IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Ryneczek

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Next
AutorWiadomość
Go??
Gość



PisanieTemat: Ryneczek   Pon Paź 22, 2012 2:24 pm

Jest to wielki plac wokoło którego są wybudowane bloki mieszkalne. Na środku postawiona jest wspaniała fontanna. Za dnia można tu spotkać dużo ludzi a przy tutejszych stoiskach można kupić różne rzeczy od ładnych naszyjników po noże a skończywszy na jedzeniu.
Powrót do góry Go down
Isao
Nauczyciel
Nauczyciel
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t321-isao-takei#363
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 660


PisanieTemat: Re: Ryneczek   Wto Paź 30, 2012 10:05 pm

Cóż, jakby nie patrzeć daleko nie zawędrowali. Madeline uważała zapewne, że Isao jest nadal niezwykle słabiutki i nie będzie w stanie iść dalej. Nie sprzeczał się. W tej chwili to ona była tu szefem, więc dostosował się. Wracając jednak jeszcze do sytuacji w mieszkaniu. Trzeba wszak omówić jeszcze parę spraw.
Chcąc, aby Mad zapięła mu medalion, musiał się schylić. Nie przychylał sie jednak za bardzo, pamiętając o ranie na boku, która w ten sposób mogła się znów otworzyć. Nie chciał wszak przysparzać Maddie kolejnych kłopotów i niszczyć jej pracy, która wymagała od niej poświęcenia czasu i sił. Blondynka więc musiała się do niego przybliżyć i w pewien sposób jakby go objąć. Czuł się dobrze, mając ją tak blisko siebie, jednak odczuwał też pewien dyskomfort wynikający ze zwykłego niedosytu. On przecież chciał czegoś więcej. Ale nie... to nie była dobra pora na to. Musiał poczekać, uzbroić się w cierpliwość. Dobrze, że Mad nie miała tak wyczulonego zmysłu słuchu, jak on. Dzięki temu nie słyszała jak jego serce wyraźnie przyspieszyło w rytmie bicia. Próbując się uspokoić przymknął oczy i schylił się jeszcze troszkę, chcąc ułatwić złotookiej zadanie. Kiedy jednak usłyszał pytanie, drgnął lekko i poczuł uścisk w żołądku. Co miał jej odpowiedzieć? Nie zamierzał kłamać.
- Bo jest dla mnie bardzo ważny. - odpowiedział nie zdradzając nic więcej. Gdy zaś Mad skończyła już zapinanie, wyprostował się powoli i przekręcił wisiorek na odpowiednią stronę. Potem zaś działy się wszystkie rzeczy opisane w apartamentowcu, w pokoju Isao. Nie ma sensu ich podsumowywać, przenieśmy się więc do momentu, kiedy ta dwójka wyszła już z apartamentu.
Oczywiście, kiedy tylko pojawili się na parterze, blondyna obległa ochrona i recepcjonista, którzy pytali się go o zdrowie i samopoczucie. Doprawdy, apartamentowiec ten miał najlepszych pracowników na świecie, o czym Isao przekonywał się co i rusz. Miło było wiedzieć, że lubili go tam i martwili się o niego. Niemniej jednak, w końcu oboje wyszli i w pierwszej kolejności, za propozycją blondyna, udali się do apteki by kupić temblak na złamaną rękę. Blondyn zapłacił, po czym wyszli z apteki i Mad pomogła mu go założyć (oczywiście Isao nie miał zielonego pojęcia o tym jak to się robi...). Szli sobie powoli przez miasto, mijając ludzi i wampiry, którzy nijak nie zwracali na nich uwagi. Cóż ich jednak to obchodziło skoro mieli siebie?
- A Ty jak się czujesz? Wczoraj byłaś bardzo słaba. - odezwał się w końcu, ze zmartwioną miną spoglądając na Maddie. Nie chciał być egoistą myślącym tylko o sobie. Również się o nią martwił, chciał o nią zadbać, zatroszczyć się. Była przecież jego małym kwiatuszkiem, który musiał pielęgnować. Tak to właśnie odczuwał. Opiekowanie się Madeline sprawiało mu radość.
Po chwilowym spacerze, szarooki zaproponował aby usiedli na fontannie. Jakoś tak ciągnęło go do tego miejsca, może dlatego, że w dniu osiemnastych urodzin Maddie również przebywali niedaleko fontanny? Kto wie... W każdym bądź razie, kiedy tylko już tam usiedli, blondyn przeciągnął się ostrożnie. Zaraz popatrzył na Mad, potem na swoją rękę w temblaku, którą uniósł lekko i popatrzył na nią.
- Niefajnie... Strasznie mnie to denerwuje. Chciałem Ci coś zagrać ale bez prawej ręki nie da rady. - zaczął marudzić, krzywiąc się. Chciał jej bowiem zagrać utwór, który kiedyś napisał dla niej i nawet zagrał jej. Dobrze pamiętał jak wtedy zareagowała, jak się wzruszyła. Nie wiedział czy to pamiętała, ale chciał jej przypomnieć lub obserwować reakcję na nowo. Coś jednak go męczyło. Pewna sprawa, która pomimo, że stała pod ciągłym znakiem zapytania, ciągle wołała mu, że powinien się nią podzielić z Madeline. Sam nie wiedział czy to dobry pomysł, czy powinien. Mimo to spojrzał gdzieś przed siebie, wyraźnie poważniejąc. Utkwił wzrok w jakimś punkcie i nie patrzył już na Mad.
- Wiesz... Zastanawiam się nad wyprowadzką. - powiedział cicho. Nie patrzył na Madeline. Nie chciał widzieć jej miny...
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Ryneczek   Wto Paź 30, 2012 10:44 pm

Gdy wychodzili z budynku, a ochroniarze i portier zagadywali Isao o stan jego zdrowia, Madeline rozmyślała nad odpowiedzią chłopaka odnośnie medalika. Wciąż miała wrażenie, że coś jej umyka. Jakiś szczegół tamtego wieczoru, gdy podarowała wisiorek wampirowi. Przecież nie nosiłby go, gdyby ich znajomość zatrzymała się (jak to było według Mad) na początkach przyjaźni. Kiedy dowiedziała się, ile lat minęło od jej rzekomej śmierci, była wręcz skłonna przypuszczać, że Isao dawno o niej zapomniał i pozostawała jedynie jako niewyraźne wspomnienie dziewczyny, z którą niegdyś do rana spacerował po rynku. Tymczasem reakcja chłopaka na jej pojawienie się, jego pocałunek, medalion wiszący wciąż na szyi, zagadkowe słowa - to wszystko nie dawało jej spokoju. Jako, że w przeciwieństwie do Isao łowczyni była istotą rozgarniętą i dość bystrą, szybko zaczęła dochodzić do pewnych wniosków. Czy to możliwe, że tuż przed wypadkiem było między nimi coś więcej? Tylko w ten sposób potrafiła sobie wszystko wyjaśnić. To jednak było dla Maddie tak abstrakcyjną myślą, iż dziewczyna wolała się w to nie zagłębiać.
Szli przed siebie, a nogi jakby automatycznie kierowały ich w miejsce, gdzie spotkali się po raz pierwszy. Po drodze zahaczyli oczywiście o aptekę, co było inicjatywą blondyna, wyjątkowo zresztą rozważną. Madeline w uznaniu pokiwała głową, bowiem wyglądało na to, że chłopak wreszcie zaczyna myśleć o własnym zdrowiu. Wszak, jeśli jego ręka wisi na temblaku, łatwiej pamiętać, by gdzieś jej nie urazić. Pomogła go założyć Isao (co naprawdę nie było zadaniem skomplikowanym) i ruszyli dalej. Przez pewien czas panowała cisza. Nie jednak ta niezręczna, którą chce się przerwać w każdej chwili choćby głupim komentarzem o pogodzie. To była cisza pełna zrozumienia, taka jaka zapada czasami między bliskimi ludźmi, gdy słowa zwyczajnie nie są potrzebne. Wreszcie jednak chęć konwersacji zwyciężyła - mieli w końcu sporo do nadrobienia.
Mad ciaśniej owinęła szyję apaszką i wcisnęła dłonie w kieszenie. Uniosła głowę, by spojrzeć na Isao z lekkim uśmiechem na wargach i zdmuchnęła z czoła wpadające do oczu kosmyki włosów.
- Czuję się bardzo dobrze - przyznała zgodnie z prawdą. - Wczoraj byłam zmęczona, ale dzisiaj jakoś rozpiera mnie energia. - Zaśmiała się cicho. No tak, to by wyjaśniało chęć wypucowania stosunkowo czystego mieszkania Iska. Miała wrażenie, że chłopak wciąż martwi się tym, iż to przez niego złotooka wczoraj osłabła. Nie chciała jednak, aby myślał w ten sposób. Przecież sam z pewnością zrobiłby dla niej dokładnie to samo - oddając ostatnią kroplę krwi i resztkę sił.
Z przyjemnością zasiadła na fontannie, rozglądając się dookoła. Jej złotym tęczówkom nie umknęły różnice w tym, jak zapamiętała rynek. Niektóre budynki wyraźnie się postarzały, inne zostały odnowione, znajome sklepy zastąpiono modnymi butikami. Wszystko szło z duchem czasu. Wszystko, prócz Mad, która zatrzymała się w jednym punkcie, siedem lat temu.
- Już niedługo - pocieszyła go. Nie byłoby dobrze, gdyby teraz przetrenował dopiero co złamaną rękę - już nigdy mógłby nie zagrać. A skoro o graniu mowa...
Myśli Mad poszybowały w kierunku zespołu, który, jak pamiętała, Isao tworzył z kilkoma chłopakami. Nie dane jej było ich wprawdzie poznać, ale pamiętała, że kapela dawała Isao mnóstwo radości i satysfakcji.
- Zespół jeszcze istnieje? - spytała znienacka, nagle zaciekawiona. Po wysłuchaniu odpowiedzi zamilkła na chwilę. Wtem, ni stąd, ni zowąd, zaczęła coś nucić. Ha, ale nie było to byle co, a piosenka, którą Isao napisał niegdyś właśnie dla niej, przy której rzeczywiście dziewczyna po prostu się wzruszyła. Najwyraźniej utwór ten tak mocno wrył się w podświadomość Maddie, że chociaż ta nie miała pojęcia, jaką melodię nuci, była to bez wątpienia ta konkretna piosenka. Niezbadane są tajniki ludzkiego umysłu.
Potem z kolei padły słowa, które w pierwszej chwili nie zabrzmiały dla Mad jakoś szczególnie.
- O, czyżbyś znalazł lepsze miejsce od twojego apartamentu? - spojrzała na niego i dopiero wtedy dotarło do niej, iż nie tylko ton głosu Isao się zmienił, ale sam chłopak zaczął unikać jej wzrokiem.
- Jak... daleko planujesz się przeprowadzić? - spytała cicho, czując mimowolnie, że coś w niej zamiera. Oczywiście, blondyn był wolnym wampirem, mógł robić co chciał, zwłaszcza, jeśli nie podobało mu się w tym mieście. Tylko dlaczego Maddie miała wrażenie, że po jego wyjeździe w jej sercu pozostanie pustka?
Powrót do góry Go down
Isao
Nauczyciel
Nauczyciel
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t321-isao-takei#363
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 660


PisanieTemat: Re: Ryneczek   Wto Paź 30, 2012 11:34 pm

Szkoda, że Mad nie szła za swoimi przeczuciami a odpychała je od siebie, uznając, że jej przypuszczenia są zapewne jedynie wytworem jej wyobraźni. Jakże ułatwiłoby to sprawę im obojgu, gdyby przyjęła do siebie wiadomość, że może darzyć Isao nieco głębszym uczuciem, a ich samych, przed wypadkiem i zniknięciem Maddie, połączyło coś więcej niż przyjaźń. Wtedy oboje byliby szczęśliwi, tymczasem w pewien sposób mijali się. Takei bał się powiedzieć o wszystkim Madeline, uznając, że to nie jest odpowiednia pora na to; sama blondynka natomiast uznawała, że jej związek z wampirem nie jest możliwy. Nieco krzywdząca była to myśl, bowiem w ten sposób dziewczyna przyznawała się sama przed sobą, że rasa miała dla niej jednak duże znaczenie. Mniej już charakter czy chociażby wygląd (chociaż on powinien mieć najmniejsze znaczenie). Chociaż być może to ja coś źle zrozumiałem, nie ważne.
Tak, rzeczywiście w tym miejscu spotkali się po raz pierwszy, o czym blondyn początkowo zupełnie zapomniał. Ot szli przed siebie, pozostając w ciszy. Nie męczyła go ona jednak, a była dość przyjemna. Bowiem dla niego najważniejszym było, że miał przy sobie Maddie. Całą i zdrową. Teraz musiał jeszcze sprawić by do zestawienia słów ,,całą i zdrową" doszło jeszcze słowo "szczęśliwą". Tak... Jej szczęście było dla niego najważniejsze. Jej szczęście, jej zdrowie, jej dobro. Była dla niego osobą najważniejszą na świecie, dla której gotów był na wszystko, na wszelkie poświęcenia. Gdyby Mad rzeczywiście tego potrzebowała, obroniłby ją choćby sam miał zginąć, oddałby jej swoje ostatnie siły, ostatnie krople krwi. Świata poza nią nie widział i przez te siedem lat przekonał się o tym, że życie bez niej nie miało dla niego sensu. Czemu więc teraz podświadomość cały czas podsuwała mu myśl, że powinien się od niej odsunąć? W pewien sposób, z niewiadomych przyczyn, Isao obwiniał się za wszystko co się wtedy stało. Nie pamiętał już jak dokładnie wyglądał przebieg zdarzeń w tamtym okresie, jednak był pewien, że gdyby dokonał paru innych wyborów, wszystko skończyłoby się inaczej. Przecież to on wtedy zabrał ją do studia... To tam Madeline poczuła się źle, została zabrana przez matkę, która zawiozła ją do szpitala, z którego dziewczyna została porwana. Tak... czuł się choć częściowo winny temu wszystkiemu i mimowolnie zaczął sobie wmawiać, że nie zasługuje na Mad, że powinien odejść z jej życia na zawsze. Nawet jeśli miałby przez to cierpieć. Tymczasem jednak, skoro byli już razem na spacerze, zamiast rozmyślać o tym wolał zatroszczyć się o jej zdrowie oraz samopoczucie.
- To dobrze. - Uśmiechnął się, nieco uspokojony. - Ale masz mi od razu mówić, gdyby coś było nie tak. Poza tym, na pewno Ci jest ciepło? Nie marzniesz?
Jak zwykle dobroduszny Isao gotów był zdjąć chociażby wszystkie ubrania, byleby jej było ciepło. Ten typ tak ma i kto go znał lepiej zapewne wiedział, że nie było to zachowanie w żaden sposób dziwne a raczej typowe dla niego. Wtedy usiedli sobie na fontannie, Takei pomarudził na swoją złamaną rękę, burmusząc się na sam widok temblaka. Chciał sobie pograć, jakoś naszła go na to ochota a nie mógł... Życie jednak bywało złośliwe. W pewnej chwili jednak Mad zadała pytanie skierowane w jego stronę. Pokręcił przecząco głową i posmutniał nieco. Sam tęsknił za czasami, kiedy grał z chłopakami, chodził na próby, dawał koncerty. Nawet za tym, że był rozpoznawalny na ulicy, pojawiał się w gazetach, w internecie, telewizji. Teraz już o nim zapomniano i stał się kolejną anonimową osobą mijaną na ulicy.
- Rozpadliśmy się kilka lat temu. Pokłóciłem się z Kyubim i do tej pory nie mamy najlepszych stosunków. Chociaż chętnie bym to reaktywował. Nikt z nas jednak nie wie gdzie jest Spad, co się z nim stało, jak się trzyma.
Westchnął cicho i zamilkł na kolejną chwilkę. Wtedy zaś Mad zaczęła nucić melodię piosenki, którą właśnie chciał jej zagrać. Spojrzał na nią zaskoczony, by po chwili uśmiechnąć się, będąc wyraźnie uszczęśliwionym.
- A więc pamiętasz ją? - odezwał się cicho i zaraz przeniósł wzrok gdzieś przed siebie. Cicho zaczął nucić melodię, dodając do niej także słowa. - Tada boku wa zutto aishiteta. Soredake, tada soredake datta kedo boku ni wa sore shika nakattan da. Soshite ima mo kawarazu aishiteru (Jedyne co to zawsze Cię kochałem. Tylko to po prostu tylko to przynajmniej to jest wszystkim co mam. I nawet teraz kocham Cię bardziej niż kiedykolwiek).
Po tym spojrzał na nią, wyraźnie zadowolony. Nawet sobie nie wyobrażała jak ważnym był dla niego fakt, że zapamiętała tę piosenkę. Piosenkę, która należała tylko do niego i jej. Zmiana nastroju przyszła jednak bardzo szybko, kiedy chłopak postanowił w końcu powiedzieć Madeline o swoich zamiarach. Wprawdzie jednak nie wiedział jeszcze czy na pewno się przeprowadzi i gdzie, ale myśl o tym, że powinien zniknąć z życia Mad nie dawała mu spokoju. Choć wiedział, że będzie to cholernie bolało. Na pierwsze pytanie nie odpowiedział, wiedząc, że dziewczyna potrzebuje chwili aby zorientować się o co tak na prawdę mu chodzi. Sama cisza mówiła za siebie, a także jego spojrzenie oraz fakt, że nie patrzył na nią.
- Do innego miasta albo za granicę. - mruknął cicho, jakby słowa te wcale nie chciały przejść przez jego gardło. Oczywiście dalej na nią nie spoglądał. Nie miał odwagi. Sam czuł się teraz dość nieciekawie. Czy rzeczywiście dobrze zrobił, mówiąc jej to wszystko? Może podświadomie chciał aby zatrzymała go tu? W tej chwili nie był pewien niczego.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Ryneczek   Sro Paź 31, 2012 3:43 pm

Tak się składa, że Mad była szczęśliwa i Isao nie musiał się o to specjalnie troszczyć. Ot, nigdy wiele nie potrzebowała i miała teraz wszystko, czego w ogóle mogłaby pragnąć - rodzinę, przyjaciela, ukochaną pracę, jasno wytyczone cele. To jej wystarczało. W jej całym życiu wydarzyło się już tyle tragicznych rzeczy, iż dziewczyna nauczyła się odnajdować radość w zwykłych, codziennych przyjemnościach. Cieszyło ją zatem, że słońce świeci, że za ścianą jej pokoju Marcus śpi, odpoczywając po ciężkiej pracy, że spaceruje z Isao po rynku, którego nie widziała od siedmiu lat i że w niedalekiej przyszłości czekały ją lekcje z jednym z najzdolniejszych medyków, jakich poznała. Oczywiście, że sprawa jej rzekomej śmierci wciąż męczyła Madeline i bywało, że łowczyni miała przez to problemy z zaśnięciem. Nie zapomniała też bólu, który sprawiały jej zszokowane spojrzenia znajomych, gdy widzieli ją na mieście, czy spacerującą po korytarzach Oświaty. To jednak były w jej mniemaniu szczegóły, które Mad udawało się spychać poza granice świadomości. Więc owszem, była szczęśliwa.
- Jest w porządku - odpowiedziała krótko, nie widząc sensu w powtarzaniu, że nie jest głodna, spragniona, czy zmarznięta. Nie przywykła, by ktoś się o nią tak martwił i czuła się z tym mało komfortowo, jakby nieco zażenowana. To ona wolała roztaczać opiekę nad innymi, nie martwiąc się, iż swoimi ewentualnymi problemami tylko dodaje ludziom kłopotów. Dłonie wciąż miała ukryte w kieszeniach, z kolei buzię schowała w stosunkowo ciepłej apaszce. Chłodnawy wiatr rozwiewał włosy wokół jej twarzy, ale poza tym Madeline niemal go nie odczuwała. Poza tym, zaobserwowała jakiś czas temu, że chętnie przyjmuje wszystkie typowo ludzkie odczucia - chłód, ból. W pewien sposób chciała żyć jak najbardziej intensywnie, by udowodnić sobie, że rzeczywiście nie umarła i, jak było wspomniane wcześniej, iż faktycznie jest człowiekiem. Nawet jeśli zatem zadrżała czasem z zimna, nie zamierzała się skarżyć, akceptując to jako oznakę swojego człowieczeństwa.
Zauważyła, że nikt z mijanych przez nich ludzi i wampirów nie zwraca na Isao szczególnej uwagi, jak to było w czasach sławy jego zespołu. Niemniej, powodów mogło być kilka. Może chłopaki zarzucili działalność na jakiś czas, a może w ogóle przenieśli się do Europy, czy Stanów. Wszak łowczyni nadal nie miała pewności, co muzyk robił przez ostatnie siedem lat.
Pokiwała w zamyśleniu głową. A więc jednak się rozpadli... Szkoda, wielka szkoda.
- Może chociaż uda wam się znaleźć kogoś na jego miejsce - zagadnęła. - O ile się pogodzicie.
W chwili ciszy, Madeline faktycznie zaczęła nucić melodię, która pojawiła się w jej głowie znikąd. Dziewczyna nawet nie była świadoma tego co robi, zwyczajnie myślami odpłynęła gdzieś daleko. Na ziemię wróciła dopiero dzięki słowom chłopaka.
- Pamiętam, co? - spytała nieco zaskoczona, usiłując naprędce przypomnieć sobie, o czym Isao przed chwilą mówił i co ewentualnie mogła przeoczyć, gdy na chwilę przestała się skupiać na rozmowie. Tymczasem, miast wytłumaczyć, teraz blondyn zaczął coś nucić. Maddie przysłuchała się uważnie, bo melodia wydała się jej dość znajoma. To pewnie jakaś ich stara piosenka! Zrobiło się jej głupio, że tak wypaliła z tym pytaniem, i chociaż nadal nie mogła skojarzyć utworu, uśmiechnęła się.
- Znaczy, jasne, że pamiętam - potwierdziła, co było oczywistym kłamstwem, choć wypowiedzianym w dobrej wierze. Mad zwyczajnie nie chciała, by chłopak się zasmucił, uświadamiając sobie jak wiele ważnych dla niego rzeczy wyleciało z głowy łowczyni. Poza tym, piosenka na swój sposób wydawała się znajoma i przywoływała miłe skojarzenia, można więc powiedzieć, że Madeline jedynie nieznacznie minęła się z prawdą. Nie mogła też nie zwrócić uwagi na słowa, wyśpiewane przez blondyna. Dla kogo napisał tę piosenkę? Czyżby... Nie, nie! Zganiła się w myślach, potrząsając lekko głową, jak gdyby ten fizyczny gest miał sprawić, że przestanie się roztkliwiać nad głupotami.
Gdy Isao wspomniał o przeprowadzce, zdradzając, że chciał opuścić miasto, Mad poczuła nagłą potrzebę zatrzymania go. A jednak nie odezwała się słowem. Siedziała zapatrzona w jakiś punkt przed sobą. Nie chciała, by chłopak wyjeżdżał, taka była prawda. Nie miała jednak prawa go zatrzymywać. Nawet jeżeli (a tego Madeline nadal nie była pewna) coś ich w przeszłości łączyło, po siedmiu latach chłopak mógł zdecydować, że czas wreszcie na zmianę. Ponownie poczuła przygniatającą świadomość tego, że wszyscy ruszali dalej ze swoim życiem, tylko ona wciąż tkwiła w jednym punkcie. Tym razem cisza stała się nieznośna. Maddie zupełnie nie wiedziała, co ma powiedzieć - przekonywać chłopaka, że wyjazd to dobry pomysł wbrew swojej woli, czy namawiać go, by został wbrew jego?
Wstała gwałtownie.
- Właściwie, chce mi się pić. Zaczekaj, kupię sobie coś. - I nim wampir miał czas, by zareagować, odwróciła się na pięcie i ruszyła przez rynek do jednego ze sklepów. Miała szczerą nadzieję, że chłopak zostanie na miejscu, chciała przez chwilę być sama.
- Wodę poproszę. Niegazowaną - rzuciła obojętnie do sprzedawczyni, nawet na nią nie patrząc. Nagle zachciało się jej płakać. Z jednej strony dostała możliwość odbudowania dawnego życia, a z drugiej, wszystko się zmieniało, nic już nie mogło być takie samo. Marcus miał własną rodzinę, matka z nimi nie rozmawiała, Isao wyjeżdżał. Wyjeżdżał. Po jego głosie poznała, iż podjął decyzję. Otworzyła butelkę i wypiła duszkiem niemal połowę. Miała wrażenie, że zimny płyn na swój sposób rozjaśnia jej umysł. Po mniej więcej piętnastu minutach opuściła sklep i powoli przeszła przez plac, wracając do fontanny.
- Jestem - oznajmiła, ot tak. Zajęła miejsce koło wampira. - A wracając do tematu... Jeśli się wyprowadzisz, nie odtworzycie zespołu. Może warto byłoby chociaż spróbować? - spytała, siląc się na obojętny ton. Miętosiła nieszczęsną butelkę w rękach, bezwiednie zdrapując etykietę.
Powrót do góry Go down
Isao
Nauczyciel
Nauczyciel
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t321-isao-takei#363
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 660


PisanieTemat: Re: Ryneczek   Sro Paź 31, 2012 5:28 pm

Cóż, on jednak o tym nie wiedział i wolał się upewniać. Robił to poprzez obserwację, niektóre pytania. Na prawdę zależało mu na jej szczęściu, bezpieczeństwie i zdrowiu. W rzeczywistości dostrzegał czasem jak Madeline drży. Nie mógł jednak wcisnąć jej swojego ubrania na siłę, skoro dziewczyna upierała się przy tym, że wszystko jest w porządku. W takich momentach po prostu zaciskał dyskretnie pięść i postanawiał to przeczekać, znieść jakoś, zmienić temat i skupić się na czymś innym. Nie mógł przesadzać aby jej od siebie nie odstraszyć. Jeżeli tylko upierałby się przy swoim i nie słuchał tego co Mad ma do powiedzenia, dziewczyna mogła w końcu mieć tego dość, obrazić się i pójść sobie. Tego natomiast blondyn za wszelką cenę chciał uniknąć. Westchnął tylko cicho i pokiwał głową na znak, że rozumie.
- Skoro tak twierdzisz. - skomentował krótko. Skoro Madeline nie przywykła do tego aby ktoś się o nią martwił lub troszczył, trzeba było ją do tego przyzwyczaić. Trzeba jej było tylko trochę więcej czasu spędzonego z tym szarookim, mającym tendencję do przesadzania wampirem. Nic więcej. Szkoda tylko, że Isao nie znał myśli złotookiej, nie wiedział więc w czym tkwił problem. A gdyby wiedział. Oj, on już skutecznie odsunąłby te myśli od niej i wpoił jej swoje racje. Powinna się bowiem cieszyć z tego, że ma ludzi, którzy sie o nią martwią i troszczą, a nie czuć się z tego powodu głupio. Bo czyż nie najważniejszy był fakt posiadania takich bliskich osób?
- Najpierw musimy się dogadać z Kyubim... - potwierdził i westchnął cicho, kręcąc głową ze zrezygnowaniem. - Kyu to strasznie trudny typ osoby. Zadufany w sobie, nie umie przepraszać czy przyznać się do błędu lub chociaż do tego, że wina leży po stronie nas obojga. Ja z kolei nie wiem jak mam się za to zabrać, bo czuję, że i tak moje starania nie przyniosą żadnego skutku.
No tak... Madeline nie wiedziała jeszcze wielu rzeczy. Może zrozumiałaby gdyby Isao jej wszystko opowiedział. On jednak, póki co, nie miał zamiaru tego robić. Przyjdzie na to jeszcze czas, ale nie była to odpowiednia chwila. Wtedy zaś Mad zaczęła nucić ich piosenkę, rozładowując sytuację i w pewien sposób uszczęśliwiając blondyna. Jego oczy zaświeciły się tajemniczym blaskiem, uśmiech poszerzył się. Pamiętała tę piosenkę? ICH piosenkę? Nawet nie wiedziała jaki w tym momencie poczuł się uradowany. Szkoda tylko, że mylił się i w rzeczywistości Maddie nie pamiętała nic, oprócz melodii. On jednak zanucił refren, wyśpiewując cicho jego słowa. W tej chwili pomyślał, że Mad przypominała sobie powoli to, co ich poprzednio łączyło. Zapomniał się zganić w myślach. Przecież wcześniej postanowił się od niej odsunąć a teraz co? Teraz cieszył się jak głupi z tak banalnej rzeczy, z takiej błahostki.
- Cieszę się. Jak tylko wyzdrowieje mi ręka, zagram Ci ją tak jak kiedyś. - powiedział i posłał jej lekki uśmiech cichej radości. Już nie mógł doczekać się momentu kiedy usiądą razem z Mad, zupełnie tak jak kiedyś. On będzie grał dla niej a ona słuchała. Na nowo będzie obserwował jej reakcje, jej uśmiech, jej radość. Bardzo chciał powtórzyć ten moment, wrócić do tej chwili. Ale czy będzie im dane? W końcu każde szczęście ma swoje granice, o czym co i rusz Takei się przekonywał. I tym razem słowa, które wypłynęły z jego ust całkowicie zmieniły jego nastrój. Cisza, jaka nagle nastała była nie do zniesienia także dla niego. Zacisnął dłoń w pięść, ścisnął usta i wreszcie spojrzał na nią, musząc zobaczyć jej reakcję, jej minę. W tym momencie jednak blondynka wstała i pobiegła do sklepu nim zdarzył cokolwiek zrobić. Nie wiedział co ma o tym wszystkim myśleć, znów poczuł nieprzyjemne uczucie, jakby coś ściskało jego serce. Nie miał pojęcia jak powinien interpretować reakcję Madeline. Przekonał się w tym momencie o tym, że podświadomie rzeczywiście chciał aby go zatrzymała. Ona natomiast pobiegła do sklepu bez słowa. Czyżby było jej to obojętne? Tak to potraktował.
Kiedy Mad wróciła, on siedział zamyślony i przygnębiony. Był pogrążony w rozmyślaniu więc nawet nie zorientował się, że dziewczyna przyszła. Drgnął więc nieco zaskoczony kiedy odezwała się i od razu spojrzał na nią. Wysilił się na słaby uśmiech i zaraz znów przeniósł gdzieś wzrok. Wysłuchał jej słów, które narobiły mu jednak jeszcze większego mętliku w głowie. Nie wiedział co ma myśleć... Mad było obojętne, że Isao wyjeżdża, czy chciała aby został? Pogubił się. Postanowił więc opowiedzieć jej coś.
- Wiesz... Po tym jak zniknęłaś wszystko zaczęło się psuć. Pokłóciłem się z Kyubim, rozpadł się zespół, nic mi się nie udawało. Spakowałem rzeczy i wyjechałem, nie dając znaku życia przez kilka miesięcy, może lat. Krążyłem bez celu po świecie i wróciłem tu zaledwie miesiąc temu. Wszystko się pozmieniało, ja byłem tu zupełnie sam. Czułem, że nie ma tu już dla mnie miejsca i zacząłem zastanawiać się nad wyprowadzką. Mam wrażenie, że powinienem zniknąć niektórym osobom z oczu, zejść z ich dróg, zniknąć z ich życia. Przebywanie ze mną przyniesie Ci tylko kłopoty. Sama widziałaś przedwczoraj co się dzieje. Prześladuje mnie tu jakiś okropny pech i nie chcę nikogo w to wciągać. - wyznał jej, mówiąc cichym, stłumionym głosem. Właśnie wyznał jej to, co do tej pory pozostawało sekretem skrywanym w jego sercu i głowie.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Ryneczek   Sro Paź 31, 2012 9:18 pm

Z pewnością przebywając więcej w towarzystwie nadopiekuńczego Isao, Madeline przyzwyczai się do tego, że i o nią ktoś się troszczy. Na początku jednak może reagować pewnym zniecierpliwieniem, ba, czasem wręcz oburzeniem, wynikającym z chęci ukrycia jak poniekąd zawstydza dziewczynę troska o nią. Ot, wolała już kogoś zniechęcić, niż sprawiać mu problemy, takie było jej rozumowanie. Oczywiście, czasami nadchodził ten moment, gdy samej Madeline zbierało się tak wiele kłopotów, iż miała wrażenie, jakby zwyczajnie ją przygniatały. Wtedy z chęcią i wdzięcznością zrzucała na czyjeś barki część odpowiedzialności. Musiała jednak uważać, bowiem skoro odrzucała teraz wszelką pomoc, może się okazać, że gdy będzie jej naprawdę potrzebowała, zostanie całkiem sama i zbyt dumna, by prosić.
Pokiwała lekko głową, słuchając słów chłopaka. Wprawdzie nie znała Kyubiego, nawet nie przypominała sobie, by Isao wiele o nim mówił, ale z tego, co dowiedziała się w tej chwili wyglądało, że dawni członkowie zespołu faktycznie mogą mieć problemy z dogadaniem się. Może jednak basista kapeli przejrzy wreszcie na oczy, stwierdzi, że brakuje mu przyjaciela i wszystkiego co wiązało się ze wspólnym graniem i pierwszy wyciągnie rękę na zgodę? Lub chociażby przyjmie rękę Iska.
- Może po prostu się spotkajcie przy piwie, pogadajcie o tym, co u was ostatnio, a nie wracajcie do sprawy kłótni - zaproponowała, nie będąc jednak pewną, że Isao już tego nie próbował. Ale miała wrażenie, że naprawdę nie było sensu wracać już do zadawnionej sprzeczki. Jeśli obaj muzycy zaczną ponownie się widywać, rozmawiać, czy cokolwiek robią na swoich spotkaniach, wszystko powinno się rozejść po kościach. Przynajmniej tak widziała to Maddie, starając się w czuć w perspektywę długowiecznego wampira, który jeśli czegoś z tym nie zrobi, będzie pokłócony z byłym przyjacielem przez resztę wieczności.
Swoją drogą, zainteresowało ją, co spowodowało taki rozłam w nieistniejącym już zespole. Nie zamierzała pytać, to nie byłoby w jej stylu, ale i tak jakąś chwilę zastanawiała się nad tym tematem. O, ciekawe, czy gazety o tym pisały? Ale nie, nie planowała szukać informacji o Isao w kolorowych czasopismach. Kiedy już spędzą razem więcej czasu, a nuż chłopak sam jej powie.
Bardzo, bardzo intensywnie próbowała sobie przypomnieć skąd zna tę melodię i dlaczego ma z nią tak pozytywne skojarzenia. Niestety, chyba wyczerpała chwilowo limit powracających wspomnień, bowiem w jej umyśle nic się nie pojawiło. Stłumiła westchnięcie. Na jej słowa Isao widocznie się rozchmurzył, a ona nie chciała sprawiać mu zawodu swoją amnezją. Sprawdzi później tę piosenkę w Internecie, przecież jeśli się wpisze kilka słów, zwykle wyskakuje cały tekst, hoho. Niemniej, Madeline z przyjemnością słuchała głosu chłopaka, nie pierwszy już raz stwierdzając, że podczas gdy śpiewał jego tembr stawał się jakby głębszy, cieplejszy. Mimowolnie się uśmiechnęła, nie spuszczając spojrzenia z Isao. Miała wrażenie, jakby słowa piosenki były wyznaniem miłosnym, a nie zwykłym tekstem.
- Trzymam za słowo - zapewniła go, odwracając wreszcie spojrzenie.
Potem nastał moment dość dziwny i nieco nieprzyjemny dla obojga. Maddie kompletnie nie wiedziała, co odpowiedzieć blondynowi, a jej własne uczucia i myśli zaczęły się mieszać w jej głowie i dziewczyna stwierdziła, iż na chwilę obecną dłużej tego nie zniesie. To dlatego wymyśliła wymówkę, jakoby to zachciało się jej pić. Tymczasem w sklepie cały czas gorączkowo rozmyślała nad tym, co właściwie powinna powiedzieć Isao. Jeszcze kilka dni temu wiele by dała, by chłopak wyniósł się z miasta, zanim się spotkali. Ale teraz, kiedy spędzili razem trochę czasu i kiedy znowu (zdaniem Mad) nawiązała się między nimi dziwna więź - czuła niemal, iż po jego przeprowadzce pozostanie tu ze złamanym sercem. Te irracjonalnie silne emocje dezorientowały dziewczynę, niepomną tego, że to tylko zapomniane uczucie powoli do niej powraca.
Wreszcie podjęła decyzję - zrobi coś, czego normalnie nie robiła. Pomyśli przede wszystkim o sobie i zachowa się poniekąd egoistycznie. To dlatego, gdy wróciła do fontanny, w pierwszej kolejności spróbowała przekonać wampira do pozostania. Naturalnie, nie zrobiła tego wprost, jeszcze nie. Ot, odwołała się do jego pragnienia odbudowania kapeli, mając nadzieję, że to zadziała. Najwyraźniej jednak nie odniosła zamierzonego skutku.
Z bólem w sercu wysłuchała słów Isao. Coś zaczęło w niej narastać. Zacisnęła wargi, wbijając złote spojrzenie w posmutniałą twarz przyjaciela. Gdy wreszcie skończył, impulsywnie zacisnęła drobną dłoń na jego zdrowej ręce.
- Ja nie chcę żebyś wyjeżdżał - wypaliła w pewnym żarem w głosie. Natychmiast się zreflektowała kręcąc głową. - Znaczy, zrobisz co zechcesz, ale nim postanowisz, pamiętaj, że ja chciałabym, żebyś został.
Zabrała dłoń i wróciła do odrywania już mocno poszarpanej etykiety.
- Zostań... - szepnęła jeszcze - ...ze mną. Chociaż jakiś czas.
Powrót do góry Go down
Isao
Nauczyciel
Nauczyciel
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t321-isao-takei#363
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 660


PisanieTemat: Re: Ryneczek   Sro Paź 31, 2012 11:09 pm

Oj Isao już ją do tego przyzwyczai. Jego raczej nie zniechęcą wymijające odpowiedzi, wieczne zapewnianie, że wszystko jest w porządku czy nawet oburzenie. On zawsze będzie się o nią martwił i troszczył, aż w końcu Mad się do tego przyzwyczai. Troska o Madeline, dbanie o nią i rozpieszczanie jej sprawiało mu prawdziwą przyjemność i mógł to robić w nieskończoność. Gdyby zaś Maddie rzeczywiście peszyłaby się, zawstydzała i jeszcze do tego może rumieniła, już kompletnie by nie odpuścił. Widok jej rumieńców byłby zapewne tak uroczy, że nie potrafiłby z niego zrezygnować. Cóż, wtedy mógłby stać się już upierdliwy. No ale taki to był już typ i należało się po prostu do tego przyzwyczaić. Zakładając oczywiście, że spędzaliby ze sobą więcej czasu, bo w obecnej chwili nie było to już takie oczywiste, jakie mogłoby się zdawać na samym początku. Los przecież lubi płatać figle i mieszać w planach ludzi. To najwyraźniej było jego ulubione zajęcie...
Doceniał fakt, że chciała mu pomóc, poradzić. Posłał jej więc lekki uśmiech w ramach podziękowania. Jej słowa oczywiście nie były przez niego zlekceważone i rzeczywiście zaczął je rozważać. Wprawdzie nie zamierzał tak szybko się poddawać i choć jedną rozmowę z Kyubim musiał przeprowadzić. Żałowałby gdyby chociaż nie spróbował.
- Taki mam zamiar. Chcę spróbować ale najpierw muszę go jakoś złapać. - Tak, a to nie było już takie proste, bowiem wiecznie zabiegany Kyubi nie miał czasu. Albo ochoty na to by widzieć się z dawnym kumplem. Tak czy siak Isao nie zamierzał tak prędko się poddać. Już sama Madeline miała okazję kilkakrotnie w tak krótkim czasie przekonać się o jego uporze. Mogła więc mieć pewność, że Takei tak łatwo nie odpuści. Zwłaszcza, że rzeczywiście zależało mu na tym aby znów zacząć grać. Tęsknił za próbami, za występami, za samym towarzystwem wrednego Kyu. Miło wspominał ich wspólne przygody. Latające wazony, wyścigi do samochodów i próby. Tak, to były czasy, za którymi tęsknił. Jakże przykry był fakt, że tak na prawdę zaczyna się coś doceniać kiedy już się to utraci. Jeśli zaś Mad chciała wiedzieć coś, mogła go o to śmiało pytać. Mieli przed sobą jeszcze wiele spraw do obgadania, na wiele tematów musieli porozmawiać. Musiała się więc nauczyć tego, by nie krępować się i po prostu pytać. Przecież to nic złego, prawda? Mówiło się wszakże, że ten kto pyta, nie błądzi.
Mogła powiedzieć mu prawdę, mimo, że jego radość by przeminęła. Nie gniewałby się przecież za to, że nie pamięta. To nie była jej wina i zrozumiałby to. Teraz jednak, skoro Mad postanowiła ciągnąć to drobne kłamstewko, on nie był niczego świadom. Cieszył się więc, myśląc, że Madeline zaczyna sobie coś przypominać, że jest to kolejny krok bliżej do jej odzyskania pamięci. Na tym przecież mu zależało, prawda? Aby dziewczyna przypomniała sobie o tym, co ich łączyło. Sam gubił się już w swoich myślach. Raz sądził, że tak było lepiej, innym razem niecierpliwił się i cudem powstrzymywał przed uświadomieniem blondynki o czym to ważnym zapomniała. Musiał to sobie wszystko w spokoju przemyśleć, ale teraz nie miał na to czasu. Musiał jednak podjąć decyzję by nie wprowadzać jeszcze większego zamętu do głowy Maddie. Ona również miała swoje granice wytrzymałości, których nie mógł i nie chciał przekraczać. Gdy jednak głos w jego głowie zaczął przekonywać go do tego, że powinien odsunąć się od złotookiej i zniknąć z jej życia, powiedział jej o chęci wyprowadzki, co prawdopodobnie nie było pomysłem najlepszym. Zrobił jej przykrość, choć nawet nie był tego świadom. W tamtym momencie zupełnie już się pogubił i nie wiedział co się dzieje. Zdał sobie jednak sprawę z tego, że z całych sił pragnął aby go zatrzymała, rozwiewając jego wątpliwości i udowadniając tym samym, że zależy jej na nim, że nie jest tylko zwykłym znajomym, którego strata nijak by jej nie obeszła. Kiedy jednak poszła do sklepu, tak nagle i w tak ważnym momencie, nie wiedział jak ma zareagować, co o tym myśleć. Jednocześnie zaczął odczuwać silny ból w sercu, ból po prostu nieznośny. Postanowił go jednak ukryć, nie chcąc jej martwić i wprawiać w wyrzuty sumienia. Nie, wystarczająco już nabroił przez dwa dni.
Nie wiedział jednak co ma powiedzieć, co zrobić. Popatrzył tylko na nią i opowiedział jej tę krótką historię, w której poniekąd wyjaśniał co się z nim działo przez ten czas i co miało wpływ na taką decyzję. Sądził, że pokiwa głową i powie, że skoro tak postanowił to niech i tak robi. Ona jednak usiadła obok i wyraźnie posmutniała. Zaraz także dotknęła jego ręki. Spojrzał na ich dłonie chwilowo, zaraz przenosząc zdezorientowane spojrzenie prosto na złote oczy Mad. Miał już kompletny mętlik w głowie, który słowa wypowiedziane żartobliwym tonem tylko powiększyły. Chciał coś powiedzieć, ale nie wiedział co, więc milczał. Gdy zaś Mad już ze szczerością w głosie powiedziała, że chce aby został, blondyn poczuł jak jego serce wyraźnie przyspiesza, a w żołądku zaczyna się prawdziwa bitwa. Poczuł się szczęśliwy, bowiem usłyszał właśnie to, co tak chciał usłyszeć. Wysunął dłoń spod dłoni Madeline i teraz to on złapał jej dłoń w swoją. Pociągnął lekko jej rękę w górę, przykładając usta do wierzchu jej dłoni. Dopiero wtedy spojrzał w jej oczy, był poważny.
- Jesteś jedynym powodem, dla którego mógłbym tu zostać. Jedyną osobą, która mnie tu trzyma. Jedno Twoje słowo i zostanę, zrobię co zechcesz.
Zamknął oczy i jeszcze raz przytknął wargi do jej skóry. Przytrzymał je tam, chcąc czuć jej ciepło ale bojąc się pozwolić sobie na coś więcej. I tak, jak sądził, powiedział już za dużo. Chyba nie powinien wypowiadać poprzednich słów. Zbyt bardzo jednak zależało mu na tej dziewczynie. W ten sposób mógł ściągnąć na nią tylko kolejne kłopoty.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Ryneczek   Pią Lis 02, 2012 7:38 pm

Po udzieleniu Isao, jak miała nadzieję, przynajmniej trochę pożytecznej porady odnośnie poprawienia jego relacji z dawnym basistą zespołu, chcąc, nie chcąc, Maddie zaczęła zastanawiać się and własnymi przyjaźniami, które na przestrzeni lat zawierała w Japonii. Może i nie miała tutaj aż tylu znajomych, co w Stanach, to jednak na ich brak zwykle nie narzekała. Teraz, z kolei, było raczej oczywistym, że wszyscy, których znała (zwłaszcza ludzie), dawno się wyprowadzili i o niej zapomnieli. Przypomniała sobie wampirzycę Yuuki, tak dla niej miłą, którą spotkała niedługo po przyjeździe do Akademii Cross. I kochaną Nue, służkę tej okropnej zielonowłosej Larane, która w wyniku pewnych wydarzeń straciła pamięć i zupełnie się zmieniła. Był też Nicolas, wampir pragnący pokoju między obiema rasami. Zaangażował Mad w prace nad swoją powstającą dopiero organizacją, ale potem przepadł bez śladu. No, i Matt - przyjaciel z dzieciństwa, bohater kilkuletniej Maddie. Gdzie on właściwie był? Z pewną goryczą Madeline uświadomiła sobie, że do tej pory wszyscy, na których jej zależało, odchodzili. Do tego należy przecież doliczyć wujka i matkę. Ostał się jedynie Marcus, a teraz i być może Isao, o ile chłopak nie zdecyduje się jednak na wyjazd.
Może więc to z nią było coś nie tak? Blondyn wspomniał, że prześladuje go pech, ale kto wie, czy to nie Mad przynosiła tego pecha innym? Wszyscy, których znała ginęli lub się od niej odwracali. Coś takiego nie może przejść nie pozostawiwszy śladu na wrażliwej, bądź co bądź, psychice łowczyni. Stąd też i jej od czasu do czasu przychodziły do głowy myśli podobne do tych, które krążyły po głowie Isao - czy nie lepiej byłoby usunąć się wszystkim z drogi, wyjechać, zacząć gdzieś od początku? Na całe szczęście, racjonalny umysł Mad szybko odrzucał podobne teorie uznając je za irracjonalne. Jedynie w sercu tliła się wciąż ta myśl, a może jednak...?
Powróciła do rzeczywistości, skupiając się na tym, co chłopak odpowiedział na jej słowa. Dobrze, niech próbuje chociaż porozumieć się z przyjacielem. Maddie była pewna, że przy odrobinie dobrej woli z obu stron, ich relację da się jeszcze naprawić. Gdyby sama dostała podobną szansę, nie zaprzepaściłaby jej, starając się z całych sił odnowić dawne przyjaźnie, za którymi tak bardzo czasami tęskniła. Niestety, w przypadku ludzi (zwłaszcza takich, którzy przez siedem lat byli dosłownie wyłączeni z realności) ta sprawa nie wyglądała tak prosto. Najwyraźniej złotooka musi się po prostu postarać o nawiązywanie nowych znajomości, starając się nie rozpamiętywać wciąż tych, do których nie było już powrotu.
Przez chwilę rzeczywiście rozpatrywała zapytanie Isao o to, co poszło nie tak między nim i Kyubim, ale ostatecznie z tego zrezygnowała. Mieli jeszcze dużo czasu, poza tym wolała nie przywoływać nieprzyjemnych wspomnień, skupiając się raczej na pozytywnych tematach. Niestety, po siedmiu latach bez kontaktu, nie było to takie łatwe, co udowodniły słowa muzyka nawiązujące do planowanej przeprowadzki. I chociaż Madeline miała wyrzuty sumienia - szczególnie po tym, gdy chłopak wspomniał, iż niektórym ludziom powinien zejść z oczu, może miał w mieście jakichś wrogów? - postanowiła go zatrzymać. Nie wyobrażała sobie w tej chwili, co zrobiłaby po jego wyjeździe. Chyba całkowicie by się załamała. W mieście nie będzie już nikogo dla niej znajomego, prócz oczywiście Marcusa, ale ten ma teraz własne życie, dzieci, a może w przyszłości także i kobietę. Nie mogła cały czas siedzieć mu na głowie. Był jeszcze Azel, ale choć Mad kochała kuzyna, nie wyobrażała sobie spędzania z nim całych dni. Potrzebowała towarzystwa rówieśników, spotkań, randek. Nie była wszakże pewna, czy po wyprowadzce Isao, jej jedynego pomostu z przeszłością, będzie jeszcze miała siłę, by zaczynać wszystko od początku.
Dlatego, nie zastanawiając się dłużej, poprosiła chłopaka by został. Trochę obawiała się jego reakcji, bała się sztucznych zapewnień, że oczywiście, zostanie skoro Maddie tylko tego chce, ale tak naprawdę nie będzie mu to na rękę. Przez chwilę miała wręcz wrażenie, że Isao nie chciał być zatrzymany. Że jedynie informował Mad o swoich dawno postanowionych planach, których nie zamierzał teraz zmienić. Ale spróbować musiała, inaczej, po wyprowadzce przyjaciela, wyrzuty sumienia i poczucie, że mogła coś zrobić, dręczyłyby ją przez długie miesiące.
Z bojącym sercem przyglądała się chłopakowi, a w chwili, gdy zdecydowała się puścić jego rękę, on złączył ich palce w uścisku. Wywołało to u Maddie lekki, ale bardzo przyjemny dreszcz podekscytowania, ten gest odebrała bowiem za zapewnienie, iż blondyn nie zamierza ostatecznie wynosić się z miasta. Potwierdziły to zaraz jego słowa. Uśmiechnęła się mimowolnie, gdy przyłożył wargi do jej skóry.
- Więc po prostu nie wyjeżdżaj przez jakiś czas - poprosiła raz jeszcze, zaciskając palce na chłodnej dłoni wampira. Na chwilę zawiesiła wzrok na ledwo widocznej już dzisiaj bliźnie, przecinającej czoło chłopaka w miejscu, gdzie wczoraj prawdopodobnie ktoś go uderzył. Przygryzła wargę. Wprawdzie nie chciała poruszać przykrych tematów, ale wolała wiedzieć, co się wtedy stało. Szczerze wątpiła, by Isao naraził się komukolwiek, ale nie wyobrażała sobie także, by wampiry ot tak zaatakowały jednego ze swoich.
- Kto ci to zrobił? - spytała cicho, ale napięcie w jej głosie jasno wskazywało na to, o co dziewczynie chodzi. Wciąż nie wyrywała dłoni z uścisku blondyna. Czuła się z tym, o dziwo, bardzo swobodnie, i zwyczajnie nie miała ochoty go puszczać.
Powrót do góry Go down
Isao
Nauczyciel
Nauczyciel
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t321-isao-takei#363
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 660


PisanieTemat: Re: Ryneczek   Sob Lis 03, 2012 2:54 am

Niestety, z dawnymi przyjaciółmi Madeline mogła rzeczywiście mieć problem. Jeśli były to wampiry, kłopot był już mniejszy, bowiem krwiopijcy z reguły inaczej postrzegali czas. To co dla ludzi trwało siedem długich lat, w ich mniemaniu często było tylko chwilką, która minęła nim się obejrzeli. Oczywiście jeżeli nie mieli powodów do rozpamiętywania czasu i trzymania się go uparcie. Jeżeli nie było niczego, co powodowało, że dni dłużyły im się niemiłosiernie a czas zdawał się najgorszym wrogiem. Tak właśnie odczuwał Isao te minione siedem lat. Był to dla niego okres niezwykle trudny, dłużący się, nieznośny wręcz. Dobrze jednak, że to co złe z reguły przeminęło i miał chociaż szansę na naprawę wszystkiego, na odzyskanie dawnego, szczęśliwego życia kiedy dni mijały beztrosko, spędzane radośnie. Madeline miała mu w tym pomóc lub to utrudnić i żadne z nich nie wiedziało jak ta cała sprawa się potoczy. Oboje mieli swoje nadzieje, swoje oczekiwania względem drugiej osoby, swoje małe pragnienia. Oboje jednak mieli także swoje plany i decyzje, które musieli rozważyć oraz podjąć. I głównie te decyzje mogły zaważyć na losie tej dwójki. Tak jak decyzja Isao odnośnie wyprowadzki...
Jeżeli pogodziłby się z Kyubim, miałby kolejny powód aby zostać w tym mieście. W ten sposób nie tylko odzyskałby przyjaciela, na którym rzeczywiście mu zależało, ale także spróbowałby go nakłonić do reaktywowania zespołu. Było to dla niego niezwykle ważne. W głowie już wcześniej układał wiele planów, wiele scenariuszy rozmowy. Z Kyu jednak nigdy nie wiedział jak się wszystko może potoczyć. Znał jego zamknięty na innych, nieco złośliwy i nerwowy charakter. Nieraz nie umiał go w żaden sposób przejrzeć, nijak domyślić się co ten zrobi. Był to wampir nieprzewidywalny, zdolny chyba do wszystkiego. Ach te latające wazony, to siadanie na Spadesie w śniegu! Powrót do tych czasów albo chociaż próba odtworzenia tych radosnych chwil była dla Takei'a ważna i zamierzał o to walczyć. Zwłaszcza, że czuł wsparcie Mad, która namawiała go do tego aby chociaż spróbował. Kłótnia, która spowodowała rozpad zespołu nie była aż tak poważna. Na pierwszy rzut oka była to zwykła sprzeczka, jednak duma Kyubiego i zrezygnowanie Isao nie pozwoliło im na pogodzenie się. Ot kłótnia przyjaciół wywołana wcześniejszymi wydarzeniami, które nadszarpnęły nerwy ich obojga. Po prostu byli już zmęczeni psychicznie i tak to wyszło. Ot cała historyjka.
Kiedy powiedział Madeline o zamiarze wyprowadzki, tak na prawdę nie spodziewał się, że zechce go zatrzymywać. Chociaż z całego serca pragnął aby poprosiła go by został tutaj, nie wierzył w to, że tak na prawdę to zrobi. Przez jakiś czas myślał, że jest jej obojętny, że przez wzgląd na tak długą przerwę w ich znajomości wydawało mu się to tylko bardziej prawdopodobne. To co, że dla Mad czas i wspomnienia zatrzymały się w pewnym momencie z przeszłości. Uczucia nie mogły się tak zatrzymać i choć on kochał ją przez te wszystkie lata, nie łudził się, że ona nadal kocha jego. Wszak jej słowa, postawa i zachowanie dawały mu wyraźnie do zrozumienia, że stał się dla niej jedynie przyjacielem. Chociaż może to i lepiej? Może tak właśnie powinno być? Ale przerywając te wywody...
Był przyjemnie zaskoczony kiedy jednak postanowiła go zatrzymywać. Zapomniał o wszystkich swoich poprzednich myślach, o wszelkich wahaniach, niezdecydowaniu. W jednym momencie poczuł się tak cholernie szczęśliwy... I to przez kilka słów, które wyleciały z ust Mad. Tak niewiele było trzeba aby go uszczęśliwić. Wszystko co dalej się stało, robił pod wpływem emocji, radości. Splótł razem ich dłonie, odczuwając cały czas jak jego serce bije w przyspieszonym rytmie, wypowiadając kilka słów, które mogły zdradzić wszystko co drzemało w jego sercu. Może jednak lepiej, że Maddie nie zorientowała się o co mu tak na prawdę chodziło. Nie była to dobra pora na to aby dziewczyna domyślała się uczuć, jakimi blondyn ją darzył. Potrzeba było na to trochę więcej czasu.
- Zostanę. - powiedział cicho i uśmiechnął się patrząc prosto w jej oczy. Bez żadnych obaw pozwolił dotknąć swojego czoła, czując jak delikatnie przejeżdża palcem po jego bliźnie. Przymknął wtedy oczy, odczuwając przyjemność ciepła jej skóry. Tak delikatna, ciepła... Zdziwił się jednak nieco, kiedy nagle przygryzła wargę robiąc nieco zmartwioną minę. Uśmiechnął sie jednak lekko, kiedy usłyszał jej pytanie. A więc to ją gnębiło. Kochana, słodka Mad. Martwiła się o niego, o jego zdrowie i bezpieczeństwo. Ścisnął jej dłoń nieco mocniej. - Właściwie to nawet nie wiem. Po prostu wracałem do mieszkania, kiedy nagle mnie zaatakowano. Na wstępie pozbawiono mnie wzroku i węchu więc nie miałem szans rozpoznać kto to zrobił, ale pewne jest, że miałem do czynienia z wampirami. Być może wiem nawet kto jest sprawcą, mam pewne przypuszczenia ale żadnej pewności. - puścił jej dłoń i spojrzał gdzieś w bok. Westchnął cicho. - Wiesz... wśród wampirzej społeczności jestem często postrzegany jako nienormalny lub jako zdrajca, bo wolę ludzi od krwiopijców.
Dopiero wtedy spojrzał na Maddie i uśmiechnął się do niej lekko. Uniósł dłoń i pogłaskał ją po głowie, chcąc ją nieco uspokoić i skłonić do tego aby się nie martwiła. Nie chciał widzieć jej zatroskanej twarzy.
- Nie martw się o mnie. Powiedz mi lepiej co Ty robiłaś o tej porze w takim miejscu? Było już przecież późno w nocy.
Tak, ta sprawa wydała mu się o wiele ważniejsza od problemu Isao. Mogła przecież natrafić na jakiegoś psychopatę, gwałciciela, mordercę albo osobę po prostu niebezpieczną. Natrafienie na niego było poniekąd szczęściem w nieszczęściu, bowiem zawsze mogło się to potoczyć zupełnie inaczej, o wiele gorzej. Westchnął i pokręcił głową z dezaprobatą. Była taka lekkomyślna wystawiając się w ten sposób na niebezpieczeństwo. Po chwili zaś wstał, pogrzebał sobie w kieszeni i wyjął paczkę papierosów. No tak... Głód nikotynowy przypomniał o sobie i wzywał go teraz. Wszak nie palił już drugi dzień! Jak on to w ogóle wytrzymał?
- Przepraszam Cię na chwilkę. - Odszedł parę kroków od Madeline, nie chcąc aby wąchała dym papierosowy. Wybrał oczywiście szlugi o smaku wiśniowym, gdyż na takie miał ostatnio najczęstszą ochotę. Włożył peta do ust, podpalił i schował wszystko do kieszeni. Patrząc przed siebie palił nieco szybszym tempem niż zwykle, zaś wokół niego rozniósł się zapach wiśni mieszanej z zapachem dymu i tytoniu. Cóż... mimo wszystko była to woń znacznie przyjemniejsza od zapachu zwykłych fajek.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Ryneczek   Nie Lis 04, 2012 6:54 pm

Wybacz, jeśli będzie krótki, ale jestem chora i... no, mam taryfę ulgową! D:

Nic zatem dziwnego, iż Maddie zależało na tym, by Isao pozostał w mieście. W przeciwieństwie do chłopaka, ona nie chciała uciekać przed własną przeszłością, nie chciała o niej zapominać. Ona poniekąd nadal w niej żyła. I bardzo potrzebowała swego rodzaju dowodu, że nie wszystko się zmieniło. Marcus miał teraz rodzinę, ale Isao... on wydawał się wciąż taki sam. Może był trochę poważniejszy, ale przecież wielokrotnie już podczas ich krótkiego spotkania na twarzy wampira zagościł jego zwyczajowy, radosny uśmiech. Fizycznie z kolei pozostał niezmieniony - dokładnie jak Madeline. Gdyby teraz wyjechał, łowczyni naprawdę miałaby poczucie, że wszystko zaczyna od początku. To tak jakby wprowadziła się do całkowicie obcego miejsca, gdzie nie zna nikogo. Blondwłosy wampir był nie tylko osobą bliską jej sercu, ale także znajomą, toteż niemal rozpaczliwie pragnęła utrzymać ich przyjaźń.
Tak, przyjaźń. W tej chwili nie myślała jeszcze o niczym więcej. Nie była do końca pewna uczuć wampira w tej sprawie, a jej własne były tak zagmatwane, że wcale ich nie rozumiała. Ale gdyby tylko chłopak został w mieście, mieliby czas, racja? Oboje wszystko by sobie przemyśleli, i kto wie, czy wówczas Mad nie doszłaby do oczywistego wniosku - mianowicie, że nadal tali się w jej sercu zapomniana, acz realna miłość do Isao. Cóż, wszystko jednak w swoim czasie.
Zaskoczenie, ale i swego rodzaju zadowolenie odmalowały się na twarzy wampira w chwili, gdy Mad poprosiła go o pozostanie w mieście. Poczuła ulgę. Naprawdę nie chciała go do niczego zmuszać, pragnęła wszak by został z własnej woli. Być może, jeśli zaczną się spotykać, a chłopak odnowi także znajomość z Kyubim, przestanie wracać myślami do planowanej przeprowadzki i wreszcie całkowicie porzuci ten pomysł. Oczywiście i Mad wielokrotnie myślała o przeniesieniu się do innego miasta. Teoretycznie była pełnoletnia (wedle praw kraju, którego nada była obywatelką), ale dokąd właściwie miałaby pójść? Owszem, tu gdzie mieszkała było niebezpiecznie, krwiopijcy stawali się coraz bardziej aroganccy i coraz trudniej było nad nimi zapanować. Madeline miała jednak wrażenie, że wszędzie było podobnie, tylko nie sposób tego stwierdzić, dopóki w danym miejscu nie pobędzie się przez pewien czas. Z zewnątrz ich mieścina wyglądała pewnie jak każda inna, spokojne, bezpieczne dzielnice, a że czasem zdarzy się jakieś przestępstwo? Nic niezwykłego, wszędzie tak jest.
Obdarowała muzyka charakterystycznym dla siebie ciepłym uśmiechem, gdy ten zdecydował, że pozostanie. Ot, poczuła się szczęśliwa i zdecydowanie chciała, by uczucie to trwało jak najdłużej. Najwyraźniej i jej wiele nie było trzeba - obecność Isao wystarczała na tę chwilę w zupełności.
Wprawdzie dziewczyna nie dotykała już czoła przyjaciela, jedynie uważnie się mu przyjrzała, niemniej i tak zainteresowało ją, kto mu to zrobił. Naturalnie, że się o niego bała. A co jeśli to się powtórzy? Wtedy jasnowłosą już chyba zawsze będą dręczyły wyrzuty sumienia, w końcu gdyby nie ona, Isao byłby daleko stąd. Z niepokojem słuchała jego słów i na moment uśmiech całkowicie zniknął z jej twarzy, nadając blademu obliczu Maddie poważny wyraz. Przełknęła ślinę, czując nagły ucisk na gardle. Nazwali go zdrajcą? Był zdrajcą własnej rasy tylko dlatego, że sprzeciwiał się krzywdzeniu ludzi? To chore! Do czego świat zmierzał... Jeśli z czasem poglądy większości wampirów zostaną tak wypaczone, ludzie znajdą się w ogromnym niebezpieczeństwie.
- Uważaj na siebie- powiedziała tylko z ogromną troską w głosie, nic jednak więcej nie dodała. Wszak co mogła rzec w takiej sytuacji? Najwyraźniej Isao musiał starać się unikać kłopotów. Znając go, nie zacznie się ukrywać ze swym światopoglądem, może jednak powinien być bardziej ostrożny w tym, komu się z niego zwierza.
- Och, ja po prostu spacerowałam. - Machnęła lekceważąco ręką. - Nie chciałam wracać do domu zanim chociaż nie przejdę się po rynku. Poza tym, wokół wciąż kręciło się sporo ludzi - dopowiedziała po namyśle, jakby ten fakt całkowicie usprawiedliwiał jej mało odpowiedzialne zachowanie.
Skinęła głową, zastanawiając się, co Isao ma zamiar zrobić. Zmarszczyła brwi, po czym ze zgrozą spojrzała na wyciąganą przez niego paczkę papierosów. To... to... Aż jej słów brakło! Już nawet nie chodziło o fakt, jakie to ohydne, albo niezdrowe - jako wampirowi nie groził mu przecież chociażby rak płuc. Ale nie trzeba być geniuszem, żeby wiedzieć, jak fatalnie palenie papierosów wpływa na proces gojenia się ran. Zwłaszcza tak poważnych, jak u Iska!
Jęknęła na głos, po czym wstała i stanęła przed wampirem. Sięgnęła po szluga (niestety blondyn zdążył już trochę wypalić, ale zawsze coś), bezceremonialnie wyjęła mu go z ręki i przydeptała bezlitośnie obcasem buta. Następnie spojrzała na chłopaka na poły z dezaprobatą, na poły z bezsilnością.
- Ty musisz zacząć o siebie dbać! - wytknęła mu. - Jeśli nadal będziesz się tak nieodpowiedzialnie zachowywał, te rany nigdy się nie zagoją. - Pokręciła głową, a jej niezadowolone spojrzenie wyrażało więcej niż tysiąc słów. Nie, Isek zdecydowanie nie był wymarzonym typem pacjenta.
Powrót do góry Go down
Isao
Nauczyciel
Nauczyciel
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t321-isao-takei#363
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 660


PisanieTemat: Re: Ryneczek   Pon Lis 05, 2012 9:51 pm

Dla Isao nie był ważny powód, dla którego Mad próbowała go zatrzymywać. Nie zamierzał dociekać skąd się to wzięło, nie chciał jej o nic pytać. Był szczęśliwy. Jedno słowo, jedno ,,zostań" sprawiło, że jego serce zaczęło szybciej bić zaś w oczach pojawiły się iskierki radości. Jakże łatwo było sprawić mu radość... Mad nie zdawała sobie sprawy z tego, że miała go owiniętego wokół palca. Zresztą... on także o tym nie wiedział, nie zorientował się jeszcze. Prawdą jednak było, że wystarczyło słowo, jedno krótkie słowo, a Isao wskoczyłby za Madeline w ogień. Zrobiłby dla niej wszystko, dosłownie wszystko. Wystarczyła tylko jedna prośba. Oczywiście, bywały także momenty kiedy przeciwstawiał jej się. Zawsze jednak robił to dla jej dobra i nie było to nigdy nic poważnego. Ot krótkie chwile buntu i nie zgadzania się, gdy chciał zapłacić za taksówkę, odprowadzić ją, kupić jej coś lub gdzieś zaprosić. Ot, malutkie sprawy nie warte roztrząsania. Teraz jednak starczyło tylko jedno jej słowo, aby ostatecznie wyrzucił ze swojej głowy pomysł wyprowadzki. Dopiero w tej chwili także zdał sobie sprawę z tego, jakże idiotyczne byłoby to zagranie. W ten sposób nie uszczęśliwiłby nikogo, a wręcz przeciwnie - ani on, ani Madeline nie byliby zadowoleni. Teraz też dotarło do niego, że skoro Mad go zatrzymywała, oznaczało to, że musiało jej na nim choć trochę zależeć. Inaczej nie trzymałaby go tutaj, nie miałaby powodu. To starczyło aby podjął kolejną decyzję. Zamierzał o nią walczyć. Wszak teraz miał mnóstwo czasu na zrobienie tego, czego nie mógłby zrobić gdyby się wyniósł. Spotkania z Madeline, obsypywanie ją komplementami i prezentami, wywoływanie uśmiechu na jej twarzy, uszczęśliwianie jej. Teraz także miał masę czasu aby starać się o jej względy, na nowo tworzyć lub podsycać iskierkę uczucia, które żywiła do niego te kilka lat temu. Ale czy nadal miał szansę? Czy ta historia mogła się powtórzyć i zostać poprowadzona w inny sposób? Tego nie wiedział ani on, ani nikt inny. Dopiero czas miał pokazać jak potoczą się ich relacje.
Mogła na niego liczyć. Pomógłby jej w każdej sprawie, jeśli tylko by go o to poprosiła a on byłby w stanie spełnić jej prośbę. Mad nie musiała już obawiać się tego, że całkowicie straci przeszłość, która po części była jej teraźniejszością. To skomplikowane. Isao nie zmienił się jakoś bardzo. Prawda, przez te parę lat zachowywał się jak cień własnego siebie, jednak teraz właśnie Maddie przywracała dawnego Iska. Nie musiała się więc bać tego, że zostanie sama, że będzie musiała zawierać nowe znajomości i w jej życiu nie pozostanie nikt, kto będzie choć trochę związany z jej przeszłością. Takei będzie przy niej, będzie przy niej cały czas, jeśli tylko zechce. Chyba, że powie mu aby odszedł lub zdarzy się coś, co da mu wyraźnie do zrozumienia, że powinien się oddalić. W końcu nikt nie wie co i kiedy zrodzi się w jego szalonej łepetynie pełnej głupich pomysłów i nieprzewidywalnego zachowania.
Jej uśmiech wywoływał fale ciepła rozchodzące sie po jego ciele. Kochał go, choć nie mógł powiedzieć tego na głos. Nie teraz. W ciszy tylko rozkoszował się nim, spojrzeniem złotych oczu Madeline, jej dotykiem. Właśnie... Dotykała palcami jego blizny i choć było to uczucie przyjemne, wiedział, że zwiastuje coś niekoniecznie przyjemnego. Trafił w dziesiątkę. Nie chciał mówić Mad o tym, co się działo, zwyczajnie nie chcąc jej martwić. Nie zamierzał jednak również jej okłamywać lub zatajać faktów, kiedy oczekiwała szczerej odpowiedzi. Wyjaśnił jej więc jak sytuacja wyglądała. Isao coraz częściej był nazywany zdrajcą własnej rasy tylko dlatego, że nie zachowywał się jak "prawdziwy wampir". Nie traktował ludzi jako chodzącego pożywienia lub zabawek, a wolał być z nimi w dobrych stosunkach, zawierać nowe znajomości, przyjaźnie. Jakże mógł pomiatać rasą ludzką skoro dziewczyna, którą kochał była właśnie człowiekiem? Jedyną rasą jaką na prawdę pomiatał była właśnie rasa wampirów. Brzydził się nimi. W większości bowiem były to tylko zwykłe bestie, o czym sam nieraz się przekonywał na własnej skórze.
- Dobrze, będę uważać. - obiecał. Następnie zaś wysłuchał jej słów, wzdychając głośno ze zrezygnowaniem. Oboje byli tacy sami... Nieodpowiedzialnie wystawiali sie na ciągłe ryzyko. Robili to całkowicie świadomie, choć próbowali przekonać siebie samych i wszystkich dookoła, że wcale tak nie było. Była to kolejna cecha ich łącząca. Ograniczył się więc do westchnięcia i pokręcenia głową z dezaprobatą. Dopiero wtedy spojrzał w jej złote oczy z realnym zmartwieniem. Chciał aby była bezpieczna. - Uważaj bardziej na siebie. Takie spacery są niebezpieczne, dobrze o tym wiesz
Wtedy zaś w szarookim odezwał się głód nikotynowy. Głód tak silny, że porównywalny do typowo wampirzego głodu, który również w tej chwili odczuwał, ale który dawno już nauczył się ignorować. Nie sądził, że mógł to być jakiś problem. Obawiał się jedynie tego, że Mad nie tolerowała dymu papierosowego, więc odszedł tę parę kroków. Jakże przyjemnym było znów poczuć ten wiśniowy zapach wokół siebie i wdychaną nikotynę. Aż przymknął oczy z przyjemności a wtedy nagle papieros został mu zabrany. Z początku nie rozumiejąc co tak właściwie się stało spojrzał zdziwiony na Maddie. Dopiero po chwili dotarło do niego wszystko. Z prawdziwą paniką spojrzał na przydeptanego szluga. Wszak to było marnotrawstwo!
- Mój papieros! - jęknął płaczliwie, wyciągając ręce w stronę zdeptanego peta, jakby chciał go jeszcze uratować. Spojrzał na Madeline z miną zbitego psa. Nawet jego oczy stały się zaszklone, jakby zaraz miał się rozpłakać. - Jak mogłaś... Co on Ci biedny zrobił?!
Westchnął ze zrezygnowaniem i wysłuchał ochrzanu od blondynki. Nie miał pojęcia, że palenie mogło mu jakkolwiek zaszkodzić. Gdyby był tego świadom, nie robiłby tego, a przynajmniej nie przy Mad. Nie chciał przecież marnować jej pracy, a przynajmniej aby to widziała, gdyż nie był pewien czy jeśli tylko dziewczyna zniknie z jego pola widzenia, będzie umiał powstrzymać się od zapalenia. Uzależnienie to uzależnienie. Nie przeszkadzało mu wiec nie zamierzał się go pozbywać.
- Nie wiedziałem, że to ma jakieś znaczenie. Przepraszam. - przeprosił grzecznie. Cóż, przy Maddie na razie nie będzie palił, ale jak to będzie później... Cóż, zobaczy się.
Wrócili więc razem na fontannie, gdzie ponownie usiedli. Zaczęli rozmawiać, opowiadać sobie wiele rzeczy, wygłupiać się. Musieli nadrobić stracony czas, na nowo odbudować relacje, więź ich łączącą. Zwłaszcza, że obojgu im tak dobrze spędzało sie czas w swoim towarzystwie. Każde jednak miało swoje życie, swoje sprawy. W pewnym momencie więc musieli się pożegnać, odejść we własną stronę. Jeśli Madeline postanowiła wrócić taksówką, Isao oczywiście za nią zapłacił, nawet jeśli Mad protestowała. Jego męska duma ucierpiałaby gdyby tego nie zrobił. Gdy zaś złotooka zniknęła już z pola jego widzenia, on udał się do apartamentowca. Nie wiele miał do roboty ze złamaną ręką. Prawdopodobnie więc będzie się po prostu lenił przez cały dzień.

z/t x2
Powrót do góry Go down
Isao
Nauczyciel
Nauczyciel
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t321-isao-takei#363
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 660


PisanieTemat: Re: Ryneczek   Nie Lis 25, 2012 11:23 pm

Isao spieszył na to spotkanie z wyraźną radością ale również i zdenerwowaniem. Nie rozumiał czemu wywoływała je myśl o tym, że miał się spotkać z Madeline. Swego rodzaju trema i obawa powodowały nieprzyjemne uczucie w jego żołądku a także przyspieszały bicie jego serca. On jednak uparcie je ignorował, przygotowując się starannie. Wszak to nie miało być zwykłe spotkanie starych przyjaciół. Nie dla niego. Przed wyjściem wykąpał się, uczesał starannie, nawet pokropił odrobinę nie za mocną wodą kolońską. Nie założył zwykłego T-shirtu i podartych spodni. Tym razem włożył na siebie ciemno-szarą koszulę oraz czarne spodnie zwane rurkami. Na jego nogach zawitały glany, wcześniej wyczyszczone i wypastowane, natomiast na wierzch zarzucił płaszcz. Wziął ze sobą wszystkie potrzebne mu rzeczy i wyszedł z mieszkania, spiesząc się aby zdążyć na czas.
Nim jednak udał się bezpośrednio w umówione miejsce spotkania, wstąpił do kwiaciarni, gdzie stał przez dłuższy czas. Gdyby nie fakt, iż nie wiedział jakie kwiaty lubiła Maddie, zapewne zajęłoby tu dużo mniej czasu. Tymczasem biedny blondyn stał i nie umiejąc się zdecydować, sprawiał problem starej kwiaciarce, która tylko śmiała się z jego zakłopotanej miny i niezdecydowania. W końcu, po wielu namysłach, wahaniach i ogólnej panice (co tylko bawiło starą kwiaciarkę, która miała okazje wyrwać się od rutyny), szarooki wyszedł stamtąd ze zwykłą, czerwoną różą. Kobieta mówiła mu, że róże są kwiatami, które lubiła znaczna większość dziewczyn. Zwiększało się więc prawdopodobieństwo na to, że i złotookiej będzie podobał się kwiat dla niej. Gdyby wybrał coś innego, nie miałby już takiej pewności, że dokonał trafnego wyboru. Tymczasem i tak targały nim wątpliwości. Choć teraz było już na nie za późno.
Do fontanny zbliżał się z niejaką obawą. Gdy jednak dostrzegł, że Maddie jeszcze nie ma, odetchnął z ulgą. Usiadł na murku i wsłuchiwał się w szum wody, rozmyślając jednocześnie. Odruchowo rozpiął także płaszcz, zawieszając się na chwilkę. Różę jednak ułożył w taki sposób, że początkowo młoda łowczyni nie powinna jej dostrzec. O to też mu chodziło, o swego rodzaju element zaskoczenia. Wszak chciał jej sprawić radość, ale jednocześnie przeprosić ją za swoje wcześniejsze bezmyślne zachowanie, które tylko sprawiło jej przykrość i rozzłościło ją. No tak... po raz kolejny chciał ją przepraszać. On chyba jednak nie umiał inaczej i Maddie po prostu musiała się do tego przyzwyczaić lub wbijać mu to twardo do głowy, aż jej starania przyniosłyby jakiś skutek ~

_________________
. . . .
♫ Isao ♫

P i o s e n k i . . z e s p o ł u
1. 2. 3.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Ryneczek   Pon Lis 26, 2012 3:52 pm

Po krótkiej rozmowie telefonicznej z Isao, Maddie, która spędziła cały dzień w Oświacie Łowieckiej, poczuła ulgę na myśl o spotkaniu z przyjacielem. Gdyby nie to, z pewnością siedziałaby nad książkami do późnych godzin nocnych, bo zwykle właśnie to jej wystarczało, by dzień uznała za udany. Tymczasem jednak, podjęła sobie postanowienie, że oto odbuduje swoje życie towarzyskie, przynajmniej do takiego poziomu, na jakim było przed jej tajemniczym zniknięciem. Wcześniej nie miała na to ochoty, będąc nieco zniechęcona faktem, iż wszyscy, których znała, powyjeżdżali, lub Bóg wie co jeszcze. Mówi się trudno i żyje dalej. Zwłaszcza powinna porozmawiać z Marcusem o swoim powrocie do Akademii, a zapewne także i do akademika. Nie zamierzała rezygnować z pokoju w Oświacie, to był jej dom, ale uczniowie mieli obowiązek przebywania na terenie szkoły. A to zawsze jakaś możliwość, by poznać nowych ludzi.
Wracając jednak do spotkania z Isao, Madeline ubrała się, rozczesała swoje długie, złociste włosy, założyła płaszczyk i wyszła, zamykając pokój. Taksówką dojechała do centrum, bo chociaż wbrew temu co sądził Marcus miała prawo jazdy (zrobiła je jeszcze w Stanach, mają szesnaście lat), nigdy się do końca nie przekonała do kupna własnego samochodu i pewnie niewiele pamiętała, nawet gdyby teraz ktoś posadził ją za kierownicą. A może powinna poprosić Isao o kilka lekcji? Praktyka nie zaszkodzi, a to jednak dość przydatna umiejętność.
Znajomą ulicą skierowała się na rynek, niemal nie myśląc dokąd idzie. Ot, w przeciągu kilku ostatnich lat tak często tu bywała, że drogę znała na pamięć. Idąc dość żwawym krokiem wymieniła kilka smsów ze znajomym, którego poznała już jakiś czas temu, niedługo po swoim powrocie, po czym schowała telefon do torebki, a dłonie włożyła do kieszeni płaszcza.
Na miejscu zjawiła się nawet kilka minut przed czasem, zatem nie spodziewała się, iż blondyn będzie już na nią czekał. Gdy dojrzała z oddali jego jasną czuprynę i jakby nieobecne spojrzenie, odruchowo zaniepokoiła się, czy aby nie jest spóźniona. Przyspieszyła kroku, by już po chwili stanąć przed wampirem. Zamachała mu dłonią przed twarzą, jeśli samo jej przybycie nie wyrwało go z zamyślenia.
- Nie śpij bo cię ukradną - odezwała się na powitanie, posyłając mu ciepły uśmiech. Miło było się wreszcie spotkać zupełnie normalnie, bez żadnych wzajemnych oskarżeń, niedomówień, bez ratowania czyjegoś życia, czy leczenia kaca. A czego, jak czego, ale akurat normalności Maddie nigdy nie było za wiele.
- Nie czekasz długo? - zagadnęła jeszcze, rozglądając się po rynku. Jak zawsze kręciło się tu sporo ludzi, choć średnia pogoda pewnie wielu stałych bywalców zatrzymała w domach. Zastanowiło ją, co będą robili, dokąd Isao planuje się udać. Ostatecznie, nie miałaby przecież nic przeciwko, gdyby jedynie krążyli wokół placu, jak za starych, dobrych czasów.
Powrót do góry Go down
Isao
Nauczyciel
Nauczyciel
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t321-isao-takei#363
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 660


PisanieTemat: Re: Ryneczek   Pon Lis 26, 2012 4:06 pm

Isao natomiast nie miał żadnych planów na caluteńki dzień. Gdyby nie fakt, iż w końcu zdecydował się na telefon do Madeline, pewnie spędziłby resztę dnia przed telewizorem lub kręciłby się w samotności po mieście. Wcześniej trochę sobie pobrzdąkał na gitarze, lecz granie ciągle tych samych kawałków nie sprawiało mu radości. Nawet gdyby postanowił napisać cokolwiek nowego, nie miał pewności czy rzeczywiście uda mu się reaktywować zespół, a myśl ta skutecznie odpędzała od niego wenę twórczą. Można więc powiedzieć, że owym spotkaniem piekł dwie pieczenie na jednym ogniu. Miał okazję zobaczyć się z Maddie i spędzić z nią nieco czasu, ale jednocześnie mógł ją przeprosić za swoje poprzednie wybryki.
Nie miał pojęcia co ma myśleć o tym spotkaniu. Jego uczucia względem Madeline popychały go do nazywania tego randką. Nie był jednak pewien tego kim jest dla samej złotookiej, więc wolał nie zapędzać się tak bez jej wiedzy. Mimo to czuł zdenerwowanie zwane tremą. Zadbał o swój schludny wygląd, kupił kwiatka i choć myślał, że będzie spóźniony, zapewne przez nerwy zjawił się nieco wcześniej. A przynajmniej na tyle, że samej łowczyni jeszcze nie było. Cóż więc miał robić? Po prostu usiadł na murku od fontanny i pogrążył się w rozmyślaniach, czekając na przybycie złotookiej. Nawet nie zorientował się, kiedy jego myśli zaczęły krążyć wokół kwiatka, który teraz leżał obok niego i czekał aż zostanie wręczony ukochanej kobiecie tego wampira. Co miał z nim zrobić? Podejść do niej i z kamienną twarzą romantyka wręczyć go jej? Nie, to do niego nie pasowało. A może powinien najpierw pocałować ją w policzek? A może przytulić? Wątpliwości te siały w jego sercu coraz większą obawę, doprowadzając go do wewnętrznej paniki. Gdy tak pomyślał dłużej, zdał sobie sprawę, że jedyną kobietą, która do tej pory otrzymywała od niego kwiaty, była sama matka blondyna - Juri Takei. Z matką natomiast sprawa wyglądała zupełnie inaczej. Co więc miał zrobić? Zaczynał wpadać w panikę.
I właśnie w tym, jakże odpowiednim momencie pojawiła się sama Maddie machając mu ręką przed oczami. Tak się wystraszył, że aż podskoczył w miejscu, czując jak jego serce nagle zaczyna walić niczym szalone. Spojrzał na nią i gwałtownie stanął na baczność, niczym żołnierz postawiony przed swoim dowódcą. Popatrzył na nią chwilę, z dość krzywą miną, jakby zaraz miał wybuchnąć płaczem, śmiechem lub uciec stąd w popłochu. Zamrugał kilkakrotnie, słysząc pytanie.
- Co? A, nie! Znaczy... - zaczął się jąkać, po czym momentalnie schylił się i niemal w tej samej chwili znów stał na baczność wyciągając do niej kwiatka. Jego blada twarz teraz zaczerwieniła się nieco. - P-proszę. - mruknął cicho, zaraz odwracając wzrok. Oj Isao, Isao... Cóż za nieporadne z Ciebie stworzenie!

_________________
. . . .
♫ Isao ♫

P i o s e n k i . . z e s p o ł u
1. 2. 3.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Ryneczek   Pon Lis 26, 2012 4:47 pm

Niestety, w chwili obecnej Madeline nie traktowała spotkania z blondynem w kategoriach randki. To po prostu było dla niej za wcześnie. Jej życie dopiero zaczynało się na nowo układać, wracać na właściwe tory. Choć bez wątpienia ten wampir był dla niej ważny, w jej ostatnich wspomnieniach wciąż byli przecież przyjaciółmi. Jako bystra dziewczyna, Maddie miała swoje podejrzenia, co do natury relacji jej i Isao sprzed wypadku, po którym zniknęła. Ale nigdy nie mówiła nic na ten temat, nie prosiła chłopaka o potwierdzenie tych domysłów. Czuła, że prawda mogłaby ją jedynie skołować, jeśli nie na swój sposób przestraszyć. Zapewne dowiedziawszy się teraz, że niegdyś wyznawała Isao miłość i że ci dwoje stanowili parę, starałaby się ograniczyć z nim kontakty, bo jej własne uczucia były bardzo zagmatwane. Może więc lepiej pozostawić sprawy własnemu biegowi. Niech się młodzi spotykają, skoro Madeline zakochała się raz, pewnie zrobi to z czasem i drugi. Zwłaszcza, że nie muszą się od razu żenić, ani nic równie poważnego. Mad wciąż czuła się jedynie na osiemnaście lat i zakładanie rodziny jeszcze długo nie zaprzątnie jej główki.
Niepomna dylematów, które szargały duszą siedzącego na fontannie blondyna, łowczyni podeszła do niego ze swobodnym przywitaniem na ustach. Zaśmiała się cicho widząc, iż najwyraźniej nieco go wystraszyła. Cóż, zdarza się, znała to zresztą z autopsji. Jakże łatwo było ją zaskoczyć, gdy pogrążała się w rozmyślaniach, tudzież lekturze książki!
Cofnęła się o krok, gdy wampir tak nagle wystrzelił do góry, prężąc się na baczność. Z jednej strony powinna być już przyzwyczajona do takiego zachowania u niego, ale z drugiej - wciąż ją to bawiło. Uniosła lekko brwi i czekała, co też ów blondas znowu wymyślił. Powiodła za nim wzrokiem, gdy się schylał i dopiero w tej chwili dojrzała różę. Poczuła miłe ciepło gdzieś w środku - taki drobny gest, ale właśnie to złotooka uwielbiała. Nie żadne drogie prezenty, tylko właśnie niewielkie, acz klasyczne upominki, które jasno wskazywały na to, iż ktoś o niej myślał.
Chociaż sposób, w jaki kwiat został jej dostarczony był co najmniej komiczny, Madeline wzięła się w garść i starała nie roześmiać. Widać dla chłopaka wiele to znaczyło, najwyraźniej trochę się stresował, nie ma mu zatem co dokładać tym rozbawieniem. Więc chociaż oczy jej się śmiały, na wargach pozostawał jedynie delikatny uśmiech.
- Dziękuję - odrzekła swobodnie, ujmując łodyżkę w dłoń. Następnie stanęła na palcach i wargami musnęła Iskowy zaczerwieniony policzek (zaraz, zaczerwieniony? jakoś wcześniej nie miała pojęcia, że krwiopijcy się w ogóle rumienią!). - Jest śliczna - zapewniła jeszcze towarzysza, mając nadzieję, że doda mu nieco otuchy, zamiast stresować bardziej.
Przez chwilę obracała różę w palcach, a wreszcie podniosła ją do twarzy i zaciągnęła się z przyjemnością słodkim zapachem.
- Więc co dziś robimy? - spytała wreszcie, unosząc znad kwiatu spojrzenie złotych tęczówek.
Powrót do góry Go down
Isao
Nauczyciel
Nauczyciel
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t321-isao-takei#363
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 660


PisanieTemat: Re: Ryneczek   Pon Lis 26, 2012 6:20 pm

Niestety, no właśnie, niestety... Dla Isao było to niezwykle ważne i choć powtarzał sobie, że nie może robić sobie zbyt wielkich nadziei, gdzieś tam, głęboko wewnątrz niego, żyła pewna iskierka, podpowiadająca mu, że wszystko będzie dobrze, że Mad żywi do niego takie samo uczucie jak on do niej. Starał się jednak tłumić tę iskierkę, powtarzając sobie, że niczego nie jest pewnym. Przecież pamięć Maddie zatrzymała się na momencie gdy byli jedynie przyjaciółmi! Skoro nie pamiętała ich związku, tak krótkiego i przerwanego przez wiele tragicznych wydarzeń, czemu miała go teraz kochać? Po tych długich siedmiu latach? Właśnie... Dla niego był to okres niezwykle trudny, dłużący się. Przez te wszystkie lata starał się zapomnieć, nauczyć się żyć bez Madeline i kiedy juz myślał, że mu się to uda, dziewczyna wprost ,,wstała zza grobu". Cieszył się, oczywistym było, iż dziękował wszystkim siłą na niebie i ziemi za to, że Maddie była cała i zdrowa. Teraz jednak, kiedy znów była blisko, kiedy była w zasięgu ręki, znacznie trudniej było mu radzić sobie z tym wszystkim. Do tego stopnia, że w jego głowie zaczęły pojawiać się myśli, iż najchętniej pozbyłby się tego uczucia. Jaką bowiem miał pewność, że zostanie ono odwzajemnione? Żadną, no właśnie. Tymczasem z dnia na dzień czuł się coraz gorzej. Nie lepiej było pozbyć się tego? Być może. Choć były to jedynie natrętne myśli dopadające go w chwilach samotności. Był cholernie słaby psychicznie.
Pogrążył się w rozmyślaniach na temat dość absurdalny, mogłoby się zdawać. Dla niego jednak była to sprawa najwyższej wagi i musiał ją przemyśleć jak najszybciej, nim pojawi się Maddie. Nie zdążył jednak i z owego zawieszenia wyrwał go nie kto inny jak sama złotooka. Wystraszyła go, co było wyraźnie widoczne po jego zachowaniu. Podskoczył zaskoczony w miejscu i spojrzał na nią nieco zdezorientowany, czując jak szybko bije mu serce. Nawet nie zwrócił uwagi na fakt, iż dziewczyna zaczęła śmiać się z jego zachowania. Był zbyt zajęty czymś innym. Cholera, jak miał dać jej tego kwiatka?! Nie zdążył niczego dobrze przemyśleć! Nic więc dziwnego, że zaczął zachowywać się tak gwałtownie, niepewnie i nieporadnie. Nie myślał nawet o tym, że wystrzelając tak nagle, mógł ją po prostu wystraszyć. Miał jej wręczyć kwiatka i właśnie na tym się skupiał. Szkoda, że nie widział swojego zachowania. Zapewne sam tarzałby się właśnie po ziemi ze śmiechu. Trzeba było przyznać, że młoda łowczyni była cholernie dobra w opanowaniu się, skoro nie wybuchnęła śmiechem. A Isao... cóż, on musiał jeszcze podszkolić się w tego typu sprawach. Stał na przeciwko Mad, z wyciągniętą w jej stronę dłonią, w której natomiast trzymał różę. Odwrócił wzrok i patrzył gdzieś w bok, zawstydzony i zaczerwieniony (tak, wampiry mogą się rumienić, wszak w ich żyłach krąży krew). Dopiero słysząc podziękowanie i pochwałę z ust złotookiej, spojrzał na nią nieco niepewnie. Zaraz jednak jego oczy zabłyszczały z zadowolenia, zaś na ustach pojawił się charakterystyczny dla niego szeroki uśmiech.
- Proszę! - powtórzył jeszcze raz z zadowoleniem, po czym odwrócił wzrok i z zakłopotaniem zaczął mierzwić swoje jasne włosy. - Nie wiedziałem jakie kwiaty lubisz więc kwiaciarka poradziła mi różę. Ponoć większość kobiet je lubi. - wyjaśnił jeszcze cicho. Chwilę nie odwracał się w jej stronę i dopiero kiedy zadała pytanie, wzrok szarych tęczówek skierował się na twarz Madeline. Co będą robić?! Mogli robić wszystko! Dla niego problemem nie byłoby gdyby dziewczyna nawet zażyczyła sobie wyjechać do Peru.
- Co tylko zechcesz! Możemy iść na spacer, iśc do mnie, do kawiarni, kina, na zakupy. - odparł, uśmiechając się lekko. Dopiero po chwili splótł ręce za sobą i pouciekał chwilę wzrokiem na różne strony, by zaraz znów zacząć mierzwić swoje włosy z zakłopotaniem i spuścić wzrok.
- Bo wiesz... Ja chciałem jeszcze raz przeprosić za to co się działo ostatnio. I za pierwszą niefajną przygodę i za drugą... - zaczął niepewnie, stukając butem o ziemię. Wiedział, że po raz kolejny ją przepraszał, jednak czuł, że tak właśnie powinien zrobić. Po chwili jednak uniósł wzrok i uśmiechnął się wesoło. - Co nie znaczy, że tylko dlatego chciałem się spotkać. Po prostu chciałem spędzić z Tobą trochę czasu.

_________________
. . . .
♫ Isao ♫

P i o s e n k i . . z e s p o ł u
1. 2. 3.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Ryneczek   Pon Lis 26, 2012 9:31 pm

Rozumiała, a raczej - pewnie zrozumiałaby, jak ciężki jest to dla chłopaka okres, gdyby znała jego uczucia i to, co przeżywał będąc blisko niej. Tak długo żył w przekonaniu, że Mad umarła, ale teraz do jego radości z odzyskania złotookiej dochodził zapewne ból nieodwzajemnionego jeszcze uczucia. Nic dziwnego, że czasem wolałby zapomnieć... Jednak nie ma też sensu podejmować zbyt pochopnych decyzji. Gdyby już w tej chwili Isao zdecydował, że odetnie się od Maddie, zerwie z nią kontakty, może nawet wyjedzie i postara się wymazać ją z pamięci, kto wie, może nawet po pewnym czasie byłby szczęśliwy. Ale też nigdy nie dowiedziałby się, czy tydzień, lub miesiąc później Madeline nie powiedziałaby mu, że go kocha. Nie dając jej szansy na odbudowanie tamtych uczuć, automatycznie odebrałby szansę sobie na życie z nią. Dlatego chyba warto jeszcze chwilę poczekać, zobaczyć, jak rozwinie się sytuacja. Oczywiście, to wyjątkowo ciężkie, nie wiadomo na jak długo wampirowi starczy jeszcze cierpliwości.
Chwilowo Mad nie miała podobnych rozterek. Pierwszy raz od... no, od blisko dziesięciu lat, jeśli liczyć czas jej nie obecności, wszystko w życiu dziewczyny wydawało się stosunkowo proste. Szkoła praca, spotkania z bratem i znajomymi. Wszystko to brzmiało wręcz sielankowo i szczerze powiedziawszy, aż zbyt pięknie, by mogło trwać długo. Wszak z doświadczenia Maddie wiedziała, że wprost przyciąga wszelkiego rodzaju tragedie. Tylko czekać, kiedy w nią, lub jej rodzinę znowu coś uderzy.
No, ale nie martwiła się na zapas, żyjąc chwilą i wykorzystując każdy moment. Ciągle przecież pamiętała, że dostała niejako drugą szansę. Dlatego też zależało jej na spotkaniach z Isao, jak najczęstszych jeśli to możliwe, ale także na tym, by ich znajomość rozwijała się własnym tempem w teraźniejszości.
Faktycznie, pech, że chłopak nie zdążył sobie dokładniej przemyśleć całej akcji z wręczaniem kwiatka. Mad wyraźnie go zaskoczyła, przez to się biedaczyna speszył i podarował jej różę niemal takim gestem, jakim żołnierz mógłby oddawać generałowi raport ze swoich miernych dokonań wojennych. Cóż, już bardziej w jego mieszkaniu, podczas przebudzania go z kaca, czuła się niczym generał. Teraz naprawdę nie było się czym tak strasznie stresować. Przecież znał Mad! Chyba się nie bał, że go wyśmieje, albo wyrzuci kwiatek do kosza? To byłoby niedorzeczne.
Niemniej, udało jej się powstrzymać nawet rozbawiony uśmiech (te miesiące łowieckiego treningu w sztuce nieokazywania emocji nareszcie się na coś przydały~) i ze spokojem godnym pochwały przyjęła wspomnianą wcześniej różę od wampira. Najwyraźniej jej reakcja była całkiem na miejscu, bo blondynek zaraz się rozchmurzył, oczka mu zabłyszczały, a Maddie znowu miała tą ochotę po prostu zagłaskać go na śmierć.
- Bardzo lubię róże - przytaknęła, by czasem i tym się nie martwił, iż mógł nie trafić w jej gusta. Właściwie, podobała się jej większość kwiatów, więc pod tym względem bardzo łatwo było ją zadowolić. Co się dziwić, należała chyba do najmniej wybrednych istot na tym globie.
Chwilę podumała nad tym, dokąd chciałaby się uznać, ale tak naprawdę, dopóki była z Iskiem, wszystko jej jedno. Poza tym, to on zaproponował spotkanie, więc przypuszczała, że jakiś tam plan sobie przygotował.
- Ty zapraszałeś, ty wybierz - zaproponowała wreszcie. Uniosła wzrok, by rozejrzeć się raz jeszcze po rynku, a wtedy Isao zaczął ją... No nie, nie uwierzycie - przepraszać! Madeline przez chwilę tylko wpatrywała się w niego w milczeniu, już nawet nie wiedząc bardzo, jak go uciszyć. Westchnęła cicho, i powstrzymała się od wzniesienia spojrzenia do nieba. Cierpliwie wysłuchała wampira, po czym poklepała go lekko po ramieniu.
- W porządku, zapomnij o tym. Już swoje odpokutowałeś, kiedy do was przyszłam - przypomniała mu, choć chyba niepotrzebnie, bo kto zapomniałby o takiej pobudce... Odgarnęła dłonią złotawe pasma włosów, które wiatr szarpał co jakiś czas i odwzajemniła zaraźliwy - jak zawsze - uśmiech Isao. Na tym, miejmy nadzieję, przeprosiny na dziś zakończone.
Powrót do góry Go down
Isao
Nauczyciel
Nauczyciel
avatar

http://vampireknight.forumpl.net/t321-isao-takei#363
Zarejestrował/a : 22/10/2012
Liczba postów : 660


PisanieTemat: Re: Ryneczek   Pon Lis 26, 2012 10:49 pm

Bolało i to cholernie. Nie na próżno bowiem mówiło się, że uczucie miłości sprawia najwięcej bólu, gdy ma sie ukochaną osobę obok siebie i nie ma się pewności czy ta kiedykolwiek odwzajemni uczucie. Miłość była jednym z najtrudniejszych uczuć, najbardziej bolesnych i zagmatwanych. Isao natomiast od zawsze był słaby psychicznie i ciężko radził sobie w danej sytuacji. Lecz gdyby ktoś spytał go czy łatwiej mu było teraz, czy w czasie, gdy myślał, że Mad nie żyje, nie umiałby odpowiedzieć. Nie, nie zamierzał pozywać się tego uczucia. Był słaby lecz nie aż tak aby to robić. A to przecież mogłoby być takie proste... Wystarczyłoby wyjechać, zerwać wszystkie kontakty z Maddie i zacząć żyć od nowa. Albo jeszcze prościej - mógł w każdej chwili iść do Kyubiego i poprosić go o usunięcie Madeline z pamięci. Wiedział, że jego przyjaciel zrozumiałby to i zgodził się bez wahania. On jednak nie zamierzał uciekać. Nie teraz, kiedy miał w sobie jeszcze odrobinę nadziei i sił o to, aby walczyć. Było bowiem tak jak twierdziła złotooka - gdyby się poddał, nigdy nie dowiedziałby się czy jego miłość byłaby kiedykolwiek odwzajemniona.
Isek też chciał aby Maddie żyła w nieco inny sposób. Ileż razy widział ją smutną, zapłakaną, zagubioną? Zawsze wtedy chciał wyciągnąć do niej rękę, pomóc jej zmienić coś. Gdyby więc Madeline powiedziała mu otwarcie, że chce to zrobić, pomógłby jej. Brałby ją na imprezy, pomagałby jej zdobywać nowe znajomości, wspierałby ją głośno i po cichu. Przecież to jej szczęścia najbardziej pragnął. Chciał oglądać uśmiech na jej twarzy i go wywoływać. Nic nie satysfakcjonowało go bardziej niż to. Gdyby mógł, oddałby jej wszystko, byle tylko ją uszczęśliwić. Zrobiłby też wszystko aby odepchnąć od niej wszelkie zmartwienia i tragedie, które tak często ją spotykały. I choć nie mówił tego głośno i sam karcił siebie za takie myślenie, sądził, że to właśnie rodzina dziewczyny jest wszystkiemu winna. Gdyby nie urodziła się w rodzie łowców lub gdyby dalej żyła nieświadomie u wujka, nie spotkałoby ją tyle nieszczęść...
To nie tak, że Isao bał się, iż Madeline go wyśmieje. Znał ją na tyle, by wiedzieć, że tego nie zrobi. On po prostu chciał wypaść jak najlepiej, lecz nie miał pojęcia jak się za to zabrać. W danej chwili jego trema, odczuwalna przecież już dużo wcześniej, nabrała kolosalnych rozmiarów, skutecznie czyniąc z jego myśli jeden wielki, poplątany kłębek. To dlatego wyszło jak wyszło. Miało być poważnie i romantycznie, jak zwykle zaś wyszło zupełnie inaczej. Nieporadnie, gwałtownie i wręcz komicznie. Doprawdy... Będąc z Takeiem w znajomości, dziewczyna mogła mieć niemal stu procentową pewność, że zachowania takie jak te będą powtarzać się dość często. Ale czyż tak nie było ciekawiej? W takich chwilach aż trudno nie pomyśleć sobie, że ten szarooki wampir bardziej nadawałby się na psa (tudzież szczeniaka) niż męża...
- To dobrze. - zawołał z entuzjazmem, wlepiając w łowczynię wielkie i świecące z zadowolenia oczy. Był zadowolony z siebie, że zdecydował się ostatecznie na różę i wdzięczny kwiaciarce, że pomogła mu dokonać tego wyboru. Wolał jednak mieć pewność aby na przyszły raz nie wahać się już. - A jakie są Twoje ulubione kwiaty? I kolor? - spytał w końcu, wpatrując się w nią z uśmiechem i czekając na odpowiedź. Aż dziwił się sobie, że nie wiedział takich rzeczy. Cóż, trudno. Dowie się i informacje te niejednokrotnie przydadzą mu się w przyszłości.
- No dobrze. - zgodził się, kiedy zdecydowała, że to on ma podjąć decyzję. W rzeczywistości miał już pomysł, plan, który wymyślił w razie takiej właśnie sytuacji. Jego uśmiech więc poszerzył się, oczy znów zabłyszczały. Oj, miał nadzieję, że jego pomysł spodoba się dziewczynie. Wcześniej jednak wolał przeprosić. Po raz kolejny zresztą... Doprawdy, złotooka jeszcze nie raz i nie dwa razy będzie słuchać słów skruchy od tego lekkomyślnego blondyna, to było pewne. Nie dziwił się więc tym westchnięciom i zrezygnowanym spojrzeniom. Drgnął tylko lekko, kiedy poklepała go o ramieniu. Uśmiechnął się nieco krzywo po jej słowach, na wspomnienie tej okrutnej pobudki. Oj, prędko jej tego nie zapomni.
- No tak, tamto to dopiero była pokuta. - mruknął cicho, woląc wyrzucić ze swoich myśli tamten feralny poranek. Na samo wspomnienie bowiem zaczynała go boleć głowa. Skupił więc swoje myśli na tym, że miał ją gdzieś zabrać. W tamtej chwili jego twarz znów się rozjaśniła i pojawił się na niej szeroki uśmiech. Nachylił się lekko w stronę Maddie. - Wolisz taksówką czy moim samochodem?

_________________
. . . .
♫ Isao ♫

P i o s e n k i . . z e s p o ł u
1. 2. 3.


Ostatnio zmieniony przez Isao dnia Wto Lis 27, 2012 5:02 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Ryneczek   Wto Lis 27, 2012 4:51 pm

Oczywiście, nie było szans, by Mad porozmawiała z Isao otwarcie o tym, że chciałaby żyć nieco inaczej, zawierać nowe znajomości i wreszcie odciąć się od wszystkich rodzinnych tragedii. Jej problemy - jej sprawa, taką wszak wyznawała filozofię. Niczego nie nauczyła się przez ostatnie lata i wciąż tłumiła wszystko w środku, wierząc, że sama sobie poradzi. Wróci do szkoły, zacznie się obracać wśród ludzi, wśród rówieśników. Poza tym, to właśnie na ludzkich znajomych jej teraz zależało. Owszem, bardzo chciałaby poznać przyjaciół Isao, członków jego zespołu, i tak dalej, ale potrzebowała też swojego kręgu znajomych, wśród których czułaby się w pewien sposób jak zwyczajna nastolatka, nie łowczyni wampirów pośród krwiopijców.
A czy to jej rodzina ponosiła winę za to, że Maddie nie był w pełni szczęśliwa przez długi czas? Cóż, nie da się ukryć, że wszelkiego rodzaju nieszczęścia ciągle na nich spadały, a to odbijało się na dziewczynie. Ale ona sama sto razy bardziej wolała znosić to wszystko i móc codziennie widywać się z bratem i kontaktować z matką, niż żyć sobie w słodkiej nieświadomości w posiadłości wuja w LA.
Nie przedłużając, Madeline zastanowiła się chwilę, nim odpowiedziała na pytanie wampira. Jak już wspomniała, była mało wybredna, toteż trudno było się jej zdecydować na jeden rodzaj kwiatów. W końcu ucieszyłaby się z każdego!
- Czy ja wiem... może słoneczniki - odparła po krótkim namyśle. - A kolor żółty - zadecydowała wreszcie i uśmiechnęła się ponownie.
Z kolei wybór miejsca, do którego się udadzą, pozostawiła już chłopakowi, jej naprawdę było to obojętne. Zresztą, miała przeczucie, że ten posiada jakiś plan, na wypadek, gdyby Maddie nie zdecydowała. Ot, kobieca intuicja. Wybrała, że pojadą samochodem, zawsze to wygodniej swoim, niż taksówką, więc udali się oboje do garażów apartamentowca, gdzie stało auto wampira. Stamtąd odjechali w jemu tylko znanym kierunku.



zt. oboje
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Ryneczek   Sob Gru 15, 2012 4:10 pm

I tak oto trafił w to miejsce po raz kolejny, lecz tym razem nie przyszedł ma małe zakupy, czy na wycinanie żartów o nie. Tym razem miał poważne problemy, ponieważ po tym włamie na sklep i zdobyciu tego co chciał, miał nie lada problem by zlokalizować fabrykę o którą mu chodizło. Mimo iż miał spore znajomości i niektórzy mieli u niego długi, to nie byli wstanie pomóc zielonowłosemu, co niezmiernie go frustrowało a zarazem sprawiało, iż był nieco zmarkotniały. Miał oto przed nosem szansę na zdobycie przepisu na słodycze, które mogą zapewnić niezły zastrzyk gotówki, a co za tym idzie możliwość otwarcia cukierni będzie większa, bo i asortyment mu wzrośnie. A z resztą dzięki temu przepisowi, będzie mógł tworzyć nowe rodzaje słodyczy, a o to głównie mu chodziło. Zamiast kogoś podrabiać wolał samemu robić coś nowego i wspaniałego, co mogło zaskoczyć i przynieść zysk. Westchnał tylko cicho i schował nieużywany od dłuższej chwili telefon, bo skoro nie miał żadnych śladów to dzwonienie w tej sprawie nic nie da. Zaczął mruczeć coś do siebie, po czym sięgnął do kieszeni by poprawić sobie humor czymś słodkim, lecz niestety nie znalazł w kieszeni nawet pół ciastka, co niezmiernie go zaskoczyło, bo nigdy nie zapominał uzupełnić podręcznych zapasów, ale to zapewne wina tego, ze ostatnio nie robił nic innego tylko myślał o tej sprawie. Westchnał cicho i zaczął się rozglądać za jakimś stoiskiem z słodyczami i szybko jedno zlokalizował. Prawie pobiegł do tego stoiska, a widząc dosyć bogaty wybór słodyczy bez wahania wziął ich całą torbę, po czym zadowolony usiadł na brzegu fontanny i zaczął wcinać cukierki. Cóż może i interesy były ważne, ale uzupełnienie cukru było jego głównym priorytetem, a po za tym nawet wampir potrzebuje czasem małego odpoczynku. Zwłaszcza iż może komuś wykręcić jakiś numer, co pomoże poprawić mu samopoczucie, a po za tym nie wykręcić numeru byłoby grzechem. tak więc dalej wcinając słodycze szukał sobie idealnej ofiary do żartów, ale takiej, która nie zacznie uciekać z krzykiem czy coś, tylko da mu zabawę na dłużej.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Ryneczek   Sob Gru 15, 2012 4:28 pm

Kain podwiózł ją do centrum i tam zostawił zgodnie z jej życzeniem. Wyposażona w torbę, kilka niezbędnych rzeczy naciągnąwszy kaptur czarnego płaszcza na głowie ruszyła do przodu. Z tego co wcześniej ustaliła jasno wynikało, że gdzieś nieopodal znajduje się budynek, który chce wykupić. Jeśli będzie miała na tyle wolnych środków aby zainwestować w lokal to będzie jedno z najlepszych miejsc w tym mieście. Najpierw jednak wypadało się czegoś napić. Miała ochotę na coś czerwonego i ciepłego ale na pewno nie było to wino. Miejsce było zbyt ruchliwe aby od tak schwytać jakiegoś dzieciaka i zanurzyć kiełki w jego delikatnej szyjce. No nic... i tak musi iść na wprost przecinając ryneczek. Może ku końcowi uda jej się coś ciekawego znaleźć.
Którą to mamy godzinę.
Zatrzymawszy się w okolicy fontanny odsunęła suwak od torby i rozpoczęła poszukiwania telefonu. Nigdy nie nosiła na nadgarstku zegarka gdyż uważała, że to miejsce powinno być przeznaczone na bransolety itp. Jeśli ktoś do niej nie zadzwoni to szanse na znalezienie cholernego wynalazku spadają do zera. No chyba, że klęknie na betonie i wysypie dosłownie wszystko. Wtedy i telefon by wypadł. Nie ryzykując zepsucia zabaweczki lepiej zwyczajnie kogoś zapytać. W końcu musi wiedzieć ile ma jeszcze czasu do umówionego spotkania.
Przepraszam, która godzina?
Zwróciła się do jakiegoś chłopczyka opychającego się słodyczami. A później ludzie się dziwią, że wyglądają jak w ciąży spożywczej. A i taka przesłodzona krew nie należy do dobrych. Bardziej to mdli niż satysfakcjonuje.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Ryneczek   Sob Gru 15, 2012 4:47 pm

A on opychał się w najlepsze słodyczami, wypatrując jakiejś ciekawej ofiary do zabawy, ale każdy wyglądał na słabego psychicznie, a zbyt szybkie kończenie zabawy było tak nudne, ze już lepiej nawet nie zabierać się za jakiś numer. W pewnym momencie kątem oka dostrzegł jakaś osobę stojąca nieopodal niego, a która najwyraźniej szukała czegoś gorączkowo. Przyjrzał się jej dokładniej i stwierdził, iż będzie ona doskonałą osobą do wycięcia numeru, o ile oczywiście nie przyjdzie w jego stronę pytać o drogę czy coś, oraz jeżeli postanowi zabawić tutaj dłużej. A co do jego osoby to nie był on żadnym chłopczykiem, mimo iż na takiego wyglądał, a więc takie szybkie ocenianie nie było zbyt dobre, zwłaszcza iż moze być o wiele starszym wampirem niż ona, ale to raczej nie będzie mieć znaczenia. Nie ważne ile będzie miał lat, dla każdego będzie wyglądał jak mały i uroczy chłopczyk, przynajmniej póki nie pozna się go bardziej. Wtedy to staje się dla innych wcieleniem szatana, lub też jego synem co bardzo go bawi, bo nabieranie się na wygląd jest zgubne. No i wcale nie jest w żadnej ciąży spożywczej, bo jego metabolizm był jakby nie z tej ziemi, ale to zapewne zasługa bycia wampirem czy coś, bo nie ważne jak bardzo będzie się opychał, no i jak bardzo to coś będzie tuczyło, po nim nawet tego nie będzie widać, zwłaszcza iż dba o swoją formę i w ogóle. A co do krwi to raczej jest to śladowa ilość, a reszta to płynny cukier czy coś, bo przy tej dawce słodyczy które wcina, to ma tak wysoki cukier iż powinien on służyć zamiast krwi. Słysząc pytanie skierowane w jego stronę westchnął cicho, bo z wycinania numeru nic nie wyjdzie, bo zaraz jak tylko udzieli odpowiedzi to kobieta zniknie i znowu trzeba będzie szukać na nowo. Sięgnął do kieszeni by sprawdzić która godzina na telefonie, lecz gdy tylko go wyjął usłyszał pikanie rozładowanej baterii, a chwilę po tym telefon się wyłączył. Patrzył na to chwile oniemiały i zaczął nim lekko potrząsać, jakby miało to sprawić iż bateria sama się naładuje czy coś. Ale tak to już bywa jak zapomina się naładować telefon, z którego przecież cały czas korzystał.
-Niestety raczej nie pomogę, bo bateria padła.
Cóż zrobił co mógł by jej pomóc, ale niestety się nie udało. Ale to oznaczało, ze zostanie tutaj na dłużej, czyli moze obmyślać na nowo plan na jakiś numer.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Ryneczek   Sob Gru 15, 2012 5:02 pm

Omitsu miał to do siebie, że uwielbiała by ją zapamiętywano. Nie ważne, że ktoś nie znał jej imienia czy nazwiska. Ważne aby pamiętał tą urocza buźkę, zgrabną figurę i to dzięki czemu stała się taka szczególna. Przechadzka po rynku z takim cudakiem, który pomimo mrozu siedzi na zimnej fontannie w nieodpowiednim ubiorze była spontanicznym i nie do końca przemyślanym pomysłem. Na takie małe wykroczenia mogła sobie pozwolić.
Choć ze mną.
Zaproponowała a raczej rozkazała spoglądając w dół na nadal obżerającego się dzieciaka. Co do wyglądu naturalnie nie powinno się oceniać książki po okładce ale pierwsze skojarzenia jakie przychodzą nam zawsze do głowy nie są dyktowane przez dobre wychowanie, maniery ale przez zwykły impuls. Dopiero po czasie da się zauważyć różnicę poglądów.
Kobieta nie jest od tego aby z kimś się szarpać czy bić. W dodatku taka, która ma moce i jest wampirzycą. Zaraz okaże się z kim tak naprawdę mamy do czynienia. Czy to zwykły chłopiec, wampir niższego poziomu a może zupełna niespodzianka chodząca po tym mieście? Poprzez wpłynięcie na Twoją psychikę Omi będzie starała się wywołać iluzję. O ile nie posiadasz blokady umysłu o tyle nagle zaczniesz być dla niej posłuszny niczym najlepiej wyćwiczony pies. A dlaczego? Z miłości ! Pokochasz ją i nie będziesz mógł wyrazić sprzeciwu w jakiejkolwiek sprawie. To uczucie wybuchnie nagle a Ty staniesz się marionetką w jej szponach. Tylko dlatego, że ma taki kaprys.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Ryneczek   Sob Gru 15, 2012 5:20 pm

Oj wcale nie był żadnym cudakiem. To iż miał niecodzienny ubiór, a jego włosy były koloru dojrzałej trawy z złotymi pasemkami z przodu, nie oznaczało iż był cudakiem, tylko po prostu oryginalna osobom, która chciała się wyróżniać i tyle. A co do zimna, to przecież mógł lubić taką pogodę i w ogóle, a więc tutaj tez nie było się czemu dziwić. Słysząc co powiedziała przewał wcinanie słodyczy i spojrzał na nią nieco zaskoczony, bo właśnie zniszczyła mu cały czas poświęcony na planowanie żartu, oświadczając iż ma nagle iść z nią. Może gdyby była to prośba to rozważyłby to co powiedziała, ale słysząc iż było to w formie rozkazu prychnął tylko cicho, bo nie słucha rozkazów od nieznajomych, zwłaszcza takich którzy nie wyglądali na ciekawe osoby, czy też nie zainteresowali go już na samym początku, a tutaj obie wersje odpowiadały. Nie wyglądała mu na zbyt ciekawą osobę, a jak na razie też nie zaciekawiła go na tyle by mógł jej słuchać, a na dodatek to rozkazywanie. Spojrzał na nią lekko przymrużonymi oczami, bo coś mu tutaj nie pasowało i to bardzo. Nikt nie proponuje nieznajomemu by gdzieś z nim poszedł, zwłaszcza w takim miejscu gdzie moze być dużo świadków, jeśli ktoś zaplanuje jakiś rabunek czy coś. Już miał jej odmówić w stylu "przepraszam panią, ale mama zabrania mi chodzić gdzieś ze staruszkami", ale poczuł jak coś zaczęło na niego wpływać. Nagle jego podejście do tej kobiety zaczęło się zmieniać w coś, co można by nazwać nagłym przypływem miłości. Wiedział iż to nie jej obecnośc anie coś takiego, a więc działała na niego jakaś mocą. Nie mógł pozostać na to obojętny, a więc póki miał jeszcze na tyle wolnej woli, postanowił poświęcić pozostałe w torbie słodycze, po czym wyciągał z nich cukier formując z niego dosyć duży szpikulec, by móc się w razie czego obronić, oczywiście jeżeli będzie miał na tyle własnej woli.
-Niby czemu mam to zrobić?
Cóż jeszcze miał na tyle wytrwałości by tak odpowiedzieć, ale czuł iż z każdą chwilą to co teraz powiedział, zmieniłoby się raczej na tak jest, lub rozkaz.
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Ryneczek   

Powrót do góry Go down
 
Ryneczek
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 8Idź do strony : 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Vampire Knight :: Yokohama :: CENTRUM MIASTA-
Skocz do: