IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Apartament Isao

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1 ... 10 ... 15, 16, 17
AutorWiadomość
Banshee

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t99-banshee-sachiko-fumikana#161 http://vampireknight.forumpl.net/t106-banshee
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 578


PisanieTemat: Re: Apartament Isao    Sro Maj 07, 2014 10:20 am

Dzieci może i były prawdziwym skarbem, ale często trzeba było się przy nich nieźle narobić. Cały świat dla małych szkrabów był jak jedna wielka zabawka. I trzeba było się z tym jak najszybciej pogodzić, przybrać odpowiednią postawę i jakoś przeżyć dziecięce lata.
Nanami należała z pewnością do tych bardzo ruchliwych dzieciaków, których wszędzie pełno. Nic dziwnego, nadmiar energii odziedziczyła po tatusiu, który również w miejscu nie potrafił usiedzieć. Choć teraz kiedy pojawił się mały szkrab, muzyk się znacznie uspokoił, córeczka skuteczne pozbawia go nadmiaru sił. Zresztą nie tylko jego i ona niejednokrotnie padała zmęczona na twarz.
Dziś będzie z pewnością kolejny taki dzień, pełen przygód i wyzwań.
Banshee dość nieświadomie oderwała córeczkę od zabawki zwanej krzesełkiem, nie jej wina. Może i wyszła tylko na chwilę, ale strasznie się stęskniła za maleństwem w stroju króliczka. Tu widać jak mocny jest instynkt rodzicielski. Coś niesamowitego.
W każdym razie Isao sobie sprzątał dalej albo coś... Jasnowłosa w tym czasie postanowiła dokończyć dzieła i zrobić kaszko-mleko-podobne coś co jedzą takie maleństwa. Jej włosy niestety niebyły tak smaczne jak pełnowartościowy posiłek bla bla... Jeszcze przed podjęciem próby przygotowania jedzonka ujęła pukiel swoich włosów i starała się odgarnąć je z pola rażenia Nanami. Choć lepiej mieć obślinione włosy niż z zaskoczenia palce w nosie. Przysunęła do siebie buteleczkę w której mleczny płyn miał powstać i bardzo ostrożnie sięgnęła po nowe opakowanie jedzonka, które dla pewności postawiła na środku blatu i jedną ręką zaczęła otwierać. Dokładnie z dala od brzdąca pełnego energii. Zaczęła przesypywać za pomocą miarki proszek do butelki. Zdaje się, że pierwsza część zadania może się udać bez zbędnych przygód.
Powrót do góry Go down
Isao
Nauczyciel
Nauczyciel
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t321-isao-takei#363
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 660


PisanieTemat: Re: Apartament Isao    Pon Lut 02, 2015 9:59 pm

Tutaj tak przy okazji już dawno powinien być magiczny znaczek ,,zt". Jakoś jednak tak wyszło, że go nie ma. Więc damy. Ot tak, dla jasność!

zt wszyscy!

_________________
. . . .
♫ Isao ♫

P i o s e n k i . . z e s p o ł u
1. 2. 3.
Powrót do góry Go down
Marzia

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1645-marzia-carlsson
Zarejestrował/a : 04/12/2014
Liczba postów : 11


PisanieTemat: Re: Apartament Isao    Pon Lut 02, 2015 11:13 pm

Przez cała drogę do apartamentowca Isao, Marzia zdawała się skupiać bardziej na rozmowie z wampirem, niźli na tym, jak bardzo okolica była jej znana. Właśnie tą sama drogą chodziła do niego, jeszcze za czasów nastoletnich, często w jednej ręce kurczowo zaciskając siatkę z budyniami. Miłe wspomnienia, które przelotnie pojawiały się w jej głowie, ale nie na tyle mocno, by wybić ją z rozmowy. Rozmawiali głównie o pracy, nowej relacji między nimi, ale żadne z nich nie wchodziło na inny temat. Isao tłumaczył jej co powinna, czego nie, pewnie nie raz odpowiadając na masę pytań, które podczas drogi zdążyła wymyślić i podzielić się z nim czarnowłosa. Ku jej zdziwieniu doszli stosunkowo szybko, co prawda nie siedziała nosem w zegarku, ale miała wrażenie, że nie zdążyła mu jeszcze wszystkiego powiedzieć, dopytać się. Niewątpliwie resztę pytań, których nie udało jej się zadać podczas spaceru, zada w mieszkaniu, aczkolwiek odnoszę dziwne wrażenie, że wszystkiego zapomni - bo to już powoli wchodziło jej w nawyk. A zdziwień ciąg dalszy, bo kiedy poczęli robić, a właściwie on, wszystkie te niezbędne czynności, bez których nie byłoby mowy, żeby się dostali do apartamentowca, Marzia zaniemówiła. I nawet jeśli Isao coś do niej mówił, uśmiechał się nieziemsko, śmiał uroczo, czy cokolwiek innego, gdzie normalnie dziewczyna nie mogłaby pozostać obojętna, tak teraz zgubiła się gdzieś we własnych myślach. Tyle wspomnień ukazało się w jej głowie, że zaczęła mieć wątpliwości, czy utrzyma się o własnych siłach. Jeżeli wampir coś mówił, a podejrzewam, że na pewno, Panna Carlsson zdawała się ignorować jego słowa, w rzeczywistości tak na prawdę było mocno pochłonięta własnymi myślami i głos mężczyzny docierał do jej uszu wyjątkowo stłumiony, z czego nawet jakby chciała, nie domyśliłaby się, co dokładnie oznaczały. Toczyła wewnętrzną walkę z samą sobą, z jednej strony chciała poczekać, upewnić się, że to na pewno tu, z drugiej odczuwała wrażenie, że jest niemalże pewna, iż mieszkanie do którego zmierzają (mimo iż jeszcze byli w windzie) na pewno będzie mieszkaniem jej byłego przyjaciela, a mężczyzna towarzyszący jej całą tą drogę, to nie kto inny a wampir, Isao. Fakty zaczęły się łączyć, głowa boleć, wspomnienia ranić, a myśli nie dawać spokoju. Winda stawała się dla niej klatką, z której chciała jak najszybciej wysiąść, okłamując się w przekonaniu, że jest tu za mało miejsca na jej myśli, musi wyjść. Nie chce tu już być. Nie chciała już tej pracy. Nie chciała odwrócić głowy i spojrzeć na jego twarz, nie chciała upewnić się, że to on, mimo iż początkowo nie poznawała go. W głowie zaczął krążyć jej obraz uśmiechniętego Isao z przed kilku lat, który doprowadzał ją bardziej do szału, niż uśmiechu. Nie była nawet za grosz ciekawa, jaka była reakcja wampira na jej milczenie i kamienną twarz, która na przemian mieszała się z takimi uczuciami jak zdziwienie, czy nawet chwilami smutek, który objawiał się raczej zaszklonymi ślepiami. Trzymała się kurczowo poręczy w windzie, nieświadomie stukając niewielkim obcasem, chcąc by niemalże niekończąca się wędrówka windą dobiegła końca. Dzięki bogu jej modlitwy zostały wysłuchane, a winda zatrzymała się i otworzyła swoje wrota, pozwalając im na opuszczenie. Marzia nie zastanawiała się długo, czy da rade iść, czy ma siły w nogach (bo miała wrażenie, że ma watę zamiast nich), zrobiła chwiejny krok do przodu, podpierając się o ścianę. Pozwoliła mu pójść przodem, by doszli do odpowiednich drzwi, dobrze jej znajomych drzwi i otworzyć je. Nie miała już wątpliwości, jedyne czego teraz chciała to uspokoić się i znaleźć jakieś rozwiązanie. Przekraczając próg mieszkania zaczęła żałować,  że nie uciekła już na samym początku, a przede wszystkim tego, że podpisali ze sobą umowę już w kawiarni. Papierkowe sprawy nigdy nie wróżyły niczego dobrego, zwłaszcza jak chciało się z czegoś zrezygnować.
W mieszkaniu mężczyzny nie ruszyła się z miejsca. Stała oparta o drzwi frontowe, opatulając się własnymi rękami i spoglądając w panele podłogowe. Jeżeli wampir zapytał się jej czy wszystko w porządku, prawdopodobnie kiwnęła głową zgodnie z prawdą, czyli, że nie. Nie jest w porządku i w najbliższym czasie nie zapowiadało się na to by było. Zabrakło jej tlenu w płucach, ona sama czuła się jak na karuzeli, ledwo stojąc na drżących już nogach. Ba! Cała drżała. Nie z zimna, ze strachu, ze strachu przed prawdą i rzeczywistością, od której zawsze starała się uciekać jak najdalej.
- Nie mogę.. Nie mogę tu tak stać. - głos miała cichy i drżący, mówiła sama do siebie, choć usilnie starała się to zrobić w myślach, a nie tak, by wampir to usłyszał. Oczywiście jakby tego było mało, te pijawki miały wyjątkowo wyczulone zmysły, normalnie przeklęła by na ten fakt, ale teraz wydawał jej się być wyjątkowo malutki w porównaniu do reszty, jakie zawaliły się na nią niczym lawina. Zamknęła oczy, starając się trochę opanować nierównomierny oddech i odepchnęła się od drzwi, by znaleźć się przed nim. Złapała krawędzie rękawów jego płaszcza, nie pozwalając mu na to, by go zdjął. Mocno zacisnęła swoje palce, wyjątkowo mocno jak na nią. Uniosła, co prawda niechętnie, głowę w jego stronę, by móc wbić przestraszone spojrzenie w jego bladą twarz, która z każdą chwilą patrzenia stawała się coraz bardziej znajoma.
- Isao.. - wydukała niemalże szlochem, choć po łzach nie było ani śladu. Jedna ręka z ramienia, która kurczowo zaciskała się na zmarszczonym materiale jego odzienia, powędrowała w górę, na jego lodowaty, wampirzy policzek, który pogładziła, przyglądając się dokładnie każdemu ruchowi paliczka, jakby nie dowierzając, że to na prawdę on. Nie pomyślała nawet nad konsekwencjami tak pewnej czynności, wszakże nie każdy musiał być tak otwarty do ludzi jak ona i pozwalać na takie zachowanie. Niemniej jednak zdrowe myślenie, czy też przypuszczenia co mogłaby zrobić a co nie, zdawały się zniknąć wraz z innymi myślami, które nie dotyczyły bezpośrednio wampira. W głowie miała tylko wspomnienia i obraz jego młodej twarzy, która w porównaniu do wampira, przed którym stała teraz, znacznie się różniła, ale dało się odnaleźć podobieństwa.
- To zabawne... - nerwowego śmiech również nie zabrało, który zaraz zastąpiła smutnym uśmiechem, nie miała w zwyczaju się tak uśmiechać, tylko kiedy się do tego zmuszała. - Zabawne, że po tylu latach znów wracam do tego samego miejsca, na dodatek po to, by pełnić tą samą funkcję co kiedyś.. - czuła, że zaczyna jej brakować tchu, a każde kolejne słowo wypowiadane przed nią brzmiało coraz ciszej, niemalże szeptała, czując jak gula, która pojawiła się w jej gardle już w windzie, narastała z każdą kolejna sekundą.
- Isao.. Czy ja na prawdę nie jestem w stanie żyć bez ciebie, czy to jakaś wyższa siła sprawia, że spotykamy się ponownie? - wyszeptała starając się mówić to żartobliwie, ale trudno powiedzieć jaki był efekt, biorąc pod uwagę drżący głos i sztuczny uśmiech. Ręka gładząca jego policzek opadła bezwładnie wzdłuż jej ciała, zabrała również tą, którą zaciskała na jego ramieniu, czując, że powoli nawet zaczęła wbijać swoje paznokcie, choć wątpiła by wampir poczuł je przez materiał płaszcza i tego, co pod nim miał. Uspokoiła się trochę, choć serce nadal waliło jej jak szalone. Nie mogła przecież zwracać się do niego tylko szyframi, nie wiedziała, czy może Isao też sam się domyślił z kim ma do czynienia, czy też nie. W końcu ona też mocno się zmieniła, jedyne co pozostawało w niej tak samo Marcelkowe, to błysk w błękicie jej oczu.
- To ja - Marceille. - wydukała w końcu, robiąc krok w tył, spuszczając wzrok i łapiąc w dłoń pukle swoich włosów, by móc się czymś zająć, chociaż na krótką chwilę.
Powrót do góry Go down
Isao
Nauczyciel
Nauczyciel
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t321-isao-takei#363
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 660


PisanieTemat: Re: Apartament Isao    Pon Lut 02, 2015 11:57 pm

Na początku ich droga przebiegała bardzo przyjemnie. Szli powoli, nie spieszyli się, rozmawiali. Isao tłumaczył dziewczynie zasady, które będzie musiała zapamiętać. Mówił o rzeczach mniej i bardziej ważnych, o tych oczywistych i takich, które już takie oczywiste raczej nie były. Zasady w jego mieszkaniu były proste. Nie oczekiwał, że będzie przychodziła co dzień o tej samej porze, nie wyznaczał jej stałych godzin pracy. Chciał tylko, aby mieszkanie było utrzymywane w porządku, aby dziewczyna nie dotykała jego rzeczy osobistych w innych celach, niż wypełnianie swoich obowiązków, by nie wynosiła niczego z mieszkania, by nie wyjadła mu całego budyniu. Ważną rzeczą był także fakt, że pod przykrywką troskliwości mówił jej o zachowywaniu ostrożności, aby nie zrobić sobie krzywdy. Rzecz jasna, chodziło mu o krew. Sam nie wiedział, jak zareagowałby, gdyby dziewczyna się zraniła. Odpowiadał także na jej pytania, odpędzał wszelkie wątpliwości. Rozmowa szła im miło i gładko. Nawet zaśmiał się i uśmiechnął parę razy.
Ale to nagle znikło. Pojawiła się cisza i pewna nieprzyjemna atmosfera, której nie rozumiał. Na początku próbował ją zagadywać, pytając o jakieś błahe sprawy, ale nie odpowiadała mu, bądź dawała mu jedynie zdawkowe odpowiedzi. Coś było nie tak, ale on nie miał pojęcia co takiego. W jego głowie pojawiało się masę pomysłów, tłumaczeń. Jedne bardziej rozsądne, inne mniej. Po jakimś czasie jednak odpuścił sobie próby pocieszenia jej, poprawienia humoru, czy po prostu utrzymania kontaktu. Przyglądał się jej za to ze zmartwionym wyrazem twarzy. Nie wiedział co robić, bo nie wiedział co się dzieje.
- Wszystko w porządku, dobrze się czujesz? - dopytywał z wyraźną troską i zmartwieniem. Zaczął odczuwać rosnącą panikę. Zwłaszcza w momencie, kiedy dziewczyna potwierdziła jego przypuszczenia, kręcąc przecząco głową. Co miał robić, co jej było? Szedł przy niej, gotów w razie czego ją złapać. Sądził bowiem, że Marzia po prostu się źle poczuła. Był tak głupi i ślepy, że nie domyślił się jeszcze tego wszystkiego, choć gdzieś tam w jego podświadomości już odzywał się głosik, który wiedział, co tu się dzieje.
- Zaraz dam Ci wody, jakiegoś lodu, cokolwiek. Tylko mi nie trać tu przytomności, bo nie wiem co mam robić. - skakał wokół niej w panice. Nie pozwolił jej iść samej i nie wypruł przodem do mieszkania. Bał się, że padnie mu, gdy on będzie za daleko, by ją złapać. Toteż szedł obok niej niczym wierna psina i gdy już znaleźli się przy drzwiach, otworzył je i wpuścił ją przodem. W tej panice nawet nie zwrócił uwagi na fakt, że dziewczyna sama dobrze wiedziała, do drzwi którego mieszkania ma się udać.
Weszli do środka, on zamknął za nią drzwi. Co chwila rzucał w jej stronę czujne spojrzenie, którym sprawdzał, jak dziewczyna wygląda i oceniał jej stan. Ale z chwili na chwilę miał wrażenie, że jest coraz gorzej. Stanął przed nią spanikowany, a nawet ukucnął, by popatrzeć na nią z dołu.
- Wytrzymaj jeszcze chwilkę. Oddychaj! Wdech, wydech. Zanieść Cię na łóżko? - pytał spanikowany, patrząc na nią tymi szarymi, zmartwionymi oczami. Odpowiedź była tak blisko, a on nadal nie łapał. Cóż powiedzieć? Gdyby był innej płci, zapewne idealnie kwalifikowałby się do stereotypowej wizji blondynki. Był zbyt kiepsko łapliwy w niektórych sprawach. Szkodził w ten sposób nie tylko sobie, ale również innym.
- Dobrze, zaniosę Cię. Wytrzymaj jeszcze sekundkę, zdejmę jedynie płaszcz. - wyrzucił z siebie pospiesznie te słowa, gdy dziewczyna zgodziła się na to, aby zaniósł ją na łóżko.
Przede wszystkim musiał zdjąć płaszcz, toteż zaczął pospiesznie zsuwać go ze swoich ramion. Chciał jak najszybciej zdjąć z siebie ubranie, które jedynie przeszkadzało w obecnej sytuacji i krępowało ruchy. Ale wtedy poczuł, jak drobna dłoń łapie za materiał. Gwałtownie obrócił się w jej kierunku i spojrzał na nią. Jego oczy zaś gwałtownie powiększyły się, gdy wypowiedziała jego imię. Zamarł, nie wiedział co ma powiedzieć, co ma zrobić. Dopiero teraz ten głosik, który wcześniej usilnie próbował przebić się przez gruby mur, powstały w jego świadomości, doszedł do głosu. I wszystko stało się jasne. Wiedział już, kogo ma przed sobą. Właściwie to on wiedział to od początku. Ten zapach, to zachowanie, mowa o piratach. Tylko jedna osoba w całym jego życiu zachowywała się w ten sposób. Ale on uparcie odrzucał tą możliwość i po jakimś czasie przestał ją dostrzegać. Głupi blondas.
Pozwolił dotknąć swojego policzka, nachylając się trochę, aby było jej łatwiej sięgnąć. To było nieme potwierdzenie, odpowiedź na wypowiedzenie jego imienia. Tak, to ja. Przymknął oczy i spuścił wzrok. Jego twarz zmieniła wyraz, spojrzenie zmieniło się. Żal, smutek, ból, wyrzuty sumienia. To wszystko przewijało się po jego twarzy. Miał wrażenie, że ktoś włożył dłoń do jego klatki piersiowej i boleśnie ściskał serce. Ale nawet nie chciał wiedzieć, jak bardzo źle musiała się teraz czuć sama Marceille. A jej słowa, wypowiedziane z bólem i udręką jeszcze większymi niż te, które on czuł, były tylko potwierdzeniem jego przypuszczeń.
- Nie wiem, Marcielle. - odpowiedział cicho, zdradzając tym samym fakt, że wie, kim jest, choć jeszcze nie zdążyła mu się przedstawić. Nie pozwolił zabrać ręki od swojej twarzy. Była mu droga, choć dziewczyna mogła mieć zrozumiałe wątpliwości. On ułożył dłoń na jej dłoni i przyciskał ją. Chciał to zrobić, choć sam nie wiedział czemu. - Widocznie lubisz przyciągać wszystko, co może Ci zrobić krzywdę i sprawić ból. Fakt, że jakimś zrządzeniem losu wylądowałaś dziś w tym miejscu tylko to potwierdza. - dodał. I puścił jej dłoń, prostując się. Słyszał, jak szybko bije jej serce. Słyszał także swoje, które nie pozostawało w tyle. Nastała chwila ciszy. Wtedy wampir sięgnął po swoją torbę, wygrzebał z niej teczkę, a z teczki umowę. Dał jej te kartki papieru bez słowa i cofnął się o krok.
- Isao Takei, dla mnie - Marceille O'hare - jesteś martwy! - odezwał się nagle, pewnym i donośnym głosem, przerywając tę ciszę. Słowo w słowo wypowiedział jedne z ostatnich słów, jakie wypowiedziała do niego przed laty. Nigdy więcej się nie spotkali, aż do teraz. - Zastanów się, co chcesz zrobić. Chyba nie warto zadawać się, a tym bardziej pracować dla tych, którzy już nie żyją, prawda? - wypowiedział cichym głosem, patrząc gdzieś w bok. Nie chciał widzieć jej spojrzenia. Jemu także ta sytuacja sprawiała ból. - Nic się nie stanie, jeżeli po prostu podrzesz ten papierek. - dodał w końcu. Czuł, że i jemu trzęsą się ręce, ale starał się to ukrywać z całych sił. Odwrócił się bez słowa i udał się do kuchni. Nalał wody w szklankę, po czym, jeżeli Marceille dalej tu była, wrócił do neij i podał jej wodę, nie mówiąc nic.

_________________
. . . .
♫ Isao ♫

P i o s e n k i . . z e s p o ł u
1. 2. 3.
Powrót do góry Go down
Marzia

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1645-marzia-carlsson
Zarejestrował/a : 04/12/2014
Liczba postów : 11


PisanieTemat: Re: Apartament Isao    Wto Lut 03, 2015 4:26 am

Tak jak zostało przypuszczone na samym początku - słowa chłopaka choć pełne troski, były stłumione, a w uszach dzwoniło jej jakby znajdowała się tuż przy wielkim dzwonie kościelnym. Może to jej wyobraźnia, ale miała wrażenie, że wszystko ją boli, a bijące serce wręcz prosiło się o to, by dla ulgi wyrwać je z klatki piersiowej. Reasumując - jej ledwo przychodziło stanie na własnych nogach, jemu panika narastała z każdą kolejną chwilą. Cyrk na kółkach proszę państwa. Kiedy wypowiedział jej imię, lawina mieszanych uczuć wzrosła w siłę, a ona bidulka jedynie przełknęła z trudem ślinę, starając się przepchnąć gule w gardle, która będąc wymysłem jej własnej wyobraźni, nie zamierzała się wcale ruszyć z miejsca. Dotyk wampira choć zimny, wydawał się w tej sytuacji wyjątkowo kojący. Zmrużyła lekko ślepia, chcąc nacieszyć się tym jak najdłużej, bo mimo powrotu dawnych uczuć, niezaprzeczalnie - patrzenie na niego, dotyk, nawet ten najmniejszy i najdelikatniejszy chwytał ją za serce, a uczucie to rozlało się przyjemny ciepłem gdzieś w okolicach podbrzusza. Zawsze reagowała w ten sposób na dotyk wampira, tylko na jego dotyk, z innymi miała tendencję do częstego spoufalania się i przekraczania granic, ale tylko podczas spotkań z Isao była w stanie poczuć coś więcej. Długo jednak nie mogła się cieszyć, bo wampir ponownie się odezwał, zaraz po czym zabrał dłoń. Mógł jeszcze dostrzec jak pochyla się nieznacznie w jego stronę, jak gdyby łaknąc jego dotyku jeszcze raz. Tylko wtedy zdawała się nie myśleć o tym, że w sercu odczuwa ogromny ścisk. Wiedziała, że nie mogą pozostać w tym bezruchu długo, wiedziała również, a przynajmniej tak sobie teraz wmawiała - że nigdy nie doświadczą już tego, została odrzucona przez niego jakiś czas temu i przyzwyczaiła się do tej myśli, z trudem bo trudem, ale starając się z nią żyć.
Nie potrafiła póki co nic z siebie wykrztusić, więc trwała w milczeniu, chwytając w dłonie wciśniętą przez wampira umowę. Przed nią trudne zadanie do wykonania, podjęcie decyzji w tak skomplikowanych, pogmatwanych sprawach było wyjątkowo problematyczne, zwłaszcza dla kogoś tak zagubionego jak Panna Carlsson. Wiedziała, że podarcie papierka, odwrócenie się na pięcie i wyjście stąd było najrozsądniejsze, wiedziała również, iż po pewnym czasie znowu wróciłaby do normalnego trybu życia, życia bez Isao. A takie życie było najgorszym jakiego mogła doświadczyć. Co prawda to właśnie ona chciała pozbyć się jakichkolwiek wspomnień z nim, chciała go uznać za martwego nie ważne jakim kosztem, ale nie miała wyboru. Okłamując samą siebie, okłamując jego wyrządziłaby sobie jeszcze większą krzywdę. Była młoda, spragniona miłości jak każda nastolatka, jak każda nastolatka miała złamane serce. Pewnie przeszłoby jej tak samo jak każdej nastolatce, gdyby nie problemy na tle psychicznym, które sprawiały, że dziewczyna przeżywała wszystko drastyczniej i z każdym takim epizodem w swoim życiu pozostawiała w swoim sercu i głowie ogromne blizny, które do tej pory goiły się znacznie wolniej niż u innych, normalnych jednostek ludzkich. Nie mogła jednak wiecznie uciekać od rzeczywistości, nie ważne jak bardzo by tego chciała. Obiecała sobie, że przekona rodziców do tego, że jest stabilna emocjonalnie i poradzi sobie bez ich wsparcia finansowego. Nie mogła rezygnować z wyznaczonych przez samą siebie celów, bo nigdy by sobie tego nie wybaczyła. Swoje marzenia i cele starała się nieugięcie realizować, a porażki uznawać za naukę, powinna uczyć się na błędach, a nie kulić ogon pod siebie i uciekać w kąt w każdym możliwy momencie. Tak postanowiła. Odprowadziła go wzrokiem, ze zniecierpliwieniem czekając na jego powrót. Musiała mu w końcu dać odpowiedź, chociaż nie ukrywała, że ją również zastanawiało, jakie zdanie ma wampir. Prócz tego, że zdawał się robić wszystko tak, by ona czuła się jak najlepiej, nie wiedziała w jaki sposób on do tego podchodził.
Złapała szklankę z wodą, którą przyniósł dla niej Isao, ale szczerze wątpiła by mogła teraz cokolwiek przełknąć. Wbiła jedynie wzrok w przezroczystą ciecz, starając się nie zwracać uwagi na narastające napięcie między nimi. Musiała się w końcu odezwać:
- Potrzebuję... Potrzebuję tej pracy. - zostanie i będzie dla niego pracować, przecież nikt nie wspomniał podczas spotkania, że mają się przyjaźnić, czy ich relacje mają schodzić na sferę prywatną. Postara się stłumić swoje uczucia do wampira, choć sama nawet nie wiedziała, pod co powinna je podpisać. Tęsknota? Miłość? Uwielbienie? Z pewnością ona czuła ogromną więź z Isao, aczkolwiek sama nie potrafiła sobie wyobrazić tego, jak ważna jest również dla niego, ograniczając swoje myśli tylko do tych bolesnych. On zawsze myślał o niej jak o przyjaciółce, może nawet młodszej siostrze.
Pozwoliła sobie pierwszej zrobić krok i skierowała swoją sylwetkę w dobrze znane sobie miejsce,czyli do salonu, poruszała się tutaj jak u siebie, ale jeszcze nie do końca potrafiła opanować drżenie rąk, bicie serca, czy nierównomierny oddech. Kiedy już zajęła miejsce na kanapie, starała się uspokoić, zamykając na krótką chwilę oczy. Kiedy nie patrzyła, z reguły wyobrażała sobie miłe rzeczy, w ten sposób uciekała od przyziemnych spraw.
- Będę przychodziła 3 razy w tygodniu, bo myślę, że utrzymanie porządku nie będzie dla mnie problemem.. - mówiła cicho, ale wampir usłyszałby ją nawet wtedy, gdyby został w przedpokoju. O to akurat nie musiała się martwić. Zaczęła poważnie zastanawiać się nad jego rasą, był wampirem i chociaż nie było nic napisanego w umowie (szkoda, żeby dodawał za każdym razem dopisek "piję ludzką krew"), nie wiedziała, czy oczekiwał od niej również tego. Normalnie gdyby nie kontakt cielesny pewnie nie miałaby nic przeciwko, nie potrafiła jednak wydukać ani jednego słowa na ten temat. Może jak się uspokoi to pytania zaczną przychodzić jej z taką łatwością, jak po wyjściu z kawiarni.
Powrót do góry Go down
Isao
Nauczyciel
Nauczyciel
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t321-isao-takei#363
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 660


PisanieTemat: Re: Apartament Isao    Wto Lut 03, 2015 6:08 pm

Wiedział, że Marceille nie było łatwo i doskonale to rozumiał. Ale jemu także to wszystko sprawiało ból i wiele innych, negatywnych odczuć. Choć u niego wyglądało to nieco inaczej. On, w przeciwieństwie do niej, nie cierpiał przez otwartą na nowo ranę po nieszczęśliwej miłości. Zamiast tego Isao czuł się po prostu źle, podle, okropnie. Niczym ostatni dupek. Ranił ją i dobrze to wiedział, choć wcale nie chciał tego robić. Sama jego obecność była dla tej dziewczyny niczym największe nieszczęście, najgorsze, co los mógł jej dać. Ale nic nie mógł zrobić. Tak samo w przeszłości, jak i teraz. Marceille zawsze była mu bliska. Ale jako przyjaciółka, czy właśnie młodsza siostra. Nigdy nie darzył jej uczuciem miłości i nic nie mógł z tym zrobić. Serce nie sługa, prawda? A nie chciał jej okłamywać nigdy, więc nie mógł udawać, że jest inaczej. Teraz również nie chciał jej ranić, pojawiając się ponownie w jej życiu, kiedy wreszcie starała się stanąć na własnych nogach. Ale i tym razem mu się nie udało. Nie było szans na to, aby odgadł, że pod imieniem Marzia tak naprawdę kryje się Marceille. Nie posiadał mocy telepatii, czy jasnowidztwa. Niestety. Nie wiedział, czy dziewczyna przez ten długi czas doszła do siebie, czy wszystkie jej uczucia wygasły. Miał nadzieję, że tak się właśnie stało, głównie dla jej dobra. Nie chciał, by dłużej cierpiała, ale nie potrafił też powiedzieć, czy kiedykolwiek byłby w stanie ją tak naprawdę pokochać. Serce nie sługa, ono nie słuchało jego słów czy myśli. Sam nie wiedział, czemu to wszystko tak wyglądało, czemu nigdy nie zakochał się w tej jasnowłosej dziewczynie mimo tego, że była mu tak bliska. Czy to przez Madeline, która w tamtym czasie zajmowała większość miejsca w jego sercu? A może tu chodziło o coś innego? Nie można było bowiem zaprzeczyć, że Marcepan była po prostu dziecinna. Peleryny, piraci, miecze, jej zachowanie, wszystko. Wszystko to sprawiało, że była w jego oczach niczym niesforna, młodsza siostra. Nigdy nie próbował ustalić jaki typ kobiet lubi, ale może wolał, gdy kobiety były bardziej kobiece? Kto wie. To nie była najlepsza pora na myślenie o tym.
Chciał znać jej odpowiedź, chciał dać jej wybór. Podpisali umowę, ale za pomocą kilku słów zamienił ten ważny dokument na nic nieznaczący papierek, który można było porwać bez konsekwencji. Chciał, aby podjęła decyzję, aby sama zastanowiła się, czy chce pracować. Dał jej chwilę, przez ten czas idąc po wodę. Wiedział, że jej zły stan sprzed paru chwil nie był winą organizmu, osłabienia, czy czegoś w tym rodzaju. Winny tu był on, on i jeszcze raz on. Tylko on. Choć wcale tego nie chciał. Starał się więc okazać jej troskę, choć tak na prawdę przychodziło mu to naturalnie, bo taki już był. Podał jej wodę i spojrzał na nią z góry, wyczekując odpowiedzi, lub jakiegokolwiek słowa. Był niemal pewien, że nie będzie chciała tu pracować, nie będzie chciała powtarzać tego wszystkiego. Ale ona, jak zwykle, znów go zaskoczyła. Spojrzał na nią zdziwiony i nie był w stanie odezwać się ani słowem przez natłok myśli rojących się w jego głowie. Dopiero po chwili ocknął się i zauważył, że Marceille idzie do salonu. Bez słowa podążył za nią, stanął w progu i popatrzył na nią, gdy siadała na kanapie. Jej słowa do niego dotarły, oczywiście, przecież był wampirem i miał mocno wyczulony słuch. Nie odpowiedział na nie nic. Chwilę trwał w ciszy, by ostatecznie wyprostować się i skierować swoje kroki w jej stronę. Ukucnął tuż przed nią i popatrzył na nią z dołu.
- Marceille. - wypowiedział jej imię i zrobił krótką pauzę. - Nie chcę, byś robiła to tylko dlatego, że potrzebujesz pieniędzy. Jeżeli chodzi tylko o to, to znajdę Ci coś innego bez większego problemu. - powiedział spokojnym tonem, choć jego spojrzenie zdradzało wiele emocji. Zastanawiała się wcześniej co on myśli i czuje w tej sytuacji. Jego oczy były więc zwierciadłem, który odbijał jego emocje. Smutek, żal, ból. Wszystko to samo, co czuła ona. - Jest mi przykro, że nasze spotkanie i moja obecność jest dla Ciebie takim nieszczęściem, jednak nie zrobiłem tego specjalnie. Nigdy naumyślnie nie chciałem Cię zranić, a wiem, że robiłem to wiele razy. Robiłem to w przeszłości, robię to teraz i zapewne zrobię to jeszcze nie raz. Jest ze mnie drań, ale nie chcę ciągnąć tego dalej i robić z siebie ostatniego dupka, ani robić Tobie przykrości. - powiedział, patrząc prosto w jej oczy, jeżeli nie odwróciła wzroku. Złapał oddech, by mówić dalej. - Jeżeli o mnie chodzi, to wolałbym, aby wszystko wyglądało inaczej. Aby nasza relacja nie była wysłana tak nieprzyjemnymi rzeczami, aby wszystko było dobrze, aby to wszystko nie było okrutnym zrządzeniem losu, a nową szansą, by to jakoś naprawić. Ale nie mogę Ci zagwarantować, że obędzie się bez przykrości i bólu, bo wszystko wskazuje na to, że mam jakieś nadnaturalne zdolności do tego, aby Ci go sprawiać. Dlatego chcę, abyś to sobie wszystko przemyślała na spokojnie.
Dopiero po tych słowach wstał i stanął przy oknie. Biodrem oparł się o ścianę, ręce skrzyżował na torsie i wyjrzał za szklaną szybę, niewidomym wzrokiem patrząc gdzieś w dal. Wiedział, że zrani ją jeszcze nie raz. Wiedział, że sprawi jej wiele bólu. Chociażby dlatego, że nie miała pojęcia o wielu rzeczach. Mógł się tylko domyślać, jak wielkim ciosem dla zakochanej, bądź niegdyś zakochanej dziewczyny, będzie wieść o tym, że jej miłość (obecna, bądź dawna) ma dziecko. A nie mógł trzymać z daleka Nanami tylko dlatego. Początkowy plan zakładał zatrudnienie jakiejś dziewczyny jako pomocy domowej, przyjrzenie się jej i danie dodatkowych obowiązków w roli opiekunki. Bądź zatrudnienie jeszcze jednej osoby. Ale wszystko sprowadzało się do tego, że Marceille kiedyś by się o tym dowiedziała. To także było jego zmartwieniem w tej chwili, choć nie jedynym. W nerwach poczuł, że musi zapalić. Nany nie było w domu, siedziała sobie grzecznie u babci na Okinawie, więc mógł zapalić. Z przyzwyczajenia jednak wyszedł na balkon, oparł się o barierkę i zaczął palić pojedynczego papierosa o waniliowym aromacie.

_________________
. . . .
♫ Isao ♫

P i o s e n k i . . z e s p o ł u
1. 2. 3.
Powrót do góry Go down
Marzia

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1645-marzia-carlsson
Zarejestrował/a : 04/12/2014
Liczba postów : 11


PisanieTemat: Re: Apartament Isao    Wto Lut 10, 2015 4:55 pm

Marzia wiedziała, że jedynym sensowym wyjściem z tej trudnej sytuacji, było opuszczenie tego miejsca jak najszybciej. Im dłużej tutaj tkwiła, tym bardziej utwierdzała się w przekonaniu, że źle postąpiła zgadzając się na pracę u niego. Na szczęście wampir dawał jej możliwość natychmiastowego zerwania umowy. Jego obecność źle na nią działa, choć beształa siebie w duchu za to, że dochodziła do tak okrutnych względem niego myśli, wiedziała, że nic dobrego nie wyjdzie ze wspólnej współpracy. Nie chodziło tutaj o miłość, czy też w tym przypadku jej braku, ale o to, iż dziewczyna bardzo emocjonalnie reagowała na rozdrapywanie starszych, czy też nowych ran. Nie wracały do niej miłe wspomnienia, a te najgorsze, ponownie widziała w myślach obraz ich rozstania. Tego co mówił do niej Isao, co ona mówiła do niego i okropny ból w piersi.
- Isao. - szepnęła niemalże błagalnie, widząc jak przed nią kuca. Jego bliskość wcale jej nie pomagała i wampir powinien się sam tego domyślić, nie rozumiała czemu ją tak katował. Nieświadomie, czy też nie, ból był jednakowy. Mimo duszności jakie sobie prawdopodobnie sama wymyślała, słuchała go uważnie, choć każde kolejne słowo zdawało się być bardziej stłumione od poprzedniego do tego stopnia, że nie potrafiła w niektórych momentach zrozumieć, o czym mówi.
Marceille była już dorosła, przez te parę lat na pewno wyładniała, jej twarz nie była już tak dziecinna jak się poznali, więc dlaczego.. Dlaczego patrzył na nią w ten sam sposób? Dlaczego te szare spojrzenie wampira, choć zatroskane i przepełnione bólem, niezmiennie utwierdzały ją w tym, że jest dla niego jak młodsza siostra? Takie i inne pytania krążyły po głowie Pani Kapitan, jak gdyby to było teraz najważniejsze, a nie sytuacja w jakiej się znaleźli. Kiedy skończył przyjrzała mu się uważnie i aby ukryć miotające nią uczucia, zaczęła mówić z pośpiechem, podnosząc się razem z nim na równe nogi:
- Masz rację. Nie powinnam była od razu podejmować takiej decyzji, nie wiem czy to żądza pieniędzy tak mnie zaślepiła, czy może cała sytuacja wydała się zbyt obciążająca, że chciałam ten temat jak najszybciej zakończyć. Nie wiem, nie wiem.. - w pośpiechu poplątała pewnie kilka wyrazów, ale to nie czas by zwracać na takie rzeczy uwagę, nie raczyła więc poprawiać żadnego z nich, a jedynie pośpiesznie udała się do przedpokoju. Z tego wszystkiego dopiero teraz zauważyła, że nie rozebrała się, nie zważając na to, czy w pomieszczeniu było ciepło i obeszłoby się bez tych wszystkich warstwy ubrań jakie na sobie miała. Drżącą jak gdyby z zimna dłonią ujęła chłodną, metalową klamkę drzwi wyjściowych i naparła na nią mocniej, by uchylić drzwi.
- Bywaj. - rzuciła, posyłając mu jeszcze na odchodne blady, smutny uśmiech, aczkolwiek nadal tak samo szeroki jak zawsze, po czym wyszła, oddalając się z tego miejsca niemalże biegiem.

[zt.]
Powrót do góry Go down
Isao
Nauczyciel
Nauczyciel
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t321-isao-takei#363
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 660


PisanieTemat: Re: Apartament Isao    Sob Mar 07, 2015 10:16 pm

Pozwolił jej na odejście. Sama podjęła tą decyzję i nie miał prawa jej zatrzymywać, choć bardzo tego chciał. Chciał, aby znów mogli ze sobą rozmawiać i spędzać ze sobą czas. Chciał znów z nią pić, żartować i objadać się budyniem. Chciał, aby znów byli przyjaciółmi. Ale nie mógł być tak egoistyczny, zwłaszcza, gdy wiedział, że jest kilka powodów, które tylko dołożyłyby jej zmartwień, przykrości i bólu. A on miał zbyt dobre serce, by świadomie pozwolić na to, aby cierpiała. Zwłaszcza, że wciąż była mu bliska. Wysłuchał jej słów i przez chwilę zaczął żałować tego, że sam ją poniekąd sprowokował do ich wypowiedzenia. Miał ochotę przeprosić ją i prosić by została, jednak nie zrobił tego. Jedynie zacisnął dłonie w pięści, usta ścisnął w prostą linię i patrzył na nią ze smutkiem. Odprowadził ją wzrokiem, a następnie poszedł za nią powoli, gdy udała się do przedpokoju. Nie uśmiechnął się tak jak ona, gdy wychodziła rzucając krótkie ,,bywaj". Znów stracił kogoś, kto był dla niego ważny. Czy to okrutny żart losu? A może zrobił coś złego i teraz był za to karany? Nie wiedział, ale wszystko to sprawiało mu sporo bólu i przykrości. Po wyjściu Marceille w złości walnął pięścią w ścianę, wcale nie oszczędzając swojej dłoni. Zabolało, ale taki ból był ulgą w momencie, gdy czuło się ból w sercu.

W każdym razie nasz Isa znów został sam. Jakoś sobie żył. Nie wiem, czy minał dzień, dwa, tydzień czy miesiąc. Isao wrócił do życia codziennego. I na pewno wychodził często z mieszkania.

zt

_________________
. . . .
♫ Isao ♫

P i o s e n k i . . z e s p o ł u
1. 2. 3.
Powrót do góry Go down
 
Apartament Isao
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 17 z 17Idź do strony : Previous  1 ... 10 ... 15, 16, 17
 Similar topics
-
» Apartament na piątym piętrze
» Apartament Samuru.
» Apartament O.A
» Apartament kotleta.
» Apartament na dziewiątym piętrze

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Vampire Knight :: Yokohama :: CENTRUM MIASTA :: APARTAMENTOWIEC-
Skocz do: