IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Opuszczony dom

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next
AutorWiadomość
Yvelin
Mistrz Gry (MG)
Mistrz Gry (MG)
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t633-yvelin-shiroyama http://vampireknight.forumpl.net/t1148-yvelin#17606 http://vampireknight.forumpl.net/t2137-yvelin http://vampireknight.forumpl.net/t2096-yvelin http://vampireknight.forumpl.net/f79-posiadlosc-sharp
Zarejestrował/a : 28/10/2012
Liczba postów : 545


PisanieTemat: Re: Opuszczony dom   Czw Wrz 12, 2013 11:40 pm

Zagrodził jej przejście, bezczelny. Niedane było jej pomaszerować przed siebie na zwiady uroczego domu. Jeszcze perfidnie zlustrował ją spojrzeniem, zawiesił wzrok na jej piersiach, aż ją rączka świerzbiła, naprawdę miała czasem ochotę go palnąć, ale na stówę mogła się założyć, że bez wahania by jej oddał.
-No tak wyszedłeś w końcu na swoje. Widzę, że całkiem nieźle Ci się powodzi. Kiedy parapetówa?
Nie pokaże mu, że ją wkurza, nie dostanie tej satysfakcji. Może co najwyżej pomarzyć sobie. Blondynka uśmiechnęła się do niego jedynie w odpowiedzi na jeszcze bardziej perfidne zablokowanie jej przejścia. Brzydko sobie z nią pogrywał jej braciszek. Zbliżyła się do niego, a może wręcz przylegała do niego swoim ciałem. Ciekawa była jego reakcji, rzuci tylko pogardliwym uśmiechem, który ma jej udowodnić, że wcale nie ma dla niej miejsca w jego życiu, czy może posunie się znacznie dalej? Starała się ogarnąć czy naprawdę był taki nieprzyjemny czy tylko udawał, bronił się przed złem tego świata. Może bał się zranienia i zamiast tego wolał sam ranić. Zresztą, chyba nie powinno jej to interesować, z drugiej jednak strony był to jej Dastan.
-Dast, proszę Cię takie teksty to może mamie byś wkręcił, ale na pewno nie mi. Czuje tatę i żądam abyś zszedł mi z drogi.
Nie da się tak łatwo zwieźć, tyknęła go palcem wskazującym w środek torsu, och czyżby trafiła w jakiś opatrunek?
-Od Ciebie nic nie chce, nie wyobrażaj sobie. Świat nie kręci się tylko wokół Ciebie.
I tu cholernie ubolewała nad tym, że górował nad nią i nie był już takim małym knypkiem jak kiedyś, ale na spokojnie bez rękoczynów. Tak planowała, ale co z tego wyjdzie...

_________________


*****






Powrót do góry Go down
Dastan
Dastan
Dastan
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t502-dastan
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 505


PisanieTemat: Re: Opuszczony dom   Pią Wrz 13, 2013 9:24 pm

I tym razem nie odsunął od siebie ręki Naizena. Gdyby to była Yuki, nawet by na to pozwolił. Sam do końca nie wiedział dlaczego. Musiał ją chronić, temu częściej przebywał z samym Ringo, ale poza tym, jako obowiązek syna do matki, nic więcej ich nie łączyło. Ciekawe od kiedy zaczęło się tak dziać? Pewnie kiedy był jeszcze dzieciakiem, zwykłym szczeniakiem, lubiącym zaszywać się w bibliotece, by poczytać. Jakoś nigdy nie uważał, że zmarnował swoje dzieciństwo, choć na pewno brakowało mu zabaw czy śmiechu. A potem zjawiła się Yvelin w jego życiu i sprawiła, że Dastan znów zaczął się odzywać. Tak, na kilka lat umilkł, niezależnie od tego, kto co do niego mówił, milczał jak zaklęty. Teraz miał okazję, by pobyć z ojcem, ale były to trochę sztywne spotkania, pełne konwenansów, których sam sobie wpoił.
Słuchał uważnie opowieści swojego ojca, chyba po raz pierwszy dowiadując się o jego przeszłości. Nie był wcale taki, za jakiego go uważał. Nie miał łatwego życia, a przynajmniej początkowo. W sumie ciekawiła go jeszcze jedna rzecz, ale nie wiedział czy powinien o to pytać. Może kiedyś. Z twarzy blondasa nie dało się niczego wyczytać po tym, jak ojciec skończył swoją historię. Była dość niespodziewana. Ciekawe tylko, dlaczego ich ród był ścigany przez łowców. Z tego, co zaobserwował ojca starał się być opanowany i nie polował na ludzi, by nie zwrócić na siebie uwagi innych. A tu proszę, całkiem miła niespodzianka.
– A czemu Victor wam nie pomógł? Ukrywaliście się przed nim?
Skoro już zagłębili się w przeszłość, to mógłby się i dowiedzieć tego, dlaczego ich własny ojciec im nie pomógł. Może zrzucił winę na nich i wyrzucił tymczasowo z rodu? Albo wydarzyło się coś jeszcze innego.
Doskonale wiedział, że zapach Naizena był wyczuwalny. Ale jeśli ten ukryje się w sypialni, to Dastan będzie w stanie zatrzymać wścibską Yvelin przed ujrzeniem Naizena. Raczej oboje chcieli tego uniknąć. Nigdy nie wiadomo kto dorwie się do szlachetnej i chociażby poprzez wypicie krwi dowie się kilku niepotrzebnych rzeczy. A przecież ostatnio tak świetnie się bawiła. Odprowadził ojca wzrokiem, by już po chwili stanąć twarzą w twarz z siostrą.
– Miło, że Ci się podoba. Dom ma jakieś sto lat i według mnie ma swój nietypowy urok. Nie znoszę mieć tego, co inni. Lubię się wyróżniać.
Ironizował, nie ciągnąć dalej tematu odnośnie parapetówy. Bo po co, skoro wyraźnie powiedział, że się ukrywa? A więc takie miejsca nie służyły do durnych zabaw godnych ludzi. Powinna bardziej zważać na swoje słowa, szczególnie, że Dastan wciąż był bardzo wybuchowy.
Spojrzał na nią z góry nieprzychylnym, władczym wzrokiem, a wargi drgnęły w błahym uśmiechu, gdy poczuł ciało jakże kochanej siostry przy swoim. Jego łapa już przylgnęła do jej biodra, zmuszając ją wręcz do zespolenia z ciałem blondasa. Wyczuwał od niej zapach jakiegoś faceta. Ba, znał ten zapach. To ten sam goguś, który dobierał się do Mel. Jednak nie zamierzał ostrzegać siostry. Najwyraźniej lubiła być wykorzystywana, a to już nie jego sprawa. Wreszcie ją puścił i machnął dłonią by się odsunęła i skończyła tę swoją gierkę. Nie było sensu się oszukiwać. Wiedział, że był dla niej obojętny.
– Żądasz? Nie jesteś u siebie, Yv. I to nie jest Twój ojciec.
Uśmiechnął się wrednie, ukazując swoje kły. Ale gdy dotknęła jego klatki piersiowej, skrzywił się. Mimo, że jedynie położyła na niej palec, rana po poważnej operacji wciąż go bolała. Krew znów napłynęła do warg, więc wypluł ją.
– Widzisz, co mi robisz?
Wychrypiał lodowato i złapał ją za gardło. Nie ścisnął dłoni, ale wodził delikatnie palcem po miejscu, w którym wcześniej ją ugryzł.
– Odejdź stąd, Yv.
I tyle. Rękę cofnął, zrobił kilka kroków do tyłu, wciąż zagradzając jej wejście. Ręce wcisnął do kieszeni, czując pulsujący ból w okolicach serca. Blizna po operacji pozostanie mu już chyba na zawsze.

_________________
Powrót do góry Go down
Naizen

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t173-naizen-shiroyama#197 http://vampireknight.forumpl.net/t174-naizen-shiroyama#198 http://vampireknight.forumpl.net/f86-zamek-w-gorach
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 536


PisanieTemat: Re: Opuszczony dom   Sob Wrz 14, 2013 6:58 pm

Nie było chyba możliwości albo sam Dastan nie wykazywał się wtedy zainteresowaniem, by poznać przeszłość swoich rodziców. Jak żyli, jakie były wtedy stosunki między rodami wampirzymi a ich rodzinami. Jakich prac się podejmowali, jak wyglądała wtedy sprawa z Oświatą Łowiecką.
- Wtedy nie znałem szczegółów całej sytuacji. Ojciec nam nie pomógł, bo oni przyszli po niego. Celem było wymordowanie jego rodziny. Gdybym tam z Nadirą został, moglibyśmy zginąć. Musiałem zabrać siostrę po tym jak widzieliśmy ogień. Następnego dnia, gdy było pochmurno, wróciliśmy do domu, którego już nie było... Same zgliszcza i proch. Żadnego śladu po rodzicach. Byłem przekonany że zginęli. Ciężko było to powiedzieć Nadirze, która bardziej to przeżyła i przez to zaczęła nienawidzić ludzi i łowców. Przez jej napady złości i mordowania, zmuszeni ciągle byliśmy do zmiany miejsca zamieszkania. Nie potrafiła wtedy panować nad żądzą i nie zdawała sobie sprawy z tego, jaki bałagan zostawia w przemienionych ludziach. W końcu znalazłem pracę w klubie nocnym i tam dowiedziałem się o Akademii Cross, gdzie ją wysłałem. Szkoła jej dużo pomogła. Prawda była taka, że stryj Shingen z zazdrości o to, że mój ojciec był głową rodu, chciał go siłą usunąć, wysyłając na nas łowców. Po latach ojciec się pokazał nam żywy z matką i w jakiś sposób musiał się w tajemnicy rozprawić ze swoim bratem.
Odpowiedział jeszcze i na to pytanie. Nie widział nic w tym co by miał ukrywać. Dastan miał prawo znać prawdę i to jaka sytuacja panuje w ich rodzinie a także w rodzeństwie Victora. Walka o władzę. Shingen nie odpuszczał i niewątpliwe że wściekł się na wieść iż jego najstarszy brat żyje. Najmłodszy - Dylan, chronił najstarszego i jego żonę tym samym uniemożliwiając Shingenowi ogłoszenia się Głową Rodu. Wtedy już Victor cały ciężar przepisał Naizenowi. Najmłodszemu synowi.
Panowie wymienili między sobą spojrzenia i Naizen udał się do wskazanej sypialni, ale sumienie jakoś nakazywało mu być przy tych dzieciach aby się nie pozabijały, wiedząc jakie między nimi panuje napięcie. Wyszedł z sypialni stając blisko zejścia ze schodów tak, by go nie widzieli, bo i tak wiedział że go wyczuwają. Musiał przy nich czuwać. A Yvelin pewnie za wygraną nie da...

_________________

Powrót do góry Go down
Yvelin
Mistrz Gry (MG)
Mistrz Gry (MG)
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t633-yvelin-shiroyama http://vampireknight.forumpl.net/t1148-yvelin#17606 http://vampireknight.forumpl.net/t2137-yvelin http://vampireknight.forumpl.net/t2096-yvelin http://vampireknight.forumpl.net/f79-posiadlosc-sharp
Zarejestrował/a : 28/10/2012
Liczba postów : 545


PisanieTemat: Re: Opuszczony dom   Sob Wrz 14, 2013 11:27 pm

Siedzieć w domu i płakać nad złym losem nie zamierzała, więc jeżeli najdzie ją ochota to będzie się bawić jak tylko chce. Dastanowi nic do tego, zwłaszcza, że tak bardzo się przed nią bronił i nie chciał mieć nic wspólnego z jej osobą.
-Oczywiście, ma coś w sobie.
Zgodziła się z bratem bo rzeczywiście coś w tym było, ale miała nadzieję tym skwitować pogawędkę o domu. Jak chce to może i siedzieć w szałasie zbudowanym z patyków.
I nie będzie zważać na słowa to, że raz dała mu się na sobie wyżyć nie oznacza, że będzie się korzyć bo panicz ma wiecznie zły dzień i jest obrażony na cały świat. Nie potrzebowała ostrzeżeń od niego, a to, że jego ukochana narzeczona nie umiała sobie poradzić i zostałaby wykorzystana gdyby nie on, to nie oznacza, że każda wampirzyca jest taka bezradna. Yvelin nie potrzebowała księcia z bajki, aby biegał za nią i ratował ją z opresji za każdym razem.
Odsunęła się od niego po tej chwili zbytniej bliskości, ale tak na dobrą sprawę nic nie wiedział.
-Może i nie jestem, nie interesuje mnie to.
Na prawdę nie chciała aby doszło do czegoś gorszego niż przepychanki słowne, jednak napięcie jakie było między dwójką młodych wampirów w każdej chwili mogło eksplodować.
-Póki Naizen mnie akceptuje jako córkę to jest moim ojcem. Pogódź się z tym.
Nie bała się go, ani jego kłów, była drobniejsza i niższa, ale to jeszcze nic nie znaczyło. Patrzyła uważnie jak wypluwa krew, był jeszcze słaby. Kiedy trzymał ją za gardło, ujęła dłońmi jego nadgarstek, nie szarpała się, była czuła, pogładziła pieszczotliwie palcami skórę na jego ręce. Ze smutkiem spojrzała na jego twarz. Martwiła się o niego, mimo iż on najwyraźniej sobie tego nie życzył.
-Nie odejdę, nie mogę... nie chce.
Została odtrącona, ale się nie podda, była na tyle uparta, że słowa i gesty Dasta jej nie zniechęcą. Zbliżyła się w jego stronę, wyciągnęła do niego dłoń i chwyciła go za ramię. Starała się go do siebie przyciągnąć. Rozumiała, że wciąż czuje do niej ogromny żal, jednak nawet ona zasługuje na drugą szansę, aby móc się poprawić. Oczywistym było, że to co między nimi kiedyś było jest raczej niemożliwe do odbudowania.
-Myślisz, że jak taki będziesz to się lepiej poczujesz? Prawda jest taka, że zgorzkniejesz jeszcze bardziej, będziesz odrzucać wszystkich od siebie i co dalej?
Utkwiła poważne spojrzenie w jego twarzy, kocie oczy starały się cokolwiek wychwycić, jakieś uczucie, cokolwiek. Póki nie strącił jej ręki trzymała wciąż jego ramię.

_________________


*****






Powrót do góry Go down
Dastan
Dastan
Dastan
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t502-dastan
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 505


PisanieTemat: Re: Opuszczony dom   Nie Wrz 15, 2013 8:32 pm

To nie tak, że Dastan nie był zainteresowany przeszłością ojca, na którym się wzorował. Po prostu nigdy nie mili okazji do szczerej rozmowy, tak jak w tej chwili. Naizen przecież poświęcał się pracy, pozostawiając syna pod opieką żony, która najwyraźniej nie do końca umiała wytrzymać ze swoim jedynym synem, oddając go w ręce służby. Tym chętniej wysłuchał słów ojca odnośnie tego, co kiedyś przeżył w raz z siostrą. Teraz już wiedział, po kim odziedziczył pewne problemy z samokontrolą czy też opanowaniem własnych emocji.
– Nie sądziłem, że można prowadzić takie wojny o bycie głową rodu. To przecież spory obowiązek, odpowiedzialność, poświęcenie i kawał pracy. Osobiście nigdy nikomu bym tego nie życzył.
Przymknął oczy, zastanawiając się czemu te wampiry prowadziły tak bezsensowną wojnę o kawałek władzy. To nic nie dawało, nie sprawi przecież, że będzie się bogatszym albo bardziej wpływowym. Nie trzeba być głową rodu, żeby przynależeć do Rady Wampirzej, która de facto także nie stanowi stu procentowej władzy, bo zawsze znajdzie się ktoś ponad to. Wiedział, że to samo może go czekać, ale nie wyrywał się do tego. Choć oczywiście nie bardzo podobałby mu się fakt, że wybierze sobie na następcę syna siostry, a nie własnego. Nie zamierzałby się jednak o to kłócić i pewnie odłączył się od swojej rodziny, chcąc zająć się czymś innym.
Owszem, Dastanowi nic do tego z kim Yvelin się bawiła. Później znów będzie sobie pluć w brodę za coś, albo zostanie skrzywdzona, jak wówczas gdy wyjechała z Japonii. Ale o tym blondas już nie wiedział, nie wnikał, nie interesował się. Nawet nie miał ku temu żadnego prawa. Sama zakończyło to, co między nimi było i jakoś wcale nie zamierzała zrobić czegokolwiek w sprawie naprawienia napiętych… stosunków.
Wampir jakoś rzadko stosował przemoc wobec kobiet. Owszem, zdarzało mu się, nawet raz podniósł rękę na Aimi, choć w sumie później wylądowała już na stole. Nie zamierzał rzucać się na siostrę, pamiętał o słowach ojca. Należała do rodu, czy tego chciał czy nie, musiał znosić jej obecność, tolerować i nie doprowadzić do żadnych rękoczynów. Zresztą, jego organizm nie było jeszcze zdolne do nadmiernego wysiłku fizycznego.
– Nie zamierzam.
Postawił na swoim. Jeśli kiedyś zostanie następcą swojego ojca, okaże jej nawet łaskę poprzez nie wyrzucanie z rodu. Czyż to nie było wspaniałomyślne? Nie zamierzał nadużywać swojej władzy w rodzie, by się na kimś zemścić za przeszłość. Zamierzał doprowadzić do pokoju między rodami, a nie skłócać własną rodzinę.
Jego źrenice się rozszerzyły, gdy złapała jego rękę, delikatnie gładząc. Ona się o niego martwiła, z niewyjaśnionego powodu, a on nie chciał wierzyć, że mogłaby mu poświęcić choć chwilę w swoich myślach.
Zarejestrował, że ojciec znalazł się bliżej barierki, tak, żeby Yvelin mogła wyraźnie poczuć jego zapach. Dastanowi nie bardzo się to podobało, ojciec był zbyt lekkomyślny. Nie zamierzał go jednak pouczać, mając nadzieję, że wie co czyni.
Chłodnym wzrokiem przeszywał ją na wskroś, gdy podeszła do niego i uniosła dłoń. Poczuł odrazę, chciał się cofnąć, ale nie mógł. Przyszpilił ją swoim wzrokiem do ziemi, jakby ją unieruchamiając bądź paraliżując. Oblizał wargi i uśmiechnął się wstrętnie na jej słowa.
– Aż tak się martwisz? Już mnie wszyscy odtrącili. Pierw matka, potem Ty, z czasem zrobił to ojciec. Czas przyjdzie też i na moją narzeczoną. Przywykłem do tego, Yv, więc Twoja przemowa nie zrobi na mnie wrażenia. Ja. Nic. Nie. Czuję. Dlaczego nie chcesz odejść Yv? Zniknęłaś raz, tak łatwo i szybko. Teraz nie powinnaś mieć większych skrupułów.
Jego głos był wreszcie cichszy, drapieżny, z nutką tajemniczości. Nie wyrwał ramienia spod jej ręki. Niech ją sobie tam trzyma, skoro tak było wygodnie naszej damie.
– Czego Ty chcesz?
W jego oczach pojawiło się coś dziwnego. Wreszcie zadał całkowicie poważne pytanie, spoglądając na nią z nieodgadnionym wyrazem.

_________________
Powrót do góry Go down
Naizen

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t173-naizen-shiroyama#197 http://vampireknight.forumpl.net/t174-naizen-shiroyama#198 http://vampireknight.forumpl.net/f86-zamek-w-gorach
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 536


PisanieTemat: Re: Opuszczony dom   Nie Wrz 15, 2013 9:42 pm

- Jak dobrze wiesz, w dawnych czasach i epokach, władcy swoich krain prowadzili wojny dla władzy. Tak stało się w naszej rodzinie. Zdarza się czasami jakaś czarna owca, odwracająca wszystko do góry nogami. Stryjowi Shingenowi zależało na władzy i nadal zależy. Nie odpowiada mu "polityka" i kierowanie rodem jakie prowadził mój ojciec a ja staram się kontynuować jego dzieło.
Jak będą mieli więcej czasu dla siebie, to z chęcią Naizen by swojemu synowi opowiedział parę kolejnych epizodów ze swojej przeszłości i tego, co wie o rodzinie własnego ojca. W końcu kolejne pokolenia powinny wiedzieć co się działo w dawnych czasach. Poza tym Dastan jest już na tyle dorosły, że teraz wszystko by zrozumiał, niżeli wcześniej.
Dastan na pewno nie odziedziczył po ojcu problemów z samokontrolą i emocjami, po tym co usłyszał o zachowaniu Nadiry. Naizen był tego wszystkiego przeciwieństwem. Nigdy nie zrobił z człowieka swojego sługę. Jeżeli atakował dla pożywienia i musiał ugryźć, zabijał osobę do końca i spalał, by nic po niej nie zostało. Tym samym ukrócając jej cierpienie. To tak jakby zasnąć i się nie obudzić. Nie zadawał ludziom cierpienia ani bólu. Pozbawiał przytomności i wtedy się pożywiał. Nadira robiła to inaczej. Dastan sam to po sobie wie.
Szlachetny stanął sobie blisko zejścia przysłuchując się rozmowie swoich dzieci. Wiedząc jak przepadają za sobą, wolał być w pobliżu by czasem się nie "pożarli". Przeważnie ze strony Dastana, który najbardziej był dla innych "zamknięty" i surowy. Nie będzie ukrywał, że jego słowa go dotknęły. Zwłaszcza wspomniane o nim. On go nigdy nie odtrącał. Co prawda miał winę, ale starał się być takim ojcem jakim być potrafił. W końcu mając dość tego słuchania, zszedł ze schodów. Czarny płaszcz miał zapięty. Ręce w kieszeniach a na głowie kaptur. Już samo jego ułożenie na głowie mogło wydawać się trochę dziwne, przez posiadanie dziwnych, kocich uszu.
- Dastan, otwórz się na społeczeństwa. Nie bądź zamkniętą skorupą. Zacznij wszystkich traktować równo a nie z wyższością. W tym przypadku zaczynasz mi stryja przypominać... Wpuść Yvelin.
Rzekł ze spokojem, stojąc jakieś kilka kroków od głównego wejścia, wewnątrz budynku. Nie chciał by jego dzieci tak ze sobą rozmawiały. Yvelin okazywała troskę o brata, zaś Dastan widział to inaczej. Ten chłód z jego osoby był nieco niepokojący. Mogło to mieć również znaczenie poprzez przebywane z rodem Kuroiaishita. Aż Naizen chciałby wiedzieć, co oni z nim robią.

_________________

Powrót do góry Go down
Yvelin
Mistrz Gry (MG)
Mistrz Gry (MG)
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t633-yvelin-shiroyama http://vampireknight.forumpl.net/t1148-yvelin#17606 http://vampireknight.forumpl.net/t2137-yvelin http://vampireknight.forumpl.net/t2096-yvelin http://vampireknight.forumpl.net/f79-posiadlosc-sharp
Zarejestrował/a : 28/10/2012
Liczba postów : 545


PisanieTemat: Re: Opuszczony dom   Pon Wrz 16, 2013 9:58 am

Możliwe, że będzie żałować, zostanie skrzywdzona, albo jeszcze co innego. Nie będzie jednak chuchać i dmuchać na zimne bo co to za życie. Wiecznie uważać co się robi, nie ryzykować bo można coś stracić, to najlepiej byłoby zamknąć się w domu, w szafie i tam siedzieć, chyba byłoby bezpiecznie. Lepiej żałować, że się coś zrobiło niż, że się tego nie zrobiło. Chociaż cholera wie jak to z tym życiem jest.
Tak, to naprawdę wspaniałomyślne, miło z jego strony, że nie wywali własnej siostry z rodu, Yvelin będzie pod ogromnym wrażeniem. Wbrew pozorom sporą część myśli mu poświęcała, nie przyznawała się do tego, ale nigdy nie był w jej głowie odsunięty gdzieś na bok. Trzymała go za ramię, jakby bała się, że odejdzie, że cofanie się i nigdy już go nie zobaczy.
Poczuła mocniejszy zapach ojca, jednak nie wychylała się za plecy brata aby sprawdzić czy rzeczywiście stoi gdzieś nieopodal. Wpatrywała się póki co w blondyna, który miażdżył ją spojrzeniem. Zasłużyła na to, wcale się nie dziwiła, że ma taki stosunek do niej, pewnie też by tak miała.
-Ty tego chcesz. Nie skończysz tej fali odtrąceń, bo świadomie robisz wszystko aby tak było.
Zmarszczyła brwi, może zaprzeczać, jednak każde jego słowo o tym świadczyło, stał w miejscu zamiast ruszyć, zrobić coś aby zapobiec temu, że kolejna osoba go opuści. Ponadto dotarło do niej, że to jest jej wina.
-Właśnie o to chodzi, że zniknęłam zbyt łatwo. Dast, zbierałam się do tego od dłuższego czasu... Chcę Cię przeprosić.
Tak, to chyba pierwszy raz w jej nawet całkiem długim życiu kiedy powiedziała TO słowo nagłos. Była zawsze zbyt dumna na to, ale tak kolosalny błąd jaki popełniła zasługiwał na przyznanie się do niego. I nie było to podpuszczanie wampira, który stał vis a vis niej. Tylko szczera chęć, pierwszy odpowiedzialny krok jaki postawiła aby coś zmienić.
-Nie wiem czy cokolwiek to da, ale jako Twoja siostra chcę być obecna w Twoim życiu. Na Twoich warunkach.
Szeptała, wiedziała, że ojciec tak czy siak pewnie usłyszy jej słowa, wampirze zmysły są bardzo wyostrzone, chciała jednak tym podkreślić, że te słowa są zarezerwowane tylko dla Dastana. Przysunęła się do niego jeszcze odrobinę i najzwyczajniej w świecie przytuliła, tak po prostu, bez podtekstów. I póki jej nie odsunął od siebie przylegała do niego całą sobą. W końcu i Naizen ujawnił swoją obecność, zszedł na dół i przemówił do młodego wampira. Mając wciąż przed oczami wyrośniętą postać brata nie widziała zarysu postury ojca. Dopiero kiedy Dast ustąpił jej miejsca, aby mogła wejść do zacnego domostwa mogła się nieco przyjrzeć zakapturzonej postaci. Odstąpiła więc od blondyna aby móc przywitać się z tatą. Powoli szła w jego kierunku, coś jej tu nie pasowało. Upór brata aby ukryć obecność starszego wampira, zresztą sama jego obecność tu i ukrywanie się pod kapturem. Podeszła do niego i wszystko stało się powiedźmy, że całkiem jasne. Dziewczyna jednak nie zawahała się nawet na chwilę, uśmiechnęła się ciepło do ojczyma i przytuliła go.
-Wyjaśni mi ktoś co się stało?
Była spokojna, choć zaniepokojona, w końcu niebyła to normalna sytuacja, a wręcz dziwna i sumie Yvelin nie miała pojęcia jak ma się do tego ustosunkować.

_________________


*****






Powrót do góry Go down
Dastan
Dastan
Dastan
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t502-dastan
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 505


PisanieTemat: Re: Opuszczony dom   Wto Wrz 17, 2013 2:13 pm

Wiadomo, prowadzono ekspansję terytorialną dla powiększenia swoich krain i władzy, ale tutaj, w rodzie, nie na wiele zdadzą się takie walki. W każdym razie Dastan nie był w stanie tego pojąć i wykraczało to poza jego rozumowanie. Jakoś nigdy nie widział sensu w takim rozłamie rodu, to jedynie go osłabia. Najgorsze są wewnętrzne wojny, jakie prowadzone są w rodach. Obecnie był spokój, ale trzeba będzie utrzymać wszystko w rydzach, szczególnie uciszyć Williama.
Blondas z chęcią dowiedziałby się więcej o rodzie i wojnach, jakie były prowadzone. To powinno być bardzo przydatne w przyszłości, jeśli przyjdzie mu kiedyś pomagać ojcu w zarządzaniu rodem. Nie mógł sobie pozwolić na jakieś błędy, zresztą zamierzał w najbliższej przyszłości zapytać ojca czy nie byłby tak miły, by powierzyć mu coś pod opieką. Musiał przecież zacząć ćwiczyć w praktyce rozporządzanie ludźmi czy finansami, co przecież w biznesie jest bardzo ważne.
Blondas przeklął w duchu na ojca, nie mogą uwierzyć w jego bezmyślność. Nie podobało mu się to, naprawdę. Starał się go chronić, choć zapach był bardzo wyczuwalny, a on od tak sobie stanął przy schodach, będąc niemalże na widoku wampirzycy. Najwyraźniej nie robił sobie nic z tego, że takim zachowaniem mógł ośmieszyć Dastana, który przecież zarzekał się obecności ojca.
– Nie narzekam na tę, jak to określiłaś, falę odtrąceń. Jestem bardziej odporny na czynniki zewnętrze. Panuję nad sytuacją, o czym mogłaś przekonać się sama, na własnej skórze, Yvelin.
Ostatnie zdanie wypowiedział cicho, natarczywie, jakby chciał, by przypomniała sobie tamte chwile w jego sypialni. Gdy oddała się całkowicie w jego władzę i o dziwo, sama przyznała przed sobą, że taka zabawa, kara czy jak to można jeszcze określić, spodobała się wampirzycy.
I owszem, miała rację. Robił to świadomie, celowo, kontrolował wszystko, trzymał wszystkich na dystans i nie dawał się wyprowadzić z równowagi.
Nie dał po sobie poznać, że słowa siostry zrobiły na nim takie wrażenie. Chciała go przeprosić? Omal nie parsknął śmiechem. To już naprawdę zaczynało przypominać komedię. Sadziła, że zwykłym słowem da radę wymazać coś, co sama spowodowała? Nie odsunął jednak wampirzycy od siebie, gdy go przytuliła. Nie objął jej także, pozwolił sobie jedynie na stanie. Aż w którejś minucie nachylił się i zatopił twarz w jej jasnych włosach, wciąż się nie poruszając. Nie reagował jakoś gwałtownie na wyznanie siostry. Na jego warunkach? A co niby miał z tym fantem uczynić? I tak miała swoje życie, którego nie żałowała. Drgnął nieznacznie na dźwięk słów ojca. Świetnie, teraz to Dastan był zły, bo się wywyższał. Ściągnął brwi, a dłonie zacisnął w pięści, odsuwając się od Yvelin, która w tym czasie bezczelnie się wślizgnęła do środka. Nie podobało mu się to. Jako pan domu nie miał żadnej władzy, wszyscy się panoszyli, nawet ojciec, któremu polecił ukrycie się.
– Mam nadzieję, że wiesz co robisz, dopuszczając ją w tym momencie do siebie. Korzystaj z domu jak długo chcesz. Później możesz go spalić. Nie potrzebuję go już. Zawsze żałowałem, że pozwoliłem Ci od tak odejść.
Warknął zły pod nosem, zaciągając czarny kaptur na głowę, a dłonie wcisnął w kieszenie. Udał się tuż za siostrą, nie bardzo zadowolony z faktu, że wepchnęła się do środka. Zasiadł na fotelu w salonie, nie przejmując się wymianą zdań między tą dwójką. Świetnie, teraz jego kryjówkę szlag trafił i musiał znaleźć sobie nową, mimo że do tej zdążył się już przyzwyczaić. Nogi wyciągnął przed siebie, prostując je w kolanach i zaczął bawić się ogniem, dosłownie. Formował go w małe kule ognia, modulował, przetwarzał w różne kształty, jakie znał. Zachciało mu ćwiczeń kontrolowania mocy. Kulę ognia wysłał przed siebie w odległość metra, używając do tego także telekinezy. Ogień zawisł w powietrzu, przybrał gwałtownie na sile i opadł na podłogę, by zniknąć. Ach, krew już pociekła mu do ust.

_________________
Powrót do góry Go down
Naizen

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t173-naizen-shiroyama#197 http://vampireknight.forumpl.net/t174-naizen-shiroyama#198 http://vampireknight.forumpl.net/f86-zamek-w-gorach
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 536


PisanieTemat: Re: Opuszczony dom   Sro Wrz 18, 2013 11:34 am

Z obserwacji Naizen mógł wywnioskować, że Yvelin chciała porozumienia i zrozumienia ze strony brata. Chciała by jej wybaczył błędy jakie popełniała, ale on nie pozwalał na to. Zamknął się na tyle, by nie wybaczać innym. To było złe posunięcie. Obserwując syna w tej sytuacji, nie mógłby mu powierzyć tak ważnego stanowiska. Nie kiedy Dastan przejawia takie zachowanie. Stało się to już kiedy był jeszcze dzieckiem. Aż dziw, że na jego jego słowo o zakazie narażania własnego życia, diametralnie się zmienił i ciężko było do niego dotrzeć. Że to jedno wydarzenie tak na niego wpłynęło.
Naizen zauważył, że Dastan nie wydawał się być zadowolony z tego iż jego ojciec ujawnił się Yvelin. Jakby nie patrzeć, to też jego dziecko. Mimo iż adoptowane, Yvelin traktował jak własną córkę. Gdyby to był ktoś obcy, to na pewno by nie wychylał się a siedział na piętrze. Shiroyama wiedział, komu może zaufać w rodzinie. A Yvelin swoje w przeszłości też przeszła. Lecz o ostatnim jej uprowadzeniu - jeszcze nie wiedział.
Objął Yvelin, która podeszła do niego by się przytulić i tym samym powitać. Pogładził nawet jej włosy, okazując jej ojcowskie uczucia. Zerknął zaraz na Dastana, który nie przejawiał pozytywnego nastawienia. Chyba i jemu tego brakuje. Odprowadził syna wzrokiem po czym zwrócił się do córki.
- Wyjaśnię Ci za chwilę.
Po tych słowach zaprowadził córkę na jedną z szerokich kanap, na której usiadł w samym jej centrum. Yvelin poprosił aby usiadła po jego prawej stronie, po czym wezwał do siebie Dastana.
- Dastan, usiądź obok mnie. - Poklepał wolne miejsce. Pewnie z niechęcią, ale chłopak wykonał polecenie ojca. Mając obok siebie dwójkę dzieci, objął ich ramionami przytulając do siebie.
- Może nie jest to odpowiednia sytuacja ale dawno nie miałem Was przy sobie razem. - Zaczął spoglądając raz na jedno, raz na drugie.
- Nie chciałbym abyście żywili do siebie niechęci. Chcę byście żyli w zgodzie i sobie wybaczali błędy. Sam wiem po sobie, że pewnych spraw zaniedbałem i nie byłem też idealnym ojcem. Kto wie czy za to nie płacę teraz czymś takim.
Ostatnie słowa mogły zabrzmieć z jego ust zabawnie, ale przy tym się uśmiechnął i aby Yvelin zrozumiała o co chodzi, zsunął kaptur z głowy i spojrzał na nią. Poruszył też kocimi uszami, żeby uwierzyła iż są prawdziwe. Następnie kontynuował, przenosząc także spojrzenie na Dastana.
- Gdybym mógł, cofnąłbym czas i postarał więcej czasu znaleźć dla Was. Jednak to nie jest możliwe. Jeżeli mogę to Wam jakoś wynagrodzić, mówcie. A do Ciebie Dastanie mam prośbę. Nie zachowuj się tak jak to widziałem przed chwilą. Jesteś jeszcze młody ale takich postępowaniem niczego nie osiągniesz. Wyjaśnię Ci później dlaczego ja zostałem Głową Rodu a nie William. I dlaczego dziadek wybrał swojego najstarszego syna, czyli mojego ojca a nie młodszego.
Teraz czekał na ich życzenia lub ewentualne pytania, prośby. Z Yvelin będzie musiał też pogadać o swojej sytuacji, by także poprosić ją o dochowanie tajemnicy. I najlepiej jak będzie ostatnią, która go widzi w tym stanie.

_________________

Powrót do góry Go down
Yvelin
Mistrz Gry (MG)
Mistrz Gry (MG)
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t633-yvelin-shiroyama http://vampireknight.forumpl.net/t1148-yvelin#17606 http://vampireknight.forumpl.net/t2137-yvelin http://vampireknight.forumpl.net/t2096-yvelin http://vampireknight.forumpl.net/f79-posiadlosc-sharp
Zarejestrował/a : 28/10/2012
Liczba postów : 545


PisanieTemat: Re: Opuszczony dom   Pią Wrz 20, 2013 12:00 am

Za bardzo się blondas przejmował co pomyślą sobie o nim inni, albo raczej co Yvelin pomyśli. Dast starał się chronić ojca, jednak ten podjął własną decyzję, w oczach wampirzycy brat się nie ośmieszył. Rozumiała to, sama pewnie podobnie by zrobiła. Gdyż blondyna niebyła aż takim potworem bez uczuć. Wręcz ostatnio nawet nieco łatwiej było jej się przyznać do tego, że jakieś tam rzeczywiście ma.
-W takim razie świetnie. Skoro Tobie to odpowiada to mi tym bardziej.
Dopiął swego, miał teraz przed oczami tamte chwile kiedy Dastan mógł przez chwilę stać się jej panem i zrobić sobie z nią wszystko na co tylko miał ochotę. Czy wykorzystał chwilę władzy mądrze, nie jej to już oceniać.
Nie tam gdzieżby znowu, jedno słowo nie załatwi sprawy, ale od czegoś należy zacząć. Tak przynajmniej dała mu do zrozumienia, że chce coś zmienić. Nikt nie oczekiwał wybaczenia tu i teraz. Chwilę stała tak przytulona do brata, w ciszy. Każde miało swoje w głowie, a mur jak stał tak stoi dalej...
Wślizgnęła się i to wcale nie aby zrobić mu na złość, tylko aby powitać ojca. Bo machać przez wyrośnięta osobę Dastana nie miała zamiaru. Nie było trzeba tak dramatyzować, Yv nie miała zamiaru wpadać z odwiedzinami do tego jakże uroczego domostwa. Trafiła tu przez czysty przypadek i z własnej woli to tu raczej znów nie przyjdzie. Udała się z Naizenem do salonu i usiadła obok niego na kanapie opierając o jego ramię głowę. Przez ten długi czas niesamowicie się za nim stęskniła. Jak jeszcze dowiedziała się, że tyle się działo...
Uśmiechnęła się na jego słowa, rzeczywiście dawno nie siedzieli tak razem, było to przykre, bo nie wiadomo czy jeszcze w takim gronie zasiądą. Zwłaszcza, że ktoś tu był bardzo uparty. Zerkała od czasu do czasu na brata, gdzieś w niej tliła się nadzieja, że w końcu kiedyś jej wybaczy. Jej uwagę odwróciła gest zdejmowania kaptura, przeniosła spojrzenia na ojca, który ku jej ogromnemu zdziwieniu miał kocie uszy. Wyciągnęła w ich stronę dłoń, chciała ich dotknąć, nieśmiało opuszkami palców przesunęła po nich. Nie miała pojęcia co ma powiedzieć. Z pewnością będzie trzeba wymienić kilka zdań na temat obecnej sytuacji i o tym, że szlachetna nie piśnie ani słowa. Nie łaziła po mieście i nie paplała o wszystkim.
-To oczywiste, że pewnych rzeczy nie da się cofnąć.
Tu zerknęła na Dasta dosłownie na kilka sekund, aby i tak powrócić do ojca.
-Wystarczy, że będę mogła Cię częściej odwiedzać. Może mogłabym Ci w czymś pomóc?
Nowy lepszy kontakt, tego jej trzeba było, odbudowania relacji, bo i ona ją strasznie zaniedbała, a przy okazji jakby była w jakiś sposób przydatna, miałaby jeszcze lepszy pretekst o spędzania czasu z ojcem.
-I no, jak to się stało?
Wskazała ukradkiem na uszy, na całą zmianę ojca. To nie tak, że była wścibska, było to jednak dla niej noś nowego i naprawdę byłoby dziwne jakby nie wspomniała o tym nawet słowem.

_________________


*****






Powrót do góry Go down
Dastan
Dastan
Dastan
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t502-dastan
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 505


PisanieTemat: Re: Opuszczony dom   Sob Wrz 21, 2013 11:18 am

Niech więc Naizen skończy na obserwacji. Jakoś Dastan nie sugerował mu niczego odnośnie traktowania własnej żony, zdradzania jej z mężczyznami, czy wreszcie faktu, że jego orientacja została ujawniona światu, bo pozwolił sobie na takie zabawy w nieodpowiednim miejscu, gdzie osoby trzecie, jak Sophie, mogły z łatwością wejść i wykonać zdjęcie wspólnego baraszkowania. Nie interweniował także w jego sprawy, walki czy kłótnie jego ze starszym bratem, Williamem. Miał z nim na pieńku, ale jakoś nie zamierzał wybaczać. Ciekawe czemu? A, no tak! Zapewne dlatego, że skrzywdził, zranił i poniżył Susan. Jaka zatem była różnica? Aż dziwne, że nie zamierzał powierzyć swojemu synowi stanowiska zastępcy, tylko dlatego, że był pokłócony i nie potrafił od tak wybaczyć siostrze. Najwyraźniej dobro jego kochanej, adoptowanej córeczki było ważniejsze, niż uczucia i ból pierworodnego syna. Rodziców się nie wybiera, taka prawda. Inne dzieci są lepsze niż własne. Owszem, od dzieciństwa stał się zaborczy, uparty i sprawiał kłopoty. Pewnie dlatego, że matka wolała oddać go w ręce służby, zamknąć w domu, a ojciec ciągle był zapracowany. Jednak Dastan starał się robić coś dla własnego rodu, a szczególnie wnieść ten pokój między ich rodem, a rodem Kuroiaishita. Najwyraźniej było to mniej ważne, niż pogodzenie się z własną siostrą, która nic nie znaczyła dla Shiroyama.
Jasne! Zaraz szlachetny zacznie srać jednorożcami, bo ojciec każe mu wybaczyć siostrze. Oczywiście, niech połknie swoją dumę, ból i rozgoryczenie, bo wybaczenie jest najważniejsze. Nie było mu to do szczęścia potrzebne. Ograniczył swoje uczucia, dzięki czemu podchodził do pewnych spraw związanych z rodem z obojętnością, więc myślał bardziej trzeźwo. Nie dawał już wytrącać się z równowagi, jak wówczas gdy zaatakował go Samael. Nie mógł dopuścić do walki z takim szczylem, doprowadzając do następnego konfliktu, z kolejnym, szlachetnym rodem. Najwyraźniej to także, według Naizena, nie bardzo się liczyło. Cóż, nic już się na to nie poradzi. Dastan nie będzie rozpaczał z wyboru ojca.
Z obojętnością spoglądał na ojca i siostrę, pierwszy udając się do salonu. Tam zaś stanął przy oknie, opierając się o parapet. Gdy weszli do środka, nie obdarzył ich nawet spojrzeniem, a na słowa ojca, jedynie westchnął, ale spełnił jego prośbę. Usiadł obok Naizena, rozprostowując nogi w kolanach. Nie obdarzył spojrzeniem Yvelin, która usiadła po drugiej stronie ojca. Nie podobało mu się to, ale nie zdradzał tego po sobie, dając się przytulić. Skrzywił się. Ostatnio chyba Yuki go przytulała, ale nawet nie pamiętał kiedy. Matce się przypomniało, że syn posiada uczucia i czuł się odtrącony.
– Zróbmy sobie zdjęcie rodzinne, żeby upamiętnić ten Piękny Dzień.
Burknął pod nosem, wciskając łapy do kieszeni. W sumie czuł się skrępowany, będąc przytulany przez własnego ojca. No wiadomo, miał osiemnaście lat i raczej nie w głowie były mu pieszczoty od rodziny. Musiał zachować swoją dumę i męskość, a przytulanie do ojca to jakby okazywanie swoich słabości. Pozwolił na to jednak, wiedząc, że Naizenowi sprawia to przyjemność.
– A Ty, umiesz wybaczyć Williamowi? Mimo tego, co zrobił Twojej matce, potrafiłbyś?
Spytał całkiem poważnie, spoglądając uważnie i z nieprzeniknionym błyskiem w złotych tęczówkach. Był ciekaw odpowiedzi ojca.
– Czasu nie da się cofnąć. Nie potrzebuję już opieki, teraz za to muszę opiekować się zarówno Tobą jak i matką, która wciąż jest w łapach Ringo. Z tym też będę musiał coś zrobić. To jest ważniejsze, niż moje pogodzenie się z Yvelin. Na to, potrzeba czasu, ojcze.
Wyjaśnił cierpliwie sprawę Naizenowi. Niech postara się pomyśleć o uczucia syna i nie będzie względem niego taki surowy i samolubny, narzucając mu swoją wolę. Wręcz szantażując! Albo pogodzisz się z siostrą, albo nie zostaniesz moim następcą. Tak by to zabrzmiało, bardzo bolesne słowa, gdyby szlachetny wypowiedział je na głos. Jakby cenił sobie Yvelin bardziej od niego.
– To znaczy, jakim postępowaniem, ojcze? Wyjaśnij mi to proszę. Że nie chciałem wpuścić Yvelin do mojego mieszkania, chcąc Cię chronić? Albo dlatego, że nie mogę jej od razu wybaczyć ośmieszenia, zranienia i porzucenia jak zabawkę?
Nie unosił się, a przynajmniej jeszcze. Zachowywał stoicki spokój, jakby w ogóle go to nie ruszało. Wyłączanie własnych uczuć to jednak czasami naprawdę dobra rzecz. Nie dał się wytrącić z równowagi dzięki temu.
– A propos słów Yvelin. Powinniśmy się zbierać, ojcze. Im szybciej to załatwimy tym lepiej.
Urwał, nim szlachetny zdoła odpowiedzieć na pytanie córki. Chyba, że zamierzał ją wciągać w te sprawy.

_________________
Powrót do góry Go down
Naizen

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t173-naizen-shiroyama#197 http://vampireknight.forumpl.net/t174-naizen-shiroyama#198 http://vampireknight.forumpl.net/f86-zamek-w-gorach
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 536


PisanieTemat: Re: Opuszczony dom   Nie Wrz 22, 2013 10:08 pm

Dastan wiele rzeczy rozumiał po swojemu. Naizen nie robił żadnej różnicy między dziećmi, a przynajmniej starał się tego nie robić. Kochał ich oboje jak swoje własne, którymi zaś byli. Ale młody Shiroyama ustawił się inaczej względem pewnych sytuacji.
Ta jego wstawka ze zdjęciem raczej była złym pomysłem, ale z jego ust zabrzmiało to złośliwie. Jakby miał o coś pretensje. Naizen spojrzał na niego, ale nic nie odpowiedział.  Przy kolejnych słowach, chłopak zszedł na dość delikatny temat.
- Gdyby przyszedł prosić o wybaczenie. Owszem. Dałbym mu szansę na poprawienie się Rodzina powinna się wspierać a nie ze sobą rywalizować. Mój ojciec łatwo nie miał ze swoim bratem. Dlatego ja bym Was prosił, abyście się wzajemnie chociaż szanowali.
Taką mu przedstawił swoją odpowiedź na pytanie. Ale przy kolejnych słowach, lekko pokręcił głową. Jego decyzja, oby tylko nie popełnił gdzieś błędu, za który będzie potem płacił.
- Doceniam Twoje chęci pomocy. A chodzi mi zaś o drugą rzecz o jakiej wspomniałeś. - Spojrzał na Yvelin.
- Jeżeli to prawda, że tak Cię skrzywdziła jak powiedziałeś. - Powrócił spojrzeniem na syna.
- I teraz przyszła Cię przepraszać, czemu nie puścisz to w niepamięć? Czemu jej nie wybaczysz i nie dasz szansy? Każdy na choć jedną w życiu zasługuje.
Dastan dobrze myślał, by tę sprawę szybko załatwić, ale nim podjęli decyzję o opuszczeniu tego miejsca, Naizen zwrócił się do Yvelin.
- Mnie zawsze możesz odwiedzać. Dastan także. Do Ciebie bym miał tylko prośbę. Zachowaj to w tajemnicy i nikomu o tym nie mów. O tym jak wyglądam i co mnie spotkało. Po prostu padłem ofiarą szalonego naukowca, który zamiast wyleczyć mnie tylko z zarazy, zrobił za dużo.
Ucałował Yvelin w czoło i pogładził włosy.
- Będziemy się zbierali, by załatwić odwrócenie tego procesu. Uważaj na siebie.
I to by było na tyle. Wstał z Dastanem i być może teleportowali się do wyznaczonego miejsca. A Yvelin, zapewne też zdecydowała się opuścić dane miejsce. Bo co będzie tu robiła?


[z/t Naizen + Dastan i Yvelin]

_________________

Powrót do góry Go down
Dastan
Dastan
Dastan
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t502-dastan
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 505


PisanieTemat: Re: Opuszczony dom   Sro Maj 11, 2016 5:06 pm

Głęboko w górach znajdował się „dom” Dastana. Właściwie była to opuszczona „rudera”, ale bardzo w klimacie blondasa. Nie potrzebował niczego więcej. Nie chciał żadnych wygód – te miał przecież w Zamku ojca. Tutaj był jego mały azyl, jednak nie można tego było nazwać prawdziwym „domem”, czyli takim miejscem, za jakie Yvelin miała posiadłość matki. Było to prostu idealne miejsce do tego, aby się ukryć przed całym światem i po prostu pobyć z dala od cywilizacji. Nie przepadał przecież za wielkimi miastami, a do miasta, w którym jeszcze rok temu rządził Samuru, w ogóle nie znosił zaglądać. Chyba że naglił go głód… Wtedy żadna zwierzyna nie miała wyjścia.
Yvelin miała już okazję zawędrowania do tego domu. Mogła go jednak nie pamiętać. Zresztą nie to było ważne. Nawet Dastan nie był tutaj od bardzo dawna (choć dla wampirów dekada to naprawdę niewiele). Był tutaj ostatnio, kiedy wziął tutaj swoją przemienioną służkę – May. Ale wiedział, że dziewczyna już nie żyje – inaczej poczułby ją jakoś… przecież była jego przemienioną, a więc łączyła ich silna więź stwórcy-sługi.
Dastan teleportował się na środku salonu. Przynajmniej w tej części domu podłoga nie była na tyle przegnita, aby wpadł do środka. Choć nie był tutaj od dziesięciu lat, więc nie mógł mieć właściwie tej pewności. Bezwładne ciało Yvelin położył na wyblakłej kanapie, a sam zaś udało się ku holowi, by zejść do piwnicy. Tam trzymał „najpotrzebniejsze” rzeczy, czyli elementarny zbiór małego sadysty: nowy łańcuch, hak, który używano w rzeźni, rękawiczki robocze, powrozy, linę i dwie buteleczki wody święconej, do tego znalazł także strzykawkę z igłą. Wrócił na górę uzbrojony niemal po zęby.
Podszedł do Yvelin, nie przestając gwizdać, i pyrgnął ją stopą w dłoń, która zwisała z kanapy. Pewnie będzie nieprzytomna jeszcze przez jakiś czas, w końcu ich teleportował, więc nie marnował czasu na dojazd w to zapomniane przez Boga miejsce. Musiał się jednak spieszyć, nim się zbudzi. Pierwsze co, to ostrożnie przelał wodę święconą do strzykawki i zaaplikował tę ilość prosto w żyły Yvelin, aby tym bardziej ją osłabić.
Następnie założył rękawiczki robocze i oblał resztką z tej buteleczki łańcuch, którym spętał dłonie. Ciasno. Tak, aby nie mogła się w żaden sposób uwolnić. Sięgnął wreszcie po linę i związał jej nogi, nad kostkami u stóp, pierw zdejmują z jej stópek buty. Nie będą jej już potrzebne. Wiedział, że będzie nieprzytomna jeszcze przez jakiś czas, więc udał się na piętro, do łazienki. Tam spojrzał na sufit , by jako tako ocenić jego stan. Stwierdził, że da radę wbić hak tak, aby utrzymał może z osiemdziesiąt kilogramów. Więcej nie będzie potrzebował. Wspiął się na wannę i podskoczył na tyle, aby wbić mocno i za pierwszym razem hak. Następnie pociągnął go nieco, aby sprawdzić czy się trzyma. I udało się. Trzymał się. Teleportował się na zewnątrz domku, by do wielkiego wiadra nalać lodowatej wody ze studni, która następnie znalazła się we wannie w łazience. Musiał to powtórzyć z trzy czy cztery razy, aby wannę niemal napełnić w całości. Dopiero wówczas udał się po Yvelin i złapał łańcuch, aby zaciągnąć ją na górę… po przegniłej i dziurawej podłodze, po schodach, znów po przegniłej podłodze do łazienki. Tam zaczepił łańcuch o hak a drugą stronę łańcucha przymocował do toalety. Następnie Yvelin bezceremonialnie wrzucił do lodowatej wody. Gdyby miał jeszcze czas, gdyby Yvelin nie zbudziła się gwałtowną i lodowatą pobudką, mógłby się udać po coś jeszcze. Ktoś mógłby stwierdzić, że byłoby to na pewno bardzo romantyczne. A takie gesty ze strony Dastana należy doceniać…

_________________
Powrót do góry Go down
Yvelin
Mistrz Gry (MG)
Mistrz Gry (MG)
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t633-yvelin-shiroyama http://vampireknight.forumpl.net/t1148-yvelin#17606 http://vampireknight.forumpl.net/t2137-yvelin http://vampireknight.forumpl.net/t2096-yvelin http://vampireknight.forumpl.net/f79-posiadlosc-sharp
Zarejestrował/a : 28/10/2012
Liczba postów : 545


PisanieTemat: Re: Opuszczony dom   Czw Maj 12, 2016 4:57 pm

Mogła mu odpowiedzieć na każdy kolejny zarzut tym samym, miała jeszcze tego sporo w głowie. Mogła ciskać w niego gradem zimnych słów, które tylko coraz bardziej wyprowadzałyby go z równowagi, mogła tak w nieskończoność, ale.... No właśnie, przegięła pałę, zbyt dużo tej oliwy dolała i spoczywała sobie nieprzytomna w jego ramionach. I cóż nie byłoby powodów do narzekania gdyby nie to, że wcale się to dla niej dobrze nie skończy.
Ich największy problem polega na tym, że oboje mają za uszami, ale żadne nie chce słuchać, nie chce odpuścić i porozmawiać na spokojnie, po ludzku. Fakt, ludźmi nie byli, ale czasem wystarczyło się zamknąć i pomyśleć, żadne tego nie chciało. Yvi może i przez jakiś czas się starała spokojnie podejść do sprawy, ale cierpliwości anielskiej nie miała, i ona pękła. Miała prawdo, tak samo jak on.
Bezwładna była na jego łasce, cóż nie ma się co czarować, bycie zdanym na Dastana było jak skakanie do lawy, kończyło się wieloma poważnym obrażeniami, jak nie śmiercią. Póki co pogrążona była w cichym śnie. Była nieświadoma tego co ją czeka i nie mogła na to nic poradzić. Właściwie nie czuła tego, że jest targana jak worek ziemniaków, nie czuła na swojej dłoni, że Dast sprawdza czy jej błogi sen wciąż trwa. Tak naprawdę powinna błagać, o to aby się już nigdy nie obudzić, ale wiadomo jak to jest z kobietami. Zawsze odwrotnie. Poruszyła się tylko niespokojnie kiedy aplikował jej wprost w żyły wodę święconą. Jęknęła cicho, znów czuła jak opada z sił i to bardzo, była wręcz na granicy. Na święconą wodę była znacznie bardziej wrażliwa niż przeciętny wampir, była to jej ogromna słabość, która może naprawdę doprowadzić ją nad grób, ach nawet łowcy swego czasu to z premedytacją wykorzystali. Jeżeli chciał ją skrajnie wykończyć i pozbyć się raz na zawsze, szedł w bardzo dobrym kierunku! Przez jakiś czas Yvelin lekko drżała, w końcu w jej żyłach płynęła teraz święcona śmierć, co wcale nie było miłym doświadczeniem. Czuła to nawet będąc nieprzytomna, zbudzenie się będzie dla niej wybawieniem i karą naraz. Nie obyło się bez tyrania jej w każdym możliwym momencie. Wycieczki po podłodze nie poczuła jakoś specjalnie, ale to przecież zaledwie był wstęp... Było okej, do przeżycia naprawdę, do chwili aż została bez ostrzeżenia wrzucona do lodowatej wody. I normalnie jej reakcja wcale nie byłaby tak gwałtowna. Zwłaszcza, że zawsze ciągnęło ją w chłód i często kontrolowała go wokół siebie, ale teraz, kiedy jej krew wymieszana była z silnym osłabiającym płynem, który wręcz odbierał jej wszelkie siły witalne, tak mocny impuls otworzył jej oczy. Była w szoku, nie wiedziała co się dzieje, szeroko otworzyła oczy i usta w niemym krzyku, nie miała na niego sił, z gardła nie wydobyło się nawet najcichsze westchnięcie. Dopiero po chwili poczuła, że jest skrępowana, skierowała swoje przerażone i pytające spojrzenie w stronę ukochanego braciszka. Próbowała dłonie wyswobodzić, ale jak się okazało nic z tego, były dobrze unieruchomione, do tego była taka słaba, niczym nic nieznaczący śmiertelnik.
- Co Ty do cholery wyprawiasz?- W końcu udało się jej zapanować nad głosem, znaczy jako tako, bo mówiła cicho i z przerwami, do tego głos się jej łamał. Była wycieńczona, a całe jej ciało paliło żywym ogniem.
- Przestań się wydurniać, Twoje głupie żarty nie są wcale zabawne.- Poruszyła się, było jej niewygodnie, źle i generalnie wszystko na nie. Najchętniej zostałby już w tej wodzie na zawsze, w miarę możliwości oparła się o jej brzeg. W tej chwili jeszcze nie pojęła powagi sytuacji, jej umysł był za bardzo rozkojarzony, ale spokojnie to kwesta chwili.

_________________


*****






Powrót do góry Go down
Dastan
Dastan
Dastan
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t502-dastan
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 505


PisanieTemat: Re: Opuszczony dom   Pon Maj 16, 2016 12:15 pm

Nie potrafili ze sobą rozmawiać od ponad dwóch dekad, czyli dokładnie w dniu, w którym Yvelin zniknęła, a po powrocie poinformowała brata, że tak naprawdę go nie kochała, a był to jedynie wybryk, ot, po prostu zdawało jej się, że można to było nazwać miłością. Ale na razie nie myślał o tym. Był zaślepiony swoim planem. Kurczowo się go trzymał. Chciał się pozbyć wampirzycy. Sprawić, żeby wreszcie zniknęła z jego życia! Aby przestała wchodzić mu w drogę! Aby odeszła raz a dobrze i nie wróciła. Nie chciał nigdy więcej na nią spojrzeć. W te jej fałszywe, kłamliwe, kocie oczy…
Dastan nawet nie wiedział, że słabością Yvelin jest woda święcona. Nie znał przecież na tyle siostry, nie rozmawiali ze sobą, nie interesowali się swoim życiem, a tym bardziej słabościami. Wiedział natomiast, że wampiry w ogóle są uczulone na wodę święconą, ogień, czy promienie UV, czyli słoneczne. Dlatego zaaplikował wodę święconą prosto w żyły Yvelin i to bez mrugnięcia okiem. Wiedział, że osłabi ją to na tyle, aby nie była w stanie użyć swoich mocy – mogłoby to byś bardzo kłopotliwe. Nie wiedział jednak, że jeśli przeholuje z dawką wody święconej, to osłabi swoją kochaną siostrzyczkę do takiego stopnia, że znajdzie się na krawędzi śmierci, walcząc o swoje życie. Marne, plugawe, nic nie znaczące życie… Bo komuż na niej zależało? Kiedy wyjechała do Włoch po raz kolejny, by zająć się swoim beztalenciem malarskim, nawet matka jej nie odwiedziła. Pomijając matczyne instynkty Yuki, których właściwie nie miała… Nie interesowała się żadnym ze swoich dzieci.
Gdy tylko wrzucił Yvelin do wody prosto ze studni, a woda ta była zimniejsza niż taka kranowa, wampirzyca niemal od razu się przebudziła. Co prawda była zamroczona, nie od razu kontaktowała, nie od razu dotarło do niej, co się działo.
Odwzajemnił jej spojrzenie, choć spojrzenie blondasa nie było przerażone, a… szalone. Przyglądał się blondynce, jakby właśnie ujrzał ją po raz pierwszy od bardzo dawna.
– Nawet nie próbuj. Łańcuchy zostały oblane wodą święconą.
Stwierdził lodowatym tonem, zdejmując ostentacyjnie rękawiczki, które użył do tego, aby oblać łańcuchy.
– Nic, kochanie. Nie denerwuj się, to się niedługo dla nas obojga skończy. I wszystko będzie dobrze.
Uspokoił ją już łagodniejszym tonem, podchodząc do niej. Stał nad nią jak kat nad ofiarą. Nachylił się wreszcie i chwycił w dłoń podbródek Yvelin, aby nieco unieść jej twarz. Ucałował kącik warg siostry z taką delikatnością, jakby nigdy się nie rozstawali.
– Spokojnie, Yvelin. Przygotowałem coś dla Ciebie.
Teraz pogłaskał jej włosy i nie zabronił oprzeć się wampirzycy o kant wanny, tak aby jakoś się utrzymać.
– Zaraz wrócę…
Zaczął się inaczej zachowywać. Tak, jakby nigdy nic złego się nie stało. I mogło wydawać się to podejrzane, bo przecież nagle zmienił swój stosunek do wampirzycy, której tak nienawidzi. Ale skoro od miłości do nienawiści jest tak mała przepaść, to przecież działa to w drugą stronę.
Szlachetny zniknął może na dziesięć, piętnaście minut, a to wszystko dzięki swojej mocy teleportacji. Pierw teleportował się do posiadłości Yuki i poszperał w pokoju swojej siostry, aby znaleźć naprawdę piękną, balową suknie, która już niedługo przyda się wampirzycy. Następnie znalazł się w salonie, skąd wziął czerwone, stare wino, naprawdę dobry rocznik, przy okazji podkradając owoce – idealnie pasowały do półwytrawnego wina! Dopiero wówczas powrócił do opuszczonego domku, choć pierw zajrzał jeszcze do piwnicy, z której wziął podręczną latarkę. Była niewielkich rozmiarów, ale… miała promienie UV.
Sukni od razu wampirzycy nie pokazał. Zostawił ją na później… Wszedł do łazienki i od razu podszedł do swojej siostry, przysiadając na zydelku tuż przy wannie.
– Pomyślałem, że…
Otworzył wino, wbijając pazur w korek, przekręcając i pociągając mocno, tak aby wyszedł. Owoce postawił sobie na kolanach.
- …każdy skazaniec przed śmiercią ma szansę na zjedzenie ostatniego posiłku w swym życiu, zobaczeniu się z rodziną czy prośba o ostatnie życzenie. I patrz, widzisz mnie, swojego brata przed śmiercią. Przyniosłem nawet jedzenie, choć szkoda by zmarnowało się w Twoich ustach, więc pozwolisz, że zjem sam… I teraz nawet spełnię Twoje ostatnie życzenie!
Sięgnął po kilka truskawek i popił małymi łykami wina. Było naprawdę wyborne. Nie rozumiał, dlaczego tak rzadko pijał wino. I to jeszcze w takim towarzystwie, jak Yvelin! Dobrze, że się nie zadławił.
– Nie patrz tak na mnie, wywłoko!
Chwycił ją za blond kudły i siłą zanurzył głowę w lodowatej wodzie. Przy okazji mogła sobie nadwyrężyć jakis mięsień, bo przecież szlachetny nie należał do tych delikatnych „dżentelmenów”. Trzymał jej głowę pod wodą dobre kilka minut.
– Już Ci lepiej? Słucham Twojego Ostatniego Życzenia.
Dałby sobie rękę uciąć, że poprosi o to, aby sczezł, zdechł, utopił się lub… ją wypuścił. Przecież tak bardzo go nienawidziła. Tak bardzo, jak on ją…

_________________
Powrót do góry Go down
Yvelin
Mistrz Gry (MG)
Mistrz Gry (MG)
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t633-yvelin-shiroyama http://vampireknight.forumpl.net/t1148-yvelin#17606 http://vampireknight.forumpl.net/t2137-yvelin http://vampireknight.forumpl.net/t2096-yvelin http://vampireknight.forumpl.net/f79-posiadlosc-sharp
Zarejestrował/a : 28/10/2012
Liczba postów : 545


PisanieTemat: Re: Opuszczony dom   Sro Maj 18, 2016 3:21 pm

I z tego co widziała, nie było już szans aby to zmienić, już zawsze będą drzeć koty... Zawsze czyli przez najbliższe kilka godzin. Blondyneczka bowiem czuła to w kościach i w każdej cząstce ciała, że koniec był blisko. Dastan wcale nie żartował mówiąc, że już niedługo skończy się męka, że będzie wolny. Z początku była bardzo zamroczona, właściwie cały czas była wypruta z sił i trzeźwego myślenia, ale z tyłu głowy pulsowała jej myśl, że czas żegnać się ze światem.... Nie chciała, ale... no właśnie, cóż ona w tej sytuacji mogła? Była to jedna wielka beznadzieja. Skrępowana, osłabiona, sparaliżowana strachem i zimnem. W takiej sytuacji nawet nie pomyślała o matce, nie było to dziwne, kobieta zaczęła się starać o wiele za późno. Może jakby była bardziej ogarnięta i większą wagę przykładała do swoich latorośli, Yvi niebyła by taką suką, a Dastan dupkiem i totalnym pojebem bez serca, ale teraz to już można sobie tylko gdybać. Czy ktoś by za nią tęsknił, ktoś by się przejął? Właście to nie. Blondynka skutecznie odpychała od siebie wszystkich, zostając zupełnie sama. Przez chwilę zaczęła, żałować, że usunęła dziecko, choć coś by po niej pozostało na tym świecie, ale nie. Nie umiała uszanować nawet nowego istnienia. Zrobiła to z wielu powodów, jednym z nich była świadomość, że nie byłaby dobrą matką. Dziecko tylko by cierpiało, jak każdy z kim Yvi ma do czynienia. Patrzyła się na brata i uświadamiała sobie coraz bardziej, że faktycznie m o ż e miał rację w nienawidzeniu jej. W takiej chwili wierzy się we wszystko.
Na jego pierwsze słowa odpowiedziała jedynie jęknięciem, doskonale czuła, że łańcuch był na nią mocną bronią. Poddała się jemu, podniosła nieznacznie głowę, zgodnie z jego wolą, spojrzała w jego twarz. I nawet jeżeli zawiedzie to Dastana, jej spojrzenie nie było obwiniające, rozgniewane, ani nawet pełne nienawiści. Cholera, było zatroskane. Było jej tak cholernie przykro.
- Jesteś potworem.- Szepnęła do swojego u k o c h a n e g o, kiedy ten muskał czule jej usta. Nie mówiła tego z wyrzutem, z wrogością i gniewem w głosie. Był to po prostu przeogromny smutek, czy naprawdę ona sprawiła, że się taki stał? W normalnych okolicznościach byłaby tym zachwycona, ale to już nie była ich zwykła potyczka. Zaszło to już znacznie dalej.
Czekała, nie miała przecież raczej innego wyjścia, była bardzo osłabiona, nie była wstanie się zregenerować, a co dopiero użyć mocy i zniknąć sobie. Czuła jak piekący ból w całym ciele, z wielką przyjemnością wydrapałaby sobie żyły, aby ulżyć w mękach, a od lodowatej wody cierpły jej stopy, nie szło się do niej przyzwyczaić. O otartych i poparzonych nadgarstkach nie muszę chyba nawet wspominać. Łatwo sobie wyobrazić, że do najprzyjemniejszych rzeczy to nie należało. Więc cóż, marzła, traciła siły i czekała, ze zwieszoną głową w tej całej beznadziei. Trzęsła się, a jej i tak martwe usta siniały coraz bardziej.
Jego nieobecność trwała jakiś czas, więc blondynka zamknęła oczy. Z letargu wybudził ją dopiero głos oprawcy. Słuchała go, tak naprawdę chcąc nie chcąc. Nie miała na to wpływu, był to jedyny kojący dźwięk w tym wszystkim, choć słowa okrutne. Zwłaszcza ugodziły w nią słowa potwierdzające to czego się tak obawiała – śmierć. Chciała odwrócić głowę w drugą stronę, czuła jak do oczu napływają jej zły, uświadomiła sobie jak jest w tej chwili słaba. Nie zdążyła, on był szybszy. Mocne i gwałtowne szarpnięcie za włosy spowodowało, że spomiędzy rozchylonych z przerażenia warg wydobył się krzyk. Tak, towarzyszył jej strach, już nawet tego nie kryła. Już po sekundzie nurkowała, i pomimo iż nie potrzebowała powietrza to panika w jaką wpadła sprawiła, że jakby automatycznie chciała go zaczerpnąć i przez to nałykała się sporej ilości wody. Szarpnęła się raz, drugi, ale przy trzecim dała sobie spokój. Jak tylko puścił jej głowę wynurzyła się z powrotem, rozkaszlała się niemiłosiernie. Była cała mokra, zziębnięta, ale przynajmniej otrzeźwiała, chociaż jakby tak jeszcze raz zrobił to pewnie znów by ja zamroczyło. Czarna maskara, którą zawsze mocno tuszowała sobie rzęsy, spływała jej po policzkach niczym czarne łzy, z każdą kroplą wody jak i gorzkiej skruchy. Ostatnie życzenie? Czy jakieś w ogóle miała? Nigdy się nad tym nie zastanawiała, co jej pierwsze przychodziło do głowy? Hmm... przykro mi Dastan, będzie bardzo zwiedziony, jeżeli liczył, że będzie na niego bluzgać, widać, że rzeczywiście wcale jej nie znał.
- Nie chcę umierać... wiem, że się tym nie przejmujesz.- Zaczęła cicho szeptać, na więcej nie miała sił. Place zaciskała z całych sił, co wcale nie oznaczało, że mocno, na łańcuchu, chciała się podciągnąć, ale nic z tego. Oparła więc głowę o swoje ramię, jasne włosy lepiły się jej do policzka.
- Proszę...- Zaczęła dukać, głos się jej łamał.
- Proszę, nie zapomnij o mnie.- Spięła swoje całe ciało, była gotowa na kolejne zanurzenie, coś jej mówiło, że te słowa mogą wkurzyć go jeszcze bardziej, niż jakby kazała mu sczeznąć.
Jednak jeszcze nie posyłała go do diabła, jeszcze nie czuła nienawiści. Póki co był tylko strach, przed nieznanym.
- I nie myśl o mnie aż tak źle... mam, miałam tylko Ciebie.- Powoli, z trudem uniosła głowę, aby móc na niego spojrzeć. Wyglądała jak siedem nieszczęść, brawo Dastan, stłumiłeś jej pewność siebie, blask, a nawet urodę. Chociaż, te jej kocie oczy prezentowały się najpiękniej kiedy lśniły w nich łzy.

_________________


*****






Powrót do góry Go down
Dastan
Dastan
Dastan
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t502-dastan
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 505


PisanieTemat: Re: Opuszczony dom   Czw Maj 19, 2016 2:13 pm

Nie znosił, kiedy patrzyła na niego z taką troską. Miał ochotę w takich momentach roztrzaskać jej śliczną główkę o coś ostrego, kanciastego; albo po prostu wydłubałby jej źrenice, aby nigdy więcej na niego nie spojrzała. Ale Dastan wybrał najlepsze rozwiązanie, na jakie mógł sobie kiedykolwiek pozwolić.
– Wiem, Yvelin. To wspaniały komplement, ale podlizywanie się nie zmieni Twojej sytuacji. Jak zauważyłaś… ja nie mam serca!
I zaśmiał się szyderstwo, tuż przed twarzą siostry. Zresztą Dastan miał wyborny nastrój, w końcu już niedługo, za kilka chwil pozbędzie się swojego największego kłopotu w życiu – najstarszej siostry, którą powinien nienawidzić od momentu, gdy po raz pierwszy ją ujrzał. Jakby nie patrzeć, to blondas był takim p o t w o r e m przez Yvelin. Wystarczyło jej postępowanie i zachowanie, by na zawsze złamać charakter Dastana. A przecież byli nierozłączni! Gotowi na podbój świata u swego boku! Gotowi zmusić każdego, aby klęknął przed nimi i złożył ofiarę z wyrazami szacunku! Cały świat mieliby u boku.
Dastanowi nie uszło uwagi, że Yvelin zbierało się na łzy. Ale czy odczuwał zatem względem niej jakąkolwiek litość? Nie. Dla takiej suki nie było litości. Nie była nawet warta życia! Na nic nie zasłużyła. Wyjechała, a kiedy wróciła cała szczęśliwa, w skowronkach, przyszła do jego ojca błagając o wybaczenie. Dastan na jego miejscu już dawno wyrzuciłby Yvelin z rodu. Szczególnie, że po rozwodzie Yuki i Naizena, Yvelin nic już nie łączyło z głowa rodu Shiroyama. Ale gdyby tylko Dastan był następcą ojca… już sam by się rozprawił z Yvelin, wyrzucając z rodu. Przynajmniej wówczas by jej nie zabił.
Już po chwili piękna twarzyczka Yvelin po raz drugi wylądowała w lodowatej wodzie. Nie chciała umrzeć? A co go to interesowała? Mogła myśleć o tym ponad dwadzieścia lat temu, kiedy po raz setny opuściła rodzinny dom bez żadnego słowa. Wielce dorosła, która nie poczuwała się do obowiązku zawiadomienia, że ma chęć zniknąć z Japonii na dobre kilka lat. Prawdopodobnie Dastan by jej wówczas towarzyszył. Ale wampirzyca wolała zachować się jak ostatnia suka. Zjadł znów kilka soczystych owoców z tacki na kolanach i popił winem. Dopiero wówczas wynurzył mokrą i zziębniętą Yvelin.
– Wyglądasz jak męczennica, ale męczennice umierały dumnie, za idee. Ty zaś nie masz nic. Jesteś sama. Sama żyłaś i sama zdechniesz. Odwróciłaś się od wszystkich. Wrodziłaś się bardziej do matki niż myślisz. Jesteś taka sama jak ona, Yvelin. Obie zasługujecie na to samo, ale ona chociaż dała mi życie. I już przez samo to zasługuje na mój plugawy szacunek. Przez Ciebie nie jestem lepszy. Uczyniłaś ze mnie potwora. Zabijając Cię, odwrócę się od własnego ojca. Potrafisz niszczyć wszystkich, którzy Ci pomogli. Wiele zawdzięczasz mojemu ojcu. Chociażby to, że nosisz nasze nazwisko, a nie tego plugawca, który Cię spłodził. Niespokojna krew już zawsze będzie w Tobie płynąć. Czyli jeszcze przez jakąś godzinę…
Zawiesił głos. Dostrzegł, że zaciskała palce na łańcuchu. Widać było, że miała jeszcze tyle sił, aby się sprzeciwiać. A potem zaczęła błagać, prosić o spełnienie swojego Ostatniego Życzenia.
– Tego nie chcę spełnić. Pozbywam się Ciebie, żeby zapomnieć. Żybyś wreszcie zniknęła. Odeszła. Przestała pojawiać się w moim życiu, w mojej głowie. Zniknęła z mojej duszy i zabrała ze sobą wszystkie zadry i blizny, jakie we mnie zostawiłaś. Słyszysz?!
Schwycił ją mocno za włosy i przysunął do swojej twarzy tak, że dotykali się czołami. Patrzył na nią nienawistnie, jakby miał wielka ochotę rozerwać ją na strzępy.
Na ostatnie jej słowa strzelił jej z liścia, mocno. Mogła mieć nawet czerwony odcisk po jego dłoni.
– Zasłużyłaś. A teraz sama będziesz zdychać.
Sięgnął po latarkę i cofnął się nieco, stając w drzwiach. Włączył latarkę z promieniami UV i nastawił jej światło prosto na umęczone ciało Yvelin. Dobijał ją. Sprawiał, że słabła i wiedział o tym doskonale. Mógłby ją spalić żywcem, przecież było to takie proste! Ale jak dla niego, zbyt proste. Smażył ja tak długo, aż skóra się przypiekła i pękły wszystkie bąble jakie się zrobiły pod wpływem temperatury. W dodatku w całej łazience był smród spalonego mięsa… Wyłączył latarkę i podszedł do niej.
– Wyglądasz jak kupa gówna…
Stwierdził z niesmakiem, uważnie oglądając jej ciało. Położył dłoń na klatce piersiowej, w miejscu gdzie łopotało jej serce. Po chwili zagiął palce tak, że mogła poczuć jego ostre pazury. Zatopił pazury w skórze, docierając do kości żebrowych. Wydawały się takie miękkie, były taką łatwą przeszkodą, aby dostać się do pikawy i wyrwać ją. A Yvelin opadałby niczym pusta lalka, by zaraz zmienić się w nic nieznaczący popiół, który opadłby do wody. Wylałby ją do ścieków, by spłynęła w dół gór albo by ziemia wsiąknęła jej szczątki…
Powstrzymał się jednak, zamierzając powrócić do swojego pierwotnego planu. Wycofał dłoń, a palce pokryte soczystą, jakże słodką krwią, oblizał zachłannie. Zawsze ta krew mu smakowała. Była wyborna. Szkarłatne ślepia zabłysły Dastanowi, który znów zniknął. Musiał udać się po trumnę, która miała stanowić już na zawsze lokum wampirzycy, a także kreację, w której ułoży ją do trumny. Co prawda przyniósł suknię z jej komnaty, jednak… postanowił dodatkowo ją ukarać. Sprawi, że będzie pokutowała przez wiele, wiele lat, myśląc o tym, jak zniszczył życie swojemu bratu. Oraz swoje…
Wrócił po niedługim czasie. Zdobył dla swojej siostry piękną hebanową trumnę z pięknymi zdobieniami. Na wieku znajdował się oczywiście krzyż, aby wampirzyca nie mogła zbyt szybko opuścić swojego nowego leża. W środku zaś wyściełana była czerwonym atłasem. Ba! nawet miała poduszkę pod głowę, co by miała całkiem wygodny, wampirzy sen. Zdobył także suknię, ale na razie była ona tajemnicą... Trumna czekała w salonie, wraz z suknia. Teraz wystarczyło tylko ściągnąć z haka Yvelin.
Łańcuch odczepił zza toalety i popuścił go tak, że Yvelin opadła na oparcie wanny. Jeśli była przytomna i miała siłę, mogła zamortyzować tenże upadek. Niezależnie od tego, Dastan podszedł do niej i uwolnił telekinezą dłonie wampirzycy. I one musiały być poparzone, ale... nie odczuwał z tego tytułu żadnego współczucia. Przewiesił ją sobie przez ramię i udał się spróchniałymi schodami na dół. Do salonu. Salonu, w którym wszystko się zakończy.
Powrót do góry Go down
Yvelin
Mistrz Gry (MG)
Mistrz Gry (MG)
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t633-yvelin-shiroyama http://vampireknight.forumpl.net/t1148-yvelin#17606 http://vampireknight.forumpl.net/t2137-yvelin http://vampireknight.forumpl.net/t2096-yvelin http://vampireknight.forumpl.net/f79-posiadlosc-sharp
Zarejestrował/a : 28/10/2012
Liczba postów : 545


PisanieTemat: Re: Opuszczony dom   Nie Maj 22, 2016 3:06 pm

W sumie dziwne, że jeszcze tego nie zrobił. Była pod wrażeniem, że miał aż tak silną wolę.
- Wiem... bo ja je mam.- Nigdy do końca nie umiała ulec, nawet w tak krytycznej sytuacji, pieprzyła bez sensu i dolewała oliwy do ognia. Cóż, teraz to już nie ma nic do stracenia, skoro wyrok zapadł, nie było powodu aby się jeszcze jakoś hamować. Nigdy nie umiała zachować się odpowiednio do sytuacji, miała coś z głową, ale problem niedługo zniknie.
Tak, mogliby mieć to wszystko, ale mieć nie będą, Yvi w trumnie będzie ciężko to osiągnąć, a Dastan nie znajdzie nikogo, kto tak naprawdę mógłby ją zastąpić. Ech, łzami nie chciał wzbudzić w nim litości, wiedziała, że się nie da. Po prostu była świadoma tego, że zmierza ku beznadziei, to wszystko. Może myśleć o niej co chce, może ją nienawidzić za to, że wyjechała za to, że wciąż Naizen uważał ją za córkę, że nie wyrzucił z rodu. Może wszystko, ale czy to teraz było ważne? Nie, już się to nie liczyło, właśnie realizował swoją zemstę, a ona umierała jak nic niewarta szmata.
Cóż, pewnie wszystko miał w głębokim poważaniu, ale jeżeli liczył, że będzie milczeć i tylko godzić się na ten los, to się pomylił. Taki skazaniec zawsze musi sobie pogadać. I znów zanurkowała, bolały ją mięśnie, szarpał ją i sprawiał wiele bólu. Widziała w jego oczach szaleństwo, było to przerażające i piękne zarazem. Było to chore, ale jak już uświadomiła sobie, że umrze, cieszyła się, że Dastan będzie ostatnią osobą na którą patrzy. Chociaż czuła, że w serce kuje ją pomału nienawiść. Nie chciała tego, starała się to wyprzeć ze swoich myśli, ale niektóre uczucia są silniejsze.
I znów mogła na niego spojrzeć spod rozmoczonych rzęs, z których przy każdym mrugnięciu pod okiem rozmazywał się tusz. Usta miała sine i drżące, powoli całe jej ciało zaczęło drżeć, ta woda niebyła niczym przyjemny.
- Może i jestem jak matka.- Zaczęła powoli, z trudem. Zimno jakie ją ogarnęło zacisnęło jej nawet krtań.
- Nigdy... nie byłam dobra... ale sam, sam wybrałeś taką, a nie inną drogę.- Starała się jakoś oprzeć, podtrzymać, ale nic z tego, była za bardzo zmęczona.
- Zrobiłam jedną głupotę, za resztę sam jesteś sobie winien.- Wymamrotała w końcu, na jednym długim wdechu, jakby w ogóle oddech byłby jej potrzebny do życia.
Chciał usłyszeć życzenie, proszę bardzo, dostał je, ale tak jak myślała, nie chciał tego spełnić.
- Możesz mnie zabić... ale wiesz, że to nie przyniesie Ci wcale spokoju.- Wisiała bezwładnie na łańcuchu, próba bunty była zbyt męcząca. Głowę odchyliła do tyłu kiedy szarpnął za jej włosy, a czoło przykleiła do jego, kąciki ust mechanicznie powędrowały w górę. Nie nacieszyła się jednak ich bliskością, oberwała w twarz na tyle mocno, aby został po tym ślad, a jej głowa odwróciła się w bok. Przez chwile się nie ruszała, musiało upłynąć kilka sekund nim, spomiędzy niezdrowo fioletowych warg wyłonił się cichy chichot. Takie beznadziejne sytuacje różnie wpływały na (nie)ludzi. Paniczny śmiech przerodził się w jęk, ciało blondynki wygięło się w łuk, przez co łańcuch się szarpną, był to przeogromny ból, nie miała za bardzo jak się zakryć. Cóż mogła się tylko smażyć i zaciskać z całej siły zęby. Kiedy w końcu przestał, a ona nie musiała jak krzyczeć, opadła znów na oparcie, zwiesiła głowę, czuła jak popalona skóra się ściąga i śmierdziała. Niszczył ją nie tylko psychicznie, ale i przede wszystkim fizycznie.
- Zawsze wiedziałam, że masz porypany gust.- Bardziej jęknęła, nie było to nawet podobno do szeptu. Jego dotyk już nie sprawiał jej przyjemności, popalona skóra nie regenerowała się, sprawiał jej już tylko ból, bez ten nutki przyjemności. Syczała pod nosem, nie była wstanie już wykonać żadnego ruchu, nawet nie mogła sama głowy podtrzymać, była wycieńczona, marzyła, aby po postu zamknąć oczy i zatracić się w nicość. Czy chciała umrzeć? Nie, chciała mieć tylko chwilę świętego spokoju... Spokoju którego niedostanie. Gdyby tylko chciał mógłby wyrwać jej serce, tak niewiele brakowało, był coraz bliżej, rozrywał ją, krew sączyła się z ran, po poparzonej skórze, aby w końcu zmieszać się z wodą. Łzy spływały po policzkach Yvelin, która nie byłą już nawet wstanie krzyczeć z bólu i upodlenia. I nagle dostała chwilę dla siebie, sekundy ciszy i spokoju. Zamknęła oczy, ale była przytomna, tak się jej przynajmniej wydawało, ale nie zauważyła, że Dastan wrócił, że szykuje jej mocne lądowanie. Nie zaprała się, nie zdążyła, zresztą nie miała tyle siły, z impetem wpadła do wody i zanurkowała kolejny już raz. Nie zauważyła, że obolałe dłonie ma już wolne, zresztą co jej to da? I tak nie ucieknie, o własnych siłach nie byłaby wstanie ustać, a co dopiero zmusić się do większego wysiłku fizycznego. Worek ziemniaków? Okej może być, bezwładnie jak szmaciana lalka wisiała na jego ramieniu. Raz złapała się dłonią o futrynę, chciała się przytrzymać, ale nie dało rady, Dast pewnie nawet tego nie zauważył, bowiem opór był znikomy. Widziała spróchniałe deski, widziała jak się uginają, wyobrażała sobie jak trzeszczą pod ciężarem jej brata, pod każdym kolejnym krokiem. Nie słyszała ich, szumiał jej w głowie strach. Gdzieś tam mignęła jej trumna? Nie była pewna, nie przywiązywała do tego wagi, Ale po blondynie mogła spodziewać się wszystkiego. Otworzyła usta, chciała coś powiedzieć, ale w ostatniej chwili zrezygnowała, w sumie nieważne co powie sprawa jest już przesądzona. Wampir w oczach miał szaleństwo, był wkręcony w to co robił na sto procent.... Tylko czy naprawdę Yvelin chciała się poddać? Była tak sponiewierana, tak obolała, że ciężko było się jej ruszyć, ale czy naprawdę była gotowa na wieczny spoczynek? Ruszyła się niespokojnie, aby po chwili zmusić się do wysiłku i wpić swoje szpany w jego plecy. Noooosz cholera jasna, nie da mu tej satysfakcji, nie ulegnie.

_________________


*****






Powrót do góry Go down
Dastan
Dastan
Dastan
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t502-dastan
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 505


PisanieTemat: Re: Opuszczony dom   Nie Maj 22, 2016 4:11 pm

– Nie, nie masz go. Nigdy nie miałaś. Byłaś samolubną wywłoką i nadal jesteś. Zostawiając ród pokazałaś, jak wiele dla Ciebie znaczył. Zostawiając mnie uświadomiłaś mnie, ile dla Ciebie zawsze znaczyłem. Tyle, co nic.
Wzruszył ramionami. Teraz w jego głosie nie było przesyconej nienawiści, złości czy żalu. Był tak spokojny, jak nigdy dotąd. Po prostu zbliżała się dla niego chwila, w której pozbędzie się tej złośliwej, nikczemnej i niszczącej życie wampirzycy. Ale miał dla niej jeszcze jedną niespodziankę! Oczywiście otrzyma ją na sam koniec, nim zakopie Yvelin głęboko w ziemi, wysoko w górach, czyli tam, gdzie nikt nie znajdzie tej wywłoki.
To faktycznie było chore, cieszyła  się, że ostatnią osobą, którą widzi jest Dastan, a przecież to on zamierzał wykonać ostateczny cios. Pozwolił jej żyć w przeświadczeniu, że pozbawi ją życia. Do tego przecież zmierzał, to chciał osiągnąć – żeby się bała umrzeć, żeby rozpaczliwie chciała żyć, żeby po przebudzeniu dała mu święty spokój i po prostu zniknęła z jego życia. Patrzył ze spokojem na to, co jej czynił, wiedząc, że to, co najgorsze jeszcze przed wampirzycą.
– Masz rację, sam obrałem taką drogę. Jednak to była najłatwiejsza ścieżka, jaką mogłem wówczas podążyć. Pozwoliłem Ci nadal tutaj
W tym momencie, kiedy zaakcentował to słowo, poklepał się po klatce piersiowej. Tam, gdzie była jego blizna. Pod nią znajdowało się jego serce. Blizna, której dorobił się w wypadku, a skutkiem ubocznym było to, że nie pamiętał o swej nienawiści do siostry… Ale nie była tak podła, aby ten fakt wykorzystać i zniszczyć znów jego życie.
- … lecz pod inną postacią. W mym sercu nosiłem Twój obraz i nienawidziłem Cię.
Mówił to z takim zaangażowaniem, jakby wyznawał wampirzycy miłość. Ale tak nie było. I nigdy więcej się nie stanie…
– Dziękuję za pozwolenie zabicia Twojej paskudnej osoby. To bardzo szlachetne…
Zaśmiał się, patrząc na jej cierpienie fizyczne i psychiczne. Sam nie wiedział, jak bardziej ja ranił. W jaki sposób przysporzył jej tyle cierpienia. Wiedział jedynie tylko tyle, że zasłużyła sobie i to go zaślepiało przez tyle lat. Ale… wreszcie się od tego uwolni! Ukojenie niedługo przybędzie…! Gorzej będzie, jeśli nie doczeka się upragnionego spokoju.
Nie zareagował nawet na jej chichot. Możliwe, że była to oznaka strachu przed śmiercią. Była przecież… i nadal, jeszcze, jest… taką młodą wampirzycą, która miałaby przed sobą tak wiele, ale musiała umrzeć z rąk swego znienawidzonego brata.
Stał w progu drzwi, opierał się o framugę i przypiekał Yvelin. Patrzył na jej niszczejące ciało, na to jak zmienia się niemal w węgiel. Czuł odór przypalonego mięsa. Powinien czuć radość, przyjemność z tego, co jej czynił! Ale… nie czuł. Nie czuł zupełnie nic. Ani żalu, ani przyjemności. Powoli jakby przechodził w stan apatii, a to wszystko dosłownie przybijało go psychicznie. Sam już nie wiedział, czy w taki sposób uwolni się od niej na zawsze. W końcu przerwał ranienie jej ciała i osłabianie. Wyglądała paskudnie! Jakby wpadła do krateru albo natrafiła na pole minowe…
- Nie ruszaj się. Po co zadajesz sobie dodatkowy ból? Jesteś za słaba, żeby się bronić czy użyć mocy.
Naprawdę ją wykończył, choć serce jeszcze trzepotało w klatce piersiowej. Widział, jakby rezygnowała z życia, ale wiedział, że jest to jedynie przejściowe stadium. Albo po prostu ukrywała przed nim swoją wolę życia. Tylko co chciała w ten sposób osiągnąć?
Wyłowił ją z wody, skoro po uwolnieniu z łańcuchów zanurzyła się i zniósł na dół, do salonu. Taką półprzytomną. Podrzucił ją, kiedy usiłowała wbić pazury w jego plecy.
– I na co Ci to wszystko? Aby wyrazić swoją nienawiść do mnie. Przecież wiem o niej…
Uderzył ją karcąco w tyłek; nie było to wcale klepnięcie, jak to bywa u kochanków, aby dodać sobie pikanterii. Był to ostrzegawczy cios, żeby uważała na swoje zagrania. Skoro tyle już jej uczynił, to mógł ponownie zanurzyć ją w lodowatej wodzie, tym razem wrzucając do studni i zakrywając wyjście. Posiedziałaby sobie tam kilka dni i nocy… może by spokorniała.
Ułożył ją spleśniałej kanapie salonowej.
– Chyba przesadziłem. Koszmarnie wyglądasz…
Nie mówił tego, ponieważ nagle zrobiło mu się żal z powodu ran wampirzycy. Po prostu oszpeci kreację, jaka dla niej przyszykował! To była właśnie ta „niespodzianka”, o której nigdy nie zapomni. Udał się na górę po miskę z wodą i ściereczki, a także jakąś zardzewiałą pęsetę i już po chwili był przy wampirzycy. Zdarł z niej luźna bluzkę, rozrywając na strzępy. Pod materiałem nie było tyle ran, jak na gołej skórze szyi czy twarzy przez poparzenie ultrafioletem. Przy pomocy pęsety pozbył się tych fragmentów skóry, które odpadały z ciała wampirzycy, dosłownie ją… zrywając. Nie było wiele takich kawałeczków i nie były one jakoś wielkie. Ale na pewno zabieg ten był bolesny. Resztę odkrytego ciała przemył zmoczoną gąbką. Wyglądało to nieco lepiej, ale ciało było na tyle osłabione, że nie regenerowało ran. Teraz przyszło na zdjęcie spodni wampirzyc. Z obcisłym materiałem było zawsze sporo jebania… więc po prostu przy stopach rozerwał materiał. Zastanawiał się nawet nad tym, czy nie uciąć Yvelin po prostu stóp… ale zrezygnował z tego. Zachlapał by cały salon krwią (nie to, żeby salon był urodziwy…)! Nóg wampirzycy nie przemywał. Dolne partie ciała nie oberwały, ponieważ jako tako osłoniła je wanna oraz dżinsy. Była teraz przed nim w samej bieliźnie i mimowolnie powiódł wzdłuż jej ciała wzrokiem.
– Jeszcze do niedawna byłaś całkiem… znośna.
Teraz jej widok przyprawiłby nie jednego człowieka o mdłości.
– Zastanawia mnie jedno… czy kiedykolwiek mnie kochałaś.
Położył dłoń na brzuchu Yvelin i wodził nią po ciele siostry. Dotykał. Przypominał sobie miękkość skóry. Zaraz jednak cofnął dłoń jak oparzony i znów spoglądał na nią z nienawiścią.
– Przygotowałem coś dla Ciebie. Taki mój… mały prezent pożegnalny, żebyś to Ty o mnie nigdy nie zapomniała. Czyli przez najbliższe kilka minut…
Dokończył szybko. Nie musiała przecież wiedzieć, że nie zamierzał pozbawić ja życia, a jedynie umęczyć i zakopać. Zniknął na chwilę z jej pola widzenia. Pojawił się po chwili i wpiął coś w jej włosy. Następnie pomógł jej usiąść, choć pewnie nie było to takie łatwe. Uspokajał ją, mówiąc, niemal pieszczotliwie w takiej chwili, żeby wytrzymała jeszcze troszkę… Przecież za chwilę skończy się to wszystko dla nich obojga… Pomógł jej się ubrać, poprawiając delikatny materiał suknie na ciele. Przezroczysty tiul od razu zabarwił się nieco na czerwono, od krwi z ran Yvelin.
Wyciągnął ku niej dłoń, a drugim ramieniem objął ją i przemierzył pół salony, by stanąć z wampirzycą przed lustrem. Lustrem, które było popękane, ale odbijało wygląd Yvelin oraz jej kreację. Tak, w taki właśnie sposób zapamięta przez długi czas swoje odbicie, zapamięta swoje błędy. To była formy kary. Kary wymierzonej przez zaślepionego wampira… Ale miał nadzieję, że ten obraz będzie Yvelin nawiedzał podczas jej długoletniego letargu…
– Byłaby… moją piękną żoną.
Szepnął i spojrzał na nią przez lustrzane odbicie. Jego oczy znów przybrały nienawistny wyraz. Teraz pozostawało tylko wykopać głęboki dół, włożyć tam Yvelin i… zakopać. To było takie… proste!
W tym wszystkim nie dostrzegł nawet jej obrączki... o ironio...
Powrót do góry Go down
Yvelin
Mistrz Gry (MG)
Mistrz Gry (MG)
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t633-yvelin-shiroyama http://vampireknight.forumpl.net/t1148-yvelin#17606 http://vampireknight.forumpl.net/t2137-yvelin http://vampireknight.forumpl.net/t2096-yvelin http://vampireknight.forumpl.net/f79-posiadlosc-sharp
Zarejestrował/a : 28/10/2012
Liczba postów : 545


PisanieTemat: Re: Opuszczony dom   Czw Maj 26, 2016 9:10 pm

Większość ze słów które mówił, były prawdziwe. Nigdy nie wypierała się, że była samolubną wywłoką. Znaczna większość rzeczy, które robiła były aby chronić tyłek. Tylko kto tak nie robił? Z resztą nie ważne, zawsze coś kręciła, miała to we krwi, zwłaszcza po tatusiu. Nawet najlepsze wychowanie nie dałoby rady genom. Jednak to jest życie i czasem tak się zdarza, zwłaszcza, że nikt nie był bez wad i to co teraz robił Dastan przewyższało znacznie to co ona zrobiła. Złamane serce? Okej przykra sprawa, jednak szybko w jego życiu pojawiła się Aimi, którą szczerze pokochał, ale pomimo iż też go zraniła, nie zrobił by jej tego samego co Yvelin. Blondyna mogłaby się założyć, że wrócił by do niej cały w skowronkach, a ona obrywała za każde niepowodzenie jasnowłosego, za wszystko co się złego zdarzyło w jego życiu.
Była chora, była popierniczona, chciał się jej pozbyć, ale ona jak głupia wciąż go kochała. Cóż z tego, że kiedyś powiedziała mu, że jest inaczej? Różne rzeczy się mówi z różnych powodów... nie kazała mu wierzyć, po prostu... Pomimo iż sprawiał jej największe cierpienie, był przy niej w tych ostatnich chwilach, chociaż nie wykluczone, że w ostatnich chwilach miłość się nie zmieni w nienawiść. To przecież była tak cienka granica, że czasem ciężko było odróżnić i dojść do tego czy to wciąż miłość czy już nienawiść. Oba mocne, płomienne i tak bardzo trawiące własne ja uczucia.
Nie, Yvelin wcale nie chciała umierać, miała przecież tak wiele jeszcze przed sobą, była bardzo młoda, jeszcze mogła wszystko naprawić. Nie wiedziała jeszcze jak, ale mogła! Tylko gdyby dostała szansę, ale niestety nie miała jej. Drapała go po plecach, mocno, znaczy na tyle mocno na ile mogła, nie poddała się nawet jak ją podrzucił. Jej obolałe ciało poczuło w tym momencie ogromny ból, syknęła pod nosem, zacisnęła zęby i wpiła mu paznokcie w skórę jeszcze mocniej, jakby każdy każda kolejna tortura dodawała jej sił. Z początku naprawdę się poddała, ale później dotarło do niej, że przecież nigdy nie była taką słabą istotą, nigdy się nie poddawała, więc dlaczego miałaby i teraz? Jak ma umrzeć to przynajmniej wiedząc, że próbowała żyć.
- Nie masz o niczym pojęcia.- Wymamrotała, starając się jak tylko mogła rozerwać jego skórę. Te śmieszne rany jakie o ile w ogóle mu robiła, goiły się niemalże od razu, były płytkie i takie żałosne. Miał rację, nie miała siły nawet na tę pieprzoną regeneracją, a co dopiero na jakiekolwiek zadanie mu bólu. Na chwilę opadała i przymknęła oczy. Była zmęczona, z jednej strony chciała aby się to już skończyło, a z drugiej...no właśnie czego ona właściwie chciała? Jęnęła z bólu, kiedy położył ja na kanapie, sina, popalona, w tak opłakanym stanie jeszcze nigdy nie była, jeszcze nikt się nad nią nie znęcał do tego stopnia. Palenie wodą święconą i ciecie przez łowców, to były wakacje i wypoczynek w porównaniu z tym. Patrzyła na brata, widziała jak jego usta się ruszają, niby słyszała co do niej mówi, ale jakby przez szybę, jakby była uwięziona w bańce, gdzieś poza świadomością. Chciała go powstrzymać, ale każde uniesienie dłoni kończyło się okrutnym zmęczeniem i opadnięciem jej ponownie na spleśniały materiał kanapy. Nie miała nawet siły być zniesmaczona tym na czym leży, nie miała siły się przejąć. Kiedy zaczął skubać jej twarz z popalonej skóry łzy zgromadziły się w kącikach niegdyś radosnych kocich oczach. Teraz wydawało się, że zmatowiały i przygasły. Nie były tak wesołe i lśniące jak jeszcze kilka godzin wcześniej kiedy ich ostatnia potyczka się zaczęła. Z trudem położyła mu dłoń na nadgarstku i próbowała odsunąć jego rękę od siebie. No właśnie próbowała, jak łatwo się domyślić nic z tego nie wyszło. On, przystojny, o pięknych zimnych oczach, silny bez problemu poradził sobie z nią, zmarnowaną, brzydką jak jeszcze nigdy i tak słabą i kruchą. Nie ważne co robił z jej ciałem, nawet jak nie chciała nie mogła na to nic poradzić. Rozerwał jej ubranie, obnażył, bo taki miał kaprys.
- Cały czas.- Odpowiedziała mu bezgłośnie, poruszyła ostami, a dźwięk, który się wydobył był tak słaby, że nawet on przy wampirzym słuchu musiał się bardzo wsłuchać. Tylko, po co ona się wysilała? Wiedział swoje. Tak naprawdę nie musiała nic mówi, nie musiałby jej być, a on sobie sam by przeprowadził rozmowę, bo lepiej wiedział co i jak. Może powinna teraz odpuścić, pozwolić, aby miłość do brata zmieniła się w nienawiść? To była dobra chwila? Byłby dzięki temu szczęśliwszy?
Usiadła, czując jak w jej gardle zbiera się gorycz, a do oczy cisną się łzy. Niby się trochę opierała, ale bądźmy szczerzy, on miał tyle siły, że bez większego problemu obchodził się z nią jak z bezwładną lalką. Robił co chciał, Yvelin w końcu wcisnęła się w ślubną suknię. Swoją drogą bardzo piękną, wymarzoną. Koronka splamiła się krwią, ale nawet wtedy nie odebrało to jej uroku, a wręcz przeciwnie dodawało jej to pewnego rodzaju zdecydowania i podkreślało jej naturę. Wstała, przytrzymywana przez ramię Dastana. Sama upadłaby na ziemię, a pchana przez jego siłę do przodu na boso, po drewnianej podłodze szła w stronę lustra, wbijając sobie pod rodzę drzazgi i gwoździe w nagie stopy. Wiedziała co zobaczy w odbiciu, bała się, bo i bez tego bardzo żałowała, że nie została jego żoną. Popękana tafla lustra odbijała jej poranioną twarz, ból i tę przepiękną kreację. Palec jednej dłoni wbijała w jego ramię na którym się wspierała, a druga dłoń automatycznie uniosła się aby dotknąć koronki na dekolcie. Przy tym geście na jej twarzy malował się grymas bólu, ale nie umiała sobie odmówić tego odruchu. Pomimo swojego stanu, albo właśnie z jego powodu wyobrażała sobie ten moment, w którym szykowałaby się na ślub z nim. Ślub z prawdziwego zdarzenia, a nie w tajemnicy przed światem. I w tej chwili kiedy wyszeptał te słowa pełne smutku, łzy popłynęły jej po policzkach. Widziała też, że nastąpiła w nim nagła zmiana, coś co sprawi, że trafi do tego dołu szybciej niż sądziła. Ręka opadła jej wzdłuż ciała, a drugą chciała się od niego odepchnąć, odsunąć, najdalej jak tylko mogła. Krok, dwa, zdołała zrobić góra trzy i zachwiała się. Znów potrzebowała wsparcia, ramieniem przyległa go ściany.
- To Ci nic nie da Dastanie, nie tędy droga.- Gorzkie łzy piekły ją w otwarte rany, ale bała się zebrać je dłonią, ból, który pulsował na jej twarzy był niewyobrażalny, musiała mocno zaciskać zęby, aby nie wyć z jego powodu.
- Tak naprawdę nie chcesz tego robić.- Łkała przez łzy, była tak bardzo upokorzona, jeszcze nikt nigdy nie był wstanie jej złamać, upokorzyć, zmieszać z błotem, pokazać jej, że jest pieprzonym zerem. Czy ona właśnie poczuła, że to wszystko zmienia się w kującą w serce nienawiść? Ta pewna, subtelna zmiana malowała się na jej twarzy. Opierają się ramieniem o ścianę cofała się, powoli bo powoli ale jednak. Im dalej od niego tym lepiej. Jeżeli próbował się do niej zbliżyć, starała się zmotywować i nieco szybciej cofać, co w jej stanie było trudne. Jeżeli chciał ją dotknąć, broniła się, taaa wszyscy wiemy, że raczej słabo, ale jednak.

_________________


*****






Powrót do góry Go down
Dastan
Dastan
Dastan
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t502-dastan
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 505


PisanieTemat: Re: Opuszczony dom   Pią Cze 03, 2016 2:55 pm

Aimi zniknęła na dobre z jego życia. Spakowała swoje manatki i po prostu wyjechała bez słowa. Dastan nie wiedział, czy kochał ją „ponad życie”. Owszem, miała ciekawy charakter, nie nudził się w jej towarzystwie, ale nie wiedział, jak zareagowałby, gdyby ponownie się pojawiła. Na pewno nie darzyłby jej sympatią, a z chęcią znów pokazał gdzie jej miejsce. Dastana przecież nie należało zostawiać ot tak bez słowa. Wszystkich, tylko… nie jego. Po prostu taki charakter. To on dominuje i musi być tak, jak chce. A dobre wychowanie nakazuje, żeby chociaż powiedzieć: Spierdalaj! Nawet nie rościł prawa do ich bękarta… o ile się go nie pozbyła, bo Aimi nie chciała mieć żadnego dzieciaka. Cóż, tęsknił. Czasami. Potrafiła zakręcić jego nudnym życiem i sprawić, że pewne rzeczy robił z większą przyjemnością niż dotychczas. Ale ich zaręczyny zostały zerwane, to się rozumie samo przez się. Zresztą Yvelin nie miała pojęcia, co się między nimi działo. Nie oszukujmy się, ale rodzeństwo nigdy nie usiądzie w spokoju obok siebie, przy butelce zajebistego, czerwonego wina i nie porozmawia od tak zwanego „serca”…
Yvelin go kochała? Szczerze w to wątpił. To raczej jej zwykła chciwość… Musiała go przecież „zaliczyć”, oznaczyć, że i on kiedyś tam należał do niej. Gdyby osiągnęła, co chciała, szybko by go porzuciła, zapomniała, przetrawiła i zostawiła, jak wtedy.
Im szybciej zbliżał się jej koniec, tym bardziej walczyła o życie. Była zacięta, niczym dzika pantera; równie nieokiełznana i równie lubująca się w chodzeniu własnymi drogami. Polowała i znikała, szła dalej i czasami powracała, gdy zgłodniała albo potrzebowała zaznać spokoju w posiadłości matki. Już Dastan znajdzie sposób, aby ją stamtąd wykurzyć, nawet jeśli musiałby zrównać posiadłość matki z ziemią. Kiedy się przebudzi ze swego letargu, nie zastanie już domu. Czy aby na pewno była jeszcze nienawiść, czy już obsesja na punkcie Yvelin?
Walczyła o życie, drapała, wierzgała… mocowała się z nim, choć Dastan niewiele sobie robił z tych ran na plecach. Popiecze, pocieknie krew i po kilku minutach ranki się zregenerują. Nie był babą płaczącą przy każdym zadrapaniu… Orała mu plecy, ale te ranki nie były poważne.
Była bardzo osłabiona, wiotka, lecącą mu z rąk. Sam nie wiedział dlaczego, ale właśnie takie słabe wampirzycy najbardziej mu się podobały (oczywiście nie w takim stanie, w jakim obecnie znajdowała się wampirzyca, po prostu pociągały go te słabsze, zdane na jego łaskę… a przecież i tak był silniejszy od siostry).
Gdy dotknęła go, położyła dłoń na jego nadgarstku, aby odsunąć ją, by przestał się znęcać, odtrącił jej dłoń. Jednak po jakimś czasie zaprzestał maltretowania jej. Widział te łzy w kącik oczu i doskonale zdawał sobie sprawę, że jest potworem. Prawdziwym potworem. O rodzinę przecież powinno się dbać… Zimnymi oczami świdrował jej poranione ciało, jakby w nadziei, że w ten sposób zada jej jeszcze więcej bólu. Powinna cierpieć, gnić… na taki los zasłużyła.
– Do ostatniej chwili bezczelnie kłamiesz…
Wysyczał, ale już nie podniósł na nią reki. Tak żałośnie wyglądała, że nawet nie miał do niej sił. Nie zamierzał kopać pokonaną. Już i tak swoje wycierpiała, choć fizycznie mogłaby znieść znacznie więcej. Pod tym kątem była zawsze niebywale silna… Ale psychicznie dorównywała niemalże Yuki. Po spojrzeniu tych kocich oczu dostrzegał, jak wiele zniosła i że po prostu więcej już nie zniesie. I tak, jak przypuszczała – Dastan nie uwierzył w jej słowa. Kochała go zawsze i kocha teraz? Wolne żarty! Naprawdę za to kłamstwo miał ochotę ją uderzyć i znów sponiewierać… Ale nie da mu to żadnej satysfakcji. Ledwo się ruszała i mówiła.
O tak, w tej kreacji wyglądała naprawdę zjawiskowo. Wymarzona suknia, dla wymarzonej kobiety, która okazała się być skończoną suką. Gdy wstała, podtrzymywał praktycznie całkowicie jej ciało. Była naprawdę jak pacynka, lalka, którą można ubierać, przebierać, czesać…
– W innych okolicznościach mógłbym nazwać Cię naprawdę piękną wampirzycą. I pomyśleć, że to byłby jeden z niewielu ślubów, wśród szlachetno krwistych, z miłości. Ale cieszę się, że do niego nie doszło. Oboje byśmy tego żałowali. Ty wciąż karmiłabyś mnie farmazonami o fałszywej miłości, a ja jadłbym Ci z ręki, nie dostrzegając Twojego zepsucia.
Nachylił się do jej ucha i szeptał, niczym miłosne zaklęcia. Ta lustrzana tafla była jednak skrzywiona, pokazywała bowiem tak bardzo nierealny obraz w swej realności.
– Ślub, który można by celebrować i zrobić taki, jak pragniemy. Nawet mój ślub byłby tylko z cholernego obowiązku…
Wpadli i dlatego musieli przyspieszyć swój ślub, którego… i tak nie było. Co go cieszyło. Uniknął jedynie kolejnych obowiązków. Przecież nie nadawał się na ojca. Nawet cieszył się, że Aimi zniknęła wraz z bękartem z jego życia. Może kiedyś się o niego upomni? Jako następcę? Ktoś musiał wykonywać „brudną robotę” w rodzie.
Wyrwała się z jego ramion i odstąpiła od niego. Wreszcie zachwiała się, a Dastan niewiele myśląc, uchwycił ją telekinezą przed upadkiem. Szkoda było tej jakże pięknej sukni i welony. Mogłaby go jeszcze podrzeć. Przyciągnął uciekinierkę do siebie telekinezą.
– Skąd wiesz? Może wreszcie oboje się od tego uwolnimy. Taka nasza mała ceremonia.
Przyciągał ją wziąć do siebie mocą. Co z tego, że się broniła? Nie miała sił, aby oprzeć się telekinezie. W jej oczach zaczął dostrzegać wreszcie tę prawdziwą nienawiść. Tę, którą pragnął tak bardzo ujrzeć przez te wszystkie lata, niemal wierząc w to, że jej nienawiść go wyzwoli z tego oszołomienia i pieprzonej obsesji. Przyciągnął ją wreszcie telekinezą tak blisko, że bez problemu mogli się dotknąć.
– Wreszcie dostrzegam Twoją nienawiść do mnie w oczach. Jest taka piękna, że niemal pobudzająca.
Wziął słabą wampirzycą na ręce, nawet jeśli się szarpała i walczyła. Mogła tym zaszkodzić jedynie sobie. Im bardziej się ruszała i szarpała, tym bardziej cierpiała, rany się otwierały… Można by się w tym dopatrzeć jeszcze jednej aluzji… w końcu pan młody przenosi przez próg pannę młodą. Ten obrazek był nad wyraz groteskowy. Podszedł z nią do trumny.
– Masz rację. Nie byłbym w stanie Cię zabić. Nie jestem na tyle szalony, aby ściągać na siebie całą Radę. Ale pozbędę się Ciebie. W taki czy inny sposób.
Podszedł z Yvelin do trumny, by następnie ją w niej złożyć…
- No... chyba że chcesz się przewietrzyć i potowarzyszyć mi przy kopaniu dołu dla Ciebie.
Na jego twarzy pojawił się szyderczy, złośliwy uśmiech, a oczy zwęziły się niemal jak u jaszczurki. Oczywiście i tak wytaszczy ją w tej trumnie na zewnątrz. Nie spuści z niej oczu! Jeszcze wpadłaby na pomysł, aby uciec... A nie mógł do tego dopuścić. Tak pięknie wyglądała w tej sukni, złożona w trumnie, że pragnął ją uwiecznić! Taka mała pamiątka... na wieczność.

_________________
Powrót do góry Go down
Yvelin
Mistrz Gry (MG)
Mistrz Gry (MG)
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t633-yvelin-shiroyama http://vampireknight.forumpl.net/t1148-yvelin#17606 http://vampireknight.forumpl.net/t2137-yvelin http://vampireknight.forumpl.net/t2096-yvelin http://vampireknight.forumpl.net/f79-posiadlosc-sharp
Zarejestrował/a : 28/10/2012
Liczba postów : 545


PisanieTemat: Re: Opuszczony dom   Pią Cze 10, 2016 11:10 pm

Nie miała pojęcia o jego życiu, o Aimi, o niczym, to był fakt jej oczywiście znany. Jednak pragnęła mieć jakiekolwiek wiedzę, chciała znać brata, choć w małej części, cokolwiek więcej, prócz tego, że jest potworem i sadystą. O tym nie raz przekonała się na własnej skórze. Teraz to już nie były pragnienia jak kiedyś, aby spędzić z nim życie. Teraz chciała tylko porozmawiać z nim od serca. Nawet jeżeli byłoby to nie realne. Bo bez tego nie byłoby dla nich żadnej przyszłości. Właściwie to już jej nie ma, Dastan wyraźnie dał jej do zrozumienia, że nic dla niego nie znaczy. W każdym razie tak szeptał jej cicho głos gdzieś z tyłu głowy. Czy to była z jej strony taka prawdziwa, wyśniona przez Dasta nienawiść? O nie, nic z tych rzeczy. To co jej robił, w rzeczy samej odbijał się na niej, n jej psychice i uczuciach, jak najbardziej miało prawo wywołać w niej tak skrajne i negatywne uczucia, ale świadomość, że go kiedyś skrzywdziła podpowiadała jej, że zasłużyła na to i nie może go o nic winić. 
Była od niego sporo słabsza i bez tego co jej zrobił, zawsze miał nad nią przewagę, ale z jakiegoś dziwnego powodu ona chciała tego więcej i więcej. Budziły się w niej sporne uczucia. Może i była jak Yuki, w końcu była jej córką i miała do tego prawo, chociaż nie. Różniło je naprawdę dużo, od stylu i podejścia do życia po sposób traktowania istot żywych. Faktycznie, umiała sporo wytrzymać fizycznie, ale psychicznie też. To, że miała mocną wolę życia nie oznaczało, że jest słaba, a wręcz przeciwnie, nie poddała się i mimo iż mówiła, że nie chce umierać, nie było to nigdy błaganie czy proszenie, zwyczajne wyrażanie swojego pragnienia. Dastan mógł jednak uważać co chciał, miał do tego prawo, postrzegał ją tak, a nie inaczej i już na to Yvelin raczej nic nie poradzi. Teraz pozostało jej tylko walczenie o życie i jeżeli się jej uda przetrwać zastanowienie się czy da mu spokój czy nie.
- Więc się ciesz kochany, że nie jesteś moim mężem.-
To nieudolne drapanie i szarpanie się było jedyne co mogła zrobić, była wycieńczona, nie miała siły na nic więcej, do tego oszpecona i upokorzona, ale wciąż nie chciała umierać. Jej wola życia była zadziwiająca i naprawdę ogromna, im bliżej końca tym większa i mocniejsza.
- Śluby z rozsądku i obowiązku... tylko to nas... Ciebie czeka.- Nie do końca zdradzało to, że była już mężatką, właśnie z tego przykrego rozsądku. Równie dobrze mogła podkreślać to, że jej już nie będzie, że nawet jeżeli zostanie tylko zakopana, wiele ją ominie. Cofając się przed nim, plątała się w pięknej suki, ale tak jego moc uchroniła ją przed upadkiem. Rzeczywiście szkoda kiecki, chociaż skoro i tak miała spocząć w niej w trumnie jakoś tak nie było jej żal. Bardzo chciała, ale nie umiała się oprzeć jego mocy, miał ją w sidłach, tylko dla siebie, była skazana na jego niełaskę i szpony. Bawił się nią jak laleczką, aż w końcu wziął w ramiona jak świeżo poślubioną żonę. Symboliki w tym było spoko, każdy by to zauważył.
- Módl się o to do samego szatana.- Szczerze wątpiła aby było to dla nich wybawienie, zwłaszcza, że nie wyglądał jakby to wszystko co jej zrobił w jakiś sposób przynosiło mu ulgę. Tkwiąc w jego ramiona z początku owszem, szarpała się, ale po chwili zrozumiała, że to i tak na nic. Znalazła coś lepszego w tej sytuacji, jego bliskość. Przymknęła powoli i wsłuchała się w jego głos, troszkę ją to uspokoiło, zwłaszcza jak uświadomił jej, że wcale nie będzie martwa i nie zamieni się w kupkę prochu. Wtuliła w jego ramię głowę i wdychała jego zapach, był przyjemny, chociaż budził w niej pewne uczucie niepokoju. Kojarzył się jej z ogromną siłą i bólem, uniosła powoli dłoń, aby finalnie ulokować ją na jego ramieniu, aby móc opuszkami pogładzić jego skórę na szyi, aby powoli zanurzyć w niej swoje paznokcie. Drapieżna i leniwa pieszczota, swoistego rodzaju pożegnanie. Może i do trumny trafić nie chciała, w tej sytuacji jednak miała mało do powiedzenia. Była spokojna, a przynajmniej do czasu.... Panika ją ogarnęła ponownie kiedy zaczął ją układać w trumnie. Całe ciało jej drżało, oczy zaszkliły się, jaj ciało powoli spoczęło na pięknym wyścieleniu jej nowego loku.
- Dastan... nie.- Nie chciała tego jak jasna cholera. Próbowała się podnieść ze swojego leża, ciało jakby dostało energetycznego kopa, w końcu niedziwne, wola życia była silna. Wszelkie pozostałości energii, jakiejkolwiek siły zebrały się w niej. Podźwignięcie się do siadu był to dla niej nadludzki wysiłek.
- Nie chcę, nie i już.- Tylko po co się wysilała w odpowiedzi? Wiedziała, że i tak jej nie posłucha, ale nie do diabła, nie będzie błagać, nie będzie mu obiecywać, że zrobi wszystko tylko, żeby ją oszczędził. Nie będzie kłamać, że go zostawi i zniknie z jego życia, nie byłaby to prawda. Więc zacisnęła zęby i szarpała się z nim jeżeli znów próbował ją grzecznie ułożyć w ciasnym pudle. Wiadomo, miała z nim małe szanse, ale przecież musiała spróbować.
- Nigdy nie zniknę z Twoich myśli.- Wysyczała, nachalnie wlepiając swoje spojrzenie w jego twarz.
- Doskonale to wiesz, boisz się tylko przyznać do tego. Robisz to bo nie chcesz, aby miał mnie ktoś inny, skoro Ty nie możesz.- Miała to gdzieś czy go rozjuszy swoimi słowami, tylko to jej pozostało, mówić, dużo i wszystko co jej ślina na język przyniesie.
- Jesteś pieprzonym tchórzem, nie radzisz sobie z własnymi uczuciami, wolisz udawać, oszukiwać samego siebie, że ich nie masz.- Jeżeli w jakiś sposób ją uciszył i ponownie powalił w turnie to tylko na chwilę. Znów starała się podźwignąć i mówiła dalej.
- Tak naprawdę wiesz, że nasze losy są połączone, że z a w s z e będziemy wokół siebie krążyć. Jesteśmy idealnie dobrani, stworzeni dla siebie.- Mówił, wciąż i dużo, nawet jeżeli skutecznie ją unieruchomił w jej pieprzonej drewnianej klatce. Drapała jego, rozrywała aksamitny materiał, który wyścielał wnętrze trumny, darła i rzucała w niego, tylko suknie ślubną zostawiła nienaruszoną, jakby miała do niej sentyment. O tak, miała w głowie obraz tego jak koronka wspaniale wygląda na jej ciele.

_________________


*****






Powrót do góry Go down
Dastan
Dastan
Dastan
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t502-dastan
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 505


PisanieTemat: Re: Opuszczony dom   Pon Cze 13, 2016 5:59 pm

– Niezmiernie się z tego powodu cieszę, Yvelin. Nie wiem, jak mogłem Cię kiedykolwiek pokochać. Wzbudzasz we mnie jedynie obrzydzenie i nienawiść…
Ranił ją, do samego końca. Nie zamierzał powiedzieć w jej stronę żadnego dobrego słowa. Zresztą po co? Przecież oboje darzyli się nienawiścią, więc takie słowa były po prostu zbędne. Tak, wciąż żył w świadomości, że siostra go nienawidzi, brzydzi nim, szczególnie teraz, gdy ujrzała jego sadystyczną naturę. A co było w tym najgorsze? Wcale nie żałował tego, co z nią uczynił! Przecież zasłużyła sobie na to, a teraz będzie gnić przez dekady w ziemi i nikt za nią nie zatęskni. Dlaczego? Bo wcześniej wielokrotnie znikała na długi czas, nie dając nikomu znaku życia, nie powiadamiając nikogo o tym.
– Ależ Yvelin, ja mam przecież żonę…
Dlaczego by nie? Przecież widziała go ostatnio z Aimi czyż nie? Mogli od tego czasu stanąć na ślubnym kobiercu ze sto tysięcy razy! Nie wiedziała o tym, że go zostawiła, kolejna kobieta, która odeszła z jego życia. Kolejna, której na to pozwolił. Nie zamierzał szukać tej małej kurewki, bo to niczego nie zmieni. Dołączyłaby do jego listy znienawidzonych osób. Prawdopodobnie… Bo przecież naprawdę pokochał tę małą zołzę. Należała już jednak do przeszłości, tak jak Yvelin zaraz się w niej znajdzie, gdy tylko pochłonie ją ziemia.
Niósł ją na rękach, kierując się w stronę trumny, w której zamierzał złożyć to umęczone i poniżone ciało. Tak, teraz była już niczym więcej jak zwykłym, pospolitym wręcz ciałem. I proszę, jak kończy dumna i butna siebie wampirzyca, obierając samotność. Sama jako pierwsza odwróciła się do wszystkich plecami. I do Dastana, którego ponoć kiedyś kochała. Jednak gdy tylko wróciła… nie omieszkała powiedzieć mu prosto w twarz, jak bardzo się myliła względem uczuć do niego.
Po chwili Dastan brutalnie przerwał jej rozkoszowanie się jego bliskością, zapachem biciem serca, ponieważ ułożył ją w trumnie! Spojrzał na nią i wyglądała naprawdę… na bezsilną, niewinną, jak mały skowronek uwięziony w złotej klatce z podciętymi skrzydłami.
– Nie? Dlaczego miałbym teraz przejmować się Twoimi uczuciami, kiedy Ty miałaś głęboko w poważaniu moje, wyjeżdżając?
Uniósł brwi w wielkim zdziwieniu. Na co liczyła? Że ją przeprosi? Wybaczy? Że zaczną od nowa? Że będą się kochać? Pozostaną na zawsze razem, tak jak kiedyś, gdy na łące nieszczęśnik się oświadczył?
Nie zareagował, kiedy udało jej się podnieść ciało do siadu. Była za słaba, aby cokolwiek zrobić. Dlatego cierpliwie czekał, aż ciało podda się, a zmęczenie, ból i osłabienie wygrają, poddając ciało trumnie. Gdy zaczęła mówić, że nie chce tak skończyć, nie chce być zamknięta w tej trumnie, przyłożył dłoń do policzka Yvelin, jakby chciał ją uspokoić. Nawet nachylił się ku niej, jakby znów chciał dotknąć czołem jej czoła. Przyglądał się uważnie siostrze, jakby widział jakieś dziwne stworzenie po raz pierwszy w życiu. W tej chwili wydawała mu się taka… żałosna. Po chwili opuścił dłoń i cofnął się.
Jej krew, zapach krwi Yvelin… unosił się w powietrzu, krążył po salonie i doprowadzał Dastana na skraj wytrzymałości. Zawsze miał trudności z utrzymaniem w ryzach swojej popędliwości do krwi. A teraz… była tutaj jego ofiara – bezbronna, zdana na jego łaskę!
– Znikniesz. Gdy Cię pochowam.
Naprawdę nie potrafiła tego zrozumiec? To miała być jej symboliczna śmierć! Śmierć, która była dla niego wyzwoleniem!
– Ale Cię nie chce, Yvelin. Chcę tylko, żebyś zniknęła. Przepadła. Zniszczała, jak kartka papieru pod wpływem ognia…
W jego karmazynowych oczach znów zaczął błąkać się szał! Obezwładniał go, gdy wyczuwał coraz bliższy koniec Yvelin. Spoważniał jednak, gdy wypowiedziała ostatnie zdanie. Spojrzał na nią z takim cierpieniem i bólem, po raz pierwszy ukazując jej swą boleść w takim stopniu.
– Nie, Yvelin. Chcę wreszcie się uwolnić od Twoich pieprzonych więzów, przełamać tę wieczność z Tobą i zacząć normalnie funkcjonować.
Zamknął z trzaskiem jedno wieko trumny (to od strony pasa w dół) i chwycił jedną ręką uchwytu drewnianego pojemnika. Zaczął go ciągnąć, by wyjść z trumną na dwór. Tam spowiła ich ciemność i wiosenny wietrzyk. Noc była naprawdę urokliwa. Ktoś mógłby pomyśleć, że wręcz idealnie romantyczna… gwiazdy, księżyc i inne badziewia z romansidła. Dastan ciągnął trumnę z Yvelin na tyły domu, mijając właśnie studnię. Nie chciał się za bardzo oddalać od domu, ale też nie chciał pochować jej zbyt blisko rudery. Jeszcze byłby skazany na jej jęki…
Dotarli na miejsce. Zostawił trumnę na skraju lasku, gdzie tuz za nim zaczynały się większe wzniesienia górskie. Dastan teleportował się do domu, gdzie zostawił łopatę i po kilku sekundach wrócił, w taki sam sposób.
– Gdybyś była w lepszej kondycji, kazałbym Ci wykopać sobie samej grób, ale nie masz sił nawet na to, żeby wziąć łopatę do ręki.
Stwierdził i przy pomocy telekinezy łopata poszła w ruch. Przecież nie zamierzał dla niej niczego własnoręczni robić! Nawet kopać upragniony grób na pochówek swojej nieznośnej siostry! Po pół godziny ostrego kopania… (jakkolwiek to nie brzmi), Dastan przy pomocy mocy wykopał głęboki grób i… zepchnął weń trumnę.
– Jakieś ostatnie życzenie?
Co prawda miała już swoją okazję, ale nie skorzystała z niej, więc może teraz. Na przykład: powiedz matce, że ją kocham, powiedz mężowi, że będę tęsknić, powiedz mojej córce, że do twarzy jej w piegach…
Niezależnie od słów Yvelin, Dastan nabierze nieco ziemi na czubek łopaty i sypnie na trumnę, której jeszcze całkiem nie zamknął. Właściwie to nawet przykucnął sobie przy dziurze w ziemi i zaczął się przyglądać Yvelin. Tak… zaraz zostanie zakopana…

zt

_________________


Ostatnio zmieniony przez Dastan dnia Pią Paź 21, 2016 7:49 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Yvelin
Mistrz Gry (MG)
Mistrz Gry (MG)
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t633-yvelin-shiroyama http://vampireknight.forumpl.net/t1148-yvelin#17606 http://vampireknight.forumpl.net/t2137-yvelin http://vampireknight.forumpl.net/t2096-yvelin http://vampireknight.forumpl.net/f79-posiadlosc-sharp
Zarejestrował/a : 28/10/2012
Liczba postów : 545


PisanieTemat: Re: Opuszczony dom   Pią Cze 24, 2016 1:33 pm

Nie spodziewała się, ani nie oczekiwała od niego żadnego dobrego słowa, już nie. Nie teraz, nie w tej sytuacji. Jakby nagle zaczął mówić coś dobrego, nie byłaby wstanie w to uwierzyć i dla niej byłby to nieśmieszny żart.
- Więc co tu robisz? Czemu nie jesteś teraz z nią? Czemu to ja teraz sprawiam Ci radość, a nie ona?- Była wstanie i wierzyła w każde jego słowo, miał przecież prawo mieć żonę. Widziała go z piękną blondynką, przy wcześniejszym spotkaniu opowiadał o narzeczonej. Więc tak, przyjęła jego słowa do siebie, pokiwała lekko głową. Okej, ona też miała męża i wcale z nim czasu nie spędzała, bo go nie kochała i nie wiedziała większej potrzeby, kręcenia się gdzieś wokół niego. Czy Dastan podzielił jej los?
- Więc... mam nadzieję, że się kochacie.- Tak, szczerze liczyła na to, że kochał tą swoją kobietę, cóż z tego, że była to bajka? Nie wiedziała. Zazdrość ją ukuła gdzieś w głębi serca, ale miała też świadomość, że nie ma prawa do tego. Nie i już, mogła jedynie liczyć, że Dastan spotkał kogoś kto potraktował go lepiej niż ona.
Popełniła w życiu wiele błędów, powiedziała również wiele słów, większość była jak się później okazało niewłaściwa i niepotrzebna, ale mówi się trudno i żyje się dalej. W tym przypadku nie łatwo było się pogodzić ze swoimi decyzjami. Za późno zrozumiała pewne sprawy. I od tamtej chwili, zawsze na coś dla niej było za późno.
Szczerze, to przydałoby się jej tak zniknąć na dłuższy czas, zanurzyć się w skrajnej samotności i przemyśleć wszystko, ale przecież się nie przyzna do tego, że `jasne Dast zakop mnie, będzie fajnie`. To nie on miał decydować o jej losie, chociaż z pełną premedytacją to robił.
- Tak nie będzie, nie zniknę, doskonale będziesz wiedzieć gdzie jestem, albo przynajmniej tak Ci się będzie wydawać.- Wzdrygnęła się kiedy dolne wieko od trumny huknęło i uwięziło jej nogi. Teraz już nie miała szans na ucieczkę. I jeżeli do tej pory nie odczuwała aż tak silnego strachu to w tej chwili uderzyło to w nią z podwójną, jak nie potrójną siłą. Starała się tego nie okazać, ale strach odbijał się w jej zielonych oczach.
- Im bardziej chcesz się mnie pozbyć, tym więcej masz mnie w głowie. Wiesz, że nie tędy droga. To nie przyniesie Ci ulgi.- Było słychać w jej głosie, że obawiała się tego co ją czeka.
- Będziesz się tylko w kółko zastanawiać czy cierpię, czy myślę o Tobie i żałuje wszystkiego co zrobiłam.- Tym zdaniem póki co zakończyła swój mały lament. Jej głowa spoczywała na poduszce, patrzyła się przed siebie i obserwowała w ciszy jak sufit rozpadającego domu, zamienia się w ciemne, gwieździste niebo. Zbierała siły, choć w obecnym stanie i przy głodzie niebyła wstanie nagromadzić ich więcej, niż na nieznaczny ruch ręką. Nie odpowiedziała mu już nic na temat kopania własnego grobu. Przymknęła oczy, powstrzymywała łzy i próbowała zwalczyć tą okropną gulę pełną goryczy, którą czuła w gardle.
Kiedy trumna została przez niego pchnięta i wpadła do grobu, krzyk Yvelin rozdarł nocną ciszę, było to dla niej ogromne zaskoczenie. Nie z tego, że została wepchnięta, bo przecież i tak miała się tam znaleźć ale, że nastąpiło to w tej chwili, tak nagle. Dodatkowo uderzenie o ziemie było bardzo bolesne dla jej poranionego i już skatowanego ciała.
- Życzenie? Bo niby je spełnisz, co?- Nie umiała się powstrzymać, powinna trzymać język za zębami, ale to było silniejsze, chciała aby błagała go o litość? O nie, była cholernie uparta, ale co za tym idzie momentami przez to głupia. I tak już sporo się przed nim płaszczyła, na tyle ile pozwoliła jej duma, jak nie jeszcze bardziej. Powiedzieć, że matce, że ją kocha? Yuki była jaka była, ale musiała mieć świadomość, że Yvi pomimo wszystkiego ją kocha. Zawsze do niej wracała, o czymś to świadczy. Zaś o córce nie miała bladego pojęcia, była przekonana, że się jej pozbyła raz na zawsze, z Elliotem łączyła ją przyjaźń i owszem może będzie tęsknić, ale nie byli tym typem pary czy duetu, który sobie wyznaje takie rzeczy. Podniosła się nieco, na tyle ile mogła, choć na chwilę, patrzyła się na jego twarz.
- Najbardziej chciałabym, żebyś w końcu sobie odpuścił i zaczął żyć.- Jeżeli po tych słowach sypnął z łopaty piach na jej trumnę, ale zapewne i na nią, w panice i nerwach zaczęła się otrzepywać. Samotność i konfrontacja z samą sobą byłaby ciężką przeprawą i Yv o tym dobrze wiedziała, za dużo miała za uszami, za dużo złego zrobiła aby spojrzenie sobie w twarz przyszło jej to od tak i bez żadnego echa na psychice. Dastan bez problemów mógł zauważyć, że jego siostrzyczka pogrążona była w panice i przerażeniu, jeszcze nigdy nie bała się tak jak teraz. Była niepewna swojego losu i generalnie wszystkiego co się działo.
- Nie chcę, Dastan, nieeee.- Szarpała się, ale i tak nic z tego, nogi miała uwięzione, paznokcie wbiła w wypolerowane drewno, którym wykończona była trumna i zaczęła je drapać ile miała sił. Całe jej ciało motywowało się do tego, wykonywała w tej chwili nieludzki wysiłek, który jeszcze bardziej sprawiał, że jeszcze chwila i opadnie z sił.
Jeżeli postanowił zamknąć i drugą część wieka, zaczęła się drzeć. Ciemność, która ją opanowała była jej najgorszym horrorem, a to dopiero początek...

_________________


*****






Powrót do góry Go down
Shiro Fuyuki
Admin
Admin
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t1865-shiro-fuyuki#39065 http://vampireknight.forumpl.net/t1920-shiro-fuyuki#41130 http://vampireknight.forumpl.net/t2244-shiro-fuyuki http://vampireknight.forumpl.net/t2057-shiro-fuyuki http://vampireknight.forumpl.net/t3292-pokoj-shiro-i-naissankariego#70977
Zarejestrował/a : 31/05/2015
Liczba postów : 1357


PisanieTemat: Re: Opuszczony dom   Czw Lip 14, 2016 5:38 pm

Interwencja MG

Nawet w najgorszej chwili pojawia się światełko nadziei, które potem przeradza się w coś rzeczywistego, zupełnie odwracającego sytuację. Również i w tym przypadku to istniało, jak i powodowało, że pewna wampirzyca o imieniu Yvelin dostała szansę na bycie uratowaną przed pisanym jej losem.
W chwili, gdy rozgrywała się tutaj ta cała sytuacja, w okolicy pojawiła się trójka osób. Nie wiadomo, co przywiało ich w te rejony... Może ciekawość? Może spacer? A może kierowani przez przeznaczenie pojawili się właśnie tutaj. Któż wie? Okryci w długie, granatowe płaszcze zasłaniające ich całkowicie. Również i twarze były zakryte, więc ich tożsamości nie dało się odkryć.
Ważniejsze jest jednak to, co postanowili tutaj zdziałać. Rozmowa pomiędzy obecną tutaj dwójką była dobrze słyszalna dla nich. Byli wampirami? Możliwe, ludzie raczej nie zgłębialiby się w te oto okolice. Bądź co bądź, słowa, które usłyszeli zaniepokoiły ich i to mocno.
- Co z tym robimy? - wyszeptał jeden z nich do towarzyszy.
- Nie powinniśmy się w to mieszać - mruknął drugi z nich, a na jego twarzy pojawiła się niechęć. - To nie nasza sprawa. Idźmy stąd.
- Mimo wszystko... - powiedział cicho trzeci. - Nie możemy tego tak zostawić.
- Zgłupiałeś do reszty? - żachnął. - A co, jeśli nam się dostanie? Mówię ci, to nie nasza sprawa, nie powinniśmy się w to mieszać. Na dodatek sam wyczuwasz, z kim mamy do czynienia. Jedynie moja zdolność pozwala na to, że teraz nie jesteśmy wyczuwalni dla nich.
- Ta... - odezwał się nagle pierwszy. - Ale ja też uważam, że powinniśmy. Ewentualnie po prostu stąd uciekniemy.
Po krótkiej wymianie zdań, owa trójka doszła do wniosku, że zdecydowali się zadziałać. Omówili między sobą plan, który chcieli wykonać błyskawicznie.
Nagle w okolicy pojawiła się mgła. Dość niezwykłe zjawisko jak na tą porę roku, mimo wszystko, nie było im dane zastanawiać się, co się właściwie działo - gęstniała ona tak szybko, że kilkanaście sekund potem już nic nie było widzialne dla nich. To nie był koniec. Efekt, który pojawił się po mgle, było gwałtowne uśpienie tej dwójki wampirów.
Pięć minut później było po wszystkim. Gdy jasnowłosy się wynudził, zauważyłby, że zniknęła trumna wraz z wampirzycą, a wokół nie było śladów, zdradzających, w którym kierunku powinno zacząć się szukać tego. Nic. Pustka.
W pewnym oddaleniu od tego miejsca, również i Yvelin mogła się obudzić. Mogła śmiało zobaczyć, że trumna, w której jeszcze nie tak dawno była, znajdowała się kilka metrów od niej, a ona sama leżała na ziemi. Na jej piersi leżała złożona karteczka, na której były napisane jedynie jedno słowo "Powodzenia." Nic więcej. Została sama.

z/t - Yvelin

_________________

~ We are the Warriors that built this town from dust. ~  
Ekwipunek: Sześciocentymetrowy kolec. Osoba, która zostanie nim ukłuta - nawet lekko - momentalnie zasypia na dwa posty. Działanie jednorazowe.
Shiro, gdy widzi plany Omi
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Opuszczony dom   

Powrót do góry Go down
 
Opuszczony dom
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next
 Similar topics
-
» Opuszczony dom
» Opuszczony ludzki Dom, głęboko w lesie. [+18!]
» Opuszczony diabelski młyn
» Opuszczony Magazyn
» Opuszczony teatr

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Vampire Knight :: Poza Miastem :: GÓRY-
Skocz do: