiej już pójdę, nie będę zabierać Ci cennego czasu. Miło było Cię znów spotkać.
Pewnie miał inne, ważniejsze sprawy na głowie, niż rozmowa z byle wspomnieniem. Powolnym krokiem ruszyła przed siebie. W sumie to nie wiedziała dokąd iść. Najpierw udać się na zakupy czy po prostu pójść gdzieś, gdzie można się rozgrzać.

_________________


Kot Louisy.

@
Powrót do góry Go down
Irasuto

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t587-irasuto-kanashimi http://vampireknight.forumpl.net/t894-irasuto#7504 http://vampireknight.forumpl.net/t3355-iras#71904
Zarejestrował/a : 25/10/2012
Liczba postów : 57


PisanieTemat: Re: Park osiedlowy   Sob Sty 26, 2013 10:58 am



Może właśnie tak powinno wyglądać jego życie? zawsze z niewiadomych powodów nie potrafił budować więzi z innymi ludźmi, zawsze ich odtrącał. Patrząc nadal tym swoim bezlitośnie nieskalanym wzrokiem na coś co było ponad ten park, świat, wszechświat, nie dostrzegał tego wszystkiego, czy Louisa naprawdę cierpiała tak bardzo tylko dlatego że zdarzyło się to co było z góry jasne? przecież znała go doskonale, chyba nie łudziła się że ludzie od tak się zmieniają, nawet gdyby chcieli. Śnieg padał coraz gęściej, niebo okalały kłębiące się już powoli szare chmury, wszystko jakby stało się dookoła istotą tej sceny. Irasuto Kanashimi... czy ktoś wie dlaczego nigdy nie dopóścił do siebie człowieka? czy ktokoliwek zastanowił się co oznacza to nazwisko? to nazwisko oznaczało wieczną mękę z samym sobą, było przekleństwem jego rodziny, jego ojciec... czy właśnie dlatego jego matka popełniła samobójstwo? czy właśnie dlatego że Utakata był taki sam jaki jest teraz Irasuto? tyle pytań kłębiących się nikczemnie ciągnęły tą chwilę w wieczność. Czy Utakata Kanashimi pragnął odmienić swoje życie? wieczna walka i... żal.. tak właśnie to oznacza Kanashimi, jednak jego ojciec nie był w stanie się zmienić a jego najbliżsi zapłacili wiele za ten błąd. - Żegnaj. - Dziewczyna odchodziła powoli, Irasuto wiedział że postępuje słusznie, jednak coś głęboko wewnątrz jego świadomości nie chciało dopóścić do ostatecznego zatracenia się w tym przekleństwie, Irasuto zaciskając z całej siły pięści zmusił się do wstania z ławeczki, idąc za dziewczyną ze spuszczoną głową zbliżył się do niej, kładąc rękę na jej ramieniu zatrzymał ją na moment. - Czy gdy opóścisz ten park, będziesz żałowała że mnie spotkałaś? - Stali tak w opustoszałym już parku, ludzie uciekali zaskoczeni pogarszającymi się warunkami atmosferycznymi, jedynie oni nadal odstępywali od tego bezimiennego tłumu, jakby nie byli jego częścią.
Powrót do góry Go down
Louisa
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t522-louisa#612 http://vampireknight.forumpl.net/t592-louisa#811 http://vampireknight.forumpl.net/t3331-ofiara-losu-luska#71592
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 403


PisanieTemat: Re: Park osiedlowy   Sob Sty 26, 2013 4:36 pm

Skoro tak powinno wyglądać jego życie, to pewnie nie czuł się samotny albo nie posiadał ludzkich uczuć. A to już trzeba by być potworem, żeby nic nie czuć albo przejść obojętnie obok kogoś. Louisa tak nie potrafiła. Może dlatego nie nadawała się na morderczynię, znaczy na, łowczynię wampirów. Co prawda nigdy nie miała żalu strzelić prosto w ich głowę czy serce, tak w porównaniu do nich była po prostu za słaba. Zamiast więc narażać niepotrzebnie siebie czy swoich bliskich, wolała im pomagać. Jako medyk Oświaty potrafiłaby im całkiem nieźle pomóc. Jej wiedza medyczna mała nie była, więc już tym mogła wiele zdziałać. A przy pomocy magii, mogłaby to znacznie uskutecznić.
Owszem, znała go, wiedziała jak bardzo potrafi być zamknięty w sobie, nie pokazywać tego, co wewnątrz niego tak naprawdę siedzi. W sumie nigdy nie wiedziała, jaki był naprawdę. Nie poznała tego prawdziwego "ja" Irasuto. Widziała jedynie w jego obliczu obowiązek pracy, jaki musiał spełnić. Przecież ludzie, którzy wykonują swoje obowiązki wyglądają i zachowują się zupełnie inaczej niż w swojej codzienności. A może właśnie u niego była to jedna i ta sama osobowość. Nieufność i nie dopuszczanie innych do siebie. Wątpiła, aby przez ten czas jaki się nie widzieli, cokolwiek się zmieniło. Po prostu taki był i nie da się tego zmienić, jeśli Irasuto sam tego nie chciał.
Dziewczyna więc pożegnała się z chłopakiem, nawet nie oczekując od niego jakichś słów. Sądziła, że pożegna ją milczeniem, jak to zawsze robił. Ot, że po prostu pozbędzie się natrętnej dziewuchy, która od początku ich znajomości wtykała nos w nie swoje sprawy.
Ruszyła dalej ścieżką, pogrążona w różnych, dziwnych myślach. Słyszała czyjeś kroki, jednak na pewno nie przyszło jej do głowy, że okaże się być to Irasuto.
Kiedy położył dłoń na jej ramieniu, odruchowo ją złapała, przygotowując się do tego, aby założyć napastnikowi dźwignię i zmusić go tym samym do puszczenia jej, albo Louisa zacznie się dalej przed nim bronić. Jednak gdy się odwróciła i go zobaczyła, puściła go od razu. Zaskoczenie przez ułamek sekundy zagościło na twarzy dziewczyny, po czym zastąpił ją codzienny wyraz twarzy. Pytanie Irasuto także ją zaskoczyło. Czy będzie żałować spotkania z nim? Obecnego spotkania czy samego faktu, że się poznali? Bo w sumie zawdzięczała mu życie, więc nie rozumiała dlaczego miałaby czegokolwiek żałować.
- Nie, nie będę żałować.
Odpowiedziała po kilku sekundach, potem jednak lekko się zasmuciła i poprawiła swoją odpowiedź.
- Może jedynie żałuję tego, że zniknąłeś bez pożegnania.

_________________


Kot Louisy.

@
Powrót do góry Go down
Irasuto

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t587-irasuto-kanashimi http://vampireknight.forumpl.net/t894-irasuto#7504 http://vampireknight.forumpl.net/t3355-iras#71904
Zarejestrował/a : 25/10/2012
Liczba postów : 57


PisanieTemat: Re: Park osiedlowy   Sob Sty 26, 2013 5:32 pm

Więc chodziło tylko o to że zawdzięczała mu życie? nic więcej, właśnie dlatego nie wyminęła go jakby nigdy nic przy przypadkowym spotkaniu, bo czuła się dłużna wobec niego. Gdyby powiedziała to wprost pewnie nie było by to wielkie zaskoczenie dla Irasuto. Gdyby nigdy nie pojawił się w tej akademii, nie zamieszkali by w tym samym pokoju, zapewne nikt by jej nie znalazł wtedy w slumsach, to oczywiste że nie żałowała. Dziwnie zabrzmiały słowa dziewczyny, czyżby spodziewała się czegokolwiek więcej? czułego pożegnania podczas którego ludzie płaczą i zapewniają się wzajemnie że nie zapomną o sobie? przecież znała go dobrze, ciężko sobie wyobrazić Irasuto totalnie rozklejonego, to było nie w jego stylu. Wolał odejść tej samej nocy, ze świadomością że nie zostawia jej samej w tym pokoju, to mu wystarczyło. - Czy to by cokolwiek zminiło? kilka słów, wybacz jeśli moje zniknięcie w jakimkolwiek stopniu zakłuciło twoją pogodę. - Właściwie niewiele było momentów w których widział ją bez uśmiechu na twarzy, choć zapewne i tak pojawiał się dużo żadziej w obecności Irasuto, tak działał na ludzi. Oczywiście rozumiał co mogła czuć nie wiedząc gdzie przepadł, mógł pozostawić jakikolwiek znak że odszedł, w końcu zawdzięczała mu życie, głupio by wyszło gdyby zginął tego samego wieczora, wtedy sądził że to bez znaczenia, że nigdy nie zaistnieje sytuacja podobna do obecnej.
Powrót do góry Go down
 
Park osiedlowy
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 11Idź do strony : Previous  1, 2, 3, ... 9, 10, 11  Next
 Similar topics
-
» Pomnik Piotrusia Pana
» Miejski park
» Park Promnitz
» Planten un Blomen
» Bryant Park

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Vampire Knight :: Yokohama :: DZIELNICA MIESZKALNA (ZACHÓD) :: PARK-
Skocz do: