IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Gabinet lekarski dla uczniów nocnych [Właściciel - Esmeralda]

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next
AutorWiadomość
Fergal
Prefekt
Prefekt
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1888-fergal#40176 http://vampireknight.forumpl.net/t3750-fergal http://vampireknight.forumpl.net/t3672-fergal#79795 http://vampireknight.forumpl.net/t3641-fergal#79025
Zarejestrował/a : 25/06/2015
Liczba postów : 419


PisanieTemat: Re: Gabinet lekarski dla uczniów nocnych [Właściciel - Esmeralda]   Nie Cze 24, 2018 7:08 pm

Miała rację. Rekin nie przybyłby gdyby ktoś tutaj faktycznie dyżurował. Za bardzo odciążyłoby na jego dumie i nadal odczuwał wstyd. Więc nie miał nawet ochoty skomentowania racji kobiety, tylko poburczał coś mniej zrozumiałego pod nosem. Nie wykaże się przecież zgodą co do jej słów. Co to, to nie!
- Ty dobrze wiesz jak... Znaczy, panno Green.
Powstrzymywał się z trudem ale o dziwo chciał walczyć, chociaż dlatego by ochłonąć. Chwyt za rękę zadziałał, zdradzając paskudne rany. Rekin przełamał się i dla dobra odnalezionego brata oraz chęci na rozwój, ale tylko dlatego, więc niech nie myśli Bóg wie co.
- Niech będzie.
Przytaknął, skoro i tak już zdecydował się na pomoc w leczeniu. Wiedział, że rany są paskudne ale żeby aż usypiać? Mądre zachowanie. Rekin z całą pewnością nie współpracowałby z kobietą, ba, mógłby nawet zaatakować w ramach bólu. Poza tym nie chciał obserwować jak szykuje wszystkie potrzebne medykamenty. Uniesie łeb po usłyszeniu słów Green i nie zdąży zareagować, kiedy solidnie sztachnie się chloroformem.
- Co ty Green... o odwalasz... Co?
Bełkocząc zachwiał się odrobinę, by runąć bokiem na kozetce. Chemikalia zadziałała dzięki czemu wstrętny typ zapadł w sen. Tym samym skrzela znikły, co mogło oznaczać że ciało wampira wpadło w błogi stan wypoczynku. Esmeralda miała święty spokój i swobodnie mogła przeprowadzić wyleczenie ran prefekta. Nie będzie jednak zadowolony z uśpienia, niemniej wdzięczny za pomoc.
Trochę czasu minęło od momentu zakończenia opatrzenia. Fer powoli się wybudzał, czując jak jego gardło oraz usta są solidnie wysuszone. A plecy? Przyjemny chłód łagodzący cierpienie, już nie musiał tak uważać na ruchy. Wszak wcześniejsza gwałtowność plus rany stanowiła złą mieszankę. Podniósł ciężkie powieki, krzywiąc się. Musiał spać długo, chociaż sam sen był wymuszony. Poza zapachem maści, czuł te resztki 'usypiacza".
- Nie powinnaś była mnie usypiać! To było nie fair w stosunku do mnie!
Warknie w złości, sięgając łapą po szklankę z krwią. Uniesie się odrobinę, aby szybko wypić upragnioną ciesz. Z powrotem szklanka wyląduje na stoliku, a on sam padnie na kozetkę. Był jeszcze zbyt zaspany, aby atakować. Tylko właśnie czy ona nie pomogła?
- Nie myśl sobie, że ci wybaczę potraktowanie mnie chloroformem! Ale mimo wszystko. - przerwie aby tylko ściszyć głos. Dobrze, że nie widziała jego nieco zmieszanej twarzy - Pomogłaś mi.
Dokończy i koniec z podziękowaniami. Co za dużo to niezdrowo. Fergal podniesie się z pod koca, chcąc usiąść. Całkiem dobrze się czuł, poza lekkim zawrotem głowy na skutek wdychania leku.
- Nie powinienem dokonywać włamania.
Znowu ten głos z wyrzutem ale i tak gotowy do szybkiego zaprzeczenia. Głupio mu i było to widać, Green to dobra osoba a on źle się zachował.

_________________
mowa japońska || mowa niemiecka


THEME
Powrót do góry Go down
Cocoro
Prefekt
Prefekt
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2230-cynthia-cocoro-patel http://vampireknight.forumpl.net/t2275-cocoro#62038 http://vampireknight.forumpl.net/t2276-cocoro#47983 http://vampireknight.forumpl.net/t2235-cocoro
Zarejestrował/a : 06/11/2015
Liczba postów : 1140


PisanieTemat: Re: Gabinet lekarski dla uczniów nocnych [Właściciel - Esmeralda]   Wto Cze 26, 2018 6:35 pm

*** AKCJA ROZGRYWA SIĘ NA KORYTARZU, KILKA METRÓW PRZED DRZWIAMI POKOJU LEKARSKIEGO, JAK I PRZED SAMYMI DRZWIAMI ***

Cynthia szła w ciszy z rudowłosą, zmasakrowaną dziewczyną. Od pogodnego wyjścia z gabinetu, nie trzymała już ręki na jej ramionach, w pół obejmując ją, brzydziła się tym dzieckiem światła, dalej można było wyczuć od niej woń Samaela. Drażniło to nozdrza Cocoro, w środku wręcz buzowała w niej złość, chciała wybuchnąć, zmasakrować gdzie dziewczynę na boku, tak żeby nikt nie widział, zabić, a później zdać raport, że gdzieś uciekła. Matko, ile złych i negatywnych emocji było w jej głowie. Najgorsze było to, że dziewczynka była chroniona prawem szkoły, ona jako krwiopijec a tymbardziej prefekt nie miała prawa jej dotknąć, co naprawdę doprowadzało niebieskowłosą piękność do szału. Jednak jej obowiązkiem było odprowadzić ją pod gabinet i najlepiej omijać tą osobę szerokim łukiem, do końca swoich dni w tym akademiku, czy w tej szkole. Lepiej, żeby ona sama także nie ukazywała się Cynthii na oczy. Sumire mogła poczuć tą chłodną aurę wokół niej, jej szybki krok mógł być ciężki do nadążenia, wszystko przez tą złość! Co jakiś czas pośpieszała rudowłosą, by się nie obijała, ale to zrozumiałe, była niska i drobna, przynajmniej dla Coco. - Zostawiam Cię tu, wykonuj polecenia Panny Green. - Jej głos był okropnie chłodny i przecinający zmysły niczym najostrzejsza brzytwa, teraz mogła się przekonać na własnej skórze jej poziom wkurwienia, bo inaczej się tego nazwać nie da. Niebieskowłosa przystanęła przy drzwiach gabinetu, ale najwyraźniej był "zajęty". Jednak sprawa nie mogła czekać, a ona sama musiała wyjść na miasto, odstresować się, bowiem zaraz rozniesie tą izbą w drobny mak. - Stój. - Powiedziała chłodno do dziewczyny i zapukała trzykrotnie w drzwi gabinetu lekarki. Jak zwykle, wchodzi bez zaproszenia. Otworzyła delikatnie drzwi i wychylając przez nie tylko główkę, od razu skierowała zimne i lodowate oczy na znaną już jej rudowłosą nauczycielkę. - Przepraszam, że przeszkadzam. Aczkolwiek dyrektor Cross przysłał mnie z Sumire Kurotori. - Wypowiedziała najważniejsze informacje w progu, nie spoglądając ani sekundy na Fergala, innego prefekta, niebieskowłosa nie chciała by czuł się... Nagi, czy coś. W tym momencie, wróciła łbem na korytarz i łapiąc dziewczynę za ramię, pociągnęła ją do środka gabinetu, a niebieskowłosa znów stanęła w progu. - Sprawa może poczekać, widzę, że ma pani pacjenta, dziewczyna jednak została ugryziona, nie chcę bagatelizować możliwości przemiany do poziomu E. - Krótko wyjaśniła czemu jest tak szybko tutaj z rudowłosą. Po wyjaśnieniach i krótkiej rozmowie, prefekt o niebieskich włosach wyjdzie, zostawiając Sumire na pastwę losu lekarki, zapewne dobrze się nią zajmie.


z/t Coco.

Sumire ma jednak nieobecność, także, możecie w spokoju kontynuować swój wątek. Ja na polecenie dyrektora i dogadaniu się z Kurotori odstawiłam ją do gabinetu, dziękuję. c:
Powrót do góry Go down
Esmeralda
Moderator
Moderator
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1678-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t1704-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t2181-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/t3301-esmeralda#71193 http://vampireknight.forumpl.net/t2074-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/f31-posiadlosc-greenhall
Zarejestrował/a : 05/03/2015
Liczba postów : 2025


PisanieTemat: Re: Gabinet lekarski dla uczniów nocnych [Właściciel - Esmeralda]   Wto Cze 26, 2018 7:13 pm

Trudno jest udzielać pomocy osobie o pół raza wyższej i posiadającej rekinie zębiska. Esmeralda nie posiadała fakultetu mogącego pomóc w rozmowie z trudną młodzieżą, dlatego wybór padł na łatwe, przyjemne i jakby nie patrzeć… dość ciche rozwiązanie. Uśpiony wampir nie będzie się wyrywał ani próbował ataku. Sen pomoże na regenerację i przyniesie błogi spokój. Chwilowy, ale jednak.
- Dobranoc. - powiedziała grzecznie, co pewnie jeszcze bardziej rozsierdziło rybiego wojownika. Była miła tylko do czasu, a kiedy w głowie wykiełkowała jakaś dziwaczna myśl to zwykle była jej wierna.
Kilka minut i po krzyku. Cała akcja udzielania pomocy trwała nie więcej niż dziesięć minut, za to efekty były warte każdego mililitra chloroformu.
- Pewnie, miałam prosić o pozwolenie albo czekać aż mi odgryziesz rękę kiedy będziesz się wił z bólu. - zdawało się, że nie podniosła wzroku znad książki, jednak w rzeczywistości dyskretnie obserwowała wampira. Dopiero kiedy na stole wylądowała pusta szklanka, lekarka odłożyła lekturę i spojrzała na wampira.
- Drobnostka. - puściła mu oko i upiła łyk zimnej kawy. Postawa Fergala już wcześniej zdradzała, że ma on opory przed słabością. Nie chciał, nie lubił tego albo się bał prosić o pomoc, co lekarka szanowała. Właśnie dlatego nie wdawała się w szczegóły i darowała sobie moralizatorskie przemowy.
- Owszem, nie powinieneś. Jeśli obiecasz, że to się więcej nie powtórzy to dyrektor o niczym się nie dowie. Masz moje słowo. - nie śpieszno było jej biec do Crossa i informować o każdym dziwnym przypadku. Nawet przed dowódcą łowców miała tajemnice więc głowa akademii nie była w tym temacie osamotniona.
- To nie były rany których możesz się nabawić podczas zbyt gorącej kąpieli. Powiesz mi co się stało? - stawiała na antywampirzą stal albo inne podobne sprzęty. To mógł być łowca, ale czy na pewno? Większość jej kolegów po fachu nie krzywdziła uczniów akademii, a już na pewno bez wyraźnego powodu. Czyżby to Fergal zaatakował?
- Musiałam usunąć fragmenty zniszczonej skóry i zaszyć rany. Założyłam szwy rozpuszczalne, więc nie trzeba się o nie martwić. Bandaż należy zmieniać codziennie. Masz jakiegoś współlokatora który Ci w tym pomoże? - odstawiła kubek i wstała z miejsca. Po krótkiej chwili wyjęła z szafki słoik z lekiem i kilkanaście bandaży. Wszytko to zostało włożone do papierowej torebki, która po chwili wylądowała na jednej z szafek.
- Jeśli nie to zapraszam. - dodała. Wampir nie należał do osób łatwo poddających się pomocy innych, ale może w końcu zrozumiał, że są sprawy wobec których sam jest bezradny.
- Gdy spałeś przygotowałam dla Ciebie maść. Z jej pomocą i Twoją regeneracją oparzenia powinny zniknąć w przeciągu trzech, może czterech dni. Trzeba smarować skórę na pół godziny przed nałożeniem świeżego bandaża, a kąpiel tylko i wyłącznie w letniej wodzie. Jakieś pytania, sugestie albo krzyki? - niestety magia nie pozwalała jej na natychmiastowe wyleczenie, ale od czego jest siła odpowiednich umiejętności?
Do drzwi rozległo się pukanie na co Esmeralda zareagowała natychmiastowo. Zaciągając kotarę przy łóżku pół-nagiego Fergala, odwróciła się przodem w stronę źródła dźwięku.
- Wejść. - nie spodziewała się ujrzeć prefekta w towarzystwie uczennicy dziennej klasy. I to… ugryzionej.
- Zapraszam, Sumire. - uśmiechnęła się ciepło, wskazując dziewczynie wolną kozetkę po przeciwległej stronie sali.

_________________
Powrót do góry Go down
Fergal
Prefekt
Prefekt
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1888-fergal#40176 http://vampireknight.forumpl.net/t3750-fergal http://vampireknight.forumpl.net/t3672-fergal#79795 http://vampireknight.forumpl.net/t3641-fergal#79025
Zarejestrował/a : 25/06/2015
Liczba postów : 419


PisanieTemat: Re: Gabinet lekarski dla uczniów nocnych [Właściciel - Esmeralda]   Wto Cze 26, 2018 10:25 pm

Może i wkurzył się bardziej ale sen powalił go na łopatki, więc nawet nie zdążył sapnąć. Kobieta miała szansę na ogarnięcie ran wampira w spokoju, bez uszczerbku na zdrowiu oraz nerwów. A Rekin z cała pewnością dałby nie raz o sobie znać.
Po wybudzeniu niesmak oraz won pozostała, jednak już nie bolało.
- Masz szczęście!
Warknie, nie kończąc. Wiedział, że ma rację. Ona zresztą też. Fergal z całą pewnością zaatakowałby ją, gdyby poczuł spory ból. Działoby się to odruchowo, nie że z premedytacji. Green postąpiła właściwie.
- Nie, nie powtórzy. Następnym razem grzecznie poczekam na medyka.
Nie kłamał. Skoro miał przysiąc, to tak się stanie. Rekin ma swój odzyskany honor i zamierzał go pielęgnować, nawet jeśli popełniał błędy na których wciąż się uczy.
Przetarł twarz dłońmi, starając się i tak dojść do ładu i składu. Ukradkiem jeszcze zerknął czy podczas jego snu, panna Green nie wycięła jego wątroby. Wszak z Rekina tran najlepszy. A skoro wszystko wyglądało na nienaruszone, odetchnął już całkowicie z ulgą. No, do czasu. Kobieta zapytała skąd rany. Fer spojrzał w jej kierunku, zacinając się na moment. Dylemat zrodził się niemal od razu, w końcu chciał powiedzieć co zaszło ale z drugiej strony jeśli panna Green jest kimś więcej niż szkolnym medykiem (a na pewno jest), może wpaść w niezłe tarapaty a gotowy nie był na kolejne przesłuchania. Tylko co jeśli dyrektor już wiedział i znowu wyjdzie na to, że Niemiec kłamał?
- Miałem małą sprzeczkę z inkwizytorem.
Odpowie, licząc że Esmeralda wie o kim mowa. A skoro był już wyleczony, mógł iść. Co nie?
- Jasne, zapamiętam. A kwestia pomocy... Chyba ktoś się znajdzie.
Niezbyt głośno wypowiedziane słowa. Rekin jak zwykle czuł się skrępowany, mowa o pomocy i innych prośbach była niczym pięta Achillesowa.
- Nie, to już wszystko. Dzięki.
Skinie jeszcze głową na podziękowanie i sięgnie po papierową torbę. Może Mei lub Oti zechcą pomóc? Się zobaczy, póki co przyodział bluzę i ogarnął się. Nim jednak wstał, do gabinetu weszła kolejna osoba. Jak dobrze, że Green jest osobą domyślą i szybko odizolowała pierwszego pacjenta. Uzyskał spokój.
- Wracam do obowiązków. Do zobaczenia.
Pożegnał się, wymuszając na sobie uśmiech półgębkiem jak tylko wylazł zza kotary. Lepiej tak, niż nic. No i najważniejsze: nie obnażył rekinich zębisk przy grymasie. Skierował się do wyjścia z gabinetu, tym razem niczym nie trzaskając.

zt

_________________
mowa japońska || mowa niemiecka


THEME
Powrót do góry Go down
Sumire

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3875-sumire-toshiko-kurotori#85506 http://vampireknight.forumpl.net/t3794-sumire http://vampireknight.forumpl.net/t3788-sumire#83455 http://vampireknight.forumpl.net/t3917-apartament-kurotori-gwaedlyd#86288
Zarejestrował/a : 16/08/2014
Liczba postów : 489


PisanieTemat: Re: Gabinet lekarski dla uczniów nocnych [Właściciel - Esmeralda]   Sro Cze 27, 2018 12:58 pm

Wcale nie potrzebowała interwencji lekarza, co powtarzała Cynthii przez całą drogę do gabinetu. Ta jednak, zdawać by się mogło, uparła się, by Sumire trafiła pod opiekę medyka (chyba bardziej ze złośliwości, niż z chęci wypełniania polecenia dyrektora i troski o nią, była tego niemalże w stu procentach pewna), a ruda nastolatka nie była w stanie protestować. Choć ostatnie dwa dni spędziła leżąc w lazaretowym łóżku pod opieką lekarza Asmodeyów, to była zbyt wyczerpana, by próbować się w jakikolwiek sposób kłócić.
W końcu zatrzymały się przed drzwiami prowadzącymi do gabinetu panny Green.
- Powtarzam, że gdyby to był Szlachetny już dawno czułabym... a zresztą, nieważne - machnęła zdrową ręką, kiedy Cocoro po raz kolejny zaczęła histeryzować, że Sumire mogłaby stać się poziomem E. Kto jak kto, ale niebieskowłosa sama powinna dobrze wiedzieć jaką krew miał jej facet i że niemożliwym jest, by po ugryzieniu jego, albo jego matki, stała się wampirem. Kłócenie się z wampirzycą było jednak jak walka z wiatrami - absorbujące mnóstwo sił i bezcelowe, dlatego się poddała.
- Dziękuję za pomoc! - zawołała jeszcze za niknącą w ciemnościach szkolnych korytarzy postać w białym mundurku. Życzliwość ponad złośliwość. Zawsze.
Tak więc usiadła sobie na jednym z krzeseł obok drzwi czekając aż lekarka zajmie się poprzednim pacjentem. Sprawa nie była pilna, dziewczyna wszak nie wykrwawiała się, ani nie umierała z bólu. Skoro jednak dyrektor nakazał jej kontakt z medykiem, to kimże była, by się postawić? Oh, może panna Green potrafi obcinać włosy? Przydałoby się doprowadzić do porządku to coś, co miała na głowie.
Nie miała jednak wiele czasu na zastanawianie się, bowiem chłopak, który był wcześniej w gabinecie zdążył go już opuścić, a sama Sumire została zaproszona do środka. Gdyby tylko przyjrzała się lepiej poprzedniemu pacjentowi, zapewne rozpoznałaby w nim prefekta (chociaż nigdy nie miała okazji spotkać Fergala wcześniej, to po szkole i tak krążyły plotki o "rekinim" chłopcu). W wyniku zmęczenia i stresu jej umysł zdawał się chwilowo stracić swoją spostrzegawczość i jasność, sprawiając, że nastolatka stała się (bardziej) uległa i naiwna, wykonując każde polecenie. Łatwy cel dla kogoś, kto chciałby ją skrzywdzić.
- Dziękuję - posłusznie zajęła wskazane jej miejsce - Nie chcę zawracać głowy, ale dyrektor nakazał przyprowadzenie mnie tu, choć mówiłam, że to zbędne. Otrzymałam już pomoc.
Rzeczywiście, Samael, a raczej lekarz jego rodziny, zadbał o to, by należycie zajęto się dziewczyną. Na szyi w miejscu ugryzienia znajdowały się szwy (był jeszcze owinięty wokół niej bandaż, ale Coco zerwała go w gabinecie dyrektora), a złamana ręka została włożona w gips i była podtrzymywana przez temblak - swoją drogą, solidny, typowo "szpitalny", a nie robiony prowizorycznie z kawałka materiału. Ktokolwiek za tym stał znał się na rzeczy.
- Jeśli jednak już tu jestem... To czy... To czy byłoby kłopotem, gdybym dostała coś przeciwbólowego? No i... bandaż, albo plaster. Te szwy na szyi zwracają uwagę - zapytała po chwili nieśmiało wbijając wzrok we własną spódnicę. Naprawdę czuła się niekomfortowo będąc ofiarą, której należy pomóc. Zdecydowanie wolała znajdować się po drugiej stronie. Na miejscu Esmeraldy.

_________________
Znowu ta jesień.
Łzom łatwiej jest wmówić,
że są kroplami deszczu,
a marzenia nie obrażają się,
gdy im mówię, że są mgliste.


#9c2828|VOICE (lamb)|THEME
Sumire x Natt Halloween Theme
Powrót do góry Go down
Esmeralda
Moderator
Moderator
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1678-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t1704-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t2181-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/t3301-esmeralda#71193 http://vampireknight.forumpl.net/t2074-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/f31-posiadlosc-greenhall
Zarejestrował/a : 05/03/2015
Liczba postów : 2025


PisanieTemat: Re: Gabinet lekarski dla uczniów nocnych [Właściciel - Esmeralda]   Sob Lip 14, 2018 7:24 pm

Szczęście? Szczęście to miał Fergal, bo zamiast trafić na jakąś starą i piękną inaczej zrzędę, przyszło mu spędzić czas z nadzwyczajnie miłą osobą. Jako łowca Esmeralda powinna zgłosić niepokojące tą niepokojącą sprawę do Crossa bądź gorzej – dowódcy łowieckiej Oświaty. Fergal trafiłby wówczas z miejsca na przesłuchanie i kto wie… może wyszłyby inne grzeszki, lecz tym razem na pewno nie znajdowałby się w charakterze ofiary.
- W razie gdyby jednak się nikt nie znalazł wiesz gdzie mnie szukać. Uważaj na siebie. - nie drążyła tematu inkwizytora, bo samo przyjście do tego gabinetu było dla Fergala niemałym stresem. Fakt, że chciał coś ukraść, a później miotał się jak rybson w sieci. Nakrycie na gorącym uczynku zawsze wzbudzało w innych negatywne uczucia, więc tym razem zostanie mu to wybaczone.
- Od kogo? - zainteresowała się. Otrzymanie pomocy nie zawsze musiało być wyznacznikiem fachowej wykonanej pracy. Rzeźnicy także uważali się za chirurgów, a było w nich tyle gracy co w Esme cierpliwości. Czyli wcale.
- Opowiesz mi co się wydarzyło? - jeśli w całą historię był wplątany jakiś wampir, trudno było uwierzyć w to, że te obrażenia powstały przypadkiem. Sumire początkowo próbowała wrzucić sprawę w tryb zapomnienia, a to już dawało do myślenia. Mogła być żywicielem jakiegoś gogusia – nastoletnia miłość, fascynacja i te sprawy. Wchodziło w grę także zastraszanie dziewczyny, a wtedy zdominowała przez jakiegoś mlecznego wampira robiła wszystko co kazał z obawy o swoje zdrowie i życie. Skoro jednak przedstawiciel tej drugiej rasy zadbał by „po wszystkim” dziewczyna została opatrzona znaczyło, że nie był byle kim. Wręcz przeciwnie. Słabe wampiry zostawiały ludzi w rynsztokach, silne dbały o każdy szczegół starając się zatuszować niedozwoloną praktykę. Esmeralda założyła, że uzyskana przez dziewczynę pomoc nie miała miejsca w jakimś szpitalu czy nawet przychodni. Normalne instytucje zawiadomiłyby policję, dyrektora szkoły i rodziców. A ona… wróciła jak gdyby nigdy nic.
- Co Cię boli? - nie da nastolatce żadnego środka bez wcześniejszego wywiadu. Kto wie, może przyczyna bólu leży gdzieś indziej, a leki przeciwbólowe tylko to zatuszują.

_________________
Powrót do góry Go down
Sumire

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3875-sumire-toshiko-kurotori#85506 http://vampireknight.forumpl.net/t3794-sumire http://vampireknight.forumpl.net/t3788-sumire#83455 http://vampireknight.forumpl.net/t3917-apartament-kurotori-gwaedlyd#86288
Zarejestrował/a : 16/08/2014
Liczba postów : 489


PisanieTemat: Re: Gabinet lekarski dla uczniów nocnych [Właściciel - Esmeralda]   Nie Lip 15, 2018 11:22 am

Trzy dni. Dokładnie tyle minęło od czasu, gdy wyszła z Akademii po zajęciach tłumacząc się, że musi dokupić kilka farb na zajęcia plastyczne. Od tego czasu słuch po dziewczynie zaginął, a w związku z tym, że Omitsu zabrała jej telefon, nie można było w żaden sposób się z nią skontaktować. Czy została spisana na starty? Czy ktokolwiek jej szukał?
To już nieważne, bowiem po tych trzech dniach, jak gdyby nigdy nic, stanęła przed szkolną bramą. Niekoniecznie cała i zdrowa, ale na pewno żywa i.. chyba od tego momentu już bezpieczna?
- Pyta pani o tego, kto mnie znalazł, czy tego, który mnie leczył? - przekręciła głowę na bok na tyle, na ile pozwały jej szwy na szyi - Nie znam imienia tego medyka, ale dobrze się mną zajął.
W końcu był lekarzem Asmodeyów, któremu Samael zdawał się ufać i przed którym czuł coś w rodzaju respektu. Tu warto wspomnieć, że Sumire nigdy nie zauważyła, by Młody Smok okazywał to komukolwiek, więc coś musiało być na rzeczy. To "coś" sprawiło, że rudowłosej nie pozostało nic innego, jak oddać się w ręce doświadczonego wampira. Zresztą, ranna i nieprzytomna nie miała zbyt wielkiego wyboru.
- Miałam pana, ten pan ma wroga. Ten wróg mnie tak urządził niby na złość mojemu panu, po czym usunął pamięć. Mój pan mnie znalazł, zabrał do swojego zam...domu, gdzie zajął się mną jego lekarz. Po wszystkim opowiedział mi w skrócie co się stało i zwolnił ze służby - wzruszyła zdrowym ramieniem - Ale zwolnienie ze służby nie oznacza zwolnienia z dyskrecji. Nie mogę nic więcej powiedzieć.
Wzięła głęboki oddech starając się uniknąć wzroku lekarki. Będzie ją teraz wypytywać o Sama? Już wystarczyło, że powiedziała Elijahowi o swojej relacji z wampirem. Więcej zamieszanych w tę sprawę nie chciała. Żadnego ściągania Asmodeya do Oświaty, czy konfrontowania się z nim w innym miejscu, żadnego zeznawania przeciwko niemu. Nic. Chciała go po prostu wymazać z pamięci, co będzie ciężkie, gdy wszyscy wokół zaczną pytać.
Kiedy jednak siedziała na kozetce ze spuszczoną głową, byle nie patrzeć na Esmeraldę, pojawiły się wątpliwości. Co jeśli widziała coś, czego nie powinna i to Samael ją tak urządził, ale po wszystkim przypomniał sobie, że Sumire pochodzi z łowieckiego rodu i może mieć przez to kłopoty, więc usunął jej pamięć i wcisnął bajkę o wrogu? Może jednak dowiedział się o tym, że całowała się z innym i próbował ją za to ukarać?
- Ta złamana ręka i trochę głową, ale to chyba od płakania - odpowiedziała wciąż unikając jej wzroku. Nie sądziła, by dolegało jej coś jeszcze, ale rozumiała, że lekarka o niektóre rzeczy musi zapytać. Skoro mowa o pytaniach, to od wejściu gabinetu wciąż jedno cisnęło się na jej usta.
- Umm... przepraszam, ale... czy umie ścinać pani włosy?

_________________
Znowu ta jesień.
Łzom łatwiej jest wmówić,
że są kroplami deszczu,
a marzenia nie obrażają się,
gdy im mówię, że są mgliste.


#9c2828|VOICE (lamb)|THEME
Sumire x Natt Halloween Theme
Powrót do góry Go down
Esmeralda
Moderator
Moderator
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1678-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t1704-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t2181-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/t3301-esmeralda#71193 http://vampireknight.forumpl.net/t2074-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/f31-posiadlosc-greenhall
Zarejestrował/a : 05/03/2015
Liczba postów : 2025


PisanieTemat: Re: Gabinet lekarski dla uczniów nocnych [Właściciel - Esmeralda]   Sro Lip 18, 2018 1:35 pm

Trzy dni to wystarczająco długo by ktoś zainteresował się nieobecnością uczennicy. Zwykłe zakupy nie zajmowały studentom dłużej niż pół dnia, maksymalnie dzień jeśli dany delikwent postanowił wyprawić się na alkoholowe wojaże. Jednak zdarzało się to dość rzadko, a Cross nie wiedząc czemu był wyczulony na uczniów i ich bezpieczeństwo. Akademia nie była więzieniem, ale nadopiekuńczy dyrektor bardzo interesował się losem swoich podopiecznych. Zwłaszcza jeśli wrócili poranieni lub z usuniętymi wspomnieniami.
- Pamiętasz gdzie i w jakim stanie Cię znaleziono? - dziewczyna coś wiedziała, lecz z jakiegoś powodu nie mówiła całej prawdy. Może to strach przed silnym wampirem, może chęć ochrony. Miłość? Kiedy wspomniała o Panu, tym razem to Esmeralda przechyliła głowę mierząc dziewczynę niebiesko-szarym spojrzeniem. Słowa Sumire mogły być odebrane dwojako, bowiem dla zwykłego lekarza ów Pan mógł oznaczać zwykłego sponsora. W przypadku zranień na szyi i wiedzy jaką dysponowała rudowłosa wachlarz możliwości jasno wskazywał na udział wampira. I to szlachetnie urodzonego, bo zwykli uliczni wyjadacze nie mają własnych lekarzy, nie wykazują się również taką dbałością o „swoją własność”.
- Sharp, Asmodey czy Kuroiashita? - zapytała bez ogródek, wymieniając oczywiście te rody które były dość znane i posiadały własne olbrzymie posiadłości lub zamczyska. Zwolnienie ze służby nie oznaczało zwolnienia z dyskrecji, to prawda. Dziewczyna jednak wciąż pozostawała uczennicą szkoły, przez wielu zapewne była traktowana jak nieletnia, a to oznaczało, że temat ataku i zranień powróci. Jeśli nie lekarz to dyrektor, jeśli nie Cross to funkcjonariusze bądź łowcy. Ktoś kto atakuje człowieka zawsze poniesie konsekwencje, już pomijając nawet fakt posiadania przez wampiry nastoletnich służek.
- Wiesz że dyrektor na pewno będzie pytał o to co się stało. Są sprawy w których nie będziesz mogła zachować pełnego milczenia. Ze względu na bezpieczeństwo Twoje i innych uczniów. - Sumire musiała być świadoma pewnych ciągów przyczynowo-skutkowych. W świetle ostatnich ataków Cross nie pozostawi tej sprawy obojętnie i choćby miał sprowadzić łowców, to prędzej czy później wyciągnie z dziewczyny prawdę.
- Możesz mi o wszystkim powiedzieć. - zapewniła. Oczywiście, wydanie opinii ze strony lekarza akademickiego mogłoby zahamować zapędy Crossa i jednocześnie uspokoić tego starego wygę. Lekarka jednak nie miała zamiaru kłamać dyrektorowi jeśli prawdziwe zagrożenie radośnie hasałoby sobie na wolności.
- Zbadam Cię dokładnie. Zmierzę temperaturę, ciśnienie, pobiorę próbkę krwi do badań… - wymieniała czynności jakie miała zamiar wykonać. Po uzyskaniu zgody zabrała się za badanie, osłuchując dziewczynę, wykonując pomiary i pobierając krew. Sprawdziła także zranienia i stan kości, dzięki czemu była w stanie ocenić czy rzeczywiście zajęto się nią poprawnie.
- Jeśli chciałabyś porozmawiać z psychologiem… - położyła dłoń na ramieniu dziewczyny. Usunięcie wspomnień dla wielu wiązało się z szokiem, co było całkowicie zrozumiałe.
- Włosy? - uśmiechnęła się. Nigdy zawodowo nie zajmowała się ścinaniem włosów, a jej jedynym doświadczeniem była praca nad własnymi końcówkami bądź rudymi lokami własnej dwuletniej córki.
- Nie trudnię się tym na co dzień, ale jeśli chcesz to możemy spróbować. - mrugnęła prawym okiem i wyciągnęła nożyczki. No chyba że Sum zażyczy sobie jakiejś krzykliwej fryzury z okładek gazet… Wtedy kiepskie zdolności lekarki raczej nie sprostają wyzwaniu nastolatki. Wszak pewna dłoń chirurga to nie wszystko.

_________________
Powrót do góry Go down
Sumire

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3875-sumire-toshiko-kurotori#85506 http://vampireknight.forumpl.net/t3794-sumire http://vampireknight.forumpl.net/t3788-sumire#83455 http://vampireknight.forumpl.net/t3917-apartament-kurotori-gwaedlyd#86288
Zarejestrował/a : 16/08/2014
Liczba postów : 489


PisanieTemat: Re: Gabinet lekarski dla uczniów nocnych [Właściciel - Esmeralda]   Sro Lip 25, 2018 10:03 pm

Nie można zaprzeczyć, że dyrektor jak Kaien Cross to najprawdziwszy skarb. Dbał o swoich uczniów, jakby był co najmniej ich ojcem, a jednocześnie nie wahał się wymierzać kar, gdy ci nadużywali jego dobroci. Czy jednak Esmeralda wraz z głową szkoły nadal będą patrzyć na Sumire z taką samą troską, gdyby się dowiedzieli, że wcale nie była taka grzeczna i ułożona, jak zdawało się wszystkim w Akademii? Że za maską wzorowej uczennicy kryje się ktoś zupełnie inny?
Na pytanie lekarki potrząsnęła gwałtownie głową, szybko żałując tego gestu. Szwy na szyi znów boleśnie o sobie przypomniały.
- Ostatnie co pamiętam to to, że szłam główną ulicą w mieście. Później obudziłam się po wszystkim w... w miejscu do którego zostałam zabrana. Moja ręka była opatrzona, a rana na szyi zszyta - przesunęła palcami zdrowej ręki wzdłuż miejsca, które Omitsu rozszarpała swoimi kłami. Zaraz jednak zmarszczyła brwi, jakby coś sobie przypomniała. Nie było to jednak nic z wydarzeń mających miejsce w ciągu minionych dni, ale coś, co mogłoby pomóc w rozwiązaniu zagadki zniknięcia Sumire.
- Szłam wzdłuż sklepów. Możliwe, że były tam kamery wychodzące na ulicę - odezwała się po chwili - Może to pomogłoby dotrzeć do tego, kto mi to zrobił? Czy Oświata mogłaby to sprawdzić?
Specjalnie zapytała o Oświatę i nawet nie kryła się z wiedzą na jej temat. Nie miała pojęcia, że Esmeralda jest łowcą, ale skoro pracowała w szkole dla wampirów i ludzi i zajmowała się przedstawicielami obu ras, to zapewne wiedziała o istnieniu łowców i nie było sensu udawać nieświadomej. Zwłaszcza, że być może sama rudowłosa nastolatka zasili szeregi tej organizacji, a to przecież nie umknie uwadze grona pedagogicznego. Kolejnym powodem było to, że sprawcą obrażeń Sumi był niewątpliwie wampir, przez co interwencja "zwykłej" policji nie miałaby sensu.
Starała się zachowywać naturalnie, gdy wymieniała nazwiska wampirzych rodów, zupełnie jakby słyszała je pierwszy raz, ale nawet kobieta musiała zauważyć, że uczennica zadrżała na dźwięk nazwiska Asmodey.
- Czy to ważne? On już mnie nie chcę, a ja nie chcę o nim myśleć - z trudem powstrzymywała łzy, które zebrały się pod jej powiekami i zaczęły nieprzyjemnie piec - Poza piciem mojej krwi nie zrobił mi nic złego.
Ah, te młodzieńcze miłości. Jasnym było, że Sumire padła ofiarą zauroczenia w wampirze. Nie ma się czemu dziwić - krwiopijcy wszak byli nieludzko piękni, niczym kwiaty wabiące owady, kusząc tym samym nieświadomych ludzi. Świadomych ich istnienia, jak widać, również. Zresztą, nawet gdyby nic nie czuła do Samaela, nie chciałaby powiedzieć nic na temat ich relacji. Pewne rzeczy nie powinny nigdy ujrzeć światła dziennego.
- Mam tego świadomość i nie zamierzam mówić więcej niż konieczne. To, co łączyło mnie z tamtym wampirem jest już skończone i nie ma nic wspólnego ze sprawą - dlaczego tak broniła młodego Asmodeya? W końcu ten aż dobitnie dał jej do zrozumienia, jak niewiele dla niego znaczyła. A Sumire to rozumiała i nie liczyła na nic więcej z jego strony, ale co zrobić z głupim sercem, które nie idzie w parze z rozsądkiem?
Powiedzieć wszystko Esmeraldzie? Brzmi kusząco, ale obawiała się, że słowa wypowiedziane przez nią w tym gabinecie nie pozostaną w nim na długo i prędzej czy później dotrą do uszu Crossa.
- Sama jestem sobie winna - przerwała ciszę dopiero, gdy lekarka ją badała - Zadawałam się z wampirem, uciekałam ze szkoły, by się z nim zobaczyć i do tego kłamałam.
Uśmiechnęła się gorzko, po czym dodała:
- To chyba cena za moje oszustwa.
Było bardziej niż pewne, że chciała usprawiedliwić czyny Samaela swoimi własnymi, przypisując winę sobie. Zakochani... nie, zauroczeni zwykle idealizują swój obiekt westchnień, starając się go wybielić przed sobą i innymi. Tak również było w tym przypadku.
- Psycholog? Nie, dziękuję, ale nie trzeba mi psychologa - starała się brzmieć grzecznie, ale jak jej to wychodziło? Pragnęła jedynie rzucić się na łóżko i w spokoju rozpłakać, ale coś wciąż jej stało na drodze - Jestem co prawda trochę zdezorientowana, ale mam nadzieję, że to minie.
Zaraz jednak kąciki jej ust powędrowały ku górze, gdy lekarka zgodziła się poprawić to coś, co zrobiła Omitsu. Usiadła więc na kozetce bokiem, by Esme miała lepszy dostęp do jej włosów. Nie musiała mieć dużego doświadczenia - wystarczyło wziąć rude kosmyki między palce i wyrównać z tymi krótszymi.
- Wydaje mi się, że zrobiła mi to kobieta...

_________________
Znowu ta jesień.
Łzom łatwiej jest wmówić,
że są kroplami deszczu,
a marzenia nie obrażają się,
gdy im mówię, że są mgliste.


#9c2828|VOICE (lamb)|THEME
Sumire x Natt Halloween Theme
Powrót do góry Go down
Belladonna
Nauczyciel
Nauczyciel
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3804-beatrice-belladonna-nebbia#83763 http://vampireknight.forumpl.net/t3842-belladonna#84802
Zarejestrował/a : 04/02/2018
Liczba postów : 34


PisanieTemat: Re: Gabinet lekarski dla uczniów nocnych [Właściciel - Esmeralda]   Czw Lip 26, 2018 9:57 am

//Dziwnie się czuję w interakcjach z własnymi postaciami, więc ja tylko wejdę i wyjdę @@

Prowadząc całą trójkę przed gabinet nie odezwała się ani słowem, choć wiele pytań cisnęło jej się na usta. Imiona przybyszów już znała, ale poza tym nie wiedziała o nich nic. Kim byli? Kto im powiedział o Akademii? Gdzie było to miejsce, w którym mieli kontakt ze srebrem? No i najważniejsze - gdzie do cholery podziała się jej wnuczka, Vivi? Miała jednak świadomość, że dwójka wampirów musi być okropnie zmęczona i wypytywanie ich musi poczekać.
- Zaczekajcie tu - nakazała sadzając Nourha na ławce pod ścianą, a sama zatrzymała się przed drzwiami do gabinetu unosząc rękę, by zapukać, jednak coś sprawiło, że się zawahała. Jej wyczulony zmysł słuchu (naprawdę wyczulony - najmniejszy hałas powodował u Beatrice migreny) pozwolił jej usłyszeć rozmowę dobiegającą ze środka. A właściwie, jej końcówkę. Komuś coś zrobiła kobieta?
Odczekała jeszcze chwilę, jednak niezbyt długą, aby stan Nourha nie pogorszył się jeszcze bardziej, po czym odkaszlnęła i zapukała do drzwi.
- Proszę wybaczyć najście i nietakt, panno Green, ale jest to sprawa niecierpiąca zwłoki - zwróciła się do lekarki, po czym znów pomogła wstać Szlachetnemu i wprowadziła go do środka, bez pytania sadzając go na wolnej kozetce. Jednocześnie nakazała gestem, by Laurie i Jyuu weszli za nią - Ta dwójka wampirów niedawno miała kontakt z dużą ilością srebra. Wygląda na to, że Wilk nawdychał się go w bardzo dużej ilości. Stan drugiego nieznany. Nie zauważyłam u nich żadnych innych obrażeń.
Dopiero teraz zauważyła obecność Sumire i zamarła. Wokół dziewczyny wciąż unosił się zapach, który doskonale znała. W końcu miała z ojcem Samaela małą... "umowę". Westchnęła w duchu zastanawiając się, w co też młody Asmodey znów się wpakował, po czym znów zwróciła się do Esmeraldy.
- Z mojej strony to wszystko. Zostałabym, ale muszę jeszcze coś załatwić. Laurie wszystko pani opowie. Do zobaczenia.
Po tych słowach, nawet nie odwracając się za siebie, wyszła z gabinetu i skierowała się na piętro.

z/t

_________________

#91B9BF||VOICE
Powrót do góry Go down
Jyuu

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2346-jyuu#49510 http://vampireknight.forumpl.net/t3643-jyuu#79028
Zarejestrował/a : 03/01/2016
Liczba postów : 87


PisanieTemat: Re: Gabinet lekarski dla uczniów nocnych [Właściciel - Esmeralda]   Czw Lip 26, 2018 5:21 pm

*** Jeszcze w łazience ***

Był bardzo zagubiony w tym wszystkim. Nie przywykł do przebywania w ciasnym pomieszczeniu aż z trzema innymi osobami! O ile Nourh'a znał najlepiej z tej trójki, to troska o jego stan zdrowia sprawiał, iż lęk młodzieńca pogłębiał się. Musiał jednak zaprowadzić przyjaciela w miejsce, gdzie mu pomogą. Jako wampir Szlachetny nie mógł skosztować krwi Jyuu, a przynajmniej tak twierdził. Mówił o ludzkiej krwi, choć może jest jeszcze inne rozwiązanie?
Jeszcze bardziej zmieszał się, kiedy podeszła do niego bliżej królicza panienka. Choć wzrok miał mętny, czujność jeszcze nie usypiała, a to, że wypowiedziała na głos jego prawdziwe imię sprawiło, że mrugnął porządniej oczyma dużymi jak spodki. Nawet przetarł rękawem zastanawiając się czy już zapadł w sen czy to działo się naprawdę. Nikomu nie zdradzał swojego miana, nawet przyjacielowi. Nie robił tego ze złośliwości, lecz dla własnego bezpieczeństwa. Świętej pamięci mama zabroniła mu wypowiadania imienia na głos, komukolwiek. Wziął to naprawdę dosłownie.
-Jesteś... Króliczą Czarodziejką?
Zapytał z dziecinną naiwnością w cieniutkim i cichym głosiku, a potem lekko wzdrygnął się na przerzucenie jego ręki przez bark dziewczyny o bardzo ładnym uśmiechu. Ku zaskoczeniu Prefekt jak tak przewiesiła sobie wampira, to chłopiec wydawał się tak lekki i delikatny jak zwiewny, jedwabny szal. Albo jak balonik napełniony helem. Cała jego postura i fizyczność zbliżona była do widocznego ducha niżeli do istoty z krwi i kości.
Blondyn na moment skierował wzrok na Wilka, który dał sobie pomóc dzięki Belladonnie i do którego zbliżył się Jyuu przy pomocy Laurie. Ostrożnie położył rączkę na czubku białej głowy Nourh'a i pogłaskał go subtelnie, ale i pieszczotliwie.
-Oszczędzaj siły... przyjacielu...
Posłał dyskretny, lecz szczery uśmiech i nim cofnął dłoń, to została ujęta przez nauczycielkę. Znów, chwyt za rękę młodzieńca dało się porównać do pochwycenia chusteczki. Odruchowo spojrzał na Długowieczną, później na Króliczą Czarodziejkę. Obie panie zapewniły, że zajmą się Wilkiem. Skinął ostrożnie główką, po czym dał się odholować przez Prefekt, choć ciągle na uwadze miał stan zdrowia Ogoniastego niż swój. W zasadzie to powinien zostać w łazience, by Wybawicielki mogły zająć się szybciej problemem Nourh'a. Władca Kruków nie oczekiwał, by mu przyszli z pomocą.

*** Przed i w gabinecie***
Przez kilkanaście minut milczał, gdy został wraz z Wilkiem zabrany do jednego z gabinetów lekarskich. Rzecz jasna nie wiedział, co to takiego, i w ogóle gdzie idą, lecz nawet nie miał sił zaprotestować, gdyby chciał. Najważniejsze, że zapewnią Nourh'owi należytą opiekę, na którą nie stać było Młodzika. Tak, pragnął wierzyć w to, co mówiły. Naprawdę nie miał powodów, by go okłamały, mimo wszystko nie znał tego miejsca, żyjących tu osobników, i ich nawyków, zachowań. Kleiły się oczy Jyuu, który starał się dzielnie trzymać i nie dopuścić, aby spuścić Wilka z widoku. Chudzinka milczała dalej, podtrzymywała siebie na duchu, że będzie tylko lepiej. Odtwarzał w głowie obietnice pań, które zabrały ich przed drzwi gabinetu. Na moment zostali na korytarzu, a Blondyn nie odrywał oczu od przyjaciela. Martwił się o niego, to z troski. Nie chciał go stracić.
Kiedy zostali zaciągnięci do środka i posadowieni na meblach, Władca Kruków podkulił ku sobie ramiona i opatulił się rękoma, jakby było mu zimno. Spuścił też oczy na drżące kolana. Aż... aż pięć osób w jednym pokoju! To za dużo, stanowczo za dużo dla niego! Był tchórzem towarzyskim, lecz dla Nourh'a odważy się i zostanie w gabinecie, dopóki Ogoniasty nie poczuje się lepiej. Kruchy i wątły młodzieniec nie odzywał się, ukradkiem próbował rozeznać się po osobach zerkając spod grzywki. Nie zamierzał sprawiać problemów, wszak chodziło o dobro przyjaciela!

_________________

DarkOrange - Dialog
Powrót do góry Go down
Laurie
Prefekt
Prefekt
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2500-laurie-kp-gotowa http://vampireknight.forumpl.net/t2588-dusze-laurie#54914 http://vampireknight.forumpl.net/t2594-laurie#55100 http://vampireknight.forumpl.net/t2577-laurie#54615
Zarejestrował/a : 27/12/2015
Liczba postów : 331


PisanieTemat: Re: Gabinet lekarski dla uczniów nocnych [Właściciel - Esmeralda]   Czw Lip 26, 2018 7:49 pm

Na zadane przez Jyuu pytanie, na chwilę zamyśliła się, unosząc przy tym główkę oraz wydając z siebie typowe ,,hmmm". Szczerze powiedziawszy Laurie sama nie wiedziała, jak mogłaby siebie określić. Zwłaszcza tak, aby osłabiony wampirek nie popadł w panikę. W końcu, nie każdy patrząc na Ciebie od tak mówi jak się naprawdę nazywasz, czyż nie?
- Można tak powiedzieć, ale Ciii... To tajemnica.
Wyszeptała do niego po upłynięciu zaledwie paru sekund i skwitowała swoją wypowiedź puszczeniem do niego oczka. Następnie wraz z nauczycielką powędrowała do miejsca docelowego - gabinetu medyka. Choć bardziej wolała określenie ,,pielęgniarka" to nie zamierzała się droczyć z rudowłosą. Zwyczajnie weszła do gabinetu (po tym jak najpierw zrobiła to Bellka), a następnie skierowała blondyna w odpowiednie miejsce. Wszakże, zaraz jej tutaj padnie, więc stanie raczej nie było dobrym pomysłem.
Gdy już uwolniła się od ,,ogromnego" ciężaru istotki, stanęła sobie w kącie, aby móc rozejrzeć się po pomieszczeniu. O dziwo, jeszcze nigdy tutaj nie była. Co najwyżej odwiedziła gabinet pani Sharp i to też nie więcej jak jeden raz.
- Dzień dobry - mruknęła na powitanie, coby nie wyszło, że brakuje jej manier, a następnie wbiła swoje oczka w Sumire . Była ciekawa, co dziewuszka tutaj porabia, aczkolwiek za sprawą samego wzroku się tego nie dowie. Poza tym, już dzięki uszom, wiedziała, że jej pobyt tutaj miał związek z pewną kobietą. Huh, dziwne, choć mieszać się nie zamierzała.
Dopiero, gdy wampirzyca opuściła pokój, zdała sobie sprawę, że odruchowo rozluźniła barki, a co więcej, spojrzała w kierunku medyka. Z początku patrzyła dość niewinnie z nutą zdezorientowania, lecz pod wpływem czasu zmieniło się to w pewność i zdecydowanie. Stanęła przy tym prawie na baczność, jednakże w porę się opamiętała, złączając jedynie stopy oraz delikatnie wypinając klatkę piersiową do przodu.
- Szczerze powiedziawszy nie wiele wiem, ale postaram się wyjaśnić wszelkie niedopowiedzenia i odpowiedzieć na wszelkie pytania - rzekła dość oficjalnie i nawet by kontynuowała, gdyby nie nagłe zmrużenie oczu. Jak zdała sobie sprawę kojarzyła kobietę nie tylko ze szkoły. Gdzieś indziej, zdecydowanie dalej był ten pierwszy raz. Pierwsze spotkanie.... Jej i Esmeraldy.
- Z tego, co mi wiadomo to białowłosy nazywa się Nourh Noutiatir, zaś drugi to po prostu Jyuu. W momencie, gdy przybyłam na miejsce zastałam jednego na ziemi, próbował się nawet podnieść, ale... To zakończyło się ugryzieniem nauczycielki. Nie mocnym oczywiście, bowiem ma nadal wszystkie palce i to w dobrym stanie - po ocknięciu się, wróciła do dawnego tonu, lecz pomiędzy jedną a drugą osóbką zrobiła przerwę na wzięcie oddechu i dodała - Co do Jyuu, to on jest osłabiony i bardzo martwi się o kompana. Podczas pobytu w łazience ledwo się trzymał, co więcej zdarzył się moment, kiedy zaczął zjeżdżać po ścianie w kierunku podłogi.
Zakończyła opowieść zapleceniem palców za plecami oraz zerknięciem gdzieś w prawo. Czekała, nie wiedząc, co więcej może powiedzieć. Gdzie jeszcze ma rzucić światło, aby medyk mógł zacząć działać. Jak się spodziewała nic a nic nie przychodziło jej do głowy. A zatem, czy to nie czas na pytania?

_________________
Mowa Japońska|Mowa Angielska|Mowa Francuska|
Powrót do góry Go down
Nourh Noutiatir

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2227-nourh-noutiatir#47962
Zarejestrował/a : 19/10/2015
Liczba postów : 392


PisanieTemat: Re: Gabinet lekarski dla uczniów nocnych [Właściciel - Esmeralda]   Pią Lip 27, 2018 10:53 pm

Cóż na ramach przypomnień wszelakich można rzec o mnie kilka kwestii. Nie sposób wyczuć bym był kimś o szlacheckim rodzie tak po prostu, 2 i pół lata postowania jeśli chodzi o krew, doprowadziło do niemożliwości w użytkowaniu krwi, solidne wyczerpanie i jeszcze przekraczające moje możliwości, walka. Dodajmy do tego, że ostatecznie jeszcze jestem w pewnej kwestii hybrydą, skoro posiadam o wyższej temperaturze ogon jak również i uszy. Raczej o tym nie wiedzą, ale bandaż zawsze aż po samą szyje zakrywał moje części ciała, a teraz gdzieniegdzie odkrywał moją gołą skórę od zużycia, rozdarć i innych rzeczy, które mogą się przydarzyć nawet dość trwałemu materiałowi. Choć była mowa o srebrze, to tylko sprawny obserwator mógłby dojrzeć ledwie jakieś pozostałe drobinki na włosach, albo skrawku bandaży. W dodatku, liczne drobne skaleczenie nie wyglądają by chciały się za szybko zregenerować. Nie wygląda by to wchodziło chociaż w zakres skrajnej śmierci, bez przesady tak źle to od początku nie było, ale skrajne wyczerpanie rzuca się w oczy.
Jeszcze przed wbiciem na magazyn podniosłem rękę w niezrozumiałym dla innych proteście. Moje wszelkie podrywy były tylko lekkim aktem utrzymania jakiejkolwiek przytomności, więc raczej co bym nie zrobił, nie mógłbym zaprotestować tego co ze mną aktualnie robią.

- Tak nie można... Tak się nie robi...
Urwane, gdzieś zagubił się kontekst. Dla mnie miało sens, wszystko miałem wypowiedziane w swojej wielo-wiekowej główce. Konkretniej nie podobało mi się tak nieodpowiednie zdradzenie mian. O ile u mnie można rzucić niemożność w należytej odpowiedzi, samemu Jyuu nie powinni tego robić. Nawet w takim stanie zdawałem sobie sprawę, że to miało dla niego wielkie znaczenie. Kimkolwiek była ta osoba na tyle bezczelna by tak postąpić, dostała zapewnienie iż po przebudzeniu mogę Ją traktować bez większego szacunku, jednak nawet nie zdawałem sobie sprawy, że Ja zaprawdę znam tą osobę, gdzieś mi ten fakt ostatecznie umknął. Ostatecznie nieistotne jest jakie są moje uczucia, kogo sobie szanuje a kogo nie. Niby któż by się teraz taką kwestią przejął?
- Na lewo...
Domrukałem pod nosem gdy mnie zanosili. Tak, doskonale wiedziałem jak zbudowane są korytarze i to nawet podświadomie! Oczywiście, nie potrzebują żadnego zapewnienia gdzie mają iść. To są bowiem tylko moje mamroty i kwestia taka, czy ostatecznie nie będę żałował, że Jyuu wrzucił mnie w miejsce, którym lata temu uczęszczałem regularnie? Kolejne słowa Króliczej Czarodziejki na które z chęcią bym zaprotestował, a jedyne co wydałem to tylko wilcze losowe pomrukiwanie. Jak więc zareaguje dwójka innych osób? Kolejna tutaj jest mi znajoma, jednak nie spostrzegę i jej w żadne sposób, przynajmniej nie w aktualnym stanie.

_________________
Aktualny Wakacyjny Ubiór: Kiedy inni ubierają się na kolorowo, Nourh jednak wolał pozostać czarno-białą istotą na plażach. Całe ciało jest oczywiście klasycznie spowite bandażami, aż bo samą szyje. Chodzi boso i ma na sobie czarne bojówki, a do tego czarny rozpięty płaszcz, wszyscy mogą mieć aż dziw, że nie wychodzi z niego pieczony wilk.

Bang!
Powrót do góry Go down
Esmeralda
Moderator
Moderator
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1678-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t1704-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t2181-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/t3301-esmeralda#71193 http://vampireknight.forumpl.net/t2074-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/f31-posiadlosc-greenhall
Zarejestrował/a : 05/03/2015
Liczba postów : 2025


PisanieTemat: Re: Gabinet lekarski dla uczniów nocnych [Właściciel - Esmeralda]   Nie Lip 29, 2018 7:31 pm

Cross czasem przesadzał z tą swoją troską i w przeciwieństwie do większości łowców niemal zawsze potrafił wykazać się zrozumieniem. Domeną nastolatków było przecież podejmowanie niekiedy dziwnych i ryzykownych decyzji, a on mimo to szukał usprawiedliwień. Był chyba jedynym dyrektorem na świecie potrafiącym pod jednym dachem ulokować zarówno ludzi  jak i wampiry.
Usunięcie pamięci – jakie to typowe wśród dzieci nocy. Niczego innego nie można się było po nich spodziewać, bo atak na uczennice był złamaniem powszechnych ustaleń. Łowcy polowali na agresywne jednostki, na krętaczy i tych którzy pokątnie łamali prawo nawet drobnymi przestępstwami. Sumire powinna zostać przesłuchana, jednak jej wcześniejsza wizyta u Crossa komplikowała sprawę. Dyrektor NIGDY się nie zgodzi by łowcy położyli łapska na biednej uczennicy i zaciągnęli ją do Oświaty. To dlatego Esmeralda rzadko kiedy informowała o czymkolwiek głowę szkoły i z tego powodu nie pałali do siebie wybitną sympatią.
- Dyrektor zapewne powiadomi odpowiednie służby. Znajdą winowajcę. - te sużby to oczywiście stowarzyszenie, ale tego lekarka powiedzieć nie mogła. Sumire mogła mieć dużą wiedzę o wampirach, jednak wciąż pozostawała tylko cywilem. To z tego powodu lekarka całkowicie zignorowała kwestię Oświaty. Nie wiem, nie znam się. Rżnięcie głupa to sposób na zręczne przemilczenie tematu. Zresztą… skąd mogła wiedzieć, że dziewczyna będzie aspirowała do miana łowcy?
- Nie sądzę żeby ten argument wystarczył dyrektorowi. Jeśli mam stanąć w Twojej obronie powinnaś powiedzieć WSZYSTKO. - Cross będzie drążył dopóki nie znajdzie nieszczęsnego Asmodeya i wszystkich współwinnych tej sytuacji. Ten stary pryk nie łyknie informacji o nieszczęśliwej miłości, nie wykaże zrozumienia wobec tłumaczeń „że przecież wampir nie zrobił nic złego”, „pozwoliłam mu” czy po prostu „że byłam zakochana”. W obecnej sytuacji wszystkie słowa były brane pod lupę i filtrowane pod kątem polecenia do szeregów Oświaty.
Położyła dłoń widząc łzy w oczach dziewczyny.
- Hej, jest w porządku. - powiedziała na pocieszenie, choć zważywszy na ogólne okoliczności nie mogło to ukoić żalu.
- W twoim wieku też robiłam różne dziwne rzeczy których potem żałowałam. Jest jednak czas żeby to jeszcze naprawić. - mrugnęła i przysunęła się bliżej na krześle obrotowym. Nie chodziło jej rzecz jasna o krycie Asmodeya, ale wiadomo – miłość i te sprawy.
- Zawsze możesz przyjść do gabinetu, pamiętaj. Obowiązuje mnie tajemnica lekarska więc wszystko co powiesz zawsze zostaje między nami. - to tak na wypadek gdyby obawiała się nakablowania do Crossa. Esmeralda była ostatnią z gotowych do podobnych poczynań. Jeśli zaś chodzi o włosy, Sumire zgodnie z wcześniejszym uprzedzeniem została najpierw dokładnie przebadana. Lekarka osłuchała ją, zmierzyła temperaturę, ciśnienie, a nawet obejrzała rany i pobrała krew. Dopiero później wybrała nożyczki i po odkażeniu własnego grzebienia zabrała się za fryzjerstwo. Ciach ciach, kosmyki upadły na ziemię. Była już przy końcu kiedy u drzwi gabinetu stanęła Panna Nebbia.
- Jasne, proszę ich tutaj przyprowadzić. - przez chwilę nawet chciała zaproponować pomoc w transporcie, gdyż nie wiadomo w jakim stanie znajdowali się jej przyszli pacjenci. I to srebro… zostali napadnięci przez jakiś łowców albo włóczyli się w dawnych lokacjach odwampirzań.
- Dobrze, dziękuję. Do zobaczenia. - uśmiechnęła się do wampirzycy i dokończyła fryzjerskie działania. Lada chwila do gabinetu miało wejść co najmniej dwóch poszkodowanych uczniów, a tutaj pełno włosów i ogólnie syf jakby sama kiła przeszła przez pokój w baletkach. Lekarka szybko zabrała się za sprzątanie.
- Chcesz je na pamiątkę? - zapytała dziewczyny kiedy to rude włosy zostały dokładnie wyzbierane. Jeśli zechce, Esmeralda je zapakuje i odłoży dla Sumire, a jak nie… zgodnie ze słowiańskimi wierzeniami również odłoży ale do spalenia.
- Dam Ci kroplówkę wzmacniającą po której także powinny minąć bóle głowy. Ma działanie uspokajające, czasem działa nasennie. - wytłumaczyła, po czym poprosiła ją by się położyła. Podłączyła wenflon i kiedy tylko płyn zaczął lecieć, lekarka zasłoniła kotarę oddzielając Sumire od przyszłych pacjentów. Bo przecież jej nie wyrzuci… W takim stanie fizycznym i emocjonalnym.
- Dzień dobry. - automatyczna odpowiedź rzucona z grzeczności. Lekarka omiotła spojrzeniem Laurie, ale gdy ta zaczęła swoje tłumaczenia, wzrok automatycznie skierował się na „pacjentów”. Nie kojarzyła tych uczniów co było dość dziwne bo jakby nie patrzeć miała pamięć do twarzy.
W pierwszej kolejności postanowiła zająć się Nourhem, gdyż to to lał się przez ręce i szczerze mówiąc nie wyglądał za ciekawie.
Nałożyła na dłonie rękawiczki i przysunęła obrotowe krzesło do kozetki na której leżał wampir. Przymglone spojrzenie sprawiało wrażenie majaków. Zatrucie jak nic i jak na jej oko również niedożywienie. Esmeralda nie dopytywała o kwestię bandaży. Właściwie nie zapytała o nic, gdyż stan chłopaka i tak nie pozwalał na dłuższą rozległą konwersacje. Informacja przekazana przez Belladonnę była wystarczająca by mieć choć szczątkowe pojęcie na temat problemu, a przecież pozostawał także wzrok i wieloletnie doświadczenie. Ba. Drobiny jakie dostrzegła na chłopaku były dziwnie znajome i rękę by dała sobie uciąć, że ta dwójka szlajała się po starej oranżerii. Dla pewności zmiotła trochę srebrnego pyłu na dłoń i po przetarciu między palcami powąchała.
- Jak dawno byli wystawieni na działanie srebra? - skierowała pytanie do Laurie nawet nie licząc, że któryś z poszkodowanych zabierze głos. Odepchnęła się stopami podjeżdżając krzesłem do stolika. Sięgając po fikuśne flakoniki odmierzała ciecze i substancje stałe, by po chwili wszystko ze sobą połączyć. Tak przygotowany płyn podłączyła do masek tlenowych które podała Jyuu i Nourhowi.
- Ta substancja zwiąże srebro i wyeliminuje je z organizmu. - niejeden by pomyślał, że jest szalona, w końcu od kiedy to wampiry korzystają z tlenowych masek? Lekarstwo jednak dostawało się nie tylko przez drogi oddechowe, ale i przez skórę. Skraplało się i wchłaniało, dzięki czemu było w stanie dotrzeć do wszystkich zainfekowanych srebrem narządów.
- Muszę ściągnąć te bandaże i oczyścić Twoje rany. - nigdy nie wiadomo, czy poza srebrem nie mieli w sobie jeszcze jakichś niespodzianek. Podczas gdy Esmeralda usuwała resztki srebrnego pyłu oczyszczając rany, Nourh, Jyuu i Sumire delektowali się specjalnymi mieszankami.
- Laurie, w szafce po lewej znajdują się worki. Podasz mi dwa? - miała na myśli krew, lecz żeby niepotrzebnie nie pobudzać wampirów nie użyła tego nazewnictwa.



Jyuu i Nourh – srebro zostało usunięte. W przeciągu dwóch postów przestaniecie odczuwać negatywne skutki zatrucia i powróci wampirza regeneracja.

_________________
Powrót do góry Go down
Sumire

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t3875-sumire-toshiko-kurotori#85506 http://vampireknight.forumpl.net/t3794-sumire http://vampireknight.forumpl.net/t3788-sumire#83455 http://vampireknight.forumpl.net/t3917-apartament-kurotori-gwaedlyd#86288
Zarejestrował/a : 16/08/2014
Liczba postów : 489


PisanieTemat: Re: Gabinet lekarski dla uczniów nocnych [Właściciel - Esmeralda]   Wto Lip 31, 2018 12:34 pm

Panna Green była niesamowicie miła, a przynajmniej należała do najmilszych osób (nie licząc samego dyrektora), jakie w ciągu ostatnich kilku dni spotkała Sumire. Aż głupio się czuła z tym, że ją oszukuje… no, właściwie, to nie mówiła jej całej prawdy i uparcie stała przy swoim. Miłość miłością, ale danego słowa się nie łamie.
Dziewczyna nie miała pojęcia, że sprawcą była matka Samaela, więc w jej oczach mówienie komukolwiek o relacji z młodym Asmodeyem było jedynie zbędnym ryzykiem. Jakkolwiek by na to nie spojrzeć, trzeba przyznać, że dyskrecja rudowłosej panny, choć dla niej być może zgubna, dość dobrze o niej świadczyła.
Nie obawiam się konfrontacji ani z dyrektorem, ani… innymi służbami – skoro Esmeralda nie mówiła bezpośrednio o Oświacie, to i ona nie zamierzała chwalić się swoją wiedzą. Nigdy nie wiadomo kto może stać za drzwiami i przesłuchiwać. Lekarka jednak nie wyraziła zdumienia, kiedy Sumire mówiła o łowcach, więc uznała to za znak, że o wszystkim wie. Zresztą, czy można takich rzeczy nie wiedzieć, gdy pracuje się w szkole dla ludzi i wampirów? – A jeśli nie dyrektor Cross, to moi rodzice sami rozdmuchają sprawę i prędzej czy później zostaną w to wciągnięci… specjalni ludzie.
Powiedzieć wszystko? Nie, to niemożliwe. Nie potrafiła „powiedzieć wszystkiego” pomimo zapewnień, że nic nie opuści tego gabinetu. Pewne sprawy lepiej zachować dla siebie, a to, co w przeszłości łączyło (czy to nieprzesadnie brzmi? W końcu tylko karmiła go swoją krwią) z Samaelem należało do jednych z nich.
Ledwo powstrzymała się przed odwróceniem ciekawskiej głowy w stronę drzwi, gdy tylko te się odtworzyły. Rozpoznała głos nauczycielki od historii. Coś się stało? Jacyś ranni? Srebro? Zaraz jednak zwróciła się do niej lekarka. Włosy?
Chciałabym je na pamiątkę, gdybym pozbywała się ich z własnej woli. Niech je pani wyrzuci, albo spali – odparła z niekrytą goryczą. Długie rude loki były czymś, co ją wyróżniało na tle ciemnowłosych Japonek, jej powodów do dumy, a tymczasem straciła go bezpowrotnie na rzecz madki, której się w głowie poprzestawiało i myślała, że oszpecając jego służkę, ukarze również i jego.
Zresztą, to już bez znaczenia. Była naprawdę zaintrygowana tajemniczymi pacjentami Esmeraldy, ale ta najwidoczniej miała wobec niej inne plany. Niechętnie zgodziła się na kroplówkę i położyła na kozetce, walcząc z chęcią spojrzenia za zasłonkę. Szczególnie zainteresował ją ten wilczy wampir. Być może 15 lat temu to właśnie jego spotkała w Dartmoor, a później dwa razy podczas gdy jeszcze mieszkała w Anglii. Musiała się dowiedzieć, czy Nourh (jak nazwała go Laurie, którą swoją drogą rozpoznała już po głosie, wszak spotkały się już wcześniej w gabinecie dyrektora) był osobą, którą pamiętała z dzieciństwa.
Ostrożnie więc, gdy lekarka była zajęta zajmowaniem się wampirami, uniosła się na łokciu i odsłoniła kotarę oddzielającą kozetki, po czym przyjrzała się temu z wilczymi uszami i ogonem. Przez lata nie zmienił się ani trochę! Tego drugiego z kolei w ogóle nie kojarzyła, ale Chciała krzyknąć jego imię, ale głos jej uwiązł w gardle. Zresztą, takim wydzieraniem się mogła tylko pogorszyć sprawę.
Korzystając z zamieszania, przekręciła to… diabli wiedzą jak nazywa się to pokrętło przy kroplówce, ale przekręciła je, żeby wszystko zleciało szybciej z niecierpliwością patrząc na każdą z kropel, która lada moment miała znaleźć się w jej krwiobiegu. Po wszystkim odpięła sobie kroplówkę sama – chorowita Sumire w ciągu całego swojego życia spędziła w szpitalach tak długi okres czasu, że nauczyła się już to robić. Tak samo jak wyjmować wenflony.
Nie chcę przeszkadzać, ale kroplówka się już skończyła – odezwała się słabym głosem zza zasłonki, po czym wstała na drżących nogach – Przy okazji, znam Nourha.
Przestąpiła kilka kroków do przodu, trzymając się stelaża. Wilk i jego towarzysz nie wyglądali zbyt dobrze z tymi maskami tlenowymi. Sprawiali wrażenie, jakby ich stan był poważny. Zaklęła w duchu i spojrzała pytająco na Laurie, jakby ta mogła znać odpowiedź na to, co się z nimi stało.
Lepiej będę, jeśli już pójdę. Dziękuję za wszystko i do zobaczenia – zwróciła się do Esmeraldy, po czym podeszła do króliczej prefekt.
Martwię się o nich, ale czuję się tu jak piąte koło u wozu. Czy mogłabyś mi później dać znać co z nimi? – zapytała zniżonym głosem, po czym odwróciła się i pomachała dziewczynie na pożegnanie. A wenflon, który został w jej ręce po kroplówce? Spokojnie, wyjmie go sobie sama…
Jedyne, o czym w tamtej chwili marzyła, był sen. Chyba środek podany przez lekarkę zaczynał działać…


z/t

_________________
Znowu ta jesień.
Łzom łatwiej jest wmówić,
że są kroplami deszczu,
a marzenia nie obrażają się,
gdy im mówię, że są mgliste.


#9c2828|VOICE (lamb)|THEME
Sumire x Natt Halloween Theme
Powrót do góry Go down
Jyuu

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2346-jyuu#49510 http://vampireknight.forumpl.net/t3643-jyuu#79028
Zarejestrował/a : 03/01/2016
Liczba postów : 87


PisanieTemat: Re: Gabinet lekarski dla uczniów nocnych [Właściciel - Esmeralda]   Wto Lip 31, 2018 6:48 pm

Słowo się rzekło, w zasadzie aż trzy, bo jego imię było jedno-, a przyjaciela dwuczłonowe. Laurie nie mogła wiedzieć, iż Władca Kruków specjalnie nie wypowiadał imion nauczycielce, gdyż nie potrafił przełamać kilku barier. Nieśmiałości, bezpieczeństwa i strachu. Tak rozdygotanego i przerażonego co krok wampira to trudno znaleźć nawet w Akademii. Wiązało się to jednak z bojaźnią o stan Nourh'a, który jeszcze nie stracił przytomności skoro protestował. I z bardzo młodziutkim wiekiem Jyuu. No i z nieznajomością ani innych osób ani zupełnie obcego mu otoczenia. Rzadko przebywał w zamkniętym pomieszczeniu, nie licząc swojej malutkiej opuszczonej altanki, z której zaadoptował domek.
Dotarli do gabinetu nie o własnych siłach, tam dostrzegł jeszcze dwie postacie, choć jedna z nich została przeniesiona za kotarę. Ostrożnie wodził wzrokiem za kołyszącą się kotarką, była taka śmieszna i podatna na każdy najmniejszy podmuch. Skakał spojrzeniem z jednej osoby na drugą, mimo wszystko nie robił żadnych gwałtownych ruchów. Jego milczenie też było objawem strachu, wstydu i analizą każdego wypowiedzianego słowa. Jeśli kozetka była w miarę blisko krzesełka, na którym siedział, to starał się położyć dłoń na ramieniu Białego Wilka i bardzo słabo głaskał chcąc nieco go uspokoić. Burczenie mogło odstraszyć Lekarkę. Chociaż... bez większych zahamowań poczęstowała ich maskami tlenowymi. I tu zaczęły się schody.
Jak tego się używa? Mama nie uczyła go udawania oddychania, wszak krwiopijcy tego nie potrzebują. Spuścił ukradkiem speszone spojrzenie i trzymając drobnymi rączkami maskę pragnął zapaść się pod ziemią. Dobrze, że jak wspomniała Esmeralda w swojej głowie - środki lecznicze przenikały także przez skórę. Bez wsparcia oddechem trochę dłużej zajmie Chuderlakowi odzyskanie sił.
Jeśli Laurie spełni prośbę i poda każdemu z poszkodowanych srebrzystym pyłem woreczki z krwią, Jyuu znów nie pojmie co z tym zrobić. Każdy doroślejszy wampir wiedział, iż kły przebiją się przez przeźroczystą folię, ale nie strachliwy Blondyn, któremu aż drżały ręce. Palcami nieco ugniatał elastyczny pakunek, jednak z tego wszystkiego nie odważy się otworzyć prezentu. Czuł całym sobą, iż tam pływa posoka, nie mniej nie zdoła dotrzeć do zawartości. Ostatecznie odłożył na bok paczuszkę i podkulił pod siebie kolana siedząc na krzesełku, a spanikowane spojrzenie utkwi w Nourh'ie. Może jeśli Wilk mu pokaże, jak się dobrać do środka woreczka, to Władcy uda się powtórzyć czynność?

_________________

DarkOrange - Dialog
Powrót do góry Go down
Nourh Noutiatir

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2227-nourh-noutiatir#47962
Zarejestrował/a : 19/10/2015
Liczba postów : 392


PisanieTemat: Re: Gabinet lekarski dla uczniów nocnych [Właściciel - Esmeralda]   Sro Sie 15, 2018 10:57 pm

(Wybaczcie za zwłokę, jakimś sposobem ciągle czekałem na Laurie i jakąś tak mogłem pomyśleć by jednak już dawno odpisać.)

Jest znacznie pozytywniej niż mógłbym sądzić, gdyby tylko mój umysł byłby znacznie trzeźwiejszy. Oddychanie jak ludzie jest czymś dla mnie zaprawdę bardzo naturalnym, więc koncepcja owych mask tlenowych nie jest wcale taka zła, wręcz bardzo przemyślana. Gorzej tylko, że mój organizm nie bardzo był zadowolony z tego faktu. Ale jakąś z tym wszystkim z pewnością da się zaradzić. Prawdziwe schody będą dopiero wtedy, jak tylko będą próbowali przyłączyć mi krew. Jeśli nie jest to bezpośrednio z ludzkiego źródła, organizm może się nie zadowolić co zakończy się moimi wymiocinami. Oczywiście zaprotestowałbym jak to tylko możliwe gdyby do czegoś takiego by się popełnili. Ale jak tu cokolwiek mówić w swoim stanie? Realnym faktem jest to, że zostaje mi po prostu długi odpoczynek, ponieważ jak widać już z srebrem doskonale sobie doświadczenia Esmeralda radzi. Niewiele jednak więcej tutaj robię, jeśli nawet bym się coś odruchowo sprzeciwiał, to mój opór będzie niczym u małego dzieciaka, mało istotna. A cokolwiek nie powiem i tak będzie brzmiało jak mamroty. Gdzieś tylko w tle usłyszałem swoje imię, znowu jak zwykle wypowiedziane przez kogoś mocno beztrosko. A może już wchodzą mi dziwne głosy z własnych nieogarniętych myśli? Wszak już miałem okazje zatracić orientacje, to czemu miałoby to iść dalej?
Najzabawniejsze jest to, że oprócz nauczycielki która szybko odeszła, każdą osobę znam tutaj na swój sposób. Niektórych tylko z widzenia i bardzo dużo z słyszenia, niektóre z dawnych czasów a jeszcze niektórzy mieli ostatnio okazje spędzić ze mną nie tak mało czasu. Czy to nie ironiczne? Cóż dla mnie tym bardziej pozytywnie, tylko że te fakty wyjmę dopiero na fakt w miarę sensownie wtedy, kiedy wypocznę.
Wszystko co jest na mnie wykonywane, jest bez żadnych większych problemów. Czasem moja podniesiona ręką która będzie chciała się sprzeciwić, może być odstawiona prostym ruchem bez dużego oporu.

_________________
Aktualny Wakacyjny Ubiór: Kiedy inni ubierają się na kolorowo, Nourh jednak wolał pozostać czarno-białą istotą na plażach. Całe ciało jest oczywiście klasycznie spowite bandażami, aż bo samą szyje. Chodzi boso i ma na sobie czarne bojówki, a do tego czarny rozpięty płaszcz, wszyscy mogą mieć aż dziw, że nie wychodzi z niego pieczony wilk.

Bang!
Powrót do góry Go down
Esmeralda
Moderator
Moderator
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1678-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t1704-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t2181-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/t3301-esmeralda#71193 http://vampireknight.forumpl.net/t2074-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/f31-posiadlosc-greenhall
Zarejestrował/a : 05/03/2015
Liczba postów : 2025


PisanieTemat: Re: Gabinet lekarski dla uczniów nocnych [Właściciel - Esmeralda]   Wto Sie 21, 2018 10:30 am

Ta dziewczyna wiedziała więcej niż można się było spodziewać. Nie będzie więc zaskoczenia gdy kiedyś, nawet przypadkiem spotkają się w Oświacie. Ale taka kolej rzeczy, a przed cywilami, nawet najbardziej świadomymi trzeba kryć swą prawdziwą tożsamość. W dobie frywolności i pogoni z duchem wewnętrznej głupoty wielu z łowców ignorowało tą zasadę, niejednokrotnie narażając się na nieprzyjemności.
- W całym mieście jest mnóstwo monitoringu. Znalezienie sprawcy nie będzie trudne dlatego bez obaw, konfrontacja nadejdzie a winny zostanie znaleziony. - patrząc na Sumire nie była pewna, czy odnalezienie sprawcy rzeczywiście było jej na rękę. Specjalne służby… cóż, rzadko kiedy wtrącała się w problemy wyrządzone przez wampiry. Współpraca z Oświatą zdejmowała z nich jarzmo odpowiedzialności, za co z pewnością byli wdzięczni. Nawet posiadając u pasa broń w większości byli tylko bezbronnymi cywilami.
Esmeralda spojrzała na Sumire kiedy ta odsłoniła kotarę i z zaciekawieniem przyglądała się innym pacjentom. Właściwie to przyjmowanie w gabinecie przedstawicieli przeciwnych sobie grup było surowo zabronione, ale czy Cross się o tym dowie? Już i tak miała u niego na pieńku więc kolejny mały grzech nie sprawiał większej różnicy. Lekarka podeszła do dziewczyny kiedy ta wyciągnęła już kroplówkę. Nie skarciła jej jednak, lecz bezceremonialnie chwyciła za dłoń i wyciągnęła wenflon po czym jeszcze raz spryskała miejsce po wkłuciu środkiem antyseptycznym. Na koniec przetarła to wacikiem i elegancko zakleiła plastrem.
- Dużo odpoczywaj i pij dużo wody. Przyjdź jeśli będzie się działo coś niepokojącego. - poinstruowała nastolatkę licząc, że nie zachowa się nieodpowiedzialne i nie wyjdzie od razu na wycieczkę poza szkołę.
Laurie trochę się ociągała więc nie mając wyjścia, Esmeralda wyprowadziła dziewczynę z pomieszczenia i sama zajęła się rozdysponowaniem krwi. Zauważyła zaniepokojenie w oczach młodszego, dlatego nim podała mu maskę zademonstrowała jak dokładnie należy jej użyć.
- Próba wdechu, o tak… - głęboki oddech, a potem prezentacja z maską tlenową przy twarzy. Chłopak nie powinien się krępować, gdyż jako wampir miał małą styczność z oddychaniem.
- Ten środek przenika przez skórę więc bardzo szybko dostanie się do związków srebra. - wyjaśniła. „Oddech” miał tylko przyśpieszyć sprawę ale nie był bezwzględnie konieczny dla powodzenia tej całej akcji. W ciszy oczyszczała ich rany uprzedzając gdy któryś ze środków mógł wywołać dyskomfort, ból albo pieczenie.


Laurie zt

_________________
Powrót do góry Go down
Jyuu

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2346-jyuu#49510 http://vampireknight.forumpl.net/t3643-jyuu#79028
Zarejestrował/a : 03/01/2016
Liczba postów : 87


PisanieTemat: Re: Gabinet lekarski dla uczniów nocnych [Właściciel - Esmeralda]   Wto Sie 21, 2018 6:40 pm

Tutejszy lekarz, a właściwie pani lekarz, była naprawdę miła. Bez większych obiekcji zajęła się dwójką intruzów, choć nie wykazywali żadnych złych odznak, jeśli chodzi o demolkę czy zło. Byli za słabi, a jeśli chodzi o Jyuu to ten chłopaczek nie uczyniłby nic złego, jedynie z niewiedzy. Siedział grzecznie we wskazanym miejscu i obserwował. Bardzo ucieszył się, gdy Rudowłosa zatroszczyła się o jego przyjaciela, choć ten niezbyt dobrze przyswajał krew podaną z woreczka. Mamrotał coś niewyraźnie, lecz z samej mowy ciała dało się odczytać, że próby nakarmienia w sposób sztuczny spełzną na niczym. Musiałby mieć dostęp do ludzkiej krwi prosto z szyi.
Chociażby z szyi Sumire, która opuszczała już gabinet. Przed wyjściem wyznała, że zna Wilka. Huh, kolejna osoba, która kojarzyła Nourha! Może jest kimś ważniejszym niż przypuszczał? Laurie niebawem też opuściła gabinet, by zająć się zapewne swoimi sprawami. To na głowie Esmeraldy spoczęło zadanie podkurowania pacjentów. Młodzik miał problemy z podawanym lekiem, lecz lekarka wprost zademonstrowała, co powinien zrobić. Blondyn przyglądał się uważnie i wiernie powtarzał czynność oddychania, z początku nie umiał wymusić na sobie tego odruchu. Jak już pojął, jak poruszać płucami i napełniać je powietrzem z lekiem, znacząco się uspokoił. I tak jakby czuł się lżejszy w środku, srebro odrywało się od ścianek w płucach. Gdy lek do inhalacji zakończył się, odłożył na bok maskę tlenową i z zaciekawieniem przyglądał się pieczołowitym staraniom Esmeraldy. Obmywała im rany, choć Jyuu skromnie pokazał, że poczeka. Najpierw przyjaciel. Chłopaczek za ten czas przyglądał się woreczkowi z krwią, której nie mógł rozpocząć i wypić. A że Wilk nie był zdolny pokazać, jak to się robi, speszył się na nowo pytając na głos:
-Przepraszam Panią... jak... jak dostać się do krwi?
Wskazał paluszkiem na podaną zawartość. Po kolejnych wskazówkach wbił kiełki i spijał powoli posokę, niczym dziecko ulubiony soczek. Wszak Jyuu był dzieckiem w młodzieńczym ciele. Pani Green gdy pochwyciła dłoń Błękitnookiego mogła wyczuć, że był bardzo eteryczny. Że gdyby mocniej zacisnęła palce na jego skórze, mogłyby mu wyjść siniaki. I pod tym względem przypominał roczne dziecko.
-Pani jest bardzo miła... -przy tym lekko zarumienił się, gdy tak pieczołowicie odkażała ranki teraz na jego rękach- ... wie Pani jak pomóc przyjacielowi? On chyba... chyba nie może z.... z tego... z tego pić. Z tej Bańki.
Skinął główką na folijkę, którą nie potrafił poprawnie nazwać. Pierwszy raz miał do czynienia z krwią w takiej formie, lecz w przeciwieństwie do Nourha, jemu naprawdę pomogło. Dlatego mógł rozjaśnić Esmeraldzie ich położenie poprzez tłumaczenia.
-Pani pytała się wcześniej... jak dawno to było. Srebro w ustach. Od kilku godzin, lecz wcześniej nie miałem sił, żeby przyprowadzić tu przyjaciela... Jest mi bardzo bliski, nie mogłem go zostawić.
Mówiąc to sięgnął dłonią do Białowłosego i głaskał go po głowie z wymalowanym przejęciem na twarzyczce.

_________________

DarkOrange - Dialog
Powrót do góry Go down
Nourh Noutiatir

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2227-nourh-noutiatir#47962
Zarejestrował/a : 19/10/2015
Liczba postów : 392


PisanieTemat: Re: Gabinet lekarski dla uczniów nocnych [Właściciel - Esmeralda]   Pon Sie 27, 2018 1:07 am

Tutaj nie miałem wiele do popisu, do krwi nie będę legł nawet jak będę miał siłę Ją pić. A jeśli wprowadzą Ją siłą, to tak jak wcześniej to w myślach toczyłem, mieliby co sprzątać po tym jak mój organizm by to odrzucił w postaci sporej ilości czerwonych i żółtych wymiocin. No ale wszystko dobrze co się dobrze kończy. No bo wszystko jest w jak najlepszym porządku, prawda? Srebra się pozbywamy, wypocząć możemy, nikt nas źle ostatecznie nie potraktował, pomijając fakt o pewnym braku obyciu, no ale nie mogę w żaden najmniejszy sposób narzekać.
Co by nie było nadal zachowuje się nadal mało sprawnie, ale to już też kwestia moich radykalnych diet, a wszystko wyczerpująco na mnie wpłynęło. Popatrzyłem niepewnie na Jyuu i miałem ochotę ugłaskać go po głowie, ale nie dość że z mojej pozycji było to raczej mało możliwe, to w dodatku on wziął tą rolę i rozpieszczał moją główkę.

- Wszystko dobrze... Czas wystarczy...
Dorzuciłem te słowa po jego zwróceniu uwagi na "bańki", pociągając blondyna za rękaw. Niewiele było w tym jakiejkolwiek siły, gdzie tam jakąkolwiek bym miał. Teraz tylko co będzie dalej skoro z pomocą się skończy? No bo zostawienie tak jakby niby nic by wypocząć do końca nie będzie wchodziło w grę. Czyli końca tej krótkiej historii jeszcze nie dobiło. Mogłem w tym czasie słuchać nieco większych objaśnień od mojego towarzysza, tłumaczył się jak widać ile potrafił. Liczył na zrozumienie i kto wie, z jego niewinnością być może w pełni je dostanie. Na swój sposób przy dobrych dość osobach, chyba łatwo osiąga pozytywne rezultaty. Nie wiem jakie niewiele przemyślane słowa mógłbym dorzucać dalej.

_________________
Aktualny Wakacyjny Ubiór: Kiedy inni ubierają się na kolorowo, Nourh jednak wolał pozostać czarno-białą istotą na plażach. Całe ciało jest oczywiście klasycznie spowite bandażami, aż bo samą szyje. Chodzi boso i ma na sobie czarne bojówki, a do tego czarny rozpięty płaszcz, wszyscy mogą mieć aż dziw, że nie wychodzi z niego pieczony wilk.

Bang!
Powrót do góry Go down
Esmeralda
Moderator
Moderator
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1678-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t1704-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t2181-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/t3301-esmeralda#71193 http://vampireknight.forumpl.net/t2074-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/f31-posiadlosc-greenhall
Zarejestrował/a : 05/03/2015
Liczba postów : 2025


PisanieTemat: Re: Gabinet lekarski dla uczniów nocnych [Właściciel - Esmeralda]   Pią Wrz 07, 2018 11:13 am

Bez znaczenia był fakt czy tych dwóch młodzieńców należało do grupy uczniów akademii. Nie musiała ich kojarzyć, a jeśli nawet byli tylko zwykłymi intruzami to i tak nie było rady… pomóc trzeba. Bez opieki medycznej nie zaszliby za daleko. Ponadto problemu z jakim się zgłosili nie rozwiązałby każdy lekarz, a tym bardziej taki, który nigdy nie miał styczności z wampirami.
Lekarstwa zaczęły działać i po dłuższej chwili można było się zająć nieszczęsnymi odkrywcami starych oranżerii.
- Wbijasz ząbki i pijesz, albo jeśli wolisz mogę Ci to przelać do szklanki. - lub butelki… Widać, że chłopaczek był nowy na polu bitwy. Kto wie, może niedawno go przemieniono, a starszy wampir był jego Panem? Po samej aparycji bardzo ciężko ocenić czystość jego krwi. Nawet sam wiek bywał problematyczny, bo część wampirów pomimo młodzieńczego wyglądu sięgała wiekiem czasów średniowiecza. Lekarka nie przeszkadzała jasnowłosemu w piciu obawiając się, że jej wzrok mógłby go nieco speszyć. Kątem oka zerknęła czy poradził sobie z niesfornym opakowaniem, a potem wróciła do dalszych czynności związanych z opatrywaniem.
- Jestem tu dla Was. - mrugnęła do wampira co było również swoistym podziękowaniem za jego miłe słowa. Owszem, starała się być uprzejma dla pacjentów, jednak jej wybuchowy charakter nie zawsze na to pozwalał. Informacja na temat niemożliwości skorzystania z woreczka zaniepokoiła lekarkę. Czyżby wampir nie mógł pić krwi? A może wciąż nie miał sił by wgryźć się w woreczek i wypić znajdującą się tam życiodajną posokę. Esmeralda rozerwała woreczek i przelała zawartość do plastikowego kubka.
- Dasz radę to wybić? Pomogę Ci. - zwróciła się do Nourha i jeżeli nie wyraził żadnej odmowy, lekarka podtrzymała jego głowę i przyłożyła do ust kubek. Wielokrotnie karmiła pacjentów którzy nie byli w stanie samodzielnie się obsłużyć. Standardowo bądź za pomocą sondy, bo i tacy się zdarzali.
- Jak się tu znaleźliście? Chyba nie jesteście uczniami akademii? - zainteresowała się patrząc to na jednego to na drugiego.

_________________
Powrót do góry Go down
Jyuu

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2346-jyuu#49510 http://vampireknight.forumpl.net/t3643-jyuu#79028
Zarejestrował/a : 03/01/2016
Liczba postów : 87


PisanieTemat: Re: Gabinet lekarski dla uczniów nocnych [Właściciel - Esmeralda]   Pią Wrz 07, 2018 4:57 pm

Niestety czy stety byli intruzami. Ale słowo intruz ma w sobie negatywny wydźwięk, do nich prędzej pasuje określenie nietutejsi. W każdym razie mogli liczyć na panią Doktor, z czego Blondyn niezmiernie się ucieszył. Wierzył, że postawi przyjaciela na nogi, choć wszystko musiało trochę potrwać. Zwłaszcza, że pacjent o wilczych atrybutach nie zamierzał współpracować co do formy spijania. Padło później inne rozwiązanie, o nim niebawem.
Po instruktarzu i tak wolał opcję ze szklanką, po pierwsze dlatego, aby w ten sposób dowiedzieć się co to jest szklanka, a po drugie... nie chciał psuć bańki. Trywialny powód, lecz gdyby tak go normalnie przegryzł, już nigdy nie byłby w stanie pomieścić krwi. Skąd mógł wiedzieć, że takie opakowania są jednorazowe? Do tej pory nie przyszło mu dowiadywać się o przedmiotach leżących w gabinecie lekarskim i do nich należące. Po przelaniu zawartości do szklanki ujął naczynie w rączki i ostrożnie przechylił brzeg ku ustom. Widać było po chłopcu, że pił ją z czcią, grzecznie i w ciszy. Miał nawet zamknięte oczy, jakby przypominając sobie, kiedy ostatnio pił aż tyle drogocennego płynu za jednym posiedzeniem.
Chyba wtedy, kiedy mama jeszcze żyła. Starannie dopił do ostatniej kropli podany posiłek i przez moment siedział zmarkotniały, wszak przypomniał sobie, że to ona kazała mu wypić z niej tyle krwi, ile zdoła, nim przemieniła się w pył. Rzadko kiedy wampir ma do siebie pretensje, że pożywia się posoką. Ktoś musiał ją dać, by odregenerować siły Blondyna. Jakby to jeszcze poszło na cel wyzdrowienia Nourh'a, to nie miałby nic przeciwko! Ale... miał odmówić? Też nie tryskał wigorem, choć wolał zadbać o zdrowie Wilka.
Ten nawet odezwał się i z niewielką dozą siły pochwycił za rękaw młodzika, a ten natychmiast utkwił spojrzenie na kolegę. Nie przestawał go przy tym głaskać.
-Nie jestem pewny, czy czas wystarczy... kiedy Cię poznałem, nie mogłeś mieć pełnej siły. Musimy temu jakoś zaradzić... Miła Pani pomoże.
Pocieszał Długowłosego, jednocześnie zwracając uwagę, że rzeczywiście ich pierwsze spotkanie też było napiętnowane głodem i być może przemijaniem Szlachetnego. Głaskał go dalej, aż zrobił miejsce dla pani Doktor, która postanowiła przejść do innych metod. Jyuu nie znał się na tym, więc nawet widok (czy niesmaczne odgłosy) podawania przez sondę krwi nie zniechęcą wampirka. Jedynie reakcja Nourh'a mogłaby zasygnalizować młodemu coś więcej.
Nim więc cokolwiek dalej, odpowiedział grzecznie na pytania Płomiennowłosej, bo tylko tak mógł odwdzięczyć się za niesienie ulgi. Wyjaśnienia jednak mogły być problematyczne ze względu na dość ubogie słownictwo Chudzielca. Nie mniej spróbował, wszak nauczył się troszkę przez rok życia.
-Kiedyś tu byłem. Nie jako uczeń... no bo... no bo... patrzyłem, co robi jeden uczeń i gdzie idzie, i poszedłem za nim, i potem okazało się, że też był wampirem. W mieście mało wampirów, dlatego jak zobaczyłem więcej wampirów, to... to troszkę przestraszyłem się i uciekłem. Ale... ale dzięki temu pamiętałem o tym miejscu. To dobrze, że pamiętałem... Przyjaciel wróci do zdrowia tutaj.
Ah, był tak słodko-naiwno-pewny, że ciężko można było znieść poziom zasłodzenia we krwi. Po prostu widząc rezultaty po sobie i po panience, która też doszła do siebie, wierzył w Esmeraldę. A Wilk też nie poddawał się, skoro nawet podjął się konwersacji. Za te starania dostał kolejną porcję pieszczot za uszkami, które podrapał tak, jak go nauczył.
-Tak, wróci do zdrowia...

_________________

DarkOrange - Dialog
Powrót do góry Go down
Nourh Noutiatir

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2227-nourh-noutiatir#47962
Zarejestrował/a : 19/10/2015
Liczba postów : 392


PisanieTemat: Re: Gabinet lekarski dla uczniów nocnych [Właściciel - Esmeralda]   Sob Wrz 08, 2018 10:55 pm

Na ten moment jednak koniec jest pieszczot, ponieważ musiałem wyrazić sprzeciw niechcianej przeze mnie krwi. Nie miałem szans jasno przedstawić dlaczego, mogłem tylko liczyć że moja odmowa będzie zrozumiana i wbrew mojemu stanu nie będą jednak próbowali to jakkolwiek na mnie wymusić. Nieudolnie więc próbowałem się odsunąć, ale nie miałem za bardzo okazji do manewru bo bym zwyczajnie zleciał i odsuwałem głowę na bok. Zwyczajnie swoim nieudolnym protestem nie chciałem umożliwić napojenie mnie, a raczej zniechęcić do tej próby.
- Nie... Nie mogę...
Proste słowa pozostawione do domysł lekarki i mojego przyjaciela. Gorzej jak uznają, że po prostu jestem niewdzięczny na udzieloną pomoc. Nie mam jednak większych manewrów, nie mam jak iść dalej w głębokie myśli. Dlatego nawet słowa tłumaczeń Jyuu mocno mi umykają. Miły chłopiec z pewnością stara się z wszystkim jak może przy swojej ograniczonej wiedzy. W dodatku wykonał intrygujący optymistyczny ruch, mógłbym przy lepszej sposobności pogratulować mu takiego podejścia.
Jeśli okaże się, że jednak pomimo wszystkiego lekarka wdusi we mnie krew, niechęć będzie na tyle duża, że wolałbym opcję zakrztuszenia się i wyplucia... Ale ostatecznie będę się po dostaniu krwi do gardła wiercił intensywniej i skrzywiał wyraz twarzy. Pytanie czy właśnie na tej opcji się skończy?

_________________
Aktualny Wakacyjny Ubiór: Kiedy inni ubierają się na kolorowo, Nourh jednak wolał pozostać czarno-białą istotą na plażach. Całe ciało jest oczywiście klasycznie spowite bandażami, aż bo samą szyje. Chodzi boso i ma na sobie czarne bojówki, a do tego czarny rozpięty płaszcz, wszyscy mogą mieć aż dziw, że nie wychodzi z niego pieczony wilk.

Bang!
Powrót do góry Go down
Esmeralda
Moderator
Moderator
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1678-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t1704-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t2181-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/t3301-esmeralda#71193 http://vampireknight.forumpl.net/t2074-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/f31-posiadlosc-greenhall
Zarejestrował/a : 05/03/2015
Liczba postów : 2025


PisanieTemat: Re: Gabinet lekarski dla uczniów nocnych [Właściciel - Esmeralda]   Wto Wrz 18, 2018 12:38 pm

Dwójka intruzów czy raczej nietutejszych bardzo intrygowała Płomiennowłosą. Podczas ich krótkiej obecności jasno dało się zauważyć pewne zależności oraz braki wiedzy tego młodszego. Był taki niewinny, że aż trudno przypasować do niego łatkę wampira. Mógł być nim od niedawna i cały ten świat stanowił dla niego wielką zagadkę. I ten wilczy jegomość. Nieufny i milczący. Lekarka nie potrafiła znaleźć odpowiedzi na część swoich pytań. Dlaczego ta dwójka trzymała się razem i po co udali się na teren przepełniony srebrem. Co było nie tak w spożywaniu krwi, gdyż wzrokowi lekarki nie umknął fakt, że jeden z wampirów był bardzo niechętny jeśli chodziło o kwestię posoki. Uczulenie? Na to też miała swoje sposoby! Zerknęła na blondasa który w ciszy i prawie z czcią spożywał swój posiłek. Czy często zdarzało mu się pić takie ilości krwi?
- Jeśli są jakieś objawy o których nie wiem, powinniście o nich powiedzieć. - trudno rozpoznać wszystkie bolączki bazując tylko i wyłącznie na wzroku. Esmeralda była mistrzem w rozpoznawaniu jednostek chorobowych, ale nawet ona nie wiedziała wszystkiego. Oczy, kolor skóry czy samo ogólne zachowanie nie zawsze wskazywało na trop mogący pomóc w postawieniu natychmiastowej trafnej diagnozy. Jedno było pewne – pacjent musiał współpracować.
- Nie chciałbyś zostać w akademii? Uczyć się z innymi wampirami w Twoim wieku? - zapytała młodszego, bo jego postawa wskazywała na pewne zagubienie. Miał pewne braki w wiedzy, a przebywanie pośród grupy jemu podobnych mogłaby przynieść niebywałe korzyści.
- Oczywiście kolega również mógłby zostać. - co prawda nie wyglądał na klasycznego młodzika, lecz w przypadku wampirów nie było to najistotniejsze. Nourh mógł się wcielić w grono uczniów lub piastować rolę zbliżoną ku gronu pedagogów.
- Jesteś uczulony na krew? Mogę Ci dać tabletki bądź inne syntetyki. - coś zjeść musiał, zwłaszcza, że po pozbyciu się lokatora w postaci srebra organizm potrzebował jakiegoś posiłku.
- Dokończycie posiłek i będziecie wolni. Srebra już nie ma w waszych organizmach, chyba że rzeczywiście jest również coś innego… - spojrzała na wilka, a następnie na młodzika. Powiedzą? Nie powiedzą?

_________________
Powrót do góry Go down
Jyuu

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2346-jyuu#49510 http://vampireknight.forumpl.net/t3643-jyuu#79028
Zarejestrował/a : 03/01/2016
Liczba postów : 87


PisanieTemat: Re: Gabinet lekarski dla uczniów nocnych [Właściciel - Esmeralda]   Sro Wrz 19, 2018 4:00 pm

Oj nie za dobrze to wychodziło. Nourh uparł się, czy jego organizm, i nic z tym nie dało się począć. Buntował się bardziej niż Jyuu przyprowadzając go do wylęgarni... tłumów. Chłopaczek bał się innych, z trudem przełamał strach, aby dostać się do azylu dla krwiopijców. Powinien był być bardzo wdzięczny lekarce za udzielone wsparcie, lecz jak tak patrzył na Wilka i na to, że nadal nie mógł nic zjeść, Blondyn posmutniał. Będzie musiał rzec więcej co wie, aby pani Doktor miała jak najdokładniejszą analizę. Tylko znów trzeba będzie się wysilić przy rozmowie. Dość duże zakłopotanie wymalowało się na twarzy chuderlaka, który podrapał się po policzku. Coś mu umknęło... wiedział, że jeszcze o czymś nie wspomniał... ah! Zajrzy do notatek! Może tam coś znajdzie?! Ostrożnie przybliżył do siebie torbę, a z niej wydobył gruby notes z własnoręcznym, bardzo dziecięcym pismem. Tylko dwa słowa wypisane ręką Nourh'a przedstawiające miano Wilka wyróżniały się od bohomaza przedszkolaka. Młodziak chwilkę pomilczał szukając odpowiedniego fragmentu jednocześnie wodząc paluszkiem, aż znalazł zapis. Tylko pisał trochę w pośpiechu, stąd powoli wydukał rozszyfrowując swoje pismo:
-Przyjaciel... kiedyś mi powiedział, że... że jego krew nie przyjmuje nic innego jak ludzką krew. Ale też coś wspominał o krwi... "wyższej", tylko że nikt kto taką posiada nie dałby się pogryźć dla niego. Ja bym dał, gdybym taką miał.
Uderzył się tu piąstką w pierś, że nie blefuje, przy tym też odłożył notes do torby. Naprawdę wiele zrobiłby, by udobruchać stan zdrowia kolegi. Dużo starszego, który wspomniał mu jeszcze jedynie o tym, ze ogólnie jest już ku schyłkowi życia, lecz wolał o tym nie mówić na głos. Trzeba wierzyć, że wszystko się uda!
A to mogło się udać, gdy znajdzie Szlachetny schron w Akademii. Okazało się, że to możliwe. Sama Esmeralda zadeklarowała, iż Władca Kruków może zamieszkać z Uszatym w ośrodku szkoleniowym. Bladooki ostrożnie zbliżył się do kolegi, którego znów głaskał po główce.
-Słyszałeś, co powiedziała Miła Pani? Chciałbyś zostać? Musisz wydobrzeć. Tu są dobre warunki.
Głaskał wciąż kolegę, który definitywnie nie chciał pić przez sondę. Może to, co wspomniał o krwi wyższej lub ludzkiej jakoś sprawi, iż rozjaśni się weto ze strony Ogoniastego. Wszak Nourh nie nazwał siebie wprost Szlachetnym... chociaż... Szlachetny Wilk... uhm, czy to w ogóle coś znaczyło więcej niż przydomek?
Nie odpowiedział od razu Płomiennowłosej czy zostanie w Akademii. Zważywszy na natłok istot w jednej instytucji to będzie za wiele dla płochliwego wampirka. Ale jak nie tu, to gdzie lepiej nauczy się bycia wampirem? Może Nieoficjalny Nauczyciel mu coś doradzi? Nie mniej odpowiedział tak:
-U mnie jest już dobrze, proszę Pani. Tylko... przypomniałem sobie, że Szlachetny Wilk ma kłopot ze swoimi mocami. Może tak być z powodu braku krwi? Jak nie miał kontaktu ze srebrem to też nie mógł korzystać z mocy. Próbowałem go leczyć, ale... to na nic.
Nie był pewny, czy powinien tak obnażać słabości Długowłosego, lecz jak już ma się kurować, to z jak najlepszymi efektami, prawda?

_________________

DarkOrange - Dialog
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Gabinet lekarski dla uczniów nocnych [Właściciel - Esmeralda]   

Powrót do góry Go down
 
Gabinet lekarski dla uczniów nocnych [Właściciel - Esmeralda]
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 4 z 5Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next
 Similar topics
-
» Gabinet lekarski
» Gabinet lekarski
» Gabinet Śmiechu
» Gabinet Dyrektora
» Gabinet burmistrza (najwyższe piętro)

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Vampire Knight :: Academia Cross :: PARTER I GŁÓWNE WEJŚCIE :: GABINETY LEKARSKIE-
Skocz do: