IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Apartament Isao

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5 ... 10 ... 17  Next
AutorWiadomość
Isao
Nauczyciel
Nauczyciel
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t321-isao-takei#363
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 660


PisanieTemat: Re: Apartament Isao    Sob Lis 24, 2012 4:36 pm

Było dokładnie tak, jak ujęła to Madeline. Isao nie był osobą, która zniechęcała się tak od razu, nie dawała drugiej szansy, kierował się jakimiś uprzedzeniami i urazami. Prawda, Marcus parę razy zupełnie świadomie wypowiedział słowa, które nie tyle obraziły, co po prostu zraniły Iska, tak czułego na punkcie swojej rasy. Zawsze jednak w takich chwilach wyciszał swoje emocje i powtarzał w duchu, że powinien się przyzwyczaić. Wszak nie potrafił już policzyć ile razy w życiu traktowano go gorzej tylko dlatego, że był wampirem. Zawsze powtarzał sobie, że to nie rasa, na którą wpływu nie miał, a charakter się liczy. Czyż nie ważniejsze od tego, że nie był człowiekiem, było to, iż był osobą uczciwą, pomocną i mającą po prostu dobre serce? Cóż jednak, że on tak myślał, kiedy nie myśleli tak inni, raniąc go raz po raz? Nie mógł w pojedynkę zmienić świata i dobrze to wiedział, a więc nawet nie próbował. Mimo to, nie był zły na Namikaze i rzeczywiście się o niego martwił. Bynajmniej nie chodziło tu o to, że mężczyzna ten był bratem tak drogiej mu Mad. To również miało znaczenie, lecz największą rolę grał tu fakt, że Takei po prostu zaczął czuć sympatię do tego człowieka. Według niego był on całkiem miłym facetem, o szorstkiej powierzchowności. Należało przebić się tylko przez tą chłodną, zdystansowaną skorupę. I to właśnie zamierzał zrobić blondyn. ~
Idąc dalej... Marcus wyszedł z łazienki nieco bledszy niż poprzednio, lecz szarooki uznał to za całkiem normalny objaw po takiej popijawie. Sam był w szoku, że nie siedział w łazience razem z łowcą, również chorując po spiciu się. Tymczasem on trzymał się całkiem dobrze i oprócz typowych, acz trochę mocniejszych niż zwykle, objawów kaca nic mu nie było. Szkoda tylko, że kacowy ból głowy jeszcze bardziej utrudniał mu możliwość myślenia. Może w innym wypadku pomyślałby, nim powiedziałby to, co nie powinno dotrzeć do Madeline. Sam się wkopał i gdy tylko się o tym zorientował, zamarł momentalnie, badawczo spoglądając na Maddie. Ta zdawała się z początku nie załapać o co chodzi, lecz gdy tylko dostrzegł w jej oczach zaskoczenie i zrozumienie, wiedział, że już po nim. Gdy więc dziewczyna popatrzyła na niego, on momentalnie odwrócił wzrok, bojąc się na nią patrzeć. Aż serce mu przyspieszyło. Znów obudził demona w tejże dziewczynie i bynajmniej nie miał ochoty przeżywać z nim kolejnego starcia. Gdy więc po chwili złotooka nic nie mówiła, chciał sobie trochę zażartować, pstryknąć ją w nos, ale odskoczyła. Zamrugał lekko zdezorientowany, ale zaraz zmienił taktykę. Złożył dłonie jak do modlitwy i uniósł je na poziom swojej twarzy, niemal dotykając nimi nosa. Zamknął oczy mocno i pochylił się lekko w stronę Maddie.
- Przepraszam, przepraszam! - zawołał z przejęciem, lekko spanikowany. - Ale wiesz... Wpadliśmy na siebie w mieście, porozmawialiśmy to pomyślałem, że można by iść do klubu. Wiesz, zacieśniać więzy przy kieliszku dobrego drinka. Nie spodziewałem się, że to się skończy w taki sposób. - wytłumaczył się i otworzył jedno oko, spoglądając na Maddie badawczo. Nawet uśmiechnął się grzecznie, ale najwyraźniej nic to nie dało, bo Mad poszła do salonu szybkim, obrażonym krokiem. No nic... Poddał się i postanowił przeczekać. Tymczasem powędrował do kuchni razem z Marcusem i zajął się przygotowywaniem herbaty. Kiedy jednak dostrzegł, że mężczyzna stoi oparty o framugę, odezwał się znów:
- Ale usiądź. Co będziesz tak stał? - zachęcił go do zajęcia miejsca na jednym z krzeseł, po czym przeprosił i połknął tabletki. Musiał brać je regularnie, bo w przeciwnym przypadku niosło to za sobą dość nieciekawe konsekwencje. Tym bardziej jeśli w mieszkaniu przebywała dwójka ludzi... Na przybyłą łowczynię zerknął tylko przelotnie, krzątając się przy blacie.
- Nie jestem pewien czy mam tabletki. Wiesz, ja bardzo rzadko biorę jakiekolwiek leki, ale zaraz poszukam. - wyjaśnił, układając na blacie trzy szklanki i wkładając do nich po torebce herbaty. Gdy woda się zagotowała, zalał je. Położył je na stole, po czym wrócił także po cukier. Rozmowę tej dwójki słuchał, choć nie odzywał się. Jednak kiedy niósł łyżeczki i układał je na blacie, zainteresowały go słowa Mad. Wyprostował się i spojrzał na nią poważnie, z wyrzutami sumienia widocznymi w jego oczach, jeśli ktoś się uważnie przypatrzył.
- Czy wtedy byłem w aż tak kiepskim stanie, że jej użyłaś? - spytał Maddie, po czym spuścił wzrok. Nieświadomie zacisnął dłoń na materiale własnego ubrania. - Niewiele pamiętam.
Zdawał sobie sprawę z tego, że Marcus może nie wiedzieć o co chodzi. To jednak nie było w tej chwili ważne. Liczył się fakt, że złotooka wiedziała o co pyta i tylko ona znała na to odpowiedź. Czekając na nią, blondyn westchnął i wskazał znów na krzesło.
- Usiądź, nie stój tak. - mruknął. Myśli, które krążyły wokół wcześniej zadanego pytania, nie dawały mu spokoju. Nie spodziewał się, że magia jest czymś, czego dziewczyna używała tylko w skrajnych przypadkach. Dręczło go więc to, że zmusił ją do tego, że osłabił. Posępniał więc wyraźnie przez te myśli, kręcąc się po kuchni nieco. Wtedy zaś poczuł w kieszeni wibracje telefonu. Wyjął go i spojrzał na ekran będąc wyraźnie zaskoczonym. Kyubi? Pisał do niego Kyubi? Z obawą sprawdzał treść wiadomości, lecz gdy ją przeczytał, od razu poprawił mu się humor, zaś na twarzy pojawił się lekki uśmiech. Odpisał natychmiast, po czym schował telefon do kieszeni. Podszedł do stolika i, jeśli ta dwójka już siedziała, sam usiadł na jednym z krzeseł i sięgnął po herbatę. Posłodził ją i popatrzył na nich.
- Mogę poprosić kogoś o zrobienie zakupów i zjemy coś, jeśli chcecie.

_________________
. . . .
♫ Isao ♫

P i o s e n k i . . z e s p o ł u
1. 2. 3.
Powrót do góry Go down
Marcus
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t202-marcus-namikaze#228 http://vampireknight.forumpl.net/t203-marcus-namikaze#230 http://vampireknight.forumpl.net/t1644-dom-marcusa
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 885


PisanieTemat: Re: Apartament Isao    Sob Lis 24, 2012 10:09 pm

Prawdą było i jest, że Marcus wszystkie wampiry wrzuca do jednego worka. Również zaliczył tam Yuki, która go w odwecie zemsty wykorzystała, to jej oddał podwójnie. Nie zrobił jej nic, to zgwałciła go sobie jakby ponosił winę za przyzwolenie jej ukarania z powodu wymordowania kilku ludzi. Nikomu o tym nie powiedział, ani w raportach nie zamieścił. Toż to było dla niego poniżające w pewnym stopniu. A co do Isao. Jak na razie był w porządku. Gdyby nie jego rasa, Marcus nie czepiałby się i nie mówił mu takich przykrości jakie wychodziły z jego serca podczas wspólnej popijawy w klubie. Nawet Namikaze nie próbował sobie przypomnieć jakież to słowa w jego stronę wypowiadał. A tym bardziej przy Madeline nie chciał tego robić. Bo skoro teraz się pogniewała na swojego przyjaciela, za chwilę strzeli focha na brata. A tego nie chciał.
Aż wewnętrznie śmiać się mu chciało na zachowanie owej dwójki. Madeline pogniewała się na Isao a ten znów zaczął ją przepraszać. Zaśmiał się cicho na widok tej sceny, ale złapał się po chwili za brzuch, który nadal mu zaczynał dokuczać. Więc musiał przestać a jedynie się uśmiechał z małym skrzywieniem na twarzy, no i oczywiście złapał się za owe miejsce.
- Chociaż podziękuj, że dowiozłem Cię do Twojego apartamentu a nie siedziby łowców. - O tak. Tutaj mogło być także zaskoczenie, że mimo mocniejszej głowy od Isao, Marcus nie wywiózł go do Oświaty i nie zamknął w lochach a mógł to uczynić. Lecz wtedy Mad by mu tego w życiu nie wybaczyła.
I wtedy doszło do tego, że oboje nie chcieli go wypuścić z apartamentu. Zrezygnowany poszedł do kuchni i no jak już tak Isek nalegał, to Marcus zajął wolne miejsce przy stole. Spoglądając raz na wampira potem na siostrę prosząc o jakieś leki. Chociaż od Mad właśnie oczekiwał szybkiego wyleczenia. Czyli użycia magii. To tylko chwila. Taki ból głowy byłaby w stanie mu usunąć. Ale nie. Normalnie jak wtedy, kiedy musiał leżeć w szpitalu! Odebrał leki od siostry oglądając opakowanie. Po czym wstał i szklankę ze zlewu wypłukał a potem nalał do niej wody, by móc później wziąć leki.
- Wiem. - Przyznał trochę smutno, ale nie mógł od niej aż tego wymagać. Wziął leki i popił wodą połykając je. opakowanie zaraz oddał siostrze, ale po słowach Isao patrzył na nią, z wyrzutem? Czy on o czymś nie wiedział? Ratuje przyjaciela a brata faszeruje tylko lekami? Zmarszczył jedynie brwi i nic nie powiedział. Wolał wyjść ale usiadł na krześle i po otrzymaniu swojej herbaty, łyżeczką bawił się w naczyniu mocząc bardziej torebkę. Nie słodził. Wolał gorzką bowiem lepiej może podziała na jego żołądek.
- I tak nic nie przełknę. - Stracił jakoś nastrój. W dodatku miał dziwne złe przeczucie. Jakby miało się coś nieprzyjemnego stać. Odnośnie jedzenia nie kłamał. Nie tylko ta sytuacja miała na to wpływ, ale i trzymające go nadal mdłości. Należy również zwrócić uwagę na to, że od ostatniego wieczora Marcus nic nie jadł. Aż do teraz. Niedługo, albo zaraz, żołądek zacznie się upominać o uzupełnienie. Ale on nie zechce nic zjeść. Nie spojrzał na nich, tylko gapił się ciągle w szklankę ze swoją herbatą.

_________________

Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Apartament Isao    Sob Lis 24, 2012 11:05 pm

I proszę, Madeline się nie myliła! Otóż, od ostatnich przeprosin Isao nie minęło pięć minut, kiedy ten znowu niemal błagał ją o przebaczenie. Chyba rzeczywiście jedyne, co mogła zrobić, to się przyzwyczaić i uodpornić. Tym bardziej, że po pewnym czasie, z pewnością takie wypowiedzi u Isao będzie przyjmowała co najmniej lekceważąco - w końcu puste to słowa, które nie mają żadnego pokrycia w czynach. Ale mimo wszystko, wciąż w głębi duszy wierzyła, że po którymś razie chłopak zrozumie, co się do niego mówi i zacznie się zachowywać nieco bardziej odpowiedzialnie.
- Niewątpliwie - skomentowała chłodno, słysząc jak to Isao nie spodziewał się takiego zakończenia spraw. Ani postawa, ani słowa blondyna nie zmiękczyły w tym momencie serca Mad, a gdy tylko dziewczyna posłyszała śmiech brata, ruszyła do salonu, rzucając mu przy tym groźne spojrzenie, jak gdyby chciała powiedzieć uważaj, bo też nie jesteś lepszy. Żeby nie ciągnąć dłużej tego tematu, dodam tylko, że na obu była dość porządnie zdenerwowana, aczkolwiek nie zamierzała już więcej torturować ich garnkami, tudzież innymi kuchennymi utensyliami.
Dosłyszała jeszcze, że Marcus wspomniał coś o siedzibie łowców i mimowolnie wyobraziła sobie Isao zamkniętego w jednej z tamtejszych cel, głęboko w lochach. Chociaż słowa dowódcy brzmiały żartobliwie, Maddie nie potrafiła zignorować pewnej natrętnej myśli, która zagnieździła się w jej głowie - iż ta wypowiedź, mogła równie dobrze zostać odebrana jako groźba, czy chociaż ostrzeżenie. Oczywiście, że czegoś podobnego nigdy by Marcusowi nie wybaczyła. Nie sądziła, by upadł tak nisko, ale z drugiej strony, tak naprawdę niewiele wiedziała o tym, jak faktycznie traktuje wampiry, które jego (i często tylko jego) zdaniem coś zawiniły.
Przyniosła bratu tabletki. Jeśli chodzi o swój stosunek do magii, była w tym nieco podoba do Azela. Nie ufała tej dziedzinie tak bardzo jak medycynie tradycyjnej, ale też nie zamykała się na nią zupełnie, używając jej, gdy sytuacja rzeczywiście tego wymagała. Tak też było, gdy spotkała Isao w jednej z miejskich uliczek. Trudno w ogóle porównywać ból głowy Marcusa do stanu, w jakim wampir się wówczas znajdował, toteż jasnowłosa zignorowała pełne wyrzutu spojrzenie brata. Usiadła przy stole i przysunęła sobie herbatę. Ona także nie słodziła. Zawsze uważała, że cukier tylko zabija naturalny smak tego napoju.
- Gorzej niż kiepsko - odparła wreszcie cicho, wbijając wzrok w swoją szklankę. Nie lubiła wracać myślami do tamtych chwil, nie dość, że drżała o Isao, to jeszcze niemal postradała siły, próbując tego upartego wampira utrzymać przy życiu. - Nie pozwalałeś mi zabrać się do szpitala, a szybko się wykrwawiałeś. Umarłbyś, gdybym nie użyła magii. Zresztą - wzruszyła ramionami, unosząc na niego wzrok - pamiętasz, jak byłam zmęczona, a mimo to nie uleczyłam cię do końca.
To dowodziło, jak poważne były obrażenia Iska. Może i Mad nie była tak dobra w magii, jak jej rodzicielka, niemniej wciąż posiadała w tej dziedzinie spore umiejętności. Tymczasem miała spore problemy, by wtedy pomóc wampirowi, nawet jeśli on, pogrążony w stanie półsnu, nie zdawał sobie z tego sprawy.
- Ja też nie jestem głodna - pokręciła przecząco głową, po czym uznała, że czas oderwać się od tych nieprzyjemnych tematów.
- To może mi powiecie, o czym sobie wczoraj plotkowaliście? - zaproponowała, na powrót nieco rozbawiona. Na miłej rozmowie czas szybko leciał. Isao wyjątkowo dobrze znosił kaca, ale Madeline, obserwująca Marcusa, widziała u niego narastające zmęczenie. Uznała wreszcie, że czas się zbierać i pozwolić dowódcy się wyspać. Pożegnali się z Isao, zamówili taksówkę i podjechali pod klub, gdzie łowca zostawił samochód. Stamtąd zaś ruszyli do domu.





zt. Mad i Marcus
Powrót do góry Go down
Isao
Nauczyciel
Nauczyciel
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t321-isao-takei#363
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 660


PisanieTemat: Re: Apartament Isao    Nie Lis 25, 2012 10:46 pm

Oj tak, jeśli chodziło o domyślność Madeline, zdecydowanie należała jej się pierwsza nagroda. Sam Isao nawet nie zorientował się, że robił właśnie to, o czym Mad mówiła jakiś czas temu - ponownie ją przepraszał. Co innego jednak miał zrobić? Machnąć ręką i dać jej do zrozumienia, że nie przejmuje się tym, iż się na niego rozzłościła? Równie dobrze mógłby podejść do niej i powiedzieć ,,hej, nie lubię Cię więc mam gdzieś Twoje zdanie". Tymczasem było dokładnie na odwrót. Na nikim tak mu nie zależało jak właśnie na tej złotookiej dziewczynie. Tak wiec jej złość, jej łzy, smutek i wszystkie inne negatywne uczucia były dla niego niczym najgorsza kara.
Już nawet nic nie mówił na jej słowa a spojrzał spode łba na Marcusa, który właśnie się z nich śmiał. Nieświadomie naburmuszył się, nadymając policzki. Ciekawie musiał w tej chwili wyglądać... Zupełnie jak obrażone dziecko. Gdyby ktoś jednak tak właśnie go nazwał lub skojarzył sobie w ten sposób, wcale dużo by się nie pomylił. Jemu przecież wcale niewiele brakowało do dzieciaczka. Ale w tej chwili nie miało to najmniejszego znaczenia. Młoda łowczyni najwyraźniej obraziła sie i poszła do salonu, zaś dwójka skacowanych facetów powędrowała do kuchni. Wcześniej jednak Marcus wspomniał coś o zabieraniu pijanego Iska do oświaty. Ale spokojnie... sam Takei nie potraktował tego jako groźby nawet w najmniejszym stopniu. Wręcz przeciwnie. Łącząc te słowa z faktem, iż przed paroma chwilami dowódca się śmiał, potraktował to jako najmniejszy żart. Poczucie humoru przecież bywa różne, prawda?
- To by dopiero było nieciekawe! - przyznał, szczerząc się głupkowato.
Dopiero wtedy poszli do kuchni, gdzie blondyn zajął się przygotowywaniem herbaty. Czekając aż woda zagotuje się, wsłuchiwał się w rozmowę dwójki rodzeństwa, analizując sobie wszystko w głowie. W tej chwili także odkrył, że kac przez jakiś czas nie dokuczał mu tak bardzo. Wyjaśnienie tego było jednak bardzo proste - zajął swoje myśli czym innym [czyt. rozmową z tą dwójką] i po prostu o nim zapomniał. Jego uwagę przyciągnęło jednak coś innego. A mianowicie słowa złotookiej odnośnie używania przez nią magii. Wtedy przypomniało mu się, że to właśnie nią posłużyła się gdy go leczyła tej feralnej nocy. Stąd właśnie wzięło się pytanie.
- Szczerze mówiąc nie pamiętam prawie niczego. Jedynie jakieś drobne prześwity. Chyba rzeczywiście było ze mną źle. - mruknął, nieco zachmurzając się i przenosząc wzrok gdzieś w bok. Nic więcej już nie mówił, a usilnie starał sobie przypomnieć więcej szczegółów. Nic z tego... Boląca głowa protestowała i skutecznie zniechęcała go do dalszej analizy swoich wspomnień. Pomyśli o tym później. Tymczasem herbata została przygotowana i cała trójka usiadła przy stoliku, zaczynając rozmowę. Nadszedł jednak czas, kiedy wszyscy pożegnali się. Isao został w swoim mieszkaniu sam, zaś dwójka rodzeństwa Namikaze udała się do oświaty. Niewiele myśląc, wampir udał się do swojej sypialni i ułożył się na łóżku, zasypiając bardzo szybko.
Za jakiś czas, może dzień, może dwa lub więcej, gdy Takeiowi znów zaczęła doskwierać nuda, szarooki wreszcie zdecydował się na coś, co męczyło go od jakiegoś czasu. Wyciągnął komórkę z kieszeni i wyszukał w kontaktach numer do Madeline. Nim nacisnął zieloną słuchawkę, złapał jeszcze kilka głębszych wdechów, uspokajając się. W końcu przytknął słuchawkę do ucha i czekał aż złotooka odbierze. Gdy tak się stało był niesamowicie uradowany. Ich rozmowa nie trwała długo, jednak chłopak i tak cieszył się z niej, zupełnie jakby spędzili ze sobą cały dzień. Gdy zaś skończyli rozmawiać, umawiając się na spotkanie za godzinę, niemal biegiem udał się do swojej sypialni. Przebrał szybko swoje ubrania i udał się do łazienki. Wziął szybki prysznic, wysuszył włosy, uczesał się starannie i ubrał. Na wszelki wypadek połknął kilka tabletek a nawet pokropił się wodą kolońską. Wziął komórkę, oczywiście zapalniczkę, fajki i portfel, po czym wyszedł z mieszkania zamykając je na klucz.


zt

_________________
. . . .
♫ Isao ♫

P i o s e n k i . . z e s p o ł u
1. 2. 3.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Apartament Isao    Nie Lut 03, 2013 1:10 am

Marceille od trzech lat przychodziła systematycznie do apartamentu Isao, swojego byłego pracodawcy ( och, bądźmy szczerzy, toż to nawet praca nie była! ).
- Kluczyki do czyjegoś mieszkania... To jednak fajna sprawa. - ile razy powtarzała te słowa? Za pewnie tyle razy, ile jej postać zatrzymywała się przy drzwiach, by wysunąć kluczyki z kieszeni płaszcza i odpowiednio wycelować w zamek ( zawsze wyobrażała sobie, że kluczyk to samolot, a jej ręka odpowiedzialna jest za przebieg lotu ).
Młogłaby na swoją korzyśc ( chociażby materialną ) wykorzystać fakt, że wampir od ponad trzech lat nie pojawił się ( i najprawdopodobniej nie pojawi ) w mieszkaniu. Tylko jak? Cyśka nie miała głowy do interesów, nawet, gdyby chociaż na sekundę w jej głowie pojawiła się konkretna myśl, ona nie wiedziałaby od czego zacząć. Już prędzej skusiłaby się na zabawę w detektywa, bo kogo nie zastanawia fakt, że apartament swoi pusty ( nie licząc jej wizyt, jedynie na papierze miał właściciela ), zamek ten sam, wszystko na swoim miejscu - pamięć fotograficzna Marcelki jeszcze nigdy jej nie zawiodła. Czemu więc nie szukała Isao? Szukała, jakiś czas, ale jej starania jak widać poszły na marne, poza tym, miała też swoje problemy, swoje życie, o których notorycznie przypominała jej macocha, w dość niesympatyczny ( acz pasujący do niej ) sposób.
Oczywiście, że nie miała obowiązku przychodzić tu na chociażby jedną godzinę, by odkurzyć, pozbyć się nawet niewidzialnej powierzchni kuchu, czy nawet posiedzieć na podłodze, opierając się plecami o kanapę w salonie i jedząc, ba! pochłaniając parę plastikowych kubeczków słodkiego budyniu waniliowego. Po prostu - lubiła tu przychodzić, zawsze przypominała sobie wspólnie spędzony czas z wampirem, nie raz zastanawiała się tak, co by było, gdyby nagle przyszedł. Gdyby nie miał nic przeciwko jej ponownemu wprowadzeniu się tu ( chodź dla wygody mogła to zrobić już 3 lata temu ), gdyby znów mogli razem spędzać czas, rozmawiać, żartować. Ah, gdyby tylko tu był...
Jak się czuła w takiej sytuacji? Sama, w apartamentowcu kogoś, kogo jak się jej wydawało kochała. Nijak. Nie pocieszał ją fakt, że wszystkich swoich głębszych uczuć do niego mogła się wyzbyć przez tą rozłąkę, nie mogła się jednak pogodzić z utratą kogoś, z kim po prostu uwielbiała spędzać czas. Przyzwyczaiła się do tego. Pech jak zawsze sprawiał, że ci, do których zdążyła się zbliżyć, poszczają ją szybciej, niż sobie to wyobrażała ( lepiej by się do tego przygotowała ). Pirackie życie, to samotne życie. Tak, po trzech latach, nadal nie zmieniła swoich poglądów odnośnie swojego piratowania. Pewne rzeczy się nie zmieniają. Apropos zmian - Marcepanowej urosły cycki! I mean.. Piersi, o!
Kiedy otworzyła drzwi, chwilę wahała się przed wkroczeniem na tereny wampira, zawsze tak miała, nie ważne, że on tu nie przebywał i najprawdopodobniej już nie będzie, ta obawa, że kogoś tu zastanie - jest i zawsze będzie. Po chwili wsłuchiwania się w ciszę i swój samotny oddech, zamknęła za sobą drzwi, rzuciła torbę na podłogę, przy której zaraz znalazły się ciężkie, dłuższe buty i krocząc z jednorazową siatką w stronę salonu, rozpinała drugą ręką płaszcz. Opadła zmęczona na podłogę, z tyłu kanapy i wpatrując się w ścianę szybko przystąpiła do otwierania jednego budyniu, który znajdował się w plastikowych, nieco żółtawym kubeczku. Wyjęła jeszcze z siatki plastikową łyżeczkę i zanurzając ją w słodkiej rozkoszy, ciężko westchnęła.
- Aaaah! Dawno tu nie odkurzałam, taaak, to chyba jeden z moich planów na dziś. - stwierdziła, rozglądając się po pomieszczeniu, ni to z grymasem zadowolenia, czy też nie.
Powrót do góry Go down
Isao
Nauczyciel
Nauczyciel
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t321-isao-takei#363
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 660


PisanieTemat: Re: Apartament Isao    Nie Lut 03, 2013 12:35 pm

Przez te wszystkie lata Isao nie był świadom faktu, że Marceille ciągle tu przychodziła. Nie wiedział co się z nią działo, czy żyła, czy dalej mieszkała w tym mieście, czy szukała go i dalej kochała. W tamtym czasie nie obchodziło go nic. Tułał się po świecie uciekając od przeszłości i wszystkiego co było z nią związane, w tym bliskich mu osób. Nawet własnej rodzinie nie dawał znaku życia. Mieszkanie zaś stało puste rok, potem kolejny i kolejny. Czemu go nie sprzedano? Takei oficjalnie ciągle był właścicielem tego miejsca. I choć nikt nie wiedział czy ten wampir jeszcze żyje, na jego koncie ciągle pozostawały pieniądze, które pobierano by uiścić wszystkie opłaty. Czas mijał, dni, miesiące i lata mijały nieubłaganie. Szarooki zaś postanowił wrócić, na nowo tchnąć życie w to miejsce. Na początku było trudno. Wraz z przyjazdem w to miejsce powróciły do niego wszystkie wspomnienia. Rzeczy, o których wolał zapomnieć bo bardzo za nimi tęsknił i wiedział, że nie wrócą. Początkowo nie był nawet pewien czy tu zostanie. ,,Tylko na trochę" - powtarzał sobie krążąc po uliczkach tego miasta. Jak to wyglądało teraz? Wszystko uległo zmianie. Madeline wróciła, odnowił przyjaźń z Kyubim, polubił się z Marcusem. Może nie mógł liczyć na to, że będzie jak kiedyś, że stare czasy powrócą. On jednak postanowił, że zostanie tu i będzie budować nowe wspomnienia. Reaktywuje zespół, pozna nowych ludzi, nawiąże nowe przyjaźnie... Szkoda tylko, że odkąd tu wrócił los nieustannie płatał mu figle. Coś albo ktoś był przeciwko niemu, ciągle podsuwając mu kłody pod nogi. Najpierw został zaatakowany gdy wracał do domu, teraz wplątał się w morderstwo i został pojmany przez łowców. Przez te wydarzenia chwilami miał wątpliwości czy jednak nie powinien spakować się i wyjechać stąd...
Teraz zdawało się, że to już koniec kolejnego z przykrych wydarzeń. Łowcy uznali go za niewinnego, lekarz opatrzył go i został odesłany do domu. Nie można było jednak liczyć na to, że wszystko od razu wróci do normy. Potrzebował czasu na zregenerowanie ran, które teraz były jedynie opatrzone; na pokonanie głodu i osłabienia. Przede wszystkim jednak jego psychika potrzebowała czasu by dojść do siebie po tym co widział. Mimo, że był wampirem nigdy nie widział takiej masakry na własne oczy i nigdy jej widzieć nie chciał. Martwe ciała tamtych ludzi ciągle były przed jego oczami. Wszystkiemu zaś towarzyszyło ciągłe poczucie bezsilności... Poczucie winy za to, że nie był w stanie ich uratować. Wiedział już na pewno, że będzie dowiadywać się o stan zdrowia tych, którzy przeżyli. Jeżeli zaś będzie taka możliwość, pomoże łowcom w schwytaniu prawdziwych przestępców. Nie mógł pozwolić im uciec i dalej mordować niewinnych.
Tymczasem został odwieziony do apartamentu przez samego Marcusa. Razem z łowcą wyszedł z samochodu. Nie miał sił by samodzielnie ustać na nogach więc potrzebował pomocy. Podpierając się na ramieniu łowcy jakoś szedł, wchodząc do środka. Ileż razy on już wracał w takim stanie! Ochroniarze powinni wywalić go w końcu uznając za niebezpiecznego. Ci jednak zawsze podchodzili do niego i pomagali mu. Za to uwielbiał to miejsce.
- Dzięki, Marcus. Jeśli jakoś będę mógł pomóc... - odezwał się, puszczając ramię łowcy i stając na własnych nogach. Jeden z ochroniarzy stał przy nim widząc jak wampir chwieje się, gotów złapać go w razie potrzeby. Szarooki zaś uśmiechnął się blado i uniósł dłoń w geście pożegnania. Powiedział ochroniarzowi, że nie potrzeba mu pomocy i o własnych siłach doszedł do windy. Kulał, bowiem kolano miał usztywnione, ale dawał sobie radę. Jego duma ucierpiała już wystarczająco. Uparł się więc, że musi dać sobie radę sam. Wszedł więc do windy, wcisnął odpowiedni guzik i zaraz wychodził z niej na odpowiednim piętrze. Już niedługo też stanął przed własnymi drzwiami i wyszukał w kieszeni klucze. Włożył do zamka, przekręcił i... zdziwił się bowiem drzwi były otwarte! Jego serce mimowolnie zadrżało w obawie i przyspieszyło tempo swego bicia. Może to Ci ze sklepu? Może przestępcy dowiedzieli się kim jest i postanowili dorwać go we własnym mieszkaniu?! Takie właśnie myśli nawiedziły go kiedy wchodził do środka. Był w ciężkiej sytuacji. Zbyt wyczerpany by używać mocy mógł posłużyć się jedynie sztyletem. Dobył go w dłoń i stąpając cicho przemierzał kolejne odległości własnego mieszkania. Nie rozpoznał zapachu. Zbyt mocno czuł woń własnej krwi. Poprawił płaszcz, który spadł mu z ramienia. Niedbale założony, nie należący do niego, bowiem jego ubranie zostało doszczętnie zniszczone. Odzienie to okrywało jedynie jego ramiona i plecy, odsłaniając zabandażowany i posiniaczony brzuch oraz tors. Isao skradał się po cichu, w dłoni mocno ściskając rękojeść sztyletu. Gdy zaś usłyszał szmer w jednym z pokoi, zaraz znalazł się tam, ostrzem mierząc prosto w osobę, która stała parę metrów od niego. Ściągnięte brwi, przymrużone oczy o tej samej - szarej - barwie wpatrywały się prosto w Marceille z chłodnym, groźnym wyrazem świadczącym o jego gotowości do użycia broni trzymanej w ręce. Zaraz jednak zorientował się o tym, kogo ma przed oczami. Jego serce zabiło jeszcze mocniej zaś twarz znacznie złagodniała.
- Marceille? - cichy głos wydobył się z jego gardła składając się na imię tejże dziewczyny. W jego oczach coś błysło zaś sztylet wyśliznął się z dłoni i upadł na ziemię. Co ona tu robiła? Czyżby przez te wszystkie lata ciągle tu przychodziła? Po co? Dlaczego? Dawno przecież przestała być jego służką. Nie musiała tego robić. Ba, nikt na jej miejscu by tego nie robił. Dlaczego więc? Te pytanie kolejno pokazywały się w głowie Takeia. - C-Co Ty tu robisz? Nie mów, że przez ten czas ciągle tu przychodziłaś... - dodał w końcu, wydobywając jedną ze swoich myśli na światło dzienne.

_________________
. . . .
♫ Isao ♫

P i o s e n k i . . z e s p o ł u
1. 2. 3.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Apartament Isao    Nie Lut 03, 2013 2:09 pm

Dziewczyna przez ten czas zdążyła opróżnić 3 pudełeczka słodyczy, za którą byłaby w stanie zrobić wszystko - gdyby oczywiście jej własne oszczędności nie pozwalały jej na takie wydatki. Tak na prawdę odkąd skończyła naukę w akademii nie miała większych perspektyw. Spała w hotelach, czasami zdarzyło jej się tutaj (ale zupełnie w ostateczności), co i tak ograniczała do niedługich drzemek, które i tak nie dostarczały jej ani energii, ani przyjemności. Zresztą, ona nigdy nie była zwolenniczką snu, odkąd pamięta śpi parę godzin w nosy i czasami zdąży jej się godzinna drzemka w dzień. Przecież do zrobienia miała jeszcze tyle rzeczy, nie pora na sen: Za młoda jestem - jedno z jej wytłumaczeń.
Zanim zabrała się za kolejny kubeczek, upewniła się, że wszystko w pokoju wampira jest na swoim miejscu, nawet znalazła czas by zdjąć starą poszewkę na pościel i ułożyć ją w kosteczki. A o ile nie zapomni to odda ją do brania. Założyła zaś nogą, gdy skończyła przesunęła wzdłuż kołdry bladą, drżącą dłonią.
- Tutaj spałeś i tutaj pierwszy raz napiłeś się mojej krwi. - i ostatni, niemalże zamruczała, jakby fakt, że wampir wpychający swoje kły w jej szyję ją w pewien sposób podniecał. Instynktownie też przesunęła opuszkami palców po swojej tętnicy na szyi, jakby szukała pamiątki z tamtej chwili. Niestety, lub stety, już jej nie było. Oczywiście była jeszcze gitara, na której swoją drogą dzień w dzień próbowała nauczyć się grać. Bardziej by się jednak cieszyła z tego niewielkiego śladu na szyi, który zawsze kiedy ją dotykała wzbudzała w niej falę gorącą, kumulującą się na podbrzuszu i na policzkach - w postaci rumieńca.
Opuściła jego pokój i skierowała się w stronę siatki na podłodze, by wyjąć z niej ostatni kubeczek budyniu. Wspomnienia przynosiły ze sobą również żal, może w ten sposób go topiła? W budyniu. Płakać już dawno przestała, ma 20 lat, a nie 13, by co chwila znajdować sobie sposób do płaczu. Szkoda tylko, że nie stosowała się do tej teorii części, chociażby wtedy, kiedy pytała nieznanych jej ludzi o wstąpienie do załogi.
Nie usłyszała otwierających się drzwi, anie kroków, które z każdą kolejną chwilą zbliżały się w jej stronę. Dopiero dźwięk zderzającego się sztyletu z podłogą przywrócił ją do rzeczywistości. Podniosła się na równe nogi, nie przejmując się chwilowym zawrotem głowy. Sama zaś upuściła na panele do połowy zapełniony kubek, z czego mniejsza cześć wylądowała bezpośrednio na podłodze.
- O.. ch. - wydała z siebie dość niezrozumiały dźwięk, oczy niemalże jej wyleciały. Wpatrywała się w niego jak w ducha.
Dlaczego tu była? Uważałam Isao za inteligentnego wampira, sam powinien się domyśleć, że robiła to z miłości. Usprawiedliwię go jednak emocjami. - Nie mówię. - zażartowała ( w bardzo odpowiednim momencie ) uśmiechając się blado. Żeby jednak nie utrzymywać dłużej kontaktu wzrokowego z mężczyzną, spuściła wzrok na podłogę i wtedy też dostrzegła obraz budyniu i sztyletu. - Ojej! Powiedziałam sobie, że będę dbać o porządek w Twoim mieszkaniu, a sama narobiłam niezłego syfu. - użyła swój najmniej uprzejmych jakie tylko mogła. Z grymasem na twarzy pognała szybko do kuchni po jakaś ścierkę, po drodze potykając się o coś. Zmyła ścierką budyń z podłogi i podniosła kubeczek, odkładając obie rzeczy na komodę obok, czy cokolwiek miała pod ręką. Teraz jednak skierowała się w stronę sztyletu, który uniosła w obie dłonie i przesuwając niepewnym, acz badawczym spojrzeniem, wzdłuż ciała mężczyzny, dostrzegła w jakim stanie się znajduję.
- Potrzebujesz krwi? - zapytała nagle, jakoś obawa tego, jak zareaguje na nią później jej teraz nie zaprzątał głowy. Tylko fakt, gdzie on do cholery był, że wrócił w takim stanie. Nie czekając na odpowiedź, odłożyła sztylet w bezpieczniejsze miejsce niż jej dłonie i odchyliła kołnierzyk koszuli, niechlujnie opuszczając materiał płaszczu na podłogę. - Dosłownie przed chwilą zmieniłam pościel, także możesz się spokojnie położyć i odpocząć. - mruknęła jeszcze, mrużąc oczy i czekając na kły wampira. Jak zawsze, kiedy się denerwowała, dużo robiła i mówiła w jednej chwili. Nie potrafiłaby sprecyzować jakie uczucia jej teraz towarzyszyły. Chciała jedynie by wampir poczuł się lepiej, a że już samo mówi przez się - krew mu dobrze zrobi.
Powrót do góry Go down
Isao
Nauczyciel
Nauczyciel
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t321-isao-takei#363
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 660


PisanieTemat: Re: Apartament Isao    Nie Lut 03, 2013 2:55 pm

On również uwielbiał ten budyń. Nie pamiętał już czy to on zaraził Marceille miłością do tego przysmaku, ona jego czy oboje mieli tak już od początku. W każdym razie tak jak ona potrafił pochłaniać go w ogromnych ilościach i niewielkich odstępach czasu. Sklepy ze słodyczami, które sprowadzały tego typu smakołyk mogły sobie na nim ładnie zarobić. Między innymi zaliczał się do nich sklep, w którym to właśnie Isao wpakował się w tarapaty. Lubił tam chodzić. Zawsze mieli tam największy wybór smaków tego budyniu, rodzajów, a byli przy tym całkiem tani. Dodatkowo Takei zdążył zostać mianowany stałym klientem przez samego właściciela sklepu, który czasem przystawał z nim i rozmawiał. Teraz jednak wszystko wyglądało inaczej. To właśnie tam szarooki był świadkiem masakry. Był ciekaw jak trzyma się staruszek... Wiedział już teraz, że raczej zbyt prędko na owy budyń nie będzie miał ochoty. Przez jakiś czas będzie mu się on kojarzył głównie z tamtymi wydarzeniami.
Gdyby wiedział, że Marceille ciągle zagląda do tego mieszkania, nie miałby nic przeciwko temu. Dla niego liczył się sam fakt, że tu przychodziła, zapewne z sentymentu. Znaczyło to, że ciągle o nim pamiętała, nawet po tylu latach. Gdyby o tym wiedział wcześniej, wiedziałby również, że nie musiał czuć się samotny przez te pierwsze dni i tygodnie pobytu w tym mieście po powrocie. Blondyn nie miałby nic przeciwko temu by przy powrocie zastać tą dziewczynę mieszkającą w jego mieszkaniu lub właśnie śpiącą czy po prostu przebywającą. Nie wiedział jak wyglądały teraz jej uczucia względem niego, lecz on dalej czuł tą samą sympatię do jej osoby. Odkąd tu przyjechał a także podczas swojego wyjazdu niejednokrotnie zastanawiał się co dzieje się z nią, ze Spadem czy właśnie z Madeline. O ile zaś Mad i Marc już spotkał, o tyle o Spodku wieści kompletnie zaginęły. Nie wiedział nawet czy jego dawny przyjaciel jeszcze żyje. To było dość smutne... Ale musiał się przyzwyczajać. Taki był los wampira zadającego się z ludźmi. Ci odchodzili podczas gdy on pozostawał niezmienny...
Tymczasem znalazł się w swoim mieszkaniu dość pokiereszowany. Dalej nie doszedł do siebie po tym co się stało. Nic dziwnego więc, że w pierwszej chwili pomyślał, iż w jego domu czyhają mordercy. Był świadkiem przestępstwa i bez problemu mógł przekazać rysopisy sprawców łowcom. Nie dziwił się więc, że chcieli go zlikwidować. Wszystko to układało mu się w spójną całość i nawet przez myśl mu nie przeszło, że zamiast zabójców zastanie w swoim mieszkaniu samą Marceille. Los jednak postanowił nie być dla niego aż tak okrutny. Gdyby miał się tu spotkać ze sprawcami tamtej masakry, raczej nie wyszedłby z tego żywy. Był znacznie osłabiony, nie miał sił na używanie mocy, nie mógł się swobodnie poruszać. Miał zabandażowany cały brzuch i tors, co miało utrzymywać jego opatrunek na poranionych plecach i brzuchu, na którym widniała jedna z gorszych ran jakie odniósł. Oprócz tego miał opatrzone ramię, udo, usztywnioną nogę. Ślady po torturach dalej boleśnie o sobie przypominały, nie pozwalając mu na swobodne poruszanie się. Do tego był nadal mocno osłabiony. Potrzebował czasu albo krwi na to by dojść do siebie. Albo najlepiej obu na raz. Bo choć jego głód został częściowo zaspokojony przez woreczki z krwią, jego ciało potrzebowało jej więcej do regeneracji, którą wcześniej blokowały pociski antywampirze znajdujące się w jego ramieniu. Wyglądał więc dość nieciekawie. Zwłaszcza, że wszystko to było wyraźnie widoczne, gdyż płaszcz okrywał jedynie jego plecy i ramiona. Nieciekawy więc obraz mogła zobaczyć Marc po tych wielu latach. Nadal jednak było to szczęście w nieszczęściu. Ze strony tej dziewczyny bowiem nie było żadnego zagrożenia.
Było jedynie ogromne zdziwienie, gdy szarooki zorientował się kogo ma przed sobą. Myśli pomąciły mu się straszliwie, boląca głowa zabolała jeszcze bardziej od nadmiaru wrażeń. Mimowolnie z jego ust wydobyło się tych parę słów, które złożyły się na pytanie, na które odpowiedź powinna być oczywista. Chociaż ten chłopak nigdy nie należał do przesadnie bystrych i domyślnych. Jemu trzeba było wszystko przedstawiać prosto z mostu. Raczej wątpił aby dziewczyna ta dalej żywiła do niego takie same uczucia. Nie po tylu latach i po tym jak odszedł nagle bez pożegnania... Na jej słowa nie odpowiedział nic, a jedynie spojrzał na budyń, który wyśliznął jej się z rąk. Jakoś nie przejął się faktem, że wylądował on na podłodze. Bałagan w mieszkaniu był w tej chwili jego najmniejszym problemem. Zdziwił się więc lekko kiedy dziewczyna nagle zachciała to posprzątać. Odzwyczaił się już od tego, zapomniał jak to jest mieć służkę czy po prostu osobę, która dba o niego i czystość w jego apartamencie.
- Nie trzeba... - mruknął cicho i bez wyrazu. Nic dziwnego więc, że owe słowa zdawały się w ogóle nie dotrzeć do dziewczyny, która wyminęła go biegnąc do kuchni po ścierkę. Drgnął tylko słysząc jak się wywraca, jednak nie poruszył się ani o milimetr, stojąc ciągle w miejscu i tępo wpatrując się w pudełeczko budyniu leżące na podłodze. W ciszy przyglądał się jak sprzątała, nieświadomie zaciskając dłoń na własnym przedramieniu. Nie wiedział co zrobić, co powiedzieć. Po tylu latach spotkała go w najgorszym momencie. Dodatkowo tę parę lat temu zostawił ją. Od tak sobie wyjechał, pozostawiając ją tu samą, choć wiedział co do niego czuje. Teraz on sam czuł się jak najgorsza świnia. Ba! On się za nią uważał! Z zamyślenia jednak wyrwały go słowa dziewczyny. Spojrzał na nią, analizując jej wygląd. Nie był pewien, ale chyba urosła nieco. Wyładniała, wydoroślała, choć dalej pozostawała tą samą Marceille.
- Potrzebuję ale nie będę jej od Ciebie pił. - odezwał się w końcu nieco przyciszonym głosem. Gdy jednak dostrzegł jak odsuwa kołnierzyk a następnie zsuwa z siebie płaszcz, poczuł silne pieczenie w gardle. Skrzywił się nieco a jego oczy przybrały barwę szkarłatu. Powolnym krokiem podszedł bliżej. Kulał na jedną nogę, wydawał się nie mieć sił. I tak w rzeczywistości było. Przez cały ten czas ledwo utrzymywał się na nogach. Podszedł bliżej dziewczyny i nachylił się w jej kierunku. Jedną dłoń położył na jej ramieniu, drugą odsunął włosy. - Tylko troszkę. - szepnął cicho, wiedząc, że go usłyszy. Jego usta bowiem znajdowały się wtedy blisko jej ucha... Wargami dotknął jej skóry na szyi. Zawsze to robił przed ugryzieniem, często nieświadomie. Chwilę potem zaś dziewczyna mogła poczuć jak coś ostrego przebija jej skórę. Wbił kły i zaczął powoli spijać krew sączącą się z rany. Powoli, niepospiesznie, niełapczywie a przy tym delikatnie. Nie trwało to długo. Wypił dość mało aż w końcu odsunął się nieco. Zlizał jeszcze resztki krwi z jej skóry, po czym wyprostował się i popatrzył na nią. Jego oczy znów stały się szare.
- Wiesz gdzie jest apteczka. Opatrz to dobrze. - patrząc na nią w końcu zmrużył oczy. Nie mogąc się powstrzymać ułożył dłoń na jej głowie i pogłaskał ją po niej delikatnie. - Dziękuję.
Złapał głębszy oddech i odsunął się od niej. Rozłożył ręce i popatrzył na siebie. Był cały obandażowany, domyślał się także, że w niektórych miejscach ciągle widniały siniaki i ślady krwi. Musiał wyglądać jak siedem nieszczęść. Mimo to uśmiechnął się blado i zaśmiał krótko, wplatając dłoń w swoje włosy tuż nad czołem.
- Czyż podczas naszego pierwszego spotkania nie było podobnie? Nie pamiętał za dobrze ale wydaje mi się, że wtedy też byłem nieco uszkodzony. - zaśmiał się cicho, przeczesując swoje włosy. Ta sama ręka zaraz opadła luźno. - Chyba przyciągam kłopoty. I Ciebie kiedy jestem w kiepskim stanie.
Uśmiechnął się do niej blado. Nie bardzo wiedział co ma powiedzieć, co zrobić lub chociażby co myśleć. Nie był dobry w rozmowach po latach. Spotkania po tak długim czasie w ogóle mu nie wychodziły. Mimo to cieszył się, że ją zobaczył. Żyła, wyglądała na zdrową i dalej była człowiekiem... To mu wystarczyło.

_________________
. . . .
♫ Isao ♫

P i o s e n k i . . z e s p o ł u
1. 2. 3.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Apartament Isao    Nie Lut 03, 2013 3:42 pm

Obydwoje pałali do niego taką samą miłością i uwielbieniem. Bowiem odkąd Marcelka pierwszy raz zjadła u babki budyń, pokochała go już na zawsze, wszak do tej pory jej miłość się utrzymuje i jak widać promienieje. Śmiem nawet zauważyć, że nieco bardziej niż do Isao. W końcu ten odrzucił - delikatnie nie delikatnie ( to nie było istotne ) - jej miłosne wyznanie. Zrobiła to co prawda w dość nietypowy sposób i z pewnością nie zachowywała się wtedy dojrzale. Teraz też nie, ale jestem pewna i dam sobie rękę uciąć, że gdyby już poukładała myśli w swojej głowie i doszła do wniosku, że nadal go kocha, wyznałaby mu to bez problemu. Problem bowiem powstałby dopiero po jej słowach. On i ona różnili się, a zarazem uwielbiali spędzać ze sobą czas, ona była człowiekiem, on wampirem. Związki tego typu mogą być czymś wspaniałym, ale tylko przez pierwsze okres, później w ich życie wkradałyby się ludzkie i wampirze problemy. Nie wiem czy Cyśka dałaby sobie radę z tym wszystkim, chodź jej silny, acz upierdliwy charakter mógłby to udźwignąć, ona chyba nie chciała się już zbytnio mieszać w jego życie. Nie w ten sposób, w jaki to wcześniej robiła. Przecież usilnie próbowała się do niego zbliżyć, czasami jej się wydawało, że Isao nawet odwzajemnia jej uczucia, to dlatego nadal z ich nie zrezygnowała. Rzeczywistość jednak dała jej w kość, powinna już przyzwyczaić się bardziej do tego, że zawsze wszystko sprowadza się do najgorszego, czy też przez nią, czy też nie. Co mogła teraz powiedzieć o swoim ukochanym? Postanowiła się wyzbyć wszelkich głębszych uczuć do wampira, uważając to rozwiązanie za najbardziej stosowne, zarówno dla niej, jak i dla niego. Postanowiła to zanim jeszcze wampir zniknął, w dniu, w którym ją odrzucił. Nie chciała więcej sprawiać mu kłopotów, niezależnie od tego, czy faktycznie to robiła czy nie. Isao kochał Madeline, a jej obecność jedynie wzbudzałaby pewne podejrzenie co do ich znajomości. Nie chciała by przez nią to, co łączyło Mad i Isao się rozpadło. Nie poznała jej nigdy i dla swojego dobra wcale nie zamierzała, nie ważne, czy Isao miał z nią jeszcze kontakt, czy nie. Jak ja zdziecinniała dwudziestolatkę miała jeszcze swoją dumę.
Ja też zaczynała boleć głowa od nadmiaru wrażeń. Pewnie nie byłaby tak roztrzęsiona - co można było łatwo zauważyć, przez drżące ze strachu dłonie - gdyby Isao nie był w takim stanie. Zaczynała nawet zastanawiać się, czy gdyby przyłożyła się bardziej w poszukiwaniach szarookiego, może on nie byłby w takim stanie jak teraz. Nie miała przecież pojęcia o wydarzeniach, jakie miały miejsce między wampirami, a łowcami. Szczerze powiedziawszy nie spotkała się jeszcze z żadnym z łowców ( przynajmniej taką miała nadzieję ) i tak na prawdę nie wiedziała czy takowi są, czy nie, czy może oni wcale nie nazywają siebie łowcami, a może mają jakaś swoją potajemną nazwę. Możliwe, że również dlatego zaprzestała poszukiwań, by uchronić siebie, czasami była wyjątkowo egoistycznym stworzeniem.
Jej słowa uderzyły w nią tak, że zachwiała się na chwilę, nie robiąc już ani jednego kroku w stronę wampira. Zupełnie nie wiedziała jak ma się zachować, rozglądała się co jakiś czas na boki, próbowała wyglądać jak najnormalniej, ale drżenie rąk doszczętnie jej to uniemożliwiało. W jednej chwili zapragnęła znaleźć się z dala od mieszkania wampira, od niego samego, chyba aż nadto przyzwyczaiła się do jego nieobecności, że jego obecność zwyczajnie ją przerażała, zerknęła w stronę drzwi, nie wiedząc czy uciekać nimi, czy może wybrać nieco drastyczniejsza metodę i zobaczyć jakie uczucia mogłyby jej towarzyszyć podczas spadania. A jednak pozostała na miejscu, nieco się uspokoiła, choć drżała. Wszelkie myśli odnośnie ucieczki odeszły w niepamięć, wraz z kolejnymi poczynaniami wampira. Nogi miała z waty, kiedy wampir przesunął ręką by pozbyć się jej włosów z ramienia. Tak dawno nie czuła jego dotyku, że każdy kolejny zamiast przynosić jej przyjemność, sprawiał, że drżała jeszcze bardziej - a może właśnie tak odczuwała przyjemność? Jęknęła cicho kiedy kły wampira wreszcie wbiły się w jej szyję, na moment sprowadzając ją na ziemie, ukłucie jakie temu towarzyszyło ostudziło ją trochę i poniekąd uspokoiło. Odkąd wampir ją zostawił jej stosunki z innymi ludźmi ( czy też wampirami ) znacznie się pogorszyły, odzwyczaiła się od dotyku drugiej osoby. Jak tak teraz na to wszystko patrzy, to musi stwierdzić, że między nią a Isao bardzo często dochodziło do fizycznego kontaktu, dzięki któremu dotyk innych wydawał się jej... czymś normalnym. Oczywiście, zawsze była bezpośrednia i często przekraczała granice ustalone przez innych, teraz też co prawda nie zważała na to, ale obawiała się dotyku drugiej osoby. Bała się, że przez to zbliży się do kogoś tak, jak zbliżyła się do chłopaka. Uraz na całe życie? W jej wypadku - niekoniecznie.
Kiedy odsunął się, chwilę jeszcze stała jak słup, wpatrując się przed siebie. Wykonała zlecone przez niego zadanie i opatrzyła niewielką ranę, uprzednio jednak przesuwając po niej palcami i w jasny sposób wzdrygnęła się. Znowu się podnieciła? Na kolejne słowa wampira nie zareagowała tak, jak na pierwszy, powoli jego głos stawał się przyjemny, a nie drażniący jak jeszcze przed chwilą to stwierdziła w myślach. Otóż to, drażnił ją jego głos. To nie tak, że z jego barwą było coś nie tak, ale wydawało jej się, że wszystkie wspomnienia wracając, czemu kategorycznie chciała zabronić.
- Ach... Tak tak. - mruknęła tylko, odnajdując wzrokiem kanapę i zajmując na niej mniejszą część. Już nie była tak rozgadana. - Usiądź. - ton jej głosu w jednej chwili zmienił się na bardziej rozkazujący, nigdy się w ten sposób nie zachowywała, ale w pewnych chwilach musiała podjąć drastyczne środki. - Nie bawi mnie to. - zauważyła oschle, zatrzymując na nim spojrzenie błękitnych tęczówek. Poprawiła okulary na nosie i znów otworzyła usta: - Czy Ty do cholery możesz mi wyjaśnić gdzie byłeś, już nie chodzi mi o te trzy lata, i gdzie się tak urządziłeś? Spójrz na siebie, z takich rzeczy nie można żartować. Byłeś w szpitalu? Raczej nie, w takim stanie by Cię z niego nie wypuścili... - stwierdziła już łagodniejszym głosem i westchnęła ciężko, opuszczając spięte ramiona.
- Przyniosę bandaż i zmienię Ci opatrunek. Podczas tego zabiegu będziesz miał sporo czasu, żeby pokazać mi swoje rany i wytłumaczyć co się stało. - zachowywała się bardziej jak rozzłoszczona matka, niż opiekuńcza przyjaciółka. Nie było jej do śmiechu widząc go w takim stanie, nie mogła jednak udawać bezradnej. Nie chciała by widział w niej dawną, niezdarną Marceille, która nie potrafi nic z robić. Ba! Ona nie wiedziała co teraz robi, czemu udaje złą, zamiast na spokojnie wszystko sobie z nim wyjaśnić. Chciała udawać kogoś kim wcale nie była? Nie, raczej chciała wziąć sprawy w swoje ręce, ot co.
Powrót do góry Go down
Isao
Nauczyciel
Nauczyciel
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t321-isao-takei#363
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 660


PisanieTemat: Re: Apartament Isao    Nie Lut 03, 2013 4:48 pm

Budyń więc był jedną z rzeczy, która ich łączyła. Niestety cech ich różniących było zbyt wiele. Pod wieloma względami byli niczym ogień i woda. On wampir - ona człowiek; on wysoki - ona niska. I tak dalej. Można było w ten sposób wyliczać i wyliczać. Dobrze jednak, że były też cechy ich łączące. Optymistyczne spojrzenie na świat, poczucie humoru, niektóre ich zachowania czy właśnie budyń. Mówiło się, że przeciwieństwa się przyciągają jednak gdyby byli swoimi całkowitymi przeciwieństwami, nie dogadaliby się w ogóle. Isao nie miał pojęcia co też działo się w głowie dziewczyny. Jeśli jednak miała tam taki chaos jak sama twierdziła, Takei powinien być wdzięczny losowi, że nie słyszał non stop myśli innych, tak jak na przykład Kyubi. Chyba zwariowałby gdyby ze wszystkich stron docierały do niego poplątane myśli Marcelki i innych osób. Sam miał problem ze swoimi, nie potrzeba mu było dokładania do tego także myśli innych. Nie dałby rady żyć w taki sposób, borykając się z tą umiejętnością tak jak to robił sam Kyubi.
Szarooki jakoś nigdy nie zastanawiał się co by było gdyby pokochał Marceille i był z nią. Nigdy nie lubił wyprzedzać wydarzeń, zastanawiać się co by było gdyby. Nie patrzył więc na to w taki sposób, nie dostrzegał problemów, które mogłyby ich oboje przytłoczyć gdyby zostali parą. Nigdy nią nie byli więc nie miał powodu aby się nad tym zastanawiać. Zresztą nieważne... To nie był czas na gdybanie nad tym wszystkim. Wszak ta dwójka spotkała się po raz pierwszy po tych wielu latach rozłąki. Chłopak był niemal pewien, że dziewczyna już dawno zapomniała o uczuciu, które żywiła do wampira. Po tylu latach, po tym jak ją potraktował. Nawet przez myśl mu nie przeszło, że spotka ją tak nagle w swoim mieszkaniu. Tym bardziej więc nie myślał o tym, że ta urocza białowłosa dziewczyna mogłaby go dalej kochać. Wydawało mu się to teraz niemożliwe. Ale czy miał rację? Cóż, o tym wiedziała już sama Marcelka. Tylko ona wiedziała czy go dalej kocha czy nie. A jeśli tak tylko jej sprawą było co z tym zrobi. Wyzna, porzuci czy zakopie głęboko w sercu? Kto wie.
Dostrzegł jak drżą jej ręce. Nie wiedział jednak czemu ma to przypisać. Była na niego zła za to, że zniknął bez słowa? Nie dziwiłby się gdyby powiedziała mu, że go nienawidzi i chce aby zniknął z jej życia. Nie zamierzał jednak o to pytać. Nie miał w tej chwili sił by borykać się z kolejnym problemem. Był wyczerpany zarówno psychicznie jak i fizycznie więc nie był to odpowiedni czas i pora na tego typu pytania. Nie było szans aby domyślił się co tak na prawdę chodzi jej po głowie. Że tak na prawdę częściowo obwinia się o jego obecny stan. Jeżeli by tylko wiedział, wyjaśnił by jej wszystko aby się nie obwiniała. Wszak to, że szukałaby go i znalazła wcześniej w niczym by tu nie pomogło. Taka sytuacja mogła zdarzyć mu się w każdej chwili i o każdej porze. Bez względu na to czy był tu, czy w Korei czy nawet w Egipcie... Choć w Egipcie miałby utrudnione warunki ze względu na ciągłe upały i świecące słońce tak szkodliwe dla jego rasy ~
Nie chciał urazić jej swoimi słowami. Nie pomyślał, że mogło to zabrzmieć dla niej dość nieprzyjemnie. Jakby nie chciał jej krwi bo uważał ją za gorszą lub nie chciał mieć z nią do czynienia. Jemu jednak chodziło o to, że nie chciał jej krzywdzić. Nie chciał krzywdzić nikogo. Uważał, że powinien sam się wylizać przy pomocy czasu i tabletek krwi. Marceille zaś powinna wiedzieć jakie miał podejście do picia krwi. Zawsze bowiem wzbraniał się jak tylko mógł przed skosztowaniem choćby odrobinki. Po tylu latach jednak nikt nie powinien się dziwić, że odebrała coś na opak. Nie dostrzegł wahania, które przez chwilę wymalowało się na jej bladej twarzy. Wszystko przestało być ważne kiedy znów poczuł pragnienie. Te jak zwykle mąciło mu w głowie próbując zapanować nad jego myślami. Tym razem jednak nie wzbraniał się. Wiedział, że tego potrzebuje, choć przed chwilą twierdził coś zupełnie innego. Nie opierając się więc nadto podszedł do Marcelci i zrobił swoje, zaraz wbijając kły w jej szyję. Skończył jednak szybko. Nie chciał jej osłabiać. Sądził również, że nie powinien niczego od niej brać, że na to nie zasługiwał. Gdzieś tam w jego głowie jawiła się myśl o tym, że nie powinien pojawiać się znów w jej życiu. Że powinien zniknąć bezpowrotnie...
Kiedy jednak skończył wpierw zadbał o jej zdrowie prosząc aby opatrzyła swoją ranę. Sam mógł to zrobić, chociażby w ramach wdzięczności, jednak nie chciał. Nie chciał jej dotykać za bardzo uważając, że nie powinien po tym wszystkim co jej zrobił. Marceille była w jego oczach niczym świętość, której on nie godzien był dotykać swoimi brudnymi rękami. Kiedy już to zrobiła, spojrzał tylko przelotnie na opatrunek upewniając się czy zrobiła to dobrze. Sam niezbyt się na tym znał jednak zrobił to całkowicie odruchowo by choć mniej więcej ocenić czy zadbała o siebie należycie. Gdy zaś powiedziała aby usiadł, nie posłuchał jej tak od razu. Najpierw wylał z siebie trochę słów, dodając do nich blady uśmiech i krótki, jakby lekko wymuszony śmiech. Chciał rozluźnić atmosferę aby jej nie martwić. Sam zaś nie lubił takich momentów. Wolał śmiać się z problemów niż brać je na poważnie i przejmować się nimi. Wpierw więc nawet nie zwrócił uwagi na jej rozkazujący ton. Dopiero gdy powiedziała, że je to nie bawi, jego mina spoważniała. Znieruchomiał patrząc na nią wzrokiem o trudnym do odczytania wyrazie. Złapał głęboki oddech i usiadł obok niej. Rozluźnił sie, oparł wygodnie o oparcie, wzdychając cicho z zadowoleniem. Było mu tak wygodnie na własnej kanapie. Zapominał wtedy o ciągle obecnym bólu. Zamknął na chwilę oczy i otworzył je dopiero po jakimś czasie, spojrzenie szarych tęczówek przenosząc prosto na albinoskę.
- Nie denerwuj się. Niechcący wplątałem się w coś i zostałem pojmany przez łowców. To się nazywa po prostu znalezieniem się w nieodpowiednim miejscu i nieodpowiednim czasie. - wyjaśnił. Westchnął cicho i słysząc jej kolejne słowa. Ponownie wydał z siebie ciche westchnięcie i kręcąc głową zsunął lekko materiał płaszczu ze swojego ramienia, następnie odwinął kawałek bandaża pokazując jej zaszytą ranę. - Nie byłem w szpitalu ale zajął się mną medyk łowców. Teraz pozostaje mi jedynie samemu się zregenerować i pójść na zdjęcie szwów. - uspokoił ją. Domyślał się jednak, że te wyjaśnienia nie wystarczą. Marceille będzie chciała znać szczegóły bo jego odpowiedź była niesamowicie ogólna i niewiele wyjaśniająca. Odchylił się więc znów i syknął cicho gdyż uraził się nieco w jedną z ran. Przymknął oczy by zaraz je zamknąć. Nie otwierając ich zaczął opowiadać swoją historię:
- Poszedłem do sklepu by kupić budyń. Kiedy wszedłem do środka zastałem masakrę. Trójka wampirów mordowała ludzi, jednego po drugim. Próbowałem im pomóc, jednego z nich zabiłem. Ale wampirzyca miała moc niewidzialności. Obydwoje zniknęli mi z oczu wcześniej rzucając we mnie nieprzytomnym człowiekiem. W tamtej chwili gdy go łapałem do środka wparowali łowcy. To oczywiste, że wzięli mnie za sprawcę. Postrzelili mnie i zabrali do siebie. Umieścili mnie w lochach gdzie miałem czekać na przebieg śledztwa. Ale jeden z nich nie chciał czekać uznając mnie za winnego od razu. Zrobił sobie ze mnie zabawkę a ja nic nie mogłem zrobić. Nie będę Ci opowiadać szczegółów. W końcu odszedł a ja zostałem uniewinniony. Ich medyk opatrzył mnie i odwieźli mnie tutaj. Oto cała historia. - wyjaśnił. Otworzył oczy, wyprostował się i popatrzył na nią. W jego oczach zaś mieściły się setki emocji, których nie sposób było odczytać. Ból, wyrzuty sumienia, upokorzenie, bezsilność... Wszystko to przeplatało się ze sobą, mieszało. Westchnął i ułożył dłoń na twarzy, zasłaniając oczy dłońmi i odchylając głowę do tyłu. - Zapomnij o tym. Nic mi nie będzie, wyliżę się.

_________________
. . . .
♫ Isao ♫

P i o s e n k i . . z e s p o ł u
1. 2. 3.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Apartament Isao    Nie Lut 03, 2013 9:52 pm

Z niecierpliwością czekała na to, aż usadowi swoje cztery litery obok niej, postukując bezgłośnie palcami o nogę, którą uprzednio narzuciła na drugą. W tej pozycji i z taką poważną miną wyglądała na bardziej kobiecą i niepodobną do siebie, dziecinna Marceille. Niekoniecznie urosła, ale kobiece walory rzucały się już w oczy nawet przez za długie i luźne bluzki, jakie najczęściej na siebie narzucała. Wygodnie, luźno, nie musiała się martwić o to, czy pobrudzi jakiś drogi ciuch. Nie denerwuj się? Takimi tekstami denerwował ją jeszcze bardziej. Nie mógł jej prosić o coś takiego, była już wyjątkowo wytrącona z równowagi, przez to jak teraz wyglądał. Chciała całego i zdrowego Isao, a nie jakieś połamańca. Pfft. Jednak na samą wzmiankę o łowcach wzdrygnęła się i zaciekawiona przechyliła się w jego stroną, podbierając się jedną ręką o wolne miejsce między nimi na kanapie.
- Łowców? - powtórzyła cicho bardziej do siebie niż do niego, nie oczekiwała też odpowiedzi. - Wiedziałam, że znajdzie się ktoś, kto będzie was łapał, ale nie spodziewałam się, że przyjmą tak mało oryginalną nazwę. - mruknęła widocznie znudzona, przeczesując palcami złapany wcześniej kosmyk włosów.
- Nie rozumiem, łowcy was łapią, a z drugiej strony pomagają? Toż to idiotyczne. - zauważyła, kręcąc głową z dezaprobatą. Będzie się musiała o nich więcej dowiedzieć, bo w tym momencie zdecydowała w myślach, że nie dopuści już więcej do sytuacji dzięki której przyozdobił swoje ciało o rany. Nawet zapomniała o tym, że na jej nogach znajdują się bandaże, spojrzała na nie przelotnie i aż podskoczyła: - Kiedy miałeś robiony opatrunek? Może czas go zmienić, pomogę Ci jeśli trzeba... Na pewno trzeba.
Oczywiście, że nie wystarczyły, już rozchyliła nawet usta by zadać mu kolejne pytania, ale ku jej zdziwieniu wampir zaczął mówić bez jej ponagleń. Oparła się więc wygodniej o kanapę i spoglądając na jego twarz uważnie go wysłuchała. Nie wiedziała jak ma zareagować po jego słowach, czy powinna się nad nim rozczulić, pocieszyć go? Tylko po co? Skoro już tu była, nie czas na pocieszanie, a na czyny, dzięki którym mu pomoże.
- Jeżeli to nie problem, mogę wpadać do Ciebie, czy nawet zostać z Tobą, do czasu aż nie wyzdrowiejesz. Spanie na kanapie i tak jest pewnie lepsze niż hotelowe łóżka. - stwierdziła po dłuższej ciszy, która wprowadziła ją w niesamowite zakłopotanie. Mogła spokojnie stwierdzić, że łowcy mają porąbane łby, jeszcze bardziej od niej, a to wyjątkowa rzadkość. Nie rozumiała kompletnie sytuacji w jakiej znalazł się wampir. Wątpiła też, by jakikolwiek sąd, czy ktokolwiek mógł zrobić coś łowca, który posłużył się Isao jak swoją zabawkę. Dziecinada.
- Chyba zacznę poważnie zastanawiać się nad stworzeniem grupy "Łowcy Łowców". - zachichotała cichutko, przysuwając się do wampira tak, że prawie stykała się piersiami z jego ramieniem, te urosły, przez co coraz częściej czuła najpierw czyjąś bliskość właśnie na nich, chociażby wtedy, kiedy pokusiła się o komunikację miejską. Zaś fakt, że koszula nie była zapięta na ostatnie guziki nieco odsłaniał jej kobiece walory. Musnęła ustami jego policzek, mrużąc przy tym oczy, ciesząc się w duchu z tak niewielkiej bliskości. - Cieszę się, że wróciłeś. Tęskniłam... - wymruczała cicho, ale bez problemu wszystko wyraźnie usłyszał, bo jej usta znajdowały się blisko jego ucha. Nie drgnęła ani na moment, tym samym nie zmieniając pozycji.
Powrót do góry Go down
Isao
Nauczyciel
Nauczyciel
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t321-isao-takei#363
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 660


PisanieTemat: Re: Apartament Isao    Nie Lut 03, 2013 10:42 pm

Oczywiście zauważył także tą zmianę u Marceille. Jako facet nie mógł nie dostrzec tego, że w niektórych miejscach to i owo jej się zaokrągliło. Stała się kobietą za którą faceci zapewne oglądali się na ulicy. Isao jednak nie należał do osób, które śliniły się i przesadnie zerkały na te partie kobiecego ciała. To nie tak, że wdzięk kobiecy na niego nie działał. On po prostu umiał zachować zdrowy rozsądek i myśleć głową a nie fiu*em. W jego oczach Marcysia nie była już dzieckiem, niewinną, wesołą dziewczynką. Była kobietą w całej okazałości, piękną w dodatku. Ileż to jednak pięknych kobiet mijało się na co dzień na ulicy, w parku i tak dalej. I co? I nic, no właśnie.
Nie świadom tego co tak właściwie ją złościło, zaczął mówić. Z początku jego słowa niewiele wyjaśniały a zdawały się siać w głowie dziewczyny jeszcze więcej zamętu, podsuwać więcej pytań. Był tego świadom i zamierzał jej zaraz wszystko wyjaśnić. Jednak opowiadanie wszystkiego od początku nie było proste. W jego głowie mimowolnie pojawiały się sceny, których nie chciał ponownie oglądać. Ale musiał się na to przygotować. Nie mógł być tak słaby. Wiedział również, że zapewne niejednokrotnie będzie musiał opowiadać to, chociażby po to aby pomóc łowcom w schwytaniu prawdziwych sprawców.
- Łowców. Bardziej fantazyjna nazwa chyba nie była im potrzebna. - wyjaśnił jej, uśmiechając się lekko. Ta jej bliskość w ogóle mu nie przeszkadzała. Nawet nie zwrócił na nią większej uwagi, mówiąc dalej. Na następne pytanie nie udzielił jednak odpowiedzi. Rozumiał zmieszanie dziewczyny, jej wątpliwości i powstałe w głowie pytania. Wiedział jednak, że wszystko wyjaśni się w jego dalszej opowieści. Nie mówił więc nic, aby nie dawać dwukrotnie odpowiedzi na to samo pytanie. Zwrócił jednak uwagę na jej propozycję zmiany opatrunków. W odpowiedzi uśmiechnął się do niej lekko, wyciągając dłoń w jej stronę. Pogłaskał ja po głowie, mierzwiąc lekko jej włosy.
- Nie trzeba, na prawdę. Byłem opatrzony tuż przed przyjazdem. - uspokoił ją. Złapał głębszy oddech, ułożył się wygodniej i zaczął opowiadać. Nie było mu łatwo mówić o tym wszystkim co być może dało się zaobserwować na początku. Opowieść jednak wymagała rozwinięcia i zakończenia. Przedstawił jej więc całą wersję wydarzeń, od początku do końca. Zrezygnował jednak z wyjawiania jej szczegółów o torturach. Wolał wyrzucić je z pamięci, nie było potrzeby pamiętania o nich. Na samą myśl o tym człowieku miał wrażenie, że każda rana boli go dwukrotnie bardziej niż bolała w rzeczywistości...
- Spanie na kanapie nie jest konieczne. Nadal mam wolną sypialnię. - odpowiedział na jej słowa, posyłając jej delikatny uśmiech. Zaraz też odchylił głowę do tyłu, opierając się nią o wierzchnią część oparcia kanapy. Popatrzył na sufit i wpatrując się w niego dodał. - Jak dla mnie to możesz tu nawet zamieszkać. - wypalił nagle. Żartował czy mówił poważnie? Kto wie.
- Nie ma takiej potrzeby. Nie wszyscy są tacy źli i okrutni. - skomentował jej pomysł, śmiejąc się przy tym cicho i krótko. Łowcy łowców? Oj tak, niektórych trzeba by było porządnie przetrzepać i ukarać za ich podłe uczynki. Byli to bowiem nieraz ludzie gorsi od wampirów, których sami określali mianem bestii. Wtedy jednak Marceille zaczęła się niebezpiecznie przysuwać. O ile wcześniej jej bliskość nijak mu nie przeszkadzała, teraz zaczął czuć się z nią nieco nieswojo. Nie ważne jak odporny był na tego typu rzeczy. Teraz i on zaczął czuć się dość skrępowany. Nie bardzo wiedział co ma zrobić i jak się zachować. Przez chwilkę jego wzrok zarejestrował obraz jej odkrytego dekoltu. Szybko jednak odwrócił wzrok i drgnął jedynie, gdy pocałowała go w policzek. Nieco zakłopotany zacisnął palce na swoim ubraniu, by dopiero po chwili poklepać ją po głowie, szczerząc się wesoło.
- Ja również się za Tobą stęskniłem. - wypalił nieco rozgorączkowany. Zaraz wstał gwałtownie, prostując się niczym żołnierz na służbie. Nie wyszło mu to jednak na dobre, bowiem przed oczami nagle zrobiło mu się ciemno. Zachwiał się niebezpiecznie i cudem utrzymał równowagę. Przymrużył oczy, dotknął dłonią czoła i popatrzył na Marc, odsuwając się o krok. - Ja może lepiej się położę.
Po tych słowach cofnął się jeszcze kilka kroków. Ostrożnie zsunął z ramion płaszcz i rzucił go niedbale na fotel. Powolnym krokiem, dalej kulejąc skierował się w stronę wyjścia z salonu. Na prawdę zamierzał się położyć. Czuł, że może zachowywać się nieco niegrzecznie, wszak właśnie miał gościa. Nie chciał jednak żeby Marceille wychodziła. Mogła się tu położyć, obejrzeć telewizję, cokolwiek. Zatrzymał się więc w progu i spojrzał na nią.
- Zostaniesz, prawda? Pamiętaj, że możesz czuć się tu jak u siebie w domu.
Całe szczęście dziewczyna zgodziła się. Isao przebrał się i położył się spać, zaś Marceille czuwała przy nim całą noc. Dobrze, że nie zostawiła go. Czuł się znacznie lepiej mając ją przy sobie, gdzieś blisko. Następnego dnia jednak poszła obiecując, że będą utrzymywać ze sobą kontakt. Takei zaś przespał niemal cały dzień, powoli dochodząc do siebie.

_________________
. . . .
♫ Isao ♫

P i o s e n k i . . z e s p o ł u
1. 2. 3.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Apartament Isao    Nie Lut 03, 2013 11:18 pm

Do sklepu spożywczego skierowała się tylko po dwie konkretne rzeczy: alkohol i budyń dla niej i dla Isao. Ach, jaka z niej opiekuńcza koleżanka. Nie zdawała sobie sprawy o urazie wampira do budyniu, ale myślę, że po tych kilku tygodniach zdążył się uspokoić z tą myślą i razem z nią będzie pochłaniał ogromne ilości. Ona sama nie potrafiłaby długo chować w sobie urazy do tejże słodyczy, nawet gdyby przeżyła to samo co on. Zerwanie z miłością do niego mogła spowodować tylko śmierć dziewczyny, a do tej nie było jej prędko. Ich pierwsze spotkania Marceille ograniczała do minimum, pomagając mu w zmianie opatrunku do czasu, do kiedy jego rany nie zagoiły się. Z każdą spędzoną z nim chwilą dziewczyna oswajała się z jego powrotem, nie chcąc jednak znów zagłębić się w stosunki między nimi. Była ostrożna, ale tylko przez pewien czas, później zachowywała się najnormalniej, zdarzały się momenty, w których nie wiedziała jak zareagować, ograniczała też swoje żarty i wybryki, byleby tylko nie wprowadzić ich obydwoje w zakłopotanie, po spożyciu alkoholu nie będzie już zważała na wyznaczone przez siebie granice, do momentu aż procenty nie zejdą z niej całkowicie. Jak każdy zachowywała się zupełnie inaczej po i przed spożyciem alkoholu. Ale o tym Isao będzie się mógł przekonać na własnej skórze, dosłownie.
Kiedy zatrzymała się przed drzwiami wampira, zapukała wesoło, w rytmie wymyślonej przez siebie melodii, nucąc ją pod nosem. - Kto tam? Pirat, arg. Wchodzę! - powiedziała głośno i naparła wolną dłonią na klamkę, pozwalając sobie na wejście bez zgody właściciela, w końcu byli umówieni. Chodź ta jak zawsze nie zjawiła się w porę. Na pomysł z alkoholem wpadła w drodze do wampira, dlatego też zeszło się jej trochę dłużej niż powinno.
- Ahoj, szczurze lądowy! - przywitała się melodyjnie, zsuwając z nóg ciężkie buty i odstawiając je w odpowiednie miejsce. Pozbyła się jeszcze płaszczu i skierowała się w głąb apartamentu. Spojrzała na wampira ( gdziekolwiek by on się nie znajdował, udajmy, że ta, podeszła do niego i w miarę swoich możliwości spoglądała na niego ), po czym uniosła wyżej siatkę ze zdobyczą i zrobiła charakterystyczny gest jasnymi brwiami, z zadziornym uśmieszkiem na twarzy. - Przyniosłam prezenty, hohoho! - raz pirat, raz mikołaj, Marceille była wszechstronna! Kupiła: dwie butelki - wino i rum; cztery kubeczki budyniu ( waniliowego i czekoladowego ) - po dwa na łeb.
- Mógłbyś przynieść nam jakieś szklanki? Już nie mogę się doczekać kiedy razem skosztujemy ten rum! Piłam kiedyś podobny, ale nie jestem pewna, czy dokładnie ten sam, butelka jest jakaś inna... - zauważyła, nie spuszczając wzroku z wampira. Pamięta pewnego pana, który załatwił wyśmienity rum, razem opróżnili dwie butelki tego trunku. Później chodziła wyjątkowo wesoła i... napalona. Ta dzisiejsza młodzież! Po alkoholu tylko jedno im w głowie. A że była dwudziestoletnią dziewicą to coraz częściej wlewając w siebie procenty po głowie chodziło jej tylko zbliżenie się do kogoś. Mając w tym wypadku pod ręką Isao nie wiem, czy będzie się w stanie długo powstrzymywać. Sza! Nie zdradzam więcej.~
Powrót do góry Go down
Isao
Nauczyciel
Nauczyciel
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t321-isao-takei#363
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 660


PisanieTemat: Re: Apartament Isao    Pon Lut 04, 2013 10:35 am

Doceniał to, że wtedy została przy nim. Nie było potrzeba mu pomocy fizycznej. Nie potrzebował zmiany opatrunków, noszenia go, prowadzania, karmienia czy kij wie czego jeszcze. Jemu potrzeba było obecności kogoś bliskiego bo wszystko to co wtedy zobaczył mocno nim wstrząsnęło. Racja, był facetem i do tego wampirem. On jednak nigdy nie zachowywał się jak na przedstawiciela tego gatunku przystało. Jeżeli Marceille byłaby na jego miejscu i również byłaby świadkiem takiej masakry, zapewne długo dochodziłaby do siebie po tym co zobaczyła. Dla niego także był to szok. Obrazy z tamtego dnia ciągle pojawiały się w jego głowie i nie dawały mu spokoju. Gdy jednak ona była blisko wszystko się zmieniało. Czuł, że nie jest sam. Wtedy był znacznie spokojniejszy.
Marc była przy nim tamtego dnia. Miała jednak swoje sprawy oraz swoje życie, do którego musiała wrócić. Widywali się jednak od tego czasu, na nowo budując swoją znajomość i relacje między sobą. Tego dnia właśnie byli umówieni. Mieli posiedzieć razem, może obejrzeć film, po prostu spędzić ze sobą trochę czasu. Mieli do nadrobienia te kilka lat rozłąki. Isao cieszył się jedynie, że nie była na niego zła. Zniknął nagle, bez słowa, pozostawiając ją samą bez wieści o nim, o tym gdzie wyjechał, czy wróci. Czuł się winny jednak utrzymywanie znajomości nie miało być zadośćuczynieniem, odkupieniem win. On chciał utrzymywać z nią kontakt. Zawsze ją lubił. I choć czas zmienił ich oboje, w tym kierunku nic się nie zmieniło. Tego dnia wstał więc wcześniej (gdyż często przesypiał całe dnie). Zjadł, połknął swoją porcję tabletek krwi, wykąpał się. Mniej więcej ogarnął też mieszkanie, wycierając gdzieniegdzie niewielkie warstwy kurzu, który gromadził się na szafkach co dzień. Nie chciał aby przychodziła tu by znów posprzątać. Nie musiała tego robić. Nie była już jego służką. Była jego znajomą, nie chciał więc aby dalej czuła się jak służba domowa. Chyba, że rzeczywiście będzie chciała...
Ubrał się dość zwyczajnie. Założył prosty, czarny T-shirt z nadrukiem, jeansowe, poprzedzierane spodnie. Czekał na nią siedząc przed telewizorem i odruchowo przerzucając kanały, gdyż nic nie było w stanie go zainteresować. Po jakimś czasie odruchowo zerknął na zegarek. Spóźniała się... Normalnie pomyślałby, że coś się stało. Czarne scenariusze pojawiałyby się w jego głowie jeden po drugim. Dobrze wiedział jednak, że dziewczyna ta lubiła wielkie wejścia, najczęściej będąc nie na czas. Był więc spokojny. I słusznie, bowiem niedługo doszło do niego pukanie w rytm jakiejś melodii. Zaśmiał się pod nosem. Czego ta dziewczyna nie wymyśli... Wyłączył telewizor i podniósł się leniwie. Nim jednak zdążył chociażby wyjść z salonu, do jego czułych uszu doszło, że albinoska sama weszła do środka. Dobrze. Takie zachowanie nijak mu nie przeszkadzało. Wszak zawsze powtarzał jej aby czuła się tu jak u siebie w domu, prawda? No właśnie.
- Ahoj, kapitanie! - zawołał, słysząc jej powitanie. Stanął w progu i wychylił się lekko, zerkając na nią. Jego włosy zadyndały wesoło w powietrzu. Powinien je przyciąć ale jakoś nie miał na to ochoty. Ostatnio w ogóle nie wychodził z mieszkania. Dalej chyba nie doszedł do siebie całkowicie po tym wszystkim. - Prezenty od kapitana dla marynarza?! Cóż to za święto mamy, kapitanie?! - zawołał znów, zerkając na siatkę z rozbawieniem. Nie przeszkadzały mu jej zabawy w kapitanów, marynarzy i tak dalej. Wręcz przeciwnie. Bawiło go to wszystko. Każdy miał swoje pasje i on szanował to, co lubiła Marceille. Całe szczęście okazywała swoje zainteresowanie morskimi przygodami w granicach rozsądku.
- Aye, aye, Captain! - zawołał po raz trzeci, tym razem po angielsku. Zasalutował i wyprostowany okręcił się wokół własnej osi by żołnierskim krokiem pomaszerować do kuchni. Wrócił z niej jednak szybko, w dłoniach trzymając dwie szklanki. Uśmiechając się wesoło stuknął jedną o drugą. - Mamy szklanki, kapitanie! - dodał i zaśmiał się cicho. Skierował się prosto do salonu i postawił naczynia na stoliku. Zerknął na dziewczynę, która zapewne poszła za nim, i wyszczerzył się wesoło. Był rozbawiony choć w jego uśmieszku można było dostrzec odrobinę wredoty.
- Dobrze, że jesteś pełnoletnia. Inaczej wypiłbym to sam! - Zaśmiał się znów i usadził swoje cztery litery na kanapie. Rozsiadł się wygodnie i popatrzył na nią wyczekująco. Niech wybiera co piją pierwsze i rozlewa! On był jak najbardziej chętny na napicie się jakiegoś trunku. Zwłaszcza, że tego co przyniosła nie pił nigdy. A on lubił próbować nowych rzeczy.

_________________
. . . .
♫ Isao ♫

P i o s e n k i . . z e s p o ł u
1. 2. 3.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Apartament Isao    Pon Lut 04, 2013 12:02 pm

Marceille miała podobnie, w jednej chwili zapominała o problemach rodzinnych, o problemach finansowych, czy takich, którymi w ogólnie powinna się przejmować ( a i tak zaprzątały jej myśli ) - nie było jednak tak kolorowo, zapominała o jednym, zadręczała się drugim. Myślami była gdzieś daleko, wyprzedzając czas. Rzadko zdarzało jej się gdybać nad przyszłością i nad tym co ze sobą przyniesie, jeśli jednak już zaczynała, nie mogła liczyć na spokój. Jej niepoukładane myśli odnośnie ich znajomości również czasami wplatały się pomiędzy. Nie była jednak typem człowieka, który o swoich problemach mówi otwarcie, z reguły żartowała z nich, byleby tylko nie nastąpiły takie sytuacje, w których jest jak najbardziej poważna. Ta mina zdecydowanie do niej nie pasowała, nadawała jej kobiecości, ale zabierała dziecinną Marc, którą zamierzała byś jeszcze długo. Nie chciała szybko dorastać. Takie beztroskie życie, choć już teraz zaczynało jej dokuczać wchodzenie w świat dorosłych. Dorośli, bleh! Chciała dalej marzyć o tym, co raczej nigdy się nie ziści, nie przejmować się niczym. A przede wszystkim - chciała się bawić.
Nareszcie ktoś, kto zwraca się do niej z należytym szacunkiem. Była kapitanem od zawsze i na zawsze, wiele jednak osób nie zdawało sobie z tego sprawy lub zwyczajnie ja wyśmiewały, co kończyło się dla nich postrzałem z niby-pistoletu, który tworzyła z dwóch palców, wymierzając nim w ofiarę i wydobywając z siebie ciche "boom, nie żyjesz". Nawet w tym momencie, wraz z jego kolejnymi słowami uniosła do góry dłoń, utworzyła pistolet i dmuchnęła w opuszki palców, mrużąc przy tym oczy. - Kapitan musi dbać o swoją załogę zawsze i wszędzie, na lądzie, czy na morzu. To mój obowiązek! - odpowiedziała, dumnie unosząc głowę i udając, że chowa pistolet do niewidzialnej pochwy, przypiętej do rurek z prawej strony. Humor jej dzisiaj wyjątkowo dopisywał i dobrze, nie chciała siebie marnować pytaniami, które kłębiły się w jej głowie, jednak nie odważyła się wypowiedzieć ich na głos. Wampir mógłby to odebrać inaczej, niż by to mogła sobie teraz wyobrażać. Dystans jak to dystans, ukrywała go, acz stosowała się do niego, byleby tylko Isao w pewien sposób nie domyślił się, że Marc stara się unikać niezręcznych tematów i sytuacji, była dobrą aktoreczką, jednak pewnych rzeczy nie potrafiła od tak trzymać za zębami.
Ponagliła go jeszcze kilkoma machnięciami ręki i usadowiła się na kanapie, wyjmując butelki i odstawiając je na stoliku obok. Rozsiadła się wygodniej, przymykając oczy i oczekując powrotu wampira. Wrócił szybko, toteż spod półprzymkniętych powiek zerknęła na niego i uśmiechnęła się delikatnie, odbijając się od oparcia rękami i chwytając w jedną z nich rum. Pozbyła się górnej części butelki, który uniemożliwiał jej dostanie się do trunku. Wdychała ostry zapach alkoholu, uśmiechając się szerzej i nie mogąc już dłużej czekać, nalazła każdemu z osoba połowę szklanki. Chwyciła pierwszą lepszą i nie czekając na Isao ,być może chciał wznieść toast, upiła łyk, oblizując z zadowolenia usta.
- Bycie pełnoletnim to wcale nie taka fajna sprawa, alkohol piłam i tak czy siak, a czuje, że z każdym dniem robię się jakaś taka... kobieca. - zmarszczyła się jak dziecko, które zmusza się do pocałowania drugiego. Pocałunki - ble, dorośli - ble, dorastanie - triple ble! Chociaż powątpiewam, czy pierwsza opcja jest dla niej w tym wypadku taka ble, zależy, kogo obdarzyć miałaby pocałunkiem. Jeśli Isao, zrobiłaby to bez większych ceregieli i krępacji, dopiero później pewnie odczuwałaby na swoim ciele skutki ów wybryku. Ach, gdyby tylko było w tym pomieszczeniu więcej osób, fakt, że wolała mieć wampira tylko dla siebie to jedno, ale zabawa w butelkę mogłaby przynieść pożądane skutki. Nie zwróciła nawet większej uwagi na ciepło w gardle od trunku, który upiła po łyczku, aż nie opróżniła szklanki do końca.
- Mieszanie rumu i wina może nieść ze sobą pewne ryzyko. - urwała na chwilę, odrywając wzrok od szklanki i odstawiając ją na szklany stolik obok otwartej butelki rumu. - Ba! Mieszanie czegokolwiek nosi ze sobą pewne ryzyko, najwyżej mnie przenocujesz, bo nie wiem, co wykombinuje pod wpływem alkoholu na świeżym powietrzu. - bardziej powinna się martwić o to, na jaki chory pomysł wpadnie w jego towarzystwie, dla nich mogło się to skończyć tragicznie. Czy tłumaczenie się alkoholem było odpowiednie? Zobaczymy. zachichotała cicho, przeczesując palcami gęste kłaki. Otóż jej świeże i chłodne powietrze zamiast ostudzić, bardziej podjudzałoby ją do głupich pomysłów, z czego realizacją może nie byłoby problemów, co z konsekwencjami. Przyglądała mu się jakiś czas badawczo, jakby te parę tygodni to było jeszcze za mało. - Nic się nie zmieniłeś, prócz tego, że masz dłuższe włosy. - mimowolnie przesunęła dłonią po włosach blondyna, owijając wokół palca jeden kosmyk. Puściła do zaraz i odwróciła od niego wzrok, nalała sobie więcej i o ile Isao zdążył już wypić swój trunek, jego szklankę również zapełniła ponownie.
Powrót do góry Go down
Isao
Nauczyciel
Nauczyciel
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t321-isao-takei#363
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 660


PisanieTemat: Re: Apartament Isao    Pon Lut 04, 2013 3:25 pm

Dlatego właśnie Isao starał się w ogóle nie myśleć o problemach. By tego uniknąć właśnie już lata temu wyrobił sobie ten wesoły, optymistyczny styl bycia. W ten sposób wytwarzał wokół siebie niewidzialną barierę, mur, który nie dopuszczał do niego części kłopotów. Prawda, nie dało się tego uniknąć całkowicie, jednak żyło mu się tak całkiem wygodnie. Miał już blisko trzydzieści lat a ciągle zachowywał się jak dziecko. Nieodpowiedzialny, beztroski, lubujący się we wszelkiego typu zabawach. Matka już dawno mówiła mu aby wydoroślał. On jednak nie miał ochoty. Gdy zachodziła taka potrzeba potrafił zmienić się całkowicie, spoważnieć, racjonalnie spojrzeć na jakąś sprawę. Nie zamierzał jednak zmieniać swojego zachowania tylko dlatego, że komuś się to mogło nie podobać. Po co skoro jemu ono pasowało? Żyło mu się w ten sposób wygodniej i łatwiej. Rozumiał więc Marceille chyba lepiej niż ktokolwiek inny...
Tolerował jej pirackie zabawy. Dla niego mogła bawić się w pirata, poszukiwacza skarbów a nawet mewę targaną silnym, morskim wiatrem. Należał do tolerancyjnych osób więc akceptował Marcysię taką, jaka była. Zwłaszcza, że dziewczyna nie robiła nic złego i nie przekraczała granic dobrego smaku i normalności ze swoimi pasjami. Zabawy były całkiem ciekawe i udzielały się blondynowi. Toteż chętnie nazywał ją kapitanem, salutował i w inny sposób grał w tej samej drużynie co Hana. Oboje byli wyrośniętymi dziećmi. Dziś byli piratami, innym razem mogli być nawet wróżkami na kwiecistej polanie. Wszelkie wygłupy były tu mile widziane i blondyn bardzo chętnie poddawał się takim zabawom. Toteż słysząc jej słowa i widząc jak zdmuchuje niewidzialny dym z niewidzialnego pistoletu, zaśmiał się jedynie i dalej robił swoje. Racja. nie dostrzegał owego dystansu, który Marceille starała się utrzymać. On również nie poruszał niektórych tematów celowo. Nie chciał ich poruszać by nie psuć tych relacji, które udało im sie na nowo wybudować. Były to tematy tabu dotyczące jego nagłego zniknięcia i ich wspólnych uczuć.
Poszedł więc po te szklanki, wracając dość szybko. Zjawił się w salonie i położył obie na stoliku przed kanapą, którą to już zajmowała sama pani kapitan. Ta szybko otworzyła rum i napełniła nim szklanki po brzegi, łapiąc za jedną nim szarooki zdążył usiąść na kanapie. Spojrzał na nią zdziwiony i zaśmiał się. To dopiero była agentka! Aż tak ją ciągnęło do alkoholu, że nie mogła na niego poczekać chwili? Zaśmiał się ponownie słysząc jej słowa. Pochylił się nieco w stronę stolika i sięgnął po drugą szklankę. Uniósł ją i upił łyk, smakując trunku. Chwilę zastanowił się nad jego smakiem ale musiał przyznać, że był całkiem dobry. Wtedy zaś, gdy poziom alkoholu w naczyniu nie był już tak niebezpiecznie zbliżony do krańców szklanki, Isao uniósł ją lekko i puknął ją dolną częścią w czoło dziewczyny. Delikatnie żeby jej nie zabolało i aby nie rozlać. Upił łyk i zaśmiał się.
- Czy to takie złe, że dziewczyna staje się bardziej kobieca? Myślałem, że tylko na to czeka każda z was. - spytał, realnie zaciekawiony owym tematem. Uśmiechnął się wesoło w stronę Marcelki i upił kolejny łyk trunku. Rum mu zasmakował, musiał to przyznać. Nic jednak nie było w stanie pobić smaku whiskey. Zwłaszcza tego z najwyższych półek. Jack Daniels nie bez powodu zasłużył sobie na taką sławę wśród tych trunków.
- Ależ ja nie mam nic przeciwko temu abyś tu została. Jak dla mnie możesz się tu wprowadzić jako służka albo zwykły współlokator. Jedna sypialnia i tak stoi pusta. - odpowiedział na jej słowa, szczerząc się wesoło. Podchwycił temat, zupełnie nie zwracając uwagi na realny problem, którym było mieszanie trunków. Dziewczyna mogła się upić i robić głupie rzeczy, okej. Problemu nie byłoby gdyby był w stanie ją upilnować. Ten jednak dalej był obecny bowiem nawet Takei miał słabą głowę. On również wyprawiał wtedy dziwne rzeczy. Dwójka upitych wariatów? To było dość niebezpieczne. Któreś z nich musiało się więc pilnować. Marcysia najwyraźniej nie miała zamiaru a sam Isao... Póki co nie dotarło do niego to wszystko.
- My już tak mamy. Przez następne kilkadziesiąt lat mogę wyglądać cały czas tak samo. A włosy... Nie chce mi się ich obcinać. - wyjaśnił, wzruszając ramionami. Nie przeszkadzało mu to co robiła Marceille. Zawsze miała tendencje do nadmiernego głaskania go, przytulania i dotykania. Można było powiedzieć, że był już do tego przyzwyczajony. Patrzył więc tylko jak wlewała kolejną porcję trunku sobie i jemu. On opróżnił szklankę mniej więcej w tym samym momencie co sama Marcysia. - Ty zdaje się trochę urosłaś. I rzeczywiście nieco wydoroślałaś i stałaś się bardziej kobieca. Ale dalej jesteś tą samą Marcysią. Cieszy mnie to. - uśmiechnął się do niej, wyciągając dłoń w stronę jej twarzy. Z lekko złośliwym uśmieszkiem sprzedał jej prztyczka w nos po czym zaśmiał się. Zaraz też sięgnął po swoją szklankę i upił kolejnego łyka rumu.
- Co robiłaś przez ten cały czas? - zapytał, odejmując szklankę od ust. Był ciekaw co działo się z nią przez te wszystkie lata. Teraz jednak pierwszy raz gadali sobie tak serio. Wykorzystał więc okazję.

_________________
. . . .
♫ Isao ♫

P i o s e n k i . . z e s p o ł u
1. 2. 3.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Apartament Isao    Pon Lut 04, 2013 4:45 pm

- Złe? Niekoniecznie, ale przynosi ze sobą same kłopoty. - zaczęła, wzruszając ramionami i mrużąc oczy z zastanowienia, by za przykład dać najświeższą historyjkę z życia wziętą. - Nieraz musiałam komuś zamalować w... twarz. - chrząknęła, z trudem powstrzymując się, by nie użyć jednego z tych złych słów, których zazwyczaj nie używała. Jeśli jednak coś już ją zdenerwowało, potrafiła jak nigdy wykłócać się i rzucać najczarniejszymi scenariuszami, zupełnie tak, jakby rzucała na kogoś klątwie. Oczywiście - w mało elokwentny sposób się wyrażała. - Bo dobierał się do moich piersi w autobusie. Zobacz tylko! Urosły cholernie i mi sprawiają same problemy. - jęknęła niemalże błagalnie, chwytając w obie dłonie piersi i przyciskając je do siebie, by uzmysłowić mu jeszcze bardziej, jak kształtne i jędrne się zrobiły. - Uwierz mi, dla kogoś takiego jak ja - to nic fajnego. - zdążyła jeszcze zauważyć, zaś na zakończenie ów historyjki, upiła łyk rumu, trzymając ciecz przez dwie sekundy w buzi, drażniąc jedynie swoje kubeczki smakowe.
Propozycja wampira nie mogła jej nie wprawić w zdumienie. Wpatrywała się w niego już nieco zamglonymi, szeroko otwartymi kryształkami, w których zabawnie podskakiwały niewidzialne iskierki podniecenia.
- Naprawdę?! - przełknęła ślinę, wślizgując się cała na kanapę i odwracając się całym ciałem w stronę wampira, uważnie mu się przyglądać. Pokiwała jednak przecząco głową, chrząknęła znacząco: - Mieszkanie ze mną to nie lada wyczyn, nie mogę wprowadzić się do Ciebie, masz swoje życie... prywatne. Myślę, że ktoś mógłby poczuć się urażony, gdyby dowiedział się, że wprowadzam się do Ciebie od tak sobie. Według własnego widzimisię. - a na myśli miała konkretną osobę, może nie tyle osobę, co fakt, że Isao na pewno kogoś miał. Dziwiła się jedynie, że ów osóbki nie spotkała ani razu w jego apartamencie podczas jej nagłych, nie zawsze zapowiadanych wizyt. Był przystojny, miał już swoje lata na karku, pewnie wyśmiałaby go, gdyby teraz zaczął zaprzeczać ( o ile w ogóle odczytał coś z jej mało sprecyzowanego tonu głosu ) o byciu z kimkolwiek. - Agh! Muszę sobie znaleźć mieszkanie, bo macocha mnie zniszczy i zabroni ojcu wysyłać mi pieniądze. Przeklęty pantoflarz. - mruknęła do siebie, tarmosząc jedną ręką swoje włosy, mając przy tym zamknięte oczy, by żaden pojedynczy włos nie podrażnił jej oczu.
Wampiry mają fajnie, mogą wiecznie tak samo wyglądać, odlot! Ona nie chciała pogodzić się z myślą, że ją też czeka starość, zmarszczki, problemy zdrowotne, a przede wszystkim samotność - ktoś, kto już teraz ma małe problemy z psychiką, będzie je miał zawsze. A że starsi ludzie z reguły na owe choroby zapadają, na pewno starą, schorowaną piratką, meh.
- Mogłam pomyśleć o przemianie w wampira, gdy jeszcze nie miałam takich.. cycków. - zerknęła na nie mimochodem, po czym utkwiła niemalże przeszywające spojrzenie w wampira. - Nee, Isao, a Ty... Nie mógłbyś mnie zmienić w wampira? - biedne, naiwne dziewczę, całe szczęście, że osobnik siedzący przed nią to Isao, a nie wampir, który bez wahania by ja zamienił w wampira. Mogłaby jeszcze tak nagłej decyzji gorzko żałować. A jeżeli jego słowa odnośnie jej zmianie miały być komplementem, to ona tak tego nie odbierała. Przeklęte dorastanie, a co najgorsze - przeklęte piersi! Toteż na te słowa nie zareagowała w żaden sposób, jedynie zmarszczyła nor i brwi, kiedy palec wampira zderzył się nieprzyjemnie z czubkiem jej nosa. Nawet machnęła jak bawiący się kot łapkami, by strzepać z siebie ów przeszkodę, muskając jedynie opuszkami palców jego dłoń.
- Przez te 3 lata? Well... Skończyłam naukę w akademii, codziennie przychodząc tu na godzinę. Postarałam się, by zdać szkołę z normalnymi stopniami. Nawet bawiłam się jakiś czas w prefekta, uznałam to za swoiste urozmaicenie już nadto nudnego życia. I co najważniejsze... - urwała na chwilę, by mlasnąć znacząco i owinąć wokół palca tym razem swój kosmyk włosów. - Chodziłam z moimi wariatkami na podrywy. - mruknęła niczym kotka, umyślnie nie zmieniając pozycji, a jedynie jeszcze bardziej wykrzywiając swoją twarz w przekomiczne miny. Zachichotała zaraz, opadając znów na wampira, piersiami stykając się z jego bokiem, czy też ręką ( w zależności od tego, w jakiej pozycji się znajdował) a czoło opierając o jego ramie. Jasne pukle włosów zakryły jej twarz. - Czemu mnie zostawiłeś? - wyszeptała cicho, nie zważając na to, czy chłopak to usłyszał, czy nie.
Powrót do góry Go down
Isao
Nauczyciel
Nauczyciel
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t321-isao-takei#363
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 660


PisanieTemat: Re: Apartament Isao    Pon Lut 04, 2013 8:14 pm

Początkowo zdziwił się kiedy powiedziała, że musiała komuś przywalić (choć sama użyła nieco innego sformułowania, on dobrze wiedział o co chodzi). Nie od razu zrozumiał o co chodzi. Dopiero po chwili dotarło do niego, że najwyraźniej Marceille musiała spotkać się z jakimiś panami, którzy niezbyt odpowiednio wyrażali swoje zainteresowanie jej osobą i atutami jej kobiecego ciała. Sam nie lubił takich osób, określając ich jedynie jako zboczeńców, ludzi bez godności. Nie wyobrażał sobie jak można było zrobić coś podobnego... Podejść do jakiejś dziewczyny i złapać ją za tyłek lub biust bez większego skrępowania i wstydu. Albo wpatrywać się jakiejś pani nachalnie w dekolt. Nawet jeśli zdarzyłoby mu się zerknąć, bo mimo wszystko dalej był facetem i lubił sobie nieraz popatrzeć, czułby się okropnie gdyby ktoś się zorientował. Rozumiał więc dobrze o co chodziło Marcelci i szczerze jej współczuł. Choć dalej uważał, że posiadanie krągłości nie było niczym złym. Przynajmniej dla faceta, któremu dane będzie z owych krągłości khm... skorzystać.
- Jak patrzeć na to z tej strony to racja, musisz mieć nieciekawie. - mruknął nieco zamyślony kiedy nagle dostrzegł jak łapie się za piersi i miętosi je. Wywalił oczy, patrząc na to chwilowo osłupiałym spojrzeniem. Po chwili jednak speszył się i zaraz odwrócił nie tylko wzrok ale i głowę. Być może na jego bladych policzkach pojawiły się w tym momencie lekkie zaczerwienienia. Na pewno speszenie było widoczne na jego twarzy, po dziwnej minie. Złapał więc szybko za szklankę z trunkiem i wypił wielkiego łyka. W ten sposób próbował się opanować, ostudzić i jednocześnie zakryć zakłopotanie. Pokiwał jedynie głową potwierdzając jej ostatnie słowa. Wypił jeszcze jeden łyk trunku i skrzywił się, bo coś mu nie wyszło i wyraźnie poczuł pieczenie w gardle. No nic, przeżyje... Wtedy też zmienił nieco temat, pośrednio proponując dziewczynie aby zamieszkała u niego. Kiedy wykrzyknęła ,,Naprawdę?!", pokiwał głową, potwierdzając. Nie miał nic przeciwko temu aby się tu wprowadziła. W mieszkaniu byłoby weselej, kobieca ręka sprawowałaby kontrolę nad czystością mieszkania i zawartością lodówki. Ponadto z tego co Marcysia mówiła, nie bardzo miała się teraz gdzie podziać. Szukanie mieszkania i załatwianie formalności trochę trwało i wymagało umiejętności oraz wiedzy żeby nie zostać wyprowadzonym w pole. Gdyby wprowadziła się do Isao oszczędziłaby sobie masę kłopotów a przy okazji uwolniłaby go od samotności. Ale nie... Marcysia oczywiście musiała przedstawić inny argument. Dobrze, że całkowity sens jej słów nie dotarł do niego. Momentami był tak mało bystry i domyślny...
- W moim życiu prywatnym w ogóle mi nie przeszkadzasz. - przerwał jej na początku, zaraz jednak dał jej skończyć. Nieco zdziwił się słysząc jej dalsze słowa. Nie bardzo rozumiejąc o co chodzi, uniósł jedną brew. - Nie ma nikogo kto mógłby mieć cokolwiek przeciwko Twojemu wprowadzeniu się tu.
To by się Marceille zdziwiła gdyby dowiedziała sie, że życie miłosne Iska stało w miejscu od tych kilku lat! Nie miał nikogo odkąd Madeline zniknęła. Nie mogła więc spotkać dziewczyny Isao bo ten dziewczyny najzwyczajniej w świecie nie miał! Nie było więc nikogo kto mógłby mieć cokolwiek przeciwko wprowadzeniu się Marcysi. On sam był jak najbardziej za. Nie musiałby siedzieć w samotności. Już dawno zresztą myślał o współlokatorze. Hana zaś była bardzo dobrą opcją. W ten sposób oboje mieliby korzyści...
- Mówię Ci żebyś zamieszkała tu! Ja i tak myślałem o szukaniu współlokatora bo nudno mi tu samemu. - odpowiedział na jej pomruki. Dodatkowo wyciągnął w jej stronę dłoń i poklepał ją po głowie. Wyszczerzył się przy tym wesoło, w charakterystyczny dla siebie sposób. Sądził, że nie wierzy mu, że uważa to jako żart, słowa nie wypowiadane poważnie. On jednak mówił całkiem serio.
Kiedy jednak zaczął temat wyglądu i nie starzenia się wampirom, nie sądził, że przyniesie to takie skutki. Przez myśl mu nie przeszło, że Marceille zachce stać się krwiopijcą. Z jednak strony nie odrzucił tego, że taka myśl zaświta w jej głowie. Wszak jako śmiertelnik i człowiek o tak krótkim życiu, zapewne chciałaby doświadczyć wieczności wampirów. Nie sądził jednak, że uczepi się tej myśli. Zdziwił się więc kiedy wypowiedziała te słowa. Wpatrywał się w nią oniemiały, zastygając w bezruchu niczym posąg. Jego oczy już po chwili zaś przybrały nieco chłodniejszy wyraz mina zaś stała się nieco groźna, jakby zdenerwował się. Nic dziwnego. Przemiana w wampira była dla niego rzeczą niedopuszczalną. Na pewno nie pozwoliłby by ktokolwiek z bliskich mu ludzi został przemieniony.
- Nawet nie wiesz o czym mówisz. - burknął nieco głośniejszym, chłodniejszym i groźniejszym tonem niż zwykł używać. Popatrzył na dziewczynę nieco rozzłoszczony. Znalazła jego słaby punkt, temat tabu. Dopiero po chwili jednak zorientował się o tym, że przegiął. Jego twarz złagodniała nieco a on szybko złapał za szklankę z trunkiem i wypił porządny łyk, opróżniając naczynie całkowicie. - Przepraszam, przesadziłem. - przeprosił ją w końcu przyciszonym tonem. W dłoniach obracał pustą szklankę. - Nie mam możliwości przemieniania kogokolwiek w wampira. - sprostował jeszcze aby dziewczyny przesadnie nie korciło.
Całe szczęście napięta atmosfera nie trwała długo. Pomógł w tym owy prztyczek w nos, przez którego Marcysia przez chwilę zachowywała się niczym kot, co tylko rozbawiło Iska. Na jej opowieść kiwał głową. Zdziwiła go jednak ostatnia część dotycząca podrywu. Marceille podrywająca facetów? W jego głowie pojawiać zaczęły się dziwne obrazy, do których uśmiechnął się lekko pod nosem. Nie przeszkadzała mu bliskość dziewczyny jednak kiedy nagle poczuł jak ta przysuwa się do niego opierając swoje piersi o jego ramię... Ponownie speszył się. Drgnął niespokojnie, jego policzki zarumieniły się lekko a oczy zdradzały zmieszanie. Wpadając w panikę miał powiedzieć jej żeby odsunęła się, jednak nie zrobił tego gdy tylko usłyszał jej słowa. Wypowiedziała je cicho lecz on, jako wampir, nie mógł ich nie dosłyszeć. Zmrużył oczy czując ból w sercu i nieprzyjemne uczucie gdzieś w środku. Wyrzuty sumienia... Było mu przykro. Pogłaskał ją więc po głowie na chwilę zapominając o jej piersiach, które czuł cały czas na swoim ramieniu. Do diaska, był facetem! Marcysia jeszcze trochę się tak będzie zachowywać a w końcu zrobi mu się ciasno w spodniach! Całe szczęście teraz skupił się na czymś innym. Nie ruszając się zbytnio nachylił się nieco w jej stronę i pocałował ją w czubek głowy. Nie odejmując ust od jej włosów wyszeptał tak aby słyszała.
- Przepraszam... - W jego głosie wyraźnie słyszalna była skrucha. Tkwił tak przez chwilę i dopiero po jakimś czasie odsunął się. Sięgnął po szklankę Marcysi i po butelkę rumu. Nalał nową porcję trunku w ich szklanki i uśmiechnął się ciepło do albinoski.

_________________
. . . .
♫ Isao ♫

P i o s e n k i . . z e s p o ł u
1. 2. 3.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Apartament Isao    Pon Lut 04, 2013 9:18 pm

Nieciekawie? Okropnie! Toż takie zachowanie było poniżej krytyki, nie potrafiła zawsze ubrać w słowa złości, jaka w niej się gotowała, gdy tylko do takowego incydentu dochodziło. Tylko raz zdarzyło się, że ktoś połasił się o nieco więcej niż zwykłe przyglądanie się i chwycił, dosłownie na sekundę, bo w tak szybkim czasie dziewczyna zareagowała, to był niemalże impuls, jej piersi. Mężczyzna który dopuścił się takiego haniebnego czynu, nie tyle co mruknął z rozkoszy dotykania jej piersi, ale i bóli, jaki na pewno mu sprawiła, kiedy jej zaciśnięta w pięść rączka, zderzyła się brutalnie ( bo w takich wypadkach nie ma co się hamować! ) z jego zboczonym i rozochoconym wyrazem twarzy.
- Nie ma nikogo, tak... A ta.. - urwała w porę, przygryzając koniuszek swojego języka, by chodź w ten sposób się skarcić. Spuściła wzrok, niepewnie przesuwając nim po podłodze i na dłuższą chwilę zatrzymując się na szklance. Już była zdziwiona, szczerze powiedziawszy. Jednak w tej chwili martwiła się tylko o to, by znów nie wspomnieć o czymś, o czym wcale nie chciała rozmawiać. Nigdy nie przepadała za Madd, nie znając jej już mogła stwierdzić, że wyrządziła krzywdę Isao. Nie znała sytuacji między nimi, może było na odwrót? Nie, wampir nie byłby w stanie zrobić czegoś okropnego bliskiej osobie, tak bliskiej, bliższej niż była Marceille. Na samą myśl zamyśliła się trochę, bijąc się z własnymi myślami, jej mina znacznie posmutniała, a kolejne słowa wampira dotarły do niej jak przez mgłę, toteż stwierdziła, że skoro ich nie zrozumiała, temat wspólnego mieszkania mogła uznać za zamknięty. Niemniej jednak pewnie do niego powrócą, może nawet niebawem, kiedy tylko Marcelka będzie chciała opuścić apartament. Myśli coraz częściej nie dawały jej spokoju. Czuła się w dziwny sposób zagrożona z którejś strony, nie wiedziała tylko z jakiej i co tak na prawdę wzbudzało w niej lęk.
Reakcja wampira z pewnością nie należała do przyjemnych, wzdrygnęła się delikatnie, acz zauważanie, kiedy ten przybrał zupełnie inną barwę głosu, niepodobną do niego, chłodną i nieprzyjemną. Nie chciała takowego uczucia doświadczać już nigdy. Zmarszczyła jednak brwi pomimo chwilowego strachu, nie potrafiąc ze słów które wypowiedział znaleźć sensownego wytłumaczenia na to, dlaczego nie. Czy bycie przyniosłoby jej więcej kłopotów? Musiałaby się jednie przyzwyczaić do picia krwi. Szarooki robił to wyjątkowo delikatnie, może ona też nie sprawiałaby przy tym dużego bólu? Wzruszyła ramionami bez powodu, ponownie zamyślając się na dłuższą chwilę. Do cholery! Co się z nią działo? Raz gdakała, raz milczała jak posąg. Czyżby magia alkoholu? Wypicie dwóch, czy tam trzech ( bo zdążyła sobie dolać ) szklanek rumu aż tak by na nią nie wpłynęło. Czuła się dziwnie, a jej wzrok zdawał się być zamglony, ale po kolejnych trzech na pewno się rozluźni. Apropos rozluźniania się, to z pewnością musiała coś zrobić z tą przylegającą do jej ciała koszulą. Co prawda była niezapięta na dwa ostatnie guziki, ale przez rum miała wrażenie, że się gotuje, a może to bliskość wampira? W każdym bądź razie, cokolwiek by to nie było, musiała coś z tym zrobić. Zamiast więc odsłaniać bardziej swój dekolt, rozpięła dwa guziki, z dołu. Musiała wyglądać zabawnie, ale i aż nadto odkryła zakątki swojego ciała - zaczynając od góry, a póki co kończąc na odsłoniętym minimalnie płaskim brzuchu. Póki co?! Dear God...
Oddała się delikatnym i przyjacielskim pieszczotą jakie oferował jej Isao. On na prawdę obchodził się z nią jak z jajkiem, nawet wtedy, kiedy pił jej krew. Co prawda zdarzyło się to dopiero dwa razy, ale jeszcze sporo czasu przed nimi ( o ile ten nie zamierza znów gdzieś znikać ), pewnie nie raz czy dwa jeszcze dojdzie do takowych sytuacji, a ona jako oddana przyjaciółka, chcąc mu pomóc odda się temu zabiegowi. Samo ukłucie to nic, da się przyzwyczaić i boli, nah, szczypie tylko przez chwilę, jedyny problem to chwilowe osłabienie, który było widoczne gołym okiem. Zmęczenie i osłabienie nie pasowało do jej osoby, o nie nie!
- Już drugi raz podczas naszej dzisiejszej rozmowy mnie przeprosiłeś. Jestem pod wrażeniem, dotychczas to ja kogoś przepraszałam. - mruknęła, by rozluźnić nieco sytuację. Jedynak kolejne poczynania dziewczyny wcale nie miały na celu jej rozluźnić. Wręcz przeciwnie: przechodząc więc do rzeczy, Marcelka wpatrywała się w niego jakiś czas, dokładnie badając jego twarz, uważnie się jej przyglądając, od góry, aż do brody, aż w końcu przysunęła się do niego gwałtownie, podpierając się jedną ręką o jego tors. Przysunęła twarz do jego twarzy, zatrzymując się momentalnie. Od złączenia się ich ust brakowało zaledwie centymetra ( o ile Isao nie zareagował wcześniej ), była jednak grzeczna i nie zamierzała robić nic wbrew jego woli, a choć znała odpowiedź, wydobyła ze swoich ust ciche westchnięcie, nie odsuwając się od niego: - Mogę? - oczywistym było co chciała zrobić, czekała jednak cierpliwie na jego odpowiedź ( pozwolenia się raczej nie spodziewała ), zaś drobna, słaba rączką zaciskała się z każdą chwilą, marszcząc palcami materiał jego górnego odzienia.
Powrót do góry Go down
Isao
Nauczyciel
Nauczyciel
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t321-isao-takei#363
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 660


PisanieTemat: Re: Apartament Isao    Wto Lut 05, 2013 7:57 pm

Isao nigdy nie doświadczył niczego podobnego więc nie wiedział co musiała przeżywać Marceille. Nie było w tym zresztą nic dziwnego... Nie ważne jak seksowną miałby klatę, brzuch czy tyłek, dziewczyny raczej nie leciały z łapami tak jak faceci. To byłoby dla niego niemałym zaskoczeniem gdyby jakaś kobieta stojąca nieopodal niego lub mijająca go na ulicy złapała go nagle za tyłek! Biedny Isao. Byłby w takim szoku, że kompletnie nie wiedziałby co zrobić, co powiedzieć, jak się zachować. Speszyłby się zapewne i zwiał czym prędzej. Jakież niewinne dziecko było z tego blondasa...
Dziewczyna urwała w połowie zdania, jednak było już za późno. Nie było już możliwości aby uniknęła przeszywające spojrzenie Iska. Ten patrzył na nią, zastanawiając się nad słowami Marceille. Chwilę analizował w głowie ich rozmowę, starając się dociec co też chciała powiedzieć. Nie należał wprawdzie do osób zbyt bystrych (kolor zobowiązuje?), jednak tu nie musiał długo główkować by zorientować się co chciała powiedzieć albinoska. Albo raczej czyje imię wypowiedzieć. W tamtym momencie mina blondyna była raczej trudna do przejrzenia, nie pozwalała na wyczytanie z niej emocji. Sam Takei natomiast złapał głębszy oddech po czym wypuścił powietrze z ust, wydając z siebie ciche westchnięcie. Nie wiedział, że Marc żywiła do Mad taką niechęć. Szybko jednak powrócił pamięcią do przeszłości, do ich ostatniego spotkania. Czyż nie było to w momencie gdy szarooki dowiedział się o rzekomej śmierci swojej ukochanej? Wtedy, niedawno po wypadku był całkowicie załamany, był wrakiem człowieka. Dziwił się więc nieco, że Marceille chciała zapytać o młodą Namikaze. W jej mniemaniu powinna ona nie żyć. On sam dowiedział się o tym, że Mad jednak żyje całkiem niedawno. Tak samo jak wszyscy inni.
- Chodzi Ci o Madeline? Zapomnij. - mruknął, nieco markotniejąc. Wyraźnie spochmurniał, bowiem Marc zwróciła mu uwagę na pewien problem. Skoro Madeline wróciła jak wyglądały jego uczucia wobec niej? Na początku sądził, że dalej ją kocha. Ostatnio jednak to uczucie tęsknoty zniknęło, pojawiła się za to lekka obojętność, która wpędzała go w zmieszanie i rozkojarzenie. Kochał ją przez tyle lat. Czyżby jego serce miało już dość? Wszak nie widział już szans na odnowienie ich związku. Sam nie wiedział co ma robić. W tej chwili lubił Mad tak samo jak Marceille. Nie chciał w tym momencie jednak o tym myśleć. To nie była odpowiednia pora na to. Liczył jednak na to, że albinoska jakoś podchwyci temat mieszkania razem. Już zrobił sobie nadzieję na to, że jednak nie będzie mieszkał sam. Nastawił się na to całkiem poważnie, tymczasem jasnowłosa po prostu zignorowała temat, poddając się swoim rozmyślaniom. Westchnął cicho i postanowił sobie w myślach, że odłoży ten temat na później.
Nie chciał jej straszyć. Nie był jednak do końca świadom zmiany tonu głosu i wyrazu twarzy. Był to temat dla niego drażliwy. Marceille bowiem nie zdawała sobie sprawy z tego jak na prawdę wyglądało życie wampira. W tym momencie rozzłościła go jej bezmyślność, którą zwykle tak lubił. Nigdy nie pozwoliłby jej zostać przedstawicielką jego rasy. Dziwił się, że nie odrzucały ją wampiry. Sądził, że dla każdego człowieka wizja picia krwi, krzywdzenia innych i tak dalej była straszna. Widocznie więc pomylił się. Całe szczęście jednak owa atmosfera nie trwała długo. Wkrótce rozluźnili się nieco. Marc nawet zdawała się rozluźnić nieco za bardzo. Rozpięła się jeszcze bardziej, odsłaniając całe szczęście środkowe partie ciała. Gdyby rozpięła jeszcze kolejne guziki na dekolcie, Isao zapewne sam by jej je znów zapiął. Cnotka niewydymka, ot co!
- Liczysz moje przeprosiny? Pięknie. Nawet ja, gdybyś mnie zapytała, nie potrafiłbym powiedzieć ile razy już Cię dziś przepraszałem. - zaśmiał się w końcu i znów poklepał ją lekko po głowie. Obchodził się z nią niczym z jajkiem? Całkiem możliwe. Nie był tego nawet świadom tak do końca. Ta opiekuńczość i delikatność w stosunku do jej osoby przychodziły mu same. Była dla niego kimś wyjątkowym. Sam nie wiedział jakby to określić. Traktował ją jak przyjaciółkę, zwierzaka, młodszą siostrę? Nie umiałby jednoznacznie stwierdzić. Tymczasem jednak stało się coś, czego się nie spodziewał. O ile uparte wpatrywanie się w niego Marcelkowych oczu nijak mu nie przeszkadzało, o tyle zdziwił się gdy dziewczyna nagle przysunęła się do niego tak blisko. Momentalnie znieruchomiał, nie wiedząc co się dalej stanie. Odważy się i zrobi to? Sam nie wiedział co ma zrobić, jak ma się zachować. Spoważniał jednak kiedy usłyszał jej pytanie. Nie odsuwał się, a jedynie popatrzył prosto w jej oczy z miną jednocześnie poważną, lecz jednocześnie spokojną i łagodną.
- Marc czy Ty nadal...? - zadał pytanie, celowo nie kończąc. Dobrze wiedziała o co mu chodziło. Pytał się o to czy dalej go kochała, czy dalej czuła do niego to samo co te kilka lat temu. Wcześniej już zastanawiało go to. Teraz jednak, skoro sprawy przybraly taki obrót, musiał spytać. Na jej pytanie nie odpowiadał. Musiał znać najpierw odpowiedź na swoje.

_________________
. . . .
♫ Isao ♫

P i o s e n k i . . z e s p o ł u
1. 2. 3.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Apartament Isao    Wto Lut 05, 2013 8:25 pm

Zapomnij.. Najlepiej machnąć na to ręką, nie przejmować się tym, że ktoś, kogo przez trzy lata darzyła tym samym uczuciem, jedynie nieco stłumionym przez pewne sprawy, kocha inną niewiastę. Nie mogła się z tym pogodzić, czuła, że niechęć do tej dziewczyny narastała z każdym dniem, każdą minutą, sekundą... Nie potrafiła nigdy sprecyzować, czemu tak bardzo, nie znając jej, nie mogła znieść myśli dotyczące Madeline - może dlatego, że zwyczajnie była zazdrosna, albo czuła się źle z myślą, że Isao tyle przez nią wycierpiał. Nienawidziła jak ktoś jej bliski cierpi z powodu drugiej osoby. Nie znając wcale sytuacji, ot, bliskie jej osoby traktowała jak jajko, jak pępek świata. Wszystko kręciło się wokół ich wygody, zapominała o sobie i o tym, czego ona mogłaby zapragnąć.
- Yes, sir! - rzuciła z widocznym grymasem na twarzy, to dziwne, że zwróciła się do niego w ten sposób. To ona była kapitanem, chyba powinna sobie niebawem załatwić taką plakietkę na czole, żeby pokazać innym, jak ważna jest jej pozycja. To już nie była zabawa, ona była piratem! Bez załogi.. i papugi na ramieniu, która skrzeczałaby w kółko kilka słów, które kiedyś wypowiedziała Marceille. Jestem ciekawa, czy te słowa nie ograniczały by się tylko do osoby wampira. Dziewczyna lubiła rozmawiać sama ze sobą o osobie szarookiego.
- A czy moja odpowiedzieć cokolwiek zmieni? - mruknęła wyraźnie niezadowolona. Nie lubiła rozmawiać na takie tematy, zbyt poważne jak na nią, nie zamierzała jednak rezygnować z przyjemności i jednocześnie omijać odpowiedzi. Ot, zawsze reagowała dość przesadnie, jak coś jej się nie podobało. - Pytasz, czy nadal coś do Ciebie czuje, czy nadal Cię kocham? - niemalże burknęła nieświadoma tego, jak nieprzyjemna się w danej chwili zrobiła. Dopiero po chwili, rozluźniła uścisk, puszczając wcześniej zmarszczony materiał jego odzienia i odsuwając od niego głowę, by dokładniej przyjrzeć się jego reakcji. Każda z nich była dla niej ważna, jakakolwiek zmiana na jego twarzy odbijała się i na jej reakcjach. Przestała już napinać mięśnie ze złości jakie się w niej z niewiadomego powodu gotowało.
- Myślisz, że po tym, jak mnie zostawiłeś, przychodziłabym tutaj nic do Ciebie nie czując? Przez pierwszy rok naszej rozłąki nawet Cię szukałam, byłam pewna, że coś Ci się stało, że muszę Ci jakoś pomóc. Zamiast tego apartament witał mnie ciszą. - zaczęła bez większego namysłu, przy niektórych słowach wyraźnie podnosiła głos, ni to oburzona, raczej chciała mu uzmysłowić powagę jej słów i tego, jak podle ją potraktował. - Mogłeś napisać, cokolwiek, nie żyjemy w średniowieczu. - zauważyła, przymykając na chwilę oczy. Nie zamierzała dłużej zwlekać z odpowiedzią. - Tak, kocham Cię. - rzuciła, otwierając oczy i spoglądając głęboko w jego oczy. Przez to wszystko co przeszła, była tutaj przecież zupełnie sama odkąd wampir zniknął bez słowa. Zawsze starała się robić wszystko, by żyło mu się w jej towarzystwie jak najlepiej, zawsze była kiedy jej potrzebował, nawet wtedy, kiedy twierdził, że nie chce nikogo widzieć. Słuchała go, musiała znieść myśl, że Isao był w tak fatalnym stanie przez kogoś, kogo kochał całym sercem. To martwe, wampirze serca chciała mieć tylko dla siebie. Wszystko to ukrywała w sobie, ale wszystko ma swoje granice. Mimo odsuniętej głowy nadal znajdowała się blisko niego. To, że już mu powiedziała co do niego czuje, wcale nie oznaczało, że tak szybko sobie odpuści, dopóki ten jej bezpośrednio nie odmówi.
Powrót do góry Go down
Isao
Nauczyciel
Nauczyciel
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t321-isao-takei#363
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 660


PisanieTemat: Re: Apartament Isao    Czw Lut 07, 2013 5:03 pm

Isao nie sądził, że Marceille tak to odbierze. On przede wszystkim nie przypuszczał nawet, że dziewczyna ta ciągle darzy go tym samym uczuciem co te kilka lat temu... Nie był z niego zbyt bystry i domyślny chłopak, co coraz częściej udowadniał. Nie spodziewał się, że ktoś może kochać go przez tak długi czas. Nie widział w sobie niczego ciekawego, niczego co mogłoby podobać się jakiejkolwiek dziewczynie tak bardzo by darzyła go uczuciem równie mocnym i trwałym. Sam kochał Madeline przez wiele lat, nie wyobrażał sobie jednak, że ktoś mógłby go kochać równie długo. Nie spodziewał się więc dalszej obecności tego uczucia u Marceille. Tym bardziej więc nie miał pojęcia o jej niechęci do Mad, która powstawała chyba intuicyjnie, bowiem te dwie dziewczyny nigdy się nie spotkały... Nie byłby zadowolony gdyby dowiedział się o tym jak obie nieprzychylnie myślą o sobie na przemian. Wszak były to dwie bardzo ważne dla niego osoby.
Wtedy jednak stało się coś, czego początkowo się nie spodziewał. Marceille przysunęła się niebezpiecznie, najwyraźniej chcąc go pocałować. Nie wiedział co ma o tym myśleć. Domyślał się wszystkiego. Domyślał się, że dziewczyna ta dalej go kocha. On jednak wolał fakty, nie domysły. Stąd właśnie wzięło się pytanie, które zadał jej zamiast odpowiedzi na jej słowa. Zdziwił się jednak gdy nagle jej ton uległ zmianie. Mówiła z wyraźnym niezadowoleniem, może nawet chłodem. Wyraz jej twarzy również się zmienił, czego być może nie była w ogóle świadoma. Nie odpowiedział nic na to pytanie. Nie wiedział co powiedzieć. Tak, zmieni coś? Nie, to nic nie zmieniało bowiem to co czuł do Marc nie było miłością. Nie taką typową. Kochał ją na swój sposób. Tak jak przyjaciel kocha najbliższą przyjaciółkę, tak jak brat kocha siostrę. Nie zareagował ani na jej pierwsze słowa, ani na drugie. Nie poruszył się ani trochę a uparcie wpatrywał się w oczy dziewczyny. Czekał na odpowiedź i albinoska powinna wiedzieć doskonale, że nie odpuści dopóki jej nie dostanie. To nie było coś co można było przełożyć na później. Nie w takiej chwili... Jedynie gdy spytała czy chodzi mu o to czy nadal go kocha, pokiwał lekko głową. Dalej jednak pozostawał w tym samym miejscu, w tej samej pozycji... Przyglądał się jej wyczekująco, w głowie zaś rozważając różne możliwości. Co zrobi gdy potwierdzi i co zrobi gdy zaprzeczy... Oba scenariusze powoli powstawały w jego myślach.
Odetchnął kiedy rozluźniła się nieco. Nigdy nie widział jej tak niezadowolonej i zdenerwowanej. Już teraz mógł powiedzieć, że nigdy więcej nie chce jej takiej zobaczyć. Wolał uśmiechniętą i beztroską wersję Marceille. Tamta miała o wiele więcej uroku. Jednak mimo rozluźnienia w jego strone poleciały ostre słowa. Te dotarły do niego i sprawiły, że poczuł kujący ból w sercu. Wyrzuty sumienia. Wiedział, że postąpił źle i bardzo tego żałował.
- Przepraszam. - powiedział cicho, nadając swojemu głosowi ton bliski szeptu. Wyraźnie wyczuwalna była w nim skrucha i poczucie winy. Te widniały także w jego oczach, w jego minie. Gdy jednak potwierdziła, że go kocha, drgnął lekko. Nie odsuwała się więc on przysunął się lekko do niej. Jeden, tylko jeden. Nie widział w tym nic złego by przez tę krótką chwilę dać jej zasmakować własnych ust. Chciał ją uszczęśliwić. Zwłaszcza przed tym co chciał zrobić. Musnął więc jej wargi swoimi, delikatnie kładąc dłoń na jej włosach. Całował jej usta delikatnie, niepewnie, jakby wahał się nadal czy powinien. Odsunął się jednak po chwili i otworzył oczy. Ich usta dzieliły ledwie milimetry.
- Marc ja... ja kocham dalej Madeline. Wiesz... ona żyje. - wyszeptał do jej ust, przymykając oczy. Złapał głęboki oddech i uchylił powieki. Jego tęczówki przybrały barwę szkarłatu. - Już nigdy więcej Cię nie skrzywdzę. - wypalił nagle, dłoń przenosząc na jej szyję. - Wybacz.
W tym momencie zaś Marceille (o ile w jakiś sposób nie przeszkodziła mu) straciła przytomność. Użyła na niej swojej mocy, usypiając ją. Złapał ją jednak gdy tylko opadła bezwładnie. Mogła spaść na ziemię i zrobić sobie krzywdę, a tego chciał uniknąć. Przytrzymał ją więc i wziął na ręce niczym księżniczkę. Ułożył ją na plecach na kanapie i przykucnął przy niej. Pogłaskał ją po głowie w pewien sposób żegnając się z nią. Postanowił nigdy więcej jej nie krzywdzić. Wybrał do tego dość radykalną metodę lecz innej nie widział...
- Wybacz, Marceille. - powtórzył. Wiedział, że się nie obudzi. Jego moc usypiała na kilkadziesiąt minut. Miał wystarczająco dużo czasu by się z nią pożegnać.

_________________
. . . .
♫ Isao ♫

P i o s e n k i . . z e s p o ł u
1. 2. 3.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Apartament Isao    Czw Lut 07, 2013 6:01 pm

Marceille go kochała, to jasne jak słońce, że nie dopuściłaby do ich dalszej znajomości, nie zamierzała kłamać, że przyjaźń jej wystarcza, nie zamierzała cieszyć się z małych rzeczy. Samolubne czy nie, miała dwadzieścia lat, przez trzy lata kochała jedną tą samą osobę, wystarczy, że przez ich rozłąkę musiała wiele stracić, nie zamierzała zaprzeczać samej sobie. Musiała to skończyć albo ona, albo on. Natomiast przeprosiny, jakie usłyszała po raz trzeci poruszyły ją dopiero teraz. Wzdrygnęła się i nim Isao zdążył zbliżyć swoje usta do jej na tyle, by się złączyły, wsunęła dłoń między ich twarze i z zamkniętymi oczami, przyciskała bladą i chłodną dłoń do swoich ust, przez co dostęp do nich był wręcz niemożliwy. Pokręciła przecząco głową, by jeszcze bardziej pokazać mu, jak bardzo tego nie chciała. Nie kiedy miał za to przepraszać, nie, kiedy nie chciał tego robić z miłości, a z chwilowej przyjemności, by spełnić swój czy jej kaprys - po prostu nie chciała. Kolejne słowa wampira sprowadziły ją na ziemię, nie uderzyły w nią jednak od razu, nie odczułu bólu, rozczarowania i przede wszystkim smutku w tym momencie. Otworzyła oczy i wpatrywała się w niego dłuższy czas. W pewnym momencie zeskoczyła z łóżka ( toteż reszta zdarzeń nie miała miejsca - moja postać to nie śpiąca królewna ). - Nie wiedziałam, że żyje. - mruknęła, gdy tylko oderwała od swojej twarzy dłoń, która w tym samym czasie zaczęła drżeć jeszcze bardziej, niż wcześniej. Drżała ze strachu, co powinna teraz zrobić, uciec, przekonać go do siebie, zapomnieć i zostawić. Tyle wyjść, tyle rozwiązań, chodź każde sprawiało równie dużo bólu. Jej całe ciało zaczęło drżeć, zaś wargi rozwarły się w pełnym zdziwieniu. - Co teraz? - zapytała jakby samej siebie, rozglądając się speszona po pomieszczeniu i odnajdując wzrokiem drzwi. Chciała zapaść się pod ziemie, zasnąć i nigdy się nie obudzić. Drżąc i jeszcze jakimś cudem powstrzymując się od płaczu, zerknęła na niego mglistym i szklistym spojrzeniem błękitnych tęczówek.
- Pewnie będziesz się zastanawiał, czy Cię nienawidzę. Przez jakiś czas na pewno. - wypaliła nagle, otóż to, bowiem póki co odczuwała jedynie ból w klatce piersiowej i żal do samej siebie, że dopuściła się takiej sytuacji. Nie wliczając w to nieco przyziemnych spraw jak zawroty głowy od alkoholu. Wysunęła dłoń spod ciepłego płaszczu i ponownie stworzyła z palców pistolet, który zaraz przyłożyła do skroni wampira. - Poof. - dźwięk wystrzału. - Isao Takei, dla mnie - Marceille O'hare - jesteś martwy. - rzuciwszy te słowa, bez największego namysłu rozpłakała się, płakała cicho, zaciskając na przemian wargi i oczy. - Płaczę bo jesteś martwy, tylko dlatego. - wyszeptała, po czym ocierając łzy, które jakby bez końca spływały jej po policzkach odwróciła się na pięcie i skierowała w stronę kuchni.
- Martwy chyba nie będziesz miał nic przeciwko... - nie zamierzała mu zdradzać swoich planów, jedynie zgarnąwszy swoją torbę z ziemi i płaszcz, wyjęła z kieszeni telefon i uderzyła nim kilka razy o blat. Nie wykazywała przy tym agresji, ot, zachowywała się tak, jakby była złodziejem, albo mordercą i właśnie zacierała za sobą ślady. Uderzała nim dopóki ten albo się nie rozwalił, albo Isao jej nie przeszkodził, w co szczerze wątpiłam, w co ona wątpiła - był martwy. Kiedy stwierdziła, że telefon nie nadawał się już do użytku, chwyciła pewniej torbę i wybyła jak gdyby nigdy nic - ach, gdyby to tylko było takie proste!

[zt.]
Powrót do góry Go down
Isao
Nauczyciel
Nauczyciel
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t321-isao-takei#363
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 660


PisanieTemat: Re: Apartament Isao    Pon Lut 18, 2013 1:20 pm

Dopiero po reakcji Marceille zrozumiał jak wielki błąd popełnił. Co on sobie wyobrażał? Że wróci ot tak po tym co jej zrobił, po tym jak nagle zniknął i wszystko będzie w porządku? Nie, to tak nie działało. Gdyby choć uczucie, które Hana żywiła do Iska przez te lata wygasło... Wtedy im obojgu byłoby łatwiej. Co on sobie myślał chcąc ją pocałować? O tym jaką głupotą to było zrozumiał dopiero w momencie gdy dziewczyna odsunęła się. Co chciał tym osiągnąć? Sam nie wiedział. Może chciał ją uszczęśliwić, zobaczyć jej uśmiech choć na krótką chwilę? Nie pomyślał o tym, że w ten sposób dałby jej tylko fałszywą nadzieję. Fałszywą bo choć była dla niego bardzo ważną osobą, nie potrafił pokochać jej tak jak mężczyzna kochał kobietę. Widział w niej najlepszą przyjaciółkę, bratnią duszę, siostrę. Przejrzał na oczy dość późno, dopiero w momencie gdy Marceille zakryła usta dłonią. Zaczęła drżeć, zamknęła oczy i wyglądała w tym momencie tak jakby miał ją zaraz uderzyć. Takeia coś ukuło w tym momencie, poczuł jakiś wewnętrzny ból i wyrzuty sumienia, zaś w głowie zaczął krzyczeć nieznajomy głos ,,Co Ty debilu wyprawiasz?!".
Na jej słowa nic nie odpowiedział. W ogole nie odzywał się, słuchając jedynie co Marcelka do niego mówi i obserwując co robi. Stał jak ten słup soli, przyglądając się jej poczynaniom. Jedynie odczuł kolejne serie nieprzyjemnego bólu, gdy dziewczyna powiedziała, że go nienawidzi. Na jakiś czas, jak podkreśliła, ale jednak. Ścisnął usta w prostą linię, nieświadomie zaciskając dłoń na materiale spodni. Drgnął jednak lekko gdy wycelowała w niego z niewidzialnego pistoletu. To jednak był tylko początek. To, że go nienawidzi to nic, mógł to jakos znieść. Gdy jednak powiedziała, że dla niej jest martwy wtedy poczuł się tak, jak nigdy w życiu się nie czuł. To znaczyło, że dla niej miał już nie istnieć. Chciała wyrzucić fakt jego istnienia z głowy, zapomnieć o nim. W chwili gdy zjawiła się w jego mieszkaniu myślał, że będzie tak jak dawniej. Lubił spędzać z nią czas, rozmawiać, wygłupiać się. Lubił jej obecność, której nigdy więcej miał nie doświadczyć. Gdy zaczęła płakać w środku wszystko aż wrzało i krzyczało aby ją przytulił i wytarł łzy. Nie zrobił tego. Był martwy. Martwi ludzie nie mogą przytulić tych, którzy po nich płaczą. Zacisnął jednak jeszcze mocniej dłoń, czując jak coś kuje go nieustannie w serce. Nie odzywał się, obserwował jedynie jej poczynania wiedząc, że nie może nic zrobić. A potem zniknęła z jego oczu i nigdy więcej miała nie wrócić... Wiedział już, że nawet jeśli ją spotka to będzie musiał zejść jej z drogi. Najbardziej w świecie nie chciał jej ranic.


MAMY MAŁY BACK W CZASIE. W NASTEPNEJ SESJI COFAMY SIE DO CZASU GDY MARCEILLE OPUŚCIŁA MIESZKANIE ISKA GDY TEN WRÓCIŁ OD ŁOWCÓW ~

_________________
. . . .
♫ Isao ♫

P i o s e n k i . . z e s p o ł u
1. 2. 3.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Apartament Isao    Pon Lut 18, 2013 4:38 pm

Madeline wyszła z domu kuzyna i zamówiła taksówkę, a niepokój wciąż jej nie opuszczał. Właściwie można by stwierdzić, iż zachowała się trochę irracjonalnie. Miast zostać i wypytać Marcusa, który jako jedyny mógł udzielić jej jakichkolwiek informacji odnośnie Isao i stanu, w jakim wampir się znajdował, blondynka niemal wybiegła z budynku, nie tłumacząc nic nikomu. Z drugiej strony, jej cierpliwość była na wyczerpaniu. Gdzieś na dnie duszy Mad zagnieździło się podejrzenie, że jej brat celowo unikał rozmowy z nią i z jakiegoś, sobie tylko znanego powodu, planował zataić przed nią wszelakie informacje. Miał przecież tak wiele okazji, by coś jej powiedzieć! Mógł nawet zbudzić ją w środku nocy, jak na to liczyła.
Tymczasem brat milczał, a Maddie postanowiła wziąć tę sprawę we własne ręce. Kierowcy poleciła zawieźć się pod apartamentowiec w centrum. Najpierw sprawdzi, czy wampir wrócił do mieszkania, a jeśli nie - zastanowi się co dalej. Miała wśród łowców kilku znajomych, a fakt, że była siostrą ich dowódcy zwykle otwierał im usta.
Nerwowo raz po raz zaciskała palce na klamce, jakby w każdej chwili gotowa była wyskoczyć z samochodu. Próbowała po raz setny już odtworzyć sobie dokładnie, co wczorajszego wieczora powiedział jej Marcus, po tym jak przeprowadził krótką rozmowę telefoniczną z jednym ze swoich współpracowników. Właściwie zapamiętała tylko jedną rzecz.
Isao się w coś wpakował.
Isao siedzi w lochach.
Wzdrygnęła się. Zdawała sobie sprawę, że tak jak wampiry często znęcały się nad swoimi ofiarami, tak i wśród łowców często zdarzały się bardziej wypaczone jednostki. Miała tylko nadzieję, że Marcus zdążył powstrzymać ewentualne torturowanie Isao, gdyż nie wątpiła, że ci, którzy go złapali nie cofnęliby się przed tym.
To prowadziło do kolejnego pytania. Czym wampir naraził się łowcom?
Dziewczyna zapłaciła i podziękowała taksówkarzowi, a następnie szybkim krokiem przemierzyła odległość dzielącą ją od wejścia do budynku. W windzie oparła się o ścianę, bezmyślnie wpatrując się w wiszące naprzeciwko lustro. Była trochę blada i chociaż starała się przekonać samą siebie, że nie ma powodu do obaw, wyglądała na zaniepokojoną.
Z windy wyszła tak szybko, że gdy ona już szła korytarzem, drzwi dopiero się otwierały. Stanęła pod mieszkaniem Isao, rozglądając się na boki. Sama nie wiedziała, co spodziewała się dojrzeć. Blondyna wracającego do domu? Łowców patrolujących okolice miejsca jego zamieszkania?
Potrząsnęła głową i zapukała kilkakrotnie. Nacisnęła też dzwonek, przytrzymując go dłużej, niż było to konieczne. Na koniec, jakby z przyzwyczajenia, nacisnęła klamkę. Ku jej zaskoczeniu, drzwi natychmiast ustąpiły.
Nie wahając się, przekroczyła próg, wchodząc do przedpokoju, w którym jak zawsze panował lekki półmrok.
- Isao? - rzuciła w stronę salonu. Postąpiła jeszcze kilka kroków. Co się dalej wydarzyło, tudzież co ujrzała, zależy już od Iska.
Powrót do góry Go down
 
Apartament Isao
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 4 z 17Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5 ... 10 ... 17  Next
 Similar topics
-
» Apartament na piątym piętrze
» Apartament Samuru.
» Apartament O.A
» Apartament kotleta.
» Apartament na dziewiątym piętrze

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Vampire Knight :: Yokohama :: CENTRUM MIASTA :: APARTAMENTOWIEC-
Skocz do: