IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematuShare | 
 

 Sala nr. (dla wampirów, pierwsze piętro)

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Kyubi
Casanova
Casanova
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t473-casanova http://vampireknight.forumpl.net/t621-kyubi
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 843


PisanieTemat: Sala nr. (dla wampirów, pierwsze piętro)   Wto Paź 23, 2012 8:51 pm

Czysto, przejrzyście i przyjaźnie. Jest to dwuosobowa sala, przeznaczona jedynie dla wampirów. Mają tutaj zakaz wstępu ludzie.
Leżeć mogą tutaj jedynie wampiry z urazami, po operacjach, po nagłych wypadkach, bądź z innych, czysto medycznych przypadków. Na górze, w rogu, umieszczony jest telewizorek, dla rozrywki pacjenta. Każde łóżko jest zasłaniane specjalną kotarą, jeśli pacjent sobie życzy być odgrodzony od swoje współlokatora.
W sali znajduje się nowoczesny, specjalistyczny sprzęt.
Powrót do góry Go down
Testament
Admin Kannibal
Admin Kannibal
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1743-testament#36638
Zarejestrował/a : 28/03/2013
Liczba postów : 1848


PisanieTemat: Re: Sala nr. (dla wampirów, pierwsze piętro)   Wto Wrz 24, 2013 8:21 pm

Ta noc dla jednego wampira nie zapowiadała się przyjemnie. Kiedy przechodził obok przejścia dla pieszych, dostrzegł dziewczynę, rozmawiając przez telefon. Nie było to dziwne co prawda, gdyby nie to, że szła na czerwonym świetle. Muzyk dostrzegł nadchodzące nieszczęście w postaci dwóch świateł i głośnego trąbienia - to był samochod ciężarowy. Blondyn bez pojęcia rzucił się na ratunek lekkomyślnej... Oczywiście. Odepchnął ją na chodnik, lecz jego samego czekała niespodzianka w postaci owego rozpędzonego tira. Kierowca niestety nie zdążył zahamować i z całą prędkością uderzył w jasnowłosego mężczyznę, który to wpakował się v prosto pod potężne koło. Dosłownie jego ciało "zawinęło" się na oponie, powodując przez to poważnie uszkodzenia. Nawet wampira mogło coś takiego zabić... Na szczęście ktoś ze świadków wypadku, powiadomił odpowiednie służby. Karetka przyjechała jak najszybciej na miejsce, policja także, aby zebrać informacje i aresztować kierowcę, który to spowodował tak dramatyczny wypadek. A wracając do wampira... został on zabrany jak najprędzej do szpitala. Po dotarciu od razu trafił na sale operacyjną. Liczne obrażenia zagrażału życiu wampirowi. Pęknięta czaszka, złamania wszystkich kończyn, pęknięta wątroba, połamane żebra, jakie przebiło płuco. Cud, że z sercem nic wielkiego się nie stało... Cała operacja trwała dziesięć godzin. W końcu wykonano ostatnie szycie i ledwo odratowanego wampira zawieziono do sali przygotowanej pod rasę wampirzą, gdzie będzie pod stałą opieką odpowiednich lekarzy. Podłączony do worków z krwią, respiratora i kroplówek. Obawiano się nawet śpiączki po urazowej oraz amnezji, wszak bardzo mocno uderzył głową...
No nic. Lekarze muszą czekać i bacznie przyglądać się poszkodowanemu. I co ratowało Isao? Tego sławnego muzyka? Istnienie jako wampir. Regeneracja zrobi swoje, choć potrzebuje dużo czasu i pomocy specjalistów.
Powrót do góry Go down
Banshee

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t99-banshee-sachiko-fumikana#161 http://vampireknight.forumpl.net/t106-banshee
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 578


PisanieTemat: Re: Sala nr. (dla wampirów, pierwsze piętro)   Wto Wrz 24, 2013 8:42 pm

Szybko znalazła się w szpitalu, udało jej się przekonać nawet lekarzy do tego, że jest z nim spokrewniona i była informowana o tym jak przebiega operacja, denerwowała się. Cóż z tego że Isao był wampirem, jak i tak od takich obrażeń mógł bez problemu zginąć? Był długowieczny, ale nie nieśmiertelny. Po wielu godzinach operacja się skończyła. Przeżył, a jaj spadł kamień z serca. Mogła go na chwilę zobaczyć, lekarz nie dawał wielu nadziei, nie mógł obiecywać bowiem wszystko się zdarzyć mogło, powikłania i inne tego typu duperelstwa zważają na stan w jakim się znajdował muzyk.
Banshee odwiedzała go dzień w dzień, przez wiele tygodni, opiekowała się na tyle na ile mogła, była przy nim, trzymała go za rękę, mówiła do niego, opowiadała o tym co robi jak bez niego jest pusto, czytała mu książki gazety, puszczała płyty i wciąż miała nadzieję, że się kiedyś wybudzi. W myślach przeklinała go za to chore bohaterstwo z jego strony, ale nie mogła nic poradzić. Wszak była to przede wszystkim jej wina, a to był tego skutek i cierpienie niewinnego faceta. Nadprzyrodzone cholerstwo od samego początku ciążyło nad nimi.
I tak jak każdego wieczora od kilkunastu już tygodni i teraz przyszła do blondyna z gazetą, aby poczytać mu, zasiadła na krześle tuż obok jego łóżka, otworzyła na jakimś ciekawszym artykule i czytała na głos. Nie miała co innego opowiadać, jej dni były puste, nie robiła nic specjalnego, siedziała w ich mieszkaniu i dotrzymywała obietnicy jaką mu dała tej felernej nocy.
Powrót do góry Go down
Isao
Nauczyciel
Nauczyciel
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t321-isao-takei#363
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 660


PisanieTemat: Re: Sala nr. (dla wampirów, pierwsze piętro)   Wto Wrz 24, 2013 8:58 pm

Gdyby Isao spodziewał się tego co się stało, siedziałby w mieszkaniu i tak jak powiedział ,,próbowałby naprawić to, co popsuli". Tymczasem on czuł potrzebę wyjścia, przejścia się, przemyślenia sobie tego wszystkiego i przede wszystkim - uspokojenia się. Spacer nie był długi. Wędrował sobie ulicami pogrążony w myślach. Zupełnie nie zwracał uwagi na ludzi dookoła niego. Aż do czasu gdy dostrzegł tę dziewczynę, która wpatrzona w telefon właśnie miała wykonywać połączenie, pisała smsa, grała lub robiła cokolwiek innego. Ludzka dziewczyna szła przed siebie, prosto na ulicę, gdy światło biło czerwonym blaskiem. Nic dziwnego, że samochody jeździły normalnie. Dziwnym natomiast był fakt, że kierowca tira tak szybko jechał w terenie zabudowanym. Ostatecznie dziewczyna skończyłaby pod kołami samochodu i bez wątpienia zginęłaby. Ale Isek to Isek. Jak zawsze miał dobre serce i niewiele myśląc rzucił się jej na ratunek. Jak to się skończyło każdy zainteresowany już wie.
Ledwo uszedł z życiem. W tej chwili było mu obojętne czy umarł czy żył, bowiem jego świadomość latała sobie gdzieś w przestworzach, dryfowała na morzach lub robiła coś równie ciekawego. I na pewno bezbolesnego, w przeciwieństwie do tego co czułby gdyby nie był nieprzytomny. To, że uszedł z życiem było zasługą jedynie lekarzy, jego natury oraz szczęścia. Ironia losu. Nadprzyrodzone cholerstwo dalej bawiło się nim i spowodowało tą sytuacje ale szczęście uratowało mu życie. Czy jednak się obudzi? Jak długo będzie spał i co się stanie kiedy wreszcie otworzy oczy? Tego nie wiedział jeszcze chyba nikt.
Nie wiadomo czy Isao słyszał to, co mówiła do niego Banshee. Może słyszał i dlatego żył? Ale co z tego skoro się nie wybudzał? Lekarze nie wiedzieli jak mają uspokajać dziewczynę, która przychodziła do muzyka co dzień. Co mieli jej mówić skoro sami nie wiedzieli co się stanie? Każdy spuszczał głowę lub kłamał mówiąc, że na pewno wszystko będzie w porządku, choć sam miał co do tego wątpliwości. Takei mógł umrzeć lub nigdy więcej się nie obudzić. Ale gdybać potrafił każdy a to już od samego Iska zależało co się stanie z nim i jego życiem.
Minęło kilka tygodni, które może złożyły się już na miesiące? Isek nie odczuwał upływu czasu. Wampirza regeneracja oraz pomoc lekarzy przywróciły go do normalnego stanu. A przynajmniej z wyglądu. Połamane kości, siniaki, ogólna masakra, którą nazwać można było jego tuż po przywiezieniu z wypadku. Wszystko znikło i teraz na szpitalnym łóżku leżał normalny Isek. Tylko ciągle śpiący. Tego dnia również dostał kroplówkę, pielęgniarki odwiedzały go, gazety pisały o czymś innym gdyż temat jego wypadku stał się nudny. Tego dnia Banshee znów tutaj siedziała. Wpatrzona w gazetę czytała na głos, jakby on miał to usłyszeć. Dlatego właśnie nie dostrzegła, że oczy muzyka otworzyły się. Powieki uchyliły się ukazując jego szare tęczówki. Leżał tak chwilę, nie bardzo wiedząc co się dzieje. Myśli uderzyły w jego głowę na raz, jednak nie były konkretne, nie były znaczące. Ot jeden wielki chaos. Poza nimi muzyk w głowie miał kompletną pustkę. Otworzył usta chcąc coś powiedzieć, jednak w gardle miał tak sucho, że nie mógł wydać z siebie żadnego dźwięku. A może to coś było nie tak i nie mógł się odezwać? Nie ważne. Widząc postać Banshee przed sobą, słabo uniósł bladą, chudą dłoń. Palcem wskazującym dotknął gazety. Ręka drżała mu niesamowicie a jemu wielką trudność sprawiało unoszenie jej. Ale chciał coś zakomunikować. Chciał dać jej znać, powiedzieć ,,hej, obudziłem się już". Ale nie bardzo wiedział jak...

_________________
. . . .
♫ Isao ♫

P i o s e n k i . . z e s p o ł u
1. 2. 3.
Powrót do góry Go down
Banshee

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t99-banshee-sachiko-fumikana#161 http://vampireknight.forumpl.net/t106-banshee
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 578


PisanieTemat: Re: Sala nr. (dla wampirów, pierwsze piętro)   Wto Wrz 24, 2013 9:38 pm

Gazety już dawno przestały pisać o wypadku znanego muzyka, świat zamilkł, zajął się swoimi sprawami, pożarami, poczynaniami polityków i nudnymi artykułami o modzie. Które tak sumienne kobieta czytał przy łóżku ukochanego faceta. Nie miała pojęcia czy ją słyszał, ale robiła to, może bo ją to uspokajało, miała przynajmniej jakiś cel. Coś do roboty przez ten czas kiedy niewygodne krzesło przy jego łóżku stało się już całkiem znośne, no stało się teraz nieodłącznym elementem jej życia. Tak wiele godzi już na nim przesiedziała. Wysłuchiwała tylko łgań lekarzy, obserwowała ich zawstydzone miny pełne poczucia winy, że nie mogą jej powiedzieć konkretnie jak to się zakończy. Nie była już tak żywą osobą jak wcześniej, na jej twarzy wyryło się już piętno, smutek, czuła się winna, nie to złe określenie, ona była winna temu. Traciła powoli nadzieję, tyle już czasu minęło, bała się, że Isao zostanie roślinką, jego ciało będzie leżeć wiecznie tak nieziemsko spokojne, a jego umysł będzie hulał gdzieś z dala od niej bez dostępu do życia. Mimo to nie przeszło jej nawet przez myśl, aby go zostawić. Miała zamiar być przy nim już zawsze, bez względu na stan w jakim się znajdował.
Była zajęta codzienną czynnością i nie uchwyciła tej chwili kiedy blondas otworzyło czy, czytała dalej, aż co poruszyło gazetą. Dopiero wtedy podniosła wzrok. I spojrzała na twarz Takeia. Była zaskoczona, upuściła gazetę, niebyła już ważna. Szybko też podniosła się z krzesła, które towarzyszyło jej przez ten cały czas. Nachyliła się nad nich chwytając jego dłoń. Guzkiem na polocie obok łóżka wezwała personel. Musieli w końcu wiedzieć, że się śpiący królewicz obudził.
I ogarnąć jakoś jego stan, ona się na tym totalnie nie znała. Długo czekała na ten moment, ale bała się też tego, nie wiedziała czego ma się spodziewać.
Powrót do góry Go down
Isao
Nauczyciel
Nauczyciel
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t321-isao-takei#363
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 660


PisanieTemat: Re: Sala nr. (dla wampirów, pierwsze piętro)   Wto Wrz 24, 2013 9:58 pm

Przykro byłoby zostać roślinką. Był to chyba najbardziej beznadziejny stan w jakim mógł się znaleźć. Nie miałby dostępu ani do życia ani do śmierci. A kto wie, może wampiry również czekało niebo lub piekło? Zamiast tego on wiecznie dryfowałby w próżni, w świecie, którego nikt nie umie sobie wyobrazić. Bowiem ciężko wyobrazić sobie pustkę, całkowitą nicość gdzie nie ma kompletnie nic. On być może pozostałby w tej nicości aż do czasu gdy ktoś postanowiłby uznać go wreszcie za martwego i zakończyć żywot jego ciała, które na zawsze opuściła świadomość. Jednak nie takie plany miał sam Takei. On gdzieś tam podświadomie pragnął żyć. Choć nie było pewne czy będzie mu to dane i w jakim stanie będzie mógł przeżyć swoją drugą szansę. Bowiem nawet lekarze nie wiedzieli co się z nim stanie. Nie umieli odpowiedzieć na pytanie czy muzyk obudzi się, w jakim będzie stanie gdy to wreszcie uczyni i jakie będą powikłania. Równie dobrze mógł się obudzić lecz nadal być ubezwłasnowolnioną roślinką. Nawet jeżeli był wampirem istniały rzeczy, których nie dało się uniknąć. Nie był nieśmiertelny.
Nie wiadomo czy docierało do niego to, co mówiła do niego i czytała mu Banshee. Być może jednak to jej głos naprowadził go na właściwą drogę. Nikt nie potrafił w tej chwili odpowiedzieć na pytanie czy dobrze się stało. Może lepiej dla nich obojga byłoby gdyby Isao umarł lub nigdy więcej się nie obudził? Ban byłaby targana przez poczucie winy przez dłuższy czas, lecz te wraz z upływem czasu wyblakłoby lub znikło całkiem. Mogłaby sobie ułożyć życie z facetem, który nie przyciągałby tego nadprzyrodzonego cholerstwa, z facetem, z którym byłaby szczęśliwa. Los jednak chciał inaczej i nakazał Takeiowi wreszcie się obudzić. Posłuchał go.
Nawet nie potrafiłby powiedzieć jak w tej chwili się czuł. Był kompletnie skołowany, zagubiony, zaś jego myśli były jednym wielkim chaosem. Mimo to skupił się na tym co widział przed sobą. A widział gazetę i dziewczynę ukrytą za nią. Ciężej byłoby mu dotknąć Banshee gdyż gazeta byłą znacznie bliżej. Dlatego też dotknął gazety. Z niewiadomych przyczyn nie mógł powiedzieć ani słowa więc zrobił to, co pierwsze przyszło mu do głowy i było najprostsze. A tak przynajmniej mogło się zdawać, bowiem siły miał tak mało, że ledwie udawało mu się unosić dłoń. Szare tęczówki przez cały ten czas były zwrócone ku Banshee obserwując jej reakcje. Był skołowany i niewiele rozumiał z tego wszystkiego jednak bardzo wyraźnie w jego oczach odbijały się wszelkie emocje, które zobaczył na jej twarzy. Upuściła gazetę. To jego wina?
Już po chwili poczuł jak ściska jego dłoń i naciska jakiś guzik. Co się działo? Nie miał pojęcia. Patrzył prosto na tę piękną, białowłosą istotę tuż przed nim. Przyciągała wzrok, była niczym anioł. Może był w niebie? W tej chwili niczego nie był pewien.
- S... się st....ło? - mruknął tak cichym i słabym głosem, że aż ledwie słyszalnym. Jednak mimo ogromnego chaosu w głowie, był spokojny, co wyraźnie było widać w jego oczach. Zamroczonych jeszcze i półprzytomnych, lecz otwartych. Nie wiedząc za bardzo co się dzieje, lekko ścisnął zimną dłoń dziewczyny. Lekko i na chwilę, ale jednak. Nie miał zbyt wielu sił i wszystko to wymagało o wiele więcej wysiłku niż w normalnej sytuacji.
I wtedy do sali wpadła pielęgniarka wraz z lekarzem. Wygonili Banshee chcąc dokładnie zbadać blondyna i ocenić jego stan. Dziewczyna znów została na korytarzu sama ze swoimi obawami i niepewnością. Trudno powiedzieć ile to trwało. Godzine? Pół? A może trochę więcej? W każdym razie w końcu wszyscy wyszli z sali i spojrzeli na nią z mieszanymi uczuciami. Nie bardzo wiedzieli co mają jej powiedzieć, co mają myśleć. Żył, obudził się. Chyba powinni się z tego cieszyć, prawda? ,,Może Pani wejść" powiedział lekarz, zapraszając ją gestem ręki do środka. A w środku Isek leżał dalej, obudzony już, choć dalej słaby i zdezorientowany. Podłączono mu nową kroplówkę, na którą patrzył przez jakiś czas, by ostatecznie zwrócić spojrzenie ku drzwiom i na Banshee, kiedy ta weszła do środka.

_________________
. . . .
♫ Isao ♫

P i o s e n k i . . z e s p o ł u
1. 2. 3.
Powrót do góry Go down
Banshee

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t99-banshee-sachiko-fumikana#161 http://vampireknight.forumpl.net/t106-banshee
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 578


PisanieTemat: Re: Sala nr. (dla wampirów, pierwsze piętro)   Wto Wrz 24, 2013 11:08 pm

Banshee niechała aby Isao umarł, obwiniałaby się do końca swoich dni. Była jaka była, nie zawsze miła, nie była dobrą osobą, mordowała, krzywdziła, miała swoje za uszami, ale to utkwiłoby w jej sumieniu na dobre. Tak jakby ona go zabiła, ona źle zrobiła to przez nią wyszedł. Ciążyło to nad nią cały czas, nie nieustannie. Wywarło to na niej spore piętno, zmieniła się. Zamknęła się w sobie i powoli umierała, nieco jej się w głowie poprzewracało, ale to chyba dość normalne. Nie dopuszczała do siebie nikogo, snuła się po apartamencie bez celu, niestety nie zawsze mogła być przy Isao. W dnie kiedy słońce było zbyt mocne, a ona musiała regenerować swoje siły, leżała samotnie w łóżku analizując po raz tysięczny tamtą noc, ich kłótnie, wszystko krok po kroku, jakby miało to jakiś sens. Nie rozumiała czemu go wtedy nie zatrzymała. Wylała wiele łez z tego powodu, a w szpitalu każdego dnia była tak poważnie smutna, każdego lekarza traktowała zwiedzionym spojrzeniem, byli bezsilni jak i ona.
Nie widziała siebie przy innym facecie, to on wywoływał uśmiech na jej twarzy, sprawił nawet, że miękła, może nie chciała się do tego przyznać, ale utemperował jej charakter nieco. Jego sposób bycia był kompletnym przeciwieństwem jej, ale to właśnie sprawiało, że był taki specjalny.
Ciężko stwierdzić kogo w tej sytuacji karało nadprzyrodzone cholerstwo, ale niewątpliwie uczepiło się ich, może wystawiało wciąż na jakieś dziwaczne próby. I tak jak Banshee twierdziła, że jest się kowalem własnego losu tak teraz coraz mniej była co do tego przekonana.
Aniołem może była jedynie z wyglądu, ale tak daleko jej było do anielskiej istoty, może co najwyżej nabrała nieco cierpliwości.
Nim zdążyła mu cokolwiek odpowiedzieć lekarze już wpadli i kazali jej wyjść na zewnątrz. Stała więc za drzwiami wyczekując chwili kiedy będzie mogła wejść, dowiedzieć się czegoś, usłyszeć cokolwiek. Była zdenerwowana, nie wiedziała po co ją wyprosili. Jednak nie awanturowała się, nie miała sił, był zmęczona, wyczerpana goryczą, która każdego dnia w niej narastała. Chodził po korytarzu w kółko, zatrzymywała się tupała nogą. Minęła jak dla niej sporo czasu ile, nie miała pojęcia, dość dużo aby była zniecierpliwiona. Czy oni naprawdę muszą wystawiać jej cierpliwość na próbę i to właśnie wtedy kiedy mogła zobaczyć ukochane oczy muzyka znów na żywo, spoglądające wprost na nią. Nie w jej wyobraźni tylko tu i teraz. Drzwi otworzyły się nareszcie, lekarze jak zawsze nie wiedzieli co powiedzieć, przyzwyczaiła się. Nic nigdy nie wiedzieli, albo nie chcieli powiedzieć, nie ważne. W milczeniu weszła z powrotem, miała ściśnięte serce, miała nadzieję, że nie pogrążył się w tym długim śnie ponownie. Ku jej uldze był przytomny. Powoli szła w jego stronę. Powoli, ostrożnie jakby stąpała po kruchym lodzie im była bliżej tym większy ucisk w sercu czuła. Patrzyła na niego, ona doskonale wiedziała kim był, ale on wydawał się nie wiedzieć nic, jego spojrzenie było zdezorientowane, mętne... nie poznawał jej. Widziała to na jego twarzy, miał to jasno i wyraźnie wymalowane. Usiadła na tak doskonale jej już znanym krześle. Podniosła z podłogi gazetę i odłożyła ją na szafkę szpitalną. Milczała przez chwilę, zbierając myśli. Ujęła jego dłoń w swoją, za każdym razem jak tu była nie czuła jak świadomie oddaje jej uścisk, może teraz...
-Isao, czy lekarze powiedzieli Ci czemu tu trafiłeś?
Wolała się upewnić, nie powtarzać się. Nie poganiała go z odpowiedzią, miała nadzieję, że mu powiedzieli, że nie będzie ona musiała mu przekazywać tego. Gorzej jak się okaże, że będzie musiała mu tłumaczyć dlatego znalazł się w tamtym miejscu w tym czasie. Cóż musi się upewnić do jeszcze jednej rzeczy.
-Wiesz kim jestem?
Zadała to pytanie, ale odpowiedni znać nie chciała, jeżeli jej przypuszczenie się potwierdzi, życie się zawali jak domek z kart, mimo iż już była to tylko ruina. Patrzyła na niego z lekkim uśmiechem, cieszyła się, że odzyskał przytomność, ale... no właśnie coś zawsze było niepokojącego.
Powrót do góry Go down
Isao
Nauczyciel
Nauczyciel
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t321-isao-takei#363
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 660


PisanieTemat: Re: Sala nr. (dla wampirów, pierwsze piętro)   Sro Wrz 25, 2013 5:17 pm

Jemu w tamtej chwili wszystko było obojętne. Nie obchodziło go czy żył, czy nie; czy była noc, czy dzień; czy pogoda była słoneczna, czy deszczowa. Ciężko powiedzieć co w tej chwili działo się z jego świadomością. Może śniło mu się coś? A może przebywał w nicości, choć trudno to sobie wyobrazić? Jeżeli o czymś śnił to czy był to przyjemny sen? Miejmy nadzieję, choć po przebudzeniu się i tak zapewne nic nie będzie pamiętał. Jedno jednak było pewne. Gdyby wiedział o tym co działo się z Banshee przez ten cały czas, gdyby wiedział o tym, jak bardzo obwiniała siebie za to wszystko, natychmiast by interweniował, próbując jej wybić to wszystko z głowy. Nie mogła się o to wszystko obwiniać bo to nie była jej wina. Prawda, pokłócili się. Prawda, była to w znacznym stopniu jej wina. Jednak nawet gdyby się to nie stało, Isek z jakiegoś powodu mógł wyjść na ten spacer. Lub podobna sytuacja mogła mieć miejsce kiedy indziej. Nikt nie ucieknie przed tym co przygotował mu los. To było właśnie to tak zwane przeznaczenie.
Być może nadprzyrodzone cholerstwo znudziło się nim i zachciało się go pozbyć? Może wedle niego tamtej pechowej nocy Isao Takei miał umrzeć, zmienić się w proch i zniknąć z tego świata? Być może. Jeśli jednak tak było, to coś postanowiło pokrzyżować jego plany. Może było to coś zwane szczęściem? Szczęście pozwoliło mu przeżyć, lecz nadprzyrodzone cholerstwo dalej walczyło o swoje. Stoczyli zaciętą walkę, która trwała przez te wszystkie tygodnie, kiedy to blondas pozostawał w stanie śpiączki. Ostatecznie jednak wygrało właśnie szczęście. Choć może była to wola życia obecna u Takeia, choć wcale nie był tego świadomy? Kto wie...
Obudził się, ale w jego głowie było pusto. Jedynie myśli, które wiązały się ze wszystkim i niczym, tworzyły w jego umyśle olbrzymi supeł. Uczepił się więc tego, że widział przed sobą kogoś, kim okazała się właśnie Banshee. Zaczepił ją w sposób, w jaki był w stanie zwrócić na siebie uwagę. Nie mógł nic powiedzieć, mógł zrobić tylko tyle. Jego szare tęczówki skierowane były prosto na nią i choć jego wzrok był mętny, uważnie obserwował ją i jej reakcje. W końcu jednak udało mu się odezwać, lecz nim uzyskał odpowiedź, do sali wpadł lekarz z pielęgniarką i wygonili tę piękną, białowłosą istotę. Nie podobało mu się to, choć nie bardzo rozumiał skąd ta nagła sympatia i przywiązanie do tej dziewczyny. Był w tej chwili całkowicie zdezorientowany i zagubiony.
Lekarz zbadał go na wszelkie możliwe sposoby, które nie wymagały wywlekania go z łóżka. Badał jego ciało, lecz także i stan umysłu, bowiem był świadom faktu, iż obrażenia jego głowy były bardzo poważne. Spodziewał się wielu skutków ubocznych i teraz musiał w miarę możliwości sprawdzić co się działo, nie męcząc przy tym zanadto pacjenta. Gdy zaś skończył, wyszedł z sali i zaprosił do środka Banshee. Nie mówił jej nic, choć wiele rzeczy potwierdził i wykluczył. Musiał zapisać to wszystko w karcie, zastanowić się. Później przyjdzie do białowłosej dziewczyny jej wszystko wyjaśnić. Teraz dał im czas dla siebie.
Isao leżał sam w sali wyczekując przyjścia białowłosej dziewczyny. Czuł, że przyjdzie i szczerze na to liczył choć nie rozumiał skąd się to brało. Był słaby, zmęczony, zdezorientowany i na swój sposób także wystraszony. Na jego prośbę pielęgniarka podniosła mu nieco oparcie, dzięki czemu przebywał w teraz w znacznie wygodniejszej - pół leżącej, pół siedzącej pozycji. Zdążył się już wyleżeć.
Ku jego zadowoleniu dziewczyna pojawiła się. Patrzył na nią uważnie, lustrując jej wolne, ostrożne kroki. Jak zwykle przyglądał się jej poczynaniom bardzo dokładnie. Widział jak się zbliża, jak siada i podnosi gazetę a potem ją odkłada. On nie oderwał od niej wzroku nawet na chwilę, choć nie odzywał się nic. Wszak odezwała się pierwsza, zadając mu pytanie. W odpowiedzi pokiwał głową twierdząco.
- Powiedzieli mi, że wpadłem pod rozpędzonego tira. - wyjaśnił jej głosem cichym i dalej słabym, lecz posiadającym w sobie znacznie większe pokłady siły niż w momencie gdy się wybudził. Miał co do tego zdarzenia jeszcze sporo pytań, lecz nie był na siłach by o to w tej chwili pytać. Obudził się, lecz dalej czuł się oszołomiony tym wszystkim.
Lecz nagle padło pytanie, którego się nie spodziewał. Po prostu nie sądził, że takie pytanie może paść. Patrzył na nią chwilę w milczeniu, po czym ścisnął lekko jej dłoń. Nie miał zbyt wielu sił, dłoń zaś drżała mu ciągle lekko. Nie spuszczał z niej wzroku, przy okazji zmuszając się także do delikatnego uśmiechu.
- Jesteś moją... siostrą, prawda? - spytał, patrząc na nią z przekonaniem o tym, że ma rację. - Powiedzieli mi, że jesteś ze mną spokrewniona a my mamy takie same włosy. Znaczy tak samo jasne. Oni mieli ciemne. Musisz być moją siostrą. Nie wyglądasz na matkę. - odpowiedział w nieco chaotyczny sposób. Lecz nie to było ważne. Ważny był fakt, że w tej chwili obawy dziewczyny potwierdziły się. Dowiedziała się tego, czego od początku obawiali się lekarze. Isao miał amnezję. Czekał go jeszcze szereg badań, które miały wykryć wszelkie inne powikłania oraz ocenić szansę na to, że wszystko wróci do stanu sprzed wypadku. Nieświadomy niczego blondyn zaś sięgnął drżącą dłonią do szafki, na której stała szklanka z wodą, którą wcześniej przyniosła pielęgniarka. Musiał bardzo uważać by nie wylać, gdyż dłonie trzęsły mu się niesamowicie z powodu braku sił. Upił parę łyków. Znów zaschło mu w gardle.

_________________
. . . .
♫ Isao ♫

P i o s e n k i . . z e s p o ł u
1. 2. 3.
Powrót do góry Go down
Banshee

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t99-banshee-sachiko-fumikana#161 http://vampireknight.forumpl.net/t106-banshee
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 578


PisanieTemat: Re: Sala nr. (dla wampirów, pierwsze piętro)   Sro Wrz 25, 2013 8:32 pm

Teraz liczyło się tu i teraz. Zwłaszcza, że Isao wybudził się ze śpiączki i no właśnie był nieco skołowany, niczego nie pamiętał. Jej nie pamiętał, było to trudne i bolesne dla Banshee, ale przecież nic na to nie poradzi. Lekarzy olała niech sobie ogarną co chcą jej powiedzieć i tak jak zamierzali, później niech przyjdą, jak i ona się nieco oswoi z sytuacją. Bo póki co była wystraszona. Zmierzała powoli do niego nie mając pojęcia na co ma się przygotować. Siedziała i patrzyła się na niego. Tyle dobrze, że powiedzieli mu co się stało. O przyczynie wypadku o tym co się działo wcześniej porozmawiają później, jak dojdzie do siebie, jak nabierze sił, albo lepiej... jak będzie mogła go zabrać do domu. Bo kiedyś będą musieli go wypisać.
Tak czy siak nie chciała znać odpowiedzi na swoje pytanie, był to wyrok. Przyglądał się jej tak, a ona poczuła się nieco niezręcznie mimo iż kiedyś jego wzrok w ogóle jej nie przeszkadzał, teraz na cóż, poczucie winny i masa innych uczuć robiły swoje.
Odpowiedź padła nagle, z początku miała nadzieję, ale jak usłyszała, że według niego może być jego siostrą mina jej nieco zrzedła. Nie pamiętał. Zakuło ją w sercu choć to przecież niebyła jego wina, że umysł wymazał wspomnienia. Po prostu było jej przykro, każdemu chybaby było.
Westchnęła i zacisnęła palce mocniej na jego dłoni, pogładziła go czule po niej.
-Siostrą... nie do końca, ale jestem dość związani.
Nie wiedziała czy ma wyprowadzać z tego błędu czy też nie, mieszać mu, wprowadzać nowe informacje. Nie wiedziała jak ma się z nim obchodzić.
-Nie kłopocz się tym teraz. Na wszystko przyjdzie czas, na spokojnie.
Uśmiechnęła się lekko w jego stronę, starała się być dość pogodna, nie może się załamać, bo jak mu wówczas pomoże?
-Ważne jest, że jest już z Tobą znacznie lepiej.
Wmawiaj sobie Ban, oj tak. Bardziej tymi słowami chciała uspokoić siebie niż jego. Nie umiała sobie wyobrazić do dalej.
Powrót do góry Go down
Isao
Nauczyciel
Nauczyciel
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t321-isao-takei#363
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 660


PisanieTemat: Re: Sala nr. (dla wampirów, pierwsze piętro)   Sro Wrz 25, 2013 8:48 pm

Będą mieli czas na rozmowy. Chyba, bowiem wszystko zależało od Banshee. Od tego jak się zachowa, co postanowi. Isao miał w głowie kompletną pustkę, nie pamiętał zupełnie nic oprócz niektórych podstawowych rzeczy potrzebnych mu do życia i funkcjonowania na tym świecie. Mogła mu teraz wcisnąć wszystko co chciała. Prawdopodobnie uwierzyłby w każde jej słowo, nawet jeśli dla każdej innej osoby wydawałoby się to głupie i bezsensowne. Teraz więc wszystko zależało od niej. Co dalej? Isao był teraz niczym bezradne dziecko. Ban natomiast mogła się nim zaopiekować, spróbować zacząć wszystko od nowa lub zostawić go, podrzucić komuś i samodzielnie próbować stanąć na nogi po tym wszystkim, zacząć budować sobie życie na nowo, bez niego.
Nie chciała znać odpowiedzi ale jednak pytanie zadała. A pytanie zawsze odpowiedzi wymagało. Isao przyglądał się jej uważnie, budując na nowo swoje wspomnienia. Był świadom tego, że posiadanie takiej pustki w głowie nie było normalne. Podpowiadała mu to podświadomość, która dodatkowo kazała mu przywiązywać wagę do każdej, najdrobniejszej chwili i pieczołowicie przechowywać ją w swoim umyśle. Teraz lustrował Banshee bardzo uważnie, obserwując jej zachowanie i zapamiętując dokładnie wygląd. Było to dla niego ważne. Jego małe, pierwsze, ale drogie wspomnienia, które chciał zachować.
- A więc kim? Kuzynką? - dopytywał się dalej, patrząc na nią nieustannie, swoimi szarymi tęczówkami. Wierzył ślepo w słowa lekarza, który powiedział mu, iż Ban jest jego rodziną. Tym bardziej też wydawało mu się to logiczne, skoro widział u nich podobieństwo w postaci ich jasnych włosów. W tej chwili był zbyt skołowany, zaś jego sposób myślenia naiwny i pozbawiony logiki.
Jego uwadze jednak nie umknął fakt, że mina dziewczyny zrzedła. Może nie chciała tego po sobie pokazać, ale on obserwował ją od samego początku bardzo uważnie. Widział więc jak patrzy na niego. Widział ten smutek w jej oczach, tęsknotę, iskierkę radości z tego, że się obudził, obawę, a także wiele innych emocji. Niepokoiło go to, choć nadal nie bardzo rozumiał obecną sytuację.
- Wszystko dobrze. Nie smuć się już. - odezwał się już po dłuższej chwili milczenia, podczas której zdążył wypić całą wodę ze szklanki i odstawić ją na szafkę. Ponownie uścisnął dłoń Banshee. Lekko i delikatnie gdyż na tyle pozwalały mu siły. - W pierwszej chwili pomyślałem, że jesteś aniołem. To chyba przez te włosy. - dodał jeszcze by jakoś ją pocieszyć. Jego sposób myślenia w tej chwili był dość dziwny. Zmrużył oczy i powiercił się trochę, krzywiąc się jednocześnie gdyż jego ciało ciągle było obolałe i zdrętwiałe. Powoli ogarnął spojrzeniem całe pomieszczenie, na dłużej skupiając wzrok na wszelkich aparaturach, do których był podłączony.
- Nie podoba mi się tu. Chcę stąd iść. Nie chcę tu być. - mruknął cicho, jakby do siebie. W tej samej chwili zaczął się wygrzebywać z łóżka, co robił dość nieporadnie i ociężale. Jeżeli Banshee chciała go powstrzymać, oczywiście próbował się opierać. Nie pokazywał tego po sobie ale w głębi duszy był niesamowicie spanikowany i wręcz przerażony obecną sytuacją i owym miejscem. Nigdy nie lubił szpitali i chyba mu to zostało.

_________________
. . . .
♫ Isao ♫

P i o s e n k i . . z e s p o ł u
1. 2. 3.
Powrót do góry Go down
Banshee

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t99-banshee-sachiko-fumikana#161 http://vampireknight.forumpl.net/t106-banshee
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 578


PisanieTemat: Re: Sala nr. (dla wampirów, pierwsze piętro)   Sro Wrz 25, 2013 9:31 pm

Mogła mu wmówić wszystko, stworzyć go na nowo, albo zostawić go samego, podrzucić komuś. Jednak nie chciała, nie będzie mu wmawiać, będzie szczera, opowie mu wszystko zgodnie z prawdą. Wszystko co wie. Być może kiedyś sobie przypomni, taką miała nadzieję. I nie zostawi go, zajmie się nim póki będzie tego potrzebować i będzie chcieć. Być może kiedy stworzy się na nowo, sam w oparu o to ona mu powie, co teraz zrobi nie będzie chciał jej w swoim życiu. Kto wie...
-Nie Isao. Nie jestem Twoją kuzynką.
Pokręciła głową przecząco zerkając na niego. A niech to.
-Jestem Twoją dziewczyną.
Na prawdę nie chciała mu mieszać dokładać zmartwień, ale nie zamierzała mu też kłamać i udawać kogoś kim nie jest.
Zdała pytanie, musiała to zrobić, a im szybciej tym lepiej przecież. Musi wiedzieć na czym stoi jak sytuacja wygląda i czego ma się spodziewać. Było ciężko, ale nie z takich rzeczy przecież wychodziła już. Poradzi sobie, nie załamie się, ma teraz nowy cel.
Uśmiechnęła się w odpowiedzi na jego słowa. Na prawdę starała się nie smucić, było to jednak trudne, nieco przytłaczające.
-Pewnie tak, dość nietypowe są.
Ot co luźna gadka, odprężyła się nieco. Mogła odetchnąć, może nie będzie wcale tak źle. Gładziła go po dłoni, było to miłe uczucie, aż do chwili kiedy zaczął wstawać z łóżka. Zerwała się na równe nogi i zaczęła go powstrzymywać. Nie mógł od tak sobie wstać.
-Spokojnie Is, porozmawiam z lekarzami i postaram się zabrać Cię stąd jak najszybciej, ale nie mogę tego zrobić bez ich zgody i wiedzy. Wytrzymaj jeszcze trochę.
Chciała go uspokoić, objęła go ramieniem, aby wrócił do tej wygodnej pozycji półleżącej. Jakby tak wstał mógłby sobie zrobić krzywdę i tyle by z tego było, że musiałby siedzieć tu znacznie dłużej. Upewniła się, że blondyn nie będzie znów się wybierał na spacerki i podeszła do drzwi od sali, otworzyła je i wyjrzała na korytarz w poszukiwaniu lekarza, który mógłby powiedzieć jej coś na temat stanu pana Takeia.
Powrót do góry Go down
Isao
Nauczyciel
Nauczyciel
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t321-isao-takei#363
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 660


PisanieTemat: Re: Sala nr. (dla wampirów, pierwsze piętro)   Sro Wrz 25, 2013 9:57 pm

Przyjęła więc godną pochwały postawę. Postanowiła się nim zaopiekować, pomóc mu i go nie opuścić. Było to doprawdy wspaniałe postanowienie. Ktoś inny już na początku bowiem mógłby uznać, że nie da rady, nie wytrzyma tego dłużej i uciec od Isa tam gdzie pieprz rośnie. Banshee bez wątpienia była wspaniałą, dobrą osobą, bez względu na to co sama o sobie sądziła. To wszystko było właśnie najlepszym świadectwem jej miłości. Czuwała przy nim, była przy nim kiedy on był pogrążony w śpiączce a nikt nie dawał wielkich szans na to, że się z niej obudzi. Teraz wszystko zależał od niej. Isek "tworzony" od nowa był bowiem niezwykle podatny na wszelkie zewnętrzne czynniki kształtujące go. Postawa Banshee miała tu olbrzymie znaczenie.
- Nie? - powtórzył zdziwiony, nieświadomie ściągając lekko brwi. Znów się pomylił? Utkwił wzrok w jakimś punkcie, zastanawiając się nad innymi opcjami. Oczywiście dalej rozważał jedynie ich powiązania jako rodziny. Wszak tak powiedział lekarz! Po co miałby kłamać? Jednak odpowiedź dostał jak na tacy od samej Banshee. Tyle, że nie takiej się spodziewał. Nie pasowało mu to do tego czego się uczepił. Dziewczyna? Nie, nie. Przecież ten niski lekarz o japońskich rysach twarzy powiedział, że jest rodziną! Nawet włosy miała takie same! Coś mu to nie grało. Mimo wszystko jednak był skłonny uwierzyć jej. I chyba uwierzył już w pierwszej chwili, z czego sam na początku nie zdawał sobie sprawy.
- Dziewczyną... - powtórzył cicho. Był teraz zmieszany. Nie wiedział kompletnie co ma zrobić i co powiedzieć. Był w tej chwili zbyt skołowany by potrafić nazwać swoje własne uczucia wobec niej. Z pewnością od początku coś przyciągało go do tej dziewczyny. Wzbudziła jego sympatię już w pierwszej chwili gdy ją zobaczył. Nie był w stanie jednak wyciągnąć w tej chwili żadnych innych wniosków. Jego własny umysł odmawiał mu posłuszeństwa. - A więc mam dziewczynę. Dobrą dziewczynę, która była przy mnie. - dodał cicho i uśmiechnął się do niej lekko. Nie potrafił uśmiechać się szerzej. Nie pozwalały mu na to wszelkie negatywne emocje towarzyszące mu od chwili gdy się obudził z ową pustką w głowie.
To właśnie te emocje sprawiły, że w jednej chwili odczuł nagłą i silną potrzebę opuszczenia tego miejsca. Był spanikowany, wystraszony i zdezorientowany. Nie podobało mu się tu. To miejsce było przygnębiające, szare, pachniało lekami i śmiercią. Bynajmniej nie współgrało to z celem jakim było doprowadzenie go do normalności. Nic więc dziwnego, że nagle zaczął próbować wstać i odejść stąd. Jego próby jednak zostały zatrzymane. Był w tej chwili tak słaby, że Banshee nie musiała się wiele wysilać by przeszkodzić mu w wstaniu. Sam ledwo się ruszał.
- Porozmawiaj. Chcę stąd iść. Nie chcę tu być. - powtórzył nerwowo, poddając się. Był uparty. Miał swój cel i zdawał się w ogóle nie dostrzegać przeszkód. A główną przeszkodą był jego stan. W obecnej chwili blondas nie byłby w stanie utrzymać się na nogach o własnych siłach. Nie mógł stąd iść ale nie docierało to do niego. Wierzył jednak Banshee, więc ułożył się i zerkał na nią kiedy czekała na lekarza. Oczy zaczęły mu się kleić, zrobił się senny ale walczył z tym.
W tym czasie pojawił się lekarz w towarzystwie pielęgniarki i jeszcze jednego lekarza, specjalizującego się w badaniach, jakie zamierzali wykonać. Wpierw zwrócili się do Banshee stojącej w drzwiach.
- Prosiłbym Panią o wyjście jeszcze na chwilkę. To nie potrwa długo, obiecuję. Chcemy upewnić się co do kilku rzeczy. - powiedział miłym tonem, po czym wszedł do środka. Drzwi zamknęły się. Jednak dotrzymał obietnicy i całe badanie nie trwało długo. Ostatecznie wszyscy wyszli z sali zaś lekarz prowadzący Isao Takeia zwrócił się do Ban. - Zapewne Pani zauważyła już, że Pan Takei ma amnezje. Nie dziwi mnie to patrząc na to w jakim stanie został tu przywieziony. Muszę jednak podkreślić, że nasza medycyna nie jest jeszcze na tyle rozwinięta by radzić sobie z uszkodzeniami mózgu tak jak z innymi. Nie potrafię powiedzieć Pani czy Isao kiedykolwiek odzyska pamięć. Muszę jednak podkreślić, że jest to dość niecodzienny przypadek. Pan Takei bowiem nie tylko stracił wspomnienia, ale również wiele elementów podstawowej wiedzy. Nie kojarzy oczywistych faktów i podstawowych rzeczy. Może mieć problemy z poradzeniem sobie, zupełnie jak dziecko. Zrobimy co w naszej mocy by państwu pomóc, jednak nic nie mogę obiecać. - Po tych słowach lekarz położył dłoń na ramieniu Banshee po czym odszedł. Isao natomiast niezmiennie czekał na swojego anioła, walcząc z sennością, która ogarniała go ze wszystkich stron. Oczy zamykały mu się, jednak szybko reagował, otwierając je szeroko. Nie pójdzie teraz spać. Wystarczająco długo już spał. Skąd więc ta senność? Zapewne wywoływały ją leki i ogólne osłabienie.

_________________
. . . .
♫ Isao ♫

P i o s e n k i . . z e s p o ł u
1. 2. 3.
Powrót do góry Go down
Banshee

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t99-banshee-sachiko-fumikana#161 http://vampireknight.forumpl.net/t106-banshee
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 578


PisanieTemat: Re: Sala nr. (dla wampirów, pierwsze piętro)   Czw Wrz 26, 2013 10:47 am

Nie było to łatwe, ale chciała spróbować, nie zostawi go przecież na pastwę losu, który i tak już go dość zgnębił. Pomimo jej upartego, nieznośnego charakteru, dla osób na których jej zależało była dobra i miała miękkie serducho. Kochała go i nie umiała sobie wyobrazić bez niego życia, nawet jeżeli on nie pamiętał jej. Nie będzie od niego wymagać miłości, nie mogła byłoby to złe. Teraz kiedy był inną osobą, która musi się stworzyć na nowo i jego wybory, uczucia też ulegną zmianie. Była jego dziewczyną, ale przede wszystkim przyjaciółką i na tym miała zamiar się skupić, aby mu pomóc, a nie cokolwiek wymuszać.
Lekarze powiedzieli mu to co uważali za słuszne, najmniej szokujące i wprowadzające zamęt. Łatwiej bowiem oswoić się z tym, że ma się siostrę, niż dziewczynę, z którą go niegdyś naprawdę wiele łączyło. Jednak chciała być szczera z nim i niczego nie komplikować, kłamstwami.
Uczuć nie dało się od tak nazwać, cóż z tego, ze czuł przywiązanie? Miał pustkę w głowie, nie znał jej, może wcale by mu się teraz z charakteru nie spodobała.
Sama nie wiedziała jak ma się zachować w tej sytuacji, odwzajemniła jego uśmiech i nieznacznie kiwnęła głową na potwierdzenie słów. Wcale niebyła taka dobra jak mu się wydaje...
Odeszła od niego aby złapać lekarza, chciała go stąd zabrać jak najszybciej. I oczywiście została wyproszona z sali. Nie miała wyjścia, zgodziła się i czekała. Nie trwało to na szczęście długo, wtem lekarz zwrócił się do niej. Ciężko było tego wysłuchać, ale była dzielna. Powiedział jej dużo, nie dał jej żadnej nadziei.
-Rozumiem.
Odpowiedziała z początku krótko z dość przykrym wyrazem twarzy.
-Zaopiekuje się nim, postaram się zrobić wszystko aby mu pomóc. Będzie miał dobrą opiekę. Proszę mi tylko jeszcze powiedzieć, kiedy będę mogła go zabrać do domu. Nie czuje się tu zbyt komfortowo. Wiem, że dopiero co odzyskał świadomość, ale może w miejscu w którym żył lepiej na niego wpłynie.
Nie odrzuciła krzepiącej ręki lekarza. Po wysłuchaniu jego odpowiedzi wróciła do sali w której czekał na nią Isao. Wróciła na swoje miejsce koło jego łóżka, przysiadła na jego krańcu i pogładziła blondyna po policzku.
-Odpocznij, nie przejmuj się, będę jak się obudzisz, nie zostawię Cię tu samego.
Jeżeli działały tak na niego leki to powinien poddać się temu i zasnąć, zregenerować siły. Banshee nigdzie się nie wybierała, będzie tak długo przy nim jak sobie tego Takei zażyczy.
Powrót do góry Go down
Isao
Nauczyciel
Nauczyciel
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t321-isao-takei#363
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 660


PisanieTemat: Re: Sala nr. (dla wampirów, pierwsze piętro)   Czw Wrz 26, 2013 1:41 pm

Ciężko było przewidzieć co się teraz stanie. Isao nie pamiętał kompletnie nic. Nie posiadał żadnych wspomnień, nie poznawał ludzi, nie wiedział kim jest, a nawet nie kojarzył niektórych oczywistych rzeczy. Był w tej chwili niemal jak dziecko, które dopiero poznaje świat. Przed nim było poznawanie świata na nowo, gromadzenie nowych wspomnień, poznawanie nowych ludzi lub poznawanie starych znajomych od początku. Mówiło się, że to środowisko w jakim przebywa dziecko ma znaczny wpływ na kształtowanie jego postawy, charakteru, zachowań. I tak właśnie było z nim. Nikt właściwie nie wie co będzie dalej...
Lekarze chyba sami nie byli pewni kim była Banshee dla Iska. Podała się za jego krewną, więc takiej wersji się trzymali, choć dawno już w nią wątpili. Nie mogli jednak wykazać się skrajnym brakiem współczucia i zrozumienia. Skoro dziewczyna przychodziła tu niemal co dzień i spędzała z nieprzytomnym muzykiem czas, to musiał on być jej bliski. Taką więc wersje przedstawili Takeiowi, gdy spytał o to kim jest owa białowłosa dziewczyna. Ona jednak powiedziała mu prawdę. Cóż, z pewnością to jeszcze bardziej namieszało mu w głowie. Dziwnie się bowiem czuł z myślą, że ma dziewczynę ale kompletnie jej nie pamięta. Może i czuł do niej dziwne i niezrozumiałe dla niego przywiązanie. Nie mógł jednak nazwać tego miłością. Chyba. Sam w tej chwili nie był niczego pewien.
- Myślę, że powinien tu zostać jeszcze koło tygodnia, może krócej. Musimy zrobić jeszcze kilka badań a on sam musi dojść do siebie. Nawet po tak długiej śpiączce organizm jest zmęczony. - odpowiedział lekarz na słowa Banshee. Po tym zaś ją zostawił. Miał wiele innych spraw na głowie. Isao nie był jego jedynym pacjentem. Poza tym musiał prześledzić dokładnie jego przypadek, zastanowić się czy czegoś nie przeoczył, czy coś jeszcze może go zaskoczyć. Musiał postanowić co dalej, wypisać wszystko w jego karcie. Praca lekarza nie była prosta. A czas był bardzo cenny.
Isao zaś przysypiał sobie w swojej sali szpitalnej. Czekał na Banshee lecz gdy ta się pojawiła, on czuł już na prawdę mocne zmęczenie. Nie rozumiał skąd się ono brało. Walczył z nim więc bo choć jego ciało domagało się snu, umysł mówił mu, że spał już wystarczająco dużo. Był zbyt skołowany, ale i zarazem zaciekawiony wszystkim co się wokół niego działo. Chciał porozmawiać ze swoim białowłosym aniołem, chciał zadać mnóstwo pytań, wiele rzeczy się dowiedzieć, wiele rzeczy zobaczyć. Przede wszystkim chciał stąd wyjść.
- To chyba ja zostawiłem Ciebie. Zdaje się, że zostawiłem Cię na długo. Przepraszam. - powiedział cicho, patrząc na nią pół przymkniętymi oczami. Czuł jak przyjemnie gładzi jego policzek a to usypiało go jeszcze bardziej. Choć wiedział mało, choć wiele rzeczy nie rozumiał, nadal był na tyle bystry by poukładać sobie kilka faktów i informacji w jedną całość. Stąd wiedział, że prawdopodobnie był nieprzytomny na dość długo. I odczuwał przy tym nieprzyjemne wyrzuty sumienia. Nie dość, że ją zostawił to jeszcze jej nie pamiętał. Cóż... W końcu jednak przegrał z sennością.
A po owym tygodniu został ze szpitala wypisany. Dostał jeszcze polecenie pojawiania się na badaniach, przepisano mu parę witaminek i pozwolono wrócić do domu. Banshee powierzono opiekę nad muzykiem.

zt x 2

_________________
. . . .
♫ Isao ♫

P i o s e n k i . . z e s p o ł u
1. 2. 3.
Powrót do góry Go down
Mei

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1873-mei-aryu#39443 http://vampireknight.forumpl.net/t1911-mei#40994 http://vampireknight.forumpl.net/t2071-mei http://vampireknight.forumpl.net/t2471-pokoj-arielki-i-mei
Zarejestrował/a : 12/06/2015
Liczba postów : 191


PisanieTemat: Re: Sala nr. (dla wampirów, pierwsze piętro)   Czw Cze 30, 2016 5:13 pm

Cóż... Czy jej się to podobało czy też nie, została zabrana do tego miejsca, a obecni byli głusi na jej protesty. Okropność! Ale zaś z drugiej strony czarnowłosa musiała przyznać, że nie była w perfekcyjnym stanie. Auć...
Jeśli została wcześniej spytana przez wampira, co się dokładnie stało, to mu opowiedziała o całym tym wydarzeniu. W jej głosie mógłby usłyszeć również niechęć, jak i lęk, gdy mówiła o człowieku, który jej to zrobił. Gdyby nie fakt, że sama odczuła to na własnej skórze, nie uwierzyłaby, że mogłoby do czegoś takiego dojść. Życie naprawdę zaskakuje.
Bądź co bądź, teraz... Leżała w szpitalu, z tego, co da się zauważyć. Nie specjalnie jej się to podobało, lecz nie było jej dane ponarzekać na to za bardzo, ponieważ nie miała sił, by się temu sprzeciwstawić. Mogła jedynie przygryźć dolną wargę i próbować to w jakiś sposób znieść... Nieciekawie, naprawdę. Jej długie włosy były teraz rozsypane na pościeli, a ona sama patrzyła się w sufit. Wiedziała, że nie powinna tutaj być, ale na ten fakt nie umiała poradzić.
Poszedł. Chyba czas próbować się ewakuować - pomyślała dziewczyna, chcąc zmusić swoje ciało do wstania w chwili, gdy usłyszała, jak medyk poszedł. Niestety... Łatwo powiedzieć, trudniej zrobić. Miała wręcz wrażenie, że ono kompletnie nie słuchało poleceń... W sumie, czy ją czymś nie nafaszerowali? Nie... Przynajmniej nic takiego nie zauważyła wtedy.
Mei delikatnie się skrzywiła, rezygnując już z wcześniejszych planów. Teraz jedynie czekała na to, aż powróci medyk, by potem uzyskać wiadomość, kiedy będzie mogła wrócić do szkoły.

_________________
Powrót do góry Go down
Empus

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3504-empus#75792 http://vampireknight.forumpl.net/t1470-telefon-empusa#29997
Zarejestrował/a : 01/03/2014
Liczba postów : 205


PisanieTemat: Re: Sala nr. (dla wampirów, pierwsze piętro)   Pią Lip 01, 2016 7:07 pm

Dziewczyna została przyniesiona na rękach lekarza do szpitala, gdzie nawet nie odwiedzając recepcji, skierował się dalej do części szpitala przeznaczonego dla pacjentów wampirzych. Wybrał odpowiednią sale w której postanowił ulokować dziewczyn na czas jej kuracji, który pewnie nie będzie trwał długo. Musiał jednak na chwile zniknąć, powiadamiając o tym dziewczynę. Prosił by nie wychodziła, po czym skierował się do wyjścia.
Wrócił po 7 minutach, no może 10, nie liczył czasu, jednak miał na sobie kitel koloru białego, jak i w ręce miał kartę chorego. Podszedł do dziewczyny spokojnym ruchem, trzymając papier pod ręką. Oczywiście wcześniej wypytał co się stało, że wylądowała w takim stanie, bo wolał wiedzieć. Podszedł do jej łóżka i złapał za kotarę którą po chwili pociągnął, otaczając łóżko, by była prywatność i tak dalej nie.
-Dobrze Mei. Zapoznałem się już z Twoimi danymi. Jesteś uczniem Akadami Cross to całkiem niedobrze wpływa na obecny twój stan. Zaatakowany uczeń przez człowieka, pewnie łowcę... Nieciekawa sprawa, no ale nie jestem detektywem
Odparł zerkając w kartę, którą po chwili umieścił w koszyczku przy oparci łóżka. Po czym spojrzał na dziewczynę.
-Z tego co widziałem najbardziej dokuczają ci bóle klatki piersiowej. Prosiłbym abyś zdjęła z siebie górne ubranie do bielizny, chyba że i nogi masz uszkodzenie, to spodnie również.-
Odparł monotonnym głosem, rutynowym czekając.

_________________


Powrót do góry Go down
Mei

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1873-mei-aryu#39443 http://vampireknight.forumpl.net/t1911-mei#40994 http://vampireknight.forumpl.net/t2071-mei http://vampireknight.forumpl.net/t2471-pokoj-arielki-i-mei
Zarejestrował/a : 12/06/2015
Liczba postów : 191


PisanieTemat: Re: Sala nr. (dla wampirów, pierwsze piętro)   Nie Lip 03, 2016 6:25 am

Czarnowłosa patrzyła uważnie na mężczyznę, po czym westchnęła w myślach. Cóż, nie powinno mnie to dziwić, że tak się uparł, skoro jest lekarzem. Pewnie to jest jego obowiązek, czy coś w tym stylu. Przynajmniej mogła na spokojnie zastanowić się w myślach nad tym wszystkim. Ale właściwie, co tutaj było do zastanowienia się? Nie umiała znaleźć logicznego wyjaśnienia dotyczącego tej sytuacji.
Zamrugała oczami. Chwila, czy ona miała się rozebrać przy NIM. Był facetem! Naburmuszyła się z tego wszystkiego, dlatego też nie zareagowała od razu na jego polecenie. Kompletnie nie ma taktu! Pff.
Dobra, koniec narzekania. Westchnęła teatralnie, po czym pociągnęła się nieco na samym łóżku i powoli ściągnęła z siebie górę ubrania. Odłożyła ją na bok, pozostając jedynie w bieliźnie. Lekarz mógł śmiało zauważyć, że jej ciało było oznaczone różnymi bliznami, ale zranień po uderzeniu nie było widać - cuda w postaci regeneracji wampirzej.
- Co dalej? - wymamrotała, tym samym zadając mu pytanie. Obróciła się nieco w bok, by ten nie mógł na nią patrzeć bezpośrednio. Odczuwała nadal ból, ale był teraz zmniejszony, więc obstawiała, że nie jest aż tak źle jak wcześniej. Chyba. A może po prostu przyzwyczaiła się do obrywania od innych?

_________________
Powrót do góry Go down
Empus

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3504-empus#75792 http://vampireknight.forumpl.net/t1470-telefon-empusa#29997
Zarejestrował/a : 01/03/2014
Liczba postów : 205


PisanieTemat: Re: Sala nr. (dla wampirów, pierwsze piętro)   Nie Lip 03, 2016 11:55 am

Był lekarzem i jego zadaniem było pomaganie pokrzywdzonym niezależnie od rasy, lecz miał zawsze wybór. Jeśli poszkodowany wstrzymywał się od pomocy, to Kajl na sile nie będzie mu próbował pomóc. Oczywiście może spróbować nakłonić, ale nie będzie nikomu przysłowiowo lizał dupy. Wszystko ma swoje granice, jednak Mei początkowo była przeciwna szpitalowi, jednak nie oponowała w chwili, kiedy zdała sobie sprawy, że nie da rady sobie sama. Jednak widać miała kolejny problem, kiedy została poproszona przez lekarza o rozebranie.
Ehh...
Rutyna jak dla wampira który oglądał i ludzkie i wampirze ciała nagie nawet na co dzień , wiec u Mei nic nowego nie zobaczy, a poza tym, jak miał ją inaczej zbadać? Przez ubrania? Ach ta młodzież... Nawet wampirza. Mimo to nie poganiał jej a spokojnie czekał aż wykona zadanie medyka, jednocześnie łapiąc za taboret koło stolika by postawić go tuż przy łóżku i usiadł na nim. Przyjrzał się jej ciału szukając jakiś stłuczeń, ran czy coś podobnego. Nic takiego jednak nie znalazł. Widocznie krew którą otrzymała spełniła doskonale powierzone jej zadanie.
-Przeprowadzę teraz badanie, Twoim zadaniem jest powiedzenie "tak" lub "nie".
Odpowiedział dziewczynie niejasno na jej pytanie i skupi się na badaniu. Przysunie się nieco bliżej, niewzruszony w ogóle.
-Połóż się wygodnie.
Poinstruował ją i kiedy to wykona, mogła poczuć na swoim brzuchu ręce lekarza, który następnie zacznie uciskać niego jej ciało z pytaniem czy ją boli. Zaczął od brzucha, po czym żebra, na których pewnie nieco uszkodzone, zgruchotane, jeśli doznała mocniejszego uderzenia. Co się z tym wiąże? Że boli. Pytał za każdym razem kiedy zmieniał miejsce i kiedy się dowiedział zazwyczaj jego odpowiedzią było " yhym". PO przeprowadzonym badaniu zabierze ręce i odsunie się od dziewczyny.
-Możesz się już ubrać

_________________


Powrót do góry Go down
Mei

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1873-mei-aryu#39443 http://vampireknight.forumpl.net/t1911-mei#40994 http://vampireknight.forumpl.net/t2071-mei http://vampireknight.forumpl.net/t2471-pokoj-arielki-i-mei
Zarejestrował/a : 12/06/2015
Liczba postów : 191


PisanieTemat: Re: Sala nr. (dla wampirów, pierwsze piętro)   Wto Lip 05, 2016 6:08 pm

Pfff... A niech już tak na nią nie burczy! To znaczy w myślach, no! W końcu, Mei to dziewczyna, więc to logiczne, że nie chciała się od tak rozebrać przy wampirze. Z pewnością na jej miejscu wiele kobiet by się zachowało podobnie. Mimo jednak tego podejścia, zrobiła to, więc najgorzej wcale nie było.
- Dobrze - zgodziła się na to, co usłyszała od niego.
Położyła się z powrotem, czekając na to, co się stanie dalej. Już po krótkiej chwili czuła dotyk mężczyzny na swoim ciele. Przez jej twarz nie przebiegł żaden grymas niezadowolenia czy bólu. Bardziej po prostu obojętnie. Jak również monotonnie odpowiadała za każdym razem "nie". Jedynie przy żebrach odpowiedziała raz "tak". A tak, to nic więcej.
Po tym wszystkim spełniła jego kolejne polecenie i ubrała się z powrotem.
- I jak? - spytała się go po chwili.
Potarła policzek, zerkając na niego.
- Kiedy będę mogła opuścić to miejsce? - dodała po krótkiej chwili. Wolała wiedzieć, kiedy wróci do szkoły. Nie, żeby jej się spieszyło na lekcje czy co... Ale jeśli nie będzie jej za długo, będzie zmuszona potem tłumaczyć się z tego, dlaczego była nieobecna. I co powie? Że trafiła do szpitala przez człowieka? Brr...

_________________
Powrót do góry Go down
Empus

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3504-empus#75792 http://vampireknight.forumpl.net/t1470-telefon-empusa#29997
Zarejestrował/a : 01/03/2014
Liczba postów : 205


PisanieTemat: Re: Sala nr. (dla wampirów, pierwsze piętro)   Sob Lip 09, 2016 9:08 pm

Cóż lekarze nie mieli za ciekawie. Ich zadaniem było pomagać, no ale trafiały się osoby które nie chciały pomocy, a jej potrzebowały. I choćby miała umrzeć, to nie pozwoli sobie pomóc, a potem jak jednak umrze, to po uszach dostali lekarz, za to ze mu nie pomógł... Będąc lekarzem, nie ważne, by był facetem, czy kobieta, bowiem to co i tak zobaczy zostanie pomiędzy tą dwójką, bo obowiązuje go tajemnica lekarska. Jeśli dziewczyna nie chciała się dzielić z innymi swoim stanem, to niech się nie martwi, nikt się nie dowie.
Badanie przebiegło szybko i bez większych komplikacji. Mei wykonała polecenie lekarza jak i nie sprzeciwiała się, pozwalając się badać. Po zakończeniu, dziewczyna mogła się ubrać, co też zrobiła słysząc pozwolenie.
-Twoje uszkodzenia są skupione na żebrach, które są zgruchotane, ale niebawem dostaniesz trochę krwi, byś mogła szybciej się zregenerować i wyruszyć dalej. Co do twojego pytania, przypuszczam, ze będziesz wolna jutro późnym wieczorem. No chyba że wyjątkowo rany wolno Ci się goją, to dłużej. Ewentualnie, mogłabyś wyjść nawet teraz, ale musiałbym Ci założyć pasy usztywniające, jak i dać zastrzyki znieczulające. Wiec co wybierasz?
Odparł do dziewczyny i uśmiechnął się łagodnie do niej, sięgając po kartę pacjenta by spojrzeć na nią.
-Gdzie jesteś ubezpieczona, w ogóle jesteś?
Zapytał dziewczyny i poczeka na jej odpowiedz by móc zapisać to na karcie. Skoro była uczniem, to pewnie była ubezpieczona w firmie która ubezpieczała uczniów szkoły Akademii Cross. Niby formalność, no ale cóż... Szpital musi za coś opłacać bodajże światło i w ogóle...
-A i jeszcze jedno pytanie. Jeśli mocno Cię boli, dam Ci leki znieczulające.
Zapytał spokojnie odkładając jej kartę.
-Mogłabyś mi opowiedzieć nieco o mężczyźnie który Cię zaatakował?
Zapytał ciszej, choć i tak nikt nie usłyszy bowiem byli sami w sali. Dziewczyna coś mówiła o swoim ataku, ale czy wiedziała coś więcej?

_________________


Powrót do góry Go down
Mei

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1873-mei-aryu#39443 http://vampireknight.forumpl.net/t1911-mei#40994 http://vampireknight.forumpl.net/t2071-mei http://vampireknight.forumpl.net/t2471-pokoj-arielki-i-mei
Zarejestrował/a : 12/06/2015
Liczba postów : 191


PisanieTemat: Re: Sala nr. (dla wampirów, pierwsze piętro)   Pon Lip 11, 2016 9:43 pm

Pokiwała niepewnie głową, słysząc słowa lekarza. Przynajmniej miała świadomość, jak bardzo było z nią źle... Co i tak było zaskakujące, zważywszy na to, że nadal ciężko było zaakceptować tą całą sytuację. W końcu... Człowiek. Chociaż, czy łowcy też posiadali aż taką siłę? Nie miała aż takiej styczności z nimi, więc nie była tego tak pewna.
- Etto... Szczerze mówiąc, wolałabym już stąd wyjść, ale jeśli pan uważa, że to byłby zły pomysł, to zostanę - odpowiedziała mu na to. Wiedziała, że i tak nikt nie odwiedziłby jej tutaj, ale z drugiej strony, gdyby przyszło co do czego... Musiałaby się tłumaczyć, a tego naprawdę chciała uniknąć. Dlatego też trochę się wahała w tej oto kwestii.
- W firmie, która zajmuje się szkolnymi ubezpieczeniami - odparła spokojnie na pytanie. - Jak również i rodzinnie - dodała jeszcze. No tak... Pieniądze. Pobyt w szpitalu nie należy do tanich. Eh.
Uśmiechnęła się krzywo.
- Boli, ale chyba przeżyję z tym bólem - żachnęła. Najważniejsze było to, by się to dobrze zrosło i tyle. Świetnie, jak na razie muszę uważnie unikać popadania w kłopoty, póki się nie wyleczę. Tylko tego mi brakowało do szczęścia.
Zamrugała oczami, słysząc jego pytanie. Chciał o tym wszystkim wiedzieć więcej? Tylko co mogła powiedzieć po za tym co mówiła wcześniej?
- Szczerze mówiąc, nie wiem co powiedzieć o nim - przyznała mu się po prostu, ale jej głos był mniej słyszalny niż wcześniej. - Pierwszy raz na kogoś takiego się napotkałam. Ale... Jak tylko go wyczułam, miałam chęć uciec - zacisnęła dłonie w pięści. - Nigdy wcześniej żaden człowiek nie wzbudził we mnie takich emocji... A on samą swoją obecnością sprawiał, że ogarniał mnie strach. Na dodatek te umiejętności... Chciałam uciec za pomocą mocy, uważając, że lepiej nie ryzykować... Nawet nie wiem co zrobił, że po prostu zatrzymał mnie w powietrzu - przełknęła ślinę. - Nie mogłam nic zrobić. Gdyby chciał, zabiłby mnie... A ja bym nawet tego nie zauważyła.
Spojrzała ponownie na lekarza.
- Może wie pan, z kim mogłam mieć do czynienia? - Jestem żałosna... Ale nic nie mogłam na to poradzić. To wkurzające.

_________________
Powrót do góry Go down
Empus

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3504-empus#75792 http://vampireknight.forumpl.net/t1470-telefon-empusa#29997
Zarejestrował/a : 01/03/2014
Liczba postów : 205


PisanieTemat: Re: Sala nr. (dla wampirów, pierwsze piętro)   Sob Lip 16, 2016 6:36 pm

-Rozumiem, chcesz opuścić to miejsce, ale lepiej chwile poczekać, aż choć trochę regeneracja wspomoże Twoją strukturę ciała, by nie doszło do poważniejszych uszkodzeń. Chwile poczekać chyba możesz. No dłuższą chwile.
Odparł do dziewczyny doskonale ją rozumiejąc, bowiem pewnie sam by chciał wrócić do domu, czy też do akademika i położyć się na swoim łóżeczku w swoim gniazdku, czując się bezpiecznie, spokojnie, by móc również spokojnie odpocząć. Co do ubezpieczenia, to dziewczyna nawet nie odczuje kosztów skoro była ubezpieczona. Oczywiście musiała na to, a raczej jej rodzice chyba dać, lecz inna sprawa gdyby nie miała tego ubezpieczenia... Płaciła by jak za zboże... Czyli drogo i to bardzo.
-To dobrze, zaoszczędzi nam to papierkowej roboty i oczywiście niepotrzebnych wydatków. Aż się dziwie dlaczego większość nie wykupują ubezpieczenia... A potem narzekają iż leczenie jest drogie. Poza tym ubezpieczenie nie kosztuje dużo... Eh...
Mruknął jak by nieco zniesmaczony tym wszystkim, no ale cóż. Kajl wychodził z założenia, ze lepiej mieć, bo w razie czego to i tak się zwróci. Szkoda tylko, że tak mało osób tez tak myślało. Mniejsza o to...
Dziewczyna zaczęła opowiadać o całej sytuacji która się jej przydarzyła i nie przerwał jej. łowcy i ich umiejętności... Jak widać one też idą do przodu z każdym rokiem... Co jeśli członkowie ów organizacji, staną się gorsza częścią ludzką od wampirów?
-Nie mam pojęcia. Nie miałem jeszcze do czynienia z takim człowiekiem, ale cóż, najważniejsze że jednak żyjesz i nic Ci nie jest. Połóż się wygodnie, ja zaraz przyśle tu pielęgniarkę z posiłkiem, więc odpocznij. Tymczasem będę musiał się opuścić zając się innymi pacjentami, jak i przygotowaniem wypisu. Jutro będziesz mogła opuścić szpital, chyba że nadal będziesz nie wstanie. Zobaczymy, czas pokaże.
Uśmiechnął się łagodnie do dziewczyny i wstając zmierzwi jej nieco włosy, by po chwili jednak zgodnie ze słowami, opuścić ją. Pielęgniarka o której była mowa, przybyła jakieś 5 minut po wyjściu lekarza, mając krew grupy krwi AB.

Prosiłbym abyś opisała co robiłaś potem, dla przyspieszenia nieco fabuły, bowiem Kajl wpadnie jutro, następnego dnia.

_________________


Powrót do góry Go down
Mei

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1873-mei-aryu#39443 http://vampireknight.forumpl.net/t1911-mei#40994 http://vampireknight.forumpl.net/t2071-mei http://vampireknight.forumpl.net/t2471-pokoj-arielki-i-mei
Zarejestrował/a : 12/06/2015
Liczba postów : 191


PisanieTemat: Re: Sala nr. (dla wampirów, pierwsze piętro)   Nie Lip 17, 2016 9:02 pm

Oczywiście, że chciała opuścić to miejsce! Komu chciałoby się siedzieć w szpitalu? Jej wydawało się, że nikomu. I rany... Bardziej niż o własny stan, martwiła się o to, co będzie, gdy ktoś się dowie o tym. Godric? Fergal? Ktoś inny? Aż westchnęła cicho. Mei, uspokój się - napomniała samą siebie. - Szansa, że ktoś będzie wiedzieć o tym jest niska. Więc spokojnie, jesteś bezpieczna. Nie będziesz musiała słuchać żadnych śmiechów, bo na współczucie i tak nie miałabyś co liczyć - pozytywne nastawienie przede wszystkim, prawda?
- Rozumiem, rozumiem - burknęła jedynie na jego słowa. Docierało to do niej, ale miała problem z akceptacją tego. Najchętniej to już by się zerwała z tego miejsca i wybiegła z szpitala, okazując całemu światu, że jest cała i zdrowa. Wampirza regeneracja była bardzo przydatna, lecz nie zmieniała ona faktu, że wydawało się jej, iż to działo się za wolno. W tym przypadku wyleciało jej z głowy pewne informacje na temat ludzkiej zdolności do samoleczenia i tego, jak bardzo powolna była.
- Mhm - splotła ze sobą palce, zerkając na bok. Ubezpieczenie... Tak? Mei już na nim zbiła wręcz fortunę, jak i sprawiła, że wiele szpitali i lekarzy wzbogaciło się na tym. Jej umiejętność pakowania się w kłopoty mogłaby przejść kiedyś do legendy. Tak samo jak szczęście w postaci wychodzenia z nich bez utraty życia, jak w tym przypadku. Dlatego też posiadała ubezpieczenie, zapewnione ze strony jej przybranego ojca.
Opowiedziała mu również wszystko, co zapamiętała z tego "spotkania". Nie rozumiała nadal, jak mogła zostać tak łatwo pochwycona. Wiedziała, że to nie była blokada jej umiejętności, bo wtedy spadłaby na ziemię. A tak to... Zawisła w powietrzu, blokowana przez dziwną, potężną siłę.
- Szkoda, że pan nie wie nic na ten temat - w jej głos wkradł się smutek. Tajemnica nadal pozostawała niewyjaśniona, a ona mogła spekulować sama ze sobą, co dokładnie się wtedy wydarzyło.
- Dobrze - wymamrotała cicho. A jednak tutaj pozostaję. Szkoda. Gest z jego strony był dość przyjemny i sprawił, że troszeczkę się rozluźniła. Pożegnała się z nim. Gdy już wyszedł z tego pomieszczenia, podciągnęła nakrycie, wzdychając cicho. - Ale się wpakowałam - mruknęła sama do siebie.
Reszta dnia minęła jej spokojnie. Gdy pielęgniarka pojawiła się z krwią, wypiła grzecznie i bez sprzeciw całość. Dalej, to co się działo, to były zajęcia, by zabić czas. Korzystanie z komórki, chodzenie do łazienki za zgodą personelu medycznego, spanie. Nikt jej nie odwiedził, a ona o nikogo nie pytała. Była tutaj sama, a określony czas mijał, sprawiając, że niedługo potem nastał kolejny dzień, a pora pojawienia się lekarza nadchodziła.

_________________
Powrót do góry Go down
Empus

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3504-empus#75792 http://vampireknight.forumpl.net/t1470-telefon-empusa#29997
Zarejestrował/a : 01/03/2014
Liczba postów : 205


PisanieTemat: Re: Sala nr. (dla wampirów, pierwsze piętro)   Pon Lip 18, 2016 6:22 pm

Kajl nie był głupi. Domyślał się i rozumiał, ze dziewczyna chce opuścić miejsce w jakim się obecnie znalazła. Ważne że nic jej nie ma poważnego i dość szybko się z tego pozbiera. Raz na wozie, raz pod wozem.  Była młoda, dostała wpierdol od mężczyzny, człowieka. Zapewne nie pierwszy i nie ostatni raz, bo takie jest życie wampira. Kiedyś się z tym pogodzi. Za kolejnym razem. Życie nie jest piękne, zwłaszcza tam, gdzie wampiry wyszły na światło dzienne, a łowców przez to przybyło. wampiry traciły w jakimś stopniu na swojej sile, zwłaszcza kiedy w oświacie pojawiali się członkowie tego typu, jak napastnik który zaatakował wampirzyce.
Kobieta przyjęła do wiadomości, to co miał do powiedzenia jej medyk i nie kwestionowała tego. No chyba że w myślach, patrząc na jej burczenie. No cóż do lekarza nie mogła mieć żadnych pretensji, bowiem ten tylko wykonywał swoją prace, prawda?
Opowiedziała o całym zdarzeniu, lecz Kajl nie mógł jej pomóc zbytnio, nie wiedząc o kogo chodzi. Może  gdyby zagłębił się w tym temacie, to coś udało by mu się zdobyć.
-Mógłbym pomóc, ale musiał bym dostać pozwolenie na przejrzenie monitoringu w parku o ile taki jest i może akurat po wyglądzie, mógłbym nieco stwierdzić więcej o napastniki, bo jak na razie, mam ino słowa Twoje. Nie pełne, fragmenty, co niestety nie wystarcza. Ewentualnie potrzebowałbym do ciebie jakiś numer telefony, by przekazać ci ewentualne zdobyte informacje.
Oznajmił jej jednak i tak będzie musiał nieco zainterweniować i w tej sprawie, bo skoro niebezpieczny człowiek grasuje po mieście, to tak czy inaczej, niezależnie od razy, powinno się go złapać, bowiem popełniał przestępstwo, no nie?
Opuścił dziewczynę jednak po ich rozmowie, przysyłając tutaj pielęgniarkę z krwią. Potem Mei mogła spokojnie odpoczywać aż do następnego dnia. Była obserwowana, jednak nie sprawiała problemu i dobrze.

Następnego dnia jednak jak lekarz obiecał, pojawił się w cywilnych obraniach co mogło oznaczać, że albo dopiero przybył, albo dopiero wychodzi z pracy. Nieważne to było. Pojawiając się koło łóżka dziewczyny miał w rękach kartkę z wypisem ze szpitala i ogólnym stanie w jakim znalazła się wampirzyca.
-Witam Mei, jak się czujesz?
Zapytał standardowo z lekkim uśmiechem, ciekawy by wampirzycy się polepszyło, ale pewnie tak, skoro mało się ruszała, jak i spożyła krew, która powinna jej pomóc z regeneracji. Kartkę położył na szafce obok łóżka, siadając na krześle.
-Przyniosłem Twój wypis, byś nie musiała się fatygować do recepcji. Interesuje mnie jednak z zamian, czy zamierzasz znaleść napastnika, by móc wznieść oskarżenie?
Zapytał również rutynowo, bo jako lekarz powinien zgłaszać takie wypadki, no ale napastnik nie był mu znany, więc wiele zależało od wampirzycy. Czy Kajl ma się zająć tą sprawą bardziej, czy ją zamknąć, pozwalając delikwentowi łazić po mieście bezprawnie...

_________________


Powrót do góry Go down
Mei

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1873-mei-aryu#39443 http://vampireknight.forumpl.net/t1911-mei#40994 http://vampireknight.forumpl.net/t2071-mei http://vampireknight.forumpl.net/t2471-pokoj-arielki-i-mei
Zarejestrował/a : 12/06/2015
Liczba postów : 191


PisanieTemat: Re: Sala nr. (dla wampirów, pierwsze piętro)   Czw Lip 21, 2016 10:03 pm

Minął dzień, zanim pojawił się lekarz, który ją tutaj przyniósł. Wampirzyca przez ten czas zdołała szybko wynudzić, lecz skoro została zmuszona, by tutaj pozostać, to już nie mogła nic na to poradzić. Nuda, nuda i jeszcze raz, nuda.
Ale jednak uśmiechnęła się do lekarza, gdy usłyszała jego pytanie.
- Jest dobrze - zwróciła się do niego łagodnie. - Nie jestem pewna, czy wyleczyłam się do końca, ale na pewno nie jest źle - dodała jeszcze. - Jeśli chodzi o samopoczucie, to jest oki - wzruszyła łagodnie ramionami. Humor jej lepiej dopisywał niż wczoraj.
- Dziękuję - to było miłe z jego strony, że zdecydował się jej tutaj przynieść ten wypis.
Jednak, gdy usłyszała pytanie, nieco pochmurniała, odwracając wzrok.
- Nie jestem pewna, Kajl-san - zwróciła się do niego. - Mimo wszystko, niewiele wiadome jest o tym mężczyźnie. Wniesienie oskarżenia... Dla kogoś takiego jak ja, to będzie trochę ciężkie. Nie pokażę ran jako dowodu, skoro płynie we mnie wampirza krew - przekierowała swoje oczy na mężczyznę. - I na dodatek odszukać go? Nie jestem pewna, gdzie. I... - objęła się ramionami. - Nie chcę go więcej widzieć. Niby jest człowiekiem... Ale przeraża mnie. Ta aura bijąca od niego... Nie wiem, czy nie będzie podobnie jak ze szlachetnymi - wzdrygnęła nieco. Nie chciała za bardzo o tym myśleć, a w jej słowach było słychać niepewność.

_________________
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Sala nr. (dla wampirów, pierwsze piętro)   

Powrót do góry Go down
 
Sala nr. (dla wampirów, pierwsze piętro)
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next
 Similar topics
-
» Sala Wejściowa
» Sala lustrzana
» Sala Przyszłości
» Kosmiczna sala
» Sala treningowa

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Vampire Knight :: Yokohama :: CENTRUM MIASTA :: SZPITAL-
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematuSkocz do: