IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Apartament braci Mortis

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
Raito

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t881-raito-mortis#7083 http://vampireknight.forumpl.net/t2952-raito#62586 http://vampireknight.forumpl.net/t925-apartament-braci-mortis
Zarejestrował/a : 07/01/2013
Liczba postów : 179


PisanieTemat: Re: Apartament braci Mortis   Sro Lut 20, 2013 2:08 pm

W sumie to była chyba jedynym wampirem, który uwielbiał ludzi. I chciał być człowiekiem. Ludzie przemienieni w krwiopijców zaraz tracą głowę czując przypływ siły i tą wyższość nad innymi. Bez sensu, zaraz im się w głowach przewraca. Yuu na szczęście miała łeb jak sklep, nie? Dobrze, że była typem "normalnych", grzecznych wampirów a nie tępych, brutalnych cwaniaków, którzy dzięki swoim "wykoksanym" umiejętnością potrafią przenosić góry skinieniem palca. Bez sensu.
Oj nie, przecież nie zamierzał jej całować! Ot, taki żarcik a ona się na prawdę przeraziła. Nope, nie ma się co bać. Ciekawe, niby taka pewna siebie a reaguje na takie zagrywki dosyć kwadratowo. Przecież ona jest obeznana w tym, nie? Tak mu się wydawało. W końcu sama ciągle coś takiego odwalała i niczym się nie przejmowała. Wodziła mężczyzn za nos, wabiąc ich swoją ponętną osobą a potem ich zostawia, zawiedzionych napaleńców. Ojej, pewnie to było takie zabawne! Facet myśli, że podymie a tutaj nie! I jak tu ciśnienie spuścić? No nie ma opcji.
Raito także dawno nie był z kobietą i w sumie jego ciało odczuwało taką potrzebę. Ale umysł nie. Umysł stronił od takich rzeczy na kilometr, nie chciał. Ach, jak jedna osoba możesz wszystko rozwalić, nie? Musiała sobie uciec, no bo przecież źle jej było, nie? Kochał ją, pieniędzy jej nie brakowało, chronił ją i dbał o nią. Ale nie, pewno wolała jakiegoś obsranego badboya, który ją teraz bije i poniża. Phew, śmieszne. Chociaż w sumie... Dobrze jej tak. Raito po prostu jej nienawidził. I tyle.
- Nieważne... - burknął pod noskiem i poczuł, jak się do niego przytula. To było bardzo miłe z jej strony jednak mężczyzna wiedział, że tylko się do niego przymila. Nie można jej było ufać akurat w tej sprawie!
- Nie. To nie twoja wina. Po prostu sobie o czymś przypomniałem. - powiedział i otrząsnął się. Nie no, nie będzie tutaj się teraz na nowo przejmował, nie? Przynajmniej próbował się jakoś ogarnąć. Może jak się zajmie Yuu, to jakoś to będzie. W tym momencie sobie na niego wsiadła. Ach, cholera. Zmarszczył na chwilę brwi, jednak potem stwierdził, że jego złość nie wniesie nic do jej zachowania tak więc po prostu się rozluźnił. Poczuł po chwili jej chłodne dłonie na karku i przymknął oczy. Boże.
- Nie. To znaczy tak... Nie musisz. - wymamrotał i instynktownie umieścił dłonie na jej biodrach. Poprawił się, niechcący ocierając się męskością o jej cztery literki. Namiocik? Boże. Odchylił głowę i położył ją na oparciu. Ciągle miał zmrużone oczy, spod których bacznie obserwował kobietę. Ona go wykończy.
- Nie wiem... Jestem po prostu trochę spięty, rozumiesz? Nieco zmęczony... - powiedział zrezygnowanym tonem i powoli otworzył patrzałki. Zacisnął ząbki. Jak to jest strasznie walczyć z samym sobą! Nie wiedział, czy robiła to specjalnie czy też nie. Cholera, naprawdę go wykończy w końcu.

_________________
Powrót do góry Go down
Yuu

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t840-yuu#5626 http://vampireknight.forumpl.net/t844-yuu
Zarejestrował/a : 15/12/2012
Liczba postów : 284


PisanieTemat: Re: Apartament braci Mortis   Sro Lut 20, 2013 2:27 pm

Yuu już swoją 'utratę głowy' przeżyła, siejąc wszędzie nienawiść i spustoszenie, jednak było to spowodowane właśnie niechęcią do bycia pijawką, a nie zadowoleniem z tego, że nagle stała się taka silna i pro. Nienawidziła również, kiedy podczas walk, czy nawet drobnych spięć, wampiry od razu używały mocy. Zachowywali się według niej jak słabeusze, które bez mocy są jak bez rąk i nóg, nieporadne i rozpieszczone bachory. W dodatku rozkapryszone gówniarstwo, o. Nie rozumiała takiego tępego zachowania, sami siebie wykańczali, zamiast zostawić sobie moc jako "asa w rękawie", to używali jej jak ostatniej deski ratunku, byle jak najszybciej, bo przecież mają tak mało czasu na życie, że szok, trzeba się pospieszyć. W dodatku miała wrażenie, że owe istoty nie mają sobą nic do zaprezentowania, są wiecznie znudzeni i jedyne, co ich pociąga, to przemoc wobec słabszych... No i znowu tutaj ukazywali swoją niższość. Jeśli już stosować przemoc, to wobec silniejszego przeciwnika lub takiego na równi ze sobą. Dla przykładu Yuu bardzo nie lubiła Szlachetnokrwistych i otwarcie takim się sprzeciwiała. Nie bała się, miała ich głęboko w dupsku, mimo, iż ponoć powinna się kłaniać. Phe, jeszcze czego, na szacunek to trzeba sobie zasłużyć, a nie się z nim urodzić i tyle.
Och tam, od razu, że się pocałunku wystraszyła. Po prostu traktowała Łowcę troszeczkę inaczej, można by rzec, że ulgowo. Nie pragnęła go jakoś nadmiernie wabić i kusić, po prostu takie zachowanie jej się za bardzo wczepiło w nawyk, ale ograniczała się i to sporo. W sumie, to i tak dziwne, że jej nie powiedział wprost, że go za bardzo kusi i to go trochę drażni. Przecież wtedy jako dobra istota zeszłaby z niego i się grzecznie zakryła. Włosy dziewczyny pomału już przysychały, ułożone w artystyczny nieład, a co. Tak można pięknie to określić. Zapewne zdawała sobie sprawę z tego, że go męczy i właśnie może dlatego nie do końca wiedziała, jak się zachować. Mówił by się ubrała, potem żeby nie, a potem że mu obojętne, no ysz. Przekręciła głowę i zamrugała kilkakrotnie oczami. Jego ręce umiejscowiły się na jej biodrach. Przez chwilę zrobiło jej się nawet przykro, bo to był taki dobry człowiek. Uśmiechnęła się lekko i musnęła palcami kawałek kosmyka jego włosów, znajdującego się przy czole. Zbliżyła się znacząco do niego i ucałowała właśnie w czoło, o.
- No to chodź, pójdziemy spać, odpoczniesz sobie.... Obiecuję, że nie będę Cię dotykała jeśli tego nie zechcesz, okej? - powiedziała schodząc z niego i chwyciła za rękę by pójść do sypialni. - Wiem wiem, nie powinnam była Cię męczyć i nachodzić tak bez uprzedzenia, ale w ogóle mi do łba nie przyszło, by napisać chociażby sms'a czy cokolwiek - dodała jeszcze zadowolona i chciała zaciągnąć go do sypialni, jakkolwiek to brzmi. Ale może chciał się położyć w spokoju, ona naprawdę słowa dotrzyma i już nie będzie go prowokowała! Mimo iż wciąż nie była ubrana, świeciła tyłkiem odzianym jedynie w cienki materiał koronki, swoimi nogami, udami, brzuchem, piersiami... Po prostu... Perfidna! Ale chyba po prostu za długo już żyła, by tyle lat się zakrywać, poza tym nie miała się czego wstydzić, je j ciało było artystycznym dziełem i uwielbiała się nim szczycić, o!

_________________
Zaklepuję! [x] [x] [x] [x] [x]
Powrót do góry Go down
Raito

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t881-raito-mortis#7083 http://vampireknight.forumpl.net/t2952-raito#62586 http://vampireknight.forumpl.net/t925-apartament-braci-mortis
Zarejestrował/a : 07/01/2013
Liczba postów : 179


PisanieTemat: Re: Apartament braci Mortis   Sro Lut 20, 2013 3:12 pm

No dokładnie. Nie ma tak, że jakieś śmieszne wampirki oczekują szacunku tylko za to, że zostały zrodzone przez dwa szlachetne wampiry. Bez sensu. No ale takich najłatwiej załatwić wbrew pozorom. Oczywiście byli twardymi przeciwnikami, ale kiedy już się wypstrykali z mocy albo dostali po mordzie czymś, co ich osłabiło... Większość tych młodocianych szlachetnych od razu się niemalże poddawała. Oczywiście przeklinali, wygrażali ale... nic nie byli w stanie zrobić bez swoich mocy. To powinna być ostateczność, a walka powinna wyglądać jak prawdziwa walka a nie bawienie się, kto ma lepszą i silniejszą moc. Raito już wiele razy walczył, kilka razy nawet dostał po mordzie i to ostro, ale zawsze swojej mocy używał w ostateczności. W sensie mocny swojego artefaktu, który był potężną bronią w rękach osoby tak doświadczonej jak on.
Ano męczyła go, ale nie mógł mieć do niej o to pretensji. No bo z jakiego powodu? W końcu walczył sam ze sobą, aby wytrzymać w jej towarzystwie; w towarzystwie jej kuszącego zachowania oraz ponętnego ciałka.
Kiedy ucałowała go w czółko, poczuł jej miękkie usteczka. Zmrużył tylko oczy. Wstał od razu, kiedy z niego zlazła i złapała za rękę. Pozwolił jej iść przodem, a on kroczył za nią powoli. Yup, dostrzegł koronkową bieliznę, no bo gdzie indziej mógłby się obecnie patrzeć? Zrobił dwa dłuższe kroki i znalazł się tuż za nią. Złapał ją ponownie za bioderka i przyciągnął do siebie, coby przyległą pleckami do jego klaty i brzucha. Sam się nieco nachylił (bo był o wiele wyższy) do jej uszka i odgarnął zasłaniające mu je włosy swoim noskiem. Ręce teraz oplótł dookoła jej tali, trzymając ją mocno.
- Robisz to specjalnie? Dobrze wiesz, że od dawna nie byłem z żadną kobietą. - wyszeptał jej do uszka, łaskocząc je oddechem. Zaraz potem złożył delikatny pocałunek tuż pod jej uchem. Ot, na razie nic więcej nie robił, chciał ją tylko powiadomić o tym, że to tak nieładnie prowokować. Dobrze wiedziała, że nie był z żadną kobietą, to chyba oczywiste. Żadna filozofia, wystarczyło popatrzeć jak ją pożera wzrokiem.
Pogada sobie tak z nią przez chwilę, coby mu się nie wyrwała. Trzymał ją mocno, przywierając swoim ciałem do jej ciałka.

_________________
Powrót do góry Go down
Yuu

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t840-yuu#5626 http://vampireknight.forumpl.net/t844-yuu
Zarejestrował/a : 15/12/2012
Liczba postów : 284


PisanieTemat: Re: Apartament braci Mortis   Sro Lut 20, 2013 3:33 pm

No powinien mieć do niej pretensje, bo niby do kogo innego? W końcu to ona ciągle tutaj paradowała, chociaż przecież się Raito zarzekał, jaki to on nie jest mocny i jaki silny, że wytrzyma i już, popatrzy sobie i nic więcej nie będzie, a tutaj psikus, bo jednak nie dał rady, mimo iż kobieta w niego wierzyła. W dodatku teraz naprawdę starała się mu pomóc, zeszła z niego i obiecała, że nie będzie dotykała, właziła na niego, tuliła się, tylko po prostu chciała zabrać do sypialni, by się położył i w końcu zasnął, ona sama też poszłąby pewnie spać, bo przecież między innymi po to tutaj przyszła, by wziąć prysznic, odetchnąć, odsapnąć, porozmawiać troszkę no i pójść spać. Dlatego właśnie nie wykonywała żadnych gwałtownych ruchów w jego kierunku, bo przecież siedząc na nim okrakiem mogła celowo zacząć się ocierać, żeby doprowadzić go do ostateczności, a mimo to przerwała samo siedzenie. Zdziwiła się trochę, kiedy chwycił ją za biodra i przyciągnął do siebie. Czuła od niego to miłe, ludzkie ciepło, jak i serce, żywe oraz bijące. Człowieczy zapach słodkiej krwi, pulsujące mięśnie. Jej wyostrzony słuch nie mógł w tej ciszy pominąć tego, że on jest po prostu żywą istotą, a nie chłodnym wampirem, myślącym, że jest lepszy od innych tylko ze względu przynależności do jakiejś rasy. Stała tak chwilę w bezruchu odchylając jedynie głowę i nadstawiając swoją szyję, kiedy zbliżył do niej swojej uste. Przymknęła oczy wchłaniając jego zapach i wszystko co w nim ludzkie, co jej się nadmiernie podobało choć nie chciała tego okazywać.
- Raito... Ja naprawdę nie wiem, kiedy i z kim się spotykasz, ale jeśli przeszkadza Ci moje zachowanie, to mi to powiedz... - powiedziała cicho i lekko zadrżała. Miał taki ciepły oddech, tors, ręce... W dodatku jego słowa podziałały na nią przyjemnie, jak zwykle nie chodziło o słowa, a o sposób ich wypowiedzenia. Jej ciało nie było takie ciepłe, bynajmniej. Nawet nie mógł czuć bicia jej serca, bo to po prostu się nie poruszało. Jedynie żyły w jej ciele były jako takie żywe, miały w sobie w końcu krew, ona jedynie sprawiała, że jej ciało było jedynie chłodne, a nie lodowate.
Prawie każdy pożerał ją wzrokiem, więc dla niej nie było to takie oczywiste, jak dla niego. W sumie niczego mu nie brakowało, miał fajny charakter, wygląd... No i biło mu serce, a to było takie podniecające! No dobra, wiadomo, innej ludzkiej kobiety może by to tak nie jarało, ale wampirzyca dostawała po prostu ciarek.
- Rany, ale Ty jesteś przyjemnie ciepły... - westchnęła opierając głowę o jego ramie, gdyż miała ją odchyloną do tyłu. Jej głos lekko zadrżał, ale po prostu chciała się chociaż przez chwile napawać tą ciepłotą i odgłosem bijącego w nim życia. Położyła dłonie na jego dłoniach, które trzymały ją za biodra i lekko je pogładziła. Nawet jej ręce były chłodne, nie dało się po prostu zapomnieć o tym, że Yuu jest wampirzycą, bo może i jej ciało pożerane wzrokiem było jednym z piękniejszych, ale w dotyku... Nie było ciepłe i pulsujące, jak ludzkie, kobiecie ciało.

_________________
Zaklepuję! [x] [x] [x] [x] [x]
Powrót do góry Go down
Raito

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t881-raito-mortis#7083 http://vampireknight.forumpl.net/t2952-raito#62586 http://vampireknight.forumpl.net/t925-apartament-braci-mortis
Zarejestrował/a : 07/01/2013
Liczba postów : 179


PisanieTemat: Re: Apartament braci Mortis   Sro Lut 20, 2013 3:56 pm

Starał się wytrzymać, naprawdę! Przecież i tak prawie mu się udało. To nie było takie proste, po prostu jej zachowanie... Tak, to jej wina! Nikogo innego! Gdyby nie jej zachowanie, na pewno nie doszłoby do tego i teraz siedzieliby i pili razem herbatkę, wspominając dawne czasy. Wszystko to jej wina, ach gópia Jó.
No i co on teraz ma zrobić? Jak powiedział a to i b należałoby powiedzieć, nie? Zdziwiło go, że Yuu zareagowała bardzo... przychylnie? Tak, dobre określenie - zareagowała bardzo przychylnie na jego drobne pieszczoty. Nie wiadomo jak będzie potem, ale kogo to obchodzi. Najwyżej mu się wyrwie i ucieknie, chociaż wątpił. No bo co on takiego złego robił? Jak mu powie otwarcie, że nie chce jego dotyku na swoim ciele odpuści. Nie miał zamiaru robić jej krzywdy, przecież nie od tego był, prawda? No ale klaps za to zachowanie wcześniej się jej należał, tak.
Istotnie, Raito był normalnym, żywym człowiekiem. Wampirzyca była chłodna, co nie było aż tak przyjemne acz do zniesienia. Wszystko wynagradzała jej delikatna, miękka w dotyku skóra. Ach, te zasrane wampiry! Gdyby Yuu była byłoby o wiele prościej. No ale nie jest i nie będzie, tak więc nie ma co się nad tym dłużej zastanawiać.
Jego jedna dłoń powoli, nieco łaskocząc jej skórę zaczęła przesuwać się w górę i już po chwili złapał za jej kształtną pierś i zaczął się nią ot tak bawić. Delikatnie oczywiście, nie miał zamiaru jej krzywdy zrobić bo w ryj dostanie, lawl.
- Jak mi zacznie przeszkadzać, to dam Ci znać. - wyszeptał jej do uszka ponownie parę słówek, tym razem płynnie po rosyjsku. Gadał już z nią przecież w tym języku tak więc czemuż by nie wtrącić odrobiny tego pijackiego języka teraz? Rudy zaczął składać delikatne pocałunki na jej szyi. Od góry do dołu, zahaczając co jakiś czas językiem o jej delikatną skórę.
- Naprawdę jesteś słodka. - powiedział cichutko i docisnął ją tak mocno do siebie, że niemalże wbił jej swoje przyrodzenie w zadek. Oj no, chyba będzie musiał się z nią przenieść na łóżko, bo ciężko tutaj cokolwiek zrobić. Zabawne, stali przed samymi drzwiami od jego pokoju. Eh, potem pewnie będzie ją za to przepraszał. Głupi ten Raito, mózg wydawał inne polecenia, a ciało robiło co innego.

_________________
Powrót do góry Go down
Yuu

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t840-yuu#5626 http://vampireknight.forumpl.net/t844-yuu
Zarejestrował/a : 15/12/2012
Liczba postów : 284


PisanieTemat: Re: Apartament braci Mortis   Sro Lut 20, 2013 4:16 pm

Ach, no nie jej wina, że jest czym jest. Nie chciała tego, ani się o to nie prosiła. Gdyby teraz jej powiedział coś na ten temat, że jest cholernie zimna lub cokolwiek związanego z jej wampiryzmem, na pewno by się zeźliła na niego. Nienawidziła poruszać tego tematu, o jej wampiryźmie. Nie czuła się wampirem i nie chciała nim być, lubiła swoją ludzką powłokę, jednak ta została jej odebrana. Zresztą, gdyby teraz miała być człowiekiem, to łowca dotykałby 80 letniej staruszki, a to wcale nie byłoby już takie fajne, jak jest teraz, pomimo tego chłodu jej ciała. Trochę taka nekrofilia, c'nie? Różnica w tym, że ciało się porusza, mózg pracuje, a usta mówią i nawet padają z nich różne dźwięki, tak jak na tę chwilę z jej lekko rozwartych ust wydobył się krótki jęk i westchnienie, gdy jego dłoń zawędrowała nieco zbyt wysoko. Jej usta wygięły się w lekki uśmiech, ale oczy wciąż pozostały zamknięte. Chwyciła jego dłoń by zabrać ją z miejsca, w którym najwidoczniej zbłądziło podczas wędrówki przez skórę brzucha wampirzycy.
- Jeszcze przed chwilą mówiłeś, że jesteś zmęczony - mruknęła zadziornie kierując jego dłoń z powrotem na swoje biodro i tam ją pozostawiając. Nie chciała odpowiadać mu w języku rosyjskim, bo pomimo iż go znała, to znacznie bardziej kaleczyła wymową, niż łowca. On mówił bardziej płynnie, więc nie chciała się ośmieszać. Uśmiech z jej rozwartych ust nie schodził ani przez chwilę, gdy całował jej szyję i pieścił skórę ciepłym oddechem. Nie mogła powiedzieć, że na nią to nie działało ani jej nie podniecało, ale nie mogła też pozwolić, by wszystko się rypło, bo zachciało jej się tutaj przyłazić. Czyżby już zapomniał, że przez sekundę odebrał jej kuszenie, jako wykorzystywanie do zebrania informacji?
- Uwielbiam Twoje ludzkie ciepło. - mruknęła z zadowoleniem, nawet pomimo tego iż czuła z tyłu jak bardzo zaczęła na niego działać, a on przestał się hamować. Jednakże nie mogła po prostu zezwolić mu na więcej i nie dlatego, że nie chciała, a jej egoistyczna natura wzięła górę, po prostu nie mogła go tak krzywdzić... Jakkolwiek by to nie brzmiało - Powinieneś przestać. - powiedziała mało przekonująco, bo w rzeczywistości wciąż delektowała się jego ludzką powłoką. W dodatku była wyraźnie skupiona na wszystkim co robił i nawet się do tego uśmiechała, poza przyspieszonym oddechem, który sam sugerował, że jej się to po prostu podoba.

_________________
Zaklepuję! [x] [x] [x] [x] [x]
Powrót do góry Go down
Raito

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t881-raito-mortis#7083 http://vampireknight.forumpl.net/t2952-raito#62586 http://vampireknight.forumpl.net/t925-apartament-braci-mortis
Zarejestrował/a : 07/01/2013
Liczba postów : 179


PisanieTemat: Re: Apartament braci Mortis   Sro Lut 20, 2013 4:48 pm

Ano, gdyby wampirem nie było to by wszystko potoczyło się zupełnie inaczej. Nigdy by się nie poznali, nigdy zapewne nie rozmawiali... A przecież staruszki by nie dotknął, nie przesadzajmy... Nie wiedział, co tam po głowie dziewczyny chodzi ale czuł jej delikatne podniecenie. Nie odtrąciła go do tej pory, a to, że delikatnie zabrała jego łapkę z miejsca, w którym nie chciała aby była świadczyło o tym, że nie chce aby mężczyzna zapuszczał się tak daleko. Nie miał do niej żalu, po prostu objął ją w tali i tyle. Nie będzie przecież robił czegoś na siłę, ale mogła wcześniej nie świecić przed nim swoimi cyckami, to by teraz się tak nie skończyło. Ano, prowokacja, ot co. W sumie to niezbyt wiedział, co dokładnie robił. Był w jakimś takim transie i tyle, jak jakiś zwierzak albo dzieciak, który dopadł swoją wymarzoną zabawkę. Broń Boże, że uważał ją za swoją własną kobietę z którą mógł wszystko zrobić.
Ano był zmęczony, w sumie nadal jest ale uczucie zmęczenia zostało zdominowane przez narastające w nim podniecenie.
Następnymi słowami nieco go może i zachęciła. Owszem, stracił nad sobą kontrolę. Nie, nie zatracił się, że nic do niego nie dochodziło ale po prostu oddał się przyjemności i tyle.
Odwrócił ją do siebie przodem dosyć szybkim ruchem i spojrzał w jej oczka. Nie wiedział, czy może sobie pozwolić na pocałunek czy dostanie w ryj. Objął ją po prostu w pacie, a jego dłonie znalazły się na jej pośladkach. Tak, delikatnie, delikatnie. Naparł na nią lekko i w końcu znaleźli się jakoś ta dziwnie przed jego łóżkiem a on, całował ją po szyi i szczęce.
No i wtedy usłyszał jej słowa. Dlaczego niby? Dlaczego miały przestać. Na chwilę się zatrzymał i przyciągnął ją do siebie, aby szepnąć jej do uszka.
- Dlaczego? - mruknął po czym po prostu... pocałował ją w usteczka. Były tak słodkie i kuszące. Nie, nie pakował jej od razu języka aż do samego gardła, to był delikatny acz namiętny pocałunek. Był cięższy, tak więc już po chwili leżeli na łóżku, on na niej. Tak, tak, podpierał się rękoma po obu stronach jej głowy żeby jej nie udusić, da.
Najpierw go prowokuje a teraz chce przestać? Pomyliło jej się chyba coś. Mogła zachowywać się normalnie. Nie wiadomo czemu, Raito poczuł gniew i oderwał od niej swoje usta. Spojrzał na nią ze zmarszczonymi brwiami. W jego oczach widać było złość.

_________________
Powrót do góry Go down
Yuu

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t840-yuu#5626 http://vampireknight.forumpl.net/t844-yuu
Zarejestrował/a : 15/12/2012
Liczba postów : 284


PisanieTemat: Re: Apartament braci Mortis   Sro Lut 20, 2013 5:04 pm

Sie tak zapierał chłopak, że nie czuła zagrożenia, ot co! Teraz tutaj będzie na nią całą winę zwalał, rycerz wielki, o. Trzeba było zdjąć tą przyciasną koszulkę i jej wcisnąć przez głowę, by nie świeciła tym i owym, a się kobieta nieco zakryła, przecież gdyby to zrobił, nie zdjęłaby tej bluzki, tylko w niej chodziła, a tak co? Nie dał jej nic, no to chodziło w niczym co jej była za różnica, najwidoczniej tylko dla niego nie było to bez znaczenia czy też obojętne, jak to starał się pokazywać od samego początku.
Wmawia sobie, że na siłe nic robić nie będzie, ale marzyło się, co? O przyjaźni i nie tykaniu wampirów najwyraźniej zapomniał, ona jednak nie mogła. Po prostu za bardzo na nią działała jego ludzka natura, by nie mogła dostrzec, że nie jest to naturalne, tylko wampirze.
Kiedy odwrócił ją przodem do siebie, otworzyła oczy patrząc na niego. Na jej buzi pojawił się lekki i czuły uśmiech, jednak chodziło bardziej o sentyment do rasy, niż coś więcej, dlatego nie widziała sensu, dla którego mieliby psuć sobie znajomość głupią pobudką. On dawno nie miał kobiety, ona po prostu strasznie lubiła jego ludzkie ciepło, nature, bicie serca i wszystkie takie czynniki, które sprawiały, że po prostu nie dało się ukryć iż był człowiekiem.
- Chodźmy spać - powiedziała korzystając z okazji, i raczej tyle zdążyła powiedzieć nim ją pocałował. Znowu mogła poczuć to ciepło. Rozwarła lekko usta by po chwili je zamknąć i tym drobnym ruchem masować wargami jego wargi. Powtórzyła tą czynność kilka razy, zanim on rzucił ją na łóżko i położył się na niej, a gdy oderwał się przerywając pocałunek by coś powiedzieć, Yuu niechcący zachaczyła kłem o jego wargę, przecinając ją leciutko. Na jej twarzy wymalował się dość smutny uśmiech.
- Między innymi dlatego. - odpowiedziała i kciukiem zebrała kroplę krwi z jego wargi, by po chwili zebrać ją z palca językiem, przy czym perfidnie patrzyła mu się w oczy. Chciała mu dosadnie uświadomić i przypomnieć, że jest wampirem, który spija krew z ludzi, a on jest człowieczym łowcą. - Poza tym łączą nas dobre relacje, nie chcę by to się zepsuło... A Ty? - dodała jeszcze nim cokolwiek zrobił. Nie ruszała się. Leżała pod nim grzecznie, jakby tak jej kazał i zabronił się ruszać pod groźbą kary. Przenikliwie patrzyła mu w oczy z wielką powagą, widziała, że jest na nią wkurzony, ale miała nadzieje, że mu to przejdzie. Poza tym, za bardzo go lubiła i być może za mocno ją podniecał, by mogła dać się ponieść chwili, przecież działał na nią tak, ze względu na rasę, wiadomo, że wampira kusi człowiek, jego zapach i smak... Wszystko. - Nie bądź na mnie zły, naprawdę cholernie mnie pociągasz, ale musisz zrozumieć, że jestem wampirem... Twoja ludzka natura zawsze będzie dla mnie 'tą piękniejszą' jak i podniecającą. - mruknęła spokojnie i pewnie gdyby znowu chciał ją pocałować, to już by się nie starała opierać ani mu czegokolwiek tłumaczyć, bo widocznie miał to gdzieś.

_________________
Zaklepuję! [x] [x] [x] [x] [x]
Powrót do góry Go down
Raito

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t881-raito-mortis#7083 http://vampireknight.forumpl.net/t2952-raito#62586 http://vampireknight.forumpl.net/t925-apartament-braci-mortis
Zarejestrował/a : 07/01/2013
Liczba postów : 179


PisanieTemat: Re: Apartament braci Mortis   Sro Lut 20, 2013 6:59 pm

Ano będzie zwalał winę! Zachowywała się tak prowokacyjnie, że nie miała się co dziwić. W sumie to sam nie wiedział, czemu tak na niego podziałała. Coś go wzięło, siła wyższa jak to się mówi, heh. Nie potrafił tego wyjaśnić, nie wiedział dlaczego i jakim cudem, ale po prostu pragnienie jej było silniejsze niż cokolwiek innego. Walczył ze sobą, ale był zbyt słaby. To dziwne, specyficzne uczucie którego doznają tylko faceci, tak więc drogie kobietki - nie doszukujcie się tutaj zbyt wiele bo i tak nie zrozumiecie.
Zależało mu na przyjaźni, ale przyjaźń z taką wampirzycą była... trudna. Pieprzyć to, że ona jest wampirem a on człowiekiem. Dla niego nie było czegoś takiego, jak "straszna" granica, której nie można przekroczyć. W końcu Yuu była kiedyś człowiekiem, prawda? Możliwe, że to ją właśnie boli. Wiedział, że sprawiało jej to przyjemność jednak ona była na tyle silna, aby się powstrzymać. Śmieszne, taki duży łowca a nie może nad sobą zapanować.
Kiedy przecięła mu wargę, na początku tego nie poczuł. Potem jednak zobaczył, jak zgarnia kropelkę krwi swoim paluszkiem i instynktownie odsunął nieco w tył głowę.
Otworzył szerzej oczy.
- Ja... - zaczął, nie wiedząc co powiedzieć. Co on odpierdziela? Zszedł z niej i usiadł obok, po czym złapał ją bardzo delikatnie za dłonie i pomógł się podnieść. Spojrzał jej w oczy i zmrużył swoje. Wyglądał jakby dopiero co się obudził i jeszcze nie rozumiał, co się dzieje.
A potem nagle się wkurzył. Ale nie to, że wpadł w furię czy coś, po prostu się wkurwił. Przymknął oczy i zacisnął mocno szczękę. Nie wiedział, czy jest zły na siebie, czy na nią czy może na to, że Yuu jest wampirem lub też odwrotnie; że on sam jest człowiekiem. A może to dlatego, że nie spełnił swojej zachcianki? Zachował się jak jakiś napalony smarkacz i było mu po prostu wstyd za siebie. Przeczesał dłonią włosy i po krótkiej chwili, otworzył oczy i spojrzał na nią poważnie. Miał poważną minę, ale w jego oczach widać było wściekłość.
- Pociągam? Tylko to, że jestem człowiekiem Ci się we mnie podoba. Tylko to, że moje serce bije, że jestem ciepły i, że w moich żyłach płynie gorąca krew. W innym wypadku nawet byś ze mną nie rozmawiała, co? Myślisz, że jestem durniem? Myślisz, że dam się wodzić za nos jak tysiące innych frajerów, których sobie udobruchałaś? - powiedział, a jego głos powoli nabierał mocy. Nie, nie krzyczał. Po prostu głośno mówił, z naciskiem na każde, pojedyncze słowo. Nie wiedział dlaczego był tak wściekły na nią. Coś w nim pękło, wkurwił się i tyle. Rudy nagle wstał, zdjął koszulkę i rzucił ze wściekłością na łóżko obok dziewczyny. Rozłożył szeroko ręce, wypinając nieznacznie klatkę piersiową do przodu.
- Podoba Ci się nowa zdobycz? Nowy byczek, którego sobie upolowałaś? Możesz już mnie dopisać do swojej listy tych, których uwiodłaś. No śmiało, śmiej się ze mnie! Teraz możesz, wygrałaś. - dokrzyczał ostatnie słowa, po czym się odwrócił i wyszedł z pokoju, zatrzaskując za sobą drzwi. Nie wiedział co ze sobą zrobić, po prostu go rozsadzało od środka. Idąc do salonu, po drodze zajebał kopa w szafkę która od razu ustąpiła pod wpływem dużej siły i rozpadła się na kilka części, z których jedna poleciała zaskakująco daleko.
Rudy podszedł do barku, nalał sobie całą szklanicę whisky i przechylił na raz. Zaraz potem odkaszlnął kilka razy i usiadł na kanapie, opierając łokcie na kolanach i łapiąc się za głowę. Wbił wzrok w ziemię, próbując się uspokoić. Nie wiedział dlaczego taka złość go napadła.
Co ona mu zawiniła? Nie chciała się z nim przespać? Dlaczego tak zareagował? Czyżby cała złość, która w sobie zebrał właśnie wyładował na biednej Yuu? Z chwili na chwilę się uspokajał i zdawał sobie sprawę, że spieprzył sprawę. To nie była jej wina, niepotrzebnie na nią naskoczył. To wszystko przez jego byłą. Znowu do tego wrócił myślami i ponownie ogarnęła go furia. I co, kurwa mać, ma może jeszcze stracić Yuu? Najbliższą osobę po bracie? Zamknął z całej siły oczy, próbując odgonić złe myśli. Nie, niech nie odchodzi. Nie dał jej nawet dojść do słowa, po prostu się na nią wydarł. Ależ czym ona mu zawiniła?
Rudy ponownie wstał i łyknął szklanicę whisky. Aż mu się w głowie zabujało, rzadko pił alkohol, ale tym razem musiał. Wbrew pozorom to wszystko działo się dosyć długo, wpierw przez dobre dziesięć minut siedział i się uspokajał, potem rozmyślał... Znowu powrócił do poprzedniej pozycji. No czy go do reszty pojebało? Chciał ją jak zwykła świnia przelecieć i jeszcze na nią naskoczył, kiedy mu grzecznie dało do zrozumienia, że nie ma ochoty.
Bał się, że jak wróci do pokoju to Yuu już tam nie będzie. Że sobie poszła i... tyle.
- Boże... - jęknął sobie pod nosem i schował twarz w dłoniach. Nie, nie był to rozpaczliwy jęk - po prostu był przybity. No bez przesady, on był wkurwiony a teraz jest mu przykro, że tak postąpił a nie że mu się płakać chce, nie? Zależało mu na niej, bardzo. Nie w sensie, że się w niej zakochał czy coś, po prostu mu zależało i tyle. Nie chciał jej stracić przez takie coś. "Boże, już nigdy jej nie dotkne bez pozwolenia" - takie myśli krzątały się po jego głowie.

_________________
Powrót do góry Go down
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Apartament braci Mortis   Czw Lut 21, 2013 4:42 pm

Dosyć tych płaczliwych scen! Pora na łowy! Do rzeczy jednak...
Sześciu Szarych znalazło się w wierzowcu mieszkalnym. Dostali oni cynk od wampirka lub nawet i człeka (nieważne w każdym bądź razie) iż w tym mieszkaniu bywają łowcy wampirów! Niewiadomo czy to prawda, ale wypada sprawdzić. Grupa rozdzieliła się na trzech, temu do braci Mortis - nazwisko należące do znanego wśród wampirów rodu - zawitała jedynie połowa patrolu.
Trzech policjantów w szarych mundurach (płaszcz oraz czapka) i maskach. Wygląd masek? Ach. Dzioby - długie, zakrzywione dzioby. Oczu nie widać w cale, jedynie w masce widnieją duże czarne, puste oczodoły. Dlatego też trudno odgadnąć co czuje taki szary ptak.
Stali przed drzwiami nieruchomo. Nie biła żadna aura, nic. Umarlaki pełną gębą. I ten chłód! Niczym najgorsze koszmary. Po zapukaniu czekali na reakcję. Uzbrojeni? Owszem. Dwóch w uzi, trzech w strzelbę. Dodam, że to były wampiry. Dwóch dawniej ludziów i krew czysta C. Moce? Nieprzesadzone.
Powrót do góry Go down
Raito

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t881-raito-mortis#7083 http://vampireknight.forumpl.net/t2952-raito#62586 http://vampireknight.forumpl.net/t925-apartament-braci-mortis
Zarejestrował/a : 07/01/2013
Liczba postów : 179


PisanieTemat: Re: Apartament braci Mortis   Czw Lut 21, 2013 9:13 pm

Siedział sobie tak jeszcze przez chwilę, kiedy usłyszał pukanie do drzwi. Wyrwało go to nieco z zamyślenia i przez chwilę siedział tak, zastanawiając się co dokładnie usłyszał. Otrząsnął się jednak po chwili i wstał. Drzwi od jego sypialni były nadal zamknięte, Yuu najwidoczniej albo poszła spać, albo sobie tam siedziała. No, mogła też spieprzyć przez okno, przecież po niej to się wszystkiego mogła spodziewać. Raito miał jednak nadzieję, że sobie tam grzecznie siedzi, o. Podszedł w końcu do drzwi, jednak po chwili stanął jak wryty. Szedł, aby otworzyć no bo kto by inny do niego niby miał przyjść, jak nie jego leniwy bracia, który pewno dopiero co skończył gdzieś imprezować! Niby wszystko normalnie, ale... pukał? Nie było wcześnie, w sumie to późna godzina była a on sobie tak po prostu pukał? Zamiast wbić się z klucza?
W rzeczywistości przystanął tylko na chwilkę po czym ponownie ruszył.
Przydałoby się opisać, jak wyglądał przedpokój, nie? Ano żeby do salonu dojść, trzeba było przejść przez dosyć długi korytarz, na końcu którego było wejście do owego pomieszczenia. Od salonu w tył ciągnęła się reszta mieszkania i tak dalej. No, z wyjątkiem łazienki, do której drzwi znajdowały się po lewej stronie w przedpokoju.
Wracając do akcji; Raito podszedł do drzwi i wyjrzał przez judasza. Uniósł brwi, kiedy zobaczył jakichś gości z - nie da się ukryć - ciekawymi maskami. Od razu odsunął się o krok, ale po cichu żeby nie było, że słyszeli jak się tam tłucze czy coś. Dobrze wiedział, co to za typki. No tylko ich tutaj brakowało, naprawdę. Przydupasy naszego kochanego burmistrza. Ale czego tutaj szukały? Chyba nie wpadli roznieść ulotek albo zaprosić go na pogawędkę z Samuru, nie? Te mordy oznaczały kłopoty i to poważne.
Raito odwrócił się i cichutkim acz zdecydowanym krokiem poszedł do salonu. Złapał za telefon, który leżał na ławie i zaczął stukać na nim smski, dwa smski. Nie tracąc czasu, w tym samym momencie zgarnął swoją spluwę z blatu stołu i zatknął sobie za pasek od spodni. Cicho podbiegł do drzwi, za którymi zamknięta była Yuu i przekręcił kluczyk sterczący w zamku. Schował go do kieszeni i wrócił do salonu. Wiedział, że w razie czegoś i tak mogą wywalić te drzwi z kopa, ale wolał zamknąć coby im zadania nie ułatwiać.
Skończył pisać, wysłał i rzucił telefon na kanapę a sam schował się za solidnym, granitowym barkiem, który był umiejscowiony tak, że wyglądając zza niego miał po linii prostej drzwi wejściowe. Z blatu zgarnął butelkę najdroższą whisky, coby mu wszystkiego nie rozpieprzyli, nie? Otworzył ją i sobie z gwinta pociągnął, coby mu się lepiej celowało.
- Jeszcze tego dzisiaj brakowało, ja pierdole. - zamarudził sobie pod nosem po czym wyjął i odbezpieczył pistolet. Teraz trzeba było tylko czekać na tych zasranych świadków jehowych, aż wywalą drzwi i zaczną do niego pruć. Eh.

_________________
Powrót do góry Go down
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Apartament braci Mortis   Czw Lut 21, 2013 10:12 pm

Cisza. Nikt nie odpowiadał, nie otwierał drzwi. Czarne otchłanie zwane oczodołami wpatrywały się w drewniane skrzydło. Nieruchomi, martwi i upiorni... Jeden z Szarych - krew C - miał ciekawe moce. Przenikalność i władzę nad elektrycznością. Użył tej pierwszej. Bezgłośnie przeszedł przez drzwi niczym duch, mając się na baczności. Mimo wszystko mają do czynienia z łowcą.
Drugi z Szarych - krew D - drzwi otworzył z użyciem telekinezy. Mogli wejść. Trzeci, także krew D pozostawał na czatach. Władza nad cieniem wiele im pomoże.
Pierwszy przestąpił próg, odnajdując po zapachu i rudym czerepie łowcę. Wymierzył z dubeltówki prosto w jego kryjówkę. Numer dwa? Szykował się na kontratak wroga. Trzeci? Nadal chronił tyły.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Apartament braci Mortis   Czw Lut 21, 2013 10:58 pm

Raiden szedł w stronę apartamentowca, wracał właśnie z zakupów, znając życie jego brat nie pomyślał nawet o czymś takim jak zakupienie chleba, czy innych pierdół, które pozwoliły by im przeżyć. Ktoś w tym domu musiał dbać o wyżywienie i tym kimś był właśnie Raiden, miał pewność tylko co do jednej rzeczy Raito na pewno kupił jakiś alkohol, tego u nich nigdy nie brakowało. Raiden wkroczył do apartamentowca i w tym momencie dostał sms'a, zatrzymał się przy recepcji i postawił na ladzie zakupy.
-Może pani chwilkę ich przypilnować?- zapytał recepcjonistkę uśmiechając się lekko. Oczywiście recepcjonistka nie odmówiła bo co to za problem? Wyjął z kieszeni telefon i odczytał sms'a, zmarszczył brwi patrząc na to co jest napisane na wyświetlaczu, był jakiś problem i miał szybko wracać do mieszkania.
-Za chwilę wrócę po zakupy, proszę się nie martwić.- powiedział po czym ruszył w stronę pokoju ochrony.
Gdy wszedł do środka okazało się że ochroniarz sobie smacznie chrapie a na monitorze przedstawiającym korytarz przed jego apartamentem stoi trzech kolesi. Nie był w stanie stwierdzić o co chodzi. Zaraz po małym rekonesansie ruszył w stronę windy, winda gdy dojeżdżała na ich piętro znajdywała się akurat na przeciwko drzwi do ich mieszkania. Zanim dojechała na miejsce Raiden miał trochę czasu więc, zdjął płaszcz i wyciągnął ze specjalnego schowka na plecach swój miecz, normalnie nie był widoczny dla oka, miał pochwę wszytą na wewnętrznej stronie pleców, takie bajery są przydatne. Płaszcz rzucił na podłogę wyjmując jeszcze z kieszeni niewielki granat błyskowy, wystarczający aby oślepić i ogłuszyć hukiem wybuchu najbliższe osoby. Jeszcze dwa piętra, łowca otworzył wejście techniczne w windzie i wylazł na zewnątrz, gdy winda się zatrzymywała odbezpieczył granat i rzucił go przez otwarte wejście techniczne w otwierające się właśnie drzwi windy, zakrył uszy i poczekał na wybuch, blask nie mógł mu zaszkodzić w miejscu, w którym się znajdował. Po wybuchu wlazł na drabinę w szybie technicznym i zaczął się wspinać piętro wyżej, długo to nie trwało więc dość szybko znalazł się piętro nad swoim mieszkaniem.
Powrót do góry Go down
Raito

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t881-raito-mortis#7083 http://vampireknight.forumpl.net/t2952-raito#62586 http://vampireknight.forumpl.net/t925-apartament-braci-mortis
Zarejestrował/a : 07/01/2013
Liczba postów : 179


PisanieTemat: Re: Apartament braci Mortis   Pią Lut 22, 2013 1:06 pm

No tak, były to przecież wampiry tak wiec jakby to nie było, gdyby któryś od razu nie użył swojej mocy, nie? To chyba logiczne - dostali zapewne zadanie zlikwidowania bądź złapania Raito tudzież po prostu łowców i tyle. Trzeba było wykonać.
Rudy po prostu delikatnie wychylał się zza barku, obserwując jednym okiem drzwi. Nagle przez nie przeniknął jeden z zamaskowanych kolesi. To, że byli straszni to już swoją drogą - człowiek po tylu latach po prostu się przyzwyczaja i w trakcie walki nie myśli o tym, jak wygląda oponent. Trzeba go zlikwidować, albo on zlikwiduje ciebie. I tyle. No ale wracając do tematu; kiedy Raito zobaczył, że owy wampir przeszedł przez drzwi, schował się za barek tak, aby jego głowa(i reszta ciała ofc.) nie była wystawiona na strzał. Dosyć ciekawa moc swoją drogą. Dla Rudego oczywiste było, że wampir nie może używać broni będąc nieprzenikalnym. To logiczne chyba, nie?
Nie ma co się bawić w strzelanie, trzeba działać. Za pomocą mocy swojego artefaktu, mężczyzna sprawił, że zza uchylonego okna w salonie zaczął wpływać wiaterek. Ot, taki delikatny podmuch, który skierował prosto w przedpokój. Na razie tylko sobie delikatnie powiewał, bardzo możliwe, że nawet go nie czuli zważywszy na ich odzienie.
Ale po co mu to było? Dzięki temu, mógł użyć swojego ulubionego zaklęcia, czujnika.
Ot, drzwi zostały wystawione i Raito niemalże widział, gdzie teraz jego przeciwnicy dokładnie stoją. To znaczy czuł. Czuł dokładnie dwa wampiry, jeden z nich stał na czatach, chyba. Rudy wiedział, że ten nieprzenikalny jest najbliżej mimo iż go nie czuje.
No i wtedy nastąpił wybuch. Ogłuszający ryk granatu i oczojebne światło dookoła. Tak, granat błyskowy. Rudy nie dostał po oczach gdyż był skryty, ale dobrze wiedział, że wampiry muszą być ogłuszone, chociażby w niewielkim stopniu.
Nie czekając ani chwili, złapał za butelkę whisky i nie wychylając się, podrzucił ją do góry jedną ręką dosyć wysoko. Wycelował i dosłownie pół sekundy później celny strzał rozbił ją na na mniejsze i większe kawałki szkła. Nie zdążyły jednak rozprysnąć się na wszystkie strony, gdyż natychmiast zostały napędzone przez potężny podmuch wiatru, w stronę przeciwników oczywiście. Nie był na tyle silny, żeby zwalić ich z nóg ale wystarczający aby rozpędzić szkło na tyle, żeby poprzecinało ciała oponentów tudzież powbijało się w nie. Zdechnąć to raczej nie zdechną od tego, ale może się przyfarci i przetnie jakiemuś sukinsynowi tętnicę?
Przydałoby się zmienić swoją pozycję, prawda? Raito sprawił, że powietrze mniej-więcej metr przed nieprzenikalnym przyspieszyło do tego stopnia, żeby go wywalić gdyby się zmaterializował. Tak, zadbał o to, żeby tak jakby podmuch przesuwał się razem z nim, coby sobie nie przeszedł przed podmuch i miał na to wyje. W tym momencie Rudy dwoma susami pokonał odległość dzielącą go od uchylonych drzwi do pokoju brata. Na koniec jeszcze skoczył i przekoziołkował w przód, coby mieć pewność, że czasem czymś niedostanie.
Kopniakiem je zatrzasnął no i... tyle na chwilę obecną. Zszedł z linii strzału gdyby ładowali do niego przez drzwi.

_________________
Powrót do góry Go down
Yuu

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t840-yuu#5626 http://vampireknight.forumpl.net/t844-yuu
Zarejestrował/a : 15/12/2012
Liczba postów : 284


PisanieTemat: Re: Apartament braci Mortis   Pią Lut 22, 2013 2:01 pm

No cóż, kobieta nie przepadała za takimi emocjunojącymi wydarzeniami. Ona zazwyczaj starała się być stonowana, skromna w słowach, czynach i ekspresji uczuć, dlatego też kiedy łowca nagle zerwał się z łóżka by zacząć wręcz się n nią drzeć, ona tylko uniosła się do pozycji siedzącej, a jej brew nieznacznie, acz lekko, się uniosła. Słuchała go i nawet nie drgnęła, jedynie jej głowa na milimetr przechyliła się w bok, a oczy zmrużyły. Z jej mimki twarzy nie dało się niczego wyczytać, czy się cieszy z tego, co zrobiła, jest dumna z triumfu, czy też może po prostu ma to wszystko głęboko w dupie. Dopiero kiedy zdjął koszulkę rzucając nią obok na łóżku, kącik ust wampirzycy uniósł się w subtelnym, acz niekoniecznie widocznym dla rozdrażnionego mężczyzny, uśmieszku. Przedstawienie było przednie, trzeba mu to przyznać. Czy podobał jej się "byczek" i nowa zdobycz? No podobała, ale jej się wiele osób podobało, tylko po prostu nie koniecznie chciała się z nimi pieprzyć. Tak i teraz właśnie, mimo iż podniecało ją to żywe i ciepłe ciało, po prostu wolała zachować chłodne relacje, chociaż wiedziała, że granica tej gry jest bardzo cienka, a przepaść tuż za plecami, więc każdy krok i słowo, trzeba dopierać z należytą starannością. Właściwie, mogłaby dać się puknąć, akurat na swoim ciele jej nie zależało tak bardzo, oczywiście gdyby dzięki temu uzyskała potrzebne jej informacje, ale wiedziała, a raczej miała przeczucie, że obrót spraw idący w tym kierunku, spierdoliłby wszystko, a nie jej pomógł. Poza tym, przecież potrzebowała jego trzeźwego umysłu, a nie rozkojarzonego jak nastolatek, podnieconego faceta. Inna kwestia w tym, że lubiła go i był dla niej bardziej jak przyjaciel, po co go krzywdzić? Tak, Yuu wolała ludzi niż wampiry i nie rozumiała poziomów D, które cieszyły się, że zostały przemienione. Z czego tutaj się cieszyć? No proszę was~
Kiedy Raito wyszedł z sypialni blond laleczka jedynie przerzuciła oczami.
- Litości... - zajęczała opadając do tyłu by opaść plecami na pościel. Musiała dać mu trochę czasu, zapewne z dziesięć minut byłoby wystarczające, dlatego też nie planowała tak od razu za nim lecieć jak głupia, bo i po co? Strzelił ocha, to mu zaraz przejdzie, wtedy wyjdzie i jeszcze będzie ją przepraszał na kolanach i błagał o wybaczenie, a co! Nie ma to jak mieć o sobie wysokie mniemanie. Po głowie blondyny chodziło wiele rzeczy, ale niekoniecznie chciałaby, by ktoś je znał. W końcu zastanawiała się nad podjęciem naprawdę poważnego kroku, zostałaby znienawidzona przez wszystkie wampiry, a ludzie i tak nie byliby jej wdzięczni, bo nawet by nie wiedzieli. Taki nieopłacalny biznes, tym bardziej, że mogłaby zostać zabita, ale w sumie aktualnie nic jej przy życiu nie trzymało. Westchnęła rozkosznie i przeciągnęła się. Ponownie podniosła do pozycji siedzącej by zgarnąć bluzkę z łóżka i narzucić ją na siebie. Może czas w końcu się nieco zakryć. Widocznie człowiek nie był wystarczająco odporny na jej ciało, ale Yuu to zapamięta i postara się nie paradować z gołą dupą przed jego majestatycznym obliczem, co by nie dostał chłopak krwotoku z nosa, bo wtedy to już dupa blada, trzeba knuć gdzieindziej, a poza tym - lubiła go, więc czemu nie zrobić gestu w jego kierunku? Ach, no tak, egoizm, jak można było zapomnieć.
Kiedy w końcu stwierdziła, że pora wstać i iść pozwolić się przeprosić, usłyszała, jak zamek w drzwiach się zamyka. NO EJ NOO~ Wstała z łóżka podchodząc do drzwi i próbując je otworzyć, jednak dupa, nie ma. Ponownie przerzuciła oczami i oparła się plecami o drzwi zakładając ręce krzyżem na piersiach
- Dzieciak... - skomentowała krótko i fuknęła zeźlona. Odepchnęła się od drzwi by w zamiarze z powrotem runąć na wyro i tam już zostać, bo łaski jej nie robił, jeszcze na kolanach tutaj przypełznie cały we krwi błagając o litość, o ! Jednak jeszcze trochę powierciła się po sypialni, zajrzała nawet pod łóżko, pogrzebała po szufladach, no po prostu pełne przeszukiwanie jakby była u siebie. A w dupie miała prywatność, nie ma prywatności gdy ona jest w pobliżu, wszystko ma być klarowne i już. Och, no spoko, w szufladach majty, skarpety, ciuchy. No nie będzie mu tego rozpieradalała, po prostu sobie przejrzy tak powierzchownie, a raczej bez naruszania porządku aż do samego dna szuflady. Pierwsza, druga, trzecia, och, tyle czasu na szukanie! Proszę, kondomy. Wyjęła je i rzuciła jedną paczkę na łóżko. Trzasnęła szufladą idąc sądząc, że nic interesującego juz tam nie ma i skierowała się do szafek nocnych. Tam nic ciekawego nie było, więc nie tykała. Dobra, czas zajrzeć pod wyro, hyhy. Uklęknęła by po chwili wręcz położyć się na podłodze. Zajrzała pod łóżko znajdując coś... Yych, no tak, przecież to łowca, czego się innego mogła spodziewać, jak nie broni? Tylko czemu do cholery palnej? Jak ona nienawidziła tego typu 'oręża', bleah! Kiedy chciała już wydostać się spod łóżka, pod którym tkwiła prawie w połowę, usłyszała niesamowity huk granatu. Z zaskoczenia przypierdoliła tyłem łba o spód łóżka i zaklęła soczyście po rusku. Nie wiedziała czemu. Wyciągnęła karabin spod łóżka, choć i tak się nim nie umiała posługiwać, po czym wstała z podłogi i ukucnęła przy drzwiach, chcąc przez dziurkę od klucza zobaczyć co się tam dzieje. Ojć, chyba jakiś atak. Obróciła się wciąż kucając i oparła plecami o ścianę obok drzwi tak, że gdy te się otworzą, to ją zasłonią. Trochę musi najpierw ogarnąć ten karabin, wgl co to za chujowa broń?! No nic, trzeba czekać.

{[ZT]}

_________________
Zaklepuję! [x] [x] [x] [x] [x]


Ostatnio zmieniony przez Yuu dnia Pon Mar 04, 2013 3:03 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Apartament braci Mortis   Pią Lut 22, 2013 7:26 pm

No patrzcie jakich mamy doświadczonych łowców, tylko pamiętajmy iż Szarzy także są wyszkolonymi osobami. W dodatku mają jeszcze trzech kolegów na składzie i takie protesty ze strony poszukiwanych wiąże ich z odpowiedzialnością karną bowiem szarzy są legalną władzą miasta i Mortis także może mieć kłopoty ze strony normalnej policji. No ale skoro lubią mieć kłopoty z prawem, to już nie Szarych sprawa.
Tak w ogóle może być ciężko skoro łowcy mają magie. Ale szarzy też mają asy w łapach. Przez mikrofony w maskach wezwali pozostałą trójkę, ci z kolei zawiadomią zwykłą policję. Niech mają dowód jak Oświata lubi psuć porządek i utrudniać pracę władzy. Co tam dalej... Winda otworzyła się i panowie było ją słychać! Pilnujący tyłów zamknął drzwi aby ten ktoś nie miał wglądu i widocznego celu. A tak? Mogli się odsunąć od drzwi, jak i sam błysk granatu został zasłonięty.
Co do drugiego łowcy. Wiatr? No tak, wzmocnił się. Przysunęli się bliżej ścian by mieć lepszą przyczepność. Co do Pana z przenikalnością... Owszem nie może atakować kiedy jest pod działaniem mocy,ale nikt nie mówił że nie będzie się bronił przed wiatrem. Temu użycie mocy było nieuniknione. Zaś stał się nietykalny, chodź zero ataku. Dlatego rozstrzaskana butelka nie draśnie go. I zaraz, zaraz... Musiał typek się pokazać skoro chciał dać suda do drugiego pokoju. Drugi z szarych, który nieco okaleczony, skorzystał z okazji i zaatakował gada telekinezą. Musiało go nieco odrzucić, choć samego szarego wiatr mocno pchnął. A rany ze szkieł? Nieco ich pocięło ale co za ranki dka wampira. Trzeci i drugi czekali aż magia osłabnie. Pierwszy nie atakował jedynie poganiał pozostały oddział.
Powrót do góry Go down
Raito

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t881-raito-mortis#7083 http://vampireknight.forumpl.net/t2952-raito#62586 http://vampireknight.forumpl.net/t925-apartament-braci-mortis
Zarejestrował/a : 07/01/2013
Liczba postów : 179


PisanieTemat: Re: Apartament braci Mortis   Wto Lut 26, 2013 6:14 pm

Ano miało być tak pięknie! Niestety, nie wyszło. No nic, jakby było tak łatwo to byłoby nudno, o. Dupa z granatem. Czyżby Ci szarzy byli aż tak cwani? Nie wiedział, dlaczego zachciało im się zamknąć drzwi, ale najwyraźniej im się pofarciło. A może mają tutaj wtyki? Gdzieś na dole albo kij wie? Rudy zdawał sobie sprawę, że granat wyleciał z łapy jego kochanego braciszka. Ciekawe tylko, gdzie się teraz znajduje... Pewnie coś kombinuje. W końcu nie wystawi im się na pewny strzał, prawda? Co jak co, ale defensywnych umiejętności to raczej on nie miał. Prędzej już Raito mógłby się w nich wbić, no ale mniejsza. Nie ma co lecieć w nich na kozaka, trzeba nieco ich rozpracować.
Wiatr przeleciał przez typka najbardziej wysuniętego do przodu. A ten co, będzie nieprzenikalny do usranej śmierci? No nic, trzeba to przeczekać i czym prędzej wpakować mu kulkę w łeb. Pozostałych dwóch musiało się mocno do ścian przykleić, coby ich nie wywiało. W sumie gdyby skupił siłę wiatru właśnie na nich, to niewiele by im to dało. No ale bardziej celował w tego z przodu, toteż pozostałych odczuło to o wiele słabiej.
Pod koniec, kiedy już prawie dotaczał się do drzwi, coś odepchnęło go mocno do tyłu. Przekoziołkował w tył aby nieco zwolnić i nie wrąbać się w szybę. Wiatr nadal wiał nieprzenikalnemu prosto w ryj. Raito teraz miał chwile, tak wiec czmychnął w bok, wprost do kuchni. Jego wiatr osłabł całkowicie. Nie mógł tak bezsensownie się męczyć, prawda?
No i w jakiej sytuacji się znajdował? W bok mógł wlecieć do salonu i była to ostatnia droga ucieczki. Potem to już tylko na balkon albo za balkon... Obecnie od ewentualnego ostrzału osłaniała go tylko niewielka ścianka, zza której w każdej chwili mógł wyjść wampajer.
Rudy nastawił zawczasu pistolet, coby od razu mu strzelić w pysk. W duchu przeklinał sam siebie za brak gotowości z jego strony. No bo co on może teraz zrobić? Wystrzelać w krwiopijców dwa magazynki? Zawsze mógł uciec, aczkolwiek wolał wpierw spróbować swoich sił. Po cichu liczył na pomoc brata, który jak na chwilę obecną dupy nie pokazywał. Eh. Beznadziejna sytuacja.

_________________
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Apartament braci Mortis   Wto Lut 26, 2013 9:22 pm

Raiden ruszył powoli w stronę schodów, poruszał się tak aby nie narobić hałasu. Po kilku chwilach znalazł się na odpowiednim piętrze gdzie znajdowało się jego oraz brata mieszkanie. Drzwi były zamknięte, czyli, jednak granat na nic się nie zdał. Nasz łowca zdawał sobie sprawę z tego że długo nie może tak czekać, trzeba zacząć działać albo Raito będzie miał naprawdę przerąbane. Zatrzymał się kilka metrów od swoich drzwi i naciął sobie wskazujący palec lewej ręki na katanie, miał chwilę czasu zanim wampiry zareagują i wyczują jego krew więc wystrzelił po całym korytarzu kilka niewielkich igiełek właśnie z własnej krwi. Teraz nie będzie im zbyt łatwo określić jego położenia co da mu nieco przewagi. Przyczaił się na wpół kuckach przy drzwiach z mieczem w gotowości. Trzeba było teraz tylko zaczekać, czy któryś z wampirów będzie na tyle głupi aby wyjść i sprawdzić skąd się wziął ten zapach krwi. Miał pewien pomysł o ile to miało by nie wypalić. Chciał bratu pomóc za wszelką cenę więc wszystko sobie dokładnie poukładał, może i myślenie nie było jego dobrą stroną ale w takiej sytuacji trzeba było działać!
Powrót do góry Go down
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Apartament braci Mortis   Wto Lut 26, 2013 9:50 pm

No nic. Szarzy dostali nagły rozkaz wycofania się. Ponoć była poważniejsza sprawa niż łapanie łowców. Pytanie... Jak się wycofać? Wiatr słabł ale nadal nie było jak atakować. Szarzy nie mogli ciągnąć nagonki. Dlatego opuszczenie broni świadczyło o poddaniu się. I żeby nie dłużyć dodam fakt iż kiedy Raito koziołkował, krew c stał się materialny. Otworzył dziób jego koledzy uczynili to samo. Jeżeli Raito wystrzelił w tym czasie, owszem zrani policjanta ale nie zabije bo twardy dzób go chronił. W każdym bądź razie ukryte w paszczach mieli zapalniki. Zapach krwi? Niby skąd? Mniejsza o to. Krew c wypluła wiązke ognia na najbliższe meble, wiatr nieco mógł utrudniać jaki pomagać płomieniom. Dwóch pozostałych otworzyli drzwi. Zapewne będą tego żałować ale Raiden także, bowiem obydwaj zionęli ogniem. Oczywiście wszystko ma swoje minusy. Nawet te palniki...
A jak oczyszczą sobie drogę - wycofają się.
Powrót do góry Go down
Raito

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t881-raito-mortis#7083 http://vampireknight.forumpl.net/t2952-raito#62586 http://vampireknight.forumpl.net/t925-apartament-braci-mortis
Zarejestrował/a : 07/01/2013
Liczba postów : 179


PisanieTemat: Re: Apartament braci Mortis   Wto Lut 26, 2013 10:25 pm

Nie, Raito nie strzelił wtedy w wampira gdyż znajdował się już za ścianą. W dodatku nie miał pojęcia, że ten nie jest już nieprzenikalny, w końcu niby skąd miałby to wiedzieć? Co prawda mógłby sprawdzić to swoim wiatrem, ale jakoś o tym w tej chwili nie myślał.
Wyjrzał delikatnie zza ścianki i w tym momencie buchnął ogień. Cofnął się w tym samym momencie, coby nie dostać w ryj z pistoletu. No skurwysyny będą mu palić apartament! Co to, to nie. Nie godzi się na to. Mężczyzna zrobił nieco wkurzoną minę widząc kątem oka, że jego ulubiona szafka się jara.
Ponownie użył swojego zaklęcia, które pozwoliło mu określić dokładne położenie osób znajdujących się w pomieszczeniu. Delikatny wiaterek owiał trzy wampiry i wyleciał przez o dziwo otwarte drzwi. Owiał jego brata. A więc był tam, tak? Ale chwila... Czemu oni do cholery kierują się do wyjścia? Wyczuł trzy wampiry a więc łatwo było mu odgadnąć, że ten cwaniak nie jest już nietykalny. Do jego głowy wpadło w ciągu ułamka sekundy kilkanaście różnych pomysłów. Tam był jego brat, nie poradzi sobie z trzema krwiopijcami naraz. No ale...
Na twarzy Rudego pojawił się delikatny uśmieszek. Zmrużył nieco oczy i...
No właśnie. Wyskoczył zza ściany, odgarniając wcześniej płomienie wiatrem tak, aby mógł spokojnie stanąć. Nie dał czasu na reakcję krwi C, gdyż od razu w jego ryj uderzyła potężna fala wiatru i to nie takiego, przed którym mógłby ustać. On i jego kumple (najpewniej) zostali rzuceni w tył i lecieli prosto w stronę drzwi.
No i co? Nie, nie wylecieli z mieszkania. Zamiast drzwi (które były wystawione) pojawiło się coś takiego jakby... szara ściana? Dokładniej rzecz ujmując, była to bariera wytworzona przez Rudego. Tak, właśnie tak, która przy kontakcie z czymkolwiek - rozrywa to na strzępy.
Sytuacja nie przedstawiała się zbyt pozytywnie dla wampirów - byli pchani potężnym wiatrem...nie, po prostu lecieli dzięki mocy wiatru prosto w pułapkę. Śmiertelną pułapkę.
Raito ogarnęło już mocne zmęczenie, ale stał dzielne na nogach nie zważając na to, że jego łydki raz po raz smyrał ogień. Pewnie będzie miał poparzenia, cholera. Nie mógł przecież odpychać wiatru i jednocześnie pchać przeciwników, prawda? Ach, idealny przykład jak użyć umiejętności defensywnej do ofensywy~

_________________
Powrót do góry Go down
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Apartament braci Mortis   Czw Lut 28, 2013 9:45 pm

Ach nie zawsze sie wygrywa. Tym razem szarzy przegrali. Moc Raito okazała się bardzo silna i policja nie zdołała powalić biedaków. Zostali papką a potem prochem. Wraz z nimi odszedł honor oraz mundury i inne wszelakie dokumenty. Nikt nie pozna kim byli ptasi wojownicy.
Za to drugi patrol uzyskał kilka informacji odnośnie Mortis i mogli udać się ku swojek siedzibie.


zt pozostali Szarzy
Powrót do góry Go down
Raito

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t881-raito-mortis#7083 http://vampireknight.forumpl.net/t2952-raito#62586 http://vampireknight.forumpl.net/t925-apartament-braci-mortis
Zarejestrował/a : 07/01/2013
Liczba postów : 179


PisanieTemat: Re: Apartament braci Mortis   Pią Mar 01, 2013 11:22 pm

No i w końcu miał spokój. Patrzył jak szare cwaniaki leciały sobie w stronę jego śmiertelnej pułapki, cały czas kontrolując strumień powietrza. No i stało się. Pocięło ich niemiłosiernie, zza bariery wyleciały tylko kawałki ich ciał, które po krótkiej chwili zamieniły się w proch. Wampiry zdążyły tylko swoimi ciałami nieco na czerwono ściany pobrudzić i tyle. Trzeba będzie to posprzątać, ale najpierw...
Ręce Raito opadły, jednak zaraz resztą sił odepchnął on ogień, który przypalił mu nieco spodnie i łydki. Drobne poparzenia, ale oczywiście bolesne. Bardziej go bolało to, że ogień może się rozprzestrzenić bardzo szybko i zaraz tutaj wybuchnie pożar. Wleciał do kuchni i wyjął gaśnicę z szafki pod zlewem. Wrócił do salonu i już kilka chwil potem, pól salonu było w pianie. No ale ognia nie było, hah.
Rudy odrzucił na bok niemal już pustą gaśnicę i zerknął w stronę wyjścia. Wyłączył po chwili swoją barierę i odkaszlnął kilka razy. Pod jego oczami pojawiły się niewielkie sińce, z przemęczenia oczywiście. Był wykończony.
- Wchodź. - burknął i zagarnął ręką włosy do tyłu. Wyglądał jakby przed chwilą stoczył walkę z ogniem, no bez kitu! Był nieznacznie osmolony w kilku miejscach i widać po nim było, że nie ma już po prostu siły. No ale trzeba sprawdzić co tam u Yuu, prawda? W sumie spodziewał się, że już uciekła. Nie zapomniał jak na nią wtedy naskoczył, po prostu nie miał siły ani ochoty jej teraz przepraszać.
Podszedł do drzwi i otworzył je z klucza. Wszedł do środka i rozejrzał się dookoła. Nie widziął jej, gdyż drzwi ją przysłoniły. Nie wiedział, że siedzi tam z jego karabinem w łapce. No bo skąd? Dopiero teraz poczuł, jaki jest wyczerpany. Adrenalina nieco mu pomogła podczas walki, ale... ale teraz czuł, że zaraz padnie na ryj i będzie spał dwa dni.
- Yuu...? - wydukał z siebie nieco chrapliwym głosem po czym usiadł na łóżku. Oparł łokieć na kolanie i podparł sobie głowę. Przymknął oczy i odkaszlnął. Dym, tak pewnie dym też mu nieco zaszkodził. Tworzywa sztuczne jak się jarają to nieźle daje, nie?
Mężczyzna nie zauważył prezerwatyw leżących na łóżku. Nie miał do tego głowy.
- No i uciekła. Zajebiście. - dodał po krótkiej chwili namysłu i westchnął. Płakać nie będzie, nie? Ciekawe, czy będzie sobie tutaj podsłuchiwać czy wyjdzie i "da się przeprosić". Phew, to już szczyt. A może to przez nią Szaraki się tutaj zwaliły? Może... Nie ważne, potem o tym pomyśli. Teraz musiał chwilę ochłonąć. Jego oddech powoli zwalniał, aż w końcu się uspokoił całkowicie. No i co teraz?

_________________
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Apartament braci Mortis   Sob Mar 02, 2013 4:01 pm

Raidenowi cała ta akcja z barierą bardzo się spodobała, sam widok rozszarpywanych wampirów był wręcz cudowny. Raito wpadł na naprawdę dobry pomysł to trzeba było przyznać, po dość długim czasie bariera opadła i dopiero teraz mógł się ruszyć. Wszedł do zniszczonego mieszkania i westchnął ciężko.
-Nie mamy czasu Raito, trzeba się stąd zbierać zanim pojawi się ich więcej łap za torbę i pakuj rzeczy.
Narobili nieco bałaganu teraz pewnie będą mieli na karku nie tylko szarych ale także policję. Cała ta sytuacja była bardzo dziwna, bo skąd oni wiedzieli gdzie znajdują się bracia? Jeszcze nie działali na tym terenie jako łowcy więc dlaczego? Może ich nazwisko przyciągnęło wampiry? Kto cię tam wie? Raiden ruszył dość szybko do swojego pokoju i zaczął pakować swoje ciuchy do torby, którą wyciągnął z szafy. Będą mieli nie małe problemy jak się szybko stąd nie zabiorą. Nagle zadzwonił jego telefon. Wyciągnął go z kieszeni i odebrał, Raito nie mógł usłyszeć o czym rozmawiał bo był teraz w innym pokoju. Gdy rozmowa się skończyła pozbierał resztę rzeczy wrócił jeszcze po swój płaszcz a potem poszedł do salonu.
-Ojciec przysyła wsparcie właśnie dzwonił Bohdan. Są już na miejscu i czekają na nasze rozkazy, mamy teraz pod dowództwem paru zabijaków z Rosji.
Zaśmiał się i podszedł do brata, poklepał go po plecach.
-Stary wiem że jesteś zmęczony ale nie mamy czasu. Jeżeli uciekła to i my musimy zrobić to samo. Spotkamy się w jakimś ustronnym miejscu ja wyjdę pierwszy, zabierz telefon i swoje narzędzia.
Tymi słowami pożegnał się w sumie z bratem gdyż już po chwili skierował się do wyjścia z mieszkania, gdzie poszedł? Nikt oprócz niego samego tego nie wiedział.
[z/t]
Powrót do góry Go down
Raito

avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t881-raito-mortis#7083 http://vampireknight.forumpl.net/t2952-raito#62586 http://vampireknight.forumpl.net/t925-apartament-braci-mortis
Zarejestrował/a : 07/01/2013
Liczba postów : 179


PisanieTemat: Re: Apartament braci Mortis   Nie Mar 03, 2013 2:00 pm

Raito się otrząsnął. No tak, nie ma co się opierdzielać i przeżywać tego, że sobie "uciekła". Trzeba się zwijać bo zaraz zwali mu się na łeb tysiąc szarych i dopiero będzie. Jego brat zapomniał zakupów odebrać od recepcjonistki! Ach, ten to było zalatany! No ale dobra, mniejsza z tym. Ważne, że się pojawił tam, gdzie się pojawić powinien. Może i nie pomógł mu aż tak bardzo, ale kij wie jakby wampiry zareagowały, gdyby nie miały za plecami uzbrojonego typka, prawda? No nie ważne.
Wszystko w jednej chwili się rozjebało na kawałki. Każdy plan i założenie poszło w pizdu. Szarzy... to oznaczało wojnę. Koniec spokojnego siedzenia na tyłku, trzeba działać.
Rudy tylko pokiwał głową i mruknął coś pod nosem do brata. Kiedy ten wyszedł, Raito posiedział jeszcze minutkę po czym wstał i wyjął wojskowy plecak z szafy. Wrąbał do niego na szybko trochę ubrań i swoje ulubione rzeczy, których tutaj zostawiać nie chciał.
Nic więcej w sumie tutaj nie było. W sensie w pokoju. Karabinu nie będzie wyjmował, walić to. Zamknął za sobą drzwi, zostawiając Yuu samą z karabinem i paczką prezerwatyw. Niech się pobawi, lawl.
Mężczyzna ruszył do salonu, gdzie leżał jego biały podkoszulek. Wdział go na siebie. Potem zabrał telefon, zapalniczkę, fajki, ulubione cygara i książkę. Wrąbał do kieszeni i do plecaka, zależnie gdzie miał miejsce. Połaził jeszcze i pozabierał co tam potrzebował, po czym podszedł do drzwi wyjściowych. Otworzył szafę i ku jego uciesze, jego płaszczyk nie był naruszony. Wdział go tak więc i obwiązał sobie szyję i dolną część szczęki szalikiem, a na nogi wdział buty. Zarzucił plecak na ramię i rozejrzał się dookoła. Zgarnął jeszcze kluczyki do samochodu i bez zastanowienia wyszedł. Nie zamykał drzwi. Były przecież wystawione, nie?
Winda zatrzymała się na najniższym piętrze tzn. na parkingu podziemnym. Rudy odnalazł swój kochany samochód, otworzył go i wrzucił plecak na tylne siedzenie. Sam się wpakował do niego po chwili i odpalił. Przyjemny pomruk silnika rozproszył ciszę. Po chwili wrzucił jedynkę, zdjął ręczny i wytoczył się powoli ze swojego miejsca parkingowego. Trzeba stąd wyjechać. Wrzucił dwa i zaczął się toczyć do góry...

zT.

_________________
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Apartament braci Mortis   

Powrót do góry Go down
 
Apartament braci Mortis
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2
 Similar topics
-
» Apartament braci Mortis
» Apartament na piątym piętrze
» Apartament Samuru.
» Apartament O.A
» Apartament kotleta.

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Vampire Knight :: Yokohama :: CENTRUM MIASTA :: APARTAMENTOWIEC-
Skocz do: