IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Niewielki wodospad leśny

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next
AutorWiadomość
Isao
Nauczyciel
Nauczyciel
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t321-isao-takei#363
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 660


PisanieTemat: Niewielki wodospad leśny   Wto Lis 27, 2012 3:06 pm


Las, w którym znajduje się ów wodospad jest miejscem dużym i różnorodnym. Znajdują się tu drzewa iglaste, ale również liściaste. Skały, strumienie, polanki, jeziora, a nawet wodospad. Jest to miejsce, którego nie poznał do końca jeszcze nikt. Nic więc dziwnego, że wodospad, osadzony gdzieś w środkowej i trudno dostępnej części lasu, nie został jeszcze odkryty. A przynajmniej nie na tyle aby stał się on atrakcją turystyczną, przyciągającą tłumy ludzi, niszczących powoli wszelkie okazy przyrody. Wodospad ten jest miejscem, które zna niewielu leśnych wędrowców. Nawet Ci, którzy nie raz przechadzali się ścieżkami tego miejsca, nie wiedzą o istnieniu tegoż cudu natury. Dlatego właśnie posiada ono swoją magię. Jest to miejsce, którego jeszcze nie dotknęło nieszczęście bezmyślności ludzkiej. Miejsce magiczne, do którego drogę zna tylko kilka osób.


_________________
. . . .
♫ Isao ♫

P i o s e n k i . . z e s p o ł u
1. 2. 3.
Powrót do góry Go down
Isao
Nauczyciel
Nauczyciel
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t321-isao-takei#363
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 660


PisanieTemat: Re: Niewielki wodospad leśny   Wto Lis 27, 2012 5:29 pm

Isao dużo wcześniej już miał pomysł gdzie mogliby się razem wybrać. Jednak wolał najpierw zapytać o to Madeline, a nóż dziewczyna miała na coś szczególną ochotę? Może chciała iść po prostu na spacer, napić się czegoś smacznego albo zjeść coś słodkiego? Może w kinie leciał jakiś film, który lubiła? Nie mógł skreślić tych możliwości, więc najpierw wolał dowiedzieć się, czy ona nie chciała się gdzieś wybrać. Gdyby miała pomysł, zgodziłby się bez żadnych sprzeciwów, choćby miała go cały dzień ciągać po sklepach w poszukiwaniu damskich butów, ciuszków czy nawet bielizny. W takim wypadku zabrałby ją do tego miejsca innym razem, wszak liczył na to, że jeszcze nie raz, ani nie dwa razy dojdzie do ich spotkania, prawda? I miał szczerą nadzieję, że jego oczekiwania się spełnią. Mad przecież nie miała powodu by nagle zerwać z nim kontakt, prawda?
Gdy zdecydowała, że chce jechać samochodem, Iskowe oczy ponownie się zaświeciły. Jak każdy typowy facet, był dumny ze swojego samochodu i najchętniej pokazywałby go wszystkim, chwaląc się ile tylko mógł. Zwłaszcza, że udało mu się kupić prawdziwe cudo po niezbyt wygórowanej cenie. Ile ten samochód był u niego? Dzień albo dwa. Tym bardziej więc był dumny ze swojego świeżego zakupu, co z pewnością było widoczne po jego minie. Gdy weszli do garażu apartamentowca z szerokim uśmiechem pokazywał Maddie swoje "maleństwo".
- Świetny jest, prawda?! - zawołał z entuzjazmem, wprost nie mogąc się powstrzymać. W końcu, gdy minęła już faza dumy i zachwytu, otworzył złotookiej drzwi, wpuszczając ją do środka, po czym sam zasiadł za kierownicą. Był dobrym kierowcą, lecz nieco zbyt brawurowym. I choć miał na swoim koncie jeden wypadek, nie nauczyło go to zupełnie nic. Aż dziw brał, że choć zdarzenie to miało miejsce co najmniej dwa lata temu i od tego czasu nie jeździł ani razu, teraz pamiętał wszystko bez problemu. Jechał szybko, rozmawiając trochę z Mad, lecz nie przesadzał z prędkością aż tak bardzo. Nie chciał wystraszyć Maddie czy, nie daj boże, doprowadzić do wypadku. On wyszedłby z niego cało, lecz z Namikaze sprawa miałaby się znacznie gorzej. Gdyby dziewczyna pytała go gdzie jadą, nie powiedziałby jej ani słowa. Za każdym razem na jego twarzy pojawiałby się tajemniczy uśmieszek, w oczach błyszczałoby coś a temu wszystkiemu towarzyszyło jeszcze słowo ,,Zobaczysz".
Ile jechali? Pół godziny, może mniej, może więcej. Takei zaparkował samochód na jednej z mniej widocznych uliczek zagłębiających się nieco w las. Nie chciał kusić potencjalnych złodziei lub osób, które miałyby w jakikolwiek sposób skrzywdzić jego maleństwo. Razem z łowczynią zrobił kilka kroków w przód, nieco zagłębiając się w las. W pewnym momencie zatrzymał się, odwrócił i posłał jej wesoły uśmiech. Nie mógł się doczekać by pokazać jej to, co chciał aby zobaczyła.
Jeżeli Maddie nie miała nic przeciwko, złapał ją za rękę i prowadził ostrożnie. Bardzo szybko zboczyli ze ścieżki i szli w kierunku znanym jedynie blondynowi. Szedł powoli, patrząc na to, jak radzi sobie złotooka. Jeśli miała się wywrócić, trzymał ją mocno aby nie upadła. Parę razy zatrzymywał się, jakby nie wiedział dokąd iść dalej. Rozglądał się, nasłuchiwał, może nawet próbował coś poczuć przy pomocy wyczulonego węchu. Skręcali kilkakrotnie, raz bardziej, raz mniej. W pewnym momencie zatrzymał się i wyjął z kieszeni odtwarzacz mp4. Podał go jej.
- Załóż słuchawki i nie waż się przyciszać! No i zamknij oczy, dalej będę Cię niósł. - odezwał się, uśmiechając do niej pogodnie. Miał nadzieję, że ufała mu na tyle aby zgodzić się na to wszystko. Jeśli Maddie zgodziła się, wziął ją na ręce. - I nie wolno Ci podglądać!
Zaśmiał się wesoło, dumny ze swojego pomysłu. Poczekał aż założyła słuchawki i zamknęła oczy. Wtedy zaczął iść, tym razem znacznie szybciej. Szedł niecałe dziesięć minut aż w pewnym momencie zatrzymał się i skoczył. Jako wampir jednak mógł poszczycić się niezwykle lekkimi i płynnymi ruchami, dzięki którym dziewczyna nie powinna odczuć tego skoku aż tak bardzo. Wtedy dopiero postawił ją na ziemi. Mad mogła poczuć, że nie stoi już na mchu ani ziemi typowo leśnej, a na czymś twardym. Zdjął z jej głowy słuchawki.
- Otwórz oczy. - odezwał się w końcu.
Gdzie byli? Stali na dość sporym kamieniu niedaleko wodospadu, a właściwie tuż przed nim. Woda rozchlapująca się dookoła mogła dosięgać ich czasem, lecz nie na tyle aby byli mokrzy. Ze wszystkich stron otaczała ich woda a brzeg był dalej niż na przeskoczenie do niego pozwalały zdolności ludzkie. Isao rozejrzał się z zadowolonym uśmiechem, po czym spojrzał na Maddie.
- Podoba Ci się? Odkryłem to miejsce dawno temu i chciałem Ci pokazać. Niewiele osób wie o istnieniu tego wodospadu. Trudno się tu dostać a ten las jest ogromny.
Wyszczerzył się dumny z siebie. Miał nadzieję, że Madeline się tu spodoba. Może wolała nieco bardziej rozrywkowe miejsca? Cóż, nie mógł tego wykluczyć.

_________________
. . . .
♫ Isao ♫

P i o s e n k i . . z e s p o ł u
1. 2. 3.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Niewielki wodospad leśny   Sro Lis 28, 2012 9:44 pm

Podążyła za Isao do garażu, całkiem ciekawa jego cacka. Z tego, co pamiętała, przywiązywał dużą wagę do swojego samochodu, przynajmniej te kilka lat temu, nim zniknęła. Ona sama nie bardzo się na tym znała i prawdę mówiąc, wystarczyło jej, by auto miało sprawne wszystkie funkcje i dało się nim bezpiecznie dojechać do celu. Właśnie, bezpieczeństwo, słowo klucz. Przecież to właśnie wypadek samochodowy, w którym ona i Azel o mało nie zginęli, zapoczątkował potężną lawinę często tragicznych wydarzeń. To nie tak, że Madeline miała teraz jakąś fobię, że trzymała się z dala od pojazdów na czterech kółkach. Po prostu, kiedy mogła, wolała chodzić pieszo, a w jeździe samochodem, jako pasażer, najbardziej ceniła sobie ostrożność kierowcy.
Gdy zobaczyła to cudo, z którego chłopak był taki dumny, jej twarz przybrała klasyczny wyraz: not bad. Niezła bryka, trzeba mu przyznać. Aż strach pomyśleć, jak to to potrafi szybko jeździć.
- Jest niesamowity - przyznała, przypatrując się samochodowi, który zdawał się jeszcze pachnieć świeżością. Że też chłopak nie boi się tym jeździć - gdyby ona miała takie auto, pewnie nie ruszałaby go z garażu z obawy przed zarysowaniem go, czy kradzieżą. No, ale też ona raczej nie posiadała nigdy aż tak drogich rzeczy. Wiadomo, mimo sporej fortuny na koncie, zdecydowanie była oszczędna, bo po prostu nie potrzebowała wydawać pieniędzy na podobne luksusy.
Wsiadła do wozu i mogli ruszać. Trochę faktycznie rozmawiali po drodze, ale Maddie nie dopytywała dokąd jadą, wiedząc, że to bezcelowe. Poza tym, lubiła niespodzianki. No, czasami. Tym razem jednak nie spodziewała się niczego nieprzyjemnego, więc rozsiadła się na wygodnym fotelu, przesuwając wzrokiem po mijanym przez nich krajobrazie. Najwyraźniej jechali gdzieś dalej, bowiem szybko znaleźli się na obrzeżach miasta. Ciekawość Mad tylko się wzmogła. Naprawdę była zadowolona, że zgodziła się na to spotkanie, miast siedzieć w domu. Nie tylko dane jej było cieszyć się towarzystwem wampira, ale i najwyraźniej pozna dziś całkiem nowe miejsce.
Wysiadła z samochodu i zewsząd ogarnął ją zapach lasu, wilgotnej ziemi, ziół. Prawdę mówiąc, sądziła, że Isao wybierze zupełnie inną lokalizację, coś w centrum miasta, gdzie głośna muzyka, śmiech i rozmowy ludzi przeplatajc się tworząc charakterystyczną mieszankę. Najwyraźniej jednak, pomimo jego ostatnich ekscesów z Marcusem, blondyn doceniał także dziką przyrodę, a była to całkiem nowa rzecz, której Maddie właśnie się o nim dowiedziała. Ona sama była typowo miastową dziewczyną i jedyna przyroda, jaką znała, to wydmy i morze, co wcale nie znaczy, jakoby miała coś przeciwko dzisiejszej wycieczce. Ot, w rodzinnym mieście nie było specjalnie dużo takich zacisznych miejsc na łonie natury, do których można było uciec od zgiełku centrum.
Z Iskiem za rękę szła przez las, rozglądając wokoło, jakby za każdym drzewem miała nadzieję dojrzeć cel ich małej podróży. Gdy jednak chłopak zatrzymał się, stawiając dość dziwne warunku, zmarszczyła brwi. Słuchawki? Będzie ją niósł? Oszalał? Mogła iść sama, nie potrzebowała tragarza!
- Co? Nie, nie... - zaprotestowała dość słabo, widząc tą jego pogodną minę i ufne spojrzenie. Zdusiła westchnięcie i nałożyła słuchawki na uszy, pozwalając także wziąć się na ręce. To wszystko zaczynało być dość dziwne. Nie to, żeby nie ufała chłopakowi, był jedną z niewielu osób, do których miała pełne zaufanie. Ale taka już była, ostrożna, życie nauczyło ją, że niespodziewane wypadki zdarzają się wszędzie, więc po prostu wolała widzieć dokąd idzie, przebywając w leśnej głuszy.
Oparła się głową o jego klatkę piersiową i cicho sobie nuciła, wsłuchując się w dźwięki muzyki. Oczy wedle przykazania chłopaka trzymała zamknięte, a że ostatnio nie dosypiała - zrobiło się jej nieco sennie. Drgnęła dopiero, gdy poczuła, że Isao odstawia ją na ziemię. Chwyciła się go dość kurczowo, czekając aż zdejmie jej słuchawki i pozwoli wreszcie uchylić powieki. Gdy zaś to nastąpiło, Madeline niemal zachłysnęła się z zachwytu.
Tego na pewno się nie spodziewała. To było przepiękne, bajeczne miejsce. Zewsząd otaczała ich połyskująca woda, a myśli dziewczyny wypełnił szum wodospadu. Na jej twarzy zastygł pełen niedowierzania i podziwu uśmiech, a oczy błyszczały lekko. Tak, warto było tu przyjeżdżać, bez dwóch zdań.
- Jest... nieziemsko - odezwała się wreszcie, krążąc w te i we w te po niewielkim kamieniu. - Jakim cudem znalazłeś to miejsce? - spytała ciekawa, czy kryła się za tym całą historia, czy może zwykły przypadek, który zapędził blondyna w głąb lasu.
Powrót do góry Go down
Isao
Nauczyciel
Nauczyciel
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t321-isao-takei#363
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 660


PisanieTemat: Re: Niewielki wodospad leśny   Sro Lis 28, 2012 10:56 pm

Oj tak, Isao zawsze bardzo cenił swoje samochody. ,,Swoje maleństwa", tak je właśnie nazywał. Mimo to, nie powstrzymywało go to od niebezpiecznej, z pewnością zbyt szybkiej jazdy. Uwielbiał prędkość i wierzył w swoje umiejętności jako kierowcy. Nawet wypadek sprzed kilku laty zdawał się nic tu nie zmienić. Co się wtedy stało? Cóż, było ślisko, mokro, a on nie był w najlepszym stanie. Sam nie wiedział co tak dokładnie się stało. Ot, pogrążył się w rozmyślaniach, jednocześnie jadąc zbyt szybko. Wpadł w poślizg i uderzył w drzewo. Samochód owinął się wokół nieco niczym materiał elastyczny. Gdyby Takei był człowiekiem, z pewnością nie przeżyłby tego wypadku. I tak był w kiepskim stanie i musieli go dosłownie składać do kupy. A zwłaszcza jego połamane kości. Czy to jednak wystarczyło aby oduczyć go szybkiej jazdy? A skądże!
Kiedy pochwaliła jego samochód, wypiął się dumnie niczym paw i poklepał swoje maleństwo po masce. Zaraz też przykleił się do niej policzkiem, głaszcząc ją pieszczotliwie niczym ukochaną kobietę. Doprawdy... Chłopaczyna za dużo mang się naczytał. Tylko dorobić mu teraz poświatę, trochę gwiazdek i voila! Mamy idealną scenę z anime lub mangi. Sparkling Isao.
- Prawda? Świetny jest! - zawołał z entuzjazmem, prostując sie. Jego oczy błyszczały, twarz promieniała a uśmiech mógł wywoływać myśl, że taki wyszczerz musi już boleć biedne mięśnie twarzy blondyna. Cóż, szarooki był niesamowicie dumny ze swojego samochodu, co było zresztą widoczne od razu. Nie zamierzał sobie jednak odmawiać jazdy nim. Nie po to go kupował. Wydał niemałą sumkę by móc poszpanować po mieście takim cackiem. Spokojnie, ubezpieczenia też ma dobre, więc w razie co uda mu się coś zdziałać z ewentualnym "wypadkiem zazdrości". Ale kontynuując ~
Jechali przez jakieś pół godziny, rozmawiając o różnych sprawach. Dobrze, że Madeline nie pytała o cel podróży, bowiem, wedle jej oczekiwań, i tak niczego by się nie dowiedziała. Tymczasem czekała ją niemała niespodzianka. Z pewnością była zdziwiona kiedy weszli do lasu i szli gdzieś wgłąb niego, schodząc z wydeptanych ścieżek. Isao widział także niepewność w jej oczach, która pojawiła się, gdy poprosił ją o założenie słuchawek, zamknięcie oczu i pozwolenie na poniesienie się. Z początku pomyślał, że dziewczyna mu nie ufa, lecz szybko wyrzucił tę myśl z głowy, nie chcąc psuć sobie humoru. Jeżeli chciał jej zrobić niespodziankę, spełnienie tych warunków było konieczne. Wodospad, gdy znalazło się już blisko niego, był wyraźnie słyszalny i widoczny. Maddie więc bez problemy usłyszałaby szum wody i domyśliła wszystkiego, a tego właśnie chciał uniknąć. Wolał więc aby słuchała muzyki, którą włączył jej w słuchawkach. Były to dawne piosenki niegdyś istniejącego LM.C. Coś, czego słuchał bardzo często, z czystego sentymentu.
- No już, nie marudź. Chcesz mieć niespodziankę czy nie? - odezwał się, kiedy zaczęła protestować i wystawił w jej stronę figlarnie język, dodatkowo sprzedając jej lekkiego prztyczka w czoło. Gdy się poddała, wziął ją na ręce i zaniósł do wodospadu, po czym postawił na ziemi, nieświadom, że zaczęła powoli przysypiać. Cóż, taki widok jednak z pewnością ją obudzi, zwłaszcza, że szum wody z wodospadu także nie był cichy. Zerknął na nią badawczo, nie mogąc powstrzymać wesołego uśmiechu. Już był dumny z siebie, choć nie wiedział czy jej się tu podoba. Gdy jednak zobaczył ten błysk w jej oczach, uśmiech i usłyszał jej słowa, aż klasnął w dłonie z zadowolenia.
- Naprawdę Ci się podoba?! - spytał, pochylając się lekko w jej kierunku i nieświadomie przekręcając głowę nieco w bok, przez co jego jasne włosy zadyndały wesoło. Na jego twarzy niezmiennie pozostawał wesoły uśmiech. Po jej odpowiedzi i zadanym pytaniu, wyprostował się i splótł dłonie na karku, łokcie wystawiając do zewnątrz. Zrobił parę kroków w miejscu i odwrócił się w stronę wodospadu, patrząc na niego z uśmiechem. Zaśmiał się cicho na wspomnienie chwili, gdy znalazł to miejsce.
- Wiesz, kiedyś spacerowałem sobie po lesie i rozmyślałem nieco dłużej niż mi się wydawało. Kiedy się ocknąłem było już dość późnawo a ja się po prostu zgubiłem. Próbując znaleźć drogę powrotną natrafiłem na to właśnie miejsce i zatrzymałem się tu na chwilę. Nie czuć tu ani nie widać żadnej ingerencji człowieka ani wampira, zupełnie jakbym pierwszy odkrył to miejsce. Stąd starałem się wyjść z lasu, zaznaczając sobie drogę aby, gdybym trafił w to samo miejsce, wiedzieć, że krążę w kółko i muszę iść w inną stronę. W ten sposób, gdy znalazłem się tu ponownie, wiedziałem już jak tu przyjść. Ot, taka tam historyjka. - Zaśmiał się i zmierzwił swoje włosy z tyłu głowy, robiąc nieco głupkowatą minę. Stanął na krańcu kamienia i przeskoczył na następny, oddalony na dość sporą odległość. Potem na następny i na następny, zupełnie jak podczas zabawy w klasy. Minę zresztą miał podobną do dzieci grających w tę grę.
- Wiesz... w tamtej chwili pomyślałem, że chętnie wybudowałbym tu swój dom. - dodał i uśmiechnął się wesoło, jednocześnie przeskakując na następny kamień. Zatrzymał się jednak, kiedy po raz kolejny powiedziała aby uważał. Miał ochotę powiedzieć jej, że przecież wszystko będzie w porządku i nic się nie stanie, ale powstrzymał się. Zamiast tego wskoczył znów na ten sam kamień, na którym stała Mad i uśmiechnął się znów, pochylając głowę lekko w bok. - No dobrze, już nie będę.

_________________
. . . .
♫ Isao ♫

P i o s e n k i . . z e s p o ł u
1. 2. 3.


Ostatnio zmieniony przez Isao dnia Czw Lis 29, 2012 8:43 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Niewielki wodospad leśny   Czw Lis 29, 2012 8:20 pm

Dobrze byłoby, gdyby Isao nie zapominał się, kiedy jechał gdzieś z Mad. Może i on przeżyłby zdecydowaną większość wypadków drogowych, jednak w przeciwieństwie do niego dziewczyna była krucha jak szkło. Na dodatek, kilka wypadków w swoim życiu już doświadczyła i wolałaby, aby podobne sytuacje się nie powtórzyły z racji tego, że wampir nie potrafił zachować ostrożności na drodze. Oczywiście, wierzyła w jego umiejętności, więc nie odczuwała lęku za każdym razem, gdy trochę przyspieszali. Niemniej, miło byłoby, gdyby pamiętał, że ma do czynienia z człowiekiem, a nie przedstawicielem swojej rasy i powstrzymał trochę brawurę - chociaż dla dobra Mad.
Patrzyła na niego z pewnym pobłażaniem we wzroku, gdy tak przytulał się do samochodu. Taak, niejednokrotnie już słyszała, że faceci często mają fioła na punkcie swoich wozów, ale prawdę powiedziawszy, nigdy nie widziała, by ktoś auto traktował jak istotę ożywioną. To było na swój sposób śmieszne, ale nie chciała gasić jego zapału, więc powstrzymała się od uwag, jedynie zapewniając po raz kolejny, że samochód naprawdę się jej podoba.
Im dalej jechali, tym większe odczuwała podekscytowanie. Była naprawdę zadowolona z wycieczki, przynajmniej dopóki Isao nie kazał jej zamykać oczu i nakładać słuchawek.
- Nie jestem pewna - mruknęła pod nosem ledwie słyszalnie, ale postanowiła jednak mu zaufać i dać się ponieść. Także, spełniła jego żądania i oto szli przez las. Najwyraźniej w pamięci Maddie pozostało nieco więcej, niż sądziła, skoro nieświadomie nuciła niektóre piosenki zespołu wampira, które puścił jej z odtwarzacza. Niestety, poza tym w ostatnich dniach nie przypomniała sobie nic więcej. Nadal ją to frustrowało, ale nadal też nie była pewna, czy nie jest to dobra rzecz. Zdecydowanie zaś nie miała zamiaru próbować przypominać sobie nic na siłę, choćby za pomocą hipnozy, jak to kiedyś przemknęło przez myśl jej bratu. Naprawdę wolała nie pamiętać o tym koszmarze, niż rozdrapywać stare rany, nawet gdyby pomogło to złapać winnych.
Widok jaki ujrzała po otwarciu oczu wart był całego zachodu. Szczerze mówiąc, miejsce to po prostu ją zachwyciło, jako że niewiele podobnie pięknych lokacji miała okazję zobaczyć w życiu. Było tak zacisznie, tak romantycznie, a do tego, w oczach Madeline, jakby odrobinę nierzeczywiście. Jakby wodospad został wprost wyjęty z książki, czy filmu.
- Oczywiście - szepnęła, nie przestając się rozglądać. Chciała nasycić oczy, nasycić wszystkie zmysły, widokiem, szumem wody, zapachem lasu. Zaciekawiło ją, w jaki sposób Isao odnalazł to miejsce. Wszak najpierw jechali dość długo, oddalając się znacząco od centrum miasta, a potem jeszcze kluczyli po zaroślach, gdzie nie widać było żadnej wyraźnej ścieżki. To chyba musiał być czysty przypadek. O ile oczywiście wampir nie był typem, który lubi spędzać czas na tyle aktywnie, że każdą wolną chwilę wykorzystuje na przeczesywanie podobnych terenów. Tego wykluczyć nie mogła, w końcu mimo wszystko tak wielu spraw jeszcze o nim nie wiedziała.
Słuchała odpowiedzi blondyna na zadane mu pytanie, a w czasie, gdy mówił, stanęła na krańcu sporego kamienia, wpatrując się w połyskującą delikatnie wodę, spływającą z wodospadu. Wyczuwała bijący od niego chłód, ale był to chłód przyjemny, świeży, rześki. Uczucie, którego nigdy nie doświadczyłaby w mieście. Uśmiechnęła się, wyobrażając sobie Iska krążącego po tym lesie, starającego się znaleźć drogę powrotną. To szczęśliwy traf, że napotkał na swojej drodze właśnie to miejsce. Odwróciła się, gdy skończył, zapewne z zamiarem powiedzenia czegoś, ale zamknęła usta, widząc, jak ten przeskakuje na sąsiedni kamień. Normalnie, mając do czynienia z krwiopijcą, nie martwiłaby się specjalnie. Ale to był Isao, chyba najbardziej nierozgarnięty przedstawiciel swojej rasy. Dlatego też momentalnie zmarszczyła brwi, z pewnym niepokojem przyglądając się jego wyczynom.
- Ostrożnie... uważaj... - wymykało się jej przy każdym skoku chłopaka. Ten jednak nic nie robił sobie z jej słów - to się już stało tradycją - i skakał dalej, próbując nawet kontynuować konwersację. To, co powiedział, na moment skutecznie odwróciło uwagę Mad.
- Dom? - powtórzyła, ogarniając wzrokiem cały teren. Spróbowała to sobie wyobrazić. Nigdy nie sądziła, iż Isao mógłby chcieć zamieszkać na takim odludziu. Ona z pewnością wolała miasto, niemniej sam pomysł wydawał się bardzo interesujący.
Uśmiechnęła się ponownie, czując jakiś dziwny napływ miłego uczucia. Kucnęła na brzegu kamienia, podpierając brodę na dłoniach i wpatrzyła się w cienie drzew, odbijające się w srebrzystej wodzie.
Powrót do góry Go down
Isao
Nauczyciel
Nauczyciel
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t321-isao-takei#363
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 660


PisanieTemat: Re: Niewielki wodospad leśny   Sob Gru 01, 2012 8:20 pm

Isao bardzo dobrze pamiętał ten wypadek sprzed lat, po którym Madeline w dość nieciekawym stanie wylądowała w szpitalu. To tam ją odwiedzał, tam po raz pierwszy spotkał jej matkę i Marcusa, który był wtedy wampirem. Zdarzenie to jednak utkwiło mu w pamięci nie z powodów wymienionych wyżej, a z innego, znacznie poważniejszego. Ten wypadek bowiem zapoczątkował serię późniejszych nieszczęść jakie miały miejsce w życiu ich obojga. Najpierw Mad przez jakiś czas jeszcze czuła się źle, a potem, gdy już zdawało się, że będzie dobrze, Takei zabrał ją na próbę, skąd źle czującą się Maddie zabrała matka. W studio uderzył samolot (XDD), złotooka wylądowała w szpitalu, skąd ją porwano, a szarooki zapadł w długą śpiączkę. Gdy zaś już się obudził i odzyskał pamięć, dostarczono mu wiadomość, że jego ukochana nie żyje... Był to czas nieustających tragedii, pokazujących się jedna po drugiej. Czas dla niego trudny do zniesienia... Wolał wyrzucić to ze swojej pamięci. Ale wracając, bo trochę odbiegłem od tematu... ~
Blondyn nie jechał aż tak szybko. Czasem zdarzało mu się nieco mocniej naciskać pedał gazu, jednak szybko zdawał sobie sprawę, że nie może pozwolić sobie na taką brawurę, jak gdy jeździ sam. Niemniej jednak do lasu dotarli cali i zdrowi, po czym wyruszyli na wyprawę w znanym tylko wampirowi kierunku. Kiedy nakładał na głowę Maddie słuchawki, zignorował już jej mruknięcie, dalej upierając się przy swoim. Powinna mu zaufać i on już się postara aby zaczęła to robić. Teraz, po tylu latach nie miał prawa od niej tego wymagać. Choć, nie ukrywając, na początku zrobiło mu się trochę przykro. Humor jednak poprawił mu się, kiedy Madeline zaczęła nucić kawałki jego byłego zespołu. Oczywiście śpiewane przez niego przed paroma laty. Ucieszyła go bowiem myśl, że dziewczyna pamiętała jeszcze te piosenki. Zwłaszcza, że on nadal odczuwał do nich swego rodzaju sentyment. Tęsknił za tamtymi czasami...
Gdy znaleźli się już przy wodospadzie, zaś łowczyni potwierdziła, ze jej się tu podoba, Isao wyprostował się momentalnie i jeszcze szerzej się uśmiechnął. Duma, zadowolenie i uradowanie aż kipiały z niego i widoczne były gołym okiem. A więc to był dobry pomysł! On również nie wiedział czy Mad lubi takie miejsca, a więc czuł obawy przed zabraniem jej tu. Teraz jednak miał pewność, że takie niespodzianki będą się jej podobać. Na pewno powtórzy to w przyszłości. Z przykrością musiał przyznać, że gdy planował wypad w to miejsce, odkrył, jak wielu rzeczy jeszcze nie wie o złotookiej. Trzeba było to zmienić i tak sobie postanowił. Może nawet usiądą gdzieś tu i porozmawiają? Kto wie. Póki co jednak znalazł sobie lepsze zajęcie. Przeskakując z kamyka na kamyk początkowo ignorował uwagi Maddie. Gdy jednak te powtórzyły się kilka razy, dotarło do niego, że tylko rozzłości ją, gdy znów nie będzie jej słuchać. Wrócił się więc, znów wskakując na obszerny głaz, na którym stała Namikaze. Uśmiechnął się do niej wesoło i dopiero w tej chwili postanowił odpowiedzieć na jej pytanie. Skoro zaczął temat, należało aby go i skończył. Przede wszystkim jednak lubił rozmawiać z nią o wszystkim. Już jakiś czas temu zauważył, że nie miał oporów przed mówieniem jej o wszystkim. Nawet o jego rozmyślaniach, sekretach, które nie ujrzały światła dziennego. Tak właśnie było w tym przypadku. Myślał o wybudowaniu tu domu, jednak nigdy nikomu o tym nie powiedział. Nigdy też nie pokazywał nikomu tego miejsca...
- Tak, dom. - potwierdził, kiwając głową i posłał Maddie szeroki uśmiech. Splótł dłonie na karku, wystawiając łokcie na zewnątrz i rozciągnął się nieco, łapiąc głośny, głęboki oddech. - Lubię zabawy, imprezy, miasta, jednak uważam, że dom jest miejscem, w którym najważniejszy jest przede wszystkim spokój.
No tak... Zwłaszcza, że miał zamiar reaktywować zespół. Jeśli znów zdobędą sławę, będzie zagrożony wiecznymi tłumami pod apartamentowcem. Nie wiedział jakim cudem poprzednim razem wytwórni udało się ukryć adresy zamieszkania członków zespołu przed wścibskimi fanami. Być może jednak, gdyby zespół istniał trochę dłużej, po jakimś czasie i ta informacja wypłynęłaby i pod mieszkaniem Iska co noc i co dzień stałoby stado natrętnych fanek. Być może jednak największy wpływ na fakt, iż chciał on wybudować swój dom w takim miejscu, miało to, iż jego rodzinny dom na Okinawie również mieścił się w miejscu raczej odludnym. Przyzwyczajenia wyniesione z domu? Całkiem możliwe. Teraz blondyn stanął tyłem (lub bokiem) do Mad, spoglądając z uśmiechem na sam wodospad. Chwilę milczał, aż w końcu złapał wolny, głęboki oddech, wdychając zapach tego miejsca i przymykając oczy.
- Chociaż nieprzyjemnie byłoby mieszkać tu samemu. - mruknął na tyle cicho, że Maddie mogła nie dosłyszeć jego słów. Właściwie nie był nawet do końca świadom faktu, że je wypowiedział. No tak... W apartamentowcu zawsze ktoś był. Ochrona, służba, inni mieszkańcy. Tymczasem, gdyby zamieszkał właśnie tu, miejsce to byłoby zbyt puste...

_________________
. . . .
♫ Isao ♫

P i o s e n k i . . z e s p o ł u
1. 2. 3.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Niewielki wodospad leśny   Pon Gru 03, 2012 10:15 pm

Wśród piosenek, jakie zdążyła odsłuchać podczas krótkiej przeprawy przez las, nie było tej jednej, pierwszej, jaką Maddie sobie przypomniała, choć zupełnie nieświadomie. Od tamtego czasu, od spotkania na rynku, kiedy to skłamała Isao, jakoby doskonale wiedziała, o którym utworze mówi, wielokrotnie się nad tym zastanawiała. Próbowała przypomnieć sobie coś więcej, kilkakrotnie szukała w Internecie, starała się ponownie zanucić tę piosenkę - na próżno jednak. Po jakimś czasie pogodziła się z myślą, iż nic sobie jednak nie przypomni i przestała o tym myśleć, licząc, że Isao nie wróci już do tego tematu. Ostatecznie, może nie było to aż tak ważne. Tymczasem dzisiaj stała się rzecz dziwna. Bowiem złotooka łowczyni nie tylko nuciła sobie z cicha utwory dawnego zespołu blondyna, to jeszcze, gdy oddała mu odtwarzać, w jej umyśle pozostała pewna melodia. Dziwne, bowiem akurat tej na pewno nie dosłyszała w słuchawkach.
Najwyraźniej to spotkania z chłopakiem najbardziej oddziaływały na jej pamięć i tak jak w samotności nie potrafiła sobie nic przypomnieć, tak w jego obecności napisana dla niej piosenka znowu powróciła. Mad nie zwróciła na nią w tej chwili większej uwagi, zbyt pochłonięta tym, co widziała przed oczyma, a jednak melodia ta wciąż i wciąż krążyła jej głowie, jak echo utraconej przeszłości.
Fakt, że pochwaliła miejsce wybrane przez Isao, widocznie sprawił mu przyjemność. Ale szczerze - komu mogłoby się tu nie spodobać? Nawet typowo miastowa dziewczyna, jak Madeline, była zachwycona, zatem pewnie niejeden poddałby się urokowi tego miejsca. Cieszyło ją także i to, że dowiedziała się o wampirze czegoś nowego. Ciekawskie z niej było stworzenia, a już zwłaszcza wypadałoby więcej wiedzieć o wieloletnim przyjacielu. Z tego, co pamiętała, przed wypadkiem nie spędzali ze sobą specjalnie dużo czasu, a ich spotkania były głównie przypadkowe. Tym razem jednak, wydawało się, że to nie tylko Mad dostała drugą szansę na życie, ale że drugą szansę otrzymała również jej relacja z Isao. Wszak odkąd tylko wróciła, już widzieli się kilka razy, nic im nie przeszkodziło, żadne wypadki, wpadki, niefortunne zbiegi okoliczności.
Uśmiechnęła się i ledwo zauważalnie odetchnęła z ulgą, gdy chłopak przestał skakać z kamienia na kamień jak ten zając, a wrócił na spory głaz, na którym zostawił Maddie. Bo tak nawiasem, to dziewczyna widziała już (oczyma wyobraźni, ofc) Iska wpadającego do strumienia z głośnym pluskiem. Oczywiście, jemu nic by się nie stało. Ale cała atmosfera, która powoli się miedzy nimi tworzyła, zniknęłaby w mgnieniu oka i tym razem Madeline z pewnością by się rozzłościła. Porządnie, a nie tak jak wtedy, w jego mieszkaniu, kiedy to wystarczyło parę minut by ochłonęła.
Tymczasem jednak, nic złego się nie wydarzyło. Mad kucnęła na brzegu kamienia i zapatrzyła się w refleksy odbijające się na powierzchni wody. Wyciągnęła rękę i opuszkami palców przesunęła po lodowatej tafli. Dom... Słowo, które od zawsze tak wiele dla niej znaczyło. W domu bije serce człowieka. Zawsze powtarzała, że jej własne bije w tym małym pokoiku w Oświacie, bo za ścianą mieszkał Marcus. Ale nigdy nie zastanawiała się, co będzie za kilka, kilkanaście lat. Przecież nie spędzą tam całego życia? Pomysł Isao był naprawdę bardzo ciekawy. Nie pomyślałaby, iż ten zwariowany typ chciałby mieszkać na kompletnym odludziu. Chociaż dla wampira nie był to pewnie taki problem. Nie musiał się niczego obawiać, widział w ciemnościach i w przeciągu kilku sekund mógł dostać się do samochodu, a stamtąd do miasta. Człowiek miałby tu dużo ciężej, bez wątpienia. Niemniej, już wolała, by blondyn zbudował tu sobie i z pięć domów, niż gdyby miał przeprowadzać się gdzieś dalej, jak to niegdyś planował.
- A ja myślę, że w domu najważniejsze jest to, z kim go dzielisz - odpowiedziała cicho, zadumana. Spokój, tak, dach nad głową, miejsce do życia, ciepłe łóżko. Ale po co to wszystko, jeśli jesteś sam, bez rodziny, bez nikogo bliskiego? Przez pewien czas właśnie tego Madeline doświadczała w Stanach po śmierci wuja. Pozornie nic się nie zmieniło - miała swój pokój, wszystkie ukochane rzeczy, pamiątki. Ale duch uleciał z wielkiej rezydencji. Nie była domem, po prostu znajomym budynkiem. A potem cały tamten przepych zamieniła na ciasną klitkę w Oświacie Łowieckiej. I po prawdzie, nie mogłaby być bardziej zadowolona.
Wstała, spoglądając na chłopaka, który teraz był do niej zwrócony plecami. Usłyszała jego słowa, ciche niczym powiew wiatru. Wyciągnęła przed siebie dłoń, jakby chciała go dotknąć, ale jej ręka zastygła w połowie dzielącej ich odległości. Powoli opuściła ją wzdłuż ciała i kącik jej warg powędrował lekko w górę.
- Chyba często musiałbyś znosić moją obecność. Ktoś przecież powinien cię pilnować, a nuż zrobisz coś głupiego. - Czułość i ciepło w tonie jej głosu przeczyły żartobliwemu wydźwiękowi samych słów. Wsunęła dłonie do kieszeni płaszcza. Dziwnie się czuła. Nie, nie nieprzyjemnie. Po prostu co rusz po jej ciele rozlewało się przyjemne ciepło. Lubiła przebywać w towarzystwie wampira, to jednak było coś więcej. Uczucia, których nie pamiętała, wisiały nad nimi, tworząc między tą dwóją swego rodzaju napięcie. Zwróciła wzrok na wodospad. Czy on też to czuł? I co to w ogóle znaczyło?
Znajome, a jednocześnie obce dźwięki melodii przeszłości pogrywały cichutko w jej głowie.
Powrót do góry Go down
Isao
Nauczyciel
Nauczyciel
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t321-isao-takei#363
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 660


PisanieTemat: Re: Niewielki wodospad leśny   Wto Gru 04, 2012 12:33 am

Isao nie spodziewał się, że w jego obecności Madeline zaczyna sobie coś przypominać. Nadal nie był pewien ile tak właściwie dziewczyna pamięta, ale nie chciał pytać. Nie chciał przypadkiem pociągnąć za nieodpowiednią strunę, która mogła niespodziewanie pęknąć. Musiał być cierpliwy a wszystko okaże się w swoim czasie. Do tematu piosenki, którą zanucił Mad gdy oboje siedzieli przy fontannie, nie zamierzał wracać. Nie widział na razie takiego powodu. Nie był przecież świadom faktu, iż złotooka jedynie kojarzy przez mgłę melodie i ogólne słowa, nie bardzo wiedząc skąd to wszystko brało się w jej głowie i jakie miało znaczenie. Może kiedyś sobie przypomni. Jeśli nie, trudno. Być może to właśnie Takei świadomie lub nieświadomie wszystko jej rozjaśni. Gdybać jednak można sobie w nieskończoność i jedynie przyszłość może pokazać co się tak na prawdę stanie. Póki co, koncentrując się na teraźniejszości, blondyna po prostu zadowalał fakt, iż dziewczyna pamiętała utwory, które teraz słyszała w słuchawkach podłączonych do jego mp4. Jego utwory sprzed lat, o których tak wielu juz zapomniało. A ona nie... Gdzieś w zakątkach jej pamięci czaiła się nie tylko ich melodia a nawet słowa. Dla blondyna na prawdę wiele to znaczyło.
Cóż gusta były różne. Widocznie jednak istniały osoby, którym takie miejsca się nie podobały. Świadczyć o tym mogły liczne demolki, zaśmiecanie i niszczenie podobnych cudów natury, dostępnych powszechnie dla ludzi. Dobrze, że miejsce to nie było zbyt znane. Teraz Isao szczerze obawiał się, że odnajdzie je ktoś, kto sprawi, że wodospad ten dołączy do setek innych zniszczonych obiektów naturalnych. Stąd też brał się pomysł o wybudowaniu domu nieopodal. Nie tylko miałby swój dom w cichym zakątku, ale również mógłby mieć oko na to miejsce. Choć to wszystko mogło nie być takie proste jak mu się w chwili obecnej zdawało. Tak czy owak, cieszył się, że Maddie się tu podobało. W taki właśnie sposób również poznawali się lepiej, odkrywali nieznane dotąd strony drugiej osoby. Isao również dostrzegał fakt, że teraz spotykali się znacznie częściej niż przed laty. Wtedy ich spotkania były przypadkowe i rzadkie, często zaś łowczyni była smutna lub przygnębiona. Teraz było znacznie lepiej. Mieli wiecej czasu dla siebie, więcej czasu na odbudowanie wzajemnych relacji, na lepsze poznanie się. Mogli nadrobić ten stracony czas, te siedem lat rozłąki. Los najwyraźniej dawał im drugą szansę. Dobrze, że jej nie zmarnowali, tak jak chcieli to zrobić na początku. Przecież Maddie początkowo chciała unikać blondyna, on natomiast wyprowadzić się. Gdyby to zrobili, być może byłby to ich największy błąd życia, skreślający ich drogę do szczęścia.
On również czuł, że powoli atmosfera krążąca wokół nich ulega zmianie. I choć nie wiedział jak ją nazwać, czuł, że idzie to w dobrym kierunku. Dobrze, że tym razem głupota nie uderzyła mu do glowy i postanowił posłuchać słów dziewczyny. Wrócił na swoje miejsce, nie psując tym samym niczego i pokazując jej, że nie zawsze jest takim lekceważącym jej słowa gnojkiem. Przyglądał sie jak złotooka przykuca i opuszkami palców dotyka tafli wody, na której tworzyć zaczynają się charakterystyczne kręgi. Nie bał się, że spadnie. Po prostu wiedział, że tak się nie stanie. Mad była zbyt rozważną osobą. Tylko on był taki lekkomyślny i niezdarny. Odwrócił się więc tyłem do niej i zapatrzył na wodospad, kontynuując temat domu. Temat, na który mieli różne spojrzenie, lecz nie kontrastujące ze sobą a dające się połączyć. Uśmiechnął się blado na jej słowa, nieco markotniejąc. Nie patrzył na nią i milczał, dopiero po chwili przerywając ciszę.
- Sam, to oczywiste. - odpowiedział na słyszane tylko przez niego pytanie. Po słowach Madeline poczuł bowiem, że powinien w ten sposób odpowiedzieć. - Z kim miałbym mieszkać? Z mamą? Mieszka na Okinawie i opiekuje się tamtejszą posiadłością. Ojciec prowadzi firmę w Ameryce. Nie mam rodzeństwa. - wyjaśnił, chowając ręce w kieszeniach od spodni. Przymknął oczy, wpatrując się prosto w spadającą wodę, która w zetknięciu z taflą na dole, rozpryskiwała się we wszystkie strony i wytwarzała w tym miejscu coś jak dym lub para. - Dlatego mam nieco inne pojęcie domu bo mieszkam sam.
Nie odwracał się. Słyszał jak Maddie podnosi się, lecz nie patrzył na nią. Nie był więc świadomym jej czynów, chęci dotknięcia go. A szkoda... Wiele dałby by chociaż wiedzieć, że coś w niej zapragnęło nieco zbliżyć się do niego. Tymczasem on wypowiedział słowa, które być może nie powinny wypłynąć z jego ust. Wyleciały one same, czego sam blondyn nie był do końca świadom. Zorientował się dopiero gdy Mad odpowiedziała. Drgnął lekko i odwrócił się w jej stronę. Popatrzył na nią chwilę z niezidentyfikowanym wyrazem twarzy, by zaraz uśmiechnąć się. Ciepło na sercu zrobiło mu się po tych słowach.
- A więc muszę wyprowadzić się na odludzie abyś mnie częściej odwiedzała? - zażartował, zaraz śmiejąc się cicho i krótko. Popatrzył z uśmiechem prosto w piękne, złote oczy Mad. Atmosfera między nimi nabrała nieco magicznego klimatu. Przez to właśnie szarooki poczuł jak jego serce przyspiesza z radości, że są tu we dwójkę sami i mogą cieszyć się sobą nawzajem. - Odwiedzaj mnie. Przychodź kiedy chcesz na ile chcesz. Wiesz, że możesz, prawda? Sprawiasz mi radość każdą wizytą. - zapytał, z niepewną miną wpatrując się w nią. Pochylił się nieco w jej stronę. I nim odwróciła się, wyciągnął dłoń w jej stronę, chcąc pogłaskać ją po głowie lub policzku. W pewnym momencie jednak poczuł niepewność i właśnie to napięcie wiszące nad nimi. Zatrzymał się, zawahał na moment, mrużąc lekko oczy. Zdecydował się jednak zaraz i w końcu na krótką chwilę dotknął ciepłego policzka łowczyni, przejeżdżając po nim swoją zimną dłonią. Zaraz jednak speszył się i zabrał rękę. Tłumaczył sobie, że nie powinien za bardzo się zapędzać. Tak, on również czuł to samo co ona. W przeciwieństwie jednak do Madeline, Takei pamiętał wszystko. Wszystkie wydarzenia sprzed lat, uczucia ich łączące. Umiał też nazwać po imieniu to, co czuł w tej chwili. I choć serce z całych sił krzyczało aby powiedzieć Mad tak wiele znaczące dla niego ,,kocham Cię", rozum zatrzymywał go powtarzając ,,nie, jeszcze nie teraz".
Odwrócił wzrok i również spojrzał na wodospad, tak jak ona w milczeniu wpatrując się w niego ponownie. Po chwili natomiast przykucnął i zmoczył dłoń w wodzie, bawiąc się nią przez chwilę. Dopiero po parunastu lub parudziesięciu sekundach coś do niego dotarło. Wyprostował się nagle i popatrzył na Madeline z przejęciem, nachylając się lekko nad nią. Coś go oświeciło. Coś oczywistego, o czym wcześniej zupełnie zapomniał. Popatrzył na nią chwilę i już miał się odezwać, kiedy zmienił zdanie. Wyprostował się i zdjął szalik oplatający dotąd jego szyję. Zawiązał go na szyi Mad, starając się jej nie udusić, lecz jednocześnie dać maksymalnie dużo ciepła.
- Wybacz, nie pomyślałem. Tu musi być przecież cholernie zimno od wody. Pewnie zmarzłaś. - odezwał się ze zmartwieniem, opatulając jak jak najszczelniej szarym szalikiem. W takich chwilach bardzo żałował, że nie jest człowiekiem. Mógłby ją przytulić, podzielić się swoim ciepłem, ogrzać. Tymczasem był zimny niczym skała lub woda ich otaczająca.

_________________
. . . .
♫ Isao ♫

P i o s e n k i . . z e s p o ł u
1. 2. 3.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Niewielki wodospad leśny   Wto Gru 04, 2012 6:38 pm

Także to czuł? Gdyby Mad wiedziała, pewnie nie zaskoczyłoby jej to. Wszak atmosfera zdawała się nagle zgęstnieć, to było niemal jak fizyczne doznanie, przynajmniej w jej odczuciu. I chyba rzeczywiście wszystko zmierzało w dobrym kierunku. Nie zaczynali znajomości od początku, w pewien sposób Isao nie musiał zdobywać dziewczyny na nowo. Wystarczyło jej trochę czasu i lekkie popchnięcie w jego ramiona, bo to co czuła nie było zwykłą sympatią do przyjaciela. Na razie po prostu nie potrafiła tego zdefiniować.
Poczuła dziwne ukłucie smutku, gdy Isao odpowiedział na jej słowa. Sam. Nie wyobrażała go sobie samego, nigdy. Ale też, jeśli już się nad tym zastanawiała, dochodziła do wniosku, że mieszkał samotnie już od dłuższego czasu. Nie myślała o tym, gdy się spotykali, a kiedy wspominała chłopaka nie uderzało ją to, że czasem mógłby czuć się samotny. Był taki towarzyski, miał pewnie całą masę znajomych. A jednak mieszkał sam. Może jemu to nie przeszkadzało? Chociaż... Mimo że Madeline na niego nie patrzyła, coś w samym głosie wampira sprawiło, iż zaczęła mu współczuć.
W ciszy słuchała jego wyjaśnień, raz po raz przesuwając czubkami palców po wodzie, marszcząc delikatnie kryształową taflę. Ich sytuacje trochę się różniły. Maddie nigdy nie musiała mieszkać sama, zawsze był ktoś, ktoś ważny, bliski, z kim dzieliła miejsce zwane domem. I taki stan rzeczy był dla niej poniekąd oczywisty. Dopiero teraz zastanowiła się nad tym, jak wygląda to z perspektywy Isao. Jego rodzice przebywali w dwóch różnych miejscach, nie miał, jak ona, braci, sióstr. Od biedy mógłby znaleźć sobie współlokatora, ale przecież nie chodziło o to, by mieszkać z kimś na siłę. To tak nie działało. Może, gdyby chłopak przez jakiś czas dzielił apartament z kimś bliskim, miałby o domu takie samo pojęcie jak Maddie. A może nie. Bo przecież ponownie - nie była wcale pewna, że obecny stan rzeczy bardziej mu nie odpowiada. W końcu nie każdy chciał mieszkać z rodziną przez całe życie. Nawet Mad kiedyś się wyprowadzi.
- Jesteś samotny? - spytała cicho. Nie wysilała głosu, wiedząc, że wampir zawsze ją usłyszy. Obserwowała pojedynczy liść, który spadał powoli, wirując w powietrzu, by wreszcie opaść lekko na wodę. Kilka razy w swoim życiu Madeline zaznała samotności. Sęk w tym, że ona potrafiła sobie z nią radzić. Była samodzielna i niezależna. Sama spędzała całe dnie, gdy jeszcze mieszkała w rezydencji wuja. Przyzwyczaiła się, mówią, że do wszystkiego można się przyzwyczaić. Teraz nie wyobrażała sobie, by mogła do tego wrócić, ale dałaby sobie radę.
A Isao? Istota na pierwszy rzut oka tak towarzyska? Czy był samotny? Tego pytania nie zadała sobie nigdy wcześniej, aż dziwne, że nie pomyślała. Oczekiwała odpowiedzi, wiedząc, że ten nie zbędzie jej żartem, czy śmiechem. Potrafił być poważny, to w nim ceniła - te dwie nieustannie przeplatające się natury, dziecka i dorosłego. Dopóki żadna nie brała góry, oczywiście.
Wstała, przypatrując się zarysowi profilu blondyna. Nie, nie dotykała go. Przez chwilę miała taką chęć, ale wciąż się bała. Mógłby to niewłaściwie odebrać, uznać, że dziewczyna się mu narzuca. Nie chciała przekraczać pewnej granicy, póki nie będzie pewna, że tego właśnie chce, i że Isao także tego pragnie. Tak, jak on bowiem nie był pewien, co siedzi w głowie blondynki, tak i dla samej Madeline uczucia chłopaka pozostawały zagadką. On także nigdy nie przekraczał granicy. Może tylko dawał Maddie więcej czasu, a może wcale tego nie chciał? Westchnęła cicho. Chwilami czuła się bardzo zagubiona w tym swoistym labiryncie uczuć i emocji.
- Ostatnio często u ciebie bywam - zaprotestowała z rozbawieniem. - Wprawdzie, głównie po to, by przywracać cię do porządku, ale zawsze coś. - Wzruszyła ramionami, uśmiechając się lekko. Na kolejne słowa wampira jej niepokorne serce zadrżało i zabiło mocniej. Mad odwróciła wzrok, udając zainteresowanie wodospadem, ale ciało zdradziło ją w tym momencie - wbrew woli dziewczyny jej policzki zarumieniły się nieznacznie.
- Dzięki - mruknęła tylko pod nosem, zawzięcie wpatrując się w spienioną lekko wodę. Co to za głupie uczucie, które nagle nią zawładnęło? Nadzieja? Nadzieja na to, że nie wymyśliła sobie całej tej magicznej atmosfery, że jest dla Isao kimś więcej, niż tylko zwyczajną znajomą, że jej własne odczucia są realne, a nie stanowią tylko odbicia wspomnień, które utraciła. W tej chwili drgnęła, bo poczuła na zarumienionym oczliku chłodny dotyk dłoni wampira. Zwróciła na niego spojrzenie bursztynowych tęczówek, spoglądając mu w oczy. Nic nie powiedziała, nie poruszyła się. Po prostu na niego patrzyła, w głębi duszy nie chcąc, by przestawał.
Otrząsnęła się dopiero, gdy cofnął rękę. Odetchnęła głębiej chłodnym powietrzem i uśmiechnęła się, chcąc zamaskować zmieszanie. Ponownie zapadła między nimi cisza, ale tym razem Madeline gorączkowo zastanawiała się, co powiedzieć. Miała chwilowo dość całej tej atmosfery niepewności i napięcia. To nie było w ich stylu, przecież zazwyczaj w swoim towarzystwie czuli się tak swobodnie. To jednak Isao pewnie dość nieświadomie rozładował sytuację.
Zerknęła na niego katem oka, gdy się poruszył, a następnie zaczął zdejmować szalik. Nieco ogłupiała, stała po prostu, przyglądając się, jak oplata jej go wokół szyi wyjątkowo pieczołowicie, z bardzo skupioną miną. Nie wiedzieć czemu nagle ją to rozbawiło. Zaśmiała się cicho, potem nieco głośniej.
- Jest w porządku, naprawdę. Nie musisz się aż tak martwić, potrafię o siebie zadbać - odpowiedziała pogodnie, a całe napięcie jakby z nie uleciało. Swoją drogą, zaciekawiło ją jak to jest z tym odczuwaniem ciepła przez krwiopijców. Czy gdyby Isao włożył rękę do lodowatej wody i trzymał przez kilka minut, również nic by nie poczuł? Niepojęte.
Powrót do góry Go down
Isao
Nauczyciel
Nauczyciel
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t321-isao-takei#363
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 660


PisanieTemat: Re: Niewielki wodospad leśny   Wto Gru 04, 2012 8:20 pm

Tak, on również to czuł. Te napięcie, które powstało między nimi, magiczną atmosferę, jaka wytworzyła się dookoła nich. W jego przypadku temu wszystkiemu towarzyszyło także przyspieszone bicie serca oraz dziwne uczucie w brzuchu. W tamtej chwili w jego sercu zawitało pewne uczucie. Nadzieja? Tak, to właśnie ona podsycała jego serce, które teraz wołało do niezdecydowanego i zagubionego Iska aby wyznał Madeline swoje uczucia. Dobrze jednak, że tym razem jego umysł nie zrobił sobie wolnego (co zdarzało się często, przez co miejsce miały wszelkie dziwne i nieprzemyślane sytuacje), wołając do blondyna aby tego nie robił, aby dał dziewczynie czas. Jeszcze trochę czasu, bowiem i jemu kończyły się siły na to by czekać. Nadzieja była matką głupich, dawała mu siły ale i wykańczała go powoli. Bowiem koło nadziei czaiła się wieczna niepewność. Nie wiedział czy jego starania, fakt, że czekał, przyniosą jakikolwiek efekt. Nie był wszak pewien uczuć Maddie. Nie wiedział czy kiedykolwiek dane im będzie być razem.
Nie wyobrażała go sobie samego? Przecież on zawsze był sam. Odkąd tylko wyprowadził się od matki i zamieszkał w tym mieście, nie dzielił mieszkania z nikim. Gdyby nie związał się z tym miejscem, jego życie wyglądałoby zupełnie inaczej. Wszystko toczyłoby się innym torem, którym toczyło się od jego dzieciństwa. Serce Isao związane byłoby z matką, mieszkającą na Okinawie, lecz co jakiś czas musiałby wyjeżdżać do ojca, do USA. Przy każdym powrocie wysiadałby na innym lotnisku i resztę drogi przemierzał samochodem, zwiedzając różne miejsca swojej ukochanej Japonii. Gdyby żył tak jak kiedyś, z pewnością nie byłby sam. W posiadłości zawsze byłaby matka, która co rano wygrywała piękne melodie na fortepianie. Po domu kręciłaby się służba: sprzątaczki, kucharki, lokaj, ogrodnicy. Wszędzie byłoby tłoczno, żywo. Być może w tej chwili Takei byłby już szefem firmy, którą odziedziczyć miał po ojcu. Być może miałby już żonę, z pewnością wyznaczoną mu przez rodzinę, i gromadkę małych, wampirzych dzieci. Nie żałował jednak. Gdyby nic nie zmienił, nigdy nie poznałby Madeline, Kyubiego, Spadesa, Marceille. Nigdy nie byłby wokalistą swojego drogiego zespołu, nie miałby tylu wspomnień...
Owszem, bywał samotny. Samotność dokuczała mu dość często i różnie sobie z nią radził. Jednak pytanie, jakie padło z ust Mad, zaskoczyło go. Drgnął lekko, a w jego głowie zaraz pojawił się chaos. Co miał jej odpowiedzieć? Nie wiedział. Myśli mieszały mu się, tworząc jeden wielki kłębek.
- Byłem przez te siedem lat. - wyrwało mu się cicho. Miał jeszcze dodać ,,dopóki nie pojawiłaś się Ty”, jednak całe szczęście ugryzł się w język. To byłoby zbyt wiele. Tymi słowami jedynie niepotrzebnie namieszałby, być może psując to wszystko, co teraz między nimi krążyło. Złapał głęboki oddech. – Kiedy po tych latach wróciłem tu, byłem już zupełnie sam. Stare znajomości prysły, nie miałem tu już nikogo. - dodał, celowo używając czasu przeszłego. Nie wiedział co dodać jeszcze, więc nie dodawał już nic. Liczył na fakt, iż złotooka sama domyśli się dalszej części. Chodziło mu bowiem o to, że to właśnie jej powrót ratował go od całkowitej samotności. A tak łatwo mógł się od niej wyzwolić... Mógł wrócić do matki, znaleźć sobie jakiegoś współlokatora. Nie chciał jednak. Nie chciał być z daleka od tej dziewczyny, nie chciał mieszkać z nikim obcym. W głębi serca marzył, że to właśnie ona będzie z nim dzielić mieszkanie. Choć w tej chwili owe marzenie zdawało mu się całkowicie nierealne, zbyt śmiałe i niemożliwe do spełnienia.
Gdyby Isao tylko znał jej myśli! W tej chwili wiele by dał aby posiadac dar, którym został obdarzony Kyubi. Ileż ułatwiłoby to zarówno jemu jak i Madeline, która teraz sama nie wiedziała co ma o tym wszystkim myśleć. Od razu wybiłby jej z głowy myśl o tym, że nie chciał aby ich znajomość posunęła się dalej. On nie myślał o niczym innych, wykazując się wielką siłą woli, skoro jeszcze nie wyznał jej uczuć, nie pocałował jej, nie objął. Sam był z siebie dumny...
- To nic, taki powód też może być. Każdy jest dobry. - mruknął cicho, uśmiechając się wesoło. Po chwili jednak, gdy tylko Mad się odwróciła, nie mógł się pohamować. Zwłaszcza gdy dojrzał owy rumieniec, który zawitał na jej policzkach. Zawsze uwielbiał patrzeć w jej piękne oczy, oglądać śmiech, zarumienione policzki. Zawsze miał słabość do wszystkich tych rzeczy. W tej chwili nie było inaczej. Wprost nie mógł powstrzymać się aby nie dotknąć jej zaczerwienionej skóry. I zrobił to, z początku przesuwając po niej opuszkami palców, potem wnętrzem dłoni delikatnie głaszcząc ją po policzku. Gdy popatrzyła mu w oczy, drgnął prawie niewidocznie, czując jak jego serce zaczyna walić niczym szalone. Patrząc prosto w jej tęczówki, czuł jak wszystko zaczyna wariować, wszystkie myśli i uczucia w jego głowie stały się chaosem. Zupełnie odruchowo zaczął przechylać się w jej stronę. Przyciągała go... W tej chwili przypomniał sobie bowiem smak jej ust, który poczuł po tylu latach w pierwszym dniu ich spotkania. Zapragnął odświeżyć to uczucie, jeszcze raz to powtórzyć. Nachylił się w jej stronę, zbliżając się coraz bardziej. Całe szczęście w pewnym momencie odzyskał zdolność myślenia. Zamarł i zaraz wyprostował się, odsuwając dłoń od twarzy Mad. Speszony odwrócił wzrok, zaraz przykucając i bawiąc się wodą. Próbował się uspokoić, ale wstał równie szybko, co i przykucnął. Zaraz gorączkowo zaczął zawiązywać szalik na szyi Maddie. Nie mógł pozwolić aby mu się przeziębiła! Robił to w całkowitym skupieniu, a w jego oczach widoczne było przejęcie. Drgnął więc nieco zaskoczony, kiedy nagle dziewczyna zaczęła się śmiać. Spojrzał na nią pytająco, ale zaraz uśmiechnął się i również zaśmiał cicho i krótko.
- Ale ja również chcę czasem zadbać o Ciebie, tak jak Ty dbasz o mnie. Tylko ja nie odczuwam temperatur tak jak wy. Musisz mi wiec mówić kiedy gdzieś jest chłodno. - odezwał się, poprawiając jeszcze szalik. Po tym odsunął się nieco i popatrzyła na swoje dzieło, oceniając je. Zaraz na jego ustach pojawił się zadowolony uśmiech, który poszerzył się momentalnie. – Do twarzy Ci w tym szaliku. - skomplementował ją, po czym wyprostował się i rozejrzał. Przeciągnął się, zmierzwił swoje długawe włosy, po czym uśmiechnął wesoło. I tak cała wcześniejsza atmosfera prysła. – Chcesz tu dalej postać czy wolisz popatrzeć na to z innej perspektywy? A może chcesz już wracać?

_________________
. . . .
♫ Isao ♫

P i o s e n k i . . z e s p o ł u
1. 2. 3.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Niewielki wodospad leśny   Wto Gru 04, 2012 10:19 pm

Nie to, że nie potrafiła sobie wyobrazić Isao samego. Po prostu nigdy o tym nie myślała, nigdy nie zastanawiała się, co dzieje się w apartamencie chłopaka po jej wyjściu, co on sam robi, kiedy się z nią rozstawał. Myślała o nim bardzo często, nigdy jednak nawet przez myśl jej nie przeszło, iż mógłby się czuć samotny. To było dziwne w porównaniu z jego pozytywnym nastawieniem i energią, którą zwykł tryskać. Ponownie przekonywała się, jak niewiele o nim wie. Cóż jednak, skoro dostali drugą szansę, należało to wykorzystać. Mogli spotykać się częściej, więcej rozmawiać i zwyczajnie poznawać się - tak, jak to powinno być od początku.
Z drugiej strony, można być samemu i nigdy nie czuć się samotnie. Mad podczas gdy mieszkała u wujka była tego doskonałym przykładem. Mężczyzna pracował całe dnie, a nierzadko i noce, pozostawiając swoją siostrzenicę w rezydencji, ale ta zwykle zatracała się w książkach i nauce, nawet nie zauważając upływającego czasu. Co jednak, jeśli z Isao sprawa przedstawiała się zupełnie odwrotnie? Może ten towarzyski wampir, posiadający mnóstwo znajomych, czuł się samotny będąc w tłumie? Dlatego zadała mu to pytanie. Chciała wiedzieć... nawet jeśli odpowiedź miała ją zasmucić. Bowiem, jeśli blondyn potwierdzi, Maddie z pewnością poczuje się źle wiedząc, że akurat w tej kwestii nie może mu pomóc. Przecież ot tak nie wprowadzi się do jego mieszkania! Nawet, gdyby byli razem - jest to dość poważnym krokiem, więc nie ma sensu o tym dywagować.
Przymknęła powieki, słysząc jego słowa. Przez siedem lat. Ona zniknęła na siedem lat, a Isao był samotny. Czy te dwie sprawy miały związek? Wszystko wskazywało, że tak. Potem jednak wampir dodał coś jeszcze i dziewczyna pokiwała ze zrozumieniem głową. Wiedziała co czuł, wracając do znajomego miasta, w którym nie ostał się nikt bliski. Sama przeżywała to codziennie, a gdyby nie miała Isao i Marcusa - z pewnością załamałaby się.
- Znam to uczucie - szepnęła, nie odwracając wzroku od wody.
Teraz mieli jednak możliwość na nowo nawiązywać znajomości, przy czym chłopak mógł także odświeżyć kilka starych. Ciekawe, czy już spotkał się z dawnym przyjacielem, basistą w zespole. Nie przyszło jej do głowy, by spytać, może później.
W każdym razie, Maddie rzeczywiście domyśliła się tego, czego chłopak nie powiedział na głos. Być może był to niezamierzony skutek jego wypowiedzi, ale w pewien sposób poczuła się odpowiedzialna, miała wrażenie, że im częściej będzie się w nim widywała, tym rzadziej on będzie siedział sam w mieszkaniu. Z tym, że nie powinna brać na siebie takiej odpowiedzialności. Miała przecież szkołę i pracę, i oświatę, i rodzinę. Wszystko to wymagało jej uwagi. Uznała wszakże, iż nie od rzeczy będzie, jeśli w każdej wolnej chwili napisze do wampira, sprawdzi co u niego, a może przy okazji także nawiedzi go w apartamentowcu. Zwłaszcza, że sam wyraźnie ją zapraszał.
Poczuła delikatne mrowienie w miejscu, gdzie dłoń Isao zetknęła się z jej skórą. Bardzo przyjemne uczucie... Napięcie między tą dwójką zdawało się sięgać zenitu. Mad zwróciła na niego złote spojrzenie, nie czując w tej chwili potrzeby mówienia czegokolwiek. Chciała jedynie, by nadal ją dotykał, głaskał, by patrzył na nią w ten sposób... jakby była jedyną kobietą na świecie. Mimowolnie przysunęła się do niego, gdy i on zaczął nachylać się w jej stronę. Nawet nie zdawała sobie z tego sprawy, ot, przyciąganie było zbyt silne, by mogła się temu oprzeć. Kto wie, co stałoby się, gdyby Isao nie opanował się za nich oboje. Czy Madeline wreszcie uświadomiłaby sobie, że kocha blondyna, czy raczej przestraszyła się i wycofała?
Szczęściem, chłopak zachował nieco przytomności umysłu, odsuwając się dość gwałtownie, przez co nastrój prysnął. Mad zamrugała i odetchnęła cicho z ulgą. Mimo wszystko nadal miała mętlik w głowie i nie była jeszcze gotowa, by posunąć się dalej. Będzie musiała jednak szybko zdefiniować swoje uczucia, bo chociaż Isao był bardzo wyrozumiały, nie powinna wystawiać jego cierpliwości na ciągłe próby. To zwyczajnie nie było fair.
- Oczywiście - zgodziła się, z przyjemnością wtulając twarz w szalik i wdychając zapach charakterystyczny dla jego właściciela. Wprawdzie, wcześniej wcale nie odczuwała chłodu, teraz jednak dodatkowe źródło ciepła okazało się całkiem przydatne. Najwyraźniej i ona zwykle zapominała o tym, iż gdzieś jest zimno. Tak się skupiała na wszystkim i wszystkich dookoła, że jak zwykle zapominała o sobie.
- No ba, ładnemu we wszystkim ładnie - zaśmiała się ponownie, przeczesując palcami złote sploty włosów. Nad odpowiedzią na pytanie Isao nie musiała się długo zastanawiać. Nie chciała jeszcze wracać, wszak byli tu tak krótko!
- Moglibyśmy się jeszcze przejść po okolicy - zaproponowała. Sekundę później dobiegło ją brzęczenie komórki. Przeprosiła cicho chłopaka, po czym zerknęła na komórkę. Nie była tego świadoma, ale pobladła lekko, a coś w środku ścisnęło ją ze strachu.
- Albo... wiesz, będę musiała wracać. Myślę, że coś wydarzyło się w Oświacie, chyba powinnam tam być. Przepraszam - zakończyła nieco płaczliwie, unosząc wzrok na towarzysza. Nie chciała, by to tak się skończyło, ale nie miała wyboru. Tak samo, jak w każdej chwili przerwałaby spotkanie z Marcusem, gdyby Isao coś się stało.
- Odwieziesz mnie do centrum? - spytała, jednocześnie odpisując łowcy. Nawet nie zdawała sobie sprawy, jakie zdziwienie ogarnęło go, gdy dostał odpowiedź. Dla niego prawie na sto procent była martwa. Ale cóż, zdarzało się jej o tym zapominać.

Powrót do góry Go down
Isao
Nauczyciel
Nauczyciel
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t321-isao-takei#363
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 660


PisanieTemat: Re: Niewielki wodospad leśny   Sro Gru 05, 2012 12:38 am

Tak, dziewczyna idealnie kojarzyła fakty. Czuł się samotny przez ostatnie siedem lat. Cholernie samotny. A to właśnie dlatego, że nie było przy nim jej. To właśnie jej obecność była dla niego najważniejsza. Nawet jeśli miałby się widywać tylko z Madeline, już byłby szczęśliwy. Być może był w nią zbyt zapatrzony. Cóż się jednak dziwić po tym wszystkim co się stało? Przez siedem lat myślał, że Maddie nie żyje i przez te siedem lat ciągle ją kochał...
- Tak, wiem. - odpowiedział na jej słowa ciepłym tonem. Już parę razy próbował zastanowić się jak Mad może się czuć. Jemu było ciężko, Marcusowi było ciężko, jednak to wszystko było niczym w porównaniu z tym jak ciężko musiało być jej. Obudziła się w jakimś szpitalu po siedmiu latach, dowiedziała się, że była uznana za zmarłą. Wszyscy sądzili, że już nie żyje, wszyscy zdążyli się postarzyć przez ten czas i o niej zapomnieć. Właściwie miała tylko rodzinę i Isao, który również nie zmienił się nic przez te wszystkie lata... Jak to na wampira przystało.
- Ale pamiętaj, że masz mnie. Wystarczy tylko jedno słowo a dotrzymam Ci towarzystwa i pomogę w czym tylko będziesz chciała. - Posłał jej ciepły uśmiech, nieświadomie przekręcając lekko głowę na bok. Mogła nie wiedzieć o uczuciu, jakim ją darzył. Chciał jednak aby wiedziała, że zawsze może na niego liczyć. Zrobiłby dla niej wszystko, nie ważne jakich poświęceń by to od niego wymagało. Była jego całym światem... Gdyby mógł, spędzałby z nią całe dnie. Nie było to jednak możliwe. Zarówno ona, jak i on, mieli swoje własne życie, swoje sprawy. Nie mógł zajmować całego jej czasu i szanował to. Ba, nawet przez myśl mu nie przeszło aby przekroczyć te granice.
Tymczasem napięcie wokół nich nagle wzrosło. Głaskał ją po ciepłej twarzy, patrzyli sobie w oczy. Wyraźnie czuł jak jego serce wariuje. Nie mógł się oprzeć. Czuł bardzo silne przyciąganie do ukochanej dziewczyny, z całych sił pragnął ją objąć, dotknąć, pocałować, mieć tylko dla siebie. W tamtej chwili nie myślał o konsekwencjach. Zapomniał o swoim postanowieniu. A przecież chciał dać jej jeszcze trochę czasu, nie popędzać niczego aby jej nie wystraszyć. Dobrze, że w danej chwili się ocknął, bo nawet jeśli Madeline również czuła owe przyciąganie, skutki tego wszystkiego mogły być dośc nieprzyjemne. Odsunął się i zmieszany odwrócił wzrok. Potrzebował chwili aby ochłonąć, bowiem dalej miał niesamowity mętlik w głowie. Ale lecimy dalej...
Przymknął oczy i uśmiechnął się, widząc jak wtula się w jego szalik. Widocznie postąpił dobrze. Choć w ten sposób mógł dostarczyć jej trochę więcej ciepła, zadbać o nią tak jak ona dbała o niego. Prosty sposób, a jakie efekty. Do tego niesamowicie zadowalał go fakt, że miała na sobie jego rzecz. Nie wiedział czy mieli tak wszyscy faceci, czy była to tylko jego dziwna cecha, jednak zawsze lubił jak dziewczyny nosiły jego ubrania. Ale nie byle jakie dziewczyny a tylko te dla niego najważniejsze. Czyli właśnie Madeline.
- Zgadza się. Chociaż w worku na kartofle nieciekawie byś wyglądała. – zażartował. Zaśmiał się i figlarnie wystawił język w jej stronę. Wtedy także zadał pytanie odnośnie tego, co teraz będą robić. Miał jeszcze sporo pomysłów. Bardzo cieszyła go myśl spędzenia z Maddie jeszcze więcej czasu. Już miał się odezwać, zgodzić się i zabrać ją z tego głazu, kiedy usłyszał, że do dziewczyny najwyraźniej przyszedł sms. Zmrużył oczy widząc jak nagle pobladła. Co do cholery tam wyczytała? Aż się wystraszył, że mu zemdleje, więc przysunął się nieco bliżej. Cholera... Czemu trafiło się jej kolejne nieszczęście? Czy los nie skrzywdził jej już wystarczająco? Najwyraźniej nie, skoro nadal podsuwał jej kolejne kłody pod nogi. Szarooki pokiwał głową z poważną miną.
- Oczywiście, że Cię odwiozę. Nie masz mnie za co przepraszać, przecież to nie Twoja wina. Chodźmy, skoro coś się stało, nie ma czasu do stracenia. – w tej samej chwili już podnosił ją, biorąc na ręce. Zwinnie przeskoczył z głazu na oddalony nieco brzeg i biegiem zagłębił się między drzewa. Przycisnął ją nieco mocniej do siebie, aby nie odczuwała tak szybkiego poruszania się. Wampiry, jako istoty znacznie zwinniejsze i silniejsze, potrafiły dalej skakac a także szybciej biegać. Skoro zaś stało się coś złego, ważnym było aby złotooka jak najszybciej znalazła się w domu. Nie mieli czasu na błąkanie się po lesie, gdyby zaś Mad szła samodzielnie i spieszyła się, bardzo łatwo mogła się potknąć (wszak były to niewydeptane tereny) i zrobić sobie krzywdę. Tym sposobem bardzo szybko znaleźli się przy samochodzie. Isao postawił dziewczynę na ziemi i otworzył jej drzwi od strony pasażera. Zaraz zajął tez swoje miejsce i ruszył z piskiem opon. Gdy jednak wjechali do miasta nie szarżował już tak, mając na uwadze bezpieczeństwo łowczyni. Wysadził ją tam gdzie chciała, pożegnał się i odjechał prosząc aby napisała do niego gdy tylko będzie mogła. Sam przez resztę dnia zamartwiał się o Mad...

zt x2

_________________
. . . .
♫ Isao ♫

P i o s e n k i . . z e s p o ł u
1. 2. 3.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Niewielki wodospad leśny   Wto Kwi 30, 2013 9:11 pm

Jej Pan spakował ją ładnie ubraną w sukieneczkę i kocie uszka wraz z obróżką do kartonowego pudełka z jednym małym otworkiem przez który dostawało się świeże powietrze. Podał jej coś na sen by dziewczyna nie wiedziała co się dzieje uprzednio czyszcząc jej pamięć zostawiając jedynie garstkę niezbędny jak i podstawowych informacji. Do pudełka dorzucił też instrukcje jak należy się posługiwać mała Neko, a na pudle znajdował się wielki napis „Zabawka dla tego, który znajdzie”
Pudełko zostawił poczym uciekł. Ciekawe tylko czy ktoś je znajdzie.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Niewielki wodospad leśny   Wto Kwi 30, 2013 9:28 pm

Hannibal kroczył leśnymi ścieżkami z wprawą godną prawdziwego myśliwego. Wyglądał na bardzo pewnego siebie i zupełnie jakby nic mu tu nie groziło. Chociaż patrząc po obstawie jaką ze sobą wziął faktycznie nie wiele mogło mu zagrozić. Brzytwiarz człapał za nim bardzo powoli, ciągnąć za sobą ogromny nóż i czekając na jakieś polecenia.
Doktorek nie był głupi. Wyszedł tutaj w poszukiwaniu kilku naturalnych ziół, których nie mógł z różnych przyczyn wyhodować u siebie w laboratorium, ale wiedział, że w obecnych czasach samotne spacery nie są zbyt mądre. Dlatego właśnie wziął ze sobą ochronę w postaci tego wielkiego trupiego golema.
Kiedy tak sobie chadzał to tu to tam, zgrabnie omijając pajęczyny i wielkie pokrzywy w poszukiwaniu interesujących go roślin zauważył coś niecodziennego. Pudełko. Całkiem spore pudełko. W pierwszej chwili prychnął tylko pogardliwie mamrocząc coś pod nosem, że ludzie wszędzie wyrzucają już swoje śmieci. Ciekawość była jednak trudna do pokonania.
Jakież było jego zdziwienie kiedy zobaczył wewnątrz dziewczynę! Z diabelskim uśmiechem nakazał Brzytwiarzowi wziąć pudło po czym razem wrócili do dworu.

z/t
Powrót do góry Go down
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Niewielki wodospad leśny   Wto Cze 18, 2013 12:59 pm

Nie było sensu się nigdzie spieszyć...
Do nowego domu także nie ma po co wracać, stał pusty i wcale nie kojarzył się z rodzinnym ciepłem, jakiego brak młodej dziewczynie. Dla niej dom zawsze będzie tam, gdzie jest prawdziwy ojciec, nie zastępczy opiekun. Jednak wyboru nie miała, zmuszona do opuszczenia Domu dziecka, musi znieść mieszkanie z całkiem obcym mężczyzną, który na dodatek zaginął i nie daje bez oznak życia. Co ma myśleć? Nawet nie miała ochoty się zamartwiać.
Powędrowała prosto do lasu. Nie miała określonego celu podróży, szukała miejsca które idealnie się nada na spoczynek i wykonywanie nowych szkiców. Zawsze nosi przy sobie szkicownik i ołówek bo liczyła na naprawę ładne miejsce. Oczywiście miała szczęście: po dłuższej wędrówce usłyszała szum wody i kierując się źródłem dźwięku, dotarła do wodospadu. Idealnego miejsca w lesie znaleźć nie mogła.
Usiadła pod najgrubszym drzewem, jak najbliżej wodospadu i szybko otworzyła blok. Przeleciała przez kilka rysunków, które głównie przedstawiały samoloty oraz drapieżne ptaki. Także miała portret ojca - niestety niedokończony bowiem w tym dniu odebrano ją od jedynego rodzica. Wpatrywała się w ciszy w rysunek, lecz na co wspominać? Otrząsnęła się i po chwili powróciła do swojej czynności. Znalazła czystą kartkę i zaczęła szkicować wodospad. Chwila relaksu i już cały stres odchodził w zapomnienie.
Powrót do góry Go down
Dastan
Dastan
Dastan
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t502-dastan
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 488


PisanieTemat: Re: Niewielki wodospad leśny   Wto Cze 18, 2013 2:07 pm

Wampir także wychodził z założenia, że nie ma po co się spieszyć. Szczególnie, że i tak nic specjalnego do roboty nie miał. Narzeczona przepadała, w Akademii wciąż nudno, nie miał zatem komu podokuczać. Ostatnio zajął się na poważnie rozmyślaniem o założeniu jakiegoś własnego biznesu. Nie widział żadnego sensu w kończeniu Akademii, która i tak nie przynosiła żadnych skutków edukacyjnych, a już tym bardziej jeśli chodziło a rozwiązanie pokojowe między ludźmi, a wampirami. Doprawdy, było to irracjonalnie niemożliwe. Wampir trzymając rękę na pulsie i o wszystkim sami decydują. Największe zamieszanie z zaginionymi uczennicami zrobił on sam, ale jakoś nie zamierzał się do tego faktu przyznawać. Na cóż komu ta wiedza. Nie da się przywrócić do życia umarłych.
Nim dotarł do Hiro, aby oddać mu samochód, który jedynie pożyczył, zboczył ze swojej ścieżki i udał się na mały spacer w celu... Właściwie nie miał żadnego celu. Wcisnął dłonie w kieszenie, jakby sprawdzając czy coś w nich jeszcze miał. Nie odnalazł niczego, co mogłoby go zainteresować, więc udał się między drzewami, nie kierując się ścieżką. Przedzierał się samodzielnie między chaszczami, kierując się w stronę dźwięku wodospadu. Często tutaj bywał jako dziecko z siostrą i dawno tutaj nie był. Ciekaw był czy drzewa już się odrodziły po pożarze jaki nieumyślnie wywołał. Dotarł wreszcie do wodospadu, wyczuwając obcym ludzki zapach. Czyżby przekąska? Złocistymi źrenicami namierzył dziewczynę siedzącą pod drzewem. Bezszelestnie do niej podpłynął, zachodząc dziewczynę od tyłu. Spojrzał na szkic jaki tworzyła, po czym wybuchnął udawanym, rozbawionym śmiechem.
- Nazywasz to sztuką?
Nie miał komu dokuczać, to padło na biedną półsierotę. Poniekąd przypominała mu Mayę.
- Brakuje Ci finezji w ruchach.
Stwierdził "spec", bo przecież na rysunku to on się znał tak jak dupa na sraniu.

_________________
Powrót do góry Go down
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Niewielki wodospad leśny   Wto Cze 18, 2013 2:25 pm

Pochłonięta rysunkiem i wpatrywaniem w wodospad, zapomniała o otaczającym ją świecie. Nawet nie usłyszała, jak ktoś podszedł i w chamski sposób zerknął na jej szkicownik. Dziewczyna drgnęła gwałtownie, zamykając blok z rysunkami. Odwróciła swoje bursztynowe spojrzenie na twarz chłopaka, jaki miał czelność ją przestraszyć i skrytykować. Ciekawe czy sam coś potrafi stworzyć, bo jak na razie to pokazał się talentem do zaczepiania obcych sobie osób. Zmarszczyła brwi i zaciśnięła wargi w wąską linie. Poprawiła swój szalik z którym nigdy nie potrafiła się rozstać. - Krytykujesz, a sam potrafisz narysować cokolwiek? - odwarknęła, otwierając na nowo szkicownik na wodospadzie. Alison ma talent plastyczny i rysuje niemal idealnie, więc czego się czepiał? Może jest jakimś fanatykiem nowoczesnej sztuki, gdzie to kwadrat, trójkąt zawierają niby coś fantastycznego? Dla dziewczyny tradycyjne rysunki są sztuką, no ale cudzego gustu nie powinno się krytykować, poza tym Alison jest przyzwyczajona do przykrości ze strony innych.
- W ogóle to stąd idź, byłam tutaj pierwsza i nie chcę, mieć nad głową rozpuszczonych darmozjadów. - Słowna pełne gniewu wyszły z jej ust, nie mając w prawdzie pojęcia z kim ma do czynienia, wszak w wampiry nie wierzy.
Wznowiła rysowanie, zapominając o komarze, jaki ją nawiedził. Liczyła, że zostawi w spokoju tak nudną oraz niechętną na żadne gadki szmatki osobę. Zwykle dziewczyny takie jak ona miały najgorzej wśród innej młodzieży...
Powrót do góry Go down
Dastan
Dastan
Dastan
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t502-dastan
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 488


PisanieTemat: Re: Niewielki wodospad leśny   Wto Cze 18, 2013 3:38 pm

Dastan nawet nie obserwował dziewczyny. Podszedł do niej od razu, wyraźnie ją zaskoczywszy nagłym pojawieniem się. Brakowało tylko charakterystycznego "buu", które bywają wypowiadane przez seryjnych morderców przed popełnieniem kolejnego przestępstwa.
Słyszał przyspieszone bicie serca ludzkiej istoty, szum krwi w uszach i w każdej żyłce z osobna. Dostrzegał także ich zarys na skórze, jakby samemu, poprzez samo spojrzenie, mógł dostrzec każdy organ wewnętrzny nieznajomej. Spoglądał na nią z wyraźną chęcią zakosztowania krwi. Musiał być ostrożny, nie chciał za bardzo przestraszyć swojej ofiary. Choć znając obecne czasy, na pewno wiedziała o istnieniu krwiopijców.
Dopiero słowa Alison otrzeźwiły umysł wampira. Spojrzał na nią mętnymi źrenicami, spoglądając na zamknięty już blok rysunkowy. Czy umiał rysować? Cz on umiał?! Oczywiście, że nie! Dlaczego miałby umieć? Gdyby umiał, nie wytykałby tego innym ludziom i całą zabawę chuj by strzelił!
- Jasne. Tylko patrz.
Nachylił się do niej tak nisko, iż czuł oddech na sobie. Ona natomiast nic nie czuła. Wampir przecież nie oddychał, nie unosił nawet klatki piersiowej. Musiał wstrzymać oddech, inaczej byłaby już martwa. Wyrwał ołóweczek z dziewczęcych rączek, otwierając brulion na jakiejś czystej stronicy. Narysował na niej prawdziwe arcydzieło, a mianowicie serce! Normalnie można mu zazdrościć takiego beztalencia. Kształt serca był bardzo symetryczny, do tego zrobiło go w 3D i nałożył cień. Według niego obrazek nadawał się do Luwru w Paryżu, a to co rysowała owa pannica, mogło pójść jedynie na śmieci.
- Widzisz? Spójrz, o wiele piękniejsze od Twojego.
Oczywistą oczywistością było przecież to, że Dastan był koneserem... sztuki. Wszelakiej.
Miał stąd iść? Ryknął złośliwym śmiechem, prosto do ucha dziewoi.
- Nie chce mi się.
Odpowiedział i usiadł sobie... na kolanach dziewczyny. A właściwie to się na nich położył cielskiem. Jeśli ta będzie chciała go zrzucić, Dastan się nie da zrzucić. Ułożył się tak, że kolana Alison były pod lędźwiami wampira.
- Czyż nie jest Ci tak wygodnie, ma chéri?
Znał francuski? A gdzież tam! Trzeba było przyznać, że chłopak miał naprawdę świetny humor.

_________________
Powrót do góry Go down
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Niewielki wodospad leśny   Wto Cze 18, 2013 5:01 pm

Nie miała pojęcia o istnieniu wampirów i jakoś nie dociekała do odkrycia prawdy. Wolała żyć w swoim małym świecie marzeń i nie dać się zwariować przez świat zmanipulowany pieniądzem oraz zawładniętym przez groźne istoty. Nie dla niej to wszystko...
Jeśli dowiedziała by się jakie myśli ma przybyły chłopak, z całą pewnością by się wycofała. Jak każdy rozsądny osobnik, szanujący w jakikolwiek sposób swoje życie, nie zamierzał zostać przekąską dla wampira. Poza tym mało to zwierzątek po lesie biega?
Szczerze? Wątpiła w jego talent. Był zbyt wredny i kpił sobie ze wspaniałego rysunku, jakby zazdroszcząc. Co innego jakby mówił prawdę, a tak? Z samego siebie zrobił błazna.
Jak tylko nachylił się do niej, dostrzegła ten brak oddechu i chłód, nienaturalny chłód bijący od ciała chłopaka. Może był bardzo chory, a ona tak zaczęła nim pomiatać. Alison niestety posiadała sumienie, w dodatku bardzo silne i ogromne, więc poczuła się naprawdę głupio. Lecz to nie znaczy iż ma dać sobą pomiatać, także ma uczucia i nie wolno ich nikomu zranić. Nie zdążyła zaprotestować podczas odebrania jej rysownika. Westchnęła ciężko, patrząc co takiego ma zamiar narysować. Serce?
- Każdy głupi tak potrafi. - Skomentowała szorstko, a na jego słowa pokręciła głową z zażenowaniem. Co za samolubny dzieciak... Aż tak ma źle w życiu, że musi wyładowywać swoje nerwy na innych?
Śmiech w całe się jej nie spodobał. Alison naprawdę poczuła zdenerwowanie i nawet wyczulony na bicie serca Dastan, mógł usłyszeć jak ono przyspiesza. W dodatku bez żadnych skrupułów położył się na jej nogach. Nie jest żadną stron women i ciężar chłopaka stawał się nie do zniesienia.
- Żarty sobie robisz? Złaź ze mnie! - Krzyknęła ostro, zaczynając okładać pięściami ciało natrętnego blondyna. Czego od niej chciał? Nawet jej nie znał! Jeśli to nie podziała, Alison odnajdzie swój ołówek i wymierzy jego ostrą końcówkę w bok drania. Oczywiście nie nabić, a ukuć.
Powrót do góry Go down
Dastan
Dastan
Dastan
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t502-dastan
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 488


PisanieTemat: Re: Niewielki wodospad leśny   Wto Cze 18, 2013 6:37 pm

Biedna niewiasta nie miała zielonego pojęcia o tym, kogo właśnie spotkała na swojej drodze. A raczej, któż taki napatoczył się na ścieżkę osamotnienia. Blondas nie chciał wcale poznawać imienia owej dziewczyny. Nie przywiązywał się, nie chciał nic o niej wiedzieć, a już sama rozmową z Alison podpowiadała mu kilka ciekawych rzeczy. Interesowała się sztuką, całkiem ładnie rysowała, a na pewno miała talent, który rozwijała, typ samotniczki i wyglądała na smutną. Nie to, żeby szlachetny przejmował się jakąś ludzką istotą, po prostu już zdążył się tyle o niej dowiedzieć z samej obserwacji. A po poznaniu imienia niewiasty stanie się już jedną, kolejną ofiarą. Wolał zatem tego uniknąć i z samolubnej zachcianki zapełnić swoją chwilową samotność.
Niczego nie zazdrościł tej kruchej istotce. Bo cóż że ona miała w sobie takiego? Kruchość? Słabość? Podatność na choroby i upływ czasu? Talent jaki posiadała miała się nijak do bezcelowości życia. Zawsze ktoś będzie ponad nią. Nigdy w pełni wolna nie będzie, w końcu rządzi nią państwo. A wampiry są panami samych siebie. Nawet podatków płacić nie muszą! Kto im każe? Wystarczy pozbawić życia delikwenta i tyle.
- Niewiasto, dla własnego bezpieczeństwa nie obrażaj mnie.
Wysyczał złowrogo prosto do ucha dziewczyny, biorąc kilka kosmyków włosów w swoje palce. Owinął je wokół palca, po czym puścił, patrząc jak lekko się zawijają ku górze i znów opadając, całkowicie proste.
Miał w nosie, że nóżki panny dziewanny zdrętwiały. Jemu było tak doskonale, więc nie reagował na jej piski, wrzaski i szarpaniny. Nie dał się zrzucić. Zaraz złapał ją za delikatne nadgarstki i przyciągnął ku sobie, spoglądając na nią groźnymi, karmazynowymi źrenicami, które zmieniły swoją barwę gwałtownie. To także mogła zaobserwować. Ścisnął w jednej ręce dłonie Alison, a palcem wskazującym drugiej ręki położył na wargach ludzkiej istoty.
- Jaka Ty głośna!
Warknął wyraźnie rozeźlony, ukazując wreszcie swoją mroczną stronę. Obnażył kły i warknął na nią, przyciągając w swoją stronę. Oblizał zachłannie wargi, powarkując z niezadowolenia, coś jeszcze mamrocząc pod nosem.
- Zamknij się, jeśli nie chcesz stracić rączek.
Wypuścił ją ze swojego uścisku, wygodniej układając się na nogach dziewczyny. Zniżył się teraz tak, iż tylko głowa Dastana spoczywała na kolanach. Przymknął oczy, rozkoszując się zapachem Alison. W pewnym momencie sięgnął po jej dłoń i pazurem przeciął skórę w poprzek, tuż pod zgięciem łokcia. Spojrzał na nią, uśmiechnąwszy się podle. Doprawdy, jak nasza urocza dziewnna na to zareaguje?

_________________
Powrót do góry Go down
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Niewielki wodospad leśny   Wto Cze 18, 2013 7:55 pm

Skoro to tylko chęć uniknięcia samotności, dlaczego tak niemiło ją traktuje? Nie miałaby nic przeciwko gdyby po prostu sobie usiadła obok niej i delektował się czyjąś obecnością. A tak? Tylko jedna strona zadowolona, więc Dastan i tak spełniał swoje samolubne pragnienie. Nic ze wzajemnością.
No tak, ona nie jest tak idealna, jak wampir. Chociaż w przeciwieństwie do niego ma coś tak cennego, jak uczucia. Tego z całą pewnością brakuje nie znajomemu, a jeśli je ma, to głęboko zakopane i boi się ich pokazać. Co takiego trzeba przeżyć, żeby być tak zimną i wyrachowaną istotą? W każdym bądź razie ona nie ma pojęcia z kim ma do czynienia, nawet nie chciała wiedzieć. Pragnęła jedynie świętego spokoju.
Zamarła słysząc groźbę. Kto na nią trafił? Jakiś czubek! Ojciec nie raz opowiadał, jak u niego w pracy, zdarzali się szaleni piloci. Albo jak mieli włamanie i przestępca groził bronią... ten chłopak także jest zły? Oczywiście wygląda na kogoś, kto może uczynić krzywdę, lecz nie należy oceniać po pozorach. A tu proszę, czasami powinna posłuchać rozsądku.
Nie obroniła się słowem. Zgromiła go jedynie spojrzeniem, kiedy dotknął jej włosów, odepchnęła jego rękę. Obcy nie będzie jej dotykał, zresztą i tak już naruszył strefę prywatności. No i właśnie na takie zbliżenie nie pomogło jej protesty, było jeszcze gorzej.
Złapana za ręce i to dosyć mocno, skoro nie mogła uwolnić rąk. Na pewno zostaną brzydkie ślady... ten chłopak nie ma za grosz serca! I... I czym on jest? Te oczy, kły... Myśli miała setki, wpadła nawet na wampira, ale jak to możliwe? Jakaś sztuczka?! Nie miała ochoty nic mówić, temu jego palec okazał się zbędny. Dopiero jak położył swoją głowę na kolanach dziewczyny i przymknął oczy, Alison przyjechała się nerwowo jego twarzy... ta chorobliwa bladość. Anemik? Nie obchodzi ją już to! Dziwny Stwór rzucił groźbą pod jej adresem.
Następnie co? Próbowała wyrwać rękę, lecz zaś bezskutecznie. Czemu tak się zachowywał?
- Masz jakiś problem ze sobą? Znęcanie się nade mną sprawia ci, że stajesz się bardziej męski? Czymkolwiek jesteś, nie znaczy że możesz być ode mnie lepszy! Jesteś nikim! Złaź ze mnie! - Gniew, o tak. I jak Dastan nie zareaguje, to Alison uderzy go w grdykę, taki cios i wampira poruszy! Zapewne jak się uda, pozbiera swoje rzeczy i skieruje się do wyjścia. Miała tego dosyć... No i w nie uwadze nie zauważy, że z jej kieszeni wyleciał mały, czerwony samolot... śliczny breloczek do kluczy.
Powrót do góry Go down
Dastan
Dastan
Dastan
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t502-dastan
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 488


PisanieTemat: Re: Niewielki wodospad leśny   Sro Cze 19, 2013 8:06 am

Nie rozumiał dlaczego miałby być sympatyczny dla kogoś, kogo nie znał. Był zbyt samolubny i zapatrzony w siebie, by zrozumieć czy chociażby w jakimś małym stopniu pojąć, że ktoś posiada uczucia. Dastanowi było z tym dobrze, nie musiał się niczym przejmować, a biedna dziewczyna została ofiarą i musi znosić kaprysy chłoptasia z dobrego dobru, który wypowiada się na tematy, o których nie ma zielonego pojęcia. Uczucia były zbędne, powodowały wiele nieścisłości, a także smutek. Czyż nie zostawił jej ojciec? On także okazał się być samolubny. Upijał się, by zapomnieć o śmierci swej jedynej żony, zapominając całkowicie o istnieniu córki. Aż wreszcie została całkowicie sama. To było dopiero samolubstwo ze strony własnego rodziciela. Nic zatem dziwnego, że i owa panna dziewanna wolała swoje własne towarzystwo. Wbrew pozorom byli do siebie podobni. Nie mówili o swoich potrzebach czy samotności z prostej przyczyny. Woleli swoje własne towarzystwo i wręcz odpychali pozostałych od siebie.
To mało powiedziane! Dastan miał problemy psychiczne, co zapewne odziedziczył w genach po matce. Nie będzie mu łatwo z tego się wyleczyć, więc krótko mówiąc dziewczyna była zdana na dobry humor blondasa. Póki co, było wszystko w porządku, ale co będzie dalej? Wiadomo, że Dastan nie umiał panować nad swoimi żądzami, które dość często go nawiedzały.
Nie dał sobie odepchnąć ręki. Miał ochotę dotknąć włosów dziewczyny i to uczynił, ukazując długie kły w niezadowoleniu, iż ośmieliła się w ogóle mu w tym przeszkodzić. Była taka krucha i delikatna w dotyku, gdy uścisnął za nadgarstki. Miał wrażenie, jakby dotykał jedwabiu, a nie ludzkiej skóry.
Czuł na sobie wzrok bursztynowych oczu pięknej właścicielki. Przypominała mu trochę zagubioną, leśną nimfę.
- Mam, nie jeden i nie dwa. A co, chcesz zostać moją terapeutką? Dasz sobie radę? Wyglądasz tak smutno, jakbyś sama potrzebowała czyjejś pomocy.
Podły uśmiech wykwitł na bladych wargach chłopaka. Trzymał ją wciąż mocno, nie pozwalając uciec. Spoglądał na rysę jaką zrobił na delikatnej ręce. Zapragnął wbić się w nią kłami, przebić się przez tę delikatną osłonę ze skóry i ssać krew aż do utraty tchu. Zatracić się ponownie w szaleństwie! Tak bardzo podniecił zmysły tą wizją, iż nawet nie wiedział w którym momencie oberwał w gardło. Mimowolnie zakrztusił się i puścił dziewczynę, przez co ta zyskała chwilę na ucieczkę. Proszę, niech ucieka. Przed wampirem i tak nigdzie się nie skryje. On zawsze wyczuje zapach swojej ofiary! Rozgorączkowane serce kołatało w piersi Alison, jakby pragnąć się zeń wydostać. Jeszcze chwila i Dastan mu to umożliwi!
Wstał, nie zmieniając swojej pozycji, nie poruszywszy żadnym mięśniem. Po prostu uniósł się do pozycji stojącej, obnażył kły i zawył, niczym zraniony potwór. Wciągnął głęboko i głośno powietrze, masując swoją rozgorzałą krtań, pragnącą wręcz ciepłej krwi niewiasty.
- Nie uciekniesz przede mną! Czuję Cię! Słyszę! Widzę!
Krzyknął za nią niczym chory psychicznie morderca, na widok swojej nowej ofiary po wyjściu z więzienia, w którym spędzi ponad dwadzieścia lat. Ruszył pędem za nią, w swoim wampirzym tempie. Widział unoszący się na wietrze szalik. Wyciągnął doń rękę i chwycił. Zacisnął na nim swoje paluchy. Pociągnął. Szalik zsunął się z szyi dziewczyny, obnażając tętnicę szyjną. Wciąż trzymając szalik w łapie, dopadł do dziewczyny od tyłu, przykuwając ją do swojego ciała w żelaznym uścisku. Pozwolił jej chwilkę ochłonąć, po czym pazurami przejechał po łabędziej szyi, pozostawiając po nich krwawe ślady. Przyssał się od razu do ran, spijając zachłannie kropelki życiodajnej krwi...

_________________
Powrót do góry Go down
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Niewielki wodospad leśny   Sro Cze 19, 2013 11:07 am

Najwidoczniej chłopak ma w nosie innych i jaki to wytłumaczenie, dokuczać osobom których się nie zna? Alison zapewne mogła by go zrozumieć, bo mimo wszystko byli właśnie podobni do siebie. A kwestia ojca... Fakt, pijąc zapominał o córce, o jej potrzebach i o tym, że najbardziej chciała odzyskać swojego tatę, tego który kochał rodzinę, a nie alkohol. Ale cóż, ona tego nie widziała, nie chciała wierzyć, że ją oddał pod pretekstem znalezienia jej lepszej rodziny. Nie chciała dopuszczać do siebie takich myśli. Temu nadal żyła w nadziei iż ojciec w końcu ją zabierze. Nie stało się tak i niestety jest, jak jest. Mieszka u obcego mężczyzny. Dziwnie to brzmi, prawda?
Skoro miał problemy, to niech uda się do psychologa, choć z takim podejściem to prędzej by zjadł terapeute, niżeli wysłuchał rady. A dziewczyna nie ma zamiaru mu pomagać, zwłaszcza po takim traktowaniu. Drań jakich mało!
Na obnażone kły, zareagowała cofnięciem ręki. Nie chciała ich poczuć na sobie, naprawdę... Do bólu się jej nie spieszy.
- Poszukaj sobie jakiegoś z dyplomem, na pewno Cię stać, bo tylko tak bogate gnoje się zachowują bezczelnie i maja w nosie, że kogoś ranią. - Rzuciła odważnie, choć w głębi serca bała się ogromnie. Nie ma zielonego pojęcia z kim tutaj jest i czy ta osoba nie zechce poważnie jej skrzywdzić.
No i właśnie skorzystała z dobrej okazji na uderzenie chlopaka w szyję, ten się zakrztusił i musiał się podnieść z jej kolan. Dziewczyna stanęła jakoś na nogi i pognała do wyjścia, nie zwracając w ogóle uwagi na krzyczącego za nią szaleńca.
Poza tym z całą pewnością zauważy brak breloczka i wcale takowy fakt zagubienia się jej nie spodoba. Lecz na razie nie przeszło przez głowę i biegła do wyjścia z lasu, niestety na próżno. Chłopak zdążył i tak. Przyduszona szalikiem musiała się zatrzymać, bo zanim zdążyła go rozwiązać, blondyn chwycił ja w swoje ramiona. Była bez jakichkolwiek szans. Oczywiście broniła się, kopała napastnika, szarpała się, choć w pewnej chwili przestała kiedy poczuła, jak rani szyję, a później przyssał się do ran. Dosłownie przestała się ruszać. Serce walilo jak młot, głową pulsowała, a świadomość co może jej robić, wzbudziło obrzydzenie. Wreszcie ockęła się z tego strasznego stanu i wymierzyła mu z łokcia w splot słoneczny. Co jak co, bez walki to ona się nie podda. Niech szuka kogoś innego, najlepiej takich samych rozpieszczonych bufonów, jak on.
Powrót do góry Go down
Dastan
Dastan
Dastan
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t502-dastan
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 488


PisanieTemat: Re: Niewielki wodospad leśny   Czw Cze 20, 2013 8:36 am

Dość długo zajęło dziewczynie odkrycie, że wampir ma ją w nosie. Jako istota dość silna, o nieprzeciętnej sile mógł przecież robić co mu się żywnie podoba. Któż mu zabroni? Kto będzie na tyle odważny, żeby wejść w drogę wampirowi szlachetnej krwi? Takie właśnie mniemanie miał o sobie blondas, ale jak było naprawdę, co tak naprawdę myślał i co znajdowało się w jego głowie, to już jego tajemnica. Odpychał od siebie wszystkich i zrażał. Nie chciał się do nikogo przywiązywać, nie chciał mieć słabych punktów, które jego wrogowie mogliby z łatwością wykorzystać. Temu Alison mogła uznać, że wampir był najzwyczajniej w świecie chamski. Po prawdzie tak było. Traktował ludzi jedynie jak pożywienie, chodzące worki, dlaczego zatem Alison miała być inna? Była człowiekiem, ze wszystkimi ich słabościami, które jednak znacznie przewyższały ich zalety. Jednak nie ma co się nad tym roztrwaniać. Dastan zawsze będzie widział w ludziach jedynie krew i nic ponad to. Był wszak kowalem własnego losu, nie potrzebował nikogo.
- Doprawdy? Tak właśnie o mnie sądzisz? Oceniasz mnie, choć nie znasz? Wy ludzie zawsze popełniacie ten sam błąd.
Warknął rozeźlony, nie ukrywał wcale swojej złości. Dziewczyna powoli zaczynała go wyraźnie irytować, a jak wiadomo Dastan tracił szybko panowanie nad sobą. A gdy się złościł, tracił również kontrolę nad swoją mocą.
Potem już oberwał w krtań i ruszył w pościg za swoją ofiarą. Nie zamierzał przemieniać kolejnej ludzkiej istoty, a zabicie było zbyt proste i zbyt łatwe. Zamierzał zrobić z niej swoją służkę. Przynieś, podaj, pozamiataj. Każdy sprzeciw będzie karany, fizycznie oczywiście. I co z tego, że ojczym to łowca! Miał to głęboko w poważaniu.
Już po chwili dorwał ją w swoje ramiona, przysysając do trzech ran na szyi. Ssał krew, czując jej słodycz, a ciepło szybko rozeszło się po ciele wampira. Trzymał ją na tyle mocno, żeby nie mogła mu się wyrwać. Osłabiał ją z każdą kroplą wypitej krwi, aż wreszcie dziewczyna wymierzyła mu cios w żebra. Wampir syknął przeraźliwie, ale nie wypuścił dziewczyny. Zlizywał resztki krwi z szyi, aż wreszcie rzucił ją na ziemię jak szmacianą lalkę.
- Oszczędzę Ci życie, jeśli będziesz mi służyć.
Mówił całkowicie poważnie, co mogła dostrzec w jego bezwzględnym spojrzeniu chłodnych, krwistych źrenic. Stał nad nią, spoglądając na biedną istotę z góry. Zresztą szał powoli go dopadał, czuł coraz większy głód, więc wstrzymał oddech. Musiał się powstrzymać, mimo wielkiej ochoty rozszarpania jej ciała. Gdyby zamierzała uciec, nie uda jej się. Chłopak bowiem unieruchomi ją swoją mocą. Mogła się zdecydować, a raczej musiała. Życie pod władzą wampira, albo śmierć.
- Widziałaś jedynie część tego, co potrafię. Przekonałaś się na własnej skórze.
Wysyczał jadowicie. Z chęcią zatrzyma dla siebie tę dziewicę.

_________________
Powrót do góry Go down
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Niewielki wodospad leśny   Nie Cze 23, 2013 3:17 pm

Jak ma pozytywnie oceniać osobę, która zaczęła jako pierwsza i nie zamierza przestać gnębić? Alison zraziła się do chłopaka i już nie chce go poznać, chyba że w jakiś sposób przeprosiłby ją i wyjaśnił swoje absurdalne zachowanie. Choć na nic takiego się nie zapowiadało, dziewczyna musi znosić humorki panicza i modlić się aby jej gorzej nie skrzywdził.
Zdziwiła się mocno na słowa chłopaka. Czy on z niej kpi? Przecież pokazał kim jest już na początku ich przypadkowego spotkania. Gdyby nie powaga sytuacji, roześmiałaby się.
- A jak mam oceniać kogoś, kto traktuje mnie jak śmiecia i mimo iż nic nie zrobiłam? Jesteś chory! Powinieneś się leczyć! - Gniew rósł, a odczucie braku bezpieczeństwa rosło. Chyba nie będzie w stanie przed nim uciec, blondyn jest nadzwyczajn szbki i silny. Potwór...
Później już wiadomo. Dopadł ją i przyssał się do rany. Każdy łyk krwi osłabiał ciało młodej dziewczyny... Już jej ciało stało się bardzo wiotkie, nie. mogła ustać na własnych nogach. Opierała się o ciało napastnika. Ach, nawet cios nic nie pomogł...
Rzucona jak lalka na ziemię, upadła na jakiś twardy kamień. Biedna rozbiła sobie łokieć, który zaczął mocno krwawić. Nie dość, że Dastan ją nieco osuszył, to jeszcze to. Oczywiście Alison nie płakała, łzy tutaj nic nie pomogą.
- Odwal się i mnie zostaw! - Krzyczała, o tak. Może ktoś się tutaj zjawi i jej pomoże, wszak służkę nie chciała być. W ogóle co to za pomysł?
No i nie mogła wstać! Nie miała siły albo ten wampir... ma jakieś nadnaturalne moce. Nie obchodziło ją to.
- Poszukaj sobie kogoś innego, mnie zostaw! Jesteś obrzydliwy, brzydzę się tobą! - Kolejne krzyki... Może jak taka pyskata, zostawi ją w spokoju? Wcale by się nie obraziła.
Powrót do góry Go down
 
Niewielki wodospad leśny
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 7Idź do strony : 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next
 Similar topics
-
» Niewielki wodospad leśny
» Wodospad Słodkości
» Wodospad Tysiąca Szeptów

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Vampire Knight :: Poza Miastem :: Lasy-
Skocz do: