IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Apartament Isao

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4 ... 10 ... 17  Next
AutorWiadomość
Isao
Nauczyciel
Nauczyciel
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t321-isao-takei#363
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 660


PisanieTemat: Re: Apartament Isao    Nie Lis 11, 2012 10:19 pm

Każdy miewał chwile, w których nie wiedział co zrobić. Liczyły się jednak chęci, gest, choćby i nieudane próby. Gdyby Isao miał problem, zwierzyłby się jej a ona po prostu by go wysłuchała, już byłby wdzięczny. Choć on nie miał zwyczaju robić takich rzeczy. Należy bowiem zacząć od tego, że on unikał wszystkich problemów jak ognia. A przynajmniej starał się. Jego optymizm, ciągłe uśmiechy i lekkie podejście do życia były osłoną, którą wytoczył wokół siebie. To wszystko miało nie dopuszczać do niego kłopotów i zmartwień. Gdy bowiem te już go dopadały i udało im się go przytłoczyć, blondyn bynajmniej nie zwierzał się nikomu. Nie, to byłoby o wiele przyjemniejsze. On, nie umiejąc sobie radzić z problemami, po prostu zamykał się w sobie, załamywał się, stosował różne formy ucieczki. W ten sposób właśnie zaczął palić, od czego teraz nie umiał się odzwyczaić. W ten sposób pił też swego czasu, siedział w domu kompletnie odcinając się od wszystkich. Przez to między innymi rozpadł się zespół a on wyjechał. Wbrew pozorom szarooki miał niezwykle trudny charakter. Oby Yumi nie miała się o tym nigdy przekonać...
Cóż, gdyby nagle stanęła przed nim i krzyknęła, że go lubi, on po prostu roześmiałby się. Nie, nie byłby to śmiech wredny czy wyśmiewanie jej. Po prostu rozbawiłaby go tym i sprowokowała do wygłupów. Oczywiście, jednocześnie uznałby to za prawdę i żart, zabawę. On miał o sobie nieco inne zdanie niż choćby ona. Nie spodziewał się, że ludzie postrzegają go jako osobę miłą, dobrą, osobę, której nie dało się lubić. Miał dość niskie mniemanie o sobie. Jego samoocena spadała sobie wraz z kilkoma wydarzeniami, które go do tego prowokowały. Między innymi było to wydarzenie sprzed kilku dni, po którym zaczął myśleć, że przynosi innym tylko kłopoty. Ale my nie o tym...
Właściwie to w pewnym momencie zrobiło mu się obojętne czy będzie śpiewać czy nie. Zdał sobie bowiem sprawę z tego, że przecież musiał się przemóc jeśli chciał reaktywować zespół. Szczerze wierzył w to, że mu się to uda. Niech no tylko złapie Kyubiego. Musiał się z nim pogodzić i namówić go do tego aby znów zaczęli grać. Czyż nie sprawiało im to obojgu radości? Oczywiście, że tak i choć ciemnowłosy nigdy by się do tego nie przyznał, Takei dobrze o tym wiedział. Trzeba było tylko pokonać te kilka schodków, które prowadziły go do upragnionego celu. Tylko tyle... A może aż tyle? Cóż, to zależy jak to wszystko się potoczy. Wszak oprócz pogodzenia się z Kyu, Isao musiał pamiętać także o tym, że brakowało im członków do zespołu. To też był pewien problem, wszak wcale nie tak łatwo było ich znaleźć. Choć co on tam wiedział... Wszak poprzednim razem, gdy zaczął śpiewać w LM.C to on został "znaleziony" przez managera grupy. Ale my nie o tym... Wracając... Szarooki mógł zaśpiewać, choć sądził, że lepiej byłoby gdyby jeszcze do tego zagrał. Ucieszyła go więc nieco odpowiedź dziewczyny. Posłał jej szeroki uśmiech.
- Tylko przypominaj! - dodał.
A więc mieszkała w Akademiku? Uznał to za niezwykle ciekawe, zainteresowało go to. Faktem jednak było, że raczej już tego nie zazna. Miał już potrzebne wykształcenie, wyrósł także z wieku szkolnego. Po co miał iść znów do Akademii? Miał o wiele lepsze pomysły na spędzanie czasu. Przede wszystkim zespół. Tak, to było jego priorytetem. Skupił się więc na pytaniu dziewczyny. Gdy zaś padło takie a nie inne, zmieszał się nieco. To było dość kłopotliwe pytanie. Albo inaczej... to odpowiedź na ni była kłopotliwa. Mogła ona bowiem nieco zniechęcić Yumi do niego, sprawić, że pomyśli sobie o nim źle.
- Wiesz... ja uczęszczałem do prywatnych szkół, do których byłem wożony lub pobierałem nauczanie domowe. - wyjaśnił, standardowo z zakłopotania drapiąc się po tyle głowy i patrząc gdzieś w bok. Nie chciał aby pomyślała sobie o nim źle, aby wzięła go za zepsutego faceta z bogatego domu. Rozumiałby gdyby tak pomyślała. Wszak najczęściej tak właśnie było, że jak ktoś wywodził się z zamożnej rodziny, odbijała mu palma i robił się snobistycznym, egoistycznym i chciwym. On jednak, mimo swojego niskiego mniemania o sobie, nie uważał się za takiego. I rzeczywiście taki nie był.
- Więc teraz moja kolej. Co lubisz robić w wolnym czasie? - Toż to bardzo ważne pytanie i na pewno mu się przyda! Uśmiechnął się więc lekko, wyczekując odpowiedzi. Jeszcze chwilka... Odzywać się zaczął w nim głód nikotynowy. Zaraz będzie musiał opuścić ją na chwilkę i pójdzie zapalić.

_________________
. . . .
♫ Isao ♫

P i o s e n k i . . z e s p o ł u
1. 2. 3.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Apartament Isao    Nie Lis 11, 2012 10:56 pm

Chęci to może i miała. Była ponadto wyrozumiała i przede wszystkim posiadała dar wysłuchiwania innych. Mogli się jej wyżalać, mogli jej marudzić godzinami, a ona dalej z taką samą uwagą słuchałaby ich cały czas. Problemem było właśnie owe pocieszenie. Zazwyczaj wtedy brakowało jej języka w buźce. Ile razy mogła powtarzać, że będzie dobrze i żeby się niczym nie martwić? Każdego by to dobiło, szczególnie powtarzane kilka razy przy jednej rozmowie. Sama dla siebie wolała być bardziej optymistycznie nastawiona do świata, by i sobie specjalnych problemów nie robić.
Każdy chyba w swojej samoocenie widzi w sobie jakieś wady. Nawet chodzące narcyzy, które myślą, że są ósmym cudem świata. Zawsze znajdzie się jakiś mankamencik. Dziewczyna też nie uważała się za idealną. Znała swoje wady, słabostki. Ale pamiętała też i o swoich zaletach. Nigdy głośno się nie chwaliła na dane tematy, była raczej dość skromna i cichutka. Swoje wiedziała zawsze, nie lubiła, kiedy coś jej narzucano.
Już nie mogła się doczekać, kiedy będzie w stanie przed nią wystąpić. To będzie coś. Na samą myśl była podekscytowana, uśmiech nie schodził z jej twarzy.
- Na pewno przypomnę! - zapewniła, po czym zaśmiała się.
O czym będzie śpiewał? W jakim nastroju? Było tyle pytań. Mogła sobie to wszystko tylko i wyłącznie wyobrażać. Nie. Teraz nie była pora na to, aby go zmuszać do śpiewu, skoro dodatkowo zaproponował, że zagra. To jej pasowało. I to jak. Może będzie chciał reaktywować zespół? Choć w sumie nie znała innych członków, nie wiedziała jaki ma z nimi kontakt. Przez krótką chwilkę ta myśl jej się przewinęła, lecz stwierdziła, że to chyba zbyt ciężka decyzja do podjęcia, aby zastanowić się i podjąć ją tak pochopnie.
Prywatne szkoły, domowe nauczanie...jej kojarzyło się to zazwyczaj z edukacją dzieci dość bogatych rodzin. Może Isao do takiej należał. Jednak cóż z tego, że edukował się w taki, a nie inny sposób.
- Rysuję! Uwielbiam rysować. - odpowiedziała natychmiastowo. Mogła pochwalić się swoją pasją. Wyjęła spod paska swój niewielki notesik ze szkicami, który wręczyła chłopakowi. - To moje przykładowe rysunki. Deszcz trochę zmoczył pierwsze strony, ale cóż... - stwierdziła nieco smutna.
Powrót do góry Go down
Isao
Nauczyciel
Nauczyciel
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t321-isao-takei#363
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 660


PisanieTemat: Re: Apartament Isao    Pon Lis 12, 2012 3:19 pm

Prawda... Gdyby Isao był w dołku i ciągle słyszał tylko ,,będzie dobrze, nie martw się", słowa te nie przyniosłyby żadnego skutku. Byłyby jedynie pustymi słowami, nie mającymi żadnego większego znaczenia. I choć starania te mogłyby mu wcale nie pomóc, on rzeczywiście doceniałby fakt, że ktoś w ogóle chciał go jakoś wesprzeć. Wszak liczyły się chęci, prawda? Problem polegał na tym, że kiedy dopadały go problemy i przestawał sobie z nimi radzić, on nie chciał się z nikim widzieć w ogóle. Ale to było kiedyś i nikt nie wie kiedy (i czy w ogóle) taka sytuacja się powtórzy. Lepiej więc przestać gdybać...
On sam miał mieszane uczucia co do tego "występu". Przez tyle lat nie śpiewał, że teraz przestał wierzyć w swoje umiejętności. Prawda, śpiewał już dla Madeline, ale to była zupełnie inna sytuacja. Nucił bowiem piosenkę, która bardzo wiele znaczyła w ich przeszłości. To była ich piosenka... Teraz natomiast krępował się nieco i dobrze wiedział, że nieco odwagi dodałaby mu gitara, przy okazji poprawiając też ogólne brzmienie całości. Nie mógł jednak grać w tej chwili. Do gry na gitarze potrzebne były sprawne obie dłonie, tymczasem on miał złamaną prawą rękę. Na to trzeba było jeszcze trochę poczekać. Prawda, jego ręka rzekomo miała zagoić się za dzień lub dwa, ale czy byłaby już wtedy sprawna? Nie, wolał jej nie nadwyrężać na początku. Jeszcze coś zrosłoby się nie tak i miałby potem poważne problemy? Nie, nie mógł sobie na to pozwolić. Wszak muzyka była dla niego bardzo ważna. Nie wiedział co zrobiłby gdyby nie mógł grać...
- Okej! - zawołał z entuzjazmem i również zaśmiał się.
O czym miał zamiar śpiewać i w jakim nastroju? Tego jeszcze nie wiedział, miał przecież czas na to aby wszystko sobie przemyśleć. Ale czy rzeczywiście to zrobi? Nie, raczej nie. Znając życie zaraz o tym zapomni lub postanowi niczego nie planować. Spontaniczne decyzje były o wiele bardziej ciekawe. Przekonywał się o tym wielokrotnie w różnych chwilach. Yumi zaś okazała się być bardzo domyślną osobą skoro pomyślała o tym, że szarooki chciałby aktywować zespół. To w istocie była prawda, wszak blondyn od dłuższego czasu intensywnie rozważał tę opcję. Ba! On już był na to zdecydowany jednak sprawa nie była taka prosta. Potrzeba było do tego trochę czasu, cierpliwości i szczęścia również.
Nie spodziewał się takiej reakcji na jego pytanie. Czyżby zapytał o coś, co trafiło w czuły punkt dziewczyny. Oczywiście w pozytywnym sensie, bowiem Yumi nagle znacznie ożyła. Widział w jej oczach te same ogniki, które on miał kiedy myślał, mówił lub tworzył muzykę. To była pasja, fascynacja, wręcz cel życia i jego sens. Uśmiechnął się więc szeroko, będąc zadowolonym z samego siebie.
- Rysujesz?! - powtórzył z entuzjazmem i zaciekawieniem jednocześnie. On nigdy nie miał talentu do rysowania i umiał rysować jedynie proste malunki przypominające prace dzieci z przedszkola. Cóż, nie można mieć talentu do wszystkiego, prawda? Dziewczyna umiała i lubiła malować, czyli była uzdolniona plastycznie; on natomiast muzycznie. Ważne było to, że oboje kochali to robić. A co do tego nie miał wątpliwości, widząc minę Yumi. Z chęcią wziął od niej szkicownik. Zaczął przewracać kartki a w jego oczach rosło coś na rodzaj podziwu. Na prawdę miała talent! Był pod wrażeniem. Spojrzał na nią zszokowany ale i zafascynowany jednocześnie, uśmiechając się do tego szeroko. - Na prawdę masz talent! Spróbuj rysować większe prace i robić z nich wystawy, co? - zaproponował. Chętnie by jej w tym pomógł jeśli potrzebne by jej były znajomości (a trochę ich miał) lub pieniądze. Przecież powiedział jej, że mogła na niego liczyć. Poza tym... talenty trzeba było rozwijać i wspierać ich rozwój. Nie można było ich pozostawiać samych sobie, bowiem wtedy przygasały aż znikały całkowicie przytłoczone wszystkim innym.
Yumi i Isao spędzili ze sobą jeszcze trochę czasu. Rozmawiali, dalej bawili się w pytania, poznając się w ten sposób lepiej. Czas jednak uciekał a oni nie mogli siedzieć wiecznie, Zaczęło się robić późno a dziewczyna musiała wracać do Akademika. Dla pewności dał jej jeszcze jedną karteczkę ze swoim numerem, wręczając także zapasowe klucze do tego mieszkania. Od teraz mogła przychodzić tu kiedy chciała, bez względu na to czy właściciel był w mieszkaniu. Pożegnał ją, zamówił jej taksówkę i sam wrócił do mieszkania by wziąc prysznic. Nie chcąc siedzieć bezczynnie w domu przebrał się, zabrał swoje rzeczy i również wyszedł.

zt x 2

_________________
. . . .
♫ Isao ♫

P i o s e n k i . . z e s p o ł u
1. 2. 3.
Powrót do góry Go down
Isao
Nauczyciel
Nauczyciel
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t321-isao-takei#363
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 660


PisanieTemat: Re: Apartament Isao    Sro Lis 21, 2012 12:01 am

Gdyby nie pomoc Marcusa, Isao miałby problem nie tylko z podniesieniem się z podłogi, ale również z dojściem do taksówki. Blondyn już w ogóle nie wiedział co się wokół niego dzieje. Miał słabą głowę, a do tego mieszanie whiskey z drinkiem (który sam w sobie był mieszaniną), stanowiło dla niego mieszankę wybuchową. Nie był nawet świadom faktu, że Namikaze zapłacił za wszystko. Cóż, rozliczą się później, o ile będą o tym pamiętać bo w ich obecnym stanie była to sprawa wątpliwa. Przez całą drogę, Isao śpiewał, nucił coś, kręcił się i śmiał z niczego na przemian. Zachowywał się gorzej niż dziecko... Co też ten alkohol robił z porządnymi ludźmi... Nawet kierowca po jakimś czasie miał dość "wyśpiewywania" Takeia, które brzmiało nie jak jego piosenki a skrzek zdychającego ptaka. Zdawał się więc być bardzo zadowolonym, kiedy wysiedli i poszli sobie.
Weszli do środka Apartamentowca, gdzie zaraz dopadł ich ochroniarz, pytając się Marcusa czy należy mu pomóc. Choć chwiali się oboje, dowódca wyglądał jeszcze w miarę dobrze, zaś szarooki ledwo trzymał się na nogach. Jeżeli łowca poprosił o pomoc, mężczyzna wziął Isao pod ramię i pomógł mu w prowadzeniu pijanego blondyna. Jeśli zaś nie, sami jakoś krzywo weszli do windy by za jakiś czas wyjśc z niej na odpowiednim piętrze i zygzakiem udać się do drzwi. Dopiero wtedy muzyk nieco oprzytomniał, zrozumiawszy, że jakimś cudem znaleźli się przed jego apartamentem.
- A tak, tak... Klusz. - wymamrotał niewyraźnie i przytrzymując się mocno marcusowego ramienia, zaczął grzebać po kieszeniach. Trochę minęło nim znalazł kluczyk a jeszcze dłużej schodziło mu się z trafieniem nim do dziurki. W końcu jednak udało mu się i cudowne wrota zostały otwarte. Dwójka pijaczków weszła do środka, gdzie blondyn zrobił kilka samodzielnych kroków na przód, a nagle zatrzymał się i wrócił do drzwi. Przykleił się do nich policzkiem i zaczął znów coś śpiewać. Oczywiście na tyle niewyraźnie, że nie dało się zorientować co też właściwie wyśpiewywał. Gubił rytm, ale w tej chwili najmniej go to obchodziło. Stał pochylony w stronę drzwi, opierając się o nie dłońmi i policzkiem, z tyłkiem wystawionym nieco do tyłu, którym kiwał co jakiś czas na boki. Oj... co ten alkohol robi z człowiekiem.

_________________
. . . .
♫ Isao ♫

P i o s e n k i . . z e s p o ł u
1. 2. 3.
Powrót do góry Go down
Marcus
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t202-marcus-namikaze#228 http://vampireknight.forumpl.net/t203-marcus-namikaze#230 http://vampireknight.forumpl.net/t1644-dom-marcusa
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 884


PisanieTemat: Re: Apartament Isao    Sro Lis 21, 2012 12:15 am

Marcus przy Isao nie mógł momentami pohamować śmiechu, aż go brzuch zaczął boleć nieprzyjemnie. Sam nie wiedział od czego. Alkoholu? Śmiechu? Może czegoś innego? W ogóle to oni nic przecież nie jedli i na pusty żołądek wlewali płyn. Isao mogło to nie przeszkadzać i nie zaszkodzić, ale Marcusowi? Kto wie. W końcu on człowiek.
Od razu dowódca rzucił hasło apartamentowiec, gdzie taksówkarz ich podwiózł i oczywiście było po nim widać, że miał dość wożenia pijaków. No ale taka praca. Zrobił przynajmniej dobry uczynek podrzucając ich pod sam dom i to bezpiecznie.
No więc, Marcus skorzystał z pomocy ochroniarza, który doprowadził ich prosto do windy. Oczywiście Isao trzeba było trzymać. Z tymi drinkami do na serio przesadził. Ale dobra. Ma chyba mocniejszy żołądek.
Windą zajechali na odpowiednie piętro i skierowali się korytarzem pod jakieś drzwi. Choć Marcusowi coś nie pasowało, bo jak dobrze pamiętał, Isao miał je po drugiej stronie. Gdy ten szukał kluczy, Namikaze w tym czasie odwrócił go w przeciwną stronę na właściwy numer jego pokoju. Jakieś prześwity mu jeszcze dobrze funkcjonowały w tym mózgu.
Dostali się w końcu do środka mieszkania. Marcus wszedł ostatni i jak się obejrzał za Isao, ten przylgnął do swoich drzwi. Normalnie na ten widok też się śmiać chciało. Podszedł do niego i odciągnął go od nich.
- Choć księżniczko. Zaprowadzę Cię do Twojej komnaty. Ale drzwi zostaw w spokoju. Nie musisz im się kłaniać.
Zamknął drzwi na zamek i próbował wyprowadzić Isao do odpowiedniego pomieszczenia. Niestety nie znał za dobrze jego apartamentu, więc zwiedzili wszystkie kąty a na końcu dotarli do wyznaczonego pokoju. Przekraczając jego próg, Marcus potknął się o coś i poleciał do przodu na kolana.
- Cholera. Ktoś mi nogę podstawił. - I zaczął rozglądać się za podejrzanym.

_________________

Powrót do góry Go down
Isao
Nauczyciel
Nauczyciel
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t321-isao-takei#363
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 660


PisanieTemat: Re: Apartament Isao    Sro Lis 21, 2012 12:29 am

Świat Isao był w tej chwili tak barwny i kolorowy, a jednocześnie tak odległy od rzeczywistości, że blondyn nie miał pojęcia o tym, iż Marcus śmieje się z niego co chwila. Dobrze, że Namikaze był przy nim i wiedział gdzie mieszka, bowiem mieliby porządny problem. Takei w takim stanie nie potrafiłby powiedzieć nawet swojego nazwiska, a co dopiero wskazać adres. Biedny taksówkarz... Musiał wieść dwóch pijaków, z których tylko jeden zachowywał się jeszcze w miarę normalnie, za to drugi wył niemiłosiernie niczym wilczur do księżyca w czasie pełni. Tak mu się jakoś na śpiewy zebrało, wszak dawno tego nie robił. Szkoda tylko, że zaczął w takiej sytuacji, kiedy do jego normalnego wokalu było mu daleko.
Apartamentowiec dysponował dobrymi a do tego pomocnymi ochroniarzami. Z nieznanych powodów obsługa szczególnie lubiła Isao, czesto pomagając mu na różne sposoby. Teraz też przysłużyli się mu nieco, a zwłaszcza Marcusowi, któremu to jeden z nich pomógł zaprowadzić szarookiego do windy. Oj nie powinien pić tego drinka. Było z nim tak źle, że nawet po wyjściu z niej i przejściu paru metrów korytarza, trafił nie pod swoje drzwi. Całe szczęście wielki pan Namikaze miał wszystko pod kontrolą. Inaczej blondyn próbowałby się dostać nie do swojego mieszkania i mogłoby się to skończyć nieciekawie gdyby właściciel był w środku. A raczej był, bowiem zegary wskazywały godzinę późną. Było już grubo po północy.
W końcu dostali się do środka, gdzie Isao zaraz przykleił się do drzwi. Zaczął coś bełkotać, klejąc się do nich niczym do gabloty, za którą znajdowały się słodkości. Odciągany przez dowódcę, niechętnie odszedł od drewnianej płyty, ale nostalgicznie pociągając nosem pomachał im a nawet posłał całuska. Chwiejąc się szedł z Marcusem.
- Ja im sie nie laniam! Ja je fielpie sa tio, sze co cień posfalają mi przes sie-siebie wchodzisz i wychodsić. - wybełkotał, po czym ponownie wybuchł śmiechem. Zachwiał się niebezpiecznie ale podtrzymał się człowieka i udało mu się jakoś trzymać na nogach. Wtedy też dotarł do niego sens pierwszych słów ciemnowłosego. Wyszczerzył się wesoło. - Sostaem księszniczką?! A gdsie ksionsze?
Dalej coś bełkocąc, pozwalał się prowadzić aż do czasu, kiedy Marcus nie wywalił się w progu jego sypialni. Blondyn przewróciłby się prosto na niego, gdyby nie przytrzymał się futryny. Spojrzał na Namikaze i słysząc jego słowa, zaczął się głośno śmiać. Aż zgiął się lekko od bólu brzucha wywołanego zbyt dużą ilością śmiechu. Dopiero po jakimś czasie uspokoił sie. Wytarł łezkę z kącika swojego oka.
- Sapomniałem Ci powiedzieś, sze mam w domu cho.... chomiki, nie, zaraz, chochliki! - wyszczerzył się wesoło i znów zaśmiał się. Po tym z niewiadomych powodów zaczął zdejmować z siebie ubranie. Płaszcz rzucił gdzieś na ziemię i niezręcznie zaczął odpinać guziki od swojej koszuli.

_________________
. . . .
♫ Isao ♫

P i o s e n k i . . z e s p o ł u
1. 2. 3.
Powrót do góry Go down
Marcus
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t202-marcus-namikaze#228 http://vampireknight.forumpl.net/t203-marcus-namikaze#230 http://vampireknight.forumpl.net/t1644-dom-marcusa
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 884


PisanieTemat: Re: Apartament Isao    Sro Lis 21, 2012 12:53 am

Dlatego też Marcus nie pił już tego zamówionego przez Isao drinka, bo inaczej oboje nie dojechaliby pod odpowiedni apartament, oboje by śpiewali a choć jeden z nich musiał zachować choć trochę rozumu. Z ochroniarzem poszło nieco szybciej doprowadzić Isao do windy, bo gdyby takich pomocników nie było, Marcus przez dobrą godzinę chyba by wlókł wampira pod jego drzwi apartamentu. Co więcej, dobrze że windy tutaj stacjonowały. Bo gdyby Takei mieszkań w kamienicy na ostatnim piętrze, to by się zaczęli kulać po schodach i do rana by nie doszli na odpowiednie piętro.
Isao przez te bełkoty zaczął chyba gadać nie po swojemu. A Marcus po części miał problem ze zrozumieniem o co mu chodzi. Był tak ubawiony jego zachowaniem, że znów mu się zebrało na śmiech.
- Ja jestem Tym księciem. W końcu no tego... Przywiozłem Cię na koniu do zamku. - Oboje zaczęli głupoty gadać. Normalnie jak dzieci. Nawet Marcus wypiął dumnie klatę jakby pokazywał jaki to z niego "trzeźwy" mężczyzna. Zdjął płaszcz i rzucił na bok, będąc pewnym że trafił na jakąś kanapę, a wprawdzie to wylądował na stoliku jakimś.
- Cho...Cho...Chliki? - Spojrzał na niego zdziwiony, a w oczach dało się ujrzeć te procenty po alkoholu. Pokręcił głową i pozbierał się jakoś na nogi ruszając przed siebie. Znalazł się w sypialni i spojrzał zaraz w stronę Isao, który to zaczął się rozbierać? Tak w wejściu? Interesujące. Co więcej, robili wszystko po ciemku. Nawet świateł nie zapalili a jakoś dobrze widzieli. Isao owszem, zaś Marcus trochę miał problemy z widocznością. Tym razem to wina alkoholu.

_________________

Powrót do góry Go down
Isao
Nauczyciel
Nauczyciel
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t321-isao-takei#363
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 660


PisanieTemat: Re: Apartament Isao    Sro Lis 21, 2012 1:28 pm

Cóż. W tamtej chwili blondyn już średnio wiedział, co robi. Był na etapie, w którym chciało się tylko więcej i więcej alkoholu, nie zważając na konsekwencje. Dobrze, że chociaż Marcus opamiętał się, inaczej mieliby problem. Kto wie jak potoczyłoby się to wszystko, gdyby oboje byli w takim samym stanie. Mogli skończyć gdzieś w rowie albo w slumsach. To był i tak jeden z bardziej pozytywnych scenariuszy.
Oj tak, Apartamentowiec ten był luksusowym i niesamowitym miejscem nie tylko ze względu na swój wygląd zewnętrzny i wewnętrzny, ale również dzięki obsłudze, ochroniarzach i windzie, która w tej chwili była ich ratunkiem. Isao mieszkał gdzieś na jedenastym piętrze więc nie było to aż tak wysoko. Mimo to, gdyby miał w takim stanie wdrapywać się tam po schodach, rzeczywiście mogłoby się zejść do rana. Zwłaszcza, że i godzina wczesna nie była. Noc trwała już od dłuższego czasu i właściwie powoli szykowała się już do ustąpienia miejsca dniu.
- Jes...jesteś? Księciem? - powtórzył, patrząc na Marcusa uważnie. Stał na własnych nogach, ale nie dawał rady stać prosto i chwiał sie od czasu do czasu. - Jestem s moim kssięciem w samku. O refy i so ja mam srobiś? - wybełkotał i momentalnie dłonie przylepił do swojej twarzy. Oczywiście zrobił to nieco za mocno, przez co po pomieszczeniu rozległo się głośne klapnięcie. Może gdyby nie był pijany, poczułby, że go zabolało. Teraz, całe szczęście, nie zwrócił na ten fakt najmniejszej uwagi. Był zbyt zaangażowany w rolę księżniczki. Albo inaczej... Trudno było powiedzieć czy w takim stanie rzeczywiście nie przyjął do wiadomości, że jest księżniczką! A to dopiero heca. Marcus musiał mieć prawdziwy ubaw z pijanego Isao. Jego zbyt mocne upojenie alkoholowe zawsze przynosiło tego typu skutki. Raz, gdy upili się ze Spadzińskim i wylądowali w mieszkaniu jego brata, zaczął całować i ślinić ściany, aż w końcu zasnął na dywaniku w łazience. To były czasy!
- Chliki, chliki! - powtórzył, unosząc palec w górę i kiwając głową nieco koślawo. Zaśmiał się potem znów i zatoczył na chwilkę, omal się nie wywracając. W ostatniej chwili złapał się futryny, dzięki czemu udało mu się ustać. Wtedy też zaczął się rozbierac, zupełnie nie przejmując się obecnością Namikaze. To co, że było ciemno. Czy po ciemku, czy nie po ciemku, on w tym stanie i tak nie widział guzików, toteż szło mu to niezwykle opornie. W końcu jednak zdjął koszulę i rzucił ją gdzieś w kąt. Zaraz zaczął też zdejmować spodnie, ale wtedy z hukiem wywalił się na ziemię. Nie przejmując się tym, leżąc sobie na podłodze, zaczął zdejmować spodnie. Gdy już sie ich pozbył, coś mu się przypomniało. Bełkocząc coś niezrozumiałego, zaczął szukać telefonu, a gdy go już znalazł, trzymał go przed sobą i szukał w nim czegoś.
- Szepa zaswonić po ryserza! - stwierdził, wyszukując w kontaktach numeru Madeline. Zaczął do niej dzwonić, ale nie odbierała. Cóż się dziwić? Która to była godzina - trzecia, czwarta nad ranem? Dziewczyna zapewne smacznie sobie spała. Oczywiście blondyn nie pokazał łowcy do kogo dzwonił, ani nie chciał mu powiedzieć. Czemu? Kij go tam wie. - Rysesz mnie olał! - stwierdził w końcu, podnosząc się dość niezdarnie. Popatrzył na dowódcę i wskazał na niego palcem, robiąc nieustępliwą minę. - Rospieraj sie! - krzyknął i jeśli Namikaze się bronił lub miał z tym jakieś kłopoty, sam mu w tym pomógł na swój niezdarny sposób. Gdy zaś ciemnowłosy był już bez ciuchów, szarooki pchnął go na łóżko i zaraz sam rzucił się na materac, obok niego. Zamknął oczy i zasnął niemal od razu śpiąc niczym kamień. Kij, że nawet nie zamknął drzwi od mieszkania... Często tak robił i póki co nic się nie stało.

_________________
. . . .
♫ Isao ♫

P i o s e n k i . . z e s p o ł u
1. 2. 3.
Powrót do góry Go down
Marcus
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t202-marcus-namikaze#228 http://vampireknight.forumpl.net/t203-marcus-namikaze#230 http://vampireknight.forumpl.net/t1644-dom-marcusa
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 884


PisanieTemat: Re: Apartament Isao    Sro Lis 21, 2012 4:23 pm

Zauważając że Isao zaczął już śpiewać po wypitym drinku, zaalarmowało to dowódcę, że czas skończyć. Bo gdyby tam jeszcze siedzieli i pili, to mogłoby się skończyć źle. Nawet jak wspomniano wyżej, znaleźliby się w rowie jakimś albo slumsach. To drugie byłoby niekorzystne, zwłaszcza dla dowódcy, który w takim stanie byłby łatwym łupem dla wampirów.
Dajmy więc na to, że Marcus próbował zamknąć drzwi, ale skupił się bardziej na odklejeniu od nich wampira, po czym porządnie je zamknąć zapomniał. Chodzi o zamki.
Normalnie śmiać mu się chciało na zachowanie czystokrwistego, który to zaczął czuć się jak w bajce o księżniczce w zamku. Ale i tym samym on miał dobry ubaw.
- Iść spac. - Odpowiedział mu na pytanie, jakby pomógł mu podjąć decyzję. I tym sposobem próbował go zaprowadzić do sypialni. A i tak znaleźli ją po obejściu całego apartamentu wampira.
Isao zaczął się rozbierać w wejściu do swojej komnaty, zaś Marcus na niego tylko patrzył. Normalnie jakby nie wiedział co ma teraz zrobić. Zostać? Iść sobie? Wezwać kogoś po siebie? Isao zaraz oznajmił, że będzie dzwonił po rycerza? A dokładniej? Nie wiedział że chodzić mogło o Madeline. Pierw na myśl przychodzili mu jego koledzy z zespołu. Choćby taki Kyubi? Spades? I tak go olali.
- Jest za późno by przyjechali. Chyba ze konie karmia. Idz spac. - Wskazał mu na łózko a ten wstaje i wskazuje na niego palcem. Marcus uniósł brwi do góry patrząc na niego zdziwiony.
- Rozkazujesz mi...? Oooooo... - I tutaj próbował wyjąć swoją broń z za paska spodni, ale jakoś nie dawał rady. Jakby broń mu się tak zaklinowała. Isao w tym czasie podszedł i pomógł mu się rozbierać. Normalnie łowca poczuł się molestowany przez wampira mężczyznę! No ale i tak się rozebrał z jego pomocą. Pchnięty na łózko w samych bokserkach, padł na plecy. Nie posiadał na sobie już koszuli, przy czym odsłonięte miał ramię a na nim widoczny, świeżo zrobiony tatuaż głowy niedźwiedzia. Ze spodniami było trudniej, bo przez to oboje pokulali się na podłodze a trzeba było zdjąć jeszcze buty. Śmiechu także mieli po pachy. W końcu wylądowali w łóżku i spoglądając na blondyna, szybko on zasnął. Marcus westchnął i ani myślał teraz wracać do siebie. Nie w takim stanie. Zamknął oczy i jego także sen dopadł. Co więcej, nie przykryli się ani kocem, ani kołdrą. A dodatkowo kręcili się pewnie w łóżku.

_________________

Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Apartament Isao    Sro Lis 21, 2012 4:36 pm

Wstała rano w nienajlepszym humorze. Znowu długo nie mogła zasnąć, a kiedy wreszcie się jej to udało - obudził ją dźwięk dzwoniącego telefonu, po prostu wspaniale. Nawet nie sprawdzała, kto czegoś od niej chce o tak nieludzkiej porze. Później już praktycznie nie spała, przewracając się z boku na bok. Wstyd się przyznać, ale od czasu, gdy spotkała Marcusa na cmentarzu, po prostu bała się zapadać w sen. I dopiero kiedy skrajne zmęczenie dawało o sobie znać, Maddie zapadała w niespokojne drzemki, które pomagały jej regenerować siły. O ile, oczywiście, coś jej nie obudziło...
Rano zerknęła na telefon i zdziwiła się, widząc, że to Isao do niej dzwonił. A temu co się stało? Może zapomniał, że ludzie zwykle prowadzą dzienny tryb życia. Nie zastanawiając się długo, oddzwoniła, jednak nie doczekała się odpowiedzi. Przez kilka chwil zastanawiała się, co dalej. Właściwie, miała ochotę spotkać się z bratem, tęskniła za nim, ale uznała, że ten biedny człowiek jest tak zapracowany, że z pewnością zasnął w swoim gabinecie na stercie papierów (taa...). Zdecydowała zatem, że zajrzy do Isao, sprawdzi, czy u niego wszystko w porządku. Przebrała się, w łazience zaś upewniła, że fioletowe cienie pod jej oczyma nie są bardzo widoczne.
Opuściła pokój i Oświatę, czując się już nieco lepiej. Właściwie tylko poranki i wieczory były dla niej trudne. W ciągu dnia mogła być po prostu sobą. Zamówioną taksówką dojechała pod apartamentowiec. Jeden z ochroniarzy najwyraźniej ją poznał, więc skinęła mu uprzejmie głową. Po prawdzie, wątpiła, że zastanie Isao w mieszkaniu, ale sprawdzić przecież nie zaszkodzi. Najwyżej wróci do domu, zaszyje się w bibliotece i czegoś pouczy.
Kilkakrotnie pukała w drzwi, bez skutku wszakże. Nauczona doświadczeniem nacisnęła klamkę i ku jej zaskoczeniu, drzwi ustąpiły. Czy ten wampir naprawdę nigdy nie zamykał mieszkania? No, okej, może nie bał się, że ktoś mu coś zrobi, ale przecież w każdej chwili mógł zostać chociażby okradziony. Pokręciła lekko głową. Nie powinna się dziwić. Już podczas ich ostatniego spotkania Isao udowodnił, że nie należał do najbardziej odpowiedzialnych osobników, stąpających po tej zacnej ziemi.
- Haloo? Jest ktoś w domu?
Zajrzała do salonu, ale było pusto. Z kolei drzwi do sypialni były lekko uchylone i to tam złotooka łowczyni podążyła następnie. Chciała tylko zobaczyć, czy wampir rzeczywiście tu jest.
To, co ujrzała, sprawiło, że stanęła jak skamieniała. Pierwsza jej myśl była bardzo głupia, ale w tej sytuacji może nawet logiczna. Otóż, nagle kilka elementów układanki wskoczyła na odpowiednie miejsca w głowie Madeline. Patrzyła na Isao i... Marcusa. Spali. Razem. W łóżku. Półnadzy. Przytuleni. Chryste.
Byli parą! O tak, gratulujemy dedukcji, Mad. Ale taka była prawda, w pierwszej chwili, stwierdziła, że jej brat i przyjaciel się spotykali. To pewnie dlatego była Isao bliższa, niż to zapamiętała - wszak była siostrą jego chłopaka! I ten wisiorek, który nosił na szyi, wcale nie musiał być od niej. M jak Marcus, to oczywiste.
Fakt, hipotezy Maddie były co najmniej niedorzeczne, ale pamiętajmy, że ta biedna dziewczyna nie wsypała się dobrze od ponad tygodnia. Nic dziwnego zatem, że myślenie przychodziło jej z pewną trudnością. Ogarnęła się jednak na tyle, że sama dostrzegła idiotyzm takiego podejrzenia. To wszak niemożliwe. Marcus kochał , a nie jego. A, i nienawidził wampirów, też racja.
Gdy to sobie uświadomiła, aż jej ręce opadły. Co oni tu właściwie robili, razem i na dodatek, jak mogła wyczuć nawet nie podchodząc blisko, kompletnie spici? Przecież chyba się nie lubili? A ona głupia sądziła, że jej brat siedział w gabinecie, lub zajmował się córką. Zaraz... czy na jego ramieniu dostrzegła całkiem świeży tatuaż? No, w tym człowieku chyba obudziła się druga młodość, doprawdy! Oj, Madziu, czas dorosnąć, wiele rzeczy najwyraźniej zmieniło się kiedy zniknęłaś.
Nagle wpadła jej do głowy kolejna odkrywcza myśl. No bo... skoro Isao ją obudził i Mad nie mogła spać przez pół nocy, to niby dlaczego oni teraz mieliby kimać jak te dwa aniołki? O nie, nie, panowie, no way. Madeline zdjęła płaszcz i wyszła z sypialni, zahaczając o przedpokój, gdzie zostawiła swoje wierzchnie odzienie. Następnie skierowała się do kuchni. Wyszukała w szafkach największy metalowy garnek, jaki wpadł jej w oczy i równie wielką metalową łyżkę. O, albo chochlę, jeszcze lepiej. Wróciła do sypialni, nachyliła się nad śpiącymi i... Wiadomo co zrobiła? Dokładnie, zaczęła bezlitośnie walić chochlą w garnek, a dźwięk, który się przy tym wydobywał, był koszmarny - nawet dla osoby, która nie była kompletnie skacowana.
- Wstawać śpiące królewny! Impreza skończona!! - wrzasnęła im jeszcze niemal prosto do uszu, po czym odsunęła się nieco, bo śmierdzieli alkoholem i fajkami jak nieboskie stworzenia. Oj, opiernicz ich czekał, przynajmniej Marcusa, bo ostatecznie Isao mógł sobie robić co chciał. Ale żeby ją tak budzić po nocach, kiedy pewnie był całkowicie zapijaczony i nie wiadomo co łaziło mu po głowie? Choćby za to mogła mu utrudnić dzisiejszy poranek.
Powrót do góry Go down
Isao
Nauczyciel
Nauczyciel
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t321-isao-takei#363
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 660


PisanieTemat: Re: Apartament Isao    Sro Lis 21, 2012 5:16 pm

To nie była jego wina, że dzwonił do Madeline w środku nocy. Nie był świadom tego co robi, a tym bardziej która była wtedy godzina. Kiedy się upijał, w pierwszej kolejności należało zabrać mu telefon, aby nie wydzwaniał do ludzi i nie bełkotał im głupot do słuchawki. To nie był pierwszy raz kiedy tak zrobił. Tym razem jednak, na nieszczęście samej Mad, ale, jak się okazuje, także jego i Marcusa. Gdy się później dowie, co wyrabiał oraz, że wybudził Maddie, która i tak miała kłopoty ze snem, będzie czuł porządne wyrzuty sumienia. Oczywiście ktoś musiałby mu o tym powiedzieć, bowiem nie było szans, że on sam by to pamiętał. ~
Noc była całkiem wesoła. Trochę się powygłupiali, blondyn trochę powył niczym wilczur do księżyca, został mianowany księżniczką a także rozebrał sławnego dowódcę oświaty łowieckiej! Dobrze, że nikt niepowołany ich nie widział, bowiem reputacja Namikaze mogłaby być mocno nadszarpnięta. Ale tak to jest jak się pije więcej, niż się powinno. Ciekawe czy ciemnowłosy będzie pamiętał co robił... Był w prawdzie w dużo lepszym stanie od Isao, lecz mimo to nic nie było takie pewne. Głowa, po dostaniu sporej ilości procentów, lubiła płatać figle. Ale kontynuując.
Dwójka ta spała sobie w najlepsze, zupełnie nieświadoma swojej wzajemnej obecności. Takei przez sen nawet przybliżył się nieco do człowieka, lecz nie przytulał się do niego, choć tak to mogło wyglądać z perspektywy osoby trzeciej. Jego sen był tak mocny, że nawet jakby po korytarzu przejechał tir, on nie usłyszałby nic. Nie miał więc pojęcia o tym, że ktoś dzwonił do jego drzwi i pukał, a potem wszedł do środka. Zazwyczaj zapewne by się przebudził, chociażby dzięki ludzkiemu, znajomemu zapachowi, który rozszedł się po mieszkaniu. Tymczasem spał mocno, nie przykryty niczym, będąc w samych bokserkach. I w tym przypadku miał zostać za to ukarany, bowiem gdyby przebudził się wraz z przybyciem Maddie, oszczędziłoby mu to późniejszych, na pewno nieprzyjemnych wrażeń. I Marcusowi również, ponieważ on też na tym wszystkim ucierpiał. Może więc lepiej było mu wcześniej wrócić do domu? Cóż, gdyby wiedział co się stanie, zapewne biegiem gnałby do oświaty.
Niczego nieświadomy wampir spał sobie w najlepsze, nieświadom poczynań Mad. Ba, on nigdy by się nie spodziewał, że dziewczyna ta jest zdolna do czegoś takiego. Nie znał jej widocznie od tej strony. Obudził się w niej demon, to było pewne bowiem innego wytłumaczenia na jej zachowanie nie było. Ale kontynuując... Blondyn śnił sobie jakieś przyjemne sny, kiedy nagle obudził go straszliwy hałas tuż nad jego uchem. Nie, nie wybudzał sie powolutku, jak to miał w zwyczaju. On po prostu zerwał się nagle, wystraszony, od razu przybierając pozycję siedzącą. A przynajmniej chciał, bo jeszcze przywalił głową w wiszący nad nim garnek i z powrotem opadł na łóżko, totalnie oszołomiony. Skrzywił się i jęknął z bólu, przekręcając się na bok. Nie dość, że się wystraszył to jeszcze głowa bolała go niemiłosiernie. Miał wrażenie, że serce zaraz wyskoczy mu z piersi, zaś łeb odpadnie. I to chyba byłoby dla niego lepsze... Tak czy owak, po chwili, gdy garnek znalazł się na bezpiecznej odległości od niego, znów zaczął się podnosić, krzywiąc się.
- Mad... co ty...? - wybełkotał niewyraźnie, mając kwaśną minę. Widać było, że męczył o potworny kac. Sucho w gardle, złe samopoczucie i ten cholerny ból głowy! Wtedy też spojrzał w dół i zorientował sie, że jest w samych bokserkach. Od razu dostał powera i pociągnął koc, orientując się, że coś na nim leży. I gdy spojrzał w tamtą stronę, zobaczył Marcusa. Tak się wystraszył tym widokiem, że odskoczył gwaltownie do tyłu... aż spadł z łóżka z hukiem. Skulił się na ziemi, łapiąc się za głowę. Palce wplótł we wlosy i pociągnął się za nie lekko, jakby to miało zmniejszyć ból.
- Cholera, za co...? - jęknął żałośnie, nie podnosząc się z ziemi. Kac morderca nie ma serca, jak to się mówilo. A tak wielkiego kaca jeszcze nie miał. Cóż... może dlatego, że nigdy nie był po takiej popijawie budzony hukiem garnka i nigdy potem w niego nie uderzył bolącą bańką. Biedny Isek...
- Demonie... - wybełkotał cicho, jakby zaraz miał się rozpłakać. Zamknął oczy i kulił się. Auć.

_________________
. . . .
♫ Isao ♫

P i o s e n k i . . z e s p o ł u
1. 2. 3.
Powrót do góry Go down
Marcus
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t202-marcus-namikaze#228 http://vampireknight.forumpl.net/t203-marcus-namikaze#230 http://vampireknight.forumpl.net/t1644-dom-marcusa
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 884


PisanieTemat: Re: Apartament Isao    Sro Lis 21, 2012 5:34 pm

Jak zasnął, tak spał. Prawie jak zabity. Alkohol tak go rozłożył, że dawno nie poczuł się tak śpiący, zmęczony. Zabawił się w towarzystwie nowego kolegi raz a dobrze. Jednak gdy się obudzi, nie będzie już tak kolorowo. Mimo iż przespali całą noc, alkohol w nich powinien już się wywietrzyć. Lecz nie otwierali na noc okna, bo żaden o tym nie pomyślał. Nawet żaden z nich nie spodziewał się pojawienia "siły wyższej", czyli siostry dowodzącego. Marcus będzie wielce zaskoczony jej obecnością w tym pomieszczeniu. Dobrze że to ona a nie Chizuru. Choć gdyby wiedział co teraz stało się z jego córką, kto wie co by zrobił. Na pewno zacznie się obwiniać o brak odpowiedzialności.
Gdyby wiedział, że ktoś z jego rodziny się tutaj pojawi, albo on sam przewidział konsekwencje tego zdarzenia, na bank pognałby do Oświaty, albo przenocował u kuzyna Azela. Chyba u niego byłoby to dużo bezpieczniejsze, bo przynajmniej poddani mu nie będą dziwnie na niego patrzyli, że mają pijanego szefa. Azel był i jest na tyle wyrozumiały, że przygarnąłby Marcusa do siebie. Ile to razy nawet zabierał go z klubów nietrzeźwego. Szkoda że tutaj nie pomyślał o nim by zabrał ich do siebie. No ale trudno. Trafili do Isao. Za późno sobie o nim mógł przypomnieć. Widocznie z tego powodu, że bardzo dobrze bawił się w obecności Isao.
Nie zareagował w żaden sposób na wejście kogoś do środka. Nawet na głos dziewczyny. Dopiero obudził się i zerwał do pozycji siedzącej, kiedy do jego uszu dobiegł koszmarny dźwięk dzwonu! Albo to brzmiało inaczej niż dzwon. To był garnek. I to wielki! Trzeźwość wróciła do Marcusa, który usiadł automatycznie o ile także nie oberwał owym naczyniem i zaraz obiema dłońmi dotknął swojej głowy zatykając uszy.
- Nie hałasuj! Litości! - Uniósł głos marszcząc brwi i zamykając oczy. Kac? Najwidoczniej. Łeb zaczął go od tego hałasu boleć. Gdy się uspokoiło, przeniósł spojrzenie na sprawcę zamieszania i zdziwił się obecnością swojej siostry.
- Mad? Co Ty tutaj... - I coś mu nie pasowało. Spojrzał na siebie widząc jak jest ubrany, a miał na sobie tylko bokserki. Wzrok przeniósł obok, jakby jego i Isao oczy spotkały się w tym samym momencie. Był zaskoczony i normalnie wstał z wyra jakby coś go odepchnęło, lecz zaplątał się o materiał prześcieradła czy kołdry i wyleciał upadając na podłogę także z hukiem, przeklinając pod nosem ile się dało. Przez ten upadek znów złapał się za głowę, która go rozbolała, mimo iż o nic nią nie uderzył.
- Dlaczego on spał ze mną?! - Wydarł się szukając odpowiedzi spojrzeniem na wampira a po chwili na Mad. Lecz zamilkł od razu. Powód był prosty. Znał bardzo dobrze siostrę i wiedział że dostanie opieprz. Lepiej od niej jak od matki. Schylił głowę bardziej jakby to miało mu pomóc w neutralizowaniu bólu.

_________________

Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Apartament Isao    Sro Lis 21, 2012 6:04 pm

Nie jego wina? Nie jego? Dobre! To może wina Mad, że zapomniał o swojej słabej głowie? I że spił się niemal do nieprzytomności? I że dziwnym trafem telefon znalazł się w jego ręce, a pierwszym numerem jaki wybrał był właśnie numer śpiącej smacznie łowczyni? Tak, to w sumie wiele wyjaśnia. Zresztą, z perspektywy Madeline to naprawdę nie miało znaczenia, kto zawinił. Czuła się tylko zmęczona, a przez to i poirytowana, czym w dużej mierze można sobie tłumaczyć jej dalsze postępowanie.
W każdym razie, zachowanie dziewczyny nie było takie znowu zaskakujące, zwłaszcza dla kogoś, kto dobrze ją znał. Wdała się w matkę, nie ma co ukrywać, a zagrywka z garnkiem była przecież tak bardzo w stylu Scarlett! Maddie ani przez chwilę się nie wahała - owszem, będą cierpieć, ale należało im się. Tak to jest, jak się baluje całą noc, no. Chociaż Mad była w stanie zrozumieć Isao - młody chłopak, bez zobowiązań, niech się bawi, jeśli chce - to Marcus? No, ludzie, już nawet nie chodzi o jego stanowisko. Ale przecież ten człowiek był ojcem! I jaki przykład daje swojej nastoletniej córce? Ma wielkie, wielkie szczęście, że to Mad znalazła go w tym stanie, bo gdyby jakimś cudem jego zachowanie dotarło do Chizuru, tatuś pewnie musiałby się gęsto tłumaczyć.
Jej mała akcja osiągnęła nieco niezamierzony skutek - mianowicie Isek walnął się w głowę w ogromny garnek, co z pewnością w jego stanie nie było przyjemne. Ale w pewien sposób przysłużył się tym samym ogółowi, bo Madeline zaprzestała uderzania chochlą w naczynie. Teraz tylko stała kilka kroków od łóżka, rozjuszonym spojrzeniem wodząc od jednego chłopaka, do drugiego. Prychnęła cicho na pierwsze słowa brata. Nie, nie zasługiwał na litość. Co sobie w ogóle myślał? Że jest jakimś młodzieniaszkiem, który bez konsekwencji może hasać pijany po mieście? Nawet nie wiedziała, jak dotarli do apartamentu (wnioskując z tego, że nie widziała walających się po mieszkaniu butelek, uznała, że bawili się na mieście). Więc może jakiś usłużny wampirzy przyjaciel im dopomógł? Albo łowca, który teraz rozpowiada wszystko w oświacie? Pff, litości, też mi coś.
- Nie, zła wróżka, wasza matka chrzestna - odburknęła im na swoje imię wypowiedziane w obu przypadkach dość nieprzytomnym tonem. Przyglądała się im (wciąż, nie zapominajmy, półnagim) i jej wcześniejsze spiskowe teorie jakoby ci dwaj mieli być parą, nadal wydawały się dość logiczne. Bo czy byli aż tak pijani, że nie pamiętali rozbierania się i spania w jednym łóżku? Aż się wzdrygnęła. Nie, nie bójcie się! Nie miała nic przeciwko związkom homoseksualnym, róbcie sobie co chcecie. Tylko nie każcie jej na to patrzeć...
W każdym razie, reakcja na jej pojawienie się nie była nawet w połowie tak zabawna, jak reakcja na to, w jakiej sytuacji znajdowali się obaj panowie. Mad, obserwując ich zakłopotane, chwilami przerażone miny, czuła, że oprócz irytacji narasta w niej także rozbawienie. W pewnej chwili więc nie wytrzymała i roześmiała się (głooośnooo...), a garnek i chochla, o których chwilowo zapomniała z wielkim łoskotem spadły na ziemię (jeszcze głośniej...). Ups.
- Jesteście epiccy - przyznała, kiedy trochę się opanowała. - Nic tylko załamać nad wami ręce. - Jej głos wprost ociekał kpiną. Słysząc, jak przezwał ją Isek jedynie rzuciła mu groźne spojrzenie. Tak, od czasu do czasu budził się w niej demon i wierzcie mi, lepiej się jej wtedy nie sprzeciwiać.
- Macie pięć minut na ogarnięcie się. Jeśli po upływie tego czasu nie zobaczę was w salonie, dopiero wtedy zaczniecie błagać o litość - zapowiedziała, po czym odwróciła się na pięcie i wymaszerowała z sypialni, zostawiając dwa gołąbeczki samym sobie. Usiadła w fotelu, w salonie i z kamienną twarzą czekała na winowajców. Właściwie, powtórzę raz jeszcze, nie miała wiele do zarzucenia Isao, ani żadnego prawa, by się na niego denerwować (co innego, gdyby byli parą, ohoho...). Ale Marcus musiał swoje od niej usłyszeć, nie ma rady.
Powrót do góry Go down
Isao
Nauczyciel
Nauczyciel
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t321-isao-takei#363
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 660


PisanieTemat: Re: Apartament Isao    Sro Lis 21, 2012 8:00 pm

Nie jego wina. A przynajmniej tak by się tłumaczył, gdyby wiedział, co też wyprawiał tej nocy. Prawdą wszak było, że był sam sobie winien. Wiedział, że ma słabą głowę, wiedział jak u niego wyglądają koleje etapy coraz większego upojenia alkoholowego. W jego przypadku nie było tak jak u większości. Zazwyczaj u każdego było tak, że im więcej pił, tym bardziej był pijany. U Isao natomiast sprawa była na tyle utrudniona, że jemu nic nie było przez jakiś czas, aż nagle uderzało w niego ze zdwojoną siłą. Wtedy zazwyczaj od razu przechodził do etapu, zwanego ,,jeszcze większa chęć napicia się" a od tego momentu było już coraz gorzej. Tak... mało brakowało a upiłby się do nieprzytomności. I tak miał niesamowicie mocny żołądek, skoro nie spędził połowy nocy w łazience.
Może i rzeczywiście uznałby, że to jego wina. Na pewno dopadłyby go wyrzuty sumienia, gdyby dowiedział się, że obudził Mad o jakiejś trzeciej lub czwartej w nocy. Zwłaszcza jeśli dodatkowo miałby świadomość tego, że dziewczyna ma takie problemy ze snem. Na pewno jednak nie zgodziłby się z faktem, że zasługiwał na to, co blondynka zrobiła, uparcie broniąc swojego honoru... i swojej biednej głowy, która znacznie ucierpiała. Był nadal lekko zaspany zaś jego głowa tak bolała, że nie był w stanie myśleć prawidłowo. Niemniej jednak niewiele miał okazji by poznać Maddie od tej bardziej bezwzględnej strony. Zazwyczaj była po prostu miłą, śliczną dziewczyną, z którą lubił żartować lub której poprawiał humor te parę lat temu. Prawda o tym jak może być surowa i ostra przekonał się już przy pierwszym ich spotkaniu po latach. Wtedy jednak widział powód takiego zachowania młodej medyczki. Teraz natomiast uważał siebie po prostu za pokrzywdzonego. Ale kontynuując.
Na Marcusa w ogóle nie zwracał uwagi, zbyt ubolewając nad swoją biedną główką, która bolała go niemiłosiernie. Nie dość, że miał kaca, a Madeline zrobiła im dość nieprzyjemną pobudkę, to jeszcze walnął głową w ten wielki gar. Aż opadł na materac, wyraźnie oszołomiony. Biedaczysko. Przez chwilę aż zrobiło mu się pusto w głowie po tym uderzeniu. Zaraz jednak jęknął z bólu, kuląc się i trzymając za głowę. Fuknął cicho na garnek.
- Skąd ja w ogóle mam takie gary w mieszkaniu? - mruknął cicho, do samego siebie, w duchu postanawiając sobie, że wywali to cholerstwo jak tylko przejdzie mu kac. Nie bardzo zwracał uwagę na Madeline, próbując po prostu znieść jakoś ten niemiłosierny ból. Czuł się właśnie jakby przeżył spotkanie pierwszego stopnia czoło - tir. I bynajmniej nie było mu z tym wesoło. Dobrze, że nie posiadał daru czytania w myślach, bowiem teraz jego głowa byłaby dodatkowo atakowana przez myśli tej dwójki. A tego, co krążyło w umyśle Mad stanowczo nie chciał wiedzieć. Nie wiedziałby czy ma się śmiać czy płakać, a tak to oszczędził sobie dodatkowych problemów. Jeszcze padłby wycieńczony tym wszystkim. Coś ostatnio ma on pecha. Albo po prostu nie uważa wystarczająco...
Jakby tego było mało, w tamtym momencie Isek zorientował się o obecności Marcusa... Z którym, na domiar złego, spał na jednym łóżku w samych bokserkach. Dopiero teraz zdał sobie sprawę, że nie pamięta niczego od chwili, gdy jeszcze siedzieli w klubie i popijali whiskey, gadając o różnych sprawach. W niego również uderzyły nieprzyjemne myśli. I wystraszył się tego do tego stopnia, że spadł na ziemię, tylko dobijając się. Już nawet nie miał ochoty i sił żeby się z niej podnosić, więc leżał sobie na niej skulony, mamrocząc coś pod nosem i trzymając się za bolącą głowę. Wtedy do jego uszu dobiegło oskarżenie Marcusa. Choć go nie widział, jego wzrok powędrował w stronę, skąd głos dobiegał.
- A skąd mam wiedzieć?! - krzyknął i aż sam się skrzywił, kiedy znów ból rozszedł się po jego głowie. Jakby tego było mało, do tego wszystkiego doszedł jeszcze śmiech Madeline. Takei zrobił kwaśną minę i przekręcił się, dalej leżąc na podłodze. - Normalnie uwielbiam Twój śmiech, ale teraz błagam... ciszej! - jęknął błagalnie a w odpowiedzi dostał jeszcze głośniejszy huk garnka, który spadł na podłogę. Zakrył sobie uszy dłońmi i zamknął oczy. Umierał... był tego pewien. I już wolał aby go dobili.
Ale nie... zamiast go dobić, łowczyni postanowiła go jeszcze tylko bardziej pomęczyć rozkazując im się ogarnąć i stawić w salonie. To dopiero kobieta! Wpada nagle z rańca do dwóch skacowanych facetów, budzi ich w tak brutalny sposób, rządzi sie po cudzym mieszkaniu i do tego gotowa jest jeszcze rozstawiać ich po kątach. Isao niechętnie podniósł się z ziemi i rozejrzał się za swoimi spodniami. Gdy je wyszukał, nieco niezdarnie założył je. Znalazł też szarą koszulę, którą tylko założył na siebie, nie zapinając jej. Musiał wpierw wziąć prysznic, bo nawet on czuł dookoła ten drażniący zapach alkoholu. Z roztrzepanymi włosami i lekko przygarbiony stanął w progu, by spojrzeć na Marcusa.
- Masz straszną siostrę. - mruknął cicho i poczłapał się wolno do salonu, jedną ręką masując bolącą głowę. Wyglądając jak trup lub zombie, będąc lekko przygarbionym, stanął przed Mad i wolną rękę przytknął bokiem do swojego czoła, salutując. - Aye, kapitanie. Melduję się. - mruknął słabo i popatrzył na nią tym biednym, zbolałym wzrokiem. Wody... potrzebował wody, natychmiast! Ale wolał najpierw iść do dziewczyny niż potem wysłuchiwać krzyków i wyrzutów, które tylko pogorszyłyby stan jego bolącej główki.

_________________
. . . .
♫ Isao ♫

P i o s e n k i . . z e s p o ł u
1. 2. 3.
Powrót do góry Go down
Marcus
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t202-marcus-namikaze#228 http://vampireknight.forumpl.net/t203-marcus-namikaze#230 http://vampireknight.forumpl.net/t1644-dom-marcusa
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 884


PisanieTemat: Re: Apartament Isao    Sro Lis 21, 2012 8:30 pm

Będzie cierpieć, oj będzie. A umówili się nie mówić nic Madeline o tym że pili i palili wspólnie. Wyszło wszystko tak, że dziewczyna dowiedziała się o tym. Tylko skąd? Marcus nie miał pojęcia. Albo przyszła w odwiedziny do wampirzego przyjaciela, albo co innego ją tutaj sprowadziło. Jeżeli dowie się że to Isao do niej w nocy wydzwaniał, strzeli mu chyba przez łeb. To i tak nie wiele pomoże, bo kazanie ze strony siostry go nie ominie. No ale, posłucha, przeprosi i będzie dobrze. Tak myślał. Nie w jej stylu (chyba) gniewać się na starszego braciszka.
I tak Namikaze miał z czego się cieszyć, że to nie jego córka się tutaj znalazła. Na bank będzie chciał to przed nią ukryć, by nie pomyślała sobie iż ma ojca alkoholika czy pijaka. Raz po latach mogło mu się zdarzyć. A to że został ojcem, w stu procentach nie dotarło jeszcze do niego. Ale na pewno w większej połowie.
Kiedy Madeline zaczęła się śmiać z ich zachowania upuszczając naczynia, Marcus aż jęknął w bólu głowy na ten hałas. I upadającego garnka i jej zabójczy w tym momencie śmiech. Nic jednak nie powiedział, skoro o ciszę poprosił ją Isao. Zerknął na siostrę niezbyt zadowolony, bo dla niego ta sytuacja teraz nie była do śmiechu. Spojrzał na nią niemal jak ofiara losu i westchnął, kiedy opuściła sypialnię. Pięć minut. Z takim kacem się ogarnąć. Pokręcił głową i podniósł się na nogi prostując kości. Zerknął na Isao.
- Ona to jeszcze nic. Moja matka jest straszniejsza. Są bardzo do siebie podobne. - Pocieszył kolegę i w końcu sam zaczął zbierać swoje ubrania. Znalazł swoje spodnie, które zaczął ubierać. Narzucił na siebie koszulę nie zapinając jej w ogóle. Założył buty zawiązując sznurowadła. Ale przez ból głowy ciężko szło cokolwiek normalnie robić.
O homoseksualizm niech go nikt nie podejrzewa. Nie kręcili go mężczyźni ani ludzcy ani wampirzy. To że znalazł się w łóżku z Isao to musiał być jakiś niezrozumiały przypadek. Sam nawet nie mógł sobie tego przypomnieć w większych szczegółach. Od tego także głowa bolała. Choć widząc porozrzucane swoje i jego ubrania miał jakieś prześwity. Znalazł nawet swoją broń, która leżała na podłodze. Włożył ją na swoje miejsce za paskiem od spodni z tyłu. Przydałby się u jemu prysznic, ale zauważając że przecież nie jest u siebie, po tym jak Isao oznajmił o posiadaniu takich garnków, nie będzie zajmował czyjejś łazienki. Nie ogar miał na głowie, przez sterczące na rożne boki włosy, rozczesał je jakoś palcami. Wszedł zaraz za Isao do salonu stając obok niego na widoku swojej siostry. Jednak minę miał poważną. Nie tylko z powodu bólu głowy ale i wiedział, co go czeka - opieprz.

_________________

Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Apartament Isao    Sro Lis 21, 2012 8:54 pm

To nie tak, że chciała się nad nimi poznęcać dla własnej satysfakcji. Przecież obaj ją znali i wiedzieli, że głębi duszy jest raczej aniołem, niźli demonem. Ale czasami i aniołek może stracić cierpliwość, zwłaszcza, jeśli w dużej mierze odziedziczył wybuchowy, irlandzki temperament swojej matki. Tak więc, Maddie siedziała spokojnie w salonie, ale minę miała cokolwiek nieprzyjemną. Zacisnęła wargi, zmrużyła oczy i Bóg jej świadkiem, że dokładnie odliczała te pięć minut. Na szczęście obaj chłopcy wyrobili się na czas, bowiem trudno przewidzieć, co jeszcze wpadłoby do tej rozzłoszczonej, acz ślicznej blond główki.
Uniosła wzrok, spoglądając spode łba na brata i przyjaciela. Wyglądali średnio, ale po takiej nocy i takim przebudzeniu, ważne, że w ogóle byli w stanie utrzymać się na nogach. Nawet nie poubierali się do końca, tylko świecili tymi swoimi nagimi klatami na prawo i lewo. Ale na Mad nie zrobiło to najmniejszego wrażenia, tak była skupiona na tym, co właściwie chciała im powiedzieć. Bo miała w głowie przygotowane całe, długie przemowy. Dość niemiłe, swoją drogą. Opieprz, to opieprz, bez kilku ostrych słów się nie obejdzie. Wstała i ustawiła się naprzeciwko blondyna i czarnowłosego. Zerkała to na jednego, to na drugiego, aż wreszcie... wyraz jej twarzy złagodniał - ba! - w jej oczach pojawił się nawet smutek. Cały gniew jakby z niej wyparował, zresztą dokładnie tak wyglądały jej wybuchy - gwałtowne, ale nie długotrwałe. Zbliżyła się do Isao, unosząc głowę, by móc patrzyć mu w twarz.
- Najpierw ty - zdecydowała i westchnęła z cicha. - Może... może i nie mam prawa nic ci mówić, najwyraźniej i tak nie dociera. Ale... Tyle razy już prosiłam, powtarzałam, przy naszym ostatnim spotkaniu i wtedy, gdy cię znalazłam rannego. Uważaj na siebie. Ale widać, jak grochem o ścianę. Zupełnie mnie nie słuchasz... Przecież niedawno ktoś cię zaatakował. A byłeś zupełnie przytomny i trzeźwy! To kilka dni po tym szlajasz się po mieście pijany, dając tamtym zbirom doskonałą okazję do dorwania cię? - umilkła i pokręciła lekko głową. No, cholera, martwiła się o tego głupka, a on nic sobie z tego nie robił! Nie chodziło jej o to, by do końca swoich dni zachowywał abstynencję, był żył sobie grzecznie i tak dalej. Ale od jego wypadku minęło kilka dni! Te wampiry, które go zaatakowały mogły wciąż krążyć gdzieś niedaleko, obserwować go. Kilka dni... naprawdę nie mógł odczekać dłużej z ponownym narażaniem się? Przyglądała się mu chwilę z wyrzutem, po czym odwróciła wzrok.
- Idź - mruknęła. - Wykąp się, napij, odpocznij, co tam chcesz.
Nie miała mu nic więcej do powiedzenia, wszak było to jej zdaniem bezcelowe. Postanowiła, że chyba musi nieco przystosować z troską o szarookiego. W końcu nie sposób ciągle martwić się o kogoś, kto w ogóle nie dbał o siebie. Poczekała, aż Isao opuścił pomieszczenie (chyba, że miał coś do dodania, oczywiście) i tym razem stanęła przed bratem. Dłuższą chwilę po prostu patrzyła mu w oczu, z tym samym nieco smutnym, jakby zawiedzionym wyrazem twarzy.
- Co to miało być? - zagaiła wreszcie półgłosem. - Sam chyba wiesz, że to niepodobne do ciebie. Aż trudno mi... Myślałeś o Chizu? Myślałeś o łowcach, o oświacie? Szczerze wątpię. Można się od czasu do czasu zabawić, ale we wszystkim trzeba mieć umiar! I to ja mam ci to mówić? To ty powinieneś pouczać mnie, ja jestem młodszą siostrą! - umilkła, odwracając spojrzenie. No właśnie, ona była młodsza, młoda, była nastolatką. To ona powinna się bawić, póki miała okazję, póki nie założyła rodziny i nie miała tylko obowiązków, co jej brat. A najwyraźniej przypadła jej rola opiekunki wszystkich dookoła. Chyba faktycznie musi przestać się tak przejmować, wyluzować trochę. Inni sobie poradzą, nie potrzebują jej pomocy, a w wielu przypadkach najwyraźniej jej nie chcą. Machnęła lekko ręką na znak, że skończyła. Niech Marcus także pójdzie się odświeżyć, nie będzie ich dłużej męczyła.
Powrót do góry Go down
Isao
Nauczyciel
Nauczyciel
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t321-isao-takei#363
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 660


PisanieTemat: Re: Apartament Isao    Sro Lis 21, 2012 10:06 pm

Doprawdy... Żadne z nich chyba nie spodziewało się, że cała ta sprawa potoczy się w taki sposób. Gdyby mieli świadomość tego, zapewne pilnowaliby się lub nie pili wcale. Cóż, co się stało, to się nie odstanie. Nie mogli już odwrócić biegu wydarzeń, naprawić tego błędu. Zrobili źle i teraz liczyli się z konsekwencjami, których na pewno się nie spodziewali. Opcje były różne. Mogli mieć kaca, mogli zostać zaatakowani, spać gdzieś w rowie albo w slumsach. Żaden z nich na pewno jednak nie spodziewał się, że wylądują półnadzy w jednym łóżku, gdzie zastanie ich nie kto inny jak i sama Madeline. Isao chyba już wolałby spać w tym rowie lub zostać pobitym niż teraz dostawać opieprz od Maddie. Jakoś tak... nie lubił kiedy się na niego gniewała. Bardzo nie lubił.
Blondyn starał się uwinąć jak najszybciej, pomimo tego, że ubieranie się również średnio mu wychodziło. Prawda, to był jego dom i tak właściwie dziewczyna nie miała żadnego prawa aby prawić mu kazania, jednak on wolał jej nie denerwować. Wolał trzymać się wyznaczonych pięciu minut, by nie przeciągać struny, która mogła w którymś momencie pęknąć. I bynajmniej nie chciał aby do tego doszło. Niemniej jednak odczuwał wyraźne osłabienie i zniechęcenie do wszystkiego. Nie chciało mu się nawet zapiąć kilku guzików od koszuli, przez co stawił się przed Maddie świecąc prawie gołą klatą. Jakoś nie przejmował sie tym. W lato zapewne widywała masę ludzkich facetów, biegających po słońcu w samych spodniach. Dodatkowo jeszcze dzisiaj widziała ich nie tylko bez górnej części garderoby, ale także dolnej, wyłączywszy bokserki. Skoro więc widziała ich w takim stanie, ich torsy nie powinny zrobić na niej wrażenia. I nie zrobiły, co objawiło się brakiem reakcji na to w jakim stanie się przed nią pojawili.
Patrzył na nią z biedną miną, czekając na opieprz. Mógł teraz przypominać skarcone dziecko, które miało zaraz wysłuchać kazania od rozzłoszczonego rodzica. Cóż, po części tak też się czuł. Wiedział, że zrobił źle i nie chciał aby Maddie się gniewała. Stał więc prosto, patrząc na Mad i zaraz spuszczając wzrok, jakby bał się jej spojrzenia. Czekał na wybuch, lecz nie doczekał się go. Zamiast tego usłyszał nieco spokojniejsze, ale również wypowiedziane ze smutkiem i rezygnacją słowa dziewczyny, która stanęła przed nią. Uniósł wzrok na tyle, aby popatrzeć w jej oczy i wysłuchał tego, co miała mu do powiedzenia. Czuł jak jego serce zaczyna szybciej bić i ściska się nieprzyjemnie. Poczuł mocne wyrzuty sumienia, pod względem psychicznym poczuł się gorzej niż pod względem fizycznym. Chyba wolał już dostać opieprz niż słyszeć te słowa z jej ust. Słowa przepełnione zmartwieniem, zrezygnowaniem i zawiedzeniem. Nie chciał aby się na niego złościła ale jeszcze bardziej nie chciał by z jego powodu była smutna. Spuścił wzrok i zaraz przesunął go nieco bardziej w bok. Uciekał wzrokiem od spojrzenia Madeline, zupełnie jakby się go obawiał. I tak w rzeczywistości było. Nie mógł patrzeć na jej zasmuconą minę.
- Przepraszam, zupełnie o tym nie pomyślałem. - odezwał się cicho, znów wbijając wzrok w podłogę i nieświadomie zaciskając dłonie na materiale swoich spodni. - Przepraszam, że zachowałem się tak lekkomyślnie. Przepraszam, że musiałaś się martwić i w tak bezmyślny sposób mogłem zmarnować Twoją pracę. Postaram się już tak nie robić. - wydukał cicho i znów przeniósł wzrok w bok. Czekał na kolejne slowa krytyki lub na jakąkolwiek odpowiedź. I czy ją uzyskał czy nie, w końcu Mad westchnęła i powiedziała mu, że już jest wolny. Zrozumiał, że chce porozmawiać z bratem na osobności i uszanował to. Skinął lekko głową i wyszedł z salonu. Udał się do swojej sypialni, gdzie pozbierał porozrzucane dookoła rzeczy, po czym wziął z szafki świeże ubrania i wyszedł. Zanim jednak poszedł do łazienki, wpierw zajrzał do kuchni, gdzie wypił całą szklankę wody mineralnej. Suszyło go niemiłosiernie i musiał sobie jakoś ulżyć. Odstawił szklankę na blat i podreptał do łazienki. Wszedł do kabiny prysznicowej i pamiętając o tym, że nie jest sam, wziął tylko szybki prysznic. Umył też włosy, bo chłodna woda sprawiała, że głowa mniej go bolała. Gdy wyszedł, był już przebrany i suszył włosy ręcznikiem. Podreptał koło salonu i wtedy spotkał Marcusa, który najwyraźniej skończył już rozmowę z Mad.
- I jak? - spytał, ciekaw czy bardzo dostało się dowódcy od siostry. Namikaze wtedy zapewne spytał go albo o to czy może skorzystać z łazienki, albo o to czy może dostać wody. Bez względu na to, które z pytań padło, Isek oczywiście zgodził się. Czemu miał nie użyczyć mu wody lub łazienki? Marcus nawet nie musial się o to pytać, według Takei'a sprawa była oczywista i człowiek ten mógł śmiało korzystać z wszelkich dóbr jego mieszkania. Gdy zaś łowca udał się w swoją stronę, blondyn skierował swoje kroki do salonu, gdzie nadal przebywała Madeline. Przestał suszyć włosy, które teraz sterczały mu na wszystkie strony, dalej pozostając wilgotnymi i stanął przed nia ze skruszoną miną.
- Przepraszam. - zaczął, patrząc jej prosto w oczy. - Już chyba wolałbym dostać opieprz niż widzieć Cię taką zmartwioną i zasmuconą. - dodał w końcu. Zacisnął usta w prostą linię i patrzył na nią chwilę w milczeniu. Jeżeli Mad się nie opierała, w końcu nachylił się nad nią i przytulił ja delikatnie. Zakołysał się z nią nieco i pogłaskał ją po włosach. - Już więcej tak nie będę, postaram się być bardziej odpowiedzialnym. - obiecał cicho, wiedząc, że go usłyszy. Wszak byli teraz w takiej pozycji, że niemal opierał się brodą o jej ramie. Jego usta więc były blisko jego ucha. Nawet o bólu głowy chwilowo zapomniał. Mad była jego lekiem na wszelkie dolegliwości.

_________________
. . . .
♫ Isao ♫

P i o s e n k i . . z e s p o ł u
1. 2. 3.
Powrót do góry Go down
Marcus
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t202-marcus-namikaze#228 http://vampireknight.forumpl.net/t203-marcus-namikaze#230 http://vampireknight.forumpl.net/t1644-dom-marcusa
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 884


PisanieTemat: Re: Apartament Isao    Sro Lis 21, 2012 10:36 pm

I zaczęło się. Skoro mieli tylko pięć minut na ubranie się, ubrali na tyle ile byli w stanie by zdążyć na wyznaczony przez Madeline czas. Dlatego też nie stroili się zapinając koszule na ostatnie guziki. Pierw kazanie dostał Isao. Marcus słuchał słów siostry ze spuszczoną trochę głową, nie patrząc na ową dwójkę. Nie wtrącał się, a że stał obok wampira, to słyszał jakie jemu nawrzucała uwagi. Ręce splótł sobie z tyłu i czekał na swoją kolej która nadeszła. Isao jednak nim opuścił salon, przeprosił dziewczynę a potem udał do innego pomieszczenia. Po czym dowódca spojrzał na swoją siostrę z powagą. Patrzył w jej smutne oczy, które przyprawiały go o ból serca. Tak samo jak słowa wypowiadane przez nią. To kazanie jakie mu prawiła miało w sobie dużo prawdy. Co on miał tutaj do powiedzenia? Tłumaczyć się nie będzie. Dobrze wiedział, że źle zrobił, ale z drugiej strony ta odskocznia mu dobrze też zrobiła. Na moment był sobą jak cofnięcie w zegarku czasu. Jednak to mogło być ostatni raz. Ma przecież na głowie córkę. Ma nadal pod opieką siostrę. Takich rzeczy jak ta noc która minęła, być nie powinno.
Gdy skończyła, nie poszedł się odświeżyć za Isao, ale podszedł do niej bliżej i ją przytulił do siebie.
- Rozumiem swój błąd. Przepraszam. - Ucałował jej czubek główki głaszcząc jej włosy. No trudno, że nie był odświeżony ale to nadrobi. Po prostu chciał ją w ten sposób przeprosić. Przytulić i nie chcieć już widzieć u niej tego smutnego wyrazu na twarzy.
Wtedy dopiero udał się w kierunku łazienki, gdzie w drodze spotkał Isao, masując sobie skronie dłoniami. Jemu także przydałaby się szklanka wody.
- W porządku. - Szczegółów nie będzie zdradzał. Nawet nie pochwalił się mu że jest ojcem. Ten fakt wolał by nadal pozostawał tajemnicą, choć pewnie nie na długo. Oczywiście spytał go czy mógłby się napić wody i skorzystać z łazienki. Otrzymawszy zgodę i małe instrukcje co do kuchni, udał się pierw tam i napił szklankę wody mineralnej. To jednak mało pomagało, bo chętnie połknąłby tabletki na ból głowy. W takiej sytuacji nie będzie prosił Mad o wyleczenie kaca. Nie zasłużył na to.
Wszedł po chwili do łazienki zamykając się w niej. Rozebrał i wziął także zimny prysznic. Odświeżył się szybko, no ale nie ogolił. Zrobi to jak wróci do oświaty. Bowiem lekki zarost zaczynał się pojawiać. Stanął przed lustrem patrząc na swoje odbicie. Aż w pewnym momencie poczuł dziwny ból brzucha. Jakby coś go wewnątrz ściskało mocno. Ciało mu zaczęło zadrżeć, że podparł się umywalki. Zamknął oczy nie mając pojęcia co się dzieje. Ale szybko załapał. Eliksir jaki Yutaka mu wstrzyknął, musiał źle przyjmować taką dawkę alkoholu, że z trudem Marcus był w stanie nad tym zapanować. Nawet brało go na wymioty. Padł na kolana i przesunął się do kibla, gdzie wyrzygał kwasy mieszane trochę z krwią. Usta wytarł w papier toaletowy, ale to nie bardzo mu pomagało. Siedział tak przed kiblem trzymając się za brzuch. Jednak wiedział, że całego dnia tutaj nie spędzi.
Wstał i w miarę sił posprzątał. Chociaż czuł się dziwnie osłabiony przez to wszystko.

_________________

Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Apartament Isao    Czw Lis 22, 2012 11:11 am

Po części wiedziała, że jej zawód i smutek zdziałają tu więcej, niż krzyki i rzucanie w nich ostrymi przedmiotami. Dla nich obu Madeline była ważna więc to oczywiste, że nie chcieli widzieć jej rozczarowanej z ich powodu - tak jak i ona nigdy nie chciałaby rozczarować ich. To jednak nie dlatego nagle zmieniła taktykę. Kiedy przyszła do Isao i zastała tych dwóch śpiących w najlepsze po całonocnej zabawie, była zwyczajnie zirytowana, tym bardziej, iż ona sama miała dość ciężką noc. Ale teraz... Teraz, kiedy spojrzała na to z szerszej perspektywy, wprost trudno jej było uwierzyć, jak wampir i łowca mogli postępować tak, jej zdaniem, bezmyślnie, narażając siebie (a w przypadku Marcusa także innych) na niebezpieczeństwo. Oboje wiele dla niej znaczyli więc chyba nie przeżyłaby, gdyby coś im się stało. I naprawdę nie chciała być tą, która tylko psuje wszystkim zabawę - przecież tego im nie zabraniała! Ale czy to tak wiele, prosić o odrobinę zdrowego rozsądku? W niektórych przypadkach najwyraźniej tak.
Zaczęła od Isao, bo chociaż chłopak mógł robić co chciał, miała mu do powiedzenia kilka słów. Wiadomo, nie musiał się nawet stawiać w salonie, miło jednak, że jej posłuchał. Ton głosu Mad przepełniony był swego rodzaju goryczą, w której jednak wciąż słyszalna była nutka irytacji. Ileż można, doprawdy! Matka się nim powinna zająć, skoro sam nie umiał o siebie zadbać, bo łowczyni nie miała do tego cierpliwości, a i powoli traciła ochotę.
Machnięciem ręki zbyła przeprosiny Isao. Czy już tego wcześniej nie słyszała? Ale skoro nie dawało to żadnego efektu, nie było sensu, by strzępił swój język.
- Mnie nie przepraszaj - zaoponowała, wzruszając przy tym delikatnie ramionami. - To tobie mogła stać się krzywda.
Uniosła wzrok i jeszcze przez chwilę patrzyła na wampira. Nie potrafiła się powstrzymać, by nie unieść dłoni i nie pogłaskać go lekko po chłodnym policzku. Był taki bezmyślny, taki nieporadny, a mimo to budził w Madeline tyle ciepłych uczuć. Czy to była miłość? Trudno stwierdzić i za wcześnie, by się nad tym zastanawiać. Ale na pewno była do niego przywiązana i wolała, żeby nie narażał się niepotrzebnie. W końcu ona nie zawsze będzie w pobliżu, by go odratować, racja?
Nie mając nic więcej do dodania, stanęła przed bratem. Odczekała chwilę, aż Isao wyszedł z pokoju, choć zdawała sobie, że gdyby chciał, słyszałby ich rozmowę nawet zza zamkniętych drzwi łazienki. Ufała mu jednak na tyle, iż wiedziała, że nie będzie słuchał celowo. Poza tym, w gruncie rzeczy nie mieli z Marcusem żadnych tajemnic. Ot, wolała tylko rozmawiać z bratem na osobności, by duma Dowódcy nie ucierpiała jeszcze bardziej - gdyby wampir był świadkiem opieprzu od młodszej siostry.
Jakiś czas wodziła wzrokiem po twarzy Marcusa, tak ludzkiej, tak różnej od idealnego oblicza Isao. Mimo że mężczyzna wyglądał bardzo młodo, po ciężkiej nocy znać było u niego oznaki zmęczenia. Ale Madeline to nie przeszkadzało, ba, nieidealne ludzkie twarze zawsze bardziej do niej przemawiały niż krwiopijcy jakby żywcem wycięci z kolorowych czasopism. Lubiła te drobne ślady, świadczące o wieku, te niewielkie zmarszczki wokół oczu przy uśmiechu. I lubiła także sama czuć się człowiekiem, zwłaszcza po swoim wypadku, po tym, jak po kilku latach wróciła zupełnie niezmieniona. To nie było naturalne.
Skończyła swoją bardzo krótką i wcale nie tak straszną przemowę. Uśmiechnęła się lekko, gdy Marcus ją objął i sama też na moment przytuliła się do niego, opierając się policzkiem o jego ramię. No, nadal śmierdział fajkami i jakby resztkami alkoholu, ale postanowiła po prostu nie oddychać zbyt głęboko.
- Masz szczęście, że mamy tu nie ma - wytknęła mu, nieco rozbawiona. Ta kobieta to dopiero była nieobliczalna! Wreszcie odsunęła się od brata, mniej więcej w tej chwili, w której do pokoju znów zawitał blondyn, wyglądający już dużo lepiej. Odprowadziła Marcusa wzrokiem, po czym zerknęła na Iska. Na jej wargach wciąż pozostawał mimowolny uśmiech, wywołany zapewne dość komiczną fryzurą szarookiego.
- Nie przepraszaj mnie cały czas. Przez to tylko czuję się bardziej zakłopotana - odparła, po czym szybko dodała - Tylko mnie za to nie przepraszaj!
Ach, jakie to miłe uczucie nawrócić dwie zbłąkane owieczki na dobrą drogę. I patrzcie, chyba obaj panowie naprawdę ją kochali, jeśli po pobudce, jaką im zgotowała, wciąż mieli ochotę ją przytulać i przepraszać. Stanęła na palcach, bowiem Isek był zdecydowanie od niej wyższy, objęła go i lekko zacisnęła dłonie na jego koszuli na plecach.
- Nie chcę żebyś myślał, że tylko psuję ci zabawę - szepnęła, nie widząc potrzeby mówienia głośniej, skoro swoje słowa wypowiadała niemal wprost do ucha wampira, zapewne przy tym nieco łaskocząc do ciepłym oddechem. - Po prostu się martwię.
Naraz doszły ich dość znajomo brzmiące odgłosy z łazienki. Taak, kto choć raz tego nie przeżył po obficie zakrapianej imprezie? Mad zmarszczyła brwi i westchnęła.
- Najwyraźniej mój brat ma słabszy żołądek niż ty - stwierdziła z lekkim przekąsem. Oto kolejna konsekwencja, która dopadła Marcusa, tym razem już zupełnie naturalna. Puściła wampira i odsunęła się od niego, po czym podeszła do drzwi łazienki. Zapukała w nie lekko, stając obok przy ścianie.
- Wszystko tam w porządku? - spytała, nasłuchując jakiejś odpowiedzi. Nie wiedziała nic o żadnych eliksirach, więc nie martwiła się za bardzo. I zdecydowanie nie planowała ułatwiać bratu tego porannego kaca, niech teraz swoje odcierpi.
Powrót do góry Go down
Isao
Nauczyciel
Nauczyciel
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t321-isao-takei#363
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 660


PisanieTemat: Re: Apartament Isao    Czw Lis 22, 2012 8:03 pm

Owszem, Isao był bardzo lekkomyślną i nieodpowiedzialną osobą, o czym Madeline miała się jeszcze wiele razy przekonać, o ile zdecyduje się dalej z nim zadawać. Chłopak ten po prostu nie uczył się na błędach, nie wynosił żadnych wniosków. Był zbyt szalony i zbyt lubił każdego rodzaju zabawy, by zrezygnować z imprez, alkoholu i papierosów, jeśli już przy używkach jesteśmy. W głębi duszy Takei był jeszcze niczym dziecko, które rzeczywiście wymagało opieki matki. Bywały jednak chwile, kiedy to on zachowywał się niezwykle dorośle i rozważnie. Zależało to od sytuacji, pogody, jego humoru, zdarzenia... Od wielu czynników, których wymienianie nie miało najmniejszego sensu. Jednak przyjazd matki Iska, która miałaby się nim rzekomo zając, nie byłby dobrym pomysłem. Ta kobieta może i miała kilkaset lat na karku, jednak momentami była jeszcze bardziej dziecinna i nieodpowiedzialna od swojego syna! Do tego często miewała wahania nastrojów i była niezwykle kapryśna. Owszem, była dobrą i miłą osobą, lecz miała też swoje wady. Juri to specyficzna osoba, o czym Mad przekona się, jeśli ją kiedyś spotka.
Isao wiedział, że zrobił źle. Zdał sobie z tego sprawę właśnie w chwili, gdy Maddie spojrzała na niego tym smutnym, zawiedzionym wzrokiem. Poczuł się wtedy okropnie, jakby coś przeszyło go na wskroś. Miał ochotę ją od razu przytulić i przepraszać przez długi czas, jednak nie mógł sobie na to pozwolić. Był świadom faktu, że przeprosiny w tej chwili były jedynie słowami, być może zbędnymi, i to od jego późniejszego zachowania oraz faktu, czy wyniesie z tego zdarzenia jakieś wnioski, zależało wszystko. Nadal nie zdawał sobie do końca sprawy z tego w jakim zagrożeniu mógł być w owej chwili. Teraz przede wszystkim żałował nie dlatego, że jemu mogło się coś stać, ale dlatego, że zmartwił i zasmucił złotooką dziewczynę, na której tak bardzo mu zależało. On już tak miał... Ten typ nie zmieni się tak szybko. Stał więc przed nią i patrzył na nią, słuchając wszystkiego, co miała mu do powiedzenia. Potem zaś mimo wszystko przeprosił, czując w sercu prawdziwą skruchę. Choć dobrze wiedział, że przeprosiny nie są magicznym słowem, po którym wszystko znika. Patrzył więc na Mad zasmuconym wzrokiem i przymknął oczy, kiedy dotknęła jego policzka. Przycisnął dłoń do jej dłoni i wtulił się w nią niczym dziecko. Nawet nie zdawała sobie sprawy jak wariował gdy była tak blisko i dotykała go, patrzyła na niego. Czuł jak jego serce przyspiesza.
- Wiem, jednak siebie nie przeproszę więc przepraszam Ciebie za to, że znów przysporzyłem Ci zmartwień. - odezwał się i odsunął się. Zostawił ich samych, oczywiście nie podsłuchując ich rozmowy. Był uczciwą osobą. Jeśli Madeline nie chciała żeby słuchał, to nie miał zamiaru tego robić. Zajął się więc swoimi czynnościami, skupiając się na nich całkowicie, dzięki czemu wszelkie słowa tej dwójki nie docierały do niego, pomimo tak wyczulonego, wampirzego słuchu. Gdy zaś skończył i zarejestrował fakt, że rozmowa ucichła, wszedł do salonu. Dobrze, że nim się tam pojawił, blondynka odsunęła się od brata. Gdyby to zobaczył, z pewnością poczułby nieprzyjemne ukłucie zazdrości. A tego mu już nie było potrzeba, wystarczy, że bolała go głowa.
Kiedy Marcus wychodził, szarooki zerknął jeszcze na niego przelotnie, następnie skupiając się na złotookiej. Kiedy powiedziała mu, że przez jego ciągłe przeprosiny czuje się zakłopotana, odruchowo miał ją znów przeprosić, lecz uprzedziła go. Zaśmiał się chwilowo, szybko przestając bowiem nawet jego śmiech nasilał ból głowy. Kac morderca...
- Chyba nie da rady. Zawsze, ilekroć zrobię coś głupiego, będę Cię przepraszać. - odezwał się cicho, następnie przytulając ją. Ucieszył się, że go nie odepchnęła, a odwzajemniła uścisk. Oj Mad, Mad... Nawet nie zdawała sobie sprawy z tego jak ten chłopak, który właśnie trzyma ją w ramionach, mocno ją kocha. - Wiem i wcale tak nie myślę. Nie chcę Cię martwić więc postaram się być nieco bardziej rozważnym. - obiecał, również szepcząc, gdyż miał świadomość, że i tak go usłyszy. Chwilę jeszcze stał tak, kołysząc się z nią lekko i wdychając jej słodki, ukochany zapach. Dłonią powoli przesuwał po jej włosach, smyrając je także nosem. Ile by dał aby była jego, aby również go kochała. Biedna, nieświadoma Maddie...
Do niego oczywiście też dobiegły odgłosy dochodzące z łazienki. Wtedy też odsunął się od Mad i spojrzał w stronę wyjścia z salonu, następnie też patrząc na łowczynię znacząco. Sam nie wiedział jak to się stało, że nie wymiotował po tak dużej dawce alkoholu. A może po prostu tego nie pamiętał? Nie chciał w to wnikać, gdyż informacja ta niewiele mu była potrzebna.
- Najwyraźniej... - mruknął do niej i razem z nią udał się w stronę łazienki, przystając nieopodal drzwi. On już nie pytał się, czy wszystko w porządku. Nie było takiej potrzeby, skoro zrobiła to już sama Madeline. Krwi nie wyczuwał, bowiem każdy zapach mieszał mu się z wszechobecną wonią alkoholu i papierosów, zmieszaną z zapachem ludzkim, do którego nadal całkiem nie przywykł będąc w swoim apartamencie.

_________________
. . . .
♫ Isao ♫

P i o s e n k i . . z e s p o ł u
1. 2. 3.
Powrót do góry Go down
Marcus
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t202-marcus-namikaze#228 http://vampireknight.forumpl.net/t203-marcus-namikaze#230 http://vampireknight.forumpl.net/t1644-dom-marcusa
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 884


PisanieTemat: Re: Apartament Isao    Czw Lis 22, 2012 9:29 pm

Ach te ciągłe przeprosiny. Oboje panowie wiedzieli jak nabroili, szkodząc sobie i zamartwiając tym sposobem najważniejszą dla siebie dziewczynę. Marcus jak tylko zerknął na Isao i Madeline, gdzie to jedno dotykało drugiego, odwrócił spojrzenie w przeciwną stronę zaciskając mocniej pięści i zęby. Hamował swoją zazdrość i żeby nie pogorszyć i tak nieciekawej sytuacji, musiał wytrzymać. Do tego jeszcze dochodził nieustępujący ból głowy. Normalnie miał wrażenie, że mu zaraz głowę coś od środka rozsadzi.
W końcu Madeline skupiła uwagę na nim, kiedy skończyła z Isao a ten opuścił salon. Patrzył na nią a ona na niego. Powiedziała mu co chciała, po czym na koniec ją przytulił i przeprosił. Zaśmiał się cicho na jej wspomnienie o matce.
- Ona to by mnie zabiła na miejscu. - Dodał dla rozkręcenia atmosfery i nim odsunął się od niej, potargał jej lekko włosy. Jak to bracia mają w zwyczaju trochę siostrom podokuczać. Ale nie na długo trzymał go lepszy humor. Będąc w łazience, nie poczuł się nawet lepiej. Fakt, prysznic zrobił dobrze ale dla fizycznego ciała. Odświeżył się i pozbył przy tym zapachu papierosów i alkoholu. Za to pojawił się inny problem. Ból brzucha i inne objawy, jakich nie posiadał, kiedy nie ważne jak dużo pił alkoholu. Ból brzucha i mdłości były oczywiste u niego po spiciu się na amen. Ale za to miewał głowę mocniejszą. W końcu to dzięki niemu Isao trafił do swojego apartamentu.
Wyrzygał kwasy i krew prosto do kibla na szczęście. Osłabiło to go, ale nie na tyle by mieli go z podłogi zbierać. Posprzątał spłukując wodę i perfumując odświeżaczami byleby Isao nie wywąchał jego krwi w pomieszczeniu. Przy tym usłyszał Madeline za drzwiami.
- W porządku. - Zapewnił siostrę i po chwili otworzył drzwi, kiedy tylko pozbierał się. Stanął w wyjściu z łazienki trochę zaskoczony, że nie tylko ona stała przy drzwiach ale i Isao? To i on też się nim zaczął przejmować? Spoważniał nagle i stwierdził że chyba lepiej będzie się stąd wynieść. Wyszedł z łazienki łapiąc zaraz za głowę i zaczął szukać swojego płaszcza. A nim go znalazł, zwrócił się do Isao wskazując na niego palcem.
- Wisisz mi taksówkę. - Od tak bez zbędnych ceregieli, walnął wprost Isao rachunek jaki ma mu do zapłacenia. To będzie uczciwe rozliczenie. Jeden płacił w klubie, drugi za transport. A płaszcza zaczął szukać w okolicach sofy, bo był święcie przekonany że tutaj go kładł! Nie pamiętał, że walnął go gdzieś na jakimś stoliku pod ścianą.
- Gdzie jest mój płaszcz?

_________________

Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Apartament Isao    Czw Lis 22, 2012 10:16 pm

Już nawet nie reagowała na kolejne przeprosiny Isao, bo faktycznie czuła się po nich nieco zażenowana. Wciąż tłumaczyła sobie, że przecież blondyn ma prawo robić, co tylko zechce, a ona nie jest nikim na tyle bliskim, by mu tego zabraniać. Co innego w wypadku Marcusa, oczywiście. Tu już nie miała najmniejszych skrupułów, by przywołać czarnowłosego do porządku, mając na uwadze przede wszystkim jego córkę, której, swoją drogą jeszcze nie spotkała. Należało to chyba nadrobić, ale to w swoim czasie.
Nie chciała sprawiać bratu przykrości bliskością między nią i Isao. Wiedziała, jakimi wciąż darzył ją uczuciami, a pierścionek, który nosiła na palcu... Cóż, powiedzmy po prostu, że była bystra i szybko domyśliła się, w jakim celu Marcus chciał jej go uprzednio podarować. To, że nie mogła odwzajemnić jego uczuć, to nie znaczy, że go nie kochała. Pragnęła oszczędzić mu bólu na ile to tylko możliwe, ale czasem po prostu nie mogła się powstrzymać przed dotykaniem Iska. Zwłaszcza, kiedy tak stał przed nią, ze zwieszoną głową i spojrzeniem zbitego psa. No, przecież to takie kochane dziecko, nic tylko go głaskać!
Oczywiście, nie zdawała sobie także sprawy, jak jej dotyk wpływa na samego wampira. Nie bardzo dawał to po sobie poznać, ale tak było chyba lepiej. Madeline potrzebowała czasu, jeśli miała przypomnieć sobie dawne uczucia, lub zakochać się na nowo. Póki co po prostu nie wiedziała, co myśleć, zwłaszcza, kiedy przypominała sobie ich pierwsze od czasu jej powrotu spotkanie i dziwną reakcję chłopaka na widok łowczyni.
Parsknęła cichym śmiechem, gdy Marcus odpowiedział na jej wzmiankę o matce. Tak, pewnie afera byłaby całkiem spora... Maddie zdusiła westchnięcie. Mimo tego wszystkiego, co się wydarzyło, mimo że Scarlett odcięła się od syna, obwiniając go za tak wiele rzeczy, a w tym śmierć jasnowłosej, dziewczyna trochę za nią tęskniła. To w końcu matka, nawet jeśli Mad widziała ją zaledwie parę razy w całym życiu. Nadal miała żal o to, że kobieta nie interesowała się nią przez siedemnaście lat i zazwyczaj nie potrzebowała jej towarzystwa, czy opieki. Tylko czasem nachodziły ją takie chwile, gdy uznawała, że matczyna troska byłaby mile widziana.
Brat Maddie wybył do łazienki, jego miejsce w salonie zajął z kolei Isao.
- Czyli zanosi się na częste przeprosiny - skwitowała rozbawiona, bowiem w ciągu zaledwie kilku dni Isao niejednokrotnie już naraził swoje życie, prosząc potem Mad o wybaczenie. A przecież powinno leżeć w jego interesie, by na siebie uważał. Miast robić tego ze względu na złotooką, powinien bardziej myśleć o sobie. Na tyle go jednak znała, iż wiedziała, że to się nie zmieni. Owszem, blondyn miał momenty, gdy bywał poważny i odpowiedzialny, ale tak rzadko, że niemal szło o nich zapomnieć. Przez większość czasu był przecież tym szeroko uśmiechniętym, nierozgarniętym typem, o którego zdrowie i życie Maddie niejednokrotnie już drżała.
Nie odpowiedziała nic na słowa, które Isao wypowiedział do jej ucha. Mruknęła tylko coś cicho na znak aprobaty. Miło było stać w objęciach Iska. Choć nie dawał jej tego ciepła, które zapewniało ludzkie ciało, czuła się przyjemnie, gdy głaskał ją po włosach i szeptał coś niskim, czułym tonem. Nawet przymknęła na chwilę powieki, gdy wtem dobiegł ją dźwięk skąd inąd nieromantyczny. Podążyła za nim, stając u drzwi łazienki i czekając, aż Marcus ją opuści, by przekonać się na własne oczy, że to tylko reakcja po zbyt dużej dawce alkoholu.
Przyjrzała się bratu, stwierdzając, że nie wygląda najgorzej. Był blady, zmęczony, ale nie dostrzegała nic więcej. Tymczasem zaś Marcus zaczął się wyraźnie zbierać, planując pewnie zakończyć już wizytę u wampira. Z tym, że Mad nie chciała go tak po prostu puścić. Jeśli ten wróci do Oświaty, pewnie zajmie się swoimi sprawami i nie spotka się z siostrą przez następne kilka dni. Z kolei Isao będzie chciał odpocząć, przespać się, cokolwiek i Madeline zostanie pozostawiona sama sobie. Jakoś nie miała na to ochoty, tym bardziej, iż miło byłoby (jej, przynajmniej) spędzić więcej czasu z tą dwójką.
- Ale może... - zaczęła, szukając sposobu, by zatrzymać jednak dowódcę. - Może moglibyśmy zostać jeszcze na trochę? - Przeniosła na wampira spojrzenie ogromnych oczu o barwie płynnego złota, a na jej wargach odmalował się lekki, pełen wyczekiwania uśmiech. Wiedziała, że jej nie odmówi, nie było opcji, by nie zgodził się na coś, gdy patrzyła na niego w ten sposób.
- Napilibyśmy się herbaty - zasugerowała jeszcze. - Mocna herbata dobrze wam zrobi.
Powrót do góry Go down
Isao
Nauczyciel
Nauczyciel
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t321-isao-takei#363
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 660


PisanieTemat: Re: Apartament Isao    Czw Lis 22, 2012 11:33 pm

On również nie chciał sprawiać przykrości Marcusowi. Na przekór ciągle obecnej niechęci łowcy do Takei'a, sam Isao zdążył polubić dowódcę i ten nie był mu obojętny. Namikaze jednak kiedyś musiał zrozumieć, że nie ma szans u swojej siostry i kiedyś będzie musiał oddać ją jakiemuś mężczyźnie jeśli chciał aby była szczęśliwa. Madeline nie mogła być wieczną panną tylko dlatego, że jej brat był zazdrosny. Ciemnowłosy zdawał się to dobrze rozumieć, bowiem nie mówił nic, a jedynie odwrócił wzrok by nie patrzeć na sceny między tą dwójką, które wywoływały u niego ból. Cóż... szarooki wprost nie mógł się powstrzymać, kiedy Mad była tak blisko, kiedy czuł jej dotyk. Każda chwila z nią spędzona była dla niego droższa niż najcenniejsze diamenty. Nadal towarzyszyła mu myśl, że raz ją stracił i coś mogło jej się stać ponownie. Bał się, że lada chwila mu zniknie, rozpłynie się w powietrzu. Dlatego czerpał z jej czulości i bliskości jak najbardziej mógł. Mimo to starał się hamować aby przypadkiem nie zniechęcić lub nie wystraszyć dziewczyny, która jeszcze nie doszła do siebie całkowicie po tym wszystkim. Przecież nie pamiętała, że byli parą, że kiedyś go kochała. Może lepiej? Takei'em cały czas targały wątpliwości czy nie lepiej dla niej byłoby gdyby się od siebie oddalili. Całe szczęście jednak cały czas je od siebie odsuwał.
Tymczasem historia tej trójki toczyła się dalej. Najpierw Madeline rozmawiała z Isao, potem ze swoim bratem. Już niedługo natomiast ta dwójka znów zamieniła się miejscami. Marcus poszedł wziąć prysznic, zaś Isao mógł cieszyć się krótką chwilą spędzoną sam na sam z blondynką. Przede wszystkim musiał ją przeprosić i mieć pewność, że nie będzie się już na niego gniewać. Nie chciał aby była na niego zła...
- No wiesz... - zaśmiał się po jej słowach, ignorując nasilający się w tej chwili ból głowy. Pokręcił nią z rozbawieniem. - Sugerujesz, że dalej będę psocił? - popatrzył na nią z uśmiechem. Był już znacznie spokojniejszy. Atmosfera rozluźniła się, co dawało mu znać, że Maddie nie była już zła. Mógł więc sobie pozwolić na odrobinę czułości, co też zrobił, nie mogąc się powstrzymać. Uwielbiał trzymać ją w objęciach. Choć z charakteru była o wiele bardziej dorosła i odpowiedzialna od niego, jako osoba była niezwykle drobna, niemal krucha. Jej zapach, jej ciepło przyprawiały go o swego rodzaju wewnętrzne wariacje, jednak czuł się szczęśliwy, gdy była tak blisko. Gdyby mógł, nigdy nie wypuściłby jej z objęć i nie przestał głaskać. Uwielbiał to robić. I czuł, że Maddie też się to podoba, co było dla niego odkryciem bardzo satysfakcjonującym.
Niestety, wszystko co dobre kiedyś się kończy. I ta słodka chwila, kiedy ta dwójka stała przytulona do siebie, została przerwana przez całkiem normalne po takiej popijawie odgłosy dochodzące z łazienki. Isao podreptał tam za Madeline, również martwiąc się o Marcusa. Ignorował fakt, że ten najwyraźniej dalej pałał do niego lekką niechęcią i być może nie życzył sobie aby "jakiś wampir" się nim przejmował. Chciał sprawdzić co z nim, uważając go za swojego kompana w piciu, w kacu oraz w zbieraniu opieprzu od młodej łowczyni. A kompanów nie zostawia się w potrzebie samych. Tak czy siak, Takei patrzył na Namikaze, gdy ten opuszczał jego łazienkę. Nie wyczuł zapachu krwi, a więc działania ciemnowłosego przyniosły zamierzony efekt. Blondyn jednak zdziwił się, gdy Marcus od razu zaczął zbierać się do wyjścia. Po części jednak rozumiał to. Każdy wolał odchorować kaca we własnym domu ~
- Tylko za taksówkę? Mogę oddać też za pobyt w klubie, w końcu to był mój pomysł. - palnął i zaraz zrobił dość nieprzyjemną minę, zawieszając się na chwilę. Przypomniał sobie bowiem o obecności Madeline. Swoimi słowami sam wykopał pod sobą dołek, przyznając się, że to on był winowajcą całego tego zajścia. Wszak wcześniej dziewczyna nie dociekała czyj to był pomysł... Z tego małego zawieszenia zaś wybudził go głos Marusa, który szukał swojego płaszcza. Szarooki rozejrzał się dookoła, lecz nie dostrzegł go. Rozłożył więc bezradnie ręce. - Nie mam pojęcia. Pewnie leży gdzieś w kącie jak większość rzeczy.
Wampir nie wiedział właściwie co ma zrobić. Powinien ich zatrzymywać czy pozwolić odejść? Nie chciał wyjść na egoistę, który nie przejmując się stanem tych dwójki na siłę by ich trzymał przy sobie. Nie chciał też być niegościnny. Całe szczęście jednak uratowała go Mad. Spojrzał na nią, potem zaś na jej brata i pokiwał ochoczo głową, zaraz żałując tego, gdy rozszedł się po niej ostry ból.
- Mad ma racje. Co prawda lodówkę mam pustą ale mogę posłużyć herbatą, kakao, kawą, piwem... - Tu spojrzał na Marcusa znacząco. - Ale tego raczej nie chcemy.
Uśmiechnął się wesoło i popatrzył na Maddie z rozbawieniem. Nachylił się lekko w jej stronę i patrzył na nią chwilkę, aż w końcu sprzedał jej lekkiego prztyczka w nos. Zaśmiał się cicho, prostując się powoli.
- Nie rób takiej miny. Przecież nie pozwoliłbym wam od tak sobie pójść. Gościnny ze mnie człowiek! - zażartował i już po chwili odwrócił się na pięcie, wędrując w stronę kuchni. Oczywiście jeśli ta dwójka szła za nim. Namikaze jednak nie miał wyboru i musiał zostać, skoro namawiali go do tego oboje. Będąc w kuchni, Takei włączył wodę i naszykował szklanki. W międzyczasie też wyjął z szuflady niewielkie pudełeczko. Spojrzał przelotnie na dwójkę ludzi.
- Przepraszam was na chwilkę, rozumiecie. - uśmiechnął się lekko i wlał sobie do szklanki wodę. Następnie wysypał z pudełeczka kilka tabletek na swoją dłoń i połknął je wszystkie na raz, popijając wodą. Nie wiedział czy mógł je brać po alkoholu, jednak nie miał wyboru. Musiał je zażywać mniej więcej regularnie, bo w innym wypadku miał problemy z samokontrolą.

_________________
. . . .
♫ Isao ♫

P i o s e n k i . . z e s p o ł u
1. 2. 3.
Powrót do góry Go down
Marcus
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t202-marcus-namikaze#228 http://vampireknight.forumpl.net/t203-marcus-namikaze#230 http://vampireknight.forumpl.net/t1644-dom-marcusa
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 884


PisanieTemat: Re: Apartament Isao    Pią Lis 23, 2012 12:08 am

Gdyby Marcus na serio potrafił czytać w myślach, co już mu Isao wypomniał przy wznoszeniu toastów, normalnie nie wiedziałby jak się zachować. Troskę Madeline o swoją osobę był w stanie zrozumieć. No ale żeby Isao? Tak szybko go polubił i już uznawał za kumpla od picia? Niewiarygodne. Marcus by w to nie uwierzył. Trzeźwy nie, ale pijany to pewnie tak.
Plusem dla obu panów była wymiana w salonie. Raz jeden poszedł potem drugi, i tak jakby na zmianę dotrzymywali swojej księżniczce towarzystwa. Lepsze to dla nich było, a przeważnie dla Marcusa, kiedy nie musiał patrzeć jak Isao miział, tulił, huśtał czy co tam jeszcze robił z jego siostrą. Przerwał im jednak te przyjemności swoimi odgłosami w łazience. Nic więc dziwnego, że zaskoczyła go obecność ich obojga przed drzwiami łazienki, jakby Marcus miał zamiar tam umierać. A skoro wyszedł, to widocznie jeszcze żył. Przez całą noc organizm wypoczywał, a jak się obudził to dopiero jego brzuch dostał wstrząsu że musiał wszystko wyrzygać. Skutek był jeszcze jeden, bowiem mieszanka nadmiaru alkoholu ze stanowczo bardzo mocnym eliksirem, kłóciła się w jego żyłach.
Najgorzej nie wyglądał, ale nieco zbladł, mgliło go nadal, choć tego już nie okazywał. Dlatego też wolał się wynieść, by na dodatek nie patrzeć jak ta dwójka będzie się wzajemnie wielbiła. Bolało go to poniekąd, widząc Mad w objęciach innego, no ale co on mógł? Nic jak tylko to znieść i się pogodzić. Dla siebie jej nie zatrzyma na wieki. Chciał jej szczęścia, to musi jej go dać. Dać jej możliwość samodzielnego wyboru partnera. A jemu pozostanie go tylko zaakceptować.
Poszukując płaszcza, usłyszał odpowiedź Isao że aż spojrzał na niego jak na idiotę. Po kija sie przyznawał do propozycji wspólnego picia? Specjalnie Marcus o tym nie wspominał i podarował mu ten klub wymagając tylko zapłaty za transport.
- Brawo. Jeszcze nie wytrzeźwiałeś. - Pokręcił głową a potem za nią złapał, przeklinając pod nosem. Pulsowała niesamowicie. Przeszedł się dalej szukając płaszcza aż znalazł go w kącie na stoliku. Wtem Mad rzuciła propozycję by pozostali jeszcze choćby na herbacie.
- Ale... - Nie dokończył. Isao także jakby nalegał a potem zniknął w kuchni. Dowódca westchnął z rezygnacją i rzucił płaszcz na oparcie fotela. Iskowi odpowiedział tym samym spojrzeniem a pokręcił głową, że piwa nie chce. Nie w takim stanie. On musi jeszcze swój samochód zabrać z pod tego klubu w jakim siedzieli. A Madeline przecież nie posiadała jeszcze prawa jazdy.
Poszedł za nimi do tej kuchni opierając się o framugę. Włosy miał wilgotne. Nie wytarł ich porządnie, kiedy zebrało mu się wcześniej na wymioty. A potem to już zapomniał.
Skrzyżował ręce na klacie i coś mu świtało jak przez mgłę. "Człowiek..." - Tak, coś o człowiekach w klubie gadali. I było to związane z Isao. Aż zmarszczył brwi i od myślenia znów złapał się za czoło. Głowa go boli!
Na przeprosiny Isao zerknął na niego jak łykał tabletki.
- W ogóle masz coś na głowę? Mam wrażenie że mi zaraz eksploduje. - Zapytał. W ostateczności był gotów wsadzić głowę do zamrażalnika, byleby ten ból minął. Zaraz zaś na Mad spojrzał.
- Na Twoją pomoc to chyba nie mogę liczyć? - Chodziło o dosłowne wyleczenie z kaca. Yutaki specjalnie nie będzie tu ściągał, skoro chcieli by Marcus został na herbatce. A siostrzyczka posiadała zdolności lecznicze.

_________________

Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Apartament Isao    Sob Lis 24, 2012 2:03 pm

Ją także zaskoczyło, że Isao najwyraźniej martwił się o Marcusa. Pozytywnie, ma się rozumieć. Otóż, z tego, co pamiętała sprzed swojego wypadku, jej brat skreślał wszystkich krwiopijców, wrzucając ich do jednego wora opisanego po prostu - mordercy. Albo potwory. Nie, nie zwykł traktować ich jak ludzi. Madeline się z tym nie zgadzała, bowiem taktykę miała zupełnie inną. Ot, złotooka akceptowała wszystkich bez wyjątku, a dopiero z czasem modyfikowała swoje poglądy. Dwie skrajności, można by rzec, a jednak każda w pewien sposób wadliwa. Niemniej, już wystarczająco dziwne było to, że dowódca spędził tyle czasu z wampirem, na dodatek bawiąc się gdzieś na mieście. Mad jednak znała go na tyle, iż doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że nawet jeśli zrobił wyjątek dla Isao - wciąż szczerze nienawidził reszty krwiopijców. Była niemal pewna, że podczas wczorajszej ich rozmowy, Marcus kilkakrotnie powiedział coś, co mogło urazić blondyna, tak czułego na punkcie przynależności rasowej.
Tym bardziej więc dziwne było to, iż chłopak okazywał troskę o dowódcę. Była to zresztą jedna z przyczyn, dla których Maddie kiedyś się w tym wampirze zakochała. Był wolny od uprzedzeń, każdemu dawał szansę bez względu na wszystko - dokładnie tak, jak ona sama.
Z kolei wydawało się, że Marcus nie czuł się jeszcze w obecności Isao całkiem swobodnie. No, widać należy mu dać więcej czasu, wszak od kilkudziesięciu lat nienawidził wampirów, nie sposób tego zatem zmienić w jedną noc. Ale wszystko to wyglądało, zdaniem Madeline, bardzo obiecująco. Skoro oni obaj byli dla dziewczyny ważni, nie powinni ze sobą walczyć, a nawet jeśli się nie zaprzyjaźnią - wystarczy, że nie będą na siebie warczeć przy każdym spotkaniu.
Gdy Marcus wyszedł z łazienki, a Mad nie zauważyła u niego żadnych niepokojących objawów, skupiła się na tym, że nie bardzo chciała się jeszcze żegnać z którymkolwiek z nich. To pewnie dlatego słowa Isao dotarły do łowczyni z pewnym opóźnieniem. Ale na nieszczęście blondyna, w końcu je usłyszała, zrozumiała i posłała mu kolejne niemal mrożące krew w żyłach spojrzenie. To był jego pomysł? JEGO?! On naprawdę postradał zmysły! Już sądziła, że to oboje nakręcali się wzajemnie do tego picia, tymczasem wychodziło na to, że ten bezmyślny wampir sam jeden, bez niczyjej pomocy, pchał się w paszczę wszelakim zagrożeniom, czyhającym nań w mieście. Maddie zacisnęła żeby i zmrużyła oczy. Odskoczyła, gdy chłopak chciał ją pstryknąć w nos i oskarżycielsko wystawiła palec w jego kierunku.
- Ty już do mnie lepiej nic nie mów! - Z tymi słowy odmaszerowała w kierunku salonu, mrucząc pod nosem coś nieprzyjemnego, skierowanego przeciwko obu panom. Najwyraźniej słowa Iska w dziwny sposób przypomniały jej, co się przydarzyło, a tym samym wywołały nawrót irytacji. Chwilę się pokręciła po salonie, po czym ruszyła do kuchni, stając obok brata i opierając się o framugę drzwi. Przelotnie spojrzała na Isao, który łykał tabletki, ale w tej chwili była na niego obrażona, więc zwróciła zaraz spojrzenie na ciemnowłosego. Zwłaszcza, że dowódca zwrócił się do niej z prośbą.
Wahała się zaledwie chwilę. Może i była podobna do matki, może i Scarlett w żadnym razie nie pomogłaby Marcusowi, tylko kazała mu cierpieć i znosić konsekwencje swoich czynów, ale... Mad, to Mad, była sobą, nie swoją matką. Ona przecież nie potrafiła odmówić komuś pomocy, zwłaszcza jeśli ów ktoś o nią prosił. Jasne, wciąż była trochę zła na brata za to, co robił, ale wiedząc, że cierpi, że coś go boli, Maddie pewnie nie mogłaby skupić się na niczym innym. Westchnęła zatem z rezygnacją.
- Dobrze, zaczekaj - mruknęła, po czym podążyła do swojej torebki. Chwilę w niej pogrzebała i znalazła opakowanie z tabletkami, zapewne lepszymi od wszelkich prochów, jakie mógł mieć Isao, bo i przepisanymi na receptę. Ha, ma się te wtyki, nie? Po takiej tabletce ból głowy powinien ustąpić u Marcusa do kilku minut. Wróciła do niego, podając mu leki.
- Wiesz, że magii używam tylko w ostateczności - dodała jeszcze, bo akurat tej zasady nie zamierzała dla niego łamać. Dokładnie tak jak wtedy, gdy zakazała Yutace leczyć Marcusa magią, po tym jak trafił do niej na stół operacyjny. Nie ma tak łatwo.
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Apartament Isao    

Powrót do góry Go down
 
Apartament Isao
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 17Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4 ... 10 ... 17  Next
 Similar topics
-
» Apartament na piątym piętrze
» Apartament Samuru.
» Apartament O.A
» Apartament kotleta.
» Apartament na dziewiątym piętrze

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Vampire Knight :: Yokohama :: CENTRUM MIASTA :: APARTAMENTOWIEC-
Skocz do: