IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Posiadłość Trizgane.

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1 ... 12 ... 21, 22, 23  Next
AutorWiadomość
Abaddon
Abaddon
Abaddon
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2514-abaddon#53521 http://vampireknight.forumpl.net/t2545-abaddon#53898
Zarejestrował/a : 22/04/2016
Liczba postów : 117


PisanieTemat: Re: Posiadłość Trizgane.   Sro Sty 03, 2018 9:53 pm

Zimowa, ciemna pora.
Pragnie się tylko przesiadywać w domu przy płonącym kominku, jak i popijać kakao z porcelanowego kubka. No chyba, że ktoś woli pić wino oraz zażywać ciepła pochodzącego od drugiego ciała. Miłosne, romantyczne przytulanki. Kto by jednak przypuszczał, że znajdzie się osoba trzecia chcąc tylko odrobinę podejrzeć. Wszak ktoś widział rudowłosą kobietę na szosie, mającą problemy z samochodem. Ktoś dostrzegł mężczyznę zwanego Białym wilkiem który to podszedł, pomógł i zabrał do swojego domu. Ten ktoś właśnie sunął jak cień w stronę posesji, przedostając się przez chroniącą ją mury z wielką łatwością. Hycel wiedział jak się poruszać, nie zostać zauważonym, jak i przede wszystkim szpiegować. Nie bez powodu został wybranym na pomoc dla Hiro.
Żaden śnieg nie był przeszkodą dla wampira, który skutecznie wyminął, odnajdując dobre dojście do posesji. Oczywiście nie zamierzał przekraczać jej progu, w żadnym wypadku nie miało dojść do konfrontacji. Tylko węszył, słuchał... A jak wyłapał źródło rozmowy - wampiry słuch mają dobry, a hycle zwłaszcza - skierował się tam jako ruchoma masa. Umiejscowi się nad oknem, chcąc chociaż odrobinę sprawdzić przez szybę. Zachowywał się cicho, ostrożnie bo nie chciał być zauważony. W żadnym wypadku, inaczej misja mogłaby się nie powiedzieć.
Zauważył kobietę poszukiwaną. Płomienne włosy, drobna postura. Ivano co do wyglądu się nie myli, poza tym Ab miał tylko sprawdzić. Przynajmniej będzie wiadomo z kim kobieta trzyma sztamę, jak podejść oraz co zrobić. Rada nie śpi, przecież trzeba zatrzymać gwałcenie wampirzej rasy.
Oni ludźmi stawać się nie mogą.

_________________


Theme 1Theme 2
Powrót do góry Go down
Esmeralda
Moderator
Moderator
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1678-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t1704-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t2181-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/t3301-esmeralda#71193 http://vampireknight.forumpl.net/t2074-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/f31-posiadlosc-greenhall
Zarejestrował/a : 05/03/2015
Liczba postów : 1885


PisanieTemat: Re: Posiadłość Trizgane.   Sro Sty 03, 2018 10:37 pm

Bardzo rzadko miewała u siebie gości czego głównym powodem było spore oddalenie domu od centrum miasta. Mało kto chciał zapuszczać się w gąszcze, zwłaszcza jeśli drogi leśne mogły porysować karoserię ukochanych aut.
- Pewnie, zostawię Ci dokładny adres. Kto wie, może następnym razem to ja będę mogła zaproponować ciepłe schronienie przed deszczem i mrozem. - była pewna że o tej porze nie mogłaby już trafić do domu. Drogi były nie tyle nieprzejezdne co po prostu niewidoczne. I co z tego, że znała ten las jak własną kieszeń? Wędrówka przez noc z plecakiem wypełnionym medycznymi skarbami nie była dobrym pomysłem. Właśnie dlatego była wdzięczna mężczyźnie za okazaną pomoc i bez wahania uczyniłaby dla niego to samo. A myśl, że mógłby ją odwiedzić jakoś dziwnie napełniała ją radością.
- Tylko uprzedź mnie wcześniej telefonem żebym zdążyła schować moje krwiożerce żaby i kota. - mrugnęła prawym okiem i roześmiała się na głos. Wyobraziła sobie minę Gerarda w momencie kiedy napotkałby tropikalne żaby i zmorę. Wtedy by sobie pomyślał! Oj tak, za nic w świecie nie byłaby w stanie wytłumaczyć, że przecież nie jest wiedźmą z lasu, a skaczące po kuchni żaby to przez przypadek.
- Jaka ona była? - po raz kolejny wspomniał o żonie co dla rudowłosej było jasnym sygnałem, że mimo upływu lat, on wciąż o niej nie zapomniał. Pamięć o matce jego dzieci mieszkała w tym domu wraz z nim, będąc nierozłącznym elementem. Lekarka nie pytała o uczucia jakie żywił do swej ukochanej, po części nie chcąc lub bojąc się tego słuchać.  Pragnęła wiedzieć jak wyglądała i kim była kobieta która skradła jego serce. I to tak chyba… bezpowrotnie.
- Czasy się zmieniły, mój drogi. Obecnie nikt nie klepie formułek nad wrzącym kotłem. I nie, nie mam specjalnego gara do ziółek, ale jak chcesz to mogę Ci coś machnąć bez takiego sprzętu. - naprawdę ją miał za jakąś wiejską zielarkę, co to bez herbatki na rozpęd nie wyjdzie z domu. Ba. Co wróży pewnie z fusów i posyła futrzanych przyjaciół na zwiady po lesie. Ilekroć myślała nad jego słowami, nie mogła, no po prostu nie była w stanie zrozumieć skąd ta jego niechęć. Czasy trucizn w kielichach przeminęły już dawno, podobnie zresztą jak samozwańczy lekarze z tasakiem zamiast skalpela. Esmeralda nie żyła w czasach kiedy pomoc medyka była droga, sama zaś została wychowana na osobę która pomaga innym nie biorąc za to pieniędzy. Utrzymywała się z projektów naukowych, z tworzenia lekarstw i szczepionek. Niekiedy pracowała z koncernami albo pojawiała się na uczelniach by szkolić tamtejszych studentów.
- Jak uważasz. - spojrzała na niego, a w jej oczach dosłownie przez moment dało się zauważyć coś w rodzaju rozczarowania. Nie od dziś wiadomo, że była ambitna, a odrzucenie pomocy w sprawach medycznych traktowała jako własną porażkę. I nijak nie wytłumaczysz jej że „ nie, bo nie”, gdyż ten argument po prawdzie jest inwalidą.
Nie mogła go jednak zmusić do leczenia. Był dorosły więc żył jak chciał, robiąc to co uważa za stosowne. Nawet jeśli ten tok rozumowania był… dziwny.
Słuchała jego następnych słów nie bardzo wiedząc co powiedzieć. Zbłądziła, spanikowała okazując słabość.
- Dobrze, powiedz mi czy ty… żałujesz tego co się stało? Czy gdybyś miał możliwość cofnięcia czasu, czy… pocałowałbyś mnie wtedy? - czasem lepiej żyć w błogiej nieświadomości niżeli usłyszeć coś co mogłoby się okazać jedynie rozczarowaniem. Ale Esmeralda chciała wiedzieć. W jej głowie wirowało setki myśli, a każda kolejna podpowiadała, że nie ma tu czego szukać.
- Oschłą i obojętną? O czym ty mówisz…? - usiłowała sobie przypomnieć moment gdzie potraktowała go oschle, ale nic takiego nie przychodziło jej do głowy. Na zebraniach łowieckich potrafiła trzasnąć w stół i jasno przedstawić powody swojego niezadowolenia, ale tam pracowali, nie spotykali się dla przyjemności i picia herbaty.
Po kolejnych słowach przyszedł następny zawód.
Ach tak, to nie znamy się wystarczająco dobrze żebym mogła Ci się podobać i abyś mógł czuć coś więcej niż zwykłe poczucie koleżeństwa, ale jest ok żeby się bzykać bez zobowiązań. Ś W I E T N I E. Postoję.
- Jeśli chcesz pozostać przy dawnej relacji albo raczej przy jej braku to w porządku. Uszanuję to ale musisz mi powiedzieć to szczerze i wprost. - ale wobec tego dlaczego mówił, że ma już kogoś na oku, po co wspominał o pozdrowieniach… Płomiennowłosa również nie była mistrzem w sprawach damsko-męskich, a jej pewność siebie powoli schodziła do poziomu parteru.
- Mógłbyś się skupić widząc lekarza w cienkiej bluzce i bez stanika? - wystarczył mały dekolt by większość mężczyzn mimowolnie zaczęła zerkać w kierunku kobiecych piersi. To normalny i zdrowy odruch, jednak potrafił przeszkodzić w wykonywanej pracy i odbierał poczucie kontroli.
Uśmiechnęła się słysząc słowa w ojczystym języku mężczyzny. Znała francuski, ale część słów wciąż jej jeszcze umykała.
- Jeśli zaniesiesz mnie potem do łóżka to chętnie. Obawiam się że po wypiciu jeszcze jednej butelki będę w tak radosnym nastroju, że nawet schody będą przede mną uciekać. - co nie znaczyło, że nie napije się z nim tego wina. Butelka którą kupiła była już prawie pusta, a lekarka właśnie dopijała resztki. Po chwili utkwiła wzrok na oknie mając niesamowite wrażenie, że coś ją obserwuje.
- Czyli pewnie mam wstać, tak? - niechętnie ale podniosła swój zgrabny tyłek umożliwiając mężczyźnie udanie się po nową butelkę boskiej ambrozji.

_________________
Powrót do góry Go down
Gerard
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1105-gerard-trizgane http://vampireknight.forumpl.net/t3348-gerard#71804
Zarejestrował/a : 31/07/2013
Liczba postów : 356


PisanieTemat: Re: Posiadłość Trizgane.   Pią Sty 05, 2018 4:33 pm

W zimowe wieczory większym problemami była ciemność oraz zasypane drogi, które mogły w końcu wręcz uniemożliwić dotarcie gdzieś dalej niż centrum ich skromnego miasteczka wiejskiego. Wątpił, żeby każdy z jej znajomych potrafił prowadzić skuter śnieżny, a komunikacja z miasta do tej mieści była wyjątkowo… chujowa – nazywajmy rzeczy po imieniu. Tym samym skinął głowę nad jej propozycja podania dokładnego adresu. W końcu nigdy nie wiadomo, kiedy przyda się pomoc ze strony sąsiada, a tym bardziej uroczej sąsiadki.
– Nadal podtrzymujesz, że nie jesteś wiedźmą, skoro chcesz schować swoje żabki, szczury, koty i inne insekty?
Zaśmiał się i tak… uznał, że jej słowa były dowcipem. Skąd mógł przecież wiedzieć o jej hobby do hodowania rzadkich okazów gadów? Albo to płazy? Bo na pewno nie były to ssaki. Chyba… Cóż, biologiem to on nigdy nie był dobrym, jak widać.
Esmeralda zaskoczyła go pytaniem odnośnie do jego zmarłej żony. Spojrzał na nią przeciągle, ale tak jakby jego wzrok pozostał nieobecny. Zapanowała dłuższa cisza, bo nie bardzo wiedział, co kobieta chciała wiedzieć, jak i co mógł jej powiedzieć. Wreszcie zdecydował się, że po prostu powie to, co ślina przyniesie na język, czyli tak jak zawsze. Nigdy nie był dobrym mówcą.
– Była tradycjonalistką jak na prawdziwą Japonkę przystało. Tak jak Ty czy ja pochodziła z jego z potężniejszych wówczas rodów łowców. Co mam Ci powiedzieć… była wyjątkowa, jak każda kobieta na swój sposób. W domu była czułą żoną, a potem kochaną matką, na misjach zmieniała się cholernie twardą babkę, której nikt ani nic nie powstrzyma.
Ale jak się okazało – do czasu. Nikt nie był niezniszczalny. Ani ludzie, ani wampiry. A Michiru zapłaciła wyjątkowo wysoką cenę za bycie świadkiem tego, czego nie powinna. Zresztą to już nie miało znaczenia, nic nie przywróci jej życia.
Najwyraźniej nie był to koniec serii pod tytułem Trudne pytania na przyjemny wieczór przy trzech butelkach wina francuskiego! A gwoździem programu jest…!. Czy kobiety naprawdę zawsze musiały zadawać takie skomplikowane pytania? Nie mogłyby tak uprościć mężczyznom życia i powiedzieć wprost, czego chcą, czego oczekują i pragną? Zawsze nakrętkę, a ty człowieku weź i się domyślaj!
– Nie żałuję. Nie wiem, czy… uczyniłbym to ponownie. Działałem pod wpływem chwili. Stałaś tam tak z tą bronią i wydałaś mi się złudnie bezbronna. Nie pytaj mnie dlaczego. Nie wiem, czy wcześniej mnie pociągałaś, czy nie, jeśli to Cię interesuje. Nie wiem, co mogłaby przynieść przyszłość. Mam ciężkie przeżycia z przeszłości, utrata żony tylko ze względu na to, że byłem łowcą i wysłali mnie na misję i nie mogłem jej wtedy ochronić… sprawia, że od jej śmierci unikałem wszelkich kontaktów z kobietami…
Czy taka odpowiedź mogłaby zadowolić jakąkolwiek kobietę albo chociażby Esmeraldę? Nie miał pojęcia, ale chciał być w stosunku do niej całkowicie szczery. Skąd mógł wiedzieć, jaka będzie przeszłość? Za nią węszył hycel i przewodniczący rady, Gerard też nie miał wcale łatwego życia. To, że teraz usunął się nieco w cień niczego nie zmieniało. Jego dzieci mogły być w każdej chwili zagrożone tylko dlatego, że ich ojciec poluje na krwiopijcy albo postanowił związać się z Esmeraldą. Powód nie miał znaczenia, każdy był dobry…
– No wiesz, kiedy byłem dowódcą. Nasze pierwsze spotkanie też nie należało do tych łatwych, prostych i przyjemnych.
Czy jej nieco odświeży pamięć? Tyle że lawirowała tak z tematu na temat, że zaraz się biedak pogubi i znów będzie miała do niego pretensje o to, że źle ujął coś w słowa, a ona odbierze to jak atak albo właśnie chęć na bzykano bez zobowiązań, bo przecież na uczucie nie było czasu. Tyle że seks nie zawsze musiał wynikać z jakiegoś głębszego uczucia. Kierowała nim chwila, łowczyni nie stawiała oporu i nawet jeśli ona mu się podobała, nie znaczyło to wcale, że ze wzajemnością. Tym bardziej zaskoczyła go, kiedy mówiła coś o pozostaniu przy tej relacji, jaka ich łączy. Albo raczej dzieli.
– A jakiej relacji oczekujesz?
Spytał wprost. Skoro chciała znać szczerej odpowiedzi, to musiał pierw wiedzieć, co ją interesowało. Nie znał się na kobietach, co pewne już dostrzegła, więc może wybaczy mu to, że jest taki w cholerę nieporadny.
Też nabrał dziwnego wrażenie, że ktoś ich obserwuje. Życie łowieckie nauczyło go, żeby czasami słuchać takiego swoistego przeczucia. Doświadczenie swoje robiło. Ale kto mógłby chcieć go podglądać? Nie wpadł na to, że ktoś w tę śnieżycę mógł ich widzieć, a tym bardziej podążyć później w ślad za nimi i dotrzeć po czasie aż tutaj. Jednak na szczęście to, co mieli sobie do powiedzienia najważniejszego, padło już wcześniej… Gerard spoglądał od czasu do czasu w stronę okna, jakby chcąc tam wypatrzeć dosłownie coś. Może to święty Mikołaj?
– Cóż, przede wszystkim nie chodzę do lekarza.
Wrócił w końcu do rozmowy z Esmeraldą, ale nie przestawał czuwać. Naprawdę miał jakieś dziwne wrażenie, ale przecież nic nie słyszał ani tym bardziej nie widział. Nie posiadał zdolności wyczuwania aury, nie wyczuwał też zapachu wampirów, bo przecież ludzki nos nie był tak wrażliwy na zapachy. Ale to nieustające poczucia bycia obserwowanym…
– Dlaczego nie. Tylko nie wiem, do którego łóżka chciałabyś się dostać…
Nieporadne próby podrywu – część milion siedemset sześćdziesiąt osiem… No przecież nie wybrała jeszcze dla siebie łóżka gościnnego, prawda? Więc nie wiedział po prostu, w którym z pokoi chciałaby się znaleźć, no… Dostrzegł, że Esmeralda też spojrzała w stronę okna. Czyżby było coś na rzeczy? Chwycił ją za biodra i pomógł wstać z kolan, sam także poszedł w jej ślady. Jednak przesunął się nieco ku drzwiom, które prowadziły na zewnątrz, jakby chciał się czegoś dopatrzeć na zewnątrz. Ale bardziej właśnie lustrował ogród niż okno, a tym bardziej nie pomyślałby, że stakler może sobie zwisać jak małpa z dachu i być… niewidoczny.
– Miałaś kiedyś dziwne uczucie, że… jesteś śledzona albo podglądana?
Odwrócił się teraz plecami do okna i spojrzał na łowczynię. Najpierw śnieg, a teraz stakler! Co za uroczy wieczór. I on miałby iść na emeryturę?!

_________________
Powrót do góry Go down
Esmeralda
Moderator
Moderator
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1678-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t1704-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t2181-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/t3301-esmeralda#71193 http://vampireknight.forumpl.net/t2074-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/f31-posiadlosc-greenhall
Zarejestrował/a : 05/03/2015
Liczba postów : 1885


PisanieTemat: Re: Posiadłość Trizgane.   Pią Sty 05, 2018 10:53 pm

Mieszkanie na zadupiu miało swoje dobre i złe strony, ale nawet mimo dziesiątek powodów przeciw, Esmeralda nie zamieniłaby swojego domu na żaden inny. Jaka była bowiem radość w budzeniu się przez dźwięki z ulicy, wdychania spalin i denerwowania się na uciążliwych sąsiadów. Wielkie, piętrzące się aż po samą górę apartamentowce odstraszały ją i raczej nic w tym kierunku nie ulegnie zmianie. Co innego las! Wspaniałe widoki, kleszcze i możliwość w miarę spokojnego życia z naturą za pan brat. I może jednak była tą wiedźmą od wywarków, ale właśnie taki tryb życia dawał jej choć namiastkę szczęścia.
- Przepraszam Cię bardzo, ale o żadnych szczurach i insektach nie było mowy! - pokręciła głową z udawaną dezaprobatą. Może to i lepiej, że obrócił wszystko w żart. Jeszcze by się zdziwił i ulotnił się migaczem wraz z zachodzącym słońcem. Zgubiłby się jeszcze w tym lesie i co wtedy? Szczerze wątpiła by jego cegłofon miał zasięg w odległych zakamarkach leśnego świata.
- Zresztą pilnuj się bo może zaraz zechcę Cię zaczarować. - w żabę na przykład… takiego żabiego księcia w małej koronie i żabocie. To byłby dopiero widok! W standardowym rozmiarze mieszczącym się dosłownie w KAŻDEJ kieszeni. Gerard jeszcze nie wiedział jak zapalonym hodowcą była lekarka. Ale czy byłby w stanie podzielić jej wielką miłość do braci mniejszych i roślin?
Japonka…
Próbowała sobie wyobrazić pierwszą prawdziwą miłość mężczyzny. To dlatego cały dom był w stylu Japońskim, z tego powodu przeniósł się z rodowej posiadłości we Francji i osiadł w Yokohamie. Esmeralda w niczym nie przypominała kobiety o azjatyckiej urodzie, a jej rysy twarzy bardziej wskazywały na naleciałości słowiańskie niżeli takie jakie były w typie Gerarda.
- Nie musisz już więcej mówić. Rozumiem. - nie chciała pytać o szczegóły śmierci kobiety, bowiem każde tego typu wspomnienie mogło otworzyć dawno zabliźnione rany. Wiedziała, że za nią tęskni i prawdopodobne nadal obwinia się o to co się stało. I w sumie nie dziwiła się. Michiru była nie tylko jego żoną ale także matką jego dzieci i dobrym duchem tego domu.
Przygryzła wewnętrzną część policzka próbując zrozumieć jego tok myślenia. Połączyła ich chwila zapomnienia, ale czy na pewno chodziło tylko o pożądanie? Takie ulotne które pojawia się niespodziewanie i jeszcze szybciej umyka.
Zdziwiła się kiedy przyznał że wyglądała na bezbronną. Rzeczywiście sprawiała wrażenie kruchej, ale w walce z wampirami była bardziej bezwzględna niż niejeden facet. Ale miała wyrzuty sumienia i bardzo rozwinięty system wartości (niestety nie swojej własnej).
- A teraz? Teraz Cię pociągam? - spytała skoro już byli na etapie solidnych zwierzeń. Spodziewała się, że powie „nie” albo „nie wiem”, ale wtedy kij mu w oko. Nie mogła go przecież zmusić, by przestał na nią patrzeć jak na jedną z tych… setek pustych i krnąbrnych dziewczynek.
- Tak, pamiętam. Spóźniłam się na zebranie bo miałam problem z dojazdem do Oświaty… A potem mnie wkurzyłeś tym swoim negowaniem wszystkich moich pomysłów. Wiesz, że nie lubię stać w miejscu… - teraz nie miała o to żalu ale w tamtej chwili naprawdę poczuła się niedoceniona. Dowódca nie po to przyjął medyka, by ten szlajał się po akcjach i z radosnym „hura” na ustach zajmował się eksterminacją wampirów. Miała siedzieć na tyłku i robić to po co ją sprowadzono. Szkoda tylko, że nie bardzo odpowiadały jej takie zadania.
- Poza tym tamte czasy już minęły. Nie jestem podlotkiem który na siłę stara się udowodnić swoją wartość. - Jestem kobietą, więc choć raz spójrz na mnie do jasnej, ciasnej Anielki jak na kobietę!
Od pewnego czasu Esmeralda starała się nie oglądać na przeszłość, dlatego odległe „kłótnie” z obecnie byłym już dowódcą nie miały dla niej znaczenia. Gdyby wciąż żyła przeszłością, prędzej by spaliła się ze wstydu niż pozwoliła się dotknąć. Bo dowódca, bo on… Jakżeby śmiała.
I stało się, zapytał wprost. Jak w tym momencie obrócić wszystko w żart bądź uciec skoro i tak nie było gdzie.
- Nie czujesz się samotny? Bo ja cholernie… Jak to wszystko się skończy, jeśli… Hiro jakoś mi daruje te wybryki, może… może czasem moglibyśmy się spotkać. Spędzić trochę czasu, porozmawiać, czasem gdzieś razem wyjść… - poniekąd proponowała mu coś w rodzaju związku, ale nie powiedziała tego wprost, bo po co. Szczerze wątpiła, że zgodzi się na „randki” i nadal będzie żył w swoim własnym świecie, ukryty w wielkim domu z dala od cywilizacji. Nie mogła go za to winić, ale nie oczekiwała, że dla niej rzuci całe swoje dotychczasowe życie. Drugą rzeczą pozostawał fakt, że było wielce wątpliwym by Hiro zapomniał. Proponowanie bliższej relacji nie było dobrym pomysłem, bo nie chodziło już tylko o bezpieczeństwo samego mężczyzny ale także jego rodziny. A ona… była strasznie kiepską partnerką o czym zdążyła się już przekonać.
- Dobra, ale nie byłbyś zadowolony widząc medyka Oświaty z cyckami na wierzchu. Jak to by świadczyło o profesjonalizmie? - nie musiał odwiedzać gabinetu by chociażby minąć się z nią na korytarzu. To prawda, że jego obecność na terenie zamku była ostatnimi czasy dość rzadka ale przecież nic nie wykluczało możliwości przypadkowego spotkania.
- Oczywiście że do tego najwygodniejszego! Poza tym jesteś tutaj gospodarzem dlatego pozwalam Ci podjąć prawdziwie męską decyzję w sprawie mojego… przydziału. - podchwyciła próbę flirtu? Książka o kobietach i mężczyznach jej autorstwa byłaby pewnie prawdziwą klapą, ale a nuż Gerard zrozumie to po swojemu? Może nie tylko ją zaniesie ale również nakryje ciepłym kocem i jeszcze położy się obok?
- Ostatnimi czasy często miewam takie wrażenie… To jeden z powodów dla których zdecydowałam się na kroki których żałuję do dzisiaj. - nie powiedziała wprost o co chodziło, lecz właśnie przez pogróżki i depczącego po piętach hycla przestała walczyć o swoich bliskich. Wyrzekła się własnego dziecka oraz pozwoliła odejść mężczyźnie z którym była związana. W zasadzie była winna i musiała ponieść karę za swoje kiepskie decyzje i brak rozwagi.
- A co, też tak masz? Pewnie nam odbija, bo zaraz się okaże że zostaliśmy tu uziemieni aż do wiosny… - uśmiechnęła się i przejechała dłonią po jego ramieniu.
- To co z tym obiecanym winem? Może napijemy się na górze? Obiecuję już więcej nie uciekać. - najlepiej podczas wspólnej kąpieli, albo leżąc na łóżku i rozprawiając. Była już lekko wstawiona, ale po początkowym wstydzie nie zostało praktycznie wspomnienie. Wszak byli dorośli i nie wiadomo kiedy nić Moiry zostanie przerwana.

_________________
Powrót do góry Go down
Gerard
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1105-gerard-trizgane http://vampireknight.forumpl.net/t3348-gerard#71804
Zarejestrował/a : 31/07/2013
Liczba postów : 356


PisanieTemat: Re: Posiadłość Trizgane.   Pon Sty 15, 2018 8:49 pm

Dom ten należał do jego małżonki, a sam nie wróciłby do Japonii, gdyby jego córka nie zapragnęła zapoznać się z korzeniami matki. Chciała poznać jej ojczysty kraj, zrozumieć kim była, jak wyglądało jej życie i dlaczego postanowiła opuścić Kraj Kwitnącej Wiśni i udać się do europejskiego miasta miłości. Gerard nie mógł przecież zbyt długo pozostawiać Louisy bez ochrony mimo że wysłał ją do Akademii Crossa. Tylko ze względu na nią postanowił powrócić tutaj, gdzie wszystko się zaczęło. Ciężko mu było odnaleźć się w tym domu po śmierci Michiru, ale przecież nie miał innego wyjścia. Ten dom bez niej… był bez życia, był smutny i taki nudny, nic się tutaj nie działo. Brakowało kobiecego ciepła i obecności, ale na to już nie zwracał uwagi. Przywykł do wszechogarniającej samotności.
Skinął jej głową z wdzięczności, że nie musiał nic więcej opowiadać Esmeraldzie o swojej zmarłej żonie. Nie chciał poruszać starych wspomnień, bo one wciąż były pełne bólu, a minęło już tyle lat, że powinien dawno o niej zapomnieć. Gdyby to było tylko takie proste, jak to się mówi…
Gerard nie potrafił sam siebie zrozumieć, bo od śmierci żony nigdy nie kierował się popędem seksualnym, pożądaniem, czy innym czynnikiem nagłości zdarzenia. Nigdy nie wykorzystał żadnej kobiety, nie chciał nigdy żadnej zaciągnąć jedynie do łóżka, żeby z nią kopulować i następnie porzucić. Należał jeszcze do tych mężczyzn, co przywiązują do takich rzeczy wagę i sam wychodził z założenia, że seks bez zobowiązań do niczego innego nie prowadzi niż do łez.
– Pociągasz mnie… ale to niczego nie zmienia przecież.
Nie mógł jej do niczego zmusić, niezależnie od tego, co powie czy zrobi. Zagalopował się i wiedział, że nieco go poniosła. Nie powinien był tego czynić, nawet jeśli rudowłosa nie stawiała żadnego oporu. Jednak bezpośrednio nie podpowiedziała mu niczego, a Gerard, co było widać, nie znał się po prostu na płci niewieściej.
[color=olive] – To był ciężki okres dla Oświaty. Mieliśmy małą kadrę i potrzebowaliśmy po prostu medyka na miejscu. Nie mogłem pozwolić sobie na to, żeby ktoś został wyeliminowany z gry. A nie przywykłem do tego, żeby ktoś tak młody i bez doświadczenia mówił mi, że nie chce spędzać czasu w szpitalu, chociaż po to został sprowadzony.[color]
Było jak było, czasu się nie cofnie, szklanka nie wciągnie mleka z powrotem do szklanki. Na szczęśćie nie był już w Oświacie, więc nie musiał jej kontrolować ani tym bardziej niczego od niej wymagać. Nie należało to już do jego obowiązków. Nie wiedział nawet, czy miał czego szukać w tej oświacie. Mógł równie dobrze założyć swoją własną…
– A ja nie jestem już Twoim dowódcą, który uziemi Cię w szpitalu. Choć domyślam się, że teraz głównie tam spędzasz czas.
Chociaż wcześniej tak się temu opierała.
Teraz jednak przyglądał się kobiecie dość uważnie, jakby była wampirem, którego należy odstrzelić. Może było to niezbyt szczęśliwe określenie, ale… cóż. Taki właśnie był Gerard, jego spojrzenia nie zdradzały tego, że miał ochotę poszaleć z nią w łóżku. Zresztą… coś jeszcze przeskoczyłoby w plecach i co by było potem? Cała oświata ryłaby z niego ze śmiechu. Chociaż nie bardzo wiedział, co znaczyło „ryć ze śmiechu”…
– Czuję się samotny. Ale… nie da się na tym niczego oprzeć. Sama mówiłaś, że nie chcesz, żeby wiązało Cię coś z łowcą. Ja sam nie przywykłem do kontaktów damsko-męskich, a już na pewno nie do takich… chwilowych, na jedną noc. Nie chciałem Cię w żaden sposób urazić. Jesteś naprawdę inteligentną kobietą i gdybym był w Twoim wieku bez dzieci, to chciałbym się z Tobą związać… nie na jedną noc.
Podrapał się po jasnych włosach, bo był bardzo zawstydzony. Nie wiedział, czemu tak otwarcie o tym wszystkim jej powiedział. Może dlatego, że nie chciał po prostu, żeby znów uznała to jako jakąś wymówkę albo żeby źle coś odebrała.
– Zawsze też będziesz tutaj mile widziana… Esme.
Nie miał nic przeciwko, żeby do niego przyszła na jakieś francuskie wino albo jeśli mieliby razem gdzieś wyskoczyć. Co prawda nie nadawał się na głośne imprezy w klubach, ale mogli iść do teatru, do kina, potem na kolację, żeby na koniec pojechać do niego albo do niej i się „poprzytulać” pod ciepłym kocem przed miło trzaskającym ogniem kominkiem, żeby o wszystkim, co złe i przynosi zmartwienia po prostu zapomnieć.
– Piękno kobiety to nie tylko jej aparycja czy cycki i kawałek… tyłka. Jesteś wartościową, ambitną, młodą kobietą, bardzo inteligentną, która wie, czego chce od życia, twardo stąpasz po ziemi, ale pragniesz też odskoczni. Nie tylko pracy i białych ścian z kitlem na wieszaku. Pragniesz ciepła i… bliskości. To Cię czyni piękną kobietą.
Nie wiedział, czy dobrze ułożył jej portret psychologiczny, ale kiedyś był w tym dobrym. Nie chciał jej zaciągnąć teraz do łóżka, chciał tylko pokazać jej, że dla niego nie tylko liczyło się, czym oddychała.
– Pozwolę Ci wybrać sobie sypialnię.
Mogła wybrać jakąś tylko zechce. Nawet jego i wcale by się nie obraził! Oczywiście wówczas sam na jedną noc przeniósłby się do jakiegoś gościnnego pokoju, żeby nie wyszło, że jest jakimś zbereźnikiem.
– Mówisz tak, jakbyś podrzuciła pięcioro szczeniąt pod schronisko.
Zaśmiał się, chcąc nieco rozluźnić atmosferę, nie wiedział nawet, jak blisko mógł być… Wcale nie chodziło o szczenięta, a takim tekstem mógł ją po prostu zranić.
– Często odczuwałem to. Głównie wówczas, gdy zadarłem z o wiele silniejszym i potężniejszym wampirem i nie chodzi tutaj tylko o jego moce. Wtedy najgorszy jest strach o własną rodzinę, o dzieci. Wampiry potrafią się mścić, wyczuwają nasze słabości. Przywiązujemy się, kochamy i zrobimy wszystko, żeby ratować najbliższych. Wampiry… w większości myślą tylko o sobie.
Mówił z własnego doświadczenia i naprawdę wiedział, co mówi.
– Zaraz przyniosę. Jeśli chcesz, to idź na górę, ja zaraz dołączę.
Pomógł jej wstać ze swoim kolan i znów zerknął w stronę okna w kuchni. Westchnął w końcu. Paranoja go nie opuszczała chyba, ale to przeczucie nie pozostawało mu obce i czuł się dziwnie – obserwowany. Jeśli Esmeralda postanowiła udać się na górę do jednej z dostępnych sypialni, sam dołączył do niej po kilku minutach z butelką wina półsłodkiego i deską serów – jak to przystało na prawdziwego Francuza, bez zagrychy się nie obędzie.
– Mam też małą zagryzkę. Ale mówiłaś wcześniej, że chcesz wziąć prysznic, więc odśwież się, a ja rozleję wino do kieliszków.
Niezależnie od tego, którą sypialnię wybrała, wskazał jej drzwi do łazienki, jeśli chciała się w końcu przekopać.

_________________
Powrót do góry Go down
Esmeralda
Moderator
Moderator
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1678-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t1704-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t2181-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/t3301-esmeralda#71193 http://vampireknight.forumpl.net/t2074-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/f31-posiadlosc-greenhall
Zarejestrował/a : 05/03/2015
Liczba postów : 1885


PisanieTemat: Re: Posiadłość Trizgane.   Pon Sty 15, 2018 10:49 pm

To zrozumiałe, że córka chciała poznać kraj tak bardzo ukochany przez jej matkę. Samo przebywanie w tym domu, patrzenie na przedmioty których niegdyś dotykała pomagało dziewczynie utrzymać pamięć o Michiru. Zrozumieć, a nawet poznać ją lepiej. Ile lat mogła mieć Louisa gdy została sierotą? Sądząc po tym co mówi Gerard dziewczynka nie mogła mieć wówczas więcej niż sześć lat, a to by wiele tłumaczyło. Ojciec zapewne niechętnie wspominał o żonie, a dzieci z czasem po prostu… przestały pytać. Wspomnienia nie zawsze przynosiły wszystkim ukojenie. Niekiedy majaczyły w oddale jak straszna wizja przeszłości mówiąca o tym co już dobiegło końca.
Esmeralda nie straciła nikogo bliskiego, nie z powodu śmierci kogoś z rodziny. Przez własną dumę nie odnalazła wspólnego języka z bliskimi. Zawiodła ich, przez co została całkiem sama. Poniekąd przez własną głupotę i na życzenie.
A teraz zjawił się on. Czy los naprawdę był tak okrutny by któryś to już raz stawiać ich na tej samej drodze?
- Jesteś pewien że to nic niczego zmienia? - może nie miała tych azjatyckich rysów i zamiast tradycyjnych japońskich budowli wolała dom pośrodku lasu jak ta ostatnia wiedźma… W przeciwieństwie do niego nie uważała jakoby to co mogło ich połączyć nie miało znaczenia. Oboje byli atrakcyjni i samotni. Pożądanie było tylko jednym z całej palety odczuć i barw mogących wypełnić czyjeś życie.
- I tutaj się mylisz bo jeśli chodzi o umiejętności to miałam pewne doświadczenie. - właściwie jak do tej pory to tylko raz i to na jego własną prośbę przybyła z pomocą prezentując część umiejętności. Ranna dziewczyna która de facto teraz została jej uczennicą i Zack… jego syn. Esmeralda już jako przedszkolak uczyła się szycia ran i poznawała tajniki medycyny. Przybywając do Oświaty była nie tylko lekarzem ale i łowcą. Kobietą wierzącą w swoje umiejętności i moc zmieniania świata. Tak właśnie działała siła młodości i marzeń. Niestety w tym momencie już niespełnionych…
- Skąd wiesz? Mam to już wypisane na czole? - spodziewała się że te godziny spędzone w pracy nie wyjdą jej na zdrowie. Skupianie się na obowiązkach odciągało ją od myślenia o problemach, które w ostatnim czasie tylko się nawarstwiały. Nie wiedziała co przyniesie jutro i kiedy rada upomni się o swoje. To tylko kwestia czasu, dlatego jedynym co mogła zrobić to uciec w pracę. Pogrążyć się w projektach by na wszelki wypadek zostawić po sobie jakieś pamiątki mogące przysłużyć się innym w przyszłości.
- Ostatnio rzeczywiście prawię nocuję w pracy. Nie zdziwiłabym się gdyby w moich żyłach zamiast krwi płynęła kawa. - obróciła to w żart ale to co powiedziała nawet w kilku calach nie mijało się z prawdą. Bo po co miała wracać do domu? Do kogo? Była świadoma, że prędzej czy później również i posiadłość w lesie przestanie dawać upragnione bezpieczeństwo. I co z tego że miała alarmy czy inne pikające zabezpieczenia. Hycel węszył i gdyby tylko chciał minąłby większość współczesnych fortyfikacji.
Czuła się nieswojo kiedy tak patrzył. O czym myślał? Żałowała że nie posiada mocy wchodzenia w cudze umysły. Może wtedy zrozumiałaby go i tych podchodo-problemów mogłaby ich nie dotyczyć. Nie wiedziała co powiedzieć po jego słowach. Z jednej strony dawał do zrozumienia, że widziałby coś więcej, z drugiej zaś twierdził że jest za stary. Spławił ją w ładnych słowach jak zwykle na pierwszy ogień wyciągając wiek i to że miał dzieci. W dodatku będące jak to w przypadku Zacka praktycznie w wieku Esmeraldy.
- Nie proponowałam Ci kontaktów na jedną noc. Wiesz dlaczego nie sypiam z łowcami? Nie chciałabym tak żyć wiedząc że zrobiłam to tylko pod wpływem chwili, bez chęci na coś bardziej stałego… Nie jestem pierwszą lepszą dziewczyną z ulicy która widzi tylko czubek swojego nosa i tym samym jest nastawiona tylko na przyjemność. - trochę żałowała, że ta rozmowa zeszła na tematy niekorzystne dla nich obojga. Trzeba było udawać głupka i kręcić się wokół pracy. Nie pytać o rodzinę, nie mówić o sobie i nie pokazywać że jej zależy.
- Rozumiem że nie widzisz dla siebie przyszłości z kimś w… moim wieku. Nie wiem tylko skąd argument dzieci. Czy kiedykolwiek dałam Ci odczuć, że jesteś dla mnie nieatrakcyjny przez to, że jesteś ojcem? Byłabym ostatnią hipokrytką, sama mam… - ugryzła się w język nim padło słowo „dziecko”. Nie widziała powodu by informować mężczyzny o córce którą ze strachu przed radą musiała poniekąd porzucić.
- …wykształcenie pedagogiczne. - palnęła pierwsze co wpadło jej na myśl. Dalsze drążenie tematu nie było wskazane, zresztą chyba już wszystko wiedziała.
- Teraz przynajmniej będę wiedziała gdzie Cię szukać gdy znów zaszyjesz się na dłużej… Ale pamiętaj proszę, że będzie mi bardzo miło jeśli kiedyś zdecydujesz się mnie odwiedzić w tej mojej chatce na kurzej nóżce. Tylko uprzedzam, że nie znajdziesz tam japońskich naleciałości. - byłoby miło zobaczyć się od czasu do czasu. Nie wymagała żeby ją kochał i jak ten królewicz śpiewał jej serenady pod oknem bądź też wspinał się po rudych puklach na sam szczyt wieży. Potrzebowała drugiego człowieka tak samo jak Gerard. Samotność robiła z ludźmi straszne rzeczy, a sama Esmeralda z żywiołowej i szczęśliwej kobiety ostatnimi czasy stała się poważną i wiecznie uciekającą w pracę.
- Przestań bo zaraz się zaczerwienię… - słuchanie takich superlatyw nigdy nie było przyjemnością, bo jak się przy tym zachować? Podziękować? Speszyć się? Chyba jedno i drugie! Mimo, że mężczyźni się za nią oglądali, lekarka nie uważała się za osobę atrakcyjną. Jak każdy miała wiele wad i to poniekąd przysłaniało jej poczucie własnej wartości.
- Już ją wybrałam. Ta pierwsza miała całkiem wygodne łóżko. - upiła trochę wina chcąc wlać w siebie trochę odwagi – Jeśli nie miałbyś nic przeciwko… wiem, że może o wiele proszę, ale nie zostawiaj mnie samej. Połóż się obok mnie tej nocy. - już nawet nie miała na myśli łóżkowych zabaw i innych zboczeństw. Tak po prostu bo przecież są inne rzeczy niż seks, a ciepło drugiej osoby działa skuteczniej niż najlepszy na świecie łapacz snów. I tak, wiedziała że ma mężczyzna ma problem ze snem, ale może choć ten jeden raz zaśnie spokojnie.
Na wspomnienie porzuconych szczeniąt przygryzła wewnętrzną część policzka.
- Schronisko to ja mam niezłe ale we własnym domu… Nie chodzi o zwierzęta. - uśmiechnęła się próbując zamaskować smutek i to wszechogarniające uczucie beznadziejności. Przez lata dopracowała swoje kłamstwa będąc w nich prawdziwą mistrzynią, ale… nie dziś. Nie tylko Gerard się otworzył. Kobieta nie potrafiła spojrzeć mu w oczy by za chwilę wyrecytować wyssaną z palca wersję zdarzeń. Czasem lepiej coś pominąć niż powiedzieć o słowo za dużo i żałować.
- Widzisz, więc mnie rozumiesz. Tym razem to ja zadarłam z silniejszym od siebie i moim obowiązkiem jest ochronić moją rodzinę. - w tym wypadku Oświatę, łowców biorących udział w praktykach odwampirzania. Esmeralda bardzo ceniła słowa Gerarda. Jako jeden z niewielu potrafił trzeźwo ocenić sytuację i doradzić nawet jeśli te słowa mogły się komuś nie spodobać.
- Ale dziś chyba nic nam nie grozi. Nikogo nie widziałam jak tu szliśmy. - żaden wampir nie zwęszyłby zapachu, poza tym komu by się chciało szlajać się w takiej pogodzie. Od pełnych posiłków wampiry miały napalone laski i paniczyków w rurkach na tyłku. W klubie, galerii handlowej, restauracji. Gdziekolwiek! Kto by zawracał sobie głowę jedną rudą i strzykającym kośćmi blondasem.
- Dobrze, tylko lej do pełna i nie zjedz wszystkiego jak będę w łazience. - mrugnęła i po przegrzebaniu swojej torby znalazła kosmetyczkę i jakiś biały kusy ręcznik. Żeby nie było, czyściutki jak łza! Gdy Gerard zajmował się rozdzielaniem wina, lekarka odkręciła wodę i weszła pod prysznic, wcześniej oczywiście zdejmując i dokładnie składając ubrania. Mężczyzna nie pogniewałby się raczej za użyczenie jego kosmetyków, ale nocowanie w Oświacie miało też swoje dobre strony… W kosmetyczce nosiła wszystkie niezbędne rzeczy, więc nie musiała podprowadzać mu jego własnych i osobistych szamponów. Woda leciała, a ona… z ciekawości poznania zapachu odkręcała wszystkie napotkane buteleczki, a potem jak gdyby nigdy nic odkładała je na miejsce. Nie chciała siedzieć w łazience za długo, bo biedny Ger prędzej by osiwiał (nie żeby już teraz nie miał mlecznych włosów) w oczekiwaniu. Po umyciu się podsuszyła włosy i wyszła do mężczyzny w samym kusym ręczniku.
- Mógłbyś mnie poratować jakimś t-shirtem? Nie mam ze sobą nic na zmianę... - na jej szyi i klatce piersiowej wciąż znajdowały się kropelki wody. Lekarka usiadła obok mężczyzny czując jak jej ciało ogarnia gęsia skórka. Z zimna, tak.

_________________
Powrót do góry Go down
Gerard
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1105-gerard-trizgane http://vampireknight.forumpl.net/t3348-gerard#71804
Zarejestrował/a : 31/07/2013
Liczba postów : 356


PisanieTemat: Re: Posiadłość Trizgane.   Wto Sty 16, 2018 12:23 pm

A co miało się zmienić nagle, tylko pod wpływem pożądania, chwili czy namiętności? To wcale nie było tak, że uwielbiał Japonię i Japonki i że zapragnął pojąć sobie za żonę jedną z nich. Jego ślub był z góry przesądzony, obojętne mu było kto zostanie jego partnerką, wiedział, że i tak się to zdarzy i nie miał na to wpływu. Dlaczego akurat Michiru? Nie wiedział, decyzję podejmowali wówczas ich rodzice, którzy znali się wiele lat. Nawet nie chciał wiedzieć, czy było to ich przeznaczenie czy zwykły przypadek.
– Zmieniło to tylko tyle, że z powodu tego pożądania po prostu uciekłaś.
Takaż też była prawda. Kierowali się namiętnością, oboje, nieco ich może poniosła, ale to przecież niczego nie zmieniło. Esmeralda przecież nie była taką kobietą, która chciała poddać się nastrojowi i chwili, nawet jeśli miałaby to być dla nich jedyna taka noc, po której oboje czuliby się nieco zmieszani. Sama przecież od niego uciekła, więc tak, był pewien, że to niczego nie zmieni.
– Może nie wypisane na czole, ale jesteś pracoholiczką. Uciekasz w pracę, szczególnie teraz w obliczu zagrożenia.
Poza tym miał bardzo podobnie z tą różnicą, że zawsze długo pracował, oddawał się w wir polowań na wampiry. Po prostu urodził się po to, został tak wychowany. Nie nadawał się na domatora, człowieka, który mógłby spokojnie usiedzieć w domu, przy kolacji w towarzystwie pięknej żony i gromadki dzieci. Wiedział, że musi mieć dzieci po to, żeby przekazać zdolności genetyczne dalej. Łowcy nie brali się znikąd… Ale kiedy tylko na świecie pojawiły się dzieci, przestał tak myśleć. Nadal poświęcał się pracy, ale musiał teraz dodatkowo chronić żonę i dzieci, co… niestety mu nie wyszło.
– Nie uważam, żebyś była pierwszą lepszą dziewczyną z ulicy.
Choć nie uważał też, żeby było coś złego w tym, że czasami człowiek da się ponieść chwili. To było właśnie piękne – nie wszystko można przewidzieć i zaplanować, czasami najpiękniejsze wspomnienia tworzyły się same. Sama przecież zachęcała go do tego, żeby nie marnował więcej czasu, by potem tak po prostu go odrzucić.
– Właściwie to… niczego nie proponowałaś. Życie łowcy jest zbyt krótkie i nie wiadomo nawet, kiedy nadejdzie nasz czas. Widziałem już naprawdę wiele, przeżyłem już wiele śmierci najbliższych i wiem, że myśli się o śmierci dopiero wówczas, gdy się umiera. Nigdy nie jest się na to gotowym, ani tym bardziej nie potrafimy cieszyć się tym, co mamy, bo jest to ulotne.
Teamty, jakie teraz poruszali były bardzo poważne, może nawet zbyt poważne. Chyba po raz pierwszy prowadzili tak otwartą rozmowę, poruszając intymne, bardzo osobiste kwestie własnego życia. Nigdy żadnej kobiecie nie opowiadał nawet w skrócie o swojej zmarłej żonie, a Esmeralda po prostu poprosiła i Gerard spełnił tę prośbę. Sam nie wiedział dlaczego. Nie rozumiał też, dlaczego ją to interesowało.
– Wiesz, mam jakieś sto czterdzieści lat, Ty masz dopiero jakieś trzydzieści. Czasami naprawdę widzę w odbiciu mężczyznę posiwiałego, postarzałego, ze zmarszczkami, ledwo ruszającego się. Zrozum, że to nie jest łatwe myśleć o sobie, jak o kimś młodym. Dwukrotnie przekroczyłem wiek, w którym przeciętny człowiek umiera. Nie chcę też nikogo narażać na niebezpieczeństwo. Przez tyle lat mojej „działalności” nabyłem wielu niebezpiecznych wrogów.
Nie wiedział, czy zrozumie o co mu chodziło. Sam nie bardzo wiedział, jak to ująć w słowa. Jak wyrazić swoje wątpliwości, obawy.
– Nigdy nie dałaś mi też odczuć, żebym był atrakcyjny dla Ciebie. Więc po prostu nie zwracałem na Ciebie uwagi, żebyś nie uznała, że jakiś staruch Cię obłapia…
Chociaż nie bardzo zrozumiał, co miało jej wykształcenie pedagogiczne do tego, że on miał dzieci. Przecież co innego było posiadać własne dzieci, a gromadkę obcych, których się uczyło. Chociaż on nigdy nie potrafił zrozumieć, dlaczego niektórzy pedagogowie uważali obce dzieci za swoje własne, za które na dodatek odpowiadają.
– Jesteś wszechstronnie wykształcona. Po co Ci wykształcenie pedagogiczne przy medycznym?
Pytał oczywiście z czystej ciekawości, bo kiedy przyjmował ją do Oświaty nie dostrzegł w jej papierach dodatkowego wykształcenia. A może nie zwracał na to uwagi, bo było to dla niego całkowicie zbędne? W końcu nie potrzebowali w Oświacie przedszkolanki, tylko kogoś, kto zajmie się szpitalem i rannymi łowcami, żeby postawić ich szybko na nogi.
Ponownie skinął głową na jej zaproszenie. Jeśli tylko będzie okazja i czas do ponownego spotkania, to na pewno to uczyni. Polubił jej towarzystwo, nawet jeśli była uparta i czasami zbyt gwałtownie reagowała na niektóre sprawy.
– Ten dom należy do mojej zmarłej żony. Nie ja go meblowałem. Mój dom we Francji też nie ma elementów japońskich.
Chociaż Michiru niektóre rzeczy w nim pozmieniała. Dał jej wolną rękę, skoro zgodziła się opuścić swoją ukochaną Japonię. Zresztą ze względów bezpieczeństwa nie miała wyboru. Chociaż gdyby pozostała w Japonii, to kto wie, czy do dziś nie byłaby u jego boku cała i zdrowa, a przede wszystkim… żywa. Nie to, żeby kręciły go truposze. Raczej nie chciał spać w łóżku u boku umarlaka i to przegnitego…
– Nie mam nic przeciwko położenia się obok Ciebie.
Od lat… nie spał z nikim u swego boku. Nie licząc córki, która czasami miewała koszmary po śmierci matki i do niego przychodziła, gdy tylko był w domu. Wiedział, że częściej jednak przychodziła do Zacka i bardzo przeżyła, kiedy brat ich opuścił zaraz po osiągnięciu pełnoletniości.
– Od wielu lat nie miałem nikogo przy sobie w łóżku.
Poczuł się jak nastolatek, który miał po raz pierwszy spędzić noc u boku swojej ukochanej, równie jak on przestraszonej. I też wcale nie chodziło mu seks. Zamierzał być grzeczny jak niemowle.
– To miłe, że traktujesz oświatę jak własną rodzinę. Ale nie zapominaj w tym wszystkim o sobie samej.
Ukuł ją delikatnie palcem wskazującym w pierś, żeby wiedziała, że powinna też myśleć o sobie, swoim bezpieczeństwie i życiu. Każdy łowca szkolony był do tego, aby walczyć z wampirem.
– Ja też nie widziałem nikogo. Śnieg nas zasypał, więc jesteśmy też i odizolowani. Poza tym… dwóch łowców chyba da sobie radę.
Nie mieli w końcu po szesnaście lat i oboje mieli jakieś tam zdolności, a wspólnie powinni dać sobie radę.
Gerardowi zostało zatem nic innego, jak nalanie do obu kieliszków półsłodkiego wina. Nalał do trzech czwartych kieliszka, żeby potem nie porozlewać zawartości, bo troszkę byłoby szkoda.
– Jeśli tak bardzo potrzebujesz…
Czyżby dało się słyszeć w jego głosie niechęć do tego, że musiał poratować ją jakąs koszulką? Wyjął z szafki jakąś szarą koszulkę, oczywiście czystą, po praniu i wręczył go siedzącej na łóżku kobiecie.
– Może dać Ci też jakieś spodnie dresowe?
Ściągnął też z łóżka koc i okrył nim zmarzniętą łowczynię. Przecież nie musiała wychodzić z łazienki, żeby go poprosić o koszulkę, mogła po prostu krzyknąć stamtąd.
– Nadal mi nie odpowiedziałaś wprost, czego ode mnie oczekujesz.
Zagaił po chwili, wręczając jej kieliszek z winem. Tackę z serami postawił na łóżku, między nimi, żeby mogła sięgać po ser, gdyby chciała. Sam zaś położył się na łóżku, podpierając na łokciu i przyglądając się jej. Upił dwa łyki wina z kieliszka.

_________________
Powrót do góry Go down
Abaddon
Abaddon
Abaddon
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2514-abaddon#53521 http://vampireknight.forumpl.net/t2545-abaddon#53898
Zarejestrował/a : 22/04/2016
Liczba postów : 117


PisanieTemat: Re: Posiadłość Trizgane.   Wto Sty 16, 2018 1:16 pm

A Abaddon podglądał. Swój czerwony wzrok wlepiał w dwie postacie spędzające ze sobą czas. Rozmawiali, śmiali się i zapewne też nie raz do siebie uśmiechali. Mimo bycia hyclem o dość specyficznym podejściu do życia, potrafi rozpoznać mięte tworzoną między tymi dwoma. Tylko głupiec by nie zauważył. Idealna sprawa dla Przewodniczącego. Świadomość o powstaniu romansu to równe temu, że rodzi się kolejna słabość do bliskich osób. Gerard wspominał, że wampiry lubią korzystać z tak okrutnych metod. I były one piekielnie skuteczne, wszak rzadko bywa by całkowicie wyzbyć się słabości do bliskich z osób, które są zdolne do okazywania uczuć.
Wciąż trzymał się mocno ścian, pozostając niezauważonym. Ludzie wewnątrz zapewne już odczuli niepokój związany z podświadomym obserwowaniem przez osobą trzecią, lecz zbytnio się tym nie przejęli. Punkt dla Hycla.
Kolejne chwile schodziły na tym, że para zmieniła położenie. Kierowali się na piętro, więc oczywistym faktem, że i Abaddon zmienił umiejscowienie. Szybko odnalazł okno do sypialni. Nawet jeśli były firany, łatwo ich zauważyć. Teraz przyszedł nie lada wyczyn dla wampira. Musiał on przyczepić się do dachu i zmaterializować na normalną swoją postać do pasa. Wydobyć telefon z kamizelki i zawisnąć d góry nogami przy ognie. Ciemność pomagała, a ułożenie się w rogu okna tym bardziej. Zbliżenie, seria zdjęć. Kilka już nawet dotarło do telefonu Przewodniczącego. Po wykonaniu pierwszego, najważniejszego zadania przywróci swoją ruchliwą, ciemną formę i powróci do całkowitej niewidoczności.
Znowu tylko obserwował.

_________________


Theme 1Theme 2
Powrót do góry Go down
Esmeralda
Moderator
Moderator
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1678-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t1704-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t2181-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/t3301-esmeralda#71193 http://vampireknight.forumpl.net/t2074-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/f31-posiadlosc-greenhall
Zarejestrował/a : 05/03/2015
Liczba postów : 1885


PisanieTemat: Re: Posiadłość Trizgane.   Wto Sty 16, 2018 9:44 pm

Mimo upływu lat wciąż miał w pamięci obraz swojej zmarłej żony. Ślad jaki wyryła w jego sercu wciąż był świeży i nic nie wskazywało na to ażeby to uległo zmianie. Nie ważne kto podjąłby się wyzwania – lekarka, czy po prostu zwykła miła dziewczyna z sąsiedztwa. Może dlatego płomiennowłosa stworzyła portret gustów mężczyzny. Co z tego, że dom meblowała małżonka. Z własnego sentymentu mógł nie zmieniać przez te lata wystroju, albo lubił to… pokochał Japonię tak jak kochała ją Michiru.
- Wytłumaczyłam Ci dlaczego i przeprosiłam. Mam nadzieję, że nie będziesz o tym wspominał przy każdej okazji.- nie chciała ponownie wracać do tego tematu bo doskonale wiedziała gdzie tkwił błąd. Czy postąpiłaby inaczej? Zachowała zimną krew i nie zwiała jak ten ostatni tchórz? Zapewne i tak doszłoby do ucieczki, bo brak wiary w siebie i cholerne speszenie zawsze brały górę nad trzeźwym myśleniem. Wyglądało na to, że Gerard na długo zapamięta tą całą ucieczkę. Nie tak miało być i nie tego chciała. Ale stało się… Mogła tylko liczyć że gdy kiedyś to ona wykona ten „pierwszy ruch”, mężczyzna się od niej nie odsunie.
- Nie lubię mówić o problemach. Czasem mam wrażenie że samo wspomnienie o nich pozwala im rosnąć w siłę. Ostatnie wydarzenia mnie trochę przytłoczyły, ale jak to ty mówisz... „uciekanie w pracę” naprawdę pomaga. Nie tylko pozwala nie myśleć o tym wszystkim. Mam więcej możliwości tworzenia, mniej czasu do zmartwień.- nowe leki, projekty które zdążyła rozpocząć. Wszystko to wymagało czasu, więc spędzanie go w laboratorium rzeczywiście miało te swoje dobre strony. Kiedyś nie lubiła siedzieć w miejscu i wprost wyrywała się by móc wyskoczyć na pierwszą linię frontu. Przez lata nie tylko nabrała względnej powagi ale także i spokorniała. Wciąż była kłamczuchą, lecz teraz nie robiła tego z własnej wygody a z konieczności. Z troski, bo tak było lepiej. I prościej. Bezpieczniej.
- A tylko byś spróbował. Można powiedzieć że jesteśmy teraz pełnoprawnymi sąsiadami. - tym razem to ona chciała rozładować piętrzącą się atmosferę. Niekiedy za bardzo przejmowała się opinią innych, a jego zdanie miało dla niej naprawdę wielkie znaczenie. Jak żyć kiedy mężczyzna będący niemal wzorem brał Cię za tanią dziwkę. Na szczęście rozwiali te wątpliwości i Gerard do niczego takiego się nie przyznał.
- Wierzę w to, że moje problemy dobiegną końca. Wtedy najpewniej wrócę z moją propozycją i nie będziesz mógł narzekać, że niczego nie proponowałam. Chyba że zdziadziejesz do końca, albo znajdziesz kogoś… innego niż ta ruda którą ostatnio pozdrowiłeś. - rozumiała jego tok myślenia, to znaczy tak częściowo. W życiu łowcy nikt nie miał stuprocentowej pewności, że każde zakończenie będzie miało swój happy end. Walka z potworami nie tylko wymagała siły i żelaznych nerwów… Dyscyplina to nie wszystko, bo czasem to umiejętność podejmowania decyzji grała kluczową rolę. Umiejętność poświęcania swojego życia dla bezpieczeństwa innych. Tym się kierowała większość łowców. Ocenić zagrożenie i podjąć decyzję najlepszą dla ogółu. Jeśli się więc okaże że sytuacja z Hiro się rozwiąże, a do tego czasu Gerard ułoży sobie życie i zapomni, wtedy nie pojawi się ponownie w jego domu. Nie przypomni o sobie i na pewno nie rzuci mu się na szyję.
Kiedy wspomniał o swoim wieku, pierwszy raz poczuła zaskoczenie. Mężczyzna nie wyglądał na 140 lat, był starszy niż jej własny ojciec a tego się po prostu nie spodziewała. Gdyby miała w ręku wino pewnie  by je wypluła bądź zachłysnęła się nim na tą nagłą informację. Ale w jej dłoniach nie znajdował się kieliszek dlatego tym razem udało się bez zaliczenia solidnej wtopy. Pierwszy szok minął podobnie jak Gerard zdążył zakończyć swoją przemowę.
- Już Ci mówiłam że człowiek ma tyle lat na ile się czuje i na ile wygląda. Zacznij wychodzić do ludzi i robić to co kochasz. Nie siedź sam w domu po całych dniach bo to nie prowadzi do niczego dobrego. W przeciwnym razie będę zmuszona wyciągać Cię siłą, a chyba nie chciałbyś słuchać dzień w dzień mojego dziamgolenia, prawda? - gdyby zaszła taka potrzeba naprawdę mogłaby spełnić swoje groźby, a to już się nawet nie kwalifikuje pod sąd dla ludożerców – No chyba że naprawdę mam Ci załatwić ten turnus w Ciechocinku… Przynieś telefon, załatwię to nawet dzisiaj. - załatwi mu pokój z jakąś miłą Panią Helenką od której zwieje po maksymalnie pięciu minutach. Nie ważne jak dziarska była staruszka, ale każda, dosłownie każda narzekała na strzykanie tu i tam. I oczywiście ta żądza doświadczenia przygód na starość.
- Jesteś atrakcyjnym mężczyzną. Nie chcę wyjść na kapusia, ale większość damskiej części zespołu medycznego się w Tobie kocha. - reszta to zwolennicy obecnego dowódcy, bo jak widać za mundurem panny sznurem! Esmeralda nie zdziwiłaby się gdyby Gerard wyraził zdziwienie na tą nowinę. Nie zwracał uwagi na rozanielone jego widokiem pielęgniarki, które z chęcią zrobiłyby mu jakiś relaksacyjny masaż.
Liczyła że nie pociągnie tematu nieszczęsnego wykształcenia. Pedagogika to pierwsze co jej wpadło do głowy i szczerze mówiąc nie bardzo wiedziała jak wybrnąć. Chwila ciszy trwała o kilka sekund za długo, ale w końcu lekarka zdecydowała się wyjawić choć pokątną część prawdy.
- Nie otrzymuję wynagrodzenia za działanie w Oświacie. Muszę się z czegoś utrzymać dlatego poza pracą w akademii bardzo często szkole studentów z medycznej akademii. Nie jestem  może doktorem habilitowanym z nauk pedagogicznych ale mam odpowiednie uprawnienia żeby uczyć. - uwielbiała organizować lekcje i przekazywać swoją wiedzę w młode i tęgie głowy. Po części była to jedna z jej pasji, dlatego bez wahania zgodziła się szkolić także kadetów Oświaty. To nie tak, że miała na koncie wszystkie kierunki uczelni akademickich. Mimo dość młodego wieku rozwinęła się w medycynie, a reszta… przyszła z czasem. Tak jak ta nieszczęsna i ciut kłamliwa w tym przypadku pedagogika.
- Tylko nie przyjmuję reklamacji na to że zajmę większą część łóżka. - uśmiechnęła się na myśl biednego łowcy ulokowanego na samym końcu łóżka. Nie wspomniała już nawet o tym że w trakcie snu wytwarza olbrzymie pokłady ciepła i tym samym mogłaby stawać w konkury z niejednym grzejnikiem.
- Mam nadzieję że będziesz w stanie zasnąć… - może choć raz pomoże mu swoją obecnością. A jak nie to zawsze pozostaje możliwość ziółek przed snem! Esmeralda nie proponowała mężczyźnie leczniczej herbatki, a teraz po winie było już na nią trochę za późno.
- Tak jest proszę Pana. - puściła mu oko choć i tak wiedziała że go nie posłucha. Już dawno wyznaczyła pewne priorytety, podjęła decyzje. Nie mogła działać wbrew sobie a tak się składało, że miała pełną świadomość swoich czynów. Była odpowiedzialna za innych, dlatego wybrała zawód taki a nie inny.
- Bardziej bym się obawiała tego, że jutro nie będę w stanie przekopać się żeby wyjść do pracy… I tak, jeśli zajdzie potrzeba to damy sobie radę. Tym razem to my będziemy mieli przewagę liczebną. - to wręcz nierealne żeby pociągnął się za nimi jakiś ogon. Lekarka nie miała w wachlarzu umiejętności wykrywania wampirzej aury, a jej węch i słuch nie był rozwinięty tak jak u pełnoprawnego wampira. Nie mogła widzieć Abbadona, nie spodziewała się go licząc że pogoda odstraszy każdego potencjalnego śmiałka.
- Oj bardzo… mokry ręcznik nie daje takiej wygody jak męska koszula albo t-shirt. Dziękuję. - była wdzięczna za koszulkę, bo nie przywykła do spania w ciepłym swetrze. W domu mogła sobie pozwolić na to aby paradować nago, tutaj to było trochę nie na miejscu. Kobieta odwróciła się tyłem do okna i Gerarda by wciągnąć na siebie swoją nową piżamę. Poluzowała ręcznik który odsłonił większość część pleców, a następnie ubrała się. W tym świetle każda była widoczna każda, nawet najmniejsza rysa na jej ciele. Pod prysznicem zmyła wszystkie barwy wojenne więc bez problemu mężczyzna mógł dostrzec nawet drobną bliznę przechodzącą przez jej lewy policzek. Wyglądała jak łowca, była łowcą.
- Masz dość patrzenia na moje nogi czy chcesz żebym się utopiła w Twoich spodniach dresowych? - tak, tak… pewnie chodziło mu o spodnie dresowe Louisy, ale już ustaliliśmy że nie wcisnęłaby ich na własny tyłek. Esmeraldę i Gerarda dzieliło ponad 30 centymetrów wzrostu dlatego prędzej zgubiłaby te spodnie niż mogła swobodnie nosić. Z wdzięcznością przyjęła koc otulając nim szyję. W cieple, jego towarzystwie i z winem w ręku naprawdę poczuła się dobrze, ale odstawiła kieliszek zaraz po tym jak zadał pytanie.
Zastanawiała się co mu powiedzieć i co tak naprawdę chciałby usłyszeć.
- Czy wszystko musi być zawsze mówione wprost? Cieszmy się tą chwilą. - chciała położyć głowę na jego ramieniu i po prostu się przytulić. Zamiast tego zbliżyła się by złożyć na ustach mężczyzny delikatny i niezbyt nachalny pocałunek. A co on z tym zrobi… to zobaczymy!

_________________
Powrót do góry Go down
Gerard
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1105-gerard-trizgane http://vampireknight.forumpl.net/t3348-gerard#71804
Zarejestrował/a : 31/07/2013
Liczba postów : 356


PisanieTemat: Re: Posiadłość Trizgane.   Pią Sty 19, 2018 5:14 pm

– Chyba nie muszę Ci mówić, że nawet jeśli obecne problemy zniknąć, to pojawią się nowe?
Chyba nie myślała, że nagle znikną wampiry z Japonii? Chociaż to byłby piękny świat bez wampirów, bez ich obecności i nawet nie zasmuciłby się, gdyby stracił pracę. Wstąpiłby do wojska i dzielił się tam swoją nabytą przez te lata wiedzą.
– Prawda jest taka, że nie możemy być pewni jutra, a co dopiero mówić o tym, że wrócisz z jakąś propozycją.
Puścił do niej perskie oko i westchnął. Za dobrze znał złudne koleje życia łowieckiego i dlatego nie był pewien, czy będzie miała do kogo wrócić tutaj albo… czy w ogóle będzie mogła wrócić. Jeśli Hiro w końcu dowie się o wszystkim, to na pewno nie będzie szczęśliwy z tego powodu. Wierzył w jej zdolności i umiejętności, ale szkoliła się głównie pod względem medyczny. Nigdy nie widział jej w akcji, więc nie chciał na wyrost oceniać, bo mógł jej też nie docenić.
– To w takim razie mam ze dwieście lat, bo tak się czuję. Nie oceniam własnego wyglądu, nie dla mnie takie brednie. Do niczego nie jest mi to potrzebne. Nie oglądam się przecież za spódniczkami. To bez znaczenia, czy się we mnie kochają.
Wzruszył obojętnie ramionami. Naprawdę nie zwracał na to uwagi, a niektóre były jeszcze młodsze od Esmeraldy. Nie żeby wiek dla niego był jakimś wyznacznikiem, ale nie chciał zostać uznany za starego zboczeńca. Niektóre to były pewnie jej studentki, które czasami odwiedzały swoją nauczycielkę. Nie interesowały go dzieci… Zresztą nie zwracał aż takiej uwagi w ogóle na kobiety. Szczególnie po śmierci małżonki. Esmeralda była pierwszą od… siedemnastu lat?
– Dziwne, że nie otrzymujesz żadnej pensji. Może i oświata nie pływa w pieniądzach, ale zawsze pozyskiwało się sponsorów lub środki innymi sposobami. Na dodatek szpital zawsze był finansowany. Zastanawiające, że obecny dowódca uciął Ci nagle środki. Wiesz, żaden łowca może nie otrzymuje super pensji, ale nie robimy tego też charytatywnie.
Może też i ich wyczyny nie były premiowane, ale za darmo nikt nie zabijał. Oświata była niemal jak wojsko. Naprawdę zadziwił się, kiedy stwierdziła, że musi sobie „dorabiać” uczeniem na medycznej uczelni, bo nie otrzymuje pensji z oświaty. Nie zamierzał jednak komentować podważać żadnych decyzji dowódcy.
– Najwyżej za karę noc spędzisz w wannie, jeśli zajmiesz więcej niż swoją połowę łóżka.
Odzwyczaił się od dzielenia z kimś łóżka, więc sam też mógł ją nawet niechcący zepchnąć. A potem co mu powie? Sorry Gerard, ale jesteś za gruby! Aż odruchowo sprawdził swój brzuch, czy w ciągu kilku minut nagle nie pojawił mu się mięsień piwny. Na szczęście nie! Nadal miał swoje mięśnie i to nie te wyrobione od sześciopaka piwa…
– Brałaś w ogóle urlop, odkąd przestałem być dowódcą? Bo jeśli nie to wiesz… może to i nie jest hotel pięciogwiazdkowy, ale za to znajduje się na totalnym wypizdówku i można odpocząć. A ten śnieg nie stopnieje z dnia na dzień.
Chociaż pewnie pracowała całe dnie, a gdyby mogła, to zostawałaby w pracy nawet i na całe noce. To było bardzo prawdopodobne.
Dobrze, że odwróciła się tyłem do okna… Inaczej Abbadon mógłby sobie podziwiać sławną łowczynię w pełnej okazałości! Wystarczy, że przez ułamek sekundy stała w majtkach. O chyba nie założyła po wyjściu spod prysznica? Zresztą i tak odwrócił głowę, nie chciał, żeby go przyłapała na wpatrywaniu się w jej półnagie kobiece krągłości. No bez przesady, nie miał przecież szesnastu lat, potrafił panować nad swoimi „odruchami”. Na pewno nie zaskoczy jej nagłym wzwodem. Niechcianym…
– Żebyś mi znów nie wmawiała, że to ja Cię zmuszałem do chodzenia w majtkach…
Odpowiedział na jej pytanie. I tak, te spodnie byłyby Louisy. Ewentualnie mógłby dać jej swoje, u góry ściągane były gumką, może nogawki byłyby nieco za duże, ale do spania byłyby w sumie idealne. On sam nie lubił spać z gołym tyłkiem, ale za to sypiał bez koszulki.
– Niektóre rzeczy lepiej, żeby zostały wyjaśnione. Bez nieporozumień.
Jednak szybko i sprawnie go uciszyła. Zamknęła jego wargi pocałunkiem. Odwzajemnił go, znów pieszcząc delikatnie językiem górną wargę, zaciskają lekko zęby na dolnej, aby ją possać pieszczotliwie. Jedną ręką musnął delikatnie policzek łowczyni i po chwili spoczęła pewniej na jej karku, przyciskają ją do siebie mocniej, ale tak, że w każdej chwili mogła się uwolnić.
Przerwał w końcu pocałunek, pamiętając jak ostatnio to wszystko się skończyło…
– chcesz jeszcze wina?
Zapytał, zapełniając ponownie swój kieliszek. W międzyczasie rzucił sobie do buzi sporawy kawałek sera.

_________________
Powrót do góry Go down
Zack

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1131-zack#16764
Zarejestrował/a : 21/08/2013
Liczba postów : 134


PisanieTemat: Re: Posiadłość Trizgane.   Sob Sty 20, 2018 7:46 pm

Kizi mizi, bara bara. Gerard staruch bierze w obroty pannę Green, a nachodzący czołg nawet o tym nie wiedział. Ale spokojnie, niebawem właśnie dotrze do owego faktu gdy tylko przekroczy próg drzwi wejściowych.
Ale co zrobić z ogromną ilością śniegu? Młody Trizgane słynie z tego, że jak się porządnie wkurwi to zachowuje się jak taran, a w tym wypadku był jak żywy pług. Wściekły, plujący jadem na lewo i prawo jak rodowity Seba przemierzał przez zaspę, robiąc po drodze elegancki tunel. Wyglądało to tak, jakby przez większość czasu nic nie robił, tylko drążył tunele. To się nazywa talent! Ale do rzeczy.
Kiedy Zack dotarł do drzwi, kilkoma ruchami strzepał śnieg ze skórzanej kurtki. Minusowa temperatura a chłopak nadal ubiera się za lekko. Całe szczęście że krew mocno wrzała, inaczej już dawno by zamarzł... Louisa dała focha, więc raczej by nie podleczyła, a stary pierdziel zajmował się pewnie ubolewaniem nad własnym życie, więc chyba lepiej zemrzeć.
- Ja pierdole, co za jebany śnieg.
Rzeknie uroczyście, wciskając kluczyk do dziurki. Przekręci, pchnie drzwi i wkroczy cicho. Głucho wszędzie, ciemno wszędzie. Tylko skąd ten zapach perfum? Trizgane wkroczył do środka, mrużąc swoje nienawistne spojrzenie. Był jak terminator. Każdy mebel, dywan, ściana miało swój numer seryjny, lokalizacje. Nawet te wiszące kurtki oraz płaszcze.
- Ta jest ojca, ta jest siostry. A ta...
Dłonią dotknął odzież należącą do kogoś obcego. Dostrzegł też obuwie. Małe stopy? Czyżby Gerard przerzucił się na krasnoludki?
- Ty stary dziadzie.
Warknął w złości człowiek. Więc jak tylko ściągnął buty, or razu skierował się na piętro. Szedł cicho, tak by NIKT go nie usłyszał. Skradał się jak tygrys który to już upatrzył ofiarę, wyciągnął swoje pazury i dopadł. Klamka od drzwi pokoju ojca zaatakowana, pchnięta i otworzyła swoje sypialniane wnętrze kryjąc ojca oraz kobietę.
- Wiedziałem! Stary dziadu! Zamiast być przykładnym rodzicem, łowcą to obmacujesz się z tą kobietą! Kim ona jest?! To jakaś córeczka sąsiada? Hobbit?
Wrzeszczał jak zwykle. Potężny Zack Trizgane z głosem jak grzmot. Wytatuowany łobuz z niewyparzoną gębą i nastawieniem berserkera. Dajcie mu krzesło a zatłucze nawet staruszkę kradnącą bułkę w sklepie. Jednak co do sytuacji, dopiero po chwili rozpozna Green. Ale czy to coś zmienia? Przyłapał ich. W sypialni, pijących oraz jedzących ser. JEGO SER.

_________________
Powrót do góry Go down
Esmeralda
Moderator
Moderator
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1678-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t1704-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t2181-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/t3301-esmeralda#71193 http://vampireknight.forumpl.net/t2074-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/f31-posiadlosc-greenhall
Zarejestrował/a : 05/03/2015
Liczba postów : 1885


PisanieTemat: Re: Posiadłość Trizgane.   Sob Sty 20, 2018 10:37 pm

Tylko ludzie nierozważni ślepo wierzyli, że każdy problem da się rozwiązać a dalej wszystko będzie już jak w bajce. Długie i szczęśliwe życie nie dotyczyło zwykle łowców. Nie szkolono ich dla złudnych marzeń, przepowiedni że przecież wszystko się ułoży. To normalne aby prędzej czy później kolorowe tło zapełniły odcienie szarości. Zagrożenie, czasem nawet śmierć spoglądająca w oczy.
- Znam łowieckie życie. - było pełne inwentarza z którym nie poradziłby sobie zwykły cywil. Członkowie Oświaty byli szkoleni od małego, przez co mało który mógł się przyznać do prawdziwie beztroskiego dzieciństwa. Wszystko jednak miało swój ciąg przyczynowo-skutkowy i każdy prawdziwy łowca był świadomy zagrożenia.
- Próbowałam Ci złożyć obietnicę… - poczuła lekki zawód, ale mimo wszystko zdecydowała wyjawić mu powód dlaczego użyła takich słów a nie innych. Interesował ją pod kątem fizycznym i intelektualnym, dlatego brała pod uwagę możliwość być może wspólnej przyszłości.
- Czasem jest łatwiej kiedy wiesz, że masz do czego wrócić. Albo do kogo… - westchnęła cicho, nie wiedząc jak to dokładnie ubrać w słowa – Zresztą nie ważne. Masz rację. Nie znamy przyszłości. Będzie co ma być. - zrezygnowała z dalszych prób uznając, że Gerard zwyczajnie nie był zainteresowany. Co mogła mu dać poza niepewnością i życiem pełnym różnych niespodzianek. Nawet jeśli minęłyby pierwsze zagrożenia, to co potem? Nie przestanie odwampirzać, nie skończy z pakowaniem się w kłopoty i nadal będzie uciekała w prace. Taka była, a żaden normalny mężczyzna nie wytrzyma takiego stylu życia. Nawet łowca.
Brakowało jej argumentów, bo jego zdanie co do wieku wciąż pozostawało niezmienne. W tym wszystkim brakowało tylko aby położył się plackiem na podłodze czekając na rychłą śmierć. Ziółka nie, spódniczki be, nawet Ciechocinkiem wzgardził, mimo że pensjonariusz byłby z niego wzorowy! Esmeralda postanowiła nie drążyć tego tematu bo nijak nie mogła wpłynąć na jego zdanie. Niejeden osioł mógłby mu pozazdrościć uporu.
- Dowódca nie wie że nie pobieram pensji. Od kiedy… - uciekła wzrokiem przywołując na myśl wspomnienia które na co dzień wypierała z pamięci.
- Mój ojciec wspomagał Oświatę finansowo, ale w momencie gdy mnie… wydziedziczył, skończyła się pomoc. Te środki przyczyniły się do rozwoju technologii, dlatego ich nagły brak mógł całkowicie zabić projekty nad którymi pracował cały mój zespół. Postanowiłam przeznaczyć całe moje wynagrodzenie i większą część dochodów z akademii by zapełnić tą lukę. Tajemniczy fundator to nikt inny jak ja. - przynajmniej jeśli chodziło o środki dla skrzydła szpitala. Esmeralda wiedziała, że szef nie zgodziłby się na tego typu podmianę dlatego świadomie przemilczała tą kwestię. Przecież miała dom i środki do życia, a w przeciwieństwie do rodziców nie potrzebowała aż tylu pieniędzy by poprawić sobie poczucie własnej wartości.
- Będziesz tak okrutny by skazać mnie na noc w zimnej wannie? Przeziębię sobie tyłek i co wtedy? - jednak pogna do apteki po żurawinę, a ruda zrobi wszystko by nie zapomniał o swoim haniebnym czynie. Kto to widział, żeby tak traktować gości. Łazienka. Dobre sobie.
- Nie jestem aż takim pracoholikiem. - zaśmiała się. Naprawdę uważał, że nie wyściubiała nosa spoza próbek i innych arcyważnych przedmiotów? No dobra, zdarzało się przenocować w Oświacie i zapomnieć o normalnym posiłku. Ale bez przesady.
- Jakiś czas temu odwiedziłam Włochy i Francję, więc jak widzisz nie jest ze mną aż tak źle. - Leyasu sam zorganizował tą wycieczkę i wyciągnął ją tam niemal siłą, a wszystko przez cholerny strach przed lataniem. Mimo że sama miała uprawnienia pilota, zdecydowanie wolała twardy grunt niżeli podniebne wojaże.
- Zanudziłabym Cię moim dziamgotaniem, poza tym mam pewne zobowiązania które na tą chwilę wykluczają mój urlop. Chcę zrobić jak najwięcej nim… - no właśnie, temat Hiro ponownie zagościł w myślach rudowłosej. Nie mogła zostawić pracy i zaszyć się w domu mężczyzny, bo wampir odnalazłby ją szybciej niżeli by chciała. Lepiej aby nie wiedział, że ją i łowcę łączy cokolwiek innego niżeli zwykła i normalna znajomość.
- Ale dziękuję za propozycję. - doceniła gest podobnie jak gościnność którą zdążył już okazać. Choćby chciała nie mogła zostać na dłużej niż ta jedna noc i kawałek poranka.
- A co, może tak nie było? Teraz będziesz się jeszcze wypierał. - już nie pokaże palcem kto tu komu kazał zdjąć spodnie. Ok, zaproponował podmianę garderoby, ale ubrania Louisy prędzej by pękły w szwach niż spełniły swoją rolę. Esmeralda była chirurgiem a nie krawcową, więc szycie zniszczonych ubrań kompletnie nie wchodziło w rachubę. Przebierając się nie myślała o tym czy ją podgląda. Pod koszulką nie miała absolutnie niczego, bo nie przywykła do spania w pełnym rynsztunku – majtkach i staniku. Gdy była absolutnie pewna, że nie poświeci gołym tyłkiem, odłożyła ręcznik na bok.
Odważywszy się na pocałunek miała nadzieję, że przełamią ten mur jaki zaczął się między nimi tworzyć. Mruknęła z zadowoleniem czując na ustach pieszczoty, a po chwili wszystko się skończyło. Spojrzała na niego z miną pytającą „czy to już wszystko ?” na co go stać. Nie zaprotestowała jednak uznając, że nie ma takiego prawa.
- Może troszkę. - odłożyła tackę z serem na szafkę po stronie mężczyzny i położyła głowę tuż obok ramienia.
Aż drzwi się otworzyły…
Kiedy przegapiła otwieranie drzwi i to wejście po schodach. Nie zarejestrowała pojawienia się Zacka, dlatego nie była pewna w którym momencie przyszedł i ile widział. W duchu dziękowała, że ma na sobie tą koszulkę, bo przecież… jakoś to można jeszcze wytłumaczyć. Automatycznie wstała do pozycji siedzącej.
- Słucham? - jaka córeczka sąsiada? Jaki HOBBIT, KURWA JEGO MAĆ! No przesadził gówniarz jeden. Jak nic zasłużył na manto.
- Odszczekaj to albo do Ciebie wstanę. - zacisnęła dłoń w pięść gotowa na ewentualną  „rozmowę wychowawczą” z synem przyszłego i niedoszłego partnera.

_________________
Powrót do góry Go down
Gerard
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1105-gerard-trizgane http://vampireknight.forumpl.net/t3348-gerard#71804
Zarejestrował/a : 31/07/2013
Liczba postów : 356


PisanieTemat: Re: Posiadłość Trizgane.   Czw Sty 25, 2018 11:16 am

– Nie wycofuj się zawsze z tego, co mówisz, bo też nie wiem, jak to interpretować.
Co innego miał jej powiedzieć? Praktycznie gdyby nie dzisiejsze spotkanie, to nic między nimi by się nie zmieniło. Może spotkaliby się przypadkiem w oświacie, przy jakiejś misji, a i to było pod znakiem zapytania, bo przecież Gerard rzadko od jakiegoś roku interesował się tym, co działo się w oświacie. Sam nie bardzo wiedział, jak z nią rozmawiać. Cokolwiek chciał powiedzieć albo cokolwiek ona sama z siebie wydusiła, zaraz cofała.
– Na pewno kojąca myśl i sam coś o tym wiem…
W końcu nie miał do kogo wracać, kiedy wracał nieraz do domu. Puste cztery ściany z rozleniwionym kotem na kanapie wcale nie było miłą perspektywą. Może dlatego też czuł takie zawodowe wypalenie? Najwyraźniej w końcu i na niego przyszedł czas i samotność dawała mu się we znaki, co włożył na kark starego, zniedołężniałego wieku.
– Nic nie stoi na przeszkodzie, żebyśmy… mogli spróbować.
Nie bardzo wiedział, jak Esmeralda na to zareaguje. Znów przecież mogła odebrać to według własnej woli albo całkowicie na opak. W końcu już od początku ich zakręconego wieczoru wiele rzeczy nadinterpretowała i szło to potem w dziwną stronę. Dopiero po chwili odważył się jej spojrzeć w oczy. Czuł się, jakby był nastolatkiem, a nie mężczyzną, które swoje już przeżuł. Czuł się nieco zagubiony, nieporadny, nie wiedział w ogóle jak się zachować w jej towarzystwie. Nigdy jakoś nie miał z tym problemu, dopóki nie stwierdziła, że ją pociąga. Wcześniej po prostu nie dopuszczał do siebie tej myśli, a teraz zależało mu, żeby się przed nią nie zbłaźnić, żeby pokazać siebie od jak najlepszej strony.
Skinął głową, rozumiejąc teraz, dlaczego musiała podejmować się dodatkowej pracy na uniwersytecie, żeby jakoś się utrzymać. Dziwił się jedynie, że z takiej marnej pensji akademickiej była w stanie utrzymać siebie, dom i jeszcze zostać własnym fundatorem swoich własnych projektów.
– Pewnie jest Ci ciężko i masz przez to trzy razy więcej pracy, co?
Wiedział, że gdyby zaproponował jej pomoc i zechciał jakoś wesprzeć finansowo jej projekty, to jeszcze by się uraziła albo uznała, że powinna być mu coś winna. Co gorsza – mogła się poczuć jak Anastazja, ta od Greya, i uznać, że za kasę ma mu dawać teraz dupy!
– Dajesz radę utrzymywać się z pensji wykładowcy i jeszcze finansować własne projekty?
Zadał to pytanie, bo po prostu ciekawiła go kwestia zarobków wykładowców.
– Powinnaś jednak odpocząć, nabrać sił i… zmierzyć się.
Oboje wiedzieli o czym mowa, więc nie potrzebowali niczego więcej do dodania. Był to trudny temat i nawet nie wiadomo, jak można by to ugryźć.
– Oczywiście, że tak nie było! Nie kazałem Ci chodzić z gołym tyłkiem. Chciałem Ci dać coś do ubrania, ale nie chciałaś…
To już była jej wyłączna wina! Nie przyłożył nawet palca do tego, aby pomóc pozbyć się mokrych spodni. Dbał po prostu o jej komfort, a także zdrowie i naprawdę powinna to docenić.
Może i po schodach Zack wchodził cicho, ale przerzucanie śniegu i kapanie tunelu w śniegu. Co prawda Gerard nie wiedział, że nadchodzi jego syn, ale dziwne dźwięki zza oknem zwróciły jego uwagę. W kilkanaście minut później odnalazł się syn marnotrawny, który za nic ma własną rodzinę, więzy krwi, ojca, matkę i siostrę, ale za to ma pretensje do całego świata, a w przypadku Gerarda, to właściwie Zack miał zawsze i o wszystko pretensje do Gerarda.
W pierwszej chwili był zdziwiony widząc Zacka, który wszedł do pokoju ojca, jakby wchodził do swojego… Co jak co, ale Zack nigdy nie był dobrze wychowany, niezależnie od tego ile wysiłku niegdyś włożyła w to jego własna matka, a po jej śmierci sam Gerard. Cóż, nigdy nie miał wystarczająco czasu na to, był łowcą, a nie prawnikiem. Oni wbrew pozorom mieli więcej czasu niż mówili… Starszy łowca westchnął i nie odezwał się słowem, kiedy młody produkował się, sapał, pluł i siał nienawiść. Gdyby w pokoju były jednorożce, motylki i krasnoludki, to na widok Zła, jakie emanowało z ciała Zacka pozdychałyby co do jednego…
Chwycił delikatnie, ale stanowczo Esmeraldę za ramię.
– Nie strzęp sobie języka, do mojego syna nic nie dotrze. Zajmę się tym sam.
Nie chciał, żeby była świadkiem nienawiści Zacka do własnego ojca, ale co poradzić, kiedy ma się dziecko, które nie potrafi funkcjonować w normalnym świecie? Domyślał się też, że nadal było mu ciężko po przemianie w człowieka…
– Miło widzieć Cię w postaci człowieka.
Wstał i zbliżył się nieco do Zacka, ale jednak wciąż trzymał dystans. Jeszcze odruchowo rzuci mu się do szyi, żeby ją rozerwać…
– A teraz przeproś, bo to właśnie tej kobiecie zawdzięczasz powrót do człowieczeństwa. Mną możesz dalej pomiatać, ale jej zawdzięczasz znacznie więcej.
I co zamierzał zrobić? Nadal zachowywać się gówniarz z ADHD? Czy w końcu raz okaże trochę pokory?

_________________
Powrót do góry Go down
Zack

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1131-zack#16764
Zarejestrował/a : 21/08/2013
Liczba postów : 134


PisanieTemat: Re: Posiadłość Trizgane.   Pią Sty 26, 2018 12:35 pm

Ależ Zack jest bardzo dobrze wychowany. Tylko odkąd Gerard wolał zajmować się pracą, poświęcając jej prawie niemal całe swoje życie a dzieci, rodzinę przeważnie stawiał pod karierą niech się nie dziwi traktowania. Zack nie raz bywał głową rodziny, lecz w pewnym momencie musiał udać się swoją drogą aby nie zgłupieć. Nie zginie uraz spowodowany śmiercią matki oraz faktem, że był podczas ataku zajęty. Takie rzeczy szybko nie giną, zwłaszcza przy tak ostrych ludziach jak młody Trizgane. Szanował ojca mimo to, jednak okazanie tego równało się z cudem.
- O i to jeszcze agresywny! Co zgubiłaś drogę do Mordoru? A może stamtąd pochodzisz?!
Jak widać zapomniał z kim ma do czynienia. Zack nie bał się nikogo, sam postąpił krok zaciskając w pięści. Mrużył ślepia ustalając sobie pierwszy cel w który uderzy. Nim jednak dojdzie do walki, Gerard przerwie wszystko. Trizgane cofnął się, krzywiąc się w niesmaku.
- Ho, nawet nie wiedziałeś że odzyskałem człowieczeństwo! No pewnie! Bo jak zwykle jesteś zajęty sobą. A pamiętasz, ze masz córkę? Może jeszcze powiedzieć ci co słychać o Louisy?! Jak zwykle patrzysz na siebie!
Aż prychnął, mając krzywy uśmiech. Rzadkością było widać Zacka w takim stanie, lecz jak widać złość targała nim ogromnie. Dopiero się ogarnie, jak ojciec przypomni mu z kim obcował obecnie. Momentalnie młody mężczyzna ogarnie się, rozluźniając postawę. Zlustrował uważniej postać kobiety, zdając sobie sprawę kim faktycznie była.
- Wyleciało mi z głowy. Wybacz.
Burknął niezbyt zadowlony z własnej głupoty. Nie pamiętał dobrze twarzy kobiety, odwampirzenie odbiło się na nim mocno, wraz z tym utracił część wspomnień z rytuału.
- Nie podziękowałem ci w sumie za to co dla mnie zrobiłaś. Dzięki...
Dobra pora, co nie? Zack wsunął łapy w kieszenie, by odwrócić się na pięcie. Opuścił ich pokój, po czym udał się do siebie by zapalić. Wypalenie paczki papierosów powinno ostudzić jego dresiarski zapał do napierdalanki. Przysiadł na parapecie, zagryzając mocno filtr papierosa. Zaciągnął się, a dym wypuścił nosem. Co za przeklęty dzień. Jednak najstraszniejsze było to, że obecnie nie ma z kim pogadać. Wszak gnębił go fakt tęsknoty za bytowaniem jako nocny stwór.

_________________
Powrót do góry Go down
Esmeralda
Moderator
Moderator
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1678-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t1704-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t2181-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/t3301-esmeralda#71193 http://vampireknight.forumpl.net/t2074-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/f31-posiadlosc-greenhall
Zarejestrował/a : 05/03/2015
Liczba postów : 1885


PisanieTemat: Re: Posiadłość Trizgane.   Sob Sty 27, 2018 3:06 pm

Ucieczka zawsze była łatwiejsza niż bezpośrednie starcie z problemem. Może dlatego zamiast brnąć w dalsze próby obietnic i deklaracji wybrała opcję która mniej bolała. Nie niosła za sobą ryzyka porażki i niezrozumienia. Nie wymagała by patrzeć w oczy komuś poza sobą. We własnym domu i lustrze.
- A jak według Ciebie powinnam się zachować? Nie chcę się narzucać. - już wcześniej powiedział, że przecież dzieli ich spora różnica wieku. Mógł być z nią gdyby nie ta dwusetka lat na karku i prawie dorosłe dzieci.
Od dawna wracała do pustego domu, znajdując przyjemność w pielęgnowaniu rzadkich okazów roślin i zwierząt. Lecz to nie to samo co obecność człowieka. Na obecnym etapie życia nie miała z kim zjeść wspólnego posiłku, ani wyżalić się po ciężkim dniu spędzonym w pracy. Jej kojącą myślą był sen, pod warunkiem że wcześniej zażyje jakieś tabletki.
- Spróbować? Spróbować z czym? - wolała aby doprecyzował swoją propozycję. Już ustalili, że nic nie stoi na przeszkodzie aby spotkali się od czasu do czasu. Nie musieli być razem, angażować się ażeby mogli czuć wzajemną bliskość. Zresztą, czy mieliby szansę na coś innego? Trwalszego? Esmeralda nie znała swojej przyszłości, podobnie jak sam łowca nie wiedział co go czeka. Nie powiedziała mu nawet o własnej córce, więc fundamenty ich relacji od początku miały już nieco niestabilne podwaliny.
- Nie mam nic przeciwko naszym spotkaniom. I nie będę od Ciebie wymagała żadnych deklaracji ani tego czego nie możesz mi dać. - czyli pewnie prawdziwej miłości jaką czasem idzie spotkać  bajkach. Rudowłosa nie miała już złudzeń z tym, że jej marne życie mogłoby ulec jakiejkolwiek zmianie. Jeśli nawet przeżyje spotkanie z Hiro to nie wróci po córkę i nadal od czasu do czasu znajdzie pocieszenie w jakichś męskich ramionach. Bez stałego partnera, bez wizji wspaniałej i dobrej przyszłości. Życia spędzonego w czterech ścianach sterylnego laboratorium…
- Staram się o tym nie myśleć. Mam cel do spełnienia i to naprawdę pomaga. - z początku jej zaangażowanie w pracę miało być tylko chwilowe, ale przyszłość brutalnie zredukowała jej wszystkie plany. Po części przez pracoholizm nie była  w stanie stworzyć zdrowej relacji z żadnym mężczyzną i dać od siebie to co powinna. To ona była winowajcą i z pokorą przyjmowała jarzmo swoich wyborów.
- Uczelnie nie płacą kokosów, ale pracuję też z koncernami farmaceutycznymi robiąc dla nich szczepionki i testując leki. Chwytam się różnych zajęć… Nie martw się, nie narzekam na ubóstwo. - miała co jeść i w co się ubrać. Bez problemu utrzymywała dom, lecz mimo posiadania tych wszystkich środków wciąż nie czuła poczucia spełnienia i szczęścia.
- Odpocznę po śmierci. Teraz mam jeszcze sporo do zrobienia. - uśmiechnęła się jakby właśnie rozmowa dotyczyła spraw błahych jak lista zakupowa czy konieczność przygotowania dodatkowego ponczu na przyjęcie w domu. Szczerze mówiąc nie przywykła do użalania się nad sobą i własnym zmęczeniem.
- Pewnie, wypieraj się! Poza tym wcześniej nie miałam gołego tyłka, więc wypraszam sobie! - wcześniej owszem, nie to co teraz. Po kąpieli nie nakładała na siebie żadnej bielizny bo stanik został niecnie przywłaszczony przez Gerarda, a w majtkach nie lubiła chodzić zaraz po prysznicu.
Bezczelność. Straszne chamstwo i drobnomieszczaństwo, bo jak inaczej określić buraczane zachowanie byłego wampira? Po wzmiance o Mordorze Esmeralda była już jedną nogą na podłodze i gdyby nie Gerard, jej pięść odcisnęłaby się na twarzy Zacka niczym jakiś dawny Glejt. Odznaczenie za jego jakże niestosowne zachowanie.
- Rób jak uważasz. - odruchowo wzruszyła ramionami i wzięła głęboki oddech by przypadkiem nie wyskoczyć do Zacka z zasłużonym gongiem.
- Nie jest mi nic winien. Wyjaśnijcie to wszystko między sobą. Ja… będę w pokoju obok, a rano zabiorę się do siebie. - poszła do łazienki, a gdy wróciła miała już w rękach swój złożony sweter.
- Dziękuję za pomoc, Gerard i dobrej nocy. - minęła ojca i syna, po czym skierowała się do jednego z gościnnych pokoi. Cicho zamknęła za sobą drzwi i usiadła na łóżku mając nadzieję, że jej obecność nie wywoła kolejnych rodzinnych zgrzytów.

_________________
Powrót do góry Go down
Gerard
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1105-gerard-trizgane http://vampireknight.forumpl.net/t3348-gerard#71804
Zarejestrował/a : 31/07/2013
Liczba postów : 356


PisanieTemat: Re: Posiadłość Trizgane.   Wto Sty 30, 2018 1:19 pm

Gdy nabierał już przekonania, że wszystko zaczyna się jakoś powoli układać, że jego życie może przestanie być wreszcie monotonne, nudne i coś zmieni się na lepsze, że wreszcie nie będzie wracał do całkowicie pustego domu, a w jego sypialni zapanuje delikatny, słodki zapach kobiecych perfum, to znów odczuł, że cofnął się o kilka kroków. Czasami miał wrażenie, że Esmeralda robiła to specjalnie, jakby świetnie bawiło ją wodzenie łowcy za nos. Praktycznie to jej nie znał, pozwolił sobie ulec czarowi jej inteligencji, świeżości, młodości, ale również i urody. A że od lat nie miał zbyt wiele wspólnego z kobietami, wpadł po uszy i chyba najwyższy czas się z tego otrząsnąć, bo najwyraźniej sama łowczyni nie miała ochoty na razie się angażować, chociaż początkowo dawała mu odczuć coś zupełnie innego. I jak tu nadążyć za kobietami? Naprawdę nic dziwnego, że przez ten cały czas od śmierci żony nie miał żadnej kobiety…
– Na pewno bardziej… jednoznacznie. Raz ewidentnie dajesz mi odczuć, że interesuje Cię znacznie więcej, niż odwiedzenia siebie nawzajem od czasu do czasu dla wypicia wina i zjedzenia kolacji. A za chwilę dajesz mi odczuć, że jednak nic… trwalszego Cię nie interesuje.
Powiedział wreszcie wprost, bo miał dosyć tych zabaw w kotka i myszkę. Nie miał już szesnastu lat, nie miał czasu na zabawy w podchody i zgadywanie, o czym ona myśli albo co myśli, że Gerard powinien myśleć, żeby zrobić, bo to było dla niego zbyt skomplikowane. Nie ma co się oszukiwać, ale należał do tych prostszych w obsłudze mężczyzn i raczej wolał mieć wyłożone kawę na ławę…
– No właśnie nie mogę rozgryźć czego wymagasz. Z jednej strony niby chcesz to traktować jak coś więcej niż przyjaciół, a z drugiej nie chcesz utrzymywać żadnych relacji z łowcami. Mówisz, że nie oczekujesz żadnych deklaracji, ale nawet nie dajesz na to szansy, bo zaraz cofasz powiedziane słowa albo zmieniasz swe zdanie.
Zrozumienie kobiecej logiki? Nie, to jest niemożliwe. To się nigdy nie powiedzie, bo jeśli kobiety nie wiedzą, czego same chcą, to jak ktoś inny ma to wiedzieć za nie?
– Odpoczynek po śmierci raczej na niewiele się zda…
Zbeształ ją, ale nieco żartobliwym tonem. Chociaż średnio mu było do dobrego poczucia humoru, bo czuł się lekko skołowany. Sam też przecież zrobił sobie niepłatny urlop, bezterminowy i zdziadział do reszty. Jednak nie musiała przecież iść w jego ślady! Parę dni przydałoby jej się na odpoczynek.
– Poza tym… mógłbym dowiedzieć się nieco więcej o Twojej przeszłości. Ty już co nieco wiesz z mojej.
Niemal jakby czytał w myślach Esmeraldzie. Nie znał łowczyni zbyt dobrze, a wiedział, że na niewiedzy nie da się zbudować niczego solidnego ani stabilnego. Nie mieli jednak możliwości porozmawiania dłużej, ani też ujrzenia dokąd zmierzyłby ich wieczór, ponieważ Zack zachował się jak dziecko z puszczy, gorzej nawet niż Tarzan, co wychowywał się wśród małp… Zachowywał się, mówił i wyglądał, jakby się czymś naćpał. Gerard może i nie znał obecnego wydania syna zbyt dobrze, ale co jak co, na pewno nie ćpał.
– Skąd mogłem wiedzieć, skoro stwierdziłeś, że masz własnego ojca w dupie, po raz kolejny opuściłeś dom i urwałeś ze mną kontakt bez powodu. Zachowujesz się irracjonalnie, masz pretensje do całego świata, a nie potrafisz nawet korzystać z takiej umiejętności jak konwersacja. Nawet nie wiesz, jak podłe to uczucie dowiedzieć się o czymś tak istotny z ust drugiej osoby, a nie prosto od syna. A z Louisą mam dobry kontakt, bo przynajmniej stara się dotrzymywać staremu ojcu, nawet jeśli jest bezużyteczny.
Gerard trzymał jeszcze emocje na wodzy, ale było mu naprawdę trudno. Zack siał dookoła pełno jadu i nienawiści i zupełnie nie potrafił zrozumieć dlaczego.
– Gówno wiesz i widziałeś, nie wmawiaj mi niczego. Twoja matka też była łowczynią i chodziła tak samo często na misje jak ja. Jakbyś nie widział czubka własnego nosa, to byś wiedział, że z Oświaty wycofałem się półtora roku temu.
Ale skąd mógł wiedzieć, skoro nie zaglądał do domu ani tym bardziej nie interesował się starym ojcem. Oboje chowali do siebie głębokie żale, które pewnie nigdy nie znikną. Zack wreszcie opuścił pokój, ale to wcale nie rozwiązało żadnych problemów. Esmeralda chciała opuścić sypialnię Gerard, bo jak zawsze lubiła uciekać. Ale łowca tym razem jej na to nie pozwolił. Kiedy chciała założyć sweter, chwycił ją za nadgarstek i przyciągnął ku sobie.
– Nie odchodź. Sama mówiłaś, że nie chcesz być tej nocy sama. Poczekaj na mnie. Muszę iść z nim porozmawiać. Nie mogę i nie chcę go tak zostawić, bo to tylko zagoni nasze kontakty. Jak mówiłem, Twoja rozmowa z nim w niczym nie pomoże, widziałaś, jak się zachował w stosunku do Ciebie. Nie zna Cię, a ocenia, zawsze tak robił. Jest bardzo… nerwowy i ma problem z kontrolowaniem emocji.
Jeśli zgodziła się na niego poczekać, to dobrze, był jej za to wdzięczny, jeśli i tak zamierzała opuścić jego sypialnie, to przecież nie zamknie pokoju na klucz, a jej nie rozkaże tutaj pozostać. Po chwili opuścił swój pokój i zajrzał do Zacka.
– Czemu mi nie powiedziałeś o tym, że znów jesteś człowiekiem? Aż tak mną gardzisz?
Nie zamierzał mu zwracać uwagi na palenie fajek. Sam palił, więc nie zamierzał umoralniać syna bzdetami na temat raka, raka i jakiegoś tam raka. Louisa na pewno opierdoliłaby ich dwójkę i wysłała do kąta…


_________________
Powrót do góry Go down
Zack

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1131-zack#16764
Zarejestrował/a : 21/08/2013
Liczba postów : 134


PisanieTemat: Re: Posiadłość Trizgane.   Sob Lut 03, 2018 3:12 pm

Może kiedyś nadejdzie dzień w którym Zack przestanie rozsiewać niechęć do własnego ojca. Czasami bywały momenty w których chciał z nim porozmawiać, lecz powroty do przeszłości nie ułatwiały. Musiałby przestać nią żyć aby cokolwiek wskórać. Chociaż żyjąc jako wampir lepiej postrzegał pewne rzeczy, jak widać potrzeba szóstego zmysłu aby dostrzec ważne rzeczy, a kiedy zaś go brakło na nowo wrócił dawny, wredny Zack.
- Czasami odechciewa się słuchać wiecznego użalania się nad sobą.
Warknął nie zamierzając wcale kontynuować dyskusji z ojcem. Przyłapanie go z kobietą w łóżku, w dodatku z TĄ, nieco zaskoczyło młodego Trizgane. Machnął jednak na to ręką, przepraszając Esmeraldę. Nie była ona niczemu winna, a jak zwykle ciemnowłosy musiał zaatakować. Ale gdyby znała bardziej Zacka, wiedziała by że jego dresiarskie zachowanie jest na porządku dziennym i mogłaby się zacząć martwić gdyby nagle złagodniał. Jednak wracając do obecnej sytuacji. Nie było zbyt ciekawie.
- I co w związku z tym?
Uniósł brew, pytając aczkolwiek nie czekał na odpowiedź. To co robił ojciec było tylko i wyłącznie jego sprawą, Zack postanowił się nie wtrącać. Sam nie zamierzał zostać łowcą.
Tak czy inaczej opuścił małe zgromadzenie. Wrócił do swojego pokoju aby odetchnąć, zapalić i rozmyślać. Trochę nerwowa sytuacja, ale Trizgane pod kątem nienawiści się raczej nie zmieni. Zapewne gdyby Louisa była przy nich obecna, może aż tak by się nie uniósł. Chociaż kto wie?
Trochę minęło od momentu pojawienia się ojca. Skierował swoje zmrużone spojrzenie staruszkowi, zagryzając mocno filtr papierosa na znak zdenerwowania.
- Bo co ci do tego?
Odpyskował, doskonale dając do zrozumienia że nie chce o tym rozmawiać. Było minęło, nie chciał wracać już do etapu bycia pijawką, niemniej był to interesujący epizdos w życiu. Nie chciał się go wypierać, lecz też nie chciał o nim rozmawiać.
- Nie zajmujesz się już swoim gościem? A może przypomniało ci się, że wolisz młodsze takie jak narzeczona Delorie?
Chyba nie chciał tego słyszeć. Zack pokręcił głową, wracając do dalszego obserwowania widoku zza okna. Teraz już miał w nosie co mogło się wydarzyć, zapewne skończy palić, wykąpie się i pójdzie spać. Codzienna, monotonna rutyna.

_________________
Powrót do góry Go down
Esmeralda
Moderator
Moderator
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1678-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t1704-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t2181-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/t3301-esmeralda#71193 http://vampireknight.forumpl.net/t2074-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/f31-posiadlosc-greenhall
Zarejestrował/a : 05/03/2015
Liczba postów : 1885


PisanieTemat: Re: Posiadłość Trizgane.   Sob Lut 03, 2018 11:36 pm

Wbrew pozorom nie robiła tego wszystkiego z czystą premedytacją i po złości. Rozmowa na temat wszelkiej bliskości była zmorą chyba u każdego łowcy, bo jak tu żyć w szczęściu i radości kiedy za każdym rogiem czyhało zło. To nie tak, że go zbywała czy też bawiła się jego kosztem. Czerpanie przyjemności z takich rzeczy było domeną ludzi okrutnych, a do takich się nie wliczała.
- Kiedy jednoznacznie prawiłam Ci komplementy i starałam się pokazać że mi zależy, ty… nie zwracałeś na to uwagi. Zbywałeś mnie. Wyglądało na to, że zupełnie nie jesteś zainteresowany c z y m k o l w i e k poza zwykłą znajomością. - jeszcze wcześniej próbowała podnieść jego samoocenę i pokazać, że wciąż jest atrakcyjnym mężczyzną. Starała się jak mogła, by na nią spojrzał tak jak każdy dorosły mężczyzna powinien patrzeć na kobietę. Ale coś nie wyszło. W ich rozmowę weszła niepewność, a obrazek wspólnego życia powoli wypełniały smugi ciemnej farby.
- Chciałam spróbować czegoś więcej niż przyjaźni, ale nie mogę Cię do niczego zmusić. Wciąż wspominasz swój wiek… mówisz tak jakby wszystko się dla Ciebie skończyło i nie ma już szansy na nic nowego. Wiem kiedy należy odpuścić i robię to, Gerard. - przecież nie była jakąś desperatką, która mimo słowa „nie” powróci i nadal będzie truła mu życie. Mówił, że chciałby z nią być gdyby był młodszy… Nie mogli cofnąć czasu, ani machnąć czarodziejską różdżką by nagle wszystko stanęło w jasnych barwach.
- Nie jestem kobietą idealną. Mam wiele wad i zdecydowanie za mało zalet. Mam radę na karku i naprawdę trudny charakter. - nie była dumna z tego, że to właśnie z jej winy poczuł się zdezorientowany. Ale co miała zrobić? Miał rację mówiąc, że nie znają swojej przyszłości. Nie mogła mu zwalić na głowę swoich problemów, a jedyny rodzaj bezpiecznej dla niego relacji to spotkania we dwoje. Oczywiście w ukryciu przed światem. Bez ćwierkających wokoło ptaszków, bez tej miłości prosto z bajki i przekonania, że razem są w stanie przezwyciężyć wszelkie zło. Przestała wierzyć w te brednie już wieki temu, a rozmowa z mężczyzną tylko pogłębiła jej własne przekonania.
- Wymagałam tylko chwili bliskości i uwagi. Nie chcę burzyć Twojego dotychczasowego życia, dlatego jeśli nie będzie żadnych przeciwwskazań możemy się czasem spotkać. Porozmawiać, spędzić razem trochę czasu. Nie potrzebuję przy tym wieczystych deklaracji ani obietnicy, że będę tą jedyną. Czysto przyjacielski układ. - mogli czasem wypić wino, bądź też spędzić noc bez żadnych zbędnych pytań. Wypełnić swoją pustkę i choć przez chwilę poczuć radość, która zwykle tak ochoczo uciekała im przez palce. Nie musieli być przecież parą i przysięgać sobie dozgonnej miłości. W końcu Gerard był rzekomo stary i wciąż myślał o swojej żonie.
- Myślisz? Teraz nie mam czasu na takie przyjemności. - odpoczynek? Kto wymyślił takie brednie?! W momencie kiedy nie wypełniała swojego czasu pracą, nie potrafiła przestać myśleć o przytłaczających ją problemach. Zostawienie wszystkich projektów było nie tylko nie w jej stylu, ale niosło ze sobą ryzyko przytłoczenia.
- No chyba że… zaproponujesz mi śniadanie do łóżka i masaż jakimiś fajnymi olejkami. Wtedy rozważę propozycję takiego odpoczynku. - podjęła żart uznając, że to świetny moment aby nieco rozluźnić atmosferę. Może rzeczywiście powinna zrobić sobie przerwę i zresetować swój umysł. Nurtujące problemy nie mogły jednak poczekać i z iście królewską łaskawością pozwolić na rubaszną chwilę wytchnienia.
- Możesz mnie pytać o co chcesz. Postaram się zaspokoić Twoją ciekawość. - mężczyzn nie interesowało zwykle jej życie. Zamiast skupić się na pytaniach o rodzinie, o tym co lubi czy czego się boi, oni w większości pytali o partnerów i ulubione pozycje kamasutry. Mimo wszystko była ciekawa co chodzi po głowie Gerarda i jakie informacje z jej życia były dla niego ciekawe.
Nie udało się zwiać do pieczary bowiem ruch mężczyzny uniemożliwił próbę ucieczki. Czuła się skrępowana obecnością Zacka i tym, że nakrył ją dość wymownym stroju i to jeszcze w sypialni własnego ojca.
- Pójdę tylko telefon. Porozmawiaj z nim na spokojnie, a ja poczekam tutaj na Ciebie. - nie chciała nawet myśleć jak to wszystko wyglądało w oczach Zacka. Kiedy obaj mężczyźni wyszli, Esmeralda udała się po telefon, który od razu chciała podłączyć pod ładowarkę. Nie chciała prosić Gerarda o poranną podwózkę, bo i tak wykorzystała już duże pokłady jego gościnności.
"Nie zajmujesz się już swoim gościem? A może przypomniało ci się, że wolisz młodsze takie jak narzeczona Delorie?"
Odruchowo przystanęła, ale szybko przebudziła się z transu zaskoczenia i wróciła do sypialni. Tylko kim jest u licha Delorie i dlaczego nie wspomniał nic o rzekomej narzeczonej...

_________________
Powrót do góry Go down
Samuru
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1717-samuru#36236 http://vampireknight.forumpl.net/t501-samuru http://vampireknight.forumpl.net/t3537-samuru#76535
Zarejestrował/a : 28/03/2013
Liczba postów : 1209


PisanieTemat: Re: Posiadłość Trizgane.   Nie Lut 04, 2018 12:35 pm

Abbadon

Dla wampira już nic ciekawego nie było, więc przy dobrej okazji oraz wparowaniu tego chłopaka, mógł się zmyć. Miał kilka zdjęć, informacji dość przydatnych aby Przewodniczący mógł się nimi zadowolić. Poza tym Hycel wyczuł coś w powietrzu, zatem szybciej wolał się stąd ulotnić. Zejdzie z dachu, po czym skieruje się w głąb ciemniejszej części ogrodu, a tam już przez ogrodzenie i tyle go widziano.

zt dla Aba

Barabal

Nie dał szansy na obronę Louisy. Jak tylko zaciągnął ją w odludne miejsce, od razu ruszył w większą trasę. Starał się być niezauważony, a skoro było ciemno łatwiej było się poruszać pod postacią latających, nocnych stworzonek. Co do córki Trizgane nie miała ona się już jak wybronić, wszak znajdowali się na wysokości. Wyszarpnięcie równało by się upadkiem i zapewne śmiercią lub w lepszym wypadku kalectwem. A chyba dziewczyna nie była tak głupia by wybierać zniszczenie życia. Stary wampir nie zamierzał wyrządzać jej krzywd, było szkoda czasu oraz siły. Ale co ona sobie myśli, to już jej sprawa. Barabal zakończył pozytywne relacje z tą osobą, jej zachowanie było ujawnieniem prawdziwej twarzy. Może za sto lat zagada? Jak ta uzyska mądrzejszą, inną formę. Podobno reinkarnacja istnieje, a Louise przypisywał nikogo więcej niż prosiaka skierowanego na rzeź. Gdyby był pod swoją postacią, zapewne parsknąłby na swój niesamowity żart.
Rozpoznał już znajome zalesione okolice. Byli już poza miastem, więc już niebawem znajdą się na miejscu. Śnieg nie był żadnym utrudnieniem, jeśli ma się dobrze rozwinięte zmysły. Wampiry z wiekiem pozyskiwały na sile w przeciwieństwie do ludzi, co cofali się do zachowań niemal dziecięcych.
Jak tylko dostrzegł posiadłość należącą do rodziny Trizgane, obniżył lot. Wampir wypuścił z łapek ciało dziewczyny, kiedy do znajdowali się parę metrów nad ziemią. Louisa wpadnie w zaspę, więc nie potłucze się za bardzo.
- Pamiętaj to, co ci mówiłem, Louisa. Nie wchodź mi w drogę i nie życzę tego sobie. Jeśli nie szanujesz czegoś, czego sama nie pojmujesz, nie wychylaj się. Grozi to utratą głowy. No i pozdrów ojca.
Dodał nim, wisząc kilka chwil nad miejscem wylądowania łowczyni. Niebawem na nowo wzbił się w powietrze i opuścił tereny łowców, nawet jeśli ktoś był cenny w środku, Barabala na ten moment to nie interesowało.

zt
Powrót do góry Go down
Louisa
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t522-louisa#612 http://vampireknight.forumpl.net/t592-louisa#811 http://vampireknight.forumpl.net/t3331-ofiara-losu-luska#71592
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 412


PisanieTemat: Re: Posiadłość Trizgane.   Pon Lut 05, 2018 5:11 pm

Louisa obserwowała, jak mina Barabala uległa zmianie. Przerażał ją i to nie ulegało żadnym wątpliwościom. Ale cóż mogła poradzić na to, że została nieraz dotkliwie skrzywdzona przez ten jego ród, który to niby kontroluje u trzyma wszystkich „za mordy”? Cieszył ją jednak jeden fakt – że wreszcie się od niego uwolni, skoro skończył już z młodą Trizganę. Najwyraźniej stary wampir zmienił się w tetryka i stał się egocentrykiem, który myśli, że jest idealnym wampirem i jeszcze będzie robił z niej wariatkę, próbując wmówić, że jest łagodny i nie morduje ludzi dla krwi. Taa, jasne, a lwy nie są mięsożerne.
– Wiesz, co Ci powiem? Twój ród zranił mnie bardzo, doznałam wielu krzywd z rąk Twojej rodziny. I gdzie wtedy byłeś, Barabalu? Czy kogoś powstrzymałeś? A gdy Samuru i Testament mordowali bezkarnie ludzi? Gdzie wtedy byłeś, głowo rodu?
To były ostatnie słowa, jakie do niego wypowiedziała tego wieczoru. Po chwili, nie wiedząc nawet kiedy, szybowała już w górze, więc nie miała innego wyjścia, jak przylgnąć do wampira pod postacią nietoperza. Nie chciała spadać, zabić się, połamać ani skończyć jako kaleka. Wystarczy, że przyciągała do siebie masę problemów… A bała się też, że wampir postanowi zrzucić ją z wysokości, jako karę za to, co uczyniła. Nie chciała nawet wiedzieć, skąd wampir wiedział, gdzie mieszka…
Po kilku minutach dostrzegała swój dom z wysoka i zadrżała z zimna, kiedy wampir obniżył lot. Wiedziała, że zaraz będzie spadać i chyba to ją najbardziej przeraziło. Zaczęła więc krzyczeć, jak szalona, bo zdawała sobie doskonale sprawę z tego, co ją będzie czekało. W związku z tym w ogóle nie słyszała tego ostatniego zdania od Barabala. Zresztą nie zamierzała się z nim kontaktować. Nigdy tego sama nie robiła. Wampir zawsze ją zaczepiał i nigdy nie mógł dać w spokoju odejść…
Dziewczyna spadła z paru metrów w zaspę śnieżną. Na szczęście nic sobie nie połamała, ale za to… poobijała. Bolał ją tyłek i chyba źle upadła na rękę, bo nadgarstek straszliwie ją bolał. Zaraz na niego spojrzała i mogła stwierdzić, że porządnie go stłukła, był obolały i nabierał fioletowego koloru. Musiała dotrzeć do swojego pokoju i zająć się swoim nadgarstkiem. Mogła użyć magii, ale nigdy nie była pewna magii w używaniu na samej sobie.
Zsunęła się z wielkiej zaspy i ledwo utrzymała równowagę, bo nogi odmówiły jej posłuszeństwa i niemal osunęła się na ziemię. Westchnęła ze zmęczenia, złości i w ogóle wszystko ją bardzo denerwowało i na dodatek zbliżał jej się okres! Więc niedługo Edward Ciullen będzie mógł sobie zrobić herbatkę z jej tamponu. Doczłapała się do domu, nawet nie zwracają uwagi na to, że ktoś przed nią dokopał jak koparka drogę do drzwi wejściowych. Śnieg to niemal zasypywał drzwi. Weszła do środka, odstawiła torbę, rozebrała się i wzięła pakunek z seksowną bielizną, którą zakupiła nim Barabal na nią napadł. Dostrzegła kurtkę ojca i o dziwo Zacka. Nie spodziewała się, że brat wróci po ich spotkaniu do domu. Pobiegła od razu na górę i usłyszała krzyki z sypialni Zacka i Esmeraldę, która właśnie wchodziła do sypialni… ojca? Że co? Na dodatek miała męska koszulkę, nie miała spodni i ta koszulka należała do taty. Znaczy nie żeby miała coś przeciwko temu, że ojciec znalazł sobie jakąś kobietę tyle że to było bardzo… niespodziewane? Nie podobne do niego? Znalazła się w potrzasku, bo nie bardzo wiedziała, czy zajrzeć do Esmeraldy, czy wejść do brata i zażegnać ten kryzys między nimi. Zdecydowała, że wstąpi do brata, bo przecież ojciec był dorosły i nie chciała wtrącać się w jego życie uczuciowe. Jednak wzmianka o Delorie mocno ją zaszokowała. Dziewczyna była od niej o rok starsza i… była narzeczoną ojca? Na dodatek w jego sypialni była jakaś inna kobieta? Nie potrafiła sobie wyobrazić, że ojciec był jakimś casanovą.
Zapukała do drzwi pokoju brata i nie czekają na odpowiedź, wkroczyła do środka.
– Zack?
Zerknęła na ojca i brata, który czadził się równo papierosami. Spiorunowała go spojrzeniem, ale zaraz jej spojrzenie złagodniało. Opuchniętą dłoń schowała za siebie, żeby żaden z nich nie zobaczył i nie zaczął zadawać niepotrzebnych pytań. Nie chciała im mówić o Barabalu i o swojej głupocie. Cóż, głupich nie sieją.
– Zack, proszę Cię… Dlaczego taki jesteś? Poza tym po co wciągasz w to Delorie?
Podeszła do niego i chciała przy okazji zabrać od niego śmierdzącego peta, tylko ta zdrową dłonią.
– Powiedziałeś zamartwiającemu się ojcu w końcu, że znów jesteś człowiekiem?
Tyle nadziei było widać w jej oczach… I tak bardzo nie wiedziała jeszcze, że ich ojciec dowiedział się o tym nie od niego. Zerknęła też na Gerarda, który wyglądał jakby cudem utrzymywał swoje nerwy. Znała go, pewnie gdyby nie jej pojawienie się, mógłby zacząć porządnie krzyczeć… opierdalać syna. Nie wiedziała o co poszło. Chyba że…
– Chodzi o panią Green?
Zerknęła na ojca, szukając u niego odpowiedzi. Zack pewnie… miał pretensje do ojca za to, że kogoś ma. Cały Zack. Chwyciła delikatnie dłoń brata i ścisnęła ją. Miło było czuć ciepło, jakie od niego biło.

_________________


Kot Louisy.

@
Powrót do góry Go down
Gerard
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1105-gerard-trizgane http://vampireknight.forumpl.net/t3348-gerard#71804
Zarejestrował/a : 31/07/2013
Liczba postów : 356


PisanieTemat: Re: Posiadłość Trizgane.   Sro Lut 07, 2018 1:55 pm

Ale się pokomplikowało. Nie mógł nawet dokończyć na spokojnie rozmowy z Esmeraldą. Tak to jego syn praktycznie w ogóle nie odwiedzał ojca, nie chciał mieszkać w posiadłości matki, do której miał takie samo prawo jak on sam czy Louisa. Wolał trzymać się z daleka od własnej rodziny, by na koniec robić jakieś awantury, chociaż Zack nawet nie raczył dowiedzieć się, jak to się stało, że Esmeralda była u nich w domu. A może zaatakował ją jakiś wampir? A może przeżyła coś wstrząsającego i poprosiła o schronienie? A może po prostu rozwaliło jej się auto na środku pieprzonego zadupia i nie miała nawet jak zadzwonić po taksówkę, bo rozładował się telefon. Ale po co pytać, lepiej zmieszać wszystkich ludzi z błotem.
– Wiem, masz rację. Nie zmuszasz mnie do niczego. Jestem stary, nie ma co temu zaprzeczać, a na pewno nie będę młodszy. I też chciałbym, żebyś zdawała sobie z tego sprawę.
Miał ją okłamywać, że jest hot czterdziestką, a nie old sto czterdziestką? Nie uważał jej też przecież za desperatkę, ale najwyraźniej sam nie potrzebnie wybiegał ze wszystkim.
– W porządku. Skoro zadecydowałaś, że czas się wycofać i odpuścić uszanuję to. Pozostaną nam miłe spotkania od czasu do czasu na wino.
O ile Hiro oczywiście nie dowie się o wszystkim, ale lepiej nie uprzedzać faktów. Miło, że decydowała za niego, co byłoby lepsze dla niego samego i jego rodziny. Swoje już przeżył, potrafił się ukrywać, nie był też słabym łowcą i zawsze walczył o swoje. Esmeralda jednak miała go za typowego dzieciaka, od którego trzeba trzymać się z dala od złych wampirów, bo jeszcze zrobią mu kuku… Dobrze, przekaz okazał się aż nadto jasny. Zaczęła się nawet już tłumaczyć, że ma trudny charakter, zupełnie jakby Gerard był łatwy w obejściu!
– W porządku.
Powtórzył jeszcze raz.
– Wystarczająco jasno sprecyzowałaś to, czego chcesz. Nawet zasłoniłaś się swoim trudnym charakter. Zupełnie, jakby mój był przyjemny.
Zatem decyzja co do ich „wspólnej” pokrętnej „przyszłości” zapadła obopólnie, choć może niekoniecznie tak, jakby tego oboje oczekiwali czy chcieli. Od dzisiejszego wieczoru staną się „psiapsiółkami”, będą rozmawiać o kotach, modnych fryzurach, najnowszych trendach w paznokciach oraz o tym, kogo tym razem jakiś aktor zdradza aktorkę. Mhm, na pewno. Przecież typowo przyjacielskie relacje damsko-męskie po prostu nie istniały. Nigdy w to nie wierzył. Ale nie chciał już poruszać tego tematu. Po prostu nazajutrz rano każde z nich rozejdzie się w swoje strony. Jak to zawsze miało miejsce.
– Jeśli interesuje Cię przypalona woda na herbatę i jogurt z płatkami śniadaniowymi z pudełka, to takie śniadanie mogę Ci zagwarantować. Widziałaś przecież, jakie są moje zdolności kulinarne. Zaś co do masażu z olejkami… chyba jednak nie bardzo mi wypada.
Skoro wyraźnie dała mu do zrozumienia, że łączyć mają ich jedynie stosunki przyjacielskie, czysto przyjacielskie, to nie mógł masować jej nagiego ciała, ani też jednak nie mogli spędzić dzisiejszej nocy w jednym łóżku. Pogwałciłoby to wszelkie prawa natury przyjaźni.
– Podłączę na noc akumulator, żebym mógł Cię podwieźć do domu. Na spokojnie potem zadzwonić po pomoc drogową.
Skinął też głową, że pójdzie tylko po telefon, sam zaś skierował się do pokoju syna, do którego po czasie dołączyła Louisa. Nie zdziwiła go jej obecność, bo na weekendy wracała do domu, bardziej zastanawiał się, czemu tak późno. Nie mógł jednak o to zapytać, bo przecież Zack dalej wylewał i sączył swój jad.
Nie mógł mu przecież powiedzieć, że ma wynosić się z domu. To pewnie położyłoby kres wszelkiej jadowitości przy ich spotkaniach, ale nie rozwiązałoby wcale problemu. Uważał się zawsze za kogoś, kto wie wszystko najlepiej i nic nie należy mu wyjaśniać czy też tłumaczyć. Gerard już wcale nie chciał, żeby młody był łowcą – najzwyczajniej w świecie się do tego nie nadawał przez brak kontroli nad własnymi emocjami.
– Aż dziwne, że masz dość słuchania, bo z Tobą nie da się rozmawiać, masz ludzi w dupie, jesteś butny i jesteś egoistą.
I nie przyłapał nikogo w łóżku. Gerard nie kochał się z łowczynią, kiedy ten wszedł do pokoju. Po prostu Zack zaczął sobie dośpiewywać coś, co nie miało miejsca. Zresztą Esmeralda niczego nie chciała, to co, miał ją zgwałcić?
– I to, że wpadasz do mojej sypialni z buciorami, jak niewychowany szczeniak, robisz burdę, atakujesz Esmeraldę, robisz mi awanturę właściwie nie wiadomo za co, buchają w Tobie hormony, a teraz zgrywasz kogoś, kto ma wszystko w dupie. Czego Ty w końcu chcesz?
Omal nie powiedział „nikt nie trzyma Cię tutaj na siłę, jesteś dorosły.[/color] Ale w porę ugryzł się w język, nie chciał zaogniać tej sytuacji.
– Wpieprzasz się w moje życie, a ja nie kontrolę tego, z kim spędzasz noc, bo jesteś dorosły.
Odpowiedział mu na jego zarzut z Delorie. Nawet nie interesował go to, co się stało z tą biedną dziewczyną. Myślał tylko o sobie i o tym, jak sprawić ojcu przykrość i najlepiej zniszczyć mu życie. Na dodatek pojawiła się na to wszystko Louisa. Aż westchnął i potarł dłonią czoło.
– Twój brat właśnie uznał, że wykorzystuję kobiety. I oczywiście, że nie powiedział. Dowiedziałem się od Esmeraldy. Przecież trzeba zrzucić winę na ojca, bo nie czyta w myślach, nie?
Spojrzał na syna, przy którym stała już Louisa. Pewnie gdyby nie jej obecność, Zack wcale by się nie hamował i kto wie, czy nie doszłoby do rękoczynów. Gerard nawet nie odpowiedział, czy chodziło o Esmeraldę. Sam zresztą nie wiedział, o co chodziło.
– Czego Ty chcesz ode mnie Zack? Jaki mam być? Czego oczekujesz?
Zapytał go ponownie wprost. Bo ile jeszcze będą tak darli koty? Jeśli miał problemy z kontrolowaniem emocji i swojego zachowania, to chyba powinien porozmawiać o tym ze specjalista.


_________________
Powrót do góry Go down
Zack

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1131-zack#16764
Zarejestrował/a : 21/08/2013
Liczba postów : 134


PisanieTemat: Re: Posiadłość Trizgane.   Sob Lut 10, 2018 6:41 pm

I znowu zaczęły się kazania. Zack nie wyglądał na kogoś, kto obecnie chciał kontynuować wszelkie rozmowy z rodzicem czy kimś innym. Chętnie zapali, ogarnie się i uda się na conocny spoczynek a nie wdawać się w zbędne rozmowy. Powiedział co chciał i tyle.
Niestety nie było mu dane odpocząć w spokoju. Może i przerwał ojcowskie flirty, lecz znając los zabierał się do babki jak pies do jeża.
- Skoro nie nadaję się do rozmowy, to po co tutaj jeszcze sterczysz.
Odwarknął do ojca, kolejny raz się zaciągając i tym razem mocniej. Za jednym machem spalił papierosa do prawie samego filtra. Nosem wypuścił dym, niczym rozjuszony byk powietrze.
- Gdybyś był tak wielce dorosły, już dawno ogarnąłbyś swoje życie. Po co w ogóle łowcom rodzina?
Doda znowuż mając jakże nieprzyjemny dla ucha ton, zwłaszcza ojcowskiego. Najchętniej wykopałby Gerarda za drzwi, ale jeszcze ten jako taki szacunek miał. Nie posunie się chyba do rękoczynów.
Mało tego, bo do spotkania dotarła jeszcze Louisa. Zacisnął mocniej powieki, zaciągnął się ostatni raz i wywalił peta przez okno. Zginie w śniegu, więc o pożar nie ma co się martwić. I mimo że poprzez otwarcie okna wdarł się chłód, jakoś nie ostudził Zacka.
- O nic nie chodzi. Wyjdź stąd Louisa i nie wtrącaj się, a ty Gerard wróć do panny Green. Zapraszasz laskę, a później ta siedzi sama.
Nieco dogryzł staruszkowi, tym samym dając znać raz jeszcze że nie zamierza mówić dalej. Zejdzie z okna, zabierze czysty ręcznik z szafki i skieruje się do łazienki. Czy ktoś coś mówił, nieważne. Odkręci szybko kurek od ciepłej wody przy prysznicu. Koniec wojny, czas na wymuszony relaks. Oczywiście nie nie zamierzał też niczego wyjaśniać, nie w tej chwili ani nie w tym stanie. Jak widać piętno wampira zbyt mocno się na młodym Trizgane odbiło.

_________________
Powrót do góry Go down
Louisa
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t522-louisa#612 http://vampireknight.forumpl.net/t592-louisa#811 http://vampireknight.forumpl.net/t3331-ofiara-losu-luska#71592
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 412


PisanieTemat: Re: Posiadłość Trizgane.   Wto Lut 13, 2018 6:27 pm

Louisa patrzyła na brata szeroko otwartymi oczami. Nie czuła się zbyt miło, widząc brata takiego rozsierdzonego. Nigdy jej nie odtrącał, nawet jeśli działo się coś złego. Teraz zachowywał się jak totalny dupek, który miał wszystko gdzieś. A jeszcze niedawno siedzieli razem w kawiarni i pili kawę, rozmawiając całkiem normalnie na bardzo normalne tematy. Jednak nagle coś w nim pękło i zachowywał się… nieswojo. Może i myślał, że to dla niego całkiem naturalne zachowanie, ale kto jak kto – siostra zawsze rozpozna!
[color=darkred] – Zack…[color]
Zaczęła znów, ale po ujrzeniu wzroku brata, dała sobie spokój i wycofała się. Dał ej do zrozumienia, że ma się po prostu od niego odczepić. Spojrzała na ojca, który najwyraźniej również chciał się jej pozbyć. I co miała zrobić? Zack był nieustępliwy! Westchnęła, bo była w niezłym potrzasku.
– Tylko proszę Was… nie pozabijajcie się… Zack, przecież Ty taki nie jesteś.
Tak bardzo chciała, żeby znów byli rodziną, taką prawdziwą, normalną, naturalną, żeby mogli spędzać razem święta w spokoju. A Zack? Jak on się zachowywał? Albo ojciec! Obaj byli siebie warci, jeden lepszy od drugiego!
– Zack! Jesteś niesprawiedliwy… Gdyby ojciec nie postanowił założyć rodziny, nas nie byłoby na tym świecie. Już przestań…
Poprosiła brata, wtrącając się w ich sprawy po raz ostatni przed opuszczeniem pokoju. Gdy to uczyniła, zbliżyła się do drzwi sypialni ojca. Chciała wejść… Ale w sumie po co? To nie była jej sprawa. A może Esmeralda spała… nago? Albo się ubierała? Albo kąpała? Skąd miała wiedzieć, co łączy ją i ojca? Gerard był dorosły, nie musiał nawet spowiadać się ze swoich czynów przed dziećmi. Nie rozumiała, jak Zack mógł się tak zachowywać. Nie potrafiła pojąć, dlaczego nadal tak bardzo nie trawił ojca.
Zasmucona spuściła głowę i udała się do swojego pokoju. Przecież nie będzie nękać swojej mentorki, jeszcze… obniży jej ocenę czy coś. A jednak Louisie zależało na tym, żeby mieć całkiem sympatyczne kontakty z panią Green. To taka młoda i bardzo miła osoba, chociaż zbytnio jej nie znała, więc nie wiedziała, jaka naprawdę była. W końcu jako nauczycielka musiała zachowywać dystans.
Dziewczyna wzięła szybki prysznic i zajęła się swoją stłuczoną ręka. Przyłożyła okład i sprawnie ją zabandażowała, po czym położyła się spać. Miała bardzo niespokojną noc i prawie w ogóle nie spała. Rano też niewiele zjadła, bo miała wrażenie, jakby coś siedziało jej na żołądku. Wypiła za to na szybko kawę, po której opuściła posiadłość i udała się w sobie znaną stronę…

zt

_________________


Kot Louisy.

@
Powrót do góry Go down
Gerard
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1105-gerard-trizgane http://vampireknight.forumpl.net/t3348-gerard#71804
Zarejestrował/a : 31/07/2013
Liczba postów : 356


PisanieTemat: Re: Posiadłość Trizgane.   Wto Lut 13, 2018 8:27 pm

Gerard nie prawił kazań, nie był przecież cholernym klechą, tylko łowcą. Co miał począć z tym, że jego zdolności rodzicielskie były w takim stanie, że tylko można pociąć się suchą bułką i rozpaczać? Z Louisą nigdy nie było takiego problemu, a przecież mogła wyrosnąć na jakąś ladacznicę i tańczyć w klubie ze striptizem. Wyrosła jednak na dojrzałą młodą kobietę, pewną tego, co chce w życiu robić, co chce osiągnąć i zawzięta w swoich studiach. Zack natomiast był niespokojną wodą, o ciężkim, trudnym do ukształtowania charakterze. Zawsze się buntował przeciwko wszelkim uwagom, prośbom czy nakazom. Kiedy kilka lat temu pojawił się w Japonii z nieprzymuszonej woli i sam postanowił podszkolić się nieco na łowcę, Gerard uwierzył, że między nim a synem będzie zdecydowanie lepiej. Ale nagle, kiedy został zmieniony w wampira i trwało to kilka lat… coś się w nim zmieniło. Zachowywał się tak, jakby cały czas był wampirem. Może to był nadal szok organizmu po odwampirzeniu? Może to była swoista reakcja organizmu ludzkiego na taką nagłą zmianę? Gerard nie miał zielonego pojęcia, czy to, co robi Esmeralda miało jakieś skutki uboczne. Ale nic przecież nie stało na przeszkodzie, aby zapytać ją o to osobiście. Nie chciał wchodzić w jej kompetencje, ale ta agresywność Zacka wydawała mu się zbyt przerysowana.
– Bo jesteś moim synem. I nie zamierzam pozwolić sobie na ponowną utratę kontaktu z własną rodziną.
Czy Zack w jakikolwiek sposób przejmie się tym? Pojmie, że ojciec naprawdę nie był taki zły, że martwił się o niego? Wydawało mu się, że nigdy nie jest za późno, aby ratować więź międzyludzką, a tym bardziej rodzinną. Fakt, nie bywał w domu i to bardzo często. Ale naprawdę trzeba go od razu piętnować? Przecież Zack był już dorosły… Wiódł własne życie, podejmował samodzielnie decyzje i wciąż żywił nienawiść do ojca, choć ten myślał, że to się wreszcie zakończy. Może Gerard faktycznie użalał się nad sobą.
– Zack… nie odzywaj się tak do mnie. Moje życie jest porządkowe, a Tobie nic nie daje prawa, żeby je oceniać.
Stanowczo, ale łagodnie zwrócił mu uwagę. Nie chciał znów kroczyć ścieżką wojenną z własnym synem, który samodzielnie na nią wszedł.
– Jestem Twoim ojcem, Zack. Możesz mnie nienawidzić, skoro tak bardzo chcesz. Ale jesteśmy rodziną i mimo wszystko prosiłbym Cię, żebyś nie mówił do mnie po imieniu.
Gerarda to zabolało. Zack mógł dostrzec cień urazy, bólu, zawodu, jaki malował się na twarzy ojca. Pierwszy raz zwrócił się do swojego ojca po imieniu. I nie opuszczał jeszcze pokoju Zacka. Esmeralda była ważna, ale Zack to jego syn i na pewno kobieta to zrozumie.
Dobrze, że Louisa wyszła i nie musiała patrzeć na kłócącego się ojca i brata. Nieprzyjemny był to widok.
– Daj spokój, Zack. Myślałem, że już dawno mi wybaczyłeś to, że nie było mnie przy Was zawsze, kiedy potrzebowaliście tego. Ale gdyby nie to, że założyłem rodzinę, to ani Ciebie ani Louisy by nie było. Chciałbyś tego?
Do małżeństwa został zmuszony. Nie chciał już o tym teraz mówić. Ale kiedyś… tak właśnie było. To taka tradycja w łowieckich rodach. Trzeba zachować i przekazać geny następnym pokoleniom.

_________________
Powrót do góry Go down
Zack

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1131-zack#16764
Zarejestrował/a : 21/08/2013
Liczba postów : 134


PisanieTemat: Re: Posiadłość Trizgane.   Nie Lut 18, 2018 9:18 am

Nie był taki dawniej. Przemiana w wampira co nieco popsuła w umyśle młodego Trizgane i raczej nie będzie on w najbliższym czasie normalny, ani tym bardziej skory do rozmów. Louisa zniosła inaczej, a Zack nie może pogodzić się z myślą że wiele osób zginęło z jego rąk. Mimo, że żywot jako wampir był całkiem interesujący.
Słowa ojca docierały do młodego faceta ze sporą siłą, lecz nie dawał po sobie tego poznać. Dla niego rozmowa już zakończyła się dawno i już nie komentował niczego, nawet jeśli zdania Gerarda aż się prosiły.
Dobra, poza jednym wyjątkiem. Nim skieruje się do łazienki, wbije wzrok w postać łowcy.
- Dobrze, tato.
Słowo drugie było z naciskiem, ale nie nasiąknięte wrogością. Jak widać zrozumiał swój błąd, aczkolwiek już naprawdę nie chciał dłużej rozmawiać. Dał przez to znać, gdy zamknął się w łazience.
- Chyba mówiłem, że już nie chcę dyskutować. Więc proszę, wróć do Esmeraldy.
Odezwał się zza drzwi łazienki, nie czekając już na żaden rozwój wydarzeń. Weźmie prysznic, a woda zagłuszy już wszystko co mogło się wydarzyć zza drzwi do sypialni. Niech wróci do swojego gościa, w końcu kobieta nie powinna czekać na mężczyznę. To nie było w stylu dżentelmena w więcej niż średnim wieku.

_________________
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Posiadłość Trizgane.   

Powrót do góry Go down
 
Posiadłość Trizgane.
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 22 z 23Idź do strony : Previous  1 ... 12 ... 21, 22, 23  Next
 Similar topics
-
» Posiadłość Trizgane.
» Odnowiona posiadłość
» Posiadłość l'Firenzza
» Posiadłość Vogarra
» Zapomniana posiadłość

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Vampire Knight :: Poza Miastem :: WIOSKA-
Skocz do: