IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Huśtawka na drzewie

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Next
AutorWiadomość
Hachiko

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t171-krwawa-dama http://vampireknight.forumpl.net/t588-leadris#788 http://vampireknight.forumpl.net/t3334-krwawa-dama#71600
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 917


PisanieTemat: Huśtawka na drzewie   Wto Paź 23, 2012 9:38 pm

Stara, wysłużona huśtawka z drewnianych desek, podtrzymywana przez dwie długie liny, wisząca na ogromnym dębie. Wokół rozchodzi się trawiasty placyk a przy nim rosną najróżniejsze odmiany posadzonych lub też dzikich kwiatów. A do tego wszystkiego prowadzi wydeptana piaszczysta dróżka.
Powrót do góry Go down
Yuki
Yuki
Yuki
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t164-yuki http://vampireknight.forumpl.net/t214-yuki
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 922


PisanieTemat: Re: Huśtawka na drzewie   Nie Sty 13, 2013 9:09 pm

Poprosiła Brada, by ten ja wysadził blisko akademii. Zdążyła się już uspokoić i choć sługa się upierał odprawiła go, mówiąc, że w każdej chwili może go przecież telepatycznie wezwać, a jak bardzo chce, to może trzymać się blisko, przynajmniej na tyle blisko by w miarę szybko móc dotrzeć. Yuki w tym czasie zdecydowała się pójść na spacer, wcześniej zaglądając przelotnie do akademii, a potem zdecydowała się pospacerować, aż w końcu doszła do parku.
Nie, nie bała się już, choć wtedy w barze... Ringo mocno ją wystraszył. Była prawdopodobnie przewrażliwiona, ale nic na to się poradzić nie da, zbyt wiele wycierpiała z rąk mężczyzn. Chciała się zrelaksować, a nie ma nic lepszego od spaceru po parku. W prawdzie wszędzie wokół było biało i ani grama zieleni, ale wcale jej to nie przeszkadzało. Wręcz przeciwnie. Uwielbiała takie klimaty, a zimno jej nie dokuczało. Od czasu do czasu mijała spacerujących ludzi, ale nie było ich wielu, większość wolała siedzieć w ciepłym domu. Ona sama... nie była w stanie wysiedzieć w czterech ścianach.
Tak doszła aż do huśtawki. Stanęła nieopodal na środku ścieżki, przyglądają się ośnieżonej, zamarzniętej huśtawce. Trzymając ręce w kieszeniach zamyśliła się. Lubiła huśtawki... kiedyś, teraz wydawało się to być nieco głupie, a może po prostu zaczynała się starzeć? Niemożliwa, bo nawet jak na wampira była młoda, trochę ponad 50 lat na karku to naprawdę mało jak na krwiopijcę. Odpłynęła myślami do chwil kiedy nie musiała się o nic martwić. O tak, wtedy to były czasy. Całkowicie beztroskie i niewinne. Nie to co teraz.

_________________
* * * * * * * *
Powrót do góry Go down
Raito

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t881-raito-mortis#7083 http://vampireknight.forumpl.net/t2952-raito#62586 http://vampireknight.forumpl.net/t925-apartament-braci-mortis
Zarejestrował/a : 07/01/2013
Liczba postów : 179


PisanieTemat: Re: Huśtawka na drzewie   Pon Sty 14, 2013 4:54 pm

Raito nie mógł jakoś usiedzieć w czterech ścianach. Niedawno przyjechał do Japonii i bynajmniej nie miał zamiaru siedzieć bezczynnie. Na początku chciał trochę pospacerować, przypomnieć sobie swój piękny, rodzinny kraj który opuścił kilkanaście lat temu. Pogoda mu nie przeszkadzała, pobyt w Rosji zahartował go wystarczająco. Głupcem jednak nie był, toteż miał na sobie czarny płaszcz i swój ulubiony, ciepły czarny szalik w kratkę. Nie chciał się przecież przeziębić, prawda?
Mężczyzna spacerował sobie, rozglądając się dookoła. Tyle wspomnień... Minął akademię i skierował się w stronę parku. Bardzo chciał odwiedzić swoją niegdyś ulubioną huśtawkę. Pogoda nie była zbyt łaskawa, co rusz lodowaty wiatr rozwiewał rudą czuprynę mężczyzny. Ach, w sumie mógłby coś z tym zrobić, wiatr to jego działka, prawda? Za pomocą swojego artefaktu pożyczał tylko cząstkę mocy, jaką dzierżyła matka natura. Mimo tego był w stanie panować nad wiatrem bez problemu. Nie miał jednak zamiaru bawić się powietrzem, chciał się nieco odprężyć i zrelaksować. Później będzie musiał pójść do siedziby i porozmawiać ze swoim nowym szefem. Można powiedzieć, że jak na razie ma wolne.
Pogrążony we własnych myślach, doszedł do celu. Jego oczom ukazała się zamarznięta huśtawka, delikatnie bujająca się za sprawą wiatru. Na jego twarzy pojawił się delikatny uśmiech, niewidoczny dla ewentualnych gapiów gdyż ów płaszcz zasłaniał jego twarz aż pod sam nos. Dopiero po chwili mężczyzna zdał sobie sprawę, że nie jest tutaj sam. Przeniósł leniwie wzrok na kobietę, która stała na lewo od niego. Ręce miał w kieszeniach, w innym wypadku odmarzłyby mu. Nos miał lekko czerwony a z jego oczu bił spokój i pewność siebie. Zero wrogości.
Kobietka była bardzo drobna, długie blond włosy i - o ile dobrze widział - niebieskie oczy. Nie, jasnobłękitne. Szczupła, zgrabna. Ciekawiło go, co tutaj robiła. Może dla niej to także wyjątkowe miejsce? Kto wie. Tak czy inaczej - na razie tylko jej się przyglądał. Kto wie, może zaraz nawiąże się rozmowa?

_________________
Powrót do góry Go down
Yuki
Yuki
Yuki
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t164-yuki http://vampireknight.forumpl.net/t214-yuki
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 922


PisanieTemat: Re: Huśtawka na drzewie   Pon Sty 14, 2013 6:31 pm

Całkowicie się zamyśliła, stojąc nieopodal tej huśtawki. Myślała przede wszystkim o przeszłości, która minęła tak szybko, lata leciały, a ona w ogóle mogłaby tego nie dostrzegać, zewnętrznie przecież wieku po niej widać nie było. Taki urok bycia wampirem, czego czasem po prostu nie znosiła. Ale nie ma się co rozdrabniać. Ma chwilę obecną zachwycała się tym co widziała, a mianowicie niewielką, zaśnieżoną huśtawką, która delikatnie kołysała się na wietrze. Yuki nie odczuwała zimna i stać tak w miejscu mogła bardzo długo, nie odczuwając żadnego zmęczenia, czy też w ogóle nie czując chłodu, który ją otaczał. Nie miała co z sobą zrobić, a od chwili rozwodu była rozbita, nie była w stanie znaleźć sobie miejsca i wiecznie była czymś przerażona.
Dziwne jak na wampira? Nie jak na nią, szczególnie zważywszy na jej doświadczenie życiowe, które nie obfitowało w kwiatki i miękki puszek... z chwili zamyślania wyrwały ją kosmki włosów, które w wyniku podmuchu wiatru wyrwały się na wolność i zaczęły żyć własnym życiem jej samej przesłaniając jakikolwiek widok. Odgarnęła je delikatnie, walcząc z nieposłusznymi włosami, które niekoniecznie chciały jej słuchać. Przeniosła po chwili wzrok w górę, by zaraz ponownie wrócić na huśtawkę. Chyba za bardzo się zamyśliła, nie wiedziała nawet ile już tu stoi, co zresztą po pewnym czasie z boku mogłoby się wydawać dziwne. Zupełnie jakby coś wspominała, a może na kogoś czekała?
W każdym razie, stała tak i stała, nie wiadomo po co. Właściwie nie potrzebowała żadnego celu, ani niczego... kto ogarnie krwiopijców, tym bardziej, gdy to jeszcze kobieta? Zaraz jednak zorientowała się, że od jakiegoś czasu nie jest w tym miejscu sama. odwróciła wzrok od huśtawki, która nieustannie bujała się na wietrze, zupełnie, jakby jakiś niewidzialny duch siedział na niej. Dostrzegła stojącego mężczyznę, który... patrzył na nią. W pierwszej chwili się przestraszyła, ale zaraz zorientowała się, że ma do czynienia z człowiekiem. Uśmiechnęła się do niego lekko. Jak widać nie była jedyną osoba, która postanowiła postać tak bez celu, a może on miał jakiś cel? Miała się odezwać? Odwróciła wzrok jakby lekko zawstydzona, ponownie spoglądając na huśtawkę.
- Nawet najmniejsze drobiazgi są w stanie przywołać setki wspomnień.
Odezwała się cicho, nawet nie patrząc na mężczyznę. Jej wspomnienia nie wiązały się bezpośrednio z tą konkretną huśtawką, ale miała ona specyficzny wydźwięk. Coś jak symbol tego co minęło i nie wróci.

_________________
* * * * * * * *
Powrót do góry Go down
Raito

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t881-raito-mortis#7083 http://vampireknight.forumpl.net/t2952-raito#62586 http://vampireknight.forumpl.net/t925-apartament-braci-mortis
Zarejestrował/a : 07/01/2013
Liczba postów : 179


PisanieTemat: Re: Huśtawka na drzewie   Pon Sty 14, 2013 10:43 pm

Raito na własnej skórze odczuł jak czas szybko leci. Nim się zorientował, miał już na karku 27 lat i całkiem spore doświadczenie w swoim zawodzie. Tutaj, w Japonii ostatnio był dwanaście lat temu. Wcale tego nie odczuwał. Kiedy praca stała się dla niego codziennością, a dni zaczęły się ze sobą zlewać, czas pognał niemiłosiernie. Cały czas wydawało mu się, że jest jeszcze młodzieniaszkiem. A tutaj proszę - dorosły, odpowiedzialny facet. Jego młodość minęła u boku brata. Na szczęście ma prawie same dobre wspomnienia z nim związane.
Blondynka w końcu go zauważyła. Raito zauważył, że nieco się zmieszała. Może nie powinien był się tak na nią gapić? Najwidoczniej też się zamyśliła. Mężczyzna uśmiechnął się pod kołnierzykiem. Nie tylko on ma wspomnienia związane z tym miejscem.
Przez chwilę wydawało mu się, że drobna kobietka nie odezwie się do niego, gdyż odwróciła wzrok. Zaraz jednak usłyszał jej cichy głos i zmrużył nieco oczy. Zbliżył się do niej na bezpieczną odległość i zerknął na huśtawkę.
- Tak... Jako dziecko często tutaj przychodziłem. To było moje ulubione miejsce. - po chwili ciszy, spod płaszcza dało się słyszeć stłumiony, nieco mruczący głos acz gruby głos. Jego wzrok po raz kolejny powoli przeniósł się na dziewczynę. Raito wyjął prawą rękę z kieszeni i wystawił w stronę błękitnookiej. Nie był jednym z tysięcy "twardzieli", którzy zgrywali ważniaków i chamskim zachowaniem wobec kobiet próbowali się w jakiś tam niezrozumiały sposób dowartościować. Rudy był normalnym facetem w sile wieku. Bez kompleksów, bez zmartwień... Jakieś tam drobne problem miał rzecz jasna, ale nie było to nic poważniejszego. Kobieta za to wyglądała na nieco... smutną? A może po prostu zamyśloną?
- Raito. - rzucił krótko nieco cieplejszym tonem, a na jego twarzy pojawił się cień uśmiechu. Chętnie sobie porozmawia z kimś, kto nie jest łowcą albo jego bratem. Przez ostatnie kilka miesięcy cały czas widywał te same twarze, nie licząc oczywiście jakichś tam śmiesznych wampirów do skasowania. A teraz proszę, w końcu może poznać kogoś nowego i porozmawiać z kimś, który reprezentuje sobą całkiem inną pozycję. Ta kobietka wyglądała na damę, była dobrze ubrana, zadbana. Nie trudno się było domyślić, że posiada także własnego szofera. Takie osoby jak ona raczej piechotą nie chodziły. Nie chodzi tutaj oczywiście o to, że jest to jakaś rozwydrzona damulka. Chociaż w sumie kto wie, to się jeszcze okaże. Czas pokaże, ot co.
Powrót do góry Go down
Yuki
Yuki
Yuki
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t164-yuki http://vampireknight.forumpl.net/t214-yuki
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 922


PisanieTemat: Re: Huśtawka na drzewie   Wto Sty 15, 2013 9:55 am

Nie mogła wiedzieć, że mężczyzna, który tak nieopodal niej stoi, jest łowcą. Nie było to też aż tak ważne, póki ten nie próbował jej zabić, a poza tym, nie miał nawet powodu... choć z tym bywa różnie. Ona sama spędził w tym kraju całe swoje życie, choć niekoniecznie w tym mieście, ostatnie kilkanaście lat jednak siedzi już tutaj, zżyła się z tym miejscem i raczej nieprędko je opuści, chyba, że zostanie do tego zmuszona. na razie jednak nie musiała się niczym takim przejmować. Nie planowała prowadzenia rozmowy z kimkolwiek, po ostatnich zdarzeniach starała się trzymać z dala od innych, szczególnie osobników własnego gatunku. W tym wypadku jednak do czynienia miała z człowiekiem. I dlatego nie odeszła tak po prostu, nie zignorowała go, szczególnie, że ten się na nią tak gapił, co zdążyła zauważyć.
Odezwała się więc, choć jej słowa nie były bezpośrednio skierowane do mężczyzny, choć w oczywiście było wiadome, iż jedynym odbiorcą jej słów był tylko on. Nikogo innego tu nie było. No i czegoś się też dowiedziała, gdyż nieznajomy również się odezwał. Yuki postanowiła więcej nie uciekać wzrokiem w przestrzeń i znów skierowała błękitne spojrzenie na rudowłosego mężczyznę. Widziała tylko część jego twarzy, do tego jeszcze musiała lekko zadzierać głowę, gdyż z jej poziomu niewiele było widać. Jak na wampira była drobnej, niemal dziecięcej postury, ale wiadomo - mogło to być mylne.
Po chwili zauważyła wystawioną w swoją stronę dłoń. Zawahała się? Owszem. Raczej nigdy z czymś podobnym do czynienia nie miała, by całkowicie obca jej osoba, już po pierwszym wymienionym zdaniu, chciała się z nią tak otwarcie przywitać, czy może raczej... zapoznać. Poza tym to był człowiek! Ponownie się uśmiechnęła i to całkiem ciepło, jak na tę zimną porę roku. Również wyciągnęła swoją dłoń i uścisnęła jego własną ręką, która była znacznie większa od jej. I rzeczywiście, była smutna, a smutek towarzyszył jej niemal bez ustanku.
- Yuki.
Również odpowiedziała krótko. Więcej chyba nie trzeba było, przynajmniej na chwile obecną. Ona nie znała jego, on nie znał jej, najprawdopodobniej wziął ją za zwyczajną ludzką kobietę, ona sama nie wiedziała, że jest łowcą. Czyli najzwyczajniejsze w świecie przypadkowe spotkanie.
- Ja... też tu czasem przychodziłam, ale już znacznie później. Moje dzieciństwo związane było z czym innym.
Z czterema ścianami posiadłości jej ojca, gdzie ją przez lata trzymał i nie pozwalał opuścić. Ale mimo wszystko stracone lata to nie były. Gdy jednak przybyła od tego miasta, całkiem często tu zachodziła i po prostu siedziała na tej huśtawce rozmyślając, a że dawno już tu nie była, to postanowiła zajść tu ponownie.
Znów odwróciła wzrok patrząc na huśtawkę. Po chwili ponownie spojrzała na nieznajomego z uśmiechem, którego nie dało się jednoznacznie rozszyfrować. Był przyjazny? Zachęcający? Z pewnością smutny ale nie da się powiedzieć na pewno, w każdym razie, Yuki odgarnęła kosmyk włosów, powoli sie odwracając.
- Do zobaczenia.
Odpowiedziała i to by było na tyle. Zaczęła się wolno oddalać, być może pozostawiając mężczyznę z lekkim zdziwieniem, może nawet niedosytem, gdyż jakby nie było Yuki nadal pozostawała kimś tajemniczym, a słowa "do zobaczenia" można było odebrać jako obietnicę kolejnego spotkania. Wampirzyca zdecydowała się odejść, nie chcąc kusić losu.

z/t

wybacz T^T z pewnością jeszcze cie doapdnę :*

_________________
* * * * * * * *
Powrót do góry Go down
Raito

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t881-raito-mortis#7083 http://vampireknight.forumpl.net/t2952-raito#62586 http://vampireknight.forumpl.net/t925-apartament-braci-mortis
Zarejestrował/a : 07/01/2013
Liczba postów : 179


PisanieTemat: Re: Huśtawka na drzewie   Sob Sty 19, 2013 7:37 pm

No tak, było to na prawdę szybkie spotkanie. Nawet nie zdołał z nią porozmawiać, a już się zwinęła. No trudno, przecież płakać nie będzie. Co jest ciekawego w gadaniu z ledwo to poznanym facetem?
I rzeczywiście, słowa "do zobaczenia" Raito odebrał nieco dwuznacznie. Niby to zwykłe pożegnanie, ale niosło za sobą coś jakby obietnicę. W sumie w przyszłości mógłby się z nią spotkać i pogadać, nic nie stało na przeszkodzie.
Tak czy inaczej, Raito odprowadził blondynkę wzrokiem i raz jeszcze spojrzał na huśtawkę. Uśmiechnął się pod noskiem i powolnym krokiem ruszył w stronę miasta. Było zimno, nie miał zamiaru długo stać na mrozie. Musiał się napić czegoś ciepłego.

Z.T

_________________
Powrót do góry Go down
Maya
Maya
Maya
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t499-maya-lightwood
Zarejestrował/a : 23/10/2012
Liczba postów : 178


PisanieTemat: Re: Huśtawka na drzewie   Sob Sty 26, 2013 7:55 pm

Maya opuściła Akademię tuż po rozmowie z dyrektorem. Zdążyła się jeszcze tylko przebrać i wyjść z placówki. W końcu trwały wakacje, więc nie musiała tak przebywać. Potrzebowała trochę odpoczynku. Większość czasu spędziła na błądzeniu miejskimi uliczkami i wpatrywaniu się w wystawy sklepowe. Zachowywała się jak zwykła dziewczyna, nie wyróżniała się z tłumu. Siniaki i ranę na szyi schowała pod fałdami puchowej kurtki i szalikiem. Nikt nic nie mógł zauważyć. Jedyne co ja zdradzało to wielkie, smutne oczęta.
Oczywiście jak przystało na Mayę miała talent do pakowania się w kłopoty, sama nie wiedziała jak nogi poniosły ją do parku, a przecież pogoda była paskudna. Gdyby jej rodzice żyli pewnie nakrzyczeli by na nią, że się szwenda w taką pogodę, a przecież może zamarznąć, jednak dziewczyna nie miała rodziców, więc też nie miała czym się przejmować, ani kogo słuchać. Była pozostawiona sama sobie, a przecież byłą tylko nastolatką, robiła to co chciała, tak więc tym razem znalazła się w parku w zachodniej dzielnicy miasta.
Przez jakiś czas jedynie przechadzała się wśród ośnieżonych drzew, jednak w końcu dotarła do małej huśtawki, ukrytej głębiej w parku. Prowadziła do niej piaszczysta ścieżka, ukryta pod śniegiem, jednak May doskonale znała drogę. Gdy przeprowadziła się do Japonii często przychodziła tutaj z babcią. Chwilę przyglądała się drewnianej, licho wyglądającej huśtawce zawieszonej na drzewie, jednak w końcu usiadła na niej i zaczęła się powoli huśtać, jak gdyby była małą dziewczynką.
Powrót do góry Go down
Dastan
Dastan
Dastan
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t502-dastan
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 488


PisanieTemat: Re: Huśtawka na drzewie   Sob Sty 26, 2013 8:32 pm

Dastan wpadł na pomysł pójścia na spacer. Głównie chodziło mu o polowanie. Był głodny. Potrzebował się posilić, a najlepszym miejscem do tego był przecież park. Niby po ostatnim polowaniu powinien mieć nauczkę, żeby uważać na to, co robi. Fakt, nauczył się jednego. Zacierania po sobie śladów po morderstwie. A najlepiej pozbyć się ciał w całości. Może dziś wrzuci je do morza, żeby poszły na dno? Tam pewnie nikt nie będzie szukał, jeśli ofiara zaginęła w parku. Przetrząsnął tutaj każdą szczelinę i każdy kamień, wyrąbią dosłownie każde drzewo z osobna, aby znaleźć zwłoki, których nigdy nie uda im się znaleźć. Ponad to wampir mógłby je spalić aż na popiół, wyrywając każdy ząb z osobna, aby nikt nie zrobił badać DNA.
Z takimi oto myślami udał się do parku. Skorzystał ze swojej nowo odkrytej mocy i wiedział już, że pozostała mu jedna. Nie odkrywał jej siłę, wszystko przyjdzie samo. Po prostu jakoś mu się nie spieszyło, po co psuć sobie ten smak.
Znalazł się w parku. Noc była naprawdę urocza. Blady księżyc wychylał się zza chmur, rzucając lekkie światło na ścieżkę pokrytą srebrzystym śniegiem. Stawiał ciężkie kroki, wcale nie ukrywając swojego miejsca pobytu, jak to robiło większość wampirów. Książę mroku szedł z łapami wciśniętymi w kieszenie rozpiętego, czarnego płaszcza. W sumie nie spodziewał się, że właśnie dziś spotka May. Dawno jej nie wiedział. Tej blond główki, tak delikatnej, że aż strach dotknąć. Od razu rozpoznał zapach dziewczyny, namierzając ją spojrzeniem czerwonych tęczówek. Tak, krew na którą miał ochotę od tak dawna, a po którą nie odważył się sięgnąć. Dziś to się zmieni.
Siedziała sobie na huśtawce, pewnie nie spodziewając się niczego. Wampir pamiętał o jej artefakcie, więc zachował pewien odstęp, by go za szybko nie wyczuła, po czym teleportował się, pojawiając tuż za nią. Znienacka. Położył swoje lodowate dłonie na ramionach dziewczyny.
- Moja słodka, kochana Maya. Nawet nie wiesz jak tęskniłem, robaczku.
Jakieś w chuj romantyczne powitanie dziewczyny, do której coś pewnie czuł. Nie miał pojęcia co to było, ale lepsze to niż nic.

_________________
Powrót do góry Go down
Maya
Maya
Maya
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t499-maya-lightwood
Zarejestrował/a : 23/10/2012
Liczba postów : 178


PisanieTemat: Re: Huśtawka na drzewie   Sob Sty 26, 2013 9:46 pm

No widocznie May nie było dane długo rozkoszować się ciszą, gdyż po chwili pojawił się wampir.. znowu! Dziewczyna nie wiedziała co te bestie tak bardzo do niej ciągnęło, niemal za każdym razem gdy gdzieś się pojawiała również zjawiał się wampir z nie zbyt przyjemnymi zamiarami.
Póki co dziewczyna huśtała się delikatnie, nucąc pod nosem jakąś nie znaną, nawet jej, melodię. Blond włosy opadały jej na twarz, a sama Maya miała lekko zaróżowione policzki od mrozu. Z każdym wydechem z jej różanych ust wydmuchiwała chmurę ciepłego powietrza. Myślała co dalej będzie. Czy dobrze robi wpakowując się w ten cały trening z dyrektorem? Wtedy zostanie łowcą i będzie musiała zabijać takich jak na przykład Dastan. Wampiry, które nie potrafią nad sobą panować, które trzeba wytępić, zanim zrobią sobie i innym krzywdę. Właśnie do tego została stworzona, urodzona w rodzinie łowców, jednak gdyby miała sama podjąć decyzję, nie była pewna czy chciałaby być 'mordercą'.
May niestety była pogrążona w myślach i nawet, gdyby Dastan nie był tak ostrożny i tak by go nie wyczuła czy też nie usłyszała. Gdy nagle pojawił się za nią po jej twarzy przemknęła fala emocji: od przerażenia, po zaskoczenie, niedowierzanie i na końcu dystans.
- Dastan...
Wyrzuciła z siebie poznając głos blondyna. Nie poruszyła się choćby o milimetr, uwięziona w żelaznym uścisku wampira. Normalnie w innej sytuacji wybuchnęłaby śmiechem, słysząc jego słowa, jednak teraz jedynie była w stanie przełknąć ślinę i gorączkowo myśleć jak wyjść z tej sytuacji cało. Po akcji na balu zdała sobie sprawę, że Dastan był nieobliczalny i niebezpieczny. Nastolatka była zbyt młoda, żeby umierać z rąk jakiegoś niewychowanego wampira, który miał problemy z panowaniem nad sobą.
- Szukasz tu czegoś?
Głupie pytanie. Położyła ręce na jego dłoniach, zaciśniętych na szczupłych ramionach May. Ścisnęła je lekko i wstała, starając się przy tym odepchnąć je, nie zbyt mocno, ale stanowczo. Jeśli udało jej się uwolnić, odwróciła się przodem do Dastana i zrobiła kilka kroków w tył zwiększając odległość między nimi, jeśli nie? Zobaczymy co dalej można zrobić.
Powrót do góry Go down
Dastan
Dastan
Dastan
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t502-dastan
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 488


PisanieTemat: Re: Huśtawka na drzewie   Nie Sty 27, 2013 10:43 am

Dastan lubił mącić czyjąś ciszę, szczególnie kiedy była to Maya. Wręcz uwielbiał dokuczać młodej dziewczynie i szło mu to całkiem nieźle. Wręcz dwa, odmienne charakterki, które sprawiały, że na ogół kończyli krzycząc na siebie, obrzucając się wzajemnie wyzwiskami godnymi ulicznych żuli spod Żabki. Ich ostatnie spotkanie także nie należało do zbyt przyjemnych. Zapach i krew Mayi doprowadzała wampira do furii, szlag go trafiał na myśl, że najzwyklej w świecie nie mógł jej skosztować, sprawić by była jego. Nawet jeśli zmusił ją do stworzenia tak zwanego związku, przyszło mu być z jakąś szlachetną, której w ogóle nie znał i znać nie chciał. Jednak Maya jak zawsze stawiała bierny opór, co tylko jeszcze bardziej wkurwiało szlachetnego wampira. Jeśli on czegoś chciał, musiał to dostać. A obecnie chciał miłości i uwielbienia ze strony tej ludzkiej, słabej istoty. Nie ważne po co, musiał to dostać, bo takie było jego widzimisię. Nie rozumiał więc, czemu cały czas go odtrącała. Przy nim mogłaby się czuć bezpiecznie. Czemu? Bo należałaby do szlachetnego! Żaden inny wampir nie mógłby jej tknąć, bo inaczej straciłby łapki i inne członki ciała, w zależności od tego, czym ośmielił się ją tknąć.
Cóż, jak widać szlachetne od zawsze miały manię wyższości nad innymi. Szczególnie taki Dastan, który wręcz brzydził się ludźmi i wampirami niższej krwi. Jak dla niego te wampiry mogłyby nie istnieć. Jedyne co robiły, to usiłowały pójść w ślady szlachetnych, co szło im bardzo mizernie. A ludzi można by zamknąć w jakichś obozach, pełniących funkcję hodowli ludzi na ubój dla wampirów.
- Ciebie.
Odpowiedział, nie pozwalając jej wstać czy poruszyć o milimetr. Wciąż mocno ją trzymał, jednak nie na tyle, by sprawić jej ból. Zniżył się na wysokość jej szyi, wciągając w nozdrza tę przemiłą woń dziewczyny. Jego dłonie powędrowały na talię Mayi, obejmując ją mocno, by przycisnąć do swojego ciała. Można powiedzieć, że po prostu ją przytulił i pewnie gdyby jakieś osoby z zewnątrz to widziały, uznałyby ich za parę.
- Nadal zadziorna.
Zaśmiał się wrednie, podgryzając pieszczotliwie jej ucho. Urocza, mała blondyneczka, na wyciągnięcie... kłów.
- Może zechcesz spędzić ze mną kilka wieków?
Wredny uśmiech pojawił się na chwilę na wargach szlachetnego. Oj tak, zamierzał zrobić z niej swoją służkę, wówczas już będzie należała tylko i wyłącznie do niego. Tak, był samolubny i to bardzo, bowiem jeśli się nie zgodzi, Dastan i tak zrobi to, co będzie chciał.

_________________


Ostatnio zmieniony przez Dastan dnia Nie Sty 27, 2013 12:57 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Maya
Maya
Maya
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t499-maya-lightwood
Zarejestrował/a : 23/10/2012
Liczba postów : 178


PisanieTemat: Re: Huśtawka na drzewie   Nie Sty 27, 2013 12:47 pm

Chyba serio miała pecha do głodnych wampirów. Co chwile ktoś chciał ją ugryźć, ewentualnie pobić, albo zrobić inną krzywdę. Biedna dziewczyna już chyba powinna się przyzwyczaić, że znajduje się na dole łańcucha pokarmowego, jednak ona dalej chciała walczyć. Wola życia, walki i stawiania oporu były dla niej nie mal wszystkim. Nie chciała zmienić się w potwora, takiego z jakim powinna walczyć. Chcę być łowcą! Chciała wykrzyczeć w twarz Dastana, jednak mogła jedynie siedzieć, patrzeć przed siebie szeroko otwartymi oczami, wsłuchiwać się w trzepoczące serce w swojej klatce piersiowej, jak jakiś ptak, chcący tak rozpaczliwie wydostać się z żelaznej klatki.
Nie wiedziała, czy powinna zacząć płakać, czy może się śmiać. Milczała większość czasu słuchając jego słów, gorączkowo myśląc, jak się odsunąć. Najgorsze w tym wszystkim było to, że jego ręce na jej tali tak idealnie pasowały. Dziewczyna zaczynała nienawidzić siebie za samej za te myśli, za to, że tak na nią działał. Próbowała sobie wmówić, że pewnie używa swoich czarów i przez jakieś hokus pokus stara się ją do siebie przekonać, jednak gdzieś głęboko wiedziała, że to wszystko ona sama. Czuła coś do niego? Na pewno, jednak nie wiedziała do końca co.
Wieków? Chciał ją zmienić... wiedziała, że w końcu ta chwila nadejdzie, jednak dziewczyna postanowiła walczyć, wiedziała, że nie ma szans, jeśli spróbuje się wyrwać, więc wymyśliła niewielki podstęp.
- Dastan... Pozwól mi choć na siebie spojrzeć...
Wyszeptała prawie bezgłośnie, choć jego wampirzy słuch na pewno pochwycił jej słowa, które mimo, że miały być podstępem, były prawdziwe. May zaczynała wariować, co się z nią działo? Dlaczego tak na nią działał. Ktoś powinien wbić mu kołek w serce, żeby przestał jej mącić w głowie!
Powrót do góry Go down
Dastan
Dastan
Dastan
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t502-dastan
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 488


PisanieTemat: Re: Huśtawka na drzewie   Nie Sty 27, 2013 1:23 pm

Dastan faktycznie był głodny. Wręcz wiecznie głodny, mógł wciąż pić krew. Właśnie na tym polegał jego problem. Jednak nie chciał krzywdzić Mayi, nigdy się na nią nie rzucił z premedytacją, nie licząc oczywiście ich ostatniego spotkania, na balu. Wówczas wolał się od niej odsunąć, zniknąć, przestać czuć ten słodki, dziewiczy zapach, zamiast rzucić się na nią, by pozbawić krwi. Nie chodziło o to, że zostałby wylany z Akademii, wyciągając z tego odpowiednie konsekwencje, ale o to, że takiego ataku dziewczyna by nie przeżyła. Był drapieżnikiem, tego nie zmieni. Ochota, pożądanie do krwi jest czymś wrodzonym, wręcz naturalnym. To jest takie samo jak ludzka potrzeba na mięso czy w ogóle jedzenie. Zabijają, aby zaspokoić głód, bo inaczej umrą. Wampir może by i nie umarł, ale na pewno by osłabł i wpadł w długi letarg, usypiając także wszystkie swoje zmysły i zdolności. Tak, nieśmiertelne istoty nie mają co marzyć o śmierci. Były zbyt silne, aby pozwolić sobie na atak w serce czy głowę, głównie skupiając się właśnie na tych słabych punktach.
Dastan słyszał szybko bijące serce Mayi. Musiała bać. W sumie nic dziwnego. Miała do czynienia z wampirem, który w jednej sekundzie mógłby pozbawić ją życia. Skręcić kark, wyrwać serce, mocno uderzyć w głowę... cokolwiek. Ludzie byli słabi, nie są w stanie wytrzymać takiej siły, jaką wampiry dysponują.
- Mayu, nie bój się. Nie chcę Cię zabić.
Szlachetny w sumie dopiero teraz zobaczył opatrunek na szyi dziewczyny. Westchnął, wkurzony myślą, że jakiś wampir ośmielił się zrobić krzywdę jego małej dziewczynce. Dastan nigdy nie używał na niej żadnych swoich "czarów", zmuszając ją do czegokolwiek. Nie widział takiej potrzeby.
Zaraz objął ją mocno, choć nie zadawał Mayi bólu. Słysząc ten cichy szept, puścił ją, pojawiając się tuż przed nią. Pojawił się dosłownie z ciemności i kucnął przed dziewczyną, między jej nogami. Teraz mogła na niego spojrzeć, a wampir wyciągnął dłoń w stronę twarzy dziewczyny. Pociągnął ją za włosy, zmuszając aby schyliła się do niego. Kiedy to zrobiła, wampir wpił się w wargi Mayi.

_________________
Powrót do góry Go down
Maya
Maya
Maya
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t499-maya-lightwood
Zarejestrował/a : 23/10/2012
Liczba postów : 178


PisanieTemat: Re: Huśtawka na drzewie   Nie Sty 27, 2013 1:56 pm

Dla wampirów śmierć była przywilejem, a dla ludzi przekleństwem. Jeszcze kilka lat, a May zacznie się starzeć, żeby w końcu zmienić się w proch. Taka była kolej rzeczy i każda ingerencja w prawa natury była zła. May powinna pozostać zwykła ludzką dziewczyną, w końcu zacząć chorować i umrzeć. Jednak czy było jej to dane?
Padła ofiarą nie byle kogo. Sławny morderca psychopata, Testament. Na szczęście nie wiele pamiętała z tamtej nocy, wszystko było jak za gęstą mgłą, jej umysł odrzucał od siebie tamte wspomnienia, jak gdyby nie należały do niej. Pamiętała jedynie strach i ból, to wszystko. Kiedyś, gdy już przyzwyczai się do tych wspomnień, przypomni sobie wszystko, jednak na razie doznawała amnezji, za każdym razem gdy skupiała się na tamtym wydarzeniu czuła uporczywy ból głowy, więc przestawała. Może lepiej, że nie musiała tego pamiętać.
Czy bała się Dastana? Trochę tak, ale nie tak bardzo jak innych wampirów. Mimo, że wydawał się niebezpieczny i trochę nieobliczalny, był jej wampirem. Tak właśnie, skoro ona była jego dziewczynką, to on był jej wampirem. Czy mu się to podobało czy nie.
- Może i nie chcesz, ale czy nie zabijesz?
Powiedziała, gdy ich usta znalazły się blisko siebie. Potem już tylko przymknęła powieki i dała ponieść się tej cudownej chwili oplatając dłońmi szyję wampira w tak rozpaczliwym geście. Potrzebowała jego bliskości, tego była pewna, ale dlaczego? Gdy jej ciepłe wargi przywarły do jego warg, czuła się w pewnym sensie przerażona i zarazem szczęśliwa. Jak gdyby znajdowała się w odpowiednim miejscu o odpowiedniej porze.
Dopiero teraz zdała sobie sprawę, że widzi w wampirach nie tylko bestie, ale także jakąś ludzką część. Wiedziała, że nie byłaby w stanie ich zabijać, jak gdyby byli niebezpiecznymi, dzikimi zwierzętami. Nie dałaby rady wiedząc, że taki wampir może mieć rodzinę, może kochać, bać się. Jeśli to było tylko złudzenie, cóż trudno, ale May wierzyła w to całym sercem. Nie pójdzie więcej do Kaiena, zrezygnuje z treningu. Może zapisze się na jakieś zajęcia samoobrony? Albo po prostu przestanie szwendać się wieczorami w dziwnych, odludnionych miejscach. Ale gdyby nie to nie spotkałaby Dastana.. o ironio. W końcu odsunęła się delikatnie od ust wampira, które tak bardzo ją przyciągały. Nadal mógł czuć jej płytki oddech, który muskał jego twarz.
- Kto to była? Ta czarna wampirzyca na balu?
Wypaliła ni z gruchy ni z pietruchy. No wiecie, trzeba się jakoś pozbyć napięcia, a May nie była najlepsza w te klocki, tak więc palnęła coś głupiego i tyle.
Powrót do góry Go down
Dastan
Dastan
Dastan
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t502-dastan
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 488


PisanieTemat: Re: Huśtawka na drzewie   Nie Sty 27, 2013 3:48 pm

Dla człowieka stanie się nieśmiertelnym powinno być cudem, a nie przekleństwem. Choć faktycznie, trzeba za to zapłacić sporą cenę. Wieczne pragnienie, wręcz żądza krwi, która rozpala wnętrze aż do czerwoności. W pewnym momencie staje się to tak uciążliwe, że aż nie do zniesienia. Ilu młodych wampirów zwariowało już na samą myśl o posoce. Dastan także powoli ku temu zmierzał, temu musiał nauczyć się opanowania nad swoimi potrzebami. Jednak nie było to takie łatwe, jak sam by myślał. Już sam zapach sprawiał, że doprowadzało go do szaleństwa, rzucając się nawet na własnego ojca. Byle tylko dobrać się do krwi! Był drapieżnikiem, ale niestety jako szlachetny wampir, jako arystokracja, musiał ograniczyć się do minimum. A na pewno zacierać po sobie ślady, żeby podejrzenia nie padły na jego ród. Musiał przecież z czasem godnie zastąpić swojego ojca.
Zadała dobre pytanie. Nawet jeśli nie chciał zabić Mayi, to jego zwierzęca natura mogłaby wymknąć mu się spod klucza. Wystarczy jedynie, że poczuje smak krwi, a już się zatraca. Zatem nie odpowiedział nic na słowa dziewczyny. Spojrzał na nią jedynie swoimi chłodnymi, szkarłatnymi źrenicami. W sumie odczuwał głód, musiał go jak najszybciej zaspokoić pierwszą, lepszą ofiarą. Jednak... nie było tutaj żadnych ludzkich istot, nie licząc May.
Potem już złączył ich wargi w pocałunku. Początkowo bawił się ustami dziewczyny, niby zaczepnie, niby nic nie obiecując, jednak po chwili wbił się w nie brutalniej, zahaczając kłami o język, który po chwili zaczął lizać i ssać. Poczuł delikatne ramiona dziewczyny, które zacisnęła na jego szyi. Objął ją mocniej, niemalże ciągnąć ku sobie, kiedy nagle przerwała pocałunek. Dastan oblizał się zachłannie po tym pocałunku, pragnąc jeszcze więcej. Jednak May zadała dość dziwne pytanie. Jego mina nie zmieniła się nawet na sekundę. Czarnowłosa z balu? Aimi?
- Aimi. Wyciągnęła mnie z balu, żebym nie zdradził naszej rasy.
Nie powiedział, że jest jego narzeczoną. W sumie nie wiedział czemu, po prostu zataił ten fakt, którego zmienić się już nie da. Niestety, nie można mieć wszystkiego. Dastan prędzej czy później będzie musiał związać się z wampirzycą krwi szlachetnej.
Wciąż spoglądał na May szkarłatnymi źrenicami. Pazurem zerwał z szyi bandaż, odkrywając szarpane rany, ewidentnie zadane przez kły jakiegoś wampira. Warknął coś niezrozumiałego pod nosem, wyraźnie niezadowolony z tego faktu.
- Musisz nauczyć się bronić, May.
Stwierdził. Oj tak, zostanie jej nauczycielem. Pokaże jej znacznie więcej niż Kaien. Co prawda był łowcą wampirów, jednak Dastan uznał, że będzie lepszym nauczycielem. Jednak tuż po tym, kiedy ją przemieni.
- May, ofiaruj mi swoje człowieczeństwo.
Prośba złożona po raz drugi. Nie chciał mieć w niej wroga. Wolał, aby sama podjęła tę decyzję, niż później miałaby go nienawidzić do końca świata.

_________________
Powrót do góry Go down
Maya
Maya
Maya
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t499-maya-lightwood
Zarejestrował/a : 23/10/2012
Liczba postów : 178


PisanieTemat: Re: Huśtawka na drzewie   Nie Sty 27, 2013 4:50 pm

W sumie palnęła to głupie pytanie tak o, żeby tylko móc poświęcić chwilę na uspokojenie swojego oddechu i bijącego serca. Dastan, jako wampir, na pewno wyczuł jej zdenerwowanie, ale Maya nie starała się specjalnie go ukryć. Niech wie jak na nią dział, gwizdała na to. Cała ta zafajdana sprawa z Dastanem była bardzo wyczerpująca. No bo był pewnie jakimś złym cesarzem zła, a ona jedynie zwykłą, nieporadną dziewczyną, mocną w gębie, ale nie wystarczająco silną fizycznie. Chyba los płatał sobie z nich figle, skoro tak się dobrali. Ciekawe co się stało z ' to moja dziewczyna ' . Maya wolała nie rozpamiętywać tamtych chwil spędzonych na strychu. Tych ognistych, pięknych a zarazem przerażających motyli i tego ognistego pocałunku. Znali się tak krótko, jednak młodość ma swoje prawa.
Dziewczyna najpierw delikatnie całowała Dastana, jednak gdy ich pocałunek zaczął się pogłębiać, oddawała mu wszystko z taką samą intensywnością. Nie chciała go przerywać, niszczyć takiej cudownej chwili, jednak wiedziała, że jeśli nie przestaną może skończyć się do źle. Maya, jako że przeszła wiele, była rozsądną dziewczynką. Nie rozmawiała z obcymi, nie otwierała byle komu drzwi. I tym razem przerwała, pytając go o jakąś w ogóle nie ważną rzecz, jak piękność w czerwonej sukni, której między innymi zawdzięczała życie, bo pewnie gdyby Dastan ją wtedy ugryzł, nie potrafiłby już przestać, albo zmieniłby ją w wampira.
Kiedy zerwał jej bandaż syknęła cicho. Mimowolnie przytknęła dłoń do rany, chcąc ją zasłonić.
- To nic takiego.
Powiedziała patrząc gdzieś w bok. Wstydziła się swojej słabości, tego że nie potrafiła się obronić. Wiedziała doskonale, że powinna potrenować i taki miała zamiar, jednak wszystko w jej życiu działo się tak szybko, że nie potrafiła znaleźć choćby odrobiny czasu na poprawienie swoich umiejętności.
Słysząc jego pytanie spojrzała w jego szkarłatne oczy z nieskrywanym zaskoczeniem. Ona? Wampirem? Niemożliwe, nienormalne, niezrozumiałe. Zamrugała kilka razy, jak gdyby wybudziła się z długiego snu. Wpatrywała się w jego oczy bez cienia strachu, mówiła pewnym tonem, choć jej głos czasami drżał.
- Mogę oddać Ci serce, ale nie dam życia.
Odmówiła przykładając dłoń do ciała Dastana w miejscu, gdzie powinno znajdować się jego serce. No w końcu dziewczyna nie była pewna, czy wampiry je mają czy też nie, a może mają, ale nie bije? Jest martwe jak u nieboszczyków? Kto wie. Maya zebrała się w sobie i z całej siły pchnęła wampira najpierw dłonią, a potem całą sobą, chcąc przewrócić go na śnieg i wylądować na nim. Kiedy to zrobiła, o ile dała radę, wpiła się w jego usta znowu. Tym razem całując go zachłannie, jak gdyby już nigdy więcej mięli się nie zobaczyć. Jej pocałunek był namiętny, wręcz desperacki. I wtedy, w najmniej oczekiwanym momencie, wstała szybko, przeskoczyła leżącego chłopaka i pobiegła przed siebie, nie odwracając się choćby na moment. Miała nadzieję, że efekt zaskoczenia do jej chwilkę przewagi. Wiedziała, że jeśli chce pozostać człowiekiem musi uciekać, Dastan był samolubny, może chciał dla niej dobrze, jednak i tak i tak weźmie to co chce. Maya uciekała ile sił w nogach.
Powrót do góry Go down
Dastan
Dastan
Dastan
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t502-dastan
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 488


PisanieTemat: Re: Huśtawka na drzewie   Nie Sty 27, 2013 6:03 pm

Dastan wyczuwał zarówno jej poddenerwowanie, jak i słyszał szybko bijące serce, jakby czegoś się obawiające. W sumie nic dziwnego. Miała przed sobą wampira, który zamordował bez mrugnięcia oka kilkanaścioro ludzi w klubie. Ot, bo miał taki kaprys i zażyczył sobie, aby wszyscy pozdychali. Co prawda nie udało mu się pozabijać ich, co do jednego, ale zabicie kogoś nie stanowiło dla niego żadnego problemu.
"Moja dziewczyna" najwyraźniej poszła w niepamięć, skoro May wolała trzymać się od niego z daleka. W sumie nic dziwnego. Kto normalny chciałby zadawać się z drapieżnikiem, który ma problemy natury osobistej, a dokładniej to z głodem. Wątpił, aby tabletki krwi w czymś pomogły. Mogły nawet pogorszyć całą tę sprawę, a szlachetny pragnąłby świeżej posoki jeszcze bardziej. Ogniste motyle i wiele innych rzeczy potrafił stworzyć za pomocą swoich dwóch mocy. Wystarczyło jedynie wykrzesać z siebie trochę energii, by stworzyć coś naprawdę ciekawego. Dastan lubił się bawić w artystę, by tworzyć takie pierdoły w ognia.
Te krótkie chwile z May zawsze dawały mu sporo satysfakcji. Nie spodziewał się, że w ogóle ją jeszcze spotka. Wolał ją unikać, ale skoro na siebie natrafili, uznał to za przeznaczenie, w które w ogóle nie wierzył. Zauważył nawet, że dla May był całkiem inną istotą. Starał się być delikatny, pokazał jej swoje słabości, otworzył się przed nią. To nie było w ogóle do niego podobne. Spoglądał na siebie jak na psa, co tylko sprawiało, że nie czuł się z tym faktem zbyt dobrze. Po prostu nie przepadał za byciem słabym i pokazywaniu tego przed człowiekiem. Mimo tego wszystkiego, Maya nadal się go obawiała.
Kiedy zdjął z niej bandaż i pazurem oderwał plasterek, ujrzał ranę, którą Maya uznała za "nic takiego". To jeszcze bardziej go rozwścieczyło, że aż wyładował swoją złość poprzez kopnięcie w metalowy drąg od huśtawki. Pod wpływem uderzenia zatrzęsła się i zadrżała.
- Nie pieprz.
Syknął przez kły. Nie, nie denerwował się na nią. Nie było to jej winą, że kolejny wampir wpadł na pomysł wykorzystania słabej istoty. Jednak odpowiedzieć dziewczyny bardzo go nie zadowoliła. Wkurzył się, ale pohamował w sobie złość. Inaczej mogłoby się zrobić gorąco, ponieważ nie potrafił opanować siły swojego ognia. Zaraz pchnęła go, na co wampir pozwolił. Nie mógł się denerwować, więc wolał nie reagować zbyt brutalnie. Jeszcze przestałby kontrolować swoją siłę i dopiero wtedy stałaby krzywda dziewczynie. Zaskoczył go fakt, że pocałowała go w wargi. Nie bronił się, no gdzieżby tam. Zaraz jednak zerwała się na równe nogi, biegnąc ile sił. Szlachetny westchnął głośno i przymknął powieki.
- Powinna mnie zabić, gdy miała ku temu okazję.
Wrednie się uśmiechnął, po czym zaczerpnął głęboko w płuca zimowego powietrza, namierzając po zamachu miejsce, gdzie jest Maya. Spojrzał w tamtą stronę i teleportował się, stając tuż przed nią. Zagrodził jej drogę swoją wielką posturą, by zaraz porwać ją w ramiona. Przycisnął ją ciasno do siebie. Ciepłota ludzkiego ciała rozgrzewała także i jego. Przez chwilę mógł poczuć się jak człowiek. Zaraz jednak schylił się szybko do szyi dziewczyny, na której złożył delikatny pocałunek. Po chwili mogła poczuć jak ostre kły delikatnie wchodzą w jej skórę, a wampirzy jad rozchodzi się szybko w żyłach...

_________________
Powrót do góry Go down
Maya
Maya
Maya
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t499-maya-lightwood
Zarejestrował/a : 23/10/2012
Liczba postów : 178


PisanieTemat: Re: Huśtawka na drzewie   Nie Sty 27, 2013 6:47 pm

Maya wiedziała, że zdenerwują go rany, jakie pozostały na jej ciele. Na szczęście mógł zauważyć jedynie ślady po kłach, które oszpecały jej szyję. Reszta siniaków i stłuczeń znajdowała się pod fałdami grubej kurtki i reszty ubrań. Była tylko człowiekiem, na zagojenie się tych wszystkich niedoskonałości na jej ciele potrzeba czasu, a do wyleczenia mentalnych ran? Te mogą pozostać już na zawsze. Może gdyby pożegnała się z człowieczeństwem, byłoby jej prościej?
Tak więc wybrała ucieczkę. Biegła bez tchu przed siebie w desperackim geście przeżycia. Ludzie byli w stanie zrobić wiele w swojej własnej obronie, każdy z osobna chciał żyć, a wola życia była czymś jak najbardziej naturalnym i normalnym. Nie krzyczała, w zasadzie nie wydawała żadnych dźwięków, oprócz przyspieszonego, ciężkiego oddechu. O dziwo jej myśli były czyste, wszystkie krążyły wokół chęci przetrwania, wiedziała tylko, że musi biec ile sił i jeszcze szybciej. Nic innego nie miało w tym momencie znaczenia. Obojętnie co czuła do Dastana, obojętnie co on czuł do niej, musiała mu uciec.
W pewnym momencie zdała sobie sprawę, że przeżywa coś w stylu deja vu. Już raz w taki sam sposób uciekała przed wampirem, ale była wówczas bardzo poraniona i w pół naga. Wężowy władca, tak zapamiętała tamtego potwora. Cudem wyszła cało z tamtego koszmaru żywa. Dlatego właśnie, mimo że nie przestawała biec, gdzieś w głębi serca wiedziała, że nie da rady uciec wampirowi. Był od niej szybszy, silniejszy, była tylko ofiarą zdaną na łaskę prawdziwego drapieżnika, jednego z tych najniebezpieczniejszych na ziemi.
Nie uciekła daleko, już po chwili, która wydawała trwać całą wieczność, Dastan dogonił ją? W zasadzie to pojawił się znikąd tuż przed Mayą. Dziewczyna wpadła na niego i nawet nie zdążyła zareagować, gdyż zamknął ją w swoich żelaznych ramionach uniemożliwiając choćby najmniejszy ruch.
- Nie..
Pisnęła słabo, gdy pocałował jej szyję, wiedziała, że zaraz ją ugryzie, była jedynie w stanie stać jak skamieniała i czekać na nieuniknione. Jęknęła głośno, gdy jego ostre kły przebiły jej szyję. Na początku tylko drżała z przerażenia, strachu i rozpaczy. Jednak po chwili poczuła promieniujące ciepło, które powoli wypełniało całe jej ciało. Wampirzy jad rozchodził się po jej żyłach. Z początku było to jedynie delikatnie mrowienie, które po chwili przemieniło się w piekący ból, który niemal rozrywał jej wątłe ciało. Zaczęła wrzeszczeć i szarpać się, przez co za pewne jeszcze bardziej sprawiła sobie bólu. Próbowała odepchnąć Dastana, jednak jej ręce bez skutku obijały się o jego tors, jak gdyby był zrobiony ze stali. Miała coraz mniej siły, czarne plamki zatańczyły przed jej oczami, gdy ostatni raz wyszeptała jego imię. Dastan. Po czym osunęła się w jego ramiona tracąc przytomność.
Powrót do góry Go down
Dastan
Dastan
Dastan
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t502-dastan
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 488


PisanieTemat: Re: Huśtawka na drzewie   Pon Sty 28, 2013 6:32 pm

Teraz nie musiała się już martwić żadnymi ranami, a wszelkie blizny znikną z ciała Mayi wraz z przemianą. Dastan wiedział, że postępował bardzo samolubnie, nawet jeśli działał słusznie? Będzie mogła lepiej się obronić, a rany jakie odniesie znacznie szybciej będą się goić. Przestanie być tą słabą, nieporadną uczennicą, która nie potrafi się obronić. Teraz była pisklakiem, chroniona przez szlachetnego, który tak łatwo nie pozwoli, aby ktoś zrobił dziewczynie krzywdę. Jeśli ktoś znów ją tknie, możliwe że przepłaci za to życiem. Znając złość tego młodzieńca wszystko jest możliwe.
Maya uciekała przed siebie ile sił w noga. Słyszał jej oddech, wyczuwał zapach, strach i przerażenie. To wszystko mieszało się ze sobą, tworząc mieszankę wybuchową. Dał dziewczynie nawet kilka sekund, aby miała szansę uciec dalej, jednak to na nic w porównaniu z umiejętnościami wampira. Mogła go zabić, kiedy miała jeszcze okazję. Wbić ten ołówek w jego klatkę piersiową. Albo teraz, gdy zmusiła go do położenia się na śniegu, mogła najzwyczajniej w świecie przebić jego klatkę piersiową, wbić coś w miejsce serce. Serca, które od narodzin było martwe, nieporuszone praktycznie niczym.
Dastan pojawił się nagle przed nią. Dosłownie jakby cząsteczki powietrza stworzyły w ułamku sekundy jego ciało. Objął mocno dziewczynę, tym samym uniemożliwiając jej jakąkolwiek ucieczkę.
Cichy, błagalny szept, który wydobył się z ust Mayi w żaden sposób nie powstrzymały szlachetnego przed tym, aby najdelikatniej na świecie zatopić kły w skórze dziewczyny. Zapewne i tak poczuła ból.
Pierwsze krople krwi spłynęły do jego ust, rozpalając jego wnętrze. Kojące ciepło, złagodziło całkowicie głód jaki odczuwał. Między innymi odczytał myśli, wspomnienia i uczucia May... wiedział, że zakochała się w nim, jednak obawiała się zarówno samego związku jak i tego uczucia.
Trzepoczące serce w klatce piersiowej dziewczyny, powoli się uspokajało. Rytm stawał się nieregularny, aż w pewnym momencie zapadła głucha cisza. Z ciała Mayi uszło życie. Teraz jedyną nadzieję dla niej było to, aby wampirzy jad został przyjęty przez organizm. Niektórzy ludzie byli zbyt słabi, aby to przeżyć.
Straciła przytomność, opadając w ramiona szlachetnego. Wampir podtrzymał ją, aby nie upadła, po czym wziął na ręce i teleportował się do swojej komnaty w Zamku w górach. Tam Maya powoli dojdzie do siebie po tym wszystkim.

[zt x2]

_________________
Powrót do góry Go down
Pax
Caro
Caro
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t829-pax#5471 http://vampireknight.forumpl.net/t1237-pax#21891
Zarejestrował/a : 14/11/2012
Liczba postów : 93


PisanieTemat: Re: Huśtawka na drzewie   Sro Maj 15, 2013 5:07 pm

Dobijała północ, może pierwsza. Dziewczynka usiadła na huśtawce ledwo dotykając ziemi. Towarzyszył jej zapach krwi, mocny intensywny... A przede wszystkim świeży, Usta całe czerwone od ssania, dłonie ociekające jeszcze nie zakrzepłą krwią.
Nawet sukienka, chodź czarna i nie było widać plam... To cuchnęła na kilometr ludzką, życiodajna krwią. Dziewczynka delikatnie odbiła się i zaczęła się bujać, trzymając mocno jedną ręką o starszy sznur a drugą oblizywała, paluszek po paluszku. Nadgarstek, aż do samego łokcia. Czuła się wreszcie spełniona, rozluźniona... A przede wszystkim szczęśliwa. Oczy tej małej teraz zamiast iskać czerwienią błyszczały błękitem. Duże dziecięce oczy nie oderwane od strużek krwi ściekających po ręce.
Kilka metrów od dębu ktoś własnie konał. Konał w boleściach, krzyczący niemym głosem. Ktoś kto miał wielki zaszczyt zostać ukąszony, podduszony i okaleczony przez małą dziewczynkę.
Pax jednak nie zbyt przejęta tym faktem, dokończała swoja kocią czynność.
Wystawiła przed siebie dłoń, całkiem czystą, bez najmniejszego siadu po krwi. Dumna z swojego czynu zaczęła się bujać mocniej, tak że drzewo zaczęło trzeszczeć pod jej ciężarem.

_________________


Powrót do góry Go down
Vergil

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t886-vergil-startess#7238
Zarejestrował/a : 15/01/2013
Liczba postów : 342


PisanieTemat: Re: Huśtawka na drzewie   Sro Maj 15, 2013 5:28 pm

Dobijała północ a mężczyzna rześkim krokiem szedł w swoją stronę. Postanowił przejść przez park by było szybciej. Noc była ciemna i Vergil rozglądał się uważnie w okół czy ktoś nie chce go napaść. Nawet jako wampir pewnie by się złożył gdyby kilku ludzi napadło go z zaskoczenia.pewnie nawet nie miałby czasu aktywować mocy Greeda.
Nagle stanął i zwietrzył zapach, na pewno był to zapach krwi. Rozejrzał się i wtedy zobaczył huśtawkę, a na niej jakąś postać.
przyjrzał się mocniej i zdumiał się że była nią mała dziewczynka. Przez myśl mu przeszło że musiała zostać zaatakowana przez wampira. Przecież kto normalny podejrzewałby dziecko o pogryzienie człowieka.
Podbiegł szybko do niej i gdy był blisko spytał przejęty.
- Hej, nic ci nie jest? - spytał i znów pociągnął nosem.
Zdziwił się, bo wyczuwał że dziewczynka też jest wampirem i to potężniejszym od niego. Przez myśl mu przeszło że to nie ona mogła być ofiarą ataku. W tych ciemnościach nie dojrzał jeszcze twarzy dziewczynki, lecz po budowie doszedł do wniosku jakiej jest płci.

_________________
Powrót do góry Go down
Pax
Caro
Caro
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t829-pax#5471 http://vampireknight.forumpl.net/t1237-pax#21891
Zarejestrował/a : 14/11/2012
Liczba postów : 93


PisanieTemat: Re: Huśtawka na drzewie   Sro Maj 15, 2013 5:36 pm

Dziewczynka podniosła wzrok ze swoich stóp na mężczyznę który pojawił się w jej zasięgu. Przechyliła głowę gdy zapytał czy nic jej nie jest. Zgłupiała, ale szybko przypomniała sobie jak wygląda. Machnęła jeszcze kilka razy nóżkami, by rozpędzić się i huśtać jeszcze wyżej. Gdy była wystarczająco wzbiła się w powietrze i wylądowała tuż przed chłopakiem, jak się okazało dość młodym wampirem. Uśmiechnęła się wesoło, otworzyła szerzej błękitne oczęta i machnęła głową na boki, tak że jasne włoski zafalowały unosząc się i opadając na ramiona dziewczynki.
-Nic, a nic. - musiała zadzierać głowę by spojrzeć na niego, ale to miała swój urok i czar. Wyszczerzyła zdeformowane ząbki ku niemu.
- Czemu uważasz, by mi się miało coś stać? - przekręciła łepetynkę w drugą stronę.- Jestem dużą dziewczynką i umiem sobie poradzić we wszystkich sytuacjach. A ty potrafisz sobie poradzić we wszystkich sytuacjach? - oblizała usteczka i postąpiła krok ku niemu.
Splotła dłonie na plecach obserwując go ciekawskimi oczyskami.
- Kim jesteś? - niuchnęła kilka razy w powietrze - Pachniesz... dziwnie.

_________________


Powrót do góry Go down
Vergil

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t886-vergil-startess#7238
Zarejestrował/a : 15/01/2013
Liczba postów : 342


PisanieTemat: Re: Huśtawka na drzewie   Sro Maj 15, 2013 5:52 pm

Tak, wampirzyca pełnym ciałem. Już nie raz się przekonał że małe dzieci często są wampirami starszymi niż on sam. Miało to swój urok, takie niewinne, a zarazem niebezpieczne.
Gdy podeszła bliżej zauważył że dziewczyna jest bardzo ładna jak na swój wiek. Oczywiście nie ma pełnych, kobiecych kształtów jednakże na swój sposób była piękna.
- Wiesz idę o północy przez miasto i poczułem intensywny zapach krwi, Rozglądam się i widzę dziewczynkę na huśtawce. Pomyślałem że zostałaś napadnięta przez wampira. Widzę że było odwrotnie tak? - posłał jej lekki, niewyraźny uśmiech .
Nie wiedział jak miał zareagować na takie zachowanie. Z jednej strony zachowywała się jak dorosła kokietka, a z drugiej wyglądała jak mała dziewczynka.
Na jej pytanie zaczerwienił się lekko .
- Ja,. W sumie to rzadko kiedy sobie radzę. A pachnę dziwnie może dlatego że jestem młodym wampirem. Jestem Vergil, dziewiętnaście lat , przemieniony w ubiegłym tygodniu. A ty co tutaj robisz i jak się nazywasz?
Jej suknia aż cuchnęła od krwi, a był to piękny zapach. Szczególnie dla młodego wampira który jeszcze nie umiał kontrolować w pełni żądzy krwi.
- powiedz mi też.... czemu pachniesz tak... smakowicie? - jego czerwone oczy spoglądały na nią uważnie.
Vergil nie mógł wiedzieć że to nie ona tak pachniała, a sukienka która była umoczona w krwi.

_________________
Powrót do góry Go down
Pax
Caro
Caro
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t829-pax#5471 http://vampireknight.forumpl.net/t1237-pax#21891
Zarejestrował/a : 14/11/2012
Liczba postów : 93


PisanieTemat: Re: Huśtawka na drzewie   Sro Maj 15, 2013 6:04 pm

- Myślę, że o północy można spotkać tylko i wyłącznie wampiry oraz ich ofiary.- zamrugała zaskoczona jego odpowiedzią ale szybko zdziwienie zamieniło się w promienny uśmieszek. Chłopka był młodym wampirem i nie musiał jej tego mówić, czuła jak jeszcze jest ciepły, czuła jak jeszcze jego krew może być przesycona człowieczym aromatem. Pax była wampirem tego typu co nigdy się nie najada. Oraz takim który miał niewiele do czynienia z "dawniej Ludźmi".
- Byłam głodna, a nie wiem gdzie jest mój tatko. Szczerze powiedziawszy sama nie wiem gdzie jestem...- rozejrzała się po okolicy, znała ją... Chociaż dawno tu jej nie było, zbyt dawno... Zbyt długo nie było jej w Japonii.
Przeniosła na niego wzrok ponownie się uśmiechając.
-Ja? Ja jestem Olivia Margaretta Bloum, jestem wampirem tak jak ty... - przedstawiła się, oczywiście wszystko co do tej pory powiedziała było dalekie od prawdy. Uważała, że lepiej jeśli stworzy nową tożsamość, chciała jeszcze przez jakiś czas nie wpadać do zamku Hachiko, a jak wiadomo jeśli wampir chce... To wampir znajdzie i zabije. Zauważyła tą subtelną zmianę w jego wzroku, widziała czerwone oczy... A co jak co Pax doskonale wiedziała czym może to się skończyć.
- Proszę Pana, proszę by Pan przestał patrzeć na mnie jak na obiadek. - w głowie dodała sama dla siebie, że jeśli dalej będzie wpatrywał się tak w nią to urwie mu jaja i wsadzi go gardła, ale skoro postanowiła grać niewinną tak trzeba utrzymywać kurtynę.
-Jeśli chcesz możemy razem zapolować !

_________________


Powrót do góry Go down
Vergil

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t886-vergil-startess#7238
Zarejestrował/a : 15/01/2013
Liczba postów : 342


PisanieTemat: Re: Huśtawka na drzewie   Sro Maj 15, 2013 6:22 pm

- Miło mi cię poznać. - nie wiedział że pachniał zupełnie inaczej niż pozostałe wampiry.
Nagle coś w głowie Vergila się przestawiło i zaczął patrzeć na Pax jak na bardzo atrakcyjną kobietę. Tak bardzo atrakcyjną że aż sam się zaczerwienił. Był prawie pewien że wampirka ma o wiele więcej lat niż na to wygląda. Nie powinien zwracać sie do niej jak do dziecka, a jak do kobiety.
- Wybacz ... mam jeszcze problemy z kontrolowaniem się. - odwrócił na chwilę wzrok. - Po prostu nie wiem czemu ale pachniesz bardzo pięknie. Nigdy nie czułem takiej słodyczy od innej wampirzycy. Wygląda na to że jesteś wyjątkową. I mów mi Vergil, zapewne jesteś starsza i bardziej doświadczona ode mnie w tych sprawach.
Wybronił się i chyba nawet nieźle mu to wyszło. Rzucił parę miłych komplementów więc Pax nie powinna się już na niego złościć. A co do polowania..
- Polowanie? Ale ja nigdy jeszcze tego nie robiłem. Nie napadłem jeszcze nigdy na nikogo, bo moja pani dawała mi zawsze te tabletki. Smakują ohydnie, ale teraz.. .teraz chciałbym..chciałbym krwi...
Normalnie pewnie by tego nie powiedział, ale krew na spódnicy dziewczynki jak i ona sama działały na niego jak afrodyzjak. Chciał się jej przypodobać, a także naszła go chcica na pyszną, słodką, ciepłą krew.
Powrót do góry Go down
 
Huśtawka na drzewie
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 8Idź do strony : 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Next
 Similar topics
-
» Huśtawka na drzewie
» Huśtawki na drzewie
» Huśtawka na drzewie
» Opuszczony domek na drzewie
» Domek na drzewie

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Vampire Knight :: Yokohama :: DZIELNICA MIESZKALNA (ZACHÓD) :: PARK-
Skocz do: