IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Fontanna

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9  Next
AutorWiadomość
Hachiko

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t171-krwawa-dama http://vampireknight.forumpl.net/t588-leadris#788 http://vampireknight.forumpl.net/t3334-krwawa-dama#71600
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 917


PisanieTemat: Fontanna   Wto Paź 23, 2012 8:39 pm

Fontanna jak fontanna daje ulgę w gorący dzień a także pozwala nacieszyć uszy szumem wody oraz oczy swoim wykonaniem. Siedząc na niskim murku można moczyć nogi, lub trzymać je na zielonetrawie, wśród której rośnie koniczynka.
Powrót do góry Go down
Gwen

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t749-gwen#3196 http://vampireknight.forumpl.net/t754-gweniasny#3369
Zarejestrował/a : 17/11/2012
Liczba postów : 38


PisanieTemat: Re: Fontanna   Nie Lis 18, 2012 2:56 pm

Był weekend. Pora: późne popołudnie. W sam raz by poszła do pracy na poranne godziny i miała resztę dnia wolnego. Nawet sporo ludzi dzisiaj przyszło do jej cukienio-kawiarni, a w zamówieniach przeważały filiżanki gorącej czekolady. Nie ma co się dziwić, było... nieco zimno! O ile jeszcze w robocie byłą non-stop w ogrzewanym pomieszczeniu, o tyle jak skończyła zmianę po prostu szła i szczekała zębami, Jednak spódniczka na takie zimno nie byłą dobrym wyjściem... Poprawiła szarawy szalik zwisający po dwóch stronach jej ramion, swobodnie owinięty wokół szyi. Oczywiście sroga zima jeszcze nie nadeszła, ale odkryte nieco nogi jednak szybko i mało odpornie reagowały na spadającą temperaturę. Lato wróć!
Chciała jak najszybciej dość do Akademika, uwalić się w ciepłym wyrku i posłuchać radia, ale kawiarnia była nieco w drugą stronę, więc miała kawałek, jaki musiała nadrabiać z buta. Jedyne, co to mogła czasem skrócić sobie drogę przez park, wieczorem to było niedopuszczalne; Diablo jeden wie, co za dziwaki łaziły po tym świecie i mogli po nocach czaić się w krzaczorach! Ale teraz było jeszcze w miarę jasno i mimo iż ludzi nie mijała za wielu, a wręcz praktycznie nikogo, to nie czułą się mniej pewnie niż na zwykłym chodniku. Musiałą się jakoś rozgrzać, sam spacer przestał wystarczać.
Zboczyła z głównej alejki skręcając w stronę fontanny i nucąc sobie pod nosem radośniejszą piosenkę, jaką puszczali dziś do skraju szaleństwa w kawiarni. Podeszła do wyłączonego obiektu przypatrując się mu przez dłuższą chwilę, po czym bez namysłu wlazła na otaczający główną część obiektu murek i zaczęła powoli i nieco niepewnie rozpoczynać mały marsz dookoła. Murek nie należał do najgrubszych i upadek na prawo zakończyłby się miękkim lądowaniem na trawie,a ten na lewo... całkiem mocnym obtłuczeniem się o twarde dno z możliwością zahaczenia o rzeźbę, z jakiej w cieplejsze dni lała się woda. Nie wyglądała jednak jakby miała problemy z utrzymaniem równowagi.

_________________
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Fontanna   Nie Lis 18, 2012 4:46 pm

No tutaj go jeszcze nie było! Żebyśmy się zrozumieli: Thaniel raczej nie był typem który w obcowaniu z naturą odzyskiwał siły witalne i spokój wewnętrzny. Prawda była taka, że nadal nie znalazł sobie jakiejś nory, w której mógłby się zatrzymać, co więc za tym idzie, włóczył się całkowicie bez celu w pobliżu dzielnic mieszkalnych. Niestety niezbyt mu one przypadły do gustu, bo raczej nie nadawał się do mieszkania w schludnych domkach jednorodzinnych z ogródkiem otoczonym niskim, białym płotkiem. Właściwie doszedł do takiego wniosku dopiero dzisiaj, kiedy to wybrał się na wycieczkę krajoznawczą walcząc z przepaskudnym bólem głowy w te okolice. Bardzo prędko odkrył, że większość prawych obywateli na jego widok przechodzi na drugą stronę ulicy, skoro więc nie miał kogo zaczepiać stwierdził, że lepiej pójdzie gdzie indziej, gdzie nie będzie musiał się martwić potencjalnym towarzystwem. Koniec końców wylądował w parku, bardzo prędko zbaczając z głównej alei. Za dużo matek z dziećmi się tam kręciło, mimo że było dosyć zimno. Jemu to akurat rybka - i tak nie czuł chłodu. Zagłębił się w zakamarki parku. Zaciągając się papierosem co jakiś czas pogwizdywał pod nosem w celu przywołania nieszczęsnego Psa, który panoszył się po całym terenie szczekając na jakieś wymuskane i wychuchane rasowe psy (które swoją drogą bardziej przypominały szczury). Usiadł sobie wygodnie na pobliskiej kłodzie i wyjął piersiówkę, pociągając z niej kilka sporych łyków. Będąc w sto razy lepszym humorze rozejrzał się rozochocony po koronach nagich już drzew, na których przycupnęły kruki. Tak go jakoś ten widok zirytował, poza tym był strasznie znudzony. Z braku bardziej twórczego zajęcia wyjął rewolwer i zaczął strzelać do kruków, które już przy pierwszym wystrzale spłoszone podniosły się do lotu. Jeszcze nim zniknęły mu z zasięgu wzroku zdołał jednego ustrzelić. Wtem wpadł właśnie Pies, który najwyraźniej wziął tę strzelaninę za rodzaj zabawy; pognał więc co sił w łapach by przynieść ustrzelone zwierzę Thanielowi. Ten ostatni westchnął zrezygnowany widząc, z jak durnym zwierzęciem przyszło mu obcować, westchnął przeciągle i zaczął przedzierać się przez krzaki podążając tuż za Psem. Przypadek chciał, by truchło ustrzelonego kruka upadło nieopodal fontanny, stąd też zupełnie niespodziewanie z krzaków wypadł najpierw olbrzymi pies, który pochwycił w zęby martwe zwierzę, a zaraz po nim sam Thaniel, który jednak jakby zupełnie nie zauważył Gwen. Podszedł natomiast do Psa i wyrwał mu kruka z pyska, po czym zaciągając się papierosem podniósł ptaka na wysokość oczu, przyglądając mu się przez moment z satysfakcją. W końcu zrzucił go na ziemię, pozostawiając Psu jako zabawkę/obiad, niepotrzebne skreślić.
- Ciekawe jaki debil strzelał do ptaków w parku - powiedział mimochodem do dziewczyny , która nie wiedzieć czemu spacerowała po murku otaczającym pustą fontannę. Posłużył się zupełnie neutralnym tonem, jakby to wcal nie on przed chwilą to zrobił. Jego spojrzenie powędrowało leniwie od figury aż do sylwetki dziewczyny. Toć gdyby ktoś nieopatrznie ją popchnął, mogłaby nieźle przygrzmocić w tę rzeźbę...
Powrót do góry Go down
Gwen

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t749-gwen#3196 http://vampireknight.forumpl.net/t754-gweniasny#3369
Zarejestrował/a : 17/11/2012
Liczba postów : 38


PisanieTemat: Re: Fontanna   Nie Lis 18, 2012 5:28 pm

Przetarła zmarznięte dłonie i zakręciła się lekko przymykając na chwilę oczy uśmiechając się błogo. Dzisiejszy dzień pomimo średniej temperatury nie był taki zły, nie poddawała się jesiennej chandrze i zamierzała jeszcze dziś wyjść gdzieś i spotkać się z ludźmi. Zrobić coś bardziej konstruktywnego. Wszystko było jak najbardziej w porządku nim nie drgnęła wybudzona z szykowania planów na resztę dnia, słysząc nie tak daleki huk wystrzału i noga nieco jej się nie obsunęła zahaczając kostką o skraj murka. Na szczęście szybko się wyratowała nie wpadając do środka i łapiąc równowagę. Oczywiście w zakolanówce dziura już była, małe zaczerwienienie na widocznym zza niej odcinku skóry też. Nadal nie koniec atrakcji: na kilka chwil po tym pojawił się dźwięk przypominający głuche mlaśniecie i to całkiem niedaleko murka.
Odwróciła się powoli i zobaczyła czarny cień na trawie. Układał się w charakterystyczne, pokrzywione 'T' złożone z nienaturalnie wygiętych skrzydeł i podłużnego ciała zwierzątka. Ptak... na dodatek całkiem spory. Zrobiła mały kroczek w jego stronę pochylając się nieznacznie z tej wysokości i w końcu przyklękając ostrożnie na jednym kolanie. Kruk! A były całkiem rzadkie! Kto go do cholery ustrzelił...!?
Doszedł do niej lekkim, ale nasilający się tętent. Podniosła się od razu z klęczek akurat w chwili, kiedy zza niemal łysych krzaków wyskoczył straszący nieco gabarytami pies, jaki zmusił ją do automatycznego cofnięcia się parę kroków. Bez żadnych przeszkód pies chwycił martwe ptasie ciało, mając z tego najwidoczniej całkiem niezłą zabawę. Wyglądało to trochę jak polowanie na kaczki, ale w wersji jakby bardziej miejskiej. Nie była alfą i omegą, ale czuła w kościach, że pies nie jest tu przez przypadek i ktoś znalazł sobie brutalne zajęcie, na pewno ktoś z policji, bo w końcu tylko oni mogli nosić broń. Nie...?
Nie musiała nawet czekać na podejrzewanego winowajce, bo ta sama brama z krzaków posłużyła za przejcie jakiemuś wysokiemu mężczyźnie ubranemu dość niecodziennie jak na tę porę roku. Zwłaszcza przez rozpięty płaszcz i cienki materiał pod spodem.
Podszedł do ptaka i zabrał go psu tylko i wyłącznie na chwilę oględzin, by zaraz mu go oddać. Że też nie bał się różnych choróbsk jakie przenosiły takie dzikie zwierzęta...? Nie mniej! Musiałą zareagować!
- Pewnie jest gdzieś niedaleko... – burknęła zza szalika mierząc go nieco niepewnym spojrzeniem. Nie podchodziła i nie prawiła mu morałów o tym, że nawet jeśli nie on to zrobił, to nie powinien karmić swego psa takimi rzeczami... zwierzętami. Zwłaszcza martwymi. Ale nie poczyniła takich kroków dlatego, że się go bała, bo... nie wiadomo; był wyższy, był mężczyzną, miał sporego, na pewno potrafiącego gryźć psa, ani nawet dlatego, że w popularnie uznawanym kanonie piękna i zważywszy na swój sposób podejścia był, co tu dużo mówić, niepokojący(!). Ale dlatego, że miał papierosa.
Nieprzyjemny zapach, jaki wydzielały takie używki trzymały Gwen na znaczący dystans. Dlatego pewnie niechętny wzrok był skierowany stricte na peta, a nie samego mężczyznę. Ale pomijając ten jeden nieprzyjemny aspekt zrobiła krok do przodu będąc już w nieco pewniejszym przekonaniu, że pies będąc przy Panu raczej nic jej nie zrobi. Poza tym czułą się w pewien sposób lepiej, bo a tym murku był jednak wyższa chociaż o głowę od tajemniczego gościa, nawet jeśli stała an tyle daleko, by nie musiał jej zadzierać, by spojrzeć jej w twarz.
Chwile biła się z myślami widząc psa tarmoszącego opierzone zwłoki i w końcu odsunęła szalik od ust nie wytrzymując.
- Zabierz mu to...! Zachoruje jeszcze na coś, zdechnie jak będziesz go tak... karmił. – niby mógłby podejść i sama to zrobić, ale wszyscy wiedzą, że nie przerywa się dużym psom podczas posiłku, bo można z powodzeniem stracić rękę. Ale jeśli facet w płaszczu już raz zabrał mu kruka z pyska, to drugi nie będzie znowu taki trudny.

_________________
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Fontanna   Nie Lis 18, 2012 7:21 pm

Nieporuszony przyglądał się coraz bardziej narastającemu niezidentyfikowanemu uczuciu, które odmalowywało się na twarzy dziewczyny. Była taka... ludzka. Nieczęsto spotykało się takich ludzi. W dzisiejszych czasach wszyscy świecili przykładem, odwagą i honorem, a przy najlepszej nadarzającej się okazji wbijali ci kołek w serce. I zdychaj, paszkwilu! Dlatego tym przyjemniej było natknąć się na kogoś, kto swoim zachowaniem nie dowodził bezgranicznej głupocie. Z resztą, nie jemu było to oceniać. A czy to właściwie nie wszystko jedno? Na twarzy jego zwyczajowy kpiarski uśmiech nieznacznie się poszerzył. Gwoli lepszego przyjrzenia się rozmówczyni zdjął okulary przeciwsłoneczne (co z tego, że nie było słońca?), i wbił w nią wzrok. Jeśli wcześniej wydawał się jej podejrzany, teraz tym bardziej powinien. I bynajmniej nie tylko dlatego, że wyglądał co najmniej tak, jakby nie spał od tygodnia, albo przez jego twarz dość paradnie przebiegała koszmarna szrama. Zlustrował ją wzrokiem dość spokojnie, rozpocząwszy od butów, poprzez dziurę w zakolanówce, na uszkach jej czapki skończywszy. Uczennica, musiał stwierdzić od razu. Na jej pierwszą wypowiedź nie zareagował. Błysnął jedynie zębami w jakże rozbawionym grymasie. W połączeniu z wiecznie nachmurzonymi oczami wyglądało to obrzydliwie wręcz fałszywie.
- Tylko się bawi - Stwierdził zdawkowo, lekko wzruszając ramionami, przy okazji zaciągając się papierosem. Swoją drogą nie trzeba było być spostrzegawczym, żeby zauważyć jak bardzo Gwen przeszkadza ten zapach. Nie spuszczając z niej oka wypuścił bardzo powoli całe kłęby obfitego dymu tak, że niemal całkowicie go zasnuły. Już po chwili wiatr rozprawił się z nimi, więc odzyskał widoczność.
- Już nie takie rzeczy jadł i żyje - Dodał jeszcze dość obojętnie, opuszczając wzrok na Psa, który dość zajadle trącał ptaka łapą, rozsypując dookoła czarne pióra, które niesione wiatrem ruszyły w różnych kierunkach.
- To chyba nie jest najlepsze miejsce na spacer - Zauważył, rozglądając się po pobliskich krzakach - Ten psychol strzelający do ptaków może jeszcze tutaj gdzieś być.
Powrót do góry Go down
Gwen

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t749-gwen#3196 http://vampireknight.forumpl.net/t754-gweniasny#3369
Zarejestrował/a : 17/11/2012
Liczba postów : 38


PisanieTemat: Re: Fontanna   Pon Lis 19, 2012 1:11 am

Cóż w ukrywaniu emocji nigdy nie była dobra, ale równie często jej to nie przeszkadzało. A tu była na poły oburzona tą sytuacją i gotowa przedrałować cały park, by znaleźć winowajcę ptasiej śmierci, a na poły zainteresowana nieco nowo poznanym facetem. Zresztą, wow, jak zdjął okulary... Nigdy nie widziała, żeby ktoś miał tak jasne oczy. Soczewki nie wchodziły w grę były zbyt matowe,ca one wręcz... były prawie jak płynna, jasna lawa. Aż zagapiła się na nie bezczelnie tracąc z oczu psa na dłuższą chwilę, ale otrząsnęła się po kilkunastu sekundach i pokręciła głową zaraz skupiając się bardziej na całokształcie jego twarzy. Poza niecodziennymi oczami nie uszła jej uwadze spora szrama psująca jednolitość opalonej skóry. Dziwne, wymalowało się na jej twarzy coś, jakby się... przejęła? Ale to nie imało się niczego dobijającego jak np. współczucie. Poszurała czubkiem buta o murek.
- Musiało boleć... – mruknęła pod nosem myśląc głośno i poprawiła się zaraz znów prostując.
O dziwo nie zaklasyfikowała jego twarzy do gatunku ludzi 'pożegnaj się i powoli wycofaj, a za rogiem dostań nitro i módl się o przetrwanie'. Fakt, była charakterystyczna, miała już w sobie to męskie zacięcie, jakiego nie było co szukać u szczyli w jej Akademiku, równocześnie zaufania nie wzbudzał, ale jego niecodzienność, była na swój sposób hipnotyczna. Prawie jakby był pierwszym, jesiennym liściem, pojawiającym wśród reszty zwyczajnie – zielonych. To porównanie pewnie przez kolor jego płaszcza.
- Jak się wabi? – zagaiła robiąc kilka małych kroczków w ich stronę, na tyle, by pozostać bezpieczną od pola rażenia papierosów. Zatrzymała się jednak jak spomiędzy warg rozmówcy wydostał się pociągły i niezwykle gesty obłok dymu. Nie lubiła tego. Aż nią trzęsło, zwykle wyrywała je ludziom i deptała na ich oczach, ale to byli znajomi, takie postępowanie wobec nieznajomych było niedopuszczalne i trochę niegrzeczne.
Choć pierwszy raz zaigrał na jej ustach uśmieszek, jaki zaraz znacznie się poszerzył.
- A co, martwisz się? Chcesz, żebym Cię obroniła? – zagadnęła i przeniosła uwagę na ziemie schodząc z murku. To nie był sarkazm ani wyśmiewka czy też zaczepka, zabrzmiało całkiem przyjacielsko, zresztą swobodny uśmiech też był szczery. - Możemy go poszukać.

_________________
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Fontanna   Pon Lis 19, 2012 8:26 pm

Nadal popalając spokojnie przeniósł wzrok na psa, jakby na komendę gdy dziewczyna zapytała, jak się wabi.
- Pies - Powiedział niemal natychmiast. Zazwyczaj w takiej sytuacji rozmówca stawał się nagle straszliwie skonsternowany, nie mogąc pojąć czy Thaniel mówi poważnie, nie zrozumiał pytania czy po prostu żartuje. Prawdy próbował doszukać się na jego twarzy, ale tę niezależnie od sytuacji zdobił szelmowski uśmiech, który był nieco bardziej szarmancką wersją "spierdalaj". Niespiesznie kończył papierosa, przy czym dość ostentacyjnie taksował Gwen wzrokiem, jakby zastanawiał się, czy warto marnować swój czas. W końcu wypalił szluga, więc zrzucił go na ziemię i zdławił iskrę czubkiem podkutego buta. Czuł, że dziewczyna jest wręcz boleśnie ludzka, tym niemniej zastanawiający był kolor jej tęczówek. O ile dobrze sobie przypominał, ludzie nie miewali bordowych oczu. Z drugiej strony, kto wie? Thaniel nie orientował się nawet który mamy miesiąc, a co dopiero takie detale... Pociągnął nosem zaczepnie, po czym zdmuchnął grzywkę z oczu.
- To chodź - Powiedział krótko, ruszając w stronę odwrotną do tej, gdzie przyszedł. W międzyczasie pociągnął łyk z piersiówki, po czym wyciągnął rękę z alkoholem do Gwen, właściwie nie będąc pewnym, czy dziewczyna za nim poszła. Wyglądała raczej na porządną białogłowę, szczerze więc wątpił żeby poszła za nim w krzaki, jakkolwiek dwuznacznie by to nie brzmiało. Pies potruchtał za nim, oblizując zakrwawiony pysk.
Powrót do góry Go down
Gwen

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t749-gwen#3196 http://vampireknight.forumpl.net/t754-gweniasny#3369
Zarejestrował/a : 17/11/2012
Liczba postów : 38


PisanieTemat: Re: Fontanna   Wto Lis 20, 2012 12:23 am

Z ulgą przyjęła śmierć papierosa bezdusznie zmiażdżonego na piaseczku. Wtedy jakby automatycznie się rozluźniła. Choć na poznanie imienia wiernego towarzysza bruneta skłoniło do lekkiego podniesienia się pary rudych brwi.
- Oh... Pies. – zerknęła na psa. - Wynik nudy i braku pomysłu czy nadmiaru kreatywności? – zagadnęła i z całkiem nieźle zapowietrzającą się rezolutnością przyjęła jego zgodę co do wspólnych poszukiwań. Oczywiście z góry można było założyć, że go nie znajdą, to chociaż razem pospacerują. Zresztą przy tak postawnym gościu i truchtającym w pobliżu psie można się było zapuścić głębiej w park, do najciekawszych miejsc, kompletnie bez obaw. Zwłaszcza udając dochodzenie i poszukiwanie mordercy~! My Adventure Begins Right Here, Right Now.
Jak ruszył z miejsca sama przyspieszyła nie chcąc zostać sama i prawie udało jej się zrównać z nim krok.
- A sądziłam, że moje marzenie o nazwaniu kota 'Kaczka' jest innowacyjne. – urwała, kiedy piersiówka za-majtała jej przed twarzą. No tak. W sumie dziewczyna była porządna: nie paliła, nie tykała narkotyków... ale idealna nie byłą i alkohol trafiał do jej ust częściej niż mogłoby się z początku wydawać. Zawsze w ilościach, które nie zmieniały jej w zezgonowane zombie albo jakiegoś popapranego świra. Ale.. no cóż. Nie ważne, co mógł pomyśleć, ale zamiast, jak na dziewczynkę przystało odepchnąć jego dłoń, albo pociągnąć teatrzyk grzeczności i podziękować bez próbowania. Wzięła piersiówkę i powąchała jej zawartość, przez mały wylot. Niby mógłby tam Bóg wie czego nasypać, ale gdyby to zrobił sam by z niej nie pił. Zresztą chciała spróbować i wzięła większego łyka. Jak tylko płyn przeszedł przez gardło skrzywiła się nieznacznie i oddala mu kuriozalne naczynie pokaszlując lekko i ocierając usta wierzchem dłoni.
A jednak zdziwienie; poszła za nim i przedarła się przez krzaki wychodząc na nieco mocniej otwartą i wolną od chodników przestrzeń.
- Piersiówka pokoju... – skomentowała z lekkim uśmiechem i znowu odkaszlnęła. Jak tylko odebrał od niej piersiówkę nie cofnęła dłoni ale przygotowała ją na uścisk dłoni. - W ogóle, mam na imię Gwen. Miło mi. Nawet jeśli to niecodzienna sytuacja.
Spojrzała naprzód widząc pasmo sosen jakie powoli nieprzyjemnie łysiały, ale to zapowiadało przyjemny widok dywanu ze złotych liści jaki kompletnie pokrył stare zapomniane alejki.
- Wiesz, huk był całkiem mocny, pewnie ktoś zaalarmował policje, podejrzany mógł ukryć się gdzieś, gdzie oni zwykle nie chodzą. – skomentowała tonem pierwszorzędnego poszukiwacza i wskazała na nieco 'dziką' część parku rozanielającą się przed nimi. W tym czasie plastikowe oczka jej czapki podskakiwały i co chwile zezowały na wampira. - Są tam szczątki starej, kamiennej restauracji. Nie wiem ile z tego prawdy, ale są tam fajne, kamienne schody donikąd.
No i naszukali się biedni i naspacerowali ,ale nic nie znaleźli. Co za pech. W każdym razie zaczynało robić się ciemnawo, więc przeprosiła i udałą się z powrotem do Akademika.

z/t

_________________
Powrót do góry Go down
I.

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t873-i
Zarejestrował/a : 07/01/2013
Liczba postów : 85


PisanieTemat: Re: Fontanna   Pon Kwi 29, 2013 2:32 pm

W pierwszej chwili zwrócił uwagę na zbliżające się głosy i rozmowę, jaką ze sobą prowadzili, jednak niespodziewane zachowanie Mei, która zaciągnęła wampira, bez żadnego ostrzeżenia, w jakąś ciemną alejkę, sprawiło, że stracił wątek. W czasie, kiedy ona nasłuchiwała resztę rozmowy dwóch łowców, I. przyglądał się jej z uwagą, nic nie mówiąc. Postępując zgodnie z jej prośbą przeniósł ich w zupełnie inną cześć miasta, daleko od brudnej uliczki, w której znajdowali się teraz łowcy. Osobiście nie miał powodu do chowania czy uciekania od łowców, jednak zauważył w tym dobrą okazję do zdobycia jej zaufania. Bez swoich opiekunów w pobliżu była znacznie podatniejsza na wpływy wampira.
Na szczęście na miejscu nie było nikogo, kto mógłby zostać świadkiem nagłego pojawienia się dwóch osób przy fontannie. Teleportacją nie zaginął czasoprzestrzeni, więc wciąż była ta sama godzina i raczej nie groziło im nagłe pojawienie się trzeciej osoby... i dobrze, bo tym razem zdecydowanie wyglądali na parę. Za I. nie było już żadnej ściany, więc dziewczyna stała przy wampirze z dłońmi na jego klatce piersiowej wyglądając jakby się do niego tuliła, ot co. Nie żeby mu to przeszkadzało, choć sposób w jaki na nią patrzył był powiązany z odległością (a raczej jej brakiem), która ich dzieliła. Prawie oczekiwał, że zaraz odskoczy od niego niczym poparzona, ale może przeliczy się w tym wszystkim, bo przecież Mei nie należała do najzwyklejszych dziewczyn.
-I co teraz zrobisz?
Spytał zainteresowany tym, co planowała dalej. Uciekła od swoich opiekunów, ale czy zrobiła to dlatego, że akurat on z nią był czy też sama nagle odczuła, że ma dosyć? Nie mógł być pewien.
-Chyba nie będziesz chciała do nich wrócić, prawda?
Dodał, nieco pouczającym tonem, jakby chciał upewnić się, że nie popełni jakiegoś głupstwa. Jej rozwój postępował nieco szybciej niż się spodziewał, jednak mogło to jedynie przyspieszyć jego plany. Nie widział w tym zagrożenia wobec tego, co szykował, choć wciąż było parę innych niewiadomych, które mogłyby namieszać mu w szykach. Chyba właśnie dlatego postanowił zostać z nią teraz jeszcze dłużej, nie dość, że postąpiła wbrew jego oczekiwaniom, to zyskał idealną okazję, aby dowiedzieć się o tych paru niewiadomych.

_________________
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Fontanna   Sro Maj 01, 2013 8:58 am

Nagle brudna, ciemna uliczka zmieniła się w zupełnie inną okolicę, gdzie na całe szczęście nie było ani łowców ani innych ludzi. Fakt faktem w obecnej sytuacji, gdy stali we dwoje blisko siebie jakiś postronny obserwator mógłby to uznać za romantyczne spotkanie - cóż, nic bardziej mylnego, ale przecież nie dałoby się poprawnie zinterpretować sytuacji jedynie patrząc.
Dziewczyna jeszcze kilka sekund stała blisko jasnowłosego trzymając dłonie na jego torsie i nie ruszając nawet o milimetr, jednakże zaraz jakby zdała sobie sprawę z tego "naruszania" przestrzeni osobistej i odsunęła się od chłopaka o krok, robiąc to jednak w sposób spokojny, nieimpulsywny. Kto wie, może po prostu jeszcze nie zdawała sobie sprawy, że jej obecne działanie było ewidentnie łamaniem rozkazów od przełożonych, no i oczywiście odbiegało kompletnie od jej "normalnych" zachowań bazujących na analizie i logice. Czemu to zrobiła? W momencie kiedy usłyszała głosy dwóch mężczyzn w uliczce, gdy zdała sobie sprawę z konsekwencji jakie nastąpią jeśli łowcy zobaczą, że po raz kolejny zobaczą ją z tym samym wampirem, i to nie w walce. Nie dość że już rozmawiali o majstrowaniu przy jej umyśle, to wiadomość o uwzględnieniu I. jako ich potencjalnego celu sprawiła że dziewczyna uznała to zniknięcie za najlepsze rozwiązanie. Czy pchnęła ją to tego obawa o własny los czy fakt, że blondyn byłby na celowniku za rozmowę z nią?
- Co zrobię... - powiedziała ciszej, raczej twierdzącym tonem, jakby chciała mruknąć te słowa jedynie w myślach - Jeśli nie chcesz stać się kolejnym celem trzymaj się od nich z daleka... - obróciła się bokiem jakby zamierzała odejść - ...i ode mnie też, bo wiąże się to z tym samym. - dodała, nawiązując do rozmowy łowców, z której wynikało, że jeżeli w pobliżu Mei nadal będzie się kręcił szlachetny to nie skończy się jedynie na jakichś ostrzeżeniach.
Nie powiedziała co prawda, że chce do nich wrócić, właściwie w tym momencie nie wiedziała jaki powinien być jej następny krok...chociaż to jasne, że będą jej szukać.
Powrót do góry Go down
I.

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t873-i
Zarejestrował/a : 07/01/2013
Liczba postów : 85


PisanieTemat: Re: Fontanna   Sro Maj 01, 2013 5:28 pm

Wampir odwrócił się po jej ostatnich słowach, przez co mogło się wydawać, że zamierza posłuchać jej rady i wynieść się stąd bez słowa, jednak dziwna cisza, jaka zapadła między nimi została nagle przerwana. Przez najpierw cichy, ale szybko nabierający na sile szczery i przyjemny dla ucha... śmiech blondyna, który już wkrótce nie mógł udawać rozbawienia wywołanego śmiałą groźbo-ostrzeżeniem Mei. Po raz pierwszy od dawna śmiał się długo i niewymuszenie.
W końcu jednak, gdy głos jego ucichł, zbliżył się z wolna do łowczyni, nad którą pochylając się ponownie sięgnął dłonią do jej podbródka - tym razem jednak nie miał zamiaru zmuszać ją do spojrzenia mu w oczy, wątpił, aby to było konieczne - tym razem chodziło o sam dotyk i bliskość, która podkreśliłaby brzmienie jego słów. Oczywiście nie zamierzał ją do niczego zmuszać, więc jeśli się odsunie lub odtrąci jego dłoń nie przejmie się tym za bardzo i przejdzie do rzeczy.
-Widziałem powstania i upadki największych ludzkich cywilizacji. Biorąc udział w wojnie ludzi z wampirami brałem udział w wielu, trudnych pojedynkach i bitwach, a mimo to wciąż żyje. Nie zabiły mnie greckie włócznie, rzymskie miecze, mongolskie strzały ani samurajskie katany.... - Tu zrobił sobie przerwę i przez moment wydawało się, że odleciał gdzieś myślami do przeszłych czasów, a kiedy powrócił... Cała jego wesołość wyparowała, a w jego oczy wypełniły się złością i nienawiścią. - Nawet zdrada tych, którym ufałem mnie nie powstrzymała - Kontynuował ciszej i wolniej, bardziej lodowym tonem niż kiedykolwiek przedtem - A Ty sądzisz, że jacyś łowcy są w stanie mi zagrozić? - Zawahał się, jakby chcąc powiedzieć coś jeszcze, jednak koniec końców puścił ją i odsunął na dwa kroki.
-Wiesz gdzie mnie znaleźć.
Rzekł i... znikł. Zapominając o całej reszcie. Zły moment na wspomnienia, szczególnie te, o których wolałoby się zapomnieć. Niestety stało się i I. zniknął gwałtownie. Jego ostatnie słowa zabrzmiały jednak... trochę jak polecenie, więc prawdopodobnie będzie ją oczekiwał tam gdzie spotkali się za pierwszym razem.

[z/t]

_________________
Powrót do góry Go down
Naoto

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t751-naoto-shiroyama
Zarejestrował/a : 18/11/2012
Liczba postów : 80


PisanieTemat: Re: Fontanna   Czw Maj 16, 2013 9:35 pm

Świat się nie zmienia. Zmieniają się jedynie ludzie, którzy za wszelką cenę próbują zrobić wszystko na siłę, zdobyć pracę, wyszkolenie, dom i rodzinę. Chcą niby godnie przeżyć swoje życie, ale nie potrafią. Brakuje im zwyczajnie czasu, zbyt szybko umierają, czy też zbyt łatwo można ich zabić. Wampiry to całkiem inna bajka, setki lat pozwalały im na dokładnie poznanie świata i zdanie sobie sprawy, że nie wymaga on jakichkolwiek poprawek, czy zmian. Niektórzy zauważali to dopiero po wielu latach spędzonych na tym świecie, jednak Naoto należał do tej nielicznej grupy, która była tego świadoma już w tak młodym wieku. Właśnie dlatego tak uwielbiał architekturę, stare budowle i inne rzeczy, które w ogóle nie kręciły nastolatków w jego wieku. Uważał się za szczęściarza, że będzie mu dane tyle przeżyć i zobaczyć. Ciekawość i chęć poznania były dla niego motorem działania. Wyjechał na długi czas za granicę, oglądając to co każdy chciałby zobaczyć. Piękno natury i cały dorobek ludzki, który umieszczał na zdjęciach, które tak zaciekle robił.
W końcu jednak wrócił do kraju. Postanowił zrobić niespodziankę Nadirze, może kupi jej kwiaty? Kto wie, chłopak uwielbiał swoją matkę. Darzył ją przede wszystkim ogromnym szacunkiem. Jednak zanim to wszystko nastąpi chciał z powrotem przywyknąć do tego miasta. Przespacerował się tłocznymi uliczkami, nie zwracał uwagi na ludzi, którzy rzucali mu zaciekawione spojrzenia. Cóż trzeba było przyznać, że wyróżniał się spośród nich. Nie mówię tutaj tylko o bladej cerze jak u truposza, jednak w połączeniu z białymi, gęstymi włosami i jasnymi, błękitnymi oczami musiał wydawać im się co najmniej dziwaczny.
W końcu jednak dotarł do parku, gdzie usiadł na skraju fontanny i spojrzał w niebo.
Powrót do góry Go down
Yukyuko

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t723-yukyu
Zarejestrował/a : 28/10/2012
Liczba postów : 91


PisanieTemat: Re: Fontanna   Pią Maj 17, 2013 2:48 pm

Kyuko po wyjściu z restauracji postanowiła przejść się i rozruszać trochę te leniwe kości. Blondyna dawno nie przechadzała się po zielonych terenach tego miasta. Jeszcze kilka miesięcy temu niedaleko tego miejsca była stałym bywalcem tamtejszego placu zabaw. Niestety musiała opuścić to miejsce na jakiś czas, gdyż latające, żywe woreczki krwi zaczęły być coraz bardziej pilnowane przez swoich rodziców. Tak więc mała musiała znaleźć inny sposób na zaspokojenie swojego głodu i przerzucić się na inne przysmaki.
Bardzo powolnym krokiem, wręcz ociężałym z przejedzenia, wędrowała unikając jak tylko się dało bezpośredniego kontaktu z promieniami słonecznymi. Światłowstręt, jeżeli można było to tak nazwać z dnia na dzień coraz bardziej jej zaczął doskwierać. Kyuko nie wiedziała czym to było spowodowane, gdyż kiedyś nie miała takiego problemu z uporczywymi promieniami słońca. Teraz szybko się męczyła, i słabła, dlatego też starała się jeżeli to było możliwe, chować się w miejscach gdzie można było się skryć przed palącym światłem. Blondi nie chciała się jednak zamykać w czterech ścianach, z zasuniętymi roletami i w półmroku jak jakiś zdziczały psychol. Siedzenie samej w mieszkaniu dłużej niż kilka godzin, powodowało że Mała najzwyczajniej w świecie zaczynała się nudzić, a co za tym idzie do jej głowy przychodziła masa pomysłów, szalonych i lekkomyślnych.
Kyuko swoim żółwim tempem i ślimaczym zapałem znalazła się w zachodniej części miasta . Spoglądając na otoczenie musiała przyznać, że nawet było to ładne miejsce. Wampirzyca zarzuciła sobie torebkę na drugie ramię i przeczesała potargane włosy ruszając do przodu.
Kyuko idąc tak przed siebie i kopiąc znajdujący się pod jej nogami kamień, zatonęła w myślach i rozważaniach na temat Yuki. Był to dla niej nie lada problem, gdyż była rozdarta i nie wiedziała czy wybaczyć swojej matce, czy jednak traktować ją jako obcą dla niej osobę. Po pewnym czasie panująca kłótnia w jej głowie zaczęła męczyć blondynę. Zdenerwowało ją to, że to właśnie ona musi borykać się z takim problemem. Zapewne gdyby mogła to rzuciłaby tą sprawę w kąt, jednak nie raz będzie dane jej widzieć się z matką, która zapewne będzie chciała by blondi zaakceptowała ją i zapomniała o tym wszystkim co było wcześniej. Zamiast jednak pogodzić się z tą sytuacją, Kyuko zaczęła być coraz bardziej podirytowana. Czując narastającą złość do wampirzycy blondi zamachnęła mocniej nogę i kopnęła kamień o kilka metrów dalej tak iż owy przedmiot jej zabawy przygrzmocił w łydkę jakiegoś faceta o jasnych, białych włosach. Kyuko nie czując tego iż powinna teraz uraczyć białowłosego toną przeprosin, podeszła do fontanny i opłukała ręce.

_________________
Powrót do góry Go down
Naoto

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t751-naoto-shiroyama
Zarejestrował/a : 18/11/2012
Liczba postów : 80


PisanieTemat: Re: Fontanna   Pią Maj 17, 2013 9:53 pm

Kyuko nie musiała się martwić, Naoto w pewnym sensie rozumiał jej ból. Mimo, że ze swoją matką dogadywał się świetnie. Nadira była dla niego niemal jak przyjaciółka, do której mógł zawsze się zwrócić i wzajemnie. Byli sobie bardzo bliscy, a chłopiec darzył ją ogromnym szacunkiem, jednak jego ojciec stanowił problem. Miał go okazję spotkać jedynie raz, jednak nie przypadli sobie zbytnio do gustu. Wszelkie przekonania Ringo całkowicie gryzły się z dobrze wychowanym i miłym Małym Księciem. Może i z zewnątrz był łudząco podobny do swojego stworzyciela, jednak wewnątrz byli całkowicie inni. Chłopiec nie potrafił pogodzić i zrozumieć charakteru ojca, wszelkich tych złych rzeczy, które wyrządził. Oczywiście minęło trochę czasu, odkąd się widzieli.
Kyuko za to miała super tatę! Naoto uwielbiał Kyubiego, pamiętał go przede wszystkim z dzieciństwa, kiedy mógł sobie pograć na jego gitarze. A co najważniejsze był sympatią Nadiry, do tego odwzajemnioną. Rodziny się przecież nie wybiera, trzeba jedynie zaakceptować tą, którą się ma.
Nie minęło kilka chwil, a błoga cisza została zakłócona. Chłopiec był bardzo zajęty rozmyślaniem, że oczywiście nie zauważył ani nie usłyszał nadchodzącej dziewczyny. Pochłonięty wpatrywaniem się w niebo nad sobą, które przypominało mu bezkres oceanu niedawno odwiedzonego. Dopiero, kiedy coś walnęło go prosto w kostkę ( i to z nie małą siłą!) podskoczył jak oparzony o mało nie wpadając do fontanny.
- Przepraszam...
Jęknął zakłopotany. Oczywiście nie miał za co przepraszać, ale nie potrafił inaczej. Wypalił tak z zaskoczenia, które było ewidentnie wymalowane na jego bladej twarzy. Oczywiście nie był w stanie zobaczyć przodu Kyuko, która to opłukiwała dłonie w chłodnej wodzie.
- Jestem Naoto. Miło mi Cię poznać.
Powiedział jak zwykle wesołym tonem i przywołał na usta jeden z tych swoich przyjacielskich uśmiechów, drapiąc się po głowie z zakłopotaniem. Dopiero po chwili mógł dokładniej przyjrzeć się (nie)znajomej przed sobą i o mało ponownie nie wpadł do fontanny.
- Yukyuko? .... Kyuko!
Przecież wszędzie poznałby te nietypowe, piękne i do tego dwu kolorowe oczęta!
Powrót do góry Go down
Yukyuko

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t723-yukyu
Zarejestrował/a : 28/10/2012
Liczba postów : 91


PisanieTemat: Re: Fontanna   Sob Maj 18, 2013 4:18 pm

Kyuko niestety nic nie wiedziała o ojcu Naoto. Nigdy ze sobą o nim nie rozmawiali. Może i było by inaczej gdyby ich losy potoczyły się inaczej i mogliby więcej czasu spędzać ze sobą. Jednak nie dane im było wpaść chociaż na siebie przez te ostatnie lata. Cóż czas mijał jak szalony, nie oszczędzając nikogo. Wampirzyca tak dawno nie widziała Naoto, że w sumie zapomniała już jak wygląda. Pamiętała go jedynie jako chłopca, berbecia, a przecież również wtedy była mały grzdylem. Nie mogła jednak powiedzieć, że nie myślała o swoim dawnym przyjacielu zabaw. Była ciekawa jak mu się wiedzie za granicą, jednak jedyne co mogła to sądzić ,że ma się dobrze i jakoś sobie radzi z daleka od domu i matki. Kyuko przez całe swoje życie została tu , w Japonii, wychowywana pod okiem swojego papcia Kyubiego. Ojciec jest i był wszystkim co miała i chociaż bywały między nimi spięcia to i tak te dwa pokręcone dziwolągi godziły się. Może mieli już to w naturze, w końcu gdyby nie wygląd odziedziczony po części po matce to Kyuko byłaby wypisz wymaluj, kropka w kropkę podobna do Kyubiego. No może nie podrywała by wszystkiego co ma biust nadnaturalnej wielkości, długie nogi i zgrabne pośladki.
Naoto podskoczył jak oparzony a wampirzyca gdyby nie zagryzała wargi , z pewnością wrednie by się uśmiechnęła. No cóż zignorowała przeprosiny, i osuszyła mokre dłonie chusteczką. Ocknąwszy się z rozmyślań, i porzuciwszy tamte nerwy w kąt, spojrzała na jegomościa, który w tym momencie się jej przedstawiał. Ciekawe czy robił tak z każdą żywą istotą od której dostaje kamolcem.
Przez chwilę wampirzyca zesztywnia, gdyż do jej mózgu dopiero co dotarło co przed chwilą powiedział wampir. Dobrze jej znane imię dawnego przyjaciela miotało jej się po głowie, odbijając się ze wzmocnionym echem. „ Naoto, Naoto…” Nie to chyba jakieś żarty, Naoto wyjechał dawno, dawno temu, pomyślała.
Blondi zlustrowała szlachetnego dobrze, przyglądając się dokładnie.
- Chyba se jaja robisz- wymamrotała i zmrużyła oczy. Dobrze pamiętała śnieżny kolor włosów i te błękitne oczy.
– Naoto to ty? Kurrrrna to ty! – podeszła bliżej by jeszcze dokładnie się mu przyjrzeć i sprawdzić czy aby nie ma jakiś omamów przez to przeżarcie się słodyczami.
- Skąd ty...jak ..co...kiedy …ale.. hęęęe?!- tak właśnie zabrakło jej słów a oczy jej zrobiły się jak dwa ogromne spodki, nie wierząc kogo ma przed sobą. Blondyna nagle się otrząsnęła ze zdziwienia i obejrzała się w około. W końcu uznała to za dobry, żart. Naprawdę wybitny. Nie wiedziała, że to może być prawda. Była skora nawet do tego, że owy kazał zrobił jej papeć, bo któż mógł wiedzieć o Naoto.
- No dobra macie mnie! Gdzie jest ta ukryta kamera?- krzyknęła do by już przestali sobie robić z niej jaja. Kyuko znała wszystkie programy rozrywkowe, nawet te z wrabianiem ludzi… więc była pewna że stała się po prostu ofiarą żartu.
Mała stała, rozglądając się i czekając aż prowadzący wyskoczy zza krzaków z jakimś bukietem chwastów i zacznie te swoje śmieszna gatki typu „Dałaś się wrobić! „ a potem kamerzysta skupi się na jej głupkowatej minie i zachowaniu, kiedy ta będzie otrzymywać kwiaty.

_________________
Powrót do góry Go down
Naoto

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t751-naoto-shiroyama
Zarejestrował/a : 18/11/2012
Liczba postów : 80


PisanieTemat: Re: Fontanna   Nie Maj 19, 2013 9:06 pm

Może i wyjechał, ale wrócił! Fakt faktem, nie widzieli się całe wieki, no prawie. Przecież ostatnio byli dziećmi, które bawiły się razem w berka czy chowanego. Razem umykały rodzicom i jadły tonę słodyczy. Niektóre z przyzwyczajeń z dzieciństwa nadal zostały, Naoto nie potrafił się ich wyzbyć! Na przykład czysta miłość do łakoci: żelki, ciastka, czekolada i torty. Uwielbiał je wszystko i nigdy nie mógł się im oprzeć. Na szczęście był raczej szczupły i przytycie mu nie groziło. Cóż niektóre dziewczęta pewnie dałyby się pokroić, żeby mieć tak jak chłopak. Mógł jeść ile popadnie, a i tak nigdy nie przybierał na wadze, no chyba, że wyrabiał mięśnie! To co innego.
Między innymi dlatego, że tak dawno jej nie widział, zlustrował ją uważnie wzrokiem. Był facetem, więc nic dziwnego, że tak postąpił. Przebiegł wzrokiem po jej zgrabnych nogach, idealnej talii, długich jasnych włosach i wreszcie skupił się na jej niezwykłych dwukolorowych oczach. Była bardzo ładna i na pewno wyróżniała się z tłumu. Oczywiście zrobił wszystko na tyle dyskretnie, żeby nie wzbudzić jej protestów, przecież tego byśmy nie chcieli. Naoto przez chwile zastanawiał się, czy dziewczyna posiadała wielu adoratorów, doszedł do wniosku, że za pewne tak. Sam nie wiedział, czemu tak o niej rozmyślał. Może dlatego, że tak bardzo tęsknił za jedną z bliskich mu osób? Pamiętał, że kiedyś dużo czasu spędzali razem. Kyuko była jego ulubioną przyjaciółeczką i kiedyś zarezerwował ją jako swoją narzeczoną. Oczywiście ona nic o tym nie wiedziała, jednak białowłosy, malutki chłopczyk był w nią wpatrzony jak w obrazek. Cóż czasy się zmieniają tak jak i ludzie. Póki co cieszył się z ich ponownego spotkania.
Słysząc jej charakterystyczne " hęęę ", uśmiechnął się tak, że w jego policzkach pojawiły się dwa dołeczki. Nie czekając na jej przyzwolenie czy też nie dając jej żadnych wyjaśnień, zrobił te dwa kroki, które ich dzieliły i bez pytania objął ją ramionami i przytulił mocno do siebie. Musiał się schylić, przecież była od niego trochę niższa.
- Tęskniłem za Tobą, ma belle.
Powiedział cichym, odrobinę zachrypniętym głosem, a jego oddech omiótł jej szyję. Normalnie zastanawiałby się, czy nie dostanie przypadkiem po twarzy i czy jego zachowanie nie jest zbyt zuchwałe, ale w tym momencie w ogóle o tym nie myślał. Był zbyt pochłonięty tym, że Kyuko jest tutaj, tuż obok niego, cała zdrowa i żywa i materialna. Nie jest tylko jakimś tam wspomnieniem z dzieciństwa. W końcu odsunął się i uśmiechnął trochę zawstydzony.
- To ja! Prawdziwy ja.
Powiedział bijąc się pięścią w pierś. Musiała mu uwierzyć, w końcu znała jego zapach i przecież krwi szlachetnej nie tak prosto podrobić. Wszystko potoczyło się tak szybko. A chłopak był niezmiernie szczęśliwy.
- Wróciłem.
Dodał nadal uśmiechając się od ucha do ucha. W jego błękitnych oczach odbijała się woda z fontanny, nadając im ciemniejszy odcień, a on sam czekał na reakcję przyjaciółki.
Powrót do góry Go down
Yukyuko

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t723-yukyu
Zarejestrował/a : 28/10/2012
Liczba postów : 91


PisanieTemat: Re: Fontanna   Nie Maj 26, 2013 1:09 pm

Słodyczeee, o tak, tak , tak, 3x taak . Cóż ten mały pożeracz łakoci nigdy się nie zmieni. W końcu każdy ma swoje nałogi a jej stało się za duże zamiłowanie to wszystkiego co posiada cukier. Baaa jak nawet nie ma nic w pod ręką jest w stanie otworzyć cukierniczkę i łyżkami pożerać te kryształki słodkiej pokusy. Całe szczęście jest wampirzycą i przedawkowanie jej nie straszne, próchnicy też nie dostanie, what a wonderfull world. Tak w tym przypadku trza się cieszyć , tym że jest się dziecię nocy i wszystko co ludzkie jest jej obce. Może kiedyś swoje zamiłowanie przeleje na coś innego. Może pójdzie śladami papcia i stanie degustatorką wszystkiego co ma procenty? No cóż w sumie wszystko jest możliwe. Uratować kilka monopolowych i ich zapasy, bezcenne. Jeszcze dostanie nagrodę człowieka roku, ratującego upadłe sklepy na skraju bankructwa, pomagając lokalnej gospodarce. Kto wie, może nazwą jakiś tani siekacz jej imieniem, to by było wyróżnienie! Ha! A w dodatku jej słodka minka na etykietce, i sława, pieniądze, paparazzi, gale, wystawy, sesje zdjęciowe, wywiady, życie usłane amareną, komandosem i winem marki wino… świat wielkich gwiazd stoi przed nią otworem.
Wracając do szoku jakiego w tym momencie doznawała blondi, bo przecież spotkać tak o, przypadkiem starego dobrego przyjaciela, nie zdarza sie codziennie. Próbowała ocucić się z tego stanu w którym nie wiesz czy to prawda czy po prostu fake, żarty twojej wyobraźni po przedawkowaniu białego, słodkiego szaleństwa w postaci kilku deserów… Jednak kiedy szlachetny przytulił się do niej, miała teraz stu procentową pewność, że to jest prawda. Los rzeczywiście jest pokręcony, nieprzewidywalny jak kobieta i zmienny niczym pogoda. Kyuko słysząc te dwa słowa, które ściskają twoje serce tak mocno, że na twarzy pojawiają się dwie małe kropelki wzruszenia tańczące po policzku, przytuliła Naoto mocniej, i mocniej, próbując wypędzić ostatnie wątpliwości swojego niedowierzania.
- Tyyyyy……. Głupku. –powiedziała po cichu, przetarła dłonią oczy.
Naoto miałby oberwać od Kyuko? Oczywiście że tak! I niech nie myśli, że ten zaszczyt go ominie. Za takie znikanie i nie dawanie o sobie żadnego znaku życia, przewidziany jest nie jeden opiernicz. Wampirzyca w końcu wzięła się w garść i popatrzyła na Naoto tym sławnym spojrzeniem… zaraz będzie wpierrr-tam-ta-ram-ta~~
- Tak mnie zostawić i nic nie dawać o sobie znaku, nawet gołębia nie wysłałeś! Gdzieś ty się podziewał? – taaa … zrobiła usta w podkówkę i zmrużyła oczyska.
- Gdybyś tęsknił to wysłał byś jakiegoś marnego smsa. Pewnie znalazłeś sobie inne, ciekawsze towarzystwo, więc nie byłam już Ci potrzebna. - wyburczała. I masz Naoto foszek z przytupem. Teraz się tłumacz, ha!

_________________
Powrót do góry Go down
Naoto

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t751-naoto-shiroyama
Zarejestrował/a : 18/11/2012
Liczba postów : 80


PisanieTemat: Re: Fontanna   Nie Maj 26, 2013 9:21 pm

Co się dziwić, że Kyuko na początku nie wierzyła, że Naoto stał przed nią na prawdę. W końcu nie widzieli się już szmat czasu. Chłopak niemal zapomniał jak dziewczyna wyglądała, jak brzmiał jej głos, ale nigdy nie zapomniał o niej samej. O takich przyjaciołach po prostu nie da się zapomnieć, nawet jeśli by się chciało. Dopiero gdy spotkał ją ponownie, zdał sobie sprawę jak bardzo za nią tęsknił. Wreszcie znalazł dobre strony powrotu do Japonii. Po prostu cieszył się, że wrócił, choć na początku nie był pewny swojej decyzji, teraz już wiedział, że była słuszna. Jak i spotkanie Kyuko było super, tak jeszcze nie mógł się doczekać zobaczenia matki. Ale wszystko w swoim czasie.
- Co robisz tutaj sama? Powinienem odprowadzić Cię do domu.
Zaniepokoił się trochę, jak już odzyskał panowanie nad sobą i odsunął się na bezpieczną odległość. W końcu jeszcze by go oskarżyła o jakieś molestowanie, z tą dziewczyną to nigdy nie wiadomo. Naoto nie chciał jej urazić czy też przestraszyć, po prostu dał upust swoim emocjom i jedyne racjonalne wyjście, jakie przyszło mu do głowy, to pochwycenie przyjaciółki w ramiona i przytulenie do siebie. On sam chciał sprawdzić, czy była prawdziwa, czy nie był to tylko jeden z tych pięknych snów, które łączyły się ze wspomnieniami i tworzyły senne jawy - mamiły jego zmysły i umysł. Na szczęście Kyuko była prawdziwa, z krwi i kości, nie mógł się pomylić, nie tym razem.
Przecież było już późno, a na dworze ciemna noc. Park nie był bezpiecznym miejscem, nawet dla wampirzycy. Przecież Kyuko była młoda i nie potrafiła walczyć. Jej moce, choć na pewno były silne, mogły okazać się nie wystarczające w starciu z jakimś niebezpiecznym wampirem.
- Tęskniłem za Tobą, Kyu. Nawet nie wiesz jak bardzo.
Powiedział robiąc zbolałą minę. Nie chciał, żeby była na niego zła. Taki już był, miał bardzo przyjacielskie usposobienie i nie potrafił pogodzić się z tym, że Kyuko mogłaby jakkolwiek się na niego obrazić.
- Przepraszam...
Powiedział cicho spuszczając głowę. Chwilę stał w bezruchu z zaciśniętymi pięściami, jednak już po chwili skierował spojrzenie swoich intensywnie błękitnych tęczówek na wampirzycę. Jego miała czupryna świeciła jasno, w świetle księżyca, tworząc coś w rodzaju aureoli.
- Wybaczysz mi?
Spytał uśmiechając się niepewnie. Choć gdzieś w głębi był pewny, że przyjaciółka nie będzie w stanie długo się gniewać, nie na niego.
Powrót do góry Go down
Yukyuko

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t723-yukyu
Zarejestrował/a : 28/10/2012
Liczba postów : 91


PisanieTemat: Re: Fontanna   Nie Maj 26, 2013 10:07 pm

Szmat czasu, tak to chyba dobre określenie. Kiedy ostatni raz się widzieli byli jeszcze dziećmi a teraz, niedługo pełnoletni, prawie dorośli ludzie…tfu wampiry. Kyuko też za dobrze nie pamiętała głosu Naoto, przecież był taki maluśki, mówił jeszcze tym swoim chłopięcym głosikiem, a teraz przez tę mutację miał naprawdę męski głos. Kyuko zawsze go kojarzyła jako chłopczyka, w dodatku z tym kolorem włosów na serio nie kiedy wyglądał jak aniołek, taki cherubinek. Dziewczyna niestety nie miała takiego samego anielskiego charakteru co Naoto, była bardziej małym diabełkiem, złośliwym, lubiącym się przekomarzać i wciskającym wszędzie ten swój mały nosek. Jedyną rzecz jaką lubili razem to słodycze. Pociąg do wszystkiego co słodkie pozostał po dawnych latach wygłupów i zabaw.
- Spaceruję sobie. –powiedziała wzruszając ramionami.
– Za dnia jest ciężko wychodzić, więc lubię czasem w nocy przejść się, rozprostować kości, znaleźć starego przyjaciela i takie tam. – dodała
Naoto nie musiał się czuć zaniepokojony, wampirzyca nie raz musiała sobie radzić sama. Kiedy Kyubi ją wyrzucił z domu, to właśnie ulica ją przygarnęła. Od tamtego czasu wiedziała które rejony po zmroku są niebezpieczne. Fontanna takim miejscem nie była, przynajmniej nie dla wampirów. Tutaj tylko węszyli ludzie w poszukiwaniu łatwych zdobyczy, jednak człowiek nie był dla niej aż takim zagrożeniem, wręcz przeciwnie smacznym kąskiem. Niestety wraz z powrotem do domu musiała przejść na woreczki krwi, które już nie smakowały tak samo jak krew prosto od człowieka.
- Nie tylko ty tęskniłeś- wyburczała rumieniąc się lekko.
– Ale teraz nigdzie nie pojedziesz, co nie? Nie zostawisz mnie tak samą po raz drugi? Obiecaj!- powiedziała z lekką nutką przejęcia.
Kyuko popatrzyła na niego i gdyby nie był taki wysoki to zapewne dostałby po łbie za takie myślenie. Kyuko nigdy nie złościła się aż tak bardzo na Naoto by musiał ją błagać o przebaczenie. Teraz też nie była wkurzona, może trochę udawała. Robiła się z niej niezła aktorka nie ma co. Wiedziała dobrze, że to nie była jego decyzja opuszczenia domu i jej, przecież był jeszcze wtedy chłopcem… nie powinien się z tego powodu smucić. Liczy się to co jest teraz, a aktualnie stoi przed Kyuko i to powinno się liczyć.
-Przestałam się gniewać kwadrans temu- uśmiechnęła się złośliwie, bo jakże mogła złościć się na tego jegomościa jak on przez cały czas czaruje ją tymi swoimi niebieskimi oczami, i dołeczkami w policzkach przy każdym uśmiechu. No po prostu się nie da. Na znak nie bycia na niego wściekłą, weszła na brzeg fontanny i w końcu mogła mu rozczochrać tę białe kłaki, które ją kusiły od samego początku.
-Aaaaaleś ty urósł!- dodała, gdy na jego łepetynie pojawił się istny busz. Łapiąc się jego ramienia, zeskoczyła i spojrzała na wampira.
– To co może jakiś mały spacerek, czy czekamy na przybycie jakiś samotnych gwałcicieli? – spytała

_________________
Powrót do góry Go down
Naoto

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t751-naoto-shiroyama
Zarejestrował/a : 18/11/2012
Liczba postów : 80


PisanieTemat: Re: Fontanna   Pon Maj 27, 2013 9:12 pm

Naoto uśmiechnął się szczerze słysząc jej słowa, odnośnie spotkania starego przyjaciela. Przy Kyuko czuł się nadzwyczaj swobodnie. Mógł być po prostu sobą. Nie musiał przejmować się żadną etykietą, płaszczeniem się przed starszymi wampirami, ale także Yukyuko była w stosunku do niego normalna. Nie spuszczała wzroku, gdy na nią patrzył; nie peszyła się i nie bała. Widziała w nim swojego przyjaciela, a nie jakiegoś tam Szlachetniaka, jak większość osób. Nawet gdy bywał w różnych miejscach w Europie doświadczył czegoś niezwykłego. W niektórych miejscach, gdzie żyło mało wampirów, a tych wysoko urodzonych nie było wcale, niektórzy nawet kłaniali się przed nim! Cóż Naoto nie pochwalał takiego zachowania. Od razu bardzo się peszył i denerwował, jak to on. Pragnął, żeby ludzie go akceptowali i lubili. Chciał, żeby czuli się swobodnie w jego towarzystwie.
Chłopak również nie pochwalał picia ludzkiej krwi, choć jakoś do syntetyków też nie mógł się przyzwyczaić. Woreczki z krwią były według niego racjonalnym wyjściem. Akceptował jedynie, choć sporadycznie, krew od swoich służek, jednak tylko wtedy, gdy chciały oddać mu ją dobrowolnie. On sam nigdy by je o nią nie poprosił. Cóż niektórzy mówili, że traktuje je bardziej jak swoje dwie siostry, niż jak służbę, ale cóż taki już był.
- Cieszy mnie to, ma belle.
Powiedział śmiejąc się cicho, gdy dziewczyna czochrała jego białe włosy. Sam nie wiedział, kiedy zaczął tak mówić. To wszystko przez to, że tak bardzo pochłonął go francuski, zakochał się w tamtej kulturze i architekturze. Spędził tam mnóstwo czasu i tak właśnie przyswoił sobie niektóre słówka, używał ich oczywiście nieświadomie. Słowa po prostu same płynęły z jego ust.
- Ty też wyrosłaś.
Powiedział z powagą, asekurując ją, żeby przypadkiem nie spadła. No wiecie, ostrożności nigdy nie za wiele. Niby Kyuko była wampirzycą, ale zawsze mogła okazać się niezdarą, nie? Oczywiście nikomu nie ubliżając, Naoto po prostu nie wybaczyłby sobie, gdyby coś się jej stało w jego towarzystwie i tyle.
- Panie przodem.
Powiedział schylając lekko głowę i wyciągnął rękę przed siebie, tym samym zapraszając ją od rozpoczęcia ich cudownego spacerku w świetle księżyca.
Powrót do góry Go down
Yukyuko

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t723-yukyu
Zarejestrował/a : 28/10/2012
Liczba postów : 91


PisanieTemat: Re: Fontanna   Sro Maj 29, 2013 10:17 pm

Kyuko zapewne ucieszyłaby się gdyby wiedziała, że Naoto czuję się przy niej tak jak przy nikim innym. Sama osobiście nie lubiła tych sztywnych życzliwości jakie powinno się obdarzać wampirów szlachetnej krwi. Dla niej to było staromodne myślenie, które powinno dawno pójść w zapomnienie. Oczywiście blondi jak musiała to zachowywała się jak na prawdziwą damę przystało, jednak teraz przy starym przyjacielu czułaby się co najmniej dziwacznie jak by musiała tykać, i mówić te wszystkie miłe słowa, uśmiechać się sztucznie, śmiać się perliście z sucharów, dyskutować na tematy które ją w ogóle ją interesują. Taaa…. W skrócie zachowywać się tak jakby się miało kija w tyłku, sztywno i dziwnie. Wampirzyca nie wiedziała, dlaczego takie coś jeszcze się respektuje, przecież mamy XXI wiek a nie średniowiecze, gdzie rycerze latali zakonserwowani w śmierdzące zbroje a damy mdlały na ich widok czy też na pierwsze wypowiedziane słowa „ Potrzymaj mój miecz dziewko!„ Ale wróćmy do fabuły.
-Ma belle? – zrobiła zaciekawioną minę. Kyuko siedziała cały czas w Japonii i chociaż potrafiła wypowiadać się sprawnie w języku angielskim, to francuski pozostawał dla niej na razie zagadką. Może kiedyś tak bardzo zainteresuje ją tamta cześć Europy i pozna trochę bliżej ten kraj, ludzi i ich kulturę. Ach… te miłe gdybania.
- Ja prawie nic. Pacz! – dotknęła czubka swojej głowy- Pewnie na zawsze zostanę taka mała.- powiedziała smutno, bo wiedziała, że kariery jako modelka nie zrobi z takim wzrostem. Nie miała co liczyć, że każdy wybieg na pokazie mody będzie jej, a fani będą się bić by zobaczyć jak ona dumnie kroczy w najnowszej kreacji znanego projektanta.
Naoto za bardzo się martwił o Małą. Kyuko może i wyglądała niewinne, ale jak już mógł dostrzec to była ona istnym babolcem, który mało czego się boi, a tym bardziej jakiś zboczeńców i innych gwałcicieli. Blondyna zeskoczyła zwinnie z fontanny, więc nie musiał jej asekurować. Obróciła się w jego stronę na palcach z uśmieszkiem na twarzy, poprowadziła go po tajemnych zakątkach parku i dzielnicy zachodniej o których wiedzieli tylko nieliczni. Po małym spacerku, przyszedł czas rozłąki. Mała oczywiście wymusiła od wampira by obiecał, że jak wszystko już pozałatwia i będzie miał czas to się znowu z nią spotka. Na sam koniec wymienili się numerami telefonów, pożegnali się czule i każdy odszedł w swoją stronę.
2xzt.

_________________
Powrót do góry Go down
Yuki
Yuki
Yuki
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t164-yuki http://vampireknight.forumpl.net/t214-yuki
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 922


PisanieTemat: Re: Fontanna   Nie Cze 30, 2013 5:51 pm

Po opuszczeniu zamku udała się do domu, gdzie jednak nie spędziła zbyt wiele czasu. Zdążyła się jedynie odświeżyć i przebrać, gdy skontaktował się z nią Naizen, prosząc o spotkanie. O co chodziło i czego mógł chcieć jej były mąż, tego nie wiedziała, ale przez telefon się nie pytała. Rzecz jasna zgodziła sie na spotkanie, bo dlaczego nie, nie byli wrogami, choć ostatnie nie było między nimi za dobrze. Rozwód nieco ją rozstroił i z tego też powodu mocno reagowała na pewne sprawy, szczególnie, gdy związane były z blondynem i z tym jak się odnosił do niej.
Gdy więc się umówili, Yuki natychmiast ruszyła na miejsce spotkania. Wolała by doszło do niego na miejscu neutralnym i z tego też powodu kazała Bradowi zawieść się do miasta w pobliże parku. Myślami jednak była zupełnie gdzie indziej, gdyż lada dzień mieli wyruszyć z Ringo w podróż poślubną i w sumie niewiele miała czasu na spotkanie z byłym już mężem. Mimo wszystko pojawiła się na miejscu, a konkretnie tuż przy fontannie, która swoim szumem opanowała okolicę. Dla niej było to miejsce świetnie, do tego bardzo spokojne.
Przysiadła na skraju fontanny, trochę bokiem, wpatrując się w wodę. Jednocześnie co jakiś czas zerkała po okolicy, by zobaczyć czy nie pojawi się lada moment sylwetka blondyna.

_________________
* * * * * * * *
Powrót do góry Go down
Naizen

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t173-naizen-shiroyama#197 http://vampireknight.forumpl.net/t174-naizen-shiroyama#198 http://vampireknight.forumpl.net/f86-zamek-w-gorach
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 536


PisanieTemat: Re: Fontanna   Nie Cze 30, 2013 6:00 pm

Być może nie było to zbyt pilne, ale Naizen kierując się słowami syna, postanowił dowiedzieć się czegoś, czego oboje mu nie powiedzieli. A w rzeczy samej wiedzieć powinien.
Podczas rozmowy telefonicznej z Yuki, poprosił ją o spotkanie i wskazanie miejsce, gdzie by chciała się z nim zobaczyć. Być może ją zaskoczył, ale póki miał czas, wolał to wykorzystać.
Umówiwszy się na spotkanie w wyznaczonym miejscu, zajechał prosto z zamku nie samochodem a motorem. Skoro miał te wspaniałe maszyny w swoim posiadaniu, czemu by nie przejechać się i poszaleć na drogach? Możliwe że zjazd z gór by trudny, ale nie dla wampira. Także oczekując szlachetnego, wampirzyca mogła go dostrzec z jednej strony uliczki.
Naizen zajechał pod plac fontanny w parku motorem Yamashy i zatrzymał się nieopodal miejsca, gdzie siedziała wampirzyca. Nie zamierzał swojej maszyny zostawiać gdzieś przed wejściem do parku. Motor potraktował jako rower a i tak nikt nie sprawdzi czy mu tu wolno czymś takim wjechać.
Zszedł i podszedł do wampirzycy.
- Witaj. Cieszę się, że zgodziłaś na spotkanie.
Jeżeli pozwoliła to usiadł obok niej.
- Może od razu przejdę do rzeczy. Rozmawiałem z Dastanem i powiedział, że masz mi coś do powiedzenia.
Od razu przeszedł do rzeczy spojrzawszy na jej twarz a potem niżej na dłonie. Wtedy zapewne mogł dostrzec coś, czego się by nie spodziewał. Aż zmarszczył brwi.

_________________

Powrót do góry Go down
Yuki
Yuki
Yuki
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t164-yuki http://vampireknight.forumpl.net/t214-yuki
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 922


PisanieTemat: Re: Fontanna   Nie Cze 30, 2013 6:14 pm

Po ostatnim spotkaniu z Naizenem była nieco zdenerwowana i miała powód. Nie zamierzała jednak w sobie tego dusić, a już na pewno nie chciała być z nim w konflikcie. Przez tyle lat żyli razem i mimo wszystko był dla niej bliski, kochała go szczerze, choć trochę nieszczęśliwie. Wszystko musi się kiedyś skończyć, a Yuki powoli zaczynała wyrzucać go ze swojej głowy, myśli i uczuć, ale to trwa i trwać jeszcze będzie. Nie była jednak na niego zła, a jak była, to już dawno jej minęło. Naizen nadal miał szczególne miejsce w jej sercu. Pomimo wszystko, pomimo faktu ponownego zamążpójścia.
Długo na przybycie wampira nie musiała czekać. Odgłos nadjeżdżającego motoru było słychać jeszcze z daleka, choć pewności mieć nie mogła czy rzeczywiście to jest on. Ale jednak to był Naizen. Uśmiechnęła się lekko na jego widok, gdy do niej podchodził.
- Witaj. Nie mogłabym się nie zgodzić, choć nie mam zbyt wiele czasu.
Trochę ją zaskoczyła prośba o spotkanie, ale lada moment miała się przekonać co też skłoniło go do podjęcia takiej a nie innej decyzji. Gdy więc wspomniał o Dastanie i o tym co chłopak mu powiedział, momentalnie jej wyraz twarzy uległ zmianie. Westchnęła cicho, spoglądając na niego smutno. Nie chciała mu mówić z bardzo prostej przyczyny - czuła lekki wstyd, a fakt, że tak długo byli małżeństwem jednak robi swoje. Do tego jeszcze jego wzrok powędrował ku jej dłoniom, przez co odruchowo zakryła ręką drugą dłoń, na której miała pierścionek.
- Nie mam ci nic do powiedzenia. - powiedziała nagle i tak butnie, że było to aż dziwne. Yuki spojrzała na niego ostro chowając w sobie wszystkie uczucia, które teraz ją przepełniały i przekłuła je w złość. Było to trochę udawane, ale robiła to przez wzgląd na Naizena. Jej życie było jej życiem, kochała go, ale wszystko się skończyło, on jej nie kochał i w sumie nie musiał się nią w ogóle przejmować. Lepiej by tak zostało.

_________________
* * * * * * * *
Powrót do góry Go down
Naizen

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t173-naizen-shiroyama#197 http://vampireknight.forumpl.net/t174-naizen-shiroyama#198 http://vampireknight.forumpl.net/f86-zamek-w-gorach
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 536


PisanieTemat: Re: Fontanna   Nie Cze 30, 2013 6:41 pm

Być może ich małżeństwo nie było idealne to jednak nie kłócili się a potrafili żyć w zgodzie. Mimo bycia tym "innym", blondyn zdążył przywiązać się do szklachetnej. Gdyby chciał, mógłby ją sobie zatrzymać i nie zezwalać na rozwód, ale nie był aż takim dupkiem, by niszczyć jej życie. Zasługiwała na wolność i znalezienie sobie kogoś innego, godnego jej serca niżeli on sam.
- Przy rozmowie to wyczułem, więc nie będę długo Cię zatrzymywał. - Zatem nic dziwnego, że nie wypytywał ją o pracę i takie podstawowe pierdoły, tylko przeszedł od razu do rzeczy. Jej odpowiedź na jego pytanie oraz zakrycie dłoni i spojrzenie, od razu mówiły mu jasno o sprawie.
- Kłamiesz. - Rzekł szczerze patrząc jej ze spokojem w oczy.
- Mnie nie oszukasz. - Powinna pamiętać, że Naizen posiada zdolności wyczuwania kłamstwa. Ujął jej dłoń, która posiadała pierścionek i obrączkę, uniósł wyżej jakoby chciał jej pokazać, co dostrzegł na jej dłoni. Wtem wzrok przeniósł na jej twarz.
- Może nie jesteśmy już razem i nie powinienem się wtrącać, ale łączy nas wspólne dziecko, więc chciałbym wiedzieć jak sobie układasz życie. A zatem... Za kogo wyszłaś? - Może i nie była to jego sprawa, ale jako iż oboje mają wspólne dziecko, trochę wspólnie przez lata małżeństwa przeszli, chciał wiedzieć kto został jej wybrankiem.

_________________

Powrót do góry Go down
 
Fontanna
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 9Idź do strony : 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9  Next
 Similar topics
-
» Zamarznięta fontanna na środku parku
» Fontanna
» Fontanna Życia
» Fontanna Kupidyna
» Fontanna życzeń (MG:Nauru)

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Vampire Knight :: Yokohama :: DZIELNICA MIESZKALNA (ZACHÓD) :: PARK-
Skocz do: