IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Uliczka

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4 ... 10, 11, 12  Next
AutorWiadomość
Hera

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t770-hera#5093 http://vampireknight.forumpl.net/t1331-hera#24885 http://vampireknight.forumpl.net/t2113-hera-bogini-szalona-ruda-z-kuroshow http://vampireknight.forumpl.net/t2086-hera
Zarejestrował/a : 21/11/2012
Liczba postów : 136


PisanieTemat: Re: Uliczka   Pon Maj 13, 2013 10:25 am

Ha! Plac zabaw. Chciała iść na plac zabaw! Dopiero teraz to zrozumiała: dla małych wampirów zabawki ludzi są bezużyteczne. To ludzie powinni być zabawkami, bez względu na wszystkie pouczenia dorosłych o nie bawieniu się jedzeniem. Takie rzeczy powinno się umieszczać w kolorowankach i książeczkach! To byłoby o wiele prostsze, gdyby ktoś poinformował ją o tym wcześniej. Już ona sobie pogada z Salomoną o lekturach na dobranoc (albo raczej na dobry dzień).
Tymczasem miasto okazało się... zachw... zachwy... zachwytające! Otaczało ich coraz więcej znajomych i tych znacznie mniej znajomych zapachów. Hera ledwo powstrzymywała się od przylgnięcia nosem do jednej ze ścian, na której wyczuwała krew jakiegoś zwierzęcia. Mógł to być szczur, kot, mało istotne... wszystko wokół po prostu sprawiało, że młoda wampirzyca była esencją siebie samej: ciekawską, dziecięcą nadpobudliwością. A wspomniany wcześniej głód tylko rozkręcał zabawę. Gdyby tylko natknęli się na jakiegoś człowieka... tymczasem wszyscy jakby umykali z ich drogi. Gdy tylko wyczuwała czyjś zapach, to gdy docierała na miejsce, skąd docierał, okazywało się ono zupełnie puste. Patrzyła tylko zawiedziona w stronę Gabriela, jakby ten miał jakiś sposób na zaradzenie takim przypadkom. I z uporem maniaka chciała wybrać kolejny, losowy kierunek ich wycieczki, w końcu pozostało mało czasu, ale nagle została zatrzymana. Skądś wiedziała, że to coś ważnego. W końcu znała swojego braciszka jak własną kieszeń! Nie zatrzymywałby jej eskapady bez dobrego powodu!
...a ten okazał się bardziej, niż dobry. Herę, błogo nieświadomą tego, że w tej chwili powinni brać nogi za pas (w końcu nie powinno ich tu być) przeszedł dreszcz. Te same myśli wpadły jej do głowy i jakby bardziej przylgnęła do ściany budynku, przy którym się znajdowała. Jak na małe dziecko przystało nie rozumiała, że mamie mogło naprawdę coś grozić. Zamiast tego poczuła się jak superszpieg ruszający na misję ratunkową. To była dopiero przygoda!
Dała chwilę Gabrielowi na znalezienie jakiejś dobrej techniki skradania się i ruszyła, wcześniej gestem dając znać, że będzie milczała jak grób. Nie robienie hałasu szło jej całkiem gładko: nieraz skradała się do wróbli w ogrodzie. Gorzej z zapachem: jej ubranko było tak brudne, że nie dało się przeoczyć jego woni, zwłaszcza, gdy było się wampirem. Z drugiej strony zawsze można było pomyśleć, że gdzieś w okolicy jest szczur... całkiem spory... z żółtymi oczami... i (kiedyś) białą sukieneczką, której kawałek wystawał zza budynku, gdy dziewczynka przyglądała się dwójce dorosłych wampirów. Mama wyglądała cool w takim otoczeniu! I czy ona właśnie usłyszała "polowanie"?
Powrót do góry Go down
Damon

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1021-damon#12000
Zarejestrował/a : 03/05/2013
Liczba postów : 31


PisanieTemat: Re: Uliczka   Pon Maj 13, 2013 10:24 pm

Akurat rożmyślał o tym czy lepiej wynając sobie jakieś miluśkie mieszkanko, czy raczej udać się do posiadłości siostry, która przyjmię z otwartymi ramionami kochanego braciszka, gdy jego wyobraźnia podsunęła mu jej zapach. Nie sądził, że ma aż tak dobrą siłę wyobraźni, gdyż zapach był tak bardzo realny jakby siostra stała tuż obok. Skołowało go to trochę z początku, dopiero gdy się odezwała zrozumiał.
Uśmiechnął się leniwie i odsunął dłoń od twarzy, otwierając równocześnie dębowe oczy. Był najedzony i w całkiem dobrym humorze, więc zlustrował siostre szukając u niej oznak głodu. Nie zdziwił by się za bardzo gdyby nagle się na niego rzuciła z chęcią mordu, ale wydawała się również zaspokojona.
Lubił na nią patrzeć, a teraz miał okazje by napawać swe oczy jej pięknymi kształtami. Czyżby specjalnie zamierzała się drażnić z jego męskimi słabościami? Zapewne.
- Myślę o wilczycy, a ona nagle pojawia się tuż obok. Cóż za zbieg okoliczności... - posłał jej rozbawiony uśmiech i przeczesał ręką wlosy, które opadły na wszystkie strony, trochę mu urosły od ich ostatniego spotkania. - Nie polowałem, a jedynie zaspokajałem swoje rządze i uciszałem niepotrzebnych świadków. Naprawdę ciekawa rozrywka na nudny wieczorek.
Zrobił śmiały krok w jej strony, ale zatrzymał się tuż przed i spojrzał wampirzycy w zielonę oczy. Jej widok, nie tylko szyji, ale zwłaszcza ciała działał na niego bardzo pobudzająco. Był jednak ciekawy w jakiej sprawie oderwała go od tak ważnego, nudnego rozmyślania, więc na razie powstrzymał się nawet od doknięcia jej.
- Rozumiem, że nie przyszłaś przytulić młodszego braciszka? Czy może się mylę. - uśmiechnął się ponownie tym razem bardziej kusząco by wiedziała o co mu chodzi. Jego blada klata była dobrze widoczna pod rozpiętymi guzikami, ale gdyby tylko chciała mógłby rozpiąć je wszystkie.
Wampir zbyt bardzo był pochłonięty siostrą by przejmować się otaczającymi go zapachami, czy nasłuchiwać kroków intruzów, więc nie zorientował się, że nie są już tak całkiem sami.

_________________
Powrót do góry Go down
Hachiko

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t171-krwawa-dama http://vampireknight.forumpl.net/t588-leadris#788 http://vampireknight.forumpl.net/t3334-krwawa-dama#71600
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 923


PisanieTemat: Re: Uliczka   Wto Maj 14, 2013 7:17 pm

Hachiko nie słynęła z dobroci i udzielania zbłąkanym duszyczką schronienia pod głową. Może pokusiłaby się na to, gdyby oczywiście coś z tego miała. Pieniędzy nie chciała, miała ich już pod dostatkiem więc oczekiwała czegoś znacznie więcej. Mogłaby przecież dowoli wykorzystywać swojego brata pod jednym, bardzo ciekawym aspektem. Jednak czy jemu by się to podobało? Nie miała pojęcia, jednak jeśli chciałby mieszkać u swojej siostry raczej nie miałby wyjścia. Trzeba sobie jakoś radzić w obecnych czasach. Nic się nie da na to poradzić.
Wampirzyca przyglądała mu się z niejaką obojętnością, zastanawiając się jak bardzo zmienił się przez ten długi czas nieobecności. Nie wiedziała nawet ile lat minęło, odkąd po raz ostatni się widzieli. Nie liczyła, czas przestał mieć dla wampirzyc jakiekolwiek znaczenie. W końcu dla wampira nie istniały takie przyziemne sprawy.
Wampirzyca umiała doskonale maskować swój głód tylko po to, by zwieść swoją przyszłą ofiarę. Choć czasami wolała się z nimi bawić, pierw przerażając ich na śmierć, by następnie rozpocząć zabawę w kotka i myszkę. A wszystko zależało od tego na co miała ochotę. Wiadomo jeśli była wściekła dopadała od razu swoją ofiarę, z czasem dopiero ją rozrywając.
Kobiety na ogół kusiły mężczyzn, wabiąc ich swoimi kuszącymi kształtami. Chyba lubiły znajdować się w centrum uwagi, kusząc i zachęcając do skosztowania, a kiedy przychodził ten odpowiedni moment wycofywały się z kpiącym uśmieszkiem. Po Hachiko można było spodziewać się wszystkiego, w końcu była nieobliczalną wariatką.
– Jestem Twoim koszmarem sennym.
Stwierdziła, wzruszając ramionami. Nie polował? Ale zaspokoił swój wampirzy głód, ciekawe tylko na jak długo, bo jeśli faktycznie wrodził się w odpowiednią stronę rodziny, to nie na długo zaspokoił swoje rządze.
Nie odpowiedziała nic na jego słowa, a jedynie uśmiechnęła się tajemniczo, obserwując uważnie, gdy się przysunął ku niej.
– Sprawdź, to się przekonamy.
Nigdy nie wiadomo, co chodziło po głowie wampirzycy. Oczywiście wyczuła swoje nieznośne dzieci, które powinny siedzieć już od dawna w domu, a nie wałęsać się po mieście. Chyba wyraźnie dała im to do zrozumienia? Najwidoczniej ostatnio za mało przeżyły, trzeba im dać zatem porządne lanie w dupsko. A z racji tego, że to wampiry, trochę kary fizycznej im się przyda, za bycie nieposłusznym. Wychowanie ze strony Hachiko do bezstresowych nie należało.
Jednak teraz była zajęta swoim bratem. Podeszła do niego, zmniejszając dystans i kierowała się w jego stronę, zmuszając go tym samym do cofnięcia się i oparcia plecami o ścianę jakiegoś starego budynku.

_________________
Zwiększenie mocy żywiołu o 25 %

Powrót do góry Go down
Gabriel
Gabriel
Gabriel
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t815-gabriel#5085 http://vampireknight.forumpl.net/t1186-gabriel#19652 http://vampireknight.forumpl.net/t3479-gabriel#75036 http://vampireknight.forumpl.net/t2102-gabriel#44102
Zarejestrował/a : 07/12/2012
Liczba postów : 462


PisanieTemat: Re: Uliczka   Wto Maj 14, 2013 8:43 pm

No i pięknie. Stali się niemal jak te trzy, no wiecie z jetix. Odlotowe agentki, o. Oczywiście Gabriel uważał siebie bardziej za 007, ale Hera mogła taką agentką sobie być, jak chciała. Tak więc niegdyś Daniel Craig, dzisiaj Gabriel Kuroiashita, został super szpiegiem. Brakowało mu jedynie jakiegoś odlotowego sprzętu szpiegowskiego, ale jego niedawno odkryta moc musiała wystarczyć.
Póki co jednak dwójka dzieciaków zajęła się wolnym i cichym podkradaniem. Cóż Gabriel stwierdził, że nie zostali wykryci, w końcu inaczej na pewno któreś z wampirów by zareagowało. Nie wiedział jak bardzo się mylił. Lanie ze strony mamusi było nieuniknione, jednak nie mogła im się dziwić! Byli mali, ciekawi świata. Jedynaki mają gorzej, ale bliźniaki? Ah! Nawzajem dodawali sobie otuchy i brnęli nieustraszenie do przodu, w nieznane. Tym razem czekała ich szpiegowska przygoda.
Po kilkunastu krokach Gabriel znalazł się niebezpiecznie blisko krawędzi jakiegoś budynku, jakiego? Kto wie, chłopczyk był za niski, żeby dostrzec jego szczyt, oprócz tego był cholernie zajęty! Przecież miał niecną misję do wykonania. Co jakiś czas oglądał się za siebie, czy jego młodsza o kilka sekund/minut, siostrzyczka za nim podąża. Nakazał jej gestem dłoni, żeby była cicho, choć pewnie doskonale o tym wiedziała, jednak lepiej się upewnić, żeby ta mała gaduła jeszcze czegoś nie wypaplała nie chcący.
Gabriel ostrożnie przywarł plecami do ściany, kucnął i wychylił się delikatnie. Zobaczył czerwone włosy, które zwiastowały mamę we własnej osobie i jakiegoś tam osiłka. Co oni wyrabiali? Jego umysł sześciolatka wysilał się bardzo intensywnie, niestety nie był w stanie pojąć poczynań Hachiko i osiłka. Może w coś grali ? Albo jakiś dziwny rodzaj polowania? A może to cisza przed burzą i za chwilę zaczną walczyć? Walka... chłopczyk przełknął linę, gdy przed oczami stanęła mu ogromna, wężowa bestia z żółtymi ślepiami i wielką paszczą. Szybko jednak odgonił od siebie tą myśl, w końcu to nie była pora na głupoty. Wystarczyło kilka sekund patrzenia. Chłopczyk cofnął się, ustępując miejsca Herze, a niech teraz ona sobie poogląda.

_________________


How could you live with all of my weakness?
All of the times I ran pushing you away.
All I do is hurt you I never deserved you.
Never aware of all I’ve put you through.
Then I remember you said you’d never leave.
Do you remember you said you’d never leave?
Powrót do góry Go down
Hera

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t770-hera#5093 http://vampireknight.forumpl.net/t1331-hera#24885 http://vampireknight.forumpl.net/t2113-hera-bogini-szalona-ruda-z-kuroshow http://vampireknight.forumpl.net/t2086-hera
Zarejestrował/a : 21/11/2012
Liczba postów : 136


PisanieTemat: Re: Uliczka   Sro Maj 15, 2013 6:29 pm

Gabriel był starszy?! Dlaczego nikt jej nigdy o tym nie powiedział? Nikt nie pomyślał, że chciałaby wiedzieć o takiej istotnej rzeczy? Zawsze myślała i pewnie będzie myśleć przez długi czas, że to ona była pierwsza. Nic bardziej zwyczajnego: chłopcy powinni ustępować pierwszeństwa dziewczynom, a Gabriel zdecydowanie był chłopcem. Co prawda Hera nie miała innych spraw, w których musiałaby być pierwsza, nie poznała również innych chłopców, ale była pewna, że ta zasada obowiązywała. W końcu tak było w... no, chyba wypadło jej z głowy.
Zauważyła zdradzający ją kawałek sukienki, więc przyciągnęła go do siebie. Mało brakowało! I dodatkowo był to idealny moment na otarcie potu z czoła. Co prawda nie spociła się zbytnio, a przez ten gest ubrudziła się ziemią, ale czuła, że jej obowiązkiem było tak zrobić. W końcu była szpiegiem!
Nie rozumiała, dlaczego nieznajomy nagle wspomniał o Gabrielu. Spojrzała więc w stronę brata, szukając odpowiedzi. Oczywiście i tym razem nie zabrakło akcji: Hera posłała Gabrielowi serię znaków. Mogło to wyglądać jak głupie machanie rękami i po części tym było, ale część ze znaków ustalili wcześniej.... kiedyś tam. Chyba. Zresztą bliźniaki wcale nie potrzebowały gestów: rozumiały się bez słów.
Mała wampirzyca tymczasem wpadła na doskonały pomysł. Spojrzała w górę, w miejsce, gdzie pewnie zaczynał się dach. Teraz brakuje tylko haka, linki i jakiegoś bajeranckiego gadżetu.
Powrót do góry Go down
Hachiko

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t171-krwawa-dama http://vampireknight.forumpl.net/t588-leadris#788 http://vampireknight.forumpl.net/t3334-krwawa-dama#71600
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 923


PisanieTemat: Re: Uliczka   Czw Maj 16, 2013 8:14 am

Czas pokazać dzieciom, kto tutaj tak naprawdę rządzi. Zapewne sądziły, że wszystko ujdzie im płazem, a już na pewno nie przypuszczały że ich matka wyczuje ich w taki sam sposób jak oni wyczuli Hachiko. Odsunęła się dyskretnie od brata, nakazując mu ruchem dłoni, aby zachował spokój i najlepiej nie wykonywał żadnych ruchów, tak aby nie dać dzieciom do zrozumienia, że zostały nakryte. Skoro chcą się bawić w szpiegów, to zostaną porządnie przesłuchani i otrzymają karę, jak to na super tajnych szpiegów przystało, gdy zostaną wykryci.
W następnej sekundzie już stała przed dziećmi, znacząco nad nimi górując. Patrzyła na nie groźnie, zero litości za złamanie ostrzeżenia matki.
– Mało Wam przygód?
Wysyczała przez zęby, nachylając się ku dwójce dzieciaków. Złapała ich za uszy i porządnie, a także boleśnie je przetrzepała.
– Ile razy mam Wam powtarzać o nie szwendaniu się po mieście bez opieki?!
Teraz to wampirzyca aż płonęła gniewem i złością, wcale tego nie ukrywając. Bardzo się zawiodła na swoich dzieciach. Wystarczy, że raz przeraziła się na śmierć, kiedy Gabriel omal nie został pożarty przez Testamenta. Nie mogła pozwolić, aby te bezbronne smarki znów sobie same wyrządziły jakąś krzywdę. Gdy podrosną i nauczą się bronić, wówczas dopiero będą mogły samodzielnie poradzić sobie na zewnątrz.
– Wracamy do domu. Tam porządnie Was przetrenuje Pain, skoro tak Wam się spieszy.
Stwierdziła z tajemniczym błyskiem w oku. Skoro tak bardzo chcieli wyrwać się z domu, to po takim morderczym treningu będą w stanie. Ale czy wówczas nie będą mieli dość? No cóż, kara musi być i ją otrzymają.
Zaraz zresztą złapała dzieci za pazuchy, wykrzywiając wargi w litościwym uśmieszku. Trzymając tak dzieci udała się w stronę zamku, gdzie miała zaparkowany samochód. Nie pożegnała się z bratem, jak to miała w swoim zwyczaju. Oczywiście jeśli chciał ujrzeć jeszcze swoją wyjątkowo piękną siostrę, to może wpaść do Enklawy. O ile ją zastanie, bo Ruda miała ze trzy domu, z czego jeden to stary Zamek, należący do męża.
Gdy wreszcie dotarli do Zamku, wsadziła smarki na tylne siedzenia swojego samochodu, odjeżdżając stamtąd z piskiem opon. Kierowała się oczywiście do Enklawy, a sama wampirzyca aż niemalże kipiała złością za ten numer jaki bliźniaki jej odstawiły. I weź tu zaufaj smarkaczom.

[zt x3]

_________________
Zwiększenie mocy żywiołu o 25 %

Powrót do góry Go down
Damon

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1021-damon#12000
Zarejestrował/a : 03/05/2013
Liczba postów : 31


PisanieTemat: Re: Uliczka   Czw Maj 16, 2013 4:51 pm

Spodziewał się po niej wszystkiego jak to na mądrego brata obcującego z taką siostrą jak Hachiko przystało.
Na jej słowa o kosmarze sennym tylko się uśmiechnął. Lubił obcować z koszmarami, nigdy nie było to tak nudne jak zwyczajny nudny sen. Choć Damon nie śnił, dla niego samym snem była rzeczywistość, którą mógł ubarwić o bardziej koszmarne sceny.
Oj tak siostra bardzo go kusiła, no przecież był wampirem, ale też mężczyznom i to takim który jest wiecznie niezaspokojony.
Znał ją jednak już trochę i zachował ostrożność, gdy się do niego zbliżyła. Pozowlił jej na to i oparł się o mur za plecami.
- No i masz. - wysyczał przez lekko zacisnięte zęby. Dziwnę dopiero co jadł, a znów poczuł apetyt, gdy tylko siostrzyczka znalazła się tak blisko. Zdwało mu się, że jego zęby nie mieszczą się w szczęce. Przejechał po nich językiem, co Hachiko musiała zauważyć.
Westchnął i wyciągnął rękę w jej stronę jakby chciał złapać ją za szyję. Złapać i skręcić kark, taka myśl przez chwilę zakwitła w jego głowię. Ale nie zamierzał spełnić tej fantazji, gdyż po pierwsze lubił swą nieprzewidywalną siostre, po drugie nie dała by się łatwo zabić, a po trzecie po chwili zaszła go ochota by po prostu zatopić kły w jej szyji, a potem zedrzeć ciuchy i zrobić jeszcze kilka ciekawych rzeczy.
Jednak w tym momencie ona się od niego odsunęła. Chciał syknąć, ale zauważył, że ona chce ciszy i powstrzymał się. Obliżał ponownie zęby, które już go drażniły, a jego oczy mieniły się w ciemności szkarłatem.
Oparty wciąż o tą samą ścianę obserwował siostre ciekawy co ta wymyśliła. Sam też już wyczuł zapach jej dzieciaków, ale nie wiedział kim są więc nie bardzo się przemować. On nwet nie zdawał sobie sprawy, że jego kochana siostrunia ma tyle dzieciaków. No co z niego za wujek?
Wtem Hachiko sobie poszła do tych intruzów. Westchnęła i przeczesał dłonią włosy. Wiedział, że teraz już nic z tego nie będzie. Nawet nie czekał jak idiota w nadzieji, że Hachi wróci, a poszedł sobie. Gdzie? Wziąźć coś na ząb... i nie miał na myśli włoskiej restauracji.


_________________
Powrót do góry Go down
Isao
Nauczyciel
Nauczyciel
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t321-isao-takei#363
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 660


PisanieTemat: Re: Uliczka   Wto Cze 04, 2013 6:52 pm

Często chodził tą uliczką. Był to całkiem niezły skrót, którego używał niemal zawsze gdy wracał z prób. Po prostu było mu to po drodze, nic dodać, nic ująć. Nie miał pojęcia o tym, że to niegdyś właśnie na tej uliczce po wielu długich latach spotkał Madeline. Był wtedy w zbyt kiepskim stanie, dodatkowo wampiry pozbawiły go nie tylko krwi, ale także zmysłu wzroku i węchu. Nie wiedział gdzie idzie - szedł przed siebie, powoli tracąc siły aż do momentu gdy w takim stanie odnalazła go Mad i pomogła mu. Od tamtej pory tak wiele razy chodził tą uliczką i nie miał pojęcia o tym, że to właśnie tu odgrywały się te wszystkie wydarzenia. Od tamtej pory zresztą nic złego mu się tu nie przytrafiło. Chodząc tędy, dostrzegał w tej uliczce swoisty urok. Lubił tędy chodzić. ~
Był wieczór. Niebo przybrało barwę fioletu i widać było na nim już pierwsze gwiazdy, które świeciły niepewnie, czekając na swoje towarzyszki. Isao wracał z próby. Przygotowania do trasy koncertowej szły pełną parą. Był zmęczony, zaś jutro czekała go kolejna długa próba. Nawet nie brał ze sobą gitary. Zostawił ją w siedzibie zespołu, w studiu nagraniowym. W końcu nie było sensu by ją targać ze sobą do mieszkania a następnego dnia znów do studia. Przydługawe włosy związał w kitkę, założył także duże, przyciemniane okulary. Nie, nie miały być one ochroną przed słońcem, którego o tej porze oczywiście nie było. Była to ochrona przed fanami, którym mimo wszystko takie coś utrudniało rozpoznanie go. Okulary jednak założył na głowę tuż nad czołem, kiedy tylko wszedł w tą uliczkę. Chodziło tędy niewiele osób. Nigdy nie zdarzyło się aby ktoś go tu zaczepił, z czego był niesamowicie zadowolony i co tylko sprawiało, że jeszcze chętniej wybierał tę właśnie drogę. Miał na sobie czarne rurkowate spodnie, poprzedzierane i poprzecierane w niektórych miejscach. Do tego luźny T-shirt z jakimś nadrukiem. Było ciepło a więc nie zakładał na wierzch nic oprócz skórzanej kurtki, którą zarzucił sobie na plecy i zawiązał rękawy pod szyją. Na nogach miał trampki, bowiem o tej porze roku glany nie były zbyt dobrym pomysłem. Na nadgarstkach zaś standardowe ozdoby w postaci rzemyków i pieszczoch. Standardowy ubiór Iska.
Idąc powoli spojrzał w górę i przez chwilę przyglądał się niebu. Jak zwykle dłonią sięgnął do kieszeni i wyciągnął z niej paczkę fajek. Wyjął jednego papierosa z opakowania i władował go do ust, paczkę chowając tam gdzie była. Wyciągnął zapalniczkę i podpalił odpowiedni koniec, zaciągając się. Schował ją i zaczął palić, idąc powoli. Dookoła niego roznosił się zapach wiśni pomieszany z zapachem tytoniu. Jedną dłoń wsadził do przedniej kieszeni od spodni, drugą co chwila wyjmował papierosa z ust by wypuścić z nich dym. Co chwila zerkał na górę. Lubił obserwować niebo gdy powoli przykrywał je płaszcz nocy.

_________________
. . . .
♫ Isao ♫

P i o s e n k i . . z e s p o ł u
1. 2. 3.
Powrót do góry Go down
Sophie

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t566-sophie http://vampireknight.forumpl.net/t650-komorka-sophie
Zarejestrował/a : 23/10/2012
Liczba postów : 399


PisanieTemat: Re: Uliczka   Wto Cze 04, 2013 8:38 pm

Jakaś panna z pracy Sofy, postanowiła wyciągnąć ją krótkim sms'em z placu zabaw, gdzie siedziała ze swoim jakże ukochanym Ringo. Niezbyt uśmiechało się to drobnej wampirzycy, ale ponoć sprawa pilna. Jakieś problemy z nową płytą, kawałkiem czy takie tam. Dziewczyna nie wczytała się dokładnie w zawartość wiadomości, niemniej czym prędzej zapakowała się w auto i pognała w stronę miasta, pozostawiając samochód na prywatnym parkingu tuż przy ulicy głównej. Kwaśna mina Sophie nie wróżyła nic dobrego, zwłaszcza, że kobieta, która tak perfidnie wyciągnęła ją z parku postanowiła się spóźnić. Kanapa stała, czekała z każdą chwilą denerwując się coraz bardziej. W końcu do niej nie można się spóźniać. Nie i koniec. Ofc, to, że wampirzyca nigdy nie stawia się na czas, to już inna sprawa, ale jej pracownicy - dosłownie - nie mają do tego prawa. Nie tylko ze względu na to, że szlachcianka ma niezwykle krótką cierpliwość, ale też przez fakt, że zła Sofa równa się terror dla wszystkich i wszystkiego. Choćby miała napaść niewinną, małą dziewczynkę w sklepie ze słodyczami.
W każdym razie, po dziesięciu minutach czekania na swoją nieudolną pracownicę, dziewczę przeklęło siarczyście, kierując się w odbiegającą od ulicy głównej, mniejszą uliczkę. Zacisnęła wargi w wąską linie, prąc przed siebie bez totalnego celu. Zmrużyła przy tym niebieskie tęczówki, dokładnie lustrując mijających ją przechodniów. Choć osób o tej porze było tu niewiele, Sophie mimo wszystko sądziła, że zdoła tu znaleźć dla siebie dzisiejszą kolację. Taką, o. Na ukojenie nerwów. Jakaś starsza pani, grupka małolatów w tym panienka wytapetowana tak, że szpachla w niczym by jej nie pomogła, aż w końcu, jakby spadł jej z nieba, centralnie przed nią, znalazł się Isao. Chwila minęła, nim wampirzyca w ogóle zdała sobie sprawę kto przed nią stoi. Właściwie podąża w jej kierunku, ale kij. Ciemne okulary chłopaka na nic się tu zdały. Sophie rozpozna go wszędzie. Nie oszukujmy się. Milion informacji przeczytanych na jego temat, kilka ciekawostek wyciągniętych od jego fanek. Felietony o jego kapeli w której gra również jej przyjaciel. Koncert na którym swoją drogą całkiem niedawno była. Ponad to, jego matka, której za czasów młodości była fanką, kiedyś tam zamieściła gdzieś jego zdjęcie oświadczając, że to jej syn. Te wszystkie aspekty, nakładają się mimowolnie na siebie i po prostu czarnulka nie byłaby w stanie nie rozpoznać go na ulicy. Zresztą, ona zapragnęła mieć go dla siebie!
Ni stąd ni zowąd w oczach wampirzycy pojawił się przebiegły błysk. Sophie przyśpieszyła kroku, choć nadal zachowywała pewną lekkość i grację przy swoim chodzie. Zresztą to szlachetna, co się dziwić. Oni wręcz emanują bistością i innością. Niemniej, kiedy znalazła się już odpowiednio blisko Iska, najnormalniej na świecie położyła mu dłoń na klacie, chcąc go w ten sposób po prostu zatrzymać. Uśmiechnęła się pogodnie idealnie grając grzeczne dziecko.
- Czyżby Isao Takei? - mruknęła dla upewnienia, cofając rękę. Nie sprawiała wrażenia napalonej, psychicznej fanki. Ot, raczej zwykłej, ciekawskiej małolaty skromnie liczącej na autograf ~
Powrót do góry Go down
Isao
Nauczyciel
Nauczyciel
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t321-isao-takei#363
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 660


PisanieTemat: Re: Uliczka   Wto Cze 04, 2013 9:01 pm

Tak, o tej porze mało kto kręcił się po okolicy. Nawet jeśli nieopodal znajdowała się główna ulica w centrum miasta, chodziło nią znacznie mniej ludzi i wampirów niż za dnia. Noc jeszcze nie przykryła płaszczem całego nieba, ale powoli nasuwała swój czarny płaszcz coraz dalej. Fiolet powoli przemieniał się w czerń, a gwiazdy migotały wesoło, witając nowe, które ciągle pojawiały się na niego. Isao gdzieś tam słyszał, że gwiazdy, które widzieli spoglądając w górę dawno już nie istniały. Nie wiedział jednak na ile to prawda, nigdy się w to nie zagłębiał. Istniały czy nie - każdej bezchmurnej nocy wyglądały pięknie. Lubił na nie patrzeć gdy był na zewnątrz. Z jego balkonu niestety nie były zbytnio widoczne, a to dlatego, że dookoła w oczy raziło światło neonów, świateł od samochodów, latarni ulicznych. Mieszkanie w centrum miało swoje wady...
Mimo tak późnej pory ludzie ciągle chodzili w jedną i drugą stronę. Niewzruszony mijał ich na głównej ulicy, nie przejmując się nikim. Cieszył się spokojem, bowiem odkąd ich zespół osiągnął tak dużą popularność, mało kiedy mógł spacerować sobie, nie będąc przez nikogo zaczepianym. Okulary oraz włosy zaczesane w kitkę nieco mu w tym pomagały, ale spójrzmy prawdzie w oczy - kiepski to był kamuflaż. Teraz jednak jego sprzymierzeńcem była późna pora... Zapachy dookoła niego mieszały się, tworząc niewyraźny kłębek różnych woni. Nie potrafił wydobyć z niego żadnego konkretnego zapachu jakiegoś człowieka lub wampira. Zapewne gdyby niedaleko znalazł się ktoś mu znajomy potrafiłby wyłapać jego zapach, jednak nie było w pobliżu nikogo takiego. Gdy więc mijał Sophie, jej postać stała się dla niego jedną z wielu mijanych co dzień osób. Jedną z tych, które pozostają anonimowe. A przynajmniej tak byłoby gdyby wampirzyca nie zainteresowała się jego osobą.
Nieświadomy skręcił w boczna uliczkę, którą zawsze chodził, a o której trochę napisałem w poprzednim poście. Trzymając dłoń w kieszeni i popalając papierosa, słuchał muzyki. Gdy wchodził do tej uliczki włożył w uszy słuchawki i nastawił na odtwarzaczu mp3 swoją ulubioną muzykę. Zagłuszał w ten sposób wszelkie dźwięki rozciągające się dookoła niego, w tym typowy miejski jazgot, który dochodził do jego czułych, wampirzych uszu. Wszak był w centrum miasta. Nie sposób było tego uniknąć. W miastach zawsze było głośno, czy to w nocy, czy to za dnia. Rozkoszował się smakiem tytoniu mieszanym z lekkim aromatem wiśni i zapachem. Zdecydowanie to były jego ulubione fajki. Sądząc, że nie ma w pobliżu nikogo kto mógłby jakoś zwrócić na niego uwagę, nucił coś sobie pod nosem. Samą melodię, bez słów. Jednak nagle poczuł czyjąś dłoń na swoim torsie. Zatrzymał się i spojrzał zdziwiony na właściciela ... albo raczej właścicielkę owej dłoni. Wyjął z uszu słuchawki, z ust wyjął także papierosa. Spojrzał na nią zdziwiony, nieco zdezorientowanym, pytającym wzrokiem. Nie zachowywała się jak normalna fanka. Te zazwyczaj piszczały, macały go, skakały i wyczyniały różne głupie rzeczy. Nagle dotarło do niego, że ma przed sobą wampirzycę krwi szlachetnej. Zamarł, a jego wampirze serce kilkakrotnie zabiło w przyspieszonym tempie. Nigdy nie wiedział jak ma się zachować w stosunku do tych wampirów. Czuł do nich szczerą niechęć, w pewien sposób się ich obawiał, a niektórych nawet nienawidził. Nie znosił ich arogancji, brutalnego podejścia do ludzi i wywyższania się. Znał chyba tylko jednego wampira krwi A, który tak się nie zachowywał. Naizena.
- Zgadza się... - mruknął, chowając słuchawki do kieszeni, w której tkwił odtwarzacz mp3. Kabel zwisał sobie swobodnie przy jego nodze. Papieros, którego i tak miał już końcówkę, wypalił się niemal całkowicie. Wyrzucił go i przydeptał. Cały czas patrzył na Sophie uważnie, ale z jego wzroku ciężko było coś wyczytać. - A ja mam przyjemność z...? - spojrzał na nią pytająco. Odczuwał pewną obawę co do jej osoby. Powtarzał sobie, że to bezpodstawne, wszak nie znał jej i nie powinien jej wrzucać do jednego worka z szlachetnymi, których nie lubił. To jednak było od niego silniejsze...

_________________
. . . .
♫ Isao ♫

P i o s e n k i . . z e s p o ł u
1. 2. 3.
Powrót do góry Go down
Sophie

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t566-sophie http://vampireknight.forumpl.net/t650-komorka-sophie
Zarejestrował/a : 23/10/2012
Liczba postów : 399


PisanieTemat: Re: Uliczka   Wto Cze 04, 2013 9:48 pm

Przyznać trzeba jedno. Isao niezaprzeczalnie ma niesamowitego pecha. Przyszło mu dzisiaj spotkać osobę, która będzie go wykorzystywać do wszystkiego, gnębiąc, poniżając, szantażując i traktując przy tym jak zwykłą, dziecinną zabawkę. Swoją cholerną własność do której nie pozwoli się zbliżyć nikomu. Choć sama Sophie może sprawiać wrażenie osoby naprawdę pozytywnej, optymistycznej, po prostu nadużywającej niekiedy alkoholu i innych używek, to wprawdzie jest tylko zwykłą jędzą od której z pewnością trzeba się trzymać z daleka. Wyróżnia się na tle starszego rodzeństwa. Naizen to opanowany, spokojny mężczyzna, rzadko kiedy tak w gruncie rzeczy wybuchający złością. Nadira natomiast, to kobieta po dużych przejściach, zawodach miłosnych, jednak silna i zdolna do poświęceń. Potrafi postawić na swoim, zawalczyć o to, co jej. Jednakże, przynajmniej według Sofy, Nad posiada pewne słabości przez które łatwo ją złamać. A ona? Wredna, opryskliwa, kłótliwa zapatrzona w swojego syna niczym w święty obrazek. Ponad to kocha przywłaszczać sobie ludzi. Nie ważne czy słabych czy silnych. Płeć też się dla niej nie liczy. Ubóstwia traktować innych jako obiekt materialny, przeznaczony głównie do zabawy. Dokładnie wybiera sobie swoje ofiary. Ma pewne kryteria. Gdyby nie one, prawdopodobnie Isek nigdy nie zainteresowałby swoją osobą wampirzycy. Jest wymagająca i nieznośna. Do tego dziecinna i niezwykle marudna, a swoją niecodzienną manię prawdopodobnie wytrzasnęła z kosmosu.
Wracając jednak do obecnej sytuacji. Sophie nadal delikatnie uśmiechnięta, zadarła łepetynę do góry, by spojrzeć głęboko w tęczówki chłopaka. Poza tym nie robiła nic. Żadnych specjalnych ruchów, których wokalista mógłby się obawiać. Ot, splotła jedynie ręce za plecami dokładnie analizując jego zachowanie. Reakcje na jej drobną osobę. Choć oczęta czarnowłosej zdradzały naprawdę niewiele, tak jak i zresztą ślepia Isao, wampir z łatwością w którymś momencie mógł z nich wyczytać ledwo widoczne zadowolenie, ba! Poruszyła się nawet delikatnie, zwyczajnie stając jeszcze bliżej, by swobodnie usłyszeć przyśpieszone bicie serca. Lubiła, gdy w innych rodziła się ta niepewność, jakby strach pomieszany ze zwykła niewiedzą. Kanapa doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że większość wampirów niższej krwi nigdy za nimi nie przepadała i z wielkim bólem kiedykolwiek oddawali im szacunek, niemniej - przynajmniej według niej - jest to dość zabawne. Zwłaszcza, że w większości przypadków mimo chłodu i wyższości nad innymi, wampiry wyżej urodzone są tylko pseudo groźnymi, zadufanymi w sobie osobami, starającymi się zachować pozory tych złych. Kanapa nigdy nie gra. Zawsze jest sobą. Nie widzi powodu dla którego nagle miałaby się zmienić, bo tak wypada. Jest wredna z natury.
Drgnęła lekko, zaczesując zwinnie włosy za prawe ucho, kiwając się z wolna do przodu i do tyłu.
- Wiedziałam. - zaświergotała w odpowiedzi, zachowując się nadal stosunkowo normalnie. Jakby chciała z nim przeprowadzić zwykłą gadkę szmatkę dosłownie o niczym. Nawet można by się pokusić o stwierdzenie, że Sofa prze do nawiązania z nim jakiejkolwiek znajomości. Na początku dość pozytywnej, będzie udawała miłą do czasu, aż Isao w pewien sposób się do niej nie przekona. Dopiero później weźmie się za to na co tak długo czeka, fuck yeah. Sophie naprawdę chce mieć go już dla siebie! Zwłaszcza, że muzyk jest niezwykle urodziwym facetem.
- Sophie Kuroiaishita - rzuciła lekko z nikłym uśmieszkiem. Wyciągnęła mozolnie dłoń w jego kierunku, czekając na ruch z jego strony. Poza tym, po przedstawieniu się nazwiskiem, Isek z łatwością mógł się domyślić, że Sophie to ta Sophie, która jest żoną brutalnego burmistrza ów miasta.
- Jestem wielką fanką twórczości Twojej matki. - dodała zaraz, narzucając luźny temat.
Powrót do góry Go down
Isao
Nauczyciel
Nauczyciel
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t321-isao-takei#363
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 660


PisanieTemat: Re: Uliczka   Wto Cze 04, 2013 10:16 pm

Skoro tak to Isao rzeczywiście miał pecha. A może to wszystko wina tego, że znów szedł tą uliczką, z którą już i tak wiązały się nieciekawe wspomnienia, kiedy to niegdyś został zaatakowany i ledwo uszedł z życiem? Cóż, nie był tego świadomy, a los czy jak on to nazywał "jakieś nadprzyrodzone cholerstwo" lubiło się nad nim znęcać i się nim bawić. Widocznie był dla niego dobrym źródłem rozrywki. Tak czy inaczej Takei nigdy nie przypuszczałby, że wzbudzi w kimś takie, wręcz chore, zainteresowanie. Prawda, był sławnym muzykiem i zdarzały się osoby zwane pseudo-fanami, jednak nie spodziewał się, że kogoś kto nim nie był aż tak bardzo zainteresuje jego osoba. Do tego stopnia, że będzie chciała mieć go na własność. Był osobą specyficzną, miał także całkiem ciekawą rodzinę i to okazywało się być plusami, dzięki którym spełniał kryteria, którymi kierowała się Sophie. Biedny, nieświadomy Isek. Ale tu akurat nic poradzić nie mógł. Gdyby nawet nie był muzykiem, Sofa mogła by się nim w taki sam sposób zainteresować. Jednak wtedy miałaby problem ze znalezieniem o nim informacji. Teraz jednak były one podane jej niemal jak na talerzu. Gdzie tylko chciała: w prasie, telewizji, internecie. Wszystko ma swoje dwie strony medalu, jak to sam blondas miał zwyczaj mówić. Kariera również.
Przyglądał jej się, tak jak ona przyglądała się jemu. Zawsze był kiepski w odczytywaniu emocji i zamiarów obcych mu ludzi a fakt, że oczy Sophie niewiele zdradzały, bardzo mu to utrudniał. Nie wiedział co ma robić, jak się zachowywać i przede wszystkim - czego się po niej spodziewać. Nie drgnął jednak ani odrobinkę kiedy się przybliżyła. Widział jak mu się przygląda, choć był tak zbity z tropu, że nie bardzo wiedział dlaczego. Może lubiła jego zespół? To w tej chwili było jedynym tłumaczeniem jakie przychodziło mu do głowy. Ba! Miał nadzieję, że tak właśnie jest. Że lubiła jego zespół, chciała go poznać, dostać autograf. Że pójdzie sobie i zostawi go w spokoju. Kurcze. No nie lubił tych szlachetniaków!
Drgnął lekko i zmrużył nieco oczy, kiedy usłyszał owe ,,wiedziałam". A więc go dobrze zna, a jej pierwsze słowa były jedynie zaczepką. Jego pierwotna wersja zdała mu się w tamtym momencie jeszcze bardziej prawdopodobna. Jednak napięcie nie znikało. Trwało przy nim dalej, bowiem biedny Isao nadal nie wiedział co się dzieje. Przyglądał się kobiecie, nie potrafiąc się wyluzować, stracić czujności i pozbyć się obawy. W gruncie rzeczy Kanapa miała rację i często szlachetniaki były jedynie tchórzami, którzy tylko udawali twardych i bezwzględnych. On jednak nie potrzebował kłopotów. Ale te wyczuł od razu, kiedy tylko usłyszał jej nazwisko. Zamarł, a jego oczy nieznacznie się powiększyły, czego sam nie był do końca świadom. To nie tak, że wiedział kim ona jest. Miał swoją własną opinię o Samuru (która by się Sophie raczej nie spodobała), ale poza tym nie interesował się nim zbytnio. Nie chciał się zagłębiać w to za bardzo, aby nienawiść wewnątrz niego nie rosła jeszcze bardziej. Nie chciał się pakować w niepotrzebne kłopoty. Jednak samo nazwisko Kuroiaishita działało na niego niczym igła wbijana w plecy. Aż poczuł dreszcz przechodzący po jego ciele. Mimo to wysilił się na lekki, wymuszony uśmiech. Prawdopodobnie było to widoczne.
- A więc miło mi. - powiedział tonem uprzejmym i dygnął lekko, niemal niezauważalnie. Ot, z przyzwyczajenia. Kiedy zaś dojrzał jak wyciąga w jego stronę dłoń, uśmiechnął się szerzej (też na przymus), uchwycił ją delikatnie i ucałował. Nie dlatego żeby się podlizać czy pokazać owy szacunek do wampirów. On często tak się witał z kobietami. Kłaniał się, całował je w dłonie. Dama to dama. A on lubił takie zabawy. Szkoda, że tym razem nie było mu do śmiechu.
Jednak kiedy usłyszał jej dalsze słowa, coś z niego opadło. Jakaś furtka wewnątrz niego otworzyła się. Poczuł się nieco luźniej, bowiem miał wrażenie, że jego zagadka została rozwiązana a wampirzyca stojąca przed nim nie jest już po prostu wampirzycą krwi A o nieznanych mu zamiarach. Uśmiechnął się do niej, tym razem szczerze, czując w sercu przyjemne ciepło. Zawsze był dumny ze swojej matki, zawsze uwielbiał siadać przy niej i słuchać jak grała. Od maleńkiego wychowywał się przy niej i przy jej muzyce. Sam również umiał grać na fortepianie na poziomie wcale nie gorszym od swojej matki. Ale o tym niewielu wiedziało ~
- Dziękuję, miło mi. Niestety moja mama przestała grać kilkanaście lat temu i porzuciła karierę. - odezwał się, podejmując temat. Dalej czuł lekkie napięcie, ale było ono niczym w porównaniu do tego co odczuwał na początku. - Ale na prawdę miło mi spotkać kogoś, kto jest fanem jej twórczości. Sam przyznam szczerze, że uwielbiam jej muzykę i jestem zawiedziony tym, że przestała grać.
Przyglądał się jej z pogodnym wyrazem twarzy. Sophie zdecydowanie znalazła odpowiedni temat do rozkręcenia z nim rozmowy. Nie dość, że dotyczył on muzyki, to jeszcze jego ukochanej matki. Dwie rzeczy, które kochał. Był dumny ze swojej rodzicielki.

_________________
. . . .
♫ Isao ♫

P i o s e n k i . . z e s p o ł u
1. 2. 3.
Powrót do góry Go down
Sophie

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t566-sophie http://vampireknight.forumpl.net/t650-komorka-sophie
Zarejestrował/a : 23/10/2012
Liczba postów : 399


PisanieTemat: Re: Uliczka   Sro Cze 05, 2013 6:38 pm

Beznamiętny wzrok, nikły uśmieszek i luźna postawa jaką reprezentowała aktualnie Sofa, faktycznie niewiele mogła zdradzać zdezorientowanemu wampirowi, który nie do końca umie odczytywać jakiekolwiek emocje z twarzy innych. Wszak, szlachetna doskonale nauczyła się grać nie tylko przed własnymi rodzicami, ale i mężem. Także udawanie przed Isao zwykłej kobiety wychodziło jej aktualnie niesamowicie dobrze. Niemniej, mimo, że nie sprawia wrażenia osoby, która ma aktualnie ochotę zabić kogokolwiek, nadal w okół niej roztacza się ta nutka cholernej tajemniczości, co faktycznie w jakimś tam - przynajmniej minimalnym - stopniu naprawdę może martwić obecnie Iska, który jak wiemy za szlachetnie urodzonymi specjalnie nie przepada. A tu proszę! Taka pyskata Kanapa bezczelnie postanowiła zatrzymać go na środku drogi, jak gdyby nigdy nic nawiązując z nim byle jaką rozmowę. Do tego nie zdradzając po sobie zupełnie nic, jak gdyby była tylko lalką, postawioną przed muzykiem tak totalnie z dupy. Jednakże, skoro już wiemy jak wygląda czarnowłosa, jaką minę robi i co pozwala wyczytać ze swojej buźki wokaliście, może przejdziemy do tego, co odczuwa sama Sop? Bo trzeba tu przyznać, że przez Sofę obecnie przelewa się mnóstwo odczuć. Od samej euforii na widok swojej prawie zabaweczki po zwykłą złość pomieszaną z drobnym podirytowaniem. Lęk, jaki dało się dostrzec u wampira sprawił, że Kanapa jednocześnie tryskała dumą i radością z drugiej jednak strony wkurzając się o to, że dotarcie do osoby Isao zabierze jej znacznie więcej czasu, niżeli wcześniej sądziła. Jawny niefart. Coby jednak nie było, wyraz twarzy szlachetnej cały czas pozostawał taki sam. Co jakiś czas tylko z niebieskich tęczówek młódki dało się wyłapać przelotny błysk. I to by było w sumie na tyle ~
Napięcie jakie między nimi rosło, ta niepewność, która wypływała od strony chłopaka sprawiała, że Sophie zaczynała się rozluźniać, wiedząc, że ma nad nim minimalną przewagę. Ot, biedny Is nawet nie wie co ma robić, jak ma się zachować, co gorsza - nie wie najważniejszego. W końcu z pewnością chciałby wiedzieć, jakie ma w stosunku do niego zamiary przebiegła pianistka. Znając życie, to pewnie jedno z głównych pytań jakie obecnie zadaje sam sobie. Do tego jego reakcja na jej nazwisko. Mimowolnie na usteczka szlachetnej wpełzł szczery nieco bezczelny uśmieszek. Nie mogła się przed tym powstrzymać, zawsze się tak zachowuje, gdy ktoś zaczyna się jej obawiać, bo ród w jakim obecnie grzeje swoje zgrabne dupsko, rozsiał sobie po państwie złą sławę. Oh, opinia o burmistrze? Sophie nie miałaby nic przeciwko, gdyby wyrzucił teraz przed nią wszystkie swoje żale, pretensje i nieprzychylne opinie na temat jej męża. Wampirzyca jest do tego w jakimś tam stopniu przyzwyczajona, sama dorzuciłaby do tego swoje trzy grosze potem dopiero zabierając się za czyste hejtowanie i poniżanie muzyka. No bo w końcu, co jak co, ale tylko Sofa może obrażać Sam'a. A przynajmniej wygłaszać o nim niezbyt pozytywne opinie. Niby dobrze, bo wysłucha, ale chwilkę później przebywanie z nią to istna masakra. Biedaczek. Będzie miał z nią przejechane po całej, pieprzonej linij. Niestety. Ale życzymy powodzenia!
- Sztuczny uśmiech w niczym Ci nie pomorze. Aczkolwiek mi również miło Cię poznać. - rzuciła, zanosząc się cichym chichotem na poczynania blondasa. Nieczęsto przychodzi jej się teraz spotykać z takimi zachowaniami ze strony mężczyzn. Owszem, są w stosunku do niej kulturalni, niemniej całowanie kobiety w rękę już od dawna odchodzi powoli w zapomnienie. Nawet wampiry rzadko kiedy obnoszą się do siebie w ten sposób, a tu proszę istny szok! Jakby stare maniery nadal kryły się w co poniektórych istotach. Tym lepiej, Isao zarobił sobie u niej kolejnego, nieszczęsnego plusa, który pcha ją w jego kierunku jeszcze bardziej. Oh, gdyby chłopak tylko wiedział, że takim zwykłym gestem może przekreślić sobie spokojne życie!
Dziewczyna cofnęła drobną dłoń, na nowo splatając ją z drugą za swoimi plecami, odwzajemniając - tak jakby - uśmiech wampirowi. Pochwyciła dobry temat! Powinna być z siebie dumna! Przynajmniej kumpel jej przyjaciela przestał ją traktować jak wroga czy też zwykłe niebezpieczeństwo od którego trzeba się trzymać z daleka. Wprawdzie winien tak robić, ale póki żona burmistrza nie zdradza swoich chorych zamiarów, jest grzeczna i takie tam, to nic dziwnego, że w gruncie rzeczy Isao nie spieprzył jeszcze na drugi koniec świata, yolo.
- W którymś momencie, po prostu musimy usunąć się ze sceny. Moja matka, Susan Shiroyama, również porzuciła swoją karierę. Nie chciała, by wystąpiły w okół niej pewne podejrzenia. - mruknęła, wzdychając cicho. Taka prawda. Wampiry, które trudnią się czymś, co wymaga od nich ciągłego pokazywania się światu, przebywania z fanami, jeżdżenia od miejsca do miejsca zwyczajnie muszą zrezygnować ze swojej pasji, by potem nie było, że się nie starzeje, ciągle wygląda tak samo, co ona robi!? Toż to potwór. Wszyscy chcą tego uniknąć. Dlatego robią sobie przerwę i na scenę wracają dopiero po kilkunastu latach.
- Zresztą ten stary erotoman, którego na moje biste szczęście przyszło mi nazywać przyjacielem, gra z Tobą w kapeli. Chociaż nie sądziłam, że tak szybko Kyu odnajdzie się na scenie po waszej chwilowej 'przerwie'. - powiedziała swoje, starając się podtrzymać jakoś temat.


Powrót do góry Go down
Isao
Nauczyciel
Nauczyciel
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t321-isao-takei#363
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 660


PisanieTemat: Re: Uliczka   Sro Cze 05, 2013 8:06 pm

Zdecydowanie udawało jej się zachować pozory zwykłej kobiety. Choć Isao nie umiał oceniać zamiarów i emocji nieznajomych mu osób, z jakiś przyczyn nie wyczuwał od niej nic złego. Jednak sam fakt, że była to wampirzyca krwi szlachetnej, kazał trzymać mu się twardo, nie opuszczać gardy i być czujnym. Oczywistym było, że niczego się nie domyślał. Tu bardzo przydałaby mu się moc Kyubiego, który umiał odczytywać myśli innych. Gdyby on również miał taką umiejętność, już dawno wiedziałby, że Sophie wcale taką "zwykłą" kobietą nie jest i ma co do niego niezbyt przyjemne plany, zaś w tym momencie wykazuje się jedynie niesamowitą grą aktorską by zwabić go niczym pajęczyca na swoją sieć. Gdyby wiedział, prawdopodobnie rzeczywiście spieprzałby ile sił w długich nogach. Tylko by się za nim kurzyło. Nie miał na tyle pewności siebie aby po prostu przeciwstawić się wampirowi krwi A i próbować z nim walczyć. Był świadom swojej bezsilności w niektórych sytuacjach. Poza tym... Sophie była żoną burmistrza, nosiła nazwisko budzące grozę w mieście i nie tylko. Isao z pewnością nie chciał mieć całego rodu Kuroiaishita na karku, szarej policji i wszystkich ich sprzymierzeńców. Gdyby miał w sobie tyle odwagi by się ich nie obawiać, dawno już próbowałby zrzucić Samuru ze stołka burmistrza, na który oczywiście Sam w ogóle się nie nadawał. Ale to było jego zdanie, którego nie zamierzał wypowiadać na głos ~
Dostrzegł jej nieco bezczelny uśmieszek. Drgnął lekko, ledwo zauważalnie, przyglądając jej się i napinając odruchowo wszystkie mięśnie w obawie. Zupełnie jakby zaraz miał się bronić lub uciekać. Sam nie wiedział skąd brały się u niego takie reakcje. On już tak miał. Nie znał zbyt wielu wampirów krwi szlachetnej bo zawsze naumyślnie ich unikał. Była tylko jedna jedyna osoba krwi A, którą szanował, której ufał, słuchał się jej i po prostu ją kochał - była to jego matka. Przy każdym innym nie umiał się rozluźnić i prawdopodobnie długo jeszcze będzie patrzył na Sofę z dystansem, napięciem i obawą. W jego głowie rzeczywiście ciągle pojawiało się pytanie dotyczące jej zamiarów w stosunku do niego. Nikt normalnie nie zadaje sobie takiego pytania na okrągło gdy spotka kogoś nieznajomego. Wszak każdy jest pierwotnie osobą nieznajomą i dopiero później się ją poznaje. To, że nawiązuje się jakaś rozmowa to nie znaczy, że osoba ta już zamierza Cię porwać, związać i pociąć na kawałeczki. Ale tak właśnie Isao czuł się w pobliżu tych wampirów. I choćby nie wiadomo jakich sposobów Kanapa użyła, musiałaby czekać na prawdę długo aby zdobyć jego całkowite zaufanie. Nawet jeśli się rozluźni, owe napięcie dalej będzie odczuwał.
- A-ah... przepraszam. - mruknął, nieco speszony jej słowami. A więc jej oczy o wyjątkowym kolorze (który mu się podobał) dostrzegły fakt, że przymusił się do tego uśmiechu, chcąc być uprzejmym i ukryć za nim obawę. Teraz czuł się zakłopotany, toteż tradycyjnie, jak to on w takich momentach, jego dłoń powędrowała na jego jasną czuprynę z boku głowy. Uśmiechając się głupkowato z zakłopotaniem, mierzwił swoje przydługawe włosy. Zawsze tak robił.
To nie tak, że Isao zachowywał stare tradycje. On tak robił często, starając się rozluźnić atmosferę, wywołać na ustach kobiet uśmiech, często także śmiech. Bardzo często zdarzało się tak, że gdy poznawał jakąś dziewczynę, kłaniał się jej kameralnie i całował wierzch jej dłoni. Wtedy takie osoby zazwyczaj podchwytywały jego zabawę i śmiejąc się, unosiły dumnie brodę lub kłaniały mu się również, udając, że podtrzymują materiał niewidzialnej sukni. Gdyby tylko Isao wiedział, że w ten sposób wzbudzał jeszcze większe, a w tym wręcz chore zainteresowanie swoją osobą u tej wampirzycy... Gdyby tylko wiedział, że w ten sposób kopał pod sobą jeszcze większy dołek... Nieświadomość momentami była straszną rzeczą.
- Nie, nie. To nie tak. - pokręcił przecząco głową tuż po jej słowach. - To nie tak, że ona usunęła się ze sceny by nie wzbudzić niczyich podejrzeń. Ona po prostu przestała grać całkowicie. Nie wiadomo czy do tego wróci, w domu także nie gra już na fortepianie. - wyjaśnił jej. Westchnął z żalem. Kochał grę swojej matki i wiązał z nią masę przyjemnych, ciepłych wspomnień. To ona rozpaliła w nim miłość do muzyki, dzięki której był teraz tym, kim był. Wiele jej zawdzięczał i nie znał prawdziwego powodu, przez który jego matka przestała grać. Fortepian w rezydencji na Okinawie stał nieruszany od kilku lat...
- Ale zaraz. Musimy...? Znaczy Ty również grasz? - popatrzył na nią z niemałym, szczerym zainteresowaniem. Temat muzyki był tematem, który nigdy mu się nie nudził. Gdy tylko ktoś poruszał go w jego obecności, mógł mieć pewność, że Isao dołączy się do rozmowy. Rzeczywiście zachowywał się już bardziej swobodnie i nie widać było po nim tego napięcia, które tak bardzo widoczne było u niego na początku ich spotkania. Jednak obawa i owe napięcie ciągle w nim było. Tliło się lekko w jego sercu, ale obecna rozmowa odpychała je, zsyłała gdzieś w głębokie zakamarki.
- A więc jesteś przyjaciółką Kyubiego? To miasto jest jednak malutkie, każdy każdego zna lub ma wspólnych znajomych! - zawołał z zadowoleniem, uśmiechając się szeroko. Obie dłonie wetknął w przednie kieszenie od spodni i patrzył na nią z tym błyskiem w oczach, który pojawiał się tam zawsze gdy zaczynał nabierać pozytywnej energii, dobrego humoru, i gdy jakiś temat go zainteresował. Ostatecznie także zaczął się śmiać, na końcu kręcąc głową z rozbawieniem.
- Erotoman. Nic dodać nic ująć. Jedno słowo i od razu wiadomo o kogo chodzi.
To również pomogło mu się nieco bardziej rozluźnić. Bo czy nie mówiło się, że przyjaciel Twojego przyjaciela to także Twój przyjaciel? Owszem, mówiło się. Choć w tym przypadku miało się to okazać nieprawdą. Isao jednak ciągle przebywał w błogiej nieświadomości. Zastanawiał się czy nie wyjąć jeszcze jednego papierosa i nie zapalić przy niej, jednak powstrzymał się. Przy kobiecie nie wypadało tak ciągle wyjmować fajek i dymić naokoło. Może potem zapyta się jej czy dym jej nie przeszkadza...
- Właściwie to późno już... Gdzie się wybierałaś o tej porze, hm? Ja osobiście zbieram się do mieszkania. - odezwał się, nie bardzo wiedząc co ma mówić gdy już temat się skończył. Jednak ciągle zachowywał się w jej obecności inaczej niż zachowywałby się normalnie. Zwykle bowiem nie przeszkadzało mu czy kogoś znał, czy nie. Kłapaczka wręcz mu się nie zamykała i paplał co tylko mu ślina na język przyniosła.

_________________
. . . .
♫ Isao ♫

P i o s e n k i . . z e s p o ł u
1. 2. 3.
Powrót do góry Go down
Sophie

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t566-sophie http://vampireknight.forumpl.net/t650-komorka-sophie
Zarejestrował/a : 23/10/2012
Liczba postów : 399


PisanieTemat: Re: Uliczka   Sob Cze 08, 2013 7:25 pm

Kanapa w przeciwieństwie do Iska już od dziecka przebywała w otoczeniu wampirów krwi szlachetnej. Panoszyła się, wspinała na wyżyny, zawsze chciała zrównać się z rodzeństwem. Dopiero z czasem uświadomiła sobie, że nigdy, ale to nigdy nie będzie taka jak Nadira tudzież Naizen. Oni wychowywali się sami, mając tylko siebie, a ona? Nie dość, że w przeciwieństwie do nich uzyskała od losu ten fart, by móc wychowywać się z obojgiem rodziców, którzy rozpieszczali ją do granic możliwości, a już w szczególności matka, to jeszcze posiadała wsparcie w nich. W końcu zawsze ją kryli, coby nie zrobiła. Głównie dla tego wyrosło z niej tak perfidne dziewczę. Zawsze była świadoma, że wszystko ujdzie jej na sucho. Dlatego bez większego problemu gnębi osoby niższej krwi, dlatego ubóstwia wybierać sobie za lalki nie marionetki ze sklepu, a żywe istoty. Czego przykładem jest, wręcz chora ochota posiadania Isao na własność. Jest rozpieszczona, arogancka i przebiegła nie tylko przez to, że za dziecka wykazywała już częściowe zadatki na taką osobę, ale i przez sposób w jaki została wychowana. Nawet Max nie mógł zbytnio na to wpłynąć. Temu też, Sophie jest całkowitym przeciwieństwem muzyka. On unika szlachetnych, ona wręcz do nich lgnie, on jest miły i pomocny, ona wredna i chamska. Nic więc dziwnego, że piosenkarz zachowuje się teraz tak jak się zachowuje, zwłaszcza, że pomimo wyśmienitej gry aktorskiej jaką reprezentuje obecnie wampirzyca, wewnątrz niej już targa nią ogromne zniecierpliwienie. Niemniej, roześmiała się raz jeszcze, gdy tylko Isao się odezwał, widocznie speszony jej wcześniejszymi słowami. Zatrzepotała niewinnie rzęsami, przyglądając się jego poczynaniom. By w którymś momencie zwyczajnie poklepać go po ramieniu. Ot, by jakoś go pocieszyć [?] Przynajmniej dodać więcej pewności siebie.
- Nie masz za co Isao. - odpowiedziała, nadal utrzymując na swojej pseudo niewinnej buzi wesoły uśmieszek. Aż dziw, że na wierzch nie wyszedł jeszcze fakt, że i Sophie gra przed Isao, tak jak i on grał jakiś czas temu przed nią. Dziewczyna powinna iść z takimi umiejętnościami do teatru swojej siostry, serio. Sama jest w szoku, że tak długo jest w stanie grać przed wokalistą. Co prawda nie sprawia jej to jakiejś wielkiej trudności - jak już zresztą wszyscy wiemy, aczkolwiek Sophie była święcie przekonana, że wampira nie da się aż tak łatwo oszukać, oh. Pora chyba przejść do rzeczy, srsly.
- Serio? Wielka szkoda. Zawsze chciałam zobaczyć jej występ na żywo. Trzeba się nacieszyć tym, co mam. - mruknęła z dosłyszalnym w głosie, wielkim żalem i smutkiem. Czarnowłosa naprawdę żałuje, że nie zobaczy już na deskach sceny matki Isao. Kobieta świetnie potrafiła grać na fortepianie, a takie doświadczenie dla szlachetniej byłoby spełnieniem marzeń. Zwłaszcza, że sama po swojej matce, która również osiągnęła niemałą karierę w tej dziedzinie, zaczęła grać na fortepianie i kręcić się w tym biznesie, przez co aktualnie jest jedną z najlepszych kompozytorek oraz pianistek nie tylko w ów państwie.
Drgnęła nieznacznie, kiedy zadał pytanie, mimowolnie unosząc na niego niebieskie tęczówki. Zerknęła nań spod kurtyny czarnych, grubych, wywiniętych nieco rzęs, zaczesując z wolna długie, gęste włosy do tyłu. Kąciki pełnych, spękanych usteczek podjechały do góry.
- Ba! Gram od dziecka. Talent po mamie, jak mówią. - rzuciła, dziwiąc się że w sumie nic o niej nie słyszał. Przecież tak jak i o nim w sieci, w gazetach czy choćby z samej telewizji można pochwycić o niej wiele, wiele informacji. Sławni ludzie niestety tak mają. Jawny niefart, oh.
- Owszem, i prawdopodobnie tylko mi jedynej pozwolił ukraść sobie kluczyki od kancelarii, będąc tego całkowicie świadomym. - Kyubi naprawdę chyba nie wiedział na co się wtedy zgadzał. Od tamtego czasu Sophie w jego kancelarii pojawia się regularnie, składając mu niecodzienne propozycje. Poczynając od zjarania blanta, kończąc na prochach i kurcze seksie jak ostatnio. Kto by pomyślał, że szlachetna teraz zabierze się za kumpla swojego przyjaciela. Ciekawe jakby ten zboczeniec zareagował na taką informacje. Czy by się wściekł czy by się z tego śmiał. No kto wie, kto wie.
- Dokładnie. Naszego kochanego basisty nie można inaczej określić. - palnęła przez krótką chwilę błądząc myślami w okół osoby Kyubi'ego, by chwilkę później na nowo zająć się postacią Iska. Westchnęła cicho, wręcz niedosłyszalnie, nudząc się tą całą milusią otoczką na uspokojenie chłopaka. Zabrałaby się już za niego i by było po krzyku, a nie. Cacka się z nim jak z panienką. Do tego dziewicą, yolo. Przestąpiła z nogi na nogę, widocznie się już niecierpliwiąc, po czym odsunęła się krok od chłopaka, podgryzając delikatnie dolną wargę.
- Umówiłam się z pracownicą ze studia, ale panienka nie dotarła. Chwilę później spotkałam Ciebie i no ... - przerwała, mrużąc wściekle oczy. Tęczówki Sofy momentalnie zalały się czystym, intensywnym szkarłatem, natomiast sama wampirzyca momentalnie naparła na ciało chłopaka, przyciskając go do ściany jednego z budynków. Ofc, mógł się jej postawić, jednakże, żona burmistrza jako wampir szlachetny mimo wszystko ma nieco więcej siły niż on. Zwłaszcza teraz, jak podjarała się że w końcu go złapała. Uśmiechnęła się bezczelnie, ukazując przy tym dwa, ostre kły.
- Nawet nie wiesz ile czasu zajęło mi to, by w końcu spotkać się z Tobą sam na sam. - pisnęła, zaciskając mocniej dłonie na jego ramionach, by paznokcie wbić w jego skórę. Wlepiła swoje oczy w jego, będąc z siebie niebywale dumną, o.
Powrót do góry Go down
Isao
Nauczyciel
Nauczyciel
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t321-isao-takei#363
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 660


PisanieTemat: Re: Uliczka   Sob Cze 08, 2013 10:35 pm

Rzeczywiście ta dwójka chyba pod każdym względem była jak ogień i woda. Jednak jej umiejętności aktorskie pozwalały jej w skuteczny sposób ukryć wszystko czego Isao miał nie widzieć. Być może Sophie powinna wybrać karierę aktorki, nie pianistki, bowiem była w tym bardzo dobra. Niestety, swoją rolę również grał tu fakt, że Isao był kiepski w odczytywaniu różnorakich znaków, sygnałów, a także wszystkiego innego co było ukryte i nie widoczne dostatecznie wyraźnie. Sophie mogła być więc kiepską aktorką, a Isek bardzo prawdopodobnie mógł się w niczym nie połapać. Choć różnie to z nim bywało. Gdy chciał i rzeczywiście uważnie się przyglądał, skupiając swoją uwagę na danym elemencie zachowania jakiejś osoby, potrafił w bystry sposób wyłapać to, co starała się ukryć. Ale jak już mówiłem - różnie to z nim bywało.
- Mhm, no w porządku. - mruknął cicho, niemal niesłyszalnie, jakby mówił sam do siebie a nie do niej. Wtedy też opuścił dłoń i powoli skierował wzrok na nią, gdyż wcześniej wlepiał spojrzenie w jakiś sobie tylko znany punkt z boku. Widać i tu byli swoim przeciwieństwem. Sofie gra aktorska wychodziła wyśmienicie, zaś Isao nie umiał nawet uśmiechnąć się na przymus by nie zostało to zauważone. Widać więc dziewczyna miała sporo zalet i talentów, gdy Isao mógł pochwalić się jedynie umiejętnością gry na fortepianie, gitarze i umiejętnościami wokalnymi. Pod tym względem chyba wypadał dość blado przy tej wampirzycy...
Powoli udawało jej się usypiać czujność i obawy u tego chłopaka. Te nadal w nim były ale nie już tak wielkie i wyraźne jak jeszcze parę chwil temu. Była to zasługa dobrego tematu, który wciągał go oraz jej gry aktorskiej. Z chwili na chwilę w jego głowie coraz większa stawała się myśl, że być może wampirzyca ta wcale nie jest taka jak reszta wampirów krwi szlachetnej, że nie jest tak zepsuta, okrutna, zła i arogancka (tu można wymieniać dalej i dalej...). W jak wielkim był błędzie! Gdyby on tylko wiedział, że tak na prawdę jego początkowe obawy były jak najbardziej słuszne...
- Niestety. Może kiedyś wróci jeszcze. Ma na to czas. - stwierdził i uśmiechnął się. No tak, jako wampir krwi szlachetnej jego matka była dużo bardziej "wiekowa" niż wampiry krwi niższej, w tym Isao i jego ojciec. Może kiedyś Takei dowie się dlaczego Juri przestała grać. A może sama postanowi wrócić? Może zatęskni za grą, którą tak kochała i która sprawiała jej tyle radości. Cóż, to niestety były tylko rozważania, nic pewnego. Prawdą było, że Juri była dość kapryśna i zmienna.
- Zaraz... Mówiłaś, że nazywasz się... Shiroyama? - nieświadomie zmarszczył brwi, zamyślając się nieco. Jego mina zdradzała dokładnie co w tej chwili robił. A co robił? Przeczesywał swoją pamięć bardzo dokładnie, chcąc się w czymś upewnić. I gdy już to zrobił, jego mina zmieniła się, tworząc mieszankę zaskoczenia i olśnienia. Popatrzył na nią. - No tak! Słyszałem coś o Tobie albo o Twojej mamie. A tak poza tym... Jesteś jakąś rodziną do Naizena?
Aż na samą myśl o tym blondwłosym homoseksualiście miał dreszcze. Faktem jednak było, że w jakiś sposób go nawet lubił. Wampir ten był uczciwy, dobry i można było na niego liczyć. Inna sprawa to to, że próbował się niegdyś do Iska dobierać i teraz Takei dostawał gęsiej skórki na sam jego widok lub gdy tylko słyszał jego głos. Cóż, jezeli Sophie potwierdzi jego przypuszczenia, zaznaczając, że ten przesławny właściciel knajpy, w której grali, to jej brat, Isao jeszcze mniej będzie się jej obawiać. Zapewne pomyśli wtedy, że skoro jej brat jest taki, to czemu miałby nie ufać jego siostrze? Co prawda nadal będzie czujny, ale jego obawy jeszcze bardziej się zmniejszą. I tak zapewne się stało bo czemu Sofa miałaby nie oświecić w tym kierunku Iska?
- Whoa... - popatrzył na nią z czymś w rodzaju podziwu, choć w gruncie rzeczy nie wiedział jak dużym w rzeczywistości było to osiągnięciem. - To mi właściwie mówi, że nigdy nie byłem w jego kancelarii. - Pokiwał znacząco głową, zamyślając się nieco i podświadomie łapiąc się za podbródek i robiąc coś w rodzaju lekkiego dzióbka. Takie rzeczy były u niego normalne. Często całkowicie nieświadomie Isao robił różne miny oraz gesty. Ot z przyzwyczajenia.
Isao nie wiedział co i z kim Kyubi robił w swojej kancelarii. Był świadom, że jego przyjaciel bynajmniej nie należał do tych grzecznych ale już dawno zdał sobie sprawę z faktu, że Kyu właściwie mało mu mówił i blondas niewiele o nim wiedział. Było to dla niego nieco bolesne, bowiem kumplom powinno się mówić o różnych rzeczach, takich jak na przykład ślub. Tymczasem Isek o wszystkim dowiadywał się po fakcie. Może to dlatego więź przyjaźni, niegdyś tak mocna, teraz osłabła? Szarooki zapytany o najlepszego przyjaciela bez namysłu wskazałby na Spadesa. A kiedyś był nim właśnie Kyubi... Cóż, ciemnowłosy jednak sam sobie zasłużył na taki spadek w hierarchii najlepszych kumpli. I raczej niewiele go to obchodziło ~
Wtedy wspomnieli coś o erotomanii u Kyubiego. Isao pokiwał głową, na chwilę uciekając gdzieś wzrokiem. Chwilę analizował coś w głowie, by skierować swój wzrok na Sofę w momencie, gdy ta kończyła mówić, albo raczej gdy nie dokończyła zdania. Zainteresowane spojrzenie szarookiego skierowało się na nią i aż drgnął zaskoczony, gdy dostrzegł jej wściekłe spojrzenie oczu, które zalały się szkarłatem. W pierwszej chwili Isao pomyślał, że to złość na ową dziewczynę, która nie stawiła się na spotkanie z Sophie. Jednak już wtedy gdzieś w jego głowie zapaliła się pomarańczowa ostrzegawcza lampka. Serce kilka razy zabiło nieco szybciej... I wtedy wylądował przy ścianie, będąc przyciskanym do niej. Zszokowany patrzył prosto na Sophie, a jego serce znacznie przyspieszyło tempo bicia. Miał niesamowity mętlik w głowie, nie umiał ogarnąć tego, co się właściwie działo. Czuł obawę ale nie czuł bezpośredniego zagrożenia bowiem nie znał jej zamiarów. Do tego zdążył wyrobić sobie o niej już całkiem niezłą opinię. Może była jego fanką? Albo po prostu jej się spodobał? Dookoła roiło się teraz od dziewczyn, które w głowie miały więcej zbereźnych myśli od facetów. A może chciała napić się jego krwi? A może rzeczywiście go zaatakować? Tyle możliwości!
- P-po co chciałaś spotkać się ze mną sam na sam? - spytał niepewnie i aż drgnął gdy dostrzegł jej kły. Zaczynał czuć, że popełnił jakiś błąd i znalazł się w nieciekawej a wręcz niebezpiecznej sytuacji. Jego serce nieprzerwanie biło w przyspieszonym tempie, zaś w środku aż coś wierciło w nim rosnącą obawę i coś na rodzaj strachu. Syknął cicho przymykając lekko oko, gdyż jego twarz wykrzywiła się w lekkim grymasie, kiedy wbiła paznokcie w jego ramiona. Te rzeczywiście wbiły się w jego skórę i już po chwili Isao poczuł zapach swojej krwi, który rozniósł się dookoła. W jego głowie zapaliła się czerwona lampka. Jego wzrok przestał przypominać spojrzenie nieświadomego, niewinnego dziecka. Zmrużył oczy, które zaiskrzyły się szkarłatem.
- Puść mnie. - powiedział tonem dość ostrym. Nie obchodziło go, że była wampirem krwi szlachetnej gdy zachowywała się w taki sposób. Naizena też uderzył, gdy ten zrobił coś, co mu się nie podobało. Zamierzał użyć na niej mocy i uśpić ją gdy zajdzie taka potrzeba. Cóż, jednak skończy się to na zamiarach, bowiem Isao nie wiedział, że dziewczyna miała moc blokującą dostęp do jej umysłu, a więc blokującą także jego moc.

_________________
. . . .
♫ Isao ♫

P i o s e n k i . . z e s p o ł u
1. 2. 3.
Powrót do góry Go down
Sophie

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t566-sophie http://vampireknight.forumpl.net/t650-komorka-sophie
Zarejestrował/a : 23/10/2012
Liczba postów : 399


PisanieTemat: Re: Uliczka   Nie Cze 09, 2013 8:36 pm

- A no. - mruknęła krótko, czekając do jakich wniosków dojdzie nasz jakże przystojny, słodki Isao. Przykleiła na swoją gębę wesoły uśmieszek, bijąc mu po chwili ciche brawa.
- Jestem młodszą siostrą Naizen'a i Nadiry, jeśli ją w ogóle kojarzysz. - rzuciła mu w odpowiedzi, bo czemuż miałaby się do tego nie przyznać? Zwłaszcza teraz, skoro okazuje się że tak błaha informacja jest w dość dużym stopniu sprawić, że muzyk w jej otoczeniu zacznie się czuć jeszcze bardziej swobodnie i obdarzy ją do tego nijakim zaufaniem. Co lepsze większość członków jej rodziny na ogół przychylnie spogląda na wampiry niższej krwi ponad to nie są tak zadufani i perfidni jak inne rody. Oczywiście z drobnymi wyjątkami! Na przykłady 'zbuntowanych' dzieci z rodziny Shiroyama z pewnością można podać Will'a, pierwszego syna Victor'a oraz Sophie, która zawsze działa na przekór wszystkim. Nie żebym od razu robiła z niej nie wiadomo jak złą osobę, niemniej Kanapa z pewnością ma bardziej wyrafinowany charakter niż poukładany, dostojny Naizen.
- Naprawdę? Żałuj! Jego kancelaria ma niesamowicie dobrze zaopatrzony barek. Mogę Cię tam kiedyś zaciągnąć, chcesz? - luźna propozycja na którą swoją drogą Sofa przystałaby od razu. Ot, przynajmniej Isek w końcu zobaczyłby jedno z miejsc pracy swojego kumpla z zespołu, a to już coś. W końcu rzadko pałęta się tam ktoś inny prócz pracowników i klientów.
Coby jednak nie było, nie mam zamiaru dalej przedłużać posta i nieznacznie go skrócę. Moje lenistwo nie zna granic, hehe. Wiem, że mnie kochasz. Do rzeczy jednak. W wampirzycę momentalnie coś wstąpiło. Trudno stwierdzić, co tak naprawdę wyprowadziło ją z równowagi. Można się tylko domyślać, że jedną z przyczyn była z pewnością nieudolna pracownica oraz narastające w niej zniecierpliwienie, które na ogół w takich sytuacjach bierze nad nią górę. Pogodny uśmieszek w mig zamienił się w dość psychiczny, maniakalny z pewnością nie wróżący nic dobrego. Mina Kanapy również nie była zbyt uspakajając, ba! Wręcz przeciwnie! Prawdopodobnie odbierana przez innych sugerowała jedne z najgorszych rozwiązań. Cała ta nieporadność wokalisty, niewiedza, strach i szok, wszystkie te aspekty sprawiały, że Sophie chciała go jeszcze bardziej. Już, teraz, natychmiast. Podjarała się dziewczyna noo! Dodatkowo nawet na moment nie spuszczała z niego wzroku, jakby wierciła mu dziurę w głowie szkarłatnymi tęczówkami.
- Na początku przez zwykłą ciekawość. Chciałam więcej dowiedzieć się o Twojej matce, później po prostu, zdając sobie sprawę z tego, że do niej nigdy nie dotrę, zapragnęłam mieć Ciebie na własność. To źle? - syknęła zupełnie szczerze, oblizując z wolna górną wargę. Naparła na jego ciało jeszcze bardziej, stanowczo zmniejszając odległość między nimi, która i tak już z początku była prawie nikła. Przyśpieszone tempo bicia serca Isao sprawiło, że po raz kolejny z gardła czarnowłosej wydobył się melodyjny śmiech. Gdyby chłopak nie znajdował się w takiej sytuacji, byłby on z pewnością przyjemny dla ucha, a teraz? Istny koszmar. Niemniej, kiedy tylko dookoła nich rozniósł się zapach krwi blondyna, Kanapa wpadła w trans. Już nic teraz nie było w stanie jej powstrzymać. Dosłownie nic. Zjechała dłońmi niżej, by złapać go za nadgarstki. Na wszelki wypadek, żeby się jej chłopaczyna nie wyrwał, po czym wspięła się na palce, całując wampira w kącik ust.
- Nie rozkazuj mi. - mruknęła niewzruszona. Oh, taki słodki jak się piekli! Będzie z niego przeuroczy pupilek. Sophie mu za żadne skarby nie popuści. A już z pewnością nie dziś. Choć, wydawać by się mogło, że dziewczyna nie zamierza posunąć się dalej, zaraz Takei mógł poczuć na swojej szyj chłodne usta szlachetnej. Złożyła na jego miękkiej skórze kilka drobnych pocałunków na tym kończąc swoje - jak na razie - dość miłe igraszki, by zacząć bawić się z nim w innym sposób. Zacisnęła ręce mocnej na nadgarstkach muzyka, wbijając bezpośrednio kły w jego szyję. Nie, nie zrobiła tego delikatnie, bo i po co? Jeśli jej ofc. Isek nie powstrzymał!
Powrót do góry Go down
Isao
Nauczyciel
Nauczyciel
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t321-isao-takei#363
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 660


PisanieTemat: Re: Uliczka   Pon Cze 10, 2013 3:37 pm

- Kojarzę. Kojarzę oboje! - potwierdził entuzjastycznie, kiwając głową i patrząc na nią. Wcześniej już przyglądał jej się. Zawsze tak było, że gdy widziało się kogoś po raz pierwszy, lustrowało się tę osobę wzrokiem, zapamiętywało jej wygląd i oczywiście oceniało. Świat był pełen wzrokowców, którzy robili to już właściwie podświadomie. Teraz znów przyjrzał jej się, tym razem nieco dokładniej i nijak się z tym nie krępując. Na chwilę zapadła cisza, którą przerwał dopiero po zakończeniu przyglądania się. - Ale nie jesteś podobna do rodzeństwa, tak mi się zdaje. - przyznał, kiwając głową jakby na potwierdzenie własnych słów. Nieświadomie także trzymał bok wskazującego palca tuż pod swoimi ustami. Były to kolejne charakterystyczne dla niego gesty, które wykonywał podświadomie. ~
- Mówisz? Jeżeli Kyubi nie będzie miał nic przeciwko to chętnie się tam wybiorę. - odpowiedział jej, wkładając dłonie do przednich kieszeni od spodni i szczerząc się wesoło. Ten charakterystyczny wyszczerz bardzo często pojawiał się na jego twarzy i, nie oszukujmy się, pasował do jego charakteru a także do niego samego. Ktoś mu kiedyś powiedział, że z uśmiechem mu do twarzy i wcale przy tym nie przesadzał. Ten pogodny wyraz, szeroki uśmiech, rozbawiona twarz - wszystko to tworzyło iście bisty obraz upiększający mordkę tego blondwłosego wampira. Choć on nie był tego świadom. Był raczej dość skromną osobą.
Skracanie posta oczywiście Ci wybaczę. Znaj łaskę Pana i składaj ofiary, ha! A tak na serio, nie ma sensu zbyt długie rozpisywanie się i wyciąganie posta na siłę. Ale kontynuując... Początkowo Isao kompletnie nie wiedział co się dzieje. Stracił czujność i nie dostrzegł tego błysku w jej oczach, któremu towarzyszyło zniecierpliwienie, podekscytowanie ale także coś złowrogiego. Przyciśnięty do ściany czuł się kompletnie zdezorientowany, skołowany. Zdarzały się już przypadki kiedy fanki próbowały się do niego dobierać. Zresztą... nie tylko on miał takie przygody bo Kyubi i Spades także. Jednak Sophie nie była osobą, która należała do tych kopniętych fanek, którym w głowach tylko figle ze swoimi idolami. Nie, nie... Zrozumiał to z opóźnieniem, bo zdezorientowanie skutecznie mąciło mu w głowie ...
- W jakim sensie "na własność"...? - spytał niepewnie, patrząc na nią uważnie. Zaraz jednak, kiedy zapaliła mu się czerwona lampka, zmrużył oczy, które zaiskrzyły się szkarłatem. Lubił swoje szare tęczówki. Lubili je także inni. Może dlatego właśnie czerwień pojawiała się w jego oczach dość rzadko. Działo się to wtedy, kiedy czuł krew, gdy był głodny, używał (lub miał zaraz użyć) mocy lub gdy był wyjątkowo zły lub zdenerwowany. Tu miejsce miały dwa przypadki, a nawet trzy: zdenerwowanie, złość i zamiar użycia umiejętności gdy zajdzie taka potrzeba. Jego dobre serce było czasem jego słabością. Mógł bowiem użyć mocy od razu, ale nie chciał... Nie chciał jej ranić jeżeli nie byłoby to konieczne. A nóż widelec dziewczyna odejdzie dobrowolnie? Lub powie mu, że to był jedynie żart? Taką miał właśnie nadzieję.
- To źle. Nie będę niczyją własnością. - syknął w odpowiedzi na jej poprzednie pytanie. Przybliżyła się, a on odczuł nacisk jej, zdawać by się mogło, drobnego ciałka na swoim ciele. Nic nie mógł poradzić na serce, które przyspieszyło nagle tempo swojego bicia. Obawa, adrenalina i te sprawy. Wszystko to napędzało je i zdradzało, że jest niespokojny, a być może nawet wystraszony.
Drgnął kiedy złapała go za nadgarstki. Zmrużył oczy, kiedy powiedziała żeby jej nie rozkazywał i zaczął wpatrywać się w nią tylko z rosnącą wściekłością. Dał się złapać niczym muszka w pajęczynę. Sophie kusiła, udawała normalną, grzeczną dziewczynkę by uśpić jego czujność i poczekać aż wpadnie w jej sieć a potem dobrać się do niego i pożreć. Zadrżał a jego oczy mimowolnie powiększyły się, kiedy poczuł jej usta na swojej szyi. Dobrze wiedział, że wampirzyca bynajmniej nie zamierza go po nich całować i robić mu malinek. Nie mógł pozwolić wypić jej swojej krwi. Mogła go zabić lub osłabić do tego stopnia, że nie mógłby ustać na nogach. Nie ufał jej. Ba, był pewien, że znajduje się teraz w ogromnym niebezpieczeństwie i powinien uciekać, a na pewno nie dać jej wypić swojej krwi.
Dlatego właśnie, kiedy wampirzyca jeszcze całowała jego szyję, użył mocy. Mocy, która nie zadziałała. Drgnął z zaskoczenia, widząc, że dziewczyna nie padła uśpiona przez jego umiejętność. Musiała mieć blokadę umysłu albo cokolwiek blokującego jego moce. Zmrużył oczy i zebrał w sobie wszelkie siły, by w ostatniej chwili odepchnąć ją od siebie, w razie czego pomagając sobie telekinezą. Nawet jeżeli był wampirem niższej krwi niż ona, to nadal był mężczyzną. Miał więcej sił niż ona. Tym sposobem Sophie została od niego odepchnięta, a on sam natychmiast odsunął się od ściany. Cofał się, zwiększając odległość między nimi i patrząc na nią uważnie. Bystry wzrok analizował każdy jej ruch, każdy gest. Był gotów od razu zareagować.
- Zostaw mnie w spokoju albo spalę Cię żywcem. - warknął, cofając się i jakby na potwierdzenie swoich słów - wyciągnął przed siebie rękę, na której pojawiła się ognista kula. Gdyby trafił nią wampirzycę, jej ubrania od razu zapaliłyby się ogniem, który on tylko podsycałby swoją mocą. W ten sposób mogłaby się po prostu spalić. Była to wszak jedna z wampirzych słabości.

_________________
. . . .
♫ Isao ♫

P i o s e n k i . . z e s p o ł u
1. 2. 3.
Powrót do góry Go down
Sophie

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t566-sophie http://vampireknight.forumpl.net/t650-komorka-sophie
Zarejestrował/a : 23/10/2012
Liczba postów : 399


PisanieTemat: Re: Uliczka   Pon Cze 10, 2013 4:41 pm

- Co prawda, to prawda. Wszyscy mówią, że jestem kopią matki. No może pod niektórymi względami jestem podobna do Naizen'a. Wiesz, tak jak i u niego, moim naturalnym odcieniem włosów jest blond. - odpowiedziała, wskazując paluchem na czarne pukle. Sophie ma czasem swoje widzi mi się i regularnie, co jakieś trzy miesiące, zmienia kolor włosów z blondu na czerń bądź z czerni na blond. Po prostu nigdy nie może dojść do wniosku w którym kolorze jest jej lepiej. Ot, kiedy na jej pacynce widnieje tak mało powszechny w Japonii, jasny odcień kudłów, wampirzyca naprawdę robi za idealną kopie matki, ba! Gdyby postawić je tak obok siebie, bez problemu mogłyby robić za siostry bliźniaczki. Z tym, że włosy Susan są znacznie dłuższe niż Kanapy, a tak? Z twarzy identyczne! Natomiast, gdy farbuje się na czerń, nikt nie jest w stanie wtedy powiedzieć, że Elliot, to nie jej syn. Ciemne kłaki, ten sam odcień tęczówek. No od razu widać, że to jej pomiot. Nikogo innego.
- Ale Kyubi nie ma tu nic do gadania. Jako jego BFF, zapraszam Cię tam w jego imieniu. - wymamrotała pod nosem, rozkoszując się faktem, że Isao tak luźno przystaje na jej propozycje. No patrzcie tylko, jak łatwo poszło jej nawiązać z Iskiem rozmowę zupełnie o niczym, nie zdradzając przy tym swoich zamiarów.
Dobrze, że w ogóle wampir w którymś momencie zorientował się że Sophie nie jest jedną z tych kopniętych fanek, które z pewnością masowo zachodzą mu drogę. Po pierwsze, szlachetna ma w stosunku do niego całkowicie inne plany niż banda wytapetowanych od stóp do głów panienek, po drugie całkowicie różniła się od nich swoim zachowaniem. Dość przebiegłym zachowaniem.
- Zwyczajnym. Chcę żebyś został moją zabawką. - mruknęła, otwierając szerzej oczy, kiedy tylko szare tęczówki chłopaka zalały się czystym szkarłatem. Jak fajnie, jak fajnie. Sophie zaraz poszcza się ze szczęścia. Im groźniej, tym lepiej, tym zabawniej. Isek seryjnie nie wie w co się pakuje. Z każdą chwilę przekonuje do siebie wampirzycę coraz bardziej. Z dobrymi wiatrami, to go jeszcze zgwałci, yolo. Módlmy się o to, by chociaż w tej kwestii trzymała łapy przy sobie, srsly. W każdym razie, dziewczyna zanuciła coś cicho, nieznacznie unosząc lewą brew do góry, kiedy tylko z ust chłopaka padła niezadowalająca ją odpowiedź. Syknęła wściekle, marszcząc zaraz czoło. A ponoć złość piękności szkodzi!
- Zła odpowiedź. - krótko, zwięźle i na temat. W oczach Kanapy pojawiła się czysta złość, która całkowicie przysłoniła sobą takie odczucia jak zniecierpliwienie czy też samo podniecenie na widok chłopaka. Ba! Jego moc w ogóle nie miała prawa na niej zadziałać. Czarnulka posiada tą nieszczęsną umiejętność, która blokuje tego typu ataki. Blokada umysłu, to jest to! Niemniej, kiedy Isao nareszcie zebrał się w sobie i odepchnął ją od swojego ciała, wampirzyca grzecznie odsunęła się od niego na kilka kroków, zachowując pomiędzy nimi odpowiedni dystans. Zmrużyła czerwone ślepie, kiedy padło kolejne zdanie, zaraz zanosząc się śmiechem.
- Doprawdy!? Zabawne. Tknij mnie, choćby trochę, a obiecuje Ci, że dorwę kogoś od Ciebie. Myślisz, że Agnes byłaby zadowolona, gdyby wpadła w moje łapska? Albo jej dzieci, co o tym sądzisz? - szantaż? Dajmy na to. Choć osobiście Sophie nigdy, ale to nigdy nie zamierza zrobić krzywdy swojej kuzynce, nie omieszkała użyć jej jako pierwszego przykładu w grożeniu Isao wiedząc, że Podusia jest spokrewniona z jej zabaweczką. W każdym razie mina Sofy mówiła sama przez się. Jakby całkowicie popierała swoje słowa, była zdeterminowana zrobić coś, co odbiłoby na nim spore piętno. Ciężko byłoby teraz wyłapać, że szlachetna kłamie.
- A może jest ktoś na kim zależy Ci bardziej? - palnęła z wrednym uśmieszkiem. Coby nie było, wampirzyca nie wie nic o dziewczynie Isao, ba! Nawet nie wie, czy takową wampir posiada, niemniej, przyciśnie nieco Kyubi'ego i dowie się wszystkiego. Dosłownie - wszystkiego.
Machnęła niedbale dłonią, spoglądając przelotnie na kule ognia, by później skierować wzrok prosto w tęczówki muzyka. Przechyliła nieznacznie głowę na bok, by chwilkę później Takei mógł poczuć narastający, pulsujący ból zaczynający się w skroniach, który z każdą chwilą nabierał na mocy. Sofa nie zamierzała mu odpuścić. Chciała sprawić żeby wił się z bólu.
- Oh, to jak? Nadal będziesz się opierał? Czy mam się jednak za kogoś zabrać? - warknęła, obserwując reakcje wokalisty na ból.

_________________
SOPHIE AND SAMURU
Powrót do góry Go down
Isao
Nauczyciel
Nauczyciel
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t321-isao-takei#363
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 660


PisanieTemat: Re: Uliczka   Pon Cze 10, 2013 5:43 pm

- Blond? - powtórzył, wyraźnie zdziwiony. Jego wzrok powędrował teraz na jej czarne, długie włosy. Zawsze lubił gdy kobiety miały długie włosy. Lubił się nimi bawić, przepuszczać długie kosmyki między palcami. Zawsze były niezwykle gładkie i przyjemne w dotyku. On również miał już całkiem długawe włosy. Na tyle długie aby mógł je związać w kitkę z tyłu głowy. To było jednak wynikiem zwykłego lenistwa oraz ciekawości. Był bowiem ciekaw jak wyglądałby w długich włosach. - Ten czarny kolor wygląda na naturalny. - dodał jeszcze, jakby podkreślając tymi słowami swoje zaskoczenie. Jakoś nie wyobrażał jej sobie w tak jasnym odcieniu. Jego jasna czupryna była jak najbardziej naturalna. Jego matka miała typowo japoński kolor włosów - czystą, piękną czerń. On swój odziedziczył po ojcu Amerykaninie. Była to jedyna cecha zdradzająca, że nie jest czystej krwi Japończykiem.
- Heh. No nic, zobaczy się. - pokiwał głową po czym rozłożył ręce w geście bezradności. Jakoś nie widziało mu się przychodzenie do kancelarii Kyubiego bez jego zgody. Nie mówił jednak o tym głośno gdyż wiedział, że mówią to pół żartem, pół serio. Może kiedyś rzeczywiście oboje wpadną do Kyubiego? Cóż, naiwny Isek, który nie orientował się w obecnej sytuacji właśnie tak myślał. Jakiż on był głupi ...
Racja, należały mu się brawa za zorientowanie się. Zwłaszcza, że momentami nie należał do zbyt bystrych. Cóż jednak poradzić skoro tak często był napadany przez napalone fanki? Zorientować się o tym, że był w okropnym błędzie pomogło mu nie tylko okrutne i aroganckie zachowanie Sofy, ale także jej wcześniejsze poczynania. Już po krótkiej chwili Takei wiedział, że nie należy ona do tych piszczących, głupich dziewczyn - fanek zespołu i jego jako wokalisty.
Ale i on w pewnym momencie musiał się zorientować. Zwłaszcza, że Sophie całą sobą pokazywała teraz jak okrutne miała wobec niego zamiary. Przyciśnięty do ściany i wreszcie oświecony, starał się w głowie szybko analizować sytuacje i szukać odpowiedniego z niej wyjścia. A jej słowa nijak mu się nie podobały. Rosła w nim złość. Złość na nią oraz na siebie samego. Na swoją naiwność i brak odpowiedniej oceny sytuacji. Sam się dał złapać w tą sieć. Gdy usłyszał, że ma być jej zabawką, poczuł jak coś przeszywa go na wylot. Jakiś impuls, który spowodował, że wzrosła w nim wściekłość, oczy zaszkliły się czerwienią. Głupi, tylko podsycał jej zainteresowanie względem siebie. Powinien od razu uciekać.
- Bardzo dobra odpowiedź. Nie będę niczyją zabawką. - odpysknął, patrząc na nią uważnie. Jego wzrok mógł jej wyraźnie dawać znak, że blondas nie zamierza dobrowolnie pozwolić jej się zniewolić. Nie mógł. Po pierwsze miał swoją godność i nie zamierzał być czyjąś własnością; po drugie cenił sobie swoją wolność, która pozwalała mu robić to, co kochał; po trzecie miał Banshee i tylko jej "własnością" mógł być. Ale trzecim punkcie Sophie całe szczęście nie wiedziała. Informacje o związku Iska jeszcze nie ujrzały światła dziennego. On i Kyubi dopiero myśleli o konferencji prasowej. - Poza tym nie ładnie Ci z takim grymasem. - dodał, choć sam nie wiedział po co. Ot tak, wyrwało mu się ~
To mu wystarczyło. Był w niebezpiecznej sytuacji i musiał się bronić. Jednak moc nie zadziałała. Zostało mu więc tylko odepchnięcie jej, które aż takie trudne nie było. Mimo wszystko był mężczyzną i miał więcej siły od kobiety. Odsunął się od niej, idąc tyłem by mieć ją na oku. Odsłanianie pleców byłoby największą głupotą. Zamierzał już właściwie nawiać, kiedy wampirzyca powiedziała coś, co wbiło go w ziemię. Choć bardzo starał się zachować zimną krew, jego twarz przez chwilę mogła zdradzić szok, obawę i wahanie. Chciała zranić Agnes? Zwykle powiedziałby ,,a co ty możesz zrobić?! to tylko głupie gadanie!", jednak w tym przypadku pamiętał dokładnie o tym, że kobieta ta była żoną burmistrza, który słynął z okrucieństwa i zbrodni dokonywanych na niewinnych ludziach, tudzież wampirach. Nie mógł zlekceważyć jej groźby. Zatrzymał się i nieświadomie przygryzł wargę ze zdenerwowania. O ile jednak nie wiedział czy Agnes i jej dzieci w ogóle są w tym mieście, wszak nie widział jej od wielu lat, o tyle drugie słowa wampirzycy sprawiły, że drgnął niespokojnie. Osoba ważniejsza... Oczywiście była nią matka Isao oraz Banshee. Ale czy Sophie była w stanie skrzywdzić swoją idolkę? I czy wiedziała o Ban?
- N-nie zrobisz tego... - powiedział, choć jego ton zdradzał niepewność.
Jak się okazało, jego błędem było tak uważne przyglądanie jej się. Nie pomyślał zupełnie o tym, że wampirzyca także może mieć moc, która działa przy kontakcie wzrokowym. Gdy nagle poczuł ból, drgnął zdezorientowany. Gdy ten zaczął narastać, syknął cicho i wolną dłoń przycisnął do skroni, mrużąc oczy. Ach, to ta cholerna moc! Już kiedyś miał z nią do czynienia, choć nie do końca pamiętał gdzie i kto jej na nim użył. Wiedząc, że ból będzie się tylko narastał i słysząc jej słowa, krzyknął do niej ostrym tonem:
- Odpieprz się ode mnie i moich bliskich! - warknął i cisnął w nią kulą ognia. Nie znajdował się aż tak daleko, a celność miał niezłą. Trafił? Kto wie? W każdym razie aż zakołysał się niebezpiecznie, tracąc równowagę. Ból był coraz gorszy. Wyszukał wzrokiem cokolwiek i podniósł to telekinezą. Mógł być to kosz na śmieci, jakiś kamień, cokolwiek. Cisnął tym w Sophie, chcąc ją trafić i zdezorientować. Ból stawał się nieznośny, toteż przytknął do głowy obie ręce, jakby to miało go jakoś uśmierzyć. Zaraz jednak jedna powędrowała do telefonu schowanego w kieszeni od spodni. Szybko znalazł odpowiedni numer i zatwierdził połączenie. Do kogo dzwonił? Do Naizena. On pierwszy przyszedł mu do głowy. Wiedział, że może mu ufać. Do tego wampir ten był starszym bratem Sofy. Jako brat mógł ją ogarnąć. Chciał uciec ale ból sprawiał, że ciężko było mu utrzymać równowagę i w ogóle utrzymać się na nogach.
Jak to się jednak potoczyło - to już w dużej mierze zależało od Sofy. Czy oberwała, czy nie oberwała. Pozwoliła mu zadzwonić czy przeszkodziła mu? Kto wie.

_________________
. . . .
♫ Isao ♫

P i o s e n k i . . z e s p o ł u
1. 2. 3.
Powrót do góry Go down
Sophie

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t566-sophie http://vampireknight.forumpl.net/t650-komorka-sophie
Zarejestrował/a : 23/10/2012
Liczba postów : 399


PisanieTemat: Re: Uliczka   Pon Cze 10, 2013 6:38 pm

- Bądź realistą Isao. Myślisz, że Ci odpuszczę? Jak nie dopadnę Cię dzisiaj, zrobię to innym razem. Nie uwolnisz się już ode mnie. - warknęła, dosadnie dając mu do zrozumienia, że wpakował się w jej wredne łapska bez żadnego punktu wyjścia. Ot, co tu dużo gadać, jeżeli nie usiedli go sama, poprosi o pomoc kogoś ze sługusów swojego mężulka, jak nie jego samego, o. Nie będzie miała przed tym oporów. Sophie jak już zachce kogoś mieć, po prostu musi go zdobyć za wszelką cenę, nie bacząc na to czy zrobi to sama czy z czyjąś pomocą. Liczy się tylko osiągnięcie celu do którego mogłaby zmierzać nawet po trupach, bo i do tego jest obecnie zdolna. Oh, Banshee? Że też Kanapa o niej nie wiem. Gdy tylko takie informacje do niej napłyną pierwsze, co zrobi, to skieruje swoje kroki w stronę tej uroczej panienki. Pozna się z nią, ba! Może nawet zaprzyjaźni? A później zacznie deptać jej po piętach, gdy tylko Isao nie będzie chciał się jej słuchać. W każdym razie zrobiła na moment głupią minę, kiedy muzyk napomknął coś o tym, że z grymasem jej nie do twarzy, po czym prychnęła niczym rozjuszona kotka zaraz spoglądając na niego z widoczną pogardą.
- Dobrze, że chociaż Ty wyglądasz wyjściowo. Trzeba Ci to przyznać, naprawdę jesteś uroczy, kiedy tak się wściekasz. - dodała, odgryzając mu się zaraz. ~
Ha! Sophie wyczuła, że trafiła w czuły punkt chłopaka. Zależy mu na bliskich. Tak szybko nie ucieknie. Będzie o nich walczył albo grzecznie się jej podda. Kąciki wiśniowych usteczek dziewczyny uniosły się lekko do góry, kształtując wargi w perfidny, okropny uśmieszek. Bycie żoną burmistrza i należenie poniekąd do jego rodziny naprawdę jest przydatne. Jej groźby momentalnie wydają się tak prawdziwe i bliskie spełnienia. Trudno się jej przeciwstawić w takich sytuacjach. Znów w jego postawie dało się dostrzec zwykły szok, obawę, zamieszanie, to co sprawiało, że Sofa chciała go gnębić bardziej. Jeżeli chodzi o pytanie o matkę Iska. Cóż, gdyby sytuacja tego od niej wymagała z pewnością byłaby w stanie skrzywdzić swoją idolkę, byleby w końcu dopaść tego nieugiętego blondasa. Zbyt bardzo go teraz chce, żeby ów kobieta zdołała ją powstrzymać, musiałaby jej chyba urodzić drugiego, takiego samego wampira.
- A wyglądam Ci na osobę, która by tego nie zrobiła? - pisnęła, bez chociażby nutki wyczuwalnego fałszu w głosie. Skoro zaatakowała muzyka w centrum miasta, ogłaszając mu prosto z mostu, że chce mieć go tylko i wyłącznie dla siebie, to dlaczego nie miałaby się dobrać do kogoś z jego rodziny? Tak przynajmniej mógł to odebrać wokalista. Wampirzycy wcale nie jest śpieszno, by ranić Agnes i jej dzieci. Jest zdolna rzucić się na Juri tudzież Ban, Ag pominie, gdyż, iż, ponieważ, to w końcu jej przyjaciółka do której ma cholerną słabość. To ją kurwa ratuje.
Działa. Moc zaczęła działać. Dało się to dostrzec gołym okiem. Reakcje Iska na zadawane przez nią 'tortury' były prawidłowe. Ciche syknięcia, dłoń przyłożona do skroni, jak gdyby miała uśmierzyć narastający wewnątrz głowy ból, zamieszanie, wręcz dezorientacja. Sophie zmrużyła tęczówki, stawiając jeden krok do przodu w jego kierunku. Na jego słowa jedynie ciężko westchnęła, spuszczając bezwładnie ręce wzdłuż ciała.
- Na tyle Cię stać? Gdyby naprawdę Ci na nich zależało już dawno być się poddał. Nic nie zdołasz już ugrać. - wymamrotała, starając się choć w minimalnym stopniu uniknąć spotkania z kulą ognia. Nie było to łatwe, stała dość blisko niego, ponad to chłopak ma niesamowity cel, a jedynym wyjściem z sytuacji było nieznaczne odsunięcie się w bok przez co prawa ręka wampirzycy została poparzona. Zaczerwienione ramię, rana z której polała się krew - swoją drogą nie kusiła go? Bynajmniej nie zawsze na wyciągnięcie ręki ma się świeżą, szlachetną krew -, sprawiła, że Isao wyprowadził Sophie z równowagi w stu procentach. Dziewczę przestało panować nad swoją mocą, ból narastał wraz z jej wściekłością, a ona wręcz piekliła się niczym dziecko, które nie dostało lizaka na dzień dziecka. Warknęła zirytowana, tym razem unikając lecącego w jej kierunku kosza na śmieci. Ot, z tym akurat nie chciała się spotkać face to face.
Choć sama słabła przez tak intensywne używanie mocy na muzyku, ruszyła w jego stronę w tym samym momencie w którym sięgał po telefon. Zdążył wybrać numer, ba! Nawiązał już połączenie, niemniej wampirzyca wyrwała mu komórkę, wymierzając swojej zabaweczce porządny cios w żebra z prawej pięści. Bardzo zależało jej na tym, by chłopak wylądował na ziemi, choć faceci na ogół są zbyt dumni i wytrwali, by wywracać się przed babą, więc daje Ci tutaj wybór, kochanie.
- Oh, myślisz, że mój brat Ci pomoże? Powinieneś mu raczej powiedzieć, że dobrze się bawimy. Chcesz? Czy ja mam z nim pogadać? - palnęła bez namysłu, przerywając połączenie. Jeżeli zdążyła, wysłała z komórki Iska, sms'a do Naizen'a 'Twoja siostra - Sophie - jest cudowna', po czym rzuciła telefon na ziemie, przydeptując go butem.
Powrót do góry Go down
Isao
Nauczyciel
Nauczyciel
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t321-isao-takei#363
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 660


PisanieTemat: Re: Uliczka   Pon Cze 10, 2013 7:47 pm

W odpowiedzi na jej słowa warknął jedynie, czując rosnącą w nim złość. Owszem, on już bardzo dobrze rozumiał, że wpakował się w jej szpony lub dał złapać się w jej sieć - jak kto wolał. Nie rozumiał jednak czemu. Nie wiedział, że w sposób całkowicie nieświadomy ciągle tylko zwiększał jej zainteresowanie swoją osobą. Nie mógł na to jednak nic poradzić. Nie tylko dlatego, że nie miał o tym wszystkim pojęcia, ale również dlatego, że to co tak bardzo nakręcało Sophie było jego normalnym, codziennym zachowaniem, którego nie umiał się od tak wyzbyć. - Czemu akurat ja? Tylko dlatego, że lubisz twórczość mojej matki? To idiotyczne.
Nie wiedział jak dużo Sophie o nim wie. Nie miał pojęcia czy wie o Banshee, czy jakimś cudem dokopała się do informacji o tym, że Isek ma dziewczynę. Gdyby wiedział, że tak nie jest, odetchnąłby z ulgą. Ale także, przede wszystkim, pod żadnym pozorem nie mógłby pozwolić jej napić się swojej krwi. Z niej szlachetna mogłaby odczytać wszystko i dowiedzieć się o istnieniu ukochanej Takeia. W tej chwili bezpieczeństwo Ban było dla niego największym priorytetem. Wszak kochał ja swoim całym sercem. Była dla niego najważniejsza.
- Podziękuję za takie komplementy - syknął, patrząc na nią złowrogo spod lekko przymkniętych powiek.
Wtedy udało mu się od niej uwolnić. A przynajmniej tak myślał na początku, bowiem wampirzyca w szybki sposób go zatrzymała. Zamierzał uciec ale jej słowa przyparły go do muru. Wiedział bowiem jaką siłą dysponowała będąc w rodzinie Kuroiaishita, a w dodatku będąc żoną burmistrza. Już nie raz słyszał o tym jak szara policja wpadała do domu i aresztowała kogoś a potem ślad po tej osobie znikał. Nie wiedział na ile jest to zgodne z prawdą, jednak obawa w jego sercu była wyraźna. Jak na złość przed jego oczami powstał obraz jak jakiś najęty przez burmistrza wampir wpada do apartamentowca i porywa Banshee. Jego serce zaczęło bić jak szalone ze strachu i obawy. On albo jego bliscy, tak? Wybór był oczywisty ale czy musiał od razu się poddawać? Gdyby spróbował ją unieszkodliwić, pokonać ją jakoś i coś z nią zrobić.
Na jej pytanie nie odpowiedział. Odpowiedź sama pojawiła się w jego głowie, jednak nie musiał wypowiadać jej na głos. Wyglądała mu na osobę, która była do tego zdolna. Znaczy... składało się na to sporo czynników, których nie umiał zlekceważyć. Tylko dlatego stał jeszcze tu, a nie uciekał.
Moc działała. Niestety. Isek czuł ją bardzo dokładnie w pulsującym bólu na skroniach. Syknął cicho, mrużył oczy i pocierał skroń dłonią, jakby chcąc w ten sposób zabrać owy ból od siebie. Nie działało, niestety.
- Zamknij się! - warknął na nią, cofając się o krok, choć ten wyszedł mu dość chwiejny. Nawet jego głos nie był już tak ostry jak wcześniej. Wyczuwalny bowiem był w nim fakt, że właściciel owego głosu odczuwa teraz duży ból. Cisnął w nią kulą ognia. Ta trafiła, choć nie tak dokładnie jak by tego oczekiwał. Niemniej jednak narzekać nie mógł. Sophie miała poparzoną dłoń. Jednak minusem tego wszystkiego był fakt, że wokoło rozniósł się zapach jej krwi. Słodki, kuszący. Isao poczuł gwałtowny ból w płucach i gardle. Całe szczęście nie był aż tak głodny by tracić nad sobą panowanie. Pod tym względem był dość wytrzymały. Dotknął jednak swojej szyi, czując nieprzyjemne palenie w gardle. Minie trochę czasu nim te zniknie. Jednak razem z tym okropnym bólem głowy tworzyło ono nieprzyjemne połączenie ~
Wtedy też odczuł jak ból nagle wzrósł. Spojrzał na Sophie widząc okropną wściekłość malującą się w jej oczach. Nagły wzrost bólu był winą tych nagłych emocji? Na to wyglądało. Chłopak jęknął cicho czując jak nogi zaczynają mu drżeć. Użył telekinezy by rzucić w jej stronę kosz na śmieci, jednak nie trafił. Jego celność zmalała, bowiem głowa bolała go okropnie niszcząc jego koncentracje. Ból ten zdawał się rozchodzić po całym jego ciele. Mięśnie stały się jakieś zwiotczałe, przez co miał wrażenie, że jego kończyny są z waty. Ledwo utrzymywał się na nogach. Ale drżącą ręką zdołał sięgnąć po telefon i wykręcić numer do Naizena. Nie zdążył zareagować gdyż szybko znalazła się przy nim. Jednocześnie wyrwała mu komórkę i uderzyła go. Fakt, że zrobiła obie rzeczy na raz, a ból nie pozwalał mu normalnie myśleć złożył się na to, że obie rzeczy jej się udały. Isao jednak nie wywrócił się. Cofnął się do tyłu, czując jak nogi się pod nim uginają i robiąc to niesamowicie chwiejnie, jakby zaraz miał się przewrócić. Zdołał jednak tego uniknąć a także, gdy dostrzegł jak wampirzyca pisze coś na jego telefonie, bez namysłu wyrwał jej telefon z ręki za pomocą telekinezy i rzucił nim o ścianę. Ten rozsypał się. Nie mógł pozwolić na to aby dziewczyna zdobyła kontakt do kogokolwiek lub wypisywała coś w jego imieniu. Była zdolna do wszystkiego.
- Daj mi już spokój. - warknął cicho. Jego głos nie miał już mocy, był po prostu zbolały. Syknął cicho i jęknął, czując na sobie skutek jej mocy a także skutek kilkukrotnego użycia umiejętności. Wszak każdy wampir wiedział jak bardzo było to wykańczające. Tym sposobem zachwiał się, by ostatecznie stracić siły w nogach. Upadł, opadając na kolana. Albo raczej na jedno. W tym momencie był w pozycji kucająco-klęczącej, bowiem jedno z jego kolan dotykało ziemi, drugie już nie. Oddychał ciężko przez otwarte usta. Nie miał siły. Jedną dłonią dotknął skroni, drugą podbierał się o ziemie by się całkiem nie przewrócić.
- Niech Cię szlag. - wycedził przez zaciśnięte zęby.

_________________
. . . .
♫ Isao ♫

P i o s e n k i . . z e s p o ł u
1. 2. 3.
Powrót do góry Go down
Sophie

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t566-sophie http://vampireknight.forumpl.net/t650-komorka-sophie
Zarejestrował/a : 23/10/2012
Liczba postów : 399


PisanieTemat: Re: Uliczka   Pon Cze 10, 2013 8:25 pm

- Nie wiem Isao. Nie tylko przez swoją matkę jesteś teraz w takich kłopotach. Nieświadomie sam pakujesz się w nie coraz bardziej. - Sophie chyba z litości starała się nakierować go na odpowiedni tok myślenia. Nie tylko jej idolka sprawiła, że wampirzyca zapragnęła mieć blondyna tylko dla siebie, sam chłopak działa na nią w jakiś popieprzony, niezrozumiały sposób, którego nawet ona nigdy, ale to nigdy nie będzie w stanie wytłumaczyć do końca. Cała ta chora akcja w ogóle jest poplątana. Jakby od któregoś momentu zaczynała tracić sens, a na górny plan zaczęły wychodzić żądze i perfidne zachcianki Kanapy.
Nawet gdyby Isao spróbował ją unieszkodliwić, nawet kiedy zdołałby ją pokonać i ustawić ją do pionu albo po prostu zabrałby ją gdzieś ze sobą, trzymając pod kluczem, ktoś w końcu by się o nią upomniał. Jak nie osobiście stawiłby się na miejscu w którym obecnie by się znajdowali, to zajęliby się kimś z jego otoczenia w akcie zemsty. Znajomi, przyjaciele, rodzina, dziewczyna Ci wszyscy, którzy znajdują się u niego na pierwszym miejscu, lecieliby jak pachołki. A on biedny mógłby się temu tylko bezradnie przyglądać. No bo jak on sam, stawiłby czoła takiej chmarze ludzi jaką ma pod sobą burmistrz? Nijak, prawda?
- Coś jeszcze? - rzuciła roześmiana, spoglądając jak nieporadnie wampir cofa się do tyłu. Męczył się, jej moc powoli zaczynała stawać się dla niego nie do zniesienia, sama Sophie również męczyła się przez używanie swojej umiejętności, jednak parła w zaparte nawet na moment nie odpuszczając. Ponad to krwawiła, a to także minus w obecnej chwili. Mimo, że będąc szlachetnym wampirem jej rany goją się znacznie szybciej niż innym, jakiś czas minie nim po ataku Iska nie będzie nawet najmniejszego śladu na jej gładkiej skórze. Krew swobodnie spływała wzdłuż całej ręki Kanapy, w jakimś tam stopniu kusząc blondasa. Niemniej, ten zachował zimną krew i w żadnym wypadku nie rzucił się na nią, bo to z pewnością skończyłoby się dla niego źle. Oj tak.
Szlachcianka pisnęła cicho, wręcz niedosłyszalnie, cofając się krok do tyłu, gdy straciła panowanie nad mocą. I dla niej było to wyczerpujące. Choć Isao był w znacznie gorszym stanie, Sofa również już długo nie utrzyma bólu obejmującego ciało jej ofiary. Choć ból ten mógł stawać się dla niego wręcz nie do zniesienia, zwłaszcza, że panna działa aktualnie na najwyższych obrotach na jakich prawdopodobnie może z czasem zaczął słabnąć. Zagryzła wściekle wargę, kiedy muzyk nie przewrócił się po wymierzonym ciosie, jak to wcześniej oczekiwała, a jedynie cofnął się do tyłu, 'wyrywając' jej telekinezą z dłoni telefon. Przeklęła cicho pod nosem, spoglądając na niego wzrokiem tak wściekłym, tak wkurwionym, jakby miała ochotę zabić go tu i teraz, nie zwracając uwagi na to, że jeszcze chwilę temu chciała mianować go swoim pupilem.
- A poddasz się? Zawsze można się jakoś dogadać. - mruknęła z kpiną, patrząc jak bezwładnie pada na kolana. W sumie, kolano, bo aktualnie na jednym klęczał. Śmieszny. Wampirzyca nie zbliżała się jednak. Sama była zmęczona, musiała chwilę odpocząć, by na nowo zaatakować go swoją mocą. Westchnęła, ustępując całkowicie. Momentalnie Isao mógł poczuć jak jego ciało opuszcza ból, pozostawiając po sobie ulgę. Co nie zmienia fakt, że i tak stanowczo wyczerpała tym chłopaka, będzie miał spore trudy, by podnieść się z ziemi.
- To jak? - syknęła, mrużąc oczy.

Powrót do góry Go down
Isao
Nauczyciel
Nauczyciel
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t321-isao-takei#363
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 660


PisanieTemat: Re: Uliczka   Pon Cze 10, 2013 9:29 pm

Na jej słowa nie odpowiedział już nic. Wystarczył mu fakt, że słyszał je wyraźnie w swojej głowie. Nieświadomie sam pakujesz się w nie coraz bardziej. Nie miał pojęcia co robił nie tak. Nawet jeśli Sophie starała się w tym momencie nakierować go na właściwy tok myślenia i przybliżyć mu odpowiedź - na niewiele się to zdawało. Nic mu bowiem nie przychodziło do głowy. A przynajmniej nic konkretnego. Prawdy domyślał się ogólnikowo. Swoim zachowaniem robię coś, co tylko pakuje mnie w gorsze tarapaty, pomyślał. I to by było na tyle. Jakże ogólne i mało konkretne było to stwierdzenie ~
Tak, spodziewał się, że pokonanie jej i trzymanie gdzieś pod kluczem mogłoby być fatalne w skutkach dla niego i jego bliskich. Jednak czy ktokolwiek z otoczenia Sophie wiedział co dziewczyna zamierza? Czy jej mąż, syn, ciotka, sąsiad albo ktokolwiek inny był świadom faktu, że wampirzyca ta wyruszyła na swoiste łowy, chcąc zniewolić biednego wokalistę? Nie miał co do tego pewności. Jeżeli nikt o tym nie wiedział, skąd wiedzieliby, że to właśnie on byłby winnym jej zniknięcia? Byli w miejscu, gdzie nie kręcił się absolutnie nikt. Cała uliczka świeciła ludzkimi i wampirzymi pustkami. Wszak była noc. Księżyc dawno już świecił wysoko na niebie, gwiazdy również. Wszyscy prawdopodobnie grzecznie już kładli się spać. Nawet oświetlenie było tu znikome. Dochodziło do nich jedynie światło z okien oddalonych domów, oddalonej głównej ulicy a także blask księżyca i gwiazd. Nic więcej. Uliczka ta była zbyt mało uczęszczana by oświetlać ją latarniami ulicznymi.
Warknął jedynie na nią, gdy wokół rozniosło się jej roześmiane ,,Coś jeszcze?". Kpiła z niego. Jawnie śmiała mu się w twarz, patrząc jak zmaga się z bólem. Nie był świadom tego, że Sofa nie panowała do końca nad tą mocą, a ta męczyła ją bardzo, z każdą chwilą pozbawiając ją sporej ilości sił. Trudno było mu skupić się na czymkolwiek. Ból wzrastał z chwili na chwilę, stając się bólem trudnym do zniesienia. On i tak wykazał się ogromną siłą. Był twardy, długo nie dawał się złamać. Ale i on miał swoje limity, swoje granice. I powoli zaczynał je osiągać.
Ból był nie do zniesienia. Odbierał mu on możliwość trzeźwego myślenia, skupienia się na czymkolwiek. Chwiał się nawet stojąc w miejscu, bowiem owy ból sprawiał, że mięśnie wiotczały mu i miał wrażenie, że nogi miał zrobione z waty. Dłonie zaczęły mu się trząść, tak samo jak właśnie nogi. Chyba tylko dzięki swojej silnej woli i swojemu uporowi jeszcze stał. Ale stracił siły w momencie, gdy użył telekinezy, wyrywając jej telefon. Chwilę potem padł na kolana (albo raczej na kolano), nie potrafiąc już ustać. Napad wściekłości u Sofy objawił się w jeszcze większym bólu, o ile to było możliwe. Nie, tym razem nie mógł go już znieść. Z jego gardła wydobył się stłumiony krzyk. Przed oczami zrobiło mu się czarno. Przechylił się do przodu, tracąc czucie w ciele, tracąc świadomość. Cudem jednak odzyskał ją w ostatniej chwili. Padł na kolana, przechylony do przodu i opierał się obiema rękami o ziemię. Ręce trzęsły mu się, on sam cały drżał. Na jej słowa nie odpowiedział nic, nie był w stanie wydobyć z siebie choćby krótkiego słówka. Oddychał ciężko, walcząc z bólem. I wtedy nagle skończyło się. Poczuł ulgę, która objawiła się aż dreszczem, który przeszedł po jego wyczerpanym ciele. Spojrzał na nią wymęczonym wzrokiem spod przymkniętych powiek.
- Moja ... odpowiedź brzmi... nie - wysapał, oddychając ciężko. Zdołał podnieść się do w w miarę normalnej, klęczącej pozycji. Ostatni raz, pomyślał, To już jest mój limit. Właśnie wtedy użył na niej mocy. Telekinezą nagle przyciągnął ją do siebie, w drugiej ręce szykując niewielką kulę ognia. Nie mógł nie trafić. Kula na pewno trafiła w Sophie (choć to zależy, wszak sama Kanapa mogła coś wymyślić), choć nie była tak duża jak ta poprzednia. Czy mu się udało czy nie, Isao w końcu padł wyczerpany, przyjmując tą samą pozycję co wcześniej (na pieska, keke). Próbował się podnieść, ale kompletnie nie miał sił. Musiał uciec... Musiał. Choć podczas tego spotkania momentami zaczynał błagać o śmierć, wiedział, że nie może o niej marzyć. Musiał wrócić do Banshee.

_________________
. . . .
♫ Isao ♫

P i o s e n k i . . z e s p o ł u
1. 2. 3.
Powrót do góry Go down
Sophie

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t566-sophie http://vampireknight.forumpl.net/t650-komorka-sophie
Zarejestrował/a : 23/10/2012
Liczba postów : 399


PisanieTemat: Re: Uliczka   Wto Cze 11, 2013 12:55 pm

Nikt - dosłownie nikt - za cholerę nie wie, co zamierza zrobić Sophie, nikt nie wie, w co postanowiła się zabawić i nikt nie wie, gdzie obecnie się znajduje, co nie zmienia jednak faktu, że prędzej czy później ktoś z pewnością wpadłby na odpowiedni trop. Może nie od razu. Z pewnością zajęłoby to im jakiś czas, niemniej na upartego, da się zrobić kurna wszystko. Nawet znaleźć kogoś, kto nie pozostawił po siebie nawet najmniejszego śladu. Będą drążyć, szukać, wywracać wszystko do góry nogami. Co nie zmienia oczywiście faktu, że pod tym względem, to on aktualnie ma nad nią przewagę. Choć wampirzyca nie ma nawet najmniejszego zamiaru się poddać ani wycofać. Skoro zaczęła tą gierkę, nie zniknie z jego życia, ot tak, nie biorąc przy tym niczego w zamian. Również nie odpuści mu w momencie, kiedy to Isek będzie znacząco nad nią górował, bo wtedy jej duma z pewnością podupadnie, a to jedna z najgorszych rzeczy, jaka mogłaby dopaść wyniosłą wampirzycę. Wierzcie mi. Wpierw by się podłamała, a później podjęłaby się nawet takich czynów o które nie posądzałby ją nawet własny mąż, ba! Ona sama nie byłaby do końca świadoma, że jest w stanie wyrządzić komuś, aż taką krzywdę, tylko dla tego, bo ogarnęła ją chęć zemsty.
Widać było, jak na dłoni zresztą, że Isao z każdą chwilą słabł coraz bardziej. Jego trzęsące się ręce jak i nogi, zdradzały, że powoli zaczyna tracić panowanie w ów kończynach. Jakby jego mięśnie wiotczały, były z waty. Ból sprawiał, że nie mógł się na niczym skupić. Mącił mu w głowie, prawdopodobnie blondyn w obecnej chwili jest w stanie myśleć tylko o jednym. O bólu, który zdecydowanie brał nad nim górę. Dodatkowo moment w którym chłopak tracił już świadomość, chyba cudem się jakoś z tego wyplątując, oznaczał koniec jego walki z jej zdolnością. Gdyby chciała, gdyby tylko nie straciła panowania nad swoją umiejętnością, byłaby w stanie go teraz zniszczyć. Taki bezbronny, całkowicie osłabiony, nie mogący ruszyć nawet małym palcem u nogi. Dosłyszalny ciężki oddech, beznadziejny stan chłopaka sprawiał, że Sophie była niezwykle radosna, mimo, że i po niej z łatwością można było stwierdzić, że również - tak jak i Iskiem - targa nią zmęczenie. Niemniej, wszystko musi się kiedyś skończyć. Bólu ustąpił. Z czego oczywiście wampirzyca nie była zadowolona.
- Nie bądź uparty. To tylko pogorszy Twoją sytuację. - warknęła, nie wiedząc, co zamierza zrobić muzyk. Ot, gdy tylko użył na niej telekinezy, przyciągając do siebie, natomiast w drugiej ręce formując znacznie mniejszą od poprzedniej, kulę ognia. Szlachetna otworzyła szerzej oczy, zaraz zaciskając usta w wąską linie, byleby tylko nie krzyknąć. Nie miała jak obronić się w tej sytuacji przed jego atakiem. Jedyne, co jej pozostało, to jako tako zasłonić ciało rękoma. Przez co właśnie najbardziej te dwie części ciała miała poranione. Szczególnie, że już w jedno ramię dostała wcześniej, co aktualnie pogorszyło tylko sytuację. Warknęła wściekle, spoglądając na poparzone, krwawiące ręce. Jeszcze pobrudziła sobie sukienkę! Tego z pewnością mu już nie wybaczy. Zabije go. Po prostu zabije. Syknęła, stojąc centralnie przed nim. Wyciągnęła mozolnie rękę przed siebie, dotykając lewą dłonią czubka jego głowy, by w ten sposób sparaliżować całe jego ciało. Chłopak nie będzie mógł się ruszyć, nie będzie w stanie zrobić nic. Natomiast Sophie zabierze, to co już dawno powinno należeć do niej i pójdzie w cholerę. Ówcześnie mieszając mu z deka we łbie.
Coby nie przedłużać, Kanapa kucnęła przed sparaliżowanym blondynem, ciągnąc go jedną ręką za przydługie kłaki, by odchylić jego głowę nieco w bok. Oblizała z wolna górną wargę, zaraz bezceremonialnie wbijając kły w jego szyję. Tym razem, niestety z pewnością powinno jej się to udać.
Powrót do góry Go down
 
Uliczka
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 12Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4 ... 10, 11, 12  Next
 Similar topics
-
» Boczna uliczka
» Boczna uliczka

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Vampire Knight :: Yokohama :: CENTRUM MIASTA-
Skocz do: