IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Posiadłość Trizgane.

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1 ... 13 ... 21, 22, 23
AutorWiadomość
Gerard
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1105-gerard-trizgane http://vampireknight.forumpl.net/t3348-gerard#71804
Zarejestrował/a : 31/07/2013
Liczba postów : 357


PisanieTemat: Re: Posiadłość Trizgane.   Wto Lut 20, 2018 8:46 am

Gerard już zdążył zauważyć, że Zack nie zachowywał się tak jak kiedyś. Nie był już taki. Zrzucał to na krab nienawiści do rodziciela, może też i na przemianę w wampira. Nie wiedział jednak, że chłopak tęsknił do bycia krwiopijcą. Nie wiedział, że będzie ciągnęło go mordowanie ludzi. Byłby przerażony, gdyby się dowiedział, że syn na własną odpowiedzialność postanowił znów wkroczyć na ścieżkę mroku.
Łowca widział, że Zack miał już dość tej rozmowy, ale nie chciał ustąpić. Chciał jakoś przebić ten mur niechęci, obojętności i nieustępliwości. Nie chciał zostawiać syna samego, ale ten go „kulturalnie” wyprosił, udając się do łazienki i ostatecznie przekreślając jakiekolwiek szanse na dalszą rozmowę. Gerard odczuł, że jako ojciec odniósł klęskę. Ten wieczór naprawdę był ciężki i to sprawiło, że stał się bardzo zmęczony. Jedyny plus tego wszystkiego był taki, że Zack nazwał go, o dziwo, ojcem.
– W porządku. Zrozumiałem. Gdybyś chciał porozmawiać…
Urwał, postał jeszcze chwilę, pokręcił się, jakby chciał jeszcze coś powiedzieć i westchnął, ostatecznie wychodząc z pokoju syna. Zamknął za sobą drzwi i oparł się o niej. Spuścił głowę i musiał przez chwilę psychicznie odpocząć, nim pójdzie do pokoju, w którym była Esmeralda. Na pewno będzie chciała z nim o tym porozmawiać, bo nic przecież nie umknie przed jej wzrokiem. Ale czy musiał ze wszystkiego się jej spowiadać? W końcu chciała tylko się z nim przyjaźnić. Weszcie zdecydował się na odwagę i wkroczył do własnej sypialni.
– Wybacz, że trochę to trwało. Jeszcze wróciła córka, ale nawet ona była bezsilna w starciu z Zackiem…
Jak zawsze był nieprzejednany, a Gerard wiele to kosztowało.
– Tak właśnie wygląda moja codzienność.
Usiłował zażartować, ale wyszło mu to w tej chwili bardzo… żałośnie.
- Zack się nieco zmienił, ale... nie chcę o tym póki co rozmawiać. Chyba za stary jestem już na to.
Spojrzał na nią, bo... dzisiejszego dnia już nie raz to słyszała, więc pewnie nauczyła się tego na pamięć. Usiadł przy niej i zaczął delikatnie rozmasowywać sobie skronie.
- Masz może coś przeciwbólowego?

_________________
Powrót do góry Go down
Esmeralda
Moderator
Moderator
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1678-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t1704-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t2181-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/t3301-esmeralda#71193 http://vampireknight.forumpl.net/t2074-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/f31-posiadlosc-greenhall
Zarejestrował/a : 05/03/2015
Liczba postów : 2016


PisanieTemat: Re: Posiadłość Trizgane.   Wto Lut 20, 2018 10:11 am

Brakowało jej argumentów bo każde słowo ciągle sprowadzało się do tego samego – wieku. Ech. Chciałoby się pacnąć go raz a porządnie, albo przelecieć tak ażeby wyleciały mu z głowy te wszystkie starcze głupoty. Nie zamykała możliwości wspólnego życia, lecz tym razem chciała dojść do tego wolnymi krokami. Przekonać się czy jest sens oraz czy wytrzymają ze sobą dłużej niż kilka minut. Bez sprzeczek, przekomarzań i latających wkoło garnków. Bo już było jasne, że są jak żuraw i czapla którzy mimo wielkich marzeń i planów po prostu… nie mogą się zejść.
- Tak wiem że jesteś stary. Nie dajesz o tym zapomnieć. - jeśli na każdym etapie życia miałby wspominać swój podeszły wiek to tak, mogłoby to być problemem.
- Jak Boga kocham jak stąd wyjdę to dzwonię do sanatorium. Zabiorą Cię jeszcze w tym tygodniu i wybiją ze łba te durnoty. - no święty by nie wytrzymał! Serio, jak wiek go przytłaczał to były na to sposoby. Miała wtyki w kurortach więc przy dobrych wiatrach załatwi mu nawet dodatkową porcję pieczywa na śniadanie, pokój jedynkę i najlepsze z możliwych zabiegów. Niech ma, a czasem nawet pozwolą mu skorzystać z internetu albo odbyć wideo rozmowę zresztą świata. Oczywiście jeśli będzie grzeczny.
- Wydawało mi się że tak będzie lepiej. - ucieczka stanowiła praktycznie nierozłączny element bo po co brnąć jeśli można po prostu zwiać. Nie angażować się, dzięki czemu nie cierpieć i nie zastanawiać co by było gdyby. W rzeczywistości Esmeralda bardzo chciała spróbować czegoś więcej, ale jej pokręcone pojmowanie rzeczywistości jasno wskazały, że najwyższy czas by dać sobie spokój. Mężczyzna nie był zainteresowany, choć jedne z jego ostatnich słów zasiały w lekarce ziarno niepewności.
- To nie muszą być spotkania od czasu do czasu… Możemy się widywać znacznie częściej. Jeśli tego chcesz… - podjęła ostatnią próbę ale szybko uciekła od niego wzrokiem. Na tego typu rozmowy nie dało się wcześniej przygotować. Szkoda, że nie potrafiła pstryknąć palcami by cofnąć czas i zrezygnować z kilku słów które już dawno padły.
- W sumie to i tak rzadko jadam śniadania. Od zawsze zaczynam dzień od biegania więc ten wcześniejszy element możemy wykreślić. Dlaczego miałoby nie wypadać? - czyżby bezpowrotnie zarzucił jakiekolwiek bliższe relacje? Szczerze żałowała, że mogła poznać jego myśli bez konieczności zadawania pytań. Mogła zostać psychologiem jak Kaho, a nie jakimś marnym podrzędnym chirurgiem i genetykiem. Z punktu widzenia obecnej sytuacji to na co to komu?!
- Nie musisz się kłopotać. Dam sobie radę. - po co miałby ją odwozić skoro równie dobrze może pojechać taksówką. Wypożyczone auto było opłacone na cały tydzień, dlatego przez dłuższy czas nikt się o nie nie upomni. Po pomoc drogową zadzwoni rano i nie omieszka przy okazji wykrzesać z siebie kilku cierpkich słów w kierunku serwisu z którego wypożyczyła tego bubla.
- Nie ma sprawy. Mam nadzieję, że wszystko… - zaraz, co? Córka? Że niby jaka córka?! Gdzie i kiedy?
- Jasna cholera. Nie widziała mnie tutaj, prawda? - nie mogła uwierzyć w tak bezczelnego pecha. Zack który nie bywał w domu od lat zjawia się nagle w sypialni ojca, a chwilę później do posiadłości wpada także Louisa. Świetnie!
- Jezu, jak ja jej to wytłumaczę… - westchnęła, ukrywając na chwilę twarz w dłoniach. To będzie trudna rozmowa, bo jak wyjaśnić własnej uczennicy, że było się w sypialni jej ojca i to jeszcze w jego koszuli! Serio, nawet jeśli nic się nie stało to sam wydźwięk daje do myślenia.
- Zack potrzebuje czasu więc daj mu go trochę. Sam fakt że wrócił do domu o czymś świadczy. - wiedziała że się martwi ale ona dostrzegała również pozytywy. Nie słyszała trzaskania drzwi, więc ciemnowłosy nadal kręcił się gdzieś po domu. Może wrócił na stałe i nieporadnie (ale zawsze!) próbował zrobić krok w kierunku ojca. Zwłaszcza, że żaden nie wyszedł z tej rozmowy z kosą między żebrami!
- Pytasz się lekarza? Poczekaj chwilę. - zeszła z łóżka by po chwili udać się do przedpokoju gdzie wciąż był jej plecak. Gerard zgarnął ją w momencie kiedy wracała od pacjenta więc miała ze sobą wszystko, albo nawet jeszcze więcej niż potrzeba. Po chwili wróciła z małą apteczką i po zamknięciu drzwi na klucz usiadła ponownie na łóżku. Dłońmi dotknęła skroni mężczyzny, przez chwilę wpatrując się w jego oczy. Tak, z pewnością był tym wszystkim zmęczony. Przyłapała się, że za długo masuje mu ten łeb, dlatego szybko się wycofała.
- Przepraszam. - powiedziała cicho na wypadek gdyby uznał to jako coś nieodpowiedniego.
- Dam Ci środki przeciwbólowe w zastrzyku. Mają szybsze działanie. - poza tym nie ufała chemii sklepowej dlatego wszystko co miała w apteczce było jej własnej produkcji. Wyciągnęła igłę, strzykawkę i przeźroczysty płyn by za chwilę móc wtoczyć zawartość w odkażone ramię Gerarda.
- Powiesz mi kim jest Delorie? - zapytała kiedy igła znajdowała się w ciele mężczyzny. Krzyków Zacka nie dało się nie słyszeć więc siłą rzeczy chciała wiedzieć kim jest dziewczyna o której wspomniał młody Trizgane.

_________________
Powrót do góry Go down
Gerard
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1105-gerard-trizgane http://vampireknight.forumpl.net/t3348-gerard#71804
Zarejestrował/a : 31/07/2013
Liczba postów : 357


PisanieTemat: Re: Posiadłość Trizgane.   Sro Lut 21, 2018 10:06 am

Gerard spojrzał na łowczynie, jakby pochodziła z zupełnie innej planety i pokręcił przecząco głową. Nie, nie pozwoli się wysłana jakieś sanatorium. Nie było mu to potrzebne. Nie przeszedł jeszcze na emeryturę, a jego ciało nie rozpoczęło śmierdzącego procesu gnilnego, nie sikał też pod siebie i nie chadzał co dzień do kościółka na mszę i na spowiedź – tak swoją drogą, to ciekawe z czego ta spowiedź?
– Taa i zamiast do walizki pakować ubrania, musiałbym spakować wiagrę.
Tak mu się ten pomysł nie uśmiechał, że już wolałby wyjechać na jakieś wyspy dziewicze, z dala od wszystkiego i wszystkich, a już na pewno gdzieś tam, gdzie po prostu nie będzie tych cholernych krwiopijców. Tam mógłby też umrzeć w końcu ze starości.
Esmeralda też nie wydawała się już zbyt zainteresowana łowcą. Skoro stwierdziła, że czas najwyższy się wycofać, bo nie chciała się angażować, chociaż wcześniej twierdziła, że tylko takie relacje mogłyby ją interesować, to czy człowiek nie miał prawa ostatecznie zgłupieć? Gerard stwierdził, że faktycznie niepotrzebnie się zagalopował. Co on sobie wyobrażał? Dostał nauczkę i wiedział, żeby nie pchać się w żadne związki. Nie był do tego po prostu stworzony, miał już jedną kobietę w swoim życiu i to mu zdecydowanie wystarczyło.
Na jej słowa odnośnie do spotkań jedynie skinął głową. Będzie tak, jak Esmeralda zechce. Będzie chciała się spotkać i napić wina, to dostanie butelkę i będzie mogła usiąść na sąsiedniej kanapie w salonie Gerarda, który może wówczas mógłby czyścić broń.
– To kwestię śniadania mamy z głowy.
Masażu zresztą też, ale już nie nawiązywał do tego. Chociaż zadała mu pytanie, czego wolał unikać. Po głębokim westchnięciu musiał jednak odpowiedzieć na niezręczne pytanie.
– Bo byłoby to niestosowane.
Padła krótka odpowiedź. Zresztą coraz bardziej stawał się mało rozmowny. Z natury przecież taki był i dobrze, że nie pozwolił sobie na większą ilość alkoholu i to mocniejszego. Wino było dla niego jako Francuza niczym sok. Zatem jak zaczęła przypuszczać, zarzucił już pogłębianie ich relacji w coś znacznie bliższego czy głębszego. Porzucił jakiekolwiek myśli o związku, jaki mógłby ich łączyć. Jednak nadal podtrzymywał chęć spotkania się z Hiro w jej sprawie.
– Zack jest specyficzny. Źle wpływa na niego niedawna przemiana. Wydaje mi się… że tęskni za tym. Odwykł od bycia człowiekiem. Bardzo długo był wampirem i chyba szybciej przyswoił swoje wampirze zdolności niż łowieckie.
Nie widział przecież po raz pierwszy wampira, a pewno nie od dziś miał z takimi do czynienia. Louisa z tego wyszła, nie brakowało jej tego… stanu. Ale Zack? Zawsze był buntowniczy i jad wampira tylko to wzmocniło.
Gerard poczekał chwilkę, aż łowczyni wróci z odpowiednim środkiem, o który poprosił. Nerwy sporo go już kosztowały, stąd ten ból głowy. W końcu sytuacja syna wbrew pozorom go martwiła. Esmeralda wróciła i zaczęła od przyjemnego masażu skroni. Wcale się na to nie obraził! A jakie to było miło – lekko nawet przyćmiło mu ból. Po chwili jednak wyrwała go z tego odprężenia.
– Hm? Za co?
Zerknął na nią spod na współ przymkniętych oczu. Odsunęła się od niego, więc i również Gerard znów przybrał obojętną postawę. Ale że co? Zastrzyk? Spojrzał z niedowierzaniem na jej narzędzie tortur. Bardzo nie lubił zastrzyków, niemal udzielił mu wstręt do igieł od Testamenta.
– Przeszło mi już. Po Twoim drobnym masażu.
Łgał! Łgał jak pies! No ale przecież nie mógł otwarcie przyznać się przed nią, że nie przepadał za igłami, strzykawkami i wszelkimi innymi rzeczami. Poza tym nie miał zaufania do lekarzy. Można zatem uznać, że tajemniczo wyzdrowiał! Albo to zasługa cudu… Tak, cud będzie lepszy! W końcu ponoć się zdarzają w chrześcijaństwie.
– Delorie? Skąd wiesz… Ach, mała Esmeralda bawi się w podsłuchiwaczkę?
Oczywiście nie miał jej tego za złe… No ale podsłuchiwanie? No naprawdę! Taka duża dziewczynka, a zachowuje się bardzo nieładnie! I co on miał z nią teraz zrobić?

_________________
Powrót do góry Go down
Esmeralda
Moderator
Moderator
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1678-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t1704-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t2181-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/t3301-esmeralda#71193 http://vampireknight.forumpl.net/t2074-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/f31-posiadlosc-greenhall
Zarejestrował/a : 05/03/2015
Liczba postów : 2016


PisanieTemat: Re: Posiadłość Trizgane.   Sro Lut 21, 2018 8:23 pm

Przecież sanatorium nie było miejscem dla chodzących trupów i pensjonariuszy nie będących w stanie włożyć do buzi własnej protezy. Po jednym czy drugim zabiegu od razu poczułby się jak młody Bóg i przy okazji poprawił własną pewność siebie. Lekarka była pewna, że tak „młode” i ponętne ciało mogłoby skraść niejedno niewieście serce. Gerard mógł zostać prawdziwym don Juanem pośród wdów, dlatego nie powinien tak prędko odrzucać okazji. No dobra, żarty na bok. Może rzeczywiście potrzebował czasu spędzonego z dala od wspomnień i wampirów. Spokoju – niewzburzonego żadną negatywną myślą.
- Z tego co zdążyłam już zauważyć to ta viagra nie jest Ci potrzebna, skarbie. - oj tak, nie dało się ukryć, że natura nie poskąpiła mu w pewnych aspektach. Mógł biadolić o wieku ile chciał, ale picie wampirzej krwi nie tylko dawało powłokę młodości. Jego organizm był silny i zdrowy w każdym znaczeniu tego słowa. Musiał tylko… zacząć w to wierzyć i popracować nad swoim optymizmem.
- Nie uważam tego za niestosowne. - spłoszył się albo doszedł do wniosku że nie jest kobietą z którą mógłby, to znaczy chciałby z czasem spróbować czegoś więcej. Wychował się przecież w innej epoce gdzie emocje i temat ewentualnych związków był postrzegany w zupełnie inny sposób.
- Mam wrażenie że gdzieś między nami wyrasta mur, Gerard... - przecież to nie ona dała mu kosza, a tylko pogodziła się z brakiem zainteresowania z jego strony. Co zrobiła źle i gdzie popełniła ten błąd? Mężczyźni byli naprawdę trudni w zrozumieniu i to ponoć kobiety były skomplikowane!
- Zack poddał się odwampirzeniu z własnej woli. Sam o nie prosił. - zapewniła go, żeby przypadkiem nie pomyślał że jego syna złapano i po zarzuceniu wora na głowę przetransportowano do oświaty. To znaczy… trochę tak było, ale chwilę wcześniej sam mówił że chce być człowiekiem!
- Daj mu po prostu czas. Zobaczysz że będzie dobrze. - nie każdy odwampirzony jednakowo reagował na powrót do człowieczeństwa. Wielu z nich szybko przystosowało się do sytuacji, nie mając także problemów z życiem pośród innych ludzi. Wyjątki takie jak Samuru czy Carlos zdarzały się niezmiernie rzadko. Lekarka miała nadzieję, że u Zacka to tylko przejściowy stan który szybko się unormuje.
- No coś ty. Chłop jak dąb i boi się zastrzyków? Przestań, obiecuję że nic nie poczujesz. - powstrzymała się od tekstów typu „zobacz jaka cienka i przyjazna igiełka” choć trzeba przyznać że przyszło jej to niełatwo.
- Dobra połóż się i dawaj ten łeb. Spróbuję go lepiej rozmasować. - podjął już decyzję, a wzrok jasno zdradzał że nie zmieni swojego zdania. Nawet gdyby chciała nie mogła mu dać normalnych tabletek, bo wszystkie jakie posiadała w zanadrzu nie mogły być mieszane z alkoholem. Chcąc nie chcąc schowała zestaw do iniekcji i popchnęła go w kierunku łóżka jeśli sam nie zdążył się jeszcze położyć.
- Po pierwsze nie jestem mała, mam ponad metr sześćdziesiąt! - przy jego wzroście rzeczywiście mogła wydawać się mikra, ale od czego były szpilki.
- A po drugie… nie dało się nie słyszeć wrzasków Zacka. - co poradzić że przechodząc korytarzem usłyszała damskie imię. Lekkie ukłucie zazdrości wręcz domagało się prawdy, więc siłą rzeczy musiała zapytać. Na razie nie wspomniała o słowie „narzeczona” licząc, że mężczyzna ma tyle cywilnej uwagi by się przyznać.
- To dlatego byłeś mną niezainteresowany i wciąż zasłaniałeś się wiekiem… Mogłeś mi powiedzieć, Gerard. Oboje uniknęlibyśmy rozczarowania. - mówiła spokojnie, ale przez zaledwie sekundę mężczyzna mógł wychwycić drobny wyrzut. Mimo to masowała mu te cholerne skronie, choć gdyby mogła to trzasnęłaby go w pysk za to, że nie powiedział o narzeczonej. Już teraz wiedziała dlaczego mu nie wypada!
Powrót do góry Go down
Gerard
Łowca Wampirów
Łowca Wampirów
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1105-gerard-trizgane http://vampireknight.forumpl.net/t3348-gerard#71804
Zarejestrował/a : 31/07/2013
Liczba postów : 357


PisanieTemat: Re: Posiadłość Trizgane.   Pon Lut 26, 2018 5:54 pm

Tak, pensjonariuszki w szczególności lubowały się we wkładaniu „protez” do buzi. Tyle że nie protez szczęki, ręki czy nogi, a protezy penisów swoich wybranych ofiar, to znaczy kochanków. Gerard wolał nie brać udziału w tej orgii, a był niemal pewny, że te niskie ceny za sanatoria są podejrzane, ale żeby tak jeszcze obejmowały w tym darmowy seks? To już w ogóle nie do pomyślenia i nie chciał brać w tym udziału. Dla niego temat zamknięty!
– Jasne, może dałbym jeszcze radę wykaraskać z siebie siły na jeden raz, może dwa. Ale jeśli prawdą jest, że tam są same napalone emerytki, to im wszystkim nie sprostam naturalnymi siłami.
Wiadomo, że z wiekiem organizm nie jest już tak wydajny i mógłby mieć problem sprostać napalonej kobiecie, która ma ochotę na czwartą powtórkę. Zresztą nie wiedział tak naprawdę, w jakiej dokładnie jest kondycji. Bo i skąd? Nie był przekonany, czy wampirza krew wzmacniała także aspekty seksualne.
– Uważasz za stosowane masować nagiego mężczyznę, którego uważasz i traktujesz jedynie jak przyjaciela? Przecież wiesz, że przyjaźń damsko-męska nie funkcjonuje zbyt dobrze.
Naprawdę byłaby zdolna do wymasowania jakiegoś swojego „przyjaciela” aromatycznymi i erotycznymi, czy jakimi tam jeszcze, olejkami? I to jeszcze takiego, który leży przed nią na brzuchu z nagimi pośladami? No wątpliwe, bo przecież nie chciała się zbytnio angażować bez związku. A jednak masaż nie należało do takich obojętnych czynności i nie funkcjonował w świecie jako „obojętne”.
– Nie obraź się, ale… wątpię, żeby wyszła nam przyjaźń, Esmeraldo. Tak się po prostu nie da. Stąd to wrażenie muru.
Przyznał łowczyni rację. Sam zaczął budować ten mur, bo wiedział, że nie będzie potrafił się z nią przyjaźnić. Nie będzie miał oczywiście nic przeciwko wzajemnym wizytom, nawet tym niezapowiedzianym, ale najlepiej gdyby wówczas nie pili alkoholu, tylko jakąś ziołową albo inną gównianą herbatkę, poplotkowali, wymienili się jakimiś ciekawymi informacjami ze świata zwierząt i rozeszli, zanim znów doszłoby do takiego „spięcia”, od jakiego Esmeralda uciekła.
– Ale może tego żałować.
Nie wiedział, co w głowie syna siedziało. Mógł gdybać, ale to przecież nie rozwiąże żadnego problemu, który jest i będzie. Zack zamknął się w sobie i nie chciał z nikim i o niczym rozmawiać. Wcale by się nie obraził, gdyby przemiana odbyła się wbrew woli uratowanego. W końcu był człowiekiem, ale padł nieszczęśliwemu zbiegowi okoliczności. Pokiwał jednak przecząco głową, kiedy zaproponowała dania mu więcej czasu. Oczywiście do tej części wypowiedzi zamierzał się zastosować. W końcu został wyrzucony z pokoju Zacka i odprawiony z kwitkiem, więc na siłę rozmowa i tak nie przyniosłaby żadnego skutku. Jednak… szczerze wątpił, żeby było dobrze.
– Znam go. Odprawił nawet swoją siostrę, a tylko Louisa potrafi do niego dotrzec. Ma charakter po matce i jest do niej podobna, dlatego Zack dopuszczał ją do siebie.
A teraz tego nie zrobił. Chciał odizolować siostrę, powiedział, że ma się nie wtrącać.
–Nie żadne boję, tylko nie lubię. Skąd mam mieć pewność, że wykonasz go poprawnie?
Nie pamiętała już, kiedy mówił, że pod kątem medycznym pozwala się dotykać tylko córce? Zastrzyki to też pewna forma medycyny. Poza tym obraził się niemalże za to, że zasugerowała mu strach przed igłami. No facet wręcz się oburzył, ale szybko mu przeszło, kiedy zaproponowała mu masaż. Tak, to zdecydowanie bardziej do niego przemówiło i posłusznie, bez zbędnego ględzenia, położył się na wznak na łóżku, opierając głowę o poduszki.
– Jakbym nazwał cię dużą, to byś się obraziła za to, że niby uważam Cię za grubą…
Taka była prawda! Spróbuj powiedzieć kobiecie komplement, to zaraz się okaże, że to jeden wielki niewypał i lepiej zamilknąć na wieki.
– Nie jestem zaręczony, jeśli o to pytasz. Delorie jest córką mojego przyjaciela, który popadł w długi. Stracił dosłownie wszystko, pieniądze, dom, samochód, wszelkie inwestycje – został na lodzie, bez niczego. Zalazł za skórę mafii… to u nich się zadłużył, bo uzależnił się od kasyn. Musiałem się nią „zająć”. Była dorosła, więc nie miałem prawa jej adoptować. Zmiana nazwiska bez rozgłosu i w szybkim czasie też nie wchodziła w grę. Miałem się z nią ożenić i dać nazwisko, żeby mogła być bezpieczna. Wiem, to pokręcone, ale w tamtym momencie jedynie, co można było zrobić. Teraz wróciła do Francji, ukrywa się, a ja przelewam jej pieniądze, żeby mogła spokojnie wieść swoje życie.
Skrócił tę opowieść i już nie wspominał o tym, że została zaatakowana przez wampira. To i tak niczego nie wprowadziłoby do historii.
– Poza tym, to Ty powiedziałaś coś o przyjaźni, nie ja.

_________________
Powrót do góry Go down
Esmeralda
Moderator
Moderator
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1678-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t1704-esmeralda-green http://vampireknight.forumpl.net/t2181-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/t3301-esmeralda#71193 http://vampireknight.forumpl.net/t2074-esmeralda http://vampireknight.forumpl.net/f31-posiadlosc-greenhall
Zarejestrował/a : 05/03/2015
Liczba postów : 2016


PisanieTemat: Re: Posiadłość Trizgane.   Wto Mar 13, 2018 11:25 am

Ze swoimi znajomościami w świecie medycznym nie ulokowałaby go przecież na wypizdowiu gdzie diabeł mówi dobranoc a pensjonariuszki dogadzają się na wszelkie sposoby. Różne rzeczy się działy w takich przybytkach, ale posłanie Gerarda do sanatorium miało mieć dla mężczyzny charakter czysto relaksacyjny. Niepotrzebnie pomyślał o protezach i orgiach bo takie „zabawy” zdarzały się naprawdę rzadko. Był przystojnym mężczyzną ale jego wygląd mógł speszyć niejedną Panią Krysię, która z obawy przed odrzuceniem prędzej stosowałaby zasadę małych kroków niż dosadne i stanowcze spranie go i zaciągnięcie do swojej jaskinii. Zresztą nie oszukujmy się – łowca był silnym chłopem i do tej pory radził sobie z odganianiem płci pięknej może nawet aż za dobrze!
- Nie wiedziałam że rajcuje się przygodny seks z emerytkami ale w razie czego możesz liczyć na moje mało naturalne wsparcie. Od czego jest współczesna medycyna i małe błękitne tabletki. - także ten… nie musiał się obawiać, bo jeśli rzeczywiście obudzi się w nim prawdziwy lew to klękajcie narody! Może choć raz przestanie być zgorzkniałym i podstarzałym typkiem który ciągle wytyka sobie starość. Podobno miłość odmładzała, więc dlaczego nie spróbować? Jeśli nie stałej rozpoczynającej się gdzieś w sercu i umyśle to chociaż tej dzikiej, nieokiełznanej i łóżkowej. Esmeralda doskonale wiedziała, że Gerard ma możliwości. Ich wcześniejsza chwila uniesienia pozwoliła zręcznie ocenić możliwości mężczyzny i choć finalnie do niczego nie doszło, jej zdaniem nie potrzebował nawet żadnej viagry.
- Uważam że być może chciałabym Cię poznać lepiej. Nie wiem co przyniesie los i czy będziesz dla mnie tylko przyjacielem. Może się okazać że dobrze nam razem a wtedy nasza relacja może ulec zmianie. - przyjaźń jaką była w stanie mu ofiarować nie ograniczała się do zwierzeń i babskich plotek o jakich wcześniej pomyślał. Brała pod uwagę docieranie się, poznanie swoich zwyczajów i nawyków a potem… decyzję co robić dalej. Żyć tak jak dotychczas, rozejść się, a może faktycznie zamieszkać razem i spędzać ze sobą więcej czasu.
- Dlaczego uważasz że to nie wyjdzie? Czegoś mi brakuje? - a może chodziło o kwestię zaufania? Niegdyś przyklasnęłaby myśli, że nie istnieje taki twór jak przyjaźń między kobietą i mężczyzną. Sytuacja uległa zmianie od kiedy w jej życiu pojawili się mężczyźni których śmiało mogła określić mianem przyjaciela. Było to jednak bez podtekstów, masaży i spania w jednym łóżku. Tamta przyjaźń rządziła się innymi prawami i jak do tej pory trwała bez żadnych zaburzeń.
Nie sądziła by Zack żałował swojej decyzji. Powrót do człowieczeństwa mógł go przytłoczyć i na moment zamknąć pod murem osamotnienia. Może wciąż szukał własnej drogi, ale na pewno nie chciał ponownie stać się wampirem.
- Ale mimo wszystko wrócił do domu. Wykonał pierwszy krok dlatego jestem zdania że nie powinieneś go naciskać. Wszystko przyjdzie z czasem. - nie znała się na dorosłych dzieciach. Jej córka miała zaledwie dwa lata i nie sprawiała aż takich problemów wychowawczych. Mimo to wielokrotnie była świadkiem podobnego zachowania gdyż jako lekarz miewała już różnych pacjentów. Jeśli Zack chciał spokoju powinien go dostać. Przyjdzie czas, że sam zwróci się do ojca i zechce porozmawiać. Wysługiwanie się Louisą niczego nie zmieni bo nawet mimo chęci pomocy mogła trafić na mur którego nijak nie dało się przebić. Mur stworzony właśnie z myślą o wtykaniu nosa w najmniej odpowiednim momencie oraz próbach nic nie znaczących w oczach Zacka.
- S...słucham? - nie wierzyła w to co słyszy i właśnie w tym momencie jej pewność siebie, świadomość własnych umiejętności i bycia KIMŚ pękła jak skruszona szyba i rozsypała się w proch. W ciszy zebrała swoją apteczkę, ale nie mogła opanować drżenia własnych dłoni co u chirurga było wręcz niedopuszczalne. Wstała z łóżka, a metalowa apteczka wypadła jej z ręki rozsypując zawartość po całym pokoju. Było jej tak cholernie przykro, że tylko siła woli sprawiła, że zacisnęła usta i nie rozryczała się tu i teraz. Już nie tylko była nieatrakcyjną kobietą ale także nic nie wartym lekarzem od którego lepszy jest student medycyny.
- Może w takim razie Twoją córkę powinien uczyć ktoś bardziej… profesjonalny. - schyliła się podnosząc to co wcześniej wypadło. Większość rzeczy straciła sterylność dlatego była już do wyrzucenia. Odłożyła, a raczej rzuciła apteczkę do torby i wróciła na swój skrawek łóżka.
Chciała pociągnąć temat Delorie i zapytać dlaczego nie doszło do ślubu ale urażona duma nie pozwoliła jej na choćby jedno słowo w tym kierunku.
- Chcesz żebym spała w gościnnym? - rzuciła pytanie ale nawet na niego nie spojrzała. Jeśli wyrazi taką wolę to przejdzie do pokoju obok, a jeśli nie… naciągnie na siebie kołdrę i ze słowami dobrej nocy zniknie pod kocem aż po sam czubek głowy!

Zasnęła po dłuższej chwili nie siląc się już na próbę rozmowy i wprowadzanie mężczyzny w poczucie winy. Ceniła to, że był w stosunku do niej szczery. Powiedział wszystko by rozwiać powstałe podejrzenia, choć w istocie… nie musiał. Już doszli do punktu wyjścia, gdzie prawdopodobnie czekała ich tylko przyjaźń i choć ona pragnęła czegoś więcej, nie mogła wyjść z inną propozycją. Nie teraz i nie po tym. Była niczym dziecko błądzące we mgle, które nie potrafiło odnaleźć drogi do domu. Stało się – jak to mawiają… kości zostały rzucone. Jeśli Gerard nie opuścił sypialni, Esmeralda przytuliła się do niego w czasie snu, a rano obudziła się na jego ramieniu. Jaka szkoda, że po nocy spędzonej w domu Gerarda przyszedł czas na pożegnanie. Wstała z łóżka i po przebraniu się w swoje własne ubranie.
- Niebawem dowódca zwoła zebranie w Oświacie. - spojrzała na niego zastanawiając się czy wypada aby prosić go o pojawienie się na zgromadzeniu łowców. Była pewna, że i tak zrobi co chce, dlatego darowała sobie zbędne słowa.
- Zrobię śniadanie i uciekam. Dziękuję Ci za wszystko, następnym razem to ja zapraszam do siebie. - jak powiedziała tak uczyniła. Jeśli Gerard wyjdzie z pokoju, w kuchni będzie na niego czekało pyszne domowe śniadanie. A lekarka? Po suszących się spodniach i jej własnej osobie nie pozostało ani śladu.

Esme zt (+ Ger)

_________________
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Posiadłość Trizgane.   

Powrót do góry Go down
 
Posiadłość Trizgane.
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 23 z 23Idź do strony : Previous  1 ... 13 ... 21, 22, 23
 Similar topics
-
» Posiadłość Trizgane.
» Odnowiona posiadłość
» Posiadłość l'Firenzza
» Posiadłość Vogarra
» Zapomniana posiadłość

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Vampire Knight :: Poza Miastem :: WIOSKA-
Skocz do: