IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Aleja "Niewidzialnych"

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next
AutorWiadomość
Aster
Aster
Aster


Zarejestrował/a : 21/09/2015
Liczba postów : 322


PisanieTemat: Re: Aleja "Niewidzialnych"   Nie Paź 25, 2015 11:21 pm

Mógł strzelać. Zbliżał się, dla niego wolno. Mógłby go zabić w każdej chwili. Nacisnąć spust. Wystrzelić salwę srebrnych kulek, szatkujących jego ciało na kawałki. Z bliższej, robiąc wielką dziurę na wylot, o średnicy przynajmniej kuli dyskotekowej. Jedno światło i zawitanie w objęciach śmierci. Jednakże nie znał wampira. Musiał być uważny, bo mimo wszystko, lepiej sądzić w miarę sprawiedliwie swe ofiary.
Zresztą, wbrew pozorom, bliższy dystans o wiele bardziej mu pasował. Miał szerszy asortyment do walki z potwornościami. Dlatego pozwolił tyknąć swej spluwy. Zjechał nią w dół, wymierzając w ziemie. Cały czas przygotowany i skupiony, śledził wzrokiem uszatego.
Tego się jednak nie spodziewał.
Był całkowicie zdezorientowany faktem, że tenże osobnik płci męskiej, postanowił otrzeć się w sposób dość niespotykany o jego dłoń. Zaniemówił. Nie wiedział właściwie, czy ma to traktować jako atak na swoją osobę, czy może jako błaganie o oszczędzenie życia. Zrobił przez to mimowolny krok w tył, nie pozwalając sobie na bliższe tykanie.
- Paradujesz nago i przymilasz się do mej dłoni. Ubieraj się i idziesz ze mną. Łamiesz ludzkie zasady i nie tylko. Dlatego polecam współpracować. Mam bardzo… świerzbiące palce - dał w końcu w odpowiedzi, obserwując wampira. Głos nieco mu deformowała maska. Nie pozwalała określić czy należy on do płci męskiej, czy żeńskiej. Był nijaki.
Powrót do góry Go down
Daeva

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1794-daeva-liderc#37740 http://vampireknight.forumpl.net/f72-lisia-posiadlosc
Zarejestrował/a : 07/05/2015
Liczba postów : 70


PisanieTemat: Re: Aleja "Niewidzialnych"   Nie Paź 25, 2015 11:41 pm

Daeva wiedział, że łowca mógł go zaatakować.Był jednak myśli, że ów człek nie zrani go skoro ten w sumie nikomu nie zagraża. Nie jest wszak jednym z tych groźnych, złych wampirów w mieście, a przyjechał tylko poobserwować. Nie wiedział jednak co ostatniego działo się w mieście. Parę dni z życia mu umknęło, o ile nie miesięcy. Nie wiedział.
Widząc jednak jak ta ów osoba się odsuwa wyprostował się przechylając głowę na bok. Nie rozumiał czemu ten nie chce go pogłaskać. Czuł potrzebę bliskości drugiej osoby, ale widząc kątem oka broń w jego dłoni nie podchodził. Na jego słowa westchnął cicho i rozejrzał się dookoła czegoś szukając. Obrócił się machając ogonami delikatnie w powietrzu i złapał za koc okrywając się nim po chwili jak i swojego liska.
- Nie mam ubrań. Nie pasowały, na mnie po tym co mi się stało... - odpowiedział spokojnie łowcy i schował ogony pod kocem. Był też na bosaka i zaczął lekko drżeć kładąc uszy po sobie. Odczuwał wszak temperaturę i zaczęło mu się robić nieprzyjemnie zimno. Zagryzł jednak usta tuląc ciepłego Kio do siebie. Patrzył wyczekująco na postać w sumie nie wiedząc czego może się spodziewać...
Powrót do góry Go down
Aster
Aster
Aster


Zarejestrował/a : 21/09/2015
Liczba postów : 322


PisanieTemat: Re: Aleja "Niewidzialnych"   Nie Paź 25, 2015 11:53 pm

Póki co nie atakował. Łowca jednakże pozostawał czujny. Cholernie nieufny, prawdopodobnie zszargany przez kiepawy los. Życie mu nie pomagało w tym. Zwłaszcza jego historyjka. Mimo to, postanowił schować swoją broń. Ręka zniknęła w jego ciepłym płaszczu, a wraz z nią, chippa 1887. Gdy dłoń wydostała się z ciemności, Pan Foster stał się w pewnym sensie bezbronny. O ile nie liczyć jego pewnej rękawicy.
W każdym razie, słowa wampira zainteresowały łowce. Przechylił on głowę w bok, jak zaciekawiony pies, wpatrując się w swoją ofiarę. Pragnął odpowiedzi. Jego oczyska buchnęłyby żądnym informacji ogniem gdyby mogły. Wydobyłby wszystko. Teraz jednakże postanowił być na swój sposób miły.
I nie, nie dał płaszcza wampirowi. Miłości aż tyle w sobie nie poczuł. Wampir nie był dla niego jeszcze na tyle żałosny, by potrzebował jego pomocy. A nagość nie krępowała Astera.
- Jeżeli nie chcesz skończyć gorzej niż teraz, lepiej powiedź mi co się Tobie niby stało i co robisz w tej alejce. Radziłbym nie omijać szczegółów… - jedną rękę włożył do kieszeni, a druga zwisała swobodnie, wyczekując ewentualnego ataku.
Powrót do góry Go down
Daeva

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1794-daeva-liderc#37740 http://vampireknight.forumpl.net/f72-lisia-posiadlosc
Zarejestrował/a : 07/05/2015
Liczba postów : 70


PisanieTemat: Re: Aleja "Niewidzialnych"   Pon Paź 26, 2015 12:12 am

Nie wiedział co łowca przeszedł, ale Dae też łatwego życia nie miał. Poniżany i traktowany gorzej jak pies w rodzinie swoje przeżył, nawet dłużej niż człowiek, bo ponad sto lat. Życie lubi udupić każdego. Jednych jedna mniej, jednych bardziej. Wiedząc jak broń znika lekko się rozluźnił. Nadal jedna, jak i na pewno łowca pozostawał czujny. Nie chciał umrzeć w bezsensownej walce.
Widząc jego zainteresowanie jednak lekko zadrżał. Mocniej objął liska, który cicho powarkiwał na osobę w płaszczu i masce. Musiał, bo jako zwierze chciał bronić Pana, a poprzednio mu się nie udało... Nie chciał popełnić tego błędu drugi raz.
Drżąc dalej z zimna i nieco okrywając się mocniej ogonami, by ogrzać ciało zastanowił się chwilę nad odpowiedzią. Nie było to łatwe. Sam połowy nie pamiętał...
- Pamiętam, że byłem na plaży, a potem urwał mi się film i obudziłem się w laboratorium... Dodam też, że wcześniej nie miałem tych... Tych uszu, ogonów, futra... Nie czułem temperatury... Wampir, który mnie ponoć znalazł mówił, że takiego w pewnym sensie znalazł mnie na plaży, ale nic nie pamiętam... Z racji tego, że jest dość zimno moglibyśmy przenieść się w cieplejsze miejsce? Chyba, że chcesz bym tu zamarzł. - odparł do niego szczerze, bo po co miałby kłamać? Może ktoś coś słyszał o jakimś człowieku czy wampirze bawiącym się genetycznymi modyfikacjami ciała? Poza tym naprawdę marznął, a sam nie wiedział czy teraz może zamarznąć? Nie zamierzał sprawdzać.
Powrót do góry Go down
Aster
Aster
Aster


Zarejestrował/a : 21/09/2015
Liczba postów : 322


PisanieTemat: Re: Aleja "Niewidzialnych"   Pon Paź 26, 2015 12:27 am

Warczenie "diabełka" nie zrobiło na łowcy wrażenia. Lepiej, by warczeli inni niż on. Źle by się działo…
Słuchał wyjaśnienia wampira w ciszy i skupieniu. Na wieść o laboratorium nieco zdziwił się. Aż wydał ze swych ust odgłos ciekawości. Coś w rodzaju "hmm". Wyciągnął aż rękę z kieszeni, by następnie założyć ją na drugą. Obserwował jeszcze nocną marę przez pewien czas, aż w końcu, ze zgrzytem swoich zębów, postanowił go jakoś wspomóc.
Ściągnął z siebie płaszcz, eksponując cały swój ekwipunek. Jeżeli ktoś patrzył na niego, teraz na pewno brał nogi za pas. Dwie kabury, granaty, widoczna kamizelka kuloodporna. Przerażający wygląd. A rozgryźć się jego płci dalej nie dało. Choć teraz kawałek jego rudych, zadbanych włosów był widoczny.
Rzucił ciepłym płaszczem w głowę wampira. Właściwie lekko. Mimo to, kawał ubrania był ciężki, nie dziwne. Odporne na ogień, nieprzemakalne. Bardzo ciepłe.
- Nie myśl, że jestem dla Ciebie miły, potworze. Jednakże chce informacji, a trudno wydobyć je z martwego truchła… - powiedział dość niezadowolony. - Opatul się nim dobrze, nie chce widzieć czegoś dyndającego… to obleśne… - tym razem, nawet przez jego maskę, dało się usłyszeć jego wyzbyty z emocji ton. Mrożący krew w żyłach. Coś, co potwierdzało, że wampiry raczej wolał "na zimno".
- I ruszaj… Wychodzimy z tej alejki…
Powrót do góry Go down
Daeva

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1794-daeva-liderc#37740 http://vampireknight.forumpl.net/f72-lisia-posiadlosc
Zarejestrował/a : 07/05/2015
Liczba postów : 70


PisanieTemat: Re: Aleja "Niewidzialnych"   Pon Paź 26, 2015 10:52 am

Widział, że łowca zainteresuje się wiadomością o laboratorium. Kto nie byłby zainteresowany? Wszak wiadomo czym wróg dysponuje, choć na razie nie zanosiło się na nic niebezpiecznego. Zastrzygł jednak uszami na ruch.
Widząc jak łowca ściąga płaszcz i rzuca nim w niego złapał go bez trudu aczkolwiek odczuł ciężar materiału. Zabrał go z głowy i przyjrzał się osobie przed sobą. Trzymając jedną ręką liska, opatulił się płaszczem dodatkowo nakładając go na koc by się rozgrzać. Zapiął go tak by lisek miał jak oddychać i widzieć.
- Wiem wiem... - odparł tylko na jego słowa po czym westchnął ciężko kładąc uszy po sobie.
Po chwili jednak się ruszył, zmarznięty, ale jednak. Nie miał zamiaru tu dłużej siedzieć, a i pewnie gdzie indziej znalazłby schronienie. Wszystko było dobre byle było ciepło. Może w między czasie zajebałby komuś ciuchy? Kto wie... Teraz nie miał na to czasu,m a i łowcy nie chciał drażnić, albo łowczyni... Póki co prędko się tego nie dowie, ale z uwagi na arsenał wolał nie prowokować.

z/t x2
Powrót do góry Go down
Aoi

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2046-aoi#43640 http://vampireknight.forumpl.net/t2481-aoi#52430 http://vampireknight.forumpl.net/t2529-aoi http://vampireknight.forumpl.net/t2085-aoi
Zarejestrował/a : 23/08/2015
Liczba postów : 229


PisanieTemat: Re: Aleja "Niewidzialnych"   Nie Cze 19, 2016 7:05 pm

Od tamtego wydarzenia minęło kilkanaście dni. Aoi wrócił do swojego życia... Ale jakie to było życie? Można się tutaj jedynie zastanawiać... Co właściwie mógł zrobić jeden wampirek? Odpowiedź brzmi - wystarczająco dużo, by popaść w kłopoty.
Czarnowłosy trzymał za gardło jednego osobnika... Człowieka. Wpatrywał się w niego uważnie, a w jego oczach czaiły się złośliwe ogniki.
- Coś mówiłeś? - spytał się go, a na jego twarzy zagościł mroczny uśmiech. - Powtórzysz? - strach, jaki widział u niego, napawał go mocno. Oh, a co się tutaj stało? A mianowicie to, że uznali, iż Aoi, jako samotnik był bardzo łatwym celem do zaatakowania. Jaka szkoda, że tak bardzo się rozczarowali!
Było ich trzech. Jednego trzymał za gardło i nieco unosił nad ziemią, drugi leżał przy jego stopach nieprzytomny i z śladami kłów na szyi, a trzeci... Cóż, wychodziło na to, że to był wampir, bo po spróbowaniu jego krwi, nie potrafił się powstrzymać i wypił ją całą. Nie ma to jak głód, prawda?
- Oho, brakuje ci odwagi, człowieczku? - zakpił cicho. - Wcześniej nie byłeś aż tak nieśmiały... Co się stało?
Prychnął pogardliwie i wypuścił go, po czym kopnął w brzuch. Z satysfakcją usłyszał, jak łamią się jego kości... Ups. Ah, uroczo... To co by tutaj teraz... Może ich po prostu zabić? Brzmiało całkiem ciekawie.
- Hmm... Aż kusi mnie, by to zrobić... - mruknął, przykucając przy zwijającym się z bólu człowieku. - A może ty powiesz mi, co mam robić? - przekrzywił nieco głowę, czekając na jego odpowiedź.
Powrót do góry Go down
Ptaszynka

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2162-kotori-sanata#44806 http://vampireknight.forumpl.net/t2662-ptaszynka#56783
Zarejestrował/a : 17/09/2015
Liczba postów : 114


PisanieTemat: Re: Aleja "Niewidzialnych"   Nie Cze 19, 2016 8:30 pm

Odbyła samodzielny trening, podczas którego próbowała kontrolować zwierzaki w parku. Nieźle szło. Ale zmęczyła się trochę, więc zaczęła wracać do domu. Szła pomiędzy budynkami, po ulicach, na których byli jeszcze ludzie. To ich liczebność w zasadzie pozwalała jej obrać kierunek. Usłyszała jednak wzniesione głosy, wskazujące może na prześladowania, bijatykę. Odruchowo skręciła w prawo, zerknęła w lewo, a tam...
Wampir? Kotori rozejrzała się szybko, pobieżnie, ledwie wychylając głowę. Jeden nieprzytomny, drugi nieprzytomny, trzeci wije się na ziemi. Możliwe, leżący są martwi. Możliwe, że to wampir. Bawienie się w spidermana przyniosło korzyści. Wyjęła z torby maskę ptaka, którą przy sobie od rana nosiła i szybko zamaskowała głowę, zarzuciła kaptur. Zbędne tracenie czasu, ale nie chciała być wykryta. Torba na szczęście miała poziomy pasek, dzięki któremu nie przesuwała się gdy nie miała. Kotori była zbyt ostrożna, ale to działało. Miała na sobie dżinsy, trampki, białą koszulkę i fioletową, lekką bluzę, której kaptur zarzuciła na łeb. I motylka w kieszeni. Wkroczyła pewnie do alejki. Jej zapach pewnie właśnie docierał już do nozdrzy wampira. Nie musiał nim być. Kotori dmuchała na zimne. Jak zawsze. Człowiek czy nie, mogą być równie niebezpieczni.
- Ładnie to tak bić się po kątach? - Zapytała twardo, niemal pogardliwie, prowokacją chcąc na siebie zwrócić uwagę. Bała się, że za chwilę kat zabije ofiary. Wyglądał na zdecydowanie nieprzyjemnego. Aaach! Kto normlany zachowuje się tak wobec człowieka, który właśnie pwalił trzy osoby?
Zaraz. Jedna nie oddychała. Cholera! Zgon?! Miały krwawe ślady na szyjach. Wampir. Trzeci jęczał. Lepiej przyjść późno niż wcale. Sięgnęła do kieszeni, ryzykując, że zostanie zaatakowana przed efektownym wejściem. Ale jak się uda, może zrobić ładny mindfuck u przeciwnika. Efekt zaskoczenia stracony przez jego zmysły, ale co tam? Kiedy wyjęła nóż motylkowy z kieszeni, popisowo, a może normalnie dla tego noża, otworzyła go, chwytając za jedną część rączki i rozkładając szybko. Ułamek sekundy. Musiała zdążyć.

_________________
Powrót do góry Go down
Aoi

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2046-aoi#43640 http://vampireknight.forumpl.net/t2481-aoi#52430 http://vampireknight.forumpl.net/t2529-aoi http://vampireknight.forumpl.net/t2085-aoi
Zarejestrował/a : 23/08/2015
Liczba postów : 229


PisanieTemat: Re: Aleja "Niewidzialnych"   Nie Cze 19, 2016 9:06 pm

A jednak nie było mu dane być tutaj w samotności. Zrozumiał to w chwili, gdy wyczuł nieznajomą mu woń. Również to sprawiło, że wstał z miejsca i przeciągnął się, zerkając na nią z ukosa. Huh? Ciekawe... Jestem pewny, że na bal przebierańców jest trochę za późno. Coś czuję, że będą kłopoty.
Uniósł lekko brwi, patrząc uważnie na nią swoimi czerwonymi oczami. Nie do końca wiedział, co zrobić z kimś, kto najprawdopodobniej był świadkiem tego spotkania.
- A ładnie to tak atakować w trzech na jednego? - odpowiedział jej pytaniem na pytanie, a w jego głosie czaiła się pogarda dotycząca pokonanych. Mimo to, nie poświęcił im więcej czasu, przyglądając się natomiast samej przybyłej. Rozpoznał w niej kobietę, ale... Właściwie, kto to? Jakaś cholerna bohaterka?
Nie ruszał się z miejsca, natomiast przekrzywił głowę, przyglądając się temu, co robiła.
- Huh? Serio? - wampirzy wzrok pozwolił mu na dojrzenie jej broni. Ale chwila, czy to oznaczało, że chciała z nim walczyć? - Dziewczynko, nie powinnaś tak latać z ostrzem. Jeszcze zrobisz sobie krzywdę nim.
Nie specjalnie się jej obawiał, bo po co? Dla niego to był jedynie zwykły człowiek, który chciał się bawić w bohatera.
- Lepiej schowaj tą zabawkę, zanim ci się stanie krzywda - dodał jeszcze, uśmiechając się z lekka złośliwie. - Chyba nie chcesz podzielić ich los? - szturchnął butem jedno z nieruchomych ciał. A Aoi był teraz tak uprzejmy, że postanowił dać jej szansę! Ha, znajcie jego dobroć. Chwilowo.
Powrót do góry Go down
Ptaszynka

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2162-kotori-sanata#44806 http://vampireknight.forumpl.net/t2662-ptaszynka#56783
Zarejestrował/a : 17/09/2015
Liczba postów : 114


PisanieTemat: Re: Aleja "Niewidzialnych"   Nie Cze 19, 2016 9:26 pm

Uliczka była wąska. Niedobrze. Naprawdę niedobrze. Była dość głęboko w niej. Ale zawsze mogła próbować wykorzystać śmietniki, kontenerki i porozwalane meble tłoczące się po bokach. Rozejrzała się po ziemi, gdy obcy zaczął jej odpowiadać. Tęskniła za snem, w którym słuch pokazywał jej teren. No cóż, teraz miała wzrok. Rozejrzała się szybko. Dość szybko, by dostrzec taboret z trzema nogami. Czwarta leżała obok. Marnotrawstwo. Dziurę wystarczy zapchać papierem i solidnie włożyć nóżkę do otworu taboretu. Kucnęła i podniosła ją z ziemi lewą ręką. Była wysportowaną dziewczyną, nie zajęło jej to dużo czasu ani wysiłku. Zerknęła też, próbując wypatrzyć jakieś zwierzęta, gdy jej odpowiadano.
Jeżeli ktoś powalił na ziemię trzy osoby, agresorów czy nie, z pewnością był niebezpieczny. Jeżeli to jednak byli agresorzy, perswazja powinna się udać. - Wycofam się z uliczki, a ty pójdziesz za mną. Wyjdziesz na ulicę i nigdy się tu nie pojawisz. - Warknęła groźnie, poważnie. Może i głupią miała maskę. Ale taką sobie wymyśliła. Była porządna i dobrze chroniła twarz przed obrażeniami. Co Łowcy robią w takiej sytuacji? Ogłuszyć i zadzwonić po wsparcie? Zapytała się. Tak powinna uczynić. Teraz było na to za późno. Nie pomyślała wcześniej i poniesie tego konsekwencje. - Chyba, że jesteś przywiązany do swoich ofiar. - Powiedziała ciszej, ale przez to równie groźnie, jak nie bardziej. Wampir musiał zauważyć, że dziewczyna nie żartuje. I prawdopodobnie ma trudny okres. Takich kobiet trzeba się wystrzegać...
- To jak, wycofasz się? - Powiedziała mniej groźnie, ale równie poważnie. Najważniejsza zasada bijatyki brzmiała „nie wdawaj się w bijatykę”. Jeżeli wampir się udobrucha, będą wszyscy żyć. Jeśli nie, ktoś padnie. I mogą zginąć cztery osoby. Ona była jednak Łowcą... Da radę? Stała w pozycji gotowości, bacznie obserwując potencjalnego przeciwnika. Po jego zachowaniu mogła wywnioskować, że ma do czynienia z kimś agresywnym. Jeżeli tamta trójka wyszła pierwsza z atakiem, cóż, mieli pecha, ale czwarty, górujący osobnik wciąż wyglądał, jakby pastwił się nad ofiarami. Widziała jak mężczyzna został kopnięty. Znęcał się nad ofiarami. To było pewne. To było chore. To wymagało ingerencji.

_________________
Powrót do góry Go down
Aoi

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2046-aoi#43640 http://vampireknight.forumpl.net/t2481-aoi#52430 http://vampireknight.forumpl.net/t2529-aoi http://vampireknight.forumpl.net/t2085-aoi
Zarejestrował/a : 23/08/2015
Liczba postów : 229


PisanieTemat: Re: Aleja "Niewidzialnych"   Nie Cze 19, 2016 9:44 pm

Ah... Aoi'emu jakoś nie przypadło do gustu zachowanie dziewczyny. Jakby to powiedzieć... Za pewna siebie? Zachowywała sie, jakby mogła mu rozkazywać... A niestety, wampir już wystarczająco dużo nasłuchał się rozkazów. Więc tak jakoś nie przypadło mu to do gustu. A szkoda, nie?
- A jak odmówię? - zwrócił się do niej. - To co zrobisz? Zbijesz mnie? Podźgasz swoją zabaweczką?
W jego głosie czaiła sie pogarda. Czy ona naprawdę uważała, że spełni jej słowa? I co jeszcze, miał powiedzieć "Jestem ci wdzięczny o moja pani?" Chciałaby. Czarnowłosy nie zamierzał tego robic, więc pewnie i ona mogła śmiało się tego spodziewać.
- Nie jestem. To tylko głupia banda... Ale krew była nie najgorsza - wyszczerzył ku niej zęby, ukazując kły na chwilkę. Oczywiście, mówił o krwi wampira, ale skąd ona mogła wiedzieć? Raczej znikąd. Człowieka po prostu ugryzł, bo akurat wtedy mu się przypomniało, że ludzka krew jest fuj dla niego.
Oh, próbowała być groźna? Uznał to za urocze, ale również i żałosne.
- A może sama się wycofasz? - rzucił na to.
Hm... Co my tutaj dalej... A tak. Wampir jakoś nie polubił jej zachowania, więc wykorzystując swoją szybkość pijawki, znalazł się przy niej od razu i chwycił mocno za nadgarstek, w którym trzymała swój nóż. Chciał zmusić ją w ten sposób, by wypuściła go... Albo może jej przy okazji go złamie? Jej wybór. Oczywiście, drugą rękę też chwycił sekundę później, by móc patrzeć w jej oczy... A dokładniej na jej maskę.
- To co? Wycofasz się i przestaniesz mnie drażnić? - spytał się jej. - Nie wiem kim jesteś, ale pewność siebie... Bywa gubiąca.
Powrót do góry Go down
Ptaszynka

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2162-kotori-sanata#44806 http://vampireknight.forumpl.net/t2662-ptaszynka#56783
Zarejestrował/a : 17/09/2015
Liczba postów : 114


PisanieTemat: Re: Aleja "Niewidzialnych"   Pon Cze 20, 2016 5:31 pm

Na (nie)szczęście zachowanie Kotori zawsze było dla wszystkich prowokujące. W tej sytuacji sprawiła, że wampir stracił zainteresowanie ofiarą. Musiała zaryzykować. Mogłaby spróbować się wycofać, ale nie wiedziała, czy miała jeszcze na to szansę. Nawet, gdyby się jej udało, ci ludzie mogliby nie przetrwać.
- Zobaczymy, co zrobisz. - Mruknęła na jego odpowiedź. Chwyciła pewniej swoją 44cm, drewnianą nóżkę od taboretu, będącą prowizorycznymkijem i nóż motylkowy. Średnia broń do potyczek ulicznych i w wielu miejscach zakazana, ale musiała wystarczyć. Nie odpowiedziała żartem ani ironią. Naprawdę była poważna. - Nie mogę. - Odpowiedziała mu na drugie pytanie, zaciskając szczęki. Była poważna, coś jednak jeszcze było w jej głosie. Była zobowiązana, by nie zostawić tych ludzi na pastwę losu. Moralnie i służbowo, o ile można ją nazwać już pełnoprawnym łowcą.
To, że mówił o krwi utwierdziło ją w przekonaniu, że ma do czynienia z wampirem. Szalenie szybki i szalenie silny. Przynajmniej znała fizyczne możliwości przeciwnika. Nie mógł jej zaskoczyć. Nie tak, jak by chciał. Wiedziała, że będzie miała bardzo mało czasu na reakcji. Była jednak rozgrzana. Fizycznie, bo każdego dnia ćwiczyła ciało, mentalnie, bo próbowała wykorzystywać magię. Była wyciszona i spokojna. Jak zawsze przed burzą.
Wampir niemal zniknął z jej oczu. Pobiegł po linii prostej do niej. Złapał najpierw jeden nadgarstek, błąd. Do tego prawy. Automatycznie, odruchowo wypuściła drewnianą nóżkę z ręki i wychylając ciało do przodu, prostując palce, zaatakowała kantem lewej ręki prawą stronę gardła wampira. Oczywiście, jeżeli jej nie złapał wcześniej. Sekunda to jednak tak dużo czasu... Miała nadzieję, że ból nadgarstka będzie się dała zignorować, że nie opóźni jej reakcji.
Żyjąc w patologicznej rodzinie, później napadnięta, żeby zostać porwaną ku uciesze chorego umysłowego wampira sprawiło, że nie mogła czuć się bezpiecznie na ulicy nie znając przynajmniej kilku szkół walki, nie znając podstaw samoobrony, nie znając czułych punktów przeciwników. Trenowała ciało by było sprawne. Zaraz okaże się, czy robiła to dostatecznie gorliwie. Wiedziała, że cios w bok szyi mógł doprowadzić do poważnych konsekwencji. Poruszając nie tylko ramieniem i przedramieniem z usztywnioną dłonią, a barkiem i pochylając ciało mogła włożyć w cios więcej siły, a przez to prędkości. Może zdąży.
Ostry cios mógł spowodować szok do tętnicy, żył, nerwu albo przynajmniej niekontrolowane skurcze mięśni i intensywny ból mogący nakłonić napastnika do klęknięcia, oszołomienia. Jeżeli zdąży wykonać ten atak, kopnie przeciwnika między nogi, na poprawkę. Spróbuje wyszarpnąć rękę z motylkiem z chwytu przeciwnika i albo złapie prawą ręką lewą pięść i grzmotnie w potylicę wampira, albo zrobi to jedną ręką. Oczywiście z ostrzem wystającym ku górze, z lekko odstającą rękojeścią w stronę głowy. Trudno zabić wampira...
Jeżeli jednak nie uda się wykonać ciosu w bok szyi, by zasłonić pole widzenia wampira, spróbuje walnąć go głową w nos jak mocno mogła, jednocześnie próbując kopnąć między nogi, by spróbować ogłuszyć za pomocą wcześniej opisanego ciosu w potylicę. Maska była mocna, ale od strony twarzy wzmocniona materiałem miękkim, który powinien zamortyzować uderzenie w jej czoło. Metal zaś może mógł pomóc jej wyłamać chrząstkę, czy inaczej połamać nos agresorowi. Na pewno nie chciała być bierna, nie czekała na żadne słowa.

_________________
Powrót do góry Go down
Grigorij
Łowca (D)
Łowca (D)
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1683-vladislau-darkhawk#35268
Zarejestrował/a : 18/02/2015
Liczba postów : 622


PisanieTemat: Re: Aleja "Niewidzialnych"   Sro Cze 22, 2016 8:42 am

Pewność siebie bywa gubiąca. Działa to w obie strony. Któż jednak zostanie zgubiony przez brak pokory dowiemy się niebawem. Zarówno wampir jak i niedoszła łowczyni nie zamierzali ustąpić. On dla kaprysu i przez poczucie wyższości. Zupełnie jakby zapomniał jak to było gdy to nad nim się dawnymi czasy pastwiono. Ona przez wzgląd na zakorzenioną misję pomocy ludziom i po części duszoną w głębi nienawiść do wampirów. Po krótkiej przepychance słownej, która prowadziła donikąd dziecię nocy postanowiło przerwać impas bezpośrednim atakiem. Aoi chwycił ptaszynę za nadgarstek ręki trzymającej nóż motylkowy. Miał silny uścisk po którym mogła ocenić, że jest to wampir B lub C. Dla niej bardzo niedobrze jako adepta łowieckiego. Nie wiedziała jednak, iż nie był tak zaprawiony w walce jak ona. On także nie spodziewał się nagłego ruchu przez co druga ręka uchwyciła jedynie powietrze. Prowizoryczna broń upadła i w momencie gdy dało się usłyszeć głuchy odgłos upadającego litego kawałka drewna wampir otrzymał cios w szyję zadany łokciem. Nie była jeszcze pełnoprawnym łowcą, lecz od dziecka ćwiczyła sporty, a przez ostatni rok podlegała też treningom łowieckim toteż była silniejsza niż po młodej kobiecie spodziewać by się można. Aoi odczuł dotkliwy ból. Nie taki jakiego chciałaby Ptaszyna, lecz wystarczająco silny by mogła wyszarpnąć rękę. Próbowała przy tym kopnąć go w najcenniejsze klejnoty z cennych co nie umknęło uwadze wampira. Będzie miał problem z utrzymaniem ręki i osłonieniem jąder. Ciekawe na czym zależy mu bardziej...



Aoi: Odczuwasz silny ból szyi promieniujący na bark i policzek przez co masz wrażenie, że zdrętwiała Ci... szczęka. Nie uniemożliwia CI to walki w żadnym wypadku. Jedynie pierwszy szok i ból utrudniły utrzymanie dziewczyny, lecz na tę chwilę odczuwasz po prostu dyskomfort. Gdyby było to z półtora roku temu wyłączyłoby Cię to.

Kotori: Nadgarstek dłoni dzierżącej ostrze pobolewa. Nie wiesz jak ręka będzie się sprawować przy silniejszych atakach, ale jak na razie nie masz problemów z utrzymywaniem noża.

Kolejność: Aoi -> Kotori
Powrót do góry Go down
Aoi

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2046-aoi#43640 http://vampireknight.forumpl.net/t2481-aoi#52430 http://vampireknight.forumpl.net/t2529-aoi http://vampireknight.forumpl.net/t2085-aoi
Zarejestrował/a : 23/08/2015
Liczba postów : 229


PisanieTemat: Re: Aleja "Niewidzialnych"   Sro Cze 22, 2016 3:23 pm

Możliwe, że teraz wykazał się zbyt wielką pewnością siebie. Może tym razem się przeliczyć... Albo wręcz przeciwnie, mógł mieć szansę wygrać. Kto by to tam wiedział... Bądź co bądź, nie spodziewał się, że dziewczyna potrafiła walczyć i to całkiem nieźle! Ups, zapowiadały się kłopoty, nie można było jej zaliczyć do tamtych łamag. A Aoi chyba uświadomił sobie ciut za późno... Nie czasem w momencie, gdy go walnęła? Chyba. Ból jednak sprawił, że włączyło mu się w głowie jakiś guziczek, odpowiadający za... Za co? Chyba za coś, co pozwoliłoby mu się lepiej skupiać na walce.
Cholera... Boli... - pomyślał, na chwilę rozluźniając uścisk. No i nie umknęło jego uwadze, gdzie ona kierowała swoją nogę. Jęknął w duchu, wiedząc, że pozostaje mu jedynie jeden wybór - ochrona. Dlatego też puścił ją, by potem... Ha! Złapać ją drugą ręką za nogę i mocno chwycić, by zatrzymać cios, który spowodowałby nieprzyjemne skutki. Kto powiedział, że ma opóźniony refleks? I chyba dziewczyna nie była szybsza od wampira, prawda? Więc... Kto mu to tam bronił... Przynajmniej miała wolne dłonie.
Ah, wracając do tego... Zakładając, że mu się to udało, zamierzał użyć mocy lodu i momentalnie zamrozić ją w ten sposób, a przynajmniej tą kończynę. Najprawdopodobniej, patrząc na to, że musiał pilnować, by czasem nie oberwać z tego noża lub tez z innego rzeczy, która mogłaby się jej napatoczyć do łapek.
Niezależnie od tego, czy udałoby mu się to czy też nie (zakładając wariant, że nie udało mu się, zamierzał trochę odsunąć, również chroniąc swoją męskość), zrobiłby coś jeszcze. Będąc wystarczająco blisko nieznajomej, wyciągnąłby drugą dłoń, by złapać za jej maskę - jeśli całą dłonią, zerwałby ją, a jeśli zaś zaledwie muśnięcie, to za pomocą tego, również wykorzystałby swoją moc lodu.
Zaś w chwili kontrataku przeciwniczki, jeśli chciałaby używać swoich dłoni, by mu zadać serie ciosów, użyłby drugiej z mocy - Ochrony.
Powrót do góry Go down
Ptaszynka

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2162-kotori-sanata#44806 http://vampireknight.forumpl.net/t2662-ptaszynka#56783
Zarejestrował/a : 17/09/2015
Liczba postów : 114


PisanieTemat: Re: Aleja "Niewidzialnych"   Sro Cze 22, 2016 6:17 pm

Czując uścisk stwierdziła, że nie jest to uścisk cechujący zwykłego człowieka. Ból był spory. Przedłużenie uścisku lub jego wzmocnienie mogłoby się źle zakończyć. Taki impuls dotarł do jej głowy. Nie zastanawiała się nad nim, zaczęła działać. Zaatakowała jego szyję, żeby się wyswobodzić, trafiła pełną mocą. Brała pod uwagę, że taki cios nie zaszkodzi wampirowi tak, jak zwykłemu człowiekowi. Zdolności regeneracyjne, wytrzymałość i sprawność tych istot była zadziwiająca. Mógł poczuć mniej, ale musiał poczuć. Ogłuszenie było tym, czego potrzebowała.
Nóż i drewniana noga nie były typowymi broniami, a przynajmniej nie taką rolę do końca miały pełnić. Były popisowe. Miały być argumentami, by wampir się poddał. Tylko noża nie miała zamiaru odrzucić. Mógł zadać dotkliwsze rany niż jej ręce. Trafiła w szyję. Przeciwnik musiał zostać zamroczony. Zareagował późno. Późno jak na wampira. Uścisk osłabł, więc szarpnęła ręką, by ją wyswobodzić. Nie miała czasu poprawiać uchwytu noża. Zablokowałaby jego tępy koniec małym palcem, by się jej nie wyślizgnął, lecz czas, czas. Szarpnięcie ręką zmobilizowało wampira do złapania jej nogi. Skupił się na niej, ale ona miała jeszcze trzy kończyny, głowę, i w ogóle resztę ciała z nożem w ręce. Ręce, która mogła okazać się nie dość sprawna, by zaszkodzić przeciwnikowi.
Mógł zmiażdżyć jej nogę. Mógł zadać jej cholerny ból. Czy będzie gorszy od długotrwałych, psychicznych tortur szalonego wampira? Będzie gorszy od obserwowania śmierci kilku dziesiątek niewinnych z jego rąk? W tym śmierci zupełnie finezyjnych, w których nie raz brała z przymusu udział? Ba! Po którejś pomagała oprawcy niemal z własnych chęci, by uniknąć konsekwencji gorszych niż zabicie zupełnie przypadkowej w swoim życiu osoby. Wiele rzeczy robiła w tym czasie z „własnej woli”, dzięki którym była właśnie tą Kotori. Dobrą a przez to kruchą, a zarazem bezwzględną i twardą, zdecydowaną i gotową na wszystko, gotową poświęcić siebie.
Ból miażdżonej nogi nie mógł być gorszy. Nie mógł. Tak dziewczyna uznała w chwili, gdy została złapana. Czy ból stanie się, czy też nie, musiała działać. Musiała skupić się na pozostałych członkach i na przeciwniku. Tylko natychmiastowa reakcja, nie pozostawienie zbyt długiego czasu agresorowi, który miał go więcej niż Tori, mogło dać jej przewagę. Miała obie ręce wolne. Po ciosie w szyję lewa ręka wcale nie była tak daleko ciała oprawcy. Złapał jej nogę, ona zaś pchnęła rękę w kierunku jego twarzy, chcąc palec wskazujący i środkowy wepchnąć mu do oczu, prawą zaś, znajdującą się nieco z tyłu, pchnęła w kierunku boku wampira. Więcej siły włożyła w cios lewą ręką. Jeżeli nie trafi, może zmusi przeciwnika do cofnięcia się. Ruch prawą ręką był raczej popisowy, mający odtrącić od Kotori przeciwnika. Obawiała się, że silne dźgnięcie okaleczy ją samą, bo nie będzie wstanie utrzymać noża tak, by wbiło się w ciało nie raniąc jej, gdyby dłoń zsunęła się na ostrze nie hamowana jak nóż oporem przebijanych mięśni na boku. Udane pchnięcie mogłoby przebić człowiekowi jelito, doprowadzić do zatrucia organizmu,gorączki i śmierci w kilka godzin. Wampiry chyba na to nie cierpiały, ale ból czuły...
Nie wiedziała jeszcze, że wampir założył całą taktykę, nie wiedziała, że mógłby użyć umiejętności magicznych, że chciałby zerwać jej maskę. Nie znała jego zamiarów, skupiła się na natychmiastowej reakcji na bodziec czuciowy na nodze, którą spróbuje cofnąć na ziemię, wyrywając z uścisku, może pochylając lekko przeciwnika, jakby nie chciał puścić, by sam nadział oczy na jej palce. Gdyby ta akcja się powiodła, gdyby miała szansę, z pewnością powtórzy gest kopnięcia, tym razem w bok przeciwnika, pozostawiając ciężar ciała na nie schwytanej wcześniej nodze. Podejrzewała, że tamta będzie obolała, ale wciąż mogłaby być do wykorzystania. Gdyby więc ból nie zasugerował jej, że potrzebna jest amputacja, albo kość nie wychodziłaby bokiem, spróbowałaby kopnąć.

//Nie zapisałam wcześniej, którą nogą Kotori chciała kopnąć, więc zostawię to MG.

_________________
Powrót do góry Go down
Grigorij
Łowca (D)
Łowca (D)
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1683-vladislau-darkhawk#35268
Zarejestrował/a : 18/02/2015
Liczba postów : 622


PisanieTemat: Re: Aleja "Niewidzialnych"   Czw Cze 23, 2016 10:11 pm

Wampir tej kategorii nawet zamroczony jest bardzo szybki. Może gdyby trafił na łowcę rutynowo pijącego krew szanse byłyby bardziej wyrównane, lecz miał szczęście walczyć z adeptem. Dlatego też powstrzymanie nogi w połowie drogi do celu powiodło muu się, a nadnaturalna zdolność zamrażania zaczęła działać pokrywając nogę warstwą lodu. Było to bolesne. Nie tak jak miażdżenie kończyny, lecz za to jeszcze bardziej niespodziewane. Co gorsza warstwa lodu oraz odrętwienie spowodowane wychłodzeniem mięśni i ścięgien na jakiś czas praktycznie unieruchomiły prawą nogę. Któż wie na jak długi czas. Wampir ośmielony swoim sukcesem zechciał zdjąć maskę Ptaszynki, lecz ta miała dla niego także zaplanowane gorące atrakcje. Lewa ręka zamaskowanej kobiety powędrowała ku prawemu oku mężczyzny wgniatając niemalże oko wgłąb czaszki. Podstawy krav magi nie poszły w las. Bolało i to bardzo dlatego też Aoi uruchomił kolejną ze swoich mocy jaką jest Ochrona. Palce Ptaszynki zaczęły boleć. Nie był to jeszcze ból nie do zniesienia, lecz z każdą sekundą się nasilał. Poświęcenie jakiemu poddała się kobieta opłaciło się na tyle, iż osłabioną ręką mogła wykonać pchnięcie nożem od boku. Wampir nadal był jednak wampirem i przez zwykły odruch, refleks czy wyuczony unik cięcie nastąpiło choć nie było czyste. Nastąpiło przecięcie skóry na brzuchu Aoi. Bardzo głębokie, ale nie dochodzące do trzewi. Na dźwięk szamotaniny przy pobliskich śmietnikach się zakotłowało i do uszu walczących dotrzeć mógł pisk. Zerwał się też silniejszy wiatr jakby sama natura chciała dodać dramatyzmu chwili.
Cóż będzie dalej? Aoi odstąpi? Ruszy z natarciem? Kotori wycofa się? Zmieni taktykę? Może nie wypuści przeciwnika z rąk? Tego wszystkiego i więcej dowiemy się w następnym odcinku.




Aoi: Ból w szyi ustępuje choć powoli, ale do kolekcji dochodzi głębokie zranienie na brzuchu, które dopiero zaczyna się goić oraz mocno odczuwalny ból prawego oka. Jeśli Aoi się wyswobodzi nie muszę chyba mówić, że wizja będzie trochę rozmazana na tym oku.
Lód - 1 post
Ochrona -  post

Kotori: Sprawa jest prosta. Ból nadgarstka nie ustąpił, ale też się nie pogłębił. Natomiast Twoja noga nadaje się do gry w hokeja. Jako kij. Zamrożona w lekkim zgięciu, zatrzymana w momencie wyprowadzania kopnięcia. Możesz mieć problemu z utrzymaniem równowagi, jak na razie wbijanie palca w oczodół wampira dawało Ci pewną stabilizację.
Powrót do góry Go down
Ptaszynka

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2162-kotori-sanata#44806 http://vampireknight.forumpl.net/t2662-ptaszynka#56783
Zarejestrował/a : 17/09/2015
Liczba postów : 114


PisanieTemat: Re: Aleja "Niewidzialnych"   Pią Cze 24, 2016 12:49 pm

Na nogę zaczął następować lód, pokrywając ją. Ujemne temperatury wtargnęły pod wierzchnią warstwę skóry i zaatakowały skórę właściwą, chcąc sięgnąć jeszcze głębiej. W pierwszym ułamku nie wiedziała co to, w drugim charakterystyczny ból sam ją naprowadził. Mrożenie było obróbką termiczną. Obrażenia oparzeń jak i odmrożeń były podobne, równie niebezpieczne. Paranormalne zdolności tego wampira były silne... Dopiero teraz mogła to stwierdzić, a zarazem tak szybko, bo po jednym zaledwie pokazie.
Nie dobrze. Musiałaby skończyć walkę od razu. Im dłużej trwała tym mniejsze szanse miała Kotori. Na razie musiała odepchnąć od siebie Aoi, teraz wiedziała już, że znalazła się w śmiertelnym niebezpieczeństwie, nawet, gdy wydało się jej, że wampir nie potrafi zbyt dobrze walczyć wręcz. Zaatakowała natychmiast. Chciała zaatakować oboje oczu wampira, ale trafienie okazało się możliwe tylko w jedno z nich. Jej palce pierwszy raz miały okazję zagłębić się w cudzą gałkę oczną, chociaż jej struktury pozostały jeszcze nieprzerwane. Faktycznie, szkliste i galaretowate. Poczuła natychmiast ból. Nie wiedziała, czym jest spowodowany, jedną z opcji była próba przemrożenia jej palców. Nie wycofała ich jednak prosto do tyłu, spróbowała szarpnąć ręką w dół, by paznokciami, dosyć krótkimi jak na dzisiejszą płeć piękną, ale wciąż odstającymi od opuszek palców, uszkodzić jak najwięcej oka, może jego szkliste ciałko ulegnie pod siłą jej palców? Może oko, może porwie też powiekę? Może przynajmniej ją uszkodzi? Może na policzku wampira powstanie niewielka ranka? Chociaż aby zrobić coś tak absurdalnie niegroźnego i wnerwiającego drugiego człowieka, musiałaby trafić dobrze w powiekę, a żeby trafić ją, musiałaby może uszkodzić oko. Prawą ręką wykonała prosty cios, który odsunął od niej przeciwnika.
Odetchnęła głęboko. Podsumujmy. Wampir ma głęboką, krwawiącą ranę na brzuchu i uszkodzone w jakimś stopniu oko. Ona miała pokrytą lodem nogę. Jeżeli szybko z nią nic nie zrobi, może nabyć się przynajmniej ogromnych blizn. Z drugiej strony wampir był na pewno mocno obolały i skoro musiał użyć swoich paranormalnych mocy tak szybko, była dla niego realnym zagrożeniem. Ta walka może zakończyć się jednak remisem. O ile nie przegraną Kotori. Jej ciało może doznać szoku przez wzgląd na temperaturę na jej nodze. Nie wiedziała też co z ręką. Ból nie ustępował, ale jeśli nie wzmógł się podczas ciosu, możliwe, że nie jest najgorzej. Na razie starała się nic nie okazywać po sobie. Cóż, ukryta pod maską niewiele mogła okazywać. Spowalniała swój oddech by by biegł normalnym tempem, a serce się uspokoiło. Ich podniesiony rytm wywołany został przez gwałtowne podniesienie się poziomu adrenaliny. Nie przenosiła ciężaru ciała na oblodzoną nogę. Dzięki niej tylko utrzymywała równowagę, podpierając się.
- Te ofiary nie są warte twych obrażeń, prawda? Jesteś pewien, że chcesz to kontynuować? - Zapytała, delikatnie spuszczając z tonu, nóż powędrował w okolice jej biodra. Może gdy nie będzie aż tak wysunięty naprzód, dowiedzie, że nie ma złych zamiarów. Tylko lewą rękę miała przed sobą, jak gdyby chciała zasłonić się nią przed ewentualnym atakiem. Spróbowała przyjąć postawę defensywną. Zapominała wciąż o tym, jaki prowokacyjny jej ton bywał dla wielu osób. Głos jej nie zadrżał. Powstrzymywała to, żeby być bardziej wiarygodnym i utrzymać swą pozycję. Na razie to ona zmusiła wampira do wycofania się. Ból był kujący, ale niezbyt silny, w przeciwieństwie do tego, co mógł czuć wampir. On z jej tonu mógł wyczytać, że jest poważna, ale nie jest jej zamiarem, by doszło do większego rozlewu krwi, wcześniej wysyłała wyraźne sygnały ostrzegawcze, możliwe, że zbyt agresywnie. Możliwe, że chęć odpuszczenia zasugeruje Aoi, że ta się zmęczyła i należy napierać, od początku jednak mówiła o tym, by wampir się wycofał, nie zaatakowała pierwsza. Nie mogła też inaczej odebrać użycia nienaturalnej prędkości wampira wcześniej. Inaczej przegrałaby na starcie. Zerknęła wokół, nie spuszczając na dłużej wzroku z wampira, może w okolicy był jaki ptak? Co tak pisnęło? Pewnie tego nie zobaczy, bo było za nią. To mogło zwiastować kłopoty.
- Nazywam się Tori. Odnajdziesz mnie, gdy zechcesz wyrównać rachunki. Jestem od Łowców. Dlatego pozwól mi zająć się ludźmi, których zaatakowałeś. - Powiedziała spokojnie, ale śmiertelnie poważnie. Czy wystarczająco udowodniła, jakie ma motywacje? Wampir mógł być rozwścieczony. Jednak z pozycji, w której trzymała nóż, nadal mogła zaatakować. Gorzej, że nie może polegać na całym swoim ciele. Aoi nie musiał tego wiedzieć. Był wampirem. Mógł uważać, że ludzie są krusi, ale Kotori nie pokazała tego stereotypu po sobie.

_________________
Powrót do góry Go down
Aoi

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2046-aoi#43640 http://vampireknight.forumpl.net/t2481-aoi#52430 http://vampireknight.forumpl.net/t2529-aoi http://vampireknight.forumpl.net/t2085-aoi
Zarejestrował/a : 23/08/2015
Liczba postów : 229


PisanieTemat: Re: Aleja "Niewidzialnych"   Pią Cze 24, 2016 7:15 pm

Kurdę. Nie spodziewał się aż takiego zagrania do chwili, gdy poczuł je na swojej skórze. Dotarło do niego to, gdy poczuł ból w prawym oku, nie należących do najsłabszych. Aż jęknął cicho, starając się momentalnie zareagować i odsunąć się od niej trochę, tak, by tam nie sięgała już. Międzyczasie, wolną dłonią, chciał uderzyć w tą, która chwilę temu tak okrutnie wpijała się w jego ciało. Nie zamierzał szczędzić sił, chciał ją wybić na bok, by nie wpadła na pomysł, by przysunąć się i powtórzyć ten ruch. Również, o ile mu się to udałoby, przy zetknięciu się z jej ciałem, ponownie wykorzystałby moc lodu. I chyba Ochrona dalej działała, prawda?
Na dodatek, ciekawe, czy była jakaś szansa, by obroniła się przed tym gestem, skoro drugą ręką zaatakowała go z wykorzystaniem ostrza. Na szczęście lub nie, nie udało jej się zadać do końca tego ciosu, który planowała, jednakże z drugiej strony, odczuł spory ból. Co to była za zabawka, która od tak go pokroiła? Auć.
Dobra, dobra! Koniec końców, odsunęli się od siebie. Nie zamierzał dalej poświęcać oka, więc cofnął się od niej, odskakując do tyłu. Lewa jego dłoń powędrowała do rany na brzuchu, a na jego twarzy pojawił się grymas niezadowolenia. Poczuł krew płynącą między palcami, zapach, jak również i nieustępujący ból. Również połowa obrazu wydawała się mu być zamazana. Cholera.
I na dodatek jej słowa! Aż nie wiedział przez chwilę, jak ma to potraktować.
- Twoja wspaniałomyślność mnie rozwala - fuknął w odpowiedzi, patrząc na nią jednym okiem. Nie przymykał go, ponieważ mogło się to źle skończyć... A tak mu się teraz wydawało. - Nikt ci nie kazał ze mną walczyć.
Próbował zrozumieć, dlaczego to zrobiła, zamiast atakować go dalej i próbować wykończyć. Czy oberwała bardziej niż mógł się spodziewać? Litość? Nie, nie wierzył w to, że nagle znalazłaby się w niej ona. Zważywszy na jej ataki. Przynajmniej teraz tak rozumował.
- Jesteś zaskakująco pewna siebie - odpowiedział jej, niezbyt zachwycony, że dowiedział sie, kim ona jest. Wyjaśniało to jej umiejętności, ale jak również i... Co? Ah, to, że Aoi nie bardzo lubił ich. Chociaż może znajdzie się wyjątek? - Nie powinnaś mnie złapać i próbować zabić za to? - prychnął cicho i skrzywił się z bólu. Usłyszał pisk, ale nie skupił się bardziej na nim, a sam wiatr potargał trochę jego czarne włosy. - Dlaczego miałbym teraz ustąpić? - spytał się jej natomiast. Nie zaatakował jednak, czekając też na to, by rana zagoiła się na tyle, by nie dokuczała mu tak strasznie.
Powrót do góry Go down
Grigorij
Łowca (D)
Łowca (D)
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1683-vladislau-darkhawk#35268
Zarejestrował/a : 18/02/2015
Liczba postów : 622


PisanieTemat: Re: Aleja "Niewidzialnych"   Nie Cze 26, 2016 5:31 pm

Tak, że tak. W związku ze sposobem zakończenia ataku na narząd wzroku Aoiego oko uległo uszkodzeniu, ktorego regeneracja zajmie organizmowi wampira kilka dni. Powinien być wdzięczny losowi, iż powstał jedynie krwiak na oku i lekkie uszkodzenie powierzchni nie przecinające jednakże więzadła soczewki. Oznacza to, iż obraz oka prawego jest zamazany, a powieka odruchowo próbuje je nawilżyć i ochraniać przed źródłami światła. Generalnie nie wygląda to dobrze gdyż oko sprawia ogromny ból zdecydowanie utrudniając percepcję i psując samopoczucie. Z kolei wampir rozdrażniony niespodziewanym atakiem uderzył z rozpaczliwą siłą rękę napastującą jego twarz nie wiedząc, iż łowczyni już i tak ją wycofywała. Błyskawiczny i silny cios na odlew sprawił, że Koto była bliska krzyknięcia z bólu. Będzie siniak, oj będzie. Tym samym Aoi sprawił, że jego przeciwniczka po dwakroć się zastanowi zanim ponownie spróbuje podobnego manewru. Co więcej ponownie skorzystał z mocy lodu, lecz tym razem dla młodej kobiety było to niemal jak błogosławieństwo gdyż nieznacznie zmniejszyło ból i obrzęk. Niemniej ręka była też pokryta szronem i lekko zmrożona. Sytuacja była patowa toteż oboje odstąpili od siebie. Czy jednak ponownie dojdzie do zwarcia? Jest na to szansa. Czas jednakże pokaże.



Aoi:
Lód - 2 posty
Ochrona - 2 posty

Macie przed sobą kolejkę albo dwie. Jeśli dojdzie ponownie do starcia zawołajcie mnie. Tak samo jeśli będzie pewność, iż starcie się kończy. Jak na razie jest remis z delikatnym przechyleniem szali na korzyść Aoi.
Powrót do góry Go down
Ptaszynka

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2162-kotori-sanata#44806 http://vampireknight.forumpl.net/t2662-ptaszynka#56783
Zarejestrował/a : 17/09/2015
Liczba postów : 114


PisanieTemat: Re: Aleja "Niewidzialnych"   Nie Cze 26, 2016 9:23 pm

Jej ręka. Czy jest dobrze? Prawa może być uszkodzona. Lewa zaraz zesztywnieje i tyle będzie. Prawa była jednak w niezłym stanie. Zaciśnięciem zębów pohamowała jęk. Jeżeli na sińcu się skończy, będzie szczęśliwa. Odmrożenia pohamowały i ból. Zmniejszyły obrzęk, dzięki czemu wampir nie będzie mógł zobaczyć prawdziwej reakcji jej ciała na obrażenia. Był świadomy jak ludzie reagują na lód? Wyglądał młodo i nie umiał się bić. Ale wiek wampira trudno poznać.
Powstrzymała się, by sięgnąć prawą ręką do lewej i zetrzeć szron. Po prostu zatrzepała nią, by, co mogło, to odpadło. Jak pyłek, który źle wyglądał na rękawie.
Lewą rękę ułożyła we wcześniej ustalonej pozycji, z delikatnie lśniącym szronem jako dodatkiem. Od tak, na zaś, by móc się nią osłonić, w postawie defensywnej. Miała nadzieję, że obrażenia wampira nakłonią go do pokory, nie dalszej agresji. Przemyślenia sytuacji,jej plusów i minusów. Zwłaszcza minusów w tej chwili. Kotori wiedziała, że to nie skończy się dla niej najlepiej. Mogła to zrobić na kilka lepszych sposobów, prawda?
Lekko zmarszczyła brwi. Wampir nie rozumiał co uczynił. Nie wiedział, że sprowokował tę bójkę, przez którą obaj byli teraz ranni i obolali zupełnie na poważnie. To nie były głupie siniaki czy zadrapania. Kiedy uznał, że jest pewna siebie, skinęła głową, na znak, że bynajmniej go nie ignoruje. Szacunek do wampira. Kto by pomyślał. Może to dlatego, że okazał się po prostu silniejszy? Kolejne słowa utwierdziły ją w przekonaniu, że ten wampir nie rozumie. Nie zna sytuacji.
- Zaatakowałam w samoobronie, wampirze. Miałeś powody by mnie zaatakować, a nie chcąc zostawić ofiar utwierdziłeś mnie w przekonaniu, że jesteś agresywny. Twój pokaz siły odebrałam jako próbę ataku, więc broniłam się. - Odpowiedziała spokojnie, pewnie, poważnie. Mówiła lekko obniżonym niż na co dzień głosem. Niskim, spokojnym i pewnym, sugerującym, miała nadzieję, czystość jej intencji. - Łowcy zabijają jedynie z konieczności. Łamanie zasad nie jest mile widziane. - Pociągnęła odpowiedzi na jego słowa. - Chcąc cię zabić nie próbowałabym rozorać ci oka i odepchnąć nożem. - Jej głos nie miał w sobie wielu emocji, był raczej chłodny, ale nie nieuprzejmy (postępy). Może raczej częściowo oficjalny, ale głównie po prostu spokojny. Próbowała mu tylko udowodnić, że się mylił. Nie agresywnie, nie prowokacyjnie, ale poważnie i spokojnie, miała nadzieję.
- Jeżeli będziesz napierał teraz, możesz nabawić się gorszych obrażeń i ściągnąć na siebie uwagę łowców. - Nie była sama i wampir musiał to wiedzieć. Nie wiedział, że była niedoświadczonym kadetem. Nie wiedział, że te ataki nie miały go zniechęcić do atakowania jej, ale były próbą przetrwania. Jej głos nie sugerował, że czuła ból, nie drżał, był po prostu spokojny. Wydawała się pewna siebie. Całą sobą próbowała dać wampirowi powody, by myślał, że dominuje nad nim, a przynajmniej ma przewagę. W Łowcach miała. I jej śmierć ściągnęłaby na niego uwagę organizacji. Ten czyn sprawi, że konsekwencje same do niego przyjdą. W sporej liczbie.

_________________
Powrót do góry Go down
Aoi

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2046-aoi#43640 http://vampireknight.forumpl.net/t2481-aoi#52430 http://vampireknight.forumpl.net/t2529-aoi http://vampireknight.forumpl.net/t2085-aoi
Zarejestrował/a : 23/08/2015
Liczba postów : 229


PisanieTemat: Re: Aleja "Niewidzialnych"   Nie Cze 26, 2016 10:29 pm

Dobrym podsumowaniem tej oto sytuacji byłyby słowa nie przeznaczone dla uszów niepełnoletnich. Przynajmniej tak teraz uznał, gdy ból oka był jeszcze bardziej odczuwalny niż wcześniej. Sprawiało to również, że czuł rozdrażnienie, jak również i nie mógł polegać na wizji z tego oka. Skończyło się na tym, że ostrożnie je zamknął i przytknął delikatnie wolną dłoń do niego, by też spoglądać na dziewczynę jedynie tym drugim, zdrowym. Odsunął zaś drugą dłoń od powstałej rany, czując, jak trochę się zagoiła... Więc raczej nie powinno już tyle krwi uciekać z niego, prawda?
Wyłączył również działanie mocy zwanej "Ochroną" i skupił się na samej przeciwniczce, której najwyraźniej zebrało się na rozmowy i... Co? Narzekanie na niego? Hura. Tylko tego mu oczywiście do szczęścia brakowało, no bo dlaczego nie? Jakoś nie był zachwycony tym, ale uznał sam, że lepiej będzie zebrać trochę sił na ewentualne dalsze działanie.
- Nikt ci nie powiedział, że możesz prowokować innych swoimi słowami? - odpowiedział jej pytaniem. - I tym samym powodować zupełnie inne efekty niż chciałabyś? - w jego głosie było słychać rozdrażnienie. Cholera, strasznie boli mnie to oko. Ciekawe, czy wypicie krwi zmniejszy odczuwalny ból.
Czerwone oko śledziło ją uważnie.
- Masz ciekawe wyobrażenie o łowcach, Tori - stwierdził niechętnie. Niestety, ale Aoi poznał łowców właściwie nie tylko z jednego punktu widzenia. Mimo że z akcji z przed roku miał o nich dobre wrażenie, to jednak i tak nie wypleniło to wspomnień z dzieciństwa. Szkoda. - Chcąc mnie zabić...? - powtórzył po niej. Mogła zauważyć, że wątpił w jej słowa.
Aoi bardziej odniósł wrażenie, że po prostu nie byłaby w stanie... A może i jednak? Nie wiedział, jak dużo miała doświadczenia, ale zdawał sobie sprawę, że umiała walczyć, w odróżnieniu co do niego. Z drugiej strony jednak miała swego rodzaju pecha, albowiem moce chłopaka skupiały się na bliskim, nie dalekim zasięgu.
Prychnął pogardliwie na jej słowa.
- I tak pewnie im powiesz o wszystkim, gdy się to skończy - powiedział, takim tonem głosu, jakby to była jedna wielka oczywistość. - Na dodatek... Sama nie skończyłabyś lepiej - właściwie, czy dorwanie jej nie będzie dobrym pomysłem? Wymazałby jej pamięć z tego spotkania... Chyba, że dziewczyna przekona go, by po prostu zrezygnował. O wiele bardziej skutecznie niż teraz.
Powrót do góry Go down
Ptaszynka

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2162-kotori-sanata#44806 http://vampireknight.forumpl.net/t2662-ptaszynka#56783
Zarejestrował/a : 17/09/2015
Liczba postów : 114


PisanieTemat: Re: Aleja "Niewidzialnych"   Pon Cze 27, 2016 9:05 am

Może Kotori po prostu miała taki typ urody, że nie lubił jej nikt, poza ludźmi z anhedonią? Chyba tak. Gdzie się nie pojawiła, coś było nie tak. No, może nie do chwili, gdy się odezwała. Niedługo zacznie wierzyć w klątwy, próbując odrzucić myśl, że inni są po prostu głupi. Na szczęście nie tylko ona wyszła z tej potyczki z obrażeniami. Potrafiła nie skupiać się na bólu, potrafiła skupiać się na analizie najgorszych sytuacji, w których się znajdowała. Potrafiła zachować wszelki spokój. Mimo, że postarała się by być bardziej pokojowa, wampir pozostał wampirem. Agresywnym, terytorialnym, zaborczym wampirem. Dlatego ich nienawidziła. Te drapieżniki w krwi miały agresję i zuchwałość ze względu na siłę, jaką posiadali. Kotori była tu sama. A ludzka siła łączy się w społeczności. Czy gdyby miała za sobą kilku innych, wampir wciąż byłby tak nieprzejednany?
Nie odpowiedziała na pierwsze jego słowa. Nie było sensu. Nie ważne, co by powiedziała, do czego by się przyznała, wampir i tak uzna ją za Panią Piaskownicy z plastikowymi grabkami w ręku. Cóż, ból jego oka i brzucha nie był jej winą. Broniła się. Nie musiał atakować. Ale to by go tylko rozdrażniło. Nie odpowiedziała nawet na imaginację Łowców. Jednym krótkim dialogiem nie przekona niedowiarka jak jest naprawdę. Zamilkła więc, by słuchać tyrad wampira. Przymrużyła oczy. Dialog z nim nie ma żadnego sensu. Kotori nie miała aż takich zdolności interpersonalnych, całe życie stroniąc od ludzi, by móc negocjować z tego typu wampirem.
Wampir był agresywny i rozdrażniony nieudanym pokazem siły. Nie mogła też zaatakować pierwsza. Nie była dość szybka, aby to zrobić. Chybiłaby, nie ważne, co by zrobiła. Mogłaby stracić równowagę. To oznaczałoby jej koniec. Ucieczka będzie przyznaniem się do braku siły, a nie mogła do tego doprowadzić. Sprawiłoby to, że wampir poczuje się dominującym osobnikiem i zacznie atakować więcej, nie będzie bał się Łowców, więc nie będzie się hamował przed zadawaniem ciosów. Ponadto mógłby ją ścigać, mogłaby nie zdążyć wezwać pomocy. Lewa ręka i prawa noga. Miała jakieś szanse? Jakieś są zawsze... Jakieś...
- Zatem podejmij decyzję, rozważ za i przeciw. - Powiedziała po prostu. Spokojnie, bez drżenia w głosie. Nie dając mu podpowiedzi. Widział obraz sytuacji sam. Wiedział, co się dzieje. Ech. Czy nie lepiej byłoby zginąć „na służbie”, niźli słuchać szkoły pokory od zawiedzionego nią Darkhawka? Nie chciała zawieść nikogo. Ani jego, ani tych ludzi leżących na ziemi. Jeden wciąż się skręcał, dwóch było niezdrowo bladych. Nie są w najlepszym stanie.
Nie była negocjatorem ani mediatorem. Nie znała wampira,nie wiedziała jak podejść do niego, mogła tylko liczyć na jego rozum, widziała jedynie agresywne zwierzę, zagrożenie, z którym poważnie trzeba się liczyć. Dlatego nie miała siły, by zrobić tu cokolwiek. Uchwyciła pewniej nóż, starając się zignorować ból, skupić jedynie na pracy mięśni i ścięgien, by skontrolować, na ile jej pozwalają.
Oparła się nieco bardziej na odmrożonej nodze, sprawdzając, ile wytrzyma. Była gotowa na atak. Nie spodziewała się niczego innego. Zerknęła na boki. Jakieś meble. Na wierzchu były mniejsze elementy, kawałki desek, stare, zakurzone kulki nie wiadomo czego. Nie mogła dać wampirowi za dużo czasu na regenerację. Jeśli będzie musiała sprowokować atak, sprowokuje go. Kotori jest dobra tylko do jednego. Prowokacji.

_________________
Powrót do góry Go down
Aoi

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2046-aoi#43640 http://vampireknight.forumpl.net/t2481-aoi#52430 http://vampireknight.forumpl.net/t2529-aoi http://vampireknight.forumpl.net/t2085-aoi
Zarejestrował/a : 23/08/2015
Liczba postów : 229


PisanieTemat: Re: Aleja "Niewidzialnych"   Pon Cze 27, 2016 10:29 am

I weź się z taką dogadaj, no! To on się namęczył, by tyle powiedzieć, a ona co odpowiedziała? Kilka słów, zmuszając go, by sam przemyślał całą sprawę. Hola, hola, a to nie miało być tak, że to ona w cudowny sposób go przekonuje? Rany, ona naprawdę uważała, że tymi słowami sprawi, że coś się zmieni? A może... Może coś kombinowała? Chciała wezwać pomoc? Zbierała siły? Mógł jedynie się zadręczać i zastanawiać poważnie nad tą sprawą.
Mimowolnie się skrzywił. Nie podobało mu się to, jak do niego odnosiła się owa kobieta. Jednakże nadal nie atakował. Tak naprawdę, oboje posiadali o sobie bardzo niską wiedzę. Gdyby zaś ona była większa... Kto wie, czy to starcie czasem nie skończyłoby się zupełnie inaczej. Można właściwie zgadywać.
- Rozważyłem - fuknął po krótkiej chwili. - I jakoś nic mnie nie przekonuje. Może ty spróbujesz, Tori?
Ha, co ona mogła mieć do powiedzenia? Póki co, stał w miejscu, ale oczywiście był w gotowości. Widział obrażenia łowczyni, ale z drugiej strony był pewny, że mogła chcieć zrobić coś głupiego, by tylko go powstrzymać od ewentualnego działania. Eh. Nigdy nie był człowiekiem, więc zaś nie wiedział, jak ona z tym wszystkim czuła się. Znaczy się, z obrażeniami.
- Jesteś pewna, że możesz zwlekać z odpowiedzią? - powiedział do niej jeszcze, zerkając na chwilkę na rannego człowieka. A co, jeśli z tego wszystkiego padnie? I to też będzie po części jej wina, bo nic z tym nie zrobiła! Będzie musiała się tym zadręczać, o! Ale bądź co bądź, Aoi nie ruszał się z miejsca, sprawdzając tym samym, jak ona zareaguje na jego słowa. Nikt nie powiedział, że będzie łatwo, a czarnowłosy nie zamierzał działać na korzyść młodej łowczyni.
Powrót do góry Go down
Ptaszynka

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2162-kotori-sanata#44806 http://vampireknight.forumpl.net/t2662-ptaszynka#56783
Zarejestrował/a : 17/09/2015
Liczba postów : 114


PisanieTemat: Re: Aleja "Niewidzialnych"   Pon Cze 27, 2016 5:54 pm

Aoi pewnie rozgromiłby Kotori, jak mrówka pożera małego termita. Tymczasem wampir nie udzielił jej odpowiedzi. Był niezdecydowany. Nie wiedział co zrobić? Miała nadzieję, że wątpliwości go pożrą. Nie mogło być jednak zbyt kolorowo. Wampir miał siłę i szybkość. Dziabnęła go kilkukrotnie boleśnie, ale jedyne co mogła, to boleśnie kąsać. Mogła rozwiązać to zupełnie inaczej. Była głupia. Nie znała jeszcze dobrze wampirów. Nie znalazła się jeszcze w takiej sytuacji i postąpiła pochopnie. Zbyt pochopnie.
Nie miała teraz większych szans na to, by wezwać pomoc od łowców. Nie czuła się już tak pewnie. Gdyby jednak nie moc wampira, miałaby szanse. Wampiry nie mogą używać jej w nieskończoność. Czy dała mu siły do regeneracji? Czy da radę unikać jego ciosów? Musiała brnąć w bagno, w które weszła. Prawda?
Co powiedziałby Darkhawk na jej miejscu? Na jej miejscu wbiłby wampira w ziemię. Dla Kotori to zły plan. Może nabawić się zbyt wielu obrażeń. Hm. Czym był człowiek w tym starciu? Był zwierzęciem, które próbuje przetrwać. Co zrobić by przetrwać? Jeść, pić i nie dać się zabić. Ucieczka. Będzie adekwatna. Towarzysze jej gatunku? Czy byli od niej ważniejsi? Nie miała rodziny, ale miała bliskich. Oni pewnie też. Możliwe, że kogoś utrzymywali. Jednak sieroty sobie radzą. Ona sobie poradziła. Co powiedziałby Vladimir? Wolałby, żeby przeżyła ona, jego uczeń niż kilku losowych ludzi szarego społeczeństwa. Ona aspirowała na Łowcę. Jeżeli padnie teraz, w przyszłości będzie jednego Łowcy mniej. Kapitulacja?
Ostatnie słowa Aoi wyciągnęły ją z zamyślenia. Odetchnęła głęboko. - Skoro nie ustępujesz... - Powiedziała, z pozoru nie było to możliwe, ale jej ton był jeszcze bardziej spokojny. Może dlatego, że oficjalność z niego zniknęła. Nie można powiedzieć, że był to nieśmiały ton, nie był też pewny. Był tak neutralny, że było to aż nienaturalne. Zacisnęła dłoń oszronionej ręki i zaczęła się cofać. Czy głos jej nie zadrżał? Wampir mógł to wychwycić. Mniej zduszony, przez co nie aż tak niski, ale delikatnie wibrujący, jakby przestawała nad nim panować z sekundy na sekundę. Dziewczyna zacisnęła zęby. Nie mogła dłużej walczyć z takimi obrażeniami.
Krocząc w tył delikatnie utykała na oszronionej nodze. Była zesztywniała i boląca, to samo ręka, którą miała na wysokości nadbrzusza, jakby gotową do osłonienia się w każdej chwili. Nóż wciąż trzymała, by móc się obronić w razie gwałtownego ataku. Cofała się, patrząc na Aoiego, jak ofiara patrzy na łowcę, gdy chce uciec. Jednocześnie kroczyła ostrożnie, jakby bała się utraty równowagi, gdy jedna z jej nóg nie działała prawidłowo. Nie mogła biec i raczej obawiała się odwrócić plecami do prawdziwego łowcy.

_________________
Powrót do góry Go down
Aoi

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t2046-aoi#43640 http://vampireknight.forumpl.net/t2481-aoi#52430 http://vampireknight.forumpl.net/t2529-aoi http://vampireknight.forumpl.net/t2085-aoi
Zarejestrował/a : 23/08/2015
Liczba postów : 229


PisanieTemat: Re: Aleja "Niewidzialnych"   Pon Cze 27, 2016 8:36 pm

Czarnowłosy wampir obserwował łowczynię zdrowym okiem. Nie ruszył do ataku i nie ciągnął tego dalej, za to znów przyłożył dłoń do rany. Skrzywił się po raz któryś. Ból nie chciał ustąpić, a uszkodzenia również powodowały w nim złość i rozdrażnienie. Nie będzie dobrze, jeśli dojdzie do dalszego starcia. Nawet jeśli mniej więcej wiem, co ona może i w jakim jest stanie, ja nie należę do dobrych wojowników. Gdyby nie umiejętności i sprawność, pokonałaby mnie błyskawicznie - jęknął w myślach. - Nie wierzę, że nawet o tym pomyślałem, ale... Gdyby nie tamten cholerny wampir, nie dałbym sobie rady...
Dlatego też wyszczerzył ku niej kły. Chciał zaatakować? Nie. Widział, że ona chciała się wycofać, więc pozostawało jemu po prostu zrobić to samo. Jego zamiarem było zajęcie się własnymi obrażeniami, by jak najszybciej się ich pozbyć.
- Aoi - odezwał się nagle. - Jestem Aoi.
Nie wiedział, czy to był dobry pomysł, by się przedstawić, ale jednak skoro ona zdradziła mu swoje imię... Chociaż, czy ono było prawdziwe? Nieważne.
Sam również ostrożnie zrobił krok do tyłu. Jeden. Drugi. Trzeci. Nie ukrywał tego, że chciał się wycofać. Pewnie jego krew niedługo już przyciągnie niechcianych gości, a on nie byłby w stanie się wybronić. Smutne trochę.
Westchnął cicho i ponownie jęknął z bólu. On mógł wyczuć w jej głosie i ruchach to, jak bardzo wpłynęła ta walka na nią, ale to też działało w dwie strony - widziała dobrze, że wampir był w nie najlepszym stanie. Może tego nie dało się nazwać cierpieniem, ale do łagodnych rzeczy nie należało. Dlatego też, nie ma co się rozpisywać - chciał się wycofać i tyle.
Powrót do góry Go down
 
Aleja "Niewidzialnych"
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next
 Similar topics
-
» Aleja Kwitnących Wiśni
» Aleja czterech króli
» Kwiatowa Aleja
» Aleja sfinksów

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Vampire Knight :: Yokohama :: SLUMSY (POŁUDNIE)-
Skocz do: