IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Posiadłość Trizgane.

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6 ... 14 ... 23  Next
AutorWiadomość
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Posiadłość Trizgane.   Czw Lut 21, 2013 7:07 pm

Więc złapał przynętę? Ringo mimo myśli iż ma przed sobą potrzebnego medyka, nadal męczyły go wątpilwości. Coś mu tutaj nie pasowało... Ta broń, spokój łowcy. Medycy aż tacy są niewrażliwi na zagrożenie? Zmarszczył brwi, ukrywając wszelakie podejrzenia. I czemu jest tak cicho? Jest na serio nie tak.
Tajemnica? Wampir skinął głową, jakoś niespecjalnie się przejmując.
- Skoro tak stawiacie sprawę, nie dowiecie się co grozi Louisie i Jamesowi. My nie mamy wampira, wy stracicie kolegów z pracy. Jesteście strasznie nieodpowiedzialni. - Koniec rozmowy. Jednooki wsłuchał się w ciszę, jaka zaś się przybyła. Niepokój rośnie. Aż musiał się odwrócić, kiedy coś podejrzanego się wyłoniło! Zdążył minąć strzałkę, która to miała wbić się w jego nogę.
- Więc to pułapka! Wy gnidy... - Warknął, odsuwając się z pola widzenia łowieckiego ninja!
Postąpił krok w tył i znikł! Moc niewidzialności pora użyć. Niech go szukają, bo Ringo zaatakuje w każdej chwili. Chyba, że jakoś odgadną jego położenie, a staruch znajdował się nadal w tym samym pomieszczeniu co medyk.
Powrót do góry Go down
Marcus
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t202-marcus-namikaze#228 http://vampireknight.forumpl.net/t203-marcus-namikaze#230 http://vampireknight.forumpl.net/t1644-dom-marcusa
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 884


PisanieTemat: Re: Posiadłość Trizgane.   Pią Lut 22, 2013 10:40 pm

- Nieodpowiedzialni? Trzeba było nie wszczynać wojny. A nie byłoby takich skutków. - Rzekł w odpowiedzi niewzruszony. Jakby przechodził już przez takie rozmowy czy akcje. Znał się nie tylko na medycynie ale i taktyce ataku. Nie miał pewności czy uda się im złapać tego wampira. Nie wiedzieli jakiej on jest krwi. A stojąc teraz parę kroków od niego, wie że ma szlachetniaka. Łatwo nie będzie.
Wampir uniknął strzałki. Bardzo jest spostrzegawczy, trzeba przyznać. Jaka szkoda, że nie oberwał a na dodatek zniknął. Łowca który powrócił do kuchni i przygotowywał się do kolejnego ataku, pozostał na swoim stanowisku. Do kuchni wleciał inny, łapiąc z blady paczkę mąki, jaką James nie schował podczas robienia naleśników. Wrócił i natychmiast paczkę rzucił w miejsce pod nogi gdzie stał wampir. Rozmawiający wcześniej z Ringo łowiecki medyk, zauważając ślady zaczął strzelać na wysokość nóg i bioder ze swojej broni. Miał nadzieję że trafił i wampir straci przez to kontrolę nad mocą. Dwóch kolejnych łowców zjawiło się niespodziewanie ze schodów w obecnym pomieszczeniu. Jak dobrze Ringo zauważył, byli to wyszkoleni ninja. Sam ich strój o tym świadczył. Niewidzialność szlachetnemu nic nie da. Oni w większości kierują się słuchem.
Powrót do góry Go down
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Posiadłość Trizgane.   Nie Lut 24, 2013 3:41 pm

Robiło się wyjątkowo nie ciekawie. Szlachethy nie powinien w ogóle tutaj zostawać, najwyżej spróbują w inny sposób się dowiedzieć jak pomóc kanibalowi. Ringo nie zostanie tutaj choć nie wiadomo co.
Tak właściwie zdobył ciekawą informację: łowcy zbroją się. Ściągają lepszych wojowników. Samuru musi się pospieszyć z łapanką albo po prostu zmusić Oświatę do ucieczki z kraju. Cóż... Skoro nie jest to walka, a szlachetny jedynie się ukrył. Może zwiać gdzie pieprz rośnie.
Zanim dostarczono mąkę, szlachetnego już nie było. Uciekł frontowymi drzwiami. Oczywiście korzystał z niewidzialności.
I tyle.

z/t
Powrót do góry Go down
Marcus
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t202-marcus-namikaze#228 http://vampireknight.forumpl.net/t203-marcus-namikaze#230 http://vampireknight.forumpl.net/t1644-dom-marcusa
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 884


PisanieTemat: Re: Posiadłość Trizgane.   Pon Lut 25, 2013 6:58 pm

Wampir niespodziewanie zwiał. Aż tak bardzo bał się stawić czoło kilku łowcom? Niespodziewane, ale czasami tak bywa. Łowczy usłyszeli świst i przemieszczanie się szlachetnego, ale gdy oddali w jego stronę strzał, zniknął za drzwiami trzaskając nimi. Uciekł. A oni zostali tu nie zdobywszy informacji gdzie przetrzymują Jamesa i Louisę. "Szlag by to" - pomyślał udający Yutakę. Przejrzeli cały budynek i zabezpieczyli rzeczy kolegi a także dom by czasem nikt się nie włamał. Po czym cała piątka opuściła posiadłość.


[z/t]
Powrót do góry Go down
Katherine

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t896-victoria#7556
Zarejestrował/a : 19/01/2013
Liczba postów : 165


PisanieTemat: Re: Posiadłość Trizgane.   Sro Mar 06, 2013 9:11 pm

Dostanie się do posiadłości było najcięższą rzeczą, która spotkała Kath od bardzo dawna. Nie miała problemów z walczeniem z wampirami, czy też zdobywaniem informacji, ale podróż komunikacją miejską to koszmar. Zwłaszcza, że te zasrane linie autobusowe nie dochodzą tak daleko, dlatego od połowy drogi była zmuszona wziąć taryfę, która swoją drogą kosztowała majątek.
Tak więc ten cudowny dzień zamienił się w tragedię skali narodowej. Po dotarciu na miejscu wokół łowczyni unosiła się posępna aura. Katherine miała nadzieję, że widok Louisy poprawi jej humor, jednak szybko przekonała się jak bardzo się pomyliła. Krótki spacerek do posiadłości napełnił ją tylko wigorem i chęcią wykonania swojego epickiego zadania, jednak szybko straciła wątek, gdy zastała posiadłość w dosyć kiepskim stanie. Z informacji, które zdobyła, a były prawdziwe, dałaby sobie głowę uciąć, wynikało, że Louisa Trizgane mieszkała właśnie tutaj. Zaczynając od tego, że drzwi były wyważone, a kończąc na demolce panującej w środku. Oczywiście teren był zabezpieczony, ale kto by się potrafił wślizgnąć do środka jak właśnie nie Victoria? Ślady włamania jak nic! Normalnie Sherlock Holms! Wszystko to nie byłoby jeszcze takie tragiczne, jak widok dużej plamy krwi na środku, która miała już za pewne ponad dwa dni. Katherine oczywiście nie umiała pohamować ciekawości, jak i przecież tego właśnie dotyczyła jej misja. Pal sześć tego Jamesa, co się stało z jej kuzynką!
Łowczyni, ówcześnie sprawdzając parter posiadłości, udała się na górne piętro. Po krótkim oblookaniu wszystkiego stwierdziła, że na górze nie działo się nic ciekawego. Z wyjątkiem fotografii Louisy i Jamesa, która stała ładnie na szafce nocnej obok łóżka. Też się dobrali! Normalnie Kaśka musi nakrzyczeć na młodszą kuzynkę z kim ta się zadaje! Po tym wszystkim wysłała esemesa, a po odpowiedzi poszła w siną dal !

zt
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Posiadłość Trizgane.   Pią Kwi 05, 2013 6:03 pm

Długo zajęło mu dostanie się do wioski. Część drogi przebiegł bez problemu z góry na doliny, ale dalej już szedł piechotą wyczerpany. Teraz zorientował się, że przez cały dzień nic nie jadł. Chyba żywił się tylko odwagą i strachem. W końcu dotarł do wioski. Od razu zmierzając w znanym sobie kierunku. Celem jego był dom Louisy. Trafiając na odpowiednia ulicę, zauważył zabezpieczenia drzwi. Otworzył je i wszedł do środka zastając nie tknięty bałagan. Wiedział że Louisy tutaj nie ma. Przemierzając salon aż do jadalni i kuchni, widział w swojej głowie obrazy których nie chciał widzieć. Louisa jest wampirem. Od stał się marionetką Samuru. Z tej wściekłości wywalił wszystko z blatu kuchennego. Zaraz po tym upadł na kolana wzdychając zmęczony. Do czego to wszystko doszło.
Po paru minutach wstał i wyjął z lodówki zimną wodę. Przygotował karmę i wodę dla kota, o ile jeszcze tutaj był i nie uciekł. O zwierzęta trzeba dbać. Upił parę łyków mineralnej dla ochłody. Jednak nic nie przekąsił. Udał na piętro do swojego pokoju. Siadł na łóżku przyciągając do siebie torbę z wyposażeniem. Tam miał jeszcze jedną broń. Uzupełnił w jej magazynek, zabrał klucze od swojego auta, które jeszcze stało w górach. Dokumentów jednak nie miał żadnych. Będzie musiał sobie na nowo wyrobić. Jednakże... Siedząc tak i patrząc na broń, w głowie zaczęło mu chodzić jedno. Gdyby tak sobie odebrał życie, nie musiałby dosłownie nikomu służyć. Bo teraz nikomu nawet nie pomoże. Zaczął więc kierować broń do skroni. Wystarczy jeden spust i po sprawie...
Zamknął oczy i nacisnął, ale nic się nie stało. Spojrzał na broń i westchnął. Była zablokowana dlatego nic mu nie zrobiła. Odbezpieczył ją, sprawdził magazynek czy dobrze ulokował, po czym ponownie przyłożył do skroni. Zamknął oczy i tym razem powinno się udać...
Powrót do góry Go down
Louisa
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t522-louisa#612 http://vampireknight.forumpl.net/t592-louisa#811 http://vampireknight.forumpl.net/t3331-ofiara-losu-luska#71592
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 412


PisanieTemat: Re: Posiadłość Trizgane.   Nie Kwi 07, 2013 7:25 pm

Louisa miała niemały problem w zejściu po schodach. Nie tylko bolały ją nogi przy każdym, nawet najmniejszym ruchu, ale także ramię dawało o sobie znać. Co prawda krew już nie ciekła i rana nie wyglądała tak strasznie, kiedy Azel ją odnalazł, ale wciąż bolała. Kości także się zrosły.
Skierowały się w stronę dziedzińca, gdzie stał samochód Yuki z kierowcą. Młoda wampirzyca skrzywiła się zaraz po tym, jak wsiadła. Kolejny wampir... W sumie czego się spodziewała, skoro trzymała się ostatnio z samymi wampirami. Wręcz ją otaczały. Przez całą drogę się nie odzywała, nawet jeśli ktoś się o nią o coś pytała, nieustannie wpatrywała się w okno. Nie skupiała się na widokach, które się przed nią roztaczały. Myślami była raczej z Jamesem, zastanawiała się co z nim, gdzie jest, czy jeszcze żyje i czy przede wszystkim nie spotkał go taki sam los jak ją.
Kiedy dojechali po jakichś dwóch godzinach, wampirzyca wysiadła z samochodu i jak poparzona pobiegła w stronę domu. A raczej jej się wydawało, że pobiegła, ponieważ nie dawała rady biec. Kiedy doszła do drzwi, były one zabezpieczone taśmami policyjnymi. Nic dziwnego... Przeszła pod nimi, nie czekając na szlachetną. Zrobi to, co będzie uważała, zostanie albo wejdzie wraz z nią. Louisa nie zabraniała wampirzycy wejść. Kiedy minęła już drzwi, wyczuła świeży zapach Jamesa. Wiedziała, że jest w domu. I jest człowiekiem. Kot jakiś czas po rozróbie i walce jaka miała tutaj miejsce, wrócił do domu, więc teraz wyżerał jedzenie, które James mu włożył do miski.
Louisa nie zważając na ból, ani nawet na to że mogła w ten sposób pogorszyć swoje i tak kiepskie rany pognała jak wariatka po schodach, kierując się zapachem ukochanego.
- Jaames...!
Postarała się krzyknąć, choć brzmiało to raczej jak zarzynana świnia niż krzyk... W dodatku od tego rozbolało ją gardło. Jak torpeda wpadła do sypialni, którą zajmował. Widok jaki zobaczyła przeraził ją. Od razu się na niego rzuciła, wpadając z impetem na jego ciało, na łóżko. Z tego wszystkiego płaszcz lekko się rozchylił. Chciała wybić mu z głowy ten głupi pomysł!
- James...
Teraz już znacznie ciszej, ochrypła. Chciała odebrać mu broń, ale jeśli nie odda go po dobroci, zabierz mu ją siłą. Złapała się mocno jego koszulki i zaczęła łapać głęboko powietrze. Takie przyzwyczajenie, kiedy była jeszcze człowiekiem długie osiemnaście lat... Wyglądała teraz troszkę młodziej, niewinniej i znacznie bardziej poharatana. Masa bandaży na nogach, rękach, klatce piersiowej i szyi. Taki obraz Louisy mógł zobaczyć.
- Co... ty robisz...?
Mówiła już powoli, cicho, wciąż trzymając go za koszulę. Chciała nim potrząsnąć, ale nie miała po prostu na to sił...

_________________


Kot Louisy.

@
Powrót do góry Go down
Yuki
Yuki
Yuki
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t164-yuki http://vampireknight.forumpl.net/t214-yuki
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 943


PisanieTemat: Re: Posiadłość Trizgane.   Nie Kwi 07, 2013 7:48 pm

Zgodziła się na to, by zawieść Luisę do domu, rzecz jasna i oczywista musiała jechać razem z nią, gdyż jako pracowniczka szkoły i lekarz była odpowiedzialna za uczniów będących jej pacjentami. Poza tym nieco swoją decyzją łamała nakaz pozostawania w obrębie akademii, co przecież sama przyznawała, iż tak być musi, a co za tym idzie, odpowiadała za Lou i musiała jej pilnować. Na dziedzińcu rzecz jasna był Brad z samochodem, gdyż Yuki nie poruszała się inaczej jak z nim jako kierowcą. Były to raczej względy bezpieczeństwa, gdyż Brad był jej ochroniarzem. Mężczyzna zerknął na wsiadające kobiety, w tym na Louisę. Wyglądał dość sympatycznie, choć jego małomówność i bycie zamkniętym na innych sprawiało, że wytworzył wokół siebie dystans.
Gdy dziewczyna poinstruowała ich gdzie mają jechać, auto ruszyło i choć podróż nie należała do najkrótszych, nie było też najgorzej. Panowała ogólna cisza, ale nie ma się co dziwić. Nie mieli o czym rozmawiać, a i Yuki nie chciała zaczynać tematu, szczególnie, że jedną rzeczą o jaką mogła zapytać to był fakt jej przemiany i tego wszystkiego co się wydarzyło, a to raczej nie był najlepszy moment, tym bardziej, że nie chciała by wydało sie, iż zna oprawcę Lou. Tak więc pod dom James'a podjechali w całkowitej ciszy, jednak z momencie, gdy tylko zgasł silnik samochodu dziewczyna wyrwała się jak poparzona, wyskoczyła z samochodu i pobiegła w stronę domo. Yuki zaskoczyła taka reakcja i z początku nie zareagowała, ale po chwili i ona opuściła pojazd udając się w stronę domu.
Gdy już znalazła się wewnątrz, jedynie czym się kierowała to zapachem, a tych wyczuła dwa. Jednak ktoś tu jeszcze był. Czyżby James? Dziewczyna tak bardzo sie o niego martwiła i wampirzyca domyślała się, iż musi to być dla niej ktoś ważny. Nie sądziła jak bardzo. W każdym razie, podążając zapachami doszła aż do sypialni, gdzie zastała ową dwójkę w dość dziwnej sytuacji. Zaraz jednak si zorientowała o co chodzi, gdy dostrzegła broń, którą miał mężczyzna. Czyżby o włos uniknęli tragedii?
- Wszystko w porządku?
Zapytała łagodnie, jakby trochę nieśmiało. Nie znała tego człowieka, ale domyślała się kim on był, a jeszcze zachowanie dziewczyny to potwierdzało. Nie zważając na swoje obrażenia, na ból popędziła wprost do niego. No cóż, nie trzeba być geniuszem, by móc cokolwiek z tego wywnioskować. Miała jednak nadzieje, że cała sytuacja rozwiąże się w miarę spokojnie i będą mogli załatwić to po co tu przyjechali, niestety ale Louisa nie mogła tu zostać.

_________________
* * * * * * * *
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Posiadłość Trizgane.   Nie Kwi 07, 2013 8:05 pm

Słyszał czyjeś kroki w pomieszczeniu, kiedy broń mu nie odpaliła. Nie wiedział tylko to tutaj przybył. Może policja albo łowcy by poszukać jakichś śladów. A może to kot zaczął rozrabiać na dole po otrzymaniu jedzenia. Nie interesowało go to. Przystawił broń do skroni, zamknął oczy i miał już nacisnąć na spust by pozbawić się życia. Niestety do pomieszczenia niespodziewanie wparowała Louisa co go raczej nie zaskoczyło. Padł na łóżko wraz z nią i siłował by nie zabrała mu broni. Siłą zdołała mu ją odebrać, przez co tylko westchnął patrząc na jej twarz. Nie odpowiedział na żaden jej słowa. Zmrużył oczy i odwrócił głowę. Dopiero teraz się odzywając.
- Ułatwiam wszystkim sprawę. - Rzekł z obojętnością. Zerknął w stronę drzwi u których pojawiła się szlachetnokrwista wampirzyca. Na jej pytanie nie udzielił odpowiedzi. Spojrzał na ukochaną uczennicę a zarazem dziewczynę. Niech ona odpowie. To w końcu jej dom. On w tym czasie zlustrował jej bandaże na ciele które był w stanie dosięgnąć gołym okiem. Przeważnie ten na szyi się rzucał bardzo w oczy. Uniósł dłoń by opuszkami palców go delikatnie dotknąć.
Powrót do góry Go down
Louisa
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t522-louisa#612 http://vampireknight.forumpl.net/t592-louisa#811 http://vampireknight.forumpl.net/t3331-ofiara-losu-luska#71592
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 412


PisanieTemat: Re: Posiadłość Trizgane.   Nie Kwi 07, 2013 9:18 pm

Louisa nie wybiegła z auta, to jej się wydawało, że biegła ile sił w nogach, bowiem była tak obolała, że nawet nie robiło jej to większego znaczenia. Nie czekała na Yuki, wiedząc, że pewnie wampirzyca sama sobie poradzi z przejściem przez zabezpieczenia policyjne i otwarcie drzwi. Na pewno nie będzie też dla niej żadnym problemem pójście za zapachem człowieka i wampira, dlatego Louisa nie musiała martwić się o szlachetną.
Kiedy wyczuła zapach Jamesa ucieszyła się. Nawet do głowy jej nie wpadło, że mogłoby się to wszystko okazać pułapką, zgotowaną przez Samuru, Ringo albo Szarych czy też Testamenta. Miała tak wielu wrogów i tak silnych, że nie wiedziała jak sobie z tym wszystkim poradzić. Ale jedno wiedziała na pewno. Chciała zobaczyć Jamesa. Jak głupia, opętana przez Szatana albo innego czarta, pognała po schodach nie zważając na ból jaki rwał rany. Każdy centymetr skóry stał się bolesny, nie do wytrzymania. Ale adrenalina tak nią napędzała, że wyłączyła w sobie wszelkie uczucia, kierując się jedną myślą.
Jednak to co zobaczyła po wejściu do sypialni wstrząsnęło nią tak silnie, że od razu się rzuciła na łowcę. Nie myślała o niczym. Pozwoliła, aby emocje wzięły w nią górę. Wytężyła także wszystkie swoje siły, aby wyszarpnąć mu broń. Dosłownie cudem się to udało zbolałej wampirzycy.
Ułatwi wszystkim sprawę?! Omal nie wystrzeliła mu w twarz z dłoni. W dodatku ten jego chłodny, obojętny ton głosu i wyraz twarzy... a właściwie jego brak. Jakby był trupem. Albo pustą marionetką.
Potrząsnęła nim jeszcze kilka razy bezsilnie, nie odpowiadając na słowa szlachetnej, która pojawiła się w sypialni. Oparła głowę o jego tors, chcąc się uspokoić, nim zrobi jakąś głupotę.
- O czym... Ty mówisz...? Jaką... sprawę...?
Mówienie stanowiło dla niej teraz spore wyzwanie, ale nie poddawała się. Odrzuciła broń, którą przed chwilą trzymał na drugi koniec pokoju, pod nogi szlachetnej. Nie rozumiała nic z tego jego zachowania. Jakby nie był sobą. Kiedy opuszkami palców dotknął opatrunku na szyi, nieznacznie drgnęła. Jej rany nie były teraz ważne, po prostu nie mogła zrozumieć dlaczego chciał się zabić. A dzięki temu, że Yuki zgodziła się jednak zabrać Louisę tutaj, zdążyły na czas...

_________________


Kot Louisy.

@
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Posiadłość Trizgane.   Nie Kwi 07, 2013 9:40 pm

W końcu tak się teraz czuł. Jak marionetka mająca wykonywać czyjeś polecenia. Nie chciał tego robić a jedyne wyjście jakie widział to samobójstwo. Możliwe iż sprawdzał też działanie tego cholernego chipa, ale nic ze strony jego "pana" nie było reakcji. Być może wymęczył go tak, by ten takie głupstwa podejmował. James nie chciał swoja osobą zawadzać i iść na litość rodziny, przyjaciół i ukochanej. Nie chciał pracować dla dwóch stron, jednocześnie jedną z nich zdradzając. Miał zakaz mówienia co mu zrobiono, więc chciał zabrać to wszystko ze sobą do grobu.
Nie zareagował jakoś specjalnie na szarpanie koszuli czy też nim przez Louisę. Zerknął tylko w kierunek w jaki odrzuciła jego broń. No cóż. Jak na pech musiała trafić pod nogi szlachetnej wampirzycy. Spojrzał na blondynkę a później na swoją Louisę, która zadała mu pytanie. I co on miał jej odpowiedzieć? Prawdę? Najwidoczniej. W końcu oboje w bagno wpadli.
- Samuru mnie zniewolił. Więc lepiej będzie jak zniknę z tego świata. - Walił na to czy te słowa dotrą do szlachetnego czy w jakiś sposób go ukaże. Louisa już wiedziała. Zerknął na Yuki i rzekł z prośbą w głosie.
- Jeśli mogę prosić, zabierz ją w bezpieczne miejsce. - Nie był pewny czy tej wampirzycy można ufać, ale zakładał że to ona sprowadziła tu ranną Trizgane. W ogóle jak na nią patrzył, nie wydawała się być wrogo nastawiona. Dlatego też do niej swą prośbę skierował.
Powrót do góry Go down
Yuki
Yuki
Yuki
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t164-yuki http://vampireknight.forumpl.net/t214-yuki
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 943


PisanieTemat: Re: Posiadłość Trizgane.   Pon Kwi 08, 2013 2:08 pm

Nie była za tym by Lou będąc w takim poważnym stanie podejmowała tak gwałtowne ruchu, jednakże wampirzyca jej nie zatrzymywała, gdyż ta najwyraźniej czymś si kierowała. Mimo wszystko ruszyła za nią, choć już znacznie wolniej, a Bradowi kazała czekać w samochodzie. Jego towarzystwo nie było konieczne, a poza tym, dobrze by było, gdyby ktoś pozostał na zewnątrz. Ot tak po prostu. Z dotarciem do sypialni nie miała żadnego problemu, ale nie spodziewała się, że może dojrzeć coś podobnego, a broń, która leżała niemalże pod jej stopami mówiła sama za siebie. Yuki była tylko kimś, kto patrzył na to wszystko z boku, nie znała całej sytuacji, jej szczegółów, nie wiedziała do końca co i jak, ale i nie zadawała też pytań nie chcąc wtrącać się w nie swoje sprawy. Była tu tylko przez wzgląd na Louisę, swoją pacjentkę, którą tu przywiozła i którą musiała odwieźć ponownie do akademii.
Wymianę zdań oczywiście słyszała, gdyż jeszcze jak szła jej wrażliwe uszy wychwyciły to co mówili. No cóż, jak widać Samuru naprawdę leciał sobie w kulki i coraz bardziej utwierdzał ją w przekonaniu, iż jest nieodpowiednią osobą na nieodpowiednim stanowisku. Przez niego wszystko się komplikowało niestety i taka była prawda. Coraz bardziej było jej żal tych ludzi, a właściwie człowieka i wampirzycy, choć może jak się uda, to dziewczyna powróci do swojej ludzkiej postaci. Nie wiedziała tylko ile może to potrwać, a dopóki będzie zmuszona to przebywania w tej powłoce, no cóż, będzie potrzebowała wsparcia od najbliższych.
- Zabiorę ją do akademii, skąd zresztą ją zabrałam. A panu nie radziłabym popełniać głupstw, gdyż na nie jeszcze nie jest pora.
Uśmiechnęła się blado do łowcy. Od razu zgadł kim ona była? To, że wampirem o owszem łatwo odgadnąć, jeżeli ktoś się na tym zna, a że szlachetną? Tego nie mógł wiedzieć, chyba, że znał jej osobą skądś, a z łowcami nigdy nie wiadomo. No i oczywiście chodziło jej o to by nie próbował się zabijać, gdyż nie powinno się tracić nadziei na odwrócenie losu, a życie bywa zaskakujące. Obije teraz potrzebowali sie wzajemnie.

_________________
* * * * * * * *
Powrót do góry Go down
Louisa
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t522-louisa#612 http://vampireknight.forumpl.net/t592-louisa#811 http://vampireknight.forumpl.net/t3331-ofiara-losu-luska#71592
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 412


PisanieTemat: Re: Posiadłość Trizgane.   Wto Kwi 09, 2013 10:05 am

Louisa nie pozwoli Jamesowi na żadne głupie postępowania. Doskonale wiedziała jak to jest wykonywać czyjeś rokazy, nawet wówczas, kiedy nie ma się na to ochoty. Jednak ta świadomość gdzieś wciąż jest, choć nie można postępować zgodnie z nią. Młoda wampirzyca nie zamierzała od tak pozwolić mu się zabić. Postąpi samolubnie i zabierze go ze sobą do Akademii, porozmawia z dyrektorem jeśli trzeba będzie. Nie powinien odmówić, nie kiedy łowcy potrzebują jego pomocy. Sam przecież niegdyś był łowcą, a teraz było dość ciężko, a Akademia była ostatnim takim bezpiecznym miejscem. Dopóki wampiry w niej znajdujące się, nie zaczną się upominać o swoje bezduszne prawa do mordowania ludzi.
- Więc mnie też przy okazji zabij.
Rzekła jadowicie, zmuszając go by spojrzał na nią. To, że Samuru go sobie podporządkował i zniewolił nie znaczyło wcale, że od razu musi odbierać sobie życie. Louisa też powinna być już matrwa, przecież była potworem, niczym lepszym, niż teraz James, jako marionetka w rękach burmistrza.
Zabrać w bezpieczne miejsce, a jego zostawić tutaj samego? Odwróciła się raptownie w stronę szlachetnej, wciąż trzymając kurczowo koszuli Jamesa. Nie schodziła z niego, wciąż sobie siedziała na łowcy okrakiem, nie pozwalając mu na jakikolwiek głupi ruch.
- Zabierzemy... go ze sobą... Proszę Cię... Nie poz...wolę, żeby... zginął...
Skierowała swoją prośbę do szlachetnej. Dyrektor na pewno to zrozumie. Porozmawia także z Azelem, jeśli zajdzie taka potrzeba, aby przedstawił zaistniałą sytuację dowódcy. Louisa wolała mu się nie pokazywać na oczy.
- Pakuj się...
Rozkazujący ton, nie znoszący sprzeciwu. Spojrzała na niego groźnie swoimi karmazynowymi źrenicami.
- To ja... tu jestem pot..worem... I pozwolę Ci... na to.
Jego bliskość, zapach ciała, krwi... wszystko się mieszało, budząc w niej jakieś nowe, dziwne uczucie pożądania. Nawet już się nie rumieniła, była chłodna, martwa.

_________________


Kot Louisy.

@
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Posiadłość Trizgane.   Wto Kwi 09, 2013 11:15 am

Łowca nie odwzajemnił uśmiechu szlachetnej i nie odpowiedział na słowa odnośnie robienia głuptw. Może i samobójstwo tym właśnie było, ale go to nie obchodziło. Nie chciał być wykorzystywany przeciw swoim bliskim osobom.
Kusząca propozycja padła z ust Louisy. Spojrzał na nią bez cienia zaskoczenia. W jej przypadku takie rozwiązanie też byłoby odpowiednie. Nie męczyłaby się z głodem jaki jej dokucza. Nie odpowiedział nic na to czy ją zabije czy nie. Broń i tak leżała na podłodze u stóp szlachetnokrwistej. Za chwilę dziewczyna rzekła iż zabiera go ze sobą i to jeszcze do Akademii. Oszalała? To nie jest miejsce dla niego.
- Nie ma mowy. - Zmarszczył brwi i się sprzeciwił. Ujął jej dłonie w swoje odrywając siłą od koszuli, po czym przewrócił się z nią na łóżku tak, że to teraz ona leżała pod nim. Jej ręce ulokował przy jej głowie po obu stronach, przygwożdżając do pościeli. Pochylił się że kosmyki jego włosów opadały zasłaniając jego twarz z boku. Siadł okrakiem i patrzył jej w oczy beznamiętnie, ale z uczuciem. Wciąż ją kochał.
- Dla Ciebie jest szansa na powrót do człowieczeństwa. A dla mnie? Nie mam gwarancji ile przeżyję to co mi zrobili. Nim każe mi kogoś skrzywdzić czy zabić...
Nie dokończył. Wiadomo co zamierzał zrobić. Spuścił głowę i westchnął.
- Wróć do Akademii... Ale beze mnie. - Dodał. Spojrzał na nią i puścił ją schodząc z niej. Stanął obok łóżka i czekał aż Louisa go posłucha i wyjdzie ze szlachetną. A co on zrobi, nie powinno ich interesować.
Powrót do góry Go down
Yuki
Yuki
Yuki
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t164-yuki http://vampireknight.forumpl.net/t214-yuki
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 943


PisanieTemat: Re: Posiadłość Trizgane.   Wto Kwi 09, 2013 12:34 pm

Sytuacja przedstawiała się mało ciekawie, a sama Yuki czuła się nieco jak intruz podglądający dość intymną scenę, gdyż łatwo było się domyślić, że między tą dwójką musiało iskrzyć i jak widać chyba nic sobie nie robili z obecności wampirzycy w progu pokoju. Zresztą i tak nie mogła teraz odejść, musiała przypilnować, by dziewczyna zebrała się jak najszybciej tylko będzie umiała i by mogli wrócić do akademii, nim ktokolwiek się zorientuje. Niemal westchnęła przysłuchują się ich rozmowie. Czy oni na poważnie rozmyślali nad popełnieniem samobójstwa? Owszem rozumiała, że było im ciężko, że mieli sporo kłopotów na głowie, ale żeby zaraz skracać sobie życie? Lou była młoda, a do tego miała jeszcze szansę na powrót do ludzkiej formy, a James... no cóż, do starych też nie należał i miał jeszcze szmat czasu przed sobą, po co jeszcze bardziej skracać ten czas? Jako ludzie o ograniczonej ścieżce jaką mogli wieść na tym świecie, powinni bardziej doceniać swoje życie, nawet jeżeli było ciężkie.
Nie ma dróg bez wyjścia. Widać jednak mężczyzna uznał, że on już nic więcej zrobić nie może i jego los jest przekreślony. Nic tylko żałować jego podejścia. Gdy Lou zwróciła się do niej z pomysłem by zabrać go ze sobą, kobieta nie odpowiedziała. Musiała to przemyśleć, ale jak widać on już i tak zaprotestował. Najwidoczniej był pod czyjąś władzą mentalną, pewnie wampira. Zabieranie go do akademii rzeczywiście nie było najlepszym pomysłem, gdyż mógł stanowić zagrożenie... Trudna sytuacja, ciężka do jednoznacznego ocenienia i podjęcia jasnych i prostych decyzji.
- Zabieranie go chyba nie jest najlepszym pomysłem. Jeżeli dobrze zrozumiałam, jesteś kontrolowany przez kogoś i możesz stanowić zagrożenie... choć z drugiej strony...
Przeniosła wzrok na Lou, która przecież była poziome E i także stanowiła zagrożenie, przez co musiała być pod ciągłą obserwacją i kontrolą.
- Może Dyrektor Cross coś byłby w stanie poradzić ci w tej sprawie? Z pewnością jest bardziej doświadczony, a patrząc obecnie na twój stan, nie byłabym za tym, byś zostawał sam w domu. Jest to moja zdanie jako lekarza.
Uśmiechnęła się słabo, a w stronę Lou machnęła lekko niecierpliwie ręką, by wreszcie zebrała się w sobie i zaczęła zbierać swoje rzeczy, bo wiecznie tu siedzieć nie będą. A James'a mogą zabrać ze sobą.

_________________
* * * * * * * *
Powrót do góry Go down
Louisa
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t522-louisa#612 http://vampireknight.forumpl.net/t592-louisa#811 http://vampireknight.forumpl.net/t3331-ofiara-losu-luska#71592
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 412


PisanieTemat: Re: Posiadłość Trizgane.   Wto Kwi 09, 2013 6:25 pm

Louisa nie zamierzała pozwolić mu popełnić samobójstwo. Najwyżej go przywiążą do łóżka, skują w kajdany, żeby nie mógł się wydostać i zabić kogoś czy też siebie. Może nie był to zbyt humanitarny sposób, ale był to jedyny jaki teraz mógłby zadziałać. A w międzyczasie można by pracować nad tym, co mu zrobili, aby to odkręcić. Łowcy posiadali spore umiejętności i magię, którą można by wykorzystać we właściwy sposób i pomóc Jamesowi.
Słowa, jakie wypowiedziała odnośnie tego, by mógł i ją zabić w ogóle nie podziałały. A nawet nie spodziewała się tego, co ujrzała w oczach łowcy. Obojętność. Chciał ją zabić i bez wahania by to uczynił, gdyby miał broń w dłoniach. Ta myśl przeraziła ją i zaczęła się bać. Nie zamierzała się poddawać i kończyć życia. Nie teraz, kiedy podjęła walkę i dawała sobie jakoś radę ze swoim głodem i pragnieniem. Było to bardzo bolesne, ale wytrzyma to.
Złapał jej dłonie w swoje. Na jego ciepły, taki ludzki dotyk zadrżała. Z łatwością wyszarpnął się z uścisku dłoń Louisy. Nie miała sił na to, aby się szarpać z dorosłym mężczyzną pełnym sił. W tej samej sekundzie wylądowała pod nim. Złociste włosy, niczym aureola opadły na poduszkę, dookoła jej głowy. Łowca przysiadł na niej, dziewczyna jedynie zmarszczyła brwi, zagryzając wargi, bowiem poczuła nacisk na rany. Pochylił, wstrzymała oddech. Już nic nie było ważne, nawet to, że szlachetny wampir był w pomieszczeniu, przyglądał się i ponaglał oboje do pośpiechu. Louisa nie mogła unieść swoich dłoni w górę, ku jego twarzy, dotykając delikatnie policzków, ale sama uniosła się. Wówczas złączyła ich wargi w pocałunku, przymykając powieki. Językiem skosztowała usta, wdzierając się nim głębiej.
Zawsze jest szansa, jak to powiedziała szlachetna, a Lousia nie zamierzała tego zaprzepaścić.
- Wrócę, owszem... Z Tobą, nawet... jeśli będę musiała... użyć siły, związać... i siłą wrzucić.. do samo...chodu.
Mówiła stanowczo, robiąc przerwy, ponieważ struny głosowe wciąż jej dokuczały. Wreszcie puścił ją i zsunął się, stając obok łóżka. Wampirzyca poprawiła płaszcz i powoli zaczęła wstawać, bowiem rany dawały o sobie znać w dość bolesny sposób.
- Idziesz... z nami po... dobroci czy chcesz... walczyć ze mną...?
Spojrzała na Yuki, jakby oczekując z jej strony jakiegoś wsparcia w porwaniu Jamesa wbrew jego woli, jeśli musiałaby tak właśnie postąpić.

_________________


Kot Louisy.

@
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Posiadłość Trizgane.   Wto Kwi 09, 2013 6:52 pm

Czemu Louisa nie mogła tego zrozumieć? Nawet obecna tutaj Yuki rozumiała jego sytuację i także twierdziła że on może stanowić zagrożenie dla otoczenia Akademii. Co jeśli Samuru każe mu zabić Kaiena? Czy może zmusi do zaatakowania niewinnych ludzi a przeważnie uczniów zajęć dziennych? Nie chciał tego. Dlatego samobójstwo uważał za najlepsze wyjście i rozwiązanie problemu sobie oraz innym. Był przekonany że po tym co mu zrobiono nie da się już cofnąć. Ewentualnie by się od tej "manipulacji" uwolnić, musiałby zabić Samuru. Najtrudniejsze z możliwych opcji do wykonania. Bowiem jak walczyć z kimś, kto Tobą kieruje? Co prawda jeszcze nie poczuł na sobie skutków sprzeciwu, więc nie wiedział jak bolesne mogą okazać się sprzeciwy wykonania rozkazów Samuru.
Posunięcie dziewczyny zaskoczyło łowcę. Ten pocałunek sprawił iż na moment zamarł w bez ruchu. Odwzajemnił, lecz starał się tego nie robić. W końcu zszedł z niej wysłuchując Yuki a potem Louisy.
- Cross ma swoje sprawy na głowie. Nie warto narzucać mu jeszcze moje. Tobie Louisa bardziej pomoże niżeli mnie.
Podszedł do niej i pomógł wstać, bowiem dostrzegł chyba że rany ją bolały. Zaprowadził niemal siłą w stronę szlachetnokrwistej, niemal popychając ją w jej kierunku.
- Idźcie już. Walczyć nie będziemy. Chcę byś była bezpieczna nawet z dala ode mnie.
Z trudem zaczął mówić i odwrócił spojrzenie od Louisy. Nie da się zaprowadzić po dobroci a nawet siłą. Ona w takim stanie mu nic nie zrobi. Walczył ze sobą by tu zostać i czekać aż obie wampirzyce opuszczą ten dom. Miłość jest bolesna i wymaga poświęceń. Gdyby może nie wiązałby się z nią, nie spotkałby ja taki los? Może gdyby się wtedy nie spotkali, nie przechodzili przez to piekło? Czasu nie zmieni. Dlatego teraz kierował się takim postanowieniem a nie innym.
Powrót do góry Go down
Yuki
Yuki
Yuki
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t164-yuki http://vampireknight.forumpl.net/t214-yuki
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 943


PisanieTemat: Re: Posiadłość Trizgane.   Sro Kwi 10, 2013 4:49 pm

Chciała pomóc tej dwójce, ale jak widać sprawa będzie cięższa niż można by przypuszczać. Oboje byli wyjątkowo uparcie, ale i boje teraz byli w kryzysie i przezywali naprawdę ciężkie chwile. Co ona mogła w tym wypadku zrobić? Właściwie niewiele. Co do Lou, może uda jej się przywrócić ludzką formę, co do Jamesa, tu już było gorzej, nie znała tego człowieka w ogóle i nie wiedziała jak mogłaby mu pomóc, a samobójstwo było najgorszym rozwiązaniem. To, że teraz znajdował się w beznadziejnej sytuacji nie oznaczało, że była to sytuacja bez wyjścia. Westchnęła cicho. Dłużej tam sterczeć nie mogła, a mieli ograniczony czas. Nie chciała jednak zachowywać się stanowczo i zwyczajnie ich popędzić, gdyż byłoby to nie na miejscu.
- Louiso, zabierz wszystkie swoje rzeczy i spakuj się. Proszę cię, wolałabym już wrócić do akademii. A co do pana, panie Jamsie, nigdy nie wiadomo, a samobójstwo nie jest rozwiązaniem. Radziłabym odwrócić się od tego dość głupiego pomysłu, a póki pan jeszcze żyje, póty będzie można jeszcze coś zdziałać. Nie jestem w stanie teraz pomóc, co nie oznacza, że się nie da tego zrobić. Musi się pan uzbroić w cierpliwość i przede wszystkim nie myśleć kategoriami katastroficznymi. Udanie się do akademii nie jest najgorszym pomysłem, a jeżeli mimo to są jakieś obawy, zawsze można powiadomić Kaiena i poprosić go by wyszedł do pana porozmawiać i z nim uzgodnić, czy można zostać w akademii, czy nie. Proszę wszystkiego tak po prostu nie skreślać od razu.
Miała nadzieje, że James w końcu ulegnie ich namowom i zgodzi się na pojechanie do akademii. Zostawianie go w tym stanie nie było najrozsądniejsze, a choć psychologiem nie była, to łatwo się można było domyśleć, iż po ich wyjściu próba samobójcza może zostać powtórzona.
- Nie przedłużajmy tego jeszcze bardziej.
Była lekko zniecierpliwiona, ale nie ma się co dziwić. Miała pod swoją opieką Lou, która nie powinna opuszczać akademii, a jeszcze doszedł do tego mężczyzna w zaburzeniami psychicznymi. Mimo to pozostawała spokojna i opanowana, bo o nerwach nie było tu w ogóle mowy.

_________________
* * * * * * * *
Powrót do góry Go down
Louisa
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t522-louisa#612 http://vampireknight.forumpl.net/t592-louisa#811 http://vampireknight.forumpl.net/t3331-ofiara-losu-luska#71592
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 412


PisanieTemat: Re: Posiadłość Trizgane.   Czw Kwi 11, 2013 8:15 am

Nie mogła tego zrozumieć, bo wcale nie chciała rozumieć. Nie chciała pogodzić się z tym, że kiedy opuści własny dom, który przez ostatnie kilka dni dzieliła z Jamesem, jego już nie będzie. Nie zależnie co by się nie działo, to nie było do niego podobne, żeby odbierać sobie życie. Zawsze była jakaś szansa i Louisa będzie o nią walczyć, bo najwyraźniej James stracił chęć do życia.
Zabić Kaiena? Łowcę, który ma doświadczenia od dwóch czy trzech wieków? Musiałby mieć naprawdę sporo szczęścia, aby tego dokonać, skoro samemu szlachetnemu wampirowi taki atak się nie udał. Nawet jeśli James był doświadczony, raczej nie było żadnej szansy na zabicie dyrektora.
Walczyć sam nie mógł z tak silnym przeciwnikiem. Ale nie po to trenował swoją podopieczną, aby teraz chowała głowę w piasek. Na jego słowa jedynie się uśmiechnęła, blado.
- Teraz moja kolej by chronić Ciebie. W Akademii trwają wakacje, pozostało zatem kilku uczniów, którzy nie mają jak wrócić do rodziny. Nie będziesz zatem stwarzał zagrożenia dla nikogo. A jeśli będę musiała... zabiję Cię własnoręcznie.
Ostatnie zdanie było blefem. Nie dała jednak po sobie poznać, że kłamała, a raczej zachęciła go do tego, by udał się do Akademii.
Kiedy do niej podszedł, przyjęła z chęcią jego pomoc, pozbierała się i poprawiła płaszcz. Jednak gdy zaczął ją ciągnąć w stronę szlachetnej, złapała się jego koszuli i zaparła nogami o podłogę z całej swojej siły, tak więc teraz musiał ją dosłownie wlec.
- Bezpieczna? Wiedząc, że zamierzasz odebrać sobie życie? Od miłości do nienawiści nie daleka droga, szukając zemsty, skończę tak samo jak Ty. Tego właśnie chcesz?
Teraz była zezłoszczona na niego. Poza tym, chyba po raz pierwszy wyznała mu swoje uczucia, choć nie miała takiej pewności. Te ludzkie wspomnienia były już trochę mgliste. Nie zamierzała zacząć się pakować, póki James się nie ruszy.
Nie przedłużać tego jeszcze bardziej? Spojrzała na szlachetną nienawistnym wzrokiem.
- Gdybyś kogoś kochała, czas nie miałby znaczenia!
Musiała się uspokoić. Nie pozwolić, żeby nerwy i emocje wzięły nad nią górę. Nie umiała jeszcze nad nimi panować, jako wampir. Były po prostu intensywniejsze i silniejsze, wybuchały w niej nagle i równie nagle zmieniały się.
- Obok jest mój pokój, spakuj moje rzeczy, cokolwiek i daj nam chwilę.
Odezwała się niemalże prosząco w stronę szlachetnej. I tak nie da rady od niej uciec, więc nie musiała się martwić, że Louisa nagle zwieje. Zresztą bez Jamesa nie zamierzała się nigdzie ruszać.

_________________


Kot Louisy.

@
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Posiadłość Trizgane.   Czw Kwi 11, 2013 12:05 pm

Skoro Louisa nie dała się wyciągnąć w stronę szlachetnej, trzymając się jego koszuli westchnął stanąwszy w miejscu i podtrzymując ją swoimi ramionami. Jedna nawijała i druga. Jednak Yuki nie znała dobrze jego sytuacji, więc lepiej dla niej by się nie odzywała. Łowca patrzył na nią już niezbyt przychylnie.
- Jesteś wampirem, więc nie znasz ludzkiego życia i naszych problemów. Z łaski swojej, nie odzywaj się już na ten temat.
Wygonić jej nie może. W końcu ta kobieta przywiozła tu Louisę i tym samym ma chyba za zadanie ją odwieźć na miejsce. Jego czas też nie interesował. Jednakże słowa jego uczennicy nieco go poruszyły w kwestii ochrony. Spojrzał na Louisę jakby z pytaniem "jak zamierzasz mnie ochronić?" Widocznie z nią nie wygra. Samobójstwa nie popełni kiedy ona tutaj jest. Wiedział że ona kłamie. Kto zabije ukochaną osobę? Może powinien się pociąć i wzbudzić głód w niej co by wtedy zmusić ją zabicia go? Ciekawa koncepcja i pomysł na śmierć.
- W porządku. Pojadę z Wami.
Zgodził się lecz niechętnie. Puścił Louisę co by pozwolić jej udać do swojego pokoju i zabrała swoje potrzebne rzeczy i pewnie kota. Sam tutaj zdechnie albo pójdzie jedzenia szukać na śmietnikach. "Z kobietami nie wygrasz". Tak mawiał jego wuj i z tym musiałby się zgodzić. Rozpakować się co prawda nie zdążył. Zabierać wszystkiego też nie zamierzał. Weźmie tylko co podręczne i potrzebne. Usiadł zaraz na łóżku i nim podwinął nogawkę spojrzał na Yuki.
- Wspomniałaś że jesteś lekarzem. Obejrzysz to?
Podwinął nogawkę ukazując zabandażowaną nogę od kolana po kostkę. Nie bolała go przy chodzeniu ale mogła stanowić problem przy bieganiu. Pod bandażem można by dostrzec tylko dużego siniaka. A jako iż Louisa wcześniej zadbała o jego ranę, nic poważniejszego grozić mu nie mogło.
Powrót do góry Go down
Yuki
Yuki
Yuki
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t164-yuki http://vampireknight.forumpl.net/t214-yuki
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 943


PisanieTemat: Re: Posiadłość Trizgane.   Czw Kwi 11, 2013 7:35 pm

Nie znała ludzkiego życia? Może i nigdy człowiekiem nie była, ale to nie oznaczało, że ludzkiego życia nie znała. Oczywiście łowca jak to łowca musiał wszystko zinterpretować po swojemu, uznając, że Yuki pieprzy trzy po trzy, kiedy ona doskonale wiedziała co mówi. Nie zezłościła się jednak słysząc jego słowa, tylko westchnęła ciężko. Ludzie mimo wszystko nadal ją zaskakiwali, a zwłaszcza łowcy. To dopiero była specyficzna grupa, która przecież o wampirach wiedziała wiele i to chyba też było ich przekleństwem. No cóż, nie wnikała, a odzywać się już i tak nie zamierzała, bo powiedziała wszystko co do powiedzenia miała. Obserwowała tę dość melodramatyczną scenkę i szczerze współczuła tej parze, ale wtrącać się nie zamierzała.
Miała nadzieje, że w końcu mężczyzna się ugnie pod naciskiem dwóch kobiet i tak też się stało. Uśmiechnęła się słabo, ale nic nie powiedziała stojąc tylko w milczeniu w progu pokoju. No cóż, dopięli swego, choć wiedziała, że Kaien i tak zadowolony nie będzie, chociażby dlatego, iż zabrała Lou z akademii, gdy było to niewskazane. Mimo wszystko dziewczyna znajdowała się pod jej opieką, więc chyba jakoś przejdzie jej to płazem. Chciała tylko pomóc.
Na słowa dziewczyny proszącej o zebranie jej rzeczy i pozostawienie ich przez kilka chwil samych, po krótkim namyśle zgodziła się i wyszła z pokoju, do pomieszczenia obok. Tam potrwało kilka minut nim znalazła torbę kilka ubrań i innych drobiazgów, jakie mogą się przydać młodej dziewczynie. Zresztą, jak tylko z Lou będzie lepiej, jak odzyska człowieczeństwo, powinna potem sama ze wszystkim sobie poradzić. Gdy wreszcie wzięła już wszystko co miała wziąć, powróciła do sypialni Jamesa, z torbą w ręku, którą zaraz położyła, gdyż mężczyzna najwyraźniej potrzebował pomocy medycznej. Skinęła głową i podeszła do niego kucając zaraz przy nodze.
Powoli zaczęła odwijać bandaż by mieć lepszy wgląd na ranę, ale nie wydawało sie to zbyt groźne. Położyła dłoń na nodze, a ta zaraz rozświetliła się delikatną, błękitną poświatą. Kilka chwil i mężczyzna mógł uczuć ulgę, a noga była już całkowicie zdrowa. Yuki nawet nie poczuła zmęczenia, gdyż nieco wcześniej uzupełniła siły wypijając nieco krwi. Wstała.
- To możemy już iść?
Zapytała cicho cofając się do drzwi i ponownie podnosząc z ziemi torbę wypełnioną rzeczami Louisy.

_________________
* * * * * * * *
Powrót do góry Go down
Louisa
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t522-louisa#612 http://vampireknight.forumpl.net/t592-louisa#811 http://vampireknight.forumpl.net/t3331-ofiara-losu-luska#71592
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 412


PisanieTemat: Re: Posiadłość Trizgane.   Pią Kwi 12, 2013 9:49 am

Nie znała ludzkiego życia. Była wampirem od urodzenia, kierowały nią inną emocje, w całkiem inny sposób wszystko odczuwała, miała inne potrzeby, instynkty i priorytety. Louisa teraz, jako wampirzyca, mogła lepiej poznać wampiry, choć wcale tego nie chciała. Znała krwiopijców jedynie z tego, co doświadczyła na własnej skórze i wolała, by tak właśnie pozostało. Jednak nic na to nie poradzi, stała się jednym z nich i już doskonale wiedziała, czemu wampiry tak nie znoszą ludzi. Głód wręcz popychał ich do aktów przemocy, nie umieli żyć w pokoju, ponieważ ich emocje były tak silne, że aż targało nimi i musieli wyrządzić komuś krzywdę, bo inaczej krzywda dosięgnie ich. Louisa wiedziała także, że ludzie są słabi i delikatni jak kukiełki.
Louisa doświadczyła jak to jest być wampirem, poniekąd rozumiała ich zachowanie, ale mimo tego nienawiść wzrosła i jeśli tylko wróci do swojego człowieczeństwa, będzie polować na te potwory z jeszcze większą zawziętością. Te dwie rasy nigdy nie będą w stanie żyć ze sobą w zgodzie, obok siebie. Yuki natomiast nigdy nie będzie człowiekiem, więc nigdy do końca nie zrozumie ludzi, ani tego co nimi kieruje w życiu, nawet jeśli spędzi wieki w ich towarzystwie.
Dostrzegła jego pytające spojrzenie, ale nie odpowiedziała mu. Spoglądało na hardo, zmuszając niemalże samym spojrzeniem do ruszenia się stąd i pojechania z nimi. Na ostre słowa skierowane do szlachetnej, nie zareagowała. Wampir to wampir, im z natury się nie ufa, nie zależnie jak bardzo w danej chwili mogą być spokojni. Już się o tym nie raz przekonała.
Zamierzał się pociąć i w taki sposób zmusić Louisę, żeby go zabiła? Ćwiczyła swoją silną wolę, brała tabletki krwi, które zabijały w niej na jakiś krótki czas silny głód na krew. Leżała w gabinecie, w którym unosił się zapach krwi, jej krwi, a także ludzkiej, tej z woreczka. Dała radę. Nie rzuciła się nawet na Azela, żeby go osuszyć, choć głód sięgał zenitu. Nie wiedziała jednak, jak by sobie poradziła, gdyby buchnęła na nią krew kogoś innego, niż jej własna.
Yuki zatem zniknęła, udając się do sypialni obok, aby spakować rzeczy dziewczyny. W między czasie James zgodził się, aby wyruszyć z nimi. Louisa skinęła głową, nie dała po sobie poznać, że się cieszyła. Tym samym puściła wreszcie jego koszulę, pozwalając mu usiąść. Czuła się coraz gorzej. Nie tylko rany, ale zalała ją znów fala głodu. Musiała wziąć tabletki krwi i to jak najszybciej. Pod pretekstem wzięcia kota, jego misek i jedzenia, udała się na dół, do kuchni. Drżącymi dłońmi otworzyła szafkę nad blatem kuchennym, wyciągając z niej szklankę. Ręce tak się trzęsły Louisie, że stłukła jedną, klnąc pod nosem. Pełna złości (nie umiała jeszcze panować nad swoimi emocjami, które były intensywniejsze w wampirzym ciele) sięgnął po drugą i z hukiem postawiła ją na blacie. Wlała do niej wody z butelki, z lodówki i wrzuciła dwie tabletki, które wcześniej schowała do kieszeni płaszcza. Wypiła szybko całą zawartość szklanki. Kiedy to zrobiła, spakowała miski kota i jego jedzenie, udając się po chwili na górę, do sypialni Jamesa. Tam Yuki kończyła właśnie zajmować się nogą łowcy.
- Tak, możemy.
Powiedziała, spoglądając na Jamesa. Wzięła z podłogi jego broń i schowała ją.
- Na razie ją zatrzymam.
Lepiej mu jej nie oddawać. Zajmie się nią, odda dyrektorowi, do czasu, póki zagrożenie minie. Później James będzie mógł ją sobie odzyskać. Ścisnęła torbę z jedzeniem dla kota i poczekała aż James wyjdzie pierwszy z pokoju, udała się z nim i w trójkę, wraz z kotem, udali się do samochodu Yuki.

[zt wszyscy]

_________________


Kot Louisy.

@
Powrót do góry Go down
Louisa
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t522-louisa#612 http://vampireknight.forumpl.net/t592-louisa#811 http://vampireknight.forumpl.net/t3331-ofiara-losu-luska#71592
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 412


PisanieTemat: Re: Posiadłość Trizgane.   Pią Maj 31, 2013 1:32 pm

Louisa wcale nie obrażała się na Tomato. Teraz przekonała się, że jego pasja stała się bardziej obsesyjna. Nie widział nic poza swoim podglądaniem ludzi. Po prostu fascynowało go zachowanie innych, choć sam był na tyle roztrzepany, że chyba cudem udawało mu się w trakcie swojego transu zachować na tak długi czas spokój, opanowanie, wysiedzenie w jednym miejscu i oczywiście pilne notowanie obserwacji. Nie przedłużając, chłopak zgodził się na imprezę. Zaraz złapał ją za rękę i pociągnął w stronę windy. Nim jednak udali się do posiadłości, gdzie miało się to wszystko odbyć, musieli udać się do sklepu po żywność. Wampirzyca kupiła kiełbaski specjalnie na grilla, a także w sporej ilości, przeróżne warzywa i owoce, by zrobić sałatkę. Przypomniało jej się, że Pomidor od dzieciństwa nie jadał miejsca. Nie miała pojęcia czy tak było i teraz, ale wolała się zabezpieczyć, nim palnąć później gafę, a kiełbasek zawsze starczy dla wszystkich. Sokami i alkoholem zająć się miała Delore, więc Louisa była spokojna. Dziewczyna na pewno nie zapomni o alkoholu. On zawsze był u niej na pierwszym miejscu. Nic i nikt nie liczył się bardziej niż alkohol. I to już z czasów gimnazjum! Nie miała pojęcia co przyniesie jej kuzyneczka, o ile w ogóle coś ze sobą zabierze, nie umawiała się z nią na nic, tylko po prostu zaprosiła. A James nie chciał przyjść. Louisa wolała nie pokazywać się w tej chwili łowcom na oczy. Zresztą jako wampirzyca straciła swoje prawa, obowiązki i przywileje łowieckie.
Wreszcie z zakupami dotarli do posiadłości. Louisa nie miała pojęcia, że ojciec wrócił i zostawił swoje rzeczy na górze, w sypialni. Nie widziała go dawno, nie skontaktował się nawet z córką i nie powiedział, że przyjeżdża. Oczywiście był to także jego dom i go utrzymywał. Jednak wampirzyca na pewno będzie zaskoczona, biorąc pod uwagę że była krwiopijcą, a ojciec łowcą... Przyjemnie na pewno nie będzie.
Dojechali do domu busami, jedynie z jedną przesiadką. Dziewczyna otworzyła drzwi i wpuściła pierwszego Tomato, z racji rangi "gościa".
- Wybacz za ten bałagan, miała małe... urwanie głowy. No i to przeziębienie. Zwala z nóg!
Nie miała kiedy uprzątnąć pozostałości po walce, stłuczonego szkła i innych rzeczy. Na szczęście taśma policyjna została już zerwana i nie było po niej śladu. Ani też po włamaniu. Stowarzyszenie ubezpieczeniowe od razu się tym zajęło.
- Pomożesz mi? Wyjąłbyś stąd szklanki, talerzyki i sztućce. Ja się zajmę robieniem sałatek.
I jeśli Tomato faktycznie pomógł dziewczynie, sama zajęła się wykładaniem kiełbasek na talerz i zaniosła to do ogrodu. Następnie wróciła i zajęła się robieniem sałatek warzywnych, owocowych, zrobiła także mizerię i parę przekąsek na słodko jak galaretki czy kisiele. Pozostało już jedynie ogarnąć bałagan, jaki pozostał po walce, więc po przygotowaniu jedzenia, zaczęła sprzątać szkło z podłogi w salonie. Poprawiła tam także kanapę, naciągnęła na niej koc i ułożyła poduszki.
- Zapraszam więc do ogrodu. Poczekamy na resztę. Chcesz coś do picia?
Zaproponowała, bo przecież nie będą siedzieć o suchym pysku.

_________________


Kot Louisy.

@
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Posiadłość Trizgane.   Sob Cze 01, 2013 12:21 pm

Delorie po otrzymaniu kilku sms'ów od Luśki w tym tego z zaproszeniem na mini party, czym prędzej popędziła do jakiegoś pobliskiego sklepu alkoholowego, zaopatrzyć imprezę swojej przyjaciółki w niezbędne procenty. Sprzedawca, choć już sędziwi i po wielu przeżyciach na widok Rudej, która przytaszczyła mu na ladę tyle browarów ile tylko dała radę unieść plus kilka butelek wódki nie zapominając jeszcze o ognistej, po prostu wywalił gały na wierzch nie wierząc, że dzisiejsza młodzież, aż tak potrafi balangować. Del uśmiechnęła się jedynie na widok starszego mężczyzny nic nie mówiąc, zaraz pakując zakupy do kilku siatek, by ostatecznie zapłacić podaną przez niego cenę. Boże, boże, bożenko dziw, że dziewczyna nie strzeliła jeszcze bankruta. Owszem, ojciec wysyła jej pieniądze, ba! Sama co nieco zarabia, aczkolwiek przy takich wydatkach naprawdę szybko winna się spłukać. Zwłaszcza, że część pieniędzy idzie jeszcze na wyżywienie, ubrania, mieszkanie i takie tam. W każdym razie, Ruda mozolnie skierowała się w stronę posiadłości Luśki, zachodząc w między czasie do spożywczego, bo nagle olśniło ją, że nie kupiła nic na 'popicie', yolo. Temu też w sklepie porwała ze dwie butelki Cole i może jeden sok wieloowocowy na miejsce docierając niczym wrak człowieka. W końcu targajcie sobie tyle siat z miasta, aż tutaj! W przeciwieństwie do Louisy i Pomidora nie była aż tak mądra, by dojechać busami. A nawet jakby wpadła na taki pomysł, to pojechałaby nie tym, co trzeba, więc waliła z buta niczym terminator podążający na melanż stulecia.
Walnęła kilka razy czołem o dzwonek do drzwi, wypuszczając z zaczerwienionych dłoni siatki z alkoholem i popitą. Zerknęła przelotnie na swoje świetne zakupy, sprawdzając czy aby na pewno przypadkiem nic się nie potłukło, po czym - jak gdyby nigdy nic - wyjęła sobie piwo, które otworzyła zębami, kapsel porzucając gdzieś przed wejściem. No, Del rozkręca imprezę sama ze sobą, pozdro.
- Oh my. Gdzie ty do cholery jesteś Lu? - krzyknęła, by ponaglić gospodynię.
Powrót do góry Go down
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Posiadłość Trizgane.   Sob Cze 01, 2013 12:57 pm

Jak piesek posłusznie szedł za koleżanką, kupując to co potrzebne. Oczywiście Tomato nie mógł za wiele wydać, bo w końcu jest o wiele biedniejszy od Luśki. Ojciec nie zarabiał za dużo, a on sam latał od pracy do pracy aby zarobić parę groszy na utrzymanie oraz pomoc ojcu. Więc...
No ale przynajmniej nadrabiał słowami! Gadał i gadał, a nawet jak trzeba było przekrzykiwał dziewczynę, nie dając dojść do żadnego słowa. Cóż, taka uroda pomidorów. Puszczają soki podczas krojenia mimo iż nie chcesz ich.
Po zrobieniu zakupów poszli do domku Luśki. Rozglądał się po wielkim domu z ogromnym zachwytem.
- Ale wielki dom. - Nie mógł przestać się rozglądać. Korciło go aby wyciągnąć lornetkę lecz słowa Luśki powstrzymały go od tego.
- Bałagan? Szkoda, że nie widziałaś mojego pokoju. Nie wiesz gdzie stopę postawić, tyleee ubrań i rupieci. - Aż gestykulował odpowiednio, by pokazać jak od groma ma zbędnych przedmiotów.
Ach, nawet nie wiedział że ojciec dziewczyny przyjechał. Dawno temu widział tego mężczyznę. Ciekawe czy coś się zmienił i czy nadal jest taki tajemniczy. W sumie Lousia wygląda także na taką, która skrywa bardzo osobisty sekret. Tomato już się dowie.
Oczywiście uczynił to, o co prosiła go znajoma. Powyciągał z szafek widelce, talerze etc. Luśka zajęła się żywnością.
- Pamietasz, że nie lubię mięsa. Biedne zwierzątka... giną po to by człek mógł się napchać. - Ach ta bezczelność, Tomato zawsze będzie wybrzydzał sobie i innym. Zabijanie zwierząt dla zysku - podłość.
Po wykonaniu swojej roboty, zaczął chodzić za koleżanką. Ukradł kawałek marchewki dla swojego Arbuza. Ten ze smakiem zaczynął chrupać warzywko.
- Tak, chcę soki z jabłek. - Odpowiedział, przyglądając się szynszylowi jak pałaszuje. I w sumie nie wiedział kto ma jeszcze przyjść.
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Posiadłość Trizgane.   

Powrót do góry Go down
 
Posiadłość Trizgane.
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 5 z 23Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6 ... 14 ... 23  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Vampire Knight :: Poza Miastem :: WIOSKA-
Skocz do: