IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Apartament Isao

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... 9 ... 17  Next
AutorWiadomość
Isao
Nauczyciel
Nauczyciel
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t321-isao-takei#363
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 660


PisanieTemat: Re: Apartament Isao    Wto Paź 30, 2012 3:40 pm

Sprawa charakteru Isao była dość skomplikowana. Nie było wszak chyba osoby, która od tak potrafiłaby określić go jednym słowem lub przewidzieć jak blondyn w danej sytuacji się zachowa. Bardzo wyraźna tu była zmienność jego zachowania. Raz wesoły i pełny energii niczym dziecko, innym razem natomiast poważny, może smutny. Cóż, wszystko to jednak zazwyczaj miało swój powód. Także zmiana jego charakteru siedem lat temu, wyciszenie się, spoważnienie, miała swoją przyczynę, której bardzo łatwo można było się domyślić. Teraz jednak główny powód sprawiający ból Takei'owi i wywołujący u niego smutek zniknął. Mad przecież żyła, była tu z nim. Choć fakt, że nie pamiętała o uczuciu, jakim oboje darzyli się przed siedmioma laty, również bolał wampira i sprawiał mu przykrość. Starał się jednak o tym po prostu nie myśleć. Nie był to odpowiedni moment na to. Zapewne przemyśli sobie wszystko kiedy już zostanie sam. Teraz nie mógł pokazywać przygnębienia przy Madeline. Nie chciał jej przecież martwić czy smucić. Znał ją dobrze i wiedział, że mogłaby poczuć się temu winna. To nie byłoby dobre.
Cóż, jeżeli Maddie spytałaby go o powód niechęci do szpitali i wszelkich spraw związanych z medycyną, oczywiście by jej odpowiedział. Nie miał powodu by tego ukrywać, choć przyczyn tego wszystkiego było kilka. Po pierwsze, tak jak to dobrze domyślała się Mad, Takei nie chorował nigdy i nie był przyzwyczajony do leków, opatrunków, obecności medyków czy przebywania w szpitalach. Czuł się więc mało komfortowo kiedy przychodził moment, kiedy właśnie z tym wszystkim miał się spotkać. Najważniejszy jednak był tu fakt, że Isao wprost nienawidził szpitali, z powodów, które wielokrotnie wymieniałem wcześniej. Doceniał jednak fakt, że to właśnie złotooka się nim opiekowała. Wiedział, że była najlepszym medykiem, na jakiego mógł trafić. Sam fakt tego, że była przy nim sprawiał, że czuł się lepiej. Leczyła więc nie tylko jego ciało, ale również zbolałą jak dotąd duszę. I również odczuwała przy tym przyjemność. Mogła bowiem nie tylko oddać się swojej pasji, lecz również nauczyć się paru rzeczy związanych z samoregeneracją wampirów. Oczywiście, gdyby zapytała go o cokolwiek, grzecznie wyśpiewałby jej wszystko.
Według niego, lodówka była wypełniona wszystkim tym, co było mu rzeczywiście potrzebne. Wampiry nie musiały jeść ludzkiego jedzenia, choć przyzwyczaiły się do tego i nieraz zdarzało się, że odczuwały coś na rodzaj ludzkiego głodu. Chodziło tu jednak o samą przyjemność jedzenia różnorakich potraw o różnych smakach. Krew, choć również bywała mniej lub bardziej smaczna, nie miała aż tylu palet smakowych. Choć, jak można było się domyślić chociażby zaglądając do jego lodówki, Isao najbardziej na świecie wielbił budyń. Ba, teraz i tak miał go mało w lodówce! Zazwyczaj było tego sporo, sporo więcej. Ten zapas zapewne zniknie w dzień, może dwa. Żarłok był z niego, gotów jeść budyń dwadzieścia cztery godziny na dobę.
- Posprzątasz? - powtórzył za nią z wyraźnym zdziwieniem i rozejrzał się dookoła, by na końcu, dalej będąc nieco zdziwionym i zdezorientowanym, spojrzeć znów na Mad. - Przecież jest czysto. No prawie. - zaśmiał się pod nosem sam z siebie, a gdy już się uspokoił, znów popatrzył na Maddie i pokręcił przecząco głową. - Nie będziesz za mnie sprzątać.
Jego śmietnik - jego sprawa. Sam miał zamiar tu ogarnąć, kiedy tylko jego prawa ręka będzie w pełni sprawna. O tym, że zastanawiał się nad sprzedażą tego mieszkania, nie mówił już Madeline. Nie widział takiej potrzeby. Sam musiał podjąć tą decyzję, choć wcale nie było to dla niego proste. Gdy złotooka natomiast powiedziała mu aby poczekał chwilkę, on uznał, ze w ten sposób dalej upiera się przy swoim i zamierza rzeczywiście u niego sprzątnąć. Nie zgadzając się więc na to i zamierzając truć jej przy uchu, poszedł za nią, ale stanął ledwie dwa kroki od progu w salonie, gdy tylko zorientował się, że zaszła pomyłka i dziewczyna szuka czegoś w torbie. Z zaciekawieniem przyglądał się jej, kiedy wyraźnie coś znalazła i zamierzała mu pokazać. Trzeba było przyznać, że był w szoku, kiedy zobaczył TĘ bransoletkę. Sądził, ze dziewczyna już dawno ją zgubiła lub po prostu o niej zapomniała, albo ta drobna ozdoba leżała gdzieś zakurzona. Poczuł więc jak jego serce wyraźnie przyspiesza a po całym ciele rozlewa się przyjemne ciepło. Taka drobnostka a tak go uszczęśliwiła... Aż zaświeciły mu się w oczy, kiedy tak patrzył na nią jak na jeden z droższych mu przedmiotów.
- Tak, to ta. - potwierdził cicho, dalej przyglądając się bransoletce w dłoni Mad. Niepewnie dotknął jej opuszkami palców zdrowej dłoni - Czterolistna koniczyna jest symbolem Irlandii, skąd pochodzi Twoja mama; Motylek - tak nazywał Cię wujek bo kochałaś motyle; a te szare kamienie... - urwał na chwilę, czując się nieco dziwnie wypowiadając te słowa. - Twierdziłaś, że są barwy moich oczu.
Spojrzał na nią, czując jak jego serce dalej wariuje. Pamiętał dokładnie tamten wieczór, kiedy Mad obchodziła osiemnaste urodziny. Siedzieli razem na fontannie w parku, on dał jej bransoletkę i pluszaka, ona natomiast wisiorek, który do dziś był rzeczą najważniejszą w jego życiu. Pamiętał to wszystko, każde słowo a także pocałunek. Ich pierwszy, pełen niepewności co do własnych uczuć i ten, który zapoczątkował ich późniejszy związek. Nie chciał jej wypytywać o to, jak wiele pamięta z tamtego dnia. Nie chciał jej męczyć. Zamiast tego, by nieco zmienić temat, uśmiechnął się lekko i spytał:
- A może Ty masz na coś ochotę? Coś do jedzenia albo picia?
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Apartament Isao    Wto Paź 30, 2012 6:09 pm

Mimo tego wszystkiego, co już zrobiła, Madeline wciąż chciała w czymś jeszcze dopomóc Isao. Bardzo potrzebowała czuć się potrzebna, co wynikało prawdopodobnie z tego, iż przez kilka ostatnich lat ludzie powoli o niej zapominali. Uczyli się żyć bez niej, niemal tak jakby nigdy nie istniała. Ona jednak wróciła i robieniem innym większych, czy mniejszych przysług chciała przypomnieć, że żyje, że znów można korzystać z jej pomocy, że nie zniknęła. Chciała, by bliscy jej ludzie poczuli jej obecność i ponownie zaczęli jej potrzebować. Tylko wtedy czuła się w pełni usatysfakcjonowana.
Niestety, Isao sprzeciwił się sprzątaniu jego mieszkania, co Maddie powitała nieco naburmuszoną miną. Fakt, nie było tu jeszcze porządnego bałaganu, ale przez kilka najbliższych dni chłopak nie będzie sam w stanie nic zrobić. Zarośnie brudem i tyle z niego będzie.
- Ale, ale... jak jest czysto to się lepiej myśli... i przyjemniej żyje - upierała się jeszcze. - A to naprawdę nie problem, tylko przetrę te podłogi i meble... - Zerknęła na wampira z nadzieją, jednak nic z tego. Oczywiście, nie była jego służącą, ale nie powinien tego traktować w taki sposób, jakby wykorzystywał Mad. Dla niej byłaby to przyjemność i możliwość zajęcia czymś rąk, poza tym, wyjątkowo lubiła porządek i z pewnością uwinęłaby się dość szybko. Ostatecznie jednak łowczyni się poddała. Cóż, najwyraźniej dziś nie będzie tu już miała nic do roboty.
Przypomniawszy sobie o bransoletce, którą odszukała wśród swoich rzeczy w pokoju, natychmiast pospieszyła wygrzebać ją z torby. Kochany Marcus, że tak troskliwie przechował wszystkie jej rzeczy, nawet te, o których istnieniu zapomniała. Przecież po śmierci siostry mógł wszystko wyrzucić, nie chcąc, by cokolwiek mu o niej przypominało. Dochodzi do tego także fakt, że bransoletkę dostała od wampira, do którego jej brat nie był specjalnie przyjaźnie nastawiony. Ale może akurat z tego szczegółu dowódca nie zdawał sobie sprawy.
Upewniwszy się, że to rzeczywiście prezent, podarowany jej ongiś przez blondyna, Madeline z zadowolenie wsunęła drobiazg na lewy nadgarstek. W miarę jak chłopak wspominał jej własne słowa, przyglądała się poszczególnym zawieszkom, dochodząc do wniosku, iż bransoletka rzeczywiście w pewien sposób do niej pasuje. Oderwała od niej wzrok dopiero, gdy Isao wspomniał o szarych kamieniach. Uniosła na niego wzrok.
- Są koloru twoich oczu - powiedziała dokładnie w tym samym momencie, co on. Nie, nie przypominała sobie własnych słów, nic więcej z tamtej rozmowy do niej nie powróciło, przynajmniej na razie. Jedynie teraz, przyglądając się srebrno-szarym kamykom, barwa tęczówek wampira była jej pierwszym skojarzeniem. Najwyraźniej pewne rzeczy się nie zmieniają, nawet jeśli człowiek o nich zapomni. Przez chwilę patrzyła w oczy Isao, których odcień tak bardzo lubiła, bo kojarzył się jej z kolorem gwiazd.
- Dziękuję za nią - odezwała się wreszcie cicho, spuszczając wzrok na bransoletkę. - Wiem, że już pewnie dziękowałam, ale chcę to pamiętać.
Jeszcze chwilę milczała, wyraźnie zastanawiając się nad tamtym wieczorem. Szkoda, że nie przypomniała sobie nic więcej. Jednak, gdy o tym myślała, odczuwała w środku jakieś przyjemne łaskotanie, jak gdyby coś bardzo miłego się wówczas wydarzyło. O, może to były, na przykład, jej urodziny?
Pokręciła przecząco głową w odpowiedzi na pytania chłopaka.
- Nie, nie, ja niczego nie potrzebuję - zapewniła go. - Ale wiesz... - urwała, obrzucając go krytycznym spojrzeniem. - Może chciałbyś się gdzieś przejść? Tylko krótki spacer, nie powinno ci zaszkodzić. Jeśli masz ochotę, oczywiście.
Gdyby chłopak wyraził chęć spaceru, Mad zdjęłaby prowizoryczny opatrunek z jego ręki i obwiązała ją mocno bandażem, w ten sposób usztywniając - wszak nie będzie paradował z łyżką po mieście. Jeśli jednak wolał zostać, nie protestowała. Mógł przecież wciąż czuć się zmęczony.
Powrót do góry Go down
Isao
Nauczyciel
Nauczyciel
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t321-isao-takei#363
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 660


PisanieTemat: Re: Apartament Isao    Wto Paź 30, 2012 7:58 pm

Isao nigdy nie zapomniał o Mad, choć rzeczywiście starał się nauczyć żyć bez niej. Szło mu to jednak dość opornie, bowiem wszędzie zdawał się widzieć kobiety do niej podobne, na żadną nie umiejąc spojrzeć, tak jak na nią. Chyba zbyt mocno ją kochał, bardziej niż sam był tego świadom te siedem lat temu. Kto bowiem potrafił darzyć uczuciem drugą osobę przez tak długi okres czasu, kiedy owej osoby już nie było? (a przynajmniej rzekomo) Był to wyczyn dość niespotykany i tylko udowadniający, że Takei na prawdę bardzo mocno kochał Madeline i był jej wierny jak nikt inny. Przez ten czas mógł sobie przecież tworzyć związek z kilkoma innymi kobietami, ale on nie potrafił. Cóż, to jednak nie był czas na gdybanie. Zwłaszcza w obecnej sytuacji, kiedy wszystko wywróciło się dosłownie do góry nogami.
Blondyn zmierzył wzrokiem złotooką, a jego brew na chwilę powędrowała do góry. Aż tak była zawzięta żeby mu posprzątać w mieszkaniu? Kompletnie tego nie rozumiał, jednak to i tak nie zmieniało nic. Nie chciał żeby Mad mu sprzątała, dziwnie by się z tym czuł. Była kobietą, którą kochał i z którą chciał być, a nie sprzątaczką czy służką. Wystarczająco dużo już dla niego zrobiła, wystarczająco dużo sił przy nim straciła. Nie mógł jej jeszcze bardziej wykorzystywać i męczyć. Nie... nie mógł się na to zgodzić. I nie zamierzał.
- Nic z tego. - odezwał się znów i dał jej lekkiego prztyczka w nos, po którym to wyszczerzył się wesoło, jak to on miał w zwyczaju, po czym zaśmiał się cicho i krótko. Był uparty i Madeline powinna o tym wiedzieć. Jeśli zaś nie wiedziała to teraz miała okazję by się przekonać. Ale wracając ~
Bransoletka, którą pokazała mu Mad, na prawdę wiele dla niego znaczyła. Przypominała mu o tamtym dniu, niezwykle dla niego ważnym a także była wyrazem tego, że owy przedmiot nie był dla Maddie jedynie kolejnym wisiorkiem, który miał skończyć wiecznie zamknięty w szkatułce na tego typu rzeczy. W jego pamięci chyba na dobre wyrył się tamten wieczór, bowiem pamiętał niemal każdy, najdrobniejszy szczegół. W głębi duszy zatęsknił za nim. Chętnie by go powtórzył, bowiem był to dzień, który zapoczątkował późniejsze szczęście blondyna. Szkoda tylko, że tak krótko ono trwało. Mad nie tylko nie była świadoma tego, jakim uczuciem darzy ją wampir. Tu dochodził również fakt samokontroli, której nie można było mu odmówić. Nie wyobrażała sobie bowiem jak ciężko było mu się powstrzymać przed dotknięciem jej, przytuleniem, pocałowaniem lub po prostu wyznaniem, że ją kocha. Zwłaszcza kiedy w tym samym momencie wypowiedziała słowa tak podobne do tych, które wyleciały z jego ust. W tamtym momencie spojrzał zdziwiony prosto w jej złote oczy. Czuł, że coś w nim drgnęło... Przyciąganie, które wiecznie odczuwał do Madeline, w tym momencie znacznie nasiliło się. Ale udało mu się powstrzymać. Tylko by ją w ten sposób wystraszył... Postawił więc jedynie na uśmiech, który posłał w jej kierunku.
- Nie masz za co, jestem mile zaskoczony, że jeszcze ją masz. - spojrzał na bransoletkę, która teraz spoczywała na nadgarstku Mad jeszcze raz. Zapanowała chwilowa cisza, którą jednak przerwała właśnie Madeline. Spojrzał na nią, ciekaw czego potrzebuje, czego chce. Słysząc zaś propozycję spaceru, uśmiechnął się nieco szerzej, wyraźnie zadowolony z propozycji. Nie był już taki słaby a i tak nie usiedziałby w miejscu. - Bardzo chętnie! Nie znoszę siedzieć bezczynnie. - zgodził się i wyszczerzył wesoło, jak to miał w zwyczaju. Już miał ochotę iść zakładać płaszcz, zupełnie zapominając również o łyżce, która usztywniała jego rękę i która mogła wywołać śmiech na mieście. On zwrócił uwagę na coś zupełnie innego. Ubrania. - Ups, wypadałoby się przebrać. Przepraszam Cię na moment. Rozgość się, czuj się jak u siebie i tak dalej. Jeśli masz ochotę na coś z lodówki, nie krępuj się.
Po tych słowach wyszedł, udając się do swojej sypialni. Wziął z niej parę ciuchów i udał się do łazienki. am wziął szybki prysznic, po którym to ubrał się. A przynajmniej próbował, bowiem ta czynność nie wychodziła mu już tak szybko, kiedy nie mógł korzystać z prawej ręki. Ze spodniami i bielizną sobie poradził, gorzej było już przełożyć chorą rękę przez rękaw koszuli, ale i z tym jakoś się uporał. Z łazienki wyszedł już odświeżony, prawie całkowicie ubrany, w kieszeni od spodni trzymając wisiorek. Kiedy wszedł do pomieszczenia, w którym przebywała Mad, zapinał już ostatnie guziki. Podszedł do niej i wyjął z kieszeni łańcuszek z medalikiem od niej. Podał jej, po czym nachylił się lekko w jej kierunku.
- Zapniesz mi? To nie jest takie łatwe do zrobienia jedną, a do tego lewą ręką. Wolę go mieć przy sobie aby go przypadkiem nie zgubić. - Oj tak, on nawet spał w tym łańcuszku. Nie zdejmował go niemal nigdy przez siedem lat, chyba, że zerwały się oczka i musiał wymienić łańcuszek. Medalik jednak wiecznie wisiał na jego szyi, tak blisko serca. Gdy zaś Madeline uporała się z tym, Isao wcale nie zbierał się do tego aby wyjść. Owszem, pozwolił jej zmienić sobie usztywnienie ręki na bandaże, jednak na końcu stanął przed nią i wpatrywał się w nią uparcie. Zupelnie jakby chciał coś zrobić i powiedzieć, ale się obawiał. Minęło trochę czasu nim odważył się odezwać. Nachylił się w jej kierunku i popatrzył w oczy z poważną miną.
- Mad, mogę coś zrobić, proszę? - poprosił. Jeżeli zaś dziewczyna zgodziła się, on zbliżył się do niej jeszcze bardziej i przytulił ją. Zdrowa dłoń spoczęła na plecach dziewczyny, potem zaś powędrowała na włosy. Wtulił się w nią jak dziecko, wąchając jej zapach, ciesząc się z bijącego od niej ciepła, z bliskości. - Nawet nie wiesz jak za Tobą tęskniłem. - szepnął jej cicho, niemal prosto do ucha. Tkwił tak jeszcze jakiś czas, aż w końcu odsunął się. Nie wiedząc co w tej chwili myślała o nim złotooka, wolał na nia nie patrzeć. Zmierzwił jedynie swoje jasne włosy, odwracając się w drugą stronę.
- No... to gdzie masz ochotę iść? - mruknął w jej kierunku, ładując sobie do kieszeni portfel, telefon i zapalniczkę. Papierosy natomiast już czekały w kieszeniach płaszcza.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Apartament Isao    Wto Paź 30, 2012 9:42 pm

Fakt, że Isao tak długo dochowywał wierności Mad, czy też jej pamięci, był z pewnością godny podziwu. Gdyby tylko dziewczyna wiedziała, że ma przed sobą nie przyjaciela, ale wampira, darzącego ją tak głębokim uczuciem o jakim zawsze marzyła... Z jednej strony jej amnezja była błogosławieństwem - łowczyni nie pamiętała, co działo się z nią podczas porwania, niewoli, przemiany w wampira. Mogła zacząć normalne życie, czy też po prostu kontynuować dawne. Nie była też do końca świadoma tego, co zaszło przed wypadkiem między nią, Marcusem i matką. Nie zdawała sobie zatem sprawy, że wywołała w rodzinie swego rodzaju rozłam, co bardzo by ją zmartwiło. Jeśli jednak spojrzeć na to od innej strony, pośród wielu nieprzyjemnych wspomnień była również perełka, ta jedna rzecz, która powinna była zostać w pamięci Maddie - uczucie do Isao. O ileż dla wszystkich byłoby łatwiej, gdyby złotooka po prostu sobie to przypomniała. Jednak, czego nie był świadomy jej umysł, to na swój sposób wyczuwało ciało, bowiem pewna więź, ba, wręcz chemia wciąż bez wątpienia między tą dwójką istniała. Zostanie to zresztą udowodnione nieco niżej, w tym poście.
Poddała się, oczywiście, nie próbując już przekonać blondyna odnośnie swoich racji. Nie chciał jej pomocy, to nie. Niech się sam męczy ze sprzątaniem, o! Jego ton był nieprzejednany, a pstryczek w nos nie rozchmurzył wciąż nieco naburmuszonej miny Mad. Nie była wcale obrażona, to się rozumie samo przez się, zwyczajnie miała wrażenie, że skoro nie miała tu już nic do roboty, mogła spokojnie iść do domu. Nie chciała się przecież narzucać i wciskać chłopakowi swoich coraz to bardziej wymyślnych powodów, dlaczego rzekomo potrzebuje on jej nieustannego towarzystwa. Ot, nie bardzo miała co robić w domu, a poza tym - w jej wspomnieniach spotykali się z Isao raczej rzadko, mimo że nawet te krótkie chwile należały do przyjemnych. Chciała z nim jeszcze porozmawiać, a może i na swój sposób poznać go od nowa. Kto wie, w końcu, jak zmienił się przez ostatnie lata, nawet jeśli chodziło tylko o szczegóły.
Wprawdzie Madeline nie miała pojęcia dlaczego, ale i ona odczuwała, że znaleziona w pokoju bransoletka jest czymś ważnym. Potwierdza to już fakt, że od razu wiedziała, po którą sięgnąć, chociaż w jej rzeczach sporo było przeróżnej biżuterii. Właśnie w tym krótkim momencie, stojąc tak blisko chłopaka i patrząc mu prosto w oczy, Maddie poczuła siłę przyciągania, które nadal między nimi było. Naturalnie, wmówiła sobie, że tylko się jej wydaje, poza tym zauroczenie wampirem w żadnym razie nie wchodziło u niej w grę. Grunt, że w tym magicznym niejako momencie sama miała ochotę po prostu przytulić się do chłopaka, chociaż w swoich poprzednich spotkaniach, tych które zapamiętała, zwykli raczej ograniczać się z kontaktem fizycznym. Dziwne rzeczy, doprawdy.
- Myślę, że wtedy... że była dla mnie ważna. Dlatego nie zapodziała się gdzieś, tylko cały ten czas leżała u mnie w pokoju - wyraziła cicho swoje przypuszczenie. Nagle bliskość Isao wydała się jej już trudną do zniesienia. Mad lekko się speszyła, spuściła wzrok, dłonią założyła za ucho niesforny złoty lok, łaskoczący jej policzek. W każdym razie, skoro już założyła bransoletkę, nie miała zamiaru jej szybko ściągać. Jak się okazało, pasowała nawet do artefaktu od Marcusa, z którym dziewczyna nigdy się nie rozstawała. Nie postanowiła tylko, co zrobić z pierścionkiem, połyskującym wyraźnie na jej serdecznym palcu. Bała się, że zgubi ten drobiazg, który wart był chyba małą fortunę. Może także zawiesić go na łańcuszku i nosić na szyi?
Tak jak sądziła, wampir bez sprzeciwów przystał na jej propozycję. Cóż, będzie musiała mieć go na oku, bo jeszcze gotów przebiec się dookoła apartamentowca z tego podekscytowania. Maddie planowała raczej krótki spacer, może chwilę posiedzą gdzieś na ławce. Nie powinni wędrować za daleko, wciąż miała obawy, że rany chłopaka nie zagoiły się dostatecznie.
- Okej - przytaknęła krótko, gdy muzyk poszedł do łazienki. Chwilę pokręciła się po salonie, zaglądnęła do kuchni, zajrzała do lodówki. W sumie nie była głodna, poza tym nie chciała zabierać Isao ukochanego budyniu. Toż to byłaby zbrodnia! Toteż wróciła do dużego pokoju i na chwilę usiadła na sofie. Nie czekała zresztą długo, bo mimo utrudnień blondyn uporał się z myciem i przebieraniem dosyć sprawnie.
- Oczywiście - odparła nieco zdzwiona, chwytając w dłoń wisiorek i raz jeszcze obdarzając go uważnym spojrzeniem. Powiedzmy sobie szczerze, nie było to nic nadzwyczajnego. Zwykły inicjał z kilkoma bursztynami na cienkim łańcuszku. - Dlaczego wciąż to nosisz? - zaciekawiła się. Stanęła na placach, gotowa zapiąć Isao medalik na szyi, nie przewidziała wszakże, że w tym celu będzie go musiała po prostu objąć. Wprawdzie trochę się schylił, nadal był jednak sporo od niej wyższy, także Mad musiała się znaleźć bardzo blisko niego, by zrobić to, o co poprosił.
- No, gotowe - oznajmiła, odsuwając się od razu o krok. Znowu poczuła się dziwnie zmieszana, nagle też zrobiło się jej gorąco. Oby tylko nie odmalowało się to na jej twarzy w postaci rumieńców! - Idziemy? - rzuciła jeszcze wyczekująco. Sięgnęła po torbę i apaszkę, ale zauważyła, że muzyk nie ruszył się z miejsca. Uniosła na niego spojrzenie i zaskoczył ją nieco wyraz jego twarzy, jakby pełen niezdecydowania.
- Chyba... - odpowiedziała ostrożnie, pamiętając co zrobił wczoraj po podobnych słowach. Zmrużyła nieco oczy, mimowolnie wstrzymała oddech.. i zaraz wypuściła powietrze, uśmiechając się lekko. Przysunęła się nawet bliżej Isao, obejmując go delikatnie (nawet w tej chwili nie zapomniała o jego obrażeniach) i oparła się policzkiem o jego klatkę piersiową. Nie mając bladego pojęcia, że wampir odczuwa to samo, rozkoszowała się tą chwilą, wdychając jego zapach i przymykając na chwilę powieki. Gdy zaś poczuła jego oddech tuż przy swojej szyi, przeszedł ją zadziwiająco przyjemny dreszcz. Odsuwała się od niego z zaiste mieszanymi uczuciami, nie mówiąc już nic, bo i tak nie znalazłaby odpowiednich słów. Mad także unikała go w tej chwili wzrokiem i rada była ze zmiany tematu.
- Gdzie nas nogi poniosą - odpowiedziała od razu. - Byle nie za daleko, nie możesz się przemęczać.
Ubrała płaszcz, pomogła założyć Isao jego kurtkę i oboje opuścili budynek, tym razem pamiętając o zamknięciu drzwi na klucz.





zt. oboje
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Apartament Isao    Wto Lis 06, 2012 3:43 pm

Jak na złość zaczął padać lekki deszcz. Yumi, z kroku na krok, coraz szybciej mknęła między kolejnymi budynkami. Nikt nie wiedział gdzie idzie, nikogo to nie interesowało. I bardzo dobrze. Oto właśnie jedna z zalet bycia samotnikiem. Reszta społeczeństwa ma cię gdzieś i nie intersesują się tym, co robisz. No chyba, że jakoś się skompromitujesz, wtedy nagle nie jest się już nie widzialnym. Ludzie to takie wredne istoty. Ona też nie była bez wad. Czasem sama, gdzieś w środku cieszyła się z czyjegoś niepowodzenia, humor jej się polepszał. To było nieco podłe, ale jak uszczęśliwiało...
Można by jeszcze prowadzić dość długi wywód o paradoksach otaczającego ją świata. Droga do jej celu była daleka, więc mogła sobie pozwolić na wszelkie rozmyślania dotyczące praktycznie każdej kwestii. Miała wrażenie, że była sama na ulicy. Jakby wszyscy zniknęli. Jednak wcale tak nie było. Co jakiś czas przewijały się sylwetki innych osób, które uciekały przed deszczem. Dziewczyna nie zwracała na nich specjalnej uwagi, bowiem sama chciała się znaleźć w suchym miejscu. Nie musiałoby być tam bardzo ciepło. Wystarczyłoby, że jest sucho.
Nareszcie dotarła do budynku. Wysoki apartamentowiec był naprawdę ładny, jeśli chodzi o jego architektoniczną stronę. Wdrapała się na odpowiednie piętro z uśmiechem na ustach. Tak! Nareszcie! Uciekła przed wrednym deszczem. Cała mokra, przed drzwiami otrząsnęła się z wody, a nieco dalej wycisnęła ze swych długich włosów wodę. Dla pewności, że nie będą jej przeszkadzać, związała je w koński ogon. Poprawiła jeszcze kosmyki, które padały na jej oczy. Wzięła głęboki wdech i podeszła do odpowiednich drzwi. Zapukała.
Była nieco zdenerwowana. Nie wiedzieć czemu, po tym zwykłym geście, zamiast wewnętrznego spokoju, ogarnął ją niepokój. Patrzyła wiernie w drzwi i czekała na jakąkolwiek odpowiedź. Co jakiś czas krople z jej mokrych włosów padały jej na plecy, co dodatkowo powodowało u niej gęsią skórkę.
Dla pewności zapukała jeszcze raz. - Hm...może go nie ma. - pomyślała sobie. Jednak o wiele bardziej wolała, aby Isao był obecny. Nie paliło jej się, by powrócić na ulicę, gdzie padało. No ewentualnie mogła posiedzieć na schodach i po prostu zaczekać, ale tej opcji specjalnie nie rozważała.
Powrót do góry Go down
Isao
Nauczyciel
Nauczyciel
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t321-isao-takei#363
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 660


PisanieTemat: Re: Apartament Isao    Wto Lis 06, 2012 6:32 pm

W tej kwestii widocznie byli swoimi przeciwieństwami. Yumi była typową samotniczką, nie lubiła rzucać się w oczy, przebywać w tłumie, przesadnie zwracać na siebie uwagę. Z Isao było zupełnie na odwrót. On uwielbiał być w centrum uwagi, wyróżniać się. Tęsknił za czasami, gdy nie był jedynie anonimowym przechodniem, na którego nikt nie zwracał uwagi. Czasy kiedy był wokalistą LM.C... Mimo, że było parę kłopotów z paparazzimi i natrętnymi fankami, prawdziwą radość sprawiały mu momenty, gdy ktoś zatrzymywał go (oczywiście ktoś normalny), dziękował mu za tworzenie muzyki, prosił o autograf, może zdjęcie lub uścisk dłoni. Tak... chętnie by do tego wrócił, jednak czasu nie dało się cofnąć. Jedyną opcją było ponowne reaktywowanie zespołu, jednak sprawa nie była taka prosta. Nie jeśli od kilku lat był pokłócony z basistą. No i nie mieli perkusisty... Ale my nie o tym.
Takei wrócił do mieszkania dłuższy czas przed tym, kiedy Yumi postanowiła pojawić się w apartamentowcu. Zdążył uniknąć deszczu i gdy na dworze zaczęło padać, on siedział sobie w ciepłym, wygodnym mieszkanku. Co prawda trochę zakurzonym, jednak nie miał czasu posprzątać. I ochoty. Po to między innymi potrzebował służki. On nie miał głowy do opiekowania się mieszkaniem, sprzątając jedynie powierzchownie lub dopiero wtedy, gdy robiło się na prawdę brudno. Ale nie odbiegając od tematu... W chwili, gdy Yumi stanęła przed drzwiami i zapukała, Isao słodko spał i regenerował siły. Chwilkę potrwało nim obudził sie, rozbudził jako tako i podniósł z miejsca, dlatego właśnie dziewczyna musiała czekać nieco dłużej. Dopiero po jakimś czasie otworzył drzwi i nieco zaspanym wzrokiem spojrzał na swojego gościa. Miał połowicznie rozpiętą koszulę, roztrzepane włosy i oczywiście, dalej złamaną rękę, która teraz tkwiła sobie w temblaku. Tak... służka była mu teraz jak najbardziej potrzebna bowiem bez sprawnej prawej ręki z wieloma rzeczami nie mógł sobie poradzić.
- O, Yumi! - odezwał się w końcu, rozbudzając nieco. Posłał dziewczynie lekki uśmiech i odsunął się, gestem dłoni zapraszając ją do środka. Zamknął za nią drzwi i zaśmiał się cicho, acz nieco głupkowato, lewą ręką mierzwiąc swoje włosy. - Wybacz, nie pomogę Ci z ubraniami, rozumiesz...
Tak... Złamana prawa ręka była sporym problemem. Poczekał aż dziewczyna zdejmie ubrania, każąc jej nie zdejmować butów i nie przejmować się tym, że były mokre. Nim jednak poszli gdziekolwiek, zatrzymał się jeszcze i spojrzał na nią.
- Chcesz może ręcznik do wysuszenia włosów? - zaproponował. Jeżeli chciała, oczywiście poszedł do łazienki i przyniósł jej go, po czym oboje udali się do salonu. Jeśli zaś nie, od razu zaprowadził ją tam. - Proszę, rozgość się.
W mieszkaniu był ogólny porządek. Wszystko było mniej więcej na swoim miejscu, nie byłi jakiegoś rzucającego się w oczy bałaganu. Oczywiście były naczynia do zmycia, kurze do starcia, podłoga do odkurzenia i zmiecenia. Ot, takie drobne sprawy, które teraz miała przejąć właśnie Yumi.
- Rozumiem, że nie wycofujesz się z propozycji? - spytał sie jej, posyłając przyjazny uśmiech. Usiadł na fotelu i spojrzał na nią z wesołą miną. Zawsze lepiej czuł się w towarzystwie niż w samotności. Dodatkowy plus posiadania służki!

_________________
. . . .
♫ Isao ♫

P i o s e n k i . . z e s p o ł u
1. 2. 3.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Apartament Isao    Wto Lis 06, 2012 7:14 pm

Czemu w ogóle zgodziła się na rolę służki? Dlaczego? Odpowiedź była dość prosta. Pewnego dnia, przechadzając się po mieście nieco zamyślona, poszła inną drogą niż zwykle. O czym myślała? W sumie różnie z nią było. Zazwyczaj o wszystkim i o niczym. Niekiedy myślała o jednej rzeczy, a wystarczyło, aby zobaczyła coś bardziej intrygującego i już zajęła się zamysłami o danej rzeczy. Taka właśnie była Yumi, nieco roztrzepana, zamknięta w sobie, ale wewnątrz niezwykle przyjazna. Wracając do historii...
Trafiła na ślepy zaułek. Przez dobrą chwilę gapiła się w ścianę, która zagradzała jej drogę. Założyła ręce, i już miała się odwracać, gdy wtem zobaczyła za sobą obcą sylwetkę. Zupełnie nie poznawała owego osobnika. Nagle rzucił się na nią i wtedy... wtedy... nie wiedziała co dalej. Do tej pory miała jakby wszystko zamazane. Być może to szok wywołany napadem, może jednak straciła przytomność. Pamiętała tylko twarz Isao i jego samego, kiedy nachylony nad nią sprawdzał, czy wszystko w porządku z dziewczyną. Postanowiła, że kiedyś na pewno spyta się o to, co konkretnie się wydarzyło. Ta cała bariera w pamięci cholernie jej przeszkadzała i męczyła ją niemiłosiernie.
Owszem, dość długo czekała na chłopaka. Miała już nawet się zbierać i zejść na parter, a tam przeczekać deszcz, gdy usłyszała jakiś szmer za drzwiami. Po chwili otworzyły się i ujrzała Isao. Uśmiechnęła się lekko widząc chłopaka.
- Bałam się, że cię nie ma... - wyznała wchodząc do mieszkania. Prawdę powiedziawszy mogła wyobrazić sobie setki innych scenariuszy obrazujących powody, dla których miałoby go nie być, ale jakoś tym sobie główki nie zaprzątała.
Temblak. I wszystko jasne. Dlatego potrzebował służki. Jeszcze tym bardziej czuła się zdeterminowana do pomocy chłopakowi. I nie, nie czuła się wykorzystywana. - Nawet nie próbuj mi pomagać. - zagroziła z uśmiechem na ustach. Miał się nie przemęczać i koniec kropka. Nie miała płaszcza ani kurtki. Nie spodziewała się tak paskudnej pogody. Z resztą była dość odporną osobą, więc przeziębienia się nie bała.
Buty również zdjęła. Całe upaćkane. Jeszcze i po sobie musiałaby sprzątać. Zupełnie niepotrzebne.
Z mokrymi włosami na pewno wyglądała dość "ciekawie", jednak nie chciała ręcznika. Końcówki były już bardziej suche, więc nie moczyły jej pleców, a co za tym idzie nie było jej tak zimno. Udała się z Isao do salonu. Nie ma co. Mieszkanko robiło na niej wrażenie. Co chwilę się rozglądała to tu, to tam. Poza tym było jej o tyle wygodniej, że właściciel nie był bałaganiarzem, więc miała tylko podstawowe czynności do wykonania.
Pokręciła przecząco głową. - Nie! Skądże! Nie mogłabym! To mój dług wdzięczności! - mówiła szybko i energicznie. Poza tym nie robiła też tego z przymusu, a Isao był na tyle sympatyczny, że tym bardziej chciało jej się do owej pracy przychodzić.
- Mam tylko jedną prośbę... Chciałabym o czymś z Tobą porozmawiać, jak skończę. - zaczęła nieśmiało wstając z kanapy. - Oczywiście jeśli będziesz mieć czas. Dodała zaraz. Ah, jakże ona lubiła ludziom nie robić problemów.
Powrót do góry Go down
Isao
Nauczyciel
Nauczyciel
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t321-isao-takei#363
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 660


PisanieTemat: Re: Apartament Isao    Wto Lis 06, 2012 7:49 pm

On dobrze wiedział co się wtedy wydarzyło. Uratował ją z rąk głodnego wampira, nim ten zdążył ją ugryźć. Nie usuwał jej pamięci, nie musiał. Zemdlała zanim zdążyło zdarzyć się cokolwiek, co mogłoby podsunąć jej myśl, że nie miała do czynienia z człowiekiem. Tamtego dnia miała na prawdę wiele szczęścia. Gdyby nie przypadek, być może leżałaby właśnie w szpitalu lub była już martwa. Co też dokładnie się stało? Otóż Isao, jak to zwykle on, szedł właśnie w stronę Apartamentowca jedną z bocznych uliczek. W tamtym czasie wiele myśli kołatało się w jego głowie, wiele spraw wymagało przemyślenia, a więc wolał mniej zatłoczone miejsca, gdzie mógł spokojnie pomyśleć. Tego dnia jednak, gdy mijał jeden ze ślepych zaułków, zobaczył wampira, który już miał dobierać się do nieprzytomnej dziewczyny. Nie mógł przejść obojętnie. Przegonił krwiopijcę i zabrał Yumi do siebie, gdzie uspokoił ją, zaopiekował się i odesłał do domu taksówką. Nie mówił jej jednak kto ją zaatakował. Była człowiekiem, mogła nie wiedzieć o istnieniu wampirów. I wolał aby właśnie nie wiedziała. Niewiedza była w tym przypadku lepsza.
Tak jakoś wyszło, że w tamtym czasie Isao akurat szukał służki więc zaproponował jej tą posadę. Miała sobie wszystko przemyśleć i zjawić się u niego. Oto była, co było jednoznaczną odpowiedzią. Wpuścił ją do środka i uśmiechnął się przepraszająco na wstępie.
- Wybacz. Spałem. - wytłumaczył się, wyjawiając jej tym samym powód tak długiego nie otwierania drzwi. Wpuścił ją do środka, poczekał aż zdejmie ubrania wierzchnie i buty, choć tego wcale od niej nie wymagał. Gdy zaś spojrzała na temblak, jakby czytając w jej myślach, domyślił się co mogła sobie pomyśleć. Zdawało mu się także, że dostrzegł w jej spojrzeniu coś na rodzaj zmartwienia. Wyszczerzył się głupkowato i zamachał przed sobą zdrową ręką. - To nie tak. To już tylko do jutra, ewentualnie do pojutrze.
Jakoś nie zwrócił uwagi na fakt, że mogły pojawić się pewne niejasności. Złamaną rękę bowiem nosiło się unieruchomioną przez dwa miesiące. Ile czasu jednak minęło odkąd widzieli się ostatnio? Tydzień? Dwa? W tamtym czasie był zdrów jak ryba, więc dziewczynie mogło cos nie pasować. Lepiej jednak żeby nie zwróciła na to uwagi. Sam blondyn nie był nawet świadom swojej gafy. I oby nie miał zaraz musieć się tłumaczyć. Lepiej aby Yumi nie wiedziała o tym, iż jej nowy pracodawca nie jest człowiekiem.
Zaprowadził ją do salonu i wskazał na kanapę. Nową już, całe szczęście, gdyż tamta nie nadawała się już do użytku. Musiał zapłacić specjalnej ekipie, która przywiozła mu nowy mebel, przyniosła do mieszkania i wyniosła stary. Kanapa była identyczna jak poprzednia, z tą różnicą, że była nowa i nie poplamiona krwią. Tamta sofa stała się łóżkiem chorego i ledwie żywego Iska, kiedy Madeline opatrywała jego rany. Być może w niektórych miejscach w mieszkaniu ciągle można było znaleźć ślady jego krwi. Mógł wszak coś przegapić, choć starał się wszystko, w miarę możliwości, znaleźć i zetrzeć. Nie chciał aby Yumi zaczęła się nad tym wszystkim zastanawiać. Jeszcze wzięłaby go za jakiegoś mordercę lub psychopatę! Nie, tego najmniej mu było potrzeba. Już zdążył ją polubić, chciał więc aby została jego służką, będąc jednak świadomym, że oboje będą pojmować to zupełnie inaczej. Dla wampira służka była poniekąd jego własnością. Dziewczyna natomiast myślała zapewne, że będzie zwykłą pomocą domową.
- Nie chcę żebyś tak na to patrzyła. Nie chcę Cię do niczego zmuszać. Nie myśl o tym jak o spłacaniu długu wdzięczności bo żadnego długu nie ma. Będę Ci płacił i w miarę możliwości pomagał jeśli będziesz tego potrzebować. - wyjaśnił, patrząc na nią poważnym, lecz jednocześnie znaczącym spojrzeniem. Być może mogła odczytać w jego oczach chęć tego, aby mimo wszystko się zgodziła. Słysząc zaś jej prośbę, uśmiechnął się i pokiwał głową. - Oczywiście, nie mam nic przeciwko. - zgodził się. W głębi duszy domyślał się o czym dziewczyna chciała porozmawiać, jednak nie miał pewności, więc wolał o tym nie myśleć. Zamiast tego wstał i popatrzył na nią z góry. Posłał jej wesoły uśmiech.
- Chcesz może coś do picia? A może do jedzenia? Niestety nie mam zbyt wiele do zaoferowania bo moja lodówka świeci pustkami. - wyjaśnił, szczerząc się głupkowato i jak zwykle, z zakłopotania, mierzwiąc jasne włosy z tyłu swojej głowy. Musieli wyjaśnić sobie wszystko, musiał przedstawić zasady, wymagania. Najpierw jednak wolał zrobić ciepłej herbaty. Przy ciepłym napoju zawsze milej się rozmawiało. Jeśli Yumi wyraziła chęci napicia się czegoś, poszedł do kuchni aby to przygotować.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Apartament Isao    Wto Lis 06, 2012 8:09 pm

Dlaczego tak jej na tym zależało i właściwie dlaczego o tym ciągle myślała? Może dlatego, że to był pierwszy raz, kiedy znalazła się w takiej sytuacji? Pierwszy raz, ktoś chciał na nią napaść. W dodatku na własne życzenie stała się ofiarą. I tak nie miała zamiaru zmienić swoich przyzwyczajeń, chciała natomiast ukoić swoją wieczną ciekawość. Może odebrałby to jako swego rodzaju nękanie i męczenie o coś, co było, minęło i już nie wróci, jednak chciała uparcie dążyć do postawionego przez siebie celu. Za wszelką cenę musiała znać co do joty całą tą historię. Wydusi to z niego choćby miała być nieprzyjemna, ot co! I oczywistym jest, że nie myślała o napastniku, że mógłby być to wampir. Nawet nie wierzyła do końca w istnienie owych istot. Jedyne co pamięta to krótka wzmianka o nich, kiedy była małą dziewczynką i to wszystko.
Dziewczyna oczywiście zrozumiała to, że nie otworzył jej od razu drzwi. Przecież nikomu się nie paliło. Była po zajęciach, więc tym bardziej miała dużo wolnego czasu, a tym bardziej minuta w tą czy w tą by jej nie zbawiła. Temblak do jutra? Hmm...przecież, kiedy był wtedy przy niej, nie miał temblaka. A może miał? Zmarszczyła czoło. Nie, nie miał... więc może było to jakieś niewielkie stłuczenie. Nie znała się za bardzo na medycynie, więc pozostawiła to bez komentarza. Rzuciła tylko: - Dobrze, że to nic bardzo poważnego...
Owszem, dla niej pojęcie "służka" było równe z pomocą domową. Z resztą. Trochę posprzątać, okazjonalnie coś ugotować nie było dla niej czymś specjalnie trudnym, w końcu u siebie w domu często wykonywała identyczne prace domowe, a w akademiku nie musiała specjalnie martwić się o prace domowe, bowiem wystarczyło ogarnąć jedynie swoją sypialnię, więc dużo roboty nie było. Siedząc na kanapie uśmiechała się promiennie do Isao. Aż ciężko uwierzyć, że taka samotniczka jak ona potrafiła być tak radosna w towarzystwie. Powinno być nieco na odwrót. Powinna być bardziej posępna, małomówna i na pewno bez tych uśmiechów i ciepłych tonów. Ale cóż... Yumi to Yumi. Zawsze była nieco inna.
- Ale, ja nie czuję się zmuszana! - zaczęła się usprawiedliwiać. Fakt, może branie tego jako spłacanie długu wdzięczności nie było zbyt dobrym określeniem... - Chcę pomóc, tym bardziej, kiedy jesteś w potrzebie.
Ucieszyła się kiedy zgodził się z nią porozmawiać. Kiedy patrzył na nią z góry poczuła się taka...niewielka, taka malutka. Jakby nie wystarczało to, że kiedy przy nim stała i tak była mniejsza. Ah, ten hormon wzrostu. Czemuż nie mógł ją jeszcze dwoma lub trzema centymetrami obdarzyć? Jak na złość nie umiała chodzić w szpilkach... Od biedy jedynie na koturnach, ale też niezwykle rzadko.
Sama wstała i spojrzawszy na niego, wyciągnęła ręce, dotknęła jego ramion i próbowała usadzić go na kanapie. - Siadaj... - powiedziała z poważną miną, jednak w głosie słychać było troskę. Nie wymagała żadnych herbat, kaw czy innych. Doceniała jego gest, jednak nie chciała, aby się przemęczał. Jeszcze się obleje wrzątkiem i co? Albo spadnie szklanka, zrani się...O nie. Nie mogła mu na to pozwolić.
- Jeśli chcesz, sama coś przygotuję. Tam jest kuchnia, prawda? - spytała szukając wzrokiem kuchni. Zerknęła na łuk, za którym widać było cały aneks kuchenny i patrzyła przez chwilę w tamtym kierunki.
Powrót do góry Go down
Isao
Nauczyciel
Nauczyciel
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t321-isao-takei#363
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 660


PisanieTemat: Re: Apartament Isao    Wto Lis 06, 2012 9:07 pm

Nie dziwił się, że chciała wiedzieć. Każdy dociekałby i próbował wyjaśnić taką sytuację, zwłaszcza jeśli straciłby przytomność już na samym początku (mogło to być przerażenie a jednocześnie moc owego wampira) i nie wiedział co się działo potem. Yumi ocknęła się dopiero kiedy Isao niósł ją do swojego mieszkania, czyli wtedy, gdy osoby, która ją zaatakowała już nie było. Nie pytała wtedy o nic, była w zbyt dużym szoku, a on nie chciał jej straszyć czy denerwować. Z jakiegoś powodu wydawała mu się niezwykle malutka i krucha, choć miał do czynienia z kobietami znacznie niższymi i drobniejszymi od niej. Takimi osóbkami aż chciało sie opiekować. I zjawisko to występowało zwłaszcza u nadopiekuńczego Isao. Miał zbyt dobre serce... Dobrze o tym wiedział a jednak nie umiał się zmienić. On, w przeciwieństwie do innych krwiopijców, nie tylko nie atakował ludzi, a chronił ich. Kobiety zaś traktował niczym delikatne kwiaty, którymi trzeba było się opiekować, pielęgnować je i odpowiednio o nie dbać.
Dobrze, że Yumi nie dociekała tego, co mu tak właściwie się stało. Dobrze też, że nie pojawiła się u niego wcześniej, kiedy to jeszcze cała ta sprawa nie wyglądała za ciekawie. Dzięki szybkiej, wampirzej regeneracji, większość ran zagoiła się. Jeszcze do południa wyraźnie widoczne były zadrapania i rany na jego twarzy, rękach. Złamanie nie goiło się tak szybko a i tak, według jego nadziei, miało się zagoić w przeciągu dwóch dni. Pozostawała jeszcze rana na brzuchu, lekko przy boku. Ta nadal goiła się strasznie wolno, choć już nie bolała. Teraz cały czas nosił starannie wykonany przez Madeline opatrunek, którego nie zdejmie aż całość nie zagoi się ładnie... Trochę był poturbowany, dobrze więc, że Yumi nie zastała go w takim stanie. Jeszcze chciałaby go zaciągnąć do szpitala. A pfe, nic z tego!
- Nic poważnego, nie ma powodu do zmartwień. - uspokoił ja, posyłają dodatkowo lekki uśmiech. Potem natomiast zaprowadził do salonu, gdzie zamierzał omówić sprawę, dla której Yumi zjawiła się u niego w mieszkaniu. Owszem, oboje pojmowali całość inaczej, jednak czy była potrzeba wyjaśniania tego? Chyba nie. Dziewczyna miała po prostu wypełniać swoje obowiązki. Nie musiała znać jego światopoglądu na tę sprawę. Zwłaszcza, ze Isao nie zamierzał jej do niczego zmuszać czy traktować przedmiotowo, jak to robiło większość krwiopijców ze swoimi sługami. Nie zamierzał nią pomiatać, wykorzystywać za bardzo. Miała mu po prostu pomagać, sprzątać, być jego prawą ręką i przyjaciółką zarazem. Potrzebował kogoś, kto sprzątnie mu mieszkanie od czasu do czasu, kto zaopiekuje się nim i dotrzyma mu towarzystwa. Był to przecież tylko wyrośnięty dzieciak, nadal nieco nieodpowiedzialny i nie potrafiący o siebie odpowiednio zadbać.
- Rozumiem i cieszy mnie to. - odpowiedział na jej słowa szczerze. Nie chciał jej przymuszać, lecz skoro robiła to z własnej woli, czuł się zadowolony. Wyszczerzył się wesoło, jak to on miał w zwyczaju. Ten szeroki uśmiech bardzo często pojawiał się na jego twarzy. Powinna się przyzwyczajać. - Tylko ja myślę o długoterminowym zatrudnieniu. Będę Ci płacił za wszystko regularnie. Dogadamy się odnośnie płacy, nie jestem skąpcem i dostosuje się.
Teraz jednak nie była jeszcze jego służką. Była gościem, którego trzeba było ugościć jak należy. Dlatego właśnie chciał zrobić jej coś do picia lub jedzenia. Głupi był jednak, że nie pomyślał aby zrobić zakupy skoro był na mieście. Lodówkę zapełniały jedynie jajka, mleko, trochę piw, budyniów. To było wszystko czego było mu potrzeba, jednak człowiekowi trzeba było o wiele więcej. On wszakże nie odczuwał głodu typowo ludzkiego. Ot, po prostu, lubił sobie czasem zjeść coś smacznego. Gotować jednak nie umiał i miał nadzieję, że Yumi to potrafiła. Cóż, znał ją na razie bardzo mało. Wiedział tylko jak się nazywa. Gdy jednak tylko wstał, zaraz został posadzony na miejsce. Spojrzał na nią nieco zdziwiony by zaraz wybuchnąć śmiechem. Śmiał się na dobre przez jakiś czas i dopiero kiedy się uspokoił, odezwał się dalej rozbawionym tonem:
- Proszę, proszę. Dopiero co pojawiła się w moim mieszkaniu a już mi mówi co mam robić. Ach te kobiety! - zaśmiał się ponownie. Oczywiście żartował i cała ta sytuacja bawiła go, po prostu. Gdy zapytała o to, gdzie jest kuchnia, wskazując w pewne miejsce, pokiwał głową, potwierdzając jej przypuszczenia. Mimo wszystko, powędrował za nią, ale nie po to, aby ją pilnować a raczej aby dotrzymać jej towarzystwa, powiedzieć gdzie co jest, jeśli by tego potrzebowała, a także omówić wszystko. Nie lubił siedzieć bezczynnie i w samotności. - To ja poproszę herbaty. Szklanki są tam a herbata tam. - wyjaśnił jej, wskazując na odpowiednie szafki, po czym posłał jej lekki uśmiech. Chwilę przyglądał się jej poczynaniom i dopiero po jakimś czasie ponownie odezwał się. Nastał czas aby omówić parę spraw.
- Ile tak właściwie masz lat? Musimy się lepiej poznać aby nasza współpraca szła lepiej. Możesz pytać o co tylko chcesz. - zachęcił ją, podążając za nią wzrokiem, gdy wszystko przygotowywała. Tak, chyba dobrze trafił. Przyda mu się taka Yumi do pomocy. - Może omówię zasady i obowiązki. Nie jestem wymagający. Potrzebuję po prostu kogoś kto zajmie się mieszkaniem zamiast mnie. Ja nie mam czasu na to wszystko i głowy do tego. Potrzeba tu sprzątnąć od czasu do czasu, zrobić zakupy, może coś ugotować. Sam nie umiem zrobić kompletnie nic a chętnie zjadłbym coś domowej roboty.- zaśmiał się ze swojej kuchennej niezdarności, klasycznie szczerząc się głupkowato i mierząc swoje włosy z tyłu głowy. Kolejne przyzwyczajenie Iska... - Nie wolno Ci jednak ruszać mojej gitary oraz niczego z szafek w mojej sypialni. To są moje prywatne rzeczy i bardzo dla mnie ważne więc mają być tam, gdzie są. Oprócz tego... postaraj się nie zranić. Nienawidzę krwi, wręcz nie znoszę jej widoku. - Gdy już wszystko wyjaśnił posłał jej uspokajający uśmiech. Nie był pewien czy czegoś nie ujął źle i jej nie zniechęcił, wystraszył. - Masz jakieś pytania? Klucze Ci dorobię, dostaniesz je w najbliższym czasie. Mój numer telefonu też Ci dam, więc możesz dzwonić do mnie kiedy chcesz. Skoro już się zgodziłaś na tę posadę nie myśl sobie, że będziesz tylko gosposią domową! Zostajesz prawą ręką i towarzyszką mistrza! - zażartował i zaśmiał się sam z siebie. - Nie jest to jednostronne więc na mnie też możesz liczyć.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Apartament Isao    Sro Lis 07, 2012 8:48 pm

Owszem, nie wiedziała jak dużo kosztowało chłopaka ratowanie jej skóry. Gdyby wiedziała... Obwiniałaby się o wszystko. O swoje zachowanie, o swoje rozkojarzenie, o myślenie o głupotach i wreszcie o narażanie życia innych z powodu jej głupoty. Tak, trochę się tego nazbierało i zapewne, gdyby zaczęła się obwiniać o to wszystko skończyłoby się na wielkiej depresji w najmniej bolesnym przypadku. Dlatego też, dobrze właśnie, że zemdlała. Chociaż... chociaż nawet tego nie mogła sobie wybaczyć, bo znów nie pamiętała zdarzenia. Doprawdy, zawsze musiała szukać dziury w całym. Cała ciekawska Yumi. Małe, ciekawskie i wścibskie stworzenie, ot co!
Wzbudzała litość swoim wyglądem? Cóż, na swój sposób miała dość słodką, niewinną buźkę, co oczywiście odejmowało jej lat... Chociaż miała ich dopiero siedemnaście. Zapewne dla Isao wyglądała na maksymalnie piętnaście, no w granicach szaleństwa, może i nawet uznał, że jest niewyrośniętą szesnastolatką.
Jego uśmiech sprawiał, że we wnętrzu od razu czuła jakiś spokój, mniejsze zmartwienie dotyczące jego stanu zdrowia. Brzmiało to tak szczerze, że naprawdę myślała, że nie jest z nim tak bardzo źle, jak ona sobie to wyobrażała. To w sumie był tylko temblak, prawda? Gorzej gdyby był cały poobijany i w dodatku miał śliwę pod okiem. Wtedy na pewno by się kłóciła, że na pewno nie czuje się świetnie i ją bezczelnie oszukuje. Z tym faktem, że słowa "bezczelnie" by nie użyła, znając Yumi.
- Wierzę... po prostu często się martwię na zapas. - odparła i westchnęła cicho. Nieco opuściła głowę. Niepotrzebnie robiła sobie te wszystkie zmartwienia i problemy, jednak już taka była. Straszliwie współczująca. Siostra miłosierdzia.
W życiu nie uznałaby Isao za wampira. Nawet w najśmielszych snach, nie przyznałaby mu tego tytułu. Dlaczego? Bo dla niej wampiry wyglądały tak, jak w starych legendach. Unikały światła, żyły w zamczyskach i miały wyraźnie wystające kły. W mieszkaniu przecież ciemno nie było, no i nie było ono też starym zamczyskiem. Co do uzębienia chłopaka, to Yumi niespecjalnie tam zerkała. - Ah, rozumiem. - powiedziała kiwając głową. Stałe zatrudnienie? W sumie... miałaby dodatkowe pieniądze za zwyczajne sprzątanie? Szczególnie w wypadku, kiedy właściciel umiał dbać o porządek? Lepiej nie mogła trafić. Poza tym chciała dotrzymywać mu towarzystwa. Domyślała się że jest samotny. Cóż, może nawet zbudują między sobą niewielką nić zaufania i nawet się zaprzyjaźnią? Przyjaźń z pracodawcą... No tak. Brzmi to nieco dziwnie, jednak owy pracodawca ją uratował, a to już inna bajka. - Nie martw się...niespecjalnie zależy mi na pieniądzach. - poinformowała go z promiennym uśmiechem i machnęła ręką.
Jeśli chodziło o jej umiejętności dotyczące gotowania, to nie były one zbyt wysokie. Jakieś tam spaghetti, domowe ciasteczka czy zupy umiała przyrządzić, jednak specjalnie wyszukanych dań już nie. No ewentualnie mogła próbować studiując książkę kucharską, jednak stan kuchni chłopaka po jej eksperymentach nie byłby raczej dobry.
- Przyzwyczaj się. - powiedziała poważnym tonem po czym uśmiechnęła się do niego z iskierkami w oczach. Nareszcie mogła się popisać. Co prawda miała zrobić jedynie herbatę, ale zawsze to coś. Dziewczyna udała się do kuchni. Znalazła wszystko dzięki wskazówkom chłopaka. Wzięła szklanki, herbaty i włączyła czajnik, aby ugotować wodę. W międzyczasie wróciła do salonu. Nie usiadła jednak na kanapie. Oparła się lekko o fotel obok i patrząc na Isao odpowiedziała na jego pytanie. - Siedemnaście. Nie wyglądam na tyle, prawda? wróciła do nasłuchiwania czajnika. Nie, woda jeszcze się nie ugotowała. Pilnie słuchała tego, co mówił. Kiwała jedynie głową na znak, że wszystko rozumie. Nie chciała ruszać jego prywatnych rzeczy, wiedziała, że to bardzo niegrzeczne.
Woda ugotowała się, więc szybkim krokiem wróciła do kuchni. Przygotowała herbatę. Znalazła nawet niewielką tacę, na której położyła szklanki, łyżeczki i cukierniczkę, po czym wróciła do salonu. Wszystko położyła na ławie.
- Boisz się krwi? Rozumiem... Jestem nieco niezdarna, ale postaram się uważać. Najwyżej szybko się opatrzę, byś tylko nie widział. - odpowiedziała z uśmiechem. Nie wyglądał na takiego, którego obrzydzałaby krew, ale różni są ludzie na tej ziemi. - Dziękuję....mistrzu. - powiedziała, po czym zaśmiała się.


Powrót do góry Go down
Isao
Nauczyciel
Nauczyciel
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t321-isao-takei#363
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 660


PisanieTemat: Re: Apartament Isao    Sro Lis 07, 2012 9:42 pm

Nie miała za co się obwiniać. Isao wcale tak wiele nie musiał robić. Wystarczy, że zademonstrował owemu wampirowi trochę swoich wampirzych umiejętności, a ten zwiał z podkulonym ogonem. Był to wampir niskiej klasy, osobnik rangi D albo nawet E. Takei, który posiadał krew typu B był więc od niego znacznie silniejszy. Nie musiał więc wkładać zbyt wiele wysiłku w ratowanie dziewczyny. A nawet jeśli kosztowałoby go to więcej, nie wypominałby jej tego. Ona została uratowana, on zaś spełniony. Ratowanie innych, zwłaszcza bezbronnych ludzi, było, poniekąd, jego życiowym celem, czymś co chciał robić między innymi dla spełniania własnych ambicji, udowadniania sobie, że był jednak coś wart. Nawet w ratowaniu Yumi kierował się także egoistycznymi pobudkami, chcąc zadowolić samego siebie. Nie, nie wzbudzała u niego litości. Zwłaszcza wyglądem. Skąd w ogóle ten pomysł? Ktoś tu chyba coś źle zrozumiał. On po prostu już taki był. Miał słabość do kobiet, traktował je z należytą im delikatnością, szacunkiem. Dbał o nie, starał się uszczęśliwiać, chronić. Nie było tu niczego z litości. Taki po prostu był już Isek, nic więcej. Po wyglądzie natomiast jej nie oceniał. Nigdy nie umiał wytypować wieku kogoś tylko na podstawie jego wyglądu, nie miał więc pojęcia ile dziewczyna mogła mieć lat.
- Mhm, dziękuje. - odpowiedział na jej słowa, posyłając jej kolejny łagodny uśmiech i pogłaskał ją po głowie. Być może nie powinien sobie na to pozwalać, ale taki już był. Była to tylko kolejna z jego wielu zwariowanych cech, do których Yumi musiała się po prostu przyzwyczaić. Był zbyt śmiały, zbyt bezpośredni... I zbyt często się uśmiechał, bowiem wyszczerz wprost nie znikał z jego twarzy. Cudowna to była przemiana... Jeszcze nie dawno był osowiały, bez życia, bez celów. Wystarczyło jedno zdarzenie, pojawienie się jednej osoby a znów wracał stary, optymistycznie nastawiony do życia Isek. Szkoda tylko, że owy powrót trwał kilka długich lat...
Dobrze, że nie uznawała go za wampira. Isao, nie wiedząc czy dziewczyna wie o ich istnieniu oraz, jeśli tak, co o nich sądzi, wolał aby nie dowiedziała się o tym, iż jej pracodawca nie jest człowiekiem. Nie chciał aby fakt ten popsuł ich wzajemne relacje, zniechęcił ją, odstraszył. Nie był jednak pewien jak długo będzie mógł utrzymać to w tajemnicy. Wbrew pozorom krwiopijcy różnili się od ludzi tak, że można to było z łatwością dostrzec. Nienaturalna wręcz uroda, blada cera, zimna skóra. Kły... cóż, kły akurat były indywidualną cechą każdego wampira. Zazwyczaj, tak jak w przypadku Isao, w normalnym stanie były tylko odrobinę dłuższe niż u ludzi. Gdy jednak krwiopijca stawał się głodny lub poczuł/zobaczył krew, wtedy jego oczy stawały się czerwone a kły wydłużały się do typowo wampirzych rozmiarów. I właśnie tego chciał uniknąć Takei.
- Nie... - pokręcił przecząco głową by zaraz ze spokojem popatrzeć na Yumi. - Będę Cię wykorzystywał do tego abyś mi sprzątała, wykonywała za mnie obowiązki domowe, była przy mnie i traciła dla mnie czas. Nie mogę Ci nie płacić.
Tak, on chciał się z nią zaprzyjaźnić. Nie chciał być samotny, nie chciał mieć wrogów, a właśnie przyjaciół. On nie pojmował ich relacji jako typowego związku pracownika z pracodawcą, więc nie widział w tym nic złego. Miał nieco inne spojrzenie na tę sprawę i nie chciał aby Yumi patrzyła na niego sztywno i z dystansem niczym na złego szefa, którego należy się bać.
Siedział sobie wygodnie na fotelu, kiedy dziewczyna weszła do salonu. Gdy odpowiedziała na jego pytanie, zaśmiał się cicho, acz krótko, po czym pokręcił głową przecząco. Uniósł wzrok prosto na nią i rzekł z rozbawieniem:
- Wiesz... ja nie bardzo umiem oceniać wiek ludzi po wyglądzie, więc nie miałem pojęcia ile możesz mieć. Chociaż rzeczywiście wyglądasz dość młodo.
Starzec się odezwał... Sam wyglądał na, co najwyżej dwudziesto-latka, mając o blisko osiem lat więcej. Wiek jednak miał dla niego małe znaczenie. Czymże bowiem był czas i wiek dla wampirów. Można było powiedzieć, że krwiopijcy i ludzie żyli w zupełnie innym czasie. Dla wampirów płynął on znacznie wolniej niż dla ludzi, a nawet zdawało się, że zatrzymywał się w pewnym momencie.
- No... tak jakby. - odparł, nieco zmieszany, szczerząc się głupio i mierzwiąc włosy z tyłu swojej głowy. Nie był pewien czy jego prośba odniesie zamierzony skutek. Zwłaszcza jeśli Yumi na prawdę była tak niezdarna jak twierdziła. Nic nie dałoby bowiem zaklejenie rany plastrem, skoro on wyraźnie czułby zapach krwi. Obawiał sie, że jego tajemnica może wyjść na jaw szybciej niż sądził. Nie chcąc jednak wzbudzić jakiś podejrzeń, zażartował sobie. Następnie zaś spojrzał na dziewczynę z ciekawością. - Może dobrze byłoby abyśmy się nieco poznali? Masz jakieś pytania? Pytaj śmiało o co chcesz.

_________________
. . . .
♫ Isao ♫

P i o s e n k i . . z e s p o ł u
1. 2. 3.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Apartament Isao    Czw Lis 08, 2012 4:06 pm

No i na co było jej to całe zamartwianie się? Przecież widziała, że jest dorosły i na pewno w wielu sytuacjach poradziłby sobie lepiej od niej, jednak Yumi była inna, a niekiedy po prostu nie myślała zbyt dojrzale i racjonalnie. W większości przypadków po prostu stawiała na swoją bezpośredniość i bezinteresowne odpowiedzi, gdyż już nie raz doświadczyła, że takie spontaniczne postępowanie też jest w porządku. Jednak, ilekroć patrzyła na ten temblak, uwalniała się ta cząstka zmartwienia i współczucia, która obejmowała całą jej osobę i powodowała jedno wielkie zrozumienie i chęć wszelkiej pomocy dla poszkodowanego w wypadku. Ponadto trochę ciekawiło ją, co spowodowało owy uraz ręki. Czyżby była to swego rodzaju pamiątka po walce z napastnikiem w zaułku? Nie wypadało jej pytać. Nie chciała być odebrana jako wścibska osoba. Owszem, miała wrażenie, że chłopak jest niezwykle sympatyczny i nie myśli o niej źle, jednak chciała być ostrożna. Poza tym pierwsze wrażenie musi być dobre, skoro ma bywać u niego częściej niż podejrzewała. Jednak nie miała nic przeciwko. Oferta pracy naprawdę jej się podobała. Od akademii nie było to tak wcale daleko, tym bardziej, że dziewczyna lubiła często sobie urządzać spacerki, a i tak pracowałaby po szkole, więc nawet nie miałaby zaległości. Oczywiście wierzyła, że chłopak patrzył również na to, aby jej wszystko pasowało.
Spodobał się jej jego uśmiech. Był taki ciepły. Niezwykle przyjemny i przyjazny. Po prostu nie mogła go nie odwzajemnić. Sama siedziała uśmiechnięta patrząc na niego jak w obrazek. Kiedy ją pogłaskał przymknęła nieco oczka. Wyglądała jak niewielki zwierzaczek, którego właściciel właśnie pochwalił. Dobrze, że nie wyrwał się jej jakiś pomruk, czy coś w tym rodzaju, bo wtedy na pewno byłoby całkiem zabawnie, nie ma co. Nie byłaby służką, a raczej zwierzątkiem domowym. Nie... nie ma co tego tak wyolbrzymiać. Pewnie skończyło by się na paru chwilach śmiechu i tyle.
Owszem, widziała, że chłopak jest blady. Jednak specjalnie ją to nie raziło, wszak sama nie była posiadaczką ciemnej karnacji. Też była blada. Ciężko powiedzieć, jaka na dany moment byłaby jej reakcja, kiedy ten powiedziałby jej kim naprawdę jest. Zdziwienie? Przerażenie? A może wpierw uznałaby to za żart i pochwaliła chłopaka za świetne poczucie humoru? Tego nie wie nikt, choć może niedługo się o tym przekona.
To, że miała wykonywać obowiązki domowe było dla niej oczywiste. Jednak słysząc, z jaką powagą mówił, aby była przy nim zrozumiała, że naprawdę musi cierpieć będąc samotnym. Że zapewne każda osoba, która pojawia się w jego mieszkaniu sprawia, że może zerwać choć na moment z dobijającą samotnością, móc z kimś porozmawiać i w końcu poczuć się lepiej, pouśmiechać... Uśmiechnęła się do chłopaka pocieszająco. - Spokojnie... - powiedziała cichym i łagodnym tonem. Ni stąd ni zowąd położyła mu rękę na ramieniu. - Będę zawsze tyle, ile będziesz chciał. - zapewniła go z uśmiechem. Skoro na nią liczył, chciała mu pokazać, że również traktuje te słowa poważnie i naprawdę może na nią liczyć.
Cieszyła się, że ich stosunki będą bardziej przyjacielskie, aniżeli takie oficjalne. W sumie to ona również była dość samotna. Kto wie... Może właśnie Isao miał przejąć rolę jej odskoczni od samotności? Sama przyznawała, że posiadanie jednego przyjaciela od razu sprawia, że jest się bardziej szczęśliwym. Może w końcu znalazła odpowiednią osobę? Wszystko miało się rozegrać w swoim czasie, nie było z czym się tak bardzo spieszyć.
Faktycznie, mógłby bardziej się zdziwić, gdyby się dowiedział, że niedługo skończy jakieś trzydzieści lat, ale siedemnaście? Nie było tak dużo. Uśmiechnęła się jedynie słysząc jego słowa.
Sama chciała go lepiej poznać. Myślała, o co może go zapytać, naprawdę kilka pytań kłębiło się w jej główce. To, o czym chciała z nim porozmawiać, chciała odłożyć na potem. Najpierw niech porozmawiają o czymś znacznie przyjemniejszym, niż tamten napad.
- No to... mieszkasz w tym mieście od urodzenia, czy niedawno się wprowadziłeś? - zapytała. Cóż. Najpierw chciała się dowiedzieć o jego "początkach", jeśli tak właśnie można to nazwać.
Powrót do góry Go down
Isao
Nauczyciel
Nauczyciel
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t321-isao-takei#363
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 660


PisanieTemat: Re: Apartament Isao    Czw Lis 08, 2012 6:55 pm

Gdyby tylko Isao wiedział jak Yumi zamartwiała się tą sprawą, na pewno za wszelką cenę starałby się ją uspokoić. Tymczasem dziewczyna niewiele dawała po sobie poznać, choć w środku męczyło ją to wszystko. To nie dobrze. Swoich obaw, niepewności i wszystkich problemów nie powinno się skrywać w sobie. Prawda, było za wcześnie aby dziewczyna ot tak zwierzała się ledwo poznanemu Iskowi ze swoich problemów, sekretów i myśli. Jeżeli jednak sprawa dotyczyła także jego i tylko on mógł rozjaśnić ciemność w jej głowie, odpowiedzieć na wszystkie pytania i uspokoić, powinna mu o tym powiedzieć. Wszak nie byłby to dla niego żaden problem a owa rozmowa musiała kiedyś nastąpić. Dla niego oczywistym było, że ręki nie uszkodził sobie przez ratowanie Yumi z opresji. Nie wiedział jednak, że dziewczyna tak właśnie sobie pomyślała. A szkoda... on już na pewno wybiłby jej to z głowy. Wszak przecież niósł ją wtedy na rękach! Gdyby coś sobie wtedy uszkodził nie mógłby przecież tego robić. Yumi więc niepotrzebnie się zamartwiała. Ale spokojnie... trochę jeszcze spędzi czasu z tym blondynem i nauczy się mniej martwić wszystkim. On na przykład większość rzeczy bagatelizował. Kiedy jednak było trzeba, zastanawiał się nad czymś długo, rozważał wszystkie możliwości, najlepsze rozwiązania. Tak między innymi było ze sprawą Yumi jako jego służki. Brał pod uwagę, że dziewczyna mogła się uczyć, pracować już lub z jakiegoś innego powodu mieć zajęty czas. Gotów był się dostosować do jej planu dnia. Wszak on jej wcale nie zamierzał pilnować! Dostanie klucze i niech robi co do niej należy, kiedy chce. Dla niego mogła tu nawet zamieszkać...
Nie spodziewał się, że jego uśmiech przynosił taki efekt. Był po prostu zadowolony z faktu, że i ona się wtedy uśmiechała. Zawsze był zdania, że uśmiech był zaraźliwy. Zupełnie jak śmiech... lub ziewanie, ale to już inna sprawa. Uwielbiał też przesadzać z nadopiekuńczością, często będąc zbyt śmiałym i na zbyt wiele sobie pozwalając. Najchętniej wygłaskałby i wyściskał Yumi jak jakiegoś zwierzaczka. Cóż poradzić? Była uroczą dziewczyną, a jej zachowanie tylko dopełniało wszystkiego. Ograniczył się jednak do głaskania, trochę obawiając się czy aby mógł sobie na to pozwolić. Jednak uśmiech na twarzy dziewczyny i fakt, że z zadowoleniem przymknęła oczy, mówiły wszystko. Podobało jej się to! To teraz będzie wygłaskana na śmierć, ha! Ale nie teraz... Na razie odjął dłoń od jej głowy, pozwalając jej działać.
Gdy dziewczyna wróciła do salonu z herbatą, Isao wziął jedną ze szklanek i przysunął bliżej siebie. Posłodził ją półtora łyżeczki i wymieszał. Nie lubił nie słodzonej herbaty. Przecież on ogółem uwielbiał słodycze i wszystko co słodkie (z budyniem na czele. To już było niemal uzależnienie). Pomieszał, odłożył łyżeczkę i upił parę łyków, przymykając z zadowolenia oczy. Czuł jak ciepło napoju rozgrzewa go całego. Czuł to nawet jeśli był wampirem i teoretycznie nie odczuwał różnicy temperatur. Bardzo lubił herbatę, między innymi dlatego. Zaraz jednak odstawił szklankę, skupiając się na rozmowie.
- Wiesz... ja nie chcę żeby to były jakieś sztywne relacje niczym pracownika i pracodawcy. Nie musisz tego traktować jak pracy. Mnie możesz traktować jak zwykłego kolegę, może później nawet się zaprzyjaźnimy. - powiedział i wyszczerzył się wesoło. Upił kolejny łyk herbaty, szarymi oczami wyczekująco wpatrując się w Yumi. Czekał na jej pytanie, będąc ciekawym o co spyta. Gdy zaś już to zrobiła, uśmiechnął się tylko i odstawił szklankę na blat stołu. - Wprowadziłem się tu jakieś osiem albo dziewięć lat temu, jednak przed siedmioma laty wyjechałem i wróciłem dopiero jakieś trzy tygodnie temu. - wyjaśnił jej. Był ciekaw czy domyśla się ile blondyn ma lat lub ile by mu dała po samym wyglądzie. Był bowiem świadom faktu, że wyglądał najwyżej na lat dwadzieścia a był, w przybliżeniu, o dziesięć lat starszy! Wyglądał i zachowywał się jak młodziak, a był już dorosłym facetem. Siedem lat temu... Yumi wtedy była jeszcze dzieckiem. Być może jej mama była jedną z wielu fanek istniejącego wtedy zespołu LM.C... On jednak nie patrzył na to w ten sposób, wszak wampiry inaczej patrzyły na czas. Nie zastanawiał się nad tym. Wyszczerzył się tylko szeroko i pokręcił trochę w fotelu. Wciągnęła go ta "zabawa".
- To teraz moja kolej! A więc... uczysz się gdzieś? Chodzisz do szkoły a może masz nauczanie domowe? A więc, co za tym idzie, mieszkasz z rodzicami, sama czy w internacie? - był tego ciekaw bowiem to również miało wpływ na przebieg ich współpracy. Zwłaszcza jeśli chodziło o obowiązki Yumi.

_________________
. . . .
♫ Isao ♫

P i o s e n k i . . z e s p o ł u
1. 2. 3.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Apartament Isao    Czw Lis 08, 2012 7:14 pm

Gdyby ten chciał wybić jej z głowy całe to zamartwianie, to i tak pewnie nie do końca by go posłuchała. Była dość uparta w tego typu kwestiach i zawsze wolała być nieco nadopiekuńcza, aniżeli niewzruszona czyimś losem. Fakt, może jednak troszkę przesadzała. To był tylko uraz ręki, a nie dożywotni paraliż. Oj Yumi, Yumi. Sama się wewnętrznie dobijała. Nie, nie mogła wybuchnąć przed nim nagłym wywodem, jak jej szkoda i jak jej smutno, że nie jest do końca sprawny. Znając ją, to jeszcze zaczęłaby się rozklejać. Matko, jaka ona była wrażliwa...To, że niósł ją na rękach po napadzie wypadło jej z pamięci. Mało do niej docierało, z resztą i tak do tej pory niewiele co pamiętała. Wiedziała tylko o jakimś napadzie i tym, że niedługo po tym obudziła się właśnie w tym mieszkaniu. Chyba nawet leżała na tej kanapie... Albo jeszcze gdzieś indziej...Nie, nie. Nie było teraz czasu na ponowne myślenie o tym zdarzeniu. Aktualnie nie chciała do tego wracać. Potem owszem, ale nie teraz. Musiała być konsekwentna w swoich postanowieniach. Nie ma żadnych taryf ulgowych. Wróciła więc ze stanu lekkiego zamyślenia na ziemię i uśmiechnęła się do Isao. Ona zwierzaczkiem? Hm...chyba nadawałaby się na kota. Chodziła własnymi ścieżkami, lubiła spać, a jak przychodziło co do czego, to mogłaby się łasić godzinami. Poza tym uwielbiała te zwierzaki. Szkoda tylko, że w akademii nie można było posiadać zwierząt. Przemyt nie wchodził w grę. Prędzej czy później, ktoś usłyszałby jakieś przypadkowe miauknięcie i kłopoty murowane. Może jak skończy szkołę... Albo chociaż przekona rodziców. Na małego, słodkiego koteczka. Miałaby zajęcie na całe 24 godziny. Ją by nawet ekscytowało oglądanie, jak mały futrzak śpi.
Wzięła szklankę z herbatą dla siebie i upiła łyk. W ogóle nie słodziła. Ponadto uwielbiała mocną herbatę. Uważała nawet, że ma wtedy taki dobry, lekko kwaśny smak. Ah, te jej przyzwyczajenia. Jeszcze była taka cieplutka... Patrząc przez okno można było dostrzec deszcz. Jak miło było siedzieć w cieplutkim mieszkaniu z herbatką. Szkoda jedynie, że musi je niedługo opuścić, a jeśli nie przestanie lać, to będzie niewesoło...
- Naprawdę to doceniam.- odpowiedziała mu. Jego towarzystwo naprawdę było przyjemne i to między innymi motywowało dziewczynę do pracy i przychodzenia tutaj z ochotą. Oczywiście wszystko podsumowała ciepłym uśmiechem, po czym odłożyła szklankę na ławę.
Kiedy usłyszała odpowiedź na pytanie, słuchała pilnie i kiwała głową. Domyślała się, że jest starszy. Na chwilę obecną dawała mu jakieś... 22, no maksymalnie 25 lat. Wyglądał młodo. Chyba tak jak ona wyglądał na osobę młodszą, niż wiek pokazywał. Mimo to różnica wieku między nimi była nieco duża. Jakieś 5 lat na pewno, ale w niczym jej to nie przeszkadzało. Wręcz przeciwnie. Wyobraziła sobie jak mógł wyglądać, kiedy był mały. Ona w łóżeczku, śliniąca się i składająca pierwsze sylaby, a on siedmiolatek z jasną czupryną uśmiechnięty od ucha do ucha. Jakże uroczo się zrobiło...
- Chodzę do Akademii Cross. Niewielki kawałek stąd. Zapewne kojarzysz.- powiedziała upijając kolejny łyk herbaty. W końcu była to najsłynniejsza akademia w mieście. Musiał ją znać, chociażby z racji odbywających się tu wyjątkowych zajęć - Dziennych i Nocnych.
Powrót do góry Go down
Isao
Nauczyciel
Nauczyciel
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t321-isao-takei#363
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 660


PisanieTemat: Re: Apartament Isao    Czw Lis 08, 2012 7:58 pm

Nie umiał czytać w myślach, a więc nie miał pojęcia o czym myślała Yumi, gdy w niektórych momentach zawieszała się. Każdy tak miał. Była to rzecz naturalna zarówno dla ludzi jak i dla wampirów. Nie spodziewał się, że dziewczynę cały czas męczy to, co się wtedy stało. On sam już dawno o tym zapomniał, przestał myśleć o tamtym wydarzeniu. Wiele już przeżył w swoim 27-letnim życiu. Wiele chwil dobrych, ale również i chwil złych, których nie miał zwyczaju rozpamiętywać. Zapewne jeszcze dużo mu się w życiu przydarzy. Los bowiem lubił płatać wszystkim figle. Była to jego ulubiona zabawa od wieków. Nie oszczędzał nikogo.
Lubiła koty? On nie potrafił zdecydować czy bardziej lubił koty, czy psy. Jedne i drugie zwierzaki wydawały mu się niezwykle miłe, przyjazne, ciekawe. Każde z nich miało wszak swoje zalety i wady, zależne od gatunku, rasy i charakteru. Koty były idealne do spania z nimi, przytulania ich, noszenia na rękach. Psy natomiast były najlepszymi przyjaciółmi, pocieszycielami. I można było wychodzić z nimi na spacer, tresować je! Isao już kiedyś myślał o kupnie psa, uznał jednak, że nie miałby czasu się nim zajmować. Było to bowiem w czasach gdy zespół jeszcze istniał, a on siedział przy pracy dniami i nocami. Wtedy dopiero jego mieszkanie wymagało prawdziwych porządków! Nie sprzątał w nim nic, a robił tylko większy bałagan. Marceille, która w tamtych czasach była jego służką, spisywała się na medal, ogarniając to wszystko i mając do niego cierpliwość. Najczęściej bowiem, gdy pojawiała się w tym mieszkaniu, on spał przy stoliku a obok niego i w całym pomieszczeniu walała sie masa papierów, zapisanych i pogniecionych kartek.
- Cieszę się. - odpowiedział na jej słowa, uśmiechając się lekko i poklepał ją po głowie lekko. Ciekawe... znali się ledwie parę chwil a on już miał wrażenie jakby od ich pierwszego spotkania minęło kilka ładnych lat. Nie wiedział co to powodowało i nie zamierzał dociekać. Liczył się sam fakt. Ale idąc dalej...
Dwadzieścia dwa albo dwadzieścia pięć lat? Dużo... Zazwyczaj dawano my maksymalnie dwadzieścia lat, najczęściej stawiając na dziewiętnaście. Wampiry wszak nie starzały się i właśnie w tym momencie Takei przestał się postarzać. Albo inaczej... W pewnym momencie swojego życia ich proces starzenia bardzo zwalniał, nadając im wiecznie młody wygląd. Przyjemna to była cecha... Wiecznie młodzi, wiecznie piękni, podczas gdy ludzie się stale starzeli. Między nimi była różnica dziesięciu lat a ktoś mógł powiedzieć, że najwyżej czterech! Cóż, to i tak było mało. Chodziły bowiem po tym świecie wampiry mające setki lat a wyglądające na 25-latków. Ale to temat do dłuższej dyskusji i nie ma sensu w tej chwili go poruszać.
- Oczywiście, że znam! - zaśmiał się. - Ta Akademia jest znana w całym kraju a nawet przez niektórych za granicą. Niewiele jest takich Akademii jak ta. - stwierdził. No tak... Yumi mogła nie rozumieć co było prawdziwym tego powodem. Istnienie klas nocnych i dziennych? Owszem, to również było zjawisko niespotykane, ale tu ważne było co innego. Był to fakt, że szkoła ta miała na celu połączenie rasy ludzkiej i wampirzej. To właśnie tak rozsławiło tę szkołę. Isao, który dużo przebywał za granicą, dobrze o tym wiedział.
- A więc teraz Twoja kolej. - zachęcił ją, sięgając po szklankę i podnosząc ją do swoich ust. Upił łyk, potem drugi i jeszcze jeden. W tym czasie patrzył wyczekująco na pytanie dziewczyny. O co spyta go tym razem? Lubił tego typu zabawy.

_________________
. . . .
♫ Isao ♫

P i o s e n k i . . z e s p o ł u
1. 2. 3.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Apartament Isao    Czw Lis 08, 2012 8:30 pm

Miło byłoby od czasu do czasu wszystko bagatelizować i odpocząć od tego wiecznego zamartwiania się rzeczami, którymi czasem bywały zwykłe głupoty. Jednak nie wszystko jest takie proste, jakby się chciało. Niestety. Jednakże Yumi była już przyzwyczajona do tego, jaka jest. Od siedemnastu lat nic się nie zmieniło. Była taka sama, nigdy nie dawała się zmienić, nigdy nie chciała się podporządkować by inni mogli mieć korzyści, a ona miałaby cierpieć. Może też dlatego jej postawa nie podobała się wszystkim i była swego rodzaju odludkiem? Cóż, źle jej z tym nie było, a co myśleli inni to ją akurat guzik obchodziło.
Odwieczny konflikt polegający na odpowiedzi czy psy są lepsze od kotów lub na odwrót nie sprawiał Yumi problemu. Bezapelacyjnie zawsze odpowiadała, że woli koty. I co z tego, że psy określane są mianem wiernych i najlepszych przyjaciół człowieka? Jeden z nich, kiedy była mała chciał ją zagryźć. Do tej pory na plecach miała kilka niewielkich blizn. Stąd też uraz to psów. Poza tym koty były nieco bardziej samodzielne. Przynajmniej w jej mniemaniu. Nie musiałaby ciągle pamiętać o wyprowadzaniu na spacery i tym podobne. Jednak mentalność Yumi szczególnie w sprawie kotów, zawsze ukazywała je w samych superlatywach, więc niech nikt się nie dziwi.
To klepanie po główce też było całkiem przyjemne. Tylko nie mrucz Yumi, tylko nie mrucz! Naprawdę...cieszyła się jak małe dziecko, które dostało pochwałę. Cóż, gdyby chłopak miał jakiegoś zwierzaka, to ten na pewno pokochałby swojego pana.
Z wiekiem może i nie trafiła, ale czy on miał tutaj jakieś ważne znaczenie? Czy nie mogli sobie na coś pozwolić z tej przyczyny? Mogli przecież wszystko. Rozmawiać jak dorośli ludzie, zaprzyjaźnić się i tym podobne. Jednakże wiadomo...takie informacje zazwyczaj po prostu nieco ciekawią i to wszystko.
- Dokładnie. Podoba mi się w niej... - odparła z uśmiechem. Lubiła uczęszczać do Akademii Cross. Ponadto strasznie intrygowała ją Nocna Klasa. Codziennie widywała tłumy dziewcząt piszczące i mdlejące, kiedy tylko jeden z chłopców z owych zajęć szedł do akademika. To było...chore? Tym bardziej, że nigdy nie zwracali na nich większej uwagi.
Jej kolej, tak? A więc zastanowiła się nad pytaniem. Skoro już pytała się o to, skąd pochodzi przyszła pora na coś innego. Może też inną kategorię. Napiła się ponownie herbaty.
- Czym się w ogóle zajmujesz? Chyba nie siedzisz w domu całymi dniami, prawda?
Powrót do góry Go down
Isao
Nauczyciel
Nauczyciel
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t321-isao-takei#363
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 660


PisanieTemat: Re: Apartament Isao    Czw Lis 08, 2012 9:12 pm

Każdy był jaki był i nie należało tego zmieniać. Isao bardzo dobrze rozumiał Yumi. Ileż to razy w swoim życiu słyszał, że powinien się zmienić, wydorośleć, stać się bardziej odpowiedzialnym?! Niegdyś ciągle słyszał o tym, że zachowuje się jak nieodpowiedzialny dzieciak, że powinien spoważnieć, zaprzestać starań aby wszystkiemu i wszystkim robić na przekór, na siłę się wyróżniać. On jednak czuł się dobrze będąc takim, jaki był. Tak mu było wygodnie, taki właśnie był jego charakter. Gdyby próbował się podporządkować, męczyłby się jedynie, a i jego działania mogłoby nie przynieść zamierzonych efektów. Yumi nie przeszkadzała mu taka, jaka była. Widział ją jako niezwykle miłą i uroczą dziewczynę, acz trochę cichą i nieśmiałą. Nie wiedział, że tak lubiła się wszystkim przejmować i martwić, nie znał jej przecież zbyt dobrze. Gdyby zaś proponowałby jej zmianę, robiłby to nie z egoistycznych pobudek a dla jej dobra. Wszak w ten sposób ona męczyła samą siebie. Nie lepiej było żyć z podniesioną głową, nie przejmować się niczym? Tak, to było bardzo wygodne i Takei dobrze o tym wiedział, wszak sam żył w ten sposób od lat. Jednak główną przyczyną tego był fakt, że nie umiał radzić sobie z problemami więc lekceważył je, odpychał od siebie. To był jego sposób na życie...
Isao po prostu lubił psy. Nie wiedział z jakiego powodu chciał mieć właśnie tego czworonożnego przyjaciela zamiast kota. Po prostu, kiedy pomyślał o zwierzaku, wyobraził sobie siebie jako właściciela labladora, yorka albo innego psiaka. Nie zamierzał się jednak wykłócać o to, która rasa jest lepsza. Każdy przecież miał własny gust, a powszechnie wiadomym było, że o gustach się nie dyskutuje. To tylko wywoływało wojny i sprzeczki, a każdy i tak miał swoje zdanie i swoje upodobania.
Nie, wiek nie miał większego znaczenia a chodziło jedynie o czystą ciekawość. A przynajmniej jeśli chodziło o ilość wiosen blondyna, bowiem w przypadku Yumi nie było to już takie bez znaczenia. Skoro miała u niego pracować musiała mieć ukończone przynajmniej szesnaście lat, inaczej szarooki działałaby niezgodnie z prawem. O to też mu chodziło, lecz jeśli dziewczyna miała lat siedemnaście, nie było żadnego problemu. Tymczasem wracając do ich rozmowy...
- Nie wiem, ja tam do niej nie chodziłem. Kiedy tu już przyjechałem byłem za stary na ucznia szkoły średniej. - wyjaśnił i zaśmiał się cicho, zaraz szczerząc się głupio i mierzwiąc swoje jasne włosy. Zaraz jednak upił parę łyków herbaty i czekał na pytanie. Gdy zaś te już zostało zadane, blondyn wyszczerzył się jeszcze szerzej, będąc wyraźnie zmieszanym. - Tak się składa, że właśnie siedzę w domu. Parę lat temu byłem muzykiem, potem, kiedy zespół został zlikwidowany, jeździłem po świecie i łapałem się robót dorywczych. - wyjaśnił. Na pewno nie znała jego starego zespołu. Była wtedy zaledwie 7-letnim dzieckiem, więc wątpił aby słuchała wtedy rocka. Trochę smucił go fakt, że pokolenie fanów LM.C dawno już wydoroślało i zapomniało o starych idolach. Teraz już nikt o nich nie pamiętał. Tęsknił za tymi czasami i miał coraz większą ochotę na reaktywowanie zespołu. Musiał tylko porozmawiać z Kyubim i pogodzić się z nim. A może AŻ a nie TYLKO?
- A więc teraz moja kolej... Masz rodzeństwo? - ot takie tam banalne pytanie, ale ciekawiło go to. Zawsze zastanawiał się jak to jest mieć brata lub siostrę, gdyż sam był jedynakiem.

_________________
. . . .
♫ Isao ♫

P i o s e n k i . . z e s p o ł u
1. 2. 3.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Apartament Isao    Pią Lis 09, 2012 7:48 pm

Oczywistą oczywistością było, że nigdy się nie zmieni. Choćby miała być wrogiem publicznym numer jeden, nigdy się nie zmieni. Przenigdy. Żenowało ją, kiedy niektóre osoby, by przypodobać się innym zmieniały swoje nastawianie do poglądów czy wartości na które miały zupełnie inne zdanie. To było takie głupie. Co jeszcze ją irytowało? Na pewno to, kiedy ktoś musiał się dostosowywać do drugiej osoby, aby ta była zadowolona. Inni mają mieć korzyści, a drudzy mają się zmuszać i nie być zadowoleni? Gdzie tu jakakolwiek logika? Oh, no już mniejsza o to. Każdy ma swój rozum i jedno życie, z którym może robić to, co mu się żywnie podoba. Optymistka? Pesymistka? Raczej realistka z zadatkami na optymistkę mająca skłonności do martwienia się byle czym, jeśli ktoś bardzo chciałby wiedzieć.
Cóż, niewykluczone, że gdyby ktoś podarował jej szczeniaka, albo gdyby miała często przebywać w jego towarzystwie to może jej uraz do psów by się zmniejszył? Może nawet zaniknął? Kto wie, kto wie. Gdyby widziała takie nieszkodliwe maleństwo, które z ledwością szczeka, ma słodziutkie oczęta... Oj, któż by się w takim nie zakochał od pierwszego wejrzenia? Taaak. To było bardzo prawdopodobne. Mogło to dość wiele zmienić. na pewno, nie patrzyłaby na psy z taką lekką dozą nienawiści i przy okazji nie bałaby się ich tak bardzo. Oczywiście wielkie osobniki z pianą w pysku akurat się tu nie zaliczają, bo to już troszkę inna bajka.
Owszem, według wszelkich prawnych procedur mogła już pracować np. właśnie jako służka u Isao. Tak, tak. To nie była zwyczajna praca, bowiem miała być też dla niego wsparciem i towarzyszką, jednak z tego ogólnego punktu widzenia, można było podciągnąć to pod kategorię zwykłej pracy dla siedemnastoletniej dziewczyny. Nie, nie brakowało jej pieniędzy. Był to pewien sposób odwdzięczenia się, jednak kilka groszy więcej w kieszeni zawsze cieszy, prawda? Tym bardziej jak się je zaoszczędzi... Oj, wtedy to sobie można fajnie pokombinować.
Było do przewidzenia, że nie uczęszczał do Akademii, skoro przebywał to tu, to tam. Był za stary? Oj, niech nie przesadza. Nie miał nawet trzydziestki, więc był młody i kropka. Starzy to są ci, którzy męczą się życiem i każda, podstawowa czynność ich męczy. Takie osoby mogą mieć przynajmniej 70, 80 lat. A nie dwadzieścia parę, jak Isao! Poza tym...chyba bardzo lubił męczyć swoją czuprynę, bo co chwilę mierzwił włosy.
Muzyk? Tego nie przypuszczała. Jakby mu się tak przyjrzeć... pewnie grali rock lub coś w tym stylu. Raczej na przesłodzonego gwiazdora muzyki pop dla słodkich, plastikowych nastolatek nie wyglądał, choć pewnie i tak nie jedna fanka mając plakat z nim, całowałaby jego wizerunek każdego dnia. Ah, te fanki...a raczej psychofanki.
- Byłeś wykonawcą czy na czymś grałeś? - zapytała wyraźnie zaciekawiona tym tematem. Ponownie napiła się herbaty patrząc zaciekawiona na chłopaka.
Była zbyt zaciekawiona jego muzyczna przeszłością, aby jakoś bardziej skomplikowanie odpowiedzieć na jego pytanie. Pokiwała jedynie głową na znak, że rodzeństwo posiada. - Braciszka. Ma trzy lata.
Powrót do góry Go down
Isao
Nauczyciel
Nauczyciel
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t321-isao-takei#363
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 660


PisanieTemat: Re: Apartament Isao    Pią Lis 09, 2012 8:41 pm

Nie musiała się zmieniać. Isao uważał, że była w porządku taka jaka była. Prawda, może nie znal jej zbyt dobrze, ale wywarła na nim dobre pierwsze wrażenie i chciał ją lepiej poznać. Poza tym... nikt nie powinien robić niczego wbrew sobie, zmieniać się na siłę. Nawet jeśli chcieli tego inni. Jeżeli ktoś chciał kogoś zmienić dla własnych celów, nie był wart zadawania się z nim. Takie osoby były najzwyklejszymi w świecie egoistami, podłymi egoistami zapatrzonymi jedynie w czubek własnych, długich nosów.
A więc istniała szansa, że jeśli, na przykład, Isao kupiłby sobie szczeniaka i Yumi, która miała być jego służką, musiałaby się także nim zajmować, dziewczyna polubiłaby choć trochę psy? Gdyby Isek tylko o tym wiedział, miałby kolejny powód do kupna psa. Co prawda na razie ten pomysł całkowicie wypadł mu z głowy i w ogóle go już nie rozważał. Wszak jeszcze dzisiaj chciał się wyprowadzać albo raczej bardzo poważnie o tym myślał. To, że odrzucił ten pomysł było zasługą tylko i wyłącznie Madeline, która zatrzymała go tutaj. Była jedynym powodem, dla którego mógł tu zostać. I skoro już zdecydował się nie wyprowadzać, powinien zacząć żyć tak na prawdę. Znaleźć pracę, odnowić stare znajomości lub rozpocząć nowe. Inaczej się nie dało... Nie był osobą, która potrafiła żyć w samotności. Póki co więc zamierzał się skupić głównie na tym aby znaleźć sobie jakieś zajęcie.
Cóż. Może zdanie ,,przebywał tu i tam" nie było zbyt poprawne. Brzmiało bowiem ono jakby Takei stale podróżował, dla sportu, zabawy lub innych tego typu powodów. On jednak, te siedem lat temu, wyjechał z Japonii z zupełnie innego powodu. To była ucieczka. Ucieczka przed problemami, które nagle zaczęły zwalać się mu na głowę i z którymi nie umiał sobie poradzić. To dlatego wyjechał. Nie wiedział co ma z sobą począć, co zrobić, jak żyć. Było to tuż po zniknięciu Madeline (upozorowaniu jej śmierci), rozpadzie się zespołu. Isao stracił wtedy wszystko co było dla niego wtedy ważne, co nadawało mu cel w życiu. Dlatego wyjechał i tułał się po świecie, szukając sensu i powodu, dla którego miałby dalej egzystować na tym łez padole. Znalazł go? Nie bardzo. Koniec końców wrócił tu, choć z porządnym zamiarem wyprowadzenia się. Nie umiał jednak od tak podjąć decyzji, odciąć się od wszystkiego co się tu przydarzyło. To miejsce i związane z nim wspomnienia były dla niego bardzo ważne. Teraz wiedział, że dobrze zrobił wracając tu. Ale my nie o tym...
Nie uważał się za starego. W świecie wampirów był jeszcze dzieciakiem, więc nawet przez chwilę nie myślał o sobie w taki sposób. Gdy jednak przy jechał do tego miasta te kilka lat temu nie był stary ale był za stary na chodzenie do liceum. Miał wtedy bowiem 19 lat a właśnie wtedy kończyło się edukacje. Jemu zresztą nie była potrzebna jeszcze jedna szkoła. On już uzyskał potrzebne mu wykształcenie, więcej mu nie było potrzeba. Przynajmniej na razie. Należy bowiem pamiętać, że także sprawy szkoły liczyły się dla wampirów zupełnie inaczej. Wszak rasa ta łatwiej przyswajała wiedzę i szybciej się uczyła. Tak więc cały tok szkolnego nauczania przebiegał u nich nieco inaczej. Pod warunkiem, że uczęszczali do szkoły do tego przystosowanej lub, tak jak Isao, otrzymywali nauczanie domowe.
Nie, nie był gwiazdką popu. Nawet mu to przez myśl nie przeszło! Nigdy nie lubił tego typu muzyki oraz osób go wykonujących. Jedynie Michael Jackson potrafił wzbudzić do siebie sympatię blondyna. Tymczasem szarooki nie tylko słuchał muzyki rockowej i niegdyś ja wykonywał, lecz także sam jego wygląd, z naciskiem na ubiór, mówił o właścicielu w tej dziedzinie wszystko. Ciemne ubrania, często poprzedzierane, trampki lub glany, pieszczochy. Tak... to były znaki rozpoznawcze. Ach, żeby Yumi widziała jego stylizacje sceniczne! To dopiero były ciekawe rzeczy!
- Byłem wokalistą. - wyjasnił i nieco speszony spojrzał gdzieś w bok, tradycyjnie mierzwiąc swoją czuprynę. To nie tak, ze lubił to robić. On po prostu miał już taki nawyk i najczęściej nie był nawet świadom faktu, że to robił, czyniąc to zazwyczaj w geście zmieszania, zakłopotania lub kiedy nie wiedział co powiedzieć. - To było dawno temu. Byłaś wtedy dzieckiem.
Nie zwrócił nawet uwag ina fakt, że sam tylko postarzał się poprzez swoje słowa. Yumi wszak nie wiedziała ile Isao miał lat a po tym co mówił mogła go wziąć za starego faceta o młodym wyglądzie. Jego uwagę jednak odwróciła wzmianka o młodszym bracie. 3 latka?! Isao uwielbiał dzieci w tak młodym wieku. Miał do nich kompletną słabość i gdyby mógł, rozpieszczałby wszystkie, jakie tylko napotkałby po drodze, każdemu dając pęczek lizaków. Sam wszak niegdyś myślał o tym aby byc ojcem. Los jednak spłatał mu figla i całość potoczyła się nieco inaczej. Nie dość, że nie został ojcem, że nie założył rodziny, to został bez dziewczyny, bez przyjaciół i bez celu w życiu. Przykre, prawda? Teraz jednak jego oczy wyraźnie się zaświeciły. Ożywił sie.
- Braciszek? Musisz mi go kiedyś przedstawić, uwielbiam dzieci! - zawołał z entuzjazmem, wpatrując się prosto w oczy Yumi. Obrazek rodem z mangi... Tylko dorobić mu psie uszy i majdający ogon. - Znaczy ten.. no... nie bierz mnie za jakiegoś pedofila. Ja po prostu lubię dzieci ale nie w tym sensie. - zmieszał się, kiedy dotarło do niego jak to mogło brzmieć. Jeszcze go przymkną za rzekomą pedofilie i dopiero będzie heca! Tymczasem rozmowa trwała dalej. - A więc teraz Twoje pytanie! - Uśmiechnął się szeroko, wyczekująco wpatrując się w dziewczynę.

_________________
. . . .
♫ Isao ♫

P i o s e n k i . . z e s p o ł u
1. 2. 3.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Apartament Isao    Pią Lis 09, 2012 9:04 pm

Egoiści. Często spotykała ich na swojej drodze. Chyba jednak każdy miał w sobie jakąś egoistyczną cząstkę, nawet jeśli uchodził za oddanego innym. Wszak każdy doświadczył chyba uczucia, że coś nie do końca mu się opłaca, a brak zysku z jakiejś rzeczy, jednak troszkę denerwował. Z resztą, to ponownie były jej teorie, które sobie snuła w myślach. Co jak co, ale o sprawach egzystencjalnych mogłaby sobie dumać i dumać godzinami i nie znudziłoby jej się to. Kto wie...może na studia warto wybrać się na filozofię? Póki co miała na to dość dużo czasu. Owszem, powinna już nad tym myśleć, jednak nie usiłować na już znaleźć odpowiedniej uczelni i kierunku. Preferowała raczej metodę małych kroczków, aniżeli podejmowanie decyzji na odczepne, byle mieć spokój. Nie...ona musiała wszystko sobie porozkładać na czynniki pierwsze i być wszystkiego pewna. Taka natura, co poradzić. W sumie to zorganizowanie wychodziło jej na dobre. Jedynie w kontaktach z innymi lepsza była jednak ta spontaniczność, niż myślenie nad każdą wypowiedzią. Gdyby tak miała wszystko rozkładać, to odpowiadałaby po paru minutach i raczej 90 procent rozmówców nie chciałoby z nią rozmawiać i oczekiwać, aż ta się wielce raczy odezwać.
W sumie...gdyby Isao sprawił sobie szczeniaka, miałaby już trzy dobre powody, dla których chciałaby tu przychodzić. Mianowicie: powód pierwszy - obecność chłopaka. Czuła, że się dogadają, może zaprzyjaźnią. Był dla niej tak ciepły i serdeczny. Takich to teraz ze świecą szukać, naprawdę. Kolejny powód - świetna oferta pracy. Praca sama w sobie nie była specjalnie ciężka, a wynagrodzenie ją w pełni zadowalało. Trzeci? Trzecim powodem byłby sam słodki psiak, którym również chętnie by się zaopiekowała. O ile zwierzak by ją polubił oczywiście.
Yumi nie znała przeszłości chłopaka, nic nie wiedziała, nic nie rozumiała. Kto wie...może kiedyś uchyli rąbka tajemnicy i trochę ją oświeci? Teraz tego nie wymagała. Nie znali się zbyt długo, poza tym...Jeśli nie były to przyjemne wspomnienia, nie chciała, aby przez jej własną ciekawość musiał znów do tego wracać.
Stylizacje sceniczne Isao? To musiało być coś. Była dzieckiem? Zrobiła nieco obrażoną minę. Przecież nie dzieliło ich aż tak wiele. A nuż znała jego zespół? Chociaż...gdyby znała, to znałaby i jego, logiczne prawda? No dobrze. Więc może jednak znała jakąś ich piosenkę? Urywek? Skoro był wokalistą, to czemu by tego nie wykorzystać, hm? - To zaśpiewaj coś. Proszę... - zrobiła słodką minkę, aby dzięki temu go przekonać. Warto też wspomnieć o jakże słodkim i rozbrajającym tonie dziewczyny.
Małe dzieci? Średnio za nimi przepadała. Akurat jej braciszek był naprawdę kochany. Jednak miała również styczność z dziećmi, których tradycją, było płakanie przez jak najwięcej godzin. Co z nimi? Biły rekordy Guinessa czy jeszcze jakieś inne? Wiadomo. Ząbkowanie i te sprawy. Ale czemu ? Chyba nigdy nie zrozumie dzieci. Sama jako niemowlak święta nie była, ale przecież tego nie pamiętała.
- Przedstawić? Chciałabym, ale...nie mam za bardzo możliwości...chyba, że masz pomysł? - spytała zaskoczona nieco jego bardzo entuzjastyczną reakcją.
W życiu nie wzięłaby go za pedofila. Nie wyglądał jej na takiego. Jej pytanie? Ponownie przez chwilę musiała się zastanowić.
- Cóż...ciekawi mnie po prostu ile masz lat. Bo naprawdę, nie dałabym Tobie więcej niż dwadzieścia pięć... - spytała przyglądając się mu z lekkim uśmiechem na ustach.
Powrót do góry Go down
Isao
Nauczyciel
Nauczyciel
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t321-isao-takei#363
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 660


PisanieTemat: Re: Apartament Isao    Pią Lis 09, 2012 9:57 pm

Każdy miał swój styl bycia. Isao na przykład stawiał właśnie na spontaniczność. Nie lubił zbyt długo się nad czymś zastanawiać, wszystko robił raczej w pośpiechu, w ostatniej chwili lub z nagła. Tak było weselej, tak było przyjemniej. Owszem, w ten sposób stawał się tylko jeszcze bardziej nieodpowiedzialny i dziecinny gdyż, jako dorosła osoba, powinien już bardziej zmądrzeć, stać się nieco dojrzalszym. Jemu jednak ani przez myśl przeszło żeby zmieniać swoją naturę. Łatka wyrośniętego dzieciaka pasowała mu i on dobrze o tym wiedział. W pewien sposób jednak podziwiał osoby, które wolały wszystko przemyśleć, odpowiedzialnie spojrzeć na każdą sprawę. Tacy na pewno wyjdą lepiej niż taki Takei stawiający na spontaniczność i niezorganizowanie. Chociaż, rzecz jasna, i w jego przypadku zdarzały się wyjątki.
Tak, on też wierzył, że ich relacja rozwinie się. Nie spodziewał się jednak, że jego osoba była jednym z kilku powodów, dla których Yumi mogła tu przychodzić. Stawiał raczej na to, że chciała sobie trochę zarobić lub odwdzięczyć się za ratunek, nic więcej. A by się zdziwił gdyby się dowiedział! Zapewne speszyłby się nieco, gdyż miał dość niskie mniemanie o sobie. Choć zazwyczaj nie pokazywał tego po sobie, lubiąc żartować i w żartach podawać się za księcia, lorda, mistrza i tak dalej. Dziewczyna zresztą już raz się o tym przekonała, kiedy podczas rozmowy nazwał sie mistrzem. Zresztą... nie ważne. Psa na razie nie będzie (raczej) a więc i powodu trzeciego nie było. Dwa jednak chyba w zupełności wystarczyły, prawda? Blondyn miał taką nadzieje, bowiem zdążył ją już polubić i przyjął do siebie fakt, że ta oto dziewczyna będzie jego nową służką.
Nie miał nic przeciwko temu aby opowiedzieć jej swoją przeszłość. Nie widział jednak ku temu powodów, więc nic się nie odzywał. Dziwnym byłoby gdyby nagle usiadł z fajką i zaczął opowiadać swój życiorys. Ot tak, bez powodu. Yumi jednak sama poznawała część jego przeszłości, poprzez różnorakie pytania, na które odpowiedź zawierała jej część. Ale my nie o tym... Wróćmy więc do rozmowy tej dwójki. Isao nie chciał bowiem urazić dziewczyny, ale najwyraźniej to zrobił. Cóż jednak miał poradzić? Kiedy on grał w zespole, ona miała zaledwie 9 lat i chodziła do podstawówki. Nie była dzieckiem? Owszem, była. Jakież jednak było jego zdziwienie, kiedy nagle poprosiła go o to aby zaśpiewał. Kiedy on ostatnio śpiewał przed kimś?! Już nie pamiętał... Jedyną osobą, przed którą w tej chwili się nie krępował była Madeline. Przecież jeszcze tego samego dnia nucił na rynku cicho refren "ich" piosenki. Tymczasem jednak poczuł się dziwnie, na prawdę się speszył. Co było zresztą widoczne po jego zachowaniu.
- Nie... ja nie... znaczy sie... nie raczej to nie jest dobry pomysł. - zaczął się jąkać, wyraźnie będąc zakłopotanym. Kiepsko chyba wyjdzie im to odnowienie zespołu skoro miał tremę. Chociaż zawsze inaczej czuł się śpiewając na próbach czy na koncertach a śpiewając dla kogoś osobiście. To było trochę dziwne. Speszony więc odwrócił wzrok i podrapał się po tyle głowy. - Ja już nie śpiewam.
Prawda... Słodki ton, śliczne oczy i prosząca minka robiły swoje i sprawiały, że trudno było mu się opierać. Jednak, póki co, udawało mu się to, choć nie był pewien ile jeszcze wytrzyma. Zaraz mógł wymięknąć i poddać się. Zawsze bowiem miał słabość do tego typu rzeczy w wykonaniu kobiet i dzieci.
- Po prostu kiedyś możesz go przyprowadzić, albo pójdę z Tobą odebrać go z przedszkola. - zaproponował z wyraźnym uśmiechem na ustach. Był to temat, według niego, jak najbardziej ciekawy. Jeszcze bardziej jednak ciekawiło go pytanie, jakie Yumi miała zadać. - Dwadzieścia siedem. - odpowiedział, uśmiechając się do niej. To teraz jego kolej. Upił kolejny łyk herbaty, która powoli kończyła się. - Mieszkasz w Akademiku czy z rodzicami?

_________________
. . . .
♫ Isao ♫

P i o s e n k i . . z e s p o ł u
1. 2. 3.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Apartament Isao    Nie Lis 11, 2012 8:09 pm

Nieodpowiedzialność? Infantylność? Cóż. Każdy sposób zachowania miał swoje plusy i minusy, tego się nie dało ukryć. Wszystko je miało. Bez względu na sposób patrzenia na otoczenie. Nawet pesymiści chcąc nie chcąc musieli kiedykolwiek widzieć zalety czegokolwiek. Niezorganizowanie? Niby uchodziła za dość odpowiedzialną osobę, jednak często odzywała się w niej wredna cząstka zwana lenistwem i absolutnie nic jej się nie chciało. Robiła wszystko na odczepne, byle mieć tylko wolne, byle odpocząć i móc sobie poleżeć albo też zająć się rysowaniem. Ah, jakże przyjemnie jest nie mieć obowiązków... Jednak niekiedy trzeba się przełamać i coś zrobić. Przykra prawda.
Pod względem pracy, dziewczyna najmniejszą uwagę zwracała na zarobki, naprawdę. Co prawda, początkowo na pierwszym miejscu stawiała po prostu odwdzięczenie się za ratunek, to z minuty na minutę coraz bardziej ustępowało ono przychodzeniu tu dla chłopaka, którego zdążyła polubić. Cieszyła się, że nie jest jakimś egoistycznym mrukiem, który będzie ją traktować z góry. Okazał się naprawdę ciepłą i serdeczną osobą. Doprawdy, takich ludzi bywało coraz mniej na tym świecie. Od kiedy tu przybyła uśmiech nie znikał z jej buźki. I nawet, gdyby ten nie miał psa, to i tak nie znudziłoby jej się tutaj przychodzić, ot co. Niech się nie boi, że się znudzi pracą. Nie mogłaby. Była do tego za bardzo zdeterminowana. Miała na to zbyt duży zapał, aby to porzucić, zamknąć się w akademii i nic nie robić.
Nie chciał śpiewać? Cóż, zrobiła nieco zawiedzioną minkę, ale nie chciała nalegać. Skoro jej błagalne spojrzenie i słodziutki ton nie wystarczyły, to raczej nic lepszego już nie wymyśli. A to uparciuch z tego Isao. - Dobrze, nie szkodzi. Obejdę się smakiem. - zaśmiała się i mrugnęła wesoło.
Pozostała tylko kwestia dotycząca młodszego brata dziewczyny. Cóż, mieszkała dość daleko od domu, więc rok szkolny spędzała w szkolnym akademiku. Niestety, odbiór małego z przedszkola nie wchodził w grę. Więc co? Miałby z nią pojechać do jej rodzinnego domu? Wyglądałoby to dość ciekawie. Jako kolegi ze szkoły by go raczej nie przestawiła. Tym bardziej, że się okazało, że ten ma dwadzieścia siedem lat. "Kolega ze szkoły"? No chyba by to łyknęli, jakby dodała że nie zdał z jakieś kilkanaście razy, naprawdę. Cóż, na pewno coś jeszcze wymyśli. - Mieszkam w akademiku. Mój dom jest dość daleko stąd. - odpowiedziała od razu i napiła się herbaty.
Powrót do góry Go down
Isao
Nauczyciel
Nauczyciel
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t321-isao-takei#363
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 660


PisanieTemat: Re: Apartament Isao    Nie Lis 11, 2012 8:45 pm

Nie znał jej. Nie mógł więc powiedzieć o niej więcej niż to, co sam zdążył zaobserwować. Póki co, w jego oczach była miłą, spokojną dziewczyną, którą zdążył polubić. Do tego w jej wyglądzie było coś, co mogło każdego zmylić co do jej wieku. Wydawała się młodsza, a co za tym idzie także bardziej urocza i śliczna. Zwłaszcza jej uśmiech, który nie znikał z jej twarzy. Doprawdy, mógłby całymi dniami obserwować kobiecy uśmiech i słuchać śmiechu dziewczyn. Nienawidził za to płaczu i gdy tylko jakaś zaczynała przy nim płakać, on wpadał w panikę nie wiedząc co ma zrobić. Co zaś się tyczyło lenistwa... Te pojawiało się u każdego, bez względu na płeć, wiek czy rasę. Każdy miał czasem (albo częściej niż czasem) chwile, w których chciał posiedzieć i nic nie robić. Yumi jednak nie musiała się martwić. Isao nie będzie od niej wymagał harowania dzień w dzień. To było niepotrzebne. Mogła tu przychodzić kiedy chciała i robić sobie to co chciała. Nie musiała wszystkich obowiązków wypełniać za jednym zamachem. On nie miał zbyt wielkich wymagań.
Zdążyła go polubić? Gdyby mu to powiedziała, na pewno niezmiernie by się ucieszył. Zwłaszcza gdyby dodała, że będzie tu przychodzić z przyjemnością! Każdy ucieszyłby się z takich słów. Takei miał jedynie nadzieję, że dziewczyna nie będzie się męczyć, że to nie będzie dla niej żaden problem i że ich znajomość przebiegnie dobrze. Liczył nawet na zaprzyjaźnienie się z nią. Co złego było w posiadaniu wielu przyjaciół? Nic, no właśnie. Lepiej było mieć wielu znajomych i przyjaciół, niż wrogów. A tych Isao, z niewiadomych powodów, narobił sobie ostatnio zbyt wielu. Stąd właśnie owa złamana ręka i dość obszerne obrażenia, które odniósł i które opatrzyła już Madeline. Dobrze, że zdążyły się zagoić i zniknąć. Teraz nie było po nich nawet najmniejszego śladu.
Kusiło go. Dawno nie śpiewał przed kimś innym niż Mad, a i słodka minka, oczka i ton Yumi robiły swoje. Nie widział czemu tak właściwie krępował się, skąd się brała ta trema. Przypomniał sobie jednak, że gdy miał pierwszy raz śpiewać przed Maddie, był zdenerwowany o wiele bardziej niż w tej chwili. Jego serce biło nieco szybciej niż zwykle, w żołądku czuł coś dziwnego a w głowie panował chaos. Niezdecydowanie targało nim w tej chwili i nie bardzo wiedział co z nim zrobić. Przeprosił więc i odmówił, ale gdy Yumi odezwała się znów, poczuł wyrzuty sumienia. Zupełnie jakby ją zawiódł, choć jej ton nie sugerował mu tego w żaden sposób. Nawet zaśmiała się, ale on i tak czuł się źle.
- Wiesz... Zaśpiewam Ci jak już będę mógł grać. Bo tak na sucho jest głupio. Jak wyzdrowieje mi ręka to zagram Ci i zaśpiewam, okej? Chyba, że bardzo chcesz to pośpiewam coś bez podkładu. - uśmiechnął się do niej. Co mu tam... Musiał się odważyć skoro chciał reaktywować zespół. Jeśli bowiem mu się to uda, znów będzie musiał śpiewać na próbach, nagraniach, na koncertach i nie tylko. Przecież robił to przez tyle czasu bez żadnej tremy. Musiał się ogarnąć. I w tej chwili znacznie uspokoił się. Niezdecydowanie zniknęło i zmieszanie również.
Odpowiedź dziewczyny na jego pytanie wyjaśniła wszystko. A więc dlatego był problem z przedstawieniem jej młodszego braciszka. Cóż, mówi się trudno. Przecież nie będzie płakać z powodu takiej błahostki. Wyszczerzył się więc tylko w szerokim uśmiechu, nieświadomie przekręcając głowę lekko w bok. Przydługie, jasne kosmyki jego włosów zadyndały wesoło.
- A więc tak. To musi być ciekawe doświadczenie mieszkać w Akademiku. - No tak... przecież on zawsze chodził do szkół prywatnych albo pobierał nauczanie domowe. Nigdy nie mieszkał w Akademiku, nie było o tym nawet mowy. To oczywiste, że ciekawiło go coś, czego nigdy nie doświadczył. Upił kolejne pare łyków herbaty, kończąc już ją. Odstawił pustą szklankę. - A więc masz jeszcze jakieś pytania? - uśmiechnął się do niej zachęcająco.

_________________
. . . .
♫ Isao ♫

P i o s e n k i . . z e s p o ł u
1. 2. 3.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Apartament Isao    Nie Lis 11, 2012 9:02 pm

Ona również bywała zakłopotana przy niektórych ludzkich zachowaniach. Również nie lubiła, gdy ktoś przy niej płakał. Nie była zbyt świetna w pocieszaniu, niekiedy jej starania tylko bardziej dobijały, aniżeli miałyby komukolwiek pomóc. Nie wiedziała czy może tą osobę przytulić, pogłaskać...A może połaskotać by się roześmiała i szybko zapomniała o tym smutku? Nie lubiła także, kiedy ktoś jej się żalił. To znaczy...była bardzo wyrozumiała, jednak na niektóre sprawy nie mogła mieć wpływu. I właśnie na takie, na które wpływ miały tylko czynniki zewnętrze, odzywała się w niej bezradność. Siedziała cicho, nic nie mówiła. Czuła wtedy ogromny dyskomfort, chciała by to wszystko się jak najszybciej zakończyło, albo by coś ją stamtąd wręcz teleportowało, naprawdę. Domyślała się, że Isao nie jest jakimś dyktatorem, który będzie przy każdej jej wizycie dawać jej długaśną listę obowiązków, po których będzie tak zmęczona pracą, że dosłownie będzie zasypiać, przy byle możliwości.
Jasne, że go polubiła. Nie wypadało jej jednak teraz wyskoczyć z krzykiem "Isao, bardzo Cię lubię!" Jakby to wyglądało? Na pewno chłopak mocno by się zdziwił. Może kiedyś wyjdzie to w rozmowie. Poza tym...o tym czy się kogoś lubi lub kocha raczej nie powinno okazywać się samymi słowami, a też gestami i czynami. Zapewne po paru wizytach będzie już odczuwał sympatię dziewczyny, o ile jeszcze tak nie było, wszak ciągle się uśmiechała, była urocza, milutka i tym podobne. Poza tym on był zbyt dobry, zbyt przyjaźnie nastawiony, aby go nie lubić. Oczywistym jest, że nie da się być kochanym przez wszystkich, ale mogła się założyć, że ten ma więcej przyjaciół niż wrogów, ot co.
Nie chciała go zmuszać do śpiewania. Może teraz go to peszyło? Odezwała się trema? W sumie bywa i tak. Nie była urażona, nie wypadało przecież z takiego powodu strzelać focha i się nie odzywać. Nie to nie. Proste i logiczne. Nie czuła, że męczą go jakieś wyrzuty sumienia spowodowane tym, że jej odmówił. Piła sobie herbatkę jak gdyby nigdy nic. Grać? Umiał na czymś grać? Stawiała na gitarę, to chyba było oczywiste. - O, to świetny pomysł! - powiedziała entuzjastycznie, nawet klasnęła w ręce. Nie musiał nic więcej mówić.
Cóż. Może i z tym braciszkiem kiedyś coś tam wypali. Może kiedyś rodzice ją odwiedzą razem z nim? Zostawią na parę godzin? Kto wie, kto wie. Można się tylko domyślać i spekulować
- Ciekawe? Cóż...mieszkanie jak mieszkanie. Wiadomo, że w domu lepiej. Można na więcej sobie pozwolić. - zaśmiała się.
Jakie mogła mu zadać pytanie? Czego jeszcze chciałaby się o nim dowiedzieć. Zamyśliła się tym razem przez dłuższą chwilę niż zwykle. Pytanie jednak okazało się dość oczywiste, więc długie myślenie nad nim okazało się nieco dziwne, ale cóż. - A ty? Nie mieszkałeś nigdy w akademiku? Zawsze miałeś blisko do szkoły?
Powrót do góry Go down
 
Apartament Isao
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 17Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... 9 ... 17  Next
 Similar topics
-
» Apartament na piątym piętrze
» Apartament Samuru.
» Apartament O.A
» Apartament kotleta.
» Apartament na dziewiątym piętrze

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Vampire Knight :: Yokohama :: CENTRUM MIASTA :: APARTAMENTOWIEC-
Skocz do: