IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Park osiedlowy

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1 ... 8 ... 12, 13, 14  Next
AutorWiadomość
Testament
Admin Kannibal
Admin Kannibal
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1743-testament#36638
Zarejestrował/a : 28/03/2013
Liczba postów : 1916


PisanieTemat: Re: Park osiedlowy   Pią Sty 12, 2018 10:34 am

Szybka akcja od strony Vlada. Mężczyzna nie patyczkował się i od razu przeszedł do działania aby poskromić uciekającą wampirzycę. Młoda zamiast grzecznie się poddać, wolała spróbować czegoś co nie było możliwe.
Odsunięty Akihisa otrzymał szansę obserwowania starcia między doświadczonym łowcą a nastoletnią pijawką. Wiadomo kto starcie wygra...

Vlad za pierwszym razem chybił, lecz o mały włos, a by jej nie trafił. Yami powinna dziękować swojemu bożkowi za próbę odratowania jej z łap pogromców. Zapewne by uciekła gdyby nie fakt wykonania kolejnych strzałów. W ruch poleciały kolejne dwa, co powaliły uciekinierkę na ziemię. Dodatkowo do akcji wkroczył Kres skutecznie obezwładniając.

Co się jednak dzieje z Yami? Granatnik z mocą zapalającą oczywiście uczyni z jej kopytek żywe pochodnie. Jeśli szybko nikt nie pomoże, nóżki wampirzycy staną się tylko chudymi, wypalonymi patyczkami uniemożliwiając dalsze chodzenie. Chyba, ze ktoś się ulituje i amputuje niezdatne nogi. No, ale oczywiście tak będzie jeśli nikt nie przybędzie do niej z pomocą.

Vlad wygrał, Yami leży plackiem.
Akihisa bez zmian.

KONIEC.

_________________

Powrót do góry Go down
Trevor

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2781-alucard http://vampireknight.forumpl.net/t3204-kontakty-trevora#68197 http://vampireknight.forumpl.net/t3648-trevor#79106
Zarejestrował/a : 16/08/2016
Liczba postów : 121


PisanieTemat: Re: Park osiedlowy   Pią Sty 12, 2018 3:19 pm

Nie do końca wiadomo dlaczego pojawił się własnie tutaj, własnie pod koniec zamieszania. Tak czy inaczej. Ubrany jak zwykle dziwacznie i na swój sposób, pojawił się w zachodniej części miasta. Jego nozdrza nawiedzało sporo zapachów, dodatkowo też mimo zmroku słyszał hałasy. Choć nie należał do osób wścibskich, to woń, zarówno ludzi jak i wampirów była wystarczającym powodem by podążyć w tamtym kierunku. Nie starał się kryć swojej obecności, dlatego też ciężkie jego kroki, powodowały metalicznym brzmieniem, przez jego obuwie. Im bliżej był tym bardziej czuł spaleniznę... Koniec końców dotrze na miejsce. Odgłos kroków nie tylko alarmował o jego zbliżaniu. Sam Przyjaciel Vlada zapewne go wyczuje. Kim był? Sojusznikiem, wrogiem? No i oczywiście dla kogo... Nie przybył jednak tu z zamiarem bójki, póki co. Dodatkowo warto dodać iż wyjawił się będąc niedaleko kadeta, jakby samemu obserwując starcie Vlada z młodym Dzieckiem Nocy. Jego postura, niezbyt przyjazny wygląd, na pewno nie świadczył o nim dobrze. Białe w kompletnym nieładzie włosy. Widział dokładnie co się dzieje z wampirzycą jednak nie zamierzał jej pomagać o ile ci nie pastwią się nad nią bez powodu. Przybył tu z powodu zaspokojenia ciekawości...
- Czym że zawiniło to dziewczę iż tak je każesz...
Głos był wypłukany z emocji, wręcz monotonny, no i bez wątpienia gruby. Nie unosił też niepotrzebnie go. Nie zwracał się do młodego człowieka, a w głównej mierze do zwycięzcy tego żałosnego starcia. Ponownie się ruszył, powoli zmierzając do doświadczonego łowcy, mijając Akihisa. Nie znał go jednak nie ignorował. Mógł co prawda próbować atakować nieznajomego, jednak czy mu się opłaci? Nieistotne. Zatrzyma się w odległości kilku metrów od Vlada, zerkając na chwile nawet i na jego kundla. Umieszczona łapa na rękojeści broni przy pasie, świadczyła jednak o gotowości do użycia, obrony, czy też ataku. Mógł być oczywiście z kimś kojarzonym bo w tym mieście znał tylko jedną osobę, która ubiera się w podobny sposób.

_________________
Ne­ver fear sha­dows, for sha­dows only mean the­re is a light shi­ning somewhe­re near by.
This is not the true death you desire,
But Satan will think you dead

Powrót do góry Go down
Grigorij
Łowca (D)
Łowca (D)
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1683-vladislau-darkhawk#35268 http://vampireknight.forumpl.net/t3416-vladislau-darkhawk#73540
Zarejestrował/a : 18/02/2015
Liczba postów : 856


PisanieTemat: Re: Park osiedlowy   Nie Sty 14, 2018 11:36 am

Starcie doprawdy był żałosne, a jego wynik łatwy do przewidzenia. Granaty zapalające to nie były przelewki. Lepki napalm zadziałał stawiając ziemię wokół dziewczyny oraz jej własne nogi w ogniu. Na domiar złego dla niej Kres dobiegł i rzucił się jej do gardła, ale nie zacisnął szczęki.
- Nie ruszaj się, a przeżyjesz. - orzekł Vladislau zmierzając w jej kierunku. Szedł pośpiesznie, ale nie biegł Gdy był już blisko ponownie zagwizdał, tym razem przerywanie. Pies odstąpił, a sam łowca rzucił między nogi dziewczyny kulą ze specjalnym związkiem chemicznym. Będzie szczypać, ale ugasi płomienie trawiące jej kończyny. Przy wampirzych regeneracji i odrobinie wsparcia medycznego może nawet nie będzie widocznych blizn.
- Nie rycz. Lepsi przegrywali. Teraz idzie... - tu przerwał bo Kres dał znać głębokim burknięciem, że jest jeszcze jeden wampir. Vladislau obejrzał się by zobaczyć Trevora. Kurwa. To teraz już i wampiry ubierały się jak Garruch? Jakby mu jednego inkwizytora nie starczyło.
- Pilnuj. - powiedział do Kresa, który nieco zjeżył sierść i zaczął bacznie obserwować dziewczynę. Z ciężko poranionymi nogami nie dałaby rady daleko zbiec, ale kto ją tam wiedział
- Napaść na cywila, agresywne zachowanie, brak dokumentów oraz równowagi psychicznej. Zabieram ją na przesłuchanie i szczegółowe badania. Masz coś przeciwko? - zapytał wampira tak przypominającego samowolnego łowcę. Wyczuwał potencjalny problem, ale może to przez ciągłe oponowanie Garnka wobec jego decyzji. Nie sięgał jeszcze po broń. Na to miał czas. Podobnie jak na scalenie z Kresem co było jego asem w rękawie, o którym mało który łowca był świadom. Stał bez ruchu i jedynie jarzące się czerwone wizjery wyglądające jak ślepia wilka wskazywały, że obserwował Trevora. O chuj mu chodziło?
Powrót do góry Go down
Akihisa

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2969-akihisa-russi-gin http://vampireknight.forumpl.net/t3658-akihisa http://vampireknight.forumpl.net/t3624-akihisa#78721 http://vampireknight.forumpl.net/t3625-akihisa#78722
Zarejestrował/a : 13/10/2016
Liczba postów : 83


PisanieTemat: Re: Park osiedlowy   Nie Sty 14, 2018 2:02 pm

Akihisa spoglądał się na ową sytuację, która tutaj wyczyniała na jego oczach. Niestety dzień chyba nie skończy się najlepiej jak sobie życzył w myślach przed minutą. Nie miał ochoty w paść na kolejnego wampira ale okazuje się, że było totalnie inaczej niż sobie to wyobrażał przed chwilą bo zauważył nieznajomego, który zaczynał się zbliżać do jego nauczyciela. Młody podszedł powoli do łowcy, bo nie znał tamtego i jego zamiarów wobec kadeta. Przymrużył oczy przytrzymując pod kurtką ranę zabandażowaną ale tak żeby tamten nie zauważył tego bo po co prowokować. Nie wiedział czy to wampir czy człowiek ale wyglądał na łowcę ale mógł się mylić, zatem nie będzie odzywał nieproszony. Aki słuchać się będzie jedynie nauczyciela swojego, ewentualnie doświadczonych łowców. Spojrzał się na psa, który trochę przypominał wilka ale był mocno zaskoczony dlatego możliwe, że swojego psa też wyćwiczy na łowcę ale wcześniej musi dostać raczej zezwolenie od dowódcy. Na końcu spojrzał się na Yami widząc cierpiącą na ziemi wtedy pomyślał sobie "gdybyś nie uciekła to nie byłoby tego ognia na twoich kończynach i tej gonitwy bezsensownej". Młodzieniec musiał wytrzymać jeszcze dalszą rozmowę nauczyciela z nowo przybyłym mężczyzną. Miał tylko nadzieję, że nie zemdleje z powodu lekkiej utraty krwi, którą zafundowała mała wampirzyca. Zrobił dwa kroki do przodu aby mieć lepszy widok na wampirzycę i zwierze łowcy bo w końcu chce czegoś nauczyć.
Powrót do góry Go down
Yami

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3599-yami http://vampireknight.forumpl.net/t3628-yami http://vampireknight.forumpl.net/t3651-yami#79132
Zarejestrował/a : 11/12/2017
Liczba postów : 97


PisanieTemat: Re: Park osiedlowy   Pon Sty 15, 2018 11:24 am

- Nie ruszaj się ? Gdybym jeszcze w ogóle mogła to zrobić.
Powiedziała cicho, zaciskając mocno ręce z bólu. Była zła na nich za to, jak ją potraktowali, jednak wiedziała, że to też jej wina za to, co zrobiła. Mimo to wiedziała, że wytrzyma.
- Nie ryczę.
Powiedziała chłodno, po czym starła łzy. Już po chwili wyczuła kolejną osobę, jednak miała nadzieję, że to nie łowca. Niedługo później wyczuła, że jest to wampir, jednak coś jej w nim nie pasowało, bardziej przypominał jej łowcę. Panowały w niej teraz różne emocje, strach, niepewność i gniew. Wiedziała jednak, że nic nie może zrobić. Gdyby coś teraz zrobiła, mogłaby wydać na siebie ostateczny wyrok. A nie chciała tego. Usiadła na ziemi, zaciskając ręce z bólu, był on nie do wytrzymania. Jednak starała się tego nie pokazywać innym, nie chciała pokazać, że jest słaba.

_________________
Gdzie klucz do szczęścia jest ? Jeden błąd zaprowadzi cię przed śmierci sąd
Powrót do góry Go down
Trevor

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2781-alucard http://vampireknight.forumpl.net/t3204-kontakty-trevora#68197 http://vampireknight.forumpl.net/t3648-trevor#79106
Zarejestrował/a : 16/08/2016
Liczba postów : 121


PisanieTemat: Re: Park osiedlowy   Pon Sty 15, 2018 8:13 pm

Pojawił się i zdradził swoją obecność. Nie krył się jak tchórz, jak i nie czuł powodu do obaw. Vlad co prawda mógł mu zaszkodzić, lecz Trevorowi nie wydawało się iż ten zaatakował go od tak bez powodu. Wyglądał nieprzyjaźnie, oczywiście z władnego powodu, gdyby chciał inne wrażenie sprawiać, to nie zachowywałby się w ten sposób. To jednak było nie najważniejsze teraz. Ujawnił się zbliżając pewnym krokiem do ludzi głównie starszego, zatrzymując się jednak w odpowiedniej chwili. Zachowanie dystansu było czymś co nie powinno nikogo opuszczać, niezależnie od sytuacji jaka by nie była. Nie długo musiał czekać na odpowiedz od mężczyzny. Była ona klarowna i bezpośrednia. Wykorzystując tą chwile, wysłuchania łowcy, zerknął na drugiego człowieka. Przechylił nieco łeb, wdychając wyczuwalną woń krwi, a jego przenikliwe spojrzenie wskazywało iż wiedział komu się jej nieco ulało. Czerwone ślepia, jak i widoczne kły mogły niepokoić, lecz Trevor nie był głodny. Nie starał się kryć swoich wampirzych atutów, było to bezcelowe.
-Czy teraz tym zajmują się zwierzchnicy?
Nie Zamierzał ratować wampirzycy. Jeśli zasłużyła, spotka ją kara, a nie wydawało mu się by łowca się zgrywał. Mimo iż nie znali się, Trevor miał pojęcie kim jest osoba przed nim. Zerknął chwile na dziewczynę, która jak widać musiała mieć wiele samokontroli skoro tak dzielnie znosiła ból to jeszcze miała sile pyskować. Szalona kobieta...
- Niemniej czyń swoją powinność.
Rzekł zerkając na młodego kadeta. Trevorowi nie przeszkadzał ani trochę, niemniej jego zapach na pewno był wyczuwalny nie tylko dla wampira przed nimi. Zresztą nieważne, wampirowi zależało na tym, jak na ulotkach z nędznymi reklamami, które można spotkać wszędzie.
- Twoja niewiedza gubi Twój zespół. Pilnuj swoich psów lepiej, nim stracisz ich przez głupotę...
Zabrzmiało groźnie, podejrzanie? Było ostrzeżeniem? Garruch zapewne nie poruszał z Vladem żadnej kwestii związanej z Trevorem. To nie dobrze... Im dłużej czekał Gabriel, tym więcej kadetów, bądź łowców cierpiało, gdy próbowali wojować z kimś kto nie dość że jest wampirem, to na dodatek wyszkolony pod czujnym okiem nie byle jakiego łowcy. Skoro jednak dowódca nie miał wiedzy na temat Trevora, ciężko będzie mu ocenić o co faktycznie chodzi. Głupi jednak nie był, może się domyśli co Trevor miał na myśli...

_________________
Ne­ver fear sha­dows, for sha­dows only mean the­re is a light shi­ning somewhe­re near by.
This is not the true death you desire,
But Satan will think you dead

Powrót do góry Go down
Grigorij
Łowca (D)
Łowca (D)
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1683-vladislau-darkhawk#35268 http://vampireknight.forumpl.net/t3416-vladislau-darkhawk#73540
Zarejestrował/a : 18/02/2015
Liczba postów : 856


PisanieTemat: Re: Park osiedlowy   Sro Sty 17, 2018 10:11 pm

Nie zareagował na słowa dziewczyny. Specjalnie się nią nie przejmował gdyż zasłużyła na swój los. Sam Akihisa nie był ranny na tyle ciężko by zaraz zemdleć. No chyba, że na wstępie dzisiejszych wydarzeń był osłabiony i odwodniony. Ból z pewnością był deprymujący, ale się wyliże. Gorszych ran dozna nawet podczas treningów. Vladislau skupiał się raczej na przybył wampirze, który gadał jak potłuczony.
- Tym zajmowali się. Zajmują. I będą się zajmować. - stwierdził krótko. Jeśli ten wampir sądził, że dowódca będzie siedział i pierdział w stołek posyłając swoich ludzi w nieznany świat. Był liderem, a nie szefem z przerostem ego czy nadmiernym przyrostem tłuszczu. Skoro stwierdził, że nie zamierza przeszkadzać Vlad rozluźnił się nieco. Sięgnął po dziewczynę i jak gdyby nigdy nic przerzucił sobie przez ramię. Nie była dla niego zbyt wielkim balastem. Ot chuchro. Nie dbał o jej komfort, a dziewczyna mogła dobitnie odczuć chłód i niewygodę metalowych elementów. Scyzoryk w starciu z pancerzem był dokładnie tym co nóż do masła wobec konserwy mięsnej. Gdy wampir skierował do łowcy dziwaczne słowa spojrzał nań.
- Albo mów wprost albo pilnuj kłów bo ostatnio często je gubicie. - groźba za groźbę. Ta rzucona przez białowłosego łowcę była dość wyraźna. Co mu się jednak dziwić. Przychodzi rycerz w zbroi na lewą stronę i będzie obrażał mu jego podwładnych? Wszak określenie pies miało zazwyczaj wydźwięk pejoratywny. Zarzucenie niewiedzy także było nie zrozumiałe. Wszak zupełnie nie znał tego wampira.
- Porozmawiamy innym razem. - rzekł wpatrując się w wampira po czym ruszył przez park skinąwszy na Akihisę by ten szedł z nim. Po opuszczeniu terenu parkowego strzelił na odlew dziewczynę by omdlała. Nadszedł czas zabrać tę dwójkę do Oświaty.

< Vlad + Akihisa + Yami z / t >
Powrót do góry Go down
Trevor

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2781-alucard http://vampireknight.forumpl.net/t3204-kontakty-trevora#68197 http://vampireknight.forumpl.net/t3648-trevor#79106
Zarejestrował/a : 16/08/2016
Liczba postów : 121


PisanieTemat: Re: Park osiedlowy   Nie Sty 21, 2018 11:32 pm

Nie wiadome było co sądził wampir o działalności dowódców, jednak nie był głupi. Dziwny i owszem. Co więc chciał osiągnąć takim zagraniem? Nie istotne to teraz było. Pozwolił łowcy działać, na jego komentarz, a raczej groźbę, jego wyraz twarzy się nie zmienił. Nadal był nieskażony żadną emocją.
- Wy także je macie...
Nie przejął się groźbą i nie odebrał ją tak. Zerknął na dziewczynę, która wylądowała na barku mężczyzny jak worek kartofli. Był pewny że to nie jest ich ostatnie zebranie, dlatego na ostatnie słowa łowcy, ino przechylił zaś łeb.
-To nieuniknione...
Stał spokojnie, obserwując jak mężczyzna zbiera manatki, by po chwili oddalić się wraz z kadetem. A co on? Oczywiście odprowadził ich, trzymając się na tyle daleko, by nie zostać zwęszonym, aż do oświaty. Dopiero wtedy da im spokój w każdym bądź razie na teraz.

z/t

_________________
Ne­ver fear sha­dows, for sha­dows only mean the­re is a light shi­ning somewhe­re near by.
This is not the true death you desire,
But Satan will think you dead

Powrót do góry Go down
Marie

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3675-marie#79876 http://vampireknight.forumpl.net/t3677-marie#79887 http://vampireknight.forumpl.net/t3676-marie#79885
Zarejestrował/a : 30/01/2018
Liczba postów : 8


PisanieTemat: Re: Park osiedlowy   Sro Sty 31, 2018 1:56 pm

Marie, pod chwilą natchnienia, postanowiła opuścić zacisze domostwa, aby naszkicować piękno tutejszego parku. Jako artystka, potrafiła dostrzec uroki każdej pory roku, nawet chłodnej zimy. Nie zrażając się niską temperaturą, uzbrojona w niewielki szkicownik i przyrządy do rysowania, przysiadła na jednej z ławek, wyszukując dogodnego celu, który mogłaby przelać na papier.
Lubiła działać na świeżym powietrzu, gdyż to właśnie z obserwacji otoczenia, czerpała najwięcej inspiracji. Zwłaszcza, że interesowała się również mangą. Każdy wymijający ją człowiek miał swoją historię, którą ta mogłaby opowiedzieć. Nie musiałaby nawet szukać daleko. Już sama myśl o tym, kim jest ów nieznajomy i czym się zajmuje, pobudzała wyobraźnie dziewiętnastolatki.
Jej błękitne spojrzenie w końcu spoczęło na niewielkim psie, który jakby wyczuwając na sobie wzrok dziewczęcia, odwrócił łebek w jej stronę. Blondyneczka uśmiechnęła się ciepło do zwierzęcia, wszak były to inteligentne stworzenia.
- Może naszkicuję ciebie? Co ty na to maluszku? Zostaniesz moim modelem? - zapytała pogodnie i z ciepłym uśmiechem na ustach, starała się odzwierciedlić uroki psiaka, choć z racji na jego ruchliwą naturę, nie należało to do rzeczy najłatwiejszych.
Powrót do góry Go down
Akihisa

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2969-akihisa-russi-gin http://vampireknight.forumpl.net/t3658-akihisa http://vampireknight.forumpl.net/t3624-akihisa#78721 http://vampireknight.forumpl.net/t3625-akihisa#78722
Zarejestrował/a : 13/10/2016
Liczba postów : 83


PisanieTemat: Re: Park osiedlowy   Sro Sty 31, 2018 2:07 pm

Białowłosy chłopak wyszedł z zaciszu domowego, wiedział doskonale że nie powinien ruszać stamtąd ale nikt na to poradzić nie mógł. Zaczynał iść chodnikiem wtedy spojrzał się na park osiedlowy, miał pewne wątpliwości czy pójść tam bo jeśli jakiś wampir zaatakuje znowu to nie będzie ciekawie. Po chwili pomyślał sobie, że nie może oddalać z dala od domu bo znowu siostra zacznie o niego martwić. Czasami wkurzała go to miłosiernie ale kocha ją więc zdał sobie z tego sprawę. Po zdecydowaniu gdzie ma iść wszedł do parku osiedlowego rozglądając czy nikogo podejrzanego nie ma. Na chwilę obecną widział poniektórych którzy szli parami lub rodzinnie. Nie miał na chwilę czarnych scenariuszy co by było gdyby. Zaczynał w końcu spoglądać na drzewa, potem niedaleko na plac zabaw dla dzieci a nieopodal zobaczył młodą dziewczynę, która kucała do stworzenia. Na początku nie miał zamiaru podchodzić do nich. Z drugiej strony szukał chwilowej ciszy żeby usiąść na ławce i posłuchać muzyki ale jak znał życie to ona go zaczepi czym szybciej. Miał założony kaptur więc trudno było zauważyć ile młodzieniec ma lat. Jedynie widoczne elementy twarzy były tylko oczy i pasemka włosów, które wychodziły poza kaptura. Wsadził sobie ręce do kieszeni chcąc je ogrzać wtedy zaczął spacerować wzdłuż alejki w parku.
Powrót do góry Go down
Marie

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3675-marie#79876 http://vampireknight.forumpl.net/t3677-marie#79887 http://vampireknight.forumpl.net/t3676-marie#79885
Zarejestrował/a : 30/01/2018
Liczba postów : 8


PisanieTemat: Re: Park osiedlowy   Sro Sty 31, 2018 2:33 pm

Marie zajmowała się bezpańskim psiakiem, nie zwracając już większej uwagi na otoczenie. Wszystko zmieniło się w momencie, kiedy poczuła na sobie czyjś wzrok. W parku przechadzało się wiele osób, toteż nie było w tym niczego niezwykłego. Mimo wszystko podniosła swe błękitne oczy, aby spojrzeć na spacerującego młodzieńca. Choć niewiele mogła dostrzec, skutecznie przykuł jej wzrok. Serce dziewczyny zabiło szybciej, gdy w milczeniu przypatrywała się nieznajomemu. To było to! Te jadeitowe oczy, jasne kosmyki i pewna siebie postawa!
Pogłaskała psiaka po łebku i podniosła się z ziemi, aby podejść do chłopaka. Nie mylił się, było tak, jak przypuszczał, Marie zamierzała z nim porozmawiać. Egocentryk? Któż to wiedział, dziewiętnastolatka nie wydawała się jednak przejęta możliwością odrzucenia. Zamierzała zadać mu jedno pytanie, jeżeli się nie zgodzi, odejdzie. Nie lubiła być nachalna.
- Przepraszam - zaczepiła go, działała niezwykle śmiało, jak na taką kruchą istotkę. - Wiem, że to może wydawać się dziwne, ale czy mogłabym cię naszkicować?
Chłopak ją zainspirował, czuła ekscytację na samą myśl o wprowadzeniu nowej postaci do swojego komiksu. A teraz, gdy stała przy nim bliżej i miała lepszy wgląd na jego twarz, czuła, że to jest to, czego tak uparcie szukała.
Powrót do góry Go down
Akihisa

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2969-akihisa-russi-gin http://vampireknight.forumpl.net/t3658-akihisa http://vampireknight.forumpl.net/t3624-akihisa#78721 http://vampireknight.forumpl.net/t3625-akihisa#78722
Zarejestrował/a : 13/10/2016
Liczba postów : 83


PisanieTemat: Re: Park osiedlowy   Sro Sty 31, 2018 3:21 pm

Młodzieniec spacerował alejką akurat tam gdzie stała kucała dziewczyna, ale dopiero zauważył że zmieniła pozycję więc za bardzo nie przejął się tym bo mogła coś innego zauważyć. Po chwili poczuł wzrok blondynki co go zaciekawiło nie okazując przez mimikę twarzy. Oczami jadeitowymi przypatrywał się w jej błękitny koloryt i pomyślał sobie, że nie brzydka dziewczyna tym bardziej była w jego typie. Poprawił swój kaptur chcąc mieć wygodę na włosach i jeszcze nie przeziębić głowy. Widział jak podchodziła w jego kierunku czyżby chciała spytać o drogę?
- Tak słucham? - spytał się na słowa jej spoglądając w błękitne oczy. Zaczynał wysłuchiwać jej słów, myśląc sobie że faktycznie to nietypowa sytuacja ale czy dziwna? nie widział nic w tym niczego podejrzanego u niej.
- Nie mam nic przeciwko temu, żebyś mogła mnie naszkicować - odpowiedział na jej pytanie, czekając na reakcję blondynki. Po chwili poczuł wzrok okrążający w różne strony świata tak jakby. Zdjął na chwilę kaptur poprawiając swoje białe włosy.
Powrót do góry Go down
Marie

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3675-marie#79876 http://vampireknight.forumpl.net/t3677-marie#79887 http://vampireknight.forumpl.net/t3676-marie#79885
Zarejestrował/a : 30/01/2018
Liczba postów : 8


PisanieTemat: Re: Park osiedlowy   Sro Sty 31, 2018 4:46 pm

- Naprawdę? - zapytała z wyraźnym zadowoleniem. - Bardzo ci dziękuję.
Wyglądała na szczęśliwą, choć prośba wydawała się naprawdę błaha. Dla niej jednak miała spore znaczenie, a to spotkanie niewątpliwie wpłynie na jej dalszą pracę.
Z uśmiechem na ustach, przypatrywała się chłopakowi, musiała przyznać, że bez kaptura wyglądał znacznie lepiej, w końcu odnalazła swą muzę, choć zajęło jej to znacznie mniej czasu niż przypuszczała. Była tym faktem usatysfakcjonowana.
- Usiądźmy, będzie nam wygodniej - zapewniła, chwytając chłopaka za rękę i prowadząc w kierunku najbliższej ławki.
Nie miała większego problemu ze zdobywaniem znajomości, do każdego podchodziła przyjaźnie, białowłosy nie był wielkim wyjątkiem. Jedyne, co odróżniło go od pozostałych przechodniów to wygląd, który zainspirował dziewiętnastolatkę.
- Jeszcze raz, wielkie dzięki za poświęcenie mi chwilki. Nawet nie wiesz, ile to dla mnie znaczy. - dodała, przerzucając kartkę w szkicowniku.
Przyglądała mu się uważnie, zaczynając tworzyć zarysy. Z początku były to proste kreski, które w niczym nie przypominały twarzy, dopiero wraz ze wzrostem ich ilości, zaczęły przybierać kształt głowy białowłosego.
- Jesteś stąd czy też studiujesz? - zapytała, rozpoczynając luźną pogawędkę.
Dziewczę tryskało wręcz optymistycznym nastawieniem, aż ciężko było uwierzyć, że praca na świeżym powietrzu tak na nią zadziała.
Powrót do góry Go down
Akihisa

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2969-akihisa-russi-gin http://vampireknight.forumpl.net/t3658-akihisa http://vampireknight.forumpl.net/t3624-akihisa#78721 http://vampireknight.forumpl.net/t3625-akihisa#78722
Zarejestrował/a : 13/10/2016
Liczba postów : 83


PisanieTemat: Re: Park osiedlowy   Sro Sty 31, 2018 4:57 pm

Uśmiechnął się młodzieniec do dziewczyny, która była zadowolona z tego powodu jeśli chodzi o szkic, a może ona potrzebowała do szkoły? lub na studia plastyczne? nic nie wiadomo tak naprawdę co chodzi w głowie dziewczyny. Na dobrą sprawę było o wiele milej niż za poprzednim razem jak został zaatakowany przez wampirzycę.
- Dobrze nie ma sprawy - odpowiedział śmiałe w jej kierunku aż do momentu jak poczuł dotknięcie jej ręki i zaciągnięcie w stronę ławki. Najwyraźniej miała ten sam pomysł co on wcześniej więc mu odpowiadało. Nadal nie znał dziewczyny imienia co ciężko będzie mu pewnie zwracać.
- Ah nie ma sprawy, jeśli to takie ważne to czemu miałbym nie pomóc - odparł spokojnym głosem do nieznajomej. Młodzieniec nie robił zbytnio gestów, żeby nie zepsuć jej koncepcji podczas szkicowania.
- Jestem z Yokohamy. W okolicy centrum miasta studiuje i jestem na kierunku wojskowym - odpowiedział na jej pytanie. Zaciekawiło młodzieńca jaki efekt końcowy będzie ale pewnie bardzo dobry.
- Jestem Akihisa - odparł krótko przedstawiając swoje imię. Ogółem to powinien podać przykrywkę ale jest nadal kadetem, a nie oficjalnym łowcą więc jeszcze może sobie na to pozwolić. Wieczorem przypomniało mu się, że będzie musiał zmienić opatrunek jak mówiła Pani Green.
Powrót do góry Go down
Marie

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3675-marie#79876 http://vampireknight.forumpl.net/t3677-marie#79887 http://vampireknight.forumpl.net/t3676-marie#79885
Zarejestrował/a : 30/01/2018
Liczba postów : 8


PisanieTemat: Re: Park osiedlowy   Czw Lut 01, 2018 5:51 pm

- Szczerze mówiąc, jesteś świetną inspiracją - przyznała. - Doznałam olśnienia, kiedy na ciebie spojrzałam, masz w sobie coś wyjątkowego.
Nie miała w zwyczaju kłamać, toteż i w tym przypadku była szczera, nawet jeśli chłopak miałby wziąć ją za dziwaka, w końcu niewiele osób jest na tyle bezpośrednich, aby zaczepić nieznajomą osobę, aby móc ją później naszkicować pod wpływem natchnienia. Jej wyjątkowość tkwiła jednak w przekonaniu, że każdy ma w sobie, choć odrobinkę dobra. Z tego też względu nie bała się odrzucenia, negatywne emocje odbierała jako cichy krzyk pokrzywdzonej jednostki.
- Planujesz wstąpić do wojska po szkole? - zapytała, stawiając kolejne kreski na papierze.
Z każdym ruchem ołówka, bezkształtna bryła formowała się w twarz siedzącego nieopodal młodzieńca. Dziewiętnastolatka była tak pochłonięta pracą, że zapomniała o najistotniejszej rzeczy, nie przedstawiła się nieznajomemu. Zdała sobie z tego sprawę dopiero w momencie, gdy Akihisa podał jej swoje imię, prawdziwe imię. Czy było to rozsądne posunięcie? Przyszłość pokaże.
- Miło mi - odparła z przyjaznym uśmiechem. - Jestem Marie. Wiem, to trochę staromodne imię.
Zaśmiała się ciepło, wyraźnie nie przejmując się jego wydźwiękiem. Prawdę mówiąc, nawet je lubiła, miało taki delikatny wydźwięk. Było jak lekka bryza w letni poranek.
Powrót do góry Go down
Akihisa

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2969-akihisa-russi-gin http://vampireknight.forumpl.net/t3658-akihisa http://vampireknight.forumpl.net/t3624-akihisa#78721 http://vampireknight.forumpl.net/t3625-akihisa#78722
Zarejestrował/a : 13/10/2016
Liczba postów : 83


PisanieTemat: Re: Park osiedlowy   Czw Lut 01, 2018 6:01 pm

Wysłuchał dziewczynę co miała do powiedzenia ale nic nie mówił bo wolał słuchać co mówiła do niego. Spokojnym wzrokiem spoglądał się w różne strony ale tak żeby nie odczuła tego. No cóż nie powie jej, że jest kadetem w siedzibie łowców bo to jest tajna informacja. Nie miał zamiaru martwić swojego opiekuna lub rodziny takimi rzeczami. Myślał faktycznie nad kilkoma rzeczami, co do ojca czemu zachowuje się jak bez uczuć głaz. Głucha cisza została przerwana pytaniem dziewczyny.
- Tak planuje żeby wstąpić do wojska, właściwie to posiadam szkolenia i treningi - odpowiedział na jej  określone pytanie. Nie miał zamiaru kłamać więc wolał szczerość i tego samego oczekiwał po innych że będą szczerzy wobec niego.
- Miło mi również, e tam bardzo ładne imię jest. Popularne tyle Ci powiem - odparł krótko dając jej komplement żeby poczuła się wyjątkowo. Właściwie jak usłyszał jej śmiech to normalnie posiadało to coś w sobie. Lubił śmiech u dziewcząt ale nie każdy urzekał go.

*minęło trochę czasu*

- Wybacz muszę iść niestety, jeszcze po zakupy - odparł krótko do dziewczyny wiedząc, że chce skończyć rysunek ale nie będzie jej to dane. W danym momencie spokojnie odetchnął i ruszył w głąb drzew idąc przed siebie żegnając z nią.

z.t
Powrót do góry Go down
Molly
Mistrz Gry (MG)
Mistrz Gry (MG)
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3344-molly#71753 http://vampireknight.forumpl.net/t3347-molly http://vampireknight.forumpl.net/t3345-molly#71754 http://vampireknight.forumpl.net/t3356-mieszkanie-molly#71918
Zarejestrował/a : 26/05/2017
Liczba postów : 163


PisanieTemat: Re: Park osiedlowy   Sob Wrz 15, 2018 9:37 am

Ile to już minęło odkąd wróciła do domu? Tydzień, dwa a może trzy? Siedząc na jednej z ławek Molly rozmyślała co dalej ze sobą zrobić. Pogrążyć się w wirze codziennych spraw i pozwolić aby jej demony nawiedzały ją wyłącznie w sennych koszmarach czy zrobić coś, co pozwoli jej zapomnieć na zawsze? Właściwie gdyby miała wybór, to który fragment jej życia był bardziej beznadziejny? Chyba cały ciąg zdarzeń od spotkania z Samuru aż do wyjścia ze szpitala po skrobance. Źle, to nie była skrobanka. To raczej zabieg mający za zadanie dokończyć to co zaczęła natura. Największy plus w tej całej chorej historii. Nic ją tak nie cieszyło jak ten krótki moment, w którym lekarz z całą przykrością w głosie, oświadczył, że niestety straciła dziecko. Owszem. W innych okolicznościach pewnie byłoby jej przykro. Mogłaby nawet uronić kilka łez ale wtedy najzwyczajniej w świecie kiwnęła głową odmawiając przy tym proponowanej pomocy psychologa. Poradzę sobie. Rzuciła do młodzika na specjalizacji. Po kilku dniach mogła wyjść do domu. Od tamtej chwili zaszyła się w swoim lokum wychodząc tylko do osiedlowego sklepiku po najpotrzebniejsze rzeczy. Trochę schudła, zrobiła się apatyczna i nie zawsze miała ochotę wstać z łóżka ale poza tym wszystko było ok, chyba. Przecież u niej zawsze wszystko gra i jest dobrze…
Spoglądając na małą siatkę z zakupami leżącą obok stóp westchnęła pod nosem. Z tego wszystkiego zapomniała z lady rzodkiewki. Dopiero teraz to zauważyła. Trudno. Nie miała siły wracać się po jedno warzywo.

_________________
W sprawie MG zapraszam na GG:55737633




Ten, który wal­czy z pot­wo­rami po­winien zad­bać,
by sam nie stał się pot­wo­rem.
Gdy długo spogląda­my w ot­chłań,
ot­chłań spogląda również w nas.
Powrót do góry Go down
James

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1959-nathaniel http://vampireknight.forumpl.net/t2133-nathaniel#44466
Zarejestrował/a : 25/07/2015
Liczba postów : 89


PisanieTemat: Re: Park osiedlowy   Wto Wrz 18, 2018 11:20 am

 Miał wrażenie, że ostatnio coraz więcej kobiet zachodziło w ciążę lub przypominało sobie, że wybił czas na badania kontrolne. W ostatnim tygodniu praca tak go pochłaniała, że gdyby nie życzliwe pielęgniarki zapomniałby, że trzeba czasami zrobić sobie przerwę na szybkie wrzucenie czegoś na ząb. Omal nie wyskoczył z gabinetu jak poparzony, gdy zdał sobie sprawę, że tym razem nadgodziny nie wiszą nad nim jak widmo nieszczęścia.
 Burczenie w brzuchu coraz mocniej i częściej dawało znać o głodzie. Z chęcią zjadłby jakiś dobry domowy obiad, ale prawie pusta lodówka nie przybliżała go do spełnienia tego małego marzenia. Przez chwilę nawet rozważał opcję wybrania się do restauracji, brak własnego samochodu skutecznie ostudził jego zapał.
Wsunął dłonie do kieszeni, rozglądając się za jakąś wolną ławką.
 Czy to...?
 Zmrużył oczy, wyłapując znajomą sylwetkę. Oczy płatały mu figle, zmęczone ciągłym wpatrywaniem się w kartoteki pacjentów? Zamrugał kilka razy, nim dotarło do niego, że widok siostry do nie dziwna iluzja. Ile to lat minęło od ich spotkania? Pamiętała go jeszcze? A może to wcale nie była ona, a ktoś bardzo do niej podobny? Widział jej zdjęcia, ale miała na nich kilka lat mniej.
 Rodzice puściliby ją do tego miasta?
 Nim się zorientował, nogi same ruszyły w kierunku domniemanej siostry. Esmeraldę rozpoznałby o każdej porze dnia i roku, ale sprawa z najmłodszą była trochę bardziej skomplikowana. Kiedy ta mała smarkula tak wyrosła? Niepewność targała nim na tyle, by zignorował cichy głos w głowie, mówiący mu, że wydurni się, podchodząc do całkiem nieznajomej kobiety. Ewentualnie obróci się i zwieje, jeśli zbłaźni się w oczach tej dziewczyny. Yokohama była na tyle duża, by szansa na to, że znowu się przypadkiem spotkają wyniosła wystarczająco mało.
 - Lorraine?
 Uch, dlatego to pytanie brzmiało teraz tak głupio w jego uszach?
 Ale co miał jej powiedzieć. No hej, to ja! Twój starszy braciszek, bliźniak twojej siostry Esmeraldy! Pamiętasz dzień, w którym rodzice wydziedziczyli mnie z rodziny i podarowali wilczy bilet, bo moja głupota okazał się głębsza niż rów Mariański?
Powrót do góry Go down
Molly
Mistrz Gry (MG)
Mistrz Gry (MG)
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3344-molly#71753 http://vampireknight.forumpl.net/t3347-molly http://vampireknight.forumpl.net/t3345-molly#71754 http://vampireknight.forumpl.net/t3356-mieszkanie-molly#71918
Zarejestrował/a : 26/05/2017
Liczba postów : 163


PisanieTemat: Re: Park osiedlowy   Sro Wrz 19, 2018 4:02 pm

Każdy czasem o czymś zapomina. Jesteśmy zbyt zaganiani, zapracowani, zestresowani i rozkojarzeni przez natłok atakujących z każdej strony bodźców. Nie ma więc czym się martwić i przejmować. To w końcu nie pierwszy i na pewno nie ostatni raz. Z tym jednym małym wyjątkiem, że czarnowłosa przez ostatnie dni coraz częściej zapominała o podstawowych czynnościach, których brak może doprowadzić do mało przyjemnych konsekwencji. Nie szukając przykładu daleko, bo zaledwie wczoraj, położyła się spać kompletnie zapominając o gotujących się w niewielkim garczku, dwóch jajkach. Obudziła się dopiero wtedy gdy w naczyniu brakło wody a same rączki wykonane ze sztucznego tworzyła, zaczęły okropnie śmierdzieć. Mogła przysiąc, że jeszcze kilka minut a w kuchni pojawiłby się ogień. Konsekwencje byłyby z pewnością bardziej przykre niż konieczność wietrzenia mieszkania przez niespełna godzinę. Ach i ten garczek spisany na straty…
Tak nie mogło dalej być. Albo weźmie się w garść, albo będzie stanowiła zagrożenie dla siebie i sąsiadów z bloku. Przez to wszystko westchnęła głęboko.
Męski głos, który w pierwszej chwili wydawał się odrobinę podobny do tego taty, sprawił, że dziewczyna podskoczyła gwałtownie na ławce, a przy tym omal nie dostała zawału serca. Gdyby ktoś raczył jej teraz zmierzyć puls i ciśnienie, to z pewnością obu było daleko do ogólnie przyjętych norm.
Dopiero po sekundzie, która mogła wydawać się dla pobocznego obserwatora wiecznością, do młódki dotarło, że to właścicielem głosu nie jest ojciec a jej własny, rodzony brat! Nawet nie zdajecie sobie sprawy jak ten fakt bardzo ją cieszył. Wizyta rodziców była ostatnią rzeczą jakiej teraz potrzebowała. Takie spotkanie mogłoby przelać czarę goryczy i Bóg raczy wiedzieć, do czego doprowadzić. Co innego spotkanie rodzeństwa.
-Nat!
Wyrwała na proste nogi zarzucając obie ręce na szyję mężczyzny. Chyba takiego przywitania nie mógł się spodziewać ale Molly w swym zachowaniu była po prostu sobą. Najbardziej rodzinny osobnik z tej całej familii, który po cichu marzył o rodzinnych świętach przy jednym stole i mile spędzanych sobotach u cioci na imieninach.
-Dlaczego tak długo Cię  nie było.
Ściskając brata bez uwagi na delikatność, po chwili dopiero pozwoliła mu zaczerpnąć świeżego powietrza zwalniając uścisk. Robiąc przy tym krok do tyłu wlepiła w niego swoje zielone oczęta, w których pomimo chwilowej radość, widać było coś niepokojącego.

_________________
W sprawie MG zapraszam na GG:55737633




Ten, który wal­czy z pot­wo­rami po­winien zad­bać,
by sam nie stał się pot­wo­rem.
Gdy długo spogląda­my w ot­chłań,
ot­chłań spogląda również w nas.
Powrót do góry Go down
Samuru
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1717-samuru#36236 http://vampireknight.forumpl.net/t501-samuru http://vampireknight.forumpl.net/t3537-samuru#76535
Zarejestrował/a : 28/03/2013
Liczba postów : 1260


PisanieTemat: Re: Park osiedlowy   Sob Wrz 22, 2018 11:44 am

Rodzinne spotkanie? Przerwane. Złowrogi osobnik był już kilka metrów dalej, jak tylko wyczuł znajomą, ludzką woń. Jedyna w swoim rodzaju, a jednocześnie doprowadzająca do szału, bo w końcu ona jest JEJ siostrą. Samuru teraz jako wampir rozpoznawał o wiele lepiej ludzi oraz to, że osoba blisko stojąca przy niej, musi być dobrym znajomym. Wielka radość ze spotkania, skok na szyję i można powiedzieć że przyduszenie. Na pewno długo się nie widzieli.
Nie podchodził jeszcze. Przyglądał się z oddali, wyłapując każde szczegóły. Równie dobrze mogła mieć ochronę, ba, przecież powiedziała na sto procent o tym co się wydarzyło. Jak ją wciągnął w swoją sieć, wykorzystał a później jak nigdy nic pozwolił odejść. Wcześniej jednak nie pamiętał kim był. A teraz? teraz może wszystko wyglądać inaczej.
Dziobaty Kurosz wreszcie ruszy z miejsca. Szedł powoli, nie chcąc zwrócić na siebie uwagi. Molly też nie jest w stanie rozpoznać kogoś, kto nosi maskę i skutecznie się kamufluje. Równie dobrze mógł być kolejnym japońskim cosplayerem. Mało to dziwaków chodzi po ulicy?
Skierował się w ich stronę, a żeby nie wzbudzać podejrzeń, wyciągnie nawet łapy z kieszeni.
Minie w pewnym momencie stojącą parkę, a gdy tylko znajdzie się za plecami obojętnie którego z nich... Szybki ruch. Wampirza siła oraz prędkość dodawała kopa, nie wspominając o chęci wyrządzenia im krzywd. Żelazny uścisk, a w drugiej ręce już trzymał składany, wojskowy nóż. Ostrze przyciśnie do szyi, nawet już nieco raniąc. Krew spłynie po ostrzu, powodując też piekący ból. Cofnie się o dwa kroki, wpatrując w wolną osobę.
- Portfele i telefony! Każdą kosztowność. Byle szybko!
Nawet głos przez maskę został zniekształcony. Udawanie napadu. Też coś, wolałby już ich dopaść, zrobić co miał w planach i ponownie wysłać wiadomość do Esmeraldy aby wzięła się w garść i wreszcie poddała. Zasługiwała na najgorszą karę, począwszy od krzywdzenia jej rodziny. O tak.

Btw. Atakuję osobę stojącą przodem do ławki. Nie wiem jak jesteście ulokowani. Wybierzcie sami kogo trzymam.
Powrót do góry Go down
James

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1959-nathaniel http://vampireknight.forumpl.net/t2133-nathaniel#44466
Zarejestrował/a : 25/07/2015
Liczba postów : 89


PisanieTemat: Re: Park osiedlowy   Pon Wrz 24, 2018 12:04 am

 Przez chwilę, która wydawała się przeciągać w nieskończoność, nie opuszczała go myśl, że jednak się pomylił i wygłupił jak idiota, zagadując do nieznajomej kobiety. Nie był mistrzem w wychodzeniu z takich sytuacji z pełną gracją i elegancją. Odchrząknął, próbując jakoś zamaskować zmieszanie. Już otwierał usta, chcąc wyjaśnić pomyłkę, by móc potem w trybie natychmiastowym wrócić do domu, zanim kolejna osoba zacznie przypominać mu kogoś z rodziny, ale...
"Nat!"
 Co? Kto? A tak, to ja...
 Poznała go! Kiedyś wyobrażał sobie ponownie spotkanie z rodziny i o ile natknięcie się na rodziców mogłoby nieść za sobą gorycz i obustronną niechęć, o tyle wizja spotkania sióstr nie malowała się w jego umyśle już tak negatywnie. W końcu Esmeralda była jego bliźniaczką, a kto nie cieszyłby się na widok swojej drugiej (lepszej) połówki? Musiał przyznać, ze tak naprawdę najmniej znał Molly, a i ona jego nie miała okazji poznać tak, jak powinna. Może kiedyś wiele o niej wiedział, ale teraz ta wiedza prawdopodobnie nadawała się do kosza. Gdy opuszczał rodzinę Lorraine była zdecydowanie zbyt młoda, żeby dobrze poznać swojego brata.
 Ruch siostry był tak niespodziewany, że odruchowo cofnął się o krok. Zachwiał się, mając wrażenie, że lada moment oboje runą na ziemię. Nie wiedział, jak zareagować. Ten nagły wybuch entuzjazmu był jak zimny kubeł wody na jego głowę; nieoczekiwany i wprawiający w chwilowe zamurowanie. Przymknął na moment oczy, wdychając zapach włosów Molly. Ręce, wcześniej wiszące jakby bezwładnie wzdłuż ciała, odnalazły ciało siostry.
 Czarnowłosy przytulił ją delikatnie, obawiając się, że mocniejszy nacisk mógłby uszkodzić tę małą istotę. Choć chyba ciężko zrobić krzywdę komuś, kto właśnie próbuje przydusić, wisząc na szyi jak rasowa małpka.
Wypełnił płuca głębokim oddechem powietrza, gdy dziewczyna zlitowała się nad nim i na nowo pozwoliła mu swobodnie oddychać.
 Dlaczego tak długo go nie było? W kolorowych oczach pojawiła się niepewność wymieszana z niezrozumieniem. Czyżby rodzice nie powiedzieli jej co się stało? Przez kilka miesięcy myślał, że spróbują całkiem wymazać go z życia Molly, dopóki była na tyle mała, że wmówienie jej, że ktoś taki nie istniał, mogło się udać. Ale skoro go pamiętała - ba, od razu rozpoznała! - to w takim razie jak wytłumaczyli jej zniknięcie brata i brak jakiegokolwiek kontaktu z nim?
 - Wiesz... miałem parę spraw do załatwianie. - Przepraszający uśmiech obnażał jego zawahanie. Nie wiedział, ile powinien powiedzieć i czy w ogóle powiedzenie tego, co kołatało mu w głowie, przyniesie odpowiednie skutki. Może siostra zacznie nim pogardzać, gdy dowie się prawdy? Wszystko wydarzyło się tak dawno temu, że niejedna osoba machnęłaby na to ręką, ale przecież Molly była wychowywana przez tych samych ludzi, którzy jemu pokazali drzwi wyjściowe, przeplatając groźby o wyrzuceniu z pogardliwymi słowami o zawiedzeniu całej rodziny. Co jeśli i ona wyznawała te same zasady?
Nie jesteś naszym synem.
 Czy może nazywać się jej bratem?
 - Byłaś na zakupach? Pomogę ci to donieść do domu - zaproponował, sięgając po torby z zakupami, gdy coś zimnego i ostrego przebiło się przez jego szyję, a żelazny uścisk zablokował ruch. Od razu zamachnął się ręką, łokciem celując w bok przeciwnika. Jeśli drugą ręką miał wolną,* to szybkim zechce złapać za dłoń złodzieja, w której trzymał nóż i odsunąć ją od swojego gardła, nie pozwalając na użycie broni.
 - Wiej, Lorr!
 Gdzieś niedaleko dało się usłyszeć głośne nawoływanie starszej kobiety:
 - Policja! Niech ktoś wezwie policję! Ten mężczyzna jest uzbrojony!

* Nie wiem, gdzie Samuru go złapał, także ten. D:


Ostatnio zmieniony przez James dnia Nie Wrz 30, 2018 10:23 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Molly
Mistrz Gry (MG)
Mistrz Gry (MG)
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3344-molly#71753 http://vampireknight.forumpl.net/t3347-molly http://vampireknight.forumpl.net/t3345-molly#71754 http://vampireknight.forumpl.net/t3356-mieszkanie-molly#71918
Zarejestrował/a : 26/05/2017
Liczba postów : 163


PisanieTemat: Re: Park osiedlowy   Wto Wrz 25, 2018 4:57 pm

Sprawa związana ze zniknięciem brata była czymś w rodzaju tematu tabu. Niby w podświadomości dziecka widniał zamazany obraz starszego rodzeństwa ale nigdy głośno się o nim nie wspominało. Sytuacja dziwna i dość trudna do wytłumaczenia ale tak było. Życie z problemem zamiatanym pod dywan było wygodniejsze dla rodziców więc jak nietrudno się domyślić, komfort zapomnienia trwał  do dziś. Najpewniej jakieś rozmowy i wzmianki przetoczyły się przez mury domostwa, jednakże Molly nigdy nie była ich uczestnikiem ani nawet cichym świadkiem. Po ostatnim spotkaniu z siostrą, która obiecała skontaktować się z Nattem, młodą ogarnęła fala nadziei na zmianę. Ile było w tym wszystkim naiwności i wiary w coś nierealnego, nie wiedział nikt.
Jakby mogła nie poznać własnego brata? Przecież nie wiedzieli się zaledwie kilkanaście lat. W tym czasie nie przefarbował włosów, nie wytatuował gałek ocznych ani nie zamienił uszu w skup metali kolorowych. Był taki jakim go pamiętała. Tylko nieco wyższy, poważniejszy… no starszy, ale taka przecież jest kolej rzeczy. Już prędzej wydawałoby się, że to on nie pozna smarkuli, która błąkała się po domu za każdym niczym cień. Owszem, wyrosła ale ostatnie wydarzenia pokazały, że nadal miała w sobie dziecinną naiwność i wiarę w ogólne dobro innych ludzi.
Mam nadzieję, że wszystko już załatwiłeś.
Ściema. Ładnie opakowana w jakże banalny tekst. Ignorując, a raczej przystając na wyjaśnienie, pasujące dokładnie do każdej sytuacji, oddaliła się zerkając w bok. Kątem oka zauważyła nadchodzące dziwadło. Może nielogicznym jest to, że po tak wielu latach, rozglądała się zamiast patrzeć na brata niczym na obrazek. W końcu nie widzieli się tak długo. Od pewnego czasu Molly poruszając się po mieście ma oczy dookoła głowy. To trochę zahaczało o paranoję ale cóż poradzić. Pewnie wprawiony psycholog określiły to w fachowym języku jako np. syndrom ofiary.
Co Ty, to nie jest ciężkie!
Zaprotestowała chcąc złapać na uszy papierową (EKO!) reklamówkę nim zrobi to Nat. Dokładnie w tym samym czasie doszło do zdarzenia, które miało przynieść fatalne konsekwencje. Dziwadło w masce dziobatego ptaka chwyciło Nata przystawiając mu jednocześnie do gardła nóż. Oczyska oglądającej wszystko z dolnej perspektywy Molly, stały się ciut większe a ostatnią rzeczą jaką w tej sytuacji mogła zrobić, była ucieczka. James chyba naoglądał się zbyt wielu filmów o szlachetnych poczynaniach starszego rodzeństwa. Reakcja młodej była natychmiastowa. Jedną ręką nacisnęła guzik w telefonie, podczas gdy druga wyciągnęła schowany przed wzrokiem obcych, pistolet.  Cóż to, zachciało jej się blokować nagle smartfon? Nic bardziej mylnego! Od czasu kiedy zauważyła w swym zachowaniu pierwsze oznaki, nazwijmy to – nadwrażliwości na otoczenie, pobrała aplikację, która w razie konieczności wysyła samoistnie wiadomość SOS wraz z danymi GPS do wybranych numerów. Jej wybranym numerem w razie „W” była siostra. To jedyny sposób żeby powiadomić ją w możliwie najkrótszym czasie. Chociaż zawsze istniało ryzyko rozładowania telefonu.

Opcja nr 1. Samuru trwa nadal w miłosnym uścisku od tyłu z Natem.

Jako osoba oburęczna nie miała żadnego problemu z wydostaniem glocka i wycelowaniem nim w stronę napastnika. Odległość była tak banalnie mała, że nawet dzieciak odstrzeliłby mu pół twarzy. Chyba, że umacniając uścisk, skryje się w całości za pierwszoplanową sylwetką. W tej okoliczności Molly grzecznie rzuci mu pod nogi telefon za obudową którego widniała czerwona karta do bankomatu. W końcu tego chciał, tak? Zakładając jednak, że jakaś część ciała wystaje poza obrys sylwetki ginekologa, oberwie kulkę.

Opcja nr 2. Samuru zostaje odepchnięty, a przynajmniej ostrze noża nie dotyka już gardła Jamesa.

Molly jako najbardziej pokrzywdzony dotychczas reprezentant Oświaty Łowieckiej, wyposażona była w kilka przydatnych, można rzec, że nadprzyrodzonych umiejętności, które miały jej pomóc w sytuacjach takich jak ta. Mowa tutaj nie o atakowaniu, a o obronie przed paskudnymi pijawkami, które już na starcie miały większe możliwości.
W momencie, w którym James odsunął (jeśli) od siebie nóż sprężynowy, duża fala prądu powinna kopnąć napastnika z takim impetem, że nie będzie miał ochoty zbliżyć się na odległość mniejszą niż dwa metry. Każda próba podejścia zakończy się niezbyt przyjemną pieszczotą ładunku elektrycznego.

_________________
W sprawie MG zapraszam na GG:55737633




Ten, który wal­czy z pot­wo­rami po­winien zad­bać,
by sam nie stał się pot­wo­rem.
Gdy długo spogląda­my w ot­chłań,
ot­chłań spogląda również w nas.
Powrót do góry Go down
Samuru
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1717-samuru#36236 http://vampireknight.forumpl.net/t501-samuru http://vampireknight.forumpl.net/t3537-samuru#76535
Zarejestrował/a : 28/03/2013
Liczba postów : 1260


PisanieTemat: Re: Park osiedlowy   Nie Wrz 30, 2018 2:53 pm

Na pewno nikt nie spodziewał się nagłej akcji od strony wampira, przerywając rodzinne spotkanie. Pochwycenie, przyłożenie noża do skóry i delikatne podcięcie jej, przez co pojawiły się już pierwsze krople krwi. Samur nie jest imbecylem aby od tak łapać sobie typa, pozostawiając mu możliwość manewrowania. Wiadome, że pochwycony zacznie odruchowo się bronić, więc kiedy poleciał łokieć w bok, ex wampir odsunie go, jednak wciąż trzymając za kark. Nóż tym razem nakieruje w miejsce krzyża, wbijając dość głęboko. Nadal stał za mężczyzną, więc nie wychylał się.
Molly chyba za dużo naoglądała się filmów akcji, myśląc że główny bohater wyjmie w ciągu kilku sekund broń, wszystkich załatwi, a w między czasie uniknie huraganu pocisków wystrzelonych z karabinów maszynowych. Nie, nie z wampirami takie numery. Młoda, niedoświadczona łowczyni raczej nie uwolni tak szybko swojego brata. Który mimo dzielnego podejścia do sprawy, możliwe że będzie teraz stał z utkwionym nożem w plecach. Kurosz zrobił sobie też z niego tarczę.
- Chcę wszystko! Broń, klucze! Wszystko co macie! I żadnej policji!
Znowu groźba. I jeśli wszystko się powiedzie, wampir zacznie się odrobinę cofać. Nie chciał aby rodzina Jamesa nagle zechciała znowu go obronić.
Jednak jeżeli jakimś cudem znowu wyskoczy akcja, Samur puści ludzkiego pomiotu, aby wycofać się i zaatakować później. Innymi słowy zechce spieprzyć. Za dużo świadków, za dużo policji i jeszcze ta babka wołająca o napaści. Nie, teraz stada łowców nie będzie chciał. Nie w momencie posiadania zepsutych mocy, wszak krew jeszcze całkowicie nie zdążyła się wybudzić.
Powrót do góry Go down
James

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1959-nathaniel http://vampireknight.forumpl.net/t2133-nathaniel#44466
Zarejestrował/a : 25/07/2015
Liczba postów : 89


PisanieTemat: Re: Park osiedlowy   Nie Wrz 30, 2018 10:21 pm

„Mam nadzieję, że już wszystko załatwiłeś.”
 Wyczuła kłamstwo? Musiała, szlag. Było ono szyte zbyt grubymi nićmi, żeby mogła przyjąć ją jako szczątkową prawdę. Ale mimo wszystko James był wdzięczny, że nie wytykała tego prosto w oczy, utrzymując pozory. Nie wiedział, czy przyciśnięty do muru, nie zacząłby się plątać we własnych wyjaśnieniach.
 - Prawie. – odpowiedział, ucinając temat. Brnięcie przez to bagno mogłoby się okazać bardzo niekorzystne dla obojga. Ona dowiedziałaby się gorzkich rzeczy o swoich ukochanych rodzicach, a on ponownie odczułby większość emocji towarzyszących mu tych kilkanaście lat temu. Po co rozdrapywać stare rany?
 Nie miał szczęścia do spotkań rodzinnych. Pamiętał, jak natknął się na Esmeraldę w jakiejś wiosce, gdy łowcy uratowali jego i innych mieszkańców miasta spod łap wampirów. Nie zdążył nawet pogadać z bliźniaczką i od tamtej pory ślad po niej zaginął. Teraz miłą, acz niezręczną rozmowę, przerwano przez dziwnego osobnika w masce. Kto normalny atakuje kogoś za dnia i to w miejscu, gdzie co chwilę ktoś się przewijał?
 Wiej, cholera! – krzyczał głos w jego głowie. Usta otworzyły się, żeby kolejny raz kazać siostrze uciekać w trybie ekspresowym, ale poza cichym westchnieniem nie wydobyło się nic więcej.
 Wszystko trwało krócej niż mrugnięcie okiem. Zimna, twarda stal gładko przeszyła skórę Jamesa, wbijając się w jego ciało, jak nóż w roztopione masło. Niespodziewany wrzask wydobył z płuc mężczyzny całe powietrze. Poczuł, jak nogi uginają się pod nim, wątłe niczym galareta. Gdyby nie stalowy uścisk wampira, ciemnowłosy runąłby na ziemię prosto pod nogi Molly. Kolorowe oczy pociemniały z bólu. Zacisnął zęby, zmuszając się do stłumienia kolejnego krzyku. Drżącą ręką sięgnął do kieszeni, wyjmując z niej wszystko, co miał przy sobie: portfel z fałszywymi dokumentami – chwała Bogu, że tych prawdziwych nie nosił przy sobie! – pieniądzmi i klucze do mieszkania, które raczej niewiele zdadzą się złodziejowi, skoro nie znał adresu zamieszkania.
 No chyba że wybór ofiar nie był przypadkowy.
 James w duchu błagał o to, żeby nieznajomy okazał się jedynie zwykłym szaleńcem, który zabierze rzeczy rzucone na ziemię i oddali się, pozostawiając rodzeństwo w spokoju.
 - Policja już jedzie! – zawołała jakaś kobieta, ukrywająca się zza drzewem. Nikt z obecnych nie odważył się samodzielnie interweniować, widząc rękojeść noża wystającą z pleców Jamesa. Nie pociągała ich wizja bohaterstwa, przez które można kaleką.
 Jeśli Samuru puści czarnowłosego, ten padnie na ziemię, odrobinę amortyzując upadek rękoma. Nóż skutecznie ostudził jego zapał i chęć pobiegnięcia za wampirem. Nawet wstanie na nogi w takiej sytuacji byłoby dosyć uciążliwe…
Powrót do góry Go down
Molly
Mistrz Gry (MG)
Mistrz Gry (MG)
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3344-molly#71753 http://vampireknight.forumpl.net/t3347-molly http://vampireknight.forumpl.net/t3345-molly#71754 http://vampireknight.forumpl.net/t3356-mieszkanie-molly#71918
Zarejestrował/a : 26/05/2017
Liczba postów : 163


PisanieTemat: Re: Park osiedlowy   Nie Paź 07, 2018 11:59 am

Zwykły wypad do sklepu po spożywcze zakupy. Po sytuacjach ostatnich miesięcy Molly była wręcz przekonana, że wyczerpała zapas dziwnych zdarzeń na ten rok i 10 kolejnych. Samo spotkanie brata, całkiem przypadkowe, było dużym zaskoczeniem a napad? Są na tym świcie rzeczy niemożliwe. I to była jedna z tych rzeczy. Dlaczego akurat to musiało zdarzyć się jej? Są tu setki osób, które przewijają się co dzień przez ten park. Padło na nią... Nie. Nie ma przypadków!
Sytuacja, w której znalazła się cała trójka była naprawdę skomplikowana. Biorąc pod uwagę fakt, że napastnik na sekundę nie puścił Jamesa, Molly nawet nie sięgnęła po broń. Ujawnienie jej w warunkach, w których nie nadawała się do użytku byłoby samobójem. Z zimną krwią i ogromnym współczuciem odczytywała każdy, nawet najmniejszy grymas bólu malujący się na twarzy ofiary. W tej sytuacji była całkowicie bezradna. Dopóki Samur trzymał Nata, Molly mogła jedynie patrzeć na jego triumf.
To wszystko co mam.
Zakomunikowała słysząc dźwięk zbliżającego się radiowozu. Ten sygnał powinien skutecznie ostudzić zapał napastnika. Przestraszy się? Jeśli tak to bardzo słusznie! W końcu lada moment na miejscu zjawi się co najmniej dwóch uzbrojonych funkcjonariuszy. Molly naturalnie było to na rękę bo to oznaczało, że cierpienia Jamesa zaraz się skończą ale na pewno nie miała zamiaru stać bezczynnie i patrzeć jak wampir odchodzi. Jeśli tylko łaskawie puści jej brata i zacznie odchodzić czy też uciekać, wtedy dopiero wyjmie broń i właduje w dupsko ex burmistrza cały magazynek. Bez znaczenia czy to będą plecy, nogi czy ręce. Byle oberwał i byle cierpiał. Miał krwawić! Co więcej, młoda łowczyni rzuci się za nim w pogoń. Na miejscu zaraz będzie policja, która wezwie pogotowie. Jamesowi nic nie będzie a ona przy odrobinie szczęścia uszkodzi pijawkę. Swoją drogą nie mając wiedzy kim ona jest!

_________________
W sprawie MG zapraszam na GG:55737633




Ten, który wal­czy z pot­wo­rami po­winien zad­bać,
by sam nie stał się pot­wo­rem.
Gdy długo spogląda­my w ot­chłań,
ot­chłań spogląda również w nas.
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Park osiedlowy   

Powrót do góry Go down
 
Park osiedlowy
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 13 z 14Idź do strony : Previous  1 ... 8 ... 12, 13, 14  Next
 Similar topics
-
» Miejski park
» Park Promnitz
» Planten un Blomen
» Bryant Park
» Park Tiergarten

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Vampire Knight :: Yokohama :: DZIELNICA MIESZKALNA (ZACHÓD) :: PARK-
Skocz do: