IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Apartament Isao

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1 ... 5, 6, 7 ... 11 ... 17  Next
AutorWiadomość
Banshee

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t99-banshee-sachiko-fumikana#161 http://vampireknight.forumpl.net/t106-banshee
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 578


PisanieTemat: Re: Apartament Isao    Pią Kwi 26, 2013 10:31 pm

Faceci chyba już tak mają, że wszystko traktują bardzo osobiście. Wszystko chcą sami, ich główny cel to udowadnianie sobie i światu, że są ponadto. Porażki i uczucia im towarzyszące trzymają głęboko w sobie. Kobieta to rozumiała, nie chciała też aby coś na siłę jej tłumaczył, wyjawiał. Była cierpliwa w tym jego przypadku. Musiał się sam z tym uporać? Ok, nie będzie poruszać tego tematu, ale cieszyła się, że jej wyrzuty sumienia są bezpodstawne. I może bez większych obaw korzystać z towarzystwa blondyna.
-Tylko się nie zadręczaj Ciastku.
Poważnie pokiwała głową, wyszło jak wyszło, przypadkiem, ale to nic złego, lepiej późno niż później.
-Masz jeszcze całkiem sporo czasu nim obejmiesz tą fuchę, ale wiesz skoro to wszystko było na tak poważnym poziomie to ojciec nie mógł się na to inaczej zapatrywać. Teraz jednak skup się na przyjemnościach, póki jeszcze młody jesteś. Baw się, po prostu żyj, to najlepsze co możemy zrobić w obecnej sytuacji.
Jasnowłosa wierzyła, że mimo tego wszystkiego jej przyjaciel spotka na drodze kogoś z kim będzie mógł spędzić życie, kogoś z kim założy prawdziwą, kochającą się rodzinę, ciepły i przytulny dom. Że będzie szczęśliwy i będzie miał upragnioną córeczkę, a najlepiej całą gromadkę dzieci. Spokojne i szczęśliwe życie.
-Dużo stracili, ale trochę ich rozumiem, skoro byli łowcami to jest to powiedźmy mały konflikt interesów. Zresztą Isao, tego kwiatu jest pół światu.
Łowy byli dla Banshee dziwnym zjawiskiem, miała z jednym styczność na przyjacielskim gruncie i naprawdę nie umiała go ogarnąć. Z jednej strony latał i zabijał wampiry a z drugiej bardzo ich lubił i pił z nią, wygłupiał się a nawet swego czasu spotykał na randkach, przez chwile nawet obojgu im coś się ubzdurało, że mogli by stworzyć coś więcej. W porę ogarnęli, że jednak nie wyszło by im to zbytnio. Zbyt wiele ich dzieliło, ale znajomymi zostali.
-Spędzenie ze mną reszty życia byłoby czymś złym?
Naburmuszyła się, oczywiście udawała, bo i ona miała nadzieję, że nie będzie sama przez wieczność. Chciała mieć kogoś do kogo może się przytulić, kogo może darzyć gorącym i mocnym uczuciem z wzajemnością. Nie będzie się jednak śpieszyć, bo i po co? Nic na siłę.
-Będę je kijem od Ciebie odpychać. Tyle te godne uwagi ewentualnie do Ciebie dopuszczę.
Odczepiła się od blondyna, wyprostowała się i przeciągnęła, również sięgnęła po herbatkę i przyssała się do niej. Zerkała na niego od czasu do czasu.
-Będę selekcjonować te wszystkie hot panienki. Zobacz jak ja dbam o Ciebie.
Uniosła nieco brew ku górze kiedy mężczyzna podniósł się z kanapy z początku nie wiedziała o co chodzi, ale kiwnęła głową zgadzając się. W czasie jego krótkiej nieobecności dopiła herbatkę ze zmaltretowaną cytryną. Zareagowała dopiero na jego urocze sepleniące słowo. Wyciągnęła w jego stronę ręce i wzięła nieotwarte opakowanie. Przyjrzała się temu uważnie i szybko otworzyła. Łyżeczką zabrała się za wcinanie przysmaku.
-Ty mnie tu budyniem czarujesz, a ja się pytam gdzie są nasze wesołe procenty?
Zajadała się ze smakiem i skupiła się właśnie na tej czynności.
Powrót do góry Go down
Isao
Nauczyciel
Nauczyciel
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t321-isao-takei#363
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 660


PisanieTemat: Re: Apartament Isao    Pią Kwi 26, 2013 11:43 pm

Faceci niestety już tak mieli. Nazywało się to męską dumą i było nieodłączną częścią natury każdego samca, czy był to wampir czy człowiek. Tak czy siak jednak opowiedział o wszystkim Banshee. Nawet jeśli nie umiał rozpocząć tematu, nie było powodu dla którego miałby milczeć lub mijać się z faktami, jeżeli dziewczyna już rozmowę rozpoczęła i zadała pytanie. Zwłaszcza, że była mu tak bliska a w jej oczach zauważył ten smutek, zmartwienie i poczucie winy.
- Tak jest, My Lady. - pokiwał głową i posłał jej lekki, acz szczery uśmiech. Spoważniał jednak gdy temat przeszedł na sprawy rodzin, dziedziczenia rodów, zakładania rodzin i tego typu rzeczy, które wydawały mu się tak odlegle, mimo, że w rzeczywistości były bardzo bliskie. Miała rację, więc pokiwał głową ze zrozumieniem. Nie chciał jeszcze stawać się głową rodu czy prezesem wielkiej firmy ojca. Nie czuł się na to gotowy, ale również po prostu nie chciał. Nie wyobrażał sobie siebie jako osobę sterczącą przy biurku i rozkazującą innym. To nie był jego świat i nie jego kredki. Był jednak świadom tego, że kiedyś będzie musiał zmierzyć się z rzeczywistością i zapomnieć o własnych marzeniach, aspiracjach, o tym co dla niego było ważne. Póki co uśmiechnął się w stronę Banshee.
- Zgadza się. Oboje powinniśmy się zająć tym co sprawia nam największą radość. Póki możemy.
Użył liczby mnogiej, choć jeżeli chodziło o rodzinę Banshee, jej status, wymagania i tego typu rzeczy, nie miał o niczym zielonego pojęcia. Ban nigdy nie mówiła zbyt wiele na temat swoich rodziców czy ewentualnego rodzeństwa. Nawet nie wiedział, że mieszkają w okolicy, dopóki nie powiedziała mu tego ostatnim razem. Czy więc i ją czeka przejmowanie rodu? Kto wie. Nie pytał o to.
Temat o łowcach zakończył milczeniem, jedynie kiwając głową po jej słowach. On również uważał, że łowcy są dziwnym zjawiskiem. Kiedyś sądził, że są zupełnie inni. Uważał ich za nieodłączną część tego świata, za coś niezbędnego i bardzo potrzebnego. Sądził, że są to dobrzy ludzie, którzy chcą jedynie chronić swoją rasę. Kiedy jednak został pojmany, gdzie jeden z łowców torturował go i omal nie zabił, przekonał się o tym jak bardzo niezgodny z rzeczywistością był to obraz. Teraz sam nie wiedział co ma sądzić o tych ludziach. Byli dla niego zagadką... Toteż starał się wcale o nich nie myśleć.
- Raczej miano ,,starego kawalera". - poprawił ją, robiąc poważną minę i unosząc nieco palec wskazujący w górę. Kątem oka spojrzał na nią. Wkrótce parsknął cichym i krótkim śmiechem z rozbawienia a jego mina wynormalniała. Poklepał ją po głowie, zaraz także mierzwiąc jej lekko włosy. - Co do spędzenia z Tobą reszty życia - nie mam nic przeciwko, a wręcz przeciwnie. Zbyt dobrze się z Tobą bawię.
Puścił jej oczko, aż zaraz sięgnął po herbatę. Upił parę łyków, prawie kończąc brązowawy napój w szklance, jednak ostatecznie zostawił sobie jeszcze trochę i odstawił naczynie na blat stolika. Nim jednak to zrobił, Banshee powiedziała coś, co niesamowicie go rozbawiło. Omal nie opluł się herbatą, kiedy usłyszał od odganiania panien kijem. W tamtym momencie mimowolnie w jego głowie pojawił się obraz tej wampirzycy wymachującej kijkiem przed nosami zdezorientowanych panien. Z trudem przełknął napój, po czym wybuchł głośnym śmiechem. Gdy skończył się śmiać, popatrzył na nią z ciągle obecnym rozbawieniem. Nadal chciało mu się śmiać.
- Rób tak dalej a udławię się herbatą! - pokręcił głową z rozbawieniem. Nie mogąc się powstrzymać, jeszcze raz parsknął cichym, krótkim śmiechem. Ta dziewczyna była wprost niesamowita! Ponownie poklepał ją po głowie. - Tak, tak. Nie wiem co bym bez Ciebie zrobił.
Wyszczerzył się wesoło. Nim wstał, pozwolił Banshee jeszcze trochę się do siebie poprzytulać. Było to miłe uczucie, więc nie miał nic przeciwko. Gdy ona zerkała na niego, on zerkał także na nią i posyłał jej ciepły uśmiech. Dostrzegł także dłoń, którą wysunęła w jego kierunku. Zdziwił się gdy zamarła i cofnęła ją. Nie bardzo wiedział co chciała zrobić. Powędrował więc wzrokiem w tamtym kierunku i wtedy wszystko stało się jasne. Jego oczom ukazał się kawałek medalika. Medalionu w kształcie litery M z bursztynowym oczkiem. Dostał go od Madeline i nosił już wiele, wiele lat, nie zdejmując go wcale. Było to już czyste przyzwyczajenie, nawet zapomniał o jego obecności i tylko dlatego go nie zdjął. Teraz jednak oświeciło go.
- Rzeczywiście. Powinienem już go dawno zdjąć. Zupełnie o tym nie pomyślałem. - odezwał się. Delikatnie odsunął się od Banshee. Rozpiął łańcuszek i zdjął go. Trzymając go w dłoni przyjrzał się mu z nieodgadnionym wyrazem twarzy. Ścisnął dłoń, trzymając go w środku. Nie miał serca go wyrzucić lub sprzedać. Była to rzecz niegdyś dla niego bardzo cenna. Wstał więc i schował go w niewielkim pudełeczku na jednej z szafek. Wtedy też wrócił do Banshee, pomyślał o budyniu i ku jej zaskoczeniu zakomunikował, że zaraz wróci. Wrócił szybko z budyniem, który podał jej. Zjadł wtedy kolejną łyżeczkę i kolejną, aż dziewczyna przypomniała mu o czymś, co od dawna czekało na nich w kuchni.
- Nio faak! Sapomniafem! - wybełkotał z łyżeczką w buzi i zaraz pospiesznie udał się do kuchni. Wrócił trzymając wysoko ich torebką z zakupami i machając nią delikatnie. - Jeft!
Uśmiechnął się wesoło, co w połączeniu z łyżeczką, którą ciągle trzymał w ustach mogło wyglądać dość komicznie. Położył torebkę na stoliku przed Ban i wyjął łyżeczkę z buzi.
- To od czego zaczynamy? - zapytał, skrobiąc opakowanie po budyniu, którego zostało mu już na niecałą łyżeczkę. Wszystko co dobre niestety szybko się kończy ~

_________________
. . . .
♫ Isao ♫

P i o s e n k i . . z e s p o ł u
1. 2. 3.
Powrót do góry Go down
Banshee

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t99-banshee-sachiko-fumikana#161 http://vampireknight.forumpl.net/t106-banshee
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 578


PisanieTemat: Re: Apartament Isao    Sob Kwi 27, 2013 9:22 pm

Kobieta oczywiście da mu się samemu z tym wszystkim uporać jeżeli tego chce. Wiedziała na czym stoi, to było istotne, a czy będzie pragnął jej pomocy to już wyjdzie w praniu.
-Lepiej wyglądasz jak się szczerzysz.
Teraz temat był nawet bardzo odległy, ani jedno ani drugie nie miało w najbliższym czasie realnych szans tworzenia rodziny, gdyż wiadomo nawet jakby się kogoś spotkało to nie jest to takie hop i już. Na wszystko potrzebny jest czas więc wampirzyca to traktowała jak bardzo, bardzo odległy czas, nierealny wręcz.
-Ja się zajmuje przyjemnością cały czas.
Kiwnęła znacząco głową, oczywiście chodziło jej o spędzanie z nim czasu, póki co była to jej największa przyjemność i niech mówi i myśli co chce tak jest i już. Podróże zeszły na dalszy plan, kiedyś wyjedzie, pewnie. Nie rzuca tego, ale musi się nim nacieszyć, jak znów będzie w zespole ich czas się nieco ograniczy.
O swojej rodzinie mówiła mało, niebyła z nią zbytnio zżyta i wpłynęło na to naprawę wiele czynników. Obowiązków szczerze po rodzinie nie będzie miała w ogóle, w końcu została za swoje postępowanie wydziedziczona bez szansy na jakąkolwiek zmianę. Z mamą i młodszym rodzeństwem się widywała, relacje panowały między nimi neutralne, ale kiedyś pewnie mu opowie wszystko. Z tym, że Ban należała do osób, które lubią słuchać, obserwować, dowiadywać się, natomiast o sobie mówiła mało, nie przechwalała się, nie narzekała, na swój temat milczała. Taka już była, niby przebojowa, nie wstydziła się poznawać nowe osobowości, zaczepiać ludzi i nie tylko na ulicy, a mimo to pozostawała skryta. Miała wiele sekretów i tajemnic, zawsze jakoś tak prowadziła rozmowę, że na swój temat mało mówiła. Wiedziała, że przed Isao mogła się bez problemu otworzyć, mimo to nie robiła tego, chyba bała się, że powie o parę słów za wiele. Zacznie jeszcze paplać o swoich nie do końca pewnych nadziejach i uczuciach kiedy ona w jego głowie mieszać nie miała zamiaru.
-Mówię `wieczny` gdyż mam na myśli to, że długo nie będziesz wyglądać na starego faceta. Będziesz miał parę wieków, a dalej będziesz moim Ciastkiem.
Ciepło się uśmiechnęła i potarmosiła go po blond czuprynie tak jak on to długo robił jej włosom.
-Kiedyś będę musiała Cię odstąpić jakiejś szczęściarze, ale póki co mam zamiar się Tobą nacieszyć.
Powoli popijała herbatkę, smakowała jej. Aż dziwne, że tak rzadko sięgała po ten ciepły i aromatyczny napój. Chyba częściej będzie musiała się zapijać herbatkami. Z tym, że już postanowiła, że to właśnie on będzie jej ją przyrządzać, o.
Najlepsze jest to, że jasnowłosa byłaby zdolna do wymachiwanie kijem przed tłumem jego fanek. Jak będzie trzeba to będzie go chronić przed chmarą głupich, zakochanych dziewuch, które chciałyby go sobie pomacać. Odstawiła szklankę na stół i nieco zlękniona zerknęła na Isao, oparła dłoń o jego plecy bojąc się, że kiedyś naprawdę go zabije herbatą.
-Wybacz Is, ale chyba nie powinieneś przy mnie niczego spożywać czy też pić. Jest to zbyt niebezpieczne
Powiedziała bardzo poważnie kiwając przy tym głową i uważnie wpatrując się w śmiejącego się faceta.
-Och, ja myślę, że beze mnie było by Ci nudno i piłbyś tą herbatkę tak bez większych przygód.
Musieli uroczo z boku wyglądać jak jakaś zakochana parka. Prawdą było, że miłe to uczucie przytulić się czasem do kogoś, a jeszcze lepiej jak miło się do kogo. Medalikiem się zainteresowała gdyż teraz leżał na jego koszulce odsłonięty i kobieta mogła mu się z bliska przyjrzeć. Chciała go dotknąć z jakiegoś ubzduranego powodu tak i już. Po drodze spostrzegła, że i ona miała pewną pamiątkę i to nią się zainteresowała zostawiając w spokoju literkę z szyi blondyna.
-Zapomina się o takich rzeczach, zwłaszcza jak bardzo długo się je nosi. Ja też mam coś co powinnam zdjąć dawno temu, ale z jakiegoś powodu cały czas noszę. Przyzwyczaiłam się, ale chyba czas najwyższy zdjąć i się z tym pogodzić, w końcu sporo czasu już minęło.
Pozwoliła mu wstać i udać się schować medalik i na mały spacer do lodówki. Ona natomiast siedziała i wpatrywała się w zielone oczko z pierścionka. Zsunęła go z palca, teraz ściskała go w dłoni. Podniosła się z kanapy i podeszła do swojej torebki, wygrzebała z niej portfel i wrzuciła go do środka. Sama również nie miała w zwyczaju wyrzucania takich rzeczy. Schowa go później gdzieś w bezpieczne miejsce w końcu sentyment był.
Po chwili już wcinała swój kubeczek budyniu jakby nigdy nic siedząc wygodnie na kanapie, oblizała nawet bardzo dokładnie łyżeczkę. Była to bardzo smaczna przekąska. Odstawiła pusty pojemniczek na stolik i zabrała się za grzebanie w siatce. W końcu wygrzebała, wyjęła coś co chyba było taką podstawą do nieco zachwianego wieczoru, czyli butelkę z przezroczystym trunkiem, prostym i mocnym. Tak zamachała lekko butelką wódki. To tego jakaś popitka albo dodatek do drinka w postaci soku.
-Co Ty na to?
Powrót do góry Go down
Isao
Nauczyciel
Nauczyciel
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t321-isao-takei#363
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 660


PisanieTemat: Re: Apartament Isao    Sob Kwi 27, 2013 10:44 pm

- Szczerzysz? No wiesz, mogłaś to ładniej ująć! - udał oburzonego, jednak zaraz parsknął śmiechem. Coś nie wychodziło mu udawanie złości, obrazy lub tego typu rzeczy. Miał zbyt dobry humor i wszelkie próby były niwelowane przez rosnące rozbawienie i chęć zaśmiania się. Oto jak wpływała na niego Banshee. Wystarczyła sama jej obecność a on już mógł się śmiać, szczerzyć, uśmiechać i wydurniać na okrągło. Także po jej następnych słowach, usta Takeia wygięły się w szerokim uśmiechu. Szczerzył się, jak to sama Banshee ujęła. Wszystko było spowodowane tym, że zrozumiał co kryło się pod jej słowami. A któż nie cieszyłby się gdyby ktoś powiedział mu, że przyjemnie spędza z nim czas? Chyba nikt, no właśnie. A już na pewno nie ten blondyn, który obecność Ban bardzo sobie cenił i chciał aby ona bawiła się przy nim równie dobrze.
- Ja także. - pokiwał energicznie głową, zgadzając się z nią całkowicie.
W tej chwili się nad tym nie zastanawiał, jednak rzeczywiście mało wiedział na temat Banshee. Czasem, a najczęściej gdy jej nie było w pobliżu, zaczynał zdawać sobie z tego sprawę i nieco go to gryzło. Dziewczyna zawsze mówiła mało na swój temat, kiedy on paplał aż za dużo. Tym sposobem Banshee znała niemal cały jego życiorys (chyba, bo sam nie był pewien co już zdążył jej wypaplać te lata temu), a on wiedział o niej bardzo mało. Nie miał pojęcia o tych podstawowych rzeczach: czy ma rodzeństwo, czy jej rodzina żyje (wszak różne wypadki chodziły po ludziach... i wampirach), kiedy ma urodziny, i tak dalej. Nie było bowiem okazji aby o oto zapytać, podczas gdy to co o niej wiedział w rzeczywistości nie było niczym znaczącym i dowiadywał się o tym podczas luźnych rozmów, wygłupów czy wymiany spostrzeżeń. Kiedyś, kiedy wreszcie przypomni mu się o tym w jej obecności, na pewno ją o wszystko wypyta. A że momentami potrafił być niesamowicie uparty i zawzięty, dziewczyna raczej nie wywinie się od odpowiedzi.
- Serio sądzę, że z tym ciastkiem to przesadzasz. - odpowiedział nieco zmieszany. Jak zwykle, odruchowo spojrzał na chwilę w bok, robiąc nieco zakłopotaną minę i ręką mierzwiąc swoje jasne włosy z tyłu głowy. Zaraz jednak spojrzał na nią i uśmiechnął się, czując jak i ona tarmosi jego czuprynę. Sam już nie był pewien kogo włosy były bardziej biedne: jej czy jego. - Ale Ciebie też to dotyczy. Ty też będziesz długo piękna i młoda.
Na potwierdzenie swoich słów, puścił jej oczko. Zaśmiał się gdy usłyszał jej kolejne słowa i pokręcił głową z rozbawieniem. Nie wyczuwał ukrytego znaczenia, kryjącego się pod jej słowami. Był na to, bądźmy szczerzy, zbyt tępy. Do tej pory nie przeszło mu przez myśl, że Banshee może go lubić bardziej niż lubi się przyjaciela. Był zbyt zajęty spędzaniem z nią czasu i zastanawianiem się nad własnymi uczuciami.
- Puki co nie zapowiada się na to więc możesz być spokojna.
Poklepał ją po głowie a potem zajął się tą nieszczęsną herbatką. Był to napój bardzo przez niego lubiany. Miał w swoich szafkach na prawdę wiele rodzajów herbaty. Zieloną, czarną, owocową, earl grey, sypaną, w torebkach. Do wyboru, do koloru. Uważał, że jest to napój niesamowicie smaczny i orzeźwiający. Widać Banshee też smakował, bo wydawała się być zadowolona, gdy upijała kolejne łyki tego niesamowitego napoju. Szkoda tylko, że ten omal nie skończył jako wypluta plama na podłodze i meblach. Sam Isao cudem chyba nie zakrztusił się, kiedy przed jego oczami ukazała się wizja Banshee uganiającej się z kijem za jakimiś małolatami. Kiedy odstawił herbatę, dostał takiego ataku śmiechu, że omal nie przewrócił się na ziemię, nie mogąc przestać. Trudno my było opanować śmiech, oj trudno.
- Do tej pory nie sądziłem, że picie herbaty może okazać się przygodą. Patrz jak to łatwo przy Tobie wszystko może się zmienić. - odparł z rozbawieniem, wycierając łezki, które pojawiły się w kącikach jego oczu od śmiechu. Zawsze sądził, że wampiry są niemal nieśmiertelne, a od śmiechu nikt nie umrze. Chyba jednak mylił się. Jak tak dalej pójdzie to on sam umrze ze śmiechu. A winna tu będzie oczywiście Ban, nikt inny! Ale przechodząc dalej do tematu łańcuszka i pierścionka...
- Rzeczywiście. To już chyba przyzwyczajenie. Nosiłem go nieustannie od kilku lat, zdejmując go jedynie okazjonalnie. I weszło mi to już w nawyk, nawet zapomniałem o jego obecności. - wyjaśnił jej, podczas chowania łańcuszka w pudełeczku. Wrócił do niej i przyjrzał się pierścionkowi, który w tamtej chwili widniał jeszcze na palcu wampirzycy, a na który ona wcześniej zwróciła uwagę. Nie chciał być wścibski, jednak ciekawość wzięła nad nim górę. Nim zniknął w kuchni, pochylił się nad nią jeszcze i zapytał. - To też pamiątka po kimś bliskim?
Bez względu na to jaką odpowiedź ostatecznie otrzymał, w końcu udał się do kuchni po ten budyń, a następnie po torebkę z ich zakupami. Jako, że to Banshee była głównodowodzącym w sprawie ich zaplanowanego picia, pozwolił to jej zdecydować za co wezmą się najpierw. On w tym czasie poszedł wyrzucić puste opakowania po ich budyniach, zaś łyżeczki odłożył do zlewozmywaka. Nie chciało mu się teraz zmywać ich i jeszcze kilku naczyń, które czekały na umycie. Wrócił do dziewczyny i dostrzegł w jej dłoni wódkę. Uśmiechnął się i zagwizdał.
- Fiu, fiu. Widzę, że lubisz od razu zacząć na ostro.
Wyjął z szafki kieliszki i ustawił na blacie. Przysiadł sobie obok Banshee i z wesołym uśmieszkiem posłał jej spojrzenie typu ,,No to zaczynajmy! Tylko kto ma rozlać?". O tym, że ma słabą głowę jej nie wspomniał. Dawno nie mieli okazji napić się takiej ilości trunku. O ile kiedykolwiek spożyli go razem w jakiś większych ilościach. Biedna dziewczyna raczej nie była więc świadoma faktu, że Takei miał niesamowicie słabą głowę, szybko się upijał i wyczyniał głupoty po pijaku.

_________________
. . . .
♫ Isao ♫

P i o s e n k i . . z e s p o ł u
1. 2. 3.
Powrót do góry Go down
Banshee

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t99-banshee-sachiko-fumikana#161 http://vampireknight.forumpl.net/t106-banshee
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 578


PisanieTemat: Re: Apartament Isao    Sob Kwi 27, 2013 11:34 pm

To ważne aby się w towarzystwie bliskiej osoby tak dobrze i swobodnie czuć. Wampirzyca cieszyła się, że tak wesoło było im razem, mogli się widywać często i razem dobrze bawić. Oboje przy sobie zapominali o swoich rozterkach i oddawali się przyjemności, śmiechom, wygłupom. Wszystkiemu co najlepsze.
-Spróbował byś powiedzieć, że jest inaczej.
Zagroziła mu smukłym paluszkiem po czym zaśmiała się lekko.
Opowie mu w końcu o wielu rzeczach związanych z nią, w końcu zasłużył na to. Ma prawo wiedzieć o niej te oczywiste rzeczy jak i te skrywane gdzieś w jej głębi. Może też dlatego nie bardzo zdawał sobie sprawę z tego, że dziewczyna może czuć coś więcej do niego niż tylko czyste uczucie przyjaźni. Sama zresztą też robiła tak aby nie wydać tego małego sekrety. Czasem rzuciła dwuznaczną uwagę, której on i tak nie analizował.
-Mówię to co myślę Isao. Podobasz m...
Zawiesiła się na drobną chwilę zerkając na jego zakłopotany gest i w ostatniej chwili przełknęła słowa jakie chciała powiedzieć zmieniając je w nieco nie zobowiązujące wyznanie.
- Się wielu kobietą, jeszcze jako przyszła gwiazda to już w ogóle.
Na jej twarzy pojawiło się na ułamek sekundy zakłopotanie, odwróciła twarz w przeciwną stronę, wzrok wbiła w szklankę z herbatą. Chwile zajęło jej ogarnięcie się i powtórzenie sobie, że nie może tak bezmyślnie paplać. Słysząc jego kolejne słowa uśmiech znów zagościł na jej twarzy, zwróciła się w jego stronę i zaczęła lekko kiwać się na boki i delikatnie podskakiwać na kanapie bardzo podekscytowana.
-Isao powiedział, że jestem piękna.
Śmiała się wesoło, przy nim mogła się wygłupiać, skakać, tańczyć, śpiewać, robić wszystko co jej przyjdzie do głowy.
-Pewnie tak będą zachowywać się Twoje najwierniejsze fanki, w tym i ja oczywiście.
Nie oczekiwała, że zorientuje się o co chodzi, nawet i nie chciała kolejne zmartwienie i problem do rozwiązania nie było czymś co chciała mu ofiarować. Bała się, że jakby się dowiedział trzymałby ją na dystans i już nie bawiłby się tak dobrze w jej towarzystwie jak teraz.
Herbata była wypita, a wampirzyca nie miała już możliwości maltretować biedną cytrynkę ze szklaneczki. Palce splotła ze sobą, lepiej się czymś zająć, za dużo myśli. Alkohol i paplanie o sobie będzie dobrym odciągnięciem od całego mętliku w głowie.
Kiwnęła nieznacznie głową.
-Tak, jest to pamiątka po kimś kto był mi bliski. Teraz to już tylko pustka jak tak na to patrzę.
Niech będzie ciekawy i uparty niech wyciśnie z niej wszystko, jasnowłosa widać potrzebowała tego aby ją przycisnąć, wówczas się otwierała. Czekała na niego i zastanawiała się jak zacząć, jak się cofnąć do tamtych czasów, tamtych chwil. Uznała więc, że dobry znieczulacz będzie przydatnym kompanem opowieści.
-A po co czekać i dozować sobie jakieś słabe trunki kiedy lepiej od razu rzucić się na głęboką wodę?
Gdyby wszystko było tak proste jak stwierdzenie, że zdecydowane kroki są najlepsze. Łatwo mówić, trudno zrobić. Widząc jego wzrok podjęła się pierwszego rozlania. Zrobiła czary mary, puknęła od dołu butelkę jak to mieli w zwyczaju robić ludzie, a zwłaszcza jej rosyjski znajomy i odkręciła butelkę.
-Muszę trochę pogderać o sobie, więc lepiej się upić, łatwiej to po alkoholu zniesiesz.
Najwyżej będą robić dziwaczne rzeczy, ale co im tam, raz się żyje, nawet jeżeli miara życia przeciąga się na wiele wieków. Polała im po kieliszku, swój uniosła nieco w górę, wysunęła nawet w jego stronę.
-Proponuję wypić za nas.
Patrzyła na twarz Isao z tęsknotą malująca się w zielonych, trawiastych oczach.
Powrót do góry Go down
Isao
Nauczyciel
Nauczyciel
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t321-isao-takei#363
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 660


PisanieTemat: Re: Apartament Isao    Nie Kwi 28, 2013 5:05 pm

On również zaśmiał się na jej słowa, ale nie odpowiedział już nic. Próbowała brzmieć groźnie. Nawet w żartach jej to nie wychodziło. Isao w ogóle nie potrafił wyobrazić sobie rozzłoszczonej Banshee. W jego obecności zawsze była miła i kochana. Czasem tylko zachowywała się jak księżniczka i była zbyt wymagająca, ale nigdy nie widział jej szczerze wściekłej czy nawet złej. Ta druga, mniej miła i dobre strona tej wampirzycy była mu nieznana. I nie koniecznie chciał ją poznać. Jeżeli jednak dalej będą spędzać ze sobą tak wiele czasu, na pewno będzie miał na to okazje. Nie ważne bowiem jak mało wiedział o Banshee, jako jej przyjaciel powinien znać ją dobrze, wiedzieć o jej zaletach i wadach a przede wszystkim - akceptować to. Mogła mu powiedzieć o wszystkim i pokazać każdą stronę swojego charakteru. Tego właśnie chciał i był na to gotowy.
Rzeczywiście Banshee czasem mówiła zbyt szybko, nie przemyślawszy wcześniej swoich słów. Tak było i tym razem. Kiedy zaczęła, Isao spojrzał się na nią pytająco. Był głupi, racja. W końcu kolor włosów zobowiązuje. Zazwyczaj bywał mało bystry i wolno orientował się w sytuacji. Teraz jednak w głowie zapaliła mu się jakaś lampeczka. ,,Podobasz m..."? Koniec zdania aż sam nasuwał mu się na myśl, choć jakoś nie mógł w to uwierzyć. Czyżby Ban miała się przyznać do tego, że podoba jej się Isek? Gdy dokończyła zdanie, pokiwał jedynie głową, starając się aby nie poznała po nim tego, że się zastanawia nad jej słowami. Sam nie bardzo wiedział co ma o tym myśleć. Przyjął więc do wiadomości to w jaki sposób się poprawiła. Pomyśli nad tym później. Teraz wyszczerzył się nieco nerwowo z zakłopotaniem mierzwiąc swoje włosy i oczywiście, jak to miał w zwyczaju, odwracając wzrok.
- Bez przesady. - mruknął skromnie, nieco przyciszonym głosem.
Zaraz natomiast powiedział coś, po czym Banshee zaczęła podskakiwać na kanapie, kiwać się na boki i robić inne, dziwne rzeczy. Wlepił w nią zaskoczony wzrok, nie bardzo wiedząc co się dzieje. Zamrugał kilkakrotnie, wyraźnie zdezorientowany a jego wytrzeszcz tylko powiększył się gdy z jej ust wypłynęły słowa ,,Isao powiedział, że jestem piękna". Czyżby na prawdę tak się tym przejęła? Już był skłonny uwierzyć, że to jej prawdziwa reakcja, kiedy wyjaśniła mu wszystko. Wybuchł nagłym śmiechem, czując wyraźną ulgę. Pokręcił głową z rozbawieniem, a potem popukał ją lekko w czółko.
- Już myślałem, że tutaj coś nie tak. - zaśmiał się. Pokręcił głową z rozbawieniem ponownie, po czym popatrzył na wampirzycę z uśmiechem. - Całe szczęście nigdy z takimi fankami nie miałem do czynienia w jakimś bliższym starciu. Zazwyczaj darły się pod sceną lub przy studiu. Te, z którymi miałem okazję porozmawiać nie były aż tak... żywiołowe. - odparł, zastanawiając się nad ostatnim słowem a potem czy użył odpowiedniego. Nie chciał używać słowa ,,głupie". Nie miał w zwyczaju obrażania kobiet, nawet jeżeli te rzeczywiście miały w głowie co najwyżej orzeszek. I to taki malutki, wręcz mikroskopijnych rozmiarów. Miał nadzieję, że nigdy nie będzie miał okazji znaleźć się z taką wariatką sam na sam. Jeszcze by go zaatakowała, zaczęła się drzeć, obściskiwać go lub coś w tym stylu. Biedaczek kompletnie nie wiedziałby co ma zrobić.
- Racja. Jakaś pustka i nieprzyjemne uczucie jest. Jakby nie patrzeć to są świadectwa naszych małych, osobistych porażek i przegranych. Zawsze będzie im towarzyszyć jakaś gorycz. - uśmiechnął się blado. Zamierzał schować ten medalion w pudełeczku i już go nie wyjmować by nie rozdrapywać zagojonych już ran. Zabawnym jednak było, że i w tej kwestii rozumieli się tak dobrze. Byli na prawdę dobrymi przyjaciółmi i wiele ich łączyło.
- Dziewczyno, szalejesz! - zawołał i zaśmiał się. Nie spotkał chyba do tej pory panny, która od razu stawiałaby na stół wódkę. Zawsze, jeżeli pił już z jakąś, kobiety wolały te mniej mocne trunki. Wina, likiery i tak dalej. Sam też rzadko sięgał po wódkę już w pierwszej kolejności. Choć wiadomo, także i od tego przezroczystego napoju było wiele mocniejszych. Choćby taki bimber. Ale tego już wolał nawet nie próbować. Ponoć był okropny i bardzo szybko kopał. Jakiż to wstyd by był gdyby odpadł po trzech kieliszkach. Albo nawet i dwóch.!
- Niech będzie. Tylko pamiętaj, że jeżeli chcesz sobie pogderać to nie musisz za każdym razem wyciągać wódki na stół. - zaśmiał się na swoje własne słowa. Chciał aby dotarło do niej, że może mu powiedzieć wszystko a on przyjmie to nie tylko po alkoholu. Nawet lepiej i bez niego bo wtedy są większe szanse, że cokolwiek zapamięta lub cokolwiek do niego dotrze. Pozwolił więc jej rozlać trunku do ich kieliszków, a następnie uniósł swój w górę. - Okej, a więc za nas! Aby nasze drogi nie rozeszły się tak szybko jak poprzednim razem, a najlepiej wcale! - zawołał wesoło, oczywiście nie dostrzegając jej znaczącego spojrzenia, po czym delikatnie stuknął kieliszkiem o kieliszek Banshee. Szybkim ruchem wlał w siebie całą zawartość kieliszka na raz. Błąd, nie przygotował sobie popitki a więc zaraz skrzywił się, aż przymykając oczy.
- Uoh, ale mocne! - skomentował. Zaraz jednak złapał za butelkę i wlał sobie kolejną porcję. Jeżeli Banshee wypiła, nalał i jej. Tym razem jednak był na tyle mądry, że przyniósł szklanki na jakąs popitkę. Stanął przed dziewczyną, trzymając je w dłoni.
- A może lepiej coś na przegryzkę? Czy po prostu popitkę?

_________________
. . . .
♫ Isao ♫

P i o s e n k i . . z e s p o ł u
1. 2. 3.
Powrót do góry Go down
Banshee

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t99-banshee-sachiko-fumikana#161 http://vampireknight.forumpl.net/t106-banshee
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 578


PisanieTemat: Re: Apartament Isao    Nie Kwi 28, 2013 8:31 pm

Rozzłoszczona Ban to rzadki widok, nawet jeżeli wrze w niej to stara się zachować zimną krew. Nie krzyczy, nie drze się jak stare prześcieradło, może jest nieco bardziej wredna i zgryźliwa, ale po cichu. Pewnie Isao będzie miał okazję kiedyś przekonać się jaka to jest nasza wampirzyca jak jest rozzłoszczona, ale do tego trzeba nieźle ją z równowagi wytrącić. Lepiej żeby się nie szykował na jakiś pokaz złości.
Może rzeczywiście wiele nie wiedział mimo iż powinien, ale co chwile dochodziły nowe informacje. Paplała bez zastanowienia, z jednej strony to nawet i lepiej. Może powinna powiedzieć wszystko co myśli i tyle. Tylko, że jej może i byłoby lżej, ale on to już myślenia sporo by miał. A zresztą, w jej mniemaniu Isao nie zorientował, więc odetchnęła z ulgą i uśmiechnęła się wesoło.
-Tak jest Is, uwierz mi na słowo. Wiem co mówię.
Poważnie pokiwała głową zapewniając go to tym, że wiele kobiet w tym i ona jest nim zauroczona.
Czasem dawała się ponieść emocją, zresztą tak jak teraz kiedy naśladowała bardzo żywiołowe fanki przyszłej gwiazdy. Uspokoiła się w końcu i śmiała przy tym wesoło.
-Nie no chyba jestem dość normalna. Chyba.
Wzruszyła ramionami.
-Zawsze musi być ten pierwszy raz. O już masz taką jedną pokręconą fankę od której nic Cie uratuje.
Ona była jego fanką i zawsze nią pozostanie, największą i najlepszą, o. Jak się okazuje bardzo wiele ich łączy i rozumieją się bardzo często. Czasem są odmienne zdania, ale to bardzo dobrze, jest o czym dyskutować, chociaż nie brakuje im jakoś tematów i zawsze coś wymyślą do roboty.
-Wiadomo Misiek, szaleje póki jestem młoda i mam jeszcze siły.
Lubiła pić wino i delektować się jego wytrawnym smakiem, ale wówczas piła tylko to i nic więcej. Teraz natomiast miała ochotę się nieco upić, tak mocniej odrobinkę, a bo czemu nie. Krzywda jej się w jego towarzystwie niestanie i nie musi się obawiać, że będzie się do niej dobierać. W końcu to Isao, facet tak dobry i tak wspaniały jakby był nierealny, pewnie jakby sama Ban się chciała coś tam (wiadomo co) on i tak nic by nie zrobił. Tak jej się przynajmniej wydawało.
-Wiem, że zawsze mnie wysłuchasz. Z tym, że ja czasem potrzebuje zachęty i odpowiedniego znieczulacza do niektórych tematów.
Wiedziała, była tego świadoma już od dawna, ale taaa nie może wiecznie go zbywać. Postanowiła sobie, że się bardziej przed nim otworzy.
Stuknęła się z nim kieliszkiem i przechyliła go wypijając od razu wszystko, oczywiście ona też mądra zapomniała aby przygotować sobie popitkę. Toast był dobry, a wódka mocna i skręcająca. Łagodna twarz dziewczyny skrzywiła się nieco, dech jej zamarł i aż nią wstrząsnęło.
-Łoo, tego mi trzeba było.
Kobieta poczekała aż wleje kolejną porcję do kieliszków i tym razem chwyciła od razu szkło i znów od razu pochłonęła jego zawartość, nie poczekała, ani na szklanki do picia, ani na blondyna. Czuła dużą potrzebę procentów. Znów nią lekko telepało.
-A co proponujesz na przegryzkę?
W międzyczasie do szklanek nalała soku i dolała wódki do pustego kieliszka, jeżeli Is zdecydował się wypić swoją porcję dolała i jemu. Siedziała na kanapie jedną dłonią rozmasowując sobie kark. Wpatrywała się w swoje buty.
-Zniknął, pewnego dnia rozpłynął się jak we mgle. Zostawił swój interes, dom, mnie.
Zerknęła na niego i w dłonie chwyciła kieliszek, palcami pieściła grube szkło i zastanawiała się jak dalej pociągnąć temat.
Powrót do góry Go down
Isao
Nauczyciel
Nauczyciel
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t321-isao-takei#363
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 660


PisanieTemat: Re: Apartament Isao    Nie Kwi 28, 2013 9:26 pm

Póki co nie zdarzyło mu się widzieć żadnej bardziej złej strony Banshee. Znał ją właściwie z samych zalet. Nigdy nie widział aby była zła, aby na niego lub kogokolwiek innego wrzeszczała, by pokazywała jakąkolwiek bardziej mroczną stronę siebie. Nie licząc picia krwi, którą w tej chwili Isao uważał za zło. Nadal wiedział o niej mało jednak nie przeszkadzało mu to aż tak bardzo. Rozumiał, że mogła nie chcieć mówić o niektórych rzeczach i szanował to. Jednak zawsze było tak, że pojawiały się czasem momenty, gdy zaczynało to nieco przeszkadzać. Byli przyjaciółmi, a jemu źle było z myślą, że nie wiedział o niektórych podstawach. Na przykład o jej rodzinie. Nie był pewien czy kiedykolwiek cokolwiek o nich wspominała. Być może gdyby był on nieco bardziej bystry, niektóre rzeczy wyniósłby z samej obserwacji. Jak na przykład to, że dziewczyna ta prawdopodobnie darzyła go silniejszym uczuciem niż darzy się przyjaciół. On jednak nie miał o niczym zielonego pojęcia.
- Uhm... Skończmy temat. - powiedział w końcu, nadal nieco zawstydzony, ciągle ręką mierzwiąc te swoje biedne, jasne włosy. Gdyby te umiały mówić, zapewne właśnie krzyczałyby na Ban za to, że zawstydzała Iska, przez co jego biedne kosmyki były ciągle tarmoszone i mierzwione. Już dawno nikt tak wiele razy nie doprowadzał go do takiego zakłopotania. Lubiła to. Najwyraźniej to lubiła.
- Chyba? No nie wiem. Do normalności to Ci daleko. - rzucił złośliwą uwagą. Oczywiście nie miał na myśli niczego złego. Uważał, że normalność jest nudna i szara. Ludzie "normalni" byli zazwyczaj nijacy, wtapiający się w tłum i nie zasługiwali na uwagę. Ta dziewczyna zaś w jego mniemaniu była wyjątkowa. Cóż... Jednak kiedy wypowiadał te słowa miał na myśli głównie droczenie się z nią. Dlatego wystawił w jej stronę figlarnie język i puścił jej oczko. Zaraz zaśmiał się cicho i poklepał ją po głowie. - Masz, masz, fanko. Zaszczyt, że Twój idol Cię dotknął!
Parsknął śmiechem. Bawiła go cała ta rozmowa, cała sytuacja. Póki co fanki były czymś tak odległym jak wspięcie się na szczyty sławy. Przed nim była jeszcze długa i wyboista droga. Musiał poczekać aż wróci Kyubi, zebrać członków zespołu, rozpocząć próby, potem reklamę. Trzeba było znaleźć studio, managera, zacząć od małych koncertów i powoli wspinać się po szczeblach drabiny show biznesu. Fanki znajdowały się dopiero gdzieś po środku tej drogi i nie koniecznie były ich najprzyjemniejszą częścią. Bo o ile przydawały się w promocji płyt, co zasilało konto studia i muzyków, o tyle bywały czasem tak natrętne, że wszystkiego odechciewało się każdemu z członków zespołu. Isao miał już te przykre doświadczenia z czasów, gdy istniało jeszcze stare, rozwiązane już LM.C.
- Coś sądzę, że jeszcze długo będziesz młoda i mieć te siły, my Lady. - odparł z rozbawieniem. Sięgnął po kieliszek, stuknął się nim z Banshee i ... żałował, że nie pomyślał o popitce. Wódka wykrzywiała twarz i paliła nieprzyjemnie gardło, a przynajmniej na początku. Z czasem przyzwyczają się jednak pierwszy kieliszek zawsze był najgorszy. Po co więc mieli się męczyć skoro można było to czymś przepić lub przegryźć? Skrzywiony zamknął oczy i otworzył jedno dopiero po chwili. Wtedy zobaczył także wykrzywioną Ban. Jeden z kącików jego ust uniósł się w kwaśnym uśmieszku.
- Widzę, że nie tylko mnie to tak wykrzywia. - Mimo to nalał im kolejną porcję trunku do kieliszków i zaproponował przegryzkę. Nim jednak uzyskał odpowiedź wampirzyca sięgnęła po napełniony kieliszek i wypiła całą jego zawartość. Przyglądał się temu zaskoczony, by zaraz parsknąć śmiechem. - Ale narzucasz tempo! Uważaj, bo odpadniesz już po kilkudziesięciu minutach i szybciej ode mnie. A to na prawdę wyczyn bo mam słabą głowę. - W tamtym momencie śmiejąc się, postukał się po skroni. Pokręcił głową z rozbawienia po czym nachylił się i wziął swój kieliszek. - Cóż, nie będę gorszy.
On również wlał w siebie kolejny kieliszek wódki, krzywiąc się przy tym. Był niemal pewien, że tego alkoholu bez przepity nie da się napić bez krzywienia się! Zamknął oczy, pomlaskał trochę, po czym odstawił go na stolik.
- Eeem... mam budyń, jakieś ciastka i może znajdą się jakieś ogórki... Chociaż sam nie wiem skąd je mam. - odpowiedział odnośnie przegryzki i czekał na to, co odpowie dziewczyna. Ona tymczasem wzięła się za uzupełnianie pustawych kieliszków. Pozwolił jej napełnić i swój, bowiem wolał aby szli w miarę równym tempem. Nie chciał upić się pierwszy, nie chciał też aby upiła się i ona. Nie bardzo wiedział jak Banshee zachowuje się po pijaku, lecz nie wiedział również jak zachowa się i on. Nigdy raczej nie zdarzyło mu się zrobić nic złego, jednak fakt, że zazwyczaj nic nie pamiętał wcale go nie przekonywał. Krzywdy by jej raczej nie zrobił, nie dobierałby się do niej ani nic w tym stylu. A przynajmniej miał taką nadzieję, bowiem gwarancji nie umiał dać nawet przed samym sobą.
- Mówisz o tym... Vincencie? - zapytał, przenosząc wzrok na nią. Całkowicie zapomniał już o tej przegryzce. Zresztą... po co ona skoro mieli przepoję? Jeżeli już to przyniesie ciastka tylko po to aby poczęstować nimi swojego gościa. Teraz jednak wolał jej wysłuchać. - Interesy? Dom? - powtórzył, sięgając po swojego kieliszka. Upił z niego mniejszy łyk, tym razem nie krzywiąc się już. Nawet nie popił. Spojrzał na Banshee. - Widzę, że chyba było to coś poważnego.
Wtedy jednym tchem wypił całą pozostałą zawartość kieliszka. Z głośnym stuknięciem odstawił go na blat i sięgnął po swoją szklankę z sokiem. Popił, by następnie i te naczynie odstawić niezbyt delikatnie. Nie wypuszczając go z dłoni, patrzył prosto na nie spod przymrużonych powiek. Jego twarz nabrała nieco groźnego wyrazu.
- Najbardziej nienawidzę takich dupków. O ile jestem dość spokojny, takim osobom nie darowałbym. - wysyczał, ściskając w ręku szklankę. W porę jednak opanował się. Mimo, że był dość chudy, był także silny. Jeszcze trochę a szklanka pękłaby i rozsypała w drobny mak, zaś napój wylałby się. Złapał głęboki oddech i popatrzył na Banshee łagodnym już wzrokiem. Wyciągnął w jej stronę dłoń i patrząc na nią z współczuciem, pogłaskał ją po głowie. - Przykro mi, na prawdę. Przykro mi, że tak dobra osoba jak Ty musiała trafić na kogoś takiego.

_________________
. . . .
♫ Isao ♫

P i o s e n k i . . z e s p o ł u
1. 2. 3.
Powrót do góry Go down
Banshee

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t99-banshee-sachiko-fumikana#161 http://vampireknight.forumpl.net/t106-banshee
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 578


PisanieTemat: Re: Apartament Isao    Nie Kwi 28, 2013 10:36 pm

Zgodziła się, nie mówiła już nic więcej w tym temacie, nie będzie go już zawstydzać, bo naprawdę jego włosy jeszcze przemówią do niej z wielkim wyrzutem.
Niekiedy tak mały zasób informacji utrudniał życie, ale jak już sobie obiecała naprawi to, aby Isao mógł wiedzieć o niej naprawdę dużo, a i może nawet podejrzewać co nieco. Szczerze to chyba wolałaby aby on się zaczął domyślać ni jeżeli miałby mówić o swoich uczuciach.
-A no, całkiem możliwe. Wiesz ciężko mi samej ocenić czy bliżej mi do normalności czy też nie. Zdaje się na Ciebie i na Twoje zdanie.
Wiedziała, że wszystko jest na żarty. Isao przecież nie obrażałby jej od tak. Wszystko mieściło się w tej sferze przyjacielskich docinek i zaczepek. Czasem miała ochotę pociągnąć go za ten język, tak niem trzepotał. Ciekawe co by począł jakby odważyła się na takie o dość dziwne zachowanie.
-Uważaj, bo jeszcze z tej niezmiernej radości zrobię coś naprawdę głupiego.
Ostrzegła go, była zdolna do wielu naprawdę wielu rzeczy. Często robiła tak jak mówiła, nawet jeżeli były to rzeczy dziwne, odważne i nieprawdopodobne. Lepiej niech uważa.
Trochę roboty jeszcze z tym jest, ale Ban była dobrej myśli i kibicowała mu z całego serca, zresztą o tym to wiedział, pokazywała to zawsze jak trafiał się im ten temat. Fanką była już teraz i była nawet gotowa do wykupywania wszelkich płyt ze sklepów.
-Zobaczymy jak to będzie, ale myślę, że w Twoim towarzystwie nie będę nigdy zrzędliwą staruszką.
Wódka musi wykrzywiać i skręcać, jak jest inaczej to znaczy, że coś jest nie tak. Więc wykrzywiali się oboje, a cóż jak padnie przed Isem to padnie, jest w dobrych rękach. Chyba, że jest rzeczywiście tak jak on utrzymuje i naprawdę szybko alkohol weźmie górę. Cóż ryzykują tym, że oboje nie będą pamiętać co robili i już. To jeszcze nie tak źle. W każdym bądź razie kobieta podkręciła nieźle tępo, ale pastwić się nad wódką nie lubiła za bardzo. Dojdzie do odpowiedniego poziomu wstawienia, czy upicia i będzie prze szczęśliwa. Będzie się tulać do przyjaciela i mruczeć pod nosem zadowolona. Oprzytomniała słysząc jego pytanie.
-Tak, właśnie o nim.
Podniosła wzrok na niego i zacisnęła ustaw w cienką kreskę. Dawno już jej ta miłość do niego minęła, sentyment wiadomo został, ale ładnych parę lat minęło i nie przejmowała się tym już nic, a nic.
-Nie wiem do tej pory co się dokładnie stało, ale wiesz już mi nie zależy.
Wzruszyła ramionami i sięgnęła po kieliszek, upiła z niego wszystko i szybciutko popiła sokiem, oba szkła odstawiła na stolik. W przeciwieństwie do niego bardzo spokojnie i łagodnie.
-Było to poważne, z mojej strony. Myślę, że z jego też. Co prawda wszystko potoczyło się tak spontanicznie, ale ja na niego nie naciskałam, sam wyjawił swoje uczucia, sam zaproponował aby było to trwałe. Wszystko było dobrze, aż...
Szukała odpowiednich słów, zastanawiała się przez chwilę jak to wszystko ująć. Spojrzała na przyjaciela i obserwowała jak się cały gotuje, wysłuchała jego słów i westchnęła.
-Nie wiem co się dokładnie zdarzyło. W mieście ma a raczej miał kasyno z hotelem, niezły interes, ale zostawił to bez ostrzeżenia, nie wiem czy wyjechał rzucając wszystko czy się coś poważnego stało. Nie mam pojęcia, nikt nie wie. I teraz szczerze mówiąc mnie nie interesuje.
Dała mu potarmosić jej czuprynkę. I szczerze mówiąc bardziej zasmucił ją ten gest niż stare dzieje z jej życia, a z prostego powodu. Bowiem czuła się jak jego młodsza siostra, a nie kobieta na która mógłby zwrócić uwagę. Odwróciła swoje spojrzenie, utkwiła je w wódce, więc szybko pochwyciła flaszkę i polała im raz jeszcze. I już po chwili kieliszek znów był pusty, a i ze szklanki z sokiem nieco ubyło.
-Aj tam Is, było minęło. Każdy musi swoje przejść, a ja znowu nie jestem taka dobra i niewinna jak się wydaje. Mam sporo za uszami.
Przyznała szczerze, bez zastanowienia, wiedziała jaka czasem potrafi być niedobra i nie ma co się oszukiwać, że jest inaczej, robiła różne rzeczy w życiu.
-Chyba sobie zasłużyłam, ale pozbierałam się i żyje, mam się dobrze i... zakochuje się już w całkiem innych facetach.
Szeroko się uśmiechnęła i spojrzała na niego, wbiła swoje spojrzenie w jego twarz, ale pewnie i tak nie zauważy jej znaczącego spojrzenia. Więc mogła sobie chyba pozwalać na takie gesty coraz częściej jak nie cały czas.
Powrót do góry Go down
Isao
Nauczyciel
Nauczyciel
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t321-isao-takei#363
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 660


PisanieTemat: Re: Apartament Isao    Pon Kwi 29, 2013 8:38 pm

A niech ciągnie. Isao lubił kłapać dziobem na prawo i lewo, jednak gdy przychodziło co do czego, umiał go zamknąć. Wszystko więc zależało od tego o co Banshee chciała go wypytać. Jeżeli o sprawy nie dotyczące jego - nie było szans, że cokolwiek powie. Jeżeli o jakieś bardzo osobiste sprawy - także były małe szanse, choć i tu zależało, o co by chodziło. Tymczasem to Ban wzbudziła jego zainteresowanie swoimi słowami. Tak to już jest - gdy ktoś czegoś zabrania, zrobienie czegoś kusi jeszcze bardziej. Dziewczyna więc, przez swoje słowa, jedynie go zaciekawiła. W głębi Takeia pojawiła się chęć na kontynuowanie i staranie się o sprowokowanie wampirzycy do zrobienia właśnie tego ,,czegoś głupiego" o czym mówiła. Przysunął się więc bliżej do niej i popatrzył na nią z zaciekawieniem. Zainteresowanie i coś jeszcze błysnęło w jego oczach.
- A co takiego?
Rozpaliła jego ciekawość niemal do czerwoności. Bardzo chciał zobaczyć cóż to takiego głupiego mogła zrobić, że az go ostrzegała. Do głowy przychodziła mu masa pomysłów i możliwości, jednak przy żadnym nie zatrzymał się na dłużej. Jak ta dziewczyna lubiła go prowokować i wręcz okręcać go sobie wokół małego paluszka!
- No mam nadzieję. Zrzędliwe staruszki są nudne. - skomentował i zaśmiał się. Zaraz na jego twarzy pojawił się wyszczerz, który zniknął w momencie, gdy napił się wódki a ta wykrzywiła mu twarz. Mocne alkohole zawsze powodowały takie reakcje. Zwłaszcza nie popijane ani nie przegryzane niczym. O to zresztą poniekąd chodziło. Żeby się napić i upić. A przynajmniej takie wrażenie miał Takei, kiedy patrzył jakie dziewczyna narzuca tempo. Piła na prawdę szybko, wręcz kieliszek za kieliszkiem. Gdyby chciała pozostać w miarę trzeźwa, nie robiłaby tego w ten sposób. Tymczasem powoli zaczynał się gubić w tym ile kieliszków wampirzyca już wypiła. Wiedział jednak, że na pewno szło jej szybciej niż jemu. Już wcześniej przyznała mu się, że chciała się napić aby łatwiej jej było rozmawiać o pewnych sprawach. Obawiał się jednak, że jak tak dalej pójdzie to niedługo nie będzie w stanie rozmawiać wcale. A przynajmniej oboje nie będą tego pamiętać. On przecież nie mógł zostawać za bardzo w tyle! Toż nie wypadało gdy pił z kobietą. A że miał słabą głowę to już inna sprawa. Coś czuł, że tej nocy odleci.
Pokiwał głową, kiedy potwierdziła jego słowa. Vincent. A więc to o nim mówiła, tak jak myślał. Już nie lubił tego gostka, nie ważne czy on żył czy nie. Słuchał jej słów, czując coraz bardziej ogarniającą go złość. Banshee mówiła ze spokojem, od czasu do czasu popijając także wódki ze swojego kieliszka. On tymczasem siedział cały spięty, a atmosfera wokół niego zdawała się gęstnieć. Zaczynał odczuwać złość, która z chwili na chwilę rosła w nim. Z początku nie przyszło mu do głowy, że owy Vincent mógł wcale nie opuścić Ban, a po prostu mogło mu się coś stać. Najpierw przyjął ten scenariusz, gdzie jakiś egoistyczny dupek zostawia jego najlepsza przyjaciółkę. Nienawidził takich drani. Sam starał się traktować kobiety dobrze, z szacunkiem i troską. Mężczyźni, którzy się nimi bawili, byli w jego mniemaniu śmieciami.
Wybuchł więc początkowo, waląc naczyniami o blat tak mocno, ze omal ich nie potłukł. Wszystko w nim gotowało się i kipiało, co zresztą było wyraźnie widoczne. Dopiero po chwili ochłonął. Dotarł do niego sens słów Banshee a także to, co powiedział on sam. Wypuścił głośno powietrze z płuc.
- W sumie racja, coś się mogło stać. Tak czy siak to przeszłość, nie myśl już o tym. - powiedział już spokojnym tonem.
On już miał w sobie takie odruchy. W geście pocieszenia pogłaskał delikatnie Ban po głowie. Nie sądził, że w tamtym momencie zamiast poprawić jej humor, w pewien sposób ją zasmuci. Nie sądził, że poczuje się traktowana jak młodsza siostra. Cóż, w tej chwili nie wiedział o jej uczuciach, więc nawet jeżeli, nie widziałby nic złego w postrzeganiu go jako starszego brata. Wręcz przeciwnie. W tej chwili zapewne ucieszyłby się. Nie był bowiem świadom uczuć ani swojej przyjaciółki, ani nie był pewien swoich własnych.
- Co takiego złego mogłaś zrobić, że tak mówisz? - popatrzył na nią z niedowierzaniem, zaś jego brwi samoistnie powędrowały do góry. Nie, jakoś nie mógł przyjąć do wiadomości, że Banshee zrobiła coś złego. W jego mniemaniu była bardzo dobrą osobą. I tej wersji, tego obrazu Ban zamierzał się uparcie trzymać. Ponownie z jego gardła wydobyło się głośne westchnięcie. Sięgnął po swój kieliszek i wypił jego zawartość, popijając sokiem, ale nadal nieco się przy tym krzywiąc. Dolał sobie kolejną porcję wódki, dolewając także i wampirzycy, jeżeli jej kieliszek był pusty. Ona w tym czasie powiedziała coś, zapewne nieświadomie rzucając mu dość znaczące spojrzenie. Zerknął na nią i uśmiechnął się, odstawiając butelkę z wódką na blat stolika. Oczywiście, nie zorientował się. Ten chłopak był na prawdę tak tępy w tych sprawach. Jeżeli nie powie mu się wprost to nie zrozumie, po prostu.
- A więc życzę Ci, aby mężczyzna, w którym się zakochasz lub którego kochasz, odwzajemnił Twoje uczucie i dał Ci szczęście. - uśmiechnął się. Wziął do ręki napełniony już kieliszek i uniósł go, patrząc na Banshee znacząco. Chciał wzbić kolejny mały toast. - Żeby się to spełniło! - zawołał zachęcająco i wyszczerzył się szeroko.

_________________
. . . .
♫ Isao ♫

P i o s e n k i . . z e s p o ł u
1. 2. 3.
Powrót do góry Go down
Banshee

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t99-banshee-sachiko-fumikana#161 http://vampireknight.forumpl.net/t106-banshee
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 578


PisanieTemat: Re: Apartament Isao    Pon Kwi 29, 2013 9:16 pm

I właśnie chodziło o to aby go bardziej zainteresować, może nawet aby miała pretekst do różnych rzeczy, których nie chciała robić w poważnej chwili. Pewne sprawy wolała powiedzieć w formie żartu czy też będąc nieco podpuszczona, zawsze może się zaśmiać i obrócić to wszystko w wygłupy. Trzeba sobie ułatwiać pewne rzeczy, a że była już po kilku kieliszkach i w głowie jej z lekka zaczynało szumieć była bardziej odważa, aby zrobić pewne rzeczy względem przyjaciela. Z pewnością przez głowę przewinęło mu się wiele rzeczy, ale raczej nie takie jakie Ban teraz chciała zrobić. Zwali wszystko na podpuszczenie go i na chęć zamurowania go w tejże sytuacji.
-Skoro tak bardzo chcesz to Ci pokaże.
Zgodziła się do pokazu `głupiego zachowania` mimo iż coś w niej krzyczało stanowcze NIE, ale jak to ona zignorowała głos rozsądku i przysunęła się do niego bliżej, i jeszcze bliżej, prawie, że siedziała na jego kolanach z dziwnym ucieszonym i bardzo knującym uśmieszkiem na twarzy. Zerknęła raz jeszcze na niego, jedną z dłoni położyła na jego torsie, aby ścisnąć materiał jego bluzki, i cóż jeżeli się jeszcze nie domyślił co jej po głowie teraz chodziło to dosłownie ułamek sekundy po tym jej miękkie wargi wylądowały na jego ustach całując go słodko i namiętnie, nie tak jak całuje się przyjaciela, a faceta którego się pożąda. Długość tego pocałunku był uzależniony od jego reakcji, chwile po tym odsunęła się od niego i zaśmiała lekko.
-O proszę, coś takiego. Zadowolony?
Wróciła na swoje miejsce jakby nic się nie stało, serce waliło jej jak oszalałe, myślała, że zaraz wyskoczy jej z piersi, ale odetchnęła mocno i chwyciła swój kieliszek w garść i od razu wypiła całą jego zawartość. Istniała duża możliwość, że jak będą tak dalej pić to nic nie będą pamiętać, ale kto wie.
Sama kobieta nie miała pojęcia czy ją zostawił z dani na dzień, albo lepiej z godziny na godzinę czy coś się stało, nie ma go i już. Puuf zniknął, rozpłynął się, a ona żyła dalej, przecież nie będzie płakać w kącie tyle czasu po nim, nic nie poradzi o i tyle. Sama nie wiedziała o co ma o tym myśleć więc darowała sobie rozpamiętywanie, pierścionek nosiła do tej pory gdyż był piękny, leżał na jej palcu idealnie i był miłą pamiątkę z tamtych czasów, bo w końcu było im dobrze przez ten czas. To krótkie wygadanie się przyniosło jej ukojenie i mogła zamknąć ten rozdział raz na zawsze.
-Czasem tylko mi się na chwilę myślami tam wróci, tak to żyje i mam się dobrze.
Uśmiechnęła się. Pewnie, że jako starszy brak byłby cudownym dla niej wsparciem jednak tak jej się sprawiło, że nie tak chciała o nim myśleć. Kobiecie często różne rzeczy rzucają się na mózg i wówczas wychodzi jak wychodzi.
-Nie jestem uosobieniem dobra, robiłam rzeczy... swego czasu krzywdziłam bardo ludzi, mężczyzn, wszystkich, brałam życie garściami, ale w ten niewłaściwy sposób, lubowałam się w bólu i cierpieniu, co prawda jest to dawno za mną, ale jest to część mnie której nie mogę ukrywać. Taka byłam, tkwi to gdzieś we mnie. Mam swoje wady i wiem o tym.
Była szczera, kiwała przy tym lekko głową w zamyśleniu, nie bez powody po świecie ganiali ją łowcy, dobrze, że jak wróciła to przynajmniej miała powiedźmy czyste konto i nawet na nią Ci ludzie nie spoglądali. Zaczynała od nowa od jakiegoś czasu.
Podniosła kieliszek w górę i stuknęła się z nim lekko. Uśmiechnęła się.
-Wiesz... miło by było, ale najpierw trzeba się odważyć to mu powiedzieć. Z tym, że teraz to nie jest chyba najlepszy moment, co prawa może i nie jest z nikim związany, ale chyba potrzeba mu jeszcze trochę czasu, aby wszystko mógł na spokojnie w głowie poukładać. Zresztą sama nie wiem jak to do końca z nim jest.
Po tych słowach wypiła wódkę i popiła ją szybko skokiem, lekko zadrżała, wykręciło ją i chyba zawsze tak to już będzie.
-Oby się spełniło.
Szepnęła odstawiając kieliszek na blat stołu i tak na zaś polała jeszcze jedną kolejkę.
Powrót do góry Go down
Isao
Nauczyciel
Nauczyciel
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t321-isao-takei#363
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 660


PisanieTemat: Re: Apartament Isao    Pon Kwi 29, 2013 9:56 pm

Nie był pewien czy go prowokowała, czy aby na pewno robiła to specjalnie. Przez chwilę przemknęła mu przez głowę ta myśl, jednak nie rozwodził się nad tym zbytnio. Bardziej jednak sądził, że tylko żartuje, droczy się z nim a tak na prawdę nie ma nic konkretnego na myśli. Był niemal pewny, że tak właśnie jest. Co by się stało, gdyby rozłożyła nagle ręce i powiedziała, że jedynie żartowała? Czułby zawód, bo jednak był ciekaw a jego ciekawość zostałaby stłumiona; ale również zadowolenie - bo w głębi duszy czuł niepewność i obawę przed tym co mogło powstać w tym jej zakręconym umyśle.
- No to pokaż. - prowokował ją dalej, zaś na jego ustach pojawił się lekki uśmieszek rozbawienia. Podobała mu się ta zabawa, chociaż emocje, które teraz się w nim plątały były tak kontrastowe, że nie bardzo wiedział co ma o tym wszystkim sądzić. Mimo wszystko jednak odczuwał swego rodzaju podekscytowanie, które zachęcało go jeszcze bardziej do podjęcia tej zabawy. Ban tymczasem przysuwała się bliżej i bliżej, a on patrzył na nią zaciekawiony. Gdzieś tam w jego jasnej czuprynie nadal krążyła myśl, że tak na prawdę tylko go sprawdza i ostatecznie co najwyżej poklepie go lekko po policzku, śmiejąc się z jego miny. Jednak to co zrobiła przerosło jego najśmielsze oczekiwania. Patrzył jej prosto w oczy, kiedy się przysuwała z tym swoim uśmieszkiem. Zdziwił się, gdy nagle ścisnęła w dłoni materiał jego bluzki. Jakiż jednak był zszokowany gdy go pocałowała! Jego oczy miały teraz wielkość dorodnych ziemniaczków. Zamarł z zaskoczenia, nieświadomie nawet wstrzymując oddech. Takim sposobem nie poruszył się ani odrobinę, gdy go całowała. Był spięty jak mało kiedy, zaś jego wampirze serce zaczęło wariować. Odruchowo rozchylił lekko wargi i przymknął oczy. Wszystko wewnątrz niego szalało, zaś w głowie powstała masa opcji zareagowania, która plątała się i całkowicie mieszała mu w głowie. Gdzies tam świtała mu myśl, że powinien wykorzystać tę sytuację i pociągnąć to dalej. ,,Czekałeś na to, przecież lubisz ją!'' - wołał jakiś głosik, lecz tonął w morzu innych. Ostatecznie Takei jak ten głupi słup siedział nieruchomo. Zamrugał kilkakrotnie, wyraźnie zszokowany dopiero kiedy się odsunęła. Ocknął się dopiero po chwili, przez co drgnął jakby właśnie spadł na ziemię. Zrobił głupkowatą minę, odwrócił się natychmiast, zaś jego blada twarz być może nabrała nieco żywszych kolorów. Serce waliło mu jak oszalałe, przez co nie słyszał, że także serce Banshee wariuje w jej piersi.
- Ł-ło... Zaszokowałaś mnie. - wydukał niewyraźnym, speszonym tonem. Nie patrzył na nią. Czekał aż się uspokoi, aż emocje opadną, bicie serca zwolni. Złapał parę głębszych oddechów, po czym spojrzał na nią. Uśmiechnął się dość słabo ale na jego twarzy widoczne było także coś innego. Zaniepokojenie? Zmieszanie? Nie wiedział co ma myśleć o tej sytuacji. - B-Ban... Ale to tylko w żartach, prawda? - zapytał niepewnie, choć wszystko w nim wołało, że to tylko żarty i nie powinien nawet pytać. Kimże był by sądzić, że kobieta taka jak ona mogła darzyć go nieco mocniejszym uczuciem niż przyjaźń? No właśnie. Byli przyjaciółmi. Nie powinien pytać. Ale było już za późno.
Ale ich spotkanie trwało dalej. Czas nieubłaganie płynął dalej, wódki ubywało a procentów w ich krwi było coraz więcej. Takei pił kieliszek po kieliszku, powoli zaczynając odczuwać tego skutki. Obraz przed jego oczami stał sie nieco inny. Wszystko stawało się płynniejsze, język mu się rozplątywał, w głowie wszystko zaczynało się nieco mieszać. Jednak nadal był w miarę trzeźwy. Wiedział co się wokół niego dzieje, zachowywał trzeźwość umysłu. Choć był też świadom faktu, że jeżeli dalej będą tak pić, a przynajmniej jeśli wcześniej nie skonczy im się wódka, to raczej na tym skończą się jego wspomnienia z tego wieczoru.
- Jakoś nie potrafię sobie tego wyobrazić. Nigdy nie widziałem tej Twojej okrutnej strony. Ale z tego co mówisz to już przeszłość. I choć raczej nie dane mi będzie poznać Cię pod tym względem, a przynajmniej mam taką nadzieję bo wolę unikać wszelkich przejawów okrucieństwa i braku litości, sądzę, że bym to zaakceptował. W końcu jesteśmy przyjaciółmi. Choć starałbym się Ciebie uspokoić i przeprowadzić na swoją stronę. - uśmiechnął się do niej przyjaźnie.
Zaraz też uniósł kieliszek trzymany w dłoni, uważając aby nie wylać z niego ani kropelki. Całe szczęście naczynia te nie były aż tak pełne aby mu to groziło. Uśmiechnął się szeroko i stuknął się z Banshee. Kiedy ta mówiła, wstrzymał się jeszcze chwilę z wypijaniem zawartości. Jednak gdzieś tam w sercu poczuł jak coś go ukuło. Jakaś nutka zazdrości, może zawodu? Sam nie był pewien co się dzieje, jednak skutecznie namąciło mu to w głowie. Czyżby dawne uczucie powróciło? Przecież kiedyś ją kochał, a właściwie była chyba pierwszą dziewczyną, jaką darzył tym szczerym i niesamowitym uczuciem. Jednak to co powiedziała nie pasowało mu z jego osobą. Był niemal pewien, że nie mówi ona o nim. I poczuł jakiś ból, jakiś zawód i smutek w sercu. Z całych sił jednak starał się aby nie było to po nim widoczne. Dlatego też wlał w siebie całą zawartość kieliszka na raz, bez popicia, tuż po tym jak skończyła mówić. Zaraz Banshee zrobiła to samo. Skrzywił się i zamknął mocno oczy, czekając aż to głupie uczucie, które towarzyszyło mu po każdym kieliszku, przejdzie.
- Oby się spełniło. Bo zasługujesz na to. - powiedział i posłał jej uśmiech. Nadstawił jej także swój kieliszek, chcąc aby dolała także i jemu. Wódka powoli, z kieliszka na kieliszek, zbliżała się ku końcowi. On tymczasem wpadł na pewien pomysł. - Chcesz może w coś zagrać? W butelkę albo nigdy nie. A może po prostu w zadawanie sobie pytań na zmianę?

_________________
. . . .
♫ Isao ♫

P i o s e n k i . . z e s p o ł u
1. 2. 3.
Powrót do góry Go down
Banshee

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t99-banshee-sachiko-fumikana#161 http://vampireknight.forumpl.net/t106-banshee
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 578


PisanieTemat: Re: Apartament Isao    Wto Kwi 30, 2013 10:12 pm

Coś jej mówiło aby go tylko sprawdziła, zobaczyła jak zareaguje na jej bliskość i niby pocałunek. W końcu jednak zaryzykowała i chciała sprawdzić to na pewno.
Poczuła jak zamarł, jego całe ciało zastygło w szoku, ona natomiast przez chwile jeszcze kontynuowała pocałunek z tej prostej przyczyny jaką było bezwiedne rozchylenie przez niego ust. Nie miała pojęcia co sobie myślał, niebyła pewna jego reakcji. Pocałowała go, ale przekonana do końca niebyła co do tego całego zajścia. Nie tak to sobie wyobrażała. Co prawda usta miał smaczne, ale jego reakcja była bardzo sprzeczna, myląca. Dawała do myślenia.
Słysząc jego pytanie zawahała się na chwilę, uśmiechnęła się w końcu wesoło i figlarnie.
-To zależy.
Kolejne jej znaczące spojrzenie, które będzie niezauważone, a może wręcz przeciwnie. Może widział wszystko, ale nie chciał na to reagować, odpowiadać. Nie wiedziała.... Tak jak mogła odpowiedzieć mu prosto z mostu, że pocałowała go na serio, ale co by się z nimi wówczas stało? Isao w mniemaniu Ban już by tak na nią nie patrzył, jak na przyjaciółkę i pewnie cały ich stosunek by się zmienił. Mogła też powiedzieć, że jest to na żarty i niech sobie lepiej nic nie wyobraża, jednak wtedy przekreśliłaby wszystko raz, a dobrze. Postanowiła więc podpuścić go, sprawdzić reakcję, zobaczyć jak się sytuacja potoczy i co ważniejsze, zyskać nieco czasu na przemyślenie tego wszystkiego.
Temat wieczoru potoczył się dalej, a jej myśli całkiem zmieniły tor.
-Już taka nie jestem, skończyłam z tym, ale nie mogę tego przed Tobą ukrywać. Musisz wiedzieć jaka była, chce tego. W sumie to chce abyś wiedział o mnie wszystko co tylko możliwe.
Pewne rzeczy powie teraz inne później. Bo mimo iż życzyła sobie odwagi to zostawi pewne sprawy na chwile kiedy będzie miała większa pewność jego reakcji, bo teraz w pewnych tematach nie miała o niczym pojęcia.
-Is, a Ty chciałbyś wiedzieć jakby ktoś darzył ciebie głębokim uczuciem, nawet jeżeli nie mógł byś odwzajemnić tego? Bo ja już sama nie wiem co mam z tym zrobić, powiedzieć mu, przemilczeć to i się postarać jakoś, czy może sobie już całkiem odpuścić.
Jej podejście było nie fair, ale był to jedyny sposób jaki jej wpadł do głowy aby się cokolwiek dowiedzieć o jego uczuciach i reakcji, jakoś w końcu musiała wybadać grunt po jakim stąpa. A o tym, że coś go ruszyło nie miała nawet bladego pojęcia, nie dał tego po sobie w ogóle poznać.
I szedł kieliszek za kieliszkiem, na Ban to już zaczęło nawet całkiem nieźle działać. Prze oczami robiło jej się kolorowo. Koncentrowała wzrok na szklanym naczyniu z wódką. Rozleje czy nie, a to dobre pytanie. Smukłe palce zacisnęły się się na szkle i trzymały tak przez chwilę w zawieszeniu. Jak się okazało nie miała wcale takiej mocnej głowy jak myślała. Podsunęła w końcu kieliszek po usta i chlup wypiła wszystko, a nawet kropli nie uroniła. Jaka dumna z siebie była Nawet alkohol wchodził jej jak woda. Skupiła się cała na tym. W sumie to śmieszną kobitką była po alkoholu, a jeszcze w takim doborowym towarzystwie to już w ogóle.
-Dobra to gramy w pytania!
Ocknęła się szczerząc wesoło swoje kły.
-Ale Ty pytasz pierwszy.
Tak sobie wymyśliła i tak miało być.
Powrót do góry Go down
Isao
Nauczyciel
Nauczyciel
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t321-isao-takei#363
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 660


PisanieTemat: Re: Apartament Isao    Wto Kwi 30, 2013 10:48 pm

Ona sprawdzała jego, zaś on w pewnym momencie przestał orientować się w sytuacji. Kompletnie nie widział co się dzieje i co kryje się za czynami Banshee. Początkowo sądził, że to zwykłe żarty, czysta prowokacja z jej strony. Przypuszczał, że poklepie go jedynie po ramieniu i powie, że żartowała. Sądził, że co najwyżej zrobi coś szalonego, lecz dość niewinnego. Tego co się stało, kompletnie się nie spodziewał. Był w ogromnym szoku, a nadmiar burzących się w nim uczuć i emocji, kompletnie go ogłupił. Nie był w stanie niczego sobie poukładać w głowie. Choć rozsądek wołał, że to przecież tylko zabawa, nie umiał zatrzymać reszty myśli, które niczym kurz w trąbie powietrznej, wirowały w jego głowie. Dlatego zamarł. Dlatego nijak nie zareagował, choć emocje i fakt, że czuł ciągłe przyciąganie do tej dziewczyny, którego nawet nie rozumiał, krzyczały w nim, namawiając do kontynuowania tego. Musiał sobie najpierw poukładać wszystko w głowie. Potrzebował do tego czasu. Jak dla niego dość sporo tego czasu...
- Zależy od czego? - dopytywał się, patrząc na nią dość poważnym wzrokiem. Nie kryło się w nim jednak nic, co mogło dać jakąś podpowiedź Ban. Nie mogła wyczytać w nim złości, nadziei, obojętności. Raczej zmieszanie całą tą sytuacją. Był zbyt skupiony na tym aby nie dać po sobie poznać jakiej odpowiedzi oczekuje, aby nie wydało się, że waha się co do uczuć do niej. Nie wiedział czy postąpił źle. Ale gdyby oddał pocałunek a Banshee powiedziałaby, że to jedynie żarty? Wtedy musiałby się gęsto tłumaczyć i być może wydałoby się, że ją lubi bardziej niż powinien jako przyjaciel. Tu pojawiała się obawa taka sama, jaką odczuwała sama wampirzyca. Obawa, że ich wzajemne relacje nagle ulegną pogorszeniu. Głupek, oczywiście jej znaczącego spojrzenia oczywiście nie dostrzegł. A przynajmniej nie umiał nic z niego wyczytać. Kiepski był w takich rzeczach...
- W porządku. Możesz mi powiedzieć o wszystkim a ja jako przyjaciel zaakceptuje to. - zachęcił ją i posłał jej łagodny uśmiech na zachętę. Atmosfera wokół nich od jakiegoś czasu była dość poważna i napięta. Poruszali dość trudne tematy i nawet narastające w nich upojenie alkoholowe nie było w stanie nic tu zmienić. A i on powoli czuł jak alkohol coraz bardziej miesza w jego umyśle. Było jednak jeszcze daleko od poważnego stanu. Choć z chwili na chwilę wszystko mogło się zmieniać. Blondas już dawno zauważył, że u niego z piciem bywa tak, że pije, pije, pije i nic mu nie jest, a nagle przestaje cokolwiek pamiętać. Póki więc było okej, skupił się na słowach dziewczyny. Zamyślił się nad odpowiedzią.
- Miałem już taką sytuację. Wiedziałem o tym, że moja przyjaciółka mnie lubiła i choć momentami czułem się w jej obecności nieco nieswojo, traktowałem ją jak zawsze. Ostatecznie jednak stwierdziła, że lepiej jej zrobi rozłąka i odeszła, więcej jej nie widziałem. - wyjaśnił, patrząc gdzieś w bok nieco nieobecnym spojrzeniem. Myślał o Marceille, zastanawiał się co się z nią w tej chwili dzieje. A gdy wyrzucił już z głowy te myśli, poczuł, że ma ochotę na fajkę. Będzie musiał iść zapalić za jakiś czas. Nie wiem czy powinnaś o tym mówić. Zależy jak bliscy sobie jesteście. Powinnaś wybadać jak zareaguje na Twoje wyznanie nawet jeżeli nie będzie odwzajemniał twoich uczuć, choć to może być trudne. Może po drodze uda Ci się ustalić kim dla niego jesteś i odpowiedź nasunie się sama.
Powiedział wszystko co sądził na ten temat. Widząc, że wampirzyca sięga po kieliszek, zrobił to samo. Wziął swój, wypił wszystko jednym tchem i popił. Powoli jednak czuł, że popita nie jest mu potrzebna. Wódka zaczynała działać. Zaczęło mu się nieco kręcić w głowie.
- Okej! A więc first question! - zamyślił się, robiąc przy tym dość głupią minę. Zamknął oczy, ściągnął brwi a na jego czole samoistnie powstało kilka zmarszczek. - Masz rodzeństwo?
Popatrzył na nią pytająco i zszerokim uśmiechem na twarzy zaczął się kiwac na boki.

_________________
. . . .
♫ Isao ♫

P i o s e n k i . . z e s p o ł u
1. 2. 3.
Powrót do góry Go down
Banshee

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t99-banshee-sachiko-fumikana#161 http://vampireknight.forumpl.net/t106-banshee
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 578


PisanieTemat: Re: Apartament Isao    Sro Maj 01, 2013 3:28 pm

I czas dostanie, Ban zauważyła, że nic więcej nie wskóra samą sugestią, słowami czy też gestami. Jedynie może jakby się w prost określiła, ale czy była na to gotowa, na jego ewentualną reakcję, której pewna niebyła. Cały czas gdzieś to ją w środku trapiło. Sama nie umiała określić w tej chwili czego chce. To było zbyt trudne.
-Od czego? A no od Ciebie.
Zerknęła na niego niepewnie, kątem oka obserwowała jego reakcję, nie umiała nic wyczytać, skubany zachował pełną powagę i nijakie spojrzenie. Po chwili wyprostowała się, obróciła w jego stronę i potarmosiła go po włosach. Otworzyła lekko usta aby coś powiedzieć, ale się zawahała. Najchętniej pieprzła by się w ten głupi łeb i zapytała samą siebie co Ty wyprawiasz?
-Is, ależ Ty masz minę, to przecież tylko niewinny pocałunek, nawet jeżeli kryłoby się za nim coś więcej niż żart to.. nie ma co się spinać, przecież takie rzeczy się zdarzają.
Wydukała z siebie, teraz to już pogmatwała tak, że sama się w tym pogubiła. I jedyne co jej pozostało to znów wlać w siebie alkohol. Z niepewnym uśmiechem tak też zrobiła na chwile oderwała się od rzeczywistości poświęcając czas kieliszkowi.
-Zapamiętam i na pewno z tego skorzystam, najwyżej się ogłupię, albo coś.
Powiedziała z przekonaniem. Wysłuchała też jego kolejnych słów z wielką uwagą, przecież to w jakiś sposób może jej pomóc ogarnąć sytuację. Kiwała porozumiewawczo głową, ale w środku czuła niepokój. Nie chciała skończyć jak tamta dziewczyna, nieszczęśliwie zakochana, jeszcze sprawiać, że będzie mu nieswojo, a pod koniec uciec. Zmarszczyła brwi rozmyślając nad opcją darowania sobie, ale tak poddać się. Łokciami oparła się o swoje kolana i zwiesiła na dłoniach swoją głowę.
-Jeeeeej to takie trudne jest wszystko.
Jęknęła nieco zdołowana i zbita z tropu. Jednak kontynuowała, ten temat, niech już będzie. Było ciężko i poważnie, ale nie będzie uciekać, dowie się co nieco i później sama to sobie przemyśli, albo obgada z Aimi.
-Szczerze, jesteśmy przyjaciółmi, z tym, że nie wiem co mu w głowie siedzi, ciężko jest cokolwiek wyczytać z jego reakcji, nie zauważa moich delikatnych aluzji czy spojrzeń, albo udaje, że nie widzi. Mam tylko nadzieję, że droga do jego zrozumienia nie będzie jakoś specjalnie długa i wyboista. Jestem cierpliwa, ale wiadomo jest też pewna granica.
Mruczała pod nosem, starając się nieco otrzeźwieć i analizując sens swoich słów. Mogła czekać, z tym, że nie wiedziała czy dałaby radę tak jak Isao tyle czasu czekać na jedną kobietę. Choć z drugiej strony, kochała go za młodu, i nadal czuje do niego coś znacznie więcej niż przyjaźń, a to, że po drodze byli inni mężczyźni na chwilę, albo dwie jest już całkiem inną sprawą.
Podniosła głowę w chwili kiedy zaczęli grę w pytania, zacisnęła wargi w wąską linię i kiwnęła twierdząco głową.
-Przyrodniego starszego brata... burmistrza. I dwójkę młodszego. Ogólnie moja rodzinka jest dość spora i szczerze sama się w tym gubię. Zjazd rodzinny byłby głośnym wydarzeniem w mieście.
Zaśmiała się wesoło uświadamiając sobie, że większości rodziny na oczy w życiu nie widziała.
-Doobra to teraz ja. Hmm... Czy jest ktoś w Twoim życiu kogo lubisz w ten szczególny sposób. Wiesz, bardziej niż przyjaciela.
Obserwowała jego chyba bezwiedne kiwanie przez dłuższą chwilę po czym wróciła do obserwowania swoich stóp. Bardzo interesujące zajęcie, prawda?
Powrót do góry Go down
Isao
Nauczyciel
Nauczyciel
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t321-isao-takei#363
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 660


PisanieTemat: Re: Apartament Isao    Czw Maj 02, 2013 7:23 pm

Niestety, ten wampir był zbyt tępy jeżeli chodziło o tego typu sprawy. Od zawsze był kiepski w ocenianiu wieku ludzi (a tym bardziej wampirów) po wyglądzie, w wyłapywaniu dyskretnych znaków rzucanych w jego kierunku, w szybkim łapaniu się w niektórych sprawach, także jeżeli chodziło o jego uczucie. Nie ważne więc jak Banshee na niego patrzyła, jego umysł nie przyjmował do wiadomości tego, że były to znaki, które on miał zauważyć.
- Ode mnie? - powtórzył, wyraźnie zdezorientowany i zagubiony.
Nie miał pojęcia o co mogło jej chodzić. Czemu to niby zależało od niego? Cóż, jeżeli Ban nie powie mu wszystkiego wprost, on raczej niczego się nie domyśli. Nie pomagał tu także fakt, że Isao był w tej chwili nieźle skołowany i już lekko podpity. Myśli plątały się, tworzyły supły i nie mógł się skupić. Ucierpiała na tym jego spostrzegawczość (i tak dość słaba) oraz domyślność. W ogóle nie wiedział co się dzieje. Nie był też świadom swojej miny, która, jak się okazywało, była ciągle poważna i trudno było z niej cokolwiek odczytać. Wychodziło więc na to, że nie tylko nie pomagał Banshee, ale podświadomie robił także problemy.
Przymknął oczy, nieco zbity z tropu, gdy nagle poczuł jak coś ląduje na jego głowie. Podświadomie skulił się lekko, niczym dziecko, które ktoś zaraz miałby uderzyć. Zaraz też otworzył oczy, orientując się, że owe "coś" było dłonią Banshee, która zaczęła tarmosić go po włosach. Spojrzał na nią pytająco i nim zdążył cokolwiek powiedzieć, złapać się jakiejś konkretnej myśli, ona odezwała się pierwsza. Chciała rozluźnić atmosferę, ale tylko powiedziała coś, co jednak jego zamroczony umysł wyłapał i czego się uczepił. Patrząc prosto na nią, podświadomie przekręcił lekko głowę w bok.
- A kryje się coś więcej?
Nie chciał naciskać. On po prostu dalej pociągał temat i to, co bardziej rzuciło mu się na słuch. Jednak z chwili na chwile atmosfera zdawała się rozluźniać. Tak jak i oni sami co, nie ukrywajmy, było w dużym stopniu zasługą alkoholu, który w siebie wlali i ciągle wlewali. Isek coraz bardziej gubił się w obecnej sytuacji, aż w końcu porzucił całkiem tamten temat i uczepił się czegoś innego. Mianowicie ich tematu, nadal dość trudnego, lecz ciągle luźniejszego niż poprzedni. Tematu osoby, którą kochała Ban. W tej chwili, dzięki alkoholowi nawet uczucie zazdrości, które odczuwał wcześniej, nieco zmizerniało i stało się niewyraźne. Kiedy zapytała go o zdanie, opowiedział jej o Marceille. Nie sądził jednak aby to coś dało. Był świadom tego, że każdy facet był inni i mógł odebrać to inaczej. Nie wiedział przecież, że chodziło o niego. Wysłuchał jej słów z uwagą, kiwając przy tym głową i z zaskoczeniem odkrywając, że ta stała się dziwnie lekka.
- Więc poczekaj albo... sam nie wiem co jeszcze mogłabyś zrobić. Trudna sprawa.
Skrzywił się nieco. Mimo, że w tamtej chwili czuł te słabe uczucie zazdrości, przede wszystkim chciał jej pomóc. Jako jej przyjaciel chciał aby była szczęśliwa. Aby spełniała marzenia, miała przyjaciół, spędzała radośnie czas, aby szczęśliwie się zakochała. Jak typowy przyjaciel chciał aby u niej wszystko było dobrze. Przedkładał także jej szczęście ponad swoje. Miał zbyt dobre serce i czasami przez to sam przysparzał sobie cierpienia. Wychodziło więc na to, że dobrze, iż mieli ten alkohol. Ten pomagał wypłukiwać z organizmu i umysłu wszelkie negatywne uczucia i emocje. Zamiast więc ponosić się emocjom, on najzwyczajniej w świecie odsuwał je na bok. Łapał się tego, co mu do głowy przyszło. A w tym momencie były to zabawy, które zaproponował dziewczynie i z których ona wybrała jedną. Pytania. Najbardziej lubił właśnie tę. Pierwszy zadał pytanie, jednocześnie uzupełniając sobie zbiór tych niewielu informacji, które miał o Ban. Nie spodziewał się jednak takiej odpowiedzi. Zaskoczenie było wyraźnie widoczne na jego twarzy.
- Samuru Kuroiaishita to Twój brat?! - wykrzyknął ze zdziwieniem, wytrzeszczając w nią wielkie oczy. Zagwizdał i sięgnął po kieliszek. Wypił od razu całą zawartość. - Ładne z niego ziółko. Zadajesz się z nim w ogóle czy nie bardzo?
Chyba nie pogniewa się jeżeli pociągnie pytanie nieco dalej. Wszak jeżeli miałby o wszystko pytać osobno, zabawa ta wydłużyłaby się w nieskończoność. Tymczasem to Banshee zadała pytanie. Dość problematyczne i trudne. Nie spodziewał sie, że zapyta o to. A na pewno nie spodziewał się, że będzie to pierwsze pytanie. Zmrużył oczy, patrząc gdzieś w dół z zamyśleniem. Zastanawiał się nad odpowiedzią.
- Właściwie to sam nie wiem. - odparł krótko. Powoli przeniósł na nią wzrok i uśmiechnął się lekko. - Jest chyba osoba, którą lubię bardziej niż kogokolwiek innego. Ale nie jestem pewien czy to coś poważniejszego. Potrzebuję czasu żeby to ustalić i mieć pewność.
Bezwiednie kiwał się na boki, a jego uśmiech poszerzył się nieco. W pewnym momencie przestał i zatarł ręce, z uśmieszkiem, który wyglądał na złowieszczy i zabawny jednocześnie.
- To teraz moja kolej... o co by Cię tu zapytać... - mruczał pod nosem, zastanawiając się nad pytaniem. W końcu przyszło mu jakieś do głowy. - Wiem! A więc... Jakie miejsce najlepiej wspominasz z wszystkich swoich podróży? To jest do jakiego najchętniej byś wróciła?

_________________
. . . .
♫ Isao ♫

P i o s e n k i . . z e s p o ł u
1. 2. 3.
Powrót do góry Go down
Banshee

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t99-banshee-sachiko-fumikana#161 http://vampireknight.forumpl.net/t106-banshee
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 578


PisanieTemat: Re: Apartament Isao    Czw Maj 02, 2013 9:54 pm

Kobieta chyba w końcu się zdecydowała aby porzucić temat i na pewien czas dać sobie spokój, nie ma co go męczyć bo i tak cóż tego nie widzi, a ona się tylko w duchu załamuje. Przemilczy pewne sprawy i spróbuje znów kiedyś, za jakiś czas, przy którymś spotkaniu z kolei. On sobie pomyśli, może coś ogarnie, ona się zastanowi na spokojnie co dalej.
-Aj dobra, to trudny temat.
Wzruszyła przepraszająco ramionami z dość bezradną miną. Nie będzie go kłopotać i zadręczać jego blond główki. Gładziła go tylko po włosach co pewnie bardziej uspokajało ją niż jego. Lubiła być blisko jego osoby, dotykać go tak delikatnie, po włosach czy po dłoni, czasem się przytulić czy w przyjacielskim geście ułożyć dłoń na jego nodze. Drobne gesty, które dają jej dużo szczęścia. Więc bawiła się kosmykami jego włosów i czuła pewnego rodzaju ukojenie i ulgę. Wciąż tu był obok niej.
-Być może.
Oczy zabłysnęły jej tajemniczo, nie zaprzeczy, nie potwierdzi, będzie to najlepsze wyjście, zostawić go w niepewności. Odetchnęła głęboki i przysunęła się do niego, oparła głowę o jego ramię, musiała się przytulić, brakowało jej tego. To całe zakochanie sprawiało, że robiła się taka sentymentalna. Robiło się lżej, sprzyjało temu z pewnością upojenie alkoholowe i może trochę temat, z którego Ban postanowiła powoli zejść.
-Postanowiłam właśnie teraz, że poczekam. Myślę, że warto dać trochę czasu i spokoju.
Przymknęła oczy wtulając się w jego ramię, w pewien sposób była już szczęśliwa. Upragnionego faceta miała obok siebie, mogła na niego liczyć, a że traktowali siebie jak przyjaciół, to cóż też jest dobre, mogła na nim polegać i kochać go tak platonicznie i czysto.
Znacznie bardziej teraz wolała grę niż nakierowywanie Isao na jej tor myślenia co szło opornie, więc skoncentrowała się na pytaniach, choć i chciała wybadać co nieco w interesującym ją temacie.
-Tak, właśnie on, ale powtarzam przyrodni. I nie widuje się z nim, wiesz moja rodzina i ja to dwa różne światy. Tak jakoś ostatnio wyszło, że już nie bardzo pasuję do rodzinki. Nawet nie noszę tego nazwiska jak się orientujesz, dlatego mnie trudno skojarzyć z tym rodem.
Oczywiście, że się nie pogniewa, wręcz przeciwnie, z chęcią odpowie na jego każde pytanie. Rodzinę miała krwawą, mściwą, okrutną, ale nie wstydziła się tego, tacy byli i zawsze będą, bądź co bądź płynie w niej ta krew, dumna krew wampirów. Istniała możliwość, że jakby stanął na jej drodze ktoś kto umiałby w z niej wydobyć to okrucieństwo pewnie i taka byłaby w dalszym ciągu, ale jakoś w jej życiu brakowało osób, które by dążyły do tego aby nakierować ją na tą ścieżkę cierpienia i rozlewu krwi. Za to miała taką dobrą duszę obok.
Słysząc jego odpowiedź ukuła ja zazdrość, zagryzła dolną wargę bardzo mocno, jeszcze trochę, a pojawiłaby się krew. Czuła się nieco zmieszana, nie bardzo wiedziała jakiej odpowiedzi oczekiwała, do jej umysłu wkradła się niepewność.
-Ta osoba wie, że być może myślisz o niej znacznie cieplej niż o innych?
Uniosła delikatnie głowę spoglądając na jego twarz, próbowała naprawdę starała się wyczytać coś z jego twarzy, ale alkohol robił swoje i znacznie jej to utrudniał zresztą jak sam Isao również już nieco wstawiony.
-To jest trudne pytanie. Mam dwa takie miejsca. Wilno, koniecznie zimą, jest wówczas tam cudownie, te brukowane uliczki, niskie kamieniczki pokryte białym puchem. I Wenecja, jednak wiosną, chciałabym tak kiedyś wrócić, ale nie sama tylko z ukochanym.
Zaśmiała się wesoło.
-Romantyczka się we mnie budzi, kto by się tego spodziewał.
Czas jednak pokarze czy będzie Ban dane kiedyś znów pojechać w te cudowne miejsca i dzielić je z... wiadomo uroczym blondynem.
-Myślałeś kiedyś o zamieszkaniu z kimś? Jakiś lokator albo coś, czy wolisz mieć taką swoją samotnie w której się zamkniesz i nikt Ci nie będzie przeszkadzać?
W końcu się wyprostowała, polała im i od razu sobie chlupnęła, a co...
Powrót do góry Go down
Isao
Nauczyciel
Nauczyciel
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t321-isao-takei#363
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 660


PisanieTemat: Re: Apartament Isao    Czw Maj 02, 2013 11:08 pm

Podpity Isao to jeszcze mniej łapiący Isao. Smutne ale prawdziwe i Banshee musiała się z tym pogodzić. W tej chwili raczej żadne znaki, żadne spojrzenia, drobne gesty i aluzje nie podziałają. Dziewczyna mogła co najwyżej poczekać aż blondyn wytrzeźwieje i wtedy próbować, choć i tak mogło nie zadziałać. Lepiej było poczekać, wyczaić odpowiedni moment i dopiero wtedy przystąpić do "ataku". To była najlepsza strategia na tego niekumatego wampira.
Teraz Takei patrzył na nią jedynie, wyraźnie zdezorientowany. Gdyby był trzeźwy zapewne drążyłby ten "trudny temat" ile wlezie. Tymczasem po prostu popatrzył na Banshee nie bardzo wiedząc co się dzieje i czując, że jest coraz mniej trzeźwy. Alkohol krążył w jego krwi i mieszał mu w głowie. Słysząc jej słowa, jedynie zmrużył oczy, przez chwilę patrząc na nią wzrokiem niby to przenikliwym, lecz już całkiem mocno zamroczonym. Nie potrafił przy tym wysiedzieć całkowicie prosto i nieruchomo, lekko kiwając się we wszystkie strony. Była to wina oczywiście alkoholu. Bez słowa pozwalał się także głaskać po głowie. Sam nie wiedział czemu, ale lubił ten gest. Ten rzeczywiście go uspokajał i pomagał mu się odprężyć. Oczywiście musiała to robić bliska mu osoba, inaczej skutek był odwrotny. Tymczasem dłoń Banshee zdawała się być ciepła, delikatna i wręcz kojąca. Od razu odpuścił, skupiając się raczej na tym co odczuwał w tej chwili.
- No niech będzie. - mruknął cicho.
Owe ,,być może" oczywiście zwróciło jego uwagę, jakże by inaczej. Myślami na chwilę uczepił się tych słów, lecz te szybko mu gdzieś uciekły. Był już zbyt pijany aby rozmyślać o tak poważnych sprawach. Sam teraz mógł przyznać, że upojenie alkoholowe było w tej chwili dość mocne. Westchnął jedynie głośno i pozwolił Ban oprzeć się o siebie. Pozbawiony hamulców, pogłaskał ją delikatnie po głowie, częściowo nie będąc nawet świadomym tego, że to robi. Był to już swego rodzaju odruch, czuły gest, do którego przyzwyczaił się już dawno temu i teraz czasem wykonywał go bezwiednie.
- Yhym, może tak będzie lepiej. - przyznał, kiwając lekko i powolnie głową, mając przymknięte oczy. Cały czas jego ręka spoczywała na głowie wampirzycy. Głaskał ją po niej lekko i czule, starając się nie potargać jej włosów lub w jakikolwiek sposób nie sprawić jej bólu. Również czuł się dobrze, kiedy była tak blisko niego. Nie był tego świadom, jednak potrzebował bliskości drugiej osoby. Pustka po Madeline została, choć zdawał się jej nie zauważać. Choć nie przyznawał się do tego nawet sam przed sobą, potrzebował drugiej osoby, jej bliskości, czułości i świadomości, że ktoś go potrzebuje i komuś na nim zależy. Nie był przecież typem aspołecznym, a wręcz przeciwnie.
- Mhm, rozumiem. Rzeczywiście zdziwiłem się nieco bo nie masz tego samego nazwiska. Nigdy bym nie pomyślał, że nasz burmistrz to Twoja rodzina. - przyznał.
Chyba tylko cudem było, że mówił jeszcze wyraźnie i sensownie. Może jednak była to zasługa faktu, że temat ten na prawdę go zainteresował. Nigdy nie pomyślałby, że Banshee może być w jakikolwiek sposób spokrewniona z przesławnym burmistrzem tegoż miasta. Nie dostrzegał między nimi żadnego podobieństwa, a przynajmniej w zachowaniu. Nie wspominał już nic więcej na temat Samuru, choć gdyby chciał, miałby wiele do powiedzenia. Zwłaszcza, ze zachowanie burmistrza wyjątkowo mu się nie podobało. Po cichu sądził, że była to osoba najmniej odpowiednia na to stanowiska, która powinna być z niego jak najszybciej zdjęta i ukarana za swoje złe uczynki. Isao uważał go za osobę okrutną, złą ale także niereformowalną. Choć zazwyczaj starał się być tolerancyjny i litościwy, wiedział, że temu wampirowi nie umiałby odpuścić. Najchętniej złapałby go i zamknął gdzieś, albo dał łowcą do tortur. Choć nie powiedziałby tego głośno...
Ale wracając do pytania, które zadała Banshee. Nasz "mały", nieświadomy Isao nie miał pojęcia o tym, że swoją odpowiedzią wywołał uczucie zazdrości u swojej przyjaciółki. Gdyby oni tylko wiedzieli nawzajem o swoich uczuciach... Na pewno śmieliby się z tego, jak w tej chwili krążą w kółko. ~
- Nie... Raczej nie wie. Raczej na pewno nie wie. - powiedział po krótkim zamyśleniu. Nie był świadom, że zaczyna mówić nieco niewyraźnie. Spojrzał na Banshee swoim niewyraźnym wzrokiem, lecz zaraz zwrócił się w stronę stolika. Sięgnął po wódkę, która już prawie się skończyła i rozlał ją do ich kieliszków. Wypił najpierw mały łyk, potem dopił resztę. Nie kłopotał się już z przygotowywaniem popity. Nie chciało mu się co chwila dolewać soku do szklanki. Nie czuł już nawet takiej potrzeby. Wypił to co miał, na nowo dolał wódki i zadał Banshee pytanie, a następnie wysłuchał jej odpowiedzi. Gdy skończyła, wyszczerzył się szeroko.
- Brzmi ciekawie. Muszę sie tam kiefyś wybrać.! - zawołał z entuzjazmem, nieco niewyraźnie i przekręcając literki w niektórych słowach. Uśmiechał się przy tym w taki sposób, że rzeczywiście wyglądał jak dziecko, a nie dorosły facet. Słysząc jej uwagę odnośnie romantyzmu, zaśmiał się tylko głośno, odchylając się przy tym lekko do tyłu. Zaraz wyprostował się z szerokim uśmiechem malującym sie na jego bladej twarzy i popatrzył na Banshee. Poklepał ją po głowie z entuzjazmem.
- Dopsze, dopsze! - zawołał. Jego mina jednak momentalnie zmieniła się, kiedy dziewczyna zadała pytanie. W teatralny sposób zaczął gładzić się po podbródku, jak niekiedy w filmach robią to brodaci myśliciele. Zrobił przy tym dość dziwaczną minę, odwrócił wzrok, zmarszczył brwi, zrobił dzióbek. A tuż przed tym jak zaczął mówić, przechylił się lekko w stronę Banshee, szczerząc się wesoło.
- Nawet częsfo! Było mi tu barso samotno i chciałem z kimś zamieszkać. Ale jak widzisz nie wyslo! - zawołał. Był już pijany, najwidoczniej dużo wcześniej od niej. A jak każdy wie "człowieka" pijanego, do alkoholu ciągnie jeszcze bardziej. Toteż nasz uroczy Isao znów nachylił się nad stołem, złapał za kieliszek i wlał w siebie całą jego zawartość. Zaraz też złapał butelkę wódki, w której nie zostało już prawie nic i ze smutną miną układającą się w odwróconą podkówkę, pokazał ją Ban.
- Mamy soś jescze? Bo siem kończy! - zapytał, patrząc prosto na nią, zamiast zajrzeć do torebki z zakupami. Z dość głośnawym stuknięciem odstawił butelkę na stolik i popatrzył na Banshee, ponownie szczerząc się szeroko. - A więc moje pytanie! Eeeeeeeeto... Pomyślmy! Ulubiona pora roku?

_________________
. . . .
♫ Isao ♫

P i o s e n k i . . z e s p o ł u
1. 2. 3.
Powrót do góry Go down
Banshee

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t99-banshee-sachiko-fumikana#161 http://vampireknight.forumpl.net/t106-banshee
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 578


PisanieTemat: Re: Apartament Isao    Pią Maj 03, 2013 6:03 pm

Właśnie zauważyła więc darowała sobie ten temat. Kiedyś mu po prostu powie wprost i wówczas zobaczy jak on zareaguje to będzie najlepsze wyjście. Poczeka upewni się i zaryzykuje. Teraz jedynie kiwnęła głową kiedy poddał się i odpuścił tak jak ona temat. Jego pijaństwo teraz było błogosławieństwem, bo jakby tak drążył temat to by mu powiedziała o i tyle z tego by wyszło. Oboje mieli by niemały problem, a sytuacja pewnie by stała się dziwnie namacalna i trudna do przełknięcia.
Leżąc głową na jego ramieniu poddała się temu miłemu gestowi jakim było głaskanie jej po głowie. W sumie musiała to przyznać, że było miło i przyjemnie i mogłaby zadowolić się jedynie takimi gestami z jego strony, jakby trzeba było przeżyłaby i na takiej relacji byle być obok blondasa. Kiedy trwała tak z zamkniętymi oczami niemiłosiernie kręciło jej się w głowie. Karuzela trwała w najlepsze. I właśnie ona upijała się tak, że długo było dobrze i nagle zwalało ją z nóg.
-Tak, tak. Zostawię to na jakiś czas, w pewien sposób sobie odpuszczę.
Wyszeptała, a jej myśli były coraz dalej od tego tematu, przeżywała teraz błogi stan upojenia, jej umysł tonął coraz bardziej, było jej błogo i miło i cieplutko.
-Moja matka związała się z jego ojcem, a ja tak jakoś wyszło, że nosze nazwisko matki. I dobrze mi z tym, zostałam wydziedziczona więc lepiej, że nikt mnie z nimi nieutożsamiana. Oczywiście z młodszym rodzeństwem i rodzicielką mam kontakt, widuje się i w sumie jesteśmy do siebie tak neutralnie nastawieni.
Paplała co jej ślina na język przyniosła, po pijaku to naprawdę mogła mówić bez końca tylko trzeba było temat jakiś zarzucić, a potok słów już leciał sam. I chyba właśnie dlatego rzadko piła aż takie ilości alkoholu.
-Mieszkam sama tu w tym wielkim szklanym budynku, mam tylko Ciebie iii
Zgubiła swój wątek, popatrzyła na niego nieco krzywo co było wina alkoholu i narastającej w niej zazdrości, którą chciała stłumić.
-A dowie się kiedyś?
O tak jeżeli Isao ma być szczęśliwy to ok niech sobie lubuje kogoś bardziej niż przyjaciela, z takiego właśnie dziewczyna przekonania wyszła i godziła się ze swoją porażką. Gdyby tylko wiedziała, że zamiast się dołować mogłaby się śmiać z tej całej sytuacji. Od razu poderwała się do kieliszka pełnego wódki, popita już nie była potrzebna, wypiła wszyściutko do samego dna.
-Aaaa tak, polecam, polecam. Naprawdę przyjemne to miasta są. Ładne i miłe dla oka.
Zaczęła go zachęcać do podróży, na wakacje na przykład dobre miejsce. Albo żeby uciec zaszyć się na jakiś czas, pomyśleć, uwolnić się od wszystkiego. Może nawet sama się gdzieś wybierze za jakiś czas, gdzieś do europy, ale nad tym pomyśli jak będzie trzeźwa o ile zapamięta pomysł. Przeanalizuje za i przeciw i ucieknie. Oczywiście najpierw zadba o szczęście Isao. Tak sobie w łebku wykombinowała, że sprawi, że będzie z kimś szczęśliwy z tą jej niewiadomą osóbką nad uczuciami do której się zastanawia i jak będzie pewna, że jest w dobrych łapkach czmychnie i wróci jak smutki miną. O jaka ona jest pomysłowa i jaka dumna się nagle zrobiła. Z powodów wiadomych tylko sobie napuszyła się jak paw.
-Ale jak to tak? Nikt nie ciał z takim Ciastkiem mieszkać czy jak? Na szczeszcie maaasz mie. Estem blisko i zafse moge siem zjawić u Cebie.
Spokojnie Banshee szybko nadrabiała i jak widać była w bardzo podobnym stanie do niego, zresztą kogo to interesuje, ani jedno ani drugie nie wyglądało najlepiej. W międzyczasie udało się jakimś cudem pochwycić jeszcze jeden kieliszek i wypić go, dopiero po tym kobieta zauważyła jak Isa macha butelką i smuta niemiłosiernie. Rozbroiła ją ta jego mina, był czasem jak taki uroczy dzieciaczek którego się chciało mocno do piersi przytulić i właśnie zaświtała jej lampka nad głową. Chwyciła Isao za głowę i przyciągnęła go do swojego biustu, chcąc nie chcąc blondyn zanurkował nosem w jej dekolcie, a ona cała zadowolona bawiła się jego jasnymi kłaczkami na czubku głowy.
-Coooś est.
Olała całkiem siatkę i zapas jakiś trunków. Zastanawiała się nad odpowiedzią na pytanie, które zdążył zadać tuż przed bliskim spotkaniem z jej biustem.
-Jesień, jest mało słońca i można sacerować.
Odpowiedź była zgodna z prawdą, chmury często jesienią szczelnie spowijały niebo, słońca było mało więc i wampiry mogły sobie latać po mieście kiedy chciały.
-Lubisz koty?
Chciała sobie kupić takiego stworka małego, włochatego i miauczącego i tak jakoś mimowolnie zaczęła się zastanawiać co by było jakby jej przyjaciel ich nie lubił.
Powrót do góry Go down
Isao
Nauczyciel
Nauczyciel
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t321-isao-takei#363
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 660


PisanieTemat: Re: Apartament Isao    Pią Maj 03, 2013 10:53 pm

To była dobra decyzja. Bo po co dalej ciągnąc temat i starać się skoro wyraźnie było widać, że do tego wampira nic nie docierało? Może gdyby nie pił i był teraz bardziej trzeźwy, coś by dotarło do tego jego blondwłosego łba. Tymczasem Banshee mogła się cieszyć jedynie z tego, że przez upojenie alkoholowe Isek zaczynał gubić się w całej tej sytuacji i nie naciskał, nie ciągnął tematu dalej. Ban miałaby problem gdyby koniecznie chciał wyciągnąć od niej informacje. Albo musiałaby szybko go jakoś zbyć, albo powiedzieć mu prawdę. Co w obecnej chwili chyba nie było zbyt dobrym pomysłem. Wszak nie dość, że Isa zaczynał się robić pijany, to jeszcze nie wiedział do końca sam co czuje. Tu potrzeba było czasu.
Tymczasem Takeiowi nawet pasował taki stan rzeczy. Nie miał nic przeciwko temu, że Banshee przytulała się do niego. Wręcz przeciwnie. Czuł się wtedy całkiem przyjemnie. Pojawiały się w nim także czułe odruchy, dzięki którym jego ręka wylądowała na głowie wampirzycy i zaczęła powoli się po niej przesuwać. Głaskał ją delikatnie, czule i nie do końca świadom po co to robi. Tak wyszło i już. Miłych gestów nigdy za wiele. Zwłaszcza, że oboje byli samotni i oboje lubili osoby, które, jak sądzili, nie lubiły ich. Jakże ten los potrafi być złośliwy.
- Czyli Twoja sytuacja rodzinna nie należy do łatwych. - skomentował, powoli i częściowo nieświadomie przesuwając dłonią po jej głowie i bawiąc się trochę jej włosami. Była to także w jakiejś części wina alkoholu. Kto wie czy normalnie pozwoliłby sobie na coś takiego. Niby niewinny gest, jednak w normalnej sytuacji chyba by nie głaskał jej w ten sposób. - Mimo wszystko to dość smutne. Rodzina jest ważna a problemy w niej jakoś się na nas odbijają, choć czasem na pierwszy rzut oka tego nie widać. - rzucił niczym mędrzec, choć były to chyba jego ostatnie sensowne słowa. Potem po prostu zaczął działać alkohol. Ah te pijaczki. - Masz, możesz nam nie liczyć i przychodzić kiedy chcesz. - dopowiedział, szczerząc się wesoło.
Wesołość jednak chwilowo minęła. Przyszła bowiem pora na nieco trudniejsze tematy. Isao musiał trochę pomyśleć nad odpowiedzią a fakt, że Banshee nieustannie drążyła temat wcale mu nie odpowiadał. Przecież ona nie miała pojęcia, że dziewczyna, o której mówił, to była ona sama. Czuł się nieco nieswojo, czuł się tak jakby zaraz miała się domyślić, zacząć go wypytywać, a dowiedziawszy się prawy - odwrócić się na pięcie i odejść.
- Jak mówiłem potrzebuje czasu. Jeśli uznam, że to rzeczywiście to co myślę to jej o tym powiem, mimo że raczej to będzie nieodwzajemnione. - uśmiechnął się blado i wypił kolejny kieliszek wódki, jeszcze bardziej powiększając swoje upojenie alkoholowe. Jeśli tak dalej pójdzie to nie tylko będzie mówił niewyraźnie, wyczyniał głupoty, chodził krzywo, ale również nie będzie niczego pamiętał.
- Może kiedyś. W końcu marzy mi się trasa po europie i w ogóle caaaaałym świecie! - zawołał wesoło, kiwając się nieco na boki. Nie miał nic przeciwko podróżom. Nie pociągały go tak jak pociągały Banshee, jednak w wielu miejscach jeszcze nie był i chętnie by to nadrobił. Nie chciał jednak podróżować sam. Nie lubił samotności. Podróże samemu wydawały mu się nudne i nieciekawe. Zazwyczaj też wszystko co zobaczył wtedy, bardzo szybko wypadało mu z głowy. Jeżeli kiedykolwiek miałby jechać do wspomnianych miejsc, zabrałby ze sobą Banshee lub kogoś innego. Albo kilka osób na raz bo czemu nie? Gdyby on tylko wiedział o planach Ban. Nie często posuwał się do przemocy. Szczególnie unikał tego w przypadku kobiet, jednak gdyby tylko wyczytał z jej myśli wszystko to co planowała, palnąłby ją w głowę aż owe pomysły wyleciałyby z jej umysłu. Choć wtedy także dowiedziałby się o uczuciu jakim go darzyła i prawdopodobnie wszystko by się ułożyło całkiem inaczej. Ale gdybać to sobie każdy może...
- Nje, nje! - krzyknął z przekonaniem, energicznie kręcąc głową przecząco. - Pomyślłem o tym ale.... ale jakoś nie zaprałem sie za to na powasznie. Po prostu jakos tak wszło i nie szukałem nikogo. - wybełkotał w odpowiedzi na jej pytanie. No tak, wiele razy Isao zastanawiał się nad znalezieniem sobie współlokatora. Niosło to za sobą wiele korzyści. Nie byłby samotny, nie musiałby płacić za wszystko sam, nie musiałby sam sprzątać. Jakoś jednak nigdy się za to nie zabrał i nigdy nie miał żadnego współlokatora. Może to i lepiej? Gdyby związał się z jakąs kobietą, która chciałaby zamieszkać razem z nim, pozbycie sie takiego delikwenta byłoby nie tylko trudne, ale również niegrzeczne. Był to chyba jeden z niewielu plusików tego, że Takei jednak żadnego towarzysza do mieszkania sobie nie znalazł. Choć w obecnej chwili plus ten miał małe znaczenie.
Tymczasem zabawa rozkręcała się a ta dwójka była coraz bardziej pijana. Całe szczęście (albo i nie) wódka powoli zaczynała się kończyć. Źle to mogłoby się potoczyć gdyby było jej więcej. Choć być może w ich torbie z zakupami jeszcze było trochę alkoholu. Isao nie wiedział a i jakoś nie ciągnęło go do grzebania w owej torebce. Pomachał więc butelką przed oczami dziewczyny, chcąc dowiedzieć się czy mają coś jeszcze. Tymczasem wszystko potoczyło się zupełnie inaczej. Nagle został złapany i przyciśnięty do czegoś miękkiego. Znieruchomiał, przez chwilę nie wiedząc co się dzieje i rozmyślając nad tym usilnie. Kiedy zaś zorientował się, jego zawstydzenie było ogromne. Serce zaczęło mu walić niczym szalone, a twarz niemal płonęła ze zmieszania. Zrobił się cały czerwony, co z jego podpitymi, świecącymi oczami tworzyło dość ciekawy duet.
- N-n-n-n-n--n-n-n-n-n-nje róp t-tak! - wydukał, odsuwając się nieco. Butelkę odłożył na stolik i wypił tę resztkę wódki, jaka została w jego kieliszku. Łapał głośno oddech, próbując się uspokoić. I dopiero gdy mu się to udało, zadał pytanie. Odpowiedź była nieco sprzeczna z tym co sam sądził, więc dodał też od siebie - Rosumiem. Ja jednak mimo wsssystko lubiem latooo i wiosnęęę. Ftedy jest jakoś... pszjemniej, mimo, że z wyychhodzeniem cięszko. - wydukał niewyraźnie, szczerząc się wesoło i gibając we wszystkie strony. Dzięki alkoholowi humor dopisywał mu jeszcze bardziej.
- Sssą mi obojęte. - odpowiedział na to pytanie bez żadnego namysłu. - Chośiasz chybia wolem psy.
Spojrzał w górę z nieco zamyśloną miną, aż w końcu westchnął cicho i znów popatrzył na wampirzycę. Teraz bowiem była jego kolej na pytanie. Jego było prościutkie, tak samo jak te zadane przez nią przed paroma chwilami.
- Ulupiony kollor?
Czy odzyskał odpowiedź czy nie, w końcu, nagle zerwał się na równe nogi. Stojąc w miejscu, wydawało mu się, że utrzymuje pion i równowagę. Jednak gibał się we wszystkie strony, jakby zaraz miał opaśc z sił i wywrócić się. Spojrzał na Banshee z góry i wyszczerzył się szeroko.
- Idem zapaliś. Dziesz?

_________________
. . . .
♫ Isao ♫

P i o s e n k i . . z e s p o ł u
1. 2. 3.
Powrót do góry Go down
Banshee

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t99-banshee-sachiko-fumikana#161 http://vampireknight.forumpl.net/t106-banshee
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 578


PisanieTemat: Re: Apartament Isao    Pią Maj 03, 2013 11:40 pm

Jakby drążył temat to by mu powiedziała i musiałaby się z tego gęsto tłumaczyć i stawić czoło sama nie wiedziała czemu. Więc cieszyła się ze zbawiennych skutków alkoholu i wesołego pijaństwa jakie tu z Iskiem miała. Już nawet zapomniała o swoich zmartwieniach, nie myślała o tym za wiele, w sumie to już nawet w stanie niebyła. I nie ma się co temu dziwić, główkę miała słabą, nie umiała się teraz nawet jednego konkretnego tematu złapać. Ogarniała jedynie tematy około rodzinne.
-Moja sytuacja rodzinna w ogóle nie istnieje.
Palnęła jak potłuczona, ale tak właśnie uważała i mimo iż mądrości Isao pewnie miały w sobie wiele racji to jakoś nie w jej przypadku, tak sądziła przynajmniej. W końcu to ona stwierdziła, że w wieku niespełna piętnastu lat czmychnie sobie gdzieś w podróż życia bez powiadomienia o tym kogokolwiek. Wypisała się z rodzinki na własne życzenie tak to wszyscy odebrali i chyba w jakiś sposób się to zgadzało.
-Pieprzysz farmazony! Ja dopiero będę miała rodzinę... znaczy kiedyś, może, chciałabym w sumie, o.
Tej pani to już lepiej nie słuchać, w ogóle najlepszym wyjściem byłoby odprowadzić ją do łóżeczka, a przynajmniej zabrać kieliszek z wódką, ale nie ma tu nikogo trzeźwego kto by o to zadbał więc, kulturalnie piła dalej.
-Oj żebyś nie żałował tych słów.
Pokiwała na niego palcem jakby mu groziła, śmiała się przy tym oczywiście, bo wszystko kręciło się wokół żartów i ich dobrych humorów.
Pewnie, że była totalnie nieświadoma i chybaby dużo czasu potrzebowała aby uwierzyć, że jednak chodzi o nią. Mimo to od domyśleń była bardzo daleko, była ostatnią osobą na liście potencjalnych kandydatek o których mógł wspominać Is według niej, albo i nawet w ogóle jej tam nie było.
-Tak, tak.
Poklepała go po ramieniu czule, choć nieco niezdarnie.
-Przepraszaam Isao, ale tylko jakaś głupia i ślepa baba nie chciałaby Ciebie taki uroczy esteś.
Może i lepiej czasem niektórych rzeczy nie pamiętać.
-Ja ją przekonam jakby co.
Na przykład głupiego gadania Banshee i jej pomysłów z kosmosu, jeszcze trochę i palnie coś naprawdę głupiego, póki co jeszcze da się przeżyć ją, jej zachowanie i teksty.
-I tak będzie! Będzie ja to wiem, cały świat będzie Twój!
Wykrzyknęła wesoło i chwyciła kieliszek szykując się do toastu, oczywiście o swoim zamiarze zapomniała i próbowała upić z pustego kieliszka wódkę. Jak jej poszło? Dość kiepsko, przez chwile nie mogła dojść czemu nie czuje smaku alkoholu mimo iż kieliszek przechyla w swoją stronę. Samotne podróże wskazane są tylko jak się chce przed czymś uciec, albo z czymś pogodzić tak to lepiej jest zabrać kogoś bliskiego, albo najlepiej całą gromadę przyjaciół. Jasnowłosa po pijaku planowała inaczej bo jakoś musiała zaleczyć swoje jak mniemała już niedługo złamane serducho. Prosta sprawa przecież. W swojej głowie wpychała Isao w łapska innej kobiety, co niesamowicie bolało, ale cholera kobiety już takie są jak nie cierpią to wariują. To dziwne, ale tak to jakoś funkcjonuje. Chociaż mógłby ją walnąć w łeb, raz ale tak porządnie na dobre by jej to wyszło. Ale dobra niech sobie jeszcze pobłądzą w tym śmiesznym kółeczku.
-Jak nie szukałeś?! Chciałeś znaleźć, ale nie szukałes?! Dziwne to, tak się ne da. Ogłoszenie musisz wywiesić.
Posiadanie lokatora miało swoje plusy i minusy, minusem mogłoby być to, że współlokator nie lubił by Ban i nie mogłaby z Isao pić i strugać durnia jak to teraz robiła. Albo sam robiłby wielkie imprezy i byłoby to męczące, a tak to wolność i swoboda, a i cisza jak trzeba.
Odsunął się od niej, cały czerwony Ban ciężko było już określić czy był czerwony od picia czy zawstydzenia, dwoił i troił się jej w oczach. Marszczyła czoło i przyglądała mu się uważnie.
-Booo so?
Zmrużyła oczy nie wiedząc o co to całe zamieszanie. Wzruszyła ramionami i odpowiedziała na jego pytanie spokojnie jakby nigdy nic się nie stało. Nie skojarzyła faktu, że nurkowanie nosem w jej biuście może być dla pijanego Isao czymś zawstydzającym.
-So Ty mówisz!? Wiosna ładna, ale tylko za oknem, a o lecie to już nawet ne wspomne.
Pokręciła przecząco głową, ładne były to pory roku, ale takie dla wampirów niepraktyczne.
-Bo ja ce sobie kota sprawić to się tak pytam bo... bo sama nie wiem co.
O proszę cała mądrość Banshee ogarnięta w jednym zdaniu. O pytanie o kolor było dopiero wyzwaniem dla upitego umysłu Banshee. Wolała nie palnąć, że lubi szary ze względu na jego oczy, które od zawsze jej się podobają bo jeszcze wyjdzie, że jest coś na rzeczy, w końcu to już bardziej konkretna informacja. Jednak ratuje ją jeszcze drugi ukochany kolor.
-Fioletofy, a Twój?
Spoglądała teraz na niego z dołu i w sumie poszłaby zapalić, ale bała się, że jak wstanie to runie w jakimś bliżej nieokreślonym kierunku, bo póki siedzi to jest spoko, ale obcasy to już inna bajka. W końcu się namyśliła.
-To idziemy!
Podniosła się i przez chwile utrzymywała równowagę, ale tylko przez chwilę, pierwszy jej krok spowodował, że przechyliła się w stronę blondyna i aż oparła się dłońmi o jego tors.
-Aj, przepraszam, chwieję siem.
Cofnęła nogę szukając pozycji w której znajdzie równowagę. Trudna sztuka stania prosto.
Powrót do góry Go down
Isao
Nauczyciel
Nauczyciel
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t321-isao-takei#363
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 660


PisanieTemat: Re: Apartament Isao    Sob Maj 04, 2013 9:11 pm

Poczuł jakieś ukłucie smutku, kiedy powiedziała mu, że jej sytuacja rodzinna nie istnieje. Wiedział jak to jest w rodzinie. Są wzloty, ale i upadki składające się na kłótnie, sprzeczki, nieporozumienia. Jednak rodzina była bardzo ważna, jak nie najważniejsza. Były to najbliższe osoby, na które niemal zawsze można było liczyć, które znały Cię od podszewki. Był ojciec, który przyczynił się do tego, że jest się na świecie tu i teraz oraz matka, która z miłością nosiła Cię pod sercem te dziewięć długich miesięcy. Brak kontaktów z rodziną, a właściwie wydziedziczenie z niej wydawało się Iskowi bardzo smutne. Szczerze współczuł więc Banshee, mimo, że ona sama zdawała się tym nie przejmować. I było to przez chwilę widoczne w jego spojrzeniu.
- Na pewno Ci się uda. Wierzę w to, że będziesz szczęśliwa. A więc skoro tego pragniesz, na pewno będziesz mieć szczęśliwą rodzinę. - uśmiechnął się w końcu pokrzepiająco. Spojrzał w górę w lekkim zamyśleniu. Rodzina... Mieli po prawie trzydzieści lat. Wiek dla wampirów był to młody, ale u ludzi niemal średni. On także chciał założyć rodzinę. Wielokrotnie o tym myślał kiedy był z Mad. Chciał się jej oświadczyć, wziąć z nią ślub, mieć grupkę dzieci i dom gdzieś na uboczu. Przez chwilę nawet był pewien, że to pragnienie się spełni. A tu los spłatał mu figla. Spojrzał na Ban i uśmiechnął się lekko. - Ja też bym chciał. Wiesz... Swego czasu byłem bliski oświadczenia się Madeline. Myślałem, że to z nią założę rodzinę, chociaż nie pomyślałem o tym, że przecież ona jest człowiekiem a ja wampirem, więc to nie możliwe. A teraz nasze drogi się rozeszły.
I to by chyba było na tyle jeśli chodzi o powagę w ich spotkaniu i poważne tematy. W końcu jak można być poważnym kiedy wypiło się takie ilości alkoholu? Dodatkowo mając słabą głowę... Oj, biedna ta dwójka na pewno zaraz zacznie szaleć. Isao miał tendencje do wyczyniania różnych głupot po pijaku. Ślinił ściany, obściskiwał się z drzwiami, lądował w łóżkach gejów... Miało się te przygody! A jak to było z Ban? Cóż, Isek nie miał zielonego pojęcia o tym jak dziewczyna zachowuje się po procentach. I oby była spokojniejsza od tego zwariowanego blondyna, bo różnie się to może skończyć.
- Aj, aj, przesadzasz. - mruknął, już cały zaczerwieniony z zawstydzenia i swój nieco zamglony już wzrok, skierował gdzieś w bok. Mierzwił swoje jasne włosy, nie mając dla nich litości. Biedne te jego kłaczki, doprawdy. Ostatecznie jednak zaśmiał się wesoło i zawtórował jej, również pijąc z kieliszka w tym momencie co ona. Normalnie nie rwał się do podróży. Tylko teraz okazał aż nienormalną u siebie chęć zobaczenia wymienionych przez wampirzycę miejsc, o czym być może wcale nie będzie pamiętał następnego dnia, gdy już wytrzeźwieje. Nawet teraz temat ten bardzo szybko wypadł mu z głowy. Sięgając po kieliszek nucił sobie w głowie jedną ze swoich starych piosenek, którą śpiewał lata temu jako wokalista LM.C.
- Nie szukałeem boooo... - zawiesił się, nie do końca pamiętając co chciał powiedzieć. - Bo to bił tylko pomys. Sastanawiałem siem nad tym, aleee .... aleeeee jetnak njeee. - pokręcił głową, z niby to poważną miną, która wyglądała bardziej komicznie niż poważnie. Na czole zrobiła mu się pojedyncza mina, usta przypominały kaczy dziób. Już zaczynał powoli głupieć. Moi państwo, pijacką imprezę czas zacząć! A jakież piękne to było rozpoczęcie. Już na początku nasz Takei wylądował twarzą w piersiach pięknej kobiety. Szkoda tylko, że była z niego taka ciapa, że zamiast się cieszyć, on się tylko zawstydził i odskoczył od niej jak oparzony. Co z niego za facet... Zaczął gorączkowo machać wyprostowaną łapą, wskazującym palcem wskazując w jej stronę.
- Booo.... bo..... NJE FOLNO! - wykrzyknął cały czerwony na twarzy.
Trochę zajęło mu ochłonięcie. Pomógł mu w tym alkohol, który mącił w jego umyśle i sprawiał, że gdy tylko podsunęło mu się nowy temat, zapominał o poprzednim, czepiając się go całkowicie. I tym razem skupił się więc na ich grze w pytania.
- Niiipy taaaaak ale jakoś tak zmutno jest w jesień i siime. - skomentował, z miną mędrca kiwając głową, jakby przyznawał rację swoim własnym słowom. Temat kota już nie skomentował. Nic nie miał do tych stworzeń, choć wolał psy. Zawsze jego sympatię bardziej wzbudzały te wierne, czworonożne stworzenia, które witały właściciela szczęśliwym pyszczkiem i merdaniem ogona. Poza tym wydawały mu się dużo mądrzejsze. O ile nie trafiło się na jakiegoś psa idiotę bo i takie się zdarzały. ~
- Hm.... Chba.... Chba....Szarny i.... Szerwony. Oba.
To było jej pytanie? Cóż, nie pytała o nic więcej, więc uznał, że tak. Chwilę jednak musiał się nad tym zastanowić. Tak czy owak, najpierw poczuł silną chęć zapalenia papierosa. A jako, że nie miał zwyczaju myśleć tylko o sobie, zaproponował to także Banshee. Mimo upojenia alkoholowego, pamiętał, że przecież dziewczyna paliła z nim na dachu budynku, gdy spotkali się "po raz pierwszy". Spodziewał się więc zgody, lecz ta była dużo bardziej entuzjastyczna niż sądził. Zaśmiał się głośno, przez co w ostatniej chwili zauważył jak dziewczyna leci na niego, tracąc równowagę. Omal nie wywrócił się razem z nią. Zachwiał się niebezpiecznie i z trudem utrzymał równowagę przytrzymując ją. Z ulgą wypuścił powietrze z ust i popatrzył na nią, obejmując ją lekko.
- Uwaszaaaaj! Głuptas! - zaśmiał się i przytulił ją nieco mocniej, przyciskając delikatnie do siebie. Przymknął oczy i schylił się nieco, policzek przykładając do czubka jej głowy. Trwało to jednak bardzo krótką chwilę, bo zaraz wyprostował się i momentalnie złapał ją tak, że już po chwili wampirzyca była przez niego trzymana na rękach. - No to iciemy! - zawołał wesoło i okrążył stół. Chwiejnie kierował się w stronę balkonu. Parę razy omal się nie przewrócili, ale udało mu się złapać równowagę. Tak oto doszli na balkon. Blondyn wyjął z kieszeni paczkę fajek i podał jej. Gdy już wzięła, wyjął jedną także dla siebie, po czym użyczył jej zapalniczki. Jeśli miała problem, pomógł odpalić i jej, po czym dopiero wtedy zapalił swojego papierosa. Dookoła uniósł się dym i zapach wiśniowych fajek. Popatrzył na nią i uśmiechnął się wesoło.
- Kramy dalej czy si sie znuciło? - zapytał, nieco niewyraźnie.

_________________
. . . .
♫ Isao ♫

P i o s e n k i . . z e s p o ł u
1. 2. 3.
Powrót do góry Go down
Banshee

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t99-banshee-sachiko-fumikana#161 http://vampireknight.forumpl.net/t106-banshee
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 578


PisanieTemat: Re: Apartament Isao    Sob Maj 04, 2013 10:16 pm

Sytuacja w jej rodzinie wyglądała całkiem inaczej. Ojciec, prawdziwy ojciec jasnowłosej najprawdopodobniej nie żył, nigdy go nie poznała. Z ust matki nie słyszała o nim nigdy, ojczym chciał ją za młodu pożreć, w sumie pewnie jakby miał okazję i teraz by ją zjadł. W końcu Kanibal. Matula nie zajmowała się nią jakoś specjalnie, dużo młoda wampirzyca przeżyła sama i tak się nauczyła żyć. Samotnie bez rodziny. Pewnie jakby pozostała w domu pod ich wpływem, rozszarpywałaby teraz kogoś w jakimś ciemnym zaułku, albo maltretowała jednego z lokatorów ciemnych i zimnych lochów zamczyska za miastem. Nie wiedziała co to znaczy jest mieć rodzinę taką jaką ma Isao i wielu, wielu innych. Więc jej tego nie brakuje, nie znając czegoś nie można za tym tęsknić. I tu był problem czy podołałaby tworząc swoją. Pewnie dlatego jakoś nie bardzo się śpieszyła, choć sądziła, że musi być to całkiem fajne uczucie.
-Jestem i tak szczęśliwa, ale myślę, że rodzinka kiedyś byłaby takim dopełnieniem wszystkiego, choć różnie z tym jest.
Ciężko było się jakoś odnieść z tym wiekiem trzydzieści lat to całkiem sporo zwłaszcza jeżeli się dopiero przeżywało pierwszą trzydziestkę w życiu, po paru wiekach można powiedzieć dopiero, że to nic.
-Założysz rodzinę prędzej czy później będziesz szczęśliwym mężem i dumnym tatuśkiem, pojawi się na Twojej drodze jakaś odpowiednia kobieta i wszystko się ułoży. Może tym razem wampirzyca, co będzie znacznym ułatwieniem.
Powiedziała z pełnym przekonaniem, chciała aby był szczęśliwy, jak nie z nią to z jakąś inną, jeszcze lepszą kobietą.
Z pijaną Banshee było naprawdę różnie, czasem była aż nazbyt poważna, siedzi wówczas i kiwa się na boki pogrążając się w swoich dziwnych myślach, albo odpływała totalnie czyli szybko zaliczała kulturalnego zgona i zasypiała na kanapie, albo i tu już było gorzej wariowała, robiła tak totalne głupoty, że lepiej będzie jak oboje nie będą pamiętać tej imprezy. Póki co zapowiadało się na ten ostatni wariant. Humor jej dopisywał, o wielu tematach zapomniała i bawiła się dobrze.
-Noo bo eszcze to ja się do Ciebie wprowadzę i przyłaszcze sobe kanape.
Rozpoczęcie bez kontynuacji, istniała możliwość, że pijana Banshee jeszcze nie raz wprawi tej nocy Isao w duże zakłopotanie, nieczyste zagrywki tego typy w pijanej wersji wampirzycy były jej specjalnością. Zwłaszcza jeżeli chciała coś czego nie mogła mieć. Słuchając go przewróciła oczami i machnęła na niego ręką jakby odganiała muchę.
-Gupoty gadas! Zamiast siem tulać to wymyslasz eszcze.
Pokręciła głową niezadowolona, nie sądziła, że Isa to taka capia co się czerwieni zamiast się cieszyć, ale miał to swój urok, niewątpliwie było to słodkie.
-Jak siem ma kogoś ze sobą smesznego to est wesoło. O sobacz, jest na dworze beee, ale masz mnie i jest fajnie.
Powiedziała z przekonaniem i miną pani profesor. Na moment przybrała bardzo poważne oblicze.
Czy było to jej pytanie? A cholera wie, całkiem jej z głowy wyleciało, że była to jej kolej, pewnie chciała o coś zapytać, ale zapomniała, zgubiła wątek jak to bywało z osobami nie trzeźwymi.
-Szary adny!
Potwierdziła jego bardzo dobry wybór. Była energiczna więc i zareagowała z wielkim entuzjazmem, zdarzało jej się palić, a do alkoholu to koniecznie, więc zgodziła się od razu z wielką ochotą. Podtrzymana prze Isao nawet jakoś nie pojęła, że trzymał ją w ramionach, umknęło to jej bo niestety koncentrowała się na złapaniu równowagi.
-Tyy uwaszaj.
Skarciła go nie wiadomo za co, ale po chwili znów wylądowała w jego uścisku więc tylko uśmiechnęła się wesoło i starała się nie nadepnąć mu na nogę, bo lekko nią chybotało i robiła śmieszne małe kroczki w miejscu. Przez chwile nie wiedziała co się dzieje, trzymała się kurczowo blondyna, przeszło jej przez myśl, że mogłaby przy nim sobie usnąć, ale wtem znalazła się na balkonie, a chłodne powietrze które muskało jej poliki sprowadziły ją na ziemię. Poczęstowała się więc papierosem i skorzystała z jego pomocy, w innym razie podpaliłaby siebie a nie fajkę. Podpierała się niezdarnie o barierkę choć jej wydawało się, że stała prosto i normalnie jak trzeźwy wampir, twarz jej zdobił szeroki uśmiech, a zielone oczy wpatrzone były w jasnowłosego.
-Nie fiem. Co ubisz eść? A nje to fiem, budyn.
Wywnioskowała to po tym jak uparcie kopał dziurę w pustym już pojemniczku i wylizywał bardzo dokładnie łyżeczkę.
-Ałabym miec dziecko, fiesz?
Patrzyła na niego zamglonym spojrzeniem popalając sobie wiśniowego papierosa.
Powrót do góry Go down
Isao
Nauczyciel
Nauczyciel
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t321-isao-takei#363
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 660


PisanieTemat: Re: Apartament Isao    Sob Maj 04, 2013 10:55 pm

Isao zaś nie wyobrażał sobie jak to jest gdy nie ma się kontaktu z rodziną, gdy nie zna się własnego ojca i zostaje się właściwie wydziedziczonym. Zawsze miał bardzo dobry kontakt ze swoją matką. Była ona jego autorytetem, jedną z najważniejszych kobiet w jego życiu. Do tej pory miło wspominał chwile z nią spędzone. Te momenty, gdy Yuri siadała przy fortepianie i grała swoje piękne melodie, a on siadał obok niej i słuchał z zafascynowaniem. To właśnie ona zaszczepiła w nim miłość do muzyki. Kochał swoją mamę i nie wstydził się tego. Z ojcem natomiast miał średni kontakt. Andrew był surowy i wytaczał wokoło siebie aurę, która powodowała, że czuło się do niego szacunek, ale dystans jednocześnie. Dotyczyło to zarówno Isao, jak i większości zadających się z nim osób. Tylko dla swojej żony był zupełnie inny, co było zrozumiałe.
- Mhm, rozumiem - mruknął w lekkim zamyśleniu. Nie był pewien czy mówiła prawdę. Dla niego wszak życie bez rodziny było wręcz nie do wyobrażenia. Bardzo cenił swoją rodzinę, zwłaszcza rodziców, ale marzył także o założeniu własnej. Chciał mieć żonę, dzieci i spokojny kąt. I córeczkę, koniecznie chciał córkę. Sam nie wiedział dlaczego. Powiedział więc o tym Banshee, odkrywając kawałek swoich wewnętrznych pragnień. Uśmiechnął się do niej gdy mu odpowiedziała. - Mam nadzieję, że będę dobrym mężem i ojcem. Zresztą. Jestem pewien, że Ty także będziesz wspaniałą żoną i matką.
Trochę dziwnie czuł się gdy rozmawiali na taki temat. Z przyjemnością więc podłapywał kolejne tematy i wlewał w siebie kolejne kieliszki wódki. Rozluźniało to jego oraz atmosferę. Dzięki temu to spotkanie było przyjemniejsze. Wszak każdy pijany człowiek czy wampir miał wrażenie, że jest szczęśliwy, pozbawiony trosk, bóli i zmartwień. Bardziej liczyły się te przyjemne strony życia. Poważne tematy więc odchodziły na bok, wypychane przez wygłupy i szaleństwa. A te zapowiadały się całkiem ciekawie, skoro oboje byli wcięci. Oby tylko nie zrobili czegoś, czego mieliby żałować ~
- Droga folna! Mam folnom szypialnie! - zawołał wesoło i zaśmiał się zaraz.
Nie przemyślał sprawy. Gdyby ta wampirzyca zamieszkała z nim, istniało spore ryzyko, że takie popijawy stałyby się dość częstym zajęciem tej dwójki. A więc ryzyko ponownego lądowania twarzą w dekolcie dziewczyny znacznie wzrastało. I nie tylko! Wszak nie sposób było wyliczyć głupot, jakie ta dwójka mogła zrobić pod wpływem alkoholu. Było ich wiele, zaczynając od tych niewiele znaczących, do tych, które mogły skończyć się na prawdę źle. Chociaż to było jedynie gdybanie. W rzeczywistości Takei na prawdę nie miałby nic przeciwko temu aby Banshee się do niego wprowadziła. Tylko po co, skoro mieszkała zaledwie kilka pięter wyżej i zawsze mogła do niego przyjść a on do niej? Nie miał już powodów do czucia się samotnym. ~
- N-n-n-nje folno! Estem ucz...uczsi... uszsiwym fasetem i nie bendem pijannej pannie w syski zaglądał! - rzucił z poważną miną i szczerą zawziętością wymalowaną na twarzy. Wyglądało na to, że Ban nie miała się co martwić. Nawet gdyby rozebrała się przed nim po pijaku, Isek zapewne tylko zrobiłby się czerwony jak burak, zasłonił oczy po czym zasypał ją (dosłownie) stertą ubrań wywleczonych z szafek, oby tylko się ubrała. Taki tam .... cnotek niewydymek. (:D)
Na jej dalsze słowa pokiwał głową, tuż po krótkim zamyśleniu. Rzeczywiście pogoda na dworze była dość nieciekawa a oni bawili się bardzo dobrze. Jednak nie zmieniało to faktu, że i tak znacznie bardziej lubił wiosnę i lato, od jesieni i zimy. Nie było możliwości by zmienił zdanie tak nagle, z chwili na chwilę i tylko dlatego, że ona tak twierdziła. Ale przechodząc dalej... Dla odmiany, zaraz po pytaniu o kolor, Isa energicznie pokręcił przecząco głową. Z poważną miną mędrca wystawił wskazujący palec, jakby chciał zaraz wygłosić jakąś teorię lub pouczyć ją. Ostatecznie ten palec wylądował na nosie dziewczyny. Przycisnął go lekko.
- Szar... Szarny! Nie Szaaaary! - poprawił ją. Jego ulubionym kolorem był wszak czarny i czerwony, co było zresztą dość widoczne. Jego codzienny ubiór bowiem najczęściej składał się z czerni, bieli i czerwieni. Także w tej chwili miał na sobie dużo czarnych ubrań.
- Niby naa so? - mruknął, kiedy już ją złapał. Cóż, to co zrobił dalej było kolejnym odruchem, czymś co robił właściwie nie wiedząc czemu. Po prostu, gdy już trzymał ją w ramionach, zapragnął przytulić ją mocniej, dotknąć policzkiem jej głowy i przez chwilę wdychać jej zapach, który teraz wydawał mu się niezwykle ładny i kuszący. Teraz też nie miał żadnych hamulców, które powstrzymałyby go przed tym. Zresztą... nie robił nic złego a i sama Banshee zdawała się nie mieć nic przeciwko. Tak jej się to spodobalo, że nawet nie zauważyła kiedy ją podniósł i niczym księżniczkę wyniósł na balkon. Odpalili papierosy.
- Wisisz. Masz rasje! - przyznał, śmiejąc się. Przytknął papierosa do ust i zaciągnął się, przymykając oczy. Kiedy wypuszczał z ust dym, odwrócił się w stronę barierki aby ten nie poleciał czasem na twarz Banshee. Spojrzał też na rozpościerający się przed nimi widok. Miasto nocą zawsze wydawało mu się piękne. Świecące z dala bilbordy, światła z okien, światła samochodów. Wszystko to wraz z czernią nocy tworzyło iście przepiękny obraz. Zapatrzył się na to i ocknął się dopiero po słowach Ban. Spojrzał na nią zdziwiony tym nagłym wyznaniem. Zaraz jednak jego mina zmieniła się. Odwrócił wzrok i popatrzył w dal przez przymknięte oczy. Jego usta wygięły się w lekkim uśmiechu a twarz przybrała łagodny, spokojny wyraz.
- Ja też. Sóreczkę. - przyznał, zaciągając się i zaraz wypuszczając dym z ust. Jeszcze chwilę stał zwrócony w tamtym kierunku. Zaraz też zwrócił się do wampirzycy i uśmiechnął nieco szerzej. Przechylił lekko głowę w bok. Jasne włosy znów zadyndały wesoło. - A fięc moje pytanie. Folałabyś sórke czy syna?

_________________
. . . .
♫ Isao ♫

P i o s e n k i . . z e s p o ł u
1. 2. 3.
Powrót do góry Go down
Banshee

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t99-banshee-sachiko-fumikana#161 http://vampireknight.forumpl.net/t106-banshee
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 578


PisanieTemat: Re: Apartament Isao    Sob Maj 04, 2013 11:36 pm

No właśnie, żyli na dwa różne sposoby, skrajnie różne, ale pragnienie mieli takie samo. Rodzina.
Szybko jednak temat został porzucony oboje nie byli już chyba wstanie o tym rozmawiać, było to zbyt poważne jak na ich stan. Banshee trzymała się jednak prostej zasady, lepiej żałować, że się coś zrobiło niż, że się tego nie zrobiło. Więc z góry jasnowłosa zakładała, że co cokolwiek ma się stać to przyjmie to z szeroko otwartymi ramionami i żałować nie zamierza. Oczywiście zawsze łatwo jest tak mówić, gorzej zrobić, ale jak dotąd kobiecie jakoś się udawało.
-O fidzisz, czekała na mne ten cay cas.
Jego śmiech udzielił się i jej, wesoła atmosfera sprawiała, że jeszcze bardziej poddawała się wpływom alkoholu. Oczywiście potrzeby takiej nie było, do siebie mieli naprawdę bardzo blisko, kilka pięter nie robi różnicy. Są u siebie nawzajem zawsze mile widziani i mogą do siebie wpadać kiedy tylko dusza zapragnie, ale tak sobie wampirzyca rzuciła luźną propozycję bo zawsze lepiej jest mieć przyjaciela za ścianą. Myślę, że takich alkoholowych spotkań i tak będzie całkiem sporo bo Ban zawsze na czworaka do swojego wyrka może wrócić.
-Poftsam, gupoty gadas. Ale ak sobie ces.
Wzruszyła ramionami, co się ona będzie wysilać i wdzięczyć jak facet nie chce. Z jednej strony zaimponował jej tym, a z drugiej jakby nieco zasmucił. Pomyślała sobie, że nie patrzy na nią jak na kobietę, że nie jest dla niego atrakcyjna i jest dla niego jak kumpel. Zawiesiła się na chwile nawet, minkę zrobiła smutną, aby po chwili usłyszeć jak ją poprawia. Westchnęła głęboko i spojrzała na niego niewyraźnie.
-To mof wyraśnie, że szarny.
Zmrużyła oczy i zrobiła lekkiego zeza obserwując jego palce spoczywający na jej nosie. Rzeczywiście było widać, wszechobecna czerń, ale dobrze mu było w tym kolorze więc mógł go spokojnie nosić.
-Ak na so? Na mie.
Na trzeźwo ona pewnie starałby się do niego jakoś przybliżyć, pokazać mu, że jest jej naprawdę bardzo dobrze w jego ramionach, może by się nawet znów odważyła go pocałować, ale była pijana i odbierała to całkiem inaczej. Na luzie i na dystans, on natomiast tracił swoje hamulce, powiedźmy, że je tracił, delikatne i czułe gesty to jeszcze nic pozbawionego hamulców, w każdym bądź razie stawał się jakby nieco śmielszy choć tak podświadomie. A jej się podobało zajęła się w tym czasie myśleniem nad jakimiś mądrościami i przyjęła to jako coś bardzo naturalnego i oczywistego. Postawiona z powrotem na ziemię kiwała się na boki, przestępowała z nogi na nogę i odkryła, że jej botki są strasznie niewygodne. Ulokowała więc papierosa w swoich usteczkach i zabrała się za zdejmowanie butów, co nie było prostą sprawą. Przez chwile walczyła z krótkim zameczkiem przy pięcie po czym zrzuciła swoje dodatkowe centymetry z nóg. Była jeszcze niższa, spojrzała na Isao z dołu, kurde musiała głowę podnosić jeszcze wyżej.
-Esteś dusy.
Wyrwało jej się tak nagle kiedy mierzyła go wzrokiem z góry na dół. Patrząc tak na niego zastanawiała się o co chodzi. I odkryła, że Isao spoglądał w przeciwnym kierunku niż powinien więc i ona się odwróciła do niego bokiem i ogarniała miasto. Widok był naprawdę przepiękny, zbliżony do tego z punktu widokowego, ale niestety stan kobiety nie pozwalał jej w pełni docenić tego widoku.
-Sóreczka fajna mogłaby być, ale synkem nje pogardzę.
A tak jej to nagle do głowy przyszło, czasem tak miała, że nagle jakaś myśl, jej w głowie świtała, a za nią goniła kolejna całkiem inna nie pozwalając tamtej nawet się porządnie rozgościć w umyślę. Więc palnęła to co jej ślina jej na język przyniosła.
-A akie imię?
Oczywiście chodziło jej o imię dla jego wymarzonej córki, czy może już jakieś ma, czy zastanawia się, a może chce dać wybór matce jego dzieciątka.
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Apartament Isao    

Powrót do góry Go down
 
Apartament Isao
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 6 z 17Idź do strony : Previous  1 ... 5, 6, 7 ... 11 ... 17  Next
 Similar topics
-
» Apartament na piątym piętrze
» Apartament Samuru.
» Apartament O.A
» Apartament kotleta.
» Apartament na dziewiątym piętrze

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Vampire Knight :: Yokohama :: CENTRUM MIASTA :: APARTAMENTOWIEC-
Skocz do: