IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Plac zabaw

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... 9, 10, 11
AutorWiadomość
Ivy

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t666-samantha#2157 http://vampireknight.forumpl.net/t700-samantha-ivy-venome
Zarejestrował/a : 05/11/2012
Liczba postów : 338


PisanieTemat: Re: Plac zabaw   Nie Lis 20, 2016 1:15 pm

- Naprawdę?! - podekscytowała się dziewczyna, na propozycję wspólnego balowania. W sumie, skoro był tak miły i ją odprowadzał, nie próbował zrobić krzywdy, to czy nie ma nic lepszego niż ktoś blisko ciebie wśród tłumów obcych ludzi? Póki co jej zaufanie było ograniczone, ale prawdę mówiąc, gdyby Gadriel chciał ją skrzywdzić to przecież mógłby zrobić to już wcześniej, albo nawet teraz. No nikt normalny nie czekałby do imprezy, albo nie budowałby zaufania by dopiero potem zabić - no, psychopaci tylko.
- Bardzo chcę! - odpowiedziała uradowana i zrobiła obrót, idąc teraz tyłem, ale twarzą będąc zwróconą w kierunku mężczyzny
- To dam ci swój numer telefonu, chcesz? - pytanie jednak było retoryczne, gdyż po chwili Samantha zaczęła dyktować cyferki. Była też w stanie je powtórzyć, w razie gdyby Gadriel nie nadążył z notowaniem. W sumie, to zależało jej na tym by gdzieś i z kimś się wyrwać, a nawet nowo poznana osoba się do tego nadawała. W dodatku był starszy, co Samanthcie imponowało. Zastanawiała się tylko o ile lat, bo takie dwa-trzy to nie robiły na niej wrażenia, ale siedem-dziewięć brzmiało naprawdę ekscytująco. Nawet w pewnym sensie jej się to spodobało, choć jej zachowanie było można odebrać bardziej jak radość dziecka, niż podniecenie kobiety.
- Naprowadzić na tok? To znaczy, w jaki sposób? - spytała zaciekawiona, przechylając głową w bok jak szczeniak słyszący po raz pierwszy obce mu dźwięki. Ucieszyła się jednak na odpowiedź na temat spaceru. To bardzo miło, że chciał się z nią przejść, tym bardziej, że sama trasa była średniej odległości. Ni to krótka, ni za długa, a jeszcze rudowłosa spowalniała pochód, idąc przed nim tyłem na przód. Jeszcze tylko by brakowało, żeby się potknęła; co w sumie by nie zdziwiło, gdyż dziewczyna była z typu tych pechowych.

_________________


Kolor MG? - seagreen.
Powrót do góry Go down
Gadriel

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3012-gadriel http://vampireknight.forumpl.net/t3848-gadriel-vi-reichs
Zarejestrował/a : 29/08/2016
Liczba postów : 53


PisanieTemat: Re: Plac zabaw   Nie Lis 20, 2016 2:03 pm

Mężczyzna usłyszał zaskoczenie i podekscytowanie w głosie dziewczyny co lekko uśmiechnął się w jej stronę.
- No oczywiście, że tak. Czemu by nie - odparł krótko tonując swój głos. Balowanie jak dla niego to nic złego w danym wypadku. W dodatku będzie miał miłe towarzystwo przy Samanthcie więc why not?. Spokojnie szedł rozmawiając przez cały usłyszał kolejne jej słowa:
- Cieszę się - odparł zadowolony widząc dobry humor dziewczyny co jego w duchu zaskoczyło, że ludzka istota może zaprzyjaźnić z wampirem. Właściwie chciałby, żeby wampiry z ludźmi żyli w zgodzie ale jedynie Oświata Łowiecka, z którą współpracował w swoim życiu. Po chwili usłyszał o numerze telefonu i powiedział:
- Czemu by nie - odparł wyciągając powoli z kieszeni kurtki telefon komórkowy i zaczynał wbijać jej nr telefonu komórkowego.
- Dobrze zapisane pod twoim imieniem - odparł dając jej sygnał żeby miała też nr Gadriela. Nadal z twarzy młodzieńca można zauważyć powagę. Gadriel nie zważał na to zachowanie zbytnio dziewczyny, ponieważ to normalne, że chce szukać przyjaźni wśród ludzi i nieludzi.
- Hmm... już Ci tłumaczę. - odparł krótko zastanawiając się nad wypowiedzią, żeby to mogła zrozumieć. - W tym sensie, że jeśli byś miała problemy w życiu chcąc wsparcie od drugiej osoby to możesz na mnie liczyć bo Ciebie zrozumiem i wysłucham - odparł krótko patrząc na nią jak idzie tyłem. Właściwie ciężko było rzec czy ją pilnował możliwe, że czuwał żeby nie zrobiła sobie krzywdy można to tak ładnie ująć. Odczuwał spojrzenie cały czas skierowane w jego oczy więc odwzajemniał tym samym.
Powrót do góry Go down
Ivy

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t666-samantha#2157 http://vampireknight.forumpl.net/t700-samantha-ivy-venome
Zarejestrował/a : 05/11/2012
Liczba postów : 338


PisanieTemat: Re: Plac zabaw   Nie Lis 20, 2016 2:35 pm

Do Akademika pozostało jeszcze kilka kroków, co przyprawiło Samanthę o smutek. Nie okazała tego jednak, wciąż ciesząc michę jak dziecko. Jak na swój wiek i dojrzałość, zachowywała się dosyć beztrosko, być może i nieostrożnie, lecz nie sprawiała wrażenia głupiej, a jedynie czasami nierozważnej. Wyjęła telefon z kieszeni płaszcza, kiedy ten zawibrował. Chodzenie tyłem i gapienie się w ekran nie należało do rozsądnych rozwiązań, więc ruda zrównała się krokiem z Gadrielem, aby iść obok niego. W międzyczasie zapisała sobie numer telefonu, aby nie zgubić i potem nie zapomnieć. Zdecydowanie miała w planach spotkać się z nim jeszcze później, choć nie należała do osób nachalnych i nie zamierzała go później zmuszać lub gnębić, gdyby jednak zmienił zdanie i już nie chciał jej widzieć. Powaga na jego twarzy wcale jej nie zrażała, być może po prostu był spokojnym człowiekiem, tak to sobie tłumaczyła. Choć z drugiej strony skoro jest spokojny, to czemu chce iść z nią na imprezę? A może to wcale nie o zabawę chodzi, tylko chciałby ją bardziej poznać? Takie rzeczy się zdarzały w życiu, zainteresowanie od pierwszego wejrzenia!
- Och, to miłe z Twojej strony - odparła lekko zaskoczona takim obrotem spraw. W sumie to interesujące, że dopiero co ją spotkał, a już oferował pomoc i przyjaźń. A może po prostu też kiedyś, w nastoletnim wieku, miał problemy z komunikacją międzyludzką? W sensie, nie miał zbyt wielu znajomych, bo uważali go za dziwaka i każdy stronił od jego towarzystwa, bo był zbyt cichy?
- W sumie nie mogę się doczekać wspólnego wyjścia! Wiesz, jakbyś miał kogoś z kim chciałbyś przyjść, to nie miałabym nic przeciwko. Zarezerwuje się w klubie jakiś stolik, najlepiej z kanapami! Uwielbiam kanapy! - ponowna ekscytacja zakwitła na twarzy Samanthy. Pewnie gdyby nie pora nocna i towarzystwo nowo poznanego wampira, dziewczyna zaczęłaby iść tanecznym krokiem. Wciąż była pełna energii i chęci na poznawanie nieznanego do końca świata.
- Mam nadzieję, że cię nie męczę ani nie nudzę - uśmiechnęła się spoglądajac na niego z uśmiechem,

_________________


Kolor MG? - seagreen.
Powrót do góry Go down
Gadriel

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3012-gadriel http://vampireknight.forumpl.net/t3848-gadriel-vi-reichs
Zarejestrował/a : 29/08/2016
Liczba postów : 53


PisanieTemat: Re: Plac zabaw   Nie Lis 20, 2016 10:25 pm

Gadriel szedł z Samanthą prostą drogą w kierunku Akademii Cross. Właściwie to niedługo będą na miejscu i za pewne rozstaną się przy bramie lub wcześniej kto tam wie. Spokojnie oddychał przez nos spoglądając w dziewczynę swoimi ślepiami. Był dżentelmenem więc nie  miał nic złego na myśli w dodatku nie atakował ludzi bez potrzeby. Przywykł do picia krwi w tabletkach czy w woreczkach więc nie atakował ludzi. Potrafi opanować swój głód. Zamyślony młodzieniec nie zastanawiał się nad przeszłością, która była zamknięta na kłódkę. Nie chciał wracać do tych wspomnień. Kiedy myślał o imprezie to zastanawiał się gdzie jego najlepszy przyjaciel Luther podziewa w Yokohamie jeśli on tutaj przybywa. Ze spokojem wypuścił powietrze z ust.
- Miło to słyszeć Samantho - odparł krótko odpowiadając z uśmiechem na twarzy. Kierował się nadal do przodu widząc zamyśloną dziewczynę nie wiedział tak naprawdę o czym myśli dla niego nie było to takie ważne. Lubił chodzić na imprezy więc zaproponował wtedy nowo poznanej osobie dlatego zarówno nie mógł doczekać się wspólnej imprezy bo czemu by nie? Młodzieniec w tym momencie był spokojny dotychczas jakby poznała go z drugiej strony imprezując wtedy byłoby ciekawie. Po chwili usłyszał słowa wypowiedziane od niej:
- A no ja też nie mogę doczekać się - odparł krótko z zadowoleniem mając ręce w kurtce idąc do przodu. Słuchał się jej co ma do powiedzenia dalej słysząc o osobie towarzyszącej:
- Hmm... zobaczymy Samantho - odparł zastanawiając się co do zaproszenia osoby, właściwie to miał ale pewnie jest zajęty.
- Dobrze czemu nie - odpowiedział z entuzjazmem w głosie do Samanthy. Gdy zastanawiał się cały czas przez drogę widząc wzrok rozmówczyni.
- Co ty, miło mi się z Tobą rozmawia Samantho - odwzajemnił uśmiech dziewczynie w tym momencie.

Kilka minut temu

Gadriel szedł z młodą osóbką chcąc odprowadzić dziewczynę wtedy zauważył niedaleko akademię cross.
- Dobrze tutaj się niestety pożegnamy... mam nadzieję, że dasz radę idąc w tamtym kierunku - odparł pokazując skrót dla niej żeby mogła szybciej dojść do szkoły. Niestety wampir śpieszył się chcąc dojść do centrum i coś zjeść bo zgłodniał mężczyzna dlatego odpowiedział:
- dziękuje za miłe pogawędki, możesz śmiało pisać smsy - odparł krótko uśmiechając w stronę ludzkiej osoby. Wampir nie miał złych nadal intencji wobec dziewczyny dlatego odszedł w swoim kierunku w stronę centrum.

z.t [przepraszam musiałem zakończyć fabułę, w dodatku mam nadzieję, że jeszcze kiedyś razem popiszemy dłużej]
Powrót do góry Go down
Caithline

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3058-budowa-caithline-anne-ahlberg http://vampireknight.forumpl.net/t3071-caithline-anne#65240 http://vampireknight.forumpl.net/t3210-caithline http://vampireknight.forumpl.net/t3073-caithline-kuroiaishita#65262 http://vampireknight.forumpl.net/t3066-caithline#65215 http://vampireknight.forumpl.net/t3067-komnata-caithline-pierwsze-pietro
Zarejestrował/a : 26/11/2016
Liczba postów : 80


PisanieTemat: Re: Plac zabaw   Pią Mar 31, 2017 10:19 pm

Caithline wracając z lasu szła ze swoją kochaną córeczkę powolnym krokiem. Nie mogła jakoś przemóc żeby wrócić do domu dlatego postanowiła sobie, że z córką pójdą na przyjemny spacerek po parku gdzie jest plac zabaw. Była zamyślona myśląc o Jacku, który zaginął w dziwnych okolicznościach, a bardzo za nim tęskniła szczerze mówiąc, jednakże nie chciała zbytnio martwić swej córci uśmiechnęła się lekko. Noc była przepiękna czasem chmury pokazywały się zakrywając gwiazdy ale tylko przy okazji.
- Jeśli chcesz możemy tutaj trochę posiedzieć, o ile Ci odpowiada ? - zapytała się krótko Lorelai. Niestety czas mijał od tamtego czasu jak spędzili razem upojne dni i wtedy pojawiła się córeczka ich na świat. Wampirzyca miała szczęście, że posiada dom pod głową i mogła uchować od maleńkiej swoją pociechę.
Powrót do góry Go down
Lorelai

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3226-lorelai
Zarejestrował/a : 05/02/2017
Liczba postów : 14


PisanieTemat: Re: Plac zabaw   Nie Kwi 02, 2017 6:32 pm

Na początku myślała, że spokojnie wrócą do domu, lecz ostatecznie ucieszyła się, gdy mama zabrała ją na plac zabaw. Już dawno nie miała okazji się pohuśtać i na spokojnie z nią porozmawiać, bez obecności służby lub pozostałych członków rodziny.
- Tak!- Zawołała radośnie i pobiegła szybko w stronę huśtawek.
- Chodź mamusiu!- Poprosiła, siadając na desce. I już po chwili zaczęła się huśtać, a gdy jeśli Caith do niej podeszła, obdarzyła ją przelotnym uśmiechem.
- Mamo, a dlaczego wampiry polują na ludzi? Skoro wielu ludzi o nas wie, można by to załatwić inaczej. W szkole pani mówiła nam o banku krwi. I są jeszcze tabletki- Powiedziała, pragnąc by jej matka wyjaśniła jej przyczyny tego, że zabijała ludzi. Mała tego nie rozumiała. Dla niej ludzie byli równi wampirom. Może i trochę słabsi, lecz równi. Miała nawet wielu ludzkich przyjaciół ze szkoły. Spędzała z nimi wiele czasu i bardzo ich lubiła. Może i musiała pić krew, lecz nigdy w życiu by ich nie skrzywdziła. Tak samo było z ludzkimi nauczycielami. Może i byli czasami surowi, lecz nie zasługiwali na ugryzienie i wyssanie z krwi. Zwłaszcza pani Lin. Tak fajnie prowadziła lekcje i była bardzo miłą wychowawczynią. Lorelai uwielbiała chodzić na jej lekcje.
Powrót do góry Go down
Caithline

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3058-budowa-caithline-anne-ahlberg http://vampireknight.forumpl.net/t3071-caithline-anne#65240 http://vampireknight.forumpl.net/t3210-caithline http://vampireknight.forumpl.net/t3073-caithline-kuroiaishita#65262 http://vampireknight.forumpl.net/t3066-caithline#65215 http://vampireknight.forumpl.net/t3067-komnata-caithline-pierwsze-pietro
Zarejestrował/a : 26/11/2016
Liczba postów : 80


PisanieTemat: Re: Plac zabaw   Nie Kwi 02, 2017 7:05 pm

Caithline szukała ławki żeby usiąść chcąc pilnować okolicy. Wampirzyca doskonale wiedziała na temat niebezpieczeństw tym bardziej ze strony łowców. Niestety nie przepadała za nimi wręcz nienawidziła ich. Oczywiście myślała przedtem, żeby pójść do zamku ale lepiej poczuła się więc zafundowała swojej kochanej córeczce trochę rozrywki. Była cały czas uśmiechnięta w kierunku swej pociechy.
- No dobrze córciu - odpowiedziała do Lorelai idąc w jej kierunku. Usiadła obok pierwszej huśtawki i usłyszała pierwsze pytanie:
- Szczerze mówiąc, wampiry atakują ludzi nie tylko dla krwi, są też tacy którzy krzywdzą dla przyjemności. Ogółem nie jestem z tej grupy wampirów, którzy lubią torturować niewinnych obywateli, a fakt w przeszłości zdarzało mi się ale wtedy to byłam jeszcze bardzo młoda kiedy Cię nie było na świecie. Od czasu tamtego nie robię tego bo to nie miało już żadnego sensu - odpowiedziała swojej córce na temat atakowania przez wampirów, ludzi. Po chwili namysłu musiała na temat krwi wypowiedzieć jeszcze:
- Ja zazwyczaj poluję na ludzką krew czy wampirów E, ale tylko wtedy gdy faktycznie głód mnie dopadnie czyli nie zawsze - odparła krótko nadal tłumacząc swojej córce. Po usłyszeniu banku krwi to faktycznie jest bardzo wygodny wynalazek, bo przynajmniej mało ataków występuje na świecie.
- Bank krwi jest dobrym rozwiązaniem, z tego względu żeby nie było ataków masowych na niewinnych ludzi, ale niestety trudno innym dogodzić dlatego idą na łatwiznę atakując przechodnia - odparła trochę spokojniej niż przedtem z tego względu, że za dużo myślała o tym idiocie Jacku, który ich zostawił na pastwę losu. Caithline jest bardzo wdzięczna za pomoc Emmanuelowi, który pomógł jej w potrzebie w tamtej sytuacji. Wampirzyca tkwiła w rozmyśleniach, że usłyszała kolejną wypowiedz na temat tabletek krwi. Caith nie lubiła tabletek krwi z tego względu, że posiadają ohydny smak, ale jej siostra bliźniaczka ma uczulenie, które wywołuje duszności.
- Jeśli chodzi o tabletki syntetyczne niestety nie każdy wampir to toleruje je. Na przykład ja posiadam uczulenie i nie mogę ich używać ale nie martw się nie zabiją mnie od razu, ale moja siostra bliźniaczka Dahlia dla Ciebie ciocia ma gorszą sytuację w tym przypadku. A co do reszty wampirów po prostu nie cierpią lub po prostu nie smakuje im - odpowiedziała krótko tłumacząc dlaczego tabletki są niestety niekorzystne dla dietetyki danego wampira oraz jakie można ponieść konsekwencje podczas brania tego świństwa.
Powrót do góry Go down
Lorelai

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3226-lorelai
Zarejestrował/a : 05/02/2017
Liczba postów : 14


PisanieTemat: Re: Plac zabaw   Pon Kwi 03, 2017 4:52 pm

Lorelai za bardzo nie przejmowała się możliwym zagrożeniem ze strony wrogich istot. Była z mamą i czuła się dzięki temu bezpiecznie. Poza tym, nawet wędrując samotnie, za bardzo się nie martwiła konsekwencjami. Od taka dziecinna naiwność. Bo choć dziewczynka była inteligentna, to czasami trochę zbyt pewna siebie.
- Czyli już nie polujesz dla zabawy?- Spytała, huśtając się w najlepsze. Bardzo lubiła czuć wiatr we włosach i unosić się raz w jedną stronę, raz w drugą. To była świetna rozrywka, a rozmowa z mamą dodatkowo to dopełniała.
- Ciekawe, jak to jest zapolować na człowieka lub innego wampira...- Zamyśliła się na moment. Wprawdzie była typem pacyfistki, lecz dzięki bliskim była też realistką i wiedziała, że tak jak mama kiedyś być może będzie zmuszona też napić się czyjejś krwi. A jeśli to się stanie, to pewnie postara się, by jej ofiara za bardzo nie cierpiała. To w końcu tylko jedzenie, a nie jakieś porachunki.
- Czasami widywałam ludzi w slumsach. Dlaczego tam chodzą? Przecież to niebezpieczne- Powiedziała, przestając się po chwili huśtać i rozejrzała się po placu zabaw w poszukiwaniu czegoś innego do zabawy. Wybrała konika na sprężynie.
- A ja nie jestem uczulona. Czasami pije napoje z tabletek krwi w szkole, jak jestem głodna. Biedna ciocia, pewnie ciężko jej żyć, gdy nie może tak robić...- Mruknęła, siadając na koniku i zaczęła się bujać. I od razu oczami wyobraźni wyobraziła sobie siebie, jako jeźdźca na Dzikim Zachodzie.
- Nie martw się mamusiu. Jeśli tak jak ty będę na medycynie, wynajdę takie tabletki, które każdemu będą pasować i dzięki którym nikt nie będzie musiał polować- Rozmarzyła się. Wielkie plany małej istotki. Lecz Loralai często tak miała, że dopadały ją wielkie ambicje. Chciała zrobić tak wiele, choć większość tych rzeczy była albo niemożliwa, albo bardzo trudna do osiągnięcia. A jak na razie dziewczynka nie była tego świadoma i dalej snuła plany na przyszłość.
Powrót do góry Go down
Caithline

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3058-budowa-caithline-anne-ahlberg http://vampireknight.forumpl.net/t3071-caithline-anne#65240 http://vampireknight.forumpl.net/t3210-caithline http://vampireknight.forumpl.net/t3073-caithline-kuroiaishita#65262 http://vampireknight.forumpl.net/t3066-caithline#65215 http://vampireknight.forumpl.net/t3067-komnata-caithline-pierwsze-pietro
Zarejestrował/a : 26/11/2016
Liczba postów : 80


PisanieTemat: Re: Plac zabaw   Pon Kwi 03, 2017 5:37 pm

Wampirzyca stała cały czas zastanawiając w końcu ta epidemia grypy do cholery przejdzie i niech w końcu coś z tym zrobią jednakże nie okazywała złości przy córce bo umiała to tłumić swoje myśli.
- A no przestałam, właściwie twoja ciocia to na pewno nadal robi, ale ja z tego wydoroślałam - odpowiedziała ze spokojnym i dumnym głosem. Caithline uśmiechnęła się lekko do córeczki ciesząc, że może odpowiadać na różne pytania bo dzięki temu szybko się uczy.
- Hmm niestety ludzie tam zapuszczają się do różnych celów, ale nie zdają sobie sprawę, że tam dużo roi wampirów poziomów E, które polują na śmiertelników, a czasami na wampirów dawnych ludzi. Oczywiście tam też mieszkają biedni obywatele ale nie mi oceniać ich - odpowiedziała do niej nie chcąc oceniać tej grupy biednych ludzi. Spogladała się na swoją córeczkę, która posiada tyle energii, że chyba nikt jej nie prześcignie wtedy lekko zaśmiała z radością.
- No cóż, ważne, że nie jesteś uczulona córeczko bo musiałabym chodzić z Tobą po lekarzach lub pójść do Emmanuela żeby Cię zbadał - odpowiedziała z uśmiechem. Wampirzyca miałaby pewne sprawy żeby porozmawiać z kochanym tatulkiem.
- No niestety ciocia jest biedna, ale co poradzić taka się urodziła dlatego może kiedyś wyzdrowieje - odparła zastanawiając podczas mówienia o niej. Siostra bliźniaczka, Caith nie była osobą, która dbała o swe zdrowie, zawsze denerwowała się i szarpała nie potrzebnie nerwy. Za pewne jeszcze by na Caith nakrzyczała, że zmieniła orientację seksualną i przespała z mężczyzną któremu urodziła córkę. Wampirzyca niczego nie żałowała bo w końcu nie jest samotną osobą, bo ma kochaną córeczkę na którą może zawsze liczyć.
- Zaskakujesz mnie córeczko, wierzę w Ciebie, że odnajdziesz takie tabletki. Właściwie jeśli byś chciała pouczyć o medycynie możesz porozmawiać z Emmanuelem twoim dziadkiem albo ja z nim porozmawiam o tym o ile chcesz? - spytała się dając jej propozycje nauki ale wpierw musiałaby skończyć dwie szkoły, a później pójść na studia.
- Dumna jestem z Ciebie - odpowiedziała krótko ciesząc się, że ma taką mądrą córeczkę.
Powrót do góry Go down
Lorelai

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3226-lorelai
Zarejestrował/a : 05/02/2017
Liczba postów : 14


PisanieTemat: Re: Plac zabaw   Wto Kwi 04, 2017 11:05 am

Nic nie wiedziała o epidemii grypy. Co prawda kilka dzieci w szkole nie przyszło ostatnio na zajęcia z powodu jakiejś choroby, lecz mała za bardzo się tym nie przejęła. Wśród chorych nie było jej przyjaciół, a w szkole już tak bywało, że zawsze kogoś brakowało na lekcjach. To była norma. A jeśli chodziło o rodzinę, to też ostatnio nie zauważyła, by ktoś z jej bliskich źle się czuł. Wszyscy zachowywali się normalnie, jakby nigdy nic. O ile zachowanie członków rodziny Kuro można nazwać normalnym.
- Kiedy ciocia wróci, to z nią pogadam...- Powiedziała z tonem głosu, z którego można było wyczytać pewność siebie. Lorelai nie bała się, że ciocia Dahlia mogłaby się na nią pogniewać za wścibstwo. To w końcu była jej ciocia, więc mała liczyła na wyrozumiałość. Poza tym, raczej nic nie byłoby w stanie zmienić jej opinii na takie sprawy.
- Może poprosimy łowców o pomoc? Oni na pewno nauczyli by wampiry krwi E jak być grzecznymi obywatelami- Zaproponowała, dalej bujając się na koniku, a w głowie zawitała jej wspaniała myśl. Współpraca ludzi i wampirów byłaby przecież fajną rzeczą. Oświata Łowiecka zaczęłaby współpracować z radą wampirów i wszyscy żyliby długo i szczęśliwie jak w bajkach.
- A może zostanę politykiem jak dziadek?- Zamarzyła się, wyobrażając sobie siebie w wielkim biurze burmistrza miasta, siedzącą za biurkiem i planującą nowe zmiany dla mieszkańców miasta. Ta myśl tak ją ucieszyła, że na twarzyczce dziewczynki pojawił się promienny uśmiech.
- To dziadek też jest lekarzem? A kim jeszcze jest?- Spytała, przerywając na chwilę zabawę i spoglądając swoimi błyszczącymi oczkami na matkę.
- Chętnie pójdę do dziadka, jeśli będzie miał czas. Bo ostatnio go nie miał. Był zbyt zajęty burmistrzowaniem- Powiedziała, wstając z konika i podchodząc do Caithlin. W jej oczach widać było radość, choć lekko już znudzona zabawą na placu zabaw, powoli zaczynała się zastanawiać, czy nie poprosić mamy o powrót do zamku. Bo jak to dziecko, wprawdzie na początku cieszyła się z przyjścia na plac zabaw, lecz też szybko się zaczynała nudzić. Pewnie dlatego miała tak mało zabawek w domu. By poruszyło to jej wyobraźnie i sama wyszukiwała sobie zabawy.
Powrót do góry Go down
Caithline

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3058-budowa-caithline-anne-ahlberg http://vampireknight.forumpl.net/t3071-caithline-anne#65240 http://vampireknight.forumpl.net/t3210-caithline http://vampireknight.forumpl.net/t3073-caithline-kuroiaishita#65262 http://vampireknight.forumpl.net/t3066-caithline#65215 http://vampireknight.forumpl.net/t3067-komnata-caithline-pierwsze-pietro
Zarejestrował/a : 26/11/2016
Liczba postów : 80


PisanieTemat: Re: Plac zabaw   Wto Kwi 04, 2017 4:20 pm

Wampirzyca nie lubiła zbytnio mówić o tej epidemii grypy dlatego woli ją przemilczeć tak naprawdę, tą kwestię. Ze spokojem ziewnęła zastanawiając co robi jej kochany tatulek, ale pewnie ma dużo do roboty dlatego nie lubiła mu zbytnio przeszkadzać ale trzeba w końcu z nim spotkać i obgadać co nie co sprawy polityczne. Po chwili usłyszała o swojej siostrzyczce to trochę zniesmaczoną miała twarz dlatego odpowiedziała:
- Ciocia raczej nie wróci, bo nawet nie daje znaku życia. W dodatku nie lubi dzieci - odpowiedziała krótko krzyżując ręce na wysokości biustu. Ze spokojem spojrzała się na córeczkę słysząc o łowcach wampirów to normalnie ją skręciło z bólu.
- Ehh myślę, że samo proszenie o pomoc łowców wampirów, to zły pomysł ale z drugiej strony oni sami polują na te istoty więc nie są głupi. Wampiry E niestety to potwory, które nie posiadają zbytnio uczuć ludzkich, a byli nimi kiedyś śmiertelnikami. Niestety to wina wampirów którzy nie podarowali krwi na przemianę do wampira dawnego człowieka - odpowiedziała krótko tłumacząc czym oni są.
- Ja gdybym była szlachetną wampirzycą, to bym nie zrobiła takiego świństwa, żeby skrzywdzić ludzką osobę nie dając po ugryzieniu krwi bo to straszne - odparła z uśmiechem. Caithline faktycznie nie popierała takiego chamstwa wampirów którzy domagają się sługów i nie dają swej krwi żeby skończyć ten rytuał przemiany.
- hmmm masz dużo czasu córeczko żeby pomyśleć nad swoją przyszłością, a na pewno Cię wesprę w twoim zawodzie - odparła ciepłym i dumnym głosem. Oczywiście, że chce pomóc kochanej córeczce w różnych chwilach jej życia.
- Na razie jest Lekarzem, politykiem więc burmistrzem - odpowiedziała uśmiechając przy niej.
- No cóż ja należę do grupy, która chroni naszego burmistrza - odparła krótko widząc córeczkę, która do niej podchodzi uśmiechając cały czas. Właściwie zastanawiała się czy jej nie zabrać na lody czy w jakieś inne miejsce.
- Hmm może chciałabyś pójść z placu zabaw na lody lub pójść na plażę? - spytała się kochanej córeczki chcąc zachęcić na małą wycieczkę po Yokohamie. Oczywiście podczas spaceru może jej kupi fajną zabawkę.
- Jeśli chcesz możemy nawet wejść do sklepu z zabawkami i wybierzesz sobie coś dla siebie.. co ty na to? - spytała się zarówno czy nie miałaby takiej ochoty.
Powrót do góry Go down
Lorelai

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3226-lorelai
Zarejestrował/a : 05/02/2017
Liczba postów : 14


PisanieTemat: Re: Plac zabaw   Sro Kwi 05, 2017 6:33 pm

Nie lubi dzieci? Lorelai często słyszała takie słowa. W rodzinie Kuro było wiele osób, które nie przepadała za jej osobą, choć jedni to okazywali, a drudzy z jakiegoś powodu się z tym kryli. Choć dziewczynka potrafiła łatwo wyczuć niechęć do siebie. Była jak radar dla osób, które jej nie lubią, lecz mimo wszystko, za bardzo się tym nie przejmowała. Nawet jeśli jej obecność była uznawana za niemiłą, to nadal potrafiła odezwać się do danej osoby, rozpocząć nawet jakąś krótką rozmowę. Oprócz tego, na szczęście miała jeszcze mamę, która zawsze znajdowała dla niej czas i dzięki której mogła choć raz na jakiś czas poczuć się kochana i chciana.
- To nie szkodzi, że nie lubi. Ja i tak ją kocham- Powiedziała, przytulając się do matki.
- Nie lubi mama łowców? Ja ich nie znam. Jacy są? Czy można się z jakimiś zaprzyjaźnić?- Wysypała w kierunku wampirzycy kolejną porcję pytań. Nie wiedziała, czemu kobieta czuje taką niechęć do Oświaty. Myślała, że łowcy chcą dobrze dla wszystkich. Skoro nie polują podobno na wszystkie wampiry, tylko na te złe, czemu wielu pobratymców małej tak ich nie lubi? Przecież jeśli nie robi się czegoś złego, to oni nikogo nie zaatakują. Lorelai miała nawet marzenie, by kiedyś spotkać jakiegoś przedstawiciela Oświaty i nawiązać z nim rozmowę. Miała do łowców tak wiele pytań i tak bardzo chciała otrzymać na nie odpowiedź...
- Wampiry szlachetne są czasem głupie... Po co tworzyć nowe wampiry? Nie lepiej założyć rodzinę i mieć dzieci? Chętnie bym się pobawiła z kimś takim jak ja, ale ani w zamku, ani w szkole nie widuje innych wampirzych dzieci. Czy nie mogłabym się z jakimiś zaprzyjaźnić, mamusiu?- Powiedziała, puszczając na chwilę wampirzycę i ufnie na nią spoglądając.
- Co to za grupa, mamusiu? Wyruszacie na misje jak agenci specjalni z telewizji?- Spytała, nie wiedząc zbyt wiele o tym, czym zajmowała się jej matka. Zwykle gdy się spotykały, wampirzyca miała czas wolny i nie wspominała o swojej pracy. Lorelai wiedziała tylko, że jej matka była lekarzem jak dziadek Emmanuel.
- Lody? Tak!!! Cytrynowe z bitą śmietaną!- Podskoczyła z radości i wzięła mamę za rękę, prowadząc ją powoli drużką w kierunku wyjścia z parku.
- Nie potrzebuje nowej zabawki, mamo. Muszę naprawić tylko głowę lalki Arielki. Ciągle jej odpada- Odpowiedziała. Nie była przecież dzieckiem, które się pozbywa zepsutych zabawek. Każdą lubiła i nie chciała ich tracić z tak błahego powodu. Może wystarczyłoby tylko kilka kropli kleju, by problem zniknął?
Powrót do góry Go down
Caithline

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3058-budowa-caithline-anne-ahlberg http://vampireknight.forumpl.net/t3071-caithline-anne#65240 http://vampireknight.forumpl.net/t3210-caithline http://vampireknight.forumpl.net/t3073-caithline-kuroiaishita#65262 http://vampireknight.forumpl.net/t3066-caithline#65215 http://vampireknight.forumpl.net/t3067-komnata-caithline-pierwsze-pietro
Zarejestrował/a : 26/11/2016
Liczba postów : 80


PisanieTemat: Re: Plac zabaw   Czw Kwi 06, 2017 1:11 am

Caithline zbytnio nie potrafiła myśleć teraz pozytywnie o siostrze po tym co zrobiła niedawno. Niestety opuściła bez żadnego listu czy powiedzenia chociaż żegnam, dlatego nie ma zamiaru jej szukać nawet po tym co obiecały pomiędzy sobą, że będą nierozłączne. Była niespokojna przez chwilkę myśląc co dalej. Właściwie miała swój cel czyli wychować własną córeczkę kochaną żeby wyrosła na piękną pannicę, która odnajdzie swoją miłość. Po chwili została wyrwana ze swoich myśli przez słowa córeczki i wysłuchała ją:
- Hah... tak sądzisz, to cieszę się z tego - odpowiedziała krótko i spokojnym głosem. Wtedy poczuła po wypowiedzeniu słów przytulanie do siebie, że odwzajemniła to miłe uczucie.
- Hmm neutralna jestem tak naprawdę do nich. Nie miałam zbytnio starcia z nimi w jakiejś rozmowie. Hmmm powiem tak, łowcy są bardzo czujni i ostrożni, jednakże myślę, że da radę dogadać ale trzeba umieć. Czy da radę zaprzyjaźnić pewnie tak... ale dużo wampirów ich dobre odebrali za złe postępowanie - odpowiedziała poważnym głosem. Wampirzyca zbytnio nie chciałaby mieć starcia z łowcą, bo jeszcze uznają ją za przestępczyni, a niestety miała kilka morderstw na ludziach. Westchnęła zastanawiając nad tym wszystkim czyli było to robić i czy jakiś cel osiągnęła przez to? żaden.
- Ehh.. szlachetni mają to do siebie, że chcą z ludzi zrobić sługów. Właściwie przemiana jak dla mnie jest dobra wtedy jeśli osoba jest ciężko chora i nie chce jeszcze umrzeć to ratuje się dzięki temu. Nie jestem zwolenniczką do przemian ludzi w wampiry - odpowiedziała trochę podważając niestety poglądy szlachetnych wampirów, którzy żywnie się im podoba.
- Ja gdybym była szlachetną, nie zrobiłabym czegoś takiego okrucieństwa, żeby od tak osobę zmienić bo taki bym miała kaprys - wypowiedziała te słowa do córeczki co ona o tym myśli. Gdy usłyszała kolejne wypowiedziane słowa jej wysłuchała je bardzo uważnie na temat przyjaźni z innym dziećmi wtedy odpowiedziała:
- Oczywiście, że możesz z nimi zaprzyjaźnić, nie bronię Ci tego - odparła krótko wysyłając jej ciepły uśmiech. Wampirzyca sama nie zdawała sobie sprawy, że tak bardzo zmieniła się pod względem bycia mamą. Po chwili usłyszała kolejne pytanie córki na temat jej pracy, a mogła być cicho z tym żeby nie było problemów w przyszłości.
- Ogółem to trochę inaczej wygląda, my chronimy obywateli w mieście i są patrole zaostrzone oraz chronimy burmistrza żeby nic się nie stało jemu to samo tyczy wyższych organów władzy. Oczywiście są też misje na których muszę być obecna ale jak na razie jest chyba spokój oprócz tego, że panuje epidemia grypy dlatego trzeba być ostrożnym - odpowiedziała ze spokojem i poważnym głosem.
- Ale nie mów nikomu o tym, niech będzie to nasza słodka tajemnica? dobrze córciu? bo to jest tajne - odpowiedziała z powagą w głosie, bo brała bardzo poważnie tą pracę iż jest odpowiedzialna za ochronę kochanego tatulka Emmanuela, któremu jest bardzo posłuszna nie tak jak siostra, która uciekła od tak. Gdy zaproponowała o lodach to usłyszawszy entuzjazm u córki to powiedziała:
- Dobrze no to ruszamy? - odpowiedziała zgadzając się na jej życzenie. Uwielbiała rozpieszczać córeczkę, a jak usłyszała o lalce to pomyślała sobie czy może by chciała pójść do sklepu gdzie je naprawiają zabawki.
- A może chcesz, żeby w sklepie naprawili Ci twoją lalkę Arielkę? - spytała z ciekawości spoglądając na nią patrząc trochę z góry uśmiechając się nadal do niej.
Powrót do góry Go down
Lorelai

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3226-lorelai
Zarejestrował/a : 05/02/2017
Liczba postów : 14


PisanieTemat: Re: Plac zabaw   Pią Kwi 07, 2017 12:55 pm

Dziewczynka nie wiedziała, czemu ciocia nagle zniknęła, przepadła bez wieści. Na początku myślała, że poszła na zakupy, albo się z kimś spotkać, lecz im dłużej kobiety nie było, tym Lorelai zastanawiała się bardziej nad tym, co naprawdę mogło się stać. Może spotkała kogoś, kto zrobił jej coś złego? Porwał, uwięził i torturował? No niestety, ale mała już w życiu sporo naoglądała się różnych rzeczy w telewizji, gdy mamy nie było w pobliżu i nikt jej nie pilnował. Dlatego różne myśli pojawiały się w jej główce jak również czasem dziwne i niepokojące pytania. Jak na przykład czy zabijanie ludzi na ulicy jest normą dla Yokohamy.
- Słyszałam, że podobno łowcy polują też na wampiry wyższej krwi, gdy te nabroją. Czy w naszej rodzinie ktoś nabroił?- Spytała. Nie wiedziała zbyt wiele o opinii mieszkańców i łowców na temat rodziny Kuro. Nie była za bardzo świadoma ich napiętych relacji i zdarzeń jakie miała kiedyś miejsce. Gdyby się o nich dowiedziała, pewnie byłaby w niezłym szoku, a jej własna opinia o rodzinie diametralnie by się zmieniła.
- Zgoda między ludźmi i wampirami... Byłoby fajnie- Powiedziała, idąc z mamą parkową ścieżką. Ciekawe co będzie, gdy w końcu zrozumie, że jej marzenia są niemożliwe do spełnienia, bo zawsze znajdzie się jakiś delikwent, który będzie temu przeciwny. Na przykład jakiś wampir nadal będzie traktował ludzi tylko, jako pokarm, a człowiek uważał wampiry za ciągłe zagrożenie.
- W zamku jest dużo sług, ale większość to wampiry- Stwierdziła, przypominając sobie swoją nianię, która się nią opiekowała jak była jeszcze mała.
- Może i lepiej mieć sługi czystej krwi, niż przemienione...- Mruknęła, rozglądając się po parku. Nie było zbyt ciepło, ale też nie czuć było przejmującego chłodu. Każdego dnia coraz bardziej czuć było wiosnę w powietrzu.
- Jesteś jak ci, co pilnują prezydenta USA? To super! I jeszcze misje...Prawie jak w NCIS- Zawołała radośnie, podskakując sobie co jakiś czas.
- Dziadek na pewno potrzebuje ochrony. Choć ma własne moce, to jednak zawsze może się trafić ktoś silniejszy od niego i wtedy wy mu pomagacie i uczycie bandytów rozumu- Dodała znów spoglądając na matkę.
- Obiecuję, że nikomu nie powiem- Przyrzekła.
- Nie, sama ją naprawię. Umiem, potrzebuje tylko kleju. Mamy w domu klej?- Spytała. Nie chciała nikomu oddawać swojej lalki do naprawy. Uważała, że sama dobrze się nią zajmie. W końcu nie była już taka mała, by we wszystkim wysługiwać się innymi. Poza tym, musiała nauczyć się samodzielności w wielu dziedzinach. Majsterkowanie było jedną z nich.
- To na lody...- Odparła z uśmiechem.
[z/t]
Powrót do góry Go down
Caithline

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3058-budowa-caithline-anne-ahlberg http://vampireknight.forumpl.net/t3071-caithline-anne#65240 http://vampireknight.forumpl.net/t3210-caithline http://vampireknight.forumpl.net/t3073-caithline-kuroiaishita#65262 http://vampireknight.forumpl.net/t3066-caithline#65215 http://vampireknight.forumpl.net/t3067-komnata-caithline-pierwsze-pietro
Zarejestrował/a : 26/11/2016
Liczba postów : 80


PisanieTemat: Re: Plac zabaw   Pią Kwi 07, 2017 4:28 pm

Caithline z uśmiechem lekkim zastanawiała się gdzie pójść do najlepszej lodziarni z córką wtedy została wyrwana z myśli słysząc o rodzie gdzie została wychowana w swoim starszym wieku.
- Hmm... niestety to prawda córko. Czy ród coś zrobił... wiesz ciężko coś mi powiedzieć na ten temat, bo nie wgłębiałam się w te sprawy - odparła krótko zastanawiając się nad sensem słów córki o których wspomniała przed chwilką.
- Nom zgoda byłaby dobrym rozwiązaniem, ale nie każdy to podziela tak naprawdę, a szkoda - odpowiedziała z lekkim zniesmaczeniem masując ręką o rękę. Caithline na początku też była za mordowaniem ludzi ale po czasie zrozumiała, że to nie ma sensu żadnego tak naprawdę. Dzięki Emmanuelowi to zrozumiała rychło w czas. Niespokojna usłyszała kolejne słowa o Kuro ale bardziej o zamku patrząc na nią idąc z placu zabaw kierując powolnym krokiem z córką do wyjścia.
- Tak to prawda, ja podejrzewam, że tam nie spotkasz żadnego człowieka bo szybciej by go zjedli - odpowiedziała niestety brutalną prawdę córce, bo po co będzie owijać w bawełnę fakty. Zastanawiała się nad sensem co usłyszała o czystej krwi więc trochę mogła nie zgodzić co do tego służenia, ale pozwoli sobie na przemilczeć słów córki. Gdy usłyszała entuzjazm córki na temat misji i jej pracy aż ją zdziwiło na minutę i zaśmiała się lekko przy niej.
- Tak można ująć.. wiesz masz rację co do twojego dziadka, zawsze może liczyć na nas - odparła z nutką radości w głosie, w którym można wyczuć patrząc na Lorelai. Po chwili usłyszała, że zachowa tajemnicy to ucieszyła się bardzo na to.
- Dziękuję, kochana jesteś - odpowiedziała z ulgą w głosie. Chciała żeby było dobrze i nie narażać bliskich.
- Tak ja posiadam klej, więc jak wrócimy z lodów to Ci dam - odparła krótko na jej pytanie. Nie wiedziała, że ma naprawdę zdolną córeczkę pewnie musiała odziedziczyć po biologicznych rodzicach mamy Caith.
- Dobrze córeczko - odpowiedziała trzymając się za rękę i wyszły w stronę miasta na lody.

z.t x2
Powrót do góry Go down
Blyth

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3865-blyth
Zarejestrował/a : 09/05/2018
Liczba postów : 17


PisanieTemat: Re: Plac zabaw   Nie Paź 21, 2018 1:54 pm

Nieco mroźny poranek na placu zabaw zapowiadał się niezbyt ciekawie. Blyth ze znudzeniem w oczach wpatrywał się w grupkę dzieciaków, wspinających się na drabinki. Sam zaś nie miał ochoty się bawić, a jedynie kierował leniwe spojrzenie na swojego brata. Za pewne rodzicie znowu na nich nawrzeszczą za samowolkę, bo przecież nigdzie nie powinny pałętać się same.
Ale nie było ich w domu, więc trzeba korzystać z okazji. Trupio blady wampirzy dzieciach zeskoczył z ławki i podszedł do swojego brata, pociągając lekko nosem.
- Nudno tu. - Burknął, grzebiąc butem w ziemi i obracając się za siebie, gdy jakieś dzieciaki zaczęły je wołać. Rodzice owych byli za pewne zaskoczeni, że dwójka malców była tutaj bez jakiegokolwiek nadzoru, ale kto by się tam przejmował. Niski, nieco grubawy dzieciak podbiegł do nich i chwycił ciemnego blondyna za rękę.
- Chodźcie się z nami bawić! - Zapiszczał jak dziewczynka, na co sam wampir mocno się skrzywił. Wyszarpał rękę, patrząc na niego mało przyjemnym wzorkiem.
- Nie chcemy się z Tobą bawić. - Syknął, marszcząc przy tym brwi. Oczywiście zawsze odpowiadał za brata, który za pewne preferowałby bardziej przyjemne rozwiązanie sytuacji. Ale że Blyth coraz bardziej się niecierpliwił, chwycił niedoszłego kompana zabaw za rękę i mocno wygiął, łamiąc mu ją. Głośny pisk połączony z wrzaskiem rozległ się po placu zabaw. Rodzice ów grubasa zaczęli biec w ich stronę, nie mając pojęcia jak to się stało.
- Złamał mi rękę! - Krzyczał, zalewając się łzami. Blyth schował ręce do kieszeni, patrząc teraz na dwójkę zmieszanych dorosłych, którzy samego zajścia nie widzieli. Nie mieli jednak pojęcia o wampirzym świecie, więc też nie brali pod uwagę tego, że taki sześciolatek byłby w stanie złamać komuś rękę. Bo przecież jak to możliwe?
- Jest gruby, nie chce się z nim bawić. - Burknął pod nosem, kierując wzrok na swojego brata. Dobrze postąpił, prawda? Jakby ludzki śmieć go nie dotknął, to by nie było miejsca takiej sytuacji. Został sprowokowany, więc musiał odpowiedzieć.
Mały Joffrey, prawda?
Te słowa jednak nie spodobały się męskiemu osobnikowi, który chwycił Blytha za kurtkę i zaczął szarpać.
- Co powiedziałeś? - Mówił podniesionym głosem, wpatrując się w dzieciaka ze złością. Ten jednak wciąż miał obojętny wyraz twarzy.
- Zostaw go, przecież to dziecko! - Pisnęła kobieta, kucając przy swoim synu ze złamaną ręką. Reszta bachorów przystanęła w miejscu i ucichła, kierując wzrok głównie na dorosłego i wampira.
- Jedziesz z nami. - Powiedział mężczyzna, ciągnąć Blytha ze sobą. Ten spojrzał na krótką chwilę na Malcolma, w jego oczach kryło się zmieszanie. Co powinien zrobić?
- Nie chce nigdzie jechać. - Wyburczał, stawiając opór i wciąż się krzywiąc. To była nowa dla niego sytuacja i nie za bardzo wiedział co miał teraz zrobić. Jego oczy stały się jeszcze bardziej złote, a wzrok wciąż utrzymywał się na mężczyźnie.
Chyba najprościej ich zabić, co nie? Tata na pewno by tak zrobił!

_________________
szeroki podnapis
Powrót do góry Go down
Malcolm

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3876-malcolm#85531
Zarejestrował/a : 02/06/2018
Liczba postów : 5


PisanieTemat: Re: Plac zabaw   Nie Paź 21, 2018 5:19 pm

- Sam wybrałeś to miejsce - odpowiedział cicho wampir, delikatnie się nachmurzając i skupiając się na nich na moment. Pokręcił głową. Jego wzrok przekierował się na pobliską grupkę dzieci, a on sam wydał z siebie niemrawe westchnienie. - Dziwnie tu - spojrzał ponownie na brata. Dał się skusić na wyjście z domu, by udać się w mało znane dla siebie miejsce. O ile różniło się to od miejsca, gdzie głównie przebywał, o tyle... musiał zgodzić się z bratem. Mim to, próbował znaleźć w tym miejscu cokolwiek do zrobienia.
- Chodźmy tam - uniósł prawą rękę i pokazał palcem na wolne huśtawki. - Możemy próbować rozhuśtać się jak najwyżej... - w głosie nie było słychać ani kszty zapału, zupełnie jakby nie był przekonany co do własnego pomysłu.
Nim jednak ciemnowłosy zaciągnął tam brata, nastąpiła inna rzecz. Albowiem zostali zaczepieni przez jakiegoś nieznajomego dzieciaka. Spokojnie obejrzał sobie go sobie, nim jednak otworzył usta, chcąc odpowiedzieć, usłyszał słowa Blytha. Sprawiło to, że zmusił się do smętnego i zarazek krótkiego uśmiechu, już nie dodając nic od siebie. Nie chciało mu się ingerować w cokolwiek dalej, dlatego też powoli ruszył w stronę wspomnianych huśtawek.
Bardzo szybko do jego wrażliwych uszów dobiegł okrzyk. Uniósł dłonie i przytkał do uszów, krzywiąc się mocno. Dosłownie zabolało go tak głośna reakcja, a słowa sprawiły, że obrócił się, spoglądając na ową dwójkę. Źrenice nieco rozszerzyły się. Opuścił ręce, patrząc niepewnie na to, co wydarzyło się, a mina zdradzała, że nie wiedział, co powinien zrobić, przynajmniej przez moment. Widząc zachowanie ojca tamtego dzieciaka, postanowił zrobić więcej niż wpatrywać się - chociaż z niezbyt widocznym zapałem. Zbliżył się do brata i złapał go za rękę w momencie, gdy nieznajomy próbował go zabrać, i pociągnął ku sobie, na tyle, ile było stać dziecięcego wampira.
- Nie możemy chodzić nigdzie z nieznajomymi - powiedział, patrząc niewinnie na mężczyznę. - Proszę puścić - sam nie zamierzał ułatwiać niczego i pozwolić mu na zaciągnięcie Blytha. - Zabierajmy się stąd, zanim spyta o mamę czy tatę - wyszeptał prawie bezgłośnie, kierując słowa do wampira.
Powrót do góry Go down
Samuru
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1717-samuru#36236 http://vampireknight.forumpl.net/t501-samuru http://vampireknight.forumpl.net/t3537-samuru#76535
Zarejestrował/a : 28/03/2013
Liczba postów : 1271


PisanieTemat: Re: Plac zabaw   Nie Paź 21, 2018 8:10 pm

BARABAL


Dzieciaki nie były same.
Nie od momentu zjawienia się na terenie placu zabaw Barabala. Stary wampir przybył tutaj za wonią pociech Nessunowych, a skoro wyczuwał tylko je, wypadałoby sprawdzić czemu są bez opieki. Wbrew pozorom dziwny Kuroiashita potrafił zajmować się wampirzymi dzieciakami, ba, sam jest ojcem wielu. Więc pozwolił samemu sobie zająć się uciekinierami, bo na pewno nie posłuchały się starszych i wybyły z domu na dzienne eskapady.
Oczywiście nie ominął szlachetnego krzyk, co oznaczało że nieco przyspieszył. Dodam, że wcale nie wyglądał na przejętego, wręcz przeciwnie blade lico potwora przyozdobił upiorny uśmiech.
Wampir poruszał się szybko, zatem mężczyzna szarpiący się z Blythem, nie zauważył kiedy wysoka kruczoczarna persona wyrosła zza jego pleców. Koścista, szponiasta łapa zacisnęła się mocno na ramieniu.
- Zaczepianie dzieci jest podobno zabronione. A nawet jeśli coś się wydarzyło, nie powinieneś wyżywać się na dziecku.
Pochyli się nad uchem człowieka, zerkając na niego czarnymi jak dno studni ślepiami. Jeśli koleś jest słaby nerwowo może się niexle przestraszyć.
- Odpuścisz czy mam pomóc?
Zapyta dodatkowo, nie puszczając człowieka. Właściwie uścisk się jeszcze bardziej wzmocnił i jeśli nie przestanie, ramię mężczyzny ulegnie pęknięciu. Dzieciaki lepiej niech będą grzeczne, a zwłaszcza mały Blyth bo Malcolm w sumie był bardziej grzeczny.
Powrót do góry Go down
Blyth

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3865-blyth
Zarejestrował/a : 09/05/2018
Liczba postów : 17


PisanieTemat: Re: Plac zabaw   Nie Paź 28, 2018 7:57 pm

Nie planował tego. Z pozoru niewinnie wyglądające, blade dziecko nie za bardzo dopuszczało do wiadomości, że zrobiło komuś wielką krzywdę. Taki odruch wydawał się mu być naturalny i był zdziwiony tym, że reakcja ludzi była taka dziwna. W końcu do wesela się zagoi, co nie?
Na krótką chwilę spojrzał ponuro na brata.
- W takim razie trzeba było zostać z Blanką. - Pochmurna mina, nadymał policzki i jeszcze przewrócił oczami. Rodziców nie było, wiec trzeba korzystać.
Już kierował się w stronę huśtawek zaproponowanych przez brata, ale w ostatniej chwili się zatrzymał bo przecież jakieś grube dziecko musiało mu do reszty zepsuć humor.
W efekcie tego złamał mu rękę, a chwilę potem obcy mężczyzna zaczął ciągnąć Blytha za sobą. Zdziwił się jednak, kiedy ręka Malcolma dzielnie trzymała się brata, przez co nie mógł się nawet ruszyć. Dziecko nie może mieć tyle siły.
Sam ciągnięty z przestrachem spojrzał szybko na brata, jakby jego pomoc na niewiele mogła się zdać.
Pamiętasz? Nie mieliśmy się tak zachowywać. Krótka myśl i te intensywne spojrzenie w kierunku niego. Nie mogli się wyróżniać, ale chyba było na to troszeczkę za późno. Blyth najzwyczajniej w świecie nie wiedział jak się ma zachować, a ciągnięte ciało z dwóch stron przeszedł niemiły skurcz.
Aż nagle ku zaskoczeniu wszystkich zjawił się rycerz na czarnym koniu. Brodaty mężczyzna zadrżał, gdy usłyszał za sobą czyjś obcy głos, obrócił głowę i odsunął go wolną ręką.
- To nie Twoja sprawa. - Odburknął, na moment nie puszczając ręki wampirzego dzieciaka. Blyth zrobił wielkie oczy i od razu zaczął w podskokach kierować się do szlachetnego.
- Dziadziuś Barabal! - Wykrzyczał, przylegając do jego prawej nogi. Pociągnięty facet omal się nie wywrócił, jednak wciąż próbował odszarpnąć dziecko, pomimo tego że uścisk został wzmocniony.
Dopiero po chwili przeklął i puścił go, piorunując wzrokiem Barabala.
- Ten bachor złamał rękę mojemu synowi. Żądam odszkodowania! - Uniesiony głos i krótkie spojrzenie na żonę, która kucała przy swoim rannym dzieciaku i coś mu mówiła. Blyth zaś jeszcze mocnij zacisnął rękę na udzie dziadka, a druga przyciągnęła do siebie brata.
Ludzie są źli, ludzie są okrutni.
Wychylił nieco głowę i wystawił jęzor w stronę ojca poszkodowanego.
- Teraz ciężej będzie mu się podjadało. - Wysapał, na co brodaty mężczyzna uniósł rękę, jakby chciał zdzielić młodego po głowie.
A ten przecież mówił samą prawdę!

_________________
szeroki podnapis
Powrót do góry Go down
Malcolm

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3876-malcolm#85531
Zarejestrował/a : 02/06/2018
Liczba postów : 5


PisanieTemat: Re: Plac zabaw   Sob Lis 03, 2018 8:16 pm

Nie odpowiedział mu. Jedynie wysunął język i nieco zmrużył oczy, po czym błyskawicznie go schował i naburmuszył się. Jego reakcja powinna dobitnie wskazać na to, co myślał na temat słów swojego brata.
Wracając jednak do aktualnej sytuacji... Nie chciał puścić swojego brata i pozwolić nieznajomemu pociągnąć go i zabrać nie wiadomo gdzie. Jednakże, będąc zaledwie dzieckiem, nie mógł przecież dokładnie kontrolować swojej siły. Kierował się dość prostym pragnieniem... Jedynie tyle. To powodowało zarazem, że niespecjalnie wiedział, co powinni dalej zrobić, by wybrnąć z tej sytuacji. O ile nie czytał w myślach Blytha, o tyle widok jego reakcji... Sprawił, że poczuł mocne ukłucie strachu. Jego ramiona zadrżały, w oczach powoli zaczęły pojawiać się łzy.
Które niemalże momentalnie zaniknęły wraz z chwilą zauważenia pewnego dorosłego. Mrugnął oczami, po czym uśmiechnął się radośnie.
- Yay - powiedział, nie podnosząc głosu. Jego reakcja jednak zdradzała wyraźnie, że widok tego dorosłego sprawił był zadowolony. Jednakże nie był pewny, co powinien dalej zrobić. Wpatrywał się w nieznajomego przez ten czas, obserwując jego zachowanie. Nie lubił czegoś takiego jak przedstawiał tamten.
Pociągnięty w stronę brata, zmienił pozycję tak, że schował się za wampirem. Puści Blytha i wychyli się nieśmiało zza drugiej z nóg.
- Ten Pan jest niemiły - odezwał się Malcolm. - Ciągle krzyczy. Mówi niemiłe słowa - dodał od siebie. Otworzył szeroko oczy, patrząc na rozwój wydarzeń.
Powrót do góry Go down
Samuru
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1717-samuru#36236 http://vampireknight.forumpl.net/t501-samuru http://vampireknight.forumpl.net/t3537-samuru#76535
Zarejestrował/a : 28/03/2013
Liczba postów : 1271


PisanieTemat: Re: Plac zabaw   Pon Lis 05, 2018 10:13 pm

Jak widać w porę zjawił się Barabal. Jakiś obleśny, owłosiony stary pryk nie potrafił sobie poradzić z sześciolatkami. Cóż, miał prawo, wszak dzieciaki nie były zwykłe. Wampirze dzieci potrafią sprawić więcej kłopotów niż ludzkie, ale z drugiej strony wampirze są o wiele ładniejsze. Poza tym wykrzywiona, zasmarkana twarz ludzkiego bachora wprowadza niesmak. Niemniej nie może uczynić niczego złego, aby czasami dzieciaki się nie napatrzyły. To nie był odpowiedni czas.
- Jak widać jest i moja.
Uśmiechnie się na słowa Blytha. Teraz mężczyzna nie mógł przegonić przechodnia, poza tym nigdzie nie jest zaznaczone w prawie, że nie można interweniować jeśli widzi się przemoc wobec nieletnich.
Jak tylko malec zdołał uciec, szlachetny stanął tak, aby go zasłonić swoim ciałem. Na drugiego chłopca, który również podbiegł zerknął przelotnie. To miłe kiedy wnuczęta tak samodzielnie lgną do dziadka. Urocza chwila. Ale póki co musi uporać się z domagającą się sprawiedliwości rodziną.
- Ależ oczywiście. Odszkodowanie jak najbardziej się należy.
Przytaknie, lecz wampirowi wcale nie spieszyło się do ogarnięcia numeru, czeku czy czegokolwiek. Również spojrzy na matkę pocieszającą płaczliwego grubasa. Aż oczyma pokręci stary wampir.
I właśnie wtedy ojciec wykonał najbardziej niewłaściwy ruch. Miał o tyle pecha, że Barabal wykazał się znacznie lepszym refleksem oraz szybkością i chwycił rękę w nadgarstku. Mocny, żelazny chwyt. Druga ręka błyskawicznie zacisnęła się na grdyce mężczyzny, zaciskając niebezpiecznie palce.
Nie musiał nic mówić, złapanie zwykłego człowieka w moc Koszmarnej Iluzji nie stanowiło żadnego wyzwania. W głowie mężczyzny już pojawił się obraz przedstawiając jak jego ukochana żona wraz z synem zaczynają dosłownie się rozpadać. Zaczynając od ramion, głowy i reszty ciała. Widok wylanych trzewi na trawie, lśniących kości i trwający lament.
- Znasz powiedzenie? Od uderzenia dziecka gnije twoja rodzina?
Zabrzmi głos wampira, chociaż facet nie widział wcale żeby usta poruszały się. Wykrzywione w szerokim, upiornym uśmiechu.
Iluzja trwała wystarczająco, tak żeby wzbudzić w człowieku paraliżujący strach. Dopiero wtedy go puści i wyciągnie dłonie do dzieciaków.
- I w taki sposób oszczędziliśmy pieniądze. Co powiecie maluchy na ciastka?
Zaproponuje, zerkając to na jednego, to na drugiego. Tamtymi nie ma co się przejmować, facet dostał nauczkę. A jeśli zechcą ciągnąć sprawę dalej, poznają co to znaczy samozapłon.
Powrót do góry Go down
Blyth

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3865-blyth
Zarejestrował/a : 09/05/2018
Liczba postów : 17


PisanieTemat: Re: Plac zabaw   Pon Lis 05, 2018 10:59 pm

A niech tylko spróbowałby się odezwać! Blyth dobrze wiedział, że braciszek zawsze przyzna mu rację i nie będzie podważał jego słów. Mężczyźni powinni trzymać się z mężczyznami! Siostra to co innego, jej mały nicpoń nie chciał zabierać ze sobą. Dlaczego? Raz bo to męskie wypady, a dwa, że najzwyczajniej się o nią martwił. Bezpieczniej było w domu i tam też miała pozostać. Oby tylko nie wydała ich rodzicom bo wtedy na dobre mogą skończyć się ich podróże.
Zaniepokojony, aczkolwiek wciąż radosny wzrok skupił się na posturze dziadka. Niemiły pan dostał swoją nauczkę i nie mógł nigdzie zaciągnąć Blytha, kto wie jakie były jego prawdziwe intencje? Wampirzy dzieciak wytarł nosa z glutów i z otwartą buzią obserwował, co Barabal wyczyniał drugiemu mężczyźnie. Jego przerażony wzrok wydawał się być nieobecny, a ciało zastygło w tymczasowym bezruchu. Gdy dziadzio go puścił, w milczeniu odwrócił się i zabrał swoją żonę wraz z wyjącym bachorem z placu zabaw, nie obracając się nawet za siebie. Najwidoczniej zrozumiał przekaz i nie trzeba było mu mówić dwa razy.
Kiedy zostali sami, Blyth puścił jego nogę, a chwycił za prawą rękę i uwiesił się na niej, zataczając jedno kółko.  
- Ciastka? Tak! Chce takie duże, czekoladowe. - Oczy dzieciaka zabłysnęły szczerą radością, bo nie ma nic lepszego na świecie niż słodycze! Były bardzo dobre i ludzkie małe pomioty mogły mu tylko zazdrościć, że zęby mu się od tego nie popsują. Mógł je jeść do woli! I nikt go nie zatrzyma!
- Nie powiesz tacie, że nas tutaj znalazłeś Dziadku? - Wielkie oczy nie odrywały się od niego, wpatrzone jak w obrazek, pełne ufności i prawdziwej miłości. Joffrey na pewno będzie wściekły i nawet Fabio go nie powstrzyma, musieli stworzyć sobie jakieś alibi! To znaczy on musiał, bo Malcolm to gapa i nic z tym faktem nie zrobi.
- Malcolm, co powiedziałeś Blance? - Odchylił mocno głowę do tyłu, patrząc na tamtego z ciekawością. W sumie większy z chłopców zdążył już zapomnieć, ale ich historia musiała się zgadzać z historią opowiedzianą rodzicom przez siostrzyczkę!
Chwila główkowania, aż wyprostował się dumnie i poczuł jak kapitan. Nawet przyspieszył, co zabawnie wyglądało jakby ciągnął Barabala za sobą. Dziadzio ich przecież nie zdradzi, na pewno nie! Chwila marszu, a ten wydawał się być dziwnie zmęczony. Może to przez te emocje? Ludzie byli nieobliczalni, a Blyth zbyt rzadko wśród nich przebywał.
- Chce na barana! - Krzyknął, odwracając się do szlachetnego przodem i zatrzymując mu pod nosem. Wyciągnął ręce ku górze, chwytając za skrawki jego ubrania i delikatnie ciągnąc. Takiemu słodziakowi to nie odmówi, a młody królewicz zazwyczaj dostawał to czego chciał. Nie wydawał się jednak rozpieszczony, przynajmniej na razie.

_________________
szeroki podnapis
Powrót do góry Go down
Malcolm

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3876-malcolm#85531
Zarejestrował/a : 02/06/2018
Liczba postów : 5


PisanieTemat: Re: Plac zabaw   Sro Lis 07, 2018 11:12 pm

Będąc już w bezpiecznym miejscu - czyli za dziadkiem - mógł spoglądać na rozwój wydarzeń, zarazem przybierając niekiedy niezadowolony wyraz twarzy. Taka była jego reakcja na reagowanie siłowo w tej sytuacji. Mimo to, nie odwracał wzroku, wpatrując się na to, jak zmieniało się zachowanie agresywnego mężczyzny. Wampirek odczuwał zadowolenie, gdy sytuacja nie przemianowała się do siłowego rozwiązania, związanego z biciem. Nie miał pojęcia jednak co dokładnie się wydarzyło. Znaczy się, mógł się domyślać, ale dziecięcy umysł nie zastanawiał się nad tym dłużej.
- Um, ciastka - przytaknął. - Też chcę ciastka. Dobre. Dużo - pomysł ze zjedzeniem smakołyków przypadł mu do gustu. Wyciągnął swoją rękę i zacisnął drobną dłoń na tej należącej do dorosłego wampira... właściwie to na jednym z palców. Uśmiechnął się radośnie, po czym nieśmiało spuścił głowę. Starał się dostosować prędkość do czarnowłosego, by nie spowalniać chodu.
- Ja nic. To ty jej mówiłeś o wszystkim - odpowiedział mu spokojnie. - Mi w tamtym momencie kazałeś się przebierać - przypomniał mu spokojnie. Nie wiedział, co się stanie, gdy rodzice odkryją ich nieobecność. Ale by od razu denerwować się? Byli niewinni! Zdecydowanie tak. A tata i mama na pewno zrozumieją, że są już duzi i chcą poznawać świat! A przynajmniej wystarczająco nudzi im się w domu.
Nie reagował specjalnie. Jedynie szedł w milczeniu, wyglądając na zadowolonego... Przynajmniej do czasu, gdy Blyth wyskoczył z takimi słowami. Zamrugał oczami, po czym spoglądnął na mężczyznę, nachmurzając się. Odwrócił wzrok, nie wyglądając na zadowolonego. Jednakże zarazem nie wypowiedział ani słowa więcej, nie zmieniając jednak swojego nastawienia na ów moment.

I w taki oto sposób dziadek z wnuczętami opuścili park, kierując się do kawiarni.

zt dla wszystkich
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Plac zabaw   

Powrót do góry Go down
 
Plac zabaw
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 11 z 11Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... 9, 10, 11
 Similar topics
-
» Plac zabaw
» Opustoszały plac zabaw
» Czerwony pokój zabaw
» Plac przed Akademikiem

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Vampire Knight :: Yokohama :: DZIELNICA MIESZKALNA (ZACHÓD) :: PARK-
Skocz do: