IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Fontanna

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9  Next
AutorWiadomość
Lucienne

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2476-lucienne-valerie-de-la-grange#52285 http://vampireknight.forumpl.net/t2478-lucienne http://vampireknight.forumpl.net/t2072-lucienne#43832
Zarejestrował/a : 23/05/2015
Liczba postów : 492


PisanieTemat: Re: Fontanna   Czw Lis 10, 2016 2:44 pm

Wszystko wskazywało na to, że żadna z przebywających w parku dziewczyn, nie odczuwała niepotrzebnego spięcia. Kyoko świadoma bądź nie, roztaczała wokół siebie przyjemną aurę, przy której nieśmiertelna potrafiła być po prostu sobą. Śmiertelniczka nie traktowała jej lepiej ze względu na pochodzenie szlachetnej, z całą pewnością nie zdawała sobie nawet sprawy z tego, że tuż przy niej rozsiadł się wampir najwyższej krwi.
- Mieszkasz w Yokohamie? - zaczęła rozmowę.
W końcu trzeba było jakoś rozpocząć znajomość, a takie wypytywanie w chwili obecnej przyniosłoby więcej korzyści, gdyż ludzka dziewczyna skupiałaby się bardziej na opowiadaniu o sobie, niż na irytującej znajomej. Szkoda byłoby, aby resztę nocy spędziła podirytowana zachowaniem tamtej. Mimo wszystko sytuacja nie zakończyła się tragicznie dla obu pań, w końcu miały z kim porozmawiać. Ponadto we dwójkę zawsze raźniej.
- Miło mi to słyszeć Kyoko - powiedziała niezwykle łagodnie.
Usłyszała śmiech dziewczyny, więc niewątpliwie udało udało jej się poprawić humor towarzyszki, który i wampirzycy zaczął się udzielać. Powoli dochodziła do siebie, zapominając o zdarzeniach na szosie. W chwili obecnej nie zamierzała do nich wracać, pragnęła pozbyć się tych wszystkich negatywnych emocji, co w obecności ludzkiej dziewczyny, szło jej naprawdę sprawnie. W końcu dopiero teraz potrafiła dostrzec piękno nieba.
- Uwielbiam nocne niebo - przyznała, nie odrywając wzroku od gwiazd. - Działa na mnie niezwykle kojąco i pozwala zapomnieć o problemach.
Szlachetna rozkoszowała się świeżym powietrzem, które również dotarło do jej nozdrzy. Nienawidziła zapachu miasta. W chwili obecnej zdołała jednak od niego uciec i poczuć woń natury. Wszystko najwyraźniej chciało, aby nieśmiertelna zapomniała o troskach i skupiła się na rozmowie ze znajomą. Lucienne nie zamierzała sprzeciwiać się woli siły wyższej, dlatego przymrużyła oczy, delektując się delikatnymi podmuchami wiatru.
- Zazdroszczę ci - powiedziała niezwykle szczerze. - Ja dość często się boję. Zarówno o siebie jak i o bliskich. - Na twarz dziewczyny wkradł się delikatny uśmiech. - Bywa nawet, że za bardzo panikuję z powodu drobnostki, ale taka już jestem.
Szlachetna nie zrozumiała tego tak, jak chciałaby Kyoko. Ponadto nie należała do tych nieśmiertelnych, którzy pokazaliby dziewczynie, że wciąż ma powody, aby obawiać się samotnych wędrówek. Nie zamierzała jej gryźć, a już tym bardziej przemieniać. To zbyt duża odpowiedzialność jak dla niej. Ktoś będący człowiekiem z całą pewnością nie zrozumie, czym jest przemiana dla szlachetnego, a w każdym bądź razie dla pochodzącego z rodziny de la Grange.

_________________

♪ Theme | Opening | Battle ♪
Właściciel: Samircia (ta gorsza huehue)
Artefakt:
 
Powrót do góry Go down
Kyoko Fukusaku

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1181-kyoko-fukusaku http://vampireknight.forumpl.net/t3068-kyoko-fukusaku
Zarejestrował/a : 03/10/2013
Liczba postów : 24


PisanieTemat: Re: Fontanna   Czw Lis 10, 2016 3:08 pm

Dziewczyna spoglądając w niebo cały czas obserwowała migoczące gwiazdy mając dobry humor. Ze spokojem uznała, że dobrze czuje się w towarzystwie znajomej tak naprawdę, zatem po co wracać do domu? Nie śpieszyła się tak naprawdę bo nie ma po co wracać na dłuższą metę. Gdy usłyszała słowa Lucienne była zaskoczona trochę na pytanie:
- Tak, mieszkam w Yokohamie, ale bez rodziny - odparła na pytanie rozmówczyni. Ze spokojem zastanawiała się czemu o to ją pytała, ale pewnie była ciekawa więc mogła też o to spytać:
- Ty też zamieszkujesz Yokohamę? - spytała się rozmówczyni. Nie chciała być ciekawską osobą bo nigdy taką nie była rzecz biorąc. Właściwie coś ciągnęło do tej osóbki bo miała tą przyjemną aurę dlatego jeśli by była "wampirem" nie bałaby się jej. Przymrużała oczy cały czas rozglądając się dookoła i potem znów w gwiazdy.
- Moja rodzina niestety nie żyje.. a rodzeństwo mnie wyparło bo uznali, że jestem im niepotrzebna tak naprawdę - odparła mówiąc to bez żadnych przeszkód. Nie wiedziała czemu to powiedziała możliwe, że chciała się wygadać przy niej. Gdy usłyszała słowa jej to jedynie uśmiechnęła się na reakcję rozmówczyni. Jednakże śmiech dziewczyny nie schodził z jej ust bo miała przecudny dźwięk i uśmiech na ustach. Gdy poczuła wiatr lekko włosy zaczynały kołysać na boki. Powietrze było przecudne wręcz wyborne. Potem usłyszała na temat nieba.
- Ja też je uwielbiam - rzekła, ze spokojem opierając się rękoma o mur fontanny. Kyoko zapomniała o całej tamtejszej sytuacji bo w końcu znalazła osobę z którą może normalnie rozmawiać i może zostaną kiedyś przyjaciółkami lub coś więcej jak siostry? Nic tak naprawdę nie wiadomo co los uzna za słuszne. Kyoko usłyszała kolejne słowa Lucienne na temat samotnych wędrówek po nocy uznała to za komplement. Jednakże ma rację powinien każdy się bać o stracie bliskich. Kyoko niestety czuła samotność doskwierającą w sobie ale ciężko jej to pokazywać ale w tym momencie gdy mówiła o bliskich coś w niej pękło niewyobrażalnego.
- Wiesz... gdy wspomniałam przedtem o rodzinie.. niestety została zamordowana ale nie wiem przez kogo. Tak naprawdę zostałam totalnie sama na tym świecie, nie mam dla nikogo żyć. Dlatego słyszałam o wampirach żyjących i jestem świadoma tego co chcę powiedzieć, ale chciałabym być jedną z tych osób długowiecznych - odparła obserwując Lucienne gdy spoglądała kątem oka. Dziewczyna jest totalnie świadoma tego co chciałaby zrobić w swoim życiu.
- Nie chcę już być dzieckiem dnia.. - odparła krótko i spojrzała się w nieboskłon nocy widząc migoczące wciąż gwiazdy.
Powrót do góry Go down
Lucienne

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2476-lucienne-valerie-de-la-grange#52285 http://vampireknight.forumpl.net/t2478-lucienne http://vampireknight.forumpl.net/t2072-lucienne#43832
Zarejestrował/a : 23/05/2015
Liczba postów : 492


PisanieTemat: Re: Fontanna   Czw Lis 10, 2016 4:00 pm

Również i Lucienne czerpała przyjemność z prowadzonej rozmowy. Pogawędka z człowiekiem należała do miłych odmian, ostatnio zbyt dużo czasu spędzała z nieśmiertelnymi. Nie mogła jednak narzekać, w końcu byli dla niej niezwykle ważni, jednakże wypadałoby czasami wyrwać się z rezydencji i porozmawiać z kimś innym, tak jak robiła to teraz. Choć odzyskała już wystarczająco dużo sił, aby ponownie użyć teleportacji, postanowiła nie uciekać z parku, a to dzięki Kyoko.
- Aktualnie tak, mieszkam u przyjaciela, chociaż osobiście pochodzę z Francji. Tam mam całą swoją rodzinę, a może raczej większość, bo część rozpierzchła się po świecie.
W Japonii również byli, chociażby jej starsza kuzynka. Ona wybrała już swoją drogę, postanowiła zostać człowiekiem, rezygnując z daru nieśmiertelności. Nie obawiała się bólu przemiany czy hierarchii świata nieśmiertelnych, postanowiła jednak do końca kroczyć drogą, wyznaczoną jej przez los.
Wampirzyca wyraźnie posmutniała, usłyszawszy wyznania towarzyszki. Nie wiedziała, co tak na prawdę ma odpowiedzieć, nie doświadczyła tego co ona, jednak poznała czym jest ból straty.
- Wiem, co znaczy stracić najbliższych - przyznała, spoglądając na ziemię. - Straciłam ukochanego kuzyna, zginął na moich oczach.
Poświęcił się, aby ją chronić. Dla dziecka był to potworny widok. Ktoś, kogo bardzo kocha traci głowę, trafiony atakiem przeznaczonym na nią. Tamtego feralnego dnia zginęło bardzo wiele osób, na nieszczęście tragedia dotyczyła tylko i wyłącznie jej rodziny. Władza potrafiła zamienić w potwora. Kuszeni jej smakiem są nie tylko ludzie, ale również i wampiry. Bratobójcza walka to najgorszy skutek chorego pożądania. Gdyby nie przerośnięte ambicje wuja, do niczego tak naprawdę by nie doszło. Sprawił Lucienne jeden z najgorszych prezentów urodzinowych.
- Masz swoją ulubioną konstelację? - zapytała z ciekawości.
Osobiście nie preferowała żadnej gwiazdy czy planety. Uwielbiała cały kosmos. Było w nim coś niezwykle tajemniczego, posiadał w sobie kuszącą siłę, która wręcz nawoływała nieśmiertelną. Gdyby tylko miała taką możliwość, przemierzyłaby galaktykę wzdłuż i wszerz. Niestety nie mogła, jedyną rzeczą jaką była w stanie teraz zrobić to podziwiać piękno kosmosu z ziemi. Żałowała tylko, że gwiazdy widoczne były jedynie nocą. Z całą pewnością to dzięki nim owa pora wydawała się młódce najcudowniejszą z możliwych. Szczególnie ta zimowa, gdy pozbawione listowia, ciemne cienie drzew, kontrastują z rozjaśnionym niebem. Widok zapierający dech w piersi. Wszystko ma w sobie piękno, nie każdy potrafi jednak to dostrzec.
Szlachetna wysłuchała ze spokojem słów towarzyszki, niemal czując jej ból. W wampirzycy zawsze było mnóstwo empatii, nawet dla osób zupełnie obcych. Nawet zaskoczenie wywołane wyznaniem na temat przemiany, nie zdołało przebić się przez współczucie dziewczyny. Kyoko nawet nie zdawała sobie sprawy, że przy niej siedzi osoba, która mogłaby podarować jej nieśmiertelność. Ale czy tak naprawdę chciała? W chwili obecnej miała mieszane uczucia, co nie trudno było zauważyć. Wiedziała, że nie może nadużywać otrzymanego przez życie daru.
- Przemianą nie uciekniesz od samotności. Twoi przyjaciele umrą ze starości, kiedy ty wciąż pozostaniesz młoda i piękna. Osoby które spotkasz, z którymi nawiążesz relacje w końcu odejdą, pozostawiając cię samą na tym świecie. Nie będziesz w stanie im pomóc, zatrzymać ich przy sobie, bo nie każdy wampir ma możliwość dania człowiekowi wiecznego życia. Nie boisz się tego? - zapytała, spoglądając na rozmówczynię.
Lucienne przymknęła oczy, jak gdyby chciała opanować narastające w niej negatywne emocje, choć w rzeczywistości była niezwykle spokojna.
- Ponadto nigdy nie zaznasz wolności, przemienieni stają się marionetkami stwórcy, niewielu szlachetnych przygarnie człowieka z dobroci serca.

_________________

♪ Theme | Opening | Battle ♪
Właściciel: Samircia (ta gorsza huehue)
Artefakt:
 
Powrót do góry Go down
Kyoko Fukusaku

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1181-kyoko-fukusaku http://vampireknight.forumpl.net/t3068-kyoko-fukusaku
Zarejestrował/a : 03/10/2013
Liczba postów : 24


PisanieTemat: Re: Fontanna   Czw Lis 10, 2016 4:49 pm

Kyoko odetchnęła niczym mając ulgę, że powiedziała całą prawdę tak naprawdę co ona w tym momencie czuje w danej sytuacji. Dziewczyna dobrze czuła się w jej obecności dlatego kontynuowała rozmowę uśmiechając do towarzyszki.
- To fajnie.. moim zdaniem, że mieszkasz u kogoś kto jest dla Ciebie bliski - rzekła krótko jednakże, gdy usłyszała o Francji zaciekawiło ją to niezmiernie. - Francja jest pewnie przepięknym krajem? - rzekła znów krótko zaciekawiona pytając ją o to. Niestety cały czas rozmyślała o swoim rodzeństwie zrobiło się jej totalnie żal, że nie potrafili zaakceptować faktu, bo oskarżali za śmierć Yurisy, która była jej ukochaną kuzynką ale traktowały się jak siostry rodzone. Życie jest wobec istot nie fer więc gdy zobaczyła dziewczyna posmutniałą delikatnie wyciągnęła swoją do niej dając znać, żeby nie była smutna tak naprawdę.
- Nie martw się. Ja pogodziłam się z tym faktem dlatego jakoś sobie żyję dalej - rzekła po pewnej chwili usłyszała smutną historię z życia Lucienne to coś w niej uderzyło, że są jakby bliskie dla siebie bo coś je łączy czyżby strata tej ukochanej osoby.
- Hah.. ja straciłam kuzynkę Yurisę, została zamordowana przez wampira tak naprawdę jednakże nie wiem czemu to zrobiła.. ja sądzę, że ona była w nim zakochana, a on ją odepchnął dlatego możliwe sama szarpnęła na swoje życie - odparła z lekkim przekąsem. Niestety miłość jednokierunkowa była straszna tak naprawdę . Gdy usłyszała, że został zabity jej kuzyn to nie potrafiła wycofać z gestu iż dziewczynę przytuliła do siebie dając do zrozumienia iż nie jest sama z tym. Kyoko była świadkiem morderstwa rodziców jak zabijały wampiry E rozszarpując ich ciała, a ona uciekła przerażona z domu chcąc obronić przed bestiami tak naprawdę. Kyoko była przygarnięta przez ciotkę matki niestety długo życie nastolatki przerodziło się w piekło bo mając 18 lat wampir ją zabił na jej oczach. Śmiertelniczka czuła się prześladowana przez życie jeszcze dalej to ona zostanie zamordowana jakby ktoś próbował ją zabić ale nie wiadomo czemu. Po chwili oderwała się od niej siedząc jak wcześniej usłyszała słowa, a raczej pytanie na temat konstelacji.
- Tak, właściwie mam dwie ulubione... Konstelacje Psa i Łabędzia - rzekła uśmiechnięta dając do zrozumienia, że jest z nią wszystko dobrze. Jednakże kocha cały kosmos ale to już bardziej w rozszerzonym stopniu.
- Ja czuję, jakby kosmos mnie otaczał z każdej strony.. aż dziwne uczucie ale ciągle bym mogła się gapić w te niebo chcąc odpłynąć dalej i dalej - odparła z radością mówiąc o tym. Ze spokojem odetchnęła czując przyjemny wiatr, a włosy nadal uprawiały taniec jak niczym stokłosy na polu uprawnym. Przedtem rozmyślała nad swoim życiem wtedy uznała, że musi komuś to powiedzieć chcąc wyprzeć naturę ludzką. Samotność doskwierała cały czas w dodatku obawy przed śmiercią. Nie chciała umrzeć jak człowiek, chce żyć dalej i dalej jak się dało. Gdy zwierzała się ze swoich myśli mówiąc o tym czuła jakby adrenalina zaczynała narastać co chwilę. Ucieszyło ją  to że znajoma potrafiła zrozumieć Kyoko co przechodzi w życiu tak naprawdę. Potem minęła cisza w danym momencie i usłyszała o samotności, przemianie, wampirach itd. Ku zdziwieniu wysłuchała wszystko tak jakby z czegoś by nie zdała sobie sprawy z jednej rzeczy i odpowiedziała:
- Tutaj masz rację. Jednakże nie mam żadnych przyjaciół co najgorsze, jestem odsunięta poza społeczeństwo - rzekła zasmucona trochę ale potem spoważniała się lekko jej mina przy rozmówczyni.
- Szczerze każdy musi umrzeć jeśli chodzi o człowieka.. jednakże ja nie chcę umierać może to brzmi egoistycznie ale boje się śmierci - rzekła wyznając całą prawdę o tym co myśli. - Nie boje się tego tak naprawdę - odparła, spoglądając łagodnie swoimi oczami w rozmówczynię. Ze spokojem chciała w końcu żyć wiecznie niczym wszechświat tak naprawdę tego najbardziej pragnęła.
- Powiem Ci, że jeśli bym była przemienioną poczułabym się potrzebna tak naprawdę stwórcy i bym nawet oddała życie za osobę, która by dała nowe życie u mnie - odparła dając do zrozumienia, że chce być potrzebna i nie ważne jaki będzie stwórcą czy dobrym czy złym ale będzie wierna i lojalna wobec niego lub niej.
- Ja podjęłam decyzję i nie zmienię już zdania jeśli chodzi o przemianę. W dodatku nie będę samotna bo będę przecież przy stwórcy - uśmiechnęła się pogodnie w jej kierunku dając naprawdę niesamowity dar spokoju.
Powrót do góry Go down
Lucienne

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2476-lucienne-valerie-de-la-grange#52285 http://vampireknight.forumpl.net/t2478-lucienne http://vampireknight.forumpl.net/t2072-lucienne#43832
Zarejestrował/a : 23/05/2015
Liczba postów : 492


PisanieTemat: Re: Fontanna   Czw Lis 10, 2016 6:30 pm

Dobrze jest się zwierzyć z problemów, szczególnie komuś zupełnie obcemu. Nie czuje się wtedy tego lęku, tej dziwnej obawy przed brakiem akceptacji ze strony rówieśników. Lucienne była zupełnie obca dla Kyoko, praktycznie się nie znały, więc krótkie wyznania nie zmienią niczego w ich życiu, za to skutecznie podbudują samopoczucie. Nie warto było dusić w sobie emocji, takie działanie zabijało. Niszczyło nieświadomą istotę od środka, aż w końcu doprowadzały do destrukcji.
Wampirzyca uśmiechnęła się lekko.
- Fakt, miło jest mieszkać z przyjaciółmi. Nie czuje się wtedy tej pustki, kiedy przychodzi się do domu, no i zawsze ma się kogoś przy sobie, komu można byłoby wyżalić się z problemów.
Dziewczyna uwielbiała przebywać w towarzystwie Ozyrysa, nie czuła się przy nim jak służka, ich relacje przypominały bardziej przyjaźń, za co była mu wdzięczna. Oz nigdy nie należał do złych osób, w każdym bądź razie tak uważała nieśmiertelna. Nie zdołała poznać go jeszcze z tej złej strony, a zawdzięczała mu naprawdę dużo. Mężczyzna uratował jej życie, stanął w obronie niewinnej istoty.
- Każdy kraj jest piękny - przyznała, spoglądając w stronę rozmówczyni. - Nawet Japonia posiada swoje uroki. Ocena zależy tylko i wyłącznie od tego, czego tak naprawdę szukasz i jakie przyjmujesz w życiu wartości.
Owszem, Francja należała do pięknych krajów, chociażby Paryż nocą wyglądał zachwycająco, ale i Azji nie brakowało cudownych miejsc do zwiedzania. Chociażby Tokio w Japonii. Stolica kraju kwitnącej wiśni również posiadała swoje niepowtarzalne uroki, potrafiła skusić spojrzenia zwiedzających osób i cieszyła się dużą liczbą turystów. Lasy, góry, jeziora... Każdy kraj posiadał własny, unikalny krajobraz. Nawet proste wsie potrafiły zachwycić. "Piękno" to indywidualny tok rozumowania. To, co wydaje się piękne dla jednego, może być przeciętne dla innej osoby.
- W takich sytuacjach nie pozostaje nam nic innego, jak trwać dalej na tym świecie, nosząc na ustach uśmiech, który nasi bliscy chcieliby zobaczyć.
Lucienne wiedziała, że kuzyn nie chciałby widzieć jej smutnej, a już tym bardziej załamanej. Poświęcił swe życie tylko po to, aby ona mogła żyć dalej. Żyć, ale nie trwać z dnia na dzień, pogrążona w smutku. Nie mogła pozwolić sobie na zmarnowanie tego, co dzięki niemu otrzymała.
- Szkoda, że zdecydowała się na popełnienie samobójstwa. Jestem pewna, że gdyby miała w sobie wystarczająco sił, aby przerwać ten burzliwy okres w życiu, w końcu natrafiłaby na tą prawdziwą miłość.
Szlachetna dobrze wie, co znaczy odrzucenie. W jej życiu pojawił się pewien mężczyzna, którego zdołała pokochać, niestety bez wzajemności, gdyż szybko się z nią rozstał i poszedł do innej. Pierwsze chwile rozłąki były wręcz zabójcze, nastolatka nie potrafiła wytrzymać tego bólu. Młodzieńcza miłość to najgorsza rzecz w życiu człowieka, wtedy wszystkim wydaje się, że ich świat chyli się ku upadkowi. Wystarczy przetrwać ten miesiąc, dwa, aby znów podnieść się na nogi i zacząć żyć dalej. Lucienne nadal za nim tęskni, często zastanawia się nad tym, co zrobiła nie tak, dlaczego ją zostawił, jednak już nie do tego stopnia, co kiedyś. Możliwe, że Ozyrys miał w tym swój wkład. Dzięki niemu nie miała wystarczająco dużo czasu, aby się smucić. Zawsze wiedział czym zająć jej umysł. Uwielbiała swojego pana, traktowała go jak starszego brata i najlepszego przyjaciela. Chciałaby, aby ich dobre stosunki trwały jak najdłużej.
Dziewczyna będąca nieco zaskoczona gestem nowo poznanej osóbki, nie zamierzała pozostać dłużna, odwzajemniła go, przytulając ją do siebie. Obie doskonale to rozumiały. Choć ich sytuacja była znacznie różna, ból pozostawał niezmienny. Obecność drugiego człowieka, czy w przypadku Kyoko wampira, potrafiła nieco uśmierzyć cierpienie.
- Ja nie potrafiłabym wybrać - przyznała, odwzajemniając uśmiech.
Szkarłatne spojrzenie wampirzycy znów powędrowało w stronę rozgwieżdżonego nieba. Jego piękno odmalowało się w oczach nieśmiertelnej, która nadal wysłuchiwała słów towarzyszki.
- Mam tak samo - powiedziała niezwykle szczerze. - Z miłą chęcią zwiedziłabym najdalsze zakamarki kosmosu. Niestety przy obecnej technologii jest to niemożliwe, ale kto wie, może za te pięćset lat ludzkość przekroczy tą niewidzialną barierę.
Po raz kolejny na jej twarzy zagościł przyjemny uśmiech. Lucienne poczuła, że odnalazła swą bratnią duszę. Były podobne w wielu aspektach, choć na pierwszym rzut oka, nie szło tego zauważyć. Chyba przeznaczenie chciało, aby obie te pannice się ze sobą spotkały. Kyoko porzucona przez przyjaciółkę i Lu, przybyła przez osłabienie, po którym nie zostało już śladu. Z niezwykle rozradowanym wyrazem twarzy, podziwiała piękno otaczającego ją świata i rozkoszowała się obecnością śmiertelniczki. Szlachetna wzięła głębszy wdech, aby dostarczyć płucom tego cudownego orzeźwienia. Chłodny wiatr również umilał im rozmowę, co dało się zauważyć po ciemnowłosej dziewczynie. Nawet ona nie narzekała na chłód, wyraźnie pogrążona w rozmowie. Nastolatka nie przypuszczała, że jeszcze tego samego dnia natknie się na tak interesującą osobę.
- Nawet jeśli, nie oznacza to, że za ten rok lub dwa, twoja sytuacja się nie zmieni. Nikt nie jest sam. Każdy ma kogoś, dla kogo jest ważną osobą - zapewniła.
Z całą pewnością z Kyoko było tak samo, tylko ta nie potrafiła dostrzec tego. Lucienne wiedziała, że na świecie nie ma osamotnionej osoby, nie do tego stopnia, a nawet jeśli tak było, to czasy zdecydowanie się zmieniły, bo Lu nie zostawi tej dziewczyny samej. Nie potrafiłaby.
- Bycie wampirem nie zapewni ci nieśmiertelności, a długowieczność. Ponadto będąc przemienioną, wmieszasz się w problemy rodzinne swego stwórcy, co z kolei może sprowadzić na ciebie dodatkowe zagrożenie - wyjaśniła. - Ale chyba wiem, przez co przechodzisz. Będąc wampirem nie trzeba liczyć czasu, dni są mało istotne, lata to tylko chwile. Bez względu na to ile ich upłynie, ty pozostajesz niezmienna w przeciwieństwie do otoczenia. Nie musisz martwić się o to, że twój czas dobiegnie końca. Mimo wszystko życie wampira również nie należy do łatwych. Po tym świecie stąpają fanatycy, którzy nie tolerują nieśmiertelnych. I nie uważam twojego strachu przed śmiercią jako czegoś egoistycznego. Strach przed nieznanym jest rzeczą normalną. Boimy się umrzeć, bo nie wiemy, co nas wtedy czeka.
Nie, nie wymądrzała się, bo była wampirem. Doskonale zdawała sobie sprawę z tego, co czuje siedząca obok dziewczyna. Przecież śmierć niejednokrotnie zaglądała w oczy szlachetnej, ale ona zawsze miała możliwość ucieczki. Kyoko już nie. Nie ważne jak by żyła i co robiła, jej działania zawsze skończą się tym samym - śmiercią. Życie człowieka w porównaniu z wiecznością wampira, wydawało się bezwartościowe. Nie miało żadnego sensu i zawsze skończyłoby się tym samym. Niemniej jednak nie uważała ludzi za marne i bezwartościowe istoty. Doceniała ich, w końcu niejeden śmiertelnik przynależał do jej rodziny.
- Boisz się śmierci, a mimo to jesteś gotowa poświęcić dla kogoś własne życie? - zapytała z zaciekawieniem.
Szczerze mówiąc to miała tak samo. Gdyby Ozyrys był zagrożony, bez zastanowienia zasłoniłaby go swoim ciałem, przyjmując na siebie atak, nawet jeżeli nie mogłaby użyć już tarczy. Oczywiście starałaby się zrobić wszystko, aby nie umierać.
- Pamiętaj, że swoją śmiercią możesz skrzywdzić osobę, na której tak bardzo ci zależy. Nawet będąc przemienionym, twoje życie nie będzie bezwartościowe, nawet jeżeli twój pan powie ci inaczej.
Lucienne odwzajemniła uśmiech towarzyszki, która rzeczywiście chciała zostać wampirem. Niewątpliwie zostałby już przygarnięta przez ród szlachetnej, albo nawet przez samą matkę Lu. Kobieta miała tak samo łagodne i czyste serce, co córka.
- Nie każdy stwórca jest dobry - przypomniała. - Nawet będąc wampirem poczujesz osamotnienie, jeśli trafisz na niewłaściwą osobę. Będziesz upodlana i poniżana, a w najgorszym przypadku skończysz jako poziom E, pozbawiony rozumu, łaknący ludzkiej krwi wampir.
Blondynka zamilkła na chwilę, zastanawiając się nad sprawą Kyoko. Mogłaby to zrobić tu i teraz, spełnić jej marzenia o nieśmiertelności i uchronić przed naturalną śmiercią. Dziewczyna miała w sobie to coś, co ród de la Grange cenił sobie najbardziej. Wampiry z rodziny Lu pomagały osieroconym i porzuconym ludziom, wcielając ich do siebie. Nie byli sługami, a członkami rodziny. Pełnili takie same funkcje, co czystokrwiści, a nawet szlachetni. Lucienne miała jednak pewne obawy, nigdy wcześniej nikogo nie przemieniała, a była to naprawdę duża odpowiedzialność.
- Kyoko... - zaczęła nagle, urywając. Wyglądała jakby chciała coś powiedzieć, ale nie wiedziała jak to zrobić. W końcu jednak odnalazła w sobie wystarczająco dużo odwagi. - Chcesz zostać moją siostrą?
Prędzej czy później musiałaby kogoś przemienić. Zawsze jest ten pierwszy raz i najwyraźniej chyba nadszedł.

_________________

♪ Theme | Opening | Battle ♪
Właściciel: Samircia (ta gorsza huehue)
Artefakt:
 
Powrót do góry Go down
Kyoko Fukusaku

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1181-kyoko-fukusaku http://vampireknight.forumpl.net/t3068-kyoko-fukusaku
Zarejestrował/a : 03/10/2013
Liczba postów : 24


PisanieTemat: Re: Fontanna   Czw Lis 10, 2016 7:39 pm

Dziewczyna zdawała sobie z tego co powiedziała wcześniej dlatego jest gotowa na wszystko co zaoferowała w tym momencie. Ze spokojem spoglądała się w niebo cały czas odczuwając niesamowitą ulgę. Nie wiedziała tak naprawdę, że dzieje się to na poważnie, ponieważ nie miała żadnej osoby oprócz Yurisy, która przed śmiercią Kyoko rozumowała. Teraz zmieniło się totalnie jej życie o kąt 90 stopni poznając niezwykłą osobę w parku przy fontannie. Śmiertelniczka uśmiechnęła się delikatnie.
- To dobrze i rozumiem oczywiście - odparła ze spokojem nie zmieniając wyrazu twarzy. Oczy delikatnie mieniły się u dziewczyny okazując radość wciąż opierając rękoma o krawędź fontanny. Kochała tą bryzę wody, która szła na kark dziewczyny czując ukojenie. Wspomnienia przychodzą  szybko i niestety odchodzą ale trzeba przecież żyć dalej chcąc umrzeć później szczęśliwie tak pomyślała bo nic nie wiadomo jak wydarzenie potoczy się tak naprawdę. Spokojnie odetchnęła Fukusaku. Gdy usłyszała słowa o kraju to odpowiedziała:
- Chciałabym zwiedzić pewnego razu Francję - odparła, z radością jaką wyłoniła z siebie przy rozmówczyni. - Tak to prawda, Japonia jest uroczym krajem. Kocham podczas wiosny jak kwitną kwiaty wiśni to coś przepięknego, a płatki unoszą się w powietrzu jakby tańczyły na wietrze - odparła rękoma pokazując taniec ich. Później oparła je ponownie pokazując naturalną pozę u osóbki. Właściwie miała rację co do wartości dlatego musiała zastanowić czego tak naprawdę szuka w nich. Dziewczyna zawsze lubiła architekturę dlatego ją studiuje i cieszy się z tego co robi. W przyszłości marzy o bycie architektetem.
- Moim marzeniem, jest bycie inżynierem i architektem tak naprawdę. Chciałabym projektować przepiękne pałace dla bogatych i mniej żeby mieli gdzie mieszkać - odparła z radością mówiąc jakie ma naprawdę cele. Gdyby była wampirem nadal by je kontynuowała swoje marzenia ciesząc się życiem przy takiej przyjaciółce jak Lucienne. Oby chciała tak naprawdę mieć za Kyoko, bo ona chciałaby i to bardzo. Ze spokojem spoglądała się w horyzont i znów w niebo widząc spadającą gwiazdę wtedy w myślach wypowiedziała, że chciałaby żyć wiecznie i zakochać. Jednakże miłość nie jest prostą sprawą niestety, ponieważ trzeba znaleźć tego jedynego tak naprawdę. Gdy dziewczyna usłyszała słowa rozmówczyni powiedziała jedynie:
- Masz rację.. trzeba im pokazać, że nie jesteśmy smutni z ich powodu - odparła z uśmiechem na twarzy darząc nowej znajomej osobie. Nie odczuwała żadnego bólu ani cierpienia jak przedtem wypowiedziała to w myślach. Spokojnie poprawiła prawą ręką kosmyk włosa, który wpadł do oka dziewki. Potem usłyszała opinię o swojej kuzynce gdy wypowiedziała się o samobójstwie wtedy:
- Niestety nie wytrzymała tego napięcia i rozpaczy, chciała żeby on ją przemienił. On nie zgodził się na to, a w dodatku on ją uratował przed zabójstwem bo Yurisa widziała śmierć rodziców jak wampiry E zamordowały. Kuzynka widziała dużo krwi, która leciała ciurkiem z kuchni lub salonu - nie pamiętam już tego dokładnie bo to było dawno temu - odparła ze spokojem do niej. Jednakże nie okazywała jakiegoś smutku po prostu wolała to powiedzieć jak było naprawdę.  - Jednakże masz rację gdyby miała chociaż tyle sił to by na pewne znalazła miłość - odparła ze spokojem. Kyoko nigdy nie czuła odrzucenia przez miłość bo nie miała jak ponieważ nie była jeszcze w tamtym czasie gotowa na związek i jeszcze nie myślała o tym rzecz biorąc. Kyoko cały czas siedziała na miejscu kątem oka spojrzała się na rozmówczynię, która najwidoczniej rozmyślała nad sensem życia. Dziewczyna nie była bierna w tym, ponieważ miała też swoje myśli i spojrzała się w końcu w niebo pełen gwiazd chcąc podziwiać cały czas je z tego pięknego miejsca przy towarzyszce. Kyoko tęskniła za swoją kuzynką tak bardzo, że nie potrafiła ogarnąć swoich myśli dlatego nie chciałaby skończyć jak ona. Dziewczyna musiała w sobie tyle energii i żywiołu żeby pokazać innym ale nie miała okazji na to. Gdy zauważyła wcześniej Lucienne to przytuliła ją wtedy dając faktycznie do zrozumienia, że nie jest sama w ciężkich chwilach. Po chwili jak oderwała się dając do zrozumienia powiedziała:
- Już nie jesteś sama - rzekła zagadkowo, dając wskazówkę, że Lucienne ma już Kyoko i może zawsze na nią liczyć na dobre i na złe w sytuacjach ich życia. Wcześniej jak przytulała ją do siebie czuła lekki chłód jednakże jej to nie przeszkadzało. Faktycznie ciężko wybrać pomiędzy czymś, a czymś. Nie każdy to potrafił dlatego doskonale zrozumiała słowa rozmówczyni:
- Rozumiem Cię - rzekła krótko. Zwróciła oczy ku niebu podziwiając ten majestatyczny obraz nie potrafiła nacieszyć się nim bo ciągle było jej mało. Ze spokojem ujrzała na księżyc świecący co niektóre chmury zasłaniały ale to tylko urywkami. Nie lubiła chmur bo zasłaniając co najlepsze.
- Tak, mam nadzieję, że technologia pójdzie do przodu i będziemy przemierzać każdy zakątek kosmosu bo to fascynujące - odparła z zaciekawieniem w głosie. Dziewczyna nie zdawała sobie sprawy, że tak powinno być. Poczuła coś niesamowitego jak połączenie więzi pomiędzy nimi, cały czas zaciskała. Cała sytuacja jest zagadkowa bo Kyoko straciła przyjaciółkę, a Lu przechodziła chcąc pewnie odpocząć od zgiełku miasta. Tak wtedy poznały się powoli kiedy odnalazły swój język nabierając częstotliwość rozmowy tak naprawdę.
- Cieszę się, że Ciebie poznałam Lucienne, czuję jak moje życie zmienia na lepsze - rzekła krótko z radością kolejny raz z rzędu. Kyoko była prostolinijna nigdy nie kombinowała i była dobrze wychowywana przez rodziców i później ciocię. Potem zmieniała się biegiem wydarzeń kreując samą siebie w życiu. Niestety bywała niezdarną osobą ale co poradzić, każdy swoje odpowiedzialne kroki stawia jak mały bobas chcąc odkrywać ten niesamowity świat, który jest otwarty otworem dla śmiałków przemierzających horyzont. Zaśmiała się przez chwilę ze swoich słów gdy rozmyślała wtedy pokazała swoją prawdziwą twarz czyli radość, harmonię i szczęście, które ciężko było jej to narysować czy opisać jak kto woli. Szczęściem właśnie była Lucienne i gdy Kyoko wzruszyła się łezki po policzku poleciały czując wilgoć, a wiatr ukoił jej emocje mocno w siebie.
- To prawda, nikt nie będzie sam gdy spotka się taką wspaniałą osóbkę jak Ty - rzekła wręcz bardzo szczerze do rozmówczyni okazując uśmiech pełen radości i harmonii. Możliwe, że nie dostrzegała tego że nie jest sama ale trudno określić te uczucie bo było jej obce na tyle. Potem jak zamarła cisza usłyszała później o życiu długowiecznym i zaczynała doskonale ją słuchać kierując wzrok skupiając na rozmówczyni chcąc wiedzieć jak jest naprawdę.
- Rozumiem. Szczerze moim zdaniem gdybym była przemienioną czyli dawnym człowiekiem zdaję sobie sprawę z ryzyka i byłabym wmieszana w problemy stwórcy jednakże nie odsunę się od osoby, która mi dała życie długowieczne. Jestem gotowa na to wszystko - rzekła najszczerzej jak mogła  
- To prawda, wampiry mają najlepiej pod tym względem. Gdybym była wampirzycą za pewne na początku bym była zagubiona ale na pewno bym odnalazła się w tym świecie. Moim zdaniem zawsze tak jest naprawdę - odparła krótko jednakże usłyszała kolejne słowa o fanatykach i wie chyba o kim mowa tak naprawdę.
- Pewnie łowcy wampirów i Inkwizycja? Jeśli się nie mylę. Słyszałam o nich niestety - odparła ze spokojem jednakże nie boi się tak naprawdę ich. Trzeba uważać jedynie, żeby nie przeciąć ich drogi i nie zostały skrzyżowane.
- Ja bogu dzięki ich nie boje się tak naprawdę fanatyków - odparła z lekkością i pewnością, może faktycznie to by ją zgubiło w danym momencie co powiedziała ale nie wycofa się swej decyzji. Śmierć każdego dotyka jednak też wampirów pomyślała ale nie czuła bólu ani cierpienia ani chwili słabości w tym kruchym życiu u niej. Nie odbierała żeby wymądrzała się ona tak naprawdę ostrzegała co ją będzie czekało dlatego dzięki niej chce być ostrożna i chronić tych którzy na to zasługują. Westchnęła ze spokojem tak naprawdę chcąc okazać swoją harmonię wśród Lucienne. Gdy usłyszała o obawie śmierci i oddaniu swego życia to odpowiedziała jedno:
- Może i boję się śmierci, jednakże jeśli osoba mi najbliższa gdyby była to bym skoczyła w ogień chcąc ratując lub zasłoniłabym osobę swoim ciałem - odparła ze spokojem i poważną miną. Kyoko zdawała sobie cały czas z zagrożenia, ale wtedy nie można wahać się jeśli komuś życie zagraża dlatego pogodziłaby wtedy swe istnienie ze śmiercią.
- Rozumiem, czyli są tacy którzy chcą wykorzystać - odparła pomyślała wtedy o Tetsu czy on przypadkiem nie był jednym z takich. Gdyby tak faktycznie było, nie miałaby szans wyrwanie się z łap jego dlatego jednak niefortunnie koleżanka, która zadzwoniła uratowała jej życie ale co z tego jak ją zdradziła nie chcąc z nią spotkać się co za żenada. Gdy usłyszała kolejne słowa jej chciała zrozumieć kolejne słowa i wypowiedziała:
- Rozumiem, doskonale - odparła krótko. Dziewczyna miała rację i pewnie tak by skończyła Kyoko w jego łapach. Nie chciała tego tak naprawdę poczuć bycia poniżana i upodlona. Młoda spokojnie spojrzała ponownie w niebo zastanawiając się i zaszyła ogromna przepaść w ciszy gdy rozmówczyni jednak nie miała jeszcze żadnych pytań wobec Kyoko. Trochę ta cisza była jakby niespokojna mając nadzieję, że wampirów E nie przybędą w takiej porze na polowanie. Ze spokojem odetchnęła nie widząc żadnego zagrożenia tak naprawdę. Po pewnym czasie usłyszała słowa rozmówczyni gdy wypowiedziała swoje imię to zareagowała ku zaskoczeniu:
- Tak słucham? - rzekła pytając się z ciekawości przyglądając swoimi oczami w Lucienne trzymając teraz ręce na kolanach zgiętych. W danym momencie była bardzo zaskoczona tym pytaniem zostania siostrą co ją bardzo zamurowało.
- Oczywiście, że tak - odparła z uśmiechem na twarzy ciesząc się cały czas chcąc wyrazić to przy niej. Nie rozumiała tylko o co chodzi teraz, ale czy to ważne? Nie. Nie odczuwała żadnych obaw ani niczego żeby musiała się bać z drugiej strony Lucienne. Osobę darzyła już od danego momentu sympatią.[/color]
Powrót do góry Go down
Lucienne

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2476-lucienne-valerie-de-la-grange#52285 http://vampireknight.forumpl.net/t2478-lucienne http://vampireknight.forumpl.net/t2072-lucienne#43832
Zarejestrował/a : 23/05/2015
Liczba postów : 492


PisanieTemat: Re: Fontanna   Pią Lis 11, 2016 2:55 pm

Kto by przypuszczał, że taki pechowy dzień, będzie miał naprawdę szczęśliwe zakończenie. Gdyby nie usypiająca moc Riecona, wampirzyca nigdy nie przybyłaby do tego miejsca i nie zdołałaby poznać Kyoko. Dziewczyna miała coś w sobie, co przykuło uwagę nieśmiertelnej do jej osoby. Nie tylko podobne przeżycia i zainteresowanie przyciągnęło do niej Lucienne. Śmiertelniczka posiadała dobre serce, miała cudowny charakter, który wpłynął na roztaczaną przez nią aurę. Nie trzeba było spędzić z nią kilku godzin, aby wiedzieć z jakim typem osoby ma się do czynienia. Obie należały do tych łagodnych i kochanych istot. Aż ciężko uwierzyć w to, że ciemnowłosa nie posiadała żadnych przyjaciół, trzymając się na uboczu społeczeństwa.
- Jest tam trochę tłoczno, ale i bardzo przyjemnie - dodała, uśmiechając się ciepło. - Cieszę się, że postanowił mnie do siebie zabrać. Jestem mu za to wdzięczna.
Owszem, nie wiedziała jak podziękować czystokrwistemu. Mężczyzna okazał tyle dobroci dla niej, a ona nadal nie miała pojęcia jak może mu się odwdzięczyć. Czuła, że musi dać z siebie więcej niż do tej pory, a po tym nieprzyjemnym zdarzeniu na szosie, miała zamiar wziąć się za solidny trening. Nie chciała być dla niego ciężarem, niestety jak na razie nie zabłysnęła. Ponadto czuła się winna tego, co stało się podczas walki, to przez nią miał uszkodzoną rękę. Nie wiedziała czy jej to wybaczy. Wampirzyca mogła mieć jedynie nadzieję.
- Kto wie, może któregoś dnia wybierzemy się tam razem - powiedziała niezwykle szczerze.
Zdołała polubić Kyoko, choć poznały się dobrą chwilę temu, dlatego z miłą chęcią pokazałaby jej swoje ojczyste strony. Dziewczyna nie musiałaby nawet przejmować się kosztami biletu, Lucienne wszystko by opłaciła. Albo raczej Clarisse, pogodna szlachcianka, dla której sprowadzenie przyjaciółki córki do Paryża nie stanowiłoby problemu.
- Masz rację, to naprawdę cudowny widok. Japonia właśnie słynie z kwiatów wiśni i ciężko jest zrozumieć dlaczego, dopóki nie zobaczy się odpowiedzi na własne oczy - odparła, śmiejąc się wesoło z zachowania towarzyszki.
Nie tylko Kyoko miała dobry humor. Szlachetnokrwista nadal nie potrafiła uwierzyć, że owa dziewczyna nie umiała znaleźć znajomych. Nie zachowywała się jak ktoś odseparowany od reszty. Była niezwykle żywiołowa, wręcz tryskała pozytywną energią i zarażała nią innych, a dokładniej Lu. Nie tak zachowują się osoby preferujące samotność. Najwyraźniej śmiertelniczka była zbyt nieśmiała i nie pokazywała swojej prawdziwej twarzy.
- Ja myślę nad tym, aby zostać lekarzem lub weterynarzem. Bardzo lubię pomagać i kocham także zwierzęta. Szczerze mówiąc to pomagam nawet w schronisku. Czerpię z tego naprawdę dużo radości.
Dla zagorzałego fanatyka rozłupywania wampirzych czaszek, marzenia nieśmiertelnej mogłyby wydawać się dziwne, ale dziewczyna wiedziała, czego tak naprawdę chciała. Miała swoje pragnienia, które zamierzała spełnić. Przed nią niestety długa i wyboista droga, jednak małolata doskonale wiedziała o wszystkich trudnościach, jakie może napotkać na swej drodze. Była na to gotowa. Miała zamiar dać z siebie jak najwięcej, aby czuć satysfakcję z wykonywanego zawodu. Obie panie najwyraźniej ciągnęły inne kierunki, jednak każda z nich pałała taką samą pasją do wymarzonej pracy.
- Dokładnie, jeżeli nie będziemy cieszyć się z życia, skrzywdzimy tym samym ich - powiedziała łagodnie.
Odwzajemniła uśmiech, spoglądając na nowo poznaną dziewczynę. Kyoko nie ukazywała bólu po stracie najbliższych, tak samo jak Lucienne. Zgodziła się ze słowami szlachetnej i najwyraźniej postanowiła pokazać, że również jest silna. Obie straciły ważne osoby i obie cierpiały z tego powodu, jednakże to właśnie dla nich potrafili odnaleźć w sobie siłę do dalszej egzystencji.
- Możliwe, że za bardzo się pośpieszyła. Nie wszyscy szlachetni są skorzy do przemiany człowieka. Każdy z nich ma jednak swoje własne powody, które trzeba zrozumieć i uszanować. To, że odmówił przemiany, wcale nie oznaczało, że w niedalekiej przyszłości nie zmieni zdania. Może wystarczyło poczekać, albo po prostu porozmawiać, starając się go zrozumieć.
Niechęć do przemieniania innych? Skąd ona doskonale to znała. Sama nie chciała tworzyć przemienionych, wiedziała z jaką odpowiedzialnością się to wiążę. To zupełnie tak, jakby decydowała się na dziecko. Może i sługa był bardziej samodzielny od brzdąca, jednak to do stwórcy należało wprowadzenie go w wieczne życie, wyjaśnienie zasad, które panują wśród wampirów. Życie człowieka, a nieśmiertelnego znacznie się od siebie różni.
- Szkoda, naprawdę szkoda. Życie nigdy nie należało do łatwych. Mam zaledwie dziewiętnaście lat, a już zdołałam się o tym przekonać - powiedziała z lekkim smutkiem, przymykając oczy.
Tak wiele się wydarzyło i to zaledwie jednego dnia. Gdyby nie litość ze strony niedoszłego mordercy, Lucienne nie siedziałaby tu teraz, zamieniłaby się w proch będąc zaledwie dziewięciolatką. Wujek za to osiągnąłby zamierzony cel, zlikwidował jedynego, biologicznego potomka głowy rodu. Tak bardzo pragnął dostać się do władzy, nie odpowiadała mu polityka siostry. Prawdą było, że Clarisse zabrudziła szlachetną krew rodu swoją wizją świata, w której wampir i człowiek śmiało mogliby ze sobą koegzystować, jednakże wprowadzone przez nią zmiany nie należały do tych złych. Ród w dużym stopniu zaczął się rozrastać, nie tylko przyrostem naturalnym, ale także dzięki adopcją. Osierocone dzieci w końcu odnajdywały szczęście u boku nowych rodziców, rodziców przynależących do innego gatunku. Rodzina ta stała się niezwykle wyjątkowa, był to jedyny wampirzy klan, który posiadał swoich ludzkich członków i jakby tego mało, wśród nich znajdowali się także łowcy, pragnący chronić ludzi przed złymi krwiopijcami.
Lucienne uśmiechnęła się lekko, przytulając do siebie Kyoko. To było miłe ze strony dziewczyny, że postanowiła pocieszyć swoją nową koleżankę.
- Ty też nie - zapewniła.
Śmiertelniczka śmiało mogła liczyć na pomoc szlachetnej. Fakt, nie była ekspertem bojowym, ale nadawała się idealnie na dobrą przyjaciółkę. Tak samo z resztą jak ciemnowłosa. Poznały się przed dobrą chwilką, a zdawać by się mogło, że ich znajomość już trochę trwa. Doskonale się ze sobą dogadywały i nawet miały podobne przeżycia. Były do siebie bardzo podobne pod względem charakteru.
- Ciężko jest się na coś zdecydować, gdy wszystkie są równie piękne - powiedziała, śmiejąc się ciepło.
Rzeczywiście, gwiazdy były piękne, szczególnie w tak spokojną noc jak ta. Potrafiły zahipnotyzować swym blaskiem, kusząc wzrok dziewczyny. Nieśmiertelnej ciężko było się od nich oderwać i nawet sunące po niebie chmury nie zniechęciły jej do dalszej obserwacji. Przywykła już do takich wybryków matki natury, przecież obecna pora roku należy do dość deszczowych.
- Trochę szkoda, że ogranicza nas technologia - powiedziała szczerze i uśmiechnęła się szerzej. - Jak myślisz, istnieje jeszcze jakaś zamieszkana planeta?
Nie tylko Kyoko była zadowolona z tego przypadkowego spotkania, Lucienne również cieszyła się, że zdołała poznać tak przyjazną osobę jak ona, teraz tego potrzebowała. Musiała odpocząć po zdarzeniu na szosie, a obecność ciemnowłosej bardzo jej w tym pomagała, skutecznie odganiając myśli skupiające się na tamtym miejscu. Obie mogły oderwać się od potwornej rzeczywistości, zapominając o tym, co je dzisiaj spotkało.
Słysząc komplement, wampirzyca uśmiechnęła się w stronę rozmówczyni.
- Miło mi to słyszeć. Ja również jestem zadowolona z naszego spotkania. Bardzo przyjemnie się z tobą rozmawia, umiesz poprawić mi humor i dzięki tobie zapominam o problemach.
Tak, nawet szlachetni mieli swoje własne problemy. Każda żywa istota posiadała coś, z czym musiała się uporać, od tego nie było wyjątków. Bez względu na wiek czy płeć, wszyscy traktowani byli tak samo. Takie uroki miało właśnie życie, przez które każdy z nich musiał przejść. Lucienne nie zamierzała przed nim uciekać, była gotowa walczyć do samego końca, jednak w przeciwieństwie do ludzi, jej śmierć nadejdzie z ręki kogoś innego, nie umrze naturalnie, dlatego długość życia nieśmiertelnej będzie zależeć od tego, w jaki sposób będzie przez nie przechodzić. Im więcej przyjaciół, a mniej wrogów, tym lepiej dla niej, chociaż nie zawsze da się uniknąć walki, tak samo było dzisiaj. Choć nie chciała mierzyć się ze szlachetnym, musiała to zrobić, aby uchronić siebie i swojego pana. Niestety nie bardzo jej to wyszło, nic praktycznie nie zdziałała, oprócz uszkodzenia dłoni Ozyrysa.
Na twarzy Lucienne odmalowało się zaskoczenie, gdy Kyoko uroniła łzy. Wampirzyca nie przypuszczała, że coś takiego może mieć miejsce. Kolejne słowa tylko potwierdziły to, jak ciemnowłosa musiała czuć się samotnie. Wampirzyca uśmiechnęła się do niej lekko i przytuliła do siebie, tak jak wcześniej ona uczyniła z nią.
- Nigdy nie byłaś i nie będziesz sama - zapewniła, głaszcząc ją po głowie jak matka córeczkę.
Sama nie wiedziała skąd u niej ten odruch, nigdy tak nie robiła, ale niewątpliwie była to zasługa Clarisse. Szlachetna wiele razy głaskała tak małą Lu, gdy tamta płakała, co skutecznie uspokajało wampirzycę. Lucienne w chwili obecnej chciała osiągnąć ten sam efekt, chociaż w tym przypadku miała do czynienia ze łzami szczęścia.
- Wielu nieśmiertelnych chciałoby mieć taką oddaną służkę jak ty. Część z nich z całą pewnością wykorzystałaby twój posłuszny charakter do swoich celów, ale takie już są relacje pomiędzy przemienionym, a stwórcą. No i takie panują na tym świecie zasady. Wampiry niższej krwi muszą podporządkować się szlachetnym. Prawo jest tutaj okrutne.
Westchnął cicho, myśląc nad tym wszystkim. Jak dla niej cała ta hierarchia była niepotrzebna. Każde życie należało traktować tak samo, nie istniała osoba mało wartościowa, ale większość istot będących u władzy, nie potrafiło tego dostrzec. Przecież to nie ich dotyczył problem. Szlachetna szczerze gardziła takimi osobami.
- Do obowiązków stwórcy należy wprowadzenie przemienionego. Nie poznawałabyś świata samodzielnie, miałabyś przewodnika, o ile twój pan byłby odpowiedzialną osobą, a nie wszyscy tacy są. Istnieje nawet spore prawdopodobieństwo, że jeśli zaczniesz prosić innych o przemianę, skończysz jako poziom E. Ta grupa jest znienawidzona przez wszystkich. Tępią ją zarówno łowcy, jak i inne wampiry, choć to nie ich wina, że tak skończyli. Bardziej niż zabijać, trzeba im pomóc. Nikt jednak nie chce tego robić.
Ci, którzy zostali porzuceni przez stwórców, nie mieli już tak naprawdę życia. Prawo rządzące tym światem było okrutne i niesprawiedliwe. Niestety nie szło tego uniknąć, choćby nie wiadomo jak się starać. Gdyby krew każdego szlachcica mogła awansować wyrzutków na wyższy poziom, Lucienne oddałaby im swoją. Niestety tak to nie działało, co najwyżej otrzymaliby na chwilę jasność umysłu.
Na pytanie odnośnie organizacji, dziewczyna przytaknęła skinieniem głowy.
- Tak, o nich mi chodzi. Jednak nie każdy łowca to potwór, tak samo jak nie każdy wampir jest dobry. To od nas zależy w jaki sposób będziemy traktować społeczeństwo. Żaden gatunek nie jest całkowicie dobry lub całkowicie zły. Zawsze znajdą się wyjątki, tacy już jesteśmy, dlatego nie lubię oceniać innych po ich pochodzeniu.
Wampirzyca spojrzała w kierunku swojej towarzyszki, która najwyraźniej dalej nie odczuwała żadnego strachu. Cecha tak bardzo pożądana przez innych, była zarazem wadą. Bez tego uczucia człowiek potrafił popełniać poważne błędy.
- Uwierz mi, że jeśli kiedykolwiek jakiegoś spotkasz, zmienisz zdanie. Oni nie są ludźmi, to żądne krwi bestie. Niejeden jest gorszy od poziomu E. Lepiej dla ciebie, abyś unikała rozmów z nimi. Oni nie będą patrzeć na to jaka jesteś, zabiją cię tylko dlatego, że przynależysz do innego gatunku. To różni ich od prawdziwych łowców, którym bliżej do policji niż prześladowców.
Lucienne na całe szczęście nie miała większej styczności z takimi osobami, jednak członkowie jej rodziny już tak. Nie jedna osoba ostrzegała ją przed takimi potworami. Wampirzyca miała cichą nadzieję, że nie spotka ich za dużo w swoim życiu, oczywiście wychodząc z zagrożenia cało. Nie chciała umierać przez brak tolerancji wśród ludzi. Po części nie dziwiła się im, przecież wampiry żywiły się krwią, ludzką krwią i nie wszystkie przepadały za oferowanymi tabletkami, preferując krzywdzenie innych, ale nie każdy przedstawiciel nieśmiertelnych należał do tych złych. Blondynka nie krzywdziła ludzi, starała się żyć z nimi w zgodzie, tak jak ją tego wyuczono. Przywykła już do tego stanu rzeczy i niewątpliwie zaszczepi go dalej swoim potomkom.
Dziewczyna wysłuchała słów swojej towarzyszki. Jej wypowiedź wymusiła uśmiech na twarzy dziewiętnastolatki.
- Mam tak samo - przyznała. - Nie potrafiłabym stać i przyglądać się, jak ważne dla mnie osoby umierają. Nie należę do takich osób, choć sama boję się śmierci.
I pod tym względem dziewczyny były do siebie podobne. Idealnie pokazywały to, że wampiry i ludzie nie różnią się od siebie za bardzo. Obie te istoty są takie same niemal pod każdym względem, tylko ślepi nie potrafią tego dostrzec.
- Tak. Duża część szlachciców jest zepsuta, gdyż stoją u władzy. Tak samo jest z ludźmi, ci co mają pieniądze i żądzą w państwie, nie liczą się z potrzebami istot mniejszych. Oczywiście to nie jest reguła, każdy posiada swój własny charakter.
Specjalnie podkreślała, że nie każdy jest taki. Ona również była wysoko urodzonym wampirem, jednakże nie wykorzystywała tego faktu dla własnych korzyści, nie przepadała, gdy nieśmiertelni będący przedstawicielami niższej krwi, odnosili się do niej z szacunkiem tylko dlatego, że miała inne pochodzenie. Na ich szacunek chciała zapracować czynami, nie krwią.
- To dobrze, nie chcę cię zrazić do wszystkich wampirów, bardziej zależy mi na tym, byś wybierała towarzyszy ostrożnie - odparła, posyłając jej delikatny uśmiech.
Wampirzyca uśmiechnęła się lekko, znów obserwując gwiazdy. Nie potrafiła o nich zapomnieć, dlatego tak często to robiła. Delikatnym ruchem dłoni odgarnęła niesforne kosmyki, które wpadły w jej oczy. Mimo wszystko wesoły nastrój nie trwał zbyt długo, gdyż szlachetna spoważniała. Doskonale znała pragnienia siedzącej obok dziewczyny, usłyszała o jej przeżyciach i zdążyła poznać charakter. Nawet aura jaką roztaczała wokół, należała do tych przyjemnych. Kyoko zasłużyła na nieśmiertelność, a w chwili obecnej jedyną taką osobą, która mogła jej to zapewnić była Lucienne. Nieśmiertelna nadal miała pewne wątpliwości, wiedziała że to, na co się decyduje, nie należy do łatwych. Wielokrotnie słyszała od matki, aby używać swoich kłów z rozwagą, bo mogą one także zniszczyć człowiekowi życie. W tym przypadku na pewno tak nie będzie, śmiertelniczka wielokrotnie powtarzała, że chce zostać przemieniona.
- Chcesz zostać moją siostrą? - powtórzyła, jak gdyby tamta nie usłyszała.
Doskonale zdawała sobie sprawę, że to pytanie brzmiało dość dziwnie, ale taka opcja najbardziej tutaj pasowała. Śmiertelniczka wyglądała na znacznie starszą od Lucienne, a przecież sama wampirzyca nie była wiekowa, liczyła zaledwie dziewiętnaście lat, więc określenie "matki" nie bardzo do niej pasowało.
- Cieszę się - powiedziała niezwykle szczerze, uśmiechając się do niej pogodnie.
Czuła jednak pewien stres związany z tym, co miała zamiar w tej chwili zrobić. Trochę się bała obowiązku, jaki na nią spadnie. Wiedziała jednak, że chce to uczynić, nie tylko dla siedzącej tutaj osóbki, ale także dla samej siebie. Nie zależało jej na słudze, bardziej pragnęła uszczęśliwić swoją przyszłą siostrę.
Wampirzyca wstała z fontanny i stanęła naprzeciwko Kyoko, wyciągając chusteczkę higieniczną ze znajdującego się w jej kieszeni opakowania. Nie chciała, aby dziewczyna ubrudziła swoje ubrania własną krwią.
- Trochę się denerwuję, nigdy wcześniej tego nie robiłam - przyznała, patrząc swoimi szkarłatnym wzrokiem w oczy towarzyszki.
Uśmiechnęła się do niej, ukazując swoje wampirze kły. Nim zrobiła jeszcze jakiś ruch, wzięła głęboki wdech, aby się uspokoić. Wyglądała na bardziej spiętą niż ta, która zaraz ma zostać ugryziona.
- Będę delikatna, obiecuję - zapewniła, nie przestając się uśmiechać.
Spojrzała na kark śmiertelniczki, nim zbliżyła swoją twarz do jej szyi. To miał być pierwszy raz, kiedy kogoś przemieni. Kiedyś w końcu musiał nadejść ten czas, ale czy zdoła uporać się z obowiązkiem, który na nią spadnie?
- Jesteś gotowa? - zapytała.
Ona już była, teraz i Kyoko musiała się do tego mentalnie przygotować. Nie zamierzała działać bez zgody śmiertelniczki.
- Na pewno tego chcesz? Nie będzie już odwrotu - uprzedziła.
Jeżeli tamta będzie pewna tego, co chce zrobić w życiu, Lucienne przebije kłami skórę swojej siostry. Nie zamierzała jej krzywdzić, wolała się upewnić, że jest wszystkiego świadoma, aby później nie żałowała wyboru.

_________________

♪ Theme | Opening | Battle ♪
Właściciel: Samircia (ta gorsza huehue)
Artefakt:
 
Powrót do góry Go down
Kyoko Fukusaku

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1181-kyoko-fukusaku http://vampireknight.forumpl.net/t3068-kyoko-fukusaku
Zarejestrował/a : 03/10/2013
Liczba postów : 24


PisanieTemat: Re: Fontanna   Czw Lis 17, 2016 3:50 pm

Dziewczyna była faktycznie skupiona na gwiazdach jednakże nie była na tyle świadoma, że życie bardzo zmieni się po całym spotkaniu. Odetchnęła Kyoko widząc Lucienne gdy rozmawiały o różnych tematach dlatego doszły jej poważne słowa co zdziwiło śmiertelniczkę, że może dać długowieczne życie? Czy naprawdę rozmawiała z wampirzycą szlachetnej krwi? Była w totalnym szoku jednakże miała szansę być dawnym człowiekiem o której marzyła zawsze. Dlatego odezwała się delikatnym głosem:
- Ja też cieszę się strasznie - odparła lekko wyrzucając swoje włosy na bok, żeby miała łatwiej dostać do szyi. Dziewczyna widziała kły wampirzycy, nie była przerażona tym więc uznała je za piękne i w dodatku niesamowite. Nie wiedziała skąd tyle uwielbienia ale naprawdę nie powinna być urodzoną ludzką istotą, a wampirzycą.
- Tak jestem gotowa - odparła krótko. Przysunęła się Kyoko do swojej nowej Pani i zarazem siostrzyczki, którą nią stanie się niedługo.
- Nie martw się, dam radę. Wierzę Ci, że będziesz delikatna siostrzyczko, nie będę tego żałować nigdy z przemiany - odparła do niej z uśmiechem w tym momencie Kyoko nie będzie już człowiekiem, a wampirzycą.
Powrót do góry Go down
Lucienne

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2476-lucienne-valerie-de-la-grange#52285 http://vampireknight.forumpl.net/t2478-lucienne http://vampireknight.forumpl.net/t2072-lucienne#43832
Zarejestrował/a : 23/05/2015
Liczba postów : 492


PisanieTemat: Re: Fontanna   Czw Lis 17, 2016 4:38 pm

Dziewiętnastolatce trudno było opanować te wszystkie emocje związane z przemianą, co dało się zauważyć po wyrazie jej twarzy. To nie ona miała zaraz zyskać wieczne życie jako zupełnie nowa jednostka, ale niewątpliwie przeżywała tą chwilę tak samo jak Kyoko, a może nawet i gorzej. Owszem, cieszyła się ze zyskania nowej siostry. Tak, siostry. Nie będzie traktować jej jak służącą. Lucienne to zupełnie inny typ szlachetnego. To też śmiertelniczka powinna mieć na uwadze. Już niedługo stanie się członkiem rodziny wampirzycy.
- Denerwujesz się tak samo jak ja? - zapytała z lekkim uśmiechem.
Przyszła przemieniona miała więcej odwagi niż jej stwórczyni. Samymi gestami ukazywała swą gotowość do przemiany, co było godne podziwu. Może i do szaleństwa należało przemienianie zupełnie obcej osoby, ale Lu czuła, że jej matka zrobiłaby dokładnie to samo dla Kyoko.
Słysząc potwierdzenie słów siostrzyczki, Lucienne ponownie posłała jej delikatny uśmiech i ostrożnie wgryzła się w szyję śmiertelniczki. Starała się zadać jak najmniej bólu, nie wiedziała czy jest w stanie ograniczyć go do minimum, ale próbowała. Powoli oderwała się od swojej towarzyszki gotowa na kolejny krok. Kyoko będzie musiała napić się jej krwi, bo inaczej stanie się potworem.
- Jak się czujesz? - zapytała zatroskanym głosem.
Choć przemiana z pozoru wydawała się niezwykle prosta, to i tak wampirzyca miała obawy, że coś pójdzie nie tak.

_________________

♪ Theme | Opening | Battle ♪
Właściciel: Samircia (ta gorsza huehue)
Artefakt:
 
Powrót do góry Go down
Kyoko Fukusaku

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1181-kyoko-fukusaku http://vampireknight.forumpl.net/t3068-kyoko-fukusaku
Zarejestrował/a : 03/10/2013
Liczba postów : 24


PisanieTemat: Re: Fontanna   Czw Lis 17, 2016 4:48 pm

Gdy Kyoko czuła jak wbijała się kłami w jej szyję wiedziała, że musi wytrzymać te chwilę, która pewnie niedługo zostanie zakończona. Śmiertelniczka na początku faktycznie bała się jak kto będzie ale nie okazywała tego naprawdę bo miała zamiar udowodnić, że jest osobą wytrzymałą na dany ból. Usłyszała zapytanie swojej pani stwierdziła:
- Ani trochę nie boję się - uśmiechnęła się lekko przymykając oczy. Po chwili Kyoko czekała na dany moment jak przemieni ją w wampirzycę zaczynała czuć jak poczuła dany moment to zauważyła, że musi wypić krew stwórczyni wtedy poczuła ból i pragnienie krwi. Potem zaczęła pić krew swojej nowej pani. Oczy zaczerwieniły się szkarłatem jak piła krew jeszcze, żeby w końcu mogła oderwać się na dany moment odpowiedni:
- Dobrze, dziękuję - odparła krótko czując się trochę obolała, nawet była otępiała ale to przejdzie to chwilowy stan przemiany tak sądziła oczywiście, mogła mylić przecież, nie była świadoma tego co dzieje się w jej umyśle.
Powrót do góry Go down
Lucienne

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2476-lucienne-valerie-de-la-grange#52285 http://vampireknight.forumpl.net/t2478-lucienne http://vampireknight.forumpl.net/t2072-lucienne#43832
Zarejestrował/a : 23/05/2015
Liczba postów : 492


PisanieTemat: Re: Fontanna   Czw Lis 17, 2016 5:07 pm

Wampirzyca robiła wszystko, aby jej przyszła służąca nie musiała przechodzić męczarni. Ugryzienie było niezwykle delikatne, Kyoko mogła poczuć niewielkie ukłucie. Skóra została przebita precyzyjnie. Nieśmiertelna uniknęła nieprzyjemności w postaci przegryzionej aorty. Śmiertelniczka miała przeżyć ukąszenie, a nie stawać się ofiarą szlachetnej. Lucienne nigdy by sobie nie wybaczyła, gdyby skrzywdziła swoją towarzyszkę.
- Wychodzi więc na to, że jestem jedyna - zaśmiała się ciepło, starając się dodać sobie odwagi.
Niewątpliwie za bardzo panikowała, ale lepiej być przygotowanym na każdą ewentualność.
Kiedy pierwszy etap przemiany obie panie miały już za sobą, dziewiętnastolatka wyciągnęła swoją rękę w kierunku poziomu E.
- Proszę, musisz się napić inaczej staniesz się potworem - oznajmiła łagodnie.
Uśmiechnęła się widząc, jak dziewczyna ugryzła ją, aby skosztować szlachetnej krwi. Owszem, czuła ból, ale się tym nie przejmowała. Niczym Kyoko stała spokojnie, obserwując poczynania swojej nowej siostrzyczki.
- Powinnaś nieco odpocząć - powiedziała przytomnie, wciąż nie zabierając ręki.
Dopóki nie czuła zawrotów głowy, wszystko było w jak największym porządku. Przemieniona dalej mogła spijać krew swej stwórczyni. Niewątpliwie była spragniona, a do obowiązków Lucienne należało przypilnowanie, aby nie chodziła głodna i nie krzywdziła niewinnych.
- Zabiorę cię do siebie, odpoczniesz w moim pokoju. Co ty na to? - zaproponowała.

_________________

♪ Theme | Opening | Battle ♪
Właściciel: Samircia (ta gorsza huehue)
Artefakt:
 
Powrót do góry Go down
Kyoko Fukusaku

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1181-kyoko-fukusaku http://vampireknight.forumpl.net/t3068-kyoko-fukusaku
Zarejestrował/a : 03/10/2013
Liczba postów : 24


PisanieTemat: Re: Fontanna   Czw Lis 17, 2016 5:25 pm

W taki sposób przyszło nowe dziecko nocy, która nim została Kyoko tej sytuacji. Dziewczyna wyczuła normalną woń czując się inaczej przedtem dlatego najbardziej zaczynało podobać w tym momencie. Gdy widziała rękę swojej stwórczymi usłyszała jej delikatny głos o wypiciu krwi z niej:
- Dobrze - odparła krótko widząc i zaczynała wbijać swoje kiełki tak delikatnie żeby nie skrzywdzić swojej nowej pani dlatego zaczynał kosztować szlachetnej krwi. Była tak niesamowita, że nie potrafiła oderwać tego płynu. Gdy czuła pragnienie chcąc ugasić robiła wszystko, żeby nie czuła niedosytu. Dziewczyna była nadal podczas picia krwi, nie potrafiła kontrolować nad sobą czy to już czy nie? Miała nadzieję, że nie zrobi krzywdy swojej Lucienne spojrzała się na nią szkarłatnymi oczami.
- Dobrze Lucienne. Jestem za - odparła mając nadzieję, że już dobrze i oderwała się od ręki Lucienne. Kyoko była strasznie zmęczona teraz chcąc w końcu odpocząć po dzisiejszym dniu.
Powrót do góry Go down
Lucienne

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2476-lucienne-valerie-de-la-grange#52285 http://vampireknight.forumpl.net/t2478-lucienne http://vampireknight.forumpl.net/t2072-lucienne#43832
Zarejestrował/a : 23/05/2015
Liczba postów : 492


PisanieTemat: Re: Fontanna   Czw Lis 17, 2016 5:40 pm

Przemiana była najprostszą częścią posiadania sługi, nie znaczyło to jednak, że nadszedł już koniec i można było rozejść się do domów. Lucienne stała się odpowiedzialna za poczynania Kyoko. Jeżeli ta zrobi coś nieodpowiedniego, również szlachetna poniesie za to karę. To do niej należało pilnowanie poczynań przemienionej, a także wprowadzenie ją do wampirzego świata. Musiała być dla niej jak matka, która uczy swoje dziecko stawiania pierwszych kroków.
Lucienne nie przypuszczała, że tak szybko zdobędzie swojego pierwszego "sługę", ale nie mogła przejść obojętnie obok tej śmiertelniczki, a raczej wampirzycy, gdyż siedząca na fontannie dziewczyna stała się już dzieckiem nocy. Skoro Kyoko nie miała rodziny, szlachetna postanowiła jej ją zapewnić, całkowicie rozpoczynając nowe życie przemienionej. Najdziwniejsze w tym wszystkim było to, że gdy przemiana już się dokonała, Lu poczuła dziwną więź łączącą ją z nowo narodzoną istotą. Czuła się jak matka, choć nowa wampirzyca niewątpliwie była od niej starsza.
- To świetnie - odparła łapiąc ją za rękę. - Nie musimy nigdzie iść, użyję swojej mocy, aby cię tam zabrać.
Wolała uprzedzić, aby dziewczyna nie czuła zbyt dużego zaskoczenia na zmianę otoczenia. Z uśmiechem posłanym do swojej nowej służącej, Lucienne pomogła jej powstać i przeniosła się wraz z nią do swojego pokoju.

/zt x2

_________________

♪ Theme | Opening | Battle ♪
Właściciel: Samircia (ta gorsza huehue)
Artefakt:
 
Powrót do góry Go down
Omitsu

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2945-omlet
Zarejestrował/a : 11/10/2016
Liczba postów : 123


PisanieTemat: Re: Fontanna   Czw Kwi 13, 2017 7:11 pm

No dobra. Na umówionym miejscu nie było żywej duszy. Cóż, może przyszła za wcześnie? Gdy tylko zerknęła na zegarek krótsza wskazówka przesunęła się równo na 7 wieczorem. Skoro już fatygowała się tu przez pół miasta to poczeka. Zakładając ręce na biust zaczęła chodzić w typowy dla siebie sposób przemieszczając się z punktu A do punktu B. I tak cały czas przez około dziesięć minut.
Niech ja dorwę tego żartownisia. Odechce mu się głupot.
Fuknęła pod nosem czytając jeszcze raz treść sms'a. W tych czasach odnalezienie właściciela numeru nie stanowiło dużego problemu. Chyba, że cwaniak użył karty kupionej w pierwszym lepszym punkcie, a później najzwyczajniej w świecie pozbył się dowodu swej zbrodni. To jednak w żadnym wypadku nie usprawiedliwia szczeniackiego wybryku. Pomyłka, żart a może zaplanowane działanie? Nie miała zamiaru dawać osobnikowi satysfakcji i czekać tu na niego w nieskończoność. Wrzucając telefon do torby ruszyła w stronę jakiejś alejki. Byle szybciej do punktu postojowego taksówek, a stamtąd do domu.

_________________


Powrót do góry Go down
OP Garruch
Mistrz Gry (MG)
Mistrz Gry (MG)
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1166-garruch http://vampireknight.forumpl.net/t2942-czarna-vip-lista http://vampireknight.forumpl.net/t3003-garruch#63208 http://vampireknight.forumpl.net/t3321-op-garruch#71567
Zarejestrował/a : 17/09/2013
Liczba postów : 1010


PisanieTemat: Re: Fontanna   Czw Kwi 13, 2017 8:46 pm

Wychodzenie na miasto późnym wieczorem było jedyną opcją w obecnej sytuacji i to tylko i wyłącznie pod eskortą przynajmniej czterech członków inkwizycji. Z zamku udali się od razu na miasto, aby zbierać żniwo, zobaczyć czy w mieście się szerzy choroba.
Z raportów wynikało, iż powoli i sukcesywnie zaczyna rosnąć ilość zarażonych, a rada do tej pory nie podjęła żadnych kroków poza oczywiście jakimiś wzmożonymi patrolami- nic z czym nie można było sobie poradzić.
O tej porze nie było słychać, ani widać patroli więc spokojnie Garruch rozesłał w różne strony swoich przybocznych, ażeby wszystko pilnowali z odpowiedniej odległości. Formacja? Oczywiście Garruch po środku, a reszta stanowiła czworokąt w odległości mniej więcej pięćdziesięciu metrów. Były to wampiry krwi D i do tego byli uodpornieni już na wirusa, którego Inkwizytor rozprzestrzeniał.
Park przed nim? Zazwyczaj kiedy chodził po parku to spotykał wampiry i niekiedy rozgrywała się potyczka- miło było nieco rozruszać się od ciągłego przesiadywania w zamku. Może i wampiry jeszcze nie doszły do tego, iż to on stoi za tym wszystkim, ale lepiej nie kusić losu i jak najmniej się pokazywać na mieście. Poza tym otwarta walka nie wchodziła w rachubę. Nie chciał ściągać na siebie zbędnych podejrzeń.
I tak oto wylądował przy fontannie przy której się zatrzymał i rozejrzał. W oddali słyszał jakieś kroki i przez chwilę myślał, iż to jeden z jego przybocznych. Okazało się jednak, iż niekoniecznie...
Stojąc więc przy fontannie, po prostu odwrócił się w stronę z której dość szybko szła jakaś kobieta... wampirzyca na dodatek. Może warto będzie zdobyć jednak nieco świeżej krwi...

_________________

What a timely coincidance! I'm Dying for a little drop of blood...
Płaszcz, który obecnie nosi Garruch
Powrót do góry Go down
Omitsu

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2945-omlet
Zarejestrował/a : 11/10/2016
Liczba postów : 123


PisanieTemat: Re: Fontanna   Czw Kwi 13, 2017 9:41 pm

Kain pozwalając jej wybrać się na wycieczkę ze swoim młodszym bratem pozbawił ją opieki zakonu. miał chyba zaufanie do tego gnojka. Przynajmniej Omi nie była w stanie dostrzec, że ma za sobą ogon. Była zbyt zajęta tajemniczą wiadomością i rozmyślaniem na temat jej nadawcy. W sumie to była zła, że ktoś z niej zakpił i przejął przyjemne zakończenie udanego dnia jakim była kawka i ciacho w jednej z lokalnych restauracji.
Jej kroki, owszem, były szybkie a cała procedura przemieszczania się w przyspieszonym tempie była podyktowana wzmożonym przypływem adrenaliny. O ile do pewnego momentu miała pewność, że jest zupełnie sama, tak po kilkunastu metrach zaczęła odczuwać czyjąś obecność. Z powodu sporej odległości jednostek, nie mogła jednoznacznie określić liczby przebywających w pobliżu. Trudno, to był park, godzina znośnie młoda bo kwadrans po 19 więc każdy miał prawo tędy chodzić. Tak samo jak ona. Przemierzając alejkę natrafiła na fontannę. Żeby iść dalej i kontynuować podróż wybraną trasą musiała przejść obok. Po prawej stronie szedł wysoki facet o ciemnych włosach. Wkurzona Omi racjonalnie wybrała lewą stronę nie chcąc wchodzić nikomu w drogę. Podburzona i cała w emocjach mogła być nieprzyjemna a nie szukała zaczepki. Jedyne co teraz chciała to zdobyć dane żartownisia, który ją nabrał. Ukręci mu łeb, jak tylko znajdzie gnojka
Co się tyczy choroby dotykającej wampiry-nie miała o niej zielonego pojęcia. W mieście była naprawdę krótko i nie zdążyła się jeszcze zorientować co w trawie piszczy. Gdyby posiadała jakąś wiedzę na ten temat, pewnie unikałaby miejsc publicznych. A tak, niczego nieświadoma szła spacerkiem w stronę taksówki.

_________________


Powrót do góry Go down
OP Garruch
Mistrz Gry (MG)
Mistrz Gry (MG)
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1166-garruch http://vampireknight.forumpl.net/t2942-czarna-vip-lista http://vampireknight.forumpl.net/t3003-garruch#63208 http://vampireknight.forumpl.net/t3321-op-garruch#71567
Zarejestrował/a : 17/09/2013
Liczba postów : 1010


PisanieTemat: Re: Fontanna   Pią Kwi 14, 2017 2:09 pm

Typowa. Niewielka... Zapewne też i niezbyt obeznana w walce na krótkim dystansie. Nie należało jednak lekceważyć przeciwnika ze względu na jej płeć... tym bardziej rozmiar.
Garruch bardzo uważnie obserwował jej obejście fontanny dookoła. Śledził dokładnie jej ruchy. Była poddenerwowana- to z pewnością. Nie zdenerwowała się jednak teraz, tylko jej szybszy chód oznaczać mógł, że właśnie ktoś jej zalazł za skórę. To ją dekoncentrowało, ale że tak bez większego zainteresowania, przelotnie spojrzała na jego skupiony pysk i się odwróciła? Nie zauważyła tej czerwieni, która ją taksowała teraz wzrokiem. Przecież z pewnością czuła jego ludzką krew i mogła bardzo szybko odkryć, że nie mija w tej chwili zwykłego przechodnia. Samo jego ubranie...
Pozwolił jej minąć fontannę bez problemów, ale skierował się w jej stronę w czasie kiedy ją minęła. Idealny moment na atak, ale fakt... było po prostu za wcześnie na przypadkowe ataki, które mimo wszystko i tak się zdarzały. Wystarczyłoby ją teraz zaskoczyć. Może i była świadoma jego, ale co z tego skoro go zignorowała?
-Cóż za zbieg okoliczności...Akurat szukałem kogoś takiego...
I szlag trafił próbę zaskoczenia jej. Zarazem jednak jego obstawa usłyszy niski ton przełożonego i niby bez przyczyny się zbliżą do fontanny. Cała piątka wiedziała, że Garruch nie może sobie teraz pozwolić na typowe atakowanie przechodniów. To na prawdę byłby zły pomysł w obecnej sytuacji... Chyba, że ją zarżnie, zanim pojawiłby się jakiś naoczny świadek- ludzie z tego miasta na prawdę widzieli gorsze rzeczy, jednak lepiej dmuchać na zimne.


_________________

What a timely coincidance! I'm Dying for a little drop of blood...
Płaszcz, który obecnie nosi Garruch
Powrót do góry Go down
Omitsu

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2945-omlet
Zarejestrował/a : 11/10/2016
Liczba postów : 123


PisanieTemat: Re: Fontanna   Pią Kwi 14, 2017 9:03 pm

Może Garruch zwracał na siebie uwagę otoczenia ale Omisu miała to koło nosa. Pchana motywacją dotarcia do celu jakim był środek transportu zignorowała rosłego faceta. Zupełnie przeciwnie niż on. Obserwowana przez parę czerwonych oczu szła równym krokiem przed siebie mając nadzieję, a raczej pewność, że nie zostanie zaczepienia. Dlaczego? Podburzona kobieta zachowuje się i myśli nieco inaczej niż wtedy gdy jej decyzję podyktowane są spokojem. Mówiąc wprost, nie wyobrażała sobie, że typ będzie miał czelność chociażby się do nie odezwać, a co dopiero podążać za jej osobą. Słysząc skierowane prawdopodobnie do niej słowa, bo nikogo innego tutaj nie było, zatrzymała się. Łaskawie obróciła się w stronę Garrucha mając przy tym mocno zaciśnięte zęby. Ten element irytacji zaistniałą sytuacją pozostał jej mała tajemnicą. Prócz wyraźnie niezadowolonego wyrazu twarzy nie reprezentowała sobą nic szczególnego.
Czego chcesz, nie mam drobnych.
Przez nietypowy strój mężczyzny szybko przypięła mu łatkę nie do końca zdrowego psychicznie. Przebywając kilka lat daleko stąd zdążyła zapomnieć, że gdzie jak gdzie ale w Yokohamie wariatów nie brakuje.
Obstawa? Wyczuwalne dookoła osoby była dla kobiety czystym zbiegiem okoliczności. Nie będąc wróżką, nie mogła przewidzieć, że cała zgraja stanowi zgrany zespół. Tak samo jak łowca nie wiedział kogo zaczepił. O ile Omi prowadziła skromny biznes w postaci hotelu, tak jej mąż był bardziej rozpoznawalną postacią i z pewnością nie będzie zadowolony, że obcy facet zakłóca spokój jego ukochanej. Czy taka możliwość została wzięta również pod uwagę przez pana G? Przekonajmy się.

_________________


Powrót do góry Go down
OP Garruch
Mistrz Gry (MG)
Mistrz Gry (MG)
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1166-garruch http://vampireknight.forumpl.net/t2942-czarna-vip-lista http://vampireknight.forumpl.net/t3003-garruch#63208 http://vampireknight.forumpl.net/t3321-op-garruch#71567
Zarejestrował/a : 17/09/2013
Liczba postów : 1010


PisanieTemat: Re: Fontanna   Pią Kwi 14, 2017 9:32 pm

Garrucha akurat nigdy nie obchodziło to na kogo napada. Mógł oberwać każdy ród i szczerze mówiąc miał w poważaniu jak silne plecy dany wampir miał. Zabił niejednego, ale jakoś do tej pory wciąż istniał- to z pewnością nie było przypadkiem. Zaistniała sytuacja była co najmniej nieciekawa dla kobiety, ponieważ czworokąt się powoli, bardzo powali zaciskał. Wampiry schodziły do miejsca w którym była kobieta i dla pozoru- jeden usilnie próbował odpalić fajkę, drugi bawił się komórką, trzeci nałożył słuchawki, a czwarty pozostał nieco z tyłu zaglądając do kubłów.
A jednak... Kain był akurat wampirem, którego Garruch potrafił uszanować, ale najpierw trzeba było się dowiedzieć o tym, że jegomość lubuje akurat w tej drobnej kobiecie.
-Tym lepiej...
Nic sobie nie robił z tego pomylonego stwierdzenia. Akurat na rękę mu było to jej niedocenianie jego osoby.
Pomysł się narodził w moment. Skoro niezbyt mądrym posunięciem byłoby słanie trupów w parku to może jednak warto zainwestować w porwanie? Gabriel nadal nie posiadał w zamku jakiegoś 'worka' świeżej krwi wampirzej... Do tego tak wysokiej krwi wampirzej.
Jej uwaga w obecnej sytuacji była skupiona na nim. To pozwoliło reszcie zbliżyć się szybciej.
-Z pewnością jednak przydasz mi się w inny sposób.
Piętnaście metrów i cztery wampiry krwi D stanęły w nieco krzywym czworokącie. Każdy z nich wyglądał na dość wiekowych. Pewnie zostali przemienieni już w tak starym wieku. Każdy z nich również musiał posiadać jakąś moc, a więc powietrze nagle się zagęściło. Może zaraz ktoś zacznie atak?
Garruch po prostu sięgnął lewą ręką do płaszcza, ażeby coś chwycić do ręki...

_________________

What a timely coincidance! I'm Dying for a little drop of blood...
Płaszcz, który obecnie nosi Garruch
Powrót do góry Go down
Omitsu

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2945-omlet
Zarejestrował/a : 11/10/2016
Liczba postów : 123


PisanieTemat: Re: Fontanna   Pią Kwi 14, 2017 10:00 pm

O ile początkowo wampirzyca miała za nic otaczające je osoby, uznając, że ich obecność jest zwykłym zbiegiem okoliczności, tak teraz, gdy jednostki zaczęły się zbliżać, zwęszyła podstęp. Nie musiała widzieć czym się zajmują, to była sprawa drugorzędna. Ważne było to, że odległość pomiędzy całą, wesołą ferajną zaczęła nagle maleć. A jak wiadomo, co za dużo to niezdrowo.  Sprawa gagatka od zabawnego sms'a teraz wydawała się zwykłą błahostką, która nijak miała się do tarapatów w jakich znalazła się mała, biedna Omi. To jednak nie oznacza, że spuściła z tonu. Wręcz przeciwnie, nastroszyła się jeszcze bardziej wypuszczając z ręki torebkę, w której miała te wszystkie babskie duperele i pierdoły. Lusterko, klucze, portfel, szminka a nawet telefon nie były jej tak przydatne jak to co pozostawało bez przerwy w kontakcie z jej udem. Brań, pistolet wsunięty za pas od pończoch był jedynym przedmiotem jaki powinna teraz dzierżyć w dłoni. Wraz z ruchem Garrucha i ona sięgnęła po zabawkę, która miała odstraszyć potencjalnych wrogów.
Radzę rozejść się. Ty chyba nie wiesz do kogo mówisz.
Wycedziła rozglądając się na boki. Była w potrzasku. Nawet wampir szlachetnej krwi miałby problem z obezwładnieniem całej grupy, a co dopiero ona. Naturalnie nie podda się bez walki i z własnej woli nie da ani jednego kroku. Jeśli łowca zaplanował i uroił sobie w głowie porwanie to musi mieć świadomość, że będzie ją musiał stąd zabrać siłą. Nie ma innej możliwości.

_________________


Powrót do góry Go down
OP Garruch
Mistrz Gry (MG)
Mistrz Gry (MG)
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1166-garruch http://vampireknight.forumpl.net/t2942-czarna-vip-lista http://vampireknight.forumpl.net/t3003-garruch#63208 http://vampireknight.forumpl.net/t3321-op-garruch#71567
Zarejestrował/a : 17/09/2013
Liczba postów : 1010


PisanieTemat: Re: Fontanna   Pią Kwi 14, 2017 10:31 pm

Nikt z tu obecnych nawet nie ruszył się krok do przodu, Gabriel nawet nie zamierzał się ruszać, bo wiedział doskonale, iż nawet cały magazynek wypuszczony w jego ciało nie zrobi mu w tej chwili nic poza dziurami w szacie.
-Nieładnie celować w stronę łowcy z broni. To mi już daje powód, ażeby zatrzymać Cie na dłużej za kratami. Strzel, a dzisiejszy wieczór może okazać się Twoim ostatnim.
Ten niski ton głosu i brak jakiegokolwiek zdziwienia jej reakcją mógł denerwować. Wielkolud przypominał posąg z kamienia nie tylko fizycznie ale i psychicznie. Czy posiadał jakiekolwiek uczucia? Najwyraźniej strach mu był nieznany- trochę za dużo się naoglądał i za dużo razy stał po przeciwnej stronie muszki.
Reszta była nieco bardziej sceptyczna odnośnie obrażeń co można było zauważyć po ich nietęgich minach. Faktem było, ze na prawdę musiałaby wystrzelać pół magazynka na jednego, żeby skutecznie zabić wampira ze zwykłej broni, ale nikt nie chciał niepotrzebnie odnosić ran.
-Przekonajmy się... Kim więc jesteś?
Proste i szybkie pytanie, od której może zależeć cały dalszy przebieg ich poczynań. Pięciu na jedną... Może roztropnie było jednak zaryzykować podanie swoich danych.
Garruch kątem oka zauważył, że wampiry też powoli sięgają do pasa po swoją broń. Trzech z nich miało pistolety... Czwarty natomiast wyjął coś co przypominało flakonik z cienkiego szkła. Ciecz w środku była czysta... Kobieta nie będzie w stanie wszystkich obserwować.

_________________

What a timely coincidance! I'm Dying for a little drop of blood...
Płaszcz, który obecnie nosi Garruch
Powrót do góry Go down
Omitsu

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2945-omlet
Zarejestrował/a : 11/10/2016
Liczba postów : 123


PisanieTemat: Re: Fontanna   Pią Kwi 14, 2017 11:28 pm

Nieładnie było zaczepiać również młode kobiety w ciemnym parku. Tym bardziej, że była sama i spieszyła się. Gdyby nie prowokacja jakiej dokonał Garruch, przeszłaby spokojnie nie wadząc nikomu. A tak? Wielkolud miał czelność szczuć ją obecnością swoich psów, a na dodatek sam swoją postawą i ruchami zmuszał ją do podjęcia reakcji. Chyba nie liczył na to, że blondynka stanie jak wryta z założonymi rękami czekając na to co ma się zaraz wydarzyć. Realna ocena swoich szans to jedno, a podjęcie wyzwania i ochrona własnej osoby to drugie. Kalkulacja wskazywała jasno na niekorzyść osamotnionej kobiety ale nie podda się bez walki jeśli do takowej dojdzie. Skoro umiała postawić się Kainowi to i łowcy podskoczy.
Pojedynczy strzał ostrzegawczy wycelowany obok głowy przeciwnika był tylko zapowiedzią, że groźby może sobie wsadzić gdzieś głęboko. To było jak płachta na byka. Im bardziej uświadamiał ją w prawach, tym bardziej ona je naginała, wiedząc, a przynajmniej twierdząc, że racja leży po jej stronie.
Doprawdy?
Przemieszczająca się z dużą prędkością kula utkwiła w korze starego drzewa rosnącego za plecami mężczyzny. Po chwilowym huku pozostało jedynie echo, które szybko rozmyło się w szumie dochodzącym z mieszkalnej części miasta.
Żoną kogoś, kto ukręci Ci ten głupi łeb jeśli szybko nie przeprosisz i nie wycofasz bandy szajbusów za moimi plecami.
Uśmiechnęła się uroczo wiedząc co święci się tam, z tyłu. Naturalnie nie miała oczu dookoła głowy i nie miała pojęcia o czynnościach wykonywanych kolejno przez każdego z nich ale wystarczyła jej wiedza o obecności pomagierów.
Omitsu Asmodey, żona Kaina.
Może i takie załatwianie spraw nie było dobrze postrzegane ale w sumie dlaczego miała postąpić inaczej? Dzięki postawieniu jasno spawy zapewne uniknie kłopotów. Tak samo jak Garruch, który miał ostatnią szansę na zmianę nastawienia. Inaczej będzie z nim krucho i to bardzo.

_________________


Powrót do góry Go down
OP Garruch
Mistrz Gry (MG)
Mistrz Gry (MG)
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1166-garruch http://vampireknight.forumpl.net/t2942-czarna-vip-lista http://vampireknight.forumpl.net/t3003-garruch#63208 http://vampireknight.forumpl.net/t3321-op-garruch#71567
Zarejestrował/a : 17/09/2013
Liczba postów : 1010


PisanieTemat: Re: Fontanna   Sob Kwi 15, 2017 1:08 pm

Garruch przymrużył ślepia w momencie w którym zauważył poruszenie się ręki. Wiedział, że strzeli, dlatego też nie mógł ryzykować i wpłynął na pocisk telekinezą co spowodowało, iż wcale nie poleciał w drzewo za nim, tylko odbiło mocno w bok i wleciało pomiędzy drzewa. Trzech przybocznych własnie odbezpieczyło broń i wycelowali w kobietkę, a sam Garruch drugą ręką sięgnął pod płaszcz, aby wyciągnąć ostrze, które niekoniecznie było najlepszą bronią w tej chwili. Ostatni z oponentów zamachnął się buteleczką i czekał na krótkie polecenie.
-Nie pożyjesz dość długo, aby zdążyć tego pożałować...
Była tak pewna siebie, że zamiast ją porywać, powinien ją po prostu zabić. Potem wysłuchał monologu jakim była paplanina o jakże silnym mężu. Garruch nie raz miał do czynienia z wampirami, które się nie przechwalały, a stanowiły prawdziwe niebezpieczeństwo.
-Dobre jest znać swoje miejsce w szeregu, prawda? Schować się za plecami faceta... Przekonajmy się więc kim jest...
Ta tutaj była jedynie pozerką, jednak po chwili zrozumiał dlaczego.
-Kain Asmodey... A więc porzucił już prowincje Chin i przeniósł się do Japonii, aby się zadomowić w Japonii z jakąś blondyneczką... Ciekawe ile musiał włożyć w to swoich wpływów, ażeby Twój ród był zadowolony... Zapewne jeszcze długo będziesz mu dupą spłacać ten dług...
Mówiąc to, po prostu uniósł rękę, a cała czwórka zaczęła się poruszać, aby nie stać w jednej linii. Nie podchodzili, ale mieli ją na muszce. Jeśli ręka się gwałtownie opuści do będzie to wystarczający znak, ażeby strzelali. Druga ręka nadal trzymała się w kieszeni i coś mocno ściskała.
W zależności od jej następnego posunięcia, albo zaczęli walczyć, albo kontynuował swój wywód na temat jej męża.
-Idź i poskarż się mu. Już od dawna wypatruję kolejnego spotkania z nim..

_________________

What a timely coincidance! I'm Dying for a little drop of blood...
Płaszcz, który obecnie nosi Garruch
Powrót do góry Go down
Omitsu

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2945-omlet
Zarejestrował/a : 11/10/2016
Liczba postów : 123


PisanieTemat: Re: Fontanna   Nie Kwi 16, 2017 10:56 am

Pocisk nie wleciał w korę tylko między drzewa? Who cares?! Ten fakt dla całej sytuacji był tak niezmiernie ważny, że warto się nad nim zatrzymać i zastanowić. Drugoplanowa byłaby scena, w której kulka zmienia swoją trajektorię lotu i przechodzi przez głowę Omitsu na wylot ale to, że ona nie trafiła w drzewo? Mistrz w swym fachu, naprawdę, chabeau bas ~
Dopiero w tej chwili Omitsu obróciła dokładnie głowę w lewo i w prawo. Tak, kilku facetów celowało do niej z broni, plus jeden dziwnie ubrany dzierżył w dłoni jakiś scyzoryk czy inną zabawkę.
Kurwa jaki Ty żałosny jesteś.
Zaśmiała się kiwając głową wręcz z niedowierzaniem. Jej wzrok był tak jednoznaczny, że wręcz wymawiał jedno, krótkie „serio?”.
Ja znajduję schronienie, jak to ująłeś, za plecami jednego faceta, Ty potrzebujesz aż czterech niskiej krwi wampirów. To co sobą zeprezentujesz jest tak żenujące, że prawie mi Cię szkoda!
W tym momencie opuściła broń bo cała sytuacja była niemal komiczna. Facet, wysoki, wielki, no kawał chłopa, który grozi drobnej blondynce mając w swojej asyście jeszcze czworo pomagierów. Czy jest aż tak słaby i niepewny swych umiejętności, że nigdzie nie rusza się bez obstawy? Jeśli nawet chciałby zrobić jej krzywdę tym scyzorykiem i tak w ostatniej chwili oddałby ostrze któremuś z pomocników. O to można się nawet założyć.
Tak pilnie śledzisz jego życie, że zaraz zrobię się zazdrosna.
Powoli ale z charakterystyczną dla siebie pewnością, schyliła się i podniosła z ziemi torbę, którą wypuściła z rąk kilka minut temu, kiedy jeszcze sytuacja wydawała się poważna i groźna.
Och chciałbyś być na moim miejscu, o to chodzi? Lubisz chłopców? Sądzę, że Kain nie będzie zbyt zadowolony.
Uśmiechnęła się bardzo szczerze trzymając tą swoją torebkę i klamkę w drugiej dłoni. Czekała aż łaskawy olbrzym raczy przesunąć swoje cztery litery i pozwoli jej odejść w spokoju.
On nie ma czasu dla takich…
Otaksowała spojrzeniem agresora od góry do dołu nie spiesząc się przy tym zbytnio. Zupełnie jakby miała zdecydować czy ten tutaj nadaje się do czegokolwiek.
Ludzi jak Ty. Sorry.
Wzruszyła ramionami mając cały czas przylepiony do twarzy uśmiech. Dokładnie taki, za jaki można dostać bez powodu.

_________________


Powrót do góry Go down
OP Garruch
Mistrz Gry (MG)
Mistrz Gry (MG)
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1166-garruch http://vampireknight.forumpl.net/t2942-czarna-vip-lista http://vampireknight.forumpl.net/t3003-garruch#63208 http://vampireknight.forumpl.net/t3321-op-garruch#71567
Zarejestrował/a : 17/09/2013
Liczba postów : 1010


PisanieTemat: Re: Fontanna   Nie Kwi 16, 2017 11:39 am

Każdy medal miał dwie strony. Niepozorna blondynka była wampirem krwi B i doskonale wiedział, że z takimi należy uważać, nawet jeśli wydają się niezrównoważeni jak ta tutaj. To samo tyczyło się jej postrzegania sytuacji. Nazywała to tchórzostwem, ale hipokrytka gdyby miała swoją obstawę i jakiś cel to z pewnością nie wykazałaby się wielkim honorem w walce. To nazywało się przezornością, a nie tchórzostwem. Widać od razu, że blondyna wychowana została w wampirzym domu w którym wpajano jej klarowne zasady. Nikt nie wymagał od niej nauki strategi, nikt nie wymagał, ażeby zawsze przewidywała, iż ktoś może stanąć jej na drodze i okazać się silniejszym od niej.
W poważaniu miał jej zdanie na ten temat, więc obdarzył ją jedynie uniesieniem brwi w geście niedowierzania w jej histeryczną postawę.
Każdy dobrze wiedział, że historię pisali zawsze wygrani, reszta po prostu zdychała i nie miała prawa głosu. Im więcej trajkotała tym coraz bardziej go denerwowała.
Zacisnął tylko zęby i powoli uniósł rękę wyżej. Tylko w jednym miała rację. Nie potrzebował w tej chwili Kaina za przeciwnika, chociaż uważał, że gdyby ją obezwładnił i wysłał poobijaną do niego z wiadomością to nie zrozumiałby opacznie takiego działania. Kto jednak wiedział jak bardzo kochał ją dupczyć i ile mogła mu wcisnąć kitu?
-Tak, tak... Zaiste. A teraz precz stąd zanim zmienię zdanie.
Opuścił zaciśnięte w pięści łapy i wycedził przez zęby dość nieprzyjemnie. Czterech pozostałych nie opuściło broni i czekali na słowne polecenia. Wiedzieli, że jak tak dalej pójdzie to cierpliwość Inkwizytora się skończy. Im osobiście to nie przeszkadzało... Nie do końca wiedzieli dlaczego w ogóle pozwolił jej na te wszystkie odzywki i dlaczego ją puszczał.
Bał się. Oczywiście. Niech głupia blondyna dalej tkwi w tym przekonaniu jak wrzód na dupie.

_________________

What a timely coincidance! I'm Dying for a little drop of blood...
Płaszcz, który obecnie nosi Garruch
Powrót do góry Go down
 
Fontanna
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 8 z 9Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9  Next
 Similar topics
-
» Zamarznięta fontanna na środku parku
» Fontanna
» Fontanna Życia
» Fontanna Kupidyna
» Fontanna życzeń (MG:Nauru)

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Vampire Knight :: Yokohama :: DZIELNICA MIESZKALNA (ZACHÓD) :: PARK-
Skocz do: