IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Apartament Isao

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6 ... 11 ... 17  Next
AutorWiadomość
Isao
Nauczyciel
Nauczyciel
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t321-isao-takei#363
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 660


PisanieTemat: Re: Apartament Isao    Pon Lut 18, 2013 5:08 pm

Jako, iż cofnęliśmy się nieco w czasie, Isao, całkiem niedługo przed pojawieniem się Madeline, pożegnał się z Marceille, która niespodziewanie wpadła do jego mieszkania. Gdy zaś albinoska opuściła jego apartament sam Takei, dalej osłabiony, przyznał w duchu, że potrzebuje odpoczynku. Musiało być z nim na prawdę źle skoro sam wpadł na to i postanowił coś z tym zrobić. Zazwyczaj w podobnych sytuacjach wampir ten, zamiast leżeć i pozwolić się swoim ranom w spokoju uleczyć, on biegał w kółko i robił wszystko to, czego chory i poszkodowany robić nie powinien. Tym razem jednak wiele czynników złożyło się na to, że sam postanowił, iż położy się spać. Zmęczenie, ból, który ciągle mu towarzyszył i wyczerpanie psychiczne. Nie dość, że był świadkiem masakry, która na zawsze pozostanie w jego pamięci (pod tym względem Isao przecież był bardzo wrażliwym wampirem), to został oskarżony o morderstwo, wpędzony do lochów i torturowany przez okrutnego łowcę. Jego duma ucierpiała tak samo jak jego ciało. Nawet nie pomyślał o tym, że wieść o rzekomym morderstwie popełnionym przez niego może wyjść na światło dzienne. Gdyby tak się stało, blondyn mógłby na wiele, wiele lat zapomnieć o swoim marzeniu bycia muzykiem. Reaktywacja zespołu nie byłaby możliwa, bo tłum uznałby go za kryminalistę i skreślił już na wstępie.
Nie wiedział czy Marcus powiedział o czymkolwiek Madeline. W tej chwili jakoś nie przyszło mu to do głowy. Był zmęczony, skołowany i lekko przybity. Zapewne po przebudzeniu się dopiero zacznie zastanawiać się nad tym. Ufał Marcusowi, jednak w jego sercu na pewno pojawiłaby się obawa dotycząca reakcji Mad. Jeżeli dziewczyna dowie się, że był oskarżony o morderstwo może stracić do niego zaufanie, które tak długo budował. Wszak robił wszystko aby udowodnić jej, że różni się od reszty swoich pobratymców i nie jest jedynie rządną krwi bestią, którą z zimną krwią można zabić dla dobra społeczeństwa ludzkiego. Ale wracając.~
Takei zdjął z siebie większość ubrań i pozostając w samej bieliźnie położył się spać. Sen jego był twardy niczym skała, bowiem nawet po tych przespanych kilku godzinach nie dochodził do niego dźwięk pukania. Dalej krążył sobie w świecie wytworzonym przez jego wyobraźnie gdzie być może zwalczał smoki, zrywał stokrotki lub zostawał gwiazdą rocka. Jednak dźwięk dzwonka wybudził go wreszcie. Wampir podniósł się leniwie i rozejrzał po pokoju, mrużąc zaspane oczy. Choć zasłonki przesłaniały jego okna światło wpadające do pokoju dawało mu znać, że nadal był dzień. Co więc go obudziło? Chwilę zajęło mu dochodzenie do tego i dopiero po jakimś czasie zorientował się, że najwyraźniej miał gościa. Wstał więc pospiesznie, krzywiąc się, bowiem rany dalej dawały o sobie znać. Złapał za spodnie leżące gdzieś na boku i założył je na siebie szybko, stwierdzając, że noga dalej go boli lecz mimo wszystko jest to ból znacznie mniejszy niż dnia poprzedniego. Złapał też za koszulę, którą ostrożnie założył na siebie. Zapinając guziki od dołu skierował się w stronę wyjścia z sypialni. Wyszedł i wolnym, lekko kulejącym (choć starał się jak najmniej kuleć) krokiem wyszedł i skierował się w stronę drzwi. Zdążył zapiąć przedostatni guzik koszuli, kiedy mijając salon kątem oka zauważył, że ktoś jest w środku. Zatrzymał się i będąc nadal zaspanym potrzebował chwili by dotarło do niego kto zawitał do jego mieszkania. Stanął w progu i popatrzył na dziewczynę nieco zdziwiony jej widokiem. Jego serce automatycznie przyspieszyło bowiem zdał sobie sprawę z tego co też mogło się stać. Co jej powiedział Marcus? Wiedziała o wszystkim czy nie? Jak zareaguje? Pytania te pojawiały się kolejno w jego głowie i stresowały go. Całe szczęście nie pokazał tego po sobie, jedynie wpatrując się w nią lekko zaspanym wzrokiem.
- Mad co Ty tu...? - mruknął cicho, zaraz ziewając i zakrywając usta dłonią ręki, która nie ucierpiała podczas jego pojmania. Dopiero po tym stanął nieco prościej i wysilił się na lekki uśmiech. Znaczy ... Dzień dobry.
Wszedł parę kroków wgłąb salonu, starając się nie zwracać uwagi na bolącą nogę. Nie mógł pozwolić sobie na to aby Madeline zorientowała się, że coś jest nie tak jeśli nie wiedziała o niczym. Nie chciał jej martwić. Wystarczy, że przy ich pierwszym spotkaniu widziała go ledwo żywego i gdyby nie ona, blondas mógł zapaść w śpiączkę od zbyt dużej utraty krwi. Nie bardzo wiedział co ma zrobić, jak się zachować, czego się spodziewać.

_________________
. . . .
♫ Isao ♫

P i o s e n k i . . z e s p o ł u
1. 2. 3.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Apartament Isao    Pon Lut 18, 2013 5:52 pm

Nawet nie podejrzewała, że swoim natrętnym dzwonieniem i dalekim od delikatności pukaniem w drzwi mogła zbudzić wampira. Tak naprawdę, w ogóle nie spodziewała się zastać go w środku, a im dłużej stała przed jego mieszkaniem, tym szybciej opuszczała ją nadzieja. Już nie wiedziała co myśleć i komu wierzyć. Nie to, by straciła zaufanie do Marcusa. Ale jego zachowanie było dość dziwne, wyraźnie unikał rozmowy z siostrą, co jej zdaniem nie wróżyło dobrze. Zawsze w myślach idealizowała brata, ale teraz, dzwoniąc bezskutecznie do apartamentu przyjaciela, przypomniała sobie plotki i pogłoski, krążące po Oświacie, o rzekomym okrucieństwie dowódcy, które ten okazywał względem wszystkich krwiopijców, bez wyjątków.
Czy mógł mieć swój udział w tym, co spotkało Isao?
Nie, oczywiście, że nie. Kompletna bzdura.
Zdenerwowana na samą siebie, złotooka łowczyni zdecydowanym ruchem pociągnęła za klamkę. Kilka kroków i już była w mieszkaniu wampira. Na środku przedpokoju stanęła w bezruchu, nasłuchując. Przez chwilę do jej uszu nie dochodziły żadne dźwięki i dziewczyna wyobraziła sobie, że kiedy łowcy przyszli aresztować blondyna (nadal przecież nie wiedziała, co tak naprawdę zaszło), nie kłopotali się zamykaniem drzwi na klucz.
Ta całkiem logiczna hipoteza została wszakże obalona w chwili, gdy z któregoś pokoju doleciały ciche szmery. Jej wołanie, imię chłopaka wypowiedziane nieco spiętym głosem, pozostało bez odpowiedzi. Madeline zajrzała do salonu, który jednak okazał się pusty. Już miała wyruszyć na dalsze penetrowanie apartamentu, gdy na granicy jej wzroku coś się poruszyło. Odwróciła się gwałtownie, pewnie zbyt szybko jak na obecną sytuację, ale nerwy miała napięte i odzywały się u niej podstawy łowieckiego szkolenia. Gdy jednak zobaczyła, kto wyłonił się z sypialni, odetchnęła z ulgą tak głęboko, że niemal zakręciło się jej w głowie.
Był tu. Nie w lochach. W swoim mieszkaniu, cały i zdrowy.
Żył.
Nawet nie poczuła jak kąciki jej warg unoszą się, układając bladoróżowe usta w lekki, ciepły uśmiech. Przez całą drogę rozpatrywała najgorsze scenariusze, więc fakt, że Isao stał tu przed nią ot tak, lekko zaspany, wydawał się mało realny.
- Dzień dobry - odpowiedziała po prostu, wiedząc, że mówi szczerze. Dobry. Tak, to był dobry dzień. W jednej chwili wszystkie podejrzenia, które żywiła co do szczerości intencji Marcusa, wyparowały. Nic jej nie mówił, bo najwyraźniej nie było się czym martwić. Naturalnie, powinien jej to wytłumaczyć, ale najważniejsze, że wszystko było chyba w porządku. Wszystko okazało się tylko pomyłką.
Jeszcze przez chwilę jasnowłosa stała w miejscu, po czym w kilku krokach znalazła się przy wampirze i delikatnie się do niego przytuliła. Dopiero, gdy go dotknęła, była w stanie uwierzyć, że naprawdę tam stał.
- Przepraszam - wydusiła wreszcie, bo coś najwyraźniej jej ciążyło. Nie odstępowała od Isao, nadal lekko go obejmując. Musiała wyjaśnić jedną kwestię i mieć pewność, że chłopak nie ma żalu.
- Marcus nic mi nie powiedział, nie wiem, co się działo, nie pozwolił mi pójść ze sobą. Ale powinnam tam być z tobą, przepraszam. - Szybko wyrzucała z siebie kolejne słowa, bojąc się, by blondyn jej nie przeszkodził. Miała wyrzuty sumienia, po prostu. Podczas, gdy ona spokojnie spała, czy piła herbatę z rodziną, kto wie, co wówczas przeżywał wampir. Ale jej brat był w takich sprawach nieprzejednany. Traktował ją jak dziecko, choć zarzekał się, że widzi w niej dorosłą kobietę. Odsunęła się nieco i uniosła głowę (wyjątkowo miała płaskie buty), by zerknąć na twarz Isao i odczytać ewentualną reakcję. Przecież mógł żywić urazę, może wcale nie chciał jej widzieć po tym wszystkim.
Powrót do góry Go down
Naizen

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t173-naizen-shiroyama#197 http://vampireknight.forumpl.net/t174-naizen-shiroyama#198 http://vampireknight.forumpl.net/f86-zamek-w-gorach
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 536


PisanieTemat: Re: Apartament Isao    Pon Lut 18, 2013 6:30 pm

Piękny zimowy poranek. Chciałoby się leżeć w łóżeczku, ale wiele osób musi wstawać do pracy. Zamówienia czekają na dostarczenie do wyznaczonych miejsc. Tak też młody chłopak pracujący jako dostawca z kwiaciarni, zostawił pod drzwiami apartamentu Takei'a pełny duży, jasny wiklinowy kosz około dwudziestu jeden czerwonych róż, pięknie udekorowany. W nim znajdował się liścik z informacją:
    "W ramach przeprosin za ostatnie wydarzenie.
    Naizen Shiroyama"

Dostawca zadzwonił, w zależności od tego kto mu otworzył, powiedział że dostawa jest dla Isao Takei'a i prosi o podpis odbioru, a potem sobie poszedł życząc miłego dnia.

Skąd Naizen zdobył jego adres? Poprzez kontakty z innymi ludźmi bądź wampirami pracującymi w urzędzie lub w innym miejscu, gdzie chłopak może płacić podatki. Nawet nie było problemem wysłać jakiegoś człowieka by sprawdził apartamenty w mieście oraz hotele. Trudniej by było, gdyby czystokrwisty mieszkał w jakimś domku.



[Dostawca Z/T]
Powrót do góry Go down
Isao
Nauczyciel
Nauczyciel
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t321-isao-takei#363
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 660


PisanieTemat: Re: Apartament Isao    Pon Lut 18, 2013 7:20 pm

Isao zaś nie podejrzewał, że biedna Madeline może się tak o niego niepokoić. Gdy wrócił z lochów był tak wyczerpany zarówno psychicznie jak i fizycznie, że w ogóle nie pomyślał o tej dziewczynie. Może i lepiej? Gdyby w tamtej chwili przed jego oczami pojawiła się postać Mad, nie przyniosłoby to niczego dobrego. Takei zacząłby się martwić tym, że dziewczyna ta może zobaczyć go w takim stanie. Nie chciał jej martwić, nie chciał sprowadzać na nią kłopotów lecz jeszcze bardziej nie chciał stracić jej zaufania. Nie miał pojęcia co łowcy mogli jej powiedzieć. Że jest kryminalistą lub mordercą? Gdyby blondynka usłyszała coś takiego czy dalej byłaby w stanie traktować go tak jak zawsze i wierzyć mu bezgranicznie? Jego starania, to, że od początku, powoli budował to zaufanie i nić ich relacji - wszystko to by prysnęło niczym bańka mydlana i zniknęło być może bezpowrotnie.
Tymczasem Madeline nie tylko nie przekreślała swojego wampirzego przyjaciela. Ona się o niego martwiła. Zamiast myśleć o tym czym naraził się łowcom, ona martwiła się o jego stan. Gdyby w tej chwili Isao mógł odczytać jej myśli, mocno by ją przytulił, dziękując za to, że ma przy sobie tak wspaniałą dziewczynę. Ba. On wiedział o tym cały czas jednak Mad znów zyskałaby w jego oczach. O ile było to możliwe bo już teraz była dla niego ideałem, osobą najwspanialszą na świecie.
Zaspany nie spodziewał się, że to właśnie ją znajdzie w salonie. Po prostu szedł przed siebie aby otworzyć gościowi, który dobijał się do jego drzwi. Gdy jednak ją zobaczył, w pierwszej chwili poczuł radość. Widok tej dziewczyny zawsze go uszczęśliwiał. Ciągle pamiętał o tych wielu latach spędzonych w samotności i w fałszywym przekonaniu o śmierci jego ukochanej Mad. Teraz dziękował za każdą chwilę z nią spędzoną, za każdy moment gdy mógł jej dotknąć, zobaczyć, usłyszeć jej głos. Mimo to jednak w chwilę nawiedziły go również wątpliwości. Co jej powiedziano? Jak zareaguje? Dlatego oprócz tych kilku słów nie powiedział ani nie zrobił nic. Uspokoił go dopiero jej uśmiech. Zauważył wcześniej to zaniepokojenie w jej oczach jednak bardzo szybko ustąpiło ono uldze, którą dostrzegał bardzo wyraźnie. Jego uśmiech lekko poszerzył się, lecz nadal nie mówił nic. Drgnął jedynie kiedy dostrzegł, że dziewczyna idzie do niego. Wszystkie zmartwienia jednak prysły w momencie gdy ta przytuliła się do niego. Już po chwili i on objął ją delikatnie aby czasem nie wyczuła bandaży oplatających jego ramię, tors, brzuch. Zdziwił się jednak kiedy go przeprosiła. Za co? Nie zdążył spytać bo blondynka bardzo szybko wyjaśniła mu wszystko. Na jego twarzy już po chwili pojawił się uśmiech. Dłonią pogładził ją po plecach, drugą wędrując na jej głowę. Pogłaskał ją po niej czule, przytulając się policzkiem do czubka jej głowy.
- Głuptasie, nie masz za co przepraszać. - powiedział ciepłym tonem. Zaraz też zaśmiał się cicho. Przytknął usta do jej głowy składając na niej krótki pocałunek. - Jesteś strasznie nierozważna. Kto normalny gnałby do wampira, który dopiero co został pojmany przez łowców? Każda osoba stwierdziłaby, że jestem kryminalistą lub bestią i unikałaby mnie szerokim łukiem.
Wypuścił ją powoli z objęć i z uśmiechem popatrzył w jej oczy. Był tak wdzięczny, że nie wystraszyła się i zaufała mu. Na pierwszym miejscu postawiła sprawdzenie czy żyje, czy jest cały i czy wszystko u niego w porządku. Więcej nie było mu potrzeba. Madeline bez wątpienia była wspaniałą osobą.
- U mnie wszystko dobrze, nie martw się. Dobrze, że nie przyjechałaś z Marcusem. To nie byłby ciekawy widok. - powiedział ponownie ją przytulając. Pogładził ją po włosach i zamarł gdy do jego uszu dobiegł dźwięk dzwonka. Teraz kiedy się już obudził, wrócił też lekki strach, który ciągle mu towarzyszył. Był świadkiem napadu, był pojmany przez łowców i bardzo prawdopodobnie był teraz na celowniku prawdziwych sprawców masakry w sklepie. Nie wiedział czy jest w stanie obronić siebie a co dopiero Madeline. Dalej bowiem był słaby i obolały. Pogładził ją więc po włosach i odszedł od niej, powoli zmierzając w stronę drzwi. Starał się zachowywać cicho jednak gdy znalazł się bliżej wyjścia, wyczuł, że za drzwiami stoi człowiek. To uspokoiło go. Otworzył i spojrzał ze zdziwieniem na dostawcę. Jego wzrok powędrował w dół i zatrzymał się na koszyku pełnym róż. Jedna z brwi bezwiednie powędrowała mu w górę. Co jest grane?! Koszyk pełen kwiatów!? Minę miał z pewnością ciekawą kiedy podpisywał przesyłkę. Z początku myślał, że to pomyłka jednak szybko okazało się, że owe kwiaty były przysłane dla niego. Gdy tylko kurier odszedł, blondas przeczytał liścik. Naizen Shiroyama?! Aż wzdrygnął się widząc to nazwisko i od razu schował liścik w kieszeń, aby przypadkiem nie wpadł w ręce Madeline. Nie mógł wyrzucić tych kwiatów. To nie było w jego stylu. Przez chwilę przez myśl przeszło mu by wręczyć je Maddie. Nie, nie mógł tego zrobić. Westchnął więc i wszedł do środka, zamykając za sobą drzwi. Jeżeli Mad wyglądała już, będzie musiał ją okłamać co do nadawcy przesyłki. Nie powie jej przecież, że dostał to od geja, który próbował się do niego dobrać. Jeżeli zaś nie, położył koszyk w szczelinie między szafką a ścianą i udał się do salonu..

_________________
. . . .
♫ Isao ♫

P i o s e n k i . . z e s p o ł u
1. 2. 3.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Apartament Isao    Wto Lut 19, 2013 8:52 pm

Dobrze, dobrze, że o niej wtedy nie myślał. Już mu dość było zmartwień. Wystarczyło zresztą, że ona pół nocy nie przespała, czekając na jakiekolwiek wieści od brata, a ostatecznie usnęła zmęczona trudami dnia. Oczywiście, wczoraj wieczór zupełnie nie wiedziała co myśleć. Martwiła się jedynie, że Isao wpakował się w coś poważnego i miała nadzieję, że wszystko szybko okaże się błędem łowców. Gdyby wiedziała, co się z nim działo, co z nim robili... wtedy nie tylko nie zmrużyłaby oka, ale i nie pozwoliła Marcusowi, czy matce zatrzymać jej w domu.
Uspokojona Mad bez zastanowienia podeszła do blondyna i objęła go. Potrzebowała poczuć, że naprawdę tam był. Że był blisko, że wszystko w porządku. Tak naprawdę, kiedy oni się ostatni raz widzieli? Minęło pewnie kilka tygodni, zdecydowanie zbyt długo. Stęskniła się, po prostu. Isao był bardzo ważną częścią jej życia, jedną z ważniejszych prawdę mówiąc. Aż dziwne, że była w stanie tak otworzyć serce dla wampira. Oczywiście, Maddie była tolerancyjna, traktowała wszystkich na równi, ale podświadomie zwykle odczuwała coś na kształt niepewności w obecności krwiopijców. Odebrali jej w przeszłości wiele, byli drapieżnikami, nieprzewidywalni, często okrutni. Tymczasem, w towarzystwie Takeia, tego typu wątpliwości nie pojawiały się nigdy. Łowczyni chyba po prostu myślała o nim, jak o człowieku. Był przecież taki ludzki... Jego zachowania, charakter, fakt, że zwykle stronił od krwi. Nietrudno było jej uwierzyć, że ma do czynienia z człowiekiem w wampirzej powłoce.
Nie wyczuła bandaży oplatających tors przyjaciela. Zbyt była zaaferowana tym, by wyznać mu, co jej na duszy ciążyło. Miała poczucie winy, bo ostatecznie sama ciągle powtarzała, że jest dorosła i może podejmować własne decyzje. A jednak posłuchała nakazów brata i matki, pozwalając im zadecydować za siebie, że nie powinna jechać z dowódcą.
- Nikt nie mówił, że ludzie, którzy wstają z martwych są normalni - odparła i parsknęła śmiechem. No, patrzcie, teraz mogła nawet żartować ze swojego zniknięcia! A to wszystko dlatego, iż miała bardzo dobry humor, a uśmiech sam cisnął się jej na usta. Poza tym nigdy, nawet przez moment, nie rozważała sytuacji, że Isao mógłby być winny czegokolwiek. To było oczywiste, że zaszła pomyłka, którą trzeba jak najszybciej naprawić. Chociaż nie spotykali się często, Madeline przecież znała wampira, ufała mu i wiedziała do czego był zdolny.
- Nie boję się nieciekawych widoków. Kroję ludzi, pamiętasz? - zaoponowała, kończąc wypowiedź lekkim zmarszczeniem brwi. To urocze jak wszyscy się o nią troszczą i starają się oszczędzić jej zmartwień, ale w tym wszystkim zapominali, że Mad była silną kobietą. Potrafiła znieść wiele, jedynie zatajanie prawdy działało jej na nerwy.
- A powiedz... - zaczęła nieco niepewnie zerkając na Isao spod złocistych rzęs. - Co się właściwie wydarzyło? - Ktoś musiał ją wreszcie wtajemniczyć. Jeśli nie blondyn, wtedy Mad przyciśnie Marcusa i będzie go maglowała tak długo, aż wszystko jej wyśpiewa. Była do tego zdolna, to jasne.
Czy chłopak odpowiedział, czy też nie, wkrótce przerwał im dzwonek do drzwi. Maddie także się zaniepokoiła. Czy to łowcy po niego wrócili? Nie bała się o siebie, była, chcąc, nie chcąc, jedną z nich, całkiem wysoko postawioną przez swoje pochodzenie. Nigdy nie skrzywdziliby Namikaze. Ale jeśli chodziło o Isao, nie miała tej pewności. Zwłaszcza, gdyby jakimś cudem łowcy znów byli przeświadczeni o jego winie.
Tak więc, naturalnie, podążyła za przyjacielem i stanęła w przejściu między salonem, a przedpokojem. Jednocześnie zaobserwowała, że wampir porusza się dość powoli, jakby z lekkim trudem. Westchnęła w duchu. Najwyraźniej był trochę poturbowany. Ale z jego zdolnością regeneracji to pewnie nic takiego.
Ją również zaskoczyła dziwna przesyłka dla chłopaka. Który facet dostaje wielkie kosze róż? Kto przesyła facetowi kwiaty? Chyba, że... Nie, nie, to niemożliwie. Niemal roześmiała się z własnych myśli, a gdy Isek zamknął drzwi z lekko zagubioną miną, na twarzy Madeline wciąż widniało lekkie rozbawienie.
- Masz wielbiciela? - spytała prosto z mostu. Nazwijcie to kobiecą intuicją, albo czymkolwiek, ale tak naprawdę blondyna tylko żartowała. Nie spodziewała się wszakże, jak blisko była odgadnięcia adresata przesyłki.
Powrót do góry Go down
Isao
Nauczyciel
Nauczyciel
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t321-isao-takei#363
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 660


PisanieTemat: Re: Apartament Isao    Sro Lut 20, 2013 1:28 pm

Zdecydowanie widywali się zbyt rzadko. Isao również to odczuwał, choć on zapewne znacznie bardziej niż sama Madeline. Kochał ją przecież. Dziewczyna ta więc zajmowała dużą część jego myśli. Nie było dnia by nie pomyślał o Mad, by nie zastanawiał się co teraz robi, kiedy się zobaczą i jak dalej potoczy się ich znajomość. Tęsknił za nią. Nawet wtedy gdy była blisko niego. Wszak mówiło się, że najbardziej tęskni się za ukochaną osobą kiedy ta jest blisko ale nie jest Twoja... Starał się jednak cieszyć z każdej chwili gdy była blisko. Tak jak właśnie teraz. Fakt, iż go przytuliła niezwykle ucieszył Iska. Choć w pierwszym momencie poczuł też lekki ból i dyskomfort, gdyż jego rany dalej nie zagoiły się należycie, najbardziej odczuwał radość. Cieszył się, że tu była, że nie skreśliła go, nie postawiła na nim krzyżyka jak to wielu zapewne by zrobiło. Ufała mu i żywiła do niego sympatię z pewnością większą niż do zwykłego znajomego. To bardzo cieszyło Takei'a. Chciał być jej jak najbliższy i nie zrazić jej do siebie w żaden sposób, czego bał się po tych nieprzyjemnych wydarzeniach poprzedniego dnia.
Nie chciał aby wyczuła bandaże. Wolał udawać w pełni zdrowego i sprawnego aby nie martwiła się o niego już bardziej. Zamiast troszczyć się o siebie dużo bardziej wolał zatroszczyć się o Mad choć w tym maleńkim stopniu. Utwierdził się w tym zaś jeszcze bardziej gdy zaczęła go przepraszać. Martwiła się i miała wyrzuty sumienia... Nie chciał tego, wolał aby uśmiechała się i była szczęśliwa, bez jakichkolwiek problemów czy zmartwień. Zwłaszcza, że według niego, dobrze się stało, iż nie przyjechała wtedy z dowódcą do lochów. Nie chciał aby zobaczyła jak traci kontrolę, w jak opłakanym jest stanie. To już była nie tylko kwestia tego, że nie chciał jej martwić. Tu chodziło też o jego dumę. Dumę wampira, dumę faceta, który pozwolił doprowadzić się do takiego stanu istocie rzekomo znacznie słabszej. To, że nie mógł nic zrobić nie miało znaczenia. Liczył się sam fakt i Isao dalej pluł sobie w brodę za to, że nie ugryzł drania lub choć nie spróbował w jakikolwiek inny sposób go uszkodzić. Nawet jeśli miał bardzo ograniczone pole do popisu...
- No tak, racja. - przyznał i również zaśmiał się. Dobrze, że mogła już z tego żartować. Pamiętał jak to było na ich poprzednim spotkaniu. Dalej była zagubiona, wystraszona. Nie dziwił jej się zresztą. Jednak fakt, że teraz obracała całą tą sprawę w żarty był dobrym znakiem. Oswoiła się z tym i nie martwiła już. A przynajmniej nie w takim stopniu jak te kilka tygodni temu... Jej śmiech i uśmiech były dla niego niczym nagroda, największy skarb. Tak jak ona sama.
- No tak. Ciągle zapominam, że momentami jesteś bardziej twarda ode mnie. - powiedział dość rozbawionym tonem i wyszczerzył się wesoło. Jemu również humor poprawił się znacznie. Początkowo miał powiedzieć, że nie chodziło już nawet o jego rany a o samą utratę kontroli jednak darował sobie. Widząc jej chwilowe zirytowanie, zrozumiał o co chodziło. Widocznie wszyscy przesadzali z opiekuńczością wobec niej i czuła się traktowana jak dziecko. Sam tak robił ale cóż miał poradzić? Czyż to nie normalne, że chce się jak najbardziej dbać o tak bliską sobie osobę? Uśmiechnął się lekko i pogłaskał ją znów po głowie. Uśmiech jednak zniknął z jego twarzy, gdy Maddie spojrzała na niego i zadała pytanie, na które nie koniecznie chciał odpowiadać. Jakoś nie miał ochoty wracać myślami do tego wszystkiego. Nie chciał jednak trzymać jej w niepewności. Złapał głębszy oddech i wypuścił ją z objęć. Cofnął się o krok, jakby w zdenerwowaniu wodząc wzrokiem po całym salonie.
- To się nazywa znalezienie się w nieodpowiednim miejscu i w nieodpowiednim czasie. - mruknął wplatając dłoń we własne włosy z tyłu głowy i mierzwiąc je. Westchnął, zachmurzając się nieco. Gestem ręki wskazał Madeline na kanapę, dając jej znać by usiadła. - Poszedłem do sklepu, po prostu aby napełnić lodówkę. Wszedłem do środka i zastałem trójkę wampirów mordujących ludzi. Dwa poziomy E i jedną wampirzycę poziomu C albo B, nie jestem pewien. Próbowałem ich powstrzymać ale zaatakowali mnie. Jednego z poziomów E zabiłem, drugi uciekł z wampirzycą. Miała moc niewidzialności, zniknęli mi sprzed oczu i uciekli. Byłem jedynym wampirem wśród masy poturbowanych, nieprzytomnych i martwych ludzi. To normalne, że łowcy od razu wzięli mnie za winnego. Dostałem pociskiem blokującym moce i zabrali mnie do swojej siedziby.
Zatrzymał się i westchnął. Dopiero teraz zorientował sie, że podczas całej opowieści krążył w kółko po pokoju. Nie wiedział czy opowiadać Mad resztę. Wolał oszczędzić sobie część o tym co działo się w lochach. Jego wątpliwości jednak rozwiał dźwięk dzwonka. Drgnął i wystraszył się lekko, bojąc się, że to może być atak, pułapka. Poszedł jednak by otworzyć i zastał dostawcę z dość dziwną przesyłką. Gdyby dostał to od jakiejś fanki lub nie było liściku może jakoś łatwiej by to przyjął. Jednak gdy zobaczył liścik z podpisem Naizena, poczuł jak przechodzą go dreszcze. Nie chciał nigdy więcej widzieć tego wampira. Z góry wiedział, że będzie unikać go jak ognia. Nic więc dziwnego, że jego mina była dość ciekawa gdy zamykał drzwi. Spojrzał na Mad, którą najwidoczniej to bawiło i zrobił jeszcze głupszą minę gdy wyskoczyła z wielbicielem. Czyżby wiedziała...? Nie, to nie możliwe.
- Nie wiem. - mruknął dość niewyraźnie, spoglądając na trzymany w ręku koszyk. Zrobił dość głupią minę i popatrzył na Maddie biednym wzrokiem. - I co ja mam teraz z tym zrobić?
Z pewnością wyglądał teraz zabawnie. Nie wiedział co ma zrobić. Zachowywał się jak zagubione dziecko, które dostało przedmiot, którego zastosowania i przeznaczenia nie znało... Biedny Isao. Ten to ma przygody.

_________________
. . . .
♫ Isao ♫

P i o s e n k i . . z e s p o ł u
1. 2. 3.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Apartament Isao    Sro Lut 20, 2013 11:37 pm

Jako że była osobą dość domyślną, Maddie bez trudu zorientowała się, że Isao nie chciał zdradzić się przed nią ze swoimi obrażeniami. Nawet, kiedy zauważyła jego spowolnione ruchy i kroki stawiane z lekko trudnością - nie zamierzała poruszać tej kwestii. Ostatnio często miewał różnego rodzaju wypadki, a gdy akurat na jego drodze stanęła Mad, starała się mu pomóc czy to magią, czy innymi sposobami. Ale był mężczyzną. Na pewno wolał opiekować się kobietą (nawet jeśli była to niezależna Madeline), niż cały czas okazywać przed nią słabość. I chociaż dziewczyna dałaby wiele, by móc po prostu pomóc blondynowi, wyleczyć go raz dwa, szanowała fakt, że wolał sam sobie z tym poradzić. Nie musiał nawet wiedzieć, że ona domyśla się jego stanu.
Uśmiechnęła się, ale nie odpowiedziała na jego słowa. Czy była bardziej twarda...? Cóż, na pewno starała się nie załamywać pod przeciwnościami, których w jej życiu w ciągu ostatnich kilku lat pojawiało się zadziwiająco wiele. Ale miała także swoje słabe strony. Już kilkakrotnie jej psychika nie radziła sobie z nadmiarem myśli i emocji, jakie dziewczyna zawsze w sobie tłumiła. Oczywiście, dopóki miała z kim porozmawiać, nie było strachu, że coś takiego zdarzy się ponownie. Poza tym, miała wrażenie, że jej ostatnie przeżycia na swój sposób ją wzmocniły. Wiedziała, co może znieść i wspieranie Isao w tak trudnych dla niego chwilach, jakie pewnie przeżywał w lochach łowców, na pewno by jej nie zaszkodziło. Ale tego się już nie dowiemy, gdyż zostało jej to oszczędzone.
Widok pogodnej miny Iska na dobre przepędził resztki niepokoju, który jasnowłosa jeszcze żywiła. Znów jednak pojawiły się lekkie wyrzuty sumienia, gdy zadała pytanie, jakie męczyło ją przez całą noc. O co w tym wszystkim właściwie chodziło? Zgodnie z jej przewidywaniami uśmiech Isao zbladł, ale - jak miała nadzieję - tylko na chwilę. Musiała wiedzieć, a im prędzej wampir jej wszystko opowie, tym prędzej będą to mogli zostawić za sobą.
Nie spuszczała zeń wzroku, gdy cofnął się parę kroków. Dopiero, gdy zaproponował, by usiadła, podążyła w stronę kanapy i przysiadła na brzegu. Po drodze zdjęła szal, bo w mieszkaniu było dość ciepło. Płaszcza wciąż nawet nie rozpinała, gdyż nie była pewna, jak długo zostanie. Chyba powinna niedługo wracać, tam cała rodzina się niepokoi... Nawet nie chciała myśleć jak Marcus zareagował, gdy wyszła bez słowa wyjaśnienia. No, i Isao mógł mieć swoje plany na resztę dnia. Acz z drugiej strony, chętnie posiedziałaby z nim jeszcze trochę, nadrobiła czas, kiedy się nie widzieli.
Na razie wszakże skupiła się na słowach blondyna. Słuchała go z powagą, wyrazem zamyślenia na twarzy i lekko zmrużonymi oczyma. Nie okazywała, jak przeraziła ją ta krótka opowieść. Przyszło jej do głowy, że Isao pewnie nie mówi jej wszystkiego. Wspomniał o tym, co zaszło w sklepie i jak zastali go łowcy. Nic o traktowaniu go przez ludzi. Zapewne nie silili się na delikatność. Poza tym, coraz więcej łowców znajdowało przyjemność w torturowaniu krwiopijców i stawali się wtedy równie źli, co ich ofiary. O ile ofiary w ogóle były złe...
- Dzięki - mruknęła, kiedy skończył. - Chciałam to wiedzieć, ale teraz mam nadzieję, że uda ci się o tym zapomnieć.
Po dzwonku do drzwi, jak wspomniałam, poszła za blondynem do przedpokoju. Przynajmniej na moment myśli o łowcach uleciały z głowy Maddie. Jej rozbawienie potęgował fakt, że Isao wyglądał na kompletnie zagubionego. Zmieszał się jeszcze bardziej po jej słowach i przez chwilę złotooka miała wrażenie, że zgadła. Takie rzeczy przytrafiają się tylko jemu, naprawdę!
- Dać mi to - opowiedziała z westchnieniem na jego pytanie, po czym zdecydowanie odebrała kosz z rąk chłopaka. Wróciła z nim do salonu i rozejrzała się. - Ktokolwiek to przysłał, ma dobry gust. Świeże kwiaty będą ładnie wyglądały w mieszkaniu.
Ostatecznie zdecydowała się umieścić róże na półce obok telewizora. Było tam trochę miejsca, poza tym ładnie kontrastowały z bielą mebli.
- Masz jakieś plany na dzisiaj? - spytała, wciąż pochylona nad bukietem. Poprawiała kwiaty, starając się nadać im w koszu jakiś sensowny kształt.
Powrót do góry Go down
Isao
Nauczyciel
Nauczyciel
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t321-isao-takei#363
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 660


PisanieTemat: Re: Apartament Isao    Czw Lut 21, 2013 12:32 pm

Dokładnie o to chodziło. Nie ważne jak bardzo by go bolało czy jak bardzo byłby słaby, nie chciał aby Madeline to dostrzegła. Był mężczyzną i znacznie bardziej wolał opiekować się nią. Owszem, to było miłe gdy ktoś troszczył się o niego, zwłaszcza, że dawno już wyfrunął z gniazdka rodziców i zdany był głównie na siebie. Mimo to jednak jego męska duma nie pozwalała mu na zdradzenie się z obecną słabością. Nie, skoro podczas ich ostatniego spotkania także był ranny. Co za dużo to nie zdrowo a gdyby teraz znów był tym cierpiącym, biednym wampirem potrzebującym pomocy, każdy mógłby śmiało pomyśleć, że Takei jest wampirem cholernie słabym, nie potrafiącym sobie poradzić samemu. Nie, do tego nie mógł dopuścić. Dobrze więc, że Mad nie zdradziła się z tym, że wie o jego kiepskim stanie. Tak było lepiej.
Pod względem psychiki, Maddie była o wiele bardziej twarda niż Isao. Ten od zawsze psychikę miał dość słabą. Nie umiał radzić sobie z problemami, łatwo się załamywał. Dobrze więc, że znalazł na to swój własny sposób. Starał się nie przejmować, odpychać od siebie wszelkie zmartwienia i patrzeć na świat w pozytywny, optymistyczny sposób. Nie wiedział jednak jak wyglądałby ten dzień gdyby nie pojawiła się Mad. Po tym co się stało na wierzch wychodziła jego słaba psychika. Był osobą cholernie wrażliwą, zwłaszcza na krzywdy innych. Niejednokrotnie gdy spał nawiedzał go obraz martwych ludzi leżących na ziemi. Miał koszmary i gdy w pierwszej chwili obudził się, był nie tyle zaspany co i lekko wystraszony. Zapewne tak wyglądałby cały jego dzień. Snułby się po mieszkaniu nawiedzany przez straszne wizje i myśli. Madeline w pewien sposób uratowała go od tego. Bo gdy była obok niego bliska osoba, od razu zapominał o wszystkim złym. Dobrze, że nie załamywał się. Wtedy zamykał się w sobie i cholernie trudno było do niego dotrzeć. Całe szczęście jednak aż tak słaby nie był ~
Teraz jednak musiał jeszcze raz się z tym wszystkim zmierzyć. Jego uśmiech zbladł, wewnątrz pojawiło się nieprzyjemne uczucie na samo wspomnienie wydarzeń poprzedniego dnia. Ale nie chciał trzymać jej w niewiedzy lub okłamywać. Poprosił więc aby usiadła. Ot tak, dla jej własnej wygody. On zaś stał dalej i zaczął swoją opowieść, nieświadom tego, że krąży po pokoju w kółko. Zakończył opowiadanie jednak w odpowiednim momencie, nie zdradzając tego, co działo się po złapaniu go i zaprowadzeniu do siedziby. Po raz kolejny nie chciał zdradzić się ze swoją słabością. A właśnie za słabość uważał fakt, że nie mógł obronić się przed jednym łowcą w lochach. Popatrzył na dziewczynę wzrokiem bez wyrazu, bez tej charakterystycznej dla niego wesołości. Zaraz jednak, chwilę po jej słowach, spojrzał gdzieś w bok. Złapał głębszy oddech, na chwilę przymykając oczy.
- Wiesz... Wbrew wszystkiemu nie chcę o tym zapomnieć. - mruknął stłumionym głosem. Wiedział jednak, że usłyszy jego słowa. Chwilę stał w bezruchu, nie mówiąc już nic i nie patrząc na Namikaze. W pewnym momencie jednak zwrócił się w jej stronę. Na jego twarzy zaś pojawił się blady uśmiech. - Dzięki temu wiem jak naprawdę jestem słaby i jak niewiele mogę zrobić chcąc pomóc innym.
W jego oczach coś błysnęło. Jakieś emocje wymieszały się ze sobą. Czy Madeline potrafiła wyczytać z nich wszystkie uczucia, jakie w tej chwili mu towarzyszyły? Być może potrafiła. Była wszak bystrą dziewczyną. Nie zdążyli jednak nic więcej zrobić bo zaskoczył ich dzwonek do drzwi. Dostawca, kwiaty, zmieszana mina Isao. Nie będę tego opisywać po raz kolejny. W każdym razie w tamtej chwili również z głowy blondyna uleciały wszystkie myśli dotyczące łowców, wampirów ze sklepu i tego podobnych. Trzymał w ręku kosz róż, nie mając pojęcia co z nim zrobić. Podświadomie posłał Mad spojrzenie zmieszane, ale zawierające również ukrytą prośbę o pomoc. I całe szczęście Maddie, jako kobieta, dobrze wiedziała co z kwiatami zrobić. Bo skąd niby facet miał to wiedzieć?! Rolą faceta jest dać kwiaty kobiecie, nic więcej!
- Ahm - mruknął niewyraźnie gdy odbierała od niego kosz i powędrował za nią do salonu. Przyglądał się jej poczynaniom jak zwykle oczarowany jej wdziękiem. Czy ona miała pojęcie o tym, że robiąc takie zwykłe rzeczy miała w sobie tyle uroku? Patrzył na nią niczym oczarowany, uważając jednak by nie zdradzić się przed nią o tym, że w tej chwili podziwia ją sobie po cichu. Uczepił się więc tego co powiedziała. - A one nie zwiędną szybko czy coś? Bo o ile wiem to takie kwiatki są raczej mało żywotne.
Doprawdy. Kompletnie nie miał pojęcia o kwiatach. Kobieta w mieszkaniu bardzo by mu się przydała. Choćby i do pomocy w takich oto sytuacjach. Przyglądał się jak kładzie kwiaty obok telewizora, nieświadomy faktu, że na jego usta wkradł się lekki uśmiech. W głowie pojawiła się myśl, że kiedyś musi zabrać Maddie do miejsca pełnego kwiatów. Wydawało mu się, że dziewczyna może je lubić. Tak o nie dbała, układała je, poprawiała. Wydawała się w tamtym momencie zadowolona. On przez ten czas szybko odpisał na smsa, którego otrzymał od Marcusa. Cały czas zerkał na Mad, która całe szczęście w tamtym momencie nie patrzyła na niego. Nie chciał zdradzić się, że coś jest nie tak. Schował więc telefon do kieszeni znów i chwilę przyglądał się jej poczynaniom. Aż wreszcie padło pytanie. Uśmiechnął się szerzej.
- Owszem, mam. - powiedział, starając się ukryć małe rozbawienie. - Zamierzam spędzić dziś cały dzień z pewną Panią, która chyba lubi zajmować się kwiatami. Nie wiesz o kim mowa? - popatrzył na nią i z trudem powstrzymał się od śmiechu. - A Panienka jakie ma plany, Panienko Madeline?

_________________
. . . .
♫ Isao ♫

P i o s e n k i . . z e s p o ł u
1. 2. 3.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Apartament Isao    Czw Lut 21, 2013 3:53 pm

Szczerze powiedziawszy, po usłyszeniu lakonicznego sprawozdania w wydarzeń zeszłej nocy, Mad obawiała się, czy Isao zdoła przejść nad tym do porządku dziennego. Zdawała sobie sprawę, że był wrażliwy na krzywdę innych, zwłaszcza, jeśli w żaden sposób nie mógł pomóc. Tymczasem przed jego oczyma zdarzyło się coś naprawdę strasznego, prawdziwa masakra. Człowieka po czymś takim bliscy odesłaliby pewnie do psychologa. Ale czy Isek miał kogoś, kto w ten sposób się o niego zatroszczy? Jego rodzice mieszkali daleko i na pewno nie mieli o niczym pojęcia. Tymczasem chłopak budził się w nocy męczony koszmarami i wspomnieniami. To nie było normalne, nie powinno tak być. Choć Madeline znała jedynie podstawy psychologii, nieobce było jej pojęcie przeróżnych zaburzeń lękowych, w tym zespołu stresu pourazowego. Bardzo liczyła na to, że blondyn będzie potrafił o wszystkim zapomnieć, ale szanse były raczej niewielkie. Byle tylko udało mu się otrząsnąć i nic poważniejszego się z tego nie wywiązało.
Odpowiedź wampira tylko wzmogła obawy Maddie. Nie chciał zapomnieć. Czy to oznaczało, że w myślach przeżywał wszystko ciągle na nowo? Zadręczał się, że nie mógł uratować tamtych ofiar? Że nie okazał się dość silny? Cóż, tu naprawdę potrzebna byłaby konsultacja z psychologiem, ale z własnej woli ludzie zwykle tego unikali. Nie wiedzieć zresztą czemu. Skoro więc Mad nie mogła udzielić chłopakowi profesjonalnej pomocy, pozostawało jej tylko być przy nim i chociażby odwracać jego uwagę. Zawsze lepiej, jeśli po takich przeżyciach nie trzeba siedzieć samemu, a jest ktoś, kto samym swoim towarzystwem sprawia, że wszystko wydaje się łatwiejsze.
- Nie - odezwała się cicho, zaskoczona jak słabo zabrzmiał jej głos. Znowu się o niego niepokoiła, ale nie zamierzała tego okazywać. - Nie - powtórzyła zdecydowanie bardziej stanowczo. - Nie wolno ci myśleć w ten sposób. To nie była twoja wina. Ani twój obowiązek pomóc tamtym ludziom. Nie dasz rady ocalić wszystkich i zadręczanie się tym sprawi tylko, że sam poczujesz się gorzej. Nie jesteś słaby - zakończyła, wpatrując się niego z uporem. Mówiła szczerze, nie uważała go za słabego. Trzeba było wielkiej siły, by sprzeciwiać się własnej rasie. Za to właśnie Maddie podziwiała Isao. Był w zdecydowanej mniejszości, wyszydzany i niejednokrotnie pogardzany przez inne wampiry. Kilkakrotnie został przez to pobity lub zraniony. A jednak nigdy się nie poddał, nie zmienił swoich poglądów, nie zdradził tego, w co wierzył. Był silny, musiał tylko sam znowu w to uwierzyć. I Mad zamierzała w tym pomóc, choćby miała mu to dosłownie wtłuc do głowy.
Odebrała od biednego Iska kwiaty i przez chwilę spacerowała z nimi po pokoju. To było takie oczywiste, że w tym domu nie mieszka żadna kobieta! Choć ładnie urządzone, mieszkanie było typowo męskie, bez zbędnych ozdób, czy dekoracji. Madeline zaś, w swoim niewielkim pokoju w Oświacie, miała sporo zdjęć, pamiątek, drobnych rzeczy, które dla innych były bezwartościowe, a dla niej nadawały wnętrzu charakter. Każdy kto tam wszedł od razu wiedział, do kogo należał pokój. Tutaj zaś salon był pomieszczeniem dość bezosobowym. No, do czasu, bowiem bukiet róż był pierwszym krokiem do udekorowania go.
Zdecydowała się wreszcie na wymienioną wcześniej półkę, nieświadoma, że Isao nie spuszczał z niej wzroku. Chyba w całym życiu nie poświęciła ani jednej myśli swojemu rzekomemu wdziękowi. Ale fakt, że się nad tym nie zastanawiała, nie znaczył, iż w jej ruchach nie było zawsze pewnej gracji, delikatności, że sposób w jaki jej długie włosy spływały złotą falą na ramiona zdecydowanie mógł dodawać jej uroku, a skupiona mina, gdy układała kwiaty, nadawała jej twarzy wyraz zaangażowania w każdą najdrobniejszą rzecz, jakiej się podejmowała.
- Zwiędną - odparła rzeczowo. Poprawiła ostatni płatek, wyprostowała się i cofnęła parę kroków, by zerknąć na swoje dzieło. Miała rację, kwiaty świetnie tu pasowały, na dodatek jakby ociepliły wnętrze. Dopiero teraz odwróciła się do Iska z uśmiechem i lekkim wzruszeniem ramion.
- Taki już urok róż. Są piękne, ale nietrwałe. - Raz jeszcze spojrzała na kosz, bezwiednie przygryzając w zamyśleniu wargę. - Pewnie mógłbyś je wstawić pod wieczór do wody. Nie będą wyglądały tak ładnie jak w koszu, ale utrzymają się kilka dni dłużej.
Nadal lekko się uśmiechała. Lubiła kwiaty, pewnie jak każda kobieta, a czerwone róże były specyficznym symbolem. Znowu zaciekawiło ją, kto przesłał blondynowi taki podarek. Choć z drugiej strony, to mogła być przypadkowa fanka, miał ich w końcu sporo.
Uniosła brwi, słysząc, że Isek ma plany. W pierwszej chwili poczuła rozczarowanie, wszak naprawdę chciała spędzić z nim trochę czasu. Zwłaszcza, że w domu zostawiła całą rodzinę z ich problemami, kłótniami, zawałami i innego rodzaju atakami. Zaraz się jednak rozpogodziła, słysząc dalszą część jego wypowiedzi.
- A ja mam zamiar nauczyć pewnego nierozgarniętego jegomościa, że kwiatki nie gryzą i nie trzeba się ich bać - odrzekła rozbawiona, przypominając sobie zagubioną minę blondyna, stojącego w przedpokoju z wielkim bukietem. - To... chciałbyś się gdzieś przejść, czy wolisz zostać tu? - spytała jeszcze. Osobiście wolałaby, żeby zostali na miejscu, ze względu na stan Isao. Ale tego powiedzieć mu nie mogła, w końcu nie chciała się zdradzić z tym, że wie o jego ewentualnych obrażeniach. Pozostawiła mu zatem wybór, licząc, że nie będzie się niepotrzebnie forsował. Zresztą, po wiadomości od Marcusa, chyba nierozsądnie byłoby, gdyby włóczyli się teraz po mieście.
Powrót do góry Go down
Isao
Nauczyciel
Nauczyciel
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t321-isao-takei#363
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 660


PisanieTemat: Re: Apartament Isao    Czw Lut 21, 2013 5:04 pm

Isao także nie był pewien czy da radę szybko dojść do siebie. Powtarzał sobie jednak uparcie, że jest facetem i nie powinno go to ruszać. Jednak o tym, że łatwo o wszystkim nie zapomni, przekonał się choćby podczas snu. Dręczyły go koszmary, zbudził się z uczuciem niepokoju i te towarzyszyło mu ciągle gdy tylko nadarzyła się okazja. Tak jak na przykład w momencie gdy usłyszał dzwonek do drzwi. W pierwszej chwili poczuł rosnący niepokój, któremu towarzyszyło przyspieszone bicie serca. Co jeśli po niego przyszli? Da radę przeciw wampirom, którzy potrafią stać się niewidzialni? Czy może użyć mocy? Czy da radę obronić Madeline? Myśli te przerażały go. Po tym wszystkim co się stało przestał wierzyć w to, że może komukolwiek pomóc. Nie wierzył w swoje siły. W jego oczach przez chwilę pojawił się straszny obraz, w których wampiry krzywdzą Mad... Tak, zdecydowanie wszystkie te wydarzenia odcisnęły się na jego psychice. Czy da radę dojść do siebie? Kto wie. Póki co trzymał się nieźle, w obecności Maddie zdawał się w ogóle nie przejmować. Śmiał się, uśmiechał, normalnie rozmawiał. Jak to będzie potem? To się dopiero okaże.
Drgnął kiedy nagle odezwała się wypowiadając słabe ,,Nie". Co to znaczyło? Spojrzał na nią pytająco, nieco zbity z tropu. Nie wiedział czego ma się spodziewać, o co chodziło. To jednak wyjaśniło się wraz z jej dalszymi słowami. Patrzył na nią nieco zdziwiony, nie wiedząc co powiedzieć. Sam uważał inaczej. Uważał, że jest słaby, że to także jego wina bo nie zdołał pomóc tym ludziom. Mimo to jednak poczuł przyjemne ciepło rozlewające się po jego sercu chwilę po tym jak Madeline przestała mówić. Nie wiadomo kiedy jego usta wygięły się w lekkim uśmiechu, w oczach zaś błysnęło szczęście i wdzięczność. Wdzięczność za to, że była tu teraz przy nim ~
- Na pewno jestem słabszy niż mi się zawsze zdawało. - odezwał się po chwili ciszy. - I na pewno mam w sobie więcej z bestii niż zawsze starałem się wszystkim udowodnić. Ja bezwzględnie zabiłem tamtego wampira, Mad. Nie ważne, że w obronie. Spaliłem go żywcem.
Zmrużył oczy, patrząc na nią uważnie. Jego twarz przybrała nieco inny wyraz, jakby mroczniejszy. Tak, nigdy nie wiedział, że będzie w stanie z zimną krwią pozbawić kogoś życia. Nie był tak dobrym, niewinnym wampirem, za jakiego zawsze się podawał. Po tym napadzie zwątpił nie tylko w swoją siłę i możliwości, lecz również w swoje dobre serce. Nie był już Isao niezdolnym do skrzywdzenia muchy. I Madeline również powinna to zrozumieć. Jej przyjaciel wcale nie był tak dobrą osobą jak uważała.
Owszem, w mieszkaniu nie było ani śladu dotyku kobiecej dłoni. Niezmyte naczynia tworzyły małą górkę w zlewozmywaku, półki kipiały pustką i zapełniały je jedynie gry, książki, mangi oraz jakieś męskie pierdółki. Niegdyś stały tam zdjęcia, owszem. Takei jednak zabrał je wszystkie ze sobą gdy wyjeżdżał z miasta. Gdy zaś wrócił, trzymał je schowane i nie wyjmował na wierzch. Czemu? Sam nie wiedział. Po prostu nie pomyślał o tym aby rozłożyć je na pułkach. Czasem brakowało mu mieszkania z rodziną. Wtedy zastanawiał się nad poszukaniem sobie współlokatora. Mimo to jednak nie była to łatwa decyzja. Potrzebował czasu aby zdecydować się na to i znalezienia kogoś, z kim spokojnie mógłby mieszkać. Nie mógł wszak dzielić mieszkania z kimś, komu nie ufał. ~
Najchętniej zamieszkałby właśnie z Madeline. Nie było to jednak możliwe. Mieszkanie z nią byłoby dla niego zbyt wielkim szczęściem. Teraz widywali się raz na jakiś czas. Za rzadko, jak dla niego. Wykorzystał więc tę chwilę jej obecności, podziwiając ją po cichu, gdy nie patrzyła. Była piękna. Miała w sobie wiele gracji, wdzięku i uroku. Szkoda, że nie była tego świadoma. A może to i lepiej? Nie ważne. Ten widok, tą krótką chwilę Isao zamierzał zakopać w pamięci. Schować i pielęgnować każde zachowane wspomnienie.
Zamyślił się, ale z tego zamyślenia wybudził go głos Maddie. Popatrzył na nią, potem na koszyk już ładnie ustawiony i stwierdził, że wygląda to całkiem nieźle. Choć dla niego kwiaty te nie miały żadnego znaczenia, nabrał go fakt, że to właśnie ona wybrała im miejsce. Chwilę przyglądał się koszowi, ze zdziwieniem odkrywając, że odczuł smutek gdy powiedziała, że zwiędną. Nie będą już wyglądały tak pięknie jak teraz gdy Mad tak starannie zadbała o ich dobry wygląd...
- Dobrze. Włożę je więc do wody. - pokiwał głową, przenosząc wzrok na dziewczynę. Wtedy zaś padło pytanie. Cóż. Nie miał na ten dzień żadnych planów. A przynajmniej przed pojawieniem się Namikaze. Gdy tylko się tu zjawiła, postanowił, że nie wypuści jej tak szybko. SMS Marcusa nie miał tu żadnego znaczenia. I tak nie wypuściłby jej tak łatwo. Naumyślnie powiedział, że ma plany, nie dodając nic więcej. Było to dość znane zagranie, choć nieszkodliwe. Jej rozpogodzona, a wręcz ucieszona mina gdy tylko dokończył była tego warta. Zaśmiał się po jej słowach i pokręcił głową z rozbawieniem.
- Czuję, że ciężki będzie to uczeń. - odparł, z trudem powstrzymując się od śmiechu. Nie miał szczegółowych planów co do dzisiejszego dnia. Nie mógł jednak pozwolić jej stąd wyjść. Musiał ją zatrzymać u siebie jak najdłużej. Chciał aby została tu rok, miesiąc, tydzień, choć kilka dni. Dla jej bezpieczeństwa lecz także dla niego samego. Po prostu pragnął by przy nim była. Niczego innego tak bardzo nie chciał jak właśnie tego...
W tamtym momencie przypomniały mu się te lata gdy myślał, że nie żyje. Moment kiedy sądził, że łowca zabije go. To uczucie bezsilności i strachu. Strachu, że nigdy więcej jej nie zobaczy. Nie wiedział nawet kiedy uśmiech zniknął z jego twarzy. Popatrzył na Mad stęsknionym wzrokiem. Mimowolnie poruszył się. Nawet nie wiedział kiedy ruszył w jej stronę. Już po chwili był przy niej i obejmował ją, przyciskając do siebie. Jedną dłonią przytrzymywał ją, lekko przyciągając w swoją stronę, drugą wplótł w jej włosy. Sam wtulił się w nią jak dziecko. Dziecko większe od jego rodzica. Zamknął oczy i wdychał jej zapach, przesuwając nieznacznie dłonią wplecioną w jej włosy.
- Zostańmy tu. Zostań przy mnie, Mad. Jak najdłużej. Nie zostawiaj mnie. - powiedział cicho. Chwilę jeszcze tkwił w bezruchu. Dopiero po jakimś czasie odsunął się nieco, nie puszczając jej jednak. Ucałował czubek jej głowy. Wypuścił jej włosy spomiędzy palców i przesunął dłonią po jej policzku. Nie patrzył jej w oczy jakby bojąc się jej spojrzenia. Schylił się nieco i zbliżył niebezpiecznie. Ich twarze już w tym momencie dzieliły niewielkie odległości, a on przysunął się jeszcze. Wstrzymał oddech i zbliżył się jeszcze bardziej. Chciał ją pocałować, jednak w ostatniej chwili powstrzymał się. Nie miał odwagi, nie wiedział czy powinien. Chwilę tkwił w bezruchu, czując jak jego wampirze serce szaleje. Dopiero po chwili zebrał się na siły i delikatnie musnął jej usta swoimi. Co na to Mad? Odepchnie go, tak właśnie myślał i tego się właśnie obawiał. Nie miał jednak siły powstrzymywać się ciągle. Chciał aby wiedziała, że ją kocha. Nawet jeśli miała go odrzucić.

_________________
. . . .
♫ Isao ♫

P i o s e n k i . . z e s p o ł u
1. 2. 3.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Apartament Isao    Pią Lut 22, 2013 2:48 pm

Biorąc pod uwagę, że wydarzenia, które tak wstrząsnęły Isao miały miejsce niedawno, w tej chwili to jeszcze normalne, że wciąż to wspominał, przeżywał na nowo; że odczuwał niepokój i dręczyły go koszmary. Ważne jednak, by z czasem nawet jeśli nie zapomniał, to przeszedł z tym do porządku dziennego. Złe rzeczy się zdarzają. W takim właśnie oboje żyli świecie, nie ma się co oszukiwać. Złe rzeczy zdarzają się bardzo często. Co najbardziej martwiło w tym wszystkim Mad, to fakt, że wampir najwyraźniej stracił wiarę w siebie. Jego samoocena wyraźnie spadła, na dodatek zaś zdawał się wierzyć, że jego styl życia i chęć pomocy innym były bezcelowe. Pozostawało tylko liczyć, że chłopak nie załamie się do reszty i, przykładowo, nie podporządkuje temu, jak żyją inni krwiopijcy.
Jeśli z kolei obecność Madeline mogła pomóc Isao jakoś dojść do siebie - nie zamierzała go zostawiać. Marcus będzie musiał to zrozumieć. Z Chizuru i Estelle jeszcze nie raz się spotka, zaś matka pewnie nieprędko opuści kraj - będzie czas, by nadrobić zaległości. Nie mając innych palących obowiązków, złotooka mogła siedzieć z wampirem jak długo by sobie tego życzył.
Kiedy wyjaśniła swój punkt widzenia na całą sprawę, z pewną obawą wpatrzyła się w oblicze przyjaciela. Wątpiła, by od tak zaakceptował fakt, że w jej oczach wcale słaby nie był. Spodziewała się oporu, zaprzeczania. Była więc pozytywnie zaskoczona, gdy na bladej twarzy wampira ukazał się lekki uśmiech. Może jej słowa przebiły się przez warstwę zwątpienia, która w tej chwili ciasno go otaczała. Odwzajemniła uśmiech zupełnie odruchowo. I właściwie uważała, że wyczerpali temat, dopóki chłopak nie odezwał się ponownie. Słuchała go z uwagą, ale w miarę jak mówił kąciki jej warg opadały w dół. Być może zbladła lekko, a na pewno wzdrygnęła się, słysząc jaka śmierć spotkała poziom E.
Na chwilę poczuła, jakby znalazła gdzie indziej. W tym samym mieszkaniu, ale kilka tygodni wcześniej. Znalazła Isao na ulicy, przyprowadziła tutaj i opatrzyła. A potem stała w przedpokoju, za plecami mając zamknięte drzwi wejściowe, a przed sobą postać wampira o rozwścieczonej twarzy. Nad jego dłonią pobłyskiwała złotem i czerwienią kula ognia... Spaliłem go żywcem. Tak niewiele wtedy brakowało. Tak niewiele, by jej życie skończyło się w ułamku sekundy. Tak było z wampirami, drapieżnikami. Mogło ci się wydawać, że je oswoiłeś, ale nigdy do końca nie przewidzisz ich zachowań.
Z trudem powróciła do rzeczywistości.
- To była wyjątkowa sytuacja - wydusiła wreszcie, modląc się, by wyraz jej twarzy nie zdradził, o czym wcześniej myślała. - Obrona własna, gdybyś tego nie zrobił, on zabiłby ciebie.
Tylko tak należało na to patrzeć. Isao nie był mordercą, nie był bestią. Nawet po tym co słyszała, Madeline nie mogła i nie zamierzała w to wierzyć. Uparcie trzymała się myśli, że jest prawie jak człowiek, tylko z tymi nadnaturalnymi zdolnościami, nad którymi czasami tracił kontrolę. Nie był zły.
Bo gdyby był... Nie wiedziała, czy potrafiłaby narażać swoje niedawno odzyskane życie. Nie, Isao nie był zły.
Potem jednak oboje przestali o tym myśleć. Maddie doszła do wniosku, iż mieszkanie wampira jest bardzo ładne, tyko brakuje mu pewnego ciepła. Wrażenia, że ktoś tu mieszka, a nie po prostu przebywa. Zapewne obecność kobiety w tym apartamencie wiele by zmieniła, ale myśl, że jakaś dziewczyna mogłaby mieszkać na tej, bądź co bądź, niewielkiej przestrzeni razem z wampirem... Cóż, nie bardzo się Mad podobała. Nie była zazdrosna, ależ skąd! Miała tylko niejasne poczucie, że postarałaby się zrobić wszystko, by ewentualna lokatorka szybko się wyniosła.
Co zaś do pomysłu, by to ona dzieliła mieszkanie z Iskiem - w tej chwili nie było to pewnie bardzo realne. Dopiero co Marcus wspomniał coś o jakimś nowym mieszkaniu dla ich trójki. Do tego jeszcze przyjechała matka. A w mieście było bardzo niespokojnie odkąd burmistrz przejął oświatę. Każdy łowca był potencjalnie zagrożony i zawsze bezpieczniej przebywać w większej grupie swoich. Nie oznaczało to wszakże, iż nie mogli częściej się widywać. Tego już sama Mad zamierzała dopilnować, zwłaszcza w najbliższym czasie, gdy wampir wciąż mógł odczuwać negatywne skutki ostatnich wydarzeń.
Isao zgodził się z jej sugestią, acz nie miała pewności, że chłopak i tak nie zapomni o wodzie dla kwiatów. Może powinna sama później o to zadbać.
- Niewątpliwie - odpowiedziała, przewracając oczyma, po czym uśmiechnęła się z rozbawieniem. Nie tracąc czasu zapytała chłopaka, czy ma ochotę się przejść. Nie odpowiadał jej przez chwilę, a myślami wyraźnie przebywał gdzieś indziej. Zauważyła, że wyraz jego twarzy powoli się zmienił, spoważniał. Znowu o tym myślał? Bał się, że jeśli wyjdzie znów go coś spotka, że łowcy go namierzą? Już, już miała pospieszyć z zapewnieniem, że tak naprawdę ona woli zostać w domu, posiedzieć, porozmawiać, acz nim zdążyła się odezwać Isao znalazł się przy niej szybciej, niż się zorientowała.
Objęła go mocno, słuchając słów wypowiedzianych urywanym szeptem. Wzbudziły w niej mieszane emocje - współczucie i chęć pomocy, smutek, ale też dziwne ciepło i potrzebę bliskości; i jeszcze coś innego, głębszego i dziwnie znajomego.
- Już nigdy - obiecała, bo chyba oboje potrzebowali w to uwierzyć. Nigdy i zawsze. To takie mocne słowa. Ludzkie życie było na tyle kruche, że nie sposób przewidzieć, co się wydarzy. A jednak Mad myślała tylko o tym, że już nigdy nie chce opuszczać wampira, że nigdy już nie chce sprawić mu bólu, jaki przeżywał po jej zniknięciu.
Ona również odsunęła się nieznacznie, by móc spojrzeć w jego szare tęczówki. Bez trudu odczytała w nich tęsknotę i zastanowiła się, czy to samo maluje się w jej oczach. Tęskniła za nim, za jego dotykiem, za poczuciem, że jest kochana i za uczuciem miłości. Tęskniła, nawet nie zdając sobie z tego sprawy, odkąd tylko wróciła i ujrzała go po raz pierwszy gdzieś w centrum miasta. Wtedy nie wiedziała, nie pamiętała. Teraz zaczynała sobie przypominać.
Mimowolnie wstrzymała oddech, gdy chłopak zbliżył się. Pocałował ją po chwili wahania, a ona ten pocałunek odwzajemniła. To wydawało się takie naturalne, takie właściwe. Zacisnęła dłonie na koszuli Isao, nieśpiesznie smakując jego ust.
Powrót do góry Go down
Isao
Nauczyciel
Nauczyciel
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t321-isao-takei#363
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 660


PisanieTemat: Re: Apartament Isao    Pon Kwi 08, 2013 8:39 pm

Wątpliwym było czy Isao, nawet jeśli całkowicie zwątpiłby w celowość i sens swoich działań, stałby się taki sam jak reszta krwiopijców. Nawet jeśli zakodowałby sobie w głowie, że nie ma sensu próbować nikogo ocalić i chronić, bo i tak niewiele może zrobić (a tak w tej chwili myślał), nie potrafiłby nikogo skrzywdzić. Był cholernie wrażliwym wampirem. Może nie niósłby pomocy innym, lecz także nie dałby rady świadomie nieść im nieszczęść, krzywdzić ich, ranić, może nawet zabijać. Nie. Tu nic się nie zmieni nawet po tym nieprzyjemnym wydarzeniu, które na długo pozostanie w jego głowie i na pewno, mniej lub bardziej, odbije się na jego psychice i sposobie myślenia. Ważne jednak było aby ktoś przy nim był. W ten sposób nie myślał już o tym wszystkim i zajęty czyjąś obecnością nie miał czasu na snucie dalszych odkryć o tym jak mało może zrobić w pojedynkę. Madeline była tu doskonałą kandydatką. Nie chciał aby go zostawiała. Gdy była obok czuł się o wiele lepiej i całą swoją uwagę przenosił na jej osobę. Chciał jej sprawiać przyjemność, spędzać z nią czas, uszczęśliwiać ją. Wystarczyło tylko to, że była przy nim. Niczego więcej nie było mu potrzeba. Piekli przy tym dwie pieczenie na jednym ogniu, bo jednocześnie mieli szansę na nadrobienie zaległości w swojej znajomości i jednocześnie dziewczyna, być może nie do końca świadomie, pomagała Iskowi dojść do siebie. Korzystny był to układ la ich obojga.
Powiedział jej o tym jaki los spotkał poziom E, który zaatakował ludzi w sklepie. Sam dręczył się o to, że tak postąpił. Mógł przecież pozbawić go przytomności i po tym wszystkim zaprowadzić na policję, do łowców, gdziekolwiek. Uniknąłby w ten sposób kłopotów i podejrzenia nie padłyby od razu na niego. Czemu o tym wtedy nie pomyślał i od razu spalił krwiopijcę żywcem? Sam nie wiedział. Nie potrafił przypomnieć sobie o czym w tamtej chwili myślał. Tym bardziej więc zaczynał bać się, że w rzeczywistości wmawiał tylko sobie i innym, że różni się od reszty wampirów, że jest dobry, nie skrzywdzi nikogo... Chciał więc aby Madeline również o tym wiedziała. Aby uświadomiła sobie, że jej przyjaciel nie jest milutką, potulną owieczką, która nie skrzywdziłaby muchy. Był drapieżnikiem. Najbardziej groźnym drapieżnikiem z wszystkich żyjących na kuli ziemskiej. I nawet jeśli zdawało się, że został oswojony, w rzeczywistości ciągle był istotą równie groźną co nieprzewidywalną. Musiała zdać sobie z tego sprawę. I chyba w pewnym momencie dotarło to do niej. Widział to po jej minie, nawet jeśli tak bardzo chciała się z tym ukryć. Patrzył wtedy prosto na nią, analizując emocje przewijające się po jej twarzy i próbując odgadnąć myśli. Nie dziwił się jej reakcji. Sam zareagowałby tak samo.
Nie odpowiedział już nic, jedynie wzruszył ramionami. Przez chwilę przemknęło mu przez myśl aby powiedzieć jej, że dysponuje jeszcze inną, bardziej odpowiednią mocą, dzięki której użyciu nie byłby zagrożony, a jednocześnie nie zabiłby tego poziomu E. Z jakiegoś powodu jednak powstrzymał się. Może dlatego żeby zakończyć temat? A może dlatego, że bał się, iż dziewczyna rzeczywiście zacznie się go bać lub go znienawidzi? Kto wie. ~
Rzeczywiście współlokator przydałby się Takei'owi. Chłopak nie byłby samotny, miałby z kim pogadać, spędzać czas. Gdyby mieszkał tu ktoś jeszcze, podzieliliby się jakoś obowiązkami i, przede wszystkim, gdyby coś któremuś się stało, drugi mógłby jakoś zareagować. Gdyby jednak do blondyna wprowadził się inny mężczyzna, wygląd mieszkania mógłby raczej nie ulec żadnej zmianie lub, co gorsza, pogorszyć się. Isao zachowywał porządek w apartamencie, ewentualny współlokator natomiast mógłby być typem bałaganiarza. Najbardziej więc w tej roli sprawdziłaby się kobieta. Dziwnie jednak czułby się gdyby jakaś obca dziewczyna nagle zaczęła z nim mieszkać. Tak czy siak, Maddie raczej nie byłaby z tego faktu zadowolona. Jemu marzyło się mieszkanie z Mad, to oczywiste. Choć zdawał sobie sprawę z tego, że marzenie to w tej chwili jest nierealne.
Nie myślał jednak o tym. Nie było powodu by w tej chwili jego myśli powędrowały na temat szukania współlokatora. Zamiast tego skupił się na pytaniu, które padło z ust Madeline. Odpowiedź na nie była oczywista. Nie mógł zabrać jej poza apartamentowiec. Nie wiedział gdzie może czaić się niebezpieczeństwo, nie czuł się także na siłach by gdziekolwiek chodzić. Chciał z nią po prostu spędzić czas, a było to możliwe także i w jego mieszkaniu. Jednak nie powiedział tego wprost. W tamtej chwili zadziałał z impulsu. Tęsknota za tą dziewczyną uderzyła nagle ze zdwojoną mocą. Chciał ją mieć przy sobie, przytulić, czuć jej ciepło, choć sam był zimny niczym skała. Nad słowami, które wypowiedział mając ją już w objęciach, nie zastanawiał się w ogóle. One same wypłynęły z jego ust, swoje źródło mając najwyraźniej w sercu wampira. Na jej słowa nie odpowiedział już. Przez krótką chwilę jedynie kąciki jego ust uniosły się nieznacznie. Poczuł jak przyjemne ciepło rozlewa się po jego sercu. Nigdy i zawsze. To były słowa bez wątpienia mocne, być może za mocne jak na trwałość ludzkiego życia. Nie myślał o tym jednak. Chciał aby Madeline była przy nim zawsze, zawsze pozostawała tak blisko, już zawsze w jego ramionach.
Miał porządne wątpliwości czy to, co chciał zrobić było odpowiednie. A jednak jego serce wariowało, krzycząc głośno ,,zrób to, do cholery! czy nie czekałeś na to te długie lata?!". Przez jego nawoływania nie do końca świadomie ciągle przysuwał się. A gdy znalazł się dostatecznie blisko, wszystko potoczyło się samo. Myślał, że zostanie odrzucony. Madeline nie pamiętała tego, że przed jej zniknięciem byli parą, że kochali się. Uczucie, jakie wtedy do niego żywiła, zapewne wyparowało wraz z jej wspomnieniami. Tak przynajmniej sądził, bardzo szybko orientując się, że był w błędzie. Wampirze serce znacznie przyspieszyło rytm bicia, kiedy poczuł jak dziewczyna oddaje pocałunek. Szczęście... Nie był w stanie opisać jak szczęśliwym się teraz czuł. Zupełnie jakby był najszczęśliwszą osobą na świecie. Pogłębił więc pocałunki, przelewając w nie wszystko, co w tej chwili odczuwał. Radość, tęsknotę za nią i przede wszystkim miłość. Odruchowo przyciągnął ją nieco bardziej do siebie, stając się w swoich pocałunkach coraz śmielszym. Dopiero po chwili oderwał się od jej ust, ale nie odsuwał się, pozostając ciągle tak blisko niej, że ich wargi dzieliły milimetry.
- Kocham Cię, Mad. Przez cały ten czas kocham tylko Ciebie. - wyszeptał prosto do jej ust. Musnął je jeszcze raz, dając jej pocałunek krótki i delikatny. Potem zaś oparł się czołem o jej ramię. Tkwił w przez jakiś czas w bezruchu, aż w końcu przekręcił lekko twarz w bok, niechcący smyrając ją nosem po szyi. Mogła czuć jego oddech. Wdychał jej zapach, cieszył się bliskością, tym co przed chwilą się stało. Bał się, że znów mu gdzieś zniknie, więc nie wypuszczał jej z objęć. I trwało to jakiś czas, aż w końcu odsunął się nieco. Popatrzył jej prosto w oczy z poważną miną.
- Bądź ze mną, Mad. - poprosił, po chwili łagodniejąc. Wpatrywał się w nią oczekująco, z nadzieją wyraźnie odznaczającą się w jego szarych, błyszczących oczach.
Wszystko skończyło się dobrze. Był Happy End niczym z Disney'owskich bajek. Madeline zgodziła się. Isao zaś udało się namówić ją na wycieczkę. Chciał odciągnąć ją od tego miejsca, tym samym wypełniając prośbę Marcusa i gwarantując jej bezpieczeństwo. Wyjechali więc. Na dzień, dwa, tydzień, miesiąc? Czy to ważne?

z/t x 2

_________________
. . . .
♫ Isao ♫

P i o s e n k i . . z e s p o ł u
1. 2. 3.
Powrót do góry Go down
Isao
Nauczyciel
Nauczyciel
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t321-isao-takei#363
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 660


PisanieTemat: Re: Apartament Isao    Nie Kwi 21, 2013 10:19 pm

Skoro zdecydowali, że wracają do Apartamentowca, mieli okazję żeby pokazać sobie nawzajem gdzie mieszkają. Musieli nadrobić wszystko i naprawić błędy przeszlości. Teraz więc nie tylko znali swoje numery, ale mieli poznać także swoje dokładne adresy. Byli sąsiadami z tego samego budynku i przez wiele lat nawet o tym nie wiedzieli. Może mijali się kilka razy, ale jakoś nie zwracali na siebie uwagi? Ba, mijali się prawie na pewno, bowiem niemożliwym było aby przez tak długi okres czasu nie wpaść na siebie ani razu. Teraz jednak na pewno będą widywać się często, czy to przypadkiem, czy to niechcący. Zespół Iska na razie nie był jeszcze przeszkodą. Jego reaktywacja była na razie planem, niczym więcej. Nawet jeśli uda im się go zrealizować, długa droga była przed nimi. Długa i czasochłonna. Trzeba było najpierw dojść do porozumienia, napisać jakieś piosenki, przećwiczyć je, znaleźć studio, managera i na nowo wbijać się na szczyty sławy. Choć oni, jako dawne gwiazdy, mieli łatwiej niż kompletni amatorzy, którzy dopiero po raz pierwszy wspinali się po schodkach sukcesu. Ale wracając ~
Weszli do apartamentowca i od razu wsiedli do windy. Przez całą drogę rozmawiali, śmiali się i wygłupiali. Teraz zaś mieli przekonać się gdzie oboje mieszkali. Po drodze zdecydowali, że to do mieszkania Takeia się udadzą. Wpierw jednak Banshee miała pokazać Iskowi swoje mieszkanie, aby wiedział gdzie ma iść gdyby zaszła taka potrzeba. Znaleźli się więc najpierw w mieszkaniu dziewczyny. Chłopak ogólnie zwiedził je, zapamiętując piętro i numerek. A wiec dzieliła ich różnica kilku pięter. Budynek ten bowiem był niezwykle wielki i wysoki. Na każdym piętrze mieściły się jedynie dwa apartamenty a mieszkańców było tu na prawdę dużo! Może to dlatego nie wpadli na siebie nigdy? Kto wie. Tak czy owak, ostatecznie wylądowali ponownie w windzie. Teraz jechali na piętro, na którym to mieściło się mieszkanie blondyna. Gdy zaś drzwi od windy otworzyły się, oboje wyszli i skierowali swoje kroki w stronę jego mieszkania. Stanął przed odpowiednimi drzwiami i odwrócił się do nich tyłem, patrząc na Ban. Wyszczerzył się wesoło, unosząc nieco brodę w górę i wypinając tors. Zrobił pozę a la "i'm hero!".
- To tu mieszkam! - zawołał, szczerząc się głupkowato. Zaśmiał się zaraz krótko, po czym sięgnął do kieszeni. Zaczął w niej czegoś szukać, aż wreszcie w Iskowe rączki dostały się klucze. Wyciągnął je i umieścił odpowiedni w zamku, przekręcając go. Zaraz pociągnął za klamkę i otworzył drzwi. Trzymając je, spojrzał na Ban z wesołym uśmiechem i ukłonił się teatralnie. - Zapraszam do mojego królestwa, o Pani!
Puścił ją przodem i sam wszedł za nią. Zamknął drzwi i zdjął te potężne i ciężkie buty, które do tej pory były widoczne na jego nogach. Banshee poprosił aby nie zdejmowała swoich, tlumacząc sie, że sam w mieszkaniu biegał w butach, jednak te nie były do tego odpowiednie. Tak czy owak, zaczął ją oprowadzać. Zaprowadził ją do łazienki, kuchni, jednej sypialni, drugiej (wolnej) sypialni, do salonu. Pokazał jej wszystko. Mieszkanie było zachowane w jako takim porządku. Gdzieniegdzie tylko walały się jakieś zapisane kartki papieru, długopisy, pogryzione ołówki. Kosz na śmieci był połowicznie pełny zaś na suszarce stały suche już naczynia. Być może na szafkach znalazłaby się również cienka warstwa kurzu, zaś na podłodze nieco paprochów do odkurzenia lub zmiecenia. Mimo wszystko i tak było dobrze jak na samotnie mieszkającego faceta. Takei bowiem nie lubił bałaganu.
- A więc skoro już wiesz co i jak to rozgość się i czuj jak u siebie. - zachęcił ją, po czym zrobił krok w stronę kuchni. Zatrzymał się jednak zaraz i spojrzał na nią. - Napijesz się czegoś, prawda? Herbata? Kawa? Sok? A może coś zjesz?
Popatrzył na nią i uśmiechnął się. Cieszył się, że tu była. Co prawda mieli jeszcze swoje zakupy, ale nie chciał od razu zaczynać od picia. Siatki z zakupami zaniósł jedynie do kuchni i ustawił na stole. Nie było tam chyba niczego co powinno się wkładać do lodówki, więc wszystko zostało na drewnianym blacie. Sam Isao sięgnął po szklankę i wlał do niej wody. Z szuflady wyciągnął pudełeczko i wyjął z niego dwie tabletki. Oparł się o blat kuchenny po czym połknął obie na raz, popijając wodą. Popatrzył na Banshee i odłożył szklankę.
- Wiesz... ja nie pijam krwi, chyba, że serio już nie wytrzymuję lub jej bardziej potrzebuje. Można powiedzieć, że jestem jak wegetarianin.

_________________
. . . .
♫ Isao ♫

P i o s e n k i . . z e s p o ł u
1. 2. 3.
Powrót do góry Go down
Banshee

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t99-banshee-sachiko-fumikana#161 http://vampireknight.forumpl.net/t106-banshee
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 578


PisanieTemat: Re: Apartament Isao    Pon Kwi 22, 2013 8:37 pm

Teraz przynajmniej jak na siebie wpadną na korytarzu czy w windzie to się rozpoznają, a nie miną jakby nigdy nie mieli ze sobą nic wspólnego.
Jeszcze minie trochę czasu nim zespół zostanie reaktywowany, ale duża jest szansa na to, że im się powiedzie. Ban jednak była zdania, że i to nie utrudni im kontaktu, jak dotąd sobie radzili. Kobieta bardzo im kibicuje i jest skora do pomocy w miarę możliwości, o czym się już pewnie Isao zdążył przekonać w ostatnim czasie. Była przy nim, a ostanie spotkania dały im się na nowo poznać i przekonać, że dawna przyjaźń dalej trwa. Wampirzyca cieszyła się, że ma do niego tak blisko i może gościć u niego nawet w kapciach i szlafroku, parę pięter robi bardzo małą różnicę. W razie potrzeby mają siebie na wyciągnięcie ręki, kiedy potrzeba czy to środek nocy czy też dnia. Dziewczyna weszła za nim do apartamentu i obejrzała go z podziwem, panował tu ład i porządek, czuła się bardzo dobrze w takich miejscach. Tak jak poprosił nie zdjęła butów i zasiadła na kanapie, czując się jak u siebie. Czuła, że polubi to miejsce i to nawet bardzo.
-Masz to bardzo przytulnie.
Po zwiedzeniu mieszkania posłała mu ciepły uśmiech. Spotkali się któryś już raz ale dopiero teraz postanowili pokazać sobie swoje mieszkanka.
-A wiesz, z wielką chęcią napiłabym się herbaty. Czarnej i mocnej jak można.
Od czasu do czasu lubiła napić się gorącego napoju o intensywnym aromacie, bo alkohol może poczekać, cała noc przed nimi, a nawet i dzień jak będzie trzeba. Słońce im niestraszne. Z ciekawością go obserwowała jak zrobił kilka kroków w stronę kuchni. Wzrokiem błądziła za każdym jego ruchem, widziała jak połyka tabletki i popija je wodą.
-Rozumiem i podziwiam, nie jestem pewna czy dałabym radę. Raczej nie wytrzymałabym bez świeżej krwi. Chyba za bardzo jestem przyzwyczajona.
Kiwnęła z przekonaniem głową, a zarazem z wielkim podziwem. Nie miała jeszcze okazji smakować tego wynalazku, a za razem nie wyobrażała sobie, że mogłaby tak łykać syntetyczną krew. Sięgała czasem po ludzi, jednak starała się ich jakoś specjalnie nie krzywdzić, korzystała również ze swojej służki, która lubiła oddawać ten życiodajny płyn. Czasem otwierała jakąś zabutelkowaną i już. Różnie z tym bywało.
-Jesteś dobry dla ludzi. Więc jakbyś czuł mocne pragnienie to wiesz gdzie mnie szukać. Pomogę Ci najlepiej jak potrafię.
Rzuciła luźno tak na wszelki wypadek, w końcu dla przyjaciela była skłonna nawet oddać swoją własną krew, którą się specjalnie nie dzieliła. Raz w życiu oddała komuś jej odrobinę z własnej i nieprzymuszonej woli i raz w wielkim zaskoczeniu, dość niespodziewanie. I jak na prawie trzydzieści lata to zaskakująco mało. Choć dysponowała też innymi środkami ewentualnej pomocy. Po tych paru słowach wstała i podeszła do wysokiego blondyna. Wydawała się przy nim taka niewinna i drobna, w końcu wzrostem nie grzeszyła. Przytuliła się do niego, tak nagle, tak po prostu z wielką czułością. Chciała żeby wiedział, że może zawsze na nią liczyć. Na jej twarzy zagościł delikatny, szczęśliwy uśmiech. Dobrze czuła się w jego towarzystwie o to cała filozofia.
-Może Ci pomóc w przyrządzaniu herbatki?
Podniosła głowę aby spojrzeć na jego twarz.
Powrót do góry Go down
Isao
Nauczyciel
Nauczyciel
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t321-isao-takei#363
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 660


PisanieTemat: Re: Apartament Isao    Pon Kwi 22, 2013 10:43 pm

Banshee nawet nie wyobrażała sobie jak bardzo cieszyło go to, że odnowili ze sobą kontakt. Dawno już sądził, że spotkania i przyjaźń z Ban to zamknięty rozdział, który nigdy nie powróci. A tu proszę. Żyli sobie przez wiele lat w tym samym mieście, także w tym samym budynku zupełnie nieświadomie. Los jednak postanowił zrobić im niespodziankę i jakoś skrzyżował ich drogi ze sobą. W ten sposób mogli się rozpoznać i na nowo rozpocząć przyjaźń. Takei cieszył się więc każdą chwilą spędzoną z tą dziewczyną. Zespół póki co nie był przeszkodą. Czekał na powrót Kyubiego z "podróży" by na poważnie rozpocząć reaktywację zespołu. Miał więc czas dla Banshee, a ona dla niego. Pomocny był tu fakt, że mieszkali nie tylko w tym samym budynku, ale również jedyne kilka pięter od siebie. Windą w tą czy w tą nie robiło żadnemu z nich różnicy. Mogli więc widywać się co dzień, o każdej porze dnia i nocy. I szczerze mówiąc Isao nie miał co do tego żadnych przeciwwskazań. Zbyt dobrze spędzało mu się z nią czas.
Jak to więc stało się, że dopiero teraz pokazali sobie mieszkania? Ot, jakoś tak wyszło. Oboje wiedzieli gdzie znajdują się ich apartamenty, jednak zawsze wychodzili gdzieś. Ot przejść się, ot coś zjeść, ot napić się, po prostu spędzić czas. Nie można było jednak wiecznie wychodzić. Dlatego również wreszcie pokazali sobie mieszkania. Najpierw poszli do Ban, potem udali się do Iska. Czemu tak? Po prostu, tak zdecydowali, kierując się jakimiś mało znaczacymi kryteriami. Chcieli się razem napić, dalej wspominając dawne czasy, śmiejąc się i bawiąc. Oboje chyba mieli zbyt dużo wolnego czasu. Dobrze chociaż, że dzięki sobie nie musieli się nudzić.
- Tak? Dzięki. - odpowiedział na jej słowa, szczerząc się wesoło. Komplement jest komplementem i zawsze miło go słyszeć, czy się w dane słowa wierzy czy nie. Tak czy owak, to nie to miało teraz znaczenie. Skoro Banshee była jego gościem, wypadało ją odpowiednio ugościć. Zaproponował jej więc coś do picia i szczerze ucieszył się gdy przystała na tę propozycję. Nie lubił gdy jego goście czuli się skrępowani. W tym przypadku chyba nie musiał się tego obawiać. Banshee zdawała się wziąć sobie do serca jego słowa brzmiące ,,czuj się jak u siebie''. I nijak mu to nie przeszkadzało, a wręcz przeciwnie!
Zadowolony podreptał do kuchni i od razu nalał do czajnika wody, po czym włączył go. Naszykował szklanki. Dwie herbaty: mocna czarna i zwykła earl grey. W między czasie także połknął tabletki krwi. Zazwyczaj każdy zdziwiony był tym, że tak uparcie je zażywał. Zawsze więc wyjaśniał każdemu swój styl bycia. Tu nie było inaczej. Wyjawił Ban swoje podejście do krwi i liczył na zrozumienie. Nie przeliczył się. Tak jak oczekiwał, został zrozumiany. Uśmiechnął się do niej, chowając pudełeczko z tabletkami do szuflady.
- Tak, to chyba właśnie kwestia przyzwyczajenia. Ja łykam ich co dzień kilka lub kilkanaście. Muszę je brać mniej więcej o tych samych godzinach: rano, w południe, wieczorem. Im dłużej na nich żyję, tym bardziej jestem głodny i więcej muszę ich brać. Tak samo im dłużej je biorę tym słabiej panuję nad sobą gdy jest w pobliżu człowiek lub czuję krew. Ale jakoś daję radę. - wyjaśnił jej na spokojnie wiedząc, że go zrozumie. To w niej cenił. - Mam co do picia krwi dość... specyficzne podejście. Nauczył mnie tego kuzyn - Akira. Nie traktuję ludzi jak pożywienie a najczęściej jako przyjaciół. W pewien sposób staram się ich chronić... Przed sobą samym i innymi wampirami. Wiem, to dziwne, jednak tak właśnie żyję od wielu lat.
Uśmiechnął się nieco słabo, po czym zajrzał do lodówki. Ta była połowicznie napełniona. Znalazła się jakaś wędlina, mleko, oczywiście budyń, piwo i inne cudeńka potrzebne w lodówce, z których jednak rzadko kiedy korzystał. Czemu więc miał to wszystko skoro i tak nie umiał nic z tego przyrządzić? Sam nie wiedział. Może dlatego, że Madeline czasem do niego zaglądała i jadała? Nie był pewien. Mimo wszystko widywali się bardzo rzadko. Zbyt rzadko...
- Okej, zapamiętam to sobie. Choć wampirzą krew też rzadko piję. Gryzę kogokolwiek tylko kiedy jestem już na skraju wytrzymania. - wyjaśnił jej, uśmiechając się z wdzięcznością. Cenił same chęci. - Ale pamiętaj, że u mnie to działa tak samo. Jakbyś była głodna - wal.
Woda w czajniku zaczęła głośno i niecierpliwie bulgotać. Już za chwilę zagotuje się, umożliwiając Takeiowi przygotowanie im obojgu herbaty. W tym czasie jednak zaobserwował jak kobieta zmierza w jego kierunku. Uważnie obserwował ją. Jego bystry wzrok rejestrował każdy najmniejszy ruch, każdy błysk w oczach, każdą zmianę w wyrazie twarzy. Mimo to nie domyślił się, że chciała się po prostu przytulić. Gdy była tuż przed nim, przez myśl także przeszło mu, że była przy nim tak drobna i niewinna. Zupełnie nie pasowało to do jej ognistego charakterku. Czując jak się przytula, objął ją lekko i zaśmiał się.
- Ban, kurczysz się czy mi się zdaje? Jakaś taka mała jesteś.
Śmiał się jeszcze chwilkę, nie wypuszczając jej z objęć. No tak... Od czasu gdy żyli razem na Osace Banshee urosła może jedynie parę centymetrów. Isao zaś był wtedy znacznie niższy niż teraz. Mierzył sobie może w granicach 170-180 centymetrów. Przez ten czas nieźle podskoczyło mu się w górę. Była to chyba wina ojca Amerykanina, gdyż Azjaci nigdy nie grzeszyli wzrostem. Tak, to zapewne to. W zamyśleniu, odruchowo złapał za kosmyk jej długawych włosów i przepuścił między palcami. Potem znów zaczął się nim bawić. Przestał dopiero w momencie gdy dziewczyna odezwała się. Spojrzał w dół na jej twarzyczkę. Ponownie zaśmiał się.
- Ależ jakaś Ty pomocna i uczynna! - rzucił nieco zgryźliwie, chcąc jedynie trochę pożartować. Jedną ręką puścił ją by sprzedać jej lekkiego prztyczka w czoło. Wystawił figlarnie język w jej stronę. - Wiem, że wielu rzeczy nie potrafię ale z tym chyba dam sobie radę. - Puścił jej oczko, szczerząc się wesoło. W tym momencie czajnik pyknął w charakterystyczny sposób. Wypuścił ją więc z objęć i chwycił za niego. Zalał herbatę gorącą wodą po czym odstawił go na miejsce. Dumny spojrzał na Ban, zadzierając nieco nosa i wypinając tors.
- Widzisz?! Kto tu jest mistrzem parzenia herbaty?!
Cudem powstrzymał się od wybuchnięcia śmiechem...

_________________
. . . .
♫ Isao ♫

P i o s e n k i . . z e s p o ł u
1. 2. 3.
Powrót do góry Go down
Banshee

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t99-banshee-sachiko-fumikana#161 http://vampireknight.forumpl.net/t106-banshee
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 578


PisanieTemat: Re: Apartament Isao    Wto Kwi 23, 2013 6:58 pm

Nadprzyrodzone cholerstwo w końcu stwierdziło, że czas najwyższy aby znów mogli się przyjaźnić. Kobieta z początku nie bardzo mogła uwierzyć, że znów ma możliwość spotykania się z nim. Dopiero teraz kiedy któryś już raz przy nim była dotarło to do niej jasno i wyraźnie.
Podróże Ban przestały przeszkadzać, jasnowłosa odwołała wszystkie swoje zaplanowane wyjazdy i została w mieście, bo jak stwierdziła miała dobry powód. Przyjacielowi oczywiście nie powiedziała, że rzuciła na jakiś czas podróże, pewnie by ją jeszcze namawiał na jakiś wyjazd, kiedy ona wolała siedzieć z nim w mieście, niż samotnie zwiedzać świat. Lubiła z nim wychodzić i dobrze się bawić, wspominać stare czasu i budować ich nowe dobre relacje. Tym razem zagościli u niego, a kobieta bez kremacji rozgościła się. I czemu miałby nie wierzyć? Szczera była zawsze, waliła prosto z mostu niezależnie czy było to miłe czy też nie. Oczywiście sama nie bała się krytyki na swój temat. Wiedziała, że nie jest idealna. Jego podziękowanie skwitowała uśmiechem i tak czuła się jak u siebie z tą różnicą, że w samej bieliźnie to biegać po jego mieszkanku nie będzie jak to miała w zwyczaju u siebie.
-Może powinieneś od czasu do czasu robić sobie przerwę, aby się tak nie męczyć. Chwile odsapniesz, a później wrócisz znów na dietkę.
Zaproponowała zerkając w jego stronę. Przeczesała palcami długie włosy, bardzo leniwie.
-Są ludzie, którzy oddają krew z własnej woli, nie krzywdzi się ich wtedy. Lubią to.
Szepnęła niepewnie, nie miała pojęcia czy chce o tym słuchać. Nie miała również zamiaru namawiać go na krew, chciała może tylko mu nieco to wszystko ułatwić.
-To bardzo szlachetne z Twojej strony. Jednak niestety przed każdym wampirem nie da się ich ochronić.
Westchnęła ciężko, a przez myśl przeszła jej rodzina. Pokręciła lekko głową wyrzucając ich ze swoich myśli. Ona podobnie jak on miała lodówkę pełną jedzenia, głównie znajdowały się tam owoce, często wała nimi garstkę ludzkich znajomych, gdyż gospodynią była dobrą. Ostatnio Banshee zdała sobie sprawę z tego, że naprawdę często się spotyka z Isa. Właściwie każda jej wolna chwila była mu poświęcana, co znaczyło, że on ograniczał się ze spotkaniem z Mad. Zaczęła podejrzewać, że coś się psuło, Temat mógł się okazać dość drażliwy. Oprzytomniała dopiero po chwili.
- Zapamiętam, ale co ja biedna zrobię jak mi padniesz po tym jak najem się Tobą?
Rzadko piła wampirzą krew, w końcu miała swoje sposoby aby zdobyć tą ludzką. I no niechała robić mu kłopotu. Kiedyś mu sprezentuje butelkę z krwią, aby trzymał sobie tak w zapasie na czarną godzinę.
Miała ten swój charakterek, nieco zadziorny, ale jego wysoka postura zabijała jej cały wygląd, te pozory tajemniczości i samowystarczalności, tej siły. Była najzwyczajniej w świcie kurduplowata i wyglądała jakby potrzebowała faceta który ją obroni i będzie trzymał bezpiecznie w ramionach. Przytuliła się mocno do blondyna i lekko przymknęła oczy. Był jedyną osobą do której się tak słodko kleiła, bo i czasem wampir potrzebuje nieco czułości. Jego śmiech spowodował, że nieco zmarszczyła brwi udając nadąsaną małą dziewczynkę.
-To Ty jesteś po prostu za wysoki.
Zaprotestowała i oskarżyła go obycie za dużym. Podbił ładnie w górę, kiedy ona została taka mała i wypierdkowata, ale i to miało swoje plusy. Faceci dzięki temu czuli się przy niej tacy męscy i silni i mogli się podbudować nieco. Mogli się opiekować taką małą kobietką.
Kiedy dotknął jej włosów, a w palcach miętosił ich pasemko, wampirzyca prawię się rozpłynęła. Były to takie delikatne czułe gesty, nieco nieświadome i przez to takie słodkie i totalnie rozbrajające. Pstryknięcie czajnika jednak zabiło tą całą atmosferę, na jasnej buźce kobiety pojawił się na ułamek sekundy niezadowolony grymas.
-Tylko czasem i dla wybranych. Korzystaj póki możesz.
Napuszyła się nieco, starała się nawet powstrzymać tego pstryczka, ale nie zdołała, jedynie musnęła opuszkami palców jego dłoń.
-Wrr, ale Ty lubisz mnie dręczyć.
Pozwoliła mu zaparzyć herbatę samodzielnie. Wypuszczona z jego ramion przysiadła sobie na blacie tuż obok kubków zerkając na przyjaciela.
-Ty mój herbaciany bohaterze.
Zaśmiała się wesoło, poczekała aż zaparzyć herbatkę i dźgnęła go placem w bok.
-Od tej poty tylko Ty będziesz się tym zajmować mistrzu.
Powrót do góry Go down
Isao
Nauczyciel
Nauczyciel
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t321-isao-takei#363
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 660


PisanieTemat: Re: Apartament Isao    Wto Kwi 23, 2013 9:35 pm

Blondyn rzeczywiście nie miał o niczym zielonego pojęcia. Nie był świadom faktu, że dla spotkań z nim Banshee zrezygnowała z czegoś tak dla siebie ważnego - z podróży. Gdyby wiedział oczywiście namawiałby ją do tego aby nie odwoływała żadnego wyjazdu. Upierałby się przy tym żeby wyjeżdżała, zwiedzała i poznawała kulturę obcych krajów. Jego podróże nie fascynowały tak jak jej, jednak wiedział, że oglądanie tego, czego nie było szans obejrzeć w Japonii było czymś magicznym. Choć był wtedy w kiepskim stanie i średnio pamiętał swoje podróże, gdzieś głęboko we wspomnieniach utkwiło mu parę momentów, parę widoków...
Rzeczywiście spędzali ze sobą masę czasu. Isao poświęcał Banshee każdą wolną chwilę. Momentami dopadały go nawet wyrzuty sumienia, mówiące mu, że zabiera jej zbyt wiele czasu. Odpychał je jednak od siebie. Ban bowiem wcale nie wyglądała na złą z tego, że spędza z nim tak dużo czasu. Dziwnym więc było, że dopiero teraz po raz pierwszy zawędrowali do jego mieszkania. Nie było sensu się jednak nad tym rozwodzić. Takei przyprowadził tu swoją przyjaciółkę i szczerze cieszył się, że nijak się tu nie krępowała. Tak to przecież powinno wyglądać u przyjaciół, prawda? Jak to się mówiło - znajomy zapuka i poczeka aż mu otworzysz, gdy przyjaciel wbije przez okno i od razu opróżni Ci pół lodówki. Czy jakoś tak.
- Nie, nie muszę robić sobie przerw. - wtrącił się. Zaraz jednak zamilkł i pozwolił jej mówić. Słuchał jej ze spokojem, w głębi duszy jednak czując, że nie może zgodzić się z jej słowami. To było niezgodne z jego podejściem do życia, z jego stylem bycia, przekonaniami. Westchnął i pokręcił głową ze zrezygnowaniem kiedy skończyła mówić. - Ja... nie mógłbym tak. To się nie zgadza z moimi przekonaniami. To nie tak, że nie piję krwi tylko dlatego żeby nie krzywdzić innych. To również ale nie tylko. Wiem, że są ludzie, którzy dobrowolnie oddają nam krew. Tak chyba nawet powstają tabletki krwi, które łykam. Ja jednak... Ja nie jestem do końca zadowolony z tego kim jestem. Gdybym miał wybór, chyba wybrałbym bycie człowiekiem. A ludzie tak nie robią, nie piją krwi. Ciężko to wytłumaczyć ale po prostu zawsze wtedy czuję, że robię coś złego.
Westchnął ponownie i spojrzał gdzieś w bok. Utkwił wzrok w sobie tylko znanym punkcie i zamilkł. Analizował w głowie jej słowa. Wiedział jednak, że nie będzie potrafił się z nimi zgodzić. Choć sam nie był także do końca szczery. Przecież on i tak pijał krew. Zawsze przychodził moment gdy już nie wytrzymywał i musiał się jej napić. Czasem nawet nie opierał się przed tym tak bardzo, dając się ponieść swojej naturze. Nie myśląc o tym już dłużej, znów przeniósł wzrok na Banshee. Uśmiechnął się lekko i poklepał ją delikatnie po czubku głowy.
- Ale dziękuję, że się o mnie martwisz.
Kwestię obrony ludzi pominął. Był świadom faktu jak bardzo był słaby i jak niewiele mógł zrobić w tej kwestii. Przekonał się o tym tego nieszczęśliwego dnia gdy znalazł się w miejscu masowego morderstwa. Nie mógł wtedy nic zrobić. Nie mógł uratować kilku ludzi choć był wampirem - istotą rzekomo silną, mocną i nieśmiertelną. Nie uratował ich. Wtedy dotarło do niego, że nie da rady uratować całej ludzkości. Sam nie był w stanie nic zrobić. Ale nie chciał już o tym myśleć.
- Sądzisz, że jestem aż tak słaby, że bym padł? - zaśmiał się cicho, patrząc na nią z rozbawieniem. Nie wierzył, że mógł jej wyglądać na tak słabego, że zemdlałby po utracie odrobiny krwi. Zwłaszcza, że przy nim to właśnie ona wyglądała na tą kruchutką. Był od niej sporo wyższy. Jako facet był też dużo bardziej masywny. Banshee więc, pomimo dużej siły i ognistego temperamentu, wyglądała przy nim niczym bezbronna kruszynka. Nawet gdy przytulała się do niego, czuł wyraźnie tę różnicę. Bawiło go to, przez co nie mógł powstrzymać cichego śmiechu i nieco kąśliwej uwagi. Nie robił jej jednak tego na złość. Chciał się jedynie podroczyć. Pamiętał bowiem, że gdy przyjaźnili się te wiele lat temu, byli dość zbliżonego wzrostu. Teraz zaś on mierzył prawie dwa metry, zaś Banshee urosła jedynie odrobinkę.
- Wina ojca Amerykanina, nie moja. - odpowiedział. Ponownie zaśmiał się cicho. Jak zawsze przy niej miał dobry humor. Dobrze. Odciągała jego uwagę od tych mniej przyjemnych spraw. A było kilka rzeczy, które nieco go męczyło. Na przykład sprawa Madeline. Blondyn ponownie przekonał się o tym jakie to nadprzyrodzone cholerstwo potrafi być złośliwe. Tyle lat kochał jedną dziewczynę, cierpiał i czekał na nią. Tylko po to aby na koniec przekonać się, że nie jest wcale tą, przy której boku miał trwać do końca. Kiedy bowiem wreszcie udało im się być razem, los zaczął podsyłać im kolejne kłody pod nogi. Rodzina sprzeciwiała się ich związkowi, przestawali się dogadywać. Uczucie gasło... Przynajmniej z jego strony. Może zbyt długo musiał na nią czekać i serce w końcu miało dość? Kto wie. Banshee o tym nie wiedziała, lecz gdyby tylko zapytała, odpowiedziałby jej.
Nie wiedział, że nieświadomie bawi sie jej włosami. Nie zwrócił na to po prostu uwagi. Może wyrobił sobie taki nawyk będąc z Madeline? A może mimo wszystko coś ciągnęło go do Ban, tak jak za dawnych lat? Pamiętał bowiem o uczuciu, które niegdyś do niej żywił i o którym zorientował się zbyt szybko. Teraz też bardzo ją lubił. Nie wiedział jednak jak bardzo. Czy był w stanie kochać kogokolwiek innego niż Maddie? Nie myślał o tym, a po prostu zawiesił się nieco. Z tego stanu wyrwało go pyknięcie czajnika.
- Oj chyba nie będę Cię wykorzystywać. - Wypuścił ją z objęć i sprzedał jej prztyczka. Zawsze bawiła go jej mina tuż przed i po tym jak jego palec spotykał sie z jej nosem lub czołem. Nieświadomie marszczyła wtedy nos i czoło. Zaśmiał się i cofnął rękę. - Tylko troszeczkę. - odpowiedział śmiejąc się. Wyłączył czajnik i zalał im herbaty. Miał dobry humor, w sam raz do żartów. Nie oszczędził sobie więc takowego, prężąc się dumnie niczym paw, tuż po zaparzeniu herbaty.
- Widzisz! Co Ty byś beze mnie zrobiła! - pokręcił głową i parsknął krótkim śmiechem. - Ależ nie mam nic przeciwko. Ale jeśli w swoim mieszkaniu zachcesz nagle napić się herbaty to będziesz po mnie dzwonić? - spojrzał na nią pytająco, z malującym się na twarzy wyraźnym rozbawieniem. Podał jej cukierniczkę, naszykował także łyżeczkę. Jeżeli chciała posłodzić, przytrzymał jej ją aby było jej wygodniej słodzić. W międzyczasie odezwał się:
- Co masz ochotę robić? Rozmawiać? Oglądać telewizję?

_________________
. . . .
♫ Isao ♫

P i o s e n k i . . z e s p o ł u
1. 2. 3.


Ostatnio zmieniony przez Isao dnia Sro Kwi 24, 2013 6:22 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Banshee

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t99-banshee-sachiko-fumikana#161 http://vampireknight.forumpl.net/t106-banshee
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 578


PisanieTemat: Re: Apartament Isao    Wto Kwi 23, 2013 10:02 pm

Właśnie z tego powodu kobieta w tym temacie milczała, podróże miała zaplanowane jeszcze wcześniej niż odzyskała Isao. Po cichu zadzwoniła i odwołała wszelkie rezerwacje i była spokojna, że ma czas dla przyjaciela. Na zwiedzanie świata miała całe długie życie, a stęskniona za przyjacielem musiała się nim nacieszyć. Choć się nie zapowiadało, że szybko to nastąpi. Znacznie bardziej od oglądania świata wolała oglądać jego ucieszoną buźkę. Teraz to sprawiało jej radość. Więc wyrzuty sumienia nie są w ogóle na miejscu, sama chciała się z nim widywać kiedy tylko mogła. Często o nim myślała i szybko tęskniła kiedy nie miała możliwości z nim gdzieś wyjść.
Teraz jednak siedziała u niego w mieszkaniu, zrelaksowana i szczęśliwa i jakby zaszła tak potrzeba weszłaby przez okno, albo wyważyłaby drzwi, aby znaleźć się gdzieś nieopodal tego uroczego blondyna.
Wysłuchała go bardzo uważnie, kiwała przy tym głową ze zrozumieniem. Jego słowa trafiły w nią z wielką siłą. Zacisnęła nieco wargi w wąską linię i jakby jej twarz na chwilkę zaszła cieniem smutku. Zmartwiła się jego słowami, ale starała się tego nie pokazywać. Bycie wampirem było trudne, ale Ban uważała, że mimo wszystko łatwiej się żyje kiedy się to zaakceptuje. Taki już się urodził, taki był. Zaczęła się zastanawiać jak on ją postrzega, w końcu ona nie miała problemu, akceptowała swoje pochodzenie i nigdy nie myślała aby stać się człowiekiem i żeby zaprzestać picia krwi.
-Rozumiem i przepraszam Is.
Podniosła na niego wzrok i uśmiechnęła się lekko. Pokręciła przecząco głową i zaśmiała się.
-To ja jestem zbyt żarłoczna.
Powiedziała z przekonaniem, bo na takiego słabeusza jej nie wyglądał. Miała nawet wrażenie, że przy nim mogłaby rzeczywiście złagodnieć i oddać się w jego dobre i opiekuńcze ręce.
-Tak, wysoki, przystojny ciastek z amerykańskimi przodkami.
Nie wyobrażała sobie, że blondyn mógłby się przy niej smucić, zrobiłaby wszystko aby go rozweselić, stanęłaby na głowie i rzęsach aby wywołać na jego ustach szczery uśmiech. Pomyłki się zdarzają, czasem się szuka czegoś co jest obok, a czasem czeka się z utęsknieniem na kogoś kto nie jest jednak kimś kogo się rzeczywiście potrzebuje. Czuje się wówczas rozczarowanie, ale cóż można zrobić, chyba tylko żyć dalej. Banshee starała się niczego sobie nie wmawiać choć tkwiło jej gdzieś w głowie to dawne uczucie. Hamowała je, zapędzić się nie chciała, w końcu w jej mniemaniu Isao, dalej był związany z Mad, może mniej niż wcześniej, ale mimo wszystko. Mieszać mu w życiu nie chciała, choć wampirze serce biło jej przy nim nieco szybciej. Milczała więc twardo w tym temacie i trwała przy nim po prostu jako przyjaciółka.
-Pomyśl nad tym dobrze.
Zmarszczyła odruchowo nosek szczerząc się wesoło i jej humorek nie opuszczał. Zaczęła bawić się palcami, kręciła młynki, a to lekko zaciskała pięści, prostowała, później zaczęła się gładzić po kolanie, ściągać z jeansów niewidzialne pyłki.
-Zginęłabym bez Ciebie, jestem przecież taka bezradna i krucha i mała. Musisz się mną zajmować.
Zażartowała starając się aby jej głos brzmiał dość poważnie i z wielkim przekonaniem.
-Oj tam dzwonić, od razu się wbije do Twojego mieszkanka, rozłożę na kanapie, albo na łóżku i zarządem gorącej herbatki, o.
O proszę i już się panoszy nasza słodka wampirzyca. Uchwyciła łyżeczkę w jasną dłoń i nabrała na nią niedużo cukru. Dorzuciła sobie go do herbaty i dobrze wymieszała.
- A cytrynkę masz?
Ukradkiem spojrzała na twarz Isa, wymagająca było bardzo, co nie?
-Możemy coś obejrzeć, albo poprzewalać się na kanapie.
Zeskoczyła z blatu i kradnąc herbatę udała się w stronę salonu, zapomniała nawet o cytrynie, nie to ją obchodziło w tej chwili. Poczuła się jakoś tak dziwnie.
-Is... nie zabieram Ci zbyt wiele czasu?
Postawiła kubek na stoliku i odwróciła się w jego stronę, przeszło ją uczucie niepokoju. Może jest zbyt nachalna, zabierała mu naprawdę dużo czasu, musiała się więc w końcu upewnić, że nie jest to problem. Obawy o jego związek w końcu strasznie ją zaczęły gryźć.
Powrót do góry Go down
Isao
Nauczyciel
Nauczyciel
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t321-isao-takei#363
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 660


PisanieTemat: Re: Apartament Isao    Sro Kwi 24, 2013 8:51 pm

Wyglądało na to, że Isao nie miał pojęcia nie tylko o jej odwołanych wyjazdach. Nie był też świadom faktu, jak bardzo Banshee cieszyła się z odnowienia ich przyjaźni. Czy była to radość zbliżona do jej radości? Kto wie. Nie było miarki, która potrafiłaby zmierzyć i porównać ludzie uczucia i emocje. Nie było to jednak ważne. Liczył się fakt, że w tak prosty i przyjemny sposób oboje sprawiali sobie nawzajem radość, uszczęśliwiali się. Banshee lubiła spędzać czas z Isao, natomiast Isao lubił spędzać czas z Banshee. Zdawał sobie sprawę z tego, że być może za bardzo męczył ją swoją obecnością. Był jednak zbyt stęskniony by zrezygnować w tej chwili ze spotkań. Przez te wszystkie lata nagromadziła się w nim tęsknota wielka, choć dopiero teraz zdał sobie sprawę z jej obecności. Musieli więc wszystko nadrobić i skutecznie się jej pozbyć.
Choć nie chciała tego po sobie pokazywać, on dostrzegł zmianę w wyrazie jej twarzy. Uraził ją - tak to właśnie odebrał. Rzeczywiście jego słowa mogły zabrzmieć ostro i sugerować, że jest na nią zły za samą propozycję zmiany swojego stylu życia. On natomiast nawet przez chwilę nie poczuł choćby najmniejszej złości. Nie spodziewał się także, że w danej chwili kobieta zmaga się z pytaniem, na które nie znała odpowiedzi. Z pytaniem ,,jak on postrzega ją, kiedy ich styl bycia jest tak różny". Cóż. Zawsze marzył o tym aby wszystkie wampiry przyjęły jego zasady, aby na świecie zapanowała zgoda między ludźmi i wampirami. Tym bardziej więc zależało mu na tym by bliskie osoby nie gryzły ludzi i nie krzywdziły ich a przyjęły jego styl bycia. Nie mógł jednak nikogo do niczego zmusić i choć myśl o tym, że Ban po wyjściu od niego mogła opuszczać Apartamentowiec i kogoś zaatakować, nieco go przerażała. Gdyby jednak kobieta spytała się go o to, udzieliłby jej szczerej odpowiedzi.
- Nie masz za co przepraszać. Nie zrobiłaś przecież nic złego. - powiedział szczerze, uśmiechając się i klepiąc ją po głowie - Rozumiem, że się martwiłaś i chciałaś dobrze.
Całe szczęścia atmosfera szybko rozluźniła się. Przeszli na temat picia swojej krwi nawzajem, a głównie sytuacji, gdy Ban częstowałaby się krwią Isao. Zaśmiał się cicho słysząc jej słowa.
- To ostrzeżenie? Sądzę, że bym dał radę. - zapewnił ją z rozbawieniem w głosie. Te zaś przerodziło się w kolejny śmiech, gdy do jego uszu dotarło słowo ,,ciastek". Choć miało ono zupełnie inne znaczenie, aż poczuł chęć na coś słodkiego. - Ciastek? - powtórzył z rozbawieniem, a jedna z jego brwi samoczynnie powędrowała w górę. Parsknął krótkim śmiechem i pokręcił głową z rozbawieniem. Miała pomysły! Aż miał ochotę ponownie sprzedać jej prztyczka w nos. Powstrzymał się jednak z trudem, nie chcąc jej męczyć aż tak bardzo.
- Bezradna, krucha i mała? - powtórzył, starając się ukryć rozbawienie i popatrzył na nią z teatralną niepewnością. - Gdybym Cię nie znał, może uwierzył bym w tą Twoją bezbronność. - zaśmiał się i pokręcił głową. Z szerokim uśmiechem na twarzy zmierzwił swoje jasne włosy, zerkając na nią. - Ale nie mam nic przeciwko zajmowaniem się tą bezbronną kruszyną. - przybrał nieco złośliwy ton i pokazał jej figlarnie język. Szybko jednak ten znalazł się na swoim miejscu. Takei ponownie parsknął śmiechem. Skrzyżował ręce na torsie i popatrzył na nią z góry. - Jak jakaś księżniczka! Mam Ci od tej pory mówić My Lady? - zapytał, podając jej łyżeczkę i cukier.
Żartowanie z nią zawsze przychodziło mu z niesamowitą łatwością. Wyszczerzył się szeroko z rozbawienia i pokiwał głową, słysząc pytanie. Miał cytrynę, miał, oczywiście. Podszedł do szafki i znalazł ją bardzo szybko. Ułożył owoc na tacce i pokroił w kilka plasterków, które rozłożył na niewielkim talerzyku. W tym czasie zaś Banshee odpowiedziała na jego pytanie, wzięła swój napój i wyszła. Skończył chwilę po tym, gdy kobieta opuściła kuchnię i z talerzykiem oraz szklanką swojej herbaty w dłoniach ruszył za nią. Gdy przekroczył próg i zrobił parę kroków wgłąb salonu, ona akurat zdążyła odstawić szklankę z herbatą na blat stolika i odwróciła się w jego stronę. Już w tej chwili wiedział, że coś jest nie tak. Zdradził to jej wyraz twarzy. Zmartwiony, jakby z wyrzutami sumienia. Słysząc pytanie uśmiechnął się łagodnie. Nie odpowiedział od razu. Ruszył do przodu by minąć Banshee i odstawić na stolik wszystko to, co trzymał w dłoniach. Gdy to robił, zaczął mówić:
- Chyba nadajemy na tych samych falach. Ja również zastanawiam się nad tym od jakiegoś czasu. - powiedział spokojnym, łagodnym tonem. Wyprostował się i popatrzył na nią z góry. Stał teraz tuż przy niej. Na jego twarzy pojawił się szerszy uśmiech. - Jeżeli chodzi o mnie to nie musisz się martwić. Bardzo lubię spędzać z Tobą czas. Mam w tej chwili zbyt dużo wolnego czasu i umarłbym z nudów gdyby nie Ty.
Nie poruszył kwestii Madeline. Nie wiedział, że to o to głównie martwiła się Ban. Jakoś nie przyszło mu to do głowy, po prostu.

_________________
. . . .
♫ Isao ♫

P i o s e n k i . . z e s p o ł u
1. 2. 3.
Powrót do góry Go down
Banshee

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t99-banshee-sachiko-fumikana#161 http://vampireknight.forumpl.net/t106-banshee
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 578


PisanieTemat: Re: Apartament Isao    Sro Kwi 24, 2013 10:05 pm

Póki co Isao nie dowie się o tym, że podróże zostały odstawione na dalszy plan. Nie to jej radość sprawiało i koniec tematu, nie ma co się nad tym rozwodzić, on też jak widać o wszystkim jej nie powiedział, ale wyciągnie to z niego.
Jakby ją męczył czmychnęłaby już dawno od niego gdzieś na drugi koniec świata na chwile wakacji, a jednak uparcie była z nim kiedy tylko mogła. Z chęcią byłaby z nim cały czas, nie umiała się nim nacieszyć i nasycić. Wieki jej to chyba zajmie, ale mają na to czas.
Może nie uraził, ale z lekka wystraszył, bała się tego co mógł sądzić o tym jaka była w tej jednak kwestii, niby tak małej, a jednak znaczącej. Jej większej różnicy nie robiło czy krzywdził ludzi czy też nie, póki nie pada z wycieńczenia, ale jej postawa już coś znaczyła.
-Jesteś dla mnie bardzo waży Is, zależy mi na Tobie.
Potwierdziła to co było już dość oczywiste. Wbiła w niego spojrzenie dość niepewnie i z lekką bojaźnią. Po chwili jednak rozluźniła się i odsunęła od siebie szare myśli. Postanowiła odpuścić sobie już ten temat, a przynajmniej na daną chwilę. Uśmiechnęła się promiennie i wróciła do tej beztroskiej postawy szczęśliwej Ban.
-Kiedyś to sprawdzimy, obiecuje.
Zaśmiała się już ciesząc się na to małe wyzwanie, ciekawe jakby to wszystko wyglądało. Jednak to wyzwanie zostawi na później. Pokiwała głową zadowolona z siebie i napuszona jak paw.
-Ciastek. Coś w tym dziwnego? Jesteś atrakcyjny, tak Ci powiem jakbyś nie zdawał sobie z tego sprawy. Do tego słodki i uroczy, więc tak jak prawdzie ciastko kusisz, wyglądem, zapachem i smakiem, choć o tym ostatnim to się dopiero może kiedyś przekonam.
Podsumowała krótko i wyjaśniła skąd się wziął jej pomysł aby tak go niewinne określić.
-Ej no, tylko nikomu nie zdradzaj jak to ze mną jest naprawdę bo jeszcze nikt nie będzie mnie chciał.
Zrobiła udawaną smutną minkę, dość karykaturalnie wykrzywiając kąciki ust w dół. Choć te obawy po części były prawdziwe, faceci z reguły bali się silnych kobiet.
-Teraz wydałeś na siebie wyrok. Będę od Ciebie zależna i stanę się naprawdę taka bezbronna. Prawie mnie poskromiłeś.
Zmarszczyła nieco brwi i podniosła głowę w górę. Denerwowało ją to czasem, że jest taka kurduplowata i musi na niego spoglądać jak na słońce górujące gdzieś nad nią. Jednak dobre i takie słoneczko.
-Możesz właśnie mi tak mówić mój ciasteczku.
W końcu znaleźli się w salonie, a przed nimi pojawiła się pewna poważna rozmowa na temat, który ostatnio nawiedzał Banshee i nie dawał jej spokojnie myśleć. Słuchała go, odwróciła się w jego stronę i podeszła do stolika, wzięła plasterek cytrynek i wrzuciła do herbaty. Uparcie milczała gniotąc łyżeczką cytrusowy plasterek. Wyżywała się na nim gdyś Isao wymigał się od tego co rzeczywiście kobieta chciała usłyszeć. W końcu odetchnęła i zaczęła.
-Jakbym mogła przyszyłabym się do Ciebie, tak mi ciągle Ciebie brak. Uwielbiam z Tobą przebywać. Z tym, że jak ja się z Tobą cudownie bawię mam później wyrzuty sumienia.
Co to w ogóle miało znaczyć, że umarłby gdyby nie ona? Miała mętlik w głowie i nie wiedziała co ma myśleć, co w ogóle ma czuć. Była w kropce, chyba pierwszy raz w życiu.
Zasiadła na kanapie, aby chwilę później kontynuować swój mały monolog. W międzyczasie jej wzrok latał po całym pokoju, trudno było jej o tym mówić. Sama nie wiedziała jak ma się zachować, cieszyła się, że miała go cały czas dla siebie, ale z drugiej strony było to niewłaściwe, ale co miała począć jak nie miała pojęcia jak naprawdę sytuacja wygląda.
-Mad nie jest zła, że ciągle się ze mną widujesz? Odnoszę wrażenie, że się prawnie z nią jak nie w ogóle, nie widujesz.
Powiedziała, i zrobiło jej się lżej. Musi to sobie z nim wyjaśnić, bo wyrzuty względem tej ludzkiej istoty nieźle ją gryzły, aż się sama zdziwiła.
Powrót do góry Go down
Isao
Nauczyciel
Nauczyciel
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t321-isao-takei#363
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 660


PisanieTemat: Re: Apartament Isao    Sro Kwi 24, 2013 10:53 pm

Czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal. Czy jakoś tak... Nie było potrzeby aby Isao dowiedział się o odwołanych podróżach Banshee. I tak nie mogłaby już nic w tej kwestii zrobić. To co się odwołało, nie dało się już przywrócić. Plusem tego wszystkiego był fakt, że mogli spędzać ze sobą czas. Dużo czasu, co Takeiowi było bardzo na rękę. On również łapał się na tym, że gdy jej nie było w pobliżu, zaczynał czuć dziwną pustkę i samotność. Nie należał jednak do zbyt bystrych jeżeli chodziło o definiowanie uczuć. Nie bardzo wiedział więc co ma temu przypisać lub jak to nazwać. Zamiast więc zastanawiać się nad tym, co zapewne i tak by mu nie wyszło, po prostu spędzał czas z tą zadziorną dziewczyną.
- Wiem. - odparł krótko, gdy wyznała, że mu na nim zależy. W takich chwilach zawsze czuł się dziwnie, bez względu na to czy mówiła to sąsiadka, przyjaciółka czy ukochana dziewczyna. Poczuł jak jego wampirze serce nieco przyspieszyło. Zrobił krok w jej stronę. - Ty również jesteś dla mnie bardzo ważna.
W tym temacie nie dopowiadał już nic. Nie był pewien swoich uczuć, emocji, tego kim Banshee dla niego jest więc nie poruszał tego tematu by czasem nie poruszyć pękniętej struny. Najpierw musiał poukładać sobie wszystko w głowie, dopiero potem mógł zająć się wyznaniami bardziej "szczegółowymi" niż to. Całe szczęście jednak temat został w miarę szybko zakończony i zastąpił go inny, luźniejszy. Co za dużo to nie zdrowo. Poważne tematy były ważne, jednak on znacznie bardziej lubił żarty, żarciki i wygłupy. Zwłaszcza w jej towarzystwie. Ban zawsze podejmowała jego zabawy. Nieraz niemal za rączkę pozwalała się wprowadzić do świata zabaw i wygłupów, które bardziej pasowały do pary dzieci niż dorosłych wampirów.
- Okej. A więc trzymam za słowo. - zaśmiał się również, po czym wyszczerzył szeroko, nieco unosząc podbródek i dumnie patrząc na dziewczynę przed sobą. Dziwne miał podejście. Sam nie lubił kogokolwiek gryźć, nie lubił też gdy wampiry zbyt często żywiły się krwią, jednak nie miał nic przeciwko temu, aby ktoś pił jego krew. Wręcz przeciwnie. Czuł wtedy satysfakcję i dumę, że mógł pomóc bliskiej osobie. Bo z reguły tylko takim pozwalał na smakowanie tej czerwonej, życiodajnej cieczy, która płynęła w jego żyłach.
- Em... no... dzięki... - wydukał po jej słowach. Znów udało jej się zawstydzić naszego blondyna. Ten zrobił głupkowatą, zmieszaną minę i dłonią zmierzwił swoje jasne włosy z tyłu głowy. Spojrzał gdzieś w bok i patrzył w pewien punkt przez jakiś czas. Bardzo możliwe, że jego blade policzki nabrały nieco żywszych kolorów. Nie był przyzwyczajony do komplementów. Zwłaszcza tych tak bezpośrednich. Było to miłe uczucie, jednak nieco zawstydzające. Banshee bardzo często wprawiała go w zakłopotanie. Sam nawet zaczął się domyślać, że momentami robi to specjalnie.
- Okej, okej. Nikomu nie zdradzę. Pod warunkiem, że będziesz grzeczna. - odpowiedział na jej słowa, szczerząc się wesoło i wystawiając język w jej kierunku. Specjalnie podjął jej temat, zostawiając poprzedni za plecami. Początkowo chciał jej odpowiedzieć i również powiedzieć coś miłego, jednak powstrzymał się w obawie, że Banshee jeszcze bardziej podchwyci temat i postanowi jeszcze bardziej wprawić go w zakłopotanie. A tego nie chciał.
- I w tym momencie nie wiem czy mam się cieszyć czy płakać. Niby Cię poskromiłem, ale skończę chyba jako sługus księżniczki. - zażartował. W obawie tego, że jego słowa mogły zabrzmieć zbyt złośliwie i poważnie, zaśmiał się jeszcze i puścił jej oczko. Ot tak, aby miała pewność, że on jedynie kontynuuje żarty i na prawdę tak nie myśli. Zaraz jego uśmiech znacznie poszerzył się a on sam zrobił krok w tył i ukłonił się przed damą, która dalej siedziała na blacie kuchennym. - Tak jest, My Lady.
Jako wierny sługus (czyt. wafel), od razu zajął się spełnianiem zachcianki swojej księżniczki i zaczął kroić plasterki cytryny. Udał się z nimi do salonu, gdzie czekała go poważna rozmowa. Nie starał się unikać tego tematu. On po prostu nie miał okazji na powstanie czy rozwinięcie. Wolał jednak wyjaśnić jej wszystko i odpowiedzieć na pytania, gdy miał puste ręce i nie trzymał w nich już talerzyka i herbaty, którą łatwo mógł wylać. Odstawił więc wszystko na stolik i wyprostował się. Westchnął cicho, gdy powiedziała o wyrzutach sumienia i podrapał się po tyle głowy, na chwilę odwracając wzrok. Po chwili jednak znów spojrzał na nią. Uśmiechnął się. Po jej słowach zrobiło mu się ciepło na sercu.
- Ja również uwielbiam spędzać z Tobą czas. Gdyby było inaczej, zacząłbym Cię unikać lub w inny sposób dałbym Ci to do zrozumienia. Zapewniam Cię, że na prawdę nie masz powodu do wyrzutów sumienia.
Nie spodziewał się, że jego slowa wywołają mętlik w jej głowie. Nie miał takiego zamiaru. Momentami nie grzeszył bystrością czy błyskotliwością. Można było powiedzieć, że jego kolor włosów bardzo do niego pasował (kolor zobowiązuje?). Nieświadomy niczego wpatrywał się w Banshee, czekając na dalszy przebieg wydarzeń. Sądził, że już wszystko będzie w porządku, że opuszczą temat. Mylił się. Dopiero z jej słowami zdał sobie sprawę z tego, co na prawdę męczyło Ban.
- Tu muszę Ci przyznać rację. - zaczął. Westchnął i ponownie podrapał się po tyle głowy. Jego wzrok uciekł gdzieś w bok. Zaczął mówić dalej i dopiero po chwili spojrzał znów na kobietę. - Nie widuje się z Madeline wcale. Rozstaliśmy się jakiś czas temu. - powiedział poważnym acz spokojnym głosem, patrząc jej w oczy. Nie czuł się pewnie w tym temacie. Ruszył więc z miejsca i usiadł również na kanapie. Sięgnął po herbatę i upił łyk. Ostatecznie też wrzucił plasterek cytryny do ciepłego napoju.
- Można powiedzieć, że jakieś nadprzyrodzone cholerstwo zabawiło się moim kosztem. - zaczął, mieszając herbatę i uparcie się w nią wpatrując. - Zakochałem się w Madeline wiele lat temu i pomimo wszelkich trudności cały czas ją kochałem. Ale los... czy coś... był chyba przeciwny temu wszystkiemu, bo ciągle podsyłał nam kłody pod nogi. Madeline została porwana a rodzinie zostało podrzucone fałszywe ciało. Ja przez siedem lat sądziłem, że ona nie żyje. Tułałem się po świecie nieprzytomny, nie mogłem dojść do siebie. Aż nagle, kiedy wróciłem, wróciła i ona. Żyła, była cała i zdrowa, ale straciła pamięć. Jednak chyba jakieś uczucie w niej zostało bo szybko znów staliśmy się parą. Wiesz... - przerwał na chwilkę. Upił łyk herbaty i spojrzał kątem oka na Banshee. - Mad jest człowiekiem, do tego jest spokrewniona z łowcami. Naszym rodzinom nie bardzo się to podobało. Ja natomiast odkryłem z czasem, że to chyba nie była już miłość a po prostu przywiązanie, przyzwyczajenie. Tyle lat czekałem na to aby przekonać się o tym, że nie umiem rozpoznawać własnych uczuć a Maddie nie jest tą dziewczyną, z którą mam spędzić resztę życia.
Odstawił szklankę na blat stolika i popatrzył na Ban. Przekręcił głowę lekko w bok, przez co długawe kosmyki zadyndały w powietrzu. Uśmiechnął się lekko.
- No i rozstaliśmy się. Nie było sensu tego kontynuować. Nie musisz się więc martwić.

_________________
. . . .
♫ Isao ♫

P i o s e n k i . . z e s p o ł u
1. 2. 3.
Powrót do góry Go down
Banshee

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t99-banshee-sachiko-fumikana#161 http://vampireknight.forumpl.net/t106-banshee
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 578


PisanieTemat: Re: Apartament Isao    Czw Kwi 25, 2013 7:39 am

Atmosfera w pokoju nieco zgęstniała, stała się ciężka i nie do zniesienia. Jednak musiała temat wyjaśnić bo nie dawało jej to spać. Pragnęła mieć Isao tylko dla siebie, ale nie kosztem innej kobiety. W innej sytuacji pewnie by się nie przejęła, ale to był jej przyjaciel, patrzyła na to całkiem inaczej. Mieszała zawzięcie swoją herbatę, pewne już było, że żadne ziarenko cukru już tam nie pływało, ale wampirzyca nie dawała za wygraną. Dobrze, choć jedno jest wyjaśnione. Oboje chcą się spotykać i cieszy ich bardzo swoje wzajemne towarzystwo. Kobiecie również ulżyło, chociaż jeszcze czuła to ukucie niepokoju, skoro ona jest na pierwszym miejscu to gdzie jest ta delikatna ludzka istota. Spokojnie, Ban też nie zamierzała tak reagować sądziła, że to co czuje do Isa to zdrowa przyjacielska relacja, a nie coś więcej. Acz odnosiła coraz większe wrażenie, że jest inaczej, że to wykracza poza ramy przyjaźni i może właśnie z tego powodu była na siebie zła. Takie uczucia przecież zamknęła głęboko w sobie, na dodatek dawno temu. Uchwyciła więc w dłonie swoją zmaltretowaną herbatę i upiła z niej parę łyków, aby jeden z nich sprawił, że się niemal zadławiła. Odstawiła szklaneczkę z gorącym napojem na stolik. Patrzyła na blondyna otwierając przy tym szeroko oczy ze zdziwienia. Milczała i upewniała sama siebie czy to co usłyszała było prawdą czy wytworem jej wyobraźni. Dała mu mówić dalej, była w szoku, tak o niej opowiadał, mówił jak kocha, jasnowłosa naprawdę miała wrażenie, że wszystko jest na najlepszej drodze, aż pewnego dnia tego tematu w ogóle nie było. Tłumaczyła to sobie nieśmiałością przyjaciela do powiadania o jego miłości, a jak się okazało nie taki był rzeczywisty powód zamknięcia tematu Mad.
-Jak nie muszę się martwić?!
Podniosła nieco głos oburzona jego słowami, niebyła sępem który czeka na konającą miłość aby samemu wejść buciorami w cudze serce. Martwiła się, był jej przyjacielem, złamane, smutne serce liczyło się dla niej ponad wszystko tak bardzo chciała aby był szczęśliwy. Odruchowo położyła dłoń na jego kolanie, pewnie wylądowałaby na jego ręce gdyby nie to, że skutecznie je zajął przed jej atakiem czułości. Palce zacisnęła delikatnie na jeansach. Może i nie było kiedy powiedzieć, a może właśnie cały czas miał do tego możliwość. Była aby się z nim cieszyć, ale i smucić, aby pocieszać, a czasem i płakać. Z tym, że może Isao nie był gotowy aby o tym powiedzieć, wypowiedzenie nagłos takich słów ma znacznie mocniejszy wydźwięk niż te powtarzane w myślach nawet milion razy. Rozumiała, że nie chciał się zamartwiać, chciał się bawić, a właśnie Banan pomagał mu w tym cały czas.
-Nie spodziewała się, że sytuacja aż tak wygląda.
Niebyła pewna co właściwie chce powiedzieć, serce podeszło jej do gardła i dusiła się nim, drżała. Oprzytomniała po chwili, zerknęła na twarz towarzysza i posłała mu ciepły, krzepiący uśmiech.
-Wiesz, że zawsze możesz mi o wszystkim powiedzieć?
Wolała się upewnić, czy zdaje sobie z tego sprawę, o tak na wszelki wypadek.
-Związek wampira i człowieka to trudna sprawa. Zwłaszcza jeżeli ten ma wysoką krew, tak jak Ty. Rodzice chcą przedłużyć tę ciągłość czystości i ja się wcale nie dziwię. Myślę, że obojętnie im jaka kobieta z charakteru stałaby się Twoją żoną, zależy im na krwi. Tak to funkcjonuje u wampirów. Czyści chcą aby ich dzieciaki miały partię odpowiadające ich poziomowi, albo wyższą. Zresztą po co ja Ci to tłumacze, wiesz jaka to wielka niesprawiedliwość dla nas młodych wampirów.
Oparła głowę na jego ramieniu, było jej przykro, że się tak Isao zawiódł, na rodzinie, na swoich uczuciach, ale też nie chciała aby tak atmosfera wręcz grobowa ciągnęła się w nieskończoność.
-Ciastku, jesteś młody i przystojny. Nawet nie wiesz ile wampirzych lasek na Ciebie leci. Masz sporo czasu jeszcze aby znaleźć tą z którą masz spędzić życie. Tylko dobrze, żeby była to dziewczyna niezazdrosna o mnie bo ja nie dam Ci spokoju nigdy i każda panna musi mieć świadomość tego, że bycie z Tobą to i bycie ze mną.
Przymknęła oczy i uśmiechnęła się do siebie zdając właśnie sobie sprawę z tego, że teraz już nie umie wyobrazić sobie bez niego życia, więc jej słowa były bardzo, bardzo szczere.
Powrót do góry Go down
Isao
Nauczyciel
Nauczyciel
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t321-isao-takei#363
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 660


PisanieTemat: Re: Apartament Isao    Czw Kwi 25, 2013 11:06 pm

Racja, atmosfera stała się ciężka i napięta. Była wokół nich tak wyczuwalna, że sam Isao miał wrażenie, że mógł wyciągnąć rękę i złapać ją w garść niczym coś materialnego. Zdawała się krążyć wokół nich, podsycając narastające w ich wnętrzach negatywne uczucia. Nie byli nawet świadomi pewnych nerwowych ruchów, które zaczęli wykonywać. Oboje wyżywali się trochę na szklankach z herbatą, na plasterkach cytryny. Nie spodziewał się, że Banshee dręczy to wszystko, że nawiedzają ją tak silne wyrzuty sumienia. Owszem, wcześniej dużo opowiadał jej o Madeline. Z czasem jednak opowieści te stawały się coraz rzadsze aż znikły nagle i już więcej o tym nie wspominał. Czemu nie powiedział jej o tym, że się rozstali? Cóż, była to jego osobista porażka. Cała ta sytuacja na całe życie utkwi mu w pamięci. Nie kochał już Mad ale zawsze będzie czuł swego rodzaju żal. Żal, że tak to wszystko się potoczyło. Nie umiał zacząć rozmowy na ten temat. Na swój sposób było to dla niego dość trudne. Tłumaczył sobie, że tak jest w porządku i nie musi się martwić. Spotykał się z Ban, spędzał z nią razem czas, zapominając o tym wszystkim. Z Madeline rozeszli się dość dawno a dzięki przyjaciółce udało mu się zdusić to nieprzyjemne uczucie żalu.
Jednak wszystko potoczyło się inaczej. Padło pytanie, na które nie zamierzał unikać odpowiedzi. Nie miał powodu by tak zrobić. Wyjaśnił jej więc wszystko, nie streszczając tego zanadto i nie pomijając niczego ważnego. Nie bardzo wiedział jak dziewczyna zareaguje, jednak na pewno nie spodziewał się czegoś tak gwałtownego. Drgnął nieco wystraszony i zaskoczony, gdy tak nagle podniosła dłoń. Cudem nie wylał herbaty ze szklanki, którą właśnie brał do ręki. Zrezygnował z picia tegoż ciepłego napoju w tej chwili i odstawił naczynie znów na blat stolika. Spojrzał na Banshee nieco zmieszany, nie bardzo wiedząc co ma powiedzieć. Nawet otworzył usta by odezwać się, kiedy poczuł jej drobną dłoń na swoim kolanie. Spuścił wzrok, patrząc na nią i poczuł wyraźną ulgę. Nie była na niego zła. Już w tej chwili wiedział, że było jej przykro i chciała go pocieszyć. Tak zachowują się prawdziwi przyjaciele. Są z Tobą w chwili radości i zabaw, lecz także w chwili porażek i smutków, by pocieszyć Cię lub smucić się razem z Tobą. Na tą myśl aż zrobiło mu się cieplej na sercu.
- Wiem. Wybacz, że nie powiedziałem Ci tego wcześniej. Zwłaszcza, że z Madeline rozstaliśmy się dość dawno. Nie bardzo wiedziałem jak się za to zabrać. - wyjaśnił jej, patrząc na nią. Nic więcej nie powiedział. Mówiła za niego Banshee, a on słuchał jej wyraźnie. Czuł jak jego serce przyspiesza. Z radości, że ma przy sobie tak dobrą i bliską mu osobę oraz z wdzięczności. Od Ban aż zdawała się emanować aura współczucia, chęci pomocy. I jego to w pewien sposób poruszało. Trafiało to prosto do jego wrażliwego, dobrego serca.
- Dokładnie. Znaczy... Mama być może nie robiłaby mi wyrzutów, to ojciec jest bardziej surowy. Nie spodobała jej się jednak myśl o tym, że mógłbym się na stałe związać z człowiekiem. Najwyraźniej chodzi o potomka, który po nich i po mnie weźmie w swoje ręce losy rodziny. - wyjaśnił. Nieświadomie dłonią dotknął jej dłoni, która spoczywała na jego kolanie. - Więcej problemów było ze strony rodziny Mad. Wiadomo, jestem jej teoretycznym wrogiem.
Wtedy poczuł jak Banshee opiera głowę na jego ramieniu. Spojrzał na nią, ale nie poruszył się zbytnio. Na jego twarz samoczynnie wdarł się uśmiech. Sam nie wiedział czemu, ale jego ręka zdawała się sama unosić w górę. W końcu spoczęła na głowie dziewczyny. Pogłaskał ją po niej czule.
- Nie mam zamiaru nikogo szukać. Jeszcze zakochałbym się w jakiejś, która serio byłaby o Ciebie zazdrosna i co? I mielibyśmy wszyscy istne piekło na ziemi. Nie mogę zrobić tego sobie i Tobie. - uśmiechnął się lekko, a jeżeli kobieta spojrzała na niego, jego uśmiech znacznie poszerzył się. Nie wiedział czemu, ale czuł się bardzo dobrze kiedy była tak blisko. Sam się sobie dziwił, ale odczuwał dziwną potrzebę bliskości tej dziewczyny. Oparł więc się policzkiem o jej czubek głowy i zamknął oczy. Siedział tak w bezruchu przez jakiś czas, jedną ręką gładząc ją po ramieniu. Miał nadzieję, że Banshee nie słyszała, ze jego serce bije szybciej. Sam nie wiedział czemu tak było. Przestał rozumieć co tu się dzieje. Był zbyt nierozgarnięty a to wszystko zbyt skomplikowane.

_________________
. . . .
♫ Isao ♫

P i o s e n k i . . z e s p o ł u
1. 2. 3.
Powrót do góry Go down
Banshee

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t99-banshee-sachiko-fumikana#161 http://vampireknight.forumpl.net/t106-banshee
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 578


PisanieTemat: Re: Apartament Isao    Pią Kwi 26, 2013 8:09 pm

Uważała się za jego przyjaciółkę, liczyło się dla niej przede wszystkim jego szczęście. Chciała aby dzielił z nią swoje radości i smutki. Pragnęła być ważna i zaufana, chciała dzierżyć jego tajemniczy i sekrety. Na swój dziwny i pokręcony sposób kochała go jak brata. Tak przynajmniej tłumaczyła to dziwne i silne uczucie jakim go darzyła. W rzeczywistości było to proste i oczywiste uczucie jakie można czuć do drugiej osoby. Acz w tej skomplikowanej sytuacji wampirzyca nie chciała się przyznać, że to dawne uczucie ożyło. Jeszcze chwile temu nie miała pojęcia jak sytuacja naprawdę wygląda i wówczas gryzło ją sumienie, że odbiera innej ukochanej przez Isao kobiecie mężczyznę. Zżerały ją wyrzuty gdyż tkwiła w niej ta świadomość, że czuje do niego za dużo niż powinna. Uważała, że nie powinna pozwalać sobie na takie uczucia. Teraz jednak wszelkie obwiniania się odeszły, a ona była wolna od smutnych i złych myśli.
Gwałtowna reakcja była wywołana głębokim zdziwieniem. Ban coś podejrzewała, coś było nie tak, ale odsuwała od siebie wszelkie obawy. Teraz już nie miała żadnych złudzeń. Isao powiedział jej jasno i wyraźnie jak jest. Nieświadomie ściskała jego kolano, opuszkami palców pieściła szary, nieco wytarty materiał jego jeansów. Kiwnęła delikatnie głową, rozumiała, wiedziała doskonale, że to trudne, sama nie opowiadała o swoich miłostkach i nadziejach jakie miała kiedyś.
-Nie byłeś gotowy, nie chciałeś. To Twoja decyzja, rozumiem i szanuje. Tylko nie wiedziałam, że w głębi czujesz pustkę.
Niebyła zła, gdzieżby znowu, powodu nie miała, a wręcz przeciwnie, zdawało jej się, że przy nim nieźle mięknie i odzywa się ta dobra, delikatna natura. Przeważnie twarda, samodzielna kobieta łagodniała przy blondynie. Stawała się bardziej pogodna i otwarta. Kto by pomyślał, że Isa ma taki dłuży wpływ na nią.
-W końcu będziesz głową rodu, będziesz miał swoje obowiązki. Wymagane jest to abyś dał rodzinie potomka, wysoka czysta krew to podstawa. Związek z człowiekiem uniemożliwiłby Ci to niestety.
Przyznała szczerze, tak myślała i tak było. Wiedziała nawet, że jeśli sama będzie miała dzieci, a będzie miała, chciała tego, to również będzie wymagać od nich dobrego ulokowania swoich uczuć i spełnienia obowiązku podtrzymania czystości krwi. Narodziło się w niej dziwne uczucie, jakby zazdrość. Nią się tak rodzinka nie interesowała, mogła robić co chciała i z kim chciała. Biegała sobie samopas. Nie było to dobre. Pogodziła się jednak z tym i żyła dalej. Ten stan zamyślenia szybko jej przeszedł, poczuła jego dłoń na swojej ręce i ogarnęło ją wszechobecne miłe ciepło. Uśmiechnęła się lekko pod nieco zadartym nosem. Miała Isao, przyjaciela któremu zależało na niej o to się dla niej najbardziej liczyło.
-Nie ma to jak wrzucanie wszystkich do jednego worka. Jakby Ciebie bliżej poznali wiedzieli by, że jesteś wspaniałym facetem o złotym sercu.
Westchnęła zrezygnowana i nieco bardziej się w niego wtuliła. Była zadowolona z tych czułości i delikatnych gestów. Atmosfera na szczęście już się nieco rozluźniła. Skoro już tyle czasu blondyn trwał w swojej wolności i nie był to zbyt świeży temat to nie ma co rozdrapywać gojących się ran.
-O proszę, będziesz skazany na mnie. Jak miło! Spędzimy razem życie jako stara panna i wieczny kawaler.
Zaśmiała się i uniosła głowę aby na niego zerknąć. Uwielbiała jego twarz przyozdobioną uśmiechem. Siedzieli tak przytuleni do siebie dłuższą chwilę. Było jej cudownie, czuła że jego serce przyspieszyło, ale tłumaczyła to sobie całą ich rozmową i emocjami jakie mógł wywołać temat Mad. Takie rozwiązanie było racjonalne więc i w nie wierzyła. Wampirzyca przeniosła wzrok z jego twarzy nieco niżej i zauważyła na jego szyi medalik z bursztynowym oczkiem. Wyciągnęła dłoń w jego stronę, ale nie dotarła do celu, jej uwagę przykuł pierścionek który dzierżyła na swoim palcu, całkiem o nim zapomniała. Oznaka starych miłostek. Pomyślała, że w sumie nadszedł czas aby w jej przypadku już sobie odpuścić i odciąć od przeszłości. Dłonią wróciła do siebie.
Powrót do góry Go down
Isao
Nauczyciel
Nauczyciel
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t321-isao-takei#363
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 660


PisanieTemat: Re: Apartament Isao    Pią Kwi 26, 2013 9:36 pm

Isao był świadom, że ma przy sobie osobę, którą bez zastanowienie mógł nazwać przyjaciółką. Wiedział, że może jej powiedzieć o wszystkim: zarówno o tych dobrych, jak i złych rzeczach. Jednak mimo, iż wiedział to wszystko, coś go blokowało. Jakiś głosik wewnątrz niego mówił mu, że nie może Banshee zasypywać swoimi problemami. Był mężczyzną i powinien radzić sobie sam, jak na faceta przystało. To również był powód, przez który nie powiedział Ban o rozstaniu z Madeline. Mimo wszystko jednak główną przyczyną był fakt, że musiał pogodzić się z tą swoją osobistą porażką, z odczuwanym zawodem i żalem. Coś, jakieś nadprzyrodzone cholerstwo, po raz kolejny zrobiło go w balona, tym razem lekko przeginając. Nie spodziewał się także, że w głębi serca jego przyjaciółka odczuwa wyrzuty sumienia spowodowane uczuciem, że odbiera komuś chłopaka i być może przyczynia się do rozpadu ich związku. Związku, który od jakiegoś czasu nie istniał, bowiem prawdziwe uczucie wyparowało z serca blondyna dawno temu. Być może nie zorientowałby się o tym tak szybko gdyby nie fakt, że nie miał już woli walki, mierzenia się z wszelkimi przeciwnościami losu. Nie odczuwał już nieustannej tęsknoty za bliskością Mad a o wiele bardziej lubił spędzać czas z inną dziewczyną. I była nią właśnie Banshee. Teraz również wiedział, że ta wampirzyca stała się mu niesamowicie bliska. Czasem łapał się na myśleniu, że jest ona mu bliższa niż zwykła przyjaciółka. Jednak aby dokładnie zdefiniować swoje uczucia potrzebował jeszcze trochę czasu.
- Może zrobiłem źle, ale teraz już wiesz jak to wszystko wygląda. - wyjaśnił jej, kątem oka zerkają na jej dłoń, którą gładziła i ściskała jego kolano. Był to czuły i bardzo miły gest. Aż się cieplej robiło na sercu. - Czuję, że nie dorosłem jeszcze do bycia głową rodu. Dobrze, że mojemu ojcu nie spieszy się z przechodzeniem na emeryturę. Nie wyobrażam sobie siebie jako prezesa firmy i główną postać w rodzie Takei. Nie zdążyłem się jeszcze wystarczająco wyszaleć. Ciągle czeka na mnie zespół, który trzeba reaktywować.
Uśmiechnął się do Banshee. Jednak w jego głowie pojawiła się pewna myśl, nieco sprzeczna z tym co powiedział. Mimo, iż uważał się za dzieciaka, za osobę kompletnie nieodpowiedzialną i nie zdolną jeszcze do bycia głową rodu, prezesem czy do jakiejś poważniejszej odpowiedzialności, było coś, co temu przeczyło. Gdy był z Madeline te kilka lat temu i gdy ją stracił czuł, że właśnie tę dziewczynę chciałby pojąć za żonę i założyć z nią rodzinę. Marzył mu się dom na przedmieściach, gdzie gromadka dzieci mogłaby się bawić w spokoju. I córka. Koniecznie chciał mieć córkę. Pod tym względem nic się nie zmieniło. Tyle, że nie bardzo wiedział z kim miałby tworzyć tę szczęśliwą rodzinę. A przynajmniej nie był pewien.
- Niby poznali mnie całkiem nieźle, zwłaszcza jej brat, ale i tak byli do mnie niezbyt przychylnie nastawieni. - odpowiedział na jej słowa w lekkim zamyśleniu, drapiąc się po policzku. Marcus był chyba jedyną osobą, która jako tako zdawała się go akceptować. Matka Mad również była skłonna pogodzić się z tym faktem. Jednak najpierw musiała chociażby spróbować nakłonić córkę do rozstania. Skarcił się w myślach za roztrząsanie tego. Nie było warto wracać do tego wszystkiego.
Całe szczęście atmosfera rozluźniła się. Słysząc słowa Banshee, Isao zaśmiał się ze szczerego rozbawienia. Pochylił się nieco do przodu i łokciem oparł się o swoje kolano. Podbródkiem podparł się o własną dłoń i popatrzył na dziewczynę. Z rozbawieniem pokręcił głową.
- Może aż tak źle nie będzie. - Wyciągnął w jej stronę wolną rękę i pstryknął ją w nos. Zaśmiał się po tym cicho i krótko, zaraz do całości dodając język, który figlarnie wystawił w jej stronę, puszczając jej jednocześnie oczko. - Tylko i Ty musisz uzbroić się w cierpliwość. Nie zapominaj, że jestem przyszłą gwiazdą i nie będę mógł się odpędzić od fanek!
Parsknął śmiechem i nachylił się w stronę blatu stolika, by sięgnąć po szklankę z herbatą. Upił z niej łyk, potem kolejny i kolejny. Naczynie odstawił dopiero wtedy, gdy zostało w nim już niewiele napoju. Lubił herbatę. Mógł ją pić ciągle. Choć i tak najbardziej uwielbiał budyń. Na samą myśl podniósł się i popatrzył na Banshee z góry, uśmiechając się.
- Zaraz wrócę. - zakomunikował i wyszedł. Udał się do kuchni, gdzie z lodówki wyjął dwa niewielkie kubeczki z budyniem. Wziął dwie łyżeczki i udał się do salonu. Swój otworzył już po drodze i nie mogąc się oprzeć zjadł jedną łyżeczkę. Gdy stanał przed wampirzycą, łyżeczkę miał w buzi. Podał jej nieotwarte opakowanie.
- Pfose - dodał niewyraźnie, przez łyżeczkę, którą trzymał w ustach.

_________________
. . . .
♫ Isao ♫

P i o s e n k i . . z e s p o ł u
1. 2. 3.
Powrót do góry Go down
 
Apartament Isao
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 5 z 17Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6 ... 11 ... 17  Next
 Similar topics
-
» Apartament na piątym piętrze
» Apartament Samuru.
» Apartament O.A
» Apartament kotleta.
» Apartament na dziewiątym piętrze

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Vampire Knight :: Yokohama :: CENTRUM MIASTA :: APARTAMENTOWIEC-
Skocz do: